Georges Perec (ur. 7 marca 1936 w Paryżu, zm. 3 marca 1982 w Ivry-sur-Seine),
francuski eseista, pisarz i filmowiec eksperymentalny, zaliczany do grona
najważniejszych współczesnych twórców. Członek grupy literackiej OuLiPo.
Perec urodził się we Francji w rodzinie polskich Żydów (pierwotne nazwisko
Peretz). Jego rodzice zginęli w czasie II wojny światowej, jego samego
wychowywała ciotka. Ukończył historię i socjologię na Sorbonie, kilka lat
pracował jako nauczyciel w Tunisie, by w 1962 rozpocząć pracę w archiwum jednego
z paryskich szpitali. Zawód archiwisty wykonywał do 1979 roku, następnie
przebywał w Australii.
Perec jest uważany za najważniejszego eksperymentatora formalnego w literaturze
II połowy XX wieku. Udanie łączył wątki autobiograficzne (jak w Rzeczach) z
eksperymentami (najbardziej skrajny przykład to La Disparition, utwór napisany
bez użycia samogłoski e), zachowując przy tym zwartą, logicznie zamkniętą,
fabułę dzieła. Przyjęta przez Pereca koncepcja literatury powoduje olbrzymie
problemy przy przekładzie - niektóre z jego utworów mogą funcjonować praktycznie
jedynie w języku francuskim, co jest główną przyczyną słabej znajomości
twórczości Pereca w Polsce - z bogatego dorobku pisarza przetłumaczono na język
polski ledwie kilka pozycji.
Dzieła
* Rzeczy (Les Choses. Une histoire des années soixante 1965)
* Człowiek, który śpi (Un Homme qui dort 1967)
* La Disparition (1969)
* W ou le souvenir d'enfance (1975)
* Je me souviens (1978)
* Życie. Instrukcja obsługi (La Vie mode d'emploi. Romans 1978)
* Un Cabinet d'amateur (1979)
.........................................
Georges Perec: zapisywanie pustki
Michał Paweł Markowski
Ukazała się właśnie po polsku powieść Georgesa Pereca (1936–1982) „Życie
instrukcja obsługi”. Wydana w roku 1979, księga ta jest dziełem wielkim we
wszystkich możliwych znaczeniach: 700 stron gęstego druku, dziesiątki opowieści
(dlatego w podtytule widnieje rzeczownik w liczbie mnogiej: romans, czyli
powieści), setki postaci pierwszo-, drugo-, trzecio-, n-to planowych, tysiące
przedmiotów, dziesiątki tysięcy przymiotników. Kim jednak był jej autor?
Georges Perec urodził się 7 marca 1936 roku, jako pierworodny syn dwojga
polskich Żydów osiadłych w Paryżu. Ojciec, Icek Judko Perec, pochodził z
Lubartowa, matka, Cyrla (Cecylia) Szulewicz – z Warszawy. W autobiograficznej
książce „W, albo wspomnienie z dzieciństwa” Perec napisał: „Moje nazwisko rodowe
to Perec. Wywodzi się z Biblii. Po hebrajsku oznacza to »dziurę«”. Trzy
hebrajskie litery pe, resz i cadek („p”, „r” i „c”

tworzą rdzeń słowa, którego
znaczenie jest wielorakie: może to być rzeczywiście – jak twierdził Perec –
„dziura”, może to być – jak tłumaczą komentatorzy biblijni – „przerwanie” (lub
„szpara”

, ale może to być także „przesunięcie”. Perec całkiem świadomie
wybierał tę wersję, która już w nazwisku pozwalała dostrzec okropne
przeznaczenie, jakie zgotowała mu Historia.
Ojciec, żołnierz armii francuskiej, zmarł od przypadkowego postrzału w brzuch 16
czerwca 1940 roku, w dniu zawieszenia broni między Francją a Niemcami. Georges
miał wówczas lat 4 i ojca prawie nie pamiętał. Matka została aresztowana (wraz z
siostrą i ojcem) w łapance 23 stycznia 1943 roku i 11 lutego wywieziona do
Oświęcimia. „Przed śmiercią zobaczyła raz jeszcze swój kraj rodzinny. Zmarła,
nie rozumiejąc”. Georges miał wtedy lat 7. Dzięki konwojowi Czerwonego Krzyża
udało mu się uciec przed prześladowaniami. Ochrzczony w październiku 1943,
wychowywał się w katolickim internacie w Vercors, a po wojnie został
„zaadoptowany” (ówczesne prawo nie pozwalało na formalną adopcję członków tej
samej rodziny) przez siostrę ojca, Esterę, żonę Davida Bienenfelda, która przed
laty ściągnęła jego rodziców do Paryża, a teraz zajęła się jego wychowaniem. Dla
młodego chłopca rozpoczęło się nowe życie.
Nieobecność
Nie było ono łatwe. Cóż bowiem ma zrobić człowiek, który powiada, jak Perec:
„Mam w sobie poczucie pustki”? W 1981 roku, tuż przed śmiercią, pisarz odwiedził
rodzinne strony swoich rodziców: Lubartów i Puławy. Gdy po całodziennej
wycieczce wrócił do hotelu, jego znajomy zapytał: „Znalazłeś coś?”. Perec
odpowiedział: „Nic. Ani śladu”. To samo powtórzył w wywiadzie: „Nie mam korzeni.
Nie znam swoich korzeni. Odwiedziłem miasto, które było »kolebką« mojej rodziny,
ale niczego nie znalazłem. Tam nie ma już nic”. Podobnie napisał kilka lat
wcześniej we wspomnianej już autobiograficznej powieści „W, albo wspomnienie z
dzieciństwa”: „Naszukałem się śladów, które by wsparły moją opowieść,
przeglądałem mapy, roczniki, stosy archiwalnych zapisków. Niczego jednak nie
znalazłem”.
Owo nic, to brak śladów, czarna dziura przeszłości wydrążona po śmierci
rodziców, dziura, którą Perec na próżno starał się zasypać tekstami
pozostawionych dokumentów. Była to jednak także dziura wydrążona w tradycji
żydowskiej, które przez całe lata była dla Pereca martwym, nic nie znaczącym
zbiorem znaków. Przeszłość nie jest dana zawczasu, jako coś, co dziedziczy się w
sposób naturalny i dlatego dla Pereca nieoczywiste było także jego żydostwo.
Jeden z krytyków słusznie pisał, że biografia Pereca-
-Żyda rozwijała się od „względnej wygody wynikającej z niewiedzy i odrzucenia do
niewygody związanej z poczuciem zerwania, nieprzynależności, braku”.
W rozmowie opublikowanej w 1979 roku Perec przyznawał: „Jestem Żydem. Przez
bardzo długi czas nie było to dla mnie oczywiste; nie chodziło o przywiązanie do
religii, do narodu, do historii, języka, kultury; to było w ogóle nieobecne w
moim codziennym życiu, nie było zapisane ani w moim nazwisku, ani w moim
imieniu. (...) W istocie było to piętno nieobecności, jakiegoś braku (zaginięcie
moich rodziców w czasie wojny) a nie tożsamości”.
Pod koniec lat 70. wraz z ekipą filmową Perec spędził kilka tygodni w Nowym
Jorku, realizując projekt zatytułowany „Ellis Island”. Składały się nań między
innymi rozmowy z żyjącymi jeszcze imigrantami, którzy właśnie na Ellis Island
stawiali pierwsze kroki na ziemi obiecanej, jaką była dla nich w latach 20. i
30. Ameryka. W opisie projektu Perec przyznawał, że nie interesuje go tak
naprawdę los milionów wygnańców ani okoliczności, które sprawiły, że będzie
kręcił film, ale jego własne związki z tym miejscem. „Dla mnie – pisał – jest to
miejsce wygnania, to jest miejsce nieobecności miejsca, miejsce rozproszenia”.
Miejsce, które dawało szansę na scalenie własnej tożsamości, jak gdyby wpisana
była w to miejsce historia życia, która mogłaby się stać historią życia Georgesa
Pereca, jakby pamięć zachowana w tym miejscu mogła stać się pamięcią
francuskiego pisarza tropiącego swą żydowsko-polską przeszłość. Miejsce to
jednak na zawsze pozostało wydrążone, nieme.
„Tym, co można tu znaleźć, nie są z pewnością korzenie lub ślady, lecz wręcz
przeciwnie: coś bezkształtnego, na granicy wypowiadalnego, co mógłbym nazwać
zamknięciem, pęknięciem lub wyrwą i co dla mnie bardzo ściśle i w sposób
zawikłany wiąże się z tym, że jest się Żydem.
Nie wiem dokładnie, co to znaczy być Żydem, czym jest to dla mnie. Jest to (...)
znak, który nie łączy mnie z niczym konkretnym. Nie jest to znak przynależności,
który odsyłałby do wiary, religii, praktyki, kultury, folkloru, historii,
przeznaczenia, języka. Jest to raczej nieobecność, pytanie, (...) lęk,
niepokojąca pewność, poza którą czai się zarys innej pewności, abstrakcyjnej,
ciężkiej, nieznośnej: pewność, że zostało się Żydem, a więc ofiarą, która
zawdzięcza swe życie jedynie przypadkowi i wygnaniu”.
Perec nie urodził się w Polsce i nie z