Re: luka do tyu
Autor: Gość: Piort
IP: 192.168.1.*
15.01.02, 13:46
Cała ta dyskusja toczy się w oparciu o przekonania, a nie o fakty. Anysemityzm
w Polsce jest (choć Żydów brak) i był, a prawdopodobnie i będzie. Wystarczy
przypomnieć sobie rok 1968 gdy zwolnione ze smyczy psy weszyły w życiorysach i
kąsały kogo tylko się dało. Ilu ludzi wykupiło za grosze mienie przesiedlenców,
zajęło ich mieszkania, ilu marcowych docentów objęło stanowiska po wygryzioych
"syjonistach". Pogrom Kielecki był jakoby z inspiracji UB, może, ale kto tam
kamieniował Żydów? Przedwojenny antysemityzm był niewątpliwy, są tego pisane
ślady(nie kupuj u Żyda),pogromy, getta ławkowe i t.p. stąd radosne witanie
przez Żydów Armii Czerwonej i późniejsze tego konsekwencje takie jak w
Jedwabnem. W czasie wojny do Oświęcimia trafiali ludzie nieprzestrzegający
ówczesnego prawa, nieraz za głupstwa(dura lex sed lex), ale i nasz rodzimy
Gomółka też wprowadził podobne prawo. W Bieszczadach był(conajmniej jeden)
ośrodek dla "pasożytów" - ludzi którzy nie mieli legalnego zatrudnienia i
popełnili nawet drobne przestępstwo, jak koniki kinowe czy cinkciarze. Okupanci
niemieccy urządzali obławy na Polaków, którzy nie mieli legalnego zatrudnienia,
gdyż uważali, poniekąd słusznie, że jeżeli nie pracują dla Rzeszy, to przeciwko
niej. Trzeba pamiętać że w Niemczech i krajach okupowanych nie było bezrobocia,
wręcz odczuwano brak rąk do pracy. Ludzi tych osadzano w obozach
koncentracyjnych nie po to żeby ich uśmiercić, bo wtedy oszczędni Niemcy nie
dawali by im jeść ani pić, ale aby pracowali dla Rzeszy, dla zwycięstwa. Obsada
niemiecka w obozach nie była wystarczająco liczna by wymordować tylu ludzi, to
robili sami więźniowie, a mechnizm był prosty. Starszym izby, czy bloku był
jeden z więźniow, kapo. Więźniowie wychodzili rano do pracy i wtedy ich liczono
oraz przygotowywano dla takiej liczby posilek. Jeżeli ktoś umarł i nie wrócił
na obiad, to jego racją i mieniem dysponował kapo. Wielu więźnów pracowało na
potrzeby własne obozu, m. in. w komorach gazowych zbudowanych dla dezynsekcji
odzieży. Jeżeli udało się kogoś wepchnąć do takiej komory, to znowu był obiad i
jego rzeczy do dyspozycji. Krematoria służyły, jak w dużej części Europy, do
palenia zwłok, ale też nie można wykluczyć że udawało się wsadzić tam kogoś
jeszcze żywego. Tylko co z tym wspólnego mieli Niemcy? To, że racje żywnościowe
były na granicy biologicznej egzystencji? A ludność cywilna Niemiec też była
niedożywiona pod koniec wojny, gdy wszysko szło na front. To co się działo w
Oświęcimiu było w głównej mierze robotą samych więźniów. Pracowałem z
człowiekiem, który jako mlody chłopak był w Oświęcimiu i który mi opowiadał te
historie, jako dziecko słuchałem wspomnień ludzi którzy wlaśnie zostali
wyzwoleni z obozów i moja wiedza na ten temat odbiega poważnie od aktualnie
obowiązujących naukowych ustaleń. Czemu nikt nie zajmie się porównaniem
warunków w obozach jenieckich i koncentracyjnych i nie wyciągnie wniosków?