> btw, to mimo wszystko, jak można "nauczać o hitleryzmie" i zarazem
> uniemożliwć sprawdzenie, o czym naprawdę pisał Hitler... ?
> Nie powinno sie tego zabraniać (jednak)
A owszem, tu się zgadzam. Jednakże wydaje mi się, że funkcją parlamentu i
zadaniem parlamentarzystów jest sprawowanie rządów, bo za to im się właśnie
płaci, a nie szerzenie wiedzy o hitleryzmie. Pomijając juz zupelnie aspekt
polityczny (zupelnie inny wydzwiek polityczny ma wydanie Main Kampf przez
organizację, ktorej czlonkowie obsluguja biura poselskie i dumnie wieszcza swoj
fanatyzm polityczny, a inna wymowe (a raczej brak wspolczesnego kontekstu
politycznego) posiada Main Kampf wydany na przyklad przez jakies wydawnictwo
uniwersyteckie. Nawet jesli w jednym i drugim przypadku naklad bylby taki sam,
to jednak wydzwiek drastycznie inny... Nawet najbardziej sympatyczni i
pochlonieci kolekcjonerstwem bibliofile powinni to dostrzegac. A jak nie
dostrzegaja, to jak by odpowiedzieli na pytanie: jesli parlamentarzysci zajmuja
sie szerzeniem wiedzy o Hitlerze (choc w tym akurat przypadku to nie o
szerzenie wiedzy raczej chodzi), to kto ma sie zajmowac rzadzeniem krajem?
Bibliofile?