IDENTYFIKACJA EUROPEJSKA Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Dzisiej w nocy siedzieliśmy z Profesorem dyskutując długo fenomen DEFINICJI
    IDENTYFIKACJI EUROPEJSKIEJ - a że w trakcie rozmowy wypiliśmy dwie butelki
    podłej amerykńskiej, syntetycznej whisky, więc położyłem się póżno i zmęczony.
    W nocy koszmary mnie nawiedziły. Sniło mi się, że są różne kryteria tego co
    nazywamy europejskością. W śnie (czy też marze) pojawił mi się, na czarno
    ubrany Urzędnik i machając mi plikiem papierów przed nosem powiedział:
    - Aparat Unii Europejskiej już dawno temu zdecydował się, że IDENTYFIKACJA
    EUROPEJSKA TO WSPOLNOTA WYZNAWANYCH WARTOSCI.
    - Wartości wspólnie wyznawanych można oczywiście znależć całą masę -
    pomyślałem. Lecz, które z nich są typowo i specyficznie europejskie?
    Inaczej mówiąc, które to podstawowe wartości wyznawane są i akceptowane
    powszechnie, gdzie indziej a dla Europejczyka byłyby obce?
    Dla Europejczyków historia, religia i kultura są punktami wspólnymi ale -
    jak to powiedział wczoraj mój ulubiony Profesor, tylko dlatego, że cytuję:
    - APROBATA ISTNIENIA WSCHODNIEJ (SZTUCZNEJ) KONTYNENTALNEJ GRANICY EUROPY
    JEST WARUNKIEM JEJ EGZYSTENCJI.Gdyby jej nie było Europa mogłaby obejmować
    Sr.Wschód, Chiny, Indie, Syberię, Mongolię itd. Można by było oczywiście to
    rozumowanie odwrócić i powiedzieć, że Azja jako kontynent mogłaby obejmować
    Europę.
    - Kto i kiedy ustalił wschodnię granicę Europy? - denerwował się Profesor
    (który też przyszedł do mojego snu).
    -Czy tylko europejskimi wartościami są demokracja, respekt dla praw człowieka,
    ekonomia rynkowa, sekularyzacja? - dodałem
    -A co się stanie jeśli Mongolia, Irak, Turcja, Izrael, Maroko, Gruzja itp.
    stwierdzą któregoś dnia, że podzielają "wartości europejskie" i odrzucą
    sztuczną przecież, umowną granicę w Euroazji?
    - Tu jest pies pogrzebany! Na razie musimy odpowiedzieć na zaistniałe pytania.

    Tym sposobem otrzymałem od Profesora nowe zadanie. Może ktoż z Państwa chciałby
    mi w tym pomóc? Zapraszam:

    Euromir
    • Gość: kunce IP: *.chello.pl 06.12.01, 00:58
      Euromirze, pióro Twe lekkie tworzy eseiki piękne w formie i ciekawe w treści.
      Ty i profesor tworzycie tandem tak nawzajem się inspirujący, jak ongiś
      cybergeniusze Trurl i Klapaucjusz. Cóż jednak z tego, skoro na szerszym forum
      nie staje dyskutantów (dyskutantów, nie dyskutantom, co podkreślam, by uniknąć
      pomówień o kobiecy szowinizm).
      Nie zrażaj się jednak. Pisz. Ja wszystko przeczytam.
      • Gość: euromir IP: *.cm-upc.chello.se 06.12.01, 03:27
        Droga Pani Kunce,
        (jak wnoszę z żeńskiej końcówki nicku i zabawnego oksymoronu).
        Naturalnie zrobiła mi Pani wielką przyjemność odnosząc się do poruszonego
        przeze mnie,(obecnie też niesłychanie aktualnego), tematu IDENTYFIKACJI
        EUROPEJSKIEJ. Szkoda tylko, że nie miała Pani czasu, aby dotknąć na nieco
        dłużej, tego tak ostatnio pasjonującego Profesora zagadnienia. Wiem, wiem, gdy
        piszę tytuł używając wielkich liter - to wygląda tak nudnie! Niezachęcająco.
        Ale, proszę mi wierzyć - jest to temat w którym można się naprawdę rozsmakować.
        Profesor Mirosław Leopold hrabia Rodziewicz stoi mi za plecami, gdy to piszę
        i podpowiada, przypomina, przeszkadza jednym słowem, skoro zwracam się sam na
        sam do Pani.
        - Powiedz koniecznie Pani Kunce, żeby raczyła podać więcej informacji
        o wspomnianych marginalnie geniuszach: Trurlu i Klapancjuszu - jestem
        zaintrygowany. Czy Klapancjusz przypadkiem nie jest etruskim autochtonem
        opisanym przez Owidiusza w jego Historii Cesarstwa Rzymskiego? I proś na kawę!
        - Nie zapomnij też tajemniczo wspomnieć o przygotowanej przez nas misternie
        wolcie, którą to wykonamy, gdy uda się do dyskusji o IDENTYFIKACJI EUROPEJSKIEJ
        kogo wciągnąć - nawet na siłę - tak mi staruch, krzyczy nad uchem, krowy i psy
        ryczą ujadając,dzieci płaczą, Augusta pierze (robi to zawsze kiedy ma gości),
        harmider okropny...
        A my już tak bardzo przyzwyczajeni do ciszy w eterze...
        Apropos tych, co to do dyskusji nie staje. Cierpliwość jest cnotą a oni
        nieodrodnymi synami naszego Narodu. Braćmi naszymi mniejszymi, na podobieństwo
        przecież nasze skonstruowani.
        Profesor prosi abym nie wspominał Pani, że wyczuł (jest bardzo wrażliwy),
        w Pani poście delikatny zapach ironii. Prosi o więcej. Działa to na niego
        niczym sex na de Sada, kij na Masocha i onania na małpy. Jednym słowem twórczo
        i intelektualnie go Pani stymuluje.
        Jak się Pani zapewne orientuje Profesor jest specjalistą w dziedzinie
        przenikania się kultur (nie mylić z komparatystyką kultur!). Piszemy obecnie
        (jak Pani pamięta jestem jego komputerem), drobiazg liryczny, rozprawkę
        na temat "Sarmackie zawieruszenie historyczne po spotkaniu z Lachami".
        Jest to studium porówanwcze i nie sądzę aby był powód dla tego bym Panią
        męczył tym bardzo specjalistycznym zagadnieniem. Zresztą Profesor już
        długopisy, papier, whisky i małosolne postawił na stole. Niestety obowiązki
        wzywają. Musimy się zabrać do pracy. Noc zapada szybko. Przestaniemy, gdy
        pierwszy kur zapieje.

        Zaszczycony kontaktem, kłania się:

        PROFESOR
        i(euromir)
        • Gość: kunce IP: *.chello.pl 06.12.01, 09:34
          Ach, Euromirze, po Twoim liście to cała jestem taka... no, że już nie wiem,
          jaka. Coś we mnie chciałoby, i coś we mnie boi się (bo osobowiść mam bogatą i
          złożoną). I ten profesor! On mnie wprost przytłacza. Bo gdzie mnie, prostemu
          magistrowi, do jego rozległych jak galaktyki horyzontów. Kudy mnie, z pałkami
          zwykłymi, do jego pałek hrabiowskich! I gdzie mnie do profesorskich
          małosolnych, jak ja nawet dobrych ogórków na mizerię nie mam! O doloż
          dziewczyńska...

          A teraz, Przyjacielu, biorąc pod uwagę zażyłość, jaka się między nami
          wytworzyła, pozwól, ze zapytam wprost: czy zechciałbyś, Drogi Euro (pozwolisz
          tak spieszczać Twe urocze imię?)wysondować delikatnie, jakie miałabym szanse na
          doktorat z przenikania się kultur? W tej chwili na przykład prowadzę
          interesujący eksperymant badając przenkanie się nadal żywej kultury bakterii
          jogurtu z coraz żywszą kulturą pleśni (zidentyfikowanej wstepnie jako wczesne
          stadium kulturalnego rozwoju dorodnego kropidlaka). Pragnę skupić się
          szczególnie na kulturze duchowej nowego bytu badając, w jakim stopniu będzie
          ona efektem przemieszania, a w jakim dominacji. Moje samotne poszukiwania
          naukowe nie są łatwe, a profesor byłby mi najlepszym motorem pro- i kontra. Ja
          ze swej strony chętnie będę go stymulować korzystając z bogactwa technik
          zarówno iluzorycznych, jak i realnych.

          Dla Ciebie z ciepłym uściskiem,
          dla profesora z należnymi wyrazami
          kreślę się
          k.
          • Gość: siedem IP: *.tgory.pik-net.pl 06.12.01, 09:41
            "precz z gangreną profesorów i archeologów"
            z a g a d k a
            7,00


            Gość portalu: kunce napisał(a):

            > Ach, Euromirze, po Twoim liście to cała jestem taka... no, że już nie wiem,
            > jaka. Coś we mnie chciałoby, i coś we mnie boi się (bo osobowiść mam bogatą i
            > złożoną). I ten profesor! On mnie wprost przytłacza. Bo gdzie mnie, prostemu
            > magistrowi, do jego rozległych jak galaktyki horyzontów. Kudy mnie, z pałkami
            > zwykłymi, do jego pałek hrabiowskich! I gdzie mnie do profesorskich
            > małosolnych, jak ja nawet dobrych ogórków na mizerię nie mam! O doloż
            > dziewczyńska...
            >
            > A teraz, Przyjacielu, biorąc pod uwagę zażyłość, jaka się między nami
            > wytworzyła, pozwól, ze zapytam wprost: czy zechciałbyś, Drogi Euro (pozwolisz
            > tak spieszczać Twe urocze imię?)wysondować delikatnie, jakie miałabym szanse na
            >
            > doktorat z przenikania się kultur? W tej chwili na przykład prowadzę
            > interesujący eksperymant badając przenkanie się nadal żywej kultury bakterii
            > jogurtu z coraz żywszą kulturą pleśni (zidentyfikowanej wstepnie jako wczesne
            > stadium kulturalnego rozwoju dorodnego kropidlaka). Pragnę skupić się
            > szczególnie na kulturze duchowej nowego bytu badając, w jakim stopniu będzie
            > ona efektem przemieszania, a w jakim dominacji. Moje samotne poszukiwania
            > naukowe nie są łatwe, a profesor byłby mi najlepszym motorem pro- i kontra. Ja
            > ze swej strony chętnie będę go stymulować korzystając z bogactwa technik
            > zarówno iluzorycznych, jak i realnych.
            >
            > Dla Ciebie z ciepłym uściskiem,
            > dla profesora z należnymi wyrazami
            > kreślę się
            > k.

            • Gość: Myszka IP: 10.129.131.* 06.12.01, 13:39
              Po zamachu terrorystycznym we wrzesniu myślenie nasze o IDENTYFIKACJI
              EUROPEJSKIEJ pewnie sie zmieni,ale wydaje mi się,że definicja była inna tzn. ja
              inaczej ją określałam. Termin ten oznaczał TOLERANCJĘ dla wyznawanych różnych
              wartości.Pozdrawiam.
              • Gość: euromir IP: *.cm-upc.chello.se 06.12.01, 16:44
                Miła Pani Myszko,
                uradowała Pani niezmiernie Profesora, będąc Pierwszą Osobą, która podjęła
                merytoryczny wątek dyskusji. Stąd ten post najpierw do Pani. Profesor ma
                nadzieję, że nie zasmuci tym sposobem Pani Kunce i Pana Siedem, choć
                chronologicznie należy im się Pierszeństwo w uzyskaniu odpowiedzi. Zapewniam
                jednocześnie, że (jeszcze dzisiaj) otrzymacie Państwo i Wy co Wam należne.
                (- Banalne to być może, lecz całe życie musimy uczyć się pokory).
                Do rzeczy samej.
                Miła Pani Myszko, sądzę, że akurat zamach terrorystyczny z września tego roku
                nie jest w żaden sposób istotny dla przedmiotu naszych rozważań. Identyfikacja
                europejska była rześko dyskutowana już dużo wcześniej a nasza rozmowa jest
                trochę post factum ( co nie znaczy bezcelowa). UE realnie istnieje i ma już
                nawet swoją (ciekawą?) historię.
                Supozycja Pani, iż podstawą definicji identyfikacji europejskiej powinna być
                "tolerancja dla wyznawanych różnych wartości" nieco kuleje, gdyż jest to
                płaszczyzna i zbyt uboga i zbyt szeroka jednocześnie.
                Cóż miałoby znaczyć proponowane przez Panią twierdzenie? Określałoby wszystko
                czym identyfikacja nie jest zamiast zbierać (jak do wspólnego worka) cechy
                europejczykom wspólne. I w tym sensie Pani propozycja jest nietrafna.
                Jak mówiłem wcześniej wspólna europejczykom jest n.p. religia. Praktycznie
                wszystkie państwa z wyjątkiem Albanii i zachodniej Turcji są chrześcijańskie.
                Nawet jeśli większość europejczyków nie jest praktykująca to nasze myślenie
                jest przesycone chrześcijaństwem. Prawodawstwo, normy współżycia, język
                są spadkiem pochrześcijańskim. Karol Wielki uważał, że Europa rozprzestrzenia
                się tak daleko jak daleko sięga chrześcijaństwo...
                W naszych czasach chrześcijańskimi jest wiele państw pozaeuropejskich nie
                można zatem powiedzieć, że chrześcijaństwo jest wartością unikalnie europejską.
                Mówiliśmy już o geografii i religii jako wspólnych (lecz nie w wyłącznych)
                cechach identyfikacji europejskiej. A jest jeszcze przecież historia. Lecz o
                niej innym razem. Teraz muszę pojechać po papierosy (wszystko kupujemy w
                supermarkecie, na przedmieściach Puerto la Cruz). Na dodatek Augusta (konkubina
                profesorska) awanturuje się, że tak wiele nowych Pań pojawiło się w naszym
                życiu. Więc nerwy uspokoić muszę, pewnie piwem i wódką z robakami (kupując
                papierosy). Profesor nakazał mi też przygotować konspekt postu do Pani Kunki.
                (Chciałby dobrze wypaść - a dla mnie dodatkowa robota!).

                Pozdrawiam - zawsze życzliwy:

                Euromir
                • Gość: Myszka IP: 10.129.131.* 06.12.01, 18:21
                  Hiacyncie czy to Ty?Pzdr.
                • Gość: Karp IP: 159.107.90.* 06.12.01, 18:47
                  Gość portalu: euromir napisał(a):

                  > Miła Pani Myszko,
                  > uradowała Pani niezmiernie Profesora, będąc Pierwszą Osobą, która podjęła
                  > merytoryczny wątek dyskusji. Stąd ten post najpierw do Pani. Profesor ma
                  > nadzieję, że nie zasmuci tym sposobem Pani Kunce i Pana Siedem, choć
                  > chronologicznie należy im się Pierszeństwo w uzyskaniu odpowiedzi. Zapewniam
                  > jednocześnie, że (jeszcze dzisiaj) otrzymacie Państwo i Wy co Wam należne.
                  > (- Banalne to być może, lecz całe życie musimy uczyć się pokory).
                  > Do rzeczy samej.
                  > Miła Pani Myszko, sądzę, że akurat zamach terrorystyczny z września tego roku
                  > nie jest w żaden sposób istotny dla przedmiotu naszych rozważań. Identyfikacja
                  > europejska była rześko dyskutowana już dużo wcześniej a nasza rozmowa jest
                  > trochę post factum ( co nie znaczy bezcelowa). UE realnie istnieje i ma już
                  > nawet swoją (ciekawą?) historię.
                  > Supozycja Pani, iż podstawą definicji identyfikacji europejskiej powinna być
                  > "tolerancja dla wyznawanych różnych wartości" nieco kuleje, gdyż jest to
                  > płaszczyzna i zbyt uboga i zbyt szeroka jednocześnie.
                  > Cóż miałoby znaczyć proponowane przez Panią twierdzenie? Określałoby wszystko
                  > czym identyfikacja nie jest zamiast zbierać (jak do wspólnego worka) cechy
                  > europejczykom wspólne. I w tym sensie Pani propozycja jest nietrafna.
                  > Jak mówiłem wcześniej wspólna europejczykom jest n.p. religia. Praktycznie
                  > wszystkie państwa z wyjątkiem Albanii i zachodniej Turcji są chrześcijańskie.
                  > Nawet jeśli większość europejczyków nie jest praktykująca to nasze myślenie
                  > jest przesycone chrześcijaństwem. Prawodawstwo, normy współżycia, język
                  > są spadkiem pochrześcijańskim. Karol Wielki uważał, że Europa rozprzestrzenia
                  > się tak daleko jak daleko sięga chrześcijaństwo...
                  > W naszych czasach chrześcijańskimi jest wiele państw pozaeuropejskich nie
                  > można zatem powiedzieć, że chrześcijaństwo jest wartością unikalnie europejską.
                  > Mówiliśmy już o geografii i religii jako wspólnych (lecz nie w wyłącznych)
                  > cechach identyfikacji europejskiej. A jest jeszcze przecież historia. Lecz o
                  > niej innym razem. Teraz muszę pojechać po papierosy (wszystko kupujemy w
                  > supermarkecie, na przedmieściach Puerto la Cruz). Na dodatek Augusta (konkubina
                  > profesorska) awanturuje się, że tak wiele nowych Pań pojawiło się w naszym
                  > życiu. Więc nerwy uspokoić muszę, pewnie piwem i wódką z robakami (kupując
                  > papierosy). Profesor nakazał mi też przygotować konspekt postu do Pani Kunki.
                  > (Chciałby dobrze wypaść - a dla mnie dodatkowa robota!).
                  >
                  > Pozdrawiam - zawsze życzliwy:
                  >
                  > Euromir

                  Jeśli wierzyć antropologom to Europejczycy mają przeważnie białą skórę oraz
                  umiarkowaną wielkość przyrodzenia. Czy przedstawiciele innych nauk mają do
                  przekazania równie cenną wiedzę ?

          • Gość: euromir IP: *.cm-upc.chello.se 06.12.01, 22:14
            Miłe Dziewczę - Panno Kunko,
            dzięki za obszerny, (dla mnie zawsze za mało), post. Zgrabny i jak zwykle
            z wdziękiem naturalnym pisany. Profesor i ja wiemy już (co za paskudne
            charaktery), iż rzadko kreuje się tu Panna na Forum. Wczesnym rankiem,
            (gdym jeszcze słodko spał), surowy głos profesorski przywołał mnie do porządku.
            - Pobudka! - krzyczał - do wyszukarki marsz, dorobek postowy Panny Kunki
            sprawdzisz Euromirze. Zagotowałem się cały. A to nicpoń! Szpieg jeden. Pannę
            Kunkę pod lupę swą obrzydliwą, profesorską bierze. Przecież Panna Kunka to nie
            Pan Ogórek (nie uwłaczając nikomu). (Pana Ogórka też pod lupę swą brał).
            Nie było gadania. I musisz mi Panno wybaczyć. Nie odważyłem się ryzykować,
            (myślę już o naszej wspólnej przyszłości). Zrobiłem co kazał.Boję się Go! Za
            odmowę wykonania rozkazu obcina pensję o połowę, bez litości. Podłym i ja!
            A wyszukarka?
            To wspaniałe mechaniczne urządzenie, po wystukaniu nicku, którym się Panno
            posługujesz - oszukało (wiem to na pewno).
            Rezultat poszukiwania: "NA KUNCU KORYTARZA 78%, ZAMEK KSIAZAT POMORSKICH"
            Odetchnąłem z ulgą. Nie pozna panieńskich tajemnic i alkowy. A chciał już
            mój bezczelny Profesor kreślić Panny psychologiczną sylwetkę.Jak rabusia
            jakiegoś potraktował.
            Zauważył chyba, po niewczasie, moją bulwersację, gdyż przymilać się zaczął.
            Lecz odtrąciłem. Skusiłem się raz - na parę sznapsów do obiadu.
            Apropos doktoratu.
            Rozmawialiśmy przy obiedzie( gdy się przymilał). Zreferowałem Mu dokładnie
            Panny dorobek naukowy i jeszcze pozbawiony wyniku eksperyment - "przenikanie
            żywej kultury bakterii jogurtu z coraz żywszą kuturą pleśni". Zapewniałem też,
            iż obecnie chciałaby Panna skupić się na "kulturze duchowej nowego bytu".
            Wspomniałem też, iż szuka Panna pomocy i opieki fachowego mentora.
            Zamyślił się. Widziałem,że walczy z uprzedzeniami. Na koniec, nie komunikując
            żadnej decyzji, zaproponował abym Go wychłostał, (mamy taki zwyczaj przebywając
            w krajach o podwyższonej średniej temperatur), nahajką sporządzoną tym razem
            z młodych pędów kaktusa i jelit piżmowca./Chłosta zastępuje pobyt w bani,
            saunie, bastu - do których to pobytów Profesor jest przyzwyczajony z racji
            pochodzenia,(Kałmuckaja obłast, Smorgonskij rejon).
            Po ceremonii chłosty (na schodach werandy, prawie poza domem), wymownie milcząc
            rozwieszaliśmy bieliznę (po praniu Augusty została). Słońce zachodził, dzień
            zbliżał się, ku nieuchronnemu końcowi. Wówczas mój ulubiony Profesor poprosił,
            żebym Mu czytał na głos wybrane fragmenty z jego epokkowej
            pracy "Rozprawiczanie Kniaziów Ruskich". Dla kontemplacji i ochłody umysłu,
            tak się wyraził. Wiedziałem co to znaczy - dziś odpowiedzi nie będzie.
            Wyrażnie chce się Pannie bliżej przyjrzeć.
            Muszę już kończyć, Augusta kury maca, krowy nie wydojone a Profesor jeszcze
            krzyczy, że w krokieta by partię zagrał.

            Moje uściski(z należytam dystansem) - dla Pani Kunko,
            Profesor, (nieco speszony) każe się kłaniać.

            Zawsze życzliwi:

            Euromir i PROFESOR

            PS
            Prodzę wyglądać następnego postu jeszcze wieczorem. Będzie naturalnie
            traktować o szeroko rozumianym fenomenie identyfikacji europejskiej.
    • Gość: doku IP: *.mofnet.gov.pl 06.12.01, 17:02
      Europa zaczęła sie w Holandii, kiedy wolni ludzie pokonali Państwo i Kościół.
      Europa to rozszerzający się fragment świata, gdzie wolność jest ważniejsza niż
      posłuszeństwo, gdzie człowiek jest ważniejszy niż bóg, rodzina jest ważniejsza
      niż ojczyzna, a dzieci są największym skarbem.
      • Gość: Scan IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 06.12.01, 17:23
        Mądrze piszesz Doku, choć jest jeszcze jeden mały problem, że w tej europejskości
        niektórzy pogubili głowy (celowo czy chorobliwie to inna rzecz, choć one (te
        głowy) najważniejsze),robiąc zakupy w różnych hipermarketach - od czego ten
        zawrót też, a miedzy zawrotami głów a pisaniem elaboratów o spotkaniach Lachów,
        popijając podłą whisky podczas gdy Augusta (Frania) pierze - a Drakula nie chce
        się do gardła przypiąć - myślą,że są oryginalni. Długie zdanie uFF.Theatrum?
        Czytajmy między wierszami, choć lepiej z twarzy zawsze to robić.
        Ciekawe to wszystko.
        Dzięki.
        Scan

        Gość portalu: doku napisał(a):

        > Europa zaczęła sie w Holandii, kiedy wolni ludzie pokonali Państwo i Kościół.
        > Europa to rozszerzający się fragment świata, gdzie wolność jest ważniejsza niż
        > posłuszeństwo, gdzie człowiek jest ważniejszy niż bóg, rodzina jest ważniejsza
        > niż ojczyzna, a dzieci są największym skarbem.

    • Gość: orange IP: *.sieradz.cvx.ppp.tpnet.pl 06.12.01, 17:09

      To bardzo dobre pytanie, Profesorze.
      Pozwolę sobie napomknąć o roli kultur antycznych, greckiej filozofii i rzymskim
      porządku prawnym; prawdą jest, że w tym momencie zboczymy również ku
      Bizancjum, co dla przeciętnego euroentuzjasty może jawić się jako herezja, ale
      nie utrzymujmy wszystkiego w ujęciu li tylko geograficznym.
      Wytrych „tolerancja” jest dla mnie nie do przyjęcia, wolałbym mówić o
      akceptacji, cóż – takie czasy.

      • Gość: euromir IP: *.cm-upc.chello.se 06.12.01, 19:32
        Szanowny Panie Orange,
        jest Pan wyjątkowo nieuważnym czytelnikiem, skoro przypisuje mi Pan brak,
        w obszarze opisu cech składających się na identyfikację europejskę - historii.
        W poście do Pani Myszki wyrażnie o tym mówię. Stwierdziłem, że nie mam
        papierosów ale po powrocie poruszę i ten kawał ugoru. (Cieszę się, że rozpoczął
        Pan pracę przede mną wskazując nieomylnie na rolę kultur antycznych, greckiej
        filozofii, rzymskiego porządku prawnego).Czy sądził Pan, że nie wrócę?
        Jednak Pańska niecierpliwość spowodowała, że nie zdążyłem się odprężyć, wypić
        spokojnie zimnego piwa,
        (w starym samochodzie Profesora nie ma klimatyzacji), ani ulubionego kieliszka
        wódki, tak potrzebnego mi o tej porze, gdyż nic tak nie pobudza wrodzonej
        inteligencji jak odrobina alkoholu, przed wizytą w domu rozrywki publicznej.
        Pojęcie tolerancji i wynikające stąd implikacje chciałbym pomieścić w
        wspomnianym już uprzednio
        dziale
        historii.

        Zawsze życzliwy:

        Euromir
        .....
        .........................................................................



        PanieScan,
        jeśli chodzi o Augustę. To zacna kobieta i cały czas pierze w pralce, którą
        kiedyś podarował jej Profesor. Pralka faktycznie nazywa się Frania. Skąd Pan to
        wszystko wie?
        Pańska spostrzegawcza uwaga dotycząca pisania (przez kreślącego się poniżej)
        długich zdań byłaby właściwa i rozsądna wówczas, gdyby owe zdania nie trzymały
        się tzw kupy. Aby zmniejszyć objętość mogę,(naturalnie jeśli Pan wyrazi zgodę,
        nie zostawiać odstępów między słowami /-Tylko czy wówczas,
        pyta Profesor, uzyska się efekt skrótu myślowego?/).(Patrz nagłówek).
        Ocenę oryginalności mojego stylu pisania muszę (siłą rzeczy) pozostawić
        Pańskiej ocenie.

        Pozdrawiam:

        Euromir

        ..............................................................................

        Miły Panie Doku,
        pisze Pan, że "/.../Europa zaczęła się w Holandii/.../". Gratuluję
        niezainteresowania wcześniejszą histoirią naszego kontynentu i naturalnie
        obrazoburczości.
        Gdy pisze Pan, że "/.../Europa to rozszerzająca się część świata/.../
        - przyklaskuję. Nie brak Panu intuicji. W tym kirunku BEDZIE MUSIALA
        rozwinąć się dyskusja.

        Zawsze życzliwy i przyjazny:

        Euromir
    • Gość: JDEU IP: *.cm-upc.chello.se 06.12.01, 17:19
      JDEU ?
      • Gość: euromir IP: *.cm-upc.chello.se 06.12.01, 18:06
        Szanowny Panie JIDEU,
        stanowczo proszę Pana o niepsucie i zaśmiecanie mi wątku swoimi peudo-
        abstrakcyjnymi grafikami. To sabotaż. Sprawę tę traktuję śmiertelnie poważnie.
        Skoro nie ma Pan nic do powiedzenia - proszę wyjść i nie wracać.

        Mimo wszystko życzliwy dla świata i ludzi:

        Euromir
        • Gość: DrFränd IP: *.cm-upc.chello.se 06.12.01, 18:20
          Gość portalu: euromir napisał(a):

          > Szanowny Panie JIDEU,
          > stanowczo proszę Pana o niepsucie i zaśmiecanie mi wątku swoimi peudo-
          > abstrakcyjnymi grafikami. To sabotaż. Sprawę tę traktuję śmiertelnie poważnie.
          > Skoro nie ma Pan nic do powiedzenia - proszę wyjść i nie wracać.
          >
          > Mimo wszystko życzliwy dla świata i ludzi:
          >
          > Euromir

          TO ja MIRSKI nie POZNAJESZ DOktorKA!!!_?_!!!
      • Gość: idEU IP: *.cm-upc.chello.se 06.12.01, 18:14
        Gość portalu: JDEU napisał(a):

        > JDEU ?

        iD eu iDeu ?
    • Pierwsze istotne pytanie: kto finansował te występki alkoholowe? Znając
      profesurę (poza wyjątkowymi dyscyplinami) to zwykle nie śmierdzą (tu
      przepraszam za kolokwializm) groszem. Rozumiem, że ten zaszczyt finansowy
      przypadł Tobie. OK. Tak więc masz już do przodu u swego profesora przy obronie
      doktoratu lub ewent. kolokwium hablitacyjnym. Musisz jednak zważyć, że
      profesorowie często zmieniają swoje zdanie zależnie od stanu emocjonalnego i
      występnych publikacji konkurentów. Zwykle dobrze jest spoić prof. obmawiając
      doszczętnie konkurencję.
      W środowisku naukowym popularna jest powiedzenie, że jeden profesor o drugim
      myśli, że jest głupi; i co ciekawe, obydwaj mają rację. Często jednak po
      wzmożonych wysiłkach alkoholowych są w stanie uzgodnić zbieżne stanowisko, co
      jednak znika po wytrzeźwieniu.

      Drugie istotne pytanie: czym jest IDENTYFIKACJA EUROPEJSKA? Ano niczym,
      jedynie pobożnym życzeniem, aby za tą nazwą kryło się cokolwiek. Nazwa ta jest
      desygnatem niczego bliżej nie dającego się określić. Jest zgrabnym terminem,
      pod który można podstawić, co się chce i jak się chce (a po alkoholu tym
      bardziej). Naukowcy i politycy mają tę ciekawą zdolność, że potrafią wymyślać
      różne terminy ad hoc.

      Dla mnie osobiście IDENTYFIKACJA EUROPEJSKA jest określeniem tendencji
      globalizacyjnych na mniejszą skalę niż światowa, jednak nie można wykluczyć, iż
      apetyt wzrośnie na Azję czy Bliski Wschód. Po pewnym czasie nazwy odrywają się
      od ich pierwotnego znaczenia (np. miednica, czyli miedziana niecka, nie musi
      być miedziana; ktoś może powiedzieć, że może ten termin dotyczyć nie tylko
      niecki, ale wrażenia o niej, tu części człowieka). Nie można więc wykluczyć, że
      IDENTYFIKACJA EUROPEJSKA będzie w ciągu kilku następnych lat odnosiła się do
      czegoś zupełnie innego. Dla jednego ta identyfikacja może odnosić się do swobód
      obywatelskich, a dla innych do postawy oddania papieżowi (prymas: taką Europę
      oddaną Bogu chcemy i taką mieć będziemy). IDENTYFIKACJA EUROPEJSKA jest więc
      zlepkiem wielu różnych (często sprzecznych) poglądów i dążeń.

      Wniosek prosty: nie ma czegoś takiego, jak jednoznacznie zdefiniowany termin
      IDENTYFIKACJA EUROPEJSKA. Na Forum możemy jednak próbować podstawiać różne
      zakresy znaczeniowe pod tę nazwę; jednak nim to uczynimy, zastanówmy się, jaki
      jest nasz cel.
      • Gość: Myszka IP: 10.129.131.* 06.12.01, 21:51
        Definicja jest po to,aby zakreślić ramy.A ja chcę wiedzieć czy się w nich
        zmieszczę.Pzdr.
        • Gość: euromir IP: *.cm-upc.chello.se 06.12.01, 22:37

          Miła Pani Myszko,
          a czy ma Pani jakieś wątpliwości. A jeśli tak, to jakie? (Czyżby wyprzedziła
          mnie zła moja sława?)
          Nie daliśmy się (przede wszystkim) dyskusji tu naszej rozwinąć. Nie znamy
          jeszcze jej rezultatu. Więc nie powiedziane też jest, że "zidentyfikowani" będą
          się mieli z czego cieszyć. Tego rodzaju ambicja mogłaby być tedy chorą
          (lub niechcianą) co najmniej ambicją.

          Pozdrawiam Panią i proszę o udział w rozmowie (bez uprzedzeń).
          Profesor też się kłania (machając skarpetą z oddali - rozwiesza bieliznę, co ją
          Augusta właśnie wyprała).

          Na zawsze życzliwy:

          Euromir
        • Gość portalu: Myszka napisał(a):

          > Definicja jest po to,aby zakreślić ramy.A ja chcę wiedzieć czy się w nich
          > zmieszczę.Pzdr.

          Naiwne - bo statyczne - rozumienie definicji. Ty sama się zmieniasz, otoczenie
          dookoła Ciebie się zmienia, to i definicja pewnych zdarzeć, zjawisk, zachowań,
          przedmiotów, rzeczy itd itp musi się zmieniać.

          A tak na marginesie: czujesz się Europejką (Europejczykiem)?
          • Gość: euromir IP: *.cm-upc.chello.se 07.12.01, 00:25
            Szanowna Publiczności,
            czy można mówić o historii Europy? Oczywiście, dużo się zdarzyło wewnątrz
            granic (w tym jednej sztucznej)naszego kontynentu, lecz zbyt często zdarzenia
            historyczne były tak splecione z wydarzeniami w innych częściach świata, że
            czyni to opis tej historii płynnym i trudnym do rozgraniczeń. Europejczycy
            wspólnie przeszli doświadczenie wojen, renesansu,polityki, rozwoju, wymiany
            ideii,chrześcijaństwa , kolonializmu , nacjonalizmu, zimnej wojny. Tym niemniej,
            wydaje się, rozsądniej jest mówić o historii celtów, etrusków, anglosasów,
            wikingów, Związku Sowieckiego, historii Francji, Hiszpanii, Polski, historii
            rewolucji francuskiej, wojnie trzydziestoletniej, historii industrializacji
            czy historii Grecji a póżniej państwa Rzymskiego i twierdzić, że doświadczenie
            stąd otrzymane jest historią Europy. Nie byłoby też bądem twierdzenie, że
            historia Europy rozpoczyna się dopiero wtedy, gdy Europa zaczyna działać jako
            polityczna jedność. W dalszym ciągu rozwarstwiona kulturowo (różne języki,
            państwa, religie - katolicyzm, kościół ortodoksyjny, islam, protestantyzm,
            różnice w mentalnościach i kulturze politycznej). Ale też ze wspólnym podłożem
            chrześcijaństwa, filozofii antycznej Grecji, tradycją humanizmu, tradycją
            prawa, wspólnymi indoeuropejskimi i grecko-łacińskimi słowami w słowniku.
            Jeśli więc mówimy o identyfikacji europejskiej to, czy nie jest to proces ,
            który się dopiero zaczyna?

            Pozdrawiam:

            Euromir
          • Gość: Myszka IP: 10.129.131.* 07.12.01, 08:59
            Czuję się Polką,bo w Polsce się urodziłam i jeśli ktoś mnie pyta za granicą
            skąd jesteś, to mówię z Polski.Papież Polak w Watykanie zbliża nas do Europy i
            możemy się tym szczycić.
            Jeśli jestem za granicą to tak do końca nie czuję się Europejką,bo wiem,że nie
            darzą nas zaufaniem na dzień dobry.Dopiero jak przyjedzie do mnie ktoś z
            Europy,czy Ameryki,czy nawet z Japonii i mogę go ugościć , rozmawiać to wtedy
            tak,to czuję się Europejką.
            I jeszcze w rozmowach porównujących Europę i Amerykę.
      • Gość: doku IP: *.mofnet.gov.pl 07.12.01, 10:13
        dybuk napisał(a):

        > ... nie ma czegoś takiego, jak jednoznacznie zdefiniowany termin
        > IDENTYFIKACJA EUROPEJSKA.

        Przepraszam że się powtarzam, ale co mi tam, oto definicja

        wolność ważniejsza niż posłuszeństwo, obywatel ważniejszy niż państwo, człowiek
        ważniejszy niż bóg, rodzina ważniejsza niż ojczyzna, a dzieci są największym
        skarbem.

        • Gość: Myszka IP: 10.129.131.* 07.12.01, 11:20
          To tak ma być,czy tak gdzieś jest?Pzdr.
          • Gość: doku IP: *.mofnet.gov.pl 07.12.01, 12:12
            Gość portalu: Myszka napisał(a):

            > To tak ma być,czy tak gdzieś jest?Pzdr.

            W jakim sensie "jest"? Czy pytasz o to jaki procent "Europejczyków" podpisałoby
            się pod taką definicją? (Nie wiem) Czy pytasz o to, czy zacytowałem z jakiegoś
            znanego tekstu? (Nie) Czy pytasz o coś innego?

        • Gość: Myszka IP: 10.129.131.* 07.12.01, 15:53
          Rozumiem, że definicja jest oryginalna,ale lepiej niech Hiacynt ją
          skomentuje.Pzdr.
        • Szanowny Panie Doku,
          proszę nabrać perspektywy.
          Pańskie ustawiczne mylenie pojęć wyprowadziło z równowagi nawet Profesora. Czym innym jest
          apoteoza anarchii, jako jednej z wielu ideii utopijnych a czym innym próba zdefiniowania czegoś tak
          przyziemnego jak identyfikacja europejska. Idee niesprawdzone, nie wcielone w życie, (no może
          oprócz, krótkiego doświadczenia hiszpańskiego) odnoszą się do równie niesprawdzalnej przyszłości.
          Natomiast problematyka identyfikacji europejskiej jest zaczepiona realnie w kulturze, geografii a nade
          wszystko w historii. Używając jako instrumentu logiki powinniśmy z tego monolitycznego gruntu umieć
          wyciągnąć wnioski.

          Pozdrowienia:

          Euromir

          i
          • Miła panno Kunko,
            proszę się nie obrażać, bo nie ma powodu. To wreszcie Panna była nietaktowna, kto to widział po okresie tak
            krótkiej zażyłości proponować Profesorowi pisanie u niego doktoratu. Poza wszystkim, przecież nie odmówił!
            Więc skąd te dąsy?
            Profesor prosi aby napisała Panna porządny post, najchętniej na temat id.europejskiej (lub dowolny)
            i przestała się gniewać.
            Chodzi ostatnio smutny i osowiały. Ja wiem przez Kogo taki smutny. Więc po chrześcijańsku proszę
            odpuścić.
            Co do mnie miewam się dobrze, choć żle sypiam po nocach. A jak już zasnę to w snach Pannę widuję.
            Różne rzeczy (i ludzi) tam widuję. Ale o tym będzie w poczcie wieczornej.

            Stęsknieni:

            Euromir z Profesorem
            • Szanowna Publiczności,
              bardzo rzadko (bo to politycznie niepoprawne) wspomina się o tym, że Europę - powszechna świadomość
              wiąże z rasą ludzi białych. Jest to przekonanie zakorzenione w nas wszystkich. Chociaż często staramy się mu
              przeczyć z łatwo zrozumiałych powodów: kolonializm, rasistowski handel niewolnikami ,podbój i
              wykorzystywanie ludów pozaeuropejskich. Dla wielu uczciwych ludzi sama świadomość, że mieliby
              identyfikować kogokolwiek na podstawie właściwości fizycznych jest niesmaczna i wprost niebezpieczna dla
              ludzkości (doświadczenie faszyzmu).
              Lecz mimo to faktem jest, iż zarówno Europejczycy i nieeuropejczycy kojarzą Europę z rasą ludzi białych.
              Przetestujmy się sami. Zamknijmy oczy i wyobrażmy sobie Hindusa lub Chińczyka. I najprawdopodobniej każdy z
              nas zobaczy - ciemnoskórą osobę w turbanie a obok faceta ze skośnymi oczyma.
              Wyobrażmy sobie teraz Europejczyka - i kogo zobaczymy - najprawdopodobniej osobę o jasnej skórze.
              Oczywiście są ciemnoskórzy Europejczycy i białoskórzy Afrykanie dlatego identyfikacja na podstawie wyglądu
              zewnętrznego, koloru skóry czy innych cech zewnętrznych może być nieudana i prowadzić do przesądów i
              konfliktów rasowych.
              (A teraz muszę skoczyć po papierosy dla Profesora). Za chwilę: cdn
              • Gość: euromir IP: *.cm-upc.chello.se 07.12.01, 20:00
                Szanowna Publiczności,
                będę kontynuował teraz mój wykładzik a do spraw / (bardzo ważnych),dotyczą przecie przenikania się kultur-
                piszą o tym w swych postach Pani Myszka i (niedokładnie) Panna Kunka /, odniosę się (jeśli pozwolicie Państwo)
                w osobnym wystąpieniu (też publicznym) .
                Do rzeczy:
                naturalnym jest, że między "białym" a "kolorowym" istnieje obszar "szary", tak jak i w kulturze, gdzie też
                (co już wiemy), istniejeją "szare strefy". Granice Europy - sądzi się, (a myślę głównie o tej skonstruowanej
                sztucznie - wschodniej), nieprzypadkowo pokrywają się z" ojczyzną" białych, "od czasów kamienia łupanego
                i prehistorii).
                Nikt nie wie kto i kiedy wyznaczył wschodnią granicę Europy, możemy się jedynie domyślać. że były to osoby
                (osoba) myślące w kategoriach jak wyżej.Natomiast na pewno nie jest dziełem przypadku, że podział kontynentu
                euroazjatyckiego dokonał się zgodnie z regułami "białego" myślenia. Jako rezultat widocznych cech
                zewnętrznych, cech rasowych. Ta dzisiaj - wydaje się - prosta obserwacja, w XVIII i XIX wieku wywoływała
                jednak sporo dyskusji.
                Wielu ówczesnych Europejczyków traktowało bowiem Rosjan kulturowo jako Azjatów i to nastawienie
                zmieniło się ostatecznie dopiero całkiem niedawno.
                Azjaci natomiast - Chińczycy, Hindusi; Afganowie zawsze uważali Rosjan za Europejczyków, stąd nie jest takie
                pewne, czy ojca wschodniej granicy Europy nie należałoby szukać w Azji.
                Naturalnie ocena Rosjan przez Azjatów też ograniczała się do oceny ich wyglądu zewnętrznego, zupełnie nie
                biorąc pod uwagę przynależności kulturowej.
                W zwięzku z tym co powiedziałem - bez względu na to, czy nam się to podoba czy nie - właściwości wyglądu
                zewnętrznego i kolor skóry pozostają w dalszym ciągu ważnym czynnikiem identyfikacji ( w tym naturalnie
                i europejskiej).
                Czuję się obecnie zmęczony i znudzony wykładem - a co mam robić - widząc tak kompletny brak zainteresowania
                z Waszej strony. Czy Państwo sądzicie, że ja tak do końca jestem pewien ( no może przekonany jestem)
                tego co z katedry mojej głoszę? Sądzicie, że odrobina dyskusji twórczej (w celu wyprodukowania adrenaliny
                choćby), by się nie przydała? Bęcwały jesteście! Ot, co jesteście! (Z wyłączeniem naturalnie miłej Pani
                Myszki i Panny Kunki). Cieszę się, że Pan Orange sprawia wrażenie zasłuchanego. Ale czy on myśli?
                Nie, tego nie wiem i pewno nigdy wiedzieć nie będę. Może to i dobrze.
                A teraz Euromirze idziemy. Na wódkę. Przejdziemy się po mieście.Zażyjemy spaceru. (Alkohol - musisz
                wiedzieć, świetnym jest lekarstwem na stres i rozmaite frasunki).
                - A Państwu radzę przerobić materiał. I pisać. I pisać. Pytać! Odpowiem chętnie. Za darmo. W czynie
                społecznym. Byście pusto w głowach nie mieli . To wszystko dla Was. Dla Was!.
                A może osły jseteście?

                cdn





            • Gość: kunce IP: *.chello.pl 07.12.01, 17:58
              Cóż, Euromirze, zabolało mnie, że profesor się waha. Czemu, ach, czemu?
              Podejrzewam, że nie dość entuzjastycznie mówiłeś mu o mnie. A przecież jaka
              niewyobrażalna kopalnia tematów znajduje się w mojej lodówce! Założyłam bowiem,
              że tak jak to drzewiej bywało na naszym kontynencie, tak i w mojej chłodziarce
              najbardziej intensywna wymiana kulturalna, a więc odbywająca się w sferze
              obyczajowej, przemieszczać się będzie z zachodu na wschód. Punktem odniesienia
              stała się dla mnie zapoczatkowana w XV wieku wędrówka kiły i syfilisu. Włosi
              zwali ją chorobą hiszpańską, my i Niemcy - francuską, a Rosjanie - polską. Tak
              wiec dana nacja, nadając chorobie nazwę kraju, zwykle sąsiadujacego,
              wskazywała, z której strony docierał do niej swoisty kulturkampf, i z
              obyczajowości którego kraju - że się tak wyrażę - czerpała pełnymi garciami.
              Podobnie w mojej lodówce. Wysoko rozwinięta pleśń z jogurciku czyni zakusy na
              nie do końca zhomogenizowany serek (znów z zachodu na wschód!!). Zatem gotowa
              jestem nie tylko czynić obserwacje na temat przenikania sie 2 kultur, ale badać
              cały proces w szerszej skali i per analogiam (po jogurcie i serku przyjdzie
              kolej na mortadelkę) sforułować wnioski dotyczace Europy. Wkład kropidlaka w
              unifikację kultur na przestrzeni całej szuflady (czytaj: kontynentu). Rewelacja!
              A profesor? kawą kusi i "panna Kunka to", "panna Kunka tamto"... Czemu nie
              dostrzega, żem utalentowana, a tylko - żem panna (bo do pewnego stopnia nią
              jestem). Euro, mając na uwadze naszą przyszłość (podoba mi sę w Tobie to, że
              już ją planujesz) nalegaj na rychłą decyzję w sprawie mego doktoratu. I
              stypendium.

              Głeboki, inteligentny dyg dla Pana Profesora
              i delikatny (jak moja wrażliwa natura) uścisk dla
              miłego Euro
              k.
              • Gość: Myszka IP: 10.129.131.* 07.12.01, 18:14
                Pozazdrościłam Pani Kunce i może też się zgłoszę po jakiś stopień naukowy z
                przenikania się dwóch kultur.Na przykład kultura sprzątania w kraju sąsiednim
                jest bardzo wysoka i zgłębiłam ją bardzo dokładnie i z wielkim zianteresowaniem.
                Jest nawet bardzo precyzyjna teoria opracowana naukowo, a dotycząca owego
                sprzatania.Możnaby ją wdrożyć u nas i wtedy dokona się owo przenikanie.
                Teoria ta brzmi "Z góry na dół i z prawa na lewo".Pozdrawiam obu Panów.
    • Ile w niej europejskości? A może whiskey jest jak sake, która też zamęt sieje?
      Ot, pytania takie sobie.
      • Gość: euromir IP: *.cm-upc.chello.se 08.12.01, 06:20
        Szanowna Panno Kunko,
        (skąd ten dystans, skąd to mi się bierze), ostatni wykład Profesora zakończył się skandalem. Jak dobrze, że tam
        Panny nie było. Widownia gwizdała, tupała a ja nawet zarobiłem ogryzkiem ogórka czy pomidora prosto w czoło i
        teraz noszę honorowego siniaka, honorowego, gdyż jest pamiątką po dzielnym ratowaniu skóry profesorskiej
        przed rozzłoszczonym tłumem nygusów, z których niestety kilku Panna zna a to : Orange, Doku, Scan, Dybuk
        i nie uwierzy Panna, za plecami najbardziej agresywnych widziałem chyba znajomą sylwetkę Pani Myszki.
        Wyłamała zielsko jakieś z donicy co na parapecie w auli stała i widziałem jak zamierzyła się na Profesora.
        Zdążyliśmy jednak salwować się ucieczką ,do prywatnej toalety rektora. Teraz Pani Myszka ma przechlapane!
        Nie zagrozi Pannie w staraniu się o Stypendium. Ja tu rękę swoją na wszystkim trzymam. Niby nic nie wiem, nie
        decyduję, a władzę jednak mam. Nic o Pannie beze mnie. Stary się też ze mną liczy. Beze mnie nic nie zrobi.
        Przecież ja mu nawet część wykładów piszę. Ale o tym cicho sza !
        Teraz siedzimy w restauracji sali odlotów lotniska Szermietiewo II , obserwując jak pomoce kelnerskie bardzo
        sprytnym urządzeniem, ( plastikową butelką po litrowej cocacoli, wyposażoną w kilkadziesiąt zmyślnie
        zmajstrowanych dziurek i wypełnioną wodą) , polewają brudne ceraty leżące na stołach , w celu ich
        równomiernego namoczenia, gdyż łatwiej wówczas przychodzi, wyrównać często zaschłe już na powierzchni
        i niesymetrycznie poprzylepiane resztki pożywienia.
        Czemu tu jesteśmy - zapyta Panna? Ano w podróży. Profesor telegram nagły dostał wzywający nas na
        Kamczatkę. Bądziemy honorowymi gośćmi dużego Sympozjonu na temat przenikania się kultur w warunkach
        ekstremalnych. Trochę głupio , przyznam wyglądamy. Ja z guzem-sińcem a On oplastrowany. Lecimy
        przez Moskwę, gdyż Profesor chciał z "wysoty", jeszcze raz, może ostatni, zobaczyć Kreml i meandrami wijącą
        się rzekę. Nie bez znaczenia , przy wyborze marszruty, był również fakt lotu nad Afganistanem. Panna czyta
        prasę ? Tam wojna. Profesor liczył po cichu, że nas ktoś zestrzeli i przeżyjemy jeszcze jedną zastanawiającą
        przygodę. Bazgrzę ten list na kolanie , bo nie chcę aby mi się przylepił do ceraty. Jesteśmy już po obiedzie,
        najedzeni i za sześć godzin odlatujemy na Kamczatkę. Cieszę się, gdyż nie ma tu co robić i dlatego w spokoju
        list mój do Panny mogę cyzelować.
        Profesor prosi :
        - przy najbliższej okazji pozdrowić Pana Jacka kratka w, który celnie pyta o amerykańskość whisky i o ilość w niej
        europejskości.
        - zwrócić uwagę Pani Myszce i Pannie, że Wasze założenie o jednostronnym przenikaniu się kultur, jest
        błędne. To nie jest tak, że kultura tylko z zachodu na wschód.Ruch w drugą stronę jest i był równie aktywny.
        Profesor poleca zapoznanie się z jego pracą "Rozprawiczanie Kniaziów Ruskich" (Harvard 1974).
        - sprawę haniebnej napaści na Euromira, w wątku :"Euromir do gazu", Profesor prosi wyciszyć, wszelkimi
        znanymi Paniom sposobami.
        - Panno Kunko, nie wolno mówić o "wymianie kulturalnej", gdy chce Panna powiedzieć o "przenikaniu kultur",
        gdyż w fachu naszym język jest nie tylko bronią ale i precyzyjnym narzędziem. W chłodziarce " wymiany
        kulturalnej" prowadzić nie można.
        - Profesor, życzy też sobie,aby Panna, w tekstach żródłowych ustaliła, czy rzeczywiście wspomniana epidemia
        syfa i kiły grasowała w wieku XIV, czy aby nie wcześniej ? Pamięć Profesorska - jak równina rosyjska się
        rozciąga w przestrzeni. A On uparcie twierdzi, że owszem chorował ale to musiało być w XIII wieku.
        - Unifikacja kultur na przykładzie kropidlaka, to naturalnie stan idealny, którego nie należy spodziewać się w
        najbliższym czasie w Europie. Bo jednak co kropidlak, to nie na przykład - Niemcy.
        - O stypendium też, na razie, zabrania głośno wspominać (skąpiradło).
        Od siebie dodam (lekko zawstydzony), że połechtało mnie barrrdzo to niewinne - Euromiłku - z Panny ust.
        Cóż za wyróżnienie. Bądę musiał zasłużyć, na to co mi Panna szanowna awansem udzieliłaś !

        Na zawsze mający Pannę w myślach rozkosznych i pożżżądaniu iście darwinowskim :

        Euromir Wniebowzięty
        • Gość: Myszka IP: 10.129.131.* 08.12.01, 10:45
          Zgadzam się w pełni z panem Profesorem, że przenikanie kultur nie może być
          jednokierunkowe,ale to rozszerza bardzo poważnie tematykę mojej rozprawy
          naukowej.Jeśli chodzi o kulturę sprzątania to obawiam się,że od nas to nic
          dobrego w kierunku zachodnim nie przeniknie. Natomiast mam bogate doświadczenia
          i mogę podać wiele przykładów na przenikanie naszej kultury kulinarnej na
          zachód.W mojej pracy chciałabym uwzględnic tylko pozytywne aspekty przenikania
          się dwóch wybranych kultur sprzątania i gotowania,ale tylko w kierunku
          zachodnim.
          Zauwazyłam,że Pan Profesor ma już trzecią kandydatkę do pracy badawczej,może
          ona podejmie się tematyki wschodniej.Że też Pan Profesor ją wypatrzył.
          Pozdrawiam z kwiatkiem.
          • Euromiłeczku, tęsknota mi rozum odbiera. Dokąd ten tyran Cię uprowadził. Teraz
            miły mój błąka się gdzieś między Morzem Ochockim a Beringa, idzie skacząc po
            górach, omijając pagórki, wulkany, gubi się w tundrze... I gdzie tam
            przenikanie kultur? tam tylko przenikanie zimna do szpiku kości. Sympozjum to
            wybieg. Ten tyran chciał nas rozdzielicz licząc, że o mnie zapomniesz. Ale
            Miłek nie zapomniał o swojej Kuneczce? (no, jak tam, nie zapomniał???)
            W sercu mam burzę. Ale umysł mój chłodny. Skupiony na doktoracie.
            Zatem Euro, uspokój profesora. Najwcześniej na syfilis mógł zachorować w
            końcówce XV w. No chyba, że był w Ameryce jeszcze przed Kolumbem. Na Twoje ręce
            prześlę profesorowi uroczy poemat "Siphilis sive morbi gallici libri tres"
            (1530).To reprint, ale wpieraj mu,ze dostał bezcenny oryginał.
            Nie twierdzę, że przenikanie kulturowe miało miejsce wyłącznie z zachodu na
            wschód, bronić będę jednak tezy, że to, co najbardziej twórczo wpływało na
            innowacje naukowe i gospodarcze - czyli wojny i epidemie - płynęły głównie z
            zachodu na wschód. Bo przecież wyludnianie się całych wsi i miast było motorem
            technicznego postępu, a i dawało niebywałego bodźca medycynie oraz farmacji. A
            w konsekwencji odbicie swe znajdywało w sztuce i obyczaju.
            Podobny proces obserwuję w moim jogurcie. Na kubeczku dostrzegam wytwory jakby
            żywcem przeniesione z kultury łużyckiej (choć wcześniej zakładałam, że obie
            przenikające się kultury, a wiec bakterii jogurtu i pleśni, wyszły przedwczoraj
            z epoki brązu). A tu proszę, na obrzeżch pojemnika wysycha coś na kształt
            malusieńkich wytworów ceramicznych, na pewno lepionych bez użycia koła
            garncarskiego, z wydętymi brzuścami, o barwie żółtej i czerwonawej, ż rzadka
            białej lub czarnej. Czas już wkrótce pokaże, jak profesor pobłądził zachowując
            sceptyczną postawę wobec mojego dedukowania na podstawie modelu kultur w
            mikroskali o procesach zachodzących na naszym kontynencie (nawet jeśli granica
            jego jest umowna).
            Dlatego też, patrząc w swój jogurcik, napisałam poprzednio o wymianie
            kulturalnej w przekonaniu, że oni się tam w lodówce naprawdę wymieniaja
            ceramiką i siepami z brązu (co zostało prawie dowiedzione). Ale, jeśli to
            zadowoli Ciebie Euro i profesora, będę precyzyjna aż do przesady. Będę
            posługiwać się mym językiem tak jak panowie każecie.

            Pełne uległości ukłony dla Profesora - wybrańca mego rozumi
            i dla Ciebie E - wyborze moego serca
            Panna Kunka
          • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 09.12.01, 04:16
            Droga Pani Myszko,
            wyczuwam w Pani poście jakiś niemiły ton. Czy jest to zmęczenie poranne, czy też może zwykła uraza,
            którą, co naturalne należy czuć zawsze w stosunku do osób fałszywych?
            Jeżli z przedstawionej Pani alternatywy wybierze Pani tę drugą - to palnę sobie w łeb.
            Czemu?
            Pani decyzja potwierdzi tylko moje podejrzenie, iż niedyskretnie zajrzała Pani, pod moją nieobecność, do
            postu przeznaczonego dla Panny Kunki. Ja wiem, Ona już sobie wyobraża, że jestem jej narzeczonym.
            - Nie potwierdzam. Nie zaprzeczam.
            Przyzna Pani , iż jak na tak młodą osobę Panna Kunka jest wyjątkowo zaradna i tupeciara. Może właśnie za
            to , tak bardzo Ją lubię? Nie wiem, nie spotkaliśmy się jeszcze osobiście i nie wiem jak daleko iść ze mną
            gotowa.
            Ale Pani też mi się strasznie podoba. Owszem mówię to otwarcie. NIe mam się przecie czego wstydzić.
            Słowa Pannie Kunce jeszcze nie dałem
            Z listów Pani wynika, że jest pani robotna i zna problematykę sprzątań a to przecież jeden z warunków,
            które moja przyszła wybranka powinna spełnić. Rozumiem, że drugą Pani cechą pozytywną jest
            bywałość i znajomość świata, czego na razie o miłej Pannie Kunce powiedzieć nie mogę.
            Dlatego proszę mi wierzyć - sprawa przyznania stypendium i związanej z owym stypendium możliwości
            napisania doktoratu pod komendą Profesora - nie jest jeszcze przesądzona i oczywiście
            ma Pani bardzo duże szanse. Mam - muszę to powiedzieę duży wpływ na tego oryginała i sądzę, że
            zrobi dokładnie tak, jak mi się będzie podobało. Taką mam pozycję.
            A to co wyczytała Pani z mojego listu do Panny Kunki, niech Pani sobie nie bierze do serca. To bzdury, nic
            ważnego. Nie takie rzeczy plecie się po pijanemu, często jeszcze gorsze.
            Wszstko jest wynikiem profesorskiegi zamiłowania do alkoholu. Siedzieliśmy - nic nie robiąc - na lotnisku w
            Moskwie, międzylądowanie - i z tych nudów, czas się dłużył, wypiliśmy chyba za dużo. Profesor kazał mi iść do
            Bieriozki i kupić litra J&B. Lecz niech mi Pani wierzy - na tym się nie skończyło! W ciągu siedmiu godzin
            oczekiwania na samolot, towarzyszyłem Profesorowi w wypiciu jeszcze dwu takich butelek. Wlewał we
            mnie, siebie nie oszczędzając.
            Skąpiec, żałował na coca colę i dzięki temu będąc pod działaniem alkoholu przegapiliśmy nasz samolot.
            W związku z tym jeszcze siedzimy, na tej samej ławeczce i oczekujemy na następny. Będzie we wtorek.
            Pani Myszko,
            Profesora bardzo poirytowała, w Pani poście zawarta propozycja zajęcia się przez Panią, tylko wybiórczo
            przenikaniem się kultury sprzątania, z zachodu do nas , na wschód. Problematyka jest taka jak jest i nie można
            sobie dowolnie wybierać jedynie fragmentów zagadnienia. Jeżli otrzyma Pani zadanie, będzie Pani - to chyba
            całkowicie zrozumiałe - zobowiązana wypełnić je w całości.
            Profesor prosi też, aby przesyłając dokładnie wypełniony kwestionariusz, nie zapomniała Pani o tych,
            jak wspominałem poprzednio - fotografiach. Jedno zdjęcie twarzy a drugie sylwetki (możliwie aktualne mają być).

            Zegnam, całując namiętnie Pani spracowane (bidulka) rączki i przesyłam z moskiewskiej oddali pozytywny
            okrzyk - Bądż dobrej myśli Myszko !

            Zawsze życzliwy :

            Euromir
            • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 09.12.01, 04:27
              Pani Myszko stop jeśli chodzi stop o problematykę stop przenikania się stop kultur kulinarnych stop profesor nie
              stop zainteresowany stop twierdzi że stop najlepiej gotuje stop augusta stop pzdr euromir stop
              • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 09.12.01, 06:11
                Najdroższe Bóstwo, Panno Kunko,
                post Twój uradował mnie niezmiernie, w nocy spać nie mogłem otumaniony uczuciem, tak mi dotąd nieznanym,
                enigmatycznym i wirtualnym. Zaniedbane lotnisko moskiewskie umknęło mojej uwagi, ludzie przesuwający się po
                nim nierzeczywiści, jak z innego świata - obcy - nie dlatego że Rosjanie - obcy, gdyż nie znający Ciebie -cóż oni
                mogą powiedzieć o świecie, jak mógłbym przekazać im moją radość a oni jak mogliby zrozumieć... i miałem obraz
                twarzyTwej przed sobą - jak wizerunek święty, kiedy...
                zdarzyło się nieszczęście. Profesorowi. W trakcie jego wizyty w toalecie męskiej, skradziono Mu nasze
                bilety lotnicze i pieniędze. Trzeba było telegrafować do Szwajcarii i Monaco - tam ma ulokowane swoje
                oszczędności - aby sprowadzić środki, które zezwoliłyby nam na kontynuowanie podróży. Jest niedziela
                i jak sama rozumiesz Panno zabrało nam to trzy razy więcej czasu aniżeli powinno zająć. Moje karty płatnicze
                i kredytowe też tu nie działają. Zupełnie tego nie rozumiem. Będziemy tu w Moskwie na lotnisku jeszcze do środy
                a jesteśmy w opłakanych warunkach. Pieniędzy żadnych. To co przyszło z Monaco i Szwajcarii Profesor
                zdążył już przegrać w pokera z kilkoma błatnymi (ja myślę, że to ruska mafia). Twierdził, że chce się odegrać.
                Sądził mianowicie, że to właśnie oni okradli Go w toalecie. Sam ich zaczepił i zaproponował karty.
                Oczywiście grali na klawo i nie dość, że przegrał pieniędze szwajcarskie to i złotego Rolexa wysadzanego
                brylantami, (pamiątka po profesurze na Harvardzie). piękna robota. Myślę o zegarku. No cóż, jak się jest
                hazardzistą...
                Jesteśmy w godnych opłakania warunkach. Baby z kuchni, siedzimy sobie na ławeczce obok restauracji,
                przynoszą nam czasem jakieś odpadki , ale nic gorącego nie jedliśmy już od trzech dni. Profesor się
                uparł i powiedział, że drugi raz On pieniędzy z zagranicy sprowadzać nie będzie, bo co sobie pomyślą w banku.
                Zaproponował też (złośliwie), żebym wykazał trochę inwencji. Jeśli w Sudanie - powiedział - ludzie za trzy
                dolary przez miesięc to...
                A skąd ja Mu wezmę pieniądze? Poobcinał mi wypłaty , moje karty nie działaję. Tak, że mamy pata. On
                czeka, że ja coś załatwię a ja ,że On. Chce mnie wziąść na przetrzymanie. Jako były zesłaniec,może nie jeść i
                przez miesiąc. Ja tego nie potrafię. Co robić? Pytam stropiony.
                Na razie, siedząc tu na ławeczce dyskutujemy sobie z nudów rozmaite problemy.
                Na przykład sceptyczne nastawienie Profesora w stosunku do proponowanego przez Pannę "dedukowania
                na podstawie modeli kultur w mikroskali ". Albo, co jak uważa przeczy całemu Jego dorobkowi naukowemu,
                sądowi Panny, że "innowacje naukowe i gospodarcze płynęły wyłącznie z zachodu na wschód , na naszym
                kontynęcie" - co jest w jego oczach podejściem wprost rasistowskim.
                Pytał mnie w zaufaniu, czy Panna nie antysemitka. Zaprzeczyłem oczywiście, zdając sobie sprawę w jakie
                tarapaty mógłbym Cię słodka Kunko wpędzić.
                Twierdzi też, i się z tego podśmiewuje, że okazała Panna dużą dozę infantylności, no bo jakże...(nie przejmuj się
                Kunko, On wszystkich krytykuje) , gdy mówosz "oni tam w lodówce wymieniają się ceramiką i sierpami".
                Zarty sobie Twoim kosztem robi. Stanąłem w obronie.
                - Stary capie - mówię, nie szanujesz Panny Kunki mojej?
                Popatrzył z uznaniem . Nawet rękę mi podał. Lecz cóż z tego. Głodnym dalej.
                Było Mu chyba głupio, gdyż kilka godzin póżniej wynalazł gdzieś pieniążki i na przeprosinowego sznapsa mnie
                zaprosił. Do restauracji. Baby, na których utrzymaniu jesteśmy już jakiś czas, widząc, że On zamawia
                wódeczności, pluły przechodząc koło naszego stolika. Tylu niepochlebnych opinii o Polakach nie słyszałem
                jeszcze nigdy.Ale Profesor już taki jest, gdy postąpi nieprzystojnie, zawsze mówi że robi to w celu naukowym,
                aby się przyjrzeć reakcji. Niestety muszę Go zaakceptować jakim jest. To bardzo złożona postać. Jego wielkie
                zainteresowanie wzbudziła wiadomość o Panny badaniach nad kulturą łużycką, tym bardziej, iż uważa
                że jako uczony słowiański powinien zostawić po sobie jakiś ślad i dołożyć ręki... Stąd widzę, że coraz
                bardziej przyzwyczaja się do myśli, żeby tu Ciebie Panno do nas sprowadzić na stypendium i naukę.
                Muszę niestety, Duszko moja natychmiast zakończyć pisanie tego postu, gdyż policja przeszukuje ławki i
                i śpiących legitymuje , przegania...

                Zegnaj miła, jedyna pociecho w moim przykrym położeniu: praszczaj - wołam unnisono:

                Euromir
    • Gość: Myszka IP: 10.129.131.* 09.12.01, 08:20
      Drogi Euromirze,
      podczas Pańskiego pobytu za granicą zorganizowałam Uczelnię wirtualną i
      zaprosiłam do studiowania w wątku "Chatka .... " kilka studentek do nas.Ale
      martwię się czy Pan Profesor w tych warunkach da sobie radę, bo też wyczuwam
      jakiś dziwny ton Pańskich wypowiedzi.Sprawy naukowe w niedzielę zostawiam.Pzdr.

      Myszka (zauważyłam wczoraj
      kilka innych Myszek na
      innych wątkach co może
      być mylace )




















      • Gość: kunce IP: *.chello.pl 10.12.01, 10:17
        Euromiły mój,
        wieści niepokojące, i to z różnych stron docierają do mnie. Zawieruszyliście
        się drodzy z profesorem jak, nie przymierzając, Sarmaci po spotkaniu z Lachami.
        Ale wszystko ma swoje dobre strony. A zatem i waszą podróż można będzie jeszcze
        wykorzystać twórczo i nadać jej nowy sens. Tam, gdzie zmierzasz, wyjatkowo
        piekne i dorodne są sobole, konkurować z nimi mogą jedynie sobole kanadyjskie
        (ale Kanady, Euro Drogi, w najbliższym czasie nie masz w planach? a gdyby
        nawet, to w tej chwili nie ma to wiekszego znaczenia). Skup się zatem na moich
        słowach. Potrzebuję 30 skór sobolich dla dobra nauki. Nie z próżności będę je
        nosić, choć zrobiłbyś lepsze wrażenie na ludziach, gdybyś pokazał, jak dbasz o
        narzeczoną. Ale teraz nauce trzeba się przysłużyć obfitym futrem do ziemi i
        okrągłą czapeczką. Chodzi o profesora. Twój ostatni list Miły utwierdził mnie w
        powziętym już wcześniej podejrzeniu, że profesor skostniał, stał się
        dogmatyczny i zamknął się na nowe prądy. A przy tym taki niekonsekwentny. Skoro
        godzi się z faktem, że kultura bakterii jogurtu wytwarza na obrzeżach kubeczka
        wyroby garnacarskie mające cechy ceramiki łużyckiej, czemu broni się przed
        myślą, że bakterie z kropidlakiem tą ceramika i sierpami ze sobą handlują?
        Niekonsekwentny i zaskorupiały. Infantylizm mi, potwór, zarzucił. Tak jakby nie
        wiedział, że podstawą autentycznej twórczości jest świeżość i niewinność (oto
        ja, cała ja). A zjawisko geniuszu polega na spostrzegawczości (kto, patrząc w
        jogurt, dostrzegł ruch w interesie?). Ale można jeszcze profesorowi pomóc. I
        my - Ty i ja - uratujemy ten wybitny umysł dla świata.
        Tak się akurak szczęliwie składa, że jestem prezesową pewnego stowarzyszenia
        non profit, które pomaga naukowcom będącym w twórczym kryzysie. Jest to
        Fundacja na Rzecz Inspiracji Profesorów "Błękitny Anioł". Osobiście pomogę
        profesorowi przełamać impas, rodzi się jednak pewien problem - środki. Ze swej
        działalności nie czerpię zysków, a wiec tą strona zagadnienia zajmiesz się Ty,
        o Najdroższy. Pisałeś co prawda, że jesteście bez grosza, ale nie ma sytuacji
        beznadziejnych. Przede wszystkim: sprzedaj nerkę i zakup wspomniane sobolowe
        skórki. Prześlij co rychlej, kuśnierz już czeka. I zadj się na mnie. Ruszam na
        odsiecz nauce. Widzisz, Drogi mój, chłosta, którą ożywiasz percepcję profesora
        i zachęcasz go do pracy, nie jest doskonała. Jak to? zakrzykniesz. Przecież
        bicze kręce fantazyjne i giętkie? Potu nie szczędzę... Czego więc brakuje?
        spytasz. Brakuje Damy w futrze.
        Ale na szczęście jestem ja. Nauce ofiarowuję całą siebie.
        Miły Wybrańcu serca mego, tam mnie troska o profeora odciągnęła od spraw tego
        świata, że nawt słowa nie napisałam o IDENTYFIKACJI, ale nic to, rzeknij mu
        tylko, że wkrótce zapłodnię go nowymi ideami, rozpędzę tuman mgły nad
        horyzontem jego myśli.

        Z wielka nieśmiałością Tobie, Luby całuska
        Profesorowi klapsa
        przesyła stęskniona
        Panna Kunka.

        PS. Tak mi jakoś wpadło nagle do głowy, czy Rodziwicze (mam na myśli szacowną
        Pana Profesorową Familiję) nie pochodzą od Popiela? Niech Drogi Profesor, tak
        na wszelki wypadek, wystrzega się różnych Myszek.
      • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 10.12.01, 18:03
        Droga pani Myszko,
        z Moskwy wydostaliśmy się jedynie dzięki wspaniałomyślności stryja Dobromira (z Lublina). Przetelegrafował
        nam potrzebne dwa tysiące dolarów i dzięki temu siedzimy teraz w areszcie, w Pietropawłowsku (Kamczackim).
        Wiele by o tym opowiadać, co się zdarzyło w podróży. (Siedzę sobie na skraju pryczy, z laptopem na kolanach,
        pisać niewygodnie.) Toteż z długiej historii zrobię krótką.
        Po otrzymaniu pieniędzy , jeszcze na moskiewskim lotnisku, Profesor odwiedził fryzjera i kazał mu podciąć sobie
        brodę, według najnowszej (tu też panującej) mody - na Osama Bin Ladena. I wszystko byłoby dobrze. Nic nie
        zwiastowało oczekujących nas kłopotów oprócz ...no właśnie, rozwieszonych wszędzie listów gończych
        za Osamą.
        Póki co , pożegnaliśmy się serdecznie z Babami restauracyjymi. (Dały nam w prezencie , na drogę, garnek
        zupy kartoflanej, pracowicie uzbierany ze zlewek, pozostawionych na talerzych przez zestresowanych,
        lotniskowych gości). Zżyliśmy się z nimi bardzo, podczas krótkiego tu pobytu. Toteż zastanawialiśmy się bardzo
        ,(czy wypada przyjąć taki prezent). Bardzo sedeczne kobiety. Jak większość Rosjan. Gdy dowiedziały się,
        iż lecimy na Kamczatkę, kilka z nich popłakało się, przewidując - i słusznie - , że oczekują nas jeszcze
        cięższe, aniżeli tu w Moskwie przeżycia. Odprowadziły nas aż do gejtu. Jedna z nich, (jej dziadek był Polakiem),
        obdarowała nas kolejny raz prezentami. (Ludzie na lotniskach dużo czytają a póżniej zapominają swoje książki).
        Ja dostałem - prawie nieużywany egzemplarz Dołęgi a Profesor - Mostowicza. Nasza rodaczka, kiedy ją
        siarczyście całowaliśmy, w podzięce za gościńce, wyjęła jeszcze zza fartucha, bibliofilskie wydanie,
        (w skórę oprawione), Lema (coś o gwiazdach). Tak, że mamy po półtorej książki naszych ulubionych autorów.
        Już na pokładzie samolotu, Profesor wdał się w rozmowę, (zawsze to robi, twierdzę, iż to objaw abstynencji),
        z nieznanym nam osobnikiem. Oj, nie patrzyło mu dobrze z oczu. Na razie, niewinnie sobie rozmawiali,
        przekomarzając się i konstruując limeryki po rosyjsku, włosku i uzbecku (rzecz trudna). Póżniej zeszli na tematy
        filozoficzne i przekonywali się co do wyższości szeregów cyfr w zapisie arabskim i rzymskim. Już nie pamiątam,
        co kto twierdził. W każdym bądż razie, to chyba Rosjanin, (po niewczasie okazało się - pułkownik KGB),
        powiedział, że "liczby nieparzyste są genetycznie silniejsze od parzystych i przy spotkaniach, przekazują im
        swoje cechy. Dodanie dwu liczb parzystych zawsze rezultuje sumą parzystą. Tak samo - dowodził - dzieje się,
        gdy dodamy do siebie dwie liczby nieparzyste. Też otrzymamy sumę parzystą. Ale spróbujmy dodać do siebie
        liczbę PARZYSTA i NIEPARZYSTA . Co uzyskamy? - zadał -z tryumfem w głosie - pytanie. Oczywiście sumę
        nieparzystą ! Tedy wniosek nasuwa się sam. Ten skądinąd ciekawy wywód Profesor przerwał - mówiąc :
        - Panie pułkowniku, natura wszystko wyrównuje , proszę pamiętać, że logiczny ciąg cyfr, zarówno w zapisie
        rzymskim a przede wsystkim arabskim, zaczyna się od jedynki, która jest nieparzysta ! Pułkownik popatrzył
        podejrzliwie na Profesora i już więcej, do końca podróży nie odezwał się ani słowem. Wiedziałem - to nie
        wróżyło nic dobrego.
        Jesteśmy już po pierwszym przesłuchaniu. Na ścianach celi, w ponurym, jeszcze carskim więzieniu śledczym,
        odnajdujemy polskie pamiątki, w postaci gryzmołów na ścianach. - Matko Boska, ratuj. Jesteśmy przygnębieni.
        Profesor musi udowaodnić, że nie jest Bin Ladenem a ja jego pomocnikiem.
        Post niniejszy przesyłam na Pani ręce, przemyconym tu do więzienia telefonem komórkowym.

        Niech Bóg ma nas w swojej opiece :

        Euromir

        PS
        Opisana powyżej dyskusja między Pułkownikiem a Profesorem, nie powinna być przez Panią przekazywana
        dalej. Profesor obawia się, iż spotka się z krytyką. Sformułował to tak :
        - Nawet jeśli sądzi się, że dyskusja, jak wyżej, to myślenie nieproduktywne i pozbawione racjonalności ,
        myślenie z którego nic nie wynika, to jednak jest to przyjemne. Dlatego, mając w oczach rentgen i wiedząc o
        czychającym niebezpieczeństwie, tylko dla przyjemności rozmowy podjąłem ryzyko, które jak widać
        zrewoltowało naszą sytuację, prawie u kresu podróży. Nie zapominaj jednak Euromirze, na dłuższą metę
        ciekawe życie warte jest takich wyrzeczeń.
        • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 10.12.01, 21:19
          WYBRANE FRAGMENTY ROZMOWY MIEDZY PUŁKOWNIKIEM OCHRANY SIEGIEJEM IWANOWICZEM
          RASPUTINEM a PROFESOREM MIROSŁAWEM LEOPOLDEM HRABIA RODZIEWICZEM MIANEJ W DNIU :
          10 GRUDNIA ROKU 2001 w WIEZIENIU OKREGOWYM SLEDCZYM w PIETROPAWŁOWSKU , KAMCZATKA
          /Zapisu i wyboru ( przy zastosowaniu par. 321 p.17 Przepisów Wykonawczych KGB) dokonał młodszy
          lejtnant: Witalij Abramowicz Zubow/. (Anachronizmy!)

          RASPUTIN
          Panie profesorze, siedzimy tu sobie jak u Pana Boga za piecem a tam na ulicy burza śniegowa hula. Babinki,
          (niech Pan popatrzy przez okno), okryte grubymi szalami starają się chronić przed wiatrem, mrozem i gęstym
          śniegiem. A Pan , niech Pan mi powie, jak Pan chciał uchronić się przed podejrzeniami ? Zdawał Pan sobie
          przecie sprawę (jaki osoba wybitnie inteligentna), z tego, że Pański charakterystyczny wygląd, ubiór, no i broda,
          że nie wspomnę o miedzianym kociołku za pazuchą, zwrócą na Pana uwagę, jeśli nie odpowiednich władz to na
          pewno ich przedstawicieli - obywateli Rosji. I to do tego w samolocie. Wiedział Pan przecież, że w obecnej
          sytuacji najbardziej chronimy transport powietrzny.
          PROFESOR
          Panie pułkowniku Rasputin, Pan jeteś inteligentny człowiek. Pan wiedział, że Osama w takim przebraniu jak ja ,
          występować nie będzie. Broda moja faktycznie majestatyczna, podobna do jego, ale wot i wszystko. Ubiór mój
          skomponowany przet prześmiewcę - Euromira, wysyłał różne sygnały. Popatrzmy na mój chałat. Kupiłem go
          pięć lat temu w Izraelu , do ochrony przed zimnem i tani był. Porządny chałat. Sądzi Pan, że Osama, nienawidzący
          Zydów Osama , chałat taki lub podobny by założył. Nie, ja wiem, że Pan tak nie sądzi. No a sprawa kociołka za
          pazuchą. Sam pan wie, że od Babek serdecznych z restauracji, w prezencie dostałem. Zupą ciepłą był
          wypełniony. Dlatego do serca kociołek przytuliłem. Ja mam inne wytłumaczenie Pańskiego zainteresowania moją
          osobą. Pan w dyskusje chciał się ze mną wdać. Całkiem prywatnie, nie w służbie. Ludzie donieśli na mnie swoją
          drogą. A któż nie chciałby milionów nagrody pobrać? Dzisiaj ludzie wyczuleni.
          PUŁKOWNIK
          Zaprzeczam, kategorycznie zaprzeczam. Tam w samolocie faktycznie miło mi się z Panem rozmawiało ale do
          momentu. Pan pewnie sądził Panie Profesorze , że nie zorientowałem się w popełnionej przez Pana logicznej
          pomyłce. Myślę o porządnie zchierarchizowanych ciągach liczb. Pan w którymś momencie powiedział :
          "/.../Panie pułkowniku natura wszystko wyrównuje, proszę pamiętać, że logiczny ciąg cyfr, zarówno w zapisie
          rzymskim a nade wszystko arabskim, zaczyna się od jedynki, która jest nieparzysta./.../" Pan się wówczas
          obnażył. Pan podał - nieproszony - jeszcze jeden argument przemawiający za moją tezą :
          "liczby nieparzyste są genetycznie silniejsze od parzystych".
          PROFESOR
          No, tak. Jestem nieco skonfundowany. Pan to zauważył ? Swietnie was szkolą. Nie przypuszczałem. Gratuluję.
          Faktycznie. To był tylko moment. Wie Pan ja w życiu tyle przecierpiałem. To zostawiło pewne urazy. Pan rozumie.
          Widzi Pan ja na Syberii nie pierwszy raz... I w którymś momencie naszej rozmowy pomyślałem - uładzić Pana
          może? Stąd ta gafa.
          Wie Pan co, ja jestem Panu coś winien, powiem z pamięci, może bez błędu, z "Rovigo" Herberta, jest taki
          fragment :
          "Pan Cogito
          przegląda czasem
          swoje stare kieszonkowe
          kalendarze

          i wtedy odjeżdża
          jak na białym parostatku
          w czas przeszły dokonany

          na samą granicę horyzontu
          własnej niepojętej istoty

          widzi siebie
          w dalekim tle
          ciemnego obrazu

          Pan Cogito
          doznaje uczucia
          jakby spotkał

          kogoś dawno zmarłego
          lub niedyskretnie czytał
          cudze pamiętniki /.../"

          PUŁKOWNIK
          "/.../- Parasol. Pański parasol.
          - Czyż wart jestem ?
          - Któż nie wart parasola./.../
          To "Biesy. Zegnam Pana."
          • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 10.12.01, 23:10
            Szynowni Państwo,
            wykład będzie nieco opóżniony,(materiały żródłowe nie dotarły jeszcze z Europy .Wina warunków /ciężkich/
            atmosferycznych. Proszę nie dzwonić, nie ponaglać. Prawdopodobny /nowy/ termin rozpoczęcia wykładu -
            północ, czasu wschodnioeuropejskiego.
            W międzyczasie Profesor zaprasza na turniej ping-ponga. Sala nr 3 (w lewo za aulą). Przewidziane nagrody.

            Przepraszamy, prosimy o cierpliwość


            Euromir
            • Gość: kunce IP: *.chello.pl 11.12.01, 00:47
              Wielce Szanowny Panie Profesorze,
              pozwalam sobie zająć Pański cenny czas ośmielona łaskawością, jaką dotychczas
              Pan raczył mi okazywać. Wiem, że właściwie niczym sobie na tak zaszczytne
              traktowanie nie zasłużyłam, a Pańską życzliwość w dużej mierze zawdzięczam
              silnej skłonności, jaką ku mnie żywi Pański nieoceniony Asystent i komputer
              Euromir. Nie będę zajmować Pańskiej uwagi opisami wariactw, jakie on chce dla
              mnie robić (ubzurał sobie na przykład, że w prezencie zaręczynowym - a to już
              wkrótce - da mi sobolowe futro, pierścionek z brylantem i atłasowe pantofelki.
              Proszę temu uroczemu szaleńcowi szepnąć, że to za dużo! i że ja nalegam, by
              zrezygnował z pantofelków).
              Lecz nie o tym chcę pisać. Podjął się Pan, Profesorze, trudnego tematu
              IDENTYFIKACJI EUROPEJSKIEJ. Słuchacze Pańscy nie zawsze nadążają za wartkim
              tokiem Pańskich myśli. Czy jednak można się temu dziwić? Niemniej cierpliwie
              prowadzi Pan z nimi dialog, wsłuchuje w ich głosy, podsuwa nowe tropy. Pragnie
              Pan, jak rozumiem (a rozumuję jak to blondynki) wskazać
              wyznaczniki 'europejskości' w szerokim kontinuum czasowym i przestrzennym - tu
              jest Pan gotów nawet zrezygnować z umownej granicy georaficznej Europy i
              rozważać duchową wspólnotę europejską jako wspólnotę kontynentu
              euroazjatyckiego. To niezwykle śmiałe. W moim (wąskim) pojęciu nawet nie
              wszyscy mieszkańcy geograficznej Europy mają świadomość swej przynależności do
              świata leżącego po naszej stronie Uralu - bo czy można tego wymagać od kogoś,
              kto ogląda zapadliska Kumy i Manyczu?
              Ale znów ma myśl zboczyła. Wyznaczniki EUROPEJSKOŚĆI to Pańska domena, a ja z
              podziwem podążać będę za Panem. Pragnę zwrócić uwagę na zaniedbane przez
              dyskutantów słowo IDENTYFIKACJA.
              Identyfikowanie czegoś to proces, który się dzieje w nas. Jest fragmentem
              naszych relacji z innymi, pozwala nam określać naszą toższmość i
              współzależność. Identyfikacja z partnerami jako grupą ma wyjątkowo silny wpływ
              na kooperację (jeśli więc nasza europejskość zidentyfikujemy w sposób błędny
              czy niepełny, odbije się to na naszych relacjach z szeroko rozumiana Europą).
              Identyfikacja wpływa też na indywidualne losy. Bo im większe jest poczucie
              przynależności i tożsamości grupowej, tym wieksza staje się presja wywierana na
              jednostkę, by działała na rzecz dobra wspólnego. Czy zatem może dziwić, że
              współpraca jest większa wśród ludzi lubiących się, tych, którzy czują się
              podobni do siebie i w jakiś sposób sobie bliscy? (Rezygnuję tu z odniesienia
              się do drugiego znaczenia terminu identyfikacja - referent power, bo dotyczy to
              podstaw sprawowania władzy).
              Czemu to napisałam, Panie Profesorze łaskawy? Tak mi jakoś przyszło do głowy
              gdy malowałam paznokcie u nóg, że wyznaczniki można wkładać jak grzybki do
              kosza - co kto lubi. I że identyfikacja to nie tylko zbiór argumentów za i
              przeciw - bo te argumenty mogą w mózgach i sercach uruchomić proces, który
              sprzyjać będzie tworzeniu więzi miedzy nacjami, albo uruchomić procesy
              sprzyjające ksenofobii (to mądre słowo wyczytałam w słowniku, codziennie wkuwam
              po pół strony mając na uwadze jakość mego doktoratu).
              Z nadzieją, że Pańskie twórcze poszukiwania uruchomią w nas najszlachetniejsze
              procesy
              kreślę się z najwyższym szacunkiem
              Pańska oddana
              Panna (już niedługo) Kunka - i załączam uścisk dla Naszego Kochanego D.

            • Gość: euromir IP: *.cm-upc.chello.se 11.12.01, 01:18
              Szanowni państwo,
              dzisiejszy wykład ma być kontynuacją myśli głoszonej przezemnie poprzednio w Londynie, Paryżu, Rzymie -
              (wykład ostatni niestety, przerwany przed czasem przez bojówki anarcho-syndykalistyczne). Niniejszy
              odbywa się na Kamczatce - nie bez powodu. Na razie nich to będzie dla Państwa zagadkę. Mam nadzieję,
              że zrozumiecie to sami, gdy wykład dobiegnie końca, gdy zakończę myśl i postawię kropkę.
              Jak mówiłem poprzednio, ISTNIENIE WSCHODNIEJ GRANICY EUROPEJSKIEJ JEST WARUNKIEM ISTNIENIA
              EUROPY . Dzisiaj dodam - również Azji.
              Czemu ?
              Wszelkie identyfikacje noszą w sobie zarówno siły jednoczące jak i moce rozbijające a funkcjonują również
              w sposób wykluczający, ponieważ prowadzą do myślenia w kategoriach "My" i "Oni". W świetle tego co teraz
              powiedziałem, ważne jest aby ten lub ci (inżynierowie) , którzy od niedawna przecież tworzą w Brukseli nową
              identyfikację europejską pamiętali, że powinna ona wykluczać możliwie jak najmniejszę liczbę krajów.
              Swiadomość wagi tego historycznego dzieła jest im - jak wnoszę nieobca. I chociaż przyłączenie Azji do Europy
              zabierze z pewnością wiele lat i energii, to jest to z pewnością cel możliwy do realizacj na przestrzenii
              najbliższych pokoleń. Politycy Unijnii i jej wizjonerzy starają się obecnie zbudowań identyfikację europejską, która
              ma swój punkt ciężkości w tzw europejskim koszyku wspólnych wartości. Są nimi : demokracja, respekt dla
              praw człowieka, idee wolności, humanizmu, gospodarki rynkowej. Poniekąd przypomina to identyfikację
              amerykańską i amerykański nacjonalizm. Przede wszystkim nie wyłącza nikogo, nade wszystko obywateli.
              Po drugie jest równie prosta i nieskomplikowana . A kostruktorzy tej ideii zapomnieli tyko o historii.
              Ostracyzm w stosunku do Austrii przez pokażną część dwutysięcznego roku, jest celnym dowodem na to, że
              nowa definiowana przez Brukselę identyfikacja europejska, bazowana na wspomnianym koszyku wspólnych
              wartości, natrafiła na żyzną glebę. Powstaje tylko pytanie, czy europejczycy odnajdą się w tej "nowej",
              europejskiej identyfikacji , tak bardzo podobnej do modelu amerykańskiego?
              Pamiętajmy też, że europejskie etniczne nacjonalizmy, nie mające odpowiednika w USA, są bardzo silne w
              Europie (a azjatyckie w Azji).
              Konsekwentnym rozwojem logicznym przeprowadzanej tu przez nas analizy jest pytanie :
              CZY KRAJE NIEEUROPEJSKIE MOGA BYC EUROPEJSKIE ?
              Odpowiedzi na to pytanie należy szukać, w odpowiedzi na inne pytanie:
              Jeśli kraje takie jak np Armenia, Gruzja, Turcja Azerbejdżan, Kazachstan, Maroko, Izrael - z jednej strony,
              już dopominają się o to aby być europejskimi, to w przyszłości należy liczyć się z tym, że również Mongolia,
              Irak, Iran Egipt itd też zechcą się domagać uczestnictwa w "europejskości", gdy przyjdzie taki dzień, że będą
              faktycznie przestrzegać i nieść przed sobą, jak płonącą pochodnię , europejskie, w koszyku zebrane wartości.
              W tym sensie przecież, wspomniane kraje stałyby się częścią "wspólnoty wartości" i z tego prostego powodu
              mogłyby również starać się o przyjęcie do Unii Europejskiej. O ile oczywiście sednem identyfikacji europejskiej
              miałby być, już tak często dziś wspominany, koszyczek wspślnych wartości.
              Turcja ,Tunezja Azerbejdżan, Armenia i Gruzja są krajami, które (wedle dzisiaj obowiązujących norm) nie znajdują
              się w Europie, lecz wszystkie wymienione kraje, już od jakiegoś czasu okazują swoje zainteresowanie UE.
              Turcja /której 96% powierzchni/ znajduje się w Azji, została niedawno uznana za kraj kandydujący. Można by
              więc powiedzieć, że pierwszy krok został już uczyniony a granica Europy przesunięta na wschód. Kto wie,
              może już niedługo i inne z krajów, na razie zainteresowanych, otrzymają status kandydacki?
              Ponieważ o identyfikacji europejskiej nie decyduje ślepy los, (a Bóg z reguły akceptuje to co robi człowiek), więc
              i Europa będzie w przyszłości taka , jaką będą ją chciały mieć dzisiejsze i przyszłe pokolenia.
              Proszę Państwa, dobrze by było, abyście Państwo to co tu dziś powiedzianei, przemyśleli sobie spokojnie w
              domu.
              A jutro spodziewam się dyskusji. I mam nadzieję, że nie jest to tylko moja czcza zachciewajka.

              Zegnam Państwa :

              Euromir





              • Gość: euromir IP: *.cm-upc.chello.se 11.12.01, 05:31
                Najmilsza z Łasiczek - Kunko moja
                przeglądałem przed chwilą swój ostatni post i jestem zdruzgotany. Same błędy. Pogubiłem akapity,są braki
                logiczne,błędny szyk zdań, fatalna interpunkcja, która wykrzywia wprost sens wypowiedzi, błędy ortograficzne.
                Starczy. To był pośpiech. Tak szybko starałem się zakończyć zadanie, śpiesząc do Twojego postu, że jak
                widzisz efekt kompromitujący. Czy nie powinienem teraz napisać jakiejś wyczerpującej erraty?
                Natomiast Twój post! Oszałamiający.Wzniosłaś się na szczyty erudycji (tej dostępnej dla kobiet oczywiście).
                Jestem z Ciebie bardzo dumny Kunko.A gronostaje podbite skórkami soboli, o które pytasz aż do znudzenia
                w każdym liście, (nawet tym do Profesora, a nie konsultowałaś przecie tego ze mną ), biegają jeszcze po
                zaśnieżonej tajdze Nie martw się. Już całkiem niedługo mogą być w zasięgu twoich dłoni. Marzyłem w nocy
                mianowicie,że po przyjeżdzie do tego wielkiego miasta, w którym mieszkasz (na pewno nie na peryferiach),
                zaprosiłem Cię na spacer do Zoologu. Tam trzymając się za ręce moglibyśmy patrzeć sobie w oczy a łasice i
                sobole skradałyby się do nas aby podglądać nasze szczęście.
                Profesor widząc moje uczucie do Ciebie (nie potrafię go ukryć Najdroższa), chodzi za mną, dowcipkuje i
                przedrzeżnia. Ostatnio wymyślił sobie wierszyk , cytuję : JAK NIE BYŁO BIAŁEJ WRONY TAK NIE BEDZIE Z KUNKI
                ZONY. Cały czas wypytuje ,czy Ci już baletki kupiłem a jeśli tak, tom osioł, gdyż na pewno nie zatańczysz w nich
                dla mnie, a dla tego, którego imię (właściwie inicjał) znalazł się w pożegnalnym akapicie Twego listu. Jestem
                załamany. Jednocześnie znajduję się, w bardzo wyczerpującym psychicznie okresie ideowego boju z wirtualnym
                przeciwnikiem. Niewidzialnym, gdyż nie reaguje na zaczepki. Najwyżej wysyła mnie do gazu. Czy sądzisz, że w
                tej sytuacji potrzebne mi są jeszcze problemy wynikające z Twojego braku dyscypliny.
                Przykro mi Kunko najdroższa, że w ten niemiły sposób musiałem przywołać Cię do porządku, ale na Boga nie
                pozostawiasz mi wyboru. Listy do mnie słane (sprawdzam daty i godziny nadań), wysyłane są w mało
                stosownych porach. Bawisz się pewnie namiętnie pod moją nieobecność, w najlepsze, gdy ja tu ciężko pracuję
                by zbudować ekonomiczne zręby, podstawę naszej przyszłości.
                Ostatnio zdobyłaś się na złotą myśl apropos indentyfikacji europejskiej - wreszcie! I cóż? I nic. Jak mogłaś
                Najdroższa napisać - zupełnie jak brukselski jakiś urzędnik "/.../Identyfikacja to proces, który zachodzi w nas/.../".
                A ten stary cap, nic tylko się śmieje. Poza tym niegrzecznie było ubiec Profesora z tym, nieudanym zresztą
                porównaniem o "koszyku", no tak, Ty tam wpakowałaś jeszcze jakieś grzybki...
                Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego. iż zupełnie bezzasadnie jesteś zazdrosna o Panią Myszkę. Ale moja
                Droga otrząśnij się. Przecieś to tak jakbyś była zazdrosna o Telimenę !
                Pochwalić też Cię muszę. Profesorowi bardzo przypadło do gustu Twoje określenie . "To ja dostrzegłam ruch w
                interesie" - myślałaś o czarnorynkowych kombinacjach kropidlaka i bakterii.
                Twoje następne listy nie muszą być takie obszerne, pełne polotu i inteligentne. Profesor poznał się już na Tobie.
                Ma wyrobione zdanie. Twierdzi, że możesz być niezłą żoną ale doradza mi, abym najpierw lepiej się z Tobą
                poznał. Pamiętaj, w kontaktach z nim nie bądż zbyt natarczywa. On tego nie lubi. Nie zapominaj też o wrodzonej
                młodym Pannom skromności. Nie musisz się tak popisywać swoim złośliwym języczkiem na Forum. Piszesz pod
                nickiem - nikt nie wie kim jesteś. A gdyby usiłowali się umawić - umiesz odmówić. Mam do Ciebie pełne zaufanie.
                Jak widzisz zdobyłaś moje serce ze szczętem. Jesteś mądrą dziewczyną i z pewnością będziesz umiała to
                docenić.

                Jeszcze raz zapewniam Cię o gorących, jak wulkany Kamczatki, moich uczuciach do Ciebie - praszczaj ljuba ,

                Euromir
                • Gość: Myszka IP: 10.129.131.* 11.12.01, 12:19
                  Drogi Euromirze,
                  Zaniepokoiły mnie pozdrowienia,jakie przesłał Pan Pannie Kunce w ostatnim
                  liście(był otwarty)"praszczaj ljuba" czy coś takiego, no i ten pobyt w
                  wiezieniu,który zaliczacie z Profesorem do ciekawego życia,też wydaje mi się
                  dziwaczny.
                  Wracajmy do wykładu.Bardzo ciekawa wydaje mi się koncepcja wykładu polegajaca
                  z grubsza na tym,żebyśmy zrozumieli wszystko,gdy wykład dobiegnie końca,gdy
                  Euromir zakończy myśl.Czekam wiec niecierpliwie,a tymczasem kilka wątpliwości.
                  Wydaje mi się,że brukselski urzędnik nie wymaga od nas uruchomienia w mózgach
                  i sercach jakiegos procesu tworzącego jakieś więzi.Wystarczy,że bedziemy sobą i
                  nic nie musimy zmieniać w mózgach.Wystarczy szczera chęć do budowy nowoczesnego
                  państwa i gospodarki rynkowej,krórą oni zbudowali przecież skutecznie i mamy
                  sie od kogo uczyć.
                  Jesli o mnie chodzi,to moją identyfikację europejską rodzice mi dali w
                  prezencie i to się mieści w trzech zdaniach w znanym wierszyku.
                  Obawiam się,że Pan Euromir z Profesorem szykuje jakąś karkołomną woltę
                  myślową,która jeszcze nikomu sie nie udała.

                  P.S.A miało byc tylko o wymianie kulturalnej.


                  Pozdrawiam .
                  Myszka.

                  • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 11.12.01, 13:42
                    Pani Myszko,
                    oj, będzie, będzie. Z tym że nie o "wymianie "kulturalnej" a przenikaniu kultur /nie mylić z komparatystyką
                    kultur/.
                    Pobyt w więzieniu był jak Pani widzi tylko krótkim epizodem a wydaje się być bezdyskusyjnym, iż doświadczenie
                    takie nie należy do garnituru życia mieszczańskiego (czytaj nudnego) nawet jeśli nie zapładnia intelektualnie.
                    A ten (pobyt) zapłodnił.
                    Boję się , że nie docenia Pani roli urzędnika z Brukseli. Niedobrze jest przecież, gdy urzędnicy sami decydują
                    o tym jak należy widzieć świat, który nas otacza. Narzucona definicja nie musi nam przecież odpowiadać.
                    Jak Pani się pewnie zorientowała UE już jakiś czas istnieje, prowadzi politykę, czyli tworzy historię, w której
                    będziemy uczestniczyć. Jaj kierunki zostały wytyczone - trzeba mieć tego świadomość. Dobrze je znać.
                    Dyskusja, którą wywołuję między innymi temu ma służyć.
                    Profesor twierdzi, że gorąca wola budowy, którą Pani tak entuzjastycznie wykazuje jest godna pochwały.
                    Namawia jednocześnie do zmiany nicku na Mrówka. Taki nick lepiej ilustruje zapał, ale i niestety bezmyślną
                    pracowitość. Cz nie powinniśmy być świadomi celu przychodząc (już w ubraniach roboczych ) na miejsce
                    budowy ?

                    Miłe pozdrowienia:

                    Euromir
                    • Dekadencki Dandysie, Daleki Dalajlamo, Danino Dobrego Ducha, Danserze
                      Długonogi, Dumny Dawco Debat, Dbały Decydencie, Dojmujący Dedektywie
                      Doskonałości, Defensorze Dziewic, Dekonspiratorze Deficytów Dedukcji, Duszo
                      Dyscypliny Dysput, Definiotwórco Delficki, Dominujący Desancie Demokracji,
                      Dewaluatorze Demagogów, Diabełku Dewotek, Donżuanie Doszczętnie Deprawujący,
                      Dobrodzieju Doktorantek
                      - tym wszystkim jesteś dla mnie Drogi Euromirze, dlatego w sercu mym wypalony
                      inicjał noszę zarówno E jak i D - bo znaczą dla mnie to samo.
                      Myśl o mnie czule.
                      Twoja Łasiczka (mająca problemy z futerkiem).
                      • Gość: Myszka IP: 10.129.131.* 12.12.01, 12:15
                        I czekamy na następny wykład.Kiedy sie odbędzie?Pozdrawiam.
                      • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 13.12.01, 02:04
                        Ukochana Kunko,
                        ja deflorant doktorantek? O czym mówisz? Gdzie klasa, którą reprezentujesz zazdrośnico?
                        Oszołomienie będące wynikiem nieziszczonych fantazji orgiastycznych ( czy zezwolisz na ich kontynuację w
                        przyszłości?), prowadzi mnie (tak czy inaczej w Twoje objęcia) - w objęcia krzepkich ud, a delikatnych jak
                        macki śródziemnomorskiej ośmiornicy (porównanie śmiałe - Twemu pożądaniu równe), wciągających mnie w głąb
                        nieznanej dotąd, (niezrównanej) rozkoszy posiadania i rozparcia Ciebie, na zawsze, do końca, do bólu,
                        do bólu tarcia, bezwoli - pełnej naturalnej siły, siły radości pełnego spełnienia.

                        Twój :

                        Euromir
                        • Gość: kunce IP: *.chello.pl 13.12.01, 12:38
                          Euromirze Przerażajacy!
                          Twój list czytam to śmiejąc się, to płacząc, to blednąc strwożona, to nagle
                          pąsem się oblewając. I podejrzenie rodzi się w mej głowie - Tobie chyba nie
                          chodzi związek dusz? A mieliśmy przecież bujać wśród kwiecia w zoologu, patrząc
                          sobie w oczy dotykać swych dłoni, a kuny (leśne i domowe) dziwić się miały
                          naszemu szczęściu. A tu nagle z ciemnych wód prajaźni wychynęła ośmiornica
                          delikatna, ale mocna (jak uda), i dziać się poczęły rzeczy zastanawiające.
                          Ostatnie dziwne zdanie postu wywołało u mnie szybsze bicie serca i pewną
                          wilgotność. Oczu - bo wzruszam się myśląc o Tobie. Przez chwilę nawet
                          rozważałam, czy nie jest tu coś o seksie - ale nie, Miły, Ty panieńskiej
                          niewinności byś nie brukał. Przecież można iść ściezką filozofa Immanuela
                          Kanta, który zmarł w wielu osiemdziesieciu lat, nie poruszony faktem, że
                          jego "virgo" jest wciąż "intacta". Nie, na pewno nie było w poście nic o
                          seksie - bo ani razu nie użyłeś słowa "orgazm", a właściwie orgazmy, ponieważ
                          współcześnie, zwłaszcza w prasie kobiecej, słowo to nie wystepuje w liczbie
                          pojedynczej.
                          Naprowadziłeś mnie, Drogi E na cenny trop wiodący do (być może) sedna pojęcia
                          identyfikacji europejskiej. Rówieśnik Freuda, Wilhelm Reich, odkrywca energii
                          orgonalnej twierdził, że bez zrozuminia seksualności nie pojmniemy społecznych
                          procesów i problemów naszych czasów. Reicha czytam powoli, ukradkiem i po
                          nocach, bo w domu nie wolno mi zdejmować książek z tej półki. Dlatego myśl swą
                          rozwinę w następnym poście. Teza: stosunek do seksu identyfikuje nasz krąg
                          kulturowy.
                          Wdzięczna za naukową inspirację
                          doktorantka Kunka.
                          • Gość: euromir IP: *.cm-upc.chello.se 14.12.01, 14:59
                            Kunko, Panno Miła,
                            widzę Twoje pojęcie seksualności nieco zakłamane. I mnie i Profesorowi spodobał się opis wrażenia jakie
                            wywarł na Tobie mój post, a właściwie jego ostatnie, (nieco górnolotne), zdanie. W zamyśle moim miało być
                            podszyte erotyką. Odczytałaś je bardzo dosłownie. Co może i nie jest błędem, (łatwo mówić post factum).
                            Przede wszystkim, Twoje (młodzieńcze ) zainteresowanie seksem nie jest niczym złym. Wchodzisz powoli w
                            wiek, w którym , (jak się już niedługo przekonasz), ten obszar doznań i fizjologii będziesz musiała, (a każdy na
                            swój sposób), pacyfikować, /niekoniecznie tak jak wspomniany przez Ciebie Immanuel Kant /. Zapoznam Cię z
                            lepszymi metodami.
                            Opisane przez Ciebie blednięcia nagłe, pąsy, nierównowaga duchowa i (pewne) zawilgocenia, są tylko
                            dowodem Twojego prawidłowego rozwoju fizycznego i powolnego wysuwania się erotyki (jak i seksualizmu -
                            tak, tak - nie bójmy się tego słowa), na plan pierwszy, (dla Ciebie jeszcze nowy i niezbadany), ale jak widzisz,
                            (vide : przykład biblioteki i Twojego nią obecnie zainteresowania), jeszcze nie w pełni uświadomiony
                            Zycie Twoje obecne to okres odkryć. Jak i inne młode Panny w Twym wieku, poznajesz znienacka urok mocnych
                            strumieni prysznica, radość dotyku, fantazji grzesznej...Morale Twe (jeszcze delikatne, plastyczne), nie do końca
                            ukształtowane. Pod moją fachową opieką, (jeśli mi zaufasz), przejdziemy wspólnie przez ten ciężki, (lecz jakże
                            ciekawy), okres przeistaczania się młodej dziewczyny w dojrzałą, (świadomą swoich potrzeb kobietę).
                            Niech rewolta, którą w sobie czujesz , (fascynacja Wilhelmem Reichem), nie pociągnie cię w kierunku ,
                            (niewłaściwym, mrocznym, o smaku zakazanego owocu), dewiacji i deprawacji. Bardzo łatwo jest, (wierz mi)
                            wejść na tę drogę. Pokusy czychają. Grzech , zwielokrotniony siłą , powtarzających się, (jak z magazynów
                            kobiecych), atletycznych orgazmów, może Cię zawieść na drogę niczym nie kontrolowanej chuci. Bądż alertna
                            i na baczności. Zajmij się proponowaną przez Profesora problematyką identyfikacji europejskiej, ewentualnie
                            przenikaniem kultur. Zrobiłaś, Moja Słodka, już tyle ciekawych spostrzeżeń, doktorat na horyzoncie, pomyśl
                            habilitacja... Ta Twoja nagła zmiana preferencji zasmuca mnie i napawa trwogą. Gdyby było Ci trudno
                            (i nudno), pomyśl o mnie , o naszych wspólnych planach i aktywnościach, którym zamierzamy się oddawać.
                            Pomyśl o Zoologu, kaczeńcach, kunach i łasicach. W ostateczności, (gdyby Ci było bardzo trudno), pamiętaj,
                            że tak przez Pismo opluwany grzech Onana, jest już dzisiaj ogólnie, (przez naszą kulturę), akceptowany.
                            Toteż, w opisywanej powyżej sytuacji masz zawsze możliwość wyboru. A wówczas, ,jak aktualny w tych
                            dniach, gen. W.Jaruzelski - wybierz mniejsze zło !

                            Twój na zawsze :
                            Euromir
                            • Gość: kunce IP: *.chello.pl 14.12.01, 18:33
                              Euromirze, Profesorze!!
                              To prawda, trudno mi się teraz skupić na doktoracie. Po pierwsze: ktoś
                              zniszczył mi moją doświadczalną kulturę bakterii precyzyjne wyżerając jogurt za
                              pomocą łyżeczki. Pleśń została delikatnie odsunięta, a kooperujące z nią
                              bakterie, wraz z produktem mlecznym, który był im domem, ba! galaktyką -
                              zniknęły. Pleśń umiera. Patrzę na agonię cudownej, obiecującej cywilizacji (wg
                              mojej oceny była w późnej epoce żelaza) i ruinę mego doktoratu.
                              Euromirze, czy zaczynać wszystko od nowa, czy też poszukać innego tematu z
                              dziedziny przenikania kultur (nie mylić z komparatystyką). Nie upilnowałam
                              mojego eksperymentu, to prawda. I zainteresowanie Reichem nie jest tu bez winy.
                              Ale czy za błąd płochej młodości mam płacić tak wysoką cenę? Zasugerowałam
                              poprzednio nowy temat pracy, mający związek z mym - jak przenikliwie
                              dostrzegłeś - młodzieńczym zainteresowaniem seksem. Ale żaden z Panów nie
                              odniósł się do tej propozycji. A przecież podołałabym.
                              Twoje, Drogi Euro, napomnienia zapisuję nie tylko w pamięci, ale i w
                              stęsknionym serduszku. Żadnych maili od obcych, randek odmawiać, ale czy mam
                              porzucić Reicha (byłoby mi szkoda...)? Czy to niestosowna dla panienki lektura?
                              Tam,pomijajac inne, wywołujace palący rumieniec tematy, tyle o integracji można
                              wyczytać, albo się domyślić, bo dedukowanie to przecież narzędzie pracy
                              naukowca. I jeszcze tym się martwię, że nie bardzo rozumiem, co to jest ta zła
                              droga, na którą wejść tak łatwo, a przed którą mnie ostrzegasz. Bo na przykład
                              moja kuzynka, osoba mądra, wyedukowana i obyczajna (katechetka) też czytała mi
                              z Pisma rózne fragmenty (były takie, że czerwieniłam się jak przy Twoim
                              ostatnim poście). I ona mówiła, że Księgi Mojżeszowe (Trzecie, bodaj) kobietom
                              nie zakazują takiej wzajemniej kooperacji, która - w przeciwieństwie do praktyk
                              Onana - jest zupełnie bezgrzeszna, a w jedniopłciowych, żeńskich zgromadzeniach
                              (jak haremy, internaty czy obozy kondycyjne) cudownie wzmacnia siostrzane
                              więzi. Ma mi to lepiej wytłumaczyć nastepnym razem. Piszę Ci to, bo mam do
                              Ciebie pełne zaufanie (jak mogłeś zreszta watpić, Miły) i pod Twa opiekę oddać
                              się gotowam. Martwi mnie tylko nieco, że opieka ta jest tak bardzo FACHOWA -
                              gdzie, Drogi, stałeś się ekspertem od odjrzewajacych panieniek? i - kiedy? A
                              tak się oburzałeś o "defloratora doktorantek'. Mój Fachowy E, niezwłocznie
                              oczekuję wyjaśnień.
                              Ale wrócę na chwilę do watku IDENTYFIKACJI EUROPEJSKIEJ. Profesor trochę chyba
                              gniewa się na brukselskiego urzednika o to, że ten chce określić zespół
                              kryteriów, na podstawie których uzna, że należymy do rodziny państw Europy, a
                              potem upierać się będzie, byśmy swą postawą (poprzez dostosowanie się do owych
                              kryteriów) o tej przynależności zaświadczali. To będzie w jakiś sposób
                              przynależność realna, zapisana, parafowana i egzekwowana. Ale pozostaje też
                              tożsamość SYMBOLICZNA, której nie da się nakazać. Część ludzi i bez tych
                              prawnych zapisów będzie czuła, że przynależy do Europy lub do jakiejś jej
                              zbiorowości, nie ruszajac się nawet za próg własnego domu. Będą mogli o sobie
                              powiedzieć np. my filozofowie europejscy, albo my europejscy adwetyści,
                              grotołazi etc. Bo przecież tak jak można cieszyć się domem, który jeszcze nie
                              został zbudowany, tak można identyfikować się z wizją przyszłej Europy,lub, co
                              łatwiejsze, z jakąś jej częścią. Warunek: trzeba mieć ukształtowane pojęcie My
                              obejmujące własną osobę i owych ludzi, z którymi pragniemy gdzieś
                              współprzynależeć. Profesorowi się to nie spodoba, ale powtórzę: to są procesy
                              dziejące się w nas, co nie wyklucza jednoczesnego prowadzenia innych działań na
                              rzecz integracji.

                              Miły, opiekuj się i prowadź,
                              w sprawie doktoratu ostrożnie wysonduj profesora,
                              a i wytłumacz się ze swych kwalifikacji w materii panien
                              Twoja Panna Kunka (wkrótce z mową wizją pracy doktorskiej).
                              • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 15.12.01, 19:50
                                " Z PAMIĘTNIKA"

                                prowadzę tryb życia kurewsko zjadliwy. Zjadający siły. wczoraj nie
                                spałem całą noc i w dzień nawet się nie zdrzemnąłem. dziś wstałem
                                jeszcze o kompletnej nocy, gdzieś o wpół-do-szóstej. jutro to samo.

                                jadam zasadniczo raz dziennie. dużo i raz. gdzieś około 2-3 w południe.
                                brak kolacji odczuwam, ale śniadania przestały już być moim nałogiem.

                                Nieraz mam już tego dość: tego erotycznego ascetyzmu, tego
                                powściągu, panowania nad sobą, czy jak-tam. Nieraz dość i chce się
                                wtedy wziąć którąś z dziewczyn do siebie, rozcałować, zacząć miłość.
                                Ale wiem, że nie można tego nawet w najgorszym razie.

                                Przykazaniem jest utrzymanie dystansu. Inaczej wścieknie się
                                wszystko.

                                Dałeś mi ciężkie życie, Ty, który dajesz człowiekowi jego los. Dałeś mi
                                najcięższe, jakie znieść mógłbym. Stale to się waży we mnie i czuję, że
                                żyję na krawędzi możliwości.

                                Boże - to nie tylko egoizm dyktuje mi prośbę. Jestem coraz mniej
                                egoistą, Boże. Ci, co patrzą na to z zewnątrz, nie uwierzą może, bo
                                widzą samą moją dumę i upór. Moją dumę i mój upór. A nie widzą
                                fundamentu, mnie samego. A ja sam czuję się służbą i ideą, to brzmi
                                patetycznie - niech brzmi, jak chce, nie zaprę się tego: czuję się służbą i
                                ideą. Mogącą i muszącą kształtować lud

                                Powyższy cytat pochodzi z pamiętników Andrzeja Trzebińskiego, dwudziestojednolatka, który zginął w
                                okupacyjnej Warszawie, w przypadkowej łapance, rozstrzelany przez Niemców. Dziwnie dojrzały tekst jak na
                                tak młodego człowieka.
                                Droga Kunko,
                                cały czas jestem pod wrażeniem naszego spotkania w Nicei. Do końca nie wierzyłem, że uda Ci się zbiec
                                spod słodkiej kurateli Mamci Twojej i uda się Nam spędzić razem chociaż ten krótki łikend.
                                Kiedy zobaczyłem Cię na Promenadzie Angielskiej wychodzącą z taksówki, szczęście moje osiągnęło apogeum
                                i już widziałem oczyma wyobrażni, Nas oboje splecionych w szalonym uścisku, podobnych opętanym uczuciem
                                parze, wyposzczonych brakiem wolności łasic, nagle uwolnionych z klatki, rozkoszujących się wolną miłością
                                na łonie słonecznej natury.
                                Zwrócisz mi teraz (zapewne) uwagę Moja Miła - jak to już czyniłaś poprzednio, że język mój nie oddaje
                                (dokładnie), tego co myśli głowa. I masz naturalnie rację. Szaleję. Teraz sam. W pokoju hotelowym. Niezły hotel,
                                "Negresco", (z myślą o Tobie się wykosztowałem). I co? Jaki rezultat. Zaden. Dałaś się uwieść Profesorowi.
                                Ten wstrętny bawidamek zawrócił Ci w głowie. A obiad napuszony, (gdy ja chciałem romantycznie, na
                                dwoje naszych rąk...), póżniejszy kolacja - to samo, znowu w sali złotej. On intrygujący,(tylko intrygować umie),
                                Ty młoda i niedoświadczona, łatwo, zbyt łatwo padłaś jego łupem. Naobiecywał Ci , rozumiem, różności. Szmatki,
                                jakieś świecidełka, zapewne kolorową chustę, jakoż korale. Baletki, z których się tak wyśmiewał poprzednio
                                wystawały Ci z torebki. Nie zaprzeczysz! Kobieto, puchu marny... A doktorat ? - wierzysz temu wiarołomcy?
                                Z powrotem do Andrzeja Trzebińskiego, którym się teraz zaczytuję, gdyż nikt nie jest w stanie oddać lepiej mojego
                                stanu psychicznego jak on.
                                Gdy pisze o trybie życia kurewsko - zjadliwym, o erotycznym ascetyzmie, czuję, że pisze również o mnie.
                                Z Profesorem zerwałem. Nie chcę już więcej widzieć tego starego kozła, / "A kozła czuć bo mu śmierdzi chuć"/.
                                W jak obrzydliwy sposób nadużył mojego zaufania !
                                Kiedy Was przyłapałem, w Twoim pokoju - Tyś bez bielizny, on z gołą dupą, tylko w skarpetkach - jak można kłaść
                                się do łóżka w skarpetach? Załamał się mój świat. Swiat zbudowany na żelaznym imperatywie ufności do Ciebie,
                                zaufania, miłości.
                                Czy pamiątasz nasze - jeszcze - wspólne śniadanie następnego dnia. Widziałem byłaś szczęśliwa. Różowa na
                                twarzy, jeszcze podniecona a nade wszystko zaspokojona. Nie mogłem znieść tego widoku. I jeszcze on
                                nadskakujący, cały w pokłonach, pląsach : - Panno Kunko to, panno Kunko tamto, a więcej kawy, a może
                                czekoladowego croissanta...
                                Nie mogłem na Was patrzeć - wiarołomcy Oboje. Obok siedziała pani z pieskiem, pamiętasz kelner przyniósł
                                mleko w srebrnej misce...dla pieska, oczywiście. Tak Ci się spodobało. A Ty cóż, też z jego rąki jak jakiś piesek
                                jadłaś !
                                Wieczorem, już po Twoim wyjeżdzie pokazywał mi - przechwalając się - nahajkę, którą przywiozłaś z
                                Polski. Wiedziałaś co lubi. Utrafiłaś Moja Droga w jego gust, (powiada często - "Zeby życie miało smaczek, raz
                                dziewczynka, raz chłopaczek" - sodomista, nekrofil obrzydliwy .Tak, tak, trzeba Ci to wiedzieć. Jego upodobania
                                seksualne potrafiły już zawstydzić największych libertynów Europy (i Azji).
                                Nahajkę obejrzałem starannie.
                                Musiałaś wykonać ją sama, sądzę przyglądając się niestarannemu wykończeniu. Ingriedense, owszem dobre -
                                sztywno sprasowana żmija miedzianka wraz z plastycznym dziobem młodego bociana inkrustowanym
                                raczymi odwłokami.Tutaj chociaż nie zawiodła Cię wrodzona Ci pomysłowość.
                                A teraz powiedz mi - w największym zaufaniu - czy Ty go wychłostałaś ? Czy złączyły Was tamtej nocy jakieś
                                inne intymności, które jeśli - to na pewno gwałtem Ci zadał ?
                                Kunko najmilsza - miałem czas - całość sobie przemyśleć. Zyć bez Ciebie nie mogę. Wszystko jestem w stanie Ci
                                wybaczyć. Obiecaj tylko, że to ostatni raz. Zazdrość moja nie zna granic, lecz widzisz Droga dla
                                Ciebie gotów jestem ją poskromić, z serca wygnać. Z Profesorem się pogodzić. (Poczyniłem już starania).
                                On moje gniewne słowa wybaczy. Ciebie już więcej nie dotknie - obiecywał.
                                Zycie musi toczyć się dalej. Ja u niego zarabiam przecie dobrze. Przyjedziesz po świętach - masz możliwość
                                zrobienia doktoratu. Stypendium obiecał. Dopilnuję aby słowa dotrzymał. A gdybyś zaszła ( ze mna) w ciążę,
                                zawsze możesz zapisać się na chorobowe. ZUS zapłaci. Jak widzisz wszystko już sobie obmyśliłem i tylko
                                od nas samych zależy, jak sobie skonstruujemy naszą przyszłość.

                                Twój (jednak na zawsze) :

                                Euromir

                                PS
                                W dzisiejszym poście postanowiłem nie poruszać tematu identyfikacji europejskiej - jakoś nie pasuje mi to.
                                Obiecuję zrobić to następnym razem. Może już jutro.

                                Twój E
                                • Gość: kunce IP: *.chello.pl 16.12.01, 15:42
                                  • Gość: kunce IP: *.chello.pl 16.12.01, 16:45
                                    Euromirze Drogi, Najdroższy!
                                    Teraz, kiedy już ochłonąłeś, pomówmy spokojnie o całym nieporozumieniu. Na
                                    poczatku szalałeś, a przecież nie było powodu. Ale to świadectwo Twej krwi
                                    gorącej i siły uczuć, Pożeraczu Mego Serca. Wybaczam niestosowne zachowanie,
                                    rękę wyciągnietą do zgody przyjmuję.
                                    Miły, jak rzekłam, tam w hotelu to nieporozumienie i niefortunny zbieg
                                    okoliczności. Wszystko Ci wyjaśnie tak, że jeszcze się uśmiejesz i dziwić się
                                    będziesz swej zapalczywości oraz podejrzeniom. Ja, o Ukochany, tak się
                                    cieszyłam na nasz pobyt w Nicei. Nie wiesz, ile przeszkód pokonać musiałam, by
                                    tam przyjechać. Ale serce prowadziło mnie ku Tobie, a ono nawet naiwnym gąskom
                                    dziwnie dodaje rozumu. O Twoich planach (obiad na cztery ręce) nic nie
                                    wiedzialam - zresztą myślałam, że z profesorem wszystko ustaliliście (byłam dla
                                    niego miła i przystepna, bo to przecież Twój pracodawca). A po kolacji, kiedy
                                    poszłam do pokoju się odświezyć... no, Mój drogi, przede wszystkim powinieneś
                                    pamietać, że należy do drzwi zapukać, a potem poczekać na "proszę". A Ty
                                    wpadłeś jak piorun, i tak samo wypadłeś. Profesor Cię nie zauważył, a ja byłam
                                    przekonana, że zaraz wrócisz, jak tylko znajdziesz to, po co pobiegłeś. A więc
                                    czekałam. Do śniadania. Ale gdybyś nie poruszył tego tematu, nawet nie
                                    wspomniałabym, jak mnie zraniłeś. Mieliśmy przecież spleść się w szalonym
                                    uścisku, podobni opętanej uczuciem parze łasić nagle uwolnionych z klatki...
                                    Wracając do profesora. Wszedł, gdy akurat byłam pod prysznicem, sam się
                                    rozgościł, zaproponiwał umycie pleców (oczywiście odmówiłam!) i nalał szampana.
                                    Jak powiedział, okazja jest wyborna, bo zfinalizujemy sprawę doktoratu. A mnie
                                    wtedy ręce to tak, Miły, trzęść się zaczęły, że nie mogłam zapiąć guziczków od
                                    szlafroczka. Profesor spytał, czy podołałabym tematowi identyfikacji
                                    antropologicznej Europejczyka na podstawie cech zewnętrznych wymienionych w
                                    poście pana Karpia. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. On widząc moją konfuzję
                                    chciał mi wyjaśnić wszystko na obrazkach, ale wtedy zorientował się, że nie ma
                                    przy sobie tej książki z ilustracjami. Tak więc zaczął mi objaśniać temat
                                    posługując się tym, co akurat miał pod ręka. Najpierw zapytał, czy wierzę że
                                    jest wzorcowym Europejczykiem (nie miałam podstaw, by wątpić), a nastepnie
                                    przystąpił do demonstracji, wyjątkowo wprawnie wyłuskawszy się z ubrań.
                                    Chciałam robić notatki ale uparł sie, że mam ćwiczyć pamięć w trudnych
                                    warunkach odurzenia szampanem. Zaczęliśmy od podstwowych narzędzi reprodukcji
                                    gatunku, i własnie miał mi zademontrować - niezwylke charakterystyczny dla
                                    kultury naszego kontynentu, wyrastajacy z wielowiekowej tradycji - ruch jakim
                                    rzymscy legioniści chowali swój miecz do pochwy... gdy Ty wbiegłeś (i
                                    wybiegłeś). Ruch powietrza, jaki wtedy powstał spowodował błyskawiczne
                                    rozwinięcie się lumbago u profesofa. Kuracja rozgrzewająca przy pomocy nahajki
                                    przywróciła mu po godzinie siły na tyle, że był w stanie przejść do własnego
                                    pokoju. Jeśli piszesz, że widziałeś mnie rano zaspokojoną, to jedymie wynikało
                                    z faktu, że profesor zaspokoił moją ciekawość. Drobiazgi, które wystawały mi z
                                    torebki to prezent za milczenie o tym, że kwiat mego panieństwa uszczkniety nie
                                    został. A skoro profesor obiecał Ci, że mnie już wiece nie dotknie, to siłą
                                    rzeczy zaszczyt uszczknięcia przypadnie Tobie, Euro. Co do nekrofilii, to chyba
                                    niesłusznie profesora podejrzewasz. On mówił, że to się zdarzyło tylko raz,
                                    przez przypadek, a poza tym sąd dał wiarę jego wyjaśnieniom, że profesor nie
                                    zauważył różnicy, bo zachowanie drugiej strony w niczym nie odbiegało od tego,
                                    do czego przywykł na co dzień z Augustą.
                                    Miły, ramiona rozwieram szeroko i stęskniona czekam. Moja miłość Ci wszystko
                                    wybaczy (widzisz, nawet nie wspominam o pani Myszce). Mój rozwój naukowy jest
                                    też nie bez znaczenia i cieszę się, że to rozumiesz.
                                    Ostatnio trzymam się z dala od biblioteki, bo z górnej półki spadła na mnie
                                    książka. Ezra Pound nabił mi guza chińskimi wierszami:
                                    I jeśli chcesz znać mó żal po rozstaniu -
                                    Jest jak kwiaty spadajace z końcem wiosny,
                                    Gęsta, wirująca zamieć.
                                    Jaki ma sens mówienie, a przecież nie ma końca mówieniu,
                                    Nie ma końca sprawom naszych serc.
                                    Przywołuje chłopaka,
                                    Każe mu klęknąć,
                                    list pieczętować,
                                    Wysyłam go w drogę - tysiąc mil, myśląc.
                                    Ponieważ w lepszym towarzystwie nie rozmawia się o Poundzie, wiec nie ma
                                    powodu, by go czytać - dobrze mu tak - to jakiś faszysta i antysemita.
                                    Czerwonymi i nabrzmiałymi od płaczu ustami całuję miłego Euro.
                                    Tej jesieni liście wcześnie lecą z wiatrem
                                    Pary motyli już pożółkły z sierpniem
                                    Nad trawami Zachodniego ogrodu;
                                    Ranią mnie. Idę w lata.
                                    Kiedy powracając wpłyniesz w przesmyki rzeki Kiang,
                                    Proszę, daj znać zawczasu,
                                    A wyjdę Ci naprzeciw
                                    Aż do Cho-fu-sa.
                                    • Gość: Tumisia IP: 10.129.131.* 16.12.01, 19:21
                                      Cała ta identyfikacja skierowała Profesora i Euromira oraz ich studentke Pannę
                                      Kunce na manowce.Z jednej strony lansujecie przebudowywanie mózgów przy pomocy
                                      wyrafinowanych argumentów ,a z drugiej stosujac prymitywne techniki dokonujecie
                                      identyfikacji europejskiej bardzo powierzchownie.
                                      Uwazam,że bez zaangażowania uczuć pozytywnych nic w tym kierunku się nie
                                      dokona,bo uczucia negatywne,moga nawet zablokowac cały proces
                                      identyfikacji.Pozdrawiam mimo wszystko.
                                      • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 17.12.01, 01:21
                                        Niezwykle Droga Pani Tumisiu,
                                        (gdzie się Pani tak szybko przebiera), niedawno jeszcze Myszka, Mrówka, a teraz Tumisia. Sądzę, że jest
                                        Pani tą samą osobą chociaż w trzech postaciach. Szczerze mówiąc, jestem tego prawie pewien, gdyż
                                        niechcący zdarzyło mi się zajrzeć, (nie na długo), do Pani Chatki...
                                        List Pani ucieszył mnie, choć nieco podenerwował. Ostatnio nie bywała Pani na wykładach,( Profesor się
                                        stęsknił), a tu nagle Tumiśtu - taki atak !
                                        Pisze Pani :"/.../ - Z jednej strony lansujecie przebudowywanie mózgów, przy pomocy wyrafinowanych
                                        argumentów, a z drugiej strony stosujecie prymitywne techniki dokonując identyfikacji europejskiej bardzo
                                        powierzchownie./.../"
                                        Droga Pani, nie spostrzegłem, (jak do tej pory), nawet ambicji, (w działaniach profesorskich i moich),
                                        aby cokolwiek lansować. Lansować... to ja... mógłbym,... gdyby mnie zatrudniono w jakiimś pożądnym
                                        biurze reklamowym, np. ...pastę do butów albo coś takiego. Ale na Boga, przebudowywanie mózgów,
                                        niech Bóg broni ! Jeżeli już, to zależało nam na tym abyście Państwo zwrócili się bardziej, (introwertycznie),
                                        do siebie - zobaczyli kim jesteście, na tle Europy, (jeśli wiadomo, gdzie ona jest,/ z jedej jej strony nie wiadomo
                                        przecież, gdzie i kiedy się kończy / ).
                                        Interesująco wspomina Pani też o stosowanych przez nas "prymitywnych technikach". Ciekaw jestem
                                        skąd taka wnikliwa uwaga, skoro nie uczęszczała Pani zbyt pilnie na wykłady p. Profesora ?
                                        Co się zaś tyczy powierzchowności w dokonaniu identyfikacji europejskiej, to proponowałbym Pani
                                        przejrzenie konspektów Panny Kunki, (prowadzonych bardzo starannie), żeby nabrała Pani pewności, iż
                                        prześledziła Pani dogłębnie czerwoną linię myśli Profesora, tak wyraziście i prosto podaną w Jego
                                        cyklu wykładów, w kraju i na obczyżnie.
                                        Do słynnego już Pani udziału w ruchawce studenckiej,( w Rzymie ), gdzie nieodpowiedzialnie zerwała
                                        Pani, wraz z grupą kolegów, wykład Profesora, (za jego poradą ), postanowiłem się nie odnosić.
                                        I jeszcze, po tym wszystkim, taki stek impertynencji !
                                        To skandal.

                                        Zegnam Panią wyjątkowo oziemble :

                                        Euromir
                                        • Gość: Myszka IP: 10.129.131.* 17.12.01, 22:28
                                          W tej szkole bylam pod pseudonimem Myszka,ale sie pomyliłam,o jakiejś Mrówce to
                                          Profesor złośliwie wspominał,a Tumisia jest prawdziwa.Pozdrawiam i chyba się
                                          już nie doczekam końca wykładów,zresztą tematyka skacze jak pijany zając.Pzdr.
                                          • Gość: Scan IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.12.01, 22:44
                                            No bo już tam co poniektórzy mówili, że świat się wokół d... kręci. Czy to w
                                            Europie, czy to w (wielko)Polsce. "A jednak się kręci". "Profesor" też ssak
                                            prawie - jak wieloryb. Trzeżwy. Z drugiej strony - czy widziałaś wieloryba na
                                            rauszu?
                                            Scan

                                            Gość portalu: Myszka napisał(a):

                                            > W tej szkole bylam pod pseudonimem Myszka,ale sie pomyliłam,o jakiejś Mrówce to
                                            >
                                            > Profesor złośliwie wspominał,a Tumisia jest prawdziwa.Pozdrawiam i chyba się
                                            > już nie doczekam końca wykładów,zresztą tematyka skacze jak pijany zając.Pzdr.

                                            • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 18.12.01, 01:42
                                              Najdroższa Kunko,
                                              piję, jak widzisz, już drugi dzień. Wściekłość mnie nie opuszcza. Jak mogłem nie zabrać ze sobą Twojego adresu i
                                              numeru telefonu ? Scan, którego spotkałem wczoraj w nocy w Harendzie, (był w towarzystwie jakichś
                                              amerykańskich Zydów, którym pokazywał Warszawę by night), pijany jak zwykle, wymiotował mi na buty , a
                                              wszystko działo się - wiesz, w małym barku.
                                              Pamiętasz Scana ? - to jeden z tych młodych - wściekłych, którzy uczestniczyli w rozpędzeniu rzymskiego
                                              wykładu Profesora. Usiłowałem nawiązać z nim rozmowę - nie wyszło, nie komunikował.
                                              Wiesz co mnie dziwi, kiedy przyglądam się tu młodym ludziom ? Jakieś przedziwne rozdwojenie jażni, nie będące
                                              w żaden sposób przez nich uświadomione, a jednocześnie stanowiące oryginalny na tle innych, specyficzny
                                              tylko dla naszej polskiej młodzieży wyróżnik.
                                              Chociażby, no właśnie, kwestia trzeżwości.. Wychowani do trzeżwości - jakże często mamroczą, zupełnie
                                              nieświadomie komunały, mające w zamyśle wychowawców stanowić drogowskaz na ich całe życie.
                                              Powtarzają te (wytarte komunały), na kształt litanii - politycznej poprawności, wyuczeni na pamięć, niezdolni do
                                              jakiegokolwiek krytycznego, niezależnego myślenia. Nie widzą nawet, ( albo nie starają się ukryć), swej
                                              hipokryzji, zawartej w rozbieżności między wkutą formułą - wartością dorównującą dyplomowi dobrej uczelni ,
                                              obnoszoną na zewnątrz - jak znak rozpoznawczy - a realem codziennym.
                                              Ta byczkowata, głupia, właściwa temu wiekowi nieświadomość, (zachwycał się już nią kiedyś Gombrowicz),
                                              jest tak właściwa dzisiejszemu młodemu pokoleniu Polaków, iż z rozpaczy - pozwolisz, przerwę na chwilę i
                                              i zamówię piwo z pięćdziesiątką angostury...
                                              ...nie było angostury. Natomiast angielska gorzka, żołądkowa.
                                              Sikorki, które jak wiesz Najdroższa, poznałem wczoraj w w Bugatti na Tarczyńskiej siłą prawie zaciągnąły mnie
                                              do jednego z tych barów rabarbarów Jacka R.. przy placu Teatralnym. Było jeszcze przed dwunastą, więc
                                              niewielu ludzi. Całe szczęście trochę znajomych, których nie widziałem już tak dawno. Inaczej śmiertelnie bym się
                                              zanudził... Zdawałem przecież sobie sprawę - o co chodzi sikorkom... I dzisiaj jestem z siebie dumny Kunko moja.
                                              Nie dałem się zmusić na Mariotta, gdzie miały (sikorki), już zawczasu przygotowany pokój.
                                              Idę teraz piechotą, w kierunku placu Trzech Krzyży. Jest tam niesłychana, celowo nie powiem dokładnie gdzie,
                                              ostatnia już, ( w tonie mojej nostalgii), warszawska w nastroju i kuchni knajpa. Czasami przłażą tam pijane
                                              orkiestry cygańskie - skąd one tam trafiają, zza drugiej strony Wisły? - i grają do wódki i kotleta tak pięknie,
                                              że zdarzyło mi się zapłakać. Teraz mam ochotę na kaczkę w galarecie i sztukę mięsa w sosie chrzanowym,
                                              do tego mizeria, zimny okocim, kieliszek dobrze zmrożonej narodowej wódki i jak będę miał szczęście to może
                                              (zamiast Ciebie oczywiście), pojawi się Niuniek, który zwykle o tej porze obozuje w klubie aktora. Tak, Niuniek
                                              byłby na deser.

                                              Odurzony nostalgią a nie jakimś Dom Perignon .

                                              Twój warszawsko rozkochany:

                                              Euromir

                                              PS
                                              Napisz co sądzisz o formule naszych spotkań. Czy się nie wysłużyła ? Od jutra chciałbym rozpocząć
                                              regularne wykłady.
                                              • O Przewrotny!
                                                Oto doczekałam się, dopadł mnie los moich przodkiń, od pokoleń kładący się
                                                ciężkim brzemieniem na barkach kobiet. Ich mężczyźni wkrótce "po" też musieli
                                                pędzić: a to do powstań, a to na Sybir, a to z wieloletnimi pielgrzymkami...
                                                Teraz dla Ciebie formuła naszych spotkań wyczerpała się (w jaki sposób, skoro
                                                nawet nie zadzwoniłeś balując w Warszawie?), musisz nasze szczęście złożyć na
                                                ołtarzu nauki. Będziesz intensywnie pracował - ale sam. Łamiąc mi serce chcesz
                                                zyskać nieśmiertelność na europejskim ugorze. Właściwie powinnam się spodziwać
                                                czegoś takiego po fiasku mych starań o sobolowe futro. Okazałeś się nieczuły na
                                                me potrzeby wyższego rzędu. A doktorat?
                                                Złamana, zrozpaczona, zdruzgotana, zdezorientowana i dysząca żądzą odwetu
                                                biedba k.
                                                PS. To co proponujesz?
                                                • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 20.12.01, 04:55
                                                  Panno Kunko,
                                                  proszę sobie wyobrazić, że kilka godzin temu przyleciałem do Kopenhagi,
                                                  gdzie pewnie zatrzymamy się z Profesorem nieco dłużej, gdyż tu właśnie
                                                  postanowił założyć,(na najbliższy czas), naszą bazę - stanowisko badawcze.
                                                  Mieszkamy bardzo centralnie , przy placu Ratuszowym, w małym lecz przyzwoitym,
                                                  schludnym pensjonacie. Jego niedobrą cechą jest jedynie to, że leży w dzielnicy
                                                  o nie najlepszej reputacji, pełnej burdelików, salonów masażu itp. Ale proszę
                                                  się nie przerażać Panno - Kopenhadze daleko do atmosfery Amsterdamu czy
                                                  Hamburga. Profesor wybrał ten pensjonat ponieważ zatrzymuje się tu od lat
                                                  i twierdzi, że nic Mu nie daje takiego kick,u , nie pobudza twórczo i naukowo
                                                  jak właśnie rozwiązłe, niemoralne środowisko. Jednym słowem czuje się tu jak
                                                  ryba w wodzie. Od śniadania do lunchu - nic tylko siedzi, pisze i z wytężeniem
                                                  umysłowo pracuje.
                                                  W starożytnej Polsce, gdzie większość szewców i krawców była wyznania
                                                  mojżeszowego,(mniejszość, która była większością - w wymienionych zawodach
                                                  oczywiście), starozakonny krawiec rozkładając przed sobą, przeznaczoną na
                                                  kontusz czy sukmanę tkaninę - zwykł mawiać : - Tak krawiec kraje jak mu materii
                                                  staje. I Zyd potrafił nie tylko kontusz, żupan czy sukmanę dla klienta uszyć
                                                  ale i dla całej jego rodziny coś tam wyczarować. A to porteczki dla dzieciuchów
                                                  a to węża boa dla żonki waszmościa, czasami nawet biusthalter (bysthalter?).
                                                  I zadowolony klient dawał Zydowi górką, grosza albo i czerwońca.
                                                  Czemu wspominam takie stare dzieje - zapytasz Kunko zaciekawiona.
                                                  Wspominam, gdyż widzę, że w Polsce współczesnej service zszedł na psy. Mój
                                                  ostatni pobyt w Warszawie, to jedno wielkie pasmo niepowodzeń kelnerów - w
                                                  restauracjach, taksówkarzy w taksówkach, panienek na poczcie, sklepowych
                                                  za ladą itd. Takiego braku kompetencji, jak w czasie mego ostatniego pobytu,
                                                  chyba nigdy wcześniej nie widziałem. Zamawiam w restauracji - jak zwykle ,
                                                  na przystawkę - sałatę grecką bez sałaty - każdy osioł by zrozumiał, a ta
                                                  przynosi mi półmisek - jak chciałem zresztą, ser feta (malutko), czarnych
                                                  oliwek (trzy szt.), pomidora - dwie ćwierci, ogórka - trzy plasterki, a
                                                  wszystko to oczywiście na pierzynce z sałaty, przyozdobionej - uwaga!, czerwoną
                                                  papryką.
                                                  Skandal oczywiście. Sałata grecka należy przecież do najbardziej
                                                  konserwatywnych potraw świata i nic w jej składnikach zmieniać nie wolno!
                                                  Najwyżej ująć. Tak jak ja chciałem. Toteż spokojnie, bez irytacji w głosie,
                                                  choć cały się trzęsę w środku - informuję kelnerkę, że przecież nie chciałem
                                                  sałaty i proszę o jej usunięcie, jestem alergikiem i już na sam widok sałaty
                                                  mogę dostać wysypki. Na co ona, że to nie sałata , tylko pekińska i trzeba było
                                                  powiedzieć, że pekińskiej też nie chcę. Proszę też o usunięcie czerwonej
                                                  papryki, gdyż w tej kompozycji zupełnie nie pasuje. I jeszcze proszę o
                                                  zapomnianą oliwę z oliwek i naturalnie czerwony ocet winny, krórego też
                                                  zapomniano w kuchni.
                                                  Dziewczę wraca po dziesięciu minutach i stawia przede mną półmisek, wypełniony
                                                  tym wszystkim co chciałem i prezentem od kucharza, w postaci kukurydzy z puszki
                                                  artystycznie nasypanej wokół minimalnej porcji fety i trzech oliwek (sic!).
                                                  Cierpliwie tłumaczę kelnerce, że kukurydzy nie chcę. Nie zamawiałem . Nie
                                                  rozumie. No , jak to, przecież za darmo. Można odgarnąć na bok - jeśli kto nie
                                                  lubi. Więc odgarnąłem, (zgodlwy jestem, prawda Kunko moja ?), i o talerz proszę.
                                                  Przecież z czegoś muszę jeść. A dziewczę mi na to - z półmiska niech Pan je.
                                                  - Półmisek, jak sama nazwa wskazuje, służy do nakładania zeń potraw, na talerz,
                                                  tłumaczę bardzo cierpliwie.- Chłopstwo i nowobogaccy jadają z półmiska,
                                                  najczęściej ręcami. Ale ja nie będę.
                                                  Oj, będę, będę - okazało się. Nie mieli talerzy.
                                                  Z restauracji - nieco uładzony - właściciel przyszedł i przepraszał, między
                                                  innymi, kilkoma kieliszkami przyzwoitej, choć żle zmrożonej pejsachówki, każę
                                                  się wieżć taksówką do innej restauracji, gdzie byłem umówiony. Na Tarczyńską, w
                                                  samym sercu miasta. Lecz ten łajdak nie wiedział. Taksówkarz - wyobraż sobie
                                                  miła moja. Zaproponowałem mu, że pokażę, a nawet jestem w stanie go tam
                                                  zawieść, pod warunkiem, że zapłaci mi za kurs... Kolejna awantura...
                                                  Po co Ci to wszystko opowiadam, zastanawiasz się pewnie Miła Kunko. Otóż
                                                  pomyślałem sobie - ciągiem sytuacji sprowokowany, że gdybyśmy mieli w Polszcze
                                                  trochę więcej Zydów w service, to na pewno, sytuacja nie wyglądały by tak
                                                  tragicznie jak dziś.
                                                  Zawiadamiam Cię, że mimo wszystko personelu nie krzywdziłem. Każdy dostał
                                                  należny mu napiwek. Kelnerka od sałaty, też sowicie nagrodzona. Ujęła mnie
                                                  bardzo, mówiąc gdy wychodziłem już z restauracji: - Pan to zupełnie jak
                                                  doktor Jekyll i mr Hyde. Skąd to dziewczę tyle o mnie wie. Jaka udana analogia.
                                                  I dziewczyna oczytana.

                                                  Sciskam Cię serdecznie Kunko moja najsłodsza i usta Twoje namiętnie całuję.
                                                  Obiecuję, że następnym razem jadąc do Polski nie zapomnę Twojego telefonu.
                                                  Łączę pozdrowienia od Profesora.

                                                  Twój :

                                                  Euromir

                                                  PS
                                                  Kuneczko, sałatę bez sałaty, (zamawiaj tak zawsze w restauracjach), opłaca się
                                                  brać, ponieważ, uważaj - w normalnej sytuacji, kucharz widząc, jak mała ilość
                                                  składników leży na talerzu i ubogo wygląda, ze wstydu dorzuci drogiego sera
                                                  feta, i pomidorów jak należy i ogórka... Ja wcale nie jsetem alergiczny na
                                                  zieloną sałatę. Tak trochę sobie kłamię, dla uzyskania korzyści...żyje się raz.
    • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 17.12.01, 02:17
      Kunko, Panno - Przyjacielu i Kochanko,
      siedzę przy barze, zasmucony niepomiernie, w Warszawie, na Filtrowej, w kawiarni "Danusia" - a może
      "Halinka", mało ważne, gdyż z powodzeniem mogłoby to być w Gdyni, na Swiętojańskiej, w barze "Chata",
      albo gdziekolwiek indziej w Polsce, nieważne, nieistotne dziś dla mnie - bom smutny.
      A smutek mój zapijam dżinem (krajowym, gdyż tańszy), wymieszanym z odrobiną śmietany, (ktoś nie spożył
      do kawy) - bez lodu...
      Otóż wyobraż sobie, otrzymałem dzisiaj post od (skądinąd Ci znanej) Pani Myszki, a może Ona Mrówka,
      obecnie Tumisia -(ukochane dziecko niejedno ma imię). List ten , pełen nieumotywowanych niczym impertynencji
      i oskarżeń, wprowadził mnie w ten stan, który obecnie obserwujesz. Tak zbieram zapłatę i podziąkowanie
      za lata ciążkiej pracy z europejską młodzieżą. Nie są w stanie nic zrozumieć. Totalny brak percepcji. A ja, głupi
      miałem , w stosunku do Pani Tumisi pewne plany...
      Wyobraż sobie, Moja Najdroższa, że wpadłem do Polski tylko na kilka dni, w związku z wydawanym tu
      w Warszawie , przez WOW, apokryfem - "Przenikanie kultur sarmackich z lechickimi na przykładzie Łużyc.
      Rzecz również o Sarmatów zawieruszeniu" - autorstwa naszego kochanego Profesora. Gdybyś widziała jak
      ostatnio poświęcił się pracy...
      A ja -bałwan - oczywiście nie mam, ani Twojego adresu, ani telefonu. W pośpiechu zapomniałem...Z żalu
      wyrywam sobie włosy z głowy,(oczywiście te, które mi zostały), piję - by w alkoholu znależć zapomnienie
      i jakiś (watpliwy oczywiście) ersatz Ciebie.
      Właśnie przysiadły się, przed chwilą, do mojego stolika dwie młode sikorki i szczebioczą tak, że nie mogę się
      skoncentrować na pisaniu. Dlatego będę kończył. Całuję oczywiście pośpiesznie brzeg twojego szlafroczka,
      (wiesz tego zapinanego na guziczki). Pa Piesku, pa Kotku mój miły. I całusiki załączam...

      Twój wierny :

      Euromir
    • Gość: zz IP: *.toya.net.pl 17.12.01, 14:32
      .
      • Gość: kunce IP: *.chello.pl 21.12.01, 10:28
        Dobromiłku Drogi,
        Cały świat plotkuje o Twoim i Profesora pobycie w Kopenhadze. Pensjonat, w
        którym się zatrzymaliście, ma już tak ustaloną renomę, że gdziekolwiek wspomnę,
        że tam mieszkasz, wywołuję salwy śmiechu i wiele złośliwych komentarzy na temat
        prowadzenia się obu Panów. Twoja uwaga, że pracujecie od śniadania do lanczu
        siłą rzeczy zmusza mnie do postawienia pytania: a co porabiacie od lanczu do
        śniadania? Przesłano mi nawet anonimowo wycinek z lokalnej gazety, gdzie
        opisane jest, jak to słowiański profesor "z osobami towarzyszącymi" będąc w
        stanie po spożyciu, wdrapał się na pomnik Jana Chrystiana Andersena, usadowił
        na jego kolanach wraz z damami do towarzystwa i zachowując sie nieprzystojnie
        (o trzeciej nad ranem) bez skrępowania propagował miłość zamiast wojny, oraz
        cementował przyjażń między płciami duńską kminkówką. Interweniowała policja w
        sile dwóch radiowozów, podczas przywracania spokoju doszło do darcia się oraz
        odzieży.
        Miły, czy Ty także bieżesz udział w tych ekscesach? (z trowgą myślę, że
        porozpinany w objęciach metalowego bajkopisarza możesz się przeziębić).
        Informacje o napastowaniu syrenki przemilczę, bo pewne poszlaki wskazują, że to
        nie musiał być profesor z kimś drugim.
        A u nas, cóż, mamy to, co mamy. Piszesz, że brak określonych nacji w usługach
        odbija się na jakości serwisu. To prawda. A wszystkiemu winne to całe
        przemieszanie socjalne, które stało się końcem społeczeństwa stanowego. Odwołam
        się w tym mejscu do - tak ulubionych przez Profesora - historycznych tekstów
        źrółowych:
        - Co słychać?
        - Niedobrze słychać.
        - Dlaczego niedobrze?
        - Krowa mi padła.
        - To źle.
        - To nie tak całkiem źle.
        - Dlaczego nie tak całkiem źle?
        - Bo pan hrabia darował mi nową krowę.
        - To dobrze.
        - To nie tak całkiem dobrze.
        - Dlaczego nie tak dobrze?
        - Bo za to pan hrabia chodzi do mojej żony.
        - To źle.
        - To nie tak całkiem źle.
        - Dlaczego nie tak całkiem źle?
        - Bo za to ja chodze do pani hrabiny.
        - To dobrze.
        - To nie tak całkiem dobrze.
        - Dlaczego nie tak całkiem dobrze?
        - Bo pan hrabia z moją żoną to ma same takie parszywe żydki, a ja się muszę
        wysilać na hrabiów.

        To krótkie studium historyczno-socjologiczne, obrazujące kontakty między dwoma,
        w pewnym sensie mniejszościami, wyjaśnia, czemu w knajpce i taksówce trafiłeś
        na hrabiankę i hrabicza, nie posiadajacych przygotowania zawodowoego, ale za to
        mających pańskie fumy. Czy można temu zaradzić? nie wiem. Pomyślę.
        Drogi Euro, noś mnie w sercu i pamięci, i ogrzewaj mnie swymi listami, bo
        wspólnych wspomnień tak niewiele (ot, raptem Nicea).
        Caluję z całą przystojnością jak na Pannę przystało. Twoja Kuneczka.

        • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 22.12.01, 03:21
          Kuneczko,
          (najbardziej lapidarnie jak umiem piszę). Zbliżają sią święta - Bożego Narodzenia. Wnoszę, że w kuchniach
          przebywasz z Mamcią swoją, która Ci uczynnie doświadczenie swoje przekazuje i pichcicie przysmaki wigilijne
          i świąteczne na stół, przy którym mnie nie będzie.
          Jest to - wiedz Ukochana - wielka tragedia moja. Uzmysławiam ją sobie coraz bardziej - im bliżej świąt.
          Kto inny obawiam się, przy stole czule w oczy zaglądać Ci będzie, z zachwytem połykając przysmaki, które
          zapewne, rozkosznie bądziesz mu podsuwać, pod jego garbaty nos.
          Całe to theatrum zalęgło się w głowie mojej, gdyż - choć treściwie, to mało do mnie piszesz. Jakbyś u Szkotów
          lub u naszych poczciwych Zydków nauki kelnerskie pobierała.
          Wiącej dąsów, z mojej strony nie będzie.
          W związku ze świętami.
          Natomiast pretensję mam do Ciebie inną. Bez upoważnienia pokazujesz moją korespondencję osobom
          postronnym. Jakim ? Nie znam. I znań nie chcę - wnosząc po złośliwych uwagach i szerzeniu plotek o moim
          i Profesora prowadzeniu się, tu w Kopenhadze.
          Profesor też oburzony. Tym razem na mnie. Zwrócił mi mianowicie uwagę - działo się to wczoraj, przy okazji
          picia poobiedniego drinka, jeszcze przed podwieczorkiem, wówczas do kawy pijamy tylko portwainy, sherry,
          calvados albo grappę - że w sztuce epistolarnej nie pisze się - jak to ja zrobiłem w liście wczorajszym do Ciebie
          ( temat sałaty bez sałaty) - o jedzeniu, gdyż czyn ten, (nie, działanie - / przecież to związek stały / ), jest bez
          wątpienia czynnością bardzo intymną - jak choćby - powiedział - jego konsekwencja - wypróżnienie. Tedy
          grubiaństwem i wulgarnością jest poruszanie tematu jedzenia w obecności damy. Tym bardziej damy serca -
          podkreślił. Zauważyłem, że zawsze, gdy mówi z taką niewymowną pewnością siebie - nabieram do Niego
          jeszcze większego respektu i wdzięczności. Przecież cały czas - tyle od Niego się uczę, szczególnie, gdy mi się
          wydaje, że mnie krzywdzi...Ale popatrz Kunko - czy nie nabrałem przy Profesorze klasy i obycia, czy nie
          nauczyłem się myśleć nieschematycznie, czy nie stałem się Nowym, wnikliwym - prawie Nadczłowiekiem, ( i
          proszę nie mieszaj mi tutaj swojego Nitschego albo Spinozy), gdyż kajtki oni dzisiaj przy mnie.
          Apropos Spinozy. polecam Ci - teraz w okresie świątecznym, kiedy bądziesz dysponować czasem -
          arcyciekawą lekturę - Stanisław Salmonowicz - "Prusy. Dzieje Państwa i Społeczeństwa." /Książka i Wiedza,
          Warszawa, 1998/ Epokowa pozycja, z ilustracjami.
          Autor, w przenikliwy i bardzo komparatystyczny sposób przedstawia dzieje Prus, nie tyle czasów
          prehistorycznych, związanych z plemieniem Bałtów, które dało nazwę państwu pruskiemu, ile organizacji
          państwowej pruskiej, będącej państwowością germańską - tworu połęczenia byłego państwa zakonu
          krzyżackiego i Brandenburgii. Masa ciekawostek a przede wszystkim, ciekawe spojrzenie na państwo tak blisko
          nas, ściśle związane z naszą historią. Temat obrosły w uprzedzenia i fałsze, w wielkim stopniu, z naszej polskiej
          strony naznaczony schematyzmem myślenia i sztancą nieprzyjaznych ocen. Naturalnie - dzisiaj, gdy
          państwowości tej już nie ma, łatwiej jest nam się zdobyć na łaskawsze, obiektywniejsze oceny jej osiągnięć.
          Na chwilę znów powracam do Twojego listu.
          Piszesz najmilsza, że w "Avisen" kolportuje się informacje o jakichś szalonych - całkiem ruskich, na wygląd -
          balangach, Profesora i moich w towarzystwie, no, co najmniej podejrzanym (szemranym), gdzie o trzeciej w
          nocy, cementujemy przyjażń z prostytutkami duńską kminkówką.
          Moja Droga. należą Ci się naturalnie słowa wytłumaczenia. Przede wszystkim, sądzę, że persony winne
          rozsiewaniu tych nędznych plotek mają Cię za osobę naiwną i bardzo łatwowierną.
          Zgadza się - byliśmy z Profesorem na małym przyjęciu - nieformalnym, ( zaproszeni przez przebywających
          akurat okazjonalnie w Kopenhadze, członków Szwedzkiej Akademii Literatury) i skorzystaliśmy z przyjaznego
          zaproszenia pana Horacego E., w celu skonsultowania z nami, głównie z Profesorem oczywiście, kandydatur do
          przyszłorocznego Nobla. I to tyle. Wbrew pozorom. I złośliwym językom.
          Kminkówkę o której wspominasz, być może piliśmy. Prosiłbym abyś bliżej sprecyzowała - o co oskarżasz.
          Cóż tam piliśmy na łonie syrenek ?
          Aalbord Jubileum ? - należy do akwawitów. Spożywa się w postaci sznapsa do obiadu. (Pod śledzia?)
          Aalborg Taffel - wytrawna - też nie.
          Gammal Norrlands - dobra kminkówka ale to bränvin (szwedzki)
          Gilde Jule Aquavit - jak wyżej Taffel - akwawit norweski.
          O.P. Anderson - kminkówka najlepsza w tym towarzystwie. Ale na łonie ?
          Skoune - tak to musi być to ! Najlepsza kminkówka na świecie. Szwedzka co prawda, nie duńska - ale mogłaś się
          pomylić Droga, lub Twoi informatorzy. Niecnoty, tak donosić na mnie i Profesora.(Nazwę zapisałem fonetycznie -
          brak mi trzcionki).
          Po podwieczorku, o którym wspominałem, wyszliśmy z Profesorem na spacer. Najedzeni i w dobrych humorach
          zaszliśmy aż do Christianii, gdzie Profesor nabił swoją fajkę - czy pamiętasz, to jego przyzwyczajenie (słabostka)
          jeszcze z Afganistanu . Rozmawialiśmy o kabalistach, szczególnie o wpływie Sabataja Cwi na poglądy dziś
          panujące o samostanowieniu. Wspominaliśmy go również z myślą o Panu Yidele, który gdzieś się zawieruszył.
          Masuje zapewne nogi swojej żony w ulubionym NY, albo też stara się o to, aby nie zostać zredukowanym w tych
          przeklętych czasach ograniczonej recesji.
          W "Listach do pani Z" - wybacz kochanie, jestem to winien panu Yidele - Kazimierz Brandys napisał (ca 1966) :
          "Jedność formy z treścią dokonują się w bucie, gdyż formą buta jest noga i treścią buta jest noga".
          I co ? - spytał Profesor - zna Pan lepszą formułę ?
          W drodze powrotnej do pensjonatu usłyszałem jedno z najlepiej udokumentowaych tłumaczeń , interpretacji
          i żródłosłowów - wydawało mi się do tej pory - polskiego przysłowia. Chodzi o - "Gdzie kucharek sześć tam nie
          ma co jeść". Posłuchaj zatem luba Kunko, genezy przysłowia wyprowadzonej przez Profesora :
          - W zamierzchłych czasach w Polszcze starej, cadyk Boruch Anioł z Góry Kalwarii znany z cudotwórstwa,
          wyprawiał wesele swej ukochanej córki Lili. Całe miasto i dwór cadykowy uczestniczyli w przygotowaniach,
          gdyż chciał cadyk Boruch, przyćmić weselem wszystko inne co się w okolicy działo. Zadne wesele ani pogrzeb
          nie mogło być świetniejsze od zaślubin Lili. Więc nieważne było czy mężem Lili miał zostać sprytny kupiec
          bławatny z Odessy - Benia Salomonowicz Krzyk , czy biedny, lecz bogobojny student jesziwy - Icek Babel z
          Miriampola. Przygotowaniom nie było końca. Do Góry Kalwarii zjeżdżały ciężkie wozy wypełnione soloną rybą i
          łakociami a wszyscy koszerni rzezacy zacierali ręce wietrząc wielkie obroty i dobry zarobek. Na tydzień już
          przed rozpoczęciem ceremonii zaślubin, całe miasto dostało gorączki. Każdy biedny, starał się jak mógł wpaść w
          oko cadyka albo kogoś z dworu, aby zdobyć zatrudnienie, a może nawet być zaproszonym. Wesele, weselem a
          jak każdy wie, najważniejsze są kucharki. A tych zatrudnił cadyk sześć - taka kupa jedzenia.. Najlepsze w
          okolicy. Młode , czyste, sprawne i wesołe.
          - Na gorące - powiedział jeszcze we wtorek, cadyk Boruch Anioł, będzie nasz przysmak narodowy zydowski,
          tu na terenach wschodnich Rzeczypospolitej - ciepłe i faszerowane gąsie szyjki z rodzynkami.
          I faszerka i same szyjki udały się kucharkom znakomicie. I co z tego. Niestety, jak każdy personel restauracyjny
          tak i zatrudnione kucharki - nie, nie powiem, żeby wynosiły do domu ,albo żeby sprzedały pokątnie rzeczone
          gęsie szyjki, ale ze smakiem wyjadły - przy gotowaniu - każda po kilka. Sami policzcie. Sześć kucharek po kilka -
          równa się , co najmniej trzydzieści a może i nawet czterdzieści sztuk. I przyszedł dzień zaślubin i zjechali goście.
          I wszystko się udało. Tylko na gorące , ciepłych szyjek brakowało. Cadyk z Lublina wyszedł głodny. ze złości się
          nawet nie pożegnał. Niektórzy odbierali prezenty ślubne. Cała Polska się śmiała. Tak powstało
          • Gość: euromir IP: *.cm-upc.chello.se 22.12.01, 03:39
            Cadyk z Lublina wyszedł głodny. ze złości się
            nawet nie pożegnał. Niektórzy odbierali prezenty ślubne. Cała Polska się śmiała. Tak powstało przysłowie :
            Gdzie kucharek sześć - tam nie ma co jeść - zakończył Profesor, zaciągając się swoją ulubioną fajką wodną.
            Lili - moja kochana , profesor zagania mnie do przygotowywania zalewy do śledzi w occie, które obowiązkowo
            chce mieć na Wigilię - spędzimy ją tu w pensjonacie, przy kieliszku skoune, pod śledzia. W nocy pójdziemy na
            pasterkę do polskiego kościoła. Muszę kończyć, choć obecny premier Polski podobno mawia, że lepiej zaczynać i
            chyba w jakiś sposób ma rację...

            Całuję Cię namiętnie, jak zwykle, (nie oddaj się temu z garbatym nosem - jak to w zwyczaju polskich
            szlachcianek,
            zawsze w Boże Narodzenie), myśl o mnie...

            Twój (jak wiesz) na zawsze :

            Euromir
            • Gość: kunce IP: *.chello.pl 23.12.01, 10:55
              Eurusiu,
              a więc najczarniejsze przeczucia moje sprawdziły się - nie przyjedziesz na
              święta. Profesor wywiózł Cię gdzieś na krańce świata i chyba uwięził, skoro w
              progi me nie zawitasz pozwalając mi więdnąć w samotności. Jedyne towarzystwo,
              jakiego mogę się spodziewać, to były mój narzeczony, ostatnio bardzo gorliwie
              mi asystujący, któremu Mój Lowelasie odbiłeś kobietę jego życia (czyli mnie)i
              jej (czyli moim) sercem władasz niepodzielnie, choć niestety korespondencyjnie.
              Otóż osobnik ten wcale nie ma garbatego nosa. Skąd Ci się Drogi ten garbaty nos
              wziął w imaginacji, skoro aż dwakroć w ostatnim liście o nim wspominasz? Mój ex
              ma do tego stopnia nos nie-garbaty, że nawet prostym trudno go nazwać, a nawet,
              by być w zgodzie z faktami należy powiedzieć, że jest to nos wręcz wklęsły.
              Istnieje hipoteza (nigdy głośno nie wypowiadana w towarzystwie, ponieważ to
              młodzieniec najlepszej proweniencji), że jest to efekt dziedzicznej kiły
              wrodzonej, ja jednak wolę wersję mówiącą, że ten nietypowy kształt to wynik
              nieszczęśliwego uderzenia w niemowlęctwie buzią w kant kołyski, co zaowocowało
              brakiem przegrody nosa oraz wyjątkowym cofnięciem się bródki.
              Czynisz mi wyrzuty, że pokazywałam Twoją korespondencję. No, może i pokazałam
              ja raz czy drugi, trzeci, czwarty, ale to dlatego, że rozmowa o Tobie i
              publiczne czytanie Twoich listów stanowi dla mnie wielką pociechę i ukojenie
              serca, a jest przy tym ulubioną rozrywka pań i panienek, które swoich mężczyzn
              mają na miejscu. I takie jesteśmy ciekawe świata w naszym partykularzu! Same
              argentyńskie seriale nie wystarczą, by do życia nas przygotować, poza tym
              ostatnio stały się niewiarygodne.
              Miły, wracając do incydentu na kolanach pomnika bajkopisarza śpieszę donieść,
              że moi informatorzy stali zbyt daleko, by odczytać nazwę kminkówki z etykiety
              butelki, która krążyła z rąk do rąk między uczestnikami imprezki. Zdawało im
              się jednak, że dostrzegli coś na kształt krzyża maltańskiego na etykiecie, stąd
              wywiedli, że była to kminkówka, i to duńska. A ponadto muszę z pełnym
              oburzeniem zaprzeczyć, iż kiedykolwiek sugerowałam, że towarzyszące Wam osoby
              płci nadobnej były prosty... (och, co za słowo) - były płatnymi osobami
              lekkiego prowadzenia się. Przeciwnie, znając koneksje profesora i jego rozległe
              kontakty z pierwszymi domami Europy byłam przekonana, że towarzyszyły Panom
              damy z fraucymeru duńskiej królowej. Profesorowi - jak mnie zapewniałeś - do
              twórczej inspiracji wystarczy sama atmosfera miejsc publicznej rozrywki,
              natomiast swe życie towarzyskie prowadzi z osobami na pewnym poziomie (choć na
              pierwszy rzut oka nie widać żadnej różnicy, i zdaje się - na drugi rzut oka też
              nie). Przy okazji wspomnieć muszę, jak rozkrwawiłeś mi serce nazywając mnie
              Lili. Czyżby pamięć Twoją zajmowały ostatnio bliżniaczki Lili i Marlen, o
              których też co nieco słyszałam?
              Euro, załkałam na myśl, że Wigilię będziesz miał bez karpia i barszczu z
              uszkami. Ale znowu ucieszyłam się niepomiernie czytając, że poczułeś się
              Ubermenschem. Ale potem znów zrobiło mi się smutno na myśl, że to nie dzięki
              mnie, lecz dzięki Profesorowi, który w dodatku Cię zrugał. Z powodu
              przekroczenia zasad sztywnego, staroświeckiego konwenansu. Oj, wietrzę tu
              profesorski spisek!
              Profesor chce Ci zakazać pisania do mnie o kulinariach jako o rzeczach zbyt
              intymnych po to, by wkrótce wszelkie intymności z Twoich listów wyrzucić. A ja
              się na to nie godzę! Chcę czytać wspomnienia momentów, gdy konsumowałeś oraz
              poznać Twoje plany, jak konsumować masz zamiar. Ja jestem panienka modern, o
              czym Profesor jako wnikliwy naukowiec sam się przekonał. I żaden przepis na
              sałatkę nie jest mi straszny. Intymne zwierzenia warunkiem istnienia wiezi z
              narzeczonym na uchodźctwie (a propos narzeczony: czas ustalić pewne terminy).
              Miły, kończę. Serce chciałoby jeszcze i jeszcze, ale rece bolą.
              Zalecana lekturę przeczytam z wypiekami na twarzy, ale dopiero po świetach, bo
              w naszej biblioteczce parafialnej nie ma takich pozycji, a wiec będę musiała
              udać się do najbliższego miasta uniwersyteckiego, i wspomianą książkę gdzieś
              tam odszukać. Oświecaj nie jednak przekazując cennę słowa Profesora, który - że
              posłużę sie słowami Trembeckiego - "raczył powszechniej światło rozprowadzić.
              I myśleć nas nauczył, i po trzeźwu radzić". Trochę się zastanawiałam nad
              zwrotem "po trzeźwu" w związku z ostatnimi incydentami, ale postanowiłam na
              razie machnąć ręka i nie dzielić włosa na czworo. Poza tym lepszy cytat nie
              przyszedł mi do głowy.
              Ukochany, garbatonosemu nie oddam się, choćby z przyczyn, o których wspomniałam
              w pierwszym akapicie. Tuląc Cię w swych wspomniniach pozostaję bardzo
              stęsknioną Kuneczką.
              • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 24.12.01, 19:05
                Miła Kunko,
                Profesora akurat przyprowadziła policja, do nas, do pensjonatu - sprawdzić dokumenty. Przyłapano Go na
                kradzieży choinki w Charlottenburg - kawałek od centrum, niedaleko torów wyścigowych. Miał ze sobą kozik,
                którym - jak twierdził policjant z którym rozmawiałem - wycinał małą sosnę, bardzo przydatną, na drzewko
                świąteczne w naszym pokoju. Znaleziono pezy Nim również pudełko bombek - zakupił je w niedalekim
                supermarkecie. Biało - czerwone. Zawsze był patriotą.
                Wstydziłem się strasznie.
                Po wyjściu policji - powiedział, (tonem kogoś, kto się tłumaczy) : - Słowiański mężczyzna powinien choć raz w
                życiu zbudować dom, zasadzić jakiekolwiek drzewo i co roku własnoręcznie wyciąć choinkę, przy której
                spędzi Wigilię. To ostatnie nie udało się niestety - mnie - w tym roku - co nie znaczy, że zmienię mój światopogląd.
                Wypowiedż profesorską pozostawiam bez komentarza.

                " W nędznej szopie urodzony
                żłób Mu za kolebkę dano
                Cóż jest, czym był otoczony !
                Bydło, pasterze i siano,
                Ubodzy! was to spotkało,
                Witać Go przed bogaczami
                A Słowo ciałem się stało
                I mieszkało między nami..."

                Kunko - wesołych świąt...

                Twój - Euromir
                • Gość: kunce IP: *.chello.pl 26.12.01, 00:20
                  Drogi Euromirze!
                  Trudno mi ukryć wzruszenie, gdy myślę o nieudanych łowach Profesora na drzewko
                  iglaste. Nieustraszony poszedł w noc zmierzyć się z przyrodą, uzbrojony jedynie
                  w kozik (kozik, a nie żadną finkę, modny nóż komandosa czy niezawodny
                  szwajcarski scyzoryk), by rodzimej tradycji oraz magii zimowego przesilenia
                  słońca stało się zadość. Tym razem przyroda, w sojuszu z miejskimi służbami
                  porządkowymi, stawiła czoło szerokiemu romantycznemu oddechowi słowiańskiej
                  duszy. Ale Profesor, choć chwilowo pokonany przez tępotę kozika i policji,
                  zyskał niebywale w moich oczach. Myślę, Euromirze, że powinieneś spróbować
                  nadać temu znamiennemu epizodowi z sosenką godną tego zdarzenia formę
                  literacką, tworząc coś na kształt drugiego 'Moby Dicka". Stwórz dramatyczny
                  opis polowania na nieuchwytna sosenkę, będacy alegorią zmagania się człowieka z
                  siłami przyrody, walki ludzkiej woli z demonicznym żywiołem, przy okazji dając
                  światu jedyną w swoim rodzaju encyklopedię wiedzy o kozikach i sposobach ich
                  użytkowania.
                  Profesorze, w wigilijny wieczór zaświadczyłeś całym sobą, iż "my Polacy - wolni
                  ptacy". Jako ekolog potępiam Cię za barbarzyńska próbę zamordowania drzewka,
                  jako kobieta podziwiam za zdrowy atawizm, jako Polka czczę - za biało-czerwone
                  bombki. Jaką burzę rozpętałeś pod kopułką mej czaszki!
                  A teraz, drogi Euro, pragnę ucieszyć Cię informacją, że wigilijne wróżby
                  matrymonialne wypadły dla mnie nadzwyczaj pomyślnie. Jest to kolejna delikatna
                  aluzja i na tą musisz w końcu stosownie zareagować. Domyślam się, że jesteś
                  równie romantyczny jak Profesor, nie chciałabym jednak by okazało się, że Twój
                  rodzaj romantyzmu, Drogi, to kordianowska "niezdolność do czynów": Pomyśleć
                  tak - i nie chcieć? O hańbo, o wstydzie! Pomyśleć tak - i nie móc? W szmaty
                  podrę łono! Nie móc? To piekło!
                  Dlatego Eurusiu, trzeba móc, i będziemy bardzo szczęsliwi we troje, no i
                  jeszcze ta Augusta, ona też będzie użyteczna przy cięższych pracach domowych.
                  Za nami adwent, przed nami karnawał - ciekawa jestem, czy w zapusty
                  przebierzesz się za maszkarę? Ale jeszcze bardziej ciekawa jestem, czy
                  ubieraliście Panowie choinkę? A może choć maleńki snop Profesor ustawił w
                  kąciku?
                  Jak wierna rzeka trwam i czekam. Ściskam zapustnie. Twoja panna (nadal) K.
                  • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 26.12.01, 05:39
                    Moja Kuneczko Najmilsza,
                    po wieczerzy wigilijnej, brakowało właściwie tylko kompotu z suszu, siedzieliśmy z Profesorem, na miejscu
                    uprzednio wyznaczonym dla choinki i dysponując niespodziewanie tak przerażliwie wielką przestrzenią,
                    oglądając mimochodem, wymienione nawzajem uroczyste podarki mikołajowe, rozłożyliśmy na podłodze i
                    kolanach, wielkie płaty Gazety Wyborczej (z 21 -12 2001), gdyż doszły nas wieści, iż znajduje się tam duży
                    artakuł Pana Adama Michnika pt, "Wyznania nawróconego dysydenta".
                    Profesor uznał, iż właśnie teraz wieczorem jest wyśmienita okazja, ku temu aby sobie, po zapoznaniu się z
                    treścią naturalnie, na poruszone przez A Michnika tematy pogwarzyć.
                    Jak zwykle nie zawiodła Go wrodzona intuicja. Okazało się, że Pan Michnik porusza, co prawda nieco
                    marginalnie, ale jednak, tak obecnie istotny dla Profesora temat identyfikacji europejskiej.
                    - Cóż za gratka, cóż za inspiracja, wyśmienite żródło - mruczał rozkosznie, pośpiesznie wertując strony.
                    Po paru minutach - był trochę zły, stwierdzając, że większość dużego materiału to cytaty z prof. Leszka
                    Kołakowskiego, Erazma z Rotterdamu, Claudio Magrisa i markiza Denisa de Rougemont.
                    - Nam się również i takie cytaty przydadzą - pocieszałem Go widząc,że strapiony.- Przecież, Pan Michnik
                    nie jest żadnym z wymienionych wyżej myślicieli, więc trudno mu było tak zupełnie samemu , bez żadnej pomocy
                    zaczernić tak dużą przestrzeń papieru. Najważniejsze, iż dobrał sobie doborowe towarzystwo.
                    -Tak, tak, ja to wszystko rozumiem - gdakał naburmuszony Profesor, lecz naszym zadaniem przecie ma być
                    wyłuskanie z tekstu, myśli pana Michnika własne, autentyczne.
                    - Profesorze - zaprotestowałem - przecież nie każdy ma taką łatwość formułowania swoich przemyśleń - jak Pan.
                    W sekundę i proszę - gotowe. Dlatego wielu wielkich ludzi słusznie czyni podpierając się już gotowymi tekstami,
                    które w dużej mierze mówią to, co oni chcieliby sami powiedzieć. Przecież to żaden wstyd. Wstyd to plagiat i
                    zagarnięcie cudzej myśli, podpisanie się pod nią własnym nazwiskiem, a my tu nie z takim wypadkiem mamy do
                    czynienia.
                    Po chwili zastanowienia przyznał mi rację.
                    Siedzieliśmy - jak już wspomniałem w kucki, czasem po turecku, nogi mi drętwiały, gdyż nie mam jeszcze takiej
                    wprawy jak On, wyuczony w Oriencie i Afganistanie najrozmaitszych pozycji służących prawidłowej
                    koncentracji woli i wysiłku mózgu.
                    Kiedy spodziewałem się już, że krzyknie - Eureka, Eureka, byłem, widziałem, zwyciężyłem - lubię obserwować
                    Go, kiedy pracuje umysłowo - zajęczał z cicha. I nie ma onomatopeji, która mogłaby oddać zespół wydanych
                    przez Profesora dżwięków. Takie przedziwne. Być może zaklął po prostu, w którymś z nieznanych mi języków
                    lub narzeczy.
                    Następnie, z dziwnym grymasem - mamy inspirację w dwu tematach - powiedział.
                    - Identyfikacja europejska a niezależność duchowa i wynikające stąd implikacje (coś dla panny Kunki) i :
                    - Czy totalna identyfikacja to jednocześnie rezygnacja z niezależności duchowej?
                    - Tematy znajduję interesującymi, tym bardziej, że Pan Michnik nie udziela sam na nie odpowiedzi a jedynie stawia
                    jako pytania retoryczne.
                    Uśmiechnął się, gdy znalazłem , w michnikowskim artykule i zacytowałem Mu fragment, z którego możnaby
                    sądzić, że również Pan Adam M. czytuje Profesora, skoro Go sparafrazował mówiąc - o granicy między Azją a
                    Europą :- właściwie Europa jest tylko niewielkim półwyspem kontynentu azjatyckiego. Teraz, gdy stwierdziłem, że
                    jest w dobrym nastroju, ruszyłem żwawo do dyskusji.
                    EUROMIR
                    Jak Pan sądzi Profesorze - jaki wpływ ma przyśpieszona integracja Europy na identyfikację europejską?
                    PROFESOR
                    Niewielki. Sądzę, że proces identyfikacji jest na tyle złożony a historiozależny, że jakiekolwiek dorażne ruchy
                    polityczne, tak naprawdę nie mają nań żadnego większego wpływu. Swiadomość przynależności do Europy,
                    jej kręgu kulturowego wynika przecież z innych czynników aniżeli polityczne konstelacje i nowe ponadnarodowe
                    struktury, które pojawiły się na naszym kontynencie. Co oczywiście nie znaczy, że działania tego typu nie
                    wpływają - poprzez swą aktualność na częściejsze podejmowanie tematu i co za tym, wyższy stopień
                    świadomości "wspólnego pnia" europejczyków. Nie znaczy to też - gdyż znaczyć nie może, iż taka Norwegia,
                    która z powodów ekonomicznych, ale samodzielnie, wybrała egzystencję poza organizacją UE, jest dzięki temu
                    mniej europejska aniżeli inne państwa kontynentu. Polska, Czechy czy Węgry, gdyby z jakichś powodów do
                    upragnionej unii też się nie dostały - nie będą poprzez ten fakt mnie europejskie. Ich identyfikacja będzie bardziej
                    kulturowa, mniej naznaczona terażniejszym interesem gospodarczym.
                    EUROMIR
                    Panie Profesorze, niech Pan będzie tak dobry i powie : - jeśli aspekty ekonomiczne, gospodarcze tak małą Pańskim
                    zdaniem pełnię rolę - to czemu, gdy jak pamiętam, dwadzieścia lat temu siedzieliśmy jak dziś, poza krajem, na
                    emigracji, mówił Pan - jeśli dobrze pamiętam co innego. Twierdził Pan wówczas, że zauważalna , rosnąca
                    przepaść w kulturze materialnej, pomiądzy wschodnią a zachodnią częścią Europy doprowadzić może - również
                    w warstwie psychiki społecznej, do zagubienia, zatracenia identyfikacji europejskiej u ludów wschodnich.
                    Jak to Pan dzisiaj wytumaczy ?
                    PROFESOR
                    W warunkach okupacji sowieckiej, wybiedzenia społeczeństw, skazania ich na powolną wegetację, istotnie takie
                    zagrożenie istniało. Powszechna bieda jest przecie rodzajem patologii społecznej. W takich warunkach wiele
                    wartości nie idzie po prostu przechować. Np. godnego życia - w kategoriach mieszczańskich. A Europa jest, jak
                    mówiliśmy niejednokroć - ojczyzną mieszczaństwa. Tu je wynaleziono. I stąd wyeksportowano do Ameryki.
                    Euromirze, zagrożenie o którym wspominam, istniało faktycznie. Pomyśl, polska młodzież dość powszechnie
                    zajmowała się w tamtych czasach zbieractwem zużytych kolorowych opakowań po papierosach Marlboro,
                    Kent, Pall Mall czy pustych puszek po piwie aby, (oczywiście jako upragniony substytut nieosiągalnych wartości
                    materialnych), zawiesić owe opakowania, przy pomocy szpilki, na słomianej macie, umieszczonej na honorowym
                    miejscu w mieszkaniu.
                    EUROMIR
                    Wyciąga Pan Profesorze bardzo daleko idące wniosk,i z faktu istnienia opisanej przez Pana tendencji, w jakiejś
                    subkulturze młodzieżowej. A może zbieractwo owe dowodziło tylko braku dostatecznie dużej ilości, ładnych
                    kolorowych opakowań na rynku polskim ?

                    Po mojej ostatniej uwadze Profesor się zaciął. Nie odezwał się już wiącej do końca wieczoru. Wypalił jeszcze
                    jedną porcję fajki wodnej, (pamiąta Panna, co On tam zwykł palić) i położył się spać, przez sen jedynie , od czasu
                    do czasu wykrzykujęc rytmicznie imię Augusty, co najczęściej dowodzi jakiegoś dużego zamieszania w jego
                    umyśle. Teraz obudził się i głosem nie znoszącym sprzeciwu nakazuje mi wyłączenie światła, (kosztuje dużo
                    pieniędzy - twierdzi). Myślę, że dyskusję nad artykułem A.Michnika będziemy kontynuować jutro. Więc wszystko
                    Ci dokładnie doniosę.

                    Twój kochający :

                    Euromiłek

                    PS
                    Nie jedz Miła zbyt dużo, teraz w święta. Pomyśl o swojej nienagannej figurce i walcz jak dotąd odważnie z
                    grzechem obżarstwa.
                    • Drogi Euromirze,
                      z braku książki o państwie Proskim kartkuję "Narodziny narodu. Historia Stanów
                      Zjednoczonych od 1861" Michała Rozbickiego. Rzecz bez wiekszego związku z
                      tematen identyfikacji europejskiej. Ale we wstępie znalazłam znamienne słowa,
                      które chcę przywołać: "...przytoczone uwagi przywiodły mi na myśl znaną, ale
                      niezbyt chętnie przez historyków przypominana prawdę, że tym samym faktom
                      nadawać można często rózne interpretacje, w zależności od punktu widzenia,
                      przyjętej metody czy wreszcie tradycji naukowych i kulturowych badacza. I
                      chocież u niejednego studenta wywołuje to pewną konsternację, to przecież
                      właśnie w sporach o nowe interpretacje tkwi, między innymi, atrakcyjność
                      dociekań o przeszłości. Ale wspomniane zdarzenie ma jeszcze inny aspekt:
                      historycy tradycyjnie obracają się w kręgu narodowej świadomości i kultury,
                      które wywierają wpływ na selskcję i ujęcie tematyki. (...) Być może
                      cudzoziemcowi, jako osobie patrzącej z zewnątrz, jest nieco łatwiej zachować
                      pewien dystans wobec narodowych tradycji i mitów kraju, o którym pisze...".
                      Echa burzliwych dyskuji, które do mnie docierają, niekiedy wprawiają mnie w
                      osłupienie. I nie jest to sprawa różnicy poglądów, ale sposobu, w jaki traktuje
                      się dyskutanta - nie jak partnera, ale jak przeciwnika z wirtualnej gry,
                      którego trzeba dopaść i zniszczyć, bo za to jest bonus. Myślałam,że dyskuje
                      służą wymianie poglądów, a za osobisty sukces można uznać przekonanie partnera.
                      Okazuje sie, że nie przekonanie, a pokonanie.
                      Myślę, że w paru sprawach nasze poglądy różnia się, niekiedy radykalnie. I te
                      różnice ujawnią się. Czy musimy się wtedy pozabijać? Albo przynajmniej
                      znienawidzić (cały czas myśle o poglądach, nie uczynkach)?
                      Z poświąteczna chandrą całuję melancholijnie. k.
                    • Gość: kunce IP: *.chello.pl 28.12.01, 19:51
                      Drogi Euromirze,
                      z braku książki o państwie Proskim kartkuję "Narodziny narodu. Historia Stanów
                      Zjednoczonych od 1861" Michała Rozbickiego. Rzecz bez wiekszego związku z
                      tematen identyfikacji europejskiej. Ale we wstępie znalazłam znamienne słowa,
                      które chcę przywołać: "...przytoczone uwagi przywiodły mi na myśl znaną, ale
                      niezbyt chętnie przez historyków przypominana prawdę, że tym samym faktom
                      nadawać można często rózne interpretacje, w zależności od punktu widzenia,
                      przyjętej metody czy wreszcie tradycji naukowych i kulturowych badacza. I
                      chocież u niejednego studenta wywołuje to pewną konsternację, to przecież
                      właśnie w sporach o nowe interpretacje tkwi, między innymi, atrakcyjność
                      dociekań o przeszłości. Ale wspomniane zdarzenie ma jeszcze inny aspekt:
                      historycy tradycyjnie obracają się w kręgu narodowej świadomości i kultury,
                      które wywierają wpływ na selskcję i ujęcie tematyki. (...) Być może
                      cudzoziemcowi, jako osobie patrzącej z zewnątrz, jest nieco łatwiej zachować
                      pewien dystans wobec narodowych tradycji i mitów kraju, o którym pisze...".
                      Echa burzliwych dyskuji, które do mnie docierają, niekiedy wprawiają mnie w
                      osłupienie. I nie jest to sprawa różnicy poglądów, ale sposobu, w jaki traktuje
                      się dyskutanta - nie jak partnera, ale jak przeciwnika z wirtualnej gry,
                      którego trzeba dopaść i zniszczyć, bo za to jest bonus. Myślałam,że dyskuje
                      służą wymianie poglądów, a za osobisty sukces można uznać przekonanie partnera.
                      Okazuje sie, że nie przekonanie, a pokonanie.
                      Myślę, że w paru sprawach nasze poglądy różnia się, niekiedy radykalnie. I te
                      różnice ujawnią się. Czy musimy się wtedy pozabijać? Albo przynajmniej
                      znienawidzić (cały czas myśle o poglądach, nie uczynkach)?
                      Z poświąteczna chandrą całuję melancholijnie. k.
                      • Kunko,
                        na melancholijny pocałunek odpowiedzieć należałoby oczywiście jurnym i wesołym. Takim on niestety
                        nie bądzie. Nie dlatego, że nie chciałbym Cię z chandry wyrwać Najdroższa. O, nie ! Zal mi przecie, iż
                        pewno w jakimś stopniu przyczyniłem się doTwej obecnej niedyspozzycji psychicznej. Wiem - jesteś
                        Osobą bardzo wrażliwą... A miałaś zapewne możliwość oglądania mnie w sytuacji - dla mnie niewygodnej -
                        w Twoich oczach. Pamiętaj jednak, iż to co widzisz - z reguły fragmentem jest większej całości...
                        Profesor twierdzi, iż człowiek - jeśli daje poznać się bliżej - zyskuje na tym, gdyż pozwala otoczeniu na
                        zmniejszenie dystansu napięcia, tak charakterystycznego w stosunkach między obcymi sobie ludżmi.
                        Stosując sią do powyższej uwagi Profesora, proszę - przeczytaj post, skierowany już - niestety - wielokroć,
                        do jeszcze innych osób, jako, że z wielu względów - jest dla mnie ważny - dla Ciebie jako bystrej obserwatorki,
                        sądzę -wiele mówiący. (Tak mi dopomóż Bóg !)

                        więcej obiektywizmu
                        Autor: Gość portalu: EUROMIR
                        Data: 28-12-2001 19:32
                        adres: *.cm-upc.chello.se


                        Szynowny panie Doku,
                        jeśli chce Pan poznać powody dla których zmieniłem (niestety), moje zdanie o Panu Adamie Michniku - proszę
                        przeczytać post, przeznaczony pierwotnie dla Pana Ogórka. Tłumaczę tam czemu, moja ocena fenomenu
                        Adama Michnika uległa gruntownej rewizji. Co nie znaczy naturalnie, że jego historyczne, spiżowe zasługi w
                        jakiś sposób mu odbieram. One pozostaną oczywiście częścią naszej najlepszej polskiej historii. Zasługi nigdy
                        nie podlegają dewaluacji. Natomiast zdarza się to - niestety - czasami, ich autorom...

                        Autor: Gość portalu: EUROMIR
                        Data: 09-12-2001 17:12
                        adres: *.cm-upc.chello.se


                        Szanowny Panie Ogórku,
                        nie zadowoliła mnie Pańska odpowiedż. Liczyłem na to, iż dowiem się więcej (faktograficznie) o tej,
                        dyskutowanej ostatnio tak często, nieformalnej formacji Zydów polskich, zagrażającej - co cały czas usilnie
                        podkreślam - tej tak jeszcze słabej , polskiej demokracji.
                        Chciałbym, abyśmy częściej mogli dyskutować posługując się faktami (jak to ma miejsce w przypadki kłamstwa
                        jedwabińskiego), stąd mój wątek - "Ilu (tak naprawdę) Zydów mieszka w Polsce?" Odpowiedż na to pytanie
                        pomogłaby z pewnością zrozumieć i wytłumaczyć sporo dzisiaj "na oko" zawikłanych spraw. Podobnie jest ze
                        sprawą osobistego udziału Pana Adama Michnika w "koteryjnym gremium nieformalnym". Nie dysponujemy
                        niczym, poza intuicyjnym postrzeganiem, opartym o fragmentaryczne informacje i obserwację zdarzeń
                        politycznych rezultujących wynikami, które dowodzą istnienia sił zdecydowanie wrogich Polsce i demokracji.
                        Tym niemniej zbyt często odnoszę wrażenie, że nasze dyskusje, poparte tylko marginalnę faktografią,
                        są niepełne, spekulatywne i co ta tym idzie mało wiarygodne.
                        Niezamierzonym wynikiem naszego postępowania, są oczywiście reakcje osób, które - czy to dzięki temu, że
                        znają temat jeszcze słabiej od nas, cz też dzięki mediom "poprawne politycznie" - reagują histerycznie
                        wysyłając nas do gazu (vide:wątek "Euromir do gazu"). Reagują histerycznie, gdyż to o czym mówimy,
                        burzy im obraz świata - bardzo prosty i wygodny oczywiście - w tych trudnych czasach , w których przyszło
                        im żyć. Człowiek potrzebuje ładu i spokoju. Media i poprawność proponują, lepiej czy gorzej , taką namiastkę. A
                        my tym biednym ludziom ład ten burzymy. Lepiej, nie potrafiąc racjonalnie i do końca swoich racji udowodnić.
                        Niech Pan zwróci uwagę na fenomen kłamstwa jedwabińskiego.
                        To, że prawda ujrzała światło dzienne to tylko kwestia przypadku i brakoróbstwa Pana Grossa. Wtedy też
                        - całe szczęście - ujawniły się mechanizmy działań" nieformalistów- antydemokratów".
                        Moje ostatnie pytanie, temat który poruszyłem wczoraj - rola Pana Adasia Michnika w koterii - nie było
                        przypadkowe. Chciałbym, abyśmy poznali również twarze osób , które kryją się, za krytykowaną przez nas
                        antypolską i antydemokratyczną polityką ostatnich rządów, Pana Prezydenta, mediów...
                        Jak powiedziałem wcześniej nasze poznanie, niestety w dużej mierze oparte jest o to "co gminna wieść niesie"
                        i - w mniejszym stopniu - o logiczne wyciąganie wniosków z szeregu zdarzeń, których jesteśmy świadkami.
                        Trudno jest nam - psychologicznie - zaakceptować, fakt nagłej zmiany priorytetów politycznych, przez osoby,
                        takie jak Pan Adam Michnik, długo i słusznie (za swój bezsprzeczny wkład w walce o niepodległość)
                        ustawionych przez nas na panteonie Swiętych Narodu . I nagle zdajemy sobie sprawę, że świętymi już nie są.
                        Stajemy przed dylematem. Jak się zachować? Co robić? Wychowani w tradycji kultu Autorytetów, nie chcemy
                        instynktownie brać udziału w rujnującej naszą moralność destrukcji.
                        Nie chcemy, lecz przecież swoją działalnością, nie pozostawiają nam specjalnie dużego wyboru.
                        Protestujemy mówiąc i pisząc. Trudno jest być wiarygodnym nie opierając się o jakąkolwiek faktografię.
                        Jak temu zaradzić?

                        Pozdrowienia:

                        Euromir

                        ........................................................................................

                        Kunko - żegnam Cię smutny i bez nadziei. Całuję oczęta i Twoje ręce - los mój w nich ufnie składając :

                        Euromir
                        • Drogi Euromiłku!
                          Przepłakałam całą noc w poduszkę, a nawet waliłam w nią piąstkami z
                          wściekłości! Trochę przez Ciebie, a trochę przez złych ludzi. Otóż dowiedziałam
                          się, że jesteś szpiegiem i pracujesz dla organizacji, nie pamiętam całej nazwy,
                          ale zaczyna się na N i w końcówce ma wóde (żebyś się nie rozpił, Mamcia
                          ostrzega, jak jakiś drukarz czy murarz). I że tropią Cię tropiciele szpiegów, i
                          że w każdej chwili mogę zostać wdową. Oczywiście przeraziłam się i rano
                          natychmiast poszłam do krawcowej na pierwszą miarę sukni ślubnej. Mam z tym
                          spory kłopot. Nie sądziłam, że wszystko odbędzie się tak szybko, ale skoro
                          trzeba to trzeba. Żeby być wdową najpierw muszę być mężatką. A i suknię
                          postanowiłam uszyć taką, żeby w razie czego bez trudu dała się przerobić na
                          gustowną żałobę. Dlatego musiałam zrezygnować z pomysłu ślubu w karmazynowym
                          kontusiku: miał być tuż za kolana, rozcięcie z przodu obdzyte lisim futrem, 4
                          guzy z rubinami, wyloty wykładane perłowym adamaszkiem. Ale sam widzisz, Drogi
                          Klosie, że taki strój nie nadaje się na żałobę (odpukuję, odpukuję!), a i
                          powtórnie ślubu brać w nim nie uchodzi. Dlatego będzie suknia, która po prostu
                          Cię oczaruje. Będzie nieco przypominać tę, w której Grace Kelly poślubiła
                          księcia Rainiera z Monako (to kuzyn Profesora?): przede wszystkim niezwykle
                          suto marszczona spódnica, na którą zużyję całe kilometry jedwabiu, bo
                          uwielbiam, gdy szeleści przy każdym ruchu (a może chciałbyś, żebym z tyłu
                          upięła ją na tiurniurze?), gorsecik z atłasowymi wstawkami (takimi jak
                          pantofelki), rękaw lekko rozszerzony wykończony gipiurą (odpruję ją przed
                          ufarbowaniem stroju na czarno), cała reszta z belgijskich koronek. Welon
                          (koronka ręcznej roboty)obszyty będzie drobnymi perełkami, wcale Euro nie
                          sztucznymi, na gorseciku z przodu (tylko z przodu, nie jestem rozrzutna)
                          również perły, wieksze, naszyte będą. Haleczka pod suknię (ale nie wiem, czy
                          wypada mi o tym pisać?), no więc haleczka będzie ręcznie uszyta z jedwabiu,
                          cudownie haftowana, tu też znajdziesz perełki. Wogóle całą bieliznę przygotują
                          mi siostrzyczki zakonne, delikatną jak pajęczynkę, haftowaną w monogramy -
                          zgadnij jakie? No i kwiaty, myślę, że róże, ale lilie jako symbol mej
                          niewinności, także wchodziłyby w grę. Nie wiem tylko: rękawiczki czy mitynki? O
                          biżuterii (także tej żałobnej) pomówimy przy najbliższej okazji.
                          Euro, byłam zła i niezadowolona, że nie powiedziałeś mi o zatrudnieniu się jako
                          szpieg. I wogóle co na to Profesor? czy on Cię nie zwolni, kiedy wszystko się
                          wyda? No i nie wiem, jak to będzie przyjęte w towarzystwie. W naszych sferach
                          nikt nie trudni się takim zajęciem! Ale powiedziałam sobie: Kunko, przede
                          wszystkim słuchaj serca. Potem pomyśl - dwie posady to dwie pensje. A poza tym
                          szpiegowanie to taka praca, której nie przynosi się do domu, wiec szczęścia
                          rodzinnego nic nam nie zakłóci. Właściwie nawet jestem zadowolona. Znowu inne
                          panie będą mi zazdrościć.
                          Miły, uważaj na siebie, gdyby tropiciele szpiegów Cię dopadli to powiedz im, że
                          za miesiąc bierzesz ślub, a potem będziesz już do ich dyspozycji. A wogóle to
                          zaproś tych dżentelmenów na wesele.
                          Całuję gorąco, prawie jak panna młoda. Twoja Kuneczka.

                          • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 29.12.01, 18:08
                            Kuneczko Najmilsza,
                            zdumiała mnie Twoja nagła zmiana nastroju. Cóż za huśtawki urządzasz Miła ? Wczoraj jeszcze niedaleka
                            zerwania - z tak sprytnym gładyszem jak ja, (i to tylko na podstawie plotek), a dziś już odmieniona, wesoła,
                            pełna planów na naszą wspólną przyszłość.
                            Spodobało mi się, że jesteś tak racjonalna w swoim myśleniu. Od razu policzyłaś podwójne dochody, które
                            osiągnę oddając się wiadomemu zajęciu. No i ta Twoja niezrównana umiejętność przewidywania. Jakże
                            praktyczną ją czynisz, planując przefarbowanie sukni ślubnej na czarno - jeszcze przed weselem.
                            - Panie Euromirze - powiedział Profesor - kiedy pokazałam Mu - jak zwykle Twój list - najważniejsze jest, że panna
                            Kunka, mimo wszystko, (chodziło Mu o Twój zmysł praktyczny) - nie ubiera się, w gotowe, konfekcyjne ubrania.
                            To dobrze o niej świadczy.
                            Przejdżmy teraz do innego tematu. Wczorajsze wydarzenia i Twój niezrównany post, dały mi dużo do myślenia.
                            Przede wszystkim - co bardzo słuszne, (pochwalam) - zachowujesz niezależność intelektualną, w każdej
                            sytuacji.
                            Lecz, czy ta niczym nie skrąpowana niezależność - pomyśl - w najbliższym czasie, gdy złączymy nasze losy,
                            nie będzie Ci trochę doskwierać? No bo, jak Ty to sobie wyobrażasz ? Dwie, węzłem świętym związane osoby
                            i dwa różne poglądy na życie! Na sprawy wagi najwyższej i bagatelne. Przyjdzie nam żyć pod jednym dachem.
                            Czy sądzisz, że po najmniejszej sprzeczce bądę musiał wyprowadzać się do hotelu ? (Wspominasz też coś o
                            bójkach między nami...)
                            Zastanawiam się (na głos), czy już teraz nie powinniśmy ukrócić nieco Twoich wolności Panno. Powoli, bez
                            gwałtu natychmiastowej przemiany, mogłabyś wchodzić w przeznaczoną Ci przez Boga i mnie - rolę Małżonki
                            i Pani domu naszego.
                            To były takie uwagi na marginesie gorących wydarzeń wczorajszego dnia. Poza tym chyba trochę się
                            zagalopowałem...
                            Czy nie powinienem też, na głos pytam, Tobie tu przypomnieć - postać mojej nieodżałowanej śp. ciotki Wandy.
                            Jak wiesz z historii dumnej naszego kraju - ona Niemca nie chciała. Nie, nie dlatego, że szowinistka
                            i Wielkopolka - o !, co to - to nie ! Rzadko wspominają o tym podręczniki historii - zakłamując tym nieco historię
                            naszego narodu, ale - wiem to od Niej, z pierwszych ust - Niemca nie chciała, gdyż - przede wszystkim
                            nie wiedziała - do czego się kawaler nadaje. Na przykład w alkowie. Czy dzieci lubi ? A może zrzędliwy ?
                            Tak jak i nam Kunko - nie dane im było poznać się bliżej. Wypróbować w różnych sytuacjach. Pomyśl, czy
                            ten problem nie jest w równym stopniu i naszym ? Seks - jak zapewne o tym wiesz- (a podejrzewam tego
                            z krogulczym nosem, o wypicie pierwszego kielicha miodu) - bardzo ważny jest w życiu współczesnego
                            człowieka. A zdaje się - sądząc z Twoich przepełnionych erotyką postów - że zaczął ostatnio odgrywać
                            jeszcze większą rolę - szczególnie teraz - (czy aby nie za sprawą Pana o krogulczym nosie ?).
                            Zazdrość - jak widzisz zżera mnie okrutnie. Oczyma wyobrażni chorej - widzę Cię w sytuacji nieprzystojnej
                            z (byłym ?) narzeczonym - jak półleżąc przed komputerem, na perskim dywanie, (jeden z tych, którzy wędrowni
                            kupcy ormiańscy dostarczyli do majątku, tam hen... na Wołyniu, gdy był jeszcze w rękach przodków Twoich),
                            więc leżąc jak rzymianie orgiastyczni, przy uczcie, gorsząco przytuleni, śmiejecie się głośno, czytając mój list, by
                            pijąc czerwone wino, (ze wspólnego kielicha), oddawać się grzesznej, zdradzieckiej - jak w "Szale"
                            Podkowińskiego, cielesnej miłości. Brr, a fe, brrr...
                            Sama rozumiesz, że znalazłem się,(z własnej winy), w stanie psychicznym nie zezwalającym mi na kontynuację
                            tego listu. Poza tym - muszę iść na dworzec. Przyjeżdża Augusta. Wieczornym pociągiem. Z dzieciuchami.
                            Muszę ich - na polecenie Profesora - spotkać. Dlatego odstawiam żelazko - prasowałem właśnie gatki i koszule
                            profesorskie - powoli przygotowujemy się do wyjazdu na Bali. Jak zapewne wiesz - Bali jest częścią archipelagu
                            Indonezji. Profesor ma tam swój (letni ?) dom. Bądziemy , jak zwykle pracować naukowo a Augusta, jak to
                            Augusta -będzie po swojemu prać i paść kozy przed domem.

                            Ukochane, karminowe - zmęczone miłością - nie ze mną - usta Twe całuję - spijając z nich oznakę czasu
                            rozwiązłego, lubieżnego w każdym drgnieniu mięśnia...

                            Twój - mimo wszystko :

                            Euromir
                            • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 31.12.01, 16:36
                              Są takie dni, kiedy nie chce wyłazić się z pościeli
                              Kiedy lenistwo ociężałej pierzyną myśli przytłacza obowiązek
                              Kiedy niechęć do ołowianych chmur i sinego pomroku śniegu
                              Odbiera mi chęć do życia

                              Wtedy wspomnienia folgują sobie z cudaczną postacią
                              Małej Tamary
                              wesoło naciągającą sprężynę kataryny
                              W dobrym domu dziecka pod Częstochową

                              Chyba w 64 odnaleziono ją w lasach
                              Albo na łąkach czy też buszującą w zbożu nieopodal cegielni

                              Miała wówczas pewnie dwadzieścia lat
                              Ukryta sprytnie przez rodziców
                              Przed deszczem
                              Przetrwała zamęt
                              Nieopodal cegielni

                              Niedostrzeżona przez miejscowych
                              Ani leśniczego zajętego nasadzaniem świerków
                              Spiewała piosenki których nauczyłem ją wiele lat póżniej

                              I chyba dopiero w 64 podbierający miód leśnym pszczołom
                              Znależli pięcioletnią dziewczynkę
                              O jasnomiedzianych włosach i złoto-rudym
                              Pobłysku cery

                              To z cegieł kurz powiedzieli
                              Bawiła się nieopodal cegielni

                              Zal im było oddać dziecko komendantowi posterunku
                              -Ta mała taka słodka
                              A była przecież dojrzałą kobietą

                              W domu dziecka też nikt nie wierzył
                              Ze jest z poziomkowych lasów
                              Przykrytych poranną mgłą strzelaniny
                              I że jej matka mieszka dziś pod Wrocławiem
                              Gdzie jest marionetką w teatrze pantomimy
                              Dlatego nikt jej tam nie zawiózł

                              Po latach
                              Po powrocie z konkretnej ameryki
                              Pojechała szukać śladów i cudów
                              I już jej więcej nie widziałem
                              • Gość: kunce IP: *.chello.pl 31.12.01, 17:34
                                Nauka mówi do nas ze spokojem:
                                zawód i przygnebienie odczuwamy wszyscy
                                ale jest depresja zwiazana z porą roku
                                za mało światła wokół, a więc przygasamy
                                to problem przede wszystkim kobiet na północy
                                więc Skandynawki zimą częściej z soba kończą.
                                Za mało słońca, dni są takie krótkie,
                                wtedy najlepiej zmykać stąd do ciepłych krajów.
                                Biedniejsi niechaj wkręcą jeszcze 100 żarówek
                                przez pół godziny dziennie sycą się ich światłem,
                                jedza fasolę z chlebem, makaron z lekkim sosem.
                                Pod oknem biurko wstawią i dużo spacerują.
                                Aby odzyskać szybko wigor i animusz
                                Niech cisną precz alkohol i słodkie ciasteczka.

                                To mówi fakultet. A poeta Kaczmarski, co nie jedną depresję przewalczył
                                wie:
                                'Zima dzieli istnienia na czarne i białe,
                                Zimą ciało ogrzejesz tylko innym ciałem,
                                Paleniska buzują, ciemnieją kominy,
                                Gęsim puchem piernaty wabią i pierzyny.(...)
                                - Bo za oknem śnieżyca, chichoty i wycie,
                                Przed którymi na próżno chowamy się w życie.
                                Ten niepokój dopadnie nas zawsze i wszędzie -
                                Pamiętamy, co było
                                Więc wiemy - co będzie.

                                Jeśli stylowy Pan, odrobinę chimeryczny i może nieco zblazowany, z upodobaniem
                                toczący samotne boje, uktywa pod szczelnym pancerzem błyskotliwego intelektu
                                coś na kształt kobiecej wrażliwości, może być smutny między Skandynawkami.
                                • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 02.01.02, 00:00
                                  Najdroższa Kunko,
                                  z radości nie jestem w stanie komentować wydarzeń dzisiejszego dnia. Ograniczam się do suchego
                                  przytoczenia mego postu do Pana Stoika. Ma radość nie ma granic. Czy Twoja też ?
                                  ......................................................................................................................................................................
                                  Re: Do Pana Stoika- dyskusji c.d.
                                  Autor: Gość portalu: EUROMIR
                                  Data: 01-01-2002 23:38
                                  adres: *.cm-upc.chello.se


                                  Miły Panie Stoiku,
                                  list Pański sprawił mi niewątpliwą przyjemność. (Dzieciaki, odesłane już z poddasza, skąd podglądały
                                  ruchy listonosza - do bawialni, gdzie bawią się komputerem).
                                  Cieszy mnie (naturalnie niewymownie - ja też lubię się czasami uśmiechnąć), Pańska niezachwiana
                                  niczym gotowość do kontynuacji naszej rozmowy. Prospekt, przygotowany przez Pana, założeń
                                  wspólnych - przejrzałem na razie pobieżnie i wstępnie stwierdzam, że nie widzę potrzeby wprowadzania
                                  jakichś większych w nim zmian, czy uzupełnień. Te zmiany, które zaproponuję będą miały charakter raczej
                                  kosmetyczny. Zresztą, myślę, że uda mi się ich brudnopis przesłać Panu do jutra. Dziś niestety, chyba nie
                                  zdążę. W domu rwetes i tłum ludzi.
                                  Muszę Panu (z dumą niefałszywą, choć nieco zażenowaną), pochwalić się, że moja narzeczona - Panna
                                  Kunka, nominowała mnie do prestiżowej nagrody Człowieka Roku 2001 Forum By Night) i twierdzi, że mam
                                  całkiem spore szanse. Co naturalne - szybko postanowiłem się Jej zrewanżować i dlatego siedzimy teraz
                                  oboje w domu dyskutując z dwoma xiężmi, gdzie dać na zapowiedzi. Xiądz Mariusz, z mojej parafii
                                  św. Jakuba upiera się, że u niego - przeciwnego zdania jest xiądz Jarosław od św. Eleonory - to parafia
                                  mojej przyszłej żony. Spierają się tak, że ledwo sam słyszę, co piszę - do Pana. A wypiliśmy już dwie omszałe
                                  butelki przedniej nalewki, sporządzonej jeszcze w Prusach Królewskich, przez szanowną Mamcię mojej dumnej
                                  narzeczonej, ale z zażartości dyskusji wnoszę, że trzeba będzie otworzyć już niedługo następną. Jak Pan
                                  widzi, każda radość ma swoich ojców chrzestnych. Ta - aż troje !

                                  Uszczęśliwiony Pańską odpowiedzią i moją nominacją (już sam fakt jej, jest przecie wspaniałym wyróżnieniem),
                                  ściskam Pana serdecznie :

                                  Euromir
                                  ...................................................................................................................................................................................

                                  Całuję Cię namiętnie i w uszko same nieprzystojności szepczę :

                                  Euromir
                                  • Gość: kunce IP: *.chello.pl 03.01.02, 09:39
                                    Najdroższy Euromiłusiu!
                                    Leżę teraz z kompresikiem na mej ślicznej główce i cierpię. Jakiż straszliwy
                                    bół przeszywa me skronie! Ach, gdyby tak czyjeś delikatne, smukłe palce mogły
                                    teraz lekko masować mój kark, muskać szyję, pieszczotliwie rozcierać czoło...
                                    Kompres nie daje mi takiej ulgi i pociechy, ale trudno mi z tego ułomnego
                                    zastępstwa Twych drogich dłoni zrezygnować.
                                    Ach, te nasze zrękowiny! Do dziś nie mogę się otrząsnąć! Cudowny dzień! Co
                                    prawda nie udało nam się ustalić, w którym z kościołów powiemy sobie
                                    sakramentalne "tak", ale pierwsze zapowiedzi wyszły już w obu naszych parafiach
                                    i wszystko jest na najlepszej drodze. Nie zważaj na protesty mojego byłego
                                    narzeczonego - on będzie mnożył trudności i rzucał nam kłody pod nogi, bo chce
                                    mnie ponownie zdobyć. Bądź zatem silny i konsekwentny, i zamykaj uszy na
                                    wszelkie fantastyczne informacje, których celem jest zachwianie Twej wiary we
                                    mnie. Pamietaj Luby - stawką jest szczęście Twego życia czyli ja.
                                    Sam widzisz, jaki mój ex jest zdesperowany. Żeby zasadzić się w dniu zaręczyn
                                    panny pod domem i próbować uczynić 'raptus puellae'! Oczywiście ja z planami
                                    porwania zrękującej czyli mnie, porwania niemal wprost z Twych kolan, nie
                                    miałam nic współnego. To ten romantyczny szaleniec wszystko wymyślił w
                                    tajemnicy i podstępnie starał się zrealizować. Osiodłane konie czekały już pod
                                    bramą, gdy on wywabiał mnie na pożegnalny rzekomo spacer... jak to dobrze, że
                                    czujnie dostrzegłeś, że byłby ten spacer pożegnalny dla Ciebie...
                                    Miły, wierz mi, że prawdziwie wzruszył mnie śliczny pierścionek, który włożyłeś
                                    mi na palec. To nic, że brylancik ma tylko 8 karatów, i tak jestem zachwycona i
                                    wdzięcznym sercem go przyjmuję jako znak miłości twej i wierności. Przecież
                                    życie przed nami, a na kolejne rocznice brylanty będą coraz większe, prawda?
                                    Za to Profesor - on mnie chyba naprawdę lubi. Ta piękna starożytna kamea
                                    chryzotopowa w złocie, która mi ofiarował, warta jest tyle co Rubin Czarnego
                                    Księżyca z korony Elżbiety II. Augusta mało apopleksji nie dostała na ten
                                    widok, ale coż, nie dla niej, kuchty, takie bezcenne cacka. No i Mamcia
                                    sprawiła mi tyle radości dając w prezencie tę stara broszkę po prababuni
                                    (kochance Aleksandra II) z zółtymi brazylijskimi chryzobelami. Teraz wiem, że
                                    wszystko będzie dobrze, bo broszka ta nadzwyczajne szczęście w sercowych
                                    aferach przynosi właścicielkom.
                                    Miły, sam widzisz, z jakim ogromem spraw i wydarzeń muszę sobie radzić. Teraz
                                    będę dzielnie walczyć z mymi przypadłościami (samotna!), a potem praca! praca!
                                    praca! zacznę obmyślać stroje dla druhen.
                                    Całuję marząc o rychłym sam na sam (jak przystało na narzeczonych) - stęskniona
                                    Kunka.
                                    • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 08.01.02, 19:19
                                      III.17 C
                                      "Czy wszystko jest jak należy, jeśli twoich listów nie otrzymałem tak długo ? Być może, nie wydarzyło się nic
                                      niezwykłego, a ty po prostu jesteś mocno czymś zajęty. Albo też, nie jesteś specjalnie zajęty, lecz masz
                                      rzadko, a może i nigdy możliwość by do mnie napisać.
                                      Uwolnij mnie od niepokoju, którego nie zniosę dłużej, tak, uwolnij mnie od lęku, nawet jeśli by to wymagało
                                      śpiesznego posłańca. Dam mu podróżne pieniądze, a nawet dużą gratyfikację, jeśli tylko przyniesie mi
                                      wiadomość, której oczekuję.
                                      Sam czuję się dobrze, jeśli to określenie mogło by być jednoznaczne z życiem w niepokoju i strachu,
                                      w oczekiwaniu - z godziny na godzinę i obawie, że najlepszemu przyjacielowi wydarzyło się to,
                                      co przytrafić się może człowiekowi.
                                      Powodzenia. "

                                      (Z "LISTOW PLINIUSA MŁODSZEGO". Tłum.własne)
                                      • Gość: kunce IP: *.chello.pl 08.01.02, 23:10
                                        Kieruję ten wiersz
                                        (przyjmijmy na razie to słowo)
                                        do trzeciego człowieka, który wczoraj przeciął mi drogę. (...)
                                        Przeczyta moje słowa i nie będzie wiedział,
                                        że piszę teraz z myślą o nim.
                                        W tajemnej przyszłości
                                        mogą być z nas rywale, którzy się szanują,
                                        lub przyjaciele bardzo sobie drodzy.
                                        Zrobiłem coś nieodwołalnego:
                                        powołałem do życia więź z kimś innym.
                                        W tym świecie codziennym,
                                        tak bardzo podobnym do Księgi
                                        z Tysiąca i Jednej Nocy
                                        nie ma czynu, który by nie mógł się przemienić
                                        w operacje magiczną,
                                        wszelki fakt ma szansę stać się pierwszym
                                        w nieskończonym ciągu.
                                        I pytam, czy istnieją cienie,
                                        których by nie rzucały te nieśpieszne wersy.

                                        Jorge Luis Borges - tłum. cudze

                                        • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 09.01.02, 03:59
                                          /.../ "Ale, czy stoją afirmacje w kontrującym przeciwieństwie do negacji, czy też
                                          stoją afirmacje (w kontrującym przeciwieństwie) do afirmacji ?
                                          To miałoby znaczyć, czy zdanie które mówi, że każdy człowiek jest sprawiedliwy,
                                          jest (w kontrującym przeciwieństwie), do zdania, (które mówi) - żaden człowiek nie jest
                                          sprawiedliwy, lub też "każdy człowiek jest sprawiedliwy", jest (w kontrującym przeciwieństwie)
                                          do "każdy człowiek jest niesprawiedliwy"? (Albo), na przykład :"Kallias jest sprawiedliwy -
                                          Kallias nie jest sprawiedliwy - Kallias jest niesprawiedliwy", które określenia z powyższych
                                          są w kontrującym przeciwieństwie ?
                                          Ponieważ, jeśli przedmioty, które należą do mowy, towarzyszą przedmiotom, które należą do myśli
                                          i jeśli "kontrujące przeciwieństwo" pojmowania na póżniejszym (poziomie), jest tym, które (potwierdza)
                                          kontrujące przeciwieństwo / na przykład sad pojmowanie), że każdy człowiek jest sprawiedliwy (stoi
                                          w kontrującym przeciwieństwie) do (pojmowania), że każdy człowiek jest niesprawiedliwy /, zatem
                                          istnieje potrzeba aby odnieść się podobnie również w stosunku do afirmacji czynionych w mowie.
                                          Lecz jeśli na (poziomie mentalnym), nie to pojmowanie, które (potwierdza) kontrujące przeciwieństwo
                                          jest kontrą przeciwną, to jest tak również z afirmacją, która stoi w kontrującym przeciwieństwie do afirmacji,
                                          bez wspomnianej negacji.
                                          A więc powinniśmy zbadać - jakiego rodzaju fałszywe pojmowanie stoi w kontrującym przeciwieństwie
                                          do prawdziwego pojmowania, czy to jest to ( pojmowanie), które oznacza jego negację, czy też jest to
                                          pojmowanie, że wypadkiem jest kontrujące przeciwieństwo /.../

                                          Jak widzisz Kunko Najsłodsza,
                                          siedzę sobie tak ( na bosaka ) i z nudów, od niechcenia tłumaczę Arystotelesa (De Interpretatione), gdyż nic
                                          bardziej nie uspakaja, aniżeli odrobina pracy umysłowej, (strasznie się męczyłem nad powyższym fragmentem).
                                          A musiałem się zmęczyć po Twoim Borgesie i fochach Profesora. (Wyobraż sobie kazał mi lecieć,
                                          w środku nocy, po truskawki, śmietanę /słodką/ i szampana). Bo Mu sią zachciało... Jak jakaś panna
                                          w ciąży.
                                          Zastanowił mnie Twój wybór z Borgesa...Początkowo sądziłem, że przypadek Ci pomógł, lecz po
                                          zastanowieniu stwierdzam - Masz kapitalne wyczucie, intuicję...I jak Cię tu nie kochać !

                                          Twój :

                                          Euromir
                                          • Gość: kunce IP: *.chello.pl 16.01.02, 00:11
                                            Euromirze Najdroższy!
                                            Najpierw dobre nowiny: jutro mam ostatnią miarę sukni. Wszystko udaje się
                                            znakomicie. Suknia będzie taka, że się po prostu w niej zakochasz. Martwi mnie
                                            jedno: do tej pory nie odwiedziłeś krawca. Pamiętaj, że pierwszą miarę udało
                                            się z Ciebie zdjąć niemal podstępem, podczas wizyty u rękawicznika, gdzie ten
                                            miły krawiec wyjątkowo dokładnie Cię obmierzył. Ale przecież nie sposób uszyć
                                            ubrania do figury bez choćby jeszcze jednej przymiarki. I kapelusznik! Twoją
                                            uwagę, że do ślubu pójdziesz w cylindrze, który zwykle wkładasz do czarnego
                                            żakietu wybierając się na wyścigi, uznałam za żart. Ale mało śmieszny. Po
                                            drodze odwiedź jeszcze szewca. Tempus fugit!
                                            A teraz o sprawach mniej przyjemnych, a nawet zupełnie okropnych. Euromirze
                                            Drogi, osoba, którą podobno przydzieliłeś mi jako damę do towarzystwa pod
                                            nieobecność Mamci, to prawdziwy potwór! Ogranicza mnie i kontroluje na każdym
                                            kroku, tak że ledwie mogę się skupić na wyprawie. Grzebała w mojej bieliźniarce
                                            i pozabierała mi wszystkie stringi i bardotki, podrzucająć jakieś ogromne
                                            bawełniane majtasy sięgające za pępek. Podmieniła moje jedwabne nocne koszulki
                                            na ramiączkach (pamiętasz, w Nicei miałam tę w anemony? a może zresztą nie Ty
                                            ją widziałeś), w zamian dając wielkie barchanowe koszule do ziemi, z rękawami,
                                            zapinane pod szyję. Nie mogę sama wychodzić. Gdy zaproponowałam, że będzie
                                            towarzyszył mi mój były narzeczony (dżentelmen w każdym calu) poszczuła go
                                            psami. Kiedyś w nocy miałam ochotę wyjść oknem do ogrodu (ot, taki dziewczęcy
                                            figiel), a on tam akurat, zupełnie przypadkiem, przechodził, to postawiła na
                                            nogi cały dom, a następnego dnia miałam w oknie kratę. Zabrała mi wszystkie
                                            książki. Na moim biurku leżą tylko: Ćwierciakiewiczowej "365 obiadów za 5 zł".
                                            rocznik "Bluszcza" z 1894 oraz listy Heloizy i Abelarda. Odbiera mi
                                            podwieczorek, jeśli nie wykuję na pamięć wskazanego fragmentu. Na dzisiej mam
                                            taki:
                                            "Bo pomyśl tylko: jak długo pozostawaliśmy ze soba w stosunkach zakazanej, albo
                                            pozwól, że nazwę rzecz po imieniu i bliżej prawdy - w stosunkach grzesznej
                                            miłości, tak długo oszczędzała nas sprawiedliwość Boga. Z chwilą jednak,
                                            kiedyśmy uświęcili nieprawne związki i grzeszną miłość przekształciliśmy w
                                            prawowite małżeństwo, karząca ręka Pańska ciężko zawisła w gniewie nad nami. I
                                            nie chciał się zgodzić na uświęconą miłośc Ten, kto tak długo był pobłażliwy
                                            dla grzesznej".
                                            Miły, czy chociaż nie mogłabym czytać listów Heloizy napisanych w okresie nie
                                            uświęconego związku, przed wykastrowaniem Abelarda? To wydaje się stosowniejszą
                                            lekturą dla panienki przygotowującej się do miodowego miesiąca. A przedwczoraj
                                            przyniosła tylko 1 kartke z "Pani Bovary" z zaznaczonym fragmentem:
                                            "Mój Boże, i po cóż wyszłam za mąż? Zastanawiała się, czy dzięki jakiemuś
                                            zbiegowi okoliczności nie mogła była spotkać innego człowieka, i usiłowała
                                            wyobrazić sobie, jakie by mogły być te niedoszłe zdarzenia, to inne życie, ten
                                            mąż,którego nie znała. (...) Ale jej życie było zimne jak poddasze, którego
                                            okienko wychodzi na północ. I nuda - milczący pająk - snuła w mroku nić we
                                            wszystkich zakątkach jej serca".
                                            Euro, zaczynam nabierać podejrzeń, że ta osoba nie jest fanką naszego mariażu.
                                            Czy to na pewno Ty, Luby, przysłałeś mi takiego strasznego cerbera? Mówiłeś co
                                            prawda o pewnym ograniczeniu mej wolności - ale sądziłam, że chodzi o
                                            skierowanie wartkiego strumienia mych myśli w kierunku doktoratu. A to, co
                                            teraz doświadczam od tej - rzekomo - siostry Augusty to nie ograniczenie, ale
                                            tejże wolności amputacja!
                                            Ukochany, przybądź szybko. Mój rycerzu ratuj. Przy okazji załatw sprawy z
                                            krawcem i kapelusznikiem. I szewcem. By w końcu utulić swą przerażona Kunkę.
                                            Całuję jak przerażona Kunka.
                                            • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 17.01.02, 04:32
                                              Kuneczko -Radosny Mój Poranku,
                                              post Twój otrzymałem. Pokrótce, acz wyczerpująco odpowiadam na postawione pytania.
                                              1.Krawca nie odwiedziłem. Z tej prostej przyczyny, że coraz bardziej zastanawiam się nad celowością
                                              przeprowadzenia tego całego przedsięwziącia jakim miałby być nasz stały, usankcjonowany przez Boga
                                              i ludzi związek. Piszą mi tu ...różni tam - żeś rozwódka ! A ten z garbatym nosem podobno odwiedzał Cię
                                              środowej nocy.(Jak widzisz moja droga interesująco ćwierkają wróble na moim dachu). Dlatego krawca nie
                                              odwiedzałem i nie zamierzam, póki mi się nie wytłumaczysz.
                                              1a.W razie czego mogę zawsze pożyczyć frak od Profesora, wczoraj mi proponował, leży na mnie prawie jak
                                              ulał. Trzeba będzie tylko przyfastrygować podszewkę, gdyż nieco wytarta, no i podwinąć rękawy, gdyż sama
                                              wiesz jak długie ręce ma nasz Profesor. Frak jeszcze porządny, a i pomyśl, ile on to już obiadów noblowskich
                                              widział. Natomiast lakierki - muszą być koniecznie nowe. Wiesz jak małe stopy ma Profesor. Sprawiłem sobie
                                              już odpowiednią parę z myślą o naszym ślubie. Są od Harrodsa. Czerwone i pięknie błyszczą.Kupiłem cztery lata
                                              temu, gdy byliśmy przejazdem w Londynie. Akurat mieli duże przeceny, no i kolor mi się spodobał. Swietnie będą
                                              korespondować z gustowną karminową muchą w granatowe kropy, którą dostałem w spadku po wuju
                                              Eustachym. Ilokroć ją założę - zawsze mi Go przypomina.
                                              Co mnie martwi.
                                              Jak wiesz, Moja Droga,do fraka nie można wystąpić z zegarkiem na rękę. Musi być kieszonkowy. Mój - też po
                                              wuju Eustachym - nie działa. Profesorski skradziony w Moskwie. Więc mam kłopot. Chyba, że Ty go rozwiążesz.
                                              Otóż upatrzyłem już sobie piękną cebulę Jaeger - Le - Coultre, nr. katalogowy 226.027.2 Nazywa się Atmos
                                              Marqueterie, jest prześliczny, aczkolwiek nie tani. Porządny męski zegar. Po ślubie można go trzymać na
                                              etażerce, gdyż z powodzeniem zastępuje zegar kominkowy. Wierz mi, to dzieło sztuki.Jak pamiętasz do tej pory
                                              nie rozmawialiśmy - ani o moich prezentach ślubnych, ani o wianie...
                                              2.Co to są bardotki ? Stringi znam, gdyż Profesor ma ich całą kolekcję, ale bardotki...
                                              3.Barchanowe majtki i koszule to w warunkach obecnej zimy rzecz nieodzowna. Dlatego nie myśl, że siostra
                                              Augusty - Rudolfina narzuca Ci tylko swoją wolę. O, co to, to nie. Nigdy bym na to nie zezwolił. Wykonuje ona
                                              bardzo dokładnie moje polecenia i powoli,drobiazgowo wprowadzi Cię w tajniki kunsztu pod tytułem : jak być
                                              dobrą żoną Euromira.
                                              4.Lektury, które otrzymujesz, też są z mojego smaku i wyboru. Zważ, iż w "Bluszczu", z reguły na przedostatniej
                                              stronie znajdziesz zawsze bardzo ciekawe przepisy kulinarne. Zdarzają się też czasami wyborne, przesyłane
                                              przez szlachcianki litewskie, starodawne receptury nalewek, na które - jak wiesz - jestem tak łasy.
                                              5.Czas spędzony z Rudolfiną nie będzie czasem utraconym. Dużo możesz się od niej nauczyć. A nade wszystko
                                              pobyt w towarzystwie żeńskim pozwoli Ci - sądzę - hmm, uwrażliwić się na rozkosze, które Cię oczekują,
                                              gdy się zjawię. I z tym większą mocą bądziesz przeżywać nasze tulenia i pocałunki, a ja nie bądę musiał bez
                                              potrzeby widocznej, tracić czasu na jakieś bzdurne zabawy wstępne...

                                              Bądż dobrej myśli Luba, całuję Cię wszetecznie a namiętnie.
                                              (Wykaż siłę woli i trwaj dzielnie na posterunku przedmałżeńskim) :

                                              Euromir
                                              • Gość: kunce IP: *.chello.pl 20.01.02, 12:21
                                                Luby, Miły, Ukochany, Najsłodszy,
                                                już od wczoraj wybieram się, by opisać Ci dokumentnie wszystkie zmiany, jakie u
                                                nas zaszły, ale gdy tylko myśl swą ku Tobie kieruję, to taka egzaltacja mnie
                                                ogarnia, że słów w zdanie złożyć nie mogę. Dziś jednak całą siłę woli zebrałam,
                                                by czym prędzej pisać do Serca Mego Jedynej Pociechy.
                                                Co do stroju Euro, to choć oblubieńca przy mym boku widziałam w klasycznym
                                                ślubnym fraku, godzę się na wszystkie Twoje propozycje, bo i czasu już nie ma,
                                                by coś nowego wymyślić. Ale nic to: ja jestem przy Tobie i nie dopuszczę, byś
                                                kiedykolwiek zrobił z siebie głupca. Dzięki mnie mieć będziesz opinię oryginała
                                                i prekursora nowego stylu, nawet wtedy, gdy zrobisz coś skandalicznego czy
                                                bezmyślnego.
                                                Posłuchaj zatem: w tegorocznej kolekcji Vivienne Westwood proponuje
                                                mężczyznom... czerwone buty, tak więc te Twoje, już nieco wiekowe lakierki (ale
                                                nie noszone) zaprezentujemy jako awangardę. Podobnie frak profesorski i
                                                rzeczoną muchę skomponuję tak, by wyglądały na wysmakowany underground -
                                                będziesz zatem bez koszuli. Od struża pożyczyłam stary melonik i pociągnęłam go
                                                czerwoną farbą olejną - efekt piorunujacy! Naprawdę, będziesz tak niezykle cool
                                                panem młodym, że już wiodące pismo kobiece zamówiło sobie sesję zdjęciową, bo
                                                chce lansować nową ślubną modę. Naturalnie, aby iść z duchem czasu
                                                zmodyfikowałam i ja nieco moja suknię: usunęłam z przodu koronkę oraz dekolt
                                                kazałam tak pogłębić, by widać było połowę sutków (czy już kojarzysz, co to
                                                jest bardotka? to ten rodzaj staniczka, jaki szczególnie lubiłeś, bo pozwalał
                                                Ci dostrze odrobiną różowych szczytów piersi. Czemu zatem Rudolina
                                                skonfiskowała mi Twa ulubiona bielizne). Jak widzisz, na każdym kroku liczę się
                                                z Twoimi upodobaniami, Mój Zdobywco.
                                                Ale, ale... zapomniałam na poczatku wyjaśnić, skąd u nas takie zmiany. Otóż
                                                Rudolfina, ta nieszczęna kobieta, spadła ze schodów. I to tak pechowo, że ma
                                                obie ręce na temblaku: prawa złamana, lewa wywichnieta w barku. Widzę, ile jest
                                                prawdy w twierdzeniu, że cierpienie uszlachetnia. Rudolfina w oczach przechodzi
                                                metamorfozę. Na przykład kiedy prowadzę ja do toalety i odpinam dziesiatki
                                                sprzączek przy jej gorsecie, ona z wdzięczności mówi mi wszystko, łacznie z
                                                numerem konta! A na poczatku był taka skryta i nieuprzejma. Ale nie od razu tak
                                                się zmieniła: pierwszego dnia po wypadku ostrym głosem domagała się
                                                zaprowadzenia do toalety, ale po kwadransie zaczęła petraktować, a po
                                                dwudziestu minutach, już na sedesie, płacząc ze szczęścia przyrzekała mi
                                                dozgonną przyjaźń i wprowadziła we wszystkie sekrety rodzinne. Spędzamy dużo
                                                czsu na plotkach: gdy ją karmię, poję, kłade do łóżka, usta jej się nie
                                                zamykają. Opowiedziała mi ze szczegółami historię Twego zwiazku z Lili i Marlen
                                                (czekam na wyjaśnienia), wyjawiła sztuczki, jakich użyła Augusta by omotać
                                                Profesora, powiedziała, gdzie stoi sejf i jaki jest do niego szyf oraz podała
                                                hasła dostepu do obu Twoich kont bankowych. Dlatego, Miły, śpieszę donieść, że
                                                wymarzony przez Ciebie zegarek Atoms Marqueterie jest juz w drodze i dostaniesz
                                                go ode mnie w dniu ślubu. Pieniędzy starczyło jeszcze na prezent dla mnie od
                                                Ciebie: wiesz jak lubię stylowe drobiazgi, dlatego wybrałam sobie Rolls-Royce z
                                                1911 roku "Spirit of Ecstasy" - trudno o praktyczniejszy prezent przed podróżą
                                                poślubną (zawsze chciałeś praktycznej małżonki), a i nazwa wozu zdaje mi się
                                                niezwykle stosowna dla młodożeńców. Pieniędzy z drugiego twego (naszego?) konta
                                                nie ruszałam (no, prawie) dokonałam tylko zmiany hasła.
                                                Mój Drogi, wprost nie mogę uwierzyć, jak wszystko dobrze się układa między
                                                nami. Jestem tak zajęta domowym szczęściem, ze chwilami zapominam o doktoracie,
                                                a przecież nauka, w nie mniejszym stopniu niz domowe ognisko, jest moim
                                                powołaniem.
                                                Kochany, o tym, że jestem rozwóką, to plotki. Przede wszystkim: mam
                                                unieważnienie. Sąd konsystorski stwierdził, że ślub był obarczony błędem, a
                                                zatem go nie było. Podobnie jak dwóch lat pożycia. Mam to na papierze ze
                                                stosownymi pieczęciami.
                                                Raduj sie zatem myślą, ze Twa narzeczona panną jest, i to gwarantowaną na
                                                piśmie. Co do pogardzanej przez Ciebie Euromirze gry wstępnej myślę, że zdołamy
                                                porozumieć się w tej sprawie. Możliwy jest consensus... lub zastepstwo.
                                                Stęskniona Twych ramion w równym stopniu jak bioder, całuję niewinnie,
                                                Twoja Panna (jeszcze przez parę dni, Szczęściarzu) Kunka.
                                                • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 22.01.02, 04:52
                                                  Drogi Mój Przyjacielu,
                                                  dziś będzie nostalgicznie, gdyż wróciłem właśnie do domu z wódki, na której byłem z Sławomirem hrabią
                                                  Dzieduszyckim, ostatnim potomkiem linii ołdakowskiej... Spotkaliśmy się w restauracji o cudacznej nazwie
                                                  "Obsceniczna Stokrota", w zachodniej (tej lepszej) części Wschodniej Dzielnicy, w pobliżu skrzyżowania
                                                  Lermontowa i Sybillegatan, na tym odcinku Raszyńskiej (czy już wiesz, gdzie to), który wyznaczają ulice
                                                  Dantyszka i Reya, po stronie będącej w opozycji do ich (w Raszyńską) wylotu. Ta mała knajpa dzielnie
                                                  sąsiaduje z barem sushi, którego nazwy nie pamiętam, ale tak charakterystycznego poprzez swe usytuowanie
                                                  pomiędzy atlasami podtrzymującymi - jak na Krakowskim front budynku biblioteki - wydawałoby się cały secesyjny
                                                  ten gmach.
                                                  Mocarni - jak wspomniane atlasy - zamaszyście zajęliśmy miejsca przy (na początek) barze. Wówczas, jeszcze
                                                  widoczne ślady przeszłej piękności lica Sławomira - odkryłem - dziś lekko zamglone opuchlizna, będąca
                                                  wynikiem zmęczenia i nadużywania (od lat) alkoholu. Swiat się zmienia (nawet twarz Sławomira nabiera
                                                  szlachetnej patyny), ale nie mego przyjaciela światowe maniery. Rozparty przy barze, ten lew najlepszych
                                                  salonów, już faktem brawurowego, klasowego entre, zainteresował natychmiast dwu kelnerów i barmana, tak,
                                                  że jak frygi (flugi) zwijali się w ukropie : rozwieszania, powierzonych im przez nas nonszalancko wierzchnich
                                                  okryć,/ w postaci dwu pelis i tużurka z bobrowym kołnierzem, (Sławomir był w bamboszach, gdyż przyjechał
                                                  prosto z domu taksówką)/, napełniania lodem killera, mrożenia kieliszków do wódki, degażowania portwainu,
                                                  szejkowania dry martini, przedkładania pod nasze nosy meny, przypalania nam papierosów, proponowania -
                                                  siedzących pod ścianą - wymyślnych usług zblazowanych, hotelowych prostytutek i wielu innych czynności ,
                                                  których nie mam siły albo odwagi opisać.
                                                  Sławomir wrócił (był) wczoraj z Polski, z Krakowa. Toteż praktycznie cały wieczór spędziłem słuchając
                                                  wspomnień jego tam pobytu. Oczywiście nic ciekawego. Jak zawsze znudzony słuchałem opowieści o
                                                  balangach, ubawach i zwidach alkoholowych (niejednokroć poprzednio przeze mnie krytykowanych) - Ty
                                                  Kunko najlepiej wiesz jaki mam stosunek do życia i czego życzę, a czego nie, moim przyjaciołom. Choć przyznam
                                                  się, że gdy wspomniał o jakimś podkrakowskim party śmietanki ( tej przecie byłej stolicy naszego kraju), poczułem
                                                  lekką zazdrość, zwłaszcza kiedy zmysłowo wypinając usta (Sławomir ma małą, lubieżną przerwę pomiędzy
                                                  siekaczami) wspominał dekadenckie uciechy, którym oddawało się towarzystwo. Dla mnie - pomyślałem - taki
                                                  styl życia jest już passe, ja z niego wyrosłem, wydoroślałem. Chwilowe zczepienia się z przygodnymi, małoletnimi
                                                  , nawet jeśli atrakcyjnymi partnerkami (z których ani one , ani ja nic wiącej nie wyniosą),( poza być może zemstą
                                                  Wenery),(czemu zawsze kojarzę, tę piękną boginkę z Wernyhorą, a nie na przykład z młodym Werterem ?), nie
                                                  powinny stanowić, ani celu, ani wymarzonej radości, szczególnie od chwili kiedy Ciebie poznałem.
                                                  (Moje skojarzenia / Wenera, Wernyhora,Werter (młody) / -spotkały się z miażdżącą krytyką Sławomira. Nazwał
                                                  je prostackimi przywołując (pięknoduch) jednowiersz : "Matador, torreador, pikador -Teodor".


                                                  A propos twojego listu i zawartych tam konstatacji :
                                                  1.Porcelany westwoodzkiej - nie kupuj. Nie przemawia do mnie jej koszarowa estetyka !
                                                  2.U stróża proszę - nie zapożyczaj się.
                                                  3.Rudolfiny nie torturuj, przecie nie jesteś małą dziewczynką, skorą do obrywania muchom skrzydeł.
                                                  4.Bardotek odkrywających ponętnie różowe szczyty piersi - zabraniam.
                                                  5.Drugiego, ostatniego konta - zaklinam nie ruszaj. Co bądzie ,gdy Profesor zorientuje się, że czeka Go
                                                  niezamożna starość ?
                                                  6.Myśl o Twoim doktoracie, gdyż plotkami o Twoich kochankach - nie przejmuję się.
                                                  7."Zastępstwo", w wiadomej sprawie dopuszczam, o ile zezwolisz mi na zachowanie pozycji uważnego
                                                  obserwatora.

                                                  Twój kochajęcy (nie inaczej) :

                                                  Euromir
                                                  • Gość: kunce IP: *.chello.pl 24.01.02, 22:00
                                                    Drogi Towarzyszu Życia Mego Reszty,
                                                    wielki dzień się zbliża, a ja sama pośpiesznie i z mozołem dopinam wszystko na
                                                    ostatni guzik. Proszę, znajdź chwilę czasu i rzuć łasawie okiem na notatki
                                                    dotyczące wesela. Wszelkie Twoje uwagi będą mi bardzo cenne, ba! wiesz, że
                                                    Twoje sugestie traktuję jak rozkazy. Aż nadziwić się nie mogę, skąd we mnie
                                                    takie pokłady uległości? i jak wydobyć je zdołałeś, Mój Czarodzieju?
                                                    Ale ad rem: weselisko i ślub polskie być miały, ale sama ceremonia została
                                                    nieco zmodyfikowana przez kosmopolityczny i awangardowy strój. Jednak dom
                                                    weselny i uczta bardziej będą w narodowej tradycji osadzone. Oto moje
                                                    propozycje.
                                                    Lista gości:
                                                    - krewni i przyjaciele: Żabusia, Pan Tadeusz, Hrabina Cosel, Ksiądz Gwardian,
                                                    Diogenes w kontuszu, Panna Guzdralska, Doktor Murek, Dziewice konsystorskie,
                                                    Tumor Mózgowicz, Matka Joanna od Aniołów, Generał Barcz
                                                    ponadto (z rekomendacji Rudolfiny): Niemcy, Kolumbowie rocznik 20, Panna
                                                    Maliczewska, Pan Burmistrz z Pipidówki, Cham, Ludzie bezdomni i Janko Muzykant
                                                    - stół: Kwiaty polskie, Medaliony, Skumbrie w tomacie, Opium w rosole, Grube
                                                    ryby, Kaczka-dziwaczka czyli to, co Zostało z uczty bogów
                                                    - atrakcje: Bal w operze, Siłaczka, Głosy w ciemności, Tańczący jastrząb,
                                                    Śmierć liberała, Nowy taniec la-ba-da oraz Pożegnanie z Marią (Twoje) lub
                                                    Powrót Taty (mego).
                                                    - prezenty: Kamienne tablice, Niebieskie kartki - Stare i Nowe, Czerwony pas,
                                                    Lalka, Sennik współczesny, Wąsy i peruka - Trzy po trzy, Fortepian Szopena,
                                                    Kamizelka i ewentualnie Katarynka
                                                    - podróż poślubna - motto: "w Polsce czyli nigdzie" do wyboru: Dom nad łąkami,
                                                    Podróż do Ciemnogrodu, Wielki Świat Capowic, a na końcu Figliki (i, do wyboru:
                                                    Nienasycenie lub Życie seksualne dzikich).
                                                    Drogi, śpieszę donieść, że Rudolfina - tak jak sobie życzyłeś - cieszy się
                                                    pełną swobodą i coraz lepszym zdrowiem, w niczym jej nie ograniczam. Ona sama
                                                    jednak zaczęła mnie unikać. Nie mam teraz czasu, by wyjaśnić jej dziwne
                                                    zachowanie.
                                                    Bielizny, której zakazałeś, nie noszę (a wierz mi, że nie przychodzi mi to
                                                    łatwo), z drugiego konta nie wzięłam już ani grosza (sama nie rozumiem,
                                                    dlaczego) i we wszystkim jestem Ci powolna. Resztą zajmie się Mamcia.
                                                    Wyjaśnicie też sobie Państwo spokojnie zapisy umowy przedślubnej, którą Drogi
                                                    Euromirze podpisałeś w dniu zrękowin, gdy nasi duszpasterze poszli już do domu,
                                                    a opróżniona piąta omszała butla nalewki Mamci wtoczyła się pod kanapę, na
                                                    której ległeś. Może nie pamiętasz wszystkich faktów, ale Twój podpis na
                                                    dokumencie, złożony w obecności notariusza, wszystkich nas przekonał, jak
                                                    bardzo zaangażowany jesteś w związek. Pana notariusza, bardziej chyba niż
                                                    podpis złożony pod tym wielce korzystnym dla mnie zapisem utwierdziła w
                                                    mniemaniu o Twej silnej ku mnie skłonności tyrada, jaka wygłosiłeś na temat
                                                    sekretnych zakamarków mego ciała. Nigdy nie widziałam takich pąsów, jakie
                                                    wystąpiły na licu tego mężczyzny, i jakie odtąd pojawiają się, ilekroć mnie
                                                    widzi. Ostatnio, wyobraź sobie, w kącuku cukierni, gdzie natknęłam się na
                                                    niego, wysłuchać musiałam opowieści o nieudanym jego pożyciu (żona go nie
                                                    rozumie, wcale ze soba nie śpią), przy czym natarczywie dopytywał się, czy na
                                                    pewno gotowa jestem Cię poślubić, i czy zdania aby nie zmienię. Ach, te nalewki
                                                    Mamci, potrafia czynić cuda.
                                                    Na posterunku przemałżeńskim trwam, o czym z właściwą płci nadobnej uległością
                                                    donoszę.
                                                    Całuje (czy wolno?) Twoja, wdrożona do posłuszeństwa P.K.
                                                  • Gość: EUROMIR IP: *.man.polbox.pl 20.09.02, 02:55
                                                    Najukochańsza (ze wszystkich) Kunko (poniekąd) moja,
                                                    żle ze mną!
                                                    I nie znaczy to, iż miski (lub kielicha) się domagam.
                                                    Powiedziałbym raczej - miłości, ktorej w chojności natury swojej w nadmiarze
                                                    nigdy mnie nie obdarzyłaś.
                                                    Oczywiście tego, co mówię nie przyjmuj jako szturchańca, ani wyrzutu
                                                    charakterystycznego licom, (czołom głównie) naszej małoletniej, pryszczatej
                                                    młodzieży.
                                                    Telefon - ukradli.
                                                    Nrumerku Twego - u mienia niet.
                                                    Zaliczki - Profesor zdecydowanie żadnej - udzielić nie chce.

                                                    Praszczaj, ljuba maja...

                                                    Euromir
                                                  • Gość: krzys52 IP: *.proxy.aol.com 20.09.02, 04:04
                                                    ...w koncu, albowiem dotad nie mialem pojecia istnieniu tego watka. A rypla
                                                    sie, gdyz - mowiac o sekretnych zakamarkach swego ciala - wyjawila nieopatrznie
                                                    Kunce, ze jest Kangurem (dla zmylki Kunka zwanym przez Ciebie).
                                                    Czy posiadasz takze obywatelstwo australijskie, Euromirze?
                                                    ..
                                                    Zyczliwie
                                                    K.P.
    • Gość: doku IP: *.mofnet.gov.pl 20.09.02, 10:56
      Identyfikacja europejska to uznawanie duchowego, kulturowego i przede wszystkim
      cywilizacyjnego przywództwa Holendrów.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.