Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2010 - 3 (vol. 7)

03.04.10, 12:47
Jako, ze w dwojce juz sie zblizamy do piecsetki, a swieta ida i nie wiem, czy
znajde chwile.

Przy okazji Wesolych Swiat!
--
hmm, co by tu napisac?
Edytor zaawansowany
  • grek.grek 04.04.10, 10:58
    I jak tam, z tym "Iluzjonistą" ? Kupiliście to ?

    Ja się przyznam, że od 25 minuty, kiedy tylko spiknęli się na nowo magik i jego ukochana z dzieciństwa, interesowała mnie głównie postać inspektora policji, jedyna która przejawiała jakieś życie psychiczne - z jednej strony pełen podziwu, sympatii dla magika, z drugiej świadomy tego, że jego wyczyny mogą zburzyć ład społeczny; podejrzewający o morderstwo księcia, ale jednocześnie zachowujący resztki lojalności wobec niego; jako sztukmistrz-amator pragnący uwierzyć w coś niezwykłego, w nadprzyrodzone zdolności magika, a zarazem nie potrafiący przekabacić do tego racjonalnego rozumu, który mówi mu, że to wszystko są triki cyrkowe i nic więcej; a na koniec musi się zmierzyć z propozycją, której przyjęcie oznaczałoby dla niego awans społeczny, o jakim od zawsze marzył, ale jednocześnie sprzeniewierzenie się swojej funkcji publicznej, urąganie profesjonalizmowi.
    To było ciekawe.
    Reszta - o tyle, o ile, mocno kombinowana, a jak chodzi o same sztuczki, to plus dla scenarzysty za wyobraźnię, ale zepchnęło to całą opowieść w ostępy bajki dla dzieci, aczkolwiek zahaczającej o jakieś tam społeczne problemy (reakcja publiki, która jest gotowa na wzniecenie burd, kiedy aresztują magika, będąc święcie przekonaną, że jest on jakimś prorokiem, co zmarłych potrafi wskrzeszać, czemu on musi zaprzeczyć z balkonu komisariatu).
  • barbasia1 04.04.10, 15:26
    Greku, czy możesz mi opowiedzieć sam początek filmu. Za późno
    przełączyłam i umknęły mi retrospekcje, obrazy z dzieciństwa ...

    Przyznam, że poczułam się lekko zawiedziona tym filmem.
    W przepięknym opakowaniu (wspaniałe zdjęcia (w kolorze sepii)
    oddające klimat epok, plenery, wnętrza, scenografia, kostiumy),
    słaby, niedopracowany i w sumie mało ciekawy scenariusz, z
    papierowymi postaciami.

    Postać inspektora policji rzeczywiscie jest tu najciekawsza, dużo
    ciekawsza (o dziwio) od postaci tytułowego bohatera, choć też
    niepozbawiona usterek - np. nie przekonuje mnie zupełnie ta nagła
    przemiana inspektora-karierowicza, który odmawia dalszej wspólpracy
    z następcą tronu, a tym samym rezygnuje z obiecanych i wymarzonych
    zaszczytów i stanowisk, tylko dlatego, że podejrzewa księcia o
    morderstwo.
    :)

  • maniaczytania 04.04.10, 18:00
    No i mnie tez ta historia nie porwala. Wolalam sprawdzac internet :)
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • grek.grek 05.04.10, 12:01
    Mnie umknęło pierwsze pięć minut. Retrospekcje z dzieciństwa dotyczyły tego, ze magik, jako mały chłopiec, poznał cudnej urody dziewczynkę i się w niej zakochał. Już wtedy miał dar czynienia sztuczek niezwykłych, którzy, wg legendy, posiadł podobno dzieki spotkaniu z tajemniczym facetem na pustkowiu : facet mu pokazał, a potem zniknął i na niego przeszło i potem on innym pokazywał, m.in tej małej; ALE dziewczynka była z dobrego domu, magik był z gorszego domu, więc, koniec końców, ich rozdzielono. Chcwyt stary jak świat ;)

    Opakowanie - rzeczywiście klasa światowa. Szkoda, że treśc nie dorównała formie.

    Ano widzisz, to właśnie był jeden z dylematów inspektora policji - przymknąć oko na własne podejrzenia i przyjąć wymarzony awans, czy być lojalnym policjantem i nic z tego nie mieć, poza świadomością dobrze wypełnionego obowiązuje ? Koniec końców, jak dla mnie, najważniejszą/rozstrzygającą jego cechą było to, że facet miał zamiłowanie do prawdy - chciał ją znać na każdym poziomie (sztuczki magika, śmierć narzeczonej księcia, tego czy książe jest winny itd.) i dązył do niej bezkompromisowo - w imię tej prawdy nie mógł zapomnieć o swoim śledztwie i wnioskach z niego wypływających ani za cenę takich zaszczytów jakie mu oferowano (w przypadku księcia), ani (w przypadku dociekania jak magik robi swoje triki) w imię wielkiej atencji dla tajemnicy scenicznej magii.
  • barbasia1 05.04.10, 12:29
    Dzięki to już wszystko wiem! :)
  • grek.grek 04.04.10, 11:25
    Btw, ktoś przetrwał do "Red Rock West" ? :) Świetny był. Scenariusz pierwszoligowy i zaczynam lubić Cage'a, hehe. (streszczeniem dysponuję, dla chętnych).
  • barbasia1 04.04.10, 14:20
    Jeśli tak, jeśli film był świetny, to chcemy streszczenie! :)
  • grek.grek 04.04.10, 14:42
    To dam, raczej jutro niż dzisiaj, ale - dam wszystkim ;)

    Jak Ci się "Iluzjonista" podobał ?

  • barbasia1 04.04.10, 15:38
    grek.grek napisał:

    > To dam, raczej jutro niż dzisiaj,
    ale - dam wszystkim ;)

    Niech i tak będzie. :)

    > Jak Ci się "Iluzjonista" podobał ?
    Moja odpowiedź, kilka postów wyżej.
    :)
  • la.bruja 05.04.10, 20:28
    Grek.greku

    Wiem, że pytanie było adresowane do Barbasi, ale też odpowiem ;)
    Iluzjonista nie zaczarował mnie. Nie mogło być zresztą inaczej,
    skoro jestem niepoprawną fanką "Prestiżu" ;)
    "Iluzjonista" to takie romansidełko. Ot, do patrzenia jednym okiem
    (przymrużonym)
  • barbasia1 06.04.10, 12:51
    la.bruja napisała:

    > Wiem, że pytanie było adresowane do Barbasi, ale też odpowiem ;)

    Eeeenie pytanie o wrażenia z filmu zawsze adresowane do wszystkich.

    Widzisz miałam wspomnieć o "Prestiżu", który i ja oceniam znacznie
    wyżej!
    :)
  • la.bruja 06.04.10, 18:28
    Dziękuję Ci Barbasiu :)
    Widzisz, a Grek.grek udaje jakby to nie do Niego było - aby tylko
    nie przyznać mi racji ;)
  • barbasia1 07.04.10, 11:53
    la.bruja napisała:

    > Widzisz, a Grek.grek udaje jakby to nie do Niego było - aby tylko
    > nie przyznać mi racji ;)

    Nie, nie, Grek pewnie po prostu nie zauważył postu.

    Przyzna Cię rację, przyzna, na pewno,
    no chyba, że nie przyzna.
    :)
  • grek.grek 08.04.10, 11:24
    Hehe ;)

    Moja opinia jest, z grubsza, podobna do Twojej. Słabo, czy może - średnio, to wyszło, aczkolwiek parę dobrych elementów można dostrzec, jak to już wyliczyliśmy do spółki - postać inspektora policji, scenografia, charakteryzacja, zdjęcia, uroda Jessiki Biel.

  • barbasia1 08.04.10, 13:04
    grek.grek napisał:
    > uroda Jessiki Biel.

    O przepraszam, o tym nie było mowy. Ale jeśli już to raczej męski
    urok i charyzma Edwarda Northona. :)



    :)
  • pepsic 04.04.10, 23:51
    Mi się udało, co wcale nie oznacza, że N.Cage'a pokochałam od razu, co to, to nie. Choć jak obserwowałam, jak wbrew rozsądkowi pakuje się w coraz większe tarapaty, to niespodziewanie jakaś tam nutkę sympatii i braterstwa poczułam. Zabawna była scena, kiedy zapukał do szoferki leżąc na dachu ciężarówki, ale nie jestem pewna, czy efekt był zamierzony.
    Ps. Na streszczenie jestem chętna, bo końcówkę mi ucięło (od cmentarza).
  • grek.grek 05.04.10, 11:22
    Orajt, no to jadę.

    Cage gra niejakiego Michaela, weterana wojennego, co ma w ledwie parę dolców przy d,pie, samochód i kontuzjowaną nogę. Jeździ po jakimś zachodnim wygwizdowie i szuka roboty tu, tam, siam, i nigdzie jej znaleźć nie może. Na stacji bezynowej ma szansę zajumać plik dolców z kasy, ale tego nie robi, bo jest uczciwym facetem. Ujęty tym faktem właściciel kieruje do Red Rock West, gdzie na pewno jakąs robotę znajdzie.

    No i on tam jedzie, wchodzi do baru gościa, co się nazywa Wayne. Ów Wayne (J.T Walsh, który zagrał we wszystkich filmach, które świat wyprodukował od momentu wynalezienia kinematografu, czy co tam było najpierw) widzi rejestrację samochodu Michaela - teksańską. Bierze go za zawodowego mordercę, Lyle'a, który miał przyjechać i zabić jego żonę, Suzanne. Wita go więc konspiracyjnie i nawet nie dociekając, czy Lyle, to Lyle. Michael podejmuje grę, bo potrzebuje kasy, a tu w grę wchodzi 5 tauzenów (nie pamiętam dokładnie, ale to średnio wazne).

    Obserwuje więc waynową żonę (jak zawsze piękna Lara Flynn Boyle), z kochankiem, zdaje się, a potem zakrada się do jej chawiry. Zamiast ją odstrzelić, kabluje jej wszystko - że mąz chce ją zabić, że go wynajął itd. Na to żona, że da mu dwa razy tyle, jesli się pozbędzie Wayne'a. Michael bierze kasę, ale nikogo zabijać nie zamierza, bo jest... tak własnie, uczciwym facetem. Zamiast tego bierze oba pliki martwych prezydentów, pisze donos do szeryfa miasteczka, że małżonkowie chcą się pozabijać, i żeby ich wziął za pysk, a potem wyjeżdza z RRW.

    Niedaleko, bo tuż za rogatkami włazi mu pod koła jakiś chłop. Wiadomo - nie zdąża zahamować, rąbnięcie, facet ledwie żyje. MIchael się wiele nie waha - bierze człowieka do auta, wraca do RRW i odwozi go do szpitala.
    Lekarz wzywa policajów, zeby wyjaśnić okoliczności całego zajścia. POjawiają się, wraz z... Waynem, bo się okazuje, że, oprócz tego, ze ma własny bar, Wayne jest... szeryfem, jak to u redneków.

    Od razu się wywiązuje problem - potrącony przez Michaela gośc ma w ciele dwie kule po postrzale. Schodzi. Michael może być oskrażony o zabójstwo.
    Wayne, który ma zywotny interes, by nie doszło do żadnego dochodzenia i jego propozycja dla Michaela nie wyszła na jaw, wywozi człowieka za miasto i próbuje zamordować. Michael, były żołnierz, jakoś sobie z nim radzi, udaje mu się wydostać i spie,przyć, najpierw przez jakieś zagajniiki, chruśniaki, cholera wie co, a potem wpada na jezdnię, wprost pod koła auta, z którego wysiada facet, co wygląda jakby przed chwilą tańczył square dance (Dennis Hopper, jak zawsze sugestywny i świetny) i zabiera go do środka - okazuje się, że jedzie on do RRW, ale nie chce ot tak podwieźć człowieka, a postawić drinka, pogadać, jest dośc stanowczy, więc Michael, którego ściga Wayne woli przystać na warunki kowboja niż się dać wyprosić z samochodu, i tak jak przed chwilą został wywieziony z RRW,tak znów musi wrócić. Po drodze się okazuje, ze kowboj to też były żołnierz, jakiś kontakt się między nimi nawiązuje. W barze - tym u Wayne'a - dowiaduje się kim jest jego wybawiciel. Ma na imię... Lyle, i szuka Wayne'a, u którego ma coś do zrobienia, ale trochę się spóźnił. Michael wychodzi do wuceta, a kiedy chce wrócić widzi, że Lyle z Waynem już go szukają. Wyłazi więc oknem, potem pakuje się na dach ciężarówki, cały czas unikając prześladowców, co go próbują zdybać zawzięcie, i wyjeżdza z RRW, ale tylko po to, żeby do niego wrócić za moment - żeby ostrzeć Suzanne, ze właśnie do miasteczka przyjechał prawdziwy kiler. Przy okazji dowiaduje się, że potrącony przez niego człowiek był jej kochankiem. Cała sprawa nosi znamiona klasycznego rozwiązania w trójkącie.

    Michael proponuje jej ucieczkę, czas pili, bo własnie Lyle przyjechał ją odstrzelić. trochę zabawy w kota i mysz po chałupie, którego koniec jest taki, ze Lyle dostaje w czerep czymś cięzkim od Michaela i traci przytomność. Suzanne : i co teraz ? Michael : ja bym zażądał rozwodu (hehe).
    Zamiast tego pakują się do jej auta i dają w długą. Michael sugeruje, ze powinni zawiadomić policję, ale Suzanne go odwodzi od tego, bo sam mógłby miec kłopoty z wyjaśnieniem dlaczego przyjął od Wayne'a kasę za zabójstwo, najlepiej : "uciekajmy jak najdalej stąd".

    Suzanne tłumaczy Michaelowi, że Wayne chciał ją zabić dla jej spadku po rodzicach. Rozwód nie dałby mu dostępu do tej forsy, a jej śmierć sprawiłaby, że dostałby wszystko. Zatrzymują się na noc w motelu i się romansik wywiązuje. Na ich tropie, oczywiście, jest już Lyle, napędzany przez Wayne'a obietnicą bonusowej grafyfikacji za obie głowizny.

    Suzanne i Michael mają romantyczne plany : Meksyk, "bycie razem", dom nad Oceanem... Ona na to, ze potrzebują na to pieniędzy, "jej pieniędzy", które kiszą się w biurze Wayne'a - pół melona. Michael się waha, bo to niebezpieczne, ale ostatecznie ulega. Wraca znów do RRW. Pucują go biuro waynowe, sejf pod podłoga, hasło, jakies papiery, i trochę gotówki... Jak z płatka. Kiedy niespodziewanie przyjeżdza Wayne chowają się w szafie i patrzą przez rolety, jak Wayne dostaje qrwicy widząc, ze ktoś go opędzlował.Facet coś kuma, podchodzi do szafy, ale w tym momencie wchodzą gliniarze - jeden ma jakieś ogłoszenie znalezione w kurtce zabitego kochanka Suzanne, drugi list (ten co Michael napisał do szeryfa, w którym zawiadamiał, ze Wayne chce zabić żonę - piekny zbieg okoliczności), I gliniarze aresztują Wayne'a pod zarzutem próby zabójstwa tego kochanka Suzanne. Albowiem na ogłoszeniu tym widnieje, ze Wayne i Suzanne są poszukiwaną parą oszustów, którzy ukradli milion dolców i są poszukiwani. Michael odkrywa to, kiedy tamci wychodzą, a oni mogą z szafy wyleźć - pyta Suzanne czy to prawda. Ona się tłumaczy, że to Wayne puknął swoich byłych pracodawców, a ona jest czysta jak łza, i żeby wzieli szmal i uciekali. Za późno - wpada Lyle i nokautuje Michaela jednym sierpowym.

    Lyle wie wszystko - mówi Michaelowi, ze to para kanciarzy, którzy rąbneli stalownię, w której Wayne był księgowym, na kasę, a tak w ogóle, to gdzie jest te pół basa Wayne'a ? Związuje Michaela i Suzanne, potem podpala jakąś opuszczoną chałupę za miastem, żeby wywabić gliniarzy z komendy, a potem przychodzi tam, strzela w łeb jedynemu strażnikowi i wyciąga Wayne'a z celi. Chce połowy jego kasy. W tym czasie, w aucie przed komendą, Michael próbuje się uwolnić, ale udaje mu się tylko wyjśc z auta - Lyle, trzymając Wayne'a na muszce, pakuje go z powrotem, ale Michaelowi udało się wczesniej porwać w przelocie jakiś brelok z zaostrzonym końcem i podrzucić do Suzanne.

    W aucie psują się relacje Michaela z Lylem, który dotąd darzył go odrobiną sympatii. Teraz irytuje go, ze Michael, wg niego, czuje się kimś lepszym.

    Gliniarze zapuszczają śledztwo, a nasza czwórka nocą podjeżdza na cmentarz. Tutaj Wayne ukrył kasę. Michael kopie, a Lyle trzyma wszystkich na muszce, zaś Wayne sugeruje Lyle'owi, ze jak już się podzielą szmalem, to powinni zastrzelić niewygodnych świadków. W końcu jest szkatuła. Lyle każe Waynowi otworzyć, ale Wayne się stawia, że zrobi to, jak Lyle odłoży broń. Lyle na to, że odtrzeli zamek i po wszystkim, na co Wayne - proszę bardzo, ale tu obok mieszka dozorca, na pewno usłyszy i będzie chryja, nie uciekniesz z tą kasa. Lyle zatem odkłada broń, Wayne otwiera, mimo przestróg Michaela, że to samobójstwo, bo Lyle go zabije, jak tylko dorwie się do kasy. Tyle, że Wayne jest sprytny i za chwilę to on mierzy z pistoletu do pozostałych. I ma kasę ze szkatuły. Lyle z wyrzutem "do mnie mierzysz ? A ja cię z aresztu wyciągnąłem..." wayne żąda od Lyle'a kluczyków do auta - dostaje je, a przy okazji dostaje od Lyle rzuca w niego nożem i trafia w szyję. Wayne padając strzela w powietrze. Michael się od razu się na Lyle'a rzuca i szamoczą się, a Suzanne się uwalnia z więzów z pomocą tego breloka. Zabiera pistolet ledwie żywemu Wayne'owi. Szuka kluczyków, ale ni cholery znaleźć nie może - ciemno, trawa, ziemia. Wiadomo. Tymczasem Lyle dusi Michaela jakimś łancuchem.
  • grek.grek 05.04.10, 11:47
    Więc - Suzanne ściska worek z kasa, szuka kluczyków, żeby odjechać; Lyle dusi łańcuchem Michaela. Zaś cieć cmentarny, zaalarmowany strzałem, wzywa policajów.

    Suzanne kluczyków nie znajduje. Lyle w ataku nadziewa się na ostry koniec jakiegoś cmentarnego pomnika, czy czegoś tam. Michael wraca do Suzanne - ona celuje jednak w niego z pistoletu. Michael patrzy jej w oczy - chcesz do mnie strzelać ? I ona strzela. Tyle, że nie do niego, a do Lyle'a, który zszedł z pomnika i rzucił się do ostatecznego ataku. Teraz dostaje w kulke w łeb i jest sfiniszowany.
    Słychać już syreny policyjnych radiowozów, kluczyków nie ma... obok są jednak tory, a po nich przejeżdza pociąg - nie jedzie szybko, więc Michael i Suzanne mogą, po krótkim pościgu, wskoczyć do wagonu towarowego. Leżą zziajani na podłodze, a między nimi... zdobyczny rewolwer waynowy. Łapie go Suzanne i mierzy do Michaela. Każe mu opuścić lokal. Michael : to ty strzelałaś do swojego kochanka, te dwie kule w jego ciele, to twoja robota. Ona : tak, dowiedział się o mnie. Zostaw kasę i wypad. Nie zmuszaj mnie do strzału. Michael coś się nie kwapi do wyjścia na świeże powietrze z jadącego pociągu, więc Suzanne próbuje strzelać, ale w magazynku nie ma nabojów. Od razu przechodzi więc do negocacji : dogadajmy się ! fifty-fifty. Na co Michael bierze worek z kasą i ruchem swawolnego dyzia wywala całą gotówkę w powietrze - chcesz, to sobie zbieraj, mówi. I Suzanne wyskakuje z pociągu za pieniędzmi. Prosto pod nadjeżdzające policyjne auta. A Michael zostaje w środku. Ale nie sam. Z paczuszką martwych prezydentów, która, nie wiedzieć : nie dała rady wylecieć przez drzwi wagonu, czy też sam ją odłożył w trakcie wysypu.
    Koniec.

    Kurna, aposób zawiązania, prowadzenia i przemyślność całej intrygi, a przede wszystkim - styl wykonania i stworzony nastrój, których nie powstydziliby się bracia Coen. Gdyby ktoś dał, nie wiem - przynajmniej za siebie mogę powiedzieć, mnie ten film do obejrzenia i kazał zgadywać kto go zrobił, to bym czyjeś zycie postawił na Coenów. I bym kogoś ukatrupił, bo reżyserami są bracia (?)... Dahl, hehe.

    Jedno mi tylko nie pasuje, i z tego powodu chciałbym obejrzeć ten film drugi raz, albo i nie chciałbym, o ile może ktoś mnie oświeci - co się stało z kasą, którą trafili Suzanne i Michael w biurze Wayne'a, w sejfie. Z opowieści dziewczyny wynikało, że to połowa tego miliona, na który Suzanne i Wayne rąbnęli stalownię, należąca do Suzanne. Potem rzecz się rozchodziła tylko o pół melona Wayne'a. Pepsic, zajarzyłaś to może ? :) Czy to Lyle ją zwinął, a potem chciał jeszcze Wayne'a stuknąc na jego połowę ? Tak mi się wydaje, ale nie mam grama pewności.

    Nie jest to może superważne, bo koniec końców i tak akcja się rozwijała wokół tego, kto z kasą (tą, czy ową, grunt, że niekiepską) wyjdzie żywy i w jaki sposób się reszta wyeliminuje, albo zostanie wyeliminowana z gry, ale to dla mnie pozostaje taką małą zagwozdką.

    Jest to jakby drugorzędna rzecz, bo podstawą jest tutaj świetnie rozrysowanat splot zależności, wzajemnych powiązań bohaterów oraz to, w jaki sposób się on odkrywa, ujawnia i do jakich zwrotów logiki akcji i ich konsekwencji prowadzi.

  • pepsic 05.04.10, 12:38
    Niezłe klimaty, ale do rewelacji raczej daleko. Spoglądałam trochę z
    przymrużeniem oka, co być może spowodowała osoba N.Cage, za którym nie
    przepadam, ale całkiem prawdopodobne, że podziałała na mnie atmosfera. Nawet
    zastanawiałam się, czy film zyskałby na zmianie aktora, ale nikt sensowny nie
    przyszedł mi do głowy. Z drugiej strony doszłam do wniosku, że gł. bohater swoją
    nieporadnością życiową (kto rozmyślnie zostawia 10 tys. dolarów samochodzie,
    a potem nie ma na benzynę?
    ) i wyalienowaniem nadał odpowiedniego kolorytu.
    Parę niedorzeczności popełniono, bo jak na kontuzjowanego weterana to Cage
    całkiem nieźle sobie radził (balans na desce), a szeryf cudownie ręki
    nie stracił po brutalnym ataku drzwiami. Niestety nie pomogę Ci rozwikłać
    zagwozdki, bo w sprawach finansowych pogubiłam się całkiem, a końcówkę
    straciłam. Wiem tylko, że Lara była mocno rozczarowana zawartością sejfu.
    Ps. Jesteś pewny, że kochanek na pewno zszedł?
  • grek.grek 05.04.10, 13:20
    Gliniarze, ktrzy przyszli aresztować Wayne'a, mówili o zabójstwie (tego kochanka, co u niego znaleźli list gończy za Waynem i Suzanne), z tego co pamiętam.

    W sejfie, oprócz papierów i innych jakichś dup,ereli, była kasa - Suzanne/Lara namawiała nawet Michaela, żeby wzięli łup i wiali. A potem straciłem z pola widzenia to siano, był pstryk po wejściu Lyle'a, który strzelił w sagan Michaela i już nie odzyskałem wątku :)
  • barbasia1 05.04.10, 13:05
    Rzeczywiście scenariusz niezły, z zakaskującymi zwrotami akcji,
    pomysłowe zakończenie.
    Ja tam Cage'a bardzo lubię więc, jeśli nadarzy się okazja na pewno
    obejrzę RRW.
    :)
  • barbasia1 05.04.10, 13:21
    > Pomysłowe zakończenie.

    Choć może jednak trochę naciągane?????

    Bo przecież Suzanne musiała mieć świadomość, że wyskąkując z pociągu
    po kasę, którą wyrzucił Michael, pakuje się wprost ręce policji.

    Chyba, żeby tłumaczyć jej krok/wyskok :) jakimś irracjonalnym
    impulsem związanym z potężną żądzą pieniędzy?

    :)

    takiej sytuacji z policją cenniejsza jej w tym momencie wolność od
    wszelkicpieniedzy, ktorych
  • barbasia1 05.04.10, 13:23
    W takiej sytuacji ( z policją na karku) cenniejsza jest wolność od
    wszelkich pieniędzy.
  • pepsic 05.04.10, 13:40
    Ostrożnie, ale jednak polecam, a scenariusz faktycznie całkiem ok zważywszy na
    gatunek filmu. Poza tym Cage'owi nie udało się wyssać całej energii ze mnie.
  • grek.grek 05.04.10, 13:22
    Polecam bardzo. Pepsic (chyba) trochę mniej, hehe. Wybór należy do Ciebie :)
  • barbasia1 04.04.10, 15:32
    maniaczytania napisała:

    > Przy okazji Wesolych Swiat!

    Pozdrówka świąteczne! :)
  • maniaczytania 04.04.10, 18:02
    a na dzis? Moze "Zycie, ktorego nie bylo" z Julianne Moore o 23.00 na Polsacie?
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • grek.grek 05.04.10, 13:23
    Obejrzałaś ?, a jesli tak, to - jak było ? (ja sobie nagrałem, póki co)
  • barbasia1 05.04.10, 13:36
    Już wiem, kto może mi opowiedzieć ten film. :))))
  • grek.grek 05.04.10, 15:07
    Nie widzę przeszkód :)
  • barbasia1 05.04.10, 15:16
    grek.grek napisał:

    > Nie widzę przeszkód :)

    - jak powiedzial koń przed Wielką Pardubicką,
    (tak to leciało? :)

    To fajnie! :)

    A ja dwa słowa klecę o "Samotnych sercach", co je wczoraj obejrzałam
    do końca. Trochę inaczej niż Ty odebrałam pewne rzeczy, ale o tym
    za chwilę...



  • grek.grek 06.04.10, 11:02
    Ciekawie się zapowiada(sz), jak zwykle.

    Mania nam opowiedziała, więc moja Wielka Pardubicka przełożona :)
  • barbasia1 06.04.10, 12:46
    grek.grek napisał:

    > Ciekawie się zapowiada(sz), jak zwykle.

    Grekuuu, jak się ostatnio tylko zapowiadam, a potem co ...?
    Przepraszm, za zwłokę(ki), miało być "za chwilę", ale oderwało mnie
    od komputera. Zaraz dokończę. :)

    > Mania nam opowiedziała, więc moja Wielka Pardubicka przełożona :)

    :)))
    Jeszcze wiele okazji przed Tobą, stary koniu! ;)
  • grek.grek 06.04.10, 14:17
    Nie przejmuj się, zdążysz :)

    Hehe, dobrze, że nie "stara"... szkapo ;)
  • barbasia1 07.04.10, 11:51
    grek.grek napisał:

    > Nie przejmuj się, zdążysz :)

    ! :)))


    > Hehe, dobrze, że nie "stara"... szkapo ;)

    Prędzej by mi język kołkiem stanął mi i ręce przy klawiaturze
    uschły, niż bym tak miała na Ciebie powiedzieć!!!

    :)
  • barbasia1 05.04.10, 13:34
    maniaczytania napisała:

    > a na dzis? Moze "Zycie, ktorego nie bylo" z Julianne Moore o 23.00
    na Polsacie?

    Przez moment oglądalam. Bohaterka, ktorą gra Julianne Moore wraz z
    mężem próbują odnaleźć swoje dzieci, ktore w tajemniczych
    okolicznościach zostały uprowadzone. Ktoś mówi rodzicom o jakimś
    eksperymencie ...
    Intrygujące, nawet chciałam oglądać, ale poddalam się, poźno
    leciało... :)
    Może ktoś opowie, co się stało z dziećmi, i jak się skończyła cała
    historia?
    :)
  • maniaczytania 05.04.10, 19:30
    Troche pomieszalas Barbasiu ;) ale to pewnie dlatego, ze ogladalas tylko przez
    chwile. Ogolnie jestem strasznie rozczarowana tym filmem, zapowiadal sie
    ciekawie, a skonczyl, jak zwykle ...

    Julianne Moore w katastrofie lotniczej malego samolotu stracila synka. Chociaz
    od smierci dziecka uplynelo ok. 14 miesiecy, ona wciaz nie moze sie z tym
    pogodzic, wciaz oglada jego rzeczy w jego pokoju, rodzinne tasmy wideo z jego
    dziecinstwa, wycinki z gazet o katastrofie itp. Chodzi na terapie do psychiatry
    (Gary Sinise), ktory pewnego dnia po serii dziwnych wydarzen (np. ona wychodzi z
    domu do swojego samochodu, a na jego miejscu stoi jakis inny samochod i gosc,
    ktory w nim siedzi mowi jej, ze jej samochod jest po drugiej stronie; u
    psychiatry ona pyta, gdzie jej kawa, a on na to, ze dzis nie pila, tylko
    wczoraj) sugeruje jej, ze umysl probuje sie pogodzic z tragedia, ale trzeba mu
    pomoc oszukujac go, czyli zapominajac o dziecku. I od tego miejsca zaczyna sie
    dziac jeszcze dziwniej - maz i psychiatra mowia jej, ze nie miala wcale syna,
    tylko kiedys poronila ciaze, pokoj dziecka jest pusty, tasmy wideo sa puste, w
    albumach nie ma zdjec, z gazet znikaja informacje o katastrofie. Julianne ma
    tylko jedna szanse - na hustawkach kolo placu zabaw, gdzie bawil sie jej syn,
    spotyka ojca jego przyjaciolki, ktora tez zginela. Niestety koles jest
    alkoholikiem i nie pamieta jej. Po tym, jak wszystko zniknelo, ona przychodzi do
    niego i probuje porozmawiac z nim o dziwnej sytuacji z ich dziecmi.
    On nic nie pamieta, wychodzi na chwile niby po cos, ona w tym czasie zrywa
    tapete w jednym z pokoi i odkrywa rysunki jego corki na scianach- niestety on
    mowi jej, ze nie mial nigdy corki i ze wlasnie wezwal policje.
    Policja wyprowadza Julianne na ulice, podchodza do nich federalni i mowia, ze
    przejmuja sprawe. W tym czasie na gorze koles Ash (czy jakos tak) wchodzi
    jeszcze raz do tego pokoju bez tapety i nagle sobie przypomina, zbiega na dol i
    pomaga jej uciec z radiowozu.
    Spotykaja sie potem znowu na hustawkach i od tej pory razem probuja rozwiklac
    zagadke.
    I teraz duuuzy skrot - zastanawiaja sie, co kryja federalni, kto jest w stanie
    wymazac nie tylko wiadomosci, ale i wspomnienia, czuja, ze ktos ich obserwuje.
    No coz, okazuje sie, ze to ... kosmici ( i tu przestalo mi sie podobac ), ktorzy
    przeprowadzaja rozne eksperymenty.
    Na koncu okazalo sie, ze kosmici nie badali wcale dzieci ( bo dla dzieci nic sie
    nie wydarzylo, samolot sie nie rozbil, wrocily z wycieczki itp.) tylko wlasnie
    Julianne, bo nie mogli pojac tego, jak silna byla jej wiez z synem, ze mimo ich
    prob, nie potrafila wymazac go z pamieci. A na samym koncu glowny kosmita
    powalony tym, ze ona wolala raczej umrzec niz zapomniec, pozwolil jej wrocic do
    jej zycia.
    Uff!
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • grek.grek 06.04.10, 11:06
    Ja się zawiesiłem w momencie, kiedy, nocą, federaluchy próbują ich (Moore i hokeistę) zlokalizować w wysokiej trawie na terenie jakiejś starej fabryki. Zapowiada się dobrze, ale zapalasz mi czerwoną lampkę, hehe. Zobaczę, co dalej, może zgłoszę votum separatum do Twojej opinii :)
  • barbasia1 06.04.10, 12:24
    maniaczytania napisała:

    > Troche pomieszalas Barbasiu ;)

    To kosmici namieszali, haha ;)))

    Tak to jest, jak się ogląda coś przez chwilę, wychodzi czeski
    film. :)

    Dzięki Maniu za fajne streszczenie,
    ciekawa jestem, co tam jeszcze Grek wypatrzy!?
    :)
  • grek.grek 07.04.10, 11:20
    Niestety, nic nie wypatrzyłem ;)
    zaczęło się jak rasowy psychthriller, a potem zamieniło w, kolejno : sensacyjkęę, filmik klasy B z cyklu "okruchy życia", a na ostanie pół godziny w mniej udany odcinek "Z archiwum X", albo "Po tamtej stronie".
    Pomysł wyjściowy - b. dobry. Kontynuacja, aż do zakończenia - błaha, mdła, a później przekombinowana.

    Julianne Moore ze swoją wrażliwością aktorską, zajmującym ekranowym stylem bycia, kobiecością przez wielkie K jakoś trzyma tego knota, ale
    nawet ona - ledwie, ledwie. Na tyle, że jakoś, nosem się lekko podpierając, dotarłem do końca.

    Nic nie straciłaś, Barbasiu :)
  • barbasia1 07.04.10, 12:00
    grek.grek napisał:

    Zdaje się, że moje wyobrażenia i fantazje na temat tego filmu były
    ciekawsze od samego filmu.
    :)

  • maniaczytania 07.04.10, 20:37
    Ha, ciesze sie, ze nie jestem odosobniona w swojej opinii o tym filmie :)

    Moje wyobrazenia Barbasiu tez byly ciekawsze, dlatego dotrwalam z bolem do konca
    :)))
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • grek.grek 06.04.10, 11:19
    W Jedynce o 20:15.
    Polecam Wam, zresztą - sobie też, bo pamiętam, jak przez mgłę, tak dawno temu widziałem; każdy kto jeszcze nie zdązył się przekonać, oglądając głównie Larę Croft i okładki brukowców, o tym,że Angelina to aktorka jednak jest i nawwet więcej, że ona : can play, że umie playować, ma okazję się przekonac, że właśnie tak jest, a do tego dostała najfajniejszą rolę w zestawie, co jest o tyle dobre, że jak się da radę, to jest wielkie halo, ale jak się położy, to jest wielkie westchnięcie rozczarowania.

    Poza tym, sam film jest przystępny oraz zjadliwy; trochę dziewczyński, ale głównie z racji miejsca akcji i faktu, że problemy w miarę uniwersalne dotyczą tutaj płci pięknej (a biorąc pod uwagę obsadę, to nawet - bardzo pięknej); tematy trudne, ale jak to w us-kinie podane w sposób nieprzekraczający jakiegoś poziomu abstrakcji; zawsze ciekawe relacje interpersonalne.

    Do tego, Winona Ryder (kiedy ostatni raz widzieliście ją na ekranie ? hehe, ja - całe wieki temu), Brittany Murphy, która raczej kobiecą wersją Ledgera nie zostanie, ale "dobrze się zapowiadała", jak zgodnie twierdzą dzisiaj ci, którzy ją zawsze traktowali pobłażliwie.
  • barbasia1 06.04.10, 12:38
    grek.grek napisał:

    Czekałam na ten film, pamiętam, że mówiłeś mi o nim przy okazji
    rozmowy o "Oszukanej" Clinta, gdzie również moim skromnym zdaniem
    Angelina udowodniła, że portafi grać bardziej złożone role :)?


    > W Jedynce o 20:15.

    Co za piękna pora! :)
  • grek.grek 06.04.10, 14:19
    Pora idealna, ciekawe jak ocenisz jej aktorstwo :)
  • maniaczytania 06.04.10, 19:32
    Ja to juz kiedys ogladalam, film bardzo ciekawy,
    ale te wielkie usta Angeliny bardzo skutecznie mnie rozpraszaja i na temat jej
    aktorstwa kompletnie nie mam zdania. ;)
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • barbasia1 06.04.10, 13:19
    www.plotek.pl/plotek/51,79592,7736335.html?i=6
    www.plotek.pl/plotek/51,79592,7736335.html?i=1
    Bogowie pośród ludu... ;)

    Fajne zdjęcia. :)
  • grek.grek 07.04.10, 11:43
    Hehe :) Trochę ten celebrytyzm przyćmiewa jej aktorstwo, wg mnie.
  • barbasia1 07.04.10, 13:02
    grek.grek napisał:
    > Hehe :) Trochę ten celebrytyzm przyćmiewa jej aktorstwo, wg mnie.

    To prawda.
    Ale pewnie na ten celebrytyzm nie do końca ma wpływ!?


    Obejrzałam wczoraj Angelinę w "Przerwanej lekcji ..." (potem z
    rozpędu jeszcze Rysia z Klanu u Wojewódzkiego).

    Muszę Ci powiedzieć, że Angie bardzo mi się tu podbała.
    Przekonująco zagrała postać Lisy, dziewczyny o silnej osobowości,
    nadpobudliwej, zbuntowanej, walącej bez pardonu prawdą po oczach,
    przy tym szalenie bystrej i inteligentnej.
    IMHO Angelinie udało się też świetnie pokazać złozoność charakteru
    Lisy, która pod maską szorstkości, czasem gruboskurności, wręcz
    grubiaństwa (które są być może rodzajem mechanizmu obronnego przed
    ludźmi, światem) głęboko skrywa dużą wrażliwość.


    Na Whoopie zwróciłam uwagę, fantastycznie pokazała samym
    spojrzeniem, wyrazem twarzy, kilkoma gestami całą dobroć i
    szlachetność "czarnoskórej pielęgniarki".
    Wiesz, jak tylko zobaczyłam Whoopie, od wiedziałam, że ten szpital
    psychiatryczny nie będzie takim złym miejscem.

    Brittany też była świetna- jej Daisy to dziewczyna , która ukrywa
    przed wszytskimi i przez samą sobą straszną tajemnicę, czuć to od
    samego początku...

    Tyle na gorąco.
    :)
    :)



    Co ta dziewczyna ze sobą rzbiła później!
  • barbasia1 07.04.10, 13:07
    > Co ta dziewczyna ze sobą zrobiła później! - Brittany Murphy
    miałam na myśli, jej uzależnienie od leków, anoreksję, inne choroby.
    Jak mogła się doprowadzić do takiego stanu.
    Żal dziewczyny.
  • barbasia1 07.04.10, 13:11
    gruboskÓrności !!!!!!!!!!!!!!!
    ://///
  • grek.grek 07.04.10, 13:20
    Tak czułem, że przypadnie Ci ta rola do gustu - jakby wbrew emploi Angeliny, która jakoś tak w gros przypadków grywa kobiety szlachetne, albo/i kobiety w akcji, a tutaj trochę kunsztu jednak trzeba było zaprezentować, pocieniować psychologicznie, wydobyć coś z siebie, a nie tylko biegać, strzelać i przewracać oczami ;).
  • barbasia1 07.04.10, 14:17
    Bardzo jestem Ci wdzięczna za zwrócenie uwagi na rolę Angeliny i w
    ogóle na ten film.

    Pewnie, gdybym obejrzała go ileś_tam_lat wcześniej pewnie wywarłby
    na mnie o wiele wieksze wrażenie, ale i tak wciagnęła mnie ta
    opowieść o dziewczynach nieprzystjących do świata (niepasujących
    wcale nie dlatego, że one odcinają się od świata, ale dlatego, że to
    świat ich nie chce, nie rozumie ich wrażlwości(Pochodnia),
    odmienności (lejsbijka), a nawet krzywdzi (anorektyczka, Daisy).

    Gdzieś czytałam, że Agelina jako nastolatka, też miała okresy
    buntu, nie mogła dogadać się ze swoim słynnym ojcem. Myślę, że
    postać Lisy musiała być jej bliska, stąd tak udana kreacja.


    >a tutaj trochę kunsztu jednak trzeba było zaprezentować,
    >pocieniować psychologicznie, wydobyć coś z siebie, a nie tylko
    >biegać, strzelać i przewracać oczami ;).
    i wykrzywiać piękne usteczka

    :)

    Za rolę Lisy Angelina dostała Oscara, ale myślę, że życiowa rola
    jeszcze przed nią.
  • grek.grek 07.04.10, 14:54
    Celna uwaga, na pewno coś tam z siebie musiała dać, a reżyser musiał ją o takie możliwości podejrzewać, może (na pewno ?) własnie z tego powodu, o którym piszesz - niełatwych relacji z ojcem; w końcu, jako znana publicznie para ojciec-córka, to i owo o nich wiedziano, przynajmniej w pewnych kręgach.

    Patrzę na dzisiejszy zestaw i : publiczna obezwładnia Katyniem i wszystkich, co z nim związne, aż do upadłego; POlsat - piła, noga, gol, a w TVN jakiś thriller z inną celebrity Lindsay Lohan (co chwila tytułowe strony potrafli atakują jej osobą, zwykle w dość "pudelkowym" charakterze, teraz nadarza się okazja, by przekonać się, czy na ekranie coś sobą prezentuje równie ciekawego). Hmmmm ? :)

    WW Tary jutro o 23:30, czyli : w Twoim zasięgu :)

    Californication 1/6 - wrzucę najpóźniej w sobotę, a najpewniej w piątek.
  • barbasia1 07.04.10, 15:32
    Środy zawsze jakieś takie kiepskie w TV.

    Widziałam kiedyś Lidnsay, a w zasadzie małą Lidsay w filmie dla
    dzieci, w podwójnej roli - bliźniaczek. Powiem Ci, że była
    rewelacyjna, bardzo naturalna. Ale czy duża Lindsay jest równie
    dobra, tego nie wiem, nie przypominam sobie, żadnego z nią filmu.

    >WW Tary jutro o 23:30, czyli : w Twoim zasięgu :)
    Tak, tak w zasięgu. Chociaż co drugi tydzień! Ale nie narzekam, bo
    mam Twoje streszczenia! :)


    OK! Na Hanka nawet do soboty mogę poczekać! ;)))
  • pepsic 07.04.10, 22:48
    Po raz pierwszy raz miałam przyjemność oglądać Angelinę na ekranie. Podobała mi
    jej gra i przede wszystkim postać (lubię niepokornych), niestety z jej
    wizerunkiem zombie styliście przedobrzyli. Na Winonę Rider - jej czystą urodę
    tradycyjnie z przyjemnością spoglądam i podziwiam kunszt aktorski. I tym
    razem się nie zawiodłam. To byłyby jasne strony, bo już Whoopi Goldberg - jak
    zawsze wszystkim protekcjonalnie matkująca i tym razem nie wyszła poza
    stereotyp. Zabrakło mi prawdziwego dramatu, oddział dla psychiatryków został
    przedstawiony nierealnie jako luksusowy pensjonat dla panienek z dobrych domów.
    Lot nad kukułczym gniazdem to z pewnością nie był. Nużące,
    przeintelektualizowane i za długie. Szczerze mówiąc miałam problem z dotrwaniem
    do końca.
    Ps. Za nic nie mogę skojarzyć anorektyczki, o której wspominaliście.
  • grek.grek 08.04.10, 11:36
    Złupi tak już ma ;) hehe.

    Ja sobie dopiero będę przypominał, z tzw. nagranie, a sprzed iks lat uktwiła mi w pamięci głównie Jolie i jej postać, jako jakiś emblemat dla tego filmu - więc anorektyczki na razie nie lokalizuję; Barbasia ma najświeższy research :)

    Ten wczorajszy "Wiem, kto mnie zabił" - taki sobie. Nawet nie wiem, czy jest potrzeba się rozpisywać. Dziewczynę, wrażliwą pisarkę i pianistkę, z dobrego domu, porywa seryjny morderca, znajdują ją potem żywą przy szosie - bez jednej stopy i jednej dłoni, ale ona się podaje za kogoś zupełnie innego i zachowuje się inaczej - pije, popala, a najlepsze, że ma całkowicie inne wspomnienia : matka-ćpunka, praca w klubie ze striptizem - schiza jakaś ? szok pourazowy ?; policja, lekarze, rodzice starają się dojść wtf, a potem sama dziewczyna odkrywa, że jest porzuconą przed laty bliźniaczką tej zaginionej pierwotnie - tamta ciągle jest przetrzymywana przez zabójcę, a ona ma odcięte kończyny dlatego, ze były jednojajowe i co jednej się działo, to druga też musiała sobie robić, więc sobie sama odcinała to, co morderca odcinał tamtej. I dziewczyna, koniec końców, dciera do kanciapy tego mordercy, szlachtuje go, a swoją siostrę wyciąga spod ziemi, gdzie ją - żyjącą jeszcze - pochował zabójca.

    Film zrobiony głównie po to, zeby celebrytyka Lohan mogła pokazać trochę ciała, co by fanów jatki zachwycić paroma ujęciami odcinanych palców i kikutami nogi oraz ręki, i po to, zeby gdzieś zatrudnienie mogła znaleźć liczna rodzina producenta.
  • barbasia1 08.04.10, 14:17
    Nie lubię takich filmów, gdzie się epatuje odciętymi palcami,
    głowami, kikutami nogi, lejącą się strumieniami kwią itp.,
    więc nawet nie próbowałam rzucać okiem. :)

    >Barbasia ma najświeższy research :)
    Panie Prezesie, melduję, że zadanie zostało wywkonane w poście,
    wyżej, albo niżej. :)


    > Złupi tak już ma ;) hehe.

    Czekajcie, jeszcze Złupi Wam pokaże, co potrafi! :)
  • grek.grek 09.04.10, 12:18
    O, Złupi jest wporzo :), trochę ma manierycznych zachowań, dostaje ciągle jednakowe charakterologiczne role (Kolor purpury to jakiś wyjątek), ja się lubię z niej, z życzliwością, podśmiewać, ale przecież, tak naprawdę, jej nie da się nie lubić.
  • grek.grek 09.04.10, 12:22
    Hehe, Złupi już pokazała - trochę się z niej podśmiewam, ale, wiesz, z mojej strony, to zawsze nie wyklucza sympatii, którą do Złupi mam oczywiście, bo jakże nie mieć sympatii do niej ? :)
  • barbasia1 09.04.10, 12:40
    Wiem, wiem, czułam to od początku! / tzn. Twoją symaptię dla
    Whoopie/ :)
  • pepsic 08.04.10, 20:40
    Rzuciłam jednym okiem na dzieło zaciekawiona, kto zacz Lindsay Lohan i doszłam
    wniosku, że jakby scenariusz podrasować, to miałaby co zagrać. Jak na ten
    gatunek i klasę filmu - całkiem nieźle się spisała.
    Ps. Barbasiu, pamiętam film o bliźniaczkach rozdzielonych we wczesnym
    dzieciństwie. Faktycznie bardzo sympatyczny, a gł. bohaterka/i - urocza. Nie
    wiedziałam, że to była LL.
  • barbasia1 08.04.10, 14:06
    pepsic napisała:

    Anorektyczka, to ta bardzo szczupła blondynka, Janet Webber, to ona,
    kiedy Susanna przyjeżdża do szpitala jako jedyna lata w szpitalnej?
    koszuli nocnej (pali papierosa, pokrzykuje wywołując przestarach u
    Susanne) i domaga się swoich cichów. Na co Whoopie mówi, że owszem,
    dostanie swoje ubranie, ale musi najpierw cos zjeść.
    Potem w jakieś scenie, rozpacza, że ciągle jest w szpitalu, a
    przecież, waży już 39 kilo.

    >oddział dla psychiatryków został przedstawiony nierealnie jako
    luksusowy pensjonat dla panienek z dobrych domów.

    Bo to jest właśnie taki ośrodek, szpital, prywatna klinika dla
    dzieci zamożnych rodziców, mówi o tym zresztą siostra Valerie
    (Whoopie) w jakieś rozmowie z Susanne, że to "szpital klasy de lux",
    całkowie inny od typowych państwowych szpitali psychiatrycznych.

    Czy ja wiem, czy nierelanie został pokazany ten szpital, myślę, że
    więcej niż prawdopodobne jest istnienie tego typu prywatnej
    kliniki/ osrodka. Co do jednego się zgodzę, że bardzo oględnie
    pokazano negatywne aspekty chorób dziewczyn, problemy z jakimi
    muszą się zmagać w takim ośrodku.
    Ale z drugiej strony przecież chodziło tu bardziej o pokazanie
    przemiany główej bohaterki, zagubionej, wrażliwej nastolatki
    (świetna Winona, to prawda), która dzięki temu co przeżyła w
    szpitalu, dzięki poznanym ludziom, dojrzewa, odnajduje i poznaje
    samą siebie i stąd też w filmie brak prawdziwego dramatu.

    Myślę, ze film skierowany jest raczej do młodego widza i pewnie
    dlatego niektórych nienastolatków może nudzić.
    :)

    Mnie się podbał.
    :)
  • pepsic 08.04.10, 21:12
    Barbasiu, pamiętam te kwestie, ale za nic nie mogę dopasować do postaci, a byłam
    zaciekawiona, bo wspominaliście z Grekiem o aktorce Brittany, a jej nazwisko nic
    mi nie mówi. Co do pensjonariuszek - osoby z zaburzeniami nawet niewielkimi nie
    wyglądają tak bajkowo w realu, co do standardów panujących w klinice - tu się
    mogę zgodzić, jest to możliwe. Film nie był zły, tylko za dłuuugi. Wątek
    Angeliny i Winony - ciekawy, trzymający akcję.
    Ps. Pierwszy wpis mi zeżarło. Całkiem możliwe, że jutro się znajdzie i będą dwa
    podobne ;)
  • grek.grek 09.04.10, 12:21
    Się wtrące na sekudnę - chodziło o Britanny Murphy. Całkiem niedawno przedawkowała jakieś leki i zmarła. Miała coś koło trzydziestki. Tutaj grała Daisy, tę co trzymała pieczone kurczaki pod łózkiem :)
  • barbasia1 09.04.10, 12:46
    Tak o Britanny Murphy mówilismy.
    Oficjalnie mówi się o zgonie z przyczyn naturalnych - atak serca?

    www.wprost.pl/ar/182419/Brittany-Murphy-nie-zyje-Zmarla-na-zawal-w-wieku-32-lat/

    Tu jedno z ostatnich zdjęć Bittany, wychudzona, schorowana ...

    www.nydailynews.com/gossip/2009/12/20/2009-12-20_actress_brittany_murphy_dies_at_32_of_heart_attack_report.html


  • grek.grek 08.04.10, 11:43
    Ech, nie ma to jak samodzielnie zobaczyć i rzecz całą ogarnąć, hehe.

    W następnym tygodniu, z tego co mi mignęło, będzie o 23:40, więc też, moze chociaż część, dasz radę zobaczysz na oczy własne :)

    Hmm, wg mnie, wczoraj slecna Lohanova nie potwierdziła swoich możliwości, o ktorych piszesz, aczkolwiek to tylko mnie się tak zdawało jakoś, ze jak miała zagrać np. grzeczną odmowę, to grała jakby właśnie informowała o tym, ze jest śmiertelnie chora, a jak miała się przestraszyć mordercy, to jakby się przerażała myszą galopującą przez pokój... chociaż... mozę to na jedno wychodzi czasami ;))
  • barbasia1 08.04.10, 14:49
    grek.grek napisał:

    23:40 - to już na granicy, ale powinnam dotrwać, dotrwam?! :)

    >Hmm, wg mnie, wczoraj slecna Lohanova nie potwierdziła swoich
    możliwości, o których piszesz,

    Właściwie mnie to nie dziwi, Greku, panna Lohan potwornie zagubiła
    się w życiu, od dłuższego czasu ma poważne problemy ze sobą -
    alkohol, narkotyki, uzależenienie od leków poodeujące kryzysy
    psychiczne, a to wszystko potem przekłada się na jakość pracy,
    zwłaszcza tak specyficznej, jak aktorstwo.
  • grek.grek 09.04.10, 14:46
    Może jej dadzą jakąś rolę lekomanki tuż przed ostateczną zapaścią i na tym wygra Oskara, którego je wręczą pośmiertnie ? :) Czarny humor, mało udany, jak to u mnie, ale - wiesz, ja podejrzewam, ze też troszkę media przesadzają, brukowce rozdmuchują problemy, nam coś tam wpada w oko czasami i się nieco sugerujemy.
    Spójrz na Amy Winehouse - zaglądam co jakiś czas na słynnego Pudelka, i zawsze jest jakiś "nius" o Amy - styczeń, lipiec, październik : w jeden deseń : Amy umiera, jest bliska końca, już ją prawie pochowali. Podobne opinie na tytułowych stronach innych portali (ścigają chyba od siebie, albo mają jednego informatora, hehe) - a potem, na jakimś portalu muzycznym, notka, że Amy dała właśnie jakiś koncert, że nowa płyta, że to, że tamto, i że jak na prawietrupa, to się dobrze trzyma :)

    Może, tak sobie gdybam, prawda leży pośrodku - wiem, odkrywam właśnie Amerykę ;) trochę baluje, trochę ma talentu, trochę jest rozpuszczona, może nie wie, czy chce w ogóle robić w aktorstwie. Jak się zdecyduje na dobre, to może wtedy czymś błyśnie, bo jak się działa na pół gwizdka, to wychodzą półprodukty, nieprawdaż ? :)
  • barbasia1 11.04.10, 13:03
    >Może, tak sobie gdybam, prawda leży pośrodku [...] trochę baluje,
    >trochę ma talentu, trochę jest rozpuszczona, może nie wie, czy chce
    >w ogóle robić w aktorstwie.

    To na pewno też, mimo wszytsko jednak nie lekceważyłabym całkowicie
    doniesień brukowców (które oczywiscie tak, jak mówisz, przesadzają,
    wyolbrzymiają, robią aferę z niczego), bo zazwyczaj jakieś zarno
    prawdy tkwi w takich doniesieniach.

    Znalazałam właśnie przed momentem, zupełnie przypadkowo informację
    na temat wywiadu udzielonego niedawno przez LL, w którym oficjalnie
    przyznaje się do zażywania narkotyków, naduzywania alkoholu, leków,
    kłopotów osobistych.

    "W najnowszym wywiadzie dla brytyjskiego "The Sun" aktorka
    przyznała, że swoje problemy prywatne topiła w alkoholu i
    narkotykach. Lindsay zażywała kokainę oraz silne leki."

    www.plejada.pl/17,30260,news,1,1,dramatyczne-wyznania-lindsay,artykul.html

  • grek.grek 11.04.10, 14:49
    O, na rzeczy coś na pewno jest. Pytanie dotyczy skali. No i, wiesz jak jest - nazwisko w świecie szołbiznesu można budowac róznymi sposobami : wynurzeniami dot. swoich kokainowych cugów - też, i to zdaje się dośc skutecznie :) Na wielkie role, to pewnie za mało, ale przy braku odpowiedniego talentu - starczy przynajmniej na dobrze płatne wywiady i dużo sesji fotograficznych w brukowcach.
  • barbasia1 11.04.10, 15:50
    Czyli to wyznanie to byłby tylko chwyt marketingowy?
    Wiesz, trudno mi jakoś w to uwierzyć ...

    PS

    forum.gazeta.pl/forum/w,14,107920523,109905784,Samotne_serca_moje_trzy_grosze_ad_vocem.html

  • grek.grek 09.04.10, 13:01
    Dzisiaj - nie powiem : ramówka da się lubić. Jeśli ktoś miałby chęć, czas, możliwości i trochę kawy, to może garowac nawet do białego rana, bez wyrzutów sumienia żadnych ;).

    23:25, Jedynka - Osadzony. To jest film, do ktorego mam megasentyment. Jako szczylowi udało mi się go podstępnie skopiować z kasety wypożyczonej z videoteki przez znajomego - znaczy nie ja wykonywałem techiczne wygibasy, ale brałem w tym udział, łehehe; te kasety miały specjalne zabezpiecznia, więc nie pytajcie mnie, jak gość to zrobił, jedno jest pewne : zrobił od razu sześć kopii :) A potem oglądałem ten film tyle razy, że szlag trafił taśmę. Ostatni raz, uff, dobrych parę lat temu - w telewizji, zeby było śmieszniej; teraz to już stary rupieć, ale dla mnie w 91 czy 92, to była wielka nowość i pachnący świeżością hit.
    Patrzę po latach i odsuwając sentymenta stwierdzam obiektywnie całkowicie, że to jest bardzo dobry dramat więzienny, Jeden z najlepszych jakie można zobaczyć. I niech nie przeraża nikogo Stallone w głównej roli. Po pierwsze, jest dobry, a po drugie - ten film ma intrygę, ma zwroty akcji, ma swój osobisty zapach i jest po prostu rasowym, mocnym kinem klaustrofobicznym z dobrym rozwinięciem akcji, interesującym scenariuszem, nabierającym znakomicie tempa aż do galopu, i jednym z lepszych zakończeń. POlecam jak najbardziej.

    0:10, Polsat - Fanatyk, o żydowskim chłopaku, który w buncie przeciw naukom Boga, mentalności żydowskiej i Holocaustowi, został skinem, zażartym antysemitą i występuje przeciw własnej społeczności. Bardzo inteligentne kino, bardzo zajmujące, bardzo... wszystko jest bardzo, a najbardziej bardzo jest Ryan Gosling, który robi jedną z lepszych ról w ostatnich... nie wiem, 2 tysiącach lat sztuki filmowej ;) Oskary oskarami, nagrody nagrodami, jest naprawdę wart objerzenia. I posłuchania. Bo ten film opiera się na dialogach, monologach, na wyrażanych przez głównego bohatera poglądach - tutaj głęboki ukłon w stronę autora scenariusza. Gosling z akuratną ekspresją te wszystkie teksty wyrzuca z siebie, a do tego oddaje w pełni wewnętrzną szamotaninę bohatera, który jest zawieszony między korzeniami, których się tak naprawdę nigdy nie wyparł, ktorych nigdy nie odciął, a gniewem i sprzeciwem wobec tego do czego prowadzą, prowadziły i mogą doprowadzić - na która stronę spadnie piłka ? Warto zobaczyć, od deski do deski :). Jeden z lepszych filmów ostatnich lat, jak dla mnie.

    Fanatyk się kończy po drugiej, a o 2:45 na TVN zaczyna sie Cube - jeśli ktoś tego starego gruchota nie widział dotąd, to nie mam dla takiego kogoś słów... sympatii i zazdrości:)) Bo ma szansę, taki ktoś, na dobre kino - ma szansę obejrzeć coś, co, ja na ten przykład, chciałbym znów obejrzeć pierwszy raz. Kilka osób budzi się w czymś, co przypomina wielki szyfrowy zamek, składający się z mnóstwa jednakowych pokojów (o ile tak te chłodne, sterylne wnętrza nazwać można), które co jakiś czas się przesuwają, niczym windy w róznych kierunkach. MOzna przechodzić z jednej do drugiej otwierając właz na ścianie, aczkolwiek trzeba uważać, bo w części pokojów, kryją się śmiercionośne pułapki uruchamiane przez samą obecność ciała wchodzącego. Jak sobie z tym poradzić ? Gdzie jest wyjście z tego, jak się okaże, automatu w kształcie sześcianu ? I co to w ogóle za jazda ? Kazda z osób jest inna, ale charakter, wykształcenie każdej z nich może być kluczem do rozwiązania całego problemu, sporą zaś rolę odgrywać będzie matematyka stosowana :). Warto siedzieć, a jak ktoś nie oglądał, to nie może przegapić. Powtórka będzie w sobotę chyba, o 23:25, ale - po co czekać tak długo ? ;)

    Widziałem też drugą część, niestety rozczarowała mnie i to bardzo.

    Na szczęscie pierwszy, oryginalny Cube, to jest ciągle wypas. Ech, chciałoby się zresetować pamięć i oglądać pierwszy raz... ;)
  • barbasia1 09.04.10, 13:34
    grek.grek napisał:
    > Dzisiaj - nie powiem : ramówka da się lubić.

    A nie ma jeszcze czegoś fajnego, co by się przed północą kończyło?

    >To jest film, do ktorego mam megasentyment. Jako szc
    > zylowi udało mi się go podstępnie skopiować z kasety wypożyczonej
    z videoteki [...]
    Fajne wspomnienie. :)
    /Mam nadzieję , że nie przeczyta tego postu właściciel videoteki, z
    której pochodziła owa kaseta-matka. ;))/


    >o 2:45 na TVN zaczyna sie Cube - jeśli ktoś tego starego gruchota
    nie widział dotąd, to nie mam dla takiego kogoś słów... sympatii i
    zazdrości:))

    0:10, Polsat - "Fanatyk" - tak, bardzo interesujący film, świetna
    rola Goslinga, chętnie bym sobie odświeżyła ... ale o innej porze. :)

    "Cube" - nawet się nie przyznaję... :)
  • grek.grek 09.04.10, 14:55
    Niestety, wszystko, co ciekawe rzucili dla batmanów...w porach normalnych dają Transformers, jakiś Ojciec Panny Młodej II i Doktora Dolittle. Hmmm... Szczególnie Osadzonego mogli dać wcześniej, np o 22, zaraz po tym nowym szole poszukiwaczy talentów w Jedynce. Może uważają, że jest tam parę scen, które nie powinny być wypuszczane przed 23, ale z drugiej strony Dwójka o 21 dawała Leona, gdzie się krwawy trup ścielił gęsto i jakoś nikt nie miał z tego powodu problemów. Widzisz, wszystko to z okazji KRRiTV - przed 23 byle goła d,pa albo jakiś temat mniej oklepany i już monitoring - komu by tu wlepić karę.

    hehe, to były czasy : się oglądało "stallony" "arnoldy" i człowiek nie marudził ;)

    Do czego się nie przyznajesz z okazji Cube ? :))
  • barbasia1 09.04.10, 23:06
    grek.grek napisał:
    To może w takim razie zamówię u Ciebie "Osadzonego"!?

    > hehe, to były czasy : się oglądało "stallony" "arnoldy" i człowiek
    nie marudził ;)

    :)))


    > Do czego się nie przyznajesz z okazji Cube ? :))

    że nie widziałam "Cube" :/


  • grek.grek 10.04.10, 13:57
    Jutro/pojutrze może być (nie oglądałem wczoraj, więc muszę trochę pogrzebać w pamięci i ustawić, co było najpierw, a co później - tak to jest, że nawet jak w dzieciństwie/wczesnej młodości się oglądało coś dżylion razy, to po przerwie wieloletniej ulatuje to i owo i potrzeba chwili na przypomnienie sobie) ? :)

    E tam, jeszcze zdążysz zobaczyć. I to nie raz, zapewne. Po tym wypadku samolotowym, to pewnie dzisiaj nie puszczą tego filmu, chociaż... kto ich tam wie, to przeca nie komedia.
  • barbasia1 10.04.10, 14:56
    grek.grek napisał:

    > Jutro/pojutrze może być (nie oglądałem wczoraj [...]

    To może w takim razie odłóżmy streszczenie na później, jak się
    nadarzy kolejna powtórka!?


    Jeśli dziś nie dam rady obejrzeć "Cube", poszukam go w wypożyczalni,
    albo w sieci?
    :)

  • grek.grek 10.04.10, 15:12
    Nie jest ze mną jeszcze tak kiepsko, żebym sobie nie przypomniał co i jak, ja obejrzałem ten film, w końcu, jakieś milion razy, hehe. Jesli tylko podtrzymasz propozycję/życzenie, to dla mnie no problemo :)

    O, warto, Cube ma swoją klasę.
  • barbasia1 10.04.10, 15:29
    grek.grek napisał:
    > Nie jest ze mną jeszcze tak kiepsko, żebym sobie nie przypomniał
    co i jak,
    :)

    No jeśli tak, to podtrzymuję moją prośbę, bez dwóch zdań. :)

  • grek.grek 10.04.10, 15:38
    Orajt :) W takim razie - jutro albo w poniedziałek wysypię na papier, co tam w głowie mi zostało z dawnych czasów (bez obawy, zostało całkiem sporo) :)
  • barbasia1 10.04.10, 16:00
    grek.grek napisał:

    OK. :)


    A dziś i przez cały najbliższy tydzień żadnych zapowiedzi nie będzie
    z oczywistych powodów.
  • barbasia1 10.04.10, 16:02
    > A dziś i przez cały najbliższy tydzień żadnych zapowiedzi nie
    będzie z oczywistych powodów.

    Tak mi się przynajmniej wydaje!?
  • grek.grek 11.04.10, 11:51
    Niestety, filmowo to będzie martwy tydzień :) Nikt sobie nie pozwoli na wyłamanie się z obowiązującego kanonu, nikt nie chce zostać w tyle, kiedy takie zdarzenie przykuwa medialną uwagę narodu. No, może, co najwyżej, wypuszczą jakieś filmiki familijno-łzawe.

    "Osadzony" na jutro. Californication 1/7 postaram się na czwartek/piątek. Musimy się trzymać i coś oglądać, w tych trudnych chwilach ;))
  • barbasia1 11.04.10, 12:33
    Jakoś sobie poradzimy. :)

    > "Osadzony" na jutro.
    Californication 1/7 postaram się na czwartek/piątek.

    Może być! :)


  • grek.grek 12.04.10, 11:15
    Więc, co następuje :

    Stallone gra tutaj Franka Leone - garownika, co kończy odsiadywać karę 5 lat więzienia. Ma dziewczynę, z którą mają zamiar się pobrać, jest z zamiłowania mechanikiem, kocha samochody, a do tego jest megasympatyczny (np. na przepustce gra z dzieciakami w futbol). Do puszki trafił po pobiciu jakichś łebków, co z kolei wcześniej pobili jego father figure, starszego jegomościa, który go wziął z ulicy, nauczył fachu i któremu Frank zawdzięczał cały swój rozwój społeczno-jakiśtam. "nikt nic z tym nie zrobił, a ja zrobiłem i dostałem paragraf za pobicie". Czyli, normalnie ideał. Zostało mu kilka tygodni i wydaje się,że nic nie stoi na przeszkodzie, by swoje odsiedział i wyszedł w glorii i chwale.

    Którejś nocy Leone zostaje wyrwany z butów w swojej celi i przewieziony do innego więzienia. Z przyjaznego pudła, w którym wszystkich zna i wszyscy go lubią, trafia do takiego o zaostrzonym rygorze. Jest to zemsta niejakiego Drumgole'a - naczelnika tego więzienia, z którym Leone ma porachunki z przeszłości : otóż, Leone dostał wyrok za pobicie, zostały mu 2 tyg do końca odsiadki, kiedy zachorował i umierający był jego father figure, Leone prosił wtedy naczelnikującego Drumgole'a o przepustkę na spotkanie z człowiekiem, ale nie dostał jej, więc uciekł. Media podłapały całą historię, Frank dostał dodatkowe 5 lat, ale został bohaterem, a Drumgole mętem i bezduszną łajzą, co mu złamało karierę (jak widać, nie do końca). Drumgole nigdy mu tego nie zapomniał, bo "wykonywał swoje obowiązki, a został potraktowany jak ostatni łach". I teraz wykorzystał swoje mozliwości i załatwił przeniesienie Leone do swojego więzienia. "To będą najdłuższe 3 tygodnie w twoim życiu", zapowiada Frankowi na samym wejściu.

    Od razu Leone dostaje się w łapy sado-strażników - grubego i chudego, którzy nie omieszkają przy każdej okazji strzelić go w łeb, albo mówić brzydko o jego matce; kiedy zostaje poddany rutynowej procedurze odwszawania gazem, w specjalnej komorze, ma wstrzymać na 30 sek oddech - Drumgole i strażnicy trzymają go tam znacznie dłużej, wypuszczając w ostatniej chwili. Ale są i "dobrzy niemcy" w postaci szefa strażników Meissnera i klawisza Bradena, którzy od początku widzą, co jest grane i niespecjalnie im się to podoba. Obaj są czarni, tak nawiasem mówiąc ;)

    Celem Drumgole'a jest rzecz jasna sprowokowanie Leone do jakiejś ostrej reakcji, żeby zatrzymać go w więzieniu, nie dac mu z niego wyjść. Ma trzy tygodnie, więc oprócz strażników nakręca na Franka niejakiego Chinka Webera, który z bandą kolezków czepia się Leone od samego wjazdu - już 1 dnia prowokuje go do bijatyki na dziedzińcu, z nożem w łapie, ale Braden im przerywa. Do tego listy do Franka są zatrzymywane (zauwazy go Braden i później cichaczem mu je przyniesie, czy raczej - podrzuci).

    Poznaje przy okazji Frank kilku innych więźniow - Dallasa, cwaniaczka, co "wszystko umie załatwić"; faceta, co karmi ciągle ptaki chlebem; a później młodego chłopaka, którego nazwą Pierwszą Bazą - kozaczek, który próbuje się popisywać na początku, ale już pierwsze doświadczenie, kiedy widzi jak podczas obiadu jeden z więźniów zabija drugiego nożem, spina mu tyłek. Dallas próbuje załatwić Leone pracę w warsztacie więziennym - u niejakiego Zaćmienia, 2 metrowego grubego murzyna, ale zostaje załatwiony odmownie, Zacmienie "nie chce kłopotów".

    Nie na długo. Niebawem Chink Weber prowokuje Leone po raz drugi, tym razem do gry w futbol - w błocie, na dziedzińcu więzienia. Frank ignoruje go, ale 1 Baza zaczyna pyskowac, Weber już mu chce dać w dziób, więć Leone żeby ratować młodego zgadza się grać. Mecz jest ustawiony. Off line nie broni Franka, a cała drużyna Webera ma jedno zadanie : dopaść go z piłką czy bez i rzucić na glebę, rzecz jasna, w ramach przepisów :) Po którejś ustawionej zagrywce, kiedy obrońca zamiast Franka osłaniać odsłania go Zaćmienie wyłazi z tłumu gapiów i wchodzi do gry, co się kończy oczywiście wygraną Leone i jego. Taka integracja :)
    Terraz już nie ma przeszkód, żeby Frank u niego pracował, zakumplowują się. razem naprawiają ukochany samochód Zaćmienia, co integruje całą tę grupę. Potem piją, bawią się, a na końcu 1 Baza prosi Franka, żeby go nauczył prowadzić - no to go uczy, pcha brykę po warsztacie, młody kręci kołem, a Leone komentuje, że niby są w Vegas itd. Taka wizualizacja. Młodemu to jednak mało, zapala silnik i wypada z warsztatu, pruje po wielkim dziedzińcu, FRank go goni. Młody w końcu hamuje i jest szczęsliwy, że się przejechał. Zaraz jednak pojawiają się strażnicy i naczelnik - Drumgole daje bejsbole Weberowi i jego kolesiom, a oni na oczach wszystkich rozwalają samochód, co oczywiście wzrusza i dobija calą grupę, która go remontowała. Zaś Leone trafia, zamiast 1 Bazy, do karceru, na 6 tygodni.

    Karcer jak karcer - zasady są takie : co godzinę zapala się światło, a garownik ma stanąc przed kamerą i podać nazwisko oraz swój numer. Leone trzyma się jakiś czas całkiem nieźle, ale zaczyna w końcu słabnąć. Kiedy Frank przysypia Drumgole wysyła grubego i chudego, którzy pakują go pod zimny prysznic. Po jakimś czasie Leone ledwie żyje, niewyspany, udupiony, próbując przetrwać dzięki przebywaniu w świecie własnej wyobraźni i wspomnień, aż w końcu chwiejąc się na nogach zamiast "Leone 510" podaje "Marylin Monroe... 94 na 90, czy coś takiego...". Straznicy, z polecenia naczelnika, sprawiają mu solidne manto. Przerywa im Meissner z Bradenem. Braden prawie chce lać grubego, ale Meissner po powstrzymuje, a na ironiczną uwagę grubego opier.la go z góry na dół.

    Rzecz jasna, dziewczyna Franka stara się czegoś dowiedzieć, dlazcego go przenieśli etc., rzuca się na portierni, ale załatwiają ją odmownie, bez informacji.

    Po powrocie Franka zastaje w warsztacie kolegów w grobowym nastroju. Nie zmienia go, przeciwnie : dokłada im tyradę o tym, ze w więzieniu są we władzy naczelnika, są jego własnością, więc np. ich marzenia o posiadaniu tego samochodu, co go wyremonotwali były płonne, bo on "jego jego, tak jak my jesteśmy jego". Zostało mu kilkanaście dni i tylko to go obchodzi.

    Naczelnik tymczasem bierze na dywanik Webera, który się tłumaczy, ze Leone nie daje się sprowokować. Drumgole na to : może uderzesz nie tam gdzie trzeba ? Zacznij się starac, bo znajdę sobie kogoś innego, a dla ciebie się skończy eldorado. Więc Weber uderza celnie : strażnicy wywabiają 1 Bazę do sali gimnastycznej celem sprzątania (wcześniej scena wyścigu robali - zabawna bardzo), a tam dopada go banda Webera, rzuca na ławkę do wyciskania, a maksymalnie obciązoną sztangę zrzuca na niego przetrącając mu kark. Leone dowiaduje się o całej akcji, przybiega, widzi jego ciało, bierze talerz od sztangi i na dziedzińcu tłucze nim Webera, a potem się miotają w zapasach, nóz się pojawia i takie tam, ale w końcu Leone go wykańcza, kładzie na ławkę, staje nad nim ze sztangą - Drumgole w oknie zaciera ręce : jesli Leone zabije Webera dostanie kolejny wyrok. Frank jednak, mimo emocji i podżegania ze strony tłumu, powstrzymuje się w ostatniej chwili i kładzie sztange na stojaki, a kiedy chce odejść jeden z kumpli Webera wbija mu nóz pod żebro.

    Leone trafia do więziennego szpitaliku. Odwiedza go wreszcie dziewczyna, ale też na chwilę, bo złosliwi strażnicy zamiast przepisowych 15 minut dają im ledwie chwilę.
    Zdrowiejącego Leone odwiedza nieznajomy więzień - mówi : ja też dostałem tutaj w tyłek, ale wychodzę za dwa dni, może coś ci załatwić na zewnątrz ? Leone, że no thanks, a na to gość : mam dobrą fuchę załatwioną. Leone : jaką ? Gość : 5 tysięcy za dwie godziny roboty. Leone : co musisz zrobić ? Gość : zgwałcić jedną laskę... i przystawia do krat zdjęcie jego dziewczyny rzucając : z pozdrowieniami od Webera. Leone wpada w szał, prosi strażników o jeden telefon, chce ostrzec swoją dziewczynę, ale ci sugerują, żeby "przespał się ze swoimi problemami".

    Leone nie ma wyjścia - musi wiać, tak jak wtedy. Przekonuje Dallasa, zeby mu pomógł (Dallas jeździ wózkiem na brudną bieliznę, więc odwiedza go regularnie).


  • grek.grek 12.04.10, 11:45
    Dallas zna rózne przejścia w labiryncie starych, nieużywanych od dawna, korytarzy pod więzieniem, miał nawet kiedyś plan ucieczki, Frank go wtedy krytycznie ocenił, ale teraz nie ma wyjścia.

    Więc uciekają. Nokautują strażnika i dyla. Wieją korytarzami, po kostki w wodzie, dopadają do kotłowni - i tu zostają osaczeni przez uzbrojonych strażników, a wraz z nimi pojawia się Drumgole. Jak się dowiedzieli ? to proste - Drumgole cała rzecz ukartował : facet, co "miał zgwałcić dziewczynę Leone" był strażnikiem, miał sprowokować Franka do ucieczki, a Dallas, przekupiony przez Drumgole'a obietnicą wcześniejszego wyjścia z pierdla, wpakował go w pułapkę - typowy sprzedawczyk. Frank : od początku byłeś kablem ? Dallas : nie !, ale zawarliśmy z naczelnikiem układ, miałem 30 lat, wyjdę wcześniej dzięki wsypaniu ciebie. Na co naczelnik : nie zawieramy żadnych układów z uciekającymi więźniami. I komunikuje Dallasowi, że przenosi go do grupy najgorszych kryminalistów, co dla Dallasa równa się zgon, albo i dużo gorsze rzeczy, gdyż ponieważ, jako kapuś będzie miał przes.srane. Dallas wpada we wściekłość, ale dostaje palą i wpada do jakiejś studzienki z wodą. Drumgole zostawia Leone w rękach strażników, ci próbują go lać, ale sami dostają lanie. Gruby wpada do tej samej studzienki, co Dallas. Leone zziajany szykuje się do dalszej ucieczki, Dallas pzeprasza go i prosi, zeby go ze sobą zabrał. Leone już się ma zgodzić, kiedy gruby atakuje go łańcuchem od tyłu i dusi nim dramatycznie. Dallas się rehabilituje - odrywa jakiś kabel wysokiego napięcia i każe grubemu puścić Franka, a potem zanurza kabel w wodzie i smazy i siebie i grubasa.

    Leone wieje dalej. Oczywiście, wokół, i w, więzieniu lata za nim cała grupa pościgowa,z psami. Udaje mu się jednak zmylić tropy, wykiwać towarzystwo i dotrzeć do Drumgole. Bierze go jako zakładnika, bo "nie będę uciekał przed tobą przez całe życie".

    Prowadzi go do sali straceń, przywiązuje do krzesła elektrycznego (które sam Drumgole wyremonotował, bo było stare i do d,py - chwalił się tym przed Leone, zaraz po tym jak Franka przeniósł do siebie, jakby mu sugerując - doprowadzę do tego, ze skończysz na tym krześle - teraz sam na nie trafił) i najwyraźniej zamierza ugotować. Frank prowadzący korytarzem Drumgole'a nie umyka uwadze monitoringu i za chwilę - Drumgole siedzi na krześle, gotowy do usmażenia, Frank szykuje się do usmażenia Drumgole'a, a ekipa pościgowa pod wodzą Meissnera trzyma na muszce Franka, a Meissner chce go odwieść od zamiaru. Leone przywiązuje rękę za nadgarstek do dźwigni uruchamiającej smażalnicę, więc nie mogę do niego strzelać, zreszta naczelnik drze japę, żeby tego nie robili, bo człowiek padając go załatwi. Frank wylicza grzechy naczelnika, który butnie krzyczy "nie masz dowodów", na co Leone "nie potrzebuję ich, przyszedłem tu na egzekucję". I szykuje się do odpalenia. Naczelnik widząc, ze to nie żarty zaczyna się do wszystkiego przyznawać - Leone rzuca spojrzenie do Meissnera "i co pan na to ?". Meissner od początku widział, co się działo, więc słucha tego z konfuzją, ale i świadomością, że Leone został doprowadzony do ostateczności.

    Naczelnik w końcu błaga o darowanie życia. Leone jednak jest nieustepliwy. "zobaczymy się w piekle" powiada i dźwignię pierdut w doł - naczelnik drze się, jakby go ze skóry obdzierali, a tutaj... nic, żadnego smażenia, żadnego prądu. Leone wyciąga z kieszeni bezpiecznik wykręcony i ze spokojem mówi "lepiej by działało, gdyby to było na miejscu".

    Meissner każe skuć Franka. Drumgole zostaje oswobodzony z krzesła, natychmiast zaczyna dyrygować wszystkimi, "panie Meissner, proszę wyprowadzić więźnia", na co Meissnr każe skuć także naczelnika.
    Drumgole jest w szoku "co pan robi ? To była taka spowiedź na niby, żeby się uratować przed czubkiem... Czy pan zwariował ?!", na co, jak zawsze z kamienną twarzą w czarnych okularach, Meissner odpowiada "ja nie, ale pan zdaje się tak". Naczelnik mu grozi na odchodnym, ale Meissner ma to w d,pie.

    Naczelnik zostaje aresztowany do czasu wyjaśnienia sprawy. Leone wychodzi żegnany przez wszystkich garowników (scena zbyt cukierkowa, nawet jak na US filmy ;) POzegnanie z odprowadzającym go Meissnerem, a pod bramą czeka na niego dziewczyna. Uścisk hollywodzki. KOniec :)

    Leone - Stallone, Drumgole - kościsty i opitolony na krótko Donald Sutherland, Dallas - Tom Sizemore. Reszty nie kojarzę, albo - może bym skojarzył, gdybym się bliżej przyjrzał ;)

    Żaden Oskar, ale dobre, trzymające za włosy kino, bez nadmiaru cekinów i karmelu. Mogło być wysublimowaniej, pewnie lepiej aktorsko, ale i tak jest to jeden z lepszych więziennych dramatów, nie dorównuje kilku ewidentnie najlepszym, z "Shawshank" i "Papillonem" na czele, ale jest zaraz za elitą, wg mnie.

  • barbasia1 12.04.10, 12:35
    Pamieć doskonała! :)
    Dzięki! :)

  • grek.grek 12.04.10, 12:44
    hehe, milion zaordynowanych sobie projekcji zrobiło swoje :)
  • grek.grek 12.04.10, 15:10
    "lalkę" powtarzają :) Jak to z braku laku, można na kit nie trafić.

    Wersja z 77, Bera, z tą rewelacyjną muzyką na tle rycin, a potem... każda minut grzechu warta, tak jak i Małgorzata Braunek, chociaż
    i tak kobietą przez wielkie K jest hrabina Wąsowska, tutaj akurat nie
    w najlepszym wydaniu, czyli Kaliny Jędrusik, ale Barbary Wrzesińskiej - aczkolwiek, to jest postać tak wdzięczna, że nie do zepsucia, nawet przez najgorszą aktorkę ;) Kamas over Dmochowski - 24 7 365. Pawlik wdziękiem dystansujący Fijewskiego. Piękna Marta Lipińska, jako Stawska. Kapitalny klmiat zrobiony pod to wybitne aktorstwo - muzyką, wnętrzami, okolicznościami miejskiej i wiejskiej przyrody.

    Najlepszy polski serial wszechczasów, wg mnie - wszystko jest perfekt zrobione, obsada zbijająca z nóg, akuratne ujęcie wszystkich najwazniejszych wątków.

    Dzisiaj, TVP 2, 16:35. Pierwszy odc. Jak z pozostałymi - nie wiadomo.
  • barbasia1 12.04.10, 15:35
    O! Dzięki za info. :)
    Mam nadzieję, że uda mi się dziś zobaczyć pierwszy odcinek.

    > Dzisiaj, TVP 2, 16:35. Pierwszy odc. Jak z pozostałymi - nie
    wiadomo.
    Greku, jakby "Lalka" miała się pojawiać nieregulanie, to znaczy
    jakby zmienili porę, daj, prosze znać, Ty masz telegazetę, a tam
    zdaje się najaktualniejszy program wyświetlają.
  • grek.grek 13.04.10, 12:20
    Na razie są daty na dziś i jutro - Dwójka, 16:35, odc 2 i 3.

    W ogóle, mieszają z tym programem jak chcą - dali wczoraj Zmruż oczy na Dwójce, włączyłem się gdzieś w połowie, bo w TG był kompletnie inny tytuł.

    Na dzisiaj jest "Pianista" w Jedynce (20:00), a w Dwójce "Pręgi" (23:20). Oba sa niezłe, ale oba też całkiem niedawno były.
    Jak widac, dba się teraz głównie o ornamentykę. Widz szukający czegoś
    innego niż żałobne murmurando dostaje jakieś odrzuty. Cóz, kiedyś było lepiej ? ;)
  • barbasia1 13.04.10, 14:19
    > Jak widac, dba się teraz głównie o ornamentykę.

    Ja to rozumiem, Greku,
    okoliczności w tym przypadku są wyjątkowe i nadzwyczajne.



    > Na razie są daty na dziś i jutro - Dwójka, 16:35, odc 2 i 3.

    Dzięki za info, wczoraj niestety nie widziałam 1. odcinka Lalki, ale
    za to później, wieczorem (o 21.30)obejrzałam z wielką przyjemnością
    niezapowiedzianego (bo zdaje się miał być "Niebieski"
    Kieślowskiego) "Człowieka z marmuru" i cudną Jandę.

    :)
  • grek.grek 13.04.10, 14:59
    MOje zdanie znasz :)
    Niemniej, ja bym, tak po prostu, liczył na to, że dostanę wybór : tutaj leci żałoba, a tam - proszę bardzo, hulaj dusza, kto nie uczestniczy- ten ma jakąs niszę. Niestety, pewnie za sto lat się takiego czegoś nie doczekamy. Nawet w Ameryce, po WTC, były kanały, które nadawały normalną rozrywkę, ligi sportowe grały, koncerty nie były masowo odwoływane - u nas jest inaczej, nie ma prawa wyboru, a jeśli nawet jest, to ludzie są stłamszeni zbyt mocno, by z niego skorzystać i otworzyć jakąś nową epokę.

    A widzisz, ja właśnie widziałem "Niebieski" w ramówce i nie włączałem, bo z 3 Kolorów "Niebieski" jest, jak dla mnie, najmniej interesujący.

    Dzisiaj też, w sumie, nie wiadomo, co i jak, mam nadzieję, że przynajmniej tę "Lalkę" dadzą o zapowiedzianej porze, że w ogóle dadzą :)

  • barbasia1 13.04.10, 15:51
    grek.grek napisał:

    > MOje zdanie znasz :)
    Tak, znam.

    Wiesz, że nie widziałam jeszcze "Pręg", przegapiłam, jak leciały w
    TVP (bo chyba leciały?) , dziś są, jak dla mnie, zdecydowanie za
    późno. Muszę sobie je wypożyczyć w najbliższym
    czasie. "Niebieskiego" też bym musiała odświeżyć, pamietam baaardzo
    ogólnie.

    Jeśli wczoraj pokazali Lalkę, to dziś też na pewno też wyemitują
    zgodnie z planem.
    :)
  • grek.grek 14.04.10, 11:34
    A to polecam bardzo - dobry przykład współpracy pisarz-reżyser(ka, w tym wypadku) - scenariusz się trzyma kupy, parę niepotrzebnych dup,ereli można by znaleźc (choćby sami zakończenie i to ścieranie z lustra jest dość prostackim zabiegiem informacyjno-objaśniającym i w sumie efeciarskim), ale czepiać się o nie chyba nie warto; nawet mr.Nijakość pan Żebrowski da się oglądać, a kiedy się wkurza albo ironizuje (kiedy opowiada Tatianie o ojcu "ścigającym go bez przerwy"/w wydawnictwie, kiedy robi awanturę Peszkowi), to nawet jeszcze lepiej - najlepsza jego rola, może dlatego, że 45-minutowa tylko (żartuję). Frycz - klasa sama w sobie. I dobór aktorów - 10-letni Wojtek, 30-letni Wojciech i ojciec są naprawdę do siebie podobni fizycznie, w każdym razie - wg mnie :)

    Jest w jutubie, tutaj 1 część :
    www.youtube.com/watch?v=myuaCWD84UM
  • barbasia1 14.04.10, 14:14
    Fantastyczne Youtube! :))
    Twoje uwagi dotyczace "Pręg" bardzo zachęcające, może więc skuszę
    się już dziś!?

    "Lalka" odcinek 2.

    OT
    Gdyby Małgorzata Minclowa żyła w dzisiejszych czasach pewnie
    ostrzykiwała by się botoksem, albo poleciałaby zobić operację
    plastyczną dla swojego "Stasiulka". :)
  • barbasia1 14.04.10, 14:15
    ciąg dalszy mi ucięło!????

    Zofia Czerwińska świetnie zagrała Minclową, z właściwym sobie
    poczuciem humoru. :))
    Jej epizod, także historia młodości Rzeckiego i terminowania u
    starego Mincla zupełnie wyleciały mi z głowy, początek tego odcinka
    ogladałam tak, jakbym widziała go po raz pierwszy.
    Dobrze było sobie przypomnieć.
    A dziś niestety nie zobaczę 3. odcinka "Lalki" w całości. :/

  • grek.grek 14.04.10, 14:31
    Powiem Ci, że w tym serialu właściwie każdy epizodzik, to jest jakaś aktorska perełka, którą się zapamiętuje na zawsze.

    Moją ulubioną postacią zawsze będzie hrabina Wąsowska (pal licho tę Wrzesińską, i tak daje radę, hehe), na drugim Szuman - świetny ten Boruński, a potem cała reszta z honrable mention baronem Krzeszowskim, świetnie zrobionym przez Wołłejkę. A u Ciebie ?

    Btw, ze mną jest taki problem, że ja w ogóle tak jestem bezkrytyczny wobec tej adaptacji, że po prostu wszystko oceniam na sześc plus, hyhy.
  • barbasia1 14.04.10, 15:45
    grek.grek napisał:

    > Powiem Ci, że w tym serialu właściwie każdy epizodzik, to jest
    jakaś aktorska perełka, którą się zapamiętuje na zawsze.

    Święte słowa.
    Wspaniała, doskonała adaptacja, nie ma się do czego przyczepić. :)

    Z tych drugoplanowych postaci najbardziej zapamiętałam
    złośliwą baronowa Krzeszowską (Alina Janowska ją grała)
    i w głowie majaczą mi się sceny żartów, jakie studenci robili
    baronowej (jeśli nie pomyliłam seriali). :)

    Lubiłam bardzo postać pięknej i dobrej pani Heleny Stawskiej (w tej
    roli urocza, młodziutka Marta Lipińska).



    >świetny ten Boruński

    Wspaniały aktor.
    Włodzimierz Borusiński zawsze wywołuje we mnie jakieś dziwne
    wzruszenie ...

    :)
  • la.bruja 13.04.10, 21:27
    Jutro w Polsacie o 22.30 "Wichrowe wzgórza"
    Dla mnie najlepsza adaptacja z możliwych.
    Zarowno pod względem aktorskim (Juliete Binoche, Ralph Fiennes) jak
    i muzycznym (przejmująca muzyka Sakamoto)
  • grek.grek 14.04.10, 11:36
    Kruca, ja sobie kiedyś obejrzałem wersję włoską - przyprawiła mnie o niestrawność. Traumy się jakiejś nabawiłem; fobii, w stosunku do ekranizacji tej powieści ;)
  • barbasia1 14.04.10, 13:40
    grek.grek napisał:

    W takim razie koniecznie i natychmiast zalecam obejrzenie wersji,
    którą poleca La Bruja . :)
    Heathcliff Fiennesa to najbardziej ponury, mroczny Heathcliff,
    jakiego kiedykolwiek widziałam.
    Może Ci się spodobać. :)

    Dla Ciebie na zachętę :), dla Was - Ryuichi Sakamoto Wichrowe
    wzgórza - przepiękna wersja na fortepian:

    www.youtube.com/watch?v=d3cvvtpP0l8

  • grek.grek 14.04.10, 14:33
    A wiesz, że chyba obejrzę... :) Dzięki za zachętę, hehe.
  • barbasia1 14.04.10, 14:44
    :)

    "Moja miłość do Lintona jest jak liście w lesie. Czas ją zmieni.
    Moja miłość do Heathcliffa jest jak wiecznotrwała ziemia pod
    stopami - nie przykuwa uwagi swym pięknem, ale jest niezbędna do
    życia. Ja i Heathcliff to jedno..."

    !
  • grek.grek 15.04.10, 11:25
    NIe zawiodłem się, dobrze, że mnie namówiłyście.

    Włosi zrobili takie badziewie, że az szkoda wspominać. A tutaj - pełny wypas, bardzo dobre zdjęcia, scenografia dobrze dobrana, wzmagająca nastrój, tak samo bardzo akuratna i działająca na wyobraźnię muzyka plus wysokoklasowe aktorstwo, bez którego cała ta historia byłaby, sama w sobie, mało porywająca (rich man's harlekin trochę; nie znam powieści, więc jest to wypowiedź ignoranta, co tylko film zobaczył) : rzeczywiście, Barbasiu, Fiennes zrobił max z tej roli - ale, w końcu, granie takich potarganych typów, to jego emploi i jest w nim niezrównany, a do tego prawie zawsze wygląda inaczej, nie to co polscy aktorzy, którzy grają po tysiąc ról w roku i zawsze wyglądają jednakowo, co sprawia, ze nie sposób jednej od drugiej odróznić i ich obecnośc staje się męcząca. Binoche wniosła europejską szkołę, czyli więcej mówić drobnymi gestami, spojrzeniami i opanowaną, acz sugestywną mową ciała, panować nad słowem niż dowodzić, że "ma się fach w rękach".

    Jedno trochę mnie rozbawiło : Binoche gra matkę i córkę, tylko włosy ma inaczej ufarbowane - dość niefortunny zabieg, wg mnie. No chyba, ze to jakaś fantasmagoria nieoznaczona, że niby Heathcliff widzi w córce matkę. Nie wiem, nie wyglądało na to jednak, więc był to świadomy zabiegi i mający oddawać realny stan rzeczy.

    Btw, wczoraj Lalki nie było. Dzisiaj pewnie też nie będzie. Zwożą trumny z Rosji i wszyscy mają obowiązek asystować przy tym. Na 1, 1 i Info leciało TO SAMO :) POlska nie - w załobie, a raczej - na orbicie :)

    Btw, jutro wrzucę 7 odcinek Californication :)
  • barbasia1 15.04.10, 14:25
    grek.grek napisał:

    > NIe zawiodłem się, dobrze, że mnie namówiłyście.

    Cieszę się. :)

    Przede wszytskim dla ról Fiennesa i Binoche warto obejrzeć ten film.

    O ile dobrze pamiętam w książce matka i córka tez były do siebie
    bardzo podobne. Chodziło o to by podkreślić, że historia się miłości
    znów powtarza, ale tym razem znajdzie szczęśliwe zakończenie.
    Przyznam, że książka zrobiła na mnie o wiele wieksze wrazenie,kiedy
    czytałam ją bardzo dawno temu jako młode dziewcze. :)

    > Btw, wczoraj Lalki nie było.
    A jednak nie było!
    Chyba nic by się nie stało, gdyby ograniczono się do transmisji na
    żywo już tylko na tVPInfo!??

    > Btw, jutro wrzucę 7 odcinek Californication :)

    O! Świetnie. :)
  • grek.grek 16.04.10, 12:44
    W ekranizacji się okazało, że nie były podobne, tylko jednakowe ;)

    Nie wiem, co z tą Lalką, jest w programie, ale czy puszczą ? Jeśli dzisiaj żadne trumny nie przyjeżdzają, to jest nadzieja.
  • barbasia1 16.04.10, 12:50
    grek.grek napisał:

    > W ekranizacji się okazało, że nie były podobne, tylko jednakowe ;)

    :)
    To źle patrzyłeś, Greku, miałeś dostrzec tylko wielkie
    podobieństwo. ;)


    Rozpaliłeś we mnie żądzę ... obejrzenia "Lalki". :)
  • la.bruja 15.04.10, 15:52
    Podzielam Twe zdanie, że obsadzenie Juliete Binoche jednocześnie w
    roli matki i córki było złym pomysłem. Nie podobało mi się.
    Najbardziej przypadł mi do gustu niesamowicie pociągający w swej
    namiętności i szaleństwie Ralph Fiennes.
    Jeżeli zdarzyłby się cud i byście jeszcze nie oglądali, to polecam
    też "Pająka" z Ralphem w roli głównej
  • grek.grek 16.04.10, 12:42
    "Pająka" obgadywaliśmy w vol 3

    forum.gazeta.pl/forum/w,14,99924064,102097130,Re_Ojej_co_tu_wybrac_cz_3.html
  • barbasia1 16.04.10, 12:52
    > Jeżeli zdarzyłby się cud i byście jeszcze nie oglądali, to polecam
    > też "Pająka" z Ralphem w roli głównej

    Właśnie też miałam podać link i powiedzieć, że znam "Pająka" z
    sugestywnego opisu, Greka (liknk powyżej).
  • barbasia1 14.04.10, 15:09
    A propos muzyki, miłości, śmierci ...

    www.youtube.com/watch?v=tZmSXD1rZ2s
    Cudowne, przepiękne!

    Nowych znaczeń nabrał ostanio ten utwór ...

    Uwielbiam muzykę Lorenca!
  • la.bruja 14.04.10, 20:28
    Barbasiu

    Zgadza się. W piątek byłam na "Różyczce" i od tego czasu jestem pod
    urokiem tej pięknej muzyki.
    Cała płyta jest doskonała.
  • barbasia1 14.04.10, 22:25
    .bruja napisała:

    >
    > Zgadza się. W piątek byłam na "Różyczce" [...]

    O! To może napisałabyś w wolnej chwili kilka słów o "Różyczce"?
    :)
  • la.bruja 15.04.10, 10:11
    Barbasiu,

    Moglabym, ale czy czasem nie wybierasz się na ten film? Naprawdę
    warto, a moim ględzeniem mogłabym Ci popsuć wrażenie.
    Nie odbierz tego jako miganie się, proszę.
    Jestem gotowa do wypełnienia prośby.
  • barbasia1 15.04.10, 13:38
    la.bruja napisała:

    Wiesz, nie chodzi mi o jakieś szczegółowe streszczenie, wnikliwą
    analizę, porównywanie filmowej opowieści, z prawdziwa historią, na
    podstawie, której powstał film (w Polityce jest świetny artykuł na
    temat żony Jasienicy, później go odszukam i wkleję link ), myslałam
    raczej o Twoich wrażeniach, jakichś słowach zachęty, albo przestrogi
    przed obejrzeniem (ale widzę już, że przestroga nie wchodzi już w
    grę:).
    Ciekawi mnie, jak Ci się podobała np. Boczarska,w tytułowej roli,
    złośliwi pisali, że nalepiej prezentowała się jedynie w scenach
    rozbieranych, tak gdzieś czytałam. :)

  • la.bruja 15.04.10, 21:04
    Barbasiu

    Zastanawiam się, jak tu coś o "Różyczce" napisać, abyś miała jakiś
    obraz filmu, a z drugiej strony nie jego streszczenie.
    Przestrogi, jak słusznie zauważyłaś, nie będzie. Wręcz przeciwnie,
    sama zamierzam iść na film po raz 2 a w przyszłości kupić film.
    Nie tak dawno, z takimi samymi nadziejami szłam na "Mniejsze zło"
    na podstawie ZNAKOMITEJ książki J.Andermana "Cały czas" (przy
    okazji, serdecznie polecam). Książkę niestety przeczytałam przed
    pojściem na film, który mnie rozczarował. Ale nie o tym przecież
    miało być.
    Tutaj też miałam duże nadzieje, bo znałam tragiczne losy Pawła
    Jasienicy, czytalam ksiażkę jego córki Ewy Beynar - Czeczott i NA
    PEWNO nie zawiodłam się :) Co więcej, nie rozumiem jej prostestów,
    bo Kidawa- Błoński przedstawił postać Jasienicy (tak, tak..to jego
    historia - mimo pewnych korekt i zaprzeczania samego reżysera) w
    sposób wyważony i sprawiedliwy.
    Andrzej Seweryn zagrał znakomicie. Z elegancją, klasą i właściwym
    sobie kunsztem aktorskim. Spodobała mi się również rola Roberta
    Więckiewicza. Mimo iż może nazbyt ostatnio eksploatowany nie raził.
    Do tego jeden z moich ulubionych aktorów Jan Frycz.. w roli
    wprawdzie nie dużej, ale znaczącej.
    Też się obawiałam roli Boczarskiej, ale o dziwo, poradziła sobie
    świetnie. To oczywiście moja opinia. Zagrała postać niejednoznaczną,
    targaną wewnętrznymi rozterkami, zaplątaną (podobnie jak wspomniany
    Więckiewicz).
    Dobrze oddane realia epoki, chociaż mam parę zastrzeżeń (m.in.
    język), ale nie będę o nich pisać szczegółowo, bo nie chcę spalić.
    osobiście wywaliłabym ten nadmiar golizny. Wiem, że może zwłaszcza
    mężczyznom nie będzie to przeszkadzać, bo pani Boczarska ma co
    pokazywać. Ja jednak uważam, że film znakomicie poradziłby sobie i
    bez tego.
    Pewnie są jakieś niedoróbki i nawet uproszczenia, ale
    uważam "Różyczkę" za naprawdę dobry polski film :) Samo to, że po
    wyjściu z kina czułam się, jakby ktoś mi w głowę przyalił,a to już
    coś znaczy ;)


    pozdrawiam


    Ale się rozpisałam ! ale sama Barbasiu tego chcialaś ;)
  • maniaczytania 15.04.10, 22:44
    mnie tez sie bardzo "Rozyczka" podobala.
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • la.bruja 16.04.10, 10:46
    Miło mi, że nie jestem z moim "podobaniem" sama :)
  • barbasia1 16.04.10, 12:33
    la.bruja napisała:

    > Ale się rozpisałam ! ale sama Barbasiu tego chcialaś ;)

    Tak, bardzo chciałam i z wielką przyjemnością i z zainteresowaniem
    przeczytałam Twoje słowa.
    I muszę Ci powiedzieć, że czuję się bardzo zachęcona do
    obejrzenia! :)

    Tu wklejam link do zamieszczonego w Polityce tekstu dotyczącego
    Zofii Beynar-O’Bretenny:

    www.polityka.pl/kraj/analizy/1504026,1,podwojne-zycie-zony-jasienicy.read


  • la.bruja 16.04.10, 22:15
    Barbasiu

    Dziękuję za podany link. Artykuł bardzo ciekawy :)
  • barbasia1 19.04.10, 15:28
    la.bruja napisała:

    Maj pleże! :)
  • pepsic 14.04.10, 22:08
    Za mną od wczorajszej przepięknej mszy żałobnej chodzi to:
    www.youtube.com/watch?v=qsppsK4cRAE&feature=related
    Ps. O tak Lorenc, jest mistrzem i jakże płodnym w sensie twórczym!
  • barbasia1 14.04.10, 22:22
    Genialny Mozart!
    :)
  • grek.grek 17.04.10, 12:08
    Na bezrybiu i "Kula" ryba - widziałem gorsze s-f, to się jeszcze da obejrzeć.

    Dwa dni temu TVP 2 się szarpnęła i dała "Glorię" w środku nocy. Sharon Stone gra dziewczynę mafii, która po wyjściu z pudła od razu pakuje się w konflikt ze swoimi przyjaciółmi - mianowicie ratuje z ich rąk chłopca, którego całą rodzinę zabili, dla jakiejś dyskietki, na której jest lista płac - wszyscy gliniarze, sędziowie, adwokaci biorący od mafii pieniądze : daty, miejsca, kwity. Gloria terroryzuje mafiosów pistoletem, każe im oddać kasę, a potem się rozebrać do rosołu, a chłopcu - wziąc łachy i wyrzucić za okno i pozbierać kasę. I uciekają. Mafiosi za nimi węszą, a siostra pomóc nie chce : dowiadując się o co chodzi, wyrzuca ich ze swojego domu. Ostatnio krewny chłopca, do którego docierają, nie żyje, zastrzelony przez mafiosów. Zatrzymują się w hotelu, z którego dzieciak ucieka, kiedy sie z tiwi dowiaduje, ze cała jego rodzina została zamordowana i doznaje szoku. Gloria go ściga w szlafroku, mały ucieka metrem, na przystanku docelowym zatrzymują go policjanci. Parę razy muszą uciekać depczącym im po piętach mafiosom, aż w końcu udaje im się dopaść chłopca - dzięki informacjom od policji, która też szuka zbiegów, dla ratowania własnej d,py. Gloria kontaktuje się z capo di tutti capi tej szajki i zawiera układ - oddam wam dyskietkę, a wy oddacie chłopca. I tak się dzieje, na środku ruchliwej ulicy, gdzie nic jej nie grozi. Szukając jakiegoś miejsca dla dzieciaka, za pośrednictwem księdza, trafia z nim do szkoły z internatem w jakimś innym stanie - zostawia go tam, pod opieką księzy, ale że zawiązała się między nimi tak ścisła więź, że oboje bez siebie już żyć nie mogą, to ona nie może odjechać - wraca z powrotem, zabiera go ze sobą i postanawia z nim zostać i go wychować.

    Remake to jest. Oryginał zrobił, 20 lat wcześniej, Cassavetes z Geną Rowlands, dostał Złotego Lwa w Wenecji, a Rowland nominację oskardową. Tutaj reżyserował nie byle kto, bo Sidney Lumet. Oryginał na pewno jest lepszy, także dlatego, że był pierwszy i, mimo róznic scenariuszowych, to jednak w nim wykorzystano główny motyw świadczący o podobieństwie - kobiety chroniącej dziecko przed zakusami mafii, ale i ten cover daje radę - w oryginale Rowlands chyba wolniej się przekonywała do konieczności zaopiekowania się małym, nie pamiętam jednakowoż zbyt dobrze, a tutaj Sharon raczej większych problemów z tym nie ma, jakby od razu wiedziała,że tak musi być. No I Sharon Stone wygląda rewelacyjnie, zwłaszcza w pierwszej fazie : w czarnej mini, na szpilach, z blond grzywą :) Kiedy pojawia się z chłopcem w afrolatynowskiej dzielnicy, to na tle tego całego śniadego towarzystwa wygląda jak Madonna w klipie do "Secret" - max kontrast.
    Jej Gloria jest kobieca, a dodatkowo nie traci głowy w trudnych sytuacjach, mały jest mulatem, co dodatkowo ubarwia ich specyficzny zwiazek : biała kobieta, co wyszła z paki przed chwilą ratuje małego latynosa z getta. W oryginale było podobnie, tylo chyba Gloria nie była eks-więźniarką, a tylko eks-dziewczyną gangusa. I o ile Sharon pasuje na dziewczynę mafii,to Rowlands, przy wszystkich zaletach jej roli, na dziewczynę gangstera pasowała dość średnio.

    Trochę fizis and widowiskowy styl gry Sharon, i fachową ręką prowadzone wszystko przez Lumeta, przykrywają średniej jakości scenariusz - nie jest to jakiś meganapięciowiec, że raczej szybko da się wyczuć, co się stanie i że ci dwoje muszą się uratować i zostać ze sobą. Ma klasę, ale nie ma jest to kino, że tak powiem - wysokooktanowe.

    Nieźle się porozumiewają, trzeba im przyznać.
    Mały ma astmę, trzeba mu kupić inhalator. Wchodzą do apteki, mały się unosi, że da sobie radę, Sharon/Gloria na to : zamknij się, bo ci zabraknie tchu i się udusisz.
    Albo : mały wyciąga jej z torebki papierosy. Nie zapala, ale wkłada jednego do dzioba i szpanuje. Sharon/Gloria : czyś ty zwariował, masz 6 lat, nie możesz palić papierosów... poczekaj aż skończysz 10.
    Scena w autobusie - Sharon musi kupić bilety dla nich dwojga. Nie ma drobnych. Rzuca pytanie do reszty pasażerów : ma ktoś dwie ćwierćdolarówki ? nikt się nie zgłasza. Sharon ponawia : ma ktoś ? Zapłacę 10 dolców. I teraz już wszyscy mają, na wyścigi się pchają do niej.
    I na końcu, kiedy wraca po niego. Pyta go : jak ci się tutaj podoba, chcesz tu zostać ? a on, z całą swoją 6-letnią dojrzałością i powagą : Zdecydowanie nie chcę.

    Może powtórzą. I wtedy można obejrzeć, ten film nie gryzie :)

    P.S : nie wiem, jak Wam, ale mnie się zdaje się, ze TVP skończy Lalkę na 2 odcinkach. Wczoraj dali, zamiast 3 odc, "Faustynę". Po niedzieli wracają pewnie stare ramówki, więc, jak zwykle, TVP dała ciała.


  • barbasia1 17.04.10, 16:46
    grek.grek napisał:

    Widziałam "Glorię" z Sharon Stone!
    Dobrze, że napisałeś tu kilka słówo o tym filmie w końcu należymy do
    forumowego fanklubu Sharone Stone. Przed wszytskim dla niej warto
    obejrzeć "Glorię" :) /barbiStone/

    Poniżej Sharon Stone z burzą loków i mały :)

    www.imdb.com/media/rm4231305216/tt0120683


    > Na bezrybiu i "Kula" ryba - widziałem gorsze s-f, to się jeszcze
    da obejrzeć.
    :)
    A na jakim programie i o której godzinie poleci ta "Kula"?
    Tu zresztą też, jak widzę, występuje Sharon.


    No cóż, "Lalkę" musimy odłożyć na inna okazję.
    :)
  • barbasia1 18.04.10, 08:12
    O 22.40 się zaczęła Kula.
    Jak się skończyła, co to było?
    Ogladalam do momentu kiedy, kapitan statku powodengo czaczał
    wypwptywać Dustaina Hoffnana o Sharone.
    :)
  • grek.grek 18.04.10, 12:08
    No tak, zapomniałem dopisać godzinę. Mój błąd.

    Generalnie, chodziło w tym filmie o tę kulę z kosmosu ;) Wszyscy do niej wleźli, nie naraz, ale cichaczem, i zyskali zdolnośc materializowania własnych strachów, obsesji i lęków - Jackson bał się opisu kalmara z "20 tys mil podmorskiej żeglugi", więc pływające laboratorium było atakowane przez urzeczywistniony wytwór jego wyobraźni, w tym ataku zginęli wszyscy oprócz Sharon, Hoffmana i Jacksona (spał smacznie, a kiedy spał to jego obawa przybierała realny kształt), a do tego jakimś sposobem wdarł się w elektornikę i zaczął nadawać przez komputer, przedstawiając się jako "Jerry", co wszyscy wzięli za kontakt z kosmitą; Hoffman miał zakorzenione w dzieciństwie lęki przed meduzami i węzami wodnymi, więc zaczęły po całej chawirze pływać węże, a monstrualne meduzy poza nim zabiły jedną z kobiet obsługujących załogę, która nieopatrznie wyszła do wody; Zanim się okazało, że Sharon, która : nie pamiętam, czego się ona lękała, w każdym razie pod wpływem tego lęku zaminowała przestrzeń dookoła statku kosmicznego i ich własnej łajby, wpadli w paranoję i zaczęli siebie nawzajem podejrzewać i wkręcać, aby się wykończyć : a to Hoffman wylazł z przestrzeń wodną i Jackson ledwie uratował mu d,pę, bo facet spanikował, podczas gdy Sharon, co miała Hoffmana ubezpieczać, szukała żarcia, co niby się skonczyło, co Hoffman wziął za szajbę, bo przecież gdzie dobre żarcie na statku, co leży w oceanie 300 lat... a do tego się okaząło, ze szafki są pełne jedzenia, co Sharon uznała za sztuczkę jacksona, żeby z niej zrobić idiotkę, a oni obaj, że jej odbiło, co doprowadziło ją tylko do płaczu; potem Hoffman we wszystkich szafkach odkrył setki egzemplarzy "20 tys mil...", na których po 87 str, czyli tej na której się zaczyna opis wielkiego kalmara, były same puste kartki, dochodząc do wniosku, że : a) to Jackson odpowiada za cały atak, w którym zginęła załoga, była to urealniona wersja jego koszmaru, b) że Jackson to komputerowy Jerry, w czym pomogło mu złamanie szyfru, który Jackson odczytał błędnie, ale z korzyścią dla siebie, żeby nimi manipulować; Sharon z Hoffmanem wzięli się usypianie i związywanie jacksona, tak żeby spał i nie śnił, jako że jego sny są katalizatorem zagrażających ich życiu akcji, co się dzieją na jawie; ale, że Hoffman i Sharon przed sobą wzajemmnie ukrywali,że również byli w kuli i również mają moc materalizaowania własnych wyobrażeń, to i sami, zdjęci i opanowani strachem i poczuciem zagrożenia, się zaczęli brać za włosy, a ściślej Sharon Hoffmana - zamknęła go w kabinie ze strzykawką i kazała zrobić sobie zastrzyk, to uśnie bez sennych marzeń i nie będzie mógł wymyślonych meduz i wężów powoływać do realnego świata - kiedy się zaczął burzyć, odcięła mu dopływ tlenu, Hoffman w panice zaczął produkować własną wyobraźnią węże wodne i meduzy i spie,przył przez górny właz, do wody, gdzie niby mógł zamarznąć, ale nie zamarznął, tylko wrócił i się jakoś z Sharon dogadał, bo ona się zaczęła w ogóle rozklejać, wszystko sobie wyjaśnili i wyszło na jaw, że ona też w tej kuli była, i - jak wyżej : pod wpływem własnych lęków zaminowała cały teren wokół ich batyskaftu, czy co to tam było, i statku kosmicznego i całą trójką musieli uciekać w jakiejś małej kapsule, zanim się wszystko rozpierniczy, bo została uruchomiona procedura detonacji. I fartem, oczywiście, w ostatniej chwili, im się udało wydostać na powierzchnię, umykająć przed odłamkami i falą uderzeniową, gdy pod wodę nastąpił przepotęzny wybuch.

    Odebrało ich wojsko, wezwano ich na przesłuchanie - rozwalili w końcu drogie jak cholera laboratorium, zniszczyli obiekt badawczy, zginęli wszyscy oprócz nich... I tuż przed przesłuchaniem Hoffman wygłosił tyradę, ze tacy inteligenci jak oni, tacy porządni ludzie, dostali tak wspaniały dar, a wykorzystali go tak niecnie, bla bla bla, i że muszą coś postanowić w tej sprawie, bo ciągle go posiadają i cholera wie, co z tego wyniknie - Jackson podsuwa pomysł, zeby się umówili, ze zapomną,. że go mają, to przestaną go mieć i nic nikomu się nie stanie. I łapią się za ręce w trójkącie i zapominają, a kula z kosmosu wraca tam skąd przybyła czyli w przestrzeń międzyplanetarną, co ma niby oznaczać, ze udało im się zmienić przeszłość.

    W najbardziej chaotycznej wersji na jaką mnie stać, tak to własnie wyglądało :))
  • barbasia1 19.04.10, 15:27
    Widzę, że najlepsze mnie ominęło. :)
    Za ten świetnie uporządkowany "chaos" wielkie dzięki Ci. :)

    Wiesz, ja tę "Kulę" musiłabym obejrzeć ze dwa, trzy razy (albo i
    jeszcze więcej; późną nocą ciężko jarzę ;/), żeby całość ogarnąć.
    Następnym razem z Twoim opisem w ręku oglądać będę ten film. :) I
    innym też polecam, oczywiscie jakby nic ciekawego akurat w telewizji
    nie leciało.
    :)

    > zyskali zdolnośc materializowania własnych strach
    > ów, obsesji i lęków - Jackson bał się opisu kalmara z "20 tys mil
    podmorskiej żeglugi",
    hyhyhy
    :)
  • grek.grek 19.04.10, 15:55
    O, jesteś dyplomatką dobrą albo masz zdolność rozumienia nawet tego, co autor nie byłby w stanie roszyfrować :)

    Na moje oko, ten mój opis jest najgorszym z jakim można mieć styczność. Kapnąłem się jak go wysłałem i chciałem przeczytać sam ;) W trakcie pisania wydawało mi się, ze się trzymam kontekstu...
  • barbasia1 19.04.10, 16:15
    grek.grek napisał:

    > O, jesteś dyplomatką dobrą albo masz zdolność rozumienia nawet
    tego, co autor nie byłby w stanie roszyfrować :)

    Owszem mam "zdolność rozumienia nawet tego, co autor nie byłby w
    stanie roszyfrować" :))
    i powiem Ci, że tę zdolność wykorzystywałam praktycznie z dobrym
    skutkiem w mej profesji :)


    > Na moje oko, ten mój opis jest najgorszym z jakim można mieć
    styczność.
    No co Ty Greku, wszystko zrozumiałam bez problemu i naprawdę nie
    rozumiem, czego Ty w swoim poście nie rozumiesz? :))

    Przyznam Ci się jeszcze, że czytając Twój post byłam przeszczęśliwa,
    że nie musiałam osobiście w środku nocy głowić się na tym, o co w
    tym filmie chodzi, tej kuli. :)
    Okropna jestem, co? :)


    /PS Wracajac do filmu, nie wiem, jak u Ciebie, ale u mnie na ekranie
    (21 cali, z odbiciami :/ ) mało efektownie prezentowała się strona
    wizulana - o podwonych ujęciach myślę głównie, bo Sharon, całkiem,
    całkiem ;) ).
  • grek.grek 20.04.10, 13:19
    A, no to znaczy - zawodowiec z Ciebie :)

    Fatalnie napisałem, namieszałem, nieczytelnie w dodatku. No nic, było minęło, nie powtórzy się, mam nadzieję.

    Celna uwaga, też na to zwróciłem uwagę - ani laboratorium, ani podwodność nie miały, jakby to powiedzieć... artystycznej wizji, która mogła ten film podnieśc klasę wyżej. Tak jakby twórcy uznali, że wystarczy scenariusz na podstawie powieści znanego pisarza i plejada kasowych gwiazd nie schodzących z ekranu przez dwie godziny. Duży błąd, bo brakło otoczki, poczucia autentycznego zagrożenia, w którego wykreowaniu także mogła się przydać lepsza scenografia. Kula-ła przez to cała akcja - temperatury brakło, mówiąc krótko :).

    Poza tym, nie wiem, czy się zgodzisz, ale ja bym powiedział, ze wszystkie gwiazdy wypadły słabo - manierycznie, bez polotu, a ich postacie są pozbawione jakiejś własnej twarzy i charakteru, poza zupełnie na rybkę rzuconymi lękami - Hoffman się boi meduz, bo go kiedyś jedna poparzyła, jak był mały, Jackson boi się opisu kalmara, Stone miała problemy z mężczyznami, boi się, najprawdopodobniej, odrzucenia - z tych lęków wynika akcja, orajt, ale one w ogóle nie tworzą osób w niej udział biorących, nie odkrywają ich przeszłości, nie ma w tych lękach jakiegoś drugiego dna. Płytkie to jest, podporządkowane zarysowi akcji, ale nic do niej osobnego nie wnoszące. HOffman jest przecież aktorem nie w kij dmuchał, a tutaj nijak skrzydeł nie moze rozwinąć. Jackson, to już w ogóle szczyt : te partykuły wzmacniające przekaz : przewracanie oczami, spojrzenia sugerująće jednoznacznie zamiary...

    Inna rzecz - pewna niespójność w zeznaniach. Kiedy stoją przy kuli i astrofizyk zaczyna się zachwycać idealnym jej kształtem, a potem przytacza anegdotkę o tym, jak Giotto udowadniał papieżowi swój kunszt. Zaraz, czy to nie matematyk powinien błysnąć taką ciekawostką ? :)

    Potem jest coś o strukturze i konsystencji kuli i wyjaśnia to zagadnienie nie biochemik, nie astrolog, a ten wojskowy trep. To po co zaprosili naukowców ?

    I to czego nie lubię najbardziej - dialog.
    Astrofizyk : kiedy zrobiłeś pierwszy doktorat ?
    Matematyk : miałem 19 lat.
    Astrofizyk :o kurna, to rok byłeś lepszy ode mnie.

    Dialog żałosny, mający widza namolnie i pompatycznie poinformować, z jakimi wybitnymi jajogłowymi ma do czynienia, tak jakby nie starczał sam fakt, że skoro sprawa dotyczy bliskiego kontaktu trzeciego stopnia i zajmuje się tym potajemnie armia, to naukowcy zaproszeni do pomocy muszą być z pierwszej ligi. Gorsze są tylko wymiany zdań typu : - Dlaczego akurat mnie zatrudniłeś ? - Bo jesteś najlepszy. :)
  • barbasia1 20.04.10, 14:21
    Fatalnie to ja napisałam mój post z prośbą o streszczenie ciągu
    dalszego "Kuli",za co przepraszam, pisałam w wielkim pośpiechu /
    jedną noga byłam już za drzwami :)/. Teraz nie mogę na niego patrzeć.

    Z Twoją oceną bohaterów zgodzić się muszę. (Świetne uwagi.)
    Zastanawiam się teraz, czy to ta powieść znanego pisarza była
    kiepska, czy scenarzyści się nie postarali.

    >Gorsze są tylko wymiany zdań typu : - Dlaczego akurat mnie
    >zatrudniłeś ? - Bo jesteś najlepszy. :)

    albo: Pan X do Pana Igerka - "Zatrudniliśmy nalepszego specjalistę w
    mieście/ stanie/kraju/ na świecie/"

    haha :)

  • grek.grek 20.04.10, 15:04
    No coś Ty, prawie po polsku wyszło ;)... Tak jak u mnie. Tyle, że u mnie rzecz dotyczy chaotycznej narracji, a to większy grzech niż wynikająca z pośpiechu literówka jedna, czy druga. Ale nic tam, nie wspominajmy już tych przygód :)

    hehe, te teksty to takie nieśmiertelniki, zawsze się znajdzie jakiś typ, co je wykorzysta, czasami świadomie, w zamierzonej konwencji, w której operuje się schematami, oczywiście rozumiejąc świetnie ich kiczowatość - jak Tarantino bawiący się róznymi kliszami, a sto razy zrobią to ci, co po prostu wierzą w to, ze są fajne albo nie mają innego pomysłu :)

    Co do pytanie, które rysujesz a'propos bohaterów, to wydaje mi się,ze tak czy siak scenarzyści zawiedli - jeśli pisarz zrobił dobre postaci, to scenarzyści dali ciała nie umiejąc tego przenieść do scenariusza, jeśli napisał je słabo, to nie wykorzystali szansy, zeby go poprawić :)
  • barbasia1 20.04.10, 15:54
    grek.grek napisał:

    > No coś Ty, prawie po polsku wyszło ;)

    chichichi :) Po marsjansku wyszło. :)

    > hehe, te teksty to takie nieśmiertelniki, zawsze się znajdzie
    >jakiś typ, co je wykorzysta,

    albo też w komediach będących parodiami filmów sensacyjnych,
    gangsterskich, czy innych.

    >tak czy siak scenarzyści zawiedli
    Racja. :)


    /Przypomniał mi się schrzaniony film na podstawie książki Hanka
    Moody'ego; Hank winą obarczał reżysera. :)
    Mój/moje "Cali" jutro , albo w czwartek dopiero! :/
  • grek.grek 21.04.10, 13:17
    Moody najchętniej by go powiesił za niewymowne części ciała ;)

    Czekam (nie)cierpliwie :) (ja będę na piątek z 8 odc.)
  • barbasia1 21.04.10, 14:06
    grek.grek napisał:

    > Moody najchętniej by go powiesił za niewymowne części ciała ;)
    haha
    A i scenarzysty Hank wieszać za niewymowne części ciała nie moze ,
    bo, zdaje się, on sam pisał sceenariusz. :)


    Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to mój Cali 3/6 wystartuje
    jutro.
    :)
  • barbasia1 17.04.10, 16:59
    TVN, godz. 21.40.
    :)
  • grek.grek 19.04.10, 14:22
    POlsat, Apocalypto, 20:00. I chyba, dzisiaj... to by było na tyle ;)

    Gibson na razie dzielnie idzie od kiczowatego knota do knotowatego kiczu, od Braveheart do Pasji. Ciekawe, albo i - wcale nie tak ciekawe - co mu wyszło tym razem. Jedno chyba można w ciemno założyć - będzie naturalizm, będą śledziony fruwały w powietrzu i dużo czerwonej farby na planie zużytej zostanie.

    Film ma 2'20, Polsat przewidział 3 godz emisję, więc będą ostro nadrabiali straty z załobnego tygodnia. Ale, pal licho, POlsat zdaje się być jedyną stacją, na której można liczyć na naprawdę dobre kino i jakieś premiery. Mogę się dzisiaj założyć o czyjeś życie, że to właśnie na Polsacie zobaczyć nam przyjdzie np. "Bękarty wojny", czy "Hut Locker", czy tam inny głośny film ostatnich lat, po tym jak przejdzie on już przewidzianą ścieżkę dystrybucji, czyli : festiwale-kino-dvd. Na resztę niespecjalnie jest co liczyc. Naweet w tym ost tygodniu, kiedy TVN bezczelnie dawał 2 razy w ciągu 8 godzin Kulę, a do tego 5 razy w 2 dni filmy o papieżu i jakimś generale, a TVP w ogóle postradała zmysły i leciała na zmianę wołodyjowskim, Sienkiewiczem i Katyniem, to POlsat dawał przyzwoite kino (Stalowe magnolie, Czułe słówka, Majestic) - sam nie oglądałem, ale widziałem tytuły i szacun dla Polsatu, że nie potraktował widza per noga. Dzisiaj, kiedy świętoszki z TVN dalej się umartwiają, a TVP właściwie już tylko rzęzi, POlsat wstawia Apocalypto - nie wiem, czy to dobre kino, Mel Gibson na klęczniku z napisem "reżyser" rokuje jak najgorzej, ale jest to propozycja i jest to w miarę nowa rzecz.

  • barbasia1 19.04.10, 16:30
    Dodam tylko, że Gibson w "Apocalypto" o kulturze Majów opowiada.

    U mnie w dodatku TV o tym filmie piszą m.in: "[...] brutalne ,
    krwawe, zwyczajnie obrzydliwe widowisko".
    czyli rację masz, Greku, z tym naturalizmem i latającymi podrobami,
    niestesty.

    Rzuce okiem tylko na początek.
  • barbasia1 20.04.10, 15:34
    „Czuła słówka” - to chyba raczej babski film, mimo wszystko choćby
    dla niejednej bardzo zabawnej sceny bardzo Ci polecam.

    Oto próbka -

    Aurora (ktorą bawurowo, z energią gra tu Shirley MacLaine) umówiła
    się na lunch ze swoim sąsiadem Garrettem Breedlovem (Breedlove - to
    typ mężczyzny zwany potocznie psem na baby, trochę jest tez
    nieokrzesany, bezczelny, trochę chamowaty, ale to coś w sobie
    ma :) ; świetny Jack Nicholson w tej roli) na lunch. Po prostu
    poszła do Garetta i zaproponowała mu , żeby zaprosił ją na lunch
    powołując się na złozoną kiedyś przez niego obietnicą takiego
    zaproszenia. Chłop zaskoczony podwójnie nie miał wyjścia i musiał
    ją zaprosić. :)

    Na drugi dzień Garrett o umówionej porze podjeżdża samochodem,
    kabrioletem pod dom Aurory. Kiedy ta wsiada on ją pyta, czy ma
    postawić dach. Aurora, że nie trzeba, na wszytskie okazje jest
    przygotowana i zadowolona z siebie zakłada cieniutki jedwabny szal
    na pięknie ufryzurowaną głowę. Garrett rusza , a kiedy są już na
    autostradzie dodaje gazu i pędzi tak szybko, że Autora z trudem
    utrzymuje na głowie szal. Prosi więc Garreta , żeby ten jednak
    postawił dach, Garret na to, że dach został w garażu i przyspiesza
    jeszcze bardziej, pęd powietrza porywa szal Aurory. I kiedy
    pojeżdżają pod restaurację Aurora zamiast pięknej fryzury ma na
    głowie masakrę (dopinka z burzą loków przmieściła jej się w okolice
    prawego albo lewego oka) pędzi więc zaraz do łazienki, żeby
    dopowadzić się do porządku . A Garret z kpiącym uśmieszkiem tylko
    przygładza swoje lekko zmierzwione krótkie włosy i udaje się do sali
    restauracyjnej, żeby coś zamówić. Jak się później okazuje, zamawia
    lunch tylko dla siebie i nie czekając na Aurorę zabiera się do
    jedzenia.
    A kiedy Aurora przysiada się do stolika ten przy niej bezczelnie
    gapi się na laski siedzące obok, za co ta go krytykuje. :)

    Po tym niezbyt udanym początku lunchu Aurora z Garrettem wybrali się
    na przejażdżkę kabrioletem po plaży nad brzegiem morza, czy innego
    oceanu! Garrett stojąc(!) na fotelu kierowcy kontroluje nogą
    kierownicę(!). Natomiast Aurora swoją nóżką przyciska pedał gazu.
    Taką sobie szaloną jazdę urządzili, chichrając się przy tym
    serdecznie! :) Nagle z jakichś powodów Aurora hamuje tak gwałtownie
    i niespodziewanie, że Garrett z impetem wypada z auta i leci do
    wody / cudna scena!:)))/. Aurora przerażona w pantofelkach, pieknej
    sukni leci do wody go ratować. Na szczęście nic mu się nie stało
    Garrett jest żywy, cały, nieutopiony, w dobrej kondycji, skłonny do
    figlowania :), bo kiedy Aurora się pochyla nad nim ręka Garretta
    wędruje za jej duży dekolt. Niestey Aurora nie docenia gestu jest
    wściekła, chce żeby Garrett natychmist wyjął rękę, okazuje się
    jednak, że Garrett nie może wyjąć ręki z dekoldu, prawdopodobnie
    zaczepiła się czymś o suknię Aurory , więc się w tej wodzie szamocą,
    odpychają /też świetna scena/. A kiedy wreszcie udaje im się
    rozłączyć, Aurora, mówi z pretensją, że wszytsko zepsuł. Po czym
    cali mokrzy i wscielki wsiadają do auta i jadą do do domu.
    :)

  • grek.grek 21.04.10, 13:19
    Haha :) dzięki za ten barwny opis. Na tyle mnie rozbawił, że aż żałuję, że dotąd się wymykałem temu filmowi. Następnym razem zapewne zbiorę się w sobie i obejrzę.
  • barbasia1 21.04.10, 14:01
    Dzięki Ci za dobre słowo. :)

    Usterek mnóstwo mi się zdarzyło, jak to w pierwszej wersji; poprawię
    tylko jedną tu:

    >Po tym niezbyt udanym początku lunchu Aurora z Garrettem wybrali
    się na przejażdżkę [...]

    Po tym niezbyt udanie zapoczątkowanym lunchu( dla Aurory przede
    wszystkim) Aurora z Garrettem wybrali się na przejażdżkę ...

    > Następnym razem zapewne zbiorę się w sobie
    chichi :)
    "zbiorę się w sobie"!
    No wiesz!
    Naprawdę oglądanie tego filmu nie boli! :)

    > i obejrzę.

    Koniecznie!
    Sprawdzę potem, zapowiadam Ci to już teraz! ;)

    A dziś o 20.00 "American Beauty" ... na TVN7.
    Nasza rozmową na temat AM wciąż niedokończona, ech.

    Poza tym nic ciekawego na innych kanałach nie widzę, no może za
    wyjątkiem TVPKultura, gdzie dają czeski film pt. "Niedźwiadek"
    (2007) (nie, nie, nie będzie to film przyrodniczy).

    :)


  • pepsic 21.04.10, 17:52
    Kiedyś był to mój ulubiony film, przede wszystkim dzięki rewelacyjnemu wątkowi
    opisanemu przez Barbasię dot. sympatycznej, lekko pretensjonalnej Aurory i
    podstarzałego lowelasa- astronauty! Nie wiem, jak podeszłabym dziś do pozostałej
    części utrzymanej w klimacie melodramatycznym, ale ze względu na ww. - polecić
    mogę, z tym że lojalnie uprzedzam - mój znajomy zasnął na tym w kinie.
  • barbasia1 22.04.10, 15:04
    pepsic napisała:
    > podstarzałego lowelasa- astronauty!
    :)))
    Tak, właśnie takiego typka kreuje tu Nicholson, gra świetnie, z
    dużą dozą autorironii, np. kiedy zjawia się u Aurory w krótkich
    spodenkach i rozpiętej bluzie z dresu eksponując jednocześnie
    seksowny* mokiet na klacie oraz mało atrakacyjny bardzo widoczy
    spory brzuch.

    >polecić mogę, z tym że lojalnie uprzedzam - mój znajomy zasnął na
    >tym w kinie.

    haha
    Pepsic, Ty z tym kolegą, nie chodź do kina! ;)
    Ech, ci faceci.


    *niepotrzebne skreślić
    :)
  • pepsic 22.04.10, 21:00
    W tym rzecz, że mając tak świetną wymówkę więcej ze mną do kina nie poszedł,
    mało tego smacznym pochrapywaniem jeszcze się długo szczycił!

    W "Czułych..." utkwiła mi też zabawna scena (o ile dobrze pamiętam), w której
    Aurora przy kolacji dowiaduje się, że zostanie babcią. Oj nie była tym wcale
    uradowana, wręcz przeciwnie.
  • barbasia1 26.04.10, 16:04
    pepsic napisała:

    > W tym rzecz, że mając tak świetną wymówkę więcej ze mną do kina
    nie poszedł,
    > mało tego smacznym pochrapywaniem jeszcze się długo szczycił!

    :)))
    Co za człowiek!

    > W "Czułych..." utkwiła mi też zabawna scena (o ile dobrze
    >pamiętam), w której Aurora przy kolacji dowiaduje się, że zostanie
    babcią. Oj nie była tym wcale uradowana, wręcz przeciwnie.

    :)
    No tak, Aurora nie mogła sią pogodzić z upływem czasu.
    Mnie tez bawiła zawsze scena, kiedy na przyjęciu z okazji 50
    rocznicy urodzin Aurory, ktoś przypomniał sobie, że ona 50 urodziny
    obchodziła już dwa lata wcześniej, więc teraz kończy nie 50, a 52
    lata. :)


  • grek.grek 22.04.10, 11:30
    Heh, niestety ten piep.rznik z załobą, którą TVP będzie nosić pewnie do... likwidacji, albo zmiany w niej warty ludzkiej, sprawił, że chyba mało kto wiedział, ze wczoraj dawali o 20:30, w Jedynce - "Wszystko będzie dobrze", film świeży, bo z 2007, z Więckiewiczem. Historia 12-letniego chłopca, którego matka umiera na raka i ten chłopiec biegnie na Jasną Górę, wierząc, że taka ofiara wymoże cud uzdrowienia; dołącza do niego nauczyciel, co ma popadł w alkoholizm i dla którego jest to szansa wyjścia z nałogu.

    Ja się kapnąłem za pięć dwunasta, przeglądając telegazetę TVP w oczekiwaniu na mecz z Polsacie. Udało mi się go nagrać, więc... jeśli nie oglądałaś/liście, to z chęcią coś nabazgram po uporaniu się z nim :)

  • barbasia1 22.04.10, 14:39
    Spójrz na to inaczej, gdyby nie okres żałoby, emisja tego smutnego,
    polskiego film zaplanowna zostałby na środek nocy (przecież
    polskiego filmu i to o takiej tematyce - o chorobie, umieraniu
    oraz innych nieszczęściach nie wypada wcześniej pokazywać) :)

    Nie widziałam tego filmu, nie było własnie go w papierowym
    programie, więc bardzo bym się cieszyła, gdyby pojawiło się Twoje
    streszczenie!

    Greku, mój Cali pojawi się dopiero jutro. :/
    6 odcinek obejrzałam, notatki zobiłam, pozostaje tylko zredagadować
    post, co uczynię wieczorem.
    Dziś, teraz za to postaram się nadrobić zaległości w wątku o
    miłości.
    Może być tak?
    :)
  • grek.grek 22.04.10, 15:17
    A może on nie taki smutny ?.. MOże optymistyczny, może chociaż się pijaczyna od butelki oderwie ? ;))

    W takim razie - streszczę oraz opiszę, zaraz po tym jak obejrzę.

    "Może być tak ?"
    Tak być może ;)

    Ja też będę jutro z Kalifornią 1/8 & Tara is back dzisiaj - w porze, dla Ciebie chyba dogodnej : 23:30.
  • barbasia1 22.04.10, 15:31
    grek.grek napisał:
    > A może on nie taki smutny ?.. MOże optymistyczny, może chociaż się
    pijaczyna odbutelki oderwie ? ;))

    :)))
    No ja liczę na odrobinę optymizmu w Twym streszczeniu! :)

    > "Może być tak ?"
    > Tak być może ;)

    Takiego wyrozumiałego forumowicza to ze świecą szukać! :)

    Tak, tak, widziałam już, ale dzięki za przypomnienie, Tarę dziś
    będziemy oglądać razem. :)
  • grek.grek 22.04.10, 15:46
    Oby go trochę tam było :)

    Ja się złapałem na tym, ze prawie zapomniałem, że Tara się nie skończyła. Jak to działa jeden tydzień antraktu, hehe :)

  • pepsic 22.04.10, 21:11
    "Niedźwiadka" wymiotło z Kultury, ale w zamian obejrzałam "Wszystko będzie
    dobrze", z tym że ja odwrotnie - zorientowałam się 5 minut po 12, na tyle
    jednak, aby stwierdzić, że to bardzo ładny film w moich ulubionych klimatach, na
    szczęście bez taniego sentymentalizmu. Więckiewicz jak zawsze zagrał
    rewelacyjnie, ale i brat (ten przy matce) radzi sobie nieźle w tym we
    wzruszającej scenie w szkole. Jedyny malutki zawód wiąże się z lokalnym
    patriotyzmem, no bo spodziewałam się więcej ujęć u celu pielgrzymki. Twoje
    streszczenie chętnie poczytam, bo dużo mi umknęło z początku. I mógłbyś mnie
    oświecić, co powiedział mocno skacowany Więckiewicz w ostatniej sekwencji?
  • grek.grek 23.04.10, 15:26
    Orajt, będę oświecał :) Jeśli tylko sam załapię, bo skacowany bełkoczący (?) Więckiewicz, to może być wyzwanie nie lada, hehe.

  • barbasia1 23.04.10, 16:00
    Jak już Pepsic chwali "Wszystko będzie dobrze" to trzeba spodziewać
    się niezłego filmu.
    Czekamy, Greku, (nie)cierpliwie. :)
  • grek.grek 21.04.10, 13:44
    Nie wiem, jak to zakwalifikowac, ale emisja, tuż po żałobie, Rambo - obu części dokręconych do pierwszej, w którym główny bohater goni boleszewików w Wietnamie i Afganistanie, po prostu wygląda na jakiś polityczny gest wymierzony w wiadomo-jakie-państwo. Az niesmaczne... I wzięły się te "ramby" właściwie z powietrza; jeśli już musieli zmienić ramówkę, to można było sięgnąć po miliard innych filmów. A oni wybrali takie, w których Jankes gnoi Rusków... No comments.
    Btw, trochę zabawne to jest, bo Rambo w powieści Morrella ("First Blood") ginie na samym końcu, podobnie jak szeryf, który na niego polował. W filmie onu oszczędzono, a to, co później, to już bajka kompletnie inna i zbędna.

    Patrzyłem na "Skazanego na bluesa" i zastanawiałem się, czy Tomasz Kot kiedyś przełamie szufladę w jaką dał się wkręcić - rola Riedla wyszła mu znakomicie, a potem co było ? a jakieś romantyczne komedyjki klasy D, jakieś Lejdis, jakieś głupawe seriale... czy on coś w ogóle zagrał sensownego po Riedlu ?
    Nie ma co zawczasu biadolić, ani na taki los człowieka skazywać, nomen omen, ale przypomina to trochę sytuację Jadwigi Jankowskiej-Cieślak, która po Złotej Palmie dla naj aktorki w Cannes po prostu znikła - orajt, było inaczej, potem wyszło, ze nie dostawała ról z Zachodu, bo sekretarki w instytucie filmowym chowały listy itp opowieści, ale fakt faktem, że po sukcesie nie poszła w górę, zamarła wręcz, a może nawet się cofnęła. I tak też z Kotem zdaje się będzie. Głupawki u Wojewódzkiego na kanapie, a w kinie - w czarnej d,pie.

    Sam film chyba dosyć wiernie się trzyma biografii duchowo-drugowo-muzyczno-rodzinnej Riedla, w sumie - jest jakimś oskarżeniem wobec świata, że go zmarnował i nie pomógł, ale mógł być większym. Można było solidniej przybatożyć odejśc trochę od muzyki, której jest za dużo, a bardziej skupić się na relacjach wewnątrz całej ekipy, które tutaj są mocno zagrane, ale jednak zdawkowe, a w końcówce miny niektórych biznesmenów muzycznych, menago, są dość współczujące i zbyt rozumiejące. W dokumentach o Riedlu jego znajomi mówią jasno : to szołbiznes go zdeptał i potraktował jak szmatę. Tutaj widać, że niby tak, ale w zasadzie to było jakieś tam poboczne. Trudno panu reżyserowi mówić, co ma robić, bo zrobił dobry film, ale w sumie zawsze warto mieć własną wizję i ja bym zrobił z tego film rozrachunkowy z polskim szołbiznesem, pełnym palantów, dla których tylko zysk jest wazny i słupki na koncie, i wywalił z wątroby całą jej zawartość na stół - muzykę Riedla znają wszyscy, a jak kto nie zna, to ma tyle możliwości poznania, że hej. Zamiast jej promowania wśród 12-latków, bo chyba tylko oni Dżemu nie kojarzą, co jest z gruntu niepotrzebne, bo : ambitny 12-latek jak będzie chciał, to znajdzie Dżem, albo Dżem znajdzie jego, a gros nieambitnych i tak szukać nie będzie, a w filmie zainteresuje ich głównie to, czym koksował Rysiek; i zamiast budzenia nostalgicznych tęsknot fanów, którzy w kinie podśpiewywali sobie pewnie do taktu i nózką przytupywali, ja bym poszedł pod prąd - film nie dla fanów i nie dla niefanów wannabe fanów czy profanów, raczej dla wszystkich , którzy mają oprócz serca trochę mózgu i krytycyzmu wobec naszpikowanej hienami polskiej branży rozrywkowej, która mogłaby być zarazem dobrym spojrzeniem na to, co się w Polsce po 89 zmieniło w kulturze tak zwanej. Los Dżemu i Riedla symbolizuje w pewien sposób to przejście, z jakiegoś rodzaju hippi-romantyzmu do kapitalistycznego qrwidołka. A tutaj pan reżyser daje muzę, delirkę i trochę rzygów. Hmm... W takim zamierzeniu - film jest dobry, bo delirka jest orajt, muza stylowa-lowa, a rzygi, to już w ogole rewelacja. Tylko, czy o to chodziło ? Kronika z tego wyszła, ilustrowana muzą, a nie wybitny film, wg mnie. Mocny, dający do głowy, ale jednak okazja tylko połowicznie została wykorzystana.

    Oglądaliście ? Jakie macie zdanie w temacie Marioli, zwanej Ryśkiem ? :)

    P.S : Fraszyńska - what a GIRL ;))
  • maniaczytania 21.04.10, 19:58
    no coz, to moja wypowiedz na temat "Skazanego na bluesa" chyba Ci sie nie
    spodoba. Nigdy nie bylam pod wrazeniem postaci R. Riedla, mam dosc jasne i
    stanowcze zdanie na temat drugow, wiec moim zdaniem, to nie show biznes temu
    winien. Po prostu jedni sa bardziej podatni, inni mniej, szkoda tylko, ze nie
    znalazl sie nikt, kto by mu pomogl tak naprawde, chociaz z drugiej strony, zeby
    z tego wyjsc, trzeba samemu chciec.
    Sam film dobry, troche widac (moim zdaniem) inspiracje filmem "The Doors" (swoja
    droga, to jest film!), muza ok, klimat ok, moze da troche do myslenia niektorym,
    co lubia to i owo?

    P.S. ja za J. Fraszynska to raczej nie przepadam, wszedzie gra tak samo
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • grek.grek 22.04.10, 11:19
    Dlaczego "nie spodoba" ? :) KOntropinia mile widziana.

    Wiesz, gdzieś wyczytałem, że Kidawa-Błoński był kiedyś kolegą Riedla.To może by wyjaśniało jego intencje, chciał pokazać dramat człowieka, nie zamieniając Ryśka (że sobie tak pozwolę napisać, co by nie nazwiskować za każdym razem) w pretekst do walenia w polski szołbiz, który, jakby nie patrzeć, w momencie tej zmiany po prostu na nic nie zważał, miał wszystko za nic, wykorzystywał ludzi jakby byli przedmiotami, zachowywał się jak normalny wyzyskiwacz. I tak też traktowano Riedla, bądź co bądź - legendę. W ogole, z dokumentów wynika, że cały Dżem się nastawił na komercję, na zysk, na jakiś zarobek, i RR też był tylko pionkiem w jego grze. tutaj jest to zaledwie zarysowane, ale generalnie napięte relacje między wszystkimi stronami tego konfliktu zostają z boku, bo u K-B przewazyły racje sentymentalno-tragiczne, pewnie także chciał się pokłonić fanom, którzy czekali na ten film długie lata. Ja mam tylko nadzieję, że jeszcze ktoś, kiedyś do tematu wróci i tym razem potraktuje go inaczej, wychodząc z założenia, że biografię już ktoś odfajkował za niego :)

    P.S : dla mnie Fraszyńska może grać jak drewno, jestem bezkrytyczny kompletnie, po prostu : jest bardzo w moim typie :)
  • metamorphosis4 09.05.10, 20:20
    Greku, na pewno Twoja wersja filmu byłaby bardziej wyrafinowana i
    sensacyjna, ale czy prawdziwsza, to jednak mocno bym polemizowała.
    Rysiek był owszem artystą, ale był też człowiekiem i to w miarę
    normalnym. Lubił swoją popularność, lubił swoich fanów, chętnie
    rozdawał autografy, uwielbiał fajne ciuchy i gadżety. Był normalny.
    Niestety miał skłonność do narkotyków, które go ostatecznie zgubiły.
    Nie chcę powiedzieć, że polski showbiz był OK, ale moim zdaniem
    akurat w tym przypadku nie musiał robic nic aby Ryśkowi zaszkodzić
    czy przeszkodzić. On robił to sobie sam. Nałóg nie pozwalał mu
    wyjechać na zagraniczne koncerty, nałóg powodował, że nie zawsze
    zjawiał się na scenie. Jego nałóg zamknął drogę do wielu rzeczy nie
    tylko jemu, ale również pozostałym członkom grupy.
    Umówmy się - ktoś, kto decyduje się na drogę kariery artystycznej
    nie ma w planie robic tego sobie a muzom, ale marzy o sławie i
    pełnych salach koncertowych najlepiej na całym świecie. O tym marzył
    Rysiek i o tym marzyli pozostali członkowie zespołu. Nie udało się,
    bo dragi potrafią zepsuć wszystko. Nie ma co szukać tu jakichś
    spisków.
    Uwierz mi, bo akurat wiem co piszę :)
    --
    Niektórzy szczycą się tym, że mówią to, co myślą nie wiedząc o tym,
    że... nie myślą
  • grek.grek 24.04.10, 09:32
    No to - rach ciach babkę w piach.

    Rzecz się zaczyna, na to wygląda, w miasteczku w okolicach Trójmiasta. W czasie wakacji.

    Jest sobie chłopiec, nie wiem ile on to ma - z 10 lat pewnie, z 11 ? Paweł on jest - wygadany, dziarski, rezolutny, taki trochę stary-maleńki. Ma cięzko chorą matkę, na raka (czy w polskim filmie nie można umierać na nic innego ?) - w szpitalu lekarz mówi mu, że nadziei nie ma żadnej w zasadzie, medycyna zna przypadki o jakich się fizjologom nie śniło, ale... z pkt widzenia zdrowego rozsądku - może się zdarzyć już tylko to, co sam Paweł nazywa "cudem".
    Paweł mieszka z ową matką, po prostu - schorowaną kobietą, i upośledzonym conieco bratem w jakiejś norze, ale nie melinie broń boże. Właściwie, to w tym trójkącie jest w jakimś stopniu father figure - to on rozmawia z lekarzem, to on instruuje brata, to on, jak trzeba kradnie w aptece leki dla mamuśki. Stary przed laty się zachlał naśmierć.

    Od razu poznajemy też jego nauczyciela wuefu - ochlapusa. Właściwie facet jest na wylocie - w robocie utrzymuje się tylko dlatego, ze dyrektor szkoły liczy na sukcesy jego biegaczy w jakichś zawodach w Niemczech. Najlepszych biegaczem jest, ofkors, Paweł. A nauczyciel wie, o co chodzi, i : a) popija, b) ostro sztorcuje i musztruje swoich podopiecznych na małomiasteczkowym stadionie. A kiedy pojawia się listonosz z "pocztówkę" z kuratorium, gdzie zagięli na niego parol - stawia mu wódeczkę, otwiera list, potem zamyka, a listonosz, po znajomości, obiecuje, że "ja pana od miesiąca nie widziałem" - przesyłka nieodebrana i mogą pocałować w d,pę misia, hehe. Tak jakoś chłopina wegetuje.

    Paweł przypomina sobie, że matka prosiła Matkę Boską o to, zeby się ojciec zapił i dał im wreszcie spokój - obiecała wtedy, że pójdzie na kolanach na Jasną Górę. Nigdy tego nie spełniła. Teraz on, przykładny ministrant, składa podobne ślubowanie - że pobiegnie na JG, w zamian za uzdrowienie matki. No i wyrusza - on biegiem, a brat na rowerze z przyczepką z żarłem i innymi akcesoriami - za nim. Daleko nie uchodzą - Paweł bowiemm zostawił list wyjaśniający, matka zaniosła go na policję, a ci zawijają ich szybko i sprawnie z ulicy.

    W domu Paweł zbiera ochrzan od mamuśki, ale i sam jej przykłada - a to, ze "ojciec tak naprawdę był chory, bo alkoholizm to choroba, i nikt mu nie pomógł, wszyscy tylko po nim jechali", a to że matka se zakpiła z MB, bo ślubowała, a nie dotrzymała, itd. Matka mu w końcu mówi : jak chcesz, to idź z pielgrzymką. Paweł jednak iść z pielgrzymką nie może, bo, jak mówi do brata, "pielgrzymka idzie wolno, a matka nam niknie w oczach".

    Rusza więc sam. Drugi raz. Dowiaduje się o tym nauczyciel i jedzie za nim. Mały w kukurydzę ucieka. On go tam ściga, aż się zasapie. Potem próbuje podejść rozmową, obezwładnić, ale Paweł mu się wyrywa i jeszcze kpi cały czas "i tak pan mnie nie dogoni, a podobno był pan kiedyś mistrzem", a także coś o nałogowym piciu W końcu, nauczyciel daje za wygraną. Wraca do miasteczka, ale już ma plan - zwiastuje to jego telefon do swojej eks-żony, która w tiwi ma program interwencyjny - "mamy temat", mówi, a ona "no to fajnie, a jaki ty masz w tym interes ? nigdy nie zrobiłeś nic bezinteresownie".

    Właśnie, jaki ma motyw pan nauczyciel, który się za chwilę przyłącza do biegnącego epicki dystans chłopca - jedzie za nim autem, właściwie wlecze się w rytm jego truchtu i powiada, ze będzie mu towarzyszył aż do końca. Czy chodzi o pokutę własną ? Opatruje mu nogi, otarcia, karmi batonami, jest masażystą i motywatorem, wyznacza rytm biegu - przerwy co 20 min, od 6 do 9, potem przerwa i druga część. Nocują w aucie, gdzie mały prawi kazania belfrowi "nie pij" - "piję tylko piwo" - "mój ojciec też zaczynał od piwa, a jak skończył... to każdy wie"

    Problem polega na tym, ze nauczyciel nie zamierza przestać pić - jako piwosz z zamiłowania, a od pewnego czasu - z konieczności (junoł : pijak żyje, aby pić, alkoholik pije aby żyć; nauczyciel to ten drugi), toczy się autkiem grzejąc piwko za piwkiem, aż w końcu zdrożony procentami i upałem ładuje się do rowu, wraca na trasę, jedzie śladami węża. Paweł skłania go do zjechania na bok, gdzie belfer definitywnie zasypia.Paweł zabiera mu kluczyki od auta, a w nocy podstępnie wylewa piwo. Belfer rano jest wściekły, ale szybko przeprasza, dostaje od małego opie,rdziel, i zobowiązuje się, że "podczas jazdy pić nie będzie". Paweł : przysięgnij na Boga. N : a co ty, lekcję religii mi robisz ? P : to na matkę. N : przysięgam na Boga :))

    W chawirze matka się niepokoi, gdzie małego wcięło, a brat nie chce nic powiedzieć. Podróżnikom zaczyna na trasie brakować kasy, mały kradnie marchew do jedzenie - za co go ochrzania nauczyciel, który zaczyna mieć napady delirki : piwko się skończyło, kasa na finiszu, a choroba się rozzuchwala. Wreszcie na postoju w motelu, gdzie umówili się z dziennikarką, udaje mu się wymknąć na stronę i walnąć dwie setki, i uratować godnośc.

    POjawia się wreszcie pani z telewizji,była żona nauczyciela. Pawel się na reportaż zgodzić nie chce, bo "matka mnie zabije, jak to zobaczy", nauczyciel : ale jak to pójdzie w Polskę, to się na pewno znajdą tacy, co wam pomogą. Paweł : tu tylko cud może pomóc. Dziennikarka : lekarze są rózni, są głupsi i mądrzejsi, a poza tym : otworzymy konto, ludzie wpłacą kasę, może warto spróbować ? No i mały się zgadza.
    Dziennikarka oczywiście też się zastanawia o co chodzi nauczycielowi. Ten odpowiada : cud...Ona : no to Matka Boska się musiała mocno napracować.

    I robią ten reportaż (Paweł : ta z tiwi pytała też o pana. Nauczyciel : i co jej powiedziałeś ? Paweł : że bez pana nie dałbym rady), a przy okazji Pawel dostaje od dziennikarki 100 zł, które ratuje im zad finansowo - nauczyciel kupuje maści/e, opatrunki, jedzenie i...piwko ("to na receptę, żeby pie,rdolca z tobą tutaj nie dostał" i broni się, że na postojach może pić, tak jak ustalili - fakt, prowadząc nie pije, hehe).
    reportaż o chłopcu, co zaiwania na Jasną Górę po cud emituje tiwi, widzi go matka Pawła także. Zaniepokojona co nieco faktem, że jest z nim miejscowy pijaczyna, pędzi na policję, gdzie uspokajają ją "pani, a kto w tym kraju nie pije ?". Dziennikarka dzwoni do nauczyciela z informacją, że material zrobił furorę i na prośbę widowni puszczą go drugi raz - w prime time, dla minimum 2 mln luda. Naczyciel jest pozytywnie zaskoczony.

    Cały czas mają kryzysy - albo mały jest zmęczony, albo ma ranę na nodze, albo kasa się kończy i trzeba radio z auta opędzlować (kasę weźmie Paweł, "żeby nie została przechlana"). Na którymś postoju Paweł mówi : ja nie mogę wracać. Nauczyciel : ja też nie. I już chyba wiadomo po co z nim jedzie :)

    Rodzi się jakaś więź między nimi, chłopiec mówi "podaje mi pan rzeczy do ręki... ojciec nigdy tego nie robił", pyta o zdrowie i formę nauczyciela, ktory wyraźnie próbuje unikać poufałości i trochę go krępuje chłopca troska. Ale to doświadczane ciepło i życzliwość nie spływa to po nim ot, tak sobie... KIedy nie pije, zachowuje się jak ojciec : np. opie,prza Pawła za to, ze stale kradnie. Zarazem jednak, kiedy już czuje się, o co belfrowi chodzi, i że niekoniecznie chodzi mu o chłopca, daje się wyczuć dwuznaczność intencji, kiedy mu mówi "nie kradnij, złapią cię i ludzie przestaną wpłacać kasę na twoją matkę, chcesz tego ?". Mały odpiera, że kradzież to dla niego pestka, kradł od szczyla, kiedy ojciec był "niedopity" bił matkę i trzeba było załatwić mu browar, żeby się odwalił.

    Dziennikarka znowu dzwoni do belfra i mu mówi, ze konto pęcznieje, ludzie płaca, a renomowana klinika zgodziła się operować matkę Pawła. "Powiedz mu dopiero jak ustalą datę". Ale nauczyciel mówi mu od razu, "żeby go zmotywować, wtedy na uszach stanie". I tak też jest. Matkę zabierają z chałupy do tego szpitala. Brat zostaje sam. Na trasie zaś, nauczycielem targają coraz fantaztyjniejsze deliria - za radą chłopca próbuje je przełamać wysiłkiem fizycznym ("jak ojca telepało, to się musiał zmachać, wtedy mu przechodziło") - robi pompki.

  • grek.grek 24.04.10, 10:19
    Drugą informacją od dziennikarki było to, ze jedzie do nich kurator z MEN, cięty na belfra jak cholera. I dopada on ich w jakimś motelu - każe nauczycielowi odwieźć chłopca z powrotem, prawi że belfer jest skrajnie nieodpowiedzialny, że alkoholik itd. I że pracę utrzymuje tylko dzięki nadziei na sukces w biegach jego drużyny szkolnej. Belfer na to, spokojnie : możesz mi naskoczyć, 2 mln ludzi obejrzało ten stuff, wyrzuć mnie, a tiwi zrobi taki materiał, że sam wylecisz na ryj, ty... (tutaj dorzuca popularną nazwę pewnej męskiej części ciała). Kurator zachowuje zimną krew : za kilka m-cy zapomną o chłopcu, a wtedy sobie dopiero pogadamy...
    Czyli, motyw nauczyciela już jest jasny - czysty interes : jak zostanę sławnym panem z telewizji, to mnie z roboty nikt nie ruszy, ale żeby zostać spzt, to muszę się trzymać Pawełka.

    W klinice wierząca matka wpada w cug czytania listów św. Pawła, kiedy ksiądz, co przyszedł ją wyspowiadac, na jej własną prośbę, coś przypadkiem napomknął o "biegu wytrwałym" w pismach tego właśnie apostoła. POtem się chwali lekarce "widzi pani, mój chłopiec nie czytał tego, a wie o tym bieganiu". Dumna jest z małego ewidentnie. Szanse powodzenia operacji są niewielkie, ale bez niej matka może tylko unmrzeć.

    W pewnym momencie belfrowi auto się rozkracza. W jakiejś wiosce kupuje, za komórkę i zegarek - rower, takiego komicznego składka z małymi kołami. Jedzie za chłopcem tym koślawcem. Robi mu kolejną jazdę o kradzież batona ze sklepu, a chłopak wybucha : pana słowa są g.wno warte ! Kurator mi powiedział, ze jedzie pan ze mną tylko dlatego, zeby pana z roboty nie wyrzucili. N : a co ty myślałeś, że dlatego boś taki piękny ? A ty nie kradnij, bo kasy nie będzie. Se powiedzieli i byle do przodu.

    Wkrótce małego ogarniają wątpliwości. A jak to wszystko o kant d,py, bo Bóg cudów już nie spełnia ? Nauczyciel - teraz to mówisz, w 2/3 trasy ? Czy Matka Boska kiedyś cię oszukała ? No nie... No to widzisz. Byle do przodu.
    Sam belfer ciągle ma napady delirki, podczas jednego z nich, w deszczu, demoluje aparat telefoniczny w budce, miota się, płacze, aż w koncu pompuje na tym deszczu.

    Pojawia się sponsor. Producent napojów gazowanych. Namawia chłopca, zeby biegł w koszulce z logo jego firmy. Za 20 tys. Mały odmawia ("wasze napoje go szkodliwe g,wno. To jest naciąganie ludzi", "nie biegnę, zeby zarobić, tylko żeby matka wyzdrowiała"), mimo namów takż dziennikarki. Nauczyciel bierze go na stronę i delikatnie sugeruje, że "ja bym wziął...". Mały jednak sie upiera, a nauczyciel go popiera i wysyła sponsora na drzewo. Rankiem następnego dnia ciągle jednak nie może się odżałować, że 20 tys przeszło im koło nosa. Mały rzuca "ale jaką miał minę, nie ?" i śmiech na wspomnienie przykrywa ewentualne żale.

    Kiedy jadą dostają od wiszących na płotach mieszkańców wiosek rozmaitych brawa, jak w Wyścigu Pokoju normalnie. Punkty zaopatrzenia z napojami, jak dla maratończyków. Idole, kruca fak :) Na miejscu upośledzony brat Pawła wyprasza mu u dyra przesunięcie zaległych poprawkowych klasówek w szkole. Tam, wyprasza, dyro w ogóle nie wygląda na takiego, co miał zamiar chłopaka napierać - "jesteśmy z niego dumni, oczywiście, że przesunę te terminy". Chodzi o sam fakt, że i ten brat próbuje się na coś przydać.

    W pewnym momencie Paweł się zatrzymuje "coś się stało", mówi. Nauczyciel : ale co ? Nie wiem. I byle do przodu. (jakiż moment mistyczny, he he he).
    Reżyser długo nie każe czekac na wyjaśnienie "co się stało ?". dziennikarka podjeżdza do nauczyciela, który coraz raźniej pedałuje i w ogóle wszystko było super wyprostowane w tym momencie - patrzy na niego wymownie, nauczyciel widzi to spojrzenie, wie co się stało i z wrażenia traci równowagę i z rowera wypie,prza się w pole buraków przy szosie. Scena zaiste komiczna, ale motywowana wieścią tragiczną, bo wiadomo w tym momencie, ze operacja się nie powiodła.
    Pawła cały wypadek bardzo bawi "ale pan się wykopyrtnął !, hahaha". Nauczyciel : nie musisz już dalej biec... Paweł : muszę... Nauczyciel : już dobiegłeś... Mina dziennikarki... i chłopiec też już wie. Zrywa się i biegnie dalej.

    Pstryk. Jasna Góra. Mały modli się przed ołtarzem, że "moze za późno wystartowałem, może za wolno biegłem. To próba, tak ? To na pewno próba". Nie wierzy w to, co się stało.

    Pstryk. Pogrzeb. Mały mówi bratu, że matka zmarła o 2 trzy dni temu, więc i o drugiej się obudzi. Że zmartwychwstanie, innymi słowymi. Dzięcięca wiara do końca. Belfer próbuje go delikatnie przekonać : cudów nie ma...Paweł : a skąd pan wie na co Matkę Boską stać ? N : kiedyś były cuda, jak Chrystus je robił, ale nie teraz. P : w jedne cuda pan wierzy, w inne nie... To po co ja biegłem, wiedział pan po co ? Cud to cud. I dodaje : trzeba tylko wieko odkręcić (trumny, żeby matka mogła wstać). Będzie dobrze.
    Czekają w kaplicy... Druga i matka nie wstaje coś. W końcu nadzieja umiera - matkę chowają do grobu. Paweł nie może się z tym pogodzić, puszcza się biegiem w las - widzi szosę przez drzewa, zamyka oczy, jakby chciał wbiec na nią i zostać potraąconym przez jadące samochody, ale po drodze przydzwania łbem w pień i pada nieprzytomny.

    Pstryk. Paweł z bratem ciągną jakiś wózek, widzą na ławeczce, na uboczu, pijanego w sztok nauczyciela (leżącego w komicznej cokolwiek pozie). Zabierają go na wózek i taszczą do chałupy, gdzie opiekują się nim, jak kiedyś matką - herbata do łózka, a jak trzeba go poprawiają poduszkę, żeby mógł swobodnie oddychać śpiąc na brzuchu.

    I ostatnia scena, lekko odespany i wytrzeźwiony nauczyciel siada z nimi na ławce przed domem. Słońce ich oświeca, ładny dzień i nauczyciel mówi : to jest do d,py pomysł, panowie... ale i ja jestem do d,py... Pasuje". I wszyscy trzej z zadartymi głowami patrzą w górę - nie wiadomo na co... Czyżby kolejne odniesienie do działania mocy nadprzyrodzonych, które tak pokierowały życiem tych ludzi, że ich połączyły i może nawet wyleczyły ? W każdym razie - pan reżyser musi być wierzący :)
    KOniec.

    ofiara została przyjęta. Paweł stracił matkę, którą i tak by stracił, ale, być może, zyskał ojca, zaś "ojciec" zyskał drugą szansę i motywację, by się odnaleźć w życiu. Ergo - MB i Mr B wysłuchali modlitw dziecka i zesłali mu nowe życie, a chłopiec przy okazji uratowal jeszcze innego. Gdyby B i MB uratowali i matkę, to chłopiec by wrócił do niej, a nauczyciel pewnie został wywalony z pracy za dalsze pogrązanie się w nałogu - teraz wróci, po wakacjach, odświezony i nie będzie już powodów, by go zwolnić. On i Paweł wygrają zawody w biegach w Niemczech i będzie to ekstra powód do dalszej ich komitywy i sukces lokalny przy okazji. Słowem, mówi pan reżyser : proście,a będzie wam dane, stukajcie, a wam otworza, ale Mr B da wam tak, jak sam uzna za stosowne, bo jest starszy i mądrzejszy :) Tak to na moje oko wygląda.

    Więckiewicz/nauczyciel - klasa sama w sobie. Bardzo wiarygodny, od tej pory każdego pijaka napotkanego będę nazywał "panem Robertem" :) Świetny. Postać dwuznaczna, potem coraz szlachetniejsza, ale nigdy bajkowa i miła. Napady delirki - naprawdę mocna rzecz. Swojsko podawany tekst, bardzo naturalny, właściwie zaciera granicę między ekranem, a rzeczywistością - większego komplementu nie znam. Taki jest pan Robert. Taki on jest.

    Dziennikarką zagrała Beata Kawka, niedoszłgo sponsora - Eryk Lubos.

    Chłopiec grający Pawła trochę manieryczny, momentami za bardzo mówi jak dorosły, bardzo chce pokazać, że jednak gra, chwilami wykazuje deficyt naturalności, która powinna być jego największym atutem. Ale - nie wypada chyba zbyt rzeczowo podchodzić do tak młodego aktora. Wypadł dobrze i na tym poprzestańmy. Trochę reżyser go nie przypilnował, ale - z drugiej strony : jakby go zaczął pilnować, to chłopak by się spalił. Nic tam, a kyż - było dobrze, pal licho momenty i momenciki.

    W tle polska prowincja - piękne boczne drogi, urocze dukty, mnóstwo zieleni, pola, łąki, przydrożne bary, zajazdy, plenery, całkiem niebrzydkie wioski. Bardzo piekna oprawa.

    Niezły film :
  • barbasia1 24.04.10, 12:33
    Dzięki Ci Greku, macie z Pepsic rację, naprawdę niezły, film, wcale
    nie taki "smutny", jak się spodziewałam.
    Optymizmu w nim jednak nie brakuje...

    Ten czeski film widziłam tylko nie do końca, zaraz się wczytam
    dobrze w Twój post i jakby co będę zdawać Ci pytania ...

    Przygody Hanka właśnie zaczęłam kończyć spisywać. :)

    :)
  • grek.grek 25.04.10, 14:53
    Zdecydowanie. Jest optymistycznie. Trochę nie na moją nutę ;), ale jest, bo, koniec końców, w tunelu światełko, i to całkiem spore, się pojawia. I reżyser oraz scenarzysta nie poszli na łatwiznę, finał jest pozytywny, odrobinę w takim fajnym chropawo-szorstkawym stylu.
  • barbasia1 25.04.10, 15:54
    grek.grek napisał:

    > Zdecydowanie. Jest optymistycznie.

    >Trochę nie na moją nutę ;),
    Ech! :/


    > finał jest pozytywny, odrobinę w takim fajnym chropawo-szorstkawym
    stylu.

    :)
    Jak przystało na relację męsko-męską.
    Oczywiście męską przyjaźń mam na myśli. :)

  • pepsic 25.04.10, 13:11
    Dziękuję Grek. Okazuje się, że oglądałam mniej, niż myślałam. Ale entuzjazmu specjalnego u Ciebie nie zauważyłam. Zgadzam się z opinią, co do młodocianego aktora. Mogło być lepiej. Na szczęście cienka linia od zaradności życiowej do cwaniactwa nie została przekroczona.
    Ps. Nie sądzisz, że Kawka za bardzo wychudła?
  • grek.grek 25.04.10, 14:50
    Drobiazg :)

    Wiesz, na tle lejdis, nigdy w życiu, filmów Lubaszenki z Pazurą, komedyjek romantycznych, czy tych wszystkich bogojczyźnianych jasełek, to jest naprawdę dobry film, dotykający człowieka z krwi i kości.
    Jakbym nie obejrzał w ostatnich miesiącach "Wojny", czy "Rewersu", to pewnie bym trochę wyżej podskakiwał z uciechy, ale że zostałem nieznośnie
    rozpieszczony dobrym polskim kinem, to ciesze się, po prostu, że się
    w nim dobrze dzieje, coraz lepiej, bym powiedział.

    Och, Kawka jest piękna w każdej postaci :)
  • grek.grek 24.04.10, 11:59
    Jak już się do głosy dorwałem ... ;)

    Oglądaliście wczoraj tę komedyjkę czeską - "Męzczyzna idealny" ? Całkiem niezła.

    Czeska, to ona była tylko z racji języka używanego przez aktorów i ich pochodzenia, bo tak naprawdę przesiąknięta na wskroś francuszczyzną - wnętrza, styl narracaji, bujna kolorystyka, estetyka, nawet uroda głównej bohaterki : wszystko to było zywcem wzięte ze współczesnej francuskiej komedii romantycznej. A całości wrażenia, manifestacyjnie, dopełniały francuskie piosenki w tle.

    Narratorką jest dziewczyna, typ "normalnej dziewczyny z sąsiedztwa", która opowiada u fryzjera losy swoich związków z mężczyznami, przy okazji czego przewijają się razem z jej perypetiami także przygody jej matki i najlepszej koleżanki. Wszystkie trzy, de facto, poszukują owego tytułowego "idealnego", czyli robią to, co wg twórców komedii romantycznych na całym świecie, robić powinnny wszystkie dziewczyny oraz kobiety :)

    I oczywiście, wszystkie wpadają co rusz na minę jakąś. Pretekstem do całej opowieści są listy miłosne jakie jakiś facet rozwiesza w autobusach i tramwajach miejskich na banerach przeznaczonych na reklamę. Jest nim niejaki Olivier, eks-chłopak, narratorki, czyli Laury. Laura (redaktorka znanego pisma dla kobiet - hehe, czy to wam coś mówi ?) najpierw spotykała się z Anglikiem, który uczył ją języka na kursie, potem zamieniła go na chłopaka z obsesją na punkcie telefonów komórkowych, aż wreszcie podczas pobytu w górach poznaje owego Oliviera - starszego od niej, szarmanckiego, sympatycznego, bystrego, z poczuciem humoru, w ogóle wypas, a do tego szychę w branży reklamowej. Zaczynają się spotykać i okazuje się,ze to... eks-facet jej własnej matki - kobiety tyleż eleganckiej, co egzaltowanej, zadręczającej otoczenie posługiwaniem się angielszczyzną i francuszczyzną i skłanieniem do tego wszystkich dookoła, cierpiącą na fobię w stosunku do czeskich mężczyzn, którzy są "niechlujni, chamscy i beznadziejni", i w konsekwencji poszukującej ideału w jakimś cudzoziemcu. Jest z tym trochę problemów - matka, po powrocie z Ameryki, zastaje go w stroju Adama w ich /jej i córki/ własnym domu, rozpoznaje go, jest sceptyczna do bólu, ale im dalej w las, tym mniej ma problemów z obecnością Oliviera w zyciu jej córki, bo w końcu - ona go kocha; co nie zmieni faktu, że kiedy się coś kwasi, to matka jest pierwszą, która ostrzega córkę przed "kolejnym nieodpowiedzialnym facetem".

    Oczywiście, związek Laury i Oliviera ewoluuje w stereotypowy sposób : cud-miód, zdrada (ona przyłapuje go na pocałunku z eks-dziewczyną), przeprosiny (za pomocą wykupionych wczasów w Egipicie, dla całej trójki, włącznie z matką, gdzie rzeczona matka poznaje Niemca, którego jednak później rzuci), codziennie problemy (on jej zarzuca, że na wannie stoi tyle kosmetyków, ze nawet nie ma gdzue postawić lampki z winem, ona jemu, że się kiepsko ubiera) wynikające z przemijania pierwszego zauroczenia, ona romansuje z przystojnym spadochroniarzem, który okazuje się narcystyczną świnią, a na koniec oczywście powrót, pełna harmonia, aż do uroczego finału : Laura zdobyta wierszami na banerach wraca do Oliviera, najlepsza przyjaciółka - ciągle się zakochująca i ciągle zdradzana, matka, po wojażach i poszukiwaniach, znajduje swoje szczęscie w związku ze statecznym sąsiadem (CZECHEM :), który właśnie stracił żonę, która zmarła na raka. Razem z zadzierzystą i energiczną babcią jedzą kolację bożonarodzeniową a kamera ich obserwuje przez okno obsypywane dookoła sniegiem - bajkowy finał, oczywiście z przymrużeniem oka; tylko wyładowująca swoje frustracje boksowaniem i kopaniem w worek treningowy, po romansie ze snobistycznym przyjacielem Oliviera zostaje w search-mode :)

    Kobiety obgadują i krytykują przywary i zwyczaje mężczyzn, same zaś równie ochoczo ujawniają swoją naiwność, idealizm, przewrażliwienie, czyli - jest tu jazda po stereotypach, która i tak kończy się optymistycznie, bo jacyby faceci kiepscy nie byli, to i tak się coś zawsze da wybrać ;). A wszystko w żartobliwej, bezpretensjonalnej, lekkiej formie. W porównaniu z polskimi Lejdis, nielejdis, i innymi komediami romantycznymi, gdzie humor ma wagę czołgu, tutaj waży on mniej niż piórko.
    Obserwacje damsko-męskie raczej nie nowe, ale naprawdę oglądało się to bardzo sympatycznie. BOhaterowie są przyjemni, czasami z niegroźnymi odchyłami, ale wszystko w politycznie poprawnym tonie, co tutaj akurat nie razi, bo reżyser wyraźnie przyjął pewną konwencję i nie próbuje robić z gęby cholewy.

    No i kilka całkiem niezłych tesktów.
    Lekcja angielskiego. Kursanci mają przylepić sobie do czoła karteczki z angielskimi nazwami zwierząt i prowadzić konwersację. Do kompletnie niekumatej Laury przybliża się kolega z nalepką "seal" - ona nie rozpoznaje zwierzęcia, więc on ją próbuje naprowadzić : "jestem tłusty, leniwy... leżę cały dzień na plaży...", na co Laura rezolutnie : "jesteś niemieckiem turystą".

    Po zejściu się z Olivierem Laura rzuciła chłopaka od komórek, co tylko o nich potrafił nawijać. Chłopak zbierał pieniądze na ich wspólne mieszkanie, mial plany etc, ale po rzuceniu wyjechał na wakacje do Tajlandii. Przysyła Laurze pocztówkę z tekstem : "Pełno tutaj dziwek, ale dla i tak żadna nie jest większa od ciebie" :))

    Matka poznała bogatego Niemca w Egipcie. Spotykają się, wyjeżdzają razem itd, aż nagle matka komunikuje Laurze, ze tego Niemca rzuciła w cholerę. Laura : ależ dlaczego ? Matka : wiesz, co ten łobuz powiedział ? Że nienawidzi Polaków. Nie mogłabym być z kimś, kto nienawidzi Polaków.
    Haha :)

    Albo scena, kiedy Laura, po rozstaniu ze spadochrniorzem, biegnie po chodniku i wyobraża sobie wyrastające spod betonu głowy tego faceta - więc depcze je jedną po drugiej :)

    Na pewno TVP powtórzy ten film, tam zawsze są powtórki ;), i w takim układzie - polecam.

    NO a dziś, POlsat 22:05 "Urodzeni mordercy" Stone'a - klasyk, kult :) Tylko przypominam, bo zachęcać chyba nie trzeba, hehe.


  • barbasia1 24.04.10, 16:32
    >Laura (redaktorka znanego pisma dla kobiet - he
    > he, czy to wam coś mówi ?)

    Judyta Grocholi? :))) Żartowałam. Carrie z "Sexu wielkim mieście"!
    Tak? :)

    Scena kiedy matka u córki zastaje gościa wychodzącego z łazienki
    jak go Pan Bóg stworzył - rewelacyjna! :)


    > Matka poznała bogatego Niemca w Egipcie. [...] Matka : wiesz, co
    ten łobuz powiedział ? Że nienawidzi Polaków. Nie
    > mogłabym być z kimś, kto nienawidzi Polaków.
    > Haha :)

    No, no, no! :))
    Sympatię w narodzie czeskim do Polaków mają!? Nam nadzieję, że to
    nie stereotyp, ale rzeczywistość.

    Sympatyczna komedia na pewno obejrzę powtórkę, bo nie widziałam do
    końca.
  • grek.grek 25.04.10, 13:13
    Carrie jak nic :) ZResztą, teraz wszystkie bohaterki komedii romantycznych są redaktorkami albo pracownicami biurowymi w dużej firmie :) Taka moda. W kryminałach detektywi/policjanci po
    stracie dziecka/żony/partnera zadowowego, a tutaj... jw.

    Yes sir, Czesi Polaków lubią. Znaczy się - lubili, z tego co pamiętam osobiście, a obecnie... chyba nic się nie zmienia, z tego co widać, no chyba ze to filmowe zdanie, to miał być taki przewrotny dowcip, hehe.
  • barbasia1 25.04.10, 13:27
    ZResztą, teraz wszystkie bohaterki komedii romantycznych są
    redaktorkami albo pracownicami biurowymi w dużej firmie :) Taka moda.

    Racja. :))
    A "pracownica biurowa" - reprezentuje typ kobiety przeciętnej,
    a "redaktorka czasopisma" - nieprzeciętnej. ;)

    Właściwie dlaczego Laura rzuciła tego gościa od telefonów?
    Nudziarzem się okazał przy fascynującym, choć sporo starszym Oskarze?
    Jak myślisz?

    :)
  • barbasia1 25.04.10, 13:42
    grek.grek napisał:

    > Yes sir, Czesi Polaków lubią.
    To miło słyszeć, zwłaszcza od kogoś, kto wie, co mówi, choćby z
    racji bliskości zamieszkania. :)

    "Urodzonych morderców" obejrzałam ... do połowy, mniej więcej,
    dziś obejrzę resztę...
    Bardzo tarantinowski film ...

    :)
  • grek.grek 25.04.10, 15:05
    Hah, wiesz... ja często jeździłem, jako dzieciar, do Czech :) Trochę nasłuchałem się ;)... generalnie, lubią polskość, może nawet bardziej lubią nas, niż my siebie samych.

    Laura rzuciła telefoniarza, bo był do bólu monotematyczny ;) Zwłaszcza przy tym łysym. Przynajmniej tak to wyglądało z przebiegu wydarzeń.

    O, "Urodzeni" są świetni. Ja sobie nagrałem, póki co. Stone w zasadzie każdy film robi po to, żeby komuś przykopać i tutaj mediom dostaje się solidna porcja razów, a wraz z nimi współczesnej publice, gotowym z killerów robić idoli. Trochę karykatura, ale za to na czasie, prawda ?

    Btw, Juliette Lewis ma zespół rockowy, całkiem nieźle grają i ostatnio w ogóle jest bardziej kojarzona z estradą niż ekranem - to dopiero sukces :
    www.yotube.com/watch?v=I8KAEPTdlRA
    Ale i tak najlepszą aktorką-wokalistką pozostaje Courtney (w końcu u Formana grała zawodowo). Rąbnęło w ostatnich dniach, że jej Hole nową płytę wydaje. Po 12 latach :) Nowy singiel jest więcej niż wypasiony, jesli cała płyta jest tak dobra, to będzie hitem :
    www.youtube.com/watch?v=cFz6nk-OnF4
  • grek.grek 25.04.10, 15:09
    Znów pomyliłem adres... co za oferma... Ten powinien działać :

    www.youtube.com/watch?v=I8KAEPTdlRA
    Jakby nie odpalił, to zespół nazywa się Juliette Lewis and The Licks :)
  • barbasia1 25.04.10, 16:27
    Nie odpalił, więc może ja spróbuję raz jeszcze wkleić -

    Juliette Lewis And The Licks - Hot Kiss

    www.youtube.com/watch?v=xKgbM9eT2ik
  • barbasia1 25.04.10, 16:21
    grek.grek napisał:

    > Hah, wiesz... ja często jeździłem, jako dzieciar, do Czech :)
    Toś światowy człowiek! :)

    Trochę nasłuchałem się ;)...
    O!?

    Ja bywałam w Cieszynie Czeskim, a i raz w Ostrawie. A do Pragi się
    wybieram od lat ... :)

    My, Polacy też chyba lubimy Czechów. Często w rozmowach słyszę pełne
    podziwu słowa - "U Czechów, da się zrobić to i tamto (np. dobre
    kino itd. :) a u nas nie", "Czesi mogą, a my nie".


    >Trochę karykatura, ale za to na czasie, prawda ?

    Poiwedziałabym nawet mocna karykatura i bardzo na czasie!
    Pogadamy, jak objerzysz/my.


    HOLE - SKINNY LITTLE BITCH
    Niełze!
    Nie moje to klimaty, ale od czasu do czasu można, a nawet trzeba,
    coś mocniejszego sobie zaaplikować, na otrzeźwienie na przykład,
    albo rozweselenie ;)
    Dzięki, także za info. o działalności muzycznej Juliette Lewis!
    :)
  • pepsic 26.04.10, 12:55
    "... do Pragi się wybieram od lat ... :)"

    Tak samo jak ja :))
  • barbasia1 26.04.10, 15:32
    pepsic napisała:

    > "... do Pragi się wybieram od lat ... :)"
    >
    > Tak samo jak ja :))

    :)
    No to witaj w klubie, Siostro! :))
  • grek.grek 26.04.10, 13:30
    Obieżyświat, jak nic ;)

    I mnie się udało niebyć w Pradze, hehe. Ale Brno mogę umiarkowanie polecić. A tak naprawdę, wiesz, to ludzie tworzą miejsce :)

    "Urodzonych" właściwie oglądam jakby pierwszy raz, bo po - to już na oko mierzę, bo pamięć moja nie sięga tak daleko wstecz - jakichś 13-14 latach :) Nic nie pamiętam, kompletnie biała kartka. Ty już zakończyłaś dooglądywanie ? :)

    To w ogóle, słuchaj, są ciekawe przypadki - pożenienia muzyki z ekranem, i coraz owocniejsze, bo kiedyś to był Elvis - ikona muzyki i beznadziejny aktor, a dzisiaj Juliette, Courtney (chociaż u niej, aktorstwo było później), ale i np. Jared Leto, który wokalizuje w 30 Seconds To Mars i z tego, co wieść gminna niesie, robi z nimi światową karierę - dobrzy aktorzy i równie świetni muzycy.
    Heh, ale powiem Ci, że dla mnie zaskoczeniem było największym, jak usłyszałem niejaką Fergie, z plumkającego sobie popowo Black Eyed Peas, ze Slashem - z popowej panienki nagle wyskoczyła rasowa rockowa... skinny little bitch ;) (zwróć uwagę na wokal zwłaszcza od 0:51 - śruba, normalnie, hehe)

    htpp://www.youtube.com/watch?v=iWQQYgacS98

    Teraz to mnie zaskoczyć może tylko Kasia Kowalska śpiewająca arię operową :)
  • grek.grek 26.04.10, 15:39
    Znów wpisałem krzywo :

    www.youtube.com/watch?v=iWQQYgacS98
  • barbasia1 26.04.10, 15:50
    grek.grek napisał:

    >Ale Brno mogę umiarkowanie polecić. A t
    > ak naprawdę, wiesz, to ludzie tworzą miejsce :)

    To prawda.
    Jesli mogą spytać, czy Ty masz w Czechach, w Brnie jakichś krewnych?

    >Ty już zakończyłaś dooglądywanie ? :)

    Kończę jeszcze. :) /w weekendy u nas limity na stronach z serialami
    częściej wyskakują, skutecznie utrudniając oglądanie/

    No proszę, wszechstronnie uzdolnioy chłopak ten Jared Leto.
    Wiesz, że ja go odkryłam dopiero w "Samotnych Sercach"!? Bardzo mi
    się podobał w roli Raya.

    Raz jeszcze Beautiful Dangerous - Slash feat. Fergie :

    www.youtube.com/watch?v=iWQQYgacS98
    Fajny kawałek! :)

    >Teraz to mnie zaskoczyć może tylko Kasia Kowalska śpiewająca arię
    >operową :)
    :)))
    Prędzej nastąpi koniec świata niż KK zacznie inaczej śpiewać. :)
  • grek.grek 27.04.10, 11:45
    Miałem krewnych :)

    Mnie Leto uktwił w pamięci z "Requiem dla snu", był także w "Fight Club", i w "Azylu", a niedawno, z brodą - więc możę nie poznałaś ;) - w "Przerwanej lekcji muzyki" - jakkolwiek, to nadal ma przed sobą rolę przełomową, wg mnie. O ile muzyka go do reszty nie pochłonie, a szkoda by było. A zresztą, młody jest (40 za rok ;))/, może sobie poczekać chwilę - rolę zycia może zagrać i po 50-tce, a rozwijać karierę rockową w takim wieku, to jednak trudniej jest - wtedy to się odcina kupony od tego, co się nagrało za młodu (vide Stonesi, Mc Cartney i inne dinozaury).

    Heh, prawda ? Fergie jak... nie Fergie :)
  • barbasia1 27.04.10, 14:32
    grek.grek napisał:

    > Miałem krewnych :)

    O! To chyba powinnam teraz z mówić do Ciebie -
    "Czech.Czechu" / "Czechu", a nie "Greku" !?? ;))

    "Requiem..." i "Azylu" nie widziałam.
    W "Przerwanej lekcji..." chyba rzeczywiście go nie poznałam :), ale
    tam miał malutką, epizodyczną rólkę (całował się z główną
    bohaterką, no i jeszcze ta broda, nie rzucał się specjalnie w
    oczy, a w "Fight Clubie" w ogóle go nie pamiętam!??
    i choć byś mnie męczył, dręczył, nie z przypomnę sobie...

    Raz jeszcze muszę obejrzę FC w końcu obiecałam kiedyś coś o nim
    napisać...

    :)
  • grek.grek 27.04.10, 15:20
    hehe, jestem multikulturowy taki ;)

    Leto w Fight Club, voila (fakt, że trudnorozpoznawalny, ublondzony jakiś; ale potem wyglądał jeszcze gorzej, heh) :
    images.fanpop.com/images/image_uploads/Jared-Leto--Fight-Club-jared-leto-464831_500_347.jpg
  • barbasia1 27.04.10, 22:48
    grek.grek napisał:

    > hehe, jestem multikulturowy taki ;)

    Na to wygląda!
    No, no, no. :))

    > Leto w Fight Club, voila
    Ha ! Nie rozpoznałabym go tu jednak!
    Dzięki Ci, że znalazłeś to zdjęcie! :)


    A dziś o 22.50 w TVP2 film "Człowiek, który płakał" z Christiną
    Ricci, rewelacyjną Cate Blanchett, z Johnnym Deppem w roli zabójczo
    przystojnego Cygana, w którym zakochuje się główna bohaterka
    (Ricci).
    Też bym mu się dała porwać ... ;)

    Pisaliśmy już kiedyś o tym filmie na forum,
    pierwsza była Pepsic (!), o tu :
    forum.gazeta.pl/forum/w,14,89820170,89820170,Czlowiek_ktory_plakal.html

    potem my:
    forum.gazeta.pl/forum/w,14,89597144,93496118,Re_Ojej_co_tu_wybrac_.html

    Polecam/y bardzo!

    No i dziś tradycyjnie Powiatowy, lecę zobaczyć kogo tam znów
    molestuje na kanapce!?
    :)

    :)
  • grek.grek 28.04.10, 12:26
    Coraz mniej ciekawe to molestowanie; a poza tym, człowiek mający instynkt samozachowawczy nie przyznaje się do tego,że nie wie o czym była "Kalkomania". Jedynym walorem była wczoraj Urszula - się trzyma, to jej trzeba przyznać, a do tego wie, co w trawie piszczy - rzadko widuje się równie dobrze ubrane kobiety. Teraz dominują jakieś Cichłopki i Muchy, co gustu mają mniej niż brudu za paznokciem. Na tle słabo błaznującego Wojewódzkiego i tego drugiego - wyglądała jak z innego, lepszego świata.

    Ech, przegapiłem wczoraj "Człowieka", niestety. Z "Urodzonymi" też stoję, bo dzisiaj mecz, więc pewnie napocznę tylko. Ale za to Californię 1/9 mam prawie gotową - na piątek :)
  • barbasia1 28.04.10, 13:53
    grek.grek napisał:

    > Coraz mniej ciekawe to molestowanie;
    To prawda. Za to coraz nachalniejsze reklamowanie. :)

    Jakoś Kuba Badach nie zachęcił mnie do swojej płyty.

    Tak, tak Urszula świetnie wygląda. Młoda duchem babka, to
    najważniejsze! :)


    A ja obejrzałam wczoraj ponownie "Człowieka"!? (no tak za późno
    napisałm post zapowiadający ten film :/).
    "Urodzonych morderców" dziś będę wykańczać oglądać,
    zamiast ... meczu. ;)

    Już się cieszę na Twój kolejny odcinek Cali! :) A propos Cali! -
    Hank.Hanku! Dobre wieści! Czwarta seria się szykuje! Hank będzie
    miał konkurencię w postaci ... swojego filmowego wcielenia, i to
    zdaje się dużo młodszego, moze nawet przystojniejszego, ale pewnie,
    nie tak sympatycznego i błyskotliwego, jak on sam! :)
    Zajrzyj tu:

    www.popcorner.pl/popcorner/1,81588,7818880,Californication___kto_zagra_Hanka_.html

  • grek.grek 28.04.10, 14:50
    Mnie jakoś też, a jak jeszcze raczył powiedzieć, że "to jest bardzo trudna DŻOB", to już w ogóle - rozumiem jakieś wstawki angielskie, bo to modne i fajne, i sam czasami się skuszę, ale trzeba wiedzieć gdzie i kiedy, żeby to zabrzmiało jakoś nieboleśnie :)

    Cieszę się, że tak to odbierasz, ale... wiesz, różnie mi idzie :)) Trochę liczyłem na napisy na dole i angielski orydzynal, ale dali
    dubbing..,. świetny dubbing - jak mówiłem, ale, sama rozumiesz, z pkt
    widzenia rozszyfrowywania co trudniejszych tekstów (2-3 w każdym odcinku) jest to wariant niekorzystny. W dodatku nie ma 100 % pewności, czy Czesi słowo w słowo tłumaczą org tekst, czy zmieniają niektóre zwroty.
    ALE NIC TO, gros udaje się jakoś wyłapać :) Jakoś dobrniemy do końca, a może 1 serię powtórzą.

    O, proszę, dzięki Ci za informację - jest dobra, a nawet lepsza :))

  • barbasia1 28.04.10, 15:23
    Za to musiał się nałuchać aluzyj do "Oleńki śmietanki"
    Kwaśniewskiej :) Wił się wtedy jak piskorz. ;)

    Idzie Ci absolutnie fantastycznie, Czechu, Greku! :)) Pełny obraz
    odcinka dostajemy, wszystko jest jasne, zrozumiałe, klarowne, no i
    jeszcze dodatkowo ubarwione wieolma dokładnymi cytatami z Hanka, czy
    innych bohaterów, świetnie przetłumaczonymi!? Jest naprawdę
    znakomicie, albo jeszcze lepiej! :)

    Wiesz, jak będę powtarzać 1. serię można zabawić się w porównywanie,
    Twojego i tvnowiskiego tłumaczenia, tak teraz pomyślałam! :)

    :)
  • grek.grek 29.04.10, 13:53
    Potraktuję Twoje pozytywne oceny jako motywację do dalszych starań, tak mi dopomóz... itd ;)

    Nie będę już enty pisał, że i Ty dajesz sobie świetnie radę, bo po prostu wiadomo, ze robimy dobrą DŻAB i kropka :)
  • barbasia1 29.04.10, 15:20
    grek.grek napisał:

    > Potraktuję Twoje pozytywne oceny jako motywację do dalszych
    starań, tak mi dopomóz... itd ;)

    Super! :)))

    > Nie będę już enty pisał, że i Ty dajesz sobie świetnie radę, bo po
    prostu wiadomo, ze robimy dobrą DŻAB i kropka :)

    Yes sir! :)

  • barbasia1 26.04.10, 10:48
    grek.grek napisał:

    > Hah, wiesz... ja często jeździłem, jako dzieciar, do Czech :)
    Trochę nasłuchałem się ;)...

    Teraz doskonale rozumiem, skąd takie świetne tłumaczenia "Cali" z
    czeskiego! :)
  • barbasia1 26.04.10, 16:24
    Grek nam tu ładnie opisał ten film (całkiem przyzwoita komedia z
    Kathleen Turner) -

    forum.gazeta.pl/forum/w,14,105040899,105520138,W_czym_mamy_problem_slow_pare_a_propos.html

    Polecamy!
  • grek.grek 29.04.10, 13:55
    Zawiesili się w tych telewizorniach, czy co ? Nic w ramówce. Wielkie nic. Tak wielkie, że nawet Ray Charles by od tego dostał oczopląsu :)
  • barbasia1 29.04.10, 15:39
    grek.grek napisał:

    Wielkie nic. Tak w
    > ielkie, że nawet Ray Charles by od tego dostał oczopląsu :)
    chichichi :)))

    Greku, a jednak znalazłam coś w tej mizerii. Po pierwsze Tara, mam
    nadzieję, że nie zapomniałeś, przedostatni odcinek. Dziś "bardzo
    wcześnie" o 32.25! Wow! ;)

    A w TVP 2 o 23.15 franuski film "Chaos" (2001). W dodtaku TV piszą,
    że, film porusza dwa ważne tematy - pierwszy dotyczy roli kobiety w
    świecie islamu, drugii tragedii kobiet sprzedawanych do domów
    publicznych. Ciekawa rzecz, tak mi się wydaje, i niełatwa. Szkoda,
    że trochę późno, film kończy się po pierwszej...
    A i w tym filmie występuje Wojciech Pszoniak.
    Może też lookniesz, jeśli nie masz innych planów na noc?!?!? :)
  • grek.grek 30.04.10, 15:08
    hah, no to powiem Ci, że nagrałem ów "Chaos" :)
    dam głos, co i jak z tym filmem, zaraz po obejrzeniu.

    Dzisiaj "Nagi instynkt", Jedynka, 23:20 - to, wg mnie, # 1 na dziś.

    A POlsat wrzuca "Strażnika Teksasu"... aż się chce z wyrzutem spytać prafrazując klasyków : nas ?, kinomanów ?, strażnikiem teksasu ?!

    generalnie, trudno się bogactwem tej tiwi-oferty upoić ;)

  • barbasia1 30.04.10, 16:35
    > generalnie, trudno się bogactwem tej tiwi-oferty upoić ;)

    haha
    To prawda. :)


    > Dzisiaj "Nagi instynkt", Jedynka, 23:20
    - to, wg mnie, # 1 na dziś.

    Bardzo mnie to cieszy, bo martwiłam się, czy po ostatniej dyskusji
    forumowej / rok temu?/ na temat "Nagiego instynktu", nie
    zniechęciliśmy Cię do oglądania tego filmu ... ;))

    > hah, no to powiem Ci, że nagrałem ów "Chaos" :)
    > dam głos, co i jak z tym filmem, zaraz po obejrzeniu.

    No to świetnie, czekam zatem na Twoje wrazenia;
    Oglądałam troszkę ten film i powiem Ci na zachętę, a może nie na
    zachętę (zobaczymy), że nie był to jednak tak powazny i trudny
    film , jak sądziłam i pisałam wcześniej, zasugerowana tekstem w
    dodatku TV, albowiem, jak się okazało, był to komediodramat. A więc
    te poważne, trudne sprawy podane były w lekkiej formie (Opis na to
    nie wskazywał!?).
    Oczywiście, jak to we fracuskim filmie, nie mogło zabraknąć
    problematyki skomplikowanych relacji damsko-męskich (kryzys
    małżeński, zdrada synalka) oraz równie powlikłanych relacji
    rodzinnych (troskliwe matka/ki kontra syn/owie unikający matek)
    Sporo jak na jednej film!

    Trochę mam mieszane odczucia, co do tego filmu, a właściwie
    fragmentów, które widziałam (pewnie dlatego, że nastawiłam się na
    coś innego). Być może jednak w całości ten film znacznie lepiej się
    prezentuje?
    :)
    :)
  • grek.grek 01.05.10, 14:10
    No nie, a gdzie tam, choćby dla muzyki Goldsmitha warto obejrzeć po raz kolejny.
    Poza tym - to jeden z nielicznych thrillerów, który nie kończy się rutynową rozwałką : ścigający i przestępca stają przeciw sobie w ostatecznej rozgrywce, która w ogóle w napięciu nie trzyma, bo wiadomo, kto wyjdzie z niej zwycięsko. Nędza :) Nawet takiej perły jak Misery nie udało się uchronić przed podobnym rozwiązaniem, a tutaj - proszę bardzo, koniec zupełnie nieoczywisty : użyje tego szpikulca, leżącego pod łózkiem, czy go nie użyje ? Sharon z projekcji na projekcję jest gorsza aktorsko (co sądzisz o tej jej roli ?), ale za to, także proporcjonalne do ilości powtórek, jej urok osobisty dynamicznie rośnie :)

    Zbieram się do obejrzenia tej francuszczyzny, zatem :)
  • barbasia1 01.05.10, 15:25
    Nesamowita, niepokojąca muzyka, myślałam o niej wczoraj
    ogladając "Nagi insynkt" ...

    Jerry Goldsmith - Basic Instinct - Main Title / First Victim /

    www.youtube.com/watch?v=XqOfl2w9Vqk
    cdn.
  • grek.grek 02.05.10, 13:35
    Mistrzostwo :) dzięki za link.
  • maniaczytania 01.05.10, 16:00
    wczoraj calkiem niezly byl na TVN o 20.00 "Strzelec" z Markiem Wahlbergiem
    (tylko przysnelam w polowie ;) ),
    za to, jak sie pozniej obudzilam, to na TVN bylo "Sledztwo nad przepascia" -
    ogladalam to juz kiedys, ale to naprawde trzymajacy niezle w napieciu film,
    chociaz koncowka troche slaba, no i w jednej z rol wspominany tu przez Was Jared
    Leto.
    To sobie odpuscilam, a dla relaksu czystego obejrzalam romantic comedy na 2
    "Idealni nieznajomi" z Robem Lowe, ktory podoba mi sie od mojego wczesnego
    dziecinstwa.
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • barbasia1 01.05.10, 16:07
    maniaczytania napisała:
    na TVN bylo "Sledztwo nad przepascia" -
    > ogladalam to juz kiedys, ale to naprawde trzymajacy niezle w
    >napieciu film, chociaz koncowka troche slaba, no i w jednej z rol
    wspominany tu przez Was Jared Leto.

    O!
    Spodobał mi się Jared Leto! Liczę więc na jakąś szybką
    powtórkę "Śledztwa nad przepaścią".
    :)
  • grek.grek 02.05.10, 13:33
    Przegapiłem pierwsze 20 minut "Śledztwa", ale nagrałem resztę i się szykuję do obejrzenia. Jakby co, to będę oponował przeciw "słabości końcówki" ;))
  • maniaczytania 02.05.10, 16:34
    to czekam na recenzje, bo sama ta koncowke nie do konca jasno pamietam - moglam
    sie pomylic ;)))
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • grek.grek 03.05.10, 12:59
    Zbieram się do obejrzenia :)
  • barbasia1 01.05.10, 14:10
    Polecam ostrożnie, ze względu na brak kilku moich ulubionych
    kabaretów.

    "Z okazji święta 1 maja Dwójka urządza na deskach płockiego
    amfiteatru imprezę integracyjną w wielkiej międzynarodowej
    korporacji. Dyrekcja organizuje dla pracowników piknik, panie z
    działu kadr dekorują hale produkcyjną. Rozpoczyna się wspaniała
    zabawa, przwidziano mnóstwo atrakcji. Przy okazji poznajemy związki
    między ludźmi, różne typy ludzkie charakterystyczne dla każdej
    firmy, różne zachowania. Wystąpią: Kabaret Paranienormalni
    (prowadzenie koncertu) oraz Kabaret Skeczów Męczących, Marcin
    Daniec, Grupa MoCarta, Neo - Nówka, kabaret Smile, Grzegorz Halama,
    kabaret Nowaki, Formacja Chatelet, Katarzyna Piasecka, zespół
    muzyczny Żarówki".

    www.telemagazyn.pl/program/3513829023.html
  • maniaczytania 01.05.10, 16:01
    No dzis to ogolnie niezla bryndza filmowa ... :(
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • barbasia1 02.05.10, 13:24
    maniaczytania napisała:

    > No dzis to ogolnie niezla bryndza filmowa ... :(

    No tak nie dość, że bryndza filmowa,
    to jeszcze kaszana z tej Płockiej Nocy Kabaretowej.

    Jakiś nocny koszmar niespełnionego satyryka.
    Co skecz to nieśmieszny bełkot pająców przebranych za upośledzonych
    umysłowo osobników płci obojga. Kolonijne wygłupy, a nie "kabaret".

    A dziś też bryndza z nędzą przez telewizje pedzą.
    Łądną ofertę przygotowały telewizję na deszczowy weekend majowy, nie
    ma co.

    PS
    "Kocham Kino", program tak docenianej w Telewizji Polskiej pani
    Grażynki Torbickiej dziś o godzinie 0.05!?? Szkoda gadać.
  • maniaczytania 03.05.10, 11:33
    dotrwalam, ogladalam ( bo nigdy nie obejrzalam tego w calosci) do 2.30!

    Film w rez. S. Spielberga - fabula w sumie melodramatyczno-ckliwo-bajkowa, ale ...

    Pilot - pozarnik Pete (Richard Dreyfuss) jest ryzykantem, lata swietnie, ale
    szarzuje bardzo czesto. Jego przyjaciel Al - Twardy jak stal :) (John
    Goodman)namawia go do zmiany pracy i zostania komendantem bazy lotniczej, gdzie
    moglby uczyc mlodych pilotow. Tego samego chce drzaca o niego za kazdym razem
    Dorinda (Holly Hunter). Niestety, w pechowym wypadku Pete ginie. Pare godzin przed
    smiercia wypowiada jednak znaczace slowa - mowi Dorindzie, ze zawsze bedzie jego
    dziewczyna. Waznym momentem byl dzien przed - byly to urodziny Dorindy, bardzo
    milo spedzili czas w bazie, tanczac do ulubionej piosenki - pojawil sie tam tez
    pilot - kurier z prezentem dla niej - pilot o tyle istotny, ze zakochal sie w
    niej i pojawi sie w dalszej czesci :)
    Pete dostaje szanse pozegnania sie z bliskimi i wraca na ziemie jako duch - ma
    przekazac boskie natchnienie swemu nastepcy- a jest nim wlasnie Ted, czyi ten
    pilot kurier. Niestety, nie wszystko idzie dobrze, bo Pete jest strasznie
    zazdrosny o Dorinde, a to uniemozliwia jej ulozenie sobie zycia, a jemu
    odejscie. Jak jest dalej, nie napisze, bo mozna sie latwo domyslic, ale ...

    Znakomita jest Holly Hunter (chyba w Twoim typie grek?), absolutnie wspaniala w
    epizodycznej roli poslanca niebios - piekna, choc starzejaca sie Audrey Hepburn,
    skonczenie przystojny Brad Johnson w roli Teda ( sama Dorinda mowi o nim w
    ktoryms momencie, ze wyglada jak glowna nagroda w konkursie:0 ).
    Dla mnie - maniaczki skrzydel - rowniez swietne sceny latajace.
    Polecam, jesli ktos nie ogladal, mimo ze staroc - oglada sie baaardzo przyjemnie.
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • grek.grek 03.05.10, 12:59
    Holly ? Czy ja wiem... ;)
  • maniaczytania 03.05.10, 13:09
    Jakos tak w tym filmie mi sie skojarzyla z J. Fraszynska - taka zywotna mala
    pchla ;)
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • barbasia1 04.05.10, 15:20
    > Polecam, jesli ktos nie ogladal, mimo ze staroc - oglada sie
    baaardzo przyjemnie.

    Dzięki Maniu! :)

    >Holly Hunter (chyba w Twoim typie grek?),

    HH jest w moim typie! ;) W sensie takim, że bardzo lubię tę aktorkę
    (Ada z Fortepianu!). :)
  • grek.grek 03.05.10, 13:02
    W Kocham Kino były rozmowy z J.Campion, tą od Forteklapa i z Szycem, bo jego nowy film wchodzi teraz do kin. W sumie, letnio, zyczliwie i niedozapamiętania, jak to u życzliwej, letniej i niedozapamiętania Tobickiej :)
  • barbasia1 03.05.10, 14:07
    Dzięki za info.

    Mimo wszystko IMHO jest to obecnie (właściwie od dawna) najlepszy,
    najbardziej profesjonalny program poświecony kinu.

    :)
  • grek.grek 02.05.10, 13:30
    Odpuściłem - Kabaret Skeczów Męczących, Chatelet, Daniec, GMC, to jak dla mnie zbyt wiele bogactwa naraz ;) A do tego nie miałem worka foliowego pod ręką.

    Za to obejrzałem "Na linii ognia" - dobra sensacja, podstarzały agent ochrony, który pracował dla kilku prezydentów, i który kiedyś nie zdołał osłonić Kenedy'ego przed strzałami, pracuje dla nowego prezydenta, na którego zamach szykuje były agent CIA, specjalnie szkolony w rozwałce - i dobry agent musi złapać niedobrego eks-agenta zanim się ten dobierze preziowi do skóry. Niezłe kino, oczywiście z przewidywalnym finałem, ale mimo to cała akcja, tradycyjnie - z wyłączniem ostatnich 15-20 minut, niezłe skrojona.
    Clint w roli dobrego agenta, Malkovich w roli agenta niedobrego - robią cały film, bo raz, ze działają na swoich poletkach i dązą do swoich celów, borykają się z kolejnymi problemami (dobry ma przeciw sobie szefostwo, które uważa, zę jest on za stary, wdaje się w romans z koleżanką agentką, musi się zmagać ze wspomnieniami zamachu w Dallas, zaś niedobry cały czas musi unikać ścigających go agentów, a kiedy trzeba llikwidować niewygodnych świadków), to jeszcze są w stałym bezpośrednim kontakcie, znaczy się niedobry dzwoni do dobrego, informuje go o swoich zamiarach, prowadzą rozmowy, ten niedobry wręcz traktuje dobrego, jak kogoś bliskiego : obu się życie posypało (rodzinne, zawodowe, przeżyli swoje traumy, w jakiś sposób zostali zdradzeni przez swój kraj, czy raczej struktury władzy - tyle, że wybrali inną drogę leczenia swoich smutków : dobry wpadł w popijanie na jakiś czas, a niedobry postanowił się zemścić) Bardzo dobra scena na dachu, kiedy ścigający Malkovicha Clint wisi na gzymsie, Malkovich podaje mu rękę, żeby go uratowac, Clint ją chwyta, ale drugą ręką wyjmuje pistolet i
    mierzy mu w twarz - Malkovich na to "oto twój moment wyboru : zabij mnie i ocalisz prezydenta, oddając za niego życie, zgodnie z twoją profesją, pokonasz swoje wyrzuty sumienia za Dallas, odkupisz się, ale... musisz poświęcić życie, własne życie, jesteś na to gotów, tu i teraz ?" - i nawet chwyta w usta lufe wymierzonego w siebie pistoletu. I Clint nie może strzelić, nie jest na tyle zdeterminowany. Świetna scena.

    Dzisiaj w Polsacie, chyba, bo ramówka wiruje jak stolik Cyganki - "POdejrzani", 23:00, polecam bardzo, znakomicie napisany film, z zaskakującym oraz nietypowym zakończeniem. Gwarantowana satysfakcja :)
  • barbasia1 02.05.10, 13:51
    > Dzisiaj w Polsacie, chyba, bo ramówka wiruje jak stolik Cyganki -
    "POdejrzani", 23:00,

    Znam! Pamiętam "jeden wielki spojler", świetny zresztą:

    forum.gazeta.pl/forum/w,14,103018548,103534384,Re_Dzis_Szosty_maja_TVP2_23_25.html

    Nie wiem, czy dam radę obejrzeć całość, film kończy się o 1.25 :/

    Słusznie zrobiłeś odpuszczając sobie wczorajszą noc kabaretową
    (jeden skecz gorszy od drugiego), czułam , że tak zrobisz, ja
    ogladałam 2 (z 3) części, licząc sama nie wiem na co...
    Umęczyłam sie starsznie.
  • pepsic 02.05.10, 14:47
    "Podejrzani" w moim w dodatku otrzymali 4 gwiazdki (dużo), ale czy godz. wpół do drugiej w nocy jest realna? Na wszelki wypadek nie przeczytałam spojlera.
    W mnie też nic, tradycyjnie więc, jak w każdą niedzielę obejrzę szwedzkiego Wallandera, którego coś mocno polubiłam.
  • barbasia1 02.05.10, 15:00
    pepsic napisała:

    A u mnie "Podejrzani" mają aż 6 gwiazdek!

    Wallandera bardzo Ci zazdroszę, bo to świetny kryminał. :)
  • pepsic 02.05.10, 15:43
    Szczerze mówiąc bardziej chodziło mi o głównego bohatera i jego sympatyczne
    wybuchy złości (uzasadnione), pomimo że na co dzień to bardzo spokojny człowiek.
    Ale wątki sensacyjne mogą być. W wersji angielsko-niemieckiej Wallandera
    odtwarza z równie wielkim wdziękiem doskonały aktor Kenneth Branagh. Oglądałam z
    nim co prawda tylko jeden odcinek, jednak trudno było mi się przestawić po
    wersji szwedzkiej.
    A propos Branagha. Widziałam go niedawno w sympatycznym filmie (tv1000) pt. "Jak
    zabić psa sąsiada" - połączenie woodyallenowskie z poczciwym Hollywoodem. Rzecz
    o pisarzu poszukującym weny twórczej w przyjaźni z dziewczynką po porażeniu
    mózgowym. Bez ckliwego sentymentalizmu, z poczuciem humoru, niestety zwyczajowym
    w amerykańskich produkcjach banalnym zakończeniem i nieśmiertelnym happy-endem.
    Jakby co, to polecam.
  • barbasia1 04.05.10, 15:16
    Oglądałam kiedyś, bardzo sympatyczny i optymistyczny film,
    potwierdzam. :)

    Liczę na powórkę obu Wallanderów (chyba Polsat kiedyś pokazywał, bo
    widziałam jeden odcinek :/).
  • ewa9717 04.05.10, 15:36
    Też liczę. Pokazywał Polsat i chyba T4 też kilka.
  • pepsic 04.05.10, 20:05
    To jeszcze uzupełnię, że warte uwagi są niedopowiedziane relacje gł. bohatera z
    panią prokurator, choć w trudne z córką trudno uwierzyć, wszak Kurt Wallander to
    człowiek do rany przyłóż.
  • barbasia1 09.05.10, 16:13
    pepsic napisała:

    W maju, jak przeczytałam w moim dodatku TV na Ale kino! są/będą
    pokazywane premierowe odcinki Wallandera!? (a dwa z czterech
    majowych odcinków będą miały także swoją premierę w Szwecji!)

    Komisarz wciąż próbuje nawiązać bliższą relację ze wspomnianą przez
    Ciebie, Pepsic, panią prokutaror - jak donosi dodatek . :)
  • pepsic 09.05.10, 20:14
    Więcej nie oglądałam, niż oglądałam, ale zawsze chętnie i na nowe popatrzę tym bardziej, że mój ulubiony wątek ma być:)
    Ps. Doprawdy nie rozumiem, na co oni czekają, wszak nastolatkami nie są.
  • barbasia1 10.05.10, 16:00
    > Ps. Doprawdy nie rozumiem, na co oni czekają, wszak nastolatkami
    nie są.

    Może Szwedzi, podobno chłodniejsi w uczuciach tak mają? ;)
  • pepsic 11.05.10, 14:54
    Dorośli zawsze jakieś komplikcje sobie znajdują.
    Ps. Barbasiu, co do temperamentów - nie znam żadnego Szweda, ani
    nawet Skandynawa i lodowców tudzież :)
  • maniaczytania 02.05.10, 16:33
    Zgadzam sie - "Podejrzani" to jeden z moich ulubionych filmow :)
    Kto jeszcze nie widzial, niech obejrzy - zasnieciem z nudow nie grozi na pewno :)
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • pepsic 02.05.10, 14:36
    Z wczoraj, niestety na paśmie kulturalnym. Bardzo udany komediodramat
    czesko-słowacki w konwencji filmu drogi, a wg GW - to Homolkowie 40 lat później.
    Moim zdaniem niekoniecznie, bo rodzinne kłopoty opowiedziane są na gorzko i w
    innych klimatach. Grek niedawno pisał o innej czeskiej komedii w publicznej (o
    początek zahaczyłam, ale narracja mnie zniechęciła), może więc coś drgnęło w tej
    materii i pojawiłaby się szansa na Sekrety.
  • grek.grek 03.05.10, 13:26
    Mało czeskiego kina jest; za mało. Na komercyjne stacje nie liczę, ale TVP, na którą bym liczyć chciał i mógł, piłuje do nieprzytomności te amerykańskie gnioty, wrzuca brednie koszmarne z Dżekim Czanem, Seagalem i innymi, powtarza Ramby nieramby, męczy ludzkość jakimiś trzeciorzędnej jakości wampirami, podczas gdy aż się prosi, żeby stawiać na czeskie kino, w ogóle na kino europejskie - tak się mówi, ale Czesi, Niemcy, Francuzi, co roku wypuszczają po dobrych filmów - gdzie one się podziewają przez te wszystkie lata ? Nie jest trudno przecież dotrzeć do tych tytułów - nie mają one długiego żywota w kinach, nie są jakoś szczególnie drogie i ekskluzywne, jak największe hity z hameryki, na kóre trzeba czekać i kilka lat. Wystarczyłoby, żeby spece od ramówki filmowej TVp pokazali, że nie wypadli sroce spod ogona, wzięli się za wertowanie dorobku czeskiego/niemieckiego/francuskiego/brytyjskiego kina z ostatnich, dajmy na to, 10 lat i zaczęli je pokazywać. Gwarantuję, ze się znajdzie sporo ciekawych pozycji, dotąd nie emitowanych. Pokazywano Upadek, Sophie Scholl, Amelia była, ale to są hity, warto pogrzebać także na, umownie nazwijmy - drugim planie. I puszczać swobodnie. Najlepiej w godzinach dostępnych dla gros widowni.

    Btw, kina polskiego też jest jak kot napłakał. Moze ze trzy filmy w tygodniu i na miesiąc jedna premiera. Na oko oceniam, ale chyba zbyt daleko od prawdy nie jestem. Dla mnie, to się nazywa "ostentacyjnym olewaniem polskich filmów".

    Zamiast tego wszystkiego... USA, Ameryka, Wuj Sam. Bez przerwy, a najgorsze - bez selekcji, bierze się co popadnie, im gorsze g,wno tym lepiej, bo tańsze pewnie. Forma rywalizacji ze stacjami komercyjnymi, które i tak wygrywają, bo mają najlepsze seriale zza Oceanu i programy rozrywkowe, których Dżeki Czan ani kolejny wampir nie pokonają. Skoro i tak nie ma masz szans na zwycięstwo w tym wyścigu, to dlaczego z pogoni za niedościgalnym króliczkiem nie zrezygnować i po prostu wybrać inną ofertę, dla widzów, ,którzy w czasie tych tancorów i seriali po prostu nie włączają odbiornika, a może by chcieli, gdyby mieli po co. gdyby jeszcze nie było z czego wybierać, to bym zrozumiał, ale bogactwo kina europejskiego jest ogromne, od brytyjskich realistów, Haneke, przez Almodovara i w ogole kino hiszpańskojęzyczne, po właśnie kino czeskie i niemieckie, które naprawdę się bujnie rozwijają, nie wspominając o Skandynawii, mimo że nie produkują tylu filmów rocznie, co holiłud, czy inne fastfoodownie. A do tego jest przecież klasyka, pełna tytułów albo nigdy nie pokazywanych albo pokazywanych raz jeden kiedyś, tak dawno temu, że już nikt nie pamięta, wystarczy tylko, mówiąc językiem z jednego serialu, wyciągnąc głowę spomiędzy zwieraczy i się rozejrzeć.
  • barbasia1 03.05.10, 14:04
    U moim w dodatku piszą, że "Małe sekrety" zdobyły wiele wyróżnień
    na festiwalach w Czechach i za czeskimi granicami!?
    W Czechach film otrzymał trzy Czeskie Lwy (odpowiednik
    naszych "Złotych Lwów"), w tym jeden za scenariusz.

    Ja już od dawna pojąć nie mogę dlaczego w mijsyjnej Telewizji
    Polskiej nie stworzno (o w miarę przywzwoitej godzinie) cyklu z
    kinem europejskie, nie wspominając już o jakimś paśmie z kinem
    polskim (filmami, nie serilami).
  • grek.grek 04.05.10, 12:05
    Fatum, z wczoraj, w Dwójce - nie wiem, na co się szykowałem, ale wiem, że tego nie dostałem; a nie - wiem, czekałem na horror, po którym będę się bał pójść do drugiego pokoju ;)
    Rzecz jest o młodej kobiecie, która wprowadza się z małą córeczką do nowego domu, czego w rodzaju podupadłego bloku - 100 lat wcześniej, to może był nawet apartamentowiec. I tam się dzieją dziwne rzeczy - nonstop ich chawirę zalewa woda z mieszkania nad nimi, powód jest taki, że została niegdyś porzucona przez własną matkę, alkoholiczkę, zaś córka, ni stąd, ni zowąd, rozmawia nonstop z - jak mówi - inną dziewczynką, której jakoś nikt poza nią nie widzi. A do tego jeszcze, matka jest w trakcie sprawy rozwodowej, ojciec dziecka nie zamierza odpuścić i stara się o opiekę, a zarzuty wobec niej formułuje takie m.in, że jest ona psychicznie niezrównowazona, więc obecne kłopoty mogą skutkować bardzo negatywnie na całe jej życie.

    Punkt wyjścia - niezły; dość obskurne, ciemnozielono-brudnoszare pokoje eks-apartamentowca i Nowy Jork filmowany wyłącznie w deszczu i plusze - też na plus. Ponury portier-majsterklepka - też dobrany zawodowo. Jennifer Connolly w roli matki, z tą swoją kruchą, delikatną, wychudzoną twarzą i jakąś taką mieszanką ukrytej nerwowości i zarazem pewnego rodzaju rozedrganego opanowania - ogląda się ją bardzo dobrze, a dodatkowo jest zachowania i mimika wzmagają lekko niepokojącą atmosferę. Otoczenie zatem jest orajt.

    Co się dalej dzieje fabularnie, to już jednak jest trochę poniżej oczekiwań. Tutaj spojlerować będę.

    Więc - kluczem do zagadki jest historia dziewczynki, która mieszkała z rodzicami w chałupie nad matką i córką - rodzice pewnego dnia ją zostawili i wyjechali sobie w świat, a ona weszła na dach i się utopiła w stojącym nań wielkim zbiorniku z wodą deszczową. I duch tej dziewczynki zakumplował się z córką Jennifer. Nonstop leje się w tym filmie woda - a to z sufitu, a to z toalet, a to z wanny, a to z umywalek. Jak tylko duch małej się wnerwi, albo poczuje się smutniejszy niż zwykle - wszystko spływa wodą.
    Scenarzysta oczywiście próbuje gubić tropy - wprowadza postaci dwóch smarkaczy deskorolkowców, którzy, niby tak wynika z relacji portiera-woźnego, zajmują opuszczone mieszkanie nad mieszkaniem Jennifer. POtem wrzuca scenę, kiedy Jennifer widzi przypadkiem, jak z tymi chłopakami rozmawia konfidencjonalnie jej eks-mąż, co może prowadzić widza do podejrzeń, iż to oni, na jego polecenie próbują ją wyprowadzić z równowagi, żeby zwariowała, a mąż przejął opiekę nad córką - że, w takim układzie, cały ten duch, to jedynie wytwór wybujałej wyobraźni córki, ale tworzy nastrój, który udziela się matce, tyle że u niej uruchamia cięzkiej wagi wspomnienia, co skutkuje halucynacjami w postaci tych strug wody płynących zewsząd.

    Nie jest to jednak trop dostatecznie dobrze wrzucony w cały przebieg akcji, bo jednocześnie pan scenarzysta pozwala Jennifer znaleźć plecak, który kiedyś należał do zmarłej dziewczynki, którą teraz widuje jej córka - w środku widnieje imię "Natasha", czyli dokładnie takie, jakie, zdaniem córki, ma jej niewidzialna dla innych przyjaciółka; córka tego plecaka widzieć nie mogła, bo to woźny-majsterklepka go miał cały czas i wyrzucił do śmietnika na strychu, gdzie Jennifer odkryła go całkowicie przypadkiem. Tutaj już wątpliwości być nie może.

    I finał - duch w końcu się wkurza, atakuje córeczkę Jennifer w przedszkolnej łazience; mała traci przytomnośc w zalanej wodą kabinie toalety. Jennifer decyduje się zawrzeć z mężem porozumienie - przeprowadzi się bliżej niego, żeby mogli się opiekować małą osobno, ale w komfortowych warunkach, bo o rzut beretem od siebie. Kiedy ojcu łezka cieknie po policzku ze wzruszenia, wiemy już, że to kochający tata, który nie miał żadnej motywacji, by robić koło pióra Jennifer. Co to była za rozmowa z tymi młodzikami ? Nie ma wyjaśnienia.

    Ważniejszy jest finał - Jennifer i mała szykują się do przeprowadzki, ostatnie chwile w nieprzyjaznym mieszkaniu. Mała się kąpie i wtedy ją atakuje duch, zamyka drzwi do pomieszczenia z wanną i próbuje dziewczynkę utopić. Jennifer w matczynej furii próbuje małą uwolnić, ale nie jest w stanie, woda leje się zewsząd jak z Niagary, a duch Natashy żąda od Jennifer, "żeby była jego matką" i że nie pozwoli im odejść. Więc Jennifer, ledwie widoczna w fali wody, proponuje Natashy dil : weź mnie, będą twoją matką, do końca, ale zostaw moją córkę. I tak się dzieje - Natasha topi Jennifer, ale nie topi jej córki. Natasha i Jennifer jako para duchów odchodzą korytarzem, by się rozpłynąc w powietrzu, a ocalona w ostatniej chwili córka Jennifer zostaje z ojcem. W ostatniej scenie, duch Jennifer oznajmia swojej żyjącej córce, że kiedy tylko będzie potrzebowała ona pomocy - matka nawet zza grobu jej nie opuści.

    Strachu było niewiele, raczej był to soft-horror; nie podskoczyłem ani razu jakąś szpilką ukłuty; nic z tych rzeczy. Rozlewająca się woda, tutaj - ciemniejąca aż do sczernienia, jako forma aktywności istoty z zaświatów, dziewczynka rozmawiająca z innym dzieckiem, kobieta nawiedzana przez wspomnienia z dzieciństwa z pytaniem : czy ja dostaję świra ?... to wszystko juz było wiele razy. Nic nowego. Kiedy pan woźny po raz 34 przychodzi naprawiać zalany sufit trochę ręce opadają, tak jakby brakowało konceptu na te 100 minut, a 80 brzmiało twórcom jakoś tak minimalistycznie.
    Eksplowatacja motywu opuszczenia dziecka przez matkę - Natasha została opuszczona, Jennifer kiedyś też, teraz Jennifer musi opuścić swoją córkę.
    Nie wiem, czego to miała byc metafora, ani jak to miało się zgrać w jakąś logiczną całośc, ale fakt, że daje się to dostrzec ;)
    zalety opisałem wcześniej, wad też kilka, bez perełek, przeciętny horror.

    "Gry uliczne" - staroć, fabularyzowana wersja odkrywanie prawdy (?) o śmierci studenta Pyjasa - tutaj zajmują się tym dwaj dziennikarze z "prywatnej telewizji", którzy krok po kroku, od człowieka do człowieka, składają do kupy prawdopodobny, wg reżysera i scenarzysty, przebieg zdarzeń w tamtej głośnej sprawie. Finał jest taki, że coś tam ustalają, ale rzekomi winni pozostają nieuchwytni, główny dociekliwy traci pracę, kłóci się ze swoim kolegą-operatorem i ten go zostawia samego, a eks-dziełaczka podziemia, która niby mu pomaga, i z którą wdaje się w romans, wystawia go skrytobójcy, który zadaje mu cios nożem w biały dzień, w Krakowie. Wnioski : w roku 99 była esbecja rządziła Polską, służby i sieć znajomości i powiązań tworzy znakomitą siatkę informacyjną, chroni tajemnice przeszłości, a jak trzeba, to i likwiduje nazbytciekawskich. Nic się nie zmieniło.
    Czytałem kiedyś wywiad z Krauzem, mówił,że tę ostatnią scenę kręcili z ukrycia - bohater dostaje cios nożem, słania się, pada, widać wyraźnie plamę krwi na piersi. I nikt z tłumu kręcących się dookoła ludzi nie przystanął i nie spytał, co się stało. NIKT. Ludzie przechodzili obok, czasami rzucili okiem i... NIC, szli dalej. W filmie jedyną osobą, którą umierający człowiek zainteresował jest malutka dziewczynka. Krauze mówił, że ta sytuacja nim i całą ekią wstrząsnęła. Wyobrażam sobie. Nawet w filmie, gdzie można sobie tłumaczyć, nie znając prawdy, że ludzie wiedzieli, że to film się kręci i dlatego omijali człowieka - to robi wrażenie, jako zaplanowana znakomicie scena. Ale prawda jest jak zwykle znacznie bardziej dramatyczna od fikcji, zwłaszcza gdy szokująca fikcja wprost tę prawdę pokazuje.

    Jak było z Pyjasem, to tylko dmysły, próby rekonstrukcji, każdy ma na temat tej śmierci, działalności Ketmana, gierek prowadzonych wokół całej sprwy, własne zdanie, jeden wierzy, drugi nie. Krauze opowiada się oczywiście po stronie wersji słusznej politycznie, czyli że było to zabójstwo polityczne, i że tak wynika ze zgromadzonych materiałów i kleconych poszlak. Jego prawo. Film nie tyle na zamówienie, co z potrzeby nagłośnienia/przypomnienia tematu, który w 99 był pewnie troszkę zapomniany. Nie pamiętam, czy rozbudził jakieś superdyskusje. Pewnie nie takie jak w 2009 "Trzech kolegów" w TVN. 10 lat. Cała era.
  • barbasia1 04.05.10, 14:21
    Teraz córeczka Jennifer będzie miała traumę ...
    Ne lubię horrorów (no chyba , że w postaci Twego streszczenia).
    Chyba się to nie zmieni. :)

    Niestety o "Grach ulicznych" tylko czytałam dawno temu.
    Aż się prosi by powtórzyć o lepszej porze. Ech.
    Dzięki wielkie.:)


    Ja obejrzałam wczoraj fragment filmu Tima Burtona "Marsjanie
    aktakują!" - na moją ulubioną scenę trafiłam - Sara Jessica Parker
    (jako Nathalie Lake, pani dziennikarka, dla odmiany w krótkich
    prostych włosach), a właściwie jej głowa doprawiona (przez Marsjan)
    do korpusu ratlerka :) flrtuje z głową Pierca Brosnana.
    Wariat z tego Tima Burtona. :)

  • grek.grek 04.05.10, 14:33
    Dzięki :)
    Litościwie nie wspominajmy, że w 1 akapicie wyszło mi, że "chawirę zalewa woda, z takiego powodu, że była kiedyś porzucona przez własną matkę", bo takie kwiatki można w zoo najwyżej pokazywac, a nie tutaj. Spięcie na łączach miałem, powiedzmy, heh; albo nieudolna próba wprowadzenia poprawki, przez co skasowałem z wymienianym fragmentem częśc tego, co było akurat niewymienialne.

    Może "Gry" jeszcze powtórzą, oni powtórki lubią... ;)
  • barbasia1 04.05.10, 14:43
    Nawet tego nie zwuważyłam,
    co nie znaczy, że Cię nieuwaznie czytałam, nie nie mój genialny mózg
    poprawił sobie tę drobną usterkę! :))
    Wiem, rozumiem, też mi się takie rzeczy zdarzają po poprawkach,
    częsciej niż Tobie.
    A teraz idź w pokoju, chłopczę, otrzymałeś rozgrzeszenie! ;)

    > Może "Gry" jeszcze powtórzą, oni powtórki lubią... ;)

    Lubią, lubią powtórki, tylko dlaczego tak późno, ja się pytam (władz
    TVP)???
  • grek.grek 04.05.10, 15:31
    Hehe ;)

    Co do Jennifer Connolly, co w Fatum zagrała główną rolę, przypomniał mi się artykuł o niej, który czytałem.. hoho, paaaarę dobrych lat temu - była tam wzmianka o tym, że kiedy studiowała męska częśc campusu przychodziła pod drzwi jej pokoju, dzwoniła i czekała aż ona otworzy, żeby... na nią tylko popatrzeć :) Taka ładna podobno była (jest ?) :)

    Pozostańmy z nadzieją, może Gry wrócą o dobrej porze.
  • barbasia1 05.05.10, 12:20
    grek.grek napisał:

    Pani Jennifer jest ładna jest, choć, powiem Ci, widziałam
    piękniejsze kobiety.

    www.style.com/blogs/beautycounter/wp-content/uploads/2008/12/jenniferconnely.jpg


    "Miejcie nadzieję, nie tę lichą, marną ..." :)

    :)
  • grek.grek 05.05.10, 14:31
    Hehe... ja też :)
  • barbasia1 06.05.10, 13:48
    Istnieje podejrzenie, że te "piękniejsze" to tylko wytwór photoshopa.
    :)))

    /Zaraz zabieram się do czytania "Ku mojej pamięci"! (Grazie mille!:)
    Męskie seminarium duchowne w Wenecji... - juz mi się podoba! :)/
  • grek.grek 05.05.10, 11:09
    Z soboty ostatniej, o ile dobrze pamiętam, leciał w środku nocy ;)

    Wrzucę krótki spojler, ostrzegam lojalnie, hehe.

    Rzecz się rozgrywa w NYC. któregoś dnia policjanci z trzech posterunków przeprowadzają akcję przeciwko największemu handlarzowi koksem. Ginie w niej dwóch policajów, a handlarz ucieka... autem psiarni. I to na kogucie :) Kompromitacja. Za chwilę, zaś - konsternacja, bo poszukiwany
    gangus zgłasza się doborowolnie do adwokata i zgadza się na proces. Jest to wybieg adwokata, który ma nadzieję, że w trakcie rozprawy ujawni proceder korupcji w policji - gangus bowiem, opłacał dokładnie tych gliniarzy (i nie tylko), którzy się na niego zasadzili, a zasadzili się, bo odmówił im płacenia wyższego haraczu. Dodatkowo problem jest taki, że z rzeki wyciągnięto trupa niejakiego Kleinhoffa, faceta który opłacał policjantów - i są jakieś kwity na to.
    Prokurator Okręgowy wyznacza do tej sprawy eks-policjanta,a teraz świeżo upieczonego prokuratora, którego ojciec, stary wyga policyjny z 35-letnim stażem, był w całym zamieszaniu i nawet dostał kulkę.

    Sprawa kończy się skazaniem gangusa na kilkaset lat odsiadki, a młody prokurator odnosi sukces medialny - jest dynamiczny, jest pełen zapału i naprawdę na sercu leży mu uczciwość i zasady etyczne w zawodzie; kiedy jego protektor podupada na zdrowiu, co kończy się zawałem serca, młody startuje w wyborach na nowego PO i wygrywa je. Sprawą korupcji w trzech posterunkach zajmuje się wydział wewnętrzny policji, i jako że podlega ona PO także nasz bohater ma na nią bezpośredni wpływ.

    W pewnym momencie dwóch gliniarzy pęka i decydują się na złożenie zeznań. G,wno się zaczyna rozlewać. Nowy PO staje w sytuacji niezwykle trudnej, kiedy na kolacji u starego, dowiaduje się, że przyjaciel/partner z policji jego ojca przez lata brał łapówki - za chwilę będzie przesłuchiwany i bankowo, wobec zeznań skruszonych gliniarzy i kwitów Kleinhoffa na których widnieje jego nazwisko, ma przerąbane; a sam ojciec wprawdzie kasy nie brał na lewo, ale sfałszował nakaz aresztowania tego gangusa - ojcem powodowała chęc złapania koksownika, ale fakt jest taki, że złamał prawo i przyczynił się do śmierci policjantów, a także może być powaznie podejrzewany o chęć pomocy swoim kolegom z wydziału, których motywacje zabicia gangstera były całkowicie odmienne. Ojciec i przyjaciel ojca proszą go o pomoc : zrób coś, masz możliwości.

    Nasz PO bije się z myślami - co mam zrobić ? Wydać starego ? Wydać jego, ba ! - mojego też, przyjaciela ? LOjalność wobec ojca mi nie pozwala... ale, z drugiej strony, co z moją etyką, profesjonalizmem, uczciwością ? Jego chory eks-protektor uprzedza go - to nie jest miejsce dla superczystych ludzi, dla zero-jedynkowych zachowań, przekonasz się o tym.

    Tempa cała akcja nabiera, gdy przyjaciel ojca strzela samobója. Prokurator bojąc się o to, żeby stary nie wyciął takiego samego numeru, jedzie do niego, razem z narzeczoną (prawniczką pracującą dla adwokatury), w domu jednak nie znajduje starego,ale znajduje ten sfałszowany nakaz - znaczy się : ona go znajduje. Umawiają się,ze go zniszczą.

    Stary prokuratora siedzi tymczasem już w domu, u sędziego prowadzącego
    cała sprawę - i kiedy nasz prokurator przepuszcza dowody winy swojego ojca przez niszczarkę, pan sędzia w pięknym stylu wystawia antydatowany, oficjalny nakaz aresztowania gangstera, dzwoniąc jednocześnie do prokuratora : ma pan tylko kopię tego aktu, oryginał się zapodział, ja go własnie mam, pański ojciec jest u mnie; proszę zniszczyć "kopię", a ja panu oryginał niezwłocznie przekażę.

    I wszyscy są zdrowi - ojciec bezpieczny, sędzia, pani adwokat i nasz pan prokurator wzajemnie sobie wyświadczyli przysługi, sprawa jest czysta, nikt kogo lubimy nie ucierpi, mimo że prawo zostało złamane.

    W ostatniej scenie prokurator wygłasza speech dla młodego narybku prokuratorskiego - opowiada o konieczności max zaangażowania, a także o
    tym, ze nic nie będzie takie piękne i jasne, jak się na początku chciałoby, żeby było, będą przysługi, układziki, będą porozumienia
    tajne i ciche. Wszystko zależy od was, od waszych postaw, od waszej
    odporności.

    Mowa człowieka, który utracił złudzenie istnienia ideału nie tracąc jego obrazu i pragnienia, czy człowieka, który zderzył się z materią rzeczywistości i wie, że ideał nie istnieje, nie ma rzeczy jednoznacznych i prostych, a istnieją tylko mniej lub bardziej ostre odcienie szarości ? Pewnie jedno i drugie po trosze.

    Nie jest to kino porównywalne z absolutnie wybitnym "Serpico", równie wybitnym "Pieskim popołudniem", ze znakomitymi "Dwunastoma gniewnymi ludźmi", czy z efektownym "Adwokatem diabła" - wg mnie, najważniejszymi/nejlepszymi filmami Sidneya Lumeta, ale jest dobry, nie tak ostry i emocjonujący jak tamte, ale też dotykający problemów funkcjonowania policji, zaglądający pod sukienkę Temidzie i stawiający idealistyczną jednostkę wobec trudnych decyzji, kiedy musi ważyć racje i w końcu opowiedzieć się po jakiejś stronie, nie może uciec, wycofac się, umyć rąk - musi coś zrobić. Obserwuje mikroświat, w którym istnieje, dostrzega nieprawości i cynizm - i zmuszona jest zająć stanowisko, przeciwstawić się, albo popłynąc z prądem, mimo własnych niechęci. U Lumeta nigdy nie triumfuje jedna opcja; tutaj idealizm przystosowuje się do realiów, nadzieję, fakt że nikłą i chudą, pokładając w nowym pokoleniu, które wytrzebi kiepskie nawyki, albo przynajmniej wyprodukuje jakieś indywidualności zdolne zmieniać zmurszałe nawyki i rozplątywać gąszcz koterii i zależności, w których tkwi i się dusi cały aparat.

    Głowna rola - Andy Garcia. Wg mnie, nienajlepszy, mało wiarygodny emocjonalnie, ale da się przeżyć :); za to, jak zawsze - przystojny; tutaj bazuję na opinii koneserek męskiej urody ;), dla mnie to on się niczym nie rózni od doniczki kwiatowej, jakiś niewrażliwy jestem... Film jest w dobrej manierze nakręcony, dośc surowy, bez fajerwerków i tanich chwytów - to, na mój gust, decyduje o jego przyswajalności. Lumet-style. Facet robi za gościa, który ma coś do powiedzenia, metaforycznie : jest gościem w drelichowych portkach, co chodzi, patrzy, krytykuje, zastanawia się, a potem chce o tym opowiedzieć. Przygląda się tym segmentom państwowej struktury, które go najbardziej zajmują, które uważa za kluczowe, w których trybach najłatwiej się zagubić i utracic etyczny kompas, a zagubienie jednostek powoduje defekt systemu, a defekt systemu ma już skutki dla całego społeczeństwa, bo traci ono nad sobą samym kontrolę.
  • barbasia1 05.05.10, 13:33
    Bardzo interesujący film,
    jakby trochę niemarykański w tej mało optymistycznej wymowie!

    Wspomniane nie pierwszy raz przez Ciebie "Serpico" chciałabym
    zobaczyć ...

    > Andy Garcia [...] dla mnie to on się niczym nie rózni od doniczki
    kwiatowej, jakiś niewrażliwy jestem...

    No wiesz, jak możesz do doniczki aktora porównywać!!!
    ;))
  • grek.grek 05.05.10, 14:35
    Krytyczny.

    O, "Serpico", ponownie, bardzo polecam, film świetny, a do tego : Al Pacino znacznie lepszy od Garcii :)

    W ogóle, zauważ, robią w TVP jakieś mini-przeglądy twórczości Hitchcocka złożone z trzech filmów; reżyserów, którzy mieli min 3 dobre filmy, a więc, przynajmniej w założeniu, na taki mini-cykl tez zasłgują, było sporo, w tym własnie Lumet. Może się kiedyś ktoś tam zreflektuje i zaczną podobne rzeczy robić. Nie mówiąc o tym, ze "Serpico" mogliby puścić jako, po prostu, znakomity film. I najlepiej o ludzkiej porze :)
  • barbasia1 05.05.10, 14:51
    Bardzo dobry pomysł z tymi przeglądami filmów wybitnych reżyserów !

    Właśnie mi się przypomniało, że niedawno oglądaliśmy (ty oglądałeś,
    ja sobie przyopominałam czytając Twój tekst) inny film Lumeta -
    "Glorię"!


    :)
  • grek.grek 06.05.10, 12:06
    Wczoraj/dzisiaj leciał nocą. Opowiadam całość, z góry uprzedzam ;)

    Historia dzieje się w męskim seminarium duchownym w Wenecji. Trafia tam młodzian, Andrea. Właściwie to nie wiadomo, po co - czy chce być księdzem, zakonnikiem, czy po prosty odnaleźć siebie chce; jak sam mówi, żył do tej pory dośc rubasznie, ale teraz chce jakiegoś głębszego sensu się doszukać, sensu siebie, sensu życia, sensu w ogole jakiegoś zaangażowania.

    W budzie tej jest dystyngowanie, jak na angielskiej uczelni - odpowiednie stroje, posiłki wspólne, modlitwa, czytanie Biblii i omawianie poszczególnych fragmentów, ćwiczenia w pisaniu i wygłaszaniu kazań, no i czas dla siebie, który wszyscy spędzają albo w bibliotce, ale we własnym pokoju, a jakże - czytając. Nad wszystkim czuwa kadra nauczycielska, czyli księża starsi wiekiem i, masło maślane, stażem.
    Zycia seksualnego tutaj nie ma, jakichś wybryków nieprzyzwoitych, wyłażącej z młodzieży brawury ułańskiej - też nie, od razu zastrzegam :)

    Andrei rzuca się w oczy jeden chłopak - rózni go od pozostałych to, że zadaje sobie pytania i ciągle zmaga się z wątpliwościami dot. wiary, Boga i samej interpretacji nauki Jezusa. Np. czytając fragment o tym, ze "kto chce zachować swoje życie straci je, a kto...(itd)" przedstawia własną wykładnię : z greki "życie", to "tchnienie", ale także "osobowości", "odpowiedzialność", więc ten, kto chce być cnotliwym zmierza w pustkę, jest tchórzem w gruncie rzeczy. Podczas kolacji cytuje słowa "kto poznał swój grzech jest potężniejszy niż... (itd)" - jasne wezwanie do bycia twórczym, poszukiwania, a nie bojaźliwego pogrążania w
    "świętości". Andrea nasłuchuje nocami, słysząc jak ten łazi po swoim pokoju, śledzi go, kiedy słyszy, że wychodzi, widzi np. jak bije on głową w mur w jakimś wewnętrznym uniesieniu.

    Oczywiście, ten myślący chłopak jest problemem dla szefostwa. Któregoś dnia znika, a główny boss, włoska wersja Jurgena Prochnowa, mówi ciekawemu Andrei, ze po chłopaka przyjechali rodzice. Chłopak na to, dlaczego mnie ksiądz okłamuje ? A tamten : bo tak jest słusznie.

    Więc Andrea pozostaje w grupie karnych, anonimowych chłopinek, którzy
    po prostu się szkolą, łykają ten cały bałach i nie mają żadnych kryzysów.
    Jest pośrodku, nie wiem, co ma zrobić, cały czas szuka argumentów - zostać, czy odejść ? Ojcowie przełożeni pokładają w nim nadzieje, ze wg na jego bystrość i talent pisarski, z drygiej strony - widzi jakiś rodzaj pustoty, w której tkwi ten cały interes, a do tego koledzy, w takim kwadransie szczerości, jaki zdaje się należy do rytuałów oczyszczających emocje w takich miejscach wypominają mu, że "jeswt arogancki, wywyższa się" etc., mimo że Andrea nie zrobił nic, co mogłoby ich do takich opinii popchnąc, a do tego - na codzień i oni nie okazywali mu, że coś jest nie tak. Dominuje w wszystkim atmosfera milczenia - oni ze sobą w ogole nie rozmawiają, po zajęciach, na zajęciach głównie wygłaszają monologi w ramach zajęć przysposabiających ich do przyszłej posługi.
    Poznaje jeszcze jednego ze swoich kolegów, który definitywnie ma zamiar z tym skończyć - "to martwe miejsce", mówi. Ich rozmowę podsłuchuje jeden z uczniów, natychmiast donosi, Andrea ląduje u przełożonego... Jak w kiepskiej szkole.

    Jest tajemnica, której Andrea nie może poznać - pokój chorych. Ktoś tam przebywa ciągle. Oczywiście, rzecz prosta leży tam ten chłopak, co go niby rodzice zabrali. Jest cięzko chory. Najpewniej na głowę. Któregoś dnia Andrea przychodzi spóźniony na śniadanie i widzi dwoje starszych ludzi w jadalni. W czerni. Wie już, to czego się domyślał - kto był w pokoju chorych i że ten ktoś umarł, albo jest w stanie agonalnym. W innym przypadku nie byłoby tutaj jego rodziców.

    Nocą odbywa się specjalne nabożeństwo za duszę tego chłopaka - uczniowie wraz z przełożonym tworzą specjalny korowód, każdy trzyma świecę zapaloną, i się modlą. W ciemnośći korytarza tworzy to interesujący widok. A nad ranem z pokoju chorych wychodzą lekarze...

    Następnego dnia ten kolega Andrea modli się sam i decyduje,że odejdzie. Kiedy się modli, za jego plecami pojawiają się ci wszyscy przełożeni - i on mówi im "to nie ja, to nie mnie szukacie, ja w nic nie wierzę...". Chce odejść razem z tym kolegą, ten z kolei powiada : "miałbym zostać ? Bo dałem słowo ludziom ? Bogu ? Bóg jest wszędzie. Jest we mnie. Nie zostawię go tutaj, wśród tych ludzi, w tym miejscu. Powędruję w przeciwną stronę niż ci, którzy tutaj mieszkają".
    Decydują,że odejdą w nocy.

    Andrea pakuje się, zachodzi do pokoju tego kolegi. Nie ma go, na ścianie wiszą tylko rysunki, które robił tamten zmarły chłopak. Szuka go i przypadkiem natrafia na rozmowę w pokoju ojca przełożonego - tego ojca z tym kolegą. Podsłuchuje przez uchylone drzwi. Właściwie, cała ta gadka, jest zminiaturyzowaną wersją "Wielkiego INkwizytora" z "Braci Karamazow" - przełożony wyłuszcza całą ideologię : Bóg nie zmartwychwstał, nie zszedł z krzyża, a jedyne co dał ludziom, to możliwość wiary, możliwość wyboru, my zaś bierzemy na siebie trud trzymania całego porządku rzeczy w ryzach - ludzie nie są wolni, nie chcą być wolni, my wolni zaś jesteśmy, wybralismy wolność, bo wiemy, co jest najważniejsze : tajemnica - tajemnica słabości Boga.
    I kiedzy kończy ten wykład, kolega Andrei wstaje i całuje go w ustach, dokładnie jak Jezus Inkwizytora w lochu sewilskim. I odchodzi.

    Andrea do końca szarpie się z sobą. Idzie do wyjścia. Furtka jest otwarta. Wychodzi. Jest noc. Przed nim szumi woda, za wodę są światła miasta. Pstryk. I Andrea ukazuje się z dyskretnie ucieszoną twarzą, jest dzien, słońce, a on stoi w cięzkich drzwiach jakiegoś budynku z białego kamienia. Wygłasza krótki monolog, z którego wynika, że zdecydował się zostać. I cofa się do środka tego zakonnego domu zamykając od wewntrz drzwi. A kamera leci w górę i do tyłu i daje efektowne ujęcie : ten cały kompleks seminaryjny jest cyplem wyspianym.
    A chłopak, który odszedł idzie ulicami miejskimi, oddalając się od zakonu, i uśmiecha się do siebie.

    Świetna ta ostatnia scena - pokazuje czym jest dzisiaj kler : ciałem obcym, poza światem, wyspą. Cały obraz życia seminarium pokazuje zimny wychów robotów, bezrefleksyjnych funkcjonariuszy, którzy mają "pomagać pragnącym niewoli ludziom" nieść pociechę niby, a nie nakłaniac do wolności. Tu nie ma wiary, tu jest po prostu rutyna. Andrea wybiera taką drogę, być mozę uwiedziony słowami ojca przełożonego, a może, jak sam mówi "bo czuję się wybrany do tego, do czego niewielu wybranych zostało". A ten, który odchodzi wybiera życie, wybiera błędy, grzech, kryzysy, ale i radości i zwycięstwa - wybiera autentyczność poszukiwań bliską istocie pierwotnemu chrześcijaństwu, zanim się zamieniło w skostniałą bezduszną strukturę władzy i kontroli sumień.

    Wyciszenie, spokój, nastrój, dyskrecja, poetyckość nawet pewna - poza kilkoma zywymi dialogami nie ma tutaj wiele słów. Gesty, spojrzenia, obrazy, sytuacje. I słowa mają większą wagę, kiedy padają w takiej właśnie przestrzeni, każde ma znaczenie. Wnętrza budują tę przestrzeń właśnie - piękne, zalatujące dostojną starzyzną, a jednocześnie w tej piękności totalnie bezosobowe, zimne, oddzielające ludzi tam przebywających od siebie, współgrające z pustką w nich samych, z ich bezwładem duchowym. Kamera nie robi figlów, nie ma tutaj żadnych eksperymentów technicznych. I, tak w ogóle, jak to z włoskimi filmami - oglądasz i gdzieś tam masz - ja mam przynajmniej - z tyłu głowy tę pocztówkowo-albumowo-uroczozaułkowo-krzykliwocodzienną Italię, czy to z filmów wielu, czy to z obrazków, czy to z życia, czy to z czego innego, i ogląda się filtrując nieco przez te slajdy i ich gębę :)
  • barbasia1 06.05.10, 15:52
    Myślałam, że to będzie jakiś lekki, błachy film, thriller, sensacja,
    albo włoskie romansidło, a to całkiem poważna rzecz, podejmująca
    kwestię wiary, Boga, religii, instytucji kościelnych. Temat rzeka
    (i tu też się różnimy w poglądach ...) .

    Film całkiem świeży, bo z roku 2007, sprawdziałam, a wyreżyserował
    go Saverio Castanzo, trzeba na jakieś włoskie strony zajrzeć i kto
    to ten Saverio Castanzo i co jeszcze zrobił.

    Szkoda, że film puścili tak późno (jakoś się nie dziwię :), w środku
    nocy, ale przynajmniej dzięki Tobie, Greku, mamy streszczenie .
    :)




  • grek.grek 07.05.10, 13:23
    Ja sądziłem, że może będzie to film podejmujący jakieś aktualne problemy tego środowiska - celibatowe, ogólnie rzecz ujmując. Ale zaraz sobie przypomniałem w jakiej stacji leci ten film ;) TVP to jednak strażnik poprawności politycznej. Ale, mimo to - był niezły, bo niejednostronny, a może nawet dośc krytyczny.
  • barbasia1 07.05.10, 13:47
    grek.grek napisał:

    > Ja sądziłem, że może będzie to film podejmujący jakieś aktualne
    problemy tego środowiska - celibatowe, ogólnie rzecz ujmując.

    I to chyba byłby o wiele ciekawszy temat, bo to co mówi pan reżyser
    Saverio Costanzo (rocznik 1975; to jego drugi film w karierze) w tym
    filmie, to żadna nowość, starsi koledzy po fachu, już to dawno
    temu mówili.
  • barbasia1 08.05.10, 15:01
    Wiesz, Greku, zajrzałam na włoskie strony filmowe, poprzeglądałam
    trochę informacji na temat filmu Costanzo (bez wczytywania się w
    szczegóły, bo tłumaczenie z włoskiego zajęłoby mi jednak zbyt dużo
    czasu, niestety braki w słownictwie :/) i stwierdzam, że polski
    tytuł filmu - "Ku mojej pamięci", jest skandalicznie źle
    przetłumaczony! Po włosku brzmi on "A memoria di me" i są to słowa
    Chrystusa wypowiedziane podczas Ostatniej Wieczerzy, kiedy
    ustanowia on Eucharystię. Polski tytuł powinien więc brzmieć, tak
    jak jest to zapisane w Ewangelii św. Łukasza (22:19) - "Na moją
    pamiątkę" [Następnie wziął chleb, odmówiwszy dziękczynienie połamał
    go i podał mówiąc: "To jest Ciało moje, które za was będzie wydane:
    to czyńcie na moją pamiątkę!"]. To tłumaczenie jest bardziej
    czytelny w kontekście całego filmu, lepiej oddaje sens filmu.

    I jeszcze jedno pisząc tam wyżej w poście, o "starszych kolegach
    reżyserach"/ innych reżyserach znanych z krytycznego stosunku do
    instytucji kościelnych, myślałam przede wszystkim o włoskim
    reżyserze Marco Bellocchio, którego nazwiska ani tytułu jego filmu
    za chińskiego boga nie mogłam sobie wczoraj przypomnieć, a którego
    znamy dzięki temu, że opowiedziałeś na tu kiedyś jeden z jego
    kontrowersyjnych filmów - "Czas religii".

    :)
  • barbasia1 08.05.10, 15:17
    myślałam przede wszystkim o włoskim
    > reżyserze Marco Bellocchio, którego nazwiska ani tytułu jego filmu
    > za chińskiego boga nie mogłam sobie wczoraj przypomnieć, a którego
    > znamy dzięki temu, że opowiedziałeś na tu kiedyś jeden z jego
    > kontrowersyjnych filmów - "Czas religii".
    >
    Nie mogę znaleźć Twojego opisu, za to zachęta/y do obejrzenia są!
    Być może polecałeś tylko, a opis czytałam w innym miejscu.
    W każdym razie zwróciłeś mi / nam uwagę na ten film i to się
    liczy! :)
  • barbasia1 08.05.10, 15:32
    analfabetka włoska napisała:

    > Po włosku brzmi on "A memoria di me"
    IN!!! nie A

    Po włosku brzmi on "IN memoria di me"
    www.filmweb.pl/f393465/Ku+mojej+pami%C4%99ci,2007/obsada
    LUCA 22:19 Poi, preso un pane, rese grazie, lo spezzò e lo diede
    loro dicendo: «Questo è il mio corpo che è dato per voi; fate questo
    in memoria di me».
  • barbasia1 08.05.10, 16:27
    Tadeusz Sobolewski tłumaczy ten tytuł jeszce inaczej!!!!!!!!!!
    a mianowicie "Na pamiątkę mnie".

    "Film nazywa się "Na pamiątkę mnie", ponieważ "ja" zostało w nim [w
    Andrei - dopisek mój] pokonane, ale nie odrzucone. Uprawiając coś w
    rodzaju duchowego boksu, bohater filmu zdobył się na odwagę
    spojrzenia na siebie bez złudzeń. Wtedy spostrzegł, że to go nie
    pogrąża, przeciwnie - stoi na jakimś twardym gruncie, jak na wyspie".

    wyborcza.pl/1,76842,3916335.html
    Jak ci się podba, Greku, ta interpretacja Sobolewskiego?
    :)
  • barbasia1 12.05.10, 14:07
    barbasia1 napisała:

    > wyborcza.pl/1,76842,3916335.html

    Ten artykuł Sobolewskiego w całości dostępny jest tylko
    po dokonaniu wpłaty, aleeee tak się szcześliwie składa, że w tych
    dniach (do 13 maja) Archiwum GW jest otwarte i można przeczytać go
    (albo jakieś inne artytkuły) bez opłaty. Można się do nich
    dostać za pomocą wyszukiwarki na tej stronie:

    szukaj.wyborcza.pl/archiwum/0,0.html
    :)
  • grek.grek 09.05.10, 12:43
    Skąd Ci się udaje takie rzeczy wykopywać ? :) Świetne. Tłumaczenie zatem, istotnie, w świetle tych faktow, jest do d,py.

    Tak, pamiętam "Czas religii", tam Bellocchio krytykował świeckich katolików, którzy na religijnych zasczytach dotykających członków ich rodziny, próbują robić interes, a jedynym, który rozumnie i z szacunem do tego podchodzi jest w zasadzie niezainteresowany całym procesem ateista. Widac, facet ma spercyzowane zainteresowania. Mieli Włosi kilkudziesięciu pappieży, to i jednego Bellocchio się dorobili (może akurat jest ich więcej, ale ja przynajmniej nic o tym nie wiem), a Polacy - jednego i nawet pół Bellocchia nie mamy ;)
  • barbasia1 09.05.10, 13:54
    grek.grek napisał:

    > Skąd Ci się udaje takie rzeczy wykopywać ? :)
    Internet, cudny internet! :)

    Tak, pamiętam "Czas religii", tam Bellocchio krytykował świeckich
    katolików [...]

    Tak, to przede wszytskim, ale także instytucje kościelne, Watykan
    (jak wyczytałam w opisach).


    Nie, nie Bellocchio nie jest jedynym i nie jest pierwszym włoskim
    reżyserem, który miał odwagę krytytykować Kościół, wcześniej robił
    to już m.in. Fellini.

    :)
  • grek.grek 09.05.10, 15:00
    Nie mam na koncie za wielu "Fellinich", więc trudno mi się odnieść :)
    Ale Bellocchio, przynajmniej z tych dwóch sądząc, robi klarowne, jasne i niegłupie filmy z krytycznym zacięciem. Nie są anty, ale są zaproszeniem do dyskusji. To zawsze się ceni.
  • barbasia1 09.05.10, 15:57
    O późniejsze dzieła Felliniego chodzi.

    Jak będę miała więcej czasu, to poszukam w internecie jakichś
    szczegółowszych informacji na ten temat.
    (U mnie z Fellinim jest niestety podobnie jak u Ciebie.).

    No właśnie, mało Felliniego ostatnio w TVP, pewnie Telewizja Polska
    bardzo dba, by polski telewidz nie zamęczył się oglądaniem ambitnych
    filmów , zwłaszcza tych, wobec których istnieje podejrzenie, że na
    złą drogę mogłyby sprowadzić. ;)


    > Ale Bellocchio, przynajmniej z tych dwóch sądząc

    z jednego filmu Marco Bellocchio ("Czas religii")?
  • grek.grek 10.05.10, 13:51
    Ano tak, bo ten był niejego, coś mi się pomieszało; chwilowe otumanienie ;)

    Tvp ewentualnie coś może wrzucić na Kulturę, czyli dla 5 % odbiorców. Jak nie urok, to... itd.
  • barbasia1 10.05.10, 14:55
    grek.grek napisał:

    > Ano tak, bo ten był niejego, coś mi się pomieszało;
    chwilowe otumanienie ;)
    ?
    :))
    Myślałam , że widziałeś jeszcze jakiś inny film Bellocchia?

    > Tvp ewentualnie coś może wrzucić na Kulturę, czyli dla 5 %
    odbiorców. Jak nie urok, to... itd.

    No właśnie.
    :)
  • barbasia1 06.05.10, 16:07
    thriller z Anthonym Hopkinsem i Ryanem Goslingiem!

    "Mąż próbuje zamordować swoją niewierną żonę. Ta jednak uchodzi z
    życiem, a on na skutek uchybień w śledztwie zostaje wypuszczony z
    aresztu. Zdradzony mąż, Ted Crawford (Anthony Hopkins), strzela do
    swojej żony (Embeth Davidtz), a następnie informuje o całym
    zdarzeniu policję. Na miejsce przybywa detektyw Rob Nunally (Billy
    Burke), który w rannej kobiecie rozpoznaje swoją kochankę. Ted
    przyznaje się do winy i trafia do aresztu, z którego w wyniku
    formalnych uchybień zostaje wypuszczony. Kto popełnił błąd i
    poniesie jego konsekwencje? Czyżby mężczyzna zaplanował morderstwo
    doskonałe? Wciągający thriller o intelektualnym pojedynku między
    mężczyzną, który zaplanował zbrodnię doskonałą, i usiłującym dowieść
    jego winy prokuratorem (Ryan Gosling)."

    www.telemagazyn.pl/program/3513814297.html

    A o 23.50 (ech!) ostatni odcinek pierwszej serii Tary, mam nadzieję,
    że doczekamy się w TVN 2. serii, koniecznie o lepszej porze.

  • barbasia1 06.05.10, 16:29
    Przypominam, Tobie Greku zwlaszcza, że Embeth Davidtz zagrała w 3.
    Californication żonę dziekana - Felicję, która uległa urokowi Hanka
    (w kolejnym odcinku, który wkrótce opowiem, Hank postanawia skończyć
    z nią romans (z pozostałymi dwiema dziewczynami - studentką Jackie i
    asystentką Jill też), w tym celu udaje się do niej z wizytą ...
  • grek.grek 07.05.10, 13:39
    Ja na razie tylko nagrałem :)

    Nie wiem, czy do konca obejrzałaś WWT (?) W każdym razie, na spotkaniu z tym całym Johanssonem okazuje się, że wprawdzie mieli razem seks po pijaku, jak byli młodzi, ale kiedy Johansson żegna się z nią "dziękuję,że sobie to wyjaśniliśmy... T" wiadomo już, że to nie z Tarą miał wtedy fikimiki, tylko z T własnie, co też potwierdza się w natychmiastowej zmianie Tary w T, a potem w Alice - T jest wulgarna, obraża i Johanssona i jego zonę, Alice z kolei twierdzi, że to ona nad wszystkim panuje itd, ale zaraz po tej zmianie i wyjściu/ucieczce Johanssonów Tara wraca, razem wracają do domu - ale przy kolacji rodzinnej gadka się nie klei, więc mąż zabiera całą familię na wieczór w kręgielni, gdzie grają i się jakoś tam dobrze czują i patrzą w przyszłość, która "najpierw będzie trochę gorsza, żeby potem mogła być lepsza" - a potem siedzą sobie, a obok nich siedzą wszystkie alter ego Tary :) Do kompletu.

    W międzyczasie, córce nie udaje się wydębić odszkodowania z powodu "molestowania przez szefa", bo przeca byli w związku. Potem się szef się zjawia u niej w domu, informując, że go wyrzucili z pracy - ona go sprytnie zostawia w salonie i wymyka się z domu tylnym wyjściem, a potem bryką matki daje w długą.
    Syn się z matką przeprasza, w ćwierćmelodramatycznej scence i razem z matki siostrą czekają w tej klinice na wynik konfrontacji Tary z tym całym Johanssonem.
    Mąz w starej roli - trzymającego ten cały pie,prznik w jakichś ryzach; american-"rysia z klanu".

    Nie mogło się wyjaśnic wszystko, wszak druga seria się zdarzy(ła) :)

    Btw, dokończyłem Urodzonych morderców ? A Ty ? :)
    Powiem tylko, na wstępie ?, że mniejsze wrażenie na mnie wywarli niż iks lat temu. POwinien był to zrobić Tarantino, bo to jego pomysł i jego historia, było by pewnie zamaszyściej niż u Stone'a, ale pewnie kasy by nie dostał należytej, a Stone właśnie wracał po JFK, Doors, Plutonie i w ogole był znany i ceniony, wszyscy czekali na jego nowy film, więc nie było wyjścia zdaje się. A może było inaczej, pal licho.
    Robert Downey świetny w roli kopniętego dziennikarza. Muzyka też zawodowa, pamiętam że kiedyś nawet miałem taśmę z sonudtrackiem z UM, gdzieś posiałem oczywiście. Ale jest czego posłuchać, to po latach niezmiennie przyznać muszę :)
  • barbasia1 07.05.10, 14:40
    grek.grek napisał:
    Ożeż qrka wodna! zezarło mi odpowiedź, za chwilę napiszę od nowa!
    :/
  • barbasia1 07.05.10, 16:41
    a więc raz jeszcze:

    grek.grek napisał:

    > Ja na razie tylko nagrałem :)

    Ja obejrzałam i polecam! :)


    Dzięki piękne, serdeczne oraz wielkie za ostatni odcinek WWTary (a
    skąd wiedziałaś, że nie obejrzałam całości!?!?! ;)))

    > Mąz w starej roli - trzymającego ten cały pie,prznik w jakichś
    ryzach; american -"rysia z klanu".

    haha :)))
    Ale przynajmniej znacznie piękniejszy od Rysia z Klanu!

    To co, czekamy na 2. serię Tary! Obyśmy się doczekali. :)


    > Btw, dokończyłem Urodzonych morderców ? A Ty ? :)
    A ja jeszce nie! :{
    Ale dokończę dziś lub jutro.

    >POwinien był to zrobić Tarantino,
    bo to jego pomysł i jego historia, [...]

    co zresztą widać wyraźnie w stylistyce tego filmu.
    Gdybym nie wiedziała, że reżyserował Stone powiedziałabym, że to
    film Tarantino.
  • grek.grek 08.05.10, 13:39
    Domyśliłem się, że z WWT miałaś techniczne problemy ;) - zaczeło się wszak o 23:50...

    Ciekaw jestem, co powiesz o Urodzonych.
    Ja jeszcze dorzucę, ze wg mnie jakby trochę stracił nie tyle na aktualności, co na oryginalności - estetycznej, ale i tematycznej.
  • barbasia1 08.05.10, 14:18
    grek.grek napisał:

    > Domyśliłem się, że z WWT miałaś techniczne problemy ;) - zaczeło
    się wszak o 23:50...

    Własnie tak! :)
    Wiesz, nie mogę siedzieć ta długo, mózg mi się wyłącza po
    północy ;), oczy zamykają, temparatura ciala spada... ;)
    Poza tym jak jak chodzę spać późno zawsze na drugi dzień jestem
    nieprzytomna...
    Ale w bardzo wyjątkowych wypadkach mogę się poświęcić, tym razem nie
    dałam razy.
    Dzięki raz jeszcze za streszczenie.

    "Urodzonych ..." dziś postaram się dokończyć

    > Ja jeszcze dorzucę, ze wg mnie jakby trochę stracił nie tyle na
    >aktualności, co na oryginalności - estetycznej, ale i tematycznej.

    Fakt, można mieć takie wrażenie, nie mniej jednak trzeba pamiętać,
    że film powstał 15 lat temu! W kinie to szmat czasu!

    :)
  • pepsic 07.05.10, 14:03
    Barbasiu, melduję wykonanie zadania;)
    W związku z tym, że Grek dopiero się przymierza zwrócam tylko uwagę
    na genialnego (!!!) Ryana Goslinga, który rewelacyjnie, podobnie
    jak w "Szkolnym chwycie" (rzecz o nauczycielu- ćpunie zesłanym
    do szkoły publicznej
    ) robi cały film i przykuwa uwagę. Bez
    niego byłby to kolejny przeciętny produkcyjniak nie wart
    zapamiętania i nie pomógł Hoppkins jadący "Milczeniem owiec".
  • grek.grek 07.05.10, 14:18
    Zawsze mówiłem, ze ten chłopak ma to "coś" :)

    Ja bym poszedł nawet dalej, niż Ty - wg mnie, po obejrzeniu paru filmów Hopkinsa z ostatnich lat ("Piętno", "Czerwony smok", "Hannibal") mam wrażenie, ze on dusi na oparach, brak mu jakichś większych wyzwań, a z drugiej strony - to "Milczenie" go zaszufladkowało. Nie wiem, czy ktoś jeszcze istnieje (na pewno istnieje, ale kategoryczne zwroty się lepiej czyta, hehe), kto chce go oglądac w innych rolach, albo - czy on sam siebie w innych rolach jeszcze potrafi sprzedać, bo Lecter zawsze jest za jego plecami. To tylko moje wrażenie, nie wiem czy się zgodzisz/dzicie...

    Btw, przy okazji, na dziś :
    "Fan" z De Niro w TVP 1 (23:55)- wiem, było sto tysięcy razy, ale niezły to film, zwłaszcza jak się pierwszy raz ogląda : i z powodu Boba (a co, kruca, "Bob" i już, w końcu znamy się tyle lat.. co z tego, ze wirtualnie i jednostronnie...) i z powodu pasji kibicowskiej, która jest sama w sobie ciekawym tematem, plus oczywiście bejsbol w tle. Historia mocno naciągana i zakończenie jakoś mnie nie porwało, ale - także i po to sensacyjne kino powstało, żeby odpalać podobne szmirowacizny, które się świetnie ogląda, bo nie trzeba się specjalnie przymuszać do wysilania szarych komórek (mówię o was, moje szare komórki i tak się zawsze gdzieś błąkają nie tam, gdzie powinny, hehe ;).

    Co ja piszę, pewnie i tak wszyscy na Polsacie będą z wypiekami na twarzy patrzeć, jak pan Pudzian znowu kogoś kopie w tyłek, hehe. Dzisiaj chyba będzie mu trudniej trafić, bo ten tyłek będzie skośny.
  • barbasia1 07.05.10, 14:57
    > Co ja piszę, pewnie i tak wszyscy na Polsacie będą z wypiekami na
    twarzy patrzeć, jak pan Pudzian znowu kogoś kopie w tyłek, hehe.

    >Dzisiaj chyba będzie mu trudniej trafić, bo ten tyłek będzie skośny.

    hahahahahahahahahaha

    :)
  • maniaczytania 08.05.10, 14:09
    O dziwo calkiem niezle sobie poradzil. I wytrzymal dluzej niz jedna runda :)))
    --
    hmm, co by tu napisac?