Gazeta.pl   Forum   Aktualności i Media   Aquanet   Henryk Grynberg odzyskał wolność

Henryk Grynberg odzyskał wolność

Autor: zupagrzybowa 04.12.06, 01:40
Dodaj do ulubionych zarchiwizowany
[ŻW] Grynberg: proszę kolegów, by również ujawnili swoją przeszłość
autor: Rafał Pasztelański, tp, 2006-12-02, Ostatnia aktualizacja: 2006-12-02
Z Henrykiem Grynbergiem rozmawia Rafał Pasztelański

www.zw.com.pl/zw2/index.jsp?place=Lead25&news_cat_id=351&news_id=130975&layout=5&forum_id=16169&page=text

11 października 1956 r. został Pan zarejestrowany jako tajny współpracownik o
pseudonimie Reporter...
Rzeczywiście, podpisałem coś takiego. Studiowałem wtedy dziennikarstwo. Zrobiłem
to z dwóch powodów: szantażu i strachu. Moja matka razem z ojczymem próbowali
wtedy wyjechać za granicę. Ojczymowi grunt palił się pod nogami, bo robił
półlegalne interesy. Gdyby nie wyjechał, zostałby po raz drugi przyskrzyniony.
Gdy się do mnie zgłosili ludzie z bezpieki, to dali do zrozumienia, że jeżeli
zależy mi na tym, aby oni wyjechali, to muszę współpracować. Po drugie, w czasie
studium wojskowego byłem szykanowany. Stawałem do raportu i groziło mi
relegowanie. Było dla mnie jasne, że jeżeli odmówię, to będę leżał. I wtedy
podpisałem.

Jak doszło do pierwszego spotkania?
Pamiętam, że tam gdzie mieszkałem, przyszedł jakiś mężczyzna i powiedział, że
chciałby się ze mną spotkać. Pokazał legitymację, zaprosił na spotkanie i
powiedział, żebym nikomu o tym nie mówił. Mieszkałem z kolegą, który pytał mnie,
o co chodzi, kto to jest, ale nic mu nie powiedziałem. Wychodząc, poprosiłem
jednak go, by powiadomił moją matkę, gdybym za długo nie wracał. Na spotkaniu
ten mężczyzna powiedział, żebym się uspokoił, bo nic mi nie grozi. To była
spokojna rozmowa.

Co SB chciała od Pana?
Powiedzieli, że mają nadzieję, iż im pomogę w obronie Polski Ludowej przed
wrogami wewnętrznymi i zewnętrznymi. Co ciekawe, nie domagali się żadnych
donosów, dali mi tylko jakąś formułkę pod dyktando, abym napisał i podpisał.
Potem ten facet przekazał mnie drugiemu panu, który był z wywiadu wojskowego. On
mnie przejął.

Chcieli zrobić z Pana rasowego szpiega?
Chyba tak. Ten człowiek z wywiadu chciał mnie nauczyć mikrofilmów. Ze trzy razy
spotkałem się z nim we Flisie, bo tam były najlepsze flaki w Warszawie. Można
więc powiedzieć, że otrzymałem od polskiego wywiadu dwie setki wódki i dwie albo
trzy porcje flaków.

Jak długo spotykał się Pan z oficerem wywiadu?
W pewnym momencie ten facet z wywiadu, to było gdzieś w 1957 r., zaproponował,
abym poszedł na zabawę do sali kolumnowej Pałacu Kazimierzowskiego na
uniwersytecie i poznał jakąś panią Barbarę. Nie miałem czystego sumienia, jeśli
chodzi o dziewczyny, ale takiego numeru to bym nie zrobił. To ja sobie
pomyślałem, że tu się żarty skończyły. I przestałem się zjawiać na jakichkolwiek
spotkaniach.

W archiwach IPN jest zapis archiwisty SB, że udzielał Pan informacji o znajomych
i rodzinie...
Nikt mnie nigdy o to nie pytał. Nie byłem szpiclem. Nie donosiłem na nikogo.
Nigdy nie wziąłem od nich ani grosza, chociaż proponowali mi pieniądze. Nie
miałem też żadnych przywilejów. Niczego się też ode mnie nie dowiedzieli.

I co? Służby dały Panu spokój?
Przysłali kilka listów, ale telefonów wówczas nie było, a ja zmieniłem parę razy
adresy. Ostatni raz dopadli mnie w listopadzie 1959 r. w moim mieszkaniu w
Łodzi. Złożyłem wówczas podanie o paszport, bo chciałem odwiedzić matkę w
Izraelu. Wtedy ten facet przyszedł i powiedział, abym zabrał ze sobą list do
Izraela. Powiedziałem mu, że ja się takimi sprawami nie zajmuję, że jestem
pisarzem i nawet jeśli nie wyjadę do Izraela, to nic dla nich nie zrobię.
Liczyłem się z tym, że po odmowie nie wyjadę. Miałem jednak dobrego znajomego w
urzędzie paszportowym w Łodzi i dostałem ten paszport. Od tamtej pory nie miałem
absolutnie żadnych kontaktów.

W notatce SB jest informacja, że 11 grudnia 1967 r. wyjechał Pan do USA i
odmówił powrotu, co było powodem rezygnacji z agenta „Reportera”.
Ta notatka jest kłamliwa. Wyjechałem do USA w październiku z Teatrem Żydowskim,
a 30 grudnia, będąc już w Stanach, oświadczyłem, że nie zamierzam wracać do
Polski. W istocie nie uciekłem do USA, tylko zostałem zmuszony do wyjazdu na
fali antysemickich nastrojów w Polsce. Pierwsza rzecz, jaką zrobiłem w USA, to
powiedziałem FBI o kontaktach ze służbami specjalnymi PRL. Mówiłem, że próbowano
mnie zwerbować, ale ja nic dla nich nie zrobiłem. FBI pytało mnie po prostu, czy
jest coś takiego, czym można mnie szantażować. Opowiadałem o tym, gdy miałem
otrzymać obywatelstwo USA.

Nie zastanawiał się Pan nigdy nad tym, aby opowiedzieć o współpracy z SB czy
wywiadem?
Podpisanie tej lojalki jest niechlubne i dlatego o tym nie mówiłem. Bałem się
wtedy odmówić, ale wiedziałem, że żadnym szpiclem nie będę. Od jakiegoś czasu
zastanawiałem się jednak, czy nie opowiedzieć o tym. Piszę teraz coś w rodzaju
takich wyznań. Myślałem, żeby wspomnieć w nich i o tym. Wahałem się, ale teraz
to zrobię. Pamiętajmy, że w tych archiwach są ludzie niewinni, trochę winni i
bardzo winni, i dlatego trzeba pokazać wszystkie dokumenty.

Nie uważa Pan, że najwyższy czas, aby otworzyć archiwa SB i skończyć z grami
teczkami i dziką lustracją?
Zdecydowanie. Uważam, że trzeba otworzyć te archiwa i pokazać, jak to wszystko
wyglądało. Niech pan sobie wyobrazi, że prawie wszyscy moi bliscy koledzy ze
studiów znaleźli się później na tej liście Wildsteina. Znam też analogiczne
przypadki do mojego. Spotykam się z takim Polakiem, który mieszka niedaleko. On
powiedział mi, że w latach 60. podpisał zobowiązanie i chodził regularnie na
spotkania, bo bał się im odmówić. Mówił, że jego koledze złamano życie, kiedy
odmówił SB. A ja uwikłałem się, będąc studentem, też z powodu strachu.

Nie boi się Pan ostracyzmu środowiska za to, że umieszczono Pana na listach
agentów SB?
Chciałbym, aby otworzono i pokazano wszystko, co jest na mój temat, ponieważ
jestem osobą publiczną i ludzie mają prawo wiedzieć, co mnie dotyczyło. Chcę, by
ujawniono każde słowo, każdy dokument. Wzywam moich kolegów pisarzy,
dziennikarzy, by uczynili to samo. Wiem, że wielu z nich, znanych mi osobiście,
znajduje się na listach tajnych współpracowników. Mówię im: „pokazuję swoje, a
wy pokażcie swoje."
.............................
terra.blox.pl/html
Poleć znajomemu Powiadomienie zostało wysłane
Poleć tę wypowiedź znajomemu
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
Pokaż wszystkie (1-100)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Ostatnio odwiedzane wątki

Zaloguj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.