Dodaj do ulubionych

przekroczyliśmy setkę! juz tam nie gadać, gadać TU

28.02.12, 19:36
Zacytuję Tygryska:
Proponuję, założyć nowy wątek, bo inaczej automatycznie znajdziemy się na ogólnym, a to może oznaczać atak troli i innych głupoli:)
Obserwuj wątek
      • anonimowa_matka @ andrzejekk 28.02.12, 22:46
        Jaki Ty miły kotek jesteś i jak się cieszę, że jesteś tu z nami :)
        Pochwała może zabrzmi banalnie, ale taka nie jest - jak to miło spotkać chłopaka, który Umie Się Znaleźć...

        Zawsze mnie bardzo cieszy Twoja obecność w moich wątkach, tak je przyjemnie ocieplasz :)
        • massafra Re: @ andrzejekk 28.02.12, 22:53
          ...a ja mogę prosić z lodami? najlepiej pistacjowymi (tylko nie słodkie!)
          --
          Wir leben alle unter dem gleichen Sternenhimmel, aber wir haben nicht alle den gleichen Horizont.
          • andrzejekk Re: @ andrzejekk 29.02.12, 05:33
            massafra napisała:

            > ...a ja mogę prosić z lodami? najlepiej pistacjowymi (tylko nie słodkie!)

            O tej porze jedyne co mam w zanadrzu to kawa, sernik i Danio z czekoladą. Czego sobie życzysz?
        • andrzejekk Re: @ andrzejekk 29.02.12, 05:32
          anonimowa_matka napisała:

          > Jaki Ty miły kotek jesteś

          No no no! Ja się tu rumienię z rana i wpadam w zakłopotanie (ale i tak dzięki za miłe słowa)! ;-)

          Tak w ogóle to jakiś "dream team" na forum się zaczyna klarować - do wyżalenia, posłuchania muzyki i wypicia wina ;-)
            • andrzejekk Re: @ andrzejekk 01.03.12, 22:34
              anonimowa_matka napisała:

              > Andrzej, dla Ciebie zadanie bojowe:
              > Znajdujesz kawałek radosny, optymistyczny, może być z akcentem humorystycznym i
              > wrzucasz go do wątku muzycznego, słonko :)

              Dobra, ale to jutro, bo teraz łóżko patrzy na mnie i zdaje się wołać "chodź do mnie, smutno mi samemu". Więc idę.

              Dobranoc.
      • anonimowa_matka @ mike 28.02.12, 22:36
        Skakaj, słoneczko, albo będziemy się musieli wykłócać, a tego nam się nie chce.
        Ostatnio mnie zapewniałeś, że nikt nikogo nie bije ani innej krzywdy mu nie czyni, a ja jestem niepoprawną histeryczką i marudzę.
        No dooobra, Tygrys mnie zapewniał, ale no to co?! Popierałeś Tygrysa.
        • tigertiger Re: @ mike 28.02.12, 22:55
          Jesteś pewna, że tak było? zapytałam jedynie co chłopak uważa na temat wiadomy, a potem mu podziękowałam za odpowiedź, niczego mu nie sugerowałam przedtem, ani nie interpretowałam jego odpowiedzi po.
            • massafra Re: @ tygrys, mike 28.02.12, 23:38
              A ja w szoku, po przeczytaniu mike.x-- co bym mojego młodego czytała , brakuje mi tyko jednego "...bo wiesz ja i wredny potrafię być...."
              --
              Wir leben alle unter dem gleichen Sternenhimmel, aber wir haben nicht alle den gleichen Horizont.
              • tigertiger Re: @ tygrys, mike 28.02.12, 23:49
                czy aby na pewno miał na myśli "wredny"? to przecież określenie fałszywego, podłego i zawziętego człowieka. Podejrzewam, że Twój syn jest wrażliwy, inteligentny i błyskotliwy bo tylko ludzie z w/w cechami osobowości są zdolni do ciętych ripost, celnego sarkazmu i ironicznych złośliwości:).
                • massafra Re: @ tygrys, mike 29.02.12, 00:03
                  .. tym wypadku jest to troszkę z przymrużeniem oka...
                  Jego wredność polega na tym że potrafi pokazać swoją siłę (oczywiście nie fizyczną)kiedy musi bronić się przed "światem".On poprostu o sobie tak mówi śmiejąc się!



                  Wir leben alle unter dem gleichen Sternenhimmel, aber wir haben nicht alle den gleichen Horizont.
                  • tigertiger Re: @ tygrys, mike 29.02.12, 00:27
                    przepraszam, nie dojrzałam mrugnięcia:)
                    I bardzo dobrze, że sobie chłopak radzi i nie da w kaszę dmuchać.
                    Jeszcze w latach 90tych pojawiał się w warszawskich pubach i klubach, emerytowany baletmistrz, dość kuriozalna postać jak na tamte czasy, z makijażem, pomalowanymi paznokciami i torebkami i chustami budził jednoznaczne skojarzenia, a mimo to nie obawiał się nawet w pojedynkę przebywać w publicznych miejscach , przy czym był ogólnie lubiany i zapraszany do stolików, na drinka kompanem. Mimo to raz jakiś podpity zuchwalec wycelował w niego wskazujący palec i wybełkotał "a co ty pe@al jesteś", na co Rysio z naturalnym sobie tylko wdziękiem i przegięciem odpowiedział wsysając z miejsca powiedział "Czy ja ciebie pytam z kim Ty sypiasz, jednakowa droga do pana Boga". Wszyscy w koło się roześmiali, a pijaczyna skulił ogon i poszedł w swoją stronę.
      • mike.x @mike.x - c.d. 28.02.12, 22:56
        Temat

        Z drogami - ok.
        W Twoim przypadku to prawie niemożliwe żebyś mnie uraziła. Możesz tylko ująć coś zbyt dobitnie albo po ludzku nie trafić z argumentem. Potrafisz się wstrzelić w mój tok myślenia, piszesz po ludzku i bez udziwnień, nie hipokrytyzujesz, itd/p. Chyba najzwyczajniej nie ma na to sposobu, żebyś mnie uraziła.

        Związki i nie, dziewczyny i chłopaki:
        Moim celem nigdy nie było bezczelne jechanie po i nadużywanie czyichś uczuć. Głównie dlatego, że nie stać mnie na kłamstwo w tej sferze.
        Żeby się nie zajechać mam tylko i aż jeden sposób, czy może schemat zachowania się w kontaktach z ludźmi. Nie udaję kogoś, kim nie jestem a kim może chciałbym być, nie ma sensu imponować komuś kłamstwem.
        Problem jest już na tym etapie. Jak sama wysnułaś, zaliczam się do osób miłych, szczerych (do bólu), otwartych (z pewnymi wyjątkami), dbających o innych, lojalnych, opiekuńczych. I nie zapominajmy o szczypcie sarkazmu i umiejętności subtelnego jechania po ludziach, przynajmniej czasami.
        Dokładnie gdzie jest problem nie wiem, tylko tyle, że dotyczy właśnie powyższego, w skrócie - tego, kim i jaki jestem. I we mnie, tym opiekuńczym, dbającym kimś zakochują się dziewczyny.
        Ale przecież jestem bardziej gejem niż hetero (
        Kiedyś miałem jedynkę w skali Kinseya. Teraz doszedłem do wniosku, że pociągnęło mnie ostro w kierunku szóstki, obecnie mam około piątki. Skąd to? Wiem i nie wiem; mam tylko fakt, że dobrze mi z tym i nie chcę wracać do poprzedniego stanu.
        ), nie jestem w stanie odwzajemnić tego ichniego uczucia, nie jestem w stanie stworzyć z tymi nieszczęsnymi białogłowami normalnego związku.
        Zaśmieję się z ich żartu, pocieszę kiedy będą tego potrzebowały - po prostu jestem taki, ale wobec wszystkich. I właśnie tego mogą nie zauważyć, reszty ludzi.

        Kutwa. Mogę się wyżalić?
        Naprawdę, teraz to już w*u*wia mnie postawa mojego współlokatora. Wczoraj prawie się pobił (z czwartym współl., kumplem z liceum). Nie, naprawdę, nie po to ma mózg żeby cwaniakować tylko żeby go używać we właściwy ze sposobów, czyli myśleć. Chętnie sam dałbym im obu solidarnie po twarzach. Ale to nie wypada. Przecież nie zmienię tego, że jest idiotą, niedorośniętym bachorem wypuszczonym z domu i dopiero odkrywającym świat.
        Dobra, wracamy do tematu.

        Kulturalnie nie wypada inaczej jak patrzeć na tą osobę podczas rozmowy, być uprzejmym, nie nadużywać. Jedna z wielu rzeczy, w której moi rodzice nie zawiedli to wychowanie mnie w atmosferze kultury i u-/poszanowania.
        Morał? Nie mam serca, żeby złamać czyjeś. Nie daję jednak komuś fałszywej nadziei, nie rzucam zbędnymi komplementami. Ale nadal, nie jestem w stanie zmienić sposobu czyjegoś spojrzenia na mnie. Są dziewczyny (i faceci, nie zapominajmy o nich), którzy patrzą na mnie w ten specyficzny, jednoznaczny sposób ("chcę ciebie w moich objęciach. TERAZ."). Tyl. Ko. Że.
        Jakkolwiek bym nie chciał, nie jestem w stanie nie dokonywać wyboru. Nie mogę być z każdym a tym bardziej z każdą. Brak krytycznego spojrzenia najzwyczajniej doprowadza do takich sytuacji. A ja liczę po cichu, że im przejdzie; i zachowuję się cały czas w ten sam sposób, kulturalnie, uprzejmie.
        Dlatego piszę w ten sposób - kolizja inni vs ja. Z jednej strony nie chcę kogoś urazić, z drugiej nie znam delikatnego sposobu sprowadzenia kogoś na ziemię. Powiedzenie komuś "zejdź na ziemię, nie jesteś w moim typie a poza tym, przecież jestem gejem" jest najzwyczajniej chamstwem.
        Wbrew pozorom nie ma czegoś takiego jak "siemasz, lata za mną około dwudziestu lasek, chcesz jedną?". Jest za to odhaczenie takowego faktu w podręcznym notesiku, muszę przy nich uważać, co mówię. Ot, poszanowanie czyichś uczuć. I nie zapominajmy, że nie mogę być z kimś tylko dlatego, że o to poprosi, nie tędy droga.
        I tak, nadal mam tą sprawę częściowo nierozwiązaną. Nie mogę przecież każdej nowej poznanej osobie krzyczeć w twarz "interesują mnie tylko chłopaki!". Z automatu zawsze kwalifikują mnie do hetero, "no bo przecież nie możliwe żeby było inaczej!".

        Uwieść? Co jak co ale... Nie jesteś w moim typie. A poza tym, jestem gejem. ^.^

        Ambiwalencja. Aż musiałem sprawdzić w Wikipedii.
        Problem z zależnością jest jeden. Z reguły i konieczności jestem w pewnym stopniu niezależny, muszę dbać o swój tyłek żeby ktoś mi go przypadkowo nie odstrzelił. Zależność pojawia się na etapie bycia z kimś, posiadania przyjaciół/ek, kolegów/koleżanek. Czyli wszystko to, co nie jest zerojedynkowe jest w pewnym stopniu od czegoś zależne. Zależność i jej brak dotyczą zupełnie innych spraw, sprzeczność nie istnieje :)
        Pozory mogę tworzyć przypadkowo i podświadomie. Chyba dlatego, że potrafię. Albo może taki poziom logiki jest dla niektórych nie do ogarnięcia? Cóż, niedeterministyczna logika kwantowa.

        Wdzięk mam, nie zaprzeczam. Reszta jak wyżej.

        Rozwiń myśl, "dużo od ciebie wymagam"? Układasz mi jakiś plan na życie czy inne ustrojstwo? :P
        Podoba. Odkąd skończyłem szkołę muzyczną.


        Szczerze? Na razie nie musisz. Chyba, że chcesz. Żeby tylko ta rozmowa nie zeszła na poziom faktów, stwierdzeń, tez i twierdzeń. Tego mam wystarczająco sporo na swoim kierunku studiów.
        --
        Prosto, zwięźle i nie na temat.
        • anonimowa_matka Re: @mike.x - c.d. 29.02.12, 00:12
          1. szczerze mi zaimponowałeś, ja nie umiem linkować postów. Chapeau bas.


          Dla Ciebie dezyderata, wiesz?
          Bądź sobą, a zwłaszcza nie zwalczaj uczuć; nie bądź cyniczny wobec miłości, albowiem w obliczu wszelkiej oschłości i rozczarowań jest ona wieczna jak trawa.

          Nie wszystkich ochronisz, inteligencja zazwyczaj działa jak afrodyzjak i z tego, że kocha się w Tobie okoliczna ludność, łatwo i bez podejrzliwości rozgrzeszę i Ciebie, i ludność.
          Powtórzę tylko: ile jest w tobie zakłopotania faktem, że ludzie za Tobą latają, a na ile Cię to karmi. Dla mnie jest jasne, że oba te komponenty są w Tobie żywe.
          Bezpieczniej będzie dla Ciebie i okolicznej ludności, jeśli będziesz świadom, że jest w Tobie jednocześnie i zakłopotanie, i przyjemność. Bezpieczniej.
          Chcę, żebyś o tym pomyślał.

          BTW to wszystko przecież jest w Małym Księciu - cały cytat o więzach jest o tym :)
          Ale Ty, Mike, wpuszczasz się w maliny, zakładając że odpowiadasz za to, kto ma do Ciebie miętę.
          Jeżeli nie uwodzisz ludzi celowo - według mnie jesteś niewinny. A jeśli uwodzisz - to bądź świadom, że jest Ci z jakichś względów niezbędna admiracja i uważaj na to, zminimalizujesz straty i krzywdy.
          Jak dla mnie moralniej jest zdawać sobie sprawę, że potrzebujesz "wielbicieli", bo wtedy masz szanse baczyć na to, czy ich nie krzywdzisz - nie robisz złudzeń, nie obiecujesz, nie dajesz nadziei, takie tam.
          Nie wiem, czy to się dzieje. Gdybym miała gdybać - raczej nie, raczej chodzi o to, że jesteś miłym facetem, więc jesteś popularny i to cały Twój grzech - no ale sprawdź, na pewno w tej sprawie jesteś lepszym ekspertem, niż ja.

          Wymagam, jak widzisz.
          Życia Ci nie będę układać jeśli pozwolisz, ograniczę się do zadawania pytań.
          W gruncie rzeczy moje wymagania na teraz sprowadzają się tylko do tego, żebyś powstrzymał się od jednoznacznego określania siebie samego, bo jednowymiarowy to Ty, koteczku, jak dla mnie nie jesteś. I to naprawdę nie jest próba skomplementowania Cię :)

          Powtarzamy: Bądź sobą, a zwłaszcza nie zwalczaj uczuć; ... Również uczucia przyjemności, radościn nawet triumfu, one są dość bezgrzeszne.
          A jeśli nadinterpretowuję teraz, co by mnie nie zdziwiło, to daruj. Wiesz, nigdy Cię nie widziałam na oczy ;P
          Lubisz psychologię?
        • anonimowa_matka Re: @mike.x - c.d. 29.02.12, 01:02
          Na wszelki wypadek jednak doprecyzuję - ani ćwierć sekundy nie przemknęło mi przez myśl, że mógłbyś czy chciałbyś czyjąś słabość dla siebie użyć cynicznie czy prymitywnie.
          Idzie mi o głęboką potrzebę emocjonalną, a nie o tanią kokieterię czy karmienie sobie ego.

          Spokojnych snów
          • mike.x Re: @mike.x - c.d. 29.02.12, 20:28
            Powiem tak: jest mi z tym niewygodnie. Nie taplam się narcystycznie w tym fakcie. Wolałbym nie musieć uważać na tego typu rzeczy.
            Cóż, może wyniknąć sytuacja, gdy pewna zauroczona we mnie dziewczyna zacznie się do mnie kleić. I wtedy przestaje mi to pasować, zaczynam się zachowywać dość odtrącająco. Wiem doskonale dlaczego, nie daję i nie chcę jej dawać fałszywej nadziei (
            W przypadku facetów też to działa, naprawdę; jest jeden nieszczęsny przypadek, który coś sobie ubzdurał i zaczyna przeginać, chyba naprawdę mu się spieszy do tej rozmowy w nieprzyjemnym stylu "co jest z tobą nie tak?!".
            Przez tą presję emocjonalną zaraz zacznę przeklinać.
            ). Mogę być miły, opiekuńczy, itd. ale nie znaczy to wcale a wcale, że nie mam zasad. Nie znaczy to, że nie mogę wybrać. Miłość to nie same uczucia, nie jestem jakąś dupodajką żeby skakać z maślanymi oczami do każdego, który mi się fizycznie spodoba. Tutaj mogłaby wkroczyć masywna teoria i praktyka na temat "Maksiu i jego zależności związkowe", ale w skrócie rozbija się to o jedno jedyne stwierdzenie: też mam swoje wytyczne/preferencje co do potencjalnego Mr Najważniejszego.
            Jako że się rozkręciłem to skończę następująco: O tempora, o mores, ku*wa. :D

            Nie zaprzeczę, że każdy potrzebuje jakiegoś stopnia uznania. Wiem, że ja też. Tyle że nie typu narcystycznego i niewygodnego dla samego odbierającego. Granice są.

            Na pewno nie jestem binarny, jest-nie_ma to nie ja. Znowu zacytuję samego siebie: Jedna rzecz to moje zachowanie a druga to postawa. Mogę się zachowywać odrobinę jak dzieciak ale nadal być odpowiedzialny. Podobnie tutaj. Mogę pisać o czymś z obu stron w równym stopniu, bo tak mam, a zachowywać się w sposób, który bierze pod uwagę obie strony ale jednak z którejś korzysta bardziej niż z drugiej. Nie obciążam siebie byciem 100% obiektywnym relatywistą, zajechać się można, a poza tym to nie działa jak powinno.

            Czy lubię psychologię? O ile to nie jest ten oklepany temat "Homoseksualizm da się wyleczyć" to czemu nie. Jestem fanem psychologii zachowawczej, ta wersja sporo mówi o człowieku.

            Jeżeli miałbym kogoś użyć do swoich celów... Sumienie by mnie zjadło.


            Ażeby tradycji stało się zadość - słówko ode mnie na pewien temat.
            Również dlatego, że potrafię patrzeć i widzieć, mój gejradar ma dość oszałamiającą efektywność. Mniejsza o skalę dwustopniową i inne logiczno-techniczno-psychologiczne detale, zwyczajnie przyjmijmy że ustrojstwo działa.
            Do pewnego momentu byłem pewny, że wyłapuję tylko i wyłącznie podstawowe informacje - "ja wiem, że ty wiesz, że ja wiem, że oboje jesteśmy gejami". Ale nie.
            Funkcjonuje lepiej, niż mi to do życia potrzebne. Jeszcze chyba tylko Radia Maryja brakuje mi do zestawu i pełni szczęścia.

            No.
            ~Mx
            --
            Prosto, zwięźle i nie na temat.
              • mike.x Re: @mike.x - c.d. 29.02.12, 22:15
                Oszołom też człowiek, wielu jego pokroju było przed. Wcześniej czy później bezcelowe trollowanie mu się znudzi, nie rzucam i nie zamierzam mu rzucać esejami w twarz. Jedna-dwie odpowiedzi na góra dwa wątki to wystarczająco dużo, żeby do niego dotarło, że jest tutaj niechciany.
                --
                Prosto, zwięźle i nie na temat.
                • tigertiger Re: @mike.x - c.d. 29.02.12, 22:39
                  do puki go karmisz, jego trolowanie nie jest bezcelowe.
                  A teraz spytam inaczej w ciągu ostatnich dwóch dni ile pojawiło się nowych wątków? a ile z nich było założonych przez innych uczestników forum niż oszołom? Ok nie moja sprawa wolny kraj wolne internet, wolna wola. Powiem Ci tylko, że na forum społeczeństwo oszołom zarzucał je dzień w dzień przez kilka miesięczny kilkunastoma watkami dzienie. Tylko tam działają sprawnie moderatorki, a tu ich nie ma od marca zeszłego roku. W sumie to nie moja sprawa. Miłych i satysfakcjonujących pogaduszek Ci życzę.
                  • mike.x Re: @mike.x - c.d. 29.02.12, 22:51
                    Najpierw Ty wróć na poprawną ścieżkę myślenia.
                    > na góra dwa wątki
                    Nie jestem aż takim debilem, żeby dawać temu idiocie powód do spamowania. Dobra, źle to ująłem, mogłem przecież od razu napisać "to był ostatni raz". Trochę więcej wiary w ludzi.
                    --
                    Prosto, zwięźle i nie na temat.
                    • tigertiger Re: @mike.x - c.d. 01.03.12, 08:31
                      Trochę więcej wiary w ludzi.

                      We wszystkich ludzi? czy tylko w Ciebie?
                      W oszołomie, ani trochę wiary nie pokładam i dla tego jego wpisy ignoruje, w Twój rozsadek nie przestałam wierzyć co udowadniam kolejnym adresowanym do Ciebie wpisem.
                      Czy aby nie zboczyłeś sam "z poprawnej ścieżki myślenia" ?

                      To co piszesz, w jakiej formie piszesz, oraz do kogo piszesz to jest Twoja wizytowa. Moja wiara czy też jej brak nie ma tu nic do rzeczy, ja zareagowałam na zaistniały fakt, a uczyniłam to bo wierzę, że "wrócisz na poprawną ścieżkę myślenia" :)
                      Co złego to nie ja :)



            • anonimowa_matka Re: @mike.x - c.d. 01.03.12, 19:33
              Dobra, Mike.
              przeczytałam uważnie, zaufam, że w tej sprawie jesteś ekspertem. Nie będę Cię tym dalej nękać.
              Wrócę, bo teraz mam pięć minut na forum, i się troszkę rozwinę, ale nie obiecam, czy dzisiaj.
              Mam smutny dzień - kot mi zginął pod samochodem. Nie lubię tak.

              o tempora, o mores, ku*wa to ładny zwrot, doceniam.
              I przez szacunek dla innych uszu, nie używaj.
              • mike.x Re: @mike.x - c.d. 01.03.12, 19:51
                Na pocieszenie - w zeszłym roku zdechł mi królik. Życie.

                Mięsem rzucam naprawdę okazjonalnie. Masz rację, Wam powinienem tego oszczędzić, można się ukierunkować w inną stronę.
                --
                Prosto, zwięźle i nie na temat.
                • anonimowa_matka na pocieszenie 01.03.12, 19:56
                  No to mnie pocieszyłeś, niech Cię!

                  Cóż, przykro, że te zwierzaki tak krótko żyją :(
                  A człowiek się przywiązuje...

                  Zrób mi uprzejmość i idź przywitać nową osobę w sąsiednim wątku, spróbujmy nie stać się TWA :)
                  Buzi w czółko!
                • anonimowa_matka Re: @mike.x - c.d. 01.03.12, 21:21
                  Właściwie to ja bym powiedziała co innego - mnie się podoba Twój styl literacki.
                  Ładnie piszesz, kotek, i jestem praktycznie pewna, że już Ci to mówiłam.
                  Nie chcę jednak, żebyś dokuczał dziewczynom skoro je to razi - kiedy będziesz mógł - ustąp, tak mi się zdaje.

                  Zastanawiam się też, czy nasze rozkminy nie robią się zbyt hermetyczne. Co sądzisz?

                  BTW - mnie samej szkoda śliny na kolegę z radia maryja, bo jak na moje gusta zbyt niegramatycznie pisze, ale zwierzę Ci się. Kusi mnie, abyśmy wszyscy założyli sobie fałszywe nicki i wdali się w pozorowaną kłótnie albo w pozorowany romans powyżej tych stu postów, żeby trafić na główną. Oczywiście wiem, że to idiotyczny pomysł (zła, durnowata matka!), ale doprawdy nie potrafię Ci mieć za złe pyskówek :)
                  Poza tym kilka Twoich ripost sięgnęło mi do serca i dalej, we flaki. Chapeau bas.

                  Na razie. Ja tu jeszcze dziś będę, ale zdekoncentrowana, jeszcze nie odpowiadam na Twój post poważnie i z uwagą.
                  • mike.x Re: @mike.x - weźcie mnie poskładajcie... 04.03.12, 12:58
                    Czy hermetyczne - dość.


                    Tak czy inaczej, mam dla Ciebie historię. I dla Was, czytających tego posta. Historia tego, mijającego właśnie, weekendu.

                    Zdobyłem się wreszcie na odwagę, żeby wyciągnąć ojca na poważną rozmowę - jeżeli wiecie, co mam na myśli.
                    Cóż. Nie czegoś takiego się spodziewałem. Tak, po raz kolejny usłyszałem "i co z tego?"...
                    Żadnego problemu, żadnych wrzasków. Przerobiłem tylko uzasadnienie, czyli jak to było i skąd wziąłem ten wniosek.

                    Potem zadzwoniła do mnie mama, pisałem do niej wcześniej, żeby o tym nie zapomniała.
                    Gadka szmatka, co u ciebie itd. Zeszło na ten temat. Poinformowałem, że tata już wie.
                    Znowu zboczyła na sugerowanie pójścia do jakiegoś terapeuty. "Pogadasz, dam ci numer ..."
                    Nie wytrzymałem, rozłączyłem się. Dobijała mi się na telefon, wyłączyłem go, musiałem pomyśleć.

                    Cóż. Doszedłem do tego samego, co zawsze. Akceptacja to dla niej zbyt wiele. Cały czas żyje na super ortodoksyjnych zasadach Kościoła. Cały czas, po stokroć powtarzane półprawdy stały się dla niej prawdą której nie weryfikuje. Sodoma i jej wielkie kłamstwo...

                    W sobotę dostałem oficjalne zaproszenie na obiad do ojca. Pogadałem z nim, posortowałem informacje. No i przestałem myśleć o niedokończonej rozmowie, którą przecież muszę skończyć.
                    Zaczęła się do mnie dobijać. Nie odebrałem, i tak doszlibyśmy do tego samego, co wcześniej. Do nikąd.

                    Wróciłem do siebie.
                    Wkrótce zadzwoniła.

                    Odebrałem. Chciała rozmawiać jakby nigdy nic.
                    "Mamy niedokończoną rozmowę"
                    "Nie chcę na ten temat rozmawiać"
                    Rozłączyłem się. To chyba jasne, albo dokończymy albo nie ma sensu jakiejkolwiek nowej zaczynać.

                    Zadzwoniłem po kilku minutach. Chyba nareszcie do niej dotarło, że nie żartuję, dałem jej to wystarczająco jasno, wręcz na tacy.
                    Niewiele pamiętam z tej rozmowy. Bomba została zdetonowana. Niewiele więcej mogłem jej powiedzieć ponad to, co we mnie było.
                    Posunęła się do szantażu, "Ja płacę za twoje studia" i "Nie miałeś nigdy syna, nie wiesz jak to jest". Cóż, "Nie masz do mnie zaufania, nigdy nie miałaś", "Nie jestem już tym małym Maksiem który popierdzielał nago po dywanie".
                    "Do usłyszenia"
                    "Wątpię."
                    I rozłączyłem się.
                    Prawie nigdy nie płaczę, nie ma powodu. Ostatni raz był mniej niż rok temu, na pogrzebie mojej prababci, która przecież mnie wychowała.
                    Przecież wszystko, czego potrzebuję teraz to akceptacji, nie weryfikacji.
                    Odrobiny zaufania.
                    Przytulenia od czasu do czasu ze względu na nieistniejącą regułę.
                    A nie rzucania kolejnymi zasadami, bezcelowego gadania o mantrze "zniszczysz sobie życie".

                    Dzisiaj rano budzę się, wyjmuję mięso na obiad z zamrażarki, jem śniadanie. Dochodzę do pewnego wniosku.
                    Jakim cudem, mój własny ojciec, którego dotąd uważałem za kompletnego dupka, nagle okazuje się być moim małym-wielkim wsparciem? Jakim cudem moja własna matka, dotąd pierwszy bastion wsparcia, dała mi do ręki argument, dla którego równie dobrze mogę się już w domu nie pokazywać?

                    Życie.
                    ~Maks
                    • massafra Re: @mike.x - weźcie mnie poskładajcie... 04.03.12, 16:35
                      Smutne....
                      Mike.x- a może mama potrzebuje więcej czasu, więcej argumentów?,nie rzucania słuchawką -a głębokiej analizy? Napewno w pewnym sensie zawalił jej się świat, ona też przeszła huśtawkę emocjonalną ...
                      Mnie samej jest trudno zrozumieć że można na orientacjię seksualneą dziecka patrzeć przez pryzmat doktryn kościelnych...Ale w przypadku Twojej mamy to chyba nie tylko jedyny hamulec....

                      WSZYSCY jesteśmy dziećmi Boga słyszymy te słowa od zawsze . WSZYSCY?

                      Trzymaj się chłopcze, ja mam głęboką nadzieję że z czasem mama zaakceptuje, zrozumie, a Ty odzyskasz wewnętrzny spokój i to o co walczysz, bezwarunkowe uczucie i akceptację!
                      Powodzenia !



                      --
                      Nie chcesz być okłamany? - nie pytaj!
                    • andrzejekk Re: @mike.x - weźcie mnie poskładajcie... 04.03.12, 18:03
                      Na wstępie - gratuluję odwagi, samozaparcia, konsekwencji.

                      Fajnie, że ojciec zachował się neutralnie, że przyjął to jak należy. Co do mamy - ciężki temat. Jestem świeżo po obejrzeniu filmu "Modlitwy za Bobbyego" - pewnie oglądałeś, tam też mamuśka była zapatrzona w religię. W którymś momencie jest scena rozmowy z księdzem, który pokazuje, że są inne interpretacje Biblii. Może namów mamę na obejrzenie filmu (jest na youtube)? Może to coś zmieni w jej podejściu? Może uświadom jej, że to Twoje życie i byłoby miło, gdybyś sam mógł decydować co z nim robić? Albo po prostu odczekaj - niech ochłonie.

                      Tak czy inaczej - trzymaj się. Teraz, mam nadzieję, będzie już tylko lepiej.
                    • anonimowa_matka Re: @mike.x - weźcie mnie poskładajcie... 05.03.12, 21:40
                      Jeśli pozwolisz, oszczędzę Ci współczucia na forum. Jeśli ocenisz, że potrzeba Ci więcej czułości - napisz na gazetową pocztę.

                      Kotek, jeśli już mówimy o faktach. Jeśli ktoś Cię skreśla ze względu na Twoją - excuse - orientację, to jest to po prostu głupie. Ani nie niszczysz sobie życia, ani nikomu krzywdy nie robisz, a Twoja mama zachowuje się irytująco.
                      Jeśli Twoje wybory co do tego, kogo chcesz kochać, niszczą życie Twojej mamy, to znaczy to dla mnie tylko tyle, że kobieta żyje Twoim życiem, a nie swoim i nie ma czego niszczyć. To jest dla Ciebie jasne?
                      Naprawdę nie jesteś winien marzeń, jakie Twoi bliscy włożyli Ci na kark. Oczywiście możesz mieć kaprys i fanaberię te ich marzenia realizować czy to z miłości do nich, czy to z fantazji ułańskiej, ale kaprys, do cholery, a nie obowiązek. Oceń koszty i tyle.
                      Oczywiście na intelektualnym poziomie oboje jesteśmy świadomi, że to ich marzenia, nie Twoje. Ich marzenia - ich problem, Twoje marzenia - Twój problem.

                      Chciałabym jednak, żebyś się chwilę zatrzymał, bo działasz jak kamikadze z otwieraniem mamie oczu.
                      Właściwie skłonna jestem uszanować Twoją decyzję o wyłażeniu z szafy, bo rozumiem ten rodzaj klaustrofobii, ale trochę popatrz na to, co się dzieje.
                      Na pierwszym planie tej historii widzimy ośli upór Twojej matki i jej determinację, ale no to co? Widzisz też jej strach i bezradność? No i powiedz mi, czego boisz się bardziej - że mamę stracisz, czy że mamę skrzywdzisz?

                      Chcesz od mamy, żeby Cię zaakceptowała takiego, jaki jesteś.
                      Weź spróbuj zrobić dla niej to samo.
                      Wiara czy tam religia jest dla niej jakoś nadzwyczajnie ważna. Rozumiesz cokolwiek z tego?
                      Ja na przykład nie, podobnie jak nie rozumiem, czemu moją córkę ciągnie do dziewczyn, a Ciebie do chłopaków.
                      Ty, Twoja mama, moja córka i pewnie jeszcze sporo innych ludzi "macie całkiem inaczej niż ja i ja nic z tego nie rozumiem". Zapewne umrę nie rozumiejąc, no i co z tego?
                      Mam zacząć przekonywać dziecko, żeby sobie znalazło chłopaka, Ciebie, żebyś poszedł się leczyć, czy Twoją mamę do rezygnacji z wiary?

                      Nie na wszystko masz wpływ i nie masz jak zmusić mamy do akceptowania Twoich wyborów.
                      Możesz zrobić jedną z trzech rzeczy - zerwać kontakt z mamą, albo awanturować się z nią, albo odpuścić sobie otwieranie jej oczu.
                      Za każdy z tych wyborów jest jakaś cena, odpowiednio - utrata oparcia, albo coraz silniejsze rozżalenie Was obojga, albo Twoja częściowa przynajmniej utrata zaufania do mamy.
                      No i każde z tych trzech zaboli.

                      A argument „płacę za Twoje studia” jest czystą desperacją kobiety, która rzeczywiście orientuje się, że nie jesteś już jej małym Maksiem, tylko odrębnym od niej mężczyzną. I że już nie ma możliwości „kazania Ci”. Jak dla mnie nie ma po co się nad tym zatrzymywać. Postaraj się o stypendium naukowe i tyle.

                      Kotek, jak zdarta płyta powtarzam Ci, że Cię lubię, cenię, miło mi z Tobą, ładnie piszesz, jesteś zdolnym dzieciakiem i jeszcze w dodatku mnie wzruszasz. I to wszystko jest prawda.
                      Nie chcę, żebyś robił głupoty.
                      Chcę natomiast, żebyś zaczął dbać o innych - nie dlatego, że to ładnie, tylko dlatego, że to jest dla Ciebie szansa na dobroć. Odezwało się do Ciebie w odpowiedzi na ten post dwoje - z mojego punktu widzenia - najlepszego serca ludzi na tym forum.
                      My oboje jesteśmy po prostu mądralki, natomiast Andrzej i Massafra ze szczerego serca dodają Ci otuchy i pokazują ciepło, a są to chłopak, który sam się obawia skutków coming-outu i matka, która również boryka się z wiarą. Oni oboje są dobrzy, uczciwi i odważni. Oboje chcą Cię pocieszyć.
                      Wszyscy możemy zrobić dla Ciebie tyle, co kot napłakał, ale to więcej niż nic. Przykro mi, że tylko tyle. Ucz się brać sobie to, że ktoś Cię lubi i chce pobyć z Tobą w trudnych czasach.

                      Maks, bardzo, bardzo Cię lubię.
                      Chcę, żebyś był bezpieczny (ale nie daj się uwieść moim lękom o Ciebie) od wszelkich przykrości. Chcę, żebyś rozwinął skrzydła. Chcę, żebyś był szczęśliwy i żebyś się tego pilnie uczył. Chcę, żebyś myślał, o co grasz.
                      Teraz, może poza środą, będę na forum co dzień.
                      Uprasza się o zeznania.
                      Żałuję, że przechodzisz przez to wszystko. Dbaj o siebie.
                      • massafra Re: @mike.x - weźcie mnie poskładajcie... 05.03.12, 23:08
                        Pięknie napisałś anonimowa_matko
                        , choć z oceną mamy mike.x troszkę się nie zgadzam ona też ma prawo być zagubiona, a że matka , że dorosła to co ma tylko być wyrozumiała, tolerancyjna, ponad swoje słabości,lęki, kazda matka niesie dziecku w darze troszkę inny rodzaj miłości!...
                        Potrzeba czasu,dużo czasu aby wyzbyć się egoistycznych uczuć do własnego dziecka .
                        A, wiara?
                        Powiem Ci jedno , gdy idę do kościoła moje myśli błądzą, gdzieś jak szalone konie .Zero skupiena, wszysto dzieje się obok mnie , nie z moim udziałem...Patrzę na przepych ,na puste twarze ludzi i sama siebie pytam co tu jest stworzone ręką Stwórcy? NIC
                        Gdy jestem w lesie, na łące , w górach potrafię modlić się w ekstazie bo wszystko co mnie otacza jest stworzone ręką Stwórcy...
                        Bluźnię?
                        Być może. Nie wiem.

                        --
                        Nie chcesz być okłamany? - nie pytaj!
                          • mike.x Re: @mike.x - weźcie mnie poskładajcie... 07.03.12, 11:17
                            @massafra
                            Nie, dlaczego miała byś bluźnić? Nie tylko ty zastanawiasz się, po kiego ci ludzie wybudowali takie katedry? A no dlatego, że kiedyś był taki okres w kulturze i sztuce.
                            Jestem wierzący. Ponad takie wielgachne, nie dające się skupić w, służące chyba wyłącznie do oglądania, budowle, wolę mniejsze kościoły, z prostym wystrojem.
                            I - jeżeli mam być absolutnie co do tego szczery - to bez wiary daleko bym nie zaszedł. Czasami to było jedyne miejsce, w którym mogłem się Komuś wygadać; co dziwne, zazwyczaj dostawałem odpowiedź, konkluzję.

                            @Matka
                            Opowiem po raz kolejny i trochę bardziej w szczegółach, sama sprawa coraz bardziej mnie wpienia.
                            Z jednej strony - powiedziałem rok temu. Sprawa stała się faktem na dobre jakieś trzy-cztery miesiące temu, ostatecznie i stuprocentowo dwa miesiące temu. Jestem w stanie przyjąć, że tak naprawdę minęły dwa miesiące od powiedzenia i mojego wyjścia z szafy.
                            Cóż, ewentualnie przyjmijmy, że ujawniłem się w zeszłą sobotę. Naciągany termin.

                            Więc dlaczego, moja własna matula, szanowna pani nauczycielka, wykształcona w psychologii komunikacji, wyjeżdża mi podczas ostatniej rozmowy ze zwyczajnym, kpiącym śmiechem? Dlaczego wjeżdża mi swoim czołgiem na moje zasady, narażając się tym samym na wyklęcie po wszystkie czasy? Przypominam, wybrnięcie mojemu ojcu z bagna mojej czarnej listy zajęło pół roku, milczący miesiąc bez słowa przez zwyczajne stwierdzenie "Nie mam ojca. Nigdy nie miałem." (była to całkiem mięsna sprawa, pełna zwrotów akcji i zawiedzionego zaufania).
                            Wniosek jest jeden: Nie wie, jak ze mną rozmawiać.
                            Przyjmuje na fakt i bez potwierdzania wszystko, co powie jej jakiś nawiedzony profesor-ksiądz-psycholog, który przecież równie dobrze może być zwykłym debilem z marginalną wiedzą empiryczną na swój ukochany temat (dotarło to do mnie po którymś wykładzie z Podstaw Programowania).

                            I niestety, wychodzenie ze swoich marzeń zajmie jej trochę czasu. Uświadomienie, że nie jestem idiotą (powtarzam jej to chyba od dobrych dwóch lat) - ta sama sytuacja.
                            Nie zamierzam jej skrzywdzić. Ale jak odpaliła swój czołg, to ja odpaliłem swoje działo antyczołgowe i zrobiło się nieprzyjemnie.
                            Moja lista "do zrobienia i pokombinowania w samym sobie" też się wydłuża. Chociaż, w kilku słowach sprowadza się do "bądź miły dla innych jednocześnie będąc sobą". Dzięki za zwracanie na niektóre rzeczy uwagi, doceniam.


                            Ze względu na podbramkową sytuację, dzisiaj na tyle. W sobotę pogadam z mamą w cztery oczy.
                            ~Max
                            --
                            Prosto, zwięźle i nie na temat.
                            • massafra Re: @mike.x - weźcie mnie poskładajcie... 08.03.12, 08:33
                              "bądź miły dla innych jednocześnie będąc sobą"
                              -to wcale nie takie proste...

                              Rok czasu to jednak dość dużo na przemyślenia i wyciąganie wniosków..Oporna Twoja mama jest...nie chce wiedzieć , nie pasuje taki scenariusz do jej świata.
                              Mnie też nie pasował!
                              A może mama myśli że mike.x kolejny raz szokuje?
                              No, bo jak pogodzić się z tym co w ogólnym mniemaniu jest nie do przyjęcia? Zwłaszcza w otoczeniu mamy..-Ironiczny uśmiech to raczej nie lekceważenie Twojej osoby , to bardziej mi wygląda na niepewność....
                              To boli.Wiem.
                              Nie wierzę że na tyle sygnałów mama nie zastanowiła się , nie przemyślała - ona nie chce wiedzieć! Tak wygodniej , bezpieczniej, spokojniej !
                              Chcesz żyć pogodzony z sobą , z najbliższymi,- masz do tego pełne prawo !
                              Jesteś silny, jesteś świadomy swych racji - dasz radę !
                              Nie wal w sobotę z wielkiego działa!
                              Być może ona bardziej się męczy niż Ty jesteś w stanie sobie to wyobrazić !
                              Walcz o swoją prawdę, ale jednocześnie daj mamie swobodę i czas -prawda musi dotrzeć do jej wnętrza , do jej uczuć . Ona nie tylko musi zaakceptować Twoją orientację seksualną . Ona musi zaakceptować siebie w tej sytuacji, musi przewartościować swoje poglądy, zasady, marzenia!
                              A to wymaga czasu !

                              Widzisz, na poprawę relacji z tatą potrzebowałeś , lub potrzebowaliście czasu , jest dobrze masz w nim jakieś oparcie..
                              Tak będzie i za mamą -jestem o tym przekonana !
                              "Grzebanie" w uczuciach, w emocjach często bardzo boli -ale tylko tak można odnaleźć siebie!
                              Trzymam mocno kciuki za sobotę !
                              Widzę , jak trzymasz mamę za rękę i spokojnie mówisz: mamo posłuchaj, zrozum......
                              Powodzenia!






                              --
                              Nie chcesz być okłamany? - nie pytaj!
                              • mike.x Re: @mike.x - weźcie mnie poskładajcie... 08.03.12, 12:32
                                Cóż, może rzeczywiście myśli, że się zgrywam. W większości sytuacji będzie mieć rację, ale nie w tej. Zabójcza reguła to, że nie kłamię i nie żartuję na takie tematy.
                                Nie zamierzam od niej wyciągać wiele na ten temat, muszę wiedzieć na czym stoję. Nawet jeżeli jest to dla niej sprawą niedorzeczną czy nawet niemożliwą.
                                I ile razy mam jeszcze jej to powtórzyć? Ostatni raz będzie pojutrze, potem niewiele będzie mnie obchodzić jej negatywna opinia. Bardzo chciałbym się z nią liczyć.

                                Nie wiem na jakiej zasadzie mnie ocenia, tak czy inaczej, jestem jaki i kim jestem. Może uważa, że wielkie miasto uderzyło mi do głowy? Raczej wolność i odpowiedzialność za siebie i swoje emocje. Moja lista potencjalnych zarzutów względem mnie jest spora.

                                Dam jej po tym jeszcze trochę czasu. Niewiele mogę na to, że moja cierpliwość jest ograniczona po jej ostatnich 'wybrykach'.

                                I cóż, wygląda jednak na to, że nie jest na razie w stanie przyjąć kilku faktów do swojej wiadomości. Interpretuje je nadal na swój sposób a nie na ten ogólnie przyjęty.


                                Zostawię Wam coś. Do przeczytania z przymrużeniem oka.
                                Gdybym miał być hetero... Umiejętność rozumienia kobiet jest zbyt straszliwą bronią, by móc być dzierżona przez kogoś innego niż osobnika homo.
                                --
                                Prosto, zwięźle i nie na temat.
                                • anonimowa_matka Słonko, że zacytuję Massafrę: 08.03.12, 22:35
                                  Nie wal z wielkiego działa. Bądź taktowny i empatyczny, do jasnej cholery.

                                  A ja, kochanie, będę trzymać kciuki i Ci nogi powyrywam, jeśli się nie wyspowiadasz jak najszybciej, jak się ta rozmowa odbyła i jak się czujesz.
                                  I nie zapominaj, że co niektórzy z nas i tak są z Ciebie dumni.
                                  I nie dokuczaj mamie, do wszystkich diabłów.

                                  Powodzenia.
                                  Trzymam kciuki.
              • andrzejekk Re: @mike.x - c.d. 01.03.12, 20:00
                anonimowa_matka napisała:


                > Mam smutny dzień - kot mi zginął pod samochodem. Nie lubię tak.


                Przykro mi z powodu kici. Sam jestem kociarz, więc znam ten żal kiedy kociaka zabraknie.
                • anonimowa_matka dzięki za dobre słowo 01.03.12, 20:25
                  Bo łażą te durne zwierzaki po okolicy. ja sobie już kiedyś obiecałam, że nie będę ich puszczać na zewnątrz, ale to się nie da. No i dziś żałuję, że pozwalałam łazić po dworzu.
                  Trzymać w zamknięciu - nieszczęśliwe, puścić na wolność - niebezpiecznie, a do tego nie mają własnego rozumu. Jak z ludźmi.

                  Dzięki za dobre słowo. I weź sobie zrób tego miodu z cytryną, jak masz miód i cytrynę, dostarcza witamin i mikroelementów.
                  Tylko miód po podgrzaniu nie działa, bo mu się psuje cała dobroć, więc herbata z miodem to niekoniecznie.

                  Wiesz, że kiedyś karmiłam pszczoły? Miałam taki kapelusz:
                  www.firmy.net/WC7SD,bluza-pszczelarska-rozpinana-z-kapeluszem,PNT7.html
                  No a ja mam jeszcze dwa psy - co jeden, to głupszy. Suka na przykład chętnie śpi na ścianie - i tym razem nie żartuję. Tak się elegancko układa na ścianie czterema łapami, grzbiecik tylko leży na podłodze i czasem ogon, i śpi. A przez sen zdarza się jej biegać i szczekać - i wszystko na ścianie.
                  • massafra Re: dzięki za dobre słowo 01.03.12, 20:45
                    .....tego się nie robi kotu...a kotu wolno?..

                    Współczuję anonimowa serdecznie, toż to są członkowie rodziny...

                    Dwa lata temu musielismy pożegnać naszą trójcę (ratlerkę, dalmatynkę ,podhalana) wszyscy w jednym roku .Mieli po czternaście lat-niestety trzeba było pomóc im przejść na drugą stronę...Ale było ciężko , długo słyszeliśmy ich szczekanie...
                    Teraz mamy podhalankę i dwie wiekowe kotki ( od pięciu lat koteczki są razem i ciągle się na siebie zasadzają i...złośliwie się łapami okładają-co za widok!
                    Kocham zwierzaki...
                    Andrzejekk-zdrówka, ciepłe wełniane skarpety i do łóżka!


                    --
                    Wir leben alle unter dem gleichen Sternenhimmel, aber wir haben nicht alle den gleichen Horizont.
                    • anonimowa_matka Re: dzięki za dobre słowo 01.03.12, 21:01
                      No właśnie, tego kot nie powinien robić nikomu.
                      Wiesz, o co się winię? Pies pół nocy hałasował, bo pewnie wiedział, ze coś się stało, i myślę, że może, gdybym wyszła i poszukała, to Kicia jeszcze byłaby do uratowania.
                      Ale nawet mi to nie przyszło do głowy, tylko kazałam psu iść spać.
                      Sąsiadka mi rano powiedziała.

                      Mi też umarł pies i jeszcze dwa lata po jego śmierci mi się zdarzało, że jak gdzieś szłam, to mi tak podświadomie brakowało dźwięku jego kroków i prawie się zatrzymywałam, żeby do mnie doszedł. I wtedy dopiero sobie uświadamiałam, że już go nie ma.
                      Brakuje i tych szczekań, i takiego sapania przez psi sen.
                      Koty są cichsze. A moja Kota już zawsze będzie cicho, a miała najpiękniejsze na świecie mruczenie, chociaż zawsze była trochę dzika.
                      Tak naprawdę nie powinno być.

                      No i jeszcze się winię, że ja puszczałam samą na dwór. Chociaż w naszych warunkach trudno jest zamknąć kota w domu.
                      I masz rację, że to są członkowie rodziny.
                      • massafra Re: dzięki za dobre słowo 01.03.12, 21:15
                        Nie, nie wolno Ci się oskarżać ! ! !
                        Kota nie wolno ograniczać , on musi mieć swoje ścieżki, a że tak nieszczęśliwie na tej drodze pojawił się pojazd... Nikt tu nie zawinił !
                        Każdy z naszych braci mniejszych musi kiedyś odejść za" tęczowy most".....i my kiedys też....
                        Nie smuć się....


                        -
                        Wir leben alle unter dem gleichen Sternenhimmel, aber wir haben nicht alle den gleichen Horizont.
                        • anonimowa_matka tęczowy most, ja wiem. 01.03.12, 21:44
                          Ja też myślę, że kiedyś oddam światu każdy oddech, który zaczerpnęłam i wszystko, co pomyślałam i co zrobiłam.
                          A tak w ogóle to NAPRAWDĘ lubię zwierzęta.
                          Ale to zawsze jest smutne, a jeszcze chciałabym wiedzieć, że koty nie bolało i że nie zdążyła się przerazić, ani nic.

                          A wiesz? Mój ojciec chrzestny ma dom z ogródkiem, i jeszcze gdy to był pac budowy, przypałętał się kot. Gruby. Leniwy. Łakomy (zeżarł ze trzy kanarki, a mój obecnie dziewiętnastoletni chrześniak do tej pory wierzy, że kanarkom zmieniało się upierzenie wskutek wylinki. Chociaż zapewne za dużo o tym nie myśli).
                          No i ten kot nie łapał myszy, a za to przeganiał inne koty.
                          Aż któregoś razu przypałętała się koteczka, mała i chuda, która już została, a z wdzięczności za wikt i opierunek zaczęła łapać myszy jak szalona i zostawiać je chrzestnemu i jego żonie już to na progu, już to na poduszce. Nie byli zachwyceni.
                          Wtedy ten pierwszy kot się zmienił. Bywał wielokrotnie widziany, jak z myszą w pysku dumnie defiluje o domu.
                          I co się okazało? Że zaczął łapać myszy?
                          Nie. Nic z tego. Zaczajał się na łowną koteczkę, kradł jej z pyska upolowaną mysz i dumnie przynosił państwu pod nogi. Taki drań!
                          • massafra Re: tęczowy most, ja wiem. 01.03.12, 22:04
                            Dokładnie to samo robią moje panie . Nasza domowa , łowi, a hrabianka blokowa jej te łupy kradnie , a w między czasie i podhalanka się zaczai...
                            Nasza Misia jest znana na całej ulicy bo: to kot bez ogona (wygląda zabawnie ), jej teren łowiecki rozciąga się od pierwszego do ostatniego ogródka przy naszej ulicy. Sąsiad zbudował piękny , duży karmnik dla ptaszków - postawił w ogrodzie i...oczekiwał na gości.
                            Pewnego dnia zafascynowany co to za wielkie ptaszysko tak długo siedzi w karmniku , aby nie wystraszyć- lornetkę do ręki i patrzy, patrzy , oczom nie wierzy - w karmniku siedzi nasza Miśka...A co się miała wysilać? czekała na śniadanie!
                            Innym razem wysłuchałam żalu sąsiada że mu orginalne żabki(jakiesik zagraniczne) z sadzawki poginęły....już wiedziałam czemu Miśka taka mokra wróciła do domu....
                            A jak idziemy na grzyby Miśka oczywiście z nami...


                            --
                            Nie chcesz byc okłamany?-nie pytaj!
                            • anonimowa_matka Re: tęczowy most, ja wiem. 01.03.12, 22:36
                              Śmieszne są zwierzaczki.
                              A co robi Misia na grzybach?

                              Mój pies, który jest Psem Tresowanym i bardzo to lubi, ma swoją najulubieńszą sztuczkę: przynosi pożyteczne rzeczy, np. buty, swoje zabawki, poduszki i zwala to na środek pod nogami.
                              Ale jest też Psem Tresowanym w kierunku wykrywania zapachów, bo kiedyś go uczyłam, jak wywęszyć raka. On nie rozumie, o co chodzi z tymi zapachami, ale węch ma dobry i się stara.
                              A prawie padłam na ziemię, gdy pies poszedł z nami na grzyby, my szukaliśmy grzybów, a pies się nudził. No i w którejś chwili wstał spod drzewka, pod którym się nudził, podszedł pod krzak jałowca i zaczął szczekać tak, jak na raka. Kurki tam rosły :)

                              Kota nie była taka sprytna. Ona tylko mruczyła najpiękniej na świecie.
                              • massafra Re: tęczowy most, ja wiem. 01.03.12, 23:04
                                A jeszcze odpowiem;
                                A tak po prostu z zazdrości idzie, bo są z podhalanką skumplowane i skacze z pieńka na pieniek i drze się w niebogłosy -chyba nawołuje do powrotu...
                                Sama szkoliłaś ? na wykrywanie raka? choroby mam rozumieć?
                                Ciekawe bardzo!

                                Andrzejekk-u a skarpty wełniane- nie zapomniałeś ?
                                --
                                Nie chcesz byc okłamany?-nie pytaj!
                    • massafra Re: dzięki za dobre słowo 01.03.12, 21:01
                      Anonimowa _m, o dziękuję za ciepłe słowa. Nie martw się , u mnie wszystko dobrze i spokojnie....Tak nieraz mam że na Marsa bym z chęcią odleciała ...a się nie da ...Więc siedzę gdzieś w kąciku...
                      Iiiiii słoneczka mi się chce !!!

                      --
                      Wir leben alle unter dem gleichen Sternenhimmel, aber wir haben nicht alle den gleichen Horizont.
                • lipido Re: @mike.x - c.d. 08.03.12, 09:28
                  zawsze jak tracimy coś co kochamy albo lubimy jest nam przykro, nie tylko z kotem
                  --------------------------------------
                  mieszkania Warszawa bielany
                  • anonimowa_matka Re: @mike.x - c.d. 08.03.12, 23:00
                    I ja zawsze się cieszę, widząc kogoś miłego w tych wątkach.
                    Dzięki za dobre słowo.
                    I witaj, miło mi Cię tu widzieć :)

                    lipido napisał:

                    > zawsze jak tracimy coś co kochamy albo lubimy jest nam przykro, nie tylko z kot
                    > em
                    > --------------------------------------
                    > mieszkania Warszaw
                    > a bielany

        • andrzejekk Re: @mike.x - c.d. 29.02.12, 05:51
          mike.x napisał:



          > Kutwa. Mogę się wyżalić?
          > Naprawdę, teraz to już w*u*wia mnie postawa mojego współlokatora. Wczoraj prawi
          > e się pobił (z czwartym współl., kumplem z liceum). Nie, naprawdę, nie po to ma
          > mózg żeby cwaniakować tylko żeby go używać we właściwy ze sposobów, czyli myśl
          > eć. Chętnie sam dałbym im obu solidarnie po twarzach. Ale to nie wypada.
          > Przecież nie zmienię tego, że jest idiotą, niedorośniętym bachorem wypuszczony
          > m z domu i dopiero odkrywającym świat.


          Do tego się odniosę. Nie wiem o co poszło, ale nie tyle "nie wypada" co "nie warto" dawać im (czy tam mu - prowodyrowi) po twarzy. Po co sobie ręce brudzić? Jak ktoś chamem się urodził, jako cham z domu wyszedł to i taki pozostanie. Nie wychowasz go (przynajmniej będąc na stopie koleżeńskiej) a i braków w edukacji przekazanej mu przez rodziców też nie uzupełnisz.
            • anonimowa_matka Re: @mike.x - c.d. 01.03.12, 19:22
              o, moja kochana!
              już parzę, tylko ze śmietanką, czy czarnej?
              A może o tej godzinie dżinu z tonikiem?

              massafra, mało mi Cię, ostatnio tak siadałaś w kąciku cichutko, a Ty taki jesteś dobry, ciepły duszek tego forum... Zapewnisz mnie, że nic złego się nie dzieje i tylko pogoda działa na Ciebie nasennie? Bo jako matka-kwoka zaczynam się martwić, wiesz.
    • anonimowa_matka Apel Matki-Założycielki ;D 01.03.12, 19:12
      Słoneczka moje wszystkie,
      zajrzał do nas na forum, taktownie i grzecznie się witając w osobnym wątku, Anonim111.1, mam wrażenie że zanęcony dość przecież przychylną atmosferą. Uważam, że to okropnie miłe oraz że musimy uważać, czy nie robimy się zbyt hermetyczni.
      Żeby ludzie się nie wstydzili do nas zagadać, tak?

      Szczerze Wam wyznam, że byłoby mi bardzo miło widzieć tu miejsce dla osób, które chcą pogadać o dupie Maryni lub o sprawach ważkich - i liczę na Waszą gościnność.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka