Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen

01.01.10, 12:15
Zakladam nowy watek, niech z Nowym Rokiem jakas systematyka sie moze
wytworzy? :)
Wszystkiego najlepszego wszystkim zycze!!!

A na dzis polecam:
"Ratatuj" - animowany o 20.10 na TVP1
"Kontakt" na TVN o 21.35 - moj najulubienszy film o kosmosie, z
Jodie Foster
a dla "kulturystow":
o 20.00 - "Papillon"
o 23.40 - "15.10 do Yumy"
Pozdrawiam noworocznie:)
--
hmm, co by tu napisac?
Obserwuj wątek
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 01.01.10, 14:15
      Film, jak film, ale z główną rolą przestrzelili potężnie.
      Jodie Foster sprawdza się najlepiej, i jedynie, w zupełnie innym
      wizerunku - zdeterminowanej, wyizolowanej kobiety stawiającej
      czoła zagrożeniu (najczęsciej męskiemu, co ciekawe, hehe). W
      innych wcieleniach jest równie mało wiarygodna, co Kurzajewski
      mówiący o czymkolwiek innym niż żel, pomadka i wyglansowane lakierki,
      czyli - w ogóle nie jest wiarygodna.

      "Papi" - must-see.

      "Yuma" już doczekała się nowej wersji, ciekawe, czy dają starą, czy nową /pewnie starą, na nową dziadów nie stać, musi być na pensje dla
      Kurzajewskiego i jego starej/. Zreszta, mnie to i tak nie nawilża, bo nie mam Kultury (kultury też, heh) ;)

      Jak kto nie zaliczy zgonu, to "Bohatera roku" (w KUlturze znów, 1:15) też warto zaliczyć.

      Btw, w Kulturze : Papi, Yuma, Bohater roku, w TVP 1 i 2 - animacja, Turbulencja, Mikołaj i Zakochane święta - jak się, kruca, płaci Szulim i Kurzajewskim oraz stu pogodynkom & całej stercie rupieci wygrzebanych ze szrotu polskiej sceny muzycznej, zeby w Sylwestra miauczeli swoje wyliniałe hity, to się później dziury w programie zapycha marnej jakości kitem.

      Syf, tyfus i mogiła. Nic. Normalnie - dno. Zdaje się, że abonament w tym roku, to ja im zapłacę raz - w styczniu, i zaznaczę, ze to na zakup młotka, którym niech się raczą walnąc w pusty łeb. Pewnie od tego nie zmądrzeją, ale może ich szlag trafi i za którymś razem w końcu zjawi się
      ktoś, kto rozumie, że publiczna telewizja nie jest po to,żeby schlebiać gustom miłośników mikołajów i turbulencji, a żeby je konsekwentnie ignorować i dawać filmy na poziomie - po to ma kasę z abonamentu, żeby
      nie musieć się ścigac komercyjnie. A jak się ściga, to niech się ściga w jednym kanale, a nie w dwóch jednocześnie.

      To na Nowy Rok, bez żadnej nadziei, że któryś z obszczymurków tvp-owskich w ogóle zrozumie choć jedno słowo z tego, co przeczyta, i z jeszcze mniejszą, że w ogóle przeczyta.
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 02.01.10, 14:05
        Kurna, ostatnio wszędzie Fiennes się panoszy (Quiz Show, Pająk, teraz Ogrodnik...).

        Kulturowcy mają dzisiaj wypas : 23 Wielkie żarcie, a po nim Czas cyganów. A co główna antena TVP na to ? 3 albo 4 powtórka Allena (Match Point, przetłumaczony idiotycznie jako "Wszystko gra") i
        "Pierwsza krew", też po raz 4 albo 5 - ale to dobry film (i dodałbym że - ważny), mający swoją wymowę dot. traktowania weteranów wojennych w Ameryce i ich osobistej traumy, wykorzenienia społecznego; w warstwie sensacyjnej bardzo dobrze zrealizowany, dla którego hańbą są te późniejsze dokrętki, w których Rambo z bohatera częściowo odpowiadającego swojemu literackiemu pierwzorowi - zawiedzionego symbolu żołnierskiej tułaczki w ojczyźnie demokracji, który nikogo nie zabił w czasie całej potyczki z policją, nagle staje się jakimś debilem i pajacem z komiksu, którego się kule i prąd elektryczny nie imają, a on po byciu potraktowanym bardzo wysokim napięciem zrywa się, biega jak gazela, gania i strzela seriami do głupawych wietnamczyków, co sprawia, ze widz siedzący przed tiwi zachodzi w głowę - jak ta banda zółtych kukiełek zdołała skopać tyłki amerykańskim marines, i jakim cudem Rambo nie wygrał samodzielnie wojny wietnamskiej, a potem afgańskiej, kilkanaście lat wcześniej ? Z filmów wynika bowiem, ze wystarczyło go nafaszerować kofeiną i czekoladą, wysłać z dziesięć razy i tamci sami by się poddali.

        W "Pierwszej krwi", to jest normalny gość jeszcze, a końcowa scena, kiedy Stallone wygłasza swój rozpaczliwy monolog (a właściwie cała scena Crenna vs. Stallone) robi wrażenie nawet za którymś razem. W tej scenie naprawdę coś zagrał, był bardzo przekonujący. I tę scenę się pamięta zawsze. Ale cały film jest znaczący, świetnie zrealizowany, sfilmowany i pozbawiony typowych amerykanizmów, z interesującymi dialogami, z "It's a long road" na koniec.

        Powiedziałem, że to "dobry film" ? G.wno prawda, to jest świetny film, bez słabych punktów :)

        Czytałem Morrella i, wg mnie, film jest lepszy od ksiązki - scenariusz został bardzo dobrze napisany, wybrano najwazniejsze rzeczy z powieści, skomponowano je odpowiednio, zbalansowano różne wątki (dramat weterana, konflikt Rambo-szeryf i jego podłoże ambicjonalne, plus wstawki z pułkownikiem, który próbuje jakoś to wszystko okiełznać) nadano filmowi dynamikę i dramaturgię, no i oprawiono rewelacyjną muzyką Jerry'ego Goldsmitha.

        Bardzo udana rola Briana Dennehy'ego trochę przeszła bokiem, bo jednak jak słyszać Rambo, to się to tylko ze Stallonem kojarzy i z niczym innym. A szeryf jest tutaj równie ważny i jego motywacja nadaje akcji tempo i sens.

        Zwłaszcza ten kto nie widział, ten ma szczęscie, że dzisiaj ma szansę ten film zobaczyć.

        • barbasia1 "Wszystko gra" 02.01.10, 16:07
          grek.grek napisał:

          3 albo 4 powtórka Allena (Match Point, przetłumaczony
          > idiotycznie jako "Wszystko gra")

          W publicznej to chyba dopiero druga powtórka.

          >(Match Point, przetłumaczony
          > idiotycznie jako "Wszystko gra")

          Pamiętam, że zwracałeś uwagę na tytuł w ubiegłorocznym wątku -

          forum.gazeta.pl/forum/w,14,94236843,94236843,Wszystko_gra_W_Allena.html

          - kiedy pierwszy raz omawialiśmy ten film.
          Nie napisałam tego w tamtym wątku (sama nie wiem czemu), ale napiszę
          to tu - mnie się bardzo podoba polski odpowiednik tytułu "Match
          Point”- „Wszystko gra” i gra (!) dwóch znaczeń tego wyrażenia:
          znaczenia frazeologicznego – „wszystko jest w porządku”, odnoszącego
          się w szczególności do sceny finałowej filmu, ale także właściwie do
          całego życia głównego bohatera Chrisa, któremu niemal wszystko
          pięknie się układa i za każdym razem nadzwyczaj szczęśliwie (czasam
          dzięki niezywkłemu zbiegowi okolicznosci) wychodzi z ciężkich
          opresji, kłopotów i trudnych sytuacji (w które sam się wpakował)
          oraz znaczenia dosłownego, wynikającego ze znaczeń poszczególnych
          słów – wszystko (to) gra, wszystko (jest) grą - (aluzja do
          metafory 'życie to gra'). Grę przecież i to podwójną prowadzi cały
          czas Chris.
          Gra także z nami, widzami reżyser filmu, Woody Allen.
            • pepsic Re: "Wszystko gra" 03.01.10, 13:03
              Trudno mi uwierzyć, że to Woody Allen. Postacie plastikowe, nie wzbudzające
              emocji, jedynie zniecierpliwienie. Drętwe dialogi nie mające nic wspólnego z
              realnym życiem raczej z tasiemcem brazylijskim. Co z tego, że główny bohater ma
              ładną buźkę, skoro nic poza tym. W przyciężkawej Scarlett doprawdy trudno
              dopatrzeć się za grosz seksapilu. Bogacze przedstawieni jako wyjątkowi
              nudziarze, ale żeby wszyscy? Policjanci z kolei pokazani jako nieprawdopodobni
              nieudacznicy. Nikomu nie przyszło do głowy zdjąć odciski palców z obrączki? To
              ma być niby porównanie do prozy Dostojewskiego? Rosjanie to co innego. W Ale
              Kino nadawany jest od jakiegoś czasu rosyjski "Kochanek". Tam dopiero
              pokazane są prawdziwe emocje. Nie brakuje scen i wzruszających i komediowych,
              jak w życiu. A jak pokazana jest miłość dwóch mężczyzn do jednej kobiety!
              • grek.grek Re: "Wszystko gra" 04.01.10, 13:25
                Gdzieś mam ten film na starych taśmach, nie skasowany jeszcze od pierwszej emisji w Jedynce, za dobrze nie pamiętam szczegółów, ale...
                Scarlett "przyciężkawa" ? To jedno jedyne pamiętam akurat, ze była
                naprawdę... ho ho i hohoho nawet :)
          • grek.grek Re: "Wszystko gra" 03.01.10, 12:57
            Allen podrzuca metaforę sportową jednak, na samym początku, a i później chyba też, odnosząc się do tenisa. Powiedzmy, ze jego podrzutka i Twoja intepretacja się uzupełniają :)

            Whatever, mnie i tak najbardziej zapadła w pamięć JOhansson, w tej roli wybitnie "seksualistyczna". Sensualistyczna też, bo przeca jedno bez drugiego, to jak Flip bez Flapa.

            Na niedzielę, że se zapozwolę napisać :
            Kultura : 20 - Przełamując fale, po nim LOt na Kukułczym
            TVP 1 : Las Vegas Parano, 23;55
            Polsat : Wściekłe psy, 23 /dobry film zbyt licznymi powtórkami zupełnie zdewaluowany/
            • barbasia1 Re: "Wszystko gra" 03.01.10, 13:30
              grek.grek napisał:

              :)

              > Allen podrzuca metaforę sportową jednak, na samym początkua i
              później chyba też, odnosząc się do tenisa.

              Tak, tak oczywiście.
              Chris w pewnym momencie mówi do swego kumpla z dawnych lat
              (oglądałam trochę wczoraj) - "W życiu wszystko zależy od tego, po
              której stronie spadnie piłka".


              Podobał mi się tekst kolezanki Chloe (żony Chrisa) o jakichś
              znajomkach, którym właśnie urodziło się dziecko, że są bardzo
              bardzo szcześliwi ze sobą, bo "ich nerwozy się splotły" - bardzo
              Allenowska fraza. :)

              [...] JOhansson, w tej roli wybitnie "seksualistyczna".
              Sensualistyczna >też, bo przeca jedno bez drugiego, to jak Flip bez
              Flapa.

              :)
              To prawda!

              > TVP 1 : Las Vegas Parano, 23;55
              Nie widziałam, nie znam, ale zapóźno niestety...

              "Przełamując fale" - ten film publiczna mogłaby powtórzyć kiedyś o
              ludzkiej porze.
              • grek.grek Re: "Las Vegas Parano" 04.01.10, 13:30
                Wybrałem wczoraj "Vinci", jakoś mnie na powtórkę naszło, LVP nagrałem i na razie skubnąłem pierwszy kwadrans - niezła psychodela, walizka koksu, Depp szarżuje z całym repertuarem min i spojrzeń, podaje tekst jakby już wiedział, i ćwiczył na tę okoliczność,że za 5 lat będzie robił Piratów, a Del Toro obnosi się z pięknie wyhodowanym brzuszyskiem :) Doobejrzę resztę i powiem coś więcej.
                • barbasia1 Re: "Las Vegas Parano" 04.01.10, 16:57
                  grek.grek napisał:

                  Widzę, że LVP nieźle się zapowiada! :)

                  Dobrze, że nagrałeś na swoje fantastyczne taśmy. Czekam/my zatem na
                  ciąg dalszy, koniecznie (co nie znaczy, że poganiam ;)

                  >a Del Toro obnosi się z pięknie wyhodowanym brzuszyskiem :)

                  :)
                  Wiesz, jakoś nie mogę sobie wyobrazić Del Toro z brzuszyskiem!
                  • grek.grek Re: "Las Vegas Parano" 05.01.10, 12:02
                    Haha, a jednak to prawda :)

                    Wczoraj kontynuowałem przez 25 minut i... musiałem przerwać, bo mi literalnie szkoda było na raz obżerać się takim deserem :) Rzecz jest przezabawna i pełna wigoru.
                    Opiszę niebawem com widział, w Ojej nr 4, jest tam jeszcze trochę miejsca :)
                    • barbasia1 Re: "Las Vegas Parano" 05.01.10, 12:50
                      grek.grek napisał:

                      :)

                      I znów fajny film o idiotycznej porze! Ech!

                      Zatem see you w Ojej 4, ja mam do opisania kolejne przygody Hanka
                      (bo szczęśliwie obejrzałam odcinek 3.),
                      a za oglądanie "Wojny polsko-ruskiej" zabiorę się jutro a.
                      pojutrze...
                      A ty Greku, obejrzałeś już "Wojnę"? :)
                        • barbasia1 Re: "Las Vegas Parano" 05.01.10, 16:36
                          To nawet dobrze, że jeszcze nie zacząłeś "Wojny", bo już chciałam
                          pisać, żebyś czekał z wrażeniami "Wojennymi" na mnie! :).

                          A zatem jutro, na pierwszy ognień pójdzie Hank!

                          /Cała przyjemność po mojej stronie,
                          ale ogromnie mi miło, że tak piszesz! :}/

                              • grek.grek Re: Cali 07.01.10, 11:25
                                Miałem napisać : Give me Your Hank or give me death... or both ;) (parafarazując Ala Bundy'ego /on żądał piwa/) Ale widzę, że jest, to się zaraz wgryzę w temat, hehe. Dzięki za pamięć o czytelnikach :)
                                  • barbasia1 Re: Cali 07.01.10, 12:10
                                    grek.grek napisał:

                                    Pewnie obrazy, wizje , haluny (jakby powiedział Silny /książkowy,
                                    jeszcze nie filmowy :)/) są w tym filmie najistotniesze,
                                    czy dobrze się domyślam?
                                    W takim razie prosimy o krótki opis, zarys fabuły, by było wiadomo o
                                    co chodzi, a przede wszystkim o Twe wrażenia. :)



            • pepsic Re: "Przełamując fale" 06.01.10, 23:23
              Obejrzałam i podobało mi się (muzyka też!), ale teraz mam problem z oceną, bo z jednej strony to wyższa półka, a z drugiej czuję się na maksa zmanipulowana przez reżysera, który w opowiedzianej historii przewrotnie wykorzystał chorą dziewczynę i jej bezgraniczną miłość do męża, aby pograć widzom na emocjach.
              Ps. Na Kulturze coś ostatnio dołują:)
              • barbasia1 Re: "Przełamując fale" 07.01.10, 12:26
                pepsic napisała:

                To prawda, "Przełamując ..." grał na emocjach widza i to strasznie,
                niektórych to irytowało. Swego czasu byłam na tym filmie w kinie,
                ale było to dawno temu, więc chętnie bym sobie go przypomniała.
    • maniaczytania dokument na tvp2 dzis 04.01.10, 19:20
      moze byc ciekawy, tylko jak zwykle pooozno : "Miss Gulagu" rosyjsko-
      amerykanski z 2007r.


      Chetnie bym ten "Ozenek" obejrzala, ale niestety dla mnie, jest o
      tej samej porze, co jeden z trojki moich ulubionych seriali
      kryminalnych (Dowody zbrodni) :( Moze nastepnym razem? :)

      A ja w piatek obejrzalam na tvn7 niezla "gangsta-komedie" - "Licza
      sie tylko Frakliny" - jak znajde chwile i nie zapomne, to napisze
      cos :)

      A wczoraj nastawilam sie na uczte kinomana i "Wieczor", ale nie do
      konca byl to film, ktory mi sie spodobal...

      --
      hmm, co by tu napisac?
        • pepsic Re: "Nasza klasa" - uwaga spojler 06.01.10, 23:13
          Obejrzałam, bo zdaje się - nie miałam wyjścia;) Grek miałeś nosa, to bardzo
          dobry film - mocny, a dotyczący przemocy szkolnej. Oglądałam ze ściśniętym
          gardłem i coraz większym przerażeniem. Ofiarą klasową jest Joosep, przemoc
          stosuje grupa kolegów z klasy przy milczącej aprobacie reszty, z której wyłamuje
          się jeden z prześladowców Kaspar. Wszystko jest bardzo realistycznie
          przedstawione z małymi wstawkami paradokumentalnymi i zmierza w coraz gorszą
          stronę. Przemoc nasila się, prześladowcy przymuszają chłopaków do seksu
          oralnego (poruszająca scena na plaży), co staje się głównym powodem
          wkroczenia ich do szkoły z bronią palną i dokonania jatki wśród uczniów. Scena
          finałowa przypomina "Słonia". To jeden z niewielu filmów, w którym zatęskniłam
          za hollywoodzkim happy-endem.
          Ps. Nie macie co zazdraszczać, bo dzisiaj chyba wolałabym nie mieć TVP Kultura.
          • barbasia1 Re: "Nasza klasa" - uwaga spojler 07.01.10, 12:21
            pepsic napisała:

            Jak przeczytałam w poście Greka, że to film estoński, zacikawiło
            mnie bardzo, jakie kino robi się w Estonii, nie przypuszczałam (a
            nie sprawdziłam tego wcześniej), że będzie to tak trudny, tak ponury
            film.
            Dzięki wielkie Pepsic za opis. :)

            • pepsic Re: "Nasza klasa" - uwaga spojler 07.01.10, 17:03
              Ja też nie i w dodatku trafili w mój słaby punkt:(

              Ps. Na dzisiaj nic nie widzę oprócz meksykańskich "Fiołkowych perfum" około
              północy na TVP1 - w związku z czym beze mnie. Poza ładnym tytułem nic mi to nie
              mówi:) W Ale Kino o 21.40 "Eksperyment" - rekomendowany i streszczany niegdyś
              przez Greka, o ile dobrze pamiętam ciężki kaliber.
              • maniaczytania Fiolkowe perfumy 07.01.10, 20:03
                tytul moze i ladny, ale z tego, co widzialam w zwiastunie to raczej
                ladny film nie jest. Meksyk - 15latka, bunt mlodzienczy,
                molestowanie seksulane, brr!

                A na dzis jeszcze:
                20.00 tvp Kultura - Fanny i Aleksander
                23.00 polsat - Seksmisja
                21.00 tv4 - Nostradamus - ogladalam kiedys, bardzo mroczny, Tcheky
                Karyo w glownej roli
                --
                hmm, co by tu napisac?
                • matt_banco Re: Fiolkowe perfumy 08.01.10, 02:21
                  Fiolkowe byly calkiem calkiem (troche to inny Meksyk, niz z
                  programow podrozniczych)... ale jeszcze ciekawsza rzecz byla o ... 2
                  w nocy na Dwojce. Juz mialem isc spac, a tu ...
                  przebudzenie ... "Stolik" w wykonaniu Karbido, ktorego wczesniej nie
                  zauwazylem w programie TV (kto normalny szuka czegokolwiek w
                  programie TV po godzinie 2 w nocy). Pytanie o to dlaczego akurat o
                  tej godzienie (nawet jesli to byla powtorka, czego nie wiem)
                  oczywiscie jest niedorzeczne, bo logika TVP jest nie do ogarniecia.
                  No ale trzeba przyznac ze misje TVP zrealizowala w sposob zaiste
                  awangardowy.
                • grek.grek Re: Fiolkowe perfumy 08.01.10, 14:10
                  Polsat pociął dramatycznie Seksmisję, niemniej - i za 50 lat ten film
                  będzie miał metkę "kultowy". To z jednej strony fatalne, że rzecz najlepsza już się wydarzyła i nie ma co czekać na detronizację, a z drugiej strony - luz, bo przynajmniej nikt nie będzie sobie stawiał zbyt wysokich, nieprzeskakiwalnych, wymagań, z czego zwykle wynikają bardzo niskie upadki.

                  W jednej z przerw reklamowych wrzucili zwiastun "Ciacha", co właśnie wchodzi do kin - tutaj właśnie, przed chwilą, Stuhr poleciał jakimś
                  ryjącym beret tekstem, słyszanym tysięczny raz i po tysiąc pierwszy
                  wywołującym radosne rżenie, a w zwiastunie hit ad. 2010 widownię zachęca fragment, w którym specjalistka od występowania Liszowska rzuca : "zayebiste.../cośtam/", a Małaszyński udaje durnia /czym skutecznie zniechęca już chyba wszystkich poważnych reżyserów, którzy może i kiedyś brali go pod uwagę przy obsadzaniu swoich filmów o rzeczach ciut ambitniejszych niż te, w których gwiazdą nr 1 jest tu i tam kłamliwe pomawiana o posiadanie osobowości ekranowej Żmuda-Jakaśtam i jej włosy/.

                  Daleką drogę przebyła polska komedia :)
                  • pepsic Re: Seksmisja 09.01.10, 12:05
                    Nie pojmuję fenomenu "Seksmisji", jeżeli Machulski to tylko "Vabank" i może jeszcze "Szwadron"- z tym, że ten drugi jakoś nie miał szczęścia.
                    • grek.grek Re: Seksmisja 09.01.10, 13:56
                      Ponadczasowa błyskotliwość i celność tekstów, oraz ich mnogość /na mój gust, nie ma filmu w historii polskiej kinematografii dorównującego Seksmisji w kategorii : ilość tekstów, które zostały zaadaptowane i stały się częscią języka codziennego, mowy potocznej, przedmiotem parafraz etc./, interesująca perspektywa świata zdominowanego przez ideologię i antyludzkie odruchy, mogąca być zawsze aktualną przestrogą przed manipulacjami władzy i pokazem jak wygląda świat panstwa totalitarnego, brawurowe kreacje aktorskie z tą Stuhra na czele, precyzyjny scenariusz, rzadkie połączenie komedii z Orwellem, Kafką, kinem akcji, a nawet z golizną /trzeba dodać - zawodową... bo naturalną, bez syntetyków ;)/.

                    • barbasia1 Re: Seksmisja 10.01.10, 12:54
                      Ponnadczasowy, stale aktulany (i stale budzący emocje :) jest też
                      koncept, na którym oparty jest film "Seksmisja", czyli kwestia
                      rywalizacji płci.

                      :)


    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 10.01.10, 12:32
      Wczoraj "Zgromadzenie" w Dwójce - ale badziew.

      Odkryta zostaje podziemna kaplica, z wyrytymi w ścianie wizerunkami
      grupy ludzi oglądających ukrzyżowanie Jezusa.
      Z czasem się okazuje, że te same dzioby widać na rycinach
      z róznych okresów historycznych, przedstawiających jakieś
      tragiczne wydarzenia. Słowem - jest to grupa ludzi, którzy
      kiedyś, z ciekawości, przyszli się pogapić na śmierć Jezusa i
      zostali ukrani koniecznością podróżowania w czasie i asystowania
      przy jakichś mało fajnych wydarzeniach.
      I teraz ta ekipa się zebrała w pewnym miasteczku, gdzie ma dojśc
      do tragedii - molestowany niegdyś wychowanek domu dziecka prowadzonego
      przez księzy chce się zemścić i wysłać w kosmos pół miasteczka
      podkładają bombę w czasie jarmarku, a poza tym - chce zabić małego
      chłopca, który teraz, z rodzina, mieszka w budynku po tym dawnym
      sierocińcu. Chce mu w tym przeszkodzić dziewczyna, grana przez Christinę
      Ricci. Chłopiec ma wizje, ona ma wizje, pod sierociniec przychodzi sobie wyc pies tego gościa, ona dociera do chaty tego facia, znajduje tam
      tropy, które pozwalają jej zrozumieć cały problem. I przeszkadza - ratuje miasteczko od tej bomby, a potem zosatje zastrzelona bronić dziecka, zaś z facetem rozprawia się ojciec chłopca - wylewając wodę na oderwany kabel wysokiego napięcia powoduje spięcie i grilluje facia ?/bohatera, prądem ?! A jednak można :)?
      A na koniec okazuje się,ze Ricci jest z tej grupy podróżujących w czasie i zastrzelona znów żyje.

      MOżna by z tgo zrobić 50 minutowy odcinek "Z archiwum X" zamiast dokręcać sceny nie mające żadnego znaczenia dla akcji i męczyć widza 2 razy dłużej.
      Ricci w roku 2002 zgubiła parę kilogramów, na planie wyglądała świetnie, co kamera, na szczęscie, eksponowała dość namolnie - i to główny atut filmu, o ile nie jedyny.
      Poza tym, dobry casting na aktorów odtwarzających tych gapiów - niektóre
      gęby się przyśnić mogą.

      Btw, "W czym mamy problem ?" - TVP 1, 0:05. Dobra komedia, z brawurową Kathleen Turner. Kto dotrwa - nie będzie żałował :)


      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 10.01.10, 13:04
        grek.grek napisał:

        > Wczoraj "Zgromadzenie" w Dwójce - ale badziew.
        :)))

        > Btw, "W czym mamy problem ?" - TVP 1, 0:05. Dobra komedia, z
        brawurową Kathleen Turner. Kto dotrwa - nie będzie żałował :)

        Będziemy mieć problem z dotrwaniem do tej godziny! :)
        • grek.grek W czym mamy problem ?/słów parę a'propos 11.01.10, 13:07
          Jak pech, to pech.

          NO ale w skrócie może.

          Rozchodzi się o to, ze w przedmieściowej scenerii rodem z Desperatek, żyje sobie gospodyni domowa, co jest połączeniem Bree i Teda Bundy'ego -
          ma nad wyraz rozwinięte poczucie opiekuńczości nad rodziną i wrażliwość
          na przestrzeganie zasad współżycia społecznego. I egzekwuje słuszne, w jej odczuciu, kary na tych, co członkom jej rodziny (poczciwy mąz stomatolog, i sympatyczne dzieciaki szurnięte na punkcie filmów grozy), jej samej, albo wspomnianym zasadom urągają - a kara jest zawsze ta sama : w najwyższym wymiarze.

          Czyli : kiedy nauczyciel w szkole ma jakieś wąty - taranuje go autem;
          chłopak córki okazuje się niewierny - zabija go w męskiej toalecie szpikulcem; sąsiedzi obgadują męża i jedzą nieestetycznie - baba dostaje nożyczkami w brzuch, a facetowi spada na łeb cięzki przedmiot; klientka wypożyczalni filmów, gdzie pracują jej dzieci, notorycznie nie przewija kaset - zostaje jej skrócone życie za pomocą licznych uderzeń wielkim baranim udźcem dobrze wysmazonym; kolega dzieci nie zapina pasów bezpieczeństwa w aucie, a do tego śmie ją podglądać podczas jednego z zabójstw - ściga go przez pół miasta i ostatecznie dopada podczas koncertu muzycznego i zabija za pomocą zrzucenia na plecy sprzętu oświetleniowego, a później podpaleniu za pomocą miotacza płomieni zrobionego z zapalniczki i puszki z lakierem do włosów.

          Kiedy sąsiadka jej podpada - wydzwania do niej modulując głos i nazywa "uschniętą c,pą", doprowadzając na skraj histerii, by później się nawweet z tym ujawnić (zabawna scena, kiedy na spotkaniu przyjaciółek nasza pani domu, wskazując na kwiaty na oknie, mówi do innej babki, w obecności tej, którą nęka telefonami : "czy to CI POusychało ?" i kieruje bezczelne spojrzenie, które upewnia kobietę, że to ona ją dręczy).

          Baba nie segreguje odpadów ? Miła pani domu, która odpady segreguje skrupulatnie, już obmyśla, jak tu ją wyeliminować.

          Poza tym, jest pełna uroku, klasy, dba o dom, kocha rodzinę i dla każdego pełna zrozumienia i dobrych intencji,
          W całym swoim procederze jest totalną amatorką - nie dba o zacieranie śladów, nie nosi nawet rękawiczek, nie sprawdza, czy przypadkiem krew zabitego w toalecie gościa nie została na jej butach, nie wyciera nawet szpikulca :), który zresztą nie należy do niej, kiedy zabija nauczyciela autem nie przejmuje się, ze nikt inny nie ma auta w tym kolorze i że ktoś ją może zobaczyć na szkolnym parkingu (widzi ją pewna małolata), kiedy się czai w męskiej toalecie n gościa, co robi swoje przy pisuarze - nie sprawdza czy w innych kabinach nikogo nie ma (widzi ją pewien facet) itd.
          Policja dość szybko wpada na jej trop, szuka tylko dowodów, a więc ją śledzi nieustannie, choć sprytna mama gubi ich zwykle łatwo, poza tym debile jeżdzą na kogutach :). Rodzina z coraz większym niepokojem zaczyna dojrzewać do tego, ze matka to killer jakich mało - mąz jest zdumiony i przerażony (oczywiście w zabawowym tonie, polega to na głównie na byciu jedną wielką zdziwioną miną a'la Benny Hill), dzieciaki balansują od zdziwienia po zachwyt, zę matka jest jak postać z ich ulubionych filmów ("mamo, ty nie potrzebujesz adwokata, ty potrzebujesz agenta").

          Koniec końców, policja śledzi ją całym tabunem aut - szykują się do aresztowania po mszy (temat kazania : kara smierci i ty ;)/ w której bierze ona udział - fama się rozeszła i cała ludożerka jest w strachu, że niewinna pani domu zaraz zacznie szlachtować - i wystarczy, że kicha ona za głośno, żeby wybuchła ogólna panika, a jej udało się zwiać, w czym jej dzieci z koleżanką syna pomagają. Udaje się jej zabić babę udźccem i tego chłopaka na koncercie i policja wreszcie ją aresztuje.

          Dochodzi do procesu - pani killerowa jest idolką, sensacją, rozdaje autografy, koszulki z nią idą jak woda, pisze się scenariusz do filmu o jej losach, a zagrać ją ma wielka gwiazda hollywodzka, jej dzieci mają już swoich agentów i nawet brata chłopaka, którego zabiła, zamiast zemścić się na jej synu negocjuje, kto zagra jego zmarłego brata.

          Pani killer broni się sama, wybierając taktykę kompromitowania świadków oskarżenia - babę od "uschniętej c,py" prowokuje i wpędza w atak histerii; faceta, co ją widział w toalecie - rozprasza robiąc numer a'la Sharon Stone w Nagim Instynckie, aż spocony grubas z wrażenia odwołuje wszystkie wcześniejsze zeznania; dziewczyna co ją widziała podczas zabijania nauczyciela dostaje ataku śmiechu z powodu naćpania, a baba, co widziała krew na jej butach i na szpikulcu (jej własnym zresztą), którym zabiła chłopaka - pada na fakcie, ze nie segreguje śmieci, co jest dla wszystkich (sądu, ławy przysięgłych i widowni) ostatecznym argumentem pogrązającym ją jako świadka ;)

          Werdykt może być tylko jeden - niewinna. Aplauz widowni, szał mediów, itd.

          A na koniec uniewinniona pani domu maskaruje słuchawką telfoniczną jedną z babek z ławy przysięgłym za... noszenie białego obuwia w okresie, w którym się go nosić już nie powinno, ze wg na zbyt długi okres po-święcie-Pracy ;)

          Kapitalna Kathleen Turner robi cały film.

          A najlepsza scena rozgrywa się na koncercie - na scenia jakaś enta kopia Hole, tłum pod sceną, a w środku mama killer ściga chłopaka, co ją widział, jak zabijała babę baranim udźcem - wreszcie pani domu go dopada, zrzuca na niego sprzęt, ale że gośc jeszcze próbuje uciekać podpala go, facet wpada na scenę jak żywa pochodnia, miota się bezładnie, co publika przyjmuje z maksymalnym zachwytem i megaaplauzem ;) Żeby było jeszcze ciekawiej, wokalistka zespołu bierze łyk z flaszki i chlus na gościa, zeby się lepiej jarał, co powoduje ostateczny amok radości i wiwaty pod sceną :))

          • barbasia1 Re: W czym mamy problem ?/słów parę a'propos 11.01.10, 14:19
            No to teraz trochę rozumiem, dlaczego tę komedię puścili dopiero o
            0.05. :)

            Urocza Cathleen Turenr bardzo zmieniła się fizycznie od czasu
            nakręcenia "Serial Mom" (1994). Jest teraz bardzo gruba, potężna
            zupełnie niepodobna do siebie, można ją oglądać w najnowszej
            serii "Californication", w roli szefowej Charliego. Świetna kreacja!

            A tu mam "Serial Mom" , część pierwszą:

            www.youtube.com/watch?v=5ADXc7OOTXQ&feature=PlayList&p=1000EB56280B5949&index=0

            • grek.grek Re: W czym mamy problem ?/słów parę a'propos 11.01.10, 14:40
              Miała równo 40-tkę, kiedy kręciła ten film. Ale, jakby to powiedzieć - 56 na liczniku też jakoś tragicznie nie wygląda i kobiety w tym wieku wyglądają lepiej niż wtedy, kiedy miały 18 lat (Susan Sarandon, Helen Mirren, Joan Collins, Jane Fonda itd.), więc zdaje się,ze p.Turner się, po prostu, nieco wyluzowała w pewnych okolicach.

              O, widzisz - dobrze,że udało Ci się znaleźć. Polecam, bardzo dobra zabawa.

              Btw, zacząłem Wojnę polsko-ruską - jestem po 3 częsciach /z 11/. Coraz lepsze wrażenia.

              A jak u Ciebie - zaczęłaś, zakończyłas, jesteś w trakcie, przymierzasz się ? :)
              • barbasia1 Re: W czym mamy problem ?/słów parę a'propos 11.01.10, 15:07
                grek.grek napisał:
                >p.Turner się, po prostu, nieco wyluzowała w pewnych okolicach.

                :))))
                No właśnie wyluzowała i to bardzo, na przekór obowiązującym trendom,
                tendencjom, modom, przesądom panującym w Hollywood! I to mnie,
                powiem Ci, bardzo zadziwiło i zastanowiło. ;)

                > 56 na liczniku też jakoś tragicznie nie wygląda i kobiety w tym
                wieku wyglądają lepiej niż wtedy, kiedy miały 18 lat [...]

                O Greku! Tyś prawdziwy dżentelmen nad dżentelmeny! :))

                A ja zaczęłam od przypomnienia sobie książki Masłowskiej, którą
                dawno temu kupiłam i czytałam (pierwsze wydanie; druk jeszcze nie za
                dobrej jakości i szata graficzna raczej skromna, jak to u
                debiutantki nieznanej nikomu). Dziś wieczorem zacznę już oglądać
                film, pewnie też w częściach, tak jak Ty, nie wyszystko naraz.
                • grek.grek Re: W czym mamy problem ?/słów parę a'propos 11.01.10, 15:47
                  O, no to u Ciebie pełna profeska - ksiązka & film; tak właśnie powinno się do tematu podchodzić; ciekawe jak, w Twojej ocenie, Zuławski wybrnął z przełożenia na ekran oryginału, zwłaszcza tak napisanego, takim specyficznym językiem (udało mi się parę fragmentów przeczytać, a podobno były to lepiej przyswajalne ;), czy to w ogóle gdzieś tam do siebie przystaje..?

                  • barbasia1 Re: W czym mamy problem ?/słów parę a'propos 11.01.10, 16:59
                    grek.grek napisał:
                    Czy ja wiem, czy profeska, film powinien być dziełem niezależnym od
                    swego pierwowzoru książkowego, zrozumiałym dla widzów bez
                    koniecznosci posiłkowanie się tekstem, na podstawie którego on
                    powstał, z drugiej strony, reczywiście ciekawą sprawą jest
                    porównanie dzieła z jego filmową adaptacją, pierwowzoru książkowego
                    i wizji rezysera.

                    Z tymi problemami z przyswajalnością języka u Masłowskiej to wielka
                    przesada, choć na pewno czytanie wymaga większej uwagi i
                    koncentracji, zwłaszcza na początku, bowiem nieco trudności
                    sprawiać może zwłaszcza specyficzna składnia charakteryzująca się
                    np. licznymi inwersjami, elipsami, zaburzeniami koherencji,
                    zmianami rekcji czasownikowej, czy zmianami wymagań łączliwości
                    gramatyczno- leksykalnej. :) . Jednak po paru
                    stronach można się do tego stylu narracji przyzwyczaić. :)
                    • grek.grek Re: W czym mamy problem ?/słów parę a'propos 12.01.10, 11:37
                      Aaaaaa, to teraz jasna rzecz, koherencja, elipsa, inwersja ...;))

                      Film jednak, z samej racji bazowania na ksiązkowym oryginale, korzystania zeń, jakoś tam będzie porównywany, bo jednak bogactwo
                      owej składni, o której wspominasz, nadało książce jakiś styl i
                      pytanie : czy film jakoś to złapał, podchwycił, dorobił do tego
                      właściwy obraz, czy poszedł zupełnie inną drogą, posiłkując się wyłącznie szkicem postaci, sytuacji i ogólną wymową.
                      • barbasia1 Re: W czym mamy problem ?/słów parę a'propos 14.01.10, 19:05
                        grek.grek napisał:

                        >Aaaaaa, to teraz jasna rzecz, koherencja, elipsa, inwersja ...;))

                        Hehehe :))) / po raz 58 zaglądam do tego postu usiłując skończyć
                        moją odpowiedź i po raz 58 śmieję się po przeczytaniu tego
                        komentarza./

                        a do tego jeszcze bardzo liczne anakoulty!

                        Nie, nie są to bardzo skomplikowane rzeczy, to tylko terminy tak
                        poważnie wyglądają ...

                        Anakoult – wykolejona (!) konstrukcja składniowa, charakteryzująca
                        się brakiem formalnej harmonii między poszczególnymi częściami
                        zdania. (EJO).
                        np.
                        Myślę, o dziecku, co ona chwaliła się, że ma, myślę, czy być
                        może, kiedy ja akurat nie patrzyłem się, je urodziła i zmarła w
                        porodzie, dyktowana amfetaminą.
                        /s.28/

                        Chociaż to była moja dziewczyna, którą mogę powiedzieć, że dużo
                        zaszło między nami różnych rzeczy.


                        Inwersja polega mówiąc najprościej na zmianie (zwykłego)(!) szyku
                        wyrazów w zdaniu
                        np. Czy zrobiłem coś źle , Magda? [...] Zawsze wyglądałaś na
                        szczęśliwą, gdy cię kochałem, czemu teraz mnie raptem nie chcesz,
                        czy to taki kaprys, czy znudziłem się ci?
                        / s.9/

                        Elipsa, opuszczenie (!) części zdania domyślnej na tle kontekstu:
                        Ona pyta jakiej muzyki słucham. Ja mówię, że każdej po trochu, że
                        ogólnie wszystkich rodzajów. Ona mówi, że też.
                        /s. 29/
                        I jeszcze elipsa z pierwszych zdań powieści:

                        Najpierw ona mi powiedziała, że ma dwie wiadomości, dobrą i złą.
                        Przechylając się przez bar. To którą chcę najpierw. Ja mówię, że
                        dobrą. To ona mi powiedziała, że w mieście jest podobno wojna polsko-
                        ruska pod flagą biało-czerwoną.
                        /s. 3/

                        Zaburzenia koherencji tekstu (koherencja, czyli spójności tekstu,
                        tekst jest koherentny, jeśli stanowi pewną treściową całość, czego
                        warunkiem jest m.in. jedność tematyczna EJO) można zobaczyć w tym
                        fragmencie:
                        Kładę sobie rękę na twarz. Gdyż dobrze się stało, ze jej dziś tu
                        nie ma, jej włosów szmacianych jej głosiku ptasiego, jej śmiechu
                        niby sypiącej się kobiety na klimaksie. Bo by dziś już na pewno nie
                        uszła z życiem na sucho. Patrzę za nią by jakby co ją zabić,
                        zniszczyć. Muzyka światła, neony. Tymczasem nie ma jej nigdzie, więc
                        rozglądawszy się mówię Arlecie: gdzie Magda? Ona mów, gdyż widzi
                        moje wku...enie nieczęste, krańcowe [tu też inwersja -b]: z Lolem na
                        działkę pojechała [tu też inwersja –b].
                        /s. 34/
                        Spójność zostaje rozbita poprzez wtrącenie wypowiedzenia
                        (podkreślonego), które nie pozostaje związku z tematyką całej
                        wypowiedzi, nie zwiera ono żadnej informacji, która była już zawarta
                        w jednym z poprzedzających zdań.

                        /Nie uszła z życiem na sucho - a to też śliczne!
                        Kontaminacja dwóch jednostek frazeologicznych: ktoś uszedł z życiem
                        i coś uszło komuś na sucho. Liczne kontaminacje oraz inne
                        przekształcenia polegające na rozbijaniu(!) stałych, utartych
                        połączeń wyrazowych też są charakterystyczne dla języka "Wojny".


                        Anakoulty, inwersje, elipsy, zaburzenia koherencji (czy jeszcze np.
                        mieszanie mowy zależnej z niezależną) wystepują głównie w mowie
                        potocznej// w języku mówionym. W powieści Masłowskiej stosowane są
                        celowo, świadomie jako środki artystyczne/ stylistyczne, które
                        przede wszytskim mają nadać narracji bohatera/ bohaterów/ cech
                        wypowiedzi ustnej.


                        A nieład, niestaranność potocznej narracji, liczne odstępstwa od
                        normy (nie tylko na poziomie składni) oddają stan umysłu Silnego i
                        innych bohaterów - potężny chaos /pod wpływem narkotyków/

                        To tyle w wielkim skrócie i w uproszczeniu skandalicznym.

                        Kończę, bo mnie wywalą na oślą ławkę, albo przyleci Silny z afektem
                        i z drzewcem pod pachą od flagi biało-czerwonej i zapyta, czy chcę
                        w.pierd.ol, czy nie, gdyż te paranaukowe chińskie kazanie wywołało w
                        nim wku...enie, nieczęste, maksymalne i jednakowoż nie ręczy za swój
                        gniew, jeśli nie zaprzestanę dalej tegoż.

                        /za nieudolną podróbkę pani Doroty Masło(w)skiej z domu Masłowska,
                        przepraszam, ją samą także./

                        :)


                        >bo jednak bogactwo owej składni, o której wspominasz, nadało
                        książce jakiś styl

                        a ściślej - bogactwo składniowych środków stylistycznych (między
                        innymi) nadało książce styl.
                      • barbasia1 Wojna 14.01.10, 19:12
                        grek.grek napisał:
                        > pytanie : czy film jakoś to złapał, podchwycił, dorobił do tego
                        > właściwy obraz, czy poszedł zupełnie inną drogą, posiłkując się
                        wyłącznie szkicem postaci, sytuacji i ogólną wymową.

                        Dobre pytanie!
    • easz Bunt Janion 12.01.10, 19:51

      Wydaje mi się, że jeszcze nikt nie wspominał o tym. Jeśli kogoś by
      zainteresował ten dokument, to powtarzam info z ff - dziś w tvp2,
      23.25.

      --
      Zielonej pragnę zieleni
      Nie
      Tak
      • grek.grek Bunt Janion/Przesłuchanie/Paszporty Polityki 13.01.10, 12:07
        Ładna laurka dla Janion z tego wyszła :)
        Scena zaiste ujmująca - babka zasypia na kanapie wtłoczonej w dolinę pomiędzy piętrzące się do sufitu góry książek. Poza tym - dużo teoretyzowania nt. romantyzmu polskiego w literaturze, fragmenty seminariów i monologi Janion o sobie samej i swojej młodości w Wilnie.

        A potem dali naiwne "Przesłuchanie", służące wyłącznie opisaniu patologii 50 lat za pomocą wytartych jak szczurzy ogon chwytów, a nie stworzeniu jakiejś niejednoznacznej fabuły, no chyba, że za niejednoznaczność uznać ten wątek miłosno-samobójczy, tak głupi i mało wiarygodny, że aż wzbudzający uśmiech, podobnie jak scena inscenizowanego rozstrzelania, która miała, jak cały film, kompromitować władzę, a wyłącznie ośmieszyła reżysera i scenarzystę, bo trudno sobie wyobrazić, żeby takie jołopy sprawowały w tym systemie władzę, żeby robili takie triki mało wiarygodne; pokazuje się ten film, chyba tylko po to, zeby udowonić starą prawdę, że wybitna aktorka, wspomagana równie wybitnymi aktorami (Janda, Gajos, Ferency), może jakoś umożliwić obejrzenie słabego filmu, ale lepszym w swej konstrukcji go nie uczyni.
        Janda wspięła się bardzo wysoko, dzięki niej można uwierzyć w przemianę bohaterki z trzpiotki i luzary na samym początku, poprzez płacze, bunty, rozpacze i naturalną asymilację, w zdesperowaną, zniszczoną babinę na końcu, niemniej - w ten zgiełk następujących po sobie super-fatalnych okoliczności, ideologiczne farmazony wypranych mózgów bohaterów Ferencego i Holland, mające oddawać całą skomplikowaność tamtych czasów, po ten nieszczęsny romans z wszelkimi okolicznościami plus owe przesłuchania wykazujące właściwie nie tyle okropnośc władzy, ale jej głupotę, śmieszność i bieudolność - już trudniej. Gdyby nie ta dosłownośc, rzucanie piaskiem po oczach, to może nawet dałoby się na dłużej zachować kafkowski klimat niż tylko na kilka minut.

        Z pkt widzenia krytyki systemu też nietrafione, bo rok 83, to jednak nie 52 i to, co się działo 30 lat wcześniej miało niewiele wspólnego z realiami czasów Bugajskiemu współczesnych. Człowiek sobie w ogóle trudu nie zadał, zeby ważyć racje polityczne - ot, zrobił film demaskujący władzę sprzed 30 lat, a mający być komentarzem do wydarzeń aktualnych. Pomysł poroniony.
        W 52 więzniów podtapiano i wleczono za włosy, w 81 czy 82 internowani grali sobie w pingponga, palili fajeczki i pisali ksiązki w sanatoriach.

        Lepsza wiadomośc, że wreszcie zaczyna się w Polsce doceniać młodych - Paszporty Polityki : Zuławski i Lankosz - za filmy, które wreszcie zrywają z polską bełkotliwą patriotyczno-podróbkopsową-komedioharleqinadą w kinie i, miejmy nadzieję, definitywnie odsuwają rozliczenia z przeszłością
        na rzecz jakichś przewrotncyh i dających większą szanse wyobraźni i nowoczesnej wrażliwości projektów; do tego : m.in LUC (rok temu powinien dostać, a nie za ten miks z przemówieniami Starzyńskiego, ale grunt, że dostał) i KOrzeniak, której nie znam, ale która odstawiała konkretną psychodramę podczas odbierania nagrod, co wskazuje, że chyba się jeszcze nie rozstała z Marilyn Monroe, którą zagrała, podobno, bardzo wiarygodnie.

        • barbasia1 Re: Bunt Janion/Przesłuchanie/Paszporty Polityki 13.01.10, 16:08
          Easz, jak dobrze, że przypomniałaś o tym dokumencie!

          grek.grek napisał:

          > Ładna laurka dla Janion z tego wyszła :)

          O tak ładna laurka, choć niepozbawiona smutnych akcentów, myślę tu
          o obraźliwym, obrzydliwym, ohydnym liście o antysemickiej wymowie,
          który otrzymała Pani Profesor.

          Pani Profesor Janion wypowiadała się nie tylko na temat romantyzmu,
          ale także na temat popkultury, mediów oraz wspólczesnej sztuki,
          teatru, literatury; z młodych twórców, pisarzy doceniła
          jedynie (choć być moze nie było w czasu na dłuższą rozmowę na ten
          temat) Dorotę Masłowską i jej powieści "Wojna polsko-ruska"
          oraz "Paw królowej", mówiąc, że "artystka (sic!) może być
          umieszczona w awangardziej młodej literetury jak twórczyni nowego
          języka".
          Taka opinia z ust Pani Profesor to jest coś!
          :)

          > Lepsza wiadomośc, że wreszcie zaczyna się w Polsce doceniać
          młodych - Paszporty Polityki : Zuławski i Lankosz - za filmy,

          To bardzo dobra wiadomość! /nie zdążyłam wczoraj na Paszporty/
          Za piewszego lauterata Paszportu wkrótce się zabierzemy!

          • easz Re: Bunt Janion/Przesłuchanie/Paszporty Polityki 14.01.10, 00:35

            barbasia1 napisała:

            > Easz, jak dobrze, że przypomniałaś o tym dokumencie!

            :)
            Okazało się, że już to kiedyś oglądałam, tylko ten mój dziurawy
            czerep to zgubił. Przypomniało mi się, kiedy zobaczyłam to
            zaksiążkowane mieszkanie:)
            Refleksja moja prosta taka - coś odchodzi, jakiś/jakieś światy, te
            fajne i dobre też.

            --
            Zielonej pragnę zieleni
            Nie
            Tak
        • pepsic Re: Bunt Janion/Przesłuchanie/Paszporty Polityki 13.01.10, 17:27
          grek.grek napisał: "w 81 czy 82 internowani grali sobie w pingponga, palili
          fajeczki i pisali ksiązki w sanatoriach".


          Niech będzie, ale wtedy nie wiedzieli tego, co dziś wiemy. To chyba pierwsza
          negatywna opinia odnośnie "Przesłuchania"!

          Ps. "Rewers" Lankosza mnie rozczarował i mocno zadziwił kandydaturą na Oskara:(
          A rozliczenie z przeszłością - było, było :))
          • grek.grek Re: Bunt Janion/Przesłuchanie/Paszporty Polityki 14.01.10, 12:03
            To możliwe, tylko dlaczego Bugajskiemu się ubrdało, że przez
            30 lat nic sie nie zmieniło i ciągle więzienia wyglądają jak
            w czasach stalinowskich /zgadywał idąc po najprostszej linii
            oporu ?/ :)

            "Rewers" mnie rozczarował' - to chyba pierwsza negatywna opinia
            odnośnie "Rewersu" ;))


          • kres8 Re: Rewers 14.01.10, 13:59
            > Ps. "Rewers" Lankosza mnie rozczarował i mocno zadziwił kandydaturą na Oskara:(
            Kandydat na Oskara to on rzeczywiście nie jest. Natomiast przypadło mi do gustu
            parę absurdalnych scen, sposób na pozbycie się ciała, zaloty Woronowicza
            ("Popiełuszki":)), tańce obok wanny z wkładem. Spodobała mi się też kwestia, gdy
            przy pozbywaniu się futerału z feralną zawartością Janda mówi: ja to wyniosę,
            nikt mnie nie zauważy, a na to A.Buzek: ja pójdę, mnie też nikt nie zauważa -
            jakoś tak. Moim zdaniem to świetna odpowiedź na te wszystkie dyskusje w necie o
            jej kontrowersyjnej urodzie, nawet jeśli mówi to tylko grana przez nią bohaterka.
            Co do Paszportów- żałuję przegranej mojego ulubionego Dukaja, choć Wrońca
            jeszcze nie przyczytałam.
            • pepsic Re: Rewers 18.01.10, 14:31
              "tańce obok wanny z wkładem"
              W tej scenie spodobały mi się zaszyfrowane pochwały działaczy
              politycznych wobec zgniłego zachodu i chyba tylko to wywołało mój
              uśmiech w całym filmie. No bo scena, kiedy Dorociński potraktowany
              arszenikiem miota się i charczy przez 5 minut, aby w końcu wyzionąć
              ducha - śmieszna nie była, mimo że to zły ubek był. To chyba mało
              zważywszy na komedię? Co do Agaty Buzek - lubię jej intrygującą
              urodę i cenię za talent, ale akurat grana przez nią postać niezbyt
              przypadła mi do gustu. Jakoś nie przepadam za ameliowskimi
              dziewczęciami zbawiającymi świat, co to niby do trzech nie potrafią
              zliczyć.
              Ps. Przysłuchiwałam się niedawno dyskusji krytyków filmowych i
              teatralnych w TVP Kultura. Przy okazji innego filmu wspomniano
              mimochodem o "Rewersie" i naraz wszyscy się zachłysnęli dziełem. No
              nie wiem, w kinie nie byli? Nie widzieli reakcji publiczności?
              Odniosłam wrażenie, że po entuzjastycznej laurce wystawionej przez
              P.Felisa z GW już nikt i nigdy (dot. krytyków) nie zdobędzie się na
              szczerość wobec tego filmu.
    • maniaczytania Jestem synem ludobojcy 13.01.10, 18:56
      Jak dotrwam do 23.25 na TVP1 - dokumentalny film o synu Hansa Franka.

      Zreszta dzisiaj w ogole "polnoc" dokumentow, na dwojce w cyklu "Czy
      swiat oszalal" o 0.15 - "Afganistan. O co walczymy?", a o 0. 50 -
      "Co teraz, panie prezydencie?" o Barracku Obamie.

      A z lzejszych "Rozmowy kontrolowane" na dwojce o 20.40.
      --
      hmm, co by tu napisac?
      • grek.grek Re: Jestem synem ludobojcy 14.01.10, 12:36
        Przed tym dokumentem o Franku dali dokument wspomnieniowny "Idź pod prąd" - liderzy polskiego punk rocka z lat 80-tych /Lipiński, ten z KSU, Grabowski z Dezertera i Brylewski/ wspominają jak rzucali jajami
        z farbą w milicję i ganiali się z wojskiem w trakcie stanu wojennego.
        Żenujące. Panowie punkowie niby są blisko 30 lat starsi, ale nic nie
        zrozumieli z tamtych wydarzeń, z tamtej decyzji, z tamtego czasu.

        Mieli 18 lat, słuchali ojców styropianowych i takie sobie wyrobili
        przekonanie, nie pragnąć go zweryfikowac, dojśc do jakichś konstuktywnych wniosków dzisiaj, powiedzieć - orajt, byłem młody, inaczej to postrzegałem wtedy, dzisiaj więcej pojmuję, może to nie
        jest takie jednoznaczne jak wtedy było... cóz, się człowiek rozwija w końcu.

        Wyglądało to jak wykorzystanie pomarszczonych, zbrzuchaconych, posiwiałych dawnych buntowników do kolejnej taniej antykomunistycznej
        agitki. Komu to jeszcze potrzebne dzisiaj ? Zebrali paru podstrzałych
        kontestatorów, postawili kawę i ciasteczka - panowie, opowiedzcie jak sobie kpiliście z władzy, jak wam było fatalnie i cięzko.
        Pan z KSU mówi w jednym zdaniu "se jaja robiliśmy z tych milicjantów, tacy głupi byli", a w następnym "wiesz, z nimi żartów nie było" - po prostu się upajali swoimi wspominkami, jak Al Bundy swoimi 4 przyłożeniami w jednym meczu.

        I opowiadają o prześladowaniach przez komunistów dzisiaj - DZISIAJ, kiedy KRRITV potrafi przywalić stacji pół miliona kary za to, że im się przywidziało, iż Szczuka obrażała chore dziecko.
        O tym tzreba mówić, a nie o tym, że 30 lat temu ktoś im tekstu nie przepuścił - co ciekawe najpierw się żalili, że im teksty odrzucano, a potem opowiadali, że odrzucano - owszem, ale na szczeblu lokalnym, co w centrali przechodziłu bez trudu.

        Że im nikt płyt nie chciał wydawać. Spoko. Dzisiaj wydają - i co ? I schodzi pewnie 1/4 tego, co wtedy chodziło w trzecim obiegu. Taka komedia. Ale o tym nic nie powiedzieli.

        Grabowski napomoknął, że za komuny tylko Brygada Kryzys wydała płytę, na co Lipiński natychmiast zaczął się usprawiedliwiać, że oni wydali, ale tak połowicznie, nie do końca... Kurna, przecież właśnie istotą punk rocka było działanie niezależne, poza mainstreamem, głównymi wytwórniami, miała to być prowizorka - co kogo w tym momencie powinno obchodzić, czy władza pomaga, czy nie, skoro z samego założenia, programowo, punk rock powinien olewać wydawanie płyt metodą tradycyjną ?

        Tak naprawde, cenzura była dla tych gości wszystkim. Paradoksalnie. Dzięki niej robili za legendy. Jako muzycy undergroundowi, koncertowi, nielegalni. Gdyby startowali w innych warunkach, np. dzisiaj, musieliby się mierzyć z czymś znacznie gorszym - z brakiem zapotrzebowania na siebie na wolnym rynku, co zresztą ma teraz miejsce. A podziemie ? Podziemie ich nie potrzebowałoby, bo bunt się spłaszczył i skomercjalizował, dzięki temu, że nie ma przeciw czemu się tak naprawdę buntowac, zostały same kabotyński pozy, w rodzaju antyglobalistów-antykapitalistów, co mają najnowsze modele komórek, na wiece zjeżdzają się Land Roverami, a arafatki kupują u Armaniego czy innego Dżirdzio Pierdacze.

        I nikt, żaden z nich, nie powiedział : wiesz, to był najlepszy czas mojego życia, co coś było wtedy autentycznego, ja to przeżyłem, byłem w Jarocinie, widziałem, stanowiłem część, ba ! - byłem w środku, czegoś wartościowego. A oni tylko - cenzurowali nam teksty, ograniczali nam ekspresję, raz mi pałą dali przez d,pę. Żaden nie umie przyznać, że jest szczęśliwy z tamtych czasów, bo dzięki temu się zapisał w pamięci tych i owych.

        To fatalny widok - buntownik, co po latach skarży się jak mu było cięzko.

        To gorsze niż ci internowani, co szli do "lochów" za przekonania i w imię "obywatelskich swobód", a dzisiaj chcą za to odszkodowania pieniężnego od współczesnego podatnika.



          • grek.grek Re: Jestem synem ludobojcy 14.01.10, 14:12
            Z trudem mi to przyszło, bo w latach 90-tych stare płyty KSU, Dezertera, to była moja muzyka.
            "POd prąd" i "Ustrzyki" KSU, to są płyty, którym, pod wg tekstów (przynajmniej ich części), mało co, w polskiej muzyce rockowej, dorównuje. Rzeczy ponadczasowe. Dzisiaj się pojawiają, w nowych aranżacjach, wersje tamtych kawałków, które brzmią żałośnie, nie mają w sobie krzytyny ducha, są przymilne i podlizują się klienteli. G,wno, które ma się sprzedać w nowej rzeczywistości. I muzycy, którzy ze swojej młodości nie pamiętają niczego świeżego i radosnego.



              • grek.grek Re: "Idź pod prąd" 15.01.10, 14:29
                Ano właśnie. I teraz można pisać i śpiewać (prawie) wszystko, co się chce - nie ma cenzury, która buntowników/-aluzjantów czyniła legendami, nie ma obostrzeń, dawny głód tekstów o fatalnej rzeczywistości się skończył, albo został przerzucony na np. hip-hop a'la Peja czy tam kto inny, przyszło tysiąc stylów z Zachodu i Wschodu, można mieć co się chce i punk nagle nikogo nie obchodzi, a panom zostało chyba tylko ogrywanie swojej martyrologii i nieudolne pozowanie na męczenników, którym system zabrał młodość i perspektywy :)
                • barbasia1 Re: "Idź pod prąd" 15.01.10, 16:00
                  Nie dokońca jest tak, że pozują na męczenników, bo przecież, jak
                  sami przyznali, są muzykami, którym udało się przetrwać i komunizm,
                  i początki kapitalizmu, co nie było wcale łatwe, nadal występują,
                  grają tak jak czują, mają swoich fanów starych, nowych, w de mają
                  to, że ich muzyka nie jest puszczana w radiu, robia swoje.
                  Właściwie tylko Grabowski mówił o zmarnowanych latach.
                  :)
                  • grek.grek Re: "Idź pod prąd" 16.01.10, 13:59
                    Więc budują martyrologię :) O tyle komiczną, że przecież realizowali ściśle wytyczne punk rocka - antymainstreamowość, prowizorka, założony prymitywizm etc.

                    Dzisiaj też nie brakuje kapel punkowych, w tzw. podziemiu - a jest inny system polityczny. Wolny rynek, po prostu. czym to sie różni ? Wtedy nie można było wszystkiego otwarcie wyartykułowac, bo była cenzura. Dzisiaj, o ile nie ma autocenzury to można w zasadzie wszystko - o władzy - powiedzieć.
                    Wtedy to znajdowało posłuch, w trzecim obiegu, ale znajdowało.
                    Dzisiaj nie znajduje w ogóle posłuchu, nikt tego nie chce kupować, młodzi muzycy punkowi nie są legendami, ba ! - jeśli są nimi starsi, to dlatego, że tworzyli 25 lat temu, w warunkach, które oni sami dzisiaj wspominają jako coś ograniczającego ich ekspresję, podczas gdy one przecież, tę ich ekspresję pobudzały, inspirowały. gdyby nie ich nazwisko z tamtyhc czasów, wyrobione w sytuacji, kóra dzisiaj napawa ich takim żalem, to dzisiaj nic by nie sprzedali, tak jak ci młodzi, co startują gdzieś po garażach i świetlicach, o ile akurat tam ktoś nie naśladuje stadnie Maseraka i Muchy.
                    Nie trzyma się to kupy :)

                    Wiesz, nie chodzi mi o to by gloryfikowali czasy w jakich żyli, ale o przyznanie, że w tym całym ambrasie, tak naprawdę i paradoksalnie, mieli szczęście, że mogli się realizować, bo dzisiaj zginęliby marnie i nic by po nich nie zostało. Chodzi o ich krytyczną refleksję :)
                    • barbasia1 Re: "Idź pod prąd" 17.01.10, 14:33
                      grek.grek napisał:
                      > Wiesz, nie chodzi mi o to by gloryfikowali czasy w jakich żyli,
                      ale o przyznanie, że [...] mieli szczęście,
                      > Chodzi o ich krytyczną refleksję :)

                      Wiem, rozumem, ale o brak tej wyraźniej krytycznej refleksji, czy w
                      ogóle szerszego spojrzenia na ruch punkowy w Polsce lat 80-tych (tu
                      masz rację,z e brak całosciwoego podsumowania) trzeba by jednak
                      obwiniać nie muzyków, ale twórców dokumentu,
                      którzy skupili się tylko na tym jednym aspekcie problematyki - na
                      stosunku włądz do punkowych kapel, które z załozenia przeciwko tej
                      włądzy się buntowały (celowe ograniczenie ? może tak, może nie, nie
                      wiem).

                      Panowie muzycy opowiadali o tym myślę w sposób wyważony, nawet z
                      sentymentem (hisorie o prowokacjach), nie uderzając specjalnie w
                      martyrologiczne tony (tak ja to odrebrałam) trakując to, co ich
                      spotykało ze strony policji - pałowanie, aresztowania, jako coś
                      oczywistego, naturalnego, wliczonego w koszty. Przecież nie raz, jak
                      opowiadali, sami prowokowali policję z różnym dla nich skutkiem .

                      Nie nazwałabym tych opowieści ironicznym "budowaniem martyrologii".
                      Raczej przedstawianiem faktów; taka była, jeśli mogę tak powiedzieć,
                      specyfika polskiego ruchu puknowego konca lat 70. i początku 80.
                      Zupełnie odmiennymi oświadczeniami mogą się pochwalić koledzy
                      punkowie z Zachodu.

                      Muzycy nie przyznali expressis verbis, że "mieli szczescie", ale też
                      nie powiedzieli i nie dali do zrozumienia, że byli wtedy, w młodosci
                      nieszczęśliwi.

                      I wiesz, jestem wstanie zrozumieć te narzekania Grabowiskiego, że
                      zmarnowali kilka lat przez to, że nie nagrywali płyt, że dawali mało
                      koncertów. Przemawia przez niego dojrzały muzyk, który daawno temu
                      wyrósł z młodzieńczego punkowego buntu, dla którego w pewnym
                      momencie ważniejsza stała się sama muzyka, jako sposób na życie,
                      niż etos i ideologia punkowa i ścisłe trzymanie się wytycznych.


                      Greku, Twoich ulubionych niegdyś? muzyków Ci bronię!?!?!?! :)
                      :)
                      • grek.grek Re: "Idź pod prąd" 18.01.10, 14:46
                        Haha, no... tak wyszło :)

                        Masz wiele racji, ja dodam jeszcze tylko, podsumowując,że : tak po prostu, brakowało mi powiedzenia - kurde, pomijając wszystko, to były fajne lata :) MOże jednak czepiam się zbytnio, bo, jak piszesz, konwencja narzucona przez twórców jakoś im to uniemożliwiła...
        • smutas13 Re: Jestem synem ludobojcy 14.01.10, 13:47

          To gorsze niż ci internowani, co szli do "lochów" za przekonania
          i w imię "obywatelskich swobód", a dzisiaj chcą za to odszkodowania
          pieniężnego od współczesnego podatnika.


          I niektórzy je dostają.
        • maniaczytania Re: Jestem synem ludobojcy 14.01.10, 23:01
          Ogladalam jeden i drugi.

          Jesli chodzi o ten pierwszy - to mnie akurat mimo dorastania w tych
          czasach, polski rock nigdy nie pociagal ani za bardzo sie podobal.
          Starsi juz dzis panowie, niestety pozostali w tamtej epoce i nie
          zauwazyli, ze troche sie zmienilo.


          Co do filmu o synu Franka Niklasie- to byl to wstrzasajacy dokument -
          bez ostrzezenia o drastycznosci pokazano w nim duzo fragmentow
          filmow z czasow wojny oglednie mowiac z roznego rodzaju egzekucji i
          tego, co po egzekucjach. Syn Franka, starszy pan opowiadal o ojcu i
          o ich zyciu w Krakowie. Jako szef Generalnej Guberni Hans Frank z
          rodzina zamieszkal na Wawelu - jego syn opowiada, ze pojac nie moze,
          jak jego ojciec mogl miec czelnosc w tak swietym i waznym dla
          Polakow miejscu mieszkac tak sobie po prostu, bo uznal, ze mu sie
          nalezy. Opowiadal tez, ze czworki jego rodzenstwa, troje caly czas
          nie uwaza/lo, ze ojciec byl kryminalista i zrobil cos zlego, jednym
          z najbardziej dla mnie wstrzasajacych fragmentow byl ten, jak
          opowiadal, ze dzwonil pare lat temu do siostry ( ktora nota bene
          wyjechala z mezem do RPA, bo jej sie idea apartheidu bardzo
          podobala), a ona mowi mu, ze oni z mezem sobie policzyli, ze to
          niemozliwe, zeby w Auschwitz tylu ludzi zginelo w piecach
          krematoryjnych, bo ich korpusy musialyby plonac 6 sekund - a Niklas
          Frank mowi - no i jak ja mam z nia rozmawiac? rzucilem sluchawka.

          Mam nadzieje, ze jeszcze kiedys powtorza ten film, bo naprawde wart
          jest uwaznego ogladania.
          --
          hmm, co by tu napisac?
          • barbasia1 Re: Jestem synem ludobojcy 15.01.10, 18:12
            W wiki przeczytałam, że Niklas jest autorem ksiażek "Mój ojciec Hans
            Frank" oraz "Moja niemiecka Matka", które "wywołały falę dyskusji w
            Niemczech na temat problemu rozliczenia z nazistowską przeszłością w
            kontekście rodzinnym".
              • barbasia1 Re: Jestem synem ludobojcy 16.01.10, 15:32
                maniaczytania napisała:

                Wiesz tak się zastanawiałam, co takiego spowodowało, że Niklas Frank
                (jako jedyny z 5 rodzeństwa) przeciwstawił się wtłaczanym od
                dzieciństwa schematom myślowym, które widać w wypowiedziach jego
                siostry i zdobył się na krytykę ojca i zbrodni nazistowskich.
                Czy była o tym mowa w dokumencie?
                :)

                > Jest jeszcze taka ksiazka "Dzieci Hitlera" o dzieciach
                kilku "najslawniejszych" hitlerowcow
                O! Ciekawa rzecz!
                T
    • barbasia1 Wojna - brakujący fragment filmu 16.01.10, 14:37
      Silny włącza telewizor przerzuca kanały trafia na Demon TV, a w nim
      leci tokszoł, w którym ona sam występuje ubrany w elegancki
      garnitur, ten sam, który mu ekipa filmowa na bekstejdżu
      przyszykowała. Opowiada historię o tym, jak to sam łaził po
      niebezpiecznym osiedlu, a potem pokazuje bliznę na głowie mówiąc, że
      to „szatan go walnął przez pysk berłem . Pani prowadząca wskaźnikiem
      zakończonym strzałeczką pokazuje tę bliznę, ludzie cieszą się, bija
      brawo. Silny patrzy na widownie i widzi Masłoską podpowiadającą mu
      dalsze jego kwestie, w których o Magdzie mowa i pojawia się scena z
      początku filmu, kiedy z Lewym kłócą się o Magdę, Silny kończy
      słowami -„Magda jest najlepsza, ma złote serce” i w tym momencie
      kumple Lewego uderzają go w twarz, a ten upada , a potem jest
      następny obraz- Silny w raz z Magdą są na jakiejś polanie w lecie ,
      Magda tańczy z rozrzuconymi rękami, biega dokoła, aż upada, bo
      skurczu w łydce dostała. Mówi Silnemu, że jest chyba w ciąży, i
      dlatego zerwała z nim, bo stchórzyła, bo się bała, że będzie zły.
      Silny na to, że trzeba iść do lekarza , żeby to sprawdzić.. A
      potem Silny siedzi przed szpitalem, jest wkruwiony, na szpital i
      na „ortopederastów”, którzy tam „urzędują”.
      Magda wychodzi o kulach, mówi Silnemu, że lekarz kazał, żeby on
      zabrał ją nad morze. Silny marudzi, ze późno, ale idą na dworzec
      wsiadają do pociągu i jadą nad morze. W pociągu wciągają kolejną
      kreskę. Magda mów silnemu, ze chce wyjechać z tego kraju na zachód,
      gdzie są kremy z ogórków, żele pod oczy, solaria.
      Potem Silny budzi się na plaży zakopany w piasku, tylko ręka mu
      wystaje.
      Wstaje lata po plaży , znajduje dwie reklamówki, pozostawione „na
      marnację” co jest dowodem braku „jakiejkolwiek ekonomii w tym kraju”
      i postanawiać zebrać do nich piasek „Gdyż, jeśli on nie trafi w
      nasze ręce, to koniec. Zostanie od do cna rozdrapywany przez
      zdrajców” / to z książki fragment tego tekstu nie ma w filmie/ ,
      zapisuje swe przemyślenia jakimiś hieroglifami na piasku. I pojawia
      się Magda w towarzystwie dwóch facetów, widząc Silnego bazgrzącego
      na pisaku, ze śmiechem mówi, że on jest jej „upośledzonym
      psychofizycznie bratem”, co Silnego strasznie wkurza i wybudza
      ostatecznie z tej patriotyczno –ekonomicznej zadumy... A potem
      wypytuje Magdę o tych facetów.

      Uffffff

      :)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 18.01.10, 14:03
      Dobry dokumental wczoraj - "Sie macie, ludzie". O Riedlu śp.
      Chronologicznie uporządkowany zapis jego życiowych zakrętów,
      sklecony z całego mnóstwa relacji, opisów i komentarzy ludzi z nim związanych, zaprzyjaźnionych, skoligaconych - od muzyków, przez kolegów
      od kwasu, matkę, żonę, dzieci, przyjaciół, dotarli nawet eks-perkusisty, co się od iks lat bunkruje gdzieś w Bieszczadach. Przy okazji dużo o Dżemie, losach zespołu, fragmenty występów, wideoklipów,
      wywiadu jakiegoś dotąd niepublikowanego itd/itp.

      Miła i zawsze ustawiona frontem do klienta TVP Info nadała ten zajmujący film o godzinie 0:30. zapewne w celu uniknięcia oskarżeń o promocję narkotyków...(ku,rwa...). Jakoś ten front od dawna jest frontem z dziwnie pionowym uśmiechem.

      A z drugiej strony - nie będzie TVP, to nikt takiego filmu nawet i o 2 w nocy nie pokaże. I to jest cały absurd made in Poland.
      • barbasia1 "Sie macie, ludzie" 18.01.10, 14:50
        Na szczęście ten dokument (widziałam) jest na youtube, tu część
        pierwsza:

        www.youtube.com/watch?v=xobredvPTTA
        Jeszcze trochę, a telewizja nie będzie potrzebna dzięki internetowi -
        tak sobie myślę coraz częściej.


        A dyskusja na temat dokumentu "Idź pod prąd " już zakończona, tak? :)


        Nagrałeś może, Greku, "Dróżnika", co go wczoraj w "Uczcie kinomana"
        w porze dla batmanów pokazali? Pięciogwiazdkowy film, podobno
        entuzjastycznie przyjęty przez krytyków amerykańskich!?
        Jakz wykle ostatnio za późno się zorientowałam, że coś fajnego leci
        w srodku nocy. :)
        See you! :)
        • grek.grek Re: "Sie macie, ludzie" 18.01.10, 15:27
          Niestety, i mnie Dróżnik uleciał...

          O, bardzo polecam zatem rzeczony dokument. Fajnie zrobiony. I ciekawy, oczywista.

          Co do "pod prąd" - kwestia uznania, ja chyba się wyprodukowałem z tego, co miałem do powiedzenia, ale jakby jeszcze coś się pojawiło, to przeczytam na pewno, a jesli będzie trzeba, to i skomentuję, o czym ostrzegam lojalnie mniej wytrwałych ;)
          • barbasia1 Re: "Sie macie, ludzie" 18.01.10, 16:17
            grek.grek napisał:

            Ja też w zasadzie powiedziałam już wszystko, co miałam do
            powiedzenia na temat dokumentu "Ipp".


            >to przeczytam na pewno, a jesli będzie trzeba, to i skomentuję, o
            czym ostrzegam lojalnie mniej wytrwałych ;)

            hehehe :)))

            Dobry komentarz nie jest zły! :)
            • grek.grek Re: "Sie macie, ludzie" 19.01.10, 11:53
              Wczoraj TVP znów się wykazała - dali "Zawrót głowy" Alferda, i znów około północy :) To się nazywa MISJA, jakby kto nie wiedział.

              Dobrze było sobie przypomnieć ten klasyk. Intryga, Kim Novak, finał kapitalny, Kim Novak, ten zapaszek amerykańskiego złotego okresu kina lat 50-tych, Kim NOvak, mistrzowskie budowanie napięcia, a no i jeszcze zapomniałem o Kim Novak, hahe.
              Ech... wtedy to kręcili ci jankesi :)

              Tudej propozyszyn.
              Aviator, Dwójka, 23:25
              Erin Brockovich, POlsat, 20:00

              Powiedzcie mi, bo sam do tego nie dojdę nigdy - za co można w ogóle lubić Julię Roberts ? ;)
              • barbasia1 "Zawrót głowy" 19.01.10, 13:22
                Tego filmu Hitchcocka nie widziałam, za to "Okno na podwórze" aż 3
                razy w tym raz remake z Christopherem Reevem (a u Hitchcocka główną
                rolę grał James Stewart -ten sam aktor, ktory wystąpił w też
                filmie "Zawrót głowy").


                > Powiedzcie mi, bo sam do tego nie dojdę nigdy - za co można w
                ogóle lubić Julię Roberts ? ;)

                Niektórzy (panowie zwłaszcza) lubią Julię Robert za jej wyjątkowe
                nogi - podobno 224 bieżących centymetrów, w sumie.
                Złosliwcy twierdzą, że te nogi są niestety krzywe (nie zauważyłam).

                Ja ją lubie za to,że jest // sprawia wrażenie sympatycznej, ciepłej
                miłej niezmanierowanej osoby. Poza tym ma charyzmę, talent
                drmatyczny i komediowy, osobowość i oryginalną, nieprzeciętną urodę.

                Czy wiesz, Greku, niedawno się o tym dowiedziałam, że aktor, który
                grał rolę Bucka, młodego przestępcy, uciekiniera w
                filmie "Uciekający pociąg" - Eric Roberts to brat Julii!

                A tu ciekowstka ;) - Julia Roberts w wersji XXXXXL na teksańską
                grubaskę

                fotki.sej.pl/pic/b42894.jpg
                Też uroczo! ;)
                • grek.grek Re: "Zawrót głowy" 19.01.10, 14:11
                  Zatem, jakby co, to polecam - fabuła prosta /jakby co, służę spojlerem/, ale nie prostacka, no i ten wdzięk filmów Hitchcocka
                  i w ogóle 50-tych lat w US... Nie do przecenienia.

                  Nie wiem... mnie Julia Roberts nigdy nie przekonywała i widać tak
                  będzie jeszcze długo, albo i zawsze, bo, zdaje się, zyciowe role, to
                  ona ma za sobą /hehe/.
                  Aczkolwiek, jej bliźniaczka, Sandra Bullock też już miała dać od
                  siebie odpocząc, a tutaj - niespodzianka, dostaje Złotego Globusa.
                  I to, kurna, za rolę dramatyczną...
                  Świat staje na głowie, 2012 i klątwa Majów już blisko ;))
                  • barbasia1 Re: "Zawrót głowy" 19.01.10, 14:57
                    grek.grek napisał:

                    Jak możesz napisac, to chętnie przeczytam spojler ,bo nie wiem, czy
                    w najbliższym czasie doczekamy się potwórki.
                    Przy okazji zapytam - tej Kim Novak tak dużo było w tym filmie, tak
                    zasłaniała sobą ekran, że tylko Kim Novak i Kim Novak? ;))

                    A za jaki film Sandra Bullock dostała statuetkę?

                    O Złotych Globach wiem na razie tylko tyle, że na ceremonii w
                    towarzystwie Colina pojawia się Alicja BC eksponując swój naturalny
                    (made in Poland :) biust.

                    > Świat staje na głowie, 2012 i klątwa Majów już blisko ;))

                    hehehe :)

                    • grek.grek Re: "Zawrót głowy" 19.01.10, 15:55
                      Dobra.
                      Więc jest prywatny detektyw (niedawno wydalony z policji po akcji,w ktorej nabawił się lęku wysokości). Kolega dawno nie widziany prosi go
                      o to, żeby tropił jego żone, Madeleine, którą... duch nawiedza.

                      No i detektyw tropi. babka na przemian : odwiedza galerię - gdzie wysiaduje przez obrazem, cmentarz - gdzie wysiaduje przed grobem.
                      Obraz przedstawia jej prababkę, do której należy również odwiedzany
                      grób - dawną tancerkę, która po nieudanym małżeństwie i odebraniu jej
                      dziecka przez męża popadła w szaleństwo i strzeliła samobója.
                      I ten duch wlaśnie wciela się podobno w Madeleine.

                      Któregoś razu Madeleine rzuca się pod Golden Gate do wody; detektyw ratuje ją, daje jej gościnę w domu, zakolegowują się, a potem zaczynają
                      romansować. Ona mu się zwierza, ze czasami traci poczucie czasu, nie jest sobą, odwiedza jakieś miejsca, które w jej relacji wyglądają nieco inaczej niż w perspektywie śledzącego ją detetktywa, ale z grubsza chodzi o to samo. Ewidentnie, babka wygląda na lekko oszłomiastą, a do tego zwierza się, że słyszy głosy, które namawiają ją do popełnienia samobójstwa; widuje zawsze, w wizjach, których doświadcza, otwarty grób - swój grób, a także wtysoką wieżę,w jakimś miasteczku. Detektyw jej chce pomóc się z całej paranoi wyplątać - opowieść o wieży nasuwa mu podejrzenie, że chodzi o pewien kościół, który zna. Jedzie z nią tam. Na miejscu Madeleine biegnie na samą góre, na tę wieżę, detektyw dostaje w czasie wspinaczki po schodach, na pewnej wysokości, zawrotów głowy i musi zrezygnować z pościgu - widzi tylko jak w dół, z wrzaskiem, spada kobiece ciało, Madelein. Zszokowany ucieka z miejsca zdarzenia.

                      PO wszystkim przechodzi przez postępowanie sądowe - zeznaje, że Madeleine miała manię prześladowczą, a sam zostaje oczyszczony z jakichkolwiek podejrzeń, ze czegoś zaniedbał, czy niedopatrzył.

                      POpada jednak w depresję, z której wychodzi po roku.
                      Pałęta się ulicą i nagle widzi babkę całkowicie podobną do Madeleine. Tylko szatynkę (Madeleine była blondynką). Próbuje się do niej, Ruth, zbliżyć, co też mu się udaje, mimo początkowej nieufności kobiety. Jakoś tam się zaczynają porozumiewac, spotykać, a detektyw dązy do przerobienia jej na Madeleine - prosi, żeby nosiła określone ciuchy, zmieniła kolor włosów itd. Chce odzyskać straconą miłość.

                      Oczywiście - nowo poznana Ruth jest TĄ Madeleine, a cała sprawa ze skokiem z wieży była ukartowana z tym dżolero, co zlecił ślesztwo (ale o tym za chwilę). Więc chce ona mu wyznać, że to ONA, że żyje, zostawić list z wyjaśnieniem i uciec. Ale zostaje, bo... ona też go kocha.

                      Detektyw orientuje się w sytuacji, kiedy wychodząc na jakiś raut dziewczyna zakłada identyczną biżuterię, którą widział na obrazie tej jej prababki (rzekomej).
                      Zastawia pułapkę - wiezie Ruth-Madeleine do miasteczka i pędzi na tę wieżę kościelną. Najpierw ściemnia, że chodzi o jego własną sprawę - wtedy nie dogonił Madeleine, teraz chcę tę scenę odegrać raz jeszcze, dogonić i odegnać traume. Madeleine-Ruth opiera się i panikuje, ale detektyyw jest bezwzględny. Udaje mu się pokonać lęk, docierają na sam szczyt i tutaj detektyw demaskuje Ruth-Madeleine, i ostatecznie wyjaśnia się intrga - otóż ten jego kolega-co-zlecił-śledzenie zony, to w ogóle nie był jej mąz, tylko kochanek, i chciał się pozbyć żony, więc sprzedał detektywowi bajkę, że ma ona problemy psychiczne, kazał śledzić -w tym celu rolę zony odegrała Madeleine, a to dlatego, że żonę zabił wcześniej, ciało zatargał na tę wieżę i kiedy Madeleine tam dotarła wyrzucił trupa (ubranego identycznie jak Madeleine tego dnia) na dół. Detektyw był potrzebny jako świadek zdarzenia, który dodatkowo potwierdzi, że żona gostka cierpiała na psychozę, a jednocześnie jego lęk wysokości dawał pewność, ze nie odkryje co się naprawdę stało na samej górze. Po wszystkim madeleine i kochanek ukryli się w jakimś schowku, przeczekali cały rwetes i odejchali. Detektyw spanikował, nie sprawdził czy ciało denatki, to madeleine, czy nie i też zwiał.

                      Madeleine prosi detektywa, żeby zostali razem, ze co się stało, to sie nie odstanie itd. Ale on jakoś chęci większej nie ma, po tym co odkrył...

                      I oto nagle, kiedy Madeleine wspomina o zonie, którą zabił jej kochanek, w mroku wyrasta jak z podziemi jakiś ludzki kształt - przerażona Madeleine (zapewne uznała, że to duch jakiś) rzuca się z wieży w dół. A była to tylko zakonnica z pobliskiego klasztoru, do którego należała tenm kościółek i jego wieża...

                      Kara mustafa, jak to mówią ;)

                      Kim Novak nie zasłaniała ekranu ;)) Po prostu epatowała wdziękiem, stylem i urodą :
                      sunsetgun.typepad.com/photos/uncategorized/novak04_1.jpg
                      Bullock dostała za jakiś dramat, w którym gra babkę, co przygarnia bezdomnego murzyńskiego chłopca i ten chłopic wyrasta na gwiazdę
                      sportu... coś w tym guście, to na razie w America chodzi, więc trudno
                      do końca coś powiedzieć. ALe... jakkolwiek i cokolwiek by to nie było... Sandra Bullock za rolę dramatyczną... Posłuchaj - jak to brzmi... jakby Lech Kaczyński dostał nagrodę mistrza mowy polskiej ;)/cholera wie, teraz to ju tylko czekać na Oskara dla sandry - mój świat legnie w gruzach, hahaha)

                      Heheh, a ja Ci powiem też coś ciekawego o Alicji Curuś.
                      Czytam sobie, wczoraj chyba, jakąś relację z tych Globów wręczania, a tam stoi jak wół "Na dywanie dla gwiazd przechadzały się Nicole Kidman, Penelope Cruz, ALICJA CURUŚ, Meryl Streep" :))
                      • barbasia1 Re: "Zawrót głowy" 19.01.10, 22:55
                        grek.grek napisał:

                        Bardzo mi się podoba "Zawrót głowy", ale żeby tak się rzucać na
                        widok ducha!?? ;)

                        "Kara mustafa" :))))))))

                        Piękne to zdjęcie Kim Novak!


                        >"Na dywanie dla gwiazd przechadzały się Nicole Kidman, Penelope
                        >Cruz, ALICJA CURUŚ, Meryl Streep" :))

                        hehehe :)
                        No proszę jeszcze nie zaczęła kariery filmowej w Hollywoodzie, a
                        już została zaliczona do pierwszej ligi aktorek amerykańskich/
                        hollywoodzkich. Ani chybi, na autora/kę atrykułu (prawdziwego znaFce
                        kina i życia towarzyskiego w Hollywood :) zadziałać musiała magia
                        nazwiska Colina Farella. :)



                        >Posłuchaj - jak to brzmi... jakby Lech Kaczyńsk
                        > i dostał nagrodę mistrza mowy polskiej ;)

                        hehehehe :))))))

                        /cholera wie, teraz to ju tylko czekać
                        > na Oskara dla sandry - mój świat legnie w gruzach, hahaha)
                        :)))


                        A może Sandra odbyła kursy doszkalające w szkole Lee Strasberga (jak
                        niektóre nasze gwiazdeczki) i teraz są efekty!? :)