Dodaj do ulubionych

Wypadek na przejeździe WKD

08.12.05, 18:23
Tuż przed 17.00 widziałem jak jeden szaleniec próbował w Tico pokonać
przejazd WKD w Pruszkowie tuż przed nadjeżdżającą od strony Komorowa
kolejką ... niestety nie udało mu się .... na szczęście jechał sam i wyszedł
z tego bez szwanku ale gdyby miał pasażera to myślę że on nie przeżył tego.
Pociąg wbił się w prawe drzwi i odbój wjechał do środka tak mniej więcej do
połowy auta a następnie przepchnął samochód ok. 10 metrów.
Ja nie jestem kierowcą ale może inni, którzy są posiadaczami prawa jazdy i
samochodu potrafią mi wyjaśnić czy naprawde warto jest tak ryzykować aby
zaoszczędzić 1 czy 2 minuty???
Edytor zaawansowany
  • park_anielin 08.12.05, 20:03
    To był niedokończony efekt teorii Darwina... selekcja słabych osobników. W tym przypadku - głupich... tylko czy zmądrzeje?

    --
    Pożyczaj tylko od pesymistów. Oni i tak nie mają nadziei, że im oddasz.
  • zwierz.alpuhary 08.12.05, 20:56
    może był zdesperowany z powodu przedłużającego się remontu wiaduktu?
    --
    Europa mniej znana
  • flins 08.12.05, 21:18
    takie zachowania kierowcow na przejazdach z kolejka WKD mimo ustawionych
    wszedzie znakow stop - sa na porzadku dziennym.prosze zobaczyc co dzieje sie w
    Komorowie albo na przejezdzie miedzy stacjami Komorow i Nowa Wies a takze w
    innych miejscowosciach w kierunku Warszawy.i mimo ze zwracam na to uwage nigdy
    mi sie nie zdarzyło widziec w tych miejscach dzielnych panow z drogowki.
  • wfe416n 08.12.05, 21:39
    flins napisał:

    prosze zobaczyc co dzieje sie na przejezdzie miedzy stacjami Komorow i Nowa Wies
    >

    Ja pamiętam, że na tym przejeździe zawsze gdy było wilgotno działała sygnalizacja świetlna, taka sytuacja trwała dość długo. Po usunięciu usterki wielu kierowców nadal przejeżdażało przez tory przy włączonej sygnalizacji i wtedy dochodziło do niebezpiecznych sytuacji.
    --
    www.ewsa.com.pl/pruszkow/index.htm
  • sqh 08.12.05, 22:18
    A kojarzycie taki przejazd między Michałowicami a Opaczą bodajże? W szczerym
    polu, widoczność na kilometr w każdą stronę, ale właśnie tam kilka lat temu
    miał miejsce jedyny wypadek, w którym uczestniczyłem jako pasażer kolejki -
    kolejka przydzwoniła w samochód, powlokła go trochę, a potem musiała stać w tym
    polu przez jakieś 2 godziny. Przyczyna - kierowca, który o dziwo wyszedł bez
    szwanku, gadał sobie przez komórkę, więc ani nie patrzył na boki, ani nie
    zwracał uwagi na jakieś tam trąbienie...

    --
    Anioł Zemsty
  • mieszkaniec_prusz 08.12.05, 22:24
    Trzeba być poprostu idiotą i nie mieć kompletnie wyobraźni żeby wjechać pod
    kolejke lub pod pociąg!!!
  • konsok 09.12.05, 03:46
    Facet brał udział w testach zderzeniowych dalekowschodnich rozwiązań
    konstrukcyjnych poprawiających bezpieczeństwo w Tico.
    Niestety nie mogli wykorzystać manekina bo 3-krotnie wzrosłyby koszty projektu.
  • uasiczka 09.12.05, 08:46
    a mnie ostatnio obtrąbili w michałowicach jak czekałam na przejazd kolejki

    widziałam światła srednio daleko i pewnie zdążyłabym przejechac z 5 razy (tyle
    własnie samochodów z przeciwka przejechało pomimo że motorniczy trąbił jak
    szalony) a mnie obtrąbili ci z tyłu - głupie siury
    --
    No i co? no i pstro,
    a myślałby kto, że coś.
  • mike_007 09.12.05, 09:08
    I dobrze zrobiłaś że zaczekałaś. Czy wiecie dlaczego najczęściej dochodzi do
    wypadków i stłuczek? Bo komuś za bardzo się spieszyło. Lepiej poczekać na
    skrzyżowaniu na następny cykl świateł, lepiej przepuścić nadjeżdżający pociąg
    lub WKD, aniżeli próbować za wszelką cene dojechać do celu jak najszybciej.
  • cinosan 09.12.05, 14:17
    a ja ,jak tak trabią na mnie na przejazdach czy skrzyżowaniach, gdy się
    zatrzymam i czekam ,aż przejedzie kolejka lub nastąpi zmiana świateł (nigdy nie
    wjeżdżam na skrzyżowanie na żółtym świetle! niech ci z poprzecznej ulicy i ci
    skręcający w lewo - znajdujący się naprzeciwko mnie też maja szansę przejazdu!)
    mam taką ochotę wyskoczyć z pojazdu, przypieprzyć jakąś "lolą" w zęby i
    warknąć: "spieprzaj dziadu jak ci się spieszy,ja jeszcze mam dla kogo żyć!"
  • grinti 09.12.05, 14:31
    a ja wręcz przeciwnie
    macham ręką, uśmiecham się, kiedyś nawet posłałam całusa jakiemuś - (mąż nie
    widział) - myślę, że to rozładowuje atmosferę, bo szkoda mi mojego zdrowia
    na takich tych trąbiarzy

    --
    dziumdzia - wróć!
  • zerozeroseven 09.12.05, 16:13
    A ja uważam, że przesadnie powolne ruszanie ze świateł, ustawiczne
    przepuszczanie kolejnych cyklów na skrzyżowaniach, strachliwe czekanie na
    przejeździe, gdy pociąg widać dopiero na horyzoncie, unikanie manewrów
    włączania się do ruchu przy większej liczbie aut itp. itd. świadczy przede
    wszystkim o kiepskim przygotowaniu do poruszania się po drogach, braku wprawy i
    refleksu, jest przejawem ociężałości, niezdarności i gapiostwa.
    To właśnie takie osoby są najczęściej przyczyną wypadków ze względu na swoją
    nieprzewidywalność - pomimo że czasami formalnie to one są stroną pokrzywdzoną.

    Dam przykład: Nie dalej jak dzisiaj rano dojeżdżam do drogi z pierwszeństwem
    przejazdu. Zatrzymuję się, bo widzę że jakaś pani nadjeżdżająca właśnie z mojej
    lewej strony. Niestety pani też się zatrzymuje. Po pozycji wiewiórki przyjętej
    za kierownicą poznaję, że jest w panice. Daję znaki ręką żeby jechała, ale mnie
    nie widzi, przy czym nadal chyba sądzi że to ja mam pierwszeństwo. W końcu daję
    za wygraną i ruszam no i oczywiście pani też rusza dokładnie w tym samym
    momencie. Zahamowałem w ostatniej chwili. No i kto był tutaj winny, a kto
    zostałby ukarany?
  • ewa.c3 09.12.05, 16:37
    Fakt, że kierowcy u nas nie potrafią dobrze jeżdzić. Zerozeroswven ma sporo
    racji. Nie jestem za tym ,żeby szarżować na drogach. Denerwuje mnie jednak
    bezmyślność ludzi. Często niestety , ludzie nie myślą o usprawnieniu ruchu ,
    tylko toczą się bezmyślnie. Nie ustąpią pasa, bo lewym to wstyd jechać. Spod
    świateł ruszają w żółwim tempie , bo im się nie spieszy . Nie rozumieją ,że
    tamują ruch , bo ich to nie obchodzi. Inna sprawa , która doprowadza mnie do
    szału , to dojeżdżanie ,( szczególnie przez młodych kierowców w wózkach
    tatusiowych), z dużą prędkością do skrzyżowania. Wiem ,że mam pierwszeństwo ,
    ale jak widzę kątem oka jakiegoś narwańca , którego trajektoria za chwilę
    zacznie się krzyżować z moją , zaczynam hamować, ale czy tak to powinno
    być.Wyobraźnia za kierownicą to podstawa. A z pociągami nie ma żartów. Lepiej
    się zatrzymać nawet , jeśli szlaban nie jest opuszczony. Pozdrawiam .
  • cinosan 09.12.05, 16:43
    -pisząc o nie wjeżdżaniu na żółtym świetle nie mam na myśli ślamazarności i
    rozkojarzeń! ale to,że nie wpadam jak burza na żółtym - a może ktoś będzie w
    tym czasie szybszy ode mnie i będzie głuche buum!! Wsiadam do auta by w miarę
    bezpiecznie i szybko przebyć trasę! Zgadzam się z Tobą - mnie też strasznie
    denerwują te "żółwie" pod światłami ,ale jeszcze bardziej nieznajomość
    przepisów ruchu drog.! A przekonać się mozna czy ktos zna przepisy czy nie na
    zwykłych osiedlowych uliczkach, gdzie obowiązuje reguła "prawej ręki" ! Gdyby
    nie moja czujność juz dawno byłoby po samochodzie ! Ludziska uzurpuja sobie
    dziwne reguły : jak on jedzie tą drogą to własnie ta droga ma PIERWSZEŃSTWO! -
    no to niech ma! ciekawe jak długo!?
  • zerozeroseven 09.12.05, 17:08
    Co racja to racja.
    Ja też STARAM SIĘ nie wjeżdżać na żółtym na skrzyżowanie, ale nie mogę
    powiedzieć, że tego nigdy nie robię. Jeśli mój wjazd na żółtym ma oznaczać
    gwałtowne hamowanie i jednocześnie jedzie ktoś za mną, czy choćby wiozę
    pasażera, to wolę złamać przepisy i przejechać na tym żółtym niż skończyć z
    samochodem wbitym w mój bagażnik albo gorącą kawą rozlaną przez pasażera na
    moich kolanach.

    Chciałem tylko powiedzieć, że we wszystkim potrzebny jest zdrowy rozsądek.
    Ślepe przestrzeganie przepisów to nie jest rozwiązanie. Albo inaczej, jest to
    rozwiązanie dla ślepców. Będąc na drodze trzeba przede wszystkim reagować na to
    co się dzieje i postępować tak aby NIE ZWIĘKSZAĆ zagrożenia.

    Obserwuję często taką scenkę. Jerozolimskie przed Pruszkowem. Ograniczenie do
    70 kph. Po lewym pasie jedzie wolniutko sześćdziesiątką jakiś samochód, a za
    nim drugi próbujący go bezskutecznie wyprzedzić. No i muszę powiedzieć, że
    bardziej denerwuje mnie ten jadący 60 na godzinę, bo po pierwsze jest złośliwy,
    a po drugie jest hipokrytą, bo pod płaszczykiem fałszywej edukacji („Zobacz tak
    się powinno jeździć!”) ZWIĘKSZA, a nie zmniejsza niebezpieczeństwo na drodze.
    Ten próbujący wyprzedzić przynajmniej niczego nie udaje.
  • erleusortok 09.12.05, 18:24
    takie sobie luźne myśli..

    Kierowcy jadący lewym pasem 60km/h rzeczywiście czasem twierdzą, że przecież i tak szybciej nie wolno, i nie mają po co zjeżdżać na prawy. Tyle tylko, że w ten sposób sami często łamią dość podstawowy przepis o.. ruchu prawostronnym - powinni jechać jak najbliżej prawej krawędzi jezdni, nieprawdaż?
    Oczywiście b. często sprawa nie jest taka prosta. Często oba pasy zapchane są samochodami jadącymi z tą samą prędkością i nie ma miejsca na tych szybszych. Poza tym nasze Aleje to prawie droga miejska, co chwila skrzyżowania i konieczność zajęcia lewego pasa do skrętu.

    Oczywiście, że spora część kierowców - w tym i ja - jest kiepsko przygotowanych do jeżdżenia. Jeśli dostałem prawo jazdy po 10 godzinach jazdy samochodem (pozostałe 10 spędziłem jeżdżąc między dziwnymi gumowymi słupkami), to co mogłem umieć? Na kursie nauczyli mnie tylko absolutnych podstaw.

    Ale zawsze trzeba mieć na uwadze, że nie każdy powolnie ruszający ze świateł czy czekający przed przejazdem aż pociąg przejedzie jest totalnym ciapkiem - może wieźć zabytkową porcelanę po babci, albo mieć mały problem z samochodem i jechać do warsztatu. Kiedyś i my możemy być w takiej sytuacji.

    Zdarzają się też paskudne sytuacje, w których "szybki i sprawny" kierowca trąbieniem popędza owego "niezdarnego", a ten, faktycznie będąc niedoświadczonym, posłusznie wyjeżdża na przejazd lub skrzyżowanie - i bum. Zdarzyło się tak na przejeździe w Komorowie - stała kolejka, natrąbili na samochodzika, wyjechał prosto pod drugą kolejkę.

    Oczywiście każdy powinien mieć własny rozum i nie słuchać bezmyślnie czyjegoś trąbienia, ale zanim zatrąbimy weźmy pod uwagę, że ten ciapek może nie stoi bez powodu, że może będąc z przodu widzi coś więcej, albo może po prostu zna swoje ograniczenia, wie że jest powolny i że bezpieczniej dla wszystkich będzie poczekać..

    Zgadzam się, że we wszystkim potrzebny jest zdrowy rozsądek. Ale co do ślepego trzymania się przepisów - to na przykład "sygnał żółty oznacza zakaz wjazdu za sygnalizator, chyba że w chwili zapalenia tego sygnału pojazd znajduje się tak blisko sygnalizatora, że nie może być zatrzymany przed nim bez gwałtownego hamowania". Czyli przejechanie na żółtym w sytuacjach opisanych przez zerozerosevena złamaniem przepisu nie jest. Z kolei jechanie 60km/h lewym pasem w sytuacji w której prawy jest pusty przepisowe nie jest. Zatem nie jest z tymi przepisami tak źle..

    --
    Pruszków: zdjęcia i panorama
  • sofanes 09.12.05, 18:46
    Zgadzam sie tutaj bardzo z tym, co napisal erleusortok.
    Wiadomo, ze po drogach jezdza rozni kierowcy - mniej i bardziej doswiadczeni, i
    trzeba miec tego swiadomosc, a przede wszystkim cierpliwosc. Troche zyczliwosci
    tez nie zaszkodzi.
    A trabienie na czlowieka, ktory jest ostrozny albo powolny, to po prostu
    swinstwo. Bo czemu sluzy ? Pomocy i tak zestresowanemu kierowcy ? To raczej
    wyladowanie swojej frustracji, ze nam ktos blokuje pas. Albo jedzie 60 km/h, no
    i co ? Przykre, ale swiat sie zawali ? Dojedziemy 10 minut pozniej ? To lepiej
    sie wsciekac, robic nerwowe ruchy, trabic etc. ? No, przyznam sie, ze tego nie
    rozumiem.
    Wiadomo, ze sa kierowcy z mala wyobraznia, przyklady byly podane, no ale oni
    byli, sa i beda - i naprawde lepiej sie z tym pogodzic, niz denerwowac - bo to
    moze tylko zaszkodzic, nawet mistrzom kierownicy, a nie pomoc.


    --
    Nie. Mam w Efezie pańskiego Heraklita. Precz z Heraklitem z Efezu!
  • cinosan 09.12.05, 20:35
    a co? nie uczyli na kursie? rączek zabrakło ? czy po prostu szpan?! Czemu to ma
    służyć ,że coraz większa liczba kierowców zmieniając pasy ruchu lub kierunek
    jazdy -skręcając włącza kierunkowskazy ot tak, jakby od niechcenia ,a już w
    Alejach zmiana pasa ruchu wcale nie sygnalizowana jest kierunkowskazem! a po
    co? przecież wszyscy jada w tym samym kierunku i przecież wiedza, gdzie moja
    wypasiona fura się kieruje! Chamstwo bierze góre nad rozsądkiem !
    kończę na dzisiaj bo moje łącze internetowe tez doprowadza mnie do szału:ani
    popisac,ani pograć ,ani poczytać ! Na pięć diod w modemie jedna
    ledwo "pyka" ,albo się wszystko wyłącza!
    Ale cóż -Nie denerwujcie się-jutro będzie lepiej!
  • uasiczka 12.12.05, 08:40

    > Obserwuję często taką scenkę. Jerozolimskie przed Pruszkowem. Ograniczenie do
    > 70 kph. Po lewym pasie jedzie wolniutko sześćdziesiątką jakiś samochód, a za
    > nim drugi próbujący go bezskutecznie wyprzedzić. No i muszę powiedzieć, że
    > bardziej denerwuje mnie ten jadący 60 na godzinę, bo po pierwsze jest
    złośliwy,


    może nie koniecznie złośliwy - może po prostu tak jak ja - mądry po szkodzie.
    generalnie mam w nosie czy ktoś chce mnie wyprzedzać czy nie. kiedyś się tym
    przejmowałam i skończyła w rowie wraz z dwoma innymi samochodami - to nie było
    miłe i nie chcem tego powtarzać - szczególnie zimą....

    --
    No i co? no i pstro,
    a myślałby kto, że coś.
  • kahewa 09.12.05, 17:11
    Mam znajomego,który mieszka ciut,ciut za Pruszkowem -w kierunku Grodziska. Jak
    wyjeżdża do Warszawy ustawia się zaraz za domem na lewym pasie i tak cały czas
    gna przed siebie nie zmieniając wcale pasa! Kiedyś jeździliśmy razem prawie
    codziennie! Na moje nieśmiałe: zjedź X... na lewy pas, przecież nic nie jedzie -
    nie reagował wcale a przejazdy niestrzeżone z działającą sygnalizacją świetlną
    przejeżdżał jak daltonista ! Włosy jeżyły mi się od tych jego manewrów! On był
    panem jezdni! Nikt nie mógł go wyprzedzić lewym pasem bo po prostu on ten
    pas "okupował"!Na szczęście juz razem nie podróżujemy.
  • zerozeroseven 09.12.05, 23:32
    Wszystko to co napisaliście, Moi Szanowni Przedmówcy, to prawda, rzekłbym
    banalna, elementarna i zgodna z oficjalnym podręcznikiem. Ja to widzę inaczej.

    Właściwe zachowanie na jezdni to nie tylko przepisy, ale doświadczenie i
    kultura jazdy. Tego się nie da nauczyć na kursie. Tego rodzaju umiejętności
    trzeba nabyć latami praktyki. Mozolnej, bolesnej i POKORNEJ. Myślę, że każdy
    kierowca powinien głęboko przemyśleć swoje zachowanie na jezdni, zwłaszcza gdy
    jest powszechnie WYTRĄBIANY. I to nawet jeśli w myśl przepisów – i we własnym
    (naiwnym często) mniemaniu- to on ma rację. Wkrótce przekona się, że
    rzeczywistość jest mądrzejsza niż kodeksy, które tylko nieudolnie próbują ją
    opisać. Umiejętność WSPÓŁŻYCIA na jezdni, to coś co przychodzi z czasem.
    Adaptacja to jest słowo klucz.

    Jestem przeciw równaniu do najgorszego. Jestem przeciw terroryzowaniu
    uczestników ruchu przez niedouczonych, bojaźliwych dyletantów produkowanych
    przez podejrzane komisje egzaminacyjne. Jestem przeciw kierowcom nie
    respektującym PRAKTYKI ruchu drogowego. W końcu jestem przeciw zaniechaniu
    używania znaczka ZIELONEGO LISTKA, który kiedyś rozwiązywał wiele nieporozumień.

    Szerokiej drogi!
  • erleusortok 10.12.05, 12:51
    zerozeroseven napisał:

    > Wszystko to co napisaliście, Moi Szanowni Przedmówcy, to prawda, rzekłbym
    > banalna, elementarna i zgodna z oficjalnym podręcznikiem. Ja to widzę inaczej.
    Ale wiesz, nie bardzo rozumiem co widzisz inaczej. Bo większość się chyba zgadza, że bezpośrednio po kursie umie się niewiele, i że dopiero długa praktyka uczy tego, jak jeździć płynnie. I że każdy powinien z czasem coraz lepiej i sprawniej poruszać się po ulicach. I że literalne trzymanie się przepisów nie zawsze ma sens, bo potrzebny jest jeszcze zdrowy rozsądek. Więc o co chodzi?

    Bo zakładam, że używasz kierunkowskazów i nie trąbisz na stojących przed Tobą, którzy wstrzymują się ze skrętem w lewo ze względu na ewidentny brak widoczności?

    --
    Pruszków: zdjęcia i panorama
  • dragicsl 10.12.05, 15:11
    A ja się włączę z innym tematem. Mnie wkurza fakt, że gdy jeżdżę rowerem
    (niezależnie czy w mieście czy poza nim), to wyprzedzany jestem prawie na styk.
    Czy nie można od kierowców doprosić się czasami o troche więcej wyobrażni.
    Czasami naprawdę się boję (całe szczęście nie miałem jeszcze wypadku)
  • kahewa 10.12.05, 17:39
    a mnie denerwuje fakt,gdy przed skrzyżowaniem drogi rowerowej z jezdnią
    zatrzymuje się by przepuścić rowerzystów (przecież maja pierwszeństwo!) oni
    albo zeskakuja z roweru i udają,że mnie nie widzą, albo patrzą się jak na
    głupka,który nie wie jak się zachować na drodze!I jescze jedno! czemu na ulicy
    Powstańców, gdzie jest droga dla rowerów rowerzyści często z niej nie
    korzystają tylko zasuwają asfaltem! i nikt ich za to nie ściga!Mało co prawda
    tych ścieżek ,ale jak już są to chyba wiadomo po co?!
  • sofanes 10.12.05, 18:15
    > a mnie denerwuje fakt,gdy przed skrzyżowaniem drogi rowerowej z jezdnią
    > zatrzymuje się by przepuścić rowerzystów (przecież maja pierwszeństwo!) oni
    > albo zeskakuja z roweru i udają,że mnie nie widzą, albo patrzą się jak na
    > głupka,który nie wie jak się zachować na drodze!I jescze jedno! czemu na
    ulicy
    > Powstańców, gdzie jest droga dla rowerów rowerzyści często z niej nie
    > korzystają tylko zasuwają asfaltem! i nikt ich za to nie ściga

    Oj, kahewo, nie wiem czy wiesz, ale zgodnie z przepisami ruchu, rowerzysta
    powinien zejsc z roweru, przy skrzyzowaniu droi rowerowej z jezdnia...
    A poza tym, choc moze wydaje Ci sie to niewyobrazalne, sa pelnoprawnymi
    uczestnikami ruchu drogowego; wiec dlaczego mialby ktos ich scigac...?


    --
    Nie. Mam w Efezie pańskiego Heraklita. Precz z Heraklitem z Efezu!
  • erleusortok 10.12.05, 19:07
    Och, stara dyskusja rowerzyści vs kierowcy.. Pięknie by było po prostu, gdyby rowerzyści byli traktowani jak pozostali uczestnicy ruchu drogowego, i gdyby jednocześnie sami tak się zachowywali. Jakby ich nie wpychano w kałuże i jakby nie jeździli po zmroku bez świateł lawirując przy tym beztrosko między ścieżkami dla rowerów i przejściami dla pieszych.

    A jak jest ścieżka rowerowa to rowerzyści powinni jechać ścieżką, przynajmniej w myśl polskich - nie dyskutuję w tym miejscu czy mądrych - przepisów.

    Zejść z roweru przy oznaczonym przejeździe dla rowerów - raczej chyba nie muszą? Ale rozumiem zdziwienie rowerzysty, którego kierowca samochodu chce przepuścić - w końcu nie przywykł.

    --
    Pruszków: zdjęcia i panorama
  • wfe416n 10.12.05, 19:33
    Całość:
    www.abc.com.pl/serwis/du/1997/0602.htm
    A to nas interesuje:
    Art. 27. 1. Kierujący pojazdem, zbliżając się do przejazdu dla rowerzystów, jest obowiązany ustąpić pierwszeństwa rowerowi znajdującemu się na przejeździe.
    oraz:
    Art. 33. 1. Kierujący rowerem, korzystając z drogi (ścieżki) dla rowerów i pieszych, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność wobec pieszego idącego taką drogą i ustępować mu pierwszeństwa.
    2. Dziecko w wieku do 7 lat może być przewożone na rowerze, pod warunkiem że jest ono umieszczone na dodatkowym siodełku zapewniającym bezpieczną jazdę.
    3. Kierującemu rowerem lub motorowerem zabrania się:
    1) jazdy po jezdni obok innego uczestnika ruchu,
    2) jazdy bez trzymania co najmniej jednej ręki na kierownicy oraz nóg na pedałach lub podnóżkach,
    3) czepiania się pojazdów.
    4. Na przejeździe dla rowerzystów, kierującemu rowerem zabrania się:
    1) wjeżdżania bezpośrednio przed jadący pojazd,
    2) zwalniania lub zatrzymywania się bez uzasadnionej przyczyny.
    5. Korzystanie z chodnika przez kierującego rowerem jest dozwolone jedynie w razie braku drogi (ścieżki) dla rowerów i niemożności korzystania z jezdni, jeżeli dozwolony jest na niej ruch pojazdów samochodowych z prędkością większą niż określona w art. 20 ust. 1. Kierujący rowerem, korzystając z chodnika, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność oraz ustępować pierwszeństwa pieszemu.



    --
    www.ewsa.com.pl/pruszkow/index.htm
  • cat_s 10.12.05, 19:57
    [...]
    * jest obowiązany ustąpić pierwszeństwa;
    * jest obowiązany zachować szczególną ostrożność wobec pieszego idącego taką drogą i ustępować mu pierwszeństwa;
    * zabrania się:
    - jazdy po jezdni obok innego uczestnika ruchu,
    - jazdy bez trzymania co najmniej jednej ręki na kierownicy oraz nóg na pedałach lub podnóżkach,
    - czepiania się pojazdów.
    - wjeżdżania bezpośrednio przed jadący pojazd,
    - zwalniania lub zatrzymywania się bez uzasadnionej przyczyny.
    [...]

    Ech, ciężkie jest życie cyklisty...
    Rolkarze mają zapewne jeszcze gorzej a na samym dnie łańcucha pokarmowego znajdują się - jak mniemam - piesi. Ale za to bezproblemowo na drugą stronę kładki przy PKP śmigają;-)
    --
    "There is nothing such as free lunch"
  • wfe416n 10.12.05, 20:04
    cat_s napisał:

    > Ech, ciężkie jest życie cyklisty...
    > Rolkarze mają zapewne jeszcze gorzej a na samym dnie łańcucha pokarmowego znajd
    > ują się - jak mniemam - piesi. Ale za to bezproblemowo na drugą stronę kładki p
    > rzy PKP śmigają;-)

    Ruch pieszych

    Art. 11. 1. Pieszy jest obowiązany korzystać z chodnika lub drogi (ścieżki) dla pieszych, a w razie ich braku - z pobocza. Jeżeli nie ma pobocza lub czasowo nie można z niego korzystać, pieszy może korzystać z jezdni, pod warunkiem zajmowania miejsca jak najbliżej jej krawędzi i ustępowania pierwszeństwa nadjeżdżającemu pojazdowi.
    2. Pieszy idący po poboczu lub jezdni jest obowiązany iść lewą stroną drogi.
    3. Piesi idący jezdnią są obowiązani iść jeden za drugim. Na drodze o małym ruchu, w warunkach dobrej widoczności, dwóch pieszych może iść obok siebie.
    4. Korzystanie przez pieszego z drogi (ścieżki) dla rowerów jest dozwolone tylko w razie braku chodnika lub pobocza albo niemożności korzystania z nich. Pieszy, z wyjątkiem osoby niepełnosprawnej, korzystając z tej drogi jest obowiązany ustąpić pierwszeństwa rowerowi.
    5. Przepisów ust. 1-4 nie stosuje się w strefie zamieszkania. W strefie tej pieszy korzysta z całej szerokości drogi i ma pierwszeństwo przed pojazdem.

    Art. 12. 1. Kolumna pieszych, z wyjątkiem pieszych w wieku do 10 lat, może się poruszać tylko prawą stroną jezdni.
    2. Do kolumny pieszych w wieku do 10 lat stosuje się odpowiednio przepisy art. 11 ust. 1 i 2.
    3. Liczba pieszych idących jezdnią w kolumnie obok siebie nie może przekraczać 4, a w kolumnie wojskowej - 6, pod warunkiem że kolumna nie zajmuje więcej niż połowy szerokości jezdni.
    4. Piesi w wieku do 10 lat mogą iść w kolumnie tylko dwójkami pod nadzorem co najmniej jednej osoby pełnoletniej.
    5. Długość kolumny pieszych nie może przekraczać 50 m. Odległość między kolumnami nie może być mniejsza niż 100 m.
    6. Jeżeli przemarsz kolumny pieszych odbywa się w warunkach niedostatecznej widoczności:
    1) pierwszy i ostatni z idących z lewej strony są obowiązani nieść latarki:
    a) pierwszy - ze światłem białym, skierowanym do przodu,
    b) ostatni - ze światłem czerwonym, skierowanym do tyłu,
    2) w kolumnie o długości przekraczającej 20 m idący po lewej stronie z przodu i z tyłu są obowiązani używać elementów odblaskowych odpowiadających właściwym warunkom technicznym, a ponadto idący po lewej stronie są obowiązani nieść dodatkowe latarki ze światłem białym, rozmieszczone w taki sposób, aby odległość między nimi nie przekraczała 10 m,
    3) światło latarek powinno być widoczne z odległości co najmniej 150 m.
    7. Zabrania się:
    1) ruchu po jezdni kolumny pieszych w czasie mgły; zakaz ten nie dotyczy kolumny wojskowej lub policyjnej,
    2) ruchu po jezdni kolumny pieszych w wieku do 10 lat w warunkach niedostatecznej widoczności,
    3) prowadzenia po jezdni kolumny pieszych przez osobę w wieku poniżej 18 lat.

    Art. 13. 1. Pieszy, przechodząc przez jezdnię lub torowisko, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność oraz, z zastrzeżeniem ust. 2 i 3, korzystać z przejścia dla pieszych. Pieszy znajdujący się na tym przejściu ma pierwszeństwo przed pojazdem.
    2. Przechodzenie przez jezdnię poza przejściem dla pieszych jest dozwolone, gdy odległość od przejścia przekracza 100 m. Jeżeli jednak skrzyżowanie znajduje się w odległości mniejszej niż 100 m od wyznaczonego przejścia, przechodzenie jest dozwolone również na tym skrzyżowaniu.
    3. Przechodzenie przez jezdnię poza przejściem dla pieszych, o którym mowa w ust. 2, jest dozwolone tylko pod warunkiem, że nie spowoduje zagrożenia bezpieczeństwa ruchu lub utrudnienia ruchu pojazdów. Pieszy jest obowiązany ustąpić pierwszeństwa pojazdom i do przeciwległej krawędzi jezdni iść drogą najkrótszą, prostopadle do osi jezdni.
    4. Jeżeli na drodze znajduje się przejście nadziemne lub podziemne dla pieszych, pieszy jest obowiązany korzystać z niego, z zastrzeżeniem ust. 2 i 3.
    5. Na obszarze zabudowanym, na drodze dwujezdniowej lub po której kursują tramwaje po torowisku wyodrębnionym z jezdni, pieszy przechodząc przez jezdnię lub torowisko jest obowiązany korzystać tylko z przejścia dla pieszych.
    6. Przechodzenie przez torowisko wyodrębnione z jezdni jest dozwolone tylko w miejscu do tego przeznaczonym.
    7. Jeżeli wysepka dla pasażerów na przystanku komunikacji publicznej łączy się z przejściem dla pieszych, przechodzenie do i z przystanku jest dozwolone tylko po tym przejściu.
    8. Jeżeli przejście dla pieszych wyznaczone jest na drodze dwujezdniowej, przejście na każdej jezdni uważa się za przejście odrębne. Przepis ten stosuje się odpowiednio do przejścia dla pieszych w miejscu, w którym ruch pojazdów jest rozdzielony wysepką lub za pomocą innych urządzeń na jezdni.

    Art. 14. Zabrania się:
    1) wchodzenia na jezdnię:
    a) bezpośrednio przed jadący pojazd, w tym również na przejściu dla pieszych,
    b) spoza pojazdu lub innej przeszkody ograniczającej widoczność drogi,
    2) przechodzenia przez jezdnię w miejscu o ograniczonej widoczności drogi,
    3) zwalniania kroku lub zatrzymywania się bez uzasadnionej potrzeby podczas przechodzenia przez jezdnię lub torowisko,
    4) przebiegania przez jezdnię,
    5) chodzenia po torowisku,
    6) wchodzenia na torowisko, gdy zapory lub półzapory są opuszczone lub opuszczanie ich rozpoczęto,
    7) przechodzenia przez jezdnię w miejscu, w którym urządzenie zabezpieczające lub przeszkoda oddzielają drogę (ścieżkę) dla pieszych albo chodnik od jezdni, bez względu na to, po której stronie jezdni one się znajdują.

    Art. 15. Przepisów art. 11-14 nie stosuje się w razie zamknięcia ruchu pojazdów na drodze.
    --
    www.ewsa.com.pl/pruszkow/index.htm
  • wfe416n 10.12.05, 20:09
    Zauważyliście gdzie i jak piesi przechodzą przez ulicę, wychodząc z dworaca PKP.

    --
    www.ewsa.com.pl/pruszkow/index.htm
  • sofanes 10.12.05, 21:06
    Ok, przyznaje sie do bledu, wyglada na to, ze rzeczywiscie przy skrzyzowaniu
    drogi rowerowej z jezdnia nie ma przymusu schodzenia z roweru. Chociaz
    interpretacja "szczegolnej ostroznosci" moze byc i taka.
    Ja np. prawie zawsze schode z roweru jak jade droga-chodnikiem (jak pieszych
    nie ma) i dojezdzam do skrzyzowania, bo nie chce ryzykowac, ze ktos skrecajacy
    moze mnie nie zauwazyc. Moja zona kiedys pojechala, i skonczylo sie zlamana
    reka, bo kierowca wolniutko sobie kontynuowal skret, patrzac w druga strone...
    Tak wiec jesli kierowce deneruwje, ze rowerzysta jest ostrozny - no to przykro,
    ale ja np. czuje sie nieznosnie miekki w porownaniu z maska samochodu...




    --
    Nie. Mam w Efezie pańskiego Heraklita. Precz z Heraklitem z Efezu!
  • cat_s 10.12.05, 21:46
    Wfe...
    Nawet nie śmiem dociekać, w jakich okolicznościach tak gruntowną znajomość w/w paragrafów nabyłeś...;-);-)
    Mam tylko nadzieję, że jeśli kiedyś - odpukać oczywiście - jakiś patrol mnie zgarnie za przekroczenie jakiegoś przepisu drogowego - to Ciebie w składzie nie będzie, prawda?...;-)
    Ale dzięki za wyczerpującą odpowiedź - jestem pod wrażeniem:-)!

    Sofanesie...
    > Ok, przyznaje sie do bledu, wyglada na to, ze rzeczywiscie przy skrzyzowaniu
    > drogi rowerowej z jezdnia nie ma przymusu schodzenia z roweru.
    Hmm... że tak powiem: fuck, shit, Donnerwetter... a ja - frajer - zawsze z roweru schodziłem...:-(
    No... prawie zawsze; a jak już nie schodziłem, to zawsze czułem potworne wyrzuty sumienia... Ale na kartę rowerową zdawałem w czasach ehem... zamierzchłych;-)

    "Nieznośnie miękki" powiadasz...
    Może to i słusznie? Bo i auta w Stanach jakieś wszak chyba większe i twardsze...? ;-)

    Pozdrawiam
    cat_s
    --
    "There is nothing such as free lunch"
  • cat_s 10.12.05, 21:49
    wfe416n napisał:
    > Zauważyliście gdzie i jak piesi przechodzą przez ulicę, wychodząc z dworaca
    > PKP.

    Oj... zauważyliśmy:-(
    Sami 'tam i tak' przechodzimy zazwyczaj...
    Ale - zawstydzeni - w przyszłości obiecujemy się poprawić!

    --
    "There is nothing such as free lunch"
  • sqh 10.12.05, 22:07
    cat_s napisał:

    > wfe416n napisał:
    > > Zauważyliście gdzie i jak piesi przechodzą przez ulicę, wychodząc z dwora
    > ca
    > > PKP.
    >
    > Oj... zauważyliśmy:-(
    > Sami 'tam i tak' przechodzimy zazwyczaj...
    > Ale - zawstydzeni - w przyszłości obiecujemy się poprawić!

    Dla celów statystycznych stwierdzam, że był to post nr 18000 :-)

    --
    Z ręką na sercu
  • cat_s 10.12.05, 22:34
    No w takich okolicznościach... to przyznam, że mi bardzo przyjemnie Taką Ładną Osiemnastkę zaliczyć...
    Się człowiek doprawdy nie spodziewał, żeby w tym wieku taki bonus się trafił...;-)??

    Pozdrawiam wszystkich - te '18.000' to tylko wierzchołek góry lodowej a cała 'baza' to wszak zasługa wszystkich Forumowiczów! :-)
    Sobie i Forumowi życzę jak najszybszego dubla...

    Ech, wzruszyłem się nieco.
    --
    "There is nothing such as free lunch"
  • cat_s 10.12.05, 22:04
    Dobra, dobra...
    Teraz to ja już na wszelki wypadek będę już raczej podwójnie ostrożny...;-)
    --
    "There is nothing such as free lunch"
  • sofanes 11.12.05, 05:03
    No taaaak, cat_sie, i znowu, prosze - 18 zaliczona...no to nie wypada po
    prostu, zawsze tak smietanke spijac :-)
    Nie, no ja wiem, zazdrosc przeze mnie przemawia - 18 to jednak liczba na wskros
    magiczna, kazdy by tak chcial do historii przejsc...coz, kolejny przystanek
    bedzie przy 20 - ale wtedy to jakas celebracje moze trza by uskutecznic...?
    Oblewana...?



    --
    Nie. Mam w Efezie pańskiego Heraklita. Precz z Heraklitem z Efezu!
  • kahewa 12.12.05, 17:56
    tak, trzeba obowiązkowo schodzić z roweru,gdy zbliżasz się do PRZEJSCIA dla
    pieszych ! Tego "miejsca" nie wolno przejeżdżać na rowerze - ale rowerzyści
    tego nie robią tylko wpadają jak wampiry na swoich bicyklach ,z prędkością
    często ponaddżwiękową co jest przyczyną wielu wypadków.A to z tego względu,że
    kierowca po prostu nie jest w stanie zauważyć takiego pershinga, który
    niejednokrotnie próbuje przejechać jednorazowo dwa przejścia tego skrzyżowania
    skracając sobie te droge w sobie tylko wiadomy do odszyfrowania sposób.
  • sofanes 12.12.05, 18:08
    No to w sumie sie zgadzamy, ze uwaga nie szkodzi nikomu, ani rowerzystom, ani
    kierowcom...wiec nie ma sie co denerwowac, jak rowerzysta jest ostrozny, nawet
    na sciezce rowerowej...
    BTW, musze przyznac, ze niezwykle spodobalo mi sie okreslenie: "rowerzysci
    wpadajacy jak wampiry na swoich bicyklach z predkoscia ponaddzwiekowa".
    Pyszne! Literacka wrecz fraza! Jak sie watek rozkrecil, no
    prosze...rzeczywiscie, zgodnie z sugestia Sevena najlepiej by bylo kontynuowac
    z kilkoma szklanicami, choc ja bym preferowal grzane winko chyba...
    Ale nie zapominac prosze przy tym o zasadzie "Piles-nie jedz"...



    --
    Nie. Mam w Efezie pańskiego Heraklita. Precz z Heraklitem z Efezu!
  • kahewa 12.12.05, 18:14
    popatrzcie tylko jak jeden wypadek , na szczęście bez ofiar w ludziach wyzwolił
    w nas tyle emocji,spostrzeżeń,watpliwości itp.,a także przysporzył naszemu
    forum tylu postów! A grzańca można wychylić - zwłaszcza,że pogoda jest nie za
    łaskawa nawet dla kierowców!
  • stary_pawian 11.12.05, 09:21
    sofanes napisał:
    > Oj, kahewo, nie wiem czy wiesz, ale zgodnie z przepisami ruchu, rowerzysta
    > powinien zejsc z roweru, przy skrzyzowaniu droi rowerowej z jezdnia...
    > A poza tym, choc moze wydaje Ci sie to niewyobrazalne, sa pelnoprawnymi
    > uczestnikami ruchu drogowego; wiec dlaczego mialby ktos ich scigac...?
    >
    >
    Choćby za to, że wzdłuż Powstańców za każdym skrzyżowaniem stoi znak zakazu
    jazdy rowerem.
  • sofanes 11.12.05, 22:06
    Oj, juz przestancie sie znecac, cos mie zacmilo, jak czytalem ten post, i juz
    raz przepraszalem. Przepraszam raz jeszcze, lamiacych przepisy trza scigac, nic
    innego nie twierdze, ale nie wynikalo z posta kahewy, ze tam jest zakaz.
    Moze zbyt pochopnie zarzucilem blad kahewie, ale nie lubie w ogole wyzywania
    sie jednych uczestnikow ruchu na innych, zawsze wszak jest tak, ze my jestemy
    swietni i przewidywalni, a reszta to niespelna rozumu polglowki...i skoro sporo
    takich postow sie pojawilo w tym watku, jakos tak uznalem, ze kahewa ma
    pretensje do rowerzystow, ze sa zbyt ostrozni...




    --
    Nie. Mam w Efezie pańskiego Heraklita. Precz z Heraklitem z Efezu!
  • kahewa 12.12.05, 17:38
    o chryste! a gdzie Ty "robiłeś" prawo jazdy? nie chcę Cię spotkać na swojej
    drodze rowerowej -a zamierzam na wiosnę korzystać z roweru ze względu na ceny
    paliwa, chociaż ostatnio miła niespodzianka-poniżej 4 zł!
  • zerozeroseven 12.12.05, 10:12
    > Ale wiesz, nie bardzo rozumiem co widzisz inaczej.(..) Więc o co chodzi?

    Tylko to, że zacząłem dostrzegać we wcześniejszych postach coś jakby pochwałę
    nadmiernej ostrożności na drogach, co uważam za błąd i prostą drogę do paranoi
    znanej choćby z mcdonaldsa i przesławnego ostrzeżenia, o tym że herbata jest
    gorąca. Drogi nie są dla wszystkich, tak samo jak gorąca herbata. Czasami
    byłoby po prostu lepiej gdyby niektórzy pozostali w autobusach pijąc ciepłe
    mleko. (O oczywiście do czasu gdy dojrzeją do czegoś innego.)

    Masz jednak rację, że nie ze wszystkich wypowiedzi przebijał ten krytykowany
    przeze mnie klimat. Chciałem jednak trochę uogólnić, żeby przekaz był
    wyraźniejszy.

    pzdr
    ___________________________________
    "Mój mózg, to mój drugi ulubiony organ" - Woody Allen
  • uasiczka 12.12.05, 11:15
    problem polega na tym, że - w razie niemca - ty mi zycia nie wrócisz
    a nie bardzo czuję się sprawcą zagrożenia przepuszczając pociąg, nawet taki
    który jest w miarę dalego...
    --
    No i co? no i pstro,
    a myślałby kto, że coś.
  • erleusortok 12.12.05, 11:29
    Jest jeszcze i taka - choć nikła - szansa, że zerozeroseven i uasiczka się całkowicie zgadzają :)

    Np. zerozeroseven pisze o takich, co czekają przed przejazdem widząc kolejkę 800 metrów dalej, a uasiczka w odpowiedzi się zapiera, że nie przejedzie na 3 metry przed pędzącą kolejką.

    Choć chyba ich temperamenty na drogach nieco się różnią..

    --
    Pruszków: zdjęcia i panorama
  • uasiczka 12.12.05, 12:12
    hłe hłe hłe
    --
    No i co? no i pstro,
    a myślałby kto, że coś.
  • zerozeroseven 12.12.05, 13:03
    Droga uasiczko,
    Blokując przejazd w sytuacji gdy kolejka WKD znajduje się „w miarę daleko” od
    niego, chcąc nie chcąc prowokujesz innych do nie całkiem racjonalnych zachowań.
    Jeden złamie przepisy i wyminie Cię na torach, drugi zacznie trąbić, trzeci
    tylko zaklnie pod nosem, a potem wyładuje złość na małżonce. Pytanie dlaczego
    nie wszyscy zachowują się jak ten ostatni, czyli w miarę spokojnie? Ano
    dlatego, że na to coś, co ja nazywam „terrorem drogowych ignorantów”, każdy
    reaguje po swojemu. Jak? Sama miałaś okazję się przekonać.

    Ciekawy jestem, czy gdyby w podobnym do opisanego przez Ciebie przypadku na
    przejeździe, ktoś zniecierpliwiony tym, że z przeciwka przejechało już
    powiedzmy 10 samochodów, spróbował wyminąć blokujący samochód i wpadł pod
    pociąg, i zginął, to czy uznałabyś, że wszystko ze strony tego blokującego było
    w porządku? Czy też po prostu ten kto wpadł pod pociąg sam był sobie winien –
    głupia siura, He, he? :- )

    pozdrawiam
    ___________________________________
    "Mój mózg, to mój drugi ulubiony organ" - Woody Allen
  • uasiczka 12.12.05, 13:43
    uważam, że ten co wpadł pod pociąg jest sam sobie winien
    tak samo jak w sytuacji - gdy samochód zatrzymuje się przed przejściem dla
    pieszych, żeby kogoś przepuścić a inny - wyprzedzający zabije przechodnia -
    winien jest co wyprzedzał w miejscu niedozwolonym i spowodował tragedię - nie
    ten, który zwolnił przed przejściem
    --
    No i co? no i pstro,
    a myślałby kto, że coś.
  • zerozeroseven 12.12.05, 14:07
    Wszystko się zgadza do momentu, gdy samochód przed przejściem dla pieszych nie
    stoi w oczekiwaniu na staruszka, który pojawił się właśnie na horyzoncie i
    dojdzie do tegoż przejścia za powiedzmy 30 sekund. Trzeba takie rzeczy umieć
    rozróżniać. Nabywa się tego razem z praktyką.
    ___________________________________
    "Mój mózg, to mój drugi ulubiony organ" - Woody Allen
  • uasiczka 12.12.05, 14:19
    tak czy inaczej wina jest tego, który "uderzy"
    --
    No i co? no i pstro,
    a myślałby kto, że coś.
  • zerozeroseven 12.12.05, 14:23
    uasiczka napisała:

    > tak czy inaczej wina jest tego, który "uderzy"

    Masz rację uasiczko. Poddaję się. :-D
    ___________________________________
    "Mój mózg, to mój drugi ulubiony organ" - Woody Allen
  • erleusortok 12.12.05, 14:28
    He, he, czego to się nie robi by uzyskać święty spokój ze strony kobiety :-)

    --
    Pruszków: zdjęcia i panorama
  • uasiczka 12.12.05, 14:22
    poza tym ciekawe ile osób przeniosło się na tamten świat bo ocenili sytuację
    tak jak ocenili - myśleli że zdążą...
    żeby nawiązać chociażby do Otylii
    --
    No i co? no i pstro,
    a myślałby kto, że coś.
  • erleusortok 12.12.05, 13:56
    Zerozeroseven, jeśli wymijający "blokującego" wpadłby pod pociąg i zginął, to by znaczyło że ten blokujący wcale nie blokował, tylko że całkiem słusznie stał.

    --
    Pruszków: zdjęcia i panorama
  • zerozeroseven 12.12.05, 14:11
    erleusortok napisał:

    > Zerozeroseven, jeśli wymijający "blokującego" wpadłby pod pociąg i zginął, to
    b
    > y znaczyło że ten blokujący wcale nie blokował, tylko że całkiem słusznie
    stał.

    Oczywiście. Ale ten wymijający mógłby być tym 11 przejeżdżającym. Czyli scenka
    taka: stoi samochód i blokuje. Zniecierpliwieni kierowcy trąbią. Potem jeden po
    drugim zaczynają go wymijać. Przejeżdża pierwszy, potem drugi, dziesiąty
    jedenasty zaczyna już w tym momencie wątpić czy w ogóle jedzie jakiś pociąg, a
    blokujący samochód nie stoi bo mu się coś zepsuło. Przejeżdża i trach. Jego
    wina, oczywiście. Blokujący stał od 3 minut zgodnie z przepisami...

    --
    ___________________________________
    "Mój mózg, to mój drugi ulubiony organ" - Woody Allen
  • erleusortok 12.12.05, 14:26
    Ha, obrazek się robi coraz bardziej szczegółowy. Jeśli najpierw postali i potrąbili, a potem dziesięciu zdążyło przejechać - to i moim zdaniem było to blokowanie. Mimo mrugającego czerwonego światełka przed przejazdem..
    [Chyba, że na boki byłoby zero widoczności, i że torami jeździłyby TGV nie zwalniające przed przejazdem. Ale rozumiem że to nie ta sytuacja]

    Z tym, że daleki byłbym od gloryfikowania umiejętności tego jedenastego - wpakował się na przejazd dość bezmyślnie, tylko dlatego, że inni też jechali.

    --
    Pruszków: zdjęcia i panorama
  • uasiczka 12.12.05, 14:35
    aż chce mi się dodać:

    "A gdyby tutaj staruszka przechodziła do domu starców, a tego domu wczoraj by
    jeszcze nie było, a dzisiaj już by był. To wy byście staruszkę przejechali,
    tak ?! A to być może wasza matka! "

    i jeszcze:

    Nie bądźcie natrętny! Natrętny pasażer. O! A gdyby tu wasz synek z grupą
    stuosobową odlatywał i każdy z rodziców chciałby wejść ... to jaki byłby
    tłok ... sami widzicie, i nie mówcie, że nie macie synka, bo w każdej chwili
    mieć możecie! "Sprawdzić czy nie ksiądz"
    --
    No i co? no i pstro,
    a myślałby kto, że coś.
  • zerozeroseven 12.12.05, 15:04
    Fajne, ale temu filmowi brak głębi.
    To nie Biblia, ale zbiór skeczy.
    ___________________________________
    "Mój mózg, to mój drugi ulubiony organ" - Woody Allen
  • zwierz.alpuhary 12.12.05, 19:52
    > Fajne, ale temu filmowi brak głębi.
    > To nie Biblia, ale zbiór skeczy.

    a kto powiedział że w nim chodzi o głębię? To jest komedia i po części dokument
    a głębię to masz u Krzysztofa "Zanudzdzi" Zanussiego:-)
    --
    Europa mniej znana
  • wfe416n 12.12.05, 16:04
    zerozeroseven napisał:

    > erleusortok napisał:
    >
    > > Zerozeroseven, jeśli wymijający "blokującego" wpadłby pod pociąg i zginął
    > , to
    > b
    > > y znaczyło że ten blokujący wcale nie blokował, tylko że całkiem słusznie
    >
    > stał.
    >
    > Oczywiście. Ale ten wymijający mógłby być tym 11 przejeżdżającym. Czyli scenka
    > taka: stoi samochód i blokuje. Zniecierpliwieni kierowcy trąbią. Potem jeden po
    >
    > drugim zaczynają go wymijać. Przejeżdża pierwszy, potem drugi, dziesiąty
    > jedenasty zaczyna już w tym momencie wątpić czy w ogóle jedzie jakiś pociąg, a
    > blokujący samochód nie stoi bo mu się coś zepsuło. Przejeżdża i trach. Jego
    > wina, oczywiście. Blokujący stał od 3 minut zgodnie z przepisami...
    >

    Art. 28. 1. Kierujący pojazdem, zbliżając się do przejazdu kolejowego oraz przejeżdżając przez przejazd, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność. Przed wjechaniem na tory jest on obowiązany upewnić się, czy nie zbliża się pojazd szynowy, oraz przedsięwziąć odpowiednie środki ostrożności, zwłaszcza jeżeli wskutek mgły lub z innych powodów przejrzystość powietrza jest zmniejszona.
    2. Kierujący jest obowiązany prowadzić pojazd z taką prędkością, aby mógł go zatrzymać w bezpiecznym miejscu, gdy nadjeżdża pojazd szynowy lub gdy urządzenie zabezpieczające albo dawany sygnał zabrania wjazdu na przejazd.
    3. Kierującemu pojazdem zabrania się:
    1) objeżdżania opuszczonych zapór lub półzapór oraz wjeżdżania na przejazd, jeżeli opuszczanie ich zostało rozpoczęte lub podnoszenie nie zostało zakończone,
    2) wjeżdżania na przejazd, jeżeli po drugiej stronie przejazdu nie ma miejsca do kontynuowania jazdy,
    3) wyprzedzania pojazdu na przejeździe kolejowym i bezpośrednio przed nim,
    4) omijania pojazdu oczekującego na otwarcie ruchu przez przejazd, jeżeli wymagałoby to wjechania na część jezdni przeznaczoną dla przeciwnego kierunku ruchu.
    4. W razie unieruchomienia pojazdu na przejeździe kolejowym, kierujący jest obowiązany niezwłocznie usunąć go z przejazdu, a jeżeli nie jest to możliwe, ostrzec kierującego pojazdem szynowym o niebezpieczeństwie.
    5. Kierujący pojazdem lub zespołem pojazdów o długości przekraczającej 10 m, który nie może rozwinąć prędkości większej niż 6 km/h, przed wjazdem na przejazd kolejowy jest obowiązany upewnić się, czy w czasie potrzebnym na przejechanie przez ten przejazd nie nadjedzie pojazd szynowy, lub uzgodnić czas tego przejazdu z dróżnikiem kolejowym.
    6. Przepisy ust. 1-4 stosuje się odpowiednio przy przejeżdżaniu przez tory tramwajowe; przepis ust. 3 pkt 3 nie dotyczy skrzyżowania lub przejazdu tramwajowego, na którym ruch jest kierowany.
    --
    www.ewsa.com.pl/pruszkow/index.htm
  • sofanes 12.12.05, 16:57
    Przyznam sie, ze troche nie rozumiem, o co, Sevenie, kruszysz kopie.
    Bo - popraw mnie, jesli sie myle - przedstawiasz tok rozumowania mniej wiecej
    taki: "drogi nie sa dla wszystkich" ,"przepisy nie zawsze sa rozsadne", ergo:
    od razu mozemy sie rozgrzeszyc ze swoich malych grzeszkow na drodze.
    Poniewaz, skoro drogi nie sa dla wszystkich, to co ten stary dziadek robi na
    moim pasie ?! Bedzie mnie blokowal ?! To wredny dran; do domu starcow z nim, a
    nie na droge! Stal AZ minute na przejsciu, albo nawet 3 ?! Wszak to
    rzeczywiscie moze do furii doprowadzic. 3 minuty, no nie, wszak zycie ucieka!
    Nie ma to jak tetryka wyprzedzic, a co, zawsze to bedziemy 3 minuty w domu
    wczesniej, no chyba, ze w nas pociag wjedzie, albo policja zgarnie, bo inny
    gowniarz nam wlecial pod kola - nasze doswiadczenie mowilo, ze skoro biegnie z
    taka predkoscia, no to przeciez nie przyspieszy! Ale durny gowniarz
    przyspieszyl.
    Ten koles sie cyka skrecic w lewo przed stacja benzynowa w osiedle ? No
    przeciez juz prawie pod domem jestem, co za palant, obtrabie go porzadnie, moze
    da mu to material do przemyslen. Oj, frajer spanikowal i wjechal pod TIRa ? No
    szkoda faceta, ale to jakis polglowek byl, najpierw stal, jak nic nie jechalo,
    a potem wjechal wprost pod TIRa..., co on, jeszcze slepy...? Noo, kierowca TIRa
    nie powinien tak tu czadowac, ale przeciez mozna faceta zrozumiec, czasem jak
    ktos sie wlecze marne 70 lewym pasem i blokuje ruch, to sie noz w kieszeni
    otwiera...a teraz jeszcze zatarasowali wjazd, i prosze, bede na kolacji lacznie
    7 minut spozniony, a niech to...


    --
    Nie. Mam w Efezie pańskiego Heraklita. Precz z Heraklitem z Efezu!
  • zerozeroseven 12.12.05, 17:22
    Dziękuje za ten glos rozsądku. Na serio.
    Tego tematu inaczej jak przy kilku szklankach piwa nie da się wyczerpać.

    Dodam tylko jeszcze, że co do trąbienia to uważam, że jest to środek
    zdecydowanie zbyt rzadko używany na naszych drogach. Każde obtrąbienie
    traktowane jest jak śmiertelna obraza, powoduje stres i panikę zamiast być po
    prostu materiałem do przemyśleń na przyszłość. Gdyby sie wiecej trąbiło
    na "terrorystów ignorantów" to być może nie popadaliby w taką pychę.



    ___________________________________
    "Mój mózg, to mój drugi ulubiony organ" - Woody Allen
  • wfe416n 12.12.05, 17:38
    zerozeroseven napisał:

    > Dodam tylko jeszcze, że co do trąbienia to uważam, że jest to środek
    > zdecydowanie zbyt rzadko używany na naszych drogach. Każde obtrąbienie
    > traktowane jest jak śmiertelna obraza, powoduje stres i panikę zamiast być po
    > prostu materiałem do przemyśleń na przyszłość. Gdyby sie wiecej trąbiło
    > na "terrorystów ignorantów" to być może nie popadaliby w taką pychę.


    Jest to niezgodne z przepisami.
    Art. 29. 1. Kierujący pojazdem może używać sygnału dźwiękowego lub świetlnego, w razie gdy zachodzi konieczność ostrzeżenia o niebezpieczeństwie.
    2. Zabrania się:
    1) nadużywania sygnału dźwiękowego lub świetlnego,
    2) używania sygnału dźwiękowego na obszarze zabudowanym, chyba że jest to konieczne w związku z bezpośrednim niebezpieczeństwem,
    3) ostrzegania światłami drogowymi w warunkach, w których może to spowodować oślepienie innych kierujących.
    --
    www.ewsa.com.pl/pruszkow/index.htm
  • zerozeroseven 13.12.05, 16:31

    Co konkretnie jest niezgodne z przepisami? Trąbienie na drogowych ignorantów,
    którzy są obecnie plagą naszych dróg?


    ___________________________________
    "Mój mózg, to mój drugi ulubiony organ" - Woody Allen
  • zerozeroseven 12.12.05, 17:11
    Matko Boska,wfe, bez urazy, są takie przepisy, ale co to zmienia?

    Ja namawiam do zdobywania praktyki i wyciągania wniosków, a nie do łamania
    przepisów.

    Istniejące dobre praktyki ruchu drogowego nie są tożsame z formalnym kodeksem.
    Są szersze. Dobrą praktyką nie jest blokowanie ruchu na przejeździe ponad to co
    jest konieczne, bo to może prowokować niebezpieczne zachowania - przede
    wszystkim próby ominięcia blokującego. Jeśli kierowcy zdarza się być regularnie
    krytykowanym przez innych kierowców z tego powodu to czas najwyższy zmienić
    swoje nawyki, bo to wcale nie jest powód do dumy.

    Myślę, że ci którym nie staje doświadczenia pokładają ślepą wiarę w przepisach.
    Zazdroszczę im wysokiej samooceny, bo sama znajomość przepisów nie czyni
    jeszcze kierowcy tak jak studia medyczne lekarza, a prawnicze prawnika.

    ___________________________________
    "Mój mózg, to mój drugi ulubiony organ" - Woody Allen
  • wfe416n 12.12.05, 17:23
    zerozeroseven napisał:

    > Matko Boska,wfe, bez urazy, są takie przepisy, ale co to zmienia?

    Ja prztoczyłem przepis do waszej dyskusji, aby było łatwiej.

    > Ja namawiam do zdobywania praktyki i wyciągania wniosków, a nie do łamania
    > przepisów.

    Namawiając do omijania stojącego pojazdu przed torami, namawiasz do łamania przepisów.

    3. Kierującemu pojazdem zabrania się:
    4) omijania pojazdu oczekującego na otwarcie ruchu przez przejazd, jeżeli wymagałoby to wjechania na część jezdni przeznaczoną dla przeciwnego kierunku ruchu.
    --
    www.ewsa.com.pl/pruszkow/index.htm
  • zerozeroseven 13.12.05, 16:22
    Bardzo przepraszam, ale jeszcze raz powtórzę: namawiam do ZDOBYWANIA PRAKTYKI,
    tylko tyle.

    A Ciebie WFE namawiam na jakiś kurs czytania ze zrozumieniem.
    ___________________________________
    "Mój mózg, to mój drugi ulubiony organ" - Woody Allen
  • wfe416n 13.12.05, 18:17
    zerozeroseven napisał:

    > Bardzo przepraszam, ale jeszcze raz powtórzę: namawiam do ZDOBYWANIA PRAKTYKI,
    > tylko tyle.
    >
    > A Ciebie WFE namawiam na jakiś kurs czytania ze zrozumieniem.

    To napisz ze zrozumieniem ( przynajmniej dla mnie ) jak mam zdobyć praktykę, bo narazie to co piszesz jest niezgodne z przepisami.
    Przytoczyłem Ci przepis który wyraźnie mówi, kiedy można a kiedy nie, używać sygnału dźiwękowego. Niestety nie można trąbić na ignorantów.
    Tak samo podałem przepis który określa zachowanie na przejeździe kolejowym.
    Tam jest wyraźnie napisane, jeżeli pojazd stoi i czeka aż przejedzie pojazd szynowy, to niestety wszyscy muszą stać, czy nam się to podoba czy nie ( a czy pociąg jest 200 czy 500 metrów od przejazdu to nie ma znaczenia ).

    --
    www.ewsa.com.pl/pruszkow/index.htm
  • zerozeroseven 14.12.05, 07:33
    Tam jest wyraźnie napisane, jeżeli pojazd stoi i czeka aż przejedzie pojazd szy
    > nowy, to niestety wszyscy muszą stać, czy nam się to podoba czy nie ( a czy
    poc
    > iąg jest 200 czy 500 metrów od przejazdu to nie ma znaczenia ).


    Ha! A jak się ma do tego ten przepis:

    "Art. 49. 1. Zabrania się zatrzymania pojazdu:

    1) na przejeździe kolejowym, na przejeździe tramwajowym, na skrzyżowaniu oraz w
    odległości mniejszej niż 10 m od przejazdu lub skrzyżowania;"

    Nie mówiąc już o:

    "2. Kierujący pojazdem jest obowiązany:

    1) jechać z prędkością nieutrudniającą jazdy innym kierującym;",

    - co według przepisów jak najbardziej może stać się podstawą do wytrąbienia
    ignoranta. :-D

    ___________________________________
    "Mój mózg, to mój drugi ulubiony organ" - Woody Allen
  • uasiczka 14.12.05, 08:26

    > Ha! A jak się ma do tego ten przepis:
    >
    > "Art. 49. 1. Zabrania się zatrzymania pojazdu:
    >
    > 1) na przejeździe kolejowym, na przejeździe tramwajowym, na skrzyżowaniu oraz
    w
    >
    > odległości mniejszej niż 10 m od przejazdu lub skrzyżowania;"


    wierz mi, że co jak co - ale ja NA przejeździe samochodu nie zatrzymuję - bo i
    niebezpieczne i przede wszystkim nie potrzebne - co innego przed przejazdem,
    --
    No i co? no i pstro,
    a myślałby kto, że coś.
  • erleusortok 14.12.05, 11:50
    Dobra, w ramach polemiki z 007 poudaję jeszcze przez chwilę, że się ślepo trzymam przepisów :-)

    Cóż to jest zatrzymanie? Otóż jest to "unieruchomienie pojazdu niewynikające z warunków lub przepisów ruchu drogowego, trwające nie dłużej niż 1 minutę, oraz każde unieruchomienie pojazdu wynikające z tych warunków lub przepisów". I wprawdzie art. 49.1 zabrania zatrzymania pojazdu bliżej 10m od przejazdu, ale 49.4 wyjaśnia, że "Zakaz zatrzymania lub postoju pojazdu nie dotyczy unieruchomienia pojazdu wynikającego z warunków lub przepisów ruchu drogowego".

    Czyli - w skrócie - nie można sobie ot tak z własnej woli zaparkować na (lub tuż przy) przejeździe, natomiast w sytuacjach określonych przepisami trzeba się zatrzymać.

    Jechanie z prędkością utrudniającą jazdę innym kierującym jest nielegalne, ale nie jest podstawą do wytrąbienia. Bo "Kierujący pojazdem może używać sygnału dźwiękowego lub świetlnego, w razie gdy zachodzi konieczność ostrzeżenia o niebezpieczeństwie" - a nie wtedy, gdy chce kogos opieprzyć. Egzekwowanie przepisów od kierowców jest rolą policji, a nie innych kierowców.

    Jeszcze a'propos poruszonego chyba gdzies po drodze wyprzedania rowerów: "W razie wyprzedzania pojazdu jednośladowego lub kolumny pieszych odstęp ten nie może być mniejszy niż 1 m."

    Ślepe trzymanie się przepisów sensu może i nie ma. Ot, chociażby trąbnąć czasem można informacyjnie a nie tylko ostrzegawczo, że o dopuszczalnych prędkościach nie wspomnę. Ale w ogólności przepisy, jak się w nie wczytać, wcale nie są aż takie złe i nieżyciowe - jest i o niespychaniu rowerzystów do rowu, i o jeżdżeniu po prawej stronie, i o prędkości nieutrudniającej jazdy innym, i o niezatrzymywaniu się bez powodu w bezsensownych miejscach.

    --
    Pruszków: zdjęcia i panorama
  • zerozeroseven 14.12.05, 14:24
    Dzięki erleusortoku za pożywkę dla trolla, jakim się nieopatrznie stałem.
    Wygląda na to, że się chyba do końca życia z tego nie wygrzebię. No, ale cóż,
    jak się powiedziało A…

    Napisałeś więc, że zatrzymanie jest to "unieruchomienie pojazdu niewynikające
    z warunków lub przepisów ruchu drogowego, trwające nie dłużej niż 1 minutę,
    oraz każde unieruchomienie pojazdu wynikające z tych warunków lub przepisów.”
    Przy czym ” Zakaz zatrzymania lub postoju pojazdu nie dotyczy unieruchomienia
    pojazdu wynikającego z warunków lub przepisów ruchu drogowego”

    Na co ja mówię, że: „No właśnie, zbyt długie w stosunku do przyjętych
    powszechnie norm i panujących warunków zatrzymywanie się przed przejazdem może
    być POCZYTANE przez innych kierowców za łamanie przepisów ruchu drogowego o
    zakazie zatrzymywania się. Ponieważ każde złamanie przepisów może potencjalnie
    prowadzić do powstania sytuacji niebezpiecznej, uzasadnia to tym samym użycie
    przez pozostałych użytkowników sygnału dźwiękowego. Idąc dalej tym tropem osoba
    zatrzymująca pojazd przed przejazdem na czas dłuższy, niż to jest konieczne,
    powinna liczyć się z upomnieniem ze strony właściwego organu. „

    Swoją drogą przypomniało mi się, że wielokrotnie byłem świadkiem udzielenia
    takiego upomnienia przez funkcjonariuszy patrolujących rondo na skrzyżowaniu
    Al. Jerozolimskich i Marszałkowskiej.
    Otóż, skrzyżowanie to blokowane jest nagminnie przez „terrorystów ignorantów”,
    którzy boją się przejechać przez idące środkiem tory tramwajowe. Uniemożliwia
    to samym wjazd na tą część ronda innym uczestnikom. Oczywiście blokowanie takie
    jest całkiem zrozumiałe i uzasadnione, gdy tramwaj jest blisko i znajduje się w
    ruchu, ale - do licha - nie wtedy jak stoi na przystanku z otwartymi drzwiami!
    Na szczęście już parę razy byłem świadkiem jak policjant na siłę
    zachęcał „terrorystę” do przejechania na drugą stronę torów, a raz czy dwa
    pokazał lizakiem „tiu, tiu na środeczek”. Po doświadczeniach z tego wątku myślę
    sobie, że przeprowadzona wtedy rozmowa mogła zaczynać się np. tak: „Noo, panie
    Władzo dobrze, że pan wreszcie zareagował! Stoję sobie przed torami jak Pan Bóg
    przykazał, bo tramwaj na horyzoncie się pojawił; no i mógł mnie przecież zabić!
    A te siury jak nie zaczną trąbić! Zapisałam ich numery rejestracyjne. Mam je w
    torebeczce…”

    ;-)

    Pozdrawiam,
    ___________________________________
    "Mój mózg, to mój drugi ulubiony organ" - Woody Allen
  • erleusortok 14.12.05, 14:50
    > Zapisałam ich numery rejestracyjne. Mam je w torebeczce…
    :))

    --
    Pruszków: zdjęcia i panorama
  • wfe416n 14.12.05, 15:37
    Po to jest forum, aby można było porozmawiać.
    Myslę że nasza dyskusja ma na celu doskonalenie w poruszaniu się po drogach. Jedni bedą mniej trąbili inni zaczną trąbic i się wyrówna.
    Nikt dla nikogo nie jest wrogiem ( trolem ) poprostu rozmawiamy.

    --
    www.ewsa.com.pl/pruszkow/index.htm
  • erleusortok 15.12.05, 09:23
    Zgadzam się z wfe416n. I chciałbym z patriotyczną pruszkowską dumą zauważyć, że poziom dyskusji nie zszedł poniżej dna.

    --
    Pruszków: zdjęcia i panorama
  • sofanes 14.12.05, 17:03
    A ja tylko jeszcze raz zapodam slowa bardzo slusznie przez erleusortoka podane:

    Jechanie z prędkością utrudniającą jazdę innym kierującym jest nielegalne, ale
    nie jest podstawą do wytrąbienia. Bo "Kierujący
    pojazdem może używać sygnału dźwiękowego lub świetlnego, w razie gdy zachodzi
    konieczność ostrzeżenia o niebezpieczeństwie" - a
    nie wtedy, gdy chce kogos opieprzyć. Egzekwowanie przepisów od kierowców jest
    rolą policji, a nie innych kierowców.

    Nic dodac, nic ujac.

    --
    Nie. Mam w Efezie pańskiego Heraklita. Precz z Heraklitem z Efezu!
  • zerozeroseven 15.12.05, 15:01
    A ja będę jednak asertywny i nie zaniecham mojej krucjaty przeciwko niedzielnym
    kierowcom.

    Sofanes napisał:

    > Jechanie z prędkością utrudniającą jazdę innym kierującym jest nielegalne,
    ale
    > nie jest podstawą do wytrąbienia. Bo "Kierujący
    > pojazdem może używać sygnału dźwiękowego lub świetlnego, w razie gdy zachodzi
    > konieczność ostrzeżenia o niebezpieczeństwie" - a
    > nie wtedy, gdy chce kogos opieprzyć.

    Myślę jednak, że można uznać, że zatrąbienie na jadącego za wolno, mieści się w
    ustawowym ograniczeniu ostrzeżenia o niebezpieczeństwie, bo OSTRZEGAM
    rzeczoną „marudę” O NIEBEZPIECZEŃSTWIE jakie stwarza ona na drodze.
    Przypominam, że zgodnie z Popularnym słownikiem języka polskiego „ostrzeżenie”
    to nic innego jak: „rodzaj kary; przestroga, upomnienie” – czyli „opieprzenie”
    jak najbardziej mieści się w tej poetyce.

    Teraz jeszcze kilka słów o terroryzmie na drogach.

    Badania naukowe dowodzą, że sprawcami największej liczby wypadków są osoby,
    które posiadają prawo jazdy od niedawna. (Z tej wiedzy korzystają zresztą firmy
    ubezpieczeniowe ustalając wysokości stawek udzielanych polis). Naiwnością
    byłoby sądzić, że wynika to z nieznajomości przepisów. Wręcz przeciwnie, jest
    to przede wszystkim brak umiejętności właściwego zastosowania tych przepisów,
    połączony z brakiem wyobraźni oraz wcześniejszych doświadczeń - czyli brak
    PRAKTYKI, której kluczowe znaczenie podkreślam już chyba po raz dziesiąty.

    Osoba pozbawiona praktyki, jest na drodze trudno przewidywalna, a tym samym
    niebezpieczna. Jedzie za szybko albo za wolno. Przejeżdża przez przejazd bez
    zatrzymania się, albo stoi na nim za długo. Zatrzymuje się przed światłami na
    skrzyżowaniu za blisko albo za daleko….Jakoś podejrzanie łatwo jest mi
    wyobrazić sobie wspomnianą przez uasiczke Otylię jak bojaźliwie stoi
    rozglądając się na przejeździe kolejowym, aby zaraz potem wcisnąć gaz do dechy.
    Jak niezdarnie włącza się do ruchu, ale potem jedzie slalomem między
    samochodami. Skąd ta łatwość? Ano stąd, że klasyczni piraci drogowi i
    przesadnie ostrożni niedzielni kierowcy często są to ci sami ludzie, a jeśli
    nie, łączy ich jedno: brak PRAKTYKI.

    Dlatego powtarzam. Nie dajmy się otumanić drogowym terrorystom. Piętnujmy brak
    doświadczenia na drodze nie tylko w wykonaniu piratów ale i niedzielnych
    kierowców. Promujmy jakiś sposób oznakowania się przez świeżo upieczonych
    właścicieli aut i dawajmy im znać, gdy w naszej opinii robią coś nie tak.
    Ostrzegajmy ich.

    Dla ich własnego dobra…

    pozdrawiam


    ___________________________________
    "Mój mózg, to mój drugi ulubiony organ" - Woody Allen
  • sofanes 15.12.05, 17:06
    Wybacz, sevenie, ale zaczynam wyczuwac w Twoich postach lekka nutke fanatyzmu
    (lekka - podkreslam), z czym zreszta dobrze wspolbrzmi okreslenie "krucjata"...
    Przytaczana przez Ciebie definicja ostrzezenia i Twoje tlumaczenie, dlaczego
    warto trabic na kierowcow, w moim osobistym odczuciu jest co najmniej pokretna.
    Chociaz trudno mi w to uwierzyc, zdajesz sie naprawde myslec, ze wytrabianie
    mniej doswiadczonych kierowcow przez tych bardziej doswiadczonych, jest
    tylko "dla ich dobra".
    Ja mam zdanie dokladnie przeciwne; wrecz wydaje mi sie, ze nikt jeszcze nie
    nabral doswiadcznia od tego, ze byl przez innych wytrabiany - wiecej - mysle,
    ze moze to doprowadzic do zwiekszenia niepewnosci i strachu takiego kierowcy.
    Wydaje mi sie, ze rozbieznosci miedzy naszymi punktami widzenia sa zbyt duze,
    bysmy doszli do kompromisowych wnioskow...
    W ogole, jak mam juz upierdliwie marudzic, to nie tylko krucjata jako narzedzie
    konfrontacji pogladow mi sie nie podoba.
    Nie podoba mi sie np. nazywanie slabych kierowcow "terrorystami drogowymi" -
    znowu, mam glebokie przekonanie, ze to na ogol Ci przekonani o swoim
    mistrzostwie i doswiadczeniu powoduja znacznie grozniejsze w skutkach wypadki.
    Pomijajac juz wage samego slowa.

    Twierdzisz, ze o tym, ze kierowcy bez doswiadczenia sa najbardziej
    niebezpieczni, ma posrednio swiadczyc wysokosc oplat za ubezpieczenie.
    Uzywajac frazy Sapkowskiego, znowu, w moim mniemaniu, mylisz niebo z gwiazdami
    odbijajacymi sie w stawie.
    "Brak doswiadczenia" to po prostu jeden z latwo mierzalnych wskaznikow, ktory
    mozna wziac pod uwage przy wyliczaniu kosztow ubezpieczenia.
    Jasnym jest, ze kierowca bez doswiadczenia moze latwiej spowodowac wypadek, niz
    doswiadczony, to truizm. Ale olbrzymia wiekszosc wypadkow spowodowana jest
    lamaniem przepisow drogowych, a nie brakiem doswiadczenia. Nie zgodzisz sie z
    tym twierdzeniem?
    I tu widze pewna sprzecznosc w Twoim rozumowaniu - skoro najwiekszym zlem sa Ci
    nieszczesnie "niedzielni" oraz "mlodzi" kierowcy, ktorzy "bez sensu" czesto
    slepo trzymaja sie przepisow, jak to jest, ze wypadki powoduja Ci, ktorzy
    przepisy lamia...?
    Domyslam sie, co odpowiesz - ze jest to spowodowane frustracja tych, ktorzy
    sa "teroryzowani".
    Dla mnie to wybacz, albo cynizm, albo usprawiedliwianie sie w swoich oczach,
    albo brak wyobrazni.
    To nie "niedoswiadczenie" jest najwiekszym zabojca na drogach, tylko
    PRZESWIADCZENIE. Przeswiadczenie, ze MY jestesmy swietni, lepiej wiemy, co inni
    uzytkownicy drog powinni albo nie powinni robic, przekonanie o swoim swietnym
    refleksie i doswiadczeniu.
    Wspominasz Otylie, prosze bardzo - latwo bylo Ci wyobrazic sobie, jaka jest
    bojazliwa; ale z tego, co czytalem, to zachowala sie jak idiotka nie dlatego,
    ze byla malo doswiadczona, tylko, ze byla najwyrazniej przekonana o swoim
    mistrzostwie rowniez za kierownica - walic 160 km po polskiej drodze, i
    pozwolic bratu byc niezapietym w pasach, to trzeba miec cos nie tak z glowa.

    Kolejny, mocno ryzykowny sad, nie wiem, czym poparty - to ten, ze "niedzielni
    kierowcy" i piraci drogowi to "czesto ta sama grupa".
    Piraci drogowi, niestety, to (znowu w mojej opinii), Ci, ktorym sie wydaje, ze
    sa niezwykle doswiadczeni; ze, co jest juz dla mnie zupelnie nie do pojecia,
    jezdzenie po polskich drogach wiecej niz 120 (pomijam autostrady) jest
    dopuszczalne, bo oni to dopiero potrfia...
    Otoz, guzik potrafia. Doswiadczenie z latami za kolkiem sie zwieksza, ale nie
    przeklada sie automatycznie na nieslychany wzrost umiejetnosci, bo te - trzeba
    specjalnie trenowac, spytaj jakiegokolwiek kierowce zawodowego czy rajdowego.

    A pomijajac juz wszystko, dobrzy kierowcy - tu znowu moja osobista opinia -
    maja dla swoich umiejetnosci i umiejetnosci innych kierowcow sporo pokory.
    Pokory nie wynikajacej ze strachu czy miekkosci, tylko zwyczajnego zdrowego
    rozsadku.

    --
    Nie. Mam w Efezie pańskiego Heraklita. Precz z Heraklitem z Efezu!
  • stary_pawian 15.12.05, 21:30
    Już dłużej nie wytrzymam.
    Pierwsze prawo jazdy zdobyłem w 1971 roku. Można było zdawać (nie kupować) od
    16 lat. Miałem też motor. Na tamte czasy SUPER (Jawa 175 - złomowa). Całą zimę
    w piwnicy rozebrałem ją,czyściłem, naprawiałem(bez skojażeń proszę), złożyłem i
    trochę mi się przysłużyła(?) (mam najlepszą na świecie żonę). W 72 roku
    zapłaciłem jeden, jedyny w życiu mandat za "nie zachowanie bezpiecznej
    odległości" (wjechałem w tył samochodu).
    Od 81 na codzień(jak to się pisze???!!!. POMOCY) używam samochodu. Sądząc
    jednak z Twoich postów nie mam praktyki. Przejechałem już(dzięki Bogu -
    ponieważ On czuwa nad głupkami) 0k 500000 km i nie tylko nie spowodowałem nawet
    stłuczki, ale i NIE UCZESTWICZYŁEM w żadnej.
    W jednym ze swoich postów podzieliłeś kierowców na trzy kategorie
    w skrócie:
    otrąbi
    wyminie
    wyładuje się na żonie
  • stary_pawian 15.12.05, 22:59
    PRZEPRASZAM
    Mój kompek zaczął żyć własnym życiem.
    Nie bierzesz pod uwagę czwartej kategori.
    Jeżeli ktoś stoi w paskudnym miejscu (np. światła) - to nie stoi tam dla
    przyjemności - może by mu pomóc? , a nie trąbić
    -może "Maluch" to nie Porche i skręcając w prawo na "strzałce" nie wyrobi się i
    nie przyspieszy do "100km/h w 4 sec." (było bardzo wielu takich co trąbili)
    Otąbisz mnie albo ominiesz gdy późnym wieczorem zatrzymam się na czerwonym
    (na "horyzoncie nie ma ani samochodu, ani pieszego staruszka").
    Nie widać pociągu, ale przed przejazdem swieci się czerwone światło (z tego co
    wiem 90 sek. na niestrzeżonym) i opuszczone półzapory( pojedź na Bronisze) i
    co - jedziemy (wielu jest takich!!!!), a ci ignoranci nam przeszkadzają.
    Wiesz co. Ja wolę być otrąbiony, ale żywy.
    Na swój pogrzeb i tak zdążę. TO JEDYNA IMPREZA, KTÓRA NIE ODBĘDZIE SIĘ BEZ
    MOJEJ OBECNOŚCI
    Uprzedzam Ciebie i Policję - w strefie 50 jadę 70, 80 ,90 tak ja jadą inni.
    Płynność ruchu - tak jak jadą wszyscy, ale bez przesady.
    Praktyka - Ty ją masz (OK - urodziłeś się z nią), ale daj zdobyć ją innymi, nie
    stresuj ich, nie trąb. Ja też mimo paru lat za "kółkiem" i przejechanych "paru
    KM" jestem "ignorant" i proszę oszczędź mnie.
  • zerozeroseven 16.12.05, 17:32
    Ojej! Tyle się podwątków porobiło, że trudno się do wszystkiego rzeczowo
    odnieść! Wygląda na to, że nasze poglądy są już spolaryzowane, a stanowiska
    usztywnione. Dalsze drążenie tematu przypominałoby trzyletnią wojnę okopową pod
    murami Akki, co mnie osobiście może by i odpowiadało - zwłaszcza ostateczna
    chwała a’la Ryszard Lwie Serce - ale Sofanes nie chce krucjaty, więc zabawy nie
    będzie. Może i racja.

    Oskar Wilde powiedział: “Experience is the name everyone gives to their
    mistakes”. Ja do tego dodam: Pod warunkiem, że się z tych błędów wyciąga
    wnioski; inaczej pozostają do końca zwykłymi, irytującymi błędami. Ja też, jak
    każdy z nas, popełniam błędy, także na drodze. Kiedyś popełniałem ich dużo.
    Jednak nigdy, ale to nigdy nie miałem za złe innym kierowcom, że w taki lub
    inny sposób dawali mi znać, że coś robię źle. Raczej czułem wstyd i chęć
    poprawy. Czyniłem tak dlatego, ponieważ rozumiałem, że w większości przypadków
    zachowanie na drodze jest funkcją o normalnym, gaussowskim rozkładzie.
    Znajdowanie się na jej skrajnie lewym lub prawym ramieniu oznacza odstawanie od
    średniej; bycie w jakiś sposób nienormalnym. Duma z bycia nienormalnym na
    drodze – przypominam wyrażona w tym wątku - nawet jeśli ta nienormalność ma
    oznaczać ponadprzeciętne środki ostrożności, polegające na dłuższym niż to
    przyjęte oczekiwaniu na przejeździe kolejowym - nie mieści się w moim
    pojmowaniu świata i tyle. (zastrzegam, że nie mam nic przeciwko odbiegającym od
    normy poza jezdniami)

    No i pewnie przeszedłbym nad tym do porządku dziennego i zajął się
    przygotowaniem do Świąt, gdyby nie kolejny niepokojący rys jaki pojawił się w
    forumowych wypowiedziach. Otóż nie była to tylko śmieszna duma z wykazanej
    odporności na krytykę własnego, niewłaściwego zachowania, ale chęć walenia w
    zęby krytyków! Pod hasłem walki o bezpieczeństwo, zaczęto nawoływać do walki o
    akceptację drogowego dyletanctwa. Uświadomiłem sobie wtedy, że jakiekolwiek
    zwrócenie uwagi na „inność” na drodze, niewinne trąbnięcie, może się nagle
    skończyć stłuczeniem mi np. reflektora przez kierowcę z dysfunkcją, którą to
    nieopatrznie śmiałem wytknąć. To nazwałem terrorem i to we mnie rodzi sprzeciw.

    I raczej nic mnie nie przekona, żebym zmienił zdanie.

    A na teraz z krucjatę kończę, zachęcam do przestrzegania przepisów oraz
    nabierania PRAKTYKI, w nadchodzącym Nowym 2006 roku. Pozdrawiam serdecznie

    007
    ___________________________________
    "Mój mózg, to mój drugi ulubiony organ" - Woody Allen
  • mcgoo 13.12.05, 20:15
    znalem kiedys takiego ktory chwalil sie ze jezdzi po alejach 60 km/h lewym
    pasem - bo tak mowia przepisy ... czy to jest powod do dumy ? ocencie sami
    --
    McGoo
  • wfe416n 13.12.05, 20:19
    mcgoo napisał:

    > znalem kiedys takiego ktory chwalil sie ze jezdzi po alejach 60 km/h lewym
    > pasem - bo tak mowia przepisy ... czy to jest powod do dumy ? ocencie sami

    Czy jest to powód do dumy ? Nie wiem, wiem że jest to niezgodne z przepisami.
    --
    www.ewsa.com.pl/pruszkow/index.htm
  • pawit1 23.12.05, 17:20
    widziałem na wkd dużo wypadków
  • pawit1 23.12.05, 17:33
    jechałem wtedy z maszynistą WALDEMAREM BIGOSINSKIM (KTÓRY MIESZKA NA DZIAŁKOWEJ)
    I DYŻURNA RUCHU SIĘ DO NAS ZGŁOSIŁA JAK RUSZALIŚMY Z KAŃ HELENOWSKICH I OSZUKAŁA
    NAS,ŻE WYPADEK JEST W KOMOROWIE I STALIŚMY W NOWEJ WSI WARSZAWASKIEJ OD G.17.15
    DO G.17.35 TEN MASZYNISTA MIAŁ WTEDY ZM 2 OB 1 ,CZYLI 2.1-14.50-WYJAZD Z GMRAD
    15.47-PRZYJ.DO W-WY,16.00-ODJ Z W-WY, 16.42-PRZYJ DO PLGŁ,17.05-ODJ. Z PLGŁ ,
    17.47-PRZYJ.DO W-WY ZAMIAST 17.47 TO 18.15,18.05 ODJ Z W-WY ZAMIAST 18.05 TO
    18.20,19.04-PRZYJ DO GMRAD ZAMIAST 19.04 TO 19.30,19.35 ODJ Z GMRAD,20.32 PRZYJ
    DO W-WY,21.20 ODJ Z W-WY,22.20 PRZYJ DO GMRAD, MIAŁ WTEDY JEDN 10-23.ITO KONIEC
    MOJEJ OPOWIEŚCI OTYM JAK SOBIE ZMASZYNISTAMI JEŻDZE W KABINACH.P.S UMIEM
    PROWADZIC JEDNOSTKI EN94,EN95 DOPIERO BĘDE SIĘ UCZYŁ JAK NIE BĘDĄ JEŻDZIĆ
    PANOWIE Z PESY BYDGOSZCZ SA.(.)[...]
  • zerozeroseven 23.12.05, 23:03
    Brawoooo :-DD

    Dawno tak się :-DDD
    serio.dzięki.
  • pawit1 24.12.05, 09:45
    serio
  • pawit1 27.12.05, 13:31
    no właśnie
  • pawit1 27.12.05, 17:10
    no i właśnie
  • pawit1 28.12.05, 08:48
    no i oto chodzi
  • pawit1 28.12.05, 08:51
    tak już zamknięte
  • pawit1 28.12.05, 08:56
    ok
  • wfe416n 28.12.05, 15:53
    pawit1 napisał:

    > ok

    Do kogo piszesz? Sam do siebie.
    --
    www.ewsa.com.pl/pruszkow/index.htm
  • stary_pawian 28.12.05, 22:59
    Wszystkiego Udanego w Następnym Roczku.
    SZCZERZE !!!
  • stary_pawian 28.12.05, 23:19
    Nic wpólnego z życzeniami - NAPRAWDĘ.
    Nie ja wymyśliłem, ale może warto przeczytać choć długie.

    Ale numer!!! miałem cholerne szczęście!!- Ostatnio jechałem do Lublina,
    a ze się śpieszyłem to dałem ognia moim Volvo. Jadę jadę (ok 160) i
    patrzę a z naprzeciwka zza ciężarówki wylania się debil w maluszku
    próbujący ja wyprzedzić. Kretyn cholerny. Zjechałem na pobocze przy
    szybkości 160kmh. Zahaczyłem trochę o rów i wpadłem w poślizg. Gdyby nie
    Tracs control i ABS to wpierniczylbym się przy tej szybkości w drzewo
    albo w maluszka a wtedy nie wiem czy bym uszedł z życiem. Zdarzają mi
    się niebezpieczne sytuacje na drodze ale cos takiego ??? jeżdżę dużo (ok
    8-10 tys. miesięcznie) ale cos takiego mi się jeszcze nie zdarzyło.
    Zdążyłem tylko zauważyć katem oka przerażoną minę bezmózgowca w tym
    cholernym maluchu. Może podzielicie się podobnymi przygodami z trasy ?
    Zachęcam. Pozdrowienia
    cudem uratowany

    ***

    Jadę sobie moim kaszlem, tak z 90kph, jedzie jakąś ciężarówka, no to ja
    patrzę na lewy pas - jest ok., jakieś 500m wolnego do nadjeżdżającego
    volvo, wiec wyprzedzam. Idzie mi całkiem nieźle (mam już 100kph), ale
    widzę, ze chyba źle oceniłem prędkość tego debila w volvo, bo on,
    idiota, zap... na pewno >150. Skąd się k... miałem spodziewać, ze na
    zwykłej drodze szerokości 7,5m, bez utwardzonych poboczy i z drzewami za
    rowem, przy normalnym ruchu, jakiś bezmózgowiec będzie urządzał sobie
    popisy jak na Imola? Oczywiście na cokolwiek było za późno - przytuliłem
    się do trucka, a ten idiota jechał tak szybko, ze nawet nie zdążył
    zmieścić się w "czarnym" i zwiedził pobocze - naprawdę żałuję, ze się
    tym razem nie zabił, bo kiedy indziej to może zabić tez niewinnych
    świadków swego pojebania.

    ***

    Jadę sobie moja ciężarówką, z przodu widzę kawał pustej drogi. Z tylu
    facet w kucki mnie wyprzedza, myślę sobie dam mu fory bo pozycja już
    strudzony. A tu jak nie wyskoczy jakiś palant z przeciwka. ..
    Pozdrawiam,
    Marek Marczak

    ***

    "Stoję za krzakiem głogu z radarem w ręku, a tu wyjeżdża roztelepana
    ciężarówka, maluch zaczyna wyprzedzać ja na ciągłej a z drugiej strony
    wyskakuje Volvo z prędkością światła. Niestety, zanim znalazłem
    odpowiedni paragraf, który pojazd należy zatrzymać w pierwszej
    kolejności, wszystkie 3 zniknęły z pola widzenia, przez co Skarb Państwa
    stracił kilkaset złotych..."
    M.F

    ***

    Lecę sobie samolotem nad trasa Warszawa- Lublin, patrzę w dół a tam
    policjant za krzakami szarpie się z radarem, kierowca ciężarówki próbuje
    puścić maluszka, a z przeciwka mknie dużo przekraczając prędkość Volvo.
    Bartek

    ***

    Jadę swoim motorkiem 5 częścią dźwiękowej, z przodu człapie jakiś gostek
    volvo, z przeciwka ciężarówka. No to daje w ogień, nagle wylania się
    maluch, mowie sobie koniec ze mną... puszczam kierownice... A tu nagle
    gostek volvo (równy gość) ustępuje mi drogi i zjeżdża na pobocze, na
    trawkę... Wiec ja w manetkę, cale szczęście miałem ASR! uratował mi
    życie, z drugiej strony jednak dlaczego jeździcie tak wolno? przez
    takich wolnojadów później są wypadki

    ***

    siedzę sobie po pracy na rowie, patrzę a tu z jednej strony ciągnie się
    jakaś ciężarówka, która próbuje wyprzedzić jakiś kaszel, patrzę z
    drugiej strony a tu nap... jakiś zboczeniec w Volvo, podlatuje bliżej, a
    ze się nie zmieścił na drodze wiec wjeżdża na rów.... (NA MOJ ROW) i po
    girach mi przejeżdża pojeb jeden, jak go q... dorwę to nogi z du..
    powyrywam... niech no tylko poczeka aż z gipsu wyleze.....
    rolnik

    *******

    Lecę sobie na podświetlnej swoim fotonowym cyberjetem nad wschodnią
    Europą - trochę na wschód od Warszawy. Detektor zbliżeń melduje
    niebezpieczną sytuację 60 kilometrów pode mną - patrzę na ekran i co
    widze? Z jednej strony 126 z pękniętym środkowym pierścieniem tylnego
    cylindra i zapłonem opóźnionym o 6 stopni próbuje wyprzedzić starego
    Jelcza 315 z d.m.c. przekroczoną o 2658 kg i lewą wewnętrzną oponą
    bliźniaczego tylnego koła niedopomnpowana o 3,8 Atm. Z drugiej strony
    sunie Volvo V80 z prędkością wahającą się w granicach 158,6 - 165,4
    km/h, a wyprzedza go Suzuki Hayabusa z prędkością 243,1 km/h (nadal
    wzrastającą), którego kierowca ma typowe amfetaminowe podwyższenie
    tętna. W jednym rowie policjant kartkuje książkę formatu 210 x 148 mm w
    miękkiej okładce, a w drugim przeciera oczy leżący mężczyzna o stężeniu
    przekraczającym 2 promile C2H5OH w wydychanym powietrzu. Włączyłem
    natychmiast separator kanałów poziomych i dzięki prostemu manewrowi
    antygrawitacyjnemu ustawiłem Jelcza (szerokość 242 cm), Fiata (141 cm),
    Volvo (187 cm) i Suzuki (102 cm) na jezdni szerokości 747 cm,
    pozostawiając trzy pasy separacyjne szerokości 25 cm każdy. Wszystko by
    się udało, ale po drodze na wysokości 287 m przelatywał sportowy samolot
    SOCATA Rally z rozregulowanym GPSem i interferencja fal spowodowała
    poszerzenie pasów separacyjnych o parę cm, przez co zarówno Jelcz jak i
    Volvo wpadły zewnętrznymi kołami na pobocza, a Volvo zahaczyło lewą
    stopę mężczyzny w rowie.
    Ziemianie! Nauczcie się panować nad waszymi maszynami przy tych
    maleńkich prędkościach. Wiecie ile my mamy takich zacofanych planet pod ciągłym
    monitoringiem?
    Dowódca patrolu 249HR65TG93K

  • zerozeroseven 29.12.05, 10:04
    Dzięki. Naprawdę fajne.

    A mnie od tej dyskusji na naszym forum pech straszny drogowy prześladuje.

    Najpierw silnik zgasł mi w trakcie jazdy na środku Ostrobramskiej, co mi się
    jak świat światem nie zdarzyło. No i samochód trup. Niby nic się nie stało, ale
    był drugi dzień Świąt, ja jechałem spóźniony na chrzciny, a z tyłu siedziała
    małżonka z młodoroślą, która zresztą niezwłocznie zaczęła lamenty, że brum-brum
    nie jedzie. Spędziłem na tej Ostrobramskiej dobre dwie godziny. Warto wiedzieć,
    że żadne numery Assistance prowadzonego przez firmę PZU w święta nie działają i
    serwowany nam jest komunikat „usługa czasowo niedostępna”. To samo jeśli chodzi
    o niby całodobowy serwis Toyoty. Telefon nie odpowiada. Po zadzwonieniu na 112
    odzywa się rozespany głos, który nie potrafi podać jakiegokolwiek sensownego
    numeru do autoholowania.
    Dopiero Biuro Numerów stanęło na wysokości zadania i podało mi kilka namiarów,
    z których jeden okazał się trafiony i po dłuuuuuuuuuuuuuuugim czasie
    przyczłapał się wreszcie pojazd holowniczy, który zawiózł mnie aż do Wiązownej,
    ponieważ był tam jedyny warsztat, który w tym dniu zdecydował się mnie przyjąć.
    Okazało się, że zepsuł się rozrząd, a ja dotarłem na chrzciny w sam raz, aby
    pożegnać wychodzące z przyjęcia ciocie.

    Ale to jeszcze nic. Wczoraj odebrałem naprawiony samochód i wyruszyłem w drogę
    do Pruszkowa. Niestety na Jerozolimskich przed Łopuszańską poczułem mocny
    wstrząs, a samochód zamiast jechać prosto zaczął sunąć bokiem na pobocze.
    Szybki rzut oka utwierdził mnie w przekonaniu, że wbija się właśnie we mnie TIR-
    chłodnia, załatwiając mi całkowicie tylne lewe drzwi i niszcząc zamek w
    przednich, więc wchodzić i wychodzić z samochodu mogę tylko prawymi. Podobno
    mnie nie widział, bo byłem w jego martwym polu.
    Ehh. Chyba nie będę więcej dyskusji drogowych na forum prowadzić...
    :- )
    Pozdrawiam.
  • stary_pawian 29.12.05, 13:36
    No to faktycznie pech. WSPÓŁCZUJĘ.
    Ale myślę, że to nie od forum. Może nie wykorzystałeś tegorocznego przydziału,
    a rok się kończy ;)
  • pawit1 29.12.05, 09:32
    no nareszcie

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.