Dodaj do ulubionych

"Gdy Orban i Kaczyński upadną, :O)

17.11.19, 16:33
do władzy dopchają się nacjonaliści. Tak jak po upadku Mubaraka dopchali się islamscy radykałowie"

Ziemowit Szczerek
16 listopada 2019 | 05:58

Nacjonaliści stają się wschodnioeuropejskim Bractwem Muzułmańskim: nawet gdy "nieliberalne" reżimy na Węgrzech czy w Polsce odejdą, to do władzy dopchają się oni, a nie demokraci.


Ziemowit Szczerek ur. w 1978 r., pisarz, publicysta, zdobywca Paszportu „Polityki”, nominowany do Nike za „Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian” i „Tatuaż z tryzubem”. Właśnie opublikował „Via Carpatia” – eseje drogi z orbanowskich Węgier

Pod koniec października pracownicy budapeszteńskiego klubu Auróra, promującego niezależną kulturę i udzielającego głosu stygmatyzowanym mniejszościom (tu mieści się m.in. biuro romskiego NGO), zobaczyli, jak maszeruje na nich około 50 faszystów ubranych na czarno, w jednakowych bluzach z logo organizacji Légió Hungária. Neofaszyści zaatakowali klub.

Policja nie interweniowała. Członkowie Légió Hungária na swojej stronie wspominają, że policjanci nieoficjalnie wyrażali poparcie, a „policja zachowywała się poprawnie”.

Policja zachowywała się „poprawnie” również wtedy, gdy w 2011 roku, niedługo po dojściu do władzy Orbána, neofaszyści z organizacji Vedero zorganizowali sobie obóz treningowy nieopodal miejscowości Gyöngyöspata, w której żyje znaczna mniejszość cygańska. Jako, że treningi obejmowały przemarsze przez wieś, łączone z zapowiadaniem Romom, co też nacjonaliści zrobią im i ich dzieciom – Cyganie zdecydowali się opuścić domy. Policja zareagowała – ochraniała ewakuację.

To nie tylko węgierski problem. W Chorwacji faszystowska symbolika co chwila pojawia się, niby mrugnięcie okiem, wśród najwyższych władz: a to prezydentka Kolinda Grabar-Kitarović zrobi sobie zdjęcie z flagą z herbem ustaszów, sojuszników Hitlera, w których państwie działały obozy koncentracyjne. A to szefowa Chorwackiej Partii Konserwatywnej Ruža Tomašić sfotografuje się w faszystowskim mundurze i powie, że byli też dobrzy ustasze. A to najpopularniejszy piosenkarz Thompson krzyknie faszystowskie pozdrowienie na koncercie pełnym młodych ludzi, a tłumy walą na niego jak na Metallicę. A ci, którzy czują się zagrożeni, jak Milorad Pupović, polityk, przedstawiciel serbskiej mniejszości, którego kukłę lubią spalić chorwaccy narodowcy, słyszą od prezydent Grabar-Kitarović, że najlepiej będzie, żeby tacy ludzie nie „prowokowali, nie irytowali i nie obrażali społeczeństwa”.

No i Chorwaci w miejscowościach serbskiej mniejszości wymalowują hasło „Serbowie, odpalajcie traktory” – na tym środku transportu, według chodnikowej legendy, Serbowie mieli uciekać przed śmiercią z rąk Chorwatów w czasie wojny w latach 90.

Stolica Bułgarii Sofia cała pokryta jest graffiti: swastyki i inne nazistowskie symbole wyskakują nawet w dawnej żydowskiej dzielnicy, na synagodze. Władze, jeśli reagują, to tak samo jak na wysprejowane „Stojan kocha Mariję”: kiedyś się zamaluje, z okazji ogólnego odmalowywania fasad.

Swastyki wymalowano na historycznym meczecie w Banja Luce, stolicy bośniackich Serbów. Serbowie w czasie wojny walczyli przeciw Niemcom, co nie przeszkodziło napastnikom namalować również serbskiego symbolu: opisanych na krzyżu czterech „S”, czyli „Samo sloga Srbina spasava” – „Tylko jedność zbawi Serbów”.

Na Ukrainie faszyzujący nacjonaliści nie mają dużej reprezentacji w polityce, jednak w przestrzeni publicznej są już silniejsi, szczególnie na zachodzie kraju – wykorzystywanie faszystowskich symboli, od wilczego haka (którym pieczętował się „Azow”, jeden z batalionów walczących w Donbasie) po swastyki, nie licząc haseł nacjonalistycznego Prawego Sektora, ataki na mniejszości seksualne czy Romów nie należą do rzadkości.

W Estonii, która wydawała się odporna, niespodziewanie dobry wynik w wyborach uzyskała skrajnie prawicowa partia podgrzewająca nie tylko nastroje antylewicowe czy antyimigranckie, ale również szczująca ludzi przeciw dużej mniejszości rosyjskiej.

W Rumunii w czerwcu wykrzykujący nacjonalistyczne hasła Rumuni najechali cmentarz z czasów I wojny. Węgrzy oddający hołd swoim poległym bronili się drzewcami flag. Żandarmeria zachowywała się „poprawnie”.

Rozczarowani i znudzeni

Policja zachowuje się „poprawnie” również w Polsce
, co widać co roku podczas tzw. Marszu Niepodległości (chlubny tegoroczny wyjątek – Wrocław), choć hasła i uczestniczące w pochodzie organizacje nie pozwalają mieć wątpliwości – to największa w Europie promocja skrajnego nacjonalizmu. Tego samego sortu co węgierskie bojówki i o takich samych poglądach jak Breivik. Który nieprzypadkowo wśród adresatów swojego manifestu zamieścił PiS.

A PiS chętnie leci w stronę rozpalonej przez Norwega lampy. Bo w jej stronę ciągną nie tylko nacjonaliści, ale też wielu konserwatystów i libertarian zmęczonych poprawnościowo-politycznym napominaniem, rozczarowanych rosnącymi nierównościami oraz – czego nikt nie powie wprost, ale co wisi w powietrzu – znudzonych jako taką stabilnością międzynarodową liberalno-demokratycznych rządów. I sklejających teorie różnych egzotycznych podgrupek – od „cywilizacji śmierci” po „ideologię gender” – w spójną wspólną tezę o „marksizmie kulturowym” jako podbudowie światowego spisku, którego celem jest pozbawienie narodów ich tożsamości i religii (tak Breivik uzasadniał mord młodych socjalistów na wyspie Utoya). Tezę szerzoną już nie tylko na szemranych portalach, w marginalnych telewizjach i w niszowych tygodnikach - przemówienie o tym „układzie” właśnie wygłosił marszałek senior na inauguracyjnym posiedzeniu Sejmu.
Obserwuj wątek
    • benek231 "Gdy Orban i Kaczyński upadną, :O) - 2 17.11.19, 16:44
      Tymczasem europejscy liberałowie i młoda lewica tylko ułatwiają radykałom zdobywanie dusz, gdy Europejczyków widzących, że w „europejskiej zupie” jest coraz mniej treści, a obok przypraw smakowitych pływają nowe, nie zawsze niestrawne, uważają za – w najlepszym razie – kołtuńskich hamulcowych postępu. Albo wzruszają ramionami, że „jak się zmieni struktura społeczna, to się zmieni”.

      Pogrom wisi w powietrzu
      Od lat chodzę na marsze i z roku na rok wygląda to coraz gorzej
      : wulgarne hasła pełne wątków mordowania wrogów wraz z opisem sposobów, w jaki należy tego dokonać, stają się przezroczyste, dając niewyrażone przyzwolenie na pogromy. Bo co innego jak nie pogrom odbyło się w Białymstoku podczas tegorocznego Marszu Równości?

      Po Marszu Niepodległości w 2017 roku dopytywałem ówczesnego szefa MSW Mariusza Błaszczaka, czy nie widzi niczego złego w faszystowskich hasłach, które wznoszono w majestacie prawa. Minister niczego takiego nie słyszał, choć słyszały to tłumy przerażonych warszawian.

      Ten sam Błaszczak wycofał z policyjnych szkoleń podręcznik, w którym jako symbole nienawiści wymieniano falangę, jeden z symboli polskich nacjonalistów. A wPolityce po zeszłorocznym wspólnym marszu władzy, w tym prezydenta Dudy, z nacjonalistami skrytykowało Schetynę, który zauważył, że warto się wstydzić tego uczestnictwa. „To już obłęd!” – wrzeszczał nagłówek. Obłędem nie są natomiast regularne pobicia cudzoziemców czy antyfaszystowskich publicystów (kłania się Przemysław Witkowski).

      Być może nie ma co dramatyzować, że wszędzie w demokracjach, które nie czują się specjalnie „liberalne”, czai się faszyzm. Ale trudno się nie bać, jeśli tam, gdzie naprawdę występuje, władze nie widzą powodu do niepokoju.

      Bo nacjonaliści stają się wschodnioeuropejskim Bractwem Muzułmańskim: nawet gdy „nieliberalne” reżimy odejdą, to do władzy dopchają się oni, a nie demokraci, tak jak islamscy radykałowie dopchali się do władzy po upadku Mubaraka w Egipcie czy Ben Alego w Tunezji. Do Sejmu weszła już Konfederacja – a ona atakuje PiS z tych samych pozycji, z których PiS atakował PO. Taka jest cena, którą Kaczyński płaci za trwanie przy prawej ścianie i za flirt – pardon, to już pełnowymiarowe BDSM – ze skrajną prawicą.

      Niemcy proszą o IP prezesa
      A w takim Wilnie władze zareagowały: w stulecie litewskiej niepodległości zakazano marszu nacjonalistów
      , argumentując, że zakłóci on państwowe obchody. Inna rzecz, że koniec końców trzystu nacjonalistów przy „poprawnej” postawie policji i tak przemaszerowało pod Ostrą Bramą z ulubionymi przez nacków ogrodowymi pochodniami z Ikei w rękach.

      Ale przykładów należytej reakcji w naszym sąsiedztwie nie brakuje.


      Niemcy spychają obchody urodzin Hitlera do małej miejscowości nad polską granicą, monitorują je, izolują od społeczeństwa, dokładnie ewidencjonują uczestników, co później przydaje się w inwigilacji ekstremistycznych środowisk. Nikt nie święci ich sztandarów, jak na pielgrzymkach narodowców na Jasną Górę, nikt nie oddaje im berlińskiej Unter den Linden.

      Niemcy regularnie wzbogacają legislacyjny arsenał, a po ostatnich wydarzeniach, m.in. zamachu na synagogę w Halle, wprowadzili dziewięciopunktowy plan walki z podżeganiem do nienawiści, pod które to punkty podpadłoby sporo polskich polityków ze ścisłego mainstreamu. Gdyby Kaczyński postanowił w Niemczech opowiedzieć na Fejsie czy forum internetowym o „gorszym sorcie” czy „elemencie animalnym”, policja zażądała od operatora internetowego adres IP prezesa.

      Również Słowacy próbują walczyć z faszystami. W 2016 r. bojówki Partii Ludowej – Nasza Słowacja, której przewodzi zakochany w mundurach i przemarszach Marian Kotleba, patrolowały pociągi w poszukiwaniu elementów niespójnych ze słowackim mainstreamem. Ministerstwo sprawiedliwości natychmiast ogłosiło, że od bezpieczeństwa na kolei są policjanci i służby kolejowe, po czym zakazało tego typu akcji. Kotleba, który próbował bawić się z władzami w kotka i myszkę, m.in. wydając czeki pomocowe dla ubogich w wysokości 1488 euro (liczba 1488 to znany wśród faszystów symbol, połączenie „czternastu słów” – „musimy zabezpieczyć byt naszego ludu i przyszłość dla białych dzieci” – oraz dwóch ósmych liter alfabetu, czyli HH, od „Heil Hitler”), jest ciągany po sądach.


      Wątły, lecz ambitny Józio
      Rzeczpospolita Polska wykonuje na pokaz ukłony wobec Brukseli i ważnych stolic
      , ale krzyżuje palce za plecami. I usilnie zaprasza sporą część Europy do wspólnej gry w planszówkę pt. „Konfrontacyjny narodowy egoizm”.

      Żebyśmy chociaż mieli szansę wygrać. Cóż, gdy jesteśmy jak wątły, lecz ambitny Józio, który wchodzi do baru, wszystkich wyzywa, dostaje oklep, ale po chwili wstaje, otrzepuje się, pije kolejną setę i znów wrzeszczy, że wszyscy wyp...ać.

      Ciekawe, jak popierająca Marsz Niepodległości i oburzająca się, gdy zagraniczni dziennikarze opowiadają o „największym faszystowskim marszu w Europie”, polska władza by zaśpiewała, gdyby na urządzany w Moskwie w rocznicę wypędzenia Polaków z Kremla marsz nacjonalistów przyszło ich nie kilkuset, lecz – jak w Warszawie – sto tysięcy. Ciekaw jestem miny Błaszczaka czy Jarosława „Obrona Prawej Ściany” Kaczyńskiego na widok marszu o podobnej frekwencji i tematyce pod Bramą Brandenburską.

      Choć nie, wcale nie jestem ciekaw. Faszystowska taktyka krojenia salami – zmiany następują stopniowo, stają się przezroczyste, aż nadchodzi nasz czas – działa. W Polsce neofaszyzm wszedł w ten sposób, niezauważony przez popprawicę, do mainstreamu. Jeśli w ten sam sposób wejdzie do Niemiec czy Rosji, zacznie się nieciekawy czas.

      wyborcza.pl/magazyn/7,124059,25413380,gdy-orban-i-kaczynski-upadna-do-wladzy-dopchaja-sie.html
      Glupi zazwyczaj sa w wiekszosci, wiec niespecjalnie zaskakuje mnie wysyp naziolkow. Niemniej, mimo wszystko, nie potrafie zrozumiec jak to mozliwe, w 21 wieku, by byc tak glupim by zostac antydemokratycznym gownem.


      • benek231 Interesujace wystapienie Jacka Sutryka :O) 18.11.19, 18:12

        >> Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk w niedzielę, trakcie podsumowania roku swoich rządów, odniósł się do marszu narodowców z 11 listopada. - Szlag mnie trafia - powiedział - kiedy jakieś bandziory wykrzykują, kto jest Polakiem, a kto nie. >>

        (...)

        >> "Ważne symbole są szargane przez pseudopatriotów"

        Sutryk mówił, że drugi wymiar patriotyzmu wielu z nas pamięta z własnego życia: - To ten, który kazał nam zatroszczyć się o wyzwolenie Polski spod rządów komunizmu. Patriotyzm Solidarności. Nasi rodzice i my sami dobrze zdaliśmy ten egzamin. Mój tato był silnie zaangażowany w działalność Solidarności i od niego uczyłem się tego „drugiego rodzaju” patriotyzmu. Nam wszystkim przypomniał o nim mijający rok i 30. rocznica częściowo wolnych wyborów, 20-lecie obecności Polski w NATO i 15-lecie wstąpienia do Unii Europejskiej.

        Trzeci patriotyzm to - zdaniem Sutryka - patriotyzm naszych czasów, gdy szczęśliwie nie musimy sięgać po broń, aby walczyć o niepodległość, nie musimy wyzwalać się spod obcych rządów. To jednak nie znaczy, że jesteśmy zwolnieni z odpowiedzialności za Polskę.

        Jak twierdzi Sutryk - przeciwnie, bo tym bardziej musimy być za nią odpowiedzialni, za jej dalsze budowanie, za jej wizerunek. Ponieważ "jesteśmy to winni tym wszystkim, którzy za Polskę przelewali swoją krew. Tego wymiaru patriotyzmu musimy uczyć się sami, musimy uczyć go innych."

        Chcę powiedzieć, że to nie noszona na ramieniu opaska, nie flaga trzymana w zaciśniętej pięści i nie wykrzykiwane słowa Mazurka Dąbrowskiego stanowią o patriotyzmie. Chcę głośno powiedzieć i zaprotestować: w niektórych przypadkach te ważne symbole i słowa są szargane przez pseudopatriotów, szkodzących wizerunkowi Polski i Wrocławia. W istocie hasła niegodne, obraźliwe, pełne nienawiści profanują biało-czerwone barwy i honor, o który upominał się m.in. generał Maczek.
        Prezydent Wrocławia podkreślił, że we Wrocławiu nie będzie przyzwolenia na takie zachowania. >>

        (...)

        >> - Mieszkańcy niemieckiego Breslau ogarnięci szaleństwem faszyzmu wystąpili przeciwko mieszkańcom Breslau. Działo się to w hitlerowskich Niemczech, odpowiedzialnych za noc kryształową, tych samych hitlerowskich Niemczech, które skazały Breslau na zagładę. Ale znamy dobrze historię. Wiemy, jaką rolę w tym łańcuchu szaleństwa odgrywali „zwykli ludzie”.

        Bo tamta historia zaczęła się od manifestujących na ulicach ludzi, wznoszących pełne nienawiści hasła, szukających wroga, winnego, tchórza. Szukających „obcego”, kogoś spoza swojego plemienia, swojej religii, swojego kraju. Marszom tym towarzyszyły flagi, podniosłe śpiewy i dostojna oprawa. Towarzyszyli też ludzie, którzy, stojąc z boku, po prostu nie zabierali głosu. Także ci ludzie przyczynili się do upadku i zniszczenia Breslau. Także ci ludzie przyczynili się do szaleństwa wojny, i tak, powtórzę to dla osób nierozumiejących głębszej analogii, wojny, której Polska była ofiarą.

        My, mieszkańcy powojennego polskiego Wrocławia, przechadzamy się uliczkami pamiętającymi tamte wydarzenia, widzimy na ul. Łąkowej ruiny zniszczonej wówczas synagogi. Naszą odpowiedzialnością dzisiaj jest nie dopuścić, aby podobne wydarzenia powtórzyły się kiedykolwiek.

        Naszą odpowiedzialnością jest reagować na złe słowa! Nie stać z boku jak tamci stali! Nie milczeć! Wrocław, proszę Państwa, będzie reagował na złe i głupie słowa. Niezależnie od tego, jak będą nas i mnie za to nazywać, i czym będą nam grozić, musimy dać odpór złym słowom. Dla dobra Wrocławia, dla dobra Polski, dla dobra nas wszystkich - mówił prezydent.
        >>

        wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,25419359,sutryk-szlag-mnie-trafia-kiedy-jakies-bandziory-wykrzykuja.html#S.main_topic-K.C-B.4-L.1.duzy
        Pochwalam. Nareszcie znalazl sie ktos rozsadny kto rozumie, ze w zadnym wypadku nie mozna pozwolic faszyzujacym narodowcom na rozwiniecie skrzydel. To jest dzicz, ktora zawsze gotowa jest wylonic sposrod siebie jakas bestie na miare Hitlera, po czym wyniesc ja do wladzy. Bo tym niedouczonym lysolom wydaje sie, ze wynalezli sposob na osiagniecie sukcesu.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka