Dodaj do ulubionych

SW RPG II !!!!!!!!

21.10.02, 14:52
Witajcie moi drodzy. Oto zaczyna sie drugi epizod naszej wielkiej epopei.

REPUBLIKA KONTRATAKUJE

Nad przemyslowa dzielnica Couruscant zapadal zmierzch. Zolnierze czekali w
milczeniu. Kazdy nerwowo zaciskal dlonie na swoim blasterze. Od wielu lat
rebelia byla juz niemal zniszczona.
Tym wiekszy jednak budzila strach. Rebelianci, ktorzy niemal doprowadzili do
upadku Republiki stali sie juz zywa legenda. Pomimo oczywistej przewagii
zolnierze bali sie. Bali sie mitycznej juz potegi przeciwnika.
Dowodca odwrocil sie spogladajac na kierujacego akcja. Czlowiek w czarnym
stroju budzil strach rownie wielki jak przeciwnik.
Darth Azubin dal znak. Pierwszy oddzial szturmowcow sforsowal potezne,
stalowe wrota, wybijajac pierwsza straz. Zolnierze zatrzymali sie niepewnie,
rozgladajac sie w ciemnej hali...
Nagle ich dowodca wyciagnal bron, ktorej nie widziano w Republice od wielu
lat. Dwa miecze swietlne- jeden podwojny, drugi zwyczajny. W mroku lsnily
szkarlatnym blaskiem. Dowodca zolnierzy dal znak, ze czas sie wycofac. Dobrze
wiedzieli, ze kiedy ich wodz przystepuje do walki, lepiej nie stawac mu na
drodze.
Azubin ruszyl. W drugiej hali oczekiwaly przerazone resztki rebeliantow. Na
twarzach zastygle w bezmyslnym grymasie maski udajace Dartha Maula i dawnych
sithow. Zalosne.
Skoczyl przed siebie. Znow byl w swoim zywiole. Jak gdyby odmlodnial o
kilkanascie lat. Trzy ostrza odbijaly wszystkie skierowane ku niemu strzaly.
Dzialal szybko i zdecydowanie, poruszajac sie niczym dziki kot. W
nieogarnionym szale pozbawial zycia swoich wrogow. Ci cofali sie, ale nie
mieli juz dokad.
I wreszcie nie bylo juz nikogo. Ostatnie siedlisko wrogow Republiki zostalo
zniszczone. Tylko jeden przerazony chlopak...
W jego dloni blysnal miecz swietlny: -Padnij przed potega Sithow...
I wtedy Azubin rozesmial sie. Czytym, radosnym smiechem, po raz pierwszy od
dziesiecioleci.
A potem, jedno szybkie i bezwzgledne ciecie:
-Moze byc tylko jeden...
Glowa chlopaka potoczyla sie po ziemi.
-...Mistrz Sithow- zakonczyl Azubin.
Wyczul jednak obecnosc jeszcze jednej osoby. Dziewczynka kulila sie w kacie.
Powinien ja zabic. Byla skazona, ale wyczul w niej cos. To byla ona, ta
ktorej poszukiwal od tak dawna.
-Jestes gotowa poznac to co niepoznawalne?- zapytal.
Niepewnie skinela glowa. Sith podal jej reke. Ruszyli pozostawiajac hale do
wysprzatania sluzbom porzadkowym.
Edytor zaawansowany
  • darthazubin 21.10.02, 14:54
    Asetine westchnal odkladajac raporty.
    Wiele zla dzialo sie w Republice. Udalo mu sie pokonac zagrazajaca jej rebelie.
    Odtworzyl Senat i armie Republiki, ponownie przylaczyl do niej wiele ukladow
    A jednak wciaz mial wrazenie, ze to zbyt malo. Senat... garstka dopiero
    uczacych sie dzieciakow. Najstarsi mieli po trzydziesci kilka lat. Bylo wsrod
    nich wielu kandydatow na dobrych politykow. Paru nawet moglo sie pokusic w
    przyszlosci o fotel kanclerza..
    Ale w przyszlosci. A on mial coraz mniej czasu. Zgromadzil niemal caly Krysztal
    Sithow. Brakowalo mu zaledwie jednej czesci. Jego potega siegnela pulapu,
    jakiego nie doswiadczyl zaden z Sithow od czasow ich zlotego wieku. Nikt nie
    mogl sie z nim rownac... Nawet zdradziecki, choc wielki Palpatine.
    Ale krysztal wysysal z niego moc. Starzal sie i byl pewien, ze zbyt szybko. Nie
    byl juz tym mlodziencem, co kiedys. Gdyby bez krysztalu z samym tylko mieczem
    swietlnym mial stanac naprzeciw ktoregos z najwiekszych- Perlotiel, Mikolaja,
    czy swojego zdradzieckiego ucznia D'egeana... Nie byl wcale pewien, czy dalby
    im rade.
    A tymczasem zblizalo sie nowe zagrozenie. A wiedzial, ze sam mu nie podola. Na
    nowo otworzyl akademie Jedi... bylo tam wielu zdolnych studentow, jednak byl
    jedyna osoba potrafiaca ich szkolic, przez co zajmowalo to wiele czasu.
    Gdzies tam byli ci, ktorzy mogli mu pomoc ocalic Republike. Rozsiadl sie
    wygodnie w fotelu. "Republika was potrzebuje" Wiedzial, ze Jedi odbiora te
    mysl. Mial nadzieje, ze mIkolaj okaze sie rozsadny. Bez jego pomocy walka
    przeciw straszliwemu przeciwnikowi mogla okazac sie daremna.
    Zawahal sie chwile przed wyslaniem kolejnej wiadomosci. Jesli jej zdrada byla
    tak wielka, jak podejrzewal nie bylo wielkiej nadziei. Musial jednak sprobowac.
    Kazda pomoc byla nieoceniona. Zwlaszcza tej, ktora tak dlugo uwazal za swoja
    sioste... ktora tak naprawde nia byla.
    Po wezwaniu Perlotiel wydal kolejne rozkazy.
    Republika musiala zjednoczyc wszystkie swoje sily. Choc Federacje handlowe byly
    rozbite Xionic wciaz ponoc gdzies sie ukrywal. Pomoc tego madrego przywodcy
    mogla okazac sie nieoceniona. Podobnie, jak pozostalych, ktorych nakazal
    wezwac. Bylo wsrod nich wielu. Od wielkich wojownikow, po najbardziej
    parszywych lowcow nagrod.
    Jego poslancy mieli przemierzyc Galaktyke w poszukiwaniu wszystkich, ktorzy
    byli w stanie pomoc w ocaleniu Republiki i tych, ktorzy mogli przyczynic sie do
    jej zguby. Pierwszych- aby przylaczyli sie do niego w dziele ocalenia
    Republiki, tych drugich- aby ich zniszczyc.
    Wyslal swoich ludzi, aby sciagneli wszystkich na Couruscant...
    Zblizal sie zly i krwawy czas...
  • Gość: Xionc IP: proxy / 213.77.7.* 21.10.02, 15:32
    Nad zniszczonym i opustoszałym do niedawna bazarem w Coruscant wstawał blady
    świt. Spalone i pokryte gruzami miejsce stanowiące do niedawna symbol wolnego
    rynku w galaktyce powoli zapełniało się tymi, którzy mieli chęć coś kupić i
    tymi którzy mieli jeszcze co sprzedać.
    Byli tu jeszcze inni, którzy nie chcieli ani kupować, ani sprzedawać. Szukali
    zemsty...

    Należał do nich niemłody już mężczyzna o poharatanej zmarszczkami twarzy, w
    ubraniach, świadczących że niejedno miejsce widziały i niejedną podróż odbyły.
    Było w nim jednak coś co mówiło, że nie jest zwykłym obieżyświatem. Że obyczaje
    wyższych klas nie są mu obce...

    I rzeczywiście nie były. Mężczyzna był jednym z tych, którzy starali się
    ratować republikę przed nowym najazdem Sithów. Jednak jego starania i działania
    poszły na marne, bo został zdradzony. I właśnie dlatego tu i teraz rozpoczynał
    swoją krucjatę zemsty nad swoimi krzywdzicielami.

    Złość i nienawiść przepełniały jego serce. Gdyby nie nadzwyczajna przezorność
    leżałby z rotrzaskaną czaszką na ulicy pośród gruzów miasta mieniącego się
    sercem Galaktyki. Jednak starannie przygotowany klon oddał życie za swego Pana,
    wypchnięty przez okno. On sam zdołał zbiec kilkanaście minut przed atakiem
    asasyna nasłanego przez rycerzy Ciemnej Strony Mocy.

    Do dziś jednak nie rozszyfrował zagadki - kto był zdrajcą?
  • Gość: Digan IP: *.pl / 217.117.129.* 21.10.02, 18:52
    Staczał się. Powoli i niebubłaganie, popychane przez kolejne wydarzenia.
    Najpierw ta trójka, On, Drake WIndu i Yeddla. Pozabijał jego przyjaciół jakiś
    tajemniczy łowca głów... Ktoś, kto był zdolny zabić Jedi. Potem walki o
    Corruscant. TO była makabra. Jego miecz szlag trafił, on sam z trudem się
    uratował. Potem musiał żyć ze zwykłego złodziejstwa, urzywając swej Mocy. W
    najbardziej haniebny sposób. Krew go zalewała. Teraz był jakimś handlarzykiem i
    żyjącym z zakładów bukmaherskich, jednego z ulicznych sportów.
    Nic już nie przypominało o jego przeszłości, oprócz wspomnien...
    Aż pewnego dnia, pewien patałach w zakładzie postawił miecz świetlny. Taki jak
    jego, podwójny. Z przyciskiem, takim, który potrafił go rozdzielić na 2 miecze.
    To była jedyna w swoim rodzaju okazja.
    Pamiętał to jak dziś, każdy ruch...
    Przyciągnął go moca i ruszył w bój. To było niesamowite. Strażnice strzelali z
    blasterów, a on powtarzał te ruchy, te wyłuczone wieki temu. ranił strażników i
    uciekł.
    Był wolny.
    Już wiedział kogo musi odnaleźć. Mikołaja, tego mistrza w walce i mocy, choć
    nieco zadufanego w sobie. [ :P ]
    Ukrył się gdzieś, gdzies w tych szarych ruinach. Wielopoziomowych, pokręconych
    jak labirynt. Uwolnił się od żebraków i jakiś ochydnych zwierząt.
    Zaczął medytować i szukać telepatią tego człowieka...

    "Mikołaj, pora ruszyć do walki. Ja D`egean, przeżyłem i musze się z tobą
    skontaktować. Uwierz w możliwości i Moc. Wszystko przed nami"


    digan.
  • darthazubin 21.10.02, 19:24
    Darth Azubin stal nieruchomo.
    OCzekiwal. Nie wiedzial, co przyniosa kolejne dni i miesiace. Minelo juz
    niemal dwadziescia lat od dnia, kiedy zostal Wielkim Kanclerzem. Dwadziescia
    bardzo dlugich lat.
    Ten straszliwy najazd niemal unicestwil Republike, ktorej mial przewodzic.
    Wyzwolil sily, ktore na zawsze powinny pozostac na uwiezi. Jedi odeszli-
    pamietal dluga rozmowe z Mikolajem, obaj uznali ze to sluszne. Sam poparl ich
    odejscie wiedzac, ze to moze jedyny sposob aby ich ocalic. Ale teraz ich
    potrzebowal.
    Westchnal. Zwyciezyli... on zwyciezyl. Ocalil Republike... ale czy cena nie
    bylo jego czlowieczenstwo? Poswiecil zycie zbyt wielu, zeby odeprzec najazd.
    Moze to on powinien byc teraz martwy miedzy nimi.
    -Mistrzu?- zapytala cicho.
    Nie odwrocil sie ku dziewczynce. Uczyla sie szybko, bardzo szybko, byla godna
    padawanka mistrza Sithow. Moze wrecz zbyt szybko? Zbyt dobrze znal historie,
    zeby nie wiedziec, ze zbyt zdolni uczniowie czesto zapowiadali straszliwe
    czasy. Vader, An-Nah... wlasnie, ciekawe co sie z nia dzialo? Nie odeszla razem
    z Jedi.
    Tymczasem jednak mogl tylko czekac. Mial nadzieje, ze Mikolaj odpowie na jego
    wezwanie. Kiedy sie rozstawali dal mu niewielki komunikator, mowiac mu, ze
    wezwie go gdy nadejdzie czas.
    Poza Jedi byli jednak jeszcze inni uczestnicy tej gry. Wiedzial, ze liczni
    lowcy nagrod, wojownicy, wszelkiego rodzaju bohaterowie i szumowiny sciagaja do
    Couruscant. Nie mial wyboru. Z nich bedzie musiala powstac armia, ktora
    przeciwstawi sie nowemu zagrozeniu. A ci, ktorzy nie zasila jej szeregow...
    Beda musieli byc zniszczeni.
  • an-nah 21.10.02, 19:42
    Minęło wiele czasu, odkąd ostatnio widziała znajomy
    krajobraz. Teraz ich statek zbliżał się do Couruscant,
    gdzie kiedyś szkoliła się i skąd kiedyś odeszła, by pomuc
    swoje siostrze i przyjaciołom...
    Mówiono, że jej Moc jest silna, że gdyby opowiedziała się
    po jednej ze stron, mogłaby zmienic rozkłąd sił w
    galaktyce... ona sama była wtedy młoda dziewczyną, na
    której wyobraźnię działały opowieści o bohaterach dawnych
    dni, przeznaczeniu i szlachetnych czynach... Teraz jednak
    wracała, coś ciągnęło ją spowrotem.
    -Pani An-Nah - odezwał się komputer - wiadomośc od Lady
    Dehiry
    Włączyła ekran. Twarz najstarszej z jej sióstr patrzyła z
    na nią spokojnym, nieco melancholijnym wzrokiem.
    -An, muszę wyjechać, ja też mam obowiązki... akademia...
    Będę starała się z tobą kontaktować, ale...
    -W miarę możliwości - odparła. - ja też mmam obowiązki,
    Dehi. Formalnie nadal jestem Jedi... A tutaj znowu
    zaczyna się coś dziać.
    -Proszę, pamiętaj, ze nie ma czegoś takiego, jak
    przeznaczenie. Że każdy kszatałtuje swój los, obiecasz mi?
    -Będę pamiętać.
    Ekran zgasł. Dziewczyna patrzyła przez okno na zbliżającą
    się planetę. W dłoni ściakała wisiorek, który otrzymała
    od siostry.

    --
    "Their destiny was foreordained"
    X-1999
  • an-nah 21.10.02, 20:08
    Dehira jest realną osoba i nie wolno jej wykorzystywać.

    --
    "Their destiny was foreordained"
    X-1999
  • mikolaj7 21.10.02, 20:20
    an-nah napisała:

    > Dehira jest realną osoba i nie wolno jej wykorzystywać.
    >

    ja z kolei prosilbym o niewykorzystywanie Luke`a
    Skywalkera - dopoki pozostaje on z dala od innych postaci,
    a pod moja "opieka" :))
  • mikolaj7 21.10.02, 20:43
    Jedi pod wodza Mikolaja ukryli sie niespelna dwadziescia
    lat temu. Wkrotce po wybuchu wojny wielu mistrzow
    opowiedzialo sie po stronie Republiki i... poleglo w walkach
    z poteznym wrogiem. Pozostali, a takze niedobitki
    walczacych, udali sie za Mikolajem na wieloletnia tulaczke.
    Poza znane obszary galaktyki, do innych ukladow i na inne
    planety. Tam gdzie byli bezpieczni i z dala od politycznej
    zawieruchy, jaka zapanowala w Republice, mogli odbudowac
    swoja potege.

    Kilkuset rycerzy Jedi wyszkolilo drugie tyle padawanow.
    Wedlug niektorych mistrzow zblizal sie czas ujawnienia.
    Tymczasem Przewodniczacy Rady - Mikolaj - otrzymal dwa
    niepokojace sygnaly telepatyczne. Znieksztalcone przez
    odleglosc, niejednoznaczne impulsy od nieokreslonych
    nadawcow, staly sie glownym tematem kolejnego
    posiedzenia Rady Jedi - 12 najpotezniejszych i najbardzuiej
    zasluzonych dla Zakonu rycerzy, m.in Mikolaja i Luke`a
    Skywalkera.

    [btw. zeby bylo jasne - Jedi byli i sa ukryci - a to znaczy nie
    wiadomo, gdzie sie znajduja i nie da ich sie znalezc. to tak,
    zeby nie bylo nieporozumien :))]
  • Gość: Xionc IP: proxy / 213.77.7.* 22.10.02, 09:34
    Podszedł do straganu oblepionego świecidełkami (większość była zrobiona ze
    zwykłego szkła, ale i tak były śliczne), za którym stał handlarz z rasy, której
    nazwy nigdy nie mógł zapamiętać. Pamiętał jednak jego imię, znał go bowiem
    jeszcze z czasów kiedy nie był nawet Wicekrólem Federacji HAndlowej.
    - Szar'kran co za spotkanie!! - udał radość i zdumienie
    - Niebywałe, Pan i Władca tutaj - wykrzyknął kramarz. Xionc powoli zaczynał
    sobie przypominać charakterystykę tej rasy. Gotowi wleźć w dupę żeby tylko
    osiągnąć jakieś korzyści - Czyż nie chodziły słuchy, żeś Panie nieżyw?! Żeś
    zabit był przez podłego asasyna?
    - Tak... - XIonc zabiłby go za ten jazgot gdy mógł - i niech tak na razie
    zostanie... Poszukuję informacji...
  • mikolaj7 22.10.02, 14:41
    Obrady Rady Jedi byly bardzo burzliwe. W koncu
    zdecydowano sie na rozwiazanie zaproponowane przez
    Luke`a - wyslac kilku rycerzy Jedi na tereny znajdujace sie
    pod jurysdykcja Republiki, zaznajomic sie z obecna sytuacja
    polityczna, w miare mozliwosci dotrzec do bylych
    senatorow (o ile jacys przezyli) i poinformowac pozostalych
    Jedi o obserwacjach. Na ochotnika zglosil sie jako pierwszy
    Mikolaj, oddajac tym samym przewodnictwo w Radzie
    Skywalkerowi . . .
  • Gość: digan. IP: *.pl / 217.117.129.* 22.10.02, 15:44
    Ruszył w spokoju przez miasto. Był już gotowy. Wiedział, że pomoc nadejdzie.
    Oczywiście wiedział, że nie odrazu i nie z niesamowita siłą, ale jednak miło
    było wiedzieć, że nie jest się jedynym dobrym w promieniu setek mil. Słońce
    wstawało, rozświetlając powoli całe ruiny tego niegdyś potężnego państwa.
    Spojrzal w niebo i zauważył coś dziwnego: Statek.
    W promieniach słońca był cały czerwony, takie widoku nie widziano tutaj od
    lat. W zbił się w niebo, wykorzystując maksimum mocy, jaką był w stanie z
    siebie dać. Podleciał do statku, który i tak dość nisko wisiał. Zajrzał szybko
    przez okno i zobaczył An-Nah rozmawiającą z jkąś osobą. Umknął szybko na jeden
    z dachów i oczekiwał, aż statek zejdzie....

    digan.

    <Tylko An-Nah streszczaj sie z lądowaniem, nie będe tu cały dzięn sterczał;)
    (Nie bierz sobie tego do serca)>
  • Gość: digan IP: *.pl / 217.117.129.* 22.10.02, 18:55
    Gość portalu: digan. napisał(a):

    > Ruszył w spokoju przez miasto. Był już gotowy. Wiedział, że pomoc nadejdzie.
    > Oczywiście wiedział, że nie odrazu i nie z niesamowita siłą, ale jednak miło
    > było wiedzieć, że nie jest się jedynym dobrym w promieniu setek mil. Słońce
    > wstawało, rozświetlając powoli całe ruiny tego niegdyś potężnego państwa.
    > Spojrzal w niebo i zauważył coś dziwnego: Statek.
    > W promieniach słońca był cały czerwony, takie widoku nie widziano tutaj od
    > lat. W zbił się w niebo, wykorzystując maksimum mocy, jaką był w stanie z
    > siebie dać. Podleciał do statku, który i tak dość nisko wisiał. Zajrzał
    szybko
    > przez okno i zobaczył An-Nah rozmawiającą z jkąś osobą. Umknął szybko na
    jeden
    > z dachów i oczekiwał, aż statek zejdzie....
    >
    > digan.
    >


    Szmer. Odwrócił się natychmiastowo, miecz błysnął w dloni. Przed nim stał ten
    Patałach, od którego dostał miecz.
    - Bogowie! - krzyknął zdziwiony - więc tak chodzą te rękojeści!!
    - Słucham? - spytał nieco zdziwiony D`gean - to jest miecz świetlny.
    - Taki, którymi walczyli ci, no... rycerze Tedi?
    - Jedi - poprawił niechętnie D`gean. - Ale właściwieto po co tu jesteś? -
    Spytał gasząc miecz.
    - Chcesz zarobić? - Spytał.
    - Co mam ukraśc - Wojownik znał wystarczajaco dobrze to miasto.
    - Wiesz, gdzie jest Biuro Asentine`a?
    - Wiem - D`egean jezcze nie kojarzył, kto to jest. I z jaką postacią się łączy.
    - On ma tam taką jedną księge. "Rycerstwo w wiekach średnich; Studium Problemów
    między planetarnych za czasów Powstania Jedi" - Wyrecytował jednym tchem.
    - On ma takie księgi? Przeciez papieru nie urzywa się od kilku tysięcy lat!
    - No tak, ale on ma cały zbiór takich ksiąg. Jako Archeologiczne... te...
    - Dobra, nie paplaj. Dawaj połowe z góry.
    Patałach dał swoje. Wojownik wziął i ruszył w stronę Biura.
    Wszedł prez balkon, mieczem rozwalił drzwi. Wszedł do środka i zobaczył małą
    puszeczkę. Widział już taką: u boku Mikołaja...
  • an-nah 22.10.02, 19:06
    [dobra, streszczam się... o ile nie jest za puźno...]

    Płynnie osadziła statek na płycie lądowiska.
    Zabezpieczyła stery (Podobno różne gildie złodziejskie
    znajdywały coraz to nowe sposoby na kradzież prywatnych
    statków.)i wysiadła. Pierwszym, co poczuła, stając na
    ziemi była czyjaś obecność... Ktoś, kogo znała... blisko...

    [Teraz prośba do Digana, żeby on się streszczał. jeśli tu
    jest.]

    --
    "Their destiny was foreordained"
    X-1999
  • Gość: digan IP: *.pl / 217.117.129.* 22.10.02, 19:40
    an-nah napisała:

    > [dobra, streszczam się... o ile nie jest za puźno...]
    >
    > Płynnie osadziła statek na płycie lądowiska.
    > Zabezpieczyła stery (Podobno różne gildie złodziejskie
    > znajdywały coraz to nowe sposoby na kradzież prywatnych
    > statków.)i wysiadła. Pierwszym, co poczuła, stając na
    > ziemi była czyjaś obecność... Ktoś, kogo znała... blisko...
    >
    > [Teraz prośba do Digana, żeby on się streszczał. jeśli tu
    > jest.]


    Spojrzał w niebo.
    Statka nnie było. Statek wylądował.
    Stanął przed wyborem: Kontakt z Mikołajem albo spotkanie z An-Nah. Wybrał to
    drugie. Szczególnie, że nie marzyło mu się spotkanie rozwścieczonego Azubina.
    Przynajmiej nie teraz.

    Wpadł na lotnisko, na którym stał statek An-Nah. Drzwi były otwarte. Stanął oko
    w oko z An-Nah, tą osoba, od której podbno zależy równowaga mocy.
    digan
    [Teraz twoja kolej :P]
  • darthazubin 22.10.02, 19:50
    -Nic nie wie.
    Azubin niechetnie musial przyznac racje swojemu uczniowi.
    Szumowina rzeczywiscie nic nie wiedziala. Widzial jego mysli. Tylko zlecenie,
    jakis rozkaz. Nie wiedzial co mial zrobic, ani tak naprawde dla kogo. Po prostu
    mial ukrasc pewna rzecz.
    Jednym ruchem dloni zakonczyl zycie szubrawca.
    Ponurym korytarzem ruszyl do swojego palacu. Wszystko bylo bardzo
    niepokojace. Przeciwnik przyslal wielu agentow. Czul... byl pewny, ze zaglada
    sie zbliza. Straszliwa bron, ktorej nie uzyli dwadziescia lat wczesniej (uwaga
    techniczna- wtedy dzialo sie poprzednie SW RPG) mogla byc juz gotowa do uzycia.
    A on nic nie wiedzial.
    Jego przeczucia sprawdzily sie w jednym. Przybylali. Wszyscy powracali na
    Couruscant. D'egean, An-NAh, niezliczone ilosci lowcow nagrod. Nawet pierwsi
    agenci Jedi. Niebo nad planeta od lat nie bylo tak zatloczone. A wsrod tych
    wszystkich gosci byli potencjalni sojusznicy i agenci najgorszego z wrogow-
    tylko jak rozpoznac kto jest kim?
    Mloda dziewczyna stala poslusznie oczekujac na kolejna lekcje. Niepokoila go.
    Niepokoila i przerazala. Chyba najzdolniejsza uczennica jaka kiedykolwiek
    posiadal.. chyba zdolniejsza nawet od niego samego. Jaka ona miala odegrac w
    tym wszystkim role.
    Agenci obserwowali wszystkie ladowiska. Asetine usmiechnal sie do siebie.
    Wywiad dzialal bez zarzutu.
    -Mistrz Mikolaj niedlugo sie pojawi- zwrocil sie do swojego szambelana- rzuc
    wszystko co robisz i przygotuj godne powitanie. Znasz zasady protokolu
    dyplomatycznego?
    Przerazony chlopak pokiwal przeczaca glowa. Asetine westchnal. Przekleta
    wojna. Przez nia ludzie nie moga nabyc najbardziej wyszukanych i wyrafinowanych
    umiejetnosci. Poinstruowal go co ma zrobic.
    Ten gosc byl chyba najbardziej oczekiwany... moze z wyjatkiem dawno nie
    widzianej siostry, ktora od lat sie nie odzywala.
    Mikolaju, Mikolaju- pomyslal- od tak dawna sie nie widzielismy.
    W szafie wciaz wisial stroj Binzata- Jedi, ktorego Mikolaj zdecydowal sie
    pozostawic jako swojego agenta na Couruscant. Asetine westchnal. CHyba znow
    czas wejsc w jego role.
  • Gość: Xionc IP: proxy / 213.77.7.* 23.10.02, 12:46
    Szar'kran słysząc pytanie pobladł, a później kiepsko udając niezadowolenie z
    przeprowadzonej transakcji, przepędził go sprzed swojego straganu. Xionc poczuł
    jednak w kieszeni ciężar jednego z wisiorków, które widział u handlarza. Biorąc
    go do ręki i spoglądając ciekawie zauważył staromodny klucz z
    przywieszką "Hotel Ger'ad Iel p. 234"

    ***

    Po kilku godzinach oczekiwania postać niskiego handlarza poruszającego się o
    lasce pojawiła się w okolicach umówionego miejsca. Xionc wyjrzał zza framugi
    zagruzowanego pokoju. Po spróchniałych deskach zmierzał on.
    - DObrze że jesteś...
    - Panie, to ja się cieszę, że mogę pomóc. Oj tak wiekiemu Panu służyć zaszczyt
    dla mnie, oj, zaszczyt. Ale szukać innego wielkiego Pana trzeba? Oj, nie to zły
    Pan. Zabił wielu, rozbił federację, niewielu przy życiu zostało...
    - Ale o kim ty mówisz? - Xionc zdumiał się - Nie szukam Azubina... Szukam
    Binzata - rycerza Jedi
    - Oj Panie długo nie było cię tu, długo - zatroskał się handlarz - toż to jedna
    i ta sama osoba...
  • darthazubin 23.10.02, 17:09
    Gość portalu: Xionc napisał(a):

    > Szar'kran słysząc pytanie pobladł, a później kiepsko udając niezadowolenie z
    > przeprowadzonej transakcji, przepędził go sprzed swojego straganu. Xionc
    poczuł
    >
    > jednak w kieszeni ciężar jednego z wisiorków, które widział u handlarza.
    Biorąc
    >
    > go do ręki i spoglądając ciekawie zauważył staromodny klucz z
    > przywieszką "Hotel Ger'ad Iel p. 234"
    >
    > ***
    >
    > Po kilku godzinach oczekiwania postać niskiego handlarza poruszającego się o
    > lasce pojawiła się w okolicach umówionego miejsca. Xionc wyjrzał zza framugi
    > zagruzowanego pokoju. Po spróchniałych deskach zmierzał on.
    > - DObrze że jesteś...
    > - Panie, to ja się cieszę, że mogę pomóc. Oj tak wiekiemu Panu służyć
    zaszczyt
    > dla mnie, oj, zaszczyt. Ale szukać innego wielkiego Pana trzeba? Oj, nie to
    zły
    >
    > Pan. Zabił wielu, rozbił federację, niewielu przy życiu zostało...
    > - Ale o kim ty mówisz? - Xionc zdumiał się - Nie szukam Azubina... Szukam
    > Binzata - rycerza Jedi
    > - Oj Panie długo nie było cię tu, długo - zatroskał się handlarz - toż to
    jedna
    >
    > i ta sama osoba...

    -Wierzysz mu?- rozbawiony glos dobiegl z kranca pokoju. Obaj jednoczesnie
    spojrzeli w tamta strone.
    Binzat wygladal dokladnie tak jak Xionic go zapamietal. Postarzal sie
    tylko... bardzo. Widok zmarszczek na jego twarzy uswiadomil Xionicowi, ile to
    juz lat minelo.
    -Slyszalem ze mnie szukasz, wiec jestem- powiedzial.



  • mikolaj7 23.10.02, 17:43
    - Raporty pierwszych Jedi wyslanych na tereny Republiki
    byly bardzo optymistyczne. Nie mamy sie czego obawiac.
    Pora wyruszac, Mistrzu.
    - Tak.. - Mikolaj zostal wyrwany z zamyslenia - zaraz bede
    gotowy, daj mi pomydtowac przed podroza.
    - Oczywiscie - odpowiedzial Mistrz Sakkar, wychodzac z
    pomieszczenia.

    Mikolaj wzial w rece male urzadzenie.. otrzymal je od
    Asetine`a. Wczoraj po raz pierwszy od 20 lat ozylo. Kolejna
    wiadomosc, ktora nie przetrwala proby odleglosci.. Co
    zreszta swiadczylo o bardzo dobrym ukryciu Akademii Jedi.
    Wiedzial jedynie, ze Asetine chce sie spotkac. Po co? to bylo
    zagadka, Jedi odeszli i nie chcieli wracac na swoja dawna
    pozycje przy Senacie. Asetine mogl sie tego spodziewac, ale
    mimo to dazyl do spotkania.

    - Jestem gotowy, Sakkar - powiedzial Mikolaj - wychodzac
    z pomieszczenia. Lecimy na Nowy Alderaan.

    [ten post jest w chronologicznym porzadku, gdzies na
    poczatku historii (zreszta Darth Azubin pisal o tym
    komunikatorze gdzies w trzeciej, czy czwartej wypowiedz)
    - wlasnie odebralem jego wiadomosc. mam pytanie: czy to
    urzadzenie do komunikowania sie zostalo Azubinowi
    skradzione? i jeszcze jedno - nie grajcie za wiele moja
    postacia ;-) to, ze napisalem, ze lece na Nowy Alderaan, nie
    znaczy, ze wszyscy nagle musza sie tam udac ;-)))]
  • Gość: digan IP: *.pl / 217.117.129.* 23.10.02, 18:32

    >
    > [ten post jest w chronologicznym porzadku, gdzies na
    > poczatku historii (zreszta Darth Azubin pisal o tym
    > komunikatorze gdzies w trzeciej, czy czwartej wypowiedz)
    > - wlasnie odebralem jego wiadomosc. mam pytanie: czy to
    > urzadzenie do komunikowania sie zostalo Azubinowi
    > skradzione? i jeszcze jedno - nie grajcie za wiele moja
    > postacia ;-) to, ze napisalem, ze lece na Nowy Alderaan, nie
    > znaczy, ze wszyscy nagle musza sie tam udac ;-)))]

    Nie, nie został ukradziony. D`egean zostawił go w spokoju, gdy pobiegł na
    lotnisko po An-Nah :)

    an-nah już otwierała usta, gdy usłyszał za sobą kroki. Znowu.
    Obrucił sie i spojrzał w twarz. Pomarszczoną, starą twarz Palpatine`a.
    Oczywista, że nie była to prawdziwa twarz, ale gdzieś już ją widział. No tak!
    Wtedy to Drake Windu stracił ręke i nogę. Czyżby miała go znów prześladować?
    An-Nah chyba jej nie widziała, potrzyła tylk oze zdumieniem w niego. Obruciłsię
    szybko i rzekł zblazowany
    - Sorki. Takie zwidy jakieś...
  • darthazubin 23.10.02, 20:27
    mikolaj7 napisał:

    > - Raporty pierwszych Jedi wyslanych na tereny Republiki
    > byly bardzo optymistyczne. Nie mamy sie czego obawiac.
    > Pora wyruszac, Mistrzu.
    > - Tak.. - Mikolaj zostal wyrwany z zamyslenia - zaraz bede
    > gotowy, daj mi pomydtowac przed podroza.
    > - Oczywiscie - odpowiedzial Mistrz Sakkar, wychodzac z
    > pomieszczenia.
    >
    > Mikolaj wzial w rece male urzadzenie.. otrzymal je od
    > Asetine`a. Wczoraj po raz pierwszy od 20 lat ozylo. Kolejna
    > wiadomosc, ktora nie przetrwala proby odleglosci.. Co
    > zreszta swiadczylo o bardzo dobrym ukryciu Akademii Jedi.
    > Wiedzial jedynie, ze Asetine chce sie spotkac. Po co? to bylo
    > zagadka, Jedi odeszli i nie chcieli wracac na swoja dawna
    > pozycje przy Senacie. Asetine mogl sie tego spodziewac, ale
    > mimo to dazyl do spotkania.
    >
    > - Jestem gotowy, Sakkar - powiedzial Mikolaj - wychodzac
    > z pomieszczenia. Lecimy na Nowy Alderaan.
    >
    > [ten post jest w chronologicznym porzadku, gdzies na
    > poczatku historii (zreszta Darth Azubin pisal o tym
    > komunikatorze gdzies w trzeciej, czy czwartej wypowiedz)
    > - wlasnie odebralem jego wiadomosc. mam pytanie: czy to
    > urzadzenie do komunikowania sie zostalo Azubinowi
    > skradzione? i jeszcze jedno - nie grajcie za wiele moja
    > postacia ;-) to, ze napisalem, ze lece na Nowy Alderaan, nie
    > znaczy, ze wszyscy nagle musza sie tam udac ;-)))]

    Biorac pod uwage, ze sciagnalem wszystkie szumowiny z calego wszechswiata na
    Couruscant, rzeczywiscie byloby lepiej nie przenosic sie na Alderaan
    A jesli chodzi o komunikator- wiadomosc pochodzi ode mnie
  • Gość: Xionc IP: proxy / 213.77.7.* 24.10.02, 09:02
    Nigdy nie wiedział skąd pojawiał się Binzat... Tak jakby materializował się z
    powietrza i stawał przed nim jak zjawa. Adrenalina uderzyła Xioncowi do krwi
    tak mocno, że zachwiał się i o mało nie upadł.
    - Skąd wiedziałeś że cię szukam? - zapytał Xionc
    - A może najpierw dzień dobry - zakpił Binzat - Kopę lat Wicekrólu...
    - Ty cholerny zdrajco!!! - krzyknął Xionc - i sięgnął po laserowy pistolet
    zatknięty u jego boku, lecz jak łatwo mógł przewidzieć Moc Binzata łatwo
    wyrwała mu go z ręki.
    Binzat kierował się ku Xioncowi, wyjąwszy jednocześnie miecz świetlny, laserowe
    światło na niebezpieczną odległość zbliżyło się do jego twarzy...
    - Na ziemię - wrzasnął Binzat takim głosem, że Xionc upadł, choć wbrew własnej
    woli... Odwrócił wzrok. Szar'kran leżał na ziemi rozpłatany bronią Jedi... W
    dłoni trzymał sztylet Ain Sakh - zakończony zbiorniczkiem z trucizną..
    - A teraz szybko - Binzat zwrócił się do zdezorientowanego Xionca - Zaraz tu
    będą!
  • Gość: digan IP: *.pl / 217.117.129.* 24.10.02, 18:27
    D`egean spojrzał w oczy An-Nah i powiedział:
    Dobrze że jesteś. Musiałem się z tobą spotkac. Bo widzisz, coś się święci,
    Azubin coś kombinuje, dalej nie wiem co. Pamiętasz tą przepowiednię, że od
    ciebie zależy równowaga mocy? Ona istnieje dalej i co lepsze, dalej ma chyba
    racje. Więc ty też musisz działać.
    Jesteśmy wszyscy o dwadzieścia lat starsi, poważniejsi, z dystansem do tamtych
    lat, gdy mieliśmy coś do powiedzenia. Teraz musimy odzyskać tą władzę. Ja, ty
    Mikołaj, Azubin, świętej pamięci Xionc - ( D`gean jeszcze nie wie, że Xionc
    żyje) - my mieliśmy prawo głosu. I my, z wyjątkiem Wicekróla, jesteśmy
    aktualnie najlepszymi wojownikami. Musimy poprwadzić do odzyskania równowagi!

    <wiem, że to brzmi jak reklamówka wyborcza, no ale jak miałem to przekazać :)>
  • darthazubin 24.10.02, 19:23
    Gość portalu: Xionc napisał(a):

    > Nigdy nie wiedział skąd pojawiał się Binzat... Tak jakby materializował się z
    > powietrza i stawał przed nim jak zjawa. Adrenalina uderzyła Xioncowi do krwi
    > tak mocno, że zachwiał się i o mało nie upadł.
    > - Skąd wiedziałeś że cię szukam? - zapytał Xionc
    > - A może najpierw dzień dobry - zakpił Binzat - Kopę lat Wicekrólu...
    > - Ty cholerny zdrajco!!! - krzyknął Xionc - i sięgnął po laserowy pistolet
    > zatknięty u jego boku, lecz jak łatwo mógł przewidzieć Moc Binzata łatwo
    > wyrwała mu go z ręki.
    > Binzat kierował się ku Xioncowi, wyjąwszy jednocześnie miecz świetlny,
    laserowe
    >
    > światło na niebezpieczną odległość zbliżyło się do jego twarzy...
    > - Na ziemię - wrzasnął Binzat takim głosem, że Xionc upadł, choć wbrew
    własnej
    > woli... Odwrócił wzrok. Szar'kran leżał na ziemi rozpłatany bronią Jedi... W
    > dłoni trzymał sztylet Ain Sakh - zakończony zbiorniczkiem z trucizną..
    > - A teraz szybko - Binzat zwrócił się do zdezorientowanego Xionca - Zaraz tu
    > będą!


    Poprowadzil go ciasnymi, ciemnymi zaulkami. Xionicowi zawsze zdawalo sie, ze
    zna to miasto, ale tego dnia zdal sobie sprawe, ze wiele zmienilo sie przez te
    wszystkie lata.
    To, ze ucieczka byla dobrym rozwiazaniem uswiadomilo mu, gdy- w kilka sekund
    po tym, jak skrecili w boczna uliczke- miejsce gdzie wczesniej stali zapelnilo
    sie ludzmi w ciemnych strojach. Lowcy Nagrod.
    Binzat poprowadzil go do ukrytego w bocznym zaulku pojazdu.
    -Mamy mniej czasu, niz myslalem- zaklal Binzat- musimy sie spieszyc
  • darthazubin 25.10.02, 11:47
    darthazubin napisał:
    > Poprowadzil go ciasnymi, ciemnymi zaulkami. Xionicowi zawsze zdawalo sie,
    ze
    > zna to miasto, ale tego dnia zdal sobie sprawe, ze wiele zmienilo sie przez
    te
    > wszystkie lata.
    > To, ze ucieczka byla dobrym rozwiazaniem uswiadomilo mu, gdy- w kilka
    sekund
    > po tym, jak skrecili w boczna uliczke- miejsce gdzie wczesniej stali
    zapelnilo
    > sie ludzmi w ciemnych strojach. Lowcy Nagrod.
    > Binzat poprowadzil go do ukrytego w bocznym zaulku pojazdu.
    > -Mamy mniej czasu, niz myslalem- zaklal Binzat- musimy sie spieszyc

    Xionic spojrzal na niego pytajaco, gdy znalezli sie w spokojnym miejscu.
    -Asetine rozpetal pieklo- znak zapytania w oczach Xionica urosl jeszcze
    bardziej po tym wyjasnieniu.
    -To on na nas poluje?- zapytal Wicekrol.
    Binzat zaprzeczyl.
    -Nie. Utrzymuje z nim staly kontakt... w imieniu Rady Jedi. On sie po prostu
    boi. Jest juz stary, ale przeczuwa nadejscie kolejnego zagrozenia i nie wie,
    czy bedzie mu w stanie podolac. Dlatego oglosil Swieta Wojne w Obronie
    Republiki (w skrocie SWOR ;))). Z calej Galaktyki na Couruscant przybywaja
    wojownicy, lowcy nagrod, wszelkiej masci wolni strzelcy. Odradzalem mu to, ale
    nie mam zadnej pozycji zeby do czegokolwiek go przekonac. Uwazal, ze w tej
    zbieraninie pojawia sie agenci wroga... i mial racje, tyle ze nie jest w stanie
    zrealizowac swojego planu i ich zniszczyc. Tymczasem oni zaczeli juz dzialac.
    Na swoj cel obrali wszystkich, ktorych uwazaja za niewygodnych: dawnych Jedi,
    bohaterow poczatkow II wojny domowej, jak ciebie. Nawet sam Asetine znalazl sie
    na ich celowniku. Obawiam sie, ze nigdzie nie jestesmy bezpiczni.
    Konfidencjonalnie znizyl glos, rozgladajac sie jednoczesnie uwaznie dookola.
    -Na Couruscant ma przybyc ktorys z czlonkow Rady Jedi... chodza pogloski, ze
    nawet sam Mikolaj. Boje sie o jego bezpieczenstwo. To nie jest teraz bezpieczna
    okolica.
    W tej chwili, jakby na potwierdzenie jego slow kilka strzalow z blastera
    uderzylo tuz obok nich. Zareagowali niemal jednoczesnie [no, moze Jedi troche
    szybciej :)]. Miecz swietlny odbil skierowane ku nim kolejne strzaly, a
    pistolet Xionica szybko zdjal atakujacych.
    -Nie byli zbyt wprawni- zauwazyl Xionic.
    -Ale ich koledzy moga byc. Lepiej sie stad zbierajmy. Mam tu niedaleko
    bezpieczna kryjowke.



  • darthazubin 25.10.02, 11:51
    Przeszla wszystkie testy.
    Wystarczylo zaledwie kilka miesiecy szkolenia, aby jego uczennica przeszla
    wszystkie testy.
    Stala spokojnie w sali cwiczebnej, w dloni trzymajac zlozony miecz swietlny-
    wokol niej wciaz jeszcze dymily szczatki rozplatanych robotow cwiczebnych.
    Azubin przywolal ja gestem. Nic nie powiedziala. Jak zwykle. Nigdy nic nie
    mowila.
    -Jak masz na imie?- spytal lagodnie, sam juz nie wiedzial po raz ktory.
    Nie odpowiedziala. Nie mogl tez wyczytac tego z jej umyslu. Jak gdyby byla
    czysta karta. Ale przeciez to niemozliwe. Kims byla i z jakiegos powodu
    pojawila sie na jego drodze.
    Pojawila sie wlasnie teraz, gdy dawne przepowiednie zaczynaja sie wypelniac i
    brzemie Sithow moze juz wkrotce stac sie nie do zniesienie.
    "Ale kto wtedy bedzie je dzwigac" pomyslal Asetine patrzac w milczeniu na
    swoje stare, zmeczone dlonie.
  • Gość: Xionc IP: proxy / 213.77.7.* 25.10.02, 17:22
    Xionc choć walczył z Binzatem ramię w ramię z podziwem patrzył na to z jaką
    łatwością Jedi zabijał wrogów.Sam przez dwadzieścia lat nauczył się walczyć,
    głównie z wykorzystaniem broni palnej, ale umiejętności towarzysza... Walka
    trwa prawie pół godziny i on zlany potem ledwo stał na nogach, a Binzat
    wyglądał jakby nic się nie zdarzyło.

    Biegli w milczeniu, aż dotarli do kryjówki Xionca.

    Po chwili wytchnienia Xionc zapytał:
    - Jeśli nie ty to kto jest odpowiedzialny za tragedię sprzed dwudziestu lat. I
    kto do cholery, wciąż chce mnie zabić?
  • darthazubin 25.10.02, 20:33
    Gość portalu: Xionc napisał(a):

    > Xionc choć walczył z Binzatem ramię w ramię z podziwem patrzył na to z jaką
    > łatwością Jedi zabijał wrogów.Sam przez dwadzieścia lat nauczył się walczyć,
    > głównie z wykorzystaniem broni palnej, ale umiejętności towarzysza... Walka
    > trwa prawie pół godziny i on zlany potem ledwo stał na nogach, a Binzat
    > wyglądał jakby nic się nie zdarzyło.
    >
    > Biegli w milczeniu, aż dotarli do kryjówki Xionca.
    >
    > Po chwili wytchnienia Xionc zapytał:
    > - Jeśli nie ty to kto jest odpowiedzialny za tragedię sprzed dwudziestu lat.
    I
    > kto do cholery, wciąż chce mnie zabić?

    -Dlaczego uwazasz, ze to ja mam cos z tym wspolnego?- zapytal Binzat-
    zreszta, czy jestes pewny, ze chcesz znac odpowiedz na swoje pytania?
    Xionic skinal glowa.
    Binzat zamyslil sie, zastanawiajac sie od czego zaczac.
    -Ta wojna to nie jest przypadek- powiedzial wreszcie- nie znam dokladnie
    poczatku tej historii, ale tonie ona w mrokach dziejow, w czasach gdy Jedi
    dopiero co pokonali Sithow, a ci zeszli do konspiracji. Wciaz jeszcze mieli
    wielu stronnikow i swoj najcenniejszy artefakt: krysztal Sithow. Darth Bane
    ustanowil zasade, ze moze byc tylko dwoch Sithow, ale czesc jego uczniow z tym
    sie nie zgodzila i odlaczyla sie tworzac wlasny zakon, przez tysiaclecia
    ukrywajacy sie na obrzezach znanego nam wszechswiata. Ukrywali sie i byli
    slabi. Usilowali zdobyc rozbity na szesc kawalkow krysztal Sithow i zniszczyc
    Republike, ktorej nienawidzili, ale nie udawalo im sie odniesc zadnego sukcesu.
    -W koncu wszyscy o nich zapomnieli- ciagnal Jedi- az udalo im sie odniesc
    sukces: jeden z nich stal sie uczniem mistrza Sithow, a potem sam stal sie
    mistrzem. Palpatine, on to bowiem byl, niemal zrealizowal swoj opetanczy plan,
    gubiac wszystkich: Jedi, Sithow i spokojnych obywateli Republiki.
    -Zapytasz pewnie, co to ma wspolnego z wojna domowa? Bardzo wiele. Renegaccy
    Sithowie podniesli glowe i nie opuszcza jej z wlasnej woli. Mysle, ze konflikt
    miedzy Sithami a ich renegackimi bracmi moze rozgorzec na nowo... zwlaszcza
    teraz kiedy Jedi odeszli. Ja chwilowo przylaczylem sie do Asetina... mozna o
    nim powiedziec wiele, jest butny, arogancki i okrutny, ale chce pokoju.Zalezy
    mu na ocaleniu Republiki. Ale sytuacja jest coraz trudniejsza, bo nowe,
    zlowrogie sily wlaczyly sie do tej walki. Sily, ktore uwazaja, ze czas Jedi i
    Sithow sie skonczyl, a nadszedl ich czas. Dlatego mowilem, ze Asetine rozpetal
    pieklo. Na Couruscant sa juz niemal wszyscy, ktorzy mogliby stanac do walki o
    wladze nad Republika. Wiem, ze kilku senatorow juz przymierza sie do sukcesji
    po Asetinie. Oni nie beda wahac sie przed rozpoczeciem wojny, byle tylko zyskac
    wladze. Nie wiem jaki plan mial Kanclerz, ale obawiam sie ze ten zawiodl.
    -Pytales, czemu probuja cie zabic. Z tego samego powodu, co przed dwudziestu
    laty: jestes przebiegly, inteligentny, ambitny. Nie masz moze juz tych
    wszystkich wplywow, co wowczas gdy stales na czele Federacji, ale wciaz jestes
    groznym przeciwnikiem. Gdybys znalazl sie w Senacie, niewielu mogloby dorownac
    Ci potega. Zblizaja sie niebezpieczne czasy i wolalbym nie miec Cie przeciwko
    sobie, Wicekrolu. Ofiarowalem Ci prawde... przynajmniej to co o niej wiem.
    Teraz dorzucam na szale jeszcze jedno: jesli zechcesz pojde jutro do Asetine'a.
    Wiesz, ze on moglby Ci pomoc. Wystarczy decyzja Kanclerza i nic nie stanie na
    drodze do odbudowania dawnej chwaly Federacji handlowych. Wiem, ze wciaz masz
    wielkie znajomosci, mysle ze Republika moglaby zaoferowac Ci nieograniczony
    kredyt, pieniedzy jest jeszcze w niej dosyc, choc nie zostalo jej juz wielu
    przyjaciol. Republika potrzebuje potegi Federacji. Potrzebuje kazdej sily
    gotowej stanac w jej obronie. Dlatego ci, ktorzy chca je slabosci, czy po to
    aby ja zniszczyc, czy po to aby przejac wladze, nie zawahaja sie przed zabiciem
    Cie: zbyt dlugo Cie nie bylo, aby mozna brac Cie pod uwage jako sojusznika, a
    jako ich przeciwnik wciaz bylbys zbyt grozny. Jestem w takiej samej sytuacji-
    dodal po chwili uprzedzajac mozliwe pytanie Xionica- czuje sie jak zaszczute
    zwierze. Wielu chce mnie zabic, widzac we mnie zagrozenie dla swoich planow.
  • Gość: digan IP: *.pl / 217.117.129.* 26.10.02, 09:58
    <To powinno się nazywać "Święta Wojna w Imieniu Republiki" W skrócie ŚWIR :D>

    Zostawił An-Nah i postanowił z kimś jeszcze się skontaktować. Z kimś, z kim nie
    rozmawiał od ponad dwudziestu lat. Było to dawno,a i jego propozycja nie była
    najlepsza. Teraz będzie musiał się wypytać Azubina o to i tamto.

    Wszedł do jego BIura dawną drogą, tzn przez balkon i rozsiadł się wygodnie w
    jego Biurku. Wyjął swój miecz i zaczął się nim bawić, co jakiś czas
    przemieszczał jakieś rzeczy mocą.
    CZekał.

    digan
  • darthazubin 26.10.02, 10:59
    Gość portalu: digan napisał(a):

    > <To powinno się nazywać "Święta Wojna w Imieniu Republiki" W skrócie ŚWIR :D
    > >
    >
    > Zostawił An-Nah i postanowił z kimś jeszcze się skontaktować. Z kimś, z kim
    nie
    >
    > rozmawiał od ponad dwudziestu lat. Było to dawno,a i jego propozycja nie była
    > najlepsza. Teraz będzie musiał się wypytać Azubina o to i tamto.
    >
    > Wszedł do jego BIura dawną drogą, tzn przez balkon i rozsiadł się wygodnie w
    > jego Biurku. Wyjął swój miecz i zaczął się nim bawić, co jakiś czas
    > przemieszczał jakieś rzeczy mocą.
    > CZekał.
    >
    > digan

    Minelo wiele godzin, jego glowa powoli zaczela opadac, a powieki same sie
    zamykac, gdy wreszcie pojawil sie tamten. W tej chwili kierowane moca Sitha
    wszystkie rzeczy wrocily ponownie na swoje miejsce.
    -Witaj- powiedzial Azubin- rozumiem, ze chciales sie ze mna spotkac. Oto
    jestem.
    Obaj siedzieli spokojnie, wpatrujac sie w siebie niedbale, obaj jednak
    zdawali sobie sprawe ze wystarczy najmniejszy impuls i w ulamku sekundy ich
    miecze swietlne skrzyzuja sie ze soba...
  • Gość: digan IP: *.pl / 217.117.129.* 26.10.02, 16:53
    darthazubin napisał:

    > Gość portalu: digan napisał(a):
    >
    > > <To powinno się nazywać "Święta Wojna w Imieniu Republiki" W skrócie ŚW
    > IR :D
    > > >
    > >
    > > Zostawił An-Nah i postanowił z kimś jeszcze się skontaktować. Z kimś, z ki
    > m
    > nie
    > >
    > > rozmawiał od ponad dwudziestu lat. Było to dawno,a i jego propozycja nie b
    > yła
    > > najlepsza. Teraz będzie musiał się wypytać Azubina o to i tamto.
    > >
    > > Wszedł do jego BIura dawną drogą, tzn przez balkon i rozsiadł się wygodnie
    > w
    > > jego Biurku. Wyjął swój miecz i zaczął się nim bawić, co jakiś czas
    > > przemieszczał jakieś rzeczy mocą.
    > > CZekał.
    > >
    > > digan
    >
    > Minelo wiele godzin, jego glowa powoli zaczela opadac, a powieki same sie
    > zamykac, gdy wreszcie pojawil sie tamten. W tej chwili kierowane moca Sitha
    > wszystkie rzeczy wrocily ponownie na swoje miejsce.
    > -Witaj- powiedzial Azubin- rozumiem, ze chciales sie ze mna spotkac. Oto
    > jestem.
    > Obaj siedzieli spokojnie, wpatrujac sie w siebie niedbale, obaj jednak
    > zdawali sobie sprawe ze wystarczy najmniejszy impuls i w ulamku sekundy ich
    > miecze swietlne skrzyzuja sie ze soba...

    Wpatrywał się w swego byłego mistrza, spokojnie bawiąc się na pwrot nmieczem.

    - Jeszcze nie jestem gotów walczyć z tobą - powiedział to tak, jakby mówił o
    pogodzie. - Chciałem się tylko spytać: Czy dasz się zabić, za taki porządek
    rzeczy jaki jest?
    Czy nie ustąpisz ze swego stanowiska?

    digan.
  • darthazubin 26.10.02, 20:20
    Gość portalu: digan napisał(a):

    > darthazubin napisał:
    >
    > Wpatrywał się w swego byłego mistrza, spokojnie bawiąc się na pwrot nmieczem.
    >
    > - Jeszcze nie jestem gotów walczyć z tobą - powiedział to tak, jakby mówił o
    > pogodzie. - Chciałem się tylko spytać: Czy dasz się zabić, za taki porządek
    > rzeczy jaki jest?
    > Czy nie ustąpisz ze swego stanowiska?
    >
    > digan.

    W kacikach ust Azubina zaigral usmiech.
    -Tak- odpowiedzial spokojnie- jesli bedzie to konieczne dam sie zabic. Ale
    tylko w imieniu Republiki, tylko jesli to bedzie potrzebne dla jej dobra. A juz
    wkrotce taki czas moze nadejsc.
    -A czy ustapie?- dodal po chwili namyslu- tak, kiedy nadejdzie czas. Choc
    boje sie, ze nie moze juz byc takiej okazji. Zagrozenie zbliza sie zbyt szybko,
    a nie ma nikogo, kto moglby stanac na czele Republiki w tych chwilach... i
    chyba nikogo, kto chcialby podjac to ryzyko. W ciagu trzech dni bylo na mnie
    siedem zamachow. Gdyby nie moje umiejetnosci juz lezalbym martwy. Gdyby
    powodowal mna strach, juz dawno ustapilbym i usunal sie na jakas z dalszych
    planet. Tez boje sie smierci, jak kazda zywa istota. Ale zbyt wiele juz
    poswiecilem, zeby dac sie zastraszyc. Myslalem, ze moj czas nadszedl juz
    dwadziescia lat temu, gdy rozpetalo sie pieklo wojny domowej, ze nie zdolam
    przetrwac. Jednak udalo mi sie przezyc... moze zyje juz zbyt dlugo, dlatego
    jesli bede mogl ocalic Republike przez swoja smierc nie zawaham sie to uczynic.
    -Ale nie zamierzam- podjal ponownie- nie zamierzam dac sie zabic tylko po to,
    zeby ktos zabil mnie tylko w celu realizacji swoich osobistych ambicji. Nawet
    moj ulubiony uczen...



  • darthazubin 26.10.02, 22:53
    Kolejny test. Dziewczynka spala spokojnie, lecz Azubin przez caly czas
    niespokojnie przygladal sie wynikom dokonywanej przez komputer symulacji.
    Wprowadzil wszystkie mozliwe dane- umiejetnosci walki, temperament, osobiste
    zdolnosci- dla jego osobistej podopiecznej, oraz- kolejno- De'geana, Mikolaja,
    Perlotiel, kilku innych znaczniejszych Jedi i wreszcie dla siebie.
    W milczeniu przygladal sie kolejnym wynikom. Byla w stanie wygrac z kazdym. I
    to juz na tym etapie. Nie rozumial tego. Nie byla bardzo potezna, w czasach
    chwaly Jedi nie nalezalaby pewnie nawet do najlepszych uczniow Akademi- no,
    moze z wyjatkiem szermierki. Ale wszystko wskazywalo na to, ze ona jest maszyna
    do zabijania.
    Przypomnial sobie kolejna ze starych legend- o sedziwym mistrzu i jego mlodym
    uczniu, czy uczennicy (przekazy nie byly tu zgodne), ktory mial przyniesc
    smierc wszystkim adeptom Mocy bez wyjatku- Jedi i Sithom i przyniesc poczatek
    swiatu, w ktorym nie bedzie juz zadnej z tych wielkich poteg.
    Nie odezwal sie. Oddychala rowno i miarowo. Wiedzial, ze powinien ja zabic.
    Mogla przyniesc zaprzepaszczenie wszystkich jego planow i zniszczyc wszystko w
    co wierzyl. Ale czy mogl pozbawic ja zycia tylko z powodu dawnych legend?
    Nie byl w stanie tego zrobic, choc popelnial juz w zyciu gorsze zbrodnie.
    Moze byl juz zbyt stary, ale wiedzial ze nie zabije tego dziecka tylko z powodu
    opowiesci, ktore moga nie miec z nim nic wspolnego- niezaleznie od ceny, jaka w
    przyszlosci przyjdzie mu za to zaplacic.
  • mikolaj7 27.10.02, 00:19
    Pojazd Mikolaja wyladowal na jednym z odosobnionych
    lotnisk Nowego Alderaanu. Mistrz Jedi wyszedl na
    ladowisko. Sam. Bez obstawy, bez padawana, bez doradcow.
    Wiedzial, ze tutaj nic mu nie grozi. Na spotkanie wyszedl
    mu jego stary przyjaciel, byly senator, Tanger Saah.
    Poszukiwany przez lowcow glow, zarazem calkowicie
    bezpieczny na poludniowym kontynencie, zdecydowal sie
    przyjac niewygodnego goscia. Tanger Saah, jak sam
    twierdzil, byl jednym z tych, ktorzy przezyli rzez na
    Coruscant, a nastepnie nie chcieli pozostawienia na
    stanowisku kanclerza Asetine`a. I musieli uciekac. Czy bylo
    to zgodne z prawda? W tej chwili Mikolaja to nie
    interesowalo. Liczylo sie dla niego tylko to, ze przybywajac
    tutaj wciaz pozostanie niezauwazony przez wladze
    Republiki. Podobnie, jak jego przyjaciel przez te wszystkie
    lata. I stad bedzie mogl udac sie na spotkanie, na ktore
    czekal tyle lat.
    - Witaj - powiedzial beznamietnie Tanger
    - Witaj, Tanger - odparl Jedi
    - Nie jestesmy tu bezpieczni, chodz. Pojazd odeslij.
    Kiedy nie chodzilo o jego bezpieczenstwo, Tanger byl
    bardzo wylewny, wiec Mikolaj nie zdziwil sie jego
    zachowaniem. Wiedzial, ze na spotkanie jeszcze nie
    przyszedl czas. Na razie pora odswierzyc stare przyjaznie.
  • darthazubin 27.10.02, 10:51
    Byl jeszcze jeden watek tej historii. Jeszcze jeden watek, ktory powinien
    zostac rozwiazany dawno temu, a jednak wciaz pozostawal, grozny niczym wiszacy
    nad nimi wszystkimi miecz Demoklesa. Moze grozniejszy nawet niz jego nowa
    uczennica?
    Jakakolwiek byla prawda musial zaczac dzialac. An-Nah pojawila sie juz na
    Couruscant. Wyslal tylko krotka wiadomosc.
    "An-Nah, jesli mozesz, prosze Cie o spotkanie. Binzat"
  • Gość: digan IP: *.pl / 217.117.129.* 27.10.02, 12:32
    Słowa jego byłego mistrza dały mu wiele do myślenia. Był to jednak człowiek w
    pełni zdeterminowany, w pełni śwaidomy tego co go otacza. I dalej wspaniały
    wojownik. No i ta dziewczynka...
    Widział te papiery na biurku. DZiecko, które mogło ich pozabijać. Niedobrze mu
    się robiło. Nawet jego padawana, którego kochał jak syna.
    - Mistrzu?
    - Eli-hiko - odpowiedział mu imieniem. Jego ksywką, bo nie mógł się dowiedzieć,
    jak ma naprawdę na imię.
    Chłopak był murzynem i bardzo mu kogoś przypominał. Niestety nie mógł sobie
    przypomnieć, kogo.
    - Coś cię prześladuje?
    - Tak. Jakaś moc, podstępna siła.
    Pytanie w oczach młodzieńca.
    - To było dawno. Wiesz kiedyś był taki wojownik, Drake WIndu. jakaś moc zmusiła
    mnie do tego, żeby go ciężko ranić. Pojawiła się pod postacią Palpatine`a, o
    którym tyle ci mówiłem... Ta moc znowu się pojawia.
    Uczeń milczał.
    "Legenda o człowieku, który zniszczy świat i dzięki któremu śiwat odrozi się na
    nowo. Czy to on?"

    digan.
  • darthazubin 27.10.02, 15:39
    Spotkanie z D'e-geanem napelnilo Azubina obawami i niepokojem.
    Nie widzial swojego bylego ucznia od wielu lat, a ten bardzo sie przez ten czas
    zmienil.Nie byl pewny, czy bedzie w stanie przewidywac jego ruchy. Pomyslal o
    nim, o sobie... o nich wszystkich, jako o pionkach przesuwanych na szachownicy
    przez jakas zewnetrzna wobec nich sile.
    Czy dobrze zrobil oglaszajac SWOR i sprowadzajac wszystkich na Couruscant?
    Czy nie rozpetywal w ten sposob nowego piekla, ktore mogloby zagrozic
    najwiekszemu jego dzielu- trwajacemu od kilku lat nieprzerwanemu pokojowi?
    Prawie wszyscy przybyli- poprawil sie w myslach po chwili. Mikolaj pozostawal
    na Nowym Aldeeranie. Wielu bylych senatorow goscilo tam, pielegnujac swoja
    nienawisc. Po zakonczeniu wojny domowej Asetine wezwal ich, aby pomogli mu w
    odbudowaniu Senatu. Tylko kilku posluchalo. Reszta nie chciala zaakceptowac
    odbudowy Republiki i ograniczenia przywilejow warstw rzadzacych. Woleliby, aby
    Asetine wprowadzil nawet tyranie, dajac im jednak ogromne wplywy, niz
    ograniczac je w demokracji.
    Usmiechnal sie na mysl o ich przywodcy. Tanger Saah... ten sam, ktory zglosil
    propozycje nazwania Couruscant- "Planeta Asetine'a", ten sam, ktory- tuz przed
    wybuchem wojny domowej- hurtowo tworzyl projekty ustaw wprost prowadzace do
    dyktatury Wielkiego Kanclerza- wszystko tylko po to, aby nie utracic swojego
    osobistego majatku. A teraz siedzial na bezpiecznym Nowym Aldeeranie w swoich
    olbrzymich latyfundiach, utrzymujac sie z handlu niewolnikami i gloszac hasla w
    obronie demokracji...
    Asetine usmiechnal sie do siebie. Wystarczylby jeden rozkaz i nastepnego dnia
    tamten bylby juz martwy. Nie chcial jednak tego robic- po co tworzyc kolejnego
    meczennika? Nie to nie mialo sensu.
    Nadal jednak ciekawilo go, co wszyscy planuja. Przybyli tak jak sie
    spodziewal. Kazdy mial wlasne nadzieje, niezrealizowane plany, dawnych wrogow i
    przyjaciol.
    A wszyscy razem mieli coraz mniej czasu...
  • Gość: digan IP: *.pl / 217.117.129.* 27.10.02, 16:10
    darthazubin napisał:

    Nadal jednak ciekawilo go, co wszyscy planuja.(...) Kazdy mial wlasne
    nadzieje, niezrealizowane plany, dawnych wrogow i
    >
    > przyjaciol.
    > A wszyscy razem mieli coraz mniej czasu...

    Coś się zbliżało, tylko za bardzo nie wiadomo było co. Przyjazd Mikołaja? CZy
    może otwarte uderzenie na Sithów.
    D`egean długo rozmwiał o tym z Padawanem. Właściwie Padawan to dużo powiediane:
    po prostu byli partnerami, mieli wspólne cele i obydwaj uczyli się od siebie.
    Mimo wszystko Eli-hiko mówil do niego mistrzu. Tradycji musi stać się zadość.
    Do ich rozmowy wkroczył Palpatine.
    D`egean poderwał się i błysnął mieczem. Eli-hiko tak samo, swym zwykłym,
    normalnym mieczem. Z zielonym ostrzem.
    Spod kaptura wydobył się głos:
    - Daj spokój, mój dziedzicu.
    oniemieli.
    - Tak. Ja jestem twoim Dziadkiem. Spłodziłem cię z ekskluzywną ulicznicą, którą
    niestety musiałem eksmitować na Obrzeża, kiedy się okazało, że będe miał z nią
    dziecko.
    Tym dzieckiem jest twój ojciec. Jesteś w męskiej linii moim potomkiem.
    Stali spokojnie, obydwaj, niewierząc zabardzo swym uszom i oczom.
    - Muszę ci coś wyjaśnić. Tamte dni. Jestem tobie to winien.

    *

    - Mój kształt, taki jaki widzisz, jest czymś na podobieństwo Echa mocy, jaka
    została ze mnie uwolniona, gdy zabił mnie Skywalker.
    Zawsze starałem się przekonać ciebie do tej silniejszej stromy mocy, niestety
    bez rezultatu. TO dlatego kazałem ci zabić Drake`a. Teraz Echojest coraz
    słabsze. Za kilka dni przestaniesz mnie widzieć wogóle.
    Pewien łowca nagród, kto dokładnie, nie wiem, stara ci się zrobić koło tyłka.
    TO on zabił Twoich towarzyszy, on podrzucił ci to dziecko.
    Na dziecko uwarzaj. To tykająca bomba. Kiedyś zmierzy się z drugim takim...
    Na łowce teżuwarzaj. on ma taką broń, o której ty nawet pewnie nie śniłeś.
    To tyle.
    Do zobaczenia po drugiej stronie.

    digan.

    <Wiem że to pochodzenie jest nieco ryzykowne, ale tak napewno będzie
    ciekawiej :)>
  • darthazubin 27.10.02, 17:29
    Gość portalu: digan napisał(a):

    (No dobra, nie powiem zeby ten watek nie wzbudzil moich watpliwosci... wiem,
    ze sam nie jestem swiety, ale jakos tak dziwnie. No, ale w kazdym razie skoro
    juz to tu jest to mozna to pociagnac)

    > Coś się zbliżało, tylko za bardzo nie wiadomo było co. Przyjazd Mikołaja?

    (swietego??? :))) (tak mi sie skojarzylo)


    > - Mój kształt, taki jaki widzisz, jest czymś na podobieństwo Echa mocy, jaka
    > została ze mnie uwolniona, gdy zabił mnie Skywalker.
    > Zawsze starałem się przekonać ciebie do tej silniejszej stromy mocy, niestety
    > bez rezultatu. TO dlatego kazałem ci zabić Drake`a. Teraz Echojest coraz
    > słabsze. Za kilka dni przestaniesz mnie widzieć wogóle.
    > Pewien łowca nagród, kto dokładnie, nie wiem, stara ci się zrobić koło tyłka.
    > TO on zabił Twoich towarzyszy, on podrzucił ci to dziecko.
    > Na dziecko uwarzaj. To tykająca bomba. Kiedyś zmierzy się z drugim takim...
    > Na łowce teżuwarzaj. on ma taką broń, o której ty nawet pewnie nie śniłeś.
    > To tyle.
    > Do zobaczenia po drugiej stronie.
    >

    To bylo jak uderzenie mlotem. Wyczul obecnosc czegos tak poteznego i
    przerazajacego. I wiedzial, kto to jest.
    Zdrajca, najwiekszy ze wszystkich.
    Przez Krysztal Sithow wyraznie czul jego obecnosc.
    To bylo dziwne. Minelo tak wiele lat, a on wciaz sie go obawial. Obawial sie
    go, mimo ze jego potega- dzieki zebraniu niemal calego krysztalu Sithow-
    znacznie przekroczyla juz to, o czym tamten mogl zaledwie marzyc. A jednak
    obawial sie tej niewypowiedzianej grozy, jaka nioslo ze soba imie Niszczyciela.
    Dziewczyna nadal cwiczyla. I byla coraz lepsza. Powrocilo pytanie- kim ona
    jest, czy mrocznym Aniolem Zaglady przepowiedzianym w dawnych opowiesciach.
    I wciaz nie znal jej imienia. To wszystko bylo zbyt niepokojace.
    Ale to nie byl jego glowny problem. Najdalej wysuniete posterunki
    obserwacyjne Republiki zauwazyly potezny obiekt zblizajacy sie ku centrum
    Galaktyki. A wiec odliczanie rozpoczelo sie. Zaglada, ktora zdolali powstrzymac
    dwadziescia lat wczesniej znow zblizala sie ku nim.
    A on wciaz nie zdolal zebrac tych, ktorzy mogliby mu pomoc i zniszczyc wrogow
    we wlasnych szeregach. I z kazda chwila stawal sie coraz slabszy- Krysztal
    Sithow, zrodlo jego potegi odbieralo mu sile, zabijalo go z kazda godzina.
    Gdyby mogl po prostu go odrzucic, zostawic tam, gdzie nikt go nie znajdzie...
    Ale nie mogl tego zrobic. Byl jedyna bronia, ktora posiadali przeciw
    zagladzie.
  • Gość: digan IP: *.pl / 217.117.129.* 27.10.02, 20:53
    darthazubin napisał:

    (No dobra, nie powiem zeby ten watek nie wzbudzil moich watpliwosci... wiem,
    > ze sam nie jestem swiety, ale jakos tak dziwnie. No, ale w kazdym razie skoro
    > juz to tu jest to mozna to pociagnac)
    >
    Chodzi ci o te dzieci?

    Długo stali w milczeniu, patrząc na miejsce Palpatine`a.
    - Eli-hiko. - Zaczął d`gean - Kim jesteś..?
    - Nie wiem.
    - Wiesz. Gdzieś to jest w twoim muzgu. Chociażby imie twego ojca.
    - Nie ma. - "Ten dzieciak musiał wiele przejść." pomyślał Mistrz "Jeśli
    chociażby cząstke tego co ja, to napewno zmieniło go to dośc mocno"
    - Uderz mnie mieczem. - Powiedział do ucznia.
    Uczeń odpalił miecz i zadał cięcie na nogi, które D`gean zatrzymał samą mocą.
    Mistrz odpalił swój miecz.
    - Jeszcze raz. Z siłą.
    Teraz uderzył naprawdę, ale obronienie takiego cięcia niezbyt specjalnie
    zmęczyło D`egeana.
    - Gościu, jesteś wybrańcem mocy. Uwierz w siebie! Co ty sobą reprezentujesz
    co?! Co to ma...
    Ciącie bło tak szybkie, że prawie go nie zauwarzył. Odruchowo zrobił unik,
    miecz przeleciał kilka centymetrów od jego twarzy. Wywrócił się.
    Patrzył na swego ucznia, spokojnego, ale tylko z pozoru. Miecz musnął szatę
    Sitha-Jedi`a. Parszywa śmierć, pomyślał D`egean, śmierć z rąk ucznia.
    Eli-hiko stał wyprostowany, patrząc spokojnie.
    - Czy tak, mistrzu mam uderzyć?
    - Tak, dokładnie tak.
    On i ta dziewczyna. Ten pojedynek pewnie zniszczy cały świat.
    Kto wygra?
    Musiałby spojrzeć na tą dziewczyne...

    digan.

    <rozpędzamy się, ale ostrożnie z tymi dziećmi. Może się okazać, że sa po prstu
    zbyt silne i skrzyżowanie ich mieczy byłoby zbyt ryzykowne....>
  • darthazubin 28.10.02, 01:41
    Azubin czul, ze jest ktos zdolny stanac przeciw jego uczennicy. Ale czy na
    pewno? Czy ich walka nie rozpetalaby sil jeszcze straszniejszych, niz te, ktore
    miala powstrzymac? Czy bylaby jakakolwiek sila, gdyby tych dwoje zdolalo
    polaczyc swoje sily, czy bylaby jakakolwiek sila, ktora bylaby w stanie ich
    powstrzymac?
    Na to pytanie nie znal odpowiedzi.
  • darthazubin 28.10.02, 14:52
    Nie wiedzial, skad jego dawny mistrz nagle wynurzyl sie obok niego w ciemnym
    zaulku.
    -Czego chcesz?- zapytal ostro.
    -Spokojnie- odparl Azubin- zapomnialem powiedziec ci jeszcze o jednej rzeczy.
    Jest rytual... stworzony dawno temu przez Sithow renegatow. Boje sie, ze beda
    chcieli go dokonac, a on moze otworzyc przed nimi ogromne mozliwosci... ale nie
    o tym chcialem mowic. Do tego rytualu potrzebna jest krew Sitha... kogos kto
    przeszedl nasza inicjacje. Sposrod zyjacych tylko my dwaj ja przeszlismy.
    Uwazaj na siebie, D'e-gean, agenci wroga sa wszedzie i z pewnoscia nie
    zaprzepaszcza okazji, aby cie schwytac.
    -Wez to- dodal, podajac mu niewielki przedmiot, po czym zniknal, rownie nagle
    jak sie pojawil.
    Tamten jeszcze przez dluga chwila wpatrywal sie w przedmiot ofiarowany mu
    przez mistrza. Rozpoznal go bez chwili wahania.
    Miecz Sithow. Jeden z najdoskonalszych, jakie kiedykolwiek wykonano. Tylko
    jeden mu dorownywal- ten, ktory nosil Azubin. Kiedy zacisnal dlon na zimnym
    metalu powrocily wspomnienia- jak uzywal go, bedac jeszcze padawanem Azubina.
    Nieraz ten miecz ocalil mu zycie...
  • Gość: digan. IP: *.pl / 217.117.129.* 28.10.02, 16:43
    darthazubin napisał:

    > Nie wiedzial, skad jego dawny mistrz nagle wynurzyl sie obok niego w ciemnym
    > zaulku.
    > -Czego chcesz?- zapytal ostro.
    > -Spokojnie- odparl Azubin- zapomnialem powiedziec ci jeszcze o jednej
    rzeczy.
    >
    > Jest rytual... stworzony dawno temu przez Sithow renegatow. Boje sie, ze beda
    > chcieli go dokonac, a on moze otworzyc przed nimi ogromne mozliwosci... ale
    nie
    >
    > o tym chcialem mowic. Do tego rytualu potrzebna jest krew Sitha... kogos kto
    > przeszedl nasza inicjacje. Sposrod zyjacych tylko my dwaj ja przeszlismy.
    > Uwazaj na siebie, D'e-gean, agenci wroga sa wszedzie i z pewnoscia nie
    > zaprzepaszcza okazji, aby cie schwytac.
    > -Wez to- dodal, podajac mu niewielki przedmiot, po czym zniknal, rownie
    nagle
    >
    > jak sie pojawil.
    > Tamten jeszcze przez dluga chwila wpatrywal sie w przedmiot ofiarowany mu
    > przez mistrza. Rozpoznal go bez chwili wahania.
    > Miecz Sithow. Jeden z najdoskonalszych, jakie kiedykolwiek wykonano. Tylko
    > jeden mu dorownywal- ten, ktory nosil Azubin. Kiedy zacisnal dlon na zimnym
    > metalu powrocily wspomnienia- jak uzywal go, bedac jeszcze padawanem Azubina.
    > Nieraz ten miecz ocalil mu zycie...

    O bogowie!
    Miecz ten skrzył się blaskiem tętnił, grała w nim jakaś dusza. Zamachnął się
    nim spokojnie. TO było niesamowite. Miecz ten doskonale leżał mu w ręce i miał
    w sobie jakąś moc, coś nieokreślonego...
    Tylko po co?
    Jeśli Azubin chciałby się pozbyć D`e-geana, słowem by nie wspominał o tej
    przepowiedni, a tym brardziej nie dawałby mu tego miecza.
    Więc Azubin szukał w niego sprzymierzeńca?
    Skoro Azubin był tak blisko, Mistrz chciał załatwić jedną sprawę.
    - Azubinie! Chciałbym zobaczyć tą dziewczynkę!


    digan.

    <Azubin, ten miecz jest podwójny, taki a`la Darth Maul, czy nromalny,
    pojedynczy?>
  • darthazubin 28.10.02, 17:19
    Gość portalu: digan. napisał(a):

    > > O bogowie!
    > Miecz ten skrzył się blaskiem tętnił, grała w nim jakaś dusza. Zamachnął się
    > nim spokojnie. TO było niesamowite. Miecz ten doskonale leżał mu w ręce i
    miał
    > w sobie jakąś moc, coś nieokreślonego...
    > Tylko po co?
    > Jeśli Azubin chciałby się pozbyć D`e-geana, słowem by nie wspominał o tej
    > przepowiedni, a tym brardziej nie dawałby mu tego miecza.
    > Więc Azubin szukał w niego sprzymierzeńca?
    > Skoro Azubin był tak blisko, Mistrz chciał załatwić jedną sprawę.
    > - Azubinie! Chciałbym zobaczyć tą dziewczynkę!
    >
    >
    > digan.
    >
    > <Azubin, ten miecz jest podwójny, taki a`la Darth Maul, czy nromalny,
    > pojedynczy?>

    <szczerze mowiac, zgodnie z moja koncepcja mial byc normalny, pojedynczy; ale
    jesli BARDZO ci zalezy to moze byc podwojny, dlatego nie napisalem jak wyglada,
    chcac pozostawic Ci ten wybor- ale wolalbym pojedynczy>

    -Dziewczynke?- zapytal Sith. Przez chwile oczekiwal, jak gdyby chcac, aby D'e-
    gean powiedzial cos wiecej, zaraz jednak zdal sobie sprawe, ze tamten ma jednak
    na mysli te konkretna osobe- skad o niej wiesz?
    -Jesli chcesz sie z nia spotkac- powiedzial po chwili- to tylko na moich
    warunkach, w Palacu Wielkiego Kanclerza, bez broni. Zadnych rozmow, chyba ze za
    moja zgoda. No i przede wszystkim chce wiedziec, skad o niej wiesz i czemu
    chcesz sie z nia spotkac. Chce wiedziec prawde- podkreslil to slowo- D'e-
    geanie. Mysle, ze juz czas zagrac w otwarte karty.



  • Gość: digan IP: *.pl / 217.117.129.* 28.10.02, 18:09
    > -Jesli chcesz sie z nia spotkac- powiedzial po chwili- to tylko na moich
    > warunkach, w Palacu Wielkiego Kanclerza, bez broni. Zadnych rozmow, chyba ze
    za
    >
    > moja zgoda. No i przede wszystkim chce wiedziec, skad o niej wiesz i czemu
    > chcesz sie z nia spotkac. Chce wiedziec prawde- podkreslil to slowo- D'e-
    > geanie. Mysle, ze juz czas zagrac w otwarte karty.
    >

    - Dobra. Twoje warunki przyjmuje. Przyjdę z Padawanem. Wiem o niej z twojego
    biurka - usmiechnął spokojnie - Kilka razy w końcu siedziałem w twoim biurze. -
    Chcę wiedzieć, kogo szkolisz. Czy będzie to maszyna do zabijania, czy nadzieja
    mocy na odzsykanie równowagi...

    digan.
  • mikolaj7 28.10.02, 19:04
    to jest glupie - ze Lord Azubin trzyma dokumenty o swojej
    uczennicy w biurze, do ktorego kazdy zreczniejszy zlodziej
    moze sie dostac. serio, to sie kupy nie trzyma :)))

    aha, to, ze napisalem, ze jestem na Nowym Alderaanie, nie
    znaczy, ze kazda postac musi ta wiedza dysponowac - jak
    mam potem np. ( :) ) zniszczyc Lorda Azubina, jesli on jest
    wszechwiedzacy??

    swoja czesc historii dodam jutro/pojutrze, teraz nie mam
    weny i czasu...
  • Gość: digan IP: *.pl / 217.117.129.* 28.10.02, 19:11
    mikolaj7 napisał:

    > to jest glupie - ze Lord Azubin trzyma dokumenty o swojej
    > uczennicy w biurze, do ktorego kazdy zreczniejszy zlodziej
    > moze sie dostac. serio, to sie kupy nie trzyma :)))

    To co, Azubin roboty nie ma? Po coś musi mieć to biuro. Zresztą, niezbadane są
    wyroki Mocy ;)

    > aha, to, ze napisalem, ze jestem na Nowym Alderaanie, nie
    > znaczy, ze kazda postac musi ta wiedza dysponowac - jak
    > mam potem np. ( :) ) zniszczyc Lorda Azubina, jesli on jest
    > wszechwiedzacy??

    Hehe. Nikt tutaj nie jest wszechwiedzący.

    > swoja czesc historii dodam jutro/pojutrze, teraz nie mam
    > weny i czasu...

    No zobaczymy, bo narazie historie ciągną trzy osoby...

    digan
  • darthazubin 28.10.02, 20:18
    mikolaj7 napisał:

    > to jest glupie - ze Lord Azubin trzyma dokumenty o swojej
    > uczennicy w biurze, do ktorego kazdy zreczniejszy zlodziej
    > moze sie dostac. serio, to sie kupy nie trzyma :)))
    >
    > aha, to, ze napisalem, ze jestem na Nowym Alderaanie, nie
    > znaczy, ze kazda postac musi ta wiedza dysponowac - jak
    > mam potem np. ( :) ) zniszczyc Lorda Azubina, jesli on jest
    > wszechwiedzacy??

    Przepraszam, ale jesli mam byc zlowrogim i strasznie poteznym czynnikiem to
    czasem musze wspomagac sie wszechwiedza. Poza tym majac tyle czasu spokoju bez
    trudu zdolalbym chyba stworzyc odpowiednia siatke szpiegowska..
    a poza tym Digan ma racje- nikt nie jest wszechwiedzacy
  • darthazubin 28.10.02, 20:24
    Gość portalu: digan napisał(a):

    > > -Jesli chcesz sie z nia spotkac- powiedzial po chwili- to tylko na moich
    >
    > > warunkach, w Palacu Wielkiego Kanclerza, bez broni. Zadnych rozmow, chyba
    > ze
    > za
    > >
    > > moja zgoda. No i przede wszystkim chce wiedziec, skad o niej wiesz i czemu
    >
    > > chcesz sie z nia spotkac. Chce wiedziec prawde- podkreslil to slowo- D'e-
    > > geanie. Mysle, ze juz czas zagrac w otwarte karty.
    > >
    >
    > - Dobra. Twoje warunki przyjmuje. Przyjdę z Padawanem. Wiem o niej z twojego
    > biurka - usmiechnął spokojnie - Kilka razy w końcu siedziałem w twoim
    biurze. -
    >
    > Chcę wiedzieć, kogo szkolisz. Czy będzie to maszyna do zabijania, czy
    nadzieja
    > mocy na odzsykanie równowagi...
    >

    <w sumie to racja, jesli chodzi o te papiery na biurku. Moze lepiej jednak
    uznac ze wiesz to skads indziej? >
    -Interesuje mnie tylko chwala Republiki- odpowiedzial spokojnie Azubin- a
    szkole ja, bo zbliza sie niezwykly czas i nie moge takiemu talentowi pozwolic
    marnowac sie w rynsztokach Couruscant.
    -Przyjdzcie- podal adres w przemyslowej dzielnicy Couruscant <ktory to juz
    raz tam wlasnie waza sie losy Republiki ;)))>- tutaj. Bede na was czekal.
  • digan 29.10.02, 15:19

    > <w sumie to racja, jesli chodzi o te papiery na biurku. Moze lepiej jednak
    >
    > uznac ze wiesz to skads indziej? >
    > -Interesuje mnie tylko chwala Republiki- odpowiedzial spokojnie Azubin- a
    > szkole ja, bo zbliza sie niezwykly czas i nie moge takiemu talentowi pozwolic
    > marnowac sie w rynsztokach Couruscant.
    > -Przyjdzcie- podal adres w przemyslowej dzielnicy Couruscant <ktory to juz
    >
    > raz tam wlasnie waza sie losy Republiki ;)))>- tutaj. Bede na was czekal.

    <no dobra, dowiedziałem się o tym od mojego dziadka, niejakiego Palpatine`a :)
    A miecz który dostałem jest normalnym mieczem świetlnym>


    Stali spokojnie z padawanem. CZekali na Azubina. Tak, jak było umuwione, bez
    broni.
    Wiedzieli, że wchodzą w paszcze lwu.

    digan.
  • darthazubin 29.10.02, 18:54
    digan napisał:

    >
    >
    > A miecz który dostałem jest normalnym mieczem świetlnym>
    >
    >
    > Stali spokojnie z padawanem. CZekali na Azubina. Tak, jak było umuwione, bez
    > broni.
    > Wiedzieli, że wchodzą w paszcze lwu.
    >

    W koncu sie zjawil. Prowadzil ich mrocznymi zaulkami, prosto do swojej
    siedziby pod palacem Wielkie Kanclerza.
    Dziewczynka siedziala oczekujac. W milczeniu zmierzyla wzrokiem wchodzacych.
    D'e-gean probowal podejsc do niej, jednak pole ochronne- ktore przepuscilo
    tylko Azubina- zatrzymalo go.
    -Powiedzialem, zadnego bezposredniego kontaktu- powiedzial- oto jestesmy w
    tym miejscu.

    <UWAGA: jezeli ktokolwiek sproboje zrobic cokolwiek dziewczynie zostanie zabity
    przez Azubina- niewazne, czy to BN, czy postac, nawet jesli mialoby to oznaczac
    koniec watku. To tyle chcialem powiedziec, gwoli ostrzezenia>
  • mikolaj7 29.10.02, 19:08
    darthazubin napisał:

    > digan napisał:
    >
    > >
    > >
    > > A miecz który dostałem jest normalnym mieczem świetlnym>
    > >
    > >
    > > Stali spokojnie z padawanem. CZekali na Azubina. Tak, jak było umuwione, b
    > ez
    > > broni.
    > > Wiedzieli, że wchodzą w paszcze lwu.
    > >
    >
    > W koncu sie zjawil. Prowadzil ich mrocznymi zaulkami, prosto do swojej
    > siedziby pod palacem Wielkie Kanclerza.
    > Dziewczynka siedziala oczekujac. W milczeniu zmierzyla wzrokiem wchodzacych.
    > D'e-gean probowal podejsc do niej, jednak pole ochronne- ktore przepuscilo
    > tylko Azubina- zatrzymalo go.
    > -Powiedzialem, zadnego bezposredniego kontaktu- powiedzial- oto jestesmy w
    > tym miejscu.
    >
    > <UWAGA: jezeli ktokolwiek sproboje zrobic cokolwiek dziewczynie zostanie zab
    > ity
    > przez Azubina- niewazne, czy to BN, czy postac, nawet jesli mialoby to oznaczac
    >
    > koniec watku. To tyle chcialem powiedziec, gwoli ostrzezenia>

    a tam, nie denerwuj sie, sa pewne reguly. kazdy z nas gra
    kilkoma postaciami, wg swoich potrzeb, ale to oczywiste,
    ze nie ingeruje w postacie innych. peace men :)
  • digan 29.10.02, 19:33
    Przygładał się dziewczynce. Była to normalna dziewczynka, taka jakich pełno na
    ulicy. Moze nieco mniej brudna.
    Eli-hiko patrzył na nią uważnie, Zaglądając jej w oczy. Ona nie spuszczała
    oczu, wręcz przeciwnie.
    - Azubinie - Zwrócił się Padawan - Przecież ona jest normalna.
    - Nie jestem normalna. - Odpowiedziała Dziewczyna. Zbierała wdech na kolejne
    zdanie.
    "DZieci Mocy" krzyknęło coś w mózgu Ucznia "Mistrz mówił o tym! Onam oże nawet
    wieszczyć"

    digan.

    <oddaje ci inicjatywe, Azubinie. Wkońcu twój uczeń, twoje ewnetualne
    przepowiednie. :)>
    --
    "Wucet, Wucet, i barykaduj... barykaduj! <Brzdęk> Ale tandeta!"
    Seksmisja
  • darthazubin 29.10.02, 21:55
    digan napisał:

    > Przygładał się dziewczynce. Była to normalna dziewczynka, taka jakich pełno
    na
    > ulicy. Moze nieco mniej brudna.
    > Eli-hiko patrzył na nią uważnie, Zaglądając jej w oczy. Ona nie spuszczała
    > oczu, wręcz przeciwnie.
    > - Azubinie - Zwrócił się Padawan - Przecież ona jest normalna.
    > - Nie jestem normalna. - Odpowiedziała Dziewczyna. Zbierała wdech na kolejne
    > zdanie.
    > "DZieci Mocy" krzyknęło coś w mózgu Ucznia "Mistrz mówił o tym! Onam oże
    nawet
    > wieszczyć"
    >
    > digan.
    >
    > <oddaje ci inicjatywe, Azubinie. Wkońcu twój uczeń, twoje ewnetualne
    > przepowiednie. :)>

    Wydawalo im sie, ze bijace od dziewczynki wewnetrzne swiatlo wypelnilo cale
    pomieszczenie. Chcieli krzyczec, uciec stamtad jak najdalej, ale nie byli w
    stanie. Nawet Azubin to odczul... Ciemnosc pojawila sie przed ich oczami.
    A potem powoli wynurzyla sie z niej wizja. ujrzeli Couruscant, takie jak bylo
    niegdys i takie, jak to, ktore znajdowalo sie wlasnie poza scianami budynku, w
    ktorym byli. Widzieli tez liczne inne planety Republiki- te, ktore dane im bylo
    odwiedzic w czasie swojego zycia i te, ktorych nigdy nie bedzie dane im
    zobaczyc.
    A pomiedzy tym wszystkim wielka, wydajaca sie byc utkana z ciemnosci kula,
    pedzaca przez przestrzen ku srodkowi Republiki. Potega, wobec ktorej Gwiazda
    Smierci byla jedynie niewinna zabawka grzecznych dzieci. Wizja przeniosla ich
    do wnetrza konstrukcji. Siedmiu niesamowicie starych mezczyzn spoczywalo w
    dziwacznych kapsulach. Ich pomarszczone twarze wyrazaly nieogarnione,
    przedwieczne zlo i straszliwa potege.
    Sithowie Renegaci. Ci, ktorzy zdradzili swoich w zamian za wiedze i
    niesmiertelnosc, ktora mogly im dac sily drzemiace daleko, w galaktykach,
    ktorych nie byli sobie nawet w stanie wyobrazic... na obrzezach wszechswiata.
    Sily, pochodzace z czasow, zanim Moc otrzymala swoje miano, zanim Jedi i
    Sithowie utworzyli Republike i Stary Porzadek.
    Szaleni Starcy wladajacy... a raczej opetani przez te niezwykla potege
    kierowali narzedziem ich zaglady. Byla tylko jedna nadzieja. Pulsujacy, czarny
    klejnot... i zycie tego, ktory je nosi. Mistrza Sithow. Prawowiernego,
    przestrzegajacego wszystkich zasad. Tego, ktory nigdy nie zdradzil sprawy, w
    ktora wierzy.
    -Krysztal Sithow...- jekneli niemal jednoczesnie.
    -Teraz juz wiesz D'e-geanie dlaczego robie to co robie i jak wielka grozba
    wisi nad nami- wyszeptal Azubin, z trudem dochodzac do siebie po niezwyklej
    wizji- grozi nam zaglada i tylko ja moge ja powstrzymac.
    -Ale nie masz calego krysztalu- zauwazyl D'e-gean.
    Azubin pokrecil glowa.
    -Nie. I jesli nie zdolam go odnalezc w ciagu trzech tygodni wyrusze z tym, co
    posiadam teraz... chyba ze wczesniej zgine... ale boje sie, ze wtedy nikt nie
    bedzie w stanie powstrzymac zaglady.
    -Mozesz wybrac- powiedzial po chwili- nie wiem czego pragniesz i jakie sa
    moje plany. Mozesz stanac mi na drodze... wtedy jeden z nas bedzie musial
    zginac. Mozesz robic swoje, nie wchodzac mi w droge... pogodze sie z tym.
    Mozesz tez mi pomoc.
  • digan 31.10.02, 16:50

    > -Mozesz wybrac- powiedzial po chwili- nie wiem czego pragniesz i jakie sa
    > moje plany. Mozesz stanac mi na drodze... wtedy jeden z nas bedzie musial
    > zginac. Mozesz robic swoje, nie wchodzac mi w droge... pogodze sie z tym.
    > Mozesz tez mi pomoc.

    Spojrzał mu w oczy. Tak, jakby to był jego mistrz.
    - Nie wiem, czy mam Ci pomóc. To bardzo trudne. Bo mam do wyboru albo zagłade z
    rąk renegatów, albo z twoich rąk, gdy zdobędziesz cały kryształ Sithów.
    Boję się ciebie, Azubinie.
    Boję się tego mordercy.
    Boję się tego dziecka.
    Ale dobrze, skoro chcesz, pomogę ci. Dobrze.

    digan.

    --
    "Wucet, Wucet, i barykaduj... barykaduj! <Brzdęk> Ale tandeta!"
    Seksmisja
  • darthazubin 31.10.02, 17:37
    digan napisał:
    > Spojrzał mu w oczy. Tak, jakby to był jego mistrz.

    No w koncu byl. Moze kiedys, ale jednak.

    > - Nie wiem, czy mam Ci pomóc. To bardzo trudne. Bo mam do wyboru albo zagłade
    z
    >
    > rąk renegatów, albo z twoich rąk, gdy zdobędziesz cały kryształ Sithów.
    > Boję się ciebie, Azubinie.
    > Boję się tego mordercy.
    > Boję się tego dziecka.
    > Ale dobrze, skoro chcesz, pomogę ci. Dobrze.
    >

    -Nie musisz sie mnie bac- odpowiedzial lagodnie Azubin- nie zagrazam Ci. Nie
    mam zamiaru skrzywdzic juz nikogo poza nimi- skrzywil sie bolesnie na
    wspomnienie wizji Sithow Renegatow. A jesli chcesz mi pomoc to przede wszystkim
    uwazaj na siebie i nie daj sie w zaden sposob wykorzystac jego poplecznikom. I
    uwazaj na to, co dzieje sie dookola Ciebie. Boje sie, ze w najblizszych dniach
    znowu sprobuja uderzyc. Chcialbym byc dobrze przygotowany na te okazje i tobie
    tez to radze.
    -Wiecej nie moge chyba od Ciebie zadac- zakonczyl Darth Azubin, jego dawny
    mroczny nauczyciel, nim rozeszli sie w ciemnosciach. Azubin i dziewczynka w
    jedna, a D'e-gean ze swoim uczniem w druga strone.
  • Gość: Xionc IP: proxy / 213.77.7.* 28.10.02, 15:03
    Tej nocy nie mógł zasnąć. To co dowiedział się od Binzat, wstrząsneło nim do
    głębi. Najbardziej nie mógł zrozumieć idei polowania na ludzi, którzy chcieli
    coś zmienić, coś poprawić... Miał szczęście, że 20 lat temu to nie on zginął,
    lecz jego klon.

    Ale nie zmarnował tych dwudziestu lat. Nauczał się walczyć, co wprawiło w
    zdumienie nawet Mrocznego Posłańca. Przeżył co było chyba największym sukcesem.
    I zdobył coś co pozwalało mu właczyć się do gry o najwyższą stawkę... O 2
    miesiące drogi od Corruscant na małej planecie zwanej Yan'oow ukryta była armia
    nowej Federacji, licząca ok. 500 tys. klonów i 2 razy tyle robotów. Laik nie
    mógłby zrozumieć skąd Xionc zdobył środki na utworzenie takiej armii. Ale nie
    on, w końcu najwyższy urzędnik unii przedsiębiorców we wszechświecie...

    Kiedy ukrył się po zamachu na jego życie, najbardziej zaufani zausznicy
    wyruszyli w galaktykę, by sprzedać jego największy skarb: muzealną kolekcję
    starożytnych broni: dział, pistoletów, samolotów, które znalazł kiedyś na
    małej, wymarłej planecie, trzeciej od słońca układu zwanego przez astrologów
    XL800AT... Te Starocie warte były majatek, a on ten majątek jeszcze
    zainwestował, a zdobyte pieniądze jeszcze raz zainwestował. Inwestował we
    wszystko: handel bronią, używkami, żywnością na terenach zniszczonych wojną.
    Posiadał nawet kilka burdeli na Corruscamt, choć nawet najbardziej wprawne oko
    analityka Republiki nie potrafiło odkryć powiązań tych przybytków z nim...

    Wszystkie środki uzyskane z działalności przeznaczał na wojsko, ale najpierw
    tak zabezpieczył planetę by najnowocześniejsze radary nie odkryły, co dzieje
    się na Ya'noow. A teraz armia Nowej Federacji gotowa była do ataku. Teraz tylko
    miał wydać rozkaz, kto zostanie zaatakowany, a w tym celu musiał spotkać się z
    Assetinem...
  • darthazubin 28.10.02, 17:22
    Gość portalu: Xionc napisał(a):

    > Tej nocy nie mógł zasnąć. To co dowiedział się od Binzat, wstrząsneło nim do
    > głębi. Najbardziej nie mógł zrozumieć idei polowania na ludzi, którzy chcieli
    > coś zmienić, coś poprawić... Miał szczęście, że 20 lat temu to nie on zginął,
    > lecz jego klon.
    >
    > Ale nie zmarnował tych dwudziestu lat. Nauczał się walczyć, co wprawiło w
    > zdumienie nawet Mrocznego Posłańca. Przeżył co było chyba największym
    sukcesem.
    >
    > I zdobył coś co pozwalało mu właczyć się do gry o najwyższą stawkę... O 2
    > miesiące drogi od Corruscant na małej planecie zwanej Yan'oow ukryta była
    armia
    >
    > nowej Federacji, licząca ok. 500 tys. klonów i 2 razy tyle robotów. Laik nie
    > mógłby zrozumieć skąd Xionc zdobył środki na utworzenie takiej armii. Ale nie
    > on, w końcu najwyższy urzędnik unii przedsiębiorców we wszechświecie...
    >
    > Kiedy ukrył się po zamachu na jego życie, najbardziej zaufani zausznicy
    > wyruszyli w galaktykę, by sprzedać jego największy skarb: muzealną kolekcję
    > starożytnych broni: dział, pistoletów, samolotów, które znalazł kiedyś na
    > małej, wymarłej planecie, trzeciej od słońca układu zwanego przez astrologów
    > XL800AT... Te Starocie warte były majatek, a on ten majątek jeszcze
    > zainwestował, a zdobyte pieniądze jeszcze raz zainwestował. Inwestował we
    > wszystko: handel bronią, używkami, żywnością na terenach zniszczonych wojną.
    > Posiadał nawet kilka burdeli na Corruscamt, choć nawet najbardziej wprawne
    oko
    > analityka Republiki nie potrafiło odkryć powiązań tych przybytków z nim...
    >
    > Wszystkie środki uzyskane z działalności przeznaczał na wojsko, ale najpierw
    > tak zabezpieczył planetę by najnowocześniejsze radary nie odkryły, co dzieje
    > się na Ya'noow. A teraz armia Nowej Federacji gotowa była do ataku. Teraz
    tylko
    >
    > miał wydać rozkaz, kto zostanie zaatakowany, a w tym celu musiał spotkać się
    z
    > Assetinem...

    < to sie pisze przez jedno "s" ;))>
    -Kanclerz przyjmie pana.
    Te slowa wyrwaly go z zamyslenia, zadumy przypominajacej sen. Podniosl glowe
    i ruszyl za kobieta w liberii Asetina (zawsze dziwilo go, ze ten wolal ludzka
    sluzbe od robotow), w kierunku komnaty Wielkiego Kanclerza.
  • darthazubin 28.10.02, 20:21
    darthazubin napisał:

    > < to sie pisze przez jedno "s" ;))>
    > -Kanclerz przyjmie pana.
    > Te slowa wyrwaly go z zamyslenia, zadumy przypominajacej sen. Podniosl
    glowe
    > i ruszyl za kobieta w liberii Asetina (zawsze dziwilo go, ze ten wolal ludzka
    > sluzbe od robotow), w kierunku komnaty Wielkiego Kanclerza.

    -Witaj Wicekrolu.
    Glos tamtego byl spokojny i matowy- dokladnie taki, jak go zapamietal.
    -Twoja wizyta zaskoczyla mnie <to a propos zarzutow o
    mojej "wszechwiedzy" ;P> ale pozostaje pytanie, czy bedzie to niespodzianka
    mila, czy niesie za soba zlowrogie znaczenie... dla mnie i dla Republiki?
  • darthazubin 28.10.02, 22:05
    darthazubin napisał:

    > -Witaj Wicekrolu.
    > Glos tamtego byl spokojny i matowy- dokladnie taki, jak go zapamietal.
    > -Twoja wizyta zaskoczyla mnie <to a propos zarzutow o
    > mojej "wszechwiedzy" ;P> ale pozostaje pytanie, czy bedzie to niespodzianka
    > mila, czy niesie za soba zlowrogie znaczenie... dla mnie i dla Republiki?

    Xionic przez chwile mierzyl wzrokiem wysokiego mezczyzne w purpurowej szacie
    Wielkiego Kanclerza. Asetine bardzo postarzal sie przez te wszystkie lata.
    Czarny klejnot zawieszony na jego piersiach zdawal sie lekko pulsowac... jakby
    zyl wlasnym zyciem. To skojarzenie pierwsze przyszlo mu do glowy. Czul niemal
    namacalna groze bijaca od tego przedmiotu.
  • Gość: Xionc IP: proxy / 213.77.7.* 29.10.02, 10:38
    - Witaj Kanclerzu - niezamierzony efekt drżenia głosu lekko wyproadził go z
    równowagi, ale musiał to spowodować kryształ...
    - Cóż, żyjesz jednak, Wicekrólu? - Asetine nie udawał zdziwienia - mogłem się
    tego spodziewać.. - "chyba jednak nie - pomyślał Xionc" - Potrzeba nam ludzi
    takich jak ty...
    - Pochwały nie wyprowadzają mnie z równowagi i nie zbijają z tropu, Kanclerzu.
    Przejdźmy do rzeczy... Jest człowiek, który przez ostatnich 20 lat zgromadził
    wielkie siły, mogące odeprzeć najazd wrogów Republiki. Siły te znajdą się tu na
    Corruscant w ciągu 2 miesięcy... Ale to ja, by skontaktować się z dowódcą, hm,
    właścicielem tej armii potrzebuję ochrony... całodowbowej. Jeż nie raz
    nastawano na moje życie, a nie chciałbym umrzeć jako bohater i męczennik. W
    ogóle nie chcę na razie umrzeć... Czego pragnę w zamian - niewiele!
    Przyzwolenia na odbudowę Federacji Handlowej, odnowienia wszystkich szlaków i
    zgody na wykoszenie konkurencji. Tylko tyle
    Asetine trwał w zamyśleniu, a Xionc kontynuował:
    - Żeby użyć tej armii muszę wystapić na Forum Senatu jako nowy minister Wijny i
    Handlu. Mój zaufany przyjaciel wprowadzi statki z armią na orbitę i wyplenimy
    wszelkich wrogów Republiki raz na zawsze. Potem zostanie już tylko pościg za
    szczurami, które przeżyją pierwsze natarcie.
    - Wiem, że ta propozycja zaskoczyła cię więc teraz odejdę, ale liczę że
    odpowiesz wkrótce...
  • darthazubin 29.10.02, 18:59
    Gość portalu: Xionc napisał(a):

    > - Witaj Kanclerzu - niezamierzony efekt drżenia głosu lekko wyproadził go z
    > równowagi, ale musiał to spowodować kryształ...
    > - Cóż, żyjesz jednak, Wicekrólu? - Asetine nie udawał zdziwienia - mogłem się
    > tego spodziewać.. - "chyba jednak nie - pomyślał Xionc" - Potrzeba nam ludzi
    > takich jak ty...
    > - Pochwały nie wyprowadzają mnie z równowagi i nie zbijają z tropu,
    Kanclerzu.
    > Przejdźmy do rzeczy... Jest człowiek, który przez ostatnich 20 lat zgromadził
    > wielkie siły, mogące odeprzeć najazd wrogów Republiki. Siły te znajdą się tu
    na
    >
    > Corruscant w ciągu 2 miesięcy... Ale to ja, by skontaktować się z dowódcą,
    hm,
    > właścicielem tej armii potrzebuję ochrony... całodowbowej. Jeż nie raz
    > nastawano na moje życie, a nie chciałbym umrzeć jako bohater i męczennik. W
    > ogóle nie chcę na razie umrzeć... Czego pragnę w zamian - niewiele!
    > Przyzwolenia na odbudowę Federacji Handlowej, odnowienia wszystkich szlaków i
    > zgody na wykoszenie konkurencji. Tylko tyle
    > Asetine trwał w zamyśleniu, a Xionc kontynuował:
    > - Żeby użyć tej armii muszę wystapić na Forum Senatu jako nowy minister Wijny
    i
    >
    > Handlu. Mój zaufany przyjaciel wprowadzi statki z armią na orbitę i wyplenimy
    > wszelkich wrogów Republiki raz na zawsze. Potem zostanie już tylko pościg za
    > szczurami, które przeżyją pierwsze natarcie.
    > - Wiem, że ta propozycja zaskoczyła cię więc teraz odejdę, ale liczę że
    > odpowiesz wkrótce...


    "Zgadzam sie" odpowiedz Kanclerza nadeszla zaskakujaco szybko.
    "Zgadzam sie na wszystkie warunki. Zostaniesz Ministrem Wojny i Handlu, oraz
    przewodniczacym Senatu, Federacja odzyska wszystkie swoje przywileje, a ty
    staniesz sie jednym z czlonkow Komisji, ktora stworzy nowy porzadek, kiedy ja
    juz odejde. W zamian za to oczekuje wszelkiej pomocy, jakiej bedziesz w stanie
    mi udzielic. Najpierw jednak musze opowiedziec Ci o zagrozeniu, bo te "szczury"
    moga sie okazac potezniejsze niz myslisz, mozesz wyznaczyc miejsce i termin
    spotkania- jesli chcesz, to na neutralnym gruncie"
  • an-nah 29.10.02, 14:56
    Niestety, z wielu powodów nie mogę kontynuowac udziału w
    grze. Prosze, zabijcie mnie szybko i bezboleśnie...

    --
    "Their destiny was foreordained"
    X-1999
  • digan 29.10.02, 15:33
    an-nah napisała:

    > Niestety, z wielu powodów nie mogę kontynuowac udziału w
    > grze. Prosze, zabijcie mnie szybko i bezboleśnie...
    >

    Dobra, biorę to na siebie. Przyda mi się ta scena do późniejszego ciągu
    historii.

    Obudził ją brzdęk. Jej zmysły były wyczulone. Lata nauki. Mocą przyciągła do
    siebie miecz, starając się nie hałasować.
    W jej hotelowym pokoju była postać.
    - Muszę to zrobić... - Sykła. Miała w sobie moc. - Tu chodzi o równowagę.
    An0-Nah błysła swym mieczemi stanęła gotowa do boju, odziana tylko w bielizne
    <umm... jak jabym chciał tam być :D> Postać także wyciągła rękojeść i swego
    miecza i opdaliła ją.
    Z miecza zaczłey się wysuwać teleskopowo ustawiono prążki, opadające luźno.
    Sznurek zaświecił sie.
    Bicz świetlny.
    Takiej broni jawnie od wieków nikt nie urzywał. I już dawno nie nauczano, jak z
    nią walczyc.
    Zaczęła się walka.
    An-Nah starał się być jak najszybsza w walce. Nie pomagało. Z trudem udawało
    się jej zbliżyć do przeciwnika.
    Nagle poczuła silny gorąco i zapach spalającego się mięsa.
    Zostały z niej tylko szaty.

    <Wiem, że bicz świetlny to nieco dziwna broń, ale podobno jest cos takiego w
    świecie SW>
  • mikolaj7 29.10.02, 18:52
    do kitu......
  • darthazubin 29.10.02, 21:59
    Azubin poczul to. Tak jak chyba wszyscy wladajacy moca. Jego wychowanke cala
    noc dreczyly koszmary. On sam tez nie mogl dlugo dojsc do siebie. Sygnal byl
    wyrazny. Pochodzil z Couruscant. Ta, od ktorej wszystko sie zaczelo nie zyla. I
    ktokolwiek to zrobil musi za to zaplacic... choc sam nie byl pewny czy zdola to
    zrobic.
    Rozkazal odzyskac jej cialo. Urzadzil pogrzeb, jakiego Republika nie widziala
    od dziesiecioleci. Osobiscie odprowadzal trumne do glownego sarkofagu w
    Akademii...
    Przestrzegano calego ceremonialu. Wydawalo sie, ze jest jak dawniej. Ze
    wszystko jest w porzadku...
    Ale nie bylo.
  • mikolaj7 29.10.02, 19:05
    Mikolaj wyczul niespodziewany impuls. Cos bardzo, bardzo
    gleboko odbilo sie w Polu Mocy. Czyjas smierc. Musial
    umrzec wielki Jedi... albo wielu, wielu ludzi. Jakakolwiek
    nie okazalaby sie prawda nalezalo dzialac szybciej.
    Ostatnie dni spedzone na Nowym Alderaanie daly mu
    rozeznanie w obecnej sytuacji politycznej w calej
    republice, a nawet i za nia... Spokojnie przemierzajacy
    galaktyke rycerze Jedi zbierali dla niego wazne informacje.
    Nadszedl czas na spotkanie. Z kim? Z Asetinem? A moze
    odszukac Binzata? A to przeciez nie byli jedyni uczestnicy
    tej niebezpiecznej gry.
    Nagle odezwal sie jego osobisty komunikator. Stare,
    nieuzywane w Republice od kilkunastu lat urzadzenia
    zapewnialy o wiele wieksze bezpieczenstwo transmisji niz
    najnowsze komunikatory, z mysla o ktorych projektowano
    deszyfratory, dekodery i podsluchy.
    - Mikolaj - odezwal sie Mistrz.
    Po drugiej stronie trzaski, cena za bezpieczenstwo
    przekazu. Przez zaklocenia przebil sie glos.
    - ...wi Ra... Veton. Je...em na Coruscant. Nie uwierz...
    ...owca glow, ktorego z...palem mial zle... na Wicekrola
    Xionca... - nastapila dluzsza przerwa.
    - Raghs, czekaj - krzyknal Mikolaj, zapominajac, ze to nic
    mu nie pomoze - powiedz cos wiecej...!
    Kontakt sie urwal. Niestety na Coruscant linie
    komunikacyjne ciagle byly niewystarczajace, co
    powodowalo najwieksze zaklocenia w Republice.
    Wiec Xionc zyje, pomyslal Mikolaj, to najlepsza wiadomosc,
    jaka uslyszalem od mojego powrotu.
  • darthazubin 30.10.02, 22:33
    Jesli tak to prosze o wiadomosc. Sam tego ciagnac nie bede (tzn. jesli nikt sie
    nie dopisze przez nastepne 3 dni, to dodam 2-3 posty konczace fabule, tak dla
    porzadku).
  • mikolaj7 31.10.02, 10:37
    bez Perlotiel ciezko bedzie cokolwiek ciagnac!!
  • darthazubin 31.10.02, 17:27
    mikolaj7 napisał:

    > bez Perlotiel ciezko bedzie cokolwiek ciagnac!!


    Odezwala sie!!!!! Mozna miec nadzieje, ze niedlugo sie pojawi.
    A jesli chodzi o najblizsze 3 dni to ja tez z najwyzej raz sie pojawie (to a
    propos Xionica)
  • Gość: Xionc IP: proxy / 213.77.7.* 31.10.02, 15:45
    Mam prośbę o dyspensę do poniedziałku - wyjeżdżam dziś, ale od poniedziałku
    będę miał stałe łącze i będę pisał więcej i częściej....
  • perlotiel 01.11.02, 18:36
    znow tu byla. przeszlo dwadziescia lat temu przyrzekla sobie, ze os smierci
    Mistrza Luke'a nigdy wiecej nie powroci do tego miejsca. jednak obecna sytuacja
    wymagala jej interwencji. jej byly dom rozpadal sie. i nikt nie umial temu
    zaradzic. i ta zblizajaca sie zaglada. Luke zdazyl ja uprzedzic pred
    niebezpieczenstwem "nie wiadomo kiedy to nastapi. za 10, 20, 30, 100, a moze i
    za 1000 lat. ale jedno jest pewne. szansa na ocalenie jest nikla" znal ta
    przepowiednie od dawna. teraz wszystko zalezalo od niej. to ona byla w
    posiadaniu ostatniej czesci krysztalu, na ktorym tak bardzo zalezalo Azubinowi.
    wiedziala, ze jesli chce ocalic to miejsce musi mu go przekazac, jednak wciaz
    nie mogla mu wybaczyc usmiercenia Luke'a. doskonale wiedziala, ze to on
    podtruwal i oduzal Mistrza, zeby wszyscy uwazali go za niepoczytalnego. nie
    miala na to dowodow, ale byla pewna. zreszta krysztal to nie wszystko.
    nikt,nawet najpotezniejszy Jedi czy Sith nie byl w stanie pokonac zblizajacej
    sie zaglady tylko przy pomocy krysztalu. byla jeszcze perla... ale komu ja
    przekaze jeszcze nie wiedziala... "musze miec stuprocentowa pewnosc co do
    osoby, na ktorej spocznie odpowiedzialnosc za Coursaint."
  • Gość: digan IP: *.pl / 217.117.129.* 02.11.02, 09:15
    <widze, że Perlotiel powróciła... Miłej gry, słonko :)>

    Radar wskazaywał już tylko budynki. rzadnych źródeł Mocy. Eli-hiko i D`e-gean
    nie mieli nic już do szukania na tej planecie. Już nie mówiąc o krysztale.
    - No miło nam było. - Stwierdził D`e-gean. - Namieżyliśmy kilku agentów
    Mikołaja, Kilku Sithów, kilka dzieci zdolnych władać mieczem. Ale nie
    kryształu.
    Wtem radar rozbuczał się(było to urządzenie okropnie stare, potrafiące tylko
    buczeć). Wskazywał aż dwa źródła.
    Jedno na lotnisku:
    - Ktoś przybył - Stwierdził spokojnie Eli-Hiko.
    I ktoś się pojawił północnej części miasta.
    - Chodźmy na północ!
    poszli.

    d.i.g.a.n. :P

  • mikolaj7 04.11.02, 19:36
    Mikolaj probowal bezskutecznie skontaktowac sie z
    Xionc`em. Spieszylo mu sie - o jego pobycie w Republic
    moglo wiedziec juz zbyt wiele osob. Zwlaszcza, ze stracil
    kontakt z jednym ze swoich szpiegow. Nie byl Jedi, wiec tez
    nie mozna bylo miec pewnosci, ze nie zdecyduje sie mowic
    przeciwko swojemu pracodawcy.
    Tymczasem stary komunikator wreszcie zlapal sygnal
    Xionca. Na Coruscant. W budynkach rzadu Republiki. Mikolaj
    zmarszczyl brwi, ale nie zdecydowal sie odstapic od
    swojego planu.
    - Wicekrolu. Czekam na kontakt. Mikolaj.
    Lakoniczna wiadomosc poszla w eter. Teraz pozostalo
    czekanie na odpowiedz.
    I medytacja. Nieokreslone zagrozenie nasilalo sie. W
    Republice pojawil sie kolejny potezny Jedi. To mozna bylo
    wyczuc w Mocy, nie bez trudu, ale przy tak malej liczbie
    istot wladajacych Moca, Mikolajowi sie udalo. Nie byl to
    zaden Jedi, Sith tez nie. Pozostala tylko jedna mozliwosc...
    Ona wrocila. A z nia jeden fragment krysztalu. Kto ma
    reszte i do czego ja uzyje?
  • Gość: Xionc IP: proxy / 213.77.7.* 05.11.02, 09:46
    - Pozdrowienia Mikołaju - Xionc odezwał się pierwszy i uścisnął mocno dłoń
    największego z żyjących Jedi. - Nie będę ukrywał, że sytuacja jest tragiczna.
    Mroczne siły Sithów zbliżają się do Corruscant by już ostatecznie przejąć
    władzę nad republiką. Obawiam się, że moja armia może nie zdążyć. W tej
    sytuacji pozostaje nam jedynie odnalezienie kryształu i wykorzystanie go w
    walce. Mamy mało czasu...
    Mikołaj przytaknął...
    - Mam wieści, że Dee'gan może być blisko odnalezienia kamienia. Wiadomo ci coś
    na ten temat?
  • darthazubin 05.11.02, 20:09
    A wiec zaczelo sie.
    Azubin zakaszlal. Plul krwia. Byl chory i nie mial pojecia, jak dlugo jeszcze
    bedzie w stanie niesc ciezar zawieszony na jego piersiach.Mroczny krysztal
    pulsowal swoja Ciemna Moca.
    Wszyscy poszukiwali krysztalu. Wszyscy, ktorzy brali udzial w poczatku
    wielkiej wojny domowej powrocili. Smierc An-Nah powaznie wplynela na rownowage
    sil. Perlotiel miala krysztal. A w tym wszystkim byl jeszcze D'e-gean. Czy po
    tych wszystkich latach mogl mu jeszcze ufac? Czy ich nowo zawarte przymierze
    okaze sie trwale? A co z Xioniciem? Wciaz nie mial jego odpowiedzi.
    No i byl jeszcze Mikolaj. Jego potega mogla przewazyc szale w tym starciu.
    Mocy mistrza Jedi nie mozna bylo lekcewazyc.
    A niebezpieczenstwo zblizalo sie.
    Zamyslil sie. Dawno nie wysylal przekazow telepatycznych. Ale mogl byc niemal
    pewien, ze laczaca ich wiez nie wygasla "Perlotiel. jestem gotow na spotkanie".
    Nastepnie goncy wyruszyli na poszukiwanie Xionica i Mikolaja, podczas gdy inny
    poslaniec udal sie do D'e-geana, aby zapytac, jak ida poszukiwania.
    Karty zostaly rozdane..
    Zachwial sie i nagle poczul drobna dlon na swoim ramieniu. Dziewczynka wlala
    w niego swoja moca. Ich spojrzenia spotkaly sie? Pomogla mu kolejny juz raz.
    Nie byl pewien, czy zdolalby wytrwac bez niej tak dlugo...
    Gdyby tylko zdjal krysztal... Ale tego nie mogl zrobic. Chwila nieuwagi i
    wrog mogl osiagnac przewage, ktorej nie daloby sie juz zniwelowac.
    Skupil sie, siegajac mysla gleboko poza galaktyke, w ktorej przebywali. Jego
    umysl napotkal potezna jazn przedwiecznego zdegenerowanego Sitha. Wiele godzin
    trwala ta walka, lecz podroz pieklienego pojazdu zostala znow nieco
    spowolniona. Zyskal moze kilka dni...
    Wiedzial jednak, ze nie zdola ich powstrzymac, dopoki nie usunie drobnej
    skazy na scianie krysztalu. Najmniejszy z brakujacych fragmentow tej ukladanki.
    Pomyslal, ze ta ukladanka przypomina ich wszystkich- Perlotiel, Mikolaja, D'e-
    geana, Xionica, An-Nah, jego. Ta ukladanka tez utracila jeden z elementow. Czy
    mogla go zastapic jego uczennica lub uczen D'e-geana? A moze ktos nowy, ktos o
    kim nie odwazyl sie dotad pomyslec?
    Tego nie wiedzial.
  • Gość: Xionc IP: proxy / 213.77.7.* 06.11.02, 09:34
    Otrzymał wiadomość od Azubiuna. Zmartwił go fakt śmierci An-nah i to, że
    równowaga Mocy znów został zachwiana. Z informacji przenikał głęboki smutek i
    lęk przed nieznanym. Lekko dziwił go stan ducha Azubina, Jedi i Sithowie raczej
    nie odczuwali strachu...

    Tymczasem głównodowodzący jego armii donosił, że niespodziewany deszcz asteroid
    nadwerężył jego flotę i na Corruscant wojsko przybędzie dopiero za kilkanaście
    dni... To bardzo źle... Mogą przybyć za późno, gdy już będzie po wszystkim...

    Dobrze, że posiedzenie Senatu zostało przełożone ze względu na chorobę
    Asetine'a... Jednak czas płynie szybko...
  • darthazubin 06.11.02, 18:12
    -Stoj!
    Odwrocil sie slyszac te slowa.
    Siedmiu. Trzech zwyklych oprychow i czterech kryjacych sie w mroku nocy
    zabojcow. Glupcy! Czy naprawde wierzyli, ze zwykli siepacze zdolaja dac mu
    rade... nawet teraz, gdy byl slaby i zmeczony?
    Ruszyli. Dobyl miecza i lekkim ruchem odbil strzal blastera. Kilka kolejnych,
    szybkich i pelnych gracji skokow i dwoch padlo bez zycia.
    Wtedy z ciemnosci wynurzyli sie zabojcy. Niemal niewidoczni dla zwyklego
    czlowieka. Ostrza ich swietlnych mieczy wydawaly sie stapiac z szybko
    gestniejacym mrokiem.
    Ale dla niego nie bylo to zadnym problemem. Mimo to przez kilka chwil ciezko
    oddychal po pozbawieniu ich zycia. Wciaz byl dobry. Jeden z najlepszych, choc
    bylo kilku szermierzy, ktorzy bez trudu mogli dac mu rade...
    Jednemu pozwoli zyc.
    -Powiedz swoim panom, ze nie tak latwo mnie zabic!
    Szybkim krokiem wrocil do swojej siedziby. Wiedzial, ze duzo ryzykowal tym
    wyjsciem, ale musial sprawdzic sily przeciwnika.
    Posiedzenie senatu. Caly czas je odraczal, ale nie mogl tego robic juz zbyt
    dlugo. Wiedzial, ze na kolejnym posiedzeniu walki sie zaczna. Wszyscy wiedzieli
    juz, ze niedlugo ustapi. Frakcje szykowaly sie do walki. A on nie chcial, zeby
    wladza dostala sie w rece kogos nieodpowiedniego. Bylo kilka osob, ktore mogly
    stanac na czele rzadu Republiki, sam ich uczyl, ale nie wiedzial, ktory bedzie
    najlepszy.
    Jego uczennica czekala na niego.
    -Co sie dzieje mistrzu?- patrzyla na niego zmartwiona.
    Musial wygladac bardzo zle. Dopiero w tym momencie zdal sobie sprawe, ze jest
    lekko drasniety. Milczal, kiedy medyk opatrywal mu rane.
    Byl juz naprawde zmeczony. A niebezpieczenstwo zblizalo sie ku nim.
    Doniesiono mu o zblizaniu sie wielkiej armii. A wiec Xionic wrocil do gry...
    Mial nadzieje, ze jako przyjaciel i ze te sily wystarcza, aby odeprzec pierwsze
    natarcie wroga, bo na wiecej posilkow nie mogl raczej liczyc...
  • Gość: Xionc IP: proxy / 213.77.7.* 07.11.02, 09:57
    Informacje przesyłane przez gońców Asetine'a były coraz bardziej niepokojące...
    Jeszcze nikt nie próbował bezpośredniego ataku na kanclerza... Rzeczywiście
    walka frakcji (szczególnie tych sponsorowanych przez renegackich Sithów)
    stawała się coraz ostrzejsza. Jasne było, że jeśli w ciągu najwyżej tygodnia
    nie odbędzie się posiedzenie Senatu odsuwające od władzy zdrajców (nawet za
    cenę rozlewu krwi), los a nawet instnienie galaktyki jest zagrożone. Dobrze, że
    podróż armii zbliża się ku końcowi. Byli już u krańców układu Corruscant. "Za 5
    dni będę ostatecznie gotowy by rozprawić się z naszymi wrogami. Niech Moc
    będzie (przynajmmniej) z Tobą" - ironicznie zakończył holo-wiadomość dla
    Asetine'a....
  • mikolaj7 06.11.02, 18:16
    Gość portalu: Xionc napisał(a):

    > - Pozdrowienia Mikołaju - Xionc odezwał się pierwszy i uścisnął mocno dłoń
    > największego z żyjących Jedi. - Nie będę ukrywał, że sytuacja jest tragiczna.
    > Mroczne siły Sithów zbliżają się do Corruscant by już ostatecznie przejąć
    > władzę nad republiką. Obawiam się, że moja armia może nie zdążyć. W tej
    > sytuacji pozostaje nam jedynie odnalezienie kryształu i wykorzystanie go w
    > walce. Mamy mało czasu...
    > Mikołaj przytaknął...
    > - Mam wieści, że Dee'gan może być blisko odnalezienia kamienia. Wiadomo ci coś
    > na ten temat?

    - Nie wiem nic o De`geanie. Cala sytuacja bardzo sie
    skomplikowala. Zaryzykuje nawet stwierdzenie, ze oboje
    wiemy tak samo malo. Dlatego ja podziele sie z Toba moja
    wiedza. A o tym nie wie nikt. Chce zawrzec z Toba pakt.
    Zbliza sie wojna. Ty dysponujesz armia, ja tez mam swoja...
    - Xionc uniosl brwi ze zdziwienia - tak, armia Jedi. Nie, nie
    klony. Kilka tysiecy ludzi, rycerzy Jedi. Moga pomoc w
    kierowaniu Twoja armia. to sa klony..? roboty? Mozemy
    polaczyc sily.
    Mikolaj przerwal na chwile, ale Xionc nie kwapil sie do
    zabraniu glosu, przynajmniej nie teraz.
    -Nikomu nie zlozylem jeszcze takiej oferty i nie zloze.
    Predzej usuniemy sie w cien na czas kolejnej wojny. Jesli
    przyjmiesz moja propozycje, po wojnie zaprowadzimy
    porzadek w Republice i powrocimy do stanu sprzed 70lat,
    sprzed narodzin Anakina Skywalkera. Ty, ja i Luke
    Skywalker... On zyje i w kazdej chwili moze poprowadzic
    Armie Jedi do boju. Nikt nie dowie sie o naszym przymierzu
    do czasu pierwszej ofensywy, a wtedy dla wrogow bedzie
    juz za pozno.
    Mikolaj skonczyl, Xionc powoli saczyl Waihirianskie wino...
  • Gość: Xionc IP: proxy / 213.77.7.* 07.11.02, 09:51
    - Szkoda, że ta propozycja przychodzi tak późno - odparł Xionc odstawiając
    puchar z winem - Wielka szkoda... Mam już zobowiązania wobec innych osób
    potężnych osób... Ale mam dla ciebie propozycję - połączmy siły pod moim
    dowództwem, a ty przybądź na posiedzenie Senatu, które Asetine niedługo zwoła.
    Myśli że to co zostanie tam powiedziane, na pewno Cię zainteresuje...
  • darthazubin 07.11.02, 14:35
    Asetine nieruchomo stal na tarasie Palacu WIelkiego Kanclerza.
    Na kolejny ranek zwolal posiedzenie Senatu. Czul goraczkowe przygotowania
    swoich wrogow. Gdy zblizal dlon do krysztalu mogl nawet slyszec ich rozmowy i
    mysli- nie kryli sie daleko. Wszyscy mieszkali w okolicznych willach.
    I pomyslec, ze wszystko zawdzieczali jemu. Wybieral mlodych zdolnych
    lokalnych politykow z poszczegolnych planet. Uczyl ich wszystkiego, wciagnal
    ich do Senatu, z prowincjonalnych urzednikow uczynil politykami na skale
    Galaktyki. a oni tak mu sie odplacali. Z wyjatkiem kilku, ktorzy pozostali mu
    wierni- na szczescie ta frakcja byla wciaz najsilniejsza- zaczeli walczyc o
    swoje wlasne wplywy.
    Jak bardzo byli zalosni. Dla swoich marnych interesow i krotkowzrocznych,
    niewiele wartych ambicji narazali swojego dobroczynce, a wraz z nim cala
    Republike, na wielkie niebezpieczenstwo. Wiedzial, ze kilku podpisalo pakt z
    renegackimi Sithami. Glupcy! Jakby nie znali historii i nie wiedzieli, jak
    koncza sie wszystkie uklady z diablem.
    -Generale- powiedzial do H'yudoriana- prosze przygotowac wszystkie sily,
    ktore jeszcze mamy. Czy nasza flota jest na obrzezach ukladu gwiezdnego.
    General skinal glowa.
    -Zgodnie z panskimi rozkazami nie zatrzymywalismy tych, ktorzy pojawili sie
    dwa dni temu.
    Flota Xionica. Asetine usmiechnal sie do siebie. Nie byliby nawet w stanie
    jej powstrzymac. Flota i Armia Republiki... te slowa brzmialy zbyt dumnie wobec
    tego, co byli w stanie zmobilizowac w tak krotkim czasie.
    Wciaz nie wiedzial co planuje Mikolaj. Jednego byl pewien. Byl juz na
    Couruscant. Moglby dowiedziec sie czegos wiecej, ale to wymagaloby uzycia
    krysztalu, a tego nie chcial robic... zbyt wiele sil juz poswiecil. Nie mogl
    sie odslaniac to bylo zbyt niebezpieczne. Juz raz probowali go zabic.
    Nie pozostawalo nic innego, jak czekac na posiedzenie Senatu.
  • digan 07.11.02, 17:45
    Wysłannik Azubina namierzył ich.
    Wpadł na stary strych, gdzie odrazu usłyszał buczenie mieczy i szelest bicza
    świetlnego.
    D`e-gean lerzał na ziemi, z poranionymi kończynami. Miał je całe naszczęście.
    Młodzik, Eli-hiko Walczył z Morderczą bronią.
    - Dalej nie dacie mi kryształu? - Syczał Zabójca.
    - Nie wiem o czym mówisz!
    Nagle bicz mignła prawie niezauważalnie i sławetny podwójny miecz, jedna z
    ostatnich tego typu broni rozwaliła się.
    A z jej wnętrza wyleciał kryształ.
    Eli-Hiko kolejnym mignięciem stracił ręke.
    Padł na ziemię.
    Wysłannik oddał kilka wystrzałów z blastera, które jednak trudno odbić taką
    bronią jak bicz.
    Jednak wojownik nie mógł się wycofać, gdy miał przed sobą kryształ.
    Wysłannik MUSIAŁ ich uratować. Napewno by to przyniosło mu uznanie w oczach
    jego szefa.
    Rzucił na ziemię tablicę która otwarła się, tworząc małą kapsułę, Teleporter.
    Strzelając do łowcy głów szybko wrzucił do środka dwóch wojowników, kryształ i
    odpalił teleporter.
    W halu bióra Asentine`a, gdzie wylądowali, wyłączył natychmiast teleporter.
    Teraz już czekał tylko na szefa...


  • darthazubin 07.11.02, 20:03
    digan napisał:

    > Wysłannik Azubina namierzył ich.
    > Wpadł na stary strych, gdzie odrazu usłyszał buczenie mieczy i szelest bicza
    > świetlnego.
    > D`e-gean lerzał na ziemi, z poranionymi kończynami. Miał je całe naszczęście.
    > Młodzik, Eli-hiko Walczył z Morderczą bronią.
    > - Dalej nie dacie mi kryształu? - Syczał Zabójca.
    > - Nie wiem o czym mówisz!
    > Nagle bicz mignła prawie niezauważalnie i sławetny podwójny miecz, jedna z
    > ostatnich tego typu broni rozwaliła się.
    > A z jej wnętrza wyleciał kryształ.
    > Eli-Hiko kolejnym mignięciem stracił ręke.
    > Padł na ziemię.
    > Wysłannik oddał kilka wystrzałów z blastera, które jednak trudno odbić taką
    > bronią jak bicz.
    > Jednak wojownik nie mógł się wycofać, gdy miał przed sobą kryształ.
    > Wysłannik MUSIAŁ ich uratować. Napewno by to przyniosło mu uznanie w oczach
    > jego szefa.
    > Rzucił na ziemię tablicę która otwarła się, tworząc małą kapsułę, Teleporter.
    > Strzelając do łowcy głów szybko wrzucił do środka dwóch wojowników, kryształ
    i
    > odpalił teleporter.
    > W halu bióra Asentine`a, gdzie wylądowali, wyłączył natychmiast teleporter.
    > Teraz już czekał tylko na szefa...
    >
    >
    <Troche sie zgubilem. Kto naslal zabojce? Mam nadzieje, ze nie ja ;))>

    Asetine wyczul, ze cos stalo sie i to niedaleko,w jego palacu. Zaklal. Nie
    potrzeba mu bylo zadnych dodatkowych klopotow. Posiedzenie Senatu zaczynalo sie
    za kilka godzin. Cale Couruscant bylo pelne zabojcow i lowcow nagrod. Mieli
    zlecenia na nich wszystkich. Czul, ze w najblizszych dniach na planecie bedzie
    jak na strzelnicy.
    A teraz cos pojawilo sie w jego palacu...
    Powoli zaczal wyczuwac charakter tej mocy. To moglo byc to na co oczekiwal.
    Gdy szedl czarny plaszcz zakryl jego cialo. Dlon polozyl na broni,
    przygotowujac sie na odparcie mozliwego ataku.
    -Witaj D'e-geanie- powiedzial spokojnie, z dobrodusznym usmiechem- dawno sie
    nie widzielismy.


  • Gość: Dorquon IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.11.02, 18:29
    Otworzył powoli oczy. Poczuł chłód pod plecami. Głowa strasznie go bolała.
    Jakieś sylwetki pochylały się nad nim... coś mówiły...Spróbował zebrać myśli.
    Trzęsącą się dłonią pomacał głowę, wydawało się, że poza sporym guzem nic mu
    nie dolega. Wstał i zatoczył się z trudem utrzymując równowagę. Spróbował
    przypomnieć sobie skąd się tu wziął, im dłużej się nad tym zastanawiał, tym
    większe miał wątpliwości jak się nazywa, gdzie się znajduje i kim jest.
    Rozejrzał się powoli. W odległości ledwie parunastu kroków leżał płonący wrak
    niewielkiego statku.
    Po chwili, odpychając gapiów odkuśtykał z miejsca katastrofy.
    Cały dzień snuł się bez celu po ulicach.

  • darthazubin 08.11.02, 20:19
    Gość portalu: Dorquon napisał(a):

    > Otworzył powoli oczy. Poczuł chłód pod plecami. Głowa strasznie go bolała.
    > Jakieś sylwetki pochylały się nad nim... coś mówiły...Spróbował zebrać myśli.
    > Trzęsącą się dłonią pomacał głowę, wydawało się, że poza sporym guzem nic mu
    > nie dolega. Wstał i zatoczył się z trudem utrzymując równowagę. Spróbował
    > przypomnieć sobie skąd się tu wziął, im dłużej się nad tym zastanawiał, tym
    > większe miał wątpliwości jak się nazywa, gdzie się znajduje i kim jest.
    > Rozejrzał się powoli. W odległości ledwie parunastu kroków leżał płonący wrak
    > niewielkiego statku.
    > Po chwili, odpychając gapiów odkuśtykał z miejsca katastrofy.
    > Cały dzień snuł się bez celu po ulicach.
    >

    Dziewieciu... dziewieciu zabojcow w ciagu siedemnastu godzin.
    Z pewnoscia nie byl to rekord, ale wynik jednak imponujacy.
    Kilku jego osobistych straznikow musialo pozegnac sie z zyciem. On sam tez
    mial coraz wiecej trudnosci. Byli dobrzy, nawet bardzo dobrzy. Ktokolwiek ich
    naslal, znal sie na swojej robocie. Nie byl pewny, czy to renegaci, czy moze
    ktos inny probuje waczyc sie do gry. Renegaci mieli coraz mniej powodu, zeby to
    zrobic. Byli juz bardzo blisko momentu, kiedy mogli uderzyc osobiscie... nie
    byl pewny, czy chcieliby tracic czas na tak subtelne proby usuniecia swojego
    glownego wroga.
    Niepokoily go wiesci dotyczace kolejnych zabojcow, ktorzy przybywali ze
    wszystkich stron wszechswiata. Ich zlecenia byly najrozniejsze- Perlotiel,
    Mikolaj, Xionic, D'e-gean <kolejnosc przypadkowa, prosze sie nie obrazac,
    wszystkich cenie tak samo ;)))> i wreszcie on sam.
    Azubin nie przywykl sie bac. Owszem lekiem napelniala go mozliwosc spotkania
    z Niepojetym, ktore zblizalo sie ku nim wraz z Sithami renegatami. Coraz
    wyrazniej czul to przez pulsujacy na jego piersiach krysztal.
    Teraz jednak dolaczyl do tego kolejny lek. Podobno najlepszy, najslynniejszy
    z zabojcow, ktorego imienia nie znal nikt, a ktory nigdy nie zawodzil, zdolal
    przedrzec sie przez ochronne bariery. A to znaczylo, ze mogl byc juz
    gdziekolwiek na Couruscant. Nikt nie wiedzial, jak sie nazywa, jak wyglada,
    jakie sa jego (jej?) mozliwosci. Nikt nie wiedzial tez gdzie uderzy.
    Mogl tylko ostrzec pozostalych i czekac na rozwoj wydarzen. Do rozpoczecia
    posiedzenia Senatu bylo coraz mniej czasu...
  • perlotiel 09.11.02, 19:03
    juz zdecydowala- ostatnia czesc krysztalu trafi do Azubina. ale co z perla? tez
    nalezy sie jemu? a moze rozsadniej byloby powierzyc ja komus innemu, komus do
    kogo ma zaufanie. ale do kogo? "bede musiala sobie uciac krotka rozmowe z
    kilkoma 'kandydatami'". w tej chwili olbrzymi salon wypelnil sie swiatlem.
    Perlotiel wstala z krzesla ustawionego w kacie.
    "witaj Azubinie"
    Azubin nie mogl uwierzyc w to co zobaczyl... Perlotiel nie zmienila sie
    fizycznie ani troche od ich ostatniego spotkania...
  • darthazubin 09.11.02, 19:40
    perlotiel napisała:

    > juz zdecydowala- ostatnia czesc krysztalu trafi do Azubina. ale co z perla?
    tez
    >
    > nalezy sie jemu? a moze rozsadniej byloby powierzyc ja komus innemu, komus do
    > kogo ma zaufanie. ale do kogo? "bede musiala sobie uciac krotka rozmowe z
    > kilkoma 'kandydatami'". w tej chwili olbrzymi salon wypelnil sie swiatlem.
    > Perlotiel wstala z krzesla ustawionego w kacie.
    > "witaj Azubinie"
    > Azubin nie mogl uwierzyc w to co zobaczyl... Perlotiel nie zmienila sie
    > fizycznie ani troche od ich ostatniego spotkania...

    A wiec jednak... pomyslal. Wszystkie elementy ukladanki zaczynaja sie skladac
    w logiczna calosc. Pojawienie sie Perlotiel bylo kolejnym w ciagu ostatnich
    kilku tygodni wydarzeniem, ktore wstrzasalo rownowaga sil.
    -Swietnie wygladasz- stwierdzil- chcialoby sie powiedziec, ze mlodziej, niz
    niegdysc.
    Jednoczesnie przeksztalcil sie z Asetina w Sitha.
    -Wyczuwam ze masz cos, co jest niezbedne, aby ocalic nas wszystkich- uniosl
    ku gorze krysztal, eksponujac jego brakujacy odlamek- to dziwne... pojawiasz
    sie po tylu latach, posiadajac to, czego wszyscy szukaja. No, ale zawsze
    lubilas dobre wejscia.
    Przygladali sie sobie przez chwile bez slowa. Azubin wspominal to, co
    wydarzylo sie przez wszystkie te lata. Jej widok przypomnial mu mlodosc, czasy
    gdy byl beztroski, gdy nie musial dzwigac na swoich barkach losow calej
    Republiki.
    -Chcialbym zadac wiele pytan, jak chocby to co robilas przez te wszystkie
    lata... mielibysmy sobie chyba wiele do opowiedzenia... szkoda, ze nie ma na to
    czasu, siostro... moze nigdy nie bedzie. Moge zadac wiec tylko jedno pytanie:
    dlaczego powrocilas i jakie sa Twoje plany? Jestem gotow zrobic wszytsko <no
    prawie ;))> czego ode mnie zarzadasz, jesli pomozesz mi w tych trudnych
    chwilach...
  • mikolaj7 09.11.02, 20:09
    [kurcze, Xionca chyba do wtorku nawet moze nie byc...psuje
    mi to plany, tzn. ich zarysy :)]

    Pomimo zobowiazan Xionca wobec Asetine`a, udalo sie
    Mikolajowi przekonac Wicekrola do sojuszu z Jedi [Xionc,
    sorry, ze.. hmm.. gram za Ciebie, ale musze jakos ruszyc,
    Ciebie nie ma, mam nadzieje, ze nic Ci nie poplatalem :)].

    Armia rycerzy w kazdej chwili gotowa bedzie wesprzec
    flote Federacji Handlowych, wystarczy jeden rozkaz
    Mikolaja... Oboje ustalili, ze taka sile lepiej trzymac w
    rezerwie, w tajemnicy i uderzyc w najmniej oczekiwanym
    przez przeciwnika momencie. Pytaniem bylo tylko, kto
    bedzie tym przeciwnikiem. Asetine, Sithowie, nadciagajacy
    Renegaci?

    Mikolaj zgodzil sie wziac udzial w najblizszym posiedzeniu
    senatu, i jako "doradca" Xionca zasiasc w jego lozy.

    [btw. ww. ustalenia znane sa tylko mnie i Xioncowi ;-)]

    Niepokoili go troche lowcy nagrod. Coruscant - planeta
    dopiero dzwigajaca sie z kryzysu gospodarczego, ktory
    dotknal spora czesc obszaru republiki, nie byla w stanie
    obronic sie przed naplywajacymi emigrantami, kontrolowac
    ich wszystkich, zaprowadzic bezpieczenstwa. Panowala
    swego rodzaju anarchia, chronieni byli tylko poplecznicy
    kanclerza i rzadzacy. Mikolaj do nich nie nalezal, dlatego
    wiekszosc czasu spedzal na ksiezycach Nowego Alderaanu,
    niedostepnych miejscach, gdzie zamkniete spolecznosci
    znakomicie radzily sobie z kontrola przybyszow. Jeden
    zamach od czasu przyjazdu do republiki, ktory mial szanse
    sie powiesc. Ale zabojca, chociaz niesamowicie sprytny i
    inteligentny okazal sie... posiadaczem bardzo slabej sily
    woli. Wystarczyl jeden gest i zlozyl bron. Zaskoczylo to
    nawet Mikolaja.
  • Gość: Dorquon IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.11.02, 20:36
    Szedł ulicą prosto przed siebie. W tłumie zobaczył dwóch ludzi ubranych na
    czarno. Mówili coś do siebie i pokazywali go sobie palcami, odwrócił sie więc
    na piecie i próbowal uciec. Po chwili dopędzili go i złapali za ramiona.
    -Dobrze że już jesteś.-powiedział pierwszy gdy zaczęli go prowadzić, właściwie
    prawie ciagnąć po ziemi, w jakiś mroczny zaułek.
    Skręcili w podwótrze, ich podkute buty stukały głośno w grobowej ciszy.
    Weszli wreszcie do jakiejś hali i wepchneli go do niewielkiego pomieszczenia.
    Za biurkiem siedział jakiś człowiek, po chwili podniósł na niego wzrok i
    uśmiechnął się promiennie.Miał blizne pod lewym, ciągnącą sie prawie do ucha.
    -Jesteś wreszcie, lepiej późno niż wcale jak mawiają, ale obawiam sie, że jest
    już za późno.
    -Gdzie twój miecz?-zapytał po krótkim milczeniu.
    -Miecz...? -zająknął sie- Cały dobytek straciłem w katastrofie.-dodał szybko
    -Weź więc ten- powiedział tamten kładąc jakiś ciemny walcowaty przedmiot na
    biurku. Sięgnął po miecz.
    W jego ręku zbłysło ostrze, zrobił krok do przodu i wykonał pare prostych cięć.
    Z chwilą gdy jego ręce zacisnęły sie na mieczu setki wspomnień i myśli
    powróciły, jakby ktoś usunął tame z jego umysłu. Teraz już pamiętał jak się
    nazywa, pamiętał kim jest, pamiętał jak się tu znalazł, pamiętał kogo ma
    zabić, a nawet jak mało mu zapłacono.


  • mikolaj7 09.11.02, 21:35
    Czyzby w nasze szeregi wstapil lowca (lowczyni?) nagrod?
    :)


    --
    www.kazimierz.com
  • darthazubin 10.11.02, 15:59
    A wiec Xionic zdradzil...
    Wiesci na Couruscant szybko sie rozchodzily.
    Teraz, gdy Perlotiel oddala mu siodmy fragment krysztalu (sorry, ze gram za
    nia, ale tez musze przyspieszyc akcje, mam nadzieje ze sie nie obrazi) nie
    musial juz obawiac sie nikogo...
    Zlapal sie za glowe. Nagly atak bolu przypomnial mu, ze byli jedni, ktorych
    musial sie bac. I zblizali sie szybko... zbyt szybko.
    Przez moment bawil sie krysztalem. Jego potencjalne mozliwosci byly wrecz
    nieograniczone... gdyby tylko udalo mu sie pozyskac Jedi. Ale nawet bez tego
    warunku jego moc byla fenomenalna. Najgorsze bylo, ze laczac go w calosc
    odslanial sie przed wszystkimi- wszyscy jego wrogowie, a takze pozostali przy
    zyciu Jedi zostali natychmiast uswiadomieni.
    Nie dbal o to. Nie dbal juz o nic. Binzat podjal ostatnia probe spotkania z
    Mikolajem. Jesli ta sie nie powiedzie, nie bedzie mial juz wyboru. Xionic
    otrzymal z kolei propozycje spotkania z Kanclerzem. Westchnal. Dwoch
    wspanialych wojownikow... Ale wiedzial, ze nie moze sie zawahac. Republika byla
    wazniejsza niz wszystko. Jesli tylko osmiela sie sprobowac stanac mu na drodze
    beda musieli poniesc kare... zwlaszcze ze nadal nie wiedzial jakie sa plany
    Perlotiel i D'e-geana, oraz tajemniczego zabojcy. Czul wyraznie jego (jej?)
    obecnosc, ale nie potrafil dokladnie okreslic gdzie jest, ani jakie ma zamiary.
    -Jestem gotowa mistrzu
    Cichy glos wyrwal go z zamyslenia. Minelo zaledwie kilkanascie miesiecy, a
    bardzo sie zmienila. Cala odziana w czern, przy pasie miala przypiety miecz
    swietlny. Dobrze wiedzial, ze jesli zajdzie taka koniecznosc dobedzie go
    szybciej, niz ktokolwiek inny.
    Biedne dziecko. Odebral jej dziecinstwo... ale nie mial innego wyboru. Byla
    jego Aniolem Smierci. Potrzebowal kogos takiego jak ona, kogos komu w pelni
    bedzie mogl zaufac. Wiedzial zbyt dobrze, ze gdy Sithowie pojawia sie nad
    Couruscant on sam nie bedzie mial juz sil, aby przeciwstawic sie zdrajcom.
    Wtedy ona bedzie musiala sie nimi zajac.
    Zdrajcy... a moze tylko krotkowzroczni glupcy? I kto sie do nich zaliczal?
    Czy tylko ta garstka pragnacych wladzy Senatorow, czy takze Xionic i Mikolaj?
    Nie wiedzial, ale mial nadzieje, ze ta ostatnia ewentualnosc nie okaze sie
    prawdziwa.
    Posiedzenie Senatu zblizalo sie...
    Sithowie renegaci takze.
  • Gość: Dorquon IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.11.02, 17:57
    Dopadł kanclerza tuż przed gmachem senatu. Ukłonił sie lekko.
    - Witaj kanclerzu, wielu mówi, że w celu przywrócenia dawnej Republiki
    trzeba Cię usunąć - mówił szybko raz po raz rozglądając się nerwowo- Wiedz, że
    mam Cię zabić, mam...- urwał, podniosł głowe i rozejżał się, jakby usłyszał
    jakiś niepokojący dźwięk. Wrzucił mu jeszcze niepostrzezenie liste
    przekupionych senatorów do kieszeni i nim kanclerz zdołał cokolwiek powiedzieć
    zniknął w tłumie.
  • darthazubin 10.11.02, 19:27
    Gość portalu: Dorquon napisał(a):

    > Dopadł kanclerza tuż przed gmachem senatu. Ukłonił sie lekko.
    > - Witaj kanclerzu, wielu mówi, że w celu przywrócenia dawnej Republiki
    > trzeba Cię usunąć - mówił szybko raz po raz rozglądając się nerwowo- Wiedz,
    że
    > mam Cię zabić, mam...- urwał, podniosł głowe i rozejżał się, jakby usłyszał
    > jakiś niepokojący dźwięk. Wrzucił mu jeszcze niepostrzezenie liste
    > przekupionych senatorów do kieszeni i nim kanclerz zdołał cokolwiek
    powiedzieć
    > zniknął w tłumie.

    Asetine calkiem zaskoczony wkroczyl powoli do gmachu. Byl oszolomiony...
    dziwne uczucie. Zaledwie kilka razy w zyciu zdarzylo mu sie byc zaskoczonym...
    i ta chwila do nich nalezala.
    Do rozpoczecia posiedzenia pozostalo jeszcze nieco czasu. Udal sie do swojego
    gabinetu. Tam przyjrzal sie niewielkiemu przedmiotowi, ktory przekazal mu
    tajemniczy czlowiek.
    Nazwiska. Nazwiska Senatorow. Tych, ktorzy wybrali zdrade. Tylko czy mogl
    zaufac nieznajomemu? Czesc z nich znal juz wczesniej... kilka jednak bardzo go
    zaskoczylo. Czy nie byla to kolejna proba sklocenia go z nielicznymi
    sojusznikami, ktorzy mu jeszcze pozostali?
    Westchnal. Lepiej bylo miec sie na bacznosci. Przeciez obserwacja tych kilku
    Senatorow nie bedzie takim wielkim klopotem, a w razie czego moze okazac sie
    przydatne.
    Ciagle nie mogl zapomniec wyrazu twarzy tamtego. Zabojca... wielu probowalo
    go dopasc w poprzednich dniach... Ten jednak roznil sie od poprzednich. Nie
    tylko dlatego, ze nie wykonal swojego zadania. Azubin czul, jakby juz kiedys go
    spotkal, jakby skads go znal...
    Jakby to byl legendarny zabojca.
    Ale w takim razie dlaczego zrobil to co zrobil?
    Nie znal odpowiedzi na to pytanie. Urzadzenia caly czas skanowaly sale obrad
    Senatu. Wielu Senatorow bylo juz na miejscach- w wiekszosci tych najmniej
    istotnych. Najwazniejsi wciaz przygotowywali sie do spektaklu. Sale obstawiali
    najbardziej zaufani sposrod jego zolnierzy... i jego mloda bezwzgledna
    uczennica- nadal jej imie Askani, w starozytnym jezyku Sithow znaczace "Aniol
    Smierci" lub "Aniol Zaglady". Wiedzial, ze nawet jesli zolnierze zawioda, na
    niej bedzie mogl polegac.
    Coz mogl tylko czekac. Wiekszosc z osob dramatu powinna sie pojawic. Wszyscy
    Senatorowie... podobno nawet Mikolaj i Xionic... niezaleznie od tego, po ktorej
    zdecydowali sie stanac stronie.
  • Gość: digan IP: *.pl / 217.117.129.* 11.11.02, 18:32
    Patrzył na swego byłego mistrza. Był wielkim mówcą, to trzeba przyznać.
    Czekał, aż spojrzy w jego stronę. Wreszcie jego oczy spojrzały na niego, a on
    uśmiechnął się szeroko. Od wielu dni. Potem wyciągnął malutki kawałek kryształu.
    "czekam na korytarzu" przekazał myślą "mam to, czego oczekiwałeś"

    <czekam>

    Digan.
  • darthazubin 11.11.02, 19:29
    Gość portalu: digan napisał(a):

    > Patrzył na swego byłego mistrza. Był wielkim mówcą, to trzeba przyznać.
    > Czekał, aż spojrzy w jego stronę. Wreszcie jego oczy spojrzały na niego, a on
    > uśmiechnął się szeroko. Od wielu dni. Potem wyciągnął malutki kawałek
    kryształu
    > .
    > "czekam na korytarzu" przekazał myślą "mam to, czego oczekiwałeś"
    >
    > <czekam>
    >
    > Digan.

    <no to mamy problem. Bo Perlotiel chciala mi oddac ten kawalek kryszalu i D;e-
    gean tez chce to zrobic. Zakladajac, ze zaden z nich nie jest falszywy, to
    proponuje przyjac rozwiazanie jak ponizej>

    -Witaj, D'e-eganie- powiedzial lagodnie Azubin.
    A wiec mial racje. Fragment, ktory posiadala Perlotiel zostal uszkodzony i
    rozbity na dwie kolejne czesci. Jak potezne sily mogly tego dokonac? Coraz
    bardziej prawdopodobne stawalo sie, ze Perlotiel stykala sie z Renegatami.
    przypuszczal, ze oni byli w stanie tego dokonac... choc rownie dobrze mogly byc
    w to zaangazowane jeszcze inne sily.
    -Rozumiem, ze teraz przyjdzie czas na omowienie kwestii ceny- odezwal sie po
    chwili- moge Ci dac bardzo wiele. Moze nawet wszystko... z wyjatkiem mojego
    zycia, bo to musze poswiecic innej sprawie.
    Teraz gdy krysztal byl juz caly jego mozliwosci zwiekszyly sie niewiarygodnie
    i rzeczywiscie wiele rzeczy znalazlo sie w jego zasiegu.
    -Chyba, ze chcesz to omowic po posiedzeniu Senatu. Mam nadzieje, ze udasz sie
    tam ze mna... synu- mowiac te slowa uwaznie spojrzal na twarz D'e-geana,
    jednoczesnie przy uzyciu Mocy Sithow wzmocnionej dzialaniem krysztalu badajac
    jego reakcje...
  • Gość: Dorquon IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.11.02, 22:53
    Szedl, wracal do hoteliku gdzie go zakwaterowano by czympredzej zabrac swoje
    rzeczy. Szaedł i rozmyslal o tym co zrobil, po raz pierwszy nie wykonal
    zlecenia, zdradzil swych szefow, narazil sie tym na smiertelne
    niebezpieczenstwo.
    Nastepnie jego mysli spoczely na kKanclerzu. Czy Asetine bedzie odpowiednim
    narzedziem w jego reku? Przy ich spotkaniu nie sprawial wrazenia zbyt
    bystrego, ale czy skozysta z listy? Czy usunie bogu ducha winnych senatorów?
    Moze powien byl opowiedziec jakas chwytajaca za serce historie dlaczego
    przekazuje Kanclerzowi liste?
    Dotarl wlasnie do obskurnego hoteliku.
    -Jakis facet kazal to panu przekazac- powiedzial recepcjonista o twarzy
    pekinczyka, podajac mu wiadomosc. Czytajac ja mimowolnie sie usmiechnal,
    wygladalo na to ze czeka go wazne spotkanie.
    Poszedl do swego pokoju spakowac rzeczy. Drzwi byly uchylone. Westchnal cicho.
    Wiedzial, ze po jego spotkaniu z Kanclerzem w koncu sie zjawia, nie
    przypuszczal jednak, ze nastapi to tak szybko.
    Wpadl do pokoju z mieczem, w srodku czekalo na niego pieciu siepaczy, ktorzy
    zaxczeli do niego strzelac.
    Uwijal sie miedzy nimi powalajac jednego po drugim, gdy juz wszystkich polozyl
    poczul, ze ktos sie zbliza. Jedi? Nie, to musial byc ktos inny...
    Nieznany przeciwnik niemalze wskoczyl do pokoju.
    -Zdradziles swoja Republike!- krzyczal
    Walka na miecze trwala krotko. Wystarczylo, ze nieznajomy na ulamek sekundy
    sie odslonil i po chwili lezal na ziemi w pustym pokoju z rozplatanym brzuchem.
  • darthazubin 12.11.02, 19:28
    Gość portalu: Dorquon napisał(a):

    > Szedl, wracal do hoteliku gdzie go zakwaterowano by czympredzej zabrac swoje
    > rzeczy. Szaedł i rozmyslal o tym co zrobil, po raz pierwszy nie wykonal
    > zlecenia, zdradzil swych szefow, narazil sie tym na smiertelne
    > niebezpieczenstwo.
    > Nastepnie jego mysli spoczely na kKanclerzu. Czy Asetine bedzie odpowiednim
    > narzedziem w jego reku? Przy ich spotkaniu nie sprawial wrazenia zbyt
    > bystrego, ale czy skozysta z listy? Czy usunie bogu ducha winnych senatorów?
    > Moze powien byl opowiedziec jakas chwytajaca za serce historie dlaczego
    > przekazuje Kanclerzowi liste?
    > Dotarl wlasnie do obskurnego hoteliku.
    > -Jakis facet kazal to panu przekazac- powiedzial recepcjonista o twarzy
    > pekinczyka, podajac mu wiadomosc. Czytajac ja mimowolnie sie usmiechnal,
    > wygladalo na to ze czeka go wazne spotkanie.
    > Poszedl do swego pokoju spakowac rzeczy. Drzwi byly uchylone. Westchnal
    cicho.
    > Wiedzial, ze po jego spotkaniu z Kanclerzem w koncu sie zjawia, nie
    > przypuszczal jednak, ze nastapi to tak szybko.
    > Wpadl do pokoju z mieczem, w srodku czekalo na niego pieciu siepaczy, ktorzy
    > zaxczeli do niego strzelac.
    > Uwijal sie miedzy nimi powalajac jednego po drugim, gdy juz wszystkich
    polozyl
    > poczul, ze ktos sie zbliza. Jedi? Nie, to musial byc ktos inny...
    > Nieznany przeciwnik niemalze wskoczyl do pokoju.
    > -Zdradziles swoja Republike!- krzyczal
    > Walka na miecze trwala krotko. Wystarczylo, ze nieznajomy na ulamek sekundy
    > sie odslonil i po chwili lezal na ziemi w pustym pokoju z rozplatanym
    brzuchem.

    Obserwacja potwierdzila czesc oskarzen zawartych na liscie, ktora otrzymal od
    zabojcy... ale nie wszystkie. Czesc zdawala sie byc calkiem niewinna... ale
    moze tylko dobrze sie maskowali.
    To wszystko bylo takie trudne. Nie mogl sie zdecydowac co dalej robic. Z
    pewnoscia nie mogl tak po prostu zostawic tych podejrzen... rozprawienie sie z
    podejrzanymi tez moglo nie byc najlepszym pomyslem... To wszystko moglo byc
    intryga jego wrogow.
    A jednak... w jego glowie pozostawal zamet. Nie podobala mu sie ta sytuacja.
    Nie mogl juz im ufac, nie mogl ich zabic...
    W koncu podjal decyzje. Po posiedzeniu Senatu rozkarze ich zatrzymac. Pozniej
    ostatecznie postanowi co z nimi zrobic.
    Ale to wszystko moglo sie zdarzyc dopiero po posiedzeniu Senatu, na ktore
    wlasnie wyruszyl...
    <w tym momencie watek moj laczy sie z tym co na dole, czyli z Xioniciem i
    posiedzeniem Senatu>


  • darthazubin 12.11.02, 21:33
    > <w tym momencie watek moj laczy sie z tym co na dole, czyli z Xioniciem i
    > posiedzeniem Senatu>
    >
    >

    To znaczy troche sie pospieszylem. Nie do konca sie tam przenosi, bo jeszcze
    nie zakonczyly sie sprawy z Diganem i Perlotiel... najwyzej bedzie z tego jakas
    mala retrospekcja, jesli tam akcja potoczy sie szybko naprzod.
  • Gość: Dorquon IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.11.02, 19:08
    Uslyszal cos. Zaciekawiony wyszedl z magazynu celnego gdzie znalazl kryjowke.
    Na zewnatrz wyladowal wlasnie transporter z nieznanymi mu znakami, wokol
    lezaly trupy paru celnikow. Podczas gdy z transportera jeli sie wysypywac
    zolnierze nastepny podchodzil do ladowania. Zolnierze wygladali na
    nieokrzesanych, znal on ten typ ludzi, twardych i szlenczo odwaznych. Bez
    namyslu chwycil za bron jednego z celnikow i prawie nie miezac wypalil.
    Ladujacy transporter zawisl niepewnie w powietrzu po czym runal na statek,
    ktory juz wyladowal, zabijajac wszystkich nieprzyjaciol. Niewiele myslac
    uciekl. Wszedzie rojilo sie od odzialow walczacych ze soba. Przemykal tak
    nieswiadomie zblizajac sie do Senatu.
    Nagle jakis cien przyslonil slonce, ogromny ciemny ksztalt. Spojrzal na niebo.
    Serce w nim zamarlo, a wszelka odwaga oposcila. Czegos tak wielkiego i
    strasznego nie widzial w najgorszych koszmarach. Osunal sie pod sciana i
    skulil z trwogi.
    Wiedzial, ze nie ma juz nadzieji.
  • mikolaj7 11.11.02, 21:00
    darthazubin napisał:

    > A wiec Xionic zdradzil...
    > Wiesci na Couruscant szybko sie rozchodzily.

    co to za zabawa, jak Ty wszystko wiesz?!


    --
    www.kazimierz.com
  • darthazubin 11.11.02, 22:21
    mikolaj7 napisał:

    > darthazubin napisał:
    >
    > > A wiec Xionic zdradzil...
    > > Wiesci na Couruscant szybko sie rozchodzily.
    >
    > co to za zabawa, jak Ty wszystko wiesz?!
    >


    OK. Cofam te slowa. Nowy tekst na miejsce tamtego "Czekal jeszcze na wiesci
    od swojego najwierniejszego sojusznika. Xionic nigdy nie zawodzil"

    <usatysfakcjonowany???>
  • Gość: XIonc IP: proxy / 213.77.7.* 12.11.02, 09:43
    Loża Senatu była za ciasna... Nie chodziło o rozmiary, ale o to że obecność
    Mikołaja stawała się denerwująca. Przyszedł tu już kilka godzin wcześniej -
    żeby obeznać się z pomieszczeniami, mikrofonami itp. Cały czas czuł jakby ktoś
    za niego podjął decyzję o przyłączeniu się do Jedi... [hehehehehe] To Azubin
    był jego naturalnym sojusznikiem i wyrzuty sumienia stawały się coraz
    silniejsze. "Cholera jasna" - myślał - "JEden błąd i wszystko może wziąć w łeb.
    Cały misterny plan". Był zły tym bardziej, że armia już znajdowała się na
    orbicie Corruscant okryta polem siłowym i niewidoczna dzięki polu antyradaru.
    Postanowił działać i otwierając holonotatnik sporządził wiadomość:

    "Kanclerzu. Jedi próbowali mnie przekupić. Prawie im się udało. Jeśli nasze
    umowy obowiązują przyślij 10 NAJLEPSZYCH swoich ludzi do swojej loży, a może
    uda ci się dostać Mikołaja. Działaj dyskretnie. Armia czeka - uderzymy tuż po
    posiedzeniu Senatu"

    <Mikołaj przygotuj się na mały kombacik>
  • darthazubin 12.11.02, 19:22
    Gość portalu: XIonc napisał(a):

    > Loża Senatu była za ciasna... Nie chodziło o rozmiary, ale o to że obecność
    > Mikołaja stawała się denerwująca. Przyszedł tu już kilka godzin wcześniej -
    > żeby obeznać się z pomieszczeniami, mikrofonami itp. Cały czas czuł jakby
    ktoś
    > za niego podjął decyzję o przyłączeniu się do Jedi... [hehehehehe] To Azubin
    > był jego naturalnym sojusznikiem i wyrzuty sumienia stawały się coraz
    > silniejsze. "Cholera jasna" - myślał - "JEden błąd i wszystko może wziąć w
    łeb.
    >
    > Cały misterny plan". Był zły tym bardziej, że armia już znajdowała się na
    > orbicie Corruscant okryta polem siłowym i niewidoczna dzięki polu antyradaru.
    > Postanowił działać i otwierając holonotatnik sporządził wiadomość:
    >
    > "Kanclerzu. Jedi próbowali mnie przekupić. Prawie im się udało. Jeśli nasze
    > umowy obowiązują przyślij 10 NAJLEPSZYCH swoich ludzi do swojej loży, a może
    > uda ci się dostać Mikołaja. Działaj dyskretnie. Armia czeka - uderzymy tuż po
    > posiedzeniu Senatu"
    >
    > <Mikołaj przygotuj się na mały kombacik>

    Asetine oczekiwal. Na sali posiedzen byli juz wszyscy... a nawet wiecej niz
    wszyscy. Wiadomosc od Xionica go zaskoczyla. Byl tak pewny ukladu, ktory
    zawarli, ze nie spodziewal sie, aby ktokolwiek mogl chciec pozyskac Xionica dla
    siebie.
    I do tego Jedi... I to jeszcze Mikolaj... I to wlasnie teraz, kiedy losy
    Republiki wazyly sie w najwiekszej walce w jej dziejach. Bolalo go to... nawet
    bardzo go bolalo...
    Przez moment w jego myslach pojawila sie watpliwosc... A jesli jednak Jedi
    zdolali przekupic Xionica? Jesli to pulapka. Odepchnal od siebie te mysli. Byl
    pewien, ze krystzal ostrzeze go w razie niebezpieczenstwa.
    I nagle wyczul to. Renegaci byli blizej niz sie spodziewal. Musieli
    deaktywowac swoja moc, aby nie zdolal ich wykryc.
    Zaklal.. Tego mu tylko bylo teraz trzeba. Ataku Niepojetej potegi, walki z
    Jedi i zdrajcow w Senacie...
    "Dobrze Xionicu".
    Wezwal swoich najbardziej zaufanych gwardzistow i nakazal im wypelnic
    polecenie Xionica.
    Potem powoli zaczal szykowac sie na wejscie na glowna trybune. Przedstawienie
    zaczynalo sie za kilkanascie minut. Chcial jeszcze tylko zaczekac na to, co
    przyniesie zastosowanie sie do rady Xionica... Mial jeszcze nadzieje, ze
    wszystko skonczy sie dobrze...
  • Gość: Xionc IP: proxy / 213.77.7.* 13.11.02, 09:58

    >
    > Asetine oczekiwal. Na sali posiedzen byli juz wszyscy... a nawet wiecej niz
    > wszyscy. Wiadomosc od Xionica go zaskoczyla. Byl tak pewny ukladu, ktory
    > zawarli, ze nie spodziewal sie, aby ktokolwiek mogl chciec pozyskac Xionica
    dla
    >
    > siebie.
    > I do tego Jedi... I to jeszcze Mikolaj... I to wlasnie teraz, kiedy losy
    > Republiki wazyly sie w najwiekszej walce w jej dziejach. Bolalo go to...
    nawet
    > bardzo go bolalo...
    > Przez moment w jego myslach pojawila sie watpliwosc... A jesli jednak Jedi
    > zdolali przekupic Xionica? Jesli to pulapka. Odepchnal od siebie te mysli.
    Byl
    > pewien, ze krystzal ostrzeze go w razie niebezpieczenstwa.
    > I nagle wyczul to. Renegaci byli blizej niz sie spodziewal. Musieli
    > deaktywowac swoja moc, aby nie zdolal ich wykryc.
    > Zaklal.. Tego mu tylko bylo teraz trzeba. Ataku Niepojetej potegi, walki z
    > Jedi i zdrajcow w Senacie...
    > "Dobrze Xionicu".
    > Wezwal swoich najbardziej zaufanych gwardzistow i nakazal im wypelnic
    > polecenie Xionica.
    > Potem powoli zaczal szykowac sie na wejscie na glowna trybune.
    Przedstawienie
    >
    > zaczynalo sie za kilkanascie minut. Chcial jeszcze tylko zaczekac na to, co
    > przyniesie zastosowanie sie do rady Xionica... Mial jeszcze nadzieje, ze
    > wszystko skonczy sie dobrze...

    Xionc drgnął nerwowo. W loży pojawił się Mikołaj, a wysłanników Asetine'a
    jeszcze nie było. Starał się o tym nie myśleć, by Moc nie pomogła Jedi wyczuć
    zagrożenia. Spojrzał na ekran przed nim i zobaczył spokojną twarz KAnclerza.
    Cisza przed burzą...

    Ku jego zdumieniu wielkie wrota do sali Senatu otworzyły się i stanęły w nich
    postacie, o których dotąd tylko słyszał ale i tak sam ich wygląd wzbudził w nim
    lęk. Nie musieli się nawet przedstawiać - wszyscy wiedzieli, że byli to
    przedstawiciele renegackich Sithów. Xionc poczuł obawę - czyżby Asetine
    potajemnie zaprosił ich. Nie raczej nie... Przybyli bez zaproszenia. Ale czemu
    pchali się w łapy wroga... No, nie byli bezbronni, ale przewaga liczebna
    powinna ich była przestrzec przed takim działaniem.

    Myśli Xionca przerwało poruszenie na Sali. Asetine wstał by rozpocząć
    posiedzenie Senatu. Xionc włączył nadajnik dzięki,któremu salę obserwować mogli
    dowódcy jego armii i czekać na znak do ataku...
  • darthazubin 13.11.02, 17:35
    Gość portalu: Xionc napisał(a):

    > Xionc drgnął nerwowo. W loży pojawił się Mikołaj, a wysłanników Asetine'a
    > jeszcze nie było. Starał się o tym nie myśleć, by Moc nie pomogła Jedi wyczuć
    > zagrożenia. Spojrzał na ekran przed nim i zobaczył spokojną twarz KAnclerza.
    > Cisza przed burzą...
    >
    > Ku jego zdumieniu wielkie wrota do sali Senatu otworzyły się i stanęły w nich
    > postacie, o których dotąd tylko słyszał ale i tak sam ich wygląd wzbudził w
    nim
    >
    > lęk. Nie musieli się nawet przedstawiać - wszyscy wiedzieli, że byli to
    > przedstawiciele renegackich Sithów. Xionc poczuł obawę - czyżby Asetine
    > potajemnie zaprosił ich. Nie raczej nie... Przybyli bez zaproszenia. Ale
    czemu
    > pchali się w łapy wroga... No, nie byli bezbronni, ale przewaga liczebna
    > powinna ich była przestrzec przed takim działaniem.
    >
    > Myśli Xionca przerwało poruszenie na Sali. Asetine wstał by rozpocząć
    > posiedzenie Senatu. Xionc włączył nadajnik dzięki,któremu salę obserwować
    mogli
    >
    > dowódcy jego armii i czekać na znak do ataku...

    Wyslannicy Asetine zatrzymali sie przed wejsciem do lozy. Ich dowodca
    polaczyl sie z Xioniciem oczekujac na jego polecenia.
    Chwile wczesniej na jego ekranie- podobnie jak na ekranach reszty
    zgromadzonych pojawil sie sklad nowego Rzadu Republiki. S'ekrotan, minister do
    spraw eksploracji i kolonizacji... kilka kolejnych nazwisk, ktorych nie znal...
    Wreszcie: "Wicekanclerz, Minister Wojny i Handlu, Przewodniczacy <nowo
    powolanej, moje przypomnienie> Rady Ocalenia Republiki, Xionic".
    Zolnierze nerwowo czekali przed wejsciem do lozy. Xionic zwlekal zbyt dlugo.
    Nie wiedzieli tego, co dzieje w centralnej czesci sali.
    Asetine oczekiwal spokojnie pomimo ogolnie panujacego poruszenia. Nie bal sie
    wrogow. Krysztal Sithow zapewnial mu ochrone nawet przed ich mocodawcami, a co
    dopiero przed tymi ich slugusami. A jednak ich przybycie go zaskoczylo. Czego
    mogli chciec?
    Nerwowo rzucil okiem na podglad lozy Xionica. Wicekrol wydawal sie byc
    spokojny, jednak czul, ze szaleje w nim burza nerwow i emocji. Niezaleznie od
    tego, jak ostatecznie zadziala, Wicekrol podjal gre o najwyzsza stawke w swoim
    zyciu...
    O jedna z najwyzszych stawek w dziejach Republiki.





  • Gość: Xionc IP: proxy / 213.77.7.* 14.11.02, 09:41
    darthazubin napisał:
    >
    > Wreszcie: "Wicekanclerz, Minister Wojny i Handlu, Przewodniczacy <nowo
    > powolanej, moje przypomnienie> Rady Ocalenia Republiki, Xionic".
    > Zolnierze nerwowo czekali przed wejsciem do lozy. Xionic zwlekal zbyt
    dlugo.
    > Nie wiedzieli tego, co dzieje w centralnej czesci sali.
    > Asetine oczekiwal spokojnie pomimo ogolnie panujacego poruszenia. Nie bal
    sie
    >
    > wrogow. Krysztal Sithow zapewnial mu ochrone nawet przed ich mocodawcami, a
    co
    > dopiero przed tymi ich slugusami. A jednak ich przybycie go zaskoczylo. Czego
    > mogli chciec?
    > Nerwowo rzucil okiem na podglad lozy Xionica. Wicekrol wydawal sie byc
    > spokojny, jednak czul, ze szaleje w nim burza nerwow i emocji. Niezaleznie od
    > tego, jak ostatecznie zadziala, Wicekrol podjal gre o najwyzsza stawke w
    swoim
    > zyciu...
    > O jedna z najwyzszych stawek w dziejach Republiki.
    >
    - Przemówi teraz nowy Minister Handlu i Wojny Xionc!
    Dżwięk jego imienia wyrwał go z otępienia. Mikołaj rozpłynął się kilka minut
    przed prybyciem ludzi Kanclerza. Niedobrze... Ale czas zacząć przemówienie i
    jednocześnie dać znak do ataku...
    - Czcigodni Senatorzy! Wszyscy wiemy czy skończyły się tragiczne zamierzenia
    Palpatine'a i Anakina Skywalkera wiele lat temu. Wiemy jak zakończyła się wojna
    sprzed 20 lat. Wielu zginęło, glaktyka poniosła niepowetowane straty, wiele
    planet stało się pustyniami. Nie dopuścimy by stało się to ponownie - musimy
    zapobiegać takim zdarzeniom. Dlatego zebrana pod moim dowództwem armia od dziś
    zaczyna tępienie szkodników, wrogów naszej republiki. Każdy kto nie jest z nami
    jest przeciw nam...

    "Słowo "pustynia" było tajnym hasłem, dzięki któremu Główny Generał Armii Nowej
    Federacji dał znak do desantu. Niebo nad Corruscant pociemniało od niezliczonej
    liczby transportowców wiozących żołnierzy na śmiertelny bój...

    Tymczasem na drugiej półkuli - choć niewyraźne - zauważone zostały ruchy
    wielkiej armii dronów. Ich barwy bojowe mówiły jasno - renegaccy Sithowie
    ruszają do ostatecznego podboju Republiki.

    <Pytanie jak w temacie. Poza tym trzeba coś napisać w imieniu R-Sithów... Jak
    znajdę chwilę po południu - zrobię to>
  • Gość: digan IP: *.pl / 217.117.129.* 14.11.02, 17:26
    Gość portalu: Xionc napisał(a):

    > darthazubin napisał:
    > >
    > > Wreszcie: "Wicekanclerz, Minister Wojny i Handlu, Przewodniczacy <nowo
    > > powolanej, moje przypomnienie> Rady Ocalenia Republiki, Xionic".
    > > Zolnierze nerwowo czekali przed wejsciem do lozy. Xionic zwlekal zbyt
    > dlugo.
    > > Nie wiedzieli tego, co dzieje w centralnej czesci sali.
    > > Asetine oczekiwal spokojnie pomimo ogolnie panujacego poruszenia. Nie ba
    > l
    > sie
    > >
    > > wrogow. Krysztal Sithow zapewnial mu ochrone nawet przed ich mocodawcami,
    > a
    > co
    > > dopiero przed tymi ich slugusami. A jednak ich przybycie go zaskoczylo. Cz
    > ego
    > > mogli chciec?
    > > Nerwowo rzucil okiem na podglad lozy Xionica. Wicekrol wydawal sie byc
    > > spokojny, jednak czul, ze szaleje w nim burza nerwow i emocji. Niezaleznie
    > od
    > > tego, jak ostatecznie zadziala, Wicekrol podjal gre o najwyzsza stawke w
    > swoim
    > > zyciu...
    > > O jedna z najwyzszych stawek w dziejach Republiki.
    > >
    > - Przemówi teraz nowy Minister Handlu i Wojny Xionc!
    > Dżwięk jego imienia wyrwał go z otępienia. Mikołaj rozpłynął się kilka minut
    > przed prybyciem ludzi Kanclerza. Niedobrze... Ale czas zacząć przemówienie i
    > jednocześnie dać znak do ataku...
    > - Czcigodni Senatorzy! Wszyscy wiemy czy skończyły się tragiczne zamierzenia
    > Palpatine'a i Anakina Skywalkera wiele lat temu. Wiemy jak zakończyła się
    wojna
    >
    > sprzed 20 lat. Wielu zginęło, glaktyka poniosła niepowetowane straty, wiele
    > planet stało się pustyniami. Nie dopuścimy by stało się to ponownie - musimy
    > zapobiegać takim zdarzeniom. Dlatego zebrana pod moim dowództwem armia od
    dziś
    > zaczyna tępienie szkodników, wrogów naszej republiki. Każdy kto nie jest z
    nami
    >
    > jest przeciw nam...
    >
    > "Słowo "pustynia" było tajnym hasłem, dzięki któremu Główny Generał Armii
    Nowej
    >
    > Federacji dał znak do desantu. Niebo nad Corruscant pociemniało od
    niezliczonej
    >
    > liczby transportowców wiozących żołnierzy na śmiertelny bój...
    > > <Pytanie jak w temacie. Poza tym trzeba coś napisać w imieniu R-Sithów... Ja
    > k
    > znajdę chwilę po południu
    > Tymczasem na drugiej półkuli - choć niewyraźne - zauważone zostały ruchy
    > wielkiej armii dronów. Ich barwy bojowe mówiły jasno - renegaccy Sithowie
    > ruszają do ostatecznego podboju Republiki.
    >
    - zrobię to>




    D`gean stał i przyglądał się sithom. Rengackim, zawistnym bestiom, czekającym
    na tą chwilę. Obok stał jego uczen. Także lekko uśmiechnięty. Oczywista, nie
    byli po ich stronie - ot, zwykli szpiedzy.
    Ich znajomek, którego poznali kilka godzin wcześniej stał wyprostowany, pełen
    zadowolenia.
    - Z czego jesteś taki zadowolony - spytał Eli-hiko.
    - teraz dojdzie do spełnienia moich marzeń! Podbijemy Corrsucant, tym razem na
    zawsze!
    - heh. Ale my mamy zostać zesłani na siedzibe tych bubków,z jakimś Xokiem (;))
    na czele. - rzucił jego koleś.
    Transporter szarpnął i oddziały zaczęły zeskakiwać prosto na przedmieścia.
    Jedi-Sith i jego uczeń jednak nie tam będą zrzucieni. Ich transporter zawisnął
    nad "Siedzibą bobków" i odrzucił klapy ochronne. Masa świeżo urobionych Sithów
    właśnie miała przejść swój chrzest bojowy.
    - To nie będą trudni wrogowie - szeptał chyba do siebie uczeń. - damy im radę,
    jedną ręką.
    Mistrz miczał.
  • darthazubin 14.11.02, 19:44
    Gość portalu: digan napisał(a):

    > D`gean stał i przyglądał się sithom. Rengackim, zawistnym bestiom, czekającym
    > na tą chwilę. Obok stał jego uczen. Także lekko uśmiechnięty. Oczywista, nie
    > byli po ich stronie - ot, zwykli szpiedzy.
    > Ich znajomek, którego poznali kilka godzin wcześniej stał wyprostowany,
    pełen
    > zadowolenia.
    > - Z czego jesteś taki zadowolony - spytał Eli-hiko.
    > - teraz dojdzie do spełnienia moich marzeń! Podbijemy Corrsucant, tym razem
    na
    > zawsze!
    > - heh. Ale my mamy zostać zesłani na siedzibe tych bubków,z jakimś Xokiem
    (;))
    > na czele. - rzucił jego koleś.
    > Transporter szarpnął i oddziały zaczęły zeskakiwać prosto na przedmieścia.
    > Jedi-Sith i jego uczeń jednak nie tam będą zrzucieni. Ich transporter
    zawisnął
    > nad "Siedzibą bobków" i odrzucił klapy ochronne. Masa świeżo urobionych
    Sithów
    > właśnie miała przejść swój chrzest bojowy.
    > - To nie będą trudni wrogowie - szeptał chyba do siebie uczeń. - damy im
    radę,
    > jedną ręką.
    > Mistrz miczał.

    Nagle jeden z transporterow wroga pojawil sie bardzo niedaleko- w samym
    centrum Couruscant... kilkadziesiat metrow od Senatu.
    Azubin zaklal. Nie bal sie tej garstki zolnierzy. Jego straze i Gwardia
    Xionica powinny poradzic sobie z nimi bez problemu. To jednak musialo opoznic
    odlot jego niewielkiego wahadlowca- tego, ktory mial go zawiezc w kierunku
    przerazajacego, monstrualnego tworu Renegatow- Kuli Ciemnosci.
    Martwilo go jeszcze jedno. Wsrod tamtych wyczul D'e-geana. Co mogla oznaczac
    obecnosc tamtego? Zaklal. Nie chcial konfrontacji. Nie dlatego, ze sie jej bal-
    przestal bac sie smierci. Wiedzial, ze jesli zginie nikt nie zdola go zastapic.
    Spojrzal na Xionica. Nadchodzil czas dzialania. Po raz pierwszy od
    niepamietnych czasow stalo sie cos, czego nie doswiadczono nawet podczas dwoch
    straszliwych wojen domowych- na dziedzincu Senatu rozgorzala bitwa.


    <PS: do Digana- nie odpowiedziales na to, co napisalem kilkanascie postow
    wyzej (a konkretnie co Azubin powiedzial do D'e-geana) ;)))>



  • darthazubin 14.11.02, 19:39
    Gość portalu: Xionc napisał(a):

    > - Przemówi teraz nowy Minister Handlu i Wojny Xionc!
    > Dżwięk jego imienia wyrwał go z otępienia. Mikołaj rozpłynął się kilka minut
    > przed prybyciem ludzi Kanclerza. Niedobrze... Ale czas zacząć przemówienie i
    > jednocześnie dać znak do ataku...
    > - Czcigodni Senatorzy! Wszyscy wiemy czy skończyły się tragiczne zamierzenia
    > Palpatine'a i Anakina Skywalkera wiele lat temu. Wiemy jak zakończyła się
    wojna
    >
    > sprzed 20 lat. Wielu zginęło, glaktyka poniosła niepowetowane straty, wiele
    > planet stało się pustyniami. Nie dopuścimy by stało się to ponownie - musimy
    > zapobiegać takim zdarzeniom. Dlatego zebrana pod moim dowództwem armia od
    dziś
    > zaczyna tępienie szkodników, wrogów naszej republiki. Każdy kto nie jest z
    nami
    >
    > jest przeciw nam...
    >
    > "Słowo "pustynia" było tajnym hasłem, dzięki któremu Główny Generał Armii
    Nowej
    >
    > Federacji dał znak do desantu. Niebo nad Corruscant pociemniało od
    niezliczonej
    >
    > liczby transportowców wiozących żołnierzy na śmiertelny bój...
    >
    > Tymczasem na drugiej półkuli - choć niewyraźne - zauważone zostały ruchy
    > wielkiej armii dronów. Ich barwy bojowe mówiły jasno - renegaccy Sithowie
    > ruszają do ostatecznego podboju Republiki.
    >
    > <Pytanie jak w temacie. Poza tym trzeba coś napisać w imieniu R-Sithów... Ja
    > k
    > znajdę chwilę po południu - zrobię to>

    <Mikolaj mowil, ze przez pare dni go nie bedzie>
    <to moze ja zaczne???>
    Wyslannicy stojacy w hallu Senatu wydawali sie byc zaskoczeni rozwojem
    wypadkow. Nie zdazyli nawet pisnac, gdy straze Asetine'a zdjely ich
    pojedynczymi strzalami.
    W tym samym momencie niebo nad Couruscant zakrylo cos...
    To bylo jak ucielesnienie wszystkich najgorszych koszmarow. Cien rzucany
    przez flote Xionica byl niczym <przepraszam, oczywiscie flota byla wspaniala,
    chodzi o odpowiednie porownanie;))> wobec tego olbrzyma. Na niebie zawisla
    olbrzymia kula wydajaca sie byc utkana z czystej ciemnosci.
    Tymczasem w Senacie czas wydawal sie zatrzymac. Xionic wciaz stal na mownicy.
    Azubin przygladal sie wszystkiemu. Wyraznie czul, ze Renegaci sa zaskoczeni
    rozwojem wypadkow. Pomimo calej swojej mocy nie przewidzieli takiego rozwoju
    wypadkow.
    Ale walka z nimi nie mogla polegac tylko na uzyciu oreza. Wiedzial, ze
    ostatecznie to on bedzie musial udac sie tam... to napelnialo go przerazeniem.
    Najwiekszym, jakie czul w swoim zyciu. Bedzie tylko on i przedwieczna,
    odrazajaca ciemnosc.
    Tymczasem jednak na Couruscant rozgorzala bitwa. Najstraszniejsza bitwa, jaka
    ludzkosc widziala w swoich dziejach. Miliony zolnierzy obu stron wylegly na
    niezliczone pola walki. Tysiace mysliwcow starly sie na niebie nad najwiekszym
    miastem znanego wszechswiata. Krazowniki Xionica rozpoczely wymiane ognia z
    glownym statkiem Wroga.
    Rozpoczela sie bitwa o Republike.
    Rozpoczela

  • darthazubin 15.11.02, 19:53
    > Wiedzial, ze nie ma juz nadziei

    Azubin odczuwal to co mysleli mieszkancy Couruscant. Widzac ucielesnienie
    wszystkich swoich najgorszych koszmarow utracili wszelka nadzieje.
    -Wicekrolu- zblizyl sie do Xionica- nasze sily nie wytrzymaja zbyt dlugo.
    Nadchodzi moment ostatecznej konfrontacji. W drugim budynku Senatu czeka
    przygotowany wahadlowiec, ktory ma zabrac mnie na Kule Ciemnosci. Mozesz
    polecic swojej flocie, aby oslaniala moja droge? Nie ma innej nadziei.
    Nastepnie wreczyl mu niewielki dysk.
    -Tu sa nadzwyczajne pelnomocnictwa. W razie, gdybym nie powrocil,
    Wicekanclerz, Minister Wojny i Handlu przejmie pelnie wladzy i zastapi mnie na
    stanowisku Kanclerza. Nie spodziewam sie wrocic- dodal po chwili widzac pytanie
    w oczach Xionica- Mam jeszcze jedna prosbe. Jesli wszystko skonczy sie dobrze,
    zabierz stad Askani i jej mlodszego brata. Wiem, ze wielu bedzie czychac na ich
    zycie. Znam Twoje mozliwosci Wicekrolu... wiem, ze jest wiele swiatow, w
    ktorych Federacje Handlowe nadal maja olbrzymie wplywy, pomimo ze formalnie nie
    istnieja od lat... Wsrod nich sa planety, na ktore nie siegaja wplywy nikogo
    innego. Tam beda mogli byc bezpieczni.
    Do ich uczu dobiegly krzyki, odglosy walki i nagle wielki trzask.
    Wielki Hall sie zawalil. Czesc glownej sali Senatu stala w gruzach.
    Mieli coraz mniej czasu...
  • mikolaj7 15.11.02, 21:05
    Do rozmawiajacych Xionca i Asetine`a podszedl Mikolaj.
    Oslonil sie Moca, wiec Gwardia Kanclerza i przyboczni
    Wicekrola nie mogli go zatrzymac.
    - Spodziewalem sie tego Xioncu. Jestes dobrym graczem
    politycznym, ale nie mysl, ze Twoje posuniecia sa nie do
    przewidzenia.
    - Musimy sie spieszyc, Asetin`ie, czekaj.
    - Nie widzisz co sie dzieje?! - ryknal Kanclerz - Teraz juz za
    pozno na uklady!
    - Pomoge Ci... - krzyknal Mikolaj, ale w tym momencie salwa
    z blastera rozdzielila ich, Asetine zrobil szybki unik i
    zniknal w klebach dymu.
    - Xionc - wydyszal Mikolaj - w ukladzie Coruscant znajdzie
    sie wkrotce flota Jedi. Nie moglismy przybyc wczesniej. Oni
    wiedza, po ktorej stanac stronie. Skontaktuj sie z Lukiem.
    Ja ide za Azubinem. My oslonimy Kanclerza i
    przeprowadzimy glowne uderzenie na Renegatow. Szybko..
    Slowa Mikolaja utonely w ogluszajacym ryku. Wybuch
    granatu, rozerwane ciala kilku senatorow, wrzaski, ogien,
    dym. Mikolaj juz nie widzial Xionca. Pospieszyl, wiec w
    strone ladowiska...

    [zeby pomoc Asetine`owi!!! :)))]

    --
    www.kazimierz.com
  • darthazubin 15.11.02, 21:34
    mikolaj7 napisał:

    > Do rozmawiajacych Xionca i Asetine`a podszedl Mikolaj.
    > Oslonil sie Moca, wiec Gwardia Kanclerza i przyboczni
    > Wicekrola nie mogli go zatrzymac.
    > - Spodziewalem sie tego Xioncu. Jestes dobrym graczem
    > politycznym, ale nie mysl, ze Twoje posuniecia sa nie do
    > przewidzenia.
    > - Musimy sie spieszyc, Asetin`ie, czekaj.
    > - Nie widzisz co sie dzieje?! - ryknal Kanclerz - Teraz juz za
    > pozno na uklady!
    > - Pomoge Ci... - krzyknal Mikolaj, ale w tym momencie salwa
    > z blastera rozdzielila ich, Asetine zrobil szybki unik i
    > zniknal w klebach dymu.
    > - Xionc - wydyszal Mikolaj - w ukladzie Coruscant znajdzie
    > sie wkrotce flota Jedi. Nie moglismy przybyc wczesniej. Oni
    > wiedza, po ktorej stanac stronie. Skontaktuj sie z Lukiem.
    > Ja ide za Azubinem. My oslonimy Kanclerza i
    > przeprowadzimy glowne uderzenie na Renegatow. Szybko..
    > Slowa Mikolaja utonely w ogluszajacym ryku. Wybuch
    > granatu, rozerwane ciala kilku senatorow, wrzaski, ogien,
    > dym. Mikolaj juz nie widzial Xionca. Pospieszyl, wiec w
    > strone ladowiska...
    >
    > [zeby pomoc Asetine`owi!!! :)))]
    >

    Azubin biegl. Czul, ze czas sie konczy. Xionic dobrze wykonal swoja prace.
    Czego mogl chciec Mikolaj? W normalnych warunkach, dzieki wyostrzonym przez
    Krysztal zmyslom bez trudu moglby rozpoznac jego zamiary... ale warunki nie
    byly normalne. Byl jedynie pewien, ze Mikol nie jest wobec niego wrogi... albo
    bardzo dobrze sie maskowal < ;))) >
    Ale to nie mialo juz znaczenia. Nic nie mialo juz znaczenia. Oni nie zdawali
    sobie sprawy z tego, przeciwko czemu staneli. Nawet gdyby mieli na swoje uslugi
    flote Dawnej Republiki nie zdolaliby sie obronic. Zniszczyliby mniejsze okrety
    wroga, pokonali kilka krazownikow. Ale nie Kule Smierci... utkana, stworzona z
    samej materii zdegenerowanej Ciemnej Strony. Byl tylko jeden sposob, aby ja
    zniszczyc. Ktos, kto byl w stanie to zrobic- a w calym wszechswiecie byla
    zawsze tylko jedna taka osoba: prawowierny Mistrz Sith- musial dostac sie do
    srodka i przywolac pelnie czystej Ciemnej Strony. Renegaci musieli zostac
    ukarani.
    Wbiegl na poklad wahadlowca. Wystartowal. Katem oka spostrzegl jeszcze ze w
    ostatniej chwili ktos wskoczyl na poklad. Mikolaj. Zaklal. Coz... przy pomocy
    Krysztalu zmusi go zeby wrocil na powierzchnie planety. Z jego wyliczen
    wynikalo, ze bedzie jeszcze dosc czasu, zeby mogl uciec.
    -Nic nie rob Mikolaju- krzyknal- to nie jest Twoja wojna. Nie wiesz, w co sie
    mieszasz.


    <i od tego momentu prosze, abysmy robili wszystko bardzo powoli, jesli to
    mozliwe i bez rewolucyjnych zmian, zeby nagle nie bylo jakiegos wielkiego
    przeskoku. I druga prosba- o ile dobrze pamietam bohaterowie niezalezni danej
    osoby naleza do tego, kto ich stworzyl. Przyjmijcie ze Renegaci sa moimi BN i
    NAPRAWDE TO JEDYNY SPOSOB ZEBY ich zniszczyc>



  • Gość: digan IP: *.pl / 217.117.129.* 16.11.02, 11:02
    darthazubin napisał:

    > mikolaj7 napisał:
    >
    > > Do rozmawiajacych Xionca i Asetine`a podszedl Mikolaj.
    > > Oslonil sie Moca, wiec Gwardia Kanclerza i przyboczni
    > > Wicekrola nie mogli go zatrzymac.
    > > - Spodziewalem sie tego Xioncu. Jestes dobrym graczem
    > > politycznym, ale nie mysl, ze Twoje posuniecia sa nie do
    > > przewidzenia.
    > > - Musimy sie spieszyc, Asetin`ie, czekaj.
    > > - Nie widzisz co sie dzieje?! - ryknal Kanclerz - Teraz juz za
    > > pozno na uklady!
    > > - Pomoge Ci... - krzyknal Mikolaj, ale w tym momencie salwa
    > > z blastera rozdzielila ich, Asetine zrobil szybki unik i
    > > zniknal w klebach dymu.
    > > - Xionc - wydyszal Mikolaj - w ukladzie Coruscant znajdzie
    > > sie wkrotce flota Jedi. Nie moglismy przybyc wczesniej. Oni
    > > wiedza, po ktorej stanac stronie. Skontaktuj sie z Lukiem.
    > > Ja ide za Azubinem. My oslonimy Kanclerza i
    > > przeprowadzimy glowne uderzenie na Renegatow. Szybko..
    > > Slowa Mikolaja utonely w ogluszajacym ryku. Wybuch
    > > granatu, rozerwane ciala kilku senatorow, wrzaski, ogien,
    > > dym. Mikolaj juz nie widzial Xionca. Pospieszyl, wiec w
    > > strone ladowiska...
    > >
    > > [zeby pomoc Asetine`owi!!! :)))]
    > >
    >
    > Azubin biegl. Czul, ze czas sie konczy. Xionic dobrze wykonal swoja prace.
    > Czego mogl chciec Mikolaj? W normalnych warunkach, dzieki wyostrzonym przez
    > Krysztal zmyslom bez trudu moglby rozpoznac jego zamiary... ale warunki nie
    > byly normalne. Byl jedynie pewien, ze Mikol nie jest wobec niego wrogi...
    albo
    > bardzo dobrze sie maskowal < ;))) >
    > Ale to nie mialo juz znaczenia. Nic nie mialo juz znaczenia. Oni nie
    zdawali
    > sobie sprawy z tego, przeciwko czemu staneli. Nawet gdyby mieli na swoje
    uslugi
    >
    > flote Dawnej Republiki nie zdolaliby sie obronic. Zniszczyliby mniejsze
    okrety
    > wroga, pokonali kilka krazownikow. Ale nie Kule Smierci... utkana, stworzona
    z
    > samej materii zdegenerowanej Ciemnej Strony. Byl tylko jeden sposob, aby ja
    > zniszczyc. Ktos, kto byl w stanie to zrobic- a w calym wszechswiecie byla
    > zawsze tylko jedna taka osoba: prawowierny Mistrz Sith- musial dostac sie do
    > srodka i przywolac pelnie czystej Ciemnej Strony. Renegaci musieli zostac
    > ukarani.
    > Wbiegl na poklad wahadlowca. Wystartowal. Katem oka spostrzegl jeszcze ze w
    > ostatniej chwili ktos wskoczyl na poklad. Mikolaj. Zaklal. Coz... przy pomocy
    > Krysztalu zmusi go zeby wrocil na powierzchnie planety. Z jego wyliczen
    > wynikalo, ze bedzie jeszcze dosc czasu, zeby mogl uciec.
    > -Nic nie rob Mikolaju- krzyknal- to nie jest Twoja wojna. Nie wiesz, w co
    sie
    >
    > mieszasz.
    >
    >
    > <i od tego momentu prosze, abysmy robili wszystko bardzo powoli, jesli to
    > mozliwe i bez rewolucyjnych zmian, zeby nagle nie bylo jakiegos wielkiego
    > przeskoku. I druga prosba- o ile dobrze pamietam bohaterowie niezalezni danej
    > osoby naleza do tego, kto ich stworzyl. Przyjmijcie ze Renegaci sa moimi BN i
    > NAPRAWDE TO JEDYNY SPOSOB ZEBY ich zniszczyc>
    >

    - Witaj.
    Azubin obejrzeł się.
    Stał tam D`e-gean, ubrany w szary płaszcz. Bardzo spokojny.
    - Lecimy na pewną śmierć.
    - Jak tutaj wszedłeś? - spytał Azubin.
    - Oh.. Czekałem na statku. wiedziałem, że to zrobisz.
    milczał przez chwile. - A twój uczeń? - Spytał.
    - A mój uczeń jest na planecie.
    - Jak tu wszedłeś... przecież pole, jakie stworzyłem dzięki kryształowi..
    - O dobrze, że wspomniałeś. Mam jedną z cześci kryształu przy sobie. To dlatego
    mogłem się przedrzeć.

    digan.

    <może to nie była znów taka rewolucyjna zmiana...>
  • darthazubin 16.11.02, 11:51
    Gość portalu: digan napisał(a):

    > - Witaj.
    > Azubin obejrzeł się.
    > Stał tam D`e-gean, ubrany w szary płaszcz. Bardzo spokojny.
    > - Lecimy na pewną śmierć.
    > - Jak tutaj wszedłeś? - spytał Azubin.
    > - Oh.. Czekałem na statku. wiedziałem, że to zrobisz.
    > milczał przez chwile. - A twój uczeń? - Spytał.
    > - A mój uczeń jest na planecie.
    > - Jak tu wszedłeś... przecież pole, jakie stworzyłem dzięki kryształowi..
    > - O dobrze, że wspomniałeś. Mam jedną z cześci kryształu przy sobie. To
    dlatego
    >
    > mogłem się przedrzeć.
    >
    > digan.
    >
    > <może to nie była znów taka rewolucyjna zmiana...>

    <ale to juz zmierza do przegiecia, jak na razie w ciagu ostatnich tygodni
    jakies dwa kawalki dodatkowo odpadly od Krysztalu, jakby on naprawde byl tak
    kruchy, to nie wytrzymalby tych dziesiatkow tysiacleci :))>

    -Nie lecimy na pewna smierc- odparl twardo Azubin- ja lece. Ty wrocisz na
    planete... chyba, ze bedziesz chcial mi przeszkodzic. Mam nadzieje, ze tego nie
    zrobisz... Twoja smierc jest jedna z ostatnich rzeczy, ktorych pragne... chyba
    wiesz juz dlaczego.
    W tym momencie gwaltowne chybotanie wahadlowca uswiadomilo im, ze
    wystartowali. Krysztal Sithow pulsowal wlasnym zyciem, zdawal sie byc
    przepelniony moca. Azubin byl pewny, ze nie moze go juz nawet zdjac... byl juz
    zbyt zwiazany z jego mroczna moca.

    A w tym samym czasie na planecie trwal morderczy boj. Azubin mial nadzieje,
    ze Xionic znajdzie swietlny miecz, ktory podrzucil mu na chwile przed
    katastrofa. Sam nie wiedzial dlaczego, ale byl pewny, ze Wicekrol bedzie
    potrafil sie nim posluzyc i ze moze on mu bardzo pomoc.
    Mroczni najezdzcy zalewali powierzchnie Couruscant. Zolnierze Republiki i
    Xionica ramie w ramie opierali sie wrogowi, ktory przewazal jednak sama swoja
    liczba. Wydawalo sie, ze nie ma juz dawnej nadziei. Nawet elitarne gwardie
    Xionica i Asetine'a cofaly sie pod naporem wroga. Coraz bardziej stawalo sie
    jasne, ze nie walcza juz o zwyciestwo, lecz jeszcze chwile zycia... tylko o to,
    aby usmiercic jak najwieksza liczbe wrogow.
    To samo dzialo sie na calej planecie. Mroczny najezdzca, przybyly spoza
    granic znanego wszechswiata dysponowal przewaga, ktora trudno bylo zrownowazyc.
    Takze na niebie nad Couruscant trwala szalencza walka miedzy krazownikami,
    niszczycielami i mysliwcami Xionica, a tajemniczymi pojazdami. Walka, ktora
    coraz bardziej wydawala sie beznadziejna.
    Azubin spokojnie nastawil trase lotu. Nie patrzyl juz na ekrany. Wiedzial, ze
    nawet gdyby sily Republiki zwyciezyly na powierzchni planety i w kosmosie, to
    nie zdolaja unicestwic Kuli Ciemnosci... a bez tego kazde zwyciestwo bylo tylko
    iluzja.
    Nadchodzil czas, aby zagral najwazniejsza role swojego zycia...


  • mikolaj7 16.11.02, 12:13
    [spox.. przyjmijmy, ze ja nieobieglem do tego wahadlowca i
    zostalem na coruscant]

    - Cholera.. - wydyszal Mikolaj widzac oddalajacy sie
    wahadlowiec z Asetinem na pokladzie. - Luke, oslaniajcie
    wahadlowiec!! - wykrzyczal do komunikatora.
    Przez trzaski przedarl sie glos Luke.
    - Juz, wkraczamy w na orbite, widze wahadlowiec. I Kule
    tez - dodal po krotkim milczeniu. - Niedobrze. Jedi na
    pozycjach. Atakujemy.
    Zza ksiezycow Coruscant wyleciala flota Jedi. Kilka tysiecy
    mniejszych statkow kierowanych przez drony, kilkaset z
    rycerzami jedi, a takze wieksze, przeznaczone do desantu.
    Uderzyly na tyly armii Renegatow, odwracajac ich uwage od
    cofajacej sie armii Xionca. Wrog znalazl sie w kleszczach,
    oddzialy federacji ruszyly do ataku z nowa wiara w
    zwyciestwo.
    Wielu Jedi wyladowalo tez na Coruscant. Mikolaj wciaz
    stojac samotnie na ladowisku, wsrod dymu, ognia i bitewnej
    wrzawy, widzial ladujace transportery, Jedi wkraczajacych
    do gmachu Senatu, slyszal odglosy walki. Jesli Asetine`owi
    sie powiedzie armii Jedi nic nie zatrzyma.

    [podrzuccie mi jakiegos wroga, zdrajce, waznego
    renegackiego sitha albo inna kanalie, do walki!!! nie mam
    pomyslu, z kim moglbym sie bic, a chce zeby to byla jakas
    wazna osobistosc ;-))) jakis np. dowodca oddzialow
    renegackich sithow na Coruscant, moze byc? jak tak, to
    jeszcze dzisiaj go zabije ;-)))]

    --
    www.kazimierz.com
  • Gość: digan IP: *.pl / 217.117.129.* 16.11.02, 13:44
    mikolaj7 napisał:

    > [spox.. przyjmijmy, ze ja nieobieglem do tego wahadlowca i
    > zostalem na coruscant]
    >
    > - Cholera.. - wydyszal Mikolaj widzac oddalajacy sie
    > wahadlowiec z Asetinem na pokladzie. - Luke, oslaniajcie
    > wahadlowiec!! - wykrzyczal do komunikatora.
    > Przez trzaski przedarl sie glos Luke.
    > - Juz, wkraczamy w na orbite, widze wahadlowiec. I Kule
    > tez - dodal po krotkim milczeniu. - Niedobrze. Jedi na
    > pozycjach. Atakujemy.
    > Zza ksiezycow Coruscant wyleciala flota Jedi. Kilka tysiecy
    > mniejszych statkow kierowanych przez drony, kilkaset z
    > rycerzami jedi, a takze wieksze, przeznaczone do desantu.
    > Uderzyly na tyly armii Renegatow, odwracajac ich uwage od
    > cofajacej sie armii Xionca. Wrog znalazl sie w kleszczach,
    > oddzialy federacji ruszyly do ataku z nowa wiara w
    > zwyciestwo.
    > Wielu Jedi wyladowalo tez na Coruscant. Mikolaj wciaz
    > stojac samotnie na ladowisku, wsrod dymu, ognia i bitewnej
    > wrzawy, widzial ladujace transportery, Jedi wkraczajacych
    > do gmachu Senatu, slyszal odglosy walki. Jesli Asetine`owi
    > sie powiedzie armii Jedi nic nie zatrzyma.
    >
    > [podrzuccie mi jakiegos wroga, zdrajce, waznego
    > renegackiego sitha albo inna kanalie, do walki!!! nie mam
    > pomyslu, z kim moglbym sie bic, a chce zeby to byla jakas
    > wazna osobistosc ;-))) jakis np. dowodca oddzialow
    > renegackich sithow na Coruscant, moze byc? jak tak, to
    > jeszcze dzisiaj go zabije ;-)))]

    <okej, biorę to na siebie:)>
    Darth Kimgash stał na pokładzie statku i z góry sterwał walką. To była jego
    wygrana i to pewna. Armie Xionica cofały się, ponosiły spore straty.
    Nagle, gdzieś z lewej strony ruszyła do walki nowa siła: Jedi.
    Kimgash zaklał. Spodziewał się ich, ale nie w takiej sile. zaczęli się wrzerać
    w pozycje Sithów, działając rozbijając ich szeregi.
    Pora wkroczyć do akcji.
    Odpalił swój bicz śwlietlny, którym mógł zabić nawet byłego ucznia Azubina i
    ruszył ze swoim oddziałem do walki.
    - Treyferowie! - krzyknął w komunikator - DO boju!
    Zeskoczył z transprotera, razem z innymi. Wpadł prosto w oddział Mikołaja i
    zaczął walkę.
    Tak jak było ustalone, nikt nie miał mu pomagać. Bicz świetlny to zbyt
    rozrzutna broń i mogła poranić jego towarzyszy.
    Wrogowie padali jak muchy. W końcu bicz mógł ranić kilku naraz.
    Jeden z budynków został wzięty przez wroga i stamtąd prowadził ostrzał.
    Sith skupił całą moc i budynek zaczął pękać. Po chwili runął z hukiem.
    transportery, które znajdowały się niedaleko, rostrzasały się w ferii blasków.

    Walka wrzała.

    *

    Eli-Hiko rzucił się w tłum wrogów. Z trusdem odbijał strzały laserów. Nie był
    na to przygotowany. Chcąc nie chcą musiałsię wycofywać. Nagle gdzieś w tłumie
    zobaczył Palpatine`a. Może to było złudzenie, albo halucynacje. Przypomniał
    sobie cios, jaki zadał Swemu mistrzowi. Kiedyś.
    Jego miecz zaczął latać jak błyskawica. Roztrzaskiwał armie wrogów niczym grom.
    Biegł przez tłumy i wyorywał sobie drogę wsród krwi i popiołów.
    Wpadł do jednego z budynków, z którego Renegaci ciskali granatami. Wbiegł i
    zaczął roztrzaskiwać droidy, maszyny.
    Przed nim stanął Renegat.
    Bez słowa zaczął walkę. Sith był wyraźnie zdumiony jego mocą. W Eli-hiko
    pokonał go.
    Budynek został przejęty przez oddziały broniące się.
    Nalge zaczął pękać.
    ..
  • darthazubin 16.11.02, 14:19
    > <okej, biorę to na siebie:)>
    > Darth Kimgash stał na pokładzie statku i z góry sterwał walką. To była jego
    > wygrana i to pewna. Armie Xionica cofały się, ponosiły spore straty.
    > Nagle, gdzieś z lewej strony ruszyła do walki nowa siła: Jedi.
    > Kimgash zaklał. Spodziewał się ich, ale nie w takiej sile. zaczęli się
    wrzerać
    > w pozycje Sithów, działając rozbijając ich szeregi.
    > Pora wkroczyć do akcji.
    > Odpalił swój bicz śwlietlny, którym mógł zabić nawet byłego ucznia Azubina i
    > ruszył ze swoim oddziałem do walki.
    > - Treyferowie! - krzyknął w komunikator - DO boju!
    > Zeskoczył z transprotera, razem z innymi. Wpadł prosto w oddział Mikołaja i
    > zaczął walkę.
    > Tak jak było ustalone, nikt nie miał mu pomagać. Bicz świetlny to zbyt
    > rozrzutna broń i mogła poranić jego towarzyszy.
    > Wrogowie padali jak muchy. W końcu bicz mógł ranić kilku naraz.
    > Jeden z budynków został wzięty przez wroga i stamtąd prowadził ostrzał.
    > Sith skupił całą moc i budynek zaczął pękać. Po chwili runął z hukiem.
    > transportery, które znajdowały się niedaleko, rostrzasały się w ferii blasków.
    >
    > Walka wrzała.
    >
    > *
    >
    > Eli-Hiko rzucił się w tłum wrogów. Z trusdem odbijał strzały laserów. Nie był
    > na to przygotowany. Chcąc nie chcą musiałsię wycofywać. Nagle gdzieś w tłumie
    > zobaczył Palpatine`a. Może to było złudzenie, albo halucynacje. Przypomniał
    > sobie cios, jaki zadał Swemu mistrzowi. Kiedyś.
    > Jego miecz zaczął latać jak błyskawica. Roztrzaskiwał armie wrogów niczym
    grom.
    >
    > Biegł przez tłumy i wyorywał sobie drogę wsród krwi i popiołów.
    > Wpadł do jednego z budynków, z którego Renegaci ciskali granatami. Wbiegł i
    > zaczął roztrzaskiwać droidy, maszyny.
    > Przed nim stanął Renegat.
    > Bez słowa zaczął walkę. Sith był wyraźnie zdumiony jego mocą. W Eli-hiko
    > pokonał go.
    > Budynek został przejęty przez oddziały broniące się.
    > Nalge zaczął pękać.
    > ..

    Wydawalo sie, ze nic nie moze powstrzymac piekla, ktore rozpetalo sie wokol
    nich. Jedi, Sithowie, zolnierze Republiki, okrety flagowe Federacji Handlowych,
    krazowniki Renegatow i okrety Jedi... wszystko splatane ze soba w smiertelnym
    tancu smierci. A posrod tego wszystkiego malenki wahadlowiec zdazajacy w strone
    wydajacej sie rosnac z kazda chwila Kuli Ciemnosci. Azubin skorygowal kurs.
    Coraz mocniej czul pulsowanie Krysztalu Sithow... pulsowal tak jak jego serce.
    Teraz byl juz calkowicie zjednoczeni...
    Tymczasem na powierzchni planety nieopisany chaos powiekszal sie z kazda
    chwila. Najstarsi mieszkancy, ktorzy pamietali starszliwa wojne domowa, nie
    mogli przypomniec sobie niczego, co mogloby sie rownac z ta apokalipsa. Budynek
    Senatu stal w gruzach. Takze z trafionego wielokrotnie Palacu Wielkiego
    Kanclerza pozostala juz zaledwie jedna, uszkodzona sciana- zalosna pamiatka po
    wielkiej niegdys budowli.
    Cale dzielnice plonely. Wydawalo sie, ze plyna nimi rzeki ognia. Ognisty
    huragan niszczyl wszystko, co napotkal na swojej drodze... dokladnie tak, jak
    glosily przepowiednie.
    Posrod tego wszystkiego byla Askani. Pamietala dwa nakazy, ktore pozostawil
    jej Azubin- "trzymaj sie Xionica" i "uwazaj na swojego brata".
    Nie mowil jej niczego o walce. Wiedziala jednak, ze musi dzialac, gdyz ona i
    Xionic zostali odcieci od jego pozostalych zolnierzy i otoczeni przez Sithow-
    renegatow.
    Nie byla juz dzieckiem na jakie wygladala, a jednak bala sie. Bala sie jak
    nigdy w zyciu... Azubin nauczyl ja walczyc, nauczyl ja korzystac z mocy... ale
    nie nauczyl jej jak ma radzic sobie z soba sama.
    Wyciagnela miecz swietlny i w ostatniej chwili odbila promien zmierzajacy ku
    Xionicowi promien blastera. Miala nadzieje, ze posilki nadejda szybko, bo sami
    nie mieli wielkich szans na przetrwanie...



  • Gość: Dorquon IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.11.02, 19:06
    W reku sciskal miecz. Walczyl. Coz mu pozostawalo? Kazda strona uwazala go za
    zolnierza wroga. Na planecie rozpetalo sie istne pieklo, wszedzie szalaly
    pozary, w powietrzu gesto bylo od walczacych ze soba statkow. W pewnej chwili
    pojawila sie nowa armia, setki statkow ladowaly na powierzchni by odepchnac
    najezdzcow, ale to nie mialo znaczenia. Ciemny ksztalt wciaz wisial nad nimi,
    czul jego potege, walka z tak silnym wrogiem byla z gory przegrana. Mimo to
    walczyl, a ciemny ksztalt przyslanial slonce. Ogromny, czarny, fascynujacy...
  • darthazubin 16.11.02, 20:11
    Gość portalu: Dorquon napisał(a):

    > W reku sciskal miecz. Walczyl. Coz mu pozostawalo? Kazda strona uwazala go za
    > zolnierza wroga. Na planecie rozpetalo sie istne pieklo, wszedzie szalaly
    > pozary, w powietrzu gesto bylo od walczacych ze soba statkow. W pewnej chwili
    > pojawila sie nowa armia, setki statkow ladowaly na powierzchni by odepchnac
    > najezdzcow, ale to nie mialo znaczenia. Ciemny ksztalt wciaz wisial nad nimi,
    > czul jego potege, walka z tak silnym wrogiem byla z gory przegrana. Mimo to
    > walczyl, a ciemny ksztalt przyslanial slonce. Ogromny, czarny, fascynujacy...

    Ku olbrzymiemu ksztaltowi zblizal sie niewielki, niedostrzegalny dla
    odleglego obserwatora stateczek. Wydawalo sie, ze jego lot jest samobojczy, ze
    od woli kierujacych poteznym statkiem zalezy jego dalsze istnienia.
    -Jakie sa Twoje plany D'e-geanie?- zapytal Azubin po raz kolejny korygujac
    kurs.
  • perlotiel 17.11.02, 09:16
    czekala na niego od dobrej godziny. wlasnie nadbiegal z zachodniej strony.
    nagle zatrzymal sie i niepewnie wyciagnal miecz.
    "schowaj go lepiej, bo w walce ze mna i tak jestes skazany na przegrana. tym
    bardziej ze nie mam zlych zamiarow"
    Darquon sam nie wiedzac czemu posluchal tajemniczej postaci.
    "jestem perlotiel. to ci powinno wystarczyc. teraz sluchaj uwaznie: nie mam
    duzo czasu. Azubin jest tak zaslepiony swoja wladza, ze do konca nie jest
    swiadom z czym ma do czynienia. wierzy ze krysztal pomoze mu pokonac
    apokaliptyczna zaglade. nie sluchal mnie na poczatku, wiec sam musi poniesc
    konsekwencje swojego postepowania"
    siegnela do kieszeni czarnego plaszczu i wyjesla male pudeleczko. z pudeleczka
    natomist naszyjnik z perla. "prosze. wez to i lec za wachadlowcem Azubina.
    jedyny sposob na pokonanie wroga to polaczona sil perly i krysztalu. niestety
    nie mialam za duzo czasu na wybranie odpowiedniego czlowieka do tego zadania.
    mam jednak nadzieje, ze sprostasz temu, a co wazniejsze - nie zdradzisz.
    Wybralam jednak ciebie, bo jestes neutralny, przynajmniej tak sadzilam."
    na chwile zamilkla.
    "powodzenia..."
  • Gość: digan IP: *.pl / 217.117.129.* 17.11.02, 10:49
    - jak to jakie. Mam ci zamiar pomóc. Chyba, że nie chcesz, wtedy odpale kabine
    ewakuacyjną i ląduje na planecie.
    Azubin milczał.
    Nagle D`e-gean spojrzał w radar.
    - O! ktoś za nami leci. - (i to takim tonem, jak w "Killerze">>O, komisarz
    ryba<< ;))
    Azubin także spojrzał w tą stronę.
    - on nam chce też chyba pomóc, inaczej już dawno zacząłby strzelać..

    digan.
  • darthazubin 17.11.02, 11:21
    Gość portalu: digan napisał(a):

    > - jak to jakie. Mam ci zamiar pomóc. Chyba, że nie chcesz, wtedy odpale
    kabine
    >
    > ewakuacyjną i ląduje na planecie.
    > Azubin milczał.
    > Nagle D`e-gean spojrzał w radar.
    > - O! ktoś za nami leci. - (i to takim tonem, jak w "Killerze">>O, komisar
    > z
    > ryba<< ;))
    > Azubin także spojrzał w tą stronę.
    > - on nam chce też chyba pomóc, inaczej już dawno zacząłby strzelać..


    -Chyba, ze jego plany sa bardziej perfidne...- dokonczyl- nie moge ryzykowac.
    Skoro chcesz mi pomoc przygotuj sie... Czeka nas najciezsza walka w calym
    naszym zyciu.
    Kiedy mowil te slowa jego postac zaczela sie zmieniac. D'e-gean w milczeniu
    przygladal sie jego przemianie w Asetine'a, Binzata i tych wszystkich, ktorymi
    byl przez te lata. To byl jednak tylko poczatek.
    Wydawalo mu sie, ze w kazdym ulamku sekundy postac Azubina przypomina mu
    kogos innego- Vadera, Tyrranusa, Sidiousa, Maula, K'erotha, Bane'a... i tysiace
    innych. Tych, ktorych znal ze starozytnych wizerunkow i tych, ktorych imiona
    pokryl kurz niepamieci.
    I nagle D'e-gean zdal sobie sprawe, ze on rzeczywiscie byl nimi wszystkimi...
    byl nimi wszystkimi przez te niekonczace sie tysiaclecia. Jego mistrz ponownie
    przybral postac Dartha Azubina, jednak nie byl juz nim... przynajmniej nie do
    konca. Wydawalo sie, ze jego cialo jest utkane z ciemnej mgly... Nie byl juz
    tylko soba, lecz ucielesniona Ciemna Strona Mocy, ktora przybyla, aby ukarac
    odstepcow. Zdawalo sie, ze Krysztal Sithow zlal sie w jedno z jego cialem.
    -Chodz zatem- powiedzial- nadchodzi czas, abysmy wypelnili nasze
    przeznaczenie, aby pradawne przepowiednie okazaly sie prawda.
    Z Kuli Ciemnosci wystrzelily tysiace pocikow... wszystkie jednak jakims
    cudownym sposobem omijaly ich wahadlowiec... D'e-gean katem oka spostrzegl, ze
    kilkanascie trafilo lecacy za nimi statek, nie mogl byc jednak pewien, czy
    zostal unicestwiony.
    Wahadlowiec powoli opadl na ladowisko wewnatrz Kuli Ciemnosci...
    Zapadla chwila niekonczacej sie- jak sie wydawalo- ciszy. Azubin i D'e-gean
    siegneli po swoje miecze przygotowujac sie na spotkanie stojacych naprzeciwko
    nich wojownikow.
    A potem rozpetalo sie pieklo...
  • Gość: Dorquon IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.11.02, 12:20
    Czemu posluchal tajemniczej postaci? Czul ze ten przedmiot, perla, moglaby dac
    mu wielka moc, a jednak posluchal, polecial jak ostatni kretyn za statkiem.
    Wiedzial, ze nic nie zdola unicestwic poteznej kuli.
    Z kuli zaczely leciec pociski, byl pewien, ze to juz koniec. Statek trzasl
    sie, jakby mial sie zaraz rozleciec.
    Nim zdazyl cokolwiek zrobic na pokladzie znalazl sie odzial wroga. Walka nie
    miala sensu, poddal sie od razu. Przeciwnicy zabrali go do wnetrza kuli. To co
    widzial z planety bylo niczym w porownaniu z prawdziwym ogromem kuli.
  • darthazubin 17.11.02, 13:40
    Gość portalu: Dorquon napisał(a):

    > Czemu posluchal tajemniczej postaci? Czul ze ten przedmiot, perla, moglaby
    dac
    > mu wielka moc, a jednak posluchal, polecial jak ostatni kretyn za statkiem.
    > Wiedzial, ze nic nie zdola unicestwic poteznej kuli.
    > Z kuli zaczely leciec pociski, byl pewien, ze to juz koniec. Statek trzasl
    > sie, jakby mial sie zaraz rozleciec.
    > Nim zdazyl cokolwiek zrobic na pokladzie znalazl sie odzial wroga. Walka nie
    > miala sensu, poddal sie od razu. Przeciwnicy zabrali go do wnetrza kuli. To
    co
    > widzial z planety bylo niczym w porownaniu z prawdziwym ogromem kuli.


    -A wiec wreszcie- dobiegl go glos z ciemnosci- nasza agentka dobrze wypelnila
    swoje zadanie. Wiedz poslancu, ze nagroda za dostarczenie nam naszego
    pradawnego artefaktu Cie nie ominie.

    * * *

    W tym samym momencie na drugim krancu kuli dobiegala konca walka. Azubin i
    D'e-gean spojrzeli na siebie z wzajemnym podziwem. Nigdy bowiem jeszcze w
    dziejach dwoch wojownikow, czy to Jedi, czy Sithow, nie stoczylo tak wspanialej
    i chwalebnej walki, godnej tego, aby w eposach przekazac ja kolejnym
    pokoleniom... niestety nie bylo nikogo, kto moglby ja upamietnic.
    Powoli ruszyli przed siebie, kroczac po cialach pokonanych wrogow.
    nagle Azubin poczul zlowrogi wplyw. Cos sie stalo. Renegaci otrzymali cos,
    czego nigdy nie powinni byli otrzymac... niewazne. Nic nie moglo go juz
    powstrzymac.
    W tej samej chwili on i D'e-gean wyczuli siedem zlowrogich bytow, ktore
    zblizaly sie ku nim.
    -Renegaci. Przygotuj sie D'e-geanie na walke straszliwsza, niz wszystko, co
    miales okazje w zyciu doswiadczyc. Wyobraz sobie przeciwnikow, ktorzy zyja od
    tysiacleci... od tysiacleci doskonala sie w walce i wladaniu moca. Jesli
    naprawde chcesz mi dzis pomoc moj synu... masz okazje, tego dokonac.
  • Gość: digan IP: *.pl / 217.117.129.* 17.11.02, 15:05
    darthazubin napisał:

    > Gość portalu: Dorquon napisał(a):
    >
    > > Czemu posluchal tajemniczej postaci? Czul ze ten przedmiot, perla, moglaby
    >
    > dac
    > > mu wielka moc, a jednak posluchal, polecial jak ostatni kretyn za statkiem
    > .
    > > Wiedzial, ze nic nie zdola unicestwic poteznej kuli.
    > > Z kuli zaczely leciec pociski, byl pewien, ze to juz koniec. Statek trzasl
    >
    > > sie, jakby mial sie zaraz rozleciec.
    > > Nim zdazyl cokolwiek zrobic na pokladzie znalazl sie odzial wroga. Walka n
    > ie
    > > miala sensu, poddal sie od razu. Przeciwnicy zabrali go do wnetrza kuli. T
    > o
    > co
    > > widzial z planety bylo niczym w porownaniu z prawdziwym ogromem kuli.
    >
    >
    > -A wiec wreszcie- dobiegl go glos z ciemnosci- nasza agentka dobrze
    wypelnila
    >
    > swoje zadanie. Wiedz poslancu, ze nagroda za dostarczenie nam naszego
    > pradawnego artefaktu Cie nie ominie.
    >
    > * * *
    >
    > W tym samym momencie na drugim krancu kuli dobiegala konca walka. Azubin i
    > D'e-gean spojrzeli na siebie z wzajemnym podziwem. Nigdy bowiem jeszcze w
    > dziejach dwoch wojownikow, czy to Jedi, czy Sithow, nie stoczylo tak
    wspanialej
    >
    > i chwalebnej walki, godnej tego, aby w eposach przekazac ja kolejnym
    > pokoleniom... niestety nie bylo nikogo, kto moglby ja upamietnic.
    > Powoli ruszyli przed siebie, kroczac po cialach pokonanych wrogow.
    > nagle Azubin poczul zlowrogi wplyw. Cos sie stalo. Renegaci otrzymali cos,
    > czego nigdy nie powinni byli otrzymac... niewazne. Nic nie moglo go juz
    > powstrzymac.
    > W tej samej chwili on i D'e-gean wyczuli siedem zlowrogich bytow, ktore
    > zblizaly sie ku nim.
    > -Renegaci. Przygotuj sie D'e-geanie na walke straszliwsza, niz wszystko, co
    > miales okazje w zyciu doswiadczyc. Wyobraz sobie przeciwnikow, ktorzy zyja od
    > tysiacleci... od tysiacleci doskonala sie w walce i wladaniu moca. Jesli
    > naprawde chcesz mi dzis pomoc moj synu... masz okazje, tego dokonac.

    Postacie te były szare, utkane z takiej mgły jak Azubin. Twarze ich były dkryte
    pod kapturem, palce szybko wędrowały po rękojeściaach mieczów.
    - Czekaj, Azubinie, chwila moment - szepnął D`e-gean.
    Rozpłynąl się na chwilę, by pojawić się na powrót w lekkiej mgle.
    - Moja przemiana nie była tak silna jak twoja... to wszystko dzięki
    kryształowi - Powiedział.
    Odpalili swoje miecze. Już wiedział, że Azubin przewidywał tą chwilę od dawna.
    Stąd ten miecz, który mu podarował..
    Postacie nadal stały bez ruchu. Jednak zaczeła obok nich rosnąć niebezpeczna,
    czerwona poświata.
    Ich bronie nagle błysnęły...
    < i tu mam pytanie, czy renegaci mają zwykłe miecze, czy raczej jakieś
    udziwniane bronie, typu ten bicz świetlny?>
  • darthazubin 17.11.02, 16:37
    Gość portalu: digan napisał(a):

    > Postacie te były szare, utkane z takiej mgły jak Azubin. Twarze ich były
    dkryte
    >
    > pod kapturem, palce szybko wędrowały po rękojeściaach mieczów.
    > - Czekaj, Azubinie, chwila moment - szepnął D`e-gean.
    > Rozpłynąl się na chwilę, by pojawić się na powrót w lekkiej mgle.
    > - Moja przemiana nie była tak silna jak twoja... to wszystko dzięki
    > kryształowi - Powiedział.
    > Odpalili swoje miecze. Już wiedział, że Azubin przewidywał tą chwilę od
    dawna.
    > Stąd ten miecz, który mu podarował..
    > Postacie nadal stały bez ruchu. Jednak zaczeła obok nich rosnąć niebezpeczna,
    > czerwona poświata.
    > Ich bronie nagle błysnęły...
    > < i tu mam pytanie, czy renegaci mają zwykłe miecze, czy raczej jakieś
    > udziwniane bronie, typu ten bicz świetlny?>

    <moim zdaniem najlepsze bylyby normalne miecze, ale w zasadzie nie mam nic
    przeciwko roznym udziwnieniom, zwlaszcza jesli pasuje Ci to do jakiegos ladnego
    opisu ;)))>

    Siedmiu zatrzymalo sie.
    Najpierw poslali swoich uczniow. D'e-gean i Azubin dzialali instynktownie.
    Jednoczesnie skoczyli do przodu, rozpolawiajac przeciwnikow stojacych
    najblizej. Kilku usilowalo stawic im opor, bylo to jednak daremne. Nic nie
    moglo powstrzymac wscieklej furii Lorda Sith i jego bylego ucznia.
    Pozostali uczniowie Renegatow niepewnie cofneli sie pare krokow. Od
    dziesiecioleci byli szkoleni w walce... ale przez caly ten czas przekonywano
    ich, ze sily Republiki nie osmiela sie stawic im oporu, ze wszyscy beda padac
    przed nimi i prosic o laske... Tymczasem ich silom na planecie przeciwstawila
    sie ogromna armia, ich flota w przestrzeni powietrznej Couruscant napotkala
    opor Jedi, a oni sami... oni sami stali naprzeciw dwoch najstraszliwszych
    wojownikow, jakich znala ludzkosc... ktorym nikt <no, moze poza Najwiekszym
    Zyjacym Jei ;)))> nie byl sie w stanie przeciwstawic.
    "D'e-geanie" Azubin przeslal wiadomosc telepatyczna "Oni beda probowali nas
    zatrzymac. Czas dziala na ich korzysc. Musze dostac sie do samego srodka Kuli.
    Tam bede mogl dokonac pelnego rytualu"
    Krysztal zaczal jasniec czerwonym blaskiem, ktory powoli oblal D'e-geana i
    jego bylego mistrza. Moc Ciemnej Strony splynela na obu.
    Moc, ktora bardzo byla im potrzebna, gdyz Siedmiu powoli ruszylo do przodu.
    Ostrza ich swietlistych broni <tu zostawiam opis dla Twojej wyobrazni,
    Diganie ;))> blyszczaly przedwiecznym, szkarlatnym blaskiem...
    A tymczasem na Couruscant i niebie nad planeta szalala najstraszliwsza bitwa,
    jaka Republika widziala w swoich dziejach...
  • Gość: digan IP: *.pl / 217.117.129.* 17.11.02, 18:51
    darthazubin napisał:

    > Gość portalu: digan napisał(a):
    >
    > > Postacie te były szare, utkane z takiej mgły jak Azubin. Twarze ich były
    > dkryte
    > >
    > > pod kapturem, palce szybko wędrowały po rękojeściaach mieczów.
    > > - Czekaj, Azubinie, chwila moment - szepnął D`e-gean.
    > > Rozpłynąl się na chwilę, by pojawić się na powrót w lekkiej mgle.
    > > - Moja przemiana nie była tak silna jak twoja... to wszystko dzięki
    > > kryształowi - Powiedział.
    > > Odpalili swoje miecze. Już wiedział, że Azubin przewidywał tą chwilę od
    > dawna.
    > > Stąd ten miecz, który mu podarował..
    > > Postacie nadal stały bez ruchu. Jednak zaczeła obok nich rosnąć niebezpecz
    > na,
    > > czerwona poświata.
    > > Ich bronie nagle błysnęły...
    > > < i tu mam pytanie, czy renegaci mają zwykłe miecze, czy raczej jakieś
    > > udziwniane bronie, typu ten bicz świetlny?>
    >
    > <moim zdaniem najlepsze bylyby normalne miecze, ale w zasadzie nie mam nic
    > przeciwko roznym udziwnieniom, zwlaszcza jesli pasuje Ci to do jakiegos
    ladnego
    >
    > opisu ;)))>
    >
    > Siedmiu zatrzymalo sie.
    > Najpierw poslali swoich uczniow. D'e-gean i Azubin dzialali instynktownie.
    > Jednoczesnie skoczyli do przodu, rozpolawiajac przeciwnikow stojacych
    > najblizej. Kilku usilowalo stawic im opor, bylo to jednak daremne. Nic nie
    > moglo powstrzymac wscieklej furii Lorda Sith i jego bylego ucznia.
    > Pozostali uczniowie Renegatow niepewnie cofneli sie pare krokow. Od
    > dziesiecioleci byli szkoleni w walce... ale przez caly ten czas przekonywano
    > ich, ze sily Republiki nie osmiela sie stawic im oporu, ze wszyscy beda padac
    > przed nimi i prosic o laske... Tymczasem ich silom na planecie przeciwstawila
    > sie ogromna armia, ich flota w przestrzeni powietrznej Couruscant napotkala
    > opor Jedi, a oni sami... oni sami stali naprzeciw dwoch najstraszliwszych
    > wojownikow, jakich znala ludzkosc... ktorym nikt <no, moze poza Najwiekszym
    > Zyjacym Jei ;)))> nie byl sie w stanie przeciwstawic.
    > "D'e-geanie" Azubin przeslal wiadomosc telepatyczna "Oni beda probowali nas
    > zatrzymac. Czas dziala na ich korzysc. Musze dostac sie do samego srodka
    Kuli.
    > Tam bede mogl dokonac pelnego rytualu"
    > Krysztal zaczal jasniec czerwonym blaskiem, ktory powoli oblal D'e-geana i
    > jego bylego mistrza. Moc Ciemnej Strony splynela na obu.
    > Moc, ktora bardzo byla im potrzebna, gdyz Siedmiu powoli ruszylo do przodu.
    > Ostrza ich swietlistych broni <tu zostawiam opis dla Twojej wyobrazni,
    > Diganie ;))> blyszczaly przedwiecznym, szkarlatnym blaskiem...
    > A tymczasem na Couruscant i niebie nad planeta szalala najstraszliwsza
    bitwa,
    >
    > jaka Republika widziala w swoich dziejach...

    "Okej. Ja się nimi zajme, przynajmiej na chwile..." przesłał wiadomość.
    Ruszył do boju. Jak zauważył, Jeden z wojowników miał miecz podwójny, jeden dwa
    krótkie miecze i znalazł się też wojownik z biczem. Tego ostatniego zresztą
    znał najlepiej: w końcu to z nim pojedynkował się na planecie.
    Wpadł z szybkim piruetem prosto w wir walki. To była mordęga: wojownicy byli
    diablo szybcy, niesamowicie władali mieczem.
    Ruszył na tego z biczem. Teraz, pod taką postacią jaką był, był znacznie
    szybszy, wyczuwał także ruchy przeciwnika.
    - oo! - zasyczał renegat - Ale podskakujesz! Bo wiesz, nie dość, że zabiłem An-
    Nah, to jeszcze załatwiłem twojego ucznia, chociaż niedawno jeszcze był moim.
    D-e`gean nie zaeragował, walczył dalej. SZukał jednak myśli swego ucznia,
    nadaremno.
    - Nie zabijesz chyba swego brata, hę? - syczał dalej wojownik z mieczem. - Bo
    ja jestem twoim bratem, o mnie mówił Palpatine!
    Krzyknął z rozpaczy, rzucił się na renegata. Ominął sznur i rozciął go mieczem.
    Rozwiał się jak mgła, nie krzyknął nawet, ale fala, jaka powstała, zmiotła
    Sitha i Azubina z ziemi. Renegaci także z trudem stali na nogach.

    <okej. Nie wiem, czy dalej walczysz z D-e`geanem, Azubinie, czy odprawiasz
    swoje egzorcyzmy: dlatego nie opisywałem twoich działań>

    digan.
  • Gość: Dorquon IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.11.02, 19:22
    -A wiec wreszcie- dobiegl go glos z ciemnosci- nasza agentka dobrze
    wypelnila
    >
    > swoje zadanie. Wiedz poslancu, ze nagroda za dostarczenie nam naszego
    > pradawnego artefaktu Cie nie ominie.

    Sklonil sie lekko. Silil sie na spokoj, ale taki rozwoj wypadkow bardzo go
    zaskoczyl.
    -Pozwol mi panie tylko powrocic na planete, bym na miare swych mozliwosci
    pomogl twym niezliczonym slugom rozprawic sie z tym co pozostalo z Republiki.
    Uczyniles mi wielki zaszczyt powierzajac mej osobie tak wazna sprawe- lgal
    calkiem gladko, za uprzejmoscia kryjac gonitwe mysli jaka rozgrywala sie w
    jego glowie. Trudno go bylo nazwac tchorzem, ale sama obecnosc tajemniczych
    postaci przejmowala go trwoga. Szara postac kiwnela glowa.
    -Po naszym zwyciestwie otrzymasz nalezna ci nagrode- powiedziala nim zolnierze
    go odprowadzili do statku. Mimo calej swej potegi uwierzyla mu. Smial sie w
    duchu, nie na darmo nazywano go "krolem lgarzy".

    <Swoja droga czy to nie dziwne, ze strzelali do wlasnego poslanca?>
  • darthazubin 17.11.02, 18:56
    Darth Osertin szedl przez plonace Couruscant. Zgliszcza Senatu wokol
    napelnialy jego serce radoscia.
    To byl jego dzien. Siedmiu powierzyli mu dowodzenie operacja na ladzie. I
    wszystko szlo zgodnie z jego planem. W powietrzu flota Jedi troche namieszala,
    nie na tyle jednak, zeby Kula nie byla w stanie wszystkiego odwrocic.
    Pozostawalo tylko jedno. Tylko jedno, aby jego triumf byl pelny. Pozbawil
    zycia wielu Jedi. Nikt nie byl w stanie dotrzymac mu pola. Najwiekszy z
    zyjacych Jedi musial pasc do jego stop. A byl on tuz... bardzo blisko.
    -Wyjdz Mikolaju!- krzyknal chrapliwym glosem- nie ukrywaj sie juz dluzej i
    padnij przed potega renegatow!
    <walka do rozstrzygniecia przez Mikolaja>
  • perlotiel 17.11.02, 20:54
    tym razem przesadziles i to ostro. nie przypominam sobie, zebym prosila Cie o
    kierowanie moja postacia. co to znaczy w ogole "nasza agentka spisala sie
    swietnie" ? chyba sama powinnam zdecydowac po czyjej stronie stoje? no ale
    skoro tak bardzo spodobalo Ci sie kierowanie moja postacia, to proponuje, zebys
    kierowal nia juz do konca.
    pzdr
    Perlotiel
  • darthazubin 17.11.02, 21:10
    perlotiel napisała:

    > tym razem przesadziles i to ostro. nie przypominam sobie, zebym prosila Cie o
    > kierowanie moja postacia. co to znaczy w ogole "nasza agentka spisala sie
    > swietnie" ? chyba sama powinnam zdecydowac po czyjej stronie stoje? no ale
    > skoro tak bardzo spodobalo Ci sie kierowanie moja postacia, to proponuje,
    zebys
    >
    > kierowal nia juz do konca.
    > pzdr
    > Perlotiel

    Wcale nie przejalem nad nia kontroli. To okreslenie mialo tylko spowodowac
    lekkie zamieszenie, a poza tym wkurzylem sie po tym, kiedy pierwsza zaczelas
    rozwalac mi watek, dosc wyraznie ingerujac z kolei w to co dotyczylo mnie
    osobiscie (min. popychajac tam Dorquona).
    Coz, przykro mi jesli tak to odebralas i wcale nie mam, ani nie mialem
    zamiaru nia kierowac.
  • perlotiel 18.11.02, 18:21
    darthazubin napisał:

    > perlotiel napisała:
    >
    > > tym razem przesadziles i to ostro. nie przypominam sobie, zebym prosila Ci
    > e o
    > > kierowanie moja postacia. co to znaczy w ogole "nasza agentka spisala sie
    > > swietnie" ? chyba sama powinnam zdecydowac po czyjej stronie stoje? no ale
    >
    > > skoro tak bardzo spodobalo Ci sie kierowanie moja postacia, to proponuje,
    > zebys
    > >
    > > kierowal nia juz do konca.
    > > pzdr
    > > Perlotiel
    >
    > Wcale nie przejalem nad nia kontroli. To okreslenie mialo tylko spowodowac
    > lekkie zamieszenie, a poza tym wkurzylem sie po tym, kiedy pierwsza zaczelas
    > rozwalac mi watek, dosc wyraznie ingerujac z kolei w to co dotyczylo mnie
    > osobiscie (min. popychajac tam Dorquona).
    > Coz, przykro mi jesli tak to odebralas i wcale nie mam, ani nie mialem
    > zamiaru nia kierowac.

    ja Ci zaczelam rozwalac watek? jest roznica miedzy wprowadzaniem zwrotow akcji,
    a kierowaniem czyjas postacia. no ale wszystko powinno byc tak jak to sobie
    zaplanowales, prawda? w takim razie lepiej napisz ksiazke, a nie graj w RPG
    gdzie wlasnie chyba chodzi o takie nieoczekiwane zwroty akcji.
    niechciales kierowac moja postacia? ale i tak to zrobiles. albo bedziesz teraz
    nia kierowac do konca, albo lepiej bedzie ja usmierci.

    pzdr Perlotiel
  • Gość: Xionc IP: proxy / 213.77.7.* 18.11.02, 13:23
    darthazubin napisał:

    > -Nie lecimy na pewna smierc- odparl twardo Azubin- ja lece. Ty wrocisz na
    > planete... chyba, ze bedziesz chcial mi przeszkodzic. Mam nadzieje, ze tego
    nie
    >
    > zrobisz... Twoja smierc jest jedna z ostatnich rzeczy, ktorych pragne...
    chyba
    > wiesz juz dlaczego.
    > W tym momencie gwaltowne chybotanie wahadlowca uswiadomilo im, ze
    > wystartowali. Krysztal Sithow pulsowal wlasnym zyciem, zdawal sie byc
    > przepelniony moca. Azubin byl pewny, ze nie moze go juz nawet zdjac... byl
    juz
    > zbyt zwiazany z jego mroczna moca.
    >
    > A w tym samym czasie na planecie trwal morderczy boj. Azubin mial nadzieje,
    > ze Xionic znajdzie swietlny miecz, ktory podrzucil mu na chwile przed
    > katastrofa. Sam nie wiedzial dlaczego, ale byl pewny, ze Wicekrol bedzie
    > potrafil sie nim posluzyc i ze moze on mu bardzo pomoc.
    > Mroczni najezdzcy zalewali powierzchnie Couruscant. Zolnierze Republiki i
    > Xionica ramie w ramie opierali sie wrogowi, ktory przewazal jednak sama swoja
    > liczba. Wydawalo sie, ze nie ma juz dawnej nadziei. Nawet elitarne gwardie
    > Xionica i Asetine'a cofaly sie pod naporem wroga. Coraz bardziej stawalo sie
    > jasne, ze nie walcza juz o zwyciestwo, lecz jeszcze chwile zycia... tylko o
    to,
    >
    > aby usmiercic jak najwieksza liczbe wrogow.
    > To samo dzialo sie na calej planecie. Mroczny najezdzca, przybyly spoza
    > granic znanego wszechswiata dysponowal przewaga, ktora trudno bylo
    zrownowazyc.
    >
    > Takze na niebie nad Couruscant trwala szalencza walka miedzy krazownikami,
    > niszczycielami i mysliwcami Xionica, a tajemniczymi pojazdami. Walka, ktora
    > coraz bardziej wydawala sie beznadziejna.
    > Azubin spokojnie nastawil trase lotu. Nie patrzyl juz na ekrany. Wiedzial,
    ze
    >
    > nawet gdyby sily Republiki zwyciezyly na powierzchni planety i w kosmosie, to
    > nie zdolaja unicestwic Kuli Ciemnosci... a bez tego kazde zwyciestwo bylo
    tylko
    >
    > iluzja.
    > Nadchodzil czas, aby zagral najwazniejsza role swojego zycia...
    >
    >
    Xionc walczył z dwoma Sithami. Byli młodzi, ale nienawiścią, którą mieli w
    oczach można było obdzielić kilku starców. Ale to był ich błąd - przedkładali
    uczucia nad umiejętności. I spotkała ich kara, obaj zginęli, od celnych
    strzałów z blastera. Nie zdążyli nawet zdziwić się... Lecz nagle oczom Xionca
    ukazał się widok przerażający - ponad swumentrowy Sith stanął nad nim z mieczem
    gotowym do ciosem. Uskoczył, ale blaster wyoadł mu z ręki i runął w zniszczony
    szyb windy. Podniósł się i zaczął biec. Nagle w kieszeni poczuł coś czego
    wcześniej tam nie było... Miecz?! alE JA NIE UMIEM SIĘ TYM POSŁUGIWAĆ! NIE
    JESTEM JEDI - myślał. Napastnik był coraz bliżej. Sięgnął do kieszeni i
    instynktownie uruchomił miecz. Laser błysnął i zazgrzytał znajomym dźwiękiem.
    Sith siłą Mocy próbował wyrwać mu go z dłoni. Moc jednak była tak silna, że
    pociągnęła Wicekróla wraz z bronią. Która się nie wyłączayła. Z impetem wpadł
    na Sitha, a laserowe ostrze zatopiło się w ciele olbrzyma...

    Mając chwilę wytchnienia, sięgnął po miniaturowy interkom:
    - przyślijcie mi jakiś transport na lądowisko. Ktokolwiek! Natychmiast.!
  • Gość: Xionc IP: proxy / 213.77.7.* 18.11.02, 12:59
    Miał władzę... Specjalne pełnomocnictwa otrzymane od Kanclerza były ogromne,
    ale nie intersesowały go bo w pierwszej kolejności chciał dotrzymać słowa
    danego sojusznikom...
    - Generale Dra'el - powiedział do interkomu - proszę osłaniać wahadłowiec,
    który za chwilę odleci z Corruscant. Za wszelką cenę!
  • Gość: Xionc IP: proxy / 213.77.7.* 20.11.02, 09:53
    Kończymy ten wątek?
  • darthazubin 20.11.02, 18:12
    Gość portalu: Xionc napisał(a):

    > Kończymy ten wątek?

    Nie mam pojecia. Ja czekam az dopisze sie Digan. Jesli nie zrobi tego przez
    pare dni to zakoncze swoj watek (tak dla porzadku, nie zostalo tam juz wiele
    akcji), a ostateczne sprzatanie pozostanie Tobie.
  • Gość: digan IP: *.pl / 217.117.129.* 20.11.02, 18:26
    <uwaga. Jesli jednak nie kończymy, wątek ten pomijamy.>

    D-e`gean (no jednak zaczynamy ode mnie:)) leżał ciężko poraniony. Stało nad nim
    pięć postaci. Cienie. Jedna z nich jednak była kobietą.
    Podeszła do niego, chociaż reszta tego nie widziała.
    - Śmierć - powieidział. - Witaj.
    - Tak. - Śmierć uśmiechnęła się - to ja.
    - Przyszłaś po mnie?
    - Nie, po nich.
    Nagle postacie wzdrygnęły się. Spojrzały wszystkie na Zimną drobną kobietę.
    Poruszyły się, krzyknęły.
    "Azubin już skończył" pomyślał.

    *

    Eli-hiko Poczuł na sobie dłoń. To dziewczyna, którą zobaczył u Azubina
    wyciągnęła go z gruzów. CZuł, jak go ciągnie po wertepach. Ręce jej dygotały.
    Była zmęczona.
    - Dziękuje ci...
    - Nie ma za co, Synu Drake`a, wnuku Mace`a ucznia D`e-geana, kiedyś Łowcy z
    Biczem. Nie ma za co.

    *

    Mikołaj patrzył na na ruiny. Obok niego stał Xionc. Wszędzie płonęły jakieś
    szkielety budowli, wraki transporterów leżały w kilku najdziwniejszych
    miejscach. Ciała żołnierzy były mocą przenoszone w jedno miejsce. Jeńcy jechali
    w transporterach naziemnych.
    Niebo było jasne i czyste, bez najmiejszego śladu chmury, czy Ciemności. Zachód
    rozświetlał zgliszcza. Tylko dwa statki leciały po niebie.
    "przed nami nowa era!!" krzyczęli żołnierze w tle.
    Mikołaj i Xionc milczeli.

    *

    Dorquon reperował statek. Chyba jednak pójdzie na złom... Uszkodzenia po
    wybuchu nie są juz do naprawienia. Szkoda.
    Kupi nowy i zostanie pilotem. Jak Han Solo...?

    Digan.
  • Gość: Dorquon IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.11.02, 19:32
    Gość portalu: digan napisał(a):

    > <uwaga. Jesli jednak nie kończymy, wątek ten pomijamy.>
    >
    > D-e`gean (no jednak zaczynamy ode mnie:)) leżał ciężko poraniony. Stało nad
    nim
    >
    > pięć postaci. Cienie. Jedna z nich jednak była kobietą.
    > Podeszła do niego, chociaż reszta tego nie widziała.
    > - Śmierć - powieidział. - Witaj.
    > - Tak. - Śmierć uśmiechnęła się - to ja.
    > - Przyszłaś po mnie?
    > - Nie, po nich.
    > Nagle postacie wzdrygnęły się. Spojrzały wszystkie na Zimną drobną kobietę.
    > Poruszyły się, krzyknęły.
    > "Azubin już skończył" pomyślał.
    >
    > *
    >
    > Eli-hiko Poczuł na sobie dłoń. To dziewczyna, którą zobaczył u Azubina
    > wyciągnęła go z gruzów. CZuł, jak go ciągnie po wertepach. Ręce jej dygotały.
    > Była zmęczona.
    > - Dziękuje ci...
    > - Nie ma za co, Synu Drake`a, wnuku Mace`a ucznia D`e-geana, kiedyś Łowcy z
    > Biczem. Nie ma za co.
    >
    > *
    >
    > Mikołaj patrzył na na ruiny. Obok niego stał Xionc. Wszędzie płonęły jakieś
    > szkielety budowli, wraki transporterów leżały w kilku najdziwniejszych
    > miejscach. Ciała żołnierzy były mocą przenoszone w jedno miejsce. Jeńcy
    jechali
    >
    > w transporterach naziemnych.
    > Niebo było jasne i czyste, bez najmiejszego śladu chmury, czy Ciemności.
    Zachód
    >
    > rozświetlał zgliszcza. Tylko dwa statki leciały po niebie.
    > "przed nami nowa era!!" krzyczęli żołnierze w tle.
    > Mikołaj i Xionc milczeli.
    >
    > *
    >
    > Dorquon reperował statek. Chyba jednak pójdzie na złom... Uszkodzenia po
    > wybuchu nie są juz do naprawienia. Szkoda.
    > Kupi nowy i zostanie pilotem. Jak Han Solo...?
    >
    > Digan.
    >

    Jesli pozwolisz sproboje napisac zakonczenie dotyczace mnie samemu.

    Odwrocil sie, za statkiem kula rozsypywala sie w drobne kawalki. Poczol lekkie
    zaklopotanie, przed chwila dostarczyl im potezny artefakt, a teraz bedzie
    musial znow zmienic strone w konflikcie. Bylo mu to dziwnie obojetne.
    Wlasciwie nic go tu juz nie trzymalo, mogl odejsc spokojnie. Zadni
    zwierzchnicy nie beda juz stac nad nim. Cala ambicja, rzadza wladzy oposcila
    go w jednej chwili. Strzepnal wyimaginowany pylek z rekawa. Poczul sie
    nieswojo, nigdy nie nachodzily go takie mysli, ale bylo mu to juz obojetne,
    zupelnie obojetne... Chyba sie starzal, pragnal tylko ulokowac sie w jakims
    spokojnym miejscu do konca swych dni.

  • Gość: digan IP: *.pl / 217.117.129.* 20.11.02, 21:11
    - To już rok.
    - Już rok...
    Azubin siedział w fotelu, rozparty wygodnie, sączył spokojnie jakiś drogi
    alkohol.
    D`e-gean siedział po drugiej stronie biurka, nic nie pił.
    - Więc jednak?
    - Jednak będe Jedi. Tak jak zamierzałem 21 lat temu.
    Słońce wpadało przez szyby, oświetlając barwne wzory na dywanie.
    - porszę, to twój miecz.
    Położyl rękojeść na biurku

    <dzięki wszystkim, wspaniale mi sie z wami grało. Mam nadzieje na trzecią
    cześć:)>
  • darthazubin 20.11.02, 21:40
    Gość portalu: digan napisał(a):

    > - To już rok.
    > - Już rok...
    > Azubin siedział w fotelu, rozparty wygodnie, sączył spokojnie jakiś drogi
    > alkohol.
    > D`e-gean siedział po drugiej stronie biurka, nic nie pił.
    > - Więc jednak?
    > - Jednak będe Jedi. Tak jak zamierzałem 21 lat temu.
    > Słońce wpadało przez szyby, oświetlając barwne wzory na dywanie.
    > - porszę, to twój miecz.
    > Położyl rękojeść na biurku
    >

    Kiedy D'e-gean wyszedl Azubin przez chwile jeszcze wpatrywal sie w
    przestrzen.
    Przezyl. Uratowali go, gdy Kula Ciemnosci rozblysnela swiatlem jasniejszym
    niz setki gwiazd... Sam nie wiedzial, skad znalazl w sobie te sile. Pamietal
    jak przez mgle. Renegaci zaatakowali. Rzucil swoj miecz D'e-eganowi i ruszyl,
    aby wypelnic swoje przeznaczenie.
    Nie wiedzial, jak dlugo trwala ta walka. Wydawalo mu sie, ze umiera tysiace
    razy. Doswiadczal bolu i cierpienia, ktorych nie zyczylby nawet najgorszemu
    wrogowi.
    A potem to poczul. Poczul, jak ginie ciemna strona mocy. Jak umyka ze znanego
    wszechswiata... jak rownowaga ostatecznie upada... miedzy innymi za jego
    sprawa.
    Pochylil glowe. Przegral. To nie tak mialo wygladac. Republika miala zostac
    zjednoczona pod imieniem Sithow, a jego bohaterska smierc miala dostarczyc
    legitymacji ich wladzy... Wszystko bylo tak pieknie zaplanowane... I nawet
    renegaci nie domysleli sie, kim jest tajemniczy Pierwszy Renegat, ktory
    kierowal ich ruchami.
    Nie mogli sie domyslec. Skad bowiem mieli wiedziec o starozytnym Sithu,
    jedynym, ktorego imie nie przetrwalo nigdzie? Nawet w najstarszych kronikach
    nie pamietano juz o Zdrajcy, jak tylko byl zapamietany.
    Przypomnial sobie... jak przez mgle. Byl wielki. Nic nie moglo rownac sie z
    jego potega. Ciemna strona mocy byla tylko na jego uslugi... drogo zaplacil za
    swoja pyche. Pamietal te bitwe. Dziesiatki Jedi u jego stop... zabijal ich
    jednego za drugim, nikt nie mogl mu dorownac. A jednak, jakims szczesliwym
    zrzadzeniem losu jeden z nich zdolal go dosiegnac...
    To bylo tysiace lat wczesniej. Przez tysiaclecia odradzal sie i umieral
    dziesiatki razy. To byla zaplata za jego pyche, cena ktora placil setki razy...
    Az wreszcie, gdy jego imie zostalo zapomniane, owoc jego nienawisci- Renegaci,
    ktorych sam stworzyl- stali sie wystarczajaco potezni, aby uderzyc...
    Ukryl twarz w dloniach. Tak bardzo chcial naprawde umrzec... Umrzec niszczac
    swoje dzielo, ale odradzajac swiat swojego dziecinstwa... gdy Sithowie i Jedi
    kroczyli razem.
    -Zegnaj synu- spojrzal na portret D'e-geana.
    On nigdy nie zrozumie. Nie bedzie wiedzial dlaczego. Pewnie nikt nie
    zrozumie, ale tak bylo najlepiej. Xionic i Mikolaj stworza nowa Republike.
    Usmiechnal sie na mysl o posagach Kanclerza Asetine stojacych w najwiekszych
    miastach Republiki... Chociaz ta swiadomosc mu pozostala.
    Ta swiadomosc i pamiec o Askani i jej mlodszym bracie. Xionic wiedzial juz ze
    to jego dzieci... owoc calkiem niedawnego romansu <przepraszam za to, ale jesli
    ma byc trzecia czesc bedzie mi to potrzebne>. Mlody Azubin- ktory dostal imie
    na czesc Wybawiciela- bedzie wiedzial, co ma czynic gdy nadejdzie czas.
    Sith podniosl sie. Nalezalo to skonczyc jak najszybciej. D'e-gean juz za
    chwile powinien wrocic z ciastkami...
    Przez moment zastanawial sie, jakiej powinien uzyc broni. Nie, nie miecza
    swietlnego. Podniosl niewielki pistolet... to najlepszy sposob aby z tym
    skonczyc...
    W ostatnich chwilach myslal jeszcze o tym, co powiedzial mu D'e-gean kilka
    minut wczesniej: -Zmieniles sie, Azubinie. Nie jestes tak zly jak byles kiedys.
    Nie jestes tak zly, jak tobie samemu sie wydaje.
    I to zrozumienie w jego oczach. Jak gdyby wiedzial o tym. Jak gdyby
    rzeczywiscie mozna bylo odkupic tysiaclecia niewyobrazalnych zbrodni. Ale czy
    to naprawde bylo mozliwe?
    * * *
    D'e-gean z zadowoleniem szedl korytarzem. Udalo mu sie zdobyc ulubione
    ciastka ich obu. Nagle uslyszal strzal. Ruszyl biegiem, choc wiedzial co
    znajdzie w pokoju obok...

  • Gość: Xionc IP: proxy / 213.77.7.* 21.11.02, 10:03
    Xionc z zadowoleniem patrzył na podpisany dokument. Po raz pierwszy od wieków
    Jedi i kupcy podali sobie dłonie w serdecznym uścisku.
    - Mikołaj - zadał pytanie podnosząc papier do góry - czy kiedykolwiek myślalłeś
    że TO jest możliwe?
    - Nie chyba nie - padła odpowiedź

    Armia Federacji i Jedi wyruszyły w galaktykę w pogoni za niedobitkami
    Renegatów. Nie zostało ich wielu... Zredukowana potęga kryła się w rynsztokach
    jak szczury, ale wprawa podwładnych Xionca i Mikołaja wykurzała ich na światło
    dzienne, gdzie padali od mieczy Jedi lub blasterów Federacji.

    - Robię się stary - chciałbym przekazać komuś władzę... Xionc poważnie o tym
    myślał już od roku, ale dopiero teraz wyartykułował tę myśl na głos - Moja żona
    Za'an powiła mi dziecko... ale on jest taki bezbronny. Chyba jeszcze przez
    kilkanaście lat będę musiał to ciągnąć sam...

    - Sam nie - przerwał mu Mikołaj - zrobimy to razem...
  • Gość: digan IP: *.pl / 217.117.129.* 21.11.02, 17:33
    <No cóz. Azubin, dość śmiałe posunięcie :)>

    Stał nad swoim dobrym znajomym, wychowawcą, nauczycielem. Ojcem.
    Musiał to sobie przyznać. On był dla niego ojcem, chociaż starał się to ukryć
    przed samym sobą i resztą.
    Jego ojciec leżał martwy.
    Podniósł jego blaster, jeszcze ciepły od martwych już dłoni.
    Przyłożył go sobie do skroni.
    Nareszcie był wielki i to mu wystarczyło.
    Nacisnął spust?

    Kobieta podeszła do niego. Zimna, drobna kobieta.
    - Już na ciebie czeka.
    - Już idę.

    digan.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.