Dodaj do ulubionych

zapraszam, pogadajmy sobie :)

23.02.12, 23:08
Trochę mi niezręcznie, gdy prowadzę w cudzych wątkach rozmowy poboczne - więc czym prędzej założyłam swój, do pogadywania poważnie i niepoważnie.

I od razu podziękuję wszystkim, którzy mnie tu tak miło przyjęli - bardzo bardzo :)
Edytor zaawansowany
  • tigertiger 23.02.12, 23:14
    zaaogólnie:)
  • anonimowa_matka 23.02.12, 23:20
    No co Ty, tygrys?
    Zobacz, jest tu sporo fajnych ludzi, a nie ma gdzie pogadać bez włażenia w cudze wątki - to założyłam swój i zaprosiłam chętnych.
  • tigertiger 23.02.12, 23:31
    Ok nie wtrącam się, to było tylko mała sugestia:)

  • sarahh7 25.02.12, 18:56
    Nie rozumiem:(znaczy zeby pogadac trzeba swoj watek zakladac?
  • anonimowa_matka 25.02.12, 19:08
    No co Ty?!
    Zapraszamy, witamy - ten wątek założyłam tylko dlatego, żeby przestać się wcinać w cudze :)
    Na razie pogadujemy tu sobie o comingoutach, ale otwarci jesteśmy na propozycje ;)
  • massafra 26.02.12, 00:44
    Eee, tam od razu medal...kocham moje chłopaczyska i chcę by byli szczęśliwi!

    ..., chyba w naszych wzajemnych stosunkach kompletnie nic się nie zmieniło,poza tym że dotarło do mnie że mój mały synek to już mężczyzna....

    ale jest jedno ale....

    Mój stosunek do partnera syna .
    Poznałam go jako kolegę syna -miły, inteligentny, z poczuciem humoru i uzdolniony plastycznie ,bardzo go polubiłam.
    Od kiedy wiem że to nie tylko koleżeństwo , coś się we mnie zablokowało, nie potrafię być dla niego tak serdeczna jak kiedyś,(oczywiście jestem baaardzo miła i strrrasznie się staram !!)widzę jak patrzy na mnie z jakimś... oczekiwaniem, może czeka że potarmoszę go za czuprynę jak kiedyś , a może czeka na szczerą rozmowę w trójkę -nie wiem .A może mi się to wszystko wydaje?
    Nie umię jeszcze tego logicznie wytłumaczyć byc może to jakiś rodzaj ukrytej zazdrości?, nieuzasadnionego żalu do niego? Jeśli tak, to głupio ! ale na tym etapie nic na to nie poradzę !
    Tak mam, tak czuję.




    --
    Wir leben alle unter dem gleichen Sternenhimmel, aber wir haben nicht alle den gleichen Horizont.
  • massafra 26.02.12, 01:11
    "Co do moich rodziców to na pewno nie postawiliby mnie w sytuacji "masz 5 minut na spakowanie się i na razie", to raczej ja wolałbym usunąć się z pola widzenia, może dlatego, że pewnie w tej chwili będę miał poczucie winy, że nie spełniłem jakichś pokładanych we mnie nadziei (wnuki i te sprawy, choć jedynakiem nie jestem, więc wnuki będą mieli)."

    A dlaczego chcesz uciekać??Dlaczego jeszcze nie zrobiłeś kroku , a już się oskarżasz?
    Twoja szczera rozmowa z rodzicami będzie dla nich na pewno szokiem, bo dla kazdego rodzica jest !!I naprawdę ciężko się pozbierać -ale jeśli kochają Cię miłością bezwarunkową -to troszkę pocierpią i zazkceptują !
    Wiesz jest coś takiego jak zdrowy egoizm- TY musisz zdać sobie sprawę że to Twoje życie, Twoja droga, i jesteś wystarczająco dorosły żeby odciąć "pępowinę"-
    O jakim poczuciu winy mówisz? Ja tu winy Twojej nigdzie nie widzę!
    Jak dotąd rodzice mogą być z Ciebie dumni- skończyłeś studia , pracujesz, czy Twoja orientacja seksualna ma przekreślić te lata szczęścia i dumy jaką im dałeś?
    Załóżmy taki scenariusz że wyprowadzasz się , a na do widzenia mówisz im o sobie i....zmykasz .A oni nie będą mieli możliwości o nic zapytać , nie będą wiedzieli jak cierpiałeś , jak ze sobą walczyłeś...czego od nich oczekujesz.....czy to dobre rozwiazanie????
    Nie jestem psychologiem , on napewno wskazałby Ci najwłaściwszą drogę, ja piszę tylko to co dyktuje mi serce i czego sama nigdy nie chciałabym doświadczyć!
    Zyczę Ci spokojnego snu i radosnego przebudzenia !

    --
    Wir leben alle unter dem gleichen Sternenhimmel, aber wir haben nicht alle den gleichen Horizont.
  • anonimowa_matka 26.02.12, 01:57
    Wetnę się, Massafra, Andrzej, wybaczysz?

    Jak ja się cieszę, moja kochana, że Ty nie jesteś psychologiem i piszesz od serca, nawet nie wiesz! Masz całkowitą rację, skończył dzieciak studia, pracuje, jest przemiły (Andrzej, nie podsłuchuj!) i jeszcze stara się nie robić przykrości bliskim.
    I jak ja się cieszę, że razem ze mną tu jesteś i piszesz - a ty umiesz tak fajnie od serca.

    Cóż, przy sobocie mam wino czerwone wytrawne z kartonika, kupiłam w Tescu i jest naprawdę niezłe. Chcecie po lampce, kochani?
  • andrzejekk 26.02.12, 11:22
    massafra napisała:


    > A dlaczego chcesz uciekać??

    Bo tak jest najłatwiej ;-) Strasznie nie lubię kiedy coś się wokół mnie dzieje, nawet zwykłe pytanie "co w pracy" zbywam krótkim "okej", bo, wbrew temu co na tym forum obserwujecie, nie umiem i nie lubię o sobie rozmawiać. A wyjście z szafy przyniosłoby mnóstwo pytań, na które musiałbym odpowiedzieć. Ba, prawdopodobne, że na część z nich nie znałbym odpowiedzi, dlatego wyjście z domu byłoby dla mnie najłatwiejsze (tak, wiem, że problemom i wyzwaniom trzeba stawać na przeciw, tak robię w pracy, często w życiu prywatnym, ale tu chyba niedałbym rady).

    > Twoja szczera rozmowa z rodzicami będzie dla nich na pewno szokiem, bo dla kazd
    > ego rodzica jest !!I naprawdę ciężko się pozbierać -ale jeśli kochają Cię miłoś
    > cią bezwarunkową -to troszkę pocierpią i zazkceptują !

    Właśnie tego cierpienia i szoku wolałbym im oszczędzić. A jeśli nie można tego wyeliminować całkowicie to przynajmniej zminimalizować w jakiś sposób jego rozmiary.

    Pozdrawiam niedzielnie.

    PS. Jak tam - rosołki i schabowe na niedzielny obiad już gotowe? ;-)
  • massafra 26.02.12, 11:32
    No, właśnie Tiger-czemu, czemu o nich się nie bałam????
    --
    Wir leben alle unter dem gleichen Sternenhimmel, aber wir haben nicht alle den gleichen Horizont.
  • massafra 26.02.12, 11:43
    Andrzejkk-u, tu nie chodzi o to abyś stanął pod pręgierzem i biczowany był swoim poczuciem winy,lękami , wewnętrznymi rozterkami.
    Powiedz szczerze jedno , czy Ty jesteś całkowicie ze sobą pogodzony?-coś mi się wydaje że dopóki z tym się nie uporasz , nie przezwyciężysz blokad w stosuku do rodziców.
    A ja matka mówię Ci poboli, poboli i...przestanie!
    --
    Wir leben alle unter dem gleichen Sternenhimmel, aber wir haben nicht alle den gleichen Horizont.
  • andrzejekk 26.02.12, 14:17
    massafra napisała:

    > Powiedz szczerze jedno , czy Ty jesteś całkowicie ze sobą pogodzony?

    Tak. Na szczęście tak :-)
  • anonimowa_matka 27.02.12, 00:57
    Dobrze
  • tigertiger 26.02.12, 11:53
    nie mogę odpowiedzieć za Ciebie:)
  • massafra 26.02.12, 12:01
    Nie, nie za mnie -masz tak rozległą wiedzę myślałam że może gdzieś , ktoś analizował ...
    Moze coś czytałaś na ten temat?No, chyba nie jestem wyjatkiem?
    --
    Wir leben alle unter dem gleichen Sternenhimmel, aber wir haben nicht alle den gleichen Horizont.
  • tigertiger 26.02.12, 12:29
    Oczywiście, że nie jesteś wyjątkiem:)
    Odpowiem pytaniem na pytanie, czy sprawdzałaś kiedykolwiek, gdziekolwiek, czy Twoje obawy związane z niebezpieczeństwem jakie czyha na syna homoseksualistę mają potwierdzenie w faktach? Czy może wielokrotnie powtarzane mity (stereotypy), które funkcjonują w świadomości społecznej i które przyjęłaś i Ty w procesie socjalizacji jako wygodny uproszczony i zabarwiony wartościująco obraz rzeczywistości jako prawdę. Czy weryfikowałaś "kiedykolwiek" tą prawdę? czy może nie odczuwałaś takiej potrzeby bo ów rozpowszechniony mit był dla Ciebie bardziej przekonywujący niż fakty, na które powołują się badacze czy aktywiści? Prosta sprawa brak wiedzy lub rozpowszechnianie mitów o zabarwieniu emocjonalnym jak to ma miejsce w przypadku homoseksualizmu, a nie ma w przypadku heteroseksualizmu są tego powodem. Gdyby mówiło się o zagrożeniach na jakie młodzi są narażeni bez względu na płeć czy orientacje seksulną to byłabyś uwrażliwiona w równym stopniu na swoje dzieci.
  • massafra 26.02.12, 12:40
    Masz rację , dopóki nie stanęłam przed faktem , nie zgłębiałam .
    Ot, byli homo gdzieś tam, nawet osobiście nikogo nie znałam , nie zastanawiałam się głębiej nad istotą bycia homo . Nie dotyczyło mnie , dziwiłam się tylko nietolerancji jaka ich otacza - i pewne obiegowe opinie, histeria swego czasu z AIDS wyrobiło we mnie jakiś tam pogląd nad którym wcale się głębiej nie zastanawiałam .
    Teraz posunęłabym się do stwierdzenia że połowa nietoleracji to wynik niewiedzy i łykanie wszystkiego bez filtru!
    --
    Wir leben alle unter dem gleichen Sternenhimmel, aber wir haben nicht alle den gleichen Horizont.
  • tigertiger 26.02.12, 13:06
    tak właśnie jest. Tylko, że dziś wiedza na team homoseksualistów za sprawą ich samych jest już powszechniejsza, tolerancja z roku an rok wzrost, a w najbardziej popularnych serialach pojawiają się wątki homoseksualne przybliżające życie gejów. W stolicy geje żyją zupełnie jawnie, np. pracownicy tvn, otrzymują bezpłatne leczenie nie tylko dla siebie i dla swoich rodzin (mąż, dzieci) ale i konkubinów także żyjących w związkach jednopłciowych. Na Uniwersytecie Warszawskim studenci GLTB zrzeszają się zupełnie jawnie i działanie na rzecz rozwoju naukowego studentów i studentek oraz wspieranie i promowanie postawy tolerancji i otwartości wśród studentów. Zmiany są dostrzegalne na razie w Warszawie, ale te zmiany wciągu kolejnych kilkunastu lat, dwudziestu lat zostaną zaadoptowane w skali całego kraju. Tak jak miało miejsce w innych krajach zachodnich. świadomość będzie rosła, a obecność homoseksualistów stanie się czymś powszechnym a tym samym "normą" , a co za tym wzrośnie tolerancja.
    Tak się zastanawiam, czy czasem Twój starszy syn nie ma do Ciebie pretensji, o to że w wyjątkowy sposób troszczysz się o syna geja, a nie byłaś równie troskliwa matką gdy on dorastał i zmagał się z emocjonalnymi rozterkami i sercowymi dylematami? a może on już jest przedstawicielem tego pokolenia, które nie tylko toleruje ale i akceptuje liberalizację społeczną?
  • mike.x 26.02.12, 21:39
    wetnę się.

    co do ogólnopolskiej akceptacji faktu czyjejś "inności" - młode pokolenie nie ma z tym problemów, nie tylko w stolicy. jest na razie neutralność z podejściem na plus, ataki zdarzają się tylko ze strony niewyedukowanych jełopów którzy ewentualnie zmieniają zdanie.

    co do pytania n/t dezakceptacji siebie w latach wcześniejszych odpowiem nieproszony jako że sytuacja łudząco podobna: mam tyci uraz, bardziej żal, o to, że mamusia nie przytuliła i nie pocieszyła, nie zauważyła itd/p. głównie wina tu takiej blokady z relacji (mówię teraz ogólnie) syn-rodzic, nie wszystko taki mały brzdąc przecież powie, nie o wszystkim porozmawia bo może oberwać po czterech literach. co do pokolenia - nie odpowiem, nie znam :P są określone reguły, młodsze pokolenie (circa '98) jest bardziej otwarte, początek jest gdzieś w okolicach pokolenia '94. i to jest swego rodzaju reguła.
    --
    Prosto, zwięźle i nie na temat.
  • tigertiger 26.02.12, 21:55
    mam więc pytanie do Ciebie jako reprezentanta pokolenia 90+ (jak rozumiem nie czujesz szczególnego zagrożenia, a ataki ze strony jełopów maja charakter werbalny) Jakie realne zagrożenia według Ciebie stoją obecnie przed osobami homoseksualnymi, które w żadnym lub w znacznie mniejszym stopniu dotyczą młodych heteroseksualistów?
  • mike.x 27.02.12, 21:46
    Sprawa jest odwrotna, powiem jako pseudopsycholog i obserwator.

    Na pewnym etapie dziejów pojawiło się pokolenie Rewolucji - myślowej, poglądowej, dotyczącej zasad i hierarchii na świecie. Ja jestem jego starszym reprezentantem ale - niekoniecznie z wyglądu, bardziej z zachowania. Albo, zwyczajnie mam taki charakter.
    Jeżeli mamy mówić o starszych homo i młodszych hetero to sprawa jest właśnie odwrotna. Bardziej zagrożeni są młodsi niezwiązani, chodzi o ich ubiór i styl, w mniejszym stopniu odcięty od kultury homo niż poprzednie konserwatywne pokolenia, nastawiony na odkrywanie kolorów, wzorów i stylów ubioru. A to jest wyznacznik (mylny zresztą) Bycia i Nie Bycia. Ten trend jeszcze się utrzyma, na ich nieszczęście moda potrwa, muszą liczyć się z chybionymi atakami.
    Z drugiej strony młodzi przez to szybciej będą się deklarowali po którejś ze stron barykady.

    Odpowiadając na pytanie:
    Zagrożenia się nie zmieniły, ze względu na panujące resztki ciemnogrodu nadal dezakceptacja i problemy wynikające z tytułu większej wrażliwości osób homo. Ataki niewerbalne zdarzają się bardzo rzadko, przesunięcie społeczeństwa w kierunku androgynii (trend wspomniany wcześniej) ułatwia sprawę; zwykli homoseksualiści (nie jest mowa o tzw flamers-ach, ubierających się wyzywająco) ukryci są w stopniu wystarczającym do zakwalifikowania ich jako normalnych obywateli (za kryterium wyglądu).
    Zagrożenie emocjonalne to większa niestałość związków (vide "seks sprzeda wszystko", spłycenie miłości do aktu seksualnego, zachwianie fundamentalnych ideałów; wszystko to kierowane do młodszego pokolenia homo w zestawieniu z bardziej "oświeconym" pod tym względem starszym pokoleniem). Naprawdę, nic więcej.
    --
    Prosto, zwięźle i nie na temat.
  • tigertiger 27.02.12, 22:16
    A jak wygląda obecnie sytuacja według Ciebie z zagrożeniami, na które wskazywała Pani Matka - chłopcy są narażeni na pobicie, a dziewczyny na gwałt ?
  • anonimowa_matka 28.02.12, 00:09
    Tygrysie, zaraźnico!

    Dzięki, doceniam.
    A jako efekt uboczny naraziłaś mnie na chichot, też dzięki, bo mi się przydało.
  • tigertiger 28.02.12, 10:00
    ;)
  • mike.x 28.02.12, 10:54
    Powtórzę tą mantrę: rzadkie przypadki.
    Pobicie nie zdarzy się, jeżeli nie jest dla atakującego jasne, że obiekt ataku jest gejem. A ten fakt musiałby być znany atakującemu, jak już wspomniałem z rozpoznaniem jest różnie. Inny problem to, że pobiciem nie zmienisz czyjejś orientacji.
    Mało jest ludzi (w sensie innoseksualistów) którzy się ze swoim faktem obnoszą poza tymi, którymi ufają. Nikt też z wiedzących nie jest na tyle głupi, żeby przesłać taką informację za daleko, nie wyskakujemy przecież na co dzień do przypadkowo poznanej osoby ze stwierdzeniem "siemasz, wiedziałaś że Ędward Ącki jest gejem?".
    Co do dziewczyn sytuacja może być odrobinę inna. Pierwsze, istnieje swoiste przyzwolenie na związki les ze strony facetów (kto nie chciałby popatrzeć na dwie liżące i miziające się laski z tysiącem podtekstów na sekundę?). Drugie, dziewczyny mają zgoła inne relacje co do siebie nawzajem, nawet, jeżeli nie są parą (obszar misidentyfikacji jest większy, najlepsze kumpele można by przecież zakwalifikować do związku).
    Gwałty i pobicia zdarzają się rzadko. Oba można zgłosić na policję, kara rzadko omija sprawcę. Trzeba być zresztą debilem żeby posunąć się do czegoś takiego.

    Żeby kogoś pobić/zgwałcić na tym tle trzeba mieć wiedzę. Z tym jest różnie.
    --
    Prosto, zwięźle i nie na temat.
  • tigertiger 28.02.12, 11:18
    Bardzo Ci dziękuję za naprawdę wyczerpującą odpowiedź:)

  • anonimowa_matka 28.02.12, 18:48
    Zły, zły podstępny Tygrys :D

    No niech wam będzie, erudyci jedni, ta szklanka jest w połowie pełna, a ja się martwię na zapas.
    A co? Nie wolno mi?!
  • tigertiger 28.02.12, 19:01
    skoro tak chcesz i tak lubisz, to niech ta szklanka będzie w połowie pełna, a nawet całkiem pusta, ale najważniejsze byś była tego świadoma i nie rozpowszechniała nieprawdziwych informacji, bo to już może zaszkodzić nie tylko Tobie:)
  • tigertiger 26.02.12, 11:42
    > Bo tak jest najłatwiej ;-) Strasznie nie lubię kiedy coś się wokół mnie dzieje,
    I nie ma takiego przymusu byś się aoutował, więc skoro nie ma ani przymusu, ani ty nie czujesz potrzeby to w czym jest tak naprawdę problem?
    A wyjście z sz
    > afy przyniosłoby mnóstwo pytań, na które musiałbym odpowiedzieć. Ba, prawdopodo
    > bne, że na część z nich nie znałbym odpowiedzi,
    Skoro zdajesz sobie sprawę, że są pytania na które nie znasz odpowiedzi, to a. dlaczego ich nie poszukasz dla samego siebie? b. skoro nie znasz odpowiedzi i ich nie szukasz to po co chcesz odbywać rozmowę do której nie jesteś przegotowany i na którą nie masz ochoty ?
  • andrzejekk 26.02.12, 14:22
    tigertiger napisała:


    > Skoro zdajesz sobie sprawę, że są pytania na które nie znasz odpowiedzi, to a.
    > dlaczego ich nie poszukasz dla samego siebie? b. skoro nie znasz odpowiedzi i i
    > ch nie szukasz to po co chcesz odbywać rozmowę do której nie jesteś przegotowan
    > y i na którą nie masz ochoty ?

    Nie jest tak, że teraz, zaraz będę szedł i ogłaszał światu "jestem gejem!". Staram się przygotować do rozmowy m.in. poznając opinie innych ludzi, stawiając sobie różne pytania i próbując na nie odpowiedzieć. I to, że nie mam ochoty na rozmowę nie ma większego znaczenia, bo wiem, że kiedyś będę musiał ją odbyć (żeby być w porządku wobec najbliższych).
  • tigertiger 26.02.12, 15:05
    skoro czytanie o tym jak inni sobie z tym poradzili ułatwi ci podjęcie takiej decyzji to proszę bardzo:
    np. www.homiki.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=1513
    www.mrr.pun.pl/viewpoll.php?id=4200&p=2
    gaymateo.pl/forum/czy-warto-sie-ujawniac--f-th47.html
    Jak będziesz odczuwał nadal niedosyt , daj znać:)
  • andrzejekk 24.02.12, 05:56
    Na początku się przywitam - witam.
    A teraz uszczegółowię wątek, lub przynajmniej będę próbował nadać mu pierwszy kierunek, bo widzę, że jest tu jednak z kim normalnie popisać.
    Do Rodziców - kiedy i w jaki sposób chcielibyście się dowiedzieć o orientacji własnego dziecka? Wolelibyście zostać postawieni przed faktem "Cześć Mamo - to mój chłopak/dziewczyna, jestem gejem/lesbijką" czy raczej przed faktem "cześć Mamo, jestem gay/les, ale póki co nikogo nie mam"? Kiedy jest dobra pora? Wiem, że ile osób tyle opinii, ale myślę, że warto poznać choć kilka z nich.
  • massafra 24.02.12, 08:49
    Witam i ja .
    Przysiadłam z kawą do pogaduszek....
    Andrzejekku, nie wiem czy można okreslić odpowiedni czas i miejsce . To bardzo indywidualna sprawa. Ja osobiscie wolałabym wcześniej niż to się stało.A może dobrze że mam pewnosć dopiero od niedawna?Chyba to nie tak ...
    Szczerą rozmowę przeprowadziliśmy z małym ( tz Ja i on) w sylwestra, ale wiesz było tyle sygnałów, drobnych gier słów (nigdy nie będę miał dzieci, muzyka jest zazdrosna - nie ma miejsca na dziewczyny...nigdy nie spotykał się z dziewczetami- ale maiał masę koleżanek wypłakujących się na jego ramieniu) tylko ja chyba nie chciałam dopuścić do siebie tej myśli że mój syn jest gejem...Chyba tak naprawdę zdałam sobie sprawę dwa lata temu.
    Byliśmy na konkursie we Włoszech ,masa mlodzieży, śliczne dziewczęta i...zjawiskowy chłopak z Estoni. Jak oni na siebie patrzyli....Obserwowałam i bałam się swoich podejrzeń....
    ....Tylko że ja nie chciałam wiedzieć, zapędziłam te myśli w najgłębszy kąt mojej świadomości....
    Było wygodnie i względnie spokojnie....nie wiedzieć....
    gdy zamieszkał z e swoim partnerem tak jakoś chyba" czychaliśmy"-ja czekałam że on się otworzy, on chyba że ja zapytam....
    Boże co ja przeżyłam , jakie wewnetrzne walki nim odważyłam się zapytać kim dla ciebie jest Ł....
    A teraz już jest dobrze, wiemy, akceptujemy.
    Pozostała tylko jeszcze wewnetrzna własna akceptacja....

    --
    Wir leben alle unter dem gleichen Sternenhimmel, aber wir haben nicht alle den gleichen Horizont.
  • andrzejekk 24.02.12, 17:10
    massafra napisała:

    > Witam i ja .
    > Przysiadłam z kawą do pogaduszek....

    Ja też - z popołudniową ;)

    > Andrzejekku, nie wiem czy można okreslić odpowiedni czas i miejsce . To bardzo
    > indywidualna sprawa.

    Zdaję sobie z tego sprawę, dlatego tak zależy mi na poznaniu różnych opinii, na podstawie których mógłbym wyrobić sobie swoją.

    > ale wiesz
    > było tyle sygnałów, drobnych gier słów (nigdy nie będę miał dzieci, muzyka j
    > est zazdrosna - nie ma miejsca na dziewczyny...nigdy nie spotykał się z dziewcz
    > etami-

    Stosuję tą samą metodę - "nigdy nie będę miał dzieci", "związki to nie dla mnie". Chyba wolałbym, żeby się domyślali.
    Jak już pisałem - zastanawiam się czy ujawnianie się w ogóle ma sens. Co to zmieni? Zawsze staram się w życiu asekurować, temu może lepiej zmilczeć, nie ujawniać się, żeby ich nie martwić, nie robić problemów. Na pewno poczułbym ulgę gdybym powiedział, ale tu nie chodzi ani o mnie ani o moją ulgę (jakoś ścisnę to sobie) - boję się reakcji, boję się tego co będzie.

  • anonimowa_matka 24.02.12, 19:22
    Ciebie, moja miła nie witam jakoś specjalnie, bo my to już zakolegowane jak stare, prastare konie, prawda? daj no trochę tej kawy, ciasta Ci ukroić? Drożdżowe upiekłam...
  • tigertiger 24.02.12, 09:45
    Niestety Anfrzejkku na takie wyznanie nigdy nie jest właściwa pora. Dla rodzica taka wiadomość zawsze będzie szokiem. Dla ciebie lepiej będzie jeśli z tym poczekasz do momentu wyjścia z domu i usamodzielnienia się. Przekonanie młodzieńca na temat swojej tożsamości jest traktowane nieco pobłażliwie no i daje rodzicom nadzieję, że jeszcze nie jest za późno aby dziecko ratować. Sygnały wysyłane wcześniej są na częściej zagłuszane przez rodziców, niemniej taką metodę "przygotowywania stopniowo" obierają najczyściej homoseksualne dzieci i to czasem zdaje egzamin pod warunkiem gdy sytuacja jest staje się dla nich oczywista po wielu latach życia obserwacji dorosłego trybu życia swoich dzieci. Najłatwiej jest też przyjąć taka wiadomość rodzicom, których dzieci od wielu lat mieszkają w oddali od znajomych i rodzinny, w innym mieście innym kraju.
    Polecam Ci przed rozmową z rodzicami przygotować się do niej comingout.ueuo.com/rodzic1.html
  • massafra 24.02.12, 10:53
    Niestety, nie udało nam się wsóplnie z mężem przejść przez comin gout naszego syna .
    Mąż zaptytał pierwszy .....boli mnie bardzo że nic mi nie powiedział,że ukrywał...Dla niego to niewyobrażalny ból. Zawsze traktował homoseksualizm jako wynaturzenie.
    Płakał jak małe dziecko i nadal nie potrafi na ten temat rozmawiać , popadł w depresje, zamknał sę w sobie .
    Jedyne co mi powiedział to :
    On dał nam tyle szczęscia -nie odwrócę się od niego , ale zaakceptować nie potrafię . I koniec mur nie do przeskoczenia!
    A jak reagują inni ojcowie?
    --
    Wir leben alle unter dem gleichen Sternenhimmel, aber wir haben nicht alle den gleichen Horizont.
  • tigertiger 24.02.12, 12:07
    zdrowie.onet.pl/porady-ekspertow/moj-syn-jest-gejem-czuje-sie-upokorzony-jako-ojcie,1,4893405,artykul.html
  • massafra 24.02.12, 14:07
    Czytałam już ten artykuł..szkoda mi tego ojca!
    --
    Wir leben alle unter dem gleichen Sternenhimmel, aber wir haben nicht alle den gleichen Horizont.
  • tigertiger 24.02.12, 15:09
    Nie oczekuj, że pojawią się wyznania ojców.
    Co na to rodzice?

    Na początku są przerażeni. Boją się odrzucenia, ostracyzmu społecznego. W stosunku do dzieci, ale i w stosunku do samych siebie. Ostatnio przyszła do mnie matka 20-latka, która pół godziny wcześniej usłyszała, że jej syn jest gejem, że jest w związku z mężczyzną i chce z nim zamieszkać. Jako pierwsze, ze łzami wyrzuciła z siebie, że ona będzie zniszczona w swoim środowisku, że wszędzie będzie napiętnowana: na osiedlu, w pracy, w rodzinie. I co ma zrobić, żeby to ukryć?

    A co mówią ojcowie?

    Ojcowie przychodzą do mnie niezwykle rzadko, ale to nie znaczy, że nie przeżywają tej sytuacji. Myślę, że są jeszcze bardziej zalęknieni i boją się o swoją pozycję społeczną. Są gotowi zrobić wszystko, byle by tylko nie musieć konfrontować się z prawdą, nie chcą niczego wiedzieć, ani słyszeć. Często przez całe życie.

    comingout.ueuo.com/robak.html
  • tigertiger 24.02.12, 15:19
    "wielu ojców traktuje homoseksualizm swoich synów, jako podważenie ich męskości. "
    debaty.tezeusz.pl/blog/201873.html
  • andrzejekk 24.02.12, 17:06
    tigertiger napisała:

    > Dla ciebie lepiej będzie jeśli z tym poczekasz do momentu wyjścia z domu i
    > usamodzielnienia się.

    Sytuację mam taką, że skończyłem studia jakieś 1,5 roku temu, pracuję blisko domu więc mieszkam z rodzicami (co też nie do końca mi pasuje, ale szukam pretekstu, żeby to zmienić - temat na osobną opowieść), więc w razie czego zmiana miejsca zamieszkania byłaby kwestią kilku dni (żeby coś znaleźć). Ale boję się czego innego - nie wiem jak zareagowaliby rodzice (matka kiedyś powiedziała, oglądając jakąś relację z parady czy coś w tym temacie, że gdyby jej syn był gejem i przyprowadził chłopaka do domu to potraktowałaby go jak syna - brzmi fajnie, ale nie wiem jak byłoby w praktyce), gdyby ich reakcja była nieadekwatna do oczekiwań to nawet nie miałbym komu się z tego wyżalić, do kogo pójść po pocieszenie. Ktoś tu na forum napisał niedawno (w sąsiednim wątku, słowa skierowane do innej osoby), że "zawsze znajdzie się ktoś kto postawi cię do pionu" - tyle, że osobiście wolałbym w takiej chwili mieć tą osobę pod ręką, a nie dopiero jej szukać. Zawsze powtarzałem, że jestem sam i jest mi dobrze, ale chyba kłamałem ;)

    > Przekonanie młodzieńca
    > na temat swojej tożsamości jest traktowane nieco pobłażliwie no i daje rodzico
    > m nadzieję, że jeszcze nie jest za późno aby dziecko ratować.

    Przed czym ratować?
  • tigertiger 24.02.12, 18:09
    (matka kiedyś powiedziała, ogląda
    > jąc jakąś relację z parady czy coś w tym temacie, że gdyby jej syn był gejem i
    > przyprowadził chłopaka do domu to potraktowałaby go jak syna - brzmi fajnie, al
    > e nie wiem jak byłoby w praktyce)

    moim zdaniem to Twoja mam dała Ci znać, że domyśla się i akceptuje:). Skąd biorą się więc Twoje obawy ?
    Nie śpiesz się, przyjdzie taki moment, że będziesz gotów na taka rozmowę. Oczywiście, że najczęściej ujawniają się przed rodzicami te osoby, które mają stałego partnera/partnerkę - pojawia się taka potrzeba by ujawnić swoje życie prywatne, a i poczucie więzi i wsparcia dodaje pewności, że robisz to w słusznej sprawie i tym samym okazujesz szacunek zarówno partnerowi, rodzicom i sobie samemu :)

    Powinnam napisać słowo ratować w cudzysłowie:) przecież wiesz o co chodzi.
  • andrzejekk 24.02.12, 19:46
    tigertiger napisała:


    > moim zdaniem to Twoja mam dała Ci znać, że domyśla się i akceptuje:). Skąd bior
    > ą się więc Twoje obawy ?

    Bo to było wypowiedziane dawno, zanim zacząłem mówić, że związki to nie dla mnie, że dzieci to raczej nie naprodukuję.

    > Nie śpiesz się, przyjdzie taki moment, że będziesz gotów na taka rozmowę.

    Oby.


    > Powinnam napisać słowo ratować w cudzysłowie:)

    Uff ;-)
  • tigertiger 24.02.12, 20:57
    Polecę Izdebskim:)
    W początkowej fazie okresu dorastania (12 – 13 lat) chłopcy, którzy odkrywają w sobie orientację homoseksualną, zaczynają dostrzegać, że w przyszłości prawdopodobnie nie spełnią kierowanych w ich stronę oczekiwań. To właśnie 13. rok życia stanowił średni wiek, w którym badani stwierdzili, że pociągają ich mężczyźni. Często temu odkryciu towarzyszą liczne obawy, oraz wytwarza się w młodym człowieku poczucie dysonansu poznawczego, toteż jeszcze w okresie adolescencji wielu z nich próbuje dopasować się do swoich heteroseksualnych rówieśników, między innymi poprzez angażowanie się w zachowania seksualne z dziewczętami. Badania potwierdzają, że u ponad połowy badanych mężczyzn inicjacja seksualna miała charakter heteroseksualny.

    Godzenie się z własną seksualnością i jej akceptacja (lub jej brak) przypadają na okres wczesnej dorosłości (18–25 lat). To wówczas najczęściej młody mężczyzna decyduje się po raz pierwszy przyznać przed inną osobą, że jest gejem. Osobą tą dla większości respondentów była przyjaciółka. Lepiej rozwinięta inteligencja emocjonalna kobiet, zrozumienie i skłonność do empatii, może tłumaczyć taki wybór powiernika swojego sekretu. Istotny wydaje się stosunkowo mały procent osób ujawniających swoją orientację seksualną ojcu. Relacja ojca z homoseksualnym synem wydaje się szczególnie skomplikowana, albowiem to właśnie ojciec jest głównym modelem męskości w procesie socjalizacji seksualnej chłopca, a „przyjmujący” homoseksualną orientację syn niejako „odrzuca” ojcowskie standardy.

    Wszytko więc u Ciebie w normie statystycznej:)
  • andrzejekk 24.02.12, 21:33
    tigertiger napisała:

    > Wszytko więc u Ciebie w normie statystycznej:)

    Wiekowo o rok czy półtorej wystaję poza średnią, ale cały tok postępowania mniej więcej pasuje. Zaczęło się od "ojej, jaki on fajny, chciałbym tak wyglądać i tak się zachowywać".

    A Wy - jak odkryliście w sobie "to coś"? Jak do tego dojrzewaliście?
  • anonimowa_matka 24.02.12, 19:18
    Właściwie nie mam Ci nic mądrego do powiedzenia.
    Boję się, że zawsze wiadomość o orientacji dzieciaka jest trudna i chyba nie da się tego przeskoczyć :(

    Myśmy mieli wersję hardcore, bo moje dziewczyny zostały przyłapane w sypialni przez drugą teściową, która przyjęła to na tyle źle, że zrobiła przeraźliwą awanturę i wywaliła je na zbity pysk. Don't try this at home!
    Więc z mojego punktu widzenia każdy sposób typu "siadajmy i pogadajmy" jest lepszy.

    Nie tak dawno natomiast partnerka mojej córki też mnie pytała, jak by mi było łatwiej, gdybym mogła sobie taką rozmowę wymarzyć, i powiem szczerze - gdyby dziewczyny w spokojnej chwili usiadły ze mną, powiedziały jak jest i pozwoliły najpierw kląć, później beczeć, a później tysiąc razy zadać pytanie, czy "na pewno" i że "na pewno im się tylko wydaje" i że "na pewno im przejdzie, jak tylko poznają jakichś miłych chłopców".

    Przepraszam, że nie mogę napisać Ci, że to nic takiego i nie ma się czym martwić.
    Po to macie rodziców, żebyśmy się o Was martwili i żebyśmy doprowadzali Was do furii z "ja chcę tylko twojego dobra" na ustach. No i - oczywiście - żebyśmy lepiej od Was wiedzieli, co jest dla Was dobre, prawda?

    Co dobrze wróży, to że Twoja mama świadomie deklaruje tolerancję.
    Technicznie natomiast - nie chciałabym być zaproszona z jakimś wyprzedzeniem na tzw. poważną rozmowę bo po takich rozmowach zawsze spodziewam się wszystkiego najgorszego.

    a tak w ogóle to spieszy Ci się z taką rozmową? Z wścibstwa pytam :)
  • andrzejekk 24.02.12, 19:44
    anonimowa_matka napisała:

    > Właściwie nie mam Ci nic mądrego do powiedzenia.
    > Boję się, że zawsze wiadomość o orientacji dzieciaka jest trudna i chyba nie da
    > się tego przeskoczyć :(

    Niestety, wierz mi, że z punktu widzenia dziecka też nie jest to łatwe, bo po pierwsze trzeba się przed sobą przyznać co i jak, a później zakomunikować to (lub nie) otoczeniu.

    > Myśmy mieli wersję hardcore, bo moje dziewczyny zostały przyłapane w sypialni p
    > rzez drugą teściową, która przyjęła to na tyle źle, że zrobiła przeraźliwą awan
    > turę i wywaliła je na zbity pysk. Don't try this at home!
    > Więc z mojego punktu widzenia każdy sposób typu "siadajmy i pogadajmy" jest le
    > pszy.

    Na pewno tak byłoby lepiej, niż narażać się na krzyki, wyrzuty i dąsy. Ale do końca nigdy nie wiadomo jak potoczy się rozmowa.


    > Przepraszam, że nie mogę napisać Ci, że to nic takiego i nie ma się czym martwi
    > ć.

    Ni przepraszaj, bo nie masz za co. Dziekuję za szczerość, a nie kolorowanie.

    > Po to macie rodziców, żebyśmy się o Was martwili i żebyśmy doprowadzali Was do
    > furii z "ja chcę tylko twojego dobra" na ustach. No i - oczywiście - żebyśmy le
    > piej od Was wiedzieli, co jest dla Was dobre, prawda?

    Niby tak.

    > Co dobrze wróży, to że Twoja mama świadomie deklaruje tolerancję.

    Wspomniana deklaracja padła sporo lat temu, kiedy we mnie zaczynały się kluć myśli na temat orientacji (albo tuż przed tym), więc nie wiem na ile miałoby to przełożenie w rzeczywistości.


    > a tak w ogóle to spieszy Ci się z taką rozmową? Z wścibstwa pytam :)

    Nie spieszy. Dotychczas żyłem sam (w sensie - nie byłem w związku), życie wyglądało tak studia-dom-studia-dom, czasem jakieś wyjście ze znajomymi. Nie jestem zbyt towarzyski ani otwarty, z trudnością nawiązuję nowe kontakty (z mojej inicjatywy), brak mi pewności siebie. Teraz moje życie wygląda tak - praca-dom-praca-dom, rzadko jakieś wyjście ze znajomymi (dalej bez związku). Jakiś czas temu byłem na imprezie (za dużo powiedziane - na wódce) u znajomych, gejów właśnie. I chyba wtedy do mnie dotarło, że można żyć inaczej, że można zachowywać się swobodnie, być szczęśliwym. Że bycie z kimś jest łatwiejsze niż życie w pojedynkę. Chyba po tym spotkaniu zaakceptowałem w końcu to kim jestem. I tym bardziej zaczęła mi doskwierać samotność, w związku z czym zacząłem myśleć jak to życie poukładać, a rozmowa jest jednym z elementów tej układanki. Wiem, że piszę chaotycznie, sorry ;)
  • anonimowa_matka 24.02.12, 20:12
    E tam, chaotycznie. Jasno piszesz.

    Bym Cię tylko dopytała o jedno.
    Jesteś, jak rozumiem, sam i trochę introwertyczny. Posiedziałeś przy wódce z chłopakami, którzy są razem i zaakceptowałeś kim jesteś. Ale wiedziałeś już wcześniej? Bo piszesz, że przyznanie się przed sobą do orientacji homoseksualnej też jest trudne.


    Sama nie wiem, o co właściwie chcę Cię zapytać :)
    Skasowałam część tego posta, bo był głupawy i teraz mi brakuje takiego, żeby parę minut posiedzieć koło Ciebie w milczeniu, a następnie zapytać, czy chcesz herbaty.
    Chcesz herbaty?
    A co studiowałeś? Ja na przykład prawie skończyłam psychologię przez te moje idiotki.
    I nawet miałam zajęcia z Tuzem Seksuologii Polskiej, ale on jest okropnie głupi. No mówię Ci!
  • andrzejekk 24.02.12, 20:26
    anonimowa_matka napisała:


    > Bym Cię tylko dopytała o jedno.
    > Jesteś, jak rozumiem, sam i trochę introwertyczny.

    Dokładnie tak.

    > Posiedziałeś przy wódce z ch
    > łopakami, którzy są razem i zaakceptowałeś kim jesteś. Ale wiedziałeś już
    > wcześniej?

    Wiedziałem. Od dłuższego czasu czułem, ale dotychczas myślałem, że jakoś to ukryję (bo co to ludzie powiedzą - a niestety często gęsto przejmuję się opinią innych), myślałem, że będę sam i problemy w stylu wychodzenia z szafy mnie ominą. Ale zobaczyłem, że można inaczej, lepiej, szczęśliwiej. I pomyślałem "dlaczego ja nie mogę żyć jak oni - korzystać z życia, dzielić z kimś moich radości, smutków, dlaczego nie mogę być szczęśliwy?". Choć droga do tego szczęścia, czymkolwiek by ono nie było, nie musi być łatwa. Ale z kimś łatwiej jest przez to przejść, prawda?

    > Bo piszesz, że przyznanie się przed sobą do orientacji homoseksualnej też
    > jest trudne.

    Może źle się wyraziłem - przyznanie się przed sobą, choć też wymaga przemyśleń, ciągnie za sobą pytanie "co dalej?". I tu zaczynają się schody.


    > Sama nie wiem, o co właściwie chcę Cię zapytać :)

    Pytaj śmiało, chętnie się wygadam, a jeszcze chętniej poczytam mądre wypowiedzi.


    > Chcesz herbaty?

    Dzięki, właśnie otworzyłem piwo, nie będę mieszał. Może szklaneczkę? ;)
    > A co studiowałeś?

    Nauki przyrodnicze.

    > Ja na przykład prawie skończyłam psychologię przez te moje idiotki.
    > I nawet miałam zajęcia z Tuzem Seksuologii Polskiej, ale on jest okropnie głupi
    > . No mówię Ci!

    Starowicz?
  • anonimowa_matka 24.02.12, 20:40
    > Starowicz?

    Jak na to wpadłeś, Sherlocku? I jeszcze w dodatku było ich dwóch.
    Odpadłam przy leczeniu depresji elektrowstrząsami, a jeśli nie podziała - lobotomią płatów czołowych.
    Poza tym jednak chłopaki tolerancyjne ;).
  • andrzejekk 24.02.12, 20:49
    anonimowa_matka napisała:

    > > Starowicz?
    >
    > Jak na to wpadłeś, Sherlocku? I jeszcze w dodatku było ich dwóch.
    > Odpadłam przy leczeniu depresji elektrowstrząsami, a jeśli nie podziała - lobot
    > omią płatów czołowych.
    > Poza tym jednak chłopaki tolerancyjne ;).

    Nie było to specjalnie trudne.
    Fajne mają sposoby leczenia, choć podejrzewam, że NFZ ich nie refunduje ;-)
  • mike.x 24.02.12, 21:16
    Gdyby refundowali... Już widzę te tłumy zatroskanych, znerwicowanych matek ciągnących swoich synów za kołnierze do gabinetu zabiegowego. Cóż.

    Psychologia tak naprawdę niewiele pomaga, bardziej utrudnia. Jestem oddanym fanem wersji behawioralnej, taka milsza wersja dra House'a ze mnie. Znałem całą teorię i praktykę, nic z tego mi nie pomagało. Cały czas przewijało się przez myśl "jesteś inny"; plus sam fakt, że taka psychologia niewiele może przy emocjach.


    @andrzejekk: Zdołuję ciebie, brachu. Średnia coming-out-u to 21 lat. Jeżeli jesteś pewny swojej identyfikacji to powiedziałbym, że najwyższy czas. Może być trudno ze względu na rodziców, w końcu mieszkasz z nimi. Nosz kutfa, przecież jesteś dorosły, przebrnąłeś przez studia, co dla ciebie taka jedna rozmowa?
    Popełnię zbrodnię i zacytuję samego siebie: Inni mieli gorzej, na przykład ja. Mogę się dowartościowywać jedynie na biednych głodujących dzieciach z Afryki.
    Co do sposobu, spróbuj metody nie-wprost: zapytaj rodziców co by było, gdybyś okazał się być gejem. Psychologicznie ma to mniejszą siłę rażenia od "mamo, tato - jestem gejem". Zastosowane w kombinacji powinno wyciszyć huk rujnowanych nadziei o jakąś jedną dziesiątą. No, chyba że już się domyślili.
    --
    Prosto, zwięźle i nie na temat.
  • andrzejekk 24.02.12, 21:30
    mike.x napisał:


    > @andrzejekk: Zdołuję ciebie, brachu. Średnia coming-out-u to 21 lat. Jeżeli jes
    > teś pewny swojej identyfikacji to powiedziałbym, że najwyższy czas.

    Jestem pewny i zdaję sobie sprawę z tego, że najpiękniejsze lata mojego zycia bezpowrotnie poszły się jeb... Tego nie naprawię, ale chciałbym te lata, które mi zostały przeżyć inaczej, lepiej.

    > Może być tr
    > udno ze względu na rodziców, w końcu mieszkasz z nimi.

    Myślę, że już niedługo. Taką mam nadzieję, bo potrzebuję usamodzielnienia się.

    > Nosz kutfa, przecież jes
    > teś dorosły, przebrnąłeś przez studia, co dla ciebie taka jedna rozmowa?

    E, co tam studia. Rozmowa bardziej mnie przeraża, zwyczajnie po ludzku się jej boję. Wyobrażam ją sobie tak - mieszkam kilkadziesiąt/kilkaset kilometrów dalej, jestem w domu na weekend, wychodząc mówię co trzeba, wsiadam w samochód i wyjeżdżam. Bo boję się konfrontacji. Będę starał się wyczuć grunt, ale moje wewnętrzne poczucie winy i tak będzie mnie ograniczało.

    > Popełnię zbrodnię i zacytuję samego siebie: Inni mieli gorzej, na przykład ja.
    > Mogę się dowartościowywać jedynie na biednych głodujących dzieciach z Afryki.

    Nie znamy się osobiście, ale, jakkolwiek by to nie zabrzmiało, imponujesz mi opanowaniem, swobodą wypowiedzi i otwartością, czego mi brakuje. Więc jeśli miałbym Twoje atuty byłoby na pewno łatwiej ;)

    > No, chyba że już się domyślili.

    To byłoby najlepszym wyjściem z sytuacji.
  • mike.x 26.02.12, 21:52
    zaczynałem tak jak i Ty, nawet gorzej. co powiesz na depresję, brak samooceny (niską bym jej nie nazwał), brakiem umiejętności komunikacji (nie potrafiłem z siebie zdania wydusić), zerowym licznikiem prawdziwych znajomych a tym bardziej przyjaciół, nikogo, kto brałby mnie na poważnie a nie jak niemowlaka, niemożliwością zaufania komukolwiek (wliczając własną rodzinę) i gnębienie w szkole w wersji Enterprise? od czegoś takiego do mojego obecnego stanu w jakieś dwa lata, w wersji skondensowanej to tylko cztery miesiące (przez większość czasu nie zmieniałem siebie tylko się opie.niczałem). początki są trudne, później to wchodzi w nawyk takie łamanie światowych reguł. pamiętaj - nie inni tobą rządzą, to Ty odpowiadasz za siebie.

    co do rozmowy. nie uciekaj, zachowuj się jak masochista i zostań, wyjaśnij, POROZMAWIAJ. chociażbyś miał dukać pojedyncze słowa, ale MUSISZ to z siebie wyrzucić, taki kaliber to za dużo na jedną osobę. mogą nie zrozumieć na początku ale moja własna matka mnie nie wywaliła z domu za to, że powiedziałem o swoich wątpliwościach. może odrobinę przesadziła ale nie zrobiła nic poza to.
    przydałaby ci się umiejętność stawiania na swoim.
    --
    Prosto, zwięźle i nie na temat.
  • andrzejekk 27.02.12, 05:51
    mike.x napisał:

    > zaczynałem tak jak i Ty, nawet gorzej. co powiesz na depresję, brak samooceny (
    > niską bym jej nie nazwał), brakiem umiejętności komunikacji (nie potrafiłem z s
    > iebie zdania wydusić), zerowym licznikiem prawdziwych znajomych a tym bardziej
    > przyjaciół, nikogo, kto brałby mnie na poważnie a nie jak niemowlaka, niemożliw
    > ością zaufania komukolwiek (wliczając własną rodzinę) i gnębienie w szkole w we
    > rsji Enterprise? od czegoś takiego do mojego obecnego stanu w jakieś dwa lata,
    > w wersji skondensowanej to tylko cztery miesiące (przez większość czasu nie zmi
    > eniałem siebie tylko się opie.niczałem). początki są trudne, później to wchodzi
    > w nawyk takie łamanie światowych reguł. pamiętaj - nie inni tobą rządzą, to Ty
    > odpowiadasz za siebie.

    Widzę sporo siebie w tym co piszesz.
    Depresja - z myślami "S", przerabiana
    Problemy z komunikacją interpersonalną - w życiu prywatnym codzienność
    Znajomi - do policzenia na palcach rąk, nikogo, komu mógłbym się wyżalić, komu ufałbym bezgranicznie (swoją drogą uważam, że ludzie to ch*je)
    Gnębienie w szkole - może nie typowe gnębienie, ale podstawówki łatwej nie miałem, w liceum było już lepiej.
    Pisałeś gdzieś, że momentami potrafisz być stanowczy, robić coś wg siebie - ja tak mam w sytuacjach kryzysowych - wtedy działam nie patrząc na innych, nie pytając ich o zdanie, robię to co JA uważam za stosowne, w normalnym życiu jestem raczej uległy, potulny, podporządkowany.

    > co do rozmowy. nie uciekaj, zachowuj się jak masochista i zostań, wyjaśnij, POR
    > OZMAWIAJ. chociażbyś miał dukać pojedyncze słowa, ale MUSISZ to z siebie wyrzuc
    > ić, taki kaliber to za dużo na jedną osobę.

    Jakoś tak to trzeba będzie zrobić, dzięki.


  • mike.x 27.02.12, 21:18
    Ryzykownym sposobem byłoby poskładanie wszystkich Twoich postaw do kupy i w jedną. Właśnie napisałeś coś o sobie, to znaczy że potrafisz.
    Życie to sytuacja radykalna. Masz jedno. Ja sam żałuję, że nie przyznałem się do siebie jak miałem ledwo 16 lat, za bardzo patrzyłem na swój wygląd. Nigdy nie jest za późno, wydobądź z siebie resztki optymizmu i wiary w siebie, rzuć opinię innych w pierony i żyj. Małymi kroczkami wyrywaj to, co jest Twoje. Chociażby dlatego, że ja w to wierzę.
    --
    Prosto, zwięźle i nie na temat.
  • mike.x 24.02.12, 10:55
    Rodzicem nie jestem, lubię tylko wcinać się w wątki ;)

    Właściwej pory - jak już wyżej inni napisali - nie ma. Ja powiedziałem zanim sprawa stała się dość poważna i zanim rypła się na jednym z wyjazdów.
    Według mnie lepiej za wcześnie niż za późno. Najgorsze z tego wszystkiego to się przełamać i porozmawiać.
    --
    Prosto, zwięźle i nie na temat.
  • massafra 24.02.12, 11:00
    No i fajnie że lubisz się wcinać- dla nas to też jakaś lekcja !popatrzeć, posłuchać z innej perspektywy...
    A jak zareagowali Twoi rodzice ?

    --
    Wir leben alle unter dem gleichen Sternenhimmel, aber wir haben nicht alle den gleichen Horizont.
  • mike.x 24.02.12, 16:05
    Najpierw muszę się do czegoś przyznać - jestem z rozbitej rodziny, zawinił ojciec bo znalazł sobie kogoś innego. Teraz studiuję i wypadło tak, że mieszkam w tym samym mieście co on, kilka bloków dalej. Rozwód był dwa lata temu, niby dobrze, że ta częściowa porażka, jaką była nasza udawana rodzina, się rozpadła.
    Proszę o nie zwalanie winy na ojca za to, że jestem jaki i kim jestem. To oddzielna historia.

    Na pierwszy ogień porozmawiałem z matką, jakiś rok temu. Chociaż powinienem to był zrobić dobre sześć lat wcześniej, jeszcze w gimnazjum, problemem była wtedy znikoma komunikacja w rodzinie.
    Zacytuję jej słowa, zaraz po moich słowach z kategorii "jestem ...": "Chwyciłam za oparcia fotela, spojrzałam na ikonę i pomyślałam: Jezu, no to jedziemy." Na tamtym etapie nie robiła z tego wielkiego szumu, sama musiała to odrobinę przemyśleć, zmienić też nastawienie. Jakiś czas po tym przyznała, że musiałem mieć w sobie sporo odwagi (!), żeby o tym powiedzieć. Później jeszcze sprawy formalne typu "nie obnoś się z tym, są różni ludzie", "nie mów dziadkom, mają za dużo na głowie", "jak chcesz pogadać z jakimś psychologiem to mam namiary". Tak naprawdę kolejnym krokiem były wakacje, wtedy sprawa wywinęła orła przez co odbyłem dość niemiłą rozmowę z księdzem prowadzącym tamte rekolekcje. Powiedzmy, skłamałem w kilku kwestiach i zostawiłem sobie furtkę na przyszłość. Po powrocie pierwszy psycholog, również ksiądz, ale za to normalny. Jedyną obawą mojej mamy było to, żebym dostał się na studia, zaczynała przyjmować do wiadomości, że jestem już nie tyle duży co wystarczająco wyrośnięty żeby o siebie zadbać. Dochodzimy w czasie do okresu po świętach, wtedy powiedziałem starszemu bratu z którym mieszkam na stancji, nie miał z tym problemów ("tylko uważaj, ludzie są różni"). Z kolei matula jakiś tydzień temu dzwoni do mnie i zaczyna opie...ć za to, że jestem w większej części homo niż być powinienem, rzuca faktami z tej "złej strony", o samobójstwach, nietrwałych związkach, "idź się leczyć" itd itp, bo właśnie skończyła czytać pewną książkę. Rozłączam się w mało neutralnej atmosferze, zaczęła rzucać argumentami "ja płacę na twoje utrzymanie". Ostatnio kolejny telefon, rozmowa o pierdołach, zmieniam temat i wyciągam z niej informację, że przemyślała to. Nadal czekam na słowa "nie będę grzebać w twoich emocjach bo nie są moje, zaufam ci", ale do tego jeszcze długa droga.
    Ojciec? Jest szczęśliwy w swojej obecnej pozycji, nie wiem, czy chcę wytrącać go z równowagi i rzucać mu bagaż, którego może nie potrafić unieść. Może i jestem gejem ale nie egoistą. Postaram się mu powiedzieć w najbliższym czasie, kwestia tygodni lub niewielu miesięcy. Nie wiem jaki ma stosunek do tych spraw, po wielu porażkach (głównie z jego strony i winy) nareszcie zaczyna się ten burdel układać, nie chcę tego zniszczyć.
    Bliższa rodzina nie ma z tym problemów, dla niektórych powiedzenie o tym to będzie formalność ale na pewno nie nic nieprzyjemnego. Zawsze jest trudno się przełamać, wszystkie obawy, że ciebie wyklną wyrzucić za siebie.
    Koledzy/koleżanki? Nie mam z tym problemu, wie kilka osób, najczęstsza reakcja to "wow".

    Rzucajcie pytaniami, chętnie odpowiem.
    --
    Prosto, zwięźle i nie na temat.
  • anonimowa_matka 24.02.12, 19:32
    A ja na razie nie mam do Ciebie pytań, wiesz?
    Tylko strasznie się cieszę, że miałam przyjemność Cię poznać. Podoba mi się sposób, w jaki piszesz i takie fajne wyważenie między otwartością, zdrowym rozsądkiem i przyzwoitością.
    Byś był moim dzieciakiem, to byłabym z ciebie dumna jak cholera :)
  • anonimowa_matka 24.02.12, 22:50
    Zastanowiłam się, Mike, i jednak napiszę już poważniej, najwyżej poślij mnie do diabła.

    Nie żartuję mówiąc, że byłabym z Ciebie dumna, jak cholera.
    Piszesz przemyślane rzeczy i jest w Twoich postach coś, co odbieram jak połączenie rozumu, dokonanych wyborów i życzliwości.
    A piszesz o trudnych rzeczach, tylko w taki sposób, jakby Cię one nie dotyczyły - nie wiem, jak to lepiej wyrazić. Rozwód rodziców - chcesz chronić tatę, wahania mamy - widzisz wpływ lektur oraz wątpliwości mamy, Twoja aktywność na tym forum też jest taka wspierająco-opiekuńcza.

    Wiesz, chyba czwarty raz zaczynam do Ciebie pisać i znowu nie wiem, jak się za to zabrać. i przepraszam Cię za to gorąco. Z jednej strony nie chcę Cie obrazić narzucając Ci się z matkowaniem (no i co to takiego w Tobie jest, że boję się naruszyć Twoje granice? No co?)
    Z drugiej strony Ciebie jak mało kogo wepchnęłabym do tych moich szaf i kazała siedzieć w cieple, ciszy i bezpieczeństwie... A pewnie potrzebne Ci to jak psu piąta noga :)

    A nawet teraz boję się to wszystko wysłać, bo żeby Ci w żaden sposób nie zaszkodzić, ani Cie nie osłabić.
    No nic, wysyłam z nadzieją, że weźmiesz sobie z tego postu moje najlepsze życzenia, a jakoś odfiltrujesz głupoty i strachy.

    Najlepszego!
  • massafra 24.02.12, 23:42
    I ja się wieczorkiem witam...
    I czapkę z głowy przed Tobą mike.x !!!
    Za całokształt !!!!! Humor, empatię..(a tak na marginesie- po niemiecku zakret to też- kurwe)
    Jesteś super!
    A mamci może podsuniesz jakieś pozytywy o gejach?- jest tego trochę, niech się sama nie dołuje , niech pozna że to może być piękne , czyste , wzniosłe ....
    (np.Waldorff-Jankowski, Raczek- Szczygielski,)
    Energia która emanuje z Twoich postów jest niesamowita !

    Andrzejekk-u
    Nie jestem pewna czy nasz syn otworzył by się przed nami...(choć naprawdę mamy dobry kontakt) pierwszy , przed rokiem mój mąż zaniepokojony że chłopie już 21 lat, a tu na horyzoncie zadnej przyszłej synowej ( o on w jego wieku miał już syna) zapytał czy jesteś homoseksualny i ...dostał odpowiedź .
    Ja, jak pisałam dopiero niedawno ,zapytałam o jego partnera kim dla niego jest i dostałam odpowiedź; przecież wiesz mamo....I on wiedział że ja wiem i ja wiedziałam.....
    Tej sylwestrowej nocy nie zapomnę nigdy - przegadaliśmy całą noc , ja mu mówiłam o moich lękach, obawach i o tym jak bardzo go kocham , on mi o swoim uczuciu, o tym jak jest szczęśliwy, jak bardzo kocha....a na koniec podziękował mi za rozmowę ......to było piękne!
    Nasz syn od 16 roku życia mieszkał z dala od domu w mieście w którym obecnie studiuje, może dlatego tak wydawało nam się że wszystko jest o,key-bo gdyby był na co dziń w domu chyba doszłoby do tej rozmowy wczesniej......
    Może i dla Ciebie byłoby lepiej abyś zaczął żyć na własny rachunek, usamodzielnić się , odnalazł swoją własną drogę? To pomoże CI żyć w zgodzie z samym sobą, wyjść z tej skorupy którą się otoczyłeś....Poczytaj proszę blog "królewiczów dwóch"- troszkę swińtuszą , ale ciekawie....
    A może rodzicom przekażesz bardziej czytelne sygnały?
    Trudno coś Ci doradzić nie znająć ich, ale może np :
    Namów mamę do posłuchania muzyki Czajkowskiego i opowiedz jej jego tragiczną historie.
    Był gejem zakochanym między innymi w synu swojej siostry ( no, tak nieszczesliwie- był jego muzą) kapituła Honorowa(?) zmusiła go do popełnienia samobójstwa !Musiał się zastrzelić
    (to tak strasznie w skrócie.....dobrze że nie zyjemy w tamtych czasach...)
    Walcz o swoje prawo do bycia sobą i do swojego szczęścia!
    Przesyłam Ci duzo pozytywnej energii- trzymaj się!
  • massafra 24.02.12, 23:49
    Anonimowa _m..
    Tobie tylko na dobranoc usciski...moja kumoszko...
    Swietnie ze tu się gdzieś zjawiłaś.....
    --
    Wir leben alle unter dem gleichen Sternenhimmel, aber wir haben nicht alle den gleichen Horizont.
  • anonimowa_matka 24.02.12, 23:53
    A ja Cię już dawno chciałam zapytać, co to tam jest u Ciebie w sygnaturce?
    Nie znam niemieckiego...
  • massafra 25.02.12, 00:08
    W przetłumaczeniu:
    Wszyscy żyjemy pod tym samym rozgwieżdżonym niebem, ale nie wszyscy mamy ten sam horyzont....
    - a dla tego po niemiecku, że nie zmieniłam nick gdy zaczęłam pisać na tym forum...jestem aktywnym członkiem forum opiekunek w niemczech i stąd sygnaturka po niemiecku!
    Buziaki skarbie , trza oko już potrenować!
    --
    Wir leben alle unter dem gleichen Sternenhimmel, aber wir haben nicht alle den gleichen Horizont.
  • andrzejekk 25.02.12, 10:28
    massafra napisała:

    > Andrzejekk-u
    > Nie jestem pewna czy nasz syn otworzył by się przed nami..
    > .(choć naprawdę mamy dobry kontakt) pierwszy

    Nie ma się czemu dziwić, to nie jest łatwe.

    > Ja, jak pisałam dopiero niedawno ,zapytałam o jego partnera kim dla niego jest
    > i dostałam odpowiedź; przecież wiesz mamo....I on wiedział że ja wiem i ja wied
    > ziałam.....

    I co poczułaś w pierwszej chwili? Ulgę? Szok? Żal?

    > Może i dla Ciebie byłoby lepiej abyś zaczął żyć na własny rachunek, usamodzieln
    > ić się , odnalazł swoją własną drogę? To pomoże CI żyć w zgodzie z samym sobą,
    > wyjść z tej skorupy którą się otoczyłeś....

    Na to liczę i zamierzam w końcu przeskoczyć przeszkody, które często sam sobie stworzyłem.


    > A może rodzicom przekażesz bardziej czytelne sygnały?

    Na dłuższą metę wolałbym chyba postawić sprawy jasno zamiast bawić się w podchody. Tylko odwagi i zaplecza w postaci kogoś wspierającego brakuje.


    > Walcz o swoje prawo do bycia sobą i do swojego szczęścia!
    > Przesyłam Ci duzo pozytywnej energii- trzymaj się!

    Dzięki i wzajemnie - miłego weekendu :-)
  • massafra 25.02.12, 12:56
    Tak, trzeba niesamowitego zaufania i taktu z obu stron aby się nawzajem nie zranić.

    Pytasz co czułam...
    Ano , zawirował mój swiat i nadal się kreci....W pierwszej kolejnosci najgłębszym uczuciem był żal...żal że to prawda, że nie ma zaprzeczenia , chyba wmówiłam sobie że usłyszę jego śmiech i słowa no, co ty- wynajeliśmy mieszkanie tylko dlatego że we dwóch taniej....
    W zasadzie to szarpały mną wszystkie negatywne odczucia jakie tylko mogły ....
    Zal , lęk, wsciekłosć, bezsilność i potworny strach o niego.... Uczucie strasznego zawodu ( że zycie takiego "figla mi spłatało") I dzięki Najwyzszemu nie przyszła mi do głowy myśl żeby jego oskarzyc..
    Ale jemu nie dałam nic odczuć-poprostu spokojnie rozmawialiśmy...
    ....łzy oczyszczają duszę więc ryczałam, ryczałam,ryczałam jak nikt nie widział...
    Już jest lepiej - ale .jeszcze muszę powalczyć
    Dużo pomaga mi to forum i ...podczytywanie piszących gejów, bo ich swiat był dla mnie kompletnie nieznanym, w pewnym sensie wypaczonym , powierzchownym. Byłam , jestem tolerancyjna dla każdej innosci, ale to takie proste gdy coś dzieje się za płotem , a nie w moim ogródku.

    Kiedyś , przeczytałam na plakacie piękne słowa skierowane do rodziców:

    Gdy dziecko jest małe -daj mu solidne korzenie
    Gdy dorośnie dodaj mu skrzydeł....

    Zyczę Ci aby twoje " skrzydła" uniosły Cię ponad wszelkie zahamowania.

    A i jeszcze, nie wiem jak Twoi Rodzice, ale ja nigdy nie chciałabym aby wiadomość o orientacji mojego syna wystrzelił mi tak z" biodra" i...zamknął drzwi.Nie masz naprawdę nikogo komu mógłbyś zaufać , kto pomógłby Ci ?

    Nie uciekaj przed sobą....
    Sciskam Cię!







    --
    Wir leben alle unter dem gleichen Sternenhimmel, aber wir haben nicht alle den gleichen Horizont.
  • andrzejekk 25.02.12, 13:58
    Medal powinnaś dostać za to, że wspierałaś syna w tamtej chwili, a przynajmniej starałaś się nie dać mu do zrozumienia, że nie do końca odnajdujesz się w nowej sytuacji. Skoro już ciągniemy się za języki - czy po tej rozmowie patrzysz jakoś inaczej na dziecko? Nie masz wrażenia, że wyrósł między Wami jakiś mur, pojawił się jakiś dystans? Rozmawiacie jak kiedyś, czy spotkania stały się choć trochę sztuczne? A może przeciwnie - staliście się sobie bliżsi, bardziej otwarci? Krótko - czy po tym jak się dowiedziałaś, że Twój syn jest gejem coś się między Wami zmieniło?

    Co do moich rodziców to na pewno nie postawiliby mnie w sytuacji "masz 5 minut na spakowanie się i na razie", to raczej ja wolałbym usunąć się z pola widzenia, może dlatego, że pewnie w tej chwili będę miał poczucie winy, że nie spełniłem jakichś pokładanych we mnie nadziei (wnuki i te sprawy, choć jedynakiem nie jestem, więc wnuki będą mieli).

    Pozdrawiam w porze obiadu ;-)
  • anonimowa_matka 26.02.12, 01:48
    Wiesz, Andrzej, nie ma siły, żeby się nie zmieniło :)
    Wychowujesz sobie to pisklę i sobie marzysz, a przy tym te marzenia są banalne i przewidywalne - w jakimś sensie o ciągłości i o wnukach, o ślubie z jakąś miłą osobą i tak dalej i tak dalej. A następnie musisz się zreorientować i zobaczyć w kimś, kogo - excuse - przewijałeś, zupełnie odrębnego człowieka - nie tyle przedłużenie własnych marzeń, ile kogoś odrębnego.

    Mnie samej było dziwnie, bo przez awanturę urządzoną przez "drugi komplet" rodziców nie miałam czasu zastanawiać się nad swoimi uczuciami, tylko ratowaliśmy wspólnie, co się nam paliło koło tyłków.
    Zresztą do tej pory zostało coś dziwnego i nierównego - bo dziewczyna mojej córki mocniej mnie wspiera i się mną opiekuje, niż mała. Rozumiem to tak, że bardziej docenia to, że się na nie nie wypięłam.

    W każdym razie jedno było dla mnie jasne - że jeżeli zrobię jakiś gruby błąd, to dziewczyny były na tyle rozżalone i zdeterminowane, że zerwą kontakty również ze mną i z tatą - bo one miały serdecznie dość. Ja się bałam, mała się bała i była wściekła, jej partnerka sie bała i miała mnóstwo wyrzutów sumienia - mniej więcej pół roku miałam uczucie, że chodzimy po kruchym lodzie.

    To, czym mi bardzo pomogły, to kamiennym milczeniem za każdym razem, gdy mi nerwy puszczały i zaczynałam beczeć. Dziewczyny robiły mi drinka albo herbatę i gdzieś sobie szły, a potem wracały i udawały, że nie są złe ani zakłopotane.
    W idealnym świecie byśmy odbywały rozmowy wyjaśniające, ale nasz świat jest jaki jest i już.
    Natomiast prosiłam je zawsze o pogadanie np. następnego dnia - i one w to wchodziły, co mi naprawdę pomogło.

    Więc po pół roku strasznie trudnej huśtawki, gdy już nauczyłam się patrzyć na dziewczyny jak na autonomiczne osoby - zbliżyłyśmy się do siebie bardzo i to tak nadal jest. Cenzurują na przykład większość moich wpisów tutaj - a ja też je wołam i pytam, czy to co napisałam, jest jasne i czy napisałam to, o co chodzi ;)


    Zadajesz pytania, od których zaczynam się zastanawiać. Lubię to.
    Podoba mi się w Tobie coś, co odbieram jako połączenie odwagi i determinacji z taktem i uprzejmością. Też bym sobie Ciebie zaadoptowała :)

    miłego dnia Ci życzę i radosnego
  • andrzejekk 26.02.12, 11:10
    Właśnie tego się obawiam, że jeden aspekt życia, jakim jest orientacja seksualna, rzutuje na obraz całej osoby. Boję się, ze ujawnienie mojego sekretu zburzy nadzieje pokładane we mnie przez rodziców, zachwieje relacjami między nami (nie to, żeby teraz te relacje były jakieś super, bo żyjemy raczej obok siebie niż ze sobą). Chciałbym uniknąć tego co Ty przeżywałaś - łez, strachu, chyba też pytań, bo wiem, że nie łatwo będzie mi o tym mówić. Czuję się za nich w jakiś sposób odpowiedzialny i ciężko byłoby mi żyć ze świadomością, że przeze mnie cierpią, czy że w jakiś sposób ich zawiodłem.

    Miłego dnia i pozdrów dziewczyny.



  • tigertiger 26.02.12, 11:31
    zastanawiam się jakie to nadzieje pokładają w tobie rodzice, które zawiodłeś ? jak myślisz ?
    Tak pięknej się mówi i pisze o bezwarunkowej i bezinteresownej miłości matczynej, nieco rzadziej o warunkowej i wymagającej miłości tacierzyńskiej, a tu się okazuje, że jednak można rozczarować swoich rodziców tylko dla tego, że nie spełni się pokładanych nadzieli bo pragnie się dla siebie innego szczęścia niż oni zaplanowali dla siebie, ups dla Ciebie ?
  • anonimowa_matka 27.02.12, 00:39
    Andrzej, jednej rzeczy jestem pewna, jak mało czego: dzieci nie odpowiadają za to, jakie marzenia wobec nich mają rodzice.

    Jesteś miłym facetem i nawet na podstawie Twoich postów mogę wnioskować o Twojej otwartości na innych i empatii, i trosce, a wszystko to jest czarujące i cudowne.

    Przysięgam Ci, jeśli dzieciak wybiera sobie partnera innego, niż ja bym mu wybrała, to cierpię nie z powodu dziecka, tylko z powodu własnych urojeń, uprzedzeń, nieuprawnionej zaborczości.

    Owszem, rodzicem zostaje się przez sprowadzenie na świat kogoś, kto inaczej by na świecie nie zagościł, ale to tyle. Zapraszam na świat kogoś odrębnego.

    Kochając kogoś, kogo kochasz, nikomu nie sprawiasz cierpienia, naprawdę, naprawdę.
    Kogoś może zaboleć, że rzeczywistość jest inna, niż jego marzenia, ale to jego marzenia, nie Twoje.

    Ci zacytuję terapeutów, bo co mi tam:
    Ja robię swoje i ty robisz swoje.
    Ja nie jestem na świecie po to,
    żeby spełniać twoje oczekiwania,
    a ty nie masz obowiązku spełniania
    moich oczekiwań.
    Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
    Jeśli się spotkamy - to wspaniale.
    Jeśli nie - to trudno.

    Słonko, spotykamy się na tym forum od kilku dni, a już zrobiłeś dużo dobrego.
    Mnie, na przykład, dodałeś odwagi.

    kolorowych snów
  • anonimowa_matka 26.02.12, 02:49
    Się chaos tu wkrada, ale to jest do Ciebie :)
    forum.gazeta.pl/forum/w,135,133650319,133709479,Re_zapraszam_pogadajmy_sobie_.html
  • massafra 26.02.12, 10:11
    No, kurcze przysneło mi się i ominęło mnie winko....
    Nic to zapraszam na poranną kawę!
    A.M -cobyśmy tylko w wzajemne uwielbienie nie popadły-bo ja podziwiam że tak lekko , o tak głębokich sprawach piszesz...
    Mogę o coś zapytać?
    Czy rodzice Twojej córkowej nigdy nie starali się" przeskoczyć siebie " i nawiazać z dziewczynami kontakt?, albo z Wami?? Jakoś ciężko mi pozbierać to wszystko ze tak można.....
    I jaki jest główny powód ich nieakceptacji?

    Ostatnio dużo rozmawiałam na temat młodego ze starszym synem.Na moje :wiesz właściwie to się cieszę że ma partnera bo chyba nie mogłabym spać myśląc że zbiera gdzieś pokątnie doświadczenia z przypadkowymi osobnikami...
    -A o nas się nie bałaś?
    Myślisz że nasze pierwsze doswiadczenia były takie cacy, pełne romantyzmu?Też szukaliśmy i bywało różnie !
    Olśniło mnie -faktycznie o nich się nie bałam
    Był niesmiały wykład o prezerwatywach,o zagrożeniach i.....błogi spokój ....
    Dziwne , no nie?



    --
    Wir leben alle unter dem gleichen Sternenhimmel, aber wir haben nicht alle den gleichen Horizont.
  • tigertiger 26.02.12, 11:09
    otóż to, czemuż to rodzice boją się bardziej o los dzieci homoseksualnych niż hetero ? czemu idealizują związki heteroseksualne i relacje w tych związkach? Osoby homoseksualne maja trudniej z wielu powodów, ale nie są skazani na szczególne niebezpieczeństwa z racji swojej orientacji. Przeciwnie są zdecydowanie bardziej ostrożni i czujni, zdają sobie z wielu zagrożeń sprawę, o których heteroseksualni rówieśnicy nawet nie myślą, jak chociażby bezpieczny sex (nawet filmy porno propagują wyławiacz sceny z użyciem prezerwatywy, czego nie zobaczy się na filmach porno dla heteroseksualnych mężczyzn).
  • anonimowa_matka 27.02.12, 01:57
    Cieszę się, że tu jesteś.
    Mam wrażenie, że wlazłam na forum, które trochę funkcjonowało jak zlew, a przy niewielkiej odrobinie troski ma szanse stać się miejscem do pogadania bez mądralińskich z różnych fundacji ani bez nadmiaru homofobii - co mi się wydaje niezwykłe na forum otwartym dla wszystkich.

    No i jesteśmy fajnymi ludźmi - dwie w miarę życzliwe mateczki, kilkoro młodych, którzy są na tyle uprzejmi, że wdają się w rozmowy ze starszymi paniami i pokazują swoje punkty widzenia i Tygrysek, która zadaje sobie trud wyszukania pomocnych miejsc.

    Lubię takie miejsca, bo przywracają mi poczucie sprawczości i wiarę, że jeśli zadam sobie odrobinkę trudu, to świat odpowie mi dobrocią i uważnością. W jakimś sensie też lubię widzieć, że ci młodzi są otwarci na poprzednie pokolenie. No i - ponieważ martwię się o nich wszystkich - cieszę się, że tu jesteś i trwasz na straży.
    A wątek założyłam do śmiecenia, więc z czystym sumieniem biję w nim przed Tobą czołem. Zostało mi to wino w kartoniku, pozwolisz lampkę?

    Nie mogę dla Ciebie zrobić nic ponad to, że czasem sobie pogadamy, a i to tak niezobowiązująco. Tak naprawdę uważam, ze robisz wszystko, co jest do zrobienia - jesteś otwarta, zadajesz pytania, które są jednocześnie prościutkie, jak przenikliwe, wiesz, że się pogodzisz i wiesz, że trzeba Ci czasu.
    Fakty w moim życiu są takie, że gdy dasz sobie dość czasu, to się pogodzisz.

    A rodzice córkowej - nie. Nie chcą. Kiedyśtam ich mała z jakichś powodów dostała krwotoku, zawiozłam do szpitala, po czym zadzwoniłam do jej rodziców, bo mi się to wydawało ważkie. Usłyszałam "ja nie mam córki" i zrezygnowałam. Więcej, nie wybaczę im tego.
    Jak mała dochodziła do siebie w tym szpitalu, a ja nie mogłam jej powiedzieć, że mama przyjedzie kiedyśtam. Myślałam, że jestem tolerancyjna, ale nie miałam racji. Jest we mnie gniew i są granice, za którymi skreślam człowieka.
    A co do przyczyn - zdaje się, że chodzi o to, że to mocno religijni ludzie. Zazwyczaj szanuję ludzką wiarę, ale nie przy takiej ilości łez dzieciaka, który przegrał z religią.

    Pora spać. Smażyłam pączki i poparzyłam sobie ręce,co boli.
    Dobranoc.
  • andrzejekk 27.02.12, 05:55
    anonimowa_matka napisała:

    > Pora spać. Smażyłam pączki i poparzyłam sobie ręce,co boli.

    Pójdź do lekarza po receptę na Argosulfan w kremie - ładnie goi rany oparzeniowe.

    Po kawie pora na mycie zębów i wycieczkę do pracy, miłego dnia.
  • tigertiger 27.02.12, 08:07
    czy, aby z religią przegrała? wśród wyznawców islamu wciąż jeszcze dochodzi do licznych tzw morderstwa honorowe dokonywanych na kobietach przez jej mężów, ojców, braci, wystarczy podejrzenie aby "zmyć hańbę"), mimo, że Koran nakazuje mężczyznom opiekować się kobietami i niema tam zmianki o wykonywaniu na nich wyroku za grzechy. Nie religii jest temu winna, a prawo zwyczajowe, plemienne wywodzące z tamtej kultury. Nie ma religii, która nakazuje w imię religii wyrzec się dziecka, lub je zabić. Nie nakłaniają do podobnych zachowań hierarchowie czy zwierzchnicy kościoła.
    Bardzo smutna historia tej Twojej córkowej :(. To są realne zagrożenie i najbardziej bolesne.
    Kiedyś Szymon Niemiec w jakimś wywiadzie opowiadał, jak to on się ujawnił przed bogobojnymi rodzicami, ojciec pierwsze co zrobił pobiegł do księdza z pytaniem co ma robić, a ten powiedział "musisz mu to wybić z głowy", tatuś wzioł to dosłownie i struną z pianina go wysmagał. Nie pomogło. A parę lat później, w jakimś dokumencie telewizyjnym wstąpiła matka Szymona i powiedziała, że choć na początku przezywali strasznie ujawnienie syna nie mogąc się pogodzić, dziś ona działa aktywnie i zachęca inne matki do comong outu, bo bardzo syna wraz z ojcem wspierają. Jedna z dziewczyn, która pojawiła się na zdjęciu w kampanii "Niech nas zobaczą" tym samym zrobiła również comong out przed rodzicami. gdy wróciła na święta do domu ojciec ją przegnał i się jej wyrzekł, nakazując całej rodzinie aby się do niej nie odzywali, ale rok później już wszyscy świętowali razem. Czego i Twojej córkowej, życzę.
  • massafra 27.02.12, 18:21
    Tak myslałam że są religijni.....
    Przykre...co to dziecko musi przejść !
    Cudownie że w waszym domu znalazła ciepło i poczucie bezpieczeństwa !


    Panowie , weźcie pod uwagę że i duuuuużo starsze roczniki potrafią też być tolerancyjni....
    Pozdrawiqm Was !

    I z życia wzięte:
    Chłocy przyjechali na trzy dni-dziś odjeżdżali.
    Jak przyjezdżają mój syn jest u nas w domu -jego partner u swojej mamy( jest jedynakiem wychowanym tylko przez mamę)
    Dziś moja siostra odwoziała ich na dworzec . Wróciła zbulwersowana...
    -Wiesz ten Ł to jest jakiś komiczny!
    -Tak sądzisz?
    -No, czy ty tego nie widzisz?Przecież on patrzy na M tak jakoś dziwnie.., a wogóle to chyba dla M nie zbyt dobry kolega!
    -A ... dlaczego tak sądzisz
    -nie wiem, ale on mi się zupełnie nie podoba , taka baba- ciągle przeprasza,taki nic nie męski..dla mnie to dziwoląg...
    -myślę że Ci się wydaje.....ja go lubię....(a w duchu naprawdę było mi wesoło)
    -Nie , nie wydaje mi się ,Ty się lepiej mu przyglądnij...

    ....I jak tu mojej siostrzyczce powiedzieć prawdę-może to był dobry moment, ale mnie było trochę za wesoło i zupełnie nie miałam ochoty na poważne dyskusje ! Buziole wszystkim




    --
    Wir leben alle unter dem gleichen Sternenhimmel, aber wir haben nicht alle den gleichen Horizont.
  • tigertiger 27.02.12, 18:35
    "przyglądnij" ? Twoja siostra mogła by na początek "przyglądnąć" się swojej polszczyźnie:)
    Zorientowała się już, teraz dopiero się zaczną podchody:)
  • massafra 27.02.12, 18:51
    Może jeszcze nie zorientowała się w istocie sprawy....ale jest na najlepszej drodze...chyba jej nie pomogę dopóki, otwarcie nie zapyta !
    To typ człowieka który bardzo, bardzo trudno przyjmuje coś co wybiega poza stereotypy. Długo była zbulwersowana że pozwoliłam aby synowa mówiła mi po imieniu. A my obie wolimy taką formę.

    --
    Wir leben alle unter dem gleichen Sternenhimmel, aber wir haben nicht alle den gleichen Horizont.
  • tigertiger 27.02.12, 19:29
    ależ ona wie na sto procent, tylko ciebie bada:)
    Ł jest dziwny i jak on patrzy na M, taki nie męski jak baba, to nie jest kolega dla M, nie powinien się z nim kolegować.
    Zauważyła, że jest zniewieściałym zakochany w Twoim synu kolegą i ją to niepokoi, jest zaskoczona, że ty nie reagujesz, nie dostrzegasz niebezpieczeństwa. To była zaledwie pierwsza próba wybadania Ciebie, teraz będą kolejne, a co gorsza może zacząć odczuwać potrzebę przegadania sprawy z kimś jeszcze z najbliższej rodziny. Czym bardziej będziesz ją przekonywać, że nie ma powodu do zmartwienia, tym bardziej będzie siostra będzie siostra będzie uważała, że musi zareagować. To może się nawet dobrze zakończyć, jeśli się rozejdzie po rodzinie jako tajemnica poliszynela. Dość wygodna rozwiązanie, gdy nie ma się ochoty na rzucanie pereł przed wieprze:)
  • andrzejekk 27.02.12, 19:59
    massafra napisała:

    > Panowie , weźcie pod uwagę że i duuuuużo starsze roczniki potrafią też być t
    > olerancyjni....

    Bo to zależy od człowieka, jego otwartości, spojrzenia na świat a nie daty w metryce (choć światopogląd często koreluje z czasami, w których się żyje i dorasta, ale czasy nie warunkują światopoglądu w 100%).

    > Zżycia wzięte:
    > Chłocy przyjechali na trzy dni-dziś odjeżdżali. (...)

    Oooo, to będzie się działo. Szepty, plotki i domysły. Dobrze, że starasz się brać to z uśmiechem i dystansem :-)

  • mike.x 27.02.12, 21:59
    Ja bym powiedział. Byłoby to zdeczka niemoralne ale chyba za ten wyraz twarzy i spojrzenie dałbym wszystko. Jawne przerażenie i niemal śmiertelne zaskoczenie... Miodzio.

    :D
    --
    Prosto, zwięźle i nie na temat.
  • tigertiger 27.02.12, 22:19
    oj, smark jeszcze z Ciebie:)
  • anonimowa_matka 27.02.12, 23:14
    Zaraz się okaże, Massafra, że Twoja zaniepokojona siostra robi najlepszą robotę, jaka można sobie wymarzyć.
    Gdy ona będzie na głos podejrzliwa i zdegustowana, to Ty to zobaczysz jak w krzywym zwierciadle :) Co może pomoże...
  • mike.x 26.02.12, 22:33
    Powiem tak: udało ci się. Nikt nie umarł, nikogo nie obraziłaś.

    Skoro zeszło na mnie - szczerze nie do końca wiem, dlaczego piszę właśnie w taki sposób. A może wiem?
    Mam w sobie odrobinę ciepełka. (wybaczcie teraz, nie będę używał shifta, zmarzłem jak holender na tym wyjeździe i ręce mi się nadal trzęsą chociaż netbook zdążył się ostro nagrzać) styl pisania mam po trwającym jeszcze epizodzie - próbie napisania książki. wyżej napisałem z czym zaczynałem, w odpowiedzi na post andrzeja. zacząłem na pierwszy ogień od umiejętności komunikacji, tworzenia myśli. przypadkowo okazało się, że mam do tego specyficzny talent, lekkość pióra ;) nie ujawniam wszystkiego bo i nie wszystko jest ważne na dłuższą metę - po kiego wiedzieć, że bohater oprócz glanów miał na sobie zielone skarpetki skoro za pięć sekund zginie?
    co do rozumu - to też fakt. normalność mnie nie lubi, średnia światowa IQ też jakoś się u mnie zwielokrotniła. ale delikatnie.
    chociaż i tak pisząc tak wiele o sobie łamię swoje zasady. jest pewna granica którą konsekwentnie przekraczam, chyba właśnie dlatego, że muszę to przerobić na zewnątrz, ktoś musi o tym usłyszeć. ktoś musi wiedzieć, że mam problem z pewnym chłopakiem, który się we mnie zabujał po uszy i nie chce odpuścić.

    tak, w pewien sposób piszę z reporterskim zacięciem, nie ma sensu przeżywać czegoś po raz setny. poza tym, nie potrafię inaczej, nie ma też sensu pisać i wylewać wszystkich emocji (jest to dość niemożliwe), wtedy przeżywałem to bardziej, ale - to było kiedyś a nie teraz. specyficzny minimalizm a nie bezduszność.

    to, że boisz się do mnie napisać to pozostałość po dawnym mnie. zostało mi to do dzisiaj ale w innej formie - po prostu tylko wyglądam na twardziela, na pewnym poziomie nawet jestem twardy (ale tylko prewencyjnie, w razie W), w rzeczywistości dość łatwo mnie "wykorzystać", musisz się tylko nie bać tego, co pozorne. z tym ludzie mają ogromne problemy, nawet nie musisz mi wierzyć na słowo.

    ciepełko, cisza i ściany z tytanu grube na pół metra... to też mój żywioł. mam dość skrajną osobowość, czasami działam a czasami piekło zdąży zamarznąć zanim się za coś wezmę.

    moim problemem od zawsze było to, że pod tymi względami jestem unikatem. nie spotkałem jeszcze nikogo, kto byłby chociaż większościowo jak ja.


    i powiem jedną rzecz - przypominasz mi właśnie moją własną mamę w połączeniu z ciotką. zmieszać i dostajemy to samo nastawienie, ten sam styl - ale nie wiem, czy na pewno tą część z akceptowaniem na której tak mocno mi zależy. wiem, że to może się poprawić ale dostałem jasny sygnał - mojego ewentualnego chłopaka do domu nie wpuści. to ma prawo się zmienić, pytanie cały czas to samo - kiedy, o jakim czasie mowa?

    nie bój się słów, to przecież tylko słowa. nawet jak przypadkiem zamiast z pistoletu przywalisz z atomówki i co najgorsze trafisz w cel - inteligentni zrobią z tego okazję do nauczenia się czegoś ważnego o sobie.
    (postu nie sprawdzałem po raz drugi, com napisałem - napisał. jestem leniem.)
    --
    Prosto, zwięźle i nie na temat.
  • anonimowa_matka 27.02.12, 00:15
    OK, kotek.
    Zrobimy więc tak:
    Ty pójdziesz w świat na swoje wojny, a ja będę tu siedzieć z pączkami (właśnie usmażyłam i poparzyłam sobie palce, diabli by to) i powtarzać "jestem tu, będę tu, a gdybyś był mój, byłabym z Ciebie dumna jak jasna cholera".

    Oraz miarą mojej sympatii i szacunku do Ciebie będzie to, że zostawię Ci prawo do nieudzielania odpowiedzi na te tysiąc pięćset sto dziewięćset pytań, które - tak, zgadłeś! - Ci zadam.
    Na potrzeby tej wymiany zdań zawieszamy świadomość, że nie mam jak Cię przymusić do odpowiadania :)

    Wiesz, że czynisz dość specyficzną dychotomię - "wyglądam na twardziela, ale dość łatwo mnie wykorzystać". Ja nie wyglądam na twardziela i nie jest łatwo mnie wykorzystać, bo dość łatwo godzę się na bycie jeleniem. Widzisz, o co mi chodzi? Wybór między twardością a dobrocią czy naiwnością nie jest taki bardzo konieczny.

    Masz świadomość, że ceną za Twój styl bycia (czy sposobu formułowania myśli) jest to, że umknie Ci sporo gratyfikacji wynikających z upodobania społeczeństwa do ludzi układnych?
    (Nie mogę powiedzieć, żebyś miał niewyparzoną buzię, a jeden z Twoich wpisów prawie odebrał mi mowę - zarówno przekazem, jak i elegancją zapisu, jak i zerknięciem Ci w sposób myślenia. Ładnie umiesz pisać, kotek).
    Co natychmiast przywodzi mi na myśl pytanie, o co Ty grasz. O bliskość, czy o uznanie?

    Co z punktu widzenia mateczki-dobra-rada znaczy mniej więcej tyle: czy będziemy cieszyć się tym, jak ładnie rozkwitasz, czy też elegancko wetkniemy Cię do klateczki i nie stanie Ci się żadna krzywda.
    BTW - nie mam wątpliwości, co byś wybrał :P

    Cieszę się, że Cię poznałam.
    Byłabym z Ciebie bardzo dumna, gdybyś był mój.
    Denerwuje mnie tak wysoki poziom Twojego dystansu i niezależności.
    Dawaj te łapy zmarznięte, ogrzeję.

    Co do czasu, zanim rodzice zaakceptują - możemy wziąć elegancką kryształową kulę, ale.
    Dokąd nie przyprowadzisz partnera, okoliczni bliscy mogą mieć nadzieję, że Ci przejdzie.
    Gdy go przyprowadzisz (niekoniecznie do rodziców), to rok wydaje mi się najdłuższym możliwym czasem akceptacji, ale do mnie teraz mówi intuicja. Ufam swoim intuicjom, bo za nimi zazwyczaj stoją jakieś fakty i przemyślenia (jutro rozwinę, OK?), natomiast koleżanka Tygrys jest istotą kompetentną do wykopania danych.
    Jeśli mogę - łatwość, z jaką utrzymujesz dystans, może pozwolić Twoim bliskim na wiarę, że dasz sobie radę bez ich błogosławieństwa - i to tak naprawdę wydaje mi się realnym kosztem Twojego sposobu bycia. Ja zawsze będę trzymać kciuki, czego byś nie wybrał.

    Lubię Cię spotykać na tym forum.
    Branoc.

    Aha. Jeśli różnych rzeczy nie robisz cynicznie, to ja Cię rozgrzeszam z faktu, że ktoś Ci się narzuca. Spokojnych snów, kotek.

    Post sprawdziłam, ale i tak wysyłam.
    Jutro jeszcze spojrzę na oba - Twój i mój - i spróbuję w nich zrobić trochę porządku.
  • mike.x 27.02.12, 21:10
    Ależ nie, z wielgachną chęcią odpowiem. Dlaczego by nie? :D

    Z byciem takimi "mokrymi gaciami" ujmę to trochę inaczej: wszystko działa do pewnego momentu. Też możesz trafić na ścianę której nie przebijesz jeżeli ja nie ustąpię, ale jeżeli znasz obejście, jeden ruch o istnieniu którego mało kto myśli - zajdziesz odrobinę dalej. Może źle, że omówiłem wtedy przypadek skrajny (tzn żadnej kontroli, żadnego watchdoga czuwającego nad integralnością starego dobrego "systemu bezpieczeństwa" z zamierzchłych czasów - są takie sytuacje (np teraz, ja chce spaaaaać, kutfa)). Zazwyczaj nie mówię wszystkiego i wszystkim ale znając owo obejście możesz zajść dalej.

    Wiem, chaos. Chwilowo, mówiąc w kategoriach problemów i spraw większych, mam na głowie uczelnię, sporo kombinuję ale to za chwilę minie jak tylko złapię rytm. To tak jak z okresami w życiu - są lepsze i gorsze.
    Co do układności - to też taki drobniejszy problem. Kumpel ostatnio wjechał mi na ego (ojczulkowie i matule wypuścili biedaka z domu bez instrukcji obsługi, nie mieli to nie dali), chyba jeszcze to przeżywam. Dzięki za zwrócenie uwagi, popracuję nad tym.
    Odpowiem faktami. Bliskość mam zapewnioną, chociażby przez rodzinę. Nie chcę uznania w ogromnym stopniu, wystarcza mi drobne "dobrze to ująłeś", przyznanie racji.
    A jeżeli ktoś weźmie to za atut... Hmm, dobrze, tylko niech nie uważa tego za prawdę absolutną, też jestem człowiekiem, też mam wzloty i upadki.

    Raczej wolność. Z dodatkiem kotwicy; kogoś, na kim mi zależy. Nic więcej.

    Pamiętasz Małego Księcia? Jego rozmowę z lisem?

    Tak, masz rację że potrafię postawić na swoim. Mogę żyć bez akceptacji ale - jak to człowiek - wolę z. Łatwiej.


    W ramach rozwinięcia powiem jedno.
    Na pewnym etapie samoewolucji zauważyłem pewną trudność, problem. Ale nie z mojej strony, ze strony innych, pozostałych ludzi.
    Jak wcześniej pisałem mam w sobie sporo ciepła, życzliwości, zakrapianych odrobiną sarkazmu i dystansu. Wiesz w czym problem?
    Pozostali (w znikomym stopniu) i pozostałe zaczęły/li się przyklejać. Żeby policzyć, ile dziewczyn się we mnie zabujało czy też robi sobie na mnie nadzieje, nie starczyłoby mi palców, nawet dorzucając te u nóg. Ja to widzę i serce mi się kraja. Kogoś takiego jak ja nie spotykasz każdego dnia i w każdym mieście. Regułą jest, unikaty zaklepuje się jako pierwsze. Dorzuć jeszcze wygląd uznawany za typ przystojniaka i tragedia gotowa.
    Mogę odrobinę przesadzać, wyolbrzymiać problem. Cóż; mój punkt widzenia, moje kredki.

    Chciałabyś mieć, naprawdę znać kogoś takiego jak ja. Możesz, mam podzielną uwagę. Tylko czy jesteś w stanie spłacić kredyt zaufania? Żebyś się nie zdołowała, pewnej dziewczynie udało się to w godzinę po tym jak go zaciągnęła.
    A wbrew pozorom jestem zależny. Chociażby teraz, pewien głos w mojej głowie podpowiada mi żebym poszedł spać, rzucił pisanie tego eseju bo łóżko mnie wzywa. Powinienem na przykład zadzwonić do swej matuli i zapytać co u niej. Przekazać pozdrowienia od ojca mojemu starszemu bratu który za chwilę wróci do domu.
    Sama widzisz. Zależności.
    --
    Prosto, zwięźle i nie na temat.
  • anonimowa_matka 27.02.12, 23:07
    No to ja złażę na ziemię.
    Wydaje mi się, że masz zadbać o pozostawanie w kontakcie, bo zbyt łatwo obdarzyłeś mnie wiarą, że będę umiała pójść za tym, którędy myślisz. A ponieważ lubię wiedzieć, że mówimy o tym samym i że tak samo rozumiemy słowa, to spróbuję Cię powtórzyć w grubym uproszczeniu.

    Jeśli komuś się nie podobają Twoje drogi, to nie nalegasz. Niech każdy idzie swoją.
    Jeśli znajdę sposób, żeby Cię nie urazić (czy nie zranić? bo tego akurat nie powiedziałeś), to spróbujesz mi zaufać o krok dalej.
    Zdarza Ci się dość niewinnie (złamać? skraść?) komuś serce.

    No i dość dużo masz ambiwalencji. Zarówno te więzy nieszczęsne są o ambiwalencji, jak i te zakochane w Tobie osoby.

    Tylko powiedz mi, kotek, czy sam widzisz różnicę między swoimi wyborami marki "być blisko" a być "niezwiązanym" oraz między "niektórym osobom nie jestem w stanie odwzajemnić uczucia" a "ale fajnie, że za mną latają!"?
    Bo ja - tak ogólnie - wierzę, że można robić niejedno, byle wiedzieć co się robi, czym się za to zapłaci i kto za to zapłaci.
    Swoją drogą - doprawdy, Mike! No rzeczywiście próbuję Cię oswoić, ale jednak nie próbuję Cię uwieść. A jeszcze bardziej lubię kontakt z Tobą, wiesz?

    Na razie nie tworzysz pozorów, że jesteś zależny. Być może tworzysz pozory, że jesteś niezależny, a na pewno próbujesz utrzymać w sobie wykluczające się opcje.
    Chciałabym, żeby Ci się to udało.

    Sama widzę. Jaka tam zależność! Ambiwalencja.

    Nieustannie, za każdym razem ujmuje mnie Twój wdzięk.
    Czy oprócz niego masz możliwość miękkości, dobroci i opiekuńczości?

    BTW, Twój sposób bycia robi mi tyle, że dużo od Ciebie wymagam, wiesz?
    Więc masz, to dla łagodności:
    www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=pCHFAsXYHGA#!
    Podoba Ci się?

    No i w każdej chwili, gdy sobie zażyczysz, gotowa jestem przestawić się na poziom dużo wyższej kawo-na-ławności :)
  • andrzejekk 24.02.12, 16:55
    mike.x napisał:

    > Rodzicem nie jestem, lubię tylko wcinać się w wątki ;)

    Zapraszam serdecznie (choć nie ja jestem autorem wątku to się rozpanoszyłem ;) )


    > Właściwej pory - jak już wyżej inni napisali - nie ma.

    Zastanawiam się, czy ogóle powinienem się uzewnętrzniać.


    > Według mnie lepiej za wcześnie niż za późno.

    Jasne, tylko trzeba wyczuć kiedy jest jeszcze "za wcześnie" a kiedy już "za późno" i umieć w tym czasie zrobić ten, przynajmniej dla mnie, ogromny krok.

    > Najgorsze z tego wszystkiego to się przełamać i porozmawiać.

    O to to.
  • anonimowa_matka 24.02.12, 17:05
    O, cieszę się strasznie, że Cię tu widzę!
    Na razie się grzecznie przywitam ze wszystkimi i zaraz wrócę pogadać:)
  • anonimowa_matka 24.02.12, 17:18
    Się powtórzę, bo mnie gdzieś daleko wkleiło i byś nie wiedział, że to do Ciebie :)

    O, cieszę się strasznie, że Cię tu widzę!
    Na razie się grzecznie przywitam ze wszystkimi i zaraz wrócę pogadać:)
  • anonimowa_matka 24.02.12, 17:10
    Witam, witam :)
    miło mi Cię poznać.

    I serdecznie dziękuję za nadanie kierunku - a widzisz?! Najwyraźniej umiesz mi czytać w myślach i umieć tak zrobić, żeby wątek działał tak, jak sobie wymarzyłam.
    Ja nie umiałam, a Ty umiesz.
    Dobrze ja mówię, że tu są fajni ludzie!
  • andrzejekk 24.02.12, 17:12
    anonimowa_matka napisała:

    > Witam, witam :)
    > miło mi Cię poznać.
    >

    Witam, mnie (mi?) też miło Cię poznać .

    > I serdecznie dziękuję za nadanie kierunku - a widzisz?!

    E tam, poprostu mam gdzie popytać i się pożalić ;)

  • anonimowa_matka 24.02.12, 17:15
    Powtórzę post już adresując do Ciebie, bo mnie wkleiło tak daleko od Ciebie, że sama siebie nie mogłam znaleźć

    Witam, witam :)
    miło mi Cię poznać.

    I serdecznie dziękuję za nadanie kierunku - a widzisz?! Najwyraźniej umiesz mi czytać w myślach i umieć tak zrobić, żeby wątek działał tak, jak sobie wymarzyłam.
    Ja nie umiałam, a Ty umiesz.
    Dobrze ja mówię, że tu są fajni ludzie!

  • tigertiger 28.02.12, 10:28
    podbijam wątek bo mnie "oszoło(nie)miło" co tu się zagnieździć che na forum:)
  • tigertiger 28.02.12, 10:44
    najlepszą metodą na troli i oszołomów forumowych jest ich ignorowanie. Nie dokarmiany więc i nie zachęcamy ich do zaśmiecania forum.
  • tigertiger 28.02.12, 19:04
    Proponuję, założyć nowy wątek, bo inaczej automatycznie znajdziemy się na ogólnym, a to może oznaczać atak troli i innych głupoli:)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka