Dodaj do ulubionych

Czy ktoś by coś takiego wymyslił ?

21.01.06, 00:44
Niewiarygodny wypadek, kierowca przeżył

Piotr Machajski 19-01-2006 ,

Niewiarygodny wypadek na Trasie Toruńskiej. Kierowca nissana wypadł ze
swojego samochodu, odbił się od innego i wpadł z powrotem na tylne siedzenie
swojego auta

W życiu czegoś takiego nie widziałem - kręci z niedowierzaniem głową podinsp.
Wojciech Pasieczny ze stołecznej drogówki.

Zaczęło się ok. 8.30. Kierowca nissana almera jechał Trasą Toruńską w
kierunku Marek. Zaczął wyprzedzać ciężarowego mercedesa. Za wcześnie jednak
zaczął zmieniać pas i zahaczył o furgonetkę. Stracił panowanie nad
kierownicą, przejechał przez pas zieleni i wpadł na jezdnię prowadzącą w
kierunku centrum - wprost na nadjeżdżającego renault megane. Oba auta
zderzyły się czołowo. Na nie wpadł jeszcze citroen c3. Ten z kolei też wpadł
w poślizg i przejechał na drugą stronę jezdni. Tam uderzył w forda transita,
później w opla i jeszcze w rovera, i w jeszcze jednego opla. A w ten cały
karambol na dodatek wjechała honda civic.

To jednak nie koniec. Najbardziej niewiarygodne jest to, co dzieje się z
kierowcą nissana, od którego wszystko się zaczęło. 30-letni mężczyzna ma
niezapięte pasy, więc siła uderzenia wyrzuca go przez szybę. Kierowca odbija
się od renault megane i wpada z powrotem na tylne siedzenie swojego auta. -
Na początku myśleliśmy, że to pasażer - mówi Wojciech Pasieczny.

30-latek w bardzo ciężkim stanie trafia do szpitala. Ranny zostaje również
kierowca renault, który także jechał bez zapiętych pasów. Dwie inne osoby po
interwencji lekarzy zostały zwolnione do domów.

Cały okolica natychmiast została sparaliżowana wielokilometrowymi korkami.
Normalny ruch na Trasie Toruńskiej udało się przywrócić dopiero ok. godz. 15.

miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3121831.html?nltxx=1077927&nltdt=2006-01-20-04-05


Czy w tym wypadku niezapięte pasy go uratowały ?
Edytor zaawansowany
  • hasz0 21.01.06, 11:28
    W pasach pewnie miałby mniej obrażeń. Zalezy to od tego w jakiej pozycji i jaka
    częścią ciała i w jaka strefę i pod jakim kątem tej nadjeżdżającej megany
    uderzył.

    Strefa zgniotu nissana ?><? strefy zgniotu elementu meganki?

    Młody kierowca rozpędzonym fordem focusem wpadł w poślizg i bokiem staranował
    przystanek autobusowy. Spadł z wiaduktu. Zabił 5 osob na warszawskiej trasie
    Toruńskiej w pobliżu ul.Jagiellońskiej. Kilka dalszych trafiło do szpiatala.
    Kierowca wysiadł samodzielnie z auta. Ma tylko połamane żebra.

    Jechał ponad 100 na śliskiej jezdni tam gdzie znak ogranicza v do 40 km/h w
    słonecznej i suchej pogodzie latem.

  • hasz0 21.01.06, 11:29
  • hasz0 21.01.06, 13:54
  • jaceq 21.01.06, 16:38

    > Kierowca wysiadł samodzielnie z auta. Ma tylko połamane żebra.

    Druga zła wiadomość. Może mu chociaż jajca urwało? Pula genów ludzkości bardzo
    by na tym skorzystała.
    _____________________________
    Jarosław Kaczyński: "Jestem zdecydowanym zwolennikiem poważnej dyskusji nad
    cenzurą obyczajową".
  • europitek 21.01.06, 19:38
    Zawsze kiedy czytam takie opisy zastanawiam się, dlaczego morderstwo przy użyciu samochodu jest traktowane łagodniej (przez prawo) niż przy użyciu siekiery.
  • ewa8a 21.01.06, 19:59
    Być może dlatego, że w stosunku do głupoty jesteśmy bardziej wyrozumiali niż w
    stosunku do zapalczywości.

    --
    słuchaczka: – Pojechałam na pielgrzymkę na Węgry i widziałam, że księża, co
    byli z nami,kupowali w dużych ilościach winiaki...
    o. Jacek: – Mówi pani nie na temat dzisiejszej katechezy
  • europitek 22.01.06, 00:49
    A jeśli stanę z zawiązanymi oczami na środku skrzyzowania i będę w różnych kierunkach rzucał granaty (oczywiście odbezpieczone), to będzie to głupota czy zapalczywość?
    Dostanę mandat i "coś na zawiasach", czy "mianują" mnie ludobójcą?
  • ewa8a 22.01.06, 00:54
    Najpierw wezmą Cię na obserwację, a później się okaże.

    --
    słuchaczka: – Pojechałam na pielgrzymkę na Węgry i widziałam, że księża, co
    byli z nami,kupowali w dużych ilościach winiaki...
    o. Jacek: – Mówi pani nie na temat dzisiejszej katechezy
  • precz.z.preczem 21.01.06, 22:41
    wikul! niezłe ale ja mam cały zeszyt wycinków prasowych z końca lat 70 i 80 tych wrocławskich gazet - Gazeta Robotnicza, Słowo Polskie i Wieczór Wrocławia, gdzie zwykle PAP raczył czytelników niewiarygodnymi historiami z naszego bratniego ZSRR. Niektóre są tak absurdalne,że podejrzewam "wrogą robotę" dziennikarzy.

    Oto jedna z nich zatytuowana: "Samochodem pod wodą"

    Nieoczekiwaną podwodną przejażdżke samochodową odbyła ostatnio pewna obywatelka Leningradu. Wychodząc z poślizgu na zakręcie straciła panowanie nad kierownicą i na sporej szybkości zjechała po stoku skarpy do kanału.
    Na szczęscie wóz gładko przetoczył sie po dnie kanału, dotarł do przeciwległej skarpy i przyspieszył na twardym gruncie. Wówczas właścicielka samochodu ocknęła się i stwierdziła,że nawet ani jedna świeca nie zamokła.

    Mam takich cacuszek więcej i to z każdej dziedziny można rzec dziedziny.
    smile
  • wikul 21.01.06, 22:49
    precz.z.preczem napisał:

    > wikul! niezłe ale ja mam cały zeszyt wycinków prasowych z końca lat 70 i 80
    tyc
    > h wrocławskich gazet - Gazeta Robotnicza, Słowo Polskie i Wieczór Wrocławia,
    gd
    > zie zwykle PAP raczył czytelników niewiarygodnymi historiami z naszego
    bratnieg
    > o ZSRR. Niektóre są tak absurdalne,że podejrzewam "wrogą robotę" dziennikarzy.
    >
    > Oto jedna z nich zatytuowana: "Samochodem pod wodą"
    >
    > Nieoczekiwaną podwodną przejażdżke samochodową odbyła ostatnio pewna
    obywatelka
    > Leningradu. Wychodząc z poślizgu na zakręcie straciła panowanie nad
    kierownicą
    > i na sporej szybkości zjechała po stoku skarpy do kanału.
    > Na szczęscie wóz gładko przetoczył sie po dnie kanału, dotarł do
    przeciwległej
    > skarpy i przyspieszył na twardym gruncie. Wówczas właścicielka samochodu
    ocknęł
    > a się i stwierdziła,że nawet ani jedna świeca nie zamokła.
    >
    > Mam takich cacuszek więcej i to z każdej dziedziny można rzec dziedziny.
    > smile


    Mnie to nie dziwi, w ZSRR wszystko było możliwe. A ja w tym samym mniej wiecej
    czasie przeczytałem i zapamietałem tytuł z Expressu Wieczornego - "Niewidomy
    cyklista pedałuje przez step".
    P.S. Rozczuliłeś mnie wymieniając dawne wrocławskie tytuły. W czasie
    porodu "Wieczoru Wrocławia" mieszkałem w tym miescie i pamietam jak polowalismy
    na ta małą gazetkę. A teraz co ? Wstyd i hańba, w kapitaliźmie, w dużym miescie
    jedna gazeta !
    Pzdr.
  • szach0 21.01.06, 22:58
    Wieczór Wrocławia, Słowo... i ...Robotnicza
    w jednym. Po co drukowac te same poprawno-liberalno-demokratyczne
    teksty dopłacając za zmiany układu szpalt i tytułow?

    Plastelina wyborcza będzie b. jednomyślna
    -nadszedł
    Nasz Dzień
    dobra nasza
    huzia na hasza.
  • jaceq 21.01.06, 23:01

    > -nadszedł
    > Nasz Dzień

    Bo już się bałem, że Nasz (tfu! "Wasz"!) Dziennik.
    _____________________________
    Jarosław Kaczyński: "Jestem zdecydowanym zwolennikiem poważnej dyskusji nad
    cenzurą obyczajową".
  • europitek 22.01.06, 01:05
    Ależ to jest właśnie TO! Kwintesencja wolnego rynku.

    Takich "kwiatków" jest wiele na naszej łące.
  • wikul 24.02.06, 01:13
    Po kilku dniach samotnych wędrówek po Moskwie spotykam dyrektora z MKiS -
    wielkiego specjalistę od spraw męsko-damskich byłego Związku Radzieckiego.
    Proszę go o jakieś kontakty, zbliża się pora wyjazdu, chciałbym gdzieś iść,
    spędzić chwilę w miłym towarzystwie, krótko mówiąc, czy ma coś na składzie
    (miał trzy żony Rosjanki).
    - Oczywiście, rozumiem. Już się robi… Kochany, proszę bardzo… Potrzebny
    człowiek do towarzystwa na dzisiejszy wieczór. Wsio paniatno!
    Otwiera olbrzymią księgę adresów, podniszczoną na rogach, wyślinioną i wytartą
    od częstego używania, chyba od czasów bitwy w obronie Moskwy przed hordami
    Hitlera.
    Nakręca numer telefonu.
    - Ałło…! Zdrastwujtie. Gawarit Rzechowski. Da, Rzechowski… Andriej
    Andriejewicz. Sonia doma? Nie rozumiem. Aha… uszła. Tak. Spasiba. Do swidanija.
    Odwiesza słuchawkę, przewraca kartkę swojej erotycznej encyklopedii.
    - Wyszła trzy miesiące temu i do tej pory nie wróciła. Ale mam tu coś lepszego.
    - Dawaj!
    - Ałło…! Zdrastwujtie. Gawarit Rzechowski. Olga doma? Szto? Aha. Spasiba.
    Do mnie:
    - Na odwykówce. Chlała jak smok… Ałło…! Zdrastwujtie… Gawarit Rzechowski. Szto
    wy…? Kak tak można? To jebał was pies!
    Do mnie:
    - O, widzisz, kultura…?! Chwileczkę, o tu coś mam kulturalnego…
    Nakręca numer.
    - Ałło…! Gawarit Rzechowski. Zdrastwujtie! Kak zdarowie? Nu charaszo. Natalia
    doma? Szto? Sidit w tiurmie?! Aha. Tri goda. Żałko. Wsiewo charoszewo!
    Do mnie:
    - Pech, dostała trzy lata. Ale spokojna głowa. Zadzwonimy do kogoś, kto jest
    inteligentny, dowcipny, lubi wypić i nie boi się przyjść w nocy do hotelu.
    - Kobieta? - upewniam się na wszelki wypadek.
    - Seksbomba! Dzwonię do niej tylko z wielkiej do ciebie sympatii, bo sam bym
    chętnie do niej zadzwonił.
    - Dzwońcie Rzechowski, dzwońcie, bo wydaje mi się, że to jest mój typ kobiety.
    Seksbomba, inteligentna, dowcipna, lubi wypić i nie boi się przyjść w nocy do
    hotelu.
    - Do tego aktorka! - dorzuca z błyskiem w oku Rzechowski.
    - O kurczę, będę ci wdzięczny do końca życia. Dzwoń!
    - Ałło…! Gawarit Rzechowski… Zdrastwujtie! Wsio charaszo? Priekrasno! Margerita
    doma? Super!
    Do mnie:
    - Jest w domu, ale chora. Szto słucziłos?
    Do mnie:
    - Złamała nogę.
    - Jedną? - pytam z nadzieją w głosie.
    - Niestety dwie.
    - O cholera!
    - Leży w łóżku i ma dwie nogi w gipsie - przekazuje Rzechowski hiobową wieść.
    - Zapytaj, jak ma założony ten gips, przed kolana czy powyżej?
    Pamiętam jedną taką, która z nogą w gipsie stała na St. Denis w Paryżu i miała
    olbrzymie powodzenie. Wszyscy chcieli się podpisać na tym gipsie po stosunku.
    - Poniżej - informuje Rzechowski.
    - Dobra. Powiedz, że zaraz przyjeżdżamy.
    - Aleś ty napalony.
    - Nie napalony, tylko wkurzony na te twoje znajome. Jedna na odwykówce, druga w
    tiurmie, ta, która lubi wypić i nie boi się przyjść do hotelu, w ogóle nie może
    chodzić. Wołaj taksówkę! Szampanskoje będzie okej?
    - Absolutnie.
    Kupujemy dwie butelki szampana i jedziemy.
    Dalekie nowe osiedle, bloki. Odrapana winda. Otwiera nam matka, wita ojciec,
    brat wychodzi z drugiego pokoju, ona leży na łóżku z nogami w gipsie od stóp do
    kolan. Rzeczywiście sympatyczna i inteligentna dziewczyna.
    Spędzamy bardzo miły wieczór z całą rodziną, ojciec był znanym profesorem, sama
    rosyjska serdeczność i gościnność. Wracamy późną nocą do centrum. W taksówce
    Rzechowski opowiada, czego się dowiedział od dziewczyny. Zabiegała długo o
    pozwolenie na granie w polskim filmie. Wreszcie trafiła się dla niej główna
    rola u Petelskich w Jarzębinie czerwonej. Przyjechała do Polski, pierwsza noc
    przed zdjęciami, ekipa zgotowała jej powitanie. Zainteresował się nią aktor
    Andrzej K. Zaprosił ją do pokoju i długo rozmawiali "po duszam".
    Nad ranem do tego samego filmu przyjechała żona Andrzeja K. Kiedy weszła nagle
    do pokoju, biedna radziecka aktorka wyskoczyła przez okno i chociaż pokój był
    na parterze, to nieszczęśliwie trafiła w jakiś cementowy dół i złamała obie
    nogi. Rano miała zacząć pracę w filmie. Odjechała następnego dnia do Moskwy.
    Nie bała się "pójść do hotelu", ale panicznie bała się żon, zwłaszcza gdy była
    niekompletnie ubrana.
    Wysiadamy na placu Czerwonym przed mauzoleum Lenina. Pogodna noc. Aby mnie
    pocieszyć, Rzechowski opowiada historię swego romansu z czasów objazdu Kraju
    Rad z zespołem artystów z Polski.
    Jak wiadomo, do radzieckiego hotelu nie mógł wejść nikt bez pozwolenia
    kierownika recepcji, a porządku na piętrach zawsze pilnowała tak zwana etażaja.
    Pracownica wiadomych służb. Setki anegdot na ten temat opowiadali artyści
    koncertujący na tym terenie.
    Rzechowski razem ze znanym wówczas parodystą, Bolesławem Gromnickim, jeździł w
    trasie przez trzy miesiące. Byli spragnieni towarzystwa kobiet jak kania dżdżu.
    Po trzech miesiącach było im już wszystko jedno. Zaprosili do hotelu dwie
    sprzedawczynie z pobliskiego sklepu. A że czujna "etażaja" strzegła moralności
    gości hotelowych jak wściekły pies, musieli przebrać te dziewczyny za mężczyzn,
    nakładając im kapelusze, doklejając wąsy, ubierając je w garnitury i dając im
    służbowe teczki do rąk.
    Tak szczęśliwie przeprowadzili je do pokoju.
    Tu sklepowe przyrządziły koktajl zapoznawczy, palcem wciskając do butelki
    czystej wódki kawałki czekolady i robiąc w ten sposób wytworny trunek, godny
    artystów z Polski.
    Nie rozcharakteryzowały się, bo musiały też bezpiecznie wyjść z hotelu… jako
    mężczyźni.
    Pierwszy postanowił być Rzechowski. Gromnicki, dyskretnie, z drugą ekspedientką
    udali się na balkon, aby nie krępować tamtych. Kiedy pobyt na balkonie zaczynał
    się niepokojąco przedłużać, Gromnicki zajrzał do pokoju i zbaraniał.
    Korpulentny Rzechowski nagi, ale w dziwnym turbanie na głowie, w erotycznym
    zwarciu z kobietą z wąsami, nagą od dołu, za to w marynarce i krawacie…
    Wszystko inne w porządku, ale co znaczy ten turban?
    Co się okazało: napalony Rzechowski w trakcie intensywnej gry miłosnej zwalił
    się pod stół, uderzył głową o blat, spłynął krwią i, aby nie tracić okazji do
    rozwijania tak drobiazgowo przygotowanej akcji, owinął krwawiącą głowę
    ręcznikiem i kontynuował ruchy kopulacyjne aż do skutku.
    Nie pocieszyła mnie zbytnio ta historia. Wróciłem markotny do hotelu, za
    ostatnie "dieńgi" kupiłem od "etażnej" szampana i znalazłem się sam w pustym,
    smutnym pokoju.
    Otworzyłem zbyt gwałtownie butelkę i cała zawartość wypłynęła wielkim gejzerem,
    zalewając mi ubranie, pościel, papiery, twarz.
    Na dnie nie zostało nawet kropli.
    Pech.
    J.Gruza

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka