Dodaj do ulubionych

W holdzie Stefce, Pankom-Malowankom i innym

23.04.04, 21:23
Przylaczam sie do podziekowan za smutna opowiesc o Stefce Kolbusce.

Swiatlo napisal:
>Stefka Kolbuska nie była jedyną taką ofiarą. Pamiętam był w Józefowie taki
panek malowanek. Chodził zawsze w garniturze i krawacie, zadbany,
wyperfumowany. Przesiadywał całymi dniami w kawiarni, nie wiem z czego się
utrzymywał. Potem się powiesił.
Jak teraz go sobie przypominam, to mam hipotezę że myślę był to ukryty
homoseksualista. W tamtych surowych czasach w małych wiejskich
społecznościach
tacy ludzie nie mieli szans na ujawnienie się i normalne życie. Przez całe
życie więc musieli się ukrywać, co prowadziło w efekcie do depresji, zaburzeń
i
samobójstw.
Zreszta w tamtych czasach cała Polska była taka. Nawet w warszawskich
szkołach
znęcano się nad słabymi i innymi.<

To prawda. Takie byly czasy i to nie tylko w Polsce, ale i na swiecie.
Powiedzenie “kazda wioska ma swojego glupiego” istnieje tez w jez. angielskim
(“every village has its idiot”wink. Zwykle byl to jakis odmieniec,
niekoniecznie osoba chora psychicznie. Mogl to byc ktos kaleki, slaby czy
generalnie “inny”.

W wiosce mojego dziecinstwa byl nim Jodko (Jutko). Byl to kawaler, ktory byl
zawsze zasliniony, lubil biegac i bawic sie z dziecmi, ktore go obrzucaly
kamieniami i bily kijami. Na szczescie mial rodzine, wiec nie byl bezdomny i
nie musial zebrac. Byl tez jeden garbus, ktory byl zamykany w domu przez
rodzine, wiec nikt nie wie do konca, kim byl. Umarl jako mlody czlowiek.
Pozniej, w miescie byla to “Warszawianka” – stara kobieta, zebraczka, bez
jednej nogi, poruszajaca sie o kulach. Zwykle biegaly za nia hordy
dzieciakow podstawiajace jej kije pod kule, by sie przewracala na bruk..
Warszawianka mieszkala w piwnicy, ktora jej nawet kwaterunek miejski jakos
przystosowal do zycia, zalozyl zamek do drzwi itp. (no bo przeciez
prawdziwego mieszkania kwaterunkowego bylo szkoda dla niej). Okien w tej
piwnicy nie bylo – bo zaraz po zalozeniu wybijano je kamieniami.
Przychodzila do nas czasem sie pozywic – zawsze siadala na laweczce w
przedpokoju i tam na kolanach jadala, nie chciala wejsc nawet do kuchni.
Wiedziala ze strasznie smierdzi i byla wdzieczna jak ja mama wiodla do
lazienki i pozwalala umyc twarz i rece. Opowiadala o zyciu w Warszawie, ale
nic z tego nie pamietam.
W mojej szkole dzieci strasznie dokuczaly woznemu – byl to mlody czlowiek,
ktorego przewina bylo to, ze nosil bardzo grube szkla w okraglych oprawkach.
I te wlasnie okulary chlopcy mu tlukli regularnie, rzucano tez za nim
kamieniami. Az w koncu nie wytrzymal i zloil jakiemus skore, za co zostal
wyrzucony ze szkoly. Potem pracowal jako listonosz.

A teraz cos z czasow wspolczesnych. Mamy przyjaciol – malzenstwo,oboje
niepelnosprawni, znamy sie od czasow studenckich. Dziewczyna pochodzi z
hrubieszowskiego, zachorowala na chorobe Heine –Medina (polio) w
dziecinstwie. Przeszla niezliczona ilosc operacji, i co kilka lat ma
nastepny zestaw srub wmonotowywany w kolana itp. Zycie miala strasznie
ciezkie (ojciec pijak zostawil rodzine, matka zmarla na raka, czworo
dzieci). Wiedziala ze jedyna droga dla niej to wyrwanie sie z rodzinnej wsi –
do internatu technikum w miescie, potem studia, ktore ukonczyla utrzymujac
sie wylacznie ze stypendium. Poslubila niepelnosprawnego chlopaka. Pracuje
duzo i ciezko, zarabia godziwie, chodzi o kulach, ale zyje godnie – a mnie
ogarnia uczucie wdziecznosci , ze nie przypadl jej los “Warszawianki” i
innych. Bez watpienia zyjemy w generalnie lepszych czasach, ale niestety nie
wszedzie jeszcze na swiecie...

Moze to i patetyczne, ale chcialabym by ten wpis oddal hold cierpieniom,
jakie byly udzialem Stefki Kolbuski, “Panka-Malowanka”, Warszawianki, Jutka,
Pana Woznego, oraz garbusow i tych o ktorych nie wiemy...

Jesli znacie takich nieszczesliwych ludzi, wymiencie ich tutaj – niech to
bedzie takie chocby najskromniejsze zadoscuczynienie, ktorego nie doczekali...

Edytor zaawansowany
  • stiah 23.04.04, 21:35
    Błotniarko! Dzięki za te słowa. Sam coś o yym wiem, ale to nie temat na otwarte
    forum.
    Pozdrawiam - Stiah
  • blotniarka.stawowa 23.04.04, 21:55
    nie, to ja dziekuje, bo wlasnie potwierdzasz, ze dystans miedzy forumowiczami
    istnieje juz tylko istnieje w sensie geograficznym...
  • stiah 23.04.04, 22:02
    To Ty jesteś z Kanady? Czy coś pokręciłem?
  • blotniarka.stawowa 23.04.04, 22:06
    stiah napisał:

    > To Ty jesteś z Kanady? Czy coś pokręciłem?
    Nic nie pokreciles - tak, to ja (jak to pieknie ujal Czuk): "ta co pisze kiedy
    my spimy"
  • benia30 24.04.04, 00:11
    Kto śpi, to śpi...

    Bardzo to drastyczne, co napisałaś Błotniarko... U nas we wsi też były osoby
    zaliczane do grupy "innych", co wcale nie oznacza gorszych... Jest wdowa, która
    miała trzech upośledzonych umysłowo synów. Z najstarszego miała pociechę -
    pomagał jej w pracy, w polu i obejściu, średni "cichy, spokojny, nie wadził
    nikomu" (obaj już nie żyją), za to z najmłodszym miała najwięcej kłopotów, bo
    największy miał też stopień upośledzenia. Mało zaradny, niesamodzielny, nie
    mówił, ciągle gdzieś uciekał, biegał za dziećmi, często bez ubrania. My, dzieci
    baliśmy sie go panicznie, dorośli mieli dla całej rodziny litość i współczucie,
    znali ich, wiedzieli, że nie zrobią nikonu krzywdy, że chętni są do pomocy, że
    w razie biedy można na nich liczyć. I nigdy nikomu nie przyszło do głowy by
    dokuczać im, szykanować, znęcać się w jakikolwiek sposób. Byli członkami
    społeczności, takimi samymi jak inni, mimo swego kalectwa, a może właśnie na
    przekór.
    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło sie błękitem, nie gaś nigdy światła nadziei...
  • blotniarka.stawowa 24.04.04, 00:23
    benia30 napisała:

    > Bardzo to drastyczne, co napisałaś Błotniarko... U nas we wsi też były osoby
    > zaliczane do grupy "innych", co wcale nie oznacza gorszych...

    .... I nigdy nikomu nie przyszło do głowy by
    > dokuczać im, szykanować, znęcać się w jakikolwiek sposób. Byli członkami
    > społeczności, takimi samymi jak inni, mimo swego kalectwa, a może właśnie na
    > przekór.

    To bardzo dobrze Beniu. Tak wlasnie powinno byc!
    Dedukuje niniejszym, ze:
    1. jestes duzo mlodsza ode mnie i czasy twojego dziecinstwa nie byly az tak
    okrutne w tym wzgledzie, jak te ktore ja zachowalam w pamieci
    2. wies wasza skladala sie z dobrych, szlachetnych ludzi (lub tez grupa
    cieszaca sie powszechnym autorytetem byla wlasnie taka i nadawala ton calej
    reszcie)
    3. Oba punkty 1 i 2 sa prawdziwe. (Punkt 1 na pewno, skoro nie
    pamietalas "szwedow"!)

    Przyznaje tez nastepna nagroda za nocne czuwanie (choc nie chce tu sie wkradac
    w kompetencje admina).
  • benia30 24.04.04, 00:40
    blotniarka.stawowa napisała:

    > 3. Oba punkty 1 i 2 sa prawdziwe. (Punkt 1 na pewno, skoro nie
    > pamietalas "szwedow"!)
    >

    Chyba masz rację Błotniarko... I wiesz, czytając Twój hołd Stefce, Pankom-
    Malowankom i im podobnym, bardzo sie cieszę że jestem młodsza i nie było mnie
    jeszcze na świecie w tamtych czasach, że wzrastałam w mądrej, tolerancyjnej
    społeczności i cieszę sie bardzo, że nie spotkałam się w swoim życiu z taką
    sytuacją tarktowania w ten sposób drugiego człowieka (no przecież CZŁOWIEKA!!!)

    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło sie błękitem, nie gaś nigdy światła nadziei...
  • blotniarka.stawowa 24.04.04, 00:35
    Dodam jeszcze, ze wlasnie dzieci (te z pozoru niewinne slodkie istotki)
    potrafia wykazac sie wielkim okrucienstwem w stosunku do slabszych, innych lub
    zwierzat...
  • januszx 24.04.04, 07:31
    Co za wspaniałe opowieścismile , czytam z zapartym tchem
    czyli w tak mały środowisku jak wieś nie można być innym? wyrózniać się , -
    choćby okularami z grubymi szkłami - bo jak to się kończy? wspaniale opisała
    nam Błotniarka
    Pozdrawiam
    J
  • stiah 24.04.04, 12:16
    Obudziłem się, i przeglądam Waszą nocną twórczość. Jestem zbudowany. Jak to
    jest, że obracając w dosyć licznym kręgu osób, znajomych z pracy, wyjazdów i
    masy przygodnych znajomości, właściwie nie trafiam na przejawy tak bezmyślnej
    nietolerancji i głupoty. Nie znam osobiście ani jednego zwolennika Leppera itp.
    Z każdym można inteligentnie pogadać i nawet narzekanie jakoś słabo wychodzi. A
    wystarczy poczytać gazety, pooglądać telewizję cz...wejść na jakieś forum, a
    zalew agresji jest natychmiastowy. Mam dużo do czynienia z młodzieżą, (taką
    starszą) i naprawdę muszę przyznać, że to są fajni ludzie. Natomiast jeszcze
    jedna obserwacja z grupu młodzieży "młodsze", gimnazjalnej, tam niestety
    dominują postawy grupowe - kto uzyska dominację, narzuca ton całej grupie,
    która z naturu wieku jest bardzo bezkrytyczna. To wtedy kształtują się postawy
    na dalsze życie. Ale jak widać, nie jest tak źle.
    Specjalne pozdrowienia dla Błotniarki Stawowej, z którą sę już kiedyś
    zapoznałem w takim płytkim stawie, tyle że nie wiedziałem, że to właśnie ona!
    Stiah wink))
  • blotniarka.stawowa 24.04.04, 17:02
    Dziekuje wszystkim za mile slowa pod adresem tego watku.

    Nie powstalby on gdyby nie zostal zapoczatkowany przez pana Swiatlo. A gdy do
    historii powrocila i z detalami ja opisala pani Eloi, wiedzialam ze nie wolno
    mi tego tematu zostawic. Brawa wiec dla w/w i wszystkich uczestnikow dyskusji,
    ktorzy podtrzymuja we mnie wiare w czlowieka.

    Pozdrowienia,
    blotniarka
  • stiah 24.04.04, 17:34
    To się zaczyna robić kółko wzajemnej adoracji! Wrzuć jakiś kontrowersyjny
    temat, to się może poróżnimy (pięknie oczywiściesmile)
  • blotniarka.stawowa 24.04.04, 18:03
    stiah napisał:

    > Wrzuć jakiś kontrowersyjny temat, to się może poróżnimy (pięknie oczywiście:-
    ))

    Kilka wpisow wyzej wspomniales cos o niejakim Lepperze. Pisz wasc, kto zacz?!!!

    Oczywiscie wiem, kto zacz (czytam przeciez Gazete zanim otworze forum), ale z
    geby bym nie poznala... Za malo zdjec zamieszczaja (moze jak bedzie
    prezydentem, to nasza prasa opublikuje fotke). Na razie przypuszczam, ze to
    moze dzieki urodzie taki popularny w narodzie?



  • stiah 24.04.04, 18:17
    Nie, ten temat omijamy szerokim łukiem (przynajmniej ja!) Na jego temat nie ma
    sensu rozmawiać. Z dziesięc lat temu (ponad) miałem przygodę emigracyjną, która
    o mało co nie zakończyła się w Kanadzie (stąd mam tam paru znajomych). Jeśli
    ten gość podzie do władzy to się pewnie spotkamy nie na Roztoczu ale w
    Ontario! sad
    Coś innego by się przydało. Chętnie wystąpię w roli "advocatus diaboli"
    smile))
  • blotniarka.stawowa 24.04.04, 18:30
    stiah napisał:
    > o mało co nie zakończyła się w Kanadzie (stąd mam tam paru znajomych). Jeśli
    > ten gość podzie do władzy to się pewnie spotkamy nie na Roztoczu ale w
    > Ontario! sad

    Stiahu, do twoich kanadyjskich koneksji juz odnioslam sie w watku "JAK TRAFILEM
    NA ROZTOCZE". Podtrzymuje, com tam napisala.

    > Coś innego by się przydało. Chętnie wystąpię w roli "advocatus diaboli"
    > smile))
    No to wymysl jakis inny kontrowersyjny temat. Wprawdzie "De gustibus[...] non
    disputandum", ale sprobowac sie poklocic z samym "advocatus diaboli", to tez
    cos!
  • stiah 24.04.04, 21:16
    A toś mi klina zabiła, nie nadaję się na pierwszą linię. Zawszeć to łatwiej
    obmyślać kontratak. Dlatego tak cenię Mariusza i innych aktywistów, którzy na
    forum coś podrzucają, jak zaczyna więdnąć. Zostawmy więc sprawy naturalnemu
    biegowi rzeczy, a kontrowersje same nas znajdą... Zresztą, już zbiliża się
    dziesiąta, a to pora dla mnie do spanka. Pozdrawiam cieplutko - Stiah
  • stiah 24.04.04, 21:22
    Jeszcze do Błotniarki, apropo's Kanady. W lipcu przyjeżdżają do mnie znajomi i
    prędzej oni ujrzą szumy na Tanwi niż ja ten Wasz staw Ontario. Ale oczyma duszy
    czuję te wspaniałości...Dzięki! smile))
  • blotniarka.stawowa 09.07.04, 19:01
    stiah napisał:
    > W lipcu przyjeżdżają do mnie znajomi i prędzej oni ujrzą szumy na Tanwi....

    Stiahu, juz lipiec. Sluzysz gosciom za przewodnika po Tanwi? Napisz cos...
    pisalam tez o fogografii z Siedlisk, znasz to miejsce?
    Pozdrawiam serdecznie.
    Blotniarka
  • swiatlo 25.04.04, 02:42
    blotniarka.stawowa napisała:

    > Dziekuje wszystkim za mile slowa pod adresem tego watku.
    >
    > Nie powstalby on gdyby nie zostal zapoczatkowany przez pana Swiatlo. A gdy do
    > historii powrocila i z detalami ja opisala pani Eloi ( ... )

    Hehe, pan Eloi to mój ojciec ... smile

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • blotniarka.stawowa 25.04.04, 17:12
    swiatlo napisał:

    > Hehe, pan Eloi to mój ojciec ... smile
    Choc tekst Eloi czytalam bardzo uwaznie, nie umialam okreslic "gender"
    piszacego, wiec "strzelilam" - i pudlo. Przepraszam najmocniej.
    Pozdrowienia dla obu Panow,
    Blotniarka
  • swiatlo 25.04.04, 02:40
    Dzięki Błotniarko smile
    Dzięki też w imieniu Stefki i innych. Ciekawe czy Stefka kiedykolwiek się
    domyślała że jeszcze trzydzieści lat po jej śmierci ktoś będzie o niej pamiętał
    i mówił. I to tak pozytywnie..
    Mam nadzieję że jeszcze ją kiedyś w zaświatach spotkam i zobaczę kim ona by
    naprawdę była jakby jej pozwolono normalnie żyć.

    --
    Żadne żywe stworzenie nie zostało skrzywdzone podczas pisania tego tekstu.
  • kollector 04.05.04, 03:09
    czasami wydaje się, że ludzie szukaja w innych odmienności i nie tylko wsie
    mają swoich "odmieńcow", ale równiez bloki, klasy w szkołach...,spotykamy ich w
    miejscach pracy...
    Zwykle porównujemy ludzi do siebie i jeśli dana osoba nie odpowiada naszym
    stereotypom to przyklejamy jej łatkę "odmieniec", "inny"
    Czasami wydaje mi się,iż osoby upośledzone żyją w swoim świecie,w którym
    pozostali są inni
    szkoda,ze ostatnio przestaję być wrażliwy....
    --
  • blotniarka.stawowa 04.05.04, 03:24
    kollector napisał:
    > Czasami wydaje mi się,iż osoby upośledzone żyją w swoim świecie,w którym
    > pozostali są inni

    > szkoda,ze ostatnio przestaję być wrażliwy....

    skoro napisales powyzsze zdanie, to nie przestajesz byc wrazliwym (choc pewnie
    latwiej jest zyc bez tej "przypadlsoci')
  • kollector 04.05.04, 20:27
    właśnie, ze przestaję, czuję to w sobie i choć to trochę pustka, to wcale nie
    jest mi z nią źle...
    Może to wiosenna depresja, a moze mam już dosyć tej chorej rzeczywistości..
    --
    SUZUKI GSX-600F
    ...Moje M(Sz)aleństwo..........
  • blotniarka.stawowa 05.05.04, 04:50
    kollector napisał:
    > Może to wiosenna depresja, a moze mam już dosyć tej chorej rzeczywistości..

    Dobrze wiec ze trafiles na to forum - tutaj mozna podladowac akumulatory i
    odbudowac czasem mocno nadwatlona wiare w czlowieka. Forumowicze sa mili, nie
    strofujacy sie nawzajem za drobne pomylki, tolerancyjni i jakos tak cieplo
    nastawieni do innych milosnikow regionu, choc nie stronia tez od kontrowersji.
    Watki zakladane przez stalych bywalcow (ja tu dopiero od niedawna, wiec sie do
    nich nie mam prawa zaliczac) sa dla mnie ciekawe, a nawet zwykle 'pogaduchy'
    cechuje poczucie humoru!

    Zapewne to roztoczanska przyroda (lub chocby pamiec o niej) tak tu lagodzi
    obyczaje...

    A moze zechcialbys blizej zdefiniowac "chora rzeczywistosc"? Co to pojecie
    oznacza dla ciebie (polityka, gospodarka, srodowisko, spoleczenstwo, wlasne
    podworko)? A jezeli to zbyt depresujacy temat, to moze lepiej nie...
  • czuk1 05.05.04, 11:57
    Właśnie. Mnie też interesuje co rozumiesz przez chora rzeczywistość. Ja
    zrozumiałem to co sam dostrzegam - brak tolerancji dla drugiego człowieka w
    srodowisku, z-dzie pracy, w rodzinie i nawet ze strony osób najbliższych.
    Nasze przestarzałe parafiańskie zwyczaje, religia-tabu i przyzwyczajenia
    wynikłe z jakiś miejscowych reguł, tradycji narodowych , obowiazku
    funkcjonowania w grupie - narzucają takie a nie inne zachowania.
    I jesli tej presji (wbrew swojemu ego) nie ulegniemy to wówczas jesteśmy
    dosyć skutecznie eliminowani badż napietnowani w przez nasze otoczenie.
    Żeby być sobą - w naszych warunkach - trzeba mieć niezwykle silny charakter.
    Najgorzej jednak, że zwiększał sie dystans i bariery miedzy ludżmi np. biednymi
    i bogatymi, katolikami i nie kotolikami .....
    Być może kilka kolejnych pokoleń żyjących w warunkach UE zmieni obraz
    socjologiczny Polakow i zewnetrzny obraz Polski. Na dziś trudno tu żyć
    ateistom, konkubentom,anonimowym alkoholikom, kochającym inaczej, wyznajacym
    inne niż ogolnie przyjęte wizje życiowe.... A człowiek ułomny nadal jest w
    środowisku człowiekiem drugiej kategorii.
    To jest, przy okazji próby rozszyfrowania Twojej wypowiedzi, mój poglębiony
    pogląd.

    Czy o to chodzi? pzdr Mariusz
  • kollector 20.05.04, 00:39
    długo nie odpisywałem, zę wybaczcie mi to
    moje milczenie nie jest oznaką braku szacunku dla Was.
    nie wiem dlaczego ale mam teraz w sobie straszną pustkę
    i muszę codziennie zakładać maskę pt "wszystko jest ok"
    wcale nie jest! nie mem tylko z kim o tym pogadać...
    a nawet gdyby ktoś taki się znalazł, to pewnie
    ja bym przed tą rozmową stchórzył...
    i chyba trochę mnie wszystko przerasta...
  • blotniarka.stawowa 20.05.04, 04:53
    kollector napisał:
    > nie wiem dlaczego ale mam teraz w sobie straszną pustkę i muszę codziennie
    >zakładać maskę pt "wszystko jest ok" wcale nie jest! nie mem tylko z kim o tym
    >pogadać... a nawet gdyby ktoś taki się znalazł, to pewnie ja bym przed tą
    >rozmową stchórzył... i chyba trochę mnie wszystko przerasta...

    Kollectorze, robimy to sami. Zakladajac "maski" rownoczesnie narzucamy sobie
    limity - ktore nie tylko ograniczaja nas samych, ale - co gorsza - blokuja
    droge innym do poznawania i odkrywania naszego prawdziwego "ja". I to jest
    wlasnie najwieksza strata - wlasnie ten "blok" stawiany innym na przeszkodzie.
    Przez to nie pozwalamy sie zblizyc do siebie ludziom, ktorzy moze by tego
    zblizenia chcieli, chroniac sie w ten sposob niejako przed rozczarowaniami, ale
    tez i odrzucajac szanse na potencjalne przyjaznie lub zwiazki. A wierz mi, ze
    mimo iz chcemy wydawac sie "twardzi", "niezalezni", kazdy czlowiek jest w
    istocie miekka, latwa do zranienia istota.

    Jestesmy tez (ludzie) stworzeniem "stadnym", potrzebujacym (poza towarzyszem
    zycia) takze grona bliskich przyjaciol. Sprobuj do tego ostatniego, chociazby
    tylko wirtualnego zaliczyc takze i mnie ...

    Kollectorze, twoja maska nie jest szczelna - ujawnia sporo wrazliwosci, przed
    ktora sie bronisz!
  • kollector 21.05.04, 00:16
    blotniarka.stawowa napisała:
    > Kollectorze, twoja maska nie jest szczelna - ujawnia sporo wrazliwosci, przed
    > ktora sie bronisz!

    ...ale tylko dlatego, że tu jestem anonimowy....
    --
  • blotniarka.stawowa 21.05.04, 00:56
    kollector napisał:

    > ...ale tylko dlatego, że tu jestem anonimowy....

    Ja tez w zasadzie tu anonimowo, inni, bardziej odwazni mniej lub wiecej sie
    ujawniaja... Mysle ze masz wiele do zaoferowania, Kollectorze!

    Pozdrowienia
    blotniarka.stawowa@gazeta.pl
  • stiah 21.05.04, 16:41
    Przed Błotniarką się nie obronisz, ona zniewala ludzi dobrocią...Tu każdy jest
    w jakiś sposób anonimowy, a jednoczaśnie jest razem ze wszystkimi, jak ktoś
    dobrze znany.
  • benia30 21.05.04, 19:48
    stiah napisał:

    > Przed Błotniarką się nie obronisz, ona zniewala ludzi dobrocią...
    >

    ... i jakoś tak umiejętnie i bardzo delikatnie wyciąga poufne informacje, tajne
    zeznania i zwierzenia, obnaża nas z intymności i zmusza (nieświadomie?) każdego
    po kolei do wyznań...
    Zauważcie, że na swój temat mówi raczej niewiele... Kie licho? Czarownica
    jakaś, dobra wróżka czy prywatna psychoanalityczka forumowiczów z Roztocza?

    Pozdrawiam (z sympatią) naszą terapeutkę i wszystkich Jej pacjentów
    Benia


    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło sie błękitem, nie gaś nigdy światła nadziei...
  • blotniarka.stawowa 21.05.04, 20:42
    benia30 napisała:

    > stiah napisał:
    >
    > > Przed Błotniarką się nie obronisz, ona zniewala ludzi dobrocią...
    > >
    >
    > ... i jakoś tak umiejętnie i bardzo delikatnie wyciąga poufne informacje,
    tajne
    >
    > zeznania i zwierzenia, obnaża nas z intymności i zmusza (nieświadomie?)
    każdego
    >
    > po kolei do wyznań...
    > Zauważcie, że na swój temat mówi raczej niewiele... Kie licho? Czarownica
    > jakaś, dobra wróżka czy prywatna psychoanalityczka forumowiczów z Roztocza?
    >
    > Pozdrawiam (z sympatią) naszą terapeutkę i wszystkich Jej pacjentów
    > Benia

    Jestescie wszyscy tacy kochani, ze i ja musze sie w koncu pozbyc pewnej czesci
    mojej prywatnosci. Pozwolcie, ze popracuje nad tym troche na boku, a potem to
    wkleje tutaj...

    Tymczasem wyobrazajcie sobie, ze w realu jestem szesnastoletnim pryszczatym
    wyrostkiem, ktory dorwal sie do komputera i cwiczy swoje slownictwo w rozmowach
    ze Starszymi i Madrzejszymi od siebie!
  • benia30 21.05.04, 21:36
    blotniarka.stawowa napisała:

    >
    > Tymczasem wyobrazajcie sobie, ze w realu jestem szesnastoletnim pryszczatym
    > wyrostkiem, ktory dorwal sie do komputera i cwiczy swoje slownictwo w
    rozmowach
    >
    > ze Starszymi i Madrzejszymi od siebie!

    Hihihi, jakoś nie pasuje mi tu wizerunek pryszczatego wyrostka... Wiesz, ta
    dziesiejsza młodzież...
    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło sie błękitem, nie gaś nigdy światła nadziei...
  • blotniarka.stawowa 21.05.04, 21:49
    benia30 napisała:

    > stiah napisał:
    > > Przed Błotniarką się nie obronisz, ona zniewala ludzi dobrocią...

    >... i jakoś tak umiejętnie i bardzo delikatnie wyciąga poufne informacje,
    >tajne zeznania i zwierzenia, obnaża nas z intymności i zmusza (nieświadomie?)
    >każdego po kolei do wyznań...
    >Zauważcie, że na swój temat mówi raczej niewiele... Kie licho? Czarownica
    >jakaś, dobra wróżka czy prywatna psychoanalityczka forumowiczów z Roztocza?

    Beniu, tym razem mnie (bardzo delikatnie) zmusilas! A oto cala prawda:

    Jak juz wspomnialam, dla zdrowia psychicznego - i z wyboru - pracuje w dwoch
    miejscach, calkowicie roznych - i nie zamierzam na razie porzucic zadnego z
    nich:

    Praca Numer 1: Swiat biznesu – nastawiony na profit. Oficjalnie nazywam sie
    (tlumaczac doslownie) "Urzednik Finansowy", a moja praca polega na czynieniu
    ludzi juz zamoznych jeszcze zamozniejszymi. Jest to firma niewielka liczebnie,
    jestem jedyna kobieta wsrod zalogi meskiej, moi panowie sa mili, wyksztalceni i
    umieja prawic komplementy! Wiecie juz, ze moja forumowa persona lubi
    komplementy – wiec – dziewczyny(!)– przez pol dnia jestem w raju...

    Praca Numer 2: Jakze inny to swiat... Wsrod wspolpracownikow przewazaja
    kobiety.
    Miejsce: schronisko dla kobiet pobitych/zgwalconych/ponizanych przez
    towarzyszy zycia oraz osob plci obojga zyjacych w zwiazkach homoseksualnych, a
    rowniez maltretowanych przez swoich partnerow.
    Stykam sie tu wiec z ludzkim nieszczesciem, ponizeniem, rozpacza, niewiara w
    wyjscie z "bagna"– z tym wszystkim, co najgorsze w naturze naszego gatunku.
    Satysfakcja z tego co robie nie jest natychmiastowa, bowiem przywrocenie wiary
    w zycie czlowiekowi, ktory jest w "dolku" nie odbywa sie juz w pierwszej
    rozmowie... Ale fakt, ze czasami bywam swiadkiem transformacji, kiedy ktos znow
    zaczyna podnosic glowe, kiedy ma sile na podjecie decyzji o zyciu godnym, bez
    przemocy – wtedy doznaje sama jakiegos dziwnego uczucia – jakby spokoju,
    wyciszenia i wdziecznosci...

    Ot, i tajemnica zawodowa Blotniarki rozwiazana. Jesli ktos wyobrazal sobie
    mnie jako milionerke w przerwach miedzy zakupami, manicure i masazami
    popijajaca popoludniowe koktajle, to pewnie rozczarowalam... moze...
  • benia30 21.05.04, 22:29
    blotniarka.stawowa napisała:

    Jesli ktos wyobrazal sobie
    > mnie jako milionerke w przerwach miedzy zakupami, manicure i masazami
    > popijajaca popoludniowe koktajle, to pewnie rozczarowalam... moze...

    Nie, taki obraz Ciebie zupełnie mi tu nie pasował... Obstawiałam raczej coś w
    stylu Twojej pracy numer 2 i wcale się tu bardzo nie pomyliłam: masz coś
    Błotniarko z prokuratora i psychologa, umiesz skutecznie choć bardzo delikatnie
    zmuszać ludzi do zwierzeń, potrafisz też znaleźć rozwiązanie do każdej sytuacji
    i zastosować balsam na obolałą duszę...


    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło sie błękitem, nie gaś nigdy światła nadziei...
  • blotniarka.stawowa 21.05.04, 22:35
    benia30 napisała:
    >... potrafisz też znaleźć rozwiązanie do każdej sytuacji i zastosować balsam
    na obolałą duszę...

    Kochana Beniu, niestety nie do kazdej sytuacji, a balsam musi byc zawsze inny,
    gdyz kazda dusza jest obolala na inny sposob...

    A ja podziwiam Ciebie i twoj zawod, bo wiem, ze sama nie podolalabym temu, co
    Ty robisz codziennie...
  • benia30 21.05.04, 22:50
    A wiesz Błotniarko, że mój zawód to zupelny przypadek... Wzięłam się za pracę z
    dziećmi bez żadnego powołania! A teraz nie wyobrażam sobie bym mogła robić coś
    innego. W tym roku prowadzę grupę dzieci 6-letnich, które za miesiąc opuszczą
    przedszkole, a że bardzo przywiązuję się do ludzi obawiam się, że rozstanie z
    nimi to będzie tragedia... Dla mnie, bo stracę moje dzieci i dla nich też, bo
    te małe człowieczki też się mocno przywiązują...

    Co do Twojej pracy... Chodzę na bardzo ciekawe wykłady z "Patologii zjawisk
    społecznych", prowadzone przez panią psycholog, świetnego fachowca, która nie
    zamęcza nas teorią a podaje mnóstwo przykładów ze swojej pracy zawodowej,
    opowiada nam o różnych przypadkach przemocy w rodzinie, wykorzystywania
    seksualnego dzieci itp. Podziwiam kobietę i Ciebie też, bo to jest bardzo
    trudna praca, trzeba mieć dużo taktu i wyczucia, no i trzeba być jednostką
    bardzo silną i odporną psychicznie...
    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło sie błękitem, nie gaś nigdy światła nadziei...
  • blotniarka.stawowa 21.05.04, 23:12
    benia30 napisała:
    > ...Dla mnie, bo stracę moje dzieci i dla nich też, bo
    > te małe człowieczki też się mocno przywiązują...

    Wiec wlasnie dlatego jestes wspaniala!

    > Co do Twojej pracy... trzeba mieć dużo taktu i wyczucia, no i trzeba być
    jednostką bardzo silną i odporną psychicznie...

    Z ta odpornoscia to jest roznie, raz w roku chodze na takie
    warsztaty "odreagowania" organizmu, sa mi potrzebne. A najbardziej pomagaja
    spotkania z przyjaciolmi realnymi, a cenie ich bardzo...
  • benia30 21.05.04, 23:25
    blotniarka.stawowa napisała:

    > Z ta odpornoscia to jest roznie, raz w roku chodze na takie
    > warsztaty "odreagowania" organizmu, sa mi potrzebne. A najbardziej pomagaja
    > spotkania z przyjaciolmi realnymi, a cenie ich bardzo...

    Czyli stany emocjonalne innych osób nam się udzielają, ich problemy,
    nieszczęścia też mają wpływ na nasze samopoczucie...
    Dobrze, że trafiłaś na dobrych przyjaciół, to skarb, zwłaszcza wśród
    winniczków... (Pamiętasz? Sama wśród winniczków?)
    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło sie błękitem, nie gaś nigdy światła nadziei...
  • blotniarka.stawowa 22.05.04, 16:00
    benia30 napisała:
    > Dobrze, że trafiłaś na dobrych przyjaciół, to skarb, zwłaszcza wśród
    > winniczków... (Pamiętasz? Sama wśród winniczków?)

    Oj, juz pamietam - i to chyba przez ten "transport winnniczkow na export" Ty
    mnie po raz pierwszy delikatnie i umiejetnie zmusilas do pozbycia sie pewnej
    czesci mojej prywatnosci...
  • benia30 21.05.04, 23:44
    blotniarka.stawowa napisała:

    >
    > jestem jedyna kobieta wsrod zalogi meskiej, moi panowie sa mili, wyksztalceni
    > i umieja prawic komplementy! Wiecie juz, ze moja forumowa persona lubi
    > komplementy – wiec – dziewczyny(!)– przez pol dnia jestem w raju...
    >
    No to prawdziwe szczęście Błotniarko, wydaje mi się, że praca w męskim gronie
    jest o wiele przyjemniejsza, i nie chodzi mi tu tylko o sprawy damsko-męskie,
    mniej jest sporów, kłótni, plotek i podejrzeń a i sama praca przebiega
    sprawniej... U mnie pracują same baby, zgrane towarzystwo, lubimy sie, ale
    czasami nie można już wytrzymać, zwłaszcza jak jedna powie drugiej, co widziała
    trzecia u czwartej, brrr...
    --
    Nawet jeśli niebo zmęczyło sie błękitem, nie gaś nigdy światła nadziei...
  • users1 23.05.04, 13:41
    Witaj Błotniareczko z roztoczańskiego stawu. Miło jest widzieć na tym forum
    bratniego urzędnika finansowego bo i ja w jakiejś mierze wykonuję taki sam
    zawód, a że jest to w kraju to i musi być nieco zmodyfikowany. Modyfikacja ta
    polega na tym, że też liczę cudze pieniądze, aczkolwiek ich nie pomnażam, a
    wręcz odwrotnie, tak dla zachowania równowagi wink))))
    Pozdrawiam
    W.2
  • blotniarka.stawowa 23.05.04, 17:35
    users1 napisał:

    >Modyfikacja ta polega na tym, że też liczę cudze pieniądze, aczkolwiek ich nie
    pomnażam, a wręcz odwrotnie, tak dla zachowania równowagi wink))))

    W przyrodzie rownowaga musi byc, choc zycze Roztoczanom raczej pomnazania...
    dla dobra wlasnego i wspolnego!
  • czuk1 06.07.04, 17:51
    blotniarka.stawowa napisała:

    > Przylaczam sie do podziekowan za smutna opowiesc o Stefce Kolbusce.
    >
    > Swiatlo napisal:
    > >Stefka Kolbuska nie była jedyną taką ofiarą. Pamiętam był w Józefowie taki
    > panek malowanek. Chodził zawsze w garniturze i krawacie, zadbany,
    > wyperfumowany. Przesiadywał całymi dniami w kawiarni, nie wiem z czego się
    > utrzymywał. Potem się powiesił.
    > Jak teraz go sobie przypominam, to mam hipotezę że myślę był to ukryty
    > homoseksualista. W tamtych surowych czasach w małych wiejskich
    > społecznościach
    > tacy ludzie nie mieli szans na ujawnienie się i normalne życie. Przez całe
    > życie więc musieli się ukrywać, co prowadziło w efekcie do depresji, zaburzeń
    > i
    > samobójstw.
    > Zreszta w tamtych czasach cała Polska była taka. Nawet w warszawskich
    > szkołach
    > znęcano się nad słabymi i innymi.<
    >
    > To prawda. Takie byly czasy i to nie tylko w Polsce, ale i na swiecie.
    > Powiedzenie “kazda wioska ma swojego glupiego” istnieje tez w jez.
    > angielskim
    > (“every village has its idiot”wink. Zwykle byl to jakis odmieniec,
    > niekoniecznie osoba chora psychicznie. Mogl to byc ktos kaleki, slaby czy
    > generalnie “inny”.
    >
    > W wiosce mojego dziecinstwa byl nim Jodko (Jutko). Byl to kawaler, ktory byl
    > zawsze zasliniony, lubil biegac i bawic sie z dziecmi, ktore go obrzucaly
    > kamieniami i bily kijami. Na szczescie mial rodzine, wiec nie byl bezdomny i
    > nie musial zebrac. Byl tez jeden garbus, ktory byl zamykany w domu przez
    > rodzine, wiec nikt nie wie do konca, kim byl. Umarl jako mlody czlowiek.
    > Pozniej, w miescie byla to “Warszawianka” – stara kobieta, ze
    > braczka, bez
    > jednej nogi, poruszajaca sie o kulach. Zwykle biegaly za nia hordy
    > dzieciakow podstawiajace jej kije pod kule, by sie przewracala na bruk..
    > Warszawianka mieszkala w piwnicy, ktora jej nawet kwaterunek miejski jakos
    > przystosowal do zycia, zalozyl zamek do drzwi itp. (no bo przeciez
    > prawdziwego mieszkania kwaterunkowego bylo szkoda dla niej). Okien w tej
    > piwnicy nie bylo – bo zaraz po zalozeniu wybijano je kamieniami.
    > Przychodzila do nas czasem sie pozywic – zawsze siadala na laweczce w
    > przedpokoju i tam na kolanach jadala, nie chciala wejsc nawet do kuchni.
    > Wiedziala ze strasznie smierdzi i byla wdzieczna jak ja mama wiodla do
    > lazienki i pozwalala umyc twarz i rece. Opowiadala o zyciu w Warszawie, ale
    > nic z tego nie pamietam.
    > W mojej szkole dzieci strasznie dokuczaly woznemu – byl to mlody czlowiek
    > ,
    > ktorego przewina bylo to, ze nosil bardzo grube szkla w okraglych oprawkach.
    > I te wlasnie okulary chlopcy mu tlukli regularnie, rzucano tez za nim
    > kamieniami. Az w koncu nie wytrzymal i zloil jakiemus skore, za co zostal
    > wyrzucony ze szkoly. Potem pracowal jako listonosz.
    >
    > A teraz cos z czasow wspolczesnych. Mamy przyjaciol – malzenstwo,oboje
    > niepelnosprawni, znamy sie od czasow studenckich. Dziewczyna pochodzi z
    > hrubieszowskiego, zachorowala na chorobe Heine –Medina (polio) w
    > dziecinstwie. Przeszla niezliczona ilosc operacji, i co kilka lat ma
    > nastepny zestaw srub wmonotowywany w kolana itp. Zycie miala strasznie
    > ciezkie (ojciec pijak zostawil rodzine, matka zmarla na raka, czworo
    > dzieci). Wiedziala ze jedyna droga dla niej to wyrwanie sie z rodzinnej wsi
    &#
    > 8211;
    > do internatu technikum w miescie, potem studia, ktore ukonczyla utrzymujac
    > sie wylacznie ze stypendium. Poslubila niepelnosprawnego chlopaka. Pracuje
    > duzo i ciezko, zarabia godziwie, chodzi o kulach, ale zyje godnie – a mni
    > e
    > ogarnia uczucie wdziecznosci , ze nie przypadl jej los “Warszawianki̶
    > 1; i
    > innych. Bez watpienia zyjemy w generalnie lepszych czasach, ale niestety nie
    > wszedzie jeszcze na swiecie...
    >
    > Moze to i patetyczne, ale chcialabym by ten wpis oddal hold cierpieniom,
    > jakie byly udzialem Stefki Kolbuski, “Panka-Malowanka”, Warszawiank
    > i, Jutka,
    > Pana Woznego, oraz garbusow i tych o ktorych nie wiemy...
    >
    > Jesli znacie takich nieszczesliwych ludzi, wymiencie ich tutaj – niech to
    >
    > bedzie takie chocby najskromniejsze zadoscuczynienie, ktorego nie doczekali...
    >
    Moi INNI od INNYCH żyli tam gdzie ja zyłem. Każda wieksz miejscowość ma
    swojego INNEGO. W moim mieście powiatowym np. był Edzio ktory nie wadził
    nikomu, otwierał na rowerze wszystkie imprezy pierwszomajowe i chodził na czole
    procesji.
    Jak umarł, na pogrzebie jego, była setka ludzi. m
    M

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Booking.com
Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.