Dodaj do ulubionych

dostałam pracę - jestem przerażona :)

22.04.06, 13:05

--
:)
Edytor zaawansowany
  • misia_fisia 22.04.06, 13:07
    oczywiście jak mój brzuch zareaguje.

    Własnie dostałam telefon że zaczynam od poniedziałku.
    NIe mam pojęcia jak zareaguję :(
    Jutro jeszcze wykłady, moja zmora, a w pon ostra jazda bez trzymanki!!!

    Jak sobie poradzić???
    --
    :)
  • enterol250 22.04.06, 13:16
    przed wyjsciem do pracy wypij szklanke niegazowanej wody, w pracy jedz tylko
    to, na co reagujesz w miare normalnie, miej ze soba manti gastop/loperamid (w
    zaleznosci od formy ibs), pij sporo plynow - ale raczej nie kawy ani mocnej
    herbaty i SPROBUJ sie nie denerwowac :]
    i oczywiscie - gratulacje :))
    pozdrowki,
    marta
  • misia_fisia 22.04.06, 13:27
    dziękuje :)

    jeśli chodzi o formę ibs, to ja już nie wiem jaka mam :( ogólny ibsowy mix
    na manti źle reaguję, bo momentalnie musze się być w toalecie, loperamidu nigdy
    nie brałam

    boję sie ze psychicznie znowu padnę, a tak ładnie mi szło...

    wątpię że przełknę cokolwiek przez te 8 godzin
    --
    :)
  • komar77 24.04.06, 07:16
    zycze jak bezbolesnego i bezstresowego zaaklimatyzowania sie w nowym miesjcu.
    Napisz jak minął Ci pierwszy dzień
  • enterol250 24.04.06, 08:35
    no, misiu, daj znaki jak idzie. pamietaj, wszyscy jedziemy na tym samym
    wozku! :]
    pozdro,
    marta
  • misia_fisia 24.04.06, 22:57
    dziękuje raz jeszcze
    pierwszy dzień minął prawie bezboleśnie :)
    pierwsze najważniejsze - kibelek bardzo fajny!!! na całkowitym uboczu, w drugim
    końcu korytarza.
    atmosfera bardzo sympatyczna, przyjemnie i wesoło. NIestety jednak sami wiecie
    jak to jest... Ale trzymałam się twardo :) a raczej starałam. Pracowałam tylko
    6 godzin, ponieważ ta praca nie jest na cały etat, w moim przypadku to bardzo
    dobrze. Poczatkowo myslałam, że spędzę dzisiaj tam więcej czasu, ale na
    szczęście nie.
    Powiem Wam, że gdyby nie ten cholerny ibs, to byłoby pięknie, ale pewnie to
    już wiecie. Po prostu dzisiaj zrobiło mi się okropnie przykro. Obserwowałam
    swoich szefów i "starą" pracownicę, zachowywali się zwyczajnie, beztrosko, a ja
    ciągle martwiłam się swoimi flakami.
    Tak naprawdę chyba dopiero dzisiaj do mnie to dotarło, jak jestem ograniczona
    tą beznadziejną chorobą. Chodze przygnębiona, chce mi się ryczeć, ciągle
    wsłuchuje się w swój brzuch, analizuję wszystkie rewelacje z tym związane.
    Jesli uda mi się jakoś zapanowac nad tym, to będzie na prawdę dobrze. Będę
    mogła pogodzić studia i pracę. Wszystko potoczyło się tak szybko, ta oferta,
    rozmowa kwalifikacyjna, pierwszy dzień pracy. Może to i lepiej, bo pewnie bym
    zrezygnowała, jak zwykle.
    --
    :)
  • misia_fisia 25.04.06, 06:56
    mysle o wizycie u psychologa, ale bardzo ciężko jest mi sie zdecydować. Czy
    potrzebne jest skierowanie w ramach NFZ?
    --
    :)
  • komar77 26.04.06, 07:11
    no widzisz było ok A jak drugi dzien? :-)
  • enterol250 26.04.06, 09:09
    misiu, wizyta u terapeuty jest na nfz, nie potrzebujesz skierowania, tylko
    zapisac sie i odczekac swoje. co prawda jakosc efektow tej wizyty najczesciej
    pozostawia wiele do zyczenia, ale probowac zawsze warto.
    pozdro,
    m.
  • komar77 26.04.06, 07:13
    a jaki masz charakter pracy?
    Bo ja chyba najbardziej bałabym sie pracy majacej staly kontakt z innymi ludzmi
    typu obsluga klienta
    Przeraza mnie wizja ze ktoś przychodzi na spotkanie a ja z nerwów musze leciec
    do kibelka:-)
    Na szczescie teraz moja praca tego nie wymaga
  • misia_fisia 26.04.06, 21:23
    drugi i trzeci dzień w miarę spoko, chociaż dzisiaj lekka panika była.
    Szczęśliwie przeżyłam nawet wizytę w przedstawicielstwie, gdzie musiałam trochę
    posiedzieć aż pani sprawdzi papiery.
    NAjgorzej czuję się rano - pełna depresja. Sama napędzam sobie stracha.
    Jeśli chodzi o stanowisko, to właśnie obsługa klienta!!! Narazie wklepuję dane
    do komputera, ale nie wiem co będzie dalej, tzn boje się co będzie dalej -
    głupio mi wychodzić do WC co 2 godziny :( zwłąszcza, że pracuję 4.
    Dopiero 3 dni mojej pracy, atmosfera superowa, tylko ja nawalam, a szkoda
    byłoby dac za wygraną.

    Dzisiaj zadzwoniłam do psychoterapeuty prywatnego, sesja 45-50 minut od 70zł :/
    to chyba samam się wyleczę.............
    --
    :)
  • misia_fisia 27.04.06, 07:15
    znowu wizyta w aptece :(
    bez uspokajających się nie obedzie, niestety. Wstaję o 6,30, a od 5,30 już
    czuwam z kołatającym sercem, to nie jest normalne!!! Bo to ja nie jestem
    normalna..........
  • enterol250 27.04.06, 08:43
    oj, nie Ty jedna :)
    tez znam bol oczekiwania na rozne sytuacje towarzyskie, plus szalona
    przyjemnosc naglych i nieplanowanych biegunek w tak zwanym miedzyczasie :] my
    chyba mamy zostac buddami, i stad te testy na wytrzymalosc psychiczna, hehe.
    buziaki :*
    m.
  • nsfrnt 27.04.06, 11:40
    enterol250 napisała:

    > chyba mamy zostac buddami...

    chyba raczej cierpimy za łajdactwa poprzednich wcieleń, oj musieliśmy sporo
    nagrzeszyć...;)
    a tak przy wątku pracy będąc, to mam pytanie - jak odżywiacie się właśnie w
    pracy? bo dla mnie zwyczajne kanapki odpadają, ostatnio dobrze przyswajam
    deserki ryżowe belriso, do tego zazwyczaj sok marchwiowy, jakoś działa że nie
    czuję pustki i ssania w żałądku.
    potworna jest dla mnie konieczność siedzenia przez 8 godzin na d...e i ciągłe
    klepanie w klawiaturę, zamiast odrobiny ruchu, może trzeba będzie przejść na
    pracę fizyczną, choć predyspozycji brak ;)
  • enterol250 27.04.06, 13:21
    > chyba raczej cierpimy za łajdactwa poprzednich wcieleń, oj musieliśmy sporo
    > nagrzeszyć...;)< hehe, dokladnie :]
    a co do konsumpcji to niestety wszystko bywa grozne, generalnie kanapkuje, co
    nie zawsze wplywa dobsz na moje trzewia, ale wszelkie pokarmy plynne i
    polplynne w pracy (procz herbaty) to tragedia gwarantowana :(
    probuje tez sobie troche pochodzic, oderwac sie od przyslowiowego stolka, choc
    to nieznacznie tylko lagodzi dolegliwosci. generalnie w pracy najgorszy jest
    bol oraz niekontrolowane aspoleczne zachowania (wiecie, co mam na mysli) :|
    buzka,
    m.
  • kaja3004 27.04.06, 13:28
    Mnie również strasznie męczy 8-godzinne siedzenie przed kompem. Robię sobie
    parę przerw, idę się trochę przewietrzyć (np. po coś do sklepu spoż. itp.).
    Zauważyłam, że czasem dolegliwości jelitowe mijają po nawet krótkim spacerze.
    Spróbuj ruszać się więcej chociaż po pracy. Na pewno poczujesz się lepiej:)
  • nsfrnt 27.04.06, 13:48
    staram się ruszać przed i po pracy - jeżdżę rowerem, w pracy też wstaję od czasu
    do czasu, a do ubikacji chodzę nawet jak nie mam potrzeby, ot, żeby się przejść,
    ale tak generalnie to wiecie jak jest ;)
    gorzej jeśli trzeba zostać po godzinach a tu czeka na uwolnienie wielki balon z
    gazem albo i coś gorszego - myślę, że odnalazłbym się towarzystwie nieco mniej
    egzaltowanym niż znajomi z biura, wśród ludzi, których bawią dowcipy o pierdach
    i bekaniu, byłbym bogiem ;)))
  • kaja3004 27.04.06, 14:39
    Przestań, bo nie mogę ze śmiechu:D Siedzę przed kompem i o mało nie wybuchłam,
    jak przeczytałam Twój post:D
  • ragazza4 27.04.06, 21:36
    Post fajny, ale problem dużego kalibru:D. Na razie dziękuję Najwyższemu że siedzę w pracy do 16...Aż boję się pomyśleć co będzie jak zmienię pracę na jakąś wymagającą pracy w nadgodzinach. Wtedy co? Albo zdychać z głodu od 6 do 20 albo zagazować współpracowników;). Pozdrawiam wszystkich pracujących
  • misia_fisia 27.04.06, 22:29
    Przeżyłam jako tako, ale byłam tylko 3 godziny.
    Z utęsknieniem czekam na długi weekend, zaledwie po 4 dniach pracy.

    Byłam dzisiaj u lekarza, mam skierowanie na OB, morfologię, cholesterol,
    glukozę, tarczycę. Kupiłam książkę "Potęga podświadomości", no i czekam na
    ssamouzdrowienie :) Na zgagę i refluks, który mnie ostatnio dręczy mam gealcid.

    --
    :)
  • misia_fisia 27.04.06, 22:32
    w pracy nic nie jem i dlatego mam nasilone rewelacje. Musiałabym jeść co 2
    godziny, nic nie piję, bo wizyty w WC musiałabym zaliczać co godzinę. W sumie
    zataczam koło - nie jem jest źle, jak zjem coś, a jestem totalnie wygłodzona,
    znowu to samo. NO ale te 4 godzinki da sie jeszcze wytrzymać.
    --
    :)
  • enterol250 28.04.06, 08:49
    misiu, sprobuj podlaczac do menu sluzbowego lekkie (np owocowe) herbatki, bo
    sie przez ta prace nabawisz awitaminozy. no i radze jednak cos jesc, musisz
    wybrobowac co nie powoduje sensacji, np. lekkie puddingi etc. i oczywiscie uszy
    do gory, zero defetyzmu :D
    pozdro,
    ent.
  • misia_fisia 28.04.06, 14:23
    dzisiaj to potęga podświadomości zadziałała na maksa :)
    udany dzień pracy - pod kazdym względem - huuraaaaaaaaaaaaaaa!!!
    niestety mój IBS zależy w 80% od psychiki

    masz rację muszę opracowac jakieś menu. Wszyscy jedzą ciastak, paluszki itp, a
    ja bym chyba od tego umarła
    --
    :)
  • komar77 05.05.06, 06:59
    I jak w pracy?
  • misia_fisia 10.05.06, 23:03
    Witam wszystkich
    miałam przeokropna awarie komputera, która spowodował jakiś nieznajomy z gadu
    gadu. Ludzie nie maja co robic.

    Jeśli chodzi o prace to gorzej, ale nie ze względu na ibs. Pojawiają sie
    komplikacje co chwilę. Zmiana wcześniejszych ustaleń, kręcenie i motanie,
    podpisywanie weksla!!!
    Muszę sie poważnie nad tym zastanowić.........
    --
    :)
  • mf-80 05.02.14, 21:30
    witajcie, po paru ładnych latach... nie mogę się zalogować na poprzednim nicku :(

    stety niestety długo tam nie popracowałam, fakt osiągałam schiz z powodu ibs, jednak warunki umowy miały być inne. Niedotrzymanie tego i moja paranoja sprawiły, że pracowałam tam bardzo krótko.

    Po roku (nie pamiętam już czy szukałam w miedzy czasie pracy, czy dałam za wygraną) dostałam kolejną pracę, zgodną z wykształceniem, w dobrym punkcie, no i ??? wiadomo dlaczego zrezygnowałam... popracowałam mega krótko znowu i nie dałam rady.

    Kolejna praca za parę lat była bardziej dorywcza niż stała, prywatnie zaszło dużo zmian, więc już nawet nie nastawiałam się na pracę na etacie. Było fantastycznie ponieważ robiłam coś co sprawiało mi wielką frajdę, musiałam przejść parę szkoleń żeby ją podjąć. Nie wiem jak to zrobiłam, miałam wielkiego powera, chociaż oczywiście wychodziłam do wc w trakcie zajęć, nie zniechęcało mnie to nawet. Dużo też pracowałam w domu, więc był luz total wtedy.

    No i skończyła się praca w domu i dorywcza, stwierdziłam, ze dla własnego spokoju finansowego jednak musze podjąć pracę stałą.
    Przeglądając oferty jak tylko zobaczyłam "oferujemy szkolenie", to od razu zamykałam stronę.

    Mam nową pracę.... nawet nie chce myśleć, że i to spierd..
    Nie używam już żadnych tabletek, nic, żadnych uspokajaczy itp
    Ze wszystkich sił próbuję się opanować, wielką pracę w to wkładam, jednak dopada mnie i teraz.
    Od momentu pójścia do pracy mam zgagę... i odbijanie, przelewanie, skurcze brzucha, burczenie. Nie jest to tak nasilone jak te kilka/kilkanaście lat temu (niestety z ibs męczę się od 14lat...).

    zachodzę już w głowę, przecież innym ludziom też się pewnie przelewa, tylko nie robią z tego paranoi

    Nie chce się poddawać, boję się że jak polegnę, to psychicznie już będę wykończona, z wyrzutami sumienia i poczuciem nienadawania się do niczego....

    Problem mam też taki, że nie daje rady jeść, nawet łyk czegoś do picia w siebie wmuszam. Nie jest to możliwe żebym przez 8 godzin nic nie jadła i piła pół kubka.. po powrocie do domu jem ale zmuszam się znowu. Nie musze czekac na przerwe aby zjesc, jakbym juz musiala. Mimo tego ze już odczuwam pusty żołądek, to nie mam kompletnie ochoty na nic do jedzenia.

  • alina29 07.02.14, 08:25
    A czy chodzilas na psychoterapie i czy chociaz troche Ci to pomoglo?
  • mf-80 09.02.14, 06:45
    Nie chodziłam. Byłam raz jedyny, kiedy to wszystko się zaczęło, kiedy byłam w totalnej rozsypce, że nawet w domu 10razy na godzinę byłam w wc. Pani psycholog była dziwna, średnio to pamiętam w szczegółach, najbardziej pytała dlaczego przyszłam z mamą, mama czekała na korytarzu, więcej nie poszłam.

    Możliwe że okresy uśpienia tego dziadostwa, pozwoliły mi też jakoś emocjonalnie się ogarnąć. Teraz wyjście do kina, do kościoła, do marketu obiad niedzielny u rodziny teoretycznie nie statnowią dla mnie większego problemu. Kiedyś nawet w kinie w trakcie filmu, grzebałam po torebce i wyciągałam tabletki. Nawet obejrzenie serialu z domownikami było nie do przejścia. Krótkie sytuacje u lekarza, na poczcie 15-30minut, teraz już nie wzbudzają we mnie paranoi. No ale gdybym nagle utkwiła w windzie z nieznajomymi... Nie zapiszę się też na żaden kurs doszkalający czy studia, bo się boję.

    Parę dni temu miałam szczyt paranoi, chciało mi się tylko wyć, sprawdzałam na szybko w tel gdzie mogłabym iść do psychologa, albo chociaż na tel zaufania zadzwonić. Wyszłam z pracy i mi przeszło, już nie wiem czy się śmiać czy płakać. Autentycznie myślałam, że już zrezygnuje sama. Przyszłam do domu zaczęłam rozmawiać o pracy i to samo, snułam się jak cień, wszystko mnie wkurw.., pokłociłam się z mężem. Poszłam płakać. A przez kolejne 2 dni mój umysł i moje ciało się zachowywało jakby nigdy go nie dotyczył problem IBS. Generalnie cieszyłam się z tego, że chociaz spokój miałam, jednak dołuje mnie to, że sama na siebie bata kręcę. Mam dużą świadomość, że to moje nastawienie generuje część objawów.
    Nawet gdybym siedziała spokojnie w domu, bez stresu i nagle jakaś wiadomość zła by do mnie dotarła, to pierwsze co to kibel...

    Poza gazami, burczeniami, przelewaniami, czy potrzebą skorzystania z toalety kilka razy pod rząd, pojawia się teraz brak apetytu i pragnienia nawet. Np. na uczelni mało piłam, bo wiedziałam, że będę musiała do toalety na zwykłe siku częściej, a co dopiero jak i siku i nie siku mi się skumuluje... to nie bede w trakcie każdych zajęć wychodzić. Ale jeść mi isę chciało normalnie, nawet czasem się powstrzymywałam, żeby mniej jeść. Tak samo chciało mi isę pić, później bolała mnie głowa.
    Teraz widzę, że lepiej mi zachować opanowanie jak w żołądku prawie pusto, no i chyba moja podświadomość ustawiła się już na taki tok działania, nie jedz to będzie fajnie. Głowa mnie nie boli teraz, sama jestem zdziwiona. No ale pewnie do czasu...
    Budzę się dużo za wcześnie, mogłabym jeszze spać godzinę lub półtorej, no ale nie mogę.
  • livia_kasia 02.03.14, 19:46
    Rany, jakbym o sobie czytała...
    Czuję się jak leń patentowany, a to "tylko" ten cholerny IBS wysysa całą energię i chęć życia :-/
    Pozdrawiam serdecznie i życia bez naszej "francy" życzę :-)
  • divinka12 02.03.14, 21:40
    Livia_kasia czuje sie tak samo jak Ty. Jak trafiłam na to forum i zaczęłam czytać post o pracy od razu poczułam ze mam pokrewna dusze. Jest ktos kto by doskonale wiedział co czuje bo czuje to samo co ja
  • maaku2 17.03.14, 17:45
    Może być szereg przyczyn od złej diety, choroby np. kandydoza, zakwaszenie organizmu itp po stres... w przypadku tego ostatniego koło się zamyka ponieważ gazy w towarzystwie powodują niekomfortową sytuację przez co stres, czasami dochodzi do tego, że osobnik rezygnuje ze spotkań towarzyskich, w ten sposób wyklucza sie ze społeczeństwa - stres narasta - powstaje lęk przed przebywaniem w gronie znajomych... W takim przypadku proponuję kupić majtki filtrujące odór bąków. Są produkowane w Anglii ale można je kupić na allegro, sam takie mam i proszę mi wierzyć ułatwia życie szczególnie ludziom chorującym np. na syndrom jelita drażliwego, taką przypadłość jest bardzo trudno leczyć. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę w allegro "odór bąków"... majtki są wygodne, nie widać, że służą do zadań specjalnych;)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka