09.03.09, 10:31
Trzeba sie zaadaptowac.

Zapomniec o przeszlosci, zapomniec o winach Niemiec i zastanowic sie, jaka
Polska przyszlosci ma byc. I jak to osiagnac.

Twoja wizja swiata jest podobna do tej Jarka: rozliczyc, ukarac, zaognic
stosunki...

To do niczego nie prowadzi i jest destrukcyjne.

Pozdro

PF
Edytor zaawansowany
  • andrzejg 09.03.09, 10:41
    polski_francuz napisał:

    > Trzeba sie zaadaptowac.
    >
    > Zapomniec o przeszlosci, zapomniec o winach Niemiec i zastanowic
    sie, jaka
    > Polska przyszlosci ma byc. I jak to osiagnac.
    >
    > Twoja wizja swiata jest podobna do tej Jarka: rozliczyc, ukarac,
    zaognic
    > stosunki...
    >
    > To do niczego nie prowadzi i jest destrukcyjne.
    >
    > Pozdro
    >
    > PF

    Przeciez jak ktoś jest zwolennikiem Lewa i Niesprawiedliwości (z
    xiazeluką),to trudno aby miał swoje poglądy inne od prezesa

    A.
  • pozarski 09.03.09, 10:44
    Czyzby xionze zdradzil Qrwina? Moze chce blizej żłobu?wink
    --
    Zdaniem Janka Lityńskiego mój szanowny współautor jest stuknięty, ja nabyłam
    świra drogą osmozy, a to wszystko dlatego, że pisujemy w faszystowskiej gazecie,
    czyli "Rzeczpospolitej".autor:pejszns
  • andrzejg 09.03.09, 10:46
    To Korwin jest w PiSie???
    Pierwsze słyszę.Ostatnio widziałem go na nominacji Czumy

    A.
  • marouder.eu 09.03.09, 10:49
    A co Mikke robil na nominacji Czumy?
    Lech go zaprosil?
    --
    Pisz na forum Aquanet, najstarszym forum politycznym na portalu gazeta.pl: urlcut.com/11
  • andrzejg 09.03.09, 10:50
    ponoc przyszedł jak przyjaciel Czumy
    Zaraz potemzaczęto dyskutować w jakimsprogramie, czy Czuma wprowadzi
    ogólnodostepnośc do broni

    A.
  • pozarski 09.03.09, 10:50
    Nie rozumiesz? Xionze byl zwolennikiem Qrwina,ty piszesz,ze jest pisdactwa. Stad
    moje zdziwienie.
    --
    Zdaniem Janka Lityńskiego mój szanowny współautor jest stuknięty, ja nabyłam
    świra drogą osmozy, a to wszystko dlatego, że pisujemy w faszystowskiej gazecie,
    czyli "Rzeczpospolitej".autor:pejszns
  • andrzejg 09.03.09, 10:52
    ach nie
    literówka ...miało być (za xiazeluką)
    Nazwę PiS zacytowałem za xiazeluką

    A.
  • pozarski 09.03.09, 10:54
    Dobrze,ze literowka,a nie wojna swiatowa! Niezly numer.wink))
    --
    Zdaniem Janka Lityńskiego mój szanowny współautor jest stuknięty, ja nabyłam
    świra drogą osmozy, a to wszystko dlatego, że pisujemy w faszystowskiej gazecie,
    czyli "Rzeczpospolitej".autor:pejszns
  • polski_francuz 09.03.09, 10:46
    Hasz jest inteligentnym gosciem. Moim starszym kolega ze studiow. Uczciwym
    inzynierem i pewnie porzadnym czlowiekiem.

    Inteligencja polega na zaadaptowaniu. Nawet Jarek teraz zalozyl konto i zmiekcza
    obyczaje.

    No to wlasnie do tej zdolnosci adaptacji apeluje.

    W gruncie rzeczy, Hasz nalezy do "rozczarowanego pokolenia". Za komuny sie nie
    zalapali bo komuchy nie daly, za wolnej Polski juz sa za starzy i ich nie chca.

    Stad frustracja, ktora rozumiem.

    Ale interes Polski przeciez wazniejszy.

    PF
  • szach0 09.03.09, 11:07
    Nie, możemy swoich polskich spraw
    mieszać w sałatce politycznej z interesami np. obywateli państwa
    żydowskiego, dla którego utworzenie Kosowa ( mafii narkotykowej)
    na Słowiańskiej pradawnej ziemi - sercu Serbii
    jest przyczółkiem, który zmusi Niemcy i całą Unię do aktywnej
    polityki proizraelskiej - coś na wzór USA .

    To zaszkodziło nam od zarania III RP.

    Zyskują Niemcy, zyskuje USA zyskuje Rosja!
    Traci TYLKO POlska!!!!!!!!!!!!!

    Wy zaślepieni

    ___________"patrzeniem w Pryszszłosć"______________

    ____________"zapomnieniem przeszłości"______________

    (tego chciał syn Izaaka...zapomniałem nazwiska na S)

    Ale przed tym ostrzegał JPII_______!!!!!!!!!!!

    Naród który nie pamięta historii...GINIE!!!
    Mazowiecki, Bartoszewski... odpuścili pod namowa Geremka, Kuronia,
    Michnika etvetera "salonu" ze wschodu...

    sprawy wujscia Armii Czerwonej, odszkodowań jakie wzięli Czesi,
    Węgrzy Słowacy, przes'ralismy anwet opcję zerowa,
    granica na Odrze- Nysie, w podrecznikach niemieckich sam Steinbach
    teraz sie uzeramy ... majątków jakie przegrywamy teraz przed
    Srassburdgiem. Giną akta w Luisburgu...
    szanse bliskie zeru...Centrum dobije PRAWDZIWĄ historię...

    Polska cóz dla was znaczy????oprócz zysku partykularnego?

    A oni...? GROM bronił mabasad w których 100% bierutowszcyków...
    Po to go stworzono...4+2 ...kpina i blamaż skutkuje dziś...

    Potem...dziesiątki tysiecy ...Zydzi z Rosji przez Warszawę

    śwait arabski wrzeszczał i groził...ambasady polskie
    ZAPOMNIELIŚCIE???

    Zaraz Wam walne artykuł to padniecie...z wrazenia...

    3)
    W dodatku graniczącego z Niemcami i negocjującego w sprawach
    wzajemnych stosunków w Unii Europejskiej i pojednania?
    4)
    A może uważasz wraz ze Scanem, ze Polski juz nie ma?

    I ze to państwo graniczące z Niemcami od wschodu
    - może być jedynie reprezentowane przez Żydów, z żydowskeigo p.
    widzenia
    a każde
    różnice pogladów w stosunkach

    wzajemnych Niemcy - Polska

    maja byc rozstrzygane przede wszystkim z uwzględnieniem
    Zydów i każdy głos musi być NAJPIERW SKONSULTOWANY Z Żydami
    i Filosemitami ?

    Natomiast Polacy nie mają prawa do samodzielnej polityki
    zagranicznej?

    Nawet jeśli mają Żydówkę obywatelkę USA za żonę?

  • szach0 09.03.09, 11:09
    Szczególną okażę do zbliżenia polsko-ukraińskiego w dziedzinie
    kultury dała obchodzona uroczyście 85 rocznica śmierci Adama
    Mickiewicza. Na przewodniczącego Komitetu obchodu powołano T. Boya-
    Żeleńskiego, zastępcą był J. Borejsza, członkami - W. Wasilewska,
    Aleksander Desniak, Juliusz Kleiner (od 1920 r. profesor UJK) i
    Julian Przyboś. Miały miejsce takie imprezy, jak akademia z udziałem
    większości świata kulturalnego i nauki (25 listopada 1940), na którą
    zjechali czołowi profesorowie literatury z różnych ośrodków ZSRR,
    oraz uroczysty wieczór mickiewiczowski w Teatrze Opery i Baletu i w
    Teatrze Polskim. Podobne uroczystości odbyły się w innych większych
    miastach b. Kresów Wschodnich. We Lwowie pochód pisarzy polskich,
    ukraińskich, rosyjskich i żydowskich wyruszył na Plac Mariacki,
    gdzie pod pomnikiem Adama Mickiewicza złożono wieńce. Na akademii
    przemawiał Boy-Żeleński i goście z ZSRR. Kiedy delegat Związku
    Pisarzy Radzieckich z Moskwy, poeta Paweł Griegoriewicz Antokolskij
    powiedział „Jak nieśmiertelna jest poezja Mickiewicza, tak
    nieśmiertelny jest i naród polski", na sali zapanował nieopisany
    entuzjazm33. Tę enuncjację wyeksponowano szczególnie w raporcie
    ambasady niemieckiej w Moskwie, przekazanym do Berlina34. Podobnie
    jak przed wojną słał swe raporty ze Lwowa generalny konsul Seelos,
    tak w czasie wojny, a zwłaszcza na przełomie 1939/1940 i w ciągu
    roku 1940, raporty składali członkowie niemieckiej komisji
    przesiedleńczej, pracujący we Lwowie, szpiedzy hitlerowscy i
    ambasada w Moskwie. Niemcy interesowali się żywo życiem polskim na
    dawnych Kresach, szczególnie na Ukrainie Zachodniej35. Na przełomie
    1940/1941 r. ambasada w Moskwie wyrażała opinię, że Związek
    Radziecki chce swą polityką kulturalną wytworzyć przekonanie, że
    jest spadkobiercą najlepszych osiągnięć kultury światowej.

    Ta zmiana stosunku wobec świata kultury i nauki we Lwowie zdawała
    się być zapowiedzią nowej polityki. Zanim się ona rozwinęła, doszło
    do agresji hitlerowskiej na ZSRR, dla Lwowa nastała noc okupacji.
    Listy proskrypcyjne grona profesorów polskich we Lwowie przygotowano
    jeszcze przed agresją na ZSRR. Morderstwa z pierwszych dwóch tygodni
    i okrutne warunki wojenno-okupacyjne zdziesiątkowały świat naukowy
    Lwowa. Według aktualnych danych straty wśród dawnych pracowników
    Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie wynosiły: 49 profesorów, tj.
    46,5% ogółu profesury, ponadto 31 docentów i równorzędnych
    wykładowców, tj. 18,4%. Odnośne liczby dla Politechniki Lwowskiej
    wynosiły 24 profesorów, tj. 34,4%b 9 docentów, tj. 11%. Z innych
    wyższych uczelni Lwowa zginęło 8 profesorów.

    Największe straty poniosła medycyna lwowska, bo około 91%
    zatrudnionych profesorów i 20% docentów. Dyscypliny nauk
    matematyczno-przyrodniczych straciły 36,4% profesorów, nauki prawno-
    społeczne 33,3% profesorów, a humanistyka około 24%. Teologii ubyło
    62% profesorów. Politechnika Lwowska straciła profesorów z
    wszystkich wydziałów (od 28 do 40%). W tym tragicznym bilansie strat
    ludzkich brakuje asystentów i adiunktów, gdyż nie można było ustalić
    dostatecznie pełnej ich listy36, również straty ukraińskiego świata
    nauki i kultury we Lwowie nie zostały dotąd ustalone. Nie znamy też
    strat osobowych żydowskiej nauki i kultury m. Lwowa. Tylko
    nieliczni, którzy wyjechali w głąb ZSRR lub zostali ukryci ocaleli.
    Wśród poległych znaleźli się naczelny rabin m. Lwowa dr Jeheskiel
    Lewin i wspomniany tu Henryk Hescheles, red. „Chwili". Ocalał m.in.
    rabin, dr Dawid Kahane i socjalistyczny publicysta Borwicz.

    Polski świat nauki we Lwowie zapłacił wysoką cenę wojny. Uwzględnić
    należy, że wśród tych, którzy przeżyli wojnę, około dziesięciu
    prowadziło tajne nauczanie w samym Lwowie lub w innych ośrodkach.

  • szach0 09.03.09, 11:12
    jak oni to jednakowo rozgrywają!

    Zwróccie uwagę na nzawiska...

    Mickiewicz...Dziady...obchodzą roznice naszego wieszcza...
    nie Purim...
    a potem......................BACH!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • szach0 09.03.09, 11:18
    TAKIEJ SZANSY OD WIEKÓQW nie mialeiśmy!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Lepsza niż w 1918 - 20!!!!!!!!!!!!!!!!!
    SPójrz na mapę...polityczną

    ekologiczną.....

    mapę odnisk konfliktów ...wolisz Belfast?

    Kosowo?

    Niemcy z silną demografią Turczynek?

    Anglie moze z ...

    Czy USA z Obawą?

    Moze Madagaskar? Azrael? Matko Kurki!!!!!!!!!! gdzie znajdziesz
    takie miejsce
    6 pór roku...jelenie łosie

    w Niemczech za Odrą pojawił się Łoś...Pierwszy od wieków

    zaraz go przejechali...
    Wtedy w 1018-20 porzucali kariery w Szwajcarii naikowe polityczne
    a Wy? Mordy moje?

    szydzicie z tego który nie został w USA i uratował tysiace Polaków
    wcale nie tych bogatych?
  • hasz0 09.03.09, 11:52
    Agentura wpływu

    Rozważając polskie niedole, niewykorzystane szanse, błędy, szkodliwe
    działania, zaniedbania czy zaniechania, wypada choć przez chwilę się
    zastanowić nad jednym z czynników "niemocy".

    Szczególnie w czasach kryzysu, gdy niestabilność sytuacji zwiększa
    poziom zamętu.

    A wiadomo, że w mętnej wodzie najlepiej łowi się ryby. Warto się
    zatem przyjrzeć technice działania określanej mianem agentury
    wpływu, szczególnie w obszarze medialno-informacyjnym.

    Agentura wpływu to zagadnienie znane od dawna. W Polsce na groźną
    skalę borykamy się z tym problemem od początku XVIII wieku. Wówczas
    Austria i Prusy, a szczególnie Rosja, starały się wpływać na
    politykę ówczesnej Rzeczypospolitej przy pomocy swoich ludzi, którzy
    byli Polakami i od środka infiltrowali państwo oraz podejmowali
    działania korzystne dla swoich uświadomionych i nieuświadomionych
    mocodawców.

    W przeszłości, na co zwracają uwagę znawcy tej problematyki,
    najliczniejszą grupę stanowili agenci działający z pobudek ideowych,
    ale korzystający z materialnego wsparcia tajnych służb, głównie dla
    utrzymania organizacyjnych form reprezentowanego ruchu i jego
    propagandy.
    Później zastąpili ich płatni agenci. Z takich właśnie związków
    rozwinął się w drugiej połowie XX w. wywiad polityczny i agentury
    wpływów.
    W literaturze przedmiotu krajem niemalże wzorcowym, który
    najbardziej rozwinął technologię agentury wpływu, jest Moskwa. Tak
    było w czasach komunistycznych, ale tak jest również dziś. Na
    przykład Oleg Gordijewski, były pułkownik KGB, który współpracuje z
    brytyjskim wywiadem, publicznie twierdzi, że wydział propagandy,
    dezinformacji i czarnego PR w rosyjskich służbach jest obecnie trzy
    razy większy niż za czasów ZSRS, gdy Kreml utrzymywał na całym
    świecie gazety, infiltrował różne ośrodki badawcze i uniwersyteckie,
    środowiska intelektualne i kulturalne, media, struktury polityczne,
    środowiska biznesowe i finansowe.
    To Rosjanie doprowadzili do perfekcji metodę upowszechniania
    specjalnie przygotowanych informacji w mediach innych państw, by
    następnie cytować je we własnym kraju dla określonych celów
    politycznych, ideologicznych, gospodarczych czy społecznych. Tego
    rodzaju działanie nabrało szczególnego znaczenia w okresie "zimnej
    wojny". KGB utrzymywało nawet specjalnie niszowe dzienniki w
    niektórych krajach basenu Morza Śródziemnego, publikujące wygodne
    dla Moskwy informacje, na które z kolei z lubością powoływał się
    Kreml i przywódcy "bratnich krajów socjalistycznych".
    Sposób działania agentury wpływu w książce "Generał Kiszczak mówi...
    prawie wszystko" następująco charakteryzuje jej bohater i
    niewątpliwy fachowiec w tej dziedzinie, szkolony w Moskwie
    wieloletni peerelowski szef bezpieki Czesław Kiszczak: "Zadaniem
    agentów wpływu jest urabianie opinii publicznej lub określonych
    środowisk w danym kraju. Urabianie w różnym kierunku. Najczęściej
    chodzi o pozyskanie sympatii dla państwa, dla którego się pracuje,
    czasami dla służb, dla których się pracuje. Mogą też być bardziej
    zawiłe kombinacje, na przykład tworzenie atmosfery niechęci wobec
    kogoś lub czegoś".

    Prasa w Niemczech, prasa w Polsce
    Dwa lata temu Jarosław Kaczyński zaapelował do wydawców i
    dziennikarzy o zaprzestanie ataków na jego rząd. Ówczesny premier
    zwrócił uwagę, że w Polsce znaczna część prasy należy do niemieckich
    wydawców. Szef rządu zaznaczył, iż trzeba się zastanowić, czy nie
    należałoby zahamować tego zjawiska. Premier odniósł się w ten sposób
    do publikacji tygodnika "Newsweek" ze stycznia 2007 r., w której
    styl rządzenia Jarosława Kaczyńskiego został porównany do rządów
    Władimira Putina w Rosji. Charakterystyczna była reakcja redaktora
    naczelnego "Newsweeka" - tygodnika wydawanego przecież w Polsce
    przez niemiecki koncern Axel Springer. Michał Kobosko, który
    wcześniej pracował w "Gazecie Wyborczej", dzienniku "Puls Biznesu" i
    był także redaktorem naczelnym polskiej edycji
    miesięcznika "Forbes", stwierdził, że premier nie rozumie mediów, a
    w jego wypowiedziach pojawiają się "antyniemieckie fobie".
    Swoistą puentę do tego sporu dopisało życie. W czerwcu 2008 r. w
    Instytucie Spraw Publicznych został opublikowany opracowany przez
    prof. Beatę Ociepko, Agnieszkę Ładę i Jarosława Ćwieka-Karpowicza
    obszerny raport zatytułowany "Polityka europejska Warszawy i Berlina
    w prasie niemieckiej i polskiej". Przeprowadzone badania miały na
    celu określenie, w jaki sposób prasa Polski i Niemiec przedstawiała
    i oceniała politykę europejską obu krajów od stycznia do
    października 2007 roku. Przedmiotem analizy był zatem sposób
    prezentacji przez media drukowane działań drugiego kraju i kwestii
    ogólnoeuropejskich.
    We wnioskach autorzy podkreślali, że analizowane tytuły prasy
    niemieckiej prezentowały bardzo podobną ocenę polskiej polityki
    europejskiej. W większości przypadków - niezależnie od tego, czy
    była to prasa lewicowa, czy prawicowa - krytykowały działania
    polskiego rządu. Analiza obrazu polskiej polityki europejskiej w
    niemieckiej prasie pozwoliła także na sformułowanie pewnych
    stwierdzeń odnoszących się do podejścia mediów niemieckich do
    działań własnego rządu. Widoczny był w tym przypadku konsensus, od
    lat obecny w niemieckich środkach masowego przekazu, co do tego, że
    integracja europejska należy do priorytetów polityki zagranicznej
    Niemiec. Prasa niemiecka solidarnie kreśliła obraz swojego kraju
    jako państwa proeuropejskiego, którego prezydencja służyła
    pogłębianiu integracji i przezwyciężaniu impasu konstytucyjnego, w
    czym olbrzymią i pozytywną rolę odegrała kanclerz Angela Merkel.
    Na tym tle Polska postrzegana była jako kraj reprezentowany przez
    elity antyeuropejskie, niewdzięczne za niemieckie wsparcie w
    procesie integracji Polski z UE oraz odpowiedzialne za stwarzanie
    problemów podczas wypracowywania kompromisu w kwestii traktatu
    reformującego (lizbońskiego). Prasa polska wykazywała zróżnicowanie
    w ocenie polityki europejskiej Berlina. "Dziennik", "Gazeta
    Wyborcza" i "Polityka" częściej przedstawiały ją pozytywnie, podczas
    gdy "Rzeczpospolita" oraz "Wprost" - raczej negatywnie. Podobnie jak
    w prasie niemieckiej, także w przypadku mediów polskich, przy okazji
    analizy sposobu przedstawiania polityki europejskiej sąsiedniego
    kraju, można było wysnuć wnioski na temat ich podejścia do działań
    własnego rządu. W prasie polskiej - w odróżnieniu od gazet i
    czasopism niemieckich - nie istniała pod tym względem
    jedność. "Gazeta Wyborcza" oraz "Polityka" wyraźnie krytykowały
    gabinet Jarosława Kaczyńskiego za jego działania na arenie
    europejskiej, a "Rzeczpospolita" oraz "Wprost" - popierały te
    działania.
    Z badań wynika też, że się nie zdarzyło, aby dziennikarze i
    komentatorzy niemieccy używali argumentacji strony polskiej jako
    swojej. Owszem, cytowali stanowisko polskich władz, ale nie
    utożsamiali się z nim, a najczęściej je krytykowali. Natomiast w
    prasie polskiej w bardzo wielu przypadkach stanowisko rządu
    niemieckiego było tożsame z osobistą opinią autora publikacji
    ukazującej się w Polsce. Innymi słowy, niektórzy autorzy
    przedstawiali niemiecki punkt widzenia jako własny.

    Subtelna granica
    Z tych badań jasno wynika, że relacje mediów niemieckich i polskich
    do własnych rządów nie są symetryczne. Media funkcjonujące w
    Niemczech w całej rozciągłości utożsamiają się z polityką własnego
    rządu, a wokół tego, co należy do pryncypiów niemieckiej polityki i
    zdefiniowania niemieckiego interesu narodowego, panuje powszechna
    zgoda. Tymczasem media funkcjonujące w Polsce są w tych sprawach
    podzielone. Nierzadko wyrażają poglądy sprzeczne z polityką władz
    polskich i nie utożsamiają się z polską racją stanu.
    Bardzo dobrze się stało, że powstał ten raport, który stanowi cenny
    materiał analityczny ukazujący różnice między prasą niemiecką a
    prasą w Polsce. Badaniom przeprowadzonym przez Instytut Spraw
  • hasz0 09.03.09, 14:05
  • polski_francuz 09.03.09, 15:55
    Mysle, ze sobie nawet z tego sprawy nie zdajesz. Historia powinna uczyc ale jak
    juz nauczy to nie ma co do niej wracac.

    Polske nauczyla, ze mamy sasiadow niebezpiecznych. I ze trzeba miec z kazdym z
    nich lepsze stosunki niz oni miedzy soba.

    I jeszcze, ze zawsze, gdy nie jestesmy zjednoczeni to przegrywamy.

    I dlatego Tuska, ktory jakos sie porozumiewa z sasiadami cenie.

    I dlatego tez, Jarka, ktory dzeli narod, nie cenie. I uwazam, ze to jest
    niebezpieczny dla Polski gosc.

    A sprawiedliwosc dziejowa, no coz, czasem przychodzi a czasem nie. Cieszyc
    nalezy sie z tego co mamy: wolny kraj, inteligetna mlodziez, demokracje...

    Allez courage, cher collègue!

    PF

  • hasz0 09.03.09, 17:45
    Gdybyś zechciał TYLKO włączyć licznik przewrotek obrotowców
    od 1989 r.

    Ile razy koniunkturalnie zmieniali zdanie na temat NATO, EWG, ZSRR,
    NIEMIEC, USA, Armii Czerwonej, metod prywatyzacji sł. zdrowia,
    ratoania stoczni, kształtu reform, WSI, lustracji...itd

    I KONIECZNIE SPRAWDŹ KTO nie zmieniała a kto zmieniał zdanie
    wielokrotnie

    I czyje predykcje się sprawdziły co do joty...
  • hasz0 09.03.09, 17:46
    www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=686
    Wobec recydywy socjalizmu

    Felieton · tygodnik „Nasza Polska” · 2009-03-03 |
    www.michalkiewicz.pl



    „Wszystko moje – orzekł miecz. Wszystko moje – rzekło złoto.
    Wszystko wezmę – orzekł miecz. Wszystko kupię – rzekło złoto. Poszło
    precz! – zawołał miecz. Pójdę, pójdę – rzekło złoto”. Niestety,
    wbrew przewidywaniom rosyjskiego poety, którego w tej sprawie
    proroctwa najwyraźniej nie wspierały, te przekomarzania złota z
    mieczem wcale nie zakończyły się bolesnym rozejściem, tylko
    przeciwnie – zmową przeciwko ludzkości. „Już w podziemiach synagog
    wszystko złoto leży, amunicję przenoszą czarni przemytnicy...” –
    szydził Julian Tuwim z Adolfa Nowaczyńskiego w wierszu „Anonimowe
    mocarstwo” – dodając, że „naradzają się szeptem berlińscy bankierzy,
    dzwoni tajny telefon w warszawskiej bóżnicy”. Jak wiadomo, każdy
    półinteligent, których zastępy tworzą grono czytelnicze „Gazety
    Wyborczej”, świetnie wie, że to wszystko nieprawda, że to
    oszołomstwo, ksenofobia i antysemityzmus - ale dzisiaj złotej waluty
    w obiegu już nie ma, tylko papierowy Scheiss, zwany elegancko przez
    lichwiarzy „pieniądzem fiducjarnym”, narzuconym „obywatelom” na
    podstawie prawa o „prawnym środku płatniczym”. Co się jednak stanie,
    kiedy „fides” się załamie? Ano – wtedy wszystkie zasoby pieniądza
    fiducjarnego, w których lud pracujący miast i wsi ulokował swoje
    oszczędności, nie będą warte nawet funta kłaków, podczas gdy złoto
    będzie na wagę złota i to dubeltową! Ale „wszystko złoto” leży w
    podziemiach, mniejsza o to, czy „synagog”, czy banków centralnych, w
    każdym razie – pod nadzorem miecza.

    Warto o tym przypomnieć zwłaszcza tym „sympatykom prawicy”, którzy
    nie posiadają się z radości, że oto diabli wzięli cały ten wolny
    rynek, który zresztą nigdy nigdzie nie istniał, poza propagandą
    uprawianą przez spekulantów na szkodę rodzaju ludzkiego. Dzięki
    kryzysowi, który okazuje się prawdziwym darem Niebios, będzie można
    wreszcie powrócić do normalności, to znaczy – do gospodarki
    planowej, tyle – że nie pod przewodnictwem Polskiej Zjednoczonej
    Partii Robotniczej, tylko jakiejś porządnej partii prawicowej – ale
    ma się rozumieć – socjalistycznej. Ciekawe, że nawet europejsy,
    chociaż zazwyczaj zachłystywały się nowoczesnością i w ogóle – w mig
    dostroiły się do pomstowania na spekulantów, którzy zawiązali
    straszliwy spisek na podkopanie wartości polskiej waluty.

    Największym spekulantem jest bank Goldman&Sachs, a w każdym razie on
    się do tego przyznał, w związku z czym rząd kazał „zbadać sprawę”
    razwiedce, czyli Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Ciekawe, co
    razwiedka będzie badała, bo wprawdzie w mediach powtarzają się
    oskarżenia przeciwko „spekulantom”, ale niepodobna się z tych
    oskarżeń dowiedzieć, co właściwie ci spekulanci takiego zrobili.

    Na czym polega spekulacja walutami? Najogólniej na tym, że banki lub
    inni lichwiarze skupują określoną walutę gdy spodziewają się zwyżki
    jej kursu, a wyzbywają się jej, gdy spodziewają się obniżenia jej
    kursu. Fiducjarny charakter waluty takim spekulacjom znakomicie
    sprzyja, gdyż o kursie waluty w znacznym stopniu decyduje zaufanie
    nie tyle do niej, co do opinii tak zwanych analityków, czyli
    zatrudnionych przez lichwiarzy specjalistów od propagandy. Toteż
    kiedy analitycy zaczęli rozpuszczać pogłoski, że złotówka niechybnie
    straci na wartości, zaczęła wkrótce rzeczywiście tracić. No dobrze,
    ale dlaczego zaczęła tracić rzeczywiście? Od samych pogłosek by nie
    straciła, bo pogorszenie kursu złotówki w stosunku do dolara czy
    euro nastąpiło nie w gazetach, tylko na rynku finansowym. Skoro tak,
    to znaczy, że ktoś, czy to pod wpływem proroctw analityków, czy też
    z jakichś innych przyczyn, zaczął posiadane zapasy polskiej waluty
    wyprzedawać. Żeby jednak mógł wyprzedawać, to musiał najpierw te
    zapasy polskiej waluty posiadać. To znaczy, że musiał ją kiedyś
    kupić i to w sporych ilościach. A kiedy skupował, to – zgodnie z
    prawem podaży i popytu – złotówka zyskiwała na wartości w stosunku
    do innych walut, np. dolara i euro.

    Ciekawe, że wtedy rząd nie angażował ABW, żeby sprawdziły, co to za
    spekulanci. Powiedzmy szczerze i otwarcie, że nie miał w tym żadnego
    interesu. Przeciwnie – dzięki wysokiemu kursowi złotego mniej musiał
    wydać na tak zwana obsługę długu publicznego, to znaczy – na
    procenty, jakie z podatkowych pieniędzy rząd płaci lichwiarzom za
    podtrzymanie mitu o sprawności rządzenia, czyli za utrzymanie
    płynności finansowej państwa. Ciekawe, że w tamtej fazie nikt na
    spekulantów nie narzekał, ani nie potępiał Kazimierza
    Marcinkiewicza, który, zdaje się, już wtedy dla „spekulantów”
    pracował. Przeciwnie – pan Kazimierz był nawet kandydatem
    na „duszeńkę” i w ogóle – autorytet moralny. Tymczasem spadek
    wartości złotego sprawia, że obsługa długu publicznego zaczyna
    kosztować coraz więcej i coraz trudniej w związku z tym ukryć blagę.
    Ponieważ innymi państwami też rządzą blagierzy, którzy nie potrafią
    niczego innego, jak sprzedawać własnych obywateli w niewolę
    lichwiarskiej międzynarodówce, tym wszystkim Goldmanom i
    Rotenschwanzom, którzy wprawdzie świetnie radzą sobie w finansach,
    ale serca tradycyjnie mają po lewej stronie, to jest prawie pewne,
    że obecny kryzys stanie się potężnym katalizatorem recydywy
    socjalizmu, w którym złoto z mieczem jest za pan brat.


    Stanisław Michalkiewicz
    www.michalkiewicz.pl
  • polski_francuz 09.03.09, 18:56
    ale miec rezultaty.

    Wolalbym wiecej franuskich Polakow nadajacych z Polski po francusku niz odwrotnie.

    PF

  • andrzejg 09.03.09, 21:57
    sz0k napisał:

    > Należy włączyć ten 1 bieg co to go Francuzi w czołgach mieli 5
    rodzai i spie...
    >


    na Białorus?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka