Dodaj do ulubionych

Zakochałem się w przyjacielu

23.06.17, 23:37
Cześć, na wstępie chciałbym powiedzieć, że sam już nie rozumiem swoich uczuć i chciałbym z kimś porozmawiać anonimowo i poradzić się, ponieważ nie jestem na tyle odważnym człowiekiem żeby porozmawiać o tym z najbliższymi. Wstyd mi jak patrze w lustro jakim jestem człowiekiem, najchętniej to bym zniknął, ponieważ czuje się w tym momencie inny.. Zacznijmy od początku. Poznaliśmy się na początku wakacji 2016, nasz kontakt na początku był trudny, widywaliśmy się tylko na jakiś libacjach, imprezach. Od listopada nasz kontakt się poprawił, zacząłem z nim pisać codziennie, zaczeliśmy spędzać prawie każdą wolną możliwą chwilę kiedy była okazja i możliwość. Razem spędziliśmy całą zimę - weekend w weekend. I od tego się zaczeło. Nagle zaczelo mi coś fruwać w brzuchu przy zbliżeniu do niego, ale to nie główny powód dlaczego mnie zastanawia kilka rzeczy. Kiedy nastała wiosna czyli gdzieś od marca kiedy już było ciepło, nie było śniegu zaczął do mnie przyjeżdzać codziennie i zaczelismy spedzac razem czas. Tak wiem każde zdanie ma w sobie "zaczeło się, zaczeliśmy" ale nie jestem w ten dzień wydusić z siebie więcej słów, dlatego będe posługiwać się mniej inteligentym językiem. Często bawiliśmy się w zapasy kto jest silniejszy itd. Kiedy on już wygrywał patrzył na mnie przez kilka sekund blisko prosto w oczy i nagle puszczał. Jesteśmy typem ludzi którzy lubią popić, pobawić. Kiedyś na trzeźwo spytał się mnie czy może mi dać ciumka, bo nigdy nie dawał. Zgodziłem się, ponieważ uczucie które we mnie siedziało z dnia na dzień było co raz mocniejsze. Nagle zaczął tak jakby dawać mi znaki, że coś czuje. Kiedy paliliśmy papierosa usiadł mi na kolanach, dał się objąć, potem coś powiedział, żebym zrobił koledze pedałowi kawę i przejechał mi ręka po tyłku. Wkońcu coś we mnie pękło, kiedy wychodziliśmy na popijawe popatrzyłem się na niego i dałem mu ciumka w policzek. Nie odepchnął, nie zareagował negatywnie. Na pożegnanie po udanej imprezie kiedy ja i on byli nieźle wstawieni (niestety dla mnie melanż się skonczył jak wróciłem do swojej miejscowości - zgon), byłem w takim stanie przez 2 godziny, on został przy mnie czekał aż będzie mi lepiej ogarniał mnie, kiedy byliśmy u mnie jeszcze na chwilę w domu spytałem się czy może mi dać ciumka, ten bez żadnych przeszkód pocałował mnie w policzek. Przytuliłem się do niego, dawał się obejmować. Na pożegnanie też pożegnaliśmy się ciumkiem w policzek i od tego dnia zaczął się mój pie...c. Jestem zazdrosny o każdą osobę, denerwuje się kiedy nie spędza czasu ze mną tylko z kimś innym, kiedy widzę jak dobrze się bawi a mnie tam nie ma. Doświadczenie z kobietami mamy obydwaj takie same - dużo nas zrobiło grzecznie mówiąc w konia, na wielu się przejechaliśmy i mamy ich dość na ten moment. Chcemy odpocząć. Czasami kiedy siedzi u mnie lub gdzieś jesteśmy jesteśmy ze sobą blisko, siedzimy prawie na sobie, kiedy chce go czasami pomiziać, zbliżyć się do niego to nie stawia oporu lub czasem odpycha. Wiele mu zawdzięczam, dużo ze sobą przeszliśmy.. Nie wiem co już o tym sądzić, wiem, że teraz to co powiem będzie śmieszne, ponieważ patrząc na sytuacje jest jednoznaczne zdanie o mojej osobie - pedał.. To nie jest tak, kobiety naprawdę mnie pociągają, często kręce się wokół nich i byłem z wieloma, lecz osób takich jak ta którą opisuje było 3. Ta sama historia, od tego się zaczynało tak samo się toczyło jak opisałem lecz wkońcu wszystko pękło i najchętniej to byśmy sobie teraz przyładowali w twarz. Nie chcę go stracić, często kiedy jestem pijany pisze mu, że go kocham i zaczynam pierd*lić farmazony jak ludzie po pijaku jaki on nie jest dla mnie ważny, że jest moim najlepszym przyjacielem itd, lecz to zazwyczaj ja mu daje znaki a nie on mi. Kiedy też się wstawi mówi, że mnie kocha i pisze, lecz wiem - ludzie po alkoholu dużo mówią co jest gó... prawdą, mam wiele takich przypadków kiedy słysze jak ktoś napierd*lony mówi drugiej osobie, że ją kocha - bo po pijaku. Na trzeźwo nie mógłbym wykrztusić słowa mu w twarz to co powiedziałbym po pijaku. Nie chcę stracić tej przyjaźni. Często okazuje mu swoje emocje, jak jestem zły, zazdrosny ale on nie przyjmuje tego jakoś do siebie z mojego punktu widzenia, lecz mówił, że jest człowiekiem który nikomu nie ufa i nikomu nigdy wszystkiego o sobie nie powie, ponieważ liczy tylko na siebie. Jakieś drobnostki, że lubi się dobrze ubrać, z nim iść na zakupy to jak z babą, co chwilę się przegląda w lustrze i poprawia włosy. Ostatnio zwracam więcej uwagi mu niż swoim rodzicom. Myślę tylko o nim i nie mogę przestać, chciałbym żeby był przy mnie codziennie godzina w godzinę co wiem, że jest chore i nie możliwe, bo każdy ma swoje życie i nie można go uzależniać od siebie. Przy nim jestem tylko szczęśliwy i jestem sobą, inaczej nie umiem. Proszę o poradę, co mam zrobić. Człowiek który mówi, że ma na wszystko wyjebane a jednak kiedyś powiedział mi, że tak mówi ale coś go gryzie zawsze od środka tylko nikomu nie mówi. Nie wiem czy postawić porządną flaszkę czy coś innego, napierd*lić się i wkońcu szczerze pogadać, ponieważ przy alkoholu są najlepsze rozmowy i ludzie powiedzą czasami tego czego by nie chcieli powiedzieć czy po prostu zostawić to i pogodzić się z tym i najlepiej urwać kontakt i przeżyć ten miesiąc w rozpaczy ale potem zacząć normalnie żyć, czy wykonać ten krok i spróbować a potem zrzucić winę na wpływ alkoholu na łeb. On jest człowiekiem wyrozumiałym, nie mającym spiny z żadnym człowiekiem, który ma swoje zdanie o kimś, nie słucha się innych i nie zostawia ludzi jak mu się znudzą.
Edytor zaawansowany
  • 28.06.17, 01:41
    Hej.
    Nie wiem czy nadal aktualne, nigdy się w ten sposób nie udzielałem, ale przeczytałem całość i spróbuję coś podpowiedzieć.

    Pomysłu z upiciem się alkoholem raczej nie uznałbym za dobrego, w stanie upojenia raczej ciężko skleić myśli i powiedzieć co się szczerze czuje. Jeszcze gorsze było by zerwanie kontaktu, bo prawdopodobnie skończylibyście ze złamanymi sercami, a wymieniona przez Ciebie rozpacz może trwać o wiele dłużej, niż miesiąc. Jeśli jest między Wami tyle pozytywnych emocji, to nie widzę powodu, by to skończyć, bo nie ma w tym nic złego. Chyba przyznasz, że lepiej pomyśleć o chwilach, które możecie w przyszłości razem przeżyć? :)

    Jedynym problemem wydaje się chorobliwa zazdrość. Wiem jak może ona dać w kość, bo też miałem takie problemy. Musisz się po prostu pogodzić z tym, że Twój przyjaciel ma znajomych i będzie się z nimi widywał, bo to jest normalny stan rzeczy. Inaczej natomiast jest między Wami - ta relacja jest znacznie bliższa, jesteście razem szczęśliwi, macie swoje sprawy i znacie o sobie sekrety, o których zwykłym znajomym nie mówicie. To jest ta różnica, która Was łączy. Z czasem będziecie się bardziej poznawać i kto wie, być może to właśnie przy Tobie się otworzy i wyzna co mu w duszy gra. Może nazwę to trochę radykalnie, ale głupotą było by to teraz wszystko zakończyć. Spróbuj się czymś zająć gdy się nie spotykacie, np. jakimś hobby. Najlepiej coś wymagającego, żeby całkowicie skupić umysł na wykonywanych zadaniach i trochę "odpocząć".

    Od siebie tylko dodam, że byłem w jednym, dziwnym związku z dziewczyną. Byłem nią totalnie zauroczony, wręcz zakochałem się w niej, ale relacje mieliśmy raczej przyjacielskie. Nie czułem też do niej popędu seksualnego. Mimo wszystko pojawiła się zazdrość, gdy widziałem ją z innymi kolegami, też nie mogłem sobie z tym poradzić. Lubiliśmy po prostu ze sobą pisać, rozmawialiśmy ze sobą, było fajnie. Skończyło się na tym, że wyznałem jej miłość (bo wszyscy mówili, że tak trzeba, ale czułem coś innego), zostałem odrzucony i zerwałem kontakty. Bolało dotkliwie i ciągnęło się przez kilka lat. Zastanawiam się gdzie byśmy byli dzisiaj, gdybym nie był taki głupi w tamtym czasie.

    No i na koniec, nie uważam Waszego uczucia za coś dziwnego, czy chorego. Wręcz przeciwnie - zazdroszczę, bo nigdy nie doświadczyłem podobnej relacji. Ja też zastanawiam się nad swoją seksualnością i chętnie poznałbym podobnego przyjaciela, którego szczęście miałeś poznać Ty. Nie trać go. Fajnie się wszystko czytało i mam nadzieję, że się Wam ułoży.
    Powodzenia! ;)
  • 19.07.17, 11:35
    Zapewne jestem od Ciebie sporo starszy, ale na szczęście mam dobrą pamięć. Mając 20 lat znalazłem się w takiej samej sytuacji, też była płomienna przyjźń, cały wolny czas razem, jakieś przytulania, cmokania, obejmowania się. Obaj byliśmy wtedy po wielkich nieudanych związkach z kobietami i traktowaliśmy to jako fajną odskocznię. Nawet nie zauważyłem, gdy z mojej strony to juz nie była przyjażń tylko miłość, naiwnie myślałem, że z jego również. Trwało to dwa lata, wspólne imprezy, alkohol, dyskoteki, wypady za miasto. Przy nim rozkwitałem, miałem motyle w brzuchu, on też się świetnie bawił. Spaliśmy w jednym łóżku, kąpaliśmy się razem na golasa w stawie, bez żadnej cielesności, bo przecież nie czuliśmy się pedałami. Po pijaku były wyznania miłości, akty zazdrości, na trzeźwo była cisza. Minęły dwa lata, po jednej z imprez jako najlepszemu przyjacielowi wyznał, że spodobała mu się dziewczyna, że chciałby ja lepiej poznać, on się zwierzał a ja zapadałem się w sobie, umierałem wewnętrznie. Poznał ją, zostali parą, on nadal chciał mnie mieć przy sobie, jako najlepszego kumpla, przyjaciela. Po jakimś czasie zerwali, nasze relacje znów wzróciły do poprzedniej formy, ale na krótko, poznał kolejną dziewczynę, po niej następną. Gdy poznał czwartą upiliśmy się, powiedział, że to jest ta, że będzie jego żoną i matką jego dzieci. Mieliśmy 27 lat, modliłem się, żeby nic z tego nie wyszło, wybrał mnie na świadka na ślubie, na kawalerskim spiłem się jak świnia i powiedziałem mu wszystko co jest we mnie, że od siedmiu lat go kocham, że myślałem, że on mnie też, że nie wiem co mam ze sobą zrobić. Powiedział mi, że mnie uwielbia, ale to były takie wygłupy, że się przy mnie świetnie bawił i jestem jego bratnią duszą, przyjacielem i jesli go kocham to stanę na wysokości zadania i dopilnuję, żeby ślub i wesele były wspaniałe. Przez wesele i poprawiny nie tknąłem alkoholu, uśmiechałem się, zabawiałem gości, dopilnowałem, żeby cała uroczystość była perfekcyjna. Dwa dni po ślubie spotkałem się z nimi, siedziała mu na kolanach, na których ja kiedyś siedziałem, pękło coś we mnie i szybko od nich wyszedłem. Spotkaliśmy się po ośmiu latach, przytył, podtatusiał, nadal jest dla mnie piękny, ale ja poukładałem sobie życie i jest dla mnie tylko słodko-gorzkim wspomnieniem. Musiałem zabić w sobie tą miłość, aby móc żyć dalej. Nie wiem, czy gdybym porozmawiał z nim wprost kiedyś tam na początku, czy byłoby inaczej, strzała Amora nie wybiera.

    --
    W życiu wszystko jest pożyczone

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.