• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

moze żarcik?? Dodaj do ulubionych

    • 11.02.04, 16:07
      Pewien młody człowiek spotykał się z trzema dziewczętami i nie mógł się
      zdecydować, z którą z nich się ożenić. Postanowił więc poddać je próbie. Każdej
      wręczył po 5 tysięcy złotych i poprosił, by zrobiły z tymi pieniędzmi to, na co
      mają ochotę. Pierwsza z nich kupiła sobie najlepsze ciuchy, poszła do
      kosmetyczki i do fryzjera, a kiedy wróciła, powiedziała:
      – Zrobiłam to wszystko, bo chcę być dla ciebie najpiękniejsza. Tak bardzo cię
      kocham.
      Druga wróciła z garścią biletów na mecze ligowe, rocznym karnetem do
      wypożyczalni wideo i trzymiesięcznym zapasem piwa.
      – Kupiłam to wszystko, by pokazać ci, jak bardzo cię kocham – wyznała.
      Trzecia zainwestowała całą sumę na giełdzie, a że trochę się na tym znała,
      szybko zarobiła sporo pieniędzy. Te również zainwestowała i zarobiła jeszcze
      więcej. W końcu wróciła do niego z czekiem opiewającym na bardzo poważną sumę.
      – Zarobiłam to wszystko, by zapewnić nam bezpieczną przyszłość. Tak bardzo cię
      kocham – powiedziała.
      Młody człowiek był bardzo ujęty ich miłością i poświęceniem. Długo zastanawiał
      się, którą wybrać, rozważał wszystkie za i przeciw, aż w końcu wziął za żonę tę
      z… największym biustem.

      --
      Nie można zadowolić wszystkich,
      to zadanie dla agencji towarzyskich.

      ***Mam Wołomin...***
      • 11.02.04, 21:36
        altu - a to dokończenie twojego żarciku :)))
        W noc poślubną panna młoda mówi do swojego świeżo poślubionego:
        - Ponieważ jesteśmy teraz małżeństwem, musimy wprowadzić pewne zasady
        dotyczące seksu - Jeśli wieczorem mam uczesane włosy oznacza to, że nie mam
        wcale ochoty na seks, jeśli są w lekkim nieładzie, to znaczy, że mogę, ale nie
        muszę mieć ochoty na seks, a jeśli są w nieładzie, to znaczy, że mam ochotę
        się kochać.
        - W porządku kochanie - odrzekł mąż - żeby wszystko było uporządkowane musisz
        wiedzieć, że wieczorem po powrocie z pracy zawsze piję drinka. Jeśli wypiję
        tylko jednego, to znaczy, że nie mam ochoty na seks, jeśli wypiję dwa to
        znaczy, że mogę, ale nie muszę mieć ochoty na seks, a jeśli wypiję trzy, to
        stan twoich włosów nie ma znaczenia.
        • 12.02.04, 12:14
          Ksiądz miał problem - po prostu nie potrafił nauczać współczesnej
          > młodzieży.
          > Zero szacunku ze strony uczniów, drwiny, a w końcu misję ma taki
          katecheta
          > w szkole ważną. Trza było coś z tym fantem zrobić. Jak na księdza
          > przystało,
          > poszedł ze skargą na swoich podopiecznych do samego Dyrektora Szkoły.
          A
          > ten niewdzięcznik, zamiast młodzież stosownie ukarać, rad księdzu
          udziela:
          > - Proszę księdza, a może by tak ksiądz spróbował się jakoś tak trochę
          do
          > tej młodzieży zbliżyć, spróbować zrozumieć, nawiązać kontakt?
          > - Próbowałem, ale nie potrafię się z nimi porozumieć.
          > - A może tak na początek by ksiądz spróbował mówić do nich ich
          językiem -
          > zawsze to jakieś przełamanie lodów.
          > - To znaczy???
          > - No wie ksiądz, młodzież teraz wszystko skraca. Na przykład: zamiast
          > pozdrawiam, mówią pozdro, zamiast cześć - cze, rozumie ksiądz?
          > - Skracać, znaczy?
          > - Tak jest, niech ksiądz spróbuje.
          > Ksiądz sobie owe słowa wziął do serca. Idzie na lekcje korytarzem,
          głowa
          > opuszczona, pełne skupienie i mruczy:
          > - Skracać, spoko, pozdro, skracać, cze, skracać, pozdro....
          > Tak sobie mruczy pod nosem, dochodzi do sali, otwiera drzwi, wchodzi z
          > jedną ręką w górze, uśmiechnięty charyzmatycznie:
          > - Pochwa !!!

          --
          Zdrówka!
          Zapraszam do Pruszkowa.
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=132
          • 14.02.04, 19:51
            Kobieta w widocznej ciąży przychodzi do lekarza i pyta:
            - Panie doktorze, ja mam... to znaczy mój mąż chciałby wiedzieć...
            - Rozumiem, rozumiem - przerywa jej lekarz. - Aż do bardzo zaawansowanej
            ciąży można
            bezpiecznie uprawiać seks.
            - Nie, nie o to chodzi. On chciałby wiedzieć, czy wciąż mogę rąbać drewno.


            Do ukochanej dzwoni młodzieniec , telefon odbiera jej ojciec:
            młodzienieć: "moja kochana rybko czy to Ty?"
            ojciec: " nie, tu właściciel stawu!"


            Nowy Jork, Central Park. Małą dziewczynkę atakuje pitbul. Podbiega młody
            meżczyzna i unieszkodliwia psa. Obserwujący całe zajście policjant
            podchodzi i mówi:
            - Jest pan bohaterem. W jutrzejszych gazetach napiszą: Nowojorczyk
            uratował życie dziecku!
            - Ale ja nie jestem z Nowego Jorku...
            - Nie szkodzi, będzie: Bohaterski Amerykanin uratował dziecko!
            - Ale ja nie jestem z Ameryki...
            - To skąd pan jest?!
            - Z Palestyny.
            Nazajutrz w gazetach napisano: Islamski terrorysta zamordował
            amerykanskiego psa.


            - Widzisz?! To fifka, która była pod twoją szafą! Kiedy ty skończysz z
            narkotykami?
            - Jakie narkotyki! Uwierz mi od kiedy ciebie poznałem zmieniłem się,
            zerwałem ze swoją przeszłoscią, jesteś jedyną którą kocham.
            - Synu! To ja - twój ojciec!

            --
            anty-walentynki?
            • 14.02.04, 19:57
              Pewnego dnia flota amerykanska postanowila zredukowac pewna ilosc zbednych
              oficerów. Zeby zrobic to z tzw. twarza, kazdemu oficerowi, który dobrowolnie
              odejdzie ze sluzby obiecano wyplacenie odprawy emerytalnej w takiej
              wysokosci jak odleglosc w cm zmierzona pomiedzy dwoma dowolnie wybranymi
              przez niego punktami jego ciala pomnozona przez 1000.
              Jako pierwszy postanowil odejsc kapitan Smith, który poprosil o zmierzenie
              go od czubka glowy az do piet. Odszedl z armii wraz ze 180 tys. dolarów.
              Kolejny oficer major Johnson okazal sie bardziej przebiegly od poprzednika i
              kazal zmierzyc sie od czubka palców wysoko uniesionych rak, az do palców
              wyciagnietych maksymalnie stóp. Emeryture umilila mu okragla sumka 280 tys.
              dolców. Jako trzeci zglosil sie na komisje porucznik Woods. Jego propozycja
              pomiarów wywolala konsternacje albowiem kazal zmierzyc sie od czubka penisa
              az do samych jajek.
              Na nic zdaly sie tlumaczenia, ze taki sposób nie jest korzytny dla
              porucznika, ze poprzedni oficerowie zgarneli male fortuny. Porucznik upieral
              sie przy swoim.
              Lekarz wojskowy przystapil wiec do pomiarów. Jakiez bylo jego zdziwienie
              gdy po dokladnym badaniu na jego krótkie pytanie:
              -"Gdzie twoje jaja synu" uslyszal odpowiedz:
              -"W Wietnamie doktorze, w Wietnamie"

              --
              Towarzystwo Przyjaciół Absurdu
        • 12.02.04, 12:16
          zachęcam ale tylko z głośnikami:)

          wil3.com/download/haha/wazap.html

          --
          Zdrówka!
          Zapraszam do Pruszkowa.
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=132
      • 14.02.04, 20:04
        a w mojej wersji był jeszcze morał:
        MĘŻCZYŹNI - W PRZECIWIEŃSTWIE DO KOBIET NIE LECĄ NA KASĘ!
        pozdrawiam;-)

        --
        anty-walentynki?
        • 14.02.04, 20:06
          chodziło o dowcip altu i rity z facetem i trzema kobitkami:)
          --
          "Adidas, ergo sum?"
          • 14.02.04, 21:08
            przypuszczamy, że chodzi wyłącznie o dowcip :)
            • 14.02.04, 21:15
              Panienka w wieku 30 lat idzie po plaży i nagle zobaczyła starą
              butelkę. Podniosła, potarła i z butelki wydobył się duszek.
              Panienka pyta: "Czy będę miała trzy życzenia?"
              Duszek: "Nieeee, przykro mi, ale ja jestem duszek spełniający tylko jedno
              życzenie".
              Panienka bez wahania: "To proszę o pokój na Bliskim Wschodzie.
              Widzisz tę mapę Duszku? Chcę, aby te wszystkie kraje przestały
              ze sobą walczyc, żeby Żydzi i Arabowie pokochali się miedzy sobą
              i żeby kochali Amerykanów i odwrotnie. Żeby wszyscy tam żyli
              w pokoju i harmonii."

              Duszek, popatrzył na mapę i mówi: "Kobieto bądź rozsądna, te kraje się bija
              i nienawidzą od tysięcy lat, a ja po 1000 latach siedzenia w butelce też nie
              jestem w najlepszej formie.
              Jestem DOBRY, ale nie aż tak dobry. Nie sądzę, abym mógł to zrobić.
              Pomyśl i daj jakieś sensowne życzenie.
              Panienka pomyślała przez chwilę i mówi: "No dobrze, przez całe życie chciałam
              spotkać właściwego mężczyznę, aby wyjść za niego za mąż.
              Wiesz, takiego który będzie mnie kochał, szanował, bronił, dobrze zarabiał i
              oddawał pieniądze, nie pił, nie palił, pomagał przy dzieciach,
              w gotowaniu i sprzątaniu, był świetny w łóżku, był wierny i nie patrzył
              tylko w telewizor na programy sportowe.Takie mam życzenie."

              Duszek pokręcił głową z niedowierzaniem głęboko westchnął i powiedział:

              "Pokaż mi Kobieto tę cholerną mapę jeszcze raz."
              • 14.02.04, 21:55
                Rito,
                To jeden z lepszych "walentynkowych" żarcików, jakie słyszałem:)

                --
                • 15.02.04, 22:36
                  a to żarcik, który przyszedł do mojej córki

                  Dwaj kumple spotykają się w barze:
                  - Słyszałeś najnowsze wieści? Staszek nie żyje!
                  - Dobrze o tym wiem. Przejeżdżał drogą obok mojego domu,nie za hamował
                  właściwie i bum - uderzył w chodnik. Samochodem trzepnęło w górę.
                  Staszek wyleciał przez szyberdach, zrobił dwa salta w powietrzu i
                  rozbijając szybę wpadł do mojej sypialni na piętrze.
                  - Rany, jaka okropna śmierć...
                  - Ależ skąd, nie zabił się! Wylądował w mojej sypialni i leżał taki zakrwawiony
                  w potłuczonym szkle. Wtedy zauważył dużą starą zabytkową szafę,która stała w
                  pokoju. Sięgnął w górę i chwycił za nią próbując wstać. I nagle huk! Masywna
                  szafa przewróciła się na niego,przygniotł a go i pogruchotała mu kości.
                  - Psiakrew, strasznie zginął.
                  - Nie, nie, utrzymał się przy życiu. Jakimś cudem zdołałwydostać się spod szafy
                  i podpełznąć do poręczy. Próbował się na niej podciągnąć ale pod jego ciężarem
                  poręcz złamała się i Staszek spadł z piętra. W powietrzu wszystkie połamane
                  części poręczy tak się obróciły, że spadając na niego, przypięły go do podłogi.
                  - O żesz w mordę! Straszny sposób by odejść z tego świata.
                  - No co Ty, to go nie zabiło. Spadł tuż obok kuchni. Wpełza do środka,próbuje
                  podciągnąć się na kuchence, ale zahaczył o duży garnek z gotującą się wodą, i
                  chlust! Człowieku, cały wrzątek wylądował na nim i popalił mu prawie całą skórę.
                  - O rany! Okropne tak umrzeć...
                  - Nie, nie, teraz też przeżył! Leżał tak na ziemi,poparzony wrzątkiem, gdy
                  zauważył telefon. Próbował dosięgnąć słuchawkę, by wezwać pomoc, ale zamiast
                  tego wyrwał gniazdko elektryczne ze ściany. W połączeniu z wodą wyszła
                  mieszanka piorunująca, potężna dawka woltów strzelił a przez niego i facet padł
                  porażony prądem.
                  - Cholera! Diabelnie przerażająca śmierć.
                  - Ależ nie, wcale wtedy nie zginął...
                  - To jak właściwie umarł?
                  - Zastrzeliłem go!
                  - Zastrzeliłeś go?
                  - Kurwa, człowieku, przecież on rozpierdoliłby mi całą chałupę!
                  • 15.02.04, 22:58
                    :))
                    rita - prawie jak w Nagiej Broni, tylko bez happy end'u.
                    pzdr
                    • 16.02.04, 01:20
                      rita100 napisała:
                      > a to żarcik, który przyszedł do mojej córki
                      > Dwaj kumple spotykają się w barze: [...]

                      bbastek13 napisał:
                      > rita - prawie jak w Nagiej Broni

                      Rzeczywiście :-)
                      I zupełnie nie rozumiem, dlaczego czytając ten żarcik przypomniała mi się
                      anegdotka, którą zaraz zacytuję. Dowcip ma swój smaczek - mianowicie nie
                      słyszałem samego początku a narrator opowiadał to z takim przekonaniem i w
                      niepowtarzalnym swoistym stylu - że do samego końca byłem przekonany, że to
                      prawdziwa historia... :)) Ale potem się wyjasniło, że to historyjka krążąca po
                      necie. Ale może autentyczna? Bardzo bym się nie zdziwił ;)

                      Oto Historyjka:

                      "Często zdarza się nam mieć zły dzień. I bardzo chcemy się na kimś wyżyć.
                      Tak, to się naprawdę zdarza. Ale moim zdaniem zbyt często wyżywamy się na
                      bliskich i znajowych, podczas gdy o wiele lepiej jest wyładować stress na
                      kimś zupełnie obcym. Postąpiłem tak pewnego dnia. Przypomniałem sobie w biurze
                      o zaległym telefonie, jaki miałem wykonać. Odnalazłem numer w notesie i
                      wystukałem go na klawiaturze telefonu. Usłyszałem, jak jakiś facet po drugiej
                      stronie mówi "halo!", więc zapytałem grzecznie, czy mogę rozmawiać z Anią.
                      Facet bez słowa rzucił słuchawką. Byłem kompletnie zaskoczony. Jak można być
                      tak źle wychowanym! Sprawdziłem jeszcze raz numer do Ani i wykręciłem go
                      (okazało się, że przekręciłem dwie ostatnie cyfry). A po
                      zakończeniu rozmowy postanowiłem znowu zadzwonić pod poprzedni "zły" numer i
                      kiedy tylko tamten facet podniósł słuchawkę rzuciłem krótkim "ty chuju!", po
                      czym rozłączyłem się.
                      Zapisałem sobie jego numer na zółtej karteczce i przykleiłem na monitorze.
                      Raz na kilka tygodni, kiedy coś wyjątkowo źle mi wychodziło, kiedy płaciłem
                      zaległe rachunki, dostałem mandat za parkowanie albo z innego powodu miałem
                      zły dzień, dzwoniłem do typa i kiedy tylko się zgłosił, serwowałam mu głośne
                      "ty chuju!". Od razu robiło mi się lepiej...

                      Po pewnym czasie telekomunikacja wprowadziła program identyfikacji numeru
                      dzwoniącego, przez co mój nowy sposób na chandrę i stres okazał się poważnie
                      zagrożony. Zadzwoniłem więc do typa, przedstawiając się jako pracownik
                      telekomunikacji i zapytałem: "przepraszam, czy słyszał pan może o naszej
                      nowej ofercie w zakresie identyfikacji numeru dzwoniącego?". "Nie!"- uciął
                      i rzucił słuchawkę. Zadzwoniłem do niego ponownie: "Nie słyszałeś o tym
                      programie dlatego, że jesteś zwyczajnym chujem!".

                      Kilka dni później, kiedy na parkingu przed supermarketem próbowałem zająć
                      ostatnie wolne miejsce, jakiś dresiarz w BMW bezczelnie zajechał mi drogę
                      i wepchał się na moje miejsce. Wkurzyłem się nielicho. Na beemce była kartka
                      "na sprzedaż" i numer telefonu. Zanotowałem go skrupulatnie.
                      Wieczorem zadzwoniłem.
                      - "Halo, czy to pan ma beemkę do sprzedania?"
                      - "Tak."
                      - "A gdzie można ją obejrzeć?"
                      - "Stoi na podwórzu domu przy L***** 23."
                      - "A kiedy pana można złapać w domu?"
                      - "No tak od 17.00 już raczej jestem."
                      Zapisałem numer dresiarza na żóltej karteczce, tuż poniżej numeru faceta,
                      do którego miałem zwyczaj poprzednio dzwonić. Teraz miałem dwóch dupków, na
                      których mogłem się wyżyć. Ale po kilku dniach wydzwaniania do nich
                      poczułem, że nie było to już takie podniecające, jak na początku...

                      Wpadłem na zupełnie inny pomysł... Zadzwoniłem do tego pierwszego faceta.
                      - Halo! - rzucił jak zwykle.
                      - Ty chuju! - krzyknąłem, ale tym razem nie odłożyłem słuchawki. - Jesteś tam
                      jeszcze?
                      - Jestem! - krzyknął - Jestem, pieprzony palancie! Nie wiem, kim jesteś,
                      ale chciałbym cię dostać w swoje ręce! Gnoju pierdolony! Powiedz, gdzie
                      mieszkasz, to zaraz pojadę i ci rozjebię ten oblany ryj!
                      - Tak? No to mieszkam przy L***** 23... Poznasz po czarnej beemie zaparkowanej
                      w podwórzu! Czekam na ciebie, ciemny baranie z lasu!
                      Facet rzucił słuchawką a ja natychmiast wykręciłem numer dresiarza.
                      - Halo, to ty, pedale? Dzwonię do ciebie, bo mam ochotę w końcu ci
                      przypierdolić! Jak masz jaja to wyjdź przed dom, zaraz u ciebie, kurwino, będe!

                      W chwilę potem zadzwoniłem na policję, informując o bójce w okolicach Leśnej
                      oraz do telewizji regionalnej, wspominając coś o porachunkach gangsterów. Na
                      koniec podjechałem samochodem w okolice L***** i patrzyłem z dala na dwóch
                      dupków, bijących się w światłach dwóch radiowozów i reflektorów ekipy
                      telewizyjnej...

                      Mówię wam - prawdziwa rozkosz!!!"

                      Późno się zrobiło, więc pozdrawiam wszystkich. Do szybkiego!

                      cat_s

                      --
    • 17.02.04, 10:48
      Szef zaniepokojony nieobecnością pracownika dzwoni do niego i pyta o powód.
      – Jestem na strasznym kacu i dziś nie przyjdę – odpowiada pracownik.
      – Jak to?! – bulwersuje się kierownik. – Ty musisz być dzisiaj w pracy, bez
      ciebie leżymy. Słuchaj, dam ci radę: ja zawsze, jak jestem na kacu, to proszę
      moją żonę, żeby mi zrobiła loda i wtedy momentalnie mi przechodzi.
      Po godzinie kierownik z radością wita pracownika na stanowisku pracy:
      – No i jak, pomogło?
      – Jasne – odpowiada zadowolony – a w ogóle szef to ma ekstra chatę!

      --
      Rusz się i przebudź swoje szczęście.

      ***Mam Wołomin...***
      • 17.02.04, 16:18
        - Facet z kobietą zatrzymują się na środku chodnika i zatapiając się w
        namiętnym, głębokim pocałunku. Mocno się pieszczą, nie zwracając na nikogo
        uwagi. W pewnej chwili podchodzi do nich mężczyzna, zagląda przez jedno
        ramię, przez drugie ramię, głośno chrząka. Widać, że próbuje zwrócić na
        siebie ich uwagę... Facet przestaje więc całować babeczkę i poirytowany
        pyta:
        - Panie, czego pan chce do cholery?!
        Mężczyzna speszony pokazuje palcem na kobietę i bąka:
        - Bardzo przepraszam że przeszkadzam, ale żona ma klucze do domu...


        --
        Rusz się i przebudź swoje szczęście.

        ***Mam Wołomin...***
        • 17.02.04, 16:18
          - Pewien ksiądz postanowił udać się na urlop. Jednak nie wiedział kogo ma
          zostawić na zastępstwo. Jego wybór padł na organistę. Powiedział mu co i jak i
          dal zadrukowany notes z pokuta za każdy z popełnionych grzechów. Następnego
          dnia organista zrobił co trzeba tzn. odprawił msze i takie tam a na
          zakończenie siadł w konfesjonale i zaczął spowiadać. Słuchał grzechów i
          odczytywał pokutę z notesu. Podeszła młoda dziewczyna i mówi do organisty: -
          Wczoraj uprawiałam sex oralny. Organista patrzy w notes, wertuje go po kartce,
          ale nie znalazł pokuty. Biegnie wiec do ministrantów i pyta zdenerwowany: -
          Chłopaki nie wiecie czasem co daje ksiądz za sex oralny?! A jeden z
          ministrantów: -Nie wiem jak innym, ale wczoraj dal mi Snikersa.


          --
          Rusz się i przebudź swoje szczęście.

          ***Mam Wołomin...***
          • 17.02.04, 16:30
            Egzamin z termodynamiki

            > Dr. Schlambaugh, wykladowca na wydziale chemicznym uniwersytetu

            > kalifornijskiego znany jest z zadawania pytan na egzaminach w rodzaju:

            > "Czemu samoloty lataja?".

            > W maju kilka lat temu, egzamin z termodynamiki zawieral takie oto pytanie:

            > "Czy pieklo jest egzotermiczne, czy endotermiczne? Potwierdz swój

            > wywód dowodem" Wiekszosc studentów oparla dowody na poparcie swych tez na

            > prawach przemian gazowych Boyle'a - Mariotatte'a lub innych. Jeden student

            > natomiast napisal, co ponizej:

            >

            > "Po pierwsze musimy zalozyc, ze jezeli dusze istnieja, musza posiadac
            pewna

            > mase. Jesli maja mase, to jeden mol dusz takze posiada mase. W takim
            razie,

            > w jakim tempie dusze trafiaja do piekla i w jakim je opuszczaja? Mysle ze

            > mozemy spokojnie zalozyc, ze jesli dusza trafia do piekla, to juz go nie

            > opuszcza. Dlatego tez, wymiana dusz z pieklem zachodzi tylko w jednym

            > kierunku. Jesli chodzi o dusze trafiajace do piekla, przyjrzyjmy sie
            roznym

            > religiom, istniejacym w dzisiejszym swiecie. Niektóre religie mówia, ze

            > jesli nie jestes ich wyznawca, trafisz do piekla. Skoro jest wiecej niz

            > jedna taka religia, a ludzie nie naleza do wiecej niz jednej, mozemy

            > wnioskowac, ze wszyscy ludzie i wszystkie dusze trafiaja do piekla. Na

            > podstawie danych o smiertelnosci i przyroscie populacji, mozemy spodziewac

            > sie wykladniczego wzrostu liczby dusz w piekle. Przyjrzyjmy sie wiec
            zmianie

            > objetosci piekla. Z prawa Boyle'a wynika, ze aby w piekle temperatura i

            > cisnienie utrzymaly sie na stalym poziomie, stosunek masy dusz do ich

            > objetosci musi byc staly.

            > Pkt. 1 Wiec, jesli pieklo rozszerza sie wolniej niz dusze przybywaja do

            > piekla, wtedy temperatura bedzie rosnac, az wszystko rozerwie sie w
            diably.

            > Pkt. 2 Oczywiscie, jesli pieklo rozszerza sie szybciej niz przyrasta
            liczba

            > dusz, wtedy temperatura i cisnienie spadna tak drastycznie, ze cale pieklo

            > zamarznie.

            > Wiec jak to jest? Jesli zaakceptujemy postulat (podany mi przez Terese

            > Banyan na pierwszym roku), ze "Predzej pieklo zamarznie niz sie z Toba

            > przespie", i biorac pod uwage, ze wciaz nie udalo mi sie nawiazac z nia

            > bardziej intymnych kontaktów, wtedy Pkt. 2 nie moze byc poprawny;...-
            pieklo

            > jest egzotermiczne."

            > Ten student jako jedyny dostal piatke.



            >Spotykają się weterani i wspominają stare czasy. Jednak wiadomo, lata
            >> już nie te, pamięć zawodzi... Pierwszy wzdycha:
            >> - To już było tak dawno, że nie pamiętam, czy walczyłem w I dywizji na
            >> II wojnie światowej czy w II dywizji na I wojnie.

            Weteranka sanitariuszka:

            >> - To i tak lepiej niż ja! Nie pamiętam, czy to my wystrychnęliśmy
            >> Niemców na dudka, czy to oni mnie wydudkali na strychu.

            A dowódca kompanii:

            >> - To jeszcze nic, ja nie pamiętam, czy dostałem kulkę między łopatki
            >> czy łopatką między kulki...




            --
            "Pan się nie kwalifikuje nawet do sądu dla ludożerców, Bushmenie"
            [C.K. Dezerterzy]
    • 18.02.04, 10:00
      > Jeden chlop wylazl w parku na lawke i zaczyna sie drzec:
      > - Precz z hipokryzja !
      > Ludzie patrza zdziwieni, a chlop :
      > - Precz z pazernoscia !
      > Coraz wiecej gapiów przystaje, a ten dalej :
      > - Precz z pedofilia !
      > W koncu jakas babcia nie wytrzymala :
      > - Panie , cos sie pan tak do tych ksiezy przyjebal ?!?!?

      --
      Rusz się i przebudź swoje szczęście.

      ***Mam Wołomin...***
      • 19.02.04, 12:00
        Szef pewnej firmy chciał kupić ziemię w Luizjanie z zamiarem postawienia tam
        nowego oddziału swojej fabryki. Chciał na ten cel uzyskać rzadowa dotację. Jego
        prawnik złożył wszystkie wymagane formularze i dokumenty łacznie z wykazem
        włascicieli ziemi od 1803 roku. Urzędnicy rzadowi po analizie dokumentów
        odpisali co następuje:
        Otrzymalismy Państwa dokumenty dotyczace prosby o dotację. Jednak musimy z
        przykroscia stwierdzić, że nie zostały dołaczone dokumenty wskazujace
        włascicieli terenów, które Państwo chca zakupić, przed rokiem 1803.
        Przedstawienie tych dokumentów jest konieczne, jeżeli dotacja ma zostać
        przyznana. Z poważaniem...
        W odpowiedzi prawnik odpisał:
        W odpowiedzi na Państwa pismo dotyczace brakujacych aktów własnosci ziemi
        informuję, że Luizjana została zakupiona przez Stany Zjednoczone od Francji w
        1803 roku. Prawo własnosci do tej ziemi Francja uzyskała od Hiszpanii droga
        podboju. Hiszpania uzyskała prawo własnosci w 1492 roku, gdy Krzysztof Kolumb
        odkrył ta ziemię podczas szukania nowej drogi do Indii. Kolumb uzyskał prawo
        podboju nowych terenów w imieniu Hiszpanii od Królowej Izabeli. Królowa
        Izabela, kobieta głęboko wierzaca i zapobiegawcza, uzyskała przed wysłaniem
        Kolumba w podróż błogosławieństwo papieskie na podbój nowych ziem w imię
        Chrzescijaństwa. Papież, jak zapewne Państwo wiedza, jest przedstawicielem
        Jezusa Chrystusa, Syna Boga. A Bóg stworzył Świat. Myslę, że można założyć, że
        stworzył również ta częsć Stanów Zjednoczonych zwana Luizjana, a tym samym tę
        częsć Luizjany, która zamierzamy kupić. Mam nadzieję, że moje wyjasnienia sa
        satysfakcjonujace dla Państwa i dotacja zostanie przyznana. Z poważaniem...


        --
        Rusz się i przebudź swoje szczęście.

        ***Mam Wołomin...***
    • 19.02.04, 20:48
      Rok 2006, Bruksela, budynek Parlamentu Europejskiego. Deputowani z
      kilkunastu krajów i szefowie rządów utkwili wzrok w trybunie, za którą
      schował się korpulentny mężczyzna przybyły z kraju nad Wisłą. Na
      szlachetne czoło tajemniczego Sarmaty opadała blond grzywka, falując niczym łan
      pszenicy w letni dzień, zaś czerstwa i spalona
      słońcem solarium twarz przypominała pachnący bochen, ulepiony
      spracowanymi dłońmi polskich gospodyń. Na szyi dyndał niebieski krawat upstrzony
      biało czerwonymi gwiazdkami. Mężczyzną tym był Przewodniczący. Przewodniczący
      odkaszlnął i wygramolił się zza mównicy, wciskając jeszcze ramię w rękaw
      marynarki.
      - Przepraszam. Przebrałem się tak chybcikiem, bo przyszłem w smokingu,
      ale w kuluarach zobaczyłem napis "no smoking", to żem wskoczył w garnitur.
      He, he, bardziej swojsko będzie. Tu Przewodniczący przerwał, choć mikrofon
      trzymał. Wszystkim się zdawało, że Przewodniczący mówi jeszcze, a to
      echo grało.
      Rozejrzał się po sali, klepnął w potylicę i nagle wyciągnął rękę
      w pozdrowieniu, które początkowo było popularne w starożytnym Rzymie,
      a potem w latach trzydziestych w Niemczech. Po sali przeszedł szmer. Ucichły
      głośniejsze rozmowy. Berlusconi się obudził. Przewodniczący trzymał
      wyprostowaną rękę i rozglądał się delektując efektem. Gdzieś w tylnych
      rzędach zobaczył swojego doradcę od gestykulacji. Doradca miał minę
      zwiastująca jakąś klęskę i z przerażeniem sylabizował:
      - Szefie! Nie ten gest! Ten miał być na spotkanie z Le Penem!
      Przewodniczący nie stracił zimnej krwi. Trzymał dalej wyprężoną rękę z
      pięcioma sztywnymi palcami i myślał..... Nagle dostrzegł przemykającego
      pod tylną ścianą kelnera, więc nie tracąc rezonu zawołał
      - Panie kelner! Pięć herbat na trybunę proszę!
      Potem opuścił dłoń, chrząknął i poprawił sobie krawat. W końcu nadszedł
      dzień, gdy po długiej nauce języka obcego mógł przetestować
      umiejętności. Przecież nie na darmo już dwa lata temu nakazał by wszyscy w jego
      partii uczyli się angielskiego. Wziął głęboki oddech i rozpoczął:
      - Tall room !!! ( Wysoka Izbo! ) Welcome in the name of all penis of
      polish SELFDEFENCE ! (Witam w imieniu wszystkich członków samoobrony! ).
      Today I drink coffe with Anan. ( Dziś piłem kawę z sekretarzem
      generalnym ONZ ).
      Balcerowicz must go on! ( Balcerowicz musi odejść )
      I have all on this shit! ( Mam wszystko na tej kartce! ).
      Selfedefence is big party and ice is poor in Poland ! (Samoobrona jest
      dużą partią, a lud jest biedny w Polsce).
      Po czym swoje krótkie, acz mocne przemówienie zakończył zniżając głos
      do basu Schwarzennegera: - I' ll be back! (Jeszcze tu wrócę)
      I kiedy Przewodniczący schodził z mównicy deputowani europejskich rządów
      zgotowali mu owację. Bądź co bądź Przewodniczący był polskim premierem.
      Uśmiechnął się z zadowoleniem i tylko nieliczni dostrzegli błyszczące w
      jego oczach figlarne little eye-bitches (kurwiki).

      --
      Rzekła do szyszki szyszka:"Towarzyszko,
      zali upadłszy, jestem jeszcze szyszką?"
      [J.Sztaudyngier]
      • 20.02.04, 19:21
        (nie) o taką Unię walczyliśmy...

        --
        Rusz się i przebudź swoje szczęście.
        Netoholicy wszystkich forów - łączmy się!

        ***Mam Wołomin...***
        • 21.02.04, 20:50
          Darmowy przewóz zwłok - Pilch opowiada witz
          Stary skąpy Szkot przed śmiercią wyraził wolę,, by jak umrze, dwaj jego synowie
          pochowali go w rodzinnej, a od miejsca zgonu odległej miejscowości. Po jego
          śmierci młodzi i niezmiernie skąpi Szkoci chcąc woli ojca dochować, a na
          kosztach zaoszczędzić, skropili ubranie tanią wódką i jako rzekomo w trupa
          pijanego do pociągu zawlekli, do przedziału wsadzili i tak jechali. Po drodze
          dosiadł się do nich przygodny niezmiernie skąpy Szkot, skąpstwo jego w ten
          mianowicie sposób się wyrażało, że za pomocą szcyzoryka dzielił przez siebie
          jedzone jabłko na nieskończenie małe cząstki, tak jakby wierzył, że od tego
          nieskończonego dzielenia jabłka mu przybędzie.
          Podróż trwała. Z czasem skąpym braciom pić się zachciało i podczas postoju na
          następnej stacji do pobliskiej pompy polecieli darmowej wody się napić. Pociąg
          nagle ruszył, oni jakimś cudem go dogonili, a nawet nie jakimś cudem dość
          łatwo, szkocki pociąg skąpo się rozpędzał, maszynista niezmiernie skąpy Szkot
          skąpo węgla do paleniska dosypywał, bracie dali radę wskoczyć do środka.
          W międzyczasie wszakże w przedziale zdarzyły się rzeczy następujące: - jak
          pociąg nagle ruszył, nieboszczyk nagle się gibnął i to gibnął się tak
          nieszczęśliwie, że nadział wprost na scyzoryk, którym skąpy Szkot z naprzeciwka
          w nieskończoność parcelował jabłko.
          Tamten widząc co się stało, widząc swój nóż w sercu starca i kalkulując, jakie
          koszta go w związku z zarzutem nawet nieumyślnego zabójstwa czakają, nie
          namyślając sie długo i ... - dawaj - nieboszczyka przez okno. Ciało usunął,
          okno zatrzasnął i jak gdyby nigdy nic za kolejne jabłko się bierze..
          A tu zziajani jak psy bracia do przedzialu wchodzą i nadziwić się brakiem taty
          nie mogą.
          - Gdzie tata ? Gdzie tata ? - wołają.
          - Tata ? - dziwi się obłudnie ten z jabłkiem. - Jaki tata ? Ach ten ! Ten
          starszy pan co tu siedział ! On przecież wysiadł, on wysiadł na poprzedniej
          stacji.
          - Niedobrze - martwią sie bracia - niedobrze. Bo jak on wysiadł na poprzedniej
          stacji, to on wysiadł za wcześnie.

          Pilch jest doskonały - przyznajcie sami, taki ubaw
    • 21.02.04, 22:19
      www.belle.art.pl/sobol/index.html
      odprężcie się ;)

      --
      Rusz się i przebudź swoje szczęście.
      Netoholicy wszystkich forów - łączmy się!

      ***Mam Wołomin...***
      • 22.02.04, 18:57
        Pewien facet przeczytal ksiazke o asertywnosci i postanowil ja wypróbowac na
        zonie. Nie wrócil jak zazwyczaj zaraz po pracy do domu, tylko poszedl z
        kumplami na piwo. Ok. 19.00 puka do drzwi, zona mu otwiera a on:
        - Sluchaj, skonczylo sie babci sranie! JA jestem w tym domu panem! JA mówie, a
        ty sluchasz, jasne? Zaraz biegusiem podasz mi kapciuszki, obiadek, potem zimne
        schlodzone piwko, i nie obchodzi mnie skad je wezmiesz,
        potem sie zdrzemne a wieczorem napuscisz mi wody do wanny. No, i nie musze
        chyba mówic, kto mnie po kapieli ubierze i uczesze? No???!!! Kto?
        A zona na to:
        - Zaklad pogrzebowy !
        • 22.02.04, 22:12
          - Świetnie tańczysz.
          - Ty też
          - Świetnie obejmujesz.
          - Ty też
          - Mam na imię Adam.
          - O Boże, ja też!

          dobre ?
    • 24.02.04, 13:29
      Miejsce akcji: Opole

      Czterech kumpli postanowiło się zabawić, wiec spalili trochę trawki i
      postanowili pojeździć maluchem po mieście. Jeżdżą tak po mieście, w końcu
      wpadli na rondo i kręcą się na nim w kółko żeby faza była lepsza. No ale trochę
      się to im znudziło wiec dla odmiany zaczęli jeździć po tym rondzie do tylu. W
      pewnym momencie łup, walnęli w drugi samochód. Przerażeni siedzą dalej w
      samochodzie i nie wychodzą. Zaraz zjawiła się policja (tak to jest, jak są
      potrzebni to ich nie ma a tu chwila moment i już byli), blisko miała bo na
      następnym skrzyżowaniu jest komisariat. Chłopaki dalej stripowani siedzą w tym
      aucie i nie wychodzą, w końcu podchodzi do nich policjant i mówi: "Spokojnie
      chłopaki, nie bójcie się, koleś ma 2 promile i jeszcze mówi, ze jechaliście do
      tylu."

      --
      Rusz się i przebudź swoje szczęście.
      Netoholicy wszystkich forów - łączmy się!

      ***Mam Wołomin...***
      • 25.02.04, 20:28
        dobre to :)))))))))))i jeszcze jechali do tyłu ;)))

        dowcip wiosenny

        Pewna kobieta na bazarze kupiła kurę.
        - Niech mi pani powie, czym pani tą kurę karmiła ?
        - A dalczego to panią interesuje ?
        - Bo sama też chciałabym schudnąć :)
        • 27.02.04, 19:37
          - Wiesz, kiedy rano słyszę budzik, to się czuję jakby do mnie strzelali.
          - I co ? Zrywasz się ?
          - Nie, leżę jak zabity.
    • 02.03.04, 14:48
      Premier Miller odwiedza wzorowe gospodarstwo rolne.
      Gdy znalazł się w chlewni, pośród stada dorodnych Świn, towarzyszący grupie
      oficjeli fotoreporterzy natychmiast strzelają fotki. Na to Miller:
      - Żeby mi tam nie było jakiegoś głupiego podpisu pod zdjęciem! Typu "Miller i
      świnie" czy cos takiego.
      - Ależ skąd panie Premierze! - Odpowiadają reporterzy. - Wszystko będzie cacy.
      Nazajutrz ukazuje się gazeta ze
      zdjęciem Millera wśród Świn, podpis: "Miller (drugi od lewej)".

      ******
      Wchodzi sekretarka do gabinetu szefa.
      - Mam dla pana zla wiadomość...
      - Ale dlaczego pani ma zawsze dla mnie zle wiadomosci? - zali sie szef
      - Nie znalazla by sie przynajmniej raz jakas dobra wiadomosc?
      - No dobrze. Niech bedzie dobra wiadomosc - zgadza sie sekretarka - Nie jest
      pan bezplodny...

      ********
      Spowiedz przedslubna. Chlopak odchodzi juz od konfesjonalu, po zrobieniu kilku
      krokow uswiadamia sobie, ze nie dostal pokuty, wraca wiec do ksiedza mowiac:
      - Ojcze nie zadales mi pokuty!
      - Synu, co cie bede dreczyl... wystarczy, ze sie zenisz!

      *******
      Pewien bardzo pobożny pan uczęszczał co niedzielę do
      kościoła. Za każdym razem wychodząc z kościoła dawał koczującemu
      nieopodal żebrakowi 10 zł Sytuacja powtarzała się od dłuższego
      czasu . W pierwsza niedzielę października pan wychodzi z
      kościoła, podchodzi do żebraka i daje mu 5 złotych .
      - A dlaczego tylko 5? Zawsze było 10 - pyta żebrak .
      - No wie pan, posłałem syna na studia -odpowiada pan
      - A dlaczego na mój koszt?

      ****
      W biurze FBI dzwoni telefon
      - Dzień dobry, nazywam się Joe Monster. Chciałbym złożyć donos na
      mojego sąsiada, Toma Tomkowsky. Z dobrych źródeł wiem, że w drewnie,
      które leży obok jego kominka, ukryte są narkotyki.
      Na drugi dzień agenci FBI odwiedzają Toma z nakazem rewizji.
      Przeszukali skrupulatnie całe mieszkanie, rozcięli każde polano, ale nie
      znaleźli ani śladu narkotyków. Wieczorem do Toma dzwoni Joe.
      - Cześć, było u ciebie FBI?
      - Było .
      - Porąbali ci drewno na opał?
      - Porąbali.
      - Dobra, to jutro ty na mnie donosisz. Ktoś musi skopać mój ogródek.


      --
      Rusz się i przebudź swoje szczęście.
      Netoholicy wszystkich forów - łączmy się!

      ***Mam Wołomin...***
      • 02.03.04, 19:58
        głosuję na Premiera Millera :)

        Fryzjer po raz drugi zaciął klienta.
        - Daj mi pan też brzytwę, żebym mógł się bronić - proponuje klient.
        • 02.03.04, 20:24
          rita100 napisała:

          > głosuję na Premiera Millera :)

          Dobre:-)Naprawdę świetny dowcip:)))

          --
          Rzekła do szyszki szyszka:"Towarzyszko,
          zali upadłszy, jestem jeszcze szyszką?"
          [J.Sztaudyngier]
          • 02.03.04, 22:15
            W imieniu dra_van_Steinera,
            który teraz dzielnie pokonuje na pokładzie swojego wiernego majoneza kolejne
            kilometry i nie ma dostępu do kompa...
            No nie może człowiek się podłączyc teraz do neta, ale wie, że lada moment
            padnie setny post na forum przez niego założonym. Może zdąży? Raczej nie,
            dlatego poprosił, żeby w jego imieniu; no to się staram.
            Ale zaraz potem stracił zasięg. No nie opowiem dowcipu za niego...
            Hmm... Opowiem za to może tak sobie zabawną historię (ale za to prawdziwą) z
            jego rodzinnego miasta (sam Steiner obiecał odezwać sie jak najszybciej się da).

            Kielce
            "Kto złamał choinkę ustawioną przed ratuszem?
            marc 08-12-2003, ostatnia aktualizacja 08-12-2003 15:13

            Zagadkowy wypadek choinki ustawionej przed ratuszem. Złamał się blisko
            dwumetrowy czubek drzewka. Niewykluczone, że to sprawka wandali.
            Choinka została złamana w nocy z soboty na niedzielę. Dwumetrowy czubek prawie
            odpadł z drzewka. - Świerk prawdopodobnie nie wytrzymał wyjątkowo silnego
            wiatru. Wskazują na to rozsypane wokół nietłukące się bombki. Ułamany kawałek
            zamocujemy na swoim miejscu przy pomocy metalowych kątowników i obejm -
            poinformował Andrzej Ścipniak z Rejonowego Przedsiębiorstwa Zieleni. Tymczasem
            robotnicy, którzy wczoraj opatrywali "ranną" choinkę, stwierdzili, że to robota
            wandali, którzy wspięli się na drzewo. Na pniu zauważyli ślady butów. - Aż
            trudno w to uwierzyć, bo świerk ma 21 metrów wysokości. Ktoś się musiał wykazać
            wyjątkową głupotą, tym bardziej że lamki są przecież zasilane elektrycznie -
            komentuje Ścipniak. Na razie wyklucza zamocowanie systemu alarmowego na
            choince. Kilka lat temu alarm zamontowano na drzewku przed urzędem wojewódzkim

            I komentarz z forum:
            • Re: Kto złamał choinkę ustawioną przed ratuszem? IP: *.slowoludu.com.pl
            Gość: megi 08.12.2003 18:41 odpowiedz na list
            nie ma szczęścia nasz ratusz...
            latem jakieś krasnoludki posadziły przed magistratem konopie indyjskie, teraz
            krasnale łamią czubek choinki... aż strach pomyśleć, co jeszcze może się
            wydarzyć!

            Heh...
            Też uważam, że to zakręcone miasto:)

            Pozdrawiam w imieniu...

            SŁOWNICZEK WYRAŻEŃ SPECJALISTYCZNYCH
            * majonez - pieszczotliwe określenie auta marki Daewoo, model Matiz
            * konopie indyjskie - no sami wiecie
            * Kielce - przesympatyczne miasto, w którym sadzą przed Ratuszem i kradną
            czubki choinek

            cat_s
            --
            "There is nothing such as free lunch"
            • 03.03.04, 08:45
              Gratulacje dla dr_van_Steinera 100 postu wpisanego dzięki uprzejmości Cat_s'a.

              Mój dzisiejszy, rozbawił mnie do łez... ale jest nieco ...

              Chłopczyk jedzie rowerem po chodniku.
              - Jedź plosto, lowelku.
              Dojeżdża do przejścia dla pieszych.
              - Lowelku, stój.
              - Taki duży chłopiec, a nie umie wymawiać "r" - mówi idąca chodnikiem pani.
              - Spierdalaj, stara kurwo! A ty lowelku jedź.

              --
              Rusz się i przebudź swoje szczęście.
              Netoholicy wszystkich forów - łączmy się!

              ***Mam Wołomin...***
            • 04.03.04, 19:57
              myslicie , ze Kielce to zakręcone miasto ?
              może bardziej - dowcipni ludzie ;)

              W parku na ławce siedzi dwóch staruszków. Obok przechodzi atrakcyjna dziewczyna:
              - Ech, kiedyś to popieściłbym taką - wzdycha jeden z nich.
              - I ustami, i rączką. Było jeszcze coś trzeciego, ale już nie pamiętam.

              przepraszam , taki sobie brzydki kawał wpadł
            • 02.04.04, 22:02
              a ja dołożę żarcik nowopoznany żart na forum Pruszków - taki inteligentny :)
              Na przyjęciu spotkali się Adolf Nowaczyński i Julian Tuwim. W pewnym momencie
              Nowaczyński wyglasza toast:
              - Panie i Panowie! Nie ma literatury polskiej bez Adama Mickiewicza, nie ma
              Adama Mickiewicza bez Pana Tadeusza, nie ma Pana Tadeusza bez Jankiela...
              Zdrowie Juliana Tuwima!
              Kolejny toast wyglosił Tuwim:
              - Panie i Panowie! Nie ma literatury polskiej bez Adama Mickiewicza, nie ma
              Adama Mickiewicza bez Pana Tadeusza, nie ma Pana Tadeusza bez Jankiela, nie ma
              Jankiela bez cymbałów... Zdrowie Nowaczyńskiego!

              Szykuję sie na toast dalszego zdrowia forumowskiego ;)))
    • 03.03.04, 08:52
      Facetowi żona zaczęła mówić przez sen – jakieś jęki i imię Rysiek. Bez dwóch
      zdań doprawiała mu rogi i facet szybko doszedł do takiego samego wniosku. Aby
      to sprawdzić, pewnego dnia udał, że wychodzi do pracy i schował się w szafie.
      Patrzy, a tu żona idzie pod prysznic, układa sobie włosy, maluje się, perfumuje
      i w samej koszuli nocnej wraca do łóżka. W tym momencie otwierają się drzwi i
      wchodzi Rysiek – superprzystojny, wysoki, śniada cera, czarne, bujne włosy –
      jednym słowem bóstwo. Facet w szafie myśli: „Muszę przyznać, że ten Rysiek ma
      klasę!”

      Rysiek zdejmuje powoli koszulę i spodnie, a na nim stylowe ciuchy,
      najmodniejsze i najdroższe w tym sezonie. Facet w szafie myśli: „K...! Ale ten
      Rysiek, to jednak jest zaj...sty!”

      Rysiek kończy się rozbierać od pasa w górę, a tu na brzuchu krateczka-
      kaloryfer, wysportowany, a na klacie grają mięśnie. Facet w szafie
      myśli: „K..., ten Rysiek, to ekstra gość!”

      Rysiek zdejmuje super-trendy bokserki, a tu pała aż do kolan. Facet w szafie
      myśli: „O, żesz, k..., Rysiek to zaj...sty buhaj!”

      W tym momencie żona zdejmuje koszulę nocną i pojawia się obwisły brzuch, piersi
      do pasa i cellulitis. Facet w szafie myśli: „Ja pier...! Ale wstyd przed
      Ryśkiem!”

      --
      Rusz się i przebudź swoje szczęście.
      Netoholicy wszystkich forów - łączmy się!

      ***Mam Wołomin...***
      • 03.03.04, 21:24
        altu - wspaniałe - glosuję za lowelkiem :)

        - Dlaczego palisz papierosy ? Przecież wiesz dobrze, że nikotyna jest wolno
        działającą trucizną ..- mówi zona.
        - Wolałabyś, żebym zaczął żuć cyjanek ?
      • 04.03.04, 13:00
        altu napisała:

        > „Muszę przyznać, że ten Rysiek ma klasę!”

        > „K...! Ale ten Rysiek, to jednak jest zaj...sty!”

        > „K..., ten Rysiek, to ekstra gość!”

        > „O, żesz, k..., Rysiek to zaj...sty buhaj!”

        Moje ego rośnie. Na trzecie mam bowiem Rysiek. A wszystkie Ryśki to fajne
        chłopaki :-)
        • 05.03.04, 15:05
          W szpitalu leżał zburaczały pacjent, wciąż obscenicznie żartujący z
          pielęgniarek. Pewnego dnia na salę weszła pielęgniarka, jak zwykle w
          czystym i schludnym, acz nieco kusym fartuszku. Miłym głosem
          oznajmiła, że musi zmierzyć temperaturę. Burak z zadowoleniem poskrobał się po
          włochatej klacie i przekonany, iż pomiar odbędzie się jak zwykle doustnie,
          otworzył gębę oblizując się lubieżnie. Ku jego zaskoczeniu, pielęgniarka
          sugestywnie trzepiąc w powietrzu termometrem, oznajmiła że tym razem pomiar
          musi być wykonany analnie... Przewidując, że dalsza część będzie równie
          rozrywkowa, burak przybrał pozycję królika i zachęcająco poklepał się po
          wypiętym zadku. Lekkie pieczenie w odbycie byłoby nawet przyjemne, gdyby
          pielęgniarka nie oznajmiła, że musi na chwilkę wyjść do pacjenta z
          sąsiedniej sali. Wychodząc w pośpiechu nie domknęła drzwi.. Burak
          zorientował się dopiero po jakimś czasie słysząc dochodzące z korytarza
          odgłosy gromadzących się ludzi. W pewnym momencie przybiegł dyżurny
          lekarz i nieco zdziwiony zakrzyknął:
          - Co tu się dzieje do cholery!?
          - Temperaturę mierzę! Nie widziałeś pan nigdy jak to się robi?! -warknął burak.
          - Owszem, ale jeszcze nigdy, żeby przy pomocy goździka..
          -----------------------------------------------------------------------------


          Spotkało się dwóch facetów: Francuz i Rosjanin. Francuz, ciekawy świata,
          pyta:
          - Wania, a ty gdie żiwiosz?
          - Ja żiwu na Uralie.
          - Hm... a eto dalieko ot Moskwy?
          - Nu dalieko, tri tysiaczi wiorst.
          - Nu dalieko...
          - A ty, Fransua, gdie żiwiosz?
          - Ja żiwu w Pariże.
          - Pariż, Pariż... eto dalieko ot Moskwy?
          - Nu dalieko, czietyrie tysiaczi wiorst.
          - Czietyrie tysiaczi wiorst? Jej Bohu, kakaja glusz!
          ******************************************************************
          Rybacy z Władywostoku złowili wieloryba. Zmierzyli go i okazało się, że od
          ogona do głowy ma 25m, a od głowy do ogona 30m. Zwrócili się do instytutu
          w Moskwie z zapytaniem, dlaczego tak jest. Po pewnym czasie przyszła
          odpowiedź, że na razie nie wiadomo dlaczego, ale nauka radziecka zna
          podobne przypadki. Na przykład poniedziałek od piątku dzielą cztery dni, a
          piątek od poniedziałku tylko trzy.

          --
          "Pan się nie kwalifikuje nawet do sądu dla ludożerców, Bushmenie"
          [C.K. Dezerterzy]
          • 06.03.04, 21:41
            przykro mi , nie zagłosuję na pierwszy kawał w szpitalu - całkowicie go nie
            rozumię :)
            ja mam prościutki kawałek

            W parku na ławce siedzi dwóch staruszków. Obok przechodzi atrakcyjna dziewczyna:
            - Ech, kiedyś to popieściłbym taką - wzdycha jeden z nich.
            - I ustami, i rączką. Było jeszcze coś trzeciego, ale już nie pamiętam. ha !
            • 07.03.04, 19:06
              W parku na ławce facet gra z psem w pokera.
              - Ale mądry pies - zachwyca się przechodzeń.
              - No, jeszcze nie za bardzo, jak mu przychodzi dobra karta, to głupi macha
              ogonem - odpowiada facet.
              • 09.03.04, 22:31
                Przychodzi do knajpy bardzo stara babcia o lasce z papugą na ramieniu.
                Podchodzi do baru, zamawia kolejkę i zweaca się do zgromadzonych w barze
                męższczyzn:
                - Kto zgadnie, jakie zwierzę siedzi u mnie na ramieniu, z tym spędzę upojną noc.
                Jeden facet z głębi knajpy krzyszy:
                - Aligator !
                Na to babcia:
                - Myślę, że mogę uznać tą odpowiedż!
                • 09.03.04, 23:45
                  Ale głowy nie dam, czy się nie powtarzam...

                  W srodku nocy z malzenskiego loza wstaje maz i trzymajac sie w okolicach krocza
                  zaczyna nerwowo stapac z nogi na noge i przechadzac sie po pokoju... Co ci
                  jest ? - pyta rozbudzona zona
                  A tak cholernie mi sie kobiety chce... - odpowiada malzonek
                  No to wskakuj - zona zapraszajaco odsuwa pierzyne
                  Eee.. Jakos to rozchodze...
                  :)
                  --
                • 09.03.04, 23:47
                  I jeszcze dwa, edukacyjne:

                  Nauczyciel polecił uczniom napisać wypracowanie na temat: "Jak trzeba się
                  uczyć?".
                  Jasio napisał:
                  "Im więcej się człowiek uczy, tym więcej umie. Im więcej umie, tym więcej
                  zapomina. Im więcej zapomina, tym mniej umie. Im mniej umie, tym mniej
                  zapomina. Wiec po co się do jasnej cholery uczyć ?!".


                  Lekcja przysposobienia obronnego.
                  - Które krwotoki są groźniejsze: zewnętrzne czy wewnętrzne ?
                  - Wewnętrzne.
                  - A dlaczego ?
                  - Bo trudniej pacjenta obandażować.

                  --
                  • 10.03.04, 21:02
                    Stoi góral i się kiwa. Zwraca się do niego turysta:
                    - Co wy baco robicie?
                    - A wahom się.
                    - Czemu się wahacie ?
                    - Abo, wicie byłem na weselu i tam pobili mojego syna, żonę i córkę też
                    skrzywdzili.
                    - No to czemu się jeszcze wahacie !
                    - A wahom się, czy iść na poprawiny.
                    • 11.03.04, 19:08
                      kilka wypowiedzi mojego ulubionego polityka, George'a W.Busha:)Przyznam że
                      niektóre poraziły mój intelekt swoją oczywistością-jakby mi ktoś oczy otworzył
                      po prostu:)
                      raz jeszcze przekonałem się że geniusz tkwi w prostocie;-)

                      szczególnie polecam ostatnie, jest po prostu rewelacyjne!:-)

                      ?Myślę, że zgadzamy się co do tego, że przeszłość minęła? ?
                      podczas spotkania z Johnem Mc Cainem, ?Dallad Morning News?, 10
                      maja 2000 r.

                      ?Wiem, że ludzka istota i ryba mogą współistnieć w pokoju? -
                      Saginaw, Michigan, 29 września 2000 r.

                      ?Jeśli niczego nie popierasz, to niczego nie popierasz!? -
                      Bellevue Community College, 2 listopada 2000 r.

                      ?Myślę, że wojna to niebezpieczne miejsce? ? Waszyngton, 7 maja
                      2003 r.

                      ?Przede wszystkim, niech to wyraźnie podkreślę, biedni ludzie
                      nie koniecznie są zabójcami. Tylko to, że przydarzyło ci się nie
                      być bogatym, nie musi oznaczać, że masz zamiar zabijać? ?
                      Waszyngton, 19 maja 2003 r.

                      O polityce wewnętrznej:

                      ?Najważniejszą sprawą nie jest bycie gubernatorem czy też, w
                      moim przypadku, pierwszą damą? ? Pella, Iowa, ?San Antonio
                      Express-News?, 30 stycznia 2000 r.

                      ?Rozumiem wzrost drobnych przedsiębiorstw. Sam byłem jednym? ?
                      ?New York Daily News?, 19 lutego 2000 r.

                      ?Dorastałem na Zachodzie. Zachodzie Teksasu. To całkiem blisko
                      Kalifornii. O wiele bardziej, niż Waszyngton jest blisko
                      Kalifornii? ? Los Angeles, ?Los Angeles Times?, 8 kwietnia 2000
                      r.

                      ?To najwyraźniej jest budżet. Jest w nim mnóstwo liczb? ?
                      Reuters, 5 maja 2000 r.

                      ?Rodziny to miejsca, gdzie nasz naród odnajduje nadzieje, gdzie
                      skrzydła dostają marzeń? ? LaCrosse, Wisconsin, 18 października
                      2000 r.

                      ?Dick Cheney i ja nie chcemy, żeby ten naród był w recesji.
                      Chcemy, żeby każdy kto może znaleźć pracę był zdolny znaleźć
                      pracę? ? program ?60 minutes II?, CBS, 5 grudnia 2000 r.

                      ?Gdybyśmy mieli dyktaturę, byłoby o wiele łatwiej ? tak długo,
                      jakbym to ja był dyktatorem? ? 19 grudnia 2000 r.

                      ?Na każdą strzelaninę z ofiarami śmiertelnymi przypadały trzy
                      bez ofiar. I, ludzie, to jest nie do zaakceptowania w Ameryce.
                      Po prostu nie do zaakceptowania. I mamy zamiar coś z tym
                      zrobić" ? 14 maja 2001 r.

                      ?Jest biały? ? odpowiedź na pytanie dziecka w Wielkiej Brytanii
                      o to, jaki jest Biały Dom; 19 lipca 2001 r.

                      O polityce zagranicznej:

                      ?Kiedy zaczynałem, świat był niebezpieczny i dokładnie
                      wiedziałeś, kim oni byli. To byliśmy my przeciwko nim, i to było
                      jasne, kim oni są. Dziś nie jesteśmy pewni, kim oni są, ale
                      wiemy że są? - Iowa Western Community College, 21 stycznia 2000
                      r.

                      ?Problem z francuskim polega na tym, że oni nie mają słowa
                      oznaczajacego przedsiębiorcę? ? w dyskusji z premierem Tonym
                      Blairem na temat francuskiej ekonomii, 2000 r.

                      ?Moja wyprawa do Azji zaczyna się tu, w Japonii, z ważnego
                      powodu. Zaczyna się tu, ponieważ już od półtora wieku Ameryka i
                      Japonia stworzyły jeden z najwspanialszych i trwałych sojuszy we
                      współczesnych czasach. Dzięki temu sojuszowi zapanowała era
                      pokoju na Pacyfiku? ? Tokio, 18 lutego 2002 r.

                      ?Ta cała polityka zagraniczna jest trochę frustrująca ? ?New
                      York Daily News?, 23 kwietnia 2002 r.

                      ?Tego szczególnego tygodnia w 1989 roku odbywały się protesty w
                      Berlinie Wschodnim i w Lipsku. Do końca tamtego roku, wszystkie
                      komunistyczne dyktatury w Ameryce Środkowej upadły?
                      Waszyngton, 6 listopada 2003 r.

                      --
                      Wiem, że ludzka istota i ryba mogą współistnieć w pokoju
                      [George W. Bush]
                      • 14.03.04, 20:58
                        hej, stary prochazka tos Ty polityk :)
                        pewnie słychałeś w radio Zet ring Rokita - Lepper i jak , są jakieś uwagi ?
                        Myślę , że i watek odpowiedni :)

                        dla relaksu

                        Lekarz ortopeda mówi do pacjenta :
                        - Prosze zgiąć kolano.
                        - A w którą stronę ?
                        • 15.03.04, 11:38
                          od ciebie się od tym dowiedziałem co najlepiej świadczy o moim zaangażowaniu w
                          politykę;)))Mimo to uważam że kretynów w polityce trzeba tępić zawsze i
                          wszędzie i stąd moja szczególna "sympatia" do George'a W. Busha i nie tylko do
                          niego; do grona moich "ulubieńców" zaliczają się też na przykład panowie Marek
                          Siwiec i Mariusz Łapiński.
                          Rokity wcale nie lubię bardziej niż Leppera i mam do tego pana kilka zastrzeżeń
                          ale mogę go jeszcze znieść, w przeciwieństwie do tego drugiego
                          Uwagi?Przeczytałem trochę o tym ringu i mam jedną uwagę:

                          W czasie rozmowy Rokita wypomniał liderowi Samooborny m.in., że "w 2000 r.
                          trzykrotnie, w maju, czerwcu i lipcu, jeździł do Rosji".

                          "Wtedy w Rosji kazano panu zwalczyć ideę polskich rezerw dewizowych" -
                          powiedział Rokita.

                          "Był pan szkolony w Niemczech i w Rosji" - dodał.

                          to jest bardzo ale to bardzo śmierdząca sprawa, szkoda że się o tym więcej nie
                          mówi.Pan L. miał swego czasu związki z dość nieciekawą fundacją znaną jako
                          Instytut Schillera, na stronach MSWiA można znaleźć wywiad Olejnik z Janikiem
                          na ten temat:

                          www.mswia.gov.pl/media_wywiady_zet041201.html
                          ale to już jest temat na całkiem inna dyskusję i raczej nie do tego wątku.



                          --
                          Myślę, że zgadzamy się co do tego, że przeszłość minęła
                          [George W. Bush]
                          • 16.03.04, 22:21
                            a ja Ci sie przyznam, że jestem zwolenniczką JKM , ale o tym też może póżniej.
                            Dlamnie ten ring to była walka między złodziejami a barbarzyńcami :)

                            dla polityków

                            Przychodzi męzszczyzna do sklepu i pyta:
                            - Macie jakieś bardzo trudne puzzle ?
                            - Tak, niech pan kupi bułkę tartą i poskłada sobie z niej rogalik ....
                            • 16.03.04, 22:50
                              Macie może jakiś namiar na zapis tej debaty (albo fragmentów)? Nie miałem
                              okazji posłuchać, może przynajmniej na jakiś zapis rozmowy się załapię?

                              No i obowiązkowy żarcik:
                              Wchodzi polityk do Biblioteki. Bibliotekarka ze zrozumieniem: Co, znowu deszcz
                              pada?

                              pozdr
                              --
                            • 19.03.04, 11:49
                              "Sprawdzą czy Lepper był szkolony za granicą"
                              info.onet.pl/888635,11,item.html
                              --
                              Myślę, że zgadzamy się co do tego, że przeszłość minęła
                              [George W. Bush]
    • 17.03.04, 14:02
      Wracający z imprezy studenci pytają taksówkarza:
      - Zawiózł by nas pan do akademika za dychę?
      - Nie.
      - A za trzy, cztery?
      - Dobra.
      Dojeżdżają.
      - Jesteśmy na miejscu - mówi facet.
      - No to chłopaki... Trzy cztery:
      Dzzziiięęęękkkkkuuujjeemmyyy


      --
      Rusz się i przebudź swoje szczęście.
      • 18.03.04, 22:28
        dobre
        ja byłam u dentysty i w związku z tym mam kawałek
        cat_s - pięć razy powtarzali w radio Zet , ale nie żałuj, to było poniżej pasa
        Gołoty i nie debata lecz ring i nie wiem co miała pokazać ?

        oto teraz dentysta wchodzi na ring :)

        Spotyka sie dwóch facetów, i jeden mówi do drugiego:
        - wiesz mam bardzo dobrego dentystę, swietnie wyrywa zęby, tylko niestety jest
        anglikiem i nie rozumie po polsku.

        Drugi na to
        - ja musze co prawda udac sie do dentysty celem ekstrakcji zeba, ale to że nie
        rozumie po angielsku wcale mi nie przeszkadza. Przecież potrafie sie dogadać.

        I oto udal się człowiek do rzeczonego dentysty - anglika, siada na fotelu,
        pokazuje palcem ząb i mówi: Tu.
        Dentysta anglik usunął mu 2 zęby za jednym zamachem, co zbulwersowalo pacjenta
        niesamowicie.
        Na drugi dzień skarży się koledze, mówiąc że wcale ten dentysta nie jest taki
        dobry bo usunął mu aż 2 zęby, i opowiedział jak było.
        Kolega na to:
        - usunal 2, bo powiedziałeś "tu" (too), co po angielsku znaczy akurat dwa.
        - aha, wiec teraz jak pójdę, to juz nie będę taki głupi i rozmówię sie z nim
        dokładniej.
        Idzie więc następnego razu do anglika, siada na fotel i pokazując palcem na ząb
        oswiadcza... Ten!
    • 19.03.04, 10:49
      Były sobie cztery osoby: Każdy, Ktoś, Ktokolwiek i Nikt. Trzeba było wykonać
      bardzo ważną pracę i Każdy został o to poproszony. Każdy był pewien, że Ktoś to
      zrobi. Ktokolwiek mógł to zrobić, ale Nikt tego nie zrobił. Ktoś zezłościł się
      z tego powodu, ponieważ było to powinnością Każdego. Każdy myślał, że
      Ktokolwiek mógł to zrobić, ale żadnemu z nich nie przyszło do głowy, że Nikt
      tego nie zrobił. Skończyło się na tym, że Każdy obwiniał Kogoś za to, że Nikt
      nie zrobił tego, co mógł zrobić Ktokolwiek.

      --
      Rusz się i przebudź swoje szczęście.
    • 23.03.04, 12:47
      Jeszcze dzis wiele osob pisze recznie cyfre 7 z pozioma kreske w polowie
      wysokosci.
      Kreska ta zaniknela w wiekszosci stylow pisma maszynowego i komputerowego
      - co mozna bylo zauwazyc powyzej.
      Ale czy wiecie dlaczego ta kreska przetrwala do naszych czasow?
      Trzeba powrocic do czasow biblijnych, kiedy to Mojzesz wspial sie na gore
      Synaj.
      Gdy zostalo mu podyktowane 10 przykazan zszedl do swego ludu i zaczal
      odczytywac im donosnym glosem kazde przykazanie. Gdy doszedl
      do siodmego odczytal:
      "Nie bedziesz pozadal zony blizniego swego",
      na co z tlumu odezwaly się liczne glosy:
      "Skresl siodemke, skresl siodemke!!!".


      --
      Rusz się i przebudź swoje szczęście.
      • 23.03.04, 21:59
        Przychodzi męzszczyzna do sklepu i pyta:
        - Macie jakieś bardzo trudne puzzle ?
        - Tak, niech pan kupi bułkę tartą i poskłada sobie z niej rogalik ....

        Ktokolwiek, Ktoś i Nikt - to takie filozoficzne
    • 24.03.04, 09:02
      Grupa młodych kobiet dociera na miejsce swoich wymarzonych wakacji. Zaczynają
      poszukiwania jakiegoś hotelu i bardzo szybko znajdują pięciopiętrowy z
      napisem: „Wyłącznie dla kobiet!”. Decydują się wejść. Chłopak z recepcji
      oprowadza je piętro po piętrze.

      Na pierwszym piętrze na tablicy jest napis: „Tutaj mężczyźni nie potrafią się
      kochać, ale są bardzo uczuciowi, mili i delikatni”. Dziewczyny pokładają się ze
      śmiechu i bez namysłu wchodzą wyżej, na drugie piętro.

      Na drugim piętrze na tablicy jest napisane: „Tutaj mężczyźni kochają się
      wspaniale, ale zwykle traktują kobiety ostro”. To się kobietom nie spodobało,
      więc weszły wyżej, na trzecie piętro.

      Na trzecim piętrze na tablicy napis: „Tutaj mężczyźni są wspaniałymi
      kochankami, są czuli na pragnienia i potrzeby kobiet”. To się wydawało kobietom
      idealne, lecz ponieważ zostały jeszcze dwa piętra, kontynuowały swoją
      wspinaczkę.

      Na czwartym piętrze napis na tablicy jest zadziwiający: „Tutaj mężczyźni mają
      ciała jak Apollo, są uczuciowi i uważają na swoje towarzyszki, są ekspertami w
      miłości, wszyscy są kawalerami, pławią się w pieniądzach i są gotowi, aby się
      ożenić”. Oto kobiety są wreszcie zadowolone, gotowe aby zostać, ale
      zaintrygowane decydują się, aby wejść jeszcze wyżej…

      Kiedy docierają na piąte piętro, widzą przed sobą znak z napisem: „Tutaj nie ma
      mężczyzn! To piętro zostało stworzone wyłącznie po to, aby pokazać, że
      usatysfakcjonowanie kobiety jest niemożliwe, ona zawsze będzie chciała sięgnąć
      wyżej”.


      --
      Rusz się i przebudź swoje szczęście.
      • 24.03.04, 09:09
        Altu, czy Ty pracujesz w wymyślalni dowcipów? :-)

        --
        Prątkuję i zarażam... :-(
        • 24.03.04, 11:31
          Nie, ale moja skrzynka przyjmuje wszystkie..
          Zebym chociaż jeden pamiętała :)...

          --
          Rusz się i przebudź swoje szczęście.
          • 24.03.04, 13:09
            Tu jednak zawsze mozesz je utrwalić :-)

            --
            Prątkuję i zarażam... :-(
            • 24.03.04, 22:07
              no to dla utrwalenia następny kawałek

              Malzenstwo 90latków wybralo sie do doktora.
              Najpierw wchodzi facet. Lekarz pyta go jak minal mu dzien dzien.
              Ona to "Wspaniale Bóg jak zwykle byl dla mnie dobry.
              Gdy wszedlem dzis do kibla zapalil mi
              swiatlo a jak skonczylem to zgasil."
              Doktor pokiwal glowa dal tabletki i kazal wejsc zonie.
              Powiedzial co przed chwila uslyszal od jej meza a ta
              momentalnie zerwala sie z miejsca i biegnie
              w kierunku drzwi
              Lekarz "zaraz nie skonczylem z pania jeszcze,
              co sie stalo?' Na to kobieta "Ten sklerotyk znowu nasral do lodówki!"
    • 30.03.04, 12:04
      Pewien misjonarz został wysłany z misją do buszu, gdzie byli sami
      Murzyni.
      Przez rok misjonarz nauczał ich, opowiadał im o Bogu i nawracał. Murzyni
      ufali mu i traktowali jak swojego. Jednak pewnego razu wydarzyło się coś
      niesamowitego. Jedna z tamtejszych kobiet urodziła dziecko. Dziecko było
      białe jak śnieg. Cóż, śliska sprawa... Starosta murzyński został
      oddelegowany aby porozmawiać z misjonarzem. Poszedł więc do niego i
      mówi:
      - Słuchaj, jesteś jak jeden z nas, traktujemy cię jak brata, ale
      spójrz - my wszyscy jesteśmy czarni, a tutaj w wiosce urodziło się białe
      niemowlę.Tylko ty mogłeś to zrobić. A przecież uczyłeś nas, że zdrada to grzech
      śmiertelny!
      - Ależ ja nie mam z tym nic wspólnego! W przyrodzie zdarzają się takie
      wybryki. To genetyczny wybryk natury, że czarne + czarne = białe. Spójrz
      na przykład na tamte owce. Widzisz? Wszystkie są białe z wyjątkiem jednej,
      która jest czarna. Ta czarna owca, podobnie jak wasze białe dziecko jest
      wybrykiem natury i tyle.
      Starosta spojrzał na tą czarną owcę, coś sobie jakby przypominając.
      Zaczerwienił się i wypalił:
      - Dobra stary, zawrzyjmy umowę: ja zapomnę o sprawie z białym dzieckiem,
      ty nie powiesz nikomu o owcy.

      --
      Rusz się i przebudź swoje szczęście.
      • 01.04.04, 23:32
        Nauczycielka mówi do ucznia:
        - Jasiu, nie wolno ci palic papierosów - przeciez jestes dopiero w trzeciej
        klasie.
        - Tak, prosze Pani, ale Lepper jak był w 3 klasie to juz palił...
        - Owszem, Jasiu, ale Lepper miał juz wtedy skończone 18 lat.

        --
        • 05.04.04, 12:20
          przepraszam jeśli część z nich juz była;)

          > > > Przy okienku w banku:
          > > > - Chcę założyć kurwa konto w tym jebanym banku.
          > > > - Co proszę??
          > > > - Powiedziałem, że chcę założyć kurwa pierdolone konto w tym
          > > > jebanym banku!
          > > > - Jak pan śmie!
          > > > - Normalnie! Nie dosłyszysz szmato ? Dawaj mi tu kurwa
          > > > kierownika!
          > > > Kierownik, cały nabuzowany, bo już wie czego i jak żąda ten
          > > > klient:
          > > > - No wiec, o co panu chodzi!
          > > > - Powtarzam kurwa po raz trzeci, że chcę założyć chujowe
          > > > konto w tym jebanym kurwa banku!
          > > > - A ile pan chce wpłacić?
          > > > - 2 miliardy.
          > > > - I ta kurwa robiła jakieś problemy???

          > > > W parku dzieciak płoszy gołębie:
          > > > - Spierdalaj, spierdalaj !!!
          > > > Na to przechodzący obok staruszek:
          > > > - Chłopczyku, nie wypada tak brzydko mówić! Wystarczy
          > > > przecież
          > > > powiedzieć: A sio, a sio...
          > > > - Widzisz synku, jak spierdalają !!!

          > > > Do ciężko rannego w wypadku podchodzi ksiądz:
          > > > - Czy wierzysz w Boga?
          > > > - Chłopie, ja umieram, a tobie się na zagadki zbiera?!!!

          > > > Dwie koleżanki w sklepie rozglądają się za ciuchami.
          > > > Podchodzi ekspedientka:
          > > > - W czym mogę pomóc?
          > > > - Szukam ciekawej sukienki na lato.
          > > > - Jakie ma pani wymiary?
          > > > - 170 cm, 50 kg, 90/60/90...
          > > > Na to koleżanka: "No co ty Kaśka?! Nie jesteś na Gadu-Gadu!"

          > > > Zasady postępowania wobec pracowników w firmie:
          > > > Kadrę należy traktować jak pieczarki:
          > > > 1. Trzymać w ciemnym pomieszczeniu
          > > > 2. Od czasu do czasu obrzucić gównem.
          > > > 3. Jak któryś wystawi łeb - uciąć !!!

          > > > Pani w szkole:
          > > > - Z czego robi się kiełbasę?
          > > > Dzieci milczą
          > > > - Jasiu ty powinieneś wiedzieć - twój tata jest masarzem?
          > > > - Ja wiem, ale Tatuś powiedział, że jak komuś powiem to mnie
          > > > zabije.


          --
          "Dyplom magistra zdobyłem na wydziale zarzondzania"
          • 05.04.04, 21:07
            a ja rozpocznę świąteczne kawały :)
            Niedzwiedż spotyka zająca.
            - Zajączku, dlaczego masz takie krótkie uszy ?
            - Bo jestem romantyczny.
            - Nie rozumię.
            - Wczoraj siedziałem na łące i słuchałem śpiewu słowika. Tak się zasłuchałem,
            że nie usłyszałem kosiarki...
            • 06.04.04, 17:47
              ludzie.wprost.pl/cytaty/
              "Moja wnuczka na kłopoty przez mnie. Najbardziej boli mnie, gdy pyta, dlaczego
              dzieci dokuczają jej w szkole."

              Leszek Miller, Trybuna, 06.04.2004

              "Umiem czytać i co więcej umiem to czynić samodzielnie. Służby ani nikt z
              mojego otoczenia nie czytają mi na głos, nie wskazują, co mam czytać, czego nie
              powinienem czytać. I korzystam z okazji, żeby poinformować o tym wstrząsającym
              fakcie posłów opozycji"

              Leszek Miller, PAP, 02.09.2003

              "Pan Tusk bez spodni to marny widok".

              Leszek Miller, PAP, 16.06.2003

              "Spłynąłem z nieba i zacząłem zajmować się ziemskimi sprawami"

              Leszek Miller, Po locie samolotem F-16, 10.01.2003

              Kiedy poszedłem do I klasy szkoły podstawowej (...), zaprowadziła mnie tam mama
              i potem zawsze mi opowiadała, że bardzo się niepokoiła, jak sobie dam radę, czy
              nic mi się nie stanie, czy poznam dobre koleżanki i kolegów"

              Leszek Miller, Program I Polskiego Radia, 06.09.2002

              "Nie SLD jest przyczyną tych wszystkich awantur i gorszących scen w Sejmie.
              Moim kolegom i koleżankom z Klubu Parlamentarnego SLD trudno cokolwiek zarzucić"

              Leszek Miller, Program I Polskiego Radia, 02.04.2002

              "Wydaje mi się, że Bóg istnieje w Unii Europejskiej"

              Leszek Miller, Radio Zet, 25.03.2002

              "Byłem zafascynowany kulturystyką i bardzo mi imponowali dobrze zbudowani
              mężczyźni, no więc starałem się (trochę przynajmniej) ich przypominać"

              Leszek Miller, Program I Polskiego Radia, 24.02.2002

              "Pod dachem z napisem >>SLD<< nie zgromadziły się same orły, jest różne ptactwo
              (...) gołębie, gołąbki, wróble, wróbelki. Ale jest oczywiście poważna
              reprezentacja orłów i to tych najbardziej szlachetnych"

              Leszek Miller, Radio Zet, 17.06.2001

              "Program wyborczy AWS sprowadzał się do znanych trzech liter - TKM. Dzisiaj
              inne trzy litery określają program sprawowania władzy, to jest TKK - zdobyć
              telewizję, kasę i kwity"

              Leszek Miller, PAP, 19.03.2000

              "Nie obraziliśmy się na prezydenta. Jesteśmy starym małżeństwem, w którym nie
              ma powodów do oburzania się, chyba że jednakże stron zmieni partnera, ale o tym
              nie ma mowy"

              Leszek Miller, "Gazeta Wyborcza", 02.01.2000

              "Koalicja AWS-UW to rodzina, w której stosuje się przemoc fizyczną. Mężczyzna -
              AWS - znęca się nad kobietą - UW, a SLD jako zaniepokojony sąsiad coraz
              trudniej to znosi i nie wie, czy nie będzie musiał zadzwonić po policję"

              Leszek Miller, Na konferencji radnych SLD, 13.12.1998

              --
              "Dyplom magistra zdobyłem na wydziale zarzondzania"
              • 06.04.04, 17:50
                1. Wraca informatyk do domu, patrzy, a żona leży goła w łóżku z jakimś
                obcym facetem. A oczy u nich jakies takie chytre. Rzuca się do komputera,
                faktycznie: zmienili hasło!


                2.Rozmawiaja dwie uczennice podstawowki:
                - Sluchaj, co myslisz o tym Romku z 5c?
                - Ano, niespecjalnie... Przyszedl do mnie wczoraj, jedna buteleczke coli
                przyniosl, a ile pretensji! A to mu cycki za male, a to mu dupa za
                zimna...
                3. Do miejscowej podstawowki zaproszono weterana wojny ojczyznianej,
                Bohatera Zwiazku Radzieckiego starszyne Iwanowa, zeby opowiedzial
                dzieciom o swoich przezyciach wojennych. Dzieci zasluchane patrza, Iwanow
                opowiada:
                - To bylo pod Sewastopolem. Szlismy do ataku na umocnione pozycje
                niemieckie. Kazdy z nas mial po kilka granatow. Karabiny maszynowe
                strzelaja, trup sciele sie gesto. Biegniemy z kolegami ostatkiem sil do
                linii okopow. Koledzy padaja, ja biegne dalej. Podbiegam do okopu,
                patrze, siedza w nim Niemcy. No to biore pierdolone granaty i jebut!
                jeden, jebut! drugi, Niemcow na drobne kawalki rozpizdzilo! ...
                Nauczycielka oczywiscie przerazona takim rozwojem narracji przerywa w tym
                miejscu i mowi:
                - Alez towarzyszu, przeciez to dzieci!".
                A Iwanow:
                - "Jakie, do kurwy nedzy, dzieci! Faszysci jebani!"



                Młoda kobieta stoi w kolejce do kasy w supermarkecie. W koszyku ma
                mydełko, szczoteczke do zebow zebow, cztery bułki, mrozona pizze i
                jogurt.
                Kasjer przyglada sie kobiecie, usmiecha sie i mowi:
                - Samotna, co?
                Kobieta usmiecha sie niesmialo i mówi:
                - Tak, ale jak pan to odgadl?
                Kasjer:
                - Bo jest Pani taka brzydka.



                Do eleganckiego sklepu perfumeryjnego w Londynie wchodzi (K)lient.
                (S)przedawca podchodzi do niego i pyta uprzejmie:
                S - Czego pan sobie zyczy?
                K - Chcialbym kupic mydlo.
                S - Alez prosze bardzo. Tu mamy swietne wspaniale mydelka. Pachna
                niezwykle, nie tona w wodzie, zawieraja balsam, sa polprzejrzyste...
                K - Ile kosztuje to mydlo?
                S - Trzy funty.
                K - Nie ma pan czegos tanszego?
                S - Oczywiscie. Klient nasz pan. Tu mamy mydelko, tez nie tonie, slicznie
                pachnie, luksusowe...
                K - Ile kosztuje?
                S - Dwa i pol funta.
                K - Jednak wolalbym cos tanszego.
                S - Alez prosze bardzo. Klient nasz pan. Niech pan spocznie. Moze troche
                kawy? O, prosze bardzo (podaje kubek). Tutaj mamy bardzo dobre mydla
                toaletowe, pachnace, we wszystkich kolorach...
                K - Jak drogie?
                S - Poltora funta.
                K - A jeszcze cos tanszego?
                S - Prosze bardzo. Moze cygaro? Prosze (podsuwa pudelko cygar ). Te
                mydelka tutaj dobrze sie pienia, calkiem przyzwoicie pachna...
                K - Ile?
                S - Pol funta.
                K - Za drogie.
                S - No coz, mamy jeszcze cos na zapleczu (biegnie i przynosi podluzny
                kawalek szarego mydla).
                K - Ile to kosztuje?
                S - Dziesiec pensow.
                K - Swietnie. Poprosze polowe kostki.
                S - Prosze uprzejmie. Klient nasz pan. (znika na chwile i przynosi dwa
                male, eleganckie pakuneczki)
                K - (zdumiony) Ale ja prosilem tylko polowe kostki.
                S - Jest, o prosze uprzejmie, tu kawalek mydla (podaje jeden pakuneczek).
                A tu prezent od firmy.
                K - Naprawde? Jak milo! Dla mnie? A co to takiego? (bierze drugi
                pakuneczek)
                S - Prezerwatywy, zebys sie chuju nie rozmnazal.



                Podczas przerwy w teatrze pan Kowalski poszedł do toalety.
                - Wspaniala sztuka, prawda? - odzywa się stojacy obok facet.
                - Proszę mi nie zagladac do pisuaru!



                Noc. Pobocze drogi. Dwóch znudzonych gliniarzy stoi przy radiowozie. Nagle
                z daleka widać światła zygzakującego samochodu. Kiedy dojeżdża bliżej,
                policjanci zatrzymują go do kontroli. Po otwarciu okna z auta bucha odór
                gorzały. Kierowca jest w stanie wskazującym na delirium, patrzy tępo na
                gliniarzy. Jeden z nich mówi:
                - Noo tak... proszę o prawo jazdy.
                - Aale o csoo choozii?
                - Proszę okazac prawo jazdy!
                - Aale laczeegho?
                - DAWAJ PIJAKU PRAWO JAZDY!!!
                - Aa kuuurwa oddaliście?

                --
                "Dyplom magistra zdobyłem na wydziale zarzondzania"
                • 06.04.04, 22:38
                  Siedzi zajączek na skraju lasu i ostrzu nóż na kamieniu. Przechodzi wilk i pyta:
                  - Co robisz zajączku?
                  - Ostrzę nóż na niedzwiedzia !
                  Przechodzi lis i pyta:
                  - Co robisz zajączku?
                  - Ostrzę nóż na niedzwiedzia !
                  Przechodzi niedzwiedż:
                  - Co robisz zajączku?
                  - Ostrzę nóż i takie głupstwa plotę, że aż sam się sobie dziwię ....
                  • 07.04.04, 13:57

                    Słonce w gorze zapierdala,
                    żaba w wodzie dupe moczy,
                    Kurwa,
                    co za dzien uroczy.

                    Analiza wiersza:
                    Wiersz jednozwrotkowy, czterowersowy z rymem sylabowym, z rownomiernie
                    rozłożonym akcentem.Podmiot liryczny wyraża swoje głebokie zadowolenie z
                    otaczającego go świata, przepełnia go kwitnący stoicyzm i szczeście, ktore
                    człowiekowi żyjącemu we wspołczesnym zamęcie, może dać tylko otaczająca go
                    przyroda. Dla podmiotu lirycznego nawet zanurzona w błekicie wody dupa żaby jest
                    pretekstem do euforii. Zapierdalające inne stworzenia sugerują wczesne
                    lato, kiedy świat zwierzecy obudzi sie z otchłani zimy. Puenta liryku
                    jest jednoznaczna i łatwo odczytywalna. W słowie "zapierdala" oddaje
                    szybkość i złożoność ruchu słonca, ktore przecież nie jest istota ludzka i nie
                    może "zapierdalać" sensu stricte. Uwage zwraca użycie wulgaryzmow, ktorych
                    znajomość świadczy o ludowych korzeniach poety i głebokiej wiezi ze
                    społeczenstwem. W moim rozumieniu autor chciał sie tym utworem
                    odwdzieczyć środowisku, z ktorego wyrosł, za poświecenie i trud włożony w
                    zapewnienie mu należytego wykształcenia. Szkoda, ze tak mało w dzisiejszej
                    poezji wierszy o tak pogodnym nastroju.

                    --
                    Wiem, że ludzka istota i ryba mogą współistnieć w pokoju
                    [George W. Bush]
                    • 07.04.04, 14:03
                      Jurek Owsiak: Kura przeszła bezpiecznie dlatego ze miała na sobie nasz znaczek
                      Bądź
                      Widoczny
                      Marek Niedzwiecki: Kura przeszła przez ulicę bo po drugiej strome byt koncert
                      TOTO
                      Kapitan Krzysztof Baranowski: Kura prze szła ulicę aby kupie łódkę w sklepiku
                      monopolowym
                      Leszek Miller: Prawdziwą kurę poznajemy nie po tym jak zaczyna ale jak kończy
                      Naród: Bo po drugiej stronie jest wreszcie jakiś normalny kraj
                      Jacek Kuron: Kura szła po Kuroniówkę
                      Maciej Kuron: Przepis na rosół z kury. W tym celu bierzemy kurę która
                      przebiegła ulicę i
                      dodajemy przyprawy ja dodam WARZYWKO
                      Jarosław Kaczynski: Kura przeszła na prawą stronę ulicy bo przekonało ją hasło
                      TKM tzn Teraz
                      Kura My
                      Cezary Pazura" Kura mówi "bankowy" !
                      Luke Skywalker: Mam złe przeczucia Czuję drgania Mocy Kura przeszła na Drugą
                      Stronę
                      Ulicy'11 Strzeżcie się Drugiej Strony'"
                      Moniuszko: Była umówiona na arię z kurantem
                      Pan Proper: Po co się męczyć Mrs Kura cię wyręczy
                      Neil Amstrong: Ten mały krok kury jest jednocześnie wielkim krokiem całego
                      drobiu
                      Król Lew: HaKura matata!
                      Min. zdrowia: Jak widać mimo protestu i strajku lekarzy anestezjologów są
                      jeszcze kury
                      które potrafią przez to przejść bez znieczulenia
                      Szef CPN: Sprawę tę powinien rozwiązać specjalny kurociąg. Na razie po raz 216
                      podniesiemy kurze cenę za przejście o 23%
                      Edward Gierek i kury: Gierek - Przekroczycie? Kury - Przekroczymy!
                      Józef Stalin: Jestkura, jestproblem. Niemakury, nie ma problemu
                      Józef Glemp: Kura uciekła przed ujadającymi kundelkami
                      Jerzy Urban: Kura sama się wyżywi po każdej stronie ulicy
                      Katarzyna Figura: Zadzwoń to opowiem ci co JA przekroczyłam
                      Jezus: Przejdź kuro na drugą stronę i nie czyń tego więcej
                      Władysław Gomułka: Czemu służy to przekraczanie? Kto stoi za tą kurą? I jakie
                      jest jej
                      prawdziwe nazwisko? Bo jej dziadek nazywał się Jajcek Kahnstein i piał
                      Niemcom podczas okupacji!
                      Kartezjusz: Bo była to ulica Jasna a prawdziwe jest tylko to co jasne i
                      zrozumiałe dla
                      umysłu
                      Jacek Żakowski, Piotr Najsztub: Przekraczajcie ulicę. Naprawdę warto!
                      Waldemar Pawlak: A sio!
                      Juliusz Cezar: Przyszła, zobaczyła, przekroczyła
                      Mikołaj Rej: Kury nie gęsi swoje ulice mają
                      Hans Kloss: Nie ze mną te numery kura!
                      Agnieszka Chylinska: Kury Fuck off!!!
                      Agenca reklamowa: Nasza kura przekracza ulicę lepiej niż zwykła kura i o 45%
                      szybciej
                      Rzecznik eksprezydenta Jelcyna, Borys Nikotajewicz ustosunkuje się do tego
                      zagadnienia tuż po opuszczeniu
                      rządowej kliniki w której od 3 tygodni przebywa z powodu lekkiego
                      przeziębienia
                      Prezydent Putin: Uciekała przed Czeczencami. Teraz bombardujemy tę ulicę i
                      wszystko w
                      promieniu 25 km więc może chodzić spokojnie żaden terrorysta już jej nie
                      zagraża. Tak trudno to zrozumieć?
                      Pan Wołodyjowski: Przeszła? Nic to, Basienka, nic to...
                      Andrzej Kmicic: Przełaź kura, wstydu oszczędź!
                      William Shakespeare: Dużo hałasu o kurę
                      Karol Swierczewski "Walter": Ja tam się kurom nie kłaniam
                      Edward Stachura: Nie rozdziobią nas kurki
                      Pewna Rozgłośnia: Powinniśmy wszyscy zdawać sobie sprawę ze takie przekraczanie
                      uznanych
                      powszechnie granic jest niezgodne z Prawem Naturalnym a inspirowane... ?
                      No, ja nie będę więcej mówił o panu Michniku, Kuroniu i im podobnych
                      sługusach Tel-a-vivu i Moskwy
                      Sting: If you love some chicken - set them free (and let them cross the street)
                      Kayah & Goran: Spij kureczko spij (ale już po drugiej stronie ulicy)
                      The Doors: There s known and there s unknown And between are the streets
                      Natalka: Szerokimi ulicami, niosą... znoszą... przenoszą... cholerne kury! (co
                      powie tata?)
                      Madness: Our chicken in the middle of the street
                      NATO: Przekroczenie ulicy przez kurę me jest wystarczającym powodem do
                      zaprzestania bombardowań
                      W. Churchill: Nigdy jeszcze w historii drobiu tak wiele kur nie zawdzięczało
                      tak wiele
                      tak nielicznym kurom
                      J.F. Kennedy: Nie pytajcie co kura może zrobić dla was, lecz co wy możecie
                      zrobić dla
                      kury.
                      Power Rangers: Bo się nie mogła teleportować
                      Roman Dmowski: Bo kura jest polska i ma obowiązki polskie
                      Tomasz Lis: Przejście kury przez jezdnię można oglądać codziennie o godz 19 w
                      Faktach
                      Z serwisu PAP: Zdają się potwierdzać wczorajsze informacje. Jak podają dobrze
                      poinformowane osoby z kół zbliżonych istnieje duże prawdopodobieństwo ze
                      faktycznie kura przekroczyła ulicę. Oficjalne oświadczenie spodziewane
                      jest w najbliższych dniach
                      Kogut: Która kura?! Ech tych bab nie można upilnować...
                      Pani przedszkolanka: Żeby przejść na drugą stronę.
                      Platon: Dla ważniejszego dobra.
                      Arystoteles: Taka jest natura kur, że przekraczają ulicę.
                      Karol Marx: To było historycznie nie do uniknięcia.
                      Korwin-Mikke: Ponieważ to była jedyna wycieczka, na którą chciał zezwolić kurze
                      rząd.
                      Saddam Hussajn: To był nie sprowokowany akt rebelii i mamy prawo na tę kurę
                      zrzucić 50 ton
                      gazu bojowego.
                      Kapitan James T. Kirk: Żeby pójść tam, gdzie jeszcze nigdy żadna kura nie była.
                      Rzecznik rządu: Deregulacja na dotychczasowej stronie ulicy zagrażała
                      dominującej pozycji
                      rynkowej kury. Kura rozpoznała wyzwanie w rozwinięciu swoich kompetencji,
                      które są niezbędne do przetrwania na nowych rynkach. nacechowanych wysoką
                      konkurencją. Nasz rząd pomógł kurze przemyśleć fizyczną strategię
                      dystrybucji. Rząd pomógł kurze zastosować jej umiejętności, metodologię,
                      wiedzę, kapitał i doświadczenie, w celu nakierunkowania pracowników,
                      procesów i technologii kury w ramach Program-Management na wspomaganie jej
                      całościowej strategii. Nasz rząd... itd.
                      Martin Luther King: Widzę świat, w którym wszystkie kury są wolne i mogą
                      przekraczać ulicę,
                      nie będąc pytanymi o motywy.
                      Mojżesz: l Bóg zstąpił z niebios, i Bóg przemówił do kury: "Zaprawdę, powiadam
                      ci;
                      ulica twoją stopą przekroczona będzie.'", l kura przekroczyła ulicę.
                      Fox Mulder: Zobaczyliście na własne oczy, że kura przekroczyła ulicę. Ile kur
                      przekraczających ulicę musicie jeszcze zobaczyć, zanim w to uwierzycie?
                      Rzecznik rządu 2: Kura nie przekroczyła ulicy. Powtarzam, kura NIE przekroczyła
                      ulicy.
                      Machiavelli: Decydujące Jest to, że kura przekroczyła ulicę. Kogo interesują
                      powody?
                      Przekroczenie ulicy usprawiedliwia wszelkie motywy.
                      Freud: Fakt, że się w ogóle tą sprawą interesujecie, że kura przekroczyła
                      ulice, ujawnia waszą seksualną niepewność.
                      Bill Gates: Akurat wypuściłem na rynek nowy KuraOffice 2000, który nie tylko
                      będzie
                      przekraczał ulicę, ale również będzie znosił Jaja, zarządzał ważnymi
                      dokumentami i wyrównywał stan waszego konta.
                      Oliver Stone: Pytaniem nie Jest "Dlaczego kura przekroczyła ulicę", tylko "Kto
                      przekroczył ulicę w tym samym momencie, kogo przeoczyliśmy w naszej
                      nienawiści, podczas gdy obserwowaliśmy kurę".
                      Darwin: Kury zostały w dłuższym okresie przez naturę tak wybrane, że teraz są
                      genetycznie do tego uwarunkowane, aby przekraczać ulicę.
                      Einstein: Czy to kura przekroczyła ulicę, czy też to ulica się przesunęła pod
                      kurą,
                      zależy od waszego punktu odniesienia.
                      Budda: Tym pytaniem ujawniasz twoją własną kurzą naturę.
                      Ernest Hemigway: Nie pytajcie czy kura przekroczyła ulicę. Pomyśl, czy TY
                      przekroczyłeś
                      ulicę?
                      Bill Clinton: W żadnym momencie nie byłem z tą kurą sam na sam na tej samej
                      stronie
                      ulicy.
                      Adolf Hitler: Aryjskich kur nie powstrzymają drogi wytyczone na mapie świata
                      przez
                      żydowską plutokrację.
                      Bogusław Linda: Bo to zła, kurwa, kura była.
                      Józef Pitsudski: Wysiadła z czerwonego tramwaju na przystanku niepodległość.
                      Budka Suflera: Skąd wziął się ten ptak pośrodku drogi?
                      Scenarzysta serialu Klan: Odcinek 23253 - kura przekracza ulicę. CDN.
                      Statystyczny przedstawiciel społeczeństwa: A huj ją wie.
                      Andrzej Lepper: Oświadczam, że jeżeli rząd będzie dalej niszczył polskie
                      rolnictwo
                      niedługo na wszystkie drogi w kraju wyjdą kury i będą przechodzić na drugą
                      stronę tak długo, dopóki ten rząd złodziejów i sługusów Unii Europejskiej
                      nie podda się do dymisji.
                      Rzecznik prasowy policji: Trwają czynności procesowe zmierzające do
                      ustalenia przebiegu zdarzeni
                      • 07.04.04, 14:06
                        Rzecznik prasowy policji: Trwają czynności procesowe zmierzające do
                        ustalenia przebiegu zdarzenia, Ze względu na dobro sprawy na obecnym
                        etapie śledztwa nie mogę nic więcej Państwu powiedzieć.
                        Leibnitz; Szuka najlepszego ze światów. Lech Wałęsa: Potwierdzam to i
                        zaprzeczam!
                        Zespół prasowy policji: W okresie urlopowym obserwujemy nasilony ruch kur
                        przechodzących na drugą
                        stronę, co częstokroć prowadzi do groźnych wypadków. W nadchodzący weekend
                        przewidujemy nasilenie kontroli kur, mające na celu zwiększenie
                        bezpieczeństwa użytkowników drogi pod kryptonimem: KURKA 2000.
                        jednocześnie chciałbym zaapelować do rozsądku użytkowników dróg i
                        zaapelować o wolniejszą jazdę. Przyczyną wypadków jest najczęściej
                        nadmierna prędkość rozwijanap rzez kury i rozjeżdżających Je kierowców.
                        A. Michnik: Pppproszępppaństwa! Ttttooodddważne ppprzeeekroczenie czczarnego
                        aaaasfaltu uulicy jejest mmmetafforycznym aaaktem ppppprzełamania
                        bbbaaarier ćććciemnoty i zzaaacofania kku ppppostępowi i tttolerancji nna
                        lewej sstronie jeeezdni!
                        Slobodan Miloszewicz: Ta biedna serbska kura uciekała przed barbarzyńskimi
                        nalotami NATO. To
                        wielkie zwycięstwo naszego narodu!
                        K. Świtoń: ...pięć tysięcy sześćset dwanaście. pięć tysięcy sześćset
                        trzynaście, pięć
                        tysięcy sześćset czternaście...jaka kura?! Proszę mi nie przeszkadzać,
                        właśnie liczę krzyże. Pięć tysięcy sześćset piętnaście...
                        A, Łukaszenko: Kura przeszła przez ulicę, zęby zademonstrować całemu światu
                        potęgę
                        białoruskiego rolnictwa. Od dziś wszystkie kołchozy mają zwiększyć normę
                        przechodzących ulicę kur o 500%, za co czynię odpowiedzialnymi urzędników
                        wszystkich szczebli i czego sam osobiście dopilnuję.
                        A. Kwaśniewski: Nic mi o tym nie wiadomo. W okresie pomiędzy pobytem kury na
                        jednej i
                        drugiej stronie ulicy byłem z żoną na Atlantydzie, przyjąłem w sejmie
                        delegację z Grenlandii i odwiedziłem znajomego na Powązkach, i na to
                        wszystko mam dowody w postaci biletów lotniczych, pamiątkowego kawałka
                        lodowca i zeznań na piśmie od ww. znajomego.
                        Marian Krzaklewski: To jest pytanie nie do mnie, ale do Rzecznika interesu
                        Publicznego. Ja nie
                        odpowiadam za politykę rządu.
                        Szejk Osmen bin Laden: To dopiero ostrzeżenie pod adresem pełnej zła i zepsucia
                        Ameryki! Następne
                        kury przejdą przez ulicę w zatłoczonych centrach handlowych i przed
                        przedszkolami!
                        Wojciech Jaruzelski: Niestety, stan zdrowia nie pozwala mi zeznawać w tej
                        sprawie.
                        L. Balcerowicz: Mogę z dumą powiedzieć, że jest wyłączną zasługą kierowanego
                        przeze mnie
                        resortu, a zwłaszcza podjętych ostatnio kroków w zakresie akcyzy na
                        paliwa, że ta kura i wiele innych polskich kur może dziś bezpiecznie
                        przekraczać ulicę.
                        F, Nietzsche: To była transformacja kury w nadkurę.
                        Borys Jelcyn: Dymisjonuję tę kurę!
                        Jerzy Buzek: Nie mam najmniejszej wątpliwości. że kura ta śpieszyła, by
                        skorzystać z
                        owoców Jednej z wprowadzonych z sukcesem przez rząd reform. Zapewniam
                        państwa, że w chwili obecnej powołany przeze mnie zespół ekspertów bada, o
                        którą konkretnie reformę chodzi.
                        Marek Kamiński: Zamierzam jako pierwszy Polak powtórzyć wyczyn kury. W
                        warunkach
                        zimowych, samotnie.
                        Robinson Crusoe: Skąd się tu wzięła droga?'
                        J. Przymanowski: "Bohaterska kura, nie zważając na ostrzał z cekaemów.
                        przedarta się na
                        drugą stronę bronionej przez faszystów ulicy. Celnie rzuconym granatem
                        zniszczyła nacierającego Tygrysa i serią z pepeszy skosiła batalion
                        esesmanów. Pułkownik dał Jej za to medal. "Ku chwale Ojczyzny, towarzyszu
                        pułkowniku!" - dziarsko zawołała kura", (fragment niepublikowanej
                        powieści)
                        Pamela Andersen: Czy gdybym nie usunęła siliconu, pytalibyście o mnie?
                        Just 5: O tym jest nasza następna piosenka.
                        A, Słomka (KPN Ojczyzna): Kura. kura... Co my mamy na tę kurę?
                        B. Zdrojewski (prezydent Wrocławia): Dlatego, że była to jedyna nie rozkopana
                        ulica w mieście.
                        W. von Heisenberg: Tak naprawdę dopiero, kiedy się zatrzyma będziemy mogli z
                        całą pewnością
                        stwierdzić, czy to jest rzeczywiście kura.
                        Ludwig van Beethoven: PROSZĘ POWTÓRZYĆ, NIE USŁYSZAŁEM PYTANIA!
                        Tadeusz Kościuszko: Za wolność waszą i naszą.
                        KURA: A co to was do cholery obchodzi ???!!!

                        --
                        Wiem, że ludzka istota i ryba mogą współistnieć w pokoju
                        [George W. Bush]
                        • 08.04.04, 17:00
                          z poniższego zestawu wybierz swoją pensję:

                          -Pensja cebula: bierzesz i zaczynasz płakać.
                          -Pensja łajdaczka: przychodzi późno, cierpisz, ale nie możesz bez niej żyć
                          -Pensja czarny humor: śmiejesz się, żeby nie płakać.
                          -Pensja prezerwatywa: pozbawia cię zarówno inspiracji jak i chęci.
                          -Pensja impotentka: opuszcza cię w momencie gdy najbardziej jej
                          potrzebujesz.
                          -Pensja dietetyczna: jesz coraz mniej.
                          -Pensja ateisty: wątpisz w jej istnienie.
                          -Pensja miesiączka: przychodzi co miesiąc i trwa 3 dni.
                          -Pensja burza.: nie wiesz kiedy przyjdzie i ile będzie trwała.
                          -Pensja telefon komórkowy: każda następna jest mniejsza.
                          -Pensja Walt Disney: taka sama od 30 lat.

                          --
                          "Tytuł magistra zdobyłem na wydziale zarzondzania"
                          • 08.04.04, 17:04
                            Wysłużony, ale na swój sposób urokliwy...;-)

                            "Facet przejezdzajacy przez male miasteczko w Teksasie wszedl do
                            miejscowego baru. Zamawiajac piwo zauwazyl stojacy za barem olbrzymich
                            rozmiarów gliniany sagan wypelniony 10-cio dolarówkami. Zaintrygowany
                            ta olbrzymia iloscia pieniedzy zapytal, co to jest - wtedy otrzymal
                            odpowiedz ze to zaklad i ten, co wygra kasuje wszystko!
                            - Zaklad? A o co sie zakladacie?
                            - Tego nie moge powiedziec, wpierw musisz dolozyc 10$ do
                            gara a wtedy sie dowiesz. Bez namyslu wyjal 10$ i polozyl na stosie.
                            Wtedy to barman wyjasnil, ze sprawa jest w zasadzie prosta i trzeba
                            wykonac trzy zadania:
                            1. Wypic duszkiem kufel meksykanskiej Tequilli pieprzówki,
                            zaprawionej chili bez zrobienia najmniejszego grymasu.
                            2. Wejsc w ogrodzenie na zapleczu baru, w którym jest
                            bullterier morderca i wyrwac mu golymi rekoma obolaly zab, gdyz pies
                            szaleje z bólu.
                            3. To juz przyjemnosc, nalezy isc na pieterko i dac 92-letniej babci
                            orgazm, gdyz nigdy go nie miala!
                            Facet po uslyszeniu warunków stwierdzil z przekasem ze
                            jeszcze nie oszalal i juz o nic wiecej nie pytal. Po wypiciu jednak
                            kilku piw i whisky raptem zawolal:
                            - Dawaj ten kufel Tequilli! Po otrzymaniu kufla wypil go
                            duszkiem, zrobil sie purpurowo-czerwony na twarzy, lzy mu pociekly po
                            policzkach, lecz mina mu nie drgnela. Po kilku minutach, gdy doszedl
                            do siebie zapytal belkoczac, gdzie jest ten pies i chwiejnym krokiem
                            wyszedl....
                            W barze zamarlo, gdyz z podwórka slychac bylo przerazajace odglosy,
                            szczekanie, warczenie, wrzaski, lomot i na koniec wycie psa.... I
                            cisza.
                            Kilka osób sie przezegnalo - no zabil go!
                            W tym to momencie wszedl z powrote m do baru. Ubranie mial w
                            strzepach, caly byl podrapany i upackany w odchodach psa. Rozejrzal
                            sie przekrwionym wzrokiem po obecnych i wybelkotal:
                            - No, a teraz gdzie jest ta babcia, która boli zab?"

                            --
                            • 08.04.04, 22:55
                              a ja jeszcze świątecznie o zajączku
                              Przychodzi kuliczek do cukierni i pyta:
                              - Czy jest tort marchewkowy ?
                              Sprzedawca odowiada, że nie ma.
                              Następnego dnia sytuacja się powtarza, więc sprzedawca pomyslał, że zrobi dla
                              kuliczka ten tort. Następnego dnia przychodzi kuliczek:
                              - Czy jest tort marchewkowy?
                              - Jest
                              - I kto wam go kupi ?
                              • 08.04.04, 22:59
                                MAREK MAJEWSKI
                                Słodkie życie

                                Kiedy się wieść rozejdzie, że idą złe czasy,
                                pierwsze, co Polak robi, to cukru zapasy.
                                Pamiętam, jak mnie kiedyś matka niespokojna,
                                bo sąsiadki mówiły, że wybuchnie wojna,
                                wysyłała po cukier na małym rowerku,
                                co przywiozłem, to skrzętnie chowała w kuferku,
                                pięć albo i sześć kilo, bo po dwa dawali,
                                i jużeśmy się wojny światowej nie bali.
                                I oto się historii koło znów zamyka.
                                Jak nie wojna - to Unia. Cukier z półek znika.
                                Rozumiem najuboższych, ale wiem z gazety,
                                że ludzie cukier biorą hurtem - na palety.
                                Na to trzeba mieć auto... I też go w tapczanie
                                nie upchniesz - dom mieć trzeba... Lecz, panowie - panie,
                                my się, że cukru zbraknie, nie musimy martwić,
                                jeszcze wszak trwa rząd partii, co cukier na kartki
                                już raz zrobiła. Teraz mogą to powtórzyć.
                                Czy nie po to chcą rządy, jak się da, wydłużyć?
                                Wszak na tym miał polegać ich cud gospodarczy:
                                Dbać, by ktoś nie miał więcej, to na dłużej starczy.
                                A demokracja mądrych raczej nie wybiera.
                                Na resztę rzeczy kartki będą za Leppera.
    • 15.04.04, 15:06
      Żona informatyka wyprawia imieniny. Mówi do męża:
      - Może byś mi w czymś pomógł?
      - Co mam zrobić?
      - Napisz na torcie: Wszystkiego najlepszego!
      - Nie ma sprawy!
      Mąż poszedł do swojego pokoju. Męczy się 20 minut.
      Wreszcie żona mówi:
      - Jak idzie? Skończyłeś? - Jeszcze nie. Tort nie mieści się do drukarki.


      --
      Rusz się i przebudź swoje szczęście.
      • 19.04.04, 12:03
        Na "Forum dla adminów" ktoś wpadł na ten sam pomysł co my:-)
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10003&w=3102092
        --
        "Tytuł magistra zdobyłem na wydziale zarzondzania"
        • 19.04.04, 12:07
          Niech jakiś wolny radiowóz pojedzie do parku. Lata tam jakaś
          goła baba. Tylko nie pojedźcie, tak jak ostatnio, wszyscy na raz!!!

          Podjedz ul. Poselską, tam jakieś dzieciaki rzucają petardy. Wytłumacz im, gdzie
          mają sobie je wsadzić.

          51, jak będziesz wolny, to podjedź do parku. Tam w krzakach
          jest jakaś para. Podejdź dyskretnie i posłuchaj, czy ta pani mówi, że jej
          dobrze, czy może krzyczy ratunku.

          Jakiejś kobiecie wyrwali dziecko z wózka i bawią się w berka.

          Przyślij mi tu grupę, bo na ulicy leży facet i wygląda, że mu coś strzeliło do
          głowy. Co takiego !? Nie znam się na tym, ale
          wygląda mi to na dwie kule kaliber 9mm.

          Podjedź pod domy towarowe, tam czai się nasza obserwacja i biją ich chuligani.
          Trzeba im pomóc.

          Na placu Zgody stoi czerwony Zaporożec z niemieckimi znakami
          bojowymi, zobacz co to jest.

          - Chciałbym przypomnieć, że nie wolno używać słów przez radiostację!
          - To jak mam mówić?

          Przed chwilą sprzed komisariatu skradziono radiowóz,
          oznakowany. Wygląda tak, jak każdy inny.

          Jakiś nachlany łazi, samochodom w jeździe przeszkadza. Nadaj mu kierunek.

          Ostrobramska przy P.C.O, na pasie zieleni leży. Tu trzeba trójek. ("trójki" -
          3033 - policyjna Nyska do zbierania pijaków,
          zawozi ich do izby wytrzeźwień). Trójki?
          - Tak, zgłaszam się.
          - Podjedz i zabierz leżaczka do Betlejem.
          - No cóż, taki los taksówki bagażowej... :-)

          Jagiellońska 42, mają gwałcić, zdążyła przedzwonić.

          Przy mieszkaniu leży i śpiewa. Może artysta? Sprawdź, czy go
          do izby, czy na festiwal.

          Podjedź, tam jest kolizja i winny jest, ale się nie zgadza, chce policji.
          Przynajmniej za 500. Zobacz tego pana i sprawdź, czy
          ma prawo jazdy. Pisz: 9 kwietnia, ul. Chałubińskiego, 1.5 promila, zabrane
          prawo jazdy i zaraz potem, w maju w Wołominie,
          1.1 promila, zabrane drugie prawo jazdy. Może ma fabrykę?

          - Podaję komunikat za pojazdem: Mercedes pięćsetka, czarny, numer rejestracyjny
          XXXX, tym samochodem porusza się mafia z
          Wołomina.
          - No, no, nie mów tak, oni maja lepszą łączność z nami niż my ze sobą.

          - Podjedź na Wiatraczną , tam jakiejś kobiecinie wybili szybę i sprawcy ponoć
          są w parku i ona ci wskaże.
          - Wiatraczna w penetracji wynik negatywny. Pouczono: do szklarza.

          - Kiedy wreszcie dowieziesz zatrzymanego do prokuratury? Tam czekają już 3
          godziny!
          - Jak tylko pomocnik dowiezie mi benzynę tramwajem.
          - Gdzie stoisz?
          - Nie wiem, nigdy tu nie byłem.

          Przy Belwederskiej jest konkurs na najlepszego policjanta,
          bodajże z ruchu drogowego, tam są próby kierowania ruchem
          i korek się robi straszny.
          --
          "Tytuł magistra zdobyłem na wydziale zarzondzania"
        • 19.04.04, 14:22
          stary.prochazka napisał:

          > Na "Forum dla adminów" ktoś wpadł na ten sam pomysł co my:-)

          Fakt, tylko dużo, dużo wcześniej :)

          --
          Rusz się i przebudź swoje szczęście.
          • 19.04.04, 22:39
            Lekarz ortopeda mówi do pacjenta :
            - Prosze zgiąć kolano.
            - A w którą stronę ?
            • 20.04.04, 10:30
              Dziecko z mamą na wakacjach na wsi. Mama mówi:
              – Spójrz córeczko te owieczki mają dzwonki!
              Córka:
              – A zwykłe czy polifoniczne?

              Wchodzi facet do domu i widzi, jak pakuje się jego dziewczyna.
              – Co robisz kochanie?
              – Odchodzę od ciebie…
              – Ale dlaczego?
              – Bo jesteś pedofilem!!!
              – Mocne słowa jak na dziewięciolatkę…

              Córka woła z kuchni do ojca:
              – Tatusiu! Gdzie jest szmata?
              – Poszła na zakupy.

              --
              Rusz się i przebudź swoje szczęście.
              • 20.04.04, 12:37

                02:00 w nocy - do drzwi Giertycha puka narąbany jak bela gość -
                Roman otwiera .. - słucham pana , czego pan chce o tak późnej porze?!
                - chccęę wstąpić do LIGI POLSKICH RODZIN i to od zaraz - chwiejnym głosem
                zakomunikował ..
                - panie jest druga w nocy, przyjdz pan jutro rano do biura poselskiego, to się
                pan zapiszesz, przynieś pan zdjęcie i nie będzie problemu, ale nie o drugiej w
                nocy
                - nie ma mowy ja chcę teraz i już, od zaraz - zdjęcie mam przy sobie...
                - nie no ale panie daj pan spokój - tłumaczy się przewodniczacy - nie mam w
                domu druków, pieczątek itd.; przyjdz pan do biura
                - nie ruszę się stąd, do rana będę stał a zostanę członkiem LPR...
                Przekomarzał się tak bitą godzinę. Roman zmiękł, wyciągnął z szafki wszystkie
                niezbędne dokumenty - gość je wypełnił, otrzymał legitymację i zadowolony jak
                dziecko już miał iść do domu. Przewodniczący jednak zatrzymał go i pyta gościa,
                dlaczego mu tak zależało na wstąpieniu w szeregi LPR...
                - a bo panie to było tak: Wróciłem wcześniej z delegacji, wchodzę do domu,
                patrzę a tu żona na środku pokoju bzyka się z sąsiadem; wchodzę do pokoju
                córki, a ta ostro zabawia się z dwoma facetami na raz; wpadam do pokoju syna, a
                ten w najlepsze ze swoim kolegą z ławki ... ...stanąłem na środku pokoju i
                wrzasnąłem na całe gardło:
                -TO JA WAM KURWA TERAZ WSTYDU NAROBIĘ!

                --
                "Tytuł magistra zdobyłem na wydziale zarzondzania"
    • 20.04.04, 16:27
      Facet postanawia unieszkodliwić swoją teściową, udaje się więc do sklepu po
      jakieś drapieżne zwierzę. Niestety, są jedynie reagujące na polecenia pelikany,
      ale sprzedawca zapewnia, ze ptaki są w stanie zadziobać starszą panią w kilka
      sekund. Facet decyduje się na zakup dwóch sztuk. Po powrocie do domu nadchodzi
      czas próby:
      – Pelikany na stół! – pelikany rozwalają stolik w pył.
      Facet, wniebowzięty, mówi dalej:
      – Pelikany na krzesło! – ptaki rozdziobują krzesło w drobny mak.
      Nagle wchodzi teściowa i od progu wola:
      – A na ch… ci pelikany!


      --
      Rusz się i przebudź swoje szczęście.
    • 20.04.04, 16:29
      Bacę zaproszono w karnawale na bal przebierańców. Pytają się go znajomi, za co
      się przebierze.
      – A za łoscypka.
      – A jak to będzie, baco, za oscypka?
      – A siedne se w kąciku i bede śmierdzioł.


      --
      Rusz się i przebudź swoje szczęście.
    • 21.04.04, 11:02



      --
      Rusz się i przebudź swoje szczęście.
      • 21.04.04, 11:03

        Nie możesz pić piwa, wina ani wódki, więc odpadają ci wszystkie związane
        z tym przyjemności: paw, lanie pod budką, knajpy z towarzystwem zalanym
        w trzy dupy, udane zakrapiane imprezy, sex po pijaku z pierwszą poznaną
        dziewczyną, ucieczka po wytrzezwieniu itd.
        W TV widzisz tylko meczety i duchownych gadających od rzeczy, żadnej
        piłki nożnej, golfa, tenisa, wyścigow Formuły 1 itp.
        Nie możesz sobie w ogrodku postawić grilla z pieczenią wieprzową
        doprawioną na ostro, nie wspominając o baterii butelek piwa wokół (patrz
        pkt.1).
        Nie możesz w weekend urwać się na ryby, bo co za idiota usiłowałby
        złowić coś w odległej o 100 km oazie?
        Zamiast porządnych garniturów lub luzackich jeansow musisz ubierać się w
        szarą szmatę od stóp do glów, a łeb owijać drugą.
        Jesz tylko jedną reką, bo druga służy do podcierania (jakby życie nie
        było dość skomplikowane, to jeszcze brak papieru toaletowego).
        Karaluchy po obiedzie u sąsiada pędzą na deser prosto do ciebie, bo nie
        ma ani drzwi ani szyb w oknach.
        Sprobuj się zabawić przy tej muzyce.
        Chcesz sobie dłużej pospać, a tu codziennie o 5 rano zza okna muezzin
        drze pysk, że pora na poranną modlitwę.
        Kobiety chodzą zakutane od góry do dołu w szmaty i za żadną się nie
        obejrzysz, nie mowiąc o braku tak banalnej przyjemności jak rozebrane na
        maxa panienki na basenie miejskim.
        Narzeczoną wybrał ci ktoś inny i na dodatek ona śmierdzi jak twój osioł,
        więc w rezultacie nie wiesz, co pieprzysz w ciemnościach.
        Nie możesz ogolić się rano gwiżdżac jak skowronek, po czym wziąć
        prysznica, wiec śmierdzisz jak wielbłąd, z którym dzielisz izbę.
        Twoja żona tez nie moze się ogolić ani wziąć prysznica, więc także
        śmierdzi (jak dwa wielblady), a szczegolnie denerwujące są roje
        znarkotyzowanych much, latających za nią systematycznie co miesiąc.
        Wielbłąd odmowił posłuszeństwa 300 km od najbliższej oazy, więc żona
        musiała cię nieść całą drogę, po czym też odmowiła posłuszeństwa i
        odziedziczyłeś po niej cały rój much, więc się nie możesz wyspać...
        Druga żona, którą znów wybrał ci ktoś inny, po rozpakowaniu okazała się
        cierpiacą na ostry syndrom niedopchnięcia 70-latką, na dodatek do
        złudzenia przypominającą kozę sąsiada..

        A nagle ktoś przychodzi, wręcza ci pakunek i mówi, że jak pociągniesz za
        ten sznureczek, to wszystko się nagle zmieni!!!!!!

        --
        Rusz się i przebudź swoje szczęście.
      • 21.04.04, 11:20
        altu napisała:

        >
        >
        >

        Ten z 11:02 zdecydowanie najlepszy w kategroii "trzymanie słuchacza w
        niepewności" :-)))

        --
        Madonna z Ząbkowskiej
        • 21.04.04, 12:43
          cha cha cha
          cha

          --
          Rusz się i przebudź swoje szczęście.
          • 21.04.04, 13:27
            Hm, wyczuwam kąśliwą ironię w śmiechu Szanownej Koleżanki...
            ;-)

            --
            zwalczaj szkodniki zbożowo-mączne!
            • 23.04.04, 22:48
              altu - zaczytałam sie , dobry kawałek horroru :) haha
              • 28.04.04, 07:27
                Niemowa chce kupic szczoteczke do zebów. Wchodzi do sklepu, wyszczerza
                zeby i wykonuje ruchy imitujace mycie zebów. Sprzedawcy udaje sie go
                zrozumiec i sprzedaje mu szczoteczke. Nastepnie do sklepu wchodzi slepiec,
                który chcialby kupic okulary sloneczne. Jak powinien to wyrazic zeby
                sprzedawca go zrozumial?



                Najpierw sie zastanów, a potem przeczytaj odpowiedz - ponizej.















































































                Powinien powiedziec: "Poprosze okulary sloneczne".

                --
                "Tytuł magistra zdobyłem na wydziale zarzondzania"
                • 28.04.04, 12:49
                  www.gadu-gadu.blog.pl/
                  Abdul (23:06)
                  yo
                  Abdul (23:06)
                  spisali mnie
                  Abdul (23:06)
                  w Wielki Piątek
                  Abdul (23:06)
                  za picie piwa
                  Abdul (23:06)
                  nic sie nie dało zrobić
                  Jon Krazov (23:06)
                  bueehehe
                  Abdul (23:06)
                  bo byli z wezwania
                  Abdul (23:06)
                  jakaś głupia dewotka
                  Abdul (23:07)
                  wypilismy wtedy jedno
                  Abdul (23:07)
                  potem przenieslismy sie na inną ławke
                  Jon Krazov (23:07)
                  pech, stary
                  Abdul (23:07)
                  i zaczelismy nastepne pić
                  Abdul (23:07)
                  wsumie wypiłem 4 mocne
                  Abdul (23:07)
                  jednym duszkiem
                  Abdul (23:07)
                  :/
                  Abdul (23:07)
                  to skonczyło sie tak ze zapierdalalismy na rynek nie wiem czemu jak sie jest
                  potchnielonym to tak sie idzie
                  Abdul (23:07)
                  potem spiewalismy
                  Abdul (23:07)
                  nie wiem ci
                  Abdul (23:07)
                  potem znalazlem sie w domu
                  Abdul (23:07)
                  ehhh stary
                  Abdul (23:08)
                  a rano 100 zl
                  Jon Krazov (23:08)
                  ty to masz życie

                  ;-)
                  --
                  • 30.04.04, 00:41
                    w zasadzie to to nie jest żarcik ale też warte uwagi:najdłuższy wyraz po
                    niemiecku(kolejny bo już kilka ich było):
                    "das Rindfleischetikettierungsüberwachungsaufgabenübertragungsgesetz"
                    czyli
                    "Ustawa o przekazywaniu obowiązków nadzoru znakowania mięsa wołowego"
                    (jak policzyłem, 63 literki)
                    znalezione na petrus.blog.pl:)
                    ja osobiście znałem jeszcze "(Nieder)Donaudampfschiffsfahrtgesselchaftbeamter"
                    co znaczy
                    pracownik firmy zajmującej się wycieczkami statkami parowymi po Dunaju
                    a żeby było śmieszniej, nauczyłem się tego z podręcznika do angielskiego:)
                    --
                    "Jak powstają twoje teksty, gdy mnie ktoś tak spyta..."
                    • 30.04.04, 08:44
                      stary.prochazka napisał:

                      > "(Nieder)Donaudampfschiffsfahrtgesselchaftbeamter"
                      > co znaczy
                      > pracownik firmy zajmującej się wycieczkami statkami parowymi po Dunaju

                      A razem z nawiasem, to chyba po dolnym Dunaju?

                      --
                      Zapraszamy do Pruszkowa!
                      • 30.04.04, 16:55
                        tak, można to jescze trochę rozbudować np. "Burobeamter"
                        albo "Aktiengesselschaft" albo "Reisedampfschiff":-)
                        --
                        Europa znana i nieznana
                        • 03.05.04, 18:53
                          www.bbc.co.uk/radio4/discover/archive_column/23.shtml
                          That was "mamihlapinatapai" - and you couldn't handle it. So, have you ever
                          been there?

                          It takes 27 words in our language to express those eight lilting syllables. To
                          actually do it takes a single glance, but it's in that moment that lives can
                          change. It's at the heart of every drama; it's in every episode of a soap but
                          the Greeks didn't have a word for it - the Yaghan Indians of Tierra del Fuego
                          did:

                          Mamihlapinatapai: To look at each other, each hoping the other will offer to do
                          something which both parties much desire done but which neither is willing to
                          do.


    • 04.05.04, 15:03
      Wchodzi biały facet do sauny i tak siedzi i sobie myśli: „Kurde, jak ja dawno
      nie paliłem, oj, ale bym sobie zajarał bacika!” No, ale nie ma trawy, więc
      siedzi dalej, siedzi i znowu myśli: „Boże, jak ja bym sobie zapalił, no chociaż
      maleńką dupkę”. No, ale nie ma trawy więc siedzi i tak sobie myśli. Po pół
      godzinie, kiedy facet już się nieźle nakręcił, do sauny wchodzi Murzyn w
      dreadach, siada po drugiej stronie i ostentacyjnie wyjmuje 10-gramowego wora i
      zaczyna skręcać. Na to białas się podniecił: „Ja pitolę, ale sobie zapalę, ale
      sobie zapalę”. Podchodzi do Murzyna i mówi:
      – Yo, stary! Wiesz jak dawno nie paliłem? Chyba z rok! Poratuj kolegę w
      potrzebie! Daj ściągnąć trochę!
      Na to Murzyn:
      – Yo, no spoko, ale wiesz… 100 dolców od macha.
      – Co, kurde?!!! 100 dolarów?! Pogięło cię?!
      – Nie, stary, to jest taki dobry towar, że nawet sobie nie wyobrażasz, jakie
      będziesz miał schizy!
      Facet sobie myśli: „A walić to, mam trochę kasy i muszę sobie zajarać!”
      Zapłacił więc Murzynowi 100 dolarów i ściągnął z bata taką chmurę, jaką tylko
      mógł. Siedzi i nic…
      – Ej stary, ale żeś mnie zrobił w konia, nic mnie nie wzięło!
      – Bo to jest taki towar, co dopiero po czwartym, piątym razie łapie!
      Białas wkurzony, ale myśli sobie: „Zapłaciłem mu już 100 dolców, nie może się
      zmarnować”. Rzucił więc jeszcze 500 i ściągnął 5 porządnych buchów pod rząd.
      Usiadł i znowu nic…
      – Ty fiucie, zapłaciłem ci 600 zielonych za taki szajs!!!
      Murzyn zaczął się śmiać, zwinął manatki i zaczął nawiewać. Biały za nim. Murzyn
      ucieka po korytarzach, biały za nim. Murzyn wsiadł do windy. Biały nie zdążył,
      wbiega więc po schodach, zjeżdża po poręczy. Zjechał na dół, Murzyn akurat
      wysiadł z windy i ucieka na zewnątrz. Wsiadł do taksówki i odjechał. No to
      biały za nim w drugą i w pościg. Ścigają się tak po całym mieście. Wreszcie
      Murzyn wysiada i wbiega w sam środek centrum handlowego, biały za nim. Goniąc
      się zdemolowali kilka stoisk. Murzyn ucieka pod górę po schodach ruchomych
      jadących w dół. Biały za nim. Murzyn wbiegł na najwyższe piętro, biały za nim.
      Murzyn po drabinie na dach, biały za nim. Skaczą po dachach z budynku na
      budynek, wreszcie zbiegają z któregoś po schodach i gonią się po ulicy.
      Dobiegają do portu, Murzyn wskakuje w motorówkę i w morze. Biały dosiada
      skutera i za nim. Gonią się tak, aż zabrakło im benzyny. Wreszcie Murzyn skacze
      do wody i płynie wpław, biały za nim. Dopłynął do brzegu uniknąwszy rekinów i
      ucieka dalej. Murzyn wpada na lotnisko, biały za nim. Przedarł się przez
      ochronę i wskoczył do startującego samolotu. Gonią się po jumbojetcie, wreszcie
      Murzyn dorywa spadochron i wyskakuje, biały za nim. Lądują na bazarze, Murzyn
      kroi ze stoiska deskorolkę i w długą, biały zabiera rolki i za nim. Gonią się
      tak, że aż zainteresowała się nimi policja konna. Wreszcie Murzyn się wkurzył,
      bo za wolno na tej desce jechał, i wyrywa jakiemuś szczylowi rower, biały
      zabiera drugiemu i za Murzynem. Gonią się tak, aż wreszcie zgubili policję i
      wjechali do lasu. Murzyn, bardziej wytrzymały, pedałuje na rowerze, a biały
      został w tyle i zgubił Murzyna. I nagle zachciało mu się srać. Myśli: „Ale
      postawię sobie kloca” i zszedł z drogi za krzak, oparł rower o drzewo, ściągnął
      gacie, wypiął się i sra… Nagle czuje silny uścisk czarnej dłoni na ramieniu i
      słyszy:
      – Ej, koleś! Ale w saunie to się nie sra!


      --
      Rusz się i przebudź swoje szczęście.
      • 08.05.04, 19:59
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=72&w=12408096
        Łowcy krzeseł - gdy autobus się zatrzyma i otworzy drzwi, Ty nawet nie zdążysz
        sobie tego uświadomić, a ona już siedzi.

        Babcie-akrobatki - widząc wolne krzesło po drugiej stronie autobusu w cudowny
        sposób odzyskuje mobilność, wrzuca laskę pod pachę i biegnie do krzesła co sił
        w nogach.
        Są jeszcze babcie alpinistki, które wspinają się po stopniach autobusu,
        lub tramwaju. Najbardziej śmieszne są gdy wspinają się w pierwszych
        drzwiach U bota, po czym idą kawałek, pokonują następne schodki i
        siadają na niskim poziomie:-) Inne ambitne muszą wleźć do Mana albo
        odkurzacza tylnimi drzwiami i z wielkim trudem wspiąć się na siedzenia
        na końcu busa, mimo że z przodu mają niską podłogę.

        Borostwory - ogromne babcie w futrzanych płaszczach zajmujące z reguły 1,5 - 2
        miejsc siedzących.
        A niejako przeciwieństwem borostworów zajmujących dwa miejsca są babcie
        towarzyskie, które koniecznie muszą zmieścić się koło osoby siedzącej
        w Manie na tzw. "półtoraku". Bardzo ciekawa jest obserwacja jak one
        próbują tam usiąść;-) Najpierw siadają bokiem na samym brzegu, potem
        powoli wykonują obrót o 90o i wtedy dociskają drugą osobę do okna. W
        przypadku siedzenia na podeście cały czas trwa walka o utrzymanie dupy
        na miejscu podczas zakrętów;-)

        Babcie-wilki - atakują wataha, ich szczekanie rozlega się na cały autobus i
        wygryzają każdego z ich siedzeń

        Babcie LOKOMOTYWY - jak siedzisz w autobusie, staja nad Tobą i zaczynają
        sapać. Niektóre sapią tak intensywnie, ze czujesz co jadła kilka godzin temu...
        Szczególną odmianą jest babcia Lord Vader. Sapie w szczególnie niemiły,
        metaliczny sposób. Człowiek tylko czeka na moment kiedy zadupi go
        posługując się ciemną stroną mocy;-)

        Babcie ankieterki - na kilka przystanków przed ich docelowym przepytują ludzi,
        kto kiedy wysiada i starają się odpowiednio ustawić wszystkich w przejściu.

        Re: RODZAJE BABĆ W TRANSPORCIE PUBLICZNYM IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
        Gość: ceglar 05.05.2004 22:56 odpowiedz na list odpowiedz cytując

        no a ja sie spotkalem z babcia silent killerem!!! widzac mnie siedzacego na
        fotelu tramwajowym, a zmeczon zem byl po calym dniu pracy padlbym na twarz
        stojac... otoz najpierw zaczela sie propaganda w autobusie,. babcia chodzila od
        babci do babci i cos im szeptala, nagabywala, ...z podejrzana mina patrzac
        wziaz na biednego mnie...i nagle nastapil atak...zostalem zabity wzrokiem calej
        zindoktrynowanej grupy babc...

        Re: RODZAJE BABĆ W TRANSPORCIE PUBLICZNYM IP: *.wro.vectranet.pl /
        213.199.196.*
        Gość: Rafis 05.05.2004 23:14 odpowiedz na list odpowiedz cytując

        a babcia taran?
        Mozliwe, z ejest to mutacja jednego z powyzszych rodzajów, która ujawnia sie w
        tłumie.
        Widzac jedno wolne miejsce w autobusie, który jest kompletnie załadowany tak ze
        nawet dla stojacych miejsca brak babcia wystawia głowe do przodu i bez
        jakichkolwiek sygnałów dzwiekowych kieruje sie do miejsca docelowego(krzesła)
        rozpychajac głową nieswiadomych pasazerów.

        Jest jeszcze babcia rozmowna, która z kazdym znajdzie temat na rozmowe.
        Oczywiscie najbardziej pasuja jej tematy przebytych chorób, operacji i
        zazywanych lekarstw.

        --
        Europa znana i nieznana
        • 08.05.04, 20:02
          1. odpal google.pl
          2. wpisz wyraz "kretyn"
          3. wcisnij szukaj
          4. spojrzyj na 3 wynik szukania
          --
          "Jak powstają twoje teksty, gdy mnie ktoś tak spyta..."
          • 10.05.04, 10:32
            W rocznicę rewolucji październikowej władze radzieckiego miasta porozwieszały
            plakaty z napisem: „45. rocznica rewolucji!” Pewien młody opozycjonista dopisał
            na jednym: „I chwac’it!” Niestety, został pojmany przez służbę bezpieczeństwa.
            W czasie przesłuchania tajniak pyta go:
            – Skolko wam liet?
            – Dwadcat’ adin.
            – I chwac’it!

            --
            Rusz się i przebudź swoje szczęście.
    • 12.05.04, 15:24
      Słownictwo wprawdzie niewyszukane, ale całość bardzo mi się podoba:

      - Halo, czy to pralnia?
      - Sralnia, ku***, a nie pralnia! Tu Ministerstwo Kultury, kut**** jeb*** jeden!

      --
      Zapraszamy do Pruszkowa!
    • 13.05.04, 15:24
      Pewnemu profesorowi matematyki zepsuł się kaloryfer. Nie wiedział, jak to
      naprawić, więc wezwał hydraulika. Ten chwilę postukał i naprawił. Profesor, jak
      się dowiedział ile ma zapłacić, mina mu zrzedła.
      – Panie majster. Dlaczego to tyle kosztuje?
      – To jest dużo?
      – To pół mojej pensji.
      – Gdzie pan pracuje?
      – Jestem pracownikiem naukowym na wydziale matematyki.
      – Panie, przyjdź pan do nas. Tygodniowy kurs i naprawia pan kaloryfery. Tylko
      nie przyznawaj się pan do wykształcenia. Skończył pan 7 klasę i nic więcej. U
      nas tylko takich przyjmują.
      Profesor poszedł na kurs i zaczął pracować. Po roku szefostwo zarządziło
      podnoszenie kwalifikacji i wszyscy musieli skończyć podstawówkę. Na pierwszej
      lekcji matematyki profesor został przywołany do tablicy. Kazano mu napisać wzór
      na pole koła. Niestety jak na złość zapomniał go. Wyprowadza więc go. Pisze,
      pisze i ma wynik: P = pi × r^2. Błąd, pole nie może być ujemne. Sprawdza
      obliczenia, wszystko dobrze. Odsuwa się od tablicy a z sali słychać szepty
      kolegów:
      – Zmień granicę całkowania...

      --
      Rusz się i przebudź swoje szczęście.
    • 13.05.04, 15:24
      Przychodzi pijany student na egzamin z matematyki i się pyta, czy może zdawać.
      Egzaminator był litościwy, więc stwierdził, że może. Na rozgrzewkę kazał
      studentowi narysować sinusoidę. Student wziął kredę, podszedł do tablicy i
      narysował piękną sinusoidę. Egzaminator powiedział:
      – No widzi pan? Jednak pan umie!
      Na to student:
      – Niech pan poczeka, to dopiero układ współrzędnych!

      --
      Rusz się i przebudź swoje szczęście.
      • 14.05.04, 01:33
        Żarcik absolutnie przepiękny :-)
        Pozwolisz, Altu, że roześlę w różne miejsca Polski?

        Pozdrawiam
        cat_s
        --
        "There is nothing such as free lunch"
      • 14.05.04, 08:49
        Pięęękne...

        O rany, jak ja sobie przypomnę moje dwa egzaminy z matematyki na pierwszym
        roku... Niby wiadomo było, jakie zagadnienia i w jakim zakresie trzeba sobie
        przygotować, ale ponieważ wykłady były nudne jak flaki z olejem, o morderczych
        porach (w drugim semestrze piątek o 8:00 trzy godziny pod rząd - przyszedłem na
        pierwszy i... zasnąłem) i prowadzone w sposób, hm, mamroczący przez pewnego
        doktora, mało kto miał z nich dobre notatki.

        Na szczęście, na drugim semestrze był również wykład obieralny z matematyki
        wyższej z przemiłym starszym profesorem. Mimo, że wykład był jeszcze głupszy,
        zaliczało się go z notatkami i - oczywiście - pomocą kolegów. Matematyka wyższa
        przeżywała więc oblężenie, zwłaszcza, że profesor miał moc zaliczania również
        matematyki niższej - kazał "przygotować", czyli de facto wyuczyć się na pamięć
        zadań z ostatniego egzaminu i trójczynę miało się murowaną...

        Ech, wspomnienia... :-)

        --
        Bardzo proszę pamiętać, że ja byłem przeciw.
        /A. Słonimski/
        • 14.05.04, 15:52
          a jaka jest różnica między matematyką wyższą a niższą tzn. co jest niższe a co
          wyższe?Bo ja swoją edukację skończyłem na logarytmach i uważam to (jak dla
          mnie) za bardzo wysoką matematykę:)
          przepraszam, jestem tylko humanistą;-)
          --
          "Nie ma z dżemem.Ze smalcem są piuree..."
          • 14.05.04, 16:03
            Wyższa matematyka zaczyna się chyba od zmiany granic całkowania... tak by
            wynikało z jednego z wcześniejszych postów ;-)
            --
            "There is nothing such as free lunch"
            • 18.05.04, 08:30
              Wykłady z matematyki wyższej charakteryzują się tym, że w chwili obecnej nie
              potrafię powiedzieć absolutnie nic na temat tego, czego byłem na nich uczony
              przez cały semestr. W przeciwieństwie do matematyki niższej, z której majaczy
              mi kilka haseł typu: całkowanie (pojedyncze, podwójne, potrójne i po
              powierzchni zamkniętej czy coś takiego), różniczkowanie, funkcje
              trygonometryczne, geometria przestrzenna, równania różniczkowe, itd., ale w
              chwili obecnej żadnego z nich nie potrafiłbym zastosować w praktyce (no, może
              oprócz prostej całki albo różniczki).

              Przyczym całkowania nie należy mylić z całowaniem. To dwie rzeczy o krańcowo
              różnym ładunku emocjonalnym, choć znam takich, którzy lubią i jedno, i drugie.

              --
              ślimaki dwa
    • 14.05.04, 16:32
      Jak radzić sobie w pracy - kilka istotnych uwag

      Reguła Planera:

      Jeśli zrobisz wyjątek, to następnym razem to będzie już uważane za twój
      obowiązek.

      Prawo Slousa:

      Jeśli wykonujesz robotę zbyt dobrze, to już się od niej nie odczepisz.

      Franco prawo miejsca pracy:

      Jeśli to, co robisz sprawia Ci przyjemność, to najpewniej partaczysz.

      Larsona zasada biurokratyczna:

      Dokonaj czegoś niemożliwego, a szef zaliczy to do twoich obowiązków.

      Pierwsza pułapka geniusza:

      Żaden szef nie będzie trzymać pracownika, który ma zawsze rację.

      Prawo Clyde'a:

      Im dłużej zwlekasz z tym, co masz do zrobienia, tym większa szansa, że
      ktoś Cię wyręczy.

      Prawo Darwina:

      Szczęśliwym praca nie idzie.

      Achesona reguła biurokracji:

      Raport ma służyć nie poinformowaniu czytelnika, lecz ochronie autora.

      Roberta reguła administracji:

      Tytuły przeważają nad osiągnięciami.

      Prawo Wilsona:

      Ranga osoby jest odwrotnie proporcjonalna do szybkości mowy.

      Prawo Mosleya:

      Poczynania szefów oparte są na micie, ze przyszły rozwój organizacji
      zrekompensuje dawne niedoróbki.

      Trzecie prawo wydajności:

      Kiedy szefowie mówią o polepszeniu wydajnoci, nigdy nie maja na myli
      siebie.

      Prawo Chapmana:

      Nie będę niezastąpiony. Ludzie niezastąpieni nie awansują.

      Prawo Owena:

      Jeśli jesteś dobry, to cala robota zwali się na ciebie. Jeśli jesteś
      naprawdę dobry, to nie dopuścisz do tego.

      Prawo tytulatury p.o. dyrektora odpowiedzialnego:

      Im dłuższy tytuł tym mniej ważna praca.

      Aksjomat Adlera:

      Język jest tym, co odróżnia nas od niższych zwierząt i od urzędników.

      Prawo Coblitza:

      Każda komisja jest w stanie podjąć decyzję głupszą niż którykolwiek z jej
      członków.

      Prawo Niesa:

      Energia zużywana przez biurokracje na obronę błędu jest wprost
      proporcjonalna do jego wielkości.

      Phillipa prawo procedur komisyjnych:

      Łatwe do przeprowadzenia są tylko zmiany na gorsze.

      Prawo Petersona:

      Nigdy nie opóźniaj końca narady, ani początku przerwy obiadowej.

      Chapmana reguły komisyjne:

      Nigdy nie zjawiaj się na czas, bo będziesz musiał zaczynać.
      Nie odzywaj się do połowy posiedzenia, a zyskasz opinię człowieka
      inteligentnego.
      Bądź tak mało konkretny, jak to tylko możliwe; dzięki temu nikogo nie
      urazisz.
      Kiedy masz wątpliwości - zaproponuj powołanie podkomisji.
      Pierwszy wystąp z wnioskiem o przełożenie obrad; zyskasz popularność,
      gdyż wszyscy na to czekają.

      Prawo Wolińskiego:

      Praca w zespole polega na tym, że przez połowę czasu trzeba tłumaczyć
      innym, że są w błędzie.

      --
      cała prawda o "Pruszkowie"
      • 17.05.04, 20:35
        1. W urzedach pocztowych znajduja sie specjalne druki o nastepujacej
        tresci:
        Cel Radio Maryja Dar dla Radia Maryja w Toruniu Bank pocztowy SA
        pierwszy oddzial w Toruniu 131263-61580-27006-100-0/0

        2. Wypelniamy druk i wysylamy na rzecz Radia Maryja 1 grosz. W
        urzedzie moga nie chciec przyjac jednego grosza, ale wtedy trzeba sie
        klócic, bo pocztowcy nie maja prawa odmówic przyjecia naszego wsparcia
        na rzecz naszej ulubionej stacji.

        3. Za nami staje nasz kolega i tez wplaca 1 grosz. Uwaga: nie placimy nic
        za przekaz, poniewaz placi za niego odbiorca - taka jest umowa radia z
        poczta.

        4. Za nim staje nasz trzeci kolega i równiez wplaca grosz.

        5. Nastepnie znowu my wplacamy 1 grosz i tak w kólko.

        6. Wysylam w sumie 120 groszy, trzy razy (w sumie 360 groszy, czyli 3,6 PLN).

        7. Operacja ma sens. Za kazdy z przekazów Radio Maryja placi poczcie
        oplate pocztowa (ok. 3,6 zl). 3,6 x 360 to 1296 zl oplaty pocztowej
        zaplaconej przez radio.

        8. 1296 zl odjac wplacone przez nas 3,6 zl daje 1292,4 zl ujemnego 'wsparcia'
        dla rozglosni.

        9. Wplacac pieniadze na rzecz radia moga równiez niewierzacy
        --
        "Jak powstają twoje teksty, gdy mnie ktoś tak spyta..."
        • 18.05.04, 23:35
          Przeklejam z FH, ale uważam, że jest świetny i na to zasługuje:

          Jedzie gość ciężarówką, przed nim wiadukt. Ciężarówka niestety nie zmieściła
          się i utknęła pod wiaduktem. Typ nie wie za bardzo co tu zrobić - dzwoni na
          policję. Po jakimś czasie przyjeżdża radiowóz, wysiada policjant, obchodzi
          ciężarówke wkoło 3 razy, przygląda się jakiś czas, po czym mówi:
          -No i co? Ugrzężliśmy?
          Na co kierowca:
          -Nie, kurwa wiozłem most i mi benzyny zabrakło!

          pzdr :-)

          P.S.
          Prawa i reguły z przedostatniego postu Prochazki - prześwietne.
          Moje ulubione - Owena ;-)
          --
          "There is nothing such as free lunch"
    • 27.05.04, 12:51
      Przed egzaminem maturalnym z geografii Renata Beger dzwoni
      do Danuty Hojarskiej i pyta:
      "Danka, już mi się wszystko pomieszało. Jak się pisze: "Iran" czy "Irak"?"


      --
      Rusz się i przebudź swoje szczęście.

      Kolejny rozłam na forum :)
      --
    • 27.05.04, 12:52
      przychodzi blondynka do miesnego i pyta:
      - jak nazywa sie taki ptak, co ma duzy czerwony dziob, dlugie czerwone
      nogi i je zaby?
      - bociek.
      - oooo o to to. pół kilo boćku prosze.

      --
      Rusz się i przebudź swoje szczęście.

      Kolejny rozłam na forum :)
      --
      • 27.05.04, 16:49
        Przychodzi kobieta do domu i mowi do swojego meza:
        Od dzisiaj bedzie emancypacja. Ja pracuje, laze do knajp i siedze caly wieczor
        przed TV, a ty zajmujesz sie domem. Jezeli masz cos przeciwko, to nie chce cie
        widziec na oczy!
        No i nie widziala go jeden dzien, drugi, trzeci a czwartego... opuchlizna spod
        oczu ustapila.

        --
        "There is nothing such as free lunch"
        • 30.05.04, 23:24

          Przychodzi mała dziewczynka do sklepu zoologicznego.
          -Poplose tego pięknego klólicka z wystawy.
          -Tego czarnego? A może wolisz białego albo brązowego?
          -Plose pana, mojego pytona pieldoli jakiego on jest kololu...
          ________________________________________________________________________________

          - No to teraz wyjmiemy karteczki i piszemy klasówkę.
          Na to Jasiu:
          - Ja ci dam stara kurwo klasówkę, jak ci przypierdolę to zobaczysz!.
          Pani z płaczem poleciała do dyrektora
          - Panie dyrektorze! Chciałam zrobić klasówkę, a Jasiu powiedział ze mi
          przypierdoli...
          - Taki mały, rudy?
          - Tak
          - Taki z dużym nosem?
          - Tak panie dyrektorze
          - Ooo! Ten to potrafi przyjebać..!

          ________________________________________________________________________________

          Siedzi facet nad rzeka i łowi ryby.
          Słyszy najpierw cicho, potem coraz głośniej niosący się po wodzie i
          ciągle
          powtarzający okrzyk "PIERDOL SIĘ!".
          Po chwili widzi płynący kajak.
          W kajaku siedzi gość i ostro wiosłuje. Z bliska widać, ze nie używa
          wioseł, ale dwóch wielkich patelni. Wędkarz myśli, myśli, a potem
          krzyczy do niego:
          - Panie, a nie łatwiej byłoby wiosłami???
          - PIERDOL SIĘ!

          ________________________________________________________________________________

          Leci facet w samolocie, zaś obok niego siedzi papuga, strasznie
          pyskata.
          W pewnym momencie facet dzwoni po stewardesę. Na pytanie co podać
          pasażer
          mówi:
          - kawę poprosiłbym
          - A dla mnie stara cioto pepsi tylko - wykrzykuje papuga do tejże
          stewardessy Stewardessa przyniosła pepsi dla papugi lecz zapomniała o
          kawie dla pasażera obok.
          Więc ponownie poprosił ja o kawę. Papuga w międzyczasie wyżłopała
          swoją
          Pepsi i klasycznie dorzuciła stewardessie:
          - A dla mnie, stara cioto, przynieś następną Pepsi.
          Sytuacja taka powtórzyła się kilka razy, w końcu facet nie wytrzymał i
          przyjął taktykę papugi, zadzwonił po stewardessę - wykrzyczał do niej:

          - Daj mi stara cioto kawę !!!
          Tego stewardessa nie zdzierżyła poszła po pilota i razem z pilotem
          wypieprzyli faceta z samolotu razem z papugą. Lecą tak oboje na dół i
          papuga mówi:
          - No kurwa jak na kogoś kto nie umie fruwać to masz tupet
          ________________________________________________________________________________

          Przychodzi baba do lekarza. Lekarz po zbadaniu baby orzeka: - pani dni

          policzone. Baba na to:
          - panie doktorze może pan coś mi przepisze.
          - Dobrze, zapiszę pani kąpiele błotne.
          - Panie doktorze, a czy to pomoże?
          - Nie, ale pani do ziemi się przyzwyczai
          ________________________________________________________________________________

          Trzej Polacy wrócili z Ameryki po kilku miesiącach pracy. Przed
          spotkaniem
          z żonami postanowili iść do lekarza przebadać się, bo to nigdy nie
          wiadomo
          co człowiek złapie na
          obczyźnie.
          Wszedł pierwszy. Nie ma go pół godziny, w końcu wychodzi załamany.
          - No i co lekarz powiedział? - pytają koledzy.
          - AIDS!
          Wchodzi drugi, znowu go długo nie ma. Wychodzi załamany.
          - No i co?
          - AIDS!
          Wchodzi trzeci. Nie ma go jeszcze dłużej. Nagle wybiega uradowany:
          - Kiła! Kiłeczka! Kiłunia!!
          ________________________________________________________________________________



          --
          cała prawda o "Pruszkowie"
          • 03.06.04, 13:05
            Przychodzi do Jasia kolega, patrzy a tam gra Sampras z Kafelnikowem przy
            pełnych trybunach. Pyta: - Skąd się to wszystko u ciebie wzięło?
            Jaś odpowiada: - Ostatnio złapałem złotą rybkę, która powiedziała, że spełni
            jedno życzenie. Mogę ci ją dać, tylko uważaj bo ona jest trochę przygłucha.
            Kolega Jasia zabrał ją do domu i poprosił o górę złota. Jednak rybka dała mu...
            górę błota. Wściekły przychodzi do Jasia i mówi:
            -Rzeczywiście, rybka jest głucha.
            Jaś, słysząc to, odpowiada: - A ty myślisz, że ja chciałem mieć wielki tenis?

            --
            "Towaju nie będzie, tjaktoj sie zepsuł"
            • 08.06.04, 14:13
              -Co mówi prawdziwy mężczyzna, kiedy kończy?
              -"Andrzej, błagam!Andrzej, pomóż!"
              --
              "O bulwa, jaki ziemniak!"
              • 08.06.04, 18:00
                Edzio po latach spotyka kolegę.
                - Co u ciebie słychać ?
                - Wkurzony jestem. Wyobraź sobie na ulicy jakiś palant wyzwał mnie od
                homoseksualistów.
                - I co zrobiłeś?
                Jak to co? Pudrem po oczach i torebką w łeb
                chama.

                Spotykają się trzy koleżanki. Plotkują. Rozmowa przeniosła się na tematy
                intymne. Pierwsza mówi : "Wiecie , że mój Stachu ma zawsze zimne jaja?".
                Druga na to : "Mój Zenek też, a Twój?" ( Pytanie do trzeciej koleżanki ).
                Trzecia mówi :"Nie wiem , jak sprawdzę , to Wam powiem".
                Następnego dnia trzecia przychodzi z podbitym okiem.
                "Co się stało , że masz takie oko podbite?"
                Nic. Sprawdziłam i mówię " O! Masz tak samo zimne jaja jak Stachu i Zenek" ...


                Akwizytor chodzi od domu do domu, aż trafił do domu, którego właścicielka nie
                ma najmniejszej ochoty z nim rozmawiać, wiec zatrzaskuje mu drzwi przed nosem.
                Ku jej zdziwieniu, drzwi nie zamykają się, lecz odskakują z impetem. Próbuje
                jeszcze raz, lecz rezultat jest identyczny - drzwi powtórnie się odbijają się i
                stoją otworem. Podejrzewając, że akwizytor włożył nogę miedzy drzwi a framugę,
                kobieta cofa się, aby wziąć taki zamach, który nauczy akwizytora grzeczności.
                Wówczas odzywa się akwizytor:
                - Musi pani najpierw odsunąć swojego kota...


                Starszy pan woła żonę:
                - Chodz szybko i zobacz, kochanie, jakie teraz świństwa pokazują w telewizji.
                Żona przybiega, patrzy przez chwilę na ekran, po czym zwraca się z
                politowaniem do
                męża:
                Ej, stary, stary! Lepiej okulary załóż,. Przecież to Fidel Castro je banana.

                Na tylnym siedzeniu w taksówce jedzie zadumany pasażer. Nagle pochyla się
                lekko,
                klepie w ramię kierowcę, chcąc o coś zapytać. Taksówkarz podskakuje
                przestraszony,
                traci panowanie nad kierownicą i samochód uderza w latarnię. Wściekły
                kierowca mówi
                do pasażera:
                - Niech pan więcej tego nie robi! Proszę mnie nie klepać po ramieniu!
                Po chwili dodaje łagodniej:
                To mój pierwszy dzień na taksówce. Przez ostanie 25 lat byłem kierowcą
                karawanu.

                --
                "Towaju nie będzie, tjaktoj sie zepsuł"
                • 22.06.04, 10:43
                  Przez ramę przewieszony ma spory worek. Celnik pyta:

                  - Co pan tam wiezie?

                  - Piasek.

                  - Proszę przejść na bok.

                  Po sprawdzeniu okazało się, że rzeczywiście w worku jest tylko piasek. Sytuacja
                  powtarza się kilka razy dziennie przez parę dni. Za każdym razem go sprawdzają
                  i nic. W końcu celnik mówi:

                  - Wiemy, że pan coś przemyca. Nie wiemy co. Darujemy panu wszystko, tylko niech
                  pan nam w końcu powie, co pan przewozi.

                  - Jak to co? Rowery.

                  - Skarbie ... - szepce facet.

                  - Cicho kochanie, nic nie mów.

                  - Skarbie, ja muszę Ci coś wyznać.

                  - Kochanie, nic nie musisz. Wszystko w porządku.

                  - Nie, nie, chcę umrzeć w pokoju. Muszę Ci wyznać skarbie, że Cię zdradziłem.

                  - Nie martw się kochanie, ja wszystko wiem. Gdybym nie wiedziała, to przecież
                  bym Cię nie otruła.


                  --
                  "O bulwa, jaki ziemniak!"
    • 25.06.04, 15:28
      Biegnie zajączek przez las, spotyka ślimaka,
      ślimak pyta zajączka :
      - ty co tak szybko zasuwasz?
      - ślimak co ty nie słyszałeś na nasze łąki weszła Izba Skarbowa, i co
      uciekam bo się nie wytłumaczę ( ja futro, żona futro, dzieci
      futro )
      ślimak przyśpieszył spotyka bociana - bocian pyta:
      - ty ślimak co tak zasuwasz?
      - Bocian co ty nie słyszałeś na nasze łąki weszła Izba Skarbowa, i co
      uciekam bo się nie wytłumaczę ( ja domek, żona domek, dzieci domki )
      Bocian poleciał do Afryki spotyka pawiana:
      - ty bocian co ty tu robisz?
      - ucieklem bo na nasze łąki weszła Izba Skarbowa ja się nie
      wytłumaczę ( ja co roku wakacje za granicą, żona wakacje za
      granicą, dzieci wakacje za granicą
      - Ty bocian ,a gdzie to jest?
      - w Polsce!
      Na to pawian:
      - ty to kraj dla mnie ( ja z gołą dupą, żona z gołą dupą, dzieci z gołą dupą)

      --
      Rusz się i przebudź swoje szczęście.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.