"Sobowtór" słów kilka od czapy,atenszyn !: spojler Dodaj do ulubionych


No to ciach.

Akcja się rozgrywa w XIX-w Japonii, w której panuje generalny pie,rdolnik, nie ma gospodina i o władzę wojnę toczą ze sobą poszczególne klany. Wódz jednego z nich, Shingen, jest umierający.
Nie jest to byle watażka, tylko szef szefów, ma taki mir, że wystarczy, że przeciwnicy dostrzegą flagę jego rodu prze bitwą wśród wrogów, a już lecą do klozetu z papierem i najgrubszą ksiązką w historii, przez co wszystkie bitwy się opóźniają ;) MÓwiąc po polsku, normalny, kuźwa, Czak Noris.

UMierając Shingen nakazuje swoim najbliższym współpracownikom utrzymywać jego rychłą smierć w tajemnicy (rzeczywiście, szybko Shingen wyzionie ducha). Przez 3 lata. I zakazuje im prowadzić ekspansywną politykę, mają się trzymać swojego terytorium i szlus.

Co mogą zrobić jego przyd,pasy ? No własnie zwrócić się ku instytucji sobowtóra - instytucji, bo utrzymywanie jednego, albo kilku łudząco podobnych do władcy, szefa, czy tam kierownika jegomościa było rzeczą zwyczajową, czymś normalnym i praktykowanym powszechnie w japońskich warunkach.
Znajdują takiego gościa, niedoszłego skazańca za złodziejstwo. Robią go figurantem i pilnują. Gość jest dość nieokrzesany, nieufny i cyniczny, ale nie jest idiotą i potrafi nieźle aktorzyć.

Oczywiście, wszyscy próbują dojść, czy Shingen żyje, czy nie, bo plotki chodzą, że jednak wykiprował. Szpiedzy, zwiadowcy wrogich klanów ciągle zapuszczają żurawia i próbują coś ustalić, bo śmierć Shingena dałaby ich wodzom ogromny impuls do ataków na jego klan. Współpracownicy Norisa robią więc, co w ich mocy, żeby się nie wydało - ciało Shingena tkwi w czymś w rodzaju wielkiej skorupy o owalnym kształcie. Śledzie podejrzewają, że tam jest jego ciało. Żeby to ukryć czakowcy rozpuszczają wiadomość, że w środku jest sake, która zostanie (i zostaje) zatopiona w jeziorze, jako dar dla bóstwa wody. I tak dalej : stałe zwody, uniki, triki, byle nie wyszła na jaw prawda.

Sobowtóra kontrolują wykonawcy testamentu. Dbają, żeby nie strzelił żadnego babola. Problemy są róznorakie : a to zachowanie - Shingen był opanowany, mial swój system poczynań, mimikę itd, a to seks - nałożnice z łatwością poznają, czy to on czy nie (tutaj chroniący sobowtóra idą mu w sukurs i anulują mu seks głosząc, ze szogun jest zbyt zmęczony, by konsumować cokolwiek poza jogurtem Danio), a to, że musi się umieć porozumiewać na naradach wojskowych (tutaj doradzają mu słuchać uwaznie generałów i po prostu wygłosić na koniec jakąś formułkę zwyczajową, grunt to prezencja odpowiednia). Ze wszystkiego udaje się sobowtórowi wyjśc obronną ręką. Nawet z kontaktów ze swoim wnukiem, którego sam Shingen uczynił spadkobiercą swoim. Nie syna. Wnuka. Syn jest zdolnym, ale chorobliwie ambitnym człowiekiem, próbującym się wybić na samodzielność, ale ciągle powstrzymywanym przez ojca.

Ciekawski sobowtór dostaje się do tego jajowatego grobowca/trumny, widzi zabalsamowane ciało Shingena, potem on mu się śni - i w tym śnie łazi ni to za nim, ni to on przed nim ucieka, bo sobie ubrdał, że ten go goni, wszystko w jakiejś infernalnej scenerii. Sobowtór bardzo się tym przejmuje, nabiera szacunku do osoby, którą naśladuje, jakby się pomału w nią wcielał. Zadowala też swoich protektorów. Wnuk go kocha, traktuje jak dziadka, własny dwór i wrogowie - nikt nic nie wie, a sobowtór zyskuje na tyle pewności siebie, ze podczas narady potrafi nawet poskromić bojowe zapędy syna Shingena. Ten, podkręcany przez swoje otoczenie, próbuje się przeciwstawić, zasłużyć na splendor i na ofensywę wrogich klanów reaguje kontrofensywą. Sobowtór idzie mu z pomocą, bitwa jest zwycięska, a chwała znów spływa na konto Shingena, mimo że to syn tak naprawdę był inicjatorem odpowiedniego ruchu militarnego.

Wszystko idzie dobrze, ale musi się w końcu wysypać. Sobowtóra gubi nadmierna pewność siebie i wiara, że stał się Shigenem. Mimo ostrzeżeń, a nawet kategorycznego zakazu wydanego mu przez protektorów, próbuje dosiąść wierzchowca Shingena, który słynął z tego, ze tylko szogun umiał na nim jeździć i tylko szogunowi dawał się dosiąść. Koń go zrzuca, a dodatkowo rozdziera sobie ubranie w tym całym zamieszaniu i kobiety (gejsze, czy zony, czy nałożnice, czy kto tam) podnoszą larum, ze facet nie ma na ciele blizny, którą miał Shingen.

To koniec mistyfikacji. Władzę przejmuje syn Shingena. Starzy współpracownicy Shingena przyjmują to do wiadomości, nawet nie pisnąwszy, w strachu o własne życie i oddają się bez szemrania pod komendę nowego szefunia. Sobowtór dostaje wynagrodzenie za swoją robotę i zostaje wygnany z osady. Syn olewa, co stary mówił, nie zamierza trzymać się własnego terytorium. Chce sławy. Chce wreszcie być szefem i rozproszyć cień ojca, który go przytłacza. Rusza na podbój ziem wrogich klanów. Ale te, świadomie że Shingen nie żyje, rozbijają jego wojska w puch. Czynią to nie za pomocą starych dobrych mieczów, tylko z pomocą całkowicie nowej broni - strzelb. Taki symbol, że nastąpiła zmiana warty i epoki.
Sobowtór, bezdomny, w łachmanach obserwuje klęskę syna Shingena z zarośli opodal pola bitwy. Po wszystkim wbiega na nie, zasłane ciałami poległych, i szwęda się zbolały, a później brodzi w jeziorze i próbuje wydobyć walającą się tam flagę rodu Shingena.

Jak się okazuje złodziejaszek znacznie lepiej zrozumiał dalekosiężną, taktycznie przenikliwą i mądrą myśl Shingena niż tzw jego nabliżsi pomocnicy z szarżami wojskowymi i pozycją społeczną, a utożsamił się z jego osobą i nabrał dla jego postaci tak ogromnego szacunku, że oglądanie klęski jego rodu, patrzenie jak synalek zaprzepaszcza cały dorobek wielkiego ojca, sprawił mu osobisty ból. MOżna tylko domniemywac,że tak reagowałby właśnie Shingen oglądając z boku to, co się stało. Jesli przyjąć metaperspektywę,że duch Shingena zamieszkał w sobowtórze, to tak własnie nawet było ;)

Czyli : na pierwszym planie polityka, rys historyczny (z) dziejów Japonii, obserwacje dworskich obyczajów, społecznych zachowań, intryga w bezpardonowej grze o władzę, jak to u mistrza Akiry zwykle bywało. Że jest on w tym, także i w Sobowtórze, świetny, to chyba nie ma co się rozpisywać. Czak Noris po prostu :) Pewnie o kulturze i historii Japonii Zachód, tylko z filmów Kurosawy dowiedział się więcej niż z wszystkich książek, dokumentów i albumów razem wziętych.

Oparte na faktach historycznych. 40 % czasu zajmują sceny batalistyczne. Jak to na mistrza przystało Kurosawa zasuwa detalami szat wojskowych, zbroi, rozwijające szyk bojowy, przemieszczające się, atakujące wojska konne i piesze - prawdziwe widowisko wielkiej klasy, zwłaszcza że robione bez kompa, co dzisaj pewnie mało komu się śni, po co 5 tysięcy statystów, skoro wbijam w odpowiedni program i mam to samo bez konieczności grzebania się pyle, kurzu i innym syfie w jakimś plenerze.

Przeczytaj całą dyskusję (201-300)
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
(101-200)
(301-400)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.