IDENTYFIKACJA EUROPEJSKA Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Dzisiej w nocy siedzieliśmy z Profesorem dyskutując długo fenomen DEFINICJI
    IDENTYFIKACJI EUROPEJSKIEJ - a że w trakcie rozmowy wypiliśmy dwie butelki
    podłej amerykńskiej, syntetycznej whisky, więc położyłem się póżno i zmęczony.
    W nocy koszmary mnie nawiedziły. Sniło mi się, że są różne kryteria tego co
    nazywamy europejskością. W śnie (czy też marze) pojawił mi się, na czarno
    ubrany Urzędnik i machając mi plikiem papierów przed nosem powiedział:
    - Aparat Unii Europejskiej już dawno temu zdecydował się, że IDENTYFIKACJA
    EUROPEJSKA TO WSPOLNOTA WYZNAWANYCH WARTOSCI.
    - Wartości wspólnie wyznawanych można oczywiście znależć całą masę -
    pomyślałem. Lecz, które z nich są typowo i specyficznie europejskie?
    Inaczej mówiąc, które to podstawowe wartości wyznawane są i akceptowane
    powszechnie, gdzie indziej a dla Europejczyka byłyby obce?
    Dla Europejczyków historia, religia i kultura są punktami wspólnymi ale -
    jak to powiedział wczoraj mój ulubiony Profesor, tylko dlatego, że cytuję:
    - APROBATA ISTNIENIA WSCHODNIEJ (SZTUCZNEJ) KONTYNENTALNEJ GRANICY EUROPY
    JEST WARUNKIEM JEJ EGZYSTENCJI.Gdyby jej nie było Europa mogłaby obejmować
    Sr.Wschód, Chiny, Indie, Syberię, Mongolię itd. Można by było oczywiście to
    rozumowanie odwrócić i powiedzieć, że Azja jako kontynent mogłaby obejmować
    Europę.
    - Kto i kiedy ustalił wschodnię granicę Europy? - denerwował się Profesor
    (który też przyszedł do mojego snu).
    -Czy tylko europejskimi wartościami są demokracja, respekt dla praw człowieka,
    ekonomia rynkowa, sekularyzacja? - dodałem
    -A co się stanie jeśli Mongolia, Irak, Turcja, Izrael, Maroko, Gruzja itp.
    stwierdzą któregoś dnia, że podzielają "wartości europejskie" i odrzucą
    sztuczną przecież, umowną granicę w Euroazji?
    - Tu jest pies pogrzebany! Na razie musimy odpowiedzieć na zaistniałe pytania.

    Tym sposobem otrzymałem od Profesora nowe zadanie. Może ktoż z Państwa chciałby
    mi w tym pomóc? Zapraszam:

    Euromir
    • Gość: kunce IP: *.chello.pl 06.12.01, 00:58
      Euromirze, pióro Twe lekkie tworzy eseiki piękne w formie i ciekawe w treści.
      Ty i profesor tworzycie tandem tak nawzajem się inspirujący, jak ongiś
      cybergeniusze Trurl i Klapaucjusz. Cóż jednak z tego, skoro na szerszym forum
      nie staje dyskutantów (dyskutantów, nie dyskutantom, co podkreślam, by uniknąć
      pomówień o kobiecy szowinizm).
      Nie zrażaj się jednak. Pisz. Ja wszystko przeczytam.
      • Gość: euromir IP: *.cm-upc.chello.se 06.12.01, 03:27
        Droga Pani Kunce,
        (jak wnoszę z żeńskiej końcówki nicku i zabawnego oksymoronu).
        Naturalnie zrobiła mi Pani wielką przyjemność odnosząc się do poruszonego
        przeze mnie,(obecnie też niesłychanie aktualnego), tematu IDENTYFIKACJI
        EUROPEJSKIEJ. Szkoda tylko, że nie miała Pani czasu, aby dotknąć na nieco
        dłużej, tego tak ostatnio pasjonującego Profesora zagadnienia. Wiem, wiem, gdy
        piszę tytuł używając wielkich liter - to wygląda tak nudnie! Niezachęcająco.
        Ale, proszę mi wierzyć - jest to temat w którym można się naprawdę rozsmakować.
        Profesor Mirosław Leopold hrabia Rodziewicz stoi mi za plecami, gdy to piszę
        i podpowiada, przypomina, przeszkadza jednym słowem, skoro zwracam się sam na
        sam do Pani.
        - Powiedz koniecznie Pani Kunce, żeby raczyła podać więcej informacji
        o wspomnianych marginalnie geniuszach: Trurlu i Klapancjuszu - jestem
        zaintrygowany. Czy Klapancjusz przypadkiem nie jest etruskim autochtonem
        opisanym przez Owidiusza w jego Historii Cesarstwa Rzymskiego? I proś na kawę!
        - Nie zapomnij też tajemniczo wspomnieć o przygotowanej przez nas misternie
        wolcie, którą to wykonamy, gdy uda się do dyskusji o IDENTYFIKACJI EUROPEJSKIEJ
        kogo wciągnąć - nawet na siłę - tak mi staruch, krzyczy nad uchem, krowy i psy
        ryczą ujadając,dzieci płaczą, Augusta pierze (robi to zawsze kiedy ma gości),
        harmider okropny...
        A my już tak bardzo przyzwyczajeni do ciszy w eterze...
        Apropos tych, co to do dyskusji nie staje. Cierpliwość jest cnotą a oni
        nieodrodnymi synami naszego Narodu. Braćmi naszymi mniejszymi, na podobieństwo
        przecież nasze skonstruowani.
        Profesor prosi abym nie wspominał Pani, że wyczuł (jest bardzo wrażliwy),
        w Pani poście delikatny zapach ironii. Prosi o więcej. Działa to na niego
        niczym sex na de Sada, kij na Masocha i onania na małpy. Jednym słowem twórczo
        i intelektualnie go Pani stymuluje.
        Jak się Pani zapewne orientuje Profesor jest specjalistą w dziedzinie
        przenikania się kultur (nie mylić z komparatystyką kultur!). Piszemy obecnie
        (jak Pani pamięta jestem jego komputerem), drobiazg liryczny, rozprawkę
        na temat "Sarmackie zawieruszenie historyczne po spotkaniu z Lachami".
        Jest to studium porówanwcze i nie sądzę aby był powód dla tego bym Panią
        męczył tym bardzo specjalistycznym zagadnieniem. Zresztą Profesor już
        długopisy, papier, whisky i małosolne postawił na stole. Niestety obowiązki
        wzywają. Musimy się zabrać do pracy. Noc zapada szybko. Przestaniemy, gdy
        pierwszy kur zapieje.

        Zaszczycony kontaktem, kłania się:

        PROFESOR
        i(euromir)
        • Gość: kunce IP: *.chello.pl 06.12.01, 09:34
          Ach, Euromirze, po Twoim liście to cała jestem taka... no, że już nie wiem,
          jaka. Coś we mnie chciałoby, i coś we mnie boi się (bo osobowiść mam bogatą i
          złożoną). I ten profesor! On mnie wprost przytłacza. Bo gdzie mnie, prostemu
          magistrowi, do jego rozległych jak galaktyki horyzontów. Kudy mnie, z pałkami
          zwykłymi, do jego pałek hrabiowskich! I gdzie mnie do profesorskich
          małosolnych, jak ja nawet dobrych ogórków na mizerię nie mam! O doloż
          dziewczyńska...

          A teraz, Przyjacielu, biorąc pod uwagę zażyłość, jaka się między nami
          wytworzyła, pozwól, ze zapytam wprost: czy zechciałbyś, Drogi Euro (pozwolisz
          tak spieszczać Twe urocze imię?)wysondować delikatnie, jakie miałabym szanse na
          doktorat z przenikania się kultur? W tej chwili na przykład prowadzę
          interesujący eksperymant badając przenkanie się nadal żywej kultury bakterii
          jogurtu z coraz żywszą kulturą pleśni (zidentyfikowanej wstepnie jako wczesne
          stadium kulturalnego rozwoju dorodnego kropidlaka). Pragnę skupić się
          szczególnie na kulturze duchowej nowego bytu badając, w jakim stopniu będzie
          ona efektem przemieszania, a w jakim dominacji. Moje samotne poszukiwania
          naukowe nie są łatwe, a profesor byłby mi najlepszym motorem pro- i kontra. Ja
          ze swej strony chętnie będę go stymulować korzystając z bogactwa technik
          zarówno iluzorycznych, jak i realnych.

          Dla Ciebie z ciepłym uściskiem,
          dla profesora z należnymi wyrazami
          kreślę się
          k.
          • Gość: siedem IP: *.tgory.pik-net.pl 06.12.01, 09:41
            "precz z gangreną profesorów i archeologów"
            z a g a d k a
            7,00


            Gość portalu: kunce napisał(a):

            > Ach, Euromirze, po Twoim liście to cała jestem taka... no, że już nie wiem,
            > jaka. Coś we mnie chciałoby, i coś we mnie boi się (bo osobowiść mam bogatą i
            > złożoną). I ten profesor! On mnie wprost przytłacza. Bo gdzie mnie, prostemu
            > magistrowi, do jego rozległych jak galaktyki horyzontów. Kudy mnie, z pałkami
            > zwykłymi, do jego pałek hrabiowskich! I gdzie mnie do profesorskich
            > małosolnych, jak ja nawet dobrych ogórków na mizerię nie mam! O doloż
            > dziewczyńska...
            >
            > A teraz, Przyjacielu, biorąc pod uwagę zażyłość, jaka się między nami
            > wytworzyła, pozwól, ze zapytam wprost: czy zechciałbyś, Drogi Euro (pozwolisz
            > tak spieszczać Twe urocze imię?)wysondować delikatnie, jakie miałabym szanse na
            >
            > doktorat z przenikania się kultur? W tej chwili na przykład prowadzę
            > interesujący eksperymant badając przenkanie się nadal żywej kultury bakterii
            > jogurtu z coraz żywszą kulturą pleśni (zidentyfikowanej wstepnie jako wczesne
            > stadium kulturalnego rozwoju dorodnego kropidlaka). Pragnę skupić się
            > szczególnie na kulturze duchowej nowego bytu badając, w jakim stopniu będzie
            > ona efektem przemieszania, a w jakim dominacji. Moje samotne poszukiwania
            > naukowe nie są łatwe, a profesor byłby mi najlepszym motorem pro- i kontra. Ja
            > ze swej strony chętnie będę go stymulować korzystając z bogactwa technik
            > zarówno iluzorycznych, jak i realnych.
            >
            > Dla Ciebie z ciepłym uściskiem,
            > dla profesora z należnymi wyrazami
            > kreślę się
            > k.

            • Gość: Myszka IP: 10.129.131.* 06.12.01, 13:39
              Po zamachu terrorystycznym we wrzesniu myślenie nasze o IDENTYFIKACJI
              EUROPEJSKIEJ pewnie sie zmieni,ale wydaje mi się,że definicja była inna tzn. ja
              inaczej ją określałam. Termin ten oznaczał TOLERANCJĘ dla wyznawanych różnych
              wartości.Pozdrawiam.
              • Gość: euromir IP: *.cm-upc.chello.se 06.12.01, 16:44
                Miła Pani Myszko,
                uradowała Pani niezmiernie Profesora, będąc Pierwszą Osobą, która podjęła
                merytoryczny wątek dyskusji. Stąd ten post najpierw do Pani. Profesor ma
                nadzieję, że nie zasmuci tym sposobem Pani Kunce i Pana Siedem, choć
                chronologicznie należy im się Pierszeństwo w uzyskaniu odpowiedzi. Zapewniam
                jednocześnie, że (jeszcze dzisiaj) otrzymacie Państwo i Wy co Wam należne.
                (- Banalne to być może, lecz całe życie musimy uczyć się pokory).
                Do rzeczy samej.
                Miła Pani Myszko, sądzę, że akurat zamach terrorystyczny z września tego roku
                nie jest w żaden sposób istotny dla przedmiotu naszych rozważań. Identyfikacja
                europejska była rześko dyskutowana już dużo wcześniej a nasza rozmowa jest
                trochę post factum ( co nie znaczy bezcelowa). UE realnie istnieje i ma już
                nawet swoją (ciekawą?) historię.
                Supozycja Pani, iż podstawą definicji identyfikacji europejskiej powinna być
                "tolerancja dla wyznawanych różnych wartości" nieco kuleje, gdyż jest to
                płaszczyzna i zbyt uboga i zbyt szeroka jednocześnie.
                Cóż miałoby znaczyć proponowane przez Panią twierdzenie? Określałoby wszystko
                czym identyfikacja nie jest zamiast zbierać (jak do wspólnego worka) cechy
                europejczykom wspólne. I w tym sensie Pani propozycja jest nietrafna.
                Jak mówiłem wcześniej wspólna europejczykom jest n.p. religia. Praktycznie
                wszystkie państwa z wyjątkiem Albanii i zachodniej Turcji są chrześcijańskie.
                Nawet jeśli większość europejczyków nie jest praktykująca to nasze myślenie
                jest przesycone chrześcijaństwem. Prawodawstwo, normy współżycia, język
                są spadkiem pochrześcijańskim. Karol Wielki uważał, że Europa rozprzestrzenia
                się tak daleko jak daleko sięga chrześcijaństwo...
                W naszych czasach chrześcijańskimi jest wiele państw pozaeuropejskich nie
                można zatem powiedzieć, że chrześcijaństwo jest wartością unikalnie europejską.
                Mówiliśmy już o geografii i religii jako wspólnych (lecz nie w wyłącznych)
                cechach identyfikacji europejskiej. A jest jeszcze przecież historia. Lecz o
                niej innym razem. Teraz muszę pojechać po papierosy (wszystko kupujemy w
                supermarkecie, na przedmieściach Puerto la Cruz). Na dodatek Augusta (konkubina
                profesorska) awanturuje się, że tak wiele nowych Pań pojawiło się w naszym
                życiu. Więc nerwy uspokoić muszę, pewnie piwem i wódką z robakami (kupując
                papierosy). Profesor nakazał mi też przygotować konspekt postu do Pani Kunki.
                (Chciałby dobrze wypaść - a dla mnie dodatkowa robota!).

                Pozdrawiam - zawsze życzliwy:

                Euromir
                • Gość: Myszka IP: 10.129.131.* 06.12.01, 18:21
                  Hiacyncie czy to Ty?Pzdr.
                • Gość: Karp IP: 159.107.90.* 06.12.01, 18:47
                  Gość portalu: euromir napisał(a):

                  > Miła Pani Myszko,
                  > uradowała Pani niezmiernie Profesora, będąc Pierwszą Osobą, która podjęła
                  > merytoryczny wątek dyskusji. Stąd ten post najpierw do Pani. Profesor ma
                  > nadzieję, że nie zasmuci tym sposobem Pani Kunce i Pana Siedem, choć
                  > chronologicznie należy im się Pierszeństwo w uzyskaniu odpowiedzi. Zapewniam
                  > jednocześnie, że (jeszcze dzisiaj) otrzymacie Państwo i Wy co Wam należne.
                  > (- Banalne to być może, lecz całe życie musimy uczyć się pokory).
                  > Do rzeczy samej.
                  > Miła Pani Myszko, sądzę, że akurat zamach terrorystyczny z września tego roku
                  > nie jest w żaden sposób istotny dla przedmiotu naszych rozważań. Identyfikacja
                  > europejska była rześko dyskutowana już dużo wcześniej a nasza rozmowa jest
                  > trochę post factum ( co nie znaczy bezcelowa). UE realnie istnieje i ma już
                  > nawet swoją (ciekawą?) historię.
                  > Supozycja Pani, iż podstawą definicji identyfikacji europejskiej powinna być
                  > "tolerancja dla wyznawanych różnych wartości" nieco kuleje, gdyż jest to
                  > płaszczyzna i zbyt uboga i zbyt szeroka jednocześnie.
                  > Cóż miałoby znaczyć proponowane przez Panią twierdzenie? Określałoby wszystko
                  > czym identyfikacja nie jest zamiast zbierać (jak do wspólnego worka) cechy
                  > europejczykom wspólne. I w tym sensie Pani propozycja jest nietrafna.
                  > Jak mówiłem wcześniej wspólna europejczykom jest n.p. religia. Praktycznie
                  > wszystkie państwa z wyjątkiem Albanii i zachodniej Turcji są chrześcijańskie.
                  > Nawet jeśli większość europejczyków nie jest praktykująca to nasze myślenie
                  > jest przesycone chrześcijaństwem. Prawodawstwo, normy współżycia, język
                  > są spadkiem pochrześcijańskim. Karol Wielki uważał, że Europa rozprzestrzenia
                  > się tak daleko jak daleko sięga chrześcijaństwo...
                  > W naszych czasach chrześcijańskimi jest wiele państw pozaeuropejskich nie
                  > można zatem powiedzieć, że chrześcijaństwo jest wartością unikalnie europejską.
                  > Mówiliśmy już o geografii i religii jako wspólnych (lecz nie w wyłącznych)
                  > cechach identyfikacji europejskiej. A jest jeszcze przecież historia. Lecz o
                  > niej innym razem. Teraz muszę pojechać po papierosy (wszystko kupujemy w
                  > supermarkecie, na przedmieściach Puerto la Cruz). Na dodatek Augusta (konkubina
                  > profesorska) awanturuje się, że tak wiele nowych Pań pojawiło się w naszym
                  > życiu. Więc nerwy uspokoić muszę, pewnie piwem i wódką z robakami (kupując
                  > papierosy). Profesor nakazał mi też przygotować konspekt postu do Pani Kunki.
                  > (Chciałby dobrze wypaść - a dla mnie dodatkowa robota!).
                  >
                  > Pozdrawiam - zawsze życzliwy:
                  >
                  > Euromir

                  Jeśli wierzyć antropologom to Europejczycy mają przeważnie białą skórę oraz
                  umiarkowaną wielkość przyrodzenia. Czy przedstawiciele innych nauk mają do
                  przekazania równie cenną wiedzę ?

          • Gość: euromir IP: *.cm-upc.chello.se 06.12.01, 22:14
            Miłe Dziewczę - Panno Kunko,
            dzięki za obszerny, (dla mnie zawsze za mało), post. Zgrabny i jak zwykle
            z wdziękiem naturalnym pisany. Profesor i ja wiemy już (co za paskudne
            charaktery), iż rzadko kreuje się tu Panna na Forum. Wczesnym rankiem,
            (gdym jeszcze słodko spał), surowy głos profesorski przywołał mnie do porządku.
            - Pobudka! - krzyczał - do wyszukarki marsz, dorobek postowy Panny Kunki
            sprawdzisz Euromirze. Zagotowałem się cały. A to nicpoń! Szpieg jeden. Pannę
            Kunkę pod lupę swą obrzydliwą, profesorską bierze. Przecież Panna Kunka to nie
            Pan Ogórek (nie uwłaczając nikomu). (Pana Ogórka też pod lupę swą brał).
            Nie było gadania. I musisz mi Panno wybaczyć. Nie odważyłem się ryzykować,
            (myślę już o naszej wspólnej przyszłości). Zrobiłem co kazał.Boję się Go! Za
            odmowę wykonania rozkazu obcina pensję o połowę, bez litości. Podłym i ja!
            A wyszukarka?
            To wspaniałe mechaniczne urządzenie, po wystukaniu nicku, którym się Panno
            posługujesz - oszukało (wiem to na pewno).
            Rezultat poszukiwania: "NA KUNCU KORYTARZA 78%, ZAMEK KSIAZAT POMORSKICH"
            Odetchnąłem z ulgą. Nie pozna panieńskich tajemnic i alkowy. A chciał już
            mój bezczelny Profesor kreślić Panny psychologiczną sylwetkę.Jak rabusia
            jakiegoś potraktował.
            Zauważył chyba, po niewczasie, moją bulwersację, gdyż przymilać się zaczął.
            Lecz odtrąciłem. Skusiłem się raz - na parę sznapsów do obiadu.
            Apropos doktoratu.
            Rozmawialiśmy przy obiedzie( gdy się przymilał). Zreferowałem Mu dokładnie
            Panny dorobek naukowy i jeszcze pozbawiony wyniku eksperyment - "przenikanie
            żywej kultury bakterii jogurtu z coraz żywszą kuturą pleśni". Zapewniałem też,
            iż obecnie chciałaby Panna skupić się na "kulturze duchowej nowego bytu".
            Wspomniałem też, iż szuka Panna pomocy i opieki fachowego mentora.
            Zamyślił się. Widziałem,że walczy z uprzedzeniami. Na koniec, nie komunikując
            żadnej decyzji, zaproponował abym Go wychłostał, (mamy taki zwyczaj przebywając
            w krajach o podwyższonej średniej temperatur), nahajką sporządzoną tym razem
            z młodych pędów kaktusa i jelit piżmowca./Chłosta zastępuje pobyt w bani,
            saunie, bastu - do których to pobytów Profesor jest przyzwyczajony z racji
            pochodzenia,(Kałmuckaja obłast, Smorgonskij rejon).
            Po ceremonii chłosty (na schodach werandy, prawie poza domem), wymownie milcząc
            rozwieszaliśmy bieliznę (po praniu Augusty została). Słońce zachodził, dzień
            zbliżał się, ku nieuchronnemu końcowi. Wówczas mój ulubiony Profesor poprosił,
            żebym Mu czytał na głos wybrane fragmenty z jego epokkowej
            pracy "Rozprawiczanie Kniaziów Ruskich". Dla kontemplacji i ochłody umysłu,
            tak się wyraził. Wiedziałem co to znaczy - dziś odpowiedzi nie będzie.
            Wyrażnie chce się Pannie bliżej przyjrzeć.
            Muszę już kończyć, Augusta kury maca, krowy nie wydojone a Profesor jeszcze
            krzyczy, że w krokieta by partię zagrał.

            Moje uściski(z należytam dystansem) - dla Pani Kunko,
            Profesor, (nieco speszony) każe się kłaniać.

            Zawsze życzliwi:

            Euromir i PROFESOR

            PS
            Prodzę wyglądać następnego postu jeszcze wieczorem. Będzie naturalnie
            traktować o szeroko rozumianym fenomenie identyfikacji europejskiej.
    • Gość: doku IP: *.mofnet.gov.pl 06.12.01, 17:02
      Europa zaczęła sie w Holandii, kiedy wolni ludzie pokonali Państwo i Kościół.
      Europa to rozszerzający się fragment świata, gdzie wolność jest ważniejsza niż
      posłuszeństwo, gdzie człowiek jest ważniejszy niż bóg, rodzina jest ważniejsza
      niż ojczyzna, a dzieci są największym skarbem.
      • Gość: Scan IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 06.12.01, 17:23
        Mądrze piszesz Doku, choć jest jeszcze jeden mały problem, że w tej europejskości
        niektórzy pogubili głowy (celowo czy chorobliwie to inna rzecz, choć one (te
        głowy) najważniejsze),robiąc zakupy w różnych hipermarketach - od czego ten
        zawrót też, a miedzy zawrotami głów a pisaniem elaboratów o spotkaniach Lachów,
        popijając podłą whisky podczas gdy Augusta (Frania) pierze - a Drakula nie chce
        się do gardła przypiąć - myślą,że są oryginalni. Długie zdanie uFF.Theatrum?
        Czytajmy między wierszami, choć lepiej z twarzy zawsze to robić.
        Ciekawe to wszystko.
        Dzięki.
        Scan

        Gość portalu: doku napisał(a):

        > Europa zaczęła sie w Holandii, kiedy wolni ludzie pokonali Państwo i Kościół.
        > Europa to rozszerzający się fragment świata, gdzie wolność jest ważniejsza niż
        > posłuszeństwo, gdzie człowiek jest ważniejszy niż bóg, rodzina jest ważniejsza
        > niż ojczyzna, a dzieci są największym skarbem.

    • Gość: orange IP: *.sieradz.cvx.ppp.tpnet.pl 06.12.01, 17:09

      To bardzo dobre pytanie, Profesorze.
      Pozwolę sobie napomknąć o roli kultur antycznych, greckiej filozofii i rzymskim
      porządku prawnym; prawdą jest, że w tym momencie zboczymy również ku
      Bizancjum, co dla przeciętnego euroentuzjasty może jawić się jako herezja, ale
      nie utrzymujmy wszystkiego w ujęciu li tylko geograficznym.
      Wytrych „tolerancja” jest dla mnie nie do przyjęcia, wolałbym mówić o
      akceptacji, cóż – takie czasy.

      • Gość: euromir IP: *.cm-upc.chello.se 06.12.01, 19:32
        Szanowny Panie Orange,
        jest Pan wyjątkowo nieuważnym czytelnikiem, skoro przypisuje mi Pan brak,
        w obszarze opisu cech składających się na identyfikację europejskę - historii.
        W poście do Pani Myszki wyrażnie o tym mówię. Stwierdziłem, że nie mam
        papierosów ale po powrocie poruszę i ten kawał ugoru. (Cieszę się, że rozpoczął
        Pan pracę przede mną wskazując nieomylnie na rolę kultur antycznych, greckiej
        filozofii, rzymskiego porządku prawnego).Czy sądził Pan, że nie wrócę?
        Jednak Pańska niecierpliwość spowodowała, że nie zdążyłem się odprężyć, wypić
        spokojnie zimnego piwa,
        (w starym samochodzie Profesora nie ma klimatyzacji), ani ulubionego kieliszka
        wódki, tak potrzebnego mi o tej porze, gdyż nic tak nie pobudza wrodzonej
        inteligencji jak odrobina alkoholu, przed wizytą w domu rozrywki publicznej.
        Pojęcie tolerancji i wynikające stąd implikacje chciałbym pomieścić w
        wspomnianym już uprzednio
        dziale
        historii.

        Zawsze życzliwy:

        Euromir
        .....
        .........................................................................



        PanieScan,
        jeśli chodzi o Augustę. To zacna kobieta i cały czas pierze w pralce, którą
        kiedyś podarował jej Profesor. Pralka faktycznie nazywa się Frania. Skąd Pan to
        wszystko wie?
        Pańska spostrzegawcza uwaga dotycząca pisania (przez kreślącego się poniżej)
        długich zdań byłaby właściwa i rozsądna wówczas, gdyby owe zdania nie trzymały
        się tzw kupy. Aby zmniejszyć objętość mogę,(naturalnie jeśli Pan wyrazi zgodę,
        nie zostawiać odstępów między słowami /-Tylko czy wówczas,
        pyta Profesor, uzyska się efekt skrótu myślowego?/).(Patrz nagłówek).
        Ocenę oryginalności mojego stylu pisania muszę (siłą rzeczy) pozostawić
        Pańskiej ocenie.

        Pozdrawiam:

        Euromir

        ..............................................................................

        Miły Panie Doku,
        pisze Pan, że "/.../Europa zaczęła się w Holandii/.../". Gratuluję
        niezainteresowania wcześniejszą histoirią naszego kontynentu i naturalnie
        obrazoburczości.
        Gdy pisze Pan, że "/.../Europa to rozszerzająca się część świata/.../
        - przyklaskuję. Nie brak Panu intuicji. W tym kirunku BEDZIE MUSIALA
        rozwinąć się dyskusja.

        Zawsze życzliwy i przyjazny:

        Euromir
    • Gość: JDEU IP: *.cm-upc.chello.se 06.12.01, 17:19
      JDEU ?
      • Gość: euromir IP: *.cm-upc.chello.se 06.12.01, 18:06
        Szanowny Panie JIDEU,
        stanowczo proszę Pana o niepsucie i zaśmiecanie mi wątku swoimi peudo-
        abstrakcyjnymi grafikami. To sabotaż. Sprawę tę traktuję śmiertelnie poważnie.
        Skoro nie ma Pan nic do powiedzenia - proszę wyjść i nie wracać.

        Mimo wszystko życzliwy dla świata i ludzi:

        Euromir
        • Gość: DrFränd IP: *.cm-upc.chello.se 06.12.01, 18:20
          Gość portalu: euromir napisał(a):

          > Szanowny Panie JIDEU,
          > stanowczo proszę Pana o niepsucie i zaśmiecanie mi wątku swoimi peudo-
          > abstrakcyjnymi grafikami. To sabotaż. Sprawę tę traktuję śmiertelnie poważnie.
          > Skoro nie ma Pan nic do powiedzenia - proszę wyjść i nie wracać.
          >
          > Mimo wszystko życzliwy dla świata i ludzi:
          >
          > Euromir

          TO ja MIRSKI nie POZNAJESZ DOktorKA!!!_?_!!!
      • Gość: idEU IP: *.cm-upc.chello.se 06.12.01, 18:14
        Gość portalu: JDEU napisał(a):

        > JDEU ?

        iD eu iDeu ?
    • Pierwsze istotne pytanie: kto finansował te występki alkoholowe? Znając
      profesurę (poza wyjątkowymi dyscyplinami) to zwykle nie śmierdzą (tu
      przepraszam za kolokwializm) groszem. Rozumiem, że ten zaszczyt finansowy
      przypadł Tobie. OK. Tak więc masz już do przodu u swego profesora przy obronie
      doktoratu lub ewent. kolokwium hablitacyjnym. Musisz jednak zważyć, że
      profesorowie często zmieniają swoje zdanie zależnie od stanu emocjonalnego i
      występnych publikacji konkurentów. Zwykle dobrze jest spoić prof. obmawiając
      doszczętnie konkurencję.
      W środowisku naukowym popularna jest powiedzenie, że jeden profesor o drugim
      myśli, że jest głupi; i co ciekawe, obydwaj mają rację. Często jednak po
      wzmożonych wysiłkach alkoholowych są w stanie uzgodnić zbieżne stanowisko, co
      jednak znika po wytrzeźwieniu.

      Drugie istotne pytanie: czym jest IDENTYFIKACJA EUROPEJSKA? Ano niczym,
      jedynie pobożnym życzeniem, aby za tą nazwą kryło się cokolwiek. Nazwa ta jest
      desygnatem niczego bliżej nie dającego się określić. Jest zgrabnym terminem,
      pod który można podstawić, co się chce i jak się chce (a po alkoholu tym
      bardziej). Naukowcy i politycy mają tę ciekawą zdolność, że potrafią wymyślać
      różne terminy ad hoc.

      Dla mnie osobiście IDENTYFIKACJA EUROPEJSKA jest określeniem tendencji
      globalizacyjnych na mniejszą skalę niż światowa, jednak nie można wykluczyć, iż
      apetyt wzrośnie na Azję czy Bliski Wschód. Po pewnym czasie nazwy odrywają się
      od ich pierwotnego znaczenia (np. miednica, czyli miedziana niecka, nie musi
      być miedziana; ktoś może powiedzieć, że może ten termin dotyczyć nie tylko
      niecki, ale wrażenia o niej, tu części człowieka). Nie można więc wykluczyć, że
      IDENTYFIKACJA EUROPEJSKA będzie w ciągu kilku następnych lat odnosiła się do
      czegoś zupełnie innego. Dla jednego ta identyfikacja może odnosić się do swobód
      obywatelskich, a dla innych do postawy oddania papieżowi (prymas: taką Europę
      oddaną Bogu chcemy i taką mieć będziemy). IDENTYFIKACJA EUROPEJSKA jest więc
      zlepkiem wielu różnych (często sprzecznych) poglądów i dążeń.

      Wniosek prosty: nie ma czegoś takiego, jak jednoznacznie zdefiniowany termin
      IDENTYFIKACJA EUROPEJSKA. Na Forum możemy jednak próbować podstawiać różne
      zakresy znaczeniowe pod tę nazwę; jednak nim to uczynimy, zastanówmy się, jaki
      jest nasz cel.
      • Gość: Myszka IP: 10.129.131.* 06.12.01, 21:51
        Definicja jest po to,aby zakreślić ramy.A ja chcę wiedzieć czy się w nich
        zmieszczę.Pzdr.
        • Gość: euromir IP: *.cm-upc.chello.se 06.12.01, 22:37

          Miła Pani Myszko,
          a czy ma Pani jakieś wątpliwości. A jeśli tak, to jakie? (Czyżby wyprzedziła
          mnie zła moja sława?)
          Nie daliśmy się (przede wszystkim) dyskusji tu naszej rozwinąć. Nie znamy
          jeszcze jej rezultatu. Więc nie powiedziane też jest, że "zidentyfikowani" będą
          się mieli z czego cieszyć. Tego rodzaju ambicja mogłaby być tedy chorą
          (lub niechcianą) co najmniej ambicją.

          Pozdrawiam Panią i proszę o udział w rozmowie (bez uprzedzeń).
          Profesor też się kłania (machając skarpetą z oddali - rozwiesza bieliznę, co ją
          Augusta właśnie wyprała).

          Na zawsze życzliwy:

          Euromir
        • Gość portalu: Myszka napisał(a):

          > Definicja jest po to,aby zakreślić ramy.A ja chcę wiedzieć czy się w nich
          > zmieszczę.Pzdr.

          Naiwne - bo statyczne - rozumienie definicji. Ty sama się zmieniasz, otoczenie
          dookoła Ciebie się zmienia, to i definicja pewnych zdarzeć, zjawisk, zachowań,
          przedmiotów, rzeczy itd itp musi się zmieniać.

          A tak na marginesie: czujesz się Europejką (Europejczykiem)?
          • Gość: euromir IP: *.cm-upc.chello.se 07.12.01, 00:25
            Szanowna Publiczności,
            czy można mówić o historii Europy? Oczywiście, dużo się zdarzyło wewnątrz
            granic (w tym jednej sztucznej)naszego kontynentu, lecz zbyt często zdarzenia
            historyczne były tak splecione z wydarzeniami w innych częściach świata, że
            czyni to opis tej historii płynnym i trudnym do rozgraniczeń. Europejczycy
            wspólnie przeszli doświadczenie wojen, renesansu,polityki, rozwoju, wymiany
            ideii,chrześcijaństwa , kolonializmu , nacjonalizmu, zimnej wojny. Tym niemniej,
            wydaje się, rozsądniej jest mówić o historii celtów, etrusków, anglosasów,
            wikingów, Związku Sowieckiego, historii Francji, Hiszpanii, Polski, historii
            rewolucji francuskiej, wojnie trzydziestoletniej, historii industrializacji
            czy historii Grecji a póżniej państwa Rzymskiego i twierdzić, że doświadczenie
            stąd otrzymane jest historią Europy. Nie byłoby też bądem twierdzenie, że
            historia Europy rozpoczyna się dopiero wtedy, gdy Europa zaczyna działać jako
            polityczna jedność. W dalszym ciągu rozwarstwiona kulturowo (różne języki,
            państwa, religie - katolicyzm, kościół ortodoksyjny, islam, protestantyzm,
            różnice w mentalnościach i kulturze politycznej). Ale też ze wspólnym podłożem
            chrześcijaństwa, filozofii antycznej Grecji, tradycją humanizmu, tradycją
            prawa, wspólnymi indoeuropejskimi i grecko-łacińskimi słowami w słowniku.
            Jeśli więc mówimy o identyfikacji europejskiej to, czy nie jest to proces ,
            który się dopiero zaczyna?

            Pozdrawiam:

            Euromir
          • Gość: Myszka IP: 10.129.131.* 07.12.01, 08:59
            Czuję się Polką,bo w Polsce się urodziłam i jeśli ktoś mnie pyta za granicą
            skąd jesteś, to mówię z Polski.Papież Polak w Watykanie zbliża nas do Europy i
            możemy się tym szczycić.
            Jeśli jestem za granicą to tak do końca nie czuję się Europejką,bo wiem,że nie
            darzą nas zaufaniem na dzień dobry.Dopiero jak przyjedzie do mnie ktoś z
            Europy,czy Ameryki,czy nawet z Japonii i mogę go ugościć , rozmawiać to wtedy
            tak,to czuję się Europejką.
            I jeszcze w rozmowach porównujących Europę i Amerykę.
      • Gość: doku IP: *.mofnet.gov.pl 07.12.01, 10:13
        dybuk napisał(a):

        > ... nie ma czegoś takiego, jak jednoznacznie zdefiniowany termin
        > IDENTYFIKACJA EUROPEJSKA.

        Przepraszam że się powtarzam, ale co mi tam, oto definicja

        wolność ważniejsza niż posłuszeństwo, obywatel ważniejszy niż państwo, człowiek
        ważniejszy niż bóg, rodzina ważniejsza niż ojczyzna, a dzieci są największym
        skarbem.

        • Gość: Myszka IP: 10.129.131.* 07.12.01, 11:20
          To tak ma być,czy tak gdzieś jest?Pzdr.
          • Gość: doku IP: *.mofnet.gov.pl 07.12.01, 12:12
            Gość portalu: Myszka napisał(a):

            > To tak ma być,czy tak gdzieś jest?Pzdr.

            W jakim sensie "jest"? Czy pytasz o to jaki procent "Europejczyków" podpisałoby
            się pod taką definicją? (Nie wiem) Czy pytasz o to, czy zacytowałem z jakiegoś
            znanego tekstu? (Nie) Czy pytasz o coś innego?

        • Gość: Myszka IP: 10.129.131.* 07.12.01, 15:53
          Rozumiem, że definicja jest oryginalna,ale lepiej niech Hiacynt ją
          skomentuje.Pzdr.
        • Szanowny Panie Doku,
          proszę nabrać perspektywy.
          Pańskie ustawiczne mylenie pojęć wyprowadziło z równowagi nawet Profesora. Czym innym jest
          apoteoza anarchii, jako jednej z wielu ideii utopijnych a czym innym próba zdefiniowania czegoś tak
          przyziemnego jak identyfikacja europejska. Idee niesprawdzone, nie wcielone w życie, (no może
          oprócz, krótkiego doświadczenia hiszpańskiego) odnoszą się do równie niesprawdzalnej przyszłości.
          Natomiast problematyka identyfikacji europejskiej jest zaczepiona realnie w kulturze, geografii a nade
          wszystko w historii. Używając jako instrumentu logiki powinniśmy z tego monolitycznego gruntu umieć
          wyciągnąć wnioski.

          Pozdrowienia:

          Euromir

          i
          • Miła panno Kunko,
            proszę się nie obrażać, bo nie ma powodu. To wreszcie Panna była nietaktowna, kto to widział po okresie tak
            krótkiej zażyłości proponować Profesorowi pisanie u niego doktoratu. Poza wszystkim, przecież nie odmówił!
            Więc skąd te dąsy?
            Profesor prosi aby napisała Panna porządny post, najchętniej na temat id.europejskiej (lub dowolny)
            i przestała się gniewać.
            Chodzi ostatnio smutny i osowiały. Ja wiem przez Kogo taki smutny. Więc po chrześcijańsku proszę
            odpuścić.
            Co do mnie miewam się dobrze, choć żle sypiam po nocach. A jak już zasnę to w snach Pannę widuję.
            Różne rzeczy (i ludzi) tam widuję. Ale o tym będzie w poczcie wieczornej.

            Stęsknieni:

            Euromir z Profesorem
            • Szanowna Publiczności,
              bardzo rzadko (bo to politycznie niepoprawne) wspomina się o tym, że Europę - powszechna świadomość
              wiąże z rasą ludzi białych. Jest to przekonanie zakorzenione w nas wszystkich. Chociaż często staramy się mu
              przeczyć z łatwo zrozumiałych powodów: kolonializm, rasistowski handel niewolnikami ,podbój i
              wykorzystywanie ludów pozaeuropejskich. Dla wielu uczciwych ludzi sama świadomość, że mieliby
              identyfikować kogokolwiek na podstawie właściwości fizycznych jest niesmaczna i wprost niebezpieczna dla
              ludzkości (doświadczenie faszyzmu).
              Lecz mimo to faktem jest, iż zarówno Europejczycy i nieeuropejczycy kojarzą Europę z rasą ludzi białych.
              Przetestujmy się sami. Zamknijmy oczy i wyobrażmy sobie Hindusa lub Chińczyka. I najprawdopodobniej każdy z
              nas zobaczy - ciemnoskórą osobę w turbanie a obok faceta ze skośnymi oczyma.
              Wyobrażmy sobie teraz Europejczyka - i kogo zobaczymy - najprawdopodobniej osobę o jasnej skórze.
              Oczywiście są ciemnoskórzy Europejczycy i białoskórzy Afrykanie dlatego identyfikacja na podstawie wyglądu
              zewnętrznego, koloru skóry czy innych cech zewnętrznych może być nieudana i prowadzić do przesądów i
              konfliktów rasowych.
              (A teraz muszę skoczyć po papierosy dla Profesora). Za chwilę: cdn
              • Gość: euromir IP: *.cm-upc.chello.se 07.12.01, 20:00
                Szanowna Publiczności,
                będę kontynuował teraz mój wykładzik a do spraw / (bardzo ważnych),dotyczą przecie przenikania się kultur-
                piszą o tym w swych postach Pani Myszka i (niedokładnie) Panna Kunka /, odniosę się (jeśli pozwolicie Państwo)
                w osobnym wystąpieniu (też publicznym) .
                Do rzeczy:
                naturalnym jest, że między "białym" a "kolorowym" istnieje obszar "szary", tak jak i w kulturze, gdzie też
                (co już wiemy), istniejeją "szare strefy". Granice Europy - sądzi się, (a myślę głównie o tej skonstruowanej
                sztucznie - wschodniej), nieprzypadkowo pokrywają się z" ojczyzną" białych, "od czasów kamienia łupanego
                i prehistorii).
                Nikt nie wie kto i kiedy wyznaczył wschodnią granicę Europy, możemy się jedynie domyślać. że były to osoby
                (osoba) myślące w kategoriach jak wyżej.Natomiast na pewno nie jest dziełem przypadku, że podział kontynentu
                euroazjatyckiego dokonał się zgodnie z regułami "białego" myślenia. Jako rezultat widocznych cech
                zewnętrznych, cech rasowych. Ta dzisiaj - wydaje się - prosta obserwacja, w XVIII i XIX wieku wywoływała
                jednak sporo dyskusji.
                Wielu ówczesnych Europejczyków traktowało bowiem Rosjan kulturowo jako Azjatów i to nastawienie
                zmieniło się ostatecznie dopiero całkiem niedawno.
                Azjaci natomiast - Chińczycy, Hindusi; Afganowie zawsze uważali Rosjan za Europejczyków, stąd nie jest takie
                pewne, czy ojca wschodniej granicy Europy nie należałoby szukać w Azji.
                Naturalnie ocena Rosjan przez Azjatów też ograniczała się do oceny ich wyglądu zewnętrznego, zupełnie nie
                biorąc pod uwagę przynależności kulturowej.
                W zwięzku z tym co powiedziałem - bez względu na to, czy nam się to podoba czy nie - właściwości wyglądu
                zewnętrznego i kolor skóry pozostają w dalszym ciągu ważnym czynnikiem identyfikacji ( w tym naturalnie
                i europejskiej).
                Czuję się obecnie zmęczony i znudzony wykładem - a co mam robić - widząc tak kompletny brak zainteresowania
                z Waszej strony. Czy Państwo sądzicie, że ja tak do końca jestem pewien ( no może przekonany jestem)
                tego co z katedry mojej głoszę? Sądzicie, że odrobina dyskusji twórczej (w celu wyprodukowania adrenaliny
                choćby), by się nie przydała? Bęcwały jesteście! Ot, co jesteście! (Z wyłączeniem naturalnie miłej Pani
                Myszki i Panny Kunki). Cieszę się, że Pan Orange sprawia wrażenie zasłuchanego. Ale czy on myśli?
                Nie, tego nie wiem i pewno nigdy wiedzieć nie będę. Może to i dobrze.
                A teraz Euromirze idziemy. Na wódkę. Przejdziemy się po mieście.Zażyjemy spaceru. (Alkohol - musisz
                wiedzieć, świetnym jest lekarstwem na stres i rozmaite frasunki).
                - A Państwu radzę przerobić materiał. I pisać. I pisać. Pytać! Odpowiem chętnie. Za darmo. W czynie
                społecznym. Byście pusto w głowach nie mieli . To wszystko dla Was. Dla Was!.
                A może osły jseteście?

                cdn





            • Gość: kunce IP: *.chello.pl 07.12.01, 17:58
              Cóż, Euromirze, zabolało mnie, że profesor się waha. Czemu, ach, czemu?
              Podejrzewam, że nie dość entuzjastycznie mówiłeś mu o mnie. A przecież jaka
              niewyobrażalna kopalnia tematów znajduje się w mojej lodówce! Założyłam bowiem,
              że tak jak to drzewiej bywało na naszym kontynencie, tak i w mojej chłodziarce
              najbardziej intensywna wymiana kulturalna, a więc odbywająca się w sferze
              obyczajowej, przemieszczać się będzie z zachodu na wschód. Punktem odniesienia
              stała się dla mnie zapoczatkowana w XV wieku wędrówka kiły i syfilisu. Włosi
              zwali ją chorobą hiszpańską, my i Niemcy - francuską, a Rosjanie - polską. Tak
              wiec dana nacja, nadając chorobie nazwę kraju, zwykle sąsiadujacego,
              wskazywała, z której strony docierał do niej swoisty kulturkampf, i z
              obyczajowości którego kraju - że się tak wyrażę - czerpała pełnymi garciami.
              Podobnie w mojej lodówce. Wysoko rozwinięta pleśń z jogurciku czyni zakusy na
              nie do końca zhomogenizowany serek (znów z zachodu na wschód!!). Zatem gotowa
              jestem nie tylko czynić obserwacje na temat przenikania sie 2 kultur, ale badać
              cały proces w szerszej skali i per analogiam (po jogurcie i serku przyjdzie
              kolej na mortadelkę) sforułować wnioski dotyczace Europy. Wkład kropidlaka w
              unifikację kultur na przestrzeni całej szuflady (czytaj: kontynentu). Rewelacja!
              A profesor? kawą kusi i "panna Kunka to", "panna Kunka tamto"... Czemu nie
              dostrzega, żem utalentowana, a tylko - żem panna (bo do pewnego stopnia nią
              jestem). Euro, mając na uwadze naszą przyszłość (podoba mi sę w Tobie to, że
              już ją planujesz) nalegaj na rychłą decyzję w sprawie mego doktoratu. I
              stypendium.

              Głeboki, inteligentny dyg dla Pana Profesora
              i delikatny (jak moja wrażliwa natura) uścisk dla
              miłego Euro
              k.
              • Gość: Myszka IP: 10.129.131.* 07.12.01, 18:14
                Pozazdrościłam Pani Kunce i może też się zgłoszę po jakiś stopień naukowy z
                przenikania się dwóch kultur.Na przykład kultura sprzątania w kraju sąsiednim
                jest bardzo wysoka i zgłębiłam ją bardzo dokładnie i z wielkim zianteresowaniem.
                Jest nawet bardzo precyzyjna teoria opracowana naukowo, a dotycząca owego
                sprzatania.Możnaby ją wdrożyć u nas i wtedy dokona się owo przenikanie.
                Teoria ta brzmi "Z góry na dół i z prawa na lewo".Pozdrawiam obu Panów.
    • Ile w niej europejskości? A może whiskey jest jak sake, która też zamęt sieje?
      Ot, pytania takie sobie.
      • Gość: euromir IP: *.cm-upc.chello.se 08.12.01, 06:20
        Szanowna Panno Kunko,
        (skąd ten dystans, skąd to mi się bierze), ostatni wykład Profesora zakończył się skandalem. Jak dobrze, że tam
        Panny nie było. Widownia gwizdała, tupała a ja nawet zarobiłem ogryzkiem ogórka czy pomidora prosto w czoło i
        teraz noszę honorowego siniaka, honorowego, gdyż jest pamiątką po dzielnym ratowaniu skóry profesorskiej
        przed rozzłoszczonym tłumem nygusów, z których niestety kilku Panna zna a to : Orange, Doku, Scan, Dybuk
        i nie uwierzy Panna, za plecami najbardziej agresywnych widziałem chyba znajomą sylwetkę Pani Myszki.
        Wyłamała zielsko jakieś z donicy co na parapecie w auli stała i widziałem jak zamierzyła się na Profesora.
        Zdążyliśmy jednak salwować się ucieczką ,do prywatnej toalety rektora. Teraz Pani Myszka ma przechlapane!
        Nie zagrozi Pannie w staraniu się o Stypendium. Ja tu rękę swoją na wszystkim trzymam. Niby nic nie wiem, nie
        decyduję, a władzę jednak mam. Nic o Pannie beze mnie. Stary się też ze mną liczy. Beze mnie nic nie zrobi.
        Przecież ja mu nawet część wykładów piszę. Ale o tym cicho sza !
        Teraz siedzimy w restauracji sali odlotów lotniska Szermietiewo II , obserwując jak pomoce kelnerskie bardzo
        sprytnym urządzeniem, ( plastikową butelką po litrowej cocacoli, wyposażoną w kilkadziesiąt zmyślnie
        zmajstrowanych dziurek i wypełnioną wodą) , polewają brudne ceraty leżące na stołach , w celu ich
        równomiernego namoczenia, gdyż łatwiej wówczas przychodzi, wyrównać często zaschłe już na powierzchni
        i niesymetrycznie poprzylepiane resztki pożywienia.
        Czemu tu jesteśmy - zapyta Panna? Ano w podróży. Profesor telegram nagły dostał wzywający nas na
        Kamczatkę. Bądziemy honorowymi gośćmi dużego Sympozjonu na temat przenikania się kultur w warunkach
        ekstremalnych. Trochę głupio , przyznam wyglądamy. Ja z guzem-sińcem a On oplastrowany. Lecimy
        przez Moskwę, gdyż Profesor chciał z "wysoty", jeszcze raz, może ostatni, zobaczyć Kreml i meandrami wijącą
        się rzekę. Nie bez znaczenia , przy wyborze marszruty, był również fakt lotu nad Afganistanem. Panna czyta
        prasę ? Tam wojna. Profesor liczył po cichu, że nas ktoś zestrzeli i przeżyjemy jeszcze jedną zastanawiającą
        przygodę. Bazgrzę ten list na kolanie , bo nie chcę aby mi się przylepił do ceraty. Jesteśmy już po obiedzie,
        najedzeni i za sześć godzin odlatujemy na Kamczatkę. Cieszę się, gdyż nie ma tu co robić i dlatego w spokoju
        list mój do Panny mogę cyzelować.
        Profesor prosi :
        - przy najbliższej okazji pozdrowić Pana Jacka kratka w, który celnie pyta o amerykańskość whisky i o ilość w niej
        europejskości.
        - zwrócić uwagę Pani Myszce i Pannie, że Wasze założenie o jednostronnym przenikaniu się kultur, jest
        błędne. To nie jest tak, że kultura tylko z zachodu na wschód.Ruch w drugą stronę jest i był równie aktywny.
        Profesor poleca zapoznanie się z jego pracą "Rozprawiczanie Kniaziów Ruskich" (Harvard 1974).
        - sprawę haniebnej napaści na Euromira, w wątku :"Euromir do gazu", Profesor prosi wyciszyć, wszelkimi
        znanymi Paniom sposobami.
        - Panno Kunko, nie wolno mówić o "wymianie kulturalnej", gdy chce Panna powiedzieć o "przenikaniu kultur",
        gdyż w fachu naszym język jest nie tylko bronią ale i precyzyjnym narzędziem. W chłodziarce " wymiany
        kulturalnej" prowadzić nie można.
        - Profesor, życzy też sobie,aby Panna, w tekstach żródłowych ustaliła, czy rzeczywiście wspomniana epidemia
        syfa i kiły grasowała w wieku XIV, czy aby nie wcześniej ? Pamięć Profesorska - jak równina rosyjska się
        rozciąga w przestrzeni. A On uparcie twierdzi, że owszem chorował ale to musiało być w XIII wieku.
        - Unifikacja kultur na przykładzie kropidlaka, to naturalnie stan idealny, którego nie należy spodziewać się w
        najbliższym czasie w Europie. Bo jednak co kropidlak, to nie na przykład - Niemcy.
        - O stypendium też, na razie, zabrania głośno wspominać (skąpiradło).
        Od siebie dodam (lekko zawstydzony), że połechtało mnie barrrdzo to niewinne - Euromiłku - z Panny ust.
        Cóż za wyróżnienie. Bądę musiał zasłużyć, na to co mi Panna szanowna awansem udzieliłaś !

        Na zawsze mający Pannę w myślach rozkosznych i pożżżądaniu iście darwinowskim :

        Euromir Wniebowzięty
        • Gość: Myszka IP: 10.129.131.* 08.12.01, 10:45
          Zgadzam się w pełni z panem Profesorem, że przenikanie kultur nie może być
          jednokierunkowe,ale to rozszerza bardzo poważnie tematykę mojej rozprawy
          naukowej.Jeśli chodzi o kulturę sprzątania to obawiam się,że od nas to nic
          dobrego w kierunku zachodnim nie przeniknie. Natomiast mam bogate doświadczenia
          i mogę podać wiele przykładów na przenikanie naszej kultury kulinarnej na
          zachód.W mojej pracy chciałabym uwzględnic tylko pozytywne aspekty przenikania
          się dwóch wybranych kultur sprzątania i gotowania,ale tylko w kierunku
          zachodnim.
          Zauwazyłam,że Pan Profesor ma już trzecią kandydatkę do pracy badawczej,może
          ona podejmie się tematyki wschodniej.Że też Pan Profesor ją wypatrzył.
          Pozdrawiam z kwiatkiem.
          • Euromiłeczku, tęsknota mi rozum odbiera. Dokąd ten tyran Cię uprowadził. Teraz
            miły mój błąka się gdzieś między Morzem Ochockim a Beringa, idzie skacząc po
            górach, omijając pagórki, wulkany, gubi się w tundrze... I gdzie tam
            przenikanie kultur? tam tylko przenikanie zimna do szpiku kości. Sympozjum to
            wybieg. Ten tyran chciał nas rozdzielicz licząc, że o mnie zapomniesz. Ale
            Miłek nie zapomniał o swojej Kuneczce? (no, jak tam, nie zapomniał???)
            W sercu mam burzę. Ale umysł mój chłodny. Skupiony na doktoracie.
            Zatem Euro, uspokój profesora. Najwcześniej na syfilis mógł zachorować w
            końcówce XV w. No chyba, że był w Ameryce jeszcze przed Kolumbem. Na Twoje ręce
            prześlę profesorowi uroczy poemat "Siphilis sive morbi gallici libri tres"
            (1530).To reprint, ale wpieraj mu,ze dostał bezcenny oryginał.
            Nie twierdzę, że przenikanie kulturowe miało miejsce wyłącznie z zachodu na
            wschód, bronić będę jednak tezy, że to, co najbardziej twórczo wpływało na
            innowacje naukowe i gospodarcze - czyli wojny i epidemie - płynęły głównie z
            zachodu na wschód. Bo przecież wyludnianie się całych wsi i miast było motorem
            technicznego postępu, a i dawało niebywałego bodźca medycynie oraz farmacji. A
            w konsekwencji odbicie swe znajdywało w sztuce i obyczaju.
            Podobny proces obserwuję w moim jogurcie. Na kubeczku dostrzegam wytwory jakby
            żywcem przeniesione z kultury łużyckiej (choć wcześniej zakładałam, że obie
            przenikające się kultury, a wiec bakterii jogurtu i pleśni, wyszły przedwczoraj
            z epoki brązu). A tu proszę, na obrzeżch pojemnika wysycha coś na kształt
            malusieńkich wytworów ceramicznych, na pewno lepionych bez użycia koła
            garncarskiego, z wydętymi brzuścami, o barwie żółtej i czerwonawej, ż rzadka
            białej lub czarnej. Czas już wkrótce pokaże, jak profesor pobłądził zachowując
            sceptyczną postawę wobec mojego dedukowania na podstawie modelu kultur w
            mikroskali o procesach zachodzących na naszym kontynencie (nawet jeśli granica
            jego jest umowna).
            Dlatego też, patrząc w swój jogurcik, napisałam poprzednio o wymianie
            kulturalnej w przekonaniu, że oni się tam w lodówce naprawdę wymieniaja
            ceramiką i siepami z brązu (co zostało prawie dowiedzione). Ale, jeśli to
            zadowoli Ciebie Euro i profesora, będę precyzyjna aż do przesady. Będę
            posługiwać się mym językiem tak jak panowie każecie.

            Pełne uległości ukłony dla Profesora - wybrańca mego rozumi
            i dla Ciebie E - wyborze moego serca
            Panna Kunka
          • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 09.12.01, 04:16
            Droga Pani Myszko,
            wyczuwam w Pani poście jakiś niemiły ton. Czy jest to zmęczenie poranne, czy też może zwykła uraza,
            którą, co naturalne należy czuć zawsze w stosunku do osób fałszywych?
            Jeżli z przedstawionej Pani alternatywy wybierze Pani tę drugą - to palnę sobie w łeb.
            Czemu?
            Pani decyzja potwierdzi tylko moje podejrzenie, iż niedyskretnie zajrzała Pani, pod moją nieobecność, do
            postu przeznaczonego dla Panny Kunki. Ja wiem, Ona już sobie wyobraża, że jestem jej narzeczonym.
            - Nie potwierdzam. Nie zaprzeczam.
            Przyzna Pani , iż jak na tak młodą osobę Panna Kunka jest wyjątkowo zaradna i tupeciara. Może właśnie za
            to , tak bardzo Ją lubię? Nie wiem, nie spotkaliśmy się jeszcze osobiście i nie wiem jak daleko iść ze mną
            gotowa.
            Ale Pani też mi się strasznie podoba. Owszem mówię to otwarcie. NIe mam się przecie czego wstydzić.
            Słowa Pannie Kunce jeszcze nie dałem
            Z listów Pani wynika, że jest pani robotna i zna problematykę sprzątań a to przecież jeden z warunków,
            które moja przyszła wybranka powinna spełnić. Rozumiem, że drugą Pani cechą pozytywną jest
            bywałość i znajomość świata, czego na razie o miłej Pannie Kunce powiedzieć nie mogę.
            Dlatego proszę mi wierzyć - sprawa przyznania stypendium i związanej z owym stypendium możliwości
            napisania doktoratu pod komendą Profesora - nie jest jeszcze przesądzona i oczywiście
            ma Pani bardzo duże szanse. Mam - muszę to powiedzieę duży wpływ na tego oryginała i sądzę, że
            zrobi dokładnie tak, jak mi się będzie podobało. Taką mam pozycję.
            A to co wyczytała Pani z mojego listu do Panny Kunki, niech Pani sobie nie bierze do serca. To bzdury, nic
            ważnego. Nie takie rzeczy plecie się po pijanemu, często jeszcze gorsze.
            Wszstko jest wynikiem profesorskiegi zamiłowania do alkoholu. Siedzieliśmy - nic nie robiąc - na lotnisku w
            Moskwie, międzylądowanie - i z tych nudów, czas się dłużył, wypiliśmy chyba za dużo. Profesor kazał mi iść do
            Bieriozki i kupić litra J&B. Lecz niech mi Pani wierzy - na tym się nie skończyło! W ciągu siedmiu godzin
            oczekiwania na samolot, towarzyszyłem Profesorowi w wypiciu jeszcze dwu takich butelek. Wlewał we
            mnie, siebie nie oszczędzając.
            Skąpiec, żałował na coca colę i dzięki temu będąc pod działaniem alkoholu przegapiliśmy nasz samolot.
            W związku z tym jeszcze siedzimy, na tej samej ławeczce i oczekujemy na następny. Będzie we wtorek.
            Pani Myszko,
            Profesora bardzo poirytowała, w Pani poście zawarta propozycja zajęcia się przez Panią, tylko wybiórczo
            przenikaniem się kultury sprzątania, z zachodu do nas , na wschód. Problematyka jest taka jak jest i nie można
            sobie dowolnie wybierać jedynie fragmentów zagadnienia. Jeżli otrzyma Pani zadanie, będzie Pani - to chyba
            całkowicie zrozumiałe - zobowiązana wypełnić je w całości.
            Profesor prosi też, aby przesyłając dokładnie wypełniony kwestionariusz, nie zapomniała Pani o tych,
            jak wspominałem poprzednio - fotografiach. Jedno zdjęcie twarzy a drugie sylwetki (możliwie aktualne mają być).

            Zegnam, całując namiętnie Pani spracowane (bidulka) rączki i przesyłam z moskiewskiej oddali pozytywny
            okrzyk - Bądż dobrej myśli Myszko !

            Zawsze życzliwy :

            Euromir
            • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 09.12.01, 04:27
              Pani Myszko stop jeśli chodzi stop o problematykę stop przenikania się stop kultur kulinarnych stop profesor nie
              stop zainteresowany stop twierdzi że stop najlepiej gotuje stop augusta stop pzdr euromir stop
              • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 09.12.01, 06:11
                Najdroższe Bóstwo, Panno Kunko,
                post Twój uradował mnie niezmiernie, w nocy spać nie mogłem otumaniony uczuciem, tak mi dotąd nieznanym,
                enigmatycznym i wirtualnym. Zaniedbane lotnisko moskiewskie umknęło mojej uwagi, ludzie przesuwający się po
                nim nierzeczywiści, jak z innego świata - obcy - nie dlatego że Rosjanie - obcy, gdyż nie znający Ciebie -cóż oni
                mogą powiedzieć o świecie, jak mógłbym przekazać im moją radość a oni jak mogliby zrozumieć... i miałem obraz
                twarzyTwej przed sobą - jak wizerunek święty, kiedy...
                zdarzyło się nieszczęście. Profesorowi. W trakcie jego wizyty w toalecie męskiej, skradziono Mu nasze
                bilety lotnicze i pieniędze. Trzeba było telegrafować do Szwajcarii i Monaco - tam ma ulokowane swoje
                oszczędności - aby sprowadzić środki, które zezwoliłyby nam na kontynuowanie podróży. Jest niedziela
                i jak sama rozumiesz Panno zabrało nam to trzy razy więcej czasu aniżeli powinno zająć. Moje karty płatnicze
                i kredytowe też tu nie działają. Zupełnie tego nie rozumiem. Będziemy tu w Moskwie na lotnisku jeszcze do środy
                a jesteśmy w opłakanych warunkach. Pieniędzy żadnych. To co przyszło z Monaco i Szwajcarii Profesor
                zdążył już przegrać w pokera z kilkoma błatnymi (ja myślę, że to ruska mafia). Twierdził, że chce się odegrać.
                Sądził mianowicie, że to właśnie oni okradli Go w toalecie. Sam ich zaczepił i zaproponował karty.
                Oczywiście grali na klawo i nie dość, że przegrał pieniędze szwajcarskie to i złotego Rolexa wysadzanego
                brylantami, (pamiątka po profesurze na Harvardzie). piękna robota. Myślę o zegarku. No cóż, jak się jest
                hazardzistą...
                Jesteśmy w godnych opłakania warunkach. Baby z kuchni, siedzimy sobie na ławeczce obok restauracji,
                przynoszą nam czasem jakieś odpadki , ale nic gorącego nie jedliśmy już od trzech dni. Profesor się
                uparł i powiedział, że drugi raz On pieniędzy z zagranicy sprowadzać nie będzie, bo co sobie pomyślą w banku.
                Zaproponował też (złośliwie), żebym wykazał trochę inwencji. Jeśli w Sudanie - powiedział - ludzie za trzy
                dolary przez miesięc to...
                A skąd ja Mu wezmę pieniądze? Poobcinał mi wypłaty , moje karty nie działaję. Tak, że mamy pata. On
                czeka, że ja coś załatwię a ja ,że On. Chce mnie wziąść na przetrzymanie. Jako były zesłaniec,może nie jeść i
                przez miesiąc. Ja tego nie potrafię. Co robić? Pytam stropiony.
                Na razie, siedząc tu na ławeczce dyskutujemy sobie z nudów rozmaite problemy.
                Na przykład sceptyczne nastawienie Profesora w stosunku do proponowanego przez Pannę "dedukowania
                na podstawie modeli kultur w mikroskali ". Albo, co jak uważa przeczy całemu Jego dorobkowi naukowemu,
                sądowi Panny, że "innowacje naukowe i gospodarcze płynęły wyłącznie z zachodu na wschód , na naszym
                kontynęcie" - co jest w jego oczach podejściem wprost rasistowskim.
                Pytał mnie w zaufaniu, czy Panna nie antysemitka. Zaprzeczyłem oczywiście, zdając sobie sprawę w jakie
                tarapaty mógłbym Cię słodka Kunko wpędzić.
                Twierdzi też, i się z tego podśmiewuje, że okazała Panna dużą dozę infantylności, no bo jakże...(nie przejmuj się
                Kunko, On wszystkich krytykuje) , gdy mówosz "oni tam w lodówce wymieniają się ceramiką i sierpami".
                Zarty sobie Twoim kosztem robi. Stanąłem w obronie.
                - Stary capie - mówię, nie szanujesz Panny Kunki mojej?
                Popatrzył z uznaniem . Nawet rękę mi podał. Lecz cóż z tego. Głodnym dalej.
                Było Mu chyba głupio, gdyż kilka godzin póżniej wynalazł gdzieś pieniążki i na przeprosinowego sznapsa mnie
                zaprosił. Do restauracji. Baby, na których utrzymaniu jesteśmy już jakiś czas, widząc, że On zamawia
                wódeczności, pluły przechodząc koło naszego stolika. Tylu niepochlebnych opinii o Polakach nie słyszałem
                jeszcze nigdy.Ale Profesor już taki jest, gdy postąpi nieprzystojnie, zawsze mówi że robi to w celu naukowym,
                aby się przyjrzeć reakcji. Niestety muszę Go zaakceptować jakim jest. To bardzo złożona postać. Jego wielkie
                zainteresowanie wzbudziła wiadomość o Panny badaniach nad kulturą łużycką, tym bardziej, iż uważa
                że jako uczony słowiański powinien zostawić po sobie jakiś ślad i dołożyć ręki... Stąd widzę, że coraz
                bardziej przyzwyczaja się do myśli, żeby tu Ciebie Panno do nas sprowadzić na stypendium i naukę.
                Muszę niestety, Duszko moja natychmiast zakończyć pisanie tego postu, gdyż policja przeszukuje ławki i
                i śpiących legitymuje , przegania...

                Zegnaj miła, jedyna pociecho w moim przykrym położeniu: praszczaj - wołam unnisono:

                Euromir
    • Gość: Myszka IP: 10.129.131.* 09.12.01, 08:20
      Drogi Euromirze,
      podczas Pańskiego pobytu za granicą zorganizowałam Uczelnię wirtualną i
      zaprosiłam do studiowania w wątku "Chatka .... " kilka studentek do nas.Ale
      martwię się czy Pan Profesor w tych warunkach da sobie radę, bo też wyczuwam
      jakiś dziwny ton Pańskich wypowiedzi.Sprawy naukowe w niedzielę zostawiam.Pzdr.

      Myszka (zauważyłam wczoraj
      kilka innych Myszek na
      innych wątkach co może
      być mylace )




















      • Gość: kunce IP: *.chello.pl 10.12.01, 10:17
        Euromiły mój,
        wieści niepokojące, i to z różnych stron docierają do mnie. Zawieruszyliście
        się drodzy z profesorem jak, nie przymierzając, Sarmaci po spotkaniu z Lachami.
        Ale wszystko ma swoje dobre strony. A zatem i waszą podróż można będzie jeszcze
        wykorzystać twórczo i nadać jej nowy sens. Tam, gdzie zmierzasz, wyjatkowo
        piekne i dorodne są sobole, konkurować z nimi mogą jedynie sobole kanadyjskie
        (ale Kanady, Euro Drogi, w najbliższym czasie nie masz w planach? a gdyby
        nawet, to w tej chwili nie ma to wiekszego znaczenia). Skup się zatem na moich
        słowach. Potrzebuję 30 skór sobolich dla dobra nauki. Nie z próżności będę je
        nosić, choć zrobiłbyś lepsze wrażenie na ludziach, gdybyś pokazał, jak dbasz o
        narzeczoną. Ale teraz nauce trzeba się przysłużyć obfitym futrem do ziemi i
        okrągłą czapeczką. Chodzi o profesora. Twój ostatni list Miły utwierdził mnie w
        powziętym już wcześniej podejrzeniu, że profesor skostniał, stał się
        dogmatyczny i zamknął się na nowe prądy. A przy tym taki niekonsekwentny. Skoro
        godzi się z faktem, że kultura bakterii jogurtu wytwarza na obrzeżach kubeczka
        wyroby garnacarskie mające cechy ceramiki łużyckiej, czemu broni się przed
        myślą, że bakterie z kropidlakiem tą ceramika i sierpami ze sobą handlują?
        Niekonsekwentny i zaskorupiały. Infantylizm mi, potwór, zarzucił. Tak jakby nie
        wiedział, że podstawą autentycznej twórczości jest świeżość i niewinność (oto
        ja, cała ja). A zjawisko geniuszu polega na spostrzegawczości (kto, patrząc w
        jogurt, dostrzegł ruch w interesie?). Ale można jeszcze profesorowi pomóc. I
        my - Ty i ja - uratujemy ten wybitny umysł dla świata.
        Tak się akurak szczęliwie składa, że jestem prezesową pewnego stowarzyszenia
        non profit, które pomaga naukowcom będącym w twórczym kryzysie. Jest to
        Fundacja na Rzecz Inspiracji Profesorów "Błękitny Anioł". Osobiście pomogę
        profesorowi przełamać impas, rodzi się jednak pewien problem - środki. Ze swej
        działalności nie czerpię zysków, a wiec tą strona zagadnienia zajmiesz się Ty,
        o Najdroższy. Pisałeś co prawda, że jesteście bez grosza, ale nie ma sytuacji
        beznadziejnych. Przede wszystkim: sprzedaj nerkę i zakup wspomniane sobolowe
        skórki. Prześlij co rychlej, kuśnierz już czeka. I zadj się na mnie. Ruszam na
        odsiecz nauce. Widzisz, Drogi mój, chłosta, którą ożywiasz percepcję profesora
        i zachęcasz go do pracy, nie jest doskonała. Jak to? zakrzykniesz. Przecież
        bicze kręce fantazyjne i giętkie? Potu nie szczędzę... Czego więc brakuje?
        spytasz. Brakuje Damy w futrze.
        Ale na szczęście jestem ja. Nauce ofiarowuję całą siebie.
        Miły Wybrańcu serca mego, tam mnie troska o profeora odciągnęła od spraw tego
        świata, że nawt słowa nie napisałam o IDENTYFIKACJI, ale nic to, rzeknij mu
        tylko, że wkrótce zapłodnię go nowymi ideami, rozpędzę tuman mgły nad
        horyzontem jego myśli.

        Z wielka nieśmiałością Tobie, Luby całuska
        Profesorowi klapsa
        przesyła stęskniona
        Panna Kunka.

        PS. Tak mi jakoś wpadło nagle do głowy, czy Rodziwicze (mam na myśli szacowną
        Pana Profesorową Familiję) nie pochodzą od Popiela? Niech Drogi Profesor, tak
        na wszelki wypadek, wystrzega się różnych Myszek.
      • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 10.12.01, 18:03
        Droga pani Myszko,
        z Moskwy wydostaliśmy się jedynie dzięki wspaniałomyślności stryja Dobromira (z Lublina). Przetelegrafował
        nam potrzebne dwa tysiące dolarów i dzięki temu siedzimy teraz w areszcie, w Pietropawłowsku (Kamczackim).
        Wiele by o tym opowiadać, co się zdarzyło w podróży. (Siedzę sobie na skraju pryczy, z laptopem na kolanach,
        pisać niewygodnie.) Toteż z długiej historii zrobię krótką.
        Po otrzymaniu pieniędzy , jeszcze na moskiewskim lotnisku, Profesor odwiedził fryzjera i kazał mu podciąć sobie
        brodę, według najnowszej (tu też panującej) mody - na Osama Bin Ladena. I wszystko byłoby dobrze. Nic nie
        zwiastowało oczekujących nas kłopotów oprócz ...no właśnie, rozwieszonych wszędzie listów gończych
        za Osamą.
        Póki co , pożegnaliśmy się serdecznie z Babami restauracyjymi. (Dały nam w prezencie , na drogę, garnek
        zupy kartoflanej, pracowicie uzbierany ze zlewek, pozostawionych na talerzych przez zestresowanych,
        lotniskowych gości). Zżyliśmy się z nimi bardzo, podczas krótkiego tu pobytu. Toteż zastanawialiśmy się bardzo
        ,(czy wypada przyjąć taki prezent). Bardzo sedeczne kobiety. Jak większość Rosjan. Gdy dowiedziały się,
        iż lecimy na Kamczatkę, kilka z nich popłakało się, przewidując - i słusznie - , że oczekują nas jeszcze
        cięższe, aniżeli tu w Moskwie przeżycia. Odprowadziły nas aż do gejtu. Jedna z nich, (jej dziadek był Polakiem),
        obdarowała nas kolejny raz prezentami. (Ludzie na lotniskach dużo czytają a póżniej zapominają swoje książki).
        Ja dostałem - prawie nieużywany egzemplarz Dołęgi a Profesor - Mostowicza. Nasza rodaczka, kiedy ją
        siarczyście całowaliśmy, w podzięce za gościńce, wyjęła jeszcze zza fartucha, bibliofilskie wydanie,
        (w skórę oprawione), Lema (coś o gwiazdach). Tak, że mamy po półtorej książki naszych ulubionych autorów.
        Już na pokładzie samolotu, Profesor wdał się w rozmowę, (zawsze to robi, twierdzę, iż to objaw abstynencji),
        z nieznanym nam osobnikiem. Oj, nie patrzyło mu dobrze z oczu. Na razie, niewinnie sobie rozmawiali,
        przekomarzając się i konstruując limeryki po rosyjsku, włosku i uzbecku (rzecz trudna). Póżniej zeszli na tematy
        filozoficzne i przekonywali się co do wyższości szeregów cyfr w zapisie arabskim i rzymskim. Już nie pamiątam,
        co kto twierdził. W każdym bądż razie, to chyba Rosjanin, (po niewczasie okazało się - pułkownik KGB),
        powiedział, że "liczby nieparzyste są genetycznie silniejsze od parzystych i przy spotkaniach, przekazują im
        swoje cechy. Dodanie dwu liczb parzystych zawsze rezultuje sumą parzystą. Tak samo - dowodził - dzieje się,
        gdy dodamy do siebie dwie liczby nieparzyste. Też otrzymamy sumę parzystą. Ale spróbujmy dodać do siebie
        liczbę PARZYSTA i NIEPARZYSTA . Co uzyskamy? - zadał -z tryumfem w głosie - pytanie. Oczywiście sumę
        nieparzystą ! Tedy wniosek nasuwa się sam. Ten skądinąd ciekawy wywód Profesor przerwał - mówiąc :
        - Panie pułkowniku, natura wszystko wyrównuje , proszę pamiętać, że logiczny ciąg cyfr, zarówno w zapisie
        rzymskim a przede wsystkim arabskim, zaczyna się od jedynki, która jest nieparzysta ! Pułkownik popatrzył
        podejrzliwie na Profesora i już więcej, do końca podróży nie odezwał się ani słowem. Wiedziałem - to nie
        wróżyło nic dobrego.
        Jesteśmy już po pierwszym przesłuchaniu. Na ścianach celi, w ponurym, jeszcze carskim więzieniu śledczym,
        odnajdujemy polskie pamiątki, w postaci gryzmołów na ścianach. - Matko Boska, ratuj. Jesteśmy przygnębieni.
        Profesor musi udowaodnić, że nie jest Bin Ladenem a ja jego pomocnikiem.
        Post niniejszy przesyłam na Pani ręce, przemyconym tu do więzienia telefonem komórkowym.

        Niech Bóg ma nas w swojej opiece :

        Euromir

        PS
        Opisana powyżej dyskusja między Pułkownikiem a Profesorem, nie powinna być przez Panią przekazywana
        dalej. Profesor obawia się, iż spotka się z krytyką. Sformułował to tak :
        - Nawet jeśli sądzi się, że dyskusja, jak wyżej, to myślenie nieproduktywne i pozbawione racjonalności ,
        myślenie z którego nic nie wynika, to jednak jest to przyjemne. Dlatego, mając w oczach rentgen i wiedząc o
        czychającym niebezpieczeństwie, tylko dla przyjemności rozmowy podjąłem ryzyko, które jak widać
        zrewoltowało naszą sytuację, prawie u kresu podróży. Nie zapominaj jednak Euromirze, na dłuższą metę
        ciekawe życie warte jest takich wyrzeczeń.
        • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 10.12.01, 21:19
          WYBRANE FRAGMENTY ROZMOWY MIEDZY PUŁKOWNIKIEM OCHRANY SIEGIEJEM IWANOWICZEM
          RASPUTINEM a PROFESOREM MIROSŁAWEM LEOPOLDEM HRABIA RODZIEWICZEM MIANEJ W DNIU :
          10 GRUDNIA ROKU 2001 w WIEZIENIU OKREGOWYM SLEDCZYM w PIETROPAWŁOWSKU , KAMCZATKA
          /Zapisu i wyboru ( przy zastosowaniu par. 321 p.17 Przepisów Wykonawczych KGB) dokonał młodszy
          lejtnant: Witalij Abramowicz Zubow/. (Anachronizmy!)

          RASPUTIN
          Panie profesorze, siedzimy tu sobie jak u Pana Boga za piecem a tam na ulicy burza śniegowa hula. Babinki,
          (niech Pan popatrzy przez okno), okryte grubymi szalami starają się chronić przed wiatrem, mrozem i gęstym
          śniegiem. A Pan , niech Pan mi powie, jak Pan chciał uchronić się przed podejrzeniami ? Zdawał Pan sobie
          przecie sprawę (jaki osoba wybitnie inteligentna), z tego, że Pański charakterystyczny wygląd, ubiór, no i broda,
          że nie wspomnę o miedzianym kociołku za pazuchą, zwrócą na Pana uwagę, jeśli nie odpowiednich władz to na
          pewno ich przedstawicieli - obywateli Rosji. I to do tego w samolocie. Wiedział Pan przecież, że w obecnej
          sytuacji najbardziej chronimy transport powietrzny.
          PROFESOR
          Panie pułkowniku Rasputin, Pan jeteś inteligentny człowiek. Pan wiedział, że Osama w takim przebraniu jak ja ,
          występować nie będzie. Broda moja faktycznie majestatyczna, podobna do jego, ale wot i wszystko. Ubiór mój
          skomponowany przet prześmiewcę - Euromira, wysyłał różne sygnały. Popatrzmy na mój chałat. Kupiłem go
          pięć lat temu w Izraelu , do ochrony przed zimnem i tani był. Porządny chałat. Sądzi Pan, że Osama, nienawidzący
          Zydów Osama , chałat taki lub podobny by założył. Nie, ja wiem, że Pan tak nie sądzi. No a sprawa kociołka za
          pazuchą. Sam pan wie, że od Babek serdecznych z restauracji, w prezencie dostałem. Zupą ciepłą był
          wypełniony. Dlatego do serca kociołek przytuliłem. Ja mam inne wytłumaczenie Pańskiego zainteresowania moją
          osobą. Pan w dyskusje chciał się ze mną wdać. Całkiem prywatnie, nie w służbie. Ludzie donieśli na mnie swoją
          drogą. A któż nie chciałby milionów nagrody pobrać? Dzisiaj ludzie wyczuleni.
          PUŁKOWNIK
          Zaprzeczam, kategorycznie zaprzeczam. Tam w samolocie faktycznie miło mi się z Panem rozmawiało ale do
          momentu. Pan pewnie sądził Panie Profesorze , że nie zorientowałem się w popełnionej przez Pana logicznej
          pomyłce. Myślę o porządnie zchierarchizowanych ciągach liczb. Pan w którymś momencie powiedział :
          "/.../Panie pułkowniku natura wszystko wyrównuje, proszę pamiętać, że logiczny ciąg cyfr, zarówno w zapisie
          rzymskim a nade wszystko arabskim, zaczyna się od jedynki, która jest nieparzysta./.../" Pan się wówczas
          obnażył. Pan podał - nieproszony - jeszcze jeden argument przemawiający za moją tezą :
          "liczby nieparzyste są genetycznie silniejsze od parzystych".
          PROFESOR
          No, tak. Jestem nieco skonfundowany. Pan to zauważył ? Swietnie was szkolą. Nie przypuszczałem. Gratuluję.
          Faktycznie. To był tylko moment. Wie Pan ja w życiu tyle przecierpiałem. To zostawiło pewne urazy. Pan rozumie.
          Widzi Pan ja na Syberii nie pierwszy raz... I w którymś momencie naszej rozmowy pomyślałem - uładzić Pana
          może? Stąd ta gafa.
          Wie Pan co, ja jestem Panu coś winien, powiem z pamięci, może bez błędu, z "Rovigo" Herberta, jest taki
          fragment :
          "Pan Cogito
          przegląda czasem
          swoje stare kieszonkowe
          kalendarze

          i wtedy odjeżdża
          jak na białym parostatku
          w czas przeszły dokonany

          na samą granicę horyzontu
          własnej niepojętej istoty

          widzi siebie
          w dalekim tle
          ciemnego obrazu

          Pan Cogito
          doznaje uczucia
          jakby spotkał

          kogoś dawno zmarłego
          lub niedyskretnie czytał
          cudze pamiętniki /.../"

          PUŁKOWNIK
          "/.../- Parasol. Pański parasol.
          - Czyż wart jestem ?
          - Któż nie wart parasola./.../
          To "Biesy. Zegnam Pana."
          • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 10.12.01, 23:10
            Szynowni Państwo,
            wykład będzie nieco opóżniony,(materiały żródłowe nie dotarły jeszcze z Europy .Wina warunków /ciężkich/
            atmosferycznych. Proszę nie dzwonić, nie ponaglać. Prawdopodobny /nowy/ termin rozpoczęcia wykładu -
            północ, czasu wschodnioeuropejskiego.
            W międzyczasie Profesor zaprasza na turniej ping-ponga. Sala nr 3 (w lewo za aulą). Przewidziane nagrody.

            Przepraszamy, prosimy o cierpliwość


            Euromir
            • Gość: kunce IP: *.chello.pl 11.12.01, 00:47
              Wielce Szanowny Panie Profesorze,
              pozwalam sobie zająć Pański cenny czas ośmielona łaskawością, jaką dotychczas
              Pan raczył mi okazywać. Wiem, że właściwie niczym sobie na tak zaszczytne
              traktowanie nie zasłużyłam, a Pańską życzliwość w dużej mierze zawdzięczam
              silnej skłonności, jaką ku mnie żywi Pański nieoceniony Asystent i komputer
              Euromir. Nie będę zajmować Pańskiej uwagi opisami wariactw, jakie on chce dla
              mnie robić (ubzurał sobie na przykład, że w prezencie zaręczynowym - a to już
              wkrótce - da mi sobolowe futro, pierścionek z brylantem i atłasowe pantofelki.
              Proszę temu uroczemu szaleńcowi szepnąć, że to za dużo! i że ja nalegam, by
              zrezygnował z pantofelków).
              Lecz nie o tym chcę pisać. Podjął się Pan, Profesorze, trudnego tematu
              IDENTYFIKACJI EUROPEJSKIEJ. Słuchacze Pańscy nie zawsze nadążają za wartkim
              tokiem Pańskich myśli. Czy jednak można się temu dziwić? Niemniej cierpliwie
              prowadzi Pan z nimi dialog, wsłuchuje w ich głosy, podsuwa nowe tropy. Pragnie
              Pan, jak rozumiem (a rozumuję jak to blondynki) wskazać
              wyznaczniki 'europejskości' w szerokim kontinuum czasowym i przestrzennym - tu
              jest Pan gotów nawet zrezygnować z umownej granicy georaficznej Europy i
              rozważać duchową wspólnotę europejską jako wspólnotę kontynentu
              euroazjatyckiego. To niezwykle śmiałe. W moim (wąskim) pojęciu nawet nie
              wszyscy mieszkańcy geograficznej Europy mają świadomość swej przynależności do
              świata leżącego po naszej stronie Uralu - bo czy można tego wymagać od kogoś,
              kto ogląda zapadliska Kumy i Manyczu?
              Ale znów ma myśl zboczyła. Wyznaczniki EUROPEJSKOŚĆI to Pańska domena, a ja z
              podziwem podążać będę za Panem. Pragnę zwrócić uwagę na zaniedbane przez
              dyskutantów słowo IDENTYFIKACJA.
              Identyfikowanie czegoś to proces, który się dzieje w nas. Jest fragmentem
              naszych relacji z innymi, pozwala nam określać naszą toższmość i
              współzależność. Identyfikacja z partnerami jako grupą ma wyjątkowo silny wpływ
              na kooperację (jeśli więc nasza europejskość zidentyfikujemy w sposób błędny
              czy niepełny, odbije się to na naszych relacjach z szeroko rozumiana Europą).
              Identyfikacja wpływa też na indywidualne losy. Bo im większe jest poczucie
              przynależności i tożsamości grupowej, tym wieksza staje się presja wywierana na
              jednostkę, by działała na rzecz dobra wspólnego. Czy zatem może dziwić, że
              współpraca jest większa wśród ludzi lubiących się, tych, którzy czują się
              podobni do siebie i w jakiś sposób sobie bliscy? (Rezygnuję tu z odniesienia
              się do drugiego znaczenia terminu identyfikacja - referent power, bo dotyczy to
              podstaw sprawowania władzy).
              Czemu to napisałam, Panie Profesorze łaskawy? Tak mi jakoś przyszło do głowy
              gdy malowałam paznokcie u nóg, że wyznaczniki można wkładać jak grzybki do
              kosza - co kto lubi. I że identyfikacja to nie tylko zbiór argumentów za i
              przeciw - bo te argumenty mogą w mózgach i sercach uruchomić proces, który
              sprzyjać będzie tworzeniu więzi miedzy nacjami, albo uruchomić procesy
              sprzyjające ksenofobii (to mądre słowo wyczytałam w słowniku, codziennie wkuwam
              po pół strony mając na uwadze jakość mego doktoratu).
              Z nadzieją, że Pańskie twórcze poszukiwania uruchomią w nas najszlachetniejsze
              procesy
              kreślę się z najwyższym szacunkiem
              Pańska oddana
              Panna (już niedługo) Kunka - i załączam uścisk dla Naszego Kochanego D.

            • Gość: euromir IP: *.cm-upc.chello.se 11.12.01, 01:18
              Szanowni państwo,
              dzisiejszy wykład ma być kontynuacją myśli głoszonej przezemnie poprzednio w Londynie, Paryżu, Rzymie -
              (wykład ostatni niestety, przerwany przed czasem przez bojówki anarcho-syndykalistyczne). Niniejszy
              odbywa się na Kamczatce - nie bez powodu. Na razie nich to będzie dla Państwa zagadkę. Mam nadzieję,
              że zrozumiecie to sami, gdy wykład dobiegnie końca, gdy zakończę myśl i postawię kropkę.
              Jak mówiłem poprzednio, ISTNIENIE WSCHODNIEJ GRANICY EUROPEJSKIEJ JEST WARUNKIEM ISTNIENIA
              EUROPY . Dzisiaj dodam - również Azji.
              Czemu ?
              Wszelkie identyfikacje noszą w sobie zarówno siły jednoczące jak i moce rozbijające a funkcjonują również
              w sposób wykluczający, ponieważ prowadzą do myślenia w kategoriach "My" i "Oni". W świetle tego co teraz
              powiedziałem, ważne jest aby ten lub ci (inżynierowie) , którzy od niedawna przecież tworzą w Brukseli nową
              identyfikację europejską pamiętali, że powinna ona wykluczać możliwie jak najmniejszę liczbę krajów.
              Swiadomość wagi tego historycznego dzieła jest im - jak wnoszę nieobca. I chociaż przyłączenie Azji do Europy
              zabierze z pewnością wiele lat i energii, to jest to z pewnością cel możliwy do realizacj na przestrzenii
              najbliższych pokoleń. Politycy Unijnii i jej wizjonerzy starają się obecnie zbudowań identyfikację europejską, która
              ma swój punkt ciężkości w tzw europejskim koszyku wspólnych wartości. Są nimi : demokracja, respekt dla
              praw człowieka, idee wolności, humanizmu, gospodarki rynkowej. Poniekąd przypomina to identyfikację
              amerykańską i amerykański nacjonalizm. Przede wszystkim nie wyłącza nikogo, nade wszystko obywateli.
              Po drugie jest równie prosta i nieskomplikowana . A kostruktorzy tej ideii zapomnieli tyko o historii.
              Ostracyzm w stosunku do Austrii przez pokażną część dwutysięcznego roku, jest celnym dowodem na to, że
              nowa definiowana przez Brukselę identyfikacja europejska, bazowana na wspomnianym koszyku wspólnych
              wartości, natrafiła na żyzną glebę. Powstaje tylko pytanie, czy europejczycy odnajdą się w tej "nowej",
              europejskiej identyfikacji , tak bardzo podobnej do modelu amerykańskiego?
              Pamiętajmy też, że europejskie etniczne nacjonalizmy, nie mające odpowiednika w USA, są bardzo silne w
              Europie (a azjatyckie w Azji).
              Konsekwentnym rozwojem logicznym przeprowadzanej tu przez nas analizy jest pytanie :
              CZY KRAJE NIEEUROPEJSKIE MOGA BYC EUROPEJSKIE ?
              Odpowiedzi na to pytanie należy szukać, w odpowiedzi na inne pytanie:
              Jeśli kraje takie jak np Armenia, Gruzja, Turcja Azerbejdżan, Kazachstan, Maroko, Izrael - z jednej strony,
              już dopominają się o to aby być europejskimi, to w przyszłości należy liczyć się z tym, że również Mongolia,
              Irak, Iran Egipt itd też zechcą się domagać uczestnictwa w "europejskości", gdy przyjdzie taki dzień, że będą
              faktycznie przestrzegać i nieść przed sobą, jak płonącą pochodnię , europejskie, w koszyku zebrane wartości.
              W tym sensie przecież, wspomniane kraje stałyby się częścią "wspólnoty wartości" i z tego prostego powodu
              mogłyby również starać się o przyjęcie do Unii Europejskiej. O ile oczywiście sednem identyfikacji europejskiej
              miałby być, już tak często dziś wspominany, koszyczek wspślnych wartości.
              Turcja ,Tunezja Azerbejdżan, Armenia i Gruzja są krajami, które (wedle dzisiaj obowiązujących norm) nie znajdują
              się w Europie, lecz wszystkie wymienione kraje, już od jakiegoś czasu okazują swoje zainteresowanie UE.
              Turcja /której 96% powierzchni/ znajduje się w Azji, została niedawno uznana za kraj kandydujący. Można by
              więc powiedzieć, że pierwszy krok został już uczyniony a granica Europy przesunięta na wschód. Kto wie,
              może już niedługo i inne z krajów, na razie zainteresowanych, otrzymają status kandydacki?
              Ponieważ o identyfikacji europejskiej nie decyduje ślepy los, (a Bóg z reguły akceptuje to co robi człowiek), więc
              i Europa będzie w przyszłości taka , jaką będą ją chciały mieć dzisiejsze i przyszłe pokolenia.
              Proszę Państwa, dobrze by było, abyście Państwo to co tu dziś powiedzianei, przemyśleli sobie spokojnie w
              domu.
              A jutro spodziewam się dyskusji. I mam nadzieję, że nie jest to tylko moja czcza zachciewajka.

              Zegnam Państwa :

              Euromir





              • Gość: euromir IP: *.cm-upc.chello.se 11.12.01, 05:31
                Najmilsza z Łasiczek - Kunko moja
                przeglądałem przed chwilą swój ostatni post i jestem zdruzgotany. Same błędy. Pogubiłem akapity,są braki
                logiczne,błędny szyk zdań, fatalna interpunkcja, która wykrzywia wprost sens wypowiedzi, błędy ortograficzne.
                Starczy. To był pośpiech. Tak szybko starałem się zakończyć zadanie, śpiesząc do Twojego postu, że jak
                widzisz efekt kompromitujący. Czy nie powinienem teraz napisać jakiejś wyczerpującej erraty?
                Natomiast Twój post! Oszałamiający.Wzniosłaś się na szczyty erudycji (tej dostępnej dla kobiet oczywiście).
                Jestem z Ciebie bardzo dumny Kunko.A gronostaje podbite skórkami soboli, o które pytasz aż do znudzenia
                w każdym liście, (nawet tym do Profesora, a nie konsultowałaś przecie tego ze mną ), biegają jeszcze po
                zaśnieżonej tajdze Nie martw się. Już całkiem niedługo mogą być w zasięgu twoich dłoni. Marzyłem w nocy
                mianowicie,że po przyjeżdzie do tego wielkiego miasta, w którym mieszkasz (na pewno nie na peryferiach),
                zaprosiłem Cię na spacer do Zoologu. Tam trzymając się za ręce moglibyśmy patrzeć sobie w oczy a łasice i
                sobole skradałyby się do nas aby podglądać nasze szczęście.
                Profesor widząc moje uczucie do Ciebie (nie potrafię go ukryć Najdroższa), chodzi za mną, dowcipkuje i
                przedrzeżnia. Ostatnio wymyślił sobie wierszyk , cytuję : JAK NIE BYŁO BIAŁEJ WRONY TAK NIE BEDZIE Z KUNKI
                ZONY. Cały czas wypytuje ,czy Ci już baletki kupiłem a jeśli tak, tom osioł, gdyż na pewno nie zatańczysz w nich
                dla mnie, a dla tego, którego imię (właściwie inicjał) znalazł się w pożegnalnym akapicie Twego listu. Jestem
                załamany. Jednocześnie znajduję się, w bardzo wyczerpującym psychicznie okresie ideowego boju z wirtualnym
                przeciwnikiem. Niewidzialnym, gdyż nie reaguje na zaczepki. Najwyżej wysyła mnie do gazu. Czy sądzisz, że w
                tej sytuacji potrzebne mi są jeszcze problemy wynikające z Twojego braku dyscypliny.
                Przykro mi Kunko najdroższa, że w ten niemiły sposób musiałem przywołać Cię do porządku, ale na Boga nie
                pozostawiasz mi wyboru. Listy do mnie słane (sprawdzam daty i godziny nadań), wysyłane są w mało
                stosownych porach. Bawisz się pewnie namiętnie pod moją nieobecność, w najlepsze, gdy ja tu ciężko pracuję
                by zbudować ekonomiczne zręby, podstawę naszej przyszłości.
                Ostatnio zdobyłaś się na złotą myśl apropos indentyfikacji europejskiej - wreszcie! I cóż? I nic. Jak mogłaś
                Najdroższa napisać - zupełnie jak brukselski jakiś urzędnik "/.../Identyfikacja to proces, który zachodzi w nas/.../".
                A ten stary cap, nic tylko się śmieje. Poza tym niegrzecznie było ubiec Profesora z tym, nieudanym zresztą
                porównaniem o "koszyku", no tak, Ty tam wpakowałaś jeszcze jakieś grzybki...
                Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego. iż zupełnie bezzasadnie jesteś zazdrosna o Panią Myszkę. Ale moja
                Droga otrząśnij się. Przecieś to tak jakbyś była zazdrosna o Telimenę !
                Pochwalić też Cię muszę. Profesorowi bardzo przypadło do gustu Twoje określenie . "To ja dostrzegłam ruch w
                interesie" - myślałaś o czarnorynkowych kombinacjach kropidlaka i bakterii.
                Twoje następne listy nie muszą być takie obszerne, pełne polotu i inteligentne. Profesor poznał się już na Tobie.
                Ma wyrobione zdanie. Twierdzi, że możesz być niezłą żoną ale doradza mi, abym najpierw lepiej się z Tobą
                poznał. Pamiętaj, w kontaktach z nim nie bądż zbyt natarczywa. On tego nie lubi. Nie zapominaj też o wrodzonej
                młodym Pannom skromności. Nie musisz się tak popisywać swoim złośliwym języczkiem na Forum. Piszesz pod
                nickiem - nikt nie wie kim jesteś. A gdyby usiłowali się umawić - umiesz odmówić. Mam do Ciebie pełne zaufanie.
                Jak widzisz zdobyłaś moje serce ze szczętem. Jesteś mądrą dziewczyną i z pewnością będziesz umiała to
                docenić.

                Jeszcze raz zapewniam Cię o gorących, jak wulkany Kamczatki, moich uczuciach do Ciebie - praszczaj ljuba ,

                Euromir
                • Gość: Myszka IP: 10.129.131.* 11.12.01, 12:19
                  Drogi Euromirze,
                  Zaniepokoiły mnie pozdrowienia,jakie przesłał Pan Pannie Kunce w ostatnim
                  liście(był otwarty)"praszczaj ljuba" czy coś takiego, no i ten pobyt w
                  wiezieniu,który zaliczacie z Profesorem do ciekawego życia,też wydaje mi się
                  dziwaczny.
                  Wracajmy do wykładu.Bardzo ciekawa wydaje mi się koncepcja wykładu polegajaca
                  z grubsza na tym,żebyśmy zrozumieli wszystko,gdy wykład dobiegnie końca,gdy
                  Euromir zakończy myśl.Czekam wiec niecierpliwie,a tymczasem kilka wątpliwości.
                  Wydaje mi się,że brukselski urzędnik nie wymaga od nas uruchomienia w mózgach
                  i sercach jakiegos procesu tworzącego jakieś więzi.Wystarczy,że bedziemy sobą i
                  nic nie musimy zmieniać w mózgach.Wystarczy szczera chęć do budowy nowoczesnego
                  państwa i gospodarki rynkowej,krórą oni zbudowali przecież skutecznie i mamy
                  sie od kogo uczyć.
                  Jesli o mnie chodzi,to moją identyfikację europejską rodzice mi dali w
                  prezencie i to się mieści w trzech zdaniach w znanym wierszyku.
                  Obawiam się,że Pan Euromir z Profesorem szykuje jakąś karkołomną woltę
                  myślową,która jeszcze nikomu sie nie udała.

                  P.S.A miało byc tylko o wymianie kulturalnej.


                  Pozdrawiam .
                  Myszka.

                  • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 11.12.01, 13:42
                    Pani Myszko,
                    oj, będzie, będzie. Z tym że nie o "wymianie "kulturalnej" a przenikaniu kultur /nie mylić z komparatystyką
                    kultur/.
                    Pobyt w więzieniu był jak Pani widzi tylko krótkim epizodem a wydaje się być bezdyskusyjnym, iż doświadczenie
                    takie nie należy do garnituru życia mieszczańskiego (czytaj nudnego) nawet jeśli nie zapładnia intelektualnie.
                    A ten (pobyt) zapłodnił.
                    Boję się , że nie docenia Pani roli urzędnika z Brukseli. Niedobrze jest przecież, gdy urzędnicy sami decydują
                    o tym jak należy widzieć świat, który nas otacza. Narzucona definicja nie musi nam przecież odpowiadać.
                    Jak Pani się pewnie zorientowała UE już jakiś czas istnieje, prowadzi politykę, czyli tworzy historię, w której
                    będziemy uczestniczyć. Jaj kierunki zostały wytyczone - trzeba mieć tego świadomość. Dobrze je znać.
                    Dyskusja, którą wywołuję między innymi temu ma służyć.
                    Profesor twierdzi, że gorąca wola budowy, którą Pani tak entuzjastycznie wykazuje jest godna pochwały.
                    Namawia jednocześnie do zmiany nicku na Mrówka. Taki nick lepiej ilustruje zapał, ale i niestety bezmyślną
                    pracowitość. Cz nie powinniśmy być świadomi celu przychodząc (już w ubraniach roboczych ) na miejsce
                    budowy ?

                    Miłe pozdrowienia:

                    Euromir
                    • Dekadencki Dandysie, Daleki Dalajlamo, Danino Dobrego Ducha, Danserze
                      Długonogi, Dumny Dawco Debat, Dbały Decydencie, Dojmujący Dedektywie
                      Doskonałości, Defensorze Dziewic, Dekonspiratorze Deficytów Dedukcji, Duszo
                      Dyscypliny Dysput, Definiotwórco Delficki, Dominujący Desancie Demokracji,
                      Dewaluatorze Demagogów, Diabełku Dewotek, Donżuanie Doszczętnie Deprawujący,
                      Dobrodzieju Doktorantek
                      - tym wszystkim jesteś dla mnie Drogi Euromirze, dlatego w sercu mym wypalony
                      inicjał noszę zarówno E jak i D - bo znaczą dla mnie to samo.
                      Myśl o mnie czule.
                      Twoja Łasiczka (mająca problemy z futerkiem).
                      • Gość: Myszka IP: 10.129.131.* 12.12.01, 12:15
                        I czekamy na następny wykład.Kiedy sie odbędzie?Pozdrawiam.
                      • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 13.12.01, 02:04
                        Ukochana Kunko,
                        ja deflorant doktorantek? O czym mówisz? Gdzie klasa, którą reprezentujesz zazdrośnico?
                        Oszołomienie będące wynikiem nieziszczonych fantazji orgiastycznych ( czy zezwolisz na ich kontynuację w
                        przyszłości?), prowadzi mnie (tak czy inaczej w Twoje objęcia) - w objęcia krzepkich ud, a delikatnych jak
                        macki śródziemnomorskiej ośmiornicy (porównanie śmiałe - Twemu pożądaniu równe), wciągających mnie w głąb
                        nieznanej dotąd, (niezrównanej) rozkoszy posiadania i rozparcia Ciebie, na zawsze, do końca, do bólu,
                        do bólu tarcia, bezwoli - pełnej naturalnej siły, siły radości pełnego spełnienia.

                        Twój :

                        Euromir
                        • Gość: kunce IP: *.chello.pl 13.12.01, 12:38
                          Euromirze Przerażajacy!
                          Twój list czytam to śmiejąc się, to płacząc, to blednąc strwożona, to nagle
                          pąsem się oblewając. I podejrzenie rodzi się w mej głowie - Tobie chyba nie
                          chodzi związek dusz? A mieliśmy przecież bujać wśród kwiecia w zoologu, patrząc
                          sobie w oczy dotykać swych dłoni, a kuny (leśne i domowe) dziwić się miały
                          naszemu szczęściu. A tu nagle z ciemnych wód prajaźni wychynęła ośmiornica
                          delikatna, ale mocna (jak uda), i dziać się poczęły rzeczy zastanawiające.
                          Ostatnie dziwne zdanie postu wywołało u mnie szybsze bicie serca i pewną
                          wilgotność. Oczu - bo wzruszam się myśląc o Tobie. Przez chwilę nawet
                          rozważałam, czy nie jest tu coś o seksie - ale nie, Miły, Ty panieńskiej
                          niewinności byś nie brukał. Przecież można iść ściezką filozofa Immanuela
                          Kanta, który zmarł w wielu osiemdziesieciu lat, nie poruszony faktem, że
                          jego "virgo" jest wciąż "intacta". Nie, na pewno nie było w poście nic o
                          seksie - bo ani razu nie użyłeś słowa "orgazm", a właściwie orgazmy, ponieważ
                          współcześnie, zwłaszcza w prasie kobiecej, słowo to nie wystepuje w liczbie
                          pojedynczej.
                          Naprowadziłeś mnie, Drogi E na cenny trop wiodący do (być może) sedna pojęcia
                          identyfikacji europejskiej. Rówieśnik Freuda, Wilhelm Reich, odkrywca energii
                          orgonalnej twierdził, że bez zrozuminia seksualności nie pojmniemy społecznych
                          procesów i problemów naszych czasów. Reicha czytam powoli, ukradkiem i po
                          nocach, bo w domu nie wolno mi zdejmować książek z tej półki. Dlatego myśl swą
                          rozwinę w następnym poście. Teza: stosunek do seksu identyfikuje nasz krąg
                          kulturowy.
                          Wdzięczna za naukową inspirację
                          doktorantka Kunka.
                          • Gość: euromir IP: *.cm-upc.chello.se 14.12.01, 14:59
                            Kunko, Panno Miła,
                            widzę Twoje pojęcie seksualności nieco zakłamane. I mnie i Profesorowi spodobał się opis wrażenia jakie
                            wywarł na Tobie mój post, a właściwie jego ostatnie, (nieco górnolotne), zdanie. W zamyśle moim miało być
                            podszyte erotyką. Odczytałaś je bardzo dosłownie. Co może i nie jest błędem, (łatwo mówić post factum).
                            Przede wszystkim, Twoje (młodzieńcze ) zainteresowanie seksem nie jest niczym złym. Wchodzisz powoli w
                            wiek, w którym , (jak się już niedługo przekonasz), ten obszar doznań i fizjologii będziesz musiała, (a każdy na
                            swój sposób), pacyfikować, /niekoniecznie tak jak wspomniany przez Ciebie Immanuel Kant /. Zapoznam Cię z
                            lepszymi metodami.
                            Opisane przez Ciebie blednięcia nagłe, pąsy, nierównowaga duchowa i (pewne) zawilgocenia, są tylko
                            dowodem Twojego prawidłowego rozwoju fizycznego i powolnego wysuwania się erotyki (jak i seksualizmu -
                            tak, tak - nie bójmy się tego słowa), na plan pierwszy, (dla Ciebie jeszcze nowy i niezbadany), ale jak widzisz,
                            (vide : przykład biblioteki i Twojego nią obecnie zainteresowania), jeszcze nie w pełni uświadomiony
                            Zycie Twoje obecne to okres odkryć. Jak i inne młode Panny w Twym wieku, poznajesz znienacka urok mocnych
                            strumieni prysznica, radość dotyku, fantazji grzesznej...Morale Twe (jeszcze delikatne, plastyczne), nie do końca
                            ukształtowane. Pod moją fachową opieką, (jeśli mi zaufasz), przejdziemy wspólnie przez ten ciężki, (lecz jakże
                            ciekawy), okres przeistaczania się młodej dziewczyny w dojrzałą, (świadomą swoich potrzeb kobietę).
                            Niech rewolta, którą w sobie czujesz , (fascynacja Wilhelmem Reichem), nie pociągnie cię w kierunku ,
                            (niewłaściwym, mrocznym, o smaku zakazanego owocu), dewiacji i deprawacji. Bardzo łatwo jest, (wierz mi)
                            wejść na tę drogę. Pokusy czychają. Grzech , zwielokrotniony siłą , powtarzających się, (jak z magazynów
                            kobiecych), atletycznych orgazmów, może Cię zawieść na drogę niczym nie kontrolowanej chuci. Bądż alertna
                            i na baczności. Zajmij się proponowaną przez Profesora problematyką identyfikacji europejskiej, ewentualnie
                            przenikaniem kultur. Zrobiłaś, Moja Słodka, już tyle ciekawych spostrzeżeń, doktorat na horyzoncie, pomyśl
                            habilitacja... Ta Twoja nagła zmiana preferencji zasmuca mnie i napawa trwogą. Gdyby było Ci trudno
                            (i nudno), pomyśl o mnie , o naszych wspólnych planach i aktywnościach, którym zamierzamy się oddawać.
                            Pomyśl o Zoologu, kaczeńcach, kunach i łasicach. W ostateczności, (gdyby Ci było bardzo trudno), pamiętaj,
                            że tak przez Pismo opluwany grzech Onana, jest już dzisiaj ogólnie, (przez naszą kulturę), akceptowany.
                            Toteż, w opisywanej powyżej sytuacji masz zawsze możliwość wyboru. A wówczas, ,jak aktualny w tych
                            dniach, gen. W.Jaruzelski - wybierz mniejsze zło !

                            Twój na zawsze :
                            Euromir
                            • Gość: kunce IP: *.chello.pl 14.12.01, 18:33
                              Euromirze, Profesorze!!
                              To prawda, trudno mi się teraz skupić na doktoracie. Po pierwsze: ktoś
                              zniszczył mi moją doświadczalną kulturę bakterii precyzyjne wyżerając jogurt za
                              pomocą łyżeczki. Pleśń została delikatnie odsunięta, a kooperujące z nią
                              bakterie, wraz z produktem mlecznym, który był im domem, ba! galaktyką -
                              zniknęły. Pleśń umiera. Patrzę na agonię cudownej, obiecującej cywilizacji (wg
                              mojej oceny była w późnej epoce żelaza) i ruinę mego doktoratu.
                              Euromirze, czy zaczynać wszystko od nowa, czy też poszukać innego tematu z
                              dziedziny przenikania kultur (nie mylić z komparatystyką). Nie upilnowałam
                              mojego eksperymentu, to prawda. I zainteresowanie Reichem nie jest tu bez winy.
                              Ale czy za błąd płochej młodości mam płacić tak wysoką cenę? Zasugerowałam
                              poprzednio nowy temat pracy, mający związek z mym - jak przenikliwie
                              dostrzegłeś - młodzieńczym zainteresowaniem seksem. Ale żaden z Panów nie
                              odniósł się do tej propozycji. A przecież podołałabym.
                              Twoje, Drogi Euro, napomnienia zapisuję nie tylko w pamięci, ale i w
                              stęsknionym serduszku. Żadnych maili od obcych, randek odmawiać, ale czy mam
                              porzucić Reicha (byłoby mi szkoda...)? Czy to niestosowna dla panienki lektura?
                              Tam,pomijajac inne, wywołujace palący rumieniec tematy, tyle o integracji można
                              wyczytać, albo się domyślić, bo dedukowanie to przecież narzędzie pracy
                              naukowca. I jeszcze tym się martwię, że nie bardzo rozumiem, co to jest ta zła
                              droga, na którą wejść tak łatwo, a przed którą mnie ostrzegasz. Bo na przykład
                              moja kuzynka, osoba mądra, wyedukowana i obyczajna (katechetka) też czytała mi
                              z Pisma rózne fragmenty (były takie, że czerwieniłam się jak przy Twoim
                              ostatnim poście). I ona mówiła, że Księgi Mojżeszowe (Trzecie, bodaj) kobietom
                              nie zakazują takiej wzajemniej kooperacji, która - w przeciwieństwie do praktyk
                              Onana - jest zupełnie bezgrzeszna, a w jedniopłciowych, żeńskich zgromadzeniach
                              (jak haremy, internaty czy obozy kondycyjne) cudownie wzmacnia siostrzane
                              więzi. Ma mi to lepiej wytłumaczyć nastepnym razem. Piszę Ci to, bo mam do
                              Ciebie pełne zaufanie (jak mogłeś zreszta watpić, Miły) i pod Twa opiekę oddać
                              się gotowam. Martwi mnie tylko nieco, że opieka ta jest tak bardzo FACHOWA -
                              gdzie, Drogi, stałeś się ekspertem od odjrzewajacych panieniek? i - kiedy? A
                              tak się oburzałeś o "defloratora doktorantek'. Mój Fachowy E, niezwłocznie
                              oczekuję wyjaśnień.
                              Ale wrócę na chwilę do watku IDENTYFIKACJI EUROPEJSKIEJ. Profesor trochę chyba
                              gniewa się na brukselskiego urzednika o to, że ten chce określić zespół
                              kryteriów, na podstawie których uzna, że należymy do rodziny państw Europy, a
                              potem upierać się będzie, byśmy swą postawą (poprzez dostosowanie się do owych
                              kryteriów) o tej przynależności zaświadczali. To będzie w jakiś sposób
                              przynależność realna, zapisana, parafowana i egzekwowana. Ale pozostaje też
                              tożsamość SYMBOLICZNA, której nie da się nakazać. Część ludzi i bez tych
                              prawnych zapisów będzie czuła, że przynależy do Europy lub do jakiejś jej
                              zbiorowości, nie ruszajac się nawet za próg własnego domu. Będą mogli o sobie
                              powiedzieć np. my filozofowie europejscy, albo my europejscy adwetyści,
                              grotołazi etc. Bo przecież tak jak można cieszyć się domem, który jeszcze nie
                              został zbudowany, tak można identyfikować się z wizją przyszłej Europy,lub, co
                              łatwiejsze, z jakąś jej częścią. Warunek: trzeba mieć ukształtowane pojęcie My
                              obejmujące własną osobę i owych ludzi, z którymi pragniemy gdzieś
                              współprzynależeć. Profesorowi się to nie spodoba, ale powtórzę: to są procesy
                              dziejące się w nas, co nie wyklucza jednoczesnego prowadzenia innych działań na
                              rzecz integracji.

                              Miły, opiekuj się i prowadź,
                              w sprawie doktoratu ostrożnie wysonduj profesora,
                              a i wytłumacz się ze swych kwalifikacji w materii panien
                              Twoja Panna Kunka (wkrótce z mową wizją pracy doktorskiej).
                              • Gość: EUROMIR IP: *.cm-upc.chello.se 15.12.01, 19:50
                                " Z PAMIĘTNIKA"

                                prowadzę tryb życia kurewsko zjadliwy. Zjadający siły. wczoraj nie
                                spałem całą noc i w dzień nawet się nie zdrzemnąłem. dziś wstałem
                                jeszcze o kompletnej nocy, gdzieś o wpół-do-szóstej. jutro to samo.

                                jadam zasadniczo raz dziennie. dużo i raz. gdzieś około 2-3 w południe.
                                brak kolacji odczuwam, ale śniadania przestały już być moim nałogiem.

                                Nieraz mam już tego dość: tego erotycznego ascetyzmu, tego
                                powściągu, panowania nad sobą, czy jak-tam. Nieraz dość i chce się
                                wtedy wziąć którąś z dziewczyn do siebie, rozcałować, zacząć miłość.
                                Ale wiem, że nie można tego nawet w najgorszym razie.

                                Przykazaniem jest utrzymanie dystansu. Inaczej wścieknie się
                                wszystko.

                                Dałeś mi ciężkie życie, Ty, który dajesz człowiekowi jego los. Dałeś mi
                                najcięższe, jakie znieść mógłbym. Stale to się waży we mnie i czuję, że
                                żyję na krawędzi możliwości.

                                Boże - to nie tylko egoizm dyktuje mi prośbę. Jestem coraz mniej
                                egoistą, Boże. Ci, co patrzą na to z zewnątrz, nie uwierzą może, bo
                                widzą samą moją dumę i upór. Moją dumę i mój upór. A nie widzą
                                fundamentu, mnie samego. A ja sam czuję się służbą i ideą, to brzmi
                                patetycznie - niech brzmi, jak chce, nie zaprę się tego: czuję się służbą i
                                ideą. Mogącą i muszącą kształtować lud

                                Powyższy cytat pochodzi z pamiętników Andrzeja Trzebińskiego, dwudziestojednolatka, który zginął w
                                okupacyjnej Warszawie, w przypadkowej łapance, rozstrzelany przez Niemców. Dziwnie dojrzały tekst jak na
                                tak młodego człowieka.
                                Droga Kunko,
                                cały czas jestem pod wrażeniem naszego spotkania w Nicei. Do końca nie wierzyłem, że uda Ci się zbiec
                                spod słodkiej kurateli Mamci Twojej i uda się Nam spędzić razem chociaż ten krótki łikend.
                                Kiedy zobaczyłem Cię na Promenadzie Angielskiej wychodzącą z taksówki, szczęście moje osiągnęło apogeum
                                i już widziałem oczyma wyobrażni, Nas oboje splecionych w szalonym uścisku, podobnych opętanym uczuciem
                                parze, wyposzczonych brakiem wolności łasic, nagle uwolnionych z klatki, rozkoszujących się wolną miłością
                                na łonie słonecznej natury.
                                Zwrócisz mi teraz (zapewne) uwagę Moja Miła - jak to już czyniłaś poprzednio, że język mój nie oddaje
                                (dokładnie), tego co myśli głowa. I masz naturalnie rację. Szaleję. Teraz sam. W pokoju hotelowym. Niezły hotel,
                                "Negresco", (z myślą o Tobie się wykosztowałem). I co? Jaki rezultat. Zaden. Dałaś się uwieść Profesorowi.
                                Ten wstrętny bawidamek zawrócił Ci w głowie. A obiad napuszony, (gdy ja chciałem romantycznie, na
                                dwoje naszych rąk...), póżniejszy kolacja - to samo, znowu w sali złotej. On intrygujący,(tylko intrygować umie),
                                Ty młoda i niedoświadczona, łatwo, zbyt łatwo padłaś jego łupem. Naobiecywał Ci , rozumiem, różności. Szmatki,
                                jakieś świecidełka, zapewne kolorową chustę, jakoż korale. Baletki, z których się tak wyśmiewał poprzednio
                                wystawały Ci z torebki. Nie zaprzeczysz! Kobieto, puchu marny... A doktorat ? - wierzysz temu wiarołomcy?
                                Z powrotem do Andrzeja Trzebińskiego, którym się teraz zaczytuję, gdyż nikt nie jest w stanie oddać lepiej mojego
                                stanu psychicznego jak on.
                                Gdy pisze o trybie życia kurewsko - zjadliwym, o erotycznym ascetyzmie, czuję, że pisze również o mnie.
                                Z Profesorem zerwałem. Nie chcę już więcej widzieć tego starego kozła, / "A kozła czuć bo mu śmierdzi chuć"/.
                                W jak obrzydliwy sposób nadużył mojego zaufania !
                                Kiedy Was przyłapałem, w Twoim pokoju - Tyś bez bielizny, on z gołą dupą, tylko w skarpetkach - jak można kłaść
                                się do łóżka w skarpetach? Załamał się mój świat. Swiat zbudowany na żelaznym imperatywie ufności do Ciebie,
                                zaufania, miłości.
                                Czy pamiątasz nasze - jeszcze - wspólne śniadanie następnego dnia. Widziałem byłaś szczęśliwa. Różowa na
                                twarzy, jeszcze podniecona a nade wszystko zaspokojona. Nie mogłem znieść tego widoku. I jeszcze on
                                nadskakujący, cały w pokłonach, pląsach : - Panno Kunko to, panno Kunko tamto, a więcej kawy, a może
                                czekoladowego croissanta...
                                Nie mogłem na Was patrzeć - wiarołomcy Oboje. Obok siedziała pani z pieskiem, pamiętasz kelner przyniósł
                                mleko w srebrnej misce...dla pieska, oczywiście. Tak Ci się spodobało. A Ty cóż, też z jego rąki jak jakiś piesek
                                jadłaś !
                                Wieczorem, już po Twoim wyjeżdzie pokazywał mi - przechwalając się - nahajkę, którą przywiozłaś z
                                Polski. Wiedziałaś co lubi. Utrafiłaś Moja Droga w jego gust, (powiada często - "Zeby życie miało smaczek, raz
                                dziewczynka, raz chłopaczek" - sodomista, nekrofil obrzydliwy .Tak, tak, trzeba Ci to wiedzieć. Jego upodobania
                                seksualne potrafiły już zawstydzić największych libertynów Europy (i Azji).
                                Nahajkę obejrzałem starannie.
                                Musiałaś wykonać ją sama, sądzę przyglądając się niestarannemu wykończeniu. Ingriedense, owszem dobre -
                                sztywno sprasowana żmija miedzianka wraz z plastycznym dziobem młodego bociana inkrustowanym
                                raczymi odwłokami.Tutaj chociaż nie zawiodła Cię wrodzona Ci pomysłowość.
                                A teraz powiedz mi - w największym zaufaniu - czy Ty go wychłostałaś ? Czy złączyły Was tamtej nocy jakieś
                                inne intymności, które jeśli - to na pewno gwałtem Ci zadał ?
                                Kunko najmilsza - miałem czas - całość sobie przemyśleć. Zyć bez Ciebie nie mogę. Wszystko jestem w stanie Ci
                                wybaczyć. Obiecaj tylko, że to ostatni raz. Zazdrość moja nie zna granic, lecz widzisz Droga dla
                                Ciebie gotów jestem ją poskromić, z serca wygnać. Z Profesorem się pogodzić. (Poczyniłem już starania).
                                On moje gniewne słowa wybaczy. Ciebie już więcej nie dotknie - obiecywał.
                                Zycie musi toczyć się dalej. Ja u niego zarabiam przecie dobrze. Przyjedziesz po świętach - masz możliwość
                                zrobienia doktoratu. Stypendium obiecał. Dopilnuję aby słowa dotrzymał. A gdybyś zaszła ( ze mna) w ciążę,
                                zawsze możesz zapisać się na chorobowe. ZUS zapłaci. Jak widzisz wszystko już sobie obmyśliłem i tylko
                                od nas samych zależy, jak sobie skonstruujemy naszą przyszłość.

                                Twój (jednak na zawsze) :

                                Euromir

                                PS
                                W dzisiejszym poście postanowiłem nie poruszać tematu identyfikacji europejskiej - jakoś nie pasuje mi to.
                                Obiecuję zrobić to następnym razem. Może już jutro.

                                Twój E

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

  • Kategorie tematyczne
  • Najnowsze wątki
  • Więcej forów
  • Więcej wątków na ten temat
  • Tagi
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.