Dodaj do ulubionych

nigdy nigdzie nie pojde

16.05.06, 14:22
No moze co najwyzej sie powiesic:)Kumpela mnie wlasnie wyciąga, żebym z nią
poszla na koncert, a ja oczywiście sie boje z wiadomych względów...I tak wiem
że nie pójde, chodzbym niewiem ile sie zastanawiala, bo ja juz nie mam zadnej
przyjemnosci z wyjsc gdziekolwiek zdala od domku.Z e stertą leków chowanych
pokątnie w każdej torebce...Przyjemność zerowa. Wybaczcie ze tak marudze ale
tylko tu sie moge wyzalic:)zawsze to troche lzej.
Edytor zaawansowany
  • enterol250 16.05.06, 15:00
    ewo! znam Twoje uczucia, wierz mi. dlatego wiem, ze poddawanie sie im prowadzi
    tylko do pogorszenia jakosci zycia, a zycie jest jedno (w nastepnym wcieleniu
    mozesz byc np biedronka :D). nie chodzi o to ze marudzisz, tylko ze jest chyba
    tak kiepsko ze pora cos z tym robic - spotkac sie np tylko na spacer po lesie z
    wyprobowana osoba, przy ktorej czujesz sie wzglednie bezpiecznie. ze mna bylo
    podobnie jak z Toba, w koncu niemal zamknelam sie w czterech scianach bo strach
    przed ludzmi mnie paralizowal - a jak wiadomo, strach jest zjawiskiem
    samonapedzajacym sie. nie wiem jak wyleczyc Twoje jelita (swoich tez nie, hehe)
    ale moge pomoc mentalnie, innymi slowy jak sama nie wezmiesz sie w garsc to
    nikt inny tego nie zrobi. mowie z doswiadczenia. sama z tym nie jestes, zobacz
    jakie tlumy pisza na forum! uff, czuje sie jak agitator wspolnoty osiedlowej,
    hehe. w kazdym razie tylko spokoj (i wzgledny optymizm) nas uratuje - taka jest
    moja konkluzja z 3letnich zmagan z wlasnym cialem, hehe.

    pozdrawiam serdecznie,czekam na info o Twoim samopoczuciu,
    ent.
  • kaja3004 16.05.06, 15:10
    Nic dodać, nic ująć. Najgorzej będzie jeśli zamkniesz się w sobie i odizolujesz
    od ludzi. To do niczego dobrego nie doprowadzi. Może powinnaś wybrać się do
    psychologa i tutaj szukac pomocy. Bo IBS siedzi w głowie, a nie w jelitach. O
    czym dobitnie świadczy Twój przypadek...

    Pozdrawiam serdecznie i zyczę przezwyciężenia trudnosci.
  • ewa.m22 16.05.06, 19:32
    dzieki za slowa otuchy i pocieszenia enterol:)To duzo dla mnie znaczy. A odkad
    uczestnicze w tym forum i widze ze nie jestem osamoyniona to jakos mi lzej na
    duszy. Przede wszystkim wiem wreszcie ze to choroba a nie moja paranoja...
  • ewa.m22 16.05.06, 19:35
    I jeszcze jedno . co do podloza psychicznego choroby... wiecie jak to jest
    biednym ludziskom z wrzodami żolądka tez wmawiali przez lata ze ze to stres ,
    nerwy , ze to lezy w ich psychice.. a okazalo sie ze to banalna bakteria po
    prostu...
  • enterol250 16.05.06, 21:48
    ewa.m22 napisała:

    > dzieki za slowa otuchy i pocieszenia enterol:) <

    spoks, po to tu jestem ;)

    pozdro :*
    ent.
  • mamajul1 17.05.06, 12:47
    nie mysl w ten sposob!!Jesli nie pojdziesz to bedziesz zla na sama siebie
    bedziesz myslala ze jestes tchorzem ale jesli sie przelamiesz i pojdziesz
    poczujesz sie duzo lepiej.To jest spirala strachu a przeciez nie zawsze
    zdarzaja sie nam przykre niespodzianki.Trzeba ryzykowac i lapac takie
    chwile.Mnie to daje sile i nie zalamuje sie .Wiem ze czasem jest strasznie i
    tez sie boje momentow bolu,boje sie wstydu i gapiacych sie ludziale ale nie dam
    sie i ty tez sie nie dawaj.Zycie jest piekne
  • tiga11 18.05.06, 13:15
    ja tez sie zawsze stresuje jak mam gdzies wyjsc, najgorzej jest jak jade na
    uczelnie i autobus ma przystanek raz na 20 min...moja mama mowi:"nie boj sie,
    najwyzej powiesz kierowcy zeby sie zatrzymal i wyjdziesz", no ale gdzie pozniej
    szukac kibla i w ogole..na szczescie mnie jeszcze nigdy to nie spotkalo w
    busie, ale i tak mam stresa :P
    zdazylo Wam sie kiedys isc w krzaczki? ja sie tak zastanawiam czy w razie czego
    na sile szukac ubikacji, czy ewentualnie isc w krzaczki..IBS mam od niedawna,
    wiec jeszcze nie mam sprawdzonych wszystkich metod ;))
  • tomiis 18.05.06, 20:03
    Pewnie że latałem w krzaczki, mnóstwo razy-okrutnie dołująca i krępująca sprawa
    :((( Na początku choroby starałem się nie mysleć o biegunkach i próbowałem
    prowadzić w miare normalny tryb życia no i prawie każde wyjście z domu kończyło
    się zazwyczaj w zaroślach. Cała ta sytuacja spowodowała że ograniczyłem wyjscia
    do niezbedego minimum, czyli tylko wyjscie do pracy. Z tym tez mam wielkie
    problemy i nie zawsze dojeżdżam planowo (po drodze mam na szczescie park) ale
    nie ma wyjścia. Niestety w naszym kraju publiczne toalety to rzadkość więc nie
    pozostaje nic innego jak zrobic obchód wszystkich dostępnych toalet w
    przychodniach, urzędach i centrach handlowych no i trzymac sie ich blisko, albo
    chodzić tylko po lesie.
  • tiga11 18.05.06, 21:36
    ojej, wspolczuje Ci :( ale musze sie przyznac (wiem, ze to bardzo chamskie),
    ale troszke mnie pocieszaja te Wasze historie. ciesze sie,ze nie jestem sama z
    tym problemem, ale z drugiej strony nie zycze tego nikomu :((
  • enterol250 19.05.06, 08:08
    hehe, moj kolega psycholog twierdzi ze nasze forum spelnia wymogi rasowej grupy
    wsparcia - wiec mamy oficjalne potwierdzenie - dzialamy na siebie
    terapeutycznie :D

    pozdro,
    ent.
  • liii_luuu 28.05.06, 14:51
    mój IBS zaczął się jesienią 2004. wtedy to zaczęłam miec na tyle silne problemy
    IBSowe, żeby pójść do lekarza.
    I jest coraz gorzej. Najpierw musiałam ograniczać alkoholowe imprezy. a jesli
    już się wybierałam, to nastepny dzień musiałam mieć wolny, żeby jelita doszły
    do siebie. Ale było ok. co weekend gdzieś wychodziłam. Ale zaczęło być coraz
    gorzej. Impreza z alkoholem to było dla mnie samobójstwo, ale decydowałam się
    czasem na odrobine szaleństwa. W 2005 byłam na juwenaliach, bawiałm się w
    świetnie. na pierwszym roku studiów nie przepuściłam żadnego większego koncertu.
    Ale już wakacje 2005 to była całkowita załamka. Lek przed biegunka tak mnie
    paraliżował, że nie byłam w stanie wyjść nigdzie. Nie pojechałam nigdzie na
    wakacje. Zero wyjść. Przestałam pic alkohol. I tak było coraz gorzej.
    Nowy rok akademicki 2005/2006 to wegetacja. Zero jakichkolwiek wyjść, nawet na
    spacer nie mogę iść. Uczelnia, mieszkanie. I tyle. Rygorystyczna dieta.
    A jelita i tak żyją własnym życiem.

    Nawet nie myslę, żeby gdzieć wyjść. I tak przez cały czas bede się wsłuchiwac w
    swój brzuch , co w efekcie go uruchomi.
    Boję się wakacji. boję się, że całkiem się wszyscy dawni znajomi ode mnie
    odwróca. nie dam rady iśc na żadne ognisko, do baru. a o wspólnym wyjeździe w
    góry to zupełnie nie ma mowy. przeciez im tego nie wytłumacże, nie dam rady.
    skończy się na tym, że nie jade, bo nie. zostanę sklasyfikowana jako dziwak.

    mam serdecznie dość tego IBSu:(
    jutro musze jechac do miasta gdzie studiuje, siedzieć tam do piątku.
    Poniedziałek i wtorek zwykle są ok. ale już od środy robi sie nie ciekawie, bo
    to w najlepszym wypadku zwykle 3 dzień bez wypróżniania(zakładając, że uda mi
    się w weekend opróżnić jelita). brzuch pęcznieje, a w srodku wszytsko
    zaklinowane, zalega. i tylko czeka żeby się wydostać. w formie biegunki
    niestety. czwartek to już nerwica, bo cały dzień na uczelni, a jelita moga
    eksplodować.
    takie życie jest żałosne. modlę sie tylko, żeby dotrwać do weekendu.
    nie chcę mi się żyć:(:(:(





  • mwawrz79 28.05.06, 17:04
    liii_luuu napisała:
    > nie chcę mi się żyć:(:(:(
    Mam tak samo jak Ty... Poniedzialki i wtorki, to naprawde fajne dni, bo sie nic
    nie dzieje, ale w koncu nadchodzi "sadny dzien". No i wakacje tez stoja pod
    duzym znakiem zapytania... Ehhhh...
    Ja w zasadzie jetem na skraju zalamania... Na cholere mi takie zycie i tak, jak
    pisalem wczesniej w innym watku, to nie zycie, ale jakas marna wegetacja.
    Najgorsze jest w tym to, ze niby to nie choroba, "tylko" tzw. zespol, ale
    lekarstwa na to nie ma :-(((

    No i po tym weekendzie tak sie zastanawiam, ze taki Papiez, to musi byc niezly,
    bo caly dzien jest na oczach tysiecy ludzi i jeszcze przed kamerami. Przepraszam
    bardzo, ale ja go sobie nie wyobrazam z IBS'em... No i nie wyobrazam tez sobie
    siebie np. w pracy na kasie w sklepie, kiedy przejezdzam klientowi towar na
    kasie, a tu dopada mnie nagle awaria...

    Cholera by wziela ten caly IBS...
  • ewa.m22 29.05.06, 16:38
    No ja sobie siebie wogole nie wyobrazam w pracy jakiejkolwiek, nie wiem co to
    bedzie jak skoncze studia i bedzie trzeba szukac pracy co w naszym kraju jest
    trudne juz samo przez sie.Pewnie sie skonczy tak jak opisuja tu ludzie na
    forum , ze w pracy np. glodują.Ehh! ciągle mam nadzieje ze do tego czasu mi
    przejdzie.
    Ale wiecie co, u mnie definitywnie nie jest tak ze moj ibs wynika ze
    stresu tylko na odwrot. Moim glownym stresem jest moje schorzenie które mnie
    blokuje. Pogorszenia mojego stanu nie nastepuja wtedy gdy mam jakis stres.
    wogole to od tego nie zalezy... nie wiem moze jestem jakas inna w porownaniu z
    reszta ibsowcow...
  • pogudka 29.05.06, 17:05
    "No i po tym weekendzie tak sie zastanawiam, ze taki Papiez, to musi byc niezly,
    bo caly dzien jest na oczach tysiecy ludzi i jeszcze przed kamerami. "

    no ja dokładnie tak samo :) siedziałam i go podziwiałam, że chłopak nie musi się
    wsłuchiwać w każdej chwili na brzuch i latać do kibelka :)
    mam dokładnie takie same odczucia jak Wy..wszystko gubi swój sens przy
    ibsie..kiedy jadę na imprezę już nawet nie myślę o dobrej zabawie tylko o tym
    jak bardzo będę się męczyć, czasami zgadzam się na siłę na takie rzeczy, żeby
    nie stracić konkaktu z kochanymi ludźmi, no i gdzieś w cichości mam nadzieję, że
    jak oleję mój brzuszek on mnie też oleje i będziemy oboje wolni i weseli, ale
    niestety tak się raczej nie dzieje :/ im bardziej chcę o nim zapomnieć, tym jest
    gorzej...robię wszystko na przekór jemu, jeżdżę wszędzie i wychodzę z bólem, w
    stanie "przedbiegunkowym" a potem się męczę..echhh czasami naprawdę brak siły :(

    i najgorsze jest to, że nie da się tego tak łatwo wytłumaczyć... znajomi nigdy
    nie zrozumieją, że ktoś może mieć problemy z najprossztymi czynnościami, jak np.
    podróż autobusem, a to chore cały czas o tym gadać...jak się wyrwać z tego
    błędnego koła? mam wyrzuty sumienia, że wszystko co robimy z moim chłopakiem,
    czy gdzieś wychodzimy czy nie zależy od moich kaprysów, ale nie umiem inaczej
    żyć, staram się!!
    ostatnio wydałam 450 zł na wizyty u filipińskiego bioenergoterapeuty (3 wizyty),
    po pierwszej czułam się cudownie i PRZEŻYŁAM maturę bez wielkich sensacji, po 2
    wszystko wróciło do normalnego stanu :// dzisiaj byłam na 3 i ostatniej, ale
    żeby dojechać tramwajem do innego miasta, gdzie on przyjmował nieźle się
    nasiłowałam ze sobą i radośnie rozedrganymi jelitkami..zobaczymy czycoś to da.....

    sorka, za tego chaotycznego posta, ale miałam ochotę coś wywalić z siebie.... no
    cóż, zdrówka i cudu życzę :)
  • tomiis 05.06.06, 20:29
    "takie życie jest żałosne. modlę sie tylko, żeby dotrwać do weekendu.
    nie chcę mi się żyć:(:(:( "
    tak to ma chyba wiekszosc z nas!!! dla mnie zycie to równiez meczarnia, choroba
    zmieniła moją mentalność, charakter, osobowość... Jestem kimś zupełnie innym,
    po tych 10 latach, kims kim nie chce byc. Nie wiem ile w takim stanie mozna
    jeszcze wytrzymać. Wystarczy jedynie troche odwagi i dużo szczescia no i można
    by się już wiecej nie męczyć, mi jednak brakuje szczescia i mecze sie dalej :(
  • ewa.m22 06.06.06, 11:18
    dokladnie wiem co czujesz, niestety.... ja juz nie robie tego na co mam ochote
    ale to na co pozwalaja mi jelita,czyli nie wiele- uczelnia- dom czasem knajpa
    ale tylko blisko domku zeby w razie co wrocic.
    Jestem sama tzn nie mam chlopaka, bo boje sie kogokolwiek poznac i z
    kimkolwiek zwiazac... Mysle ze nasze problemy tego typu wynikaja z tego ze
    wieksza czesc spoleczenstwa nie zdaje sobie sprawy ze zwykla ludzka czynnosc
    jak wydalanie moze przysparzac komus tyle problemow. Normalni ludzie nie
    rozumieja ze dla mnie w sraczce(sory) nie ma nic zabawnego...ciagle boje sie
    kompromitacji i to nie dlatego ze mam jakas obsesje ale wiem jacy sa ludzie-
    okrutni. Im sie zdaje ze jak kogos goni do kibelka to to jest powod do zartow.
    Pewnie zjadl cos nieswierzego i sam jest sobie winien. MI tez sie czasem nie
    chce zyc...tylko plakac. POzdro
  • emulek80 04.06.06, 17:23
    tyle czasu zylam nie wiedzac ze to co mi dolega jest nazwane i ze nie tylko
    mnie to spotyka .... choc nie wiem czy to to to ;) u mnie odkad pamietam w
    sutyacjach stresogennych pojawialy sie biegunki,kiedy mialam jechac do szkoly a
    nie chcialam,kiedy mialam sprawdzian,pamietam sytuacje kiedy jechalam z
    rodzicami na zakupy do jakiegos duzego miasta i dostawalam momentalnie bolu
    brzucha i napadu paniki,gdzie ja tam znajde lazienke,co zrobie kiedy bedzie mi
    sie chcialo ?nigdy nie cieszylam sie ze jade,ze cos dostane,pamietam ze to byl
    koszmar i niezrozumienie rodzicow.pozniej minelo,wrocilo podczas choroby
    faceta,stres,nerwy i zaczelo sie.Bol brzucha,biegunka,panika,palpitacje
    serducha,supel w zoladku,nudnosci.Po kiku "wpadkach" kiedy z zacisnietymi
    nogami szukalam kibelka ;)zaprzestalam wychodzic prawie gdziekolwiek bo
    nakrecalam spirale ze znow cos sie wydarzy ze znow bede musiala do lazienki i
    bedzie problem znow.Wycofalam sie z zycia.Pozniej wychodzilam na sile wmawiajac
    sobie ze wszedzie sa kibelki,mialam grono zaufanych przyjaciol ktorzy wiedzieli
    co i jak.Bylo ciezko minelo.Sytuacje stresowe wywolywaly wszystko ale potem
    mijalo.Wrocilo.Nie wiem czemu.Znow nie moge zyc normalnie.Jade autobusem i
    nagle panika i koniec,kino i koniec brzuch biegunka jest mi niedobrze,serce
    wali.Unikam wyjazdow,ludzi i nie wiem co robic.Gdzie isc czy do psychologa czy
    do gastrologa?mam dosc!!!!!!!!!!!
  • monias88 04.07.06, 21:13
    emulek 80.....wiesz.... ja tez masz problemy identyczne to ciebie i do
    wszytskich co tutaj są.. miałam isc do psyhologa ale si ebałam ze mnie nie
    zrozumie nie poszlam.. choc chcialam...ale narazie chodze do gastrologa....ale
    nie wiem, moze i mni esytuacja zmusi zeby isc do psyhologa, penwie bede miec
    dola jak moje objawy sie nasila( listopad,grudzien) ;(
  • mycha_best 04.07.06, 22:55
    Ja mam najgorszy stres rano przed wyjściem do pracy,trasę mam opracowaną pod
    kątem kibelków, krzaczków (po drodze mam coś ala park) najgorsze są chwile w
    autobusie kiedy stoi w korkach,aż słabo sie robi i nogi sie pode mna uginaja jak
    widze że jest korek.moim zdaniem za mało sie o tym mówi.A skoro tyle osób na to
    cierpi to powinno sie organizowac jakies akcje uświadamiające czy
    coś.Najbardziej sie boje o pracę,żeby tylko nie spóźniac sie za często,wydaję
    miesięcznie fortune na taksówki bo jestem w stanie wyjść dopiero pare minut
    przed pracą,autobusem bym nie zdążyła. W sumie co by sie stało gdybym narobiła w
    majty? (odpukać),mojej koleżance z IBS sie to juz trafiło.No i jakos żyje.Ja mam
    tez problemy z pecherzem i raz zdażyło mi się nasiusiać w majty i w sumie tez
    jakoś żyję.Ale to nie takie proste tak sobie powiedzieć,psychiatra to chyba
    jedyne wyjście,bo to swego rodzaju fobia może jest?Warto spróbować.
  • mycha_best 04.07.06, 23:16
    Wiecie co mnie jeszcze wkurza?Że mimo tych biegunek i diety nawet nie chudnę :/
    tak to by chociaz jakies marne pocieszenie było :(
  • liii_luuu 08.07.06, 17:45
    ...no i nigdzie nie pojadę. mój chłopak chyba na prawde mnie bardzo kocha. ja
    nie wiem jak on to wytrzymuje:/ wczoraj zapytał czy pojechałabym z nim za rok
    do Anglii. ja się nie mogę z domu ruszyć, a co dopiero za granice. gdzie jest
    inny klimat, inne jedzenie. echhh:( nigdy do niego nie chodze, bo musiałabym
    jechać autobusem, który rzadko kursuje i nie mogłabym nagle wrócić w razie
    czego. a do toalety moge iśc tylko z obstawą po ma w domu wielkiego owczarka
    niemieckiego, a ja się smiertelnie boję psów.
    mój chłopak chciałby ze mną pójść pobiegać , pograć w piłkę;) a ja się boję
    gdzieś ruszyć. zwłaszcza że ostatnio w ciągu tygodnia, bez powodu miałam dwie
    masakry jelitowe. jestem załamana:( o jakichkolwiek wyjazdach zapomniałam raz
    na zawsze. ale jestem znowu w tragicznym stanie kiedy własnie wyjść z domu
    nawet się boję.
    nie wiem co się stało. zaczeły się wakacje luz psychiczny. zaczełam już
    pozytywnie podchodzic do tego, że może uda mi ise gdzieś pójść do kanjpy, bo
    przeciez nic mi nie jest, to tylko wina stresu. a tu bach. ni stąd ni z owąd
    ból brzucha i dalej wiadomo.
    nie daję już rady.
  • enterol250 09.07.06, 09:17
    liii_luuu, im dluzej siedzisz w domu, tym trudniej bedzie sie przelamac (cos o
    tym wiem). zacznij od malych wyzwan - pojedz autobusem na drugi koniec miasta,
    pospaceruj, potem pojdz sama do knajpy na piwko, potem na jakis koncert/do
    muzeum/ na wystawe (nie wszystko jednego dnia rzecz jasna :]). jak zaczniesz
    chodzic sama zobaczysz ze stres jest mniejszy, bo najbardziej stresuje nas
    obecnosc tzw grupy rowiesniczej. ja wciaz walcze ze swoimi demonami, z roznym
    skutkiem, ale przynajmniej nie daje za wygrana (jak partyzant z wycietego lasu,
    hehe).

    pozdrawiam serdecznie zyczac pokonania blokad,
    ent.
  • liii_luuu 09.07.06, 10:20
    ja z jedenj strony próbuje sobie tłumaczyć, że to wszytsko wina mojej psychiki,
    musze jakos to zwyciężyć. ale z drugiej pojawia się ciągle mysl, że to może
    wcale nie psychika, tylko jakieś pasożyty, albo jakas choroba jelit i nic nie
    da moja psychiczna walka i coś niedobrego może mnie spotkać bez powodu w każdje
    chwili. i to mnie paraliżuje.
    nie rozumiem jak to jest. jak tylko skończyłam sesję poczułam się taka lekka i
    wolna:) rozluźniona. poczułam moc, że uda mi isę normalnie funkcjonować:) i
    nagle jeden raz biegunka, drugi raz biegunka. nie wiem czemu. i to sprawiło, że
    znowu się zamykam w domu. chciałam zacząc w miarę normalnie jeść. nawet jakieś
    owoce, warzywa żeby witamin troche mieć. nie da rady:( cholera, nawet miałam
    zamiar sobie na piwo pozwolić. nie piłam ani kropli alkoholu od października.
    od zeszłych wakakcji nie jadłam lodów.

    ja próbuje się stopniowo przełamywać. ale za nim wyjde gdzieś do knajpy to musi
    minąć troszkę od tych dówch brzydkich dni:( musze się uspokoić.

    teraz to dobija mnie stres:( wakacje miały być czasem wielkiego luzu. ale ta
    kolonoskopia mnie zabija:( cały czas o tym myślę. cholernie się boję. nie mam
    odwagi, żeby twardo się zdecydowac. ale z drugiej strony wiem, że to tylko mi
    pozostało.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka