Dodaj do ulubionych

Moralne zobowiazania Kaczora :O)

23.10.19, 07:42
Senator Libicki ujawnia: Przed laty Kaczyński wciągnął do PiS osobę skazaną

Justyna Dobrosz-Oracz

22 października 2019 | 15:52

Justyna Dobrosz-Oracz rozmawia z Janem Filipem Libickim, senatorem PSL.

Justyna Dobrosz-Oracz: PiS był gotowy oddać panu fotel marszałka Senatu, byleby tylko odzyskać większość w izbie?
Jan Flip Libicki: Ja tego nie wiem. Na pewno zadzwonił do mnie wysoki funkcjonariusz PiS. Nie polityk. Mój znajomy. Spytał, czy nie spotkałbym się na kawę z wpływowym senatorem Prawa i Sprawiedliwości, bo mógłbym wysoko zawistować. Powiedziałem, że ja się na kawę, oczywiście, umówię z każdym. Ale jeżeli to ma dotyczyć tego, żebym opuścił tę większość, która ukształtowała się w Senacie po wyborach, to nie jestem zainteresowany rozmową.

Ponoć takie sygnały były wysyłane do liderów PSL. „Dogadacie się z nami, będziecie mieli swojego marszałka”. Czy w ogóle uważa pan, że Władysław Kosiniak-Kamysz powinien podjąć takie rozmowy?
– Władysław Kosiniak-Kamysz nie powinien podejmować tego rodzaju rozmów. Co więcej, uważam, że nigdy nie przyszło mu to do głowy. Przed wyborami samorządowymi pani poseł Beata Mazurek mówiła o tym, że PSL należy wyeliminować z życia publicznego. Działacze PSL, demokratycznej partii, dobrze to pamiętają. Te słowa nie są incydentem. Ta wypowiedź jest zwieńczeniem tego, co Prawo i Sprawiedliwość robiło z członkami PSL przez ostatnie cztery lata. Od tego, że w poprzedniej kadencji nie dano nam wicemarszałka, aż po szykany pod adresem szeregowych członków Stronnictwa pracujących w różnych miejscach.

Czyli ucinałby pan tego rodzaju próby w zarodku?

– Nie ucinałbym, ja je już ucinam.

Nigdy pan nie wróci do PiS?
– Nie ma takiej możliwości.

Dlaczego?
– W bardzo wielu obszarach życia społecznego Prawo i Sprawiedliwość stawia ciekawe diagnozy. Natomiast próby leczenia czy uzdrawiania tej sytuacji są gorsze od samej choroby. Weźmy taki prosty przykład – wymiar sprawiedliwości. Ja jako parlamentarzysta od 14 lat miałem bardzo wiele sygnałów, że ludzie się skarżą na przewlekłość postępowania w sądach. Czy przez te cztery lata zrobiono coś, aby te rozprawy odbywały się sprawniej? Nie, nic. Tak zwana reforma wymiaru sprawiedliwości polegała tylko na tym, aby w miejsce niezależnych i niezawisłych sędziów włożyć sędziów sobie posłusznych. Pani wie o tym, że ja raczej identyfikuję się z wartościami konserwatywnymi i chrześcijańskimi, więc z punktu widzenia kogoś, dla kogo istotne są wartości chrześcijańskie, możemy powiedzieć tak: Trybunał Konstytucyjny pod kierownictwem prof. Andrzeja Zolla odrzucił aborcję na żądanie za pierwszego rządu SLD. Pan profesor Rzepliński umocnił klauzulę sumienia. Co zrobiła prezes Przyłębska w sprawie aborcji eugenicznej? Trzyma wniosek posłów Prawa i Sprawiedliwości i ten wniosek jutro się przedawni. To jest najlepsza ilustracja. Takich przykładów jest wiele. Prawo i Sprawiedliwość elektoratem konserwatywnym, katolickim posługuje się instrumentalnie. Warto byłoby to powiedzieć, a nie tych ludzi oszukiwać.

Prawo i Sprawiedliwość chce ponownego liczenia głosów w sześciu okręgach. To jest plan awaryjny, bo nie udało się kupić senatorów opozycji?
– Oczywiście. Ja się bardzo ucieszyłem, gdy Prawo i Sprawiedliwość ogłosiło, że chce ponownego przeliczenia głosów.

Dlaczego?! Pana kolega Michał Kamiński mówił, że jest to koniec demokracji.
– To są dwie różne rzeczy. Ja się ucieszyłem, ponieważ skoro Prawu i Sprawiedliwości przyszło do głowy, że już się nie da żadnego senatora opozycji przeciągnąć na swoją stronę, to w tym aspekcie jest to sygnał bardzo dobry. Prawo daje Prawu i Sprawiedliwości taką możliwość i partia rządząca z tego korzysta.

Ale jakie jest uzasadnienie? W kodeksie wyborczym jest jasno powiedziane, że muszą być konkretne powody. Musi być przestępstwo.
– Ja bym powiedział coś innego. Ja bym chciał, żebyśmy wszyscy – także państwo, dziennikarze – bardzo dokładnie patrzyli na proces liczenia tych głosów, bo ja nie do końca wiem, kto to będzie liczył. Czy ponownie ta komisja, która liczyła? Czy Państwowa Komisja Wyborcza? Czy sąd, który wyda w tej sprawie postanowienie? Nie wiem. Ja bym tylko chciał, żeby opinia publiczna także za pośrednictwem mediów bardzo uważnie patrzyła na ręce tym, którzy będą te głosy ponownie przeliczać.

Protest wyborczy będzie rozstrzygała nowa Izba Sądu Najwyższego – Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, która została powołana przez PiS. Pan ufa, że to będzie rzetelne?
– Na razie nie mam podstaw, żeby zarzucać tym sędziom jakąś nierzetelność, ale jako wieloletni członek PiS wiem, z jakimi intencjami dokonywało się tych zmian. To były intencje takie, aby członkowie tej izby były osobami powolnymi Prawu i Sprawiedliwości. Dlatego mówię o tym, że powinniśmy bardzo uważnie patrzeć na ręce tym, którzy będą te głosy liczyć.

Nie jest tak, że partia rządząca od początku chciała mieć kontrolę nad procesem wyborczym? Przecież rozstrzyganie protestów wyborczych przesunięto z Izby Pracy właśnie do tej nowej izby.
– Prawo i Sprawiedliwość w ogóle ze swojej natury chciało mieć kontrolę nad sądami. To jest dokładnie na takiej samej zasadzie, jak pana prezesa Kaczyńskiego bardzo irytuje samorząd, bo samorząd jest tym obszarem życia społecznego w Polsce, na który pan prezes Kaczyński ma umiarkowany wpływ. Dokładnie o to samo chodziło z sądami. Kwestia wpływania na wynik wyborów była kwestią drugorzędną. Moim zdaniem główny tok myślenia był taki: sądy w Polsce nie działają sprawnie, z tym jestem w stanie się zgodzić, będą działały sprawnie, gdy my wsadzimy swoich sędziów i będziemy im dyktować bardzo szczegółowo, co mają robić. Otóż tak to nie działa. Tak to w demokratycznym państwie działać nie powinno.

Czyli ruch Prawa i Sprawiedliwości na ten moment pana nie oburza?

– Na ten moment mnie nie oburza. Z tym że jeszcze raz powtarzam, wzywam wszystkich, by patrzyli uważnie na ręce tym, którzy będą te głosy liczyć. To jest zadanie nasze jako parlamentarzystów, ale także państwa jako wolnych mediów.

Szykuje się pan, żeby objąć stanowisko wicemarszałka Senatu?
– Nie jest istotne, kim ja będę. Mój plan był taki, żeby zostać senatorem. Cieszę się, że po tych zawirowaniach – moim odejściu z Platformy, przyjęciu oferty z PSL – ten mój plan się udał. Mam z tego powodu satysfakcję.

Sam pan powiedział, że jest gotowy objąć tę funkcję „z drżeniem”. Dlaczego z drżeniem?

– Jestem gotowy objąć tę funkcję. Ale w nowym Senacie nie jest istotne to, kto będzie jego marszałkiem, czy to będzie Bogdan Borusewicz, czy Krzysztof Brejza, czy to będę ja, czy to będzie ktokolwiek inny. Istotne jest utrzymanie jedności – tej grupy, która w Senacie stanowi większość. Jeśli miałbym to być ja, to są dwa warunki. Pierwszy jest taki, że musiałbym być jasno i klarownie zgłoszonym kandydatem obecnej większości senackiej. Drugi warunek jest taki, że pan prezes Władysław Kosiniak-Kamysz by sobie tego życzył. Jeśli te warunki byłyby spełnione, to jeszcze raz powtarzam, z drżeniem, ale bym to przyjął. Dlaczego z drżeniem pani pytała. To ja pani odpowiadam. Dzisiaj bycie marszałkiem Senatu po tych wyborach będzie zadaniem niezwykle trudnym. Kimkolwiek on będzie, będzie stało przed nim zadanie heroiczne, bo to nie będzie tak jak do tej pory, że większość miała 61, pozostali 39 i w zasadzie głosowania to jest bułka z masłem. Trzeba administrować tą izbą i tyle. Dzisiaj każde głosowanie będzie obarczone ogromnym ryzykiem politycznym związanym z tym, czy będą wszyscy senatorowie, czy ktoś nie zachorował i tak dalej.

Obserwuj wątek
    • benek231 Moralne zobowiazania Kaczora :O) - 2 23.10.19, 07:48
      Ale ja pytałam pana o funkcję wicemarszałka, nie marszałka. Podobno jest cicha rywalizacja pomiędzy panem a Michałem Kamińskim.
      – Ja nie wiem. Mogę powiedzieć tyle: zostałem wysunięty przez pana prezesa Kosiniaka-Kamysza. To on zapytał mnie, czy może wysunąć moją kandydaturę. Ja podałem ten jeden warunek – muszę być wspólnym kandydatem opozycji. Jeśli tak się stanie, to niech pan prezes Kosiniak-Kamysz moją osobą dysponuje wedle uznania. I – jak rozumiem – prezes Kosiniak-Kamysz moją osobą dysponuje.

      Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie budowy dwóch wież. To oznacza, że nie będzie przesłuchany Jarosław Kaczyński. To jest dowód na całkowite ubezwłasnowolnienie prokuratury?
      – Oczywiście.

      Oburzyła pana ta historia? To, że przez kilka miesięcy Birgfellner był przesłuchiwany siedem razy i tak się skończyło?
      – Ja od dawna wiedziałem, że to wszystko, co się dzieje wokół prokuratury, łącznie z tym, że połączono z powrotem stanowiska ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, to się robi właśnie po to, aby tego rodzaju sprawy tak załatwiać. Więc specjalnie mnie to nie oburza, bo ja wiem, do czego Prawo i Sprawiedliwość jest zdolne.

      To machałby pan ręką na każdą taką decyzję? No, można się było spodziewać?
      – Nie, ale można się było spodziewać. Łącząc stanowisko prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości, PiS chciał wpływać na prokuraturę także w zakresie ochrony własnych interesów. Takim największym interesem PiS jest osoba Jarosława Kaczyńskiego, więc jeśli ja widzę pewien negatywny, niszczący państwo proces i widzę go od dawna, i przewiduję, że takie będą owoce tego procesu, to jak widzę ten owoc, to się specjalnie nie dziwię.

      Z punktu widzenia państwa to jest druzgocące?
      – Z punktu widzenia państwa to jest bardzo niszczące. Ta cała upływająca kadencja daje pokusę tym, którzy przyjdą po Prawie i Sprawiedliwości. A ktoś kiedyś przyjdzie, mam nadzieję, że wcześniej niż później, żeby korzystać z podobnych narzędzi. Jeśli jest tak, że oddaliśmy telewizję publiczną czy media publiczne politykowi PiS i zbudowaliśmy wiele narzędzi, żeby można było to zrobić, to nie tylko niszczymy media publiczne dziś, ale także kusimy tych, którzy przyjdą po PiS, aby z tych przygotowanych narzędzi skorzystali.

      Wypuszczono dżina z butelki?
      – Oczywiście.

      I już nie da się zamknąć tej butelki?
      – Moim zdaniem to będzie wymagało bardzo wielkiej odpowiedzialności całej klasy politycznej, żeby tego dżina z powrotem do butelki zagonić.

      Marian Banaś postawił się Prawu i Sprawiedliwości. Nie chce odejść. Dla PiS jest taka tykająca bomba?
      – To jest przede wszystkim bardzo nieprzyjemne dla prezesa Kaczyńskiego, bo do tej pory było tak, że nikt mu się w PiS nie stawiał. A tu Banaś ocenił, że jest bardzo trudny do odwołania, i powiedział prezesowi Kaczyńskiemu: "Panie prezesie, nie. Ja się do dymisji nie podam". Myślę, że bardzo Jarosław Kaczyński, na ile go znam, odczuł to osobiście. Co będzie z prezesem Banasiem dalej, nie wiem. Ja nie jestem specjalnie zdziwiony tym, co się dzieje wokół Banasia, bo kiedy w 2001 roku mój ojciec został szefem wielkopolskiego PiS, to prezes Kaczyński włożył mu na plecy pana, który nie tylko miał zarzuty prokuratorskie, nie tylko był skazany, ale odsiedział wyrok za wyłudzenie kredytu z banku. I kiedy myśmy mówili: "Panie prezesie, jak to jest, przecież to jest Prawo i Sprawiedliwość, tak się nazywamy? No robić wiceprezesem dużego województwa taką osobę?! "- to prezes odpowiadał: "Ja mam wobec tego człowieka zobowiązanie moralne". Rozumiem, że ten sam rodzaj zobowiązań moralnych miał pan prezes wobec Banasia, kiedy wskazywał go na szefa NiK.

      Będzie "lex Banaś", taka specjalna ustawa, żeby móc odwołać ewentualnie prezesa Najwyższej Izby Kontroli?
      – To jest kompromitacja. Oto najpierw przepycha się kogoś kolanem, potem próbuje się przewrócić do góry nogami cały system prawny po to, aby własnego kandydata odwołać. Ja wiem, że twardego elektoratu PiS to specjalnie nie obchodzi, ale jednak z punktu widzenia państwowego mamy do czynienia z całkowitą kompromitacją grupy rządzącej.

      A nie jest tak, że Prawo i Sprawiedliwość w tej chwili trochę się obawia, że skoro raz się prezes NIK postawił, to za chwilę będzie znów się stawiał. I potrzebują takiego bicza?

      – Ja bym powiedział jeszcze trochę inaczej. Zostawmy prezesa Banasia i bicz na niego. To jest problem znacznie szerszy. Ja bym postawił taką przewrotną tezę. Ona na pierwszy rzut oka wydaje się niewiarygodna. Otóż Prawo i Sprawiedliwość te wybory przegrało. Cztery lata transferów społecznych, cztery lata sprzyjających sobie mediów publicznych, 500 plus, trzysta plus, wszędzie plusy, liczono na to, że to będzie druzgocące zwycięstwo. Prawo i Sprawiedliwość mówi "Osiągnęliśmy najwyższy wynik, 43 procent z kawałkiem. Nikt w historii III RP takiego wyniku nie zrobił". To jest prawda, ale spójrzmy na to z innej perspektywy. Prawo i Sprawiedliwość miało w poprzednim Sejmie 235 posłów i nadal tyle ma. Miało Senat, a dziś tego Senatu nie ma. To oznacza, że mimo tych transferów społecznych odbito się od pewnego sufitu. Prezes Kaczyński bywa osobą szczerą i nie można mu odmówić błyskotliwej inteligencji. On na wieczorze wyborczym powiedział: "Zasługiwaliśmy na więcej". To zdanie „zasługiwaliśmy na więcej” jest dowodem na to, że prezes Kaczyński ocenia ten wynik jako porażkę. Wie, po pierwsze, że teraz już może być tylko gorzej. Po drugie, wie, że ma 70 lat i nie wypominając nikomu wieku, jest człowiekiem odchodzącym. To, co dzisiaj media piszą o Zbigniewie Ziobrze, Jarosławie Gowinie, ci panowie ocenili, że wynik był gorszy, niż oczekiwali. Trzeba rozpocząć grę na nowe rozdanie.

      Co to ma wspólnego z Marianem Banasiem?
      – To ma bardzo dużo wspólnego z Marianem Banasiem. Moim zdaniem Marian Banaś jako człowiek niezwykłe błyskotliwy również ocenił, że prezes Kaczyński po tych wyborach słabnie i można mu się postawić.

      Zagłosowałby pan za karą więzienia za seksedukację?
      – Nie czytałem tej ustawy.

      Warto przeczytać. Protesty były.
      – Wierzę w to, że ci, którzy ją złożyli, mieli dobre intencje. Natomiast ja bym nie zagłosował. Generalnie nie jestem jakimś zwolennikiem edukacji seksualnej. Ale to, że ja nie jestem zwolennikiem, nie oznacza, żebym innych wsadzał za to na trzy lata do więzienia, jak to jest tam zapisane.

      Jak można w ogóle karać za mówienie o czymś, co jest niekaralne?
      – To jest jeszcze inna rzecz. Mimo swoich konserwatywnych poglądów ja bym za tym nie zagłosował.

      wyborcza.pl/7,155168,25334732,senator-libicki-ujawnia-przed-laty-kaczynski-wciagnal-do-pis.html#S.main_topic-K.C-B.6-L.1.maly
      • benek231 Moralne zobowiazania Kaczora :O) - 2 23.10.19, 16:41
        >> bo kiedy w 2001 roku mój ojciec został szefem wielkopolskiego PiS, to prezes Kaczyński włożył mu na plecy pana, który nie tylko miał zarzuty prokuratorskie, nie tylko był skazany, ale odsiedział wyrok za wyłudzenie kredytu z banku. I kiedy myśmy mówili: "Panie prezesie, jak to jest, przecież to jest Prawo i Sprawiedliwość, tak się nazywamy? No robić wiceprezesem dużego województwa taką osobę?! "- to prezes odpowiadał: "Ja mam wobec tego człowieka zobowiazanie moralne". >>

        No tak gdy barany uslyszeli o "zobowiazaniach morelnych" to nie mieli wiecej pytan, bo Kaczor wypromowal sie na kogos o nieskazitelnej moralnosci. Tyle, ze te zobowaizania to byly zobowiazania pomiedzy żulami: tamten dostal dobra robote, a Kaczor trzymal go w garsci, jak to żul żula.
        Komunisci robili dokladnie takie same numery. Trzeba przyznac, ze Kaczor byl bardzo uwaznym studentem na tym WUMLu.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka