Dodaj do ulubionych

"Wczytaliście się w program PiS? :O)

01.10.19, 08:37
Żeby potem nie było, że nie wiedzieliście.."

Wojciech Sadurski
1 października 2019 | 06:00

Warto się wczytać w program partii władzy. W ideologiczno-propagandowym bełkocie ukryte są pomysły bardzo niepokojące, które należy potraktować jako ostrzeżenie.

Nie jest to miła lektura, choć nie jest specjalnie trudna. Na 232 stronach programu PiS jakieś 220 stron to takie gomułkowsko-gierkowskie ględzenie w stylu: Ile to już osiągnęliśmy, ale trzeba jeszcze trochę pogłębić i dokończyć, więc dajcie nam władzę na kolejną kadencję. Sęk w tym, by trafić na te 12 stron, które są naprawdę ważne i niepokojące, ale utopione w radosnej paplaninie.

Przybiera ona zresztą czasem kształty humorystyczne. Np. rządom PO/PSL zarzuca się m.in. zniszczenie dobrych obyczajów parlamentarnych, tolerowanie przestępczości zorganizowanej, kontrolę nad mediami (w tym „przejęcie Telewizji Polskiej i radia publicznego”), dezawuowanie przeciwników politycznych, manipulację propagandową, koncepcję „jednolitej władzy państwa” czy gwałcenie wolności słowa. To znane psychologom zjawisko projekcji i wypierania. Jest też dużo – bardzo dużo – o Donaldzie Tusku (nawet o „harataniu w gałę”), co nieomylnie wskazuje na autorski charakter programu, który wiernie wyraża kompleksy, zawiści i obsesje prezesa.

System przed 2015 r. zdiagnozowany jest jako „późny postkomunizm” zawierający więcej elementów kontynuacji niż zerwania z PRL-em. Jest to o tyle absurdalne, że dwa główne filary komunizmu, czyli władza monopartii i nacjonalizacja gospodarki, są obecnie mozolnie odbudowywane przez PiS. Jest też trochę oczywistych kłamstw, np. o tym, że „nowe zasady wyboru sędziów i prezesów Trybunału Konstytucyjnego oparte zostały na głosie suwerena, wyrażanym przez parlament”. Nieprawda, nie zmieniły się od początku istnienia tej instytucji, tyle że wprowadzono do niej dublerów i sędziów uległych prezesowi, z mgr Przyłębską na czele.

A już szczególnym pechem autorów programu jest to, że na dwa dni przed wybuchem skandalu nowego prezesa NIK został on określony jako osoba, której kariera „nie stawia pod znakiem zapytania obiektywizmu w sprawowaniu urzędu”! W tym kontekście teza, że „dobór kadr na kluczowe stanowiska w państwie – poza wszelką dyskusją – zyskał nowy standard”, jest niewątpliwie słuszna, choć należałoby ją wzmocnić przykładami sędziów Piebiaka i Dudzicza.

Parlamentarzyści? Pod but. Sędziowie? Pod but. Dziennikarze? Pod but
Ale między takimi głupstwami zamieszczone są też pomysły bardzo niepokojące, które należy potraktować jako ostrzeżenie. Jeden z nich dotyczy zniesienia immunitetu dla posłów i senatorów na sam tylko wniosek skierowany do Sejmu przez prokuratora generalnego, którym w państwie PiS jest minister sprawiedliwości. A zatem minister będzie mógł wyprowadzić z Sejmu jakiegokolwiek oponenta politycznego, któremu np. zarzuci pomówienie, czyli przestępstwo z kodeksu karnego. A wniosek rozpatrzy rządząca większość sejmowa.

Tak samo z immunitetem sędziowskim i prokuratorskim. Prokuratorski już i tak nie ma znaczenia, bo ta grupa zawodowa została już wzięta pod but, ale teraz prokurator/minister będzie mógł wycofać z zawodu jakiegokolwiek sędziego, np. zarzucając mu również pomówienie. A ten wniosek będzie rozpatrzony przez „Sąd Najwyższy”, czyli (czego już program nie precyzuje) tzw. Izbę Dyscyplinarną złożoną z zaufanych prokuratorów i innych uległych ministrowi prawników.

Dziennikarze już zdążyli się oburzyć (i słusznie) propozycją „samoregulacji” prowadzonej przez dziennikarski „samorząd” (w domyśle: radykalnie PiS-owskie SDP), ale uwadze wielu umknął taki niuans, że program zapowiada, iż utworzenie takiego systemu samorządowego pozwoli na rezygnację z artykułu 212 kodeksu karnego, bo „powstałaby gwarancja nienadużywania mechanizmów medialnych w sposób nieetyczny”. Art. 212 to przepis szeroko krytykowany, pozwalający na karanie za pomówienie w środkach masowego przekazu. Związek, jaki tekst programu kreśli między „autoregulacją dziennikarską” a możliwością skreślenia przepisu kk, pokazuje, jaka będzie planowana funkcja owego samorządu: będzie to cenzura i inkwizycja, tyle że prowadzona przez samych „dziennikarzy”.

W kierunku polexitu
Ale najpoważniejsze ostrzeżenie zawarte jest w rozdziale na temat wymiaru sprawiedliwości. W powodzi niezwykle szczegółowych pomysłów na temat warchlaków, muzeów i kolei zadziwia lakoniczność stwierdzenia, iż „reforma sądownictwa” będzie kontynuowana. Żadnych detali, żadnych konkretów. Jeden króciutki akapit na str. 52. A zatem trzeba przyjąć, że doprowadzone będzie do końca to, co już zostało rozpoczęte – nastąpi rozciągnięcie bezpośredniej kontroli politycznej i dyscyplinarnej nad wszystkim sędziami, obejmujące także treść ich orzeczeń. W tym kontekście prawników musi zadziwić obietnica, że „zaproponowane zmiany będą konsultowane z Trybunałem Konstytucyjnym”. Prawo nie przewiduje takich „konsultacji”, a Trybunał nie ma kompetencji doradzania rządowi. No ale ten Trybunał zrobi wszystko.

Na drodze do upragnionego celu, którym jest pełna kontrola nad wszystkimi sądami, stanęły w obecnej kadencji trzy czynniki: protesty opinii publicznej, niezłomność środowiska sędziowskiego i kontrola ze strony Unii Europejskiej. To ostatnie jest dostrzeżone w programie, który ubolewa nad „przejmowaniem przez instytucje unijne kompetencji państw członkowskich oraz rozszerzającą interpretacją prawa traktatowego Unii”. Czyli wiemy już, jakie będą reakcje władzy na nieuchronnie zbliżające się orzeczenia TSUE (a także decyzje Rady Europejskiej) dotyczące m.in. neo-KRS i systemu dyscyplinarnego, realizowanego głównie przez Izbę Dyscyplinarną. Znów usłyszymy, że sądownictwo należy do wyłącznej kompetencji państw narodowych.

Ale to nieprawda. Traktaty unijne, ustanawiając „rządy prawa” jako jedną z naczelnych zasad i wartości Unii i państw członkowskich, nakazują, by sądy krajowe (będące automatycznie sądami europejskimi) były niezależne od władzy politycznej. Potwierdziło to orzecznictwo TSUE, w tym orzeczenie z czerwca br. o niezgodności z traktatami ustawy o Sądzie Najwyższym dającej władzy wykonawczej kontrolę nad kadencjami sędziów SN. PiS nie pogodził się z taką rolą Unii, a ta niezgoda to prosta droga do polexitu. Ni mniej, ni więcej. Bo nierealizowanie orzeczeń TSUE i podważanie wartości traktatowych to rokosz, nie do pogodzenia z członkostwem w Unii.

Katolicki monopol na patriotyzm
Dużo bardziej niż tajemniczy rozdzialik o wymiarze sprawiedliwości jest rozbudowana część „tożsamościowa” – radykalnie klerykalna i nacjonalistyczna. Hołdy dla Kościoła ukoronowane są znanym już stwierdzeniem, że nauka moralna Kościoła katolickiego nie ma w Polsce „żadnej konkurencji”, a przeciwstawić jej można „tylko nihilizm”. Tak partia rządząca wymierza siarczysty policzek tym wszystkim, którzy swą moralność wywodzą z innych religii albo ze światopoglądów humanistycznych niereligijnych, np. oświeceniowych. Dla nich nie ma miejsca w państwie PiS.

Nie ma też miejsca dla patriotów, ale niezgadzających się na wojujący nacjonalizm wyrażony w programie PiS. Charakterystyczna jest lista muzeów, którymi szczyci się PiS i tych, których nie lubi, a także tych, których nie dostrzega. Wśród mniej więcej 20 muzeów wymienionych w rozdziale kulturalnym ze wstrętem mówi się o Muzeum II Wojny Światowej przed zmianą dyrekcji, które „realizowało niemiecką politykę historyczną”. Europejskie Centrum Solidarności zostało „zawłaszczone przez jedną opcję polityczną” i z tego powodu świat uważa, że upadek komunizmu rozpoczął się od upadku muru berlińskiego. Z kolei Muzeum Polin w ogóle nie jest wymienione, pewno zgodnie z przeświadczeniem, że Polscy Żydzi nie byli jednak Polakami, więc na polską pamięć nie zasługują.

Edytor zaawansowany
  • benek231 01.10.19, 08:39
    Z kolei Polska Fundacja Narodowa zasłużyła na pochwałę za „kształtowanie pozytywnego wizerunku Polski”, co oznacza, że rodzina Chodakiewiczów w USA może spokojnie kontynuować swe wydatki i spłacać kredyty, bo strumień kasy od kolegów w PFN dla zaradnej rodzinki nie wyschnie.

    Edward Albee w usta jednego z bohaterów „Kto się boi Wirginii Woolf” wkłada słowa: „Demokracja polega na tym, że możemy mieć, czego tylko zechcemy, ale i tak na koniec dostajemy to, na co zasługujemy”. Tak też będzie 13 października. Tylko niech nikt potem nie mówi, że nie został ostrzeżony – i to przez zabiegających o nasze głosy.

    wyborcza.pl/7,75968,25254989,wczytaliscie-sie-w-program-pis-zeby-potem-nie-bylo-ze-nie.html#S.main_topic-K.C-B.3-L.1.glowka
    A juz najlepszy jest ten katolik-patriota bo przeciez wiadomo, ze glupek nie moze byc patriota, choc zazwyczaj bardzo tego chce.
  • andrzejg 01.10.19, 14:33
    Problem w tym, że Polacy w większości są typu sowieckiego i lubią być trzymanie za mordę. W gospodarce naczelna partia, w ideologii kościół i wtedy są szczęśliwi i wiedzą co skąd wynika i kogo obwiniać. Nie przymierzając jak 'wolnościowcy' czy monarchii. Samodzielna decyzja jest poza ich wyobraźnią.
    Giertych w którymś wpisie na FB jasno pisze o powrocie komuny i wieszcza pogrom układów i przejmowanie ich majątków, przypominając , że w zasadzie tak doszła do majątku rodzina naczelnika.
  • andrzejg 01.10.19, 14:35
    Miało być kułaków, a nie układów, choć to też prawda. Budują układ ponad układy.6
  • kalllka 01.10.19, 14:52
    Tez mi się wydaje ,ze to benek właśnie,
    lata temu zreszta postanowił i zarabia, na trzymaniu nas za mordę /nomen omen by Facebook/ polegając litylko na naszym narodowym anty/logicznym profilu: dwóch Polaków- trzy opinie /byle w starych butach/
    Jego dumne stwierdzenie, w jego poprzednim wątku, tylko ten stan dokumentuje.
    Myśle, ze styl pozornego idioty, to korespondujących z nim bardzie demaskuje niż jego- pozory.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka