Ekumeniści – porzućcie wszelką nadzieję
Andrzej de Lazari
www.tygodnik.com.pl/numer/276123/lazari.html
Nie tak dawno w „autorytatywnych” słownikach języka rosyjskiego słowo
„prostonarodje” było określane jako „przestarzałe” z prostej niby przyczyny:
walka klas w Kraju Rad się zakończyła – więc społeczeństwo radzieckie nie mogło
dzielić się (jak w rzeczywistości burżuazyjnej) na „naród” i „naród prosty”
(czyli „lud”

. Istniał jakoby jeden niepodzielny „naród radziecki” jako swoista
„ekklesia” (czyli zgromadzenie obywateli jednej społeczności). Że był to
teoretyczny absurd, w Polsce nie muszę chyba udowadniać. W Rosji sprawa jest
bardziej skomplikowana. Oto Gienadij Ziuganow, przywódca komunistów, twierdzi,
że „soborowość jest fundamentalną wartością światopoglądu rosyjskiego” i że KPZR
„był swego rodzaju Soborem”. Do problemu „soborowości” za chwilę wrócę, gdyż
jest on – jak by nie wydawało się to paradoksalne po słowach Ziuganowa – ściśle
związany z „ekklesią”.
Powyższa myśl nasunęła mi się po przeczytaniu listu księdza Bogdana Pańczaka
„Kościół, cerkiew, ekklesia” („TP”, nr 11/2002), w którym, powołując się na moją
recenzję książki Grzegorza Przebindy „Większa Europa. Papież wobec Rosji i
Ukrainy”, namawia, „by na początku XXI w. nie wracano w Polsce do określeń,
które według autorytatywnego źródła – Encyklopedii Katolickiej – należą do
odległej przeszłości”. Tak to już jest, że nieporozumienia, a w ślad za tym
konflikty, najczęściej rodzą się ze słów.
Zacznijmy więc od wyjaśniania pojęć. Mój łódzki przyjaciel ma światopogląd
ekumeniczny. Postanowił więc z myślą o swych dzieciach w jednej ze szkół
stworzyć klasę, w której zamiast normalnej lekcji religii byłaby lekcja
„wieloreligijna”. Poprawniej politycznie należałoby powiedzieć – wielokulturowa.
On jednak uparł się, gdyż wyobraził sobie, że lekcje w tej klasie poprowadzą
spolegliwie duchowni różnych wyznań; mało tego – że namówią swych parafian do
zapisywania dzieci do tej klasy. Argument teoretycznie był niezwykle prosty –
przecież Kościół jest Jeden. To tylko ludzie spierają i dzielą się.
Katolicki czyli powszechny
Myślę, że z tym argumentem zgodzi się i ksiądz Bogdan. A czy zgodzi się, gdy –
zamiast Rosyjska Cerkiew Prawosławna – powiem Rosyjski Kościół Katolicki?
Wątpię. A przecież właśnie tak należałoby przetłumaczyć pojęcie „Russkaja
Sobornaja Cerkow’”, jak określają swój Kościół wyznawcy prawosławnego
chrześcijaństwa w Rosji. Gdy wyjaśniam studentom, co oznacza pojęcie „sobornyj”,
zwykle najpierw pytam, co oznacza słowo „katolicki”. Reguła – nie kojarzą, bo
trudno przypuszczać, iż nie wiedzą, że „powszechny”. Zdecydowanie nie wiedzą
natomiast, że wszyscy chrześcijanie – katolicy, protestanci, prawosławni –
wierzą w jeden Kościół Powszechny (w oryginale greckim – „katholikos”, co nie
oznacza przecież – rzymski).
„Kościół jest powszechny, ponieważ jest w nim obecny Chrystus [...] Kościół jest
powszechny, ponieważ został posłany przez Chrystusa do całego rodzaju ludzkiego
[...] Do tej katolickiej jedności Ludu Bożego... powołani są wszyscy ludzie...
należą lub są jej przyporządkowani zarówno wierni katolicy, jak inni wierzący w
Chrystusa, jak wreszcie wszyscy w ogóle ludzie, z łaski Bożej powołani do
zbawienia” (Katechizm Kościoła Katolickiego).
„Powszechność” przekracza tu wszelkie granice zewnętrzne, w tym konfesjonalne i
w pełni pokrywa się z „katolickością Kościoła”, w interpretacji np.
prawosławnego teologa Paula Evdokimowa: „wyraża całość, ale nie geograficzną,
poziomą czy ilościową, lecz pionową i jakościową, przeciwną wszelkiemu dzieleniu
dogmatu”. Trudno powiedzieć, na ile takie pojmowanie „powszechności” przyjęło
się wśród wiernych. Chrześcijanin z Zachodu, głosząc wiarę w Kościół Powszechny,
Eglise catholique, Catholic Church, Katolische Kirche, z reguły pomyśli raczej o
Kościele mającym swe centrum w Rzymie lub – w najlepszym razie – o Kościele
chrześcijańskim w aspekcie czasoprzestrzennym. Chrześcijanin ze Wschodu łatwiej
może wyobrazić sobie pozaczasową i pozaprzestrzenną „powszechność”, gdyż nie
posiada centrum, Papieża. „Soborowość” w Kościele, jak ją widział np. Aleksy
Chomiakow, nie zawiera w sobie ani aspektu geograficznego, ani etnograficznego,
ani historycznego – jest wartością, „jakością”, dogmatem, jako „wolna jedność w
miłości” chrześcijańskiej, i jako taka nie daje się przenieść do życia
świeckiego, empirycznego (co próbowali zrobić np. komuniści). Dla Sergiusza
Bułhakowa „jedność w poglądach tworzy sektę, szkołę, partię, która może być
wspaniale zjednoczona, a mimo wszystko będzie tak samo daleka od »soborowości«,
jak i wojsko dowodzone przez jedną władzę i jedną wolę”, gdyż „soborowość” jest
„jednością w miłości”, a nie „jednością w poglądach”.
Wiedząc już, czym jest „powszechność” w Kościele, miejmy jednocześnie
świadomość, jak Wiaczesław Iwanow, że jest ona „zadaniem”, dążeniem, które nigdy
jeszcze nie urzeczywistniło się na ziemi i której – jak Boga – nie można
odnaleźć tu albo tam.
Prawo łaski
Pierwsze wnioski? Tak Kościół, jak i jego Powszechność, pozostają jedynie
marzycielskim dążeniem, gdyż każdy chciałby, aby urzeczywistniać właśnie jego
„powszechność”. Są jednak wyjątki – jak Jan Paweł II, modlący się w cerkwi i
synagodze, ale także jak moi przyjaciele – franciszkanin Ojciec Fabian i pastor
Semko – którzy, udzielając wspólnie ślubu naszym dzieciom, przyjęli od
nowożeńców obietnicę, że wychowają potomstwo, którym ich Bóg obdarzy, „po
chrześcijańsku” (nie „po katolicku”, jak wymagają tego autorytatywne księgi i
urzędy), lub jak ten sam pastor oraz prawosławny arcybiskup Szymon, którzy
wspólnie pochowali moją matkę (nigdy nie potrafiła jednoznacznie określić swojej
partykularnej przynależności – była po prostu chrześcijanką, ochrzczoną w
obrządku prawosławnym, lecz modlącą się najczęściej u reformowanych
ewangelików). Jakie ja miałem szczęście, że obaj postąpili wedle prawa
wewnętrznego – Łaski. A jak nieszczęśliwa była rodzina profesora Deca, gdy
instytucja kościelna odmówiła jej Łaski i pogrzebu, powołując się na zewnętrzne
Prawo kanoniczne.
Skoro Kościół Powszechny jest tylko marzeniem (lub ideą poza skłóconą ludzką
rzeczywistością), określanie Kościołów partykularnych mianem „katolickie” jest
na swój sposób nielogiczne: skoro „rosyjski” – to nie „powszechny”, skoro
„rzymski” – to także nie „powszechny” itd. Żaden z Kościołów jednak nie może
przecież zrezygnować ze swojej Powszechności – zakwestionowałby swe istnienie.
Ksiądz Bogdan Pańczak zwraca uwagę dziennikarzom, że nie powinni mówić o
„diecezjach katolickich” w Rosji, a o „diecezjach rzymskokatolickich”, gdyż
Kościoły Wschodnie także są Katolickie. Niewątpliwie dla poprawności politycznej
należy się z nim zgodzić, ale w takim razie Encyklopedia Katolicka, do której
się odwołuje, powinna być Encyklopedią Rzymskokatolicką lub Encyklopedią
powszechną w świeckim znaczeniu tego słowa, gdyż inaczej jej tytuł brzmi aż
nazbyt autorytatywnie.
Rosjanie są zdecydowanie mniej poprawni politycznie. O ile w dokumencie
Kongregacji Nauki Wiary „Dominus Iesus” przypomina