Dodaj do ulubionych

pozwalacie dzieciom wychodzić na dwór bez opieki?

07.01.05, 21:42
Pytanie kieruję do tych mam, których dzieci są wystarczająco duże na
samodzielne wycieczki pod blok i do tych, których dzieci kiedyś będą w takim
wieku.
Ja pamiętam z dzieciństwa szalone zabawy z moim koleżankami z sąsiedztwa. I
to, że nie chciałam wracać do domu.
A dzisiaj nie widuję dzieci bawiących się pod blokiem, skaczących w gumę,
grających w kapsle itp. Dzieci nawet nie mają ochoty na spacery i zabawy na
zewnątrz. Pytałam o to znajomych z większym stażem jako rodzice. I się
dowiedziałam, że dzieci nie wypuszcza się samych z domu, bo ktoś może je
skrzywdzić, porwać itp.
Nie powiem, jestem w szoku. Myślałam, że dzieci nie wychodzą, bo nie ma
innych dzieci na podwórku, czyli nie ma co robić. Albo, że wszyscy grają
tylko w gry komputerowe, a te w realu są nudne.
Nie zdawałam sobie sprawy, że dzisiaj poczucie zagrożenia jest tak ogromne.
Przecież, jak ja byłam dzieckiem, to też zdarzały się takie okropne rzeczy.
Ale nikt nie zabraniał mi z tego powodu zabawy z innymi dziećmi pod blokiem.
Mam wrażenie, że wychowujemy pokolenie, które zupełnie będzie pozbawione
poczucia wpólnoty, umiejętności bycia wśród ludzi. Mam nadzieję, że się mylę.

--
Jedyne życie jakie ma sens to życie towarzyskie
Edward Dziewoński
Edytor zaawansowany
  • verdana 08.01.05, 14:19
    Oczywiście, ze wypuszczam! Cukierki też daję (grożą zadławieniem), pozwalam 9,5
    rocznemu dojeżdżać na zajęcia (może wpaść pod samochód), pozwalam (a nawet
    każę) samodzielnie zrobić sobie herbatę, jajecznicę itd (ciężkie
    poparzenie),zostawiam samego w domu (wszystko powyższe za wyjątkem wpadnięcia
    pod samochód).
    Alternatywą jest trzymanie dziecka pod stałym czujnym nadzorem i wypuszczenie
    zupełnie nieprzygotowanego do zycia nastolatka, któremu dopiero beda zagrażań
    niebezpieczeństwa, skoro nie nauczył się jak je omijać!
  • margonik 10.01.05, 22:37
    Sama dziecka jeszcze nie mam (tzn. mam, ale jak na razie chodzi na spacery
    tylko w moim brzuchu :-) ), ale powiem, co widzę. Mieszkam w Warszawie i myślę,
    że to specyfika tego miasta. Otóż - dzieci na podwórkach nie ma. A gdy sie
    pytam koleżanek, większość twierdzi, że nie wypuszcza. Jeżdżą specjalnie z
    dzieciakami na różne place zabaw, do Łazienek itd, ale nie wypuszczają dzieci
    samych. "Normalne" jest to, że do końca podstawówki odwożą dzieci do szkoły (ja
    chodziłam samodzielnie do szkoły już od pierwszych dni pierwszej klasy).
    Oczywiście istnieją wyjątki, ale regułą jest chyba właśnie coś takiego.

    Mi osobiście sie to nie podoba. Nie wiem, czy w przyszłości będę dziecko
    puszczać, bo może też popadnę w taką psychozę i będę sie bać. Ale zdecydowanie
    wolałabym, aby chodziło na rower, właziło na drzewa, robiło fikołki na trzepaku
    i skakało w gumę.
  • stralaczek 11.01.05, 09:51
    Rozglądam się właśnie po Łodzi, bo planuję zmienić mieszkanie na większe
    (maleństwo powinno mieć jakiś kąt dla siebie :-). Jednym z moich kryteriów jest
    plac zabaw pod blokiem. Tylko, że osiedli z placami zabaw między blokami nie
    ma :-(. A jak już są, to takie place zabaw sprzed 20 lat. I nie używane pewnie
    z 10 lat. Wygląda na to, że mam jakieś staromodne spojrzenie na dziecięce
    zabawy.

    --
    Jedyne życie jakie ma sens to życie towarzyskie
    Edward Dziewoński
  • ageman 11.01.05, 14:52
    Jakieś 2 lata temu była akcja plakatowa, przynajmniej w Warszawie, gdzie
    pokazywano dzieci, które wyszły z domu i nigdy już nie wróciły. Do dziś mam to
    przed oczami. Chyba wolałabym, żeby moje dziecko umarło niż zaginęło, bo
    nachodziłyby mnie najczarniejsze myśli, że ono jest gdzieś, cierpi, może
    zostało sprzedane na dziecięcą prostytutkę a ja nie potrafię pomóc. Nawet nie
    próbuję sobie wyobrazić, co czują rodzice, którym zaginęło dziecko...
    Tak, boję się, bo coraz więcej słyszy się o pedofilach, zboczeńcach, o
    dzieciach-katach itp.
    Wychowałam się w niewielkiej miejscowości, gdzie większość ludzi znała się
    przynajmniej z widzenia i gdzie można było łatwo dociec, pytając ludzi, dokąd
    mogło iść dziecko, zawsze ktoś je widział. W dużych miastach jest taka
    anonimowość, a do tego ludzie są coraz bardziej obojętni i nie reagują na
    krzywdę innych, że mam bardzo małe szanse dowiedzieć się od kogokolwiek, czy
    przechodziło tędy moje dziecko.

    Ja również od początku podstawówki chodziłam do szkoły sama, a w zasadzie z
    bratem i koleżanką mieszkającą obok. Z pewnością też w którymś momencie będę
    musiała pozwolić moim córkom na samodzielność. Jeszcze nie wiem, kiedy to
    nastąpi. Na razie są zbyt małe (5,5 l. i 2l.).
    Ale kiedy jesteśmy na wsi ( a to niewielka wieś), pozwalam mojej pięciolatce
    iśc do dzieci sąsiadów, iśc z nimi do lasu czy na pole. Nie boję sie o nią, bo
    jest małe prawdopodobieństwo, że zostanie porwana. W mieście jest inaczej.
    Pozdrawiam
    Aga

    ps. A jeśli chodzi o podwórka - dzieci mniej bo i przyrost naturalny mały. Po
    co iść na podwórko, na którym nic się nie dzieje, skoro jedną ulicę dalej jest
    świetnie wyposażony ogródek jordanowski ?

    --
    -To ja byłam pierwsza.
    -Ja piejsia, ja piejsia!
    -A dlaczego Ty znowu chcesz być pierwsza ?
    -Tuniu.
  • monhann2 11.01.05, 21:51
    Mysle, ze psychoza to jedno a brak zainteresowania podworkiem, to drugie.
    Czy jak my bylysmy w wieku naszych dzieci to czy mialysmy tyle 'rozrywek' w
    domu? Ani komputera, ani Playstation, ani tych wszystkich programow w TV, ani
    tych wszystkich 'wynalazkow' dla dzieci, ktore sa dostepne teraz. Dzieciom po
    prostu nie chce sie wychodzic, bo maja co robic w domu.
  • tarba 12.01.05, 10:27
    to bardzo zależy od miejsca. Gdy mieszkaliśmy tam gdzie podwórka nie było tylko
    wyjście na ulice śródmiescia to o samodzielnych wyjściach nie było mowy ale pol
    roku temu przeprowadzilismy się na ursynów i..3 dni po przeprowadzce już był
    dzwonek do drzwi czy synowie mogą wyjść na boisko?
    starszy ma 13 lat i nie tylko gra w piłkę ale też sam chodzi do kina, wraca ze
    szkoły(inna dzielnica) itd
    średniaczek ma 7 lat i wychodzi sam na rower(ma określony teren)sam wraca z
    szachów w domu kultury potrafi w razie czego zrobic drobne zakupy no i
    oczywiście boisko
    najmłodsza jeszcze za mała ale i na nią przyjdzie czas
    Ale juz wiele razy słyszałam że jestem dziwna
  • aiszka4 26.01.05, 11:23
    Pozostawianie bez opieki dziecka przed ukończeniem 7 roku życia jest ściganym
    prawnie przestępstwem. Dowiedziałam się o tym, gdy córka miała wypadek na
    drodze.
    A dzieci, bawiące się na podwórku, podczas, gdy mama jest w domu, jakby nie
    było, są bez opieki.
    Ponieważ moja córka, a do niedawna również syn, jest za "dorosła" na
    piaskownicę i zabawę z mamą, ale nie ma "lat" na samodzielność, to jeszcze
    przez pół roku będę popełniać przestpstwo. Bawi się z koleżankami zazwyczaj na
    trawniku pod blokiem (kocyk, namiot itp), albo na widocznym z okien placu zabaw.
    Syn chodzi do szkoły sam chyba od października - wychowawczyni prosiła by
    przyprowadzać i odbierać co najmniej do końca września. Tylko z dodatkowych
    zajęć, które kończyły się już "po ciemku", odbierałam go jeszcze w grudniu. A
    teraz dni są dłuższe, więc nie ma potrzeby.
    Do kolegi na sąsiednim osiedlu raczej zaprowadziłabym ze względu na brak
    świateł i drzewo przy przejściu dla pieszych, które doskonale zasłania pobliski
    zakręt:(
  • vernalis1 26.01.05, 11:47
    Ja swojego 7-io latka wypuszczam na dwór, ale wówczas sama więcej czasu spedzam
    przy oknie, czy na balkonie, niż w mieszkaniu "cos tam robiąc". Boje się jak
    diabli, ale nie mozna przeciez z dziecka robic "środowiskowa kalekę".Przd
    naszym blokiem jest plac zabaw, nawet ogrodzony, dzieci sporo- ale przekrój
    wiekowy od 3lat do 15-u. Wypuszczam , ale przez cały ten czas gdy Oskar jest na
    placu zabaw to umieram ze strachu.....

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka