Dodaj do ulubionych

Jutro bedzie rocznica Watergate :O)

08.08.19, 08:41
A jak podobna afera potoczyłaby się w obecnej Polsce? Oto scenariusz:

1. Policjanci, którzy aresztowali włamywaczy zakładających podsłuch w siedzibie partii opozycyjnej, powiadomili przełożonych, ci zaś pchnęli informację wyżej, aż do szefa MSW. Jeszcze tego samego dnia zebrał się sztab kryzysowy w gabinecie szefa partii rządzącej.

2. O incydencie dowiedziała się niezależna od władzy gazeta poinformowana przez ochroniarzy, którzy namierzyli włamywaczy. Pismo wysłane przez dziennikarzy do Stołecznej Komendy Policji pozostało bez odpowiedzi. Po kilkakrotnych monitach przyszła odpowiedź, że prawdopodobnie chodziło o pospolite włamanie na tle rabunkowym.

3. Politycy opozycji jednak nie odpuścili. Wiedzieli bowiem od ochroniarzy, którzy włamywaczy wylegitymowali przed przekazaniem policji, że jednym z nich był lokalnym działaczem partii rządzącej. Zwołali konferencję prasową, a lider opozycji wystąpił w Sejmie.

4. Rządząca partia wydała krótki komunikat, w którym poinformowała, że z włamaniem nie ma nic wspólnego, zaś działacz partii, który brał w nim udział, został wyrzucony.

5. Opłacana z pieniędzy podatników zagraniczna firma specjalizująca się w politycznym PR przygotowała plan działania. „Ja cię nie mogę, ale dęta afera” – napisała na Twitterze rzeczniczka partii rządzącej, a zdanie to zostało powtórzone tysiące razy przez wynajętych trolli i internetowe boty. Posłowie rządzącej partii otrzymali przekaz dnia. We wszystkich publicznych wystąpieniach mieli podkreślać, że działacz, który brał udział we włamaniu, został wyrzucony z partii, i powtarzać zdanie: „To są nasze standardy”. To zdanie padło ponad 100 razy w ciągu jednego dnia podczas niezliczonych wywiadów i dyskusji w mediach. Po dwóch dniach przekaz dnia nakazywał powtarzanie: „Totalna opozycja stosuje brudne chwyty”. Kolejnym było zdanie: „Wyborcy na nas głosowali, bo wiedzą, że jesteśmy uczciwi”.

6. Telewizja publiczna i media sponsorowane przez rząd rozpoczęły zmasowaną kampanię pod hasłem „brudne chwyty opozycji”. Ujawniono też, że brat jednego z włamywaczy niegdyś należał do partii opozycyjnej, ochroniarz, który nakrył włamywaczy, był kiedyś agentem SB.

7. Prokurator generalny odpowiedział w Sejmie na zarzuty opozycji domagającej się powołania komisji śledczej, że to śmieszne, by żądać komisji śledczej w sprawie drobnego włamania. Przytoczył dane dotyczące liczby włamań do sklepów i mieszkań za rządów opozycji i obecnych. Jasno wykazał, że dzięki energicznym wysiłkom prokuratury i policji tego rodzaju przestępczość spada. Prorządowe media na pierwszych stronach zamieściły wielkie wykresy pokazujące, jak spada przestępczość.

8. Prorządowa telewizja ujawniła, że jeden z posłów opozycji, jeszcze jako uczeń liceum, był podejrzany o udział we włamaniu do sklepu z alkoholami. Prokurator krajowy na zwołanej konferencji powiedział, że umorzenie śledztwa w sprawie domniemanego włamania do sklepu było karygodnym naruszeniem procedur i śledztwo zostanie podjęte na nowo. „To jest prawdziwa afera. To jest prawdziwa afera” – powtarzał.

9. W telewizji prywatnej, zwykle niesympatyzującej z rządem, znany dziennikarz prowadzący program śniadaniowy stwierdził, że z afery nic a nic nie rozumie podobnie jak większość Polaków.

10. Kilka tygodni później w siedzibie partii rządzącej spotkało się jej kierownictwo. Wszyscy gratulowali szefowi i sobie nawzajem, że aferę udało się wyciszyć.

– Może powinienem za jakiś czas ustąpić, mam już swoje lata? – spytał szef.

– Ależ, szefie, jesteś młody duchem, będziesz rządził jeszcze 40 lat – odpowiedzieli chórem.

wyborcza.pl/7,75968,25067631,jak-przebiegalaby-afera-watergate-gdyby-zdarzyla-sie-dzisiaj.html
Roznica jest taka, ze Nixon nie byl moralnie ksztaltowany przez kk.
Edytor zaawansowany
  • benek231 08.08.19, 16:32
    Jak przebiegałaby afera Watergate, gdyby zdarzyła się dzisiaj w Polsce?

    Witold Gadomski
    8 sierpnia 2019 | 06:00

    W piątek 9 sierpnia minie 45 lat od ustąpienia prezydenta Richarda Nixona, któremu groził impeachment, czyli odwołanie przez Kongres USA. Przyczyną byłą afera Watergate, najgłośniejszy skandal polityczny II połowy XX wieku. Od tego czasu media na całym świecie, nawet w Polsce, skandalom, w które zamieszani są politycy, nadają nazwy kończące się na -gate, np. Irangate, Rywingate, Orlengate.

    Przypomnijmy, o co chodziło w Watergate – w nocy 17 czerwca 1972 roku pięć osób zostało przyłapanych na zakładaniu podsłuchu w siedzibie sztabu wyborczego Partii Demokratycznej, który mieścił się w budynku mającym nazwę Watergate, w Waszyngtonie, stolicy USA. Wśród zatrzymanych znajdował się James McCord, pracownik Komitetu Reelekcji Prezydenta Nixona.

    Właśnie trwała kampania wyborcza i prezydent miał reelekcję w kieszeni. Kandydat Demokratów George McGovern reprezentował skrajnie lewe skrzydło partii i mimo poparcia dużej części mediów sondaże pokazywały, że nie ma najmniejszych szans. FBI, czyli policja zajmująca się przestępstwami federalnymi, szybko odkryło, że jeden z włamywaczy otrzymał czek od Komitetu Reelekcji Prezydenta.

    Wicedyrektor FBI Mark Felt dał w tej sprawie przeciek dziennikarzom „Washington Post” Bobowi Woodwardowi i Carlowi Bernsteinowi, którzy w 10 października, kilka tygodni przed wyborami, opublikowali tekst zatytułowany „FBI odkrywa, że współpracownicy Nixona stosowali sabotaż u Demokratów”. Felt, którego rola wyszła na jaw dopiero w 2005 roku, nie miał żadnego interesu politycznego w tym, by uderzyć w prezydenta. Po prostu był zniesmaczony niskim poziomem moralnym prezydenckiego otoczenia.

    „Podczas dochodzenia w sprawie Watergate agenci federalni ustalili, że setki tysięcy dolarów z funduszu kampanii Nixona zostały przeznaczone na opłacenie tajnych akcji mających na celu zdyskredytowanie poszczególnych demokratycznych kandydatów na prezydenta i zakłócenie ich kampanii” – pisali Woodward i Bernstein.

    Ich tekst nie zrobił na wyborcach wrażenia. Niespełna miesiąc później Nixon odniósł miażdżące zwycięstwo nad McGovernem, zdobywając 520 głosów elektorskich, a kandydat Demokratów wygrał jedynie w stanie Massachusetts i Dystrykcie Kolumbia, zdobywając 17 głosów.

    Na tym afera mogłaby się skończyć, ale to był dopiero jej początek. W Senacie powołano specjalną komisję do zbadania sprawy nielegalnych podsłuchów, a w maju 1973 roku powołany został specjalny prokurator Archibald Cox do zbadania sprawy. Demokraci mieli w Kongresie większość, ale za powołaniem komisji głosowała też część Republikanów, czyli partyjnych kolegów Nixona. Zgodnie z amerykańskim prawem specjalnego prokuratora powołał prokurator generalny Elliot Richardson, członek administracji Nixona. Prokurator nadzwyczajny ma w takich sytuacjach całkowitą swobodę działania.

    W czasie przesłuchań wysokich urzędników z otoczenia prezydenta wyszło na jaw, że prezydent od lat nagrywał rozmowy w Białym Domu. Czynił tak prawdopodobnie z myślą o późniejszych pamiętnikach, a nie po to, by kompromitować rozmówców. Zarówno Cox, jak i komisja senacka zażądały ich ujawnienia. Prezydent się wzbraniał, lecz dostał nakaz od sądu najwyższego.

    Taśmy skompromitowały samego prezydenta. Nagrane prywatne rozmowy zawsze są ambarasujące, tym bardziej że Nixon zwykł był używać języka, jakim mówią w wąskim gronie… polscy politycy. W dodatku znikło kilkanaście minut nagrania. Nixon wydał Richardsonowi polecenie, by zdymisjonował Coxa, ale ten wolał sam się podać do dymisji. Cox został zwolniony przez kolejnego prokuratora generalnego Roberta Borka, ale afery zatrzymać się już nie dało. Zresztą następca Coxa Leon Jaworski śledztwo kontynuował równie energicznie.

    Z przesłuchań świadków, a także z nagrań wynikało, że Nixon raczej nie wiedział o zakładanych podsłuchach, a tym bardziej ich nie zlecał, natomiast od początku miał wiedzę o nielegalnych działaniach mających na celu zatuszowanie afery. Musiał więc podać się do dymisji, a na osłodę otrzymał od swego następcy Geralda Forda ułaskawienie in blanco. Do rezygnacji ostatecznie przekonali go trzej prominentni politycy Partii Republikańskiej: lider Republikanów w Senacie Hugh Scott, były kandydat Republikanów w wyborach prezydenckich Barry Goldwater i przywódca Republikanów Izbie Reprezentantów John Rhodes.

    Aferę opisywali dziennikarze „Washington Post” oraz „New York Timesa”. Część amerykańskiej prasy starała się w nią nie angażować. Niektóre gazety zachowały się tchórzliwie, ale żadna licząca się gazeta lub stacja radiowa czy telewizyjna nie stanęły murem za prezydentem.

    Nixon był jednym z najwybitniejszych prezydentów USA w XX wieku, choć bardzo nielubianym przez media i z tego powodu niedocenionym. Jego zbliżenie z Chinami było mistrzowskim posunięciem w zimnej wojnie z blokiem sowieckim. Ale zapamiętany jest przede wszystkim jako krętacz, który wykorzystywał brudne chwyty w walce politycznej.

    wyborcza.pl/7,75968,25067631,jak-przebiegalaby-afera-watergate-gdyby-zdarzyla-sie-dzisiaj.html
    Nixon to byla niezla kanalia ale chyba jednak nie byl tak wredny i podly jak Kaczynski i ska.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka