Dodaj do ulubionych

Czy rodzice pomagają wam finansowo?

09.04.06, 17:02
Kiedy rozmawiam z koleżankami mam wrażenie,że jestem jedyną osobą,której nikt
nigdy nie pomagał finansowo. Moich rodziców i teściów byłoby na to stać ale
nie pomogli nam w żaden sposób,nawet pożyczką, nie mówiąc już o kupnie
mieszkania czy czegokolwiek dla dzieci.
A w Polsce to chyba jest dość typowe...
Edytor zaawansowany
  • monia145 09.04.06, 17:42
    Mnie moi rodzice nie pomogli w niczym ale za to mam dobrego wuja, mojego
    chrzestnego, który poratował nas przy kupnie mieszkania. Na resztę wzięliśmy
    kredyt. Moich rodziców i teścia nie interesuje nawet ich wnuk, to czy ma się w
    co ubrać. Zazdroszczę niektórym jak opowiadają, że dziadkowie kupili rower,
    zimowe buty czy kurtkę dla wnucząt. Czasami taka pomoc bardzo by nam się
    przydała
  • ewaktw 10.04.06, 08:25
    Ja też często spotykam się z tym, że rodzice pomagają dzieciom, choć sami są
    emerytami ledwo wiążącymi koniec z końcem. Mam też znajomych sytuowanych wręcz
    odlotowo dobrze, a mimo to ciągle mają w stosunku do rodziców i teściów
    roszczeniową postawę typu dajcie na rowerek dla dziecka, dorzućcie się do nowej
    jadalni itp. Dla mnie to żenada.
    Nam rodzice nie pomagają finansowo, nie muszą na szczęście, jest czasem wręcz
    odwrotnie. Za to pomagają niematerialnie: zajmują się dzieckiem, tata-złota
    rączka robi nam mnóśtwo rzeczy w domu tzw. technicznych, czasem coś załatwią
    za nas, bo nie mamy czasu. Taka pomoc jest nieoceniona.
  • mysza651 10.04.06, 09:54
    W rodzinie mojego męża wyglada to tak:
    starsza córka swój interes b.dobrze prosperujący itd..2 20+ dzieci - super i
    jej zawsze pomagają teściowie, np. pilnują domu podczas jej wojaży, organizują
    u niej święta, do niej spraszają calą rodzinkę ect..
    i mlodszy syn (mój mąż) też jest, też ma 1 dziecko nastolatkę - ale jak to
    wnuczka potrzebuje nowy rower? nowe ciuchy ? buty? ona ma problemy z brzuchem
    np.? nie starsza wnunia od córeczki p...da 26-o letnia która nawet nie wita się
    z ciotką i nie gada z kuzynką ONA JEST THE BEST....
    Tak wygląda pomoc dziadków - we wszystki k...wa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • zuzanna56 10.04.06, 12:02
    Nasi też nie muszą. Ale gdyby nam wiodło się gorzej na pewno by nie pomogli.
  • zuzanna56 10.04.06, 12:06
    to była odpowiedź do Ewy.
  • monia145 10.04.06, 20:21
    My nie jesteśmy sytuowani odlotowo, ja pracuję w oświacie, mąż też nie zarabia
    kokosów. Najbardziej boli mnie to, że dziadek nie potrafi nawet zapamiętać
    kiedy wnuk ma urodziny czy o Gwiazdce. Ten brak emocjonalnego związku jest
    okropny. Nie zaprzeczam, że te prezenty dla syna , w postaci droższych,
    kupowanych okazyjnie rzeczy byłyby ułatwieniem. A tak to nawet nikt się nie
    zapyta czy czegoś nie potrzebujemy. Ja nie chcę aby rodzice pomagali mi w
    opłatach, wyposażali mi dom, finansowali nasze wyjazdy, ale do licha wnukiem
    mogliby się zainteresować. Teraz zbliżają się święta i znów będę odstawiać te
    żenującą rodzinną sielankę
  • mamaemilii 10.04.06, 13:26
    Gdyby nie rodzice męża, musielibyśmy wynajmować mieszkanie i mielibyśmy
    kilkuletni samochód. A tak wynajmujemy kawalerkę należącą do teściów, nie
    płacąc im za to oraz dostaliśmy od nich w przypływie dobroci kasę na nowy
    samochód.
    Prawdę mówiąc, nigdy o tę pomoc nie prosiliśmy, nie uważamy, że nam się należy -
    ale jak dają... to korzystamy. Bez tej pomocy ledwo byśmy dali sobie radę, ale
    jakoś byśmy dali. JAKOŚ.

    Swoją drogą to straszne, że bez pomocy rodziny wiele osób nie jest w stanie się
    utrzymać ze swych żenująco niskich pensji - a na większe nie mogą liczyć. Bo
    patrzę dookoła i przeraża mnie to. Dorośli ludzie, którzy MUSZĄ liczyć na
    swoich rodziców.
    Chory jest ten nasz kraj :/
    --
    Jesteś mamą pracującą? Witaj w Klubie
    I zapraszam na Forum Dziecko Wrażliwe
    Emilka ma...
  • zuzanna56 10.04.06, 14:29
    Mamoemilii, zazdroszczę teściów.
    Wiele lat temu, parę miesięcy po ślubie otrzymaliśmy trochę pieniędzy w spadku
    po bardzo dalekiej rodzinie męża. O spadku wiedzieliśmy już wcześniej ale
    trzeba było załatwić formalności co trwało kilka miesięcy. Mieszkaliśmy wtedy
    razem z teściową w jej dużym trzypokojowym mieszkaniu. Pieniędzy było tyle co
    na kawalerkę ale udało się nam kupić mieszkanie prawie 50m2 do małego remontu.
    W pierwszej wersji teściowa miała nam zostawić swoje mieszkanie ale w końcu
    stwierdziła,że będzie nam za dobrze i została sama z trudem opłacając czynsz.
    Zabrakło nam wtedy dosłownie na opłaty notarialne. Poprosiliśmy o pożyczkę
    moich rodziców. Niestety nie pożyczyli bo straciliby oprocentowanie na lokacie!

    Po latach kiedy moi rodzice kupili sobie drugie mieszkanie i stare wynajmowali,
    my postanowiliśmy sprzedać nasze mieszkanie i kupić większe. Kupiliśmy
    mieszkanie do małego remontu i poprosiliśmy rodziców aby pozwolili nam
    zamieszkać tam ze 3 miesiące,na czas remontu. Oczywiście powiedzieliśmy o tym z
    bardzo duzym wyprzedzeniem. Niestety znowu nam nie pomogli bo przecież nie
    otrzymaliby pieniędzy z wynajmu. A ich lokatorzy i tak za 3 miesiące wynieśli
    się...
    Wiecie, nie uważam,ze rodzice powinni pomagać dorosłym dzieciom. Jesteśmy
    zdrowi i możemy sami zarabiać. Ale jest mi tak jakoś przykro kiedy słyszę że
    dziadkowie kupili dziecku rower czy pożyczyli na samochód.
    Nasi nawet jak na coś sami zarobimy mówią że teraz młodzi to by chcieli
    wszystko mieć. A my już tacy młodzi nie jesteśmy.
  • tomczynskam 11.04.06, 16:01
    dziewczyny!!!!!Czytając wasze wypowiedzi włos jeży mi sie na skórze......
    Ja to chyba wygrałam los na loterii.
    Mam wspaniałaych teściów, dla których my, a zwłaszcza ich ukochana wnuczka
    jesteśmy najwazniejsi. Po pierwsze pomogli nam, razem z moja mamą kupić
    mieszkanie, a poniewaz nie są zamożnymi ludxmi podarowali nam na ten cel swoje
    wszystkie oszczędności i zaciągneli w pracy 3-letnią pozyczke, by pomóc nam w
    zakupie mieszkania. za tą kase mogli wyremontowac sowje mieszkanie, wyjechac na
    wycieczkę, nie wiem cokolwiek. Jednak nasze sprawy postawili na 1 miejscu.
    bardzo często zajmuja się naszą córcią, interesuja naszymi sprawami, problemami,
    czy np. trzeba kupic dziecku buty, kurtke, opłacic prywatna wizyte lekarza. Oni
    tak po prostu widza swoja rolę, która nie kończy sie z ukończeniem przez dziecko
    18 roku życia. Podziwiam ich i szanuję. chciałabym kiedyś móc im się za to tym
    samym odwdzięczyc, a za 20 lat takiej samej pomocy i serca podarować mojemu
    własnemu dziecku.
    ps. Nikt prawie w to nie wierzy, ale baaaaaaaaaaardzo lubię swoją teściową:)!!!!!
  • monia145 11.04.06, 19:36
    Szczęściara z Ciebie, doceniaj to dobro jakie do Ciebie płynie! Ja nie mam już
    teściowej, umarła wkrótce po naszym ślubie, widziałam ją trzy razy w życiu, ale
    chyba bym ją polubiła i może wtedy teść też byłby inny.
  • zuzanna56 12.04.06, 19:35
    Ale tak patrząc na to z drugiej strony...
    Czy rodzice,którzy całe życie ciężko pracowali, nie powinni teraz odpocząć
    zamiast brać pożyczki na mieszkanie dla dorosłego dziecka?
    Tak sobie tylko głośno myślę.
    Czy dorośli ludzie nie powinni poszukać sobie lepiej płatnej pracy?
    Nie chcę tu nikogo oceniać. Mam nadzieję też że nikt nie poczuje się urażony.
    Może to wina tego że w naszym kraju trudno jest znaleźć dobrą pracę nawet po
    studiach?
  • kaprysa 12.04.06, 23:59
    Ja też chyba jestem ta szczęściarą. Mam wspaniałych rodziców, którzy bardzo dużo
    pomogli finansowo mnie i mojemu rodzeństwu. Jesteśmy im bardzo wdzięczni. Całe
    życie ciężko pracowali, abyśmy mogli mieszkać "na swoim". Nawet teraz, gdy są na
    emeryturze często robią prezenty wnukom.Nie wiem jak wyglądałoby życie mojej
    rodziny gdyby rodzice nie pomogli nam na starcie. A z drugiej strony to naprawdę
    żenujące,że pracując stać jest nas na tylko na opłaty i bieżące wydatki. Dodam,
    iz oboje z męzem jestesmy po studiach i mamy dwójkę dzieci w wieku
    przedszkolnym. Czyli skromne wydatki. I jak w tej Polsce żyć? Pozdrawiam
    wszystkich, którzy mają wspaniałych rodziców.
  • iloneska 12.04.06, 21:57
    Rzeczywiście nie jest łatwo
    Pewnie, że byłoby łatwiej. Moi rodzice chociaz słabo sytuowani zawsze coś
    małego drobnego dla dzieci. Rodzice męża tylko brali i to wcale nie dlatego że
    nie mieli bo mieli dużo więcej od nas. Ja wówczas nie pracowałam, dwoje
    maluteńkich dzieci i kredyt mieszkaniowy. Mój mąż niestety był zameldowany w
    domu rodziców więć wszelkie zwroty z podatków, nasze prezenty ślubne (w tym
    pieniężnę) przechowywali i nigdy nie oddali. Samochód, stary wrak, który tez
    dostaliśmy od wujka cały czas remontowali za pieniądze "weselne" i nigdy nie
    dostaliśmy go z powrotem i wiele innych rzeczy.. Bardzo to bolało, ale oni
    mieli większe potzrby, chociaz ich dochody były co najmniej 3-krotnie wyższe.
    Ale wiecie co potrafiliśmy sie utrzymać za 500 zł miesiecznie i wszystko było
    dobrze. Teraz oboje pracujemy, a teść rok temu stracił pracę i już nie mają
    naszego źródła. Nie jest dobrze. Czy myślicie, że teraz my powinniśmy im pomóc ?
  • zuzanna56 13.04.06, 09:31
    Jeśli faktycznie brakuje im na podstawowe rzeczy to chyba trzeba by pomóc.
    Moja teściowa,która kiedyś miała się z nami zamienić na mieszkanie i nie
    chciała ostatecznie tego zrobić, nadal z trudem wiąże koniec z końcem. Wolała
    zostać sama w duzym mieszkaniu choć wiedziała że czynsz za mieszkanie 15 m2
    mniejsze, ze względu na koszt ogrzewania, byłby zdecydowania mniejszy.
    My sobie poradziliśmy, bo w miare dobrze zarabiamy. Teściowa nigdy nie prosiła
    nas o pomoc. Ma jeszcze córkę mieszkającą od lat za granicą ale nie pomagała
    córce. Córka jej kiedyś trochę pomagała ale nie były to duże pieniądze.
    Co bym zrobiła gdyby teściowej były potrzebne pieniądze na leki? Mimo wszystko
    na pewno pomogłabym.
  • nisar 13.04.06, 11:23
    Nigdy nikt mi nie pomagał finansowo. Zawsze też miałam to szczęście, że
    zarabiałam naprawdę dobrze. Przez to chyba po prostu nie chcę i nie potrafię
    wziąć nic od nikogo.
    Ostatnio zmienialiśmy mieszkanie na większe. Nie chcąc brać kredytu pomiędzy
    kupnem nowego a sprzedażą starego przestaliśmy mieć "płynność finansową".
    Pożyczyliśmy od mojej mamy i od teściów, zaznaczając, że oddamy jak tylko
    wpłyną pieniądze ze sprzedaży.
    No i pojawił się drobny problem: teściowa nie chciała słyszeć o zwrocie
    pieniędzy: to dla Was, na Wasze mieszkanie, jak macie na kupno to na
    wyposażenie itp. Kwota nie była olbrzymia, ale była.
    Nie umiałam się zdecydować na zatrzymanie tych pieniędzy. Pierwsze co
    zrobiliśmy po otrzymaniu przelewu za sprzedaż poprzedniego mieszkania to
    zwróciliśmy pożyczki mamie i teściom.
    Teściowej powiedziałam dosłownie: "mama, trzymaj na koncie, jakby był wnuk to
    się wtedy przyda, a tak to jeszcze przepuścimy :)".
    Wnuka pewnie nie będzie, ale nawet gdyby był i tak nie umiałabym wziąć
    pieniędzy od nikogo.


    --
    W kostnicy powiedzieli że jeszcze leżysz w szpitalu
  • zuzanna56 13.04.06, 11:34
    Ja też przez lata nie mogłam pojąć jak można brac od kogos pieniądze. Nawet gdy
    mieszkałam jeszcze z rodzicami i chodziłam do liceum i jak zaczynałam
    studia,nie brałam od rodziców pieniędzy na ubrania tylko zarabiałam sama
    udzielając korepetycji. Od 2 roku studiów czyli od kilkunastu lat utrzymuje się
    sama.
    Ale dopiero ostatnio kiedy widzę że rodzice pomagają wielu moim koleżankom,
    zastanawiam się że może to w mojej rodzinie jest jakoś dziwnie... U nas nikt
    nie chciał nam pozyczyć kilku tysięcy na parę miesięcy.
  • nisar 13.04.06, 12:25
    To jest kwestia układów panujących w rodzinie: jeśli są normalne i zdrowe, to
    pieniądze nie powinny być źródłem problemów. W normalnej rodzinie moim zdaniem
    nie mierzy się "kto-komu-co-ile-kto więcej-kto mniej". Normalnie dla mnie to
    jest tak: ja dobrze zarabiam, to dokładam mamie do emerytury, mama ma czas to
    zrobi pierogi, które nam podrzuci i na jutro nie gotuję obiadu, albo choćby
    pójdzie na pocztę i odbierze polecony po który trzeba pól godziny stać.
    Ale takich rodzin jest niewiele.
    Ja uważam, że najczęściej branie pieniędzy od innych czy też korzystanie z
    jakiejkolwiek innej formy ich pomocy, jest uzależnianiem się od nich, na
    zasadzie: daję, pomagam, to mam prawo się wtrącić.
    A ja na tym punkcie jestem szalona, nienawidzę wtrącania mi się w życie. Wolę
    mieć mniej, albo gorzej, ale swoje, własne, zrobione, zapracowane własnymi
    łapami. Wtedy mogę pomóc innym bo tak chcę, ale nie muszę, bo mam zobowiązania
    (zwłaszcza wobec teściów). Dlatego także jak jedziemy do teściów na działkę
    latem, to zawsze mówię, że przywiozę obiad dla wszystkich i coś słodkiego.
    Nigdy nie jadę na gotowe.
    Trochę to kłopotliwy rys charakteru, ale inaczej nie umiem.


    --
    W kostnicy powiedzieli że jeszcze leżysz w szpitalu
  • zuzanna56 13.04.06, 12:43
    Mam to samo...Zgadzam się z tobą w 100%.
    Pozdrawiam cię serdecznie.
  • wmk75 13.04.06, 15:51
    Ja na moich rodziców zawsze mogłam i mogę liczyć. Nie pomagają nam finansowo,
    bo nie muszą, ale wiem, że gdybym potrzebowała pomocy na pewno by jej udzielili.
    ------------------
    Wioletta mama Tomka 2-latka i 4/12
  • jusiadyk 13.04.06, 23:18
    To tez jest kwestią wychowania. Moja Teściowa uważa, że trzeba dzieciom pomagać
    dopóki sie uczą. Ja uważam, że wtedy kiedy tego potrzebują. I tak, dopóki mąz
    studiował ( a długo studiował) to chciała nam dawać kasę chociaż nie
    potzrebowaliśmy. Ale gdy juz po studiach akurat potrzebowaliśmy to powiedziała,
    że nie, bo teraz brat męża studiuje (akurat tez tej kasy nie potzrebuje od niej
    bo ma dużą rente po zmarłym moim teściu a swoim ojcu). Za to moi Rodzice bardzo
    duzo nam pomagają dając przysłowiową wędkę a nie rybę ale już mój mąż tego nie
    docenia bo to nie jest ryba! Wychowanie daje nam punkt widzenia.
  • zuzanna56 14.04.06, 09:18
    Zgadzam się że punkt widzenia zależy od wychowania.
    My oboje niczego nie dostaliśmy "na start" i chyba zbytnio tego nie
    oczekiwaliśmy. Oboje musieliśmy zapracować na kupno jakiś przyjemności juz w
    czasach licealnych.
  • tomczynskam 15.04.06, 19:16
    w ogóle nie rozumiem niektórych wypowiedzi, które tu padły, ciekawa jestem , czy
    bedziecie chciały i mogły pomóc swoim własnym dzieciom, kocham i szanuje moich
    teściów, a najwazniesza pomoc jaka od nich otrzymałam to to, że sa z nami we
    wszyskie radosne i cięzkie chwile,. nie wiem ile zarabiacie, ale kupno
    samodzielne 45 metrowego mieszkania, jest nie na miare moich finansowych
    mozliwości. dlatego przyjmuje pomoc dana mi od serca i jak dam rade to pomoge
    mojemu dziecku
  • zuzanna56 23.04.06, 14:03
    Tomczynskam

    Ja na pewno chętnie pomogę własnym dzieciom mimo tego że mnie nikt nie pomógł.

  • lolinka2 18.04.06, 13:11
    nie jesteś.
    teść nas wsparł jednorazowo (wdzięczna będę do grobowej dechy bo właśnie wtedy
    kiedy najbardziej trzeba było), matka niedawno... ukradła mi 2500 i oświadczyła
    ze to dar serca, bo zawsze mogła wziąć więcej...
    --
    Chuderlawa Dziewczynka Tatiana
  • milena2004 18.04.06, 21:50
    tak pomagaja i chcę dodac że nie jest mi łatwo z tym , zawsze uważałam że sama z
    męzem dam sobie radę ale nie zwsze jest tak jak by sie wydawało, nigdy nie
    poszłam i nie zawowałam by mi dali jeśli mieli taka ochote to mi dali a było
    ciężko.... dodam że oboje z mężem za wszystkie wswoje oszczędności kupiliśmy
    swoje m4 i może dlatego tak nam było cięzko na początku i jeszcze nasze kochane
    dziecko kóre w rok po ślubie sie pojawiło na świecie, ale jestem dobrej myśli
    myśłe że ija będę mogła kiedyś pomóc im jak nie finansowo i w taki spsób w jaki
    bede umiała i mogła to uczynic ....
  • crusk 20.04.06, 00:25
    finansowo nie pomagają, raczej ja pomagam im i to ukradkiem, bo bardzo są
    honorowi, sami na wszystko co mają zapracowali (czasem gdy robię dla nich
    zakupy czegoś „nie policzę”).
    Choć myślę, że za pomoc finansową mogę uznać to, że mama opiekuje się młodym
    gdy jestem w pracy, a jest urodzoną opiekunką. Kobieta, która spełnia się w
    tym. Nieoceniona.
    Wiem jednak, że gdybym była w sytuacji podbramkowej stanęliby na głowie żeby mi
    pomóc, choćby sami jedli tylko chleb z okrasą.
  • mymysza 02.05.06, 21:11
    Hmmm... nie jestem jeszcze matką, anie nawet żoną, ale pozwólcie, że się
    dopiszę. U mnie w domu zawsze na pomoc od rodziców możemy z bratem liczyć, mimo
    iż nie jesteśmy raczej "zamożną" rodziną. W tej chwili mamy na koncie po 50 tys
    zł, na tzw "dobry start". Pieniądze się na pewno przydadzą, chociaż jeszcze nie
    teraz. Rodzice finansują mi bardzo drogie studia, w liceum były różne szkoły
    językowe, tańca, korepetycje. Na wykształcenie pieniądze zawsze były. Ale
    możemy także liczyc na ich pomoc pod innymi, nie tylko materialnymi względami.
    Tak, że naprawdę nie mogę narzekać bo jest bardzo dobrze, a wiem że wiele osób
    tak nie ma i startuje z 0 zł, bez niczego z przysłowiową koszulą na grzbiecie.
  • marianna18 02.05.06, 22:02
    to polska zmora. Wiele Was tu pisze,że bez pomocy rodziców nie poradziłybyście
    sobie. czyżby? A gdyby nagle tą pomoc odciąć? Może ktoś zaczął szukać by wędki w
    końcu, a tak to była zawsze ryba od rodziców. Znam wiele takich którzy "doją "
    rodziców ile się da, bo brakuje na rower dla dziecka na to na tamto, ale jak
    pytam czemu jedno tylko pracuje, to usłyszałam odpowiedź, "że za 1000 zł nie
    opłaca się " i setki bzdurnych wykrętów, no bo prościej jest odwiedzić
    dziadów/teściów w dzień emerytury lub co gorsza wysłać dzieci, a dzieci jak to
    dzieci bez żenady oświadczą dziadkom wprost, że przydałaby się nowa komórka.
    Pomijam tu przypadki skrajnej biedy, gdy komuś brakuje na podstawowe potrzeby.
    M
  • zuzanna56 04.05.06, 09:17
    Marianno,
    Pięknie i dosadnie to powiedziałaś!
    Zgadzam się.
  • kaja3004 05.05.06, 10:31
    Nam pomagali i pomagają cały czas. Dzięki pomocy rodziców i teściów szybko
    spłaciliśmy kredyty, urządziliśmy mieszkanie. Nawet gdy nie chcieliśmy
    przyjmować pieniędzy i tak je dostawaliśmy. Teraz głównie finansują potrzeby
    ukochanego wnuka:)
    --
    Kasia i Karolek (02.02.2005)
  • meaby 04.06.06, 18:44
    witam
    na wstępie zaznaczam, że chciałabym wiedzieć czy tylko ja tak się poczułam?
    chyba ze dwie wypowiedzi temu ktos napisał, że rodzice odłożyli dla każdego z
    dzieci 50tys.
    strasznie mnie to wkurzyło
    nie sądze że to zazdrość (być może ktoś tak pomyśli)

    to takie ogromne poczucie niesprawiedliwości
    po prostu

    my z mężem do wszystkiego dochodzimy sami
    nie chcę oceniać - czy tak jest dobrze czy źle

    ale czy oby tylko ja czuję, że to jest niesprawiedliwe?

    a może to jednak nieświadoma zazdrość? jak myślicie?
  • wmk75 04.06.06, 22:09
    A kto powiedział, że życie jest sprawiedliwe? Ja też bym chciała, żeby ktoś
    spłacił za mnie mój 30 letni kredyt mieszkaniowy, ale wiem, że tak się nie
    stanie, dlatego staram się jak mogę (razem z mężem), żeby samemu dać sobie radę.
    To nie jest niesprawiedliwość...Po prostu jedni mają trochę łatwiej w życiu. A
    dlaczego? Tego to ja już nie wiem:)
    ------------------
    Wioletta mama Tomka 2-latka i 4/12
  • justin301 05.06.06, 20:01
    Ja na szczęście od mamy bralam ale tylko pozyczki i zawsze oddawałam co do
    grosza. Szczęśliwie sami kupiliśmy mieszkanie za swoje ciężko zarobione
    pieniadze. Teraz chcemy kupić działkę.
    Jak mi sie przypomi jak kiedyś do mojej mamy przyjechała teściowa i
    powiedziała; Wszystko w tym dom jest moje - a to nie była prawda.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka