Petience, gdy byłam dzieckiem wymyśliłam sobie taką teorię. Uważałam, że miłość
to taka struktura zbudowana z kryształów znajdująca się w człowieku. Struktura,
która przez cały czas szuka, drugiego identycznego układu. Jeśli spotyka się
dwoje ludzi z takimi samymi układami tych kryształków, to wtedy wybucha to
wielkie gorące uczucie. Gdy natomiast, któryś z kryształów nie pasuje do całej
struktury, to i miłość nie ma racji bytu, albo rodzi się niewielkie
zauroczenie./potem jeden reżyser pożyczył ode mnie tą strukturę kryształu na
tytuł filmu, ale to juz szczegół/. Każdy kryształek coś tam oznaczał.
A jak już pojawi się ta prawdziwa i najgorętsza miłość, to warto, naprawdę warto
przeżyć ją i znieść ból, które jej towarzyszy. Przecież ta jest nasze życie.
Patience,a co Tobie, przecież do wiosny jeszcze daleko. Hehe,a najfajniejsze są
te amorki, motylki w głowie i "siano, które pachnie inaczej konim i inaczej
zakochanym" (chyba-S.J Lec).
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.