Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2010 - 5 (vol.9)

01.08.10, 09:49
Jakos mi sie zapomnialo, ze tam juz dawno przekroczylismy 500 :)
Pozdrawiam, a sama nic nie polecam, bo wybywam na kilka dni :)))
Ale Wy tu piszcie, piszcie!
--
hmm, co by tu napisac?
Edytor zaawansowany
  • barbasia1 01.08.10, 12:16
    Maniu, urlopuj się, dopoczywaj i baw się dobrze, my na posterunku
    stać będziemy ... :)

    A dziś 1 sierpinia (sic!) "Godzina W" film w reżyserii Janusza
    Morgensterna z 1979, niestety już był o 10.00. Przyznam, że
    atmiosfera na moment przed rozpoczęciem Powstania Warszawskiego,
    wspaniale została oddana.

    :)
  • grek.grek 01.08.10, 12:33
    Rok 2045 - we Włoszech 119-letni Silvio Berlusconi zostaje ojcem trojaczków, reprezentacja San Marino w piłce nożnej wygrywa z Hiszpanią w finale mistrzostw świata, w Niemczech szaleje rasizm wobec 20 % białej mniejszości... w Polsce 1 sierpnia nadal czci się Powstanie Warszawskie. Pewnie rzeczy nigdy się nie zmieniają ;)
  • barbasia1 01.08.10, 13:39
    hahahahahaha
    No taki partiotyczny naród, Greku!

    :)

  • grek.grek 01.08.10, 12:22
    To ja zapoczątkuję ;)

    "Amadeusz" FOrmana, w Jedynce, o przyjaznej widzom porze 0:35.

    Tydzień temu był "Lot", więc może jakiś mały przegląd formanowy dają. Ciekawe, co będzie za tydzień, bo jesli idą chronologicznie, to musowo : albo Larry Flynt albo Człowiek z księżyca. Albo "Valmont" i to by było już gorzej. A może i nic nie dadzą, bo ichni specjaliści od ramówki filmowej uznają, ze Forman zrobił w życiu jedynie dwa filmy warte pokazania w (fakt, że nieoficjalnym) przeglądzie jego twórczości.

  • barbasia1 01.08.10, 13:52
    To ja jeszcze dołożę potwókę komedii "Lepiej późnio niż później"
    (2003) o 20.00 w TVN z Nicholsonem i Diane Keaton.

    :)

    / Na "Larry Flyncie" byłam swego czasu w kinie i pamiętam, że cały
    czas miałam dreszcze, bynajmniej nie z podniecenia, ale z powodu
    początków grypy, w związku z czym z filmy pamiętam piąte przez
    dzisiąte podzielone na dwa.../
  • maniaczytania 01.08.10, 14:09
    Barbasiu - jesli bedziesz miala okazje to obejrzyj Flinta jeszcze raz -
    znakomity film!!!
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • barbasia1 04.08.10, 13:39
    maniaczytania napisała:

    Obejrzę! :)
  • barbasia1 04.08.10, 15:30
    /riplej ;)/
    maniaczytania napisała:
    Obejrzę! :))
  • grek.grek 04.08.10, 12:54
    Nie taki diabeł straszny, Jedynka, w środku nocy znowu, mimo że - jak swego czasu nieprzytomnie spojlerowałem - nie jest to film obrazoburczy, poza tym, ze dwie nastolatki mają sposób na czesanie kasy z facetów podpuszczając ich wizją upojnej randki z młodszą, w co wkracza starsza z pogróżkami prawnymi, a w tym czasie młodsza kosi zaskoczonemu gościowi portfel. Ale czy to kogoś jeszcze szokować może ? Nawet gołego tyłka nie ma... ;)

    W Dwójce, "Kibole" o subkulturze szalikowców brytyjskich, czyli o czymś, o czym Polacy mogliby nakręcić film (bo przeca temat kursuje w mediach bezustannie), gdyby byli odpowiednio zrywni, a że nie są, to nadal kręcą o młodych profesjonalistach zagubionych w mieście ze szkła i betonu, albo o dramatach i dramacikach rodem ze Ślunska, w międzyczasie komedia romantyczna, w której romantyzmu nie ma wcale, a komedii jest jeszcze mniej, albo jakiś katopatriotyczny zakalec i jakoś się biznes kręci. Mamy aktorów, mamy nawet reżyserów, mamy speców od strony technicznej. Tylko pisarzy scenariuszowych nie mamy wcale.
    Podejrzewam, ze film może być większym sukcesem niż dzisiejsze usiłowania Lecha Poznań na drodze do honorowego odpadnięcia w IV r eliminacji Ligi Mistrzów ;).

    "Sophie Scholl" na Kulturze z chęcią polecam, dobre niemieckie kino, może trochę lajtowe, ale za to zawodowo zrobione.

    W POlsacie widzę ciemność, w TVN ciemność widzę.
  • barbasia1 04.08.10, 13:52
    >Nie taki diabeł straszny, Jedynka, w środku nocy

    Dla tych, co bezczelnie będą spać w porze, kiedy TVP1 łaskawie
    wyemituje film francuski - spojler autorstwa Wiadomo.Kogo. :)

    forum.gazeta.pl/forum/w,14,112321184,113830794,_Nie_taki_diabel_straszny_spojler_jest_to.html

    A wczoraj w środku nocy leciał - Malovich, Malkovich, Malkovich,
    czyli "Być jak John Malkovich"! /Jeszcze pamiętam, co miałam napisać
    odnośnie tego filmu!/


    > Podejrzewam, ze film może być większym sukcesem niż dzisiejsze
    >usiłowania Lecha Poznań na drodze do honorowego odpadnięcia w IV r
    >eliminacji Ligi Mistrzów ;).

    hehe
    Kibic optymista! :)

    Strasznie późno dziś te "Kibole", ja odpuszczam ...




  • grek.grek 04.08.10, 14:34
    Czemu oni te wszystkie nieszkodliwe zupełnie filmy puszczają tak późno ? (enty raz to samo retoryczne pytanie, ale pozostaję w niezmiennym zadziwieniu i stąd się głupio zapytuję ;)

    Ech, no coś Ty, nie bardzo wierzę w ten awans Lecha. Gra ze Spartą Praga, ma do odrobienia straty, Sparta zagra z kontry, my beloved Knedliki powinni awansować, hehe.

    Kibole, to w gruncie rzeczy "Football Factory", czyli rzecz dość głośna swego czasu. O 23:00 dają, może coś tam uda Ci się dziobnąć... Nie za wcześnie, no to jest fakt. Ja stanowczo i zdecydowanie zapowiadam, ze... raczej obejrzę ;) I com widział, to spróbuję jakoś oddać własnymi słowami, czyli będzie koślawo i zgrzytliwie, ale zawsze z grafomańską przyjemnością ;)
  • barbasia1 04.08.10, 15:26
    Ech, nie wiem, Grek.Greku, dlaczego normalne filmy lecą tak późno,
    ale mam nadzieję, że coś się w wktórtce zmieni na lepsze, choć
    trochę.

    Aaaaa, to tak się sprawy mają, to Ty Sparcie Pradze kibicujesz w
    tym meczu, teraz wszystko rozumiem, Grek.Czechu! :)

    W moim dodatku "Kibole" zaplanowani są na godzinę 0.00, na stronie
    iTVP też podają tę godzinę, wcześniej o 22.55 mają fikać i odstawiać
    balety "Tancerze".

    >ale zawsze z grafomańską przyjemnością ;)
    haha

    Ale czemu 'grafomańską'? No wiesz!
  • grek.grek 05.08.10, 12:21
    Kto wie, PiSowi już wystawiają walizki za okno, pytanie jaką linię programową będzie miał nowy zarząd i rada programowa, bo jaką linię polityczną, to mniej więcej wiadomo, hehe.

    No ba ! ;) Czechom jak zawsze. I wygrali, awansowali, chociaż zarobili dwie czerwone kartki, kiedy już mieli wygrany awans, i w sumie głupio się osłabili na kolejne mecze. Czeskim komentatorom ręce poopadały, próbują Polaków winić, że to z powodu prowokacji ich piłkarzownicy kopali po nogach, ale tym razem racjonalizmu w tym za grosz nie ma.

    Masz/miałaś rację, spojrzałem do programu, jak kura pazurem i wprowadziłem w (wiel)błąd niechcący, co się więcej raczej nie powtórzy :)
  • barbasia1 05.08.10, 15:26
    >Czeskim komentatorom ręce poopadały, próbują Polaków winić, że to
    > z powodu prowokacji ich piłkarzownicy kopali po nogach,

    haha Mają fantazję ci komentatorzy.

    A i gratuluję knedlikarzom! :)
  • grek.grek 05.08.10, 12:12
    Oglądaliście ? :)

    O kibicach piłkarskich, to było, czy raczej pseudokibicach, bo wyniki meczów i poziom gry, transfery i forma bramkarza jakoś specjalnie ich nie zajmują. Może bardziej zatem o dresiarzach, co kibicami zwą, bo herb klubu (Chelsea, w tym przypadku) przydaje się jako pretekst do zrobienia zadymy.

    Akcja kręci z pkt widzenia Tommy Johnsona, jednego z tych kiboli. I ten Tommy obraca się w paczce sobie podobnych gostków, i z nimi dymi, w pubie pije ciemne albo jasne i wyciąga lachony, a poza tym to nic nie robi wcale. Sen miewa : w tym śnie zostaje zlinczowany przez grupę kiboli innego klubu i jak tak leży na ziemi, to mu się ukazuje duch z zawiniętą twarzą (z czasem ta twarz się odsłania i okazuje się, ze to jego kolega z bandy).

    Oprócz TJ jest jego ww paczka : czołowy zadymiarz Bill, 40-paro latek o wyglądzie podtatusiałego buldoga, który ma szacun za to, ze umie wytargać za ucho, a poza tym chodzą słuchy, ze boi się tylko zatwardzenia, poza tym prowadzi kwiaciarnię, ma żonę i dwoje dzieci; impulsywny, histeryczny nieco - w najmniej potrzebnym momencie zaczyna dymić i robi same problemy, przez co policaje go chętnie zwijają; kibiców np Milwall nie znosi do tego stopnia, ze z szefem ich bandy handluje podejrzanymi proszkami do nosa. Jego preciwieństwem jest Harris, rozsądny i ostrożny. Ci dwaj rywalizują o przywództwo w grupie. Poza tym jest jeszcze kolega TJ, i paru młodszych. Jka przychodzi do większej akcji, to tych kiboli nagle jest z 40, ale przedstwionych bliżej jest tych kilku.
    Jest też sobie dziadek Toma Johsona, eks-żołnierz frontowy, też były kibic, a dzisiaj staruszek, który ma jedno marzenie : wyjechac do Australii, głównie z tego powodu, ze Anglii i swojej dzielnicy ma powyżej uszu i chce sobie żyć na luzie.

    No i jest lajfstal tych kiboli : zadymka wg prostej zasady : ich więcej jest - uciekamy, nas więcej - gonimy, po równo - bierzemy sztachety, zamykamy oczy i łoimy gdzie popadnie, potem piwo w pubie, a potem zadymka, lachony w pubie, znów zadymka, piwo... i tak w koło macieja. Plus jakieś bonusy : Tommy z kumplem spędzą nockę z jakimiś przygodnymi pannami, a potem będę w gaciach uciekać przed ich braćmi; młodzi dresiarze, co parają się rabunkiem walną kogoś bejsbolem, skopią dilera i zabiorą mu kasę i towar, nieświadomie okradną nawet Billa, za co później odpokutują w odpowiedni sposób i tak się wesoło dzionki sypią jak z rękawa. Czasami se jakiś żart wytną - np Tommyemu się film urywa na imprezie w pubie, rano koledzy informują go,że w stanie upojenia sprał żonę Billa i złamał jej nos, Tommy jest przerażony, idzie do Billa, przeprasza na kolanach, Bill już chce go lać, gdy nagle wybucha śmiechem, bo to kawał był. Takie luzackie kibolki.

    Wątek portretowania kiboli przeplata się z wątkiem rozterek Tommy'ego - ma ten sen, na banerach, ścianach widzi skierowane do siebie hasła,kolega nie-kibol strofuje go,że głupio postępuje itp itd generalnie : chodzi o to, czy mając 30 lat nie powinien się [przypadkiem zmienić. Próbuje się zmienić jego najbliższy kolega - poznaje dziewczynę na poziomie, urzędniczkę z sądu, ale nastepuje nieoczekiwany zgrzyt : na sobotę, w którą ma się odbyć najwazniejszy mecz sezonu (czyli, w języku kibola : zadyma przeciwko przeciwnej grupie kiboli) ona umawia spotkanie z jej rodzicami. I siedzą w restauracji, rozmawiają, chłopina się totalnie męczy, bo tam koledzy i mecz,a tutaj denne staruchy i atmosfera jak na koncercie szopenowskim, i w którymś momencie wywala im całą prawdę o sobie, o nich i ich życiu i świecie w twarz i wychodzi do kolegów, na ten "mecz". Co za manifest :)
    Wychodzi z tego że po prostu ci goście nie chcą się zmienić, bo niby - w imię czego ? Dla czego mieliby się zmienić ?
    Są tutaj 3 albo nawet 4 pokolenia : 75-latek dziadek Toma, Bill lat ca 45, Tommy 30, paru 20-latków i smyki po 15 lat, co zwykle pełnią rolę czujek i zwiadowców, kidy ekipa idzie na zadymę. Są w innych punktach swoich życiorysów, ale przy okazji widać te wszystkie etapy, wiemy co się stanie z 15 latkami, kiedy będą dorośleć, wiemy, jacy byli dorośli, kiedy mieli 15 lat. Sztafeta pokoleń.

    Punkitem kulminacyjnym ma być ten "mecz" z Milwall, odwiecznym wrogiem nr 1. No i jest tam duża zadyma, którą ostatecznie przerywa policja. Ale zanim przerwie, to Tommy solidnie oberwie.Jak w tym snie. Ląduje w szpitalu, tuż obok... swojego dziadka, ktory tam się znalazł, bo w autobusie nie mógł znieść jak dwóch wyrostków obraża Pakistańczyka i ich opie,rdolił, a potem dostał zapaści na ulicy. Tommy wygląda, jakby wpadł pod pociąg, a dziadek proponuje mu, zeby pojechał z nim do Australii - miał jechać z przyjacielem, ale on umarł, więc bilet jest wolny. Tommy zadaje sobie pytanie : czy było warto, czy powinien jechać, zostawić to ? Ale wychodzi ze szpitala, przychodzi do pubu, gdzie koledzy i piwko i zna oczywistą odpowiedź : no jasne, że warto, a co innego mógłbym robić ? Ale co z tym kolegą, co był duchem w jego śnie... NO właśnie, Tommy idzie do klozetu, gdzie ten kolega wciąga nosem, potem pojawia się tam czarny diler, którego ten kolega pobił i okradł - wyciąga armatę, bum i po sprawie. Czyli sen był proroczy. Czy Tommy przeżył ? Nie wiadomo, ale zastanawiające, ze zadaje w filmie pytania : czy BYŁO warto ? Czyżby zatem i on dostał kulkę jako świadek, a całą historię opowiadał zza grobu ?

    Film jest z 2004, więc generalnie Ameryki nie zdobywa, odkrywczy może być dla osób nieinteresujących się subkulturami, a że o kibolach pisze się od czasów Heysel dość sporo, to raczej wiadomo, co z czym się je. Z jednej strony aktualny, z drugiej jakby nieświeży, o ile traktować go jak portret środowiska. Nawet jeśli nakręcony na podst ksiązki stanowiącej podstawowy materiał poglądowy.
    Nie wiem, czy chodziło demaskację czy o co, ale nie ma tu kibola jako public enemy, czy buntownika, czy nonkonformisty, jest po prostu grupa beznadziejnych nieciekawych, dramatycznie przeciętnych i szarych gości, którzy chcą jakoś się zabawić. Te zabawy też jakoś mało oryginalne : cienki koks do nosa, panna o urodzie nieortodoksyjnej wyrwana w pubie, zadyma, gdzie najlepiej jest w czterech jednemu skoczyć na plecy, bez wzg na to, czy on stoi czy leży ;)

    Pan reżyser czuje blusa, wie, że nie mówi nic nowego ani szokującego, więc przynajmniej robi to z lekkością, przymrużem oka, not so serious, a swoich bohaterom nie szczędzi kpiny i pukania się palcem w czoło, ale z drugiej strony pokazuje, że są produktem środowiska i ze oprócz wad mają i zalety, choćby lojalność względem siebie, że umieją tworzyć wspólnotę i wolą "swoje g,wno w polu niż kwiatki w Neapolu".

    Co jest fajne, to to, ze niby cały film zmierza do puenty, w której bohater, ciągle nękany refleksjami, pytaniami, obrazkami kolegów kiepsko kończących swoje "kariery", atakowany świetną perpsektywą Australii, całą rzekomą beznadzieją, wreszcie pobity cięzko, co powinno być ostatecznym argumentem, powie : "zmieniam się !". A tu - d,pa. Tommy mówi : nie ma mowy, to jest moje życie, mój świat i nie chcę go zostawiać, bo mi tu dobrze.
    UNiwersalna rzecz, bo pewnie o grupie kiboli spod Parya, mediolanu, Moskwy albo Warszawy można by opowiedzieć identyczną historię, tylko nazwy klubów, imiona bohaterów i dekoracje pozmieniać.

    Komiczna jest scena, kiedy przed meczem Milwall-Chelsea odbywa się mecz może 10-letnich juniorów tych klubów. Bill i szef kiboli z Milwall planują swoją zadymę i nie umieją się opanować nawet wobec dzieci - biorą się za włosy, tarzają po boisku, sędzia przerywa mecz, dzieciaki patrzą na nich z pełną wyższości dezaprobatą, machają rękami z rezygnacją i schodzą z boiska "wrócimy, jak dorosną".

    druga scena jest w klozecie. Tommy akurat robi swoje, kiedy wchodi kilku kiboli Milwall. Pytają go czy zna... Tommy Johnsona, bo go szukają w wiadomym celu. Tommy struchlały mówi,ze nie, że nazywa się Dorian (to jego pseudonim znany tylko kolegom), ale nagle dzwoni jego telefon. Kibole odbierają, w słuchawce "Dorian ?". Wychodzą. Uff ;))
  • barbasia1 05.08.10, 17:01
    Niestety nie oglądaliśmy! I bardzo żałujemy, bo podoba nam się
    opisany przez Ciebie film!

    >odkrywczy może być dla osób nieinteresujących się subkulturami, a
    że o kibolach pisze się od czasów Heysel dość sporo, to raczej
    wiadomo, co z czym się je. Z jednej strony aktualny, z drugiej jakby
    nieświeży, o ile traktować go jak portret środowiska.

    Mimo wszystko, myślę, że to jednak interesujący, niebanalny i, jak
    mi się wydaje, udany (filmowy) portret środowiska kiboli /
    pseudokibiców angileskich, wszytskich generacji.

    Zakończenie wydaje się dość pesymistyczne, zmiana stanu rzeczy jest
    praktycznie niemożliwa, ponieważ w tych ludziach/ kibolach, jak sam
    zresztą pisałeś, nie ma żadnej motywacji, nie ma żadnej potrzeby,
    chęci zmiany sposobu życia, a jeśli już się pojawia się jakaś szansa
    na zmianę (w postaci porządnej dziewczyny uzrędniczki z sądu jednego
    z chłopaków), to w końcu okazuje się, że nie jest ona (szansa) na
    tyle atrakcyjna, by zrezygnować dla niej z uczestniczenia w życiu
    subkultury kiboli. Przerażające.

    :)
  • grek.grek 06.08.10, 13:52
    Uroda filmu owego na tym właśnie polega, że w zależności od znajomości tej subkultury (niekoniecznie za pomocą uczestnictwa bezpośredniego, hehe) odbiera się go inaczej, jak sądzę.

    MOżna też optymistycznie odebrać to zakończenie, pomijając śmierć w ost scenie : bohater wybrał wspólnotę i życie, które jest dla niego dobre. Zmiana byłaby czymś wbrew sobie. Jeśli spojrzeć z jego pkt widzenia : jest to pozytywne zakończenie. Patrząc z pkt widzenia ogólnie przyjętej normy, albo też po prostu innej, róznicącej się od jego, filozofii życiowej - może być odwrotnie :)
  • barbasia1 06.08.10, 15:55
    Przyznam, że dla mnie to jednak egzotyczne środowisko.

    Uprzedziłeś (w swym jasnowidztwie? ;) moją odpowiedź, Greku! :)
    Chciałam napisać, że dla mnie decyzja tego chłopaka nie wygląda w
    żadnym wypadku optymistycznie. Świadczy raczej o jego
    niedjorzałości, o tym, że żadnych wniosków z ostatnich wydarzeń
    (morderstwo kolegi) nie wyciagnął, że niczego się nie nauczył.
    :)
  • grek.grek 07.08.10, 13:59
    O, no i dlatego jak tam gdzieś na ten film trafisz, to na pewno będzie dla Ciebie ciekawy, ciekawszy np niż dla mnie :)
  • barbasia1 07.08.10, 14:16
    Obejrze na pewno, dla mnie to jednak egzotyka! Pseudokibiców i ich
    wyczyny znam tylko pośrednio z telewizji, z prasy.

    Greku, a czy znasz to środowisko, kogoś z tego środowiska, jeśli
    mogę spytać? /od wczoraj chodzi mi to pytanie po głowie!!! ;)/

    :)
  • grek.grek 07.08.10, 15:01
    Kogoś tam znałem :) Ale i ja bazuję na wiedzy z trzeciej ręki, czyli z mediów, literatury socjo itp, ale w tym przypadku to wystarcza, bo własnie reżyser nie wyszedł poza pewne stereotypy, poza tym że trochę osłabił ich wymowę, zrównoważył, za pomocą pokazania także i pozytywnych zachowań tego towarzystwa, pozytywów natury takich grup, no i przyjęcia, że są po prostu szczerzy i są sobą, więc w sumie nie są tacy kiepscy. A może się zwyczajnie mylę i on chciał jednak skrytykować tych ludzi :) NIe czytałem ksiązki na podst której film powstał ("Football Factory" Hornsby'ego), nie czytałem wywiadów z reżyserem filmu, więc w sumie nie wiem nic o jego intencjach - piszę z głowy własnej, czyli z niczego :) W tym układzie wszystko zależy od indywidualnego odbioru.
  • barbasia1 07.08.10, 15:30
    grek.grek napisał:

    > Kogoś tam znałem :)
    O! :)

    A może w tym przypadku (w przypadku pseudokibiców) po prostu realia
    pokrywają się ze stereotypem, stereotyp z realiami !!?

    Może zamiarem reżysera było tylko w miarę realistyczne przedstawić
    to środowisko (to co złe bardzo złe, co w miarę pozytywne), a
    widzowi pozostawić ocenę?
    :)


  • barbasia1 07.08.10, 16:10
    z reżyserem filmu "Kibole" / Football Factory" znalazłam:

    www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=19161&sekcja=4
  • grek.grek 05.08.10, 15:34
    Powtórkowy "Dzień próby" w TVN, 20:50 - jak ktoś chce się pomęczyć i załamać, to zawsze może na mnie liczyć :) :
    forum.gazeta.pl/forum/w,14,93437715,93437715,Sroda_TVN_Dzien_proby_.html
    "Wallander" w Polsacie, 22:00, z groszami chyba, ale fani (a już fanki to absolutnie oraz koniecznie) będą pewnie już czyhać od 21:50, więc te grosze nieistotne ;) Dobra wiadomośc, żadnego meczu Polsat nie przewidział na dziś, a jak dobrze pójdzie, to w ogóle nie będzie żadnych w przyszłości, kiedy wszystkie polskie klubu odpadną z pucharów, hehe.





  • barbasia1 05.08.10, 17:17
    grek.grek napisał:

    > "Wallander" w Polsacie, 22:00, z groszami chyba, ale fani (a już
    fanki to absolutnie oraz koniecznie) będą pewnie już czyhać od
    21:50,

    Jasnowidz, słowo daję, jasnowidz! ;))
    Tak, tak, na Wallandera dziś czekamy, a "Dzień próby" na inny dzień
    przekładamy! ;)

    I nie powiem, żebym miała strasznie płakać, za męczami w Polsacie. :)
  • grek.grek 06.08.10, 13:54
    Hehe ;)

    Się omyliłem, bo zdaje się jeszcze jakiś mecz może być, bo jeden niedobitek został i bedzie jeszcze grał. Ale to najwyżej 2 mecze, a może tylko jeden :)

    Piątek - Chłopcy z ferajny, TVN, 0:10. Czyli, klasyka klasyk. I to chyba na tyle, bo reszta kanałów, które odbieram ;), się skanaliła, nic nie ma godnego uwagi.
  • barbasia1 06.08.10, 15:37
    Jeden, dwa mecze jakoś wytrzymamy! :)

    Jeśli godzina "0:10", to od razu wiadomo, że to musi być jakaś
    klasyka! :)
    No tak, ja też nic godnegu uwagi poza "Chłopcami z ferajny" w środku
    nocy nie wypatrzyłam na dziś.

    Wczoraj u Wallandera pewna pani zabijała toksyną botulinową!
    Wstrzykiwała ją do pożywienia! Taka marnacja botoxu! ;)
  • grek.grek 07.08.10, 14:13
    Hehe, można się sporo pożytecznych rzeczy dowiedzieć z tych kryminałów, jak się okazuje ;)

    Zapuściłem żurawia do grafika i co tam na dziś :
    Magnolia, POlsat, 23:00 - sporo o nim słyszałem, że dobry. I tym razem nieśmiertelnik polsatowski "w gwiazdorskiej obsadzie" akurat pasuje, bo dobrych aktorów od metra - Julianne Moore, PS HOffman, William Macy, John Reilly, Felicity Huffman & Tom Cruise, żeby tylko część wymienić.
    Paul Thomas Anderson na zydlu, człowiek od m.in Hard Eight i Aż poleje się krew, któreśmy obmawiali bezczelnie swego czasu, heh. Magnolia to podobno jego opus vitae, aczkolwiek chłopina młody jest jeszcze, nie ma co mu tak zamykać drogi do zrobienia czegoś jeszcze lepszego, O ILE ta cała Magnolia rzeczywiście jest tak dobra, o czym się będzie można naocznie przekonać, jesli kto się jeszcze przekonać okazji nie miał. W każdym razie, ja tam czekam z dużą ciekawością.
    Polsat w soboty wieczorową porą nie żałuje niezłego kina. To trzeba in plus absoplutnie zapisać tym, co tam się zajmują ramówką. I nie powtarzają tak namolnie filmów jak TVN albo publiczna.

    Jak macie TVP KUltura, to pośród, ewentualnie bezsennej, nocy dziabnijcie "Zerwanego". Dobre polskie kino.


  • barbasia1 07.08.10, 14:38
    haha ;)

    Zatem i ja na "Magnolię" się szykuję (też kiedyś czytałam dobre
    recenzje), szkoda tylko, że się tak późno zaczyna, połowę
    przyjemności z oglądania przez to tracę, ech!
    :)
  • grek.grek 07.08.10, 15:03
    Dobra, mocna kawa wieczorową porą i jakoś pofruniesz na lekkim haju ;)
    Ewentualnie, jakby co, to dopowiem Ci resztę :)
  • barbasia1 07.08.10, 15:16
    chichichi :)

    U mnie z kawą (albo po kawie różnie) bywa, czasem działa
    nasennie?!? ;/

    > Ewentualnie, jakby co, to dopowiem Ci resztę :)

    Dzięki Ci, Greku! :))))))
    Co ja bym bez Ciebie zrobiła!
  • maniaczytania 07.08.10, 15:12
    I ja na "Magnolie" sie nastawiam, bo juz kiedys przegapilam,
    a o 20.00 w ramach odmozdzenia obejrze sobie pewnie "Blekitna fale" na tvn.
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • barbasia1 07.08.10, 15:18
    O! Mania nas odwiedziła, jak miło! :)
  • maniaczytania 07.08.10, 15:24
    Ha, bo wrocila do domu :)
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • barbasia1 07.08.10, 15:32
    Już?
    To witamy w domu! :)
  • maniaczytania 08.08.10, 09:17
    Swoj plan wczorajszy wykonalam, a oto mala relacja :)

    Blekitna fala - mloda dziewczyna mieszkajaca na Hawajach z siostra i dwoma
    przyjaciolkami po tym, jak jej matka wyjechala sobie z facetem, kocha surfowac.
    Byla mistrzynia juniorek, teraz chce przelamac uraz po tym, jak prawie utonela i
    chce wystartowac w najtrudniejszej konkurencji Pipe Masters. Anne Marie razem z
    przyjaciolkami pracuja jako pokojowki w miejscowym hotelu, do ktorego akurat
    przyjezdzaja futbolisci ( amerykanskiego futbolu). Oczywiscie jednemu z nich
    Anne Marie wpada w oko i nawiazuja romans. Calosc jest oczywiscie przewidywalna
    do bolu, pelna ogranych na tysiac sposobow chwytow, ale ...
    widoki sa absolutnie porywajace. Te wszystkie ewolucje surferskie byly po prostu
    fantastyczne i chwilami zapierajace nawet dech :)
    W roli glownej Kate Bosworth ( na razie chyba malo znana), a w roli jednej z jej
    kolezanek Michelle Rodriguez, znana z Lost. Tak czy inaczej - calkiem milo
    spedzony czas.

    Za to pozniej Magnolia. No nie wiem, jak Wam, ale mi sie srednio spodobala,
    naprawde mam problem z okresleniem, czy byl to dobry film czy nie. Spodziewalam
    sie bardzo ciekawej ukladanki, cos jak 28 gram albo Miasto gniewu, tymczasem
    dostalam owszem ukladanke, ale dla dzieci, do tego dluzaca sie jak makaron
    spaghetti. Poza tym nie lubie w filmach narratorow, zwlaszcza jak mowia takie
    banaly i tlumacza oczywiste oczywistosci ( do tego rozwalila mnie ta historia z
    nurkiem - urban legend, a po takim filmie pewnie znajda sie tacy, ktorzy w to
    uwierza). "Przemozdzony" - mial byc ciekawy, wyszedl nudny troche. Szkoda tylko,
    ze tylu dobrych aktorow tam wystapilo, co mim zdaniem podnioslo bardzo range
    filmu, bez nich przepadlby gdzies w otchlani. Swietny byl zwlaszcza P. S.
    Hoffman w roli pielegniarza.
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • grek.grek 08.08.10, 13:03
    Łelkombek :)

    I ja przyspawałem się na Magnolię. Bagatela, ca trzy godziny plus reklamy.

    Zgadzam się z Tobą (tym razem, żeby nie było ;))], że wypadło to dość rozczarowująco.
    Właściwie, na moje kaprawe oko, do 3/4 było całkiem nieźle, ale później, kiedy przyszło do rozwiązywanie poszczególnych wątków, pogłębiania wyszła niestety cała ich sztampowość - tu "Sznuk", co molestowa córkę, z którego się wzięła jej narkomania i izolacja ofiary i wyrzuty sumienia sprawcy, który zaraz umrze więc go nachodzi na ekspiacje z bonusem, że zdradzał żonę, co żonę nie obchodzi, ale obchodzi ją,ze córkę molestował, więc go opuszcza w dramatycznej scenie, a on sięga po broń...; tam wyrzuty sumienia kolejnego dziadka na łożu śmierci, a do pary jego syn - błyskotliwy showman-mizogin, co go dziadek zaniedbał w dzieciństwie i jak matka umierała to on się bawił - teraz showman, sprowokowany w wywiadzie przez podważającą jego tożsamośc dziennikarkę, musi zmierzyć się z przeszłością i samym sobą, co jest o tyle łatwiejsze, że dziadek za pomocą pielęgniarza szuka go, żeby móc się z nim pojednać - plus żona tego umierającego staruszka, co się w nim zakochała za późno i ona tez ma wyrzuty, bo dziadek cały majątek jej zapisał, a ona uważa, ze na niego nie zasługuje, bo bzykała się za jego plecami z kim popadło, a do kompletu ów uczynny pielęniarz, co się wszystkim tym przejmuje jakby jego dotyczyło; tam policjant wdowiec, który zgubił na akcji broń i teraz jest obiektem żartów i utracił wiarygodność, co z tą molestowaną narkomanką się poznaje przypadkiem i spika; siam wunderkind tłamaszony przez pazernego ojca, dla którego jest maszynką do zarabiania kasy, i przez cały świat, co się buntuje przeciw byciu marionetką i jego poprzednik - dzisiaj zapłakany z powodu niemożności zakochania się 50-latek, homoseksualista, co koniecznie chce zrobić se operację zębów, żeby go pokochał barman jakiś. Niby zadnych rewelacji, Almodovar toto nie był ;), ot - plagi współczeności plus parę uniwersalnych dramacików, ale jakiś tam potencjał i owszem.

    Ale potem idzie ku rozplątywaniu tych supełków i (spojler ;)]: showman wybacza ojcu, chociaż najpierw go wyzywa z żalu i wypomina przeszłość; żona tego ojca chce walnąc samobója, ale ją ratuje mały murzynel; koksująca córka z matką padają sobie w objęcia, córka się ostatecznie spika z wyrozumiałym do bólu policjantem-kaznodzieją, który przy okazji ratuje eks-omnibusa, co chciał oddać, ukradzione przed momentem, pieniądze leząc po piorunochronie i spadł, a także przypadkiem odnajdzie zagubiony pistolet; "Sznuk" chce walnąc samobója, ale go ratuje przypaddek [ dostanie pewnie swoją szansę na wybaczenie i pojednanie]; mały omnibus mówi ojcu w twarz, że ma go lepiej traktować i zdaje się zostanie wreszcie dzieckiem, a nie bankomatem. Czyli, prosty, przaśny total happy ending, poza tym ze starego wynoszą nogami do przodu, ale on też doznał łaski, bo zanim padł, to z synem spojrzeli sobie w oczy.

    Wszystko to poprzedza badziewna teledyskowa scena [pewnie w wideo do tego utworu będą/są kadry z filmu], w której poszczególni bohaterowi, w róznych miejsach, złapani w momencie bycia w nastroju wybitnie refleksyjnym, powtarzają pod nosem tę sam piosenkową frazę (że trzeba trudne sprawy porozwiązywać, bo nie dadzą spokoju) do rytmu hipnotycznej muzyczki. A rozwiązaniom towarzyszy deszcz... żab :]. Żabami bije z nieba jak gradem. Wielkim ropuchami. I ten deszcz nawet starego, co umiera budzi. Przez ten deszcz nie zabija się "Sznuk", bo żaba wpada przez lufcik w dachu i akurat go trafia w łapę, jak próbuje sobie odstrzelić głowacza. Co tam, a deszczu żab znajduje się nawet posiana przez policjanta giwera. Jak dla mnie, styl Coelho. Wszystko da sie załatwić, trzeba tylko chcieć, takie motto. Każdy zasługuje na przebaczenie, nigdy na to nie jest za późno, nigdy nie jest za póxno, by zacząć od nowa - tylko chcieć i wykazać dobrą wolę, nie ma przeszkód nieprzebytych, traum nie do rozbrojenia, problemy zaś biorą się z urazów w stosunkach międzyludzkich, które są tak du,pne, że sam Bóg dał żabi deszcz, żeby ludzie na oczy przejrzeli. A po rozsupłaniu umoralniająca, księzowska gadka tego świętego policjanta.

    PIszesz, Maniu, a znaczeniu aktorów i znów [drugi już raz, to trochę niepokojące ;)] się z Tobą zgadzam całkowicie. Najpierw sądziłem, że tyle znanych gąb pomoże w tym mętliku, jakiego się spodziewałem czytając zajawkę, się znaleźć, bo zawsze to łatwiej rozpoznać danego bohatera i pamiętać jego historię, kiedy jest ich iks i się stale miksują. Ale kiedy zajarzyłem, ze będzie to prosta i niepoplątana narracyjnie fabuła, doszedłem do takiego samego wniosku. Bez tych i właśnie tych aktorów nie byłoby z tego filmu nic. Byłby problem, bo prawie trzygodzinna beka nie dałaby się upchnąc w "Okruchach życia", ani w w "Historiach z życia wziętych", a na exclusiv-time, by się w ogóle nie nadawał. A tak, wyszło jakoś, aczkolwiek nawet ci ratujący d,pę Andersonowi aktorzy nie zrobili dostatecznej temperatury w ostatnich 25 minutach, dużo łez, wybuchów, porywów, ale w sumie bez poruszenia większego. Nie mieli specjalnie z czego zresztą. Jakąs klimę próbował uruchomić pan reżyser, ale ją spitolił scenariuszem pozującym na wielki i głęboki moralitet, a mówiący banały niestety, cenne na pewno i wartościowe, ale jednak oklepane.

    I ta podziałka na etapy : w Requiem pory roku opisujące coraz głębsze zapadanie się bohaterów - i się sprawdziły, tutaj miały tę rolę pełnić sugerujące prognozy pogody, co mnie przynajmniej zgrzytało.

    W sumie, drugi raz nie będę się fatygował ;] Chyba nie. No może, jeśli powtórzą za kilka lat. Tom Cruise był dobry, chociaż powietrze z niego uszło, jak zaczął się popisywać przy łózku starego. Julianne Moore niezła, ale momentami, tak to odebrałem, histerycznie szarżująca niepotrzebnie [w scenie w aptece]. Była jedna wariatka ekspresyjna - ta młoda narkomanka : pojechała ostro w tej scenie, kiedy wywala ojca wrzaskiem z pokoju; można więc było tę wyrzutosumienną żonę jakoś inaczej rozpisać, jakoś jej rozdedrganie wewnętrzne dyskretniej pokazac, a nie kazać Moore również świrować i drzeć paszczę - miało to dodać emocjonalnej energii całości chyba, ale przesada odebrała wiarygodnośc tej postaci, być mozę najciekawszej ze wszystkich. .
  • barbasia1 08.08.10, 13:17
    Jak zobaczyłam wieczorem w moim papierowym programie, że "Magnolia"
    w Polsacie o trzeciej w nocy się kończy, to się przeziłam (wtedy też
    zrozumiałam, co Grek miał na myśli, pisząc o oglądaniu "Magnolii"
    na "lekkim haju" :), i zaraz poleciałam do wypożyczalni po DVD!
    Właśnie skończyłam oglądać drugą połowę filmu ...

    PS
    /Polsat sprzedał widzom Magnolię w z godzinnym pakietem reklam!/


  • barbasia1 08.08.10, 13:23
    A i miałam dodać, że Mania ma rację, stanowczo za długi ten film,
    choć z drugiej strony, rozumiem intencje twórców, którzy chcieli,
    aby widz w miarę dobrze zpoznał się z bohaterami, wczuł się w ich
    stytuację, ich emocje.
    :)
  • grek.grek 08.08.10, 14:27
    To prawda, o czym piszesz. Problem w tym, że pisząc ileś historii naraz reżyser potraktował je wyłącznie pretekstowo i skrótowo, czym je niechcący jednak spłycił i uprościł, zwłaszcza wyjście z nich : chciał dać obraz kiepskiej kondycji człowieka u progu nowego wieka - dodatkowo, w najbardziej do tego predysponowanej, rzekomo, Kalifornii ;] - i wyraz własnej trosce moralnej, a bohaterowie mieli być, to moja opinia ofk, mniej ważni od jego owego moralnego zatroskania, mieli tę górnolotność jedynie wyrażać i jak to zwykle bywa wyszło na miarę talentu gawędziarskiego i błyskotliwości spostrzezeń i skojarzeń zaangażowanego reżysera ;] Który beztalenciem nie jest bynajmniej. Aż poleje się krew i Hard Eight też sam napisał i tam mu wyszło dobrze, bo na coś konkretnego się zdecydował w tamtych scenariuszach.
  • maniaczytania 08.08.10, 13:47
    hehehe :)
    Milo mi, ze sie ze mna zgadzasz/ zgadzacie :)

    Chociaz raz ;)
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • barbasia1 08.08.10, 14:03
    Zgadzam się z Grekiem (który zgadza się z Manią)! Nic dodać nic
    ująć.
    :)
  • grek.grek 08.08.10, 14:15
    A ja się zgadzam z Tobą i z Manią :]]]
  • barbasia1 08.08.10, 14:41
    grek.grek napisał:

    > A ja się zgadzam z Tobą i z Manią :]]]

    chichichi :)

    Niech żyje jednomyślność! :)

    (od czasu do czasu, oczywiście)

    Może coś jeszcze! ;)) powiem na temat "Magnolii", jak tylko ją
    lepiej przetrawię.

    Tom Cruise też mi się tu bardzo podobał, zwłaszcza w scenie w
    garderobie, w przerwie show-kursu, kiedy Frank nakręcony pierwszą
    jego częścią w podnieceniu skacze w samych slipkach przed
    dziennikarką. :) Zupełnie innego Toma zobaczyłam, chyba po raz
    pierwszy!
    I właśnie jego postać wydała się najciekawsza, zaintrygowała mnie...

    :)

  • grek.grek 08.08.10, 14:49
    W takim razie, trzymam za słowo :)

    Hehe, coś czułem, że ta scena z Kruzem zrobi furorę wśród płci piękniejszej ;]]
  • barbasia1 08.08.10, 15:25
    :))))

    Tom bardzo był przekonujący w tej scenie, prawdziwy ... :}

  • maniaczytania 08.08.10, 15:54
    Tom byl ok, troche przeciw swojemu dotychczasowemu wizerunkowi, ale tak, jak
    napisal Grek, dopoki nie zaczal plakac u tatusia.
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • barbasia1 09.08.10, 16:28
    To ja się lekko wyłamię z naszej jednomyślności wczorajszej - kupuję
    Toma i jego Franka Mackey'a w całości!

    :)
  • grek.grek 10.08.10, 13:35
    Tobie to tylko jedno w głowie ;))
  • barbasia1 10.08.10, 15:46
    ;)

    Zygmuntowi Kałużyńskiemu też się podbał Tom Cruise w "Magnolii",
    Napisał, że to być może jego najlepsza kreacja aktorska!
    Sama "Magnolia" tez została wysoko oceniona (bardzo dobry +),
    niestety tym razem w uzasadnieniu, jakoś mało krwistych konkretów.

    :)
  • grek.grek 08.08.10, 13:21
    Dowód, w TVP 1, 22:25 - podobno niezły. Ojciec, córka, schizofrenia, matematyczne zawiłości i zagadki, te sprawy ;] Hopkins i Paltrow.
    Californication w TVN. W POlsacie odpoczywają po wczorajszym. Heh, w sumie ost kilka dni całkiem daje radę, codziennie coś było na czym oko szło zawiesić.

    TVP kultura, jak widać proceder spychania dobrych filmów na pory niedostępne 90 % widzom trwa także i tam - "Amok" dają o 2:15, w joke-time. Brawo. A w prime-time enta [przeglądam ramówkę czasami, hehe] powtórka "Lotu". I wszystko jasne. "Amok" trochę pozuje na polskie Wall Street, a Baka na Gordona Gekko, ale to wcale nie razi i w ogóle ciekawie jest/byłoby sobie przypomnieć początki polskich przemian, ten nastrój boomu dla obrotnych i dostatecznie cynicznych i cwaniakowatych japiszonów zaraz po 89, który tutaj dominuje. A oni to dają o 2:15, w kanale, który ogląda ze 2 % ludzi w Polsce. Tak to se kulturę można szerzyć wśród morsów na Arktyce, o ile by im to pasowało.
  • barbasia1 08.08.10, 15:46
    Paltrow za rolę w "Dowodzie", jak podaje mój dodatek TV, została
    nominowana do Złotego Globu .

    A film jest adaptacją sztuki Davida Auburna.
    Może się skuszę!?

    To już 8 odcinek Cali! Jak ten czas leci!
    :)
  • pepsic 09.08.10, 12:47
    Mam wrażenie, że reżyser "Dowodu" lekko się pogubił, albo ja nieuważnym
    oglądaniem. Za to zdecydowanie na plus zaskoczyła mnie komedia na dwójce chwilę
    wcześniej pt. "Okrucieństwo nie do przyjęcia" z niespodziewanie dobrym
    Clooneyem oraz piękną i doskonale(!) ubraną Zetą Jones. Nie chodzi mi o fabułę
    (którą śledziłam jednym okiem), ale dobrą zabawę i udane, zabawne sceny głównie
    w sądzie.
    Spóźnione ps-y.
    1. "Teksańską masakrę" oglądałam w pierwotnej wersji z 1974 roku, odebrałam ją
    jako ramotkę nic jej nie ujmując jednakże, momentami nawet śmieszną zwłaszcza
    w scenach z tytułową piłą.
    2. "Lot nad kukułczym gniazdem" to "lektura" obowiązkowa. W zamierzchłych
    czasach nie wypadało nie być na tym w kinie oczywiście w pozytywnym sensie tego
    znaczenia.
    3. Meg Ryan, jak sama przyznała to i owo poprawiała w urodzie, ale jak kogoś
    lubię, to wszystko wybaczam. Komedie romantyczne, w których generalnie nie
    gustuję, jeśli oglądam, to tylko z jej powodu.
    Pozdrawiam :)
  • grek.grek 09.08.10, 13:27
    A, no bo "Okrucieństwo", to dziecko Coenów. Przyznam, ze przegapiłem wczoraj i jest mi głupio ;]

    ad 3 - wiesz, gustibus i tak dalej, ale trochę mi Meg Ryan pachnie Goldie Hawn, znaczy się, ze tak trochę kopią jej jest, nie wiem, czy udaną, bo jedna i druga mi nie w smak [zwłaszcza w kontekście ról jakie im przyszło grać], ale któraś jednak robi za oryginał ;) Ale to tylko wg mnie, takie wrażenie, heh.

    Pozdrowienia :]

  • pepsic 12.08.10, 21:37
    Coś w tym musi być, bo i Goldie Hawn lubię, choć filmy z jej udziałem umiarkowanie.
  • barbasia1 09.08.10, 18:04
    > 2. "Lot nad kukułczym gniazdem" to "lektura" obowiązkowa.

    To prawda.
    "Lot" widziałam wieki temu, w TV, niestety jeszcze nie zdążyłam
    odświeżyć.

    Pozdrówka :)
  • pepsic 12.08.10, 21:38
    No to się wyrwałam, jak Filip z konopi.
  • grek.grek 09.08.10, 13:20
    I jak, skusiłaś się ? oglądałaś ? Oglądaliście ? Jak było ?

    [ja jestem przed, wczoraj nagrałem, może dziś/jutro się zabiorę za konsumpcję ]

    Heh, no tak, to już 2/3, ale rozkręca się. Czesi, wyobraź sobie, kończą właśnie 2 serię (dzisiaj powtórka ostatniego odcinka) i zaczynają trzecią ;] Tak z biegu, 3 serie jedna za drugą, każdy odcinek z replayem w rytmie poniedziałek-piątek. W telewizji PUBLICZNEJ :) W POlsce - nie do pomyślenia sytuacja. Tutaj musi Californication wykupić komercyjny kanał i daje kolejne odcinki około północy - Czesi dają w poniedziałki o plus minus 22:30, powtórki piątkowe później, ale to z powodu ramówki i zdrowego rozsądku, bo powtórka nie może być na tych samych prawach, co pierwsza emisja.

    Dzisiaj, na mój gust, znów Polsat daje najlepszą rzecz - "Na fali" (22:15). Mimo że to powtórka, heh, ale im się rzadziej to zdarza niż częściej, a jesli już, to w dość porządnych odstępach czasowych. żeby się nie powtarzać :
    forum.gazeta.pl/forum/w,14,95533676,98048768,Re_Ojej_co_tu_wybrac_cz_2.html




  • barbasia1 09.08.10, 17:59
    grek.grek napisał:

    Obejrzałam połowę (postaram się dokończyć oglądanie dziś, na
    szczęscie jest w sieci :).
    Wczoraj "Dowód", ta pierwsza część, którą widziałam wydała mi się
    ciężkawa, momentami nudna /Pepsic, widzę też bez entuzjamu pisze
    o "Dowodzie"/. Ale nie wykluczone, że nie jestem/ nie byłam
    obiektywna, całkiem możliwe, że do takiego odbioru przyczyniło się
    lecące nieco wcześniej na TVP2 "Okrucieństwo nie do przyjęcia" , o
    którym wspomina Pepsic/ czarna komedia Joela Cohena i to całkiem
    zgrabna /zgrabna jak figura Catheriny Zethy-Jones!; piękne kreacje
    miała tu Catherina, to prawda Pepsic/, na którą trafiłam zupełnie
    przypadkiem /zwykle nie oglądam już rzeczy nie polecanych tu :)/ i
    która mnie wciągnęła.

    /Uwaga panowie, którzy nie widzieli filmu, komedia podaje skuteczną
    radę, co zrobić, żeby podczas rozwodu nie dać ani centa ze swojego
    majątku żonie, mimo że ta dysponuje ewidentnym dowodem zdrady
    mężowskiej w postaci nagrania wideo! ;) /


    Czesi rozsądni ludzie, no i mają szacunek dla widza, DBAJĄ o
    widza. Kto to widział, żeby nowości latały około północy albo i
    czasami później! Czyżby TVN-owi nie opłacało się dać Cali wcześniej?
    Nie wiem, czym oni się kierują puszczając Cali tak późno!?


    > Heh, no tak, to już 2/3, ale rozkręca się.

    hehe, no tak :))
    Lepiej późno niż wcale!

    A ta scena w odcinku 8., kiedy u Hanka zaczynają zjawiać się po
    kolei wszytskie kochanki, a ten ukrywa je w pokojach, jakby z
    komedii dell'arte była wzięta!? :)

    :)

  • grek.grek 10.08.10, 13:39
    Ja jeszcze nie zacząłem, ale dzisiaj się postaram obejrzeć.

    TVN to pewnie chce jednemu świeczkę, a drugiem ogarek, pokazujemy trochę świństewek, ale późno, a wcześniej, przez cały dzien, to się modlimy :)

    Dobry pomysł, fakt. I Hank w tym idiotycznym płaszczu kąpielowym. Chociaz i tak nie dorównywał on fikuśnością ręcznikowi, jak miał na łbie w pop odcinku, w którym wyglądał jak wezyr jakiś, hehe.
  • jehudimenuhi 10.08.10, 14:13
    zachęcony przez barbara1 nieśmiało wychodzę z propozycjami, ale jak już
    zaznaczałem muszę to czynić ostrożnie i ramówkę z racji wykupionego pakietu w
    HBO mam ograniczoną.
    A więc tak - komedia kryminalna "High Life" której w polskich kinach nie
    uświadczyliśmy zapowiada się całkiem ciekawie, bo rzecz dzieje się w Kanadzie, w
    latach 80, kiedy bankomaty na ulicach były zupełną nowością, a jeśli to komedia
    kryminalna to możecie się tylko domyślić reszty ;)
  • jehudimenuhi 10.08.10, 14:16
    tylko czwartek...
  • grek.grek 10.08.10, 15:25
    Śmiało, śmiało, bez zbędnych formalności.

    Niestety, nie doświadczam posiadania Hbo, więc : może o jakąś recenzję własną się pokusisz... :)
  • barbasia1 10.08.10, 15:29
    Praktyka czyni mistrza!
    Poćwiczysz, jehudimenuhi, pisanie w tym watku i nie będziesz robić
    błędów!
    :)
  • jehudimenuhi 11.08.10, 09:00
    barbasia1 napisała:

    > Praktyka czyni mistrza!
    > Poćwiczysz, jehudimenuhi, pisanie w tym watku i nie będziesz robić
    > błędów!
    > :)
    naturalnie, będę ćwiczył, postaram się to robić regularnie :)
    @grekgrek

    w takim razie w piątek najprawdopodobniej umieszczę jakąś recenzję na miarę
    moich możliwości
  • grek.grek 11.08.10, 13:04
    Dobra decyzja :)
  • jehudimenuhi 13.08.10, 12:48
    zgodnie z obietnicą miała być recenzja... ale zbieram w sobie jedynie tyle
    odwagi, żeby powiedzieć że jednak nie obejrzałem filmu, przepraszam ale
    temperatura mnie dobiła ;) mam nadzieję że dacie mi jeszcze jedną szansę :)
  • grek.grek 13.08.10, 15:13
    Hehe, żaden problem [ pogoda istotnie wredna jest :)]
  • pepsic 13.08.10, 16:56
    Przez dwa tygodnie o takiej marzyłam :)
  • barbasia1 10.08.10, 15:39
    grek.grek napisał:

    OK, ja też dziś będę kończyć "Dowód".

    Eeeee, ale TVN to znowu taką pobożną telewizją nie jest, nie ma
    znowuz aż tak wiele klimatów modlitewnych w ciagu dnia, albo nawet w
    ogóle ich nie ma. Za to są nudy często.

    >I Hank w tym idiotycznym płaszczu kąpielowym
    chichichichichi

    To był szlaforczek damski, Greku!!! zależący zresztą do córki
    Hanka, tej małej Becci! :)
    Wyłowiłam z sieci kilka dni temu zdjęcie Hanka w tym szlafroczku,
    ale teraz, qrka wodna, nie moge go znaleźć!!!

    Greku, coś słabo znasz się na damskich ciuchach!?! To
    niedopuszczalne! ;)))
  • grek.grek 11.08.10, 13:16
    Ja mam ciągle premierę przed sobą, co i rusz jakaś pierdoła mi przeszkadza rozpocząć ;)

    A faktycznie, to był szlafrok; hehe, no tak, znawca ze mnie żaden, zwłaszcza, ze nigdy nie musiałem żadnego faceta w sypialni gościć, a potem go ubierać, co mnie tylko cieszy, bo jak trafiają się strasznie wymagający i o nieprzewidywalnych, a za to fikuśnych, gustach ;)
  • grek.grek 10.08.10, 15:33
    A jeszcze, widzisz... Oglądałem wczoraj powtórkę ost odcinka 2 serii (na moje oko, jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy; i - nie wiem, nie zwróciłem uwagi, nie mam listy płac pełnej, ile odcinków w 2 serii pisał sam Kapinos, bo akurat ost odcinek jest jego autorstwa i od razu czuć róznicę, więc podejrzewam, ze jednak znaczną część w 2 serii pisali inni], a na koniec nowa wersja "California dreamin" i jak dla mnie, to kopia, zwana kowerem, przerosła oryginał, heh; check this up, jak to mówią w Hameryce :
    www.youtube.com/watch/v=cWwVrTniPH0
    I... ? :)
  • grek.grek 10.08.10, 15:35
    Teraz bedzie chyba lepiej :

    www.youtube.com/watch?v=cWwVrTniPH0
  • barbasia1 10.08.10, 16:06
    I... ? :)

    Ech! Fantastyczny kower!


    To ja Ci w ramach rewanżu niedawnego solenizanta (50 l.) na
    kalifornijskiej plaży w Malibu podrzucę (sorry za źródło) -

    www.pudelek.pl/artykul/26500/duchovny_bez_koszulki/
    :))
  • grek.grek 11.08.10, 13:20
    Dżizas :)) TRzeba przyznac, że człowiek się trzyma. My się tutaj przyzwyczailiśmy, że jak 5 dych, to musowo wygląd utuczonego misia Yogi albo zabiedzonego psa Huckelberry, że "trza wyglądać na swoje lata", a na świecie jakoś nie chcą tej naszej normy podzielać i bezczelnie odmawiają przedwczesnej starości.
  • barbasia1 11.08.10, 13:36
    Otóż to! :)
  • grek.grek 11.08.10, 14:23
    TVP 2 - Skrzywdzeni przez los, znacie ? Chyba jakaś premiera. Dobra godzina, 23;55 ;))

    POlsat, 3 jeden po drugim od 20:00
    Switch (dla Ellen Barkin warto obejrzeć, jestb świetna), Telemaniak (który już raz w polish tiwi), Maska diabła (Romero, ale już lepiej daliby powtórkę Nocy Zywych Trupów, bo Maska słaba jest, niestety; a najlepiej wrzuciliby coś nowego)

    TVN, Prawdziwa zbrodnia - po raz 34 albo 79 nie wiem, bo straciłem rachubę. Moment, kiedy Clint znajduje rozwiązanie - dobry, a potem można wyłączyć telewizor, bo wiadomo jak się skończy :)
  • barbasia1 11.08.10, 14:42
    > TVP 2 - Skrzywdzeni przez los, znacie ?

    Nie, nie znamy i nawet chętnie byśmy obejrzeli, gdyby nie koszmarna pora, bo
    film zapowiada się naprawdę ciekawie:
    www.telemagazyn.pl/program/3521177161.html
    Greku, może byś nagrał i opowiedziałam nam ten film, bardzo bylibyśmy Ci wdzięczni!?

    :)

  • grek.grek 12.08.10, 13:13
    O kurde, wylogowałem się (dosłownie i w przenośni) i nie przeczytałem tego Twojego posta... no pech. A po meczu (hehe), telewizorni nie śledziłem w żadnym wymiarze, więc, ostatecznie : nie widziałem tego filmu... cóż, ale nie ma strachu w naszym fachu - na pewno kiedyś powtórzą, pewnie nie będą z tym nawet bardzo zwlekać, znając polish tiwi, więc jeszcze sobie to odbijemy, bez wzg na porę emisji.

    Co tam jakieś ajrisze, dzisiaj next Wallander - dla fanów, a zwłaszcza, jak wskazuje tutejszy barometr - fanek :) Dla niefanów-Wallandera telewizja nie przewidziała żadnych atrakcji ;]
  • barbasia1 12.08.10, 13:19
    > Dla niefanów-Wallandera telewizja nie przewi
    > działa żadnych atrakcji ;]

    !!!
    Dokładnie to samo pomyślałam!

  • barbasia1 12.08.10, 16:21
    Miałam jeszcze dodać -

    grek.grek napisał:

    > O kurde, wylogowałem się (dosłownie i w przenośni) i nie
    >przeczytałem tego Twojego posta... no pech. [...]nie widziałem tego
    filmu [...]

    Żaden pech, żaden problem;
    No właśnie na pewno jeszcze będzie okazja!
    :)
  • grek.grek 13.08.10, 12:50
    A to na pewno :].

    Jak tam "Dowód" ? Dokończyłaś już ?
  • barbasia1 13.08.10, 13:39
    grek.grek napisał:

    > A to na pewno :].

    Dokładnie tak, Greku! :)))))))

    Wiesz, w sumie na tym środowym filmie to mi aż tak bardzo nie
    zależało ... ;)


    >A po meczu (hehe),

    Mignął mi mecz w środę, akurat Kamerun strzelał nam trzecią bramkę,
    po czym kibice zawołali gromkim głosem "Jeszcze jeden! Jeszcze
    jeden!". Kibice polscy tak krzyczeli! :)
    Czy ja się nie przesłyszałam? ;))

    > Jak tam "Dowód" ? Dokończyłaś już ?

    Wczoraj wieczorem byłam już blisko! Dziś na pewno dokończę!
    Przeczytałam Twój kometarz na temat "Dowodu", świetny, podpisuję się
    pod nim w pełni! :)
  • grek.grek 13.08.10, 14:27
    Tak, czy owak - jak będzie powtórka, to się nim zajmiemy/zajmę :)

    Hehe, no tak, tak krzyczeli, i naprawdę to byli polscy kibice. Moze i dobrze, że od okrzyków, zeby, jakby to ująć... "kopulować z PZPN" przeszli do szyderstw i dopingu dla przeciwników.

    Dzięki, aczkolwiek mam nadzieję, że nie wyczerpałem tematu i jeszcze coś dorzucisz po skończeniu :)
  • barbasia1 13.08.10, 14:53
    Oczywiście! :)
    Pod warunkiem, że będziesz/emy w zasięgu 'telewizorni'! ;)


    > e od okrzyków, zeby, jakby to ująć... "kopulować z PZPN" przeszli
    >do szyderstw i dopingu dla przeciwników.

    hahaha
    To fakt! Na pewno była to o wiele bardziej subtelna i wyrafinowana
    krytyka gry naszych piłkarzy!

    Postaram się!!!
    /Ech, ile ja już rzeczy naobiecywałam!/
  • barbasia1 12.08.10, 13:16
    Dziś kolejny odcinek Wallandera, zatytułowany "Więzy Krwi", godzina
    22.05! (i żadnych meczów przed).
    Nie wiem tylko, co zaproponować niefanom Wallnadera?

    :)
  • grek.grek 12.08.10, 14:15
    O, możliwości jest całe multum :) Damy radę.
  • barbasia1 12.08.10, 15:22
    :) To dobrze!
  • maniaczytania 12.08.10, 18:52
    Ja jakas fanka Wallandera chyba juz nei zostane :)

    Zamierzam sie dzis na "Raport Pelikana" - pierwszy raz po przeczytaniu ksiazki.
    Tylko jakos teraz bedzie mi trudno patrzec na Denzela - w oryginale dziennikarz
    jest bialy!!!
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • pepsic 12.08.10, 21:32
    Ja natomiast wpadłam po uszy, ale w wersję szwedzką. Nie dane mi było obejrzeć dwóch ostatnich odcinków. Ciekawe, czy w sprawach sercowych bohatera coś drgnęło :)
  • pepsic 12.08.10, 21:34
    Kiedyś mi się podobał, tak jak i gł. bohaterowie, ale ileż można?
  • baabeczka 13.08.10, 10:59
    Witam milosnikow Wallandera,ogladalam wersje szwedzka i
    angielska,kiedys na Ale Kino.
    Szkoda,ze nie ma juz nic nowego,tylko powtorki,a p[olsatowskie
    reklamy zabijaja tempo i niepotrzebnie przedluzaja,ale i tak wole
    w. szwedzka,jakas bardziej mroczna, i tajemnicza:-)
    Po angielsku wypada jak zwykly kryminal,ale w dobrej obsadzie.
  • pepsic 13.08.10, 13:48
    Miło nam, ja z tych nieserialowych, więc chaotycznych, dlatego
    powtórki mile widziane, choć rzeczywiście większy komfort z
    oglądania miałam w Ale Kino! Osobiście bardziej przypadła mi do
    gustu nowsza wersja szwedzka, a angielską, choć pojęcie mam blade -
    podobnie uważam za mniej klimatyczną. W obecnej wersji polsatowskiej
    trochę nie leżą mi relacje z córką. Wallander nie wygląda na ojca
    zaniedbującego obowiązki rodzicielskie, ale pozory mylą, a i zdaje
    się miał przed laty kłopoty alkoholowe(?). Nie jest też dobrym
    pomysłem i zdrowym, aby pracować razem w specyficznych warunkach
    zwłaszcza w obliczu niewyjaśnionych zaszłości rodzinnych. Barbasiu,
    czy w poprzednich odcinkach nasz bohater ruszył do boju o wdzięki
    blondyny, bo wczoraj znowu dopadła go samotność ze szklaneczką
    whisky. Z kolegą na urlop? Oj nie!
  • barbasia1 13.08.10, 14:20
    pepsic napisała:
    Ciekawe czy te nowe odcinki szwedzkiego serialu też nam Polsat
    pokaże w najbliższym czasie, w ogóle?

    Wallander nie wygląda na ojca
    > zaniedbującego obowiązki rodzicielskie, ale pozory mylą, a i zdaje
    > się miał przed laty kłopoty alkoholowe(?).

    Cała jego rodzinę nękają rozmaite problemy - żona Wallandera miała
    też jakieś kłopoty ze sobą (z powodu Wallandera?) , jeśli się nie
    przesłyszałam, przebywała w spitalu psychiatrycznym.
    Wczoraj z kolei wyszło, że Linda jako nastolatka z powodu depresji
    też trafiła do szpitala psychiatrycznego (wtedy ojciec zdaje się
    nie mieszkał już z nią i z matką).

    Nie , nie, Pepsic, jakoś ostatnio owa emergiczna i fertyczna
    blondyna znikneła z pola widzenia!?

    >Z kolegą na urlop? Oj nie!
    haha :)

    Aleee jest duze prawdopodobieństwo, że na urlopie z kolegą można
    zapozać jakieś dwie miłe urlopujące koleżanki. Ja urlopując z
    koleżanką głównie poznawałam inne miłe uroplujące koleżanki,
    niestety! ;//

  • pepsic 13.08.10, 16:54
    Jeśli już, to musiałby koniecznie zabrać ze sobą trochę bardziej wyjściowego kolegę i koniecznie bardziej rozrywkowego, bo do tamtego (z całym szacunkiem) nie sądzę, aby kobiety lgnęły.

    Ps. Wybrańców spotyka się często tam, gdzie się ich człowiek najmniej spodziewa.
  • barbasia1 14.08.10, 09:18
    hehe
    W sumie racja!
    Choć mało przystojny kolega to mniejsza konkurencja! ;)

    Wybrańców spotyka się często tam, gdzie się ich człowiek najmniej
    spodziewa.

    Święte słowa!
  • pepsic 14.08.10, 13:32
    Większa jest szansa, że z wianuszka otaczającego amanta/tkę wyłuska się coś dla siebie. :)
  • barbasia1 13.08.10, 14:22
    baabeczka napisała:
    > p[olsatowskie
    > reklamy zabijaja tempo i niepotrzebnie przedluzaja,

    Otóż to!

    Ciekawa jestem tej wersji angielskiej.
  • maniaczytania 13.08.10, 20:12
    I tak nie obejrzalam - poszlam spac ok. 21.00 ;)))
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • barbasia1 13.08.10, 13:59
    > dwóch ostatnich odcinków. Ciekawe, czy w sprawach sercowych
    bohatera coś drgnęło :)

    No więc tak, nasz Wallander miał tylko jeden przelotny romans (3
    tygodnie temu w odcinku pt. Kontener!), a właściwie chyba tylko
    jedną upojną noc spędził z (całkiem przystojną :) ważną panią (!)
    inspektor ze stolicy, która do Ystad w sprawie nielegalnych
    imigantów została oddelegowana.

    Z satysfakcją pragnę zauważyć, że Mankell zdaje się popierać
    równouprawnienie kobiet i mężczyzn!
    :)

  • pepsic 13.08.10, 16:38
    Eh ci scenarzyści - feminiści nie mają litości dla naszego ulubieńca :)
  • barbasia1 15.08.10, 23:23
    pepsic napisała:


    >scenarzyści - feminiści
    :)))

    No tak, wielki (niepierwszy!) minus dla pana scenarzysty- Mankellaza to,
    że zapomniał o wątku uczuciowym naszego ulubionego komisarza.
    :)

  • grek.grek 13.08.10, 11:53
    "Dowód", rzeczywiście, jak pisała Pepsic : generalnie - nieprzekonujący, jak pisała Barbasia - jakiś bez autentycznej głębi i bigla, choć [może nawet paradoksalnie] jego kameralność mnie osobiście przypadła go gustu. W sumie, sam tytułowy dowód, to tylko pretekst, bo w gruncie rzeczy chodzi o niepokój, z którym się zmaga bohaterka - że skoro okazała się matematycznym talentem na miarę wybitnego ojca, to jednocześnie najpewniej oddziedziczyła też po nim gen szaleństwa i wkrótce zwariuje, jak on. Kiedy wychodzi na jaw, że stary zostawił w licznych notatkach własnie ten wiekopomny dowód, bezskutecznie poszukiwany od zarania dziejów przez naukowców i kiedy córka zdradza, ze nie on, a ona sama go wyprowadziła i siostra (która już ją traktuje jak niespełna rozumu) oraz młody kolega śp ojca, naukowiec, jej nie wierzą - ona, w odruchu ambicjonalnym, się upiera, że to jej dzieło; ale ciekawe, ze z czasem jakby jej przestawało zależeć na udowodnieniu swojego autorstwa, bo zdaje sobie sprawę, że jeśli naprawdę ona to wykonała (nie pamięta całej sytuacji dostatecznie dobrze, z czasem sama dochodzi do prawdy, a nie jest to proste), to bedzie kolejna przesłanka ku temu, ze czeka ją powtórka losu ojca, a nawet lepiej - że może już fiksuje, już coś jest nie tak, bo pamięć szwankuje, nerwy zawodzą. Ciekawa sprawa. I Paltrow naprawdę mi się podobała w tej roli i w tym zamieszaniu. Mówcie, co chcecie, ale to jest dziewczyna z potencjałem.

    "W pogoni za Holdenem", to leciało wczoraj, około północka w Dwójce.
    Rozchodziło się o chłopaka z przeszłością : zrozpaczony po smierci brata, który strzelił samobója z powodu nieakceptacji jego homoseksualizmu przez ojca [gubernatora stanu, co w gejostwie starszego syna widział problem mogący jego karierę polityczną wywrócić], sam mało nie powtórzył tego wyczynu i trafił do zakładu zamkniętego. Po wyjściu idzie na studia, gdzie dostaje zadanie : dopisać dalsze losy Holdena Caulfileda, bohatera Buszującego. Chłopak (Neil) sobie imaginuje, ze może to zrobić tylko za pomocą rozmowy z Salingerem. Problem w tym, ze pisarz się zaszył zaraz po opublikowanu swojej powieści i nie sposób się z nim skontaktowac. Neil najpierw pisze i wysyła płomienny list do pisarza, a potem postanawia pojechać do miasteczka, gdzie Salinger mieszka. Zabiera ze sobą nowo poznaną dziewczynę. I to co z początku wygląda na fajną przygodę wkrótce zamienia się w serię kłopotów i wpadek na miarę samego Caulfielda : a to ktoś chce zgwałcić dziewczynę, a to ratują dziffkę z rąk nieuczciwego klienta, a to muszą obrabować sklep, zeby mieć na dalszą podróż i na jedzenie; aż wreszcie zdradzającego objawy niezdrowia Neila [ciągle próbuje porównywać swoje poczynania z fikcyjną postacią Caulfielda; dziwnie się cieszy kiedy odwiedza pomnik Lennona i wspomina, ze jego zabójca, Campbell, dedykował swój czyn właśnie bohaterowi Buszującego; o swoim nieżyjącym bracie mówi jakby tamten żył, wymachuje pistoletem, który nosi w torbie, uwaza, że jest ścigany przez ludzi nasłanych przez swojego ojca, który koniecznie chce go zawrócić z drogi, żeby mu obciachu nie narobił - co akurat ma swoje racjonalne postawy w dbałości ojca o publicity, a w gazetach piszą, ze Neil "uciekł i porwał swoją koleżankę", co jest brednią, bo sama się do niego przyłączyła, bo się sobie spodobali na studiach, a w dodatku w trakcie podróży to ona rabowała kasę w sklepie, kiedy on zagadywał sprzedawcę, a poza tym, to w hotelu mieli swój pierwszy raz i w ogóle romantycznie im było, do czasu...] opuszcza jego dziewczyna, tuż przed osiągnięciem celu podróży.

    Ona zostaje na drodze, w mrozie, a on jedzie dalej. Problem jest taki, ze jest ona cięzko chora, ma wrodzoną skłonność do tętniaków, w każdej chwili może umrzeć. I faktycznie, na tej szosie, dygocącą z zimna, dopada ją jakieścoś.

    Neil dociera do miasteczka, gdzie niby na mieszkać Salinger, udaje mu się namierzyć jego dom [dorośli mieszkańcy szanują Salingera i nikt mu nie chce pomóc w odszukaniu jego domu. Oprócz interesownego dzieciaka, który za 20 dolków zrobi wszystko, hehe]. Neil dostaje się na posesję, widzi Salingera idącego na spacer z psem, staje za nim i mierzy do niego z pistoletu, jakby chciał zostać Campbellem 2.0, ale przypomina sobie słowa swojej dziewczyny, ze to on sam w sobie powinien odnaleźć odpowiedź na zadane pytanie, o hipotetyczne losy Holdena, i odstępuje od zamachnięcia się. W zasadzie, to trudno orzec, co to miało znaczyć. Że Holden, jakby przeżył, to by zabił swojego twórcę ? To ma być temat pracy szkolnej ? Czy może poszukiwanie tematu przestało być ważne, a najwazniejsze i jedynie istotne stało się poszukiwanie siebie, równowagi w sobie, przetrawienie śmierci brata, z którym to problemem Neil mial zdaje się największy zgryz.

    Więc Neil zostawia tego całego Salingera w spokoju i wraca po dziewczynę, która już karetka zgarnia z ulicy. W szpitalu z nią siedzi, aż do jej śmierci, bo umiera ona szybko. A potem zjawia się jego ojciec, padają sobie w objęcia, jakieś męskie łzy i kaniec filma.

    Nieco chaotyczny, niedopracowany na poziomie motywacji bohatera, momentami dość naciągany [kiedy dziewczyna Neila atakuje go za to, że jest "nienormalny", chociaż jakoś po nim wcale szajby specjalnej nie widać, a jej wybuch był zdecydowanie zbyt spontaniczny i słabo umotywowany poprzedzającymi go sekwencjami, w których jakoś świetnie się bawiła i nic go nie zapowiadało, a już powodu, jak wyżej - w ogóle dostrzec nie sposób], na Neilu pobyt w zakładzie specjalnym też jakoś śladu nie zostawił wyraźnego, trochę cały dramat sztukowany był. Ale, w sumie dało się to zjeść :]
  • pepsic 13.08.10, 13:58
    Z potencjałem - na pewno, ale wiem, że taka "wygięta w tył"
    (w "Dowodzie" tego akurat nie eksponowała) podoba się panom, ale ja
    zwyczajowo już nie potrafię się zdecydować :)
    Ps. Szczerze mówiąc dalej nie wiem, o co chodziło, czy o swobodne
    podejście do życia (kurtka dżinsowa na pogrzebie ojca), rozterki
    geniuszowe, czy chorobę psychiczną?
  • grek.grek 13.08.10, 14:35
    Haha :) No ja np Paltrow niespecjalnie pożądam, ale jej aktorstwo mnie, w tym filmie, przekonało.

    Wg mnie, chodziło o lęk przed przeznaczeniem, przed dziedzictwem ojca - matematyczny talent w pakiecie z chorobą psychiczną. dlatego dziewczyna nie mogła się przekonać do swojego autorstwa tego dowodu, nie chciała się z nim ujawnić, nie chciała wejść w świat cyfr, matematyki licząc na to, ze im dalej od niego się usadowi tym będzie bezpieczniejsza, że nie podzieli losu starego. Umiejętność przeprowadzenie tego dowodu, w zasadzie bezwiednie, ciurkiem, strumieniem ("po prostu łączyłam ze sobą punkty") przeraziło ją, skala mozliwości ją przeraziła, bo równała się potencjałowi ojca, a więc i stopniu skłonności do schizofrenii, wg niej - jej nieuniknioności, zwłaszcza gdy będzie eksploatować swój umysł w matematycznych poszukiwaniach i poglębiać/przyspieszać rozwój choroby. Dlatego chciała wyjechać, rzucić wszystko, mimo namów tego chłopaka, ale scenarzysta każe jej podjąc rękawicę, zaryzykować - może zachoruje, a może nie, ale musi spróbować samorealizacji na płaszczyźnie na której jest ona najbardziej i najbujniej możliwa. Tak to wyglądało, wg mnie :).
  • pepsic 13.08.10, 16:41
    Ale przeciętny człowiek (ja) może się pogubić :)
  • grek.grek 14.08.10, 12:44
    Kokietujesz :)

    Przyszło mi do głowy jeszcze, ze sam tytuł dałoby się odczytać dwojako : raz, "dowód", jako dowód matematyczny sam w sobie, a dwa - "dowód", w znaczeniu : dowód matematyczny, którego umiejętność wyprowadzenie bohaterka traktuje jako dowód na to, ze jest genetycznie skażona tym, co ojciec - talentem matematycznym i niszczącą chorobą.
  • pepsic 14.08.10, 13:29
    Jednak wolę filmy bardziej przejrzyste i nadal się upieram, że reżyser
    przekombinował każąc widzowi dopisać ideologię we własnym zakresie. W tym
    upatruję słabość filmu.
    Ps. Raczej realistka ;)
  • barbasia1 13.08.10, 15:14
    "W pogoni za Holdenem" - współczesna wersja, wariacja na
    temat "Buszującego w zbożu"?

    Dzięki!
    :)
  • grek.grek 14.08.10, 12:49
    Nie czytałem Buszującego, niestety, tylko bryki rózne. Nie bardzo się orientuję, na ile Neil powtarza drogę Holdena i nie bardzo odczytuję, co miał znaczyć na końcu ten gest wymierzania pistoletu w plecy Salingera, w stylu z kolei Chapmana, zabójcy Lennona, który uważał się za realne wcielenie Caulfielda.

    Btw, czy to nie zabawne, że Buszujący jeszcze nie został zekranizowany, a o Chapmanie zrobiono właśnie film ["Chapter 27" z główną rolą Jareda Leto] ? ;)
  • grek.grek 13.08.10, 15:00
    Jedynka miota sensacyjo-sajensfykszyn & "Dentystą" (oglądałem dawno temu - dość oklepany, facet mści się na zdradzającej go z czyścicelem basenów żonie, za pomoca wyrwania jej wszystkich zębów i to bez nowokainy ;)]

    TVN będzie męczył Harrym Potterem powtarzanym do upadłego [nic to, grunt że na 3,5 godziny ramówka zawatowana]. Blade'a pasjami pożeram, ale to jest również enta powtórka w relatywnie krótkim okresie czasu - tak mozna uprzykrzyć widzowi nawet najciekawszy film, a pewnie zechcą powtarzać całą trylogię. Btw, kto nie widział - polecam :]

    POlsat znów wygrywa - "Tożsamość", opis brzmi nieźle, wygląda na jakiś klaustrothriller : dziesięć osób zamkniętych w hotelu na odludziu, podczas burzy, w niewyjaśnionych okolicznościach zaczynają wyparowywać. Obsada niezła : z Liottą, De Mornay, Cusackiem i Moliną, czyli cały zwyczajowy support gwiazd tym razem na pierwszym planie bedzie, plus - my beloved Cleą DuVall; reżyserkę wziął Mangold, jakby nie patrzeć - sprawny w te klocki, więc jesli tylko scenariusz jest zgrabny, to może z tej mąki jakiś chleb się upiecze, heh.
  • misiania 13.08.10, 15:08
    Setka :)
  • misiania 13.08.10, 15:26
    a skoro setka upolowana, to teraz ad rem. Na AXN o 21:00 Trudne słówka -
    bezpretensjonalna komedia (z Adamem Sandlerem wyjątkowo nie w roli idioty).
    Bardzo sobie ten film ulubiłam, jest taki uroczy. Nielegalna imigrantka z
    Meksyku, nieznająca angielskiego, wraz z nastoletnią córką (znającą angielski)
    przyjeżdża do Kalifornii i zostaje gospodynią domową w zamożnej, acz
    dysfunkcyjnej rodzinie. I obserwuje dziwaczne dla niej zachowania Amerykanów,
    którzy mówią i robią rzeczy dla niej niezrozumiałe - niezrozumiałe nie tylko
    dlatego, że nie zna angielskiego. Prawdziwą perełką jest scena, w której Flor
    (nasza meksykańska bohaterka) opieprza Johna (Sandler w roli pana domu), bo jej
    zdaniem działa niepedagogicznie i wtrąca się w wychowanie jej córki. tłumaczką
    między nimi jest właśnie córka Flor, dzielnie (choć z lekkim zażenowaniem)
    przekazująca treści wypowiedzi dorosłych, łącznie z intonacją i gestami. Polecam
    :)))
  • grek.grek 14.08.10, 12:38
    Setka wychylona ;)

    O, Adam Sandler wyjątkowo nie w Nowym Jorku... :)
  • barbasia1 16.08.10, 16:45
    HA! Dobrze opisane! Widziałam tę zabawną scenę całkiem niedawno w
    przerwie jakiegoś filmu na innym kanale, a teraz wiem, co to za film, jaki
    ma tytuł!

    :)
  • barbasia1 13.08.10, 15:23
    Dziś powinien lecieć "Trzynastego w piątek", hehe.

    "Dentysta" [...] >facet mści się na zdradzającej go z czyścicelem
    basenów żonie, za po> moca wyrwania jej wszystkich zębów i to bez
    nowokainy ;)]

    Koszmar!!!

    Tożsamość - obsada rzeczywiście interesująca, może więc się
    skuszę?? ...
    :)

  • pepsic 13.08.10, 16:48
    Co jest bardziej oklepane: zdrada żony z czyścicielem basenów, czy zemsta w
    postaci usunięcia bez znieczulenia pełnego uzębienia?
    ;)
  • grek.grek 14.08.10, 12:34
    ;]]

    Zdecydowanie, naj oklepana jest już moja stylistyczna niezgułowatość :)

    Akcja oklepana, znaczy się schematyczna jest : kopnięty paranoik + impuls + szlachtowanie seryjne za pomocą ulubionego urządzenia, w którym ginie każdy, kto się nawinie.

  • pepsic 14.08.10, 13:24
    Nic podobnego, mnie rozśmieszył żart, bo tak to odebrałam :)
  • grek.grek 14.08.10, 14:50
    Aaaaaaa... ot, po prostu ja zbyt zrywny w kojarzeniu nie jestem ;]
  • barbasia1 14.08.10, 09:26
    Nawet niezły thriller, z aluzjami do klasyki - "Psychozy" Hitchcoca
    (mordercą człowiek o rozszczepionej osobowści), tempo, napięcie, nawet,
    nawet. Tylko nie wiem, kto byl mordercą??? (b. chciałam obejrzeć do końca,
    ale niestety nie mogłam) Jeśli nie właściciel motelu (Pscyhoza) i nie
    seryjny morderca, ten świński blondyn, to kto? Czyżby uczynny i troskli
    wybyły policjant i kierowca aktorki, pan o smutnej twarzy (Cusac)? Ale
    przecież na ubraniu nie miał zalnych sladów tak krwawych zbrodni?
    Sijulejter!
    :)
  • grek.grek 14.08.10, 12:30
    MOrdercą (czyli osobowością zwycięską w wojnie między tożsamościami tego killera) był... ten chłopiec mały :) On zabijał, a na końcu zabił także tę eks-dziffkę, która, wydawało się, jako jedyna ocalała. A więc osobowość morderczego chłopca stała się jedyną osobowością - wiezionego więziennym autem akurat - killera, który atakuje kierowcę i lekarza jadących z nim i auto staje na drodze, w dekoracjach pustynnych. Co dalej ? Nie wie nikt :)

    Fakt, ta przerzutka nagła, że cała akcja rozgrywa się w głowie killera, że te postaci są tworami jego zeschizowanej mózgownicy, była naprawdę niezła. Za sam ten pomysł i moment, kiedy twarz Cusacka okazuje się nie jego twarzą, a łysego grubasa, film zasługuje na plusa :)
  • barbasia1 15.08.10, 23:12
    grek.grek napisał:

    > MOrdercą (czyli osobowością zwycięską w wojnie między tożsamościami tego
    >killer a) był... ten chłopiec mały :)

    Nieeee! Nie wierzę!

    Kretynski pomysł, idiotyczne rozwiązanie i to po całkiem przyzwoitym
    początku, czy nawet połowie filmu, nie sądzisz, Greku!!!

    :)
  • grek.grek 17.08.10, 12:53
    Też odniosłem takie wrażenie, aczkolwiek trzeba wziąć poprawkę na fakt, że te postacie, to nie były to realne byty, a rzecz cała działa się w głowie tego zabójcy, który swoje odczucia mógł/był zmuszony lokować dowolnie i niezależnie od tego, czy takie plasowanie się z potencjalnie logiczną rzeczywistością jakoś zgadzało, czy nie :)
  • barbasia1 17.08.10, 14:54
    Zaraz, zaraz to ja tu chyba czegoś nie rozumiem. Przecież to była, o ile
    dobrze zrozumiałam, rekonstrukcja "autentycznych" wydarzeń, o których
    opowiada, to fakt, moderca-psychopata.

    Czyli nie dzieciak, a ktoś inny (ale nikt z z tej grupy przebywających w
    motelu) byłby mordercą? Taak?

    :)
  • grek.grek 17.08.10, 15:40
    No to trochę się czuję skołowany :]
    Mordercą był na pewno dzieciak, zresztą dokładnie to jeszcze unaoczniono w ostatnich sekwencjach, najpierw tej ww, teledyskowej, w której widać jak kolejno szlachtuje bohaterów, a potem kiedy zabija tę dziewczynę, co ocalała, tylko po to, żeby on mógł ją dopaść i zabić.

    I było to starcie osobowości tego kilera, konflikt ich, z którego wyszła jedna osobowość, która miała zdominować jego charakter, a którą okazała się osobowość chłopca-mordercy, ergo ; postaci realne miały uosabiać osobowości killera, więc ich realność była pozorna, w zasadzie ograniczała się do prawdziwych danych osobowych, bo w realu były to wyłącznie futerały na wcielenia killera.

    Tak jak to rozszyfrowałem.
  • barbasia1 17.08.10, 16:06
    Muszę się chwilę zastanowić nad taką interpretacją ...

    :)
  • barbasia1 18.08.10, 14:43
    Teraz już rozumiem!!! (jakieś chwilowe ciężkie otumanienie mnie
    wczoraj naszło).

    W takim razie zupełenie inaczej postrzegam teraz ten film. Niezły
    pomysł!

    :)

    /Muszę jednak obejrzeć jednak końcówke filmu!/
  • maniaczytania 15.08.10, 09:22
    przypomnialo mi sie, ze w piatek obejrzalam na TVN 7 "Bez granic" melodramat
    amerykanski z Angelina Jolie i Clivem Owenem. Moze jak mi sie wena nawinie, to
    cos wiecej napisze :)
    Ale ogolnie fabula naiwna, choc poruszajaca trudny temat - pomocy uciskanym
    ludnosciom - przewija sie Afryka, Kambodza, Czeczenia.
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • pepsic 15.08.10, 11:23
    Miałam wrażenie, że oglądam telenowelę na tle autentycznych ludzi i wydarzeń.
    Całości nie dałam rady.
  • grek.grek 14.08.10, 15:02
    Jedynka, 22:45 - Hooligans, czyli znów publiczna o kibolach; ciekawe będzie porównanie tego obrazka obyczajowego z "Football Factory", który był niedawno w Dwójce. No i Elijah Wood w roli eks-studenta wchodzącego w rzeczone środowisko - filigranowy chłopaczyna o twarzy wzbudzającej uczucia macierzyńskie nawet u mężczyzn wśród szermierzy sztachetami i rzucaczy kostką brukową rodem z pubów i podlondyńskich osiedli robotniczych ? To może być prawdziwy moment Kodaka ;)

    TVN daje w tym czasie "Wirus" - było parę razy już, nawet coś tam grafomaniłem o tym. Opuszczony statek, bojowe hybrydy ludzi i maszyn przeciw grupie przypdkowych gości tego statku, Jamie Lee Curtis, dużo biegania, strzelaniny, generalnego bum-bum.

    Polsat reklamuje "Osaczoną" (23:00) jako "film Ridleya Scotta". Kurde, orajt, to Scott zrobił, a leci to w nieoficjalnym cyklu filmów mistrzów kina - niby się zgadza. Tylko, że Osaczona w filmografii Scotta nie jest jakąs ważną pozycją. Jesli miał być koniecznie Scott, to dlaczego nie np "Łowca androidów", pokazywany najrzadziej, a być moze jego najlepszy film [chociaż akurat w jego przypadku jest to ryzykowna próba klasyfikacji, bo Thelma & Louise i Ósmy, to są filmy znakomite, wybitne nie tylko w obrębie własnego gatunku] - byłaby okazja go sobie odświeżyć. A tutaj... wieczór ze Scottem i... "Osaczona". Cóz za strata szansy...
  • grek.grek 15.08.10, 10:51
    W sumie Hooligans lepszy od Football Factory - surowszy, prawdziwszy; fabuła, a nie ilustracja z podręcznika i instruktaż. bez tego poczucia humoru i trików montażowych, ale za to ze szczyptą dramatyzmu.

    Też pokazujący światek kiboli brytyjskich i ich lajfstajl, czyli nine-to-five, a potem piwko, pub, koledzy, a w sobotę mecz i ganianie ze sztachetami za innymi kibicami - ale ciekawiej to wyglądało, bo widziane było oczami przybysza z obcej planety, czyli Amerykanina, który dopiero co został wysiudany [za nie swoje przestępstwo uczelniane, czytaj : jego współlokator trzymał proszki do nosa w jego szafie] z Harvardu - o piłce nie ma pojęcia, a tym bardziej o otoczce kibolskiej wokół niej, więc wszystko jest dla niego kompletnie nowe i patrząc z jego perspektywy, co się jakoś tak narzuca w toku narracji, też ogląda się rzecz całą inaczej, nawet jeśli się jakąs tam orientację w terenie posiada. Uwiarygodnia to maksymalnie dziecinno-chłopięcy Elijah Wood.

    Fabuła prowadzi do mniejszych i większych dramatów : jednego po drugim, z dekonstrukcją rodziny spowodowaną kibolskimi porachunkami za niespłacone krzywdy [naciąganą trochę, bo weteran-kibol mści się na eks-kibolu z drugiej ekipy za to, że jego syn wiele lat temu zginął w zadymie między ich bandami, tak jakby nie mógł go odnaleźć i się zemścić, skoro tak tego pragnął, i musiał czekać na to tyle czasu, aż ktoś da mu cynk o jego obecności w zasięgu rzutu beretem] ze zgonem włącznie, ale pokazuje trzy optymistyczne rzeczy. Pierwsza, w pewnym momencie dochodzi do zdrady w szeregach bandy, w której jest Amerykanin, co pociąga za sobą serię tragicznych wydarzeń, ale na końcu zdrajca się rehabilituje i częściowo odkupuje swoją winę; druga, Amerykanin znajduje w kibolach wspólnotę, w której poznaje znaczenie słowa lojalność, szczerość, jakiego nie dane mu było poznać na szacownej uczelni; trzecia, dla Amerykanina okres spędzony wśród kiboli staje się okresem przyspieszonego dojrzewania do dorosłości, odpowiedzialności i zrozumienia świata, w którym żyje, i że - jak rzuca tekstem "czasami tzreba się postawić, a czasami najlepiej odpuścić", co realizuje w ostatniej scenie w praktyce odwiedzając, już w Nowym Jorku, tego kolegę, który zioło trzymał w jego szafce i którego nie sypnął, dając się wywalić ze szkoły, za co ten kolega miał się odwdzięczyć - przydubuje go w klozecie, grożąc mu piąstką wymusza na nim przyznanie się do winy, a wszystko cichcem nagrywa, dzięki czemu wróci na Harvard, dokończy studia i zostanie dziennikarzem. A potem lezie ulicą i śpiewa hymn kiboli West Ham United.


  • barbasia1 15.08.10, 23:15
    A ja bym powiedziała, oczywiście na razie ostrożnie, że "Football
    Factory" jednak lepsze od "Hooligans" ...


    cdn.
  • barbasia1 15.08.10, 23:27
    /Głośniki dać na maxa! /

    www.youtube.com/watch?v=v7-n90Ma5Io
    ;)
  • grek.grek 16.08.10, 12:50
    Haha :) Jakby nie nagłówek i "Chelsea" w tekście, to bym dał głowe, że to jakiś hit z Oktoberfestu ;)
  • grek.grek 16.08.10, 12:52
    Brzmi jak jakiś szlagier z Oktoberfestu :) Tylko nagłówek i "Chelsea" w tekście ratują sytuację ;)
  • barbasia1 16.08.10, 14:23
    hahaha :)

    Wczoraj posluchałam tego kilka razy i zostałam fanką Chelsea! ;))


    /A Liverpool jest w lirycznych, pościelowych klimatach!/
  • grek.grek 16.08.10, 12:54
    Ach, w takim razie czekając na cdn, napiszę, na razie, tyle, że te filmy się... inne :) Tak po prostu.
  • barbasia1 16.08.10, 14:35
    grek.grek napisał:

    > Ach, w takim razie czekając na cdn, napiszę, na razie, tyle, że te filmy
    się... inne :)

    Co, Greku, wystraszyłeś się mojej pieśni bojowej "Blue is the colour,
    football is the game"?! ;)))

    A tak poważnie, oczywiscie masz rację, to jednak zupełnie inne filmy.
    Więcej napiszę (postaram się) w środę, luknę jeszcze tylko odrobinę na
    te filmy (już je namierzyłam w sieci) by mieć dodatkowe argumenty, ha!

    :)

  • grek.grek 16.08.10, 15:21
    Haha, no przyznam, że trochę mi łydki się zatelepały z okazji tych surm groźnych ;)

    Orajt, zaczekam zatem do obejrzenia przez Ciebie.
  • barbasia1 16.08.10, 16:13
    grek.grek napisał:

    > Haha, no przyznam, że trochę mi łydki się zatelepały z okazji tych surm
    groźnych ;)
    chichi
    No i słusznie! ;))

    Świetnie!
    :)
  • maniaczytania 15.08.10, 09:29
    niestety raczej slabizna:
    na tvp 1
    20.20- CK Dezerterzy - fajne, ale ile mozna?
    tvp 2 o 21.00 - Apollo 13 - to samo, co wyzej ;)
    tvn 20.00 - Masz wiadomosc - to samo, co wyzej ;)
    buuu
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • grek.grek 15.08.10, 10:30
    Hehe, a najciekawszą rzecz przegapili :)
    "Jutro będzie niebo" - leciał od 8:10 rano. Urzekające krajobrazy (gdzieś koło Dzierżoniowa kręcili) - świetnie sfotografowane i nakręcone, folkowo-jazzowo-tripowe klimaty muzyczne w tle, no i fabuła : szmugler alkoholowy [junoł, tanio kupić - drożej sprzedac, handelek przygraniczny), ofiara kapitalizmu (miał sklep, ale splajtował, kiedy pojawiły się supermarkety, tracąc przy okazji rodzinę) i życiowy rozbitek potrąca psa. Jego właścicielka, 10-letnia dziewczynka, będąca akurat na gigancie i poszukiwana przez policję, przyczepia się do niego z żądaniem, żeby psa pochować godnie. Człowiek się zgadza... i od tej pory nie może się jej pozbyć, a jak się nawet pozbędzie, to musi ją znowu odszukać, bo mu zabrała pieniądze, którymi miał spłacić długi, za których niespłacenie groziły mu nieobliczalne konsekwencje. I ta dziewczynka wie o nim w zasadzie wszystko, ze mu się nie powiodło, że jest rozgoryczony, że generalnie : d,pa. Facet niby jej nie może ścierpieć, wnerwia go jej upierdliwość i gadka, co ona przyjmuje ze stoickim spokojem i ironią, ale powoli mała go zdobywa swoją rezolutnością i przenikliwością i wszystko oczywiście zmierza do tego, ze się on w niej zakocha - znaczy się, po przyjacielsku :), a nawet odbierze ją (zgarniętą do radiowozu) policjantowi i wreszcie odmieni się cały - mentalnie : przestanie być napięty jak gacie na tyłku, usmiechnie się, zwolni i zobaczy świat w lepszych kolorach, co ilustruje zmiana aury z deszczowo-pochmurnej na złocistosłoneczną.
    Krzysztof Pieczyński, rzadko widywany, a szkoda wielka, gra tego szmuglera, a małą niejaka Aleksandra Hamkało i to jest jedna z lepszych dziecięcych ról w polskim kinie ostatnimi czasy, śmiem powiedzieć. Dobrana para dorosły-dziecko, też w sumie do czołówki trzeba by ją zaliczyć. Trochę są jak Zamachowski i jego wychowanica w Zmruż Oczy, podobny klimat, tyle że tam było statycznie, w miejscu, a tutaj jest klasyczne kino drogi. Mały bezpretensjonalny mistycyzm, poetyckie obrazki, trochę lekkiego humoru.
    trochę ten film przeszedł bez echa, a wielka szkoda. Kurna, na powtórkę czekałem dobre 3 lata, a oni dają o 8:10, której to godzilli ja nawet w programie nie sprawdzam ;] fart, normalny fart, że tylko 10 minut pierwsze mi obcięło.

    oglądaliście ?
  • ewa9717 15.08.10, 10:51
    Kiedyś już widzieliśmy. Mogłeś wcześniej zapodać, pewnie wielu by
    się skusiło.
  • grek.grek 15.08.10, 10:57
    Ewo, gdybym tylko wiedział, że będzie to bym cynkował i to wielkimi literami, ale, uwierz mi, pojęcia bladego nie miałem, że będzie, trafiłem całkowitym przypadkiem, bo o tej porze telewizor włączam raz na rok :] i ten raz na rok dzisiaj się zdarzył i jak utrafiłem... ;]
  • ewa9717 15.08.10, 11:21
    No to i totka czy jaką inną zarazę szybko wypełniaj, moze prawo
    serii zadziała ;)
  • grek.grek 15.08.10, 14:52
    Hehe, dobra idea, niech no się zdarzy tylko jakaś rozsądna kumulacja... ciekawe, ile taka passa może człowieka trzymać ? ;]
  • barbasia1 20.08.10, 17:05
    grek.grek napisał:

    > Hehe, dobra idea, niech no się zdarzy tylko jakaś rozsądna
    kumulacja... ciekawe, ile taka passa może człowieka trzymać ? ;]

    A może jutro będzie niebo? To znaczy może jutro będzie wygrana!?
    W sobotę kumulacja- 5000 000 zł!
    Życzę Ci, Greku, bardzo, bardzo dobrej passy! I nam tu wszystkim
    też! :)

    "Jutro będzie niebo"
    Ładna, ciepła opowieść!
    Oglądałam w poniedzialek albo w wtorek TVN-owską "Uwagę" o
    ludziach, którym udało się skreślić szóstkę i zgarnąć najwyższą
    wygraną w totka (w latach 90-tych); jeden z tych szczęśliwców-
    milionerów powiedział znamienne słowa, że pieniądze pozwalają
    spełnić różne marzenia, ale prawdziwe szczęście w życiu daje drugi
    kochający człowiek!
    To tak a propos filmu i jutrzejszej kumulacji. :)

    PS
    Tak się zastanawiam, czy polscy twórcy filmów, aktorzy nie są
    sfrustrowani tymi dziwnymi porami emisji filmów w polskiej telewizji
    publicznej.
  • barbasia1 21.08.10, 14:20
    Jeszcze PS
    Wam „Jutro będzie niebo” skojarzył się z filmem „Zmruż oczy”, a mnie
    wczoraj przyszły na myśl filmy i bohaterowie Bessona, przede
    wszytskim oczywiście Leon Zawodowiec i Matylda, ale też Nikita i
    Marko.

    Wszystkie te 3 filmy mówią o spotkaniu dwojga ludzi, kórych, poza
    tym, że są bardzo samotni i, jak w „Jurto będzie niebo”, wyrzuceni
    przez złośliwy los poza margines życia, dzieli wszystko
    - różnią nie się tylko płcią, ale i znacznie wiekiem,
    doświadczeniem życiowym, usposobieniem, wrażliwością.

    W „Jutro...” i filmach Bessona spotkanie z drugim człowiekiem
    znminia życie bohaterów, nadaje mu sens, przynosi bohaterom cenne
    doświadczenie, samopoznanie i zmianę samego siebie, jak to Grek
    ładnie napisał, bohater grany przez Pieczyńskiego „przestanie być
    napięty jak gacie na tyłku, uśmiechnie się, zwolni i zobaczy świat w
    lepszych kolorach” :), uczy bezinteresownie i spontanicznie kochać!

    Muszę zobaczyć ten film, na razie szukam.
    :)

    O kumulacji przypominam i bardzo życzę wszystkim dobrej passy dziś.

  • grek.grek 23.08.10, 14:15
    Trudno się nie zgodzić w całej rozciągłości :]
  • barbasia1 23.08.10, 15:31
    grek.grek napisał:

    Bardzo mnie to cieszy! :)
  • barbasia1 22.08.10, 14:27
    PS

    barbasia1 napisała:
    > jeden z tych szczęśliwców-
    > milionerów powiedział znamienne słowa, że pieniądze pozwalają
    > spełnić różne marzenia, ale prawdziwe szczęście w życiu daje drugi
    > kochający człowiek!

    Wiem, że te słowa to truizm, ale wypowiedziane przez kogoś , kto
    miał szczęście wygrać bardzo duże pieniądze brzmią jakoś inaczej. ;)
  • maniaczytania 15.08.10, 11:35
    ogladalam, nie dzis, kiedys
    zwlaszcza, ze K. Pieczynski to mocno, ze tak powiem, w centrum zainteresowania
    kiedys moim byl :)))

    --
    hmm, co by tu napisac?
  • pepsic 15.08.10, 11:38
    Żałuję, ale tylko 10-minutową końcówkę wychwyciłam, a mam słabość do Krzysztofa
    Pieczyńskiego i jego charakterystycznego, niedoskonałego głosu, tym bardziej, że
    polskiego filmu nie oglądałam wieki całe.
    To samo pomyślałam - KP wielce niewykorzystanym aktorem wydaje się być.
    Ps. Dziewczynka nie przypadła mi do gustu. Nie przepadam za przemądrzałymi dziećmi.
    Ps.2 "Zmruż oczy" - również mnie nie porwał, ale obejrzeć się dało.
  • barbasia1 20.08.10, 17:16
    I ja podzielam Wasze uwielbienia dla Krzysztofa Pieczyńskiego!

    :)
  • barbasia1 15.08.10, 23:02
    A dziś Californication odcinek 9, przypominam /o tej porze to już raczej
    chyba tylko telepatycznie! :)/ Ale pewnie Fan, fani, sami wypatrzyli Cali
    w programie, bo to chybazdaje się najatrakcyjniejsza popozycja tego
    wieczoru.

    Odcinka 9. jeszcze nie widziałam, ale zaraz sobie go wyłowię z sieci i
    obejrzę, na TVN-ową emisję o północy czekać nie zamierzam...

    :)
  • grek.grek 16.08.10, 12:58
    Coraz później dają. Też jeszcze nie oglądałem, leży nagrany i czeka na konsumpcję, heh. Sądziłem, że obejrzałaś komofortowo wcześniej i jesteś tradycyjnie krok z przodu, a tutaj - niespodzianka :))
    Wczoraj było jeszcze Apollo 13, ale nie pisałem, bo ja bym tego z czystym sumieniem nikomu nie polecił, po tym, jak sie znęcałem nad nim tutaj przed kilkoma... laty ?, miesiącami ?, whatever.
  • barbasia1 16.08.10, 15:01
    Jakoś mijaliśmy się z Hankiem ostatnio, a poza tym, jak już mówiłam
    kiedyś, postanowałam zaczekć na Ciebie z oglądaniem ostatnich odcinków! ;)

    A w dziewiątym odcinku same dramaty! Becca pobiła się z Chelsea ("Blue is
    the colour, fooootball is the gaaaame... ;) i obie zostały wyrzucone ze
    szkoły , Hanka boleśnie zaresztował policjant i zamknął go w areszcie,
    Charlie porzucił Springfielda, a Felicja swego męża dziekana ...
    Przeprowadzka do Nowego Jorku coraz bliżej!?
    :)

    "Apolla 13" zmiażdżyłeś 6 miesięcy i 14 dni temu ;) w tym podwątku:

    forum.gazeta.pl/forum/w,14,105040899,106641986,_Apollo_13_rozczarowanie_kontrolowane_.html

    Muza na dziś
    www.youtube.com/watch?v=rSktfVJc_IM&feature=related
    ;)


  • barbasia1 16.08.10, 15:33
    Hanka boleśnie zaresztował policjant i zamknął go w więzieniu! /ale na
    szczęście na krótko/!

    :)
  • grek.grek 16.08.10, 15:37
    Miło mi bardzo :)

    O kruca, to się działo, ale zadyma była nieunikniona, po tym jak wyszło na jaw, że Moody z Felicją, jakby nie było matką tej całej Chelsea [haha, jak się zgrało w czasie z innymi Czelsami], się konsumowali żarłocznie ;]

    A, dzięki za przypomnienie, Hanksowi mogę rzucać się do nogawki choćby i codziennie, hehe. Jakby nie patrzeć, gośc jest gwarantem, ze film będzie słaby ;]]

    O, Rybiński, to jest TO. Dzięki, wieki tego nie słyszałem, zapomniałem, że to żyje w ogóle, a zyje jak zyć tylko można najżywiej, heh.

    Zrewanżuję się czymś równie starym i równie klasowym, uwaga trzymaj się (trzymajcie się siodełek) ;] enjoy :
    w293.wrzuta.pl/audio/0antHn73fle/
  • barbasia1 16.08.10, 16:39
    :)
    Cudny!!! Energetyzujący VOX! :) Ależ tego dawno nie słyszałam! Dzięki.
    Rybiński i jego muzyka żyją, nawet kilka miesięcy temu widziałam go w
    jakimś programie w telewizji...

    Wracajac do Cali, świetnie się potem Hank tłumaczył Karen z
    tej "konsmupcji" /rozumianej przez Hanka jako coś w rodzaju
    przyjacielskiej pomocy, hehe/. :)

    "Jakby nie patrzeć, gośc jest gwarantem, ze film będzie słaby ;]]"
    haha
    Jesteś bezwzględny!
    Przy jakieś innej okazji pogadamy sobie o Hanksie poważnie.

    Czas rozwinąć strzydła na krótki lot ...! :)
  • grek.grek 17.08.10, 12:55
    Heh, Moody zawsze był lojalnym przyjacielem kobiet ;)



  • barbasia1 17.08.10, 15:00
    haha

    Taki człowiek to prawdziwy skarb,
    dla sąsiadek! ;))
  • grek.grek 16.08.10, 13:12
    Polsat daje powtórki same, cosmy je już obgadali dawno ;].
    Planeta Małp, wersja Burtonowska. Jakbym nie oglądał oryginału... a tak, to każda wersja nowa ginie w cieniu filmu Schaffnera, w którym była interesująca filozofia, krytyka arogancji człowieka XXI wieku i głęboki humanizm. Szkoda, bo takie filmy jak org PM powinny być mocą jakiejś międzynarodowej umowy kulturalnej wyposażone w immunitet chroniący przed kręceniem do nich pre i sequeli i innego tałatajstwa, które je umniejsza i odbiera część uroku.

    "Grzech", Oldman znów kreuje postać na miare swoich możliwości, chociaż i tak na końcu rozmiękczają jakimś lenorem, w sumie - dla Oldmana warto, a jak warto tylko dla jakiejś drugoplanowej roli, nawet najlepszej, to film znakomity byc nie może ;]

    Czesi dają o 22:15 klasyk "Serpico", więc, o ile obraz będzie w miarę zadowalający i fonia nietnąca, to polecam instalowanie się na Ctv.
  • barbasia1 16.08.10, 15:20

    "Serpico" na czeskiej Jedynce? Tylko Jedynkę odbieram. Niestety odbiór
    zasadniczno kiepski, zresztą bez tłumacza nie dałbym rady. :)

    > Planeta Małp, wersja Burtonowska
    Burton znany jest ze swej nieprzeciętnej wyobraźni, może więc warto skusić
    się na oglądanie nowej wersji PM!? No chyba, że recezncenci i ci co już
    widzieli, kategorycznie odradzają!
    Ja zamierzam spędzić wieczór w klimatach futbolowych! ;)

  • grek.grek 16.08.10, 15:27
    Klimaty, jak na fankę Chelsea przystało ;] [w "hools" kibice są z West Ham United, ale też chyba z (b)Londynu]

    Planetę Burtona pokazywali kiedyś, omawialiśmy w którymś Volumie; ja jestem skazony oryginałem, jak tam już nabredziłem, i może z tego powodu nie umiem dostrzec zalet każdej kolejnej dokrętki, a było tego, ze hoho. W zasadzie, to nie ma co specjalnie odradzać, każdy ma swój gust i mam nadzieję, że umie - w przeciwieńastwie do mnie - oddzielić sacrum od profanum i nie sugerować się pra-matką Planet.

    Spróbuj złapać, może Ctv dzisiaj będzie w dobrej formie; Serpico to zacne kino, nie do przegapienia, bym powiedział, hehe. A o jęzor czeski się nie martw, połapiesz się. Jak ja dałem sobie radę, to Ty tym bardziej. A i tak to i tamto da się z fabuły wywnioskować. Najlepszy w karierze Al Pacino, tak na dodatkową zachętę jeszcze dodam :)
  • barbasia1 16.08.10, 15:51
    > Planetę Burtona pokazywali kiedyś, omawialiśmy w którymś Volumie;

    Nie pamiętam! Muszę poszukać!

    Może znadzie się tu jakiś obrońca burtonowskiej Planety Małp, który się na
    to odważy?

    Wiem, wiem, wspominałeś już wczesniej o Serpico.
    Zobaczę, czy da sie coś zobaczyć i usłyszeć dziś u Czechów .

    /Ja w przeciwieństwie do Ciebie nie jestem tak osłuchana z czeskim,
    zresztą Ty, jakby nie było, masz ten język we krwi! :)/
  • grek.grek 17.08.10, 13:07
    Jeszcze tuz przed 22 obraz z Ctv był śnieżący, fonia pulsacyjna, generalnie - było nieciekawie.
    22:15, początek... obraz perfekt, fonia zawodowa ;) Chyba (się) mnie dobra passa trzyma jeszcze, hehe. Ostatni raz oglądałem dobre kilka lat temu, i to był właściwie pierwszy raz, więc nie lada kąsek był to wczoraj.

    A jak u Ciebie, złapałaś, próbowałaś, złapać obraz ?

    Hehe, burtnowej PM bronić się chyba nie da, sam film szans większych nie daje śmiałkom.

    O, czeski jest prosty tak naprawdę, 3/4 rozumie się z : brzmienia słów, podobnych do polskich bardzo & z samego kontekstu, często z nich wynikającego. Polda, to policjant; prahy, to pieniądze... neberu te prahy, bo sem pravy polda - nie biorę tych pieniędzy bo jestem prawdziwym gliną... generalnie do Serpico - na początek - starcza ;) Reszta przychodzi samorzutnie.
  • barbasia1 17.08.10, 15:18
    Ne, ne pane Greku,
    nie obejrzałam w końcu "Serpico", choć, zajrzałam! na Czeską Jedynkę około
    godziny 21.00, nie było źle, śnieżyło, ale dało się sporo wypatrzeć, fonia
    była jeszcze lepsza, tylko, że mnie się strasznie chciało spać
    wczoraj ... ://

    Aleee za to mam zaliczonych już "Hooligans"! HA! Dziś czeka Football
    Factory! /"Blue is the colour. Fooltbal is the game"! :)/
    Na razie powiem tylko, że mi się Hooligani mi się podobali, jednego nawet
    polubiłam! ... Chyba zostalam zmanipulowana!? ;)

    >Polda, to policjant; prahy, to pieniądze... neberu te prahy, bo sem
    pravy> polda - nie biorę tych pieniędzy bo jestem prawdziwym
    >gliną...generalnie do Serpico - na początek - starcza ;)

    chichichi :)

    Zapiszę sobie to zdanie do notesika, no i oczywiscie nauczę się go na
    pamięć!
    Pierwsza lekcja czeskiego zaliczona! :)
  • grek.grek 17.08.10, 15:45
    Orajt, grunt, że miałaś dobre intencje :)

    Pozwól mi się domyśleć... tym dającym się lubić kibolem był Pete ?
    Ech, no nie, reżyser sporo zrobił, żeby kiboli nie przedstawić zbyt
    negatywnie - przynajmniej niektórych, bo ci z West Ham, czyli główni bohaterowie, są w sumie fajni, a ci z Milwall - czyli ich zaciekli wrogowie - kompletnie porąbani, a ich szef to już oszołom nawet, chociaż do swego oszłomostwa ma jakieś [przekonujące motywacje przypisane. W sumie, dobrze że nie poszło to w stronę gazetowej publicystyki i wyszły postaci z krwi i kości, no - tak częsciowo chociaż ;]

    Czeska mowa - nietrudna mowa. Oni z polskim radzą sobie jakby gorzej nieco, hehe :).
  • barbasia1 17.08.10, 19:24
    :)
    Naprawdę chciałam choć na początek zerknąć! Cały film w czeskiej mowie to
    jednak wyższa szkoła jazdy dla mnie!

    Tak, tak, to Pete, nauczyciel historii i gimnastyki z prawdziwym talentem
    pedagogicznym, sympatyczny, wybijający się ponad innych inteligencją,
    osobowością, charakterem, wiedzą, prawy, sprawiedliwy, wyrozumiały (no i
    dałam się uwieść ! ;). I tak się zastanawiam, czy ta postać nie szeleści
    jednak papierem, bo jest idealizowana, jak i cała grupa
    kibiców z West Ham, czyli grupa naszego bohatera, niebieskookiego gościa
    z Ameryki - Matta Bucknera alias Frodo, w przeciweństwie (no właśnie) do
    kibiców z Milwall, którzy są ewidentnie przedstawiani (za pomocą różnych
    chwytów filmowych) w bardzo negatywny sposób (na ich postrzeganie
    dodatkowo ma wpływ mroczna postać ich szefa-brutala-oszołoma, o którym
    wspomniałeś), choć robią dokładnie to samo, co ci pierwsi (oczywiscie,
    zadziałała tu znana zasada - "nasi są fajni, dobrzy, nie nasi- źli,
    niefajni").
    By the way, jeśli przyszły dziennikarz, w tak prosty sposób dzieli i
    ocenia świat i ludzi (nasi są fajni, nie nasi - źli) to kiepsko widzę jego
    przyszłość w tym fachu.

    Jeszcze jedno, wydaje mi się, że ryzykowna pasja Pete'a z miejsca
    dyskwalifikowałaby go jako nauczyciela.
    Obawiam się też, że z obitą gęba nie mógłby prowadzić lekcji z dziećmi...

    :)



  • grek.grek 18.08.10, 13:23
    Hehe, taki rycerzyk ten Pete ;) Ale, bez ironii, postać dobrze napisana i zagrana, bez dwóch zdań. Wyrózniająca się, prawda. Wiesz, West Ham pokazani są jako tacy, co się okładają z powodów romantycznych, a Milwall ma ukryte intencje, zwłaszcza ten ich szef, co szuka vendetty. To ich jakoś tam ma niby róznic, tak mnie się wydawało, kiedy oglądałem. Tutaj by dziennikarz miał jakiś punkt zaczepienia dla pokazania tego świata wg swoich sympatii, ale z pozorami obiektywizmu.

    NO własnie, co to jest, wszyscy wojują z tym Milwall. Nie ma tam jakichś innych "brunerów", czy jak ? ;)

    Hehe, otóż to, ciekawe, że Pete na lekcjach nie ma śliwek pod oczami, jakos mu na zawołanie bledną, chociaż, zdaje się, były jeszcze tuż przed.
  • barbasia1 18.08.10, 14:23
    :)
    Na pewno postać Pete'a jest świetnie zagrana, zgadzam się, ale mam
    wątpliwości, czy jest dobrze napisana.
    Albo może inaczej, jego postać jest dobrze napisana w tym sensie, że
    spójna jest z uproszczoną wizją światą przedstawioną w filmie, ale
    jako taka jest ona niestety papierowa i nierzeczywista.

    To samo wczoraj pomyślałam, że West Ham kreowani są na
    romantycznych rycerzyków. :)

    > Milwall ma ukryte intencje, zwłaszcza ten ich szef, co szuka
    vendetty.

    Ja bym powiedziała, że tylko szef Milwall (to z kolei imo,
    przerysowana postać; miałam to wcześniej napisać) ma ukryte intecje,
    nie cały Milwall. Milwall jest po prostu postrzegane przez pryzmat
    szefa-oszołoma (bo też własciwie nikogo innego z Milwall więcej nie
    pokazano, nie charakteryzowano), co jest kolejnym uproszczeniem.

    :)

    > Hehe, otóż to, ciekawe, że Pete na lekcjach nie ma śliwek pod
    oczami,

    A to kolejna sprawa.
    Wszytkim biorącym udział w bijatyce jakoś szybko goją się rany! :)

    Widziałam pierwsze 20 minut FF. Świetne, znakomite, czułam, że tak
    będzie czytając już Twój opis. To są prawdziwe angielskie klimaty
    kibolskie!
    :)
  • barbasia1 18.08.10, 15:19
    PS
    Jeszcze jedno - ta naiwna biało-czarna wizja świata powinna być
    dziełem 13- 14-latka (chłopak w tym wieku powinien być narratorej) ,
    a nie dwudziestokilulataka studenta ostatniego roku prestiżowej
    amerykańskiej uczelni, i to w dodatku wydziału dziennikarstwa!!!

    Aleee mimo wszytko podobał mi się ten film! :) - i przesłanie
    płynące z filmu (wkrtóce też będę walczyć ostro, ech :), optymizm!
    :)
  • grek.grek 19.08.10, 14:01
    Coś w tym jest, więc moze zmienię na.. ciekawie (napisana) :)
    To znaczy, taka w swej papierowatości jednak interesująca, zwłaszcza na tle kolegów ?

    No tak, ale wiesz, ten szef ich wszystkich nakręca do spalenia np pubu, wszyscy podążają za nim, on wyznacza im kierunek. Piętno lidera. Jego motywacje są motywacjami całej grupy jednocześnie. On jest prowodyrem, ale oni się z tym zgadzają, więc wszyscy ponoszą odpowiedzialność i czy z własnej, czy z czyjejś inicjatywy są jednak tacy, a nie inni.

    No to ciekaw jestem, co powiesz, po obejrzeniu całości i jak porównasz oba te filmy :)
  • barbasia1 19.08.10, 15:19
    > To znaczy, taka w swej papierowatości jednak interesująca,
    >zwłaszcza na tle kolegów ?

    no tak, bo też tej postaci poświęca się stosunkowo najwięcej uwagi,
    jest czas, żeby Pete'a polubić ...

    Jeszcze kawałeczek FF został mi do obejrzenia;
    zdania raczej nie zmienię, Football Factory lepszy, ale o tym
    wkrótce ... :)
  • barbasia1 21.08.10, 16:07
    Podtrzymuję moją wcześniejszą entuzjastyczną opinię o FF. FF jest
    znacznie lepsze, od Hooligans , choć oczywiście jak powiedziałeś już
    wcześniej, Greku, to jednak różne filmy i w gruncie rzeczy o czym
    innym traktują, mimo, że w obu tematyka kiboli się pojawia.

    W FF nie ma naiwnych uproszczeń, czarno-białej wizji świata,
    naiwnego przypisywana romantyzmu(!) walce kiboli, mitologizowania,
    uszlachetniania jej i niektórych bohaterów (a zatem fałszowanie
    rzeczywistosci, imo), jak to się dzieje w Hooligans. FF przybliża
    realne życie, a przede wszytskim specyficzną mentalność kiboli.
    Dostajemy tu postacie są z krwi i kości znakomicie prawdziwe
    narysowane, psychologicznie bardzo wiarygodne. Bohaterowie
    przedstawiani są z pewnym dystansem, bez natrętnego sugerowania,
    kogo lubić kogo nie, kto dobry, kto zły. (Nikt tu nie jest ani
    specjalnie dobry ani zły). Pokazane zostają prawdziwe intencje,
    jakie kierują bohaterami-kibolami, niezależnie od tego jakiemu
    klubowi kibicują (wszyscy oni po prostu lubią się bić, to ich sposób
    na uatrakcyjnienie nudnego, bezbarwnego życia, zresztą lepszego nie
    znają, co więcej nie chcą, nie są w stanie znaleźć!).
    FF pokazuje niezbyt skomplikowaną, ale wciągającą, intrygujacą
    historię z zaskakującą puentą (o której wspomniałeś wyżej). Wielkim
    plusem jest tu jeszcze znakomite poczucie humoru, wprawdzie w
    niektórych scenach ten humor jest bardzo gorzki, czarny , jednak
    łagodzi on wymowę dramatycznych wydarzeń, jak i całego w gruncie
    rzeczy ponurego filmu. Dzięki temu bardzo dobrze ogląda się film.

    W moim odczuciu film i dialogi w żadnym momencie nie zalatywały
    publicystyką, stylem publicystycznym. Realia- świat kiboli został
    bowiem znakomicie przetworzony na sztukę, najpierw na dzieło
    literackie, świetną, jak piszą ci co się znają, książkę Johna Kinga,
    i potem na dzieło filmowe, choć na pewno podczas oglądania na myśl
    mogą przychodzić przeczytane wcześniej rozmaite publikacje prasowe,
    czy inne poświęcone zjawisku stadionowego chuligaństwa (ja jestem
    znacznie mniej od Ciebie oczytana, Greku, w tej kwestii więc jakoś
    mnie skojarzenia publicystyczne jakoś specjalnie nie prześladowały).


    Mnóstwo scen z tego filmu mi się podobało - sceny z dziadkami
    kombatanatami, dozgonnymi przyjaciółmi z frontu, a już w
    szczególności scena z taksówkarzem-rasistą (który zreszta pojawia
    się kilka razy w filmie).
    Także scena, kiedy panienki rozczarowane komentują swoich
    adoratorów, którzy po prochach i alkoholu oklapli (dosłownie i w
    przenośni ;) i zasnęli zamiast wykorzystać okazję do spędzenia
    upojnej nocy z dziewczynami, hehe.

    To tyle, w skrócie ;)


    :)
  • grek.grek 23.08.10, 14:33
    Ciekawa analiza. Ja bym jednak powiedział, że jesli Hools trochę upraszczają, to czynią to jednak z pozycji pewnej - tego Amerykanina. On przybywa do Brytfanii z poczuciem rozgoryczenia, oszukany, wyrolowany, bez wiary we wspólnotę, w ludzi - i znajduje nagle środowisko, które jest zaprzeczeniem, antytezą tego, czego dotychczas doświadczał, w którym znajduje lojalność i szczerość, w którym się czegoś uczy o sobie i życiu. Trudno, wg mnie, żeby pokazywał je [a oglądamy je jego oczyma] w sposób wyważony i całkowicie obiektywny, rozdrabniał się w poszukiwaniu szarości w grupie, która daje mu tak wiele. To spojrzenie neofity. Z tego powodu oczywiście film nie będzie mniej naiwny, ale w jakiś sposób wyjaśnia to przyjętą konwencję, sposób narracji, malunek postaci i całego towarzystwa. Wg mnie :)

    W FF z kolei jednak ten humor trochę zabierał ostrość. Z jednej strony nenutralizował i łagodził wymowę pewnych faktów, ale z drugiej - czasami odbierał im część tego, czym mogłyby dotknąć i zmusić do głębszego namysłu, trochę lajtował film : i to TEŻ było zamierzone [tak jak ten nieobiektywizm z Hools] oczywiście, więc - hmmm, kwestia przyjętego modelu :). Gdzieś tam była próba dorzucenia tła społecznego, jakichś obserwacji angielskiej klasy półśredniej, czy plebsu - ale wg mnie dość nieskładnie to szło, zajawkowo.

    Powiem Ci, że krakowskim targiem trzeba by chyba te dwa filmy polecać wszystkim [a może i pokazywać zawsze] jeden nieodłącznie z drugim, bo przy wszystkich wspólnych cechach [np. i tu i tam kibole wypełniają sumiennie swoje role społeczne, a po pracy oddają się hobby; i tu i tam obowiązuje pewien kod zachowań kiedy są razem] róznią się na tyle, żeby się wzajemnie dobrze uzupełniać :) Co Ty na to ? :)

    Aha, i prośba : nie pisz nigdy, ze "jesteś MNIEJ obcykana/kumata/rozeznana/etc niż ja", bo to : po pierwsze, drugie i 99 - nieprawda i są na to liczne dowody, po 100 - koketeria :), a po 101 - prędzej dałoby się udowodnić tezę przeciwną, a po 102 - nie traćmy na to czasu :}
  • barbasia1 23.08.10, 17:34
    Zniknęły mi dwie! poprzednie wersje, ech więc piszę 3 raz: :/


    Masz calkowitą rację. Tylko, ze mnie to nawine, uproszczone
    patrzenie gryzie się właśnie z postacią bohatera,
    dwudziestokilkuletniego faceta, studenta ostatniego roku
    dziennikarstwa pierwszligowej z pierwszoligowych uczelni świata. Od
    kogoś takiego wymaga się bardziej wnikliwego spojrzenia na swiat i
    ludzi, niezleżnie od okoliczności, rozchwiania emocjonalnego,
    sytuacji życiowej w jakiej się znalazł, nie sądzisz?.
    Ale może ja za dużo wymagam od młodego zagubionego człowieka ?
    Poza tym i mnie nieobcy jest grzech naiwnosci.

    Tak humor był celowy zamierzony, bez niego film niechybnie
    zmierzałaby stronę publicystyki.

    W moim odczuciu te zajawki charakteryzujące plebs były podane bardzo
    zgrabnie, w sposób wyważony, nie odciagały one uwagi od tego, co
    było istotą filmu - środowiska i mentalności stadionowych
    chuliganów ...


    > Powiem Ci, że krakowskim targiem trzeba by chyba te dwa filmy
    >polecać wszystkim [a może i pokazywać zawsze] jeden nieodłącznie z
    >drugim, [...] Co Ty na to ? :)

    Zgadzam się bez dwóch zdań! :)

    >Aha, i prośba ...
    Z ręką na sercu, naparwdę nie kokietuję, kiedy przyznaję się do
    niewiedzy, czy małej wiedzy na jakiś temat...
    Ale oczywiscie zastosuję się do Twojej sugestii, więcej tego typu
    autokomentarzy postaram się nie pisać. :)
  • ewa9717 23.08.10, 18:16
    "Detektyw Foyle" na Hallmarku?
    Ja z przyjemnością.
  • barbasia1 26.08.10, 15:52
    ewa9717 napisała:

    > "Detektyw Foyle" na Hallmarku?
    > Ja z przyjemnością.

    Niestety nie mamy Hallmarku, ech!
    pozdro Ewo! :)
  • ewa9717 26.08.10, 17:24
    barbasia1 napisała:


    >
    > Niestety nie mamy Hallmarku, ech!
    > pozdro Ewo! :)

    A szkoda, bo to nie powtórka, tylko nowe. Już 1945 rok, pan Foyle w
    tym odcinku wspomniał wspomniał, że wybiera się i do Ameryki
    wyrównać rachunki - tam jest taki zbrodzień, któremu pozwolono
    wyjechać ze wzgledu na jego pomoc w zaangażowaniu Stanów w pomoc
    wojenną dla Anglii i w ogóle Europy.
    Pozdro, Barbasiu ;)
  • barbasia1 27.08.10, 13:52
    O! Brzmi naprawdę interesująco!
    Może uda się znaleźć gdzieś w sieci detektywa Foyle'a?
    Dzięki Ewo za słów kilka.
    :)
  • grek.grek 24.08.10, 14:28
    Wiesz, on stara się zachowywać w miarę racjonalnie, ale tak bardzo zżywa się z grupą, że poczucie więzi bierze górę nad chłodnym okiem reportera. Zresztą, wiesz, on tym reporterem się czuje już mniej, po wyrzuceniu z uczelni. Góruje u niego poczucie zawodu, krzywdy jakiej doznał i w związku z tym doznanie ciepła i lojalności liczy się bardziej, w tym momencie, niż czynienie jakichś analiz, dzielenie włosa na czworo. On patrzy sercem, a nie rozsądkiem, bo serce ma teraz w potrzebie :)

    A właśnie, mnie się jednak wydaje, że mimo tego humoru trochę publicystyki jednak jest, nie daje się ona całkowicie wyeliminować, przebija deseń jednak :). Zresztą, w Hools też nie brakuje takich akcentów. Może to wynika z faktu, że portretowane jest środowisko konkretne, dla gros odbiorców filmu, nieznane, i trochę chodzi o prezentację i opis, a mniej o samą fabułę i historię ? W Hools dostrzegłem jednak np ten wątek z rodziną eks-zadymiarza, która przeżywa całą sytuację, w której brat jest zaangażowany w kibolowanie, potem angażuje się i ten eks, żona jest ofiarą całej sytuacji, a w tle jest porachunek za inną śmierć no i plus ta postać Amerykanina i jego osobiste motywy sprzyjające wejściu w ten świat - to już fabułą pachnie :) W FF był raczej zbiór scenek, epizodów mających ilustrować "codzienność kibola w UK" :)

    Zajawki zgrabne, masz rację. Ale jednak tylko zajawki, tak trochę jakby z obowiązku wrzucone i naprawdę, wg mnie, nie spełniająće żadnej roli : za mało, zeby coś mogły naświetlić wyraziście, za dużo zaś, jesli uznać, ze nic nie wniosły specjalnie do tego portretu, który i tak skupial się na czym innym, a z tych zajawek niewiele dla tych "innych" wynikało i niewiele się z nimi łączyło. Takie odniosłem przynajmniej wrażenie ;)

    Dobra, dobra, nie ze mną te numery ;)) Te kokieteryjno-samoobniżające autokomentarze i tak padają na nos wobec faktów.
  • barbasia1 26.08.10, 16:50
    Wiesz, myślałam o funkcji humoru w filmie i powiem tak, humor, co
    już powiedziliśmy, ładgodzi drastyczność scen, wymowę filmu, ale
    nie onacza to wcale, że przez to uniemożliwa ddokonanie głebszych
    analiz. Wręcz przeciwnie IMO humor i dystans do wydarzeń
    uniemożliwiają wydawanie łatwych ocen!!!
    Pokazanie dramatycznych wydarzeń w całej ich jaskrawości narzucałoby
    chcąc nie chcąc od razu negatywną ocenę na temat wybryków bohaterów
    i ich samych (bo jak inaczej ocenić ludzi, ktorzy podejmują tak
    ryzykowne zachowania).
    Humor nadaje dystans do opisywanych dramatycznych wydarzeń i
    bohaterów, przenosi cieżar opowieści z dramatycznych wydarzeń na
    sprawców tych wydarzeń na ich mentalność, pozwala właśnie lepiej i
    bez zniekształacjącyh obraz uprzedzeń, przyjrzeć się samym
    bohaterom, zanalizować wnikliwiej przyczyny zachowania, ale nie po
    to by ich jakoś tłumaczyć, ale po to by zrozumieć ich (a w
    konsekwencji może i znaleźć rozwiązanie dla problemu jakim jest
    stadionowe chuligaństwo).


    > Zresztą, wiesz, on tym reporterem się czuje już mniej, po
    wyrzuceniu z uczelni [...]


    Otóż własnie nasz bohater nie przestaje być reporterem ani na
    moment! Przecież zgodnie z zaleceniem ojca, wybitnego dziennikarza,
    jak doskonale pamietasz, prowadzi swój d z i e n n i k! (w ramach
    pisarskich, dziennikarskich wprawek), w którym na bieżąco zapisuje
    swoje swoje doświadczenia bycia w tej grupie, "wnikliwe"
    przemyślenia na ten temat /Ten dziennik pisany w komputerze, w
    laptopie znajdzie potem Pete.../

    > A właśnie, mnie się jednak wydaje, że mimo tego humoru trochę
    publicystyki jednak jest, nie daje się ona całkowicie wyeliminować,
    przebija deseń jednak :). [...] Może to wynika z faktu, że
    portretowane jest środowisko konkretne,


    O to-to. Tak, to nie uniknione skoro tematem filmu /-ów jest to, co
    interesuje także publicystów.

    >W FF był raczej zbiór scenek, epizodów mających i
    > lustrować "codzienność kibola w UK" :)

    Ale są one podporzadkowane konceptowi fabularnemu - opowieści
    narratora Toma, który oprowadza nas po świecie i umyśle kiboli...


    >a z tych zajawek niewiele dla tych "innych" wynikało i niewiele
    się z nimi łączyło

    iMO sporo się jednak można wywnioskować z tych zajawek,
    np. to, że w zamożnej Anglii, ziemi obiecanej tysięcy naszych
    rodaków różnież istnieją dzielnice biedy, blokowiska, gdzie gnieźdżi
    się patologia wszelkiej maści, alkoholizm, narkomania (wachącze
    kleju).Gdzie bieda uderza w tych najsłabszych, w dzieci, które zdane
    są tylko na siebie, muszą sobie radzić same, a więc np. jak Zeberdee
    kradną, żeby się utrzymać; Młodzi ludzie wywodzący się z tych
    dzielnic stanowią jedną z podgrup stadionowych chuliganów.
    Dowiadujemy się nieco o nastrojach społecznych,otym, że wraz z
    niewielkim pogorszeniem się stuacji gospodarczej w kraju (w czasach
    kiedy była pisana powieść za rządów Blaira), rodzą się frustracje u
    części obywateli, którzy np. jak ten taksówkarz, muszą więcej
    pracować, by życ na takim samych pozimie, do jakiego byli
    przyzwyczajeni za poprzednich rządów, a wraz z frustracją rodzą się
    jakieś niebezpieczne nastroje rasistowskie; winnym kryzysu i
    pogorszenia się statusu materialnego obywatela Anglii okazują się,
    jak to w takich sytuacjach bywa, ci najsłabsi, czyli „czarni” (w
    kraju tak bardzo zróżnicowanycm kulturowo, tak bardzo tolerancyjnym
    tolerancyjnym).
    Ta frustracja to także jeden z powodów (choć chyba jeśli dobrze
    pamiętam, akurat żaden z kiboli nie jest reperentanetm takiego
    myślenia, no może trochę Billy) agresji na stadionach.
    Jest wreszcie pokazana grupa ludzi, pracujących
    uczciwie na siebie, zadowolonych w miare ze swego statusu
    materialnego (Tom, właściciel kwiaciarni), dla których bójki
    stadionowe są sposobem na uatrakcyjnienie nudny życia (na ktora nia
    mają żadnej alternatywy), którzy kochaja się bić, a to zamiłowanie
    do walki przekazują w spadku swoiom dzieciom!
    To tak tytułem wstępu .... ;)

    CDN. / do ostatniego akapitu/
    :)
  • grek.grek 27.08.10, 12:26
    Słuszne uwagi :) Wiesz, to zawsze rzecz także własnego widzenia spraw, własnego wizualu, może po prostu oczekiwałem własnie surowej, chropawej opowieści, trochę pozbawionej tego dystansu, o którym zgrabnie piszesz i i masz w tym rację ofk, po prostu : bardziej dosłownej i dlatego FF, jakkolwiek przecież dobry film, mniej mi przypadł do gutu niż Hools.

    Pamiętam. Pisze dziennik. Ale ten dziennik to jednak nie materiał na artykuł. Artykuł musiałby być, albo - powinien być, właśnie w miarę obiektywny, nie wykazujący emocjonalnego zaangażowania autora - no przynajmniej nadmiernego :). Dziennik już nie, bo dziennik pisze dla siebie, nie obowiązują w nim zasady roboty dziennikarskiej. Więc, wg mnie, nie była to reporterska działalność, po prostu spisywal sobie to i tamto, a sposób w jaki pokazany jest świat jego oczyma, przekonuje, że były to zapiski własnie "od serca", a nie tzw dziennikarskie.

    Słusznie, w FF jest taki właśnie zarys obrazu środowiska. W Hools jest jednak fabuła pewna i na jej tle próbuje się pokazać kibolowe zywczaje. W FF koła nie ma, jest tylko trójkąt. W Hools trójkąt jest wpisany w koło :))

    Celnie portretujesz brytyjski plebs, ale mam dwie uwagi do pokazywania tego w FF : primo) jest to zdawkowe, nie przewija się płynnie w fabule, nie jest w nią dobrze wplecione, raczej na zasadzie scenek doczepionych, drugo) piszesz o "frustracji", i właśnie, widzisz, ja jej nie widzę przez ten humor właśnie, który nadaje filmowi fajną lekkość i ten dystans ów, ale jednak nie pozwala pokazać tych chłopaków frustracji. Tam się wszyscy dobrze bawią, po prostu. Oni wręcz akceptują swoją sytuację. Młodzież ją akceptuje, nie widać, zeby ich ona dotykała jakoś szczególnie. Tu ukradną, tam wyzwą Hindusa, ale to jest wszędzie, to szczylowaty obyczaj, w robotniczych dzielnicach norma. Nic nowego. Żaden objaw frustracji, wg mnie. Po prostu schamienie. Modne i wygodne. Ci ludzie nie zadają sobie trudyu samowychowania, bo im dobrze z tym chamstwem. Według mnie, pokazana jest grupa ludzi wręcz zadowolonych z siebie. W Hools postawy są już zróżnicowane, zwłaszcza w rodzinie Pete'a, w trójkącie : on-brat [były król kiboli]-żona brata plus dziecko, do tego elementy antycznej tragedii ;} : zdrajca i konsekwencje jego czynów, mściciel i jego motywacje. No i sam Amerykanin, który patrzy na wszystko oczyma obcego, nowego. Ciekawa jest taka rzecz, że bez film staje się pochwałą lojalności, szczerości i wspólnoty na nich opartej, która jest wartością bez wzg na szerokość geograficzną i kulturowe przyzwyczajenia, tak dalecy sobie ludzie jak brytyjscy kibole z proletariatu i amerykański studencik z Harvardu znajdują wspólny język na ich bazie. :)



  • barbasia1 28.08.10, 14:52
    grek.grek napisał:
    >Wiesz, to zawsze rzecz także własnego widzenia spraw, własnego
    > wizualu, może po prostu oczekiwałem własnie surowej, chropawej
    opowieści [...]

    Wiesz, wcale mi to nie przeszkadza, że mamy inne opinie na temat
    tego filmu, wręcz przeciwnie. :)

    Mnie się wydaje, że realistyczna, chropawa opoiweść mogłaby trącić
    publicystyką w o wiele większym stopniu. Ale to tylko takie
    przypuszczenia ...

    > Ale ten dziennik to jednak nie materiał na artykuł
    Wszystko racja, co piszesz, ale, czy to usprawiedliwia naiwne
    myślenie, naiwne wnioski z obserwacji rzecziwstosci w jakiej sie
    znalazał, upraszczanie tej rzeczywistosci, ukazywanie jej w kolorach
    czarno-białych , w przypadku kogoś, kto ma aspiracje by zostać
    dziennikarzem, dla którego jednym z głównych zadań jest
    interpretacja, czy też jak najcelniejsze objaśnianie problemów
    zjawisk i procesów zachodzących w dzisiejszym tak bardzo
    skomplikowanym świecie? Mnie się wydaje, że nie.


    > Słusznie, w FF jest taki właśnie zarys obrazu środowiska. W Hools
    >jest jednak fabuła pewna i na jej tle próbuje się pokazać kibolowe
    >zywczaje. W FF koła nie ma, jest tylko trójkąt. W Hools trójkąt
    jest wpisany w koło :))

    Tu trochę nie rozumiem!?
    Ale powiem tak: Solidna fabuła imo jest w obu filmach, ale w każdym
    z nich, co innego jest na pierwszym planie. W H uwaga koncentruje
    się na bohaterze jego przemianie podczas pobytu w Anglii,
    odbudowywaniu wiary w siebie, dojrzewaniu itd. /czyli wszytsko
    powiedziałeś w poście wyżej , nie będę się powtarzać/ kibole są na
    drugim planie, takie atrakcyjne tło i stąd też m.in. myślę biało-
    czarny, uproszczony ich obraz.
    W FF portertuje środowiko kiboli, które oglądamy i oczami jednego z
    nich, stąd obraz tego srodowiska jest znacznie wyrazistrzy,
    prawdziwszy, nie uproszczony jak w H.

    I nie jest tak, że w FF składa się z luźnych scenek, to przecież
    scenki są podprządkowane narracji Tommy’ego (który opoiwada o
    wydarzeniach poprzedzających wielką bitwę kibiców ), w charakterze
    tej opowieści, w sposbie narracji filmowej odzwierciedla się
    kondycja mentalna, stan umysłu narratora ...

    CDN.




    / Właśnie natrafiłam na jakąś stronkę filmową. Autor pisze podobnie
    jak ja o dystansującej funkcji humoru, ironii, otwieraniu się na
    dyskuję itd.! /

  • barbasia1 28.08.10, 15:05
    PS
    Porównując obie opowieści Matta z H i Tommy'ego z FF, ta druga
    wydaje mi się bardziej wiarygodna i spójna .

    :)
  • grek.grek 29.08.10, 11:24
    Wg mnie, mają swoje punkty styczne : sposoby spędzania czasu, same zadymy, stosunki z innymi kibolami, pochwała wspólnoty i lojalności.

    Ale róznice widziałbym właśnie w tym, ze w Hools jest opowiedziana historia jakaś, jakaś przekonująca biografia mentalnej zmiany; w FF jednak widzę tylko, albo - głównie, serie scenek ilustrujących poszczególne elementy zagadnienie, tak jakby scenarzysta napisał sobie iks podpunktów do 2-3 głównych tez i po prostu odnośniki do nich robił. Nie mówię, ze to niefajne, bo zrobione zostało z pomysłem, często lekko i na jednej nodze, czyli bardzo przyjemnie dla oka, ale - tutaj kwestia własnej wizji się pojawia ;] - sam oczekiwałem jakiejś surowszej formy, 2-3 poważniejszych lokomotyw ciągnących narrację i dlatego Hools bardziej mi przypadli do gustu. No nie da się uciec od własnych oczekiwań ;].
  • grek.grek 29.08.10, 11:16
    Hehe :) Chodziło mi o to, że czasami własna wizja tego "jak to powinno wyglądać" gdzieś tam zabiera część obiektywnego spojrzenia na sprawę, próbującego wyczuć intencje twórców.

    Mogłaby się osunąć w publicystykę, ale dopóki jest jakaś historia, losy ludzkie, jakaś ciągła opowieść, to publicystyka się gdzieś tam chowa, albo pojawia incydentalnie. W Hools nawet zadymy nie rażą publicystycznym opisem, bo są tak naprawdę zapisem dojrzewania tego Amerykanina.

    Wg mnie, Amerykanin po wyrzuceniu ze szkoły zarzucił swoje marzenia o karierze dziennikarza. Do Brytfanii przybył jako normalny chłopak, nie jako uczeń i "przyszły reporter". Pisze więc jako on sam, a nie filtruje tego przez swoją dziennikarską etykę, której zresztą zapewne nie zdązył w sobie wyrobić. No i będę jednak podtrzymywał, że od człowieka na życiwoym zakręcie raczej trudno wymagać bezstronnych analiz, kiedy pisze dla siebie i próbuje własne odczucia oddać, a nie zajmuje się, tak naprawdę, socjologiczną analizą.

    Rozjasniając - w Hools są wątki typowo fabularne : Amerykanin i jego losy, biografia emocjonalna także; jest wątek rodzinnego dramatu dwóch braci i zony jednego z nich oraz ich małżeństwa, na tle udziału tych braci w subkulturze; są wąteki zdrady i próby zrehabilitowania się i zemsty po latach; są próby wtrącania obrazków ilustrujących przemiany społeczne [ale, jak pisałem, wg mnie takie trochę niemrawe i nieprzekonujące]. W FF są scenki kręcące się wokół pojedynczych slajdów pokazujących lajfstajl kibolowy. W zasadzie, trudno dostrzec jakiś konsekwentnie poprowadzony motyw. Jest to fajne, bo epizody kolejne mają swój humor i dużo mówią laikom, ale nie jest to fabuła par exellence :)

    A, to można polemizowac, czy prawdziwszy obraz środowiska daje ktoś ze środka będący w nim od początku, czy ktoś z zewnątrz, kto do środka wchodzi i patrzy oczyma neofity, w dodatku z obcej kultury wzięty. Na mój gust, to te oba spojrzenia się uzupełniają, żadne nie jest wolne od wad, a zarazem jedno i drugie ma swoje zalety :)







  • barbasia1 27.08.10, 15:04
    > Dobra, dobra, nie ze mną te numery ;)) Te kokieteryjno-
    samoobniżające autokomen
    > tarze i tak padają na nos wobec faktów.

    Wiem, Greku, że masz wbudowany w swą inteligentną głowę wykrywacz
    wszelkich fałszów (przyznam się nieskoromnie, że i ja coś takiego
    posiadam :), ale zapewniam, Cię, ze to nie była kokietreria. Nie
    lubię, wręcz nie znoszę takich zagrywek –udawania czegoś,
    nieszczerości kokietowania niewiedzą, czy czymś innym, podpuszczania
    itd. Nie praktykują ich w realu, ani na forum.
    Jeśli przyznaję się do niewiedzy, czy małej wiedzy na temat czegoś
    to naprawdę tak jest (ale może nie powinnam się do tego przyznawać!?
    Nikt rozsądny tak przecież nie robi, zuważyłam!!!;) i wynika to
    raczej z mojego kompleksu na punkcie tego, że czegoś nie wiem, albo
    znam tylko pwoierzchownie. A chciałaoby się wszytsko wiedzieć na
    każdy temat, umieć głęboko analizować problemy itd. A tu się
    okazuje, że wiem, że nic nie wiem...
    Ale czasami jak coś wiem , to przeciez mówię o tym wprost, z mocnym
    przekonaniem, nie odpuszczam (np. olimpiady!;))
    :)
  • grek.grek 28.08.10, 13:37
    Orajt :) ALE, wiesz, jak się wie sporo, to nie wiedzieć czegośtam - nie jest podstawą do negatywnych autokomentarzy.

    Wiedzieć wszystko, nie sposób przecież :)
  • barbasia1 28.08.10, 15:00
    Asekuracja?
    Psychoanalityk potrzebny od zaraz! ;))

    Dzięki za zwrócenie uwagi na to! Postaram się poprawić! :)


    > Wiedzieć wszystko, nie sposób przecież :)

    To szkoda! ;/

    :)
  • grek.grek 17.08.10, 14:18
    Jerry Maquire, w Polsacie, 20:00. Oglądaliście już ? Stare to jak świat, a ja żem nie widział, taka dola ;). Agent sportowy, wierzący w etykę i zasady, w starciu z realnym światem i w wyścigu o miłość. Brzmi po amerykańsku bardzo. Kolejny szlachetny bohater w nierównym pojedynku o zachowanie wartości podstawowych. Coś czuję, ze wiem, jak się to skończyć musi, pytanie jedyne ciekawe : jak się rozwinie zanim się skończy w oczywisty ów sposób, hehe. No i czy trafiony oskardem Gooding Jr, rzeczywiście taki oskardowy, a nominowany Cruise & chwalona podobno bardzo Zellweger faktycznie dobrzy, chociaż w takiej konwencji, jakiej się bezczelnie spodziewam, może i się sprawdzą, bo amerykańscy z nich aktorzy aż do przesadyzmu.

    To chyba na tyle, jak chodzi o dzis. Podglądam se "Trzeciego oficera" w Dwójce, bo podobał mi się oryginał i nawet pochlipując przetrwałem dokrętkę. W sumie, afera dęta i zapętlona jak haluksy, a chodzi o podstępne wymuszenie na policjancie udziału w akcji, tak jakby jeden policjant był w Polsce na jakimś poziomie. Dialogi się ciągną jak flaki z olejem, podobnie jak poszczególne sekwencje, co zwiastuje deficyt pomysłów scenariuszowych, który przy konieczności uplecenia zakontraktowanych 12 45-minutowych odcinków skazuje na obserwowanie sztucznie wydłużonych ujęć i kolejnych epizodów, przez co się ślamazarzy akcja - twórcom udało się nawet zmęczyć mnie śmiertelnie sceną samochodowej gonitwy; aż się boję, co będzie dalej - serialowy seks jako środek powodujący impotencję ?

    Fragmenty z Topą i Cielecką, absolutną superstar całej tej trylogii, która znowu gasi wszystkich i tylko dzięki której dało się kiepską 2 serię obejrzeć - ratują całość, która jako całość jest w całości mało udana - póki co, przynajmniej. Z drugiej strony sceny : pani Cynke... kto to jest w ogóle, przepraszam ? Takiego pokazu nieumiejętności aktorskich dawno w polskim kinie, telewizji i teatrzyku szkolnym nie było. Pazura zostanie Czarusiem z 13 Posterunku, Jurkiem Killerem, przerysowanym Nowym i Kim ON Tam Jeszcze Nie Był już zawsze, nawet jak chce być powazny to będzie to zalatywało, że robi sobie znowu jaja - Carreya Forman odczarował, Pazura jest już na to za stary i za mało zdolny. Chciał zarobić - zarobił. Za 10 lat będzie żałował, ze swój talent (podobno go miał) rozmienił na drobne w g,wnianych przedsięwzięciach zarobkowych dla uciechy gawiedzi.

    Barbasiu, pewnie chętnie przeczytasz, hehe :
    www.przekroj.pl/ludzie_rozmowy_artykul,7329.html
  • barbasia1 17.08.10, 15:51
    grek.grek napisał:

    > Jerry Maquire, w Polsacie, 20:00. Oglądaliście już ? Stare to jak świat,
    a ja żem nie widział, taka dola ;).

    Taka dola, czy celowo robiłeś uniki, żeby nie obejrzeć, jak Apolla 13? ;))

    Widziałam JM, przeczucia Cię nie mylą, w żadnym aspekcie, to śliczny,
    podnoszący na duchu film, sprawnie zrealizowany w amerykańskiej do bólu
    konwencji. :)


    >aż się boję
    > , co będzie dalej - serialowy seks jako środek powodujący impotencję ?

    haha
    Tylko, żebyś czasem tego nie oglądał!!! :))

    Pazurę utalentowanego i bez tej posterunkowo-kilerowej maniery pamiętam z
    serialu "Pogranicze w ogniu", zdaje się był to jego debiut na małym
    ekranie, czy nawet w ogóle w filmie /omal się w nim nie zakochałam! ;).
    Myślę, że ma chłop potencjał, możliwości (nie wiem jak z chęciami) by
    coś innego pokazać, tylko musi nadarzyć się ku temu okazja w postaci
    świetnego scenariusza u dobrego reżysera, czego szczerze życzę Pazurze.


    :)


    O! dzięki Ci Greku! za rozmowę z panem Górskim, za chwil kilka zabiorę się
    do czytania! :)))
  • grek.grek 18.08.10, 13:08
    O, nie, bo filmy dziejące się w okolicach świata sportu i mediów mnie zawsze interesowały, ale na Jerry'ego jakoś wpaść nie mogłem. Albo on na mnie. Coś w tym guście.

    Napiszę dwa słowa, bo mi się parę refleksji nasuneło oglądając wczoraj, a w zasadzie dzisiaj ;).

    No więc, jestem lekko zawiedziony, bo czekałem na jakiś dramat obnażający kulisy pracy agenta sportowego, a dostałem romantyczną komedię z elementami tego obnażania, ale na niskim poziomie. "Any Given sunday" Stone'a czy "He got Game" Spike'a Lee(debilne są polskie tłumaczenia, więc daję oryginalne tytuły), to były prawdziwe wejścia w tyłek amerykańskiego sportu zawodowego, w te wszystkie układziki, z rurką i w kombinezonie szambonurka. JM to, tak to odebrałem, rutynowa propaganda wartości etycznych : uczciwości, lojalności, umiarkowania, odpowiedzialności etc. I pewnie stąd te Oskary i nominacje do nich. Takie filmy Ameryka lubi najbardziej. W których jest happy end, proste rozwiązania trudnych dylematów, a jedna banalna gadka zmienia bohatera z wesołego pajaca w nobliwego obywatela, łajdusa w szlachcica, a z wszelakich rozterek robi miazgę i świat który się wyłania jest zawsze optymistyczny. Stone i Lee poszli na przekór tej modzie, zrobili filmy demaskatorskie, a JM ślizga się po powierzchni tego, co niby chce opisać i pokazać, tak bardzo, że ja w ogóle nie uwierzyłem w ten świat, co niby jest taki perfidny i cyniczny, że go pan Jerry opuszcza i chce budować altenatywę. Brakowało mi odpowiedniego, surowego, realistycznego kontrastu. Było raczej do śmichu chichu. Moze tak miało byc, ale ja tego nie kupiłem. Obyczajówka, romantyczna komedia, szkic problemu świata sportu... ni pies, ni wydra. Pokazanie człowieka, który porzuca dla ideałów świat brudnej kasy i sukcesu, zeby budować nowy idealny z kasą i sukcesem czystym... i dzięki swemu nagłemu idealizmowi zdobywającemu się prywatnie na docenienie uczucia. W oparach lekkiego humoru. I jak to nazwać ? Co to miało być ? :) Powiedz/dźcie mi :)

    Oskar dla goodinga mnie dziwi, bo nie wiem, co on tam wybitnego zagrał. Dostał chyba za to, ze po prostu film uznano za ważny i trzeba mu było podsypać nagród, co by i publika to dostrzegła, gdyby przypadkiem jej oczy zaszły mgłą ;) Gooding robi postać wzorowaną na Terrellu Owensie, największym pajacu NFL. POwinni T.O odpalić działkę za wykorzystanie jako modela. Cruise męczący i w zasadzie, licząc w całości czas jego występów w róznych filmach, przez 90 % tegoż gra tym samym, tak samo i jest po prostu Tomem Cruisem w nowej roli, a nie postacią, którą gra. Zellweger ogrywa trzy głupie miny na krzyż, Bridget Jones-like i miałem obawy a'propos tego filmu już widząc ją w obsadzie.

    Czemu desperacko potrzebujący kasy gracz, którego żona jest w ciązy, który ma liczne długi, nie odchodzi od skończonego agenta, tylko zostaje, mimo że agent jest spłukany, nie ma kompletnie żadnej mocy przebicia w branży ? Z lojalności i dlatego, ze ten agent jest miły ? Gdzie oni by takiego frajera w realu znaleźli... W NFL ?:))Przeca to się kompletnie z rzeczywistością nie zgadza; tylko wariat by tak zrobił, a takich nie ma w amerykańskim zawodowym sporcie. Z jednej strony ma być ten świat tak brudny, że Jerry zostawia go bez żalu w jednej chwili, z drugiej - jest on pokazany raczej zabawowo i cyniczny konkurent Jerry'ego wywołuje uśmieszek, świat agentów i ich poczynań jest plastikowy, jego obraz wcale nie daje alibi dla tak radykalnej decyzji, żeby go porzucić. Poza tym, Jerry to osioł - po co pisze naiwne manifesty, odchodzi z hukiem i się marginalizuje samodzielnie, zamiast zmieniać system od środka, robić swoje, realizować ideały będąc w firmie i mając umocowanie w jakiejś większej całości.

    Tak czy siak, wyszło nieprzekonująco, wg mnie.

    Na dobry, ostry film o kulisach sportu trzeba poczekać aż do momentu, kiedy jakiś Stone, czy Lee wezmą na warsztat ostatnie dochodzenia w MLB w sprawie dopingu. Paru rekordzistów, Rodriguez, Bonds, Mc Guire zostało złapanych na koksie, a stał za tym niejaki Jeff Novitzky, agent federalny. Dla Jankesów to szok, bo bejsboliści to skarby narodowe, a ci najlepsi to już w ogole bożyszcza. I to dopiero bedzie ciekawe :)

    Tyle ode mnie. Z chęcią popolemizuję straceńczo, jesli masz/macie inną opinię o JM ;)



  • pepsic 18.08.10, 15:03
    To może ja ostrożnie się wypowiem nie do końca na kontrę, bo
    niewątpliwie masz rację powyżej. Film z kategorii łatwy, miły i
    przyjemny z prostym morałem, ale nie naznaczony do końca piętnem
    typowej komediii romantycznej, czy konwencji hollywodzkiej (poza
    tradycyjnym happy endem). To chyba pierwsza rola Cruse'a, która mnie
    zainteresowała, choć co do talentu - nadal mam wątpliwości. Wątek
    romantyczny - nierówny, ale też nie całkiem schematyczny, a to już
    duży plus, jednak za dużo ckliwości i irytujących min Renee Z.
    (potwierdzam), którą odebrałam podobnie - jako Bridget Jones III.
    Ps. Nie lepiej jej w ciemnych włosach?
    mojemedia.pl/galerie/gwiazdy/metamorfoza-renee-zellweger/zdjecie/duze,643889,13,492
  • barbasia1 18.08.10, 15:38
    > Ps. Nie lepiej jej w ciemnych włosach?

    Chyba lepiej!
    :)
  • grek.grek 19.08.10, 12:21
    NO może i fakt, "typowa komedia romantyczna", to to jednak nie jest, przegiąłem ciut :} Z rozpędu chyba, hehe.
  • barbasia1 18.08.10, 15:37
    > No więc, jestem lekko zawiedziony, bo czekałem na jakiś dramat
    >obnażający kulisy pracy agenta sportowego, a dostałem romantyczną
    >komedię z elementami [...]

    Przecież pisałam, ze to będzie śliczny , podnoszący na duchu
    film! ;)

    Wyjątkowo się zgodzę z Tobą w kwestii Jerry'ego Maguire'a. ;)
    Polemizować nie będę.

    Rzuciłam wczoraj okiem na fragment i przynam, że i mnie irytowała
    Zellweger, choć za perwszym razem ten odbiór jej postaci był
    zupełnie inny. Rzeczywiscie wygladałao to jak wprawka do roli
    Bridget Jones. Tam wypało to wspaniale, w JM irytująco.

    Jej gapowata bohaterka kompletnie nie pasowała do gogusiowatego
    fircyka z salonów i babiarza Jerry'ego (ich miłość zakpończona
    została happy endem, tak?), teraz to zobaczyłam jeszcze wyraźniej.

    :)

  • grek.grek 19.08.10, 12:34
    A to prawda, ostrzeżenie poszło :] A Zellweger zostanie Bridget, zdaje się na wieki.
  • barbasia1 19.08.10, 12:50
    Raczej tak. :)
  • maniaczytania 18.08.10, 19:55
    hehe, no to nie popolemizujemy :)

    Ten film obejrzalam raz i wystarczy. Nie jest juz tu tajemnica moje zdanie o
    Tomie i jego aktorstwie, a Rene tez nie trawie ( nawet w Bridget!, jedynie
    znosna byla dla mnei w "Cold Mountain", chociaz musze przyznac, ze oblednie
    wygladala w "Chicago" - te nogi!!! ).

    Jedyny jasny punkt w JM to ten chlopiec, ktory gra synka Zellweger. Zagral chyba
    pozniej w "Stuarcie Malutkim" synka Doktora House'a :)
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • grek.grek 19.08.10, 12:41
    JM przegrywa 0-4, o ile nikt już nic nie dorzuci, uff ;)

    To ja może, na małą obrone, powiem, że scena, kiedy Gooding każe Crusie'owi przez telefon wrzeszczeć "show me the money ! i love black people ! i'm your motherf.ucker (cenzurują angielski tutaj ?, hehe)" i Cruise przykładanie i zapamiętale się przykładając, co oczywiście konsternuje całe otoczenie,wykonuje te polecenia, była naprawdę niezła :)
  • barbasia1 19.08.10, 12:49
    O tak, ta scena jest świetna. Znakomicie pokazuje desperację
    Jerry'ego, gotowość na wszystko byle tylko nie stracić ostatniego
    kilenta.
    :)
  • pepsic 19.08.10, 17:57
    To ja miałam bronić, skoro wytrwałam, co na Polsacie jest nie lada wyczynem i sobie nie krzywdowałam. Jakoś nie wyszło ;)
  • pepsic 19.08.10, 18:11
    Przy kobiecej, pełnej seksu i lekko zaokrąglonej Zecie-Jones wyglądała na mocno zabiedzone dziewczątko.
    Ps. Coś było nie tak z dzieckiem (stary malutki?). Uczucia mam mieszane.
  • maniaczytania 19.08.10, 20:19
    hehe, Zeta-Jones byla wtedy w stanie blogoslawionym :)
    a chlopczyk mi sie podobal, bo go zapamietalam, co rzadko mi sie zdarzy w
    kwestii dzieci w filmach

    A tak a'propos mojej niecheci do Cruise'a, to przypomnialo mi sie wczoraj, ze
    dla przeciwwagi miloscia wielka darze Hugh Granta :)))
    I tak, jak Pepsic Meg Ryan, tak ja jemu wybaczam wszystko ;)
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • grek.grek 19.08.10, 12:13
    Tak se wczoraj bez żadnych oczekiwań zasiadłem, co by obejrzeć rzeczony film i się mile rozczarowałem.

    Akcja dzieje się współcześnie w Sajgonie, w dwóch jakby miejscach : w czymś na kształt dawnej posiadłości buddyjskiej, u niejakiego Mistrza, która dzisiaj jest plantacją kwiatów lotosu, przy zbiorze i sprzedaży których rozpoczyna pracę młoda dziewczyna oraz w mieście, gdzie mamy kilkoro innych bohaterów : małego chłopca, który sprzedaje z zawieszonej na szyi walizki rózne drobiazgi; eks-żołnierza amerykańskiego (w tej roli Keitel), który czeka na spotkanie ze swoją wietnamską córką - owocem romansu (a może nawet gwałtu, nie jest to określone, a bohater mówi tylko o "naprawianiu błędów sprzed lat") z czasów wojny; skromnego rikszarza, który zakochuje się w pięknej call-girl.

    Akcja, przez długi czas, przenosi się płynnie od planatacji lotosowej do miasta, co daje ciekawey efekt zderzenia rozmaitych wpływów kulturowych. U Mistrza dominuje architektura, pewien rytuał staromodnych zachowań (do Mistrza się idzie na audiencję, jest zarządca), kobiety zbierające kwiaty śpiewają, panuje cisza i skupienie, daleko posunięta dyskrecja.
    Miasto zaś jest hałaśliwe, ruchliwe, pulsujące i samo w sobie pełne sprzeczności, które ze sobą sąsiadują "przez ścianę" : z jednej strony, widać już wpływy zachodnie : banery reklamowe, drogie hotele (jeden już stoi, drugi, potęzniejszy, właśnie jest w zaawansowanym stadium budowy) dla zamożnych mieszkańców i dla cudzoziemców, kluby taneczne, kina gdzie lecą filmy amerykańskie, sklepy z elektroniką. Taka przaśna zachodniość, przaśna, bo z całym dobrem inwentarza - tak jak na Zachodzie, tak i tutaj te znaki nowoczesności cisną się jak śledzie z normalną bidą : tutaj eksluzywny hotel, a z tyłu zrujnowane kamienice, stare dekoracje obdrapanych ścian, małych warsztacików w bocznych uliczkach, gdzie zgarniane z ulicy bose dzieciary tyrają za miskę ryżu, brud, dziurawe uliczki, handelek byle g,wnem,restauracje na wolnym powietrzu dla dziadostwa sąsiadują z restauracjami dla jaśniepaństwa, brzydkie ulice tuż przy nowoczesnym rondzie, całkiem współczesne taksy kontra arachaiczne riksze (jasne, riksze są i na zachodzie i to nawet modne podobno, ale te sajgnowe wyglądają jakby zaraz się miały rozpaśc, a przy nieco tylko większych podjazdach ustają, no i co na zachodzie jest atrakcyjną egzotyką, to w Sajgonie ma postać szaroburej codzienności).

    Dziewczyna od lotosów którego dnia zaczyna śpiewać piosenkę Zupełnie inną niż śpiewane przez wszystkie inne kobiety. Porusza ona Mistrza. Zaprasza ją do siebie. Mistrz choruje na trąd, jest oszepecony, a co najgorsze nie ma palców. Nie może spisywac wierszy, które ma w głowie. Prosi dziewczyne, zeby te jego poezje spisywała. Mistrz reprezentuje dawną duchowość. Nie opuszcza swojego domu, bo jest wytykany palcami z okazji swego wyglądu, ale dzięki głębokiej wrażliwości estetycznej "podróżuje" po świecie za pomocą swojej wyobraźni. Dotyka go już nie oczami, ale swoją zmysłowością. Dziewczynie to imponuje, porusza ją jego poezja, oldskulowa, stylowa, kwiecista. Się zgadza oczywista i od tej pory nawiązuje się między nimi spcyficzne porozumienie.

    Rikszarz zakochuje się w pieknej prostytutce. POdwozi ją raz - przypadkiem, kiedy ona ucieka przed kimś. Potem wozi ją już stale, co o tyle mu łatwiej przychodzi, że jego stanowisko pracy mieści się przy drogim hotelu, bo tam najłatwiej o hojnego klienta, a jako się rzekło, to i dziewczyna tam właśnie ma swoje żerowisko. Ona poluje na takiego, z którym się ożeni, a potem on ją zabierze z jej biednego mieszkanka i wprowadzi do lepszego świata. Takie ma marzenie. Związek z zakochanym w niej, sympatycznym, ale biednym rikszarzem nie leży w jej planach. Nawet jesli bogate targety męzowskie ją upokarzają i wyrzucają z taksówek jak śmiecia.

    Mały chłopiec gubi swoją walizkę z 1001 drobiazgami, których i tak nikt nie chce od niego kupić, mimo że dzielnie wystaje na ulicy nawet w ulewnym deszczu. Gubi ją w klubie nocnym, gdzie spotyka się z Amerykaniem, który zapija tam swoje wspomnienia. Od tej pory chłopiec szukać będzie tej walizeczki. Ojciec, czy opiekun, leje go po pysku, kiedy się dowiaduje o stracie, więc dzieciak nie ma wyjścia. Błąka się po ulicach, zagląda do kina, gdzie przypadkiem rozdziera płotno robiące za ekran i musi uciekać - ściga go policja, a schronienia udziela mu rikszarz. Znajdzie swój skarb w ciemnej uliczce, podczas deszczu, tuż po tym jak zagra w piłkę z innymi dziećmi ulicy i strzeli gola, co da mu wielką frajdę, walizka będzie przy pijaczynie leżącym nieprzytomnie. Weźmie ją i zniknie w nocy.

    Kwiaty lotosu, u Mistrza pielęgnowane, traktowane z szacunkiem i troską, się nie sprzedają. Znacznie lepiej schodzą wulgarne plastikowe, którym nie trzeba poświęcać czasu, a wyglądają przecież tak samo. Jedynymi, którzy kupują je od dziewczyny są : rikszarz i Amerykanin.

    Amerykanin spotyka się ze swoją córką. Chce jej wszystko opowiedzieć, wyjaśnić. Dziewczyna jest spięta. Bukiet z kwiatów lotosu, którymi ją obdarowuje rozluźnia atmosferę, sprawia, zę ona się uśmiecha, przełamuje pierwsze lody. Sprzyja porozumieniu.

    Rikszarz ofiarowuje swoje kwiaty prostytuce. Nie zwraca uwagi na jej pracę, puszcza mimo uszu jej słowa "miałabym się związać z rikszsrzem ? żartujesz sobie ?", a kiedy dowiaduje się, ze jej stawka za noc wynosi 50 dolków, staruje w wyścigu riksz, w którym nagrodą jest 200 dol. wygrywa i umawia się z nią. Ona chce to potraktować profesjonalnie, dla dla niego jest to romantyczne spotkanie - prosi dziewczynę o założenie sukienki, którą specjalnie kupił, a potem napawa się jej widokiem, gdy ona śpi "tylko tego chcę, popatrzeć jak śpisz". Ona budzi się rano, jego nie ma, ale jest śniadanie, które dla niej zamówił.

    A później on ją odwiedza w jej biednym mieszkanku. Ona chce mu zwrócić kasę, bo przecież nie zrobili tego, za co ona ten szmal bierze. On nie chce ["dałaś mi więcej niż sobie wyobrażasz"]. Ona rozpaczliwie próbuje go odepchnąc "nie zmuszaj mnie bym poczuła coś, co czego nie jestem zdolna". Ale on nie rezygnuje i w symbolicznej scenie myje jej plecy w jakimś dawnym obrządku, za pomocą łyżki, co przyprawi ją o orgazm. Potem zakłada jej opaskę na oczy i wiezie rikszą do parku - a tam cuda : piękna aleja zielona na którą się sypią czerwone liście z drzew, a on daje jej tom poezji i jeden płatek kwiatka i ona już jest kimś innym, uśmiecha się i tańczy.

    Mistrz jest umierający. Zdradza dziewczynie, że ta stara pieśń którą śpiewała, to pieśń, która towarzyszyła mu w młodości i tę młodośc, gdy był piękny i zdrowy, teraz mu przypomniała, kiedy pora umierać i kiedy wygląda kiepsko.Prosi ją o ostatnie wykonanie. I ona wzruszona mu śpiewa, a on jeszcze bardziej wzruszony umiera. Dostaje pośmiertnie jego poezje i zdjęcia nawet, jak był młody i piękny. I wyprawia mu pogrzeb w starym stylu. Płynie za miasto, gdzie koczuje na łodziach i starych kutrach biedota. Rozsypuje na wodzie kwiaty lotosu. Śpiewa pieśń i wtedy wszystkie kobiety, cała ta zdegradowana, wykluczona biedota obładowana worami, tobołami, pełnymi kartofli i buraków na handel - wstaje i śpiewa razem z nią. Bo rozumie co się stało, rozumie tradycję i rytuał i wie, jak się zachować.

    Mesedż dość jasny : nie oprzemy się eskpansji Zachodu w sferze materialnej, już przypominamy Amerykę łacińską, albo jakąs arabską prowincję, pachniemy rozwarstwieniem, ale możemy zostać sobą na poziomie kultury, o ile zachowamy własną, osobną tożsamość. Rytuały dawne i niezmienne przełamują lody, pozwalają nam się ciągle rozumieć i znajdować w tym piep,rzniku. Zagubieni w tej codzienności zmieniającej się, ciągle mamy w sobie ten kod znajomy, poruszający nas, spajający. Odwołujemy się do niego w chwilach wzruszeń, dramatów, aby wyrazić najgłębsze uczucia - i to działa, udaje się, dociera do nas wszystkich, porusza swoją wymową, bo wszyscy mamy zmysł, instynkt którym go rozpoznajemy i rodzaj wrażliwości do jego odbioru - specyficzną aparaturę emocjonalną, znaczy się ;].
  • barbasia1 19.08.10, 12:45
    Ha! Piękne przesłanie i piękny film, świetny opis,
    się wzruszyłam ...
    :)

    A gdzie to obiecane marudzenie? ;)
  • grek.grek 19.08.10, 14:16
    Hehe, trochę go tam zawarłem :)

    Film rzeczywiście jest momentami poruszający, ale nie nachalnie, tak dyskretnie i jakby nawet niechcący, przy okazji. Skromny taki, ale właśnie z mocą przekazu i przesłania, która starcza za te miliony zielonych prezydentów, które się wydaje na przeciwieństwa takich filmów - gdzie przekazu zero, przesłanie banalne albo głupie, a wzruszenia żadne.

  • barbasia1 19.08.10, 15:36
    :)

    Tak właśnie wyobraziłam sobie ten film. :)

    My oglądamy tradycyjnie już Wallandera, a Ty, Greku, widzisz coś
    ciekawego dla siebie na dziś?



  • grek.grek 20.08.10, 12:37
    Ano nic nie znalazłem wczoraj :) Dzisiaj widzę "Dużą rybę" Burtona w Polsacie, 0:15 [może więc raczej powinien powiedzieć - jutro, hehe], więc pewnie obejrzę, bądź nagram se; są tacy, wcale liczni, co uważają, że to jego najlepszy film. I, wg mnie, to już wystarczy, żeby zrobiło się ciekawie. Co równie interesujące (niezmiennie, hehe), takie perły kinematografii, jak Karate Kid i Anakonda (123 powtórka) lecą bezpośrednio przed, czyli w prime time. Kto wie, może jednak widownia oczekuje "po dzienniku" kiczu zamiast [ w tym konkretnym przypadku : potencjalnie] dobrego kina... A może tylko szefowie telewizyjni i reklamodawcy są o tym przekonani, w czym utwierdzają ich słupki oglądalności ? Tyle, że, wiesz jak jest : ZAWSZE program puszczany o 20 pokona taki, co lata o 1 nocy, więc te wyniki są psu na budę zdatne :).

    Btw, w Dwójce KMN dają - od 21:20 : całe 2 godziny :)
  • barbasia1 20.08.10, 13:46
    No proszę najlepszy film Burtona w środku nocy, ech!
    Mam nadzieję, że skrobniesz słów kilka, jak obejrzysz. :)

    Słów brakuje, źeby skomentować, co wyczyniają te telewizje, dobrze,
    ze jest siec, intermet.
    A propos Jedynka pochwaliła się ramówką jesnienno-zimową, szumnie
    zapowiedziano, że będzie Klan i Plebania, hehe, serial "Bracia i
    siostry", którego (w ubiegłycm chyba roku), kilka odcinków
    wyemitowano o ludzkiej porze , niestety już kilka kolejnych
    pojawiało się w ramówce o różnych dziwnych porach, raz rano, innym
    razem w środku nocy, a potem serial zdematerializowł się. Ciekawe,
    czy historia znów się powtórzy?
    A w soboty zabawiac nas będzie satyryk Rewiński, co się niedawno
    Polityce skarżył na swój (nie)żywot medialny!?
    Nieciekawie się zapowiada jesień!

    Wczorajszy Wallander ("Jocker") niezaliczony! :/
    Okazało się, że wcześniej był mecz (Lech Poznań wygrał, jak
    wyczytałam dziś - cud!), Wallandera przesunięto na 23.10, więc tylko
    mały początek widziałam, nawet nie pytam, co było dalej ...

    > Btw, w Dwójce KMN dają - od 21:20 : całe 2 godziny :)

    O! :))) Jakaś nowość będzie? Nie wiadomo?
  • grek.grek 20.08.10, 14:52
    Oczywiście, jak tylko obejrzę - napiszę coś :)

    Ramówka TVP tylko w ramę oprawić ;] Mam nadzieje, że oprócz tych zapowiadanych cudowności jakieś filmy się jednak ciekawe niezapowiedzianie pojawią...

    Niestety, ja Wallandera nie widziałem ;)

    KMN "Tadarasa" - chyba powtórka jednak... Mogliby dać kiedyś te stare programy z ich udziałem, dla odmiany. Janosika, Zmienników, Alternatywy powtarzają bezustannie...
  • barbasia1 20.08.10, 16:00
    To już się cieszę! :)
    Kilka rzeczy Burtona mi się podobało.

    O to-to. Też liczę na te fajne filmy. Obyśmy się tylko nie
    przeliczyli, po tegorocznym sezonie letnim w telewizji w pesymizm
    popadłam...


    Tak czułam, że nie uda Ci się obejrzeć Wallandera. ;)

    Popieram,też bym chętnie zobaczyła skecze z czasów, kiedy pan Robert
    Górski miał nieco bujniejszą czuprynę! ;)
  • grek.grek 21.08.10, 15:00
    Bądźmy przy nadziei, ze okazji dobrych nie zabraknie :)

    Haha, fakt, Górskiego czoło się podniosło... i wyszlechetniło przy okazji.

    "Tatuaż" dziś, o północku, w Polsacie. Meg Ryan u Jane Campion. Ciekawe, pewnie kobiety i ich problemy, uczucia etc. będą w centrum, jak to u Campion. Może zmienię zdanie o Ryan przy okazji, hehe, i już nie będę czarną owcą (boć przeca Wy wszystkie Meg lubicie), pardon - baranem ;). A 5 rano Adamek będzie się ganiał po ringu z jakimś "gołotą" czarnym ;) Siekierą się chyba będę musiał potraktować. Znaczy się, mocną kawą, heh.
  • barbasia1 21.08.10, 16:16
    > Haha, fakt, Górskiego czoło się podniosło... i wyszlechetniło przy
    okazji.

    haha
    O tak!

    > "Tatuaż" dziś, o północku [...]
    Ktoś już, Mania? Pepsic? chyba wspominał o tym filmie!? Ale pora nie
    dla mnie, ech! :/


    A 5 rano Adamek będzie się gania
    > ł po ringu z jakimś "gołotą" czarnym ;) Siekierą się chyba będę
    musiał potraktować. Znaczy się, mocną kawą, heh.

    O maj Gad! Współczuję! ;)

  • grek.grek 21.08.10, 16:31
    Hehe, no wiesz, od czasu do czasu taka kawa dobrze robi ;)

    A nie wiem, może faktycznie już było coś o tym filmie... wrzuciłem hasło do bębna, ale nic nie wyskoczyło... No nic, jakoś wespół-w-zespół obdagamy :) "Tatuaz" postaram się obejrzeć bezpośrednio, ale pewnie Mania i Pepsic już dawno temu się zapoznały [wszak ICH Meg tamże gra, hehe]. I później też, bo po mnie to się można spodziewać krytycznego podejścia. Do Ryan ;] A kina Campion, przyznam, też w ogóle nie znam, dla Was pewnie "Fortepian" to lektura obowiązkowa, a ja w ogole nie widziałem tego filmu. Żadnego Campion. Zatem, wiesz jak jest... do debiutu się gotuję ;)
  • maniaczytania 21.08.10, 16:52
    Ja, ja pisalam o Tatuazu. Jakis czas temu, ale tez jakos nie moge znalezc,
    pewnie bylo w ktoryms Ojej. Nie obejrzalam do konca, bo pora byla podobna do tej
    dzisiejszej :)))

    Aha, i Meg nie jest "moja" ;) ja ja lubilam dawniej (czyt. zanim jej usta
    spuchly dziwnie), ale tez bez przesady.

    A film troche dziwny, kryminalna intryga, duuuzo "scen", Meg zupelnie inna.
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • grek.grek 22.08.10, 11:02
    Właściwie napisałaś, co najważniejsze :)

    Później ginie m.in siostra Ryan, morderstwa się powtarzają, właściwie każdy facet [policaj, jej student, Bacon] jakoś może być podejrzany, a najbardziej ten policjant od romansu. Dodam tylko, że mordercą okazał się partner policjanta-kochanka Ryan. Miał taki sam tatuaż na przedramieniu, przy okazji. Ryan, w którymś momencie, powzięła podejrzenie, ze szlachtował właśnie ten jej kochanek-policaj, przypięła go kajdankami do jakiejś ruły w domu, uciekła stamtąd, a ten drugi już czeka - i że on jej pomoże, że to, że śmo, wywiózł ją do jakiejś latarni morskiej za miastem i zamierzał zgładzić, ale udało się jej go zastrzelić. Wróciła do uwięzionego gliniarza i się do niego przytuliła.

    Mnie ten film jakoś nie wciągnął zbytnio. Moze dlatego, bo oglądałem bezpośrednio i te przerwy reklamowej wytrącały mnie z rytmu, ale tylko "może", hehe. Niby sprawnie zrobiony scenariuszowo (aczkolwiek z kanonicznym zakończeniem, czyli : albo on mnie, albo ja jego), ale jakoś bez muzyki odpowiednio budującej klimatyzację, bez tego "czegoś" po prostu, ze średnim napięciem, które seks raczej rozładowywał niż podwyższał, mimo że zamiar był chyba odwrotny. Wyglądało na to, ze bohaterka romansuje z zabójcą - to było ciekawe i w sumie na tym pomyśle, i względnie dobrym utrzymywaniu widza [znaczy się : mnie, nie wiem o innych widzach i ich sposobie postrzegania ;)] w podejrzeniu, że taka jest prawda właśnie, trzyma cała wartość filmu. Bo to przeca nigdy nie wiadomo, kiedy się takie coś widzi : z jednej stony, kurde bele, przecież to zbyt oczywiste by było, z drugiej : może akurat nie chodzi o tę prawdę całą, dlatego autorka traktuje ją lekceważąco, bo skupia się na rozwoju samego romansu, który - w takich okolicznościach przyrody, zysksuje dodatkowy [albo - decydujacy] smak.

    Bohaterka Ryan jakaś mało zrozumiała, niewiele wiadomo o jej przeszłości, w sumie jakaś niedopisana trochę, trochę bezbarwna, papierowa. Znacznie ciekawszy typ męski, tego jej kochanka, co go grałó Ruffalo. W sumie, Ryan jak Ryan; po prostu, wg mnie, Campion i literatka, której to ksiązki film jest ekranizacją i która współpisała scenariusz, nie ulepiły postaci, która by jakoś była interesująca - jakieś tam zalążki niby były, ale wszystko oparte zostało na jednym : że poddaje się facetowi, bo "dawno chłopa nie miała", leczy swoje zahamowania w ten sposób i ją to wciąga. Mało trochę. Brak kontrapunktów. A może piep,rzę coś jak zawsze od rzeczy i to była do ero-thrillera akurat b dobra i jedynie właściwa, bo zawężona zgrabnie, psychologia :]

  • maniaczytania 22.08.10, 11:16
    Masz calkowita racje - film kompletnie bez napiecia.
    To, ze nie jej policjant jest morderca z tatuazem jest tak oczywiste, ze az
    boli. Tym bardziej, ze wczoraj kawalek obejrzalam znowu, i wyraznie widac w
    scenie"toaletowej", ze to inny aktor jest ;)
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • pepsic 22.08.10, 12:19
    Mnie początek (do pierwszych reklam) nawet zainteresował, pomimo oscylowania w okolicach kina B, ale może ja stronnicza jestem. Gdybym była miłośniczką boksu, to pewnie mocniej bym się zdopingowała, niekoniecznie siekierą;)
  • grek.grek 22.08.10, 13:09
    Haha, termin "siekierezada" zyskał chyba nową interpretację ;]
  • barbasia1 22.08.10, 12:23
    Wygląda na to, że Jane Campion jest bardzo nierówną reżyserką,
    niestety.
    A Wasze uwagi zachęcają by się o tym samodzienie przekonać!
    :)

  • grek.grek 22.08.10, 13:07
    A widzisz, mnie się gdzieś stale tliło, że może właśnie to jest pułapka - że to wrażenie oczywistej oczywistości ma nas zmylić i uśpić, skierować do automatycznego szukania innych opcji, albo zasugerować bezczelnie : tak, to on jest zabójcą, ma tatuaż i itd, ale : look at this, czemu on jej nie zabija ? dlaczego z nią romansuje, mimo że on a jest świadkiem i powinno mu zależeć na jej wyeliminowaniu ? w co on z nią pogrywa ? Ku czemu to zmierza ? jaki on ma plan ? a ona - nie domysla się ? czy moze się domyśla, ba - wie, ale brnie w to dalej, bo nie może mu się oprzeć ? Powiem Ci, ze taka wersja bardziej by do mnie przemawiała, bo akcja mogłaby mieć wyższą temperaturę i finał mógłby być znacznie ciekawszy i mniej przewidywalny. A tutaj NAGLE gościu z trzeciego planu się okazuje kilerem. Zaskoczenie jakieś, na pewno, ale przez jakieś 10 sekund, bo w takiej sytuacji wszystko jest jasne : i finał i w jakimś stopniu także wczesniejsza akcja, bo nagle konstatujemy, ze - własnie to co piszesz : a jednak to nie on, czyli mieliśmy prosty romans, zamiast romansu z drugim dnem :]
  • maniaczytania 21.08.10, 16:59
    wersji:
    forum.gazeta.pl/forum/w,14,107920523,108406586,Tatuaz_rez_Jane_Campion_.html
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • barbasia1 21.08.10, 17:16
    O właśnie o tym poście myślałam! ("TatuaZ"!!!??? - i dlatego ciężko
    było znaleźć! :) Dobrze, że go znalazłaś i tu wkleiłaś! Mam
    nadzieję, że Grek dopowie zakończenie dołoży garść swoich uwag na
    temat dzieła pani reyżser i gry naszej Meg (też ją lubie, ale
    umiarkowanie :)

    :)
  • barbasia1 21.08.10, 17:21
    Nie byłabym tego taka pewna ...


    Owszem przeznakomity "Fortepian" to lektura obowiązkowa i Ciebie,
    Greku, także obowiązuje, przypominam! ;)
    Coś dawno nie pokazywano tego filmu w telewizji!?
    Udanego debiutu, życzę!

    :)
  • grek.grek 22.08.10, 11:05
    Hehe, no może i tak, chociaż tzw kino kobiece jakoś nie wprawia mnie zwykle w entuzjazm :]
  • pepsic 22.08.10, 11:57
    Nie zaliczyłabym "Fortepianu" do kategorii babskiej w żadnym razie. To wielkie kino, na pewno kiedyś Ci się spodoba:)
  • barbasia1 22.08.10, 12:30
    Tak, w przypadku "Fortepianiu" podział na kino męskie i kobiece
    można śmiało znieść. To o prostu, jak napisała Pepsic, wielkie kino.

    A dla mnie nastotniejszy jest podział na kino dobre i złe.

    :)
  • grek.grek 22.08.10, 13:14
    Dobry podział :] Ja jestem na szlaku, by ten poziom wtajemniczenia osiągnąć.
  • barbasia1 22.08.10, 13:19
    W takim razie ja dopiero wchodzę na ten szlak! :)
  • grek.grek 23.08.10, 13:02
    Kokieteria :)
  • barbasia1 23.08.10, 13:18
    Nie, nie, to trzeźwa, racjonalna ocena stanu rzeczy!

    :)
  • grek.grek 22.08.10, 13:13
    Każe mi ostrożność (hehe) zachowywać ten fakt, że - odkąd się ten film pojawił - najlepsze opinie o Fortepianie padają z ust kobiet, hmmm ;]
  • maniaczytania 22.08.10, 14:20
    a moze zacheci Cie do "Fortepianu" fakt, ze mi sie ... nie podobal :)
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • barbasia1 22.08.10, 14:32
    maniaczytania napisała:

    > a moze zacheci Cie do "Fortepianu" fakt, ze mi sie ... nie
    podobal :)

    Ooooo! A dlaczego? Ci się nie podbał?

    Po takiej zachęcie, to Grek już na pewno nie
    obejrzy "Fortepianu"! ;))
  • grek.grek 23.08.10, 13:04
    TO jest argument :) Niemniej, kiedyś na pewno obejrzę - tak sobie trochę zartuję, bo w rzeczywistości nawet jestem ciekaw, co i jak, więc nie przegapię jesli się już okazja nadarzy.
  • maniaczytania 21.08.10, 09:01
    oj, mogliby tych Braci z Siostrami puscic o porze dla normalnych ludzi,
    ogladalam jak lecial o 22.00, jak przelozyli na jakas 14.00 czy 15.00, a
    wczesniej na 0.45 (lub podobnie) to przestalam. A calkiem znosnie bylo... :)
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • barbasia1 21.08.10, 16:08
    Własnie, właśnie, też na to liczę, Maniu!
    :)
  • barbasia1 22.08.10, 12:52
    A dziś znów pojawi się Mego Ryan! Tym razem dla odmiany ;) w bardzo
    wdzięcznej, zgrabnej, lekkiej (ale niestety nienowej) komedii
    romantycznej z wątkiem kryminalnym oraz francuskimi klimatami w
    tle! Meg Ryan partneruje tu nad wyraz udanie Kevine Kline, którego
    tropi inspektor o charakterystycznej twarzy Jeana Reno!
    TVN, godz. 20.00 Francuski pocałunek.

    Dziś również w TVN kolejny odcinek Californication, przypominam
    wszytkim fanom, także tym nieco rozczarowanym 3. serią.
    W 10. odcinku łysy zostanie wywalony z roboty przez Sue, za to, że
    wzgardził Springfieldem, a potem Charlie wraz z Hankiem spędzą
    upojną noc, na upijaniu się, oczywiście ...

    :)



  • barbasia1 22.08.10, 13:18
    upojną noc pełną rozmaitych przygód ( w tym jedną dramatyczną nieco)
    Ech, coś kiepsko wyszły mi te posty-zachęty do oglądania Cali...
    :)
  • grek.grek 22.08.10, 13:22
    Kevin Kline za rolę w "Przodem do tyłu" powinien jakiegoś Oskara dostać :] Vis comica z pierwszej ligi.

    Haha, rozczarowani (coraz mniej, wprawdzie) zasiądą by obejrzeć ;]
    10 odcinek, szybko się uwinęli, zaraz koniec, a jakby sie dopiero rozkręcało. Takie wrażenie mam. Dla pewności oglądam też drugi raz - na czeskim, bo własnie pokazują. Może to mi jakoś pomoże się lepiej ustosunkować. jedno jest pewne, Czesi dobrali kapitalne, po mistrzowsku, głosy dubbingujące :] No i czołówka jest ta sama i najlepsza. A ja mam tak, ze samej czołówki nie mogę oglądać, tylko muszę od razu dziabnąc cały odcinek. I to nie z taśmy. Dopiero wtedy ta czołówka spełnia swoją rolę. Czy to nie tragiczne, w kontekście nienajwyższych lotów 3 serii i faktu, że tylko ona została w grafiku jeszcze ? ;]

  • barbasia1 22.08.10, 14:07
    O! Niestety nie widziałam "Przodem do tyłu",
    ale już sam oryginalny tytuł zachęca, żeby zobaczyć!

    We "Francuskim pocałunku" vis comica Kenina Kline jest na dalszym
    planie, tu męski czar odgrywa (z powodzeniem!) ważniejszą rolę, sam
    rozumiesz ... :)

    Dla pewności oglądam też drugi raz - na czeskim, bo własnie
    > pokazują. Może to mi jakoś pomoże się lepiej ustosunkować.

    Wow! No to teraz nie możesz już narzekać! ;)

    Rozkręca się pod koniec, żeby niecierpliwie czekać na 4. serię,
    która szczęśliwie jest już chba na ukończeniu, ciekawe kiedy ją
    pokażą u nas?





  • maniaczytania 22.08.10, 14:21
    Barbasiu - musisz to szybko nadrobic - "Przodem do tylu" to genialny film :)
    --
    hmm, co by tu napisac?
  • grek.grek 23.08.10, 13:07
    Ja również polecam, film ma mnóstwo wdzięku i lekkiego humoru. Must-see :]

    Coś mi się zdaje, ze prędzej IV serię pokażą Czesi niż jakaś polska stacja. TVN z zakupem III się biedziło półtora roku, jesli się nie mylę.
    A Czesi dali trzy serie jedna za drugą, to się nazywa sumienność, hehe.
  • barbasia1 23.08.10, 13:34
    Jeśli tak, to na pewno obejrzę przy najbliższej okazji! Dzięki
    Maniu, Greku za słowa zachęty.

    Też tak czuję, że Czesi pierwsi pokażą 4. serię Cali. Czesi dbają o
    swojego widza. :)


    /Przy okazji, Greku, o "Hooliganach" napisałam tam wyżej, a i
    słówko o "Jutro będzie niebo". Ale może już czytałeś?/

    :)
  • grek.grek 23.08.10, 14:43
    Wszystko przeczytałem, guzdrałem się tylko trochę z odpowiedzią :)

    "Dużą rybę" własnie łowię, dzisiaj powinienem skończyć; na razie podoba mi się bardzo, film może... jak film, ale główna idea - znakomita. Jak dokończę - napiszę coś więcej.

    A dziś, coś znalazłaś ? (znaleźliście ?)

    Ja widzę w Polsacie "Robin Hooda" Costner-vers, która mnie jakoś nie wciąga. A potem "Pod kluczem", dośc sztampowy dramat więzienny. Czy raczej : dramacik. Dla lubiących te gatunek. W Dwójce "Czas śmierci", jakiś horror, że wywołali ducha, a teraz ten duch sie panoszy i trzeba go odwołać. Rzec by można : klasyka tematu ;) Film jest brytyjski.

    TVP 1 daje "Buntownika" z Deanem, o stałej porze - 2 w nocy. Brawo. Modelowy przykład watowania ramówki i chamstwa : nie dość, ze powtarzają, to jeszcze o tej samej porze, w której film jest SKAZANY na oglądalność rzędu 1 procenta. Bo najpierw trzeba wyemitować godzinny konkurs audiotele na żywo. Żałosne.
  • barbasia1 23.08.10, 15:20
    O! To ja bardzo, bardzo przepraszam za niecierpliwość! ;/ Wyszło, że
    poganiam! A nie miałam takiego zamiaru!!!
    Wyglada na to, że rozpuściłeś MNIE, Greku, niemożliwie, ech ...! ;))

    Niestety nic więcej ciekawego na dziś nie widzę! Ten Robin Hood z
    Kostnerem to jednak chyba najlepsza popozycja, znów Polsat górą.
    Może kulturysci mają jakiegoś asa, albo ogladający Ale kino lub
    HBO!?
    :)

    Na danie z "Dużej ryby" czekamy bardzo cierpliwie!!! :)
  • grek.grek 23.08.10, 15:42
    Ale w zyciu, na nic takiego nie wyszło, ja niczego takiego nie odczułem przynajmniej :) Przeciwnie - zawsze dobrze się upewnić.

    Kulturyści mają "Porozmawiaj z nią" Almodovara [23:45}. Nieźle mają.

    o, na pewno przyrządzę coś. Rapacholin szykujcie ;)
  • barbasia1 23.08.10, 17:08
    To dobrze! :)

    > o, na pewno przyrządzę coś. Rapacholin szykujcie ;)
    hahaha
    Skusimy się i tak! :)

  • grek.grek 24.08.10, 11:21
    Oto co następuje.

    Jest sobie dwóch Bloomów - ojciec i syn. I syn ma kłopot ze starym, bo raz, ze całe zycie ciągle gdzie fruwał, zamiast go niańczyć, a dwa - bez przerwy, zamiast mówić prawdę ?, wprost ?, otwarcie ?, zabawia świat swoimi historyjkami - o sobie najchętniej i swoim losie. Na jublu, którego bohaterem ma być syn [pewnie z okazji jakiegoś tzw awansu czy też sukcesu zawodowego, czy czegoś tam], stary też wyjeżdza wobec licznych gości z opowiastką, w dodatku taką, którą już syn sto razy słyszał - o tym, że w dniu, w którym się syn urodził, stary złowił wspaniałą rybę - na złotą obrączkę. Była to samica, a stary "czuł, ze coś z nią go łączy", w dodatku była gotowa do złożenia ikry, więc wiele genów by się zmarnowało... i stary doszedł do wniosku, że - jak mówi : "jak chcesz złapać kobietę, która ci ucieka - daj jej obrączkę" : to aluzja do tego, że żona jest kobietą jego życia i basta. Ładna historia, ale syn ma dość ojcowskiego miętolenia. zarzuca mu, ze stary nigdy nie jest sobą, że łże, bredzi i kryje się ciągle za jakimiś wyimaginowanymi pierdołami. Rozstają się po burzliwej rozmowie i 3 lata trwa cisza między nimi, tylko matka pisze w imieniu swoim i starego i elegancko i z klasą obaj panowie siebie unikają. Aż tu nagle ustawiony już w wielkim mieście młody Bloom dostaje info, ze stary umiera. Chemia nie działa, rak się panoszy, zostało mu niewiele czasu. Jedzie więc [razem z żoną] do rodzinnego domu w Ashton, na prowincji, zeby ostatnie dni/tygodnie z ojcem pobyć i może wreszcie go poznać, skłonić do powiedzenia czegoś prawdziwego.

    I to jest tło całej opowieści. Główna zaś linia dotyczy tych opowieści starego Edwarda Blooma - o jego życiu. Częsciowo mówi o nich syn, a potem stary snuje je dla słuchającej synowej, a starszy jegomość po prostu uchyla furtkę i prowadzi towarzystwo w świat bajki, baśni, magicznego realizmu, czy tam nazwijcie jak chcecie, gdzie ich prowadzi.

    Więc gościu utrzymuje, ze urodził się w taki sposób, że wystrzelił z łona matki, jak z katapulty, a potem ślizgiem pruł po korytarzu szpitalnym, aż go wreszcie złapali.
    Jako chłopiec poznał tajemnicę swojej śmierci. Otóż z kilkoma kolegami zakradli się nocą na mokradła wokół Ashton, gdzie stał [całkiem archetypowy] dom czarownicy wyposażonej w szklane oko, w którm widać przyszłość. Jako jedyny miał odwagę się zakraść i kulturalnie ją poprosić o to, by pokazała mu jego śmierć, co też spełniła.

    A potem odnosił same sukcesy - był prymusem, sportowcem, dumą.Kiedy miał 18 lat na mieścinę pad blady strach z powodu olbrzyma kradnącego bydło. Olbrzym miał 7 metrów wzrostu i na imię Karl. Oczywiście, Edward wziął na siebie zażegnanie problemu - jako że Karl tłumaczył, ze po prostu musi dużo jeść, bo duży jest, Edward zaproponował, zeby się przeniósł do większego miasta, gdzie na pewno żarcia nie zabraknie. A nawet się z nim wybiera w tę podróż.

    Kiedy na moment rozdziela się ze swoim olbrzymem, od razu trafia do miasteczka Spectre, ideału współzycia międzyludzkiego gdzie panuje cudowna sielanka. Zostaje przyjęty z wielką życzliwością, pozbawiony butów [wszyscy chodzą tam boso], które mala dziewczynka sprawnym rzutem wiesza na sznurku wysoko nad ziemią, gdzie wiszą buty całej reszty. Pewnie dlatego, ze są zbędne - nie ma po co ich mieć, skoro nikt ze Spectre jeszcze nie odszedł. Także słynny poeta z Aashton, który kiedyś zaginał, a tutaj go Edward odnajduje w zdrowiu i szczęsciu. Sam jednak zostać nie może, mimo że spotyka go ciekawa sytuacja : widzi w rzece naga kobietę/syrenę : tyle, że bez płetwy, którą miejscowi zwą "dużą rybą". Lecz : "to nie ten moment jeszcze, by zapuścić korzenie", powiada. Za wcześnie na taka labę.

    Trafia na występ cyrkowy. On i Karl razem z nim. 7-metrowy typ od razu wpada w oko obrotnemu impresario, który proponuje mu angaż. Tak oto Karl znajduje swoje miejsce pod słońcem. Edward zaś znajduje miłość swojego życia. Widzi ją przez moment w tłumie widzów. Zwierza się z tego impresaio, który okazuje się znać dziewczynę. Edward proponuje mu umowę : zatrudni mnie pan, będę pracował za darmo, ale co miesiąc zdradzi mi pan jakiś fakt jej dotyczący, coś o niej mówiący. Więc Edward tyra jak wół : wygarnia gyuano spod słoni, robi za asystenta dla rzucających nożami, pcha łeb w paszczę lwa, myje jakiegoś kuriozalnego grubasa, pewnie też cyrkowca], a impresario co miech karmi go frazesami : ona lubi żonkile, ona studiuje, i takie tam, a każda informacja rozaniela Edwarda. Do czasu. W końcu, po 3 latach, jarzy nagle, że w sumie to nie dowiedział się jedynie istotnej rzeczy - jej danych osobowych i adresu. Idzie więc pogadać ostatecznie z impresario. Z przyczepy tegoż wypada na niego wilk z zębami. Edward obłaskawia go rzucając mu patyk. Wilk aportuje. "okazałem mu życzliwość i sympatię, a jego agresja uleciała". CO ciekawsze, wilkiem okazuje się być impresario. Wilkołakiem, znaczy się. Ujęty dobrocią Edwarda zdradza mu nazwisko dziewczyny i college w którym ta się uczy.

    Opuszzca więc Edward cyrk i odnajduje dziewczynę. Jest ona już zaręczona jednak. I, o ironio, z byłym kolegą ze szkoły Edwarda, takim "wiecznie drugim". Całe życie Edward z nim wygrywał, ale to tamten zdobył najwazniejszy puchar. EDward jednak nie rezygnuje, czyni dziewczynie nieustanne miłosne wyznania wobec całego świata, sadzi pole żonkili pod jej oknem w kampusie - czym ją zdobywa. Dostanie wprawdzie po gębie od tego drugiego, ale co tam ;) Co lepsze, ten drugi zaraz umrze - bo się zmęczy i złapie go zawał.

    Żenią się, a chwilę później Edward wyjeżdza na wojnę. Wietnamską chyba. Żeby szybciej wrócić, bierze najtrudniejsze zadania. Podczas jednego z nich ma wykraść plany dowództwa. W sztabie trwa występ artystyczny, śpiewają bliźniaczki syjamskie, a Edward sprawnie dostaje się gdzie trzeba i co trzeba zabiera. Kryje się w garderobie tych bliźniaczek. I one go znajdują. Jedna chce go wydac, druga ocalić, a na koniec obie wzruszają się jego wyznaniem, ze musi on wrócić do kochanej żony i nawet godzą się z nim uciec, kiedy obiecuje im występy w szołbiznesie - wiadomo, że u swojego kumpla, wilkołaka ;)

    Po powrocie podejmuje pracę domokrążcy. Zaiwania po Stanac i sprzedaje badziewie jakieś. W jednym z banków spotyka poetę z Spectre. On też je opuścił, w poszukiwaniu przygód, zamiast pędzenia gnuśnego, cieplutkiego życia. Teraz ma zamiar ów bank obrabować. Tytułuje Edwarda swoim pomocnikiem i zleca mu wyciągnięcie kasy z sejfu. Ten jest jednak pusty, bo panuje bida z nędzą, ludzie nie mają oszczędności [Wielki Kryzys ?]. EDward daje mu swoje własne pieniądze i tłumaczy poecie zawiłości ekonomiczne, co ten kwituje tekstem "jadę na Wall Street, tam się kasa znajdzie", dostaje od Blooma także a Edward dopowiada "kiedy ukradł swój pierwszy milion..." ;), a do tego odesłał mu jego 10 tysięcy, za które Bloom stawia okazały dom, ten dokładnie co teraz stoi.

    Tyle opowieści Edwarda. Jego syn próbuje w sprawie pogrzebać. Jedzie do czegoś, co kiedyś chyba było tym Spectre z opowiadań ojca, stoi tam jeden zrujnowany dom, mieszka w nim kobieta - młoda babka, nauczycielka muzyki. Dopowiada mu ona historię Edwarda : w podróży zastaje go burza.Ulewa. Auto jakby spada na dno jeziora.A tam Edward widzi tę kobietę-syrenę-rybę, która swobodnie nurkuje. Przybijają se piątkę przez zamknietą szybe. A rano, po ulewie... auto tkwi wysoko na drzewie :). Edward znajduje w kałuży klucz [nie wiem, co z nim później, jakiś symbol chyba]. Odwiedza znów Spectre. A tam nędza [Wielki Kryzys ?]. Edward, aby ratować miasteczko, skupuje od mieszkanców ich działki [skąd ma kasę ? chyba się dorobił po drodze, a może to za te 10 tys od poety ? niedopowiedziane], zostaje ich właścicielem, ale oni dzięki temu mogą sobie żyć jak chcą, nic się nie zmienia w ich życiu. Tylko ona, ta nauczycielka, nie chce sprzedać mu działki. Ma do niego żal - to ona była tą dziewczynką, która zarzuciła jego buty na sznurek, zakochała się w nim wtedy, a on odszedł...
  • grek.grek 24.08.10, 12:18
    No i dziewczyna ma do niego żal, ale on się nie zraża - szanuje jej decyzję, ale...bierze sie za remont jej chałupy. po jakimś czasie wygląda ona olśniewająco. Edward sam montuje wieszak, czapka się trzyma na haczyku - koniec pracy. Dziewczyna proponuje mu, zeby został, stwierdzając, ze ta czapka mogłaby wisieć tutaj na stałe, ale Edward kocha swoją żonę - i ona to wie, a więc muszą się rozstać. Na odchodne Edward dostaje od niej akt własności jej domu. Czyli, bez urazy :)
    Dziewczyna dopowiada, ze odtąd mieszkała sama, dom podupadł znowu, a ona uchodziła za wariatkę, czarownicę.

    Syn Edwarda słuchając tej opowieści, zaczyna kojarzyć tę dziewczynę z wiedźmą z okiem z Ashton [dom na uboczu, samotna kobieta, czarownica...] - w opowiadaniu ojca miałaś być stara jak świat, kiedy on miał kilka lat, a jest przecież na odwrót, to jak to jest naprawdę ? A ona mu na to : to proste, twój ojciec nie rózrózniał kobiet innych prócz twojej matki; byłam tylko wymysłem, ty jedynie byłeś prawdziwy. I tu syn się zaczyna do starego przekonywać.

    Kiedy wraca do domu, nie ma tam nikogo, wszyscy są w szpitalu, gdzie ojciec został zabrany po udarze, i zapewne są to jego ostatnie chwile.
    Syn tam jedzie. Rozmawia z lekarzem, znajomym ojca. Lekarz opowiada mu historię jego urodzin - prozaiczną, bezbarwną. Syn : ojciec opowiadał mi coś o dużej rybie, którą złowił tamtego dnia... Lekarz ; a co miał ci opowiedzieć ? Ten banał ? Jakbym ja miał do wyboru te dwie wersje, to bym wybrał tę "rybną'... I znów się syn musi tęgo zastanowić.

    Siada przy łózku ojca. Ten się na moment budzi. Chce żeby syn mu opowiedział - jak umrze. Syn : no ale to ty widziałes w oku swoją śmierć, jak ja mam ci ją opowiedzieć ? Ojciec nalega jednak i syn rozumie dopiero teraz o co chodzi : stary go prosi, zeby mu pomógł umrzeć, żeby śmierć nie była smutna i załosna, ale żeby ją utopić w historii, w opowieści. Więc syn snuje sam takową: oto ojciec nagle się lepiej czuje, syn pakuje go w wózek, uciekają brawurowo ze szpitala, pokrzykując obaj i dopinugując się, z pomocą ich kobiet - niewielką, bo matka tylko wrzuca pod nogi ścigająćego ich sanitariusza jakieś narzędzia - ładują się do auta, piszcząc oponami jadą za miasto, a tam są wszyscy bohaterowie opowieści ojca : olbrzym, poeta, mieszkańcy Spectre, impresario i jego cyrkowcy, bliźniaczki. I bawią się, biją mu brawo, syn zanosi go na rękach do jeziora, ojciec całuje żonę, syn go wypuszcza do wody, a stary zamienia się wielkiego suma i odpływa.

    I tak stary umiera, słuchając ten opowieści, a syn wreszcie kuma, co stary całe życie robił. Zabijał banał, szarość i pospolitość, aby zyło się wszystkim lepiej. Nie widział autentyzmu ojca, zarzucając mu ciągle, ze udaje, a ojciec zarzekał się, że prawdę mówi. Ale czym jest prawda ? Prawda w historii, czy prawda o życiu, o wyborach w nim czynionych, o tym czego się Bloom nauczył i co w życiu cenne i wartościowe ? Do tego nie trzeba faktów 1 do 1, grunt, żeby się zgadzała idea :)

    Pogrzeb ojca przyciąga wiele osób, pojawiają się wszyscy z jego opowieści. Syn, który dotąd miał te postaci za wymyślone, widzi nagle wysokiego faceta - no może nie 7-metrowego, ale tak z 2'25 bankowo ;), widzi impresario, widzi bliźniaczki syjamskie, widzi posiwiałego poetę... więc oni wszyscy się zdarzyli w życiu jego ojca, nie byli jego wymysłem. Z pewnością nie wszystko, co opowiadał było 100 proc prawdą, najpewniej metaforą, ale dotyczyło konkretnych ludzi. Nikt na jego pogrzebie nie ryczy - najpierw jest skupienie przy jego trumnie, ale potem ożywione rozmowy, śmiech, dobry nastrój. Nie mozna ryczeć na pogrzebie takiego człowieka, bo "tak długo snuł swoją opowieśc, aż sam się nią stał, a przez to pozostał zywy na zawsze", taka puenta.

    Zycie ma kolor twojej wyobraźni. Widziałem to kiedyś na murze, taki napis. No i ten film to do tego napisu ilustracja, hołd dla wyobraźni, fantazji, które życie czynią interesującym.
    Liczy się opowieśc, historia, która codzienne zdarzenia ubiera w krzykliwe szaty i czyni frapującymi historiami. Reszta to pic na jaja, tandeta dla smutnych ludzi.

    Przypomina się tu Kapuściński. Przypomina się Kosiński. Sciemniali równo, ale dzięki temu ich opowieści były takie ciekawe. Kapuściński podawał się za repotera, opisywacza materialnej rzeczywistości i zaklinał się, ze pisze 1 do 1, to rzuca cień i tworzy pewien problem, zwłaszcza, ze sprzyjało komercyjnemu sukcesowi i czerpaniu profitów z naciągania faktów, które wielu ludzi wprowadziły w błąd w ich pojmowaniu świata, opartym na jego relacjach, ale metoda jest ta sama. Kosiński jako pisarz mógł sobie na taką kreatywność pozwolić w większym stopniu, ale i jemu się dostało w rzyć, kiedy wyszło na jaw, że Malowany ptak, to fikcja i to pisana przez kilka osób, a nie przez niego samego. Zarzuty słuszne, ale czymże jednak one są wobec tego, co spłodzili, podpierając się tym picem i fotomontażem ?

    Czytałem trochę o Burtonie, facet był od zawsze typem outsidera, gościa co się ciągle zaszywa w świecie własnych fantasmagorii i takie też tworzy kino, jak wiadomo wszystkim. I ten film to jakby jego credo artystyczne. W innych opowiada historie niego się tyczące, z niego wypływające, nim motywowane, tutaj - choć to nie jego scenariusz - może przedstawić swój manifest artystyczny łącząc go przy okazji z kolejną opowieścią w swoim stylu, gdzie cudaków co niemiara, każdy kolejny epizod zaskakuje i w zasadzie nic tu nie jest konwencjonalne, no może poza fryzurą Ewana Mc Gregora, co gra młodego Edwarda Blooma. Własnie w osobie i sposobie bycia, traktowania zycia, przez Edwarda Blooma tkwi istota traktowania filmu, sztuki przez Burtona. tak bym to widział. Moze stąd te opinie, że to jego najważniejszy/najlepszy film. Najlepszy, to bardzo kwestia gustu, ale najważniejszy, ze wzg na powyższe - całkiem możliwe, wobec powyższego.

    Charakteryzacja jest świetna, a Helena Bonham Carter jako wiedźma ze szklanym okiem - rewelacja; a potem pokazuje się, jako ta nauczycielka, i jest po prostu piękna. Jak zwykle nie wygląda "normalnie", nie gra "normalnej" roli, jest wyjęta z innego swiata, magicznego jakiegoś, albo w każdym razie z pięknego snu wariata. Czy może dziwić, że ona i Burton tworzą parę ? hehe. Weźcie Brada i Angelinę schowajcie w piwnicy. Chyba tylko Johnny Depp mógłby pasować do niej lepiej. To aktorzy, co się nie wcielają w role, oni po prostu w rolach swoich sprzedają własną nietuzinkowość, dziwność i surrealizm, jaki w sobie noszą, a Burton tym wszystkim zawiaduje. Albo ktoś inny, bo chyba już tylko ewidentny czubek mógłby dać im role konwencjonalne.

    De Vito jest swietny, jako impresario-wilkołak. Świetny.
    Albert Finney, jako stary Bloom, jest dobry, ale słyszałem o zachwytach nad tą rolą, co akurat chyba przesadne jest, chociaż - kwestia gustu i oczekiwań, własnej wizji danej postaci. Burton trafił ze wszystkimi rolami, to pewnie i z tą też. Jessica Lange - zona Edwarda, Allison Lohman - jako młoda Lange, Marion Cottilard - zona syna : kobiecego wdzięku więcej niż ustawa przewiduje :) I, jak zawsze wypasiony i w swoim histeryczno-cwaniackim stylu niezawodny, Steve Buscemi, jako poeta-rabuś.

    Warto było :) POlecam.


  • barbasia1 24.08.10, 15:24
    Greku, przygotowałeś dziś nadzwyczaj smakowite danie z „Dużej
    ryby”, bo i „Duża ryba”, to bardzo apetyczny kąsek dla widza,
    chyba nie tylko wielbicieli twórczości i nieprzeciętnej wyobraźni
    Burtona.

    Tak sobie pomyślałam trochę na przekór przesłaniu i pochwale
    wyobrażni, że jednak to smutne, że nieprzeciętna wyobraźnia ojcowska
    przez całe życie oddzielała go od syna...

    > Zycie ma kolor twojej wyobraźni. Widziałem to kiedyś na murze,
    taki napis.

    Twórczy ludzie tam koło Ciebie żyją! ;)

    Muza na dzisiejszy szarawy lekko dzień
    www.youtube.com/watch?v=Wy5tKASdRLQ&feature=related
    ;)
  • barbasia1 24.08.10, 15:30
    - może tak lepiej, co? ;)

  • grek.grek 24.08.10, 15:48
    No to kamień z serca, że jakoś się daje przebrnąć przez to, co nagryzmoliłem o tym zacnym filmie, który zasługuje na dobre traktowanie ;] Haha, może i lepiej, faktycznie, ale tylko dlatego, ze Burton zasługuje na obecność w nagłówku.

    To prawda, ale tak musiało być dla dobra scenariusza - całe życie musieli się nie rozumiec, żeby film miał tak poruszający happy end, który wynagradza trochę te stracone lata :] A może w takiej sytuacji lata żadne nie są stracone, bo dzięki nim zrozumienie nagle przychodzące jest tym lepsze i trwalsze ?

    O, muzyka pasuje w sam raz. Dzięki :)
  • barbasia1 24.08.10, 16:38
    Jak zawsze dobrze się mi czytało!
    No i mam teraz o wiele lepsze pojęcie o kinie Butona! I za to
    wielkie dzięki Ci!

    > A może w takiej sytuacji lata żadne nie są stracone, bo dzi
    > ęki nim zrozumienie nagle przychodzące jest tym lepsze i trwalsze ?

    To prawda.
    Być może też wcześniej niemożliwe byłoby osiagniecie po-
    rozumienia . Tak to czasem bywa ze starymi i młodymi.

    :)
  • grek.grek 25.08.10, 12:40
    A tam, ja nic, to Burton daje się jakoś tak wytłumaczyć. Nawet mnie, jak się okazuje :]

    Co ciekawe, syn wygląda na takiego bardziej dojrzałego, z powodu tej ojcowskiej skłonności do bajdurzenia. Ale to tylko pozory, oczywiście, hehe.
  • barbasia1 25.08.10, 14:44
    Jak to Ty, nic!? Tobie chciało się pomyśleć i napisać na temat
    butronowskiej wizji kina! :)

    Czyżby syn też w końcu zaczynał przejawiać skłonności do
    konfabulacji?

    :)
  • grek.grek 25.08.10, 14:59
    NO dobrze, niech będzie, ja tak troszkę :)

    Hehe, trochę tak, zrozumiał wszystko w momencie, kiedy ojciec poprosił go, zeby opisał jego śmierć - czyli, "zmusił" go do opowiedzenia sobie tej historii i syn pojął jaką moc ma wyobraźnia, fantazja, jak może odpędzić nie tylko banał życia, ale i grozę i smutek śmierci. Nie potrafił dostrzec w ojcu tej zdolności do nadawania zyciu innego wymiaru, a ojciec, po prawdzie, nigdy nie przejawiał jakichś specjalnych umiejętności wychowawczych - często był nieobecny, z głową w obłokach, tylko te historyjki opowiadał, co syn uważał za infantylizm i kłamstwo w dodatku. Ojciec był samolubem, skupionym na sobie. Ale i syn nim był, później, też nie próbował zrozumieć ojca skupiwszy się na własnej krzywdzie od niego doznawanej w dzieciństwie [rzekomo doznawanej, tak to odbierał, tak to czuł]. Więc, wiesz, jak tak patrzę jeszcze teraz, to w ostatnim momencie nastąpiło, przez cały film dojrzewające, pokonanie przez nich obu własnych egoizmów, aczkolwiek większy z tym problem miał syn, to tak naprawdę on tu się zmaga z sobą, żeby starego jakoś przejrzeć. Ma przed oczami prawdę, ale nie widzi jej, bo szuka innego jej oblicza. Nie umie wczuć się w ojca i spróbować załapać, o co temu chodzi, dlaczego opowiada te historie, dlaczego taki był za jego dzieciństwa, dlaczego się nie zmienia, spojrzeć na wszystko jego oczyma. Problem braku komunikacji :)
  • barbasia1 25.08.10, 15:25
    > NO dobrze, niech będzie, ja tak troszkę :)
    Ja to mam dar przekonywania, nieprawdaż! ;))

    > Hehe, trochę tak, zrozumiał wszystko w momencie, kiedy ojciec
    >poprosił go, zeby opisał jego śmierć - czyli, "zmusił" go do
    >opowiedzenia sobie tej historii i

    Ależ tak! Oczywiście! Głupie pytanie zadałam! Chyba śpię!!!


    To bardzo interesujące, co piszesz! /myślę.../

    :)



  • grek.grek 24.08.10, 15:40
    "Chłopięcy świat", 23:00 Polsat - dobra obsada ("gwiazdorska", hehe); stara rzecz, parę razy chyba było to w ramówce, ale przyznam, że nie widziałem jeszcze, nie było okazji. ktoś oglądał i może rzucić pomidorem albo pogłaskać po glacy ? :]

    "Elling" w Jedynce. O 2 w nocy... Jakim trzeba być debilem, żeby jedyną wartościową pozycję w programie spuścić na środek nocy... Trzeba mieć chyba mózg wielkości orzeszka arachidowego. Wcześniej "nie można", bo trzeba nadać 2 odc jakiegoś serialiku i godzinny audiotele-live szoł, a o 21:20 cukierkową "Angelikę wśród (whatever)" (była już wszędzie, chyba tylko wśród jaskiniowców jeszcze nie była, pewnie dlatego, ze nie poznała członków - dobre słowo - Rady Programowej TVP i kierownictwa tej stacji]. Właściwie, to nawet nie ma z kim rozmawiac, maila do kogo wysłać, pustka, instytucja kóra ma w nosie wszelki rozsądek i potrzeby widowni. NO chyba, ze fanów Klanu, Mody na sukces. Plebańńńńja i M jak Miłość, oni dostają swoje g,wniane papu w porach dogodnych. Czysta kpina, że komercyjna stacja lepiej się wywiązuje z misji propagowania kultury [kino takową jest] niż ta, co ściągać chce haracz z podatników, a daje im w zamian figę z makiem. Ja już nie płacę. I mogę się śmiać i krytykować bez tego nieprzyjemnego uczucia, że sam się sfrajerowałem płacąc na tę bandę.

    Lubię filmy w środku nocy oglądać, to moja ulubiona pora, zwłaszcza z taśmy. Ale jak widzę taką bezczelność, jak ramówkę z filmem bezpośrednio o 2 albo 3, to ręce mi opadają. Co innego świadomy wybór godziny, a co innego konieczność.
  • barbasia1 24.08.10, 15:57
    Czytałam kiedyś pozytywne opinie na temat "Chłopięcego świata",
    chwalono zwłaszcza boskiego Leonardo, no i oczywiście De Niro,
    szykuję się dziś na ten film, choc nie wiem czy dam radę obejrzeć
    całość, późnio zaczyna się ta emisja.


    A może z nadejściem nowych władz TVP coś się wreszcie zmieni w
    kwestii pór emisji dobrych filmów? Cuda sie zdarzają! ;)
  • barbasia1 24.08.10, 16:01
    nie wiem czy dam radę obejrzeć
    > całość, późnio zaczyna się ta emisja.
    >

    a na dodatek jeszcze te kolumbryniaste reklamy polsatowskie!
  • grek.grek 25.08.10, 12:50
    Obejrzałaś ? :)

    Ja nagrałem. Obydwa, żeby było zabawniej. Bo musiałem [chciałem/nie odpuściłem-bo-oglądam-od-początku] obejrzeć tę 3 serię Oficera w Dwójce. Rozkręca się, heh. Ale to i tak betka w porównaniu z 10 odc Californication z niedzieli. Który to odcinek przywrócił mi wiarę w ludzi ;] Najlepszy w serii, bezapelacyjnie, wg mnie. Jeden z najlepszych w ogole wśród wszystkich dotychczasowych 34. Wszystko było dobre, nie będę nawet wymieniał po kolei. Po prostu, jak najwięcej przebywania ze sobą, akcji i rozmów charliego z Hankiem : to jest recepta na dobry odcinek. Jak pisze odcinek Kapinos, to zaraz jest poprawa, bo widać, ze lubi swojego łysego bohatera, a dla mnie Charlie w tej serii jest # 1. Tylko ta postać się broni od początku do końca. Świetny jest Ivan Handler. Zawsze lubiłem gościa, za tę krzyżówkę naiwnej poczciwości z pociesznym popapraniem, a teraz już absolutnie mnie przekonuje, że bez niego, jak bez Hanka, nie ma tego serialu. W zasadzie, to mogliby oni tylko zostać, a reszta się zmieniać co odcinek :]
    Jak Tobie się tenże odcinek podobał ?
  • grek.grek 25.08.10, 12:59
    Aha, to moze ja dzisiaj muzykę polecę ;] :

    www.youtube.com/watch/v=tCtOtfePa90
    [taka trochę ciut lajtowa wersja, słyszałem ją z ostrzejszym, dynamiczniejszym basem, wtedy brzmi dopiero właściwie, ale znalazłem na razie tylko taką, bo w sumie - sam kawałek jest, wg mnie, zacny]
  • grek.grek 25.08.10, 13:03
    Omt :

    www.youtube.com/watch?v=tCtOtfePa90
  • barbasia1 25.08.10, 14:07
    O! Niezłe! Pasuje mi na dziś! Dzięki :))
    Później poszukam sobie info. o The Whip.
  • grek.grek 25.08.10, 14:51
    Cieszy mnie to :)
  • barbasia1 29.08.10, 14:07
    Muza na dziś...

    karlikpl.wrzuta.pl/audio/afpDxqPQCdQ/chlopcy_z_placu_broni_-_kocham_wolnosc


  • barbasia1 25.08.10, 13:45
    "Chłopięcy świat" - tak, tak oglądałam,, tracycyjnie nie do końca!
    Późna pora, potężne dawki reklam, jak to w Polsacie, na dodatek w
    środku seansu jakaś awaria się przydarzyła, taśma się zerwała, czy
    sygnał się zagubił, fakt faktem, ze przez kilka minut stracił się
    obraz i dziwięk (za to na ekranie mogliśmy podziwiać czarny kwadat
    ala Malewicz (Malewicz zgapiony od Ciebie ;) , nie wiem, czy później
    pojawiła się jeszcze dalsza część film (przypuszczam, że raczej
    tak), bo wyłączyłam telwizor i poszłam spać (była to już w końcu
    godzina 0.30!!!).
    Awaria zarzyła się akurat w dość dramatycznym momencie, kiedy Toby
    (Leonardo) pobił się z chłopakiem, którego wyzwał od pedałów...
    Liczę więc Greku, jak zawsze w takich momentach, na Ciebie,
    oczywiście, jeśli masz na taśmie cały film.

    Film naparwdę dobry! Leonardo cudowny, rewelacyny w roli Tobiego,
    tak się zastanawiałam, gdzie on zgubił ten swój talent, kótry
    ewidentnie pokazuje w tym filmie. Chyba za dużo mysli o graniu,
    zamiast grać intiucyjnie, jak robił to w dzieciństwie...

    Elen Barkin świetna w roli matki Tobiego, kobieta nieco zgubiona w
    życiu, ale dobra, kochająca swego niesfornego syn.
    (Elen w filmie wyglada uroczo, kobieco; nie wiedziałam, że Elen
    Barkin to taka piękna kobieta!).
    De Niro jak zawsze klasa sama w sobie!
    Tyle na gorąco.
    Warto obejrzeć!

    "Elling" - widziałam już , ale dość dawno (zorienowałam się dziś ,
    jak rzuciłam okiem na na opis). Bardzo dobry film, znakomite kino
    norweskie. Rzecz o ludziach niepełnosprawnych umysłowo.
    Świetny bez nadmiernej ckliwości, z poczuciem humoru. Koniecznie
    trzeba o nim tu napisac kilka słów!

    O Cali za chwilę ...
    :)
  • grek.grek 25.08.10, 14:50
    Dzięki za zachętę [obie] i wprowadzenie :)

    Dopiszę dalszy ciąg, kiedy tylko obejrzę. Postaram się jak najprędzej.

  • pepsic 25.08.10, 15:18
    I jak zerknęłam na "Chłopięcy świat" - częściowo, tak samo jak Ty
    Barbasiu zachwycając się talentem młodego Leonarda, wspominając przy
    okazji "Co gryzie Gilberta Grape'a". Co do Ellen Barkin - z urody
    zbytnio mi się nie podobała gł. za przejaskrawioną stylizację, ale
    zdaję sobie sprawę, że to nagminne w filmach ukazujących tamte
    realia. Przy okazji zgadzam się z Grekiem, że w "Switch" stworzyła
    brawurową kreację i ogląda się tylko dla niej. Natomiast wczorajszy
    film nie wywołał we mnie spodziewanego wrażenia, uczucia ciepłe, ale
    raczej za poziom gry aktorskiej, chyba że dalej coś się zmieniło, bo
    priojekcię zakończyłam grzecznie na drugim bloku reklamowym o 12.00.
    (i nie mam info o awarii :))
    Ps. Ellinga też gdzieś kiedyś zahaczyłam, ale mgliście to pamiętam.
    Ps.2. W dzisiejszym wydaniu papierowym GW zapodają, że nadal dobre
    filmy prezentowane w paśmie "Kocham Kino" przeznaczone będą
    tradycyjnie dla widzów z oczami na zapałki (taki jest tytuł art.)
    Osobiście nie wierzę w zmianę repertuaru programowego po 4 września,
    bo państwa w państwie nikt nie ruszy i powiem brutalnie: całą TVP
    należałoby zburzyć i zbudować na nowo od podstaw, podobnie jak PZPN.
    Do awarii, jeśli była mi dana - nie doczekałam.
  • pepsic 25.08.10, 15:23
    * 24.00
    Barbasiu, o co chodzi z czarnym kwadratem a la Malewski? Czy wiąże
    się z Waszymi kabaretami, czy mnie coś ominęło?
  • barbasia1 25.08.10, 16:07
    Kwadrat ala Malewicz!,
    czyli aluzja do słynnego dzieła Kazimierza Malewicza rosyjskiego
    malarza polskiego pochodzenia "Czarny kwadrat na białym tle"

    pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Malevich.black-square.jpg&filetimestamp=20060114093208

    pl.wikipedia.org/wiki/Kazimierz_Malewicz
    Grekowi, skojarzył się kiedyś błyskotliwie obraz Malewicza z awarią
    w telewizji/w Polscie!!! Podczas strasznej burzy co chwila znikał
    obraz, a kiedy znikał ekran robił się czarny ...

    A ja teraz pożyczyłam sobie bez pytania to śliczne skojarzenie. :)
  • pepsic 26.08.10, 20:00
    Takie arcydzieło, a ja w temacie zielona!
    :)
  • barbasia1 25.08.10, 16:56
    Zobaczymy, co powie Grek, o ciągu dalszym ...

    > Ps.2. W dzisiejszym wydaniu papierowym GW zapodają, że nadal dobre
    > filmy prezentowane w paśmie "Kocham Kino" przeznaczone będą
    > tradycyjnie dla widzów z oczami na zapałki (taki jest tytuł art.)

    Łzy mi kapią na klawiaturę! ;) Czyli żadnych zmian, dobrych,
    ambitniejszych filmów nie opłaca się pokazywać!? Nie ma komu?.
    Smutne.
  • grek.grek 26.08.10, 14:11
    Dzisiaj oglądać będę. Zaraz po meczu, czyli : Wy Wallandera, a ja właśnie Chłopięcy ;]

    Jutro dopiszę, co i jak z rzeczonym dalszym ciągiem.
  • barbasia1 26.08.10, 16:55
    Tak, tak Wallander, ale ostani już (tak napisała Pepsic wątku na
    forum seriale) jaka szkoda! Byle nie zaczął się zbyt późno!

    Na ciąg dalszy "Chłopięcego świata" czekamy cierpliwie, Greku! :)

    Przy okazji - moja odpowiedź!
    forum.gazeta.pl/forum/w,14,114814528,115771125,Re_Hools_i_FF_moj_grosz_do_skarbonki_dorzucam.html

  • pepsic 25.08.10, 15:28
    Szykuję się na "Podziemny krąg" z Nortonem w TV4(albo TVN7)o godz.
    21.00. Był tu rekomendowany pozytywnie, jak pamiętam, ale inni kręcą
    nosami.