• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2010 - 4 (vol. 8)

    • 26.06.10, 20:29
      tyle czasu tu z Wami pisze, a do dzis nieswiadoma bylam, ze Wy to jedna i ta
      sama osoba ;)
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,113428323,113442989,Re_Zly_duch_przeszkadza_w_modlitwie_i_ludzie_pad.html
      --
      hmm, co by tu napisac?
      • 27.06.10, 11:54
        Maniu, krew mnie zalała jak to przeczytałam.
        Już raz, dawno temu tłumaczyłam temu gościowi z przerośniętym
        nickiem kto jest kim, a ten dalej swoje...

        :/
        • 27.06.10, 11:59
          Odpowiedzieliśmy Mani prawie w tej samej minucie, gość ma "dowód" ;))
          Ja się trochę boję, że jeszcze ze 2-3 takie przypadki i, cytując poetę, facet zjedzie po białej łące ;))

          A tak naprawdę, to wyobrażam sobie, ile razy się on myli podczas pisania swojego nicka w trakcie logowania i już mi się gęba śmieje, hehe.
          • 27.06.10, 12:06
            > A tak naprawdę, to wyobrażam sobie, ile razy się on myli podczas
            pisania swojeg
            > o nicka w trakcie logowania i już mi się gęba śmieje, hehe.

            hahahaha :)

            Już mi się humor nieco poprawił!
            I jak to nie lubić Greka.

            grek.grek napisał:

            > Odpowiedzieliśmy Mani prawie w tej samej minucie, gość
            ma "dowód" ;))

            On se to jakoś wytłumaczy po swojemu, i powie, że to dowód na to,
            żeś dwugłową Chydrą! ;))

            To samo myślałam, on pisze albo na kacu, albo pod wpływem czegoś...
            • 27.06.10, 12:37
              Hehe. I o to chodzi :)

              Poza tym, i tak średnio wierzę, że jakiś wielbiciel teorii spiskowych mógł Ci ów humor popsuć.

              Heh, no wiesz, on pisze, ze TVN pokazał tych egozrcystów, bo się podlizuje Kaczyńskiemu ;) Jak dobrze pójdzie, to do końca tygodnia wszyscy zostaniemy Kaczyńskim.

              No cóż, wiesz, ja jestem ateistą oświeconym - nie przeszkadza mi, że ktoś wierzy w egzorcyzm. Oczywiście, dopóki nie próbuje zapisać w prawie, ze egzorcysta ma być w każdej szkole i każdym urzędzie na państwowej posadzie.
              A tamten, to chyba ateista, który tylko dlatego nie wierzy w Boga, żeby mu więcej zdrowia zostało do wiary we własne paranoje :)
              • 27.06.10, 13:01
                > A tamten, to chyba ateista, który tylko dlatego nie wierzy w Boga,
                żeby mu więcej zdrowia zostało do wiary we własne paranoje :)

                hahahahahahaha

                Popłakałam się ze śmiechu!

                Ale pamiętasz, że ja, że my z koleżankami (niektórymi) nie jesteśmy
                ateistkami, co!? ;)

                TVN podlizuje się Kaczyńskiemu materiałem o misjonarzach! - to
                przechodzi ludzkie pojęcie, co ten chłop wygaduje!

                Serio, w pierwszej chwili wkurzyłam się strasznie, na te głupawe
                insynuacje!
                • 27.06.10, 13:19
                  Insynuując strzelił sobie gola - wypowiadał się z wyżyn piewcy racjonalizmu, a za chwilę wyszło na to, że z tym racjonalizmem nie ma nic wspólnego, bo snuje podejrzenia bez cienia dowodów. I kto tu ma teraz powody do śmiechu, haha :)

                  Pamiętam, pamiętam ;)

                  • 27.06.10, 13:46
                    Otóż to!
                    :)

                    To chyba ten "klapek łazienkowy" (z ostatniego zdania Twej
                    wypowiedzi) tak go wytrącił z równowagi i racjonalizmu, hehe.;)

                    • 27.06.10, 13:49
                      O, to możliwe, klapek łazienkowy w niektórych okolicznościach bywa bronią siejącą spustoszenie ;)
                      • 27.06.10, 13:59
                        chichichi

                        To fakt! :)))
      • 27.06.10, 11:56
        Spoko, wiesz jak jest, za miesiąc i Ty się dowiesz, że jesteś mną/Barbasią/nami/złym duchem ;)

        Ale jeśli autorem tych sensacji jest ktoś, kto sie oburza o obecność w przestrzeni publicznej tematu okultyzmu czy egzorcyzmu, po prawie 30 latach od pokazania światu "Egzorcysty", to wypada machinalnie przytakiwać w odruchu ludzkiego współczucia i starannie maskować szeroki uśmiech :)
        • 27.06.10, 12:33
          Co więcej, materiał z DDTVN (do którego linki są w tym wątku) nie
          jest poświęceony egzorcyzmom, egzorcystom, ale działalnosci
          charyzmatycznych (i obdarzonych charyzmatami, mówiac treminologii
          kościelnej) misonarzy ulicy, pełniących swą, jakże potrzebną,
          posługę w najbiedniejszych dzielnicach Sao Paulo!!!
          Gość o przerośniętym nicku, bardzo pokrętnie zrelacjonował ten
          materiał, zobaczył to co chciał zobaczyć.
          • 27.06.10, 12:45
            Sama czytałaś : najpierw człowiek kpi z telewizji, ze pokazuje brednie i dotknięty do żywego apeluje o to, żeby pokazywać to, co naukowe, racjonalne i logiczne, a potem powiada, że Ty to ja, a ja to Ty, nie przedstawiając żadnego dowodu na potwierdzenie tej karkołomnej tezy, czego można by chyba wymagać od kogoś tak szafującego racjonalizmem i upominającego się tak rezolutnie o naukową mądrość. Czy tak sprzeczna postawa i argÓmentacja zasługują na poważne traktowanie ? :)
    • 27.06.10, 12:26
      Powiem Wam, ze nie bardzo wiem, co to miało być; wyglądało jak trochę Nagiego instynktu, ze szczyptą Bodyguarda i jakiś kawałkiem archetypowego filmiku, jak pan policjant chroni kobietę, której grozi atak przestępcy.

      Tutaj jest pani fotograf, która robi fotki będące mieszanką erotyzmu, samo-maso lajtowego, generalnie : taka sobie "sztuka (m)oralnego niepokoju". Giną ludzie, którzy w jakiś sposób ją skrzywdzili (nieprzyjemny krytyk; gośc, co ją kiedyś zgwałcił, czy próbował zgwałcić itp). Ofiary zabójstw wyglądają, są upozowane, tak jak modele na jej fotografiach. Policjant musi ją chronić, bo wydaje się, ze zabójca może chcieć ją dopaść,. a przy okazji o zabójstwa podejrzewa ją samą. Ona go uwodzi nie zdejmując z siebie jakoś zbyt gorliwie podejrzeń, ale za to zdejmuje całą resztę, czyli jest romans. A ten policjant szuka zabójcy. I ten romans trwa. Wszyscy są podejrzani : jej ładna, ale męskotypiczna znajoma, z którą fotografka/ficzka? pozostaje w jakichś niejasnych relacjach, policyjny partner naszego policjanta - jej przyjaciel, który pomagał jej przejść przez traumę po-gwałtową, wreszcie grubas dozorca, fan jej twórczości. No i ona sama. Każde miało motyw, żeby zabić jej krzywdzicieli. Winnym jest... chcecie wiedzieć ? :)

      Intryga się wlecze. Niestety. Nawet scenom, które powinny być przełomowe, zmieniać coś w świadomości widza, poszukującego killera razem z policjantem, brakuje mocy. Thriller, który nuży jest po prostu kpiną z tego gatunku filmowego.

      Relacja erotyczna między policjantem i forograficzką/ką? jest wyprana ze zmysłowości, nie ma w niej żadnego pieprzu, ani nawet cynamonu. Pani fotograf epatuje seksapilem królowej sylwestrowego balu w Małkini. Pan policjant odtwarzany przez Stephena Baldwina jest mdły i nalany na twarzy jak wadowicka kremówka albo maślana buła. Ot, taki pocieszny ćwierćgrubasek. Dwie postaci z osobowością złożoną jak deska do prasowania. Jeśli mieli oni dorównać duetowi Stone-Douglas, to tu by się egzorcysta przydał. Dla reżysera. I wczasy w Ciechocinku, bo ten pan wyraźnie potrzebuje pomocy.

      Co było niezłe, to jedno ze zdjęć tej fotograficzki/ki : nagie kobiece plecy, za którymi jej ręce trzymają ukryty młotek (czy czekan) poplamiony obficie krwią. Ciekawy motyw.
      I trochę muzyki. Kiedy policjant i fotograficzka vel fotorafka oddają się namiętnym uściskom w tle jest muzyczka wykonywana przez, ja wiem... może Anouk, może w trochę poważniejszym wydaniu Sheryl Crow,w każdym bądź razie - intersesujący kobiecy soft rockowy głos.
      • 27.06.10, 13:21
        ALE KTO JEST WINNY? Napisz proszę prędko!!!

        :)
        • 27.06.10, 13:25
          Kobieta ze zdjęcia jest mordrczynią! Tylko, która? Fotograficzka?
          Albo jej znajoma!?
          :)
        • 27.06.10, 13:48
          Kilerem jest... psychopatyczny dozorca, fan fotograficzki, uważający się za jej obrońcę :) Fotografka jest niewinna jak samo dobro, a reszta to mylne tropy. Inna sprawa, ze pan reżyser nic nie zrobił w kierunku takiego poprowadzenia rologłównej aktorki, zeby chociaż myliła widza skutecznie. Od razu widać, ze ona nic nie ukrywa. Zostawał dozorca, policjant-partner Baldwina i ta koleżanka fotograficzki (aha, jest jeszcze jej kolega-gej, który ew mógłby być wspólnikiem tej koleżanki. Problem w tym, ze reżyser i scenarzysta powiedzieli : a ty, widzu drogi i naiwny, se zalosuj, kto jest zabójcą, bo my ani prawdziwych ani mylnych tropów ci nie podrzucimy, co najwyżej pokażemy, jakie masz możliwości do zakreślenia. Totolotek, mówiąc krótko :). W tej sytuacji, zabawa traciła cały walor, bo pozostawało czekanie na to, aż wreszcie ujwnią tego kilera :)

          • 27.06.10, 14:17
            Dzięki! :) Wydedukowałabym, gdybyś mi nie podał fałszywego tropu w
            postaci porówania do "Nagiego instynktu". ;))
            Żartuję!

            Rzeczywiście mało udany thriller.

            • 27.06.10, 14:40
              Hehe, musiałem jakoś utrudnić ;)

              Z Nagim mi się skojarzyło poprzez podobną parę : tam był policjant po przejściach plus z problemami w związku i pisarka-możliwe'że'kilerka, a morderstwa są popełniane wg instrukcji z jej książki - tutaj jest policjant po przejściach i z problemami w związku oraz fotograficzka-możliwe'że'kilerka i morderstwa, których ofiary wyglądają,.jak ze zdjęć tej jejmości, w dodatku - są wykonywane z użyciem np linek (w celu udusicielskim), czyli rekwizytów z tych sesji fotograficznych.

              W Nagim pisarka miała przyjaciółkę w męskim typie i tutaj fotografka też ma przyjaciółkę w męskim typie. W Nagim drżymy o to, czy podczas konsumpcji seksualnej pisarka nie zadźga policjanta i tutaj też jest taka scena, tyle że ona go związuje i każe się położyć w wannie, żeby jej pozował do kolejnego zdjęcia - a potem puszcza wodę, on się nie może uwolnić, ręce ma zwiążane z tyłu, zaczyna się topić i można sądzić, że ona chce go zabić - można BY BYŁO, gdyby babka przez cały film zachowywała się podejrzenia i coś ukrywała, jak Sharon w roli Catherine; niestety, ta tutaj to nie Sharon i wiadomo, ze jest aniołkiem, którego ciemna strona w całości się realizuje w robieniu tych nieprzyjemnych zdjęć, żę zaraz musi ona go uwolnić, że to była tylko mała zemsta za to, ze policjant przez chwilę ją podglądał przez dziurę w dachu jej mieszkania, oczywiście w ramach prowadzonego, równolegle z jej ochranianiem, śledztwa, czyli że jej nie ufał do końca.

              Tak mi się to kojarzyło jakoś :).
              • 27.06.10, 14:55
                Nieźle kojarzysz!

                Zajrzałam na stronę filmwebu, żeby zobaczyć, poznać nazwisko
                reżysera (a właściwie pani reżyser!) i zobacz, co znalazałam:

                gfx.filmweb.pl/po/18/32/201832/6998109.3.jpg?l=1204082433000
                gfx.filmweb.pl/po/18/32/201832/6998109.3.jpg?l=1204082433000
                Pewnie fotografka jest z gruntu dobra tylko dlatego, żeby zatrzeć to
                nachalne podobieństwo do "Nagiego instynktu"! ;)

                Thriller od razu nabrałby temperatury, gdyby postać pani forograf
                była od początku w kręgu podejrzeń.
        • 27.06.10, 13:48
          barbasia1 napisała:

          > ALE KTO JEST WINNY? Napisz proszę prędko!!!

          Umieram z ciekawości!!!
          Jak umrę niedowiedziawszy się kto jest winny, będziesz miał wyrzuty
          sumienia! ;)
    • 27.06.10, 14:30
      Ja tam mam na dzisiaj zapisane : mecz, mecz, Californication, a Wy ?
      debata w trakcie meczu, więc nie ma szanse - se ją nagram, chociaż sam nie wiem po co i czy w ogole będę to oglądał, bo czuję, że będzie równie zajmująco, co podczas pojedynku o mistrzostwo świata we wstrzymywaniu oddechu.

      Jakbyście dotrwali do 0:50, to Jedynkowy "Łuk" polecam bardzo-bardzo. (obgadywaliśmy go tutaj kiedyś, ale ze spojlerem, więc nie wypada tego ujawniać, chyba że ktoś obejrzy, i ew jakieś rózne osobiste impresje dałyby asumpt do polemiki jakiejś, to ja chętnie)

      Wczoraj, jak widze, w TVP było dużo rózności powtórkowych : Noc na Manhattanie w Dwójce, Paradise Now i Paragraf 46 w Kulturze - wszystko obgadane w Ojejaku, bo i wszystko warte obejrzenia, może będą dodatkowe ich powtórki, TVP tak lubi.
      • 27.06.10, 15:03
        Rzucę okiem, jak Argentyna wygrywa z Meksykiem! :) /oktorej
        godzinie?/
        No i może dotrwam do Cali... o "Łuku" nawet ni mam co marzyć, może
        innym razem poleci o lepszej porze.
        • 28.06.10, 11:16
          No i wygrała. Ale Meksyk dostał pierwszego gola ze spalonego, a drugiego sam sprezentował kiksem indywidualnym :) Ale Argentyna była dobra, pewnie dałaby sobie radę i bez tego.

          Californication mnie jednak trochę zawodzi. Ze znakomitości 1 serii nic nie zostało, nawet strzępek. Nie dorównuje nawet średniej średniości drugiej serii. Nie ma tego uroku, został po prostu serialik, którego bym chyba nie kontynuował, gdyby nie znajome gęby i wiara, że to się musi rozbujać. Nowe środowisko Moody'ego niespecjalnie mnie kręci. Za to Kathleen Turner rządzi i jej relacje z łysym na razie wyglądają najciekawiej, a może nawet : jedynie one ciekawie wyglądają. Znacznie lepiej te seria prezentowała się w Twoich opisach niż w obrazku na ekranie :) Moody po inhalacji haszyszem robiący głupie miny - naprawdę żenujące i słabe. ALE, rzecz jasna - obejrzę tę serię do końca, ciągle mając nadzieję, że się rozkręci i mnie zafrapuje nie gorzej niż w Twoich postach.
          • 28.06.10, 15:05
            Też tak myślę, że Argentyna i bez pomyłki sędziego łatwo pokonałaby
            Meksyk, kolejne gole o tym świadczyły.

            > Californication mnie jednak trochę zawodzi.
            O! To jestem bardzo, ale to bardzo zaskoczona! (a jednocześnie
            podbudowana, usatysfakcjonowana, mile połechtana itd. Twoimi
            pochwałami, nawet jeśli ... są na wyrost! /zawsze krytycznie
            podchodziłam do siebie!/ Dzięki Ci! :))) Starałam się! Ale mogło być
            lepiej...).

            Seria 1. musi być poza konkurencją!
            Nie patrz, a przynajmniej staraj się nie patrzeć na Cali 3 przez
            pryzmat Jedynki, która była nowością absolutną, świeżością, tylko
            ciesz się tym co jest, tym bardziej,że atrakcyjniejszych rzeczy
            teraz nie uświadczysz w TV.
            Ten drugi odcinek może rzeczywiście z tych nieco gorszych,ale
            gwarantuję, że wszytsko co najlepsze jeszcze przed nami, Tobą!
            :)

            • 28.06.10, 15:46
              Ale Meksyk miał swoje okazje, w sumie grał dobrze, ja tam zawiedziony nimi nie jestem ;)

              Niestety, Cali jakoś nie trafia mnie na razie. Będę smęcił chyba już zawsze o pierwszym sezonie i wszystko doń porównywał. Taka karma, hehe.
              Ale i, moim zdaniem, bez tego nalotu pierwszosezonowego - trójka jest, na razie, trochę bez polotu, bez błyskotliwości i brak jej tego kameralnego uroku. Nie widze, póki co, Hanka w jego klasycznej pozie, reszta znanych postaci przyćmiona, może poza łysym. Nowe twarze, poza szefową łysego, nie przekonują, brak im indywidualnego rysu jakiegoś. Już ten Ashby w 2 serii coś symbolizował, miał swój własny szkic osobowościowy.

              To-to otóż-to : na tle całej tej oferty w tiwi Californication, nawet tak, PÓKI CO, średniej jakości to królewskie niemal danie.

              Pozostaje mieć nadzieję, że jest tak jak piszesz i że później się akcja rozkręci nie gorzej niż w Twoich opisach, heh. Wiesz, chodzi o to, żeby się włączyła klimatyzacja. W pierwszej serii włączyła mi się w, mniej więcej, 12 sekundzie pierwszego odcinka. W tej obecnej próbuję złapać odpowiednią częstotliwość i na razie mam głównie skrzypienie i trzaski na łączach :)

              Jedno się nie zmieniło - czołówka, z tą zawodową muzyczką. Mam ją nawet nagraną gdzieś osobno, tę z 1 serii. I wiesz, co zauwazyłem... że oglądanie jej samej, bez następstwa w postaci obejrzenie odcinka serialu, jest jałowe i kopmpletnie nie działa. Ona się sprawdza TYLKO w całości z dowolnym odcinkiem. Chyba jestem podwójnie skazany na kontynuowanie :)
              • 29.06.10, 14:28
                Zaległości w pierwszej kolejności:

                forum.gazeta.pl/forum/w,14,112321184,113548443,Re_Przyladek_strachu_dzis_22_50_2_ka_.html

                forum.gazeta.pl/forum/w,14,112321184,113548155,Re_Przyladek_strachu_dzis_22_50_2_ka_.html


                To dobrze, że jesteś zadowolony z Meksów. Byli waleczni, szybcy,
                mieli kilka okazji do strzelenia bramek, zabrakło może trochę
                precyzji, opanowania. :)

                Czytam raz jeszcze to co napisałeś o Cali, i aż nie mogę uwierzyć w
                to Twoje mało entuzjastyczne podejscie do 3. serii. Przychodzi mi
                do głowy myśl, czy Ty mnie czasem, Greku, nie podpuszczasz, co?

                Porzecież świetna ta seria 3., lepsza od od drugiej, zdecydowanie.
                Może jest jeszcze za wczesnie (dla Ciebie) na analizowanie
                iporównywanie serii 2. i 3., ale powiem tylko tyle, że nie brakuje
                tu błyskotliwosci, plotu, a jesli chodzi o postaci to jednego
                nudnego Ashby'ego (babiarz, imprezowicz, alkoholik, narokoman)
                zastapiły aż cztery świetne kobiety! Opócz szefowej Charliego Sue
                Collini (ciekawe odwórcenie stereopowych, tradycyjnych ról, kobieta
                jest tu szefem mężczyzny, w dodatku bezcelenie, bez pardonowo
                podszczypuje i molestuje swego pracownika, biednego Charliego,
                który nie jest tym ukontentowany, gdyż ... szefowa nie do końca jest
                w jego typie :))
                Pozostała trzy kobiety - studentka Jackie, asystentka Jill i
                dziekanowa Felicja to też szalenie ciekawe postaci, świetnie
                zarysowane i zagrane, symbolizują odpowiednio kobiety: 20-letnią, 30-
                letnią i 40-letnią, ich pragnienia, żądze, nadzieje, obawy,
                niepokoje (oczywiście jak to w Calim ze sporą dawką ironi, z
                przymruzeniem oka).
                Myślę, że ta seria może być ciekawsza właśnie dla osobników płci
                męskiej. ;)

                Greku, może spróbuj się jakoś nastawić pozytywnie wczesniej,zanim
                zasiądziesz do oglądania!? Może potrząśnij swoim odbiornikiem,
                postukaj, tylko nie za mocno, proszę! ;))

                • 29.06.10, 15:07
                  Na razie oceniam po tych 2 odc, więc rezerwuję sobie możliwość sukcesywnej zmiany :)

                  Nastawienie lepsze nie będzie, bo 1 seria wszystko przyćmiewa, ale może sami dadzą mi szansę, zebym zdanie zmienił. Póki co, szału nie ma ;)

                  Ashby miał swoją drugą stronę, był romantycznie zakochany :) Poza tym, Ashby symoblizował styl życia jakiś : sex, drugs, rock'n roll, był z poprzedniej epoki, dlatego tak go Moody polubił i vice versa, bo i Moody z obecnej na pewno nie jest.
                  Btw, Moody himself też jakoś średnio się prezentuje na razie. Niewyraźny taki jakiś. A to nowe środowisko akademickie jakoś mniej mi odpowiada, jako regularny element wystroju wnętrza niż epizodycznie pojawiające się przystawki dla kilkorga głównych bohaterów, których tutaj się trochę ogranicza.
                  • 29.06.10, 15:29
                    Greku, musisz sobie powiedzieć, seria 1. jest poza konkurencją,
                    wtedy automatycznie zmieni Ci się nastawienie do serii 3. Tak myślę.

                    >Poza tym, Ashby symoblizował styl życia jakiś : sex, drugs, rock'n
                    roll, był z poprzedniej epoki,

                    O to-to! To własnie miałam na myśli! ;)

                    Moody sprawia wrażenie jakby nie do konca czuł się dobrze w tych
                    okolicznościach przyrody uniwersyteckiej!?

                    A mnie się pomysł z umiejscowieniem akcji w środwoisku akademickim
                    bardzo podoba. I trzy interesujące kobiety Hanka, związane z tym
                    środowiskiem, któte ciągle się mijają, nie wiedząc nawzajem o sobie.
                    Czy to nie perwersyjne! ;)
                    • 30.06.10, 11:28
                      TO Ashby nie był ciekawy ? :)

                      No nic, pozostaję z nadzieją, że się ta łajba rozbuja trochę, hehe.
                      • 30.06.10, 12:45
                        grek.grek napisał:

                        > TO Ashby nie był ciekawy ? :)

                        Wszystko zależy od tego, kto patrzy! :)


                        Zapomniałam jeszcze powiedzieć, ze w serii 3. jest sporo (ale z
                        umiarem) odwołań do serii 1. i 2. W ostanim odcinku, który
                        opisywałam jest np. aluzja do naderwanego w serii 1. sutka
                        Charliego i kobieca (a konkretnie należąca do Felicji) "pupka jak
                        u 10-letniego chłopca", która kręciła też starego Hanka, zaczy się
                        ojca Hanka.


                        Rozbuja się na pewno! :)


                        • 30.06.10, 14:20
                          A to prawda :) Taki był fajny nawet, w końcu Kalifornia, to przemysl muzyczny, słońce, dolina krzemowa i przynsoząca rocznie grube miliardy zysków pornografia ;) Oprócz tego trzeciego segmentu rzut oka na przedstawicieli typowych branż kalifornijskich został wykonany, hehe.
                          • 30.06.10, 17:20
                            Oprócz drugiego, chyba? Jeszcze przedstawiciele doliny krzemowej nam
                            się nie objawili? I chyba się nie objawią, bo, zdaje się, są mało
                            atrakcyjni!??

                            Masz całkowitą rację jeśli chodzi o Ashby'ego. Trochę nazbyt
                            lekceważąco potraktowałam tę postać.
                            Ratuje go to ostatnie romantycznie uniesienie ;) /które zapewne i
                            tak nie trwałoby długo, gdyby był nie zszedł ;)/

                            • 01.07.10, 10:37
                              Nie wiem, czy mam prawo do uwag (a raczej wiem, że nie mam),
                              bo serial I oglądałam pobieżnie i szczątkowo. Podoba mi się
                              nowatorskie i bezpruderyjne podejście oraz lekkość, choć na dłuższą
                              metę sceny zbyt dosadne stają się męczące, a osobiście wolę
                              niedopowiedzenia. Natomiast drażni mnie wątek powielany w innych
                              filmach - następca męża, niby fajny i porządny (fajtłapowaty), jeśli
                              nawet kochany, to tylko z rozsądku. A poza tym nie darzę symatpią
                              aktorki grającej żonę/kobietę Hanka (Natasza McElhon też irytująca w
                              Roninie).
                              Jeśli się mylę - poprawcie :))
                              • 01.07.10, 13:48
                                Oj, kokietujesz w tym pierwszym zdaniu ;)

                                Nie ma co poprawiać, wszyscy subiektywnie się zapatrujemy, a więc każda opinia jest orajt - zgadzam się z Tobą a'prop mrs McElhon, też jakoś nie mogłem jej kupić nigdy do końca, a jej nieobecnośc, albo obecność szczątkowa, w 3 serii, to być może naj atut tej serii, jak dotąd, w odbiorze wizualnym ;)
    • 29.06.10, 11:52
      No to ciach.

      Akcja się rozgrywa w XIX-w Japonii, w której panuje generalny pie,rdolnik, nie ma gospodina i o władzę wojnę toczą ze sobą poszczególne klany. Wódz jednego z nich, Shingen, jest umierający.
      Nie jest to byle watażka, tylko szef szefów, ma taki mir, że wystarczy, że przeciwnicy dostrzegą flagę jego rodu prze bitwą wśród wrogów, a już lecą do klozetu z papierem i najgrubszą ksiązką w historii, przez co wszystkie bitwy się opóźniają ;) MÓwiąc po polsku, normalny, kuźwa, Czak Noris.

      UMierając Shingen nakazuje swoim najbliższym współpracownikom utrzymywać jego rychłą smierć w tajemnicy (rzeczywiście, szybko Shingen wyzionie ducha). Przez 3 lata. I zakazuje im prowadzić ekspansywną politykę, mają się trzymać swojego terytorium i szlus.

      Co mogą zrobić jego przyd,pasy ? No własnie zwrócić się ku instytucji sobowtóra - instytucji, bo utrzymywanie jednego, albo kilku łudząco podobnych do władcy, szefa, czy tam kierownika jegomościa było rzeczą zwyczajową, czymś normalnym i praktykowanym powszechnie w japońskich warunkach.
      Znajdują takiego gościa, niedoszłego skazańca za złodziejstwo. Robią go figurantem i pilnują. Gość jest dość nieokrzesany, nieufny i cyniczny, ale nie jest idiotą i potrafi nieźle aktorzyć.

      Oczywiście, wszyscy próbują dojść, czy Shingen żyje, czy nie, bo plotki chodzą, że jednak wykiprował. Szpiedzy, zwiadowcy wrogich klanów ciągle zapuszczają żurawia i próbują coś ustalić, bo śmierć Shingena dałaby ich wodzom ogromny impuls do ataków na jego klan. Współpracownicy Norisa robią więc, co w ich mocy, żeby się nie wydało - ciało Shingena tkwi w czymś w rodzaju wielkiej skorupy o owalnym kształcie. Śledzie podejrzewają, że tam jest jego ciało. Żeby to ukryć czakowcy rozpuszczają wiadomość, że w środku jest sake, która zostanie (i zostaje) zatopiona w jeziorze, jako dar dla bóstwa wody. I tak dalej : stałe zwody, uniki, triki, byle nie wyszła na jaw prawda.

      Sobowtóra kontrolują wykonawcy testamentu. Dbają, żeby nie strzelił żadnego babola. Problemy są róznorakie : a to zachowanie - Shingen był opanowany, mial swój system poczynań, mimikę itd, a to seks - nałożnice z łatwością poznają, czy to on czy nie (tutaj chroniący sobowtóra idą mu w sukurs i anulują mu seks głosząc, ze szogun jest zbyt zmęczony, by konsumować cokolwiek poza jogurtem Danio), a to, że musi się umieć porozumiewać na naradach wojskowych (tutaj doradzają mu słuchać uwaznie generałów i po prostu wygłosić na koniec jakąś formułkę zwyczajową, grunt to prezencja odpowiednia). Ze wszystkiego udaje się sobowtórowi wyjśc obronną ręką. Nawet z kontaktów ze swoim wnukiem, którego sam Shingen uczynił spadkobiercą swoim. Nie syna. Wnuka. Syn jest zdolnym, ale chorobliwie ambitnym człowiekiem, próbującym się wybić na samodzielność, ale ciągle powstrzymywanym przez ojca.

      Ciekawski sobowtór dostaje się do tego jajowatego grobowca/trumny, widzi zabalsamowane ciało Shingena, potem on mu się śni - i w tym śnie łazi ni to za nim, ni to on przed nim ucieka, bo sobie ubrdał, że ten go goni, wszystko w jakiejś infernalnej scenerii. Sobowtór bardzo się tym przejmuje, nabiera szacunku do osoby, którą naśladuje, jakby się pomału w nią wcielał. Zadowala też swoich protektorów. Wnuk go kocha, traktuje jak dziadka, własny dwór i wrogowie - nikt nic nie wie, a sobowtór zyskuje na tyle pewności siebie, ze podczas narady potrafi nawet poskromić bojowe zapędy syna Shingena. Ten, podkręcany przez swoje otoczenie, próbuje się przeciwstawić, zasłużyć na splendor i na ofensywę wrogich klanów reaguje kontrofensywą. Sobowtór idzie mu z pomocą, bitwa jest zwycięska, a chwała znów spływa na konto Shingena, mimo że to syn tak naprawdę był inicjatorem odpowiedniego ruchu militarnego.

      Wszystko idzie dobrze, ale musi się w końcu wysypać. Sobowtóra gubi nadmierna pewność siebie i wiara, że stał się Shigenem. Mimo ostrzeżeń, a nawet kategorycznego zakazu wydanego mu przez protektorów, próbuje dosiąść wierzchowca Shingena, który słynął z tego, ze tylko szogun umiał na nim jeździć i tylko szogunowi dawał się dosiąść. Koń go zrzuca, a dodatkowo rozdziera sobie ubranie w tym całym zamieszaniu i kobiety (gejsze, czy zony, czy nałożnice, czy kto tam) podnoszą larum, ze facet nie ma na ciele blizny, którą miał Shingen.

      To koniec mistyfikacji. Władzę przejmuje syn Shingena. Starzy współpracownicy Shingena przyjmują to do wiadomości, nawet nie pisnąwszy, w strachu o własne życie i oddają się bez szemrania pod komendę nowego szefunia. Sobowtór dostaje wynagrodzenie za swoją robotę i zostaje wygnany z osady. Syn olewa, co stary mówił, nie zamierza trzymać się własnego terytorium. Chce sławy. Chce wreszcie być szefem i rozproszyć cień ojca, który go przytłacza. Rusza na podbój ziem wrogich klanów. Ale te, świadomie że Shingen nie żyje, rozbijają jego wojska w puch. Czynią to nie za pomocą starych dobrych mieczów, tylko z pomocą całkowicie nowej broni - strzelb. Taki symbol, że nastąpiła zmiana warty i epoki.
      Sobowtór, bezdomny, w łachmanach obserwuje klęskę syna Shingena z zarośli opodal pola bitwy. Po wszystkim wbiega na nie, zasłane ciałami poległych, i szwęda się zbolały, a później brodzi w jeziorze i próbuje wydobyć walającą się tam flagę rodu Shingena.

      Jak się okazuje złodziejaszek znacznie lepiej zrozumiał dalekosiężną, taktycznie przenikliwą i mądrą myśl Shingena niż tzw jego nabliżsi pomocnicy z szarżami wojskowymi i pozycją społeczną, a utożsamił się z jego osobą i nabrał dla jego postaci tak ogromnego szacunku, że oglądanie klęski jego rodu, patrzenie jak synalek zaprzepaszcza cały dorobek wielkiego ojca, sprawił mu osobisty ból. MOżna tylko domniemywac,że tak reagowałby właśnie Shingen oglądając z boku to, co się stało. Jesli przyjąć metaperspektywę,że duch Shingena zamieszkał w sobowtórze, to tak własnie nawet było ;)

      Czyli : na pierwszym planie polityka, rys historyczny (z) dziejów Japonii, obserwacje dworskich obyczajów, społecznych zachowań, intryga w bezpardonowej grze o władzę, jak to u mistrza Akiry zwykle bywało. Że jest on w tym, także i w Sobowtórze, świetny, to chyba nie ma co się rozpisywać. Czak Noris po prostu :) Pewnie o kulturze i historii Japonii Zachód, tylko z filmów Kurosawy dowiedział się więcej niż z wszystkich książek, dokumentów i albumów razem wziętych.

      Oparte na faktach historycznych. 40 % czasu zajmują sceny batalistyczne. Jak to na mistrza przystało Kurosawa zasuwa detalami szat wojskowych, zbroi, rozwijające szyk bojowy, przemieszczające się, atakujące wojska konne i piesze - prawdziwe widowisko wielkiej klasy, zwłaszcza że robione bez kompa, co dzisaj pewnie mało komu się śni, po co 5 tysięcy statystów, skoro wbijam w odpowiedni program i mam to samo bez konieczności grzebania się pyle, kurzu i innym syfie w jakimś plenerze.

      • 29.06.10, 11:54
        P.S korekta mała : akcja się dzieje w XVI wieku, popie,przyły mi się cyferki.
      • 29.06.10, 15:36
        To mamy w kolekcji film Kurosawy.

        Arigatō gozaimasu! Dzięki Greku!

        :)

        • 30.06.10, 11:30
          Było już "Siedmiu samurajów" kiedyś ;) hehe, maj pleżer.

          Wczoraj był niezły film. "Żelary". Czeski. Oglądałaś może ? Oglądaliście ?
          • 30.06.10, 13:09
            Tak, tak oczywiście był już post na temat "Siedmiu samurajów"
            (stamtąd pochodzi - Twe ;) - "Call me Toshiro" :)

            zatem mała korekta

            Mamy w kolekcji kolejny film Kurosawy.
            A dla zainteresowanych mam informację, że na temat filmu "Sobowtór"
            powstała cała książka autorstwa G. Królikiewicza, pt. "Góra stoi"

            www.krolikiewicz.pl/krol/k_gora.html

            > Wczoraj był niezły film. "Żelary". Czeski. Oglądałaś może ?
            Oglądaliście ?

            Tak, tak, tak! Ale oczywiście ze względu na porę nie widziałam
            całości, tylko do sceny, kiedy Jozie zwozi do chałupy deski i robią
            prawdziwą drwanianą podłogę, a i potem jeszcze widziałam wielką nową
            balię, w której Jozie bierze (wreszcie) kąpiel, a potem idzie do
            łoża małżeńskiego ...

            Greku, czy możesz dopowiedzieć co dalej, co dalej?

            W wielką przyjemnoscią ogladąłam ten film, dziwiąc się
            jednocześnie takiego filmu nie można puścić o wcześniejszej porze?


            "Polska Jasienicy" dokument TVN, wczoraj obejrzałam odcinek 2, dziś
            odcinek 3. i zarazem ostatni. Polecam bardzo, jak się trafi
            powtórka, na którą i ja liczę, bo przegapiłam odcinek 1.

            :)
            • 30.06.10, 14:18
              A'propos Żelarów - więc, jak się domyślasz zapewne : wymuszone małżeństwo Eliski i Jozy przeistoczyło się krok po kroku w pełen uczucia i szacunu głęboki związek.

              Jak chodzi o postaci drugoplanowe : ten pijaczyna, co lał żonę i syna (który uciekł z domu) chciał się dobrać do Eliski, grożąc jednocześnie, że jak nakabluje, to wyda ją i Jozę Niemcom. Ale dostał od Jozy lanie, połamał mu on rękę, i Niemcom i tak nie powiedział nic ;) W tej bijatyce ów Joza został pocięty, a Eliska zszyła mu ranę, co oczywiście jeszcze scementowało ich związek.

              Zaciążona żona tego pijaczyny poroniła upadając z dachu, a od tego i sama zmarła - pomoc ze strony Eliski i tej starej znachorki przyszła zbyt późno,a może raczej była już niemożliwa. Jej/ich syn, który uciekł z domu i mieszkał w spalonych ruinach domu na bagnisku, gdzie urządził sobie niezłe legowisko, został przygarnięty przez matkę tej dziewczynki, co się z nim kumplowała.

              I był jeszcze jeden wątek, nie wiem czy zdązyłaś go zobaczyć - młodej dziewczyny, która zostawiła swojego męża i zamieszkała z... teściem. Rodzi ona dziecko, o które się upomina mąż, ale teść odgania go strzałami z flinty. Jest to ważne w kontekście zakończenia.

              Niemcy dwa razy się pojawiają : najpierw Eliska błądzi w lesie i napotyka dom starego leśniczego, ten dom na bagniskach - chałupa jest spalona, a mieszkańcy powywieszani, lasem zaś fruwają szwaby z psami. Kara za ukrywanie partyzantów.

              Nieco później ponownie się zjawiają okupanci. Tym razem wyganiają wszystkich z kościoła, podczas mszy. Po to, aby na oczach tłumu zastrzelić kolejnego człowieka, który pomagał rebeliantom. taka egzekucja dla wzbudzenia strachu w ludziach.
              Dla filmu, jak się domyślasz, miało to znaczenie dramaturgiczne : cały czas można się zastanawiać, czy ktoś zakabluje, czy nie, a chętny przecież jest. Whatever, ostatecznie Eliski i Jozy nikt nie wyda.

              Zdarzy się jednak coś innego, bo przecież film byłby denny, gdyby się nic nie zdarzyło.

              Oto do wsi przybywają czescy żołnierze. Nagle wszystkie animozje między mieszkańcami się kończą, wraz z żołnierzami bawią się przy ognisku, śpiewają, tańczą. Rano jednak urazy odżywają - ten mąz zdradzony, co się domagał dziecka od dziewczyny mieszkającej z jego ojcem chce wywrzeć na niej zemstę : przyprowadza żołnierza i wystawia mu dziewczynę do zgwałcenia. Pojawia się teść. Zabija tego męża. A potem zołnierza. Na to zjawia się drugi żołnierza i zabija teścia. I zaczyna się jatka - tu gwałt, tam strzelanina, tu ginie ksiądz, tam ginie ten od ruchu oporu, co na początku Eliskę przyjął w sąsiedniej wsi, giną też zołnierze... Rejwach.
              Syn pijaka wyprowadza dziewczynę z dzieckiem na bagna, do tych ruin. POwoli zbiera się tam cała wieś. Z napięciem czekają co się stanie.

              Powstańcy uciekają jednak ze wsi, a w finale pojawiają się Rosjanie, idący z frontem, kóry już pogonił Niemców i Rosjanie dopiero przynoszą im pomoc. Niestety, nie Jozie. UMiera on wskutek przypadkowego postrzału - strzelił do niego ten młody chłopak, co tańczył z Eliską na weselu, a potem pomagał im, a po cichu kochał się w tej matce dziewczynki - było ciemno, chłopak był w szoku, Joza wylazł zbyt późno, tamten strzelał po krzakach, no i trafił. Dłuższy czas Joza nie dawał znaku wyraźnego, że coś nie tak nawet się z nim cieszył jak dziecko,że przyszli Rosjanie - dopiero jak opadły emocje poczuł ranę. I umiera. Oczywiście, dla Eliski jest to tragedia.

              A potem jest pstryk i epilog. Eliska po latach wraca do tej wsi, jako już dojrzała kobieta, z męzem. Łazi wzruszona po okolicy, i spotyka żyjącą ciągle zielarkę - mówi do niej : ty żyjesz ? A ona : no tak, podobno jescze żyję... I wybuchają oczywiście śmiechem i się obejmują.

              Kuniec :)

              Zielarka była zawodowa. POdobała mi się scena w czasie, kiedy powstańcy plądrowali wioskę - jakiś typek władował się jej do łózka, chyba szukając przypadkowego seksu. Ona się budzi z oczami jak talerze, bo widzi, że ten się do niej dobiera, i rzuca do niego tekstem : zabieraj te łapska... lepiej się napijmy, i dawaj odszpuntowywać butelkę ;) Gośc totalnie rozbrojony : o tak, napijmy się ! I załatwiony :)

              No i to, co mówi ta dziewczynka, nie wiem, czy zdązyłaś obejrzeć...
              Kiedy dzieli się z Jozą i Eliską czekoladą, co jej dał ten chłopiec z bagien, częstuje ich nią, jak opłatkiem podczas komunii i mówi : jakby ksiądz dawał takie rzeczy zamiast opłatka, to ludzie by tłumnie chodzili do kościoła, a nie tak jka teraz :)) Mistrzostwo.

              Niestety, i ja nadal nie rozumiem, jaki jest sens dawania takiego dobrego kina o tak późnej porze. Ktoś tam w TVP tęskni za rozumem...

              O Jasienicy niestety nie widziałem, patrzyłem jak Hiszpania wydusza gola z Portugalią :)
              • 30.06.10, 16:54
                Więc wyszystko co najważniejsze mnie ominęło! Tym większe dzięki!

                A mnie podbała się pierwsza noc Eliski w domu Jozy, kiedy zastawia
                drzwi do swojej izby cieżką drewnianą skrzynią i kładzie pod
                poszuszkę malutkie nożyczuszki na wypadek, gdyby była zmuszona
                bronić się przed Jozą. Oczywiście do żadnej niepożądanej nocnej
                wizyty nie doszło. Bo Joza był dobrym człowiekiem.

                I potem scena, kiedy rodzi się między nimi prawdziwa bliskość, Joza
                wymyty porządnie(symboliczna ablucja!??) , pachnący mydłem, kładzie
                się do małżeniskiego łoża obok Eliski i patrzy na nią i pyta, czy
                może ją dotknąć, a ona mu pozwala ...
                :)

                Zajrzałam do sieci w by poszukac informacji na temat "Żelar" i
                dowiedziałam się film (w reżyserii Ondřeja Trojani) był nominowany w
                2004 do Oskara. A powstał na motywach opowiadania Kvety
                Legátovej "Jozova Hanule" (Hanulka Jozy).

                Z Květą Legátovą (rocznik 1919!) czeską pisarką, autorką opowiadań i
                słuchowisk radiowych, wiąze się ciekawa historia. Legátová zyskała
                sławę dopiero w 2001 r., kiedy jako 83-letnia! autorka otrzymała
                nagrodę państwową za cykl poetyckich opowiadań pt. Želary (Żelary).
                "Hanulka Jozy" to opowiadnie zamykające cykl żelarski, ale nie
                znalazło się ono w "Żelarach", chyba powstało nieco później.

                A Pani Kveta mieszka w Brnie, które kiedyś nam polecałeś, Greku!


                czytelnia.onet.pl/0,29675,0,1,nowosci.html
                Kveta Legátová Hanulka Jozy
                wydawca: Wydawnictwo Dwie Siostry Warszawa 2005

                Hanulka Jozy" zamyka żelarski cykl.
                Tym razem wydarzenia z życia mieszkańców Żelar - zapadłej wioski
                leżącej w pogranicznych górach - są tłem dla historii młodej lekarki
                Eliszki, która w miejscu, o którym świat zapomniał, ukrywa się przed
                gestapo. Aby zatrzeć za sobą ślady, musi wyjść za mąż za miejscowego
                górala i staje się jego Hanulką. Delikatna, wykształcona, wychowana
                w mieście dziewczyna początkowo wiejskie życie traktuje jako
                prowizorium, lecz nieoczekiwanie dla niej samej stopniowo wypełnia
                się ono uczuciem, przed którym nie może się uchronić. Dzika
                przyroda, społeczeństwo nieskażone cywilizacją, do tego miłość,
                wojna i nieunikniona tragedia - o tym wszystkim Legátová pisze w
                sposób naturalistyczny, a jednocześnie poetycki, wręcz balladowy, a
                przy tym daleki od sentymentalizmu.


                O "Żelarach" tu -
                czytelnia.onet.pl/0,14682,0,1,nowosci.html
                • 30.06.10, 17:04
                  Film w reżyserii Ondřeja Trojana (Ondřej Trojan).
                  • 01.07.10, 09:49
                    Wczoraj/dzisiaj w nocy na Kulturze nadawali, co dobrze rokuje, bo
                    jest szansa, że naocznie przekonam się, czy jest możliwa miłość w
                    odwrotnej kolejności. Warunek podstawowy został spełniony (dobroć
                    męża), ale gdyby nie przedwczesna śmierć, na ile by wystarczyła?
                    Nie oglądałam, więc tylko tak sobie dywaguję :)
                    • 01.07.10, 13:58
                      Rzeczywiście, o 1:20 dali ;) co za jołopy...

                      Z całej warstwy kochanistycznej wynikało, ze pewnie żyli by długo i szczęśliwie. Jesli mogę, to dorzucę, że wg mnie był to najmniej interesujący wątek w całym filmie, aczkolwiek miał swój urok i był znakomicie zagrany. Ciekawsze były te uzupełniejące/drugoplanowe/dodatkowe historie, jak zwał tak zwał, przede wszystkim dzięki fajnie naszkicowanym postaciom, jak wynika z banku informacji Barbasi - literacko zmalowanych - rezolutna dziewczynka, chłopiec co z domu uciekł, ksiądz, zielarka, trójkąt mąż-żona-teść itd, bardzo udatnie się to udało skomponowac, zrobić z tego jakiś portret we wnętrzu. Wiesz, jak masz górską wioseczkę złożoną z kilku domów, paru osób, nie ma tam prądu, banku do obrabowania i striptiz-klubu, to bez pomyślunku przekładającego się na zajmującą historię się nie da ujechać ;)
                • 01.07.10, 13:38
                  Pamiętam - a rano Joza wchodzi do tego pokoju z babką, co ma pomóc jej się ubrać do ślubu, i jednym lekkim popchnięciem te drzwi pieczołowicie zastawione komodą otwiera :)

                  Muzyka była dobra, efektowna, ale dyskretna; nienamolna, a w idealnym wymiarze obecna w tle, no i pasująca do całokształtu : do opowiadanej historii, do miejsca w którym się ona dzieje.
                  I to czeski jest film zdecydowanie, nie pokazuje jakichś bohaterów z pomnika, tylko normalnych ludzi - bez napinania się na gesty heroiczne, a wyłącznie roztropne i przytomne czasami, a czasami tak samo racjonalnie nieprzyjeme i chamskie. zauważyłaś, że oni chronią dziewczynę, ale nie ma tutaj żadnej sceny, która by pokazywała coś a'la "boziu, jak oni się poświęcają i jacy są dzielni" ? Są te sceny z Niemcami, które przydają się, żeby przypomniec,że Niemcy są i że zagrożenie jest realne, ale nie służą niczemu więcej.
                  trochę zabrakło mi rozwinięcia postaci księdza, który nie wyglądał na pierwszego lepszego padre, a w rozmowie jednej nawet wydawało się, ze coś ukrywa, jakiś postępek z przeszłości, albo zaniechanie, które skutkowało niefajnie... Coś tam było chyba, szkoda, że nie dali więcej wskazówek :)

                  Nie wiem, co powiesz, ale mnie to trochę wyglądało na zmetaforyzowanie czeskiej szkoły/filozofii surwiwalowej, przerobionej w trakcie wojny - my sobie przycupniemy z boku, a wy się okładajcie torebkami; jak będzie gorzej, to się zamelinujemy gdzieś i całujcie misia w d,pę :) Ta wioska była na poboczu wojny, tak jak i czeskie społeczeństwo. Przetrwanie dzięki staraniu się, by żyć w miarę normalnie, nie dać sobie przyciąć nosa drzwiami i nie czekać na "lepsze dni", tylko te które są dobrymi czynić :)

                  • 01.07.10, 17:02
                    grek.grek napisał:

                    > Pamiętam - a rano Joza wchodzi do tego pokoju [...]
                    :)))

                    i patrzy bardzo zdziwiony dlaczego skrzynia zmieniła swoje miejsce,
                    dlaczego stoi pod drzwiami. :)

                    >trochę zabrakło mi rozwinięcia postaci księdza, [...] a w rozmowie
                    jednej nawet wydawało się, ze coś ukrywa, jakiś
                    > postępek z przeszłości, albo zaniechanie, [...]

                    Niestety nie uchwyciłam tego. Nie doczekałam? Rzeczywiscie, to
                    mógłby być ciekawy wątek.

                    >zauważyłaś, że oni chronią dziewczynę, ale nie ma tutaj żadnej
                    >sceny, która by pokazywała coś a'la "boziu, jak oni się poświęcają ?
                    >i jacy są dzielni"

                    Tak, tak, dla nich to było normalne, że chronią kobietę, która stała
                    się częścią ich wspólnoty. A wynikło to pewnie z silnego poczucia
                    solidarności, jednosci członków Żelar, kierujących się niepisaną
                    zasadą, że swoich się nie wydaje.


                    > Nie wiem, co powiesz, ale mnie to trochę wyglądało na
                    >zmetaforyzowanie czeskiej szkoły/filozofii surwiwalowej,
                    >przerobionej w trakcie wojny [...]

                    Wprawdzie była mowa czeskim o ruchu oporu w Brnie, zresztą!
                    Eliska w nim aktywnie uczestniczyła, ale rzeczywiście coś jest na
                    rzeczy!
                    Świetna uwaga!
                    :)
                    • 02.07.10, 11:41
                      To prawda, był ruch oporu, ale generalnie Czesi nie stawiali się otwarcie, militarnie, Niemcom, wiedząc, że mrówka stająca na drodze słonia musi zostać zdeptana, a taktycznie i przytomnie usuwając się z tej drogi zapewnia sobie szansę przetrwania - dla współczesnych, ale i , a może przede wszystkim : dla przyszłych pokoleń. Jakież to inne podejście niż polskie - poświęcimy ćwierć miliona ludzi i pozwolimy stolicę zrównać z ziemią, bośmy szlachcice, a po nas choćby potop.

                      Właśnie, nawet ten pijaczyna, co się do niej dobierał nie wydał jej, mimo że tym groził i miał nawet powód, bo została mu złamana ręka za karę. A się nie zdecydował. Zostało to wykorzystane tylko jako chwyt suspensowy - cały czas widz musi mieć z tyłu głowy pytania : czy on ją zakabluje ? kiedy to zrobi ? I jak dwa razy się Niemcy pojawiają, to zaczyna się to rozpatrywać od razu w tej poetyce : oho, zdaje się, że idą po nią, bo tamten ja podkablował :) A potem okazuje się, że nic nie powiedział do końca, okazał się, przy całej swojej świniowatości - lojalny i wporzo, hehe. Dobry wątek to był. I stawiam 10 do 1,że jakby to był polski film, to nie obyłoby się bez jakiejś sceny kawa na ławę - ostatecznie pojednanie z koniecznie uchwyconym jakimś gestem tego pijaczyny wobec dziewczyny, żeby widz nie miał żadnych wątpliwości, że między nimi orajt jest i ona mu wybaczyła, a on się skruszył. A tutaj - nic. Ani ogrywania heroizmu, ani naciągania spręzyny niemieckiej ponad miarę, ani niczego, co by widz odbierał jako jasną gloryfikację czeskiej wspaniałości i znakomitości. Tak jakoś bezpretensjonalnie to wyszło.

                      Nie wiem, czy się zgodzisz, ale mnie dziabnęło, ze nie jest to wprawdzie takie typowe kino czeskie, jakie znamy, takie komedyjno-egzystencjalno-szwejkowe (poza akcentami niektórymi, ale nie w takim stężeniu, żeby to odczuwać zbyt mocno), ale przy całej swej nieklasyczności zachowuje walor także tamtego, klasycznie czeskiego kina (dla nas, jak sadzę, dla gros Polandu, gdzie stereotyp czeskiego filmu ciągle trzyma się dzielnie), czyli : bezpretensjonalny realizm, takby to nazwał ?

                      • 02.07.10, 13:53
                        Ale teraz po latach, mam wrażenie, zaczyna wychodzić na wierzch
                        może nie kompleks , ale lekkie poczucie winy u Czechów z powodu
                        takiej, a nie innej postawy podczas II wojny . Takie mam wrażenie,
                        nie wiem, może się mylę.
                        Chyba gdzieś już na ten temat czytałam.

                        Wychodzi na to, że tak źle (postawa Polaków)i tak niedobrze (Czesi).


                        > Nie wiem, czy się zgodzisz, ale mnie dziabnęło, ze nie jest to
                        wprawdzie takie > typowe kino czeskie, jakie znamy, [...]

                        W tej kwestii nie wypada mi się z Tobą nie zgodzić.
                        :)
                        • 02.07.10, 14:28
                          Czy ja wiem... może jacyś czupurni rewizjoniści się odzywają, bo teraz żadnej wojny na horyzoncie nie ma i można sobie pleść, co ślina przyniesie :)
                          W społeczeństwie generalnie takich ciągot nie ma, z tego co patrzę, a czasami oglądam czeską publicystykę, mimo że rozumiem z tego tyle, co z Californication w czeskiej wersji, hehe. A serio, poruszane są problemy ekonomiczne, społeczne, integracyjne (w ramach Unii), rózne wewnętrzne spory o kształt polityki zagranicznej, gospodarczej itp, ale nie ma w czeskich głównych mediach żadnej dyskusji a'prop historii 2 wś, co najwyżej czasami jakiś dokument z ogólnie dostępnymi i niekontrowersyjnymi faktami. Oni patrzą w przód, raczej nie w głowie im wyrzuty sumienia, że nie dali się pozabijać :).



                          • 02.07.10, 16:15
                            Wiesz, to chyba raczej literaci podejmowali ten temat, oni lubią
                            babrać się w duszy ludzkiej, duszy narodu ...

                            Może mi się jeszcze przypomni jakiś namiar, źródło odnośnie tej
                            kwestii.

                            > oglądam czeską publicystykę,
                            !!!

                            :)



                            • 03.07.10, 12:34
                              Hehe, chciałem powiedzieć "przysłuchuję się" ;)
                              • 03.07.10, 15:09
                                Trzy wykrzykniki to był wyraz podziwu, że przysłuchujesz
                                się /oglądasz/ interesujesz się sprawami czeskimi, czeską
                                publicystyką!

                                :)
                • 01.07.10, 13:41
                  P.S : research jak zwykle zawodowy w Twoim wykonaniu :)
                  • 01.07.10, 14:18
                    Miło mi!
                    Wiesz, lubię takie historie okołofilmowe (i okołoliterackie też),
                    różne interesujące szczególiki, smaczki, anegdoty ciekawe itd.
                    :)
                    • 01.07.10, 15:41
                      ... z wielką korzyścią dla wszystkich :)
                      • 01.07.10, 16:17
                        :)

                        Powiedz, Greku, czy to nie fascynujące, że Legatova w wieku 83 lat
                        została doceniona (otrzymała nagrodę państwową za "Żelary"),
                        doczekała się sławy!
                      • 01.07.10, 16:17
                        :)

                        Powiedz, Greku, czy to nie fascynujące, że Legatova w wieku 83 lat
                        została doceniona (otrzymała nagrodę państwową za "Żelary"),
                        doczekała się sławy!
                        • 02.07.10, 11:20
                          O, zdecydowanie tak. optymistyczna historia, w sytuacji kiedy gros ludzi w pewnym wieku kładzie się dobrowolnie do grobu albo stac ich tylko na marudzenie i bycie nieznośnym zamiast aktywnie i radośnie żyć. Takie przypadki powinny być nagłaśniane do oporu, jako możliwa inspiracja.
                          • 02.07.10, 13:58
                            Otóż to!
                            Daj nam wszystkim Boże takie taką sprawność umysłu, zdrowie i radość
                            życia na starość!
                            :)
    • 01.07.10, 10:04
      Dzisiaj o godz. 23.30 na TVP Kultura. Tym razem nie przyczepię się
      do późnej pory, ale gwarantuję noc nieprzespaną, bo to mocno
      przerażający film, a rozgrywa się w ponurych czasach pieriestrojki
      (coś tam wspominałam w swoim czasie). Wiem, że nie wszyscy mają
      Kulturę, ale musiałam przypomnieć dla porządku, no i samozwańczego
      obowiązku. Na Juliuszu Machulskim ten film również zrobił duże
      wrażenie, o czym informował w WO. Sama nie odważę się na powtórną
      projekcję, aczkolwiek szczypty makabrycznego humoru również można
      się doszukać.
      Ps. Dzisiaj "Wallander" z polskim akcentem, jeszcze później niż
      zazwyczaj, bo od 22.30 do 24.30, o czym ze smutkiem donoszę :(
      • 01.07.10, 14:01
        No to ja mogę tylko czekać, aż kiedyś wreszcie zawędruje ten film do 1 albo 2...

        Aż tak straszny jest ? Możesz mnie/nam to przybliżyć nieco ?
        • 01.07.10, 14:58
          Moje wrażenia na gorąco:
          forum.gazeta.pl/forum/w,14,105040899,106781911,Re_Sroda_3_02_Ladunek_200_TVP_Kultura.html
          forum.gazeta.pl/forum/w,14,105040899,106783504,Re_Sroda_3_02_Ladunek_200_TVP_Kultura.html

          Nic nie napisałam o psychopatycznym milicjancie impotencie - samo
          zło. To on gwałci dziewczynę butelką, bądż płaci odrażającemu
          menelowi za jej gwałcenie, to on rozpruwa metalową trumnę, aby
          rozkładające zwłoki żołnierza - ofiarę wojny afgańskiej wrzucić
          przykutej do łóżka, obnażonej dziewczyny (chciałaś narzeczonego -
          to masz
          ) pozostawiając ich tam być może na zawsze, w każdym
          razie z filmu nie wynika, na jak długo. Jest i psychopatyczna
          mamusia, którą dziwią, skąd się biorą roje much, ale trup i
          uwięziona dziewczyna w jej domu (prawie synowa)- już nie. Za to lubi
          namiętnie oglądać tiwi. Taka kulturalna.
          Zaczynam się łamać, bo nurtuje mnie utracony początek, a w nim kilka
          morderstw i smutne perypetie przypadkowo wkręconych.
          • 01.07.10, 15:51
            A widzisz, nie wpisałem w wyszukiwarkę forumową... mea culpa :) Chwilowe otumanienie.

            Dzięki za te wszystkie tropy, opinie i uwagi, brzmią bardzo zachęcająco. Nic, będę czekał cierpliwie, przecież kiedyś muszą dać to w końcu w otwartym/głównym kanale. A może się obawiają tej drastyczności, o której piszesz... że w Kulturze mogą to usprawiedliwić względami artystycznymi, a w 1 albo 2 - już nie bardzo, bo to nie kanały wyspecjalizowane, tylko dla wszystkich... nie mam pojęcia, ale dziwię się im.

            Rosja post-sowiecka, to w ogóle jest świetny materiał do pisania i robienia filmów. Trochę teraz odrabiają zaległości i klecą superprodukcje - a to fantasy, a to wojenne, a to jeszcze jakieś inne, które mają zarabiać kasę, ale już widać przebłyski poważniejszych tematów. nawet niekoniecznie mi chodzi o pchanie głowy pod sukienkę władzy (chociaż dobrze zrobiony film np o upadku Chodorkowskiego byłby hitem), ale o grzebanie patykiem w ruskiej duszy. Z tego co piszesz, to Ł200 byłby jakąś próbą zwrotu w tym kierunku właśnie.
          • 01.07.10, 16:37
            pepsic napisała:

            > Moje wrażenia na gorąco [...]

            Przerażające do czego zdolny jest człowiek.

            Zlokalizowałam "Ładunek 200" na ekino!!!
            Jeśli TVP nie chce nam go pokazać, to trzeba będzie skorzystać ze
            strony serialowo-filmowej.

      • 01.07.10, 14:37
        > Ps. Dzisiaj "Wallander" z polskim akcentem, jeszcze później niż
        > zazwyczaj, bo od 22.30 do 24.30

        O! Mam nadzieję, że wytrwam do końca.
        / Ten Stefan mnie strasznie intryguje! Co z nim nie tak??/

        Pepsic, jesli masz chęć wzbogacić swoja biblioteczkę, kupić sobie
        kryminał Mankella, to jest ku temu dobra okazja, 14 lipca ukaże
        się "Fałszywy trop" Mankella - w kolekcji Polityki "Lato z
        kryminałem". Cena bardzo korzystna - 15 zł. Do kupienia w kioskach,
        empikach.

        Tu słów kilka o tegorocznej kolekcji kryminałów (jest i Marinina ze
        swoją Anastazją Kamieńską, a w tle Rosja lat 90-tych, to a propos
        rosyjskiego filmu w tytule postu):

        www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1506730,1,lato-z-kryminalem-2010-czas-zaczac.read

        :)
        • 01.07.10, 15:16
          Dzięki za info. Dla uściślenia - chodziło mi o oddział biblioteki
          miejskiej, straszna nędza, jeśli chodzi o księgozbiór (nowości
          zazwyczaj brak, większość harlekiny itp.) i nie ma kogo kokietować,
          same baby :)
          Ps. Barbasiu, rewelacje dotyczące Stefana wyczytałam w internecie,
          mogę Ci napisać oględnie, bo szczegółow sama nie znam, ale nie chcę
          psuć przyjemności oglądania. Podobno to jeden z najlepszych odcinków
          I serii, bardzo zaskakujący. Dam znać, jak przyjdzie kolej.
          • 01.07.10, 16:28
            Aaaa, ok ;) A może można by zasugerować paniom bibliotekarkom, że w
            sprzedaży jest tania seria współczesnych kryminałów!??


            No dobrze, zatem powstrzymam ciekawosć i będę czekać na obiecany
            znak od Ciebie! :)


            >nie ma kogo kokietować,
            > same baby :)

            haha
            To straszne! :)
            • 01.07.10, 17:47
              Niestety czas zatrzymał się w miejscu, tudzież panie, ich stroje i mebelki z lat
              70-tych. Deja vu. Jestem bezlitosna, ale one dla mnie też naliczając mi
              systematycznie kary :)
              Ps. Barbasiu, ja tym kryminałom nie dam rady przez dwa tygodnie.
              Ps. Problem nie w złej woli bibliotekarek, tylko gmin skąpiących na księgozbiór.
              • 02.07.10, 13:08
                >s. Problem nie w złej woli bibliotekarek, tylko gmin skąpiących na
                księgozbiór.

                No tak, jasne. Pewnie w tej sytuacji literatura popularna znajduje
                się na ostatnim miejscu na liście zakupowej.
                Ja należę do kilku bibliotek, więc pożądana książka zawsze gdzie sie
                znajdzie, nie w tej, to w innej bibliotece.

                Wallandera (pt. "Afrykanin") obejrzałam do końca. Mają Szwedzi
                problem z oswojeniem nowych, kontastujacych kolorem skóry
                emigrantów. A imigranci tez bez grzechu nie są, ich pojawienie się
                często wiąże się ze wzrostem przestępczości, chaosem...

                Stefan przestał mi się wczoraj podobać, zobił się strasznie chamski.
                Na dodatek okazało się, że kręci z inną babką.

                :)

                • 02.07.10, 14:25
                  Nie za specjalny był ten odcinek, ale i tak miło się oglądało. Jeśli jest tak,
                  jak Linda podejrzewa (ja tak nie uważam, to na pewno mylny trop), to bardzo
                  nieładnie z jego strony, a układ pomiędzy nimi robi się nieciekawy. Motyw
                  zabójstwa mało przekonujący, wymyślony na kolanie.
                  • 02.07.10, 16:34
                    pepsic napisała:

                    >Motyw
                    > zabójstwa mało przekonujący, wymyślony na kolanie.

                    To prawda.
                    I romans Szwedki z murzynem w ogóle nieprzekonująco pokazany,
                    zagrany.

                    Podobał mi się wątek , z przyjacielem Kurta, z tym politykiem
                    kandydatem na ministra. Jego postawa (wycofał się polityki,
                    ponieważ mial na sumieniu (nie wykryte) przestępstwo, rzecz niegodną
                    osoby sprawującej ważną funkcję państwową) jest charakterystyczna
                    dla mentalności skandynawskiej. U nas nisłychanie rzadko, ktoś ma na
                    tyle przywoitości by w podobnej sytuacji postąpić tak samo.
    • 02.07.10, 15:18
      Naśmierć zapomniałem... Maniu, dzięki Ci za ten artykuł o Blinde Side, sprzed kilkunastu dni. Ciekawa rzecz :)

      Dzisiaj dzień mundialowy, więc ekran ma kształt zupełnie nienadający się do oglądania czegokolwiek, co nie ma owalnego kształtu, hehe. Ale "Sin City" (TVN, 23:05) na pewno warto obejrzeć, ciekawie zrealizowany, w formie animacji, czy pół-animacji, pomieszanie gatunków a'la Tarantino : kryminał, sensacja, noir, z elementami gore, ryż i mysz generalnie, klisza na kliszy i kliszą pogania, ale ogląda się nadzwyczaj dobrze - w Jedynce leciał nawet o wcześniejsze porze niż niewinne Żelary ;); a Rosario Dawson... ech. Wam, drogie panie, zostaje niestety tylko Mickey Rourke i to taki przerobiony komputrowo, zeby był jeszcze brzydszy niż w realu, chociaż to karkołomne zadanie było. Kto powiedział, że jest na świecie sprawiedliwość... ;))

      Życzmy sobie, żeby dzisiaj nie było dogrywki i karnych wieczorem. Wtedy da się opędzlować i mundialeiro i filmidło. Ale prawda jest taka, wiecie sami, ze chce się koniecznie te karne zobaczyć, jak Brazyliszek pudłuje, Brazyliana odpada, a Szpakowski łka w mikrofon ;))
      • 02.07.10, 15:41
        >Ale prawda jest taka, wiecie sami, ze chce
        > się koniecznie te karne zobaczyć, jak Brazyliszek pudłuje,
        >Brazyliana odpada, a Szpakowski łka w mikrofon ;))

        haha :)

        Nie lubię karnych. Wygrana tu od szczęścia zależy, albo od woli
        niebios!? ;)

        "Sin City" bardzo późno, może luknę na początek.
        • 03.07.10, 12:36
          Mnie się w ogóle popierdykało, bo Brazylia grała po południu, a wieczorem Ghana z Urugwajem, ech... Ale i tak karnych nie dało się
          uniknąć ;)

          I co, podglądałaś Sin City ?
          • 03.07.10, 14:55
            Brazylia zaskoczyła przegraną (oczywiście tych, co nie są
            jasnowidzami! ;) !?
            W czasie gdy kończył się mecz, przechodziłam akurat obok baru z
            wielkim telewizorem w którym leciał wlaśnie mecz, rzuciłam okiem na
            wynik i uwierzyć nie mogłam w to, co zobaczyłam!

            Nie widziałam niestety Sin City, nawet początku, aleeee już
            namierzyłam film na ekino i dziś jeszcze na pewno luknę by się
            zorientować choć w klimatach.
            A jak Tobie się podobał, jakie wrażenia? Napisz kilka słów, Greku.

            :)

            :)
            • 03.07.10, 15:43
              Heh, mam swoje 5 minut ;) Holandia dobra jest, więc, tak szczerze, to ta porażka Brazylii jakoś mnie nie zaskoczyła bardzo.

              Niestety, nie oglądałem Sin City w ogóle, najpierw ta dogrywka, potem karne, potem spacer, żeby odetchnąć, a potem to już w ogóle zapomniałem i było po herbacie. Może jeszcze raz powtórzą, popatrzyłbym chętnie, bo zapomniałem zupełnie. MOże Ty napiszesz słów parę, jak Ci się podobał i co tam Ci do głowy przyjdzie, jak już dopadniesz ..(?)

              • 03.07.10, 15:53
                Greku, może lepiej nie obiecam rychłego opisania wrażeń z Sin City,
                do Malkowiczu koniecznie muszę coś napisacć, a jeszcze wcześniej
                obiecanego Mani (!!!) Raya dokończyć!
                Może zaczekamy z "Sin City" do następnego razu, do kolejnej
                powórki, co?

                To za Argentynę trzymam kciuki, oby przeszli dalej!
                Będę zerkać na mecz, jednym okiem. ;)
                • 03.07.10, 16:01
                  No oczywiście, żaden problem :)

                  A, no bo zaraz startują. Idę rozgrzewać mój radziecki odbiornik, hehe.

                  • 03.07.10, 16:13
                    > A, no bo zaraz startują. Idę rozgrzewać mój radziecki odbiornik,
                    hehe.

                    Wow! :)
                    haha


                    !!!

                    Jeszcze nie zdążyłam rzucić okiem, a tu, jak podopowiada mi
                    komputer, już padł gol, dla Niemców... :/
      • 03.07.10, 10:11
        A juz myslalam, ze go nie przeczytales i mnie ... zlekcewazyles ;) :)))
        --
        hmm, co by tu napisac?
        • 03.07.10, 12:40
          Jak mogłaś tak pomyśleć... wstydź się ;)

          Bardzo ciekawy. Z

          A tak btw, zaczynam się wstepnie-przestawac-dziwić, ze Sandrze dali tego Oskara - taka historia ku pokrzepieniu serc, ze trzeba było kogoś nagrodzić, a akurat wśród aktorek było tak jakoś niewyraźnie, że naSandrępadło :)
        • 03.07.10, 14:58
          Maniu, chłopaki jak tylko zobaczą mecz (-e) w telewizji, to o całym
          Bożym świecie zapominają.

          :)
    • 03.07.10, 15:59
      Całkiem niezły futurystyczny film. Dekoracje jak z Mad Maxa, albo Wodnego świata; Ziemia po jakiejś wojnie nuklearnej, czy katastrofie innego rodzaju. Rzecz dotyczy czegoś, co można by nazwać futbolem amerykańskim przyszłości - grają dwa zespoły, a celem jest zatknięcie piłki, w postaci psiej czaszki, na paliku należacym do przeciwnika. Czas gry odmierza się za pomocą regularnego rzucania kamieniami w tarczę.Gra się po 5 i wszystkie chwyty są dozwolone - 3 ma maczugi i sztachety i leje jak popadnie, jeden miota żelaznym łańcuchem, a wszystko po to, żeby powalić albo unieruchomić przeciwników w taki sposób, aby tzw quick, czyli najmniejszy i najzwinniejszy w zespole, mógł tę piłkę donieśc do celu. Gra jest ostra, a to ktoś straci nos, a to w oko dostanie, a to coś - generalnie, nie ma lekko. Takie hardkorowe NFL przyszłości ;)

      No i jest sobie taka włąsnie drużyna, który chodzi po wsiach i miastach i rozgrywa kolejne mecze, a jak wygra to zarobi na jedzenie, czy na nocleg.
      Ale jest to tylko środek do opowiedzenia dwóch indywidualnych historii : Sallowa,kapitana tej drużyny (bardzo dobra rola Hauera), który kiedyś był graczem w tzw Czerwonym Mieście, w elitarnej lidze, skąd zostal usunięty z powodu romansu z jakąś pańcią, w który się wdał, czyli : z miłości zostal zdegradowany do roli prostego grajka, który był wielką gwiazdą, a został szmaciarzem łojącym przeciw jakimś podwórkowym zespołom; młodej Kidd, która chce zostać quickiem, porzucić rodzinną wioskę, wyrwać się z biedy i bezprzyszłościowości i dostać się do zespołu w tej elitarnej lidze, żeby "nosić stroje z jedwabiu". Chce żeby Sallow wziął ją do zespołu, a z czasem : żeby rzucili wyzwanie zespołowi z Czerwonego Miasta, żeby rozegrali mecz, w którym będzie się mogła ona pokazać i liczyć na angaż. Sallow w CM jest jednak persona non grata, ma tam wrogów, poza tym - liga nie każde wyzwanie przyjmuje i trzeba mieć sporo szczęscia, a tak w ogóle, to nikt nigdy przeciw zespołowi z ligi nie wytrwał zbyt długo na boisku, więc szanse mają minimalne...a jak to w ogole szło i co było kiedy oraz po kolei, to się da zobaczyć dzisiaj :)

      TVN, 0:05. Polecam, nie jest to oskarowe kino, ale całkiem ciekawe i dużo jest gąb, które się moga w nocy przyśnić ;)< a same sekwencje meczów - bardzo efektowne i realistyczne. Dobry Hauer, fajna Joan Chen, którą oszpecili trochę, ale i tak nie dali rady zaszkodzić jej urodzie, heh.

      • 04.07.10, 13:11
        Niestety pora nie dla mnie, szkoda, że jak już coś ciekawego,
        niepowtrókowego pokazują to musi to lecieć o takiej strasznej porze.

        Mam nadzieję, że dopowiesz jak się potoczyły dalsze losy Swallowa
        oraz Kiddy, czy udało jej się zrealizować swoje pragnienia, czy
        znalazła się w elitarnej lidze?

        Tematyka filmu dobrze się komponuje z Mundialem.
        A propos, wczorajsza porażka Argentyny (4:0) straszna, s t r a s z n
        a!
        No tak, motywacja i chęć szczera wygranej to za mało, musi być
        jeszcze dobra taktyka! Argentyna kompletnie nie wiedziała, jak sobie
        ma poradzić z drużyną Niemiecką. :)


        :)
        • 04.07.10, 14:04
          Jest to jednak powtórkowa rzecz, bodaj 3 razy już widziałem wcześniej, a z 7 razy było-ale-nie-oglądałem ;)

          O, do dopowiadania wiele nie pozostało - drużyna dostała szansę gry z zespołem ligowym, no i rzecz jasna po morderczym boju wygrała go wzbudzając entuzjazm tzw slumsów owego Czerwonego Miasta. Kidd oczywiście zagrała tak dobrze, ze zwróciła uwagę ligi i swoje marzenie spełni, a Sallow ma swoje pięć minut satysfakcji, ze : on, wygnaniec (ze wg na ten romans mezaliansowy z żoną jakiegoś wysoko postawionego misia) udowodnił, ze nadal jest niezrównanym graczem (i to z jednym okiem - drugie stracił w jednej z podwórkowych gier) - nie ma jednak dla niego powrotu do ligi i luksusu w jaki opływają jej gracze, ze wg na grzechy z przeszłości, więc wraca tam skąd przyszedł/powrócił-na-moment : pozostanie odzianym w szmaty grajkiem wędrującym od wsi do wsi, by tam zarabiać drobniaki.

          NO fakt, Argentyna się rozsypała w proch. Pewnie piłkarze stwierdzili ze kiedyś i tak będę musieli przegrać, żeby nie oglądać Maradony latającego na golasa po ulicy, a że z Niemcami przegrać, to nie wstyd, więc wybrali sobie taki, a nie inny termin i miejsce ;)

          • 04.07.10, 14:08
            grek.grek napisał:

            > Jest to jednak powtórkowa rzecz, bodaj 3 razy już widziałem
            wcześniej, a z 7 ra
            > zy było-ale-nie-oglądałem ;)

            Aha :)))

            > Pewnie piłkarze stwierdzili ze kiedyś i tak będę musieli przegrać,
            żeby nie oglądać Maradony latającego na golasa po ulicy,

            chichichichi :)

            Dobrze, że nie postawiłam pieniędzy na Argnetynę u b.macherów. :)
            • 05.07.10, 13:34
              Hehe :) Ale trzeba przyznać, że ostatni raz był ten film, no... jakieś 2 lata temu, więc przerwa znaczna.

              Jakbyś postawiła u innego na Niemców, to pewnie na swoje byś wyszła ;)
              • 05.07.10, 15:07
                > Jakbyś postawiła u innego na Niemców, to pewnie na swoje byś
                wyszła ;)

                Ale nie wiedziałam, że Niemcy wygrają, byłam przekonana, że
                Argentyna wygra. ;)

                A tak w ogóle to nie mam szczęścia w grach, hazardach, więc raczej
                nie zamierzam stawiać w przyszłości. :)

                • 05.07.10, 15:16
                  Uwierz w siebie :) za drobne kwoty (jesli takowe pojęcie egzystuje w Twoim słowniku) możesz zagrać : wiele nie stracisz, a jak wygrasz, to zawsze będziesz do przodu.
                  • 05.07.10, 15:32
                    Jeśli już miałabym w coś grać, to raczej w totka od czasu do czasu,
                    bo na piłce (naszej, światowej) to ja się nie znam, jak zresztą
                    widać!

                    Tak właśnie zrobię, kupię sobie kupon totka przy najbliższej
                    kumulacji! :)

                    :)
                    • 05.07.10, 15:33
                      na chybił trafił.
                      :)
    • 04.07.10, 11:44
      TVP daje z okazji jankeskiego święta "Urodzonego 4 lipca". O 1:20 :) czy nasi sojÓsznicy się nie obrażą ? Wieczór z Wyborową zajmuje całą ramówkę wieczorną, hehe, będą miętosić Kaczormorowskiego za grzywkę. No ile tak można...

      W TVN Californication, dziś o bezpiecznej godzinie 0:05. Bezpiecznej wg TVN, bo chyba tylko im się zdaje, że dzieci w wakacje chodzą spać o ósmej, hehe.

      Oglądaliście wczoraj "Anthony Zimmer" w Jedynce ? Włączyłem na moment, bo nagrywałem, a tam Daniel O jak Olbrychski :) Z Sophie Marceau, heh. Tutaj Sofija, tam Angelija, pan Daniel to ma klawe życie.
      Jakiś film z Audrey Tatou był kilka dni temu w nocy, nie wiem czy oglądaliście ? Leciał o 2 :)) Też zgrałem na taśmę. Niech no ten MUndial się skończy, bo kiedyś by to wypadało obejrzeć, heh.

      W ost momencie się kapnąłem, ze Polsat daje "Fatalne zauroczenie" - i powiem Wam, ze wg mnie trochę się ten film jednak postarzał, albo inaczej : ciut go nadgryzły te liczne telewizyjne kopie i kopijki, które wyeksploatowały temat do granic możliwości, a wszelkie pytania dot uczciwości w relacjach damsko-męskich trochę się oklepały przez te wszystkie lata (jakby nie patrzeć ćwierć wieku ten film już ma) i ilość filmów jakich w podobnych duchu nakręcono sporo, plus nastąpiła eksplozja seriali, i to dobrych, gdzie dodatkowo rzecz całą rozparcelowano; sam sensacyjny wątek osaczenia - też jakoś nie podnosi włosów na głowie. Broni się aktorstwo, dzięki któremu ogląda się to dobrze. Gdyby zagrali inni ludzie byłby to film puszczany 28 razy do roku w cyklu "prawda i życie", albo "okruchy życia" w Jedynce po dzienniku :)

      • 04.07.10, 13:45
        Nie oglądałam filmu"Anthony Zimmer" , ani filmu Z Audrey Tatou o
        2.00 w nocy, liczyłabym więc, na streszenie, któregoś z tych filmów,
        po Mundialu, naturalmente.

        Za to rzuciłam okiem na "Fatalne zauroczenie" ( też przez przypadek
        na nie trafiłam)...

        >"wszelkie pytania dot uczciwości w relacjach damsko-męskich trochę
        się oklepały przez te wszystkie lata"

        ale z drugiej strony temat stale i wciąż aktualny, niestety.

        :)
        • 04.07.10, 14:07
          Naturalnie, napiszę coś :) Zwłaszcza, że teraz będzie tylko 1 mecz dziennie, a przez cały tydzień raptem 4, bo tyle tylko zostało, więc się trochę grafik rozluźni, hehe.

          A to prawda, temat stary jak świat i uniwersalny, niestety coraz rzadziej traktowany z jakąś finezją i oryginalnością. MOże po prostu nie ma już z której strony ugryźć temat bo został objedzony do reszty i zostało wyłącznie kalkowanie...
          • 04.07.10, 15:11
            Zastanawiam się jak Wy prawdziwi kibice futbolu przeżyjecie
            zakończenie Mundialu? Czy cierpicie na jakiś sydrom "braku meczów w
            telwizji", czy coś podobnego? ;)

            >niestety coraz rzadziej trakt
            > owany z jakąś finezją i oryginalnością.
            To prawda.

            A dziś jak już zapowiadałeś Cali. Pora straszna,a czy wiesz, że
            przed Cali pojawi się ogrzewana Aneta Krawczyk i jej smętne
            zwierzenia!!? w powtórkowym talk-show "Druga strona medalu. Tak
            przynajmniej podaje mój program TV. IMO Aneta Krawczyk i jej
            zwierzenia są bardziej nieprzyzwoite niż wszystkie serie Cali razem
            wzięte ).

            W odcinku trzecim Cali, przypominam, przyjęcie u państwa
            dziekanostwa, na którym Hank firuje ze studentką, poważnie rozmawia
            i całuje się z panią dziekanową Felicją oraz figluje na biurku w
            prywatnym gabinecie dziekana z asystenką Jill. A Charlie daje się
            molestować szefowej Sue Collini.
            Ciekawa jestem, jak Ci się spodoba kolejny odcinek Cali.
            :)
            • 05.07.10, 13:41
              Wiesz jak jest, jak się ogląda 2 mecze dziennie przez 3 tygodnie, a potem jeszcze kilka w jeden tydzień, to się trzeba przestawić później :)

              Powiem Ci, że nie mogę kupić tch murów szacownej uczelni, tego całego nowego środowiska, w którym się Moody obraca, tych postaci... Po 3 odcinku został mi tylko tekst Moody'ego "ktoś się zamachnął na moją cnotę" i łysy przygnieciony szefową, kiedy do biura przychodzi jego żona :) Moody był już bardziej sobą w tym odcinku, to na plus. A poza tym - piasek zgrzytający między zębami. Brakuje starych miejsc, chawiry Moody'ego, innych dekoracji po prostu, tamtych tekstów, aranżacji, nawet Ashby'ego ;) Ale trwam. Dopiero 25 % poszło, więc ciągle nie tracę nadziei, że mnie wciągnie tak, jak wciągnęły mnie Twoje opisy.
              • 05.07.10, 14:59
                A ja się tak cieszyłam, że i Ty wreszcie będziesz miał radość z
                oglądania trzeciej serii Cali!? Ech!

                Za dobre słowa dziekuję pięknie! :)
                • 05.07.10, 15:20
                  No wiesz, pewną radość mam, bo zawsze lepiej, że ta 3 seria jest w tiwi, niż by jej nie było, bo mogę się przekonac naocznie, ile brakuje oryginałowi do Twoich opisów :)

                  Będę jednak oglądał do końca, więc może ze wszystkich odcinków parę dobrych fragmentów da się uzbierać.

                  Jestem na dobrym szlaku, mam parę filmów nagranych z ost dni, więc trochę i ja po-opisuję w najbliższych dniach, com widział i słyszał, co też z góry zapowiadam dodając : kryj się, kto może ! ;))
                  • 05.07.10, 15:53
                    :)))))
                    Aż urosłam z dumy od Twych komplementów, drogi Greku. :)))

                    Ale, czy te komplementy nie są jednak na wyrost? Przecież oryginał
                    naprawdę jest prześwietny, sama widziałam! :)


                    > dodając : kryj się, kto może ! ;))

                    No wiesz, jak mozesz! Bardzo, bardzo cieszymy się na Twe opowieści
                    filmowe! :)))

                    A ja muszę się zmobilizować i obietnicę/e spełnić, któryś z
                    zaległych filmów wreszcie opowiedzieć...



                    /Najdejszła burza. Grzmoty. Deszcz. Ulewa. Chłodniej! Ufff! :)/


                  • 05.07.10, 16:14
                    Wybory, wybory i po wyborach! Zobaczymy, co też pan Hrabia wąsaty
                    nam pokaże!? / by the way, reportażyk z TVN-u o "egzorcystach" (a
                    właściwie o misjonarzach z faweli), wbrew podejrzeniom i obsesjom
                    długonikowca nie pomógł. Hehe :)/.


                    :)
                    • 06.07.10, 14:23
                      Moim zdaniem, hrabia pokaże figę ;)

                      I w ogóle nie przesadzam, opisałaś Californication 3 lepiej niż oni go pokazali. Powinni Ci działkę odpalić z zysków, hehe.
                      • 06.07.10, 14:57
                        grek.grek napisał:

                        > Moim zdaniem, hrabia pokaże figę ;)

                        haha

                        Optymista, nie ma co! ;/


                        > I w ogóle nie przesadzam, opisałaś Californication 3 lepiej niż
                        oni go pokazali. Powinni Ci działkę odpalić z zysków, hehe

                        Bardzo Cię lubię, Greku, nawet jeśli jednak trochę przesadzasz. :)))
                    • 07.07.10, 11:20
                      To ja się wyjątkowo zgodzę z Grekiem. Pan hrabia już pokazał, co
                      potrafi 11 kwietnia, bo od tego dnia zaczął sprawnie i błyskwicznie
                      obsadzać wolne stanowiska państwowe i wdrażać procedury do
                      zawłaszczenia innych np. mediów. Zrobi to, co PO przez 3 lata
                      rządów, czyli - nic. Mimo, że teraz dostali wszystko i mają
                      niebywałą okazję do przeprowadzenia reform (tylko Valdiego trzeba
                      deczko ułaskawić, bo coś naburmuszony), to nie sądzę, aby na 5
                      miesięcy przed wyborami samorządowymi, a 1,5 roku przed
                      parlamentarnymi tknęli jakąkolwiek reformę, nawet przy dobrych
                      chęciach.
                      • 07.07.10, 13:00
                        A ja się z Tobą zgodzę :)) Z małym zastrzeżeniem - Platforma ma sytuacje prze...tentego : dług finansowy rośnie bardzo dynamicznie (za rządów PO o 150 mld, niewiele mniej niż za rządów Millera, Belki i PiS razem wziętych) i właściwie Europa siedzi im na karku, żeby zaczęli TERAZ JUŻ konkretne cięcia wykonywać, bo inaczej czeka Polskę wariant grecki. Po będzie musiała podjąć natychmiast szereg cholernie niefajnych decyzji. Grecja pie,przneła z dnia na dzień, kiedy agencja ratingowa pewnego grudniowego dnia, na podstawie danych ekonomicznych, obniżyła wiarygodność kredytową państwa. Tu może być to samo. Szef tej agencji już wysyła do PO sygnały, że albo zaraz się wezmą do roboty, albo ten rating Polski zostanie skorygowany i powtórzy się Grecja.

                        I teraz tak, wg ekonomistów : stop waloryzacji emerytur, wydłużenie wieku emerytalnego, drastyczne cięcia socjalnych wydatków, bez podwyżek dla budżetówki, niższe subwencje dla samorządów, cięcia wydatków na wojsko i policmajstrów, wyższa składka rentowa, przynajmniej częsciowa reforma KRUS, stop preferencyjnym stawkom VATowskim. Czyli zaciskanie pasa aż do żeber.

                        Imo, PiS przyczynił się do tego stanu rzeczy nie robiąc nic za swoich rządów, aby dług publiczny obniżyć, mimo że sytuację miał znacznie lepszą niż PO, nie było kryzysu, po Belce została nadwyżka. PIS administrował i przejadał, panicznie bojąc się utraty poparcia ze wg na ruchy w gospodarce.

                        Trzeba czekać, czy PO pójdzie po bandzie i zacznie ciąć za rok po wyborach naciągając strunę do maksimum nie chcąc stracić poparcia, czyli zachowa się równie nieodpowiedzialnie i partyjniacko, co PiS, czy moze jednak wykaże minimum trzeźwości i zaryzykuje reformy licząc, ze Polacy zrozumieją, ze tak trzeba i że to uratuje kraj przed znacznie gorszym scenariuszem ? A PiS tylko czeka żeby ew niezadowolenie społeczne zdyskontować politycznie. LIcząc na to, ze ludzie nie wiedzą, albo zapomnieli, kto się do tej zapaści przyczynił swoim nieróbstwem i kunktatorstwem.
                        • 07.07.10, 14:04
                          Pożyjemy, zobaczymy, czy rządzący postawią na karierę polityczną,
                          czy dobro kraju, czyli niepopularne decyzje, tym razem juz bez
                          alibi. Mieli na to 3 lata - i co? Nawet z prostym abonamentem nie
                          potrafili dać rady. Mam tylko obawy, że społeczeństwo będzie znowu
                          mamione wyimaginowanymi problemami typu parytety (dla mnie
                          sztuczne i bez większego znaczenia, ale bez finansowych skutków,
                          więc niech sobie wprowadzają
                          ), czy kosztownej metody in vitro,
                          na którą nas po prostu nie stać i bardzo było nieuczciwe z ich
                          strony to obiecywać, zwłaszcza w sytuacji, gdy za chwilę zabraknie
                          na emerytury.
                          Ps. Co do rządów PiS - ja tak nie uważam, jak Ty i zauważ, że trwały
                          dwa lata, a z koalicyjną większością parlamentarną - to chyba nawet
                          nie. Nie powiedziałabym, że nic nie zrobili np. wykorzytsanie
                          środków unijnych było imponujące, nie to co teraz.
                          • 07.07.10, 14:52
                            Od 5 lat rządzący w ogóle się przestali przejmować sytuacją państwa. Byli agenci, niewykryte układym stosy dla czarownic, Katynie, Pyjasy, teraz Palikoty i parytety. A po cichu się nie da ciąć. PiS odpowiedzialnośc całkowicie przerzucił na Platformę, sam nic nie zrobił. PO zwlekała, jak słusznie piszesz, przez całe 3 lata, no bo przeca wybory trzeba wygrać. A że w Polsce co 5 minut są nowe wybory...

                            PiS miał 2 lata, a nie 4, to prawda, ale gdyby tylko zrobił cokolwiek, chociaż trochę się przyczynił, korzystając ze świetnej konkiunktury, do zmniejszania zadłużenia, zrobił jakiś projekt reformy finansów publicznych, pomógł w czymkolwiek... na miarę tego 2--letniego okresu czasu. NIC. To był najgorszy rząd po 89. Gorszy nawet od Buzka i Suchockiej.

                            Wszędzie w Europie rządy ryzykują poparcie,żeby coś naprawię, w miare swoich możliwości, bagatelizując sprawy polityczne, wiedząc czym to grozi ich karierom - w Polsce się zastanawiamy, czy ci zaryzykują, bo już zdązyli się zakochać we władzy i sprawiają wrażenie takich, co opócz włądzy wiele ich nie obchodzi, i patrzymy z niesmakiem, jak tamci, co byli przed nimi, schowali głowy w piasek w najwyższej trosce o swoje słupki sondażowe i w sumie się niczym nie róznią od tych obecnie, a irytację zwiększa ich bezczelna, z pkt widzenia ich własnych zaniechań, krytyka. Nie wiem jak Tobie, ale mnie ręce opadają. Wiedziałem, ze prawica u steru będzie dla Polskii tragedią, ale nie sądziłem, że Bozia, fatum czy ślepy los będą aż tak dowcipne i dadzą tym głąbom władzę akurat w momencie najcięższej próby dla Polski.
                            • 08.07.10, 13:56
                              Słuchałam (niestety tylko przez moment) przedwczoraj rano na Trójce
                              rozmowy z Hanną Gronkiewicz-Waltz, która wypowiadała się na temat
                              planów przyszłej reformy emerytalnej.
                              Mówiła o takich zmianach, które dałyby ludziom mozliwości wyboru –
                              emetytura (wcześniejsza, usatwowa) bądź dłuższa praca, która
                              byłaby korzystnie premiowana w postaci podwyższenia kwoty
                              emerytury.
                              Bardzo mi się rozsądne wydały te plany. Wiele jest /będzie osób,
                              które muszą / chcą pracować po przekroczeniu wieku emerytalnego.
                              Jestem (ostrożnie) optymistycznie nastawiona do rządów PO.
                              Oczywiście, macie rację, pożyjemy, zobaczymy jak to będzie w
                              praktyce.

                              :)
                              • 08.07.10, 15:13
                                Żeby nie było jak z komercjalizacją szpitali - opozycja chciała, zeby to była kwestia indywidualnego wyboru każdej placówki, a Platforma się uparła, ze obligatoryjnie wszystkie i reforma padła, bo lewica nie chciała pozwolić na dyktat rządowy.

                                A Gronkiewicz już podobno zdązyła wyleczyć tych, którzy się dali nabrać na obiecanki PO w sprawie in vitro - powiedziała, że PO nic przecież nie gwarantowała, więc nie ma żadnych zobowiązań :))
                              • 08.07.10, 15:13
                                Barbasiu, pani Gronkiewicz nic nowego nie powiedziała w tej kwestii.
                                To są założenia już częściowo wdrażane, o których się mówi od lat -
                                wysokość emerytury będzie zależna od kwoty uzbieranych składek po
                                odliczeniu wszystkich okresów nieskładkowych. W tej sytuacji
                                najbardziej stratne będą osoby z krótkim stażem, mało zarabiające,
                                ale i kobiety z racji przerw na wychowywanie dzieci. Obecny wiek
                                emerytalny pozwoli na uzyskanie emerytury stanowiącej niewielki
                                procent pensji, więc osoby średnio uposażone bez wsparcia np.
                                współmałżonka będą zmuszone pracować do oporu. Mnie tylko denerwuje
                                twierdzenie, że przechodzenie w wieku 60 lat na emeryturę jest
                                ograniczeniem praw kobiecych. Zgodzę się, że tak jest w przypadku
                                wykonywania funkcji pani prezes, ale czy tkaczka z nocnej zmiany
                                marzy, aby po 60-tce tyrać po nocach?
                                Ps. Niektórzy ekonomiści z instytutu im. A. Smitha od lat namawiają
                                do przejścia z ZUS-u na przejrzysty KRUS, co przekłada się na niskie
                                składki, minimalne emerytury i zarazem pozwala na inwestowanie
                                nadwyżek zabezpieczających byt przyszłego emeryta.
                                • 09.07.10, 16:41
                                  pepsic napisała:
                                  >pani Gronkiewicz nic nowego nie powiedziała w tej kwestii.

                                  To prawda, ale teraz obiecywane są o wiele korzystniejsze
                                  świadczenia niż dotychczas dla tych, którzy zdecydują się pracować
                                  dłużej.

                                  Pepsic, ja też jestem realistka/ pesymistką w kwestii emerytur, jak
                                  na razie i nie spodziewam się w przyszłości kokosów (i też pewnie,
                                  będę chciała / może będę musiała pracować dłużej, dlatego te wyższe
                                  świadczenia tak mnie teraz napawają optymizmem, choć z drugiej
                                  strony pewnie sam Pan Bóg nie wie, co będzie za 30/ 40 lat w Polsce)
                                  i dlatego uważam , że dobrze już teraz jakos się zabezpieczyć,
                                  próbować oszczędzać, inwestować, może kupować coś (np. obligacje
                                  państwowe), by nie być potem zaskoczonym, załamanym
                                  niską "państwową" emeryturą.
                                  Ech, martwi mnie to wszytko.

                                  A propos tkaczki -
                                  A któż zabrania tkaczce z nocnej zmiany zmienić zawód (tak, wiem,
                                  różnie z pracą bywa, ale ostanio, jest jej więcej). Moja
                                  sąsiadka , elegancka pani zmieniła zawód dosć późno, dopiero po
                                  przejściu na emeryturę, dawniej pracowała jako nauczycielka, teraz
                                  dorabia sobie do skromnej nauczycielskiej! emerytury, pracując na
                                  kasie w Tesco,inna sąsiadka do emerytury dorabiała sobie, pracując
                                  jako woźna/ pani pilnująca porządku w domu kultury (trzymała się tej
                                  pracy rękami i nogami, bo nie dość, że dostawała kasę, to jeszcze
                                  praca była lekka, łatwa i przyjemna), swego czasu poznałam panią,
                                  która dorabiała do renty sprzataniem, by pomóc studiujacemu synowi.


                                  Pomysł zastąpienia ZUS-u KRUSEM zdaje się nie jest najlepszy,
                                  znalazłam ciekawy artykuł na ten temat, o tu:

                                  www.gu.com.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=35652&Itemid=294


                                  A jak dokładnie mam rozumieć pojęcie "nadwyżka zabezpieczającą byt
                                  przyszłego emeryta"? Kto i w jaki sposób miałby inwestować owe
                                  nadwyżki ?

                                  :)
                                  • 09.07.10, 19:46
                                    Pisząc o nadwyżce miałam na myśli dokładnie to, co napisałaś, aby zaoszczędzone środki uzyskane z niższych składek zus-owskich zainwestować indywidualnie na lepszą przyszłość, w razie co - odłożona kwota nie przepadnie, jak latami ciułana emerytura w ZUS-ie. I spadkobiercy będą cię cieszyć.
                                    Ps. Barbasiu, w moim mieście nie jest tak różowo i wiem, że jestem monotematyczna, ale za PiS-u był najlepszy okres dla rozwoju firm i poszukujących pracy, jakkolwiek to tłumacząc.
                                    • 11.07.10, 14:35
                                      Wiesz, Pepsic, ja myślę, że nic by z tego pomysłu (samodzielnego
                                      inwestowania sporej nadwyżki ) w dalszej perspektywie nie wyszło,
                                      bo, daję głowę, większa część narodu przeżarłaby tę nadwyżkę, albo
                                      przeznaczyłaby na jakieś luksusy (by się popisać przed sąsiadami,
                                      albo rodziną) licząc , że jakoś to później będzie, bo przecież
                                      minimalana emeryturka gwarantowana (co z tego, ze głowodwa,
                                      najwyzej zwróci się do państwa po zapomogę). Poza tym, niedawny
                                      kryzys, drastyczny spadek cen akcji, pokazuje jak trudno jest
                                      samodzielnie inwestować pieniądze ! Nie sądze, żeby prości ludzie
                                      byli w stanie skutecznie i efektywnie zarządzać swoimi pieniędzmi. A
                                      banki oferują niewielkie procenty za oszczednosci, jak doskonale
                                      wiesz.

                                      :)
                                      • 12.07.10, 19:44
                                        Ja też tak myślę i choć jestem minimalistką (niestety moje minimum z każdym dniem niebezpiecznie rośnie), to nie jest to psychologicznie uwiarygodnione.
                                        • 15.07.10, 15:55
                                          pepsic napisała:

                                          > Ja też tak myślę i choć jestem minimalistką niestety moje minimum
                                          z każdym dniem niebezpiecznie rośnie
                                          haha

                                          I dobrze Pepsic, i nie miej wyrzutów, raz się żyje, mówi Ci to
                                          minimalistka o wielkich skłonnościach maksymalistycznych! ;)
                                          • 15.07.10, 19:45
                                            Od czasu do czasu zdarza mi się poszaleć np. 5 lipca br.
                                            ;)
                                            • 16.07.10, 16:32
                                              pepsic napisała:

                                              > Od czasu do czasu zdarza mi się poszaleć np. 5 lipca br.
                                              > ;)

                                              O! A jak zaszalałaś, możesz pwoiedzieć?
                                              Na jakiejś fajnej wyprzedaży?!?!?
                                              :)
                                              • 18.07.10, 11:32
                                                Wybrałam się na zakupy do niedawno otwartej galerii licząc po cichu na korzystne
                                                promocje. Skutecznie, po dwóch podejściach kupiłam mniej więcej to, co
                                                zaplanowałam :)

                                                Ps. Prognozowali w ubiegłym roku, że w obecnym sezonie letnim z uwagi na kryzys
                                                (zamawianie towaru na styk) wyprzedaże nadejdą późno i raczej w minimalnym
                                                wymiarze. Otóż pomylili się!
                                                • 18.07.10, 13:48
                                                  To świetnie! I ja też się załapałam na świetne promocje (zresztą dwa
                                                  dni wcześniej! :))

                                                  > Ps. Prognozowali w ubiegłym roku, że w obecnym sezonie letnim z
                                                  uwagi na kryzys (zamawianie towaru na styk) wyprzedaże nadejdą późno
                                                  i raczej w minimalnym wymiarze. Otóż pomylili się!

                                                  Na szczęście!
                                                  Mnie się wydaje, że wyprzedaże są w kryzysie czy nie, są i tak
                                                  bardzo opłacalne , zwlaszcza dla sieciówek firmowych, które przecież
                                                  produkują te ciuchy w Chinach za niewielkie pieniądze!
                                                  :)
                            • 08.07.10, 15:38
                              Coś jesteś łaskawy dla jednej opcji, a przecież w swoim czasie
                              lewica też miała i pałac i większość parlamentarną, a pamiętamy,
                              jak to się zakończyło. Dopiero teraz dzięki ujmującemu sposobowi
                              bycia G. Napieralskiego (gruszkom na wierzbie?), coś drgnęło na plus
                              w notowaniach. A przcież to za ich rządów składkę ZUS-wską
                              drastycznie podniesiono i zanotowano rekordowy 20%-owy wzrost
                              bezrobocia! - i z gazem coś było nie halo. Co do PiSu - przez realne
                              1,5 roku rządow coś jednak zrobili. Mogłabym przytoczyć długą
                              listę, ale nie o to chodzi. Tak na szybko: wspieranie rodzin
                              (becikowe, ulgi rodzinne), podjęcie problemu bezpieczeństwa
                              energetycznego i dostaw gazu.
                              • 08.07.10, 16:10
                                Lewica padła przez Rywina i Starachowice, rzeczy niezwiązane z rządzeniem, a z głupotą i kolesiostwem wewnątrz partii.

                                Bezrobocie wzrosło o 4 punkty, ale warto powiedziec, że było to zanim się zaczeła masowa emigracja do krajów UE, która drastycznie obniżyła bezrobocie wewnętrzne, a do tego to były trudne lata ciągle-transformacji; lewica obejmowała kraj w zapaści gospodarczej dzięki Chłodnu Leszkowi Be, wzrost był zdaje się na poziomie 0 %. PiSowi została w spadku po lewicy nadwyżka w kasie, uporządkowane państwo, po rządach AWS i UW, i jesli dobrze pamiętam 6 % wzrost, dzieki dobrym decyzjom rządu, m.in obniżeniu CiTu, który odblokował przedsiębiorczość.

                                Bottom line jest taka : Lewica przejmowała po prawicy państwo w stanie tragicznym, PiS po lewicy przejmował w na tyle dobrym, ze doraźnie nie zdołał popsuć gospodarki i bezkarnie przejadać wzrost - PiS się chwali, ze za ich rządów wzrost był 6 % (czy nawet 7 %); tymczasem opinie ekonomistów są zgodne : to odłożony efekt z czasów rządu Lewicy. PiS chwali się nie swoim sukcesem :)

                                To samo kryzys. PO chwali się, ze rząd uchronił Polaków przed dramatem. A jaka jest prawda : Polska na razie jakoś zyje i ma się lepiej niż inni w/ramach kryzysu ofk, bo nie runął system bankowy, a system bankowy nie runął w efekcie działań jakie SLD podejmował w trakcie swoich rządów - tak opiniuja fachowcy, ja się tam nie znam ;)

                                O, wiesz, to becikowe było wielkim błędem i naiwnością - 2 tys na dziecko to żaden pieniądz, starcza na kołyskę i parę paczek pampersów, a potem rodzice zostają sami z tym pasztetem. Ile poczęto dzieci w ten sposób, po to,żeby mieć 2 tys na dragi albo wódkę - nikt chyba nie zliczy.

                                Co do energetyki, to na razie Niemcy z Rosją robią swój własny gazociąg, pod który się wszyscy podłączają, a dzieje się to poza Polską, co jest efektem antyrosyjskiej polityki PiS i wspaniałych popisów krasomówczych Sikorskiego ("nowy pakt Ribbentrop-Mołłotow"). Co PiS zrobił konkretnego w tych sprawach ? Może masz lepszą pamięc, bo ja niczego sobie nie przypominam :) POza podnoszeniem tego problemu, ale to akurat nie jest żaden osiągnięcie.

                                Dostawy gazu. Tak się ociągali, że dopiero Pawlak podpisał z Rosją :)
                                • 09.07.10, 20:21
                                  Ja nie uważam, że państwo ma łożyć na wychowanie dziecka, aż taką socjalistką to
                                  nie jestem, owszem ma wspierać w miarę posiadanych możliwości, a jeśli ich nie
                                  ma to stworzyć.I nie uwierzę, że istnieje choć jedna rodzina, która zaplanowała
                                  dziecko dla uzyskania 2.000 zł, bo nie o patologii tu chyba mówimy.
                                  Ps. Nie mogli nic konkretnego zrobić, bo poprzednicy podpisali umowy wieloletnie
                                  związując następcom ręce. Dodam do wczorajszego postu/a - otóż w okresie
                                  niespełna dwuletnich rządów PiS skierował do sejmu ok. 400 projektów ustaw .
                                  Uchwalono i uporządkowano sprawy zarządzania kryzysowego i ratownictwa
                                  medycznego od lat leżące odłogiem, zlikwidowano WSI, a niektórzy mówili, że to
                                  niemożliwe. A tymczasem pani Pitera od trzech lat usilnie pracuje nad jedną
                                  ustawą antykorupcyjną notabene powszechnie krytykowaną, a jej największym
                                  oponentem w tej kwestii jest nie kto inny, a sam elekt (może go polubię?).
                                  Ps.2. Obiecuję już więcej nie ględzić o polityce, a zabrać się do obejrzenia
                                  porządnego filmu, bo w końcu mnie/nas stąd wyrzucą:)
                                  • 10.07.10, 11:39
                                    Można "ględzić", nie takie rzeczy się tutaj działy ;)

                                    każdy rządz coś tam od siebie dodał, aż tak daleko, żeby stwierdzić, że PiS NIC nie zrobił, się nie posunę. Niemniej, nie wziął się za redukowanie długu, porządkowanie finansów, mimo świetnej koniunktury, co zrzuca ten cięzar na PO - taktycznie : sprytne, ale z pkt widzenia obywatela - fatalne w skutkach.
    • 06.07.10, 14:20
      Głowną rolę gra tutaj Audrey Tatou vel Amelia.
      Jej bohaterka, Sophie, to nastoletnia studentka, która przeżywa zawód miłosny - poznała faceta, przespali się, było fajnie... problem w tym, ze ona się zakochała, a dla niego to była jednorazowa przygoda.

      Któregoś dnia mówi matce, że wyjeżdza na kilka dniw ramach studenkich warsztatów, a w rzeczywistości chce spędzić te parę dni ze swoim ukochanym. Odwiedza go w jego biurze, ale on wyraźnie nie jest ukontentowany tym faktem i zbywa ją. Więc dziewczyna próbuje najść go w jego chałupie. A on tam jest ze swoją narzeczoną. Sophie przeżywa szok. Próbuje sobie odebrać życie.

      Przypadkiem, podczas przygotowań do tego samobója, widzi jak dwie dziewczyny kantują faceta. Robi przy tym mały rumor i one ją dostrzegają. Ściągają ją na dół (Sophie stoi na jakimś rusztowaniu w hali przyszkolnej i ma sznur okręcony dookoła szyi, szykowała się do skoku w dół) i odwodzą skutecznie od zamiaru. Pytają, o co chodzi, a Sophie na to, że to przez ojca, który ją bije.

      Dziewczyny sa siostrami. Zabierają ją do swojego domu. Mieszkają z matką. Ojca straciły. Był nurkiem i kiedyś doszło do wypadku - wynurzył się z wody za wcześnie, nie zdązył zdekompresować i kojfnął. Teraz ich matka spotyka się z nowym facetem, policjantem - w dodatku takim, co ciągle podejrzewa obie dziewczyny o kradzieże, śledzi je, lubi zapytać sugerująco, czy o jakimś kancie takim-a-takim nie wiedzą czegoś, robi to z troski o ich przyszłość, ale one odbierają to jako wpie,przanie się obcego gacha w ich życie. Obie żyją w traumie po śmierci starego, nie mają najlepszego kontaktu z zapracowaną matką, a parają się specyficznym procederem : młodsza daje się uwodzić starszym facetom, prowadzi ich w ustronne miejsce, tam pyta niewinne "nie zdejmiesz płaszcza/marynarki ?", oni zdejmują, wkracza starsza i z kodeksu karnego recytuje zaskoczonym facetom, że za uwodzenie nieletniej jest powazna kara, a młodsza, w tym momencie, wykorzystując nieuwagę facetów pucuje im marynarę z portfela.

      Dziewczyny przedstawiają Sophie jako Brytyjkę, która się zagubiła w Paryżu i chce przemieszkać parę dni. Matka się zgadza. Nie układa się dobrze między Sophie i starszą z sióstr, agresywniejszą, bezczelnawą i nieufną, a przy tym mającą wpływ na spokojniejszą, ciut neurotyczną młodszą. Cały czas iskrzy między nimi, ale spaja je fakt, ze obie mają problemy z mężczyznami. Starsza nie umie wybaczyc ojcu, że umarł, więc motyw kłopotów Sophie ze starym jakoś ją interesuje i zbliża do niej.

      Starsza siostra doradza Sophie, ze powinna się na swoim ojcu się zemścić. Sophie ten pomysł kupuje. Oczywiście, siostry nie wiedzą, ze "ojciec" Sophie, to jej niewierny kochanek i na nim się ona chce odegrac. Najpierw wysyłają mu do biura stos świerszczyków pornograficznych, żeby go zawstydzić w oczach sekratarki (z nadzieją, ze jest ona przy okazji plotkarą), potem wyłamują mu zamek do drzwi w domu, wzywają ślusarza i ten go zmienia. Do jego narzeczonej wysyłają podrobione wyniki badań lekarskich, wg których facet jest chory na syfilis.
      Ale to na tyle - któregoś dnia, lampiąc się przez okno (facet Sophie mieszka w kamienicy obok ich domu) widzi "ojca" Sophie z narzeczoną i małym dzieckiem - "nabrałaś nas..." mówi do niej. A syfilityczne badania sprawiają ze i facet ma dość - namierza dom dziewczyn (wcześniej widział Sophie z nimi na ulicy, podczas jeszcze jednego spotkania - Sophie poprosiła go żeby ją pocałował, on na odczepnego się zgodził, a wtedy Sophie narobiła rabanu przy dwóch "przypadkowo" przechodzących dziewczynach, naszych siostrzyczakach, że on ją molestuje), przychodzi tam i zamierza się rozmówić z Sophie. Bierze to na siebie starsza siostra - mówi, że Sophie nie ma już tutaj i udaje się jej przekonać go, żeby nie szedł na policję, że mu dadzą spokój.

      W tym czasie Sophie i młodsza siostra pakują się w problemy. Chciały okantować jednego starszego jegomościa i ten zszedł na zawał. Jest trup.

      Wcześniej - w bibliotece Sophie i starsza spisywały te choróbska do badań z encyklopedii, a młoda zaczęła rozmawiać z jakimś facetem. Wyszła z nim. One sądziły, ze go nawinęła. Biegną więc za nimi, żeby zgodnie z schematem wkroczyć w odpowiednim momencie. Ale młoda poszła z gościem z powodów naukowych - bo mała się uczy, ma jakieś intelektualne zainteresowania, czego starsza nie przyjmowała nigdy do wiadomości. I ten facet miał jej pożyczyć jakieś pismo popularnonaukowe. Facet w domu obserwuje wzrost kwiatów. Kwiaty sobie rosną, nad nimi jest aparat fotograficzny, który robi w równmych odstępach czasu zdjęcia. Potem puszcza się te zdjęcia w szybkim tempie i efekt znacie. I mała wpakowała głowę pod aparat i ten zrobił jej zdjęcie...
      Soophie ze starszą dzwonią, gość otwiera, a one dawaj mu recytować paragraf. Gośc na to, ze zaraz wezwie gliny i co to za żarty, więc zabierają się wszystkie trzy z jego domu. Sophie razem z jego portfelem... No a potem jest ten trup. A więc podwójny problem.

      Mała ma wyrzuty sumienia, chce skończyć z tym okradaniem. Portfel jednak wyrzuca w zoo na małpi wybieg, gdzie się nim zajmują jakieś szympanse.

      A okradziony facet idzie na policję. Chce odzyskać portfel. I ma zdjęcie jednej ze sprawczyni, która wpakowała swój łeb pod aparat. A policjantem, który sprawę przyjmuje jest... ten gach matki sióstr. Próbuje on załatwić sprawę elegancko - zaprasza całą rodzinę na obiad. Nie wie jednak jak to powiedzieć wszystko, możę nie chce psuć nadziei na przyszłość (zwłaszcza, ze ich matka tak uroczo wierzy, ze one go w końcu polubią...) więc nie mówi nic, a zdjęcia, a raczej negatywy, dowód w sprawie - pali.

      No, ale zostaje ten trup w tej przyszkolnej hali opuszczonej. A raczej problem w tym, ze kiedy dziewczyny idą tam drugi raz, to trupa nie ma. Dochodzą do wniosku, ze ktoś go zabrał i wie, ze one są w to zamieszane. Kradną więc samochód ojczyma-gliniarza i uciekają z miasta. Na włączonym kogucie ;) Zatrzymują się na posiłek. Mała znika. Łapie stop i gdzieś jedzie. One we dwie za nią. A mala dociera nad morze, czu jezioro, nad wodę jakąś - ubiera kostium nurka i zabiera się do zanurzenia. Jakbyb chciała odreagować wreszcie tę traumę pamięci o śmierci ojca. Powstrzymuje ją starsza siostra. A potem znajduje je wszystkie ojczym-policjant. I zabiera z powrotem. W drodze, starsza - ta nieprzejednana i zbuntowana - prosi go żeby zatrzymał auto, bo ona chce usiąść z przodu, obok niego. Taki symbol, że jest gotowa na zaakceptowanie go w roli ojca, ze mu ufa, że jej bunt się rozwiał, że nastapiłą w niej, w obu siostrach, zmiana ku dobrej przyszłości, ze koniec z okradaniem, że teraz będą szły w dobrym kierunku, bo w nich samych coś się wreszcie przełamało, ze przetrawiły i odegnały pamięć o zmarłym nagle ojcu, która ich prześladowała i kazała robić mężczyznom rzeczy niefajne. I koniec.
      Kto usunął trupa ? Pewnie policjant, żeby dziewczynom pomóc, wybawić je od kłopotu, wierząc, że one go nie zabiły, ze to był wypadek.

      Taka obyczajówka, trochę psychologii w drugiej części. Tatou w swoim stylu, czyli taka sobie nieszczęśliwie zakochana krucha panienka (taka była też w "Kocha/NIe kocha"), która ze słodką buzią i uroczą nieporadnością próbuje się odegrać. Nic szczególnego, trochę Audrey utknęła w tych filmikach klasy B. Czyżby nie pasowała do ról dojrzalszych i charakterniejszych ? Olivia Bonamy, starsza siostra Lea, jest tutaj znacznie bardziej wyrazista.

      Nie dostrzegam powodu, dla którego ten film dali o 2 w nocy :)
      • 06.07.10, 20:49
        A co się stało z Sophie? Powróciła na dobrą drogę ostatecznie?

        Dziwna pora rzeczywiście. Żeby jeszcze jakieś bulwersujace sceny
        były, np. kiedy te nastolatki podrwają starszych facetów, ale jeśli
        w całym filmie niczego kontrowersyjego nie ma, to pora emisji - 2 w
        nocy dziwi bardzo. Choć chyba w przypadku naszej telewizji dziwić
        nie powinna. :/



        i zaległa odpowiedź -
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,112321184,113847255,Re_Przyladek_strachu_dzis_22_50_2_ka_.html

        :)
        • 07.07.10, 12:24
          Pewnie powróciła, nie jest to zaakcentowane. Jej zemsta na kochanku się powiodła o tyle o ile, koniec końców ta starsza siostra musiała go zapewnić, że dadzą mu spokój już, żeby tylko nie szedł na policję z zażaleniem. W każdym razie, samobója już nie ponowiła, więc pewnie ta całc chryja pozwoliła jej odreagować i wróci do normalności.

          Jedna scena była do zapamiętania. Kupują w sklepie te porno-pisemka, co je później wysłały do biura tego faceta, co Sophie puścił kantem (chociaż niczego jej, z drugiej strony, nie obiecywał, to jej się ubzdurało) - facet przy kasie patrzy na pół-podejrzliwie, pół-z-przyganą-we-wzroku, a wtedy ta starsza siostra pokazuje na Sophie i mówi usprawiedliwiająco : w tych gazetach o niej piszą :)
          • 08.07.10, 13:26
            grek.grek napisał:

            > starsza siostra pokazuje na Sophie i mówi usprawiedliwiająco : w
            tych gazetach o niej piszą :)

            haha :) Dobry tekst!
            O wiele lepszy niż niż, ten, że ktoś kupuje pisemka nie siebie, ale
            dla kolegi/koleżanki. Tak podobno mówią (mówili) ci bardziej
            wstydliwi amatorzy porno-pisemek.


            Masz rację, te role (panienek zakochanych ślepo oraz chorobliwie)
            Audrej Tatou to marnacja talentu!

            :)




            • 08.07.10, 15:27
              Hehe, to tak jak w tym dowcipie.
              Wchodzi facet do apteki i cichutko do ekspedientki :
              - Proszę opakowanie prezerwatyw
              Babka : SŁucham ?
              Gość, jeszcze bardziej spłoszony, zwłaszcza że za nim spora kolejka stoi : Prezerwatywy proszę...
              Babka : niechże pan powie głośniej !
              Gośc półgłosem, paląc się ze wstydu : proszę prezerwatywy
              Babka na cały głos drze się na zaplecze : Jolka, przynieś paczkę prezerwaty dla tego pana !
              A facet już totalnie doprowadzony do łez odwraca się zrozpaczony do ludzi i drze się na cały głos : Tak ! Tak ? Tak, ludzie, idę się pie...olić !!!
              :)

              A Audrey... wiesz, ja ją klasyfikuję trochę na półce Sandry Bullock, taka fajna dziewczyna, trochę nieporadna, trochę pechowa, ale zawsze pełna wdzięku. A przez to w jakiś sposób mająca deficyt, albo inaczejk : ograniczony potencjał kameleonizmu ekranowego, cięzko jest ją nagle obsadzić w roli jakieś bitch, albo kobiety w trudnym położeniu społecznym, całkiem serio zmagającej się z rzeczywistością, nie wiem... jakiejś matki cięzko chorego dziecka, w każdym razie nie jakiejś trochę pierdołowatej romantyczki :) Ale może to z czasem przyjdzie. Na razie, wg mnie, Amelia ją zaszufladkowała, a te role, które widziałem oprócz-Amelii trochę ten wizerunek cementują. Nie wiem, jak tam jej rola Coco, może się już zdązyła trochę odbrązowić, a ja/my nic nie wiemy ;)
              • 08.07.10, 17:23
                hahahaha :)
                Świetny dowcip!

                Przynam, że nie widziałam zbyt wielu filmów z Audrey Tatou, by teraz
                jakimś mocnym kontrargumentem Ci odpowiedzieć, obronić trochę
                Audrey, w której widzę/ wyczuwam potencjał i możliwości ...

                Muszę poszukać filmu Coco Chanel!

                :)
                • 09.07.10, 14:30
                  POtencjał na pewno ma, tylko, heh... gęba się robi jednowymiarowa trochę ;) Tak jak z Bullock, że nawet jak dostaje Oskara, to i tak, stawiam w ciemno, gros widzów ją prędzej skojarzy z tymi rólkami licznymi roztrzepanych panienek albo dziewcztyn z sąsiedztwa niż ową oskarową kreacją.
                  • 09.07.10, 15:41
                    grek.grek napisał:

                    > POtencjał na pewno ma, tylko, heh... gęba się robi jednowymiarowa
                    trochę ;)

                    To fakt, choć moze gdyby nasza telewizja zechaciła pokazać więcej
                    znią filmów (zwłaszcza francuskojęzycznych) , to może okazałoby się,
                    że Audrey Tatou, ma więcej gąb ;), twarzy! :)

                    Z jakim rozmachem odpowiedziałam Ci wątku Mundialowym, widzialeś? ;)
                    Problemy z kompem, eh!?
                    :)
                  • 09.07.10, 15:41
                    grek.grek napisał:

                    > POtencjał na pewno ma, tylko, heh... gęba się robi jednowymiarowa
                    trochę ;)

                    To fakt, choć moze gdyby nasza telewizja zechaciła pokazać więcej
                    znią filmów (zwłaszcza francuskojęzycznych) , to może okazałoby się,
                    że Audrey Tatou, ma więcej gąb ;), twarzy! :)

                    Z jakim rozmachem odpowiedziałam Ci wątku Mundialowym, widzialeś? ;)
                    Problemy z kompem, eh!?
                    :)
                    • 09.07.10, 16:15
                      Hehe, zauwazyłem, czasami się zawiesza. Ja robiłem tak, ze klikałem "wyślij", odczekiwałem 7 sekund i cofałem się zanim załadowała się strona po-wysyłkowa. otwierałem nową kartę i sprawdzałem, czy weszło :) Udawało mi się z 4 kopii schodzić do max 2 ;) Ale nie wiem, czy na Gazetowym forum to się sprawdzi...

                      Ja bym chętnie obejrzał więcej i zmienił zdanie. Może się jeszcze coś przydarzy z nią w roli głównej, a nawet niekoniecznie. Ostatnio tak jaby więcej euro-kina w TVP, zauważyłaś ? :)
                      • 09.07.10, 18:16
                        Też tak czasem robię. :)


                        Tak, tak i zauwazyłam nawet, że euro-kino zaczyna się od czasu do
                        czasu pojawiać o całkiem przyzwoitych godzinach, co bardzo cieszy!
                        Nie mniej jednak ciągle jest go za mało, i naczęściej lata około
                        północy, więc trzeba się nadal apelować o zwiększenie dawek i zmianę
                        pór emisji na wczesniejsze!

                        :)
    • 08.07.10, 12:14
      Więc : tytułowy Zimmer, to mityczny przestępca, finansowy i narkotykowy, którego chce koniecznie złapać francuska policja i ruski ex-kagebista, pracujący na zlecenie rosyjskiej mafii. Jest jeden problem, nikt nie wie, jak ten człowiek wygląda. To wstęp.

      A potem jest tak : jedzie sobie pociągiem do Nicei facet, poczciwy, przeciętny chłopek w okularkach imieniem Francois, zwany dalej Frankiem. Na weekend jedzie, odpocząć, zwłaszcza po tym, jak się właśnie rozstał z żoną (taka jest jego wersja). Przysiada się do niego Sophie Marceau i zaczyna go dyskretnie uwodzić, a to poprosi o rozpięcie niesfornego suwaka w bluzce, a to błyśnie pępkiem, a to sie uroczo uśmiechnie, a to od niechcenia powie, że "jest pan w moim typie", a to to, a to śmo, grunt ze facet jest ugotowany. I tak jadą aż do Nicei. Tutaj proponuje ona, żeby przedłużyli swoją znajomość i zaprasza Franka do hotelu. Babka zachowuje się nieco podejrzanie, kiedy on na nią nie patrzy - rozgląda się tu i tam, a w hotelu pokój miała wczesniej zarezerwowany. W hotelu jest przyjemnie, pełen wypas, facet chodzi za oprowadzającym ich boyem z wielkimi oczami i pełen entuzjazmu, a na balkonie dostaje nawet od pięknej nieznajomej, o imieniu Chiara - dla porządku dodam, całusa. Potem idą spać, każde na swoje łózko (czyli, są jakieś granice poufałości, hehe, ona zresztą mówi, ze potrzebuje po prostu towarzystwa, a więc niekoniecznie kochanka).

      Rano się Franek budzi - obok łózka jest kartka z informacją od Chiary, ze ona wróci za godzinę; więc bierze prysznic itd, aż tu nagle dwóch facetów z pukawkami próbuje się dostac do jego pokoju i, jak można przypuszczac, zastrzelić go. Udaje mu się uciec - na bosaka, w toplessie. Ląduje na policji. Stamtąd próbuje się skontaktować z Chiarą, ale hotel informuje go, ze babka się wymeledowała z samego rana. Policjanci kierują go do szpitala, bo uciekając przed napastnikami pie,prznał się w dynię, więc lepiej, żeby się zbadał, czy nic mu aby nie dolega. W szpitalu znów próbują go dopaść jacyś z pistoletami. Ucieka na dół, na parking. Tam podjeżdza po niego Chiara i wywozi go w bezpieczne miejsce. Do jakiegoś mieszkanka w obskurnej kamienicy. Tam wszystko się wyjaśnia - Chiara wiedziała, że jest śledzona, bo panuje opinia, że ona - jako jedyna - widziała i wie jak wygląda ów Zimmer. Przyczepiła się do Franka, zabrała do hotelu, całowała się z nim, zeby tych co ją ścigają, upewnić że Franek z pociągu, to własnie Zimmer, a tym samym Zimmera prawdziwego chronić. Żeby było ciekawiej, Chiara sama nie wiem, jak Zimmer wygląda. Wystawiła go, jednym słowem. ZdaNŻacie jeszcze ? ;)

      Franek jest w niej zakochany o czym ją zawiadamia, ale ona, choć widać, że też chyba zakochana jest, mówi mu, zeby ją sobie wybił z głowy, bo to nie jego półka. Gdyby się jej nie podobał, to chyba by po niego nie wróciła, prawda ? Przecież miała go wystawić, może nawet pozwolić na jego zabicie, zeby mityczny Zimmer zyskał pełne luz, jako "nieboszczyk".

      Chiara wychodzi, a Franek zamiast siedzieć na d,pie i czekać, to się stroi w jeden z 20 takich samych garniaków wiszących w szafie i wyłazi na zewnątrz. Śledzi Chiarę, próbuje z nią rozmawiać. Ona odjeżdza autobusem, a Franka nie chcą wpuścić tam, bo nie ma kasy na bilet. Próbuje gonić ją taksą, z ktrej za uszy wyciąga po policja. Na komisariacie dowiaduje się, że jest pionkiem w grze o Zimmera, a piękna Chiara, to policjantka. I teraz ma ona odegrać kluczową rolę w ostatecznej zasadzce na Zimmera w willi poza miastem.

      Więc, nie pytajcie jak, bo nie ma tego w scenariuszu ;), CHiara i Zimmer byli umówieni na spotkanie w tej willi. Chiara włazi do środka, szwęda się po tej chawirze, a policja obstawia cały teren dookoła, z karabinami i całą resztą, no i czekają aż się as przestępczości miedzynarodowej pojawi. Zjawia się jednak kto inny - ten Rosjanin od mafiosów, ze swoimi gorylami. Rosjanina gra nie kto inny jak Daniel Olbrychski. I posługuje się angielskim z koszmarnym akcentem. Ma za zadanie zlikwidować Zimmera. "POczekamy razem" powiada, a potem Chiarze się trochę obrywa. POlicja jednak czeka, nie wchodzi, mimo ze babce grozi rozwałka. Na pomoc rusza jej ten cały Franek z pociągu. Wpada do środka, a oni na niego - śledzili ją, widzieli z nim, byli przekonani, ze to on. A wtedy CHiara wykrzykuje do mikrofonu pod bluzką jakieś awaryjne hasło i policja zaczyna strzelać - Olbrychski dostaje kulkę między oczy, a reszta ruskich mafisów gdzie popadnie i po minucie jest game over. Ale Zimmer się nie pojawił.

      I kidy Chiara siedzi sobie i mówi do siebie "Gdzie jesteś ?", niby ze do tego Zimmera, Francois zdejmuje jej mikrofon i konfidencjonalnym szeptem odpowiada "Tutaj...". A potem się całują, bo przecież dzielna Chiara zakochała się już wcześniej, w tym niepozornym Francois, kochając cały czas Zimmera, a więc może połączyć teraz oba uczucia, bo dotyczą jednego faceta, i razem odjeżdzają autem piękną trasą pośród drzew, filmowani kamerą z helikoptera. A na odjezdnym szef policji (która ciągle zachodzi w głowę, gdzież ten Zimmer jest) patrzy na nich i mówi sam do siebie "znów ci się udało, masz wszystko". Ale policji nic nie powie. ASgent jakiś, czy co ? Czyli puenta jest taka, ze Francois był Zimmerem :)

      Czy to jest scenariusz na poziomie, to sami oceńcie, ja mam wątpliwości. Miała być zmyłka na końcu, a spoiwem całości namiętność, ale nie wyszło to przekonująco. Mnie głównie upłynał ten film na zastanawianiu się, czy piękniejsza jest Sophie Marceau, czy Nicea - wygrała Marceau, bo : a) jest śliczna, b) z powodu zbyt skąpo filmowanego miasta, ktore mogło stać się ważnym bohaterem filmu, ale potrzeba było do tego lepszego reżysera. A dwa razy w trakcie projekcji bolały mnie uszy od słuchania jak pan Daniel kaleczy angielski. Te niedogodności wynagrodził całkowicie fakt, ze na liście płac pan Daniel figurował jako special guest star : "wystapili : Sophie Marceau... Yvan Attal... Daniel Olbrychski, jako Nasaiev..."

      "Trzeciego" oglądaliście moze (w Dwójce wczoraj) ? Jak dla mnie stracona okazja na ciekawy film. Nowoczesne małżenstwo ratuje swój związek dzięki znajomości z wyluzowanym retro-facetem po 50, który jest ni mniej ni więcej, tylko Bogiem, a żeby widzowi nie pozostawić cienia miejsca na dociekanie i wątpliwości reżyser każe Markowi Kondratowi chodzić po wodzie, znać fakty z życia męza, których znać nie powinien, i pojawiać się za plecami bohaterów w momencie, w którym powinien być jakieś 100 metrów dalej, w sklepie. I aranżuje rózne scenki, żebyc facet się przestał spinać, a facetka odzyskała humor. Wyglądało to, jakby w dramat Bergmana wpuścili podstarzałego hippisa rodem z lat 60-tych, który ten dramat rozwala na śrubki, a w ogóle, to pan reżyser złączył wszystko, co mu do głowy przyszło : Nóz w wodzie, film drogi, Bergmana i pewnie jeszcze 20 innych rzeczy, których nie rozpoznałem.

      W TVN dzisiaj "W sieci", czyli molestowanie Michaela Douglasa part III. Molestowała Stone, molestowała Close, tutaj molestuje Demi Moore. Romans biurowy, który kończy się oskarżeniem o gwałt. Niby co innego niż "Nagi instynkt", albo "Fatalne zauroczenie", ale schemat ten sam i przede wszystkim, ten sam facet w opresji damskiej modliszkowatości, czyli Michael Douglas. I mimo, ze film jest dobry, to pan Michael w głównej roli burzy klimat, bo ile razy, do diaska, można w bliźniaczej roli obsadzać tego samego aktora ? :) Kto jednak nie oglądał - powinien obejrzec, bo to jest naprawdę niezłe kino obyczajowo-psychologiczne, w dobrym amerykańskim stylu.

      • 09.07.10, 19:07
        Lekki kryminał z mocnym wątkiem romansowym (w jakze ekspresowym
        tempie nastąpiło zakochanie! :)! Bardzo mi się spodobał i żałuję, że
        go przegapiłam, a leciał o tak przyzwoitej porze. Ech.

        Wiesz, jak przeczytałam, że facet z pociągu to "poczciwy, przeciętny
        chłopek w okularkach", to natychmiast przyszło mi do głowy, czy to
        nie jest czasem przedstawiony w króciutkim wstępie ów przebiegły,
        mityczny ruski ex-kagebista i mafijny ŚPIEK Anthony Zimmer!?

        Tajnym szpieg noszący się w cywilu bardzo przeciętnie i
        niepozornie, to już, mam wrażenie, mocno zgrany chwyt, nie sądzisz?


        >Mnie głównie upłynał ten film na zastanawianiu się, czy piękniejsza
        >jest Sophie Marceau, czy Nicea - wygrała Marceau, bo

        haha :)
        To trochę przyjemności z oglądania filmu miałeś ! :)
        U mnie wygrałaby Nicea.

        I jeszcze jedno jako ruski mafozo pan Daniel miał prawo i obowiązek
        kaleczyć angielski! :) Jesteśmy dumni z pana Daniela! :)



        > "Trzeciego" oglądaliście moze (w Dwójce wczoraj) ?

        Nie oglądałam Trzeciego, zaczynał się dość późno, poza tym
        przeczytałam mało zachęcający komantarzyk na jego temat filmu w moim
        dodatku TV. Widzę, że i Ty nie jesteś zachwycony,aczkowiek uwagi b.
        interesujące Dzięki.

        "W sieci"
        cdn.


        • 09.07.10, 19:58
          Ja również stawiam na Niceę:)
          Jak tam Wallander? Wczorajszy docinek "Mastermind" zaczął się dość późno z powodu przedłużającej się siatkówki. Nie dałam rady, a ponoć niezły był i jako jeden z niewielu wyświetlany w kinach (szwedzkich).
          Ps. Chętnie poczekam, co masz do powiedzenia w temacie "W sieci", bo ja mam problem z tym filmem, a zwłaszcza gł. aktorem.
          • 10.07.10, 15:08
            Właśnie Wallander, "Mastermind" i nieszczęsny mecz siatkówki, jak
            na złość 5 setowy (a tak się cieszyłam, jak zobaczyłam w
            programnie "Wallandera" o 22.15) ! Miałam o nim wspomnieć, bo też
            nie dałam rady obejrzeć całości i ciekawa jestem bardzo, jak się
            skończył (moze ktoś czytający nam dopowie, nie wiem czy Grek jeszcze
            ogląda?). Dotarłam do momentu, kiedy Wallander wyedukował, że
            poszukiwanym i sprawcą cieżkiego wypadku Lidny Wallander jest
            człowiek (emigrant z byłej Jugoslawi), ktorzy wiele lat wcześniej
            został aresztowany przez Wallandera i dwóch innych policjantow za
            jakieś przestępstwo i teraz mści się na córkach policjantów, a tym
            samym i na nich samych. Tyle wiem, tyle moge dopwiedzieć Ci, Pepsic.

            Czy Ty wiesz Pepsic, że aktorka, grająca Lindę, córkę Wallandera
            popełniła samobójstwo w 2007 roku! Podobno przyczyną samobójstwa
            była depresja, wywołana dramatycznymi przeżyciami podczas tsunami
            w Tajlandii w 2004 roku, kiedy omal nie zginęła ze swą malutką
            córeczką. / jak mogła zostawić swą córeczkę !/

            Szwecja coraz bardziej mnie przeraża! ;)

          • 10.07.10, 15:08
            Właśnie Wallander, "Mastermind" i nieszczęsny mecz siatkówki, jak
            na złość 5 setowy (a tak się cieszyłam, jak zobaczyłam w
            programnie "Wallandera" o 22.15) ! Miałam o nim wspomnieć, bo też
            nie dałam rady obejrzeć całości i ciekawa jestem bardzo, jak się
            skończył (moze ktoś czytający nam dopowie, nie wiem czy Grek jeszcze
            ogląda?). Dotarłam do momentu, kiedy Wallander wyedukował, że
            poszukiwanym i sprawcą cieżkiego wypadku Lidny Wallander jest
            człowiek (emigrant z byłej Jugoslawi), ktorzy wiele lat wcześniej
            został aresztowany przez Wallandera i dwóch innych policjantow za
            jakieś przestępstwo i teraz mści się na córkach policjantów, a tym
            samym i na nich samych. Tyle wiem, tyle moge dopwiedzieć Ci, Pepsic.

            Czy Ty wiesz Pepsic, że aktorka, grająca Lindę, córkę Wallandera
            popełniła samobójstwo w 2007 roku! Podobno przyczyną samobójstwa
            była depresja, wywołana dramatycznymi przeżyciami podczas tsunami
            w Tajlandii w 2004 roku, kiedy omal nie zginęła ze swą malutką
            córeczką. / jak mogła zostawić swą córeczkę !/

            Szwecja coraz bardziej mnie przeraża! ;)

            • 12.07.10, 18:51
              Nic nie wiedziałam, nawet zastanawiałam się, dlaczego Linda i Stefan nie
              pojawiają się w nowej serii oraz dlaczego ci młodzi ludzi są zawsze smutni.
              Barbasiu, motyw samobójstwa nie wydaje mi się być psychologicznie uzasadniony i
              jeszcze malutkie dziecko, choć z drugiej strony po 9/11 ludzie też popadali w
              depresje. Bardzo to smutne.
              Ps. Mam wrażenie, że ludziom w dobrobycie trudniej borykać się z problemami, niż
              nam zaprawionym tu w boju, ale to moje subiektywne zdanie.
          • 11.07.10, 14:56
            Własciwie chciałam napisać nie tyle o o bohaterze filmu "W sieci"
            ile o aktorze grajacym głowną rolę, czyli Michaelu Douglasie
            (odnosząc sie do słow Greka w poście zapowiadającym ten film wyżej).

            Douglas zagrał w trzech dość podobnych tematycznie filmach, ajk
            zauważył grek, wszytkie zyskały miano kultowych, zwłaszcza dwa
            pierwsze. Ma chłopak niesamowite szczęście w życiu, w zawodzie.

            Pepsic, napisz co chciałaś powiedzieć o głównym bohaterze "W sieci",
            a ja potem się dopiszę!


            A tu rzecz ciekawa feministyczna interpretacja "Fatalnego
            zauroczenia", ktore też niedawno leciało (Greku, chyba nie
            zgodziłabym sie z Tobą, że film się nieco zestarzał :). Nie
            streszcam jej, ale wklejam w całości, bo nie jest to interpretacja z
            pierwszej ręki (jak znajdę źródło to podam):

            "Przypomina mi się feministyczna interpretacja filmu "Fatalne
            zauroczenie", mówiącego o czymś bardzo podobnym. Michael Douglas
            przeżywa dwudniowy romans z Glenn Close. Sądzi, że nie będzie to
            mieć konsekwencji, kobieta jednak pragnie inaczej. On tymczasem ma
            żonę, o wiele od niej młodszą i bardzo skromną. Kochanka tymczasem
            jest bardzo wyzywająca, cielesna, co dodatkowo znajduje
            potwierdzenie w tym, że mieszka w proletariackiej dzielnicy tuż obok
            rzeźni. Porównanie tych dwóch kobiet to czysta klisza: starsza jest
            agresywna, zła i egoistyczna. Ma przesadną ekspresję, ostre rysy i
            dojrzałe ciało; rywalka jest potulna, młodziutka i klasycznie ładna
            a przede wszystkim pozbawiona aktywnego kobiecego pragnienia,
            którego tak się boi bohater. Boi się i pożąda, chcąc jednocześnie
            zabić to pożądanie. Close prześladuje go w coraz bardziej
            rozpaczliwy, agresywny sposób: niszczy mu samochód, zawiadamia żonę
            o ich romansie, porywa na jeden dzień córkę, zabija jej królika. Jak
            się jej pozbyć, jak pozbyć się pragnienia, które naruszyło domową
            harmonię (w końcu to on miał romans, do którego wbrew własnym
            wyobrażeniom nie został zmuszony)? Kochanka musi zginąć, ale nie z
            jego ręki, tylko z ręki anielskiej, słodkiej żony - rzecz jasna w
            obronie dziecka. To genialny przykład kina epoki Reagana (zło jest
            na zewnątrz, mieszka w gorszych dzielnicach, zagrażając zdrowej
            rodzinie i żadne okrucieństwo nie będzie przesadne, by się go
            pozbyć), lecz jednocześnie dowód nieradzenia sobie z tym co uosabia
            Close. Innymi słowy, z aktywną kobiecością, bezskutecznie wciskaną w
            kostium ostatecznego Zła."


            lewica.pl/blog/krytykakultury/15518/

            A zainteresowanym powiem jeszcze, że pod tym linkiem można
            przeczytać też ciekawą interpretację (streszczenie
            tejże) "Zagubionej Autostrady" Davida Lyncha autrostwa Żiżka!

            /Widzę,że upały Was dziś zmogły, ja tez udaję się w takim razie na
            odpoczynek. :)/

            • 12.07.10, 11:12
              Ciekawa interpretacja.

              Ale co do Michaela De, to będę się upierał (hehe), że ubranie go w te same buty w trzech filmach o jednakowej, w głównym zarysie, tematyce nieco je zubożyło.
              • 12.07.10, 12:53
                grek.grek napisał:

                > Ale co do Michaela De, to będę się upierał (hehe), że ubranie go w
                te same buty
                > w trzech filmach o jednakowej, w głównym zarysie, tematyce nieco
                je zubożyło.

                Tu się zgodzę! :)
            • 12.07.10, 19:36
              Od pewnego czasu spoglądam na Michaela Douglasa na powtórkowych filmach z bliżej nieuzasadnioną niechęcią. Gra przykładnych mężów z sąsiedztwa, posiadających miłe żony i gromadkę udanych dzieci, przy tym fajnego kumpla. Ale tak naprawdę w postaciach przez niego kreowanych wyczuwam fałsz i zakłamanie. Nie jest tym, na kogo pozuje, a przynajmniej ja go takim nie kupuję.
              "W sieci" - przed laty łączył go z obecną szefową ognisty romans, teraz zgrywa się na niewiniątko i nie wie biedaczek, co się święci. Każdemu/ej na jego miejscu zapaliłoby się czerwone światełko już długo przed masażem, ale nie, on kontynuuje grę, na co liczy? Wszak dobrze zna temperament byłej kochanki. A jak nieładnie postępuje z żoną. Z pobudek raczej egoistycznych naraża ją na upokorzenie każąc przysłuchiwać się pikantnym szczegółom na rozprawie sądowej, których kochający mąż powinien oszczędzić. Jak dla mnie jest mało wiarygodny, a do tego koleżanki z pracy poklepuje po pupie i nie widzi w tym nic złego!
              • 17.07.10, 11:29
                O, muszę bronić pana Michała :)
                Przepadam za filmem "Cudowni chłopcy" - tam MD w końcu dotarł do samowiedzy i sielanki, ale dopiero w ostatniej scenie, a przez cały film dzielnie dekonstruuje ten właśnie wizerunek o którym piszesz.
                W "Grze" też zostaje w efektowny sposób wyciągnięty na drugą stronę. W Traffic, w roli zdeterminowanego ojca szukającego swojej, popadłej w kłopoty z prochami, córki, a zarazem urzędnika d/s ukrócania przemytu narkotyków - też, wg mnie, bardzo wiarygodny. Bardzo inna jest też rola w "Upadku", gdzie gra klasycznego antybohatera, outsidera, któremu daleko do wypachnionych garniturów i political correctness behawiorów. Nie wiem, jak wygląda w nowej wizji Gordona Gekko, ale nie zdziwiłbym się, gdyby i tym filmem odszedł od opisanego przez Ciebie imidżu. "W sieci", "Fatalne zauroczenie", to są wg mnie jeden ze słabszych jego ról - filmy, jak filmy, może i dobre, sprawnie zrobione, ale Douglas w nich nie dostaje wielkich szans na pokazanie, że jest dobrym aktorem.
                • 18.07.10, 11:06
                  Co do Traffic (klimaty zgoła nie hollywoodzkie), to zgadzam się, ale zauważ, że nie był gł. bohaterem, a jednym z licznych. Podobnie w przypadku "Upadku" - tu doskonale wykorzystał wizerunek tkwiący w mojej podświadomości. Dorzucę jeszcze "Morderstwo doskonałe", gdzie nie przypadł mi do gustu grając bufonowato na modłę tych, które wymieniłeś ("W sieci", "Fatalne zauroczenie", "Gra").
                  "Cudowni chłopcy" ??? - niestety biała plama dla mnie.
                  Ps. Jest aktorem takiego kalibru i zdaje się producentem, że może przebierać w rolach, dlatego nic go nie tłumaczy z gry kalkami , czy twierdzenie, że nie dostał szansy.
        • 10.07.10, 11:47
          Stylistycznie się nie popisałem, jak zwykle - ten Zimmer, to był tylko przestępca finansowy i narkotykowy, a "ruski ex-kagebista i mafioso" chciał Zimmera zabić i tego Ruska (z 1 akapitu) grał właśnie Daniel Olbrychski, który pojawia się na początku na moment, a faktycznie wkracza do akcji w samym finale.

          "Trzeci" mnie nie zachwycił (trochę slajdowaty taki, scenka za scenką przetykane tym, że samochód jedzie po szosie, najpierw fragment nawiązaujący do NOża, bohaterowie z pozoru bergmanowscy, którzy wkrótce okazują się całkiem bez tajemnicy i całkowicie i zaskakująco łatwo naprawialni, a ich problemy interpersonalne dość ograne i takie, co je już parę razy w kinie pokazywali, a w serialach to pewnie codziennie pokazują), ale w sumie dobrze się oglądało, a Kondrat grał świetną postać, takiego 50-latka jakim sam być zamierzam, więc nie miałem traumy gapiąc się w ekran.
          • 10.07.10, 14:40
            OK! Poprawka zatwierdzona! :)

            > "Trzeci"
            >Kondrat grał świetną postać, takiego 50-latka jakim sam być
            >zamierzam, więc nie miałem traumy gapiąc się w ekran.

            Ale nie chodzi Ci o to by w przyszłości posiadać te atrybuty
            boskości, jakie posiada bohater grany przez Marka Kondrata? ;)

            O! To teraz nie mogę nie obejrzeć "Trzeciego"! Zachęciłeś mnie
            bardzo, do tego stopnia, że w trakcie pisania tego postu na innej
            przeglądarce namierzyłam ten film! :))


            /U nas upał dziś niemożliwy!/

            • 10.07.10, 15:23
              Że po wodzie miałbym hasać ? ;) Nieeee, niekoniecznie aż tak, hehe.

              A to, w takim razie, czemu nie - obejrzeć nie zaszkodzi; może i Ci się spodoba, wszystko jest rzeczą osobistej percepcji i każde subiektywne wrażenie jest święte :)
              • 10.07.10, 15:43
                grek.grek napisał:

                > Że po wodzie miałbym hasać ? ;) Nieeee, niekoniecznie aż tak, hehe.

                Właśnie o tym myślałam! ;) haha:)

                Po tym co napisałeś, obowiązkowo obejrzę!!! :)
                Tylko najpierw wezmę się za film "Oczy szeroko zamknięte", bo
                widzę , że bardzo późno się kończy, a chciałaybym go zobaczyć w
                całości; tyle o nim słyszlam, a do tej pory jeszcze nie widziałam,
                ech!.
                :)
              • 10.07.10, 15:43
                grek.grek napisał:

                > Że po wodzie miałbym hasać ? ;) Nieeee, niekoniecznie aż tak, hehe.

                Właśnie o tym myślałam! ;) haha:)

                Po tym co napisałeś, obowiązkowo obejrzę!!! :)
                Tylko najpierw wezmę się za film "Oczy szeroko zamknięte", bo
                widzę , że bardzo późno się kończy, a chciałaybym go zobaczyć w
                całości; tyle o nim słyszlam, a do tej pory jeszcze nie widziałam,
                ech!.
                :)
                • 10.07.10, 16:18
                  Hehe, zatem - udanej projekcji życzę Ci.

                  I koniecznie napisz coś później a'propos jak Ci się podobał, co tam fajnego, a co nie i... no tak, sama wiesz - co Ci w duszy zagra :)

                  Zobaczymy, co z tymi "OczMI" ;) Ja się nastrajam jak najlepiej, ale Mania pisze, ze niekoniecznie wypas, więc tym ciekawiej się robi. Zobaczymy, co zobaczymy.
                  • 10.07.10, 16:59
                    grek.grek napisał:

                    OK, napiszę kilka słów za jakiś czas, mam nadzieję niedługi!
                    /wiesz/ wiecie ostatnio zorientowałam się, że im więcej piszę tu na
                    forum, tym więcej rzeczy mam jeszcze do napisania, tym więcej
                    zaległości, ot paradoks ;)/

                    /Bohaterowi granemu przez Marka Kondrata będę się przyglądać
                    specjalnie. :)/

                    Post Mani przystopował nieco mój entuzjazm nie_wiadomo_skąd dla
                    filmu, ale i zaintrygował. Ciekawam tych "UCZ" bardzo. Zobaczymy. :)

      • 15.01.11, 13:42
        Wczoraj na kablówce przyuważyłam.
        Przyznaję, scenariusz grafomański. na glinianych nóżkach, ale uczucia estetyczne w pełni zaspokoił. Spotkanie w willi za miastem mogło się wziąć z ogłoszenia z gazety stanowiącej komórkę kontaktową Chiary i Anthoniego. Chiara nie na darmo namiętnie ją podczytywała.
        Ps. Na ekrany kin chodzi remake amerykański pt. "Turysta" z Angeliną Jolie i Johnnym Depp-em. Muzeum figur woskowych podobno się kłania, jakoś w to wierzę :)
        • 15.01.11, 18:21
          Czyli "Turysta" z Angeliną Jolie i Johnnym Deppem jest remakiem filmu "Anthony Zimmer"?
          Ha, nie wiedziałam!


          www.filmweb.pl/film/Turysta-2010-484295/photos#picture-6
          To będzie moje ulubiona figura woskowa! ;)
          • 15.01.11, 18:40
            Czyli wystarczy w Grekowym spojlerze "Athonego Zimmera" (kilka postów wyzej) wymienić Sophie Marceau na Angelinę Jolie oraz Yvana Attala zastąpić Johnnym Deppem, następnie akcję przenieść z Nicei do Wenecji (Wenecję może nawet łatwiej sobie wyobrazić!) i mamy "Turystę" ! ;)

            Tralier, dla lepszej wizualizacji:

            www.youtube.com/watch?v=oSTx2Wwldvg
            :)
            • 15.01.11, 19:19
              Amerykanie za bardzo się nie wysilili :) Wybieram zdjęcie no 8.
              Ps. Te dwa filmy powinni zadedykować ministrowi Grabarczykowi, niech ogląda je w kółko.
              • 15.01.11, 21:04
                > Ps. Te dwa filmy powinni zadedykować ministrowi Grabarczykowi, niech ogląda je
                > w kółko.
                :)
                Dlaczego ministrowi Grabarczykowi? / nie jestem ostatnio na bieżąco z wiadomościami/
                • 16.01.11, 16:34
                  Jako minister infrastruktury odpowiada za katastrofalny stan i bałagan na kolei.
                  Barbasiu, to mój nieprzemyślany skrót, w filmie pojawia się jako jeden z motywów szybko mknący, ekskluzywny, dłuuugi pociąg, o takim możemy tylko pomarzyć.
                  • 17.01.11, 17:19
                    Aaaa, teraz już rozumiem! :)
    • 10.07.10, 12:44
      Wczoraj Polsat wrzucił ten film o dogodnej porze, tak około piętnaście po pierwszej w środku nocy ;) Mecz siatkowy pewnie się przedłużył, bo miało być pół godziny wcześniej.

      Napiszę słów parę, co i jak, a Wy zdecydujecie, czy to czytać, czy nie, bo spojler to będzie, a kto wie, może powtórzą za jakiś czas film ów.

      Przełom lat 50 i 60 to moment akcji. Małe miasto w Ameryce. Dwie rodziny : Abbotowie i Holtowie. Abbotowie mają kasę, a Holtowie nie mają. Abbotowie mają kasę dlatego, ze odkupili od starego Holta jakiś patent (nie dosłyszałem na co, ale... whatever - to nie najważniejsze). Za stare auto, które wkrótce się rozwaliło. Głowy do interesów Holt nie miał, to pewne.

      Abbotowie mają trzy córki, w kolejności : Joan, Eleonorę i Pam, Holtowie, a właściwie mrs Holt, bo stary Holt jest nieobecny z powodu odejścia własnego - dwóch synów : starszego JC i młodszego Douga.

      I teraz tak : Joan wychodzi za mąż i ma dziecko, tak sobie ciamciramcia z niej, nic ciekawego; Eleonora jest typem wyemancypowanej dziewczyny, zwłaszcza seksualnie; Pam, najmłodsza jest klasycznym przypadkiem pół-kobiety/pół-dziecka, trochę naiwna, ale i zaskakująco mądra momentami, patrzy na Eleonorę, która chłopakom nie odpuszcza i to sprawia, ze sama hamuje własne popędy, siostra jest dla niej przykładem - jak się nie zachowywać; bez niechęci jednakowoż, siostrzana solidarność i sympatia i tak dalej - wszystko na miejscu; mówiąc krótko : obserwacje zachowań siostry i trochę genetycznych uwarunkowań czynią Pam romantyczką rodem z powieści kobiecych.

      JC romansuje z Eleonorą, jest pewny siebie, jest babiarzem, jest przystojny i zakompleksiony - wie, ze jest kimś gorszym od Abbotów i to nie daje mu spokoju. Doug jest inny niż brat, czyli mniej śmiały, ale przy okazji mniej zakompleksiony, instynktownie nie wierzy w podziały i jakieś linie demarkacyjne między ludźmi wytyczone na podstawie materialnych zróznicowań - dzieki temu nie ma kompleksów jakie ma brat, ale inaczej niż Pam w stosunku do Eleonory, on patrzy na brata i ten mu imponuje, bo umie, jakby to powiedział Robert Górski : wyrywać lachony.
      Podoba mu się Eleonora, zwłaszcza od momentu, jak ich przyłapał in falgranti (ją i JC), a ona się tak jakoś do niego dziwnie uśmiechnęła, a potem, w szkole, mignęła mu z premedytacją majtkami przed nosem, kiedy specjalnie upuścił długopis, żeby schylić się pod ławkę i zajrzeć jej pod kieckę. KOcha jednak, z czasem coraz bardziej, młodszą Pam. Z początku jednak umawia się z nią głównie po to,zeby się zbliżyć do Eleonory, licząc na coś ciekawego i ona to wyczuwa. Ale to początki.

      Bracia się czasami sprzeczają, czasami kłocą, czasami i piorą, zawsze w tle są ich inne spojrzenia na świat, na przeszłośc, skrywane urazy i niespełnione ambicje, a najczęsciej widmo sióstr.

      Nad wszystkim ciązy stara historia z przeszłości - rzekomego (bo w rzeczwistości nic takiego nie miało miejsca)romansu matki chłopców Holtów z ojcem sióstr Abbot, po którym odszedł stary Holt i która to historia, dzięki mściwej akcji żony Abbota, przedostała się do opinii publicznej w takiej formie, ze mrs Holt od tamtego czasu jest traktowana nieco z dystansem, a może nawet bardzo z dystansem przed tę lokalną społecznośc, aczkolwiek uczy w szkole, prowadzi dom, wychowuje chłopców i ma się dobrze. Chłopcy znają tę historię, zwłaszcza starszemu jest ona nie w smak, w jakiś sposób pogłębia jego poczucie alienacji i kompleks niższości wobec drugiej rodziny.

      Stary Abbot nie zapatruje się dobrze na romans Eleonory z JC i staje mu na drodze - dla Jc romans z dziewczyną jest czymś w rodzaju terapii na owe kompleksy, dla niej - szansą na pokazanie sprzeciwu wobec starego i wyrwanie się z domu : ostetntacyjnie więc lekceważy ojcowe zakazy, co skutkuje upragnionym dla niej wydaleniem jej z domu i tej "małej nory", czyli miasteczka. Dokąd ? Najpierw mowa jest o studiach, potem o szkole, a następnie nawet o psychiatryku. Na końcu pojawia się raz jeszcze, jako pracownica obsługi lotniska.

      Stary Abbot skutecznie też odstrasza Douga od Pam, na jakimś przyjęciu, na które chłopak zostaje zaproszony wysyła innego chłopaka, zeby go prowokował i zebrał w dziób, ale przy okazji Doug wyszedł w takiej sytuacji na chama. Chłopak to rozumie, jest rozżalony, jego wizja świata bez róznic zostaje zachwiana. Oddala się od Pam. Na pewien czas, mijają się z daleka, przy rozdaniu świadectw rzucają chłodne spojrzenia, ale kiedy ona go nie widzi - on się na nią gapi sentymentalnie. On jest urażony tym, co zrobił jej ojciec, tym jak zakwestionował jego wartość, a ona jest wkurzona na niego, że za to, co zrobił jej ojciec Doug karze ją. Ona jest bowiem wolna od przesądów, "to nie moja wina, ze urodziłam się w bogatej rodzinie,a ty w biednej, to bez znaczenia dla mnie, tak po prostu jest". POtem los ich znów skojarzy - na pustej drodze, gdzie zepsuje się jej auto, on jej pomoże je naprawić, a rozmową wszystko sobie wyjaśnią i pogłębi to relacje między nimi.

      Kiedy Eleonore wyjeżdza, to się JC bierze za jej starszą siostrę, Joan dopiero-co-rozwódkę. I uwodzi ją oczywiście skutecznie. Dowiaduje się o tym Pam. Jednego wieczora ratuje siostrę/ich oboje przed nakryciem przez ojca, ale w miarę postepu romansu czuje się w obowiązku, wyczuwając intencje JC, powiadomić starego Abbota o tym, co się dzieje. Dochodzi do konforntacji, w której sama Joan odrzuca propozycję JC wyjazdu z nim z miasteczka. Stary Abbot znów triumfuje, a JC'ego kompleks bycia nieackeptowanym przez "lepszych od siebie" zostaje niezaleczony. Doug stając po stronie brata nie może wybaczyć Pam, ze go zakablowała. Ich kontakt się zrywa.

      Doug wyjeżdza studiować na kierunku dekoratora/scenografa filmowego. Pewnego dnia spotyka Pam, która studiuje w collegu niedaleko niego. Krótka rozmowa, tratatata; a tego samego wieczora pojawia się ona u niego wstawiona w cholerę. On się nią opiekuje, jak należy, jest szansa na powrót do najlepszego okresu w ich ni-to-związku-ni-to-czymś. Nie na długo. Niebawem okaże się bowiem, że jego brat ją posiadł także. Tego już Doug nie wytrzyma, zamaluje brata w zęby, nie słuchając nawet tłumaczeń, ze "nie wiedziałem nic o was". Ta sytuacja znów nadgryza niedawno przywrócony światopogląd Douga, że róznice są passe i w ogóle są bzdurą. Pogodzi ich dopiero matka. A w zasadzie jej śmierć. "Mogłem to zrobić, zburzyć ten mur między nami, tylko w jeden sposób. Najprostszy. Wybaczając mu", mówi Doug. Wyjaśni się sprawa z przeszłości, matczynego romansu, który ich uczynił kimś gorszym, a którego naprawdę nie było, intrygi w której maczał paluchy sam stary Holt (chodziło jakiś zakład między kolegami, z którego cała chryja wynikła, za który zapłaciła swoim dobrym imieniem właśnie pani Holt)

      Takie kino nie może się jdnak obyć bez prawdziwego happy endu - Pam pojawia się u Douga z przeprosinami. Oboje wiedzą, że coś ich łączy, on nawet właśnie pracuje nad dekoracją do "Romea i Julii" (cóż za symbol, he he), żeby było mniej zagadkowo, więc ona kaja się przed nim i pyta czy to, co odżyło między nimi, ma jakąś przyszłośc. A on jej na to odpowiada słowami zmarłej matki : że kochać jak wszystko jest fajnie - każdy umie, ale kochać bez względu na wszystko - mało kto, a tylko tak warto. I tą sentencją kończy się rzecz cała. Dwoje nieobciązonych niczym, wrażliwyc i zakochanych młodych przełamuje kompleksy, animozje, wrogośc między dwiema rodzinami. Romejo i Żulia, ani chybi ;)

      Cały kwiat młodzieży holiłudu się tutaj przewija : Joaqiun Phoenix, jako Doug, Liv Tyler (absolutnie zjawisko, pod wzg urody) jako Pam, Jennifer Connely (znów dobra rola, chociaż stanowczo za krótka, bo jej postać miała potencjał) jako Eleonore, Billy Crudup, jako JC, i niejaka Barbara Williams jako Joan - wszyscy piękni, młodzi, upacykowani i wymodzeni na koniec lat 50-tych. Właściwie poza w miarę ciekawym scenariuszem, to uroda i młodośc aktorów jest chyba najb wyrazistym punktem programu. Na oko, to całkiem dobrze grają, chociaż tak naprawdę tylko Phoenix ma okazję zaszaleć :)


      • 10.07.10, 15:52
        Dzieki za spojlera - chcialam bardzo obejrzec ten film ( glownie ze wzgledu na
        Billyego Crudupa :) ), ale zasnelam.
        Tylko nurtuje mnie jedna rzecz, czy czegos nie pomyliles albo ja w zwidzie
        sennym cos poplatalam - obudzilam sie na jeden fragment, gdy Billy wlasnie
        przyszedl do domu Abbottow i prosil dziewczyne, zeby z nim poszla, a ona stala
        na schodach, patrzyla na niego, a w koncu poszla do gory. Dziewczne ta grala
        Joanna Going - sliczna drobna brunetka - czy ona grala ktoras z siostr Abbott -
        na filmwebie wychodzi, ze Alice Abbott - ale znouw Ty piszesz, ze siostry byly
        trzy i mialy na imie Pam, Joan i Eleonore. Zglupialam juz.
        --
        hmm, co by tu napisac?
        • 10.07.10, 16:07
          maniaczytania napisała:

          >glownie ze wzgledu na Billyego Crudupa :)

          Kogo? ;)))
          • 10.07.10, 18:51
            Barbasiu - stanowczo zalecam nadrobic to zaniedbanie nieznajomosci wyzej
            wymienionego. Wyzej wymieniony Billy Crudup zapadl byl w mej pamieci dzieki
            filmowi "Charlotte Gray" z Cate Blanchett ( bo przeciez gdybym napisala, ze
            tylko dzieki obliczu swemu to byloby zbyt banalnie ;) )
            --
            hmm, co by tu napisac?
            • 11.07.10, 13:09
              Maniu, dzięki za tę informację. Dopisuję "Charlotte Gray" do mojej
              listy filmów, które muszę obejrzeć. Szukałam go nawet wczoraj na
              trzech stonach filowych w sieci niestety, nie ma go (jeszcze?), moze
              poszukam w wypożyczalni.

              Billy Crudup to piękny mężyczna! Masz oko, Maniu, do aktorów!!! :)
        • 10.07.10, 16:13
          ALICE, zdecydowanie, Joan to nie Joan, tylko ALICE. Masz rację, Maniu. Meeeeee!a Pulpa :) Dobrze, że czuwasz, bo zostałoby bez sprostowania.

          Nie mam nic na swoją obronę, poza tym, ze... otumaniło mnie na moment :)< tak to jest, jak se człek nie zapisze na kartce. Ku pamięci. Patrzyłem na listę płac i tak mi jakoś ta "Joan" utkwiła w głowie.
      • 10.07.10, 17:13
        Ładny film. Optymistyczna historia.
        Młodzi bohaterowie mi się spodobali, udanie odmalowani. Mam
        nadzieję, że to tylko zasługa spojlerującego. :)

        Greku, która z dziewczyn podobała Ci się charakterologicznie(!)
        najbardziej???

        PS
        No i dlaczego takiego filmu nie można pokazać w sobotnie, albo
        niedzielne popołudnie na przykład, albo wczesnym wieczorem? Dlaczego?
      • 10.07.10, 17:17
        Ładny film. Optymistyczna historia.
        Młodzi bohaterowie udanie i przekonująco odmalowani. Mam nadzieję, że to tylko
        zasługa spojlerującego. :)

        Greku, która z Abbotówien podobała Ci się charakterologicznie(!) najbardziej???

        PS
        No i dlaczego takiego filmu nie można pokazać w sobotnie, albo niedzielne
        popołudnie na przykład, albo wczesnym wieczorem? Dlaczego?
        • 11.07.10, 12:31
          Na szczęscie, to zasługa scenarzystów :)

          W sumie wszystkie trzy coś sobą reprezentowały, nawet ta Alice, która nie moze się dogadać z mężem w małżeństwie i jeszcze przed rozwodem wdaje się w romans, aby potem się z niego na kolanach wycofać, pod presją oczekiwań ojca i własnej słabości i braku przekonania do słuszności działania swojego. Zawsze to jakiś rys charakterologiczny :)
          • 11.07.10, 13:03
            czyli żadna, jak widzę? :))
            /ale rozumiem, ciekawszych postaci, gdzieś indziej trzeba szukać/.
            • 11.07.10, 15:05
              każda na swój sposób ;)

              • 11.07.10, 15:28
                grek.grek napisał:

                > każda na swój sposób ;)

                haha :)

                Prawdziwie dyplomatyczna odpowiedź. Abbotówny byłyby
                usatysfakcjonowane ...
                :)
    • 10.07.10, 13:07
      W cyklu "szkoła mistrzów w Polsacie" ;) NIe śmiejcie się, tak to nazwywają. I trzeba im przyznac, że się starają : był Kurosawa 2 tyg temu. Dzisiaj jest Kubrick. Ostatni jego film. 23:00, o ile nie ma jakiegoś meczu w siatkówkę znowu, heh.

      Nie oglądałem, nikomu nie zepsuję nastroju własną zapowiedzią ;), ale chętnie poczytam, co ci, którzy obejrzeli (anybody ?) mogliby/chcieliby rzec a'propos.

      Kiedyś "Oczy" juz były, nie pamiętam w którym kanale, może nawet w innym niż Polsat, hehe.

      KUbrick przez 50 lat wyreżyserował 16 filmów, w ost 35 latach aktywności zaledwie 6, ale za to każdy był wydarzeniem : 2001 Odyseja, Mechniczna Pomarańcza, Barry Lyndon, Lśnienie, Full Metal Jacket, Oczy. To się nazywa świadoma twórczość : mało, ale świadomie i starannie, cyzelując do maksimum. Oldskul. Rzadkość. Jak jest teraz, to wiemy, w każdej dziedzinie - malarze malują jeden obraz dziennie, pisarze piszą 1 stronę dziennie, nawet poeci muszą sklecić zakładaną ilośc wersów, bo kuźwa uczynili sztukę źródłem zarobkowania i takim samym zawodem, co stolarz, babcia klozetowa i dziwka. Idą na wyrobienie normy. Dyscyplina. Rzetelnośc. Natchnienie ? Absynt ? Hehe, zapominijta. Jedna ksiązka na 15 lat ? Jeden obraz na miesiąc ? jeden film na dekadę ? Nie ma mowy. I dorabiają do tego ideologię, jak ten grafoman Pilch np :) Efekt jest taki, ze płodzą jak szaleni, ale mało co trafia do głowy, bo wszystko pisane, malowane i kręcone jest dla pieniędzy i dla niczego innego. Byle było. Konrakt podpisany, więc musi się zrobić. Czasy artystów i autorskiej sztuki zdaje się, w przestrzeni tzw głównego obiegu, są historią, zdaje się. Woły pociągowe zastąpiły romantyków.

      CHociaż, z drugiej strony : Woody kręci jeden rocznie od 40 lat i też nikt nie narzeka, hehe. Ale Woody ma swój styl, a poza tym, co wolno wojewodzie itd.

      • 10.07.10, 15:55
        Jak dla mnie szkoda czasu na te "Oczy", badziew i tyle. To juz lepiej obejrzec
        na TVN "Arsene Lupin" z Kristin Scott - Thomas - niezwykle klimatyczny,
        przewrotny film ( godz. 22.15).
        Zeby nie bylo - obydwa ogladalam, "Oczy" raz, "Arsena" juz ze dwa, ale i tak
        wybieram "Arsena" :)
        --
        hmm, co by tu napisac?
        • 10.07.10, 16:20
          A to mnie skonfudowałaś :) Ale obejrzę, ewentualnie wyraże później jakieś votum separatum.

          O, a to się fajnie złożyło,bo mnie z kolei "Lupin" do gustu jakoś nie przypadł ;) Urok subiektywnych gustów. Najpiękniejsza rzecz pod słońcem.
      • 10.07.10, 16:02
        grek.grek napisał:

        > W cyklu "szkoła mistrzów w Polsacie" ;) NIe śmiejcie się, tak to nazywają.
        :)))
        /Grunt to dobra nazwa! :)/
        Żeby jeszcze tej "szkoły mistrzów w Polsacie" nie upychali w środku nocy byłoby
        wspaniale!

        Nie widziałam jeszcze tego filmy (mały poślizg, hehe) i z wielką ciekawością
        obejrzę dziś, ale wcześniej /dzięki sieci/, nie wytrwałabym do 2.00 w nocy!

        > Woły pociągowe zastąpiły romantyków.

        Greku, c'est la vie, z czegoś trzeba żyć, utrzymać siebie, żony, kochanki,
        dzieci, psa, kota, auto, dom etc., ect. :)

        >Czasy artystów i autorskiej sztuki zdaje się, w przestrzeni tzw >głównego
        obiegu, są historią, zdaje się

        Aż tak źle na pewno nie jest, jeśli chodzi o literaturę.


        :)
        • 10.07.10, 16:25
          Byłoby rewelacyjnie, ale widać wolą liczyć że zarobią na Jacku Chanie o 21. KOmercyjna stacja, da się zrozumieć ten tok rozumowania. Gorzej z publiczną :)

          Och, minęłyż to już te czasy, kiedy kochanki były tańsze niż żony, bo namiętność, ciekawość, potrzeba zatracenia, głód pożądania albo i zakwestionowanie tradycyjnych norn zastępowały płytkie materializmy wszelakie ? ;) Jacy artyści, takie kochankowanie ? ;)

          Być moze nie jest tragicznie, ale, wiesz, arcydzieła już nie powstają :)
          • 10.07.10, 16:44
            > Jacy artyści, takie kochankowanie ? ;)

            Interesująca teza, haha :)

            > Być moze nie jest tragicznie, ale, wiesz, arcydzieła już nie
            powstają :)

            Wiesz, geniusz rodzi się raz na sto lat, poczekajmy zatem! :)
    • 11.07.10, 13:02
      Nie za bardzo wiem, jak te wczorajszo-dzisiejsze "Oczy" ocenić :))

      Jedno mnie ciekawi : czy żona serwuje męzowi prawdziwą opowieść o własnej zdradzie, która pociąga za sobą całe domino wydarzeń skutkujących - właśnie : tragicznie, czy nie... - czy też próbuje tym wyznaniem : a) ożywić ich małżeństwo, a dokładniej namiętność wygasającą, b) pobudzić jego zmysły c) sama sobie coś udowodnić, d) wzbudzić zazdrość, e) zemścić się na nim za jego do niej brak atencji, szacunku, uznania plus flirt z dwiema pannami na przyjęciu ? A może jej własny flirt na przyjęciu pobudza ją aż do tego stopnia, ze swoją fantazjkę sprzedaje jako prawde nie dbając o konsekwencje ?

      Czy wszystko jest naciągane i nie jest tym czym się wydaje ? Wyznanie żony, śmierć dziewczyny z pałacu, zniknięcie pianisty - gdzie jest prawda, a gdzie manipulacja/kłamstwo/iluzja ? Właściwie fajne pytanie, ale po co komu odpowiedź... Nie lepiej się w tym po prostu zatopić i olać coś, do czego i tak nie sposób dojść ? Nie ma odpowiedzi żadnych i chyba bohater dochodzi na końcu do podobnej konkluzji - nie ma czego dociekać, nie ma po co, szansa na odnalezienie klucza do tego szyfru jest znikoma. Czy dązy do prawdy, czy ją pomija, czy akceptuje to, co słyszy - tkwi w punkcie wyjścia, nie posuwa się ani o krok naprzód.

      Gośc dookoła widzi skryte motywy i rzeczy niejednoznaczne {poza ww głównymi motywami : tych dwóch skośnych w wypożyczalni ciuchów, którzy się zabawiają z nieletnią dziewczyną, których nakrywa wraz z jej "ojcem", który najpierw grozi im policją, a później William widzi, jak oni mu płacą za dobrą usługę - co się okazuje inscenizacją, typem gry towarzysko-erotycznej; orgiastyczna maskarada, gdzie nie wiadomo, kto jest kim; dziewczyna, która chce z nim iść do łózka, ale ukrywa, ze może mieć hiv i tylko przypadkowi William zawdzięcza, że się - możliwe-że - nie zaraził; córka zmarłego starszego jegomościa, która wyznaje mu miłość, ale ma narzeczonego, który się pojawia za chwilę w domu} - w końcu jest skołowany, widzi jedno wielkie spektrum oszustw, gier i hochsztaplerstwa, wobec którego jest totalnie bezbronny i pozostaje mu jedno : dziwić się temu, czasami podejmując próby wyjaśnienia tego, czego wyjaśnienia można się spróbować podjąć, ale dalej tylko po to, by na końcu wiedzieć jeszcze mniej niż na początku, bo ewnetualne odpowiedzi na pytania i wątpliwości rodzą tylko następne wątpliwości i pytania, zamiast je rozwiewać.

      Człowiek w obliczu rzeczywistości, której nie umie ogarnąć, wobec słów i zdarzeń, które miotają nim jak szmacianą lalką, a on nie jest w stanie przejrzeć ich natury i autentyczności, nie wie czy śpi, czy się zdązył obudzić w porę - tak bym podsumował to, co widziałem.

      "Oczy szeroko zamknięte" - no tak, bo wytrzeszczasz gały jak tylko możesz, a pozostajesz w stanie żałosnej niewiedzy : jakbyś spał, jakbyś je miał zamknięte na kłódkę, jakbyś był ślepcem, a to z powodu niepoznawalnej natury rzeczy i zdarzeń ciebie otaczających, ich dwuznaczności, procesów które odbywają się daleko od ciebie, a które widzisz w jakimś momencie ich powstawania, dziania się, czasami przez mignięcie widzisz ich finalny efekt, ale zawsze jesteś w jakimś punkcie, który nie pozwala ci zobaczyć i zrozumieć, ocenić i zakwalifikować ich/tego procesu całości i zdefiniować tego, co widzisz, poznać prawdy o tym. Heh, coś piep,rzę bez sensu, jak zazwyczaj... ;)

      Robota jest mistrzowska - wg mnie. to naparzanie po klawiszach fortepianu w tle, powolne, monotonne, aż do galopu w momentach kulminacyjnych - rewelacyjny chwyt. Kamera lata jak należy, żadnych głupawych eksperymentów mających równoważyć słabość narracji i odwracać uwagę od niedoróbek aktorskich. Długie, spokojne, dokładne ujęcia - czuje się film, czuje się akcje, czuje się bohaterów, sytuacje, sceny, okoliczności, zdarzenia. Ma się kontrolę nad własnym oglądaniem i słuchaniem. Mistrzowskie prowadzenie aktorów owych.

      A Wy ? jak oceniacie ? :)
      • 11.07.10, 13:15
        Oglądam własnie końcówkę (jakieś pół godziny mi zostało).

        Wczoraj Polsat dał wersję oryginalną w napisami! No, no, no .

        Chyba będe miała to samo z oceną...
        :)
      • 11.07.10, 13:23
        > Jedno mnie ciekawi : czy żona serwuje męzowi prawdziwą opowieść o
        >własnej zdradzie,

        Mnie się wydaje (chyba w jakimś opisie też jest o tym mowa), że do
        zdrady fizycznej nie doszło i że były to tylko fantazje wydumane
        (specjalnie, by a., b. c. d. e.), bądź prawdziwe świadome, lub
        wyciagnięte (pod wpływem narkotyku) z poświadomości!?
        • 12.07.10, 12:25
          barbasia1 napisała:

          grek.grek napisał:
          > > Jedno mnie ciekawi : czy żona serwuje męzowi prawdziwą opowieść o
          > >własnej zdradzie,
          >


          > Mnie się wydaje (chyba w jakimś opisie też jest o tym mowa), że do
          > zdrady fizycznej nie doszło i że były to tylko fantazje wydumane
          > (specjalnie, by a., b. c. d. e.), bądź prawdziwe świadome, lub
          > wyciagnięte (pod wpływem narkotyku) z poświadomości!?

          Po obejrzeniu końcówki filmu nie jestem już taka pewna, czy zdrada
          fizyczna żony była realna, czy po prostu była wytworem jej fantazji.

          Mój komentarz na temet "Oczu" oczywiscie pojawi się, jeśli nie dziś
          jeszcze (póżniej), to na pewno jutro.

          :)
      • 11.07.10, 14:08
        Ożeż, wyłaczyło mi się na 10 minut!!! przed końcem i dopiero za 54
        minuty znów będzie można uruchomić! :/
        Tak właśnie jest z tymi stronkami filmowo-serialowymi.
        No nic, trudno, co innego napiszę.

        Twoja interpretacja, Greku, ciekawa!
      • 11.07.10, 14:12
        Ożeż, film wyłączył mi się na 10 minut!!! przed końcem i dopiero za 54 minuty
        znów będzie można go uruchomić! :/
        Tak właśnie jest z tymi stronkami filmowo-serialowymi, ech.
        No nic, trudno, o czym innym teraz postaram się napisać. O "Oczach " będzie później.

        Twoja interpretacja, Greku, ciekawa, ciekawa!
        A Mania dwa słowa też by mogła wystukać!
        • 11.07.10, 15:08
          Dzięki, bo już wydawało mi się, ze wdepnąłem w funkcję plotę-od-rzeczy ;)

          Jak dokończysz i znajdziesz czas, dziabnij jakiś komentarz o swoich wrażeniach i intepretacjach, bom ciekaw.

          Maniu, zostałaś wezwana do tablicy, nie wymigasz się :)

          I ktokolwiek widział, ktokolwiek chce - również, hehe.




          • 11.07.10, 15:20
            grek.grek napisał:

            > Dzięki, bo już wydawało mi się, ze wdepnąłem w funkcję plotę-od-
            rzeczy ;)

            NocoTY!!!???

            Owszem napiszę; ja na co innego zwróciłam uwagę! Ale o tem potem...
            :)
            • 12.07.10, 18:35
              Na tyle, na ile obejrzałam - podobało mi się bardzo, aczkolwiek w roli męża
              zdecydowanie widziałabym innego aktora, niż Tony Cruise, który snuł się i
              przechadzał po ekranie zamiast grać, a twórcy kombinowali, jak ukryć różnicę
              wzrostu pomiędzy małżonkami.
              • 13.07.10, 11:39
                Cruise i Kidman byli wtedy parą od pewnego czasu, więc może Kubrick uznał, ze dadzą radę zagrać to wiarygodniej niż ktokolwiek inny i wykażą się większą otwartością.
          • 12.07.10, 22:51
            odpowiadam :)

            Poswiecilam sie troche ;) i obejrzalam ponownie ( co prawda nie do konca, bo
            przez te przesuniecie w czasie, nie dalam rady i usnelam), coby ni ebylo, zem
            uprzedzona, ze moze cos pokrecilam, zapomnialam itp.

            Ale... zdania nie zmieniam - dla mnie badziew. Film wydluzony na maksa na sile,
            te dlugie bezsensowne ujecia uuuuch. Do tego wlasciwie o niczym ( nie, jak dla
            mnie niekoniecznie musi byc rozwiazana kazda zagadka w filmie), caly ten motyw z
            dziwnym towarzystwem, co to sie spotyka po tajemniczych miejscach i do tego w
            wielkiej tajemnicy ( ze nawet ujawnienie grozi smiercia) jest slaby do bolu, ale
            to, co najbardziej irytujace to dwa drewna w glownych rolach. No dramat i
            porazka, przez nich kompletnie sie nie da tego ogladac. Sztuczna Nicole ( qrcze,
            nie wiem, czy choc w jednej roli mi sie podobala) i beznadziejny robiacy dziwne
            miny Tom Cruise. Kluczowa, jak o tym wspomniales Greku, scena, gdy Nicole w
            bieliznie opowiada mu w sypialni o wyimaginowanym romansie z oficerem marynarki
            wzbudzila we mnie tylko gromkie salwy smiechu (Tom siedzacy na lozku jeno w
            dolnych niewymownych i za kazdym razem, gdy cos mowil naprezajacy klate
            eksponujac ja opierajac sie na rece byl przekomiczny).

            Jednym slowem - dla mnie pozostaje to badziew, jedyny, jedyny plus to muzyka -
            piekny walc na balu, piekny jazz w knajpie, super motyw z pianem.
            --
            hmm, co by tu napisac?
            • 13.07.10, 11:56
              "Właściwie o niczym" - a mnie się jednak zdaje, ze bardzo o czymś :) Wyżej swoje napisałem, więc tylko spróbuję jeszcze dwa zdania dorzucić.

              Cała akcja to tylko pretekst i forma - rzecz w tym, żeby dobrać się do głowy bohatera, który pod wpływem jednego wyznania nagle zaczyna widzieć dokoła siebie świat kompletnie innym - groźniejszym i niedającym się w żaden sposób ogarnąć, pełnym zdarzeń i motywacji, których prawdziwości i natury nie da się zdefiniowac i to faktyczna treść jest. Nabrzmiewający chaos, w którym bohater czuje się jak ślepiec, mimo że rozgląda się, przypatruje jak może najbliżej i najzacieklej - nie może się w niczym połapać, a do tego nawarstawiają się kolejne zdarzenia, które pogłębiają w nim frustrację i poczucie bezsilności. Dlatego, wg mnie, film nie jest za długi - trudno wyciąć jakąs scenę, jakiś epizod - wszystkie bowiem mają ważny wpływ na stan ducha bohatera, każda w innym wymiarze dotyka jego zmysłów i kręci nim jak baranimi rogami, aż do całkiem porządnego skołowania. Człowiek bez kontroli nad własnym losem i bezradny wobec prawdy, o ile takowa w ogóle istnieje - to na końcu przekazuje mu żona. "Chodźmy się pie,przyć", mówi - zróbmy coś, co możemy rozpoznać, w czym możemy być bezpieczni, zapomnijmy o rozwiązywaniu łamigłówek i dociekaniu natury rzeczywistości/jej tworów - nic nam to nie da, a najpewniej pod sukno nie damy rady w ogóle zajrzeć. To by nawet urastało do jakiegoś tematu egzystencjalnego ;)

              "dwa drewna w głównych rolach" - hehe ;)) Az tak kiepsko było ? Oj, zaprawdę powiadam Ci, surową sędzią jesteś, Maniu :)
            • 13.07.10, 22:02
              Wtrącę się, jeśli pozwolicie. Moim zdaniem Nicole Kidman kilka niezłych ról popełniła: w "Innych", "Dogville", "Godzinach", gdzie odważnie i zaskakująco dała się oszpecić sztucznym nosem (film mnie nie powalił), czy kiedyś tu obgadywanym "Malice", być może nie najwyższych lotów, ale zawsze coś. W "Oczach..." też mi się podobała, choć podejrzewałam ją o lepszy gust w kwestii bielizny.
              Ps. Właśnie tę scenę kluczową miałam na myśli czepiając się centymetrów. Taki Polański np. nigdy nie udaje, że jest wyższy od żony, wyglądają razem naturalnie i nikogo nie razi różnica, przynajmniej mnie, choć teraz pewnie inne kłopoty ma na głowie.
              • 13.07.10, 22:23
                Pepsic - wtracaj sie zawsze :)

                Co do tych rol, ktore wymienilas - "Inni" slabo jak dla mnie, "Dogville" i
                "Godzin" nie ogladalam ( chociaz "Godziny" to z tej serii - kupione i leza ;) ).
                Jedynie, gdzie mi pasowala, ze dobrze zagrala to ... "Zony ze Stepford" :)
                --
                hmm, co by tu napisac?
            • 13.07.10, 22:56
              maniaczytania napisała:

              > odpowiadam :)
              > Poswiecilam sie troche i obejrzalam ponownie ;)

              Poświęcenie doceniamy bardzo! :) I słow kilka napisanych także!

              Ale do rzeczy. Do interpretacji tego filmu potrzebny jest klucz,
              który pozwoli zrozumieć rózne sceny (na mnie zrobiła wrazenie długa
              scena w prosektorium, kiedy Bill, powolutku nachyla się nad
              zwłokami, nad głową byłej miss (dziewczyny, która go "uratowała" ),
              jakby zamierzał ją/jej trupa! pocałować...), symbole, zachowania i
              wypowiedzi bohaterów, tym kluczem jest freudowska teoria
              psychoanalizy z koncepcją Erosa i Tanatosa oraz koncepcją marzeń
              sennych na czele! /no chyba, że ktoś , jak Grek, spojrzy na film
              pod innym kątem i zaproponuje nowy kierunek interpretacji!/

              Oczywiscie nie odkrywam tu niczego nowego, czego by wcześniej nie
              dostrzegli recenzeci i krytycy dziela Kubricka / przyznam się, że
              mnie też Freud przyszedł do głowy, podczas oglądania filmu! :)/.
              Troszkę poszperałam w necie. Zresztą na ten kierunek interpretacji
              wskazuje nazwisko autora powieści na postawie, której powstał
              scenariusz - Arthur Schnitzler (1862-1931), duchowy uczeń Freuda,
              który w swych powieściach i dramatach zajmował się, podobnie jak
              Freud, sferą seksulaności, życiem wewnęrznym człowieka,
              podświadomością;

              pl.wikipedia.org/wiki/Arthur_Schnitzler
              cdn.
              :)

              Zgadzam się z Wami muzyka była tu doskonale dobrana, wspaniale
              budowała nastrój poszczególnych scen.


              • 15.07.10, 15:09

                Ale to nie wszystko. Wskazówek można szukać takze w filmach Kubricka. Jednym
                ze stale powracających tematów jego twórczości są „mroki poświadomości”. Stąd
                też w wielu jego filmach sporo jest wątków psychoanalitycznych, odwołań do
                Freuda (np.do, jak już wspominałam, teorii marzeń sennych, o których Freud
                powiedziała tak -„Sen jest spełnieniem życzenia” We śnie, w marzeniem sennym
                ujawniają się nieświadome myśli), Junga, którzy tą tematykę zgłębiali.

                Problematyka podświadomości, wewnętrznego świata ludzkiej natury i tkwiących w
                nim pragnień, instynktów, mrocznych żądz i popędów / które normalnie
                kontrolowane są przez kulturę i normy obyczajowe/, jest właśnie jednym z
                głównych tematów filmu „Oczy szeroko zamknięte”, co zresztą już sam tytuł to
                sugeruje. Jeśli oczy, najważniejszy narząd ludzkiego poznania („widzieć to
                wiedzieć”! ta metafora pojęciowa utrwalona jest mocno w naszym języku!) są
                zamknięte szeroko// bardzo// całkowicie// maksymalnie na doznania płynace ze
                świata zewnętrznego, to „naturalnym” jest, że w takiej sytuacji ogląd musi
                kierować do wewnąrz, w psychikę, w podświadomość, w procesy zachodzące w
                nieświadomiści; /tak sobie wykoncypowałam, zanim zajrzałam do jakichkolwiek
                komentarzy na temat filmu; /. A komentarze mówią, że tytuł filmu to, cytuję,
                „zwrot zaczerpnięty z wywiadu z „kapłanem LSD” T. Learym, który w ten sposób
                określił specyficzny stan człowieka – z jednej strony zamkniętego na bodźce
                świata zewnętrznego, z drugiej strony skupionego wyłącznie na wiwisekcji
                własnego wnętrza” / linka do cytatu/.

                /Motyw wzroku - oczów otwartych oraz oczów zamkniętych (np. we śnie – Alicja; w
                omdleniu / odurzeniu /zapaści narkotykowej – ekskluzywna prostytutka i była miss
                Mandy na przyjęciu u Zieglera; zakrytych opaską – pianista Mr Nightingale/ pan
                Słowik/) widzenia oraz nie-widzenia /patrzenia do węwnatrz stale przewija się
                w filmie. Widzenie oczywiscie symbolizuje stan świadomosci bohaterów,
                nie-widzenie sferę podświadomości czy nieświadomości.

                Alicja na balu u „Zieglera” tańcząc z uwodzącym ją, namawiającym do zdrady
                Węgrem, dekaruje w pełni świadomie wierność małżeńską, zbowiązanie wobec męża
                (choć, kiedy jest już mocno pod wpływem alkoholu / osłabione ego!/ ma chwilę
                zawahania, by ulec pokusie - przymyka wtedy oczy (sic!), ale oczywiście jej nie
                ulega). Jednak później wieczorem w sypialni, pod wpływem skręta, narkotyku
                /osłabionone ego!/ sprowokowana w pewnym stopniu słowami męża, wyjawia mu swą
                wczesniejszą fantazję erotyczną, której obiektem był oficer marynarki,
                spotakany gdzieś na wakacjach, wyjawia swoje najskrytsze myśli, uczucia. Mówi o
                dojmującym pożądaniu tego obcego mężczyzny, o potężnym pragnieniu zdrady
                jakie ją ogarnęło /owo pragnienie zdrady było tak silne, że pojawiła się w niej
                nawet chęć porzucenia męża i córeczki, zmiany życia/.
                Wyobrażacie sobie, jakie wrażenie na ludziach z pierwszych dziesięcioleci XX
                wieku, kiedy powstała powieść Schniztlera, musiały zrobić takie słowa o
                pożądaniu, o zdradzie wypowiedziane przez k o b i e t ę (której rola w
                społeczenstwie (Niemieckim, ale przecież nie tylko tam) i rodzinie wyznaczana
                była przez „trzy K” - Kinder, Küche, Kirche)

                Mąż jest zaszokowany wyznaniami żony, sparaliżowany wręcz. Od tego momentu nie
                może przestać myśleć o tym co powiedziała Alicja /wyobraża sobie Alicję
                kochająca się z tym oficerem, jego myśli/ fantazje, fantastyczna/ wyobrażeniowa
                proweniencja tych scen formalnie podkreślona jest monochromatyczną barwą / tak
                to zapamiętałam/!?!? bo chyba nie było kolorów, prawda? / .

                Wyznania, żony, jej pragnienie zdrady wyzwala w nim również podśwaidomie
                pragnienie zdrady, zemsty (stąd wizyta u prostytutek ulicznych, i potem w
                tajemniczym pałacu rozkoszy), ale z drugiej strony, jak mi się wydaje/!!???
                /jak myślisz Greku? myślicie???/, wyznanie żony jakby paralizowało jego
                seksulaność /w końcu do zdrady nie dochodzi/, jakby podświadomie kwestionowało w
                jego mniemaniu? jego bycie_prawdziwym_ mężczyzną – to chyba mają oznaczać te
                sceny, kiedy Bill mija grupkę, którzy go popychają brutalnie i wyzywają od
                pedałów, z wulgarnie kpiąc, proponują mu stosunek homoseksulany.

                To tyle z najważniejszych rzeczy, które dostrzegałam, chciałam na wstępie
                powiedzieć.
                Jeszcze chyba później coś dodam, tytułem jakiegoś zakończenia, ale można już
                komentować, dopowiadać, zgłaszać voum separatum!!! :), czyli dyskutować!

                :)

                PS
                Niewiele filmów Kubricka widziałam, niewiele w necie znalazłam informacji o jego
                twórczosci Kubricku, niewiele przeczytałam o samych "Oczach" więc, proszę mnie
                nawet nie posądzać o wielkie znawstwo filmu i jego reżysera! :)


                :)
                Za błędy niejasności przepraszam pisane były wczoraj i dziś na gorąco w gorącu
                niemożliwym.
                • 15.07.10, 16:18
                  PS 1.
                  Wyobrażacie sobie, jakie wrażenie na ludziach z pierwszych
                  dziesięcioleci XX wieku, kiedy powstała powieść Schniztlera, musiały
                  zrobić takie słowa o pożądaniu, o zdradzie wypowiedziane przez k
                  o b i e t ę będącą przykladną żoną i matką
                  (której rola w
                  społeczenstwie (Niemieckim, ale przecież nie tylko tam) i rodzinie
                  wyznaczana była przez „trzy K” - Kinder, Küche, Kirche)

                  PS 2.
                  >wyznanie żony jakby paralizowało jego seksulaność /w końcu do
                  >zdrady nie dochodzi/, jakby podświadomie kwestionowało w jego
                  >mniemaniu? jego bycie_prawdziwym_ mężczyzną

                  bo skoro żona ma/miała fantazje erotyczne na temat innego mężczyzny,
                  skoro pragnie i porząda innego, to może on, Bill, nie jest dość
                  dobry dla niej jako mężczyzna, może jej nie spoełnia jej oczekiwań
                  seksulanych. Ta myśl niekoniecznie uświadamiana może osłabiać jego
                  męskość...

                • 16.07.10, 13:18
                  No to dałaś czadu, heh. Jak na - jak to ujęłaś : "niezorientowaną w Kubricku", to sobie poczynasz nader dzielnie :)
                  Wery ciekawe.

                  Co do tytułu, to coś w tym jest, wywód jest przekonujący, razem z całą resztą... a jesli tak, to pytanie nasuwa się proste : czy to by była sugestia, ze wszystko dzieje się w wyobraźni bohatera ? Może chodzi on tylko ulicami i swoje niedoszłe zdrady przeżywa w podświadomości owej, albo tylko je planuje ? Ale co z całkiem realnymi zdarzeniami będącymi ich konsekwencją ? Może to mylny trop jednak.

                  "wiwisekcja wnętrza" - no właśnie... :)

                  Czy żonowe wyznanie go paraliżuje seksualnie i dlatego nie umie jej zdradzić ?
                  To możliwe bardzo; wg mnie, jest kilka mozliwości : nie zdradza, bo to tylko jego własne fantazje podczas strasznie długiego spaceru, w nich stara się odreagować wstrząs jakiego doznał, ale nie są one realne; nie zdradza, bo kocha żonę i nie umie odpłacić jej pieknym za nadobne, właśnie z powodu uczucia jakie do niej żywi; nie zdradza, bo nie wie, czy został na pewno sam zdradzony,czyli : bo buntuje się w nim jego pierwiastek racjonalny; nie zdradza, bo nie leży to w jego naturze i nie istnieje bodziec, popchnie go do czynu; ew kompilacja kilku czynników.

                  Rzeczywiście, wychwyciłaś to jak Casillas dośrodkowanie ;) - te zaczepki wyglądają, jak ilustracja jego własnych wątpliwości a'propos swojej męskiej kondycji (mentalnej)..

                  • 16.07.10, 13:24
                    P.S : to moze osłabiać jego potencję, też tak sądzę. Ale z drugiej strony, powinno (tak mi się wydaje) też jechać mu po ambicji - że właśnie to jest moment, kiedy sobie trzeba coś udowodnić. Jeśli jednak nie dochodzi do zdrady, albo dochodzi - ale symbolicznie, to ta pierwsza opcja triumfuje, druga jest tylko moim rojeniem.

                    Moim zdaniem, ciekawa jest kwestia jego intencji - czy on chce się zemścić, czy jednak jest tylko rozżalony, zaszokowany może trochę i się lekko otumaniony wałęsa poddając róznym okolicznościom/snując fantazje, bez faktycznego zamiaru popełnienia zdrady. Być może jest ono w nim na początku, ale później górę bierze uczucie/naturalna niezdolnośc do takiego czynu i prowadzi go już tylko czysta ciekawość ?
                    • 16.07.10, 16:00
                      taki OT PS

                      Wczoraj mingęły mi w telewizorze Młode Wilki 1/2, jeden Młody Wilk
                      mówi do drugiego coś takiego, mniej więcej- 'Ty to się panicznie
                      boisz, że cię twoja dziewczyna zdradzi'. Ten drugi tylko spojrzał na
                      pierwszego dziwnie, jęknął bez przekonanie "Eeee".

                      Meżczyni traktują zdradę swojej kobiety jakoś chyba bardziej
                      ambicjonanie (czy ... - tu brak mi dobrego słowa, ale szukam),
                      prawda?

                      CDN. !!!

                      /Nic nie wygrałam wczoraj w totka! ;/
                    • 16.07.10, 21:03
                      grek.grek napisał:


                      > Moim zdaniem, ciekawa jest kwestia jego intencji - czy on chce się zemścić, czy
                      > jednak jest tylko rozżalony, zaszokowany może trochę i się lekko otumaniony wa
                      > łęsa poddając róznym okolicznościom/snując fantazje, bez faktycznego zamiaru po
                      > pełnienia zdrady. Być może jest ono w nim na początku, ale później górę bierze
                      > uczucie/naturalna niezdolnośc do takiego czynu i prowadzi go już tylko czysta c
                      > iekawość ?


                      A moim zdaniem ta gotowosc do zdrady byla w nim juz wczesniej, jeszcze przed
                      wyznaniem zony. Na przyjeciu flirtowal z tymi dwoma "pannami" i szedl z nimi
                      dokads, gdyby nie ochroniarz bogacza, kto wie, jak by sie to skonczylo?
                      --
                      hmm, co by tu napisac?
                      • 17.07.10, 11:19
                        Prawda. To by świadczyło na korzyść wersji Barbasi, że po wyznaniu żony facetowi skrzydła opadły. Aczkolwiek, ciągle trudno jednoznacznie założyć, ze chodziło mu o zdradę, a nie o flirt tylko :) Ale poszlaki są niezłe, to fakt, hehe.
    • 12.07.10, 11:24
      Przerzuciłem grafik i widzę "Oskarżonych" w Dwójce, 22:25 - Jodie Foster w swoim klasycznym emploi : kobiety, która dzielnie stawia czoła męskiej opresji. To dopiero jest feministycznie zachwycające, hehe.

      A w Polsacie - Kommando, z Arnoldem. Jak będziecie kiedyś mieli półtorej godziny na zmarnowanie, to obejrzyjcie : poziom idiotyzmu i naiwności jest tutaj w takiej dawce, że wyciska łzy. Śmiechu. Główny bohater popisuje się głównie tym, że umie wyrwać krzesło w samochodzie i jednym pstryknięciem palcem w czoło uśpić przeciwnika. Potem się przebiera w moro i sam jeden rozstrzeliwuje armię komandosów - idzie sobie, strzela, a oni padają w efektownych konwulsjach; biegnie, oni zanim, strzelają mu całymi seriami w plecy, a on dalej biegnie niedraśnięty nawet, tylko z głową niżej ziemi, jakby się opędzał przed komarem namolnym. I kiedy już rozwali tę armię, to wchodzi do wielkiego domu, bo szuka córki porwanej. za winklem czai się na niego jakiś komandos z karabinem - to jest ubaw na całego, bo : a) wiadomo, że i tak mu nic nie zrobi, bo bohater Arnolda jest przecież niezniszczalny, b) twórcy tego gniota wstawiają tego komandosa, żeby wywołać napięcie, którego wywołać nie sposób, a potem każą temu komandosowi wyskoczyć z tym nożem tylko po to, żeby Arnold zastrzelił go pierwszym nabojem. PO co było w ogóle wprowadzać coś takiego, wobec powyższego ? Wszystko tu jest na tak miernym poziomie, tak prymitywne, inscenizowane, udawane, że nawet jak na nieskomplikowany film akcji budzi zażenowanie. Ale znęcanie się nad tym filmem nie przystoi, to tak jakby krytykować ślepego, ze nie rozpoznaje kolorów.

      Ale najlepsze zostawiłem na koniec.
      Wiecie, dlaczego Arnold nie zagrał w "Kommando 2" ?
      Bo uznał, ze scenariusz drugiej części był za słaby ;)
      • 12.07.10, 12:36
        grek.grek napisał:
        > Ale najlepsze zostawiłem na koniec.
        > Wiecie, dlaczego Arnold nie zagrał w "Kommando 2" ?
        > Bo uznał, ze scenariusz drugiej części był za słaby ;)

        hahaha :)
        Ambitny chłopak z tego Arnolda!

        No jeśli "feministycznie zachwycające", to nie możemy nie rzucić
        okiem na "Oskarżonych" z Jodie Foster! :))

        Wczoraj zapomniałam , przez ten upał, zapowiedzieć kolejny odcinek
        Californication. I jakie masz wrażenia po odcinku czwartym, Greku?
        Co Ci się spodobało (jeśli w ogóle coś takiego było!?; nie no
        musiało być ... ;))

        :)

        • 12.07.10, 14:04
          Foster jest taka feministycznie podnosząća na duchu zawsze przeciw jakimś facetom, w męskim świecie i zawsze górą jest :)

          Co d 4 Odc Californii, to chyba był najlepszy od początku tej 3 serii. Im mniej scen na uczelni, tym lepiej, tym bardziej słuzy to całości odbiorowi. Więcej było wreszcie tej całej "kalifornizacji" tytułowej, czyli : Jak to się robi w La, To czyli - zyje, bawi, wkręca, wpada w maliny itd. Kathleen Turner można się przetraszyć - słowo ;) Śmieszy, tumani, przestrasza. Kreacja. I Moody wreszcie podobny do siebie z 1 & 2 serii. Zatem, same niezłe wrażenia, aczkolwiek do pełnego ukontentowania jeszcze trochę zostało ;)
          • 12.07.10, 15:09
            grek.grek napisał:

            > Foster jest taka feministycznie podnosząća na duchu zawsze przeciw
            jakimś facetom, w męskim świecie i zawsze górą jest :)

            :))

            >Kathleen Turner można się
            > przetraszyć - słowo ;)

            haha Wierzę /na słowo/!

            "Śmieszy, tumani, przestrasza. Kreacja"
            Doskonałe podsumowanie! :)
            Zgadza się, fantastyczna, niezapomniana kreacja.

            Podsumowując, jakiś postęp /w Twym odbiorze serii 3. Cali/ zaczynam
            dostrzegać, co mnie bardzo cieszy!
            :)
      • 12.07.10, 18:26
        Nie zgodzę się, co do "Oskarżonych", których z czystym sumieniem polecam i gdyby nie różnice chronologicznie, to pomyślałabym, że twórcom przyświecało na wyrost zapytanie Leppera: "Czy można zgwałcić prostytutkę?" + Oskar.
        Ponadto ostrożnie zachęcam do obejrzenia "Zaginionych", ostrożnie bo również nie przepadam za westernami i trochę nierówności dostrzegłam, ale Cate Blanchett w każdej postaci łykam, a dodam, że partneruje jej niczego sobie Tommy Lee Jones. Niestety kończy się późno o 1.00 w nocy.:)
        • 12.07.10, 22:58
          I "Oskarzeni" i "Zaginione" polecam rowniez :)

          Mam tak, jak Ty Pepsic - lykam Cate Blanchett w kazdej roli :)
          A przy okazji - ogladalas wspomniany przeze mnie wyzej - "Charlotte Gray"?
          --
          hmm, co by tu napisac?
          • 13.07.10, 21:37
            Coś mi chodzi mgliście po głowie, że mogłam oglądać większe fragmenty. Jeśli było coś o opiece nad dziećmi, których opiekun został aresztowany oraz niedwuznacznych propozycjach francuskiego kolaboranta wobec gł. bohaterki - to tak. Niestety za nic nie kojarzę Crudupa, choć przyznam, że na zdjęciu nieźle się prezentuje :)
            • 13.07.10, 22:25
              Pepsic - musialas to widziec :) To wlasnie to - ona pojechala do Francji szukac
              narzeczonego, zestrzelonego lotnika. Tam trafila do domu ojca Crudupa (ktory
              dzialal w ruchu oporu), gdzie razem ukrywali zydowskie dzieci.
              --
              hmm, co by tu napisac?
        • 13.07.10, 21:39
          Rzuciłam okiem wczoraj i przypomniałam sobie, że i ja wieki temu
          oglądałam "Oskarżonych", z wielkim przejęciem zresztą:),
          kibicowałam bohaterce granej fantastycznie przez Jodie Foster.

          :)
          • 13.07.10, 22:06
            Z wielkiej bryndzy i ja rzuciłam okiem prawie na całość. Tak mi się wydaje, że gdyby nie Jodie Foster to film bardzo by się zestarzał.
            Cóż za koszmarna moda panowała w latach 80-tych :)
            • 13.07.10, 23:05
              pepsic napisała:

              > Cóż za koszmarna moda panowała w latach 80-tych :)

              a dokladniej w końcówce lat 80-tych!

              A wiesz, że to samo myślałam wczoraj! :)



              > Tak mi się wydaje, że gdyby nie Jodie Foster to film bardzo by się
              zestarzał.

              Racja!
    • 14.07.10, 14:16
      Ale bida propozycyjna :))

      "Czwarte piętro", hiszpański o dzieciach ze szpitala onkologicznego i "Smak zycia II" (znów w jednej z głównych ról Tatou; czy oni chcą zaprezentować całą filmografię Amelii - i to w środku nocy ? żeby chociaż Amelia peep show jakiś urządzała, a to nic z tych rzeczy, hehe; oglądałem oryginalny "Smak", nawet znośna rzecz, taka euro integracyjna, bym powiedział) w TVP 1. W Dwójce "11:14", czyli powtórka tego, co już i tutajśmy opisywali.
      POlsat - NIC, jak sądzę.
      TVN - też nic, poza jakimiś powtórzydłami.

      Czyzby wielkie oszczędzanie ? Jak tak, to mogliby powtórzyć parę starych filmów starych dziadów, Formanów, Fellinich, Herzogów, Bunuelów, Allenów, i innych pierdołowatych lamusów ;) Człowiek by się podszkolił i uzupełnił braki. Chyba nie są to takie znów drogie rzeczy. Pewnie te "nowoczesne" miSZczostwa filmowe, co je pokazują o 1-2 w nocy, są droższe w zakupie.
      • 14.07.10, 14:41
        To ja zaszaleję i w ramach odpowiedzi wkleję link do Twego spojlera
        do filmu 11:14:

        forum.gazeta.pl/forum/w,14,105040899,106762981,_11_14_Krol_komedii_spojlery_dwa.html

        Greku, a będziesz nagrywał "Smak życia II"? (kino francuskie o 1.20!)

        Upały straszne, móżg mi się rozpuszcza, chyba nie dam rady dziś
        napisać o Freudzie i Oczach ... Wybaczycie?

        :)
        • 14.07.10, 14:56
          Nie wiem, moze nagram, chociaż, w ramach jakiegoś porządku, mogliby dać najpierw 1 częśc, a potem 2-gą, bo może akurat w drugiej coś z pierwszej kiełkuje i wyrasta, a ja/my nic o tym nie będziemy wiedzieć ani nawet się domyślać, bo np. ja z pierwszej pamiętam wielkie nic. Wiem tylko,że oglądałem kiedyś, hy hy.

          Jasne, napiszesz jak się poprawi aura, o ile będzie Ci się jeszcze wtedy chciało ;))
          • 14.07.10, 15:54
            Ja też chyba oglądałam Sż jedynkę, późno w nocy, zdaję się widziałam
            nawet połowę i też niewiele z tego pamiętam, jakieś to
            pogmatwane, było, jak to we francuskim filmie, stąd pewnie nie
            zapadło szczególnie w pamięci? ;)

            > Jasne, napiszesz jak się poprawi aura, o ile będzie Ci się jeszcze
            wtedy chciało ;))

            No dobra /wjechałeś mi na ambicję/ napiszę wieczorem, i tak nic nie
            ma w TV! :)

            Greku, zawsze chce mi się pisać tu, zwłaszcza, że jak się okazuje
            tyle i coraz więcej jest ciekawych rzeczy do omówienia, opisania, do
            powiedzenia, poza tym, Ty, Pepcic, Mania inni, bardzo mnie
            mobilzujecie, nakręcacie /co bardzo lubię /, ale sam wiesz, jak to
            jest, nie samym forum człowiek żyje (niestety :), i od czasu do
            czasu (albo u mnie częściej, ech) pojawia się, zmęczenie, zwłaszcza
            teraz w takich upalnych okolicznościach przyrody (nie dla mnie).
            A poza tym czasami, coś odkładam, nie dlatego, że nie chce mi się
            napisać, ale dlatego, że potrzebuję więcej czasu, żeby coś
            przemyśleć, czasem zajrzeć tam i siam, nie zawsze potrafię tak
            szybko i z tak dobrym skutkiem, jak Ty pisać.

            Zwyklę nie potrafię, ale się staram bardzo, naprawdę, uczę się, a
            jak sie nie nauczę to i tak warto próbować!
            Coś brędzę w tym upale. :)

            :)




            • 15.07.10, 13:50
              Nagrałem zatem :) Jak się zorientuję, co i jak, dam znak, znaczy się : coś napiszę, hehe.

              Haha, no coś Ty, w ogole nie miałem takiego zamiaru :) Po prostu, czasami z jakichś powodów nie da rady się czegoś napisac, czasami brak pałeru, nie klei się, bo się kleją oczy albo majtki do tyłka i człek po prostu nie ma weny - i nie ma się co czarować, bo przecież można sobie odczekać i napisać coś za godzinę albo za dwie, albo jutro, albo za tydzień- nie ucieknie, damy radę przeczytać, wrócić do tematu, odświeżyć go. O to mi chodziło :) Zawsze zdązymy, nie ma strachu :).

              O, moje "szybkie pisanie i dobre skutki" ;)) Niezłe. Relanium przed rozpoczęciem czytania tych rollercoasterów. Twoje/wasze posty są uporządkowane jakieś, max sensowne i do rzeczy. Dlatego, ze - strzelam - pisane w stanie pełnej przytomności, choć trochę przygotowane. Gdzież to porównywać z rozwichrzeniem mym... Róznorodnośc stylów - wartość. O to chodzi :)

              • 15.07.10, 15:18
                forum.gazeta.pl/forum/w,14,112321184,114208171,Do_tablicy_proszeni_wszyscy.html
                To dobrze, bo ja się zmartwiłam, ze TY we mnie zwątpiłeś!!!
                Aż mi się ten post odpowiedź o "Oczach..." w nocy ŚNIŁ (sic!) ;)

                >bo majtki do tyłka

                hyhyhy

                To Ty w samych majtkach przed kompem teraz siedzisz? :)

                O matko, ależ mi FANTAZJE na jawie (sic!) do głowy przyszły!!! ;)

                >... Róznorodność stylów - wartość. O to chodzi :)

                Tak, każdy wypowiedź nas wszystkich tu jest cenna, to prawda.

                /Nie mniej jednak umiejętność szybkiej (sic!) celnej, rzeczowej odpowiedzi to
                jest coś!
                • 15.07.10, 15:43
                  O takie perwersje, jak wiara w to, że ja mógłbym w Ciebie zwątpić, to Cię nie podejrzewałem. Słowo :) Chodziło wyłącznie o to, żebyś sobie nie wyrzucała, ze jak nie napiszesz już-teraz-zaraz-natychmiast, a napiszesz np jutro, czy w pierwszym dogodnym dla Ciebie terminie, to się obrazimy, bo przecież wiesz, ze tak nie było, nie jest i nie będzie. Piszący decyduje kiedy pisać chce i ma zamiar - o to mi chodziło :) Pełna swoboda, heh.

                  No nie, w samych majtkach nie siedzę, to nie... wykluczone... Mam jeszcze klapki łazienkowe ;))



                  • 15.07.10, 15:51
                    > No nie, w samych majtkach nie siedzę, to nie... wykluczone... Mam
                    jeszcze klapki łazienkowe ;))

                    hahahahahaha :)))

                    No tak, czasem nimi rzucasz w natrętów! ;)

                    Elegancki strój nie ma co! ;)
                    Ale bardzo praktyczny na teraz, haha.

                    :)
                  • 15.07.10, 15:52
                    Piszący decyduje kiedy pisać chce i ma zamiar -
                    > o to mi chodziło :)
                    Pełna swoboda, heh

                    To dobrze.
                    Chciało by się więcej, szybciej, lepiej!
                    Ale nie zawsze się da!

                    :)
                    • 16.07.10, 12:54
                      Otóż to. I rzecz w tym, by nie mieć z tego powodu żadnych wyrzutów na sumieniu :)
                      • 16.07.10, 16:30
                        Jestem specjalistką od wyrzutów sumienia! ;)
                        • 20.07.10, 13:09
                          a właściwie to dziękuję za wyrozumiałość!!!
                          :)
    • 15.07.10, 14:25
      Niestety, ale z mojego pkt widzenia, to jest kiepsko jak nigdy. ten kanion to symbolizuje, wielka ziejąca czeluść nicości.
      Wy macie swojego "Wallandera" przynajmniej :) Dla mnie nie-wallanderowca, nawet Colombo nie przewidzieli, hehe. Ten to miał styl i indywidual, nie ? ;)

      Dla pozostałej menażerii, o ile Wallander nie jest zbyt popularny i nie ogląda go gros widowni - co mi się wydaje ryzykownym założeniem, pozostaje Epidemia w TVN - powtórka, oczywiście, i to zdaje się 45 albo 87, pogubiłem się w liczeniu już.

      I jakiś mecz w Polsacie : Wisła Kraków z Eskimosami czy postrzygaczami owiec, czy kimś tam... 4 dni po zakończeniu Mundialu taki mecz, to jakby tuż po zjedzeniu tortu czekoladowego łapać się z widelcem za krowi placek (przepraszam z góry wszystkich jedzących w tym momencie). Nie oglądam. Mam zbyt delikatne podniebienie i (nad)czuły nochal, heh.
      • 15.07.10, 15:26
        Nie oglądam. Mam zbyt delikatne podniebi
        > enie i (nad)czuły nochal, heh.

        haha
        Aleś wymagający!

        Colombo - uwielbiałam, ten jego nienachalny styl pracy, charakterystyczny za
        duży nieco prochowiec i błysk w oku, szklanym! :)))

        Tak, tak już wybieramy Wallandera, w klimatach skadynawskich będziemy się
        ochładzać, przynajmniej w wyobrażni. Dziś zaczyna się już o 22.00!

        > Epidemia w > TVN - powtórka, oczywiście, i to zdaje się 45 albo >87, pogubiłem
        się w liczeniu już.

        Gorzej być nie może, ech! ;)
        • 15.07.10, 15:48
          >Colombo - uwielbiałam, ten jego nienachalny styl pracy,
          >charakterystyczny za duży nieco prochowiec i błysk w oku,
          >szklanym! :)))

          i jeszcze uwielbiałam ironiczny uśmieszek Colombo! :)
        • 15.07.10, 15:52
          Ooo, zaprawdę powiadam Ci, wolałbym oglądać wyścigi ślimaków niż usiłowania polskich piłkarzy. I to przeciw jakimś wyplataczom wiklianych koszy :)Żeby chociaż grali z jakimś Realem, to byś się bawił oglądając jak robią "naszych" w dziada, a tak to nie ma na co patrzeć.

          No tak, racja - Falk miał sztuczne oko. Tylko które to było..? Pamiętasz ? Ja nigdy nie mogłem się kapnąć, tak jakoś łypał sprytnie, że nie szło go wybadać...

          Zatem, życzę udanej projekcji, Wallander bierze dzisiaj wszystko. btw, nie ma to jak dobra projekcja oczekująca na spragnionego kinomana, po pracowitym dniu, niczym najlepszy deser po pożywnym obiedzie, hehe. Poeta mierny ze mnie, wiem, hyh.
          • 15.07.10, 16:05
            grek.grek napisał:

            Choć się nie znam na piłcę, to jednak dostrzegam róznice w stylu gry
            między naszymi, a zagranicznymi zespołami.
            Tak więc rozumiem Cię doskonale...

            Wiesz, też nigdy nie wiedziałam, czy to przymrużone nieco, czy to
            bardziej otwarte. Trzeba zajrzeć Wiki, może ona wie!?

            Święte słowa! :)
            Bardzo się cieszę na Wallandera, wciagnęłam się, przymykam oczy na
            wszelki niedoskonałosci, chłonę klimat skandynawski... :)

            A i przypominam, że od wczoraj dostępny jest w kioskach,
            empikach "Fałszywy trop" Mankella w serii "Lato z kryminałem "
            sygnowanej przez "Politykę". Chyba go sobie kupię! :)
            • 15.07.10, 19:10
              Widzę, że humory dopisują, czyli można przyzwyczaić się do tropików :)
              Nigdy nie przepadałam za Colombo, który mnie jakoś drażnił swoim zachowaniem i generalnie nie gustuję w ramotkach serialowych za pewnymi wyjątkami. Za to w swoim czasie namiętnie oglądałam Monka i jeszcze do niedawna House'a.
              Odkryłam, że w mojej pogardzanej niesłusznie bibliotece jest kilka pozycji Mankella, niestety u ludzi. Poczekam zatem, w zamian wypożyczyłam Pilcha, zachęcona sympatycznym wywiadem jakiego udzielił w WO. Interesująco podchodzi do życia - na luzie, z dystansem do siebie i z humorem.
              • 16.07.10, 13:41
                Tropiki... Przypomniał mi się "Żar tropików", taki serial - głównym bohaterem był detektyw prowadzący kryminalne śledztwa, na jakiejś wyspie, czy na Florydzie czy innych Hawajach... takie połączenie Hanka Moody z Szymonem Majewskim ;) Mial kolegę, barmana - ten pełnił rolę, trzymając się porównania otwierającego, jak Runkell dla Moody'ego; no i była policjantka, sceptyczna nieco wobec detektywa, z którą to się sprzeczał, to sobie dogadywali, to znów ratował jej życie, a ona mu pomagała ratować inne życia, i tak na okrętkę, hehe. Moze kiedyś dadzą jakąś powtórkę, chociaż wątpię. I chyba bym nawet nie chciał, tak naprawdę, bo czuję, że pewien sentyment jaki do niego mam zostałby naruszony. Jakby nie patrzeć było to parę dobrych lat temu i pewnie odebrałbym go inaczej.

                Och, Pilch... Ględoła straszna ;) I, dla mnie przynajmniej, dość płytki jest. ALE zdania składać umie :)
                • 16.07.10, 14:45
                  I ja pamiętam "Żar tropików" i gł. bohaterów: on z kitką, we
                  wzorzystych bermudach w terenowym aucie, ona rudowłosa, raczej
                  niepiękność z niebieskimi oczami, tylko barmana nie kojarzę z
                  wyglądu. Racja, dziś trudno byłoby przebrnąć.
                  Ps. Wypatrzyłam dziś Twój komentarz pod wywiadem. Otóż emocje jak
                  dla mnie jakieś były, skoro pan Pilch wprowadził mnie w dobry
                  nastrój, a poza tym nie przynudzał. Płytki? Sezon ogórkowy w pełni,
                  a w piśmie dla pań (nic im nie ujmując) trudno spodziewać się
                  rozprawki dla kulturoznawców :)
                  • 16.07.10, 15:19
                    Barman był taki nieduży z włosami postawionymi; taka mała, brzydsza wersja Brada Pitta/Jamesa Deana.

                    Haha, a faktycznie, czytałem wywiad, no tak.
                    Ze wszystkim, co piszesz się zgadzam; chyba w ogóle się strasznie zaperzyłem i spiąłem przerażająco. Zupełnie niepotrzebnie, bo czyż Pilch aspirował kiedykolwiek do miana literata zaangażowanego, żeby go za nie-bycie nim krytykować... ? ;)

                    • 18.07.10, 11:12
                      Ale podczas wakacji mogę sięgnąć po lekturę w wydaniu Pilcha?

                      Ps.Barman stanął mi przed oczami jako żywy:))
                      • 18.07.10, 11:58
                        Sama ocenisz :) wg mnie, dobrze się czyta, ale głębi, energii i inspiracji do czegokolwiek raczej nie ma co oczekiwać. niewykluczona przyjemność z lektury, bo facet piórem machać potrafi, co mu przyznać trzeba.



              • 16.07.10, 16:29
                pepsic napisała:

                > Widzę, że humory dopisują, czyli można przyzwyczaić się do
                tropików :)

                Ech, ciężko jest mi. :)
                Ale wczoraj zrobiło się troszkę chłodniej, bo chmury na kilka
                godzin przysłoniy niebo i spadło nawet z dziesięć kropel (może max.
                pół minuty padało) deszczu na nasz biedny ogródeczek. Do razu nowe
                życie we mnie wstąpiło! ;)

                A ja nie mogłam znieść Monka i tej jego obsesji na punkcie
                czytstości, nie mogłam uwierzyć, że ktoś taki, może/ chce zajmować
                się skutecznie wszytkimi najbrudniejszymi sprawkami ludzkimi!
                I ta jego opieszłąość! Denerwująca!

                > Odkryłam, że w mojej pogardzanej niesłusznie bibliotece jest kilka
                pozycji Mankella, niestety u ludzi

                Nie ma to, jak fajne odkrycie! :)
                Ja uwielbiam / łam felietony Pilcha w Polityce i potem w Kulturze
                dodatku do Dziennika, specjalnie dla niego kupiowałam ten dodatek
                (i tak mi do dziś zostało, choć Pilcha już tu nie pisze).

                /Looknę później, co tam Grek napisał w komentarzu!!! Nawet nie
                zaglądałam do komentarzy/
                :)
            • 16.07.10, 13:28
              Falk ma prawe oko szklane :) Tak piszą.

              A tak, zdązyłem przeczytać recenzję nowego kryminału. Dobra, luźna kniga to też niezły pomysł. Ba, znakomity. Koniecznie w towarzystwie dyskretnego wentylatora... Albo wachlujących niewolników ;)
              • 16.07.10, 16:16
                > Albo wachlujących niewolników ;)

                A gdzie można coś takiego kupić ew. wynająć! ;))


                Wallandera uwiodła wczoraj temperamentna Szwedka, duża blondyna w
                średnim wieku, pani doktor zresztą. Wallander chyba był zadowolony z
                upojnej nocy. Niestety w trakcie drugiego spotkania, pani doktor
                porzuciła naszego komisarza, na środku miasta, pozostawiając mu na
                pociesznie dzieło Platona!
                Te Szwedki to mają pomysły! ;)


                Dzięki za info i szklanym oku! :)
                • 17.07.10, 11:34
                  A nie wiem... ALe może można złapać w siatkę i otumanić skutecznie ;)

                  No niestety, Wallander i ja chodzimy innymi ścieżkami. Dwa razy na niego wpadłem, ale jakoś to nie wyszło najlepiej ;)
                  • 17.07.10, 14:50
                    grek.grek napisał:

                    > ALe może można złapać w siatkę i otumanić skutecznie ;)

                    chichichi :)

                    A wiesz, chyba spróbuję ...! :))) Zaraz, natychmiast!

                    :)

                • 18.07.10, 10:44
                  No proszę, kto by pomyślał, a taki wydawał się nietemperamentny. Eh coś nie ma
                  szczęścia do kobiet nasz ulubieniec, a przecież i sofę użyczył i klucze od
                  chałupy dał. Ale blondynie wybaczamy, bo zdaje się to mężatka.
                  • 18.07.10, 14:09
                    pepsic napisała:

                    Tak, tak mężatka. :)


                    > No proszę, kto by pomyślał, a taki wydawał się nietemperamentny

                    Wizięła się za niego kobieta z temperamentem, przejęła inicjatywę,
                    więc nie miał wyjścia! haha :)


    • 16.07.10, 15:28
      "Mordercze mrówki" w TVP 1 ;) Prawie jak "Atak grzechotników na USA", heh. Co za lipa...

      "Dom na Przeklętym Wzgórzu", podobno horror, o stosownej porze - 0:10.
      O 2:00 "Kto zabił ciotkę Cookie ?" - tutaj grozę budzi tylko godzina emisji.

      POlsat, 0:45 - "Zatrute pióro", które już tutaj omawialiśmy kiedyś, a Polsat zdaje się trzeci raz się do projekcji przymierza - raz się przeraził i w ogole nie dał, hehe.

      TVN zionie "Harry Potterem" w 6578 powtórce. Do tego "Gatunek 3" - moja wielka miłość do sequeli każe mi dalece ostrożnie podchodzić do takich tytułów :)

      Bosko nie jest. CO za maślak daje "Ciotkę Cookie" o 2 w nocy, a jakieś "Mrówki gryzące w d,pę" o 22:30 ? Czy oni tam poszaleli, jak ich polityczni nadzorcy ? :)
      • 16.07.10, 16:08
        > Bosko nie jest. CO za maślak daje "Ciotkę Cookie" o 2 w nocy, a
        jakieś "Mrówki gryzące w d,pę" o 22:30 ?
        >Czy oni tam poszaleli, jak ich polityczni nadzorcy ?

        Zaprawdę powiadam ci, ich dni są już policzone! :))

        Nowa rada KRRiTV juz niedługo zaproponuje nową ramówkę! :)

        Gdzieś słyszłam, ze jest szansa na ukulturalnienie mediów i Dworak
        ma to uczynić!? Ale czy tak faktycznie się stanie, tego na razie nie
        wiadomo! Pożyjemy, zobaczymy! :)
        • 17.07.10, 11:40
          Zobaczymy jak będzie wyglądał skład Rady Programowej, bo z tym może być róznie :) Ja pamiętam, ze za czasów prezesury Dworaka i jego kolegów w TVP wiało "Klanem" w każdej postaci, więc optymistą nie jestem. W sumie, najlepiej było za Wildsteina - może i trochę za dużo zaangażowanej, wiadomo po której stronie politycznej, publicystyki, ale bez ostentacji a'la Solidarni 2010, a do tego sporo dobrego kina, chociaż też w porach róznych, oględnie mówiąc. Wiesz, ja nie wiem, czy to jest jakaś dobra zmiana, ze zamiast "Mrówek" o 22'00" dadzą jakiś nie-tak-idiotyczny, ale za to politycznie poprawny, przyjemny i promujący tzw wartości filmik. Nie wiem, co gorsze będzie. A za Dworaka właśnie tak było - konserwa na całego, odpust, zniwa i wykopki.

          Zobaczymy - nie inaczej :) Ale nie mam najlepszych przeczuć.
          • 17.07.10, 15:15
            PO jest konserwa, to fakt, ale konserwa otwarta na nowości, na
            dyskusję, więc może jest szansa, że nie tylko "odpust, zniwa i
            wykopki" w TVP oglądać będziemy! ;))


            Klany M jak mdlości ludożerka kocha, poza tym przynoszą wymierny
            dochód telewzizji, więc niech już sobie będą.
            :)

            • 17.07.10, 16:00
              Hoho, optymistka :) Oby wyszło na Twoje. Wszyscy wtedy skorzystamy.
              • 17.07.10, 20:02
                No właśnie optymistka, czasem naiwna optymistka.

                A ja się obawiam, że to Ty-realista, (w dodatku doskonale znający
                się na rzeczy omawianej) będziesz mieć rację, niestety.
                :)
    • 17.07.10, 11:15
      Nie pamiętam oryginału, poza głównym zarysem, że to o grupie studentów z róznych krajów pomieszkujących razem z Barcelonie i że na planie zjawiła się w komplecie cała grupa aktorów grających w pierwszej części, nie zmienił się także twórca, czyli scenarzysta & reżyser w jednej osobie. Cóz, tak działa sukces, a jedynka była, podobno, sporym wydarzeniem w Europie. Ja tego chyba tak nie odebrałem, bo bym zdaje się zapamiętał ten film lepiej ;)

      W sequelu akcja rozgrywa się kilka lat później, kiedy bohaterowie zbliżają się do trzydziestki i kręci się wokół głównego z nich, Xaviera. Mieszka se on w Paryżu i próbuje złożyć do tzw kupy własne życie - pracuje jako dziennikarz, ale dostaje g,wniane zlecenia - np pisze reportaż o pracy miejskich służb, które ścinają akurat drzewa w jakiejś częsci Paryżewa; pisze też ksiązki, żałosne harlekiny, przerabiane na jeszcze żałośniejsze filmidła klasy D. Matka ma nowego gacha, specjalnie zresztą kontaktu ze sobą nie mają. Ma problemy z mieszkanie : najpierw pomieszkuje u kolegi, ale gdy ten rozstaje się z dziewczyną, co u niej mieszkał, Xavier musi się wyprowadzić. Do przyjaciółki-lesbijki, która właśnie rozstała się ze swoją dziewczyną.

      Jego życie uczuciowe, to też niezły piep,rznik : lubi kobiety, nie ma problemów z ich poznawaniem i bałamuceniem, aczkolwiek żaden z niego wyrachowany uwodziciel, po prostu - tak wychodzi czasami. Marzy się jednak Xavierowi cały czas trwałe uczucie, związek, "bycie razem", jak to mówi się popularnie. Żadna jednak nie pasuje do ideału. Jegto ex-dziewczyna, Martine, wychowuje samotnie dziecko - Xavier wpada z nią pogadać czasami, a jak panna musi wyjechac, to się nawet udatnie zajmuje jej synem; jest efektowna Murzynka, którą poznaje w sklepie - coś tam się kręci, ale wszystko pada na pysk, kiedy czekoladowa marcysia spotyka Martine wychodzącą od Xaviera, gdzie dobrzy przyjaciele mieli przed chwilą całkiem koleżeński seks :) Xavier chciałby, a nie może się ustatkowac. Pech, heh.

      Nie to co jego kolega z Anglii, William - spotykają się któregoś razu w Paryżu i William opowiada mu historię swojej miłości : pracując w operze spotkał piękną rosyjską baletnicę. Oczarowany nią i zakochany od pierwszego wejrzenia poznał ją, zdobył jej adres, a potem przez rok studiował pilnie język rosyjski żeby przełamać barierę trudności w porozumiewaniu się, a jeszcze potem móc pojechać do Skt Petersburga, co by się z nią tam spotkać, zamieszkać w komunałce i zostać tam na zawsze, jak sądzić można. A za niebawem biorą ślub. Xavier słucha tego z sentymentem, też by tak chciał.

      Chciałby tego także jego dziadek. Ciągle go wypytuje o narzeczoną. Starszy pan ma prawie 100 lat, trzyma się dobrze, ale w tym wieku,,to wystarczy chwila i fik,więc Xavier namawia swoją przyjaciółkę-lesbijkę, żeby poudawała jego dziewczynę. Przychodzi to ładnej, ale niedowracalnie zmaksulinizowanej w zachowaniach i ruchach, dziewczynie z wielkim trudem, ale udaje się jakoś uspokoić i zadowolić dziadka, jak kojfnie to na luzie ;) Nie ma za to luzu Xavier - w ramach podziękowania dla koleżanki musi robić za drag queen na lesbijskiej imprezie. I jak tu można normalnym być, hehe.

      Od swoich menadżerów Xavier dostaje zadanie : przerobić własny scenariusz filmowy, na podstawie swojego harkleina - ma być po angielsku. Jak nie da rady, to nici z kasy i fuchę dostanie ktoś inny. Xavier szuka kogoś z dobrym angielskim. William proponuje swoją siostrę - Wendy. Ta się zgadza, więc Xavier zaczyna bywac w Londynie. Wendy ma faceta, pijaczkowatego maczo. Ale Xavier zdaje się podobał się jej zawsze, ona chyba jemu też, więc powoli coś tam się kręci między nimi - a to se pójdą do pubu, a to tu, a to tam, a to porozmawiają. Xavier jest gładki w obejściu i sympatyczny, więc jakaż to odmiana od niechlujnego brytola o manierach goryla...W końcu nawiązują otwarcie romans, a goryla, co próbuje się awanturować, Xavier wywala na pysk grożąc mu cięzkim krzesłem. Wydaje się, ze wszystko się zawiązało na dobre, Wendy i Xavier odwiedzają Williama i jego narzeczoną w Petersburgu, mieszkają u nich, łaża po mieście, rozmawiają i mimo że widok szczęscia pary brytysjko-angielskiej, która pokonała trudności kulturowe na swojej drodze do "byciarazem', jest inspirujący ciągle się wahają - wahają się kanonicznie : ona chciałaby bardzo, ale on się specjalnie nie może zadeklarować.

      W tym czasie Xavier dostaje drugą propozycję, od innego wydawcy - robić za ghostwritera dla pewnej znanej modelki, która chce spisać swoje wspomnienia. O ile z Wendy Xavier po prostu się świetnie czuje, jest ona dla niego znakomitą towarzyszką, rozumieją się itd, to Celia oczarowuje go swoją urodą, stylem, szykiem, zapachem tzw wielkiego świata. Jest dość infantylna, mało interesująca, ale wszystko nadarabia, z naddatkiem, właśnie swoją wybujałą kobiecością, jest jak spełnienie młodzieńczych marzeń Xaviera. "Była jak ulica o idealnych proporcjach", tak o niej mówi.

      I teraz biedny Xavier kursuje między Londynem, a Paryżem i romansuje na dwa fronty. OBie kobiety go pociągają, tyle że każda na swój sposób i tworzą pewną całość, a on z żadnej połówki nie chce zrezygnować. Kiedy dostaje od Celii kolejny telefon i tłumaczy Wendy, ze musi jechać do Paryża popracować, ona decyduje się wyznać mu swoje uczucia - wie, że coś go łączy z Celią, więc próbuje sprawę rozjaśnić i wywrzeć na nim presje, aby się zdecydował. I mimo to, mimo że jak sam mówi z offu "po takim czymś każdy facet by z nią został", jedzie do Celii, aby ponapawać się jej urodą. Wybierają się razem do klubu, gdzie roztrzepana modelka zostawia go na lodzie i wychodzi z przyjaciółmi zmienić lokal, kiedy on akurat jest zajęty przynoszeniem jej napoju do stolika.

      No a później jest już Sankt Petersburg i ślub

      Oczywiście, Xavier przewartoścoiwuje swoje ideały : piękno go zawiodło, stało się nieatrakcyjne - więc porzuca jego wyobrażenie (bardzo ciekawa scena, ni to oniryczna ni to symboliczna, ni to jakaś, kiedy Xavier idzie/podskakuje/tańczy na pustej ulicy petersburskiej podążająć za kołyszącą biodrami długonogą kobieta, symbolizującą wcielone piękno, jego Marzenie - idzie, wpatruje się w te biodra i nogi, monologuje , a potem pozwala mu odejść mówiąc "hej, piękna, wiesz co... jesteś brzydka !") więc chciałby wrócić do Wendy, bo wreszcie załapał w czym rzecz, ale ona nie chce, co jest zrozumiałe. Spotykają się wszyscy w Petersburgu, na tym ślubie, a potem weselu odbywającym się na płynącym rzeką statku wycieczkowym, gdzie róznojęzyczni goście wygłaszają toasty w swoich językach, bujają się do muzyki i panuje wieczna szczęsliwość, poza drobnymi sporami rozwiedzionej pary pana młodego; niby rozwodników, ale potrafiących się zjawić razem na ślubie syna, poza tym - od czasu rozwodu ciągle utrzymujących kontakt ze sobą i kłócących się nieustannie. No i wiecie, co się zdarzy, bo happy end is there. Wendy wybaczy dojrzałemu wreszcie do podjęcia strategicznej decyzji w życiu Xavierowi, który wyzna że ją kocha, a potem pojawi się ze swoimi gratami w Londynie, aby z nią zamieszkać. Proste ? No własnie ;) Jak to w filmie.

      Losy człowieka, który dociera do punktu, w którym musi coś postanowić w zyciu, zdecydować, dojrzeć, rozliczyć się z dziecięcymi/młodzieńczymi pragnieniami i stylem zachowań - to jedno. Stare jak świat ;) Drugie - to film-hymn pochwalny na rzecz nowoczesnej Europy, świata przełamującego bariery granic, języka, kultury, obyczaju. MUltikulti, jak rep Niemiec w piłce nożnej :) Anglik żeni się z Rosjanką i mieszkają w Peterburgu, Xavier- (Francuz czy Hiszpan, bo nie do konca wiem) romansuje z Brytyjką i Francuzką, jeździ sobie pociągiem między Paryżem i Londynem, wszyscy czworo się spotykają w Petersburgu; Xavier romansuje z Murzynką, ma przyjaciółkę - lesbijkę, są tutaj rozwiedzeni i w szczęśliwych związkach, jest wszystko, co stanowi o róznorodności świata - nie ma granic, jest pełna otwartość i swoboda. Wszystko w ich rękach. Mają ci bohaterowie swoje problemy, ale żadne nie ma kłopotu z powodu bycia sobą.
      • 17.07.10, 15:48
        Zanim zabiorę się do czytania Twego spojlera :))) zapowiem z pewną
        taką ostrożnością XII Mazurską Noc Kabaretową w TVP2 o 20.10. Jasnym
        punktem MNK są prowadzący - Robert Górski i Mikołaj Cieślak, poza
        tym wytsąpią: Kabaret pod Wyrwigroszem, Grupa MoCarta, Kabaret
        Skeczów Męczących, Łowcy, Kabaret Nowaki, Kabaret Młodych Panów,
        Kabaret Smile i Kabaret Czesuaf.
        !?
        :)
        • 17.07.10, 16:09
          Ja próbowałem przeczytać... wysiadłem w połowie :) mało udana rzecz, za dużo skrotów myślowych ;) Aha, w roli Martine, tej eks-Xaviera (Romain Duris, też znany, pan Arsene Lupin m,in) wystąpiła Tatou, w sumie, na tle bezpopisowego aktorstwa (ale i specjalnie nie było czego oczekiwać, bo chodziło w tym filmie o coś innego niż epatowanie aktorskimi feeriami, na które zresztą skrzętnie oraz całkiem logicznie, wobec powyższego, przeznaczono bardzo mało miejsca) była niezła, a przy okazji miała rolę druorzędną, więc im mniej mniej było, tym lepiej się prezentoała w kolejnych, krótkich, wyjściach. W połowie filmu zresztą znikła bezpowrotnie :) Miała jedną dobrą scenę, kiedy wyrzuca Xavierowi, że pisze "g.niane powieści na zamówienie, dla jakichś siusiumajtków, a sam od siebie nic nie potrafi powiedzieć i napisac niczego serio" - całkiem ekspresyjna była w tym epizodzie, taka jakaś inna niż zwykle :)

          KMN, to już plus, ale niestety pozostali sprawiają, ze entuzjazmu większego na wieść o tejże Nocy jakoś nie odczuwam.

          Na Polsacie "Niewierna", czyli o klasycznym trójkącie romansowym. Dobry. Przynajmniej tak mi się zakodowało, kiedy oglądałem pierwszy raz. W każdym razie - polecam, warto się przekonać samodzielnie,. co w trawie piszczy :) Jak zawsze. Późno, o północy, ale - może komuś się uda dotrwać...
          • 17.07.10, 19:58
            grek.grek napisał:

            > Ja próbowałem przeczytać... wysiadłem w połowie :) mało udana
            rzecz, za dużo skrotów myślowych ;)

            Nieprawda! To świetne streszczenie! I wiem, co mówię, bo widziałam
            połowę tego filmu (a jednak widziałam dwójkę, nie jedynkę).
            I wreszcie poznałam całość! :] Merci bardzo!
            /W Twoim streszczeniu ten film mi się podoba o wiele bardziej. Jakiś
            klarowniejszy się wydaje./

            Kobieta piękna czy mądra! Oto jest dylemat męski! ;))

            >- całkiem ekspresyjna była w tym epizodzie, taka jakaś inna niż
            zwykle :)
            Jakiś pazur (pazurek) wreszcie Audrej nam pokazała! :)


            > KMN, to już plus, ale niestety pozostali sprawiają, ze entuzjazmu
            >większego na wieść o tejże Nocy jakoś nie odczuwam.

            Tak czułam! Dlatego tak ostrożnie polecałam! :)


            > Na Polsacie "Niewierna",
            Przeczytałam opis, zapowiada się naprawdę ciekawie! Jaka szkoda, że
            tak strasznie późno! Nie dotrwam, niestety, ech.
            • 17.07.10, 20:54
              barbasia1 napisała:

              > > Na Polsacie "Niewierna",
              > Przeczytałam opis, zapowiada się naprawdę ciekawie! Jaka szkoda, że
              > tak strasznie późno! Nie dotrwam, niestety, ech.

              Barbasiu - sprobuj dotrwac, a jesli nie, to poszukaj go gdzies. Jest naprawde
              swietny! Zwlaszcza panowie, jak go obejrza to im troche do myslenia daje, hahaha :)

              A dla nas ;) - jest tam na kim oko zawiesic kochana :)


              --
              hmm, co by tu napisac?
              • 17.07.10, 21:20
                Zgadzam się
                "Niewierną" po prostu TRZEBA obejrzeć :)
                Nie będziesz żałować Barbasiu
                • 17.07.10, 21:24
                  dodatkowy atut:

                  fantastyczna muzyka J.A.P.Kaczmarka
                  • 17.07.10, 21:40
                    A to oko ma się zawieszać na Rychu Drewniane Giry?????
                    • 18.07.10, 00:43
                      no, nie , no skad :)

                      na tym drugim :)
                      --
                      hmm, co by tu napisac?
                      • 18.07.10, 12:18
                        Po takiej dodatkowej gorącej zachęcie, jak Wasza Drogie Koleżanki,
                        to nie mogę nie obejrzeć "Niewiernej", zresztą już namierzyłam w
                        sieci, objerzałam nawet malutki początek, reszta wieczorem. :)

                        To prawda, jest na czym oko zwiesić, a nawet oba oka! :)
                        Riczard Drewniene Giry też może być! haha :)
                  • 18.07.10, 12:13
                    Pierwsza klasa. Przyćmiewa nawet lichotę aktorską niejakiego Martineza, a to wyczyn nie lada, bo takie coś przykryć trudno jest ;))
              • 18.07.10, 12:11
                POtwierdzam :) zasada brzmi : nigdy nie wpuszczaj do własnego domu męza kobiety, z którą romansujesz.
                • 18.07.10, 13:37
                  Ooooo!?
                  • 18.07.10, 13:43
                    Ponad godzinę o panu Jeremim Przyborze dają.
                    • 18.07.10, 13:58
                      Jak szkoda, że nie mam TVP Kultury!? Ech.

            • 18.07.10, 12:07
              No to mnie pocieszyłaś :)

              PIekna czy mądra - no własnie, to jest jego zagwozdka, a symbolem osiągniecia dojrzałości ma być porzucenie rojeń o osiągalnym pięknie.
              szkoda tylko, ze pan Xavier porzuca piękno w momencie, kiedy dostaje
              od niego po uszach. Trochę go wymuszone się wydaje. No ale musiał być
              jakoś zaakcentowany ten moment zmiany postawy i wejścia na właściwe
              tory, więc wybrał scenarzysta & reżyser taki - zrobił to zresztą ciekawie, jak tam nagryzmoliłem - gość idzie po pustej ulicy petersburskiej, przed nim kobieta tyłem i on się za nią skrada, robi jakąś pantomimę, tańczy i monologuje, aby dojśc do wniosku, że piękno to popelina ;) I do tego muzyczka adekwatna. Dobra scena. Najlepsza w filmie, wg mnie.

              Zresztą, co Ci będę truł, obejrzyj sama :) :
              www.youtube.com/watch?v=hj7RbiiDDlw
              "Niewierna" - klasyka. Nie powiem "znakomitość", bo jednak czegoś mi tam brakowało do wygłoszenia takiego aż peanu, ale - bardzo dobra rzecz.
              • 18.07.10, 12:53
                No wiesz, męska abmicja zostaje urażona, więc chłopak, który
                szcześliwie, niezaślepiony jest jeszcze całkowicie miłością do owej
                długonogiej pięknej modelki, wycofuje się, w sumie prawdziwe i
                naturalne.

                Panów poszukujących wcielenia piękna i madrości w jednej kobiecie
                zapraszamy do Polski, jak powiedziałpewien znawca kobiet "Polskie
                dziewczyny - fantastyczne przecież, lotne, piękne, błyskotliwe
                [...]" :)))



                Ależ cudna scena! zresztą miałam napisać to wcześniej, jak
                przeczytałam jej opis w Twym streszczeniu, wyzej! /właśnie tak mniej
                więcej ją sobie wyobraziłam! :))/

                • 18.07.10, 14:50
                  No niby tak, tylko co by było, gdyby nie został urażony ? Taka decyzja trochę wymuszona, a nie podjęta w pełnie niezależnie i w wyniku dojrzałej refleksji :)

                  O hesus, znowu Pilch ! ;)
                  • 18.07.10, 15:17
                    Gdyby nie zostal urażony, to by się nadal wahał, w nieskończoność by
                    się wahał.
                    Rację masz, ta decyzja jest w jakims sensie wymuszona, nie wypływa
                    z głębi serca i dojrzałego namysłu Xaviera. Dlatego za 7-10 lat
                    przewiduję kryzys w jego związku/małżeństwie z Wendy, moze nawet
                    rozwód, co być może zobaczymy w filmie "Smak życia" 3 !??

                    > O hesus, znowu Pilch ! ;)
                    :)
                    • 19.07.10, 14:20
                      W tej "3" będą w siebie rzucać jajami, jako emeryci ;)

                      • 19.07.10, 15:02
                        grek.grek napisał:

                        > W tej "3" będą w siebie rzucać jajami, jako emeryci ;)

                        :)))

                        Emeryci wieku 40 lat?????????????


    • 18.07.10, 12:26
      Rozczulający, ale i zabawny, do tego z wyczuciem: o tolerancji i miłości w
      rodzinie kanadyjskiego robotnika budowlanego, w której jeden z licznych synów -
      gł. bohater, od dziecka objawia skłonności homoseksualne, co prości, ale mądrzy
      rodzice z troską wyłapują. Ojciec na każdym kroku chwalący się spłodzeniem
      pięciorga synów - nie może się z tym pogodzić. Dużo naprawdę zabawnych scen:
      rodzice konszachtują po cichu w łazience nad przyszłością syna-geja myjąc zęby.
      Mąż z zwraca się do żony: co za palant ma przyjemność z wkładania swojego ogórka
      w czyjś zadek, na co ona odpowiada z szelmowskim uśmiechem: przypomnij sobie,
      on: ale to było
      raz,więc się nie liczy, ona: nie powiedziałabym, że raz. Bardzo polecam, a
      dodatkowy plus: film francuskojęzyczny. Jeśli będę miała okazję na pewno obejrzę
      ponownie.
      Ps. Super muzyka: tak na szybko wyłapałam Pink Floyd! i Rolling Stones-ów.
      • 18.07.10, 13:34
        Niezły dialog! :))

        Matce (kochającej swoje dziecko bezwarunkowo) chyba o wiele
        łatwiej, było zaakaceptować odmienność swego syna, niż ojcu, prawda?
        A czy ojciec w końcu pogodził sie z homoseksualizmem syna?

        Film na czasie, przynajmniej u nas.
        • 18.07.10, 17:16
          Tak. Ojcu było zdecydowanie trudniej i jest to psychologicznie zrozumiałe. Jednak cały czas nawet nie akceptując zachowywał się przyzwoicie. W końcówce osiągają porozumienie, o czym dopowiada zza kadru gł. bohater, choć długo na to nic nie wskazuje. Historia w gł. mierze dotyczy relacji rodziców z synem gejem, ale i synem narkomanem, co jakby potwierdza tezę, że dzieci nietuzinkowe, problematyczne kocha się intensywniej, w każdym razie inaczej, bo ci pozostali i tak sobie poradzą.
          A tu muzyka, o której wyżej wspominałam:
          www.youtube.com/watch?v=a0Q29vjro7U&feature=related
          Ps. Barbasiu, nie chcę nic sugerować i psuć oglądania, ale nie spodobał mi się nikt z trójkąta zaprezentowanego w "Niewiernej" (ew. Rysiek?), a antykwariusz w wyciągniętym swetrze to jak dla mnie wyobrażenie kochanka rodem z Harlekina. Ale uczciwie przyznaję, rzuciłam okiem jedynie na postacie, a że wcześniej spoglądałam na smakowity kąsek w osobie młodziutkiego Marca Grondina (na filmiku) więc mogę być nieobiektywna. Mam nadzieję, że drogim koleżankom się nie naraziłam :))
          • 19.07.10, 13:45
            pepsic napisała:
            "Barbasiu, nie chcę nic sugerować i psuć oglądania, ale nie spodobał
            mi się nikt z trójkąta zaprezentowanego w "Niewiernej" (ew.
            Rysiek?), a antykwariusz w wyciągniętym swetrze to jak dla mnie
            wyobrażenie kochanka rodem z Harlekina."
            Oj, tak.. W "GW" pisano kiedyś, że to świetny film do drinking
            game. Strzelamy kieliszeczek za każdym razem, gdy na ekranie pojawia
            się stereotyp kochsnka (i szybko upijamy: Francuz - długowłosy -
            mieszkający samotnie w wielkim mieszkaniu - pełnym książek od sufitu
            do podłogi - po którym zasuwa w szlafroku).
          • 19.07.10, 14:56
            Nienie, żadna krytyka mnie nie zrazi/ła, droga Pepsic. :)
            Ani ironiczne komentarze z recencji z GW. :)

            Ale jaką świetną scenę ilustrują ta muzyką - myślę o tej w
            kościele , rzeczywiście C.R.A.Z.Y., muszę obejrzeć!
            :)))

      • 18.07.10, 14:59
        Nieźle brzmi :)

        A ja jestem ciekaw, kiedy np TVP da jakiś film o tematyce homoseksualnej, który zrobi trochę szumu - dajmy na to "Ksiądz" ? Nienajnowszy, ale kiedyś to był skandal, że hoho; pod kinami się odbywały nabożeństwa, rożańce świstały w powietrzu, a "boże coś Polskę" sąsiadowało "wy sku,syny papieża nam obrażacie !" ;). Ciekaw jestem, jak zostałby przyjęty dzisiaj, zwłaszcza gdyby poszedł w telewizji właśnie i to w jakiejś niedotkliwe porze.

        Zauważyliście, że o gejach, to albo na wesoło, albo z tkliwą wyrozumiałością ? Gdzie jakieś filmy o dyskryminacji, prześladowaniach albo homoseksualistach, którzy muszą się ukrywać ze wg na nietolerancję społeczną, albo o np dwóch gejach wychowujących dzieci i problemach jakie ich spotykają ? Coś w tym guście. Czy polskie telewizje wszelkie chcą przekonać, ze problemu nie ma, a jest tylko życzliwa akceptacja ? :)
        • 18.07.10, 17:33
          Weselsza strona filmu faktycznie dominowała, ale nie brakowało momentów smutnych
          w tym wynikających z nietolerancji otoczenia. Może delikatniejsza forma
          skuteczniej trafia do świadomości i pozwala zauważyć problem, tym którzy go nie
          dostrzegają lub nie chcą?
          • 20.07.10, 14:14
            To możliwe.
            Ale jest tez coś w tym, że pokazanie jakiegoś hardkoru też wpływa na postawy ludzkie. Łagodnieją pod wpływem szoku :)
        • 20.07.10, 13:40
          grek.grek napisał:
          >Zauważyliście, że o gejach, to albo na wesoło, albo z tkliwą
          >wyrozumiałością ? Gdzie jakieś filmy o dyskryminacji,
          prześladowaniach albo homoseksualistach,

          W primetimowym serialu w publicznej "Barwy nie-szcześcia" był/
          jest ? taki wątek o gejach (syn jednego z bohaterówjest gejem),
          którzy doświadczają róznego rodzaju dyskryminacji (np. brutalnej ze
          strony sąsiadów, młodych mieszkańców osiedla), zresztą nie tylko
          oni, także i rodzice jednego z bohaterów spotykają się z
          dyskryminacją społeczną, a nawet niezrozumiałą nietolerancją ze
          strony instytucji państwowej ( jeśli czegoś nie pokręciłam, to
          chodziło o małe dziecko, ktore rodzice tego geja chcieli
          zaadoptować; kiedy pracownica zajmująca się tą sprawą adopcji,
          dowiedziała się w wywiadzie srodowiskowym , że ich syn jest gejem i
          mieszka z innym facetem, zaczęła im robić trudności, a jak się
          wszystko skończyło nie wiem.Nie oglądam tego serialu, kiedyś
          zupełnie przypadkiem mignął mi w TV ten wątek gejowski, zadziwiona
          odwagą twórców, ogladąłam przez chwilę. Oczywiście jedna jaskółka
          wiosny nie czyni, nie mniej jednak wypada odnotować tę zmianę w
          podejściu do tematyki homoseksualizmu.
          :)
          • 20.07.10, 14:30
            Wydaje mi sie, że jednak estetyka serialowa spłaszcza, spłyca problem, nie ujmuje się go odpowiednio wyraziście; bierze się go jak kawałek gazety, publicystykę i ilustruje coś tam przeczytanego w komentarzu nt "co z tą Polską ?". Ja bym oczekiwał jakiejś fabuły. No i najlepiej kontrowersyjnej. Wiesz, dwóch fajnych młodych gejów, co im się robi koło pióra, to ksiązkowy przykład. Nie dziwi nikogo i nie porusza. Ksiądz-gej, o to już może trafiac, bo narusza pewne tabu, uderza w czyjeś poczucie przyzwoitości (jakkolwiek byłoby ono zabawne, bo przeca ksiądz też człowiek i gejem se może być jak najbardziej), a przy okazji dotyka instytucji, która uważana przez wielu jest za symbol etyki i świętości i w adekwatny sposób ochraniana. Warto by też postawy niejednoznaczne przedstawić - gej nie musi być miły i fajny, mozę być bucem, tak zeby widz stanął do trudnej konkluzji : nie lubię go, no i to pedzio, a ich też nie lubię, ALE przecież to obywatel i należa mu się takie same prawa jak innym, to bliźni. Ciekawe, ilu by się przebiło przez mur sprowokowanej niechęci do bohatera, aż do stwierdzenia, ze pomimo wszystko są po jego stronie i że mu się należy równość, akceptacja itd., czy o co tam by w tym filmie chodziło.

            generalnie, to mogłoby być coś a'la "Larry Flint" - człowieka ostentacyjnie nie daje się polubić, ale jednocześnie nie sposób nie stanąć po jego stronie, bo sądzi się o wyznaczenie pewnej cezury w prawodawstwie, dzieki której każdy Amerykanin (przynajmniej, a pewnie można by to rozciągnąć na wiele innych krajów) może odetchnąć z ulgą i powiedzieć : jeśli prawo chroni wolności obywatelskie nawet takiego Flynta, to znaczy, że żyjemy w demokracji i prawa poszanowaniu i respekcie dla jednostki.

            Np Tajemnica Brokeback sięga po niezawodny chwyt dla zjednania gejom widowni - miłośc. Ludzie widzą miłość i miękną im kolana. Nie są zmuszeni do wysiłku, bo postawić się po stronie bohatera/ów. Reżyser idzie więc na łatwiznę, nie stwarza jakiejś pułapki intelektualnej, nie wkręca nikogo. Dlatego Brokeback nie nadaje się do wydrążenia w widzu jakiejś głębszej refleksji, przełamania czegoś. Widz akceptuje ekranową rzeczywistość, może nawet zaakceptuje jej odbicia w realu, ale na poziomiach bardzo niskich i tylko zbliżonych kształtem i formą. Na inne już go nie będzie stać. Daltego, wolałbym np odkurzenia "Księdza" niż Brokeback, jakby kurde balans nie patrzeć, to najpopularniejszy gay-movie ostatniej dekady, a może i w ogole :)
            • 20.07.10, 16:30
              Oczywiście, i ja tak mayślę, fabuła nie moze się równać z serialem,
              etetyka serialowa spłyca poruszane w serialu kwestie i zgadanienia,
              zresztą giną one potem bezpowrotnie w natłoku wątków, kolejnych
              niezliczonych problemów dziesiątek serialowych postaci. Nie mniej
              jednak kontrowersyjna kwestia czy problem (homoseksualizmu)
              przetworzona i podana w postaci obrazów, w estetyce serialowej
              pełnej uproszczeń i ułatwień, będzie bardziej przemawiał, imo, do
              wyobraźni i głowy przeciętnego widza/ obywatela, rozumującego
              zazwyczaj prosto, myslacego wtłoczonymi niegdyś stereotypami,
              schamatami, niechętnego, nieskłonnego do samodzielnego wysiłku
              myślowego, analizy, bardziej niż fabuła i o wiele bardziej niż
              artykuł gazetowy.

              Oczywiscie dla nas, dla bardziej wymagającego widza, film wnikający
              głębiej w problem, zmuszający do przemyślania, np. z Twoimi
              popozycjami fabularnymi byłby szalenie ciekawy i pożądany!
              (Znakomity pomysł! Trzeba by go kogmuś sprzedać! :)

              > Np Tajemnica Brokeback sięga po niezawodny chwyt dla zjednania
              gejom widowni - > miłośc. Ludzie widzą miłość i miękną im kolanaNie
              są zmuszeni do wysiłku,

              Chyba nie do końca tak jest! W BM pokazano także przecież fizyczną
              strone miłości, stosunek seksulany dwóch meżczyzn, który budzi
              chyba największe kontrowersje i emocje. Widz hetero musi (i
              przychodzi mu to łatwiej lub trudniej) przełamać w sobie pewne
              nawyki myślowe i wyobrażenia na temat fizycznej strony
              miłosci. W końcu mamy, my hetero, do czynienia w filmie z czymś
              innym niż "normalnie" i "zawyczaj", choć towarzyszące uczucia i
              emocje są takie same u wszytskich.

              :)
              • 21.07.10, 12:42
                barbasia1 napisała:
                "Widz hetero musi (i przychodzi mu to łatwiej lub trudniej)
                przełamać w sobie pewne nawyki myślowe i wyobrażenia na temat
                fizycznej strony miłosci."
                To nie pierwszy film, w którym tak się tę stronę pokazuje, ale
                racja. Kontrowersji jest więcej - np. stosunek bohaterów do swojego
                związku, wcale nie jednoznacznie pozytywny.
                • 21.07.10, 23:02
                  Przyznam, że dla mnie to był (chyba?) pierwszy film, który tak wnikliwie
                  analizował temat związków / miłości homoseksualnej (nie liczę tu filmów, gdzie
                  ta tematyka pojawiała się w tle, w epizodach).
              • 21.07.10, 14:26
                Celna, przytomna uwaga. Faktycznie, przejście przez obrazki seksu międzymęskiego, to zadania nie lada i nie ułatwiające identyfikacji i aprobaty dla bohaterów. To mi rzuca trochę nowe światło. I tym Twoim spostrzeżeniu od razu ten film jakiś ciekawszy, mniej oczywisty niż dotychczas, mi się wydał.

                Ale będę się troszkę bronił (hehe) ;)... To co piszesz - oni się KOCHAJĄ, więc w tle tego seksu jest jednak miłość, uczucie, a nie czysto fizyczne zainteresowanie, najpłomienniejsza nawet, ale "tylko"/tylko, namiętność. Seks uczuciowy tam jest, a nie seks sportowy/"sportowy". To, wg mnie, jest jednak pewne ułatwienie dla widza. Powiem tak : Brokeback furtki nie otwiera na oścież, jak to sugerowałem, ale mnie skutecznie poskromiłaś ;), ale też i nie przymyka zbyt mocno, zostawia otwartą w połowie. Hmm, może jest to jakieś optimum ? Co sądzisz ?

                Aha, czytałaś w Polityce wywiad z Binoche ? Niezły, babka ma styl, pojęcie, aktorską wrażliwość w starym dobrym stylu, no w końcu zgarnela za coś te Oskary, Palmy i Cezary ;) :
                www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1506900,1,rozmowa-z-juliette-binoche.read

                • 21.07.10, 23:10
                  >Hmm, może jest to jakieś optimum ? Co sądzisz ?

                  Tak mi się też zdaje ..., ale jutro dokończę ...


                  Dziękuję pięknie za linkę do wywiadu! Dawno nie zaglądałam do Polityki!

                  Idę spać,
                  Buona notte.
                  :)

                  />jak to sugerowałem, ale mnie skutecznie poskromiłaś ;)
                  haha :))) /
                • 22.07.10, 16:03
                  Wywiad z Binoche rzeczywiście bardzo ciekawy! Prawdziwa aktorka,
                  artystka! No i wreszcie wiemy, co tam kręcą z Szumowską! Myslę, że
                  jeśli taka aktorka jak Binoche, z tak ambitnym, szlachetnym
                  podejściem do swej profesji, doceniła pomysł Szumowskiej to chyba
                  możemy już liczyć na naprawdę dobry film!?

                  A propos tematyki sponsoringu, omawialiśmy go kiedyś, nawet z wielką
                  pasją i emocjami, pamiętasz? :), nieststy wyrzucono ten wątek na
                  oślą ławkę, a niej cała dyskusja wyleciała, zdaje się, w wirtulany
                  niebyt.
                  Szkoda, dyskusja była ciekawy, i ja coś tam miałam jeszcze
                  dokończyć, tradycyjnie ... :/

                  Człowiek często nie daje sobie sprawy jak różne doświadczenia z
                  dzieciństwa na które zazwyczaj nie miał zadnego wpływu wtedy)
                  determinują później w dorosłym życiu jego zachowania, działania,
                  właściwie całe życie / to a propos wypowiedzi Binoche na temat
                  rozwodu rodziców i jej nieudanych związków/.

                  :)
                  • 23.07.10, 12:51
                    Właśnie. Babka zgarnęła już wszystkie nagrody aktorskie jakie mozna zgarnąć. Nie bierze, co popadnie do grania, tylko to, co - jej zdaniem - warto. W ogóle Szumowska, zauważyłaś ?, ma kontakt dobry z aktorkami na poziomie : teraz Binoche, wcześniej, w 33 scenach, Julia Jentsch, kto następny ? Penelope Cruz, żeby było dostatecznie różnorodnie ? ;) Ale to budzi uznanie, który polski reżyser (zwłaszcza na tym etapie rozwoju) może sobie pozwolić na pracę z takimi postaciami..?

                    Pamiętam tamta dyskusję. Chyba nawet cytowali którąś Twoją wypowiedź w telewizji... Gwiazda :)).



                    • 23.07.10, 13:34
                      > Pamiętam tamta dyskusję. Chyba nawet cytowali którąś Twoją
                      wypowiedź w telewizji...

                      Ooooooooooooo??? Niemożliwe??? Naprawdę???
                      Wiesz ja, planowalam oglądać ten program (Kamila Drecka zdaje się go
                      przygotowywała, prowadziła, Grzechy po polsku, tak się chyba
                      nazywał?), bardzo byłam ciekawa jak się potoczy dyskusja, ale
                      przegapiłam, przespałam, jak na złość. :/

                      Gwiazda :))
                      Kto?

                      Szumowska bardzo musztrowała Julię Jentsch, tak przynajmniej
                      wywnioskowalam z tego , co mówila w wywiadach na temat pracy w
                      filmie "33 sceny z życia" / moje zaległości!, jakoś mi sie cieżkoz
                      zabrać za to, choć już z połowę postu miałam przygotowane :/.
                      Później poszukam tego wywiadu, jest na stronach wyborczej.
                      Mam wrażenie (po przeczytaniu wywiadu z Binoche w Polityce), że z
                      Binoche Szumowska obchodzi się delikatniej , ostrożniej, nie
                      dziwne, hehe, jednak to aktorka wielkiego formatu. :)

                      Ale to budzi uznanie, który polski reżyser (zw
                      > łaszcza na tym etapie rozwoju) może sobie pozwolić na pracę z
                      >takimi postaciami ..?
                      To prawda. Odważna dziewczyna z tej Szumowskiej! :)
                      • 23.07.10, 14:15
                        Do końca nie przepadam za Juliette Binoche, ale współpraca z
                        Szumowską brzmi zachęcająco, jak i motyw filmu.
                        • 23.07.10, 14:37
                          Liczę, że Szumowska pokaże coś niebanalnego.
                          • 23.07.10, 14:48
                            Właśnie znalazłam:

                            film.gazeta.pl/film/1,24464,8123049,Polka_bez_kompleksow.html
                      • 23.07.10, 14:52
                        No naprawdę. Nie napisał nikt o tym ? temat znikł, może dlatego...

                        Kto ? No jak - "kto" ?...a kogo cytowali ? Ty :))

                        Hehe, Binoche mówi, ze się Szumowska lubiła wtrącać, mówi to życzliwie, ale jednocześnie, chyba nawet w tym wywiadzie w Polityce, mówi dość sugerująco, w kontekście Kieślowskiego niby, że "jak przystało na wybitnego reżysera ufał aktorom" - więc taki mały przytyk, a może wskazówka dla Szumowskiej, że jak już bierze aktorkę z pierwszej ligi, to musi jej bezdyskusyjnie wierzyć. Ale co tam, to pewnie takie michałki, bo współpraca zapewne była dobra, się Szumowska trochę nauczyła ciekawych rzeczy, hehe.

                        Szumowska jest w Zentropie, zdaje się, to też ułatwia rózne rzeczy, nie działa się po partyzancku, ma się oparcie w jakiejś strukturze.



                        • 23.07.10, 15:10
                          > Kto ? No jak - "kto" ?...a kogo cytowali ? Ty :))
                          hahahahaha :)
                          Dobry żart!
                          /Zaćmienie chwilowe! :)/

                          Na początku, chyba nikt nie pisał, moze później coś sie pojawiało, a
                          ja nie zuważyłam. A Ty, Greku, czasem nie pisałeś o tym programie,
                          akurat tego nie pamiętam, niestety !??


                          > Szumowska jest w Zentropie, zdaje się, to też ułatwia rózne
                          >rzeczy, nie działa się po partyzancku, ma się oparcie w jakiejś
                          strukturze.

                          I zdaje się także komfort w kwestiach finansowania przedsięwzięć!
                          I dobrze jeśli robić coś takiego jak film, to tylko porządnie i na
                          całego w jak najlepszych warunkach.

                          że "jak przystało na wybitnego reżysera ufał aktorom
                          > " - więc taki mały przytyk, a może wskazówka dla Szumowskiej, że
                          >jak już bierze aktorkę z pierwszej ligi, to musi jej bezdyskusyjnie
                          wierzyć.
                          haha,
                          tak, tak, całkiem możliwe, że to malutki przytyk do pani rezyser!
                          :)
                          • 24.07.10, 13:21
                            A coś tam pisałem chyba, ale potem wątek się ulotnił :)

                            • 24.07.10, 16:03
                              grek.grek napisał:

                              > A coś tam pisałem chyba, ale potem wątek się ulotnił :)

                              To ja chyba nie zdążyłam przeczytać Twego postu na temat samego
                              programu. Szkoda!

                              :)
    • 19.07.10, 14:26
      Bond (TVP 1), Seagal (TVP 2), Van Damme (POlsat) - wieczór herosUF ;)

      Brakuje tylko Czaka Norisa w TVN, hehe. Tam jest Dr House i the Sopranos - dwa odc House'a obejrzałem, po pierwszym miałem cukrzycę, raka i zapalenie wątroby typu C, po drugim - miażdżycę, niewydolność nerek i jakąs chorobę weneryczna. I to przez cały wieczór. Nie oglądam więcej ;))

      Sopranos mają wielu fanów, a ja, po obejrzeniu również 2 odc, kompletnie nie wiem : why, oh why ?
      • 19.07.10, 15:21
        >Tam jest Dr House i the Sopranos - dwa
        > odc House'a obejrzałem, po pierwszym miałem cukrzycę, raka i
        >zapalenie wątroby typu C, po drugim - miażdżycę, niewydolność nerek
        i jakąs chorobę weneryczna. I to przez cały wieczór. Nie oglądam
        więcej ;))

        hahahaha

        O mój biedny Greku, Toś się nacierpiał!

        Powiem Ci, że z Hausem mam tak samo, jak Ty, dlatego raczej omijam
        szerokim łukiem, choć doktorek niczego sobie, przyjemnie się na
        niego patrzy, /ale charakter ma raczej ciężki, zgryśliwy jakiś taki
        i marudny jest, trudny w obejściu .../


        > Sopranos mają wielu fanów, a ja, po obejrzeniu również 2 odc,
        kompletnie nie wiem : why, oh why ?

        Oooo! A wiesz, że nawet zamierzałam zabrać się za
        oglądanie "Rodziny Soprano", poczytwszy swego czasu komentarze pełne
        zachwytu! Dlaczego nie spodobał Ci się ten serial /te dwa odcinki/?


        I jak tam wrażenia po piątej dawce Californizacji? Odcinek piąty -
        to mój ulubiony w serii 3.!
        Jeszcze dwa odcinki i będę sie z Tobą oddawać Californizacji!
        Matko i córko jak ten czas leci!

        Porgram na poniedziałek straszny!

        :)

        • 19.07.10, 15:54
          hehe, House jak House, cokolwiek by powiedzieć, to gość (postać) jest w miarę osobnym zjawiskiem w tym całej serialowej galerii. Ale ta nawałnica chorób wszelakich przy okazji każdego (?) odcinka... ;)

          the Sopranos ? Jakoś nie dostrzegłem w tym niczego wciągającego - ani dialogów, ani postaci, ani sytuacji. pokazywania codziennego zycia drugoligowych mafiosó w Ameryce. Niby wabikiem ma być pewne ich zbliżenie do tzw zwykłego człowieka, w znaczeniu - nie-wyrywacza-torebek, nie-ściągacza-haraczy-z-wietnamczyków, ale wypada to, jak dla mnie, mało atrakcyjnie. Trzeba taką konwencję i styl po prostu kupić, jak mi się wydaje. Kwestia gustu. Ja mam inny, więc nie będę z tym serialem nadal obcował, heh.

          Kalifornia ? Bardzo nieźle było wczoraj. Obejrzałem połowę, ale drugą mam nagraną i dokończę sobie dzisiaj, ale i - póki co - bez tej drugiej, już teraz mogę powiedziec,że się poprawiło. Bez tych uczelnianych farmazonów, kiedy Moody, Zloz i łysy wyszli trochę w teren, zaczęło się robić ciekawie i pod nóżkę. Zauważyłem pewne powtórki (np tekst o głowie Runkle'a jako "narzędziu penetracji", hehe - swoją drogą; był on już w drugiej serii, w którymś odcinku, dobrze zapamiętałem), ale to drobiazgi, jak coś jest dobre, to można stosować nawet jako refren.

          O, to nie oglądałaś dalszych odcinków, po tym ost opisanym ? A to rzeczywiście, 5 był wczoraj... no tak. połowa serii. Szybko idzie, za szybko nawet, stanowczo za szybko, jak na moje narzekactwo ;) Ewentualnie nie chodzi o szybkość, a o to, że idzie "niepostrzeżenie", co by jakoś dawało alibi mojemu krytykanctwu ;)



          • 19.07.10, 16:14
            Czy zawsze nawałnicą chorób atakuje House, tego nie jestem pewna,
            ale wiem na pewno , że w każdym odcinku jest jakiś nowa jednostka
            chorobowa, i z każdym odcinkiem coraz bardziej skompliowana i coraz
            bardziej trudna do wykrycia !

            Nie , nie widziałam całej 3. serii Cali. Widziałam tylko te odcinki,
            które Ci opowiedziałam.
            Ponieważ 3. seria niespodziewania nadeszła i już nie było sensu,
            żeby streszczac kolejne, postanowiłam zaczekać, by razem z Tobą
            oglądać pozostałe odcinki.
            Ale mam fantazję, co! ? ;)

            • 20.07.10, 14:11
              NO własnie. I zawsze ja/my ją mam/y ;) przynajmniej przez jeden wieczór.

              Hehe, z drugiej strony, po co się przez ten obcy język przebijać, skoro można zaczekać na polskojęzyczne tłumaczenie. Racjonalne :)

              Cali nie zabraknie. Będą powtórki, jak sądzę ;) ew 4 seria, bo słyszałem, ze już coś się święci. Krowy, co daje dużo mleka, się nie szlachtuje ot tak. Ale powiem Ci, że jak się ten 3 sezon skończy, to jednak będę czekał bardziej niż na ten 4 sezon, ewentualny, na 3 sezon "Dextera", który podobał mi się tak samo bardzo jak Cali, a chwilami nawet bardziej. I miał zawsze 45 minutowe odcinki, a nie 20-minutowe ;)
              • 20.07.10, 14:19
                grek.grek napisał:

                > NO własnie. I zawsze ja/my ją mam/y ;) przynajmniej przez jeden
                wieczór.
                Otóż! Ech! ;/

                Ja szczęsliwie oglądałam Cali z polskimi napisami! Tak więc pełny
                komfort, żadnych truności z przekładem!
                :)
                • 21.07.10, 14:28
                  Aaaaaaaa widzisz ;) No to sprytnie sobie to zorganizowałaś, heh. O to chodzi :)
                  • 21.07.10, 22:44
                    :)

                    No tak, żeby Tobie/ Wam jak najlepiej opowiedzieć potem, wszystko, co widziałam
                    i słyszałam w Californication! (na stronach serialowo-filmowych są filmy z
                    polskimi lektorami i/lub napisami!!!
                    Greku, przeglądarka!?!).

                    A propos, zatęskniłam wczoraj za Hankiem i obejrzałam 8. odcinek Cali, w którym
                    wszystkie panie Hanka wpadają na pomysł, by go odwiedzić / mniej więcej w tym
                    samym czasie/ i wyznać mu miłość oraz oddać mu siebie i swe ciało na wieki ... :)



                    "Na nowe odcinki serialu o Hanku Moodym (David Duchovny) będziemy musieli
                    zaczekać do 10 stycznia 2011 roku."
                    www.swiatseriali.pl/seriale/californication-325/news-zla-karma-czyli-kiedy-nowy-sezon,nId,288270
                    :)


                    • 22.07.10, 14:06
                      O, no ja juz pozostanę przy TVNie :) Ale to fajnie, zawsze możesz być o krok do przodu i rekomendować kolejne odcinki. To niezłe, dzięki temu już wiem, że 8 odc zapowiada się ciekawie - pod warunkiem, ze oni to na tyle dobrze pokażą, jak brzmi w zapowiedzi :)

                      Dzięki za link, ten 4 sezon oczywiście fajnie brzmi w zwiastunie, ale czy Kapinosowi starczy pomysłów na dialogi i sytuacje, na nowe postaci ? Sądziłem, że Moody, dopóki będzie grany przez Duchovnego, pozostanie samograjem, nawet nienajbłyskotliwiej napisany będzie dobry, a część odcinków 3 sezonu już mnie przekonała, ze jednak nie, że musi być dobry scenariusz, odpowiednio zaaranżowane miejsca i okoliczności, żebym to kupił. To tylko moja opinia, oczywista, ale... hmm, tak mi jakoś wygląda
                      nieodparcie ;)

                      Ale i tak dobrze, ze ten 3 sezon jest niżby go miało nie być, nawet jesli - w całokształcie - wolałbym go od Ciebie przeczytać niż oglądać.
                      • 22.07.10, 15:11
                        Miałam dodać wczoraj, że król przekładu (z czeskiego na nasze) jest
                        tylko jeden! Tego Twojego Calego tłumaczonego z czeskiego na polski
                        to ja do końca życia (a i jeszcze dłużej ;) nie zapomnę! :)))
                        /Wydrukuję go sobie kiedyś! I zawsze będę czytać w ciężkich
                        chwilach...! :)/

                        To niezłe, dzięki temu już wiem, że 8 o
                        > dc zapowiada się ciekawie - pod warunkiem, ze oni to na tyle
                        >dobrze pokażą, jak brzmi w zapowiedzi :)

                        haha :)

                        Ty to jesteś! :) / uśmiech od Górnego Śląska po Dolny :)/

                        Jill, ta asystentka Hanka zjawiła się u Hanka ubrana w elegancki
                        biały płaszczyk. Wygłosiwszy entuzjastyczną mowę do Hanka, o tym ,że
                        postanowiła zaakceptować go takim ,jakim jest, nawet ... z tą
                        nieszczesną wazektomią :), zrzuciła ów płaszczyk i stanęła przed
                        Hankiem nagusienka, jak biblijna Ewa ... Oczom Hanka i naszym
                        ukazała się zgrabna, szczupła sylwetka seksownej trzydziestki,
                        kształtna, jędrna pupa, dwie piękne, stojące piersi ... Hank na ten
                        widok oniemał, jednak nie na długo, bo ktoś do drzwi zapukał... :)

                        Przyznam, że ciągle jeszcze jestem zaskoczona Twoją krytyczną opinią
                        na temat 3. serii Cali.
                        Ale ma sz sporo racji, niestety , żeby był efekt wszytsko musi być
                        przemyślane, dopracowane w najdrobniejszych szczególach, a senariusz
                        to podstawa!
                        :)
                        • 23.07.10, 12:58
                          O, przesada :)) Dukałem ten przekład, jak Turek krztuszący się kebabem, hehe. Ale fajnie, ze dało się przeczytać i nie zemdleć. To najważniejsze.

                          O, no to się będzie działo. Dzieki za tę zajawkę :) W odc 5 podobała mi się ta scena na plaży, kiedy Moody i Zloz rzucają sobie piłkę, a potem siedzą i rozmawiają. Nastrojowa. Ale żeby ten nastrój się pojawił,to wczesniej musiała być ta cała akcja z westernową zadymą w klubie i porannym wspomnieniem z seks-party u Hanka, heh. Ale w tej scenie dało się już wyczuć trochę pierwszej serii. Jednak Mia czy Dani jakąś akcję kręciły, ta studentka Hanka właściwie, póki co, tylko z nim romansuje. Nie ma podtekstów, ukrytych motywów. Hankowi w zasadzie o nic nie chodzi (w 1 serii chodziło o odzyskania Karen, to był lejtmotiw jakiś). Kapinos w 1 serię wrzucił zdaje się wszystkie najlepsze pomysły, jakie gromadził przez lata. Na 2 i 3 pisał już w ograniczonym przedziale czasowym, na termin, bo 1 seria była sukcesem, więc po prostu (jesli moja linia interpretacji jest zasadna) oryginalny sezon jest nie do skopiowania i trudno będzie mu dorównać :)
                          • 23.07.10, 14:20
                            >Dukałem ten przekład, jak Turek krztuszący się kebabem, hehe.
                            haha
                            Czytało się fantastycznie! :)

                            Hank w Trójce jest na etapie mentalnego, duchowego przygotowywania
                            się do porzucenia rozpustnego i zepstutego życia w Californi i
                            powrotu do Niju Jorku, do tej JEDYNEJ ukochanej, do Karen, a że
                            panie, które spotkał mu tego nie ułatwiają, to już inna sprawa.

                            Ciekawa rzecz z tymi paniami Hanka. Są całkiem do rzeczy
                            sympatyczne, niegłupie, z klasą, darzą Hanka bezinteresownym,
                            uczuciem , gotowe są zaakaceptować go takim jest, jest więc szansa
                            na stworzenie udanego związku, z którąś z nich, aleeee druga
                            połówka jest tylko jedna...
                            Szczęśliwy, kto ją spotka w życiu!
                            :)


                            >Na 2 i 3 pisał już w ograniczonym przedziale czasowym, na termin, b
                            > o 1 seria była sukcesem, więc po prostu (jesli moja linia
                            interpretacji jest zasadna)
                            Chyba tak właśnie było.

                            Mnie się podoba 3. seria, uważam, że jest mnóstwo świetnych
                            zabawnych dialogów, scen, zaskakujących rozwiązań, efektownej
                            zonglerki stereotypami. Ale ja, jak wiesz, oglądanie Californication
                            zaczęłam tak naprawdę od 2. serii, stąd mój niezmącony entuzjazm.
                            Zresztą ja z natury jestem mniej ktytyczna, chyba!? Raczej na
                            pewno. ;)


                            /Chyba zaraz będzie padać! :))))/
                            • 23.07.10, 15:02
                              W tej rozmowie na plaży Moody mówi, że "nie należę już do Nowego Jorku. Tutaj zresztę też nie jestem u siebie" - normalnie filozof ;) Etap przejściowy ? Ku czemu ? Ma być oczywiście rozrywkowo i trudno oczekiwać, jakiejś refleksji głębokiej, ale brakuje mi punktu podparcia dla całej historii - w 1 serii starania o powrót Karen i stworzenia rodziny, w drugiej - pisania biografii Ashybyego i perturbacji w związku. PLus : kłopoty małżeńskie, zawodowe łysego. No i awantura z Mią i Dani, czyli wpędzający w problemy seks i kradziona ksiązka.

                              Niby tak jest w tych relacjach, ale zostaje ta cała Karen, może tu się rozwinie jakiś punkt zapalny. Tylko to już połowa serii i nadal brak takiego umocowania.

                              No i to jest ważne, ze Tobie się podoba, możesz skutecznie zarażać dobrą energią a'propos tej serii :) Ja bym nie podołał reklamie tejże właśnie. Z wysiłkiem dałbym radę zachęcić i obronić 2, ale 3... no way :) Dlatego, całe szczęście, że znajdujesz w tym pozytywy. No i, kto wie, może i mnie się parę takowych objawi ? Pierwsze gdzieś tam majaczą we mgle, więc jestem przy nadziei.
                              • 23.07.10, 15:26
                                grek.grek napisał:

                                > W tej rozmowie na plaży Moody mówi, że "nie należę już do Nowego
                                Jorku. Tutaj z
                                > resztę też nie jestem u siebie" - normalnie filozof ;)

                                haha
                                Otóż! :)

                                Miałam wcześniej skrobnąć, że i mnie ta scena na plaży - szczera
                                męska rozmowa dwóch starych kupmpli bardzo się spodobała.
                                Zawsze byłam ciekawa jak wyglądają przyjacielskie pogawędki
                                mężczyzn! ;)

                                Greku, czy Ty jesteś pewien, że Moody mówi, że "nie należę już do
                                Nowego Jorku". Mnie sie wydaje, o ile dobrze pamiętam, że Hank mówi
                                o tej mieścicie (wyleciała mi z głowy nazwa), z której pochodzą on i
                                Zloz! że tam już nie mógłby wrócić, że nie mógłby się tam odnaleźć!

                                A Mia jeszcze się pojawi! Ostatni 12 odcinek 3. serii nosi
                                tytuł "Mia culpa!" :)

                                Twoje rozczarowanie jednak trochę przysopowało mój entuzjazm, ale
                                postaram się zachęcać dalej do 3. serii :)
                                • 24.07.10, 13:29
                                  Zloz i Hank są z NY, tam się przyjaźnili, o ile dobrze zrozumiałem (chociaz teraz to już sam nie wiem... :)

                                  E tam, ufaj swojemu gustowi i słuchowi, a nie tam moim opiniom ;) wiesz, ja jestem zakażony 1 serią, którą obejrzałem najpierw, potem obejrzałem ją po raz drugi (a dopiero później była 2 seria, zresztą - tuż przed 3 obejrzeniem pierwszej, a nawet i czwartym, bo zaliczałem też wszystkie powtórki na CTv, hehe) mnie ukształtowała jako oglądacza tego serialu, więc z samej natuiry rzeczy będę miał inną perpektywę niż Ty. I to dobrze, bo inaczej nie miałby kto siać pozytywnego fermentu a'propos 3 serii, no chyba, ze, przy założeniu startu z tych samych punktów, po prostu przypadła by Ci ona bardziej do gustu. A przy innych wyjściowych punktach po prostu trudno o podobne wrażenia. I to też dobrze, bo moja ocena pewnie jest nie do konca sprawiedliwa :)



                                  • 24.07.10, 15:26
                                    Wszystko wiem! Sprawdziłam! :) Hank i Zloz pochodzą z Long Island,
                                    która /wyspa/ częściowo położona jest w obrębie miasta Nowy Jork
                                    (dzielnice Brooklyn i Queens), czyli masz częściową
                                    rację! :) /ta "mieścina", Long Island liczy ponad 7 milionów
                                    mieszkańców! hyhy/.

                                    Oglądając odcinek, w ktorej Zloz odwiedza Hanak, odniosłam
                                    wrażenie, że oni pochodzą z jakiejś starsznej amerykańskiej
                                    prowincji. Już wygląd i maniery Zloza wiele mówiły! ( Long Island
                                    jednak do świadomosci mi się nie przebiło!?).

                                    A może część LI, z której pochodzą Hank i Zloz to rzeczywiście
                                    jakiś zupełnie inny kawałek Nowego Jorku, Ameryki,
                                    taki "zwyklejszy"?, "normalniejszy"?, "przeciętniejszy"?,
                                    bo kiedy Becca w jednym z odcinków wybiera się z wizytą do matki,
                                    to leci do Nowego Jorku z filmów Woodye'go Allena,
                                    inteleigenckiego, wysnobowanego, ukulturalnionego ...

                                    Zasadniczo ufam swemu gustowi, ale od czasu do czasu udzielają mi
                                    się Twoje, innych emocje i opinie związane z jakimś filmem!

                                    Myślę, że musisz raz jeszcze obejrzeć Trójkę na spokojnie!
                                    A może
                                    lepiej będzie Ci się oglądało te odcinki, których nie zdążyłam
                                    opisać! Efekt zaskoczenia będzie większy, tym samym odbiór lepszy!
                                    Mam nadzieję! :)
                                    • 25.07.10, 13:29
                                      MNie się zdaje, że Zloz miał być właśnie taką ilsutracją róznic między NY a La, czyli chłopakiem z ulicy, który próbuje wyrywać dziewczyny w taki sposób w jaki robił to na jakimś zaułku w Long Island; w La to nie działa, Zloz wygląda tam jak cham. Taki kontrast. może w Ameryce tak właśnie jest i Kapinos to wie : ze nowojorski luzak w środowisku elegantów z La po prostu tak własnie wyglądał(by) ..? ;) może był to tez szkic środowiska naturalnego hanka, z którego się on wyrywał i takie pokazanie, jak się zmienił i jak wkręcił w klimaty La, że tak naprawdę z tym kolegą może spędzić jeden-dwa dni, ale już nie mógłby z nim się kumplować na codzień, bo się zwyczajnie ich drogi i stul bycia rozjechały w dwie strony, czy raczej - Hank odjechał, bo tamten wcale się nie zmienił.

                                      A tak, NY z filmów Allena, to Manhattan, dzielnice eleganckich kamienic, Central Park, srodowisko intelektualistów; sam Allen powiada, w wywiadach, ze Manhattan to całkiem osobna część NYC. Zreszta, z tego co czytałem, to ci, co mieszkają na Bronxie, Brookylnie, w Queens tak samo zaświadczają o specyfice tych dzielnic, więc może tam mają takie poczucie heimatowości ;)

                                      E, nie bierz do siebie inszych marudzeń i narzekań, słuchaj siebie i rozsiewaj swoje wizje i gusta - grunt, żeby się Tobie podobało, a jak Ci się spodoba, to jest szansa, że ktoś trafiony dobrym słowem o tymm czymś sam po to sięgnie i coś (nowego) odkryje :)


                                      • 02.08.10, 14:18
                                        Tak, Zloz jest typowym przedstawicielem środowiska, z którego Hank
                                        się wywodzi, z którego się wyrwał. Jest też symbolem zwykłego
                                        przeciętnego amerykańskiego żywota(dom, żona dzieci, zwykła
                                        przeciętna praca itd.), mentalności (zachowanie, stosunek do kobiet,
                                        ubiór, itd.) będącego całkowitym przeciwieństwem Californizacji. Dla
                                        Hanka, jak sam mówi, California to nie do końca jego świat, nie
                                        mógłby też wrócić tam, gdzie się urodził, gdzie się wychował i
                                        dorastał - do Nowego Yorku z lat młodzienczych, na Long Island, co
                                        chyba nie oznacza, że Hank, że ma szansy na odnalezienie swego
                                        miejsca w Nowym Jorku, który, oszłamia wręcz swą różnorodnością.

                                        (Zdaje się, że na Manhattanie pracuje Karen ;)


                                        > E, nie bierz do siebie inszych marudzeń i narzekań, [...]
                                        :)
                                        OK!

                                        Ech! No trudno. Nie będę Cię już zamęczać Calim! :)

          • 19.07.10, 16:16
            >Ewentualnie nie chodzi o szybkość, a o
            > to, że idzie "niepostrzeżenie", co by jakoś dawało alibi mojemu
            krytykanctwu ;)

            :)

            A co będzie ja zabraknie Cali? ;)
    • 22.07.10, 14:16
      "Wallander", czyli coś dla Was :) O 22 punkt, w programie, więc, Barbasiu - uda Ci się, oby, obejrzeć w całości zapewne.

      Oby tylko ten mecz, co ma być wcześniej, się nie przedłużył. Wczoraj mocarze polscy się męczyli z flisakami i krawcami z Azerbejdżanu (gdzie to, kuźwa, w ogóle leży ?), 11 serii rzutów karnych potrzebowali, żeby się wczołgać do dalszej rundy. A tam mistrz Czech czeka. I zanim się ten wczorajszy komediodramat nie rozegrał, to komentatorzy chórem śpiewali : jakoś tych Pepików przepchniemy i wejdziemy do Ligi Mistrzów. Dzisiaj te hurraoptymistyczne prognozy wyglądają jak pół d,py zza krzaka ;) A sam mecz, oglądałem dogrywkę - tragedia ludzka. Jak się nie umie piłki przyjąć i rusza jak mucha w smole, to lepiej zamienić piłkę na grabie albo miotłę i się przysłużyć ludzkości zamiatając liście w parku. Kopią tę piłkę przez całe zycie, mają całe 24 godziny, 365 dni w roku, żeby swoje umiejętności podnosić, to jest ich praca, a potem wychodzą i takie dno odstawiają. To się normalnemu człowiekowi w głowie nie mieści.

      Poza Wallym wielka pustka. Pogratulować TVP letniej ramówki. Nie ma co :)
      • 22.07.10, 15:29
        Dzięki za przypomnienie! :) Oczywiscie będę oglądać.
        Wallander to w zasadzie jedyna propozycja w tegorocznej letniej
        ramówce (o ludzkiej porze), na którą czekam i na którą się cieszę!

        >Wczoraj mocarze polscy się męczyli z flisakami i krawcami z
        >Azerbejdżanu ,
        hahaha :)

        > 11 serii rzutów karnych potrzebowali, żeby się wczołgać do dalszej
        rundy.

        O maj Gad!

        A co to za zawody piłkarskie, Greku?

        /Oby tylko dziś nie było dogrywki! Oby nie było dorgrywki!/
        • 23.07.10, 13:00
          No i dogrywki nie było, na szczęście. Tak mi się o uszy obiło ;)
          Przewczoraj były eliminacje LM, wczoraj jeszcze jakieś innej euroligi pomniejszej. bez połlitra nie razbieriosz, nikt już nie wie, w czym, o o co, po co i w jakich konfiguracjach oni grają, poza tym, że jak polski zespół, to o zbyt wysokie stawki grać nie może z zasady ;)
          • 23.07.10, 14:21
            No to nasz detektyw wsiąkł na całego ;)
            • 23.07.10, 14:36
              pepsic napisała:

              > No to nasz detektyw wsiąkł na całego ;)

              Na to wygląda! :)
              Pepsic, dlaczego Amerykanin zabił swoją żonę?

              Uderzyło mnie we wczorajszym odcinku mocna/ liczna obecność pań w
              średnim wieku o twarzach "nieudoskonalonych" skalpelem chirurga;
              Takie normalne, zwykłe twarze ...

              :)
              • 23.07.10, 14:57
                Szczerze mówiąc z rozwiązaniem zagadki liczyłam na Ciebie, bo jakoś
                mało wytrwała zrobiłam się z tymi upałami (dobrze mieć na wszystko
                wymówkę). Ogólnie chodziło o kradzież cennej figurki, ale
                szczegółow za nic nie kojarzę. Rozwiązania wątku ciążowego również
                nie doczekałam.
                • 23.07.10, 15:52
                  Zamierzałam obejrzeć do końca, ale i mnie zmęcznie upałami
                  pokonało, niestety. :/ Moze ktoś sie pojawi, kto nam dopowie
                  zakończenie. Na mojej stronie z serialami nie ma tych odcinków z
                  Wallanderem.

                  Nie o figurkę, tylko o cenne pieczęcie, raczej? W każdym razie o
                  jakieś cenne zabytki archeologiczne.

                  • 23.07.10, 16:05
                    Nie o figurkę, tylko o cenne pieczęcie, raczej? W każdym razie o
                    jakieś cenne zabytki archeologiczne chodziło ...
              • 23.07.10, 20:47
                U nas nie dostałyby żadnej porządnej roli, jeśli już to sąsiadki z poduszką w oknie, a tu proszę - policjantki na służbie. Myślę, że to wielki atut filmu - naturalność.
                • 24.07.10, 15:46
                  pepsic napisała:

                  > U nas nie dostałyby żadnej porządnej roli, jeśli już to sąsiadki z
                  poduszką w oknie, a tu proszę - policjantki na służbie. Myślę, że to
                  wielki atut filmu - naturalność.

                  Otóż to!!!
          • 23.07.10, 14:28
            Nie było dogrywki, na szczęście, Wallander zaczął się punktualnie.
            Dzięki za wyjaśniania, Greku. Nie ma to jak Mistrzostwa Świata, albo
            przynajmniej Mistrzoswta Europy, prawda! :)

            A ja nie widziałam końcówki, przymknęłam tylko na moment oczy i,
            sama nie wiem ,kiedy film mi się urwał, a jak otworzyłam oczy, to
            leciały napisy i teraz nie wiem, dlaczego ten Amerykanin zabił
            swoją żonę? I czy go aresztowano? Ktoś wie?

            :)
            • 23.07.10, 14:37
              No właśnie, mimo że dość długo wytrwałam, to też chciałabym
              wiedzieć:)
              Ps. U mnie nawet przed czasem, bo w moim dodatku oraz w telewizorze
              zapodali 22.10.
              Ps.2 To teraz gra się do skutku?
              • 23.07.10, 14:38
                > Ps. U mnie nawet przed czasem, bo w moim dodatku oraz w
                >telewizorze zapodali 22.10.

                Właściwie to u mnie tak samo było!
              • 23.07.10, 15:05
                Jak , oraz - jesli, chodzi o piłkę, to - niestety, gra się do skutku :) Chociaż, jak tak patrzę na mecze polskich drużyn z azerskimi, litewskimi czy czeczeńskimi, to byłbym za tym, żeby zamiast meczu od razu rzucać monetą i kto trafia orła ten wygrywa. grając torturują widzów i siebie samych zapewne ;)
    • 23.07.10, 15:24
      TVP 1 - Teksańska masakra piłą mechaniczną. Jest to remake. I jest to powtórka, chociaż za pierwszym razem dawał to chyba Polsat. Jak pisałem wtedy, tak i napiszę teraz - zrobili ten film, zeby olśnić widza urodą i fitness sprawnością Jessiki Biel, no i pokazać trochę makabreski dla fanów gatunku. Wg mnie, dobre jak ktoś chce po prostu wyłożyć kopyta wyżej głowy i sobie odpocząć bez używania mózgownicy. W każdych innych warunkach będzie to słabizna.

      TVP 2, American Pie, wesele. Kurna, chciałem to kiedyś nawet obejrzec, żeby się przekonać, czy taki to chłam jak piszą i mówią po świecie, a nawet po Polsce. Ale ja mam tak, że jak zacznę, to idę/biegnę, a nawet się czołgam omdlewając do końca, więc to trudna decyzja za każdym razem jest - przeca z powodu własnego uporu i zasadowości mogę zginąć w trakcie projekcji i tylko klapki łazienkowe po mnie zostaną :) Nikomu nie polecę, bo sam nic nie wiem, możę ktoś obejrzy i napisze, co uzna za stosowne. Humor podobno baraszkujący w bliskich okolicach geniataliów, fabuła mniej niż prostacka, a postaci płaskie jak płaskostopie. Odwagi, rodacy, ktokolwiek się do tego zbliży :)

      POlsat, Purpurowe skrzypce.
      Samuel Jackson w obsadzie jakoś mnie nie kręci, ma to być historyczna epopeja o losach jakiegoś instrumentu skrzypcowego, który na przestrzeni wieków przechodzi z rąk do rąk i rzut oka na losy jego kolejnych posiadaczy. Nie oglądałem, nie wiem nic. Moze ktoś fachowo zareklamuje, albo zniszczy, heh.

      TVN, Władca Pierścieni.
      Jakby to pokazywali raz na 3 lata, to byłaby atrakcyjna rzecz, ale kiedy pokazują raz na 3 miesiące przestaje mieć urok rarytasu na srebrnej paterze, a staje się zwykłym kawałkiem salcesonu zawiniętym w otłuszczoną gazetę. Goła ramówka ? co by tu dac... co by tu dać ?... a, dajmy Władcę, 4 godziny nam zaklei, wkręcimy w to trochę reklam i gitara gra. Tak kombinują w TVN. Jak piszą ramówkę na pół roku, to najpierw wpisuję 4 emisje Władcy Pierścieni, a dopiero potem codzienne Fakty. taka jest hierarchia rutyny.

      Po nim - Królowa ringu. Meg Ryan jako menadżerka boksera. Widziałem. Nie polecam. Meg Ryan grająca kogoś innego niż słodką/rezolutną kobietkę z komedii romantycznej kompletnie nie jest wiarygodna. Dała się zaszufladkować, a z takiego czegoś się rzadko wychodzi. Ale przyznajmy, ze przynajmniej na tym nieźle zarobiła i dała zarobić innym ;)


      • 23.07.10, 16:01
        > POlsat, Purpurowe skrzypce. [...]
        Nie oglądałem, nie wiem nic. Moze ktoś fachowo zareklamuje, albo
        zniszczy, heh.

        Fachowo to na pewno nie zaereklamuje, bo jakoś słabo zapamiętałam.
        Ale powiem, że na pewno można obejrzeć, oczy nie będą bolały,
        momentami jest nawet intrygująco, ale w sumie nierówny jest ten
        film. Nawet objerzałabym raz jeszcze ten film, gdyby leciał
        wcześniej.
        American Pie raczej może nie będę próbować, ani Teksańskiej masakry
        piłą mechaniczną., tez nie. Odmóżdżę się za pomocą czegoś
        innego !? ;)
        • 24.07.10, 13:32
          hehe, trzeba przyznać, że jednak tiwi, wczoraj, w temacie odmóżdzania hojną ofertę złożyła ;)
          • 24.07.10, 15:42
            grek.grek napisał:

            > hehe, trzeba przyznać, że jednak tiwi, wczoraj, w temacie
            odmóżdzania hojną ofertę złożyła ;)

            Ech!
            Potem się dziwią w TVP, że wpływy z reklam spadają!

            Greku, a "Purpurowe skrzypce" obejrzałeś/ nagrałeś?


            A dziś, patrze w program, godny uwagi jest chyba tylko "Człowiek
            roku" Barry'ego Lewinsona w TVN o 22.15. w gwiazdorskiej ;) obsadzie
            m.in. Robin Williams, Christoper Walken.
            Polecam ostrożnie, bo nie znam, nie widziałam tego filmu.
            • 25.07.10, 10:09
              i jak Barbasiu - obejrzalas?
              Ja tak. I o ile na poczatku wydawal mi sie troche nudny, to potem juz sie
              wciagnelam, mimo ze film dosc sztampowy. Na szczescie dosc sprawnie zrobiony i z
              dobrymi aktorami - Robin Williams, Christopher Walken, Laura Linney (obserwuje
              ja od czasu "To wszystko milosc", gdzie mi sie bardzo jej watek podobal) i w
              epizodzie Jeff "Mucha" Goldblum ( przystojny jak zawsze ;) ).
              Swietna byla zwlaszcza postac Walkena.
              --
              hmm, co by tu napisac?
              • 25.07.10, 13:40
                maniaczytania napisała:

                > i jak Barbasiu - obejrzalas?

                Skusiłam się wczoraj (coś mnie podkusiło!?) na jedynkowy hit na
                sobotę "Błękitna głębia" , lekkiej niestrawnosci dostałam po
                obejrzeniu, (zaraz Wam kilka słów o tym filmie napiszę) odmóżdżyło
                mnie i musiałam iść spać ... :/

                Na Waszych kilka słów komentarza liczyłam i się nie zawiodłam! :)

            • 25.07.10, 13:20
              I ja obejrzawszy tenże film. Dzieki, Barbasiu za polecenie.

              Primo, nie wiem jak oni tam głosują w Stanach, ale mam nadzieję, ze te urny z systemem elektronicznym, to jakaś fikcja filmowa, co by na jej kanwie pokazać zagrożenia jakie moga wystąpić na drodze do ułatwiania sobie życia techniką. Taki sposób głosowania jest z gruntu obarczony prawdopodobieństwem awarii, błędu, albo zwyczajnego oszustwa za pieniądze.nie takie cuda w Ameryce się działy ;) tylko kartka wyborcza. i do świadomości tego faktu, jakoś film chyba nie jest potrzebny, hehe.

              Drugo, reżyser napisał fajne teksty dla Robina Williamsa, ale zapomniał o naszkicowaniu choćby motywacji granego przez niego typa. czemu ten Dobbs ciągnie tę kampanię ? Miał być to żart ? Poważna próba obalenia hegemonii partyjnego podziału sceny politycznej ? Kiedy Dobbs dowiaduje się, ze system zawiódł, a on tak naprawdę przegrał z kretesem, i wraca do tokszołu, mówi "jestem błaznem, a błazen śmieje się z króla, a nie zajmuje jego miejsca" - nie wiedział tego wcześniej, nie dopuszczał myśli, że jednak może wygrać ? startował dla jaj i starał się tak bardzo, bo wiedział że przegra ? A jesli naprawdę chciał coś zmienić, to dlaczego nie ujawnił prawdy i w nowych wyborach nie wystartował ? możliwe, że by wygrał i legalnie mógłby swoje pomysły realizować, skoro tak mu zależało ? Przestało mu zalezeć nagle ?

              I ten implus - pardon, ale to wyglądało następująco " babka z widowni tokszoła rzuca pomysł "niech pan wystartuje na prezia", ktoś robi badania nt temat, Dobbs startuje i nie wydaje ani dolara - ciekawe, w jaki sposób wynajmował sale na swoje "kaznodziejskie" występy ? ;) poszedł w te maliny, bo mu kobioeta z widowni podrzuciła pomysł ? I to cała motywacja ? Kampania wyborcza bez haków i blugów ? W Ameryce ? Tutaj kontrkandydaci są tak naprawdę ulizanymi nijakimi typkami, którzy muszą przy żwawym showmanie wyglądać głupio i nieciekawie. I showman dodatkowo z nimi przegrywa ? dlazcego przegrywa, skoro wyglądali głupio i przegrywali z kretsem te debaty ? tego Levinson nie precyzuje, więc nie wiem, o co mu chodziło - że Dobbs musi przegrać z machiną partyjną, której działania nie pokazuje w ogóle, a nawet nie każe się jej mocy domyślać, co dyskwalifikuje logiczność całego wątku, bo wysoka porażka Dobbsa, w takich dekoracjach jest nieracjonalna.

              A może Dobbs zdał sobie sprawę z własnej błazenady - polityk bez zaplecza partyjnego nie jest w stanie sprawować władzy, zebrać odpowiednich ludzi, sprawować kontroli nad działaniem podległych mu instytucji - to tutaj wylazło. dla mnie jest to pesymistyczny obraz - skazani jesteśmy na polityczne korporacje, zblatowane z biznesem, a niezależni politycy są pajacami, którzy celnie krytykują (wg mnie, publicystyczna bardzo ta krytyka, ale w miksie z efektownym słowotokiem i dowcipasami nie raziła, a przeciwnie; zasługa Levinsona), ale jak przychodzi do realnej pracy stać ich ew na jakieś bon moty, a nie są przygotowani do rządzenia. Z dwojga lepiej już brać tych pierwszych, tak wynika z tego całego filmu. niby mozna im patrzeć na ręce i wytykać błędy i strofować, ale to nic nie da, bo bronią jedyną jest kartka wyborcza, a na niej... i tu się kółko zamyka. jeśli Dobbs to pojął i zrozumiał, że jego wiara w to, że może być zmiana, że system można przewietrzyć, że wystarczy potrząsnąć politykami i ich parę razy przećwiczyć kawałami sypanymi z rękawa, rzucić w trakcie parę celnych uwag o błędach i zaniechaniach, to musiałby byc zdruzgotany odkrytą prawdą - że nie da się, że to na marne, że to wygibasy, które nie zmieniają rzeczywistości, bo ludzie i tak muszą wybrać to, czego nie lubią, co najwyżej w bowym-starym odkurzonym smokingu. A Dobbs zdruzgotany w ogóle nie jest, albo jest, ale się z tym tak znakomicie ukrywa, że aż widz tego nie może dostrzec :)

              Dobbs okazął się postacią kryształową. Uczciwy do bólu. Skromny tak naprawdę. Przyjacielski, życzliwy. Super. Ilu takich szołmenów ma Ameryka ? Postać jednoznacznie skomplentowana. Nie liczyłem oczywiście na to, ze się ześwini, albo polityczne misjonarstwo weźmie górę nad szlachetnością i dostaniemy kawałek lepszego kina, ale jednak papierowość Dobbsa była całkiem dotkliwa. Nawet humorystczne puenty tego nie przyćmiły, wg mnie.

              Btw, w Czechach szołmen telewizyjny Radek John założył partię Sprawy Publiczne i w niedawnych wyborach dostał się z nią do Izby Poselskiej, ichniego Sejmu, z wynikiem bodaj 11 - wszed do koalicji rządzącej, dostał tekę wicepremiera i szefa MSW. Więc zycie napisało do letniej i pretekstowej historyjki Levinsona swój własny, całkiem poważny scenariusz.

              "Kobiety nie kochają komików tak, jak rockmanów. jesli rzucają mi majtki na scenę, to tylko po to, żebym je uprał, wyprasował i odesłał" - hehe :)) Robin Williams w swoim zywiole. Najlepsza rzecz w tym filmie.

              Mania ma rację, sprawnie zrobiona rzecz/ KOmedia to może i była momentami. Sensacja też, zwłaszcza jak ktoś staranował budkę telefoniczną. Dramatu ja tu w ogóle nie widziałem, chyba że w niektórych naiwnościach i wesołych pominięciach ważnych kwestii przez Levinsona ;)
              • 25.07.10, 14:35
                >Kobiety nie kochają komików tak, jak rockmanów. jesli rzucają mi
                >majtki na scenę, to tylko po to, żebym je uprał, wyprasował i
                odesłał" - hehe :))

                haha Dobre!

                Aha! Ja kocham komików tak jak rockmenów, a nawet bardziej! ;))

                No, no no uwagi bardzo ciekawe!
                Już znalazłam ten film w sieci, jak tylko obejrzę to dopowiem coś
                konstruktywnego.


                A u nas przypomnę w latach 90-tych Polskiej Partii Przyjaciół Piwa,
                którą założył artysta Rewiński udało się dostać do Sejmu, ale wiele
                zdaje się nie zdziało to ugrupowanie...
                A słynny kabareciarz Pietrzak kandyował na prezydenta, ale naród
                jakoś nie chciał go wybrać. :)
                • 25.07.10, 15:05
                  Trochę chaotycznie się z tmi uwagami udostępniłem, więc to cieszy, ze mimo wszystko są choć trochę zrozumiałe ;)

                  U nas te partie artystów/artystUF/klaunów, to jednak jakieś dziwne badziewia, bardziej nastawione na wygłup. Partia Radka Johna jest poważna, chodzi tam właśnie, jak w przypadku filmowego Dobbsa, o wyjście poza etykietki lewicy i prawicy, poza idelogię i schematyczne pola konfliktu i działanie pro publico bono. jakby wystartował sam na prezydenta, to by przegrał - uznano by, że to happening, a nie sensowna, racjonalna kandydatura. A kiedy założył partię, skrzyknął trochę ludzkości - stwierdzono : heloł, facet ma jakiś pomysł, czegoś chce, ma jakiś drive do zrobienia nam dobrze. I to, wiesz, mówimy o czeskiej polityce, która jest od polskiej znacznie bardzo rozsądna, mniej emocjonalna, mniej uwikłana w symbolikę i zaklęte rewiry przeszłości, rozliczeń, rewizji itp.

                  Jak tylko obejrzysz ten film, dziabnij parę słów swojej recenzji :)
        • 24.07.10, 15:31
          barbasia1 napisała:

          > > POlsat, Purpurowe skrzypce. [...]

          >momentami jest nawet intrygująco, ale w sumie nierówny jest ten
          film.

          Może inaczej- film rozczarowuje, pomomo, obiecującego,
          intrygującego początku. Przynajmniej takie wrażenia mi pozostały
          po obejrzeniu "Purpurowych skrzypiec".
      • 23.07.10, 21:35
        I część "Władcy Pierścieni" obejrzałam w całości grzecznościowo i nijak nie
        mogłam pojąć, dlaczego film, który można streścić jednym zdaniem trwa długie 3
        godziny :)

        Nie zgodzę się z opinią, co do Meg Ryan, tym bardziej, że to jedna z moich
        ulubionych aktorek. Owszem wszechobecne w jej życiu artystycznym komedie
        romantyczne nie powalają, ale dostrzegam w niej spory potencjał dramatyczny.
        Całkiem przyzwoicie wypadła w "Dowodzie życia", ale głównie pamiętam jej
        przejmującą kreację w dramacie "Krew z krwi, kość z kości".

        "Teksańska masakra..." - piękny tytuł, ale już o tym wspominałam kiedyś. Raz
        nawet sobie pozwoliłam na odmóżdżenie :)
        • 24.07.10, 13:39
          Pewnie na te 3 godziny (czy raczej 3 razy po 3 godziny) rozciągnęli, żeby TVN miał dobrą watę do swojej ramówki ;) Sceny bitewne są imponujące, to jedno muszę przyznać, ale - jesli trzymać się takiego stanu rzeczy, to najlepszą formą oglądactwa Władcy czyni nagrywanie go i śledzenie wyłącznie wybranych fragmentów.

          Wiesz, ja Meg Ryan niczego nie odmawiam, tylko trochę cięzko jest nagle wyrzucić z głowy jej liczne komedioromantyczne role i postrzegać ją należycie w innych, ambitniejszych, wcieleniach.

          "Teksańską..." oglądałaś oryginalną, czy ten remake z Biel ?
        • 24.07.10, 20:06
          Meg Ryan tez lubilam - do czasu, jak sie jej cos dziwnego z twarza stalo ;)
          teraz jakos dziwnie mi sie na nia patrzy ...
          --
          hmm, co by tu napisac?
      • 26.07.10, 15:31
        powodu własnego
        > uporu i zasadowości mogę zginąć w trakcie projekcji

        >i tylko klapki łazienkowe po mnie zostaną :)

        Ależ to smutny widok, bezpańskie klapki!

        To ja już wolę, żeby klapki łazienkowe znowu latały jako pociski
        celnie trafiające w natręne muchy... hehe

        :)

    • 25.07.10, 13:41
      No to startujemy dzisiaj o 23:35 - na przystawkę californication, 6 odc, a danie główne : "Lot nad kukułczym gniazdem" TVP 1/0:05 - jak dla mnie jeden z 20-30 filmów, który bezwarunkowo trzeba obejrzeć zanim się wykorkuje :) wszystko tu jest klasyczne i historyczne : wyborny Nicholson, Chief, no i Louise Fletcher jako zimna jak sopel lodu siostra Ratched, najgorszy rodzaj narzędzia systemu opresji. I liczne sceny historycznie klasyczne, o których nie wypada wspominać przed projekcją, bo kto filmu nie widział mógłby stracić kilka zaskoczeń :) W każdym razie : must-see, po prostu.

      Btw, przeglądałem czasami program TVP KUltura i "Lot" był tam kilka razy. Teraz wreszcie dali w Jedynce. Brawo. Co tak późno, kurna ? I co tak późno w ramówce ? W TVPK był dwa razy o 20:00, a tutaj o północy ? Bez jaj, kuźwa... te romantyczne pierdoły i powtarzane do znudzenia Domy nad Gnojowskiem mogliby se darować. I oni się dziwią, że ktoś chce ich pałami stamtąd pogonić...

      Btw 2, na TVPK widywałem takzę Kieszonkowca, a ostatnio Pepsic pisała o Ładunku 200. Liczę całkiem poważnie na to, ze i te filmy w Jedynce zostaną czym prędzej pokazane. O godziwej porze.
      • 25.07.10, 14:46
        W 6. odcinku Cali pojawi się nowa postać - Rick Springfield gwiazda
        muzyki pop lat 80-tych. Rick jest klientem agencji Sue i Charliego.
        Właściwie dopiero niedawno zajarzyłam (ale obciach), że Rick
        Springfield jest autentyczną postacią i gra go ... sam Rick
        Springfield (a coś mi to znawisko mówiło!:).

        www.rmf.fm/muzyka/biografia,817,Rick,Springfield.html
        Hicior Springfielda:
        www.youtube.com/watch?v=u2T7wKdQsTo
        To a propos (pop)kulturowych odniesień w Cali, o czym wspominaliśmy
        nie raz.


        "Lot nad kukułczym gniazdem" obejrzę wczesniej w sieci! :)
        • 25.07.10, 15:08
          Och, pamiętam, pamiętam z Twojego brawurowego opisu :)) POczęstowałaś mnie/nas szczodrze paroma tekstami z/około-springfieldowymi, na których brzmienie ekranowe teraz, ja przynajmniej - czekam z ciekawością.

          "Lot" obejrzyj koniecznie. Naprawdę El Classico :) Zostaje w pamięci.

    • 26.07.10, 15:00
      "Kandydat" z Denzelem i Meryl Streeep w prime Polsatu - oglądaliście ? warto się zasadzać ? Denzel ostatnio same niepasujące do jego klasy filmy kręci, wg mnie zaczyna się nam mr Waszyngton powoli kończyć. Najlepszości, role złożone i trudne, zagrał u Spike'a, odpalił w przewrotnym Dniu Próby, gdzie wreszcie zagrał antybohatera - i to jak; był rewelacyjny na początku kariery, w b dobrym "Na polu chwały", a poza tym, jakoś karierę rozmienił na kolejne rólki w kolejnych rutyniarskich sensacyjkach, kryminałkach - zapewne za dobrą kasę, ale... hehe :) Al Pacino ostatnią wybitną rolę zagrał w 93 w Życiu Carlita, a potem były naj dobre, bo mistrz z pewnego poziomu nie schodzi, ale i mistrza się nie ocenia za trzymanie klasy, tylko za realizowanie wyzwań na jego miarę. Nasz drogi Bobby De Niro (a co, tylko Znajomy Angeliny ma prawo tak do niego/o nim mówić ? ;) ostatni raz,wg mnie - błyszczał w Kasynie, a może nawet w Przylądku, a może nawet w Chłopcach, czyli w pierwszej połowie lat 90, od tamtego czasu zarabia kasę i się specjalnie nie przemęcza, Scorsese ma nowego chłopaka w osobie Leo, kino gangsterskie przeszło w inny stan skupienia, a poza tym Bobby wszystko, co miał do nakręcenia zrobił w 6 latach (74-80), kiedy co rola, to był wybuch bomby neutronowej. Ofk, Bobby nie schodzi jak Pacino, z pewnego poziomu, bo jest Bobbym, ale to nie są role na miarę jego możliwości. Jak dla mnie, jest jeden człowiek, który moze go raz jeszcze wywindować na sam szczyt wielkości - Eastwood, o ile chociaż raz zechce oddać komus rolę, którą sam mógłby zagrać ;)

      Bottom line - ci wielcy amerykańscy aktorzy schodzą powoli ze sceny, a jakby nie patrzeć, to właśnie oni wyobraźnią rządzili przez długie lata. Dodajmy Nicholsona, który częsciej kibicuje Lakersom niż gra w ogóle i wielka czwórka nam się chowa w cień. Szkoda trochę, ale zawsze są te ich role wielkie do przypominania sobie, no i nowe - nowe, które idzie. Dustin Hoffman też rzadko, więc wielka piątka do lamusa. Kto to teraz weźmie na bary ? Day Lewis ostatnio nie widywany, Crowe kręci Robin Hoody jakieś, Hoffman po Capote nie dostaje chyba głównych ról zbyt wielu, Depp jest świetny, Di Caprio chyba pewnego poziomu nie przeskoczy, a fakt, że najlepszy był u Holland 15 lat temu, to jakoś nienajlepiej wrózy i zdaje się, ze Leo może być jako mężczyzna mniej atrakcyjnym materiałem na aktora niż jako chłopak. Sean Penn i Clint dziergają, ale oni nie są młodzi. Clooney wg mnie jest ograniczony. Ledgera jedzą robaki. Norton, Gosling, Pitt duże talenty, ale bez ról przełomowych, albo po i bez zmian. Tom Cruise zarabia, bez wielkich popisów, bo i chyba do nich sie nie nadaje. Hanks i damon... no bez żartów... ;) Na szczęście pozostaje Europa, a w tym i nasze pociechy. Tylko czy Karolak z Szycem uratują światowy rynek ? ;))

      Może czas superstars się po prostu skończył i najlepsze role będą grali aktorzy mniej nadający się na ikony popkultury, przynależni do pewnego stylu, dobrze wypadający akurat w danej roli, nie aktorzy-instytucje, a po prostu ludzie robiący swoją robotę, niekoniecznie w filmach mocno lansowanych. Niby zawsze tacy byli, ale przyćmieni tymi banerami na jakie wyrośli ww ?
      lecą te filmy polskie, ruskie, czeskie, włoskie, francuskie, niemieckie, hiszpańskie, latino i jakie tam jeszcze i w zasadzie zawsze ktoś ciekawy się pojawia, zawsze widać świetnego aktora bez pretensji do bycia gwiazdą.

      Świat bez banerów. To może byc niezłe ;) Ale, kiedyś odchodzili Peck, Bogart, Stewart, Gable, Brando, po nich jakoś przyszli następni. A Belmondo z Mastroianim i Kinskim po cichu i w cieniu herosów hollywodzkich robili swoje po drugiej stronie wody.

      Zawsze jednak był jakiś kanon, elita na której filmy się czekało prawie tak samo jak na nowe kawały o Czaku Norrisie. Są jacyś aktorzy teraz, na których projekty się oczekuje, bo istnieje większa niż w przypadku gros innych nadzieja, ze będą niebanalne ? Cruise, Crowe, Pitt, to obietnica szoł jednak, a nie aktorskich historycznych ról.

      W uzupełnieniu : w Jedynce "Bond", a dwójce jakieś kung-fu, bo były mistrz Don Wilson w głównej roli.. Jezwa, ale chała :))

      • 26.07.10, 20:08
        "Kandydata" nie widziałam, więc może rzucę okiem,
        a jutro zacznę nadrabiać zaległości w odpowiedziach...

        / problemy dziś miałam z dostępem do forum, tylko do forum więc nie
        wiem, czy problemy miała gazeta.pl, czy raczej moja sieć!? /

        cdn.
        • 26.07.10, 20:42
          Też miałam kłopoty, więc chyba Gazeta zawiniła ;)
          • 27.07.10, 14:12
            Hehe, i ja miałem :)

            "Bomba zegarowa", wczoraj z Polsatu - terroryści podłożyli bombe pod stadion, na którym 50 tys ludzi ogląda mecz NFL. Żądają kasy i uwolnienia islamskiego radykała. Mają też zakładników - żonę i syna agenta policji prowadzącego akcję ratunkową. Bomb jest pięc, są wbudowane w stadionowe mury. Wybuchną tuż przed końcem meczu. Więc - trwa mecz, publika wariuje, a na zapleczu policja prowadzi gorączkową akcję odszukiwannia, rozbrajania bomb, a jednocześnie szukania zakładników i próby zidentyfikowania terrorystów. Dochodzą do tego, ze to wcale nie muzułmanie, ze ten trop to podpucha (próbują ułatwić ucieczkę tego radykała, co go niby mieliby uwolnić w zamian za odstąpienie od detonacji bomb, z czego ten próbuje skorzystać, co ich przekonuje, wraz z załapaniem że głos terrorysty w telefonie, to kompliacja słów prezentera z Al Dżaziry jakiejś). Agent oczywiście uwija się jak w ukropie, bo stale dostaje telefony na których jego żona i syn są owinięci w kamizelki nafaszerowane trotylem i gotowi do wyparowania. Jedna babka, co miała kontakt z zamachowcem, rozpoznaje go w policyjnym oficerze. zaczynają grzebać w danych konserwatora murów, zaczynają grzebać w danych niektórych policajów i okazuje się, ze akcję zaplanowali policyni saperzy, którzy właśnie "rozbrajają" osobiście podłożone bomby. Zostają zdemaskowani. Mają jednak zakładników, bomby są na komórkę, czyli jedno połączenie z telefonem przyczepionym do każdego z ładunków je detonuje, więc najpierw agent musi jakoś przekonać szefa terrorystów, kolegę z pracy :), żeby wziął jego zamiast jego najbliższych, a potem odebrać mu telefon, którym uruchomił mechanizm zegarowy, zatrzymac go, a jego samego jakoś zneutralizować. I wiecie sami jak takie filmy się kończą, więc wiecie dobrze, jak ten się skończy(ł).

            Niezły całkiem, a największa jego zaleta, to tempo akcji, która po prostu.... zapie,rdala na złamanie karku, nie tracąc generalnego sensu i dość płynnie się zazębiając, z niewielkimi zgrzytami. Wybaczcie mi słowo "zapier,dala", ale ona naprawdę zapier,dalała... ;) (dobra, ściągnąłem to z Maćka Stuhra, i tak się kapnęliście zresztą). Tak czy owak, przez ok sto minut coś się dzieje, nie ma żadnych momentów przestoju, jeden z najszybszych filmów, jakie od dawna widziałem :) Dynamiczny i ekspresyjny, momentami aż do komicznej przesady (ale to może dwie sytyuacje, więc no problem), David Arquette w niezłej roli głównej, tego agenta policji, co dowodzi akcją.
            .
            Barbasiu, obejrzałaś ostatecznie tego "Kandydata" ? CO sądzisz ? Ja na razie nagrałem, więc jakby co, to swoje 2 słowa i 3 grosze wrzucę po obejrzeniu, więc... niebawem :)
            • 27.07.10, 14:47
              grek.grek napisał:

              > Hehe, i ja miałem :)

              O! Ty też! Dzięki za info. Greku. W takim razie poważne kłopoty
              miała gazeta.

              Owszem obejrzałam "Kandydata" całego do końca i mogę napisać kilka
              słów, włąśnie piszę .... :)

              • 27.07.10, 15:25
                Zatem, niech Ci bogowie ześlą wenę w odpowiedniej dawce :)
                • 27.07.10, 15:39
                  grek.grek napisał:

                  > Zatem, niech Ci bogowie ześlą wenę w odpowiedniej dawce :)

                  chichichichichichi :)))
                  O to-to, Drogi Greku! :)

                  Musiałam na moment oddalić się od kompa! :) Za chwili kilka pojawi
                  się mój post na temat Kandydata / na pewno, nie za kilka dni! :)/
                • 27.07.10, 15:40
                  No właśnie, dawka weny jest tylko, dlaczego taka mała!? ;))
            • 27.07.10, 15:46
              A w czym to Maciej Sthur tak "zap...dalał", bo nie pamietam i teraz
              mnie to męczy?!

              Dzięki za kilka słów o "Bombie zegarowej"! / nie mogłam się oprzeć
              musiałam najpierw przeczytać!/
              czyli wszystko dobrze się skończyło, żona i syn zostali szczęślwie
              uratowani itd.


              :)
              • 28.07.10, 13:18
                Niestety, nie powiem Ci dokładnie - pamiętam tylko, ze było to w jakimś jego monologu i że chodziło o jakiegoś szczura :)

                Tak właśnie, BOmba skończyła się oczywiście tak, jak 90 % thrillerów tego typu - happy endem, znaczy się, po "dramatycznej" akcji finałowej, w której dobremu się farci, a niedobremu nie farci się w ogóle i wygrywa oczywiście ten pierwszy, a "dramaturgię" wziąłem w cudzysłów/cudzysłowie, bo od początku filmu wiadomo, jak to się zakończy. Jak jest podłożona bomba, to wiadomo, ze nie wybuchnie, jak jest porwany zakładnik, to oczywiście nie zostanie zabity, jak jest przestępca, to go dorwą, a jak jest policjant to musi być góra. Wszelkie inne rozwiązania nie pasują do konwencji gatunkowej, po prostu :) Dlatego, jedynie ciekawe jest to, jak akcja zostaje doprowadzona do tego momentu 15-minut-przed-końcem-po-którym-wszystko-będzie-schematyczne, ile jest zawijasów, jak zgrabnie i zajmująco jest to prowadzone. Aha, zauwążyłem, że jeśli ten niedobry nikogo nie zabije (np tak jak w tym filmie o rabowanym banku, który kiedyś leciał, a ja teraz nie pamiętam tytułu, gdzie cała akcja to był pic na wodę, żeby na końcu przestępcy mogli łup wynieść), to może nawet scenarzyści pozwolą mu wygrać, ale jak ktoś straci życie, to już nie ma odwrotu - kara mustafa :)
          • 27.07.10, 14:34
            Ewo, dzięki za info! :)
            • 27.07.10, 17:40
              i ja obejrzalam. I nawet mi sie podobal, niezle wciagajaca intryga.
              Na minus - oczywiscie amerykanski patos i troche ograne chwyty z hipnoza i
              reagowaniem potem na haslo.
              Na plus - ciekawa kreacja aktorska glownego bohatera - kandydata, czyli Lieva
              Schreibera, jak zwykle dobry Denzel.
              Spojlera nie napisze, zeby sie Grek nie zasugerowal :)))
              Ale powiem Ci, ze jakos tak mi sie ten film skomponowal z piatkowym "Czlowiekem
              roku" - korporacje rzadza swiatem!
              --
              hmm, co by tu napisac?
              • 27.07.10, 18:33
                To ja Maniu będę w kontrze dziś (może przez ten niż? :)

                i powiem tak:

                Wbrew szumnym zapowiedziom gazetowym, w których zachęcano do
                obejrzenia „Kandydata” pisząc, że to uaktulaniony
                remake „genialnego”! „thrillera politycznego”! „Przeżyliśmy wojnę”z
                1962 roku (z Frankiem Sinatrą w głównej roli) uznanego za jeden z
                największych osiągnieć kina, film okazał się mówiąc delikatnie
                gniotem.
                Kwestie polityczne (amerykańska kampania predydencka), czy kwestie
                wojny w Iraku, okazały się bladziuchnym tłem, pretekstem dla
                wydumanej i w sumie pozbawionej jakiegoś większego napięcia
                sensacyjki z pogranicza fantazy, czy science fiction, o tym jak to
                potężna firma/korporacja (Manchurian), usiłuje przejąć władzę w
                Ameryce posługując się w tym celu synem pani senator Shaw (Meryl
                Streep) Raymondem Shawem ( w tej roli Liev Schreiber) – to ów
                tytułowy kandydat, kandydat na stanowisko wiceprezydenta USA -
                weteranem wojennym (w stopniu sierżanta), któremu podczas pobytu w
                Iraku wszczepiono na zlecenie owej korporacji i za zgodą żadnej
                władzy matki, pani senator, do głowy, czipa, implant –nadajnik- cud
                techniki, by móc nim w ten sposób łatwo sterować, podczas kampanii
                preydenckie i kiedy już obejmie stanowisko wiceprezydenta, a
                właściwie prezydenta USA
                /wybacz , Greku, że psuję Ci trochę przyjemnosci i zdradzam Ci już
                teraz ów szczegół, ale w filmie to i tak dość szybko staje się
                jasne .../

                Szyki kandydatowi i podstępnej korporacji będzie krzyżował
                nieprzypadkowo dzielny i prawy weteran, kapitan Ben Marco (Denzel),
                były dowódca naszego kandydata w Iraku) , też z implantem w
                głowie... (obsesja wariata – implant w głowie do sterowania -
                wcielona w życie – tak można by chyba złośliwie podsumować ten
                film ;)
                Bajeczka, dobra na sen (mało emocjonująca więc pod koniec
                przysypiałam). Dziwię się tylko, co tam robili aktorzy takiej klasy
                jak Meryl Streep czy Denzel Washington.

                Tyle w skrócie wielkim, by nie psuć Ci, Greku, przyjemności z
                oglądania na wideo tej nowej pozycji, choć mówiąc szczerze, tej
                przyjemności raczej nie będzie za wiele. Jasnych punktów nie
                dostrzegłam, nie przychodzą mi do głowy, a im więcej się zastanawiam
                nad tym filmem, tym więcej dostrzegam szytych grubymi nićmi
                rozwiązań fabularnych, bezczelnie naciąganych zwrotow akcji ( np.
                kiedy kandydat na wiceprezUSA Raymond Shaw osobiście udaje się (a
                właściwie jest sterowany przez korporację niczym marionetka albo
                robot jakiś) do posiadłości swego kontrrkadnydata i nietroszcząc
                się o dyskrecję w biały dzień morduje tego kontrkandydata oraz jego
                córkę... Oczywiście nikt więcej go nie widział, nie słyszał, mimo,
                że córka lecąc ojcu na pomoc (widziała przez okno, że ktoś/ Raymond
                topi jej ojca) wołała na pomoc służbę... itd.


                :)
                • 27.07.10, 23:14
                  Barbasiu - wcale nie jestes w kontrze :)
                  --
                  hmm, co by tu napisac?
                  • 28.07.10, 14:01
                    maniaczytania napisała:

                    > Barbasiu - wcale nie jestes w kontrze :)

                    A ja sądziłam, że jestem w fazie krytycznej ;)
                    / tzn. że jestem bardzo w kontrzee i bardzo krytyczna :)/
                • 28.07.10, 13:38
                  Dzięki wielkie Wam obu za zachętę ;). wczoraj zacząłem, dzisiaj lecę dalej. Jak tylko skończę - spróbuję do Waszych recenzjonów się odnieść, może nawet będę straceńczo próbował polemizować ;). Staram się nie uprzedzać, do każdego filmu podchodzę z max ochotą i uwagą, ale, jak pisałem - Denzel ostatnio { ho ho, "ostatnio", mocno rzekłem, hehe } nie grywa najwybitniejszych scenariuszy, więc - w zestawieniu z waszymi opiniami - nie oczekuję dzieła ponadczasowego :)

                  Zapomniałem Wam wczoraj machnąć polecajkę "Pytań i odpowiedzi" Lumeta (leciało na Polsacie od 23:15) { a może ktoś przypadkiem trafił i pozostał do końca ? } - klasyka lumetowa, czyli zaglądanie pod sukienkę amerykańskiej policji, gdzie nadużycia, korupcja i generalnie bryndza pod egidą serve & protect. Jak to u niego lekko chropawo, lekko szorstko, ale treściwie i z jakąś refleksją dot instytucji i mechanizmów jej funkcjonowania. Może powtórzę jeszcze kiedyś, w każdym razie - to dobre kino jest. Widziałem zbyt dawno temu, zeby szczegóły odtworzyć, więc - może powtórzą jeszcze kiedyś, chociaż prędzej w TVP to zrobią, niż w Polsacie (zauważyliście, ze w Polsacie powtórki filmów są znacznie rzadsze niż w innych telewizjach ?).
                  Sam żałuję, że nie obejrzałem, ale za to przydybałem "Afrykańską królową" z Hepburn i Bogartem, więc nie daruję Wam - o tym też napiszę kilka słów po obejrzeniu ;)
                  • 28.07.10, 14:22
                    grek.grek napisał:

                    > Dzięki wielkie Wam obu za zachętę ;).

                    Chyba za zniechętę? :)
                    bo to właśnie, jak pewnie zdązyłeś się zorientować z naszych postów,
                    jeden z tych filmów z nienajwybitniejszym scenariuszem ... :/

                    Na zapasy z Tobą ;), na ostrą polemikę jesteśmy gotowe w każdej
                    chwili! :)

                    Nie widziałam "Pytań i odpowiedzi". Za dużo dobrego jak na jeden
                    wieczór. :)
                    Rzeczywiscie w Polsacie powtórki filmów są znacznie rzadsze, za to
                    pojawia się coraz więcej ciekawych propozycji filmowych (oczywiscie
                    najczęściej w środku nocy, ale może i to z czasem się zmieni).


                    Na "Afrykańską królową" (klasyka nad klasykami!) już się bardzo
                    cieszę!!!
                    :)
                    • 28.07.10, 15:05
                      Hehe, zapaliłyście mi kontrolkę "uwaga !" ;)

                      Wiesz, Polsat za to szaleje z powtórkami serialowymi, co spojrzę do programu, to Miodowe Lata, Kiepscy, CSI, Kiepscy, CSI, Miodowe Lata, a do tego Bundy's - nie powiem, poza CSI - którego nie widziałem, to są niezłe seriale, może nawet w kategorii sitcom : najlepsze, ale ile razy można... ;)

                      Aaaa, cała przyjemność po mojej stronie, hehe. Jak tylko obejrzę, napiszę 2 słowa albo 3 grosze albo jedno i drugie, heh.
                      • 28.07.10, 15:46
                        grek.grek napisał:

                        > Hehe, zapaliłyście mi kontrolkę "uwaga !" ;)

                        O! To sytuacja jak z filmu "Kandydat", prawie! ;))

                        Polsat oszczędny! :)

                        > Aaaa, cała przyjemność po mojej stronie, hehe. Jak tylko obejrzę,
                        >napiszę 2 słowa albo 3 grosze albo jedno i drugie, heh.

                        To świetnie! :)
              • 27.07.10, 18:34
                Ale powiem Ci, ze jakos tak mi sie ten film skomponowal z
                piatkowym "Czlowiekem roku"

                - korporacje rzadza swiatem!"

                To prawda.
                • 27.07.10, 18:49
                  nie wiem , jak Wy ale ja zamierzam obejrzeć dziś naszego ulubionego
                  Roberta De Niro w komedii "Depresja gangstera"! Słyszłam/ czytałam
                  bardzo pozytywne recenzje na temat tego filmu i roli De Niro,
                  króry, jak piszą, stworzył tu bardzo udaną parodię wcześniejszych
                  swoich ról przestępców i mafiozów!


                  :)
                  • 27.07.10, 23:12
                    Depresja to klasyk juz :) Ogladalam dawno temu w kinie (chyba nawet zaraz po
                    premierze polskiej), a w TV tez juz wielokrotnie. Czesc 2 jak zwykle slabsza.
                    --
                    hmm, co by tu napisac?
                    • 28.07.10, 13:45
                      Szczęściary :) Potraficie oddzielić sacrum od profanum. Chciałbym to umieć... Niestety, jako talib kinowy nie mogę na Bobby'ego patrzeć w tych wszystkich 'demitologizujących" go filmach, bo pamiętam jak był wielkim aktorem w rolach, które przeszły do kanonu. Czasami próbuję, ale nie idzie mi to wcale, więc zwykle zaczynam w trakcie, żeby tylko popatrzeć jak błaznuje i nie musieć oglądać tego do końca ;) Przypomina mi teraz Bogusława Lindę w tym sitcomie polsatowskim, w którym biegał w rózowych laczkach i wdzięczył się żałośnie do kamery w stylu towarzyszącej mu Foremniak - już lepiej byłoby kogoś wytarzać w smole i pierzu i kazać tańczyć salsę. Mniej by to było przykre, hehe.
                      • 28.07.10, 15:18
                        grek.grek napisał:

                        > Szczęściary :) Potraficie oddzielić sacrum od profanum.

                        Może dlatego potrafimy, że akurat "Depresja gangstera" to całkiem
                        przyzwoita komedia, a De Niro zasakakująco dobrze sobie radzi w tej
                        konwencji (no może poza momentami, kiedy każą mu szlochać, te sceny
                        bym wycięła! ).

                        Bogusława Lindy też nie mogłam znieść w sitcomie „I kto tu rządzi”.


                        już lepiej byłoby kogoś wytarzać w smole i pierzu i
                        > kazać tańczyć salsę. Mniej by to było przykre, hehe.

                        hahaha
                        Racja.

                        • 29.07.10, 14:47
                          Hehe :) No to już konsekwencja Waszej zdolności, dla mnie, taliba - niedostepna refleksja, bo bym się nie przebił przez Bobiego, którego pamiętam. Może to i dla mnie lepiej... jeszcze by mi się coś zrobiło niefajnego ;)

                          • 29.07.10, 16:28
                            grek.grek napisał:

                            Może to i d
                            > la mnie lepiej... jeszcze by mi się coś zrobiło niefajnego ;)

                            haha
                            Ależ uparty jesteś! :)

                            "Talib" - trochę tak ... ;)))

                            Ale mówiąc poważnie, coś w tym jest, co piszesz, rola w Depresji,
                            to juz inna kategoria, nawet nieprównywalna z wczesniejszymi,
                            wspanialymi rolami w Taksówkarzu, Kasynie, Chłopcach z frajny,
                            Przebudzeniach czy innych.
                            :)

                            A propos - postaram się dziś dokonczyć post-odpowiedź w
                            podwątku "Przylądek strachu".
                            • 30.07.10, 12:11
                              Ja się dziwię, że dla niego nie ma jakichś naprawdę porządnych ról. Albo on po prostu nie przyjmuje ich, bo się woli angażować w mniej ambitne projekty, za wygodne pieniądze, jako że uznał, że swoje wybitne role zagrał i teraz będzie odpoczywał (?).

                              Orajt, będę czekał na tę odpowiedź :)
                              • 30.07.10, 15:42
                                Na wiki piszą , że De Niro zaagażowany jest obecnie w parę
                                projeków, a kilka jest w fazie przygotowań, moze więc, jest szansa,
                                że coś ciekawego wkrtóce zobaczymy z jego udziałem.

                                Tak sobie teraz myślę, chyba potrzeba jakiegoś nowego młodego,
                                odważnego i podbawionego kompleksów rezysera (z błyskotliwym
                                scenarzystą), który świeżym okiem spojrzałby De Niro i
                                zaproponowałby mu coś nowego na przektór mocno utrwalonemu w
                                świadomosci ludzi stereotypowi De Niro-gangstera/ glinarza/tatuśka .

                                > Orajt, będę czekał na tę odpowiedź :)
                                OK! Dzięki za cierpliwość! Mam nadzieję, że dziś już na pewno się
                                pojawi! :)
                      • 29.07.10, 16:40
                        z tym sacrum i profanum to nie do konca, przeciez czasem i nam sie zdarzy jakis
                        gniot niespodziewany :)))
                        --
                        hmm, co by tu napisac?
                        • 29.07.10, 18:19
                          maniaczytania napisała:

                          > z tym sacrum i profanum to nie do konca, przeciez czasem i nam sie
                          zdarzy jakis
                          > gniot niespodziewany :)))

                          Otóż! :)
              • 27.07.10, 18:53
                maniaczytania napisała:

                > i ja obejrzalam. I nawet mi sie podobal, niezle wciagajaca intryga.

                Amerykanie nawet gniota potrafią zrobić wciagającego, to im trzeba
                przyznać!

                Aktorzy to jasny, punkt filmu, to prawda.
    • 29.07.10, 12:52
      No to powiem Wam, ze intryga rzeczywiście dość science fiction, jak chodzi o te czipy do zdalnego sterowania ludźmi, i zdecydowanie przesadzona w efekciarstwie na koniec - zamach podczas konwencji prezydenckiej, nieskontrolowanie przez służby miejsca, z którego mozna z bliska i na pełnym luzie oddać strzał - niepojęte, dopiero potem pani Murzynka z FBI się orientuje, idąc za wzrokiem kandydydata ;), takie zaniedbania są możliwe w Polsce, gdzie do polityków się strzela głównie smiechem i po co ich zabijać - żeby się kabaretu pozbawić ?, ale nie w Ameryce, gdzie konwencje wyborcze są na ogół przygotowywane znakomicie, zwłaszcza od czasów zamachu w Dallas. No i jedna kula kłądaca trupem dwie osoby ;)

      Ale całą rzeczy odczytuję tak jako krytykę rządu buszystów w Ameryce.
      Zobaczcie, w filmie koncerny chcą przejąć władzę w kraju, za pomocą figuranta - facet z dobrej, szanowanej rodziny z tradycjami, któremu sztucznie dopisano heroiczną przeszłość wojskową, i który jest marionetkę działającą jak pies Pawłowa.

      Co było w Ameryce buszystów ?
      Władzę przejął wyniesiony do władzy przez nafciarskie koncerny z Teksasu był alkoholik, a podówczas nawiedzony konserwatysta George Bush, członek bogatej, wpływowej rodziny. Nie miał czipa w tyłku ? Nie musiał, bo i tak chodził na pasku Haliburtonów rozmaitych, koncernów naftowych, zbrojeniowych i wszelkich innych, które korzystały na wojnie irackiej.
      Wojnie, którą wzniecono na podstawie zamachów 9/11, których oficjalna wersja autorstwa już nie budzi wątpliwości, a zwyczajnie jest ośmieszana i wierzą w nią już tylko ci Amerykanie, którzy w wieku 40 lat wierzą w św Mikołaja i że stolica Kanady, to Portland ;) - w filmie elementem fikcji jest przeszłość wojenna bohatera. Medal Honoru. Pretekst, by go prosty lud jankeski kochał i szanował, ergo - dawał przepustke na szczyt władzy, ergo - dawał władzę koncernom, których jest on psem Pawłowa. W realnym świecie lat 2001-2003 9/11 dawał taki pretekst Bushowi, który skoczyl w sondażach niesamowicie zaraz po zamachach - Irak jest już tylko konsekwencją tego splotu okoliczności. Kontekst się zgadza.

      Film ucięty zostaje w momencie zażegnania niebezpieczeństwa. Nie musi iść dalej. W realu bowiem mieliśmy wersję alternatywną. Film, jak dla mnie, jest więc nie wizją, ostrzeżeniem przed zagrożeniami przyszlości, postępem technologicznym w służbie politycznych grup nacisku, a jest wprost : krytyką rzeczywistości zastanej.

      I w tym znaczeniu, o ile moja interpretacja się trzyma jakiejś lichej choćby kupy, jest filmem interesującym, powiedziałbym, ze takim Oliver Stone light. Jak chodzi o samą akcję i filmowe chwyty, to na pewno miałyście sporo racji - mogło być lepiej :)
      • 29.07.10, 13:04
        Jednak muszą skorygować :) - jest tutaj nie tylko krytyka, jest także pewna przestroga, aczkolwiek nie oryginalna : uważajmny, bo wróg, ktory może nam zrobić największe kuku nie musi przyjśc z zewnątrz, to nie terroryści z Iranu, Iraku czy od Bin Ladena, albo Korei, którzy nawet jeśli mają bombę atomową, to nie mają czym jej wystrzelić, a nawet jak będą mieli to jest za daleko, żeby sobie mogła na luzie dolecieć i żeby Manhattan wyparował. wróg naprawdę realny pochodzi z wewnątrz, ze świata finansjery, biznesu, oszołomów albo całkiem racjonalnych cwaniaków, którzy prą do władzy, by robić życiowe interesy i w ich imię szafować bezpieczeństwem kraju i ładem publicznym. Bush zadłużył Amerycę na ogronmne kwoty. Koncerny, których interesów i metod działania emanacją był rząd Busha wpakowały Amerykę w kosztowne wojny, wprowadzając chaos na Bliskim Wschodzie, z którego wyniknąc może coś bardzo groźnego dla świata - nie dla Ameryki, ona ucieknie za Ocean i się zabarykaduje, owoce zbiorą inni, a cała sytuacje wzmocni takie kraje jak Chiny i Rosja, które za demokracją nie przepadają, a więć Ameryka debilnie wzmacnia swoich największych konkurentów.

        Największy wróg czai się na strychu lub w piwnicy własnego domu, taką dałbym puentę do, wg mnie, intencji autorów :)
        • 29.07.10, 14:59
          No, no, no, świetny komentarz, /wart sporo zielonych prezdyentów/,
          trafna analogia zupełnie inaczej patrzę teraz na ten film, choć na
          pewno kilka rzeczy mozna by poprawić!

          :)

          • 29.07.10, 15:47
            Dzięki :) Lepiej ten film wypadł niż się w sumie spodziewałem, przynajmniej właśnie w tej warstwie podskórnej.
            • 29.07.10, 16:36
              Greku - spostrzezenia jak najbardziej sluszne. Tam nawet w filmie padly zreszta
              slowa o wrogu nie z zewnatrz, wypowiadal je na ekranach tv glowny kontrkandydat,
              ten senator (Voight) z corka, ktorych potem nasz kandydat zamordowal.

              Koncowka, kiedy kandydat wystawia matke i siebie tez, mozliwa tylko w filmie, w
              rzeczywistosci chyba? takich "honorowych" nie ma.
              --
              hmm, co by tu napisac?
              • 29.07.10, 16:42
                aa, no i dokladnie, to bylo o rodzinie Bush, oni tez maja "dziwne" powiazania z
                koncernami "ropnymi".
                Qrcze, moze jednak cos jest w tych teoriach spiskowych i filmiku "przebudzenie"? ;)
                --
                hmm, co by tu napisac?
              • 29.07.10, 18:18
                > Koncowka, kiedy kandydat wystawia matke i siebie tez, mozliwa
                tylko w filmie, w
                > rzeczywistosci chyba? takich "honorowych" nie ma.

                Ten kandydat, syn senatorskiej pary z natury nie miał w sobie, jak
                się wydawało, żądzy władzy, wielkich ambicji i w dodatku był
                knąbrny i miał ryzykowne, dziwne pomysły, kiedy matka przegoniła
                dziewczynę, w której się zakochał, na złość matce zgłosił się do
                wojska by narażając swe życie służyć w Iraku ...

                :)
              • 30.07.10, 12:17
                Ano właśnie :) Zgrzytało w scenariuszu mocno. Co mu dawało takie heroiczne poświęcenie własnej matki - gdyby on zginął ona straciła by swój jedyny polityczny atut i poszłaby na aut - po co ją było ze sobą zabierać ? Scenarzysta zaszarżował w maliny ;)
            • 29.07.10, 17:43
              grek.grek napisał:

              > Dzięki :) Lepiej ten film wypadł niż się w sumie spodziewałem,
              przynajmniej właśnie w tej warstwie podskórnej.

              Powiedziałabym, że interpretacja lepsza od filmu! :)
              • 30.07.10, 12:18
                Ho ho ho :) (dzięki ;)
                • 30.07.10, 21:06
                  grek.grek napisał:

                  > Ho ho ho :) (dzięki ;)

                  :)))
                  Cała przyjemność po mojej stronie! :)
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.