Dodaj do ulubionych

cztery centy ciskam w cebrzyk

13.02.06, 17:20
łoto motto:

Nie masz mędrca między Modziakami, którego wolność myślenia kolidowałaby z
wolnością dekoltów.
(Skrypt Satynowy, pierwsze stulecie krojenia Kiecek)

Łagodnością łobjęta, jak okiennice ośnieżeniem, oraz sobotnią serdecznością
serca (scedowaną na poniedziałek), śle te oto błaganie o dekoltu sygnaturki
mojej odbanowanie.

Podrzucam pozdrowienia i cztery centy ciskam należycie, proszę nie wspominać
o tym Pani Minister Zycie.












--
perli, jaki cebrzyk? Czajnik! Obok gwizdka ma ciskalnik! Kiecka
Obserwuj wątek
      • perli nie 14.02.06, 14:07
        mam pojęcia, Panie Profesorze. Prozia nie do łobjęcia?












        --
        perli, wysupłaj jakiego centa, i do czajnika kuropłatwo kopnięta! Kiecka
    • jaceq Przy czytaniu 14.02.06, 23:02

      ma się chęć Kieckę pogłaskać i uszczypnąć.

      _____________________________
      Jarosław Kaczyński: "Jestem zdecydowanym zwolennikiem poważnej dyskusji nad
      cenzurą obyczajową".
    • hymen Re: cztery centy ciskam w cebrzyk 03.03.06, 18:38
      perli napisała:

      > łoto motto:
      >
      > Nie masz mędrca między Modziakami, którego wolność myślenia kolidowałaby z
      > wolnością dekoltów.
      > (Skrypt Satynowy, pierwsze stulecie krojenia Kiecek)
      >
      > Łagodnością łobjęta, jak okiennice ośnieżeniem, oraz sobotnią serdecznością
      > serca (scedowaną na poniedziałek), śle te oto błaganie o dekoltu sygnaturki
      > mojej odbanowanie.

      Śnieg ustąpić nie chce, a jak z banowaniem? Błaganie wysłuchane, spełnione
      żądanie?
    • owca_czarna Już wiem !!! 03.03.06, 22:50
      po co co Tobie ten ---V---


      Na deser:

      Piątek, 3 marca 2006

      Prezydent radzi: kluczyki w dekolcie

      Wiceprezydent Karol Chądzyński pochwalił wczoraj łódzką policję za walkę ze
      złodziejami samochodów.

      - W Łodzi zmalała liczba kradzionych aut, a wykrywalność tego rodzaju
      przestępstw jest ponad 3 razy większa niż w Warszawie - cieszył się. Ostrzegał
      jednak łodzian przed nowymi sposobami złodziei: szajki wynajmują teraz
      kieszonkowców, którzy wyjmują kluczyki z kieszeni lub torebek w marketach lub u
      fryzjera. Ale znalazł i na to sposób. - Kluczyki chowajmy w wewnętrznych
      kieszeniach. Jak panie nie mają kieszeni, ani torebki, to są różne sposoby. Może
      pani sobie na przykład wpuścić kluczyk ...za dekolt - i Chądzyński pokazał jak
      należy to zrobić. - Tam żadna ręka klucza niepostrzeżenie nie wyjmie! - dodał.

      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,3192509.html

      owca_czarna

      --
      Czerń to warunek istnienia bieli.
    • karlin 66 04.03.06, 23:10
      szóstka za szóstką
      łomne tygodnie

      sześcioma w sześć
      wpina się treść

      sześci szeleści
      sierść liści głodnie

      dwie szóstki
      czeka
      tej trzeciej
      pieśń
    • piq Zna "czy" 05.03.06, 16:42
      Burczy i mruczy mi gruczoł w kroczu,
      czart - czy czarownik - w czapraku krzaczastym
      troczy na skoczu woreczek do moczu
      czyni zniszczenie w naczyniach gąbczastych.
    • perli pokazywacz przedzejściowy 16.03.06, 15:29
      W zaczęciu najcieplejszej nocy, kiedy księżyc kupuje srebro u Strachliwego
      Stacha, by jego blacha była bardziej błyskotliwa, pojawia się pokazywacz
      przedzejściowy. Podchodzi do drzwi stodoły. Opiera się o opryskaną światłem
      otchłań drzwi. Noc wchodzi w strach sęków i wyczekuje razem z nim.
      -Ktoś dzisiaj nas odwiedzi?
      -Tak. Ona...
      Nieważne jak się nazywała. Siłę miała. Gazetę. Wszystko jej oddała. Pokochała.
      Ze wzajemnością. Zupełną. Wielką. Jednością były. Budowały swoje imperium.
      Idące spienieniem szpalt. Spopielały sylwetki słowami. Kolumny. Kraje kulały,
      kłute konkluzjami. Nadtytuły. Uwielbiała te nasączone farbą wyczernienia.
      Nieomylne. Świeże. Jak najczystsze natchnienia. Była nawigatorem. Były...Myśli.
      Umysłów (czy mam coś wpleść w cudzysłów?) Takie medialne. Migawki też drukowały
      się ładnie. Przy okazji pogłębiały się też podziały, ale to na mleczność ziemi
      tej, Matki, można przecież zwalić. Tak trwały...I zwalały. Potem przyszło
      przedstarze. Plecy przyklejały się najchętniej do bawełnianych prześcieradeł, a
      kiecki musiały być milusie i ciepłe. Dekolty dostały dyskretną dymisję...
      -Proszę przeczytać, podpisać i połknąć. Tylko bez plucia!
      -Zaraz, tutaj, o tu, czy to jest cytata z Nowego Testamentu?
      -Njo tak, na pewno, i co poszło?
      Próbowała przełknąć. Pot podgrzał pachy. I pomyślała, że nie da rady. Ale
      pokazywacz położył pył powiekowy na jej podbródku, coś błysło, dryndnęło i
      wszystko spłynęło, trąc troszkę trajektorię trzewi. Niebyt, czy byt...nieważne.
      Nadeszło. Była na zakupach. Wędkowała na cichach. Upadła. Przyjechało
      pogotowie. Zobaczyła Miłość swojego życia. Tak jak podpisała. Tego właśnie
      chciała. Ale nie była to Gazeta. Ujrzała czajnik. I centy wpatrzone w czerń
      ciskalnika. Czekające. Czmychnęły z cebrzyka.












      --
      perli, pogięło cię przedterminowo, ty latająca krowo! Kiecka
    • hymen Znam cię życie 21.03.06, 20:01
      Znam cię życie
      znam już wszystkie chwyty twe
      znam oszustwa
      nie zaskoczysz nimi mnie
      tak wiem,
      że prawdą, że prawdą dziś nie wygra nikt

      znam cię życie
      znam już wszystkie myśli twe
      znam twe kłamstwa
      już nie zdziwisz nimi mnie
      tak wiem,
      że prawda, że prawda to nie szyi głaz

      znam cię życie
      znam cel krętej drogi twej
      jesteś skąpcem,
      który dać chce jak najmniej
      tak wiem,
      na kłamstwie, na kłamstwie się opiera świat

      ====
      T. Nalepa
      • perli To życie, stary, życie! 22.03.06, 13:45
        Pytaczki przyzwyczaiły się do Podzamcza. Przespały prawie pół żywota na kapach
        z kłykci Karpackiego kota i czajnikach centów. Nie posiadały pędu do zbytków
        Nadzamcza. Ponadto ich skłonność do słuchania, a później do odpowiadania,
        całkowicie im odpowiadała i mordowała myśli o kieckach. Z dekoltami dopinanymi
        diamentami.
        -Dyszysz? To ty?
        -Dyć zaraz ktoś tu zapuka...
        -Skąd wiesz? Dyć jesteś głucha!
        -Te środowe świty, słuch mam znakomity...
        -Njo faktycznie, gościu gościńcem się gramoli...
        -Na pytaczkowe plemię, postuluję rozproszenie!
        Poukrywały się w prześwitach. Przykurzeniach. I czekały.
        Podchodził powoli. Nieważne jak się nazywał. Kiedyś miewał marzenia. Teraz
        ledwo dychał. Drogi nie widział. Ani słońca, które bez akcyzy, absolutnie
        swobodnie spięło skały -dniem. Przywitały go podcisze. Płynęły przez góry
        guzdrząc się nieco w gruzowisku. Deski. Czajniki. Kartony kociej karmy.
        Wyschnięcia wanny. Kotary. Ze zgrzebnych kiecek.
        -Jest tu kto?
        -Njo...a o co chodzi?
        -Mam powyżej małżowin tej mojej sromoty, co robić?
        -Dyć kiedy dyszeć przestaniesz, powiesz jakie mamy zadanie?
        -Chcesz łyka?
        -A kto pyta?
        -Podchmielona pytaczka!
        -Może być, ale i tak nie chce mi się pić...
        -Powiesz w czym rzecz? Czy nie?
        -Słyszę, kiedy ktoś mówi, to słyszę coś takiego, wnioskuję z tego, iż
        antysemityzm...
        -A co słyszysz?
        -Ty żydzie, stary, żydzie!
        -Njo już, może uszy za duże? Myślę, iż mniejszy model zminimalizuje te omamy
        słuchowe!
        -Powiedz przecie tak w sekrecie, czyś o polskich obozach zagłady słyszał?
        -Dzisiaj? Raz od...
        -Słuch tedy dobry masz. To tylko uskok Urbana. Ta kiecka skoczy Ci na barana,
        chcesz?
        -Nie! Biorę czajnik i idę do modelarni!
        Przygłucha pytaczka nie zrozumiała i kieckę wysłała. Po skoku. Słyszałność się
        stała. Cała. Śród tego amoku. Wyszły. A razem z nimi Wszechświat Akustyczny.
        Zawołały. I zapłaty zażądały. Zostawił czajnik. Gwizdek. Głośny grymas. Centy
        się ciskały...
        -To życie, stary, życie!











        --
        perli, gdzie mój czajnik? Ćwoku, anormalny! Kiecka
        • karlin prądniczki 23.03.06, 21:19
          czy czajnik był elektrochimeryczny?

          czy z prochu powstał wybuch metafizyczny?

          w co się obrócił?

          komu się rzucił?

          na co mu przyszło?

          co z tego wyszło?



          pół cala wody starczy?




          PS
          A czemu ta kiecka taka krzykliwa i opuszczona?









          Przepraszamsmile
          • perli Re: prądniczki 23.03.06, 22:08
            smile)))
            może jutro (jak Szef da) odpowiem na pytania dwa.
            (oglądam "Miasto Aniołów")











            --
            perli, czemu w tym mieście łaniołów majom samych gojów? Kiecka
            • perli Pan NieBo 27.03.06, 14:52
              wróżył z czajnika. W Gwizdeczkowie liczne grono miał mieszczan, oraz
              mieszczanek, które kilometrami kłusowało doń, ze wszelkimi wątpliwościami.
              Zdarzali się czasami podróżni z dalszych stron (od 123 do 456). Każdy kreślił
              wyżej wspomniane wątpliwości na Kasjopeicznym Korku (kwitną raz do roku w
              granicach Vtorku). Kolejka zaś wątpiących kończyła się obok dworku drwala.
              Gwizdeczkowianie ochrzcili Go swojskim słówkiem -Szef. Oto niewiadome
              najczęściej na Korku żłobione:
              Czy Balcerowicz bryknie?
              Wojtek Olejniczak orła wytnie?
              Czy utoczą z Urbana dziegciu do dzbana?
              Kaczki kipną?
              Czy platforma przefrunie pod Wisłą?
              Czy Kurtyka ma zlustrowanego bzika?
              A Wałęsa w długopisie węża?
              Czy Władka będzie miała bogatego małżonka?
              Powie ktoś -spadywuj dziadu- do skowronka?
              Czy czerwoni nie umkną pogoni?
              Euro elektryzować będzie?
              Czy strugają mi już stołka w urzędzie?
              Czy bzy bezdeszczem będą szły?
              Będą nowe wybory?
              Czy Sejm jest chory?
              Ale zdarzało się zawsze tak, iż wróżbita zaglądał do czajnika i wyciągał zeń
              zdania zaledwie zalążek: "nie, bo..." I to było rzeczą niesamowitą, bo cztery
              centy chciał za to, co jak na wróżbę wypłatą jest sowitą. Razu pewnego Szef
              przyszedł do Niego.
              Czy istnieje niebo?
              Nie, bo...nie, bo...cholipcia Szefie czajnik mi zardzewioł!












              --
              perli, zardzewnego nie chcem, dawaj djamientowy czem prędzej! Kiecka
              • karlin Wiadomo że.... 27.03.06, 16:10
                Skowronek wyfrunął z Wronek.

                Wałęsa uciekł z mięsa wypadku.

                Wybory to nowe Tory.

                Kaczka kipi w 3 milionach tipi.

                Posadź kurę na grzędzie, a ta na to - jajo będzie.

                Paltforma i na stu dolnych skrzydłach nie da rady bez mydła.




                PS

                Kiecka musi się podciągnąć.

                Inaczej splątanie i płyt słuchanie.

                Ale nie zadzierać.

                Bo nigdy się nie dowie, czy ściga ją prawo, czy cni młodziakowie.
      • perli Ryżomgiełka 30.03.06, 17:43
        Czujniki cyzelują siad. Szesnaście gwizdków gwałci ciszę. Cyberiady. Czajnik
        jest bardzo stary. A jego zamiary...banalne. Nowych żyć poznawanie. Dekoltów
        odkrywanie. Podmuchy pary przypinają cielsko. Powoli opada. Gromem gwizdków.
        Dysz. Powłoka Płaskowyżu poddaje się. Wibracje wyciągają pył. Podąża wzwyż.
        Patrzy na sylwetkę Gwizdacza z góry. I skłębieniem suchym chwyta chmury.
        Podczas przejścia przez atmosferę gładź gwizdków przypiekła się. Niewiele.
        Natomiast cztery skrzydła (sklecone z centów) doznały obłędu. Ogrom ognia,
        słońc, obsypując ulotnością. Mamoną. Przysiad pozapalał wszystkie dekolty. Pirx
        przywrócił przytomność tylko jednemu. Zdecydował się na zbudzenie Ryżomgiełki.
        Przeglądając fale predyspozycji zauważył, iż tylko Ona do misji tej jest
        stworzona. Miała mgielną kieckę, która prędko przyswajała obcą percepcję, oraz
        nie wiedząc czemu, podobała się Pierwszemu. Po nałożeniu kiecki, bez skafandra,
        wyfrunęła z przespalniaka (na czworakach) i udała się na spotkanie. Mogła mówić
        do autochtonów, unikając natychmiastowego zgonu. Rozdźwięka się Ryżomgiełka.
        Jednak rozmówcy, mieszkańy tej planety, niezbyt widoczni są niestety. Zapaliła
        Niezwyciężoną. Na Najjaśniejszej Konstelacji kupioną.
        -Cześć Cyberianie!
        -Njo cześć, czego chcesz?
        -Tak latam sobie, tuszu do rzęsów szukając po drodze. Macie tusz?
        -Niczego takiego nie znamy, jesteśmy układami!
        -A z kim się układacie? Z Iceczkami?
        -Niczego takiego nie znamy, jesteśmy układami!
        -Wiele Was? No i kim jesteście, jasno się określcie!
        -Jesteśmy sobą, każdy układ funkcjonuje prawidłowo!
        -Niewidzialni?
        -Musowo! My galaktyk głową!
        -Jak zatem wyglądacie?
        -Zobaczysz, kiedy do nas przystaniesz, nie inaczej...
        -Ale ja lubię latać, zaglądać do zagwiazdek, śnić...ryż...
        -Niczego takiego nie znamy, jesteśmy układami!











        --
        perli, co to jest? Dobrze czujesz ty siem? Kiecka

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka