Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2010 - 6 (vol. 10)

  • grek.grek 08.11.10, 14:37
    kontynuujemy good time filmowy :]

    polsat, 20:00 Ja,robot - futurystyczny kryminało-thriller. roboty wchodzą do użytku codziennego. zaczynają funkcjonować jak sprzęt domowy, a nawet towarzysze człowieka. uważane są za całkowicie niegroźne. i nagle ginie konstruktor. jesli zabił go robot, to sami rozumiecie, co będzie dalej i jakie moga być konsekwencje... sprawę ma zbadać specjalnie oddelegowany policaj, czyli will Smith.no i wg mnie ciekawa sytuacja wyjściowa, ciekawa premiera może to być.

    tvp 2, a tutaj jest premiera arcyciekawa.
    3:05 tej nocy, a powtórka następnej nocy 0:05 [kuźwa te pory emisji...] - Rysa, jak na moje oko czytelniczo-detekorystyczne jedna z najgłośniejszych rzeczy w polskim kinie od paru lat, a na pewno od 2008, od premiery w Gdyni. dramat małżeństwa z wieloletnim stażem, w którym żona dostaje informację, potwierdzoną czy niekoniecznie, że jej mąz całe życie był ubeckim kablem, no i od tego poprowadzona jest psychodrama, wiwisekcja rozpadu, spatologizowania ich relacji. podobno b.dobre kino, niektórzy mówili po Gdyni, że wręcz wybitne... generalnie, jestem arcyciekaw :] i zdaje się tak jestem ciekaw, że dzisiaj nie idę spać, nie będę czekał do jutra ;]

    btw, Stroiński i Jankowska-cieślak dostali nagrody w Gdyni za naj role; podobno poczuli się upokorzeni, bo były to jakby nagrody pocieszenia, w zamian za to, ze sam film nie wygrał z Małą moskwą, co wielu uznało za skandal, no może niekoniecznie, że Rysa przegrała, ale że w ogóle Moskwa wygrała.

    tvp 1 daje jakiś remake Hallowen, ale remakowanie klasyki jest czymś, za co powinno się skazywać na tydzień tkwienia w dybach. wszystkich, którzy biorą udział w takim procederze :]

    tvn... no cóż, a tvn pozdrawiam serdecznie ;]

    w każdym razie - jest nieźle, jak na jeden dzień, hehe.
  • barbasia1 08.11.10, 17:03
    Żebyś tylko w jakąś bezzsenność nie popadł przez tę telewizję publiczną!!! ;)

    Mam nadzieję, że możemy liczyć na jakiś spojler i komentarz do "Rysy", nie musi byc zaraz po obejrzeniu! ;)

    To się w głowie nie mieści, że polska telewizja publiczna nie może wygospodarować w całym tygodniu nędznych dwóch godzin w pime timie, albo lekko po nim, żeby pokazać najnowsze polskie filmy, w dodatku nagrodzone na festiwalach, idocenione przez krytykę i jeszcze przecież mówiące o najlaktulanijeszych dla Polaków sprawach!
    Dlaczego twórcy reżyserzy , aktorzy nie protesują wobec takiej polityki władz telewizji, rządu??? To przeciez jest brak szacunku dla ich pracy, brak szacunku polskiej twórczości, dla polskiej kultury!


    :)
  • grek.grek 09.11.10, 13:24
    hehe, no wiesz, te swoje 3,5 godziny na dobę wykręcę jakoś, tak czy inaczej ;]

    ach, i obejrzałem wczoraj, w zasadzie - dzisiaj nad ranem - Rysę... bardzo, bardzo dobre kino. świetne role, naprawdę możemy być dumni z takich aktorów, jak stroiński i Jankowska. wspaniała muzyka robiąca świetny nastrój. znakomite, znowu oraz jak zwykle, zdjęcia marcina Koszałki - poziom światowy. momentami udźwiękowienie trochę nienajlepsze, ale to naprawdę są momenty, głównie na samym wstępie, podejrzewam że miało to oddawać/podkreślać realizm sytuacji. Zgrabnie to wszystko spiął michał Rosa, reżyseiro.

    i cała historia bardzo dająca do głowy, poruszająca. naprawde, trudno się oderwać było od ekranu, mimo że film nie jest dynamiczny, "akcyjny" w potocznym znaczeniu tego słowa. jest bardzo oszczędny, kameralny i mocny... w wersji light w porównaniu np do filmów Krauzego :]

    bardzo dobry. w zasadzie musiałbym same superlatywy pisać, więc

    spojler z uwagami dot scenariusza i tzw konkretów samej treści - z wielką chęcią napiszę, postaram się jutro :] dzisiaj powtórka o 0:05 w tvp 2, zachęcam ciepło do obejrzania, kto żyw :]

    "ja robot" za to jeszcze nie widziałem, na razie nagrałem tylko. Ale chętnie posłucham uwag odnośnie, jeśli ktoś oglądał ? :]

    spojrzałem, wbrew własnym przestrogom, na Hallowen na tvp 1 - jak się spodziewałem, profanacja oryginału. Michael myers szlachtuje najpierw jako dziecko - oprawia całą swoją rodzinę, oprócz matki, w ramy; potem ma 2 metry wzrostu, waży ze 120 kg, ucieka ze wariatkowa, gdzie go trzymali przez 15 lat, i dalej szlachtuje solidnym nożem, czy to już nie była maczeta ? ;], kogo tylko napotka. ucieka przed nim natolatka, a ściga go sędziwy lekarz [malcolm mc dowell w tej roli, widać postanowił dorobić do renty, ukrył się za brodą, ale i tak był rozpoznawalny, nawet dla tych, co przegapili jego nazwisko w czołówce]. przeplatane to wszystko seksem nastolatków. i myersa unieszkodliwiają, ale oczywiście zostawiając furtkę do sequela.
    cała kasa poszła w charakteryzację i nie starczyło jej nawet na zakup oryginalnego "hallowenowego" motywu muzycznego. Cóz, recesja także w Hollywod się panoszy :]

    do oryginału się to coś nie umywało nawet, grama klimatu zagrożenia nie ma, cienia niepokoju. nic. lepiej sobie po raz 34 obejrzeć tenże oryginał niż tracić czas na takie remaki.
  • barbasia1 09.11.10, 15:46
    > hehe, no wiesz, te swoje 3,5 godziny na dobę wykręcę jakoś, tak czy inaczej ;]
    O!!!?

    Miło słyszeć, a właściwie czytać takie pozytywne komentarze na temat filmu. Czekam(y) na więcej!

    "Ja, robot" -
    ja, barbasia, jestem już chyba specjalistą od amerykanskiego kina rozywkowego w konwencji sf! :)
    Ponieważ jeszcze nie ogladałeś filmu, to powiem tylko tyle: efekty specjalne z rozmachem, miałka fabuła (choć oparta na podstawie zacnego cyklu opowiadań Isaaca Asimova /ale jak mówią ci co się znają, niewiele tego Asimova zostało w filmie/) z mętnym przesłaniem i Will Smith jako superglina (z fantastycznym kaloryferem! ;) ratujący ludzkość przed buntem sztucznej inteligencji. Film przewidywalny do bólu. Film dla rozrywki, odmóżdżenia.

    Niestety nie widziałam oryginału Hallowen.
    :)
  • barbasia1 10.11.10, 12:35
    >hehe, no wiesz, te swoje 3,5 godziny na dobę wykręcę jakoś, tak czy inaczej ;]

    Oddałabym Ci moje dwie godziny snu, oczywiście gdybym mogła, no i gdybyś Ty je chciał. Jestem Twoim przeciwieństwiem, dużo godzin snu potrzebuję, co czasem przeszkadza!

    :)
  • grek.grek 10.11.10, 13:16
    o, chętnie bym wziął te dwie godziny :], gdyby nie to, że starcza mi zupełnie te moje kilka; raz się żyje, szkoda czasu na zbyt długie okresy utraty przytomności ;]

    dzięki za Twoją opinię o "robocie", nie brzmi to entuzjastycznie :]]; na razie tylko nadgryzłem, bo wczoraj w nocy warowałem przy "sprawie kramerów" [ech, ten film się nie zestarzeje nigdy... ma duszę :), no i ten Dustin w najlepszej formie, jaki mLLLLody ;], no i to przesłanie - hej, panowie sędziowie i panie sędziny, przyznający prawa wychowawcze : facet może być dobrym ojcem, nie musi być z góry uważany za gorszego od matki, tylko z racji swojej biologicznej przynależności płciowej - to był ważny film w historii. i jak świetnie nakręcony, z jaką klasą, 79 rok - to był doby rok, z tego wynika :); w każdym razie - fajne przypomnienie, dobry pomysł, znów - POlsatu ]. dzisiaj powinien obejrzeć do końca, na razie widzę, ze Will zainwestował w odżywki sprzyjające budowaniu fizycznej okazałości, a poza tym, niebezpiecznie, już na samym początku, jest dowcipny, co mi pachnie pójściem całej akcji w stronę lekko niepoważną. a ja, głąb, miałem nadzieję, ze z Willym da się nadziubać pretty serious s-f thrill... o ja naiwny ;]

    O, nie musisz mieć z tym problemów - Halloween, to tylko jakiśtam klasyk w swoim, nienajmądrzejszym i nienajambitniejszym przecież, gatunku. coś jak "w samo południe" w gatunku westernowym - wszystko umowne, konwencje żelazne, wiadomo co się stanie za minutę, wiadomo co zrobi bohater/ka, i jak się skończy kompletnie nic ciekawego :]]. naprawdę, dlatego tradycyjne westerny i survivale a'la Halloween osobiście staram się raczej omijać, lecz pewnej klasyczności, i związanej z tym otoczki jaka im towarzyszy - w żaden sposób nie podważam i nie chcę osłabiać :]. po prostu, szkoda, wg mnie, że tvp zamiast pokazywać słaby remake nie pokazała oryginału.



  • barbasia1 11.11.10, 14:25
    > o, chętnie bym wziął te dwie godziny :], gdyby nie to, że starcza mi zupełnie t
    > e moje kilka; raz się żyje, >szkoda czasu na zbyt długie okresy utraty przytomności ;]
    :)
    Wiesz, chyba zazdraszczam! ;)

    > dzięki za Twoją opinię o "robocie", nie brzmi to entuzjastycznie :]];
    hehe
    No rzeczywiście nie zabrzmiałam entuzjastyczne, ale jakoś nie mogłam wykrzesać z siebie więcej entuzjamu na zachętę (choć właściwie powinnam), bo naprawdę nie było specjalnie czym się entuzjazmować, niestety.
    Poza tym pomyślałam sobie, że najwyżej będziesz mile zaskoczony, jeśli okaże się, że się myliłam. ;) Jesteś mile zaskoczony?

    I tak się właśnie stało, cała akcja poszła niestety w stronę lekko niepoważną właśnie przez te irtytujące "dowcipy" (wstawione w kulminacyjnych momentach filmu, np. walki ludzi z robotami na mieście), które zresztą brzmią strasznie sztucznie. W ogóle sprawiają wrażenie jakby z koniecznosci i na siłę upchnięto je w scenariuszu. Jakby producent powiedział scenarzystom obrabiającym opowiadanie Assiomowa - 'koniecznie naćkajcie mi tu dowcipnych dialogów i scen, żeby ludożerka miała choć trochę ubawu na superprodukcji '


    "Sprawa Kramerów" ! - tak, tak bardzo dobry film :)

    :)



  • grek.grek 11.11.10, 15:16
    hehe ;]

    a powiem Ci, że dziubam oraz dziubię tego "robota" po kawałku - tak mi jakoś wychodzi - i nawet nie jest tak najgorzej :] ten uczłowieczony android wygląda ciekawie, ma osobowość; zatrzymałem się na scenie, kiedy will znajduje go pośród tysiąca takich samych sztuczniaków, łapie go, przesłuchuje i... na razie nie wiem, co dalej, dzisiaj będę kontynuowałem, z nadzieję na zakończenie w jednej odsłonie - i... nieźle to wygląda, ciekawe jak się rozwinie.

    no to prawda, podtrzymuję - nadal jest lekko niepoważnie momentami, ale jednocześnie ciekawie trochę bardziej niż się spodziewałem :]

    po zakończeniu spróbuję krótko podsumować, jak to z mojej perspektywy wyglądało generalnie.
  • barbasia1 11.11.10, 15:37
    O! To ja jestem zaskoczona! :)

    Chcesz się ze mną pokłócić? ;)
  • grek.grek 12.11.10, 11:06
    może i bym chciał ;], ale się nie da - im dalej w las w "ja robocie", tym więcej łubu dubu, efektów, komputera i plastiku, a idea jakoś tak powierzchownie potraktowana, chociaż sam ów koncept : buntu przeprogramowujących się samodzielnie maszyn dążących do przejęcia kontroli nad światem i odsunięcia od władzy ludzi, w celu spełnienia misji ratowanie gatunku ludzkiego zmierzającego do samozagłady - interesująca; ale potraktowana, niestety, jako skromny dodatek do wybuchowej, karkołomnej akcji i jak zawsze mniej lub bardziej dowcipnego w geście i słowie willa smitha. budżet musiał być niekiepski, bo will nie gra za paczkę fajek, a efekty, cały ten świat przyszłości wygenerowany - bardzo dobrze wyglądały. zabrakło kasy na scenariusz ;]
  • barbasia1 12.11.10, 15:09
    :) No tak, po tym co dziś napisałeś nie ma na to szans!

    O tak, to prawda, koncept był bardzo interesujący i zaskakujące było w finale rozwiązanie zagadki (przecież wszystko wskazywało na niecne zamiary człwoieka, szefa firmy produkującej te roboty najnowszej generecji ). /Toteż nic nie mówiłam, by nie psuć Ci efektu zaskoczenia./

    Mnie tez podobał się ten wykreowany świat przyszłosci niedlaekiej (2035) , efektowna strona wizualna – ulice pełna ludzi i robotów, no i same roboty (oraz Will umięsniony ;).
    Muszę przyznać, że lubię ten rozmach z jakim Amerykanie robią filmy SF, futurystyczne wizje. Ale stać ich na to.

    Zacne (jak mówią ci co się znają) opowiadanie Asimova (to poprawana wersja nazwiska pisarza) zostało niestety zbeszczeszczone, poprawione na modłe amerykańską, przerobiono go na scenaiusz typowego kina rozywkowego, jakie aktualnie jest w modzie.


    Robot z uczuciami!? A jakby taki robot zakochał się ze wzajemnoscią w człowieku, to czy ludzie z przyszłości zaakceptowali by taki związek?

    :)
  • grek.grek 13.11.10, 11:09
    wizję mają amerykanie, istotnie; z treścią tez nie jest najgorzej, aczkolwiek matriksy zdarzają się okazyjnie, a 'ja, roboty' stanowią jednak gros tej produkcji, co powstaje.

    no niestety, literackiej wersji nie znam :]

    ohoho, to musiałby być robot najnowszej generacji... :] ale temat byłby ciekawy, o ile juz gdzieś nie ekspolatowany ? - przypominałby chyba trochę mezalianse z epoki wczesnego kina, ekranizacje literatury romeo-julianowskiej i melodramaty z późniejszych epok, osnute wokół wątku miłości zakazanej ze wg na przesądy społeczne, rasowe, wyznaniowe czy majątkowe. kolejne ogniwo w łańcuchu przeszkód na drodze ludzkiego szczęscia ;]] oby tylko will nie grał głównej roli ;]
  • barbasia1 14.11.10, 12:57
    Prawda!
    Też nie znam wersji literackiej, przyznam, że nie jestem entuzjastką literatury SF, już bardziej wolę filmy.
    Jeszcze a'propos wersji literackiej, przeczytałam wczoraj w wiki hasło "Issak Asimov", gdzie wspomniano także o filmie "Ja, robot". Jeśli dobrze zrozumiałam to film z Willem Smithem poza tytułem oraz ideami Asimova, zasadami etyki dla robotów ma niewiele wspólnego z cyklem opowiadań Asimova wydanym w zbiorze "Ja, robot".

    Skryp, który oddawał charakter i ideę oryginalnych utworów Asimova, przy którym zresztą pisarz współpracował wraz ze scenarzystą Harlanem Ellisonem niestety nie doczekał się adaptacji, a jedynie ksiazkowego wydania w 1994 roku. "Według Asimova realizacja scenariusza Ellisona prowadziłaby do powstania "pierwszego w historii prawdziwie złożonego i wartościowego fantastycznonaukowego filmu dla dorosłych". pl.wikipedia.org/wiki/Isaac_Asimov
    Szkoda więc, że sie nie zdecydowano na jego realizację.

    Asimov to bardzo ciekawy człowiek. I pechowiec, nieparwdaż.

    O to-to! O czymś takim myślałam! :)
    Przyznam , że nie słyszłam o motywie miłości robota do człowieka, co nie znaczy, że w ogóle nie istnieje. Ale jeśli nikt poza mną jeszcze nie wpadł na ten pomysł to gotowam go oddać w dobre ręce! Z zastrzeżeniem, że roli meskiej nie może grać Will Smith. ;))

    A motyw inteligentnych, czujących robotów/ androidów, pojawił się już wcześniej w kinie w "Łowcy androidów" (przydałaby się powtórka tegoż), który z kolei powstał na motywach powieści innego pisarza sf F. Dicka (tego, który podjerzewał, że nasz Stanisław Lem, nie isitnieje, a jest tylko prokowkacją KGB :) "Czy androidy śnią o elektrycznych owcach".
  • grek.grek 10.11.10, 10:29
    no to zarzucam kiecę i lecę. ze streszczeniem obiecanym.

    Kraków. normalny dom. małżeństwo z 40 letnim stażem. Ona wykładowca na uj, On jakiś urzędas chyba. [ona jest Joanna, a on Jan, ale wolę niech będzie Ona i On]

    przyjęcie kameralne, dla przyjaciół, może rocznica ślubu ? wśród prezentów - kaseta video. na kasecie fragment programu publicystycznego, w którym były esbek opowiada historię Ich małżeństwa - że Jego podstawiono, jako agenta bezpieki, żeby się w nim ona zakochała, żeby się pobrali, i żeby on Jej ojca, działacza politycznego opozycji, miał stale na oku i mógł kablować.

    Ona jest ofk lekko trafiona, ale w sumie... 40 lat minęło, odchowali córkę, żyli zgodnie, są świetnym małżeństwem... i nagle, że on... agent... bezpieka. On "chyba w to nie wierzysz ? to bzdura jakaś...", Ona, że ofk bzdura, ale można by z tym coś zrobić, oddac do sądu, albo zażądać sprostowania, on że "u nas, w Polsce, sąd ?". próbują to bagatelizować, uśmiechają się nawet. dochodzą do wniosku,że kilka faktów z tej wypowiedzi telewizyjnego esbeka się nawet nie zgadza w sensie ściśle historycznym, jak więc można wierzyć w całą resztę...
    ona "zareagujmy jakoś", on "dajmy z tym spokój, co to zmieni, dla kogo ?", ona "może i masz rację".

    wiosna. aleja na Plantach [to będzie stałe ujęcie, tylko wystrój wnętrza się będzie zmieniał, informując o nowej porze roku - wiosna na zielono, lato, bo ucznioiwie ze świadectwami, jesień bo liście i plucha, zima, bo... a wiadomo ;] - ona idzie do domu i... przystaje, odchyla głowę do tyłu w zamyśleniu i już wiadomo, że nie zapomni, nie przejdzie nad tym, co usłyszała, do porządku dziennego. Zaczyna się zastanawiać, siada na ławce, podlewa rosliny w ogródku, karmi ptaki rogalem i zastanawia się, i myśli. dyskretnie, z wyczuciem, żadnych nadmiernych manifestacji tego faktu. ale patrzymy i wiemy.
    plotka ? prawda ? jakieś dowody ?

    Rzut oka na polityczne gry ? to się nie liczy, Rosy nie obchodzą sprawy rozgrywek esbeckich, nie obchodzi go nic poza wpływem, jaki nagłe pojawienie się takiej informacji ma na wrażliwego człowieka nią pocelowanego.

    Ona dzwoni do telewizji, żąda sprostowanie, albo podania jej adresu tego esbeka, co występował. telefonuje z łazienki. przy wodzie puszczonej strumnieniem do wanny... A na moment nawet otwiera drzwi, żeby sprawdzić ostrożnie, czy on jej nie podsłuchuje... pierwszy objaw.

    widać dostaje adres tego esbeka, bo jedzie do niego. i rozmawiają. Facet nie ma żadnych przekonujących dowodów. jakieś zeznania pisane przez niego samego, że niby spisywał co On mu mówił, nie zgadza się Jego wiek [gdyby go zwerbowali wg danych w papierach, to musiałby miec wtedy 15 lat...], nazwisko ["literówka", tłumaczy esbek], nic się nie zgadza. a do tego, kiedy brali ślub, to Jej ojciec był już na politycznej emeryturze, a Mikołajczyk, który miał być prawdziwym celem inwigilacji Jej ojca, był z nim przecież w konflikcie. jedyne, co mogłoby robić za dowód, to napisana rzekomo przez Niego prośba o zakup "do celów operacyjnych" brystolu...
    I też nie wiadomo, czy ona to kojarzy, bo jest momentalne cięcie. w domu niby nic, normalnie rozmawiają. Jemu się nie podoba, ze Ona się w to angażuje, jeździ po esbekach i z nimi dyskutuje, widac w Nim lęk przed jakimiś problemami w ich małżeństwie, w tym, że może się między nimi popsuć, czy o zdemaskowanie po latach ? tego Rosa nie wyjaśni, bo on w ogóle niczego nie wyjaśnia. zostawia odpowiedzi widzowi, a raczej - domysły. Tak jak bohaterce, bo ona też niczego nie może wiedzieć na pewno. żyje podejrzeniem, wielkim Pytaniem w głowie. wszystko się tam rozgrywa. w jej głowie. cała paranoja. na powierzchni świadczą o tym niewielkie, powściągliwe, zdystansowane, ale wyraziste gesty i mowa ciała.

    w końcu On nie wytrzymuje balona lekko już podpompowanego... wybucha, ale nieprzesadnie :
    "jesteśmy razem od 40 lat, podcierałem tyłek naszemu dziecku, tyrałem na trzech etatach, piłem z tobą, tańczyłem, spałem... a ty masz, mimo to, wątpliwości ? A nawet gdybym popełnił kiedyś błąd, to co by to znaczyło wobec tego jakim byłem człowiekiem przez te wszystkie lata ?! Nie donosiłem ! Mam wyjść na ulicę ? krzyczeć o tym ? pisać na ścianach ? uwierz mi !"

    Ona nagle traci smak. Nie czuje potraw. psycholog mówi, że to może być wynik stresu.
    Ona nie może obok niego spać... idzie kimać do pokoiku na poddaszu, gdzie trzyma rózne terraria z mrówkami, zółwiami i innymi zwierzętami [jest biologiem]. On wpada rano i pyta "co, chrapałem.. ?", ona "trochę". on wie, że nie chrapał, bo nie spał... wie, że coś się dzieje. po południu, dowiedziawszy się, ze Ona wzięła urlop w pracy, naciska "co się dzieje ?".

    Ona zabiera swoje ksiązki i bety na górę, do tego pokoju "bardzo cię kocham... ufam ci, naprawdę... ale muszę pobyć sama", tak Mu mówi.
    On jest mocno trafiony całą sytuacją. miota się w sobie. bardziej to widać niż u Niej, ale skala zapewne jest podobno, a może nawet odwrócona.
    Jeszcze rozmawiają, jeszcze jedzą razem, jeszcze stać ich na uśmiech, jeszcze oglądają telewizję - w niej pokazują kończącego 90 lat profesora jakiegoś, znajomego ojca dawnego. On : 90 lat ? długo żyje... Ona : wolałbyś, zebyś nie żył ? I jest zgrzyt...

    On idzie na górę z kolacją do niej "nie umiem jeść sam"... a ona wychodzi "idę się umyć". siedzi w łazience, przy puszczonej wodzie do wanny i czyta. a on czeka. ona wraca, kładzie się nie zwracając uwagi, ze on na łóżku siedzi...On próbuje ją calować, zainicjować jakoś niezbornie seks, ona jest jak kawałek drewna... aż on daje spokój i wychodzi. "aśka, tak się żyć nie da !", wyrzuca na odchodne.

    Ona idzie do tego profesora z tiwi. dziadek już nic nie pamięta, ma demencję, alzhaimera, parkinsona i clintona i busza i wszystko naraz. ona go próbuje podpytać o to, czy jej ojciec, kiedy jeszcze żył i się przyjaźnili, nie zwierzał mu się, że podejrzewa kogoś w domu własnym o kablowanie. ale stary nic nie kuma, co się do niego mówi. na jej pytanie... zsikuje się pod siebie. dlatego,że coś mu się przypomniało jednak, czy dlatego, ze po prostu zniedołężniały jest ? tego Rosa tez nie zakwalifikuje jednoznacznie.

    Ona kupuje zamek do drzwi, na zasuwkę. I teraz zamyka się w swoim pokoju.
    Przychodzą goście na kolację. z jej pracy także. on ich zaprosił ? chyba nie, skoro nawet nic do picia nie ma... ale czy przyszliby niezapowiedziani ? ona jest oficjalna do bólu, obcesowa, ironiczna. w kuchni przygotowuje jakieś zarcie na szybkiego - oni po kolei do niej kolędują i troskają się o jej zdrowie i wygląd, ale ona ich zbywa, aż w końcu odpala "dobra, dośc przedstawienia, idźcie sobie". na to On się unosi "nigdzie nie idziecie, zaraz idę po wino, będzie kolacja, nie jestes tu sama !", na co Ona "jestem sama..." i zostawia ich w cholerę samych.

    Ona Jego unika. Już z nim nie rozmawia. ucieka od jego obecności. Nawet nie patrzy. szykuje jedzenie w kuchni, nakłada jemu i sobie, ale je sama. On przychodzi zjeśc, kiedy ona wyjdzie, żeby jej nie drażnić. Przy myciu naczyń próbuje Ją rozweselić, ale na próżno. napotyka kamienny, krytyczny wzrok. Ona dezynfekuje nawet dłonie po kontakcie z rzeczami, których On dotykał także. Dezynfekuje klamki w drzwiach, których on dotykał. a wszystko z olimpijskim spokojem. u psychologa ona mówi, ze "już lepiej, już lepiej, chodzimy z Jankiem na spacery, już lepiej..." - kłamie jak z nut, jak uczniak.

    On sięga po cięzką artylerię. zaprasza córkę z rodziną. najpierw gra wstępna, zięć pantoflarz w kuchni teściowej opowiada, co tam u niech, jak sobie dobrze radzą... a potem córka "wygania" męza z dziećmi na spacer i sadza na kanapie rodziców - Ona się od Niego odsuwa instynktownie... córka do matki "masz jakieś dowody ? a ja wiem tyle, ze to on nas wychował, opiekował się, wspierał, sprawdzał lekcje, czytał, uczył... był najlepszym ojcem, jakiego mogłam miec... a ty, ot ak uwierzyłaś ?" Ona " ja już na nic siły nie mam, żeby wstawać, robić cokolwiek...", córka "ale na zmianę zamków masz ? ale na rozmowy z byłymy esbekami masz ?
    cdn
  • grek.grek 10.11.10, 10:58
    więc córka zasuwa dalej "ty nie masz prawa go tak traktować ! zwłaszcza ty... bo ty nigdy się nami nie zajmowałaś. zajmowałas się wszystkim, tylko nie nami. Jak można stawiać takie słowa, takie herezje wobec życia ? jak można tak nic nie pamiętać ?!" - matka "jest mi wstyd, masz rację... mogę już iść ?" - córka, że nie, a wtedy Ona wymiotuje, nagle, sama jest tym zaszokowana... do tego doszło.

    ledwie córka wyjeżdza, a Ona się pakuje, pobiera wszsystkie oszczędności z konta i wynajmuje mieszkanie. opłaca je na pół roku z góry. siedzi w nim, je chrupki, czyta, myje podłogę... jeden pokój jest zamknięty, właścicielka chawiry trzyma tam jakieś pamiątki. Ona rozbija szkło w drzwiach i dobiera się do nich - są to rózne, pokryte grubą warstwą kurzu - zdjęcia, telefoniczne nagrania rozmów między małżenstwem, na sekretarce; są jakieś plakaty koncertowe... właścicielka była muzykiem. na jednym ze zdjęć pozuje ona w chustce, płaszczu, z instrumentem w futerale. Joanna wtyka to zdjęcie pod szybę w lustrze, próbuje się upodobnić do tej kobiety na nim. przymierza znalezione peruki, chustki, słucha tych rozmów telefonicznych... zwykłych, zdawkowych rozmów normalnych ludzi, kontaktujących się ze sobą z odległych miejsc, podczas rozjazdów zawodowych...

    zima. święta. Ona zalewa chrupki mlekiem i je. na osobnym talerzyku - bombka. którą za chwilę wywala do zlewu. On kupuje choinkę. zapuścił brodę. widać, jak go potarmosiła cała ta akcja. On jedzie do tego ubeka z telewizji. tamten jakby go nie poznał "pan do mnie ?" - jesli go nie poznał, to czy to kolejny dowód na to, ze On nie donosił, a jedynie pan esbek sobie to ubzdurał ?
    On się nie hamuje, daje esbekowi w pysk, krzyczy "i co z tego mam ? !", a może "i co z tego maSZ ? !" - nie sposób rozróznić tej końcówki... jesli "mam", to by był wyrzut, ze się poświęcił bezpiece, a teraz musi taką cenę za to zapłacić, i to po tylu latach... jeśli "maSZ", to by był wyrzut wobec esbeka coś jak ' kto i ile ci zapłacił, zebyś nam życie zrujnował swoimi bredniami i kłamstwami ?". ale nie wiadomo, co naprawdę krzyczy... kolejny trop, który prowadzi donikąd, i niczego nie wyjaśnia, a upewnia w tym, ze nic nie wiadomo w temacie marioli.

    któregoś dnia Ona spotyka kolegę wykładowce. dowiaduje się, ze On miał zawał. lezy w szpitalu. nie jest z nim najlepiej, ale wyjdzie z tego.

    Ona do Niego jedzie. siada przy jego łózku. Na krześle. daleko od łózka. jak najdalej. Pod samą ścianą...Nie chce pomóc, kiedy pielęgniarka myje Go i prosi Ją o pomoc w przewróceniu go na bok. Potem się jednak przełamuje jakby na moment, bierze gąbkę i próbuje umyć mu ramię...

    ... ale później, wracając do siebie, na przystanku dezynfekuje sobie dłonie.

    odwiedza go jakiś facet. mówi, że jest 'kolegą". ona go nie zna, nigdy nie widziała. ten facet powiada, ze oferuje wszelką pomoc... Ona wychodzi. zostawia to. nie jest w stanie już w tym chaosie wątplkiwości życ. bo kim jest ten nieznajomy 'kolega" ? dawnym pułkownikiem jakimś, który dba o swojego eks-agenta, pomaga swojemu podpopiecznemu w ramach nigdy nie kończących się zażyłości, jak jest w zwyczaju w środowisku dawnych 'bezpieczników' ?

    w ostatniej scenie, pośród padająćego śniegu, tłumu ludzie na Plantach, idzie Ona - wygląda jak kobieta z tego zdjęcia, co je znalazła. peruka, chustka, płaszcz... dokąd idzie ? wcześniej zadzwoniła i anulowała swój wynajem mieszkania... wraca więc do domu, czy wyjeżdza daleko, gdzie nie znajdzie ją przeszłośc, gdzie nie napotka już nic, co by ją dalej nurtowało, pogłębiało paranoję i frustrację..? Czy jest teraz KIMŚ INNYM ? czy zmieniła swoją tożsamość, czego wyrazem miałby być ten zewnętrzny image, stała się tamtą kobietą, przynajmniej na zasadzie empatycznego zespolenia z jej wizerunkiem, żeby odseparować się od własnego życia, skończyć je i zacząć nowe, bez pytań i bez duchów przeszłości ? tego też Rosa nie nazwie i nie określi.

    Bo na tym właśnie polegała lustracja, którą chciano tutaj zaordynować. na świstskach, domniemaniach, niepotwierdzonych wrzutkach. dla jednych gra polityczna, dla drugich moralna konieczność dokonania oczyszczenia, dla innych próba namącenia, a dla tych najniżej - prosta droga do paranoji i degradacji własnego życia, nie mogąc sobie dać rady z pytaniami bez odpowiedzi których, co gorsza, nigdy nie będzie, a więc z pytaniami, które pozostaną już na zawszse, jak niewyjmowalna drzazga spod paznokcia.

    Rosie chodziło psychodramę, chodziło o niemożność ustalenia prawdy po tylu latach, o chaos poszukiwań i bezlik możliwości, niezdolność znalezienia wyjścia z sytuacji. ale ja bym w tym widział także głos przeciw kampanii lustracyjnej, głos za tym, żeby zalać te wszsystkie teczki betonem i nie patrzeć w przeszłośc, bo tam nic nie ma, jest tylko burdel, który może ludzi kosztować zbyt wiele, żadnej prawdy, a same śmieci, gdzie nie sposób ziarna od plew oddzielić, prawdy od konfabulacji, faktów prawdziwych od spreparowanych.

  • barbasia1 10.11.10, 15:52
    A mąż? Dlaczego On milczy? Dlaczego mąż nie starał się wyjaśnić jak było naprawdę? On przecież najlepiej wiedział jak to było? Dlaczego skazuje ją na domysły, które ją zabijają? Lepsza przecież prawda choćby najboleśniejsza niż domysły (człowiekowi zwykle w takiej sytuacji chodzą po głowie te najgorsze przypuszczenia; ja tak mam;).
    Inna sprawa, że że Ona mogłaby w jego prawdę nie uwierzyć...

    ale ja bym w tym widział także głos przeciw kampanii lustracyjnej, gło
    > s za tym,żeby zalać te wszsystkie teczki betonem i nie patrzeć w przeszłośc, b
    > o tam nic nie ma, jest tylko burdel, który może ludzi kosztować zbyt wiele, żad

    A co z tymi, którzy przez lata ewidentnie krzywdzili donosami innych, którzy kosztem innych, ich krzywdy osiągali korzyści w postaci awansu zawodowego, społecznego, czy on mają uniknąć kary, choćby tylko w postaci ujawnienia faktu ich współpracy ?

    Dziękuję pięknie za tę fantastyczną zachętę do oglądania! Postanowiłam zdobyć i obejrzeć dziś "Rysę" ...

    :)

  • grek.grek 11.11.10, 10:27
    mąż upiera się, ze nie donosił, że to wszystko jakaś ostateczna bzdura. on też wygląda wiarygodnie.

    Bo tutaj właśnie, wg mnie, o to chodzi, ze każda wersja może być prawdziwa, ale nie sposób tego rozsądzić, bo nie ma żadnych dowodów, a bohaterka nie umie bez nich odpędzić od siebie zasianych raz i na dobrze wątpliwości. Na tym cały ten lustracyjny syf polega - wszyscy są ofiarami, którzy dostają się w jego tryby. A prawdy nie ma, tak naprawdę, nie sposób jej dojść.

    a już całkiem najgorsze jest to, ze prawdopodobnie nawet prawda nie byłaby w stanie jej teraz przekonać, żadna prawda, bo przecież nawet rzekomy dowód mogłaby uznać za spreparowany.

    otóż to, kierowników zamieszania trudno ugryźć. ale w takim razie, po co się w to bawić ? czy to coś zmieni ? Czy tylko może stać się przyczynkiem do takich sytuacji, jak ta w filmie ? komu to dziś pomoże ? Nie są, wg mnie, największym problemem ci, co produkowali te świstki kiedyś, czy zdobywali je szantażem - to była polityczna rozgrywka, w której stosowano wszelkie metody. Problemem są ci, co dzisiaj się tymi świastkami posługują do rozmaitych rozliczeń i prywatnych wendett, do leczenie własnych kompleksów, kiedy zamiast być w Polsce byczyli się na francuskiej rivierze i nie tylko, dzisiaj - kiedy mamy wolny kraj i nikomu już nie pomogą kolejne farsy z tymi papierami, w których - co zawsze warto pamiętać : nie sposób dojść, co jest autentycznym dokumentem, a co brednią spreparowaną przez dawną bezpiekę. ja słyszę tego śmiech dawnych esbeków, krętaczy i cwaniaków, których fałszywe papierki dzisiaj są wyroczniami dla [dawnych] zażartych antykomunistów, co się zamienili w bolszewików oszołomionych i wiszą na sztandarze ich krucjaty moralnej, której nikt dzisiaj nie potrzebuje. taki śmiech zza grobu nieboszczki ubecji.

    bardzo proszę :] koniecznie obejrzyj, streszczenie właściwie nie odbiera przyjemności z oglądania, bo warto wkręcić się w tę muzykę znakomitą, podziwiać zdjęcia, no i grę aktorską jankowskiej i stroińskiego. A to można robić z powodzeniem nawet znając przebieg wypadków :]

  • barbasia1 11.11.10, 12:45
    Obejrzałam niestety dopiero pół filmu (Rysa)! Dziś dokończę...
    Ale mam Greku, sprostowanie małe acz chyba istotne dla rozważań dotyczących kwestii ewentulanej wspólpracy męża ...

    Otóż w tym piśmie napisanym rzekomo przez Niego do mocodawców chodzi o zakup "do celów operacyjnych" nie "brystolu", ale bistoru, bistoru w czarne kropki, czyli materiału na sukienkę albo na kostium, może ten kostium:
    www.filmpolski.pl/fp/index.php/1621842_31!
    Wiesz, że ja za pierwszym razem też dosłuchałam się "brystolu" "do celów operacyjnych" haha! (naparwdę dżwiek jest tu fatalny!) Tylko te "czarne kropki" mi nie pasowały. "Brystol w czarne kropki"? - co to za fanaberia? I to w czasach PRL-u!? Przesłuchałam więc dwa razy ten fragment i wyszło, że chodzi o bistor w czarne kropki.

    ;)


    PS Bistor, nienajlepszy to materiał na odzież, bo sztuczny!
  • barbasia1 11.11.10, 12:47
    Zdjęcie raz jeszcze:

    www.filmpolski.pl/fp/index.php/1621842_31
    :)
  • grek.grek 11.11.10, 13:38
    ale palnąłem...

    na szczęście zachowałaś czujność rewolucyjną :]
    racja ! - bistor.
    a potem ona ogląda album rodzinny z tym właśnie zdjęciem z linka... no i jest ta sukienka, te kropki... racja. no to teraz się te sceny jakoś łączą.

    ale, w kwestii winy i niewinności... wiesz, wg mnie to jest kolejny domysł, tylko domysł, nie dowód, bo nie znamy daty tego podania o ów bistor złożonego - czy było to zanim zrobiono to zdjęcie, czy już po, jesli już po, to taki świstek mógł zostać spreparowany... ale na pewno cała ta sytuacja ma swoją wagę, bo tutaj najbardziej można się skłaniać ku winie męzowskiej.

    a ja to schrzaniłem :] - tyle opisu i jednej z najważniejszych scen nie rozczytałem... uff, przyrzekam poprawę. na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że moja znajomość rodzajów materiałów papierniczych i tekstylnych jest na poziomie najniższym z dostępnych; słuch, jak widać też szwankuje... nie mówiąc o uwadze i rzetelności... ale - poprawię się :]

  • barbasia1 11.11.10, 15:29
    > na szczęście zachowałaś czujność rewolucyjną :]
    haha :)
    Tylko dzięki tym czarnym kropkom!

    Tak, tak miałam to powiedzieć, to zdjecie jest w albumie, który Ona przegląda tuż po rozmowie z ubekiem. To zdaje się zdjęcie z ich ślubu (cywilnego?)!

    Nic się nie stało, Grek.Greku, nic się nie stało!
    Nic się nieeeee staaaaałoooo, Grek.Greku, nic się nieeee staaaałooooo!
    :))))

    A tak poważnie, to ewidentnie wina kiepskiego dźwęku w filmie!
  • grek.grek 12.11.10, 10:58
    niech zyją czarne kropki :]

    hehe, te szanty istotnie podnoszą na duchu.

  • barbasia1 12.11.10, 13:48
    > niech zyją czarne kropki :]
    > hehe, te szanty istotnie podnoszą na duchu.

    chichichi! :))))
    /No tak właśnie miały zadziałać! :)/

    Greku, na youtube można obejrzeć "Rysę"!!! Stosowną linkę podpięłam już pod pod postem Pepsic!

  • pepsic 11.11.10, 17:35
    Muszę chwilowo odpuścić twoją recenzję z zacnym opisem (jak przypuszczam), bo Rysę mam w planach, tylko nie wiem, kiedy i gdzie.
    :)
  • grek.grek 12.11.10, 11:09
    o, polecam barrrdzo.

    tak jest, absolutnie NIE należy czytać spojlera w takich okolicznościach :]
  • barbasia1 12.11.10, 13:31
    O tak, opis zacny, to prawda (mój numer jednen na ten tydzień, a nawet chyba i na dłużej!).

    Wiem, że tak jak Grek, nie lubisz oglądać fillmów na komputerze, ale gdybyś jednak się zdecydowała to w wypożyczalniach są dostępne DVD z Rysą, albo możesz zobaczyć ją na youtube:

    cz. 1. i dalsze:
    www.youtube.com/watch?v=GYW6pjW2nlU
    Naprawdę warto! Bardzo dobry film! :)

    /Rosa doskonale rozumie i wyczuwa kobiety!/
  • pepsic 12.11.10, 17:53
    Dam znać, jak tylko obejrzę. Nastawiam się raczej na kablówkę, ew. kino (mam niezłe studyjne w pobliżu), bo w kwestii komputera zdanie podtrzymuję:)
  • grek.grek 11.11.10, 10:39
    tvp 1 - 13:50, ziemia obiecana - hehe, kto nie widział : MUSI zobaczyć, pora dogodna, jesli tyllko świętujecie na luzie... ;]

    tvn, 14:40, piramida strachu - jak to bardzo młody Sherlock i bardzo młody watson poznali się i rozkminili pierwszą w życiu kryminalną zagadkę. spielberg dał kasę, levinson nakręcił, napisał columbus spec od historii młodzieżowych, więc... voila.

    tvn, 21:30, odważna. no i to jest premiera, kolejna w tym tygodniu, i to z 2007, jaka świeża rzecz ;]. neil jordan za sterami, a na scenie Jodie foster w klasycznej roli dla siebie : samotnej kobiety w świecie męskiej opresji, która musi stawić czoła cięzkiemu wyzwaniu; w tym wypadku stawia za cel wyłapanie zabójców swojego męża, czyli ich eutanazję, czyli wywarcie na nich zemsty :]

    polsat, 23:00, Schmidt, z nicholsonem, podobno dobre filmidło o starszym jegomościu, co odchodzi na emeryturę z roboty, żona mu umiera, pustka go dopada i musi się odnaleźć.

    wybór bogaty :]
  • barbasia1 11.11.10, 13:18
    > tvp 1 - 13:50, ziemia obiecana -

    To jeden z tych rzadkich przypadków, kiedy adaptacja filmowa przerasta pierwowzór książkowy!

    > tvn, 14:40, piramida strachu -
    O! Widziałam "Piramidę strachu" będąc młodą lekar.., dziewczynką! :) Ze szkołą byliśmy w kinie. Pamiętam, że wtedy bardzo mi się podobał ten film, a jeszcze bardziej samo wyjscie do kina, zamiast lekcji! :)

    > tvn, 21:30, odważna. i > polsat, 23:00, Schmidt
    Pierwszy film o lepszej porze startuje, ale wygląda na to, że bedzie powielał znane , zgrane schematy, za to to ten drugi zaczyna się późno, kończy w śroku nocy, ale zapowiada się imo o wiele ciekawiej...

    Greku, nagrasz "Schmita"? Chyba będę potrzebować spojlera-dokończenia! ;)
  • grek.grek 11.11.10, 13:42
    word :]

    piramidę zamierzałem sobie nagrać, a Twoja dobra opinia mnie w tym zamiarze utwierdziła... za godzinę włączam machinę [nagrywającą] ;]

    odważna mnie ciekawi, jakoś lubię te 'fosterowe' klimaty, poza tym ciekaw jestem kolejnego filmu neila jordana, więc - chyba się skusze, choć - masz rację - pachnie z daleka schematem i przewidywalnym finałem. niemniej, ta zdeterminowana mina jodie zawsze nadaje tym filmom z nią niezawodny charakter :]

    schmidta - ofk : dopiszę, co tylko będzie trzeba, też zamierzam oglądać :]
  • maniaczytania 11.11.10, 14:18
    Hmm:

    Ziemia obiecana - mnie sie nie podoba ten film;

    Piramida strachu - a to mi sie podobalo ...x... lat temu, pamietam, jak niektore sceny ze strachu przez palce ogladalam :)))

    Na Odwazna sie nastawiam, zobaczymy, czy sie uda obejrzec.

    Schmidt pozno troche, ale kto wie?

    Koniecznie chce obejrzec pilotowy odcinek nowego serialu na Jedynce.
    --
    tanie książki
  • barbasia1 11.11.10, 14:37
    O! Witaj Maniusiu! Myślałam o Tobie, albowiem wczora z wieczora, a nienie, we wtorek wieczorem leciał "Tristan i Izolda" z uroczym Jamesem Franko w roli Tristana! Oglądałaś?

    > Ziemia obiecana - mnie sie nie podoba ten film;
    O! Dlaczego?

    :)
  • maniaczytania 11.11.10, 16:26
    barbasia1 napisała:

    > O! Witaj Maniusiu! Myślałam o Tobie, albowiem wczora z wieczora, a nienie, we
    > wtorek wieczorem leciał "Tristan i Izolda" z uroczym Jamesem Franko w roli Tris
    > tana! Oglądałaś?

    Niestety, byl troche za pozno :( A mialam ogromna ochote, zwlaszcza, ze nie tylko James, ale i Rufus Sewell sie tam pojawia :) A Ty ogladalas???


    > > Ziemia obiecana - mnie sie nie podoba ten film;
    > O! Dlaczego?

    To chyba temat na dluzsza dyskusje przy okazji :)

    --
    tanie książki
  • barbasia1 20.11.10, 15:13
    maniaczytania napisała:

    > barbasia1 napisała:
    >
    > > O! Witaj Maniusiu! Myślałam o Tobie, albowiem wczora z wieczora, a nienie
    > , we
    > > wtorek wieczorem leciał "Tristan i Izolda" z uroczym Jamesem Franko w rol
    > i Tris
    > > tana! Oglądałaś?
    >
    > Niestety, byl troche za pozno :( A mialam ogromna ochote, zwlaszcza, ze nie tyl
    > ko James, ale i Rufus Sewell sie tam pojawia :) A Ty ogladalas???

    Trochę ogladałam, pechowo się złożyło, bo film zaczął się w trakcie programu Wojewódzkiego.
    A Tristan Jamesa Franco był melancholijnym młodzieńcem, ze łzami w smutnych oczach przez większośc filmu ... i może właśnie przez tę dojmującą melanocholię jakoś nie porywał, nie uwodził, nie przekonywał, za to wprost przeciwnie było Rufusem Sewellem w roli księcia Marka. Patrząc na niego, na jego uczucie do Izoldy , dziwiłam się ,że Izolda rezygnuje z miłości do tak wspaniałego dojrzałego mężczyzny jakim był książe Marek. Bardzo przekonujcy był Rufus w swej roli zakochanego w młodziutkiej żonie władcy (Maniu, a skąd Ty znasz Rufusa Sewella? Masz oko do przystojnych aktorów, mówiłam Ci to już?:).
    Jednak na korzyść Jamesa Franko trzeba przyznać, że był on naprawdę ładnym Tristanem, wyjatkowo do twarzy mu w bujnej czuprynie i stroju rycerskim...

    Film całkiem udany, ale nie było to wielkiem, porywające namiętnoscią (w końcu Tristan i Izolda to protoplaści Romea i Julii) dzieło. I zakończenie było zdaje się inne od kanonicznego, nietey nie widziałam samej końcówki...
  • maniaczytania 21.11.10, 13:38
    barbasia1 napisała:


    > Bardzo przekonujcy był Rufus w swej roli zakochanego w młodziutkiej żonie władcy (Maniu, a skąd Ty znasz Rufusa Sewella?

    O, ciesze sie, ze tez go odkrylas :) Coz, na pierwszy rzut nie jest on moze superprzystojniakiem, ale ma w sobie cos takiego, ze jak sie pojawia na ekranie, to kradnie dla siebie cala uwage :) Ja go odkrylam w "Niebezpiecznej pieknosci" w roli weneckiego arystokraty (ach! ach! ach!); potem w "Marcie i wielbicielach", gdzie przycmil Josepha Fiennesa, jako Agamemnona w "Helenie Trojanskiej" (boski i tragiczny zarazem). To aktor brytyjski, glownie teatralny, ale ciesze sie niezmiernie, ze po latach odkryto go dla swiata i w tej chwili dostal w USA swoj serial - "11 godzina".


    > Masz oko do przystojnych aktorów, mówiłam Ci to już?:).
    Ze tak powiem, to chyba talent wrodzony :)))


    --
    tanie książki
  • barbasia1 21.11.10, 14:35
    korekta:
    Trzeba jednak przyznać, że James Franko był naprawdę ładnym Tristanem, wyjątkowo do twarzy mu w bujnej czuprynie i stroju rycerskim...

    James jako Tristan:
    www.filmweb.pl/Tristan.I.Izolda#picture-62
    www.filmweb.pl/Tristan.I.Izolda#picture-30
    :)
  • grek.grek 11.11.10, 15:21
    o, matka przełożona wpadła, witam :]

    odważna ma konkurencję : w jedynce ten serial, co mówisz, a w dwójce - noc kabaraetowa zawiadywana przez Kmn, z m.in Hrabimi. nie zazdroszczę tym, co chcą/chcieliby obejrzeć wszystkie trzy rzeczy ;]
  • barbasia1 11.11.10, 15:31
    noc kaba
    > raetowa zawiadywana przez Kmn, z m.in Hrabimi.

    O! To teraz już bez żadnych skrupułów " Odważną" pozostawiam Wam! :)
  • maniaczytania 11.11.10, 16:22
    grek.grek napisał:

    > o, matka przełożona wpadła, witam :]

    Hahaha :) Milo mi, ze mnie tak witacie i nie zapomnieliscie calkiem :)

    Niestety ostatnio bardzo malo czasu mialam, a wieczorami padalam wlasciwie od razu spac.


    --
    tanie książki
  • grek.grek 12.11.10, 11:13
    hehe, wujek alzhaimer jeszcze tutaj nie zawędrował ;]

    hah, no ty wypada tylko życzyć Ci częstych okazji do lekkiego zwolnienia tempa :]

  • pepsic 11.11.10, 17:23
    Dla mnie "Ziemia Obiecana" jest arcydziełem zarówno książkowym, jak i filmowym. Mania i mnie zaskoczyła.

    "Szmidta" polecam bardzo, aczkolwiek nie pamiętam, dlaczego nie wzbudził megaentuzjazmu, może dlatego że starość ogólnie jest dołująca?

    Co by z towarzystwa nie zostać wykluczonym nastawiam się na "Osaczoną", mam przeczucie, że komórek mózgowych nie trzeba będzie zanadto wysilać, wcześniej zerknę na film o wojnie z bolszewikami :)

    Ps. Barbasiu, do fajnej szkoły chodziłaś, mnie raczono radziecką "Premią" :))

    Miałam napisać kilka słów o "Rozmowach z innymi kobietami" z Heleną Bonhan Carter. Rozczarowanie, spore. Mam wrażenie, że reżyser jest albo bardzo młody, albo nie ma pojęcia o życiu. Przegadane, nadto kameralne, do tego z irytującym podziałem ekranu na pół. Ledwo dotrwałam do końca, a właściwie to nie, bo w międzyczasie smażyłam kotlety. A przecież tego się nie robi w filmach o miłości! Jedna rzecz, która mi się podobała - naturalność i dodające uroku niedoskonałości (drobne) gł. bohaterki.
  • la.bruja 11.11.10, 20:16
    "Odważna" to schemat straszny, ale za to jak się ogląda! Aż się o schemacie zapomina ;)
    "Schmidt" nie powalił mnie na kolana. Może nie ten dzien na oglądanie? Nie wiem sama.
    Miłych artystycznych wrażeń życzę ;)
  • pepsic 12.11.10, 10:14
    Spory kłopot miałam z wrażeniami artystycznymi. Nie podobało mi się nic. Potwierdzam schemat plus brak emocji i niewiarygodność. Jednym słowem gniot. Gł. bohaterka nie wyglądała na przyszłą pannę młodą, raczej zaniedbaną kobietę ubierającą się w lumpeksach. To chyba najgorsza rola Jodie Foster, jaką widziałam. Jestem mało wytrwała i końcówka mi uciekła (oglądałam do sceny w barze, kiedy policjant daje do zrozumienia, że jest podejrzaną trzymając ją za rękę), ale nie sądzę, abym zmieniła opinię.
    Ps. W roli narzeczonego Aveen Andrews - porzystojny Sayid z Lost (oglądaliście?)
  • maniaczytania 12.11.10, 10:39
    Mnie sie podobal, jak zreszta chyba kazdy film z Jodie Foster.
    I troche mnie koncowka mimo wszystko zaskoczyla jednym elementem.

    Aha, i nie uwazam Naveena za przystojnego :) Niestety w tym filmie nie bylo za bardzo na kim oka zawiesic, chyba ze na koledze policjanta ;)
    --
    tanie książki
  • maniaczytania 12.11.10, 13:00
    Jeszcze na obrone "Odwaznej" - moze i schemat, ale wydaje mi sie, ze jednak jest jakims tam dosc mocnym glosem oskarzenia.
    Glosem oskarzenia wobec systemu prawnego (casus biznesmena "opiekujacego" sie pasierbica); wobec sluzb majacych utrzymywac porzadek i nadmiernego zbiurokratyzowania i trzymania sie sztywno litery prawa, co w praktyce uniemozliwia skuteczne dzialanie (tu chociazby scena przyjscia Eriki na policje celem przyznania sie do bycia "mscicielem"); wobec konformizmu i upadku idealow (tu chocby przypadek bylej zony policjanta); wobec samej przemocy wreszcie.
    Ciekawe bylo zdanie wypowiedziane w myslach przez bohaterke - czy po pobiciu jej nagle wzrosla przestepczosc, czy to ona sama zaczela ja przyciagac? -Nie, po prostu film pokazal, jak zwykli ludzie czesto zyja sobie spokojnie nie zastanawiajac sie nad tym, co sie dzieje tuz obok i jak jedno tragiczne wydarzenie zmienia optyke - przestepczosci nie bylo wiecej, po prostu Erica zaczela na to zwracac uwage.
    Zgodze sie z Toba Pepsic, ze jej zwiazek i to, ze miala zostac panna mloda wypadlo malo wiarygodnie, ale cala reszta jak dla mnie bardzo ok.

    Film jakos tak skojarzyl mi sie z drugim, troche podobnym w tematyce i pokazujacym podobne mechanizmy i tez wytracajacym troche z poczucia bezpieczenstwa i ciepelka - "Miasto gniewu" ("Crush") - oscarowym zreszta.
    --
    tanie książki
  • barbasia1 12.11.10, 16:25
    Bardzo ciekawe uwagi Maniu, Pepsic, też w końcu ogladałam trochę, właściwie nie za wiele od połowy do końca , moze mniej, oczywiscie to stanowczo za mało by coś konstruktywnego powiedzieć na temat tego filmu...
    Mimo to chciałabym jednak na coś zwócić uwagę, a mianaowicie na fakt, że film ,imo, jest moralnie dwuznaczny, myślę tu głównie o kontrowersyjnym postępowaniu Eriki, o kwestii wymierzania przez nią sprawiedliwości i o pełnej akcepratcji tych działań przez nomen omen stróża prawa.


    Naveen Andrews i Jodie Foster z tego filmu:

    www.filmweb.pl/Odwazna#picture-15
    Naveen Andrews - fajny facet! :)
    :)
  • pepsic 12.11.10, 18:31
    Maniu, masz rację, co do przesłania, tylko że w filmie nie wykazano tego właściwie i sugestywnie. Czegoś brakło do głębszych odczuć. Mnie film pozostawił obojętną, a nie powinien. Może reżyser poszedł o krok za daleko w kierunku klasy B, a może Jodie okazała się zbyt wtórna?
    Podobnie, jak Barbasię zaskoczyła mnie łatwość z jaką gł. bohaterka krwawo rozprawia się z kolejnymi oprychami. Zatłuc kogoś łomem? To zakrawa na zachowanie psychopatyczne, nie wzbudzające sympatii, bez względu na cel i okoliczności. Jestem w stanie zrozumieć tylko pierwsze zabójstwo - w afekcie i w obronie własnej. Jest i parę niedociągnięć: nieprawdopodobny brak monitoringu na peronie metra, a mogli ją mieć na tacy. Jeszcze bardziej niewiarygodne było rozpoznanie Jodie przez policjanta w pobliżu stacji metra, widział ją wcześniej w szpitalu przelotnie, w dodatku poowijaną w bandaże. Mnie ta historia nie przekonała.
    Co do Naveena- rzeczywiście wypadł blado, w "Lostach" jako terrorysta prezentował się znacznie lepiej, ale ja mam słabość do hinduskiej urody. Kolega dr Housa (ten, który popełnił samobójstwo,ale naprawdę w politykę poszedł) też mi się podobał :)
    Ps. O "Mieście Gniewu" chyba Grek pisał.
  • maniaczytania 12.11.10, 19:37
    pepsic napisała:

    > Podobnie, jak Barbasię zaskoczyła mnie łatwość z jaką gł. bohaterka krwawo rozprawia się z kolejnymi oprychami. Zatłuc kogoś łomem? To zakrawa na zachowanie psychopatyczne, nie wzbudzające sympatii, bez względu na cel i okoliczności. Jestem w stanie zrozumieć tylko pierwsze zabójstwo - w afekcie i w obronie własnej.

    Latwosc? To niby skad ta bezsennosć nieustanna, wyrzuty sumienia, proba zgloszenia sie na policje? Jakby nie patrzec, wlasciwie wszystkie jej zabojstwa da sie uzasadnic (co jest jak napisala Barbasia dwuznaczne moralnie). Zabojstwo w metrze tez bylo w obronie wlasnej - nie uwazasz? A ten oprych z auta, ktory chcial ja przejechac? Lom byl uzyty tez w afekcie i w obronie wlasnej, wczesniej ten gosc wytracil jej z reki pistolet, zlapala to, co miala pod reka.



    > Co do Naveena- rzeczywiście wypadł blado, w "Lostach" jako terrorysta prezentował się znacznie lepiej, ale ja mam słabość do hinduskiej urody. Kolega dr Housa (ten, który popełnił samobójstwo,ale naprawdę w politykę poszedł) też mi się podobał :)

    :))) Mnie "Lost" jakos nie podpasowalo. Mnie z hinduskiej urody to sie glownie aktorzy bollywoodu podobaja (tak, ogladam czasem takie filmy tez) :)


    --
    tanie książki
  • pepsic 13.11.10, 18:19
    Te wyrzuty sumienia (na ogół nieuchronne) niczego jej nie nauczyły, dalej brnęła i wręcz szukała nadarzającej się okazji do wymierzania sprawiedliwości, no bo czy kobieta po traumatycznych przeżyciach szwenda się bez przerwy po ciemnych zaułkach, czy wsiada do pustego metra? W scenie ze złomem to raczej mężczyzna walczył w obronie własnej. Ona go pierwsza zaatakowała.

    Ps. " Lostów" ze trzy sezony zaliczyłam. Tak namieszali, że straciłam cierpliwość, a poza tym nie lubię się uzależniać.
  • maniaczytania 13.11.10, 19:10
    pepsic napisała:

    > Te wyrzuty sumienia (na ogół nieuchronne) niczego jej nie nauczyły, dalej brnęła i wręcz szukała nadarzającej się okazji do wymierzania sprawiedliwości, no bo czy kobieta po traumatycznych przeżyciach szwenda się bez przerwy po ciemnych zaułkach, czy wsiada do pustego metra? W scenie ze złomem to raczej mężczyzna walczył w obronie własnej. Ona go pierwsza zaatakowała. <

    Nie do konca sie zgodze. Ona nie wsiadla do pustego metra, ona juz byla w tym wagonie razem z tym mlodym chlopakiem i tym dziadkiem z wnuczkiem. A w scenie z lomem, to jednak on ja zaatakowal pierwszy myslac, ze ona jako dziennikarka wyciaga z torebki mikrofon (byl w koncu bezwzglednym gangsterem, ktory swojej zonie strzelil w twarz) , a potem juz poszlo . A tego, co robi kobieta po traumatycznych przejsciach nie nam chyba jednak rozstrzygac, jedna zamknie sie w domu i nie wyjdzie juz nigdy sama, inna? Kto wie? Ona, wydaje mi sie, zobaczyla nagle, ze ta przemoc jest jednak wszechobecna i jako dziennikarka poczula, ze ma cos waznego do powiedzenia ludziom o przemocy, stad te jej nocne wedrowki (zreszta jej audycja nazywala sie "Spacerem po miescie", tylko, ze przed napadem to byly spacery dzienne, a po juz nocne, chodzila, nagrywala dzwieki miasta).

    P. S. Ja lubie seriale, mam kilka swoich ulubionych, ktore ogladam namietnie, ale akurat "Lost" obejrzalam chyba ze dwa odcinki i nic mnie nie zainteresowalo.

    --
    tanie książki
  • pepsic 13.11.10, 19:50
    Niech i tak będzie :)

    Ps. Doktorek też nie?
  • maniaczytania 13.11.10, 20:24
    pepsic napisała:

    > Niech i tak będzie :)

    :)))


    >
    > Ps. Doktorek też nie?
    No, Doktorek to akurat jedyny punkt na plus :) baaardzo przystojny aktor :)))


    --
    tanie książki
  • grek.grek 12.11.10, 11:43
    'odważną' dzisiaj wieczorem będę oglądał, nie odbierajcie mi nadziei ;]

    mnie również 'schmidt" nie wytarzał w smole i pierzach, arcydziełem nie jest, ale był ciepły, zabawny, momentami kąśliwie ironiczny i złośliwy [ zwłaszcza w tych scenach, kiedy rozmaici ludzie wysilają się namolnie okazując tytułowemu żal z powodu śmierci żony, a on to przyjmuje z wymuszoną wyrozumiałością, bo w istocie jest ukontentowany i zadowolony, że wreszcie się 'stara baba' zawinęła w piórnik i mu gitary wreszcie nie zawraca, że może sobie śmiecić, że może nawet bezkarnie sikać na stojąco ]. w ogóle nie prowokował do rechotu, ale uśmiech z dzioba mego nie schodził. and last but not least, Nicholson był tak znakomity [ta scena, kiedy rano budzi się po nocy spędzonej na dachu przyczepy i patrzy na dół z miną jakby co najmniej odkrył, że właśnie ktoś poodkręcał koła; scena z łóżkiem wodnym; scena z gołą kathy bates napastującą go w basenie podwórkowym; scena z piękniejszą połową przygodnie poznanego małżeństwa, kiedy to wzruszony faktem, że babka, którą zna od 5 minut 'rozumie go lepiej niż żona po 42 latach pożycia' - bierze się do chaotycznego całowania i zostaje przez nią histerycznie wykopany, a w ogólnym osobistym popłochu od razu ucieka z postoju mijając bez słowa jej męza, który właśnie wraca z piwem, po które wyszedł; to tylko hjajlajty jednak, w zasadzie każda minuta Nicholsona na ekranie jest warta tyle złota, ile on sam waży, a wiecie, że to nie jest bagatelka ], że z autentyczną przyjemnością oglądałem. kurde bele... zniewalający dżek. aktorsko.

    i tak docieram do konkluzji, że to, po prostu, zrobiony prostymi środkami, oparty na tak oldskulowych wartościach jak : porządny, 'życiowy' scenariusz & normalne, bez cudów na patyku, zdjęcia & świetne aktorstwo - bardzo, bardzo dobry film :]

    to niezwykłe, w skali niezwykłości całkiem zwykłych, że takie filmy pokazuje stacja z zasady swej komercyjna, jaką jest Polsat, a w tym czasie w tvp lecą rzeczy o tyle gorsze i mniej interesujące, że szkoda nawet porównywać. czy takie 'schmidt' kosztował Polsat jakieś krocie ? wykosztowali się ? zabraknie im kasy na kolejne odcinki 'szpilek na gwincie" ? Nie sądzę.

    tyle jest dobrych filmów [ nienajnowszych, nie-premierowych nawet] które leża i czekają, aż ktoś wykupi kopię za parę kopiejek i puści to ludzkości - tylko trzeba wertować uważnie te katalogi i mieć choć średnich lotów gust i wiedzę. tvp widocznie do ustalania ramówki najmuje dzieciaki swoich szefów, stąd ramówka wygląda jak wygląda; ew zabawiają się i losują na chybił trafił.
  • barbasia1 12.11.10, 15:50
    W końcu połączyłam kabaret świąteczny (tracyjnie KMN i Hrabi świetni, cała reszta mniej) i ... "Odważną" od połowy do końca, dla odmiany, na "Schmidta" nie starczyło czasu, a przedw wszytskim przytomności!
    Widzę, że mam czego żałować! Ja wiedziałam, że tak będzie.

    Przyznam, że "Odważna" zaciekawiła mnie, obejrzałabym całość jeszcze raz...
    Więcej nic nie powiem, może tylko tyle, że to moralnie dwuznaczny film!

    a on to przyjmuje z wymuszoną wyrozumiałością, bo w is
    > tocie jest ukontentowany i zadowolony, że wreszcie się 'stara baba' zawinęła w
    > piórnik i mu gitary wreszcie nie zawraca, że może sobie śmiecić, że może nawet
    > bezkarnie sikać na stojąco ].

    A to stary piernik!

    A propos - kiedyś jakaś starsza kobitka, zupełnie nieznajoma, przysiadłszy się na chwilę (w praku) by odpoczać do mojej mamy rzekła wzdychając - "Pani, jak ja bym chciała być już wdową!" :))) / mąż podobno głowę zawracał, czepiał się, krytykował, poprawiał, musztrował, marudził, itd./ I gdzie ta miłość?

    Zasłyszane wczoraj -
    Kołaczkowska - "Facet łapie frustrację jak grypę!" hehe

    :)
  • maniaczytania 12.11.10, 16:01
    barbasia1 napisała:

    > Zasłyszane wczoraj -
    > Kołaczkowska - "Facet łapie frustrację jak grypę!" hehe
    >
    > :)

    Traume, Barbasiu, traume :) Tez mi sie podobal ten skecz :)))
    A Kolaczkowska oprocz tego, ze swietna jak zawsze (dzizas ona ma doskonala wprost mimike twarzy, co ona moze samym spojrzeniem pokazac, haha!), to jeszcze wyglada oblednie.
    Ja tez podgladalam troche te kabarety, ale rzeczywiscie poza Hrabi i KMN reszta jakos nie zaciekawila.


    --
    tanie książki
  • barbasia1 12.11.10, 16:33
    Traumę! Traumę! Traumę! Tak! Ależ spaliłam dowcip! Dzięki Maniu za korektę!

    To prawda wylaszczyła się ostanio Kołaczkowska bardzo! :)
  • pepsic 12.11.10, 18:44
    Podobało mi się, kiedy córka z wyrzutem zwraca się do ojca, dlaczego wybrał dla zmarłej najtańszą trumnę. I jeszcze scena, kiedy dowiaduje się o zdradzie żony z przyjacielem (mam nadzieję, że nie pomyliłam filmów), który z lekka wystraszony atakiem tłumaczy: o co ci chodzi, przecież to było tak dawno i raz (??). Grek popraw mnie, jak zmyślam ;)
    Ps. Hej Barbasiu, już śp. Anna Jantar śpiewała: nic nie może przecież wiecznie trwać.
  • grek.grek 13.11.10, 11:04
    hehe, wszystko pamiętasz dobrze :]
    ta scena z tym adoratorem zmarłej zony - istotnie zabawna, bo cała rzecz miała miejsce ćwierć wieku wcześniej, zostały ukryte gdzieś listy, które - jak się wydaje - kobita wtryniła w mysią dziurę i dawno o nich zapomniała :] ale schmidt jest wkurzony nie na żarty, dopada tego gościa [notabene, jest to bliski im od zawsze 'przyjaciel domu'] na parkingu, chce mu przywalić, ale nie umie się bić, więc okłada go chaotycznie wymachując bezładnie ramionami i otwartymi dłońmi, a tamten ucieka wokół samochodu :] dobre :]
  • barbasia1 12.11.10, 16:39
    la.bruja napisała:

    > Miłych artystycznych wrażeń życzę ;)
    Dziękujemy! Witamy! :)


  • barbasia1 12.11.10, 16:50
    Miałam napisać kilka słów o "Rozmowach z innymi kobietami" z Heleną Bonhan Cart
    > er. Rozczarowanie, spore.
    Tytuł"Rozmowy z innymi kobietami" brzmi dość intrygująco, napisz w skrócie dwa słowa o czym ten film był i kogo gra Helena Bonhan Carter.
    Helena ma na swoim koncie sporo oryginalnych, ciekawych ról, czy rola w "Rozmowach..." też taka była?

    > Ps. Barbasiu, do fajnej szkoły chodziłaś, mnie raczono radziecką "Premią" :))
    hahaha :)
    Czy dobrze podejrzewam, że film"Premia" nie wywołał w Tobie entuzjazmu?
  • pepsic 12.11.10, 19:08
    Fabuła zapowiadała się niezwykle interesująco i na tym się skończyło. Otóż po 15 latach na weselu spotyka się para (kiedyś byli krótko małżeństwem). Połowa ekranu przedstawia teraźniejszość, druga retrospekcję, czyli lata młodości i początki związku. Teraz mają po 38 lat, ale reżyser próbuje wmówić, że są dinozaurami. I tak sobie wypominają przeszłość, bawią się słowem, lądują w łóżku. Każdy pozostaje w związku, on z 22-letnią tancerką, ona z mężem kardiologiem. Wygląda, że kochają obecnych partnerów, więc ja nie rozumiem o co kaman. Helena jak zwykle doskonała, ale co z tego, jak film nudnawy, nie wiedzieć o czym. Takie szukanie problemu na siłę.

    Ps. Nie znałam człowieka w szkole, któremu "Premia" by się podobała. Załoga fabryki gdzieś w ZSRR podejmuje strajk mający być protestem przeciwko przyjęciu niezasłużonej premii w poczuciu winy za niewykonane normy.
  • barbasia1 13.11.10, 15:51
    pepsic napisała:

    A może jednak nie do końca ci ludzie są szczęśliwi w nowych związkach? Może sami nie wiedzą czego chcą?

    > Ps. Nie znałam człowieka w szkole, któremu "Premia" by się podobała. Załoga fab
    > ryki gdzieś w ZSRR podejmuje strajk mający być protestem przeciwko przyjęciu ni
    > ezasłużonej premii w poczuciu winy za niewykonane normy.

    haha Interesujące ... inaczej! ;))
    To były czasy!
  • pepsic 11.11.10, 20:14
    A może przy okazji święta coś dla ucha?
    www.youtube.com/watch?v=ymhU4KIVEu0
    Tekst trudny do rozszyfrowania, więc sobie i Wam darowałam :))
  • grek.grek 12.11.10, 12:45
    niezłe :]

    a to i ja świątecznie, z mLLLodości nie tak odległej, ech to były czasy, niszowe wtedy i kameralne, i swojskie, i to były wydarzenia w tej małej, zakamuflowanej skali - pierwsze albumy, fugees, miles i pete rock, public enemy, dre i 'chronic', charlie p, clan, cypress 'black sunday' & my beloved big L [ tytuł idealnie oddaje faktyczny stan rzeczy, hehe ] [zapomnijcie o tekście - flow, spójnośc i harmonia bitu z frazami, sylabami, końcówkami, głos jako dodatkowy instrument, to wszystko] :

    www.youtube.com/watch?v=soTya8ZB3VU&feature=related
    to był najlepszy z mozliwych NY, a z Cali jest to :

    www.youtube.com/watch?v=jNaPpIpYVtU&feature=related
    zachodni i wschodni się tam podobno nie lubili, i nadal nie lubią, ale niech nas/mnie w to nie mieszają ;], muzykę robili i robią jedni i drudzy - niezawodną, reszta się nie liczy.
  • barbasia1 12.11.10, 13:16
    Świetne kawałki, ten Pepsic-owy i Twoje Greku, właśnie na takie kilmaty miałam ostatnio wielką ochotę! :)


    A ja w młodości Grzesia Turnaua słuchałam :}, aleee i Stinga na przykład!


    > a to i ja świątecznie, z mLLLodości nie tak odległej,

    To ile Ty masz w końcu lat? ;))
  • grek.grek 12.11.10, 14:40
    bardzo mi przyjemnie :]

    haha, no wiesz, od zawsze staram się zapomnieć daty swoich urodzin, żeby mnie także metryka nie ograniczała tym wszystkim, co się z nią potocznie wiąże; a tak, na oko, to... jakbym był morrisonem, to bym już, od pewnego czasu, nie żył, a jakbym był cybulskim, to jeszcze bym miał sporo fajnego życia przed sobą ;]

    turnau & sting ? dobre połączenie :]
  • barbasia1 12.11.10, 17:02
    :)

    To tak ja!

    Twoja zagadka jest za trudna! ;))

    Do oglądania i słuchania! :)
    www.youtube.com/watch?v=11sSeu6AdeM
  • grek.grek 12.11.10, 15:43
    polsat, 22:05 siła strachu : psycholog, żona i matka, co strzela nagle samobója, córka co widzi dzieci, postępująca szajba... wygląda na zgromadzenie całej ikonografii klasyki kina grozy, czy też psychothrill grozowatego. i Bobby w roli głównej. ten sam Bobby, co od iks lat nie zagrał w żadnym filmie, który mógłby przejść do klasyki. bobby, który bierze, co popadnie. dlatego - nadzieja umiera ostatnia, film zapowiada się całkiem całkiem, ale uwierzę jak zobaczę,, albo od Was usłyszę, że się to udało :]

    tvp 1 leci powtórkami - "oni" i "siódmy dzień", oba dwa śmy obgadywali dośc dokładnie, a 'siódmy dzień' naprawdę polecam bardzo, z tym że batmanom, bo dzielna i nierażona niczym tvp daje go o 2:40 nocną porą.

    tvn - "naiwna', o jakieś cnotliwej panience z prowincji, co w koledżu wpada w świat zionący uciechami życia. w roli głównej dominique swain, czyli... youp, lolita z ekranizacji nabokova przez lyne'a - wtedy wróżono jej megakarierę, zachwycano się, cmokano jak młoda pannica wyszła i zawładnęła ekranem. no, i na tym się w zasadzie zamknęła jej kariera nikodema dyzmy ;], aczkolwiek, trzy dychy to nie wyrok, jeszcze wszystko przed nią, hehe.

    "kobiety kota" nie polecam nikomu. nikt mi az tak za skórę nie zaszedł, żebym sięgał po broń tak śmiercionośną ;]
  • barbasia1 12.11.10, 15:59
    Jesli występuje nasz ulubiony Bobby (któremu wszytsko wybaczamy! :) to nie ma się nad czym zastanawiać, zwłaszcza, że pora jest całkiem znośna! I znów Polsat!

    :)
  • maniaczytania 12.11.10, 16:11
    A to ja na dzis polece "odmozdzacze", czyli calkiem przyjemne komedie romantyczne:
    na tvp1 o 20.25 - "Mama na obcasach" z Kate Hudson i Johnem "Chrisem o poranku" Corbettem w roli pastora :)
    na tvp2 o 22.45 - "Ta podstepna milosc" - przewrotna komedia z Bette Midler i Dennisem Farina
    --
    tanie książki
  • barbasia1 12.11.10, 16:35
    Ooo! No to dziś oferta filmowa bogata jak rzadko!

    :)
  • grek.grek 13.11.10, 10:58
    a więc wybrałem Bobiego.

    bez żalu, film dobry, bez zarzutu zrobiony, chociaż pretensji do wpychania się nosem do annałów kina nie zgłaszał zbyt natrętnie; ciekawe połączenie - przez 3/4 grany jest klasyczny horror, który nagle zmienia się w thriller.
    problem miałem taki, ze się ciut za wcześnie kapnąłem, co jest grane i kim jest 'charlie' i dalej już głównie zastanawiałem się, czy scenarzysta złamał zasadę wg której zwykle thrillery się kończą i pójdzie na rozwiązanie leninowskie, czy jednak zrobi coś niekonwencjonalnego...

    bobi jak bobi, nawet trupa zagrałby bardzo dobrze, chociaż tutaj jakoś tak oszczędnie świrował. imo, gwiazdą tego filmu jest bardziej niż on ta mała, co grała jego córkę - dakota Fanning.
    bardzo inteligentne dziecko, tak mi się wydawało.

    ciekawe, jak wywoływali u niej te stany lękowe i łzy na twarzy... albo mała ma talent takiego rodzaju, albo mieli jakąś metodę dobrą - może trzymali na muszce jej matkę i ojca ? ;]

    hehe, przypomniała mi się anegdota, jak to, całkiem niedawno, kręcono horror i reżyser za grzyba nie potrafił na aktorce wymóc wydania takiego okrzyku przerażenia, o jaki by mu się rozchodziło.
    wiecie, co zrobił z tym fantem ? ukrył się pod łózkiem, w pokoju, w którym kręcono rzeczoną scenę i w kulminacyjnym momencie znienacka złapał aktorkę za nogę i... uzyskał właściwy efekt :]

    'Naiwna" w tvn, może nie naiwna, ale dośc szablonowa na pewno - studentka z domu skromnego, ale porządnego, aczkolwiek po rozwodzie rodziców, wchodzi w tzw high society, tworzoną przez rozkapryszone bachory celebrytów, biznesmenów i innej finansjery, które studiują dla jaj, bo i tak zostaną dziedzicami fortun - a tam, w tej sosajety, jak by to ujeła sue collini : koks-w-dup,s i fak-ap. nasza dziewoja najpierw jest nieśmiała, potem się wkręca i imprezuje z nimi, oddala się od matki, staje się pazerna na kasę, żeby móc z tymi 'lepszymi' się zadawać [np żeby pójśc na jakiś bal z nimi musi mieć 150 dolków, matka ni ma, w domu bida, wyprzedają nawet meble, żeby mieć za co rachunki spłacić; ojciec, podupadły restaurator, ledwie wyskrobuje szmal ], a potem zostaje wystawiona do wiatru - okazuje się, że dla niby-miłych-i-traktujących-ją-jak-swoją koleżanek była od początku kosmitką, a dla kolegi-ćpuna & złodziejaszka, który się niby nią interesował - zabawką. finał ofk zgodny z wszelkimi regułami political correctness : pobłądzona owieczka wraca na łono rodziny, przeprasza się z kochającą mamusią, a 'bAld and beautiful' przezywają traumę, kiedy ćpun & złodziejaszek morduje jedną z panienek [ eks-naj kumpelę naszej bohaterki ], bo ta go przyłapała na tym, jak się puszcza z facetami za kasę na działkę, bo ojciec mu odmówił finansowania.

    panna swain, od czasów lolity, się zmieniła nieco fizycznie, znaczy : zrobiła się eiwdentnie krowiasta - i widać, że raczej skończy się jej wybujale rozpoczęta kariera na filmach młodzieżowych i ew tele-serialach. jej partnerzy na ekranie : bijou philipps - przynajmniej ładna ;], i brad renfro - przynajmniej wyglądał, jakby naprawdę trochę wciągnął uchem jakiegoś proszku, heh. pamiętam go z 'uśpionych", 'ucznia" wg Kinga - zdecydowanie utalentowany. tyle, ze to było dziesięć-piętnaście lat temu, tak jak i u swain


  • barbasia1 13.11.10, 15:17
    To brawa dla Ciebie za domyślność! A w którym momencie zacząłeś pojrzewać doktora? Bo ja dałam się zaskoczyć! Niczego się nie domyślałam do końca, wierzyłam bezgranicznie Bobby'emu, a właściwie poczciwemu doktorowi Dawidowi.

    Dziewczynka - Dakota Fanning była absolunie fenomenalna, to prawda.
    Właściwie to na postaci Emily spoczywał cały ciężar tego filmu, thrillera i Dakota wspaniale poradziła sobie z tym cieżarem, z tą rolą. IMo to najprawdziwszy talent o bardzo plastycznej twarzy (tak plastyczna i tak przekonująca była kiedyś wdzieciństwie mała Lindsay Lohan). Poza tym ona pomimo młodego wieku ma już jednak spore doświadzcenie w aktorstwie, przed "Siła strachu zagrała w wielu filmach i serialach. Jest już można powiedzieć profesjonalistką i stąd też pewnie łatwość w ronieniu łez, wyrazaniu różnych stanów emocjonalnych.
    pl.wikipedia.org/wiki/Dakota_Fanning
    Tak na marginesie, czy ta akurat rola nie była zbyt trudna, zbyt obciążająca psychicznie, jak na takie małe dziecko!?

    'Naiwna" - przeczytałam Twój komentarz i uznaję ten film za zaliczony! :)

  • grek.grek 13.11.10, 15:36
    wpadło mi to podejrzenie w momencie, kiedy elisabeth shue zrobiła wielkie oczy, a potem wyleciała oknem, a ja sobie znagła przypomniałem, że w moim szmatławcu z programem pisze "siła spokoju, THRILLER, usa" ;] - thrillery tym się róznią od horrorów, że zagrożenie jest w nich pochodzenia ludzkiego, a nie nadprzyrodzonego, a że tutaj rzecz się rozgrywała w dość kameralnym gronie, łatwo już było się domyślić, gdzie tkwi haczyk ;]

    Fanning była niezła, taki Osmont dziewczyński, problem polega na tym, że z rzadka się te 'cudowne dzieci' z thrillerów, horrorów i komedii znajdują w rolach dorosłych, w ogóle w dorosłym kinie. ale nic to, grunt, że mała zarobiła już tyle, że robota w seven-eleven jej nie grozi ;]
  • barbasia1 13.11.10, 16:26
    >THRILLER, usa" ;] - thrillery tym się różnią
    > od horrorów, że zagrożenie jest w nich pochodzenia ludzkiego, [...]

    To bardzo słuszny kierunek dedukcji, jednak z drugiej strony, w dzisiejszym kinie te podziały gatunkowe nie są już przecież takie ostre, nie są tak przestrzegane!!! (niestety akurat żaden przykład filmu, który stanowiłby mieszankę horroru i thrillera nie przychodzi mi do głowy). Etykietka thriller może okazać się kiedyś zwodnicza.

    Ciekawam bardzo, jak się rozwinie Dakota Fanning. Oby nie powtórzyla drogi wspomnianej Lindsay.

    :)
  • pepsic 13.11.10, 18:37
    Jako, że trochę się nudziłam, na okoliczność Charliego przeanalizowałam wszystkie postacie i nic nie znalazłam, żadnego punktu zaczepienia :(
    Jakim cudem doktorkowi udało się przeforsować wersję samobójstwa?
    Ps. O tak, Dakota cudowna, leciutko podkradła film Robertowi. Notabene, wyglądał raczej na dziadka ( to nie zarzut, latka dobrze mu służą).
  • grek.grek 14.11.10, 12:48
    hehe, a wiesz - zamysł był taki, że mamić widza horrorowymi skojarzeniami [ czyli, że charlie, to jakiś duch], a potem z czasem dokonywać wywrotki w stronę thrillera :]

    bobby'ego już tylko clint może uratować i dać mu rolę jakiegoś starego piernika, w swoim kolejnym filmie; problem jednak w tym, ze clint swoich starych pierników lubi grywać osobiście :]
  • barbasia1 14.11.10, 13:52
    > bobby'ego już tylko clint może uratować i dać mu rolę jakiegoś starego piernika
    > , w swoim kolejnym filmie; problem jednak w tym, ze clint swoich starych piern
    > ików lubi grywać osobiście :]

    haha
    De Niro w roli starego piernika ...!? Masz nosa, Greku! ;)
    Otóż własnie mam przed sobą mój unowocześniony dodatek do Dziennika GP - Kultura i Program TV (a dlaczego zniknął dział- literatura, ja się pytam??? To już drugi numer dodatku Kultura bez literatury. Ja chcę literaturę z powrotem i recenzje Piotra Kofty, natychmiast!!! - wybacz Greku, wybaczcie za tę prywatę!), w którym zamieszczony jest opis najnowszego filmu z De Niro- "Wszyscy maję się dobrze" z roku 2009 w reż. Kirka Jonesa. Piszą tam tak, zacytuję tylko fragmencik: "Największym atutem filmu jest mistrzowska gra De Niro. Bez niego " Wszyscy maję się dobrze" stałoby się łzawą opowiastką z lukrowanym happy endem na pociechę. De niro doskonale wykreował postać ciut naiwnego poczciwca i gaduły, zmuszonego z,mierzyć się ze staroscią, chorobą i osamotnieniem" . !

    Film ten zresztą leci dziś o 20.10, :) niestety na HBO :(.

    Musimy to koniecznie obejrzeć, kiedyś!
    :)
  • grek.grek 14.11.10, 15:06
    hehe, no proszę ;]

    nic to, swoje Bobi zagrał, ma na koncie role, które przejdą absolutnie do ścisłej historii, do "historii kina w pigłuce", on już, tak naprawdę nic nie musi - może się bawić, przyjmować role dowolne, nie przejmować się krytyką, czy głosami rozczarowania. i tak go wszyscy pamiętamy z tych najlepszych momentów/kreacji i nawet kolejnych 46 ról rutynowych, albo nawet przeciętnych, w filmach przeciętnych i rutynowych nie zmieni naszego sposobu postrzegania go.
    I on, kurde bele, o tym chyba wie ;]
  • barbasia1 14.11.10, 15:19
    grek.grek napisał:

    haha :)
    Tak, tak! Nic dodać, nic ująć!

    :)
  • barbasia1 14.11.10, 13:56
    > Jakim cudem doktorkowi udało się przeforsować wersję samobójstwa?

    Ha! Właśnie!??

    :)
  • grek.grek 14.11.10, 12:45
    heh, wiesz - to kanon jest, pozwalający oddzielić jedno od drugiego; dreszczowiec i film grozy to jednak nie to samo, inne instrumentarium wchodzi w grę.

    miesznka horroru i thrillera ? a np dziecko rosemary ? tam do końca nie wiadomo, czy chodzi o to, że się pan diabeł wmieszał, czy bohaterce odbija palma z okazji ciązy ;] - to jakoś spina oba gatunki w jednej całości, pozostawiając interpretację widzowi.
  • barbasia1 14.11.10, 13:22
    > heh, wiesz - to kanon jest, pozwalający oddzielić jedno od drugiego; dreszczowi
    > ec i film grozy to jednak nie to samo, inne instrumentarium wchodzi w grę.

    Jasne, ale dziś nic nie stoi na przeszkodzie by te cechy gatunkowe mieszać w filmie. Zresztą to ma miejsce we wspólczesnym kinie rozywkowym, choćby w filmie, o którym teraz mówimy "Ja, robot". "Ja, robot" to nie tylko już klasyczny sf, ale i kryminał, trochę sensacja z elementami komediowymi.

    > miesznka horroru i thrillera ? a np dziecko rosemary ?

    Właśnie, nie wiem, czy tak można powiedzieć o "Dziecku ..."
    Zdaje się wszyscy klasyfikują "Dziecko" jako horror satanistyczny, nawet Kałużyński mówi o tym filmie "horror diabelski", mimo, że sam skłania się do psychologicznej interpretacji o której wspominasz.

    Ale może jakaś wnikliwa bardzo analiza, reinterpretacja "Dziecka" mogłaby wykazać , że masz jednak rację!
    :)
  • grek.grek 14.11.10, 14:20
    mnie się wydaje, że thriller i horror jednak cięzko jest połączyć na poziomie samego instrumentarium, a ono jest decydującą kategorią dla rozróznienia, no bo... albo straszysz duchem z zaświatów albo czyjąś dewiacją. albo-albo.

    mozna najwyżej, wg mnie, albo zostawić rzecz do inteprretacji nie określając jednoznacznie gatunkowości, czyli z niej zrezygnować w ogóle, albo połączyć tak jak własnie 'siła spokoju' - najpierw kierować podejrzenia pod horror [że charlie to duch, jakaą projekcja metafizyczna], a potem przekonać, ze jednak rzecz cała to thriller i duchy nie istnieją, a jedynie ludzkie szajby :]

    wiesz, teraz się już tak porobiło, ze ludzie od filmu kompletnie nie wiedzą, co piszą i mówią - już nawet ewidentny thriller, jakim jest "Piła" określają jako "horror" :] stare podziały, pozwalające się orientować w temacie marioli - znikają, ale, wiesz, nie dlatego, że sa nietrafne, czy się zdezaktualizowały ze wg na wymyślnośc nowych produkcji i zręcznośc twórców, tylko właśnie dlatego, ze to pokolenie recenzentów niekoniecznie wie, o czym mówi i pisze ;]

  • barbasia1 14.11.10, 14:50
    Powiem Ci, że ja mogę sobie wyobrazić (jako że wyobraźnię mam bujną ;) film, w którym straszy się jednozcesnie i duchem i dewiacją umysłową. Tylko nie wiem, czy film ostatecznie były efektowny i do przełknięcia ... ;)

    > mozna najwyżej, wg mnie, albo zostawić rzecz do inteprretacji nie określając je
    > dnoznacznie gatunkowości, czyli z niej zrezygnować w ogóle, albo połączyć tak j
    > ak własnie 'siła spokoju' - najpierw kierować podejrzenia pod horror [że charli
    > e to duch, jakaą projekcja metafizyczna], a potem przekonać, ze jednak rzecz ca
    > ła to thriller i duchy nie istnieją, a jedynie ludzkie szajby :]

    Może właśnie jest tak , jak piszesz.

    Przy czym, jeśli chodzi o "Siłę strachu" to imo sugestie, że duch , istota metafiyczna jednak nie były tak jednoznaczne. Dla zmylenia widza kierowano przecież uwagę, a to na sąsiadów, ktorzy przeżyli tragedię, a to na pana o dziwnej gębie skradajacego się nocą z kluczami,a to na jaskinie, w ktorej coś, czy raczej ktoś siedzi ...

    > to pokolenie recenzentów niekoniecznie wie, o czym mówi i pisze ;]
    A tak, to niestety prawda.
  • barbasia1 14.11.10, 15:31
    Tu znałam, nieststey tylko w postaci recencji, ale na szczęście z dość rozbudowanym opisem treści wyraźniejszy jak mi się wydaje przykład pomieszania gatunku thrillera z horrorem:
    Film "Sierota" -

    www.stopklatka.pl/dvd/recenzja.asp?wi=62902
    :)


  • grek.grek 13.11.10, 15:26
    krótkie tournee :

    tvp 1, po wiadomościach "król artur' - musi jakąś superprodakszyn, dużo kasy i konwencjonalny efekt końcowy ;]; ale, kto wie...
    "francuska ruletka", to powtórka z repertuaru chabrola; widziałem kiedyś, nie powiem, żebym się poczuł o-chabrol-owany. świetna obsada, znany człowiek za sterami, a efekt jakiś taki niewspółmierny do zainwestowanych i nagromadzonych środków ludzko-finansowych.
    2:10 - bestia w sercu - no i tak to jest, że najlepiej się zapowiadający film dają na porę dla batmanów na mocnej kawie. ale, pal ich licho, wchodzę w to :]

    w tvp 2, "Karmazynowy przypływ", czyli film puszczany już tak wiele razy, że z jego dokładną znajomością podobno się dzieci rodzą.
    polsat zabija śmiechem, a w kinie daje 'pociąg z forsą", czyli kotlet odsmażany już tyle razy, że można przezeń zobaczyć mur chiński.

    tvn - "sztuka zrywania", czyli komedia romantyczna o tym, jak sobie poradzić z wieczną nadzieją, że może dziś jest ten dzień, kiedy tvn puści jakiś dobry film;
    "katakumby" - horror ? pozornie. z przewrotką na końcu :] przewrotka przewidywalna, ale w sumie niezła, ofk jak na poziom niepowalający samego filmu; ładna dziewczyna w glównej roli. dzieło tylko dla zdesperowanych :]
  • barbasia1 13.11.10, 15:56
    > 2:10 - bestia w sercu
    Brzmi goźnie, ale zamawiamy spojler! :)

  • ewa9717 13.11.10, 16:08
    Kto był świrnięty: Bobby czy córeczka, bom usnęła przed czasem...
  • barbasia1 13.11.10, 16:33
    Wprawdzie jam nie Grek, ale też mogę odpowiedzieć na to pytanie!

    Bobby miał rozdwojenie jaźni i był Charliem.
    Na koniec pani psycholog go zastrzeliła.

    Alee córeczka jak pokazano w ostanich ujęciach filmu, zdaje się odziedziczyła po ojcu tę chorobę ...
    :)
  • ewa9717 13.11.10, 16:40
    A to we własciwym kierunku mi śmierdziało już wtedy, jak tatko psychoterapeuta po śmieci matki zaordynował dziecku terapię na odludziu.
    Dzięki.
  • barbasia1 14.11.10, 13:29
    ewa9717 napisała:
    :)

    > A to we własciwym kierunku mi śmierdziało już wtedy, jak tatko psychoterapeuta
    > po śmieci matki zaordynował dziecku terapię na odludziu.
    Otóż właśnie!

    Mnie troszkę zastanowił stale wpowracający koszmarny sen doktora, właściwie jego (snu)fragmenty , ale niestesty w ogóle nie naprowadziły mnie na właściwy trop! :/
  • pepsic 13.11.10, 18:43
    "Żelary" na Kulturze godz. 20. 10
    "Ray" w Ale Kino! godz. 20.10.
    Nie gustuję zbytnio w biografiach i choć muzyki żal, stawiam na produkcję czesko-słowacką.
    Wiem, wiem, było :)
  • barbasia1 14.11.10, 14:15
    pepsic napisała:

    > "Żelary" na Kulturze godz. 20. 10

    Dobry wybór! Mam nadzieję, że Ci się podobały Żelary!
  • pepsic 14.11.10, 20:06
    Niezłe, świetnie uchwycony początek, ale z obopólną miłością i wiejską sielanką do końca mnie przekonali. I znowu rewelacyjna dziewczynka.
  • grek.grek 14.11.10, 13:01
    tvp się niczym nie zraża - Jedynka "sekrety i kłamstwa" daje o 2 w nocy. ja piep,rzę... nie mówię, żeby o 20 puszczać, ale o 22:30 by już można, to nie jest porno ani gore, motyla noga. 2 w nocy, co to za pora... znaczy : mnie pasuje, bo ze mnie nocny marek [w wolnym przekładzie : nightmare(k)], ale miło by było, jakby dobre kino miało szansę docierać szerzej do spragnionych, a poza tym - no, kruca fak, jakaś reputacja publicznej telewizji do czegoś powinna zobowiązywać. kłopoty finansowe, konieczność grania tego, co da się sprzedać pod reklamy - rozumiem. ale 2 w nocy... momentami te "finansowe trudności" sprawiają wrażenie pretekstu, żeby móc realizować w porach wczesniejszych niż północ gusta samych dyrektorów programowych.

    przedtem "życie jest snem" kusturicy; nie wiem, jak Wam, ale mnie się z jego repertuaru "underground" podobał, reszta jakoś mnie nie porywa, aczkolwiek ofk oryginalność i fantazja w tym są niezaprzeczalnie.

    Barbasiu, "bestia w sercu", to nie był film najwybitniejszy [od razu uspokajam ;) ], choć na pewno niezły, a jako że włoski, i włoszczyzną i europą generalnie zalatujący - to i świezy pod niektórymi względami, zwłaszcza estetycznymi ; - co i jak w nim, i z nim & trochę spojlerów - jutro, jesli pozwolisz :]

  • barbasia1 14.11.10, 14:14
    Pewnie, że pozwolę! :)

    A przy okazji, Greku, a może nagrałbyś i opowiedział nam jeszcze "Sekrety i kłamstwa"? (Kusturicę innym razem). Twórczość Mike Leigh reżysera tego filmu jest bardzo doceniana przez widzów na świecie, krytyków filmowych, jurorów na festiwalach filmowych. Za "Sekrety i kłamstwa" Leigh otrzymał Złotą Palmę oraz 6 innych nagród i 13 nominacji !


    /PS Jak podaje moja prasa weekendowa Telewizja Polska odnotowała w tym roku zysk ok. 40 milionów złotych polskich!!! /
  • grek.grek 14.11.10, 15:08
    czemu nie, coś napiszę na pewno :]

    ową palmę Leigh dostał właśnie za 'sekrety', tym większa szkoda, że tvp robi z tego taką exclusive.

  • barbasia1 14.11.10, 15:24
    >tym większa szkoda, że tvp robi z tego taką exclusive.

    Tvp robi z tego film widmo, co straszy po nocy! ;)

    Czekam/y! :)


  • pepsic 14.11.10, 20:16
    Moja skromna osoba również docenia Leighta za "Sekrety...", ale jeszcze bardziej za przejmujący, bardzo życiowy dramat obyczajowy "Wszystko, albo nic".
  • grek.grek 15.11.10, 15:08
    no to i ja docenić jegomościa muszę, przyznam że do tej pory kontakt z Leigh miałem zerowy, a "sekrety" podobały mi się bardzo.

    Barbasiu, obiecany spojler dam pojutrze, albo w czwartek, jeśli nie masz nic przeciwko temu :]
  • barbasia1 15.11.10, 15:41
    Widze, że film zapowiada się nad wyraz ciekawie! Wspaniale! :)

    Greku, pisz w najdogodniejszym dla Ciebie terminie! Może być nawet czwartek! :)

  • grek.grek 16.11.10, 11:10
    hehe, orajt :]
  • barbasia1 16.11.10, 16:19
    Skoro jest post o "Plutonie", to spokojnie wytrzymam do czwartku! ;))
  • grek.grek 15.11.10, 10:44
    obiecane, pora się wywiązać, hehe.

    to włoski film, a jak włoski, to się akcja dzieje, w znacznej mierze - w Rzymie.
    mieszka se tam Sabina, jest aktorką, co podkłada głos w filmach. nie, nie w takich filmach, o jakich myślicie - w fabularnych. kiedyś grała normalne role - w teatrze, w filmie, ale rzuciła te ambicje w cholerę i zajęła się tym, czym się zajęła.
    jej facet, Franco, tez aktor, dzieli pół na pół - misję z komercją. gra w teatrze, ale właśnie przyjmuje także angaż do serialu telewizyjnego. dla pieniędzy, za coś trzeba chleb kupować. przyjmuje propozycję swojego dawnego znajomego, który porzucił niegdyś teatr na rzecz filmu i telewizji - właśnie kręci serial o lekarzach i kopsnął Franco fuchę :] I Franco w dzień zamierza montować serial, a wieczorami udostępniać się w teatrze.

    Sabina ma przyjaciółki : Emilię, która jest z nią, obok niej, od niepamiętnych czasów, jeszcze od dzieciństwa, trudno powiedzieć : przyjaciółka domu, czy coś takiego; emilia jest les i kocha się w Sabinie, ofk bez wzajemności, no bo sabina jednak kocha Franco; emilia w jakiś dla siebie naturalny sposób próbuje go przeciwstawiać sobie, jego uczucia do sabiny - swoim. bardzie jednak jest to odruch niż złośliwość celowa, bo emilia zdaje sobie sprawę z tego, ze i tak sabina jej nie pokocha jak kobietę. interesujące jest dodatkowo to, ze emilia jest niewidoma. jest starsza od sabiny, z dychę na pewno, do tego neurotyczna, melancholijna i potrzebowska w sferze uczuć.
    druga, to Marie - z którą sabina pracuje przy dubbingach. koło 50, zadbana, bezpretensonalna, żywotna, ale właśnie przeżywająca kryzys : mąż ją zostawił dla koleżanki ich własnej córki.

    Sabina ma pewien problem - któregoś dnia dubbinguje film, ze sceną gwałtu. w ślad za nią idzie niepokojący sen, w którym ona, jako mała dziewczynka, jest - wszystko to wskazuje - ofiarą molestowania seksualnego. bez scen przesadnych, raczej jest to zasugerowane i pokazane bardzo oględnie. po przebudzeniu babce zbiera się na płacz, generalnie - jest całą tą wizją cokolwiek przerażona.

    doskwiera jej brak wspomnień z dzieciństwa. wychowała się w normalnym domu, matka była nauczycielką, ojciec tłumaczem. oboje kulturalni, wykształceni, pracowici. spokojny, mieszczański dom. ojca sabina wspomina jako dziwnego, wiecznie zapracowanego, milczka, ale miłego w sumie... no ale jednak - dziwnego jakiegoś. coś nie daje jej spokoju; przegląda stare zdjęcia, łapie jakieś strzępki obrazów [przypomina sobie siebie, jako 7-8 latkę w stroju baletnicy, jak biegnie do ojca do gabinetu, żeby mu się pokazać]. kluczem do zneutralizowania niepokoju, jaki ją podgryza, ma być jej brat, Daniel - od lat się nie widzieli, bo on mieszka w Ameryce, gdzie wykłada naucza, czy coś, w każdym razie pracuje na uniwerystecie. sabina decyduje się go odwiedzić - idą święta grudniowe, ale problem jest tak palący, że babka nie chce czekać, nawet kosztem zostawienia swojego narzeczonego samego na ten czas. najwazniejsza rzecz jest taka zaś, że Sabina jest w ciązy. zanim urodzi, chce poznać swoją przeszłość.

    zanim wyjedzie robi małą burzę nad azją swojemu chłopakowi - podminowana opowieściami Marie, o tym jak ją mąz dla młodszej zostawił, sugeruje Franco, że "pewnie mnie zdradzisz, co ? jak tylko wyjadę, a tobie się zachce, to sobie jakąs znajdziesz...".

    emilii, żeby nie została sama na święta, podsyła marie- niby z e-mailem, o którego przeczytanie przyjaciółce prosi Marie, ale w gruncie rzeczy chyba ma nadzieję, że się obie zaprzyjaźnią. no i tak się dzieje - emilia zatrzymuje marie na kolacji. marie się jej podoba nieco, jest żywa i szybko skraca dystans, a jak już mówi "czasami wydaje mi się, ze wolałabym mieć romans z kobietą, chociaż... nie wiem, czy mogłoby mnie podniecić dotykanie ciała takiego samego, jak moje", to już całkowicie przychylnie na nią spogląda, w sensie mentalnym.

    sama zaś do tej ameryki jedzie. daniel jest myszowatym typem naukowca-gryzipórka, w pinglach. Daleko od Włoch nie upadł, bo mieszka w domu na przedmieściu, który śmiało mógłby stać nie w Ameryce, a pod Rzymem albo innym mediolanem, znaczy się : o takiej estetyce, architektonicznym zarysie, takim stylu. ma żonę i dwóch synów. nie chodzi jej tak naprawdę o jakieś familijne farmazony, ale o rozmowę o przeszłości z bratem. więc chodzą rozmawiając po okolicy parkowo-nadrzecznej w klimacie, gaworzą o d,pie maryni, on ją oprowadza po campusie itp, a ona się zbiera, żeby go wyciągnąć na walną rozprawę.
    uważnie też brata obserwuje, widzi m.in że z pewną rezerwą odnosi się do swoich dzieci, że je przytula z jakimś zakłopotaniem, jakby się krępował, podobnie reaguje na ich czułości wobec siebie... jego żona mówi jej, ze miał on kłopoty z zaakceptowaniem ojcostwa, nawet musiał chodzić na terapię.

    zostawiony Franco na planie filmu poznaje sympatyczną rudą. kolega reżyser zwierza mu się, ze czuje się normalną szmatą, ze kręci głupie serialidła, a nie ambitne filmy. spotykają się we trójkę na kolacji u Franco. po kolacji reżyser wychodzi, a franco konsumuje żarłocznie rudą, zresztą z wzajemnością niejaką.

    drugi romans także kwitnie. Marie wyciąga emilię na zakupy, "między ludzi", a jak już pomaga jej w ciasnej przymierzalni wciągać na siebie sukienkę, w scenie zmysłowej, to wiadomo, czym się musi skończyć kontynuacja wieczoru na kolacji u Emilii - sceną jeszcze bardziej zmysłową, kiedy emilia chcąc dać marie, ciągle rozpamiętującej odejście męża, dowód, ze "wie, ze jest piękna" - opisuje jej ciało dotykając je, jak przystało na niewidomą lesbijkę ;] - zwłaszcza w strefach ergogennych, a marie bynajmniej nie protestuje, a wręcz przeciwnie - sugestia jest jasna, co było później.

    podczas choinkowego przyjęcia, czy noworocznego już ?, whatever, u Daniela żona jego składając życzenia sabinie mówi "nie przejmuj się tym, co było, dziecko wszystko zmienia, nie musisz się już bać" - to w sabinie burzy krew, biegnie do brata i tarmosi go z bekiem, żeby jej powiedział "czego się bać już nie musi".

    no i dochodzi do kluczowej rozmowy, w której Daniel wyjaśnia sabinie wszystko - otóż był on molestowany seksualnie przez ich ojca. Przychodziła noc, ojciec otwierał drzwi i po prostu mówił "chodź, danielu". no i akcja. daniel wspomina, ze traktował to jak coś normalnego, że był uległy i z tym sobie długo poradzić nie mógł już jako dorosły ["płaczę nad dzieckiem, którym wtedy byłem, i które ma żal za tę uległość, jak słyszy tamten błagalny głos [takim głosem ojciec go wzywał - błagalnym, tak to wspomina] i robi, co ten głos mu każe, bo nauczone zostało posłuszeństwa"]. Za dnia było normalnie, ojciec był najnormalniejszym tatą na świecie, nocą wszystko się zmieniało, przychodził, błagalnym głosem kazał iść ze sobą - ten głos jakże się róznił od surowego, ojcowskiego tonu 'za dnia"...
    wspomnienia tamte przeszkadzały Danielowi w byciu ojcem, głównie ze wg na lęk, że odziedziczył skłonności po ojcu. Dlatego bał się, i boi nadal, dotykać swoje dzieci.

    Matka o wszystkim wiedziała. Daniel się szarpał i rzucał, a ona po prostu przekonywała, zeby nikomu nie mówić, że są rodziną, a ojciec jest chory "musisz to wytrzymać, danielu, on jest słaby, my musimy być mocni; on cię nie chce krzywdzić, on jest po prostu chory".

    Daniel opowiada, że któregoś razu zobaczył jak ojciec całuje sabinę. zagroził mu, że jesli dotknie ją tak jak jego, to go zabije i nawet rzucił w niego popielniczką i go trafił w łepetynę.
    skąd więc ten sen, pyta do sabina. a on jej na to, ze niedługo przed smiercią ojciec wyznał mu, że ją molestował - dwa razy. Prosił syna, zeby - po jego śmierci - pomógł siostrze, wysłał ją do jakiegoś lekarza... ale sabina nie zdradzała żadnych objawów traumy, była zadowolona z życia, więc Daniel nic jej nie powiedział, nie chciał jej burzyć świata.










  • grek.grek 15.11.10, 11:22
    Daniel był przy ojcu do końca - opiekował się nim, mył, pomagał, jakby "chciał udowodnić, ze jest lepszy od niego", albo "patrzeć na niego, jak umiera, jak odchodzi". kiedy dowiedział się, że ojciec molestował tez sabinę zdobył podwójną dawkę morfiny i staremu ją wkłuł. zabił go, taka była jego intencja; jednocześnie skracając mu cierpienia...

    Sabina wraca do domu, przyznaje się franco, ze jest w ciązy, jakby lżejsza o to, co usłyszała, o prawdę. Jednocześnie pisze list do Daniela, w którym, z offu, wyjasnia, ze o swojej przeszłości franco powiedzieć nie umie "boję się, że nie mógłby się ze mną kochać, znając to wszystko; nie chcę na niego zrzucać cięzaru, który ty złożyłeś na swoją zonę". wyznaje mu, ze ciągle nie może zapomnieć tej jego opowieści o "dwóch głosach ojca", że może wszyscy mają/mamy takie dwa głosy, że sobie przypomina uśmiech ojca, kiedy jako dziecko stawiała swoje pierwsze aktorskie kroki, i nie może dociec, czy był to uśmiech ojcowski, czy jakiś inny... "jak z tymi sekretami żyć wśród normalnych ludzi ?".

    mija trochę czasu, na tyle, że sabina jest już bliska rozwiązania ciążowego.

    jadą na wieś, franco, sabina, reżyser, marie i emilia. Jakiś domek tam ktoś ma, chyba ten reżyser.
    dochodzi do konfliktów.
    marie zdaje się być zainteresowana grubym, jowialnym reżyserem a'la Jakubik, emilia przyjmuje to jak najgorzej robi się zgryźliwa, ma wrażenie, że była dla marie tylko przelotną znajomością, intynktownym wypłakaniem się po męzowskiej zdradzie, a nie partnerką. idą obie na spacer malowniczymi uliczkami miasteczka, pod którym się ta cała rezydencja mieści - kłócą się marie nieopatrznie wyznaje zazdrosnej Emilii, wytykającej jej, ze wyczuwa w niej chęc na romansik z Jakubikiem, że "gdyby mąz nie odszedł z domu, to bym z nim dalej chciała być, nawet wiedząc, ze mnie zdradza". emilię to wkurza, odpala jej, zeby się "odpiep,rzyła" i zostawia ją samą na środku placu, przez który własnie przechodziły.

    franco tymczasem wiedziony podejrzeniem, ze sabina ma coś ze sobą, obserwacjami, ze się zmieniał ostatnio 'rozmawia o tym z reżyserem] wyciąga ją na rozmowę. ona mu nie chce nic powiedzieć, znaczy się - mówi, że coś się stało, ale że nie może się zwierzyć. On, podejrzewając, ze chodzi o zdradę cielesną wykorzystuje okazję i zrzuca z klaty własny odważnik - wyznaje jej, ze przyprawił jej poroże z rudą. ona na to, ze z jej strony, to coś zupełnie innego, że go nie zdradziła, "ale to dobrze, że się przyznałeś, nie umiałabym się z tobą kochać, gdybym powiedziała ci to moje, a nie znała twojego" - każe mu się zamknąć, słuchać i - w sugestii już - opowiada mu całą historię...

    a potem znika. wsyscy jej szukają. objeżdzają miasteczko, dzwonią po szpitalach, w końcu kobita w ciązy jest zaawansowanej...

    A ona wsiada do pociągu, takiego ciekawego, z jednym wagonem ;]
    Jedzie nim, ma halucyjnacje - widzi siebie, jako dziewczynkę, biega po całym domu, próbuje o czymś alarmować matkę, ale ona prasuje i nie zwraca na nią uwagi, brata - ale ten śpi jak zabity, w końcu wbiega do gabinetu ojca - on się odwraca z uśmiechem,, bierze ją na kolana, przytula po ojcowsku, a ona się uspokaja... "to mój tata"

    takie przepracowanie traumy, pozytywne, bo nie skutkujące nabraniem do ojca, jego pamięci, śmiertelnej wrogości, która mogła by ją prześladować już zawsze i nigdy nie dać pełnego oddechu - a więc kojące.

    zataczając się, czując już porodowe skurcze, widząc odpłynięte wody udaje się jej szarpnąc za hamulec i zatrzymać pociąg.

    budzi się w szpitalu. urodziła syna. odwiedzają ją zaraz wszyscy najbliżsi. oczywiście ona i ten cały Franco się obejmują i tak dalej, że niby ona mu wybaczyła - pewnie z rozpędu i na fali :]

    emilia wyznaje marie, ze ją kocha - mówi jej to sądząc, że stoi tuż przed nią, a Marie akurat jest z boku. zabawnie to wygląda, rozbraja tez samą adresatkę, a niedźwiedz jakiego sobie fundują ma świadczyć, ze ze sobą zostaną.

    i w ost scenie jest fragment listu, jaki z kolei Daniel pisze do siostry - słowa lecą z offu, ilustrowane są sceną jego zabawy z synami, człowiek wygląda na odprężonego i niesmiało szczęsliwego - i jemu pomogło wyrzucenie z siebie tego, co trzymał przez tyle lat.
    'blizny to tylko ślady, nie choroba. możemy iść z głową podniesioną, zacząc żyć od nowa. musimy tylko zapomnieć swoje dzieciństwo" - no i wskazuje wszystko na to, ze to się spelni, bo ona ma dziecko, faceta, a on wreszcie może być naprawdę ojcem, bez strachu i niepokoju generowanego przez niewypowiedziane nigdy traumy.

    i tak to było :]

    dobry film. nie ma tutaj zagadki : o co biega ze snami ? jest jasne, o co biega. rzecz się skupia na tym, jak bohaterka to przepracowuje, jak z tym się godzi, jak dociera do sensu tych wizji wybierając się w przeszłość własną. molestowanie - temat modny i stary jak świat zarazem. tutaj przedstawione nieco inaczej niż zwykle - bez dosłowności, bez epatowania, nawet opis dokonany przez daniela jest opisem działania nie jakiegoś pedofila z reklamy 'ja też mam 12 lat', tylko człowieka żałosnego, słabego, który "błagalnym tonem" prosi syna o to, żeby z nim poszedł i to zrobili - świadomego choroby, niezdolnego do leczenia się, a zarazem na tyle przytomnego, zeby syna uświadomić, ze zrobił to takzę z jego siostrą, i żeby po jego smierci pomógł jej się z tego otrząsnąć, jesli zajdzie potrzeba. taki ludzki pan :]

    przeszłości nie da się zasypać, zapomniec, udać że nie istnieje - zawsze wraca, czy to siedzi na żołądku świadomości, czy też dopada poświadomie jako zespół niewyjaśnionych napadów niepokoju, tak czy owak - cza się z nią w końcu rozmówić, przerobić, przemyśleć, jakoś to przyjąć i usadowić w sobie, żyć z tym, ale oswojonym. może właśnie cięzkiego kalibru, trudne i n gryzące psyche wspomnienia się tutaj "bestią', a nie pan tata pedofill, chociaż on się do ich powstanie walnie, ofk, przyczynił. tak bym to interpretował - tytuł i samą treść.

    dekor niezły - a to uliczki miasteczka włoskiego na prowincji, a to dom w Charlotte, i jego okolice, żywcem wzięte z okolic, które z ameryką się nijak nie kojarza, a bardziej z tym, co lubi pokazywać kino europejskie, rzym w migawkach itd - kameralnych scen sporo. twarze nieopatrzone, aczkolwiek w głównej roli, sabiny, jedna z bardziej wziętych obecnie włoskich aktorek giovanna Mezzogiorno - jest dobra, chociaż w paru scenach emocjonalnych troche te egzaltacje jej sztucznością zapachniały, chociaż - ja tam się nie wyznaję, więc pewnie się mylę i było w sam raz :]



  • barbasia1 15.11.10, 15:30
    Trudna tematyka, choć pozytywne optmymistyczne zakończenie, także wątki poboczne (historie przyjaciółek) znacznie łagodzą wymowę filmu, mam wrażenie?
    Film daje nadzieję, że można wyjść z ciężkiej tramy jaką jest doświadczenie molestowania, ale czy można tak całkowicie można wyrzucić z głowy pamieć o doznanej ze strony osób najbliższych krzywdzie, o trudnych doświadczeniach z dzieciństwa, tego nie jestem pewna ...

    A co z matką, współwinną nieszczęścia dzieci!? Ona też nie żyje?

    Dzięki za opis! :)
    Kiedyż ja się wygrzebię z moimi, ech?
    :)
  • grek.grek 16.11.10, 11:15
    zdecydowanie - wszyscy, jakby to powiedzieć, wychodzą na swoje, rozwiązują swoje perturbacje emocjonalno-uczuciowe na plus, a przynajmniej : mają dobre perspektywy.

    tutaj zarysowana jest optymistyczna wizja, że można się uporać z przeszłością poprzez konfrontację z nią. właśnie ten moment jest uchwycony - moment starcia z nią w wykonaniu bohaterki [i jej brata]. prowadzi on do oczyszczenia.

    o widzisz, nie ma to jak przytomnośc umysłu czytelnika, czyli Twoja :]

    nie dopisałem, jak zwykle zagapiłem się... matka nie żyje, jak powiada bohaterka "ona i ojciec umarli niedługo po sobie, w krótkim odstępie czasu". mea culpa :] trzeczywiście, brak tych postów... :]
  • barbasia1 16.11.10, 17:00
    Dzięki za wyjaśnienie. Byłam bardzo ciekawa, czy wątek matki i jej winy był bardziej rozbudowany, ale jednak nie, tak właśnie przypuszczałam.

    Jeszcze jedna rzecz, zapomniałam wczoraj o tym powiedzieć, jestem zachwycona Twoją metaforą - "przeszłość [...] siedzi na żołądku świadomości". Coś fantastycznego! To czysta poezja,
    albo proza życia. :)

    Dobry film, powinien być pokazany stanowczo wcześniej !

    >trzeczywiście, brak tych postów... :]
    W takim razie mam jeszcze wieksze wyrzuty sumienia ... Coś z tym muszę zrobić!

    :)
  • grek.grek 17.11.10, 11:18
    dzięki za doprecyzowujące pytanie :]

    o kurde, sam nie wiem, co powiedzieć, jak widać nawet najcięzszej wody grafomanowi, czyli to sem ja - czasami coś się wypsnie :]

    zdecydowanie. ten film w normalnej telewizji publicznej powinien lecieć o 20 z groszami. niestety, żyjemy w kraju, w którym publiczna telewizja w prime emituje 'ranczo', 'pana mateusza', 'rozlewisko', 'ratowników' czy inne 'słoneczne patrole', albo filmy z gwiazdami kina akcji, które - wg mnie - nie uczą, nie zmuszają do zastanowienia, nie poruszają, a wyłącznie tandetnie i przaśnie 'rozrywają'. schelbianie gustom masowym, to domena komercji, a nie misjonarsto. misja ma narzucać, a nie się kłaniać przed roszczeniami przysłowiowych państwa pierdzików. 'sekrety i kłamstwa', 'amadeusz", "bestia w sercu" - to ostatnio jedynka pokazywała o 1-2 w nocy; wyobraź/cie sobie, że te filmy lecą o 20:20... jakże byłaby to inna perspektywa. i nawet niech ogląda to 5 %, a reszta jakieś barachło a'la "na wspólnej" i w-11 na tvn. na tym polegać ma misja Tvp, ona kreuje gusta, a nie gusta kreują ją. ale żeby to robić musi być niezależna i zabezpieczona finansowo... i wracamy do pkt wyjścia. albo rząd da szmal na kulturę i media, albo nigdy się nie zmieni sytuacja.

    żartujesz ? nie miej żadnych wyrzutów sumienia. napiszesz, kiedy będziesz mogła, a ja piszę tylko, że te posty są i będą chciane i pożądane bez względu na to, kiedy uda Ci się je napisać :] spóźnienia z przyczyn obiektywnych nie są niczym, co może sumienie kłopotać :]
  • barbasia1 17.11.10, 17:28
    :)

    Miałam już o tym napisać gdzieś tam wyżej w poście , otoż ja zaczynam wreszcie widzieć światełko w tunelu, dostrzegam realną szansę na zmiany, które na pewno nastąpią w związku z cyfryzacją telewizji. Mówił o tym ktoryś z nowych prezesów TVP. Otóż wraz z przejściem na system cyfrowy ogólnie dostępne staną się kanały m.in. TVP Kultura, także właśnie powstający kanał TVPSeriale! i mam nadzieję, także ten drugi bardziej mnie interesujący, TVP Dokument!wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,8574242,W_telewizji_beda_nowe_kanaly__TVP_Seriale_i_TVP_Dokument.html

    Wygląda na to, że wraz ze stworzeniem nowych kanałów, z poszerzeniem oferty ogólnodostępnych kanałów , z planami dotarcia do jak największej liczby widzów, TVP będzie miała wkrótce calkowicie inne oblicze!!?, a co najważniejsze, wydaje się, że widzowie wreszcie będą mieli w porze największej oglądalności możlwość wyboru pomiedzy przaśną tandetną, rozrywką, pomiędzy komercją, na ktorej TVP będzie oczywiscie zarabiać, a ambitniejszą, czy też po prostu zwyczajnie ciekawszą produkcją (np. filmami, które wymieniasz, a które teraz pokazywane są w środku nocy).

    Tak to widzę oczami wyobraźni ...

    Oczywiscie masz rację bez reformy mediów publicznych , bez ustalenia zasad finansowania przede wszytskim i tak chyba się nie obejdzie.


    Zaprawdę Twoje wyrozumiałość dla mnie jest wielka! :)

    > o kurde, sam nie wiem, co powiedzieć, jak widać nawet najcięzszej wody grafoman
    > owi, czyli to sem ja - czasami coś się wypsnie :]

    haha ;)


    :)
  • pepsic 17.11.10, 17:57
    Barbasiu, nie znam się i nie chcę pozbawiać nadziei, ale nie mam pewności, czy to będą kanały ogólnodostępne, np. do cyfrówki musi dekoder.
  • barbasia1 18.11.10, 15:01
    pepsic napisała:

    Wiem, wiem, przy czym zakupić dekoder będą musieli, jak słyszałam (i o ile dobrze zrozumiałam), w s z y s c y , którzy nie mają jeszcze odbiorników telewizyjnych nowszej generacji przystosowanych do odbierania sygnału cyfrowego!?

    :)
  • barbasia1 19.11.10, 14:27
    barbasia1 napisała:

    > pepsic napisała:
    >
    > Wiem, wiem, przy czym zakupić dekoder będą musieli, jak słyszałam (i o ile dob
    > rze zrozumiałam), w s z y s c y , którzy nie mają jeszcze odbiorników telewizyj
    > nych nowszej generacji przystosowanych do odbierania sygnału cyfrowego!?
    >
    > :)

    Jednak dobrze zrozumiałam. Wszyscy ci, którzy nie mają jeszcze odbiorników telewizyjnych nowszej generacji przystosowanych do odbierania sygnału cyfrowego będa musieli zakupić dekoder
  • grek.grek 16.11.10, 14:00
    tvp 2, 0'05" - Pluton.
    późno, bo późno, ale kto nie widział, a będzie na chodzie - musi obejrzeć :]
    imo, najlepszy film stone'a [może dlatego, ze w sumie najbardziej osobisty],
    może najlepszy o wojnie wietnamskiej.
    nie patetyczny, nie 'przysięgam na sztandar z gwiazdkami', nic takiego.
    surowy, kąśliwy, wymowny, skłaniający do nowej, głębszej refleksji nad starym jak
    świat pytaniem : na kiego grzyba wujowi samowi była ta wojna ?

    tutaj narratorem jest młody chłopak, alter ego stone'a - idealista, który dla uczestnictwa w tej wojnie zostawił studia, dobrze się rysującą przyszłość, całe życie dotychczasowe, bo uznał, ze to jego obowiązek, ze musi przyjechać dla dobra ojczyzny, z patriotycznej powinności. a na miejscu entuzjasta i patriota, oczekujący jakiegoś miejsca, gdzie kwitnie służba dla narodu i bohsterstwo przeciw komuchom - zastaje syf, tyfus i mogiłę, kupę poplątanych drzew i nieprzebyte krzaczorów za którymi zawsze może siedzieć jakiś zółty z karabinem, który orientuje się w terenie milion raz lepiej niż on i ma nad nim zawsze przewagę; zastaje gromadę nie patriotów-bohaterów, a zestresowanych, klnących jak szewcy i marzących tylko o powrocie do domu chłopaków i męzczyzn, który nie mogą uwierzyć, ze chłopak zostawił swoje bezproblemowe fajne zycie, żeby w taki burdel się pakować;

    wietkong jest tutaj bezimiennym duchem. wyłania się [albo i nie] z zieleni i po prostu pruje z karabinów, otacza, osacza, ciągle jest gdzieś przed, za albo obok, a jesli nie ma go fizycznie, to jest jako paranoja w głowie amerykanów. on wyznacza im rytm. on i czas wolny, kiedy zapalenie ziela i ujaranie się do zapomnienia, pogadanie o laskach, czy o czymś tam pozwala na chwilę się oderwać od tego badziewia.

    wszystko jest do d,py, ale Chris - może nie pamiętam za dobrze - nie odwala socjo-politologicznych gadek, nie obnosi się zbyt mocno i płaczliwie ze swoim rozczarowaniem, chociaż roaczarowany jest jak najbardziej i umie się do tego przyznać. po pewnym czasie chodzi o przetrwanie, o opis codzienności, o wierne oddanie tego "jak TU jest".

    koledzy są ważni. wojna jest rozczarowująca, idealne wyobrażenia się sypnęły, własne poczucie misji i obowiązku się rozleciało, ale zostaje męska przyjaźń, wspólnota i jedność w obliczu zagrożenia i tkwienia w tym samym g,wnie po uszy. jednych się lubi bardziej, innych mniej [młody porucznik, o ile pamiętam, bo dość dawno temu widziałem ostatni raz], ale jest się razem, mimo wszystko.

    pisze o tym wszystkim, o tym, co widzi i jak sam się zmienia, pod wpływem przebywanie w tym miejscu, w listach do rodziny, odczytywanych z offu.

    ciekawe, może najwazniejsze, jest też zderzenie postaw "dwóch ojców", jak ich nazywa chris, czyli oficerów : barnesa i eliasa. dwóch symboli : pierwszy nie ma żadnych skrupułów, jest na wojnie, nie oszczędza żadnego wietnamca i swojego też nie, jesli trzeba, no mercy, albo ty albo oni, choćby po trupach. ludnośc cywilną można zastraszyć, a nawet trzeba, i nie pobłażać, bo każdy może być sojusznikiem wietkongu, ukrywać partyzantów, karmić ich i opierać. każdy. nie ma wyjątków.
    elias jest antytezą barnesa, próbuje zachować morale, nie skundlić się do reszty, nawet w takich okolicznościach, ma swoje zasady. barnes uważa go za słabego, ze wg na to. sa w konflikcie. chris stoi pośrodku, z jednej strony imponuje mu barnes i jego paranoja, terror i bezwzględność, rozumie, że to słuszna metoda postępowania, bo to wojna, a nie zabawa w indian za stodołą, że tak trzeba, żeby przeżyć i żeby innych chronić przed ich własną niemocą i słabością. z drugiej, nie może zapomnieć, ze jednak nie jest barbarzyńcą, jeszcze nie zdązył się kompletnie odmóżdzyć, patrzy w miarę trzeźo i dostrzega szlachetnośc eliasa, w której naśladowaniu i wspieraniu widzi szansę na ocalenie swojego człowieczeństwa w tym całym bajzlu, bo co z tego, ze przeżyje fizycznie, jesli się duchowo zgnoi do cna, jak wróci do domu, jesli w ogóle wróci ? po co wróci, jeśli zostanie szmatą w swoim własnym mniemaniu ? jesli się zapomni, to wojna go posiądzie i nigdy nie wypuści, zostanie wrakiem i strzeli se w łeb w jakimś zaułku albo zapije lub zaćpa na śmierć usiłując zagłuszyć wspomnienia i poczucie moralnej klęski.
    balansuje więc na krawędzi między tymi dwiema symbolicznymi osobowościami.

    świetne kino. prawdziwe. nie osuwa się w tanią akcję, sceny bitewne są chaotyczne, żołnierze krzyczą w panice, histeryzują, działają instynktownie, w jakimś szale strachu i trwogi, jak chris, który wykazuje się bohaterstwem, które jest wynikiem zrywu śmiertelnie przerażonego człowieka niż rambo; jak jego kolega, który nie waha się nakryc ciałem zabitych kolegów, żeby przetrwać - wstaje później i z dziecinną złością w łamiącym się głosie mówi o swoich współtowarzyszach, z których nikt nie dbał, w chwili ,konforontacji o drugiego : "zostawili mnie na śmierć... co za banda ped...ałów". nic nie jest czyste, bohaterstwo też, na porządku dziennym są raczej naturalne odruchy w momencie zagrożenia śmiercią : mechanizm ucieczkowy i panika, heroizm w chwili, kiedy nie ma wyjścia i trzeba strzelać krzycząc histerycznie dla dodania sobie odwagi. nie ma "złotych amerykańskich chłopców", o których pisała wtedy amerykańska prasa z dumą. stone brutalnie rozprawia się z tym mitem. a zę stoi za nim osobiste doświadczenie i talent - jest absolutnie wiarygodny i trafia w punkt, jego film można tylko oglądać, trudno polemizować z tym, co w nim zawarł, zwłaszcza twardogłowi patriot-krytycy w ameryce mieli z tym, podobno, nielichy problem, bo narusza im oto lewicowy reżyser konstrukcję ich bogojczyźnianej piramidy chejhopsa, a oni nic nie mogą mu przeciwstawić, nawet zarzutu kiczu, przesady, bo tu wszystko jest tip top, bez egzaltacji i przerysowań, jakie mogłyby pogrązyć stone'a dając do ręki jego krytykom broń w postaci oskarżenia o rozemocjonowanie nadmierne z powodu własnych przeżyć, które zaburzyło mu ostrość wizji. oparł się też politycznej krucjacie, co dodatkowo pomaga filmowi. dalej - w wietnamie się nie dekował, dostal chyba "purpurowe serce' jedno z cenionych odnaczeń wojennych - krytykowanie weterana tego formatu byłoby głupotą...

    w dodatku - nawet jesli trauma była pokaźna, to stone miał dużo czasu, żeby ochłonąć, swoje doświadczenie nalezycie uporządkować i ocenić z perspektywy czasu i dopiero coś z tym począć - wrócił do domu w 68, scenariusz powstał w 76, film nakręcono w 86.

    to był mocny cios dla ameryki. rozliczeniowy w najlepszym tego słowa znaczeniu. a może nawet bardziej ostrzegawczy i zmuszający do zastanowienia, do projekcji w przyszłośc. jak widac, niestety, niektórych baławanów niczego nie nauczył... może gdyby mniej pili i adorowali w kaplicach, a więcej myśleli i słuchali mądrzejszych od siebie nie wpakowaliby ameryki w kolejne kabały.

    mam nadzieję, ze tym którzy nie widzieli za dużo nie odkryłem :]

    oglądajcie, naprawdę watro.


  • barbasia1 16.11.10, 18:15
    Po takiej zapowiedzi, dopisać coś może tylko pan Kałużyński (to też klasyk ;)!
    Oto jego słowa -

    "[...] "Pluton" miał być świadectwem. Nie chciał być filmem wybitnym, dającym widzowi przyjemność rozkoszowania się niuansami gry aktorskiej i inteligencji reżysera. "Pluton" przeraża, zapiera dech, przejmuje grozą. Nade wszystko jednak nie daje owej przewrotnej przyjemności w chwili zakończenia seansu, wyrażającej się w poczuciu, że oto oglądaliśmy fikcję, a teraz wracamy do rzeczywistości."

    Na koniec dodaje, że "Pluton" "niechciany przez 18 lat przez Hollywood, został potem jakby wstydliwie, i z poczuciem zażenowania, nagrodzony Oscarem".

    (Leksykon filmowy na XXI wiek, t. V, s. 315-317)

    :)
  • barbasia1 16.11.10, 18:29
    Widziałam Pluton, wieki temu, w liceum, ktoś kiedyś przyniósł taśmę wideo z tym filmem. Pamiętam, że nagranie było kiepskiej jakości (pewnie jakaś kopia 48 kopii), co niestety bardzo psuło odbiór.
    Dziś niestety nie przypomnę sobie filmu Stone'a, zbyt późno leci, a szkoda!

    :)
  • barbasia1 16.11.10, 18:42
    barbasia1 napisała:

    > Widziałam Pluton, wieki temu, w liceum, ktoś kiedyś przyniósł taśmę wideo z tym
    > filmem. Pamiętam, że nagranie było kiepskiej jakości (pewnie jakaś kopia 48 k
    > opii), co niestety bardzo psuło odbiór.
    > Dziś niestety nie przypomnę sobie filmu Stone'a, zbyt późno leci, a szkoda!

    Pomimo fatalnej wizji pozostało mi w pamięci kilka wstrząsających obrazów z tego filmu ...
  • barbasia1 16.11.10, 18:40
    PS
    "Pluton" "niechciany przez 18 lat przez Hollywood, został
    potem jakby wstydliwie, i z poczuciem zażenowania, nagrodzony Oscarem".

    "Stone [...] podczas ceremonii wręcznia Oscara w Los Angeles wypowiedział szeroko komentowane i mocno ambarasujące słowa: "Myślę, że chcecie powiedzieć, iż rozumiecie co się tam stało". Myślę też, że chcecie powiedzieć, że to się nigdy nie może powtórzyć" (!!! - wykrzykniki moje).
    (Z. Kałużyński, T. Raczek, Leksykon filmowy na XXI wiek, t. V, s. 315-317)

    :)
  • grek.grek 17.11.10, 11:04
    imć kałużyński w jednym zdaniu pisze więcej i lepiej niż ja w 35 :]

    pluton, właściwie nagradzany był wszedzie, gdzie został pokazany, czy to Europa czy ameryka, a stone zgarniał nagrody dla naj reżysera. trafił, po prostu, do wszystkich.

    zapomniałem wczoraj dopisać, jak znakomita i pamiętna jest muzyka z tego filmu, ten charakterystyczny motyw, który pojawia się na początku, na końcu i podczas kluczowego momentu filmu, pacyfikacji wioski wietnamskiej. przyszło mi też do głowy, że podczas tej pacyfikacji i kłótni eliasa z barnesem, o to co zrobił barnes, ten dramat wojenny zamienia się w dramat wręcz... szekspirowski, którego finał odbędzie się na samym końcu, kiedy chris podejmie swoją decyzję w sprawie czyjegoś życia [kurde, piszę opłotkami, bo może ktoś nie oglądał, a nie życzy sobie spojlera zbyt dosadnego :)].

    nie wspomniałem też o aktorstwie, a przecież tom berenger, z tymi bliznami na gębie, tworzy postać niezapomnianą, a za tę scenę swojej mowy do żołnierzy eliasa, knujących jak się po pozbyć - za nią samą powinien dostać oskara. nie wiem, kto wtedy wygrał za drugi plan, ale nie mógł być lepszy. willem dafoe mu dorównuje klasą i wyrazistością, obaj są wspaniali w tym filmie.

    btw, "sekrety" leigha, skorzystam z Twojej rady, napiszę o nich jutro :]

    btw 2, "odważną" już omówiłyście, nie mam za wiele do dodania :]
    oprócz dwóch rzeczy : primo, tytuł jest dziwny, jak to u nas "brave" niby może się z odwagą wiązać, ale inne tłumaczenie : dzielna, byłoby chyba lepsze; jesli, odwaga to pokonywanie własnego strachu, to czy mściciel jest odważny ? a po drugo, świetnie zagrał aktor odtwarzający dektektywa, niejaki terrence howard - Pepsic napisała, że jodie się nie spisała, ja też tak uważam, aczkolwiek w swoim emploi była bez zarzutu, może po prostu za dużo rozterek duchowych jej wpisano w rolę robiąc niepotrzebny równoważnik dla samego działania i wykazywania się dzielnością i determinacją bez zbędnych dywagacji i hamletyzowania - świetne połączenie misiowatej postury i aktorskiej maniery forresta whitakera z głosem i stylem bycia denzela. bardzo dobra rola. terrence howard, warto zapamiętać to nazwisko. nie znałem go wczesniej. chyba. dla mnie, jest to objawienie aktorskie i chyba z tego względu ten film zapamiętam ;]
  • barbasia1 17.11.10, 15:35
    No wiesz, Kałużyński musiał się (z prozaicznych względów) ograniczać , czy to pisząc artykuł, recenzję do gazety, czy hasło do Leksykonu, Ty tu tego nie musisz robić, z czego ja się akurat bardzo cieszę! :) .

    Ponieważ jest już po seansie, wrażenia ze sojlerami, nagie spojlery są już dozwolone!

    Rola Charlie'ego Sheena (jako Chrisa) w "Plutonie", to chyba jedna z najlepszych jego ról w karierze , jeśli nie jedyna taka dobra. Co o tym sądzisz/ dzicie?

    /PS Praktyka czyni mistrza!/

    I mnie przypadł do gustu Terrence Howard w roli detektywa w "Odważnej"/ "Dzielnej".
    :)
  • grek.grek 18.11.10, 13:37
    dzięki za dobre słowo :]

    moim zdaniem, naj rola sheen, zyciowa. teraz, podobno, jest naj opłacanym aktorem... telewizyjnym :]

    i celebrytą słynnym z kolejnych ekscesów chuligańskich.
  • barbasia1 18.11.10, 15:11
    i damskim bokserem, czytałam w jakimś brukowcu...

    Smutne to.

    :)
  • pepsic 17.11.10, 17:49
    Liczyłam Grek na dopowiedzenie końcówki ;)
    Skończyłam w barze. A konkretnie, film ci się podobał, czy nie?
    Co do Terenca - owszem zauważalny, ale żeby aż tak?
    Ps. "Plutonu" jeszcze nie miałam przyjemności, choć pewności nie ma, czy chciałabym obejrzeć. W tym dniu jedynka puściła "Samych swoich", nawet się zastanawiałam, ile osób jest zainteresowanych. Zaprawdę mają nas za idiotów.
  • grek.grek 18.11.10, 13:57
    o, postaram się, aczkolwiek nie wiem, czy będę dokładny, jesli nie, to proszę o korektę jeszcze kogoś :] - więc, mówiąc w skrócie : policja odzyskała pierścionek, który jodie zgubiła w trakcie tej zadymy, w której zginął jej narzeczony. okazało się, ze chciała go spieniężyć dziewczyna jakaś. policja przy okazji zawinęła jej faceta. dal go jodie do rozpoznania - ona go poznała, ofk, ale policajom sie nie przyznała pragnąc samodzielnie wywrzeć na nim oślepiającą zemstę. idąc tropem pierścionka, znajdując jego właścicielkę - dociera do tego faceta...

    detektywi przy okazji namierzają tego chłopaka, co go dwóch rabiusów w metrze napadło, a jodie ich później skasowała. robią, na podstawie jego zeznać, portret pamięciowy - wychodzi im "jennifer aniston', ale detektyw, już podejrzewający jodie, upewnia się w tym, ze maczała ona palce w tamtej akcji i być może w pozostałych 'mścicielskich' wyczynach tez o nią chodzi.

    koniec końców, tropicielka jodie dopada tych dresiarzy - jednemu strzela w czoło w jakiejś ciemnej bramie, przy okazji odbierając mu swojego psa. z drugim idzie gorzej, wytrąca on jej pistolet, okłada czymś i jodie jest w tarapatach, kiedy pojawia się detektyw i terrozyzuje tamtego jegomościa pistoletem - jodie łapie za swój i chce dziada ustrzelić. detektyw, który jej sugerował, podczas tej rozmowy w barze, ze nie będzie miał oporów przed zapuszkowaniem nawet najbliższej osoby, nie tylko nie chce jej aresztować, ale wręcz zachęca, żeby dokończyła robotę - tylko daje jej swój pistolet ["lepiej strzelaj z zarejestrowanego"]. ona robi co należy, a potem on każe jej, zeby go postrzeliła w ramię, co by wersja oficjalna była taka, ze to on zabił tego dresiarza w obronie własnej. no i ona strzela mu w łapę, a potem znika.

    zaś ostatnich 3 minut nie mam, bo tvn się chyba kopia zabrudziła i na ekranie jest tylko jakiś ciemny śnieg, przez który widać zaledwie, po owych '3 minutach' pędzącą listę płac :]
    czy jodie się spotkała z detektywem, co tam powiedziała z offu, czy może zasadza się właśnie na następnego chuligana zasługującego na bilecik do krainy wiecznych łowów... - nie mam pojęcia :]

    jesli mam konkretnie, to... tak, film był niezły, w swoim gatunku na pewno zauważalny. neil jordan jest jednak fachowcem, nie ma tutaj żadnych kiczów przesadnych, chociaż wstepna częśc słodkiego jedzenia sobie z dziubków przez jodie i jej kochanego - mało strawna ;]; na szczęscie - krótka w miarę. nie jest ten film na pewno prostacki, aczkolwiek teksty z offu czasami mało finezyjne. pdoobała mi się rozgrywka między detektywem, co ją podejrzewa, ale zarazem podsuwa kolejne informacje, a jodie, która z pozycji dziennikark czuje, ze on ją podejrzewa, ale dobrze sie maskuje, choć wie, że on wie, że to maskarada :]

    hehe ;], no mnie pan terrence swoją grą zaciekawił.

    o, Pluton to must-see. jesli tylko będziesz miała okazję - nie wahaj się ani sekundy. po prostu i już :]

    wg mnie, z 'samymi swoimi', to Tvp ewidentnie idzie na jakiś rekord guinessa. to już nawet żałosne nie jest.

  • pepsic 18.11.10, 14:21
    Czyli bez zaskoczenia, a Jodie do tej pory pewnie już cały Nowy Jork przetrzebiła. Ale o psie zapomniałam.
    :)
  • grek.grek 18.11.10, 15:40
    a pies zapomniał jodie, bo zaraz po tym, jak odebrała go trafionemu w czoło dresiarzowi - pies jej uciekł :]
  • pepsic 19.11.10, 09:34
    Zdaje się, że w temacie psa zaliczono wpadkę. To był przypadkowy robój, nie zaplanowany, a psa biegającego samopas bandyci uwiązali na smyczy. Skąd ją wzięli?
  • maniaczytania 19.11.10, 20:03
    Oj, Pepsic - uwzielas sie na "Odwazna" i juz ;)
    Zadnej wpadki w tym filmie nie bylo, wszystko bylo przemyslane i zwiazane ze soba (co wychodzilo czasem troche pozniej). Jesli chodzi o psa, to on biegl luzem, jego pan, czyli podobajacy sie Tobie Naveen rzucil mu pilke w strone tunelu. Pies dlugo nie wracal, a jak go zaczeli szukac wchodzac do tunelu, to nagle sie pokazal sam pies uwiazany do sznura/ kabla,/lancucha/czy co to tam bylo. I tu juz byc moze zwykly czlowiek zaczal sie na ich miejscu zastanawiac, ze cos nie tak i moze robic szum glosny w parku czy co, no ale wtedy bylby to inny film :) A napad moim zdaniem nie do konca przypadkowy w tym sensie, ze kolesie wyraznie wyszli na "akcje".
    --
    tanie książki
  • barbasia1 20.11.10, 15:15
    Maniu, moje dla Ciebie zaległości:
    forum.gazeta.pl/forum/w,14,117123935,118945863,Re_co_na_dzis_ziemia_piramida_odwazna_schmi.html
  • grek.grek 18.11.10, 10:41
    bez zbędnych ceregieli - kto nie oglądał, a planuje : nie może tego czytać :]

    londyn jest miejscem akcji. rzecz ma swój pkt wyjścia w decyzji niejakiej Hortensji, ze chce ona poznać swoją przeszłość. otóż była ona adoptowana, jako dziecko. dowiedziała się o tym w wieku 7 lat, od swojej przybranej matki. nie drązyła latami tematu uznając, ze dobrze jest, jak jest. rodzice adopcyjni ją kochali, stworzyli jej wspaniały dom, wychowali... nie grzebała się w tym, nigdy to nie było dla niej ważne, bo kochała swoich rodziców przybranych, miała, i ciągle ma, dwóch rodzonych już braci - miała i ma rodzinę. skończyła studia, dostała dyplom, została lekarzem okulistyki, prowadzącym praktykę, ma dom, ma samochód - jest w jakimś stopniu spełniona, jest częscią mieszczańskiej klasy średniej. jest elegancka, obyta, z klasą. full packet. kiedy jednak umiera jej matka [ojciec zmarł już wcześniej] i została sama - postanawia jednak się czegoś dowiedzieć o swojej prawdziwej matce. tak dla siebie, "żeby wiedzieć", jak mówi urzędniczce, która wydaje jej metrykę i papiery w administracji, a przy okazji przestrzega " wie pani, pani matka oddając panią do adopcji miała zapewne nadzieję nie widzieć pani już nigdy więcej, i niekoniecznie musi tego chcieć także teraz" - ale hortensja jest zdecydowana ["muszę uporządkować swoje życie"]. ach, gwoli ścisłości - Hortensja jest murzynką. i jest lekko zdziwiona faktem, ze w papierach jak wół stoi, ze jej matka prawdziwa była/jest... biała. jest nią Cynthia.

    cynthia mieszka w klasycznej, czyli dość obskurnej, czynszówce w dzielnicy robotniczej. pracuje w fabryce, przy taśmie [nie zajarzyłem, albo nie było info, co ona tam konkretnie robi, ale... whatever] - niemodnie ubrana, niemodnie uczesana, lekko znerwicowana, infnatylna, momentami egzaltowana do irytacji. ma córkę - roxanne, co "pracuje w urzędzie miasta", a mówiąc ściślej - jeździ na miotle, czyli zamiata ulice. o roxanne można powiedzieć absolutnie wszystko, z wyjątkiem tego, ze ma klase, wdzięk i kulturę. dwie proste kobiety, ot co. roxanne ma chłopaka, Paula, w swoim typie ;] a poza tym, zbliża się do 21 urodzin. będzie je miała za kilka dni. ojciec roxanne jest nieznany, cynthia nigdy nie powiedziała jej o nim.

    między mamunią, a córunią dobrze nie jest. wprost to nie jest wyłożone, ale roxanne z pewnością nie kocha matki za to, ze nie ma ojca. słabo się dogadują, roxanne chce być niezależna, nie cche się matce opowiadać ze wszystkiego, a cynthia ze swoją denerwującą manierą niewinnego wścibstwa, szczególnie próbuje ingerować w jej intymność, ciągle przestrzegająć przed zaciążeniem, w swojej intencji chce ją chronić przed własnymi błędami, ale przy okazji bez przerwy tym gadulstwem przypomina roxanne o tym, jak sama się na świecie pojawiła, jako wpadka matki, i jest zarzewiem ciągłej kłótni, scysji, a przynajmniej poważnych nieporozumień między nimi. roxanne ma chłopaka, cynthia nie ma nikogo, jest bardzo samotna.

    a zaraz, cynthia ma brata - morrisa. swoje przeciwieństwo - spokojnego, racjonalnego, zrównoważonego. aha... który się dorobił, w przeciwieństwie do siostry. na fotografowaniu - ma własny zakład, obskakuje wesela, śluby, robi fotki także na miejscu. morris ma żonę, Monikę. rodzice cynthii i Morrisa kojfnęli jakiś czas temu. morris wpada do cynthii, pomaga jej, nawet daje trochę kasy. problem w tym, ze morris odwiedza ją rzadko, po częsci dlatego, ze wisi w powietrzu infomacja, że między cynthią, a żoną morrisa jest jakaś niechęć, i że to Monika jest powodem niedostatecznego kontaktu między rodzeństwem. w każdym razie, kiedy Morris wpada, to cynthia bombarduje go miłością i wyrzutami, że tak rzadko się pojawia - typowy objaw sieroctwa. brat wie, że cynthia ukrywa przed roxanne, że ma ona przyrodnie rodzeństwo : siostrę lub brata, bo cynthia nawet nie wie, jaka była płeć dziecka, które zostawiła w szpitalu, kiedy je rodziła w wieku 16 lat.

    a tymczasem dziecko, czyli dzisiejsza Hortensja mając adres i telefon cynthii w tych papierach, co je dostała, przymierza się, by ją zaczepić jakoś. podjeżdza pod jej dom, obserwuje chwilę, bierze telefon, ale odkłada. trochę się zbiera na odwagę, bo po tylu latach, tak nagle... wiecie, o co chodzi.

    wreszcie dzwoni - trafia w dobry moment, mówiąc ironicznie. cynthia jest już lekko naruszona, po kolejne kłótni z roxanne, i kiedy jeszcze dowiaduje się, ze dzwoni do niek kobieta podająca się za jej córke, jest bliska paniki, notabene, na skraju której balansuje dokładnie przez 99 % filmu. egzaltacji, płaczu, histerii, załamania nerwowego. odkłada słuchawkę, idzie na sztywnych nogach i wymiotuje. hortensja ponawia telefon, tym razem z propozycją spotkania się. cynthia naiwnie zaprecza, ze to możliwe, aby była jej matką, ale zgadza się, prosząc tylko, wręcz błagając, zeby Hortensja nie przychodziła do niej do domu [musi wszak ukrywać prawdę przed roxanne].

    dostawszy numer od hortencji cytnhia dzwoni sama do niej wieczorem i umawiają się na spotkanie. cynthia robi to raczej z ciekawości, i z chęci porozmawiania z kimś. zapominają jednak, przez telefon, umówić się na jakiś znak rozpoznawczy - nie widziały się przecież nigdy wcześniej, więc jest zabawna sytuacja, kiedy obie stoją przed lokalem, przed którym miały się spotkac, i wyczekują siebie nawzajem, zdawałoby się bezowocnie. hortencja jednak, z głupia frant, podchodzi do niej, zagaduje czy to ona i się poznają. cynthia nadal próbuje zaprzeczać faktom, ale hortencja, cierpliwa i spokojna, wyciąga papiery, metryki i udowadnia jej, ze jest jej matką i szlus. cynthia ofk w bek "pewnie jesteś mną rozczarowana...". hortencja zaprasza ją na herbatę, żeby pogadać.

    siedzą w pustej knajpie i cynthia nadal nie moze załapać, jakim cudem mogłaby być matką czarnej dziewczyny... "nigdy nie byłam z czarnym mężczyzna", mówi z niezachwianą pewnością siebie... zastanawia się jednak kilka sekund, zbiera się jej na płacz i przypomina sobie, ze jednak była :] hortencja znosi ten cyrk w milczeniu, próbuje być dyskretna.
    skoro już główny fakt został potwierdzony zaczynają wymieniać proste pytania : co robisz ?, jak żyjesz ? itd. w ciekawej formie, np cynthia : jaka jest twoja MAMA ? , H : nie żyje. C : aaaa... H : jest PANI męzatką ? etc.

    cynthia powiada "trzymam się z dala od mężczyzn, same kłopoty miałam w zyciu przez nich" - nieświadomie chlapie znów coś, co poruszyć musi córkę, tym razem hortencję. reakcja cynthii - płacz natychmiastowy. to ona uważa się za ofiarę, ale ma także poczucie, że jej błędy ciągle ją ścigają, a one, i ich skutki, obiektywnie ciągle leżą jej na wątrobie.

    z dumą słucha, jak dobrze się wiedzie hortencji "jesteś taka ładna, jak modelka... widzisz... miałaś szczęscie, beze mnie było ci lepiej, oddałam ci wręcz przysługę" - nie mówi tego jednak tonem alibi, mówi to z jakąs rozbrajającą szczerością. i - czy nie ma racji ? kim byłaby hortencja, gdyby cynthia ją zatrzymała, jako 16-letnia matka ? [roxanne urodziła 5 lat później]
    "byłam w szoku, nie miałam wyboru, gdybym cię wtedy zobaczyła w ogole, to bym nie mogła cię oddać", pobekuje cynthia.
    hortencja ją odwozi do domu. są już na "ty". żegnają się ciepło, ale oficjalnie, jakby się miały nigdy już nie zobaczyć.

    nie na długo. cynthia jeszcze tego samego wieczora dzwoni do hortencji. jest ciekawa, ale przede wszystkim - jest samotna, jest też dotknięta w swojej macierzyńskości, brakiem porozumienia z roxanne, szuka człowieka, ale i szuka, choć początkowo nieświadomie, córki. pytają siebie, co robiły, co u nich, tak po prostu. "myślałam o tobie", mówi. cynthia, a hortencja "a ja o tobie" - ona z kolei miała tylko się dowiedzieć, ale kiedy już poznała cynthię, nie chce tego kończyć, tęsknota - być mozę od dawien dawna skrywana podświadomie i teraz gdzies tam narastająca - za matką jest mocniejsza, choć sama matka do najwdzięczniejszych obiektów zainteresowana nie należy, aczkolwiek hortencja tego zdaje się nie dostrzegać.
    umawiają się na jedzenie w restauracji.]






  • grek.grek 18.11.10, 11:31
    mają coraz lepszy kontakt, rozmawiają swobodniej, zbliżają się do siebie, obie są bezpretensjonalne, na rózne sposoby ofk, co tylko temu służy.

    podczas kolacji cynthia dowiaduje się, ze hortencja niedawno miała urodziny ["powinnam wiedzieć..."] i nie może uwierzyć, ze spędziła je sama, z ksiązką i lampką wina. "dobrze, ze wyszłaś", mówi jej " w dobrym towarzystwie" słyszy odpowiedź. jaka sielanka, kurna ;]

    cynthia w chałupie musi się ukrywać z tym, z kim wychodzi, przed roxanne. ta ją podejrzewa o romans. "tylko nie wpadnij, w twoim wieku...", złośliwie jej dogaduje. znajomość z hortencją służy cynthii, chodzą na zakupy, do fryzjera, do restauracji, cynthia odżywa, odbija się od swojej samotności. nawet zauważa podobieństwa "jesteś do mnie bardziej podobna niż roxanne, masz moją budowę ciała" - fajnie to brzmi "jesteś bardziej podobna", bo ciągle widać jednak, ze hortencja jest czarna, a cynthia biała jak śnieg :], ale brzmi to świetnie w tym kontekście także, jak spontanicznie i naturalnie obie nie zwracają uwagi na róznicę zdawałoby się, która powinna je cały czas hamować, choćby instynktownie.

    cynthia zaprasza hortencję na urodziny roxanne, organizowac ma je Morris, w swoim domu [ co ciekawe - z podszeptu żony, jak sam mówi ]. jeden warunek : hortencja ma przyjśc incognito, jako "znajoma z pracy". hortencja się zgadza, a cały kamuflaż nieco ją bawi chyba.

    no i kulminacyjny moment. przyjęcie urodzinowe u morrisa. jest on z żoną, jest roxanne ze swoim chłopczyną i jest cynthia, i nawet morrisa asystentka z zakładu fotograficznego. roxanne z cynthią do tej pory trzymane były przez morrisa i monikę z daleka, więc jest to ich pierwsza wizyta w ich domu - a dom jest zacny, lepsza dzielnica, kilka łazienek, dekor, typowa solidna i estetyczna przestronna chawira klasy średniej. chodzą więc baby, oprowadzane przez monikę, po tym domu i rozdziawiają gęby cmokając z zachwytu. monika nie kryje satysfakcji widokiem ich onieśmielenia i prostodusznego zaaferowania. winko, buzi, gadka szmatka, jest miło i fajnie.

    pojawia się hortencja. ma urok, jest ładna, gustownie ubrana, ma maniery, robi swietne wrażenie. srednioprzenikliwy obserwator od razu miałby wątpliwości, jak ktoś taki może się kumplować z cynthią. no, ale nic. przyjmują ją bez szemrania, z sympatią, otwartością naturalną, bez pytań. cynthia wyraźnie ją faworyzuje - "kotku" to, "kotku" tamto, jedzenie, "chodź tutaj do mnie", "usiądź obok mnie", "jak ci się tu podoba ?", "jak się czujesz" itd - nikt nic nie podejrzewa, a widz widzi, że cynthia zachowuje się jak matka dumna ze swojego dziecka, z tego jakie jest, i okazuje mu uczucia po prostu, jak tylko najlepiej potrafi. i usmiech kwitnie pod nosem, bo ta komedia z "koleżanką", w tej sytuacji, musi w końcu się wysypać, pytanie - kiedy ?

    wszyscy się o hortensję dopytują, tak z ludzkiej ciekawości. "co robisz w fabryce, pracujecie na tej samej taśmie ?", cynthia za nią 'a gdzie tam, ja nawet zmiennika nie mam" - błąd od razu.
    a hortensja odpowiada na kolejne pytania gmatwając, ambarasując cynthię jeszcze bardziej. kiedy wychodzi, ze studiowała i ma dyplom morris pyta ją "co ty robisz w fabryce, w takim układzie ?" hortencja "badania...", "jakie ?", "medyczne"... ta mistyfikacja musi pie,prznąć.

    ale póki co jedzą, piją, są dla siebie mili jak jasna cholera. tort dla roxanne, prezent finansowy od morrisa i moniki, toast. hortencja ogląda to i robi się jej smutno, jest cięzko - wychodzi do toalety trochę ochłonąć. to jej rodzina, a ona jest tutaj "koleżanką", to jej siostra, a ona nie może nic zrobić, je urodziny są świętowane hucznie - nie o zazdrośc chodzi, ale o to, że między swoimi nadal jest obca. tak to wygląda, kiedy spirala owych sekretów i kłamstw nakręci się przez lata, do oporu.

    kiedy hortensji nie ma wszyscy ją chwalą, ze fajna, że miła. cynthia balansując już na granicy rozbeku, bierze głęboki oddech i wypala im "wdała się w matkę", a oni 'znasz jej matkę", a ona : "tak, patrzycie na nią... to ja jestem jej matką". "roxanne, to jest twoja siostra" - i w bek.

    reakcja zrozumiała : szok i niedowierzanie. jaja sobie kobita robi, cynthia ty już dzisiaj nie pijesz.
    "to moja córka"... powtarza to ze śmiertelną powagą i wreszcie do nich dociera. kiedy wraca z toalety hortencja wszyscy się na nią bezmyślnie w ciszy lampią - scena zaiste zabawna, w tym całym dramtyzmie.
    cynthia jej mówi, ze wykablowała wszystko. hortensja cicho "nie umawiałyśmy się na to", cynthia "wiem, ale stało się, powiedz im prawdę". roxanne jest wqrwiona, reszta zamurowana. w tej ciszy żona morrisa wypala "powinniśmy byli jej [roxanne] powiedzieć wcześniej..."
    - i tego za wiele, roxanne robi jazdę, zrywa się do wyjścia, wyrzuca morrisowi, ze jej nie powiedział, odpycha beczącą matkę "ty dziwko, nie wystarczył ci jeden bękart ?!", zabiera swojego przyd,upasa i get out. cynthia w jakimś oszołomieniu siada do ciasta io zaczyna je jeść, hortencja chce iśc, ta ją zatrzymuje i przeprasza za siebie i za roxanne, morris do cynthii "aleś wybrała moment...". generalnie - impreza trochę się wymknęła spod kontroli ;]

    morris idzie za roxanne ją namawiać do powrotu. w chałupie gong, ring wolny, runda kolejna. tym razem monika v cynthia. monika rzuca "wątpię czy ją [roxanne] jeszcze zobaczysz..." i do hortencji "przykro mi..." - na to cynthia wywala jej cały brud, że podburzała przeciw niej od 20 lat : ojca, brata, roxanne, a teraz pod,srywa ją u hortencji. 'nic byś nie miała, gdybym nie dała kasy morrisowi" - okazuje się, ze po śmierci rodziców kasa z ubezpieczenia miała pójść między cynthię, a morrisa. cynthia oddała ją jednak morrisowi, a morrisa naciskała monika, zeby wziął ["morris sam by nie wziął", mówi cynthia]. cynthia i roxanne zostały bez kasy, cynthia zaharowywała się na amen, zeby roxanne zapewnić wychowanie i michę. "wychowałabyś sobie dziecko, to może byś coś wiedziała..." - bije w monikę, w czuły punkt, bo fakt iż nie mają dzieci z morrisem to jej główny kompleks.
    hortencja słucha tego w ciszy, jakimś zażenowaniu lekkim, ale i w szoku.

    morris skłania roxanne do powrotu, żeby 'wysłuchała matki, bo ona ją kocha".
    cynthia becząc i łkając ją przeprasza, za swoje kłamstwo wieloletnie; przeprasza za hortencję, ze nie przyszła tutaj, by ją ranić [wywołana do tablicy hortencja skwapliwie to potwierdza] itd. monika się wpie,prza, ze cynthia powinna była powiedzieć prawdę już dawno temu, cynthia jej znowu "zamiast gadać tyle, powinnaś była dać morrisowi dziecko...". i tutaj morris wkracza na ring i odkrywa kolejną prawdule : że monika nie może mieć dzieci, przze 15 lat leczyła się, była operowana, cuda wianki i nic, jest bezpłodna. ofk, tej się też na ryk zbiera i ryczą obie. co więcej, omal się przez to małżeństwo ich nie rozpadło, co teraz dopiero morris jest w stanie jej powiedzieć, bo pewnie przze lata wisiało to w powietrzu, ale nie umieli tego obgadać.

    i nagle morris staje i mówi zabawnie : "wyznałem to... i ziemia się nie zawaliła !!" I teraz oszołomiony tym faktem wypala, on - racjonalny i zrównoważony dotąd niemożliwie - do siostry i zony "kocham was najbardziej na świecie, a wy się nienawidziciei, czy to normalne, dlaczego nie umiemy się podzielić naszym cierpieniem ?!" a te dwie ryczą i już się miłościwie obłapiają i we łzach się rodzi nowa jakość ;]. nawet asystentce morrisa, co z boku i zmieszana nie mniej od hortencji to obserwuje, zbiera się na bek i wyznanie "morris, chciałabym mieć takiego ojca jak ty !" ;]

    morris cięzko zmęczony swoja akcją siada przy hortencji i kiedy tamte ryczą on ją pyta po prostu "naprawdę pracujesz w fabryce ?" ona "nie...", on "a co robisz ?", "jestem okulistką", "aa, no to witamy w rodzinie" - rewelacyjny fragment :]

    jeszcze cynthii się zbierze na wyznanie roxanne, ze jej ojciec był studentem z ameryki, ze 'nagle zniknął', ale 'był dobrym człowiekiem', hortencja pyta o jej z kolei ojca, ale cynthia już jedzie na oparach i nie daje rady nic wydukać przez płacz. i się obłapiają wszystkie naraz
  • grek.grek 18.11.10, 11:49
    i dwie ostatnie sceny, mające poświadczyć, ze rodzinne pranie brudów i odczarowywanie kłamstw, nieporozumień, sekretów i złości wszystkim wyszło na korzyść.

    morris i monika w pościeli informują siebie nawzajem, ze się kochają jeszcze bardziej niż kiedyś.

    a hortencja, roxanne i cynthia spotykają się w domu cynthii.
    siostry się umawiają na jakies spotkanie w restauracji. hortencja 'jak mnie przedstawiasz znajomym ?", roxanne 'jako siostrę', 'serio ?' 'ofk, mówmy prawdę, to nikogo nie skrzywdzimy' - jaka to reżyserska wirtuozeria, ze tę puentę jakże ważką włożył w usta własnie roxanne, takiej, powiedzmy szczerze, mało rozgarniętej, może nawet prymitywnej dziewczyny z jakiegoś familoka... :]

    a potem przyłazi cynthia z herbatą i siedzą sobie we trzy w dramatycznie zapuszczonym i zdezelowanym ogródeczku na patio. 'nie do wiary, że jesteście tu obie... i siedzicie jak te dwa ogrodowe kransale', powie szczęśliwa cynthia i taki będzie koniec. jaki optymizm, kruca, hehe ;]

    co tu komentowac, przesłanie jasne - ukrywanie, mataczenie kończy się zawsze tak samo, stanem podgorączkowym, padaczką, wymaga trudnego oczyszczenia. lepiej nie gromadzic śmieci. proste, ale jak dobrze podane, z jaką bezpretensjonalnością, nawet chropowatością, surowością pewną. z kamerą pośród życia. rejestracja wręcz, a nie kreacja. duża doza naturalizmu. żadnych ozdóbek, żadnych ornamentów, żadnej cekinady. proste, życiowe kino. mistrzowskie. Palma w cannes absolutnie słuszna. własnie za tę kapitalną bliskośc realnego życia, niewymuszoną i wyglądającą na calkowicie spontaniczną prawdę i autentyzm jakie Leigh osiągnął na ekranie.

    każdy ma tu owe sekrety i nad każdym ciążą kłamstwa, które nie pozwalają go zobaczyć innym we właściwej formie - całymi latami trwała ta ciuciubabka i gra pozorów, aż doszło do momentu, w którym już nikt nie chciał dalej niczego ukrywać, wszystko zostało powiedziane i 'świat się nie zawalił', przeciwnie, przyszłość się pokazała, a niektórzy bohaterowie okazali się lepsi niż się mogło zdawać na początku.

    wg mnie, wybitna rola brendy blethyn, jako cynthii. od pierwszej do ostatniej minut balansuje ona na granicy histerii, płaczu, egzaltacji,na krawędzi jakiegoś emocjonalnego roztrzęsienia, a zarazem próbuje to równoważyć taką normalnością prostej, ciekawskiej, trochę ociężałej w obszarze dobrych manier, dyskrecji i choćby minimalnej finzeji w stylu bycia, kobiety. na niej się cała akcja trzyma, to ona jest matką dwóch nieślubnych córek, ukrywającą przed obiema rózne sprawy, emocjonalnie wypompowaną, samotną, świadomą swoich błędów i zaniechań, kochającą i przestraszoną, w zaplątaniu i niemożności porozumienia, ciągle oddalającą się od bliskich, tracacą córkę i rodzinę brata. i to w jej każdym ruchu, spojrzeniu, zdaniu, reakcji się odbija. zmianę przynosi dopiero poznanie hortencji...

    p.s : brenda blethyn dostała złotą palmę za tę rolę. jest sprawiedliwośc na tym świecie, jak się okazuje :]

  • barbasia1 18.11.10, 13:21
    Spojler w aż 3 cześciach, wielka rzecz! :)
    Zaczęłam czytać i bardzo mi się podoba! :)
    cdn.
  • grek.grek 18.11.10, 14:15
    heh, tak jakoś wyszło :]

    cieszy mnie to, ze da się czytać, no bo sam film, to istotnie gratka, mam nadzieję, że
    go za bardzo nie sponiewierałem swoimi kulfonami :]
  • pepsic 18.11.10, 14:26
    Ależ skąd, klimaty w pełni zostały zachowane i pamieć było mi przyjemnie odświeżyć.
  • grek.grek 18.11.10, 15:28
    dzięki :]

    niestety, beztrosko skopałem imiona bohaterów : nie wiem, skąd hortensja zamieniała mi się na "hortenCję" [ może dlatego, ze w pacynie miałem ciągle angielską wersję "HortenCe" ], a prawidłowy oraz poprawny

    Maurice przeobraził się, w tej mojej bagraninie, w całkiem swojskiego "morrisa" :] uff...

    wrzuciłem " s & k" do wiki i w streszczeniu napisane jest "cynthia zachodzi w ciązę w murzynem, który wraca do usa" - nie wiem, co widział autor tego tekstu, ale w filmie : "do usa" wraca student, z którym cynthia zaszła w ciązę po raz drugi, czyli z roxanne. kiedy hortensja pyta o swojego ojca, czyli o murzyna, cynthia nie jest w stanie jej odpowiedzieć, bo i tak już przekroczyła masę krytyczną wzruszeń i wyznań, duka tylko błagalne "kochanie, proszę...", żeby jej dalej już nie maglowała, bo nie wydusi z siebie kolejnego wyznania na tym poziomie.

    brenda blethyn miała też nominację do oskarda, przegrał z frances mc dormand z "fargo" - też tutaj o nim pisaliśmy, i frances była istotnie kapitalna, na zupełnie drugim biegunie do roli blethyn - zdystansowanej, poczciwej policjantki w ciązy, która nie robiąc nic, albo robiąc niewiele, tuptając pociesznie i objadając się za trzech, i bez specjalnego zaaferowania, rozszyfrowuje grupę nieudolnych i pechowych przestępców. w tym samym roku, 97, była też nominowana emma watson za, absolutnie koncertową, rolę w 'przełamując fale'. to była konkurencja.

    jean baptitse, czyli hortensja, dostała nominację za drugi plan. leigh za reżyserię. nominowany był też sam film. aż trudno uwierzyć, że akademia doceniła proste, szczere, psychospołeczne kino z brytfanii, czytaj : z europy. i to z palmami na koncie ;] hollywod raczej ostentacyjnie lubił, i lubi, albo - wolał/woli, ignorować te filmy, które w europie mają sukces u krytyków :] rywalizacja taka, hehe. a tutaj, proszę jaki wyjątek przyjemny.
  • barbasia1 18.11.10, 17:45
    Właśnie miałam pytać, czy Hortensja wycisnęła w końcu z Cynthii coś więcej na temat swego biologicznego czarnoskórego ojca, ale widzę, że jednak nie zdołała... :)

    Rzeczywiscie wybór tej jednej zasługującej na Oskara roli kobiecej w 1997 był wyjątkowo trudny. Każda kreacja aktorska zupełnie inna, a wszytskie znakomite .

    A'propos w tym roku w do Złotej Palmy (znowu) nominowany był najnowszy film Mike'a Leigh "Kolejny rok" (2010) "opowieść o rodzinie, przyjaźni, potrzebie miłości i poczucia bliskości, o radościach i smutkach, nadziei i łzach, o życiu i śmierci" (filmweb)
    Chętnie zobaczyłabym ten film, albo któryś ze starszych filmów, może ten, o którym wspomina Pepsic. :)
  • grek.grek 19.11.10, 12:05
    hehe, dali frances, bo mimo wszystko najbardziej amerykańska - od coenów przeca ;] jakby dali którejś z Brytyjek, a w dodatku z filmów spoza ameryki, nakręxconych przez obcokrajowców, brytfańczyka albo duńczyka , to by było trochę nieteges, hehe. ratowali honor kina amerykańskiego. spadła im ta mc dormand wtedy jak z bajki, bo, jakby nie kręcić nosem, to ta rola była jednak znakomita i ten wybór da się usprawiedliwić, choć pewnie wielu znalazłoby się takich, co by go mogli zakwestionować, i to nie bez racji.

    'another year', trochę czytałem w relacjach z tegorocznego cannes, pisali że był to, w odczuciu gros obserwatorów, najlepszy film tej edycji, jakkolwiek nie wygrał konkursu.

    btw, jego przedostani film "happy-go-lucky", to też podobno zawodowa rzecz.

    i powiedz/ćcie mi, jaki byłby problem, żeby zrobić w tvp jakimś mały przegląd filmów tego reżyseiro ? Pepsic pisała o 'wszystko albo nic', w jego filmografii wyróznia się też 'vera drake' z lwem wenecjańskim na koncie - oba są dostatecznie nienowe, żeby je spokojnie można było w telewizji pokazać. dać jeszcze raz "sekrety', zrobić z tego tryptyk i puścić o jakichś ludzkich porach. tak by zrobiła telewizja choć trochę misyjna ba - choć trochę przytomna. zamiast tego prędzej trzy razy z rzędu w danym dniu tygodnia poleci jackie chan albo stiven segal. taka rzeczywistość. chora cokolwiek. w tym kraiku nic w zasadzie nie powinno nas dziwić, nie od dziś wiadomo, ze tzw górne szczeble zarządzania są obsadza, ne osobnikami najniżej sytuowanymi pod wzg umysłowym :]

    łatanie finansów łataniem, ale 1-2 wieczory w tygodniu można by przeznaczyć na dobre kino.

    a wiesz oraz wiecie, co jest najzabawniejsze i stawia pod znakiem zapytania całą moją tezę o heroicznym poświęceniu tvp, w myśl której ona by chciała puszczac filmy w normalnych porach, ale nie może, bo musi budżet reperować, a na segalach, ranczach i rozlewiskach zarabia się naj na reklamach ?

    to ją stawia pod tym znakiem, że kiedy leci taki leigh czy forman o 2 w nocy, to : przed i po jest dobrych 20 minut reklam ! :]
    więc, do k-nędzy, ktoś jednak chce się reklamować przy tych filmach, i to o 2-3 w nocy. idąc tym tropem można by zaryzykować, ze jakby puszczali o 20, to ci reklamodawcy by się nie wycofali chyba, a niektórzy by się dodatkowo ośmielili.
    za chwilę po prostu nie będzie już czym bronić kuriozalnych wyczynów tvp.
  • barbasia1 19.11.10, 14:24
    grek.grek napisał:

    > hehe, dali frances, bo mimo wszystko najbardziej amerykańska - od coenów przeca
    > ;]
    :)
    A wiesz, że to mi wczoraj przyszło na myśl, tylko nie zdążyłam tego napisać!
    W sumie trudno się temu dziwić, bo Oskary, jakby na to nie patrzeć, to jednak gigantyczna machina do promowania kina amerykańskiego, imo ...

    I to jeszcze jak zawodowy! "Happy-go-lucky, czyli co nas uszczęśliwa", wyczytałam wczoraj, nominowany był do Oskara w 2009 roku, w kategorii najlepszy scenariusz oryginalny, film ten otzrymał też, a własciwie grająca w tym filmie aktorka Sally Hawkins otrzymała Złotego Globa oraz Srebrnego Nieźwiedzia. Ma szczęście Mike Leigh do aktorek, albo aktorki mają szczęście grając u Mike'a Leigh.

    Ech, taki przegląd filmów Mike'a Leigh to byłoby coś!!!

    > za chwilę po prostu nie będzie już czym bronić kuriozalnych wyczynów tvp.

    Otóż to.


    Teraz to już nadziei upatruję tylko w cyfryzacji! :)
    :)

  • grek.grek 19.11.10, 15:05
    hehe, imelda staunton, główna rola w "vera drake" - nominacja do oskara :], a łącznie, ta jedna rola : 8 wygranych/nominacji :] to się nazywa produkcja seryjna.

    takich przeglądów, to by można -dziesiąt zrobić, reżysierów, aktorów, scenarzystów od metra jest, których by warto zaprezentować. ale kiedy pokazywać "ranczo", 'rozlewisko', 'mateusza' i superhity klasy G pakowane hurtem na 20-22 ?..

    a tak dają co lepsze filmy na środek nocy, a zauważ, jakimi efektownymi hasłami je opatrują "kino dla nocnych marków", albo "kino konserów nocą" - odstawiają kompromitującą fuchę, a
    próbują to przedstawiać jako coś ekskluzywnego i wysmakowanego. żal aż bierze. ekskluzywne to u nich jest poczucie przyzwoitości.

    nie dziwię się tym, co nie chcą finansować tego badziewia. i już nawet nie truję im d,py gadkami o roli telewizji publicznej w demokracji. jak to runie w cholere, to nawet palcem nie kiwnę, żeby jakies petycje podpisywać, czy bronić 'wartości telewizji publicznej', bo ta telewizja wartośc ma, od jakiegoś czasu, czysto teoretyczną :]






  • barbasia1 19.11.10, 15:52
    I jeszcze Imelda Staunton do kolekcji! :)

    > takich przeglądów, to by można -dziesiąt zrobić, reżysierów, aktorów, scenarzys
    > tów od metra jest, których by warto zaprezentować. ale kiedy pokazywać "ranczo"
    > , 'rozlewisko', 'mateusza' i superhity klasy G pakowane hurtem na 20-22 ?..

    O tak, byłoby wspaniale choć raz jeden jedyny w tygodniu, zobaczyć dobry film w ramach takiego przeglądu. Wiesz, ja już nie wymagam, żeby wywalono "ranczo", 'rozlewisko', 'mateusza' i superShity klasy G, ja bym tylko chciła, żeby dobry film dało obejrzeć w całości przed północą, tylko tyle.

    TVP serwując w ostatnich latach tylko szmirowatą sensację, tasiemcowe mdłe seriale wychowuje ingorantów, którzy o prawdziwym kinie, aktorstwie, nie będą mieli żadnego pojęcia, niestety...

    :)
  • grek.grek 20.11.10, 13:29
    hehe :] tych aktorek, co je Leigh wylansował, to ja nawet nie znałem/nie znam :]

    'rancza' i 'rozlewiska' można by przenieść na wczesniejsze godziny - między 16-19 zrobić pasmo serialowe, jak się juz tak koniecznie ludzie tego domagaja, a wieczory odstąpić większemu ekranowi i, motyla noga, nie ośmieszać się dżakimczanem, czakiemnorisem i stivenemsegalem, bo są jakies granice wygłupu i marnotrawstwa nieswoich pieniędzy.

    niestety. Mam tylko nadzieję, że na tvp, to się jednak wychowują starsi ludzie głównie :]
  • barbasia1 20.11.10, 16:21
    :)
    a ja tym bardziej ich nie znam ... :/

    Aż takiej zmiany to ja bym nie żądała jako realistka, zwłaszcza, w sytuacji, kiedy kwestie finnsowe są ciągle nieuregulowane, kiedy ludzie przestają płacić abonament. M jak mdłości, barwy nieszczęscia i inne maja swoich widzów, są masowo oglądane w paśmie od 20.00 do 22.00, przynoszą największe dochody, więc niech sobie lecą w tej porze, ale już po 22.00, kiedy duża część ludzi idze spać i ogladalność spada tak czy tak, mozna by wyświetlać dobre rzeczy , choć raz czy dwa w tygodniu z masą reklam przed i po.

    Może rzeczywiscie teraz w erze komputera, internetu młodzi nie siedzą tak jak kiedyś przed telewizorami? Może filmy dobre oglądają na stronach filmowo-serialowych!???



  • grek.grek 21.11.10, 11:09
    tak czy owak, problem zaczyna się i kończy na dwóch rzeczach : na zaproponowaniu i wprowadzeniu w zycie przez rząd dobrej metody ściągania abonamentu, a potem
    właściwego wykorzystania tych pieniędzy przez kierownictwo telewizji.

    ciekawe są rozwiązania np w Hiszpanii, gdzie telewizja publiczna w ogóle nie emituje reklam. cały rynek przeniósł się do tv komercyjnych. ALE te tv komercyjne płacą od tejże wyłączności podatek, który w całości zasila budżet publicznych mediów. dwie pieczenie przy jednym ogniu : media komercyjne nie mają konkurencji publicznych i zarabiają znacznie więcej na reklamach, a media publiczne mogą się skupić na dobrym programie i mają dodatkowy zastrzyk gotówki. btw, media publiczne w hiszpanii, trochę bogatszej od Polski, ale przecież w kryzysie i w ogóle recesji, mają, z tego co czytałem budżet mediów publicznych 4-5 razy większy niż med publ w Polsce.

    hehe, no wiesz, przed telewizorami młodzież siedzi zapewne, grunt, że nie daje się już chyba wychowywać przekazowi z tzw publicznych mediów :]
  • barbasia1 21.11.10, 12:26
    Pomysł hiszpański jest bardzo ciekawy, wart rozważenia.
    Ale rząd i władze publicznej telewizji mając różne wzorce i pomysły wypracowane w Europie na świecie powinny wybrać ten najkorzystniejszy, uwzględniający specyfikę polskiego rynku medialnego.

    > hehe, no wiesz, przed telewizorami młodzież siedzi zapewne, grunt, że nie daje
    > się już chyba wychowywać przekazowi z tzw publicznych mediów :]

    Nie byłabym tego taka pewna.
  • pepsic 19.11.10, 09:57
    To ja zwrócę uwagę na Timothego Spalla o dość oryginalnej fizys, grającego Maurice. Fenomenalnie zagrał we "Wszystko, albo nic" (musicie obejrzeć!). Nawet przez moment wydawało mi się, że jest naturszczykiem, tak przekonywująco zagrał. Wczoraj miałam okazję oglądać go fragmentarycznie w "PierrePoint_ ostatni kat". Niestety ponad 600 egzekucji to ponad moje siły i nie chodzi o emocje, bo im dalej, tym z coraz większą obojętnością spoglądałam na kolejne wieszanie skazańców.
  • grek.grek 19.11.10, 12:13
    haha :] coś w tym jest, że na dłuższą metę, to raczej sugestia robi większe wrażenie niż naturalistyczne przedstawienie :]

    moim skromnym zdaniem : w w zasadzie wszyscy w tym filmie byli dobrzy. a do tego, bardzo trafnie zostały dobrane te twarze aktorskie; no może trochę stereotypowo, ale jednak, przede wszystkim, reprezentacyjnie bardzo. cynthia, jej córka i jej chłopak, to fizjonomie wprost wyjąte z reportażowych materiałów o mieszkańcach robotniczych dzielnic podlondyńskich.
  • barbasia1 19.11.10, 13:47
    cynthia, jej córka
    > i jej chłopak, to fizjonomie wprost wyjąte z reportażowych materiałów o mieszk
    > ańcach robotniczych dzielnic podlondyńskich.

    :)
    To już rozumiem, co miał na myśli Tomasz Raczek mówiąc, w rozmowie z Zygmuntem Kałużyńskim (w moim Leksykonie filmowym na XXI wiek) , że w "Sekretach i kłamstwach" "[...] Mike Leigh zaprezentował nam swoisty powrót neorealizmu z sentymnatalną omastą" ;)


    Jak wyczytałam bohaterami filmów Mike'a Leigh są zawyczaj "ludzie prości", wywodzący się z z niższej klasy średniej, z "proletariatu" ...
    Swoja drogą to ciekawe jak bardzo klasowe jest społeczeństwo angielskie.

    :)

  • grek.grek 19.11.10, 15:29
    klasowość rutynowa :] jak i u nas już - ktoś ma lepsze warunki, ktoś ma gorsze, tak w życiu wyszło.

    ale, co ciekawe, zauważ - klucz do szczęscia, istota problemów, z jakimi się zmagają, lezą gdzie indziej niż materialne podstawy bytu i status społ - w ich uczuciach, wzajemnych kontaktach, w przeszłości niezamkniętej etc. ta klasowość nie określa ich do końca, albo określa w jakimś tylko nieznacznym stopniu, pomaga wyjaśnić ich styl bycia, kulturalne obycie, czy stan posiadania.

    symbolem byłaby ta scena na końcu ; totalnie zdemolowany ogródek, w którym siedzą siostry i matka. hortensji kompletnie ta ruina nie przeszkadza, liczy się że jest z ludźmi bliskimi, z rodziną. niewazne, że to proste baby, które obyciem się do niej nie umywają. i dogadują się.

    mam wrażenie, ze leigh tylko po to zarysowuje tło społeczne i zaznacza tę klasowość, żeby służyły mu do konstrukcji niepapierowych postaci i z premedytacją kwestionowania ich ważności w
    międzyludzkich relacjach.
  • barbasia1 20.11.10, 17:25
    > symbolem byłaby ta scena na końcu ; totalnie zdemolowany ogródek, w którym sied
    > zą siostry i matka. hortensji kompletnie ta ruina nie przeszkadza, liczy się że
    > jest z ludźmi bliskimi, z rodziną. niewazne, że to proste baby, które obyciem
    > się do niej nie umywają. i dogadują się.

    Świetna. :)
    Ta scena jest dla mnie wręcz symboliczna stary porządek (albo nie-porządek, którego główną sprawczynią jest Cynthia), piramida kłamstwa runęła wreszcie, a z tego gruzowska wyłoniło się coś nowego, lepszego - po-rozumienie, nadzieja na trochę szczęściwsze życie z bliskimi ...

    To ja chciałm jeszcze zauważyć, że Mike Leigh zastosował w tym filmie znany acz sprytny i bardzo efektowny chwyt polegający na tym, że to środowsko "proletariackie", środowisko klasy średniej niższej "penetruje" osoba z zewnątrz, szukająca swoich korzeni , pani doktor okulistka Hortensja, która sama poznaje jego realia.

    > ale, co ciekawe, zauważ - klucz do szczęscia, istota problemów, z jakimi się zm
    > agają, lezą gdzie indziej niż materialne podstawy bytu i status społ - w ich uc
    > zuciach, wzajemnych kontaktach, w przeszłości niezamkniętej etc

    Właśnie tak. I są to problemy, które wspólne są wielu ludziom na całym świecie, nieżalenie od pochodzenia wykształcenia poziomu intelektulanego, miejsca zmieszkania, koloru skóry itd.


    > klasowość rutynowa :] jak i u nas już - ktoś ma lepsze warunki, ktoś ma gorsze,
    > tak w życiu wyszło.

    No właśnie "już" i u nas klasowość zaczyna pomału nabierać wyrazistości ...
  • grek.grek 21.11.10, 11:12
    "klasowość'... może raczej rozwarstwienie bardziej ? :]

  • barbasia1 21.11.10, 12:16
    grek.grek napisał:

    > "klasowość'... może raczej rozwarstwienie bardziej ? :]

    Tak, tak, oczywiście, rozwarstwienie. Dobrze, że czuwasz! :)

    /Coś nie mogłam się wczoraj skupić, to nie jedyna usterka jaką popełniłam wczoraj .../
  • grek.grek 21.11.10, 13:40
    żadna 'usterka', a jak już to moja też :]

    teraz dopiero mi przyszło do głowy, że może inne określenie byłoby odpowiedniejsze :]
  • barbasia1 21.11.10, 14:03
    Zdecydowanie to określenie jest lepsze, trafiniejsze! :)
  • barbasia1 18.11.10, 14:24
    Świetny film! Dzięki Greku! :)

    Trzeba przynać, że Mike Leigh jest nadzwyczaj bystrym, wnikliwym obserwatorem ludzkich charakterów. Cynthia przede wszytskim, ale też pozostali bohaterowie, członkowie familii to prawdziwe krwiste, żywe, ani przez sekundę nie szleszczące papierem postaci, takie wrazenie odniosłam czytając Twój spojler!

    :)
  • barbasia1 18.11.10, 14:52
    I co jeszcze fajnego, to to, że opowieść o zwykłych, przeciętnych, na pierwszy rzut oka nie majacych w sobie nic ciekawego ludziach, też moźe być szalenie wciągająca i nieprzeciętna.

    I optymisyczne przesłanie, wiara, że porozumie z drugim bliskim człowiekiem jest możliwie, ze nigdy nie jest na nie za późno, , że wyznanie prawdy mam moc oczyszajcą, może zmienić życie na lepsze.


    :)

  • grek.grek 18.11.10, 15:38
    bardzo to pożądane wrażenie :]
    tacy właśnie ci bohaterowie są, rzec by można - normalni. ta historia mogłaby się zdarzyć wszędzie. w rzeczywistości. więcej - takie historie na pewno sie dzieją. i gdyby je sfilmować z ukrycia, to pewnie niewiele by odbiegały od tej wizji ekranowej.

    o, tak właśnie jest - jak to było w piosence ?.. : "życie bogate, pełne sekretów, w szarym człowieku" jak to kora śpiewała ;]

    przesłanie jakże oczywiste, prawda ? :] ale tutaj, wobec całej tej historii, wobec postaw bohaterów, tego jak oni odbierają cała sytuację - zdobywające całkiem nowy wymiar i znaczenie, własnie poprzez sugestywność przekazu i to, ze dla nich ma fundamentalną wartość i naukę.

    czy nie o takich uniwersalnych prawdach mówią np telenowele ? a jednak gdzie telenowela, z której przekaz nikogo, kto ma odrobinę wyobraźni, nie poruszy zbytnio, i w której prawdy owe brzmią płasko, sztucznie i jałowo do takiego kina, które też bierze na warszta tzw zyciowe tematy, ale w jakże znakomity sposób i jak walnie puentę, to ma ona moc :]
  • barbasia1 19.11.10, 14:30
    > o, tak właśnie jest - jak to było w piosence ?.. : "życie bogate, pełne sekretó
    > w, w szarym człowieku" jak to kora śpiewała ;]

    O! Doskonałe skojarzenie!

    www.youtube.com/watch?v=p3YWoe8tL_A
    Świetny utwór, znakomity tekst, nic się nie zestarzał!
    A gitara to absolutne cudo, prawda!

    :)
  • grek.grek 20.11.10, 15:10
    polsat chyba ma naj towar, o 22:00 : "48 godzin', to jest klasyk kina akcji, ale jesczze większy klasyk filmów black-white, gdzie biały i czarny człowiek są zmuszeni współpracować ze sobą dla osiągnięcia celu wyższego - czy to ze odzyskania wolności [ucieczka w kajdanach - org, remake; ścigani], czy złapanie przestępców [48 godzin], czy zarobienie kasy ratującej od bankructwa [biali nie umieją skakać; pociąg z forsą]. chcą, czy nie - muszę działać razem. przys,rywają sobie i momentami szczerze nie cierpią, patrza bykiem i nawet piora się po dziobach, ale konieczność ich spaja, przełamuje niechęć. przytyki rasowe są dośc rzadkie, jakby sama karnacja gąb działała dośc wymownie, a chodzi głównie o ostry kontrast i zawsze tę samą pokrzepiającą konstatację, że rasa rasie równa i można się jakoś dogadać, choć przekonywanie, że to takie proste jest naiwne. dialogi wyszczekanego garownika murphy'ego ze starym gliniarskim wygą ulicznym noltem - dość pieprzne w oryginale, zostaną zapewne solidnie ucywilizowane przez tłumacza i prostacko przykrojone do ucha masowego widza telewizyjnego, co obniży atrakcyjność całości. szkoda :]

    tvp , 22:05 resident evil - klasyk survival-sf; za pierwszym razem jakoś mnie nie porwał, ale... może to znak, zeby spróbować po raz drugi ? :]
    po nim, 1:35, "honor nade wszystko", dobra telewizyjna produkcja o losach trzech kolegów z latynoskiego getta w La. jedna z lepszych rzeczy w tym mini-gatunku, jakie zdarzyło mi się oglądać, aczkolwiek nieco zbyt wygładzona. za to świetny wizual. bedzie to druga część, pierwszą gdzieś przegapiłem. ale można obejrzeć, da się zorientować, kto jest kim i o chodzi.

    w międzyczasie "piła 2", a w Tvn o 0;40 "piła" - ktoś tu się nieźle s-"pił" :]

    w jedynce niewiele widze - "taxi 3", "mój chłopak zombie", łał, to musze być pozycje godne misyjnej telewizji :]







  • barbasia1 20.11.10, 15:48
    > polsat chyba ma naj towar, o 22:00 : "48 godzin', to jest klasyk kina akcji

    klasyk i to z roku 1982!
    Widziałam, widziałam co nieco pamiętam, bardzo dobra komedia sesacyjna.

    "48 godzin" to pierwszy film i pierwsza rola w karierze Eddie'ego Murphy'ego, która zresztą została doceniona nominacją do Złotego Globa. Nie ma to jak mocne wejscie, prawda!

    Po dobrym tygodniu, wybór jakiś taki kiepskawy dziś, prawda? Najciekawsza rzecz traycyhnie w środku nocy, ech.
  • grek.grek 21.11.10, 11:16
    wejście b,dobre.
    potem 'nieoczekiwana zamiana miejsc", 'gliniarz z beverly hills', a później pikowanie konsekwentne, zawzięte odcinanie kuponów od popularności ugranej na 48 i dwóch pierwszych częściach "gliniarza' - od paru dobrych lat wyczyny eddiego już na komentarz nawet nie zasługują, o zmarłych [choćby tylko aktorach i 'zmarłych' zaledwie metaforycznie] przywkło się mówić dobrze, albo wcale ;]
  • barbasia1 21.11.10, 12:57
    Niestety racja. Eddie jest jednym z najczęsciej nominowanych do Złotych Malin, hehe.
    Cóż, wypada tylko powiedzieć "ciszej nad tą trumną".

    Z filmów Eddiego najbardziej lubię "Gliniarza z Beverly Hills", potem "48 godzin", a z komedii "Księcia w Nowym Jorku" i chyba tyle. :)
  • barbasia1 21.11.10, 13:08
    A komedia "Gruby i chudy", w której Eddie wciela się naparwdę bawurowo dzięki niesmowitej charakteryzacji w kilka postaci, w tym w postać matki, babci głownego bohatera , byłaby naparwdę niezła, gdyby nie kupa prymitywnych żartów słownych i sytuacyjnych z okolic genitaliów i doopy, jak choćby wesołe pierdzenie rodzinki grubasów podczas posiłku (przepraszam, mam nadzieję, że nie jecie jeszcze niedzielnego obiadu ;).

  • grek.grek 21.11.10, 13:42
    miałem wątpliwy zaszczyt... mówiąc oględnie - film nie tyle z niskiej półki, co z podłogi :]
  • barbasia1 21.11.10, 14:20
    > miałem wątpliwy zaszczyt... mówiąc oględnie - film nie tyle z niskiej półki, co
    > z podłogi :]
    haha, racja.

    Korekta z myślą o potomnych, choć z wielkimi watpliwościami, czy w ogóle warto poprawiać, zwracać potomnym uwagę na tak kiepski film na poziomie podłogi ;)

    A komedia "Gruby i chudy", w której Eddie wciela się naparwdę bawurowo dzięki niesmowitej charakteryzacji (Oscar dla charakteryzacji w 1997 roku; właśnie znalazłam tę info. i zadziwiłam się bardzo, że tak kipeski film znalazł się wśród nominowanych do tak zaszczytnej nagrody) w mostrualnie otyłego naukowca Shermana Klumpa oraz w kilka innych postaci, członków swojej rodziny, nie pomijąjac pań, mamy i babci o równie monstrualnym, jak on wyglądzie, ma potencjał i byłaby naparwdę niezła, gdyby nie kupa prymitywnych żartów słownych i sytuacyjnych z okolic genitaliów i doopy, jak choćby wesołe pierdzenie rodzinki grubasów podczas posiłku (przepraszam, mam nadzieję, że nie jecie jeszcze niedzielnego obiadu ;).

    I jeszcze jedna autokorekta:
    Mówi się (na razie) nominacja do Złotego Globu, a nie do Złotego Globa! (tak słyszłam dawno temu w jednej audycji poświeceonej językowi polskiemu).
  • grek.grek 22.11.10, 13:56
    charakteryzacja może i dobra, ale nie ratuje tego filmu w ogóle; btw, w "księciu z NY" murphy też występuje w kilku rolach, zmieniony nie do poznania, np. u fryzjera, gdzie kłócą się starsi goście o boks - wszyscy ci goście, to jeden Eddie :]
  • barbasia1 22.11.10, 14:59
    Jest jeszcze część druga "Grubego i chudszego", ta jest jeszcze gorsza, dowcip jeszcze mniej wybredny, motyw puszczania bąków jeszcze bardziej wymyśly, tym samym o wiele obrzydliwszy.
    Otóż w wyniku eksperymentów wielki i gruby doktorek Sherman Klump ulega powiększeniu do gigantycznych rozmiarów, jest większy od największych amerykanskich drapaczy chmur, od Empire State Buildung i innych i wtedy właśnie bardzo dowcipny scenarzysta, każe mu puścić gigantycznego bąka, który zatruwa całe miasto, aż ludzie zaczynają uciekać.
    A najgorsze jest to, że ja to ciągle pamiętam! ;)

    Tak, tak, tak dobrze był uchrakteryzowany, że ja zorientowałam się dopiero na napisach końcowych, że Eddie grał kilka ról na raz ...
  • pepsic 22.11.10, 17:59
    Barbasiu, czy Ty nas czasem nie wrabiasz??? To nie może być prawda!
  • barbasia1 23.11.10, 14:25
    ;/
    Bo ja, Pepsic, zapomniałam powiedzieć (bo kompletnie wyleciało mi to z głowy), że to był tylko ... SEN doktorka Shermana Klempa (sprawdziłam to wczoraj wieczorem). Sherman miał kompleks na punkcie swej tuszy, która zaczęła mu przeszkadzać jeszcze bardziej, kiedy poznał śliczną zgrabną szczupłą dziewczynę, w której się zakochał. Stąd ten sen, że się powiększa i powiększa, tak gdzieś do rozmiarów zdrowej, normalnej godżilli, czyli jednak nie był wiekszy od drapaczy chmur! Jak już osiagnął odpowiedni wzrost sięgnął lapskiem wielkim przez okno do mieszkania tej panienki, która wpadła mu w oko, ale bynajmniej, nie po to by ją zabrać, jak to czynią godzille , ale po to, by urwać kawałek udźca z indyka (dla niego mikroskipijnych rozmiarów), leżącego na stole na wielkim półmisku.
    I właśnie to udko spowodowało sensacje żołądkowe i wypuszczenie owego strasznego bąka.

    Przy okazji przypomniałam sobie zakończenie tej sceny - otóż jakiś gościu przycupnął se za winklem i postanowił, ku przerażeniu policjanta krzyczącego "nieeeee", zapalić papierosa i kiedy zapalił zapałkę, nastapił wielki wybuch i ... doktorek z przerażeniem się obudził.
    A działo się to jednak w pierwszej części!

    Co za pamięć kiepska! :)

    Czytać po jedzeniu! ;)
  • pepsic 23.11.10, 20:21
    Barbasiu, w ramach rewanżu:)
    Ze dwa razy (!) trafiłam na fragment filmu, w którym grupa żałobników wyglądających na włoską mafię (panie w eleganckich sukniach i woalkach, panowie w drogich garniturach) podczas pogrzebu rzyga (sorry za wyrażenie) do rozkopanego grobu, w którym spoczywa jak domniemywam nieboszczyk w trumnie. Rzygów było kilka, realistycznie obrzydliwie opadały łukiem na trumnę z denatem.
  • barbasia1 24.11.10, 17:42
    Pepsic, wygrałaś, rzygi i to na trumnę z nieboszczykiem są jeszcze bardziej obrzydliwe, bo bardziej obrazowe, od puszcznia bąków. ;))

    Dla porządku zapytam, jaki tytuł ma film, z którego pochodzi opisywany fragment?

  • pepsic 24.11.10, 19:15
    Niestety nie dane mi było, załapałam się tylko na fragment, nie żałuję:))
  • barbasia1 25.11.10, 14:55
    pepsic napisała:

    > Niestety nie dane mi było, załapałam się tylko na fragment, nie żałuję:))

    Nie dziwię się :))!

    Może ktoś kiedyś nam tu podpowie!?
  • barbasia1 21.11.10, 12:33
    barbasia1 napisała:

    > > polsat chyba ma naj towar, o 22:00 : "48 godzin', to jest klasyk kina akc
    > ji
    >
    > klasyk i to z roku 1982!
    > Widziałam, widziałam co nieco pamiętam, bardzo dobra komedia sesacyjna.

    Jak mogłam poprawiać tego, który zna się tu najlpeiej na kinie! "48 godzin" to nie bardzo dobra "komedia sensacyjna", ale bardzo dobra sensacja, jak napisał Grek wcześniej, z wątkami komediowymi, można dodać.
    Mając w pamięci sceny z Eddiem Murphym, zapomniałam o zupełnie poważnym, krwawym początku filmu, zabójstwie policajntów pilnujących więźniów kótrzy pracowali przy nasypach kolejowych oraz brutalną strzelaninę w hotelu...



  • grek.grek 21.11.10, 13:49
    haha, ja i "znanie się"... ;]

    jak najbardziej są w '48' wątki komediowe; np 'bad boys' operują w bardzo podobnych, tak naprawdę, klimatach, moze są tylko bardziej wygładzeni i przycietą mają porządnie grzywkę, ale w bazach filmowych funkcjonują jako 'komedia sensacyjna' - nie widzę problemów, zeby '48' do tego gatunku też zaliczyć. podobna formuła, ma być akcja, maja być rozdaniowe puenty, mają być docinki, ma być trochę grepsów. '48' są po prostu obficiej posypane pieprzem i w przeciwieństwie do 'bad boys' nie ociekają słońcem florydy :] to jedyne róznice, imo [trup i tu i tam pada bez skrępowania]. dlatego - ja w Twoim określeniu 'komedia sensacyjna' nie widzę żadnego nadużycia ani błędu tym bardziej :]

  • barbasia1 21.11.10, 14:24
    No więc właśnie, ciężar gatunkowy sencacji jest tu jednak większy od komediowego, dlatego sensacja imo powinna stać jednak na pierwszy miejscu.
    Ale jeśli nie widzsz nadużycia w tym moim pierwotnym określeniu, to nie będę się upierać. :)
  • grek.grek 21.11.10, 11:37
    wczoraj średnio na jeża, ale dzisiaj już jest lepiej; z jednym zastrzeżeniem - wszystko jak zawsze późno, albo jeszcze później.

    konkretnie - dwa 'lynche', 23:20 Blue velvet, a po nim 'zagubiona autostrada'. jak kto lubi... ja mam wrażenie, zresztą Lynch sam to mówi, że część jego filmów, te naj głośne [zagubiona, Mullholand, częściowo blue velvet, no i twin peaks ofkors] to jaja z pogrzebu, kompletnie nie mająca rozwiązania zbitka obrazków z podświadomości, sennych majaków i jakichś improwizacji, które mają się po prostu fajnie komponować, tworzyć intrygującą całość, prowokowac do podejmowania prób ich rozwikłania na poziomie sensowności i racjonalnej wytłumaczalności. świetna za to pożywka dla wszystkich, którzy lubią się bawić w rozbieranie na czynniki pierwsze każdej sceny i w byle szurnięciu butem po podłodze dopatrywanie się symboliki wiekopomnej, żeby później to wszystko zebrać, z kartką i długopisem w garści, do tzw kupy i dojść do arcybanalnej konstatacji, że pani zabija pana, ot historia niesłychana, a morał jest taki, że nigdy nie ufaj kobiecie, dobrą radę ci dam - coś w tym guście. samo - za przeproszeniem - dochodzenie ma mieć tutaj główną zaletę. może i tak, nie wnikam. enjoy it :]

    o ile pamiętam, 'blue velvet' się od tych eksperymentów trochę rózni, jakiś tam zalążek 'normalności' jest... a może mnie sie już wszystkie zamotane filmy lyncha zlały w jeden i poza g.wno pamiętam i w ogóle zbyt dawno to było; za to 'autostrada' jest dokładnie w 'jego typie'. w każdym razie, gość zasługuje na swoją etykietkę wizjonera, to pewne, ma zdolność zaciekawiania i wpuszczania widza w kanał, to pewne ;]
    jakoś bardziej przypadły mi do gustu te'normalne' - "człowiek słoń' i 'dzikośc serca'.

    'blue velvet' do ewentualnego dziabnięcia, może i dam sam sobie szansę, a jesli tak, to wiem, ze bedę żałował ;]. 'autostrady' drugi raz nie będę przeczołgiwał. intrygujące kino. szóstka za specyficzny klimat niepokojący, czasami nastrojowość sennej mary, w tym Lynch jest mistrzem.

    może facet doszedł do wniosku, że w kinie wszystko już zostało powiedziane, on nie ma nic oryginalnego do zaproponowania, więc stworzy wrażenie, ze coś jednak ma, za pomocą popapranej formy ? może uznał, że w obrębie kryminału już tylko w zabawie formą i kpieniu z widza został jakiś potencjał, w zanurzeniu w podświadomość, gdzie możliwości jest nieprzebrana ilośc, a racjonalność nie obowiązuje i istnieje dodatkowo nieograniczona ilość interpretacji nakleconych zbitek obrazów ? jesli tak, to szacun ;]

    lynch - tak czy nie ?
  • barbasia1 21.11.10, 13:45
    > lynch - tak czy nie ?

    Tak, ale później, i oczywiscie pod warunkiem, że o lepszej porze. ;)
    Ja chyba muszę jednak jeszcze dojrzeć do Lyncha...

    Natomiast pan Kałużyński mówi Lynchowi bezwarunkowe tak.

    [...] sprzeciwienie się mechanicznym rutyniarskim odruchom przy odbiorze kina jest założeniem Lyncha, ktorego uważam dzisiaj za najwybitniejszego obok Petera Greenawaya awangradzistę szukajacego nieznanych dotąd rozwiązań w filmie."
    (Leksykon filmowy na XXI wiek, t. V, s. 447)

    "[...] awangrada w kinie - powiada dalej Kałużyński - to jest celowe planowe, nieustanne naruszanie przywyczajenia widza, który przychodzi do kina. Sformułował to kiedyś francuski reżyser Alain Resnais, a jego deklarację powtórzył po latach Lynch w wywiadzie drukowanym w "Playboyu".


    W zasadzie ta awangrada Lyncha to już klasyką się stała, nieprawdaż? ;)

  • grek.grek 22.11.10, 14:01
    zdecydowanie tak :]

    niewyszukane, no może trochę erotyką doprawione bardziej, historie kryminalno-romansowe potrafi przedstawić w nowy sposób, nadał im nowy wymiar. to jest wyczyn jakiś. Jak na to spojrzeć wyłącznie pod tym kątem, to trzeba mu honor oddać. ale mnie jego kino jakoś nie przyciąga, a przynajmniej nie wszystko, co wyszło spod jego ręki. aczkolwiek, przypomiany sobie wczoraj, Blue Velvet wyglądał dla mnie b.dobrze :]
  • barbasia1 22.11.10, 14:35
    Nie widziałam wcześniej tego postu, bo jak zaczęłam (sic!) odpowiadać to jeszcze go nie było, serio! ;/

    Mnie się bardzo podobała najbardziej pierwsza seria "Miasteczka Twin Peaks", zrobiła na mnie ogromne wrażenie, poddałam się całkowicie niepokojącemu nastrojowi, odczuwając przy tym jakąś dziwną przyjemność!? Ale nie doczekawszy się rozwiązania w drugiej serii poczułam rozczarowanie, myśl przyszła do głowy, że rezyser kpi sobie z widza, tylko, że wtedy niewiele wiedziałam na temat wizji kina Lyncha.

    >aczkolwiek, przypomiany sobie wczoraj, Blue Velvet wyglądał dla
    > mnie b.dobrze :]

    W takim razie muszę sobie kiedyś przypomnieć "Blue Velvet". :)
  • grek.grek 22.11.10, 14:47
    dobrze się składa, bo Blue jest jutubie, z polskimi napisami :] :

    www.youtube.com/watch?v=vggjRo_4klJo
  • grek.grek 22.11.10, 14:51
    jakiś nieczynny ten link ;]
    zostaje wyszukiwarka jutuba i "blue velvet part 1"
  • barbasia1 22.11.10, 15:05
    O! Świetnie! Dzięki Ci za info.! :)

    To może ja spróbuję wkleić ten link do cz1.:

    www.youtube.com/watch?v=vggjRo_4kUo

  • pepsic 22.11.10, 18:08
    Nigdy nie przekonałam się do Miasteczka Twin Peaks i do dziś zachodzę w głowę, co ludzie w nim widzą/widzieli, do tego IQ i tak mizerne, podczas oglądania dramatycznie mi spadało. Było to bardzo dołujące.
  • grek.grek 23.11.10, 12:19
    hehe, no to ja mam to samo :]

    ale przyznać muszę, z kolei, że nastrój lynch wykreował zawodowy :]
  • barbasia1 23.11.10, 14:34
    haha :)
    No i ja uległam temu klimatowi, sugestii, że obcujemy z niesmowitą tajemnica; że poznając niesamowite, niesłychane, niezwykłe rozwiazanie zagdki zbrodni Laury Plamer, dotrzemy do samej istoty zła ...

    I czekałam, i czekałam ... :)
  • barbasia1 21.11.10, 13:54
    > może facet doszedł do wniosku, że w kinie wszystko już zostało powiedziane, on
    > nie ma nic oryginalnego do zaproponowania, więc stworzy wrażenie, ze coś jednak
    > ma, za pomocą popapranej formy ?

    To też mówi Kałużyński! (patrz wyżej! :)
  • barbasia1 22.11.10, 14:17
    ZLynchczuj nas Blue Velvetem, Greku, smagaj, chłostaj, dźgaj ostrymi słowami... ;)

    Rzuciłam okiem na fragment, akurat była to scena prewersyjna Dorothy Valens (Isabella Rossellini) w leży na podłodze, ubrana jest tylko w szlafrok, żadnej bielizny pod nim, w usta ma wciśnięty jeden koniec paska od szlafroka, nad nią klęczy Frank Booth (Dennis Hopper ), przykładajac sobie co chwila do twarzy przeźroczysty plstikowy aparat jest dla astmatyków? , potem niczym wilk szczerzy zębiska wydaje z siebie ryk, a następnie wciska sobie w usta drugi koniec paska szlaforka Dorothy i dłonią wchodzi w nią szybkimi ruchami ...
    Widzimy to oczami ukrytego w szafie Jeffrey Beaumont (Kyle MacLachlana)

    Przyznam, że kiedyś ta scena robiła na mnie większe wrażenie ...


  • grek.grek 22.11.10, 14:53
    nie mam aż tak wiele do powiedzenia :] forma jest, jak ustaliliśmy najistotniejsza, specyficzny nastrój, który lynch i jego kamerzysta potrafią stworzyć, rąbnięte zdrowo postaci jakie powołuje na ekran. to jednak trzeba zobaczyć :]

    dennis hooper jest ozdobą tego filmu, jego gra ściślej :]
  • barbasia1 22.11.10, 15:15
    grek.grek napisał:

    > nie mam aż tak wiele do powiedzenia :]

    Ooo! Mam nadziej, że to tylko dlatego, że jednak nie pałasz wielką miłością do Lyncha, a nie z jakichś i n n y c h powodów!!?

    Oczywiście, masz rację, samemu trzeba poczuć nastrój, klimat Blue Velvet. :)


  • barbasia1 22.11.10, 14:42
    A' propos "Zaginonej autorstrady", podobnie jak autorom rozmowy na blogu "Krytyki kultury" mnie również bardzo przypadła do gustu psychoanalityczna interpretacja tego filmu autorstwa Sławoja Żiżka zamieszona w jego książce „Lacrimae rerum”.
    Za blogiem www.lewica.pl/blog/krytykakultury/15518/
    (za KSz) podaję jej streszczenie :

    „W pogmatwanej i bardzo mocno oddziałującej na podświadomość fabule Żiżek, niczym wytrawny detektyw, odkrywa historię nieudanego małżeństwa. Przypomnijmy, główny bohater, muzyk jazzowy dostaje filmy wideo z nagraniami własnego domu. Spotyka dziwną, przerażającą postać małego człowieczka, który nie tylko wszystko o nim wie, ale także odbiera telefony z jego domu, stojąc jednocześnie tuż obok niego. Owe mroczne wydarzenia przysłaniają to co dzieje się między nim a jego żoną, Rosanną Arquette w wersji ciemnowłosej. Jest to kobieta, jak pisze Żiżek, atrakcyjna lecz nie demoniczna - to typ intelektualistki, trochę znudzonej i nie do końca zadowolonej, choć życiowo bardziej aktywnej od męża. Oboje prowadzą życie pozbawione jakichś większych emocji i obojgu to doskwiera. On przy tym jest zazdrosny i ma kłopoty w seksualnym zaspokojeniu żony. Na kolejnej kasecie wideo widzimy go, jak pochyla się nad jej zmasakrowanymi zwłokami. W efekcie morderstwa idzie do więzienia. Tam w nocy przemienia się w kogoś innego, młodego, przystojnego i prymitywnego mechanika samochodowego. Jako że jest inną osoba, zostaje szybko wypuszczony. Na wolności przeżywa intensywny romans z jasnowłosym i wyraźnie demonicznym sobowtórem swojej żony. Kobieta jest uwikłana w inne związki, występuje w filmach pornograficznych. Mimo sugestii udanego pożycia jedyny raz, gdy widzimy - pod koniec filmu - seks tej pary, kobieta odchodzi ze słowami "nigdy mnie nie dostaniesz", po czym ginie w płomieniach. Wówczas bohater z powrotem staje się postacią z początku. Pominęłam inne wątki, gdyż ten jest stanowczo najważniejszy.

    Według Żiżka, cała akcja koncentruje się i wynika z impotencji bohatera. Nie mogąc znieść mąk zazdrości i poczucia porażki, zabija żonę i rozpoczyna fantazmatyczną przygodę w podświadomości. Staje się kimś innym - wzorem
    jurności i atrakcyjności, a zarazem własnym przeciwieństwem: pewnym siebie, witalnym i nierefleksyjnym mechanikiem samochodowym. Także żona w wyobraźni jest kim innym, a jednocześnie właśnie tym, za co ją fetyszystycznie i
    masochistycznie chciał uważać: uosobieniem seksualnego rozpasania, męskich pragnień, czystym fantazmatem niewiernej, upragnionej kobiety. Tej kobiety jednak - nawet w swojej wyobrażonej roli - bohater "nigdy nie dostanie". Przepracowanie problemu na poziomie nieświadomym do niczego nie prowadzi, powtarza się ta sama historia a kobieta po raz drugi ginie. Wówczas to mechanik zamienia się ponownie w muzyka, którego dopadają wozy policyjne z włączonymi syrenami: w końcu zabił żonę (a wybraźnia to potwierdziła!). Proste a jakże przekonujące!

    W tej interpretacji pociąga mnie najbardziej to, że opisuje ona porażkę fantazmatu z realnością, to że nie pozwala on od niej uciec, przezwyciężyć
    jej. Porażkę w starciu z kobietą, przeciwko której uruchomione zostały wszystkie demoniczne, obsceniczne obrazy."

    www.lewica.pl/blog/krytykakultury/15518/
  • grek.grek 22.11.10, 15:23
    dzięki za link :]

    jak widac, analizowanie Lyncha ciągle w modzie ;)
  • barbasia1 22.11.10, 15:36
    :)
    Ja już kiedyś nawet podawałam ten link, przy okazji "Fatalnego zauroczenia".

    Podatność na kolejne nowe interpretacje, odczytania , świadczy o wielkości dzieła! :)
  • grek.grek 23.11.10, 12:23
    a faktycznie... cóż, pamięć ma ulotna i zawodna :]

    hehe, może i tak... na pewno Lynch jest jakoś tam interesujący, pod tym względem, niemniej, Imo, doszukiwanie się tam aż tak głębokich penetracji społeczno-ideologiczno-filozoficzno-jakichśtam, to trochę przesada, może nawet podpinanie własnych pomysłów pod obrazki, które w ogóle miały służyć tylko zabawie kryminalnej albo w ogóle niczemu i miały być kpiną z postmodernizmu.
  • barbasia1 24.11.10, 15:17
    Ale przyznasz, Greku, że w tym szaleństwie Żiżka jest metoda! ;)

    A tak poważnie, spojrzenie na "Zagubioną autostradę" z perspektywy psychoanlizy (modna ostanio interdyscyplnarność!) nie jest przypadkowe, ma swoje umocowanie w koncepcji kina Lyncha, który penetruje ludzką podświadomość z najciemniejszymi jej zakamarkami, na warszat bierze ludzkie marzenia, lęki, fobie...

  • barbasia1 22.11.10, 15:29
    jak piszą w moim dodatku, to thriller w kilmatach Lynchowych, ale nie wiem teraz, czy to będzie dla Ciebie Greku, zachęta, czy wręcz odwrotnie, na pewno zachęcać może aż pięć gwazdek przyznanych filmowi i pochwały dla reżysera Johna Dahla!? A w głównej roli występuje nie byle kto, bo Nicholas Cage. :)
    Niestety to film tylko dla batmanów, zaczyna się o 23.50.
  • pepsic 22.11.10, 17:57
    Omawialiśmy onegdaj, z tym ze Grek solidniej przyłożył się do pracy, to chyba jeden z niewielu filmów z Cage`em do strawienia, choć zaraz po projekcji zwyczajowo projektowałam go surowo.
    :)
  • grek.grek 23.11.10, 10:56
    nie ma mnie specjalnie do czego zachęcać - już nawet spojlerowałem ten film ;]

    zamiast niego wybrałem "braterstwo wilków", po raz trzeci, czy 45, nie pamiętam. grunt, że nadal dobrze się go ogląda :]
  • barbasia1 23.11.10, 13:34
    Przepraszm, przepraszm, przepraszam! :)
    Tak było, teraz pamiętam, co to za film, przypomniałay mi się Wasze posty, Twój Greku, spojler, komentarze Pepsic i to bez zaglądania do stosownego podwątku!
    Po prostu nie utrwalił mi się w pamięci ten trzyczłonowy tytuł, poza tym otumaniła mnie informacja o klimatach Lynchowych po podwójnym Lynchu, no i opis w moim dodatku był naprawdę kiepski, szczątkowy bardzo i niejasny, zupełnie nie skojarzyłam, że to rzecz już obgadana! :)

    > zamiast niego wybrałem "braterstwo wilków", po raz trzeci, czy 45, nie pamiętam
    > . grunt, że nadal dobrze się go ogląda :]

    :)) )
    Ja też, ja też oglądałam wczoraj "Braterstwo wilków"! Po raz trzeci chyba, ale tym razem nie do końca...
    I bardzo się cieszę, że opowiedzialeś go tu, bo i mnie ten film za każdym razem bardziej się podoba! Będzie można go sobie łatwo przypomnieć w każdej chwili! :)
  • grek.grek 23.11.10, 14:24
    ach za cóż ? ach za cóż ? ach za cóż ? ;]

    ja się raczej ucieszyłem, że udało mi się Ciebie zaskoczyć, tym faktem, że już ten film kiedyś był. tak rzadko zaskoczyć się Ciebie udaje... :))

    brawo ! jesteśmy chyba w mniejszości, bo "braterstwo" - nie wiem, czy zauważyłaś czytając rózne opinie tu i tam [ja kilka już przeczytałem, po obejrzeniu i wyrobieniu sobie własnej opinii bez sugerowania się czyimikolwiek, mogę sobie już pozwolić na takie frywolności ;) ] - ma jednak średnią prasę, tak generalnie.
  • barbasia1 23.11.10, 15:58
    haha :))))
    że zapomniałam ten tytuł;
    a staram się pamiętać wszytskie Twoje, Greku, Wasze opowieści filmowe i pamiętam, choć akurat w przypadku samych tytułów różnie to bywa, jak widać! :)

    :)))
    Greku, zaskakujesz mnie miło każdym kolejnym pięknym spojlerem! Serio! Serio! :)

    :)))
    A wiesz, że właśnie wyjątkowo nie czytałam nic o "Bratarestwie wilkow", oprócz Twojej entuzjastycznej zachęty do oglądania niegdyś! (Może wieczorem poczytam sobie o tym filmie ). Przyznam, że mnie to trochę dziwi, że pasa jest krytyczna, bo ten film naprawdę świętnie się ogląda. Jego wielką zaletą jest ciekawa dobrze opowiedziana, wciągająca historia i intrygująca zagadka do rozwiązania. Film jest efektowny dzięki histrowycznemu kostiumowi, dzięki aktorom, no i zrobiony jest z rozmachem, jaki wcześniej oglądać mogliśmy tylko w filmach amerykańskich. :)
  • grek.grek 24.11.10, 13:15
    o, teraz trochę żartujesz. tyle tego było w tych licznych edycjach "ojejnika", ze nie ma szans, zeby spamiętać wszystkie tytuły :] także o "braterstwie" kiedyś już pisalismy, słusznie wspominasz, ja za chińskiego boga bym sobie nie skojarzył, że tak było.

    hah, nic dodać nic ująć do/z tego, co napisałaś - po prostu, dobre kino, i - własnie a'propos tego "kostiumu historycznego" - fajnie umiejscowione i zaaranżowane; nieco przeszkadzał wydłużony ekran przy 4:3, który zmuszał do przejścia na 16:9, zmniejszające rozmiar pola, ale, w sumie... to znikoma niedogodność była wobec udatności całego film, wg mnie (a wg Ciebie ?) :]
  • barbasia1 24.11.10, 16:46
    W sumie racja, trudno spamiętać taką ilość tytuów, ale opisy obrazowe pozostają w pamięci na dłużej . :)

    To żadna niedogodność, a jeśli już nawet trochę przeszkadza ten wydłużony ekran, to tylko na początku, potem się o tym zupełnie zapomina! :)

    Bardzo efektowne wizulanie dzięki pięknym kostiumom, dekoracjom były sceny z domu schadzek z epoki (tu także uroda Moniki Belluci odgrywała niebagatelna rolę :}, czy scena kolacji z iście barokowym przepychem urządzonej, na której de Fronsac z Manim prezentują zebranym rybę z futerkiem, sugerując , że bestia jak i rybka dziełem człowieka być musi ... Zacn i możni mieszkańcy Gevaudan krzywią swe brzydkie, falszywe gęby na tę sugestię ... :)

  • pepsic 22.11.10, 18:43
    W ramach wieczoru wyborczego ucięłam sobie miłosny dramat z Joaquin`em Phoenix starszym o 20 kilo, niespodziewanie mało atrakcyjnym właścicielem najbrzydszej kurtki w dziejach kina, dzięki temu bardziej przekonywującym jako rozwichrowaniec emocjonalny po próbach samobójczych. Mieszka z mamusią i tatusiem pod jednym dachem na Brooklynie, a lat ma powyżej 30. Rzuciła go narzeczona, gdyż potencjalnym potomkom groziła wada genetyczna. Poznaje prawie jednocześnie dwie atrakcyjne dziewczyny i pomiędzy nimi się miota. Skłania się wyraźnie ku Gwyneth Paltrow (dla której specjalnie napisano rolę), ale jest przeszkoda, bo ona romansuje na całego z żonatym i dzieciatym szefem, mało interesującym dupkiem. Druga jest córką wspólnika ojca mocno zainteresowaną chłopakiem. Może wnieść pokaźne wiano do związku i wspólnych interesów. Nieśpieszne klimaty, kojący motyw muzyczny (poniżej) i udany the end. Podobało mi, aczkolwiek na kolana nie padłam.

    www.youtube.com/watch?v=MmI0DQN86do
  • grek.grek 23.11.10, 12:12
    klasyczny trójkąt :]

    ja się zasadziłem na "braterstwo wilków", udany i zgrabne połączenie politycznego dramatu z elementami kina akcji i detektywistyki : francja, XVIII wiek, na biednym, zacofanym "południu" grasuje tajemniczy stwór, podobny zdaniem tych co widzieli do wilka, tylko o rozmiarach krowy, i morduje kogo popadnie. król wysyła tam swojego człowieka, niejakiego de Fronsaca, aby zbadał sprawę - facet jest racjonalistą, ateistą, człowiek zdroworozsądkowym, aczkolwiek otwartym i pełnym respektu np w stosunku do wierzeń i "szóstych zmysłów" swojego przyjaciela indianina z irokezów.

    de fronsac na miejscu spotyka się z zabobonem i ciemnotą tzw ludu i miejscową "szlachtą", która jakoś specjalnym uczuciem do niego nie pała, a jego indiańskiego kumpla wprost traktuje jak dzikusa. prym wśród nich wiedzie hrabia grany przez Vincenta cassela, podróżnik, który swego czasu, w afryce, stracił był rękę nawet. ofk, są i urodziwe kobiety - młoda markiza, z którą de fronsac wdaje się w romans, i druga, też dobrze urodzona, gra ją Monika bellucci, z którą... też wdaje się w romans :]

    miejscowi utrzymują, ze stwór co morduje jest zjawiskiem nadprzyrodzonym, ale de fronsac jako człowiek rozumny wie, że to bzdura. szuka tylko dowodów na potwierdzenie swoich podejrzeń, że to calkiem realne zwierzę. co ciekawe, w ciałach ofiar stwora znajduje kawałki metalu. miejscowi uruchamiają całe zastępy poszukiwaczy stwora, wybijają nawet wszystkie wilki z okolicy, żeby złapać właściwego. I nic, stwór dalej szlachtuje, a wiatr wokół całej sprawy owiewa już całą Francję i opowiadane są historie najbardziej nieprawdopodobne. zniecierpliwiony król wysyła swojego czołowego żołnierza, który przybywa z określonym sciśle planem : nie faktycznego zabicia stwora, ale sfingowania jego upolowania. zadanie ma mu pomóc wypełnić de fronsac : bierze on jednego z upolowanych wilków, wypycha zwłoki słomą powiększając je znacznie, odmalowuje odpowiednio, rozwiera szczęki, nawet zakłada soczewki specjalne, żeby oczy miał fosforyzująco żółte, stawia w odpowiedniej pozie i takiego coś jedzie na dwór królewski i tam zostaje zaprezentowane tiowarzystwu - problem z głowy. Oficjalnie. szum cichnie. Król ma problem z głowy.

    ... ale zagadka wcale nie i już nieoficjalnie de Fronsac drązy temat dalej - chce dojść kim lub czym jest stwór. zwłaszcza, że ataki nie kończą się, jednym z nich omal sam nie pada ofiarą. odkrywa zaskakującą rzecz - stwór ma opiekuna, zamaskowanego człowieka z oszpeconą ręką.

    zastawia pułapkę, razem ze swoim irokezem i jednym z młodych hrabiów. udaje się im zranić stwora, ale ten im ucieka. Idąc po śladach indianin pada ofiarą podejrzanego towarzystwa miejscowej chuilganerii, czy też rzezimieszków, w lochach których przybytku, w lesie, stwór ma kryjówkę. de fronsac z detektywa zamienia się w mściciela, wykazując spore umiejętności bojowe w akcie zemsty szatkuje ich na kawałki, aż sam zostaje obezwładniony przez miejscowe służby porządkowe :]

    trafia do więzienia. zostaje skazany na śmierć. odwiedza go w lochu bellucci - najpierw odkrywa przed nim tajemnicę : jak się słusznie domyślał - stwór nie ma nic wspólnego z nadprzyrodzonością, jest mistyfikacją, która ma posłużyć grupie spiskowców do podburzenia ludu wywołania zamieszek społecznych poprzez lansowanie wśród zabobonnej ciemnoty wieści, ze stwór to zesłana przez samego Boga kara dla króla za jego libertynizm i faworyzowanie oświeceniowych naukowców i filozofów i że nadzieja i odkupienie jest tylko w Kościele. na czele całej awantury stoi oczywiście ksiądz :]; próbował on nawet swoim planem zarazić Rzym, ale spuścili go tam po brzytwie, papież jest czysty, niemniej wcale to mu nie wybiło z głowy pomysłu wywołania powstanie ludowego przeciw królowi w obronie katolickiego porządku świata i boskiego ładu.

    zaraz po tej informacji de fronsac zostaje przez nią otruty. dzień później odbywa się jego pogrzeb.

    ofk, tak się to nie może skończyć :] pani hrabina tylko otumaniła de fronsaca, aby został on wyniesiony poza więzienie, w trumnie, jako nieboszczyk. ledwie kończy się jego pogrzeb, a ona każe dwóm zaufanym wykopać jego trumnę.

    i oto na zgromadzeniu tajnego stowarzyszenia spiskowców [w czerwonych strojach, czapach, w stylowych podziemiach, jak w "dziewiątych wrotach" co najmniej wyglądają], gdzie ksiądz snuje już plany rozkręcenia akcji z kolejnymi setkami stworów, jak kraj długi i szeroki, głosząc zarazem, ze to boskie znaki, że trzeba króla i jego libertynów zgładzić - pojawia się uznany za zmarłego i pochowanego de Fronsac. rozgania zbrojnych towarzyszących spiskowcom i staje do rozprawy z właścicielem stwora - oraz właścicielem poharatanej, pazurzastej łapy, czyli hrabią granym przez cassela - nie stracił on ręki w afryce, ukrywał ją zgiętą w pół pod specjalnym ochraniaczem. ksiądz zwerbowal go całego przedsięwzięcia, zauwązył bowiem potencjał w nim i jego niezrównoważeniu[hrabia się pod wpływem tej całej afryki zmienił, np zaczał odczuwać niepohamowany pociąg do swojej młodszej siostry, notabene - to ta, co z nią de fronsac romansował] oraz w zwierzęciu, które cassel miał od małego : był to lew, którego przywiózł z afryki i od szczyla wychowywał na bojowego zwierzaka. odpowiednio go ubrali, w coś w rodzaju fantazyjnej zbroi z żelaza, wzmocnili szczękę metalowymi zębami i takiego wypuszczali do ataków na wieśniaków, aby realizować sprytny plan księdza-fanatyka i jego spiskowców.

    w ostatecznym starciu górą jest ofk de Fronsac. miejscowa policja, czy kto tam, wyłapują po kolei spiskowców i całe towarzystwo ląduje w puszce, a de fronsac i młoda hrabianka zyli długo i szczęsliwie :]

    tzw bestia z Gevaudan, istniała w realu, cała historia z grubsza opiera się na opisie historycznym :
    pl.wikipedia.org/wiki/Bestia_z_Gevaudan
    a w filmie jest i dramat kostiumowy, i całkiem nowoczesna popkultura filmowa z efektownymi pojedynkami karate czy tam kung fu jakiegoś ;], jest romans, jest sensacja, takie misz masz, bardzo dobrze i efektownie połączone, z szykownym dekorem i dobra muzyką. zacna produkcja.

    aktorstwo najlepszej europejskiej próby : jak zwykle piękna monika bellucci, samuel le Bihan, jak zawsze magnetyczny vincent cassel, jeremy renier [po "dziecku" dardennów absolutnie pierwsza liga], Emilie dequenne, czyli dziewczyna, która 2 lata przed "braterstwem" miała debiut dekady, kiedy jako nastolatka, za pierwszy swój film, dostała złotą palmę w cannes [też za film u dardennów, btw] plus amerykański aktor i spec od kładzenia nogą kompresów na twarz marc dacascos, jako posągowy Irokez, karateka, szaman i nie wiadomo, kto jeszcze :]

    w zasadzie, duże brawa dla całej ekipy. atrakcyjnie i z głową zrobiony film, no i nie chodziło tylko o wygłup, ale o przedstawienie interesującej historii - jak to stary porządek, niecnymi metodami, próbuje powstrzymać postęp, oświecenie, a wszystko w przededniu wielki rewolucji ludowej, która weźmie pod obcas i króla i dwór i wdepcze w ziemię, podupadły zresztą, kościół i kler :]
  • barbasia1 24.11.10, 17:33
    Excellent job! :) (Oczywiscie wczoraj już przeczytałam! :)

    zgrabne połączenie polityczne
    > go dramatu z elementami kina akcji i detektywistyki
    [...]
    > w filmie jest i dramat kostiumowy, i całkiem nowoczesna popkultura filmowa z
    > efektownymi pojedynkami karate czy tam kung fu jakiegoś ;], jest romans, jest s
    > ensacja, takie misz masz, bardzo dobrze i efektownie połączone, z szykownym dek
    > orem i dobra muzyką. zacna produkcja.

    Iście posmodernistyczne w swej formie dzieło!


    Po raz kolejny zauroczyła mnie postać Maniego, szalchetnego, prawego i bardzo walecznego wojownika i pięknego mężczyzny.

    Zaprawdę egzotycznie prezentuje się Mani w realiach XVIII-wiecznej Fracji.
    Równie egzotycznie musiał prezentować się XVIII-wiecznej w Rosji, na dworze cara Piotra I Ibrahim Hannibal, ciemnoskóry Abisyńczyk, postać jak najbardziej autentyczna i prawdziwa, w przeciwieństwie do Maniego. Ibrahim Hannibal trafił do Rosji jako niewolnik, a dzięki, jak podaje wiki, swej odwadze, dzielności stał się ulubieńcem cara, który wynagrodził go sowicie przyznając mu szlachectwo. Prawnuk Ibrahima był największym rosyjskim poetą epoki romantyzmu, nazywał się Aleksander Puszkin.
    Tak mi się przypomniało, na marginesie...

    Naprawdę warto obejrzeć ten film
    i niech nikogo nie zniechęca jego długość! :)
  • grek.grek 25.11.10, 12:10
    dzięki, mam nadzieję, że mi się język, za przeproszeniem, nie usztywnia zanadto i nadal w "pięknych" okolicznościach grafomańskiej przyrody pozostaje ;]

    ale fajna historia z tym pre-puszkinem z absynii :] very ciekawe.

    mani jest w filmie irokezem, oni byli w XVIII wieuk, jednak trochę obecni w
    życiu społeczno-politycznym [raczej sprzyjali Brytyjczykom, chociaż i z francuzami
    potrafili się sprzymierzać, albo zachowywać neutralność] na tamtych terenach, aczkolwiek
    zdaje się, że - stricte - w okresie grasowania "stwora" już raczej zaliczali wysiedlenia i wypędzenia
    ze wg na rosnące wpływy amerykańskie.
    btw, irokezi, to mnie się z kolei przypomniało, byli pierwszym narodem świata, który miał własną konstytucję, czy coś w rodzaju statutu praw :]. amerykanie korzystali z jej wzorców przy konstruowaniu własnej, która - w pospolitej opinii - była 'pierwsza'. cóż, to niejedyna rzecz w której Indian pominięto ;]





  • barbasia1 25.11.10, 13:57
    haha
    Nienie,nadal czytanie Ciebie to jak jazda szalonym rollercoasterem podskajującym co rusz na przeszkodach ze spiętrzonych, barwnych metafor, zaskaujących niezwykłością skojarzeń ... ;)

    Też się zadziwłam i zachwyciłam pradziadkiem Puszkina, kiedy gdzieś, nie pamiętam już w jakich okolicznościach usłyszłam, tę historię. Warto by sięgnąć do jakichś lepszych, głębszych źródeł, tylko kiedy?
    A Puszkin zaczął pisać o swoim pradziadku Ibrahimie Pietrowiczu Hannibalu (otczestwo to chyba po carze Piotrze???) powieść pt. “Murzyn Piotra Wielkiego”, niestety nie dokonczył, postrzelony z pojedynku z Francuzem niejakim d’Anthesem, zmarł był, niestety, kilka dni po tym nieszczęśliwym zdarzeniu.

    No proszę, nie wiedziałam, że Irokezi mieli własny zbiór praw (i że Amerykanie korzystali z ich wzorców), choć wcale mnie to nie dziwi, starożytne państwa Indian były, jak czytałam doskonale zorganizowane i rozwinięte pod różnymi względami.
  • grek.grek 25.11.10, 15:33
    haha ;] & uff... :]

    historia zaiste ciekawa.

    właśnie, z jednym wtrętem drobnym : majowie czy aztekowi, to jednak był inny krąg kulturowy niż irokezi, ci się wykształcili do odpowiedniego poziomu korzystając z innych wzorców, a w znacznej częsci z własnych zasobów intelektualnych i kontaktów, także z białymi, z którymi, paradoksalnie, częsciej się sprzymierzali przeciw swoim czerwnoskórym braciom niż przeciw którym ze swoimi braćmi ramię w ramię wojowali :]; byli pragmatyczni, racjonalni, w znacznie większym stopniu niż gros innych plemion.
  • barbasia1 25.11.10, 16:31
    Wszytskich Indian w końcu jednak spotkał ten sam los ...
  • barbasia1 26.11.10, 13:59
    Wprawdzie mówi się, że pierwsze słowo do dziennika, drugie do śmietnika, mimo to muszę dokonać małej korekty:

    Nadal czytanie Ciebie to jak r a d o s n a jazda szalonym rollercoasterem podskajującym co rusz na przeszkodach ze spiętrzonych, barwnych metafor, zaskaujących niezwykłością skojarzeń ... ;)

    Wprawdzie rollercoaster implikuje radość, jednak musiłam wyrazić ją eksplicytnie! :)
  • barbasia1 27.11.10, 14:55
    Do trzech razy sztuka!
    Nadal czytanie Ciebie to jak r a d o s n a jazda szalonym rollercoasterem podskajującym co rusz na w y p u k ł o ś c i a ch ze spiętrzonych, barwnych metafor, zaskaujących niezwykłością skojarzeń ... ;)

    Sorry! :)
  • barbasia1 23.11.10, 16:06
    pepsic napisała:

    > W ramach wieczoru wyborczego ucięłam sobie miłosny dramat z Joaquin`em Phoenix

    A ja sądziłam, Pepsic, że raczej studia wyborcze będzisz śledzić tego wieczora! ;))

    Pepsic, a którą dziewczynę wybrał bohater grany przez Joaquina Phoenixa? Taką piękna muzykę zalinkowałaś, że aż się prosi by znalazło się tu romantyczne oraz happy zakończenie. Lubię romantyczne i szcześliwe zakończenia! :)

    Gwyneth Paltrow ?
  • pepsic 23.11.10, 19:50
    Wieczór sobie zrobiłam, ale filmowy, bo na dokładkę obejrzałam thriller francuski "Nie mów nikomu" - dało się, choć bez fajerwerków. W końcu jednak nie wytrzymałam i o pierwszej w nocy luknęłam do internetu po to, aby przekonać się, że moje prognozy nie zawiodły, poza wynikiem PSL, co jest dla mnie zagadką.

    Wyboru dokonała Gwyneth wracając do dupka, więc z rozsądku zgodził się na drugą. Zakończenie nie było typowe i do końca szczęśliwe, bo Phoenix kochał Paltrow, Paltrow - dupka, a druga Phoenixa. Uff, pogmatwane, prawie, jak w życiu. Dlatego mi się podobało :)
  • barbasia1 24.11.10, 15:47
    :)

    O! Rzeczywiscie niecukierkowe zakończenie, nie do końca happy, jak na film amerykański jest bardzo nieszablonowe.

    Nieodwzajemnione uczucia to bardzo powszechne zjawisko...



    > moje prognozy nie zawiodły, poza wynikiem PSL, co jest dla mnie zagadką.

    Przypuszczam, że to dawni zwolennicy PIS-u uciekli do PSL-u.!??
  • pepsic 24.11.10, 19:27
    Sztaudynger też wiedział w czym ambaras.
    Tak mówią jedni, drudzy, że teorie krusowskie, ale nie bardziej daję wiarę. Moim zdaniem to działanie na zasadzie: na złość mamie odmrożę sobie uszy (czyt. wszytko, nawet niezasłużone i niesprawiedliwe ulgi, byle nie PiS).
  • barbasia1 25.11.10, 14:02
    pepsic napisała:

    > Sztaudynger też wiedział w czym ambaras.
    > Tak mówią jedni, drudzy, że teorie krusowskie, ale nie bardziej daję wiarę.

    A tak, jeszcze i KRUS powodem dodatkowym, może i nawet podstawowym.

    >zdaniem to działanie na zasadzie: na złość mamie odmrożę sobie uszy (czyt. wszytko, nawet >niezasłużone i niesprawiedliwe ulgi, byle nie PiS).

    Wiesz, głosowanie na tych, co oferują więcej, maksimum korzyści (a to czy niezasłużone i niesprawiedliwe to już zupełnie inna kwestia) to bardzo ludzkie, rzekłabym nawet normalne. ;)

  • grek.grek 23.11.10, 12:35
    zwycięzca z berlina z 2004 roku, film turecki dziejący się w środowisku kebabów w niemczech; dramat społeczny; młoda niemiecka turczynka w akcie ucieczki od duszących ją więzów tradycyjnej rodziny namawia do ślubu innego turka, pijaczka i drobnego ćpuna - małżeństwo ma być białe, ma być fikcją, ma jej służyć do odseparowania się od zamordystycznych rodzinnych obyczajów, a on ma dostać pieniądze w zamian. tyle suchego, sztywnego jak koci ogon zapisu z 'okładki pudełka na półce w wypożyczalni'. sporo słyszałem o tym filmie, podobno bardzo dobry, z ambicjami.

    check this up :] późno jest znowu, niestety, ale... kto żyw - do toho :], a kto się nie wyrobi : służę spojlerem ofk :)

  • barbasia1 23.11.10, 13:19
    To zamawiam już spojler, o 0:05 żywa, czy może raczej świadoma o tej porze to ja już nie będę. ;)

    Problemy tureckich imigrantów w Niemczech, zwłaszcza cieżki los kobiet tureckich, wielokrotnie pojawiały się i w naszej prasie, tym bardziej więc ciekawi filmowa, fabularyzowana opoiweść! Czy naparwdę nie można pokazać zapowiadającego się tak nteresująco filmu wcześniej!?

    >"film turecki dziejący się w środowisku kebabów"
    haha :)))
  • grek.grek 23.11.10, 14:34
    bardzo proszę, zatem :]

    hehe ;)
    a temat, choć film z 2004, to i teraz nagle dostał przyspieszenia jak chodzi o jego bycie na czasie, bo imigrantów w niemczech czekają, zdaje się, trudne lata. kolejne rządy raczej nie będą się patyczkować z nimi, zwłaszcza w kwestiach socjalu. merkel oficjalnie powiedziała, ze tzw multi kulti nie wypaliło, harmonijne współżycie wielu kultur, to fikcja, a imigranci zyją raczej w zamkniętych społecznościach, izolują się od niemców i innych, tworzą bardziej wyobcowane enklawy niż stają się częsciami tego samego organizmu. podobno turcy, ich są 3 mln już, mają pod tym względem najgorszą opinię - najmniej się chcą przykładać do wspólnego garnuszka, zatrudniają w swoich firmach tylko turków, zasad ogólnych nie przestrzegają i nie przejmują, a roszczenia wobec państwa, w którym jakby nie patrzeć 90 % to "czyści" niemcy - mają kosmiczne.

    ale z tych paru zdań, co czytałem o filmie, bardziej niż o stosunek turków do niemiec jako panstwa i powinności obywatelskich chodzi w nim jednak o wzajemne relacje dwójki głównych bohaterów i sam stosunek ich obojga do tradycji z jakiej się formalnie wywodzą, zwłaszcza dziewczyny, która próbuje z nią zerwać, stać się nowoczesną babką, ma ambicje emancypacyjne.

    no nic, zobaczymy i ocenimy, trudno prorokować zawczasu :]

  • barbasia1 23.11.10, 16:17
    Poważna sprawa, skoro już rząd Niemiec zmienił strategię wobec mniejszości tureckiej...

    ale z tych paru zdań, co czytałem o filmie, bardziej niż o stosunek turków do n
    > iemiec jako panstwa i powinności obywatelskich chodzi w nim jednak o wzajemne
    > relacje dwójki głównych bohaterów i sam stosunek ich obojga do tradycji

    Może to i nawet lepiej. :)

    Czekam/-y zatem na Twoje wrażenia z filmu! :)
  • grek.grek 24.11.10, 13:01
    orajt, dzisiaj albo jutro będę oglądał dopiero, więc piątek/sobota - nadziobię obiecany spojler :]
  • barbasia1 24.11.10, 15:28
    grek.grek napisał:

    > orajt, dzisiaj albo jutro będę oglądał dopiero, więc piątek/sobota - nadziobię
    > obiecany spojler :]

    Okej! :)
  • grek.grek 25.11.10, 12:26
    nadziubam jutro, dzisiaj mam zaplanowaną projekcję :]

    wczoraj się skusiłem na "nieznajomych" w tvn - napisali o tym filmie "horror", chociaz z samej zajawki wynikało ze to będzie thriller ;] no i był : para na odludziu, dom, i trójka oszłomów, która ich prześladuje, w maskach jakichś. dwie babki i jeden facet. stukają, pukają, pojawiają się, znikają, bawią się z nimi w kota i mysz, doprowadzają do rozpaczy, ale jakoś zabić nie chcą na upartego. takie 'funny games' dla ubogich, bardzo ubogich ;]

    i tak przez 85 % czasu trwania filmu. aż można wyjśc z kina. jedno pytanie tylko nie pozwala na wzięcie nóg za pas : ta para, która jest prześladowana, ma ze sobą konflikt, znaczy się : ona nie przyjmuje jego zaręczyn, czy coś, generalnie - zastanawiają się nad rozstaniem, czy tam separacją, i to ona boryka się z wątpliwościami co do wspólnej przyszłości, a on chciałby jednak kontynuowac. no i jest zagwozdka - czy ci prześladowcy to nie są kumple chłopaka, którzy mają za zadanie ją przestraszyc, żeby w sytuacji ekstremalnej ob odżyło jej uczucie do niego ? sam chłopak też się zachowuje dośc dwuznacznie : jego zniknięcia, podejmowane decyzje, powroty cały czas mogą sugerowac, że rzeczywiście jest to jedna wielka manipulacja i służć ma wyłącznie jej "nawróceniu".

    ostatnie 10 minut przynosi rozwiązanie...

    całość jest bardzo średnia na jeża, co pisząc mam nadzieję niczego nie sugeruję a'prop rzeczonego rozwiązania ;]

    ładna bardzo liv tyler, pewnie poszło na jej gażę 4/5 budżetu ;] reszta starczyła na głodową pensje dla aktora towarzyszącego, żel do włosów dla niego, dwa samochody ze szrotu - z czego jeden do kasacji, chałupę z tektury, jakiś jeden fajerwerk pirotechniczny, parę sprzętów do pokoju, toporek i maski dla aktorów grających prześladowców. zdejmują oni je na końcu, ale akurat na tyle, na ile zapewne starczyło dla nich grosza [czy ja coś jasno sugeruję a'prop zakończenia, czy trochę chociaż udaje mi się mylić tropy ? ;) ], a dwóm chłopcom rozdającym broszurki religijne, co się pojawiają na samym końcu - zapłacono w barterze. czyli, cukierkami. najtańszymi z miejscowego sklepiku :]

  • pepsic 25.11.10, 12:52
    Mam podobne odczucia poza końcówka, która dla mnie nie przyniosła rozwiązania, raczej niedosyt plus zaskoczenie z powodu krwawej jatki. Czy przystoi coś takiego robić gł. bohaterom, a zwlaszcza pięknej Liv?
    To była jakaś sekta?

    Ps. O takiej chałupie z tektury nawet nie śmiałabym marzyć:)
  • grek.grek 25.11.10, 14:07
    wiesz, oni takie domy rozkładają z gotowych szablonów, są one jak ksiązkowe wkładki, po otworzeniu stronyi samoformujące się w figury geometryczne, w bajkach dla dzieci ;]

    "to była sekta" ? hehe, no tu już prawie wszystko wiadomo a'prop "mojej" zagwozdki ;]

    mnie bardziej wyglądali na rodzaj "jackassów", funny games'murderers-like, ujmując to miłą dla ucha staropolszczyzną.
  • paero123 25.11.10, 13:19
    Budzet: jedna z rol nalezala do Gemmy Ward, supermodelki, ktora za darmo raczej nie pracuje ;-)
    Film jakby nawiązuje do zabójstwa Sharon Tate przez Rodzinę Mansona, to pisanie "krwia" na scianie/lustrze, "bo byliście w domu", wbijanie noża przez wszystkich zabojcoów po kolei, zabojcy to 1 mezczyzna i same kobiety, "nastepnym razem pójdzie lepiej"...
  • barbasia1 25.11.10, 14:05
    paero123 napisał:

    A to bardzo interesujący trop! Zmienia pogląd na ten film, imo.
  • grek.grek 25.11.10, 14:11
    no może... ale nie musiała pokazywać ani kawałka ciała, twarz w sposób nieuderzający, a ciuchy nosiła bez zapowiedzi anonsera "czyja to marka" ;] - imo, to dość soczyście sugeruje, że jednak koszta były cięte w sposób drastyczny; ale pani gemma za to ma w Cv występ w jednym filmie z liv tyler. będzie jak znalazł po zakończeniu kariery modelingowej, kiedy będzie szukała roboty w biedronce ;]
  • barbasia1 25.11.10, 14:23
    grek.grek napisał:

    > nadziubam jutro, dzisiaj mam zaplanowaną projekcję :]
    To świetnie. :)

    > wczoraj się skusiłem na "nieznajomych" w tvn - napisali o tym filmie "horror",
    > chociaz z samej zajawki wynikało ze to będzie thriller ;]

    Greku, Ty powinieneś lepiej pamiętać, czy kiedyś, lata temu, w ubiegłym wieku nie fukncjonował u nas jeden tylko termin - horror na wszytskie dzieła filmowe, które miały straszyć, niezależnie od tego, czy sprawcą strachu była istota pozaziemska, duch, demon, czy człowiek latający z siekierą . Mnie się wydaje, ale może się mylę, że termin thriller wszedł u nas póżniej niż horror??? Może stąd dziś szczególnie w języku potycznym horrorem nazywa się również te filmy, w których psychopaci masowo odrąbują ludziom członki...
    Wiesz, coś na ten temat?

    Zaczęłam oglądać "Nieznajomych",ale jak zobaczyłam, że piękna Liv dygoce, ze strachu chce skochwac się pod łóżkiem, a za oknem czai się człowiek w przerażającej białej masce, to zwiałam sprzed telewizora ...

    Alee zaintrygowana Waszymi postami chciałabym poznać zakończenie. Po tym co napisał Paero , domyślam się, co się mogło stać, ale to tylko domysły ...
    Więc proszę, Greku, dopisz kilka słów zakończenia...
  • grek.grek 25.11.10, 14:53
    a powiem Ci, że... nie mam pojęcia, jak to działało w masowej skali... :]
    ja dośc dawno, jak to zwykle - przypadkiem, doznałem małego oświecenia ;] z
    tą róznicą międzygatunkową i jakoś mi się utrwaliło; przyznam, że nie śledziłem
    losów tej terminologii w polskich warunkach.

    co do zakończenia... no cóż - mnie osobiście zawiodło, bo okazało się, że jednak
    byli to zabócjy, a chłopak liv nie miał z tym nic wspólnego. jego ostatecznie zabili, a ona ocalała [na pytanie "dlaczego to robicie, dlaczego my ?" odpowiadają "bo byliście w domu..." ] -
    w ostatniej scenie do zdemolowanej chałupy wchodzą ci dwaj chłopcy, od których po drodze zabójcy kupili broszurki "jak żyć w zgodzie z jezusem", i zastają ją i jego leżących na podłodze - on jest kojfnięty, a liv nagle otwiera oczy i wydaje z siebie okrzyk przerażenia. niby zaskoczenie, ale nie takie, jakiego się spodziewałem licząc na to, że cała ta akcja wiedzie do podobnej przewrotki, co w "Grze" lub chociażby tych trzeciorzędnych "katakumbach", a do tego - cokolwiek głupie, bo nie zabili jej niby dlaczego ? z niedopatrzenia ? pokazali jej swoje twarze [zdejmują maski na koniec] dla zabawy, zeby mogła ich sportretować pamięciowo na policji i móc ścigać ?

    no nic, ja czekałem na ten koniec inny niż się zdarzył, byłbym gotów usprawiedliwić te 90 minut niepoważnej ciuciubabki, gdyby okazało się, jak pisałem : ze to chłopak zaplanował tę zabawę, co by się z dziewczyną zintegrować na nowo, a jak wiadomo takie przeżycie ludzi niesamowicie zbliża ;] - a tutaj nici. reżyserr i scenarzysta chyba wyczuli, ze paru widzów może wytrwać właśnie z takiego powodu, podejrzewając efektowny zwrot na końcu, więc postanowili im go nie dać. łobuzy :]
  • barbasia1 25.11.10, 16:29
    Dzięki! :)

    Nielogiczne to zakończenie i mało prawdopobne ...

    A ten Twój pomysł na thriller, ktoś powinien natychmiast odkupić! :)
  • grek.grek 26.11.10, 14:49
    hehe, oni to "moje" zakończenie, jak sądzę, mieli na tapecie, jaką jedną z opcji. po prostu, wybrali to drugie ;]
  • paero123 25.11.10, 16:51
    Niestety sama koncowka jak Liv "ozywa" i krzyczy jest niestety jak rodem z ordynarnych horrorow i dosc nielogiczna - jej chlopak zostal pchniety 3 razy w tym raz w serce i kojfnął a ona dostała przynajmniej raz w brzuch (od zawistnej modeki) i do momentu przyjscia malych apostolow lezac na wznak stracilaby tyle krwi, ze nawet jesli przezylaby to w zyciu by nie krzyknela tak glosno i nie poderwala glowy tak dziarsko jak to pokazano.
    Gemma Ward ze swoimi modelowymi zarobkami ~3 mln $ rocznie nie musiala poki co zapewne rozwazac oferty Jeronimo Martins Polska ;-)
  • grek.grek 26.11.10, 14:51
    może Liv zastrzegła sobie w kontrakcie, że 'dobra, zagram za te waciki, bo akurat nie mam nic do roboty lepszego, ale jeden warunek : nie ginę na końcu" ? ;]

    hehe, no to decyzję pani Ward zagrania z torbą na głowie w średniej jakości filmie, za - będę się sympatycznie upierał - niewielkie pieniądze, można tłumaczyć chyba tylko miłością do kina ;]
  • pepsic 23.11.10, 20:25
    W sobotę było na Kulturze o normalnej godzinie, ale nie mogłam. Dodam, że GW wystawiła bardzo zachęcającą recenzję: "dużo ostrego seksu, tłamszonej zazdrości i długo uświadamianej miłości".
    Grek, zdaje się, że szykuje Ci się uczta :))
  • grek.grek 24.11.10, 13:07
    o, no to się będzie działo, opis faktycznie niezły... powiedziałbym, że tylko mojej ulubionej danuty holeckiej w roli głównej brakuje ;]

    a powaznie, fakt cieszę się na dobre kino.

    jakby, kurdebele, nie patrzeć, to tvp daje tego stuffu trochę - problem w absurdalnych godzinach nadawania.

  • barbasia1 24.11.10, 15:26
    grek.grek napisał:

    > o, no to się będzie działo, opis faktycznie niezły... powiedziałbym, że tylko m
    > ojej ulubionej danuty holeckiej w roli głównej brakuje ;]

    hahaha :)
    Greku, to już byłaby jakaś perwersja! ;)

    I jak tu nie narzekać na publiczną.
    Sapoba za to dla TVPKultury, skoro pokazuje tego typu filmy o 20.00. Już nie mogę doczekać się cyfryzacji i upublicznienia TVPKultury zapowiadanej przez najnowszego prezesa! :)

    Najdejszła wiekopo..., nienie, nadejszła zima dziś , więc na rozgrzewkę coś w klimatach letnich Wam zaproponuję:

    www.youtube.com/watch?v=TfzjBher8Hk&list=PLD14C1D77384D2C49&index=8&playnext=6
  • grek.grek 25.11.10, 12:31
    he he ;]

    gut stuff muzyczny, w sam raz na jesiennik szary i pluchawy :]

    zobaczymy, co się stanie... wiesz, już szumnie odtrąbiano "wszechdostępność" tvp kultury ze wzg na kabel i antenę satelitarną. jakoś to nie nastąpiło... ja już mam bardzo ograniczone zaufanie do słów wypowiadanych przez szefostwo publicznej :] ale... nadzieja umiera ostatnia, nieprawdaż... :]

  • barbasia1 25.11.10, 14:34
    To cieszę się, że klimaty muzyczne spodobały!

    :)
    W kablówce owszem TVPKUltura była, tylko że trzeba było sobie ją wykupić... (czy była dostępna na satelitkach, tego nie wiem).
    Teraz, jak zapowiedział prezes, TVPKultura ma być ogólnie dostępna, tak jak TVP2, TVP2, TVPInfo.! Ja wierzę prezesowi bezgranicznie, chyba?! ;))

  • pepsic 24.11.10, 19:43
    Rozumiem, że poglądy, ale jako kobieta nie podoba Ci się?
  • grek.grek 25.11.10, 12:35
    wiesz, u mnie to jakoś się wiąże ze sobą, bo zaraz chodzi mi po głowie, ze z taką panią, co
    jak widzi biskupów, to się zabiera mimowolnie do odmawiania różańca, seks musi być doznaniem równie frapującym, co słuchanie kolejnej wypowiedzi posła gowina. to a'propos skojarzeń damsko-męskich.
    o skojarzeniach czysto oraz niewinnie estetycznych nic nie powiem, bo w tv każda prezenterka jakoś tam się sprzedaje przez szkło ;]

  • pepsic 25.11.10, 14:48
    A mi się wydawało, że panowie lubią ten typ.
  • grek.grek 25.11.10, 15:25
    to ci, którym nikt nie wytłumaczył, że te filmy bez dialogów, gdzie aktorka przebiera się za zakonnicę, to prowokacje :]
  • barbasia1 25.11.10, 14:50
    grek.grek napisał:

    > wiesz, u mnie to jakoś się wiąże ze sobą, bo zaraz chodzi mi po głowie, ze z ta
    > ką panią, co
    > jak widzi biskupów, to się zabiera mimowolnie do odmawiania różańca, seks musi
    > być doznaniem równie frapującym, co słuchanie kolejnej wypowiedzi posła gowina

    Nie wiem, może się mylę, ale mam wrażenie , że z tego zdania wyzierają bardzo stereotypowe prze-sądy, błędne wyobrażenia ...
  • grek.grek 25.11.10, 15:28
    to całkiem możliwe, bo ja, imając się raczej dośc bezpiecznych sposobów, jeszcze nie probówałem używać wizerunku, głosu i śpiewu biskupa jako afrodyzjaków... a kto wie, moze to działa ? ;]
  • barbasia1 25.11.10, 16:08
    hahaha :)

    Ale nie o to mi chodziło, nie o to! Ty niegrzeczny chłopcze!
  • grek.grek 26.11.10, 10:31
    no to lecim na szczecin z tym koksem. kto nie oglądał i sobie nie zyczy wiedzieć, o co biega, zanim nie zobaczy - upraszany jest o nieczytanie :]

    orajt. rzecz się dzieje w Hamburgu, na początku.
    Cahit na oko ma ze 40 lat, jest turkiem, urodził się w turcji, ale w zasadzie swoją "tureckość" dawno temu przestał uważać, uchodzić bardziej może za "tureckiego Niemca", multikulti-produkt etc. facet ma kiepski okres w życiu - po śmierci żony jest w totalnej rozsypce. dorabia sobie w jakimś centrum kulturalnym, gdzie sprząta po koncertach muzycznych. akurat starcza mu na zalewanie pały piwem i zapłatę czynszu za mieszkanie, które w sumie przypomina norę borsuczą, jakby to klasyk ujął - zawalony naczyniami i odpadkami zlew, obłażące ściany, podłoga na której gasi pety, syf tyfus i mogiła; w domu w zasadzie głównie śpi, więc i tak mu do niczego higiena niepotrzebna. na ścianie plakat "siouxsie and the bahnsees", jak symbol punkrockowej przeszłości, a może nawet szerzej - jako określenie tożsamości kulturowej Cahita.

    któregoś dnia, przyduszony żalem za utraconą miłością ostatecznie i dodatkowo nakręcony awanturą w barze, kiedy zaczepia go jakiś pijaczek, a on traktuje go krzesłem - spontanicznie decyduje się pie,prznąc autem w mur. ląduje w szpitalu, zakładają mu kołnierz ortopedyczny, odnosi jakąs tam kontuzję nogi, a do tego zatrzymują go na kilka dni na obserwację podejrzewając, że chciał strzelić samobója. lekarz, co z nim rozmawia mówi mu "niech pan zmieni coś w sobie, w Afryce czekają na pomoc...", ale czy człowiekowi zrezygnowanemu, w zasadzie jedną nogą w grobie, a druga na skórce od banana można pomóc w taki sposób ?

    w tym samym ośrodku siedzi Sibel, młoda turczynka urodzona w niemczech. Garuje tam po tym, jak podcięła sobie żyły, w - jakby to ująć : geście protestu przeciw zamordystycznej, patriarchalnej islamskiej rzeczywistości swojego domu rodzinnego. Tutaj stary ojciec rozdaje karty - poucza, strofuje, stoi na straży przestrzegania purytańskich obyczajów i rygoryzmu moralnego. za nim w hierarchii jest brat, a potem kobiety. Sibel zaś ma się słuchać i basta. A ona się słuchać nie zamierza. ma plan - chce wyjść za mąż i tym sposobem wymknąć się na dobre z tego domu. To jest przedstawicielka nowego pokolenia, które widzi dookoła siebie inny świat, widzi otwartość i nieskrępowanie i taka chce sama być, ma inne aspiracje emocjonalne, nie chce być tłamszona.

    Stary ojciec prawi jej kazanie, ze swoją próbą samobójczą skazała rodzinę na wstyd i hańbę. Brat peroruje, że jej zachowanie wpędzi starego do grobu, a wtedy "pozałujesz". Kiedy męzczyźni odchodzą, matka - widać, ze pogodzona z losem, akceptująca go, ale chyba niekoniecznie chcącą tego samego dla córki, a może tylko wykazująca kobiecą solidarnośc, po prostu - mówi jej, że ich unieszczęsliwia, ale za chwilę powiada "ile cię będą tu trzymać ?.. nie daj się wpędzić tym czubkom w obłęd" - kto jest "czubkiem" : brat i ojciec czy lekarze ? ;]

    sibel cahita spostrzega na korytarzu. pochodzi do niego i wypala "ożeń się ze mną". ofk, zostaje wysłana drzewo. Następnego dnia spotykają się znowu. Cahit szuka okazji, żeby się napić, ale na terenie ośrodka to niemożliwe. Sibel wyprowadza go jakimś tajnym przejściem do klubu w mieście i nawija mu makaron na uszy, on nadal odmawia. Interesuje go co innego "czemu chcesz umrzeć ?", na co ona : "dotknij mojego nosa. ładny ? mój brat złamał mi go, kiedy złapał mnie, jak trzymałam za rękę chłopaka. ładny mam biust ? rewelacja, prawda ? chcę żyć ! chcę tańczyć i kochać się z facetami, nie z jednym". ot, i cała jej motywacja. jest młoda i chce żyć. Mało ? aż za dużo. Ale Cahit odmawia. na co ona rozbija butelkę na stole i tnie sobie żyły, ot tak. Cahit rzuca się ją ratowac, a potem umazani krwią jadą autobusem i kłócą się o ten ożenek - Sibel proponuje mu normalny kontrakt : weźmiemy ślub, żebym mogła się od nich wyprowadzić, zamieszkamy u ciebie i będziemy przykładnymi współlokatorami - będę sprzątać, gotować, nic nas nie będzie łączyło, żadnego seksu, nic. od czasu do czasu odwiedzimy starych, żeby było cacy. Cahit na to "czemu wybrałaś takiego palanta, jak ja ?", a ona "bo jesteś Turkiem, rodzice cię zaakceptują".

    cahit, szantażowany emocjonalnie, mimo przestróg przyjaciela [mały, zażywny, z wąsem Turek niemiecki], żeby się w to nie pakował [w małżeństwo, cahit nie mówi mu, że to ma być lipa] decyduje się pomóc dziewczynie. prosi kumpla [na oko z 10-15 lat starszego], żeby udawał jego wuja, kiedy pójdą do rodziców sibel prosić ich o rękę dziewczyny - taki obyczaj islamski. idzie się ogolić, uczesać, ustalają jedną wersję skąd oba dwa pochodzą [na miejscu i tak powiedzą dwie rózne, ale jakoś z tego wybrną], kupują prezent - czekoladki [cahit natrętnie upewnia się, czy kumpel kupił bezalkoholowe; jak widać, jeszcze nie zapomniał o normach, mimo że ich sam nie przestrzega] i do boju.

    W domu Sibel siedzą na kanapie, a ojciec Sibel, o wyglądzie Mahometa, przesłuchuje ich dokładnie, zgodnie z tradycją - skąd pochodzą, ile mają [obaj] rodzeństwa, co z rodzicami oblubieńca [cahit podaje, że oboje nie żyją, że ma tylko ciotkę i wuja] itd. Brat sibel mówi mu "twój turecki jest bardzo słaby, co z nim zrobiłeś ?", na co Cahit "odrzuciłem go". wstawiają staremu kit, że cahit poznał sibel odwiedzając w szpitalu "wuja", który tam pracuje. Cahit jako miejsce pracy swojej podaje to centrum kulturalne, ale kłamie, że jest tam dyrektorem, na co czujny brat zapowiada "odwiedzę cię tam kiedyś". no i po wywiadzie stary każe zawołać Sibel i pyta ją, czy chce Cahita za męza, ona że tak, stary wzdycha, ze "skoro młodzi się spotkali, pokochali, to niech ich Bóg błogosławi" - i załatwione. jesczze tylko Cahit, zgodnie ze zwyczajem, musi go cmoknąć w łapę. I załatwione.

    Ze Stambułu przyjeżdza na ślub Selma, kuzynka sibel. ładna, zadbana, elegancka , z posadą nadorczyni służby hotelowej, po rozwodzie btw. Przykład nowoczesnej kobiety tureckiej. od razu patrzy cahitowi w oczy i cedzi : "bądź dla niej dobry".
    co ciekawe, i matka i kuzynka mówią sibel to samo "nie mogłaś wybrać kogoś młodszego ?" :].

    najpierw ślub, a raczej rejetsracja - sibel dowiaduje się, ze cahit jest "wdowcem" - pełne zdziwienie "jak umarła twoja żona ?", pyta go, na co on każe jej się odwalić.

    a po ślubie - wesele : sala wynajęta na milion gości, turecka orkiestra, wyszynk, wypas [płaci za to dziewczyna, tak naprawdę "trochę zaoszczędziłam, na ewentualność ucieczki z domu"]. państwo młodzi muszą odtańczyć jakiegoś walczyka - sala czeka, a cahit cichaczem "nie będę tańczył. nie ma mowy. wkręciłaś mnie, ty zdziro falszywa", na co sibel "tak, zdzira fałszywa - to ja". zaraz potem dostają pokój obok, gdzie mają być sami i jeść w spokoju. I jedzą. Nosem :]
    i tak oto nakarmiony cahit nagle dostaje szwungu i bawi się w najlepsze do tureckich rytmów. oto moc dopingu :]

    po weselu on ją wnosi nawet przez próg do swojej nory, ale kiedy ona pyta "powiedz mi... jak miała na imię twoja żona ?", on dostaje napadu złości i każe jej wypie,przać z domu. Sibel nie ma się gdzie podziac, w tej sukni balowej, ale podrywa barmana w barze i nocuje u niego. raczej nie przeglądali znaczków, bo rankiem sibel idzie ulicą, a raczej podskakuje radośnie wymachując torebką. Kadrowana w zwolnionym tempie, dla lepszego efektu. pierwszy posmak swobody, przygodnego seksu, pierwszy oddech pełną piersią.

    okazuje sie, ze dziewczyna może i chce przede wszystkim orgazmu, ale i została bardzo dobrze wyposażona przez świat, w którym dotychczas żyła w umiejętności tradycyjnej kobiety muzułmańskiej - w try miga robi z nory cahita przytulne mieszkanie, bonusowo : z czystą pościelą, porządkiem w szafach - wszędzie aż się błyszczy. A do tego umie strzyc. Najpierw jego. Przypadkiem, podczas tego strzyżenia, dotyka go piersią. I on na nią patrzy inaczej niż wcześniej. jakby od tego muśnięcia się wszystko zaczęło.

    cdn
  • pepsic 01.12.10, 15:07
    Pozostaję w nadziei na powtórkę (w Kulturze to się zdarza), dlatego nie zagłębiałam się w szczegóły, ale chociaż trochę musiałam podejrzeć, co tylko zaostrzyło apetyt :)
    Ps. Zaległości spojlerowych w Twoim wydaniu mi się nazbierało i co gorsza najlbiższe dni nie rokują poprawy :(
  • grek.grek 01.12.10, 15:26
    och, no to tylko mnie cieszy, ze mogłem pomóc zaostrzająco :]

    życzę tej powtórki, jak najwcześniej :] - koniecznie napisz, po obejrzeniu, o swoich
    wrażeniach.

  • grek.grek 26.11.10, 11:34
    Więc żyją jak się umawiali - ona trzyma lśniący porządek, a w zamian robi co chce. W pępku ma kolczyk, obwieszcza, ze następny będzie tatuaż na tyłku, koks-w-du,ps i tak dalej, a kiedy wychodzą do klubu ubrana w jakieś mini szorty wygina śmiało ciało, czym od razu zwabia jakiegoś trutnia - i szast prast, przybiega do Cahita "no to na razie, idę się bzykać". A on patrzy za nią, wraca do domu i odreagowuje : popija umilając sobie czas strzelaniem z wiatrówki do puszek piwa. Kiedy kończy - sprząta dom po tej małej demolce, to jakaś nowość :]. był kontrakt, więc o co masz pretensje... ale - nie da się zaplanować takich rzeczy, przeszkadza mu sytuacja w jakiej się znalazł - nie jako męzczyźnie, nie jako męzowi lipnemu, nie jako Turkowi, ale jako człowiekowi. Nie sądził, ze tak go dotknie praktyka tego, co w teorii wydawało się taką błahostką. Sam wprawdzie sypia ze swoją koleżanką, Maren, fryzjerką stylizowaną na niemiecką wersję courtney love czy tam cyndi lauper późną, ale to inna para kaloszy. I tak to trwa - ona ścina kogo popadnie, także jego kolegę, niejakiego Niko, a on się gimnastykuje z tą Maren.

    Załatwia Sibel robotę - będzie machała nożyczkami w salonie jego kochanki.

    ofk, muszą co pewien czas wpaść do teściów. I wpadają. Cahit spędza czas z je bratem i jego kolegami. grają w jakieś tureckie bingo, czy coś. Oni rozmawiają o nowych pannach sprowadzonych do burdelu, który odwiedzają regularnie. Cahit na to z głupia frant "czemu nie bzykacie swoich kobiet ?". Szok. Konsternacja. patrzą na niego jak na wariata. Jeden chce go bić za obrazę majestatu. "Nigdy nie mów o bzykaniu w kontekście naszych kobiet !" grożą mu. Dobre, nie ? ;] ze swoimi kobietami się "kochają" pewnie, a na boku "bzykają". niezaprzeczala emo-logika :] a najlepsze, ze ci władczy faceci, kiedy do pokoju na moment wchodzi kobieta w popłochu zmieniają temat na piłkę nożną.

    sibel zaś siedzi z koleżankami, i tez o jednym - pytają ją o to, czy Cahit się wywiązuje z małżeńskich obowiązków oralnie, a dowiedziawszy się, ze bardzo - wzdychają zazdrośnie :]

    a na wychodne brat Sibel, w cztery oczy, mówi Cahitowi, ze był w tym jego centru i że zna prawdę, że Cahit tam zbiera butelki, a nie jest żadnych dyrem. "czemu kłamiesz ?", pyta go. Cahit "a co byś zrobił na moim miejscu ?". a tamten "kochasz ją ?', a dostając twierdzącą odpowiedź nawet Cahita przytula. Romantyk taki :] Tradycja tradycją, ale uczuciem da się kłamstwo zrównoważyć, a nawet przeważyć szalę. Czy cahit naprawdę, w tym momencie, zaczyna coś czuć do sibel, czy ciągle kłamie ? :]

    a między nimi coraz lepiej jest. ładną ilustracją jest scena, kiedy przygotowują kolację. razem. Paprykę nadziewają jakimś farszem mięsnym, robią lemoniadę, a wszystko to w takt arabskiej muzy. I patrza na się, i się do się uśmiechają. A potem jedzą i ona wspomina, ze wychodzi do klubu po kolacji. A to mu już odbiera apetyt. Wie, po co ona wychodzi. I wie, że to dla niego za wiele. I tego już nie da się wytłumaczyć mimowolnym odruchem zazdrości i męzowskiego upokorzenia, nawet jesli małżeństwo jest popeliną...

    Cahit ma więc tego dość, idzie jej szukać. Nie chcą go wpuścić do klubu. Dopiero ona, widać stały klient, załatwia mu wejście. a w środku tańczą ze sobą i jakoś tak dobrze ze sobą wyglądają, aż się próbuje do niej dostawiać jakiś typek. Cahit wdaje się z nim w mordobicie, ale tamten na kolegów i Cahit dostaje lanie. I ona go opatruje, przygląda mu się z taką jakąś czułością nieśmiało narastającą i mówi "jak ja ciebie mało znam...", a on jej na to "to mnie poznaj...". I poznaje. Prawie mają seks tego wieczora, ale ona go powstrzymuje "nie możemy. jeśli to zrobimy będziemy małżeństwem naprawdę" - więc jednak norma, zwyczaj, jakkolwiek on by nie odrzucił swojej tureckości, a ona nie chciała być nowoczesna, ciągle mają je pod skórą.

    Ale jest jasne, ze oboje są trafieni. że plan się nie powiódł, ze się w sobie zakochali. Nie da się niczego na chłodno zaplanować :] On wręcz o tym krzyczy. do swojego kumpla, tego "wuja". "zakochałem się w niej ! zaczarowała mnie !". z radości tłucze kieliszki, rani się, a potem wyświniony własną krwią idzie tańczyć na koncercie zespołu grającego arabskie rytmy, wdziera się na scenę i buja do oporu. Radość realizuje w obrębie tego, co nalezy do jego kultury, w niej szuka ujścia dla swoich emocji - uczucie do kobiety zbliża go do swojej pierwotnej tożsamości, być mozę wyzwala w nim za nią tęsknotę, a może "tylko" ja budzi z uśpienia.

    Ona zas dowiaduje się od Maren, ze cahit z nią sypia. Maren nie wie, co ich łączy, poza tym, ze są białym małżeństwem. sibel na tę informację dostaje takiego samego cugu, co cahit kiedy patrzył jak ona wychodzi na seks z jakimiś mydłkami, tyle że ona idzie odreagować na karuzelę, posród wieczoru i feeri świateł, zabawą w lunaparku. Zazdrość ? zranienie ? przecież taki był układ ? nie da się niczego zaplanować, nie mozna swoich reakcji przewidzieć. ona też nie sądziła, ze się w nim zakocha. To miał być prosty dil. I wraca do domu z kupionym w sklepie wielkim piernikiem z napisem "ich liebe dich". i kładzie go na poduszce w sypialni.

    To byłoby zbyt proste :] Oto w barze ten kolega Cahita - Niko urządza mu scenę. Po tym jak Sibel odmawia mu drugiego seksu upija się i dogaduje ostro cahitowi, ze jego żona się puszcza i ile by kosztował numerek z nią, i takie tam. Cahit znosi te gadki dobrą chwilę, ale w końcu nie wytrzymuje i daje mu w dziób. Trafia w punkt i zabija go na miejscu. A sibel to widzi, jak w wenezuelskiej telenoweli - własnie wchodzi bowiem do teg baru, w którym całe zajścei ma miejsce.

    z romansu jest tragedia. Ona popada w szok, próbuje się ciąć. Rodzina się jej wyrzeka, palą jej zdjęcia. A Cahit ląduje w celi i dostaje wyrok. Piszą o tym w gazetach nawet. Brat sibel próbuje z nią rozmawiać. Ona mu ucieka. Nie ma dokąd iść. Zatrzymuje się u "wuja" Cahita. Nocą, kiedy ona chlipie w poduszkę, on - śpi za przepierzeniem, ofk, pełna kultura - podśpiewuje jej starorueckie pieśni. Ale pociesza ją tylko w nocy, w dzień mówi jej "kochasz Cahita ? to go zostaw, wyjedź stąd". I ona tak robi - jesczze tylko odwiedza Cahita we więźniu, powiada mu, że "będzie na niego czekać", se podają romantycznie ręce i ona wyjeżdza do kuzynki, do Stambułu.

    Korzystając z pozycji zawodowej Selmy dostaje pracę jako pomoc hotelowa, zmienia pościel, odkurza, takie tam. Kuzynka się jej zwierza, ze jej ambicją jest zostanie menadżerką "jeszcze parę lat i uda mi się, zobaczysz, a wtedy i ty pójdziesz w góre, tylko uwierz w siebie". Sibel patrzy na nią ze smutną ironią 'co ty wiesz, kobito'. ona sam zmieniła się - ma krótkie włosy, jest poważna, nie ma w niej cienia uśmiechu, którym epatowała wcześniej. dni są takie same ; pobudka 5 rano, robota, dom. I w głowie ciągle poczucie winy - co doprowadziło w prostej linii do tragedii ? jej emancypacja, jej egoizm, a ofiarą, na końcu tego łańcucha przyczyn i skutków - jest on. Ma prawo tak to postrzegać. I tak to widzi właśnie. I to jej spokoju nie daje.

    Pisze do Cahita list, w wolnym tłumaczeniu : stambuł jest piękny. stop. zyje. stop. ale ja nie, ja chcę tylko przetrwać. stop. bez ciebie lipnie tu jest. stop. jak w takiej sytuacji w Boga wierzyć ? stop. selma to pusty balon. stop. jak widzę swoje życie, to "więzienie" jest najlepszym słowem na jego określenie. stop.

    żeby odreagować włóczy się po barach i szuka koksu. znajduje w końcu dilera, właściciela klubu. Wyprowadza się od selmy do tego gościa. zanim wyjdzie wyrzuca jej w twarz "nie chcę być taka jak ty ! dom-praca-dom, nie chcę tak żyć, to dlatego mąz cię zostawił !". W odpowiedzi dostaje z liścia.

    Sumienie gryzie, pustka doskwiera, tęsknota ciązy. Sibel próbuje się oderwać - naćpana i pijana w trzy d,upy tańczy w tym klubie do transowej muzyki, wszyscy na nią patrzą jak na wariatkę, bo i tak wygląda. w końcu traci przytomność. kiedy lokal pustoszeje, a ona zostaje na podłodze bez czucia, barman wykorzystuje okazję i gwałci ją.

    cdn










  • grek.grek 26.11.10, 12:01
    nawet sobie nie zadaje trudu podciągnąć jej spodni po wszystkim. A kiedy ona przytomnieje, wesoły barman każe jej spi,eprzać. podciąga więc oszołomiona i zaćpana portki, nawet nie skumawszy co się stało, ze miała je opuszczone do kolan, i znów nie ma się gdzie podziać...

    W uliczce jakiejś zaczepia ją trzech typków. Nic specjalnego, takie "hej, lala", ale ona reaguje z całą złością. Jednemu daje w pysk, do krwi. Oni ją piorą. Chcą już odejśc, ale ona wstaje i znów się rzuca, i znów rozbija nos jednemu z nich. No to oni ją biorą na obcasy. Tyle że ona nie ma dośc. Krwią broczy, ale krzyczy za nimi, ze ich pie,przy, i ich rodziny też. a jak już rodzina wchodzi w grę, to u Turka honor się uruchamia. Sibel dostaje nożem. Zostawiają ją na glebie i w długą. Przed wykrwawieniem się ratuje ją przypadkowy kierowca taksówki...

    Mija trochę czasu.

    Z więzienia wychodzi Cahit. Czeka na niego "wuj". Cahit ma tylko jeden cel : znaleźc Sibel. "wuj" próbuje go odwieść od zamiaru, ale widząc, ze się nie da - obdarowuje go pieniędzmi na podróż do Stambułu.

    Tam Cahit uderza od razu do kuzynki Sibel. Ta mu nie chce wyjawić, gdzie jest jego żona. "sibel ma rodzinę, przyjaciela, córkę, ona cię nie potrzebuje", na co Cahit "skąd wiesz, ze nie ?" - wygląda na to, ze się sibel spiknęła z tym taksiarzem, co ją poratował.
    cahit zdobywa się na wyznanie, ze "był martwy przez całe lata, i to ona, Sibel go wskrzesiła", ze nie odpuści - "dasz radę nas rozdzielić ?", na co selma "a ty dasz radę zepsuć jej życie ?". no i właśnie.

    ale widać do kuzynki dotarła argumentacja prosto z serca, bo oto do hotelu, w którym się zatrzymał Cahit dzwoni sibel - pyta tylko "jak długio będziesz ?", on odpowiada, ze "dopóki się nie zobaczymy" i rozłącza się.

    więc on czeka - pije wodę mineralną, spaceruje po Stambule, gra na ulicach w to bingo tureckie. i czeka.

    a ona wybiera się na spotkanie z nim. Jej narzeczony własnie wyjechał na dwa dni. Prosi selmę, zeby zajęła się jej córką, bo "nie wrócę na noc... na następną może też nie...", na co Selma "ale kiedyś wrócisz ?" - ilez to można w takich opłotkach wyrazić trudnych rzeczy ;]

    I ona się u niego zjawia. I mają seks. nie 'bzykanie' - seks. jak rytuał. konsumpcja małżeństwa, które miało nigdy nie zostać skonsumowane, bo nigdy mieli nie być mężem i zoną tak naprawdę. Wyraz uczucia. I takie tam, sami rozumiecie powagę sytuacji :]
    Ona ma narzeczonego, rodzinę, ale poślubia Cahita właśnie. Jaki ukłon w stronę tradycji.

    Siedzą na balkonie, przed nimi panorama Stambułu. On mówi jej, ze wróci do rodzinnego miasteczka, w Turcji, "jedź ze mną", prooponuje jej.

    "weź córkę i jedź ze mną", powtarza po kolejnym seksie. umawiają się, ze spotkają się następnego dnia, w południe, na przystanku autobusowym.
    I jeszcze ona bierze prysznic, staje przed lustrem, on za nią - i patrzą na siebie. Jaka będzie decyzja ? i to jej mycie się... takie dokładne. czyzby zmywała przeszłośc ?

    On czeka.

    A ona się pakuje. z pokoju obok słyszy dobiegające głosy córki i narzeczonego, bawiących się razem...

    nie przychodzi. Wybiera dom, obowiązek, teraz dom i obowiązek które sama ustanowiła, odpowiedzialność za własne wybory. teraz to jej wybór, nie wybór narzucony. przeszła cały ten szlak emancypacyjny, by znaleźć się tam skąd wyszła - w tradycjnym układzie rodzinnym. ale tym razem na własnych zasadach. Cahit odjeżdza sam. On też coś odnalazł. siebie, swoją tożsamość kulturową, wrócił do swej tureckości, do korzeni. Uczucie go zmieniło. Jako męzczyznę i człowieka, ale i jako członka jakiejś grupy społecznej, narodu, kręgu kulturowego. dobra, tyle, bo się zaraz sam rozpłaczę ;]

    Koniec. a jako że film zaczyna się, jest przeplatany, i kończy się staroturecką pieśnią sentymentalną wykonywaną przez męski sekstet instrumentalny i wokalistkę w czerwieni, na tle panoramy Stambułu, to w ostatnim kadrze oni wstają, kłaniają się i idą na piwo ;]

    koniec.

    Uwagi mile widziane. najlepiej a'propos filmu i tego jak wam się to wszystko widzi - co chciał poeta powiedzieć et.; bo to, że jak kura pazurem złamanym napłodziłem grafomanię, to sam wiem ;]]


  • barbasia1 26.11.10, 13:51
    > dobra, tyle, bo się zaraz sam rozpłaczę ;]

    haha
    A żebyś wiedział, że to piękna, naparwdę wzruszająca historia o miłości, ale też o odnalezieniu siebie, dzięki spotkaniu z drugim człowiekim. To tyle na razie bo zaraz ja będe mieć oczy wilgotne, ufff. ;)
  • grek.grek 26.11.10, 15:00
    zdecydowanie. o znajdowaniu, ale i odbudowywaniu, odnajdywaniu własnej tożsamości, powrocie do korzeni, kulturowych wzorców, nawet o otrzeźwieniu. wygrywa tutaj konserwatyzm, tradycja, nowoczesnośc pokazana jest jako pasmo zagrożeń, ale, co ciekawe, same te pułapki, w które wpada najpierw zahukana, a potem pogubiona, pozbawiona oparcia w czymkolwiek, dziewczyna są przyczyną jej katharsis. bez nich, bez przekonania się o ich prawdziwej wartości, nie odkryła by, co tą wartością - wg twórców - jest w rzeczywistości. dojrzewa do odpowiedzialności. a on zostaje uleczony z utraconej żony i przywrócony przy okazji swojej tureckości. same pozytywy. i dlatego, wg mnie, to ich rozstanie ostateczne, tuż po symbolicznym, zawarciu małżeństwa pełnego, nie jest przykre. Widać dobrą przyszłość przed obojgiem.
  • barbasia1 28.11.10, 13:07

    Piękne podsumowanie, Greku! :)


    Moje trzy grosze: :)

    1.
    >wygrywa tutaj konserwatyzm, tradycja, nowoczesnośc pokazana jest jako pasmo zagrożeń,

    alee tradycja, turecka tradycja, zwyczaje, obyczajowość, mentalność Turków, mam wrażenie, pokazane zostały w niejednoznaczny tym samym, szalenie ciekawy, sposób. Tradycja nie jest idealizowana, gloryfikowana. W filmie, imo, obnaża się anachroniczność, pustkę niektórych rytułaów tureckich czy szerzej islamskich , jak choćby ten oświadczynami o rękę Sibel, który zbudowany jest tu od początku do końca na kłamstwie, a które łatwo łyka cała rodzina z jej głową o wyglądzie Mahometa na czele. :)
    Jeszcze bardziej dosadna jest scena rozmowy Cahita z braćmi Sibel, tu obnażona zostaje obłuda, pokrętna mentalność i moralność mężczyzn tureckich, którzy, mimo, że są już żonaci za całkowicie normalne uważają korzystanie z usług prostytutek!!! Przyznam, że to mnie bardzo zaszokowało!
  • grek.grek 28.11.10, 14:36
    tradycja ma tutaj, faktycznie, dwie strony, dwie twarze, a raczej twarz i gębę :] - obie tak samo prawdziwe.

    niewątpliwe, cel był taki, zeby napiętnować, czy choćby zdemaskować, kulturowe rutyniarstwo, jako przykrywkę dla niecnoty, ale jednocześnie jakiś rodzaj czegoś, w czym moga się schronić ci ludzie, co uprawiają, zeby w jakichś bezpiecznych ramach istnieć.
    pokazać też, wg mnie, interesujące sprzeczności postaw - no bo, weźmy ten burdel na boku : z jednej strony szacunek wobec własnych kobiet, który nie pozwala im ich " [po prostu ]pieprz,yć" a z drugiej jednak seksualność pod tytułem "pieprz.yć [po prostu]", która domaga się zaspokojenia - z i to nie wiadomo, czy w tym układzie facet turecki się zżyma o to "piep,rzenie swojej żony" z prawdziwego szacunku wobec niej, wobec osoby, czy żona nie jest tylko fetyszem, którego trzeba honorowo bronić wg tradycyjnych zasad.

    no tak, ten rytualny sposób proszenia o rękę narzeczonej przykrywa kłamstwo, ale i on i ona są w zasadzie na bakier ze swoją tureckością tradycyjną, więc faktycznie ceremoniał [bo tak to trzeba określić] służy oszukaniu innych, ale Mahomet nie jest tego świadom - on nie łyka tej ściemy, on jest ściemniany na golca, znaczy że nie ma pojęcia w czym uczestniczy i bierze wszystko za dobra monetę.
    racja - jest to scena symboliczna, celna bardzo, bo, jak cały zresztą film, pokazuje jak bardzo wrze pod powierzchnią, jak bardzo młodzi się oddalają od starych, i jak bardzo starzy albo o tym nie wiedzą, albo udają, ze nie mają pojęcia trzymając się kurczowo starej kultury.

    jednocześnie - zauważ : stary, mimo że formalnie nie panuje już nad niczym, ani nad synem, co burdele obskakuje [inna sprawa, czy stary też tak nie robił i czy to w ogle nie jest jakaś tamtejsza specialite de la maison ;) ], ani nad córką, co go okłamuje, tnie się [hańba rodzinna w pojęciu islamskim], a potem w ogóle go robi w bambuko z tym ślubem i całą resztą - stary ciągle ma decydujący głos, ciągle słuchają go w kucki i ciągle muszą się uciekać do forteli, żeby obejść zakazy i reguły, których on jest strażnikiem.

    jedno jest pewne, to ciągle patrarchat.

    a co ciekawe jeszcze, w tureckim Stambule panuje jakby większa otwartość [róznie malowana, ofk, i ta lepiej się manifestująća i ta gorsza, ale jednak] : kuzynka Sibel, to dziewczyna całkowicie nowoczesna, koks można dostać jak się chce, sceny z klubu wskazują, ze n ie trzeba kłamać i oszukiwać, zeby się bawić, tańczyć, zapalić, napić, a jednocześnie sibel poznaje mężczyznę, z którym jest w związku i nie jest to związek w którym, jak można się zorientowac, panuje patrarchalny zamordyzm.
    większe zamknięcie panuje, paradoksalnie, w tej tureckiej społeczności w Niemczech, gdzie normy są ściśle obowiązujące, wyrazistsze, surowo traktowane, a ich obchodzenie dzieje się pokryjomu.

    Trochę mi to przypominało polskie paradoksy :), bo nie od dziś wiadomo, ze Polacy w chicago czy Detroit są o stokroć bardziej tradycjni, konserwatywni, respektujący te wszystkie patetyczno-jakieśtam zwyczaje i symbole, słowem - bardziej "polscy" niż młodzież polska nawet w niewielkich miasteczkach. jest w tym coś ? :]
  • barbasia1 28.11.10, 16:35
    > jedno jest pewne, to ciągle patrarchat.

    O właśnie - patriarchat - tę kwestię zostawiłam sobie na koniec.

    :)
    cdn.
  • barbasia1 29.11.10, 22:47
    Bardzo prawdopodobne, że ojciec familii mógł sam kiedyś korzystać z usług prostytutek,
    I z całą pewnością nie potępiał synów za chodzenie do domów publicznych ( w filmie młodych Turków, braci Sibel, strofuje ale jakże ostrożnie, jak wyczytalam z Twego opisu, tylko Cahit wychowany w Niemczech, w kulturze zachodniej).

    W Turcji prostytucja jest oficjalnie zalegalizowana, a korzystanie z usług prostytutek bardzo wielu tureckich mężczyzn, takze żonatych uważa za rzecz normalniejszą na świecie, co więcej podobno większość młodych chłopców, przechodzi tam swoją inicjację seksualną (choć to temat tabu) .Czyli jest tak jak napisałeś, to specialite dela mezon. A na emigracji tej specialite nie może zabraknąć!


    Czytałam kiedyś w Wysokich Obcasach wstząsajacy reportaż poruszający temat prostytucji w Turcji. Reportaż, który udało mi się wczoraj odnaleźć, o tu: www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53581,4363259.html?as=1&startsz=x
    , opisywał, powiem w skrócie, historię dwóch byłych prostytutek, które chyba w 2007 roku postawnowiły, kandydować do parlamentu tureckiego (a właciwie zostały wytypowane przez organizację Sefkat- skupiajacą byłe prostytutki), by w ten sposób zwrócić uwagę na potwornie ciężki los kobiet, pracujących w domach publicznych, gdzie są nagminnie maltretowane, poniżnane, bite, gwałcone, skandalicznie, na wszelkie możliwe sposoby wykorzystywane, oszukiwane przez swoich pracodawców. Bohaterki reportazu jak wiele innych kobiet dostały się do domów publicznych wbew swej woli, sprzedane przez najbliższych, rodzinę, oczywiście załatwiajacym transakcję sprzedającym jest zawsze mężczyzna...
    :)
    CDN.

  • grek.grek 30.11.10, 15:00
    wiesz, on ich potępia w takim znaczeniu, że pyta dlaczego nie chcą seksu z żonami - nie precyzuje, czy : zamiast wizyt w burdelu, czy jako uzupełnienie tychże :]

    dobry link, to sporo mówi, albo przynajmniej p