Ojej, co tu wybrac 2011 - 3 (vol.14) Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
          • Rzuciłam okiem. Zawodnikom Manchesteru jakby ciężkie buty na nogi założono wczoraj!? Ledwo się ruszali. Za to zawodonicy Barcy jak żywe srebro ... Zwycięstwo (3:1) im się należało. :))
    • jakże by inaczej! :) To bardzo, bardzo interesująca rzecz - "dwadzieścia historii miłosnych, opowiedzianych przez 22 reżyserów współczesnego kina", więc nie dziwimy się porze emisji w publicznej.

      Greku, mam nadzieję, że uruchomisz swoje fantastyczne radzieckie wideo, nagrasz ten film (kończy się o godz. 2:05, ciekawe więc czy uda się nagrać całość) i w wolnej chwili opowiesz co nieco.
    • ''egorcyzmy emily rose'', 23:00 polsat - oglądaliście ? :] podejrzewam, ze to jakiś horrorek być musi, albo thriller teologicznopodobny, hehe...

      TVP1 odkurza ''terminatora i 'farbę [zamiast pierwotnie anonsowanego ''cześć, tereska''].

      TVN daje antenę wojewódzkiemu, który pewnie zaprosi znowu jakieś szkapiny ze stajni chlebodawcy. taka robota. cięzki kawałek chleba. dla niego. dla widza, jak sądze, raczej bardzo lekki. tylko se na nim zęby można złamac. taki suchy :]
      • ''egorcyzmy emily rose'', 23:00 polsat - oglądaliście ? :] podejrzewam, ze to j
        > akiś horrorek być musi, albo thriller teologicznopodobny, hehe...

        :))
        Nie, nie oglądałam, nie wiem, czy będę miała odwagę obejrzeć. Strachliwa jestem. ;)

        A widzisz, już wiem ...

        ''Egorcyzmy Emily Rose'' to fabularyzowana wersja autentycznej historii, którą przedstawia głośny film dokumentalny "Egzorcyzmy Anneliese Michel",wyświetlony niegdyś w telewizji i komentowany szeroko na Forum Telewizja.
        /Pamiętam, że kometowany był m.in. przez Ciebie, Greku, ale nie pamiętam, czy przez mnie też!? ;/ /

        Tu na wiki można przeczytać co nieco o sprawie Anneliese_Michel:
        pl.wikipedia.org/wiki/Anneliese_Michel
        Może rzucę jednak okiem na kawałek, zaraz po Wojewódzkim, pochrupię najpierw trochę tego suchara, ha,ha, siła przyzwyczajnia ...

        ***

        "Terminatora", a właściwie gubernatora niecne sprawki niedawno wyszły na jaw, jak się okazało dziesięć lat temu Terminator miał romans z własną gosposią, a owocem tego romansu jest nieślubne dziecko , syn, skóra zdjęta z ojca.

        Media i wszyscy do dziś się ciężko zastanawiają się, jak to się stało, że Terminator/ gubernator zdradził żonę z tak mało urodziwą i mało atrakcyjną (jak się okazało po opublikowaniu zdjęć tej pani) kobietą.

        Imo, odpowiedź jest prosta – efekt Coolidge'a ... ;)

        pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_Coolidge'a
        Ach, ci mężczyźni ! ;)

        to było z cyklu: Plotki z globalnej wioski.... ;)
        • a ja rzuciłem jednym okiem, choć nie na całość :]

          prawniczka [agnostyczka] broni przed sądem księdza, ktory jest oskarżony o to, ze doprowadził swoimi egzorcyzmami do śmierci chorą dziewczynę, którą uznał za opętaną.

          czy dziewczyna była, własnie : schizofreniczką/epileptyczką/chorą psychicznie czy opętaną przez nadnaturalne moce, rzekomo ?

          mógł być, z tego co widziałem, niezły thriller, a wyszedł jakiś gniot parahorrorystyczny, w ktorym reżyser ze scenarzystą dają do zrozumienia, ze jednak to jakies duchy i zmory maczały w tym palce, ksiądz jest wporzo, prawniczka się przekonuje do istnienia istot pozazmysłowych i generalnie reszta towarzystwa, to przyziemni mugole, którzy są za mało wrażliwi, żeby takiego duszka odczuć i zobaczyć, więc w ogole nie powinni tematu ruszac, a już zwłaszcza karać księdza, który tak chciał dziewczynie pomóc w jedyny możliwy sposób i tak pomagał, że ją przypadkiem pomógl zlikwidowac, albo zlikwidowal samodzielnie. znaczy się - nie on, duch to zrobił ;] no sorry, ale gdzie tu cywilizacja, gdzie tu normalność ? :]

          szkoda. była szansa na ciekawą opowieść, ale została spartolona koncertowo za pomocą uprawiania wiary w zabobony i tłumaczenia na odwyrtkę - zamiast na język rozumu i nauki, to na ozór mitomanii i klechdy.

          Terminator - o, klasyk. i to oryginał to był :] ten dobry, najlepszy. drugi był też dobry, ale był bardziej popisem technicznych mozliwości komputerów, chociaż akcja wartka była i dynamicznie się działo. trzeci, to już, wg mnie, zupelne nieporozumienie. za to - pierwszy... ma tę chropowatą atmosferę, hehe. tak smakują filmy, które nie mają pojęcia, ze staną się hitami. a juz sequele, widać ze są stylizowane, pudrowane, cyzelowane, uefektowniane. Ósmy Pasażer vel Obcy, Szczęki, czy włąśnie Terminator - mają godne sequele, ale już widać, ze władowano w nie kasę, że koniecznie chcą się sprawić należycie. oryginały nie mają tej bańki ciśnieniowej, wygładzenia, blichtru, są surowe i naturalne. w sumie, chyba dobrze, że TVP dała tę powtórkę, nie ? :]

          hehe, niewierny arni ;] ale swoją drogą, zabawne, ze para poczuła się w obowiązku informować o tym całe otoczenie. ich sprawa... no chyba, ze chodziło o to, by nie gruchnęło to znienacka i nie stało się pretekstem do skandalu, chociaż... skandal z tego wyszedł tak, czy inaczej, heeh.

          a tak bardzo chciał arni bć prezydentem... nawet szykowano pod niego zmianę przepisu, obecnie stanowiąćego, że preziem USA nie może być naturalizowany amerykanin albo wręcz obcokrajowiec, a arni to wszak austriak.

          a tutaj... taka chryja ;]]
          • ale została spartolona koncertowo za p
            > omocą uprawiania wiary w zabobony i tłumaczenia na odwyrtkę - zamiast na język
            > rozumu i nauki, to na ozór mitomanii i klechdy.

            >no sorry, ale gdzie tu cywilizacja, gdzie tu normalność ? :]

            :)))
            o normalną nienormalność (bohaterki) Ci chodzi ?

            Take it easy! :) Nie pierwszy i zapewne nie ostatnia to historia filmowa z motywem opętania przez siły nieczyste ...

            Właściwie fikcyjne imię oraz nazwisko bohaterki w tytule, sugerowały od początku, że nie będzie to jakaś abitna próba analizy przypadku Anneliese Michel, mimo, że w powoływano się na tę historię , wskazywano ją jako inspirację do nakręcenia filmu...

            Prawda, szkoda zamarnowanej okazji do stworzenia intrygującego filmu, w którym odpowiedź na pytanie jaki problem miała bohaterka (autentyczna czy fikcyjna) nie byłaby tak jednoznaczna ...

            Pewnie, że dobrze, że TVP dała tę powtórkę. Powiem nawet więcej, czekam na kolejną powtórkę, żeby "Terminatora" porządnie obejrzeć od początku do końca! :))

            Tak, też myślę, że państwo Schwarzeneggerowie postanowili oficjalnie poinformować o rozstaniu, by ubiec plotkarskie media, zabezpieczyć się przed przed ewentulanym skandalem, w związku z nagłym ujawnieniem kłopotow małeżeńskiech, przed niekontrolowanymi przeciekami do mediów.

            No proszę, nie wiedziałam, że dla Arniego szykowano taką poprawkę przepisach ! Ale teraz to już chyba nie będzie ona potrzebna!? Wizerunek przykładnego ojca i meża jest dla konserwtywnych Amerykanów niesłychanie ważny, co pokazuje historia z Tigerem Woodsem ...

            :)
            • Calych "egzorcyzmow" nie widzialam, ale z tego, co wiem, to dosc wiernie odtworzyli historie Anneliese Michel - i no coz, Greku - tak naprawde do dzis dnia nie wiadomo, co jej bylo. Wspolczesne badania pokazuja, ze na lawie oskarzonych powinni siasc nie ksieza-egzorcysci, ale lekarze, ktorzy podawali jej leki na padaczke, ktorej nie miala.
              Co do samych egzorcyzmow i opetan - ja tego nie neguje, co wiecej raczej bede bronic. Nauka jeszcze wszystkiego nie zbadala.
              --
              Maniaczytania - blog
              • nawet jeśli, to faworyzowanie wersji z udzialem tzw. mocy nieczystych, ba - samo dopuszczenie takiego scenariusza z intencją, aby było to wytłumaczenie tej historii - moim zdaniem było tragifarsa :] zepchnęło film w odmęty rozrywki dla miłośnikow horrorów, a całej reszcie zostawiło figę z makiem. a było co trzeba - zdawałoby się samograj, który tylko trzeba potraktować poważnie. przerosło to panów artystuf :]
                • Greku - nie bardzo rozumiem, czego sie wlasciwie czepiasz - film byl oparty na faktach,
                  a ze Ty w te fakty nie wierzysz nie oznacza, ze film byl slaby .

                  Dla doprecyzowania - jedna rzecz kaze mi miec watpliwosci w sprawie Anneliese Michel (Emily Rose) - to, ze w swoich opetaniach wzywajac demony wzywala m.in. Hitlera. No w to, ze Hitler byl demonem nie uwierze.
                  --
                  Maniaczytania - blog
                  • moment, ogarnijmy to... chcesz powiedzieć, że w oryginale naprawdę dziewczyna została owładnięta jakimiś mocami nieczystymi ? :]

                    wiesz, mnie chodzi mniej więcej o to, ze w filmie nie było chłodnej rekonstrukcji zdarzeń, tylko interpretacja gotowa, i to interpretacja w stronę irracjonalną, czyli, że panna Emily była we władaniu jakichś nadprzyrodzonych istot. to mi zgrzytło.

                    wiesz, nie mam problemów z czymiś intencjami - jak chce robić horror i wykorzystać w tym celu autentyczne wydarzenie, odpowiednio je preparując i stylizując, to jego wola. mnie chodzi o sam efekt, że chybiony jest. bo cały proces i cała sprawa w realu na pewno nie doprowadziły do konkluzji jednoznacznych, raczej szukano wyjaśnień racjonalnych. a tutaj, po prostu, pod płaszczykiem ''oparte na faktach'' przemycono tezę jakoby te fakty mówiły o prawdziwym opętaniu mocami nieczystymi. zsunięto film w efektowny okultyzm, zamiast patrzeć z punktu widzenia realizmu, trzeźwości :]
                    • grek.grek napisał:

                      > moment, ogarnijmy to... chcesz powiedzieć, że w oryginale naprawdę dziewczyna została owładnięta jakimiś mocami nieczystymi ? :]

                      Nie wiem, czy te moce byly brudne czy umyte ;), cos to jednak bylo, cos, co absolutnie wymyka sie wspolczesnej nauce. Nie wiem, czy wiesz, ale do dzis dnia funkcjonuja czynnie ksieza - egzorcysci, ale to nie jest tak, ze ktos powie - o, ten jest opetany, trzeba wezwac egzorcyste. Egzorcysta wkracza wtedy, gdy medycyna nie umie znalezc pomocy, tzn. musi byc zaswiadczenie od psychiatry, ze danego przypadku nie da sie uleczyc metodami znanymi w dzisiejszej psychiatrii.

                      > wiesz, mnie chodzi mniej więcej o to, ze w filmie nie było chłodnej rekonstrukcji zdarzeń, tylko interpretacja gotowa, i to interpretacja w stronę irracjonalną, czyli, że panna Emily była we władaniu jakichś nadprzyrodzonych istot. to mi zgrzytło.

                      Ale to nie jest interpretacja filmowa, tak zinterpretowano te wydarzenia wtedy, wiec jesli film opieral sie na faktach ...


                      A tu specjalnie dla Ciebie i dziewczyn tez, jesli je temat interesuje link do ciekawego artykulu na temat prawdziwej Emily Rose, czyli Anneliese Michel:
                      sanctus.pl/index.php?podgrupa=387&doc=336

                      i p.s. do kin wszedl ostatnio film"Rytual" z Hopkinsem w roli glownej, podobno najbardziej zblizony do tego, jak naprawde wyglada "praca" egzorcysty (autoryzowany przez Watykan).

                      --
                      Maniaczytania - blog
                      • egzorcyści, uff... ;] temat rzeka, dla niektórych temat gaz-rozweselający ;]

                        jeśli jednak przyjąć, ze "do dziś nic nie wiadomo na pewno o tamtym przypadku chorobowym", to ja bym jednak wolał, żeby scenariusz się do tego stosował, a nie pozbawiał rzecz całą tajemnicy, tudzież realizmu, za pomocą szycia gotowego wytłumaczenia, w celu podrasowania atrakcyjności filmu, jako "horroru na faktach". skoro "fakty" są takie, ze nie ma jasnej odpowiedzi, to może i daje przestrzeń do manipulacji i własnych wersji rozwiązania zagadki, ale ja bym jednak oczekiwał pewnej wstrzemięźliwości w takich okolicznościach przyrody.

                        "tak zinterpretowano te wydarzenia wtedy" - o, interpretacje były rózne, do dzisiaj są rózne. ja po prostu bym wolał, żeby spojrzeć na rzecz całą trzeźwo i rzeczowo, bez babrania się w legitymizowanie istnienia istot nadnaturalnych ;]

            • bohaterka, to pół biedy w porównaniu do scenarzysty i reżysera ;]
              za bardzo chcieli mieć komercyjne wydarzenie, na które pobiegnie do kina dzieciarnia niż
              jakiś ciut-choćby-głębszy film, traktujący widza jak dorosłego, a nie półgłówka.

      • > ''egorcyzmy emily rose'', 23:00 polsat - oglądaliście ? :] podejrzewam, ze to j
        > akiś horrorek być musi, albo thriller teologicznopodobny, hehe...

        Zwiałam sprzed telewizora aż się kurzyło, po fragmencie jak bohaterka zobaczyła w oknie sali wykładowej jakąś potworną gębę czy coś dziwnego na szybie okna ...

        W filmie przyjęto interpretację, że Emily opętana była przez siły nieczyste, tak?

        :)




        • ;]

          paradoksalnie, ja w momencie, który opisujesz, zacząłem się śmiać i miałem pierwsze, no - drugie, hehe - podejrzenie, ze ten film pędzi w niedobrą stronę.

          a za to wczoraj obejrzałem sobie powtórkę "Krzyku" [via TVN]. taka mała podróż sentymentalna, hehe. pamiętam, jak wyszedł ten tytuł, ile było ajwaj po ulicach, jaka to gracka robota filmowa. ofk, ambitne kino toto nie było, ani wtedy, ani nie jest po latach. ale pamiętam,że galopowałem dość żwawo do wypożyczalni, żeby sobie ten film sprawdzić. no i Wam powiem, ze była to na tyle ciekawa rzecz, że został mi jakiś okruch wspomnień tamtej pierwszej projekcji i teraz jakoś nawet nie umiem zganić TVN, że takie stare pierdoły puszcza, zamiast nowości jakowychś.

          i to jeszcze opatrzony jest ów Krzyk ciągle tą samą etykietką - horror. a to przecież thriller, jako żywo. horror jest wtedy, kiedy zagrożenie stanowią moce nadprzyrodzone, wampiry, duchy, zjawy etc. kiedy pochodzi ono od człowieka - wtedy jest thriller. a tutaj... Krzyk = horror, i tak zostało. nieuleczalne ;]

          z kolei, żeby było śmieszniej, zahaczające bardziej o horror Egzorcyzymy Emily Rose kursują jako thriller, co by godziło w intencje twórców ubierających całą historię, ewidentnie, w ciuchy horroru.

          a więc, koniec końców, jak zwykle na końcu jest... komedia :]
          • :)))

            A ja wskoczyłam w tę scenę zaraz po ciekawym dokumencie o bliźniakach i dlatego mnie nie było do śmiechu ciemną pół-nocą. ;)

            Nie lubię byc straszona i nie polubię już, dlatego unikam horrorów, a i do thrillerów podchodzę bardzo ostrożnie. "Krzyku" też nie widziałam nigdy ... A o różnicach pomiędzy horrorem a thrillerem dowidziałam się , wstyd się przyznać, niedawno, zresztą od Ciebie, Greku /dzięki!/!
            Ale widzę, że i filmowcy mają jakiś problem z etykietkami, horror czy thriller, nie podchodzą do nich ortodoksyjnie, he, he.


            A propos tego dokumentu o bliźniachach to powiem Ci, Greku / Wam , że mówiono wczoraj o szalenie ciekawym przypadku bliźniaków jednojajowych / bliźniacy jednojajowi to identyczny materiał genetyczny w dwóch osobach/ - mężczyzn, z których jeden był hetero, a drugi ... homo! Co spowodowało, że bracia tak się różnią - geny czy środowisko? Na jakim etapie rozwoju doszło wykształcenia się tych różnic. Na te pytania na razie nie nie ma odpowiedzi!? Wiadomo jedynie na pewno , że odmienne preferencje seksuelne w tym przypadku nie mają nic wspólnego z wychowaniem. Obaj bracia, jak mówili, dorastali w tym samym środowisku, i tak samo byli wychowywani przez swoich rodziców, tak samo przez nich kochani akceptowani. Skłonności homo nie są też wymysłem czy jakimś ekscentrycznym pomysłem na życie jednego z braci, który na początku miał powazny problem z zakaceptowaniem swej odmienności, odczuwał dyskomfort w związku z koniecznością informowania krenych i znajomych, o swej orientacji!?
            Ciekawa sprawa!
            Myślę, że za jakiś, pewnie już niedługi, naukowcy rozszyfrują zagadkę homoseksualizmu ...

            :)
            • Krzyk śmiało Ci mogę polecić, zwazywszy na to, że nie lubisz horrorów :] to thriller klasyczny. bawiący się kliszami gatunkowymi i mający swoją aurę. zaryzykowałbym nawet, ze - na swój sposob - jest to pastisz, a już na pewno, że ma w sobie dużą dawkę humoru, nawet jesli w oparach makabreski [kilka ujęć jest dość mocnych, ale nie nacechowanych grozą horrorową, bynajmniej, hehe].

              heh, ciekawe, to z bliźniakami :]

              btw, jestem na etapie Zakochanego paryża. to jest 20 krótkich nowelek dot. róznych odcieni tytułowych uczuć/miłości w dekoracjach tytułowego paryża. jestem na poziomie 5 czy 6 nowelki, mam nadzieję że resztę uda mi się obejrzeć na--raz. tak czy owak, jak tylko skończę napiszę o tym, com widział, po parę zdań do każdej z 20 odsłon. jak mówią kaszubi : stay tuned :]
              • Strasznie ciężki i duszny dzień u mnie, dobrze, że już się kończy, heh!

                > Krzyk śmiało Ci mogę polecić, zwazywszy na to, że nie lubisz horrorów :]
                Ha,ha :)))

                !
                Greku, niegdyś polecałeś mi , też z gatunku horrorów, film "Thing", za Twoją zachętą obejrzałam go i nie pożałowałam/ nie żałuję! :)
                Więc "Krzyk" też obejrzę, zaintrygowałeś tym krótkim komentrzem! A co więcej, dodałeś odwagi do oglądania! Serio, serio. :)

                Tak! I fascynujące są badania nad genami! :)

                Świetnie oraz znakomicie. Jutro i pojutrze nastawiam antenę w Twoim kierunku! I po pojutrze też! :)) Pisz, jak tylko będziesz mógł! Czekam/y.

                > jak tylko skończę napiszę o tym, com widział,po parę zdań do każdej z 20 odsłon
                Jesteś wielki!!!

                Greku, i napisz, która z nowelek, z opowieści podobała Ci się najbardziej, i która podobałaby Ci się ...!? :)).

                >jak mówią kaszubi : stay tuned :]
                Ha, ha, ha :)))

                Dobrej nocy! :)


                • "thing" to własnie ciekawa historia - science-fiction-thriller czy jednak horror ? :]
                  tak czy owak, cieszę się, ze Ci przypadł do gustu.
                  "Krzyk", to inne środki wyrazu i inny temat zupełnie, a łącznik jest najzacniejszy - oba filmy są
                  dobre, po prostu. na swój sposób specyficzny. chociaż... może zweryfikujesz "Krzyk", bo ja jakoś nie mam narzędzi, za dużo sentymentu i dobrego wspomnienia pierwszego razu, zeby być obiektywnym.

                  haha ;] niebawem nagryzmolę a'propos "Paryża", na razie powiem tylko, ze te nowelki są naprawdę zgrabne, w dominującej części.

                  najlepsza ? o, cięzko będzie wybrać. pewnie ze trzy-cztery równorzędne bedę typował, bo i każdy odcień uczuć w nich opisanych jest inny : partnerska, rodzicielska, nagła, wieloletnia, spokojna, burzliwa itd itp. bardziej zwracam uwagę na to, jak ciekawy jest sam pomysł, bo w istocie w ciągu 5-6 minut trudno o jakieś zawijasy i tzw pełną wypowiedź.
                  • Myślę, że tak jak "Obcy" / na wiki zerknęłam jak sklasyfikowano oba filmy/, "Thing" byłby horrorem science-fiction. To zresztą zgadzało by się definicją horroru, o której wspominałeś.

                    Rozumiem ten problem z oceną "Krzyku", ale jeśli pierwsze wrażenia były pozytywne, to na pewno musi być to dobra rzecz (w swoim gatunku). Jak obejrzę napiszę słowo o swoich wrażeniach! :)

                    Czułam, że to będzie bardzo ciekawa rzecz! To rzeczywiście wyzwanie opowiedzieć przekonujaco i orginalnie, ciekawie o miłości w ciągu zaledwie 5-6 minut! Apetyt rośnie! Czekam bardzo.
                    :)))


                    Miałam być tu wcześniej, ale tak się złożyło, że szłam na około i trafiłam do wypożyczalni DVD. "Pięską śmierć" / "Shooting dogs" pożyczyłam! Ciąg dalszy w podwątku "Pieska śmierć" , o Ruandzie nastąpi! Czuwaj! ;)

          • Jakiś nowy serial w miejsce "Instynktu dają, "Zagadki umysłu", "o losach młodego psychiatry, który objął posadę dyrektora szpitala psychiatrycznego w Los Angeles". Doktor nazywa się Jack Gallagher i wygląda na jakiegoś dalekiego krewnego Doktora House'a, też jest ekscentrykiem i nonkonformistą i , jak piszą w telemagazynie, znany jest z niekonwencjonalnych sposobów leczenia. "Jego metody pracy z pacjentami odbiegają od standardów i wielokrotnie stawiają kolegów po fachu w trudnych sytuacjach. Gallagher za wszelką cenę stara się dociec, co kryje się w umysłach pacjentów. Wierzy, że poznając mechanizm zaburzeń, uda mu się znaleźć sposób na prawidłową terapię."
            www.telemagazyn.pl/program/3544208289.html
            Co o tym sądzicie???

            Kocham Kino dziś o 23.55, czyli o jakieś piętnaście minut wcześniej! Jakiś postęp jest! ;)

    • zapowiadam juz dzis, bo nie wiem, czy znajde czas w weekend, zeby tu zajrzec
      --
      Maniaczytania - blog
      • Przeglądając przed moementem gazetowy program, też zwróciłam uwagę na ten film, Maniu.

        Świetna jest obsada, występuje m.in.Ralph Fiennes, Charlote Ramplng, Keira Knightley...
        :)
      • jakby nie patrzeć, to jednak oferta, sama w sobie, coraz mizerniejsza...

        wczoraj, z 40-min poślizgiem, Polsat pokazał remake "nocy żywych trupów" - całkiem niezłe, dośc wiernie odpowiadające niedoścignionemu oryginałowi romero, zachowujące, w miarę, wszelkie sensy jakie ukrył pod horrorową otoczką, tenże mistrz. ale - remake, to jednak tylko remake.

        i nic poza nie było w ramówce. dzisiaj, poza tytułem z wątku, też niewiele da się dopatrzeć. mam wrażenie, ze oszczędności na organizację festiwali letnich wrzuciły wsteczny bieg Tvp i polsatowi, bo ostatnimi tygodniami dramatycznie powtórkowo się zrobiło ;][ nie wiem, czy jedno z drugim się łączy, ot imaginuję sobie, ze możesz coś jest na rzeczy, a że na końcu układu pokarmowego każdej stacji sa premiery filmowe, to.... hehe, no właśnie...]

        w zasadzie, nie chcę tego powtarzać enty raz, ale... jaka to jest piękna pora na pokazywanie starych filmów... ileż ich czeka i aż się prosi o wyświetlenie... latem seriale stoją, albo są powtarzane, reklamy tak średnio chodzą, talent- i tokszoły albo na wakacjach albo też powtarzane... idealna pora na stare kino, "perły z lamusa". i tak patrzę, i czekam - kto pierwszy sie kapnie ? :]

        to nie kosztuje wiele. nowości, 2-3 lata po kinowej premierze, na pewno są drogie dla telewizji. ale staruszki ? taniocha. a byłyby niemal jak premiera, dla wielu widzów, zwłaszcza młodych, a dla starszych albo średnich - albo świetną podróżą sentymentalna, albo np. drugim obejrzeniem, po wielu latach. to naprawdę jest całkowicie nowy odbiór, kiedy ogląda się felliniego po raz drugi w wieku 30 lat, podczas gdy pierwszy raz widziało się w wieku 20. kompletnie nowa jakość, bo i człek inny, dojrzalszy [czasami ;)], inna wizja, inna fonia, inna spostrzegawczośc, inna refleksja.

        więc - jak sądzicie, ktoś na to wpadnie, czy nikt tam już nie myśli ? ;]
        • Cała klasyka, a i różne przecież nowości, które też od czasu do czasu się pojawiają, zostały całkowicie przeniesione do TVPKultury, która dostępna jest dla śladowej ilości widzów ... Taka jest teraz polityka władz TVP, dla które w gruncie rzeczy mają w nosie widzów telewizji publicznej .


          to naprawdę
          > jest całkowicie nowy odbiór, kiedy ogląda się felliniego po raz drugi w wieku 3
          > 0 lat, podczas gdy pierwszy raz widziało się w wieku 20. kompletnie nowa jakość
          > , bo i człek inny, dojrzalszy [czasami ;)], inna wizja, inna fonia, inna spostr
          > zegawczośc, inna refleksja.
          O tak, tak! :)))

          > więc - jak sądzicie, ktoś na to wpadnie, czy nikt tam już nie myśli ? ;]
          Obawiam się, że już nie ...
          • prawda. przepatruję program TVP K., żeby zobaczyć, co mnie omija ;]

            albo - co BYĆ MOŻE, Jedynka albo Dwójka kiedyś łaskawie też pokażą, zamiast "gwiezdnych wojen" i innych poraztysięcznypowtórek.

            aczkolwiek, z tego co zauwazyłem, to i TVP K goni w piętkę z tytułami, coraz częsciej widzę już znajome. czyli, i tam łatwo nie jest, hehe.

            o, gdzie te czasy... "perły z lamusa", cykle filmów z bogartem, młode polskie kino, nawet rok temu te 3-filmowe powtórki hitchcocka, był bergman, allen, kurosawa, forman się zdarzył chyba jakiś. a od początku roku - coraz mniej, mniej, a teraz zupełnie nic :].

            szybko zrezygnowali. a można było z tego cały cykl zrobić. reżyserów i aktorów do przypomnienia by nie zabrakło. wiesz, ja nie wymagam, zeby nam tutaj zaraz serwowali najnowsze filmy almodovara, ale... te starsze ? dlaczego nie ? gościu ma z 15 filmów na koncie. co za problem, zrobić trójpak jakiś ? kino włoskie, francuskie, fellini, trauffaut, antonioni, hiszpańskie, niemieckie, von trier taki fajny skandalik odstawił w cannes - można by na fali nośnej tego zdarzenia coś z jego filmografii wspomniec, bo 1-2 filmy przez cały rok, to wstydliwie mało. az się prosi, żeby nie tłuc bez przerwy amerykańszcyzny i to tej najgorszego sortu. gdzie polskie nowe kino ? gdzie cała filmografia polańskiego ? bojkot jakiś ? ;]

            aż momentami ręce opadają :] nowy prezes już inkasuje, zapowiadał jak się kulturalnie zrobi, a co jest - to widać. mam stale wrażenie, ze TVP potrzebna jest tym pie%$^& politykom i to tylko do jednego - zeby w Wiadomościach robić sobie dobrze. resztę mają w nosie, albo gdzieś tam indziej, trochę niżej.

            w TVP Info też już widac polityczne porządki. wieś rządzi. PSL znaczy się. jak ich kiedyś wcale nie b yło, to teraz, co włączę polityczną dyskusję, to musi być bankowo jakiś. spikerzy zapraszają ? hehe, jasne ;] gdziez tam niezależność jakakolwiek... wszystkim polityka kręci, a my pośrodku dalejmy się rolowac. może faktycznie rozsprzedać to, sprywatyzować i a nuż weźmie to ktoś, kto miałby ambitniejsze plany niż muza chichra i stivensegalmovies ?..

            "Zakochany Paryż" - jutro będzie :]

            co na dziś mamy ? ja widzę znowu NIC, i Lisa na dwójce. a u Lisa napieralski z SLD. głosuję na Sojusz, ale tego gościa nie mogę słuchać, bo mnie od tego zęby bolą. mam nadzieję, po prostu, że człowiek jest lepszy w działaniu, bo złotoustych nieudacznikow politycznych, to już mieliśmy, i mamy, od metra :]
            • Marzę ( i pożądam) od dawna o takich cyklach robionych według klucza reżyserskiego, tematycznego, aktorskiego, rocznikowego, czy jakiegokolwiek innego, ale koniecznie z dobrymi filmami!
              Ale coraz bardziej wątpię, że coś takiego powstanie w publicznej ...

              > "Zakochany Paryż" - jutro będzie :]
              Świetnie!
              Będę wcześniej!
              jeśli nic nie wypadnie! :)


              > co na dziś mamy ? ja widzę znowu NIC, i Lisa na dwójce. a u Lisa napieralski z
              > SLD.

              Ostatnio pan Napieralski zasłynął budzącą kontrowersje decyzją wciągnięcia na listę SLD, młodej celebrytki, niedoszłej tapmodelki, tancerki i zdaje się też nauczycielki tańca na rurze. Wyraźnie Napieralski ma jakąś słabość do ładnych blonddziewczyn (pierwsze były bliźniaczki?), he, he.


              > w TVP Info też już widac polityczne porządki. wieś rządzi. PSL znaczy się.
              He,he
              Gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta!? PSL chyba działa na tej zasadzie.

      • Dzięki drogie koleżanki, gdyby nie podpowiedź, umknąłby mi ładny film:)
        • Przyjemność po naszej stornia, prawda, Maniusiu, któraś pierwsza dała znać! :)

          Tak, tak, cudy film!

          I niech teraz ktoś powie, że Keira nie potrafi grać! :)

          cdn.
          • zgadzam sie - seans byl niezwykle udany i to na tvp :) i to w prime time w sumie :)
            oby tak dalej chcialoby sie rzec... ;)
            --
            Maniaczytania - blog
          • Keira grać z pewnością potrafi, ma podobną, czystą urodę, jak Portman, ale na mój gust za mało w niej kobiecości. Kiedy tak sobie w trójkąciku celebrowali posiłki jakoś naturalne wydawało się, że wolał seksowną, zmysłową Bessi. Ponadto nie do końca mnie przekonała, albo wcale, jako osoba zaangażowana w politykę.
            Barbasiu, jest jakaś scena, która Cię szczególnie poruszyła? Mnie ta, kiedy Finnees wręczał czek/zapłate za urodzenie syna. Obydwoje na równi czuli się w tej sytuacji niezręcznie, jak winowajcy. A tak w ogóle, to Finnesem jestem zachwycona. Że też tak upokorzające życie małżonce zgotowal. Jednak nie sposób go do końca przekreślić, czyż nie?
            • Hmm, chyba jednak ja powiem, ze Keira nie potrafi grac ;) Tzn. ogolnie potrafi, ale w tym filmie jakos mnie mimo wszystko nie przekonala. Zabraklo jak dla mnie chemii miedzy nia a tym przyszlym premierem (swoja szosa mogli dac jakiegos przystojniaka, nie? a jedyna "chemiczna" scena miedzy nimi to byla po jakims plomiennym przemowieniu, kiedy zapytal go, czy o niej mysli).
              Ralph Fiennes za to byl doskonaly! Swietnie pokazal ksiecia i nie zgodze sie, ze do konca byl zly czy antypatyczny i ze to on zonie zgotowal taki los. On tez byl moim zdaniem uwiklany w konwenanse i sztywne zasady tamtych czasow, ktore pozwalaly mezczyznom miec utrzymanki, kobietom tego nie wybaczajac.

              Co prawda Pepsic mnie nie zapytala (tu maly foch i smutek ;) ), ale odpowiem - mnie najbardziej poruszyly dwie sceny (ale pewnie nie moglo byc inaczej) - pierwsza, gdy Keira po podjeciu decyzji o odejsciu od meza czyta listy od coreczek i druga, kiedy oddaje swoja najmlodsza. Aaaaa - wlasciwie to jeszcze jedna byla ladna - jak wrocila po tym oddaniu dziecka i rozmawial z nia maz i tak biedny probowal jej pokazac, ze ja na jakis pokrecony sposob kocha i chcial jej dodac otuchy lapiac ja za reke. Ach, jakze inaczej mogly sie potoczyc ich losy, gdyby ta milosc okazywal jej wczesniej, mysle, ze mogli byc szczesliwa para.
              --
              Maniaczytania - blog
              • Maniu, sorki,nie wiem, jak to się mogło stać:(

                Moment, kiedy siedzą razem na kanapie odczytałam ciut inaczej, jako wyrzut sumienia, gest w kierunku wybaczenia, przyznanie się do wyrządzenia krzywdy, jednocześnie oznaczający brak miłości, niestety nie kochał jej, a Bessi.

                Masz rację, amant nie nadawał się ani na premiera, ani na kochanka. Takie lelum polelum.
                Zgadam się co do Finnesa, nie był postacią jednoznaczną i fantastycznie to zagrał.

    • być miało, niech się stanie zatem ;]

      "ZP" składa się z 18 nowelek. każda filmowana w innych okolicznościach tego samego Paryża, a wszystkie kręcą się wokół uczuć, miłości, róznej ich/jej odcienie rysując.

      1. siedzi se sfrustrowany facet w samochodzie, na montmartre, i utyskuje, ze : miejsca do parkowania ograniczone, że jest w sumie z niego fajny facet, że ma kasę i auto, i nawet mieszkanie, a jakoś babki go nie rozchwytują, a na dodatek 'wszystkie są zajęte". znienacka, tuż obok jego auta, mdleje jakaś kobieta. przechodnie się nią zaraz zajmują, znajduje się lekarz, który stwierdza, ze spadł jej w organizmie cukier i dlatego zasłabła. kobieta ląduje w aucie naszego narzekacza - rozmawiają sobie, ona powoli dochodzi do siebie, trzymając go za rękę ["pański dotyk mi pomógł"]. a potem on ją zawozi na jakieś spotkanie, na które ona się spieszy. pewnie coś z tego będzie - w domyśle ;]

      2. tutaj akcja się rozgrywa na deptaku na bulwarze nad sekwaną. siedzi sobie trzech młodych chłopaków i zaczepia spacerujące dziewczyny. takie tam niewinne, acz sztubackie zagrywki. najczęsciej spotykają się z ciętą ripostą i śmieją się jeden z drugiego, ze mu pogoniono kota. a obok siedzi arabka i coś cztyta; słucha tych ich gadek, podśmiewa się trochę. potem wstaje, gdzieś idzie, ale się potyka i upada. jeden z tych chłopaków pomaga jej się podnieść, jako że jej chusta z głowy zleciała, to pomaga jej ją założyc. dziewczyna jest piękna, przypada mu do gustu od razu, a że on jest trochę innych od dwójki swoich kolegów, to całkiem sensownie sobie gaworzą np. o tożsamości kulturowej, która dla niej wiąże się z ową chusta na głowie [on ja pyta : masz takie ładne włosy, dlaczego je zakrywasz ?]. a później ona idzie do meczetu na modły. on wraca do koleżków, ale za pięć sekund idzie za nią, czeka na zewnątrz. ona wychodzi z dziadkiem, przedstawia mu chłopaka, a dziadek zaprasza : chodź z nami. no i idzie. z tego pewnie też coś będzie ;] islamistka, która 'chce zostać dziennikarką, pracować w Le Monde i pisać o sprawach swojego narodu" i francuz rodowity [na oko] - student historii. uczucie przekraczające pozorna róznośc, harmonizujące ?

      3. miejsce - drukarnia jakaś. coś w tym stylu. przychodzi tam młody człowiek. nie wiem, coś daje do oprawienia, czy przynosi jakiś rysunek do gazety ? nie wiem. ale to nieważne. co jest istotą rzeczy : ten co przyszedł zwraca uwagę na jednego z pracowników. wyraźnie nim zaintrygowany zaczyna nawijać, ze odczuł nagle niezwykla potrzebę porozmawiania z nim, pyta czy ten wierzy w bratnie dusze, ze ma wrażenie jakby się już spotkali. ten drugi słucha, ale nic nie mówi. na koniec ten pierwszy wychodzi, ale zostawia mu adres i numer telefonu, prosząc o spotkanie. po jego wyjściu, ten drugi mówi szefowi zakładu : wie pan, ten chłopak coś do mnie mówił, ale ja nie znam prawie wcale francuskiego... zostawił mi telefon; szef mu na to : skontaktuj się z nim, dowiedz się o co chodzi. i ten niewiele się namyśla, tylko bierze adres i wybiega z pracowni i zasuwa poprzez paryzewo, zeby z tamtym pogadać. uczucie-impuls ? przyjaźń instynktowna ? miłość reinkarnowana ? ;] rezyserował to van sant.

      4. to jest robiota coenów z kolei. miejsce - paryskie metro. siedzi tam amerykański turysta [a jakże, steve buscemi w tej roli], czyta broszurki reklamujące, objaśniające, paryż. na sąsiednim peronie całują się chłopak i dziewczyna. wbrew zaleceniom z folderu facet przygląda się im zbyt ostentacyjnie. chłopak od razu startuje do niego z pyskiem. a dziewczyna zaczyna go uwodzić, całowac, wzbudzając zazdrośc chłopaka. w takich sytuacjach zawsze dostaje po gębie bogu ducha winny uwodzony, a nie uwodzicielka, więc i tutaj turysta z ameryki zostaje przemaglowany przez francuskiego garsona, na koniec ląduje na nim zawartość kosza na śmieci, a zaraz za nią pocztówki reklamowe paryża, z wizerunkiem mony lisy na czele. i ta mona lisa ma tak ironiczny wyraz twarzy, bardziej niż zwykle... ;] fajne. szydera, jak u coenów.

      5. to jest krótkie. bladym świtem samotna matka zanosi swoje małe dziecko do żłobka, śpiewa mu balladę jakąs. potem zaiwawnia metrem, pociągiem, przez poranny gwar i ścisk, na drugi koniec miasta, gdzie pracuje jako opiekunka do dzieci u jakiejs bogatej pańci. zostaje z małym, a kiedy on zaczyna beczec - śpiewa mu tę samą balladę, co swojemu dziecku. tak jakby był ze swoim dzieciakiem duchem, obdarzając ciepłem jego substytut. społeczne tło - chyba dośc jasne :] biedne, słabo uposazone matki odcięte od swoich dzieci ... uff.

      6. to jest dziwactwo pewne. zrozumiałem z tego tyle : jest akwizytor kosmetykow "do azjatyckich włosow". przychodzi do salonu fryzjerskiego. a tam same azjatki. i właścicielka - mistrzyni kung fu, co mu macha pięściami przez nosem... potem ten sam facet gra w kręgle w czymś, co przypomina... unowocześnioną świątynię buddyjską, a zaraz dzwoni telefon - odbiera go facet w stroju mnicha i przekazuje mu, ze azjatka, ta od kung fu chyba /, chce się z nim widziec. no to on do niej jedzie, ale ona już nie macha nogami, tylko jest liryczna i romantyczna. w jej salonie klientki przymierzają fryzury gwiazda kina : marylin i audrey tatou, czyli amelii filmowej. a potem on z nią idzie sobie, obok jakieś, of, azjatyckie dziewczyny ćwiczą ni to układy taneczne, ni to co, aż wreszcie on pokazuje jej w kataologu fryzur jej zdjęcie mowiąc 'taką podobasz mi się najbardziej" - i odchodzi, a ona zostaje w rozwianej sukni. nie podejmuje się interpretacji ;]

      7. tu się rzecz zaczyna w restauracji. siedzi tam facet i czeka na żone. czeka, żeby jej zakomunikowac, ze odchodzi od niej, ze jej nie kocha, że ma już dość codzienności z nią [tu wylicza, co mu się w niej nie podoba, od "nie zamawiania w knajpie deserów, a potem wyjadania jemu, w dodatku takiego, jaki on zamówił podług jej sugestii po obstawianie chałupy przedmiootami, których nigdy nie używa, chociaż po to niby są, np. flakony perfum] i że ma od dawna romans z namiętną stewardessą. mówi o tym za pomocą monologu ;] cała historia jest jego monologiem. żona przychodzi, w czerwonym żakiecie. i zanim on się zbierze na odwagę, to ona go informuje, że jest chora, ma raka w stanie terminalnym. faceta zatyka. zmienia plany. wysyła kochance sms-a zrywającego znajomośc. a potem zajmuje się żoną : zamawia te cholerne desery dla niej, chodzi z nią na zakupy, których sam nie znosi, na filmy, które ona uwielbia, a on przeciwnie, czyta jej ksiązki, których sam by nie tknął i tak do jej śmierci. a w tym czasie, znając finał całej sytuacji - zakochuje się w niej od nowa, dzieki świadomości, ze wszystko, co robi dla niej i z nią za każdym razem może być po raz ostatni. dzięki temu rzeczy odyzksują smak i barwę. a po jej smierci nie odzyskuje już równowagi, porusza to tylko zawsze widok kobiety w czerwieni, na ulicy :]

      8. bohaterką jest kobieta, która straciła syna. niedawno, tydzień wcześniej. gra ją julie binoche. nie moze się z tym pogodzic. został mąż, córka, ale ona tkwi w apatii i marazmie. któregoś wieczora słyszy głos syna. wybchodzi z domu, biegnie na plac niedaleko kamienicy w której mieszka. słyszy głosy bawiących się dzieci, grających w piłkę; po chwili - złudzenie, zdawało się jej, z miłości słyszała nieistniejące. czyzby ? za moment pojawia się... kowboj na koniu. kowboj - bohater marzeń jej syna, ulubiona figura. i ten kowboj pyta, czy chciałby zobaczyć swojego syna. no pewnie. i nagle plac ożywa, dzieciaki grają w piłkę, jest środek dnia. i jest jej syn. ona chce go zatrzymać, ale mały prosi, zeby mu pozwoliła odejśc, że są jeszcze inni, którzy jej potrzebują. w domysle - tutaj : wśród żywych. i ona go puszcza, a on odchodzi - razem z kowbojem, który zdaje się robi tutaj za figurę Boga. zaś matka pogodzona wreszcie z losem, juz w scenerii całkowicie realnej [wieczór, pusty plac] obejmuje się z męzem i usmiecha się. jakie ładne, nie ? ;]
      aha, kowboja grał willem dafoe.

      9-18 zaraz dopisze. stay tuned.
      • no to dalej lecimy.

        9 opowiastka, to narracja małego okularnika, który opowiada historię miłości swoich rodziców. oboije występują w charakterze mimów. ojciec - uliczny mim robi to co... mim uliczny - czyli, chodzi po ulicy w debilnym makijażu i przebraniu i zaczepia ludzi, przedrzeźnia ich, za co dostaje bęcki, albo co najmniej spotyka się z ostracyzmem niewerbalnym. no, gonią go jak psa, mówiąc po ludzku :] i niedobrze mu z tym : samotny bidula i w sumie smutny taki. inny. to co miało go zblizac do ludzi - oddala. mim jest tu figurą Innego, pantomima - symbolem niemożności nawiązania kontaktu. w końcu - laduje w puszce. ktoś zawiadomił psiarnię i zawineli człowieka. ale - to szczęśliwe dla niego zdarzenie było, bo tam własnie poznał kobietę-mima. zapewne : tak samo Inną i nieakceptowaną, jak on. i się w sobie od razu zakochali. a mały okularnik, to owoc ich uczuć. i nawet nie ma jeszcze mały makijażu, a już go koledzy przewracają po ziemi i wyzywają od "dziecka mimów" :]

        10. ojciec, amerykanin [w tej roli nik nolte] spotyka się z córką, francuzką. idą sobie ulicą, wzdłuż pasażu z wieczornymi sklepami, barami, kawiarniami, i rozmawiają - z tej rozmowy wynika zaś, ze mają ze sobą niezły, acz za rzadki kontakt, i ze jej zycie kręci się, jest cokolwiek ograniczone, przez jakiegoś "gaspara'. rzeczonym okazuje się jej... syn, niemowlak. i ojciec jej, a dziadek małego, zostanie z nim na ławecze pośród ruchliwego paryża, z grzechotką ku pomocy, a ona z koleżanką będzie mogła na moment odetchnąć - pójśc do kina, jak człowiek :]

        11. amerykańska aktorka kręci film w paryżu. zamawia sobie trochę koksu. przywozi go diler. ona wychodzi na moment z imprezy, żeby wyjąc kasę z bankomatu i mu zapłacic. i kiedy to robi, on stoi za nią i czule ją gładzi po włosach, ramionach - "gładzi" niejako przez szybe, nie dotykając ją, w powietrzu. obojętna mu nie jest, zdecydowanie. potem idą na chwilę do baru, na piwo. ona zostawia mu swój numer, umawiają się na późniejsze spotkanie w przerwie między kolejnymi klapsami na planie, on odjeżdza, a ona wraca na imprezę i świetnie się bawi. ale kiedy ona zamawia znów towar, przywozi go jej inny facet. tamten "ma innego klienta', informuje ją ten nowy. może kradł koks i dostał karę ? może faktycznie zmienili mu rejon ? nie ma odpowiedzi. w każdym razie, na jej twarzy widac zawód... miłość utracona,zbyt lekkomyślnie ?

        12. na chodniku leży raniony nożem murzyn. pomaga mu dziewczyna, też czarna. on się uśmiecha, prawi jej komplementy, mówi, że bardzo by chciał się z nia napić kawy, a ona opatruje mu ranę i wzywa pogotowie. a potem,, w formie retrospekcji, pokazane są jego losy - losy imigranta z Lagos, ulicznego grajka, śpiącego byle gdzie, dorabiającego na parkingu podziemnym. tam własnie spotkał tę dziewczynę pierwszy raz - ona parkowała, a on sprzątał, śpiewał i się uśmiechał jak Seal. i zamienili dwa słowa. a potem chcieli mu ukraśc gitare, jakieś łebki, i kiedy się im postawił - dostał kose pod żebro. wreszcie przyjeżdza karetka, pakują go na nosze, a ona zostaje z dwiema kawami w dłoniach. jak nie zejdzie człowiek, to pewnie coś z tego będzie :]

        13. tutaj małżeństwo, nie pierwszej młodości [fanny ardant i gościu łudząco podobny do boba hoskinsa], odgrywają rolę filmową w realu. on przychodzi do baru, ona tam siedzi, niby się nie znaja, on idzie do peep show, zamawia tancerkę, ona tam włazi i twierdzi, ze jest lepsza, ma "coś", a potem się nagle zaczynają kłócić, które zawala scenariusz i którego uczucia są w nim pomniejszane kosztem drugiego. najbardziej zdzwiona jest ofk tancerka :] zaś później idą chodnikiem wieczorową porą i od słowa do słowa dochodzą do wniosku, że jeszcze nie takie z nich stare pryki, że w sumie nie są tacy jak kiedyś, ale trzymają się zawodowo, zwłaszcza ona nie ma sovie nic do zarzucenia. poetyka opowieści :] francuska aktorka i amerykanski aktor - sami rozumiecie : o kim mówią ? aczkolwiek czy Francja się starzeje ładniej od Ameryki, to... zdanie mogą być baaardzo podzielone ;]

        14. opowieśc grozy. młody człowiek w zaułku nocnego paryża widzi jak wampirzyca, przypominająca selenę z "underworld', konsumuje jakąs ofiarę. strwozony chowa się, ale ona go dopada. nie zjada jednak, przygląda mu się z coraz większym uczuciem na twarzy i... zostawia go w spokoju. ale że on, poprzez strach, też w niej coś dojrzał fajnego - rani się w zyłę, wytacza krew i zaprasza ją do skosztowania. ale ona - nie chce. z tego całego interesu chłopakowi sie w głowie kręci, spada ze schodków, rozbija głowe. i wtedy ona się pojawia i ugryzieniem a potem nakarmieniem go kroplą krwi przywraca mu życie, czyniąc wampirem. a na koniec, w akcie miłosnym, zadają sobie nawzajem po soczystym ugryzieniu, parodiując słynne hollywoodzkie pocałunki :]

        15. miejsce - cmentarz pere lachaise. młoda para w podróży przed-slubnej. ona - sponatniczna, wesoła, zywa. on - ponurak, sztywniak nawet. coś się między nimi, z tej temperamentów róznicy powodu, nie klei. odwiedzają grób oskara wilde'a. na pomniku odbite są usta kobiece. liczne. ona też odbija swoje. on na to, ze to fuj i niehigieniczne. a ona wybucha, ze z takim typem nie da rady i zostawia go, nie zamierza za niego wychodzic. i przez groby zawija się. on zaś, skonsternowany lekko, potyka się, pierze łbem w marmur i na moment ukazuje mu się oskar wilde i każe gonić za dziewczyną " jesli pozwolisz jej odejśc, stracisz ją, a potem umrzesz, bo umrze twoje serce" - jakie ładne ? ;] no i on za nią biegiem zasuwa, dopada, całuje, obiecuje zmianę, a ona to kupuje. oskar dla oskara ;]

        16. to jest z kolei opowieśc o miłość niewidomego chłopaka i aktorki z ameryki, co studiuje w paryzu [gra ją natalie portman]. zaczyna się od telefonu - poetyckimi słowy ona mu oświadcza, ze między nimi koniec. a jemu z tej okazji, zbierta się na retrospekcję : poznali się przypadkiem, ona cwiczyła rolę przez otwarte okno, a on akurat przechodził, a potem pomógł jej nie spóźnić się na egzamin w konserwatorium. ślepy, a sprawny i kumaty w topografii miasta, jak cholera ;] no i poszło, co ukazane jest w formie wideoklipowego montażu z jego monologiem - ona studiowała i grała, on się uczył języków i egzaminował się, chodzili do kina, poznawali swoich znajomych, zabawa, seks, rozmowa... normalne "bycie razem", ale ona.... 'krzyczała", "krzyczała coraz częsciej", "krzyczała coraz częsciej", "klrzyczała coraz częsciej bez powodu"... i kończy się jego retrospekcja, bo przerywa się kolejny telefon - znów od niej. okazuje się, że poprzedni był... zadaniem aktorskim. że ona wcale z nim nie zrywa, ze jego przeczucia "o co mogło pójść" były całkiem niewazne. zabawne ? na pewno zaskakujące.

        dwa ostatnie na nowej, bo się papier kończy chyba.

        • orajt, więc 17 jest spokojnym spotkaniem rozwodzącego się małżeństwa, starsi ludzie, duzy staż, wnuki... a papiery do podpisania u adwokatów... oboije się spiknęli z młodszymi partnerami.
          spotykają się teraz w zacisznej kawiarni, ktorą prowadzi zaprzyjaźniony maestro. i sobie rozmawiają. widać,z e nie są sobie ciągle obojętni całkowicie, że coś się po prostu stłukło i mimo chęci nie da się zlepić na nowo. w dodatku : jego 30-letnia partnerka będzie miała z nim dziecko, co ona przyjmuje ze zdziwieniem, ale i reakcją w stylu : byłeś dla naszych dzieci wspaniałym ojcem, dla tego waszego - tyeż będziesz. jak ciepło, nieprawdaż ? ;] na koniec pada zdarza się jakiś mały zgrzyt, ona coś mówi niepotrzebnie, a on to kwituje : gdyby nie te twoje sarkazmy... a ona : gdybyś rzadziej zrzucał eleganckie spodnie... i wychodzą jedno po drugim, nie płacąc za wino - maestro funduje. on spaceruje ulicami, a ona w domu patrzy w lustro i popala cygaretkę, jak marlena dietrich ;] obsada wyborna : gena rowlands, ben gazzara no i sam gepard gepardieu,jako miły i uczynny właściciel.

          18. amerykańska turystka, korpulentna listonoszka z denver w paryżu. łamaną francuszczyzną [a la "ja pojechałA do paryż"] opowiada o tym, jak się w tym mieście zakochała. najpierw było normalne, codzienne, proste. jak każde inne miasto. no, z grubsza, bo od razu spodobały się jej uliczki paryskie i nawet zaczęła rozmyslać o tym, jakby to było roznosić listy w tej okolicy i zaprzyjaźniać się z mieszkańcami. łazi ta kobita po paryżewie, wszystko się jej podoba, tylko wspomina o braku kogoś, z kim mogłaby się zachwycać na spółkę. i nagle... siada na ławeczkę w parku, zjada bagietkę i doznaje uczucia zjednoczenia z paryżem. twarz wyrażająca odpłynięcie totalne, jakiś błogostan, ozywienie głębokie w równie głębokim bezruchu - "pokochałam go miasto, a ono pokochało mnie", konstatuje. oto odwzajemnione uczucie :]

          i to tyle. w finale śpiewana jest piosenka, są rózne scenki z nocnego życia miasta, w których mieszają się bohaterowie poszczególnych nowelek. jak u altmana ;]

          • WoooOoooW! Jesteś wielki! :)))
            No do czytam ...

            • hehe, mam tylko nadzieję, że foliowa torebka nie będzie Ci zbyt często, przy tej lekturze moich wygibasów, potrzebna ;] koniecznie napisz [napiszcie, kto zyw i czytać zdoła :)] która z nowel brzmi dla Ciebie najciekawiej. wiem, wiem, z tego opisu to wszystkie pewnie zgrzytają... ;]]

              btw, mnie się jakoś tak spodobały : 2, 16 jest z zaskoczką, 13 ma fajny podtekst globalny, no i chyba, w tej mojej premier-league ;], grałaby jeszcze 9-tka. ale każda ma w sobie coś ciekawego, wszystkie są zrobione na poziomie, a pewnie połowy aktorów znakomitych nawet nie rozpoznałem albo zapomniałem wpisać sobie na margines, zeby ich wymienić, bo pamięć zawodna bywa.

              btw, do Twoich postów o "shooting dogs" nie wiem, czy dzisiaj dam radę się odnieść, ale - pamiętam, przeczytałem... jak nie dziś - to jutro na pewno :]
          • Raz jeszcze przeczytałam ...
            I powiem Ci, że bardzo , żałuję, że tych nowelek jest tylko 18, czytałabym jeszcze ...! :)

            A może wymyśliłbyś jakąś autorską nowelkę/ki, co Greku!!!??? Wymyśl, proszę! - właśnie wpadłam na ten genialny pomysł! ;)))

            Moim absolutnym numerem jeden jest nowelka 15, dziejąca się na cmentarzu Pere Lachaise, z duchem Oscara Wilde, który wskazuje właściwą drogę chłopakowi! ;)

            Bardzo podbała mi się opowieść o mimach, ludziach odrzucanych przez społeczeństwo, nie dokońca chyba nieszcześnikach, bo mieli szczęście trafić na siebie (dwa minusy dają plus, nieprawdaż :) ... Przedostatnia jest też niezła, bardzo prawdziwa o miłości, którą niszczy naturalna męska skłonność do poligamii i niemożność jej zaakceptowania przez kobietę z natury monogamistkę ...;).

            Wzruszające były 8 historia, o kobiecie, która tęskni za zmarłym dzieckiem (słyszłam kiedyś podobną opowieść, choć chyba nie tak filmową (a może jednak była trochę filmowa) od bliskiej osoby i dlatego mnie jakoś poruszyła ...) i jeszcze opowieść 7. o mężu, który oddanie opiekuje się żoną w chorobie.

            I jeszcze ostatnia 18. opowieść też mi się podobała, tak właśnie czułam się (czułysmy się z koleżanką) w Rzymie jedząc kawałki pizzy na ulicy, albo pijąc capuccino w knajpce pod Panteonem ... :)

            Historia trzecia - w drukarni, spotkanie dwóch bratnich dusz, jest bardzo intrygujące.

            Dzięki, dzięki!

            • Co ciekawe, zamiar takowy powzięłam sama w sobie wczytując się w historie. Wybralam te najbardziej mi leżące i realne na gorąco, bez wracania i zastanawiania o nr nr: 1, 11 i 18.
              Ileż godzin trwał film?
            • hehe, no to cieszę się, ze dało się przeczytać jakoś :]

              o, autorska nowela, hoho... może kiedyś spróbujemy, czemu nie.

              o, będę bronił faceta z przedostatniej noweli :] - z narracji wynika bowiem, ze nie tylko
              on ma młodszą, także żona ma kogoś : a ściśclej, faceta co jest kolarzem :] zatem, wygląda
              to tak, ze po prostu, w ktorymś momencie samo się to małżeństwo rozpłynęło, pomimo ich
              sympatii dla siebie, może nawet pewnego rodzaju szacunku. grunt, żeby umieli się z godnością
              rozstać, a może nawet zachować stosunki przyjacielskie, jakąs odrobinę miłości, która ich
              łączyła, gdzieś tam przechowac, nawet jesli na kontynuowanie małżeństwa to za mało.

              ha, no w zasadzie każda opowiastka jest z jakimś pomysłem , może się na swój sposób podobać.
              ja też miałem kłopot z wytypowaniem tych najciekawszych. paradoksalnie, bo w zasadzie, poza miejscem akcji, nie ma tu klejącego te opowieści do kupy spoiwa [anatomia uczuć nim chyba nie jest, bo są one tutaj od sasa do lasa, bardzo rózne, zbyt różne, żeby stworzyć wrażenie całkowitej spójności] one wszystkie razem tworzą mozaikę, w której kazda pasuje do innej zarówno estetetycznie, jak i w pewnej poetyce, stylu, narracji, nawet jesli robilło je 18 róznych reżyserów. takie odniosłem wrażenie. pewnej harmonijności w tym całym projekcie :]
              • Doskonale, znakomicie, cudnie się czytało, jak zawsze! :)))

                Fajna historia.
                / to ja znowuż będę bronić babeczki ;), ona pewnie nie chciała zostać sama po tym jak mąż do młodszej odszedł (dla kobiet czas płynie szybciej niż dla mężczyzn, niestety!), więc też sobie w końcu kogoś (kolarza , he,he) znalała ... /

                I bardzo dobry pomysł na opowieść o miłości, o której już przecież podobno wszytsko powiedziano!????

                > o, autorska nowela, hoho... może kiedyś spróbujemy, czemu nie.
                !!!
                Fantastycznie! :)))))))

                Mnie też coś nawet na myśl przyszo wczoraj ...



                • Mogło też być tak, że postponowany małżonek zmęczony sarkazmem małżonki poszukał innej, aby znaleźć spokój i zrozumienie. Optowałabym za stwierdzeniem Greka, coś im pękło, coś nie wyszło, a przecież nie tak miało być.
                  Dlaczego z uporem wciąż czytam: kolejarza:)
                  Niecałe dwie godziny, 18 etiud - tempo ekspresowe, ale czy dobrze się ogląda?
                  • Fakt, mogło też tak być!
                    Podejrzane tylko, że, jak można wywnioskować z wypowiedzi żony przytoczonej przez Greka, tak często (u różnych pań?) szukał spokoju i zrozumienia. ;)


                    > Dlaczego z uporem wciąż czytam: kolejarza:)
                    :)
                    Twój umysł szybszy od Ciebie, Pepsic!

                    A mnie też się tak raz czy dwa razy chciało przeczytać. :)
                  • > Mogło też być tak, że postponowany małżonek zmęczony sarkazmem małżonki poszuk
                    > ał innej, aby znaleźć spokój i zrozumienie.
                    Po przemyśleniu, zgadzam się. Wina leży po obu stronach. Tak jest ciekawiej.


                    Miałam odpowiedzieć jeszcze w podwątku o "Księżnej" (!) i "Pieska śmierci", ale padam ...
                    Do jutra! :)

                    • eee, ja Ci nie daruje braku dopiski przy Ksieznej, dawaj, dawaj :)
                      --
                      Maniaczytania - blog
                      • maniaczytania napisała:

                        > eee, ja Ci nie daruje braku dopiski przy Ksieznej, dawaj, dawaj :)

                        Nienie wcale nie wymiguje się! Nadmiar innych spraw, potworne zmęczeni poupałowe dało znać dotkliwie. Wybaczcie Maniu i Pepsic! Dziś, później albo na pewno jutro napiszę mój komentarz.

                        A czy wiecie, że Księżna Devonshire jest krewną księżnej Diany, cioteczną praprapraprababką (brat Georgiany Cavendish de domo Spencer był pradziadkiem Diany). A tak na margiesie Diana los podobny do swej przodkini podzieliła, nieszczęśliwie młodo wyszła za mąż za mężczyznę, który nie kochał jej, tylko inną kobietę .

                        Obie księżne łączyło jeszcze jedno podobieństwo obie w swoich czasach były celebrytkami, budziły sensację, powszechne zainteresowanie ludzi, prasy. Szeroko komentowano poczynania obu księżnych, ich wypowiedzi, ich stroje.
                        Pewnie pamiętacie, w filmie "Księżna" jest świetna scena jak karykaturzyści - ówczesni paparazzi, szkicują na szybko Georgianę przed wejściem na jakieś przyjęcie...

                        cdn.
                        • Barbasiu - dokladnie - los powtorzony ...
                          I jesli wierzyc roznym pogloskom Diana byla w ciazy z ukochanym, Georgiana urodzila ukochanemu dziecko, ktore jej odebrano...

                          --
                          Maniaczytania - blog
                          • Te same skojarzenia mi się nasunęły, epilogi równie podobne i tragiczne. Po przedwczesnej śmierci żon, panowie ochoczo stanęli na ślubnym kobiercu z dotychczasowymi kochankami. O ile lubię śluby (niekoniecznie muszą być królewskie), to spoglądając przed laty na ślub i błogosławieństwo Karola i Camilii uczucia miałam ambiwalentne.
                            Z drugiej strony nie sądzę, że Diana była do końca królewną Śnieżką. Oglądałam kiedyś francuską komedię satyryczną pt "Królową być", luźne wariacje na motywach związku Diany i Karola, muszę przyznać, ze każdy z osobna bohater nie wywoływał sympatii wręcz przeciwnie, no ale film nakręcili Francuzi, mogli sobie pozwolić na więcej.
                  • autor tej noweli nie docieka przyczyn rozstania. ona ma młodszego kol[ej]arza ;], on ma jakąś 30-tkę, z którą będzie miał dziecko, a że jeszcze nie zdążyli się rozwieść [papiery czekają na podpis], to by można odebrac jako sugestię, że całkiem niedawno jakos tak się im porobiło.

                    człowiek, co to pisał, skupił się raczej na tym, że po tylu latach związek może się rozpaść, a i to nie jest największą sensacją - jest nią bowiem fakt, ze oni potrafią to zaakceptować, że umieją zachowac dla siebie sympatię i szacunek, jakby godząc się z zaistniałą okolicznością. pomimo drobnej obsuwy na końcu - umieją ze sobą rozmawiac.

                    no i ostatnia scena : on idzie zamyslony ulicą, ona uwaznie patrzy w swoje oblicze w lustrze, paląc cygaretkę. może jeszcze nie wszystko stracone ? [mimo ze na końcu padają jednak słowa o podpisie pod aktem rozwodowym] a może przeciwnie - juz po wszystkim, a oni wcale nie są szczęśliwi z tego powodu, ale, po prostu, nie kopią się z koniem, czytaj : z losem, z - być może naturalnym - wygaśnięciem zdolności do współbytności.

                    tempo - fakt, ale i ogląda się fajnie, bo estetyka jest podobna, cały czas coś nowego, a wata między kolejnymi sekwencjami wypełniona widokami paryskich dachów, ulic, placów, skwerów i czegotamjeszcze :]
                    • Ta jedna krótka wymiana zdań, wymiana wzajemnych żalów, uszczypliwych peretensji na końcu bardzo wiele powiedziała o bohaterach i ich charakterach
                      i stąd potem moje, nasze dociekania na temat przyczyn ich rozstania ...

                      W tym wzajemnym obwinianiu jest, myślę, jakiś niewypowiedziany żal za bezpowrotnie utraconym małżeństwem, za tym co było w nim dobre ...

                      (Z kobiecego punktu wiedzenia) potwornie trudno się rozstać jak się wiele dobrego, a i złego razem przeżyło ...

                      >a może przeciwnie
                      > - juz po wszystkim, a oni wcale nie są szczęśliwi z tego powodu, ale, po prostu
                      > , nie kopią się z koniem, czytaj : z losem, z - być może naturalnym - wygaśnięc
                      > iem zdolności do współbytności.

                      Myślę, że to właściwa interpretacja ... :))

                      Myślę, że oboje zdają mają świadomość, że że ich małzeństwa nie można już utatować,
                      sprawy zaszły już za daleko, zwłaszcza w przypadku męża, którego kobieta spodziewa się ich dziecka ...


                      O weselu cygańskim, jeśli nie dziś, to jutro na pewno, wcześniej!!!!!!
                      :)))




    • oglądaliście wczoraj ten dokument ?

      wpadłem na sam koniec, ost 10 minut, ale wystarczyły mi one, żeby odnieśc wrażenie, iż przeleciało mi koło nosa coś bardzo ciekawego :]

      rzecz była, jak sądze, o dziecku/chłopcu z Polski mieszkającym w Argentynie i przyjaźniącym się
      z rówieśnicą, chyba Argentynką, ale mówiącą dośc dobrze po polsku. akurat widziałem sceny, jak ona cięzko musi pracować przy zbieraniu jakiegoś zielska, jak się żegnają, bo on wyjeżdza, jak, na końcu, jadą,. z paroma innymi dziećmi, w takim starym aucie jakimś. do końca nie wiem, jaka była idea przewodnia tego filmu...

      jesli widzieliście - napiszcie słów parę i oświećcie zagubionego mnie ;]
      • > oglądaliście wczoraj ten dokument ?

        ZAPOMNIAŁAM NA ŚMIERĆ!!! A wypatrzyłam to w moim dodatku TV kilka dni temu i miałam szczery zamiar wspomnieć o tym dokumencie na forum w stosownym czasie, ale wczoraj wyleciało mi to zupełnie z głowy i zapowiedź i potem ten dokument ...

        Co ja robiałam w tym czasie??? Aaa już wiem, spałam przed komputerem usiłując odpowiedzieć na posty ... ;))

        Nic nie wiem na temat "Argentyńskiej lekcji" i bardzo bardzo żałuję , bo Aregntyna mnie szalenie ciekawi intryguje, pociąga, w końcu kiedyś mam się tam wybrać by odnaleźć krewnych taty ...
        Alee mogę Ci Greku/ Wam opiwedzieć co nieco o innym dokumencie "Moje cygańskie wiesele, ktry leciał we wtorek. Chcesz? Chcecie???

        To Ci / Wam opowiem! :))

      • > jesli widzieliście - napiszcie słów parę i oświećcie zagubionego mnie ;]
        :)))
        Jak mi przykro, że nie mogę Cię z zagubionego oświecić w kwestii "Argentyńskiej lekcji", heh!
        Ale mam nadzieję, że ta opowieść o cygańskim weselu trochę Cię ucieszy, będzie rekompensatą ! Opowieści o weselach zawsze są optymistyczne! ;))

        Zanim napiszę post o "Moim wielkim cygańskim weselu" ("Big Fat Gypsy Weddings") to jeszcze podliknuję artykuł ilustrowany zdjęciami różnych wcieleń naszego cudnego, ulubionego Johnnego Deppa.

        www.widelec.pl/widelec/1,111642,9752155,10_najciekawszych_charakteryzacji_Johnny_ego_Deppa.html
        • jasne, że chcę :]

          "Argentyńska" pewnie kiedyś poleci powtórkowo w tvp info, po północku, więc jakoś trzymam się w nadziei, ze nie wszystko stracone ;] a może i w dwójce dadzą riplej, czasami tak bywało. koniec konców - gdzieś musi wypłynąć ponownie.

          już za samego Sparrowa depp powinien dostać jakąś specjalną nagrodę. tylko najnowsi "Piraci" zarabiają sumy idące w setki melonów, ile dolków padło na całej serii, to aż strach liczyć, a wszystko to nie byłoby możliwe bez jego kreatywności [samo wymyślenie postaci, od A do Z, to jego robota], brawurowego aktorstwa, a teraz to już sama obecność i kaprys zagrania--albo-nie decyduje o wszystkim. to się nazywa wpływ na wyniki finansowe projektu, hehe. no, dodajmy jeszcze dobrą kasę zainwestowaną w machine promocyjną całego przedsięwzięcia.

    • angielska komedia z zycia high-life sfery. Kristin Scott-Thomas i Colin Firth zagraja rodzicow chlopaka, ktory przywozi do domu amerykanska zone - Jessice Biel. I, no coz, tesciowej do gustu nie przypadnie :)))
      --
      Maniaczytania - blog
      • Jessica Biel świetna!

        Zakończenie irytujące ...


        :)
        • Bardziej optowałabym za Kristin Scott Thomas, jak zawsze doskonale wpasowananą w klimat minionej epoki. Słabo aktorsko wypadł Ben Barnes (mąż Biel), nie znam człowieka. Nijakością zaskoczył Colin Firth. Zgadzam się, zakończenie irytujące i bez klasy. W moim przypadku film wywołał wrażenia odwrotne w stosunku do zamierzonych. Doprawdy nie chciałabym znaleźć się na miejscu małżonki pana wykonującego namiętne tango na oczach zgomadzonej publiki, swoją drogą z synowej niezłe ziółko było.
          Ps. Przy czym przyznaję, obejrzałam film jednym okiem.
    • my tu gadu gadu, a cały tydzień w gdyni festiwal trwa, dzisiaj ostatnie pokazy, jutro gala finałowa, podobno w Dwójce pokażą :]

      torbicka wczoraj całe Kocham Kino poświęciła tej imprezie. nowa formuła, z ostrą selekcją filmów włącznie, międzynarodowe jury, odsunięcie trochę w tło starych dziadów. tylko przyklasnąć.

      z tego, co czytałem - młode kino wypada nieźle, smarzowski znów podobno hardkorem pojechał w "rózy", roma gąsiorowska może dostać nagrodę dla aktorki za rolę w "Ki", duże wrażenie zrobił "wymyk" - historia dwóch braci : jeden pomaga napastowanej dziewczynie, zostaje zamordowany, drugi sparalizowany niemocą nic nie robi żeby go wesprzeć i zostaje z wyrzutami sumienia - brzmi ciekawie; "w imieniu diabła" - inspirowane historią betanek skądśtam, głośnej swego czasu w mediach; "lęk wysokości" bujnie kwitnącego konopki, anatomia relacji ojciec-syn, z tym, ze ojciec jest psychicznie zwichrowany, główne role : stroiński i dorociński. już brzmi dobrze :]; "essential", "sala samobójćów", "młyn i krzyż" to są już znane tytuły, może by warto pójśc jednak drogą naj znanych festiwali i po prostu selekcjonowanie poszerzyć o regułę - tylko premiery, bo wtedy ma to swój wymiar, kiedy się przygotowuje film specjalnie na taka okazję. czasami poniesie się porażkę, w tym roku szumowska i holland nie przysłały swoich nowych filmów, bo będą je lansować w wenecji i berlinie, ale - pal licho, lepiej odpuścić ze 3 tytuły i dać na to miejsce 3 nasze, młode, ambitne produkcje. co Wy na to ? :]

      "zły mikołaj" i "światła stadionów" w tvp 2 dziś, czyli 2 razy billy bob thornton. polecam "mikołaja", "światła" możecie spokojnie sobie darowac, schematyczne bardzo i w sumie bez większej dozy energii.

      "miasteczko pleasantville" w polsacie - chyba widziałem kiedyś, ale jesli to dawno temu [widzieliście może ?]; o ile pamiętam, rozchodzi się o to, ze dwoje dzieciaków przenosi się do lat 60-tych z lat chyba 90-tych i zderza się z ówczesną kulturą młodzieżową, obyczajowością, społecznymi zasadami itp.

      tvn - powtórka "sztandaru chwały". epickie chwilami, ale... filmy wojenne jakoś mnie nie elektryzują, nawet jesli clint je kręci i rozmach jest godny podziwu :]
      • Dzięki Greku za ten fantastyczny research z Festiwalu Filmowego w Gdyni! Przyznam, ze wstydem, że doniesień z Gdyni nie śledziałam tak uważnie jak tych niedawnych canneńskich.
        Muszę jak najprawdzej nadrobić zaległości, bo z tego co piszesz festiwalowe propozycje prezentują się szalenie ciekawe.

        A propos rzuciłam okiem bardzo szybko i pobieżnie na artykuł Sobolewskiego w dzisiejszym dodatku TV do Wyborczej , w którym zwraca uwagę na to o czym wspomniałeś, że w konkursie poza Jerzym Skolimowskim i Lechem Majewskim (którzy reprezntują starsze pokolenie) są sami debuitanci. :)

        Gala FF w Gdyni i wręcznie nagród filmowych w Dwójce o ...23:25, eh!

        I dziś jeszcze Kabareton w Opolu, ale niepecjalnie zachęcam, bo raz, że bardzo późno, początek dopiero ok. 23:30 , dwa, oprócz Grupa MoCarta (imo :) mało atrakcyjne zestaw kabretów i trzy ogólny poziomu programów kabaretowych pokazywanych w telewizji, na różnych festiwalach niestety z roku na rok gorszy (o Kabaretonie na Top Trendach już tylko czytałam krótkie recenzje na forum) ...

        A wczoraj w Jedynce leciał w środku nocy (zaczynał się o 1:20 więc nie wiem cz coś w ogóle wyemitowano w związku z nocnymi spodziewanymi lub niespodziewanymi przerwami jakie serwuje publiczna) Kusturicy "Ojciec w podróży służbowej", zapomniałam o nim wczoraj powiedzić, heh!!! Film nienowy, z 1985 , nagrodzony Złotą Palmą w Cannes.

        Greku, póbowałeś oglądać? Nagrywać? Jeśli tak, to liczę słówko (albo i więcej) o tym filmie.

        :)
        • barbasia1 napisała:

          > A propos rzuciłam okiem bardzo szybko i pobieżnie na artykuł Sobolewskiego w dzisiejszym dodatku TV do Wyborczej , w którym zwraca uwagę na to o czym wspomniałeś, że w konkursie poza Jerzym Skolimowskim i Lechem Majewskim (którzy reprezentują starsze pokolenie) są sami debuitanci. :)

          Oj, to albo on albo Ty sie pomyliliscie - Smarzowski debiutantem nie jest :) i mam nadzieje, ze wygra!!! "Roza" zapowiada sie na bardzo interesujacy film, a znajac rezysera - bedzie bolao, ale bedzie ... no wlasnie, przy jego filmach brak jest slowa opisujacego wrazenie - bo jak - niezwykly, fantastyczny, wspanialy - chociaz takie sa, to jakos te slowa nie pasuja ...

          I mam nadzieje, ze Marcin Dorocinski dostanie nagrode dla najlepszego aktora :)

          A z filmow (12) konkursowych obejrzalabym - Roze, Daas, Sale samobojcow, Lek wysokosci i moze Wymyk, i moze Mlyn i krzyz.
          --
          Maniaczytania - blog
          • Stanowczo Smażowski nie jest debiutantem ! :)

            A Sobolewski pisze dokładnie tak: W konkursie [poza jrezym skolimowskiem i Lechem Majewskim przeważają debiutanci. Czyli ja źle przytoczyłam słowa Sobolewskiego... W pośpiechu przeoczyłam pośród kandyatów Smażowskiego

            A film Smarzowskiego "Róża" właśnie dziś dostał z Nagrodę Dziennikarzy na festiwalu w Gdyni!
            wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,81048,9761954,Film_Smarzowskiego__Roza__z_Nagroda_Dziennikarzy_na.html

            "Nagrodę przyznano "Za poruszającą opowieść, która przywraca wiarę w miłość wbrew losowi, za prawdziwy obraz ważnego fragmentu środkowoeuropejskiej historii" - głosi uzasadnienie." - ŁADNIE! :)

            "Akcja "Róży" rozgrywa się w latach 1945-46 na Mazurach, na terenie starego pogranicza polsko-pruskiego. Po zakończeniu II wojny światowej Mazury - w XIX wieku i w pierwszej połowie wieku XX poddawane silnemu naciskowi germanizacyjnemu - zostają włączone do Polski. Rozpoczyna się proces repolonizacji miejscowej ludności. Mazurzy, którzy czują się Niemcami, zaczynają wyjeżdżać do Niemiec. Jeśli chcą zostać, mają posługiwać się językiem polskim. W domostwach Mazurów osiedlają się nowi mieszkańcy, wśród nich polscy repatrianci ze wschodu i osadnicy z Mazowsza.

            Latem 1945 r. na teren Mazur dociera Tadeusz (Marcin Dorociński), były żołnierz AK, któremu wojna odebrała wszystko. Mężczyzna przybywa do domu Róży (Agata Kulesza), Mazurki władającej językiem niemieckim i polskim, wdowy po niemieckim żołnierzu.

            Tadeusz poznaje dramatyczną historię życia kobiety. W czasie wojny Róża była brutalnie gwałcona przez żołnierzy. W jej gospodarstwie sowieci urządzili siedzibę swojego miejscowego dowództwa. Różę traktowali jak nałożnicę. Po wojnie dramat kobiety trwa nadal - Róża jest odrzucana przez osadników napływających na Mazury, ponieważ uważają ją oni za Niemkę. Między Różą i Tadeuszem, który staje w obronie kobiety, rodzi się uczucie"

            "Smarzowski zrealizował "Różę" według scenariusza Michała Szczerbica".

            Podoba mi się!

            Też ciekawa jestem "Sali samobojców", o której mowa była przy okazji festiwalu w Cannes i filmu Lecha Majewskiego, który o swoim filmie opowiadał kiedyś na TVPInfo w wieczornym programie "Zawsze po dwudziestej", przypadkiem trafiłam.
          • yup, RÓża, jak wiewiórki i wiewióry donoszą - zdecydowanie zawładnęła rzeczywistością gdyńską.

            kto wie, sądząc z zachwytów, to może wszystko zgarnąc : kulesza i dorociński, smarzowski za reżyserię, no i sam film za najlepszość, aczkolwiek - kurdesz, "najlepszy", jak to fatalnie brzmi w odniesieniu do, jakby nie było, jakiejś formy sztuki... "najlepszego" to w biegu można wyłonić, albo w skoku wzwyż, bo są proste, oczywiste reguły tego wyłaniania, a w sztuce ? totalnie pomylona historia.

            imo, mimo - jak Barbasia zauważa - sporej liczby debiutantów w akcji, duża będzie pokusa, zeby jednak dać starym repom coś, czym się ich uhonoruje i wykaże symboliczne docenienie ich całego dorobku - skolimowskiemu albo majewskiemu; styawiam, ze któryś z nich dostanie za reżyserię, szczegolnie, ze nie wypuścili gniotów, a - w zgodnej ocenie - dobre filmy, ciekawe formalnie i estetycznie.

            aktorsko, podejrzewam, ze skrzywdzony z okazji "rysy' stroiński moze miec swoje 5 minut, zwłaszcza, że w "Lęku wysokości" podobno gra koncert, a sama rola trudna jest.

            a może i tutaj jury się zechce popisać i da statuję niejakiemu vincentowi gallo ["essential"] ? ;] to by była zagrywka, hehe.

            generalnie - mam nadzieję,ze chociażz sekcji Młode Kino coś w TVP pokażą, i to nie w TVP KUltura, ktorą ogląda jakieś 0,0007 procent ludzkości :]

        • hehe, galę z nagrodami dadzą, a kiedy same filmy ? :] pewnie nieprędko. a z poprzednich edycji festiwalu ? też zostało sporo do pokazania. obłudnicy zwyczajni.

          a sekcja Młode Kino ? ktoś to pokaże w telewizji ? TVP byłaby fajna, gdyby wzięła chociaż owo MK i pokazała tuż po festiwalu. te filmy i tak nie wejdą do kin, na dvd się nie sprzedadzą najpewniej, nie byłoby większych problemów z pokazaniem ich w telewizji, ze zrobieniem jakiegoś przeglądu.

          ale TVP sama ma propblem : czasu na to nie ma, bo trzeba gdzieś wcisnąć powtórki mjak miłośc, barw nieszczęscia, klossa, szarika, janosika i zmienników. do tego trochę amerykańskich pierdół, kolejne bieda-tokszoły i ramówka gotowa. dobre kino ? jakieee ?

          niestety, kusturicy nie oglądałem... kończył się dobrze po trzeciej, więc nie ryzykowałem, ze dostanę półprodukt, urwany w połowie. dlatego, nie nastawiałem video, a live nie miałem możliwości patrzenia, zatem... do następnego razu chyba :]

          btw, "miasteczko pleasantville" nagrałem wczoraj, mam nadzieję coś nabazgrać o tym filmie, więc może tym jakoś zrekomepensuję :]
          • W Kabaretonie wczoraj jeszcze ulubiony KMN wystąpił jak się okazuje. Niestey bardzo, bardzo późno . Wiem z drugiej ręki albo raczej z drugich oczu...

            Szkoda mówić!


            "Miasteczko Pleasantville" nagrałem wczoraj, mam nadzieję coś nabazgrać o
            > tym filmie, więc może tym jakoś zrekomepensuję :]

            Świetnie! Już się cieszę! :)))

            • kurdesz, nie obejrzałem także KMN... oglądałem "złego mikołaja" ;], ale... w zawartości ma jedną z moich ulubionych ról męskich, w wyczynie billy boba thorntona, więc - nawet jakby wiedział, ze KMN będzie, to bym się zdecydował na to drugie. a video było zajęte na "pleasantville", więc... byle do jakiejś powtórki Opola ;]

              sobota, weekend... zaprawdę, powiadam Wam, nie bądźcie dla siebie zbytt surowi ani surowe :] :
              napoleonka.ludzie.gotujmy.pl/vi/daca6418b65ca53c03e8ddb3009998ff_0_3.jpg
              do boju :] :
              misiekgotuje.blox.pl/resource/karpatka_1.JPG
              i grajcie głośno :
              www.youtube.com/watch?v=uxkxzVLQNP8
              a jak jeszcze macie do tego jakieś, kiczowate ale fajne, czytadło kinga, mastertona czy czym-tam-lubicie się zbrukać kulturalnie, to już w ogóle jesteście nieprzyzwoici oraz nieprzyzwoite. i takimi bądźcie, bo reszta to ściema :]
              • Ta poniższa tekstowa! informacja-zapowiedź mnie zmyliła, niedoinformowała skandalicznie!??

                www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110609/FESTIWAL/291342338
                Z całą pewnością możemy się spodziewac powtórek kabaretonu opolskiego, w czym jak w czym, ale w powtórkach TVPubliczna się specjalizuje! ;))
                Dziś zresztą też mają być jakieś występy kabaretowe w Opolu.

                Oglądałam trochę"Złego Mikołaja", ale przyznam Ci się, że mi ten Mikołaj wyjątkowo mi nie podszedł ?!?! Nie wiem może miałam wczoraj jakiś zły dzień, alboco;
                Ale dam mu jeszcze raz szansę przy innej okazji, skoro to taka wyjatkowa rola ... :)

                Piewszego linku nie można otworzyć niestety (to napoleonka?), za to drugi otwiera się i starsznie mi się podoba zawartość! Lubię bardzo!
                Napoleonki mi są bliższe, bo łatwej je dostać w sklepie. :))

                Ja zaszalałam tak (skoro dziś można! ;) :
                wolewygodniej.pl/ld.php/system/ware/view.php?tem=w.php&w=41568
                A jutro będzie galaretka z truskawkami. :)

                Pani Martina Topley Bird - przecudna! Prawdziwe odkrycie dla mnie! Gdzie ją znalazłeś, Greku?

                > a jak jeszcze macie do tego jakieś, kiczowate ale fajne, czytadło kinga, master
                > tona czy czym-tam-lubicie się zbrukać kulturalnie, to już w ogóle jesteście nie
                > przyzwoici oraz nieprzyzwoite. i takimi bądźcie, bo reszta to ściema :]

                Ha, ha :)))

                Kulturalnie męczę się nad Cormakiem McCarthy'ym "To nie jest kraj ..." (2 raz przedłużony).

                A tak naprawde dobrze się go czyta, tylko ja mam ostanio co innego na głowie,aż mi głowa pęka ...

                Ja zaraz na rowerze do lasu wyruszam:
                www.krajobrazy.pl/zoom.php?image=4547
                :)
                • Barbasiu - w mojej opinii nie masz czego zalowac z tym kabaretonem, owszem kilka skeczy bylo fajnych, ale ogolnie slabizna niestety.

                  barbasia1 napisała:
                  > Ha, ha :)))
                  >
                  > Kulturalnie męczę się nad Cormakiem McCarthy'ym "To nie jest kraj ..." (2 raz przedłużony).
                  >
                  > A tak naprawde dobrze się go czyta, tylko ja mam ostanio co innego na głowie,aż mi głowa pęka ...


                  A film obejrzany? Jak sie to czyta po obejrzeniu filmu?
                  Ja tez mam ambitne czytadlo - mecze sie juz ktorys miesiac - "Gra w klasy"...

                  --
                  Maniaczytania - blog
                  • Czyli kabaretony utrzymują swój zniżkujący poziom ,szkoda.
                    Dzięki, Maniu, za ten komantarz.

                    Film obejrzany był, nawet dwa razy.

                    I powiem tak, po obejrzeniu filmu książkę czyta się znakomicie się, zwłaszcza, że film Coenów jest dość wierną adaptacją oryginału książkowego (nie wszytsko jednak znalazło się w filmie i nie mam tu na myśli jakichś drobiazgów, ale dość, imo, kluczowy fragment akcji ...). Wiele dialogów niemal żywcem zostało przeniesionych do filmu, co oczywiście nie jest złe ...
                    Poza tym książka lepiej naświetla, pokazuje pewne może nie do końca rozumiałe (dla mnie) w filmie kwestie, sceny ...

                    No i ciekawe jest porówać oryginał z jego filmową adaptacją. Przyjrzeć się jak słowo pisane, zostało przetworzone na język filmu, obrazów.

                    "Gra w klasy", moim zdaniem, to zdecydowanie cięższa rzecz od "To nie jest ..." .
                    Musiłabym sobie przypomnieć kiedyś "Grę..."

                • szkoda, żałuję. pierwszy link przedstawia fotomontaż, na którym wielki, spasiony kocur, a'la Garfield z rozdziawiona paszczęką, wytrzeszczem oczodołów i nieposkromioną żądzą rzuca się na apetycznie wyglądający tort czekoladowy :] "napoleonka" ? hehe, też niezła rzecz.

                  o, cukierki, czy aby czekoladowe ? moje ulubione to "michaszki", polecam bardzo. klasyka, rolls royce wśród cukierków czekoladowych ;]

                  ale i tak najlepsze są tzw. guziki czekoladowe. nie wiem, czy to w Polsce sprzedaja, ja je jadałem w czechach. za 10 % rodzinnie przydzielonych mi koron [wtedy jeszcze wymieniało się złocisze na korony czeskie, hehe, stare czasy, mały byłem] kupowałem sobie buty i jakąś jupkę, a za pozostałe 90 - te guziki czekoladowe, z których i tak najwyżej trzecią część dowoziłem do domu, bo resztę zdązałem spałaszować na miejscu. zawodowa rzecz. dawno nie jadłem, teraz sobie przypomniałem,że nawet... zbyt dawno ;] to były takie małe okrągłe czekoladki. smak niepodrabialny. nie wiem, jaką to nosiło nazwę firmową, więc nawet nie mogę znaleźc w necie, czy to gdzieś w Polsce można kupić... gdybym jakąs wiedzę posiadał - dam znać. kto nie próbował, ten nie czuć się spełniony w życiu, więc - na pewno dam znać jak tylko czegoś się dowiem :]]

                  och, martina to jest moja stara miłość ;] cieszę się, ze Ci się podoba.

                  mc carthy, z tego co słyszałem, lektura dośc niewdzięczna dla większości, trudno się przy niej wyluzować i "zbrukać" - zbyt ambitna podobno..? . ale na szczęście gusta są rozmaite, i wazne, jak jednostka to traktuje, a nie ile jednostek podziela ten pogląd :]
                  mnie się zawsze laba z ksiązką w tle, kojarzyła z takimi tam mastertonami i kingami, przy których moje nieliczne szare komórki mogły się swobodnie wyłożyć martwym bykiem ;]

                  ja też rowerowałem wczoraj.... widoki miałem takie-sobie, powietrze coraz cięższe, może dlatego, ze kręciłem na stacjonarnym ;]

                  • Dokument zaczęłam oglądać zaraz po Wojewódzkim, Nie widziałam całości, więc nie będzie to dokładne streszczenie, tylko kilka obrazków, ciekawostek, wrażeń....

                    Opowiada on o przygotowaniach do ślubu cygańskiego ( a właściwie do ślubów), co nieco o ślubnych i przedślubnych zwyczajach Romskich, a w głębszej warstwie jest opowieścią o życiu Romów zamieszkujących Wyspy Brytyjskie, opowieścią w sumie jednak niespecjalnie pogłębioną na mój gust...

                    Do przedślubnych zwyczajów należą np. tradycyjne porwania dziewczyn przez jej przyszłego męża, znany zwyczaj z opowieści i naszych Romów .../ szczegółów z dokumentu nie poznałam/

                    Szycie sukni ślubnej jest jednym z najważniejszych elementów przygotowań do ślubu (dla panny młodej oczywiście). Jedną z bohaterek była krawcowa z Liverpoolu specjalizująca się (od 15 lat) w szyciu sukienek dla Romek, która opowiadała, że Cyganki lubują się w bardzo strojnych wystawnych sukniach, zazwyczaj bardzo bogato zdobionych, z błyskotkami, sztucznymi kamieniami, kwiatkami i czym się jeszcze da. Nie jest ważne, że takie suknie wyglądają dość kiczowato, najważniejsze jest żeby suknia wielkością, strojnością robiła wrażenie na zebranych gościach. W skromnej sukni jak móiwła jedna z bohaterek ślub by się nie liczył. Pilnie strzeżoną tajemnicą jest cena takiej sukni, zapewne niemała...

                    Jedna z Romek bohaterek dokumentu, młodziutka przyszła panna młoda marzyła już od dziecka o wyjściu za maż, o ślubie i pięknej sukni i od dziecka zbierała każdy gorsz na kupno tej wymarzonej. Krawcowa uszyła jej zgodnie z sugestiami tak poteżną suknię w stylu beza z drapowaniami, że dziewczyna ledwo zmieściła w przejściu pomiędzy rzędami ławek (które fakt faktem były chyba za blisko siebie) w kościele (Romowie są bardzo wierzący, religijni), a ojciec, który miał ją prowadzić do ołtarza musiał iść za nią...

                    Co ciekawe tamtejsi Romowie nie rozsyłają zaproszeń na ślub , wiadomość jest przekazywana z ust do ust w ostatniej chwili, w dniu wesela (za pomocą komórek oczywiście) i dlatego też nigdy nie wiadomo ile gości pojawi się na weselu, kilkadziesiąt czy kilkaset, jak mówiono.

                    Wielu właścicieli lokali z Wysp niechętnie wynajmuje Romom sale na imprezy, uważając ich za agresywnych, niebezpiecznych, podejrzanych, skarżyła się matka jednej panny młodej. Szczęśliwie ona i jej córka nie miały żadnych problemów z organizacja wesela dla swej córki, była bardzo zadowolona z lokalu, z orgnizacji, z pozytywnego do Romów stosunku.

                    Dziewczyna od sukni wielkiej bezy poznała swego narzeczonego pochodzącego z Irlandii zdaje się półtora roku wcześniej, na jakimś weselu , a później widziała go tylko dwa razy. W dniu wesela ciągle się sprzeczali, ale dziewczyna była dobrej myśli co do małżeństwa, żadnych rozwodów nie przewidywała (nie uznawała), choć była nieco przerażona perspektywą opuszczenia rodziców i zamieszkania za mężem w Irlandii PN..

                    Co mnie uderzyło, że tamtejsi Cyganie/ Romowie wyglądem zupełnie nie przypominają Cyganów, jakich my znamy, ciemnowłosych, z bardzo śniadymi cerami. Romowie z dokumentu, niemal wszyscy pokazani wyglądali jak rodowici mieszkańcy Wysp, np. pochodzący z Irlandii pan młody miał bardzo jasną cerę piegi i był ciemno-rudawy jak Irlandczyk. Ubiorem też zresztą raczej nie różnili się od przeciętnych mieszkańców Wysp. Dziewczyny z platynowym blondem na głowie w mini

                    Toteż, powiem Wam, dziwiłam się, że Cyganie w filmie Przekręt” Guya Ritchiego, mają taki niecygański wygląd (np. Brada Pitta!?), podejrzewałam Guya, że nigdy Cyganów na oczy nie widział. A tu się okazuje, że to ja miałam błędne wyobrażenia...

                    Film „Przekręt” przyszedł mi na myśl w jeszcze innym momencie, kiedy w dokumencie pojawiło się morze przyczep kepingowych na słynnym odbywającym się od wieków cygańskim tradycyjnym targu końskim w miejscowości Stow-on-the-Wold (sprawdziłam w wiki), na który raz w roku zjeżdżają tysiące Romów z całego kraju. Dokładnie jedną z takich przyczep mieli zamiar kupić od Romów bohaterowie filmu Guya Ritchiego. :))


                    Romowie podobnie jak u nas funkcjonują na marginesie społeczeństwa , żyją na obrzeżach miast, w biednych, choć całkiem przywoicie na pierwszy rzut okaz wyglądających, dzielnicach, nierzadko pośród biednych imigrantów z innych krajów ...


                    To tyle wrażeń z połowy dokumentu ... :)
                    • PS
                      Młode dziewczyny z platynowym blondem na głowie (w całosci lub pasmach), w mini zupłenie nie różniły się od przeciętnych młodych Brytyjek.
                    • jak na "połowę", to całkiem sporo tych wrażeń, z czego tylko sama korzyśc dla czytających, a na pewno dla niżej podpisanego.

                      zwyczajów cygańskich nie znałem w zupełności, a z uzyskaną muszę się trochę oswoić, więc powiem tylko, ze przyjemnie się Twój tekst czytało i wiedzę zdobywało dzięki niemu :]
                      • A tu rzecz bardzo ciekawa i rzadko spotykana dokument po dokumencie, czyli jak ci, o których mowa w "Moim wiekim ..." odebrali ów dokument:
                        wiadomosci.onet.pl/kiosk/swiat/samoopalacz-i-cekiny,1,4408026,wiadomosc.html
                        Samoopalacz i cekiny
                        3 cze, 12:18
                        News of The World

                        Używaj życia, Cyganko, póki możesz, doradzają młodym dziewczynom starsze koleżanki. Bo przecież panny z taboru mogą do woli malować paznokcie, odwiedzić solarium, pójść do szkoły. Czy można chcieć czegoś więcej?

                        Stow-on-the-Wold, miasteczko jakich wiele: brytyjskie do bólu, obfitujące w herbaciarnie, antykwariaty i jegomościów w kurtkach staroświeckiego kroju. Niedaleko stąd swoje rezydencje mają Kate Moss i Liz Hurley. Wszystko jak z obrazka. Dziś jednak wszystko wygląda trochę inaczej. Atmosfera jest wyraźnie napięta. Część małych sklepików zamknięta jest wcześniej niż zwykle, wyraźnie przybyło patroli policyjnych, co wygląda jak gest wrogości.

                        Falbany, cekiny i żywe kolory - świat mody romskiej

                        Co roku w maju setki brytyjskich Romów przybywają tu na targi końskie, jedno z najważniejszych wydarzeń w ich kalendarzu. Na pozór to jeszcze jeden z wielu festynów: okazja, by się pokazać i zobaczyć innych, tu coś kupić, tam coś sprzedać, może spotkać osobę sobie przeznaczoną? Wszystko to naturalnie w krzykliwym, malowniczym przerysowanym stylu.

                        To zakorzenione w cygańskiej tradycji wydarzenie przez dekady odbywało się jakby na uboczu, w obrębie społeczności. Dziś Romowie znów są na ustach wszystkich (…) i znów stali się przedmiotem uszczypliwych uwag. Mamy okazję się o tym przekonać, biorąc taksówkę: "Macie dobrze w głowach? Naprawdę chcecie tam jechać? Przecież tam są Cyganie!" – wydziwia szofer. (…) I rzeczywiście, jadąc przez miasteczko widzimy, jak skąpo ubrane dziewoje w obcisłych topach przemierzają spokojne na co dzień uliczki.

                        Targ ten różni się od zwyczajowych jarmarków, na których dostać można wyroby miejscowych rzemieślników i domowe powidła. Chcesz kupić konia? Nie ma sprawy. Do wyboru są też buty na obcasie dla dwulatki, wyszywany cekinami top dla dziesięciolatki, używany tweedowy garnitur, pies, półroczne dziecko lub fotel z przybrudzonej białej skóry. Śmiało!

                        Sądząc z tego, co widzimy, tegoroczna moda każde dziewczynom wkładać stroje tancerek gibających się z tyłu estrady na występie kapeli rhytm-and-bluesowej: topik w lamparcie cętki, kolczyk w pępku i czapa ze sztucznego futra. Są ubrane prowokacyjnie, a jednocześnie przyzwoite – sprzeczność, którą niełatwo oswoić. Temat dnia: głośny na Wyspach show telewizyjny, którego uczestniczka "zdradza" szczegóły romskiego stylu życia.

                        Jill Smith, stojąca na łysawej łączce, tuż za poobijanym vanem, najwyraźniej cieszy się tu autorytetem. – Kto to jest, ta Thelma? – zadaje retoryczne pytanie, wśród potakiwania swoich towarzyszek w mini. – Nie ma prawa o nas opowiadać. Nie jest jedną z nas.

                        Budząca oburzenie "Thelma" to nikt inny jak stylistka i krawcowa Thelma Madine, szyjąca suknie ślubne dla zamożnych Romów: jej arcydzieła, satynowe "bezy" z dziesięciometrowym trenem, są hitem nakręcanego przez Channel 4 BBC show zatytułowanego "Moje wielkie cygańskie wesele". Thelma nie jest Cyganką; jej relacje insiderki o osobliwościach romskich zwyczajów uczyniły ją w oczach wielu świadkiem i autorytetem, na Jill jednak nie robią wrażenia. – Nie jestem gadzio, nie wiem, jak żyjecie, więc nie umiałabym o tym opowiadać – tłumaczy. – Ta Thelma też nie spróbowała żyć tak jak ja, więc co się wymądrza? Nie można sądzić innych, dopóki nie spróbuje się ich życia. Teraz wszystkich nas załatwili.

                        Tę opinię o show, który zgromadził osiem milionów telewidzów, podziela wielu Romów. Przede wszystkim martwi ich, że część zwyczajów (w tym "porwanie", obyczaj nakazujący, by zakochany młody człowiek udowodnił swoją fascynację porywając młodą dziewczynę i kradnąc jej przynajmniej pocałunek) została pokazana w przerysowany sposób.

                        – W tym programie to niby pokazano, że naszym dziewczynkom każe się przerwać szkołę i siedzieć w domu nad garami, aż wyjdą za mąż – zżyma się Jill. – Owszem, oczekuje się od nas, że będziemy umiały gotować i sprzątać, ale mamy swoje życie. (…) Wiele dziewczyn chodzi do szkoły. To zależy też, czy jest się z Anglii, czy z Irlandii. Ten program nie pokazał, że w ogóle są między nami jakieś różnice. Wszystkich nas obsmarowano tak samo.

                        Jeśli idzie o smarowanie, Jill musiała przypaść solidna dawka sztucznego opalacza i na widok pierwszych kropli deszczu, ucieka na wysokich obcasach w bezpieczne miejsce. Ale temat show i opowieści o "porwaniach" powracają w rozmowach z niemal wszystkimi: z matką nastoletniej córki, która nie chce podać swojego imienia, ale zarzeka się, że "to figle nastolatków" i że "nie chciałaby, żeby synowie musieli tak się zachowywać". 34-letnia Maria Doherty również zapewnia, że rytuał "porywania" "to tylko taka zabawa", w której "nie ma przemocy ani nic seksualnego" – po czym przechodzi do oskarżeń pod adresem nie-Romów, nadal jej zdaniem pełnych uprzedzeń.

                        – Mój 13-letni syn chodził do szkoły, dopóki dzieci nie odkryły, że jest Romem. Wówczas zaczął być tak szykanowany, że musiałam go stamtąd zabrać – żali się. – I to nieprawda, że wśród naszych chłopaków dochodzi do pojedynków na pięści. Może kiedyś… – Chłopaki wcale nie ściskają nas mocno, tyle że teraz wszyscy myślą, że tak. Jedyne, co było prawdziwego w całym tym programie to to, że mamy zasady – zapewnia Lucy Fuller.

                        W miarę, jak wędrowałyśmy po targu, odkrywałyśmy nie tylko popularność samoopalaczy, ale i gotowość naszych rozmówczyń do opowiadania o prawdzie, jaka kryje się za stereotypami. – To nie tak, że musimy się żenić mając 16 lat – polemizuje wymowna, 20-letnia Pearl Davies, wymachując nam przed nosami dłonią z imponującym manikiurem. – Trzeba się nażyć za młodu, taka jest prawda – a potem wychowywać dzieci.

                        Czy młodym dziewczynom wolno wychodzić na miasto? – pytamy. – Owszem, tyle że w grupie. I wolno nam rozmawiać z chłopakami. Owszem, rzadko zdarzają się pary mieszane, ale to dlatego, że nasze chłopaki lepiej nas rozumieją.

                        – To nieprawda, że musimy cały czas siedzieć w domu – dodaje 18-letnia Amy Louise Buckley. – Wolno nam nawet chodzić na solarium, o! I nie jest tak, że nie wolno nam pracować. Masa dziewczyn sprząta po domach.

                        Amy szczególnie oburzają komentarze na temat stylu, w jakim ubierają się młode Romki. – Wielka awantura o ten samoopalacz – prycha. – A w Stanach są takie konkursy dla pięciolatek, też je tam smarują samoopalaczem, i co? Jakoś nikomu to nie przeszkadza. A my chcemy po prostu dobrze wyglądać. Nie ma co przesadzać, jasne – ale warto użyć życia, póki czas.

                        Rosie Smith, 27-letnia mama, odważnie łącząca motywy wężowej i lamparciej skóry na swoim obcisłym kostiumie, zapewnia nas, że "czasy się zmieniają". – Coraz bardziej upodabniamy się do Anglików – przyznaje. – Zdarzają się nawet mieszane małżeństwa. Nie trzymamy się reguł tak ściśle, jak o tym gadają w tym tam wizorze – zapewnia nas, kołysząc 9-miesięczną Tianę obwieszoną biżuterią z dętego złota.

                        Z pewnością jednak różnice genderowe pozostają głębokie. Podczas gdy dziewczyny ochoczo rozmawiały z nami, pozowały do zdjęć i chętnie udzielały rad dotyczących pielęgnacji urody, nawet w kwestiach bardziej prywatnych niż dobór odpowiedniej bielizny, mężczyźni niechętnie podejmowali rozmowę. 19-letni Levi Harley zgodził się zamienić z nami kilka słów na temat domniemanego seksizmu Romów, zapewniając, że kobiety mogą pracować i jemu to w ogóle nie przeszkadza. Kiedy jednak spróbowałyśmy zagadnąć o praktykę "porwań", zgęstniała zarówno atmosfera, jak i tłumek wokół nas. ̵
                        • cd.

                          – Co was to w ogóle obchodzi? Nie wasz interes! – zagaił mocno zbudowany, anonimowy rozmówca. Poczułyśmy, że czas szybko się oddalić. Ale poza tym jednym incydentem, wszędzie spotykała nas życzliwość, szczerość, uprzejmość – nic na kształt niechętnego obcym, zamkniętego środowiska, jak często przedstawia się Romów. Na targu nie doszło do żadnych niepokojów, gadziów wita się i gości jak swoich.

                          Nadzieję można też czerpać ze słów naszej ostatniej rozmówczyni, 18-letniej Violet Gilheaney. – Wychowywano nas tak, byśmy zachowały skromność i były wierne jednemu mężczyźnie – tłumaczy nam dziewczyna w wyraźnej ciąży, ubrana skromniej niż inne. – Myślicie o nas różne rzeczy, podobnie jak my o was, ale i tak wszyscy żyjemy pod jednym niebem. Jesteśmy tylko ludźmi i jak wszyscy mamy prawo do szczęścia.

                          Źródła: News of The World
(201-300)
przejdź do: 1-100 101-200 201-300 301-400 401-500 501-600 601-612
(401-500)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.