Dodaj do ulubionych

"Zła dobrem nie zwyciężysz" :O)

13.08.19, 08:47
Eliza Michalik
13 sierpnia 2019 | 06:00

To nieprawda, że zło można zwyciężyć dobrem, zło się dobrem co najwyżej utuczy do niebotycznych rozmiarów, rozzuchwali, uczyni potężnym i bezczelnym.

Oglądaliście już na HBO serial „Na cały głos” z brawurowym Russellem Crowe'em w roli Rogera Ailesa, twórcy i wieloletniego prezesa stacji Fox News? Nie? Zobaczcie koniecznie. Znajdziecie w nim odpowiedzi na wszystkie pytanie, jakie zadajecie sobie przed wyborami, a zwłaszcza na to jedno najważniejsze: dlaczego zło wygrywa?

Umieszczę tu teraz ostrzeżenie: ten felieton będzie tylko dla czytelników o mocnych nerwach, jeśli ich nie macie, nie czytajcie dalej, a jeśli tak, to na własną odpowiedzialność.

Stawiam tezę, która z pewnością nie spodoba się wielu liberałom i ludziom lewicy, wszystkim zacnym i przyzwoitym obrońcom demokracji i najlepszemu rzecznikowi praw obywatelskich, jakiego kiedykolwiek mieliśmy, dr Adamowi Bodnarowi (dlatego mam nadzieję, że nie przeczyta tego tekstu).

Tezę, z którą sama do niedawna nie zgadzałam się fundamentalnie, ba! – z zapałem obalałam, mając zresztą w zanadrzu wiele sensownych i wciąż słusznych argumentów.
Tezę, której jako wielbicielka Mahatmy Gandhiego i Jezusa z Nazaretu (jako filozofa, nie bóstwa oczywiście) jestem wciąż moralnie przeciwna.

A jednak muszę ją postawić, bo zmusza mnie do tego publicystyczna uczciwość nakazująca bez ogródek, prosto i rzetelnie opisać to, co widzę w Polsce teraz, w tym ważnym, historycznym czasie. I to, czego się w czasie obecnych rządów nauczyłam.

Brzmi ona: to nieprawda, że zło można zwyciężyć dobrem.

Przeciwnie: przekonanie to, dobre dla poetów i pieśniarzy, w życiu społecznym wyrządza straszne, olbrzymie i niepowetowane straty, będąc kosztownym dowodem naiwności i niezrozumienia ważnej maksymy Terencjusza: „Gdy dwóch robi to samo, to nie jest to samo”.

Nigdy w życiu!

Trzeba sięgnąć po ich metody
Zła nie zwycięży się dobrem, zło się dobrem co najwyżej utuczy do niebotycznych rozmiarów, rozzuchwali, uczyni potężnym i bezczelnym.

Jedyne dobro, które ma szansę zwyciężyć zło, to dobro podparte siłą, propagandą, sprawnością techniczną, pijarową i organizacyjną, wielkimi pieniędzmi i agencjami wpływania na opinię publiczną, dobro uzbrojone w pięść i broń (polityczną, rzecz jasna), a nade wszystko, w bezwzględność, bo tak naprawdę do niej wszystko się sprowadza.

Jednym słowem: trzeba działać jak zło, pokonać je jego własnymi metodami, ale nie być złym. Trzeba być jak oficerowie wywiadu (niegdyś, bo teraz polskiego sprawnego wywiadu już nie ma), którzy popełniają przestępstwa, ale zawsze dla dobra kraju i obywateli.

Po kopaniu i biciu kobiet na marszu „niepodległości”, po zatrzymywaniu ludzi chcących powstrzymać Międlara, po łamaniu i naginaniu prawa i śmianiu się w twarz dziennikarzom i opinii publicznej, po marszu tej władzy do celu po trupach (nie tylko w przenośni, ale i dosłownie) powiem wam jedno: kto chce zatrzymać populistów, musi rozprawiać się z nimi na zimno, bezwzględnie, konsekwentnie, wcale nie litościwie – stosując przeciw nim niektóre ich metody.

Kto chce być skuteczny, nie może cofnąć się o krok.

Czy to słuszne? Nie wiem. Czy moralne? Nie bardzo. Czy godne pochwały. Absolutnie nie.

Idą na nas z siekierą
Ale my, obywatele, patrząc na postępowanie władzy i jej akolitów, jak Kościół katolicki, jesteśmy dziś w sytuacji człowieka, który widzi, jak włamywacz idzie ku niemu z siekierą w ręku i mordem w oczach.

Grzeczne mówienie: „Wiesz, że wszedłeś do mojego domu bez pozwolenia, czego nie pochwala kodeks karny. Może wyjdziesz, a ja zapakuję ci na drogę ciasteczka i zaparzę kawy?” – nie podziała, zapewniam.

W takiej sytuacji trzeba wziąć, co się ma pod ręką, i uderzyć, bo wiadomo, że jeśli my nie unieruchomimy włamywacza, to on unieruchomi nas. Być może na zawsze. I jeśli nie chcemy umierać, a przeciwnie, obronić nasz dom, naszą rodzinę, zdrowie i życie, musimy działać jak włamywacz – i bić się w obronie własnej.

W prawie są przepisy wyłączające odpowiedzialność za użycie przemocy, jeśli działało się w obronie własnej lub w stanie wyższej konieczności, jeśli zastosowaliśmy ostateczne środki, żeby przeżyć.

Co jest ekwiwalentem obrony własnej w życiu społecznym i politycznym? Z pewnością nie przemoc fizyczna, bo przemoc nigdy nie jest rozwiązaniem, w żadnej sytuacji. Jest jednak dość jasne, że białe róże i uśmiechy na pokojowych demonstracjach – także nie.

Amerykanie mają to w konstytucji
Mądrzy Amerykanie przewidzieli taką okoliczność i wymyślili rozwiązanie, które zapisali w Deklaracji Niepodległości: „Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że wszyscy ludzie stworzeni są równymi, że Stwórca obdarzył ich pewnymi nienaruszalnymi prawami, że w skład tych praw wchodzi prawo do życia, wolność i dążenia do szczęścia.

Że celem zabezpieczenia tych praw wyłonione zostały wśród ludzi rządy, których sprawiedliwa władza wywodzi się ze zgody rządzonych.

Że jeżeli kiedykolwiek jakakolwiek forma rządu uniemożliwiałaby osiągnięcie tych celów, to naród ma prawo taki rząd zmienić lub obalić i powołać nowy, którego podwalinami będą takie zasady i taka organizacja władzy, jakie wydadzą się narodowi najbardziej sprzyjające dla ich szczęścia i bezpieczeństwa. Roztropność, rzecz jasna, będzie dyktowała, że rządu trwałego nie należy zmieniać dla przyczyn błahych i przemijających. Doświadczenie zaś wykazało też, że ludzie wolą raczej ścierpieć wszelkie zło, które jest do zniesienia, aniżeli prostować swoje ścieżki przez unicestwienie form, do których są przyzwyczajeni. Kiedy jednak długi szereg nadużyć i uzurpacji, zmierzających stale w tym samym kierunku, zdradza zamiar wprowadzenia władzy absolutnej i despotycznej, wówczas ich słusznym i ludzkim prawem, ich obowiązkiem staje się odrzucenie takiego rządu oraz stworzenie nowej straży dla swego przyszłego bezpieczeństwa”.

My, Polacy, takiego rozwiązania nie mamy.

To nie jest wojna dla wrażliwców
Potrzebujemy jednak przywódców, ostrych, pragmatycznych, myślących w kategoriach interesu państwa, a nie interesu partii, mocnych i niewahających się mówić i postępować ostro, nazywać rzeczy po imieniu. Odpowiedzialnych, ale niedających zapędzać się populistom i nacjonalistom w kozi róg. Niebojących się Kaczyńskiego, Brudzińskiego, Kamińskiego – nikogo.

Potrzebujemy wyszczekania, zdecydowania, elokwencji i socjotechniki, dokładnie takich samych, jakie mają populiści, tej samej bezczelności i bezwzględności. W tej wojnie o Polskę nie ma miejsca dla wrażliwców.

Mariusz Kamiński, minister koordynator służb specjalnych, został właśnie szefem MSWiA, łącząc w swoich rękach niespotykaną dotąd i niezwykle groźną dla obywateli władzę. Minister Ziobro rozszerza władzę prokuratury, nadając jej uprawnienia sądów (prokuratura będzie zdecydować, że podejrzany nie może wyjść za kaucją, co do tej pory leżało w gestii sądu i co da jej nieograniczone możliwości trzymania ludzi w aresztach). Niezgodnie z prawem dwa miesiące przed wyborami (łamiąc ciszę legislacyjną, do której zobowiązują władzę wyroki TK, zgodnie z którą nie można wprowadzać istotnych zmian w prawie wyborczym później niż sześć miesięcy przed wyborami) zmieniono prawo wyborcze tak, żeby stworzona przez PiS Izba Kontroli Spraw Publicznych SN orzekała o ważności wyborów.

Możecie myśleć, że to niewinne przypadki, ale ja widzę zaciskającą się na naszej, obywateli, szyi pętlę. I moim zdaniem, jeśli Polska ma zwyciężyć to bezprawne, autorytarne, rozrastające się zło, to bynajmniej nie uroczym, romantycznym dobrem.

wyborcza.pl/7,75968,25078104,zla-dobrem-nie-zwyciezysz.html
Krotko mowiac opozycja musi skonczyc z tymi swoimi cieplymi kluchami.
Edytor zaawansowany
  • babaobaba 13.08.19, 10:14
    Hmm... ciekaw jestem odpowiedzi tete, na te słuszne, moim zdaniem, tezy Elizy Michalik. Wszak w Kościele już dawno odstąpiono od nadstawiania drugiego policzka, nieprawdaż?



    --
    Pobożność jest niezwykle ważna ale rozumu nie zastąpi - ks. prof. Józef Tischner
  • czujny 13.08.19, 14:43
    Odstapiono of nadstawiania policzka a przystapiono do nadstawiania doopy
    dla politpoprawnych zboczencow.
  • dachs 13.08.19, 17:54
    babaobaba napisał:

    > Wszak w Kościele już dawno odstąpiono od nadstawiania drugiego policzka, nieprawdaż?

    Oj! To już są znowu stosy? Gdzie? Polecimy popatrzeć?




    --
    Przyjemna atmosfera w stosunkach pomiędzy Kościołem a państwem jest dobra dla państwa, ale zła dla Kościoła.
    /G.K. Chesterton/
  • benek231 13.08.19, 18:51
    babaobaba napisał:

    > Hmm... ciekaw jestem odpowiedzi tete, na te słuszne, moim zdaniem, tezy Elizy M
    > ichalik. Wszak w Kościele już dawno odstąpiono od nadstawiania drugiego policzk
    > a, nieprawdaż?
    **
    Nie odstapiono, nie odstapiono - nie bylo od czego. Oni nigdy nie nadstawiali drugiego policzka. To taki pic na wode.

    Gdzies tu obok zawiesilem watek pt. "Antropologiczny fałsz współczesnego katolicyzmu" S.Obirka - na bliski temat.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka