• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Ojej, co tu wybrac 2011 - 3 (vol.14) Dodaj do ulubionych

  • 01.05.11, 11:40
    Tradycji zadosc by uczynic, zakladam kolejny watek (w tamtym juz dawno przekroczylismy 500, ale czekalam, zeby zaczac od nowego miesiaca ;-) ).

    Na majowke i tak za ciekawych propozycji nie ma niestety :(

    Barbasiu, Pepsic, Greku - a jak Wam sie podobala kolejna Jackie? Mnie coraz bardziej podoba sie ta mloda pielegniarka Zoe - jest zdecydowanie moja faworytka! A pan-maszynka do tabletek naprawde na psychola idzie, brr

    A -i jak Instynkt? Ciekawie sie zrobilo ...
    Zaawansowany formularz
    • 01.05.11, 16:44
      Dobra data, Maniusiu, na rozpoczęcie kolejnego wątku! :)
      /Czułam, że czekasz na 1-go maja ! /

      "Instynkt" - odcinek 9 z ubiegłego czwartku to był pierwszy odcinek, który podobał mi się od początku do końca! Fabuła, przekonujące postaci, świetni aktorzy (i dzieci, dzewczynki) - zwłaszcza zawodowa jak zawsze Kinga Preiss w roli matki, nadzwyczaj dobry Jacek Kawalec w roli zupełnie odbiegającej od dotychczasowego serialowo-randkowego emploi sympatycznego, porządnego gościa (aż miałam gęsia skórkę, jak lizał tę dziewczynkę po twarzy i do ściany przyciskał, scena w łazience też mocna), , nawet niezły klimat - jakiejś beznadziei, do tego banalność zbrodni, nieźle to wszytsko razem zagrało.

      Tajemnica Oster coraz bardziej zagmatwana!?!?!?!

      Siostra Jackie 2/4

      >A pan-maszynka do tabletek naprawde na psychola idzie, brr

      A właśnie, jakaś pokręcona osobowość ten Eddie!?

      Też lubię Zoey. :)
      • 03.05.11, 12:38
        Byłabym zapomniała o niekowencjonalnej terapii marihuanowej jaką zaleciła Jackie cierpiącemu na nowotwór pacjentowi; oczywiscie bez wiedzy lekarzy oraz wbrew prawu. :)
        Marihuana palona w przemyślej fai jabłka!?, maryha w ciasetczkach... Aaaa może by tak poksperymentować z naszym przepisem na ciasteczka owsiane!? Co o tym myślisz Pepsic? ;))

        • 03.05.11, 13:22
          :] ja mogę tylko Was zachęcić do realizacji, haha.
          • 03.05.11, 13:31
            grek.grek napisał:

            > :] ja mogę tylko Was zachęcić do realizacji, haha.

            hehe :)))
            Tak czułam! :)
    • 02.05.11, 13:51
      był wieczorem "buntownik z wyboru" :] stare, momentami dość naciągane, ale zawsze da się obejrzeć.

      a dzisiaj tvp2 daje "8 milimetrów" 22:50] , czyli detektyw wynajęty przez zacną, bogatą starszą panią na tropie snuff movies, i jej ofiary zarejestrowanej na taśmie, którą po śmierci męża pani ta znalazła w jego rzeczach.

      dobry film, aczkolwiek sceny tzw akcji, prymitywnego machania bronią psują, a przynajmniej - rozpraszają nieco efekt samej wędrówki detektywa po ponurych podziemiach pornobiznesu i szukania pojedynczych śladów, dociekania czy snuffy istnieją, czy są tylko legendą, napotykania kolejnych tropów i gubienia ich. wreszcie, niedostateczne uwypuklenie wątku szoku jakiego doznaje good guy detektyw w zderzeniu ze światkiem nielegalnego hardkorowego porno. gdybyż udało się schumacherowi utrzymac całość w klimacie jaki towarzyszy pierwszym wejściom detektywa na taki podziemy "bazarek" z filmami, kiedy tam się szwęda, ogląda, podpytuje, to by wyszło prawdziwe dzieło, a tak wyszedł co najwyżej niezły film, nawet jeden z lepszych samego schumiego.

      z czasem decydujaca staje się rozgrywka a'la filmy akcji, i nawet ostatnia scena i te kilka zdań z ust oszołomstwa ukazującego go w formie nieznośnie banalnej - nie zmienia efektu całości.

      nie wiem, czy napisać : szkoda, że tak to wyszło, więc napiszę tylko, że szkoda, że tylko tak, bo można było wykrzesać więcej z całej historii.

      "w głąb siebie" - o 1:40, w tvp1. fajna godzina, nie ? hehe...
      jak to w tvp...
      chętnie bym obejrzał, bo lubię josepha levitta-gordona, film dotyczy trudnej młodzieży, a ściślej konkretnego przypadku trudnego, ma zalatywać psychoanalizą... nie chodzi nawet o porę rozpoczęcia, chodzi o to, ze nigdy nie wiadomo, czy tvp przerwie nadawanie programu o tej 2 w nocy, czy o 2:30, czy może o 3 ? a może nie przerwie, tylko nada film do końca ? ten się kończy o 3:40, więc tak naprawdę zaczynać po to, żeby w pewnym momencie zostać bezceremonialnie wylogowanym i wystrychniętym na dudka ? w środku nocy, w dodatku ;]

      nie wiem, może spróbuję, ale nie ręczę. jakby jednak wyszło, to z góry uprzedzam mało odpornych : napiszę coś o tym filmie :]
      • 02.05.11, 15:49
        grek.grek napisał:

        > a dzisiaj tvp2 daje "8 milimetrów" 22:50]
        Coś mi to znajome wydaje!??

        Psychoanalizowanie może być ciekawe!? Liczę na Twój komentarz ! :))
        /Mam nadzieję, że uda Ci się bez przeszkód zarejestrować w pamięcie, na taśmie ten film./
        • 03.05.11, 13:27
          jeszcze nie sprawdzałem, czy wyemitowali do końca, a najlepsze, że mam 10 kroków do telewizora z wideograjem ;] ale nic to, będzie niespodzianka, tak czy inaczej.

          mam jeszcze, wczoraj zacząłem [nagranie z czwarttku ostatniego], "tygrys i śnieg" roberto bengniniego. wygląda na fajną, włoską nietypową [no bo begnini nie kręci niczego, co by było podobne do gatunkowych produktów] a'la-komedię romantyczną. znów : postaram się zachęcić albo odstręczyć, po zakończeniu :]
          • 03.05.11, 13:46
            O!!! To świetnie. Przez przypadek, po Instynktach, Siostrze Jackie, udało mi się zobaczyć końcówkę tego filmu, romantyczną, uroczą, zabawną. Potem żałowałam trochę, że tylko tyle widziałam, właściwie nie wiedziałam o tym filmie, nie zajrzałam do programu ...

            Uwielbiam Benigniego! :)
    • 03.05.11, 10:03
      Na dzisiaj:
      - moze jeszcze zdazycie - o 11.30 na Polsacie - "Boskie sekrety siostrzanego stowarzyszenia Ya-Ya" z Sandra Bullock - babski film, akcja na poludniu Stanow - ja zasiade z przyjemnoscia przed tv;

      a na wieczor tvp1 chyba najciekawsza - najpierw o 22.10 "Sztuczki" -nagraszany film Andrzeja Jakimowskiego, ja nie ogladalam, moze mi sie uda; potem o 23.50 "Tam i z powrotem" calkiem ciekawy film z Januszem Gajosem i Jan Fryczem.
      • 03.05.11, 12:20
        > - moze jeszcze zdazycie - o 11.30 na Polsacie - "Boskie sekrety siostrzanego st
        > owarzyszenia Ya-Ya" z Sandra Bullock

        Przeczytałam Twój post i włączyłam (spóźniona o pól godziny) telewizor! Bardzo sympatyczny film na dzisiejszy zimny deszczowy dzień 3ciomajowy?! :)

      • 03.05.11, 12:21
        "Sztuczki" bardzo polecam! :)
        • 03.05.11, 13:28
          chyba pisaliśmy o nich nawet coś, gdzieś, kiedyś... ;]
          • 03.05.11, 14:05
            Tak, tak, tu pisaliśmy :
            forum.gazeta.pl/forum/w,14,99924064,101825452,Re_Vanilla_Sky_.html
    • 04.05.11, 14:21
      no to słów kilka o "tygrys i śnieg".

      fabuła nieskomplikowana jest : atillio jest poetą, i nauczycielem prze okazji. takim brawurowym, jak "kapitan" ze "stowarzyszenia umarłych poetów". poza tym : wychowuje dwie córki, na zmianę z żoną, z którą się albo już rozszedł albo jest w separacji albo po rozwodzie, to akurat mi umknęło, a może nie było dookreślone... whatever.

      problem jest taki, ze on wcale nie cche się z tą zoną, vittorią, rozchodzić. najdobitniej świadczy o tym sen, który go prześladuje : w romantycznych ruinach zamku bierze z vittorią ślub... i nie dość, ze bierze go w bokserkach i podkoszulku wobec panny młodej w sukni z welonem, to jeszcze wobec całego audytorium gości we frakach i kreacjach wieczorowych. na domiar wszystkiego, co i rusz włazi tam facet ze straży miejskiej i każe mu przestawić auto, więc atillio musi wychodzić z ceremonii i przysięga ciągle się odwleka...

      w realu spotyka vittorię, która jest dziennikarką z okazji wieczorku autorskiego swojego przyjaciela, arabskiego pisarza - fuada. vittoria ma z nim wywiad robić. dla atillio jest to znak. sen, spotkanie...

      idzie za nią, przekonuje, prosi o spotkanie, namawia, zamęcza w sposób wybitnie pocieszny i komiczny. wreszcie udaje mu się ją skłonić do pójścia do jego mieszkania. traf chce, że przed nimi wpadła tam jego kochanka z uczelni, przygotowała oprawę kolacji, świecie, jedzenie, szampana itd, czekając na atillio - kiedy przez okno zobaczyła, ze atillio wraca z inną kobietą ulotniła się, a koryto i cała reszta została. atillio mile zaskoczony, zdziwienie ukrywający skrzętnie na zastany widok przeżywa jednak rozczarowanie. jemu się zbiera na amory, a vittoria wymyka się i ucieka. on ją goni, w bieliźnie po wieczornej ulicy, krzycząc "vittorio, zobaczysz, pozwę cię za to, zapłacisz odszkodowania !". goni dzielnie autobus, którym rozbawiona babka daje dyla. a na koniec zaczyna padać deszcz i moczy go od razu w całości :]

      co uczucie robi z mężczyzny... kiedy do atillio dociera informacja od fuada, ze vittoria miała cięzki wypadek w iraku i jest w śpiączce, w stanie krytycznym, atillio w środku nocy dzwoni do koleżanki z ;pracy, zeby zajęła się jego córkami, a sam rusza do bagdadu.

      na lotnisku żąda biletu na samolot do iraku - panie, tam jest wojna, tam nawet lotnisk nie ma... mówią mu. nic to, podając się za chirurga wkręca się w konwój czerwonego krzyża jadący do iraku. ostatnie 50 km pokonuje rozklekotanym autobusem [CK jechał w innym kierunku, musiał wysiąść], który wziął jak stał na drodze.

      bagdad ogarnięty jest wojną : w oddali płoną szyby naftowe, jakieś graty, tu i tam ruina, żołnierze, czołgi... wszystkie te sygnały i dekoracje są bardzo symbolicznie, takie mam wrazenie, rozłożone na planie. a gdzie to kręcono ? a nie mam pojęcia, ale jesli był to prawdziwy bagdad, to się zdziiwę ;]]

      vittoria jest w comie. ma obrzęk mózgu, efekt urazu podczas wybuchu bomby

      . nie reaguje na bodźce, ale żyje. z każdą godziną jest jednak coraz gorzej, a nie ma lekarstw. przydałaby się np. gliceryna.. czas jest wazny, zostało może 4 godziny... atillio najpierw pociesza siebie i przyjaciela "och, 4 godziny, dużo czasu, nawet na kawę zdązymy wcześniej skoczyć", ale za chwilę rzuca się szaleńczo do szukania pomocy. na bazarze nie ma nic, apteki nie funkcjonują... fuad wpada na pomysł, żeby poszukać rady u pewnego mędrca starego. idą do niego. proszą o przepis na sporządzenie gfliceryny. facet się zastanawia, zastanawia... wreszcie atillio przemawia do neigo z wyżyn serca i miłości do vittori i stary, mimo że ni grzyba po włosku nie kuma, od razu sobie przypomina, a potem żegna czule atillia, który już pędzi ratować kobietę swego serca ;]

      no i robią ten specyfik. pompują w vittorię. atillio cały czas się nią zajmuje,gada do niej, nawija, śpiewa, tańczy, puszcza muzykę z patefonu, żartuje, jakby ona żyła, była przytomna. kiedy w szpitalu pojawia się rabuś próbujący ukraść vittori łańcuszek z szyi - przepłasza go i ratuje biżuterię.

      gliceryna pomaga doraźnie, nie polepsza jednak stanu, na dłuższą metę nie będzie pełnowartościowym lekarstwem. lekarz powiada, ze pomógłby vittori tlen. atililio porzuca więc zabijanie much,które "oddychając, zabierają vittori powietrze" i rusza w miasto. zdobywa butlę z tlenem i maskę tlenową kupując cały sprzęt akwalungowy od szabrownika, który własnie to świsnął z bazaru, korzystając z wojennego zamieszania.

      lekarz powiada, że stan się ciągle pogarsza, trzeba kroplówki, antybiotyków i kortyzonu. atillio znów w akcji - dzwoni do placówki CK, tych z którymi jechał z italii do iraku. mają co trzeba. no to atillio na motor i gaz rura. motor wysiada w połowie drogi. od czego są... wielbłądy :] atillio, z niemałym trudem, ledwie znając [z wizyty w zoo w rzymie] komendę skłaniającą zwierzę do położenia się, dosiada jednego i chodu. ale cóż to - wielbłąd zasuwa nie w tę stronę, co trzeba, atillio nie panuej nad kierunkiem jazdy, nie umie go zawrócić i skierować w odpowiednią stronę... udaje mu się tylko zatrzymać go, zejść i piechotą dotrzeć na miejsce.

      dostaje nowy motor i tyle lekarstw, że właściwie kiedy na tym komarku jedzie, to widać jedną wielką białą przenośną aptekę. na posterunku zatrzymują go marines. sytuacja jest komiczna, bo obwieszony sprzętem medycznym atillio zostaje przez nich wzięty za terrorystę samobójcę obłożonego ładunkami wybuchowymi :] trzymają go na muszce, on krzyczy, ze to leki,a nie bomby, nie moga się dogadać, bo oni jego włoszczyznę biorą za arabskie pohukiwania... :] cyrk. wreszcie jakoś znajdują wspólny język. udaje mu się dojechać do szpitala. leki zostają zaordynowane vitorii. lekarz powiada, ze teraz trzeba się tylko już modlic do allha. no to atillio się modli 'allahu, znam tylko ojcze-nasz i to po włosku.." ;]

      wychodzi wieczorem na spacer z fuadem, chodzą tuż pod wielkim pomnikiem saddama z urwaną głową :] noc przy vitorii na fryzjerskim fotelu, który był w pakiecie sprzętu, który kupił od szabrownika. o świcie wychodzi na spacer, widzi fuada idącego na modlitwę do meczetu, przyjaciel nie reaguje na jego pozdrowienia...

      wraca do szpitala - vittoria się przebudziła, dostaje info. szaleje z radości. lata jak poparzony, nie wie czy może się jej pokazać nie wykąpany i 'zalatujący wielbłądem", całuje lekarza ze szczęscia...

      i tutaj właśnie mam 15 minut przerwy, bo mi prąd wyłączyli... :]

      ... po włączeniu jest już po całej irackiej akcji. rzym, ogród domu vitorii, są tam wszyscy - córki, atillio i vittoria. pojawia się informacja, że fuad strzelił samobója w iraku...

      a potem happy end - ona nie wie, kto ją uratował i co się działo w bagdadzie, powiedziano jej, ze "jakiś bohaterski włoski chirurg" uratował jej życie i ofiarnie się nią zajmował. rozmawiają, tratata, atillio zbiera się do odejścia i nagle ona widzi ten swój łańcuszek na jego szyi, a kiedy on ją całuje w czoło na pożegnanie przypomina się jej coś - jak wiadomo, ludzie w comie podobno słyszą co się do nich mówi i odbierają bodźce rozmaite :]... i rozjaśnia się jej twarz... toż to on, normalnie on :] a że, jak mówiła wcześniej do jednej z córek "zyć się z nim nie da. - znaczy się, jesteś w nim zakochana ? - i to jak..." - nic nie mówi i tylko patrzy na niego, jak on nawija bez przerwy, zbiera się do odejścia i wraca, bo albo marynarkę wziął jej a nie swoją albo ptaszki z klatką chce zabrać, by je niezdarnie wypuścić, albo po prostu musi się odwrócić by jeszcze coś powiedzieć i na nią spojrzeć... wreszcie wychodzi przez bramę na ulice, a potem przechodzi z lewej do prawej, z prawej do lewej, bo jak zawsze zapomniał gdzie zaparkował... i już wiadomo, że to uczucie zwycięzy[ło] :]

      fabuła prosta. atrakcją jest sam benigni, kwintesencja włoskiej żywiołowości, chaotyczności i emocjonalności. w ruchach, gestach, stylu bycia. wulkan energii, królik energizera, człowiek podłączony pod prąd. louis de funes, woody allen i charlie chaplin w jednym. włada ekranem
      niepodzielnie. orajt, papier się kończy... :]

      • 04.05.11, 14:57
        ofk, jest jeszcze kwestia ukazania wojny irackiej w tym całym maglu, wpleciona w ową romantic story, bez swojego głosu w sprawie benigni nie byłby benignim. jaki to głos ? imo, taki żeby nieśc pomoc na miejscu. zawsze wierzyć w słuszność stania po stronie ofiar, cywilów. może i nieoryginalne, ale wkręcone w scenerię komedii romantycznej bardzo ciekawe robi wrażenie.

        a ta komedia romantyczna własnie taka jest, aczkolwiek na tle tego, co zrobiono w anglosaskim kinie z tym gatunkiem, wygląda wręcz na antykomedię, bo jest autentyczny romantyzm i autentyczna komedia. nie rechot i plucie popcornem, a lekki uśmiech i, przy całym surrealu i pantomimie jaką odstawia benigni, wiarygodne uczucia.

        dlaczego "tygrys i śnieg" - otóż dlatego, ze vittoria powiedział na początku, ze wróci do atillia wtedy, kiedy "zobaczy tygrysa w śniegu". on jej na to, że orajt - jedźmy do rosji, tam się znajdzie jakiś, a ona mu na to, ze to by było zbyt proste, ona chce go zobhaczyć tu, w rzymie, najlepiej latem...

        skoro więc wraca do niego, to znaczy - zobaczyła to, co chciała. niestety, brak 15-20 minut filmu pozbawia mnie stosownej wiedzy :] wiecie coś o tym ?

        aha, chcecie wiedzieć, jakimi słowami atillio przekonał starego araba do wyjawienia przepisu na glicerynę ? :]

        "błagam cię, postaraj się przypomnieć sobie... ta kobieta... ona umrze, jesli sobie nie przypomniasz, a jesli umrze, to można to wszystko zwinąć scenę i zapakować na ciężąrówkę, niebo zrolować, wyłączyć słońce, które tak bardzo kocham... można to będzie zrobić, bo uwielbiam je wtedy, kiedy oświetla JĄ... mogą zabrać dywany, pałace, kolumny, grad, żaby, piasek... wiatr, słodkie arbuzy, siódmą wieczór... maj, czerwiec, lipiec, bazylię... morze, pszczoły, cukinie..." - autor r.benigni; stary nic nie zrozumiał, ale wszystko poczuł :]

        • 04.05.11, 15:18
          > "błagam cię, postaraj się przypomnieć sobie... ta kobieta... ona umrze, jesli s
          > obie nie przypomniasz, a jesli umrze, to można to wszystko zwinąć scenę i zapak
          > ować na ciężąrówkę, niebo zrolować, wyłączyć słońce, które tak bardzo kocham...
          > można to będzie zrobić, bo uwielbiam je wtedy, kiedy oświetla JĄ... mogą zabra
          > ć dywany, pałace, kolumny, grad, żaby, piasek... wiatr, słodkie arbuzy, siódmą
          > wieczór... maj, czerwiec, lipiec, bazylię... morze, pszczoły, cukinie..." - aut
          > or r.benigni; stary nic nie zrozumiał, ale wszystko poczuł :]

          Heh, pięknie powiedział!!!
          Piękne wyznanie miłości bohatera filmowego do ukochanej kobiety,
          ale też pewnie wyznanie miłosne Benigniego do żony, muzy, Nicoletty Braschi, która gra tu Vittorię!? (zajrzałam do obsady)

          A bazylia to podstawowa przyprawa we włoskiej kuchni, cenna jest niesłychanie, nadaje spaecyficznego smaku, sosom do spaghetii, jest fundamentalny składnik najpbardziej klasycznej, najbardziej włoskiej z włoskich pizz - pizzy Margherity, symbolizując zieleń fagi narodowej Włochów (sos pomodorowy czerwień, mozzarella - biały! ;)

          W klimacie film chyba podobny do słynnego "Życie jest piękne"?
          Pan Kałużyński doceniał film "Życie jest piękne".

          Co za pech z tą awarią prądu! ;)
          • 04.05.11, 15:25
            Bazylię nazywa się królową włoskich ziół! - właśnie wyczytałam!
          • 04.05.11, 15:34
            Korekta:
            A bazylia to podstawowa przyprawa we włoskiej kuchni, cenna jest niesłychanie,
            nadaje specyficznego, niepowtarzalnego smaku sosom do spaghetii i innym włoskim potrawom, jest fundamentalnym składnikiem najbardziej klasycznej, najbardziej włoskiej z włoskich pizz - pizzy Margherity, symbolizując zieleń fagi narodowej Włochów (a pozostałe dwa, oprócz ciasta, składniki: sos pomodorowy - kolor czerwony, mozzarella - biały.
            Bez nie niej ma kuchni włoskiej, bez kuchni włoskiej nie ma Italii! ;)
          • 05.05.11, 11:16
            no własnie, dlatego mam nadzieję na powtórkę tego filmu, co by wiedzę uzupełnić : dlaczego fuad strzelił samobója, jka vittoria wróciła do italii, a jednocześnie nie dowiedziała się, aż do finałowego olśnienia, że to atillio ją uratował.

            btw, ten film, o którym pisaliśmy - "w głąb siebie", co to leciał po nocy : tvp puściła w całości :] mam na taśmie, po obejrzeniu zachęcę albo odstraszę, coś napiszę a'propos, po staremu, hehe.
            • 05.05.11, 14:56
              Mam nadzieję, że dopiszesz post scriptum, jak się dowiesz, co i jak!? Szukałam tego filmu na dwóch dostępnych mi stronach filmowo-serialowych, ale niestety nie ma go (jeszcze?). Pozostaje zawsze wypożyczalnia jakby co.

              A propos filmu "Trygrys i śnieg" i kwestii wojeny.

              Wydaje mi się, że ten film można odczytywać jeszcze szerzej jako protest przeciwko absurdowi wojny, przeciwko zabjaniu, przeciwko bezsensownej śmierci niewinnych ludzi, przeciwko cierpieniu ludz, tracących na wojnie bliskich, którzy częstokroć, jak szczęśliwie ocalona Vittoria, są całym światem dla drugiego, kochającego człowieka, wreszcie przeciwko niszczeniu dorobku materialnego ("bagdad ogarnięty jest wojną : w oddali płoną szyby naftowe, jakieś graty, tu i tam ruina"), duchowego kraju ograniętego wojną (tu: Iraku), (którego symbolem jest tu pewnie pisarz -Fuad, z którym Vittoria ma przeprowadzic wywiad).

              Wojna jest bezsensowana, jest absudrem. Życie jest piękne, miłość jest piękna, jest sensem życia!
              Amen :)

              btw, ten film, o którym pisaliśmy - "w głąb siebie", co to leciał po nocy : tvp
              > puściła w całości :]

              He,he chociaz tu obyło się bez nieprzyjemnych niespodzianek!
              Mam nadzieję, że jednak będziesz zachęcać do obejrzenia! :), że film okaże się dobry.
              Czekam zatem na opowieść.
              /Nie chcę Cię (bardziej) straszyć, ale jestem już uzależniona od Twoich opowieści, rozmów naszych, od tego wątku!?!?!?!
              • 05.05.11, 18:37
                Chyba sie naraze ;) - nie lubie Benigniego, oj nie. Denerwuje mnie jak malo kto. "Zycie jest piekne" obejrzalam raz, podobal mi sie sam film, scenariusz, pomysl.

                Aaa - ja tez jestem "uzalezniona" od naszego watku :)))
                • 06.05.11, 14:41
                  To ja jeszcze bardziej, do filmu "Życie jest piękne" mam stosunek ambiwalentny, nie potrafię się odnaleźć w tej dość orginalnej konwencji.
                  • 06.05.11, 15:27
                    Byłam w kinie a koleżankami na "Życie jest piękne" no i się popłakałam jak nigdy!
                    Rekacje koleżanek były ciekawe dwie milczały, a trzecia miała minę wyrażającą abiwalentne, z przewagą na nie, odczucia.

                    Jeśli chcesz, jeśli chcecie postaram napisać, co Kałużyński o tym filmie powiedział.
                • 06.05.11, 15:07
                  > Aaa - ja tez jestem "uzalezniona" od naszego watku :)))

                  To fantastycznie! :)))


              • 06.05.11, 15:02
                nieuchronnie dopiszę. niech no tylko dadzą mi szansę ;]

                na pewno, benigni także w "życiu..." próbował komizmem, proponując coś w rodzaju gry, oswoić wojnę. nie mogę się powstrzymać i nie porównać tego do polskich zagrywek : mesjanizm, patos, murmurando podniosłe...
                ktoś powie, że włosi i polacy mają inne doświadczenia za sobą. i to jasne, ale może własnie w wykonaniu tych, co mają moralne racje po swojej stronie, łatwiej być powinno żartować z
                historii i ją jakoś inaczej rysować zamiast rozpamiętywaia własnych krzywd i ponurych epizodów.

                nie wiem, czy byłoby to lepsze, ale ciekawsze na pewno. czesi, co stanęli sobie z boku, niemcy, włosi co byli w koalicji, jakoś ciekawiej traktują tamte czasy. jakby mieli polską mentalnośc, znaczy się : mówili i kręcili tylko tzw prawdy historyczne, to powinni się kajać do us.ranej śmierci za swoje winy. a oni znaleźli inną drogę i dziisaj to polacy wyglądają w tych rozliczeniówkach swoich znacznie mniej atrakcyjnie. tamci omijają teatr wojenny, kwestię własnych win [tak samo niezaprzeczalnych, jak polska krzywda], idą w opowieści o ludziach, albo o samym zjawisku wojny, ale z innych płaszczyzn korzystają. no i powiem Ci, że te pozornie lekkie, a przecież takie naładowane znaczeniami, filmy benigniego ogląda się z przyjemnością i refleksją, a jakieś "katynie", to i bez przyjemności i z refleksją mało rozwijającą :]

                hehe, hoho, no jak się tutaj rozchodzi aż o uzależnienie ;], to nie mam wyjścia ; coś napisać muszę.

                heh, niestety, znów oglądam na raty, ale wstęp zachęcający. więcej i pełniej, wkrótce.
                • 06.05.11, 15:50
                  Znalazłam wczoraj bardzo interesującą rozmowę z Benignim na temat filmu "Tygrys i śnieg"!
                  Tu jest całość:

                  www.bezgranic.net.pl/index.php?d=news_content&dn=3&id=40
                  Tu fragmenty:
                  Wstęp:
                  "„Tygrys i śnieg” to film inteligentny i wzruszający. Opowiada historię włoskiego poety Attilia (Roberto Benigni), który żyje w swoim własnym poetyckim świecie i jest zakochany do szaleństwa w Vittori (Nicholetta Braschi), która go odrzuca, i jedzie do Bagdadu za poetą irackim Fuadem (Jean Reno), pisać jego biografię. W Iraku wybucha wojna i Vittoria zostaje ciężko ranna. Zakochany Attilio wybiera się w absurdalną podróż do bombardowanego Bagdadu i ratuje jej życie siłą swojej miłości. Fuad – poeta iracki, który symbolizuje antyczną kulturę Blisko-Wschodnią, odbiera sobie życie. Śmierć poety jest symboliczną śmiercią kultury, piękna, wrażliwości, człowieczeństwa... [!!! ja ;)]
                  Wbrew oczekiwaniom, film „Tygrys i śnieg” nie jest otwartą krytyką wojny w Iraku, lecz osobistym i uniwersalnym protestem przeciwko wojnie, której nie można określić innym przymiotnikiem, jak „bezsensowna”. [!!! ja ;)]


                  "Emocje to rzecz najpiękniejsza na świecie
                  Nowy film Benigniego to kolejny odcinek jego wspaniałej historii miłosnej z Nicolettą Braschi, którą to opowiedział już na wszystkie sposoby, tak jak Woody Allan opowiedział nam już wszystko o swojej psychoanalizie. „Tygrys i śnieg” jest ponadto produktem familijnym (film wyprodukowany przez Melampo Cinematografica – czyli rodzinę i znajomych), co zresztą przypomina niezależne kino Nanniego Morettiego i czemu trudno się dziwić, skoro we Włoszech nie tylko telewizja i prasa, ale taże kinematografia jest zdominowana przez rodzinę premiera. Nic więc dziwnego, że na pytanie hiszpańskiej dziennikarki „El Pais” – Jakie jest pana stanowisko wobec wojny toczącej się w Iraku i czy uważa pan, że pański nowy film jest politycznie poprawny? – Benigni odpowiada: - Ważne, że film jest poprawny, a politycznie... (robi minę, macha rękami i kontynuuje) – Dziś trzeba dziesięciu lat, żeby zrobić film. Robić filmy w tym okresie to bardzo smutne zajęcie, to prawie syzyfowa praca. Industria kinematograficzna jest w kryzysie, rynki są płaskie, publiczność spada... Kino znajduje się w szczególnie upokażającej sytuacji. Nie myślcie tylko, że się użalam...
                  - Kino to najpiękniejsza zabawka na świecie, która daje radość i pozwala śnić. – Wyznaje włoski komik ze śmiechem i próbuje spoważnieć - Dlatego właśnie kino należy robić poprawnie, bo wiadomo, że każde nasze działanie jest działaniem politycznym, estetycznym, moralnym. Oczywiście kino i sztuka nie może zmienić świata, ale podnosi nas trochę na duchu. Myślę, że to jest obowiązek sztuki – podnosić na duchu. To główny cel, dla którego opowiada się historie. W moim filmie na początku jest scena ze snu Attilia, w którym się czuje, że poezji udało się przekazać emocje. Czujemy się żywi, gdy serce bije nam mocniej. Emocje to rzecz najpiękniejsza na świecie. Myślę, że trzeba opowiadać piękno, które ma się przed sobą i którego najczęściej ludzie nie widzą.
                  Co do poprawności politycznej, wiemy dobrze wszyscy, że ta wojna jest bezsensowna. Trudno jest znaleźć inne przymiotniki określające wojnę. Ja dałbym nagrodę Nobla najmłodszemu pokoleniu, które po raz pierwszy w historii ludzkości opowiedziało się przeciwko wojnie.
                  Na zarzuty, że Benigni znowu ociera się o banalność w swoim uniwersalnym pacyfizmie, reżyser odpowiada: - O wojnie nie można mówić konkretnie, dlatego też ja mówię ogólnie o wojnie. Choć w moim filmie rozpoznaje się konkretną wojnę, bo to właśnie wojna w Iraku, gdzie jest embargo i nie ma lekarstw, ja mówię o wojnie symbolicznie. Mówię o czymś, co nie wiadomo skąd się wzięło. Kiedy Fuad (Jean Reno) mówi: „świat zaczął się bez człowieka, skończy się więc bez człowieka” – jest to refleksja antropologiczna. My zapominamy zawsze, że niestety wojna jest najsilniejszą pasją człowieka. Zobaczyłem statystykę wojen na przestrzeni ostatnich trzech tysięcy lat. Co 20-25 lat mamy jakąś wojnę i jakiś traktat pokojowy, którego postanowienia nie są respektowane. Wojna towarzyszy ludzkości. Ta wojna natomiast okazuje się szczególnie bezsensowna. Czuło się to od początku. Myślę, że ludzie czują, kiedy jakieś działania są dobre lub złe."

                  www.bezgranic.net.pl/index.php?d=news_content&dn=3&id=40
                  cdn.
                  • 06.05.11, 15:52
                    "Pacyfizm bez banalności
                    „Tygrys i śnieg” jest jednym z wielu filmów, które będą miały coś wspólnego z wojną w Iraku. Benigni opowiada kolejną bajkę o wojnie, taką jaką było jego „Życie jest piękne”. To nasuwa oczywiście po raz kolejny pytanie o to, czy styl komiczno-tragiczny jest odpowiednim środkiem narreacji, by mówić o wojnie w sposób prawdziwy. Zbyt wiele komiczności w tak wielkiej tragedii, jaką był Holocaust – te zarzuty stawiano jego poprzedniemu filmowi „La vita e’ bella”.
                    - Jak można zrobić film pacyfistyczny, bez popadania w banalność? – prasa hiszpańska jest na temat wojny w Iraku bardzo wyczulona.
                    - Niech bóg mnie broni od robienia filmów ideologicznych! – zarzeka się Benigni - Pierwszym obowiązkiem filmowców jest opowiadać historie, rozbudzać emocje, robić kino dobrze. W filmie mówię o wojnie w sposób uniwersalny. Mówię, że wojna jest nie do pojęcia. Nie wiadomo skąd się bierze. Aby to zrozumieć trzeba kopać w duszy artysty, bo wojny rodzą się w duszy człowieka. Stąd w moim filmie samobójstwo poety, który odebrał sobie życie, jak zresztą wielu artystów w okresie wojny. Samobójstwa artystów w czasie II wojny światowej były częste, gdyż dla osoby wrażliwej jest niemożliwością współżyć z takim ogromem okrucieństwa. Moim zdaniem wystarczy pokazać śmierć jednego człowieka, by pokazać śmierć całej ludzkości. Chciałem to pokazać właśnie dziś, w tym momencie historycznym, gdy telewizja przyzwyczaiła nas do śmierci tak bardzo, że ta nie robi już wrażenia, bo życie ludzkie jest warte tak mało, tak bardzo mało...
                    Zawsze radosny Benigni, staje się bardzo poważny i dodaje - Kiedy podczas tej wojny liczy się na zimno poległych, którzy stają się tylko numerami, myślę często, że przecież gdy umiera każdy z nas, wraz z nim umiera cały wszechświat. Uratować jedno życie, znaczy ratować świat. Ten film kosztował mnie bardzo wiele pod względem emocjonalnym. Jestem mu wdzięczny za to, co przeżyłem w fazie pisania scenariusza, kręcenia i montażu. Nawet, jeżeli odczucia publiczności nie zawsze są równie silne jak moje, jestem szczęśliwy, że udało mi się przekazać moje emocje. Ten mój film jest częścią trylogii, która obejmuje „Życie jest piękne” oraz „Pinokio” i jest moim hymnem na cześć życia.
                    Na prośbę by wyjaśnił, co chciał powiedzieć poprzez śmierć irackiego poety, którego interpretuje Jean Reno, Roberto Benigni odpowiada: - Film, bardziej niż literatura, pozwala przedstawiać niektóre aspekty w sposób domyślny i symboliczny. Poeta odbiera sobie życie nieoczekiwanie, bo ludzie chcący odebrać sobie życie nigdy nie pokazują tego po sobie. On kocha poezję i swój świat. Kiedy natomiast znajduje swój kraj w stanie agonii; kiedy widzi na wspaniałym niebie Bliskiego Wschodu, o którym od tysięcy lat opowiadali poeci, błyski wybuchów zrzucanych bomb - wszystko traci sens. Miejsce, w którym znajduje sią Fuad i Attilio, to miejsce, które było kolebką kultury, gdzie się narodziły języki, poezja i sztuka. Oglądanie tego upakarzającego spektaklu, jakim jest wojna w Iraku, popycha Fuada do ostateczności i do popełnienia samobójstwa w sposób zabroniony przez jego religię. Kiedy wchodzi do meczetu, już mnie nie dostrzega, bo jest gdzie indziej. Ma na sobie tradycjonalny strój, jakby symbolicznie odział się we własną kulturę.
                    Chciałem pokazać tragizm śmierci, poprzez scenę, w której ja-Attilio wchodzę do mieszkania i widzę kartki porywane przez wiatr, wpadający przez otwarte okno. Przez moment odwracam się tyłem i zakrywam ciało. Po tej scenie następuje jedyna prawdziwa scena wojny irackiej, aby połączyć śmierć poety z bezsensem tych wszystkich innych śmierci. "

                    www.bezgranic.net.pl/index.php?d=news_content&dn=3&id=40
                • 06.05.11, 16:36
                  Marsz sporo racji, ale ja bym tu jednak trochę broniła polskiego kina traktującego o wojnie i dlatego przywołam tu Andrzeja Munka i jego "Eroikę", w której zamiast martyrologicznego heroizmu mamy czarny humor i groteskę! Podobnie jest też w innym filmie Munka, w „Zezowatym szczęściu” .
                  Potrafimy inaczej mówić o tragicznych wydarzeniach wojennych, o trudnych wydarzeniach historycznych, szkoda, tylko że tak rzadko.

                  Czyli jest nadzieja na ciekawy film! To dobrze. Czekamy zatem! :))
                  • 06.05.11, 16:44
                    E. Nurczyńska-Fidelska pisała: "Tworząc 'Eroikę' i 'Zezowate szczęście' " Munk stanął obok tych, którzy w procesach kształtowania się świadomości narodowej i kulturowej odgrywają rolę 'prześmiewców'. Ich szyderstwo i drwina pełnią jednakże funkcję oczyszczającą, zmierzającą do odrzucenia wartości zmitologizowanych i kształtowania nowych."

                    www.culture.pl/pl/culture/artykuly/os_munk_andrzej
                  • 06.05.11, 20:11
                    Ależ Grek, mamy przecież doskonałą i nie boję się użyć słowa kultową komedię wojenną "Jak rozpętałem II wojnę światową" ze znakomitym Marianem Kociniakiem, mamy i książki, choć nie mieszczą się w temacie, jak "5 lat kacetu" Grzesiuka opowiadającego z poczuciem humoru o przerażających realiach życiu obozowego, pamiętam z głębokiego dzieciństwa "Leśną szkołę strzelca Kaktusa", teraz wiem, że propaganda to była - opisująca okres wojenny na Zamojszczyźnie na wesoło poprzez łzy, albo raczej na odwrót. W "Polskich drogach" też można znaleźć elementy humorystyczne.
                    Ps. Akurat Katyń, to słabiutki film, poza powalającą końcówką, ale o tym już było.
                    Naród nasz dużo przeszedł podczas wojny, , nie żebym miała coś przeciwko komediom, ale dlaczego na siłę ma się radować i przypinać kotyliony, charakteru i naszego temperamentu się nie zmieni.
                    • 07.05.11, 07:55
                      pepsic napisała:

                      > Ależ Grek, mamy przecież doskonałą i nie boję się użyć słowa kultową komedię wo
                      > jenną "Jak rozpętałem II wojnę światową" ze znakomitym Marianem Kociniakiem, ma
                      > my i książki, choć nie mieszczą się w temacie, [....]

                      a jeśli "Jak rozpętałem II wojnę światową" to jeszcze "Gdzie jest generał" z Elżbietą Czyżewską i Jerzym Turkiem ...nie wspominajac o Stawce czy Pancernych.

                      Jesli chodzi o literaturę to oczywiście jest zdecydowanie lepiej, przede wszytskim "Pamiętnik z Powstania Warszawskiego" Białoszewskiego, który swego czasu wywołał kontrowersyje pokazując antyheroiczne podejście do zrywu narodowego, postawawę - życie za wszelką cenę!

                      Kałużyński i Raczek o filmie "Życie jest piękne"!!!!!!
                      www.wprost.pl/ar/4121/Zabawa-w-guziki/?I=852


                      See U tomorrow! :)
                    • 07.05.11, 14:17
                      fakt, "jak rozpętałem..." - to jest osiągnięcie jakieś. i zobacz, jaka popularna jest to rzecz :] od dawna i wciąż. może to właśnie sygnał, jak bardzo widownia woli taką narrację dot.tamtych czasów. no i popluarność i deszcz nagród dla "rewersu" też jest znakiem, wg mnie; ten entuzjazm nie wziął się znikąd, a konkretnie : właśnie z wieloletniego, po 89, pokazywania pewnych spraw z wysokiego "c", teatrów wg ipn, kina martyrologicznego, pozbawionego uroku i przewrotności, innej perspektywy. więc, może jednak - biorąc pod uwagę powyższe, dzięki Tobie i Wam przychodzi mi to nagle do głowy... - nie jesteśmy tak ponurzy i skłonni do grzebania się w historii wyłącznie w odświętnych szatach ?
                  • 07.05.11, 14:02
                    dzięki za te materiały o "tygrysie". sporo ciekawego.

                    "eroiki" nie widzialem, przyznaję bez bicia. wiesz, chodziło mi tak ogolnie, o pewien kontekst dominujący, w ktorym się o wojnie wypowiadamy. btw, nie tylko o wojnie, także o PRLu , o stanie wojennym, o solidarności, podziemiu, papieżu. bez krytycyzmu, bez humoru i z jakąś taką nabożną czcią. "rewers", to jakiś wyjątek, ale i on regułę potwierdza, jak to mają one w zwyczaju ;]

                    schlondorff nakręcił film o suwnicowej ze stoczni i pokazał, że robotnicy piją herbatki z prądem... protest, oburzenie... jakiś facet chciał nakręcić film o westerplatte, w ktorym żołnierze latają przez parę sekund na golasa, są obrazy przerażenia i zwątpienia, są karty z erotycznymi fotkami, ktorymi sobie poprawiają nastrój... protest, oburzenie, PISF na to kasy nie da... itd. to świeże sprawy. w polsce ludowej pewne filmy motywowane też były sytuacją ustrojową, polityczna, włosi czy niemcy nie są rządzone przez rewizjonistow, tam filmowcy po prostu robią to,,co robią - z własnej inicjatywy.
                    • 08.05.11, 13:26

                      "rewers", to jakiś wy
                      > jątek, ale i on regułę potwierdza [...]

                      Greku, zapominamy o Kutzu!!!

                      Przecież on jako pierwszy w "Pułkowniku Kwiatkowskim opowiadał z humorem o ponurych czasach stalinizmu, powagę z humorem, groteską łączył w "Zawróconym", osadzonym z kolei (w śląskich) przecież realiach stanu wojennego...

                      :)


                      • 08.05.11, 13:28
                        PS
                        w świetnym "Zawróconym"
                      • 08.05.11, 13:29
                        rewers", to jakiś wy
                        > jątek, ale i on regułę potwierdza [...]

                        Greku, zapominamy o Kutzu!!!

                        Przecież on jako pierwszy w "Pułkowniku Kwiatkowskim opowiadał z humorem o ponurych czasach stalinizmu, powagę z humorem, groteską łączył w świetnym "Zawróconym", osadzonym z kolei w (śląskich) realiach stanu wojennego...

                        :)
                        • 08.05.11, 14:24
                          Oczywiscie ten sposób opowiadania o historii Polski, jak u Kutza, czy Lankosza jest zdecydowanie rzadszy w naszym kinie, tu masz rację, ale może właśnie , tak powinno być, (dlaczego? -wyjaśnie Pepsic w komentarzu wyżej).
                          :)
                        • 08.05.11, 15:04
                          chyba nie tylko my zapominamy ;] ta narracja jest jednak, bedę się upierał [hehe] mniej wyeksponowana w dyskursie publicznym, mniej nam kształtuje wyobraźnię. idzie pod prąd.
                          • 08.05.11, 15:14
                            ta narracja jest jednak, bedę się upierał [heh
                            > e] mniej wyeksponowana w dyskursie publicznym, mniej nam kształtuje wyobraźnię.
                            > idzie pod prąd.

                            A tak, to prawda.
                            :)
    • 04.05.11, 18:23
      o godz. 20.10 w Ale Kino! "Wysokie obcasy" Pedro Almodovara, o 21.50 na dwójce "5-ty element" Luca Bessona, zaraz potem koncert z okazji 80-tych urodzin K.Komedy (absurdalną porę pozostawiam bez komentarza) oraz pozycję, która znam i polecam więcej, niż umiarkowanie - "Wszystko jest iluminacją" tvn7 godz. 20.00.
      :)
      • 04.05.11, 19:00
        O tak, "Wszystko jest iluminacją" warte obejrzenia!
        • 05.05.11, 15:01
          babe007 napisała:

          > O tak, "Wszystko jest iluminacją" warte obejrzenia!

          Kilka dodatakowych słów komentarza na temat tego filmu byłoby mile widziane! :)
          • 06.05.11, 14:47
            Dla przypomnienia:
            forum.gazeta.pl/forum/w,14,112321184,112730680,_Wszystko_jest_iluminacja_.html
            • 06.05.11, 15:03
              A miałam napisać, że tytuł mi się wydaje znajomy!!! THXS! Już wszystko pamiętam! :)
      • 05.05.11, 14:09
        no to czekam z ciekawością na jakieś Twoje/Wasze opisy i wrażenia, bo nic z tych propozycji niestety nie ogarnąłem...

        obejrzałem za to "drużynę specjalnej troski" via polsat, wczoraj. kompletnie niepowazny film o dziecięcej druzynie bejsbola z małego miasteczka, gdzieś na redneckim teksańskim zad,piu, którą trenuje eks-zawodowiec [co z tego, ze w całej karierze zagrał całe 5 minut ;)], a dzisiaj pijaczyna, rozwodnik i babiarz. łebki są zupełnymi ofermami na boisku, ale poza nim są wcieleniem siedmiu, ba stu siedmiu, grzechów głównych i wszystkich pozostałych :] tak, czy owak, ta drużyna, to kościół nihilizmu i abnegacji. trener i drużyna dziesięciolatków walą sobie po oczach tekstami z duża zawartością mięsa, traktują siebie nawzajem jak szmaciarzy i robią wszystko, żeby podstawić nogę wspólnemu celowi, jakim ma być wygrana w małej lidze, w której to rozgrywce faworytem jest prymusowski zespół trenera-aroganckiego cwaniaczka , który prowokuje trenera babiarza, a przeciwników, jak i swojego własnego syna, traktuje jak byle łajzy, zaś w grze liczy się tylko zwycięstwo, każdym sposobem. ofk, jest to zawsze jego zwycięstwo, bo on jest wspaniały i najpiękniejszy we wsi.

        kiepskie fajnego początki, z czasem trener ochlapus zauważa, że trafiła mu się okazja, zeby życie uporządkować, z córką się porozumieć, a dzieciakom coś od siebie dać, a przeciwny trener-dumny paw vel laluś kozaczek będzie dobrą drugoplanową motywacją do działania. dzieciaki zaczną trenować, każdy z nich okaże się pomocny i swoją cegiełkę dołoży, wygra drużyna, a trener i jego gracze zostaną najlepszymi przyjaciółmi. happy end.

        i właśnie ta druga część filmu jest... słaba. pierwsza, w której trener i młodzi bejsboliści robią sobie nawzajem jesień średniowiecza i przejawiają naprawdę komiczną złośliwość i wulgarnośc względem siebie, a cynizm i olewkę względem sportu i otoczenia jest znacznie lepsza i zaiste rozbawiająca. nie porusza strun wrażliwości na komizm subtelny, ale i nie jest aż tak grubo ciosana jak to bywa w hamarykańskich komedyjach.

        maluchy są far far far away od poprawności politycznej każącej przedstawiać dzieci jako, co najwyżej, pocieszne, może rozczulająco krnąbrne, ale ewidentnie sympatyczne stworzenia. nic takiego tutaj nie ma. są po prostu wredne i chamowate :] a trener ?

        billy bob thornton jest po prostu niezastąpiony w takich rolach. rozbitków zyciowych z butelką, snujów z kwaśną miną, cyników, w których nie sposób nie dostrzec jednocześnie niezaprzeczalnego wdzięku. taki jest tutaj i jest znakomity. oskara za takie role się nie dostaje, ale sympatię - oczywiście :] no przynajmniej moją ;]

        • 05.05.11, 15:54
          I kolejny film z cylku amerykańskich opowieści futbolowych ... :)

          Dziś "Transameryka" w Polsacie o północy niestety!!! Bardzo polecam ten film, jesli jeszcze nie widziełiście, nie widziałeś, Greku. Kiedyś już tu o nim wspominałam. To bardzo interesujący, dobry film, z fenomenalną Felicity Huffman w roli transseksualisty, mężczyzny, który całe życie czuł się kobieta i stał się kobietą, a właściwie do osiągnięcia pełni kobiecości pozostała już tylko jedna kluczowa operacja i ...

          "Tydzień przed ostatnią operacją, która ma spełnić jego pragnienie, odbiera telefon od nieznajomego chłopaka. Ten twierdzi, że jest jego synem i prosi, by wyciągnął go z więzienia. Bree postanawia mu pomóc. Zaskoczonemu młodzieńcowi, który zamiast oczekiwanego mężczyzny widzi kobietę, nie wyjawia swej tożsamości. Gdy orientuje się, że Toby planuje wymknąć się kuratorowi i wyruszyć na poszukiwanie ojca, rozpoczynają wspólną podróż, podczas której mierzą się z własnymi obsesjami i seksualnością".

          www.telemagazyn.pl/program/3542108920.html
          Dziś też stałe czwartkowe pozycje w TVP2 oraz powtórka "Lśnienia", po Kocham Kino, znowu nie zobaczę ...





          • 05.05.11, 18:32
            Ogladalam "Transameryke" i rowniez polecam!!! Swietny film, zwlaszcza w drugiej polowie w rodzinnym domu ;)

            Ja dzis seans serialowy zaliczam z ojcem Mateuszem, Anna Oster i Jackie :)
          • 06.05.11, 15:05
            BEJSbolowych :] ale, sport na drugim planie tak czy owak był ;]]

            niestety, "transameryka" mi śmignął/ęła koło nosa. może na powtórkę uda mi się
            załapać...
            • 06.05.11, 15:20
              grek.grek napisał:

              A tak! Bejsbolowych! Bejsbolowych! Sorry! :)
              Może i na drugim planie, ale i tak wiadomo, że bejsbol jest w Ameryce najważniejszy. ;)

              > niestety, "transameryka" mi śmignął/ęła koło nosa. może na powtórkę uda mi się
              > załapać...
              !?!?!?!?!
              To co TY oglądałeś???
              Powtórka za dwa lata!
              ;)
              • 07.05.11, 13:53
                poprosze streszczenie - nie udalo mi sie obejrzec:(((
                • 08.05.11, 13:07
                  Dziś albo jutro opowiem. ;)
                • 09.05.11, 17:21
                  Jackie ma pretensję do męża, że poszedł bez niej do kina na „ Alicję w Krainie Czarów” Burtona.

                  Do szpitala trafia starsza pani, przesympatyczna, kiedyś robiła peruki do jakiegoś filmu, czy musicalu, pani jest niepełnosprawna, czy unieruchomiona i wygląda na skandalicznie zaniedbaną, jest brudna, potargana, z pazurami na 10 centymentów, jak sie okazuje, to efekt zaniedbania przez pracownicę opieki społecznej ! W szpitalu doprowadzają ją do porządku i ściągają ową opiekunkę.

                  Oprócz starszej pani przywożą także nieprzytomnego, chyba rannego, kontuzjowanego w głowę?, nie pamiętam dokładnie, latynoskiego imigranta, Meksykanina, z którym jest problem , bo gość, ma przy sobie broń, być może jest niebezpiecznym bandytą, trzeba więc to zgłosić policji ... Tak też robi szefowa, rozkazawszy najpierw gościa przypiąć kajdankami do szpitalnego łóżka, by nie zwiał..

                  Po przebudzeniu gość rozmawia z Jackie, która po hiszpański świetnie nawija, wyjaśnia, że nosi broń by odstraszyć potencjalnych złodziei, którzy kradną mu narzędzia w sklepie, który prowadzi. Kradzieży zgłosić nie może, gdyż jest nielegalnym imigrantem w Ameryce i naraziłby się na deportację...

                  Kiedy nieco później do szpitala przychodzi policja po broń oraz by przesłuchać owego Meksykanina, Jackie odpina mu kajdanki, daje jakieś ciuchy i każe mu uciekać, a żeby mu dać trochę czasu na zebranie się, bierze policjanta pod pachę prowadzi go do niesolidnej opiekunki starszej pani, która czeka w poczekalni i donosi na nią, zgłasza policjantowi jej zaniedbanie.

                  Wieczorem po pracy Jackie wybrała się do kina na „ Alicję w Krainie Czarów” Burtona z ... tak, tak, z Eddiem-pigularzem, przeszczęśliwym z tego powodu!!!

                  A Zoey, wyznała koledze sanitariuszowi, który od jakiegoś czasu okazuje jej sympatię, że jest w ciąży z bratem kolesia, który jej się podobał, zaciążyła przypadkowo po imprezie, gdzie za dużo wypiła! Sanitariusz, dobry chłop, zaraz zaoferował pomoc w razie problemów z ojcowaniem!??

                  To chyba tyle. :)
                  • 09.05.11, 20:47
                    Ale, ale Barbasiu, nie rozwinęłaś I zdania dość zasadniczego. Otóż Jackie przypadkiem dowiedziała się (znalazła bilety), iż małżonek uciął sobie seans filmowy nie tylko z córkami, ale i z przyjaciółką domu/sąsiadką (dokładnie nie wiem, kto zacz, samotna w każdym bądź razie niewiasta). Obrażona/urażona, z tym że po namyśle, nie ad hoc poszła spać na kanapę, bo chwilę wcześniej (o kinie już wiedziała) przymierzała się do upojnej nocy. Czy w ich związku role nie są czasem odwrócone?
                    • 10.05.11, 15:34
                      Dzięki, Pepsic za te ważne uzupełnienia! Słabo ten fragment zarejestrowałam w umyśle, coś mnie oderwało na moment od serialu... Ale scenę jak Jakie obrażona idzie spać na kanape pamiętam!

                      A czy babka, to nie jest ta koleżanka, która Jackie spotkała ze na zajęciach ze stepowania na ktore obie wybrały sie z córkami???

                      Czy w ich związku role nie są czas
                      > em odwrócone?

                      Są! Są!
                      • 10.05.11, 18:34
                        Kochane - bardzo Wam obu dziekuje :)))
                        • 11.05.11, 14:10
                          :)))
                      • 11.05.11, 18:34
                        Może być, że ona. Ostatnio więcej nie oglądam, niż oglądam, na dodatek jednym okiem spoglądałam, tak więc dzięki za uzupełnienie. Zarejestrowałam wątek kanapowy i ciążowy, był jeszcze motyw szczątkowo-uczuciowy dot. przyjaciółki, nie załapałam w czym rzecz. Kojarzysz?
                        Ps. Barbasiu, nie dzielisz się wrażeniami po poniedziałkowym spektaklu, a tak ładnie reklamowałaś na sąsiednim wątku. Z mojej strony nieźle, bez spodziewanych uniesień jednakże, bo parę zastrzeżeń mam.
                        • 12.05.11, 16:55
                          Owszem, okazało się, że przyjaciółka, pani doktor była w związku z ... kobietą, słynną dzienikarką telewizyjną, ktora właśnie wraca po zagranicznych wojażach do Nowego Jorku , no i panie planują spotkanie... - to wszytsko pani doktor wyznaje Jackie, w przewie na papierosa, i kiedy sobie tak gawędzą podchodzi do nich pielgnirz, z którym doktorka miała upojny seks. Jackie wraca do szpitala. A oni zaczynaja rozmowę. On mówi , że muszą ze sobą zerwać, bo jego dziewczyna wraca, a doktorka na to,z usmiechem "moja też" , to znaczy, że jej dziewczyna też wraca, odwraca się i odchodzi zostawiając gościa ze szczeką na chodniku z zadziwienia.

                          Przepraszam!!! Tak, tak, za chwil kilka nadrobię zaległości w stosownym wątku.
                          Mnie się bardzo podobał ten spektakl, tym bardziej jestem ciekawa, dalszych Twoich uwag (ale dlaczego do G a j o s a zastrzeżenia??? ;).


                          • 14.05.11, 12:45
                            Pojechał Gajosem, ani przez moment nie przekonał, że jest alkoholikiem, mimo łopatologicznego wątku, czy nieudacznikiem. Za to wielką przyjemność (jak zawsze) sprawiła Ewa Wiśniewska, którą uwielbiam oglądać:)
                            Zastrzeżenia gł. dotyczą sztuki teatralnej, nie wykonania, choć i Tkacz jakoś nienaturalnie wypadła.
                            • 15.05.11, 13:03
                              pepsic napisała:

                              > Pojechał Gajosem, ani przez moment nie przekonał, że jest alkoholikiem, mimo ło
                              > patologicznego wątku, czy nieudacznikiem.

                              Ale przecież Pan R. nie był alkoholikiem! To znaczy był allkoholikiem, ale alkoholikiem niepijącym "od pięciu lat"! Zatem nie był typowym alkoholikiem, alkoholikiem sensu stricto. ;).

                              No i doskonle się maskował, że nawet Pani Z. się nie zorientowała na początku, nie domyśliła się tego. Cudna była scena, kiedy pani Z. patrzy wielkimi zdziwionymi oczami na niego i z wyrzutem mówi "jak mógł jej coś takiego zrobić", po tym jak pan R. przyciśnięty przez córkę wyznał prawdę.

                              Bart gra tu ze stereotypem pijaka, alkoholika, zgodnie z którym alkoholik należy do marginesu społecznego, jest prymitywnm człowiekiem, brudnym, obdartym, nurza się w rynsztoku, bije żonę i dzieci itd. Alkoholikiem może być każdy nawet elegancko wyglądający, inteligentny, wykształcony człowiek, erudyta, interesujący się sztuką, muzyką ...


                              • 15.05.11, 14:16
                                Barbasiu, może nieprecyzyjnie się wyraziłam, ani nie nie do końca o to chodziło. Dla mnie Gajos był mało wiarygodny, bo rolę napisano poprawnie z punktu widzenia problemu alkoholowego.
                                Ps. Alkoholikiem bywa się przez cale życie, niestety. To nieuleczalna choroba. Pan R. był typowym alkoholikiem, wręcz książkowym, skrzętnie to ukrywał. Maskowanie się, to taka cecha charakterystyczna i nie pił ani kropli w okresie abstynencji, czy podleczenia z wiadomych względów. Chodzi o to, że nie sprostał roli, nie potrafił sprawić wrażenia człowieka uzależnionego, czy po przejściach, jego słowa miały świadczyć, ale mnie nie przekonały, nie uwierzyłam. Jeśli chodzi o nieudacznika - przytoczyłam jego słowa użyte podczas akcji z patelnią, nie moje Barbasiu, nie moje. Z Twoim ostatnim zdaniem się zgadzam, poza jednym "elegancko wyglądający", bo nadmierne, przewlekłe, wieloletnie picie pozostawia wyraźne ślady., bo stereotyp dawno wrzucono do lamusa.
                                • 18.05.11, 14:44
                                  Chodzi o to, że nie sprostał
                                  > roli, nie potrafił sprawić wrażenia człowieka uzależnionego, czy po przejścia
                                  > ch, jego słowa miały świadczyć, ale mnie nie przekonały, nie uwierzyłam.
                                  [...] nadmierne, przewlekłe, wieloletnie picie po
                                  > zostawia wyraźne ślady.,

                                  Pepsic, nie mam w tej materii jakiegoś wielkiego doświadczenia (trochę obserwacji pośród znajomych i nieznajomych ), ale mam wrażenie, że to jednak różnie bywa, na jednych alkoholizm odciska swoje piętno (zwłaszcza na ludziach z marginesu) na innych nieszczególnie. Nie wiem od czego to zależy, może od kondycji organizmu, może też od tego, że ci inteligentniejsi piją jakoś ... intelientniej, ostrożniej, albo strając się kamufować przed otoczeniem swój alkoholizm dbają w miarę o siebie, wygląd zewnętrzny, jakies granicy starają się przekraczać...

                                  Zresztą przypomnij sobie choćby Tomasza Stańkę, który był niedawno u Wojewódzkiego, czy po nim widać przez ponad 20 lat pił, stosował używki zmieniające świadomość, że przez to znalazł się prawie na granicy życia i śmierci? Czy nie znając tych faktów z życia Stańki można byłoby się domyślić, tylko patrząc na niego, że ma on za sobą takie doświadczenie!? Wydaje mi się, że raczej nie ...

                                  Dlatego ja bez zastrzezeń uwierzyłam panu R ...

                                  >Jeśli chodzi o nieudacznika - przytoczyłam jego słowa użyte podczas akcji z patelnią
                                  > , nie moje Barbasiu, nie moje.
                                  Pan R. ocenił siebie bardzo surowo, dla mnie miarą wartości człowieka niekoniecznie jest to czy udało mu się zrobić wielką karierę, osiągnąć wysoką pozycję społeczną czy nie.

                                  A propos świetne zdanie wypowiada pan R. -
                                  "Za młodu chce się być nie wiadomo kim, a kiedy się nie udaje, reszta mija szybko i bez smaku".


                                  > bo stereotyp dawno wrzucono do lamusa.

                                  Pewnie tak, choć powiem Ci, ja podobnie jak pani Z. byłam bardzo zaskoczona, że podejrzenia córki okazały się trafne. Ale może nie powinnam była się tak dziwić, wszak alkoholizm to częsta przypadłość u wrażliwców parających się literaturą (wtym krytyków literatury!), poezją zwłaszcza tych niespełnionych ...

                                  :)
                                  • 18.05.11, 14:45
                                    jakies granicy starają się NIE przekraczać...
                                  • 18.05.11, 22:33
                                    Mam podobnie, problem znam z obserwacji, w miarę bliskiej, szczęśliwie obok.
                                    Ależ również uważam, że pan X ocenił się nieobiektywnie, a krajowi emeryci pewnie jeszcze bardziej. Co do wyglądu stawiam na uwarunkowania genetyczne, choć czasami i alkohol daje radę.
                                    O problemie Stańki dowiedziałam się z interesującego, zalinkowanego tu wywiadu.
                            • 15.05.11, 13:40
                              A może się właściwie nawet nie potrzebował się maskować ...

                              Pani Z nie pytała o nic, nie domyślała się, on nie spieszył się, by zwierzyć się jej z tej wstydliwej przypadłości.

                              Pan R. - nieudacznik?
                              A może po prostu inteligentny człowiek, który nie miał szczęścia w życiu, którego źycie, nie ułożyło się po jego myśli, ajk to zwykle w życiu bywa, (moze na skutek złych wyborów jakich dokonywał, może okoliiczności zewnetrznych, na które nie miał wpływu) - nie zrobił kariery naukowej jako hungarysta, nie został sławnym poetą ...




                              • 15.05.11, 14:35
                                Powyżej się wytłumaczyłam:)
                                Ps. Jeśli mogę porównać fikcję z realnym życiem - w Dużym Formacie ukazał się wstrząsający reportaż o poczytnym w swoim czasie polskim pisarzu SF (W. Żwikiewicz) prowadzącym obecnie wegetację w socjalnym lokalu (wcześniej w schronisku dla bezdomnych) za circa 100 zł ! niesieczenie, który mając do wyboru: chleb, czy papierosy, kupuje, co nietrudno zgadnąć, to drugie.
                                • 18.05.11, 14:02
                                  Przeczytałam, przejmujący artykuł...

                                  wyborcza.pl/1,75480,9497309,Wiktor__ktory_dojrzal_za_pozno.html
                                  • 18.05.11, 22:11
                                    Barbasiu, gdzie to wszystko odnajdujesz!
                                    Smutna opowieść, do tego na własne życzenie. Ale, ale, zerknęłam do wiki, rzuca inne, zagadkowe spojrzenie, wynika, że pisarz jest dalej aktywny.
                                    ??
                                    • 19.05.11, 14:07
                                      Podałaś mi źródło , a ponieważ, do bardzo dawna nie zaglądałam do Dużego Formatu, postanowiłam kiedyś nadrobić zaległości i zajrzałam, znalazlam ten arykuł,a przy okazji parę innych ciekawych rzeczy. :)

                                      >wynika, że pisarz jest dalej aktywny.
                                      W takim razie wypada życzyć mu powodzenia i odmiany losu ...
      • 05.05.11, 15:12
        pepsic napisała:

        > o godz. 20.10 w Ale Kino! "Wysokie obcasy" Pedro Almodovara

        Na "Wysokie obcasy" miałam ochotę, ale Ale Kina! brak ...
        • 06.05.11, 14:36
          Przeciętne, jak na Almodovara, z dobrym wprowadzeniem, ogólnie nudnawe i bez wdzięku, obejrzałam bez zaangażowania.
          • 06.05.11, 16:37
            pepsic napisała:

            > Przeciętne, jak na Almodovara, z dobrym wprowadzeniem, ogólnie nudnawe i bez wd
            > zięku, obejrzałam bez zaangażowania .

            Przyznaję, że jeszcze nie dojrzałam jeszcze do Almodowarów. ;)
            • 12.05.11, 20:33
              barbasia1 napisała:
              > Przyznaję, że jeszcze nie dojrzałam jeszcze do Almodowarów. ;)

              E, co za bzdury ;) "Wysokie obcasy" to dla mnie jeden ze slabszych jego filmow,
              podobaly mi sie "Drzace cialo", "Wszystko dla mojej matki" i "Porozmawiaj z nia"
    • 08.05.11, 13:58
      w TVP1 o 0.05, "Pięć razy we dwoje" (5 X 2) bardzo interesujący dramat, studium rozpadu związku (nie widziałam jeszcze, czytałam tylko o tym filmie), o tej samej porze na TVPKultura zaczyna się "Basen" thriller w okolicznosciach przyrody Lauzorowego Wybrzeża ...

      • 08.05.11, 15:12
        "basen" widziałem, ale pamiętam 5/10, w każdym razie zderzenie seksualności i podejścia do świata chłodnej kobiety menopauzycznej z namiętną młódką - ciekawe; konteksty dodatkowe jakoś mi uciekły z pamięci... :]

        "pięc razy" też chyba kiedyś tvp pokazywała...

        ale wczoraj miałem pecha, lekkomyślnie nie sprawdziłem numeracji i odpuściłem "piratów" sądząc, ze tę część już w telewizorni pokazywali... zatoczyłem się na ostatnie 20 minut, tak sobie włączyłem sądząc, ze zobaczę, to co widziałem już, a tutaj... niespodzianka :] znów muszę liczyć na powtórkę. oglądałaś może ? oglądaliście ? szczególnie szkoda johnny deppa w pełnym wymiarze czasowym, jego sparrow to jest jednak filmowa jazda bez trzymanki, 20 minut to za mało... cholewa, mogłem w ogóle nie włączac, a tak to mam świadomość, że w głupawy sposób zaprzepaściłem okazję na obejrzenie kawałka przedniego... aktorstwa :]; no i może też dobrej kinowej roboty rozrywkowej, bo akurat od strony rozmachu i fantazji scenograficzno-akcyjnej "piratom" trudno cokolwiek zarzucić. szkoda, znów liczę na powtorkę :]
        • 08.05.11, 16:34
          Interesujące! :)

          > "pięc razy" też chyba kiedyś tvp pokazywała...

          Tak, tak, TVP pokazywała 5X2, dokładnie w 2009 roku (też w środku nocy), znalazlam właśnie w naszym wątku post-zapowiedź tego filmu i to w dodatku mojego autorstwa (ale żadnego szerszego komentarza, rozmowy na temat tego filmu później już nie było, chyba )!? Zupełnie o tym zapomniałam!? Skleroza! ;)

          Gdyby ktoś chciał wczesniej obejrzeć film, jest on na stronie filmowo-serialowej "ekino", właśnie odkryłam ; może uda mi się go dziś obejrzeć!?

          Nie, wczoraj nie oglądałam "Piratów", jak rano wyruszyłam w podróż tak, bardzo późno wróciłam do domu.
          Greku, czytam teraz sobotni program w Gazecie Telewizyjnej (GW) i widzę, że wczoraj leciała "Klątwa "Czarnej Perły", czyli część pierwsza serii, ta najbardziej znana, którą już oglądaliśmy i to nawet zdaje się nie jeden raz!? Czyżby nastąpiła jakaś pomyłka w programie!??

          A propos, za parę dni, dokładnie 11 maja odbędzie się światowa premiera czwartej części "Piratów z Karaibów: Na nieznanych wodach".
          Bez Orlanodo Blooma i Keiry Knightley, za to z Peneleope Cruz, która miała niełatwe zadanie do wykonania, bo musiła zagrać, tak by fanii serii nie zatęsknili za Keirą!?

          Piraci to kawał dobrej, efektownej i całkiem przyjemnej rozrywki, z rozmachem, zgadzam się bez dwóch zdań!
          :)
          • 09.05.11, 15:21
            Świetna piosenka z filmu "5X2" , chodzi za mną od wczoraj ...

            Paolo Conte - Sparring Partner
            www.youtube.com/watch?v=PzWyW0pFb4s

          • 09.05.11, 15:25
            o kurdesz, heeh, a propos "piratów" :] musiałem "czarną perłę" oglądać bardzo dawnoooo... bo mi się wydała całkowicie nowa i niewidziana... no nic, poprawiłaś mi humor, w każdym razie.

            trwa teraz festiwal dokumentów, planete doc review - powiadają, w tvp, że najlepsze 8 filmów owa tvp pokaże...

            ...czemu tylko mam wrażenie i spodziewam się, ze pokażą je - owszem, w tvp... kultura ? :}}

            • 09.05.11, 16:15
              grek.grek napisał:

              > o kurdesz, heeh, a propos "piratów" :] musiałem "czarną perłę" oglądać bardzo d
              > awnoooo... bo mi się wydała całkowicie nowa i niewidziana... no nic, poprawiłaś
              > mi humor, w każdym razie.

              haha
              W takim razie cieszę się bardzo oraz przeogromnie, że poprawiłam Ci (zupełnie nieświadomie) humor! /Lubie poprawiać humor ;)/ :)))

              "Klątwa Czarnej Perły" to bite dwie godziny i jeszcze ok. 20 minut, jest więc co oglądać i co/ o czym zapominać! ;))


              O! Wiesz, że nawet nie wiedziałam o istnieniu festiwalu dokumentów!
              Kto wie, może jest szansa, że jednak pokażą te najlepsze dokumenty w publicznej, w końcu mają w ramówce aż dwa (wtorkowy, sobotni), w porywach trzy (środowy) cykle dokumentów!? Byłoby fantastycznie, gdyby wrzucili je do publicznej, a nie do TVPKultury!

              A widzisz zaległy dokument "Powrót do Łodzi" jeszcze mam Tobie// Wam opowiedzić!!!

              Greku, oglądałeś film Ozona "5x2"? Jakie wrażenia?
              • 10.05.11, 14:44
                a, no to czekamy, czekamy na ten dok., hehe :]

                jeszcze nie obejrzałem, aczkolwiek... znów się zastanawiam, czy ja gdzieś już tego filmu
                nie miałem okazji oglądać... no nic, jak będę patrzył, to odpowiedź przyjdzie sama.
                • 10.05.11, 15:21
                  w cylku "True life is out there"

                  forum.gazeta.pl/forum/w,14,122615844,125064123,Dokument_Powrot_do_Lodzi_.html

                  Dokumentu nie widziałam niestety od początku, jak już mówiłam, trafiłam na niego przypadkiem, później co nieco doczytałam w gazetowych zapowiedziach i w ten sposób zdołałam zrekonstruować sobie brakujący początek.
                  /ale gdyby jednak wystąpiły jakieś nieścisłości czy niedopowiedzenia z góry przepraszam.../

                  Dokument ten opowiada intrygująca historię o poszukiwaniu skarbu.
                  A rzecz dzieje się w tytułowej Łodzi ...

                  W Łodzi, jak głosi rodzinna legenda rodziny Atkinów, nestor rodu ukrył na początku wojny, tuż przez ucieczką skarb niebylejaki, wannę wypełnioną złotem. W poszukiwaniu tego skarbu do Łodzi przybywa Mark Atkin wraz rodziną z braćmi, z ojcem Davidem, dziarskim staruszkiem o doskonałej pamięci, których zmobilizował do podjęcia poszukiwań.

                  Do wybuchu wojny rodzina Atkinów (rodzice i ojciec Marka, David z rodzenstwem) zamożnych Żydów pochodzenia łotewskiego, ówczesnych właścicieli fabryki wyrobów gumowych mieszkała w tu w pięknej trzypiętrowej kamienicy przy ulicy Gdańskiej 89, która była ich własnością. I tu właśnie wiedzie trop! Tu w należącym do posesji ogrodzie nestor rodu Atkinów miał zakopać ową wannę z drogocenną zawartością.

                  Rodzina jest przekonana, że ten skarb ciągle tam jest ukryty i chciałaby go wykopać, wydobyć , zabrać, ale niestety jest poważna przeszkoda.. Kamienica należy obecnie do wojska i nie można się do niej dostać bez stosownych pozwoleń, papierków, których zdobycie jest czasochłonne i niesłuchanie trudne (wiadomo, obiekt wojskowy, więc tajemnica wojskowa itd.). Mark jest więc zmuszony w końcu interweniować u prezydenta Łodzi. Prezydent Kropiwnicki przyjmuje Marka i jest tak uprzejmy, że wstawia się w ich sprawie, dzwoni, gdzie trzeba i wojsko wydaje wkrótce pozwolenie na wejście do willi, ale tylko na parter i pierwsze piętro, oczywiście na poszukiwanie skarbu żadne kopanie w ogrodzie, czy piwnicy nie zezwala.

                  I rodzina w końcu musi się zadowolić samym zwiedzaniem willi. Wchodzą po chwili oczekiwania, podziwiają dawną świetność i piękno, ojciec Marka jest wzruszony i poruszony widokiem domu swego dzieciństwa, pamiętał go doskonale. Rodzina filmuje wnętrza willi, a ten film, może śledzić za pomocą komputera reszta rodziny, która mieszka w Ameryce , zdaje się brat ojca Marka, który też jest wzruszony znanymi widokami.

                  Ale Mark nie daje za wygraną, zdaje się jeszcze zanim dostali pozwolenie na wejście do willi, wynajął dwóch robotników, by z posesji przylegającej do ich willi i ogrodu wykopali tunel i dostali się pod ich posesję, oczywiście w tajemnicy przed wojskiem.
                  Panom udało się zrobić całkiem niezły podkop, ale wojskowi po kilku dniach!!!? wreszcie zorientowali się, że coś podejrzanego w ich sąsiedztwie się dzieje i kiedy zobaczyli tunel, nakazali natychmiast go zakopać pod groźbą kary.

                  Poszukiwania skarbu kończą się więc fiaskiem. Pozostaje tylko starać się o odzyskanie willi, co jak mówi prawniczka, może nie być łatwe i trwać wiele lat.

                  Dokument kończy się rodzinną imprezą pożegnalną w Łodzi. W pewnym momencie ojciec ściska Marka i mówi do niego z uśmiechem pełnym szczerej ojcowskiej miłości, czułości, „TY jesteś moim największym SKARBEM.” /Piękne!/
                  dając tym samym do zrozumienia, tak ja to odczytałam, że kompletnie go nie rusza fiasko poszukiwań wanny ze złotem/

                  :)



                  > jeszcze nie obejrzałem, aczkolwiek... znów się zastanawiam, czy ja gdzieś już t
                  > ego filmu nie miałem okazji oglądać... no nic, jak będę patrzył, to odpowiedź przyjdzie >sama.

                  Musiałeś oglądać, jak był kiedyś w telewizji.
                  • 10.05.11, 15:23
                    Piękne!/
                    dając tym samym do zrozumienia, tak ja to odczytałam, że kompletnie go nie rusza fiasko poszukiwań wanny ze złotem/

                    W przeciwieństwie do Marka, który nie był szczęśliwy.
                  • 11.05.11, 12:43
                    dzięki :] fakt, ciekawa historia. skarb... hehe, "wanna wypełniona złotem"... legenda - co ciekawe, są ludzie, ktorzy całe zycie potrafią przeznaczyć na takie poszukiwanie. idą, oczywiście, tropem owych legend, czyli tak naprawdę idą w ciemną... jamę, być może czyichś fantasmagorii i umyślnie podrzucanych naiwnym-przyszlym tropów. ale zabawa z tego jest pewnie przednia.
                    • 11.05.11, 14:45
                      Racja, a propos , jest w tym dokumencie fajny wątek wizyty Marka u rabina (nie wiem gdzie, czy w Polsce, czy gdzieś za granicą), do ktorego udał sie po jakąś chyba poradę w związku z poszukiwaniami.

                      Rabin opowiedział mu taką oto historię. Wiele, wiele lat temu żył cadyk, a może był to właściwie tylko jakiś zwykły poczciwy wyznawca wiary mojżeszowej, ktoremu przysniło się, że w Pradze czeskiej pod mostem ukryty jest cenny niesłychanie skarb, kiedy się przebudził, uznał ten sen za proroczy i wyruszył do Pragi, by ten skarb odnaleźć.
                      A kiedy dotarł do Pragi i znalazł się na moście, który widział we śnie, spotkał tam, o ile mnie pamięć nie zwodzi, strażnika (mostu), który powiedział mu, by ten wracał do domu, tu nie szukał skarbu, bo jego skarb w domu się znajduje!? (zwykły strażnik tak madry był?). Żyd posłuchał strażnika z Pragi, wrócił do domu i znalazł skarb u siebie domu, w piwnicy ukryty, który potem pomnożył po wielokroć, zapewniając bogactwo sobie i rodzinie.

                      A morał z tego mniej więcej był chyba taki, by właśnie nie ulegać fantasmagoriom, mglistej wizji skarbu, nie trwonić czasu na gonienie po świecie za skarbem, tylko by wziac się do roboty, pracować, zarabiać...
                      :)




                      • 12.05.11, 15:44
                        hehe, tak właśnie... a jak jakiś skarb... jak się trafi znienacka, to się po prostu przygarnie i wychowa jak własny ;]]
                        • 12.05.11, 16:32
                          haha :)

                          Nie no tak, skarb będzie zawsze mile widziany, zawsze, chętnie się skarbem zaopiekujemy. ;))

                          Coś spłaszczyłam albo wypaczyłam ten morał, nie pamiętam dokładnie wypowiedzi rabina.

                          Chodziło o to, że skab można odnaleźć u siebie, w swoim własnym domu, to co mamy jest naszym skarbem i możemy to pomnażać dzięki pracy.

                          Owo złoto ukryte w piwnicy, które odnajduje bohater opowieści rabina , należy traktować jako metaforę ...


                          W naszej piwncy wiele, wiele lat temu znaleźliśmy stół z wygryzionym blatem, ale za to z ładnymi, toczonymi nogami. I tylko tyle. ;)

                          PS
                          A ta opowieść rabina została formalnie zobrazowana w dokumencie w postaci zgrabnej animacji, dobry pomysł, dzięki któtremu udało mi się zapamiętać tyle szczegółów.
                          • 12.05.11, 20:46
                            Barbasiu - ogladalam ten dokument! Genialny byl!!!!!!
                            Najbardziej podobala mi sie scena, jak ta druga rodzina ogladala przez Skype, jak oni wchodza do tego domu.
                            Ale najbardziej ujela mnie przesympatyczna rodzina Atkinow - widac bylo laczaca ich milosc, poczucie humoru i cieplo :)
                            • 13.05.11, 14:51
                              maniaczytania napisała:
                              > Ale najbardziej ujela mnie przesympatyczna rodzina Atkinow - widac bylo laczaca
                              > ich milosc, poczucie humoru i cieplo :)

                              A wiesz, Maniu, też na to zwóciłam uwagę i to samo pomyślałam,
                              trochę z zazdrością! :)
        • 09.05.11, 21:00
          zderzenie seksualności i podejścia do świata chłodnej kobiety menopauzycznej z namiętną młódką
          Hm... tak tego nie odebrałam;)
          • 10.05.11, 14:47
            haha, a wiesz, pamiętam jak przez mgłę, może i to bym zinterpretował inaczej po odświeżeniu sobie całego materiału :] przypominam sobie tylko, że ta młoda inspirowała chyba tę starszą swoimi seks-akcjami... no nic, nie będę się wygłupiał, tak mi to w pamięci zostało, może jeszcze zdążę to potwierdzić, albo zmienić. niech no kiedy powtórzą tylko ten film ;]
            • 11.05.11, 12:40
              Ależ skąd, z twoją pamięcią wszystko okey:) Chodzi o to, że nie dostrzegłam wpływu hormonów na postępowanie bohaterki, a kwestie związane z różnicą charakterów, temperamentów, podejściem do seksu. Przy okazji zdipongowałeś mnie do podjecia mało eleganckiej czynności tj. sprawdzenia wieku Charlotty Rempling. W filmie liczła 47 wiosen, szczerze mówić stawiałam na więcej, dużo:)
              • 11.05.11, 13:03
                uff :]

                tak mi się jakoś zdawało, że bohaterka miała ów hormonalny zjazd i próbowała jakoś, na przekór biologii i biomechanice i bio-całejreszcie, się sekksualnie zdopingować do ostatnich
                podrygów jakichś..., ale... wiesz, specem od takich tematów, to ja nie jestem ;]
                • 11.05.11, 14:07
                  Stawiam na trudny charakter i irytująco głośne pożycie seksualne współlokatorki.
    • 09.05.11, 14:35
      więc obiecane słów kilka o tym filmie. w oryginale "manic", tłumaczenie "w głąb siebie" niegłupie, oddaje w sumie istotę tematyki.

      głównś postacią jest niejaki Lyle. chłopak dostaje amoku na boisku do bejsbola i poniewiera innym gościem. kijem. na tyle skutecznie, że tamtego odwożą w stanie cięzkim do szpitala,a Lyle'a, po opanowaniu szału, instalują w specjalnym ośrodku dla młodziezy trudnej.

      no i film jest zapisem pobytu Lyle'a w tym miejscu.

      jest grupa tych trudnych młodych.

      jest Sarah, gotycki makijaż, ciuchy, utalentowana malarka, nonkonformistka, nieprzystosowana ewidentnie, bo zbyt niezależna. tnie się. nie umie się dogadać z matką. nie umie funkcjonować w świecie rówieśniczym.

      jest Tracy, która "poszukuje siebie", także brak kontaktu z rodziną, koszmary nocne...

      jest Mike, typowy kozaczek, ktoremu imponują czarni gangsta i próbuje ich naśladowasć, wyznawać ich zasady, z naczelną regułą, ze trzeba kogoś kopnąc w tyłek koniecznie. wkurza wszystkich, z każdego łacha próbuje pociągnąć, taki sobie podwórkowy bohater.

      jest Kenny, zamknięty w sobie, ze skłonnościami do autystycznego odpływu. podobno, w domu poprawczym, molestował seksualnie inne dzieci.

      i jest JC, diagnoza : psychoza maniakalno-depresyjna, agorafobia. bywa duszą towarzystwa, bywa wesoły i uśmiechnięty, właściwie - jest taki, ale pod powierzchnią ma tylko lęk i apatię.

      prowadzi to całe towarzystwo dr Monroe, stara się być dla nich partnerem, przedyskutowywać każdy problem, zadaje pytania "co dla was jest ważne ?", "kto jest dla was ważny ?", pyta ich o sens życia, mówiąc ogólnie; interesuje się nimi, nikogo nie lekceważy, nie ocenia, a raczej skłania do mówienia, mówienia i mówienia. pedagog idealny, ale bardzo wiarygodnie odmalowany. żadnych pastelówek i popisówek z filmow klasy B z cyklu "okruchy życia".

      wszyscy ci młodziaki przybierają pozę, ukrywają siebie, albo podrzucają drobne tropy zaledwie. okruchy jakieś, z ktorych trzeba sobie złożyć każdy portret. a wniosek wychodzi z tego zaskkaująco prosty : wszyscy oni cierpią na deficyt zainteresowania, na brak ciepła, na brak życzliwości w codziennym zyciu, czy to od rodziny, czy to od środowiska, w ogole - otoczenia, albo mają za sobą jakieś rodzinne dramaty lub kompleksy.

      Lyle jest taki sam jak oni. nieufny, czujny. mało mówi, patrzy za to i łowi wszystko uważnie.

      "czemu pobiłeś tego chłopaka ?", pyta go doktor. i Lyle opowiada, ze w dzieciństwie bił go ojciec, ten chłopak to wiedział, śmiał się z Lyle'a, więc musial dostać. "nie chcę spotkać nikogo waznego, bo i tak wcześniej czy później mnie wydyma", mówi Lyle'a, kiedy pytany jest o wazne osoby w swoim życiu. z Mike'em oczywiście się stale piorą. aż do ostatniej bójki, kiedy Lyle pierze go w toalecie i z kozaka i prowokatora Mike'a zostaje mały, zapłakany chłopiec z rozbitym nosem - cała prawda spod zasłony cwaniackiej pozy.

      do Kenny'ego przyjeżdza ojczym. chce go zabrać do domu. asystuje przyu tym doktor. i widzi jak ojczym chce objąć Kenny'ego, a ten doznaje szoku, wyrywa się jak oparzony, krzyczy... znak, dowód, ze chłopak w domu jest molestowany seksualnie. stąd jego autyzm, nieustanny smutek.

      Tracy ma nocne napady lęku. Sarah całą rękę w sznytach...

      Lyle próbuje sobie wmawiać, ze to nie jego sprawa, krzyczy do Tracy, że "współczucie to kłamstwo !", a jednocześnie probuje się do tych ludzi zbliżyc, do ich krzywdy, znaleźc z nimi kontakt, a z Mike'em przynajmniej się nie bić - raz nie podejmuje wyzwania, daje się nawet uderzyć bez odpowiedzi, ale ostatecznie leje go za to,. ze ten się naigrawał z Kenny'ego.

      z Tracy Lyle'a zaczyna łączyć uczucie. takie bezpretsnsjonalne, z jakimśtam seksem, ale pokazanym bardzo dyskretnie, w sugestii. ona rozumie jego, on ją. jakoś tak się zbliżają do siebie samoczynnie.

      z JC Lyle'a popala w klozecie. JC mówi mu, ze za niebawem stuknie mu 18 lat i dostanie z funduszu powierniczego 10o tys dolków. Lyle na to, ze mogliby wyjechać za te pieniądze do europy, najlepiej do amsterdamu, mogliby podróżować. roztacza przed nim wizję innego życia, lepszego, z dala od rodziny JC [matka z taką samą psychozą, bogaty wuj, ktory się nim opiekuje, wedle słów JC - daje kasę i nic go nie obchodzi] i Lyle'a [tylko matka, słabo zainteresowana synem].

      a tło dla tych dramatów małych i dużych, dla intepersonalnych relacji, tło z codziennego życia ośrodka : sesje z doktorem, granie w koszykówkę, a jak wlączona jesty muzyka, to thrashowa przy której mogą wyładować energię, np. pogując po całej swietlicy, obijając się o ściany i o siebie nawzajem. czasami demolując trochę sprzętu. monroe nie ingeruje, czuje że to im potrzebne, żeby wyrzucić z siebie w kontrolowany sposób gniew, frustrację, a nawet w pewnym stopniu tworzyć wspólnotę, integrować się.

      często zdjęcia lecą w formie paradokumentu, najazdy, zblizenia, kamera niemal włązi im do oczu, zwłaszcza kiedy mówią, opowiadają o sobie, probuje wejść do głowy; całość pachnie trochę dogmą. daje to efekt wiarygodności całego zamieszania. jakby filmowano prawdziwych pensjonariuszy. miejsce akcji to przez 99 % czasu ten ośrodek : swietlica, boisko do kosza i pokoje. bardzo ascetyczna, powściągliwa forma, a jednocześnie cała sterta emocji w tym jest. bez fajerwerków jednak, bez uproszczeń, bez przystosowania calości do stylu a'la "klan" ;]

      któregoś dnia JC, który lada dzień ma zostać wypisany z ośrodka, dostaje palmy, rzuca się z nożem na jednego z pielęgniarzy/opiekunów. rani go. zostaje wyprowadzony, zapewne zamknięty. szok dla wszystkich.

      Lyle kradnie klucze. wymyka się na zewnątrz. biegnie. rzecz rozgrywa się w kalifornii, więć biegnie w slońcu :] siada na przystanku. nadjeżdza autobus. Lyle nie wsiada doń. wraca. jakby świadom, że musi podjąć staranie o siebie, że musi się z sobą naprawdę zmierzyć i zmienić, że może w Tracy odnalazl kogoś, kto mu pomoże, a on jej jest potrzebny. musi wrócić, bo mógłby skończyć jak JC, który najpewniej zrobił to, co zrobił ze strachu przed powrotem do świata zewnątrznego, po to by na zawsze zostać w zamknięciu bezpiecznym. i że on, Lyle, nie chce w ten sposób, że chce żyć, że życie ma dla niego sens. kiedy pytał go o to monroe,. starjąc się coś z niego wydusić, nie umiał mu odpowiedzieć, czy ten sens znajduje. znalazł go wreszcie w finale.

      dobry film. prawdziwy. dotykający czlowieka. dobrzy aktorzy, z moim ulubieńcem josephem gordonem-levittem na czele/Lyle. zooey deschanel, jako tracy, też znane nazwisko. don cheadle, dr monroe, też znana twarz. niełatwe role, bo całość wyzwania spoczywała na aktorach, na ich mimice, na wiarygodności oddawania uczuć postaci, bo wyłącznie na nich się skupiała akcja, a dodatkowo wzmacniała to forma, sposób kamerowania.

      jakby ew. powtarzali : bardzo polecam.
      • 09.05.11, 15:53
        Mimo dość pozytywnego wydźwięku w zakończeniu to jednak w sumie dość przygnębiająca opowieść...

        Joseph Gordon-Levitt - nie znałam tego aktora.
        www.filmweb.pl/film/W+g%C5%82%C4%85b+siebie-2001-31050#poster-6
        www.filmweb.pl/person/Joseph+Gordon-Levitt-3168#next
        Dziękuję Ci za tę opowieść! :)
        • 10.05.11, 15:46
          Mimo dość pozytywnego wydźwięku w zakończeniu to jednak w sumie dość przygnębiająca opowieść, jak każda opowieść o ludzkim nieszczęściu, a tego nieszcześcia tu wiele i choroby psychiczne, zaburzenia emocjonlane, lęki, matręctwa, agresja, samotność w chorobie odizolowanie, odrzucenie ...

          Joseph Gordon-Levitt - nie znałam tego aktora.
          www.filmweb.pl/film/W+g%C5%82%C4%85b+siebie-2001-31050#poster-6
          www.filmweb.pl/person/Joseph+Gordon-Levitt-3168#next

          Dziękuję Ci za tę opowieść! :)
        • 11.05.11, 12:53
          levitt, rzeczywiście nie jest zbyt popularny. żadna pierwsza liga :] na szczęscie, rzec by można.
          jakoś tak już jest, że najciekawsi, wg mnie, aktorzy mają ograniczony poziom populares. są znani w zamkniętym środowisku i to jest fajne. tak jak w muzyce, literaturze czy sztuce jako takiej. "na masę" szarżują zwykle ci najbardziej strawni, czyli często najmniej interesujący. will smith, czy bruce willis, leo di caprio... co w nich ciekawego, poza głośnym nazwiskiem ? nawet role jakieś takie niekoniecznie frapujące. al pacino, de niro - znakomici, ale nie dość, że od dawna bez wybitnych ról, to jeszcze zamienili się w instytucje, utracili rys tajemniczości i pewnej niszowości.
          najfajniejsze jest, prznajmniej dla mnie, wyłuskiwanie tych aktorów z tła, takich co się jeszcze - i oby nigdy - nie dorobili statusu celebrytów i nie zostali spłaszczeni do roli pajaca z okładki :]

          levitt ciągle młody, ale coś mam wrazenie, ze parcia na tanią sławę nie ma, raczej ambicje aktorskie, więc zajumać się temu biznesowi nie da, biznes się o niego nie upomni.
          • 11.05.11, 14:06
            Nie wiem, Greku, czy zwróciłeś uwagę, Levitt zagrał niedawno w w szeroko reklamowanej "Incepcji" u boku Leonardo di Caprio, złote wrota do wielkiej kariery właśnie się otworzyły przed nim!?
            Zobaczymy co z tym zrobi. :)

            U boku Leo :
            www.filmweb.pl/Incepcja#picture-1
        • 11.05.11, 13:00
          btw, oglądaliście wczoraj dokument o Tigerze woodsie ? grzeszniku dekady ? ;]

          na razie nagrałem sobie, ale ciekaw już jestem Waszych ew.opinii, jesli oglądaliście, bo
          cała sprawa dość głosna była - rekordowy gracz w golfa, najlepszy być może w historii, a
          ciągle młody, facet kreowany na idealny role-model dla młodzieży,
          bogobojnego, rodzinnego, oddanego sportowi, reklamującego i pijącego tylko mleko
          z miodem nagle okazał się gościem, jegomościa za cięzkie miliony wpakowane w
          promocję jego wspaniałości dla mas, bo od lat przyprawiał żonie rogi, jak stąd do Rio,
          z tuzinem albo i dwoma tuzinami rozmaitych kochanek, którym potrafil nieźle płacić.
          piękny pan zamienił się w brzydkiego facia, sponsorzy się wycofali, rozwód, chryja nie
          z tej ziemi, media zrobiły z tego dramat tysiąclecia...

          w tym doku podobno, obok omówienia ogolnego tła całej afery, oddano takżę jego
          kochanicom, które kreślą zaklulisowy portret woodsa.
          jak to szło ?... tru life is out there ;]] zawsze poza polem widzenia mediów.
          • 11.05.11, 15:31
            Bardzo interesujący dokument, ale nie widziałam całości, przez Wojewódzkiego.

            Ciekawe wątki mi umknęły , początek kariery Tigera Woodsa w golfie, w sporcie, który bardzo długo w Ameryce zarezerowony był tylko dla białych!!!? Czarni, ciemnoskórzy mogli być jedynie pomocnikami...

            Jeszcze ciekawszy był wątek, z "praniem mózgu", jakie zrobiono Tigerowi, po którym miał grać jak maszyna!? Tu też umknęły mi szczegóły... Zdaje się był to pomysł ojca Tigrea Woodsa.

            Jakbyś mógł, Greku, dopowiedzieć początek, albo nawet całość byłabym niesłychanie wdzięczna.

            Dwie z jego kochanic (paskudne) wypowiadały się przed kamerą.
            • 11.05.11, 18:40
              Czytałam jedynie recenzję w GW, bo podobnie zagapiłam się na Wojewódzkiego zastanawiając się, kiedy dzieciak dorośnie, ale w sumie po co?
              • 12.05.11, 17:01
                pepsic napisała:

                > Czytałam jedynie recenzję w GW, bo podobnie zagapiłam się na Wojewódzkiego zast
                > anawiając się, kiedy dzieciak dorośnie, ale w sumie po co?

                Haha :)
                trzeba przyznać, że nawet do twarzy mu z tym wizerunkiem Piotrusia Pana! :)
            • 12.05.11, 14:28
              w zasadzie, to cały tiger woods był pomysłem swojego ojca :]

              staremu w wietnamie się tak porobiło, że postanowił z syna zrobić kogoś, kto świat zmieni,
              ulepszy czy co tam innego. trening bez przerwy, izolacja od otoczenia, wojskowy psycholog -
              i efekt gotowy. na torze golfowym. mistrz i perfekcjonista. facet wart parę miliardów dolców kontraktów reklamowych, czasu telewizyjnego. marka najdroższa na świecie. i to, jak słusznie Barbasiu piszesz - w sporcie od lat zdominowanym przez białych. ja bym dodał, ze zdominowanym nie tylko fizycznie, ale także w wyobraźni przeciętnego fana sportu, nie mówiąc o fanach stricte golfa. to też miało znaczenie. to zupełnie tak, jakby dzisiaj pojawił się jakiś czarnoskóry pływak i wygrał 10 medali olimpijskich. ewenement zupełny. no i do tego gładki, usmiechnięty i ajwaj.

              poza golfem - facet z setką kochanek. modelka, gwiazda porno, kelnerka w barze szybkiej obsługi, do wyboru do koloru. jak mówiły same : lubił wiązac, podduszac, wyzywać. seksualnie był taki trochę s-m ;]

              żona nie stanowiła problemu. nie zmieniła jego nawyków. potem się w końcu wnerwiła, kiedy coraz więcej faktów zaczęło wypływać. po śmierci ojca woods zupełnie przestał panować nad sytuacją [aczkolwiek, jak mówią te jego kochanki, specjalnie się nie krył z tymi schadzkami, albo był lekkomyślny albo podświadomie chciał zerwać po prostu z tym sztucznym wizerunkiem publicznym, jaki nosił; po śmierci starego nie miał nikogo, kto by go jesczze przed tym powstrzymać mógł]

              i media na tropie. brukowce. ta kochanka-kelnerka umówiła się z woodsem na parkingu. ona miała okres. ale za to jakoś tak się złożyło, że zostawiła na miejscu tampon z wiadomego miejsca. jej matka, licząc na to, ze media wypromują jej córkę z powodu romansu z woodsem, zawiadomiła o tym pozostawionym tamponie [nie pamiętam, czy uzgadniały taką akcję z córunią, czy córka jej o tym powiedziała w domu po powrocie...]. pismaki polecieli i znaleźli. tampon. z dna woodsa i tej kelnerki. zadzwonili do ekipy woodsa z info, co mają i że nie zawahają się tego użyć. na to ci od woodsa, zeby zrobić dil : wy nie napiszecie o całej sprawie, a w zamian woods pozwoli się przepytać i dać na okładkę jednego z poczytnych pism, ktore są w waszej medialnej stajni. i dil został zawarty. ale później, kiedy woods walnął autem w słup i dużo więcej pism zaczęło jawnie dochodzić, co stało za tym, że człowiek możliwe, iż chciał strzelić samobója - już nie było dilów, bo fakty zaczęły się sypać jak z rękawa.

              podobno jednak sponsorzy go nie opuścili, zaraz po wyjściu na jaw calej historii, ale z innych źrodeł wychodziły inne informacje... nic to, tak czy owak- modelem i wzorcem już nigdy woods nie będzie, mistrzem - być możę jeszcze kiedyś wróci do najwyższej formy, a skandal cały sprzedał się tak dobrze, ze najlepiej na nim zarobiła kolorowa prasa.

              w sumie, powiem Ci i Wam, że cała ta historia jakąś taka banalna. ot, gościu umie pykać piłką do dziurek w ziemi, kosi szmal, medialna machina reklamowa daje go na okładki, robi z nim reklamy, ludzie w swej masie to kupują, bo tacy już są. i ten gość się wykłada na kochankach. co w tym frapującego ? :] można śledzić mechanizmy działania całego biznesu, ale jako historia życiowa, historia człowieka, to tak średnio zajmująca, jesli odcedzić ją z zagadnień moralnych.

              najbardziej dziwaczne było tutaj to, ze woods, po całej chryji, przepraszał publicznie za to, ze się łajadaczył :] dla mnie to kuriozum... dlaczego ktoś miałby się czuć obrażony tym, że gość zdradzał żonę ? to jego sprawa przecież. i żony :]

              albo wczoraj... państwo schwarzenegger podali do publicznej informacji, że się rozchodzą. pytam, a cóż mnie to obchodzi, ze aż chcą mnie o tym pouczyć ? co to świat obchodzi ? megalomania, czy ki grzyb ? ;]
              • 12.05.11, 16:01
                > najbardziej dziwaczne było tutaj to, ze woods, po całej chryji, przepraszał pub
                > licznie za to, ze się łajadaczył :] dla mnie to kuriozum... dlaczego ktoś miałb
                > y się czuć obrażony tym, że gość zdradzał żonę ? to jego sprawa przecież. i żony :]

                No wiesz w mediach Tigera Woodsa jego doradcy kreowali na ideał, na wzór dla nastolatków, zwłaszcza dla Afroamerykanów, na supersportowca, niesłychanie utaletowanego, pracowitego, na idealnego męża, ojca (na tym wizerunku Tiger poniekąd budowal swoja fortunę). Ten idealny wizerunek, który pewnie był warunkiem umowy o sponsorowanie oraz istotną cześcią różnych kampanii reklamowych, w których Tiger brał udział i na kótrych zarabiał ogromne pieniadze w końcu upadł, okazał się fałszem, kibice mogli poczuć się oszukani, zdezorientowani wypadało więc przeprosić. Ale przypuszczam, że w dużej mierze była to nie tyle potrzeba serca Tigera, ile po prostu chwyt marketingowy, wymuszony przez sponsorów oraz firmy, które reklamował, z obawy przed utrata zaufania klinetów, a tym samym utratą zysków.

                jej matka, licząc na to, ze media wypromują jej có
                > rkę z powodu romansu z woodsem, zawiadomiła o tym pozostawionym tamponie [nie p
                > amiętam, czy uzgadniały taką akcję z córunią, czy córka jej o tym powiedziała w
                > domu po powrocie...]

                Niejasne były motywy postępowania matki tej kelnerki. Matka ponoć w tajemnicy przed córką, tak twierdzili dziennikarze, bez jej wiedzy doniosła mediom o randkach z Tigerem i ponoć też nie wzięła za to w ogóle pieniędzy. Co chciała osiągnąć trudno teraz stwierdzić. Bo ani kasy matna nie zyskała, ani córka specjalnie nie zyskała sławy ani nawet lepszej pracy nie dostała.


                można śledzi
                > ć mechanizmy działania całego biznesu, ale jako historia życiowa, historia czło
                > wieka, to tak średnio zajmująca, jesli odcedzić ją z zagadnień moralnych.

                Racja, najciekawsze w tej hisorii wydają się owo mechanizmy działania biznesu, kreowania wizerunku itd.

                Przypomniało mi się, że menager, czy jakiś współpracownik Tigera bił się wpiersi i przyznawłą, że on z ojcem Tigera dawali mu zły przykład. Szczegółów zdradzić nie chciał, powiedził tylko tyle, że ojciec Tigera miał zatrudniać całe tabuny asystentek, wyłącznie blondynek, zdaje się nie tylko do prac biurowych!?
                :)
                • 13.05.11, 13:35
                  hehe, tak też sądzę - wymusili to na człowieku. względami marketingowymi. czyli, kolejny popis hipokryzji i sztuczności :]

                  w zasadzie, woods przepraszał, ze nie jest w zgodzie ze swoim wykreowanym medialno-reklamowym wizerunkiem, czyli czymś, w co z zasady człowiek w miare rozgarnięty nie wierzy. nawet jeśli, a zwlaszcza gdy, konsumuje reklamy i chociaż odrobinę orientuje się w mechanizmach tworzenia marek takich czy innych.

                  jak dla mnie, to woods przepraszał baby, które zaczepiaja na ulicy aktora, który gra w filmie księdza, żeby się wyspowiadać u niego, i dziadów, którzy stawiają setkę i sledzia innemu aktorowi, który w serialu odstawia pijanicę i wesołka. obłuda :]

                  hehe, matka kelnerki chciała ją wydać za woodsa, nie potrafiła seks-romansu odróżnić od poważnego związku uczuciowego. klasyka gatunku ;], rzekłbym seksistowsko, że tylko kobieta mogłaby tak do tematu podejśc. żaden facet by się aż tak nie pomylił w ocenie rzeczonej sytuacji.

                  to jest prawda, tata woodsa i ten psycholog najpierw odizolowali chłopaka od świata, skazali na czerpanie wzorów od siebie, jako jedynych mających z nim regularny kontakt, a potem to już tylko efekty zbierali ;]

                  • 13.05.11, 15:58
                    > hehe, matka kelnerki chciała ją wydać za woodsa, nie potrafiła seks-romansu odr
                    > óżnić od poważnego związku uczuciowego. klasyka gatunku ;], rzekłbym seksistows
                    > ko, że tylko kobieta mogłaby tak do tematu podejśc. żaden facet by się aż tak n
                    > ie pomylił w ocenie rzeczonej sytuacji.

                    Nie, nie na pewno nie o to chodziło.
                    Myślę, że matce chodziło o rozgłos, liczyła, że na medialnym szumie jej córka (a ona razem z nią?) coś ugra, że zyska zainteresowanie, sławę, fakt, wątpliwiej jakości, ale jednak sławę , która z kolei mogłaby być przepustką do innego świata, do jakieś kariery / pieniędzy dla totalnie przeciętnej, niejakiej, niewykształconej, prostej dziewuchy z prowincji.
                    W Ameryce mają na punkcie rozgłosu medialnego, sławy totalnego bzika.

                    Kto wie, może matce wystarczyła tylko świadomość, że o jej córce będzie głośno, że wszyscy, a zwłaszcza znajome dowiedzą się z jaką to sławą miała do czynienia jej brzydka, przeciętna córa.
                    Niektórym sława strasznie imponuje, oddaliby/ oddałyby (może nawet częsciej panie, niestety) wiele by wleźć do łóżka, chocby na jedną noc jakiejś znanej, sławnej osobie.

                    Dziewczyna (a matka z całą pewnością też) miała świadomość, że Tiger Woods to zupełnie inny świat, nie łudzia się co do intencji sportowca, na żadne małzeństwo nie liczyła. Jak pamiętasz , mówiła w tym dokumencie, że była nawet mile zaskoczona oraz uradowana, że Tiger po poerwszym razie chce się nadal z nią spotykać, że nadal, za przeproszeniem chce ja posuwać.


                    cdn.
                    • 13.05.11, 16:02
                      Niektórym CZYJAŚ sława strasznie imponuje...
                    • 14.05.11, 14:44
                      a to może się przesłyszałem, wydawało mi się, że intencje były trochę inne...

                      taki, czy owak, są w ameryce łatwiejsze metody zarobienia niezłego grosza - choćby pójście do mc donalds'a, oblanie się kawą i zażądanie miliona dolków odszkodowania :]
                      • 14.05.11, 15:35
                        grek.grek napisał:

                        > a to może się przesłyszałem, wydawało mi się, że intencje były trochę inne...
                        :)

                        Nie będę się upierać. Ty widziałeś lepiej ten dokument, w całości. A w jakim kontekscie padło stwierdzenie o planach matrymonialnych matki wobec córki?

                        Ja wywnioskowałam powyższe na podstawie rozmowy dokumentalisty z dziennikarzem /paparazzi , który mówił, że matka bez wiedzy córki podała prasie wiadomości o schadzkach córki z Tigerem i żadnych pieniędzy za to nie wzięła, nic na tym nie zarobiła.

                        Zdradzenie prasie informacji o tajemnych schadzkach (własciwie o skokach w bok, bo Tiger już wtedy przecież chyba żonaty z Elin), pomyślałam sobie, to ostatni sposób na zmuszenie kogoś do ślubu. ;)

                        Po drugie , właśnie, Tiger był już wtedy żonaty z piękną Elin, szanse jej córki na małżeństwo z Tigerem były więc wtedy zerowe.


                        > taki, czy owak, są w ameryce łatwiejsze metody zarobienia niezłego grosza - ch
                        > oćby pójście do mc donalds'a, oblanie się kawą i zażądanie miliona dolków odszk
                        > odowania :]

                        He,he! :)
                        Obawiam się, źe ten patent może być już niekatulany, znając przebiegłość amerykańskich prawników pracjących dla dużych firm.

                        W całości . :)
                        • 17.05.11, 15:01
                          uszy są zawodnym organem, zwłaszcza te, których jestem właścicielem. stawiam zatem na Twoją wersję :]

                          matka, tak czy inaczej, chyba przelicytowała w wierze w to, ze ameryka to kraj nieograniczonych możliwości. jakieś limity jednak się znalazły.

                          haha, no tak, ale zdarzają się tacy upierdliwi atakujący, że dla świętego spokoju duże sieci wolą iśc z nimi na ugodę i zapłacić, no może nie milion od razu, ale kilkanaście tysięcy [zupełnie dla powodów satysfakcjonujące], żeby nie psuć marki i żeby po prostu gość się odwalił. a jak jeszcze czlowiek trafi na agresywnego prawnika, który w sprawie z pozoru idiotycznej - ale przecież dotyczącej wielkiego koncernu/firmy - dostrzeże szansę na zrobienie sobie nazwiska, to szanse na jakiś przyzwoity zysk są niezłe :] może dlatego nie chcą amerykanie wiz dla polakow znieść ? przy takich uwarunkowaniach, to jak lisa do kurnika wpuścić ;]



                          • 17.05.11, 22:31
                            Ja tam Twoim uszom zawsze dowierzam, jak swoim! :} Z tym, że w tym przypadku kobieca logika ;) nakazała mi upierać się przy innej wersji.

                            > matka, tak czy inaczej, chyba przelicytowała w wierze w to, ze ameryka to kraj
                            > nieograniczonych możliwości. jakieś limity jednak się znalazły.
                            He, he. Właśnie.

                            Przypomniała mi rozmowa z chłopakiem z Łodzi, który swego czasu u nas usiłował robić karierę na tym, że upieksza on swój wygląd za pomocą operacji plastycznych, odbył ich już z kilkanaście, a w planach były następne. Kończąc wywiad, dla jakiejś gazety, moźe nawet to była Wyborczą, nieważne, rozczarowny gasnącym szybko zaintresowaniem jego osobą, westchnął, że w AMERYCE to potrafią wykreować karierę "z niczego" , nie tak jak u nas. ;).

                            Jakże wielu ulega mitowi, że Ameryka to kraj nieograniczonych możliwości, i że łatwo tam karierę zrobić, nawet bohaterki wczorajszego spektalku "Czwatra siostra" na podstawie sztuki Głowackiego marzyły o wyjeździe do Ameryki . ;)

                            >może dlatego nie chcą amerykanie wiz
                            > dla polakow znieść ? przy takich uwarunkowaniach, to jak lisa do kurnika wpuśc
                            > ić ;]
                            ha,ha, ha :)))
                            Coś musi być na rzeczy. Polak potrafi (wiele). :)))
                    • 14.05.11, 20:03
                      barbasia1 napisała:
                      Dziewczyna (a matka z całą pewnością też) miała świadomość, że Tiger Woods to
                      > zupełnie inny świat, nie łudzia się co do intencji sportowca, na żadne małzeńst
                      > wo nie liczyła.

                      A jednak kelnerka łudziła się, że znaczy coś dla Tigera !?

                      Mówiła w jakimś wywiadzie prasowym - "Teraz zdaję sobie sprawę, że wykorzystał mnie do seksu. Dzwonił tylko wtedy, kiedy miał na niego ochotę. Myślałam, że to coś dla niego znaczy, ale to było tylko pożądanie (sic! -ja). To samolubny, nieczuły mężczyzna [...] - W pewnym momencie, jeszcze na początku, chciałam się ze wszystkiego wycofać. W końcu był żonaty. On jednak powiedział, że małżeństwo to tylko przykrywka i że zrobił to dla poprawy wizerunku".
                      www.kozaczek.pl/plotka.php?id=20175
                      Niektóre baby są strasznie głupie i naiwne,
                      no chyba, że ona próbuje się po wyjściu sprawy na jaw postawić się w lepszym świetle!?

                      Może więc rojenia na temat ewentulanego związku z Tigerem w dokumencie pochodzą nie od matki tylko od samej kelnerki?
                      • 15.05.11, 14:23
                        to bardzo kobiece podejście "posunął mnie w krzakach, więc coś dla niego znaczę !" ;]]

                        • 15.05.11, 14:51
                          grek.grek napisał:

                          > to bardzo kobiece podejście "posunął mnie w krzakach, więc coś dla niego znaczę
                          > !" ;]]

                          Strasznie głupie i naiwne jest takie myślenie i tak niestety myślą niektóre kobiety,
                          ale to myslenie wynika nie tylko z głupoty, po części jest toz akodowane w kobiecym umyśle, kobiety inaczej niż mężczyźni podchodzą do spraw seksu.

                          Dla kobiety zazwyczaj seks jest wyrazem (jej) zaangażowania i uczuć do męzczyzny(i tego zazwyczaj spodziewają się od drugiej strony, od partnera), kobiety traktują seks bardziej duchowo, emocjonalnie, poprzez "seks chcą osiągnąć większą intymność i pogłębić związek" jak mówia naukowcy. Mężczyźni często trakują fizjologicznie, bezemocjonalnie i stąd potem takie nieporozumienia, niezrozumienie,
                          zwłaszcza jak się kobieta zaangażuje w tego (a tak się zazwyczaj dzieje po jakimś czasie), który się z nią kocha tylko i wyłącznie w celu rozładowania swego napięcia seksulanego. ;)
                          • 15.05.11, 16:54
                            Oczy tej małej - Raz Dwa Trzy

                            www.youtube.com/watch?v=qYUdE_d3Zpc
                            • 18.05.11, 17:29
                              barbasia1 napisała:

                              > Oczy tej małej - Raz Dwa Trzy
                              > www.youtube.com/watch?v=qYUdE_d3Zpc

                              Tę piosenkę zdecydowanie bardziej wolę wykonaniu Magdy Umer. W jej wykonaiu jest jest bardziej przejmująca.

                              www.youtube.com/watch?v=axaNXuro6Jw
                              • 18.05.11, 21:51
                                Mam niebywałą słabość do Adam Nowaka, więc nie może być inaczej, jak wersja no 1.
                                Przy okazji nieskromnie się pochwalę posiadaniem wspólnego zdjęcia:)
                                Jeśli można, jaki jest związek piosenki z Woodsem?
                                • 19.05.11, 13:54
                                  pepsic napisała:

                                  > Przy okazji nieskromnie się pochwalę posiadaniem wspólnego zdjęcia:)
                                  O! :))
                                  Fajna pamiątka.

                                  > Jeśli można, jaki jest związek piosenki z Woodsem?
                                  he, he
                                  no tak, ten związek jest bardzo luźny ;)
                                  piosenka owa odnosi się bardziej do rozmowy na temat kobiet i mężczyzn i odmiennych postaw, oczekiwań w relacjach damsko-męskich;
                                  do kobiecego zakochiwania się i męskiej niestałości ...
                                  :)
                          • 16.05.11, 14:09
                            "dla kobiety seks jest wyrazem uczuć" - no tak można by to ująć. w istocie. tylko... skąd ten rodzaj naiwności i jakiegoś takiego myślenia magicznego ? stereotyp mózgowy ? zasada wpajana od dziecka ? podpatrzone to-to ? czy kobiecość warunkuje bezmyślność ? :] (w tej konkretnej kwestii)
                            • 16.05.11, 19:53
                              Jest jeszcze gorzej! Po pierwsze biologia, po drugie biologia, a po trzecie pewnie jakieś czynniki kulturowe (jeśli nie biologia na trzeciem miejscu ;).

                              Dla większości kobiet miłość, zaangażowanie i emocje są fundamentalnym warunkiem kontaktów seksualnych, bo tak kobiety ukształtowała natura!

                              Np. Jak czytałam, podczas stosunku seksualnego ( w wyniku stymulacji pochwy, macicy lub piersi) uwalnia się do organizmu oksytocyna (zwana "hormonem miłości"), jeden z hormonów produkowanych przez podwzgórze. Jej mieszanka z kobiecymi hormonami (estrogenami) wyzwala w organizmie pozytywne emocje - empatię, czułość, a przed wszytskim potrzebę bliskości oraz silne przywiązanie!!! (I to dlatego niektóre kobiety już po jednym razie z delikwentem słodko pochrapującym ;) /i nie podjerzewającym zagrożenia ;)/ u boku po wszytskim tak skwapiliwie roją marzenia o stworzeniu z nim związku, o ślubie i o gromadce dzieci! ;)/.


                              Co ciekawe u panów oksytocyna też się wydziela (podczas orgazmu), z tym, że w połączenie z tesosteronem wywołuje ... senność, poza tym testosteron zasadniczo skutecznie neutralizuje jej działanie (cozapech!, co za pech, c o z a p e c h !).

                              :)

                              • 16.05.11, 20:23
                                Znam tę teorie, coś jest na rzeczy;)
                                Ps. Miałam skomentować eugenikę, może kiedyś przy okazji wrócę do tematu w kwestiach wiążących się bądź nie. Jakoś chwilowo nie mam ochoty na szarpaninę.
                                :)
                                • 16.05.11, 20:45
                                  pepsic napisała:

                                  > Znam tę teorie, coś jest na rzeczy;)
                                  :)))

                                  > Ps. Miałam skomentować eugenikę, może kiedyś przy okazji wrócę do tematu w kwes
                                  > tiach wiążących się bądź nie. Jakoś chwilowo nie mam ochoty na szarpaninę.

                                  Doskonale rozumiem! :)
                            • 21.05.11, 16:51
                              grek.grek napisał:

                              > "dla kobiety seks jest wyrazem uczuć" - no tak można by to ująć. w istocie. tyl
                              > ko... skąd ten rodzaj naiwności i jakiegoś takiego myślenia magicznego ? stereo
                              > typ mózgowy ? zasada wpajana od dziecka ? podpatrzone to-to ? czy kobiecość war
                              > unkuje bezmyślność ? :] (w tej konkretnej kwestii)

                              PS

                              Kobiety (większość), w przeciwieństwie do mężczyzn, są z natury monogamistkami, kieruje nim (nami) instynkt „wicia gniazda”, stworzenia rodziny, rodzenia i wychowywania dzieci, dlatego z natury zwykle poważniej i zaangażowaniem podchodzą do związków i do relacji z mężczyzną, oczekując od niego podobnie zaangażowanej postawy ...

                              Warto o tym pamiętać, jeśli chce się uniknąć potem rozczarowań, pretensji, kłopotów ...

    • 12.05.11, 14:33
      no i poszło.

      wczoraj inauguracja. zaczęło się od nowego filmu woody'ego allena. podobno świetne wrażenia.

      dzisiaj kocham kino. może coś w temacie się pojawi, chociaż ostatnimi laty najczęściej dopiero po zakończeniu poświęcano cannes cały jeden odcinek. whatever :]
      • 12.05.11, 15:13
        A właśnie, o tym samym myślę!

        wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80276,9580052,Filmowe_starcie_gigantow__Dzisiaj_ruszyl_festiwal,,ga.html
        Też słyszałam, że "Midnight in Paris" to najlepszy film jaki Allen nakręcił w ostatnich latach.

        Od dawana głośno było o tym filmie, z powodu roli jaką dostała w nim prezydentowa Francji,
        piękna Carla Bruni (wspominaliśmy tu niegdyś o jej roli u Allena).

        By the way, nie wiem czy wiecie, Carla ma siostrę aktorkę. Valeria Bruni Tedeschi, bo tak się nzaywa siostra zagrała główną rolę, bardzo dobrze, zresztą, w filmie Ozona, który zapowiadałam niedawno - "Pięć razy we dwoje" / jutro postaram się napisać dwa słowa o tym filmie/.

        A w konkursie o Złotą Palmę wezmę udział m.in. takie tuzy jak Nanni Moretti (z kontrowersyjnym-niekontrowersyjnym filmem "Habemus papam") , Lars von Trier (z "pięknym filmem o końcu świata" zatytułowanym "Melancholia" , szczegóły fabuły tego filmu były pilnie strzeżoną tajemnicą ) , Pedro Almodovar z filmem "Skóra, w której żyję" ("to pierwszy scenariusz Almodóvara zrealizowany na podstawie dzieła literackiego, o którym krytycy pisali o nim, że to Markiz de Sade i Jean-Paul Sartre w jednym"!? - intrygujące!).


        Trzeba zatem koniecznie zajrzeć do dzisiejszego KK! :)
        • 12.05.11, 17:08
          "Siostra Jackie" 6 (18)/2, "Instynkt" 11/13, Kocham Kino dla wytrwałych (ja rzucę jednak okiem na stronę internetową Kocham Kino).
          • 14.05.11, 21:04
            Wracając jeszcze do poprzedniego odcinka "Siostry Jackie" i kwestii marihuany ...

            Generalnie jestem przeciwna marihuanie jej ze względu na skutki uboczne (zwłaszcza negatywny wpływ na mózg, najcenniejszy organ, na pamięć, na koncentrację ), po drugie uważam, że zawsze lepiej w pełni świadomie i wszytskimi zmysłami odbierać świat, rzeczywistość niezależnie od okoliczności, naturalnie i w pełni świadomie generować radość, zadowolenie, odczuwać wyluzowanie, a nie przy pomocy jakiś specyfików, aleeee gdybym była ciężko chora, cierpiała jak bohater przedostatniego odcinka "Siostry Jackie", a marihuana rzeczywiscie miałaby mi pomóc cierpieniu, nieczulić ból, to pewnie nie wahałabym się sięgnąć po nią ...
            • 15.05.11, 14:33
              hehe, wszystko zależy, imo, od tego czy ktoś ją traktuje jako używkę, czy jako lekarstwo. jesli ktoś umie się "wyluzować" z nią czy bez niej, ale sobie ją popala, bo lubi - voila, dopiero kiedy ktoś musi zapalić, zeby się odstresować czy zmienić nastrój - wtedy to jest podejrzane ;]
              • 15.05.11, 15:00
                ale sobie ją pop
                > ala, bo lubi

                A czy to nie podejrzane, że lubi? ;))
                • 16.05.11, 14:09
                  ależ skąd :]
                  • 16.05.11, 20:02
                    He,he!
                    A to w porządku.
                    Chyba. ;)
        • 13.05.11, 13:54
          a jednak, było o cannes wczoraj w KK. i ma być co tydzień relacja, następna już z samego festiwalu.

          cannes, to jednak cannes, prestiż max. jak film wchodzi do głównego konkursu, to nie ma lipy. musi być w jakiś sposób wartościowy. sito jest gęste. coś podobnego ma być w polsce, w gdyni, od tego roku - nowy dyro festiwalowy chaciński skończył z milionem filmow w głównym konkursie, razem z jury wstępny przesiew zrobił, zostawili 12 najlepszych ich zdaniem. jak dla mnie, świetny manewr. musi być jakaś selekcja, glówny konkurs musi mieć rangę, nie może być dla każdego. jury bierze odpowiedzialność, to już jest osobna kwestia, czy faktycznie kogoś nie pominą, kto w oczach obserwatorów nakręci jednak coś lepszego od konkursowicza. ale to wtórna rzecz.

          no właśnie, czytałem o tym nowym allenie - na razie same dobre recenzje napływają :] a już rusza woody z nowym fimem, tym razem akcja będzie w rzymie, a w obsadzie m.in roberto benigni. jesli woody jest w formie, to we dwóch mogą rozbić bank :]

          ja jestem najbardziej ciekaw tego "habemus papam". z tego, co czytałem sytuacja przedstawiona jest co najmniej zabawna : konklawe wybiera papieża, nikt nim nie chce zostac, wybór w końcu pada na tego, co się najsłabiej broni, a ten wybrany daje w długą, bo dostaje doła, bo chce być normalnym człowiekiem, a nie pacynką zamkniętą w murach konwenansów i obowiązkow. brzmi dobrze :]

          poza tym, jest w konkursie chyba pięc czy sześć filmów zrobionych przez kobiety. feminizm idzie szeroką ławą :] żart, bo zapewne, po prostu, te filmy są na tyle dobre, że się dostały do glównego, a czy reżyserowała kobieta, to najmniej ważne... a może jednak ?.. jakieś parytety nieformalne ? jakaś nowomoda stylizowana na hollywood, gdzie coppola z bigelow... tak czy owak, będzie pewnie głośno o von trierze nowym. almodovar też brzmi zaciekawiająco. a ja licze na jakiś atak z drugiego planu, coś co wyskoczy nagle i zepchnie tych mistrzów i stałych bywalców w cień :]

          jest jednak coś fajnego w tym, ze tacy von trier, almodovar, czy moretti albo dardennowie specjalnie szykują swoje filmy na cannes wlaśnie. ktoś powie - kurde, co roku ci sami, abonament mają, czy co... niech mają, toż to świetne jest :] to, obok wymagań i fachowego sita, i ilości nadsyłanych propozycji, tworzy cały kontekst. cały ten specjalny charakter. tarantino albo allen albo polański pokazują film na otwarcie... przecież to jest właśnie TO. jak debiutant ma w głównym film, to MUSI być dobry. każdy film najpierw idzie pod nóz krytyków i prasy, później dopiero widownia go dostaje. i otoczka. francja, samo miasto... nic się z tym nie równa. i w ogole, czytałem różne wypowiedzi przez lata i zgodna jest opinia ludzi znających się na kinie : najlepsze filmy są w cannes. konkurs główny, to filmy po prostu najlepsze w sezonie. zobaczysz je i możesz powiedzieć, że widziałeś/aś to, co kino światowe ma do zaoferowania najlepszego. do tego dochodzą może 2-3, może 4 tytuły z hollywood, z wenecji, i jakieś niezależne produkcje. cannes to po prostu top.

          no i kiedyś i polska była tam z kieślowskim... dzisiaj, polski film w cannes, w głównym konkursie, to historia z półki science fiction :] tez szkoda, bo to jakiś wyznacznik pozycji kina w świecie.

          • 14.05.11, 15:09
            Świetne wprowadzenie do tematyki festiwalowej, Greku! :)
            /Jeszcze nie zdązyłam zajrzeć do KK/

            "Habemus papam" jak donoszą korespondenci wzbudził na festiwalu entuzjazm, aplauz widzów, a pokazowi towarzyszyły "ciągłe wybuchy śmiechu".

            Swoją droga to ciekawe, że Nani Moretii , znany ze swych lewicowych poglądów, z bardzo krytycznego stosunku do kościoła, w tym filmie jak się wydaje łagodnie obszedł się z tematyką kościelną , nie krytykował, nie drażnił, nie prowokował, nie poruszył żadnych kontrowersyjnych spraw o których w ostatnich latach było głośno (choćby sprawa ukrywania pedofilii wśród księży), Cóż, może z wiekiem człowiek, ładodnieje, staje się bardziej wyrozumiały, pobłażliwy!? ;)

            Woody Allen ze swoimi neurozami i lekami i Begnini ze swoją afirmacją życia, miłości to będzie aryciekawa mieszanka! :)

            > poza tym, jest w konkursie chyba pięc czy sześć filmów zrobionych przez kobiety
            > . feminizm idzie szeroką ławą :] żart

            To dobra wiadomość! :) To oznacza , że przybywa nowych interesujących , dobrych reżyserek, które mają coś ciekawego do opowiedzenia! Myślę, że na pewno o to chodzi, a nie o patrytety! ;)

            • 15.05.11, 13:53
              barbasia1 napisała:

              > "Habemus papam" jak donoszą korespondenci wzbudził na festiwalu entuzjazm, apl
              > auz widzów, a pokazowi towarzyszyły "ciągłe wybuchy śmiechu".
              >
              > Swoją droga to ciekawe, że Nani Moretii , znany ze swych lewicowych poglądów, z
              > bardzo krytycznego stosunku do kościoła, w tym filmie jak się wydaje łagodnie
              > obszedł się z tematyką kościelną , nie krytykował, nie drażnił, nie prowokował
              > , nie poruszył żadnych kontrowersyjnych spraw o których w ostatnich latach był
              > o głośno (choćby sprawa ukrywania pedofilii wśród księży), Cóż, może z wiekiem
              > człowiek, ładodnieje, staje się bardziej wyrozumiały, pobłażliwy!? ;)

              Z drugiej strony subtelna krytyka, częstoktoć lepsza w odbiorze, może okazać się paradoksalnie skuteczniejsza w swej wymowie od ostrego piętnowania, bezpardonowego wytykania win i przewinień.

            • 15.05.11, 14:29
              czytałem :] b.dobry odbiór "habemus".

              jak to gdzieś tam piszą 'pokazali papieża, który został czlowiekiem" - świetny tekst. u nas "papież który pozostał człowiekiem" to był papież wyprany z wszelkich atrybutów ludzkich, z wątpliwości, z niepokojów, z pytań, z kryzysów, z upadkow, z namiętności etc. tutaj, z tego co da się wyczytać, papież naprawdę ma krew i kości. jak zresztą cała reszta watykańskich funkcjonariuszy. może dlatego watykan nie protestował przeciw temu filmowi ;] dla każdej władzy, to dar z niebios, kiedy pokazuje się ją taką ludzką, poczciwą, a nawet zabawną.

              i już głośno o tym, ze tilda swinton może dostać palmę za swoją rolę. gra w "porozmawiajmy o kevinie", matkę chłopaka, ktory wykonał masakrę karabinem w szkole średniej. męskich kandydatur jeszcze nie ma, ale kto wie, czy piccolli za tego papieża nie zgarnie. jesli film jest tak dobry, a postać tak przemawiająca...

              • 15.05.11, 16:41
                Głosów krytycznych na temat "Habemus papam" też nie brak, najczęściej powtarza się zarzut, że film nie jest wystarczająco głęboki, by poruszyć widzów, ani wystarczająco zabawny, jak na lekkie podejście do tematu!?

                >tilda swinton może dostać palmę za swoją rolę gra w "po
                > rozmawiajmy o kevinie", matkę chłopaka, ktory wykonał masakrę karabinem w szkol
                > e średniej.

                Czytałam na temat tego filmu :) Bardzo interesująca, niełatwa rola.
                Strasznie jestem ciekawa tego filmu (a to jeden z festiwalowych filmów, których reżyserem jest kobieta, Lynne Ramsay).



                • 16.05.11, 14:15
                  tutaj jest wywiad z włoską krytyczką filmową, która przekonuje, że jednak ta głębia gdzieś tam się panoszy :
                  wyborcza.pl/1,75457,9602546,Kosciol_lewica_Moretti.html
                  grunt, że jakieś filmy ciągle wzbudzają dyskusję, polaryzują opinie, coś poruszają. a taka była stypa po "terminatorach", a przede wszystkim "avatarze", ze to znak, iż kino oldskulowe idzie w odstawkę, a nadchodzi era dominacji wielkich widowisk w 3D. jak się okazuje, nie ma takiego zagrożenia i zapewne nigdy nie będzie, póki człowiek nie składa się z kabelków i procesorów, a z bardziej szlachetnych składników ;]

                  "avatary" zdominują ofk listy filmów najlepiej zarabiających, ale nie o to przecież chodzi w sztuce filmowej.
                  • 16.05.11, 20:41
                    Dzięki za link do rozmowy! :)

                    > grunt, że jakieś filmy ciągle wzbudzają dyskusję, polaryzują opinie, coś porusz
                    > ają. a taka była stypa po "terminatorach", a przede wszystkim "avatarze", ze to
                    > znak, iż kino oldskulowe idzie w odstawkę, a nadchodzi era dominacji wielkich
                    > widowisk w 3D. jak się okazuje, nie ma takiego zagrożenia i zapewne nigdy nie b
                    > ędzie, póki człowiek nie składa się z kabelków i procesorów, a z bardziej szlac
                    > hetnych składników ;]

                    Święte słowa! :)
    • 14.05.11, 12:28
      Posiadaczom kultury bardzo polecam ten rosyjski dramat o dojrzewaniu w latach 70 ubiegłego wieku (czasy Breżniewa). Mając na uwadze bardzo podobny w klimatach, realiach, ale jakże słabszy polski film "Wszystko, co kocham" nasuwa się pytanie, które często zadaje Grek, dlaczego my nie potrafimy?
      • 14.05.11, 15:50
        Brakuje nam dobrych scenariuszy, brakuje odważnych zdolnych, bezkompromistowych, twórców wizjonerów, którzy byli by w stanie zaporoponować coś nowego, oryginalnego.

        Szkoda, że nie mam TVPKultury! :)
      • 15.05.11, 14:36
        niestety, ani jednego ani drugiego nie widziałem :]

        tak czy owak, chętnie poczytam o Twoich [i nie tylko, jesli okoliczności pozwolą, hehe] wrażeniach po-projekcyjnych.

        • 16.05.11, 19:16
          Postaram się w najbliższym czasie.
          • 16.05.11, 20:03
            Świetnie , bo ja też czekam! :)
    • 16.05.11, 14:22
      chętnie by się coś poleciło, ale... no niespecjalnie jest co.

      polsat stawia na widowisko. w tvn nic nie ma. w tvp2 remake "ataku na 13 posterunek" w tvp2 [22:55], który imo nie umywa się do oryginału carpentera, popełniając główny grzech wszystkich remaków, w postaci niezdolności odtworzenia nastroju, atmosfery pierwowzoru.

      w tvp1 "pieska śmierć", rzecz niby o konflikcie tutsi-hutu w ruandzie. nie znam, dlatego nie polecam :]; ale... może spróbuję, to Wam ewentualnie coś napiszę. temat znany, rozejdzie się pewnie o sposób i talent ilustratorski.

      "czwarta siostra" w teatrze - głowacki, glińska, obsada. ho ho, dobrze się zapowiada, przynajmniej dla tych, co się lubują :]
      • 16.05.11, 19:08
        Aż się wystraszałam, że o kryzysie wieku średniego będzie;)
        Się lubujemy, zatem oglądać będziemy, tym bardziej że wczoraj dwa straszne gnioty zaliczyłam: "X Factora" i "Uwikłanego" z Benem Affleckiem. Nie mam pojęcia, co we mnie wstąpiło, jedyną okolicznością łagodzącą wydaje się być stan pogodowy:(
        • 16.05.11, 21:30
          pepsic napisała:
          > Aż się wystraszałam, że o kryzysie wieku średniego będzie;)
          hehe :)
          Grek jeszcze za młody na takie tematy! ;))

          Opowiadaliśmy tu o "Uwikłanym", ale nie mogę teraz znaleźć ...
      • 16.05.11, 19:47
        Podobno niezły, ale bazuję nie na swojej opinii, której nie zweryfikuję z wiadomych względów czasowych. W związku z tym liczę na kilka słów w temacie:)
        Sądzę, że ludobójstwo w Ruandzie nie jest powszechnie znane, w tym karygodna postawa państw europejskich i świata, ogólnikowo może.
        • 17.05.11, 15:03
          postaram się nie gudrać zbyt długo. tak czy owak - nagrałem :]
          • 17.05.11, 22:31
            grek.grek napisał:

            > postaram się nie gudrać zbyt długo. tak czy owak - nagrałem :]

            Czekamy na streszczonko! :)
            • 18.05.11, 15:12
              będzie wkrótce, :]
              • 18.05.11, 16:08
                grek.grek napisał:

                > będzie wkrótce, :]

                OK! :)
                Pozdrówka! :)
              • 18.05.11, 22:41
                Zaczynam mieć wyrzuty sumienia. Raz, że pogoda, dwa - sama się nie wywiązuję:)
                • 19.05.11, 16:59
                  pepsic napisała:

                  > Zaczynam mieć wyrzuty sumienia. Raz, że pogoda, dwa - sama się nie wywiązuję:)

                  Rozgrzeszamy, czekamy cierpliwie ... :)
      • 16.05.11, 20:54
        > w tvp1 "pieska śmierć"
        Chętnie poczytam, choć tematyka potwornie ponura ...

        > "czwarta siostra" w teatrze
        Powtórka. Ogladałam kiedyś, dawno temu, nie pamiętam za wiele.
        Ale to na pewno rzecz warta uwagi, bardzo dobra sztuka Głowackiego.
    • 16.05.11, 22:25
      Obejrzałabym dokument "Jak Beatlesi zachwiali Kremlem" na TVP 2, ale ta pora, 0:55:/, póki co oglądam teatr:)
      • 18.05.11, 15:59
        Oglądałam kiedyś! Niezły dokument.

        Muzyka Beatlesów była oczywiscie, jak wszytsko, co zachodnie była w latach 60. , 70. zakazna w Rosji, a fanów, przyłapanych na gorącym uczynku, spotykały liczne represje, szykany ze strony władz, łącznie z aresztowaniami, usuwaniem z uczelni.

        Mimo to muzykę ich rozpowszechniano , np. przezgrywając z Radia Luxembourg na zużytle klisze roentgenowskie, robiąc (nie wiem na czym polegała technologia ) potczówki muzyczne, które potem rozprowadzano na czarnym rynku.
        Powstawały też zespoły grające muzykę Bratlesów, Młodzi ludzie robili sobie samodzielnie gitary z drewna, dio produkcji sprzętu muzycznego wykorzystywano też głośniki ściągnięte z miejskich słupów, he,he. / opowiadają o tym zresztą, ci którzy się w to bawili/.

        W końcu wydano wreszcie Beatlesów (nie pamiętam, czy to było na początku lat 80. czy później, na początku przemian, pierestrojki), czarne wilylowe płyty w milionowych nakładach, za które Beatlesi nie dostali ani grosza. :)

        Beatlesów nigdy nie wpuszczono do ZSRR, dopiero w 2003 roku Paul McCartney wystąpił w koncertem na Placu Czerwonym w Moskwie.

        Autor dokumentu, co można przeczytać w zapowiedziach tego dokumentu, stawia tu ryzykowną tezę, że muzyka wolnych duchem Beatlesów, miała odegrać ogromną rolę w upadku systemu komunistycznego w Związku Radzieckim.


        Tyle zapamiętałam. :)
        • 18.05.11, 21:22
          barbasia1 napisała:

          > Oglądałam kiedyś! Niezły dokument.

          Dzięki za opis, ale wolałabym obejrzeć:) Może jeszcze mi się uda.
          • 19.05.11, 15:03
            Na youtube jest, ale wersji angielskiej (całkiem zrozumiałej, obejrzałam fragment pierwszej części)

            www.youtube.com/watch?v=nwvFMhVsh-8
    • 18.05.11, 22:01
      Dużo dobrego słyszałam, GW oceniła na *****, a najgorsze, że chyba mnie ominie. Na faktach, o sparaliżowanym dziennikarzu francuskiego wydawnictwa "Elle" porozumiewającego się ze światem za pomocą jednej powieki.
      • 19.05.11, 15:06
        Jeśli nie ominie zamawiamy słów kilka i graść wrażeń na temat tego filmu!!! Koniecznie i w pierwszej kolejności. :)
        • 20.05.11, 11:06
          Wrażenia pozytywne, bez ckliwości i sentymentalizmu. Film znany i opisywany. 42-letni dziennikarz Jean dostaje udaru podczas przejażdżki z synem nowo nabytym cabrioletem. Zostaje sparaliżowany, porusza jednym okiem, umysł działa bez szwanku. Udane, bajkowe życie z otwartym sercem dla kobiet pryska, jak bańka mydlana. Wydaje się, że nie pozostaje nic innego, jak fantazjować, wspominać i zadręczać się, jednak nie. Za namową logopedki pisze powieść, którą dyktuje mrugając. W ten sam sposób komunikuje się z otoczeniem. Często odwiedza go żona grana porzez Emanuelle Seigner, a raczej jak w myślach poprawia lekarza - matka jego dzieci. Ostatnia wielka miłość nie odwiedza Jeana ani razu, kobieta pewnie z tych wrażliwych, co to nie mogą patrzeć na czyjeś nieszczęście, raz dzwoni. Jean zdaje sobie sprawę z beznadziejnego stanu, a umie podejść z dystansem i nie raz zażartować. Kiedy rehabilitantka uznaje za cud nieznacznie poruszenie głowa, sarkastycznie komentyuje zza kadru, cud nastąpił, bo lekarz po raz pierwszy powiedział dzień dobry. Ale co by nie mówić, opiekę ma doskonałą, jest osobą lubianą, odwiedzają go przyjaciele, trójka jeszcze małoletnich dzieci.
          Polecam.
          • 21.05.11, 15:01
            Tak, tak, to znana historia, oparta na faktach, na książce Jeana-Dominique'a Bauby'ego, redaktora francuskiego "Elle", który w wieku 43 lat doznał wylewu i został całkowice sparaliżowany ...
            Przejmujące.

            www.filmweb.pl/Motyl.I.Skafander#picture-12
    • 19.05.11, 12:56
      "Papi" dzisiaj, w Jedynce 22:20. mój ulubiony, ale... no ile razy można powtarzać ? nie mają nic nowego/starego ? mam czasami wrażenie, ze dla układaczy ramówki z TVP historia kina obejmuje najwyżej 50 tytułów, które po prostu miksują cały rok. playlistę sobie zrobili i klepią. problem z głowy, ciemny lud to kupi, a jak nie, to niech się idzie walić.

      ciekawe jakie dostają rabaty na emisję tych filmów po 5-10 razy w jakimś niedługim okresie czasu... pewnie niekiepskie. a za resztę kasy można postawić nową superwypasioną siedzibę dla instytucji podobno robiącej bokami. może by ktoś sprawdził finanse TVP, bo mam wrażenie, że oni po prostu kłamią i oszukują. jak się naprawdę nie ma co do gara włożyć, to się nie kupuje złotych naszyjników.

      Kocham Kino dzisiaj 0:10. z cannes i o Cannes.

      a w cannes się podobno nieźle dzieje - "le havre", o starszym facecie, i społeczności dzielnicy tytułowego miasta, pomagającym afrykańskiemu chłopcu-imigrantowi; "melencholia" von triera, psychologiczna część o babce, co ma załamanie nerwowe, katastroficzna - kiedy pojawia się motyw nieuchronnego i unicestwiającego zderzenia Ziemi z pędzącą ku niej planetoidą,; "artysta" o idolu kina niemego, który spada z piedestał, kiedy film wchodzi w erę dźwiękową.

      o, i tyle pokrótce zapamiętałem z prasowych relacji :] wygląda to na zestaw bardzo róznorodny, kino społeczne, psychologiczne, nostalgiczne, do wyboru do koloru. czekam na wrażenia z tej makabreski almodovara.

      tam wielkie kino, a my dostajemy niestety stare numery ;] - czyli stenkę i siostrę Jackie. tokszoł "po zmierzchu" wykresliłem z orbity swoich zainteresowań. ani oryginalny, ani treściwy, ani skandaliczny. obły i bez pomysłu, bez klimatu, prowadzący chyba z łapanki albo po łózku dostał robotę...

      jedyna rzecz w miarę, to "sprawa gorgonowej", jeden z niewielu, o ile nie jedyny,, polski dramat sądowy. emisja o jakże dogodnej porze : 0:40. specjalność kuchni TVP.

      kto ma Kulturę, to bez obaw może sięgnąć po "wieczną callas" o 15:35. ostrzegam, jak tego nie zrobicie, to zostanie Wam tylko mój spojler [pokazywali ten film w Jedynce jakiś czas temu], a wiecie jak to boli :}

      TVN daje "Królestwo" [21:30] nastepny sensacyjno-kryminalny z terrorem, agentami FBI itp bajerami w tle, który ma pokazać, jak ameryka ofiarnie i efektownie rozprawia się z wrogami świata. w roli głównej jamie foxx, co w ogóle mnie nie nastraja do kolejnej opowiastki spod sztancy, a taką właśnie przewiduję... może się mylę, a jakoś nie mam przemożnej chęci, by się o tym przekonać ;]


      • 19.05.11, 14:59
        grek.grek napisał:

        > "Papi" dzisiaj, w Jedynce 22:20. mój ulubiony,
        Właśnie, własnie, Twój ulubiony film; nie zapomnę nigdy Twojej pierwszej zapowiedzi "Papiego", wyjątkowo oszczędnej jak na Ciebie, nieco tajemniczej, ale za to pełnej emocji ... Podobała mi się. :)


        Podobno TVP zrezygnowała w dziwnych okolicznościach ze współprodukcji "Bitwy pod Wiedniem", która miała przynieść zysk, jak oszacowano ok 15 milionów złotych. Wałdze publicznej doszły do wniosku, że produkcja "w scenariuszu wątki związane z historią Polski miały charakter marginalny, co z punktu widzenia TVP istotnie obniżało wartość poznawczą i edukacyjną projektu oraz jego atrakcyjność dla polskiego widza".
        wyborcza.pl/1,75478,9609251,TVP__nie_przegralismy__Bitwy_pod_Wiedniem_.html#ixzz1MnmmIQ9G
        wyborcza.pl/1,76842,9595012,Jak_telewizja_publiczna_przegrala__Bitwe_pod_Wiedniem_.html
        Z troski o polskiego widza zrezygnowano z zysków! Wzruszające! He, he!
        Masz rację, ktoś powinien wreszcie zrobić porządek w tej instytucji!

        > Kocham Kino dzisiaj 0:10. z cannes i o Cannes.
        Nie wiem, czy dam radę dotrwać , w każdym razie spóbuję, bo na stronach internetowych, aktualny odcinek programu pojawia się ze sporym opóźnieniem...

        > tam wielkie kino, a my dostajemy niestety stare numery ;] - czyli stenkę i sios
        > trę Jackie.
        Jak się nie ma, co się lubi to się lubi, co się ma ... :)
        Dziś przedostatni odcinek "Instykntu", powinno się już zacząć wyklarrować w kwestii komistarz Oster. No chyba, że twórcy zrobią widzom kuku i pozostawią tę kwestię do wyjaśnienia w ... drugiej serii . ;)

        • 20.05.11, 13:56
          hehe, TVP w pełnej krasie. ich się nie da bronić. z każdego swojego obrońcy koncertowo umieją zrobić użytecznego idiotę.

          w kocham kino torbicka, w bluzce w cętki leoparda, przepytywała piccoliego, stuhra i morettiego na okoliczność "habemus", opowiadała jak to się wzruszała na "artyście", trochę pogwarek o "piratach", sobolewski znów rozczarowywał się "tree of life", wspomnieli coś o von trierze,.

          ciekawa rzecz, piccoli, stuht, moretti ot tak po prostu przyszli, staneli przed kamerą i rozmawiali z cętkowaną. a już brad pitt, johnny depp czy penelopa byli tylko na migawkach z konferencji prasowych. taka róznica między ludźmi kina z Europy, a tzw. ikonami z hameryki. ci tutaj, normalni, dostępni, a tzw gwiazdy - jak za szklaną szybą.

          będzie 2 seria "instynktu" ? :] to by znaczyło, że oglądalność się spisała całkiem nieźle.
          • 21.05.11, 15:33
            > w kocham kino torbicka, w bluzce w cętki leoparda

            chichichi :)))
            A wiesz, dobrze, że zwróciłeś na to uwagę, bo ja też zawsze patrzę, w co pani Grażynka jest ubrana. ;))

            Czytałam nawet gdzieś , że niektórzy producenci amerykańscy kazali sobie płacić w Cannes tysiace dolarów za wywiady z amerykańskimi gwiazdami!?

            > będzie 2 seria "instynktu" ? :] to by znaczyło, że oglądalność się spisała całk
            > iem nieźle.

            Nic nie wiem. Tak tylko strzeliłam. Spory kawał czasu temu, zdaje się jak "Instynkt" wchodził na ekrany telewizorów w jakimś wywiadzie Patryk Vega mówił, że ma pomysły na s z e ś ć serii!!!

            W marcu, jak podawano, oglądalność "Instynktu" nie była oszłamiająca, a nawet TVP@ zaliczyła spadek liczby widzów, w stosunku do ubiegłego roku, czyli nie byłoza dobrze, ale to nie powinno dziwić, bo serial miał mocną konkurencję, na Polsacie znane seriale, do których ludzie zdążyli się już przyzwyczaić "Hotel 52" i "Szpilki na Giewoncie", na Jedynce masowo oglądana i uwielbiana "Sprawa dla reportera.
            Wybrano właściwie najgorszy dzień i najgorszą porę emisji dla "Instynktu",
            TVP 2 umieszczając go tej porze w dużej mierze sama przyczyniła się do drastycznego zmniejszenia oglądalności już na wstępie.

            Naprawdę trudno teraz przewidzieć, czy TVP zdecyduje się na drugą serię ...


      • 19.05.11, 16:44
        > "sprawa gorgonowej"

        Wieki temu oglądałam, ale dziś pamiętam niesamowity, mroczny, przejmujący kilmat tego dramatu (na faktach poartego), fantastyczną Ewę Dałkowską w roli Gorgonowej.

        tokszoł "po zmierzchu" wykresliłem z orbity swoich zainteresowań.
        > ani oryginalny, ani treściwy, ani skandaliczny. obły i bez pomysłu, bez klimatu
        > prowadzący chyba z łapanki albo po łózku dostał robotę...
        Ha,ha, to bardzo możliwe.

        Ten program, mam wrażenie, to zlepek różnych pomysłów zapozyczonych z innych porgramów czy tokszołów ....

        Momentami Pz zalatuje publicystyką , kiedy padają poważne pytania o bieżące sprawy polityczno-społeczne (np. przyczyny tragedii w Smoleńsku, o które prowadzacy przepytywał, nie wiedzieć czemu Maję Woszczowską i Maleńczuka. Maja Włoszczowska wiła się jak piskorz, by nie powiedzieć jakiegoś niestosownego słóweczka, by nic nie pwoiedzieć. :)

        Sa tu też koncepty jakby rodem z porgramu Szymon Majewski Show. A to prowadzący wyprawiał się przez miasto z dmuchnaną krową w poszukiwaniu "trawy" pod, zdaje się, budynek sejmu; a to dosiadal kucyka w i walił szabelką w jakieś portrety /gościem był wtedy Olbrychski, który grzecznie acz stanowczo odmówił robienia z siebie idioty i dosiadania kucyka oraz walenia szabelką w portety /a to w "strasznie śmieszym" stroju bokserskim boskował się z kimś na prawdziwym ringu, a to latał do PAN-u w poszukiwaniu krytyka literetury, który by ocenił i wypowiedział się na temat tekstów Maleńczuka, przy okazji, żeby było choć trochę śmiesznie kamera podglądała, jak pani sekretarka z PANu udaje się do damskiej toalety / bardzo zabawne, boki zrywać/ , z tym, że robi to niestety bez widzięku i radości Szymona Majewskiego.

        Czasem prowadzący usiłuje lecieć Wojewódzkim, ale dwuznaczne aluzje w jego ustach brzmią tylko obleśnie np. kiedy żartem prosił Cezarego Żaka o numer telefonu do jego nasto- czy 20-letniej córki ...

        :)
        • 20.05.11, 14:01
          o rzeczonym tokszole... nie mam nic do dodania, do tego, co napisałaś :]

          wczoraj była grafomanka grochola i polityczny celebryt kalisz. spijali sobie z dzióbków,a
          co spadło na ziemię zgarniał prowadzący i się raczył bez umiaru. kalisza grochola
          nazwała "najseksowniejszym", kalisz grocholę "najpiękniejszą", a prowadzący ich
          oboje "najrewelacyjniejszymi". po kwadransie przełączyłem, bo od zawartości
          cukru w cukrze można było się hiperglikemii nabawić.

          już lepszy był ten polityczny błazen nawrocki z jego publicystycznymi wykwitami i
          rekordami świata w przerywaniu gościom :]
          • 21.05.11, 15:55
            > wczoraj była grafomanka grochola i polityczny celebryt kalisz. spijali sobie z
            > dzióbków,a co spadło na ziemię zgarniał prowadzący i się raczył bez umiaru. kalisza grocho
            > la nazwała "najseksowniejszym", kalisz grocholę "najpiękniejszą", a prowadzący ich
            > oboje "najrewelacyjniejszymi". po kwadransie przełączyłem, bo od zawartości
            > cukru w cukrze można było się hiperglikemii nabawić.

            Piękny opis! :)))))

            > już lepszy był ten polityczny błazen nawrocki z jego publicystycznymi wykwitami i
            > rekordami świata w przerywaniu gościom :]

            Jedno gorsze od drugiego. Proponuję więc z tokszołem "Po zmierzchu" zobić to samo, co z programem Nawrockiego, a w to miejsce dać "Kocham Kino" . :)
            • 22.05.11, 11:59
              nawrocki grasuje jeszcze w tvp info, gdzie ma sobotni program "newsroom". jak chodzi o poruszaną tematykę, ciekawszy niż to, co w Dwójce prowadził, ale, jako że stale z nawrockim w roli przeszkadzajki - równie cięzkostrawny. na szczęście, dla niego, trwa 20-25 minut, co sprawia, że czasami zdarza mi się go obejrzeć. w całości :]
              • 22.05.11, 12:25
                Czytasz w moich myślach! ;) Zastanawiałam się nawet wczoraj, gdzie się podział Nawrocki, czy jeszcze pracuje w telewizji.
      • 19.05.11, 16:57
        A propos festiwalu w Cannes, są dobre filmy, jest i skandal ...

        kultura.gazeta.pl/kultura/1,114628,9627010,Lars_von_Trier___persona_non_grata_festiwalu_w_Cannes.html
        Lars von Trier po komentarzach o Hitlerze wyrzucony z Cannes. Do skandalu z udziałem reżysera doszło w ostatnich minutach konferencji poświęconej filmowi von Triera "Melancholia". Jedna z dziennikarek zapytała go o jego sympatię dla niemieckiego romantyzmu. Reżyser zaczął odpowiedź, mówiąc że w młodości sądził, iż był Żydem, następnie wygłaszał kontrowersyjne żarty, twierdząc, że "rozumie Hitlera".

        - Chciałem być Żydem. Potem odkryłem, że tak naprawdę jestem nazistą, ponieważ, jak wiecie, członkowie mojej rodziny byli Niemcami. (...) Co mogę powiedzieć? Rozumiem Hitlera, ale myślę, że robił złe rzeczy, tak, absolutnie. Mogę sobie wyobrazić, jak siedzi na końcu w swoim bunkrze. On nie jest tym, kogo można nazwać dobrym człowiekiem, ale trochę go rozumiem i troszkę mu współczuję. Ale przecież nie popieram II wojny światowej i nie jestem przeciw Żydom - takie słowa, według agencji AP, padły z ust von Triera.

        Można było wtedy wyraźnie odczuć, że duński reżyser jest coraz bardziej zakłopotany swoimi własnymi słowami i nie wie, jak wybrnąć z tej sytuacji.

        - Lars von Trier znany jest z nieprzewidywalności (...) i celowego prowokowania. Ale nawet on przekroczył standardy ekscentryczności, gdy wypowiadał się w Cannes - napisano na łamach brytyjskiego pisma "The Guardian".


        Coś się Lars von Trier zamotał w zeznaniach!?


        melencholia" von triera, psychologiczna część o babce, co ma załamanie ner
        > wowe, katastroficzna - kiedy pojawia się motyw nieuchronnego i unicestwiającego
        > zderzenia Ziemi z pędzącą ku niej planetoidą,

        "Reżyser pokazał na festiwalu film "Melancholia". Najnowszy obraz von Triera zapowiadany był jako "piękny film o końcu świata". Reżyser twierdzi, że traktuje on "o stanie umysłu, który on sam doskonale zna".

        Fabuła filmu skupia się wokół wystawnego wesela i zagrażającej istnieniu Ziemi obcej planety. W filmie występują m.in. Kirsten Dunst, Charlotte Gainsbourg, Alexander i jego ojciec Główna bohaterka grana przez Dunst cierpi na głęboką depresję. - Justine mówi, że życie jest kiepską ideą - cytuje reżysera "Rzeczpospolita". - Bóg przeżył radość stworzenia, ale nie przemyślał, co ma być potem.

        Von Trier od lat otwarcie przyznaje się do swoich zmagań z depresją i zażywania leków psychotropowych. Po swoim ostatnim filmie "Antychryst", który traktował o załamaniu nerwowym i jego tragicznych konsekwencjach, reżyser trafił do szpitala.

        - Mam takie tygodnie, gdy rano nie mogę wyjść z sypialni i przestają na mnie działać nawet najsilniejsze leki - mówił w Cannes. - Ten film był mi bardzo potrzebny: nie piję, czuję się lepiej - wyznał na konferencji prasowej."

        kultura.gazeta.pl/kultura/1,114628,9627010,Lars_von_Trier___persona_non_grata_festiwalu_w_Cannes.html


        • 19.05.11, 17:03
          PS

          [...] „Melancholia” Larsa von Triera – wstrząsająca spowiedź człowieka pogrążonego w depresji ...

          www.rp.pl/artykul/9131,660536_Krzyk_obolalego_artysty.html
        • 20.05.11, 11:23
          Chlapnął, jak to artysta organizatorom robiąc kłopot.
        • 20.05.11, 14:12
          przeczytałem wszystko, a o almodovarze :
          wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80276,9632190,Almodovar_zmienia_skore.html
          skandal dość chudy, na mój gust. niejeden psychoanalityk powiedzialby, że się adolfa da 'zrozumieć". zrozumienie dla jego zachowań nie oznacza przecież automatycznej akceptacji. histeryczne reakcje organizatorów :}

          a "melancholia", nie wiem jak sądzisz, brzmi dobrze. w ogóle, takie mam wrażenie, poziom jest niezły w tym sezonie, same ciekawie brzmiąće historie.

          i chyba tilda swinton ma konkurencję, bo sporo się mówi o świetnej roli właśnie kirsten dunst własnie u von triera.

          dla mnie, na razie twarzą cannes będzie berenice bejo z owegóż "the artist". dziewczyna, że tak powiem... WOW ;] :
          imstars.aufeminin.com/stars/fan/berenice-bejo/berenice-bejo-20070115-198748.jpg
          • 22.05.11, 16:46
            Skasowała mi się pierwsza wersja, heh, a więc raz jeszcze -

            Bardzo ładną twarz ma Cannes w tym roku. :)

            Tegoroczny festiwal w Cannes był, imo, świetny (po raz pierwszy tak uważnie i z zainteresowaniem śledziłam relacje i wszelkie komentarze festiwalowe ), pokazano wiele naprawdę ciekawych filmów, jest na co czekać, będzie co oglądać ...

            "Melancholia" brzmi dobrze to prawda, choć w tonacji minorowej ( depresja - temat niełatwy; a propos , wczoraj miał się rozpocząć koniec świata, na szczęscie proroctwa się nie spełniły :). "Melancholia" byłaby żelazym fawortyem do Złotej Palmy, gdyby nie głupio prowokacyjne, niepotrzebna wypowiedź reżysera Larsa von Triera. Skandal, może i słaby , ale rozdmuchany przez dziennikarzy tak bardzo, że organizatorzy nie mieli wyjścia, musieli zareagować.

            „Melancholia” Larsa von Triera – z Kirsten Dunst, Charlotte Gainsbourg!,"Skóra, w której żyję” Pedro Almodovara z Banderasem (thriller z suspensem -gatunek nowy dla Almodowara, ale z prowacajacymi pytaniami o tożsamosc człwoieka), 'Chłopak na rowerze'/
            „Le gamin au velo” braci Jean-Pierre'a i Luca Dardenne (też faworyt, z tym, ze bracia mają juz na koncie Złotę Palmy), "Drzewo życia"/ „The Tree of Life” Terrence'a Mallicka – film z Bradem Pittem i Seanem Pennem, którym "rozczarowywał sie Tadeusz Sobolewski na blogu oraz w Kocham Kino, czarno-biały "Artysta" Michela Hazanaviciusa z wypatrzoną przez Greka, Berenice Bejo; ""This must be the Place" z Seanem Pennem w roli , malującego panokcie na fioletowo, usta na czerwono, pudującego twarz, podstarzałego rockmena roli jak pisze Sobolewski "znakomitej, zniuansowanej" - może to faworyt do Złotej Palmy za główną męską rolę, konkurencja dla typowanego przez Ciebie Michela Piccoli za rolę przerażonaego papieża w "Habemus papam", Północ w Paryżu" , ten najlepszy z ostatnich lat film Allena - te tytuły zapamiętuje, na te filmy czekam niecierpliwie.

            A i jeszcze jeden film mnie szalenie zaintrygował, nie mówiliśmy o nim, "Blue Code" w reżyserii Polki! Urszula Antoniak, ale to podukcja holenderska), mocny, kontrowersyjny film.
            Warto o nim przeczytać wiecej:

            cannes2011.blox.pl/2011/05/Polka-w-Cannes-czyli-film-objawienie.html
            • 22.05.11, 23:39
              No to się Sobolewski jeszcze bardziej rozczaruje, ja troszeczkę Almodóvarem, znaczy pustym kontem:)
              • 23.05.11, 15:19
                pepsic napisała:

                > No to się Sobolewski jeszcze bardziej rozczaruje, ja troszeczkę Almodóvarem, zn
                > aczy pustym kontem:)

                "pustym kontem"? - brakiem nagród?

                Seana Penna w roli rockmena to ja typowalam do Złotej Palmy :)

                (Ech, wyjątkowo brzydko napisałam to powyższe podsumowanie ...)

                A Złotą Palmę za rolę męską osatecznie otrzymał Jean Dujardin za rolę w filmie "Artysta".

                Jean Dujardin może być drugą, męska dla odmiany, twarzą tegorocznego festiwalu w Cannes.

                free-pianosheetmusic.com/wp-content/uploads/2010/09/Jean-Dujardin.jpg
                Za rolę kobiecą, jak przewidywał Grek, Złotą Pamę dostała Kirsten Dunst ("Melancholia").


                Tu wszytkie nagrody 64. Festiwalu Filmowego w Cannes

                Złota Palma: "Drzewo życia" Amerykanina Terence'a Malicka
                Grand Prix Jury: ex-aequo belgijscy bracia Eric i Luc Dardenne ("Chłopiec na rowerze") i Turek Nuri Bilge Ceylan ("Pewnego razu w Anatolii")
                Nagroda za reżyserię: Duńczyk Nicolas Winding Refn ("Drive")
                Nagroda za scenariusz: izraelski "Footnote" Josepha Cedara
                Nagroda dla najlepszej aktorki: Kirsten Dunst ("Melancholia" Larsa von Triera)
                Nagroda dla najlepszego aktora: Jean Dujardin ("The Artist" Michela Hazanaviciusa)
                Prix Jury: "Polisse" Francuzki Maiwenn
                Złota Kamera za pierwszy film: "Las acacias" Argentyńczyka Pabla Giorgellego
                Złota Palma dla krótkiego metrażu: "Cross Country" Ukrainki Maryny Vrody


                Więcej... wyborcza.pl/1,75475,9646259,Zlota_Palma_za__Drzewo_zycia_.html#ixzz1NBFyhjvz

                I podsumowanie Tadeusza Sobolewskiego:
                wyborcza.pl/1,75475,9646259,Zlota_Palma_za__Drzewo_zycia_.html

      • 20.05.11, 10:42
        > Kocham Kino dzisiaj 0:10. z cannes i o Cannes.

        I zasnęłam...
        Stanowczo Kocham Kino powinno być emitowane przed tokszołem "Po zmierzchu" ...
      • 20.05.11, 11:14
        Delikatnie ujmując, nie zdzierżyłam ego wielkiej gwiazdy i poległam.
        • 20.05.11, 14:17
          hehe :] "sunset boulevard" toto nie był...

          niemniej, w finale callas godzi się z upływem czasu, ze zmierzchem własnej gwiazdy. rusza na odpręzająco-nostaligiczny spacer ulicami paryża. ego poskromione :]

    • 20.05.11, 18:47
      wypatrzylam na Polsacie - Siedem dusz,
      nie za bardzo lubie Willa SMitha, ale podobno ladny i ckliwy to film, to poogladam :)
      • 21.05.11, 12:55
        może jakiś opisik, Maniu ? :]

        ja się szarpnąłem na "młode wino" w tvp2. czeskie kino. młode, chyba.

        dwóch drobnych oszustów miastowych, po kolejnych skrewionych numerach [m.in sprzedaż "lewego" domu], z policją na karku, musi spie,przać byle dalej i decyduje się wyjechac na wieś.

        nie tak całkiem z okazji paniki i dwóch nienajbardziej bystrych policmajstrów depczących im po piętach - pewną motywacją jest także winnica należąca do dziadka jednego z nich. posunięty solidnie na metryce, rezolutny cokolwiek, jegomość już nie ma energii, żeby uprawiać winorośla/e i robić wino, którego wszakże pozostaje wielkim smakoszem. wnuk funduje mu niespodziewaną wycieczkę do argentyny [zostały mu bilety, po jednym z nieudanych przekrętów], a sam, z kumplem, jadą do tej winnicy, żeby ją spieniężyć. ich tropem oczywiście podążają policaje.

        a na wsi... wsiąkają w miejscowe klimaty. wnuk dziadka [ten sympatyczny] poznaje przyjemną dziewczynę, jego kolega [tez sympatyczny, ale bardziej : ten babiarz] wdaje się w romans z mężatką, za co chce go odstrzelić jej zazdrosny mąż-safanduła, wino leje się dzbanami, obaj panowie uczęszczają na biesiady miejscowe, gdzie się pije, dyskutuje i panuje ciepła, miła atmosfera w przeciwieństwie do chłodu wielkiego miasta, i gdzie czasami trzeba odgonić natrętnego, i niechcianego przez nią, amanta nowo poznanej sympatii, albo uciekać przed uzbrojonym w dwururkę mężem kochanki :] a całość pływa w znakomitym winie, którego popijanie nie jest zalewaniem pały, tylko rytuałem, kulturowym kodem, zwyczajem znamionującym obycie i radość życia.

        przychodzi sezon zbierania winogron, robienia wina. kultowa sprawa ;] wnuk dziadka rozpoczyna zbiory, już mu nie w głowie szukanie kupca na winnicę. przychodzą sąsiedzi, mieszkańcy wsi, pomagają mu spontanicznie. in vino veritas. wino łagodzi obyczaje. wino jednoczy ludzi.

        słowem - bardzo im przypada do gustu ten mały świat pełen zmysłowych wrażeń. kiedy dopadają ich policjanci - wnuk dziadka zaprasza ich na degustację, która usypia ich jak niemowlęta i zostawia w piwnicy gdzie beczki z młodym winem dojrzewają. towarzyszy im
        paląca się świeca. kiedy przygasa gwałtownie zaczyna brakować tlenu pochłanianego przez
        wino. grozi to uduszeniem się policjantów. chłopak zastanawia się przez moment : uduszą się
        i mam spokój, a jesli ich uratuję - zabiorą mnie ze sobą i będę musiał odsiedzieć za swoje
        sprawki. zastanawia się i... decyduje na uratowanie ich, wyniesienie na świeże powietrze.

        a potem wraca dziadek z argentyny. i jest kolacja, na której się wszyscy spotykają. obaj chłopcy, dziewczyna jego wnuka - z którą już są "oficjalnie" parą, nawet obaj policjanci, i kilka pomniejszych postaci. siedzą sobie przy stole zjednoczeni we wspólnym, bez zbędnych słów, smakowaniu młodego wina, ze świeżego zbioru.

        i policjanci zabierają chłopaka [wnuka] do więzienia. służba nie drużba. ląduje on w celi.

        po jakimś czasie - wraca. bo znalazł na tej wsi, w tej społeczeności swoje miejsce, w uprawianiu wina i prowadzeniu winnicy nową wartość i sens życia. i czeka na niego dziewczyna. a on przywozi ze sobą... ? a jakże - wino :]

        krótkie, sympatyczne, z ducha czeskie :]
        • 21.05.11, 14:19
          "Wsi spokojna, wsi wesoła", jak mówił poeta! :)

          Mnie się Czechy do tej pory kojarzyły bardziej z piwem, a tu proszę zaskoczenie, w Czechach też są winnice, robi się wino, nie wiedziałam! :)

          www.filmweb.pl/film/2+m%C5%82ode+wina-2009-510690#picture-17
          :)

          • 22.05.11, 12:03
            hehe, nie tylko lubią golnąć sobie winko albo piwo, ale jak jeść lubią... ;] - knedliki, tłuste desery, mięso... nic dziwnego, że są najbardziej otyli w Europie. statystycznie, rzecz jasna. a że zawsze idą własnymi drogami, to pewnie będą się na tym pierwszym miejscum umacniać. z pokolenia na pokolenie. no i - patrioci. tyją na regionalnej kuchni, a nie na jakichś pizza hut, mc donald's itp kapitale obcym ;]
            • 22.05.11, 13:27
              To mnie zaskoczyłeś, że Czesi są najbardziej otyli w Europie!? Większość Czechów i Czeszek jakich ponałam, spotkałam też była raczej szczupła (a do jadania knedlików się przyznawali :)

              >no i - patrioci. tyją na regionalnej kuchni, a nie na jakichś pizza hut, mc donald's itp k
              > apitale obcym ;]

              Rzeczywiscie w Czeskim Cieszynie (dobrych kilka lat temu to było) najbardziej obelgany był, nie fastfud (nawet nie wypatrzyłam takiego w okolicy) czy pizzera tylko bar, gdzie serwowano między innymi knedliki.

              Grek, a u Ciebie też się jadło knedliki czy raczej schabowego z kapustą zasmażaną czy to i to? :))
              • 23.05.11, 16:29
                ja nie jadłem ani razu :] jakoś mi ta ich kuchnia nie podchodziła. wystarczyło, że spojrzałem... ;]
                • 24.05.11, 17:39
                  :))
                  Oooo! A ja próbowalam knedlików, wersji z mięsem. Calkiem smaczne danie! :)
      • 21.05.11, 14:20
        maniaczytania napisała:
        > wypatrzylam na Polsacie - Siedem dusz,
        > nie za bardzo lubie Willa SMitha, ale podobno ladny i ckliwy to film, to poogla
        > dam :)
        hehe

        Maniu, może byś o "Siedmiu duszach" kilka słów napisała, powzruszała nas , roztkliwiła trochę!? ;)
        Nic wczoraj nie oglądałam ...

        • 21.05.11, 15:04
          dobra, napisze kilka slow, ale bez opisiku szczegolowego, bo to jednak lepiej zobaczyc samemu, jak te puzzle sie skladaja.

          Napisze tak:
          Will taki sobie (jakos malo przekonujacy byl jak dla mnie, ale juz pisalam, ze ja ogolnie za nim nie bardzo), role drugoplanowe juz lepsze (zwlaszcza Woody Harelson w kompletnie innej niz zazwyczaj roli), sztampa jak cholera, jak zaczyna sie juz cos lapac, reszta przewidywalna do bolu, ale tak, jak wczoraj na koncowce, to juz dawno nie ryczalam na zadnym filmie (wlasnie az ryczalam, nie plakalam! ), szlochalam i szlochalam. Alez im sie udalo :)
          • 21.05.11, 15:43
            sztampa jak cholera, jak zaczyna
            > sie juz cos lapac, reszta przewidywalna do bolu, ale tak, jak wczoraj na konco
            > wce, to juz dawno nie ryczalam na zadnym filmie (wlasnie az ryczalam, nie plaka
            > lam! ), szlochalam i szlochalam.

            !!!
            :)

            Ładnie, ładnie, ale wzruszyłabym się bardziej, gdybyś choć ten jeden wąteczek z Woodym Harlesonem (własnie dlatego, że to nietypowa dla niego rola!) jeszcze dopowiedziała, w wolnej chwili ...

            Za telewizyjną, krókie, ogólne streszczonko podaję:

            Ben Thomas (Will Smith), agent podatkowy, nie może otrząsnąć się po tragicznym wypadku samochodowym, którego był sprawcą. W katastrofie zginęła jego narzeczona oraz sześć przypadkowych osób. Wyrzuty sumienia nie pozwalają Benowi zapomnieć o tym, co się stało, więc postanawia odkupić swoje winy. Poszukuje siedmiu najbardziej potrzebujących osób, którym mógłby w jakiś sposób pomóc i odmienić ich życie. Jego wybór pada między innymi na niewidomego mężczyznę, który uwielbia grać na pianinie, maltretowaną przez narzeczonego Meksykankę, trenera młodzieżowej drużyny hokejowej oraz czekającą na przeszczep serca Emily (Rosario Dawson). Wszystko idzie zgodnie z planem do czasu, kiedy między nim a Emily niespodziewanie zaczyna rodzić się uczucie. Wzruszająca opowieść o miłości, przyjaźni i przebaczeniu. W roli głównej występuje dwukrotnie nominowany do Oscara Will Smith
            tv.gazeta.pl/program_tv/0,110740,8651580,,,1511618,Siedem_dusz.html
            • 21.05.11, 17:00
              barbasia1 napisała:
              > Ładnie, ładnie, ale wzruszyłabym się bardziej, gdybyś choć ten jeden wąteczek
              > z Woodym Harlesonem (własnie dlatego, że to nietypowa dla niego rola!) jeszcze
              > dopowiedziała, w wolnej chwili ...

              Hehe, mnie nie namowisz :) , nie da sie opowiedziec jednego tylko watku, za duzo bym spalila, podpowiem tylko, ze to on jest niewidomym mezczyzna.
              W sumie sama sie zdziwilam swoja reakcja, cos tam o filmie slyszalam, konca spodziewalam sie jak najbardziej, a i tak mna walnelo, no ;) I nawet jak plakalam, to sobie mowilam: przeciez wiesz, przeciez wiesz :)))))
    • 22.05.11, 12:25
      "desperatki" polecam dziś [23:45, TVN] - nie każdy musi lubic black movies rodem z czarnych gett hameryki, ale ja przepadam od dziecka, więc nie mogę nie zarekomendować :]

      cztery dziewczyny, przyjaciółki, każda w innej - ale wszystkie w TRUDNEJ - sytuacji życiowej zdobywają pieniądze za pomocą napadania na banki. banalne ? no nie. początkowo dużo zabawy i gładka forsa, ale z czasem robi się coraz dramatyczniej, coraz bardziej rzecz cała się wymyka spod kontroli, ambicje dziewczyn się zaczynają ze sobą nie zgadzać, policja depcze im po odciskach, kolejne skoki są coraz bardziej ryzykowne, a od połowy mniej więcej, do finiszu - prawdziwa jazda na jednym kole.

      queen latifah [ta duża, z blizną na czole i z warkoczykami] jest rewelacyjna. żadna nobliwa rola oskardowa, albo coś takiego, ale jest wyrazista, prawdziwa i barwna, a nawet przejmująca - zwłaszcza w ostatnich scenach swojego pobytu na ekranie. takie role technicznie nie dorownują oskarowy nominacjom, ale obserwowanie ich jest równie interesujące, albo i bardziej. w ogole finiszowe 20 minut to jest kawałek niezłej sensacji. naprawdę warto obejrzeć. ja idę na rekord, pewnie z 8 albo 9 raz zasiądę, w sumie - chętnie bym się zamienił z tymi, którzy jeszcze nie widzieli, bo za 1-2 to jest, z mojej perspektywy, serio 100 minut rasowej rozrywki.

      "dom glassów", polsat 23:10 - osierocone rodzeństwo kontra rodzina zastępcza. thriller to jest, a zatem : zastępczy rodzice bedą ich jeść, molestować albo terroryzować owsianką na śniadanie. coś mi to schematem mocno zalatuje, ale kto wie, może jestem zbyt podejrzliwy.

      niemniej, chyba nic gorszego od wczorajszego występu dwóch pudzianów [jeden wył, drugi po 5 minutach sam ze zmęczenia upadł na ringu i nie mógł się podnieść, a obaj śliczni jak ojezusmaria] polsat zaserwować już nie może. chodzą sluchy, że pan mariusz będzie pojedynkowal się na ringu z adamem małyszem. z nim, podobno, może wygrać. chociaż na razie nie testowano wariantu, w ktorym małysz jednak nie oddaje walki walkowerem.

      TVP ? podobno ciągle istnieje... filmów zahaczających o 2 w nocy nie ma chyba co brać pod uwagę, skoro i tak wyłączają nadawanie. a poza tym, to ojciec mateusz, ranczo, kolejne powtórki powtórek z powtórek i kulturalne tokszoły w srodku letniej nocy.
      • 22.05.11, 12:49
        grek.grek napisał:

        > niemniej, chyba nic gorszego od wczorajszego występu dwóch pudzianów [jeden wył , drugi po 5 minutach sam ze zmęczenia upadł na ringu i nie mógł się podnieść, a obaj śliczni jak ojezusmaria] polsat zaserwować już nie może.

        Za to na Mameda warto bylo czekac, oj warto :)
      • 22.05.11, 13:06
        > "desperatki" polecam dziś [23:45, TVN]
        [...]
        Brzmi szalenie zachęcająco ta zapowiedź, podobają mi się zwłaszcza motyw czterech babek w roli gangsterek (!) napadających na bank , niestandadowo i jakby feministycznie :) ;)
        Tylko pora koszmarna, ech.

        > "dom glassów", polsat 23:10
        Nic nie wiem na temat tego filmu. W telewizyjnej GW jest bardzo krótka notka "Jeszcze raz: adoptowana wraz z bratem nastolatka odkrywa, z jej prawna opiekunka jest osobą o zaburzonej osobowości".
        Rzeczywiscie trochę pachnie schematem, ale dają temu filmowi dwie gwiazdki, czyli można
        obejrzeć.
        Ta pozycja jakoś mnie nie pociąga, zostanę przy "Ranczu", skoro "Desperatki" są tak późno ...

        > niemniej, chyba nic gorszego od wczorajszego występu dwóch pudzianów [jeden wył
        > , drugi po 5 minutach sam ze zmęczenia upadł na ringu i i nie mógł się podnieść,
        > a obaj śliczni jak ojezusmaria]

        Ha, ha, ha :)))))

        Nie widziałam!!! Nawet kabaretów (Płocka Noc Kabaretowa 2011) nie oglądałam wczoraj, ale zdaje się, że i w tym drugim przypadku, też nie ma czego żałować ...


        > chodzą sluchy,
        > że pan mariusz będzie pojedynkowal się na ringu z adamem małyszem. z nim, podob
        > no, może wygrać. chociaż na razie nie testowano wariantu, w ktorym małysz jedna
        > k nie oddaje walki walkowerem.
        Hahahaha :))))))))))))

        A no tak, dziś rozmowy kulturalne o 23.40 czyli "Redakcja kultury" ...

        Wiesz, jednak żałuję, że nie widziałam tej tak ładnie opisanej przez Ciebie walki pudzianów, ha,ha. :)
        Nie pytam, który pudzian wygrał , bo to w tej walce nie o to chodzi, no nie!?
      • 22.05.11, 13:55
        TVP ? podobno ciągle istnieje...
        Postaram się poprawić minorowy nastrój, z wyprzedzeniem zapowiem miłe niespodzianki przygotowane przez dwójkę i jedynkę w najbliższym tygodniu:
        W środę angielski hicior "Przekręt" Guya Ritchiego, koniecznie i nie przyjmuję usprawiedliwień:), we wtorek "Królowie nocy" z antygwiazdą J.Phoenixem, tu zwłaszcza męskiej widowni zalecam punktualną projekcję z uwagi na panią Evą Mendez ..., w jakiego rodzaju scenie będzie uczestniczyć, nietrudno się domyśleć. Obydwa w granicach 22.00. Ja w każdym bądź razie się szykuję.

        Jęki z ringu i do mnie dotarły, cóż z tego skoro nieubłaganie nie wychyliłam nosa zza gazety. Czy facetom takie zachowanie przystoi, nie powinni cierpieć w milczeniu, zwłaszcza, że na własne życzenie?
        • 22.05.11, 14:37
          "Przekręt" o 21.50, "Kólowie nocy" o 22.20 - jednej i drugi film o świetnej porze, na pewno będę oglądać, zwłaszcza "Przekręt" , o którym już dawno temu wspominałaś!! :)

          Przy okazji, w dodatku TV piszą, że muzykę do filmu skomponował Wojciech Kilar.

          > Jęki z ringu i do mnie dotarły, cóż z tego skoro nieubłaganie nie wychyliłam n
          > osa zza gazety. Czy facetom takie zachowanie przystoi, nie powinni cierpieć w
          > milczeniu, zwłaszcza, że na własne życzenie?

          He,he.
          Są jęki, jest prawdziwa walka na śmierć i życie, a nie jakieś mizianie! ;)
        • 22.05.11, 15:04
          potwierdzam - i "Przekret", i "Krolowie nocy" to dobre filmy,
          ale "Przekret" - to po prostu juz klasyka gatunku :)
        • 23.05.11, 16:35
          kurdesz, mnie jakoś ta mendes kompletnie... no nic, nie i już/

          zaczynam się obawiać o swoją tożsamośc płciową... doda - nie, mendes - nie, bellucci - nie... kurde mol, zaczyna to powaznie wyglądać.. ;]
          • 24.05.11, 17:09
            Ale że Monica Belluci też nie ..., to się bardzo, ale to bardzo dziwię! ;))
            • 25.05.11, 19:23
              Jakoś nie jestem zaskoczona;)
              • 27.05.11, 17:17
                pepsic napisała:

                > Jakoś nie jestem zaskoczona;)

                A dlaczego?
                :)
                • 27.05.11, 20:32
                  Zauważyłam, być może mylnie, że Grek nie gustuje nadmiernie w seksbombach i plastikowych lalach, mam podobnie, rzecz jasna z babskiego punktu widzenia, jednym z wyjątków jest z pewnością Merlin Monroe. Tak przy okazji, jeszcze w ojejku o niej nie było.

                  Ps. No nie wiem, czy główny zainteresowany będzie zadowolony, że my tak za plecami;)
                  • 28.05.11, 17:42
                    Tak, chyba masz rację, chyba tak właśnie jest jak piszesz ... :)

                    Monica Belluci poza tym, ze jest seksbombą, jest bardzo piękną kobietą!? ;) Dlatego się trochę zdziwiłam...

                    Była raz mowa o Marylin Monroe, przy okazji emisji dokumentu w telewizji - "Marilyn, ostatnie seanse", który opowiadał o wizytach MM u psychoanalityka ...
                    Myślę, że nadarzy się jeszcze okazja do rozmowy o MM.


                    > Ps. No nie wiem, czy główny zainteresowany będzie zadowolony, że my tak za plec
                    > ami;)

                    Mam nadzieję, że ten, o którym mowa, wypatrzył te posty, a jak nie to mu podkliemy do nich link ... ;)
                    • 28.05.11, 17:58
                      Teraz kojarzę, było o MM.
                      Barbasiu, nie drażnij lwa:)
                      • 29.05.11, 14:05
                        :))

    • 22.05.11, 16:48
      Current 93 - A Silence Song:

      www.youtube.com/watch?v=Zxr5ZOXJW8g&feature=related
      • 22.05.11, 23:16
        A co powiecie na gorący hit lata, jak można się spodziewać, w kubańskich klimatach i ze szczątkowym coverem, na dobrej drodze do zarżnięcia:
        www.youtube.com/watch?v=iuODUm9MjKM
        Mi się podoba.
        • 23.05.11, 15:27
          Mnie się tu podoba najbardziej ten szczątkowy cover. ;) Ale da się słuchać. :)

          >na dobrej drodze do zarżnięcia
          I tak pewnie będzie. :)


      • 23.05.11, 15:23
        Z weekendowej prasy:

        „David Tibet, lider Current 93, brytyjski poeta, muzyk, niegdyś był zafascynowany okultyzmem, ideą Thelemy Alistera Crowleya, religii w której prawem jest postępować zgodnie ze swoją wolą (z Thelemy zapożyczona została nazwa zespołu), a dziś twierdzi, że jest chrześcijaninem. Tylko że to nie jest radosne, beztroskie chrześcijaństwo, które znamy, z relacji telewizyjnych z polskich pielgrzymek. Piosenki Current 93 w większości są mroczne, mówią o Apokalipsie (!!! -ja), Tibet czuje nadchodzący koniec świata, kres wszystkiego (!!! -ja). Pod mrocznymi , neofolkowymi melodiami kryje się prawdziwy mistycyzm, odważne wzruszające, momentami przerażające wizje („na You Tubie posłuchajcie „Black Ships ate the Sky”). Duchowość w tym ujęciu jest ponadwyzaniowa, głęboka, potężna. To duchowość gotowa spojrzeć w ciemne strony naszej duszy. Nie naiwna, dziecinna, lecz dojrzała, niezadowalająca się tanią symboliką”.
        Paulina Reiter, WO, 21 maja 2011

        • 23.05.11, 16:42
          dzięki, Barbasiu, za te linki z cannes.

          w sumie, "tree of life" było tak, ekhmmm... ze wstrzemięźliwością przyjęte przez krytykę, że jest niespodzianka. ale, z drugiej strony, szefem jury był De Niro. amerykanin... :] chyba patriotyzm lokalny zadziałal. no bo, jak to to usprawiedliwić ? a może jury po prostu, idąc tropem ocen i recenzji które się przewijały po mediach, obnażylo swój nienajwyższych lotów gust ? ciekawe byłoby uzasadnienie, ale chyba takowego nie będzie, bo jest werdykt i kropka :]

          kirsten dunst była od początku faworytką. tego francuza, dujardina, kompletnie nie kojarzę. podobna, we francji jest bardzo znany. he he, no oni też szyca czy dorocińskiego znać nie muszą, prawdaż ?
          • 24.05.11, 17:07
            Maj pleże! :))

            A tak, niektórzy receznzenci, krytycy filmowi wytykali filmowi "Tree of life" "infantylność", "zbytnią podniosłość", czy "kiczowatą lirykę". Dość mocne w sumie to zarzuty. Siłą rzeczy musi zastanawiać ten werdykt jury. Alee nie pierwszy i nie ostatni to tak dyskusyjny werdykt jury, w ubiegłym roku decyzja jury /Zlota Palmy dla filmu Apichatponga Weerasethakula „Wujaszek Boonmie/ też wzbudziła kontrowersje, przypominiał o tym Sobolewski już w pierwszej relacji z tegorocznego Cannes!

            A tak w ogóle, dla nas widzów najważniejsze są filmy, nie nagrody. :)



            Kirsten Dunst miała jednak poważną konkrurentkę w osobie Tildy Swinton.


            I ja pierwszy raz usłyszałam o pięknym Dujardinie i zobaczyłam go na zdjeciu. :)

            he he, no oni też szyca czy
            > dorocińskiego znać nie muszą, prawdaż ?

            Ha, ha, ha :) Prawda.
            • 24.05.11, 17:10
              A tak w ogóle, dla nas widzów najważniejsze są filmy, nie nagrody, prawda!? :)
          • 24.05.11, 17:14
            PS
            Janusz Wrócblewski z "Polityki" wystawił pochlebny komentarz „The Tree of Life” -

            "Moim skromnym zdaniem wygrana należy się Terrence'owi Malickowi za dramat metafizyczny „The Tree of Life” - niezwykły poemat filmowy, zapraszający do medytacyjnej podróży do granic wyobraźni. Opus magnum tego reżysera. Dojrzałe, odważne spojrzenie na ludzką egzystencję z perspektywy człowieka prowadzącego intymny dialog z bogiem, kosmosem, naturą, poszukującego odpowiedzi totalnej. Bezpretensjonalne, mądre, głębokie. "

            www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1516126,1,cannes-2011-komu-zlota-palma.read
            • 25.05.11, 12:42
              z tego, co zauważyłem, wróblewski daje się ponieść takim własnie filmom - [wg gros innych ocen] patetycznym, podniosłym, nabożnym. w swopich recenzjach zawsze daje im 5 na 6 gwiazdek :] gust to gust, ot co.

              poza tym, ma nieznośną manierę - film ocenia podług tezy. jeśli jest szlachetna, przesłanie górnolotne, to i film dostaje wyższą notę, choćby był i mniej interesujący i artystycznie dopracowany od takiego, który sytuuje się po drugiej albo trzeciej stronie etycznej czy estetycznej barykady.
              • 25.05.11, 13:39
                Bardzo ciekawe informacje! Dzięki! :)
                Nie znałam dobrze Wróblewskiego, za mało recenzji jego autorstwa do tej pory przeczytałam, by rozpoznać jego gusta.


                • 26.05.11, 14:00
                  hehe, taki jest wróblewski, taki jest on...

                  ostatnio, dość szorstko przez krytykę potraktowanym "niepokonanym" dał 6 punktów w skali 6-punktowej, co się zdarza w recenzjach w "polityce" raz na parę ruskich lat.w uzasadnieniu podkreślał własnie tematyke, epickośc samego zdarzenia, ktore film opisywał, a jakoś ani słowem nie zająknąl się o tym, czy to głęboki, wnikliwy, wielobarwny film, co wlasnie kwestionowało gros innych recenzentów. ot, mesydż wspaniały, historia niezwykła - więc film na maxa :] ja bym więcej oczekiwał od kogoś, kto ocenia filmy w poczytnym tygodniku.

                  a zdarza się i tak, że niby "film interesujący, świetnie zrobiony, zagrany itd", a dostaje od wróblewskiego 4 na 6. dlaczego ? a bo tematyka nie jest dość patetyczna.

                  jak "tree of life" będzie, o ile będzie, wchodziło do kin w Polandzie, to daję głowę, że wróblewski da mu 6-stkę. i to nawet nie z okazji tej Złotej palmy ;]
                  • 26.05.11, 15:46
                    grek.grek napisał:

                    > hehe, taki jest wróblewski, taki jest on...

                    Ha,ha :))) Dzięki piękne raz jeszcze za ten interesujący wyciąg z dossier recenzenta Polityki.

                    >ja bym więcej oczekiwał od kogoś, kto ocenia filmy w poczytnym tygodniku.

                    Zgadzam się, gust gustem, ale do oceniania filmów jednak należy podchodzić z odrobiną krytycyzmu, wskazywać na te dobre jak i te słabsze jego strony, tak jest uczciwie, myślę.

                    :)
    • 24.05.11, 14:08
      co za bezwstydne powtórki - "zostań" w polsacie, który to już raz ? szósty ? siódmy ?

      "ray" w tvp2 ? 66 ? 77 raz ?

      jakież te telewizje muszą dostawać rabaty za wypożyczanie kopii na tak wielokrotny użytek... :]

      zabawne, że przypominanie starych filmów [od lat 50 w górę] byłoby, paradoksalnie, wręcz uprawianiem ich premierowania, bo przeca i najmłodsze i średnie pokolenie pamięta je albo mgliście albo wcale nie widziało. kiedyś tvp umiała to robić. rok-dwa lata temu polsat miał przebłyski. a dzisiaj... "john rambo" robi za hit miesiąca, hehe. był wczoraj, i jakoś nie spiąłem się, żeby obejrzeć. oglądaliście ? dla mnie z całej tej ramboserii tylko "pierwsza krew" godna uwagi była, o coś tam chodziło, forma mi odpowiadała. każda kolejna dokrętka, to coraz większy i bardziej nietajony skok na kasę naiwnych młodocianych, ew. sentymentalnych starych dziadów ;]
      • 24.05.11, 14:49
        Może coś, bo burza sprawiła, że zaczęłam, kiedy w pięknym domu piękne dzieci i piękni przybrani rodzice ociekali lukrem usmiechów, potem burza zrobiła wyłom i zdołałam dojrzeć końcówkę, jak Glassowa przybranego synka traktowała czymś w rodzaju muchozolu, a za córeczką latała z tasakiem. Tak by mi się trochę środka chciało...
        • 24.05.11, 17:36
          O nich nic???
          Jeśli nie teraz, to może później wolnej chwili?

          ewa9717 napisała:

          > Może coś, bo burza sprawiła, że zaczęłam, kiedy w pięknym domu piękne dzieci i
          > piękni przybrani rodzice ociekali lukrem usmiechów, potem burza zrobiła wyłom i
          > zdołałam dojrzeć końcówkę, jak Glassowa przybranego synka traktowała czymś w r
          > odzaju muchozolu, a za córeczką latała z tasakiem. Tak by mi się trochę środka
          > chciało...

          Horror!
          Ale skończyło się dobrze dla dzieci, tak? :)
          • 24.05.11, 18:05
            barbasia1 napisała:

            >
            > Horror!
            > Ale skończyło się dobrze dla dzieci, tak? :)
            A mogło inaczej w amerykanskim filmie? ;)
            • 24.05.11, 19:38
              ewa9717 napisała:

              > barbasia1 napisała:
              >
              > >
              > > Horror!
              > > Ale skończyło się dobrze dla dzieci, tak? :)
              > A mogło inaczej w amerykanskim filmie? ;)
              !

              No tak, głupio pytam, to przez upał! Dzięki! :)))
      • 24.05.11, 15:09
        Bez Twojej zapowiedzi, zachęty baliśmy się podejść do "Johna Rambo" ( tym razem "w starciu z birmańskim reżimem", jak podają telemagazyny ;) ...
        Żartuję, tak się złożyło, że wczoraj trzymałam się z dala od telewizora ... :)
      • 24.05.11, 16:12
        "Pierwszą krew" po raz pierwszy objerzałam dopiero niedawno, mówilam juz o tym kiedyś...

        Podobała mi się, dobra rzecz w swoim gatunku, co więcej poza sensacyjną akcją, pokazuje właśnie jeszcze coś ważnego, mówi o powojennej traumie, zagubieniu weteranów wojny w Wietnamie, o ich niezrozumieniu przez społeczeństwo, odrzuceniu.

        Jednak jedna rzecz mi tu zgrzytała. John Rambo (filmowy) demoluje komistariat, wysadza niemal całe centrum mieściny, do której przybył, strzela seriami z karabinu do tropiącej go w lesie jednostki komandosów, do tropiących go policjantów, ale dziwnym trafem nie zabija nikogo (jedna osoba, która ginie, cięty na Rambo szeryf miasteczka, ginie ze swojej winy). Wychodzi z calej akcji z podniesionym czołem, z honorem, pozostaje czysty i niewinny, nie ma krwi na rękach, zupełnie inaczej niż książkowy pierwowzór Rambo (poznałam z drugiej ręki ;/), postać prawdziwie, nie po hollwoodzku tragiczna ...



        > jakież te telewizje muszą dostawać rabaty za wypożyczanie kopii na tak wielokro
        > tny użytek... :]
        Nie dziwiłabym się, gdyby tak było..

        Ewidentnie oferta programowa, filmowa publicznej i pozostałych dostępnych telewizji jest coraz smętniejsza, coraz nędzniejsza, jeśli to w ogóle możliwe, wręcz zachęca do oglądania..
        Jeszcze trochę i trzeba będzie chyba pomyśleć poważnie o podłączeniu się do jakiegoś dobrego kanału z filmami (np. Ale kino!, na którym Pepsic mnóstwo świetnych filmów ogląda).

        Grek, tyle dobrych filmów nas misja, a życie ucieka, że tak filozoficznie zakończę. ;)


        • 24.05.11, 16:14
          Ewidentnie oferta programowa, filmowa publicznej i pozostałych dostępnych telewizji jest coraz smętniejsza, coraz nędzniejsza, jeśli to w ogóle możliwe, wręcz ZNIECHĘCA do oglądania.
        • 25.05.11, 12:50
          to się zgadza, przerobili scenariusz i samą postać; w książce rambo umiera. ale, wg mnie/co ciekawe, zachowane zostało przesłanie, jakaś glówna idea całej opowieści : i ksiązka i film, mimo odmienności kluczowych, wypowiadają się w sprawie losu wetyeranów wojennych, co pojechali/zostali wzięci na idiotyczną wojnę, a po powrocie wyautowani poza nawias społeczny. kiedy rambo umiera jest to prostest, symboliczna ofiara, jakbym był wroblewskim, to bym napisal coś a'la : krzyk sprzeciwu wzniesiony do nieba ;]; kiedy nie umiera, a daje się zaaresztować - to również symbolicznie jest pokazany jako skrzywdzony. w obu przypadkach - rambo jest moralnym zwycięzcą i wiernym synem wyrodnej matki ameryki. tak ja bym to widział :]

          hehe, to prawda - a dodatkowo, jak się człowiek tak ociąga jak ja, to calkowita klapa... miałem Wam napisać coś o tym filmie o Rwandzie, tutsi vs. hutu itd... a zaledwie rozpocząłem go i jakoś mi się ciągle nie składa, zeby obejrzeć do końca... ale - nie odpuszczę. choćby za miesiąc, ale obejrzę i napiszę :] stay cool ;]
          • 25.05.11, 14:10
            Świetna obrona filmowego Johna Rambo, to było do przewidzenia! :))
            Akceptuje w pełni tę wizję! :)

            Coś czuję, że to trudny film będzie, jakby co możemy odpuscić!? Czymś przyjemniejszym zastąpić!? :)

            • 26.05.11, 14:07
              dzięki, heh :] niemniej, scenarzyści sequelów sponiewierali ją dokumentnie. zrobili z niego bohatera kina akcji, bez żadnej równowagi psychologicznej, dramatycznej, intelektualnej, czy społecznej. sam david morrell podobno mial z tym problem. niby nie opatentował rambo i
              nie moze sobie rościć pretensji do tego, by całkowicie nim rozporządzać, ale w sumie, wiesz,
              gość stworzył jakąs postać, jak dziecko własne, a tu mu ktoś podebrał ją i umorusał.

              nieno, coś Ty, rwanda i hutu to nie problem, po prostu jakoś się nie mogę zebrać do oglądania. tysiąc róznych rzeczy zawsze mi przeszkodzi. i to nie jakichś "terminów", ot po prostu zainteresowań własnych i innych... pizdryków ;] mój imiennik, alexis zorba, powiadał, że gdyby świat był uczciwy, to by dostal jeszcze drugie zycie, bo w jednym nie mógl pomieścić wszystkiego, co chciałby zrobić i przeżyć. hehe :] mnie by się chyba też przydało drugie. no i o to bardziej chodzi, niż o trudność filmu. niemniej : jakem się zaciąło, tako obejrzę ;] i napiszę poźniej. od braku czasu bardziej nie lubię chyba tylko zaległości ;]
              • 26.05.11, 16:45
                Szczęśliwi, nad którymi nie wiszą "TERMINY"!!!
                :)

                CDN.


              • 26.05.11, 21:51
                >alexis zorba, powiadał, że gdyby świat był uczciwy, to by dostal jeszcze drugie zycie, bo w >jednym nie mógl pomieścić wszystkiego, co chciałby zrobić i przeżyć. hehe
                ?mnie by się chyba też przydało drugie.

                I mówisz to Ty , który nie musisz tracić dużo czasu na sen!!! Ty, który masz w sobie tyle sił, mocy życiowych!!!

                To ja marzę o większej ilości czasu, o tym, żeby mieć więcej sił, energii, o drugim, trzecim, czwartym życiu ... ;)

                Strasznie jestem spóźniona z różnymi rzeczami!



                Greku Nasz Drogi i Fantastyczny, mam wielką nadzieję, że nie straciłeś serca i chęci do pisania tu w wątku Ojejku, że nie znudziło Ci się opowiadanie nam filmów i innych ciekawych rzeczy, że rozmowa ze mną, z nami nadal należy do Twego podstawowego zestawu „zainteresowań własnych i innych... pizdryków” i zajmuje w nim istotne miejsce, tak jak istotne miejsce zajmuje w moim zestawie.

                Ale jeśli jest inaczej, jeśli masz ciekawsze, lepsze, bardziej wartościowe dla Ciebie zajęcia, jeśli coś nowego, dobrego przed Tobą, to ...
                nie wiem ...

                :)
                • 27.05.11, 12:19
                  nic się nie zmieniło, zawsze miałem sto róznych rzeczy i sto ich mam i mieć będę zapewne, a skoro wtedy pisałem tutaj, teraz piszę, to i pisał będę, o ile mi komputer nie strzeli, albo mi internetu nie odetną :]

                  a do opisywania wiele ostatnio nie ma, bo i filmów do oglądania raczej mizerna ilość. nawet w nocy nic nie dają. wczoraj był w tvp2 "deszcz". niby nieźle, ale znów - powtórka, i znow - już go coverowałem. mówiąc wprost : nie ma materiału, z którego by można szyć opisy, a o innych rzeczach przecież piszemy na bieżąco, więc nie wiem, skąd Twoje wątpliwości ? ;]

                  • 27.05.11, 12:30
                    ech, to pewnie przegapiles te "Niewidzialne dzieci"? Liczylam, ze nie spales i obejrzales :)
                    --
                    Maniaczytania - blog
                    • 27.05.11, 13:36
                      och, jesli leciał ten film w tvp, to bardzo możliwe :]

                      przetrenowałem już pewne zachowania publicznej - kiedyś, zupełnie przypadkiem, przekonałem się, że faktycznie : bezceremonialnie, w trakcie filmu, przerywają i kończą nadawanie, ot wskakuje obraz kontrolny i szlus :] akurat był to odcinek serialu "rzym", ktory lecial gdzieś w tle, nie oglądałem specjalnie, zajmowałem się czym innym, niemniej - wrażenie zrobiło to na mnie oczywiste i od tamtej pory naprawdę nie zasadzam się na filmy w Tvp, które zahaczają o godzinę 2-3 n/ranem.

                      kiedyś chciałem obejrzeć powtórkę "klimta - obejrzałem... tenże przepiękny obraz kontrolny o wpół do trzeciej :]

                      robię wyjątki, np. niedawno dla filmu z gordonem-levittem, który potem Wam starałem się przybliżyć. i wtedy... straceńczo nastawiłem nagrywanie : i cudem nie wyłączyli w trakcie. uff, udało się. ale, jak sama widzisz, to jest ruletka. i to nawet nie rosyjska. wszystko zalezy od widzimisię jaśniepaństwa. a ja nie chcę być ich zakładnikiem, ich kaprysów :]

                      czy próbowałem więcej razy niż raz, z okazji filmu powyższego ? pewnie. efekty ? mizerne. trzymają się mocno ;]

                      prawda jest też taka, ze po prostu oferta jest beznadziejna. patrzę dzisiaj, powiedzmy... i - nic, no centralnie NIC.

                      i moje niespanie i nocnemarkowanie idzie na marnację ;] mógłbym coś obejrzeć, mógłbym o czymś napisac, a nie ma o czym.

                      albo TVN - "weże w samolocie". no pardons, ale oglądać tego, by oraz po to żeby : dorzucić jeden tytuł z opisem - nie dam rady ;]

                      no i kończąc ten chaotyczny wywód - intensyfikujmy politykę informacyjną :] nie wiedzialem o tym filmie, zaręczam. czasami rzecz też w tym, ze umknie, zapomnę o sprawdzeniu, albocoś, a tutaj jestem codziennie, więc : "ojejnik" zdaje się być najpewniejszym źródłem informacji :]


                      • 27.05.11, 13:55
                        p.s :
                        patrzę dziś w ramówkę TVP : dwójka, 0:30, film "po drugiej stronie"

                        hurra, jakaś nowość i może da się obejrzeć w całości [kończy się 2:20]...

                        rzucam okiem na opis - no tak, powtórka... no tak, coverowalem ten film w "ojejniku"...
                        no tak... :]

                        a w Jedynce ? a jakże, dwa odcinki "quo vadis", a potem jakiś serial brytyjski...

                        i tak coraz częściej. słuchaj, słuchajcie... wykosiliśmy TVP całą playlistę :]]]
                        • 27.05.11, 15:22
                          > i tak coraz częściej. słuchaj, słuchajcie... wykosiliśmy TVP całą playlistę :]]

                          Na to wygląda!
                          Szok!
                          :)
                      • 27.05.11, 14:07
                        ja pisalam tu o tym filmie, ale pewnie juz za pozno bylo :(
                        --
                        Maniaczytania - blog
                      • 27.05.11, 14:44
                        Myślałam naiwnie, że skończono już w publicznej tymi z przerywaniem nadawania w środku nocy !? Nie wiem, po co w takiem razie informują o tych pozycjach filmowych po północy skoro i tak nie pokazują ich w całości. Chyba, tylko po to, żeby w ramówce, na papierze, ekranie ładnie wygladało!?

                        Publiczna zblliża się obecnie do dna, gorzej niż jest teraz już chyba być nie może.

                        > albo TVN - "weże w samolocie". no pardons, ale oglądać tego, by oraz po to żeby
                        > : dorzucić jeden tytuł z opisem - nie dam rady ;]


                        Uwielbiamy Twoje opowieści filmowe, streszczenia, wszystkie bez wyjątku, ale, za nic świecie nie każemy Ci opowiadać filmideł typu: "Węże w samolocie". Tego Ci nie zrobimy! Mozesz być pewny! :))
                        • 28.05.11, 15:37
                          haha, dzięki za wyrozumiałość :] ja nawet sam sobie bym tego nie uczynił ;]]
                          • 28.05.11, 16:48
                            grek.grek napisał:

                            > haha, dzięki za wyrozumiałość :] ja nawet sam sobie bym tego nie uczynił ;]]

                            He, he, no, myślę! ;)
                      • 27.05.11, 15:12
                        A czy "Węże w samolocie" to przeszłość? Chętnie rzuciłabym okiem ;)
                  • 27.05.11, 13:52
                    Jeśli nic się nie zmieniło, to jest dobrze, a nawet wspaniale, fantastycznie. :)))))

                    >więc nie wiem, skąd Twoje wątpliwości ?

                    A tak jakoś !? :/

                    Wiesz, dziewczyny tak mają, że czasem (ale tylko czasem) marudzą nie wiadomo dlaczego albo na wszelki wypadek? ;))











                    PS korekta
                    .... tak jak istotne miejsce zajmuje w moim zestawie rozmowa z Tobą, ze Wszytskimi tu.

                    • 27.05.11, 14:11
                      nic a nic :]

                      hehe, orajt, jak to mówią : z naturą się nie da wygrać ;]

                      • 27.05.11, 15:13
                        grek.grek napisał:

                        > nic a nic :]
                        No to teraz jestem już zupełnie spokojna! :}}

                        > hehe, orajt, jak to mówią : z naturą się nie da wygrać ;]

                        Ha,ha, ha, właśnie, właśnie!

                        Dzięki za zrozumienie (natury kobiecej)! :))

                        Przy okazji -
                        > z naturą się nie da wygrać ;]

                        Aleeee można próbować!

                        Mówł o tym wtorkowy dokument o bliźniakch, bardzo ciekawy zresztą. Natura-geny w bardzo dużym stopniu determinują charakter człowieka, wpływają na różne jego cechy np. małą bądź dużą odporność na zimno, ale do pewnego stopnia można niektóre wrodzone cechy modyfikować, wpływ genów ograniczyć... :)


                  • 27.05.11, 14:20
                    To ja mam wyrzty sumienia; ostanio kiepski ze mnie rozmówca, zaległości rosną, fajne dyskusje ledwo napoczęte ...

                    wiesz, mam straszliwie ważną rzecz do skończenia, która zżera mnóstwo sił i energii mej skromnej, stresuje! ...

                    >a do opisywania wiele ostatnio nie ma, bo i filmów do oglądania raczej mizerna

                    Wiem, wiem, też staram się przeglądać ramówkę, by coś wypatrzeć ciekawego ...


                    :)
                    :)
                    • 28.05.11, 15:34
                      e tam, nie przejmuj się niczym, nadrobisz co zechcesz, kiedy będzie pora i więcej czasu. post nie gołota - nie ucieknie :]
                      • 28.05.11, 16:37
                        grek.grek napisał:

                        > e tam, nie przejmuj się niczym, nadrobisz co zechcesz, kiedy będzie pora i więc
                        > ej czasu.

                        Dziękuję, Greku!

                        post nie gołota - nie ucieknie :]

                        hahahaha :)))))))))))))

      • 24.05.11, 19:27
        jakby bylo malo powtorek to jeszcze "Ray" jest dzis/jutro? (bo o 0.05) na TVP2 :)

        a jak jakis film, ktory moze i bylby ciekawy to o ... 1.35 na TVP1 - "Wszystkie niewidzialne dzieci" - siedem nowel siedmiu rezyserow (a wsrod nich m.in. Emir Kusturica, Spike Lee), najgorsze, ze jeszcze maja czelnosc nazwac to "kino nocnych markow", grr!
        • 25.05.11, 14:40
          jak zapowiadała Pepsic...

          Z ogladaniem "Królów nocy" w czwartek będzie problem , bo nakładają się na "Instynkt", i "Siostrę Jackie". "Siostrę Jackie" można by w ramach wyjątku odpuscić, ale z "Instynktem" gorzej, bo to ostatni 13 odcinek, w którym tajemnica Oster, skrywana przez 12 odcinków, ma się ostatecznie wyjaśnić!?






          • 25.05.11, 18:09
            "Przekret" ogladajcie, ogladajcie, dla mnie niezapomniana kreacja Brada Pitta - po tym filmie inaczej na niego spojrzalam ;)

            --
            Maniaczytania - blog
            • 25.05.11, 19:21
              Z Bradem mam podobnie, poza tym bardzo gustownie prezentował się w dresiku rodem z lat 80-tych.

              • 26.05.11, 21:55
                Brad cudny! Świetny też przystojniak Stadham! Film pokręcony, ledwo nadążałam! ;) Czułam, że tak będzie jak tylko, zobaczyłam na początku listę bohaterów! :)


    • 26.05.11, 18:54
      a dzis? dzis final "Instynktu", no ciekawam Barbasiu, Pepsic bardzo, czy sie tajemnica rozwiaze czy wprost przeciwnie - jeszcze bardziej zagmatwa ;)
      --
      Maniaczytania - blog
      • 26.05.11, 21:55
        Tez jestem bardzo ciekawa, Maniu, co też zobaczymy w tym ostatnim odcinku.

        Z jednej strony, całkiem prawdopodobne jest otwarte zakończenie, Vega zapowiadał w jakimś wywiadzie , że ma pomysłów na sześć serii, o czym już zresztą wspominałam niedawno. Alee wiem, że coś na pewno się wyjaśni - jako że je jestem bardzo ciekawską osobą, jakiś czas temu dotarłam do streszczenia, wprawdzie bardzo skąpego, ale jest w nim mowa o tym, że jeden z bohaterów ma opowiedzieć Oster o jej przeszłości ... (tydzień temu była już mowa o wypadku Oster w roku 2000!?, amnezji!!?!)
        No to miłego oglądania, Koleżanki! :) To już ...
        • 27.05.11, 15:03
          Wypadłam z obiegu w kwestii Instynktu (pewnie nie tylko w tej). Poratujcie drogie koleżanki (bo kolega tajemniczo się nie przyznaje) i skreślcie kilka słów tytułem wyjaśnienia suspensu, jeśli był.
          Ps. Wczoraj mignęła Stenka, olśniewająco wyglądała, ale nic nie sugeruję;). Tylko że na dobrej drodze do anoreksji.
          Ps. 2. Miałam wczoraj napisać o filmie M. Szumowskiej "Ono" (na Kino Polska dawali), na który od dawna polowałam, zwłaszcza po bliskich "33 scenach z życia" i ze świętem by współgrało. Wielce uciążliwy, nie do przebrnięcia, irytująco dziwaczny. Podobała mi się tylko muzyka.
          • 27.05.11, 15:55
            Za moment Ci napiszę (mam nadzieję, że Mania pomoże ...)

            Z ostaniej chwili wieści -
            Najnowsza produkcja serialowa TVP2 - "Instynkt" - przyciągała przed telewizory mniej widzów niż propozycje stacji konkurencyjnych.
            [...]
            Dwójka była stacją ostatniego wyboru wśród czterech największych nadawców telewizyjnych w czwartkowe wieczory. Pierwsze miejsce należało do Jedynki, która przyciągała przed telewizory średnio 2,64 mln widzów, 20,15 proc. widowni (m.in. "Sprawa dla reportera"). Drugie miejsce zajął w tym paśmie Polsat z 17,71 proc. udziału w rynku, 2,32 mln widzów (m.in. "Hotel 52" i "Szpilki na Giewoncie"). Natomiast TVN zajmuje trzecią pozycję z udziałem w rynku na poziomie 14,51 proc., 1,90 mln widzów (m.in. pasmo filmowe).
            wiadomosci.mediarun.pl/artykul/media-telewizja,instynkt_z_danuta_stenka_zawiodl_widzow,10184,4,1,1.html
            Przy tak mocnej konkurencji (w Jedynce, na Polsacie), jaką miał "Instynkt" nie powinno dziwić, że widzów oglądających serial ze Stenką było stosunkowo niedużo.

            • 27.05.11, 17:07
              Mam nadzieję, że Mania pomoże , bo zakończenie było nieco mętnawe ...

              Okazało się, że Oster w przeszłości (retorspekcja będzie) prowadziła badania oraz eksperymenty naukowe nad ludzkim mózgiem, udało jej się wynaleźć substancją, pod wpływem której możliwosci ludzkiego mózgu wzrastają, człwoiek zaczyna dysponować fenomanalnymi zdolnościami jakimi obdarzeni są niektórzy sawanci. Niestety ubocznym skutkiem tej substancji, była potężna wręcz nadludzka agresja i skłonności do zabijania, a przy tym jeszcze zanik wszelkich uczuć i emocji. Z człowieka robiła się bezwzględna maszyna do zabijania.

              Kiedy facet , na którym Oster eksperymentowała w szpitalu psychiatrycznym zabił w szale dwóch pielęgniarzy, przerażona Oster postanowiła spalić dokumentację na temat substancji i zaprzestać badań.

              Jednak wieści o skutkach ubocznych dotarły już do kogoś tajemniczego, kogo to bardzo zainteresowalo, postanowiono więc wydobyć z Oster informacje na temat ten substnacji. A namawiał ją do tego kolega lekarz (Perchuć) w asyście rosłego ochroniarza. Ale doktor Oster sprytnie zwinłęa ochroniarzowi pistolet i grożąc nim lekarzowi i ochroniarzowi odmówiła udzielenia informacji na temat leku, po czym bezwzględnie wymierzyła kulke w łeb ochroniarzowi, ktory padł na miejscu. Oster eksperymentowala z tą substancją także na sobie i stąd ta skawpliwość w użyciu broni, bezwzglęność, zabójstwo ochroniarza (w związku z tym trochę dziwić musi dlaczego oszczędziła lekarza, ale może nie zdązyła, bo zdaje się zaraz wpadli ochroniarze grupą. Oster została zamknięta w psychiatryku, gdzie poddawno ją torturom, elektrowstrząsom?, by ujawniła sekret substancji...

              A przypomniał jej to wszytsko gość w okularach i z laską (którego grał Witold Dębicki ), ktory najpierw powiedział, że jej ojcem i przybył, żeby ją chronić, po czym po chwili okazało się, że chce podać jej jakiś zastrzyk, w czym miało mu pomóc kilku roslych osiłków , którzy ni stąd ni zowąd wpadli do pokoju i pochwycili Oster. Coś jeszcze mówił o połączeniu się Oster z jakąś rodziną ... Nagle w ostaniej chwili do pokoju wpadł Krzysztof, strzelił do gościa podającego się za ojca Oster , Oster chciała jeszcze w osatniej chwili wydobyć z niego informacje na temat tajemniczej dla widza "rodziny", ale ten oczywiście nie zdążył nic powiedzieć i skonał ...

              I tak się kończy ostani odcinek, lecą napisy, leci Oster mostem, w tle widoki naszej pięknej stolicy ...

              Ufff :)
              • 27.05.11, 17:12
                A więc otworzono furtkę dla drugiej serii, jak przewidywałam ...
              • 27.05.11, 18:26
                Barbasiu - bardzo dobrze - piatka :)
                A co do rodziny, moze chodzic o dziecko/dzieci, byla kiedys o tym mowa.
                --
                Maniaczytania - blog
              • 27.05.11, 20:22
                Dziękuję Barbasiu za wyczerpującą informację i chyba nie żałuję, że odpuściłam. Zajrzałam forum seriale, ostrej krytyki nie szczędzono, bardzo słusznie, na ten grafomański gniot.
                • 01.06.11, 17:00
                  pepsic napisała:
                  (wyżej)
                  Ps. 2. Miałam wczoraj napisać o filmie M. Szumowskiej "Ono" (na Kino Polska dawali), na który od dawna polowałam, zwłaszcza po bliskich "33 scenach z życia" i ze świętem by współgrało. Wielce uciążliwy, nie do przebrnięcia, irytująco dziwaczny. Podobała mi się tylko muzyka.

                  Pamiętam, że ten film Szumowskiej także w krytykach filmowych nie wzbudził entuzjazmu ...

                  Co irytowało w tym filmie, Pepsic?


                  • 02.06.11, 15:50
                    Bo tematyka - macierzyństwo, niechciane! macierzyństwo, wydaje się interesująca, zwłaszcza z naszego, kobiecego punktu widzenia.

                    :)
                    • 02.06.11, 20:48
                      ""Co irytowało...?"
                      Męczące na dłuższą metę przemawianie do brzucha. Powiem więcej, fasolki, suwaczki, przesadne egzaltacje - nie dla mnie;)
                      Może nie całkiem do końca o niechcianym macierzyństwie, bo dziewczyna pod wpływem okoliczności tudzież impulsu odstępuje od zamiaru dokonania aborcji. Postępowanie przyszłej matki wobec niechcianego macierzyństwa, potem chcianego - jak najbardziej zrozumiałe, tylko fabuła do niczego. Chropowaty, mroczny w odbiorze, nadmiernie mistyczny i mało przejrzysty film. Ciemne zaułki, podejrzane towarzystwo, o co w tym wszystkim chodziło? Przyznaję, nie wiem, z drugiej strony nie dobrnęłam do końca.
                      Masz rację, temat babski, nośny, szkoda, że reżyserce nie wyszedł.
                      Ps. Barbasiu, jestem ostatnio coś nie pozbierana, a truskawki lubię saute.
                      • 03.06.11, 09:22
                        Sami oceńcie, czy to stosowne miejsce dla przyszłej matki Polki, sama piosenka jest piękna:
                        www.youtube.com/watch?v=htrvRfSa7yI
                        Ponoć Maleńczuk gdzieś się przewija w tle, ja widzę tylko ciemność:)
                        • 04.06.11, 15:41
                          pepsic napisała:

                          Rozjaśniłam specjalnie ekran, ale też niewidzę Maleńczuka.
                      • 04.06.11, 17:30
                        Nadmiar ambicji reżyserki i scenarzystki w jednym zadział tu na niekorzyść jej dzieła ...

                        Mimo wszytsko obejrzałabym "Ono"! Dzięki, Pepsic! :)

                        >a truskawki lubię saute.

                        A ja lubie truskawki, tak jak Ty, saute, i jak Grek, w kefirze lub w maślance (w postaci koktajlu), z bitą śmietaną, w galaretce i na cieście drożdżowym z kruszonką, do herbaty i jako polewę do lodów śmietankowych. Na ciepło! Truskawki rozgniecione z odrobiną cukru zagotowuję w małym garnuszku i ciepłymi jeszcze polewam lody, które się lekko rozpuszczają ... To mój patent! ;))

                        > Ps. Barbasiu, jestem ostatnio coś nie pozbierana,
                        Pewnie odpoczynku potrzebujesz! Odpoczywaj! Zaczekamy! :)

                        • 06.06.11, 19:42
                          Widzę, że moja antyreklama działa w przeciwnym kierunku:)
                          Tak sobie dumam, że niektórym przekombinowanym filmom rodzimej produkcji na dobre wyszłaby mniejsza dawka ambicji na rzecz umiarkowanej, śladowej telenoweli. Mam na myśli także film z Kawką "Jasne, błękitne okna".

                          Raczej doping mi potrzebny;)

                          • 08.06.11, 14:40
                            Efektowna i merytoryczna antyreklama zawsze tak działa na mnie! ;)

                            > Tak sobie dumam, że niektórym przekombinowanym filmom rodzimej produkcji na
                            > dobre wyszłaby mniejsza dawka ambicji na rzecz umiarkowanej, śladowej telenowe
                            > li. Mam na myśli także film z Kawką "Jasne, błękitne okna".

                            Zgadzam się!

                            :)
    • 28.05.11, 09:15
      no to się zmoblizowałem, lepiej poźno niż wcale, itd.

      film ów jest o, jako się rzekło, konflikcie w rwandzie - mniejszość tutsi została
      zaatakowana przez hutu, prawie milion ofiar, generalnie piep,rznik, sąsiad z maczetą gania
      sąsiada, bierna postawa społeczności międzynardowej... cała historia konfliktu, polityczna i społeczna, jest do zgłębienia na licznych linkowniach, więc nie będę Wam zawracał mandoliny szczegółami. bardzo to przypominało to, co Polacy przeżyli na wołyniu w latach 40-tych, tyle że tam szacunkowo padło ca 70 tys człowieka. tutaj - ponad 800 tys.

      w filmie akcja się kręci w jednym miejscu, które się staje jakby miniaturą całej rwandy, a wydarzenia - historią początku wojny w pigułce.

      jest to szkoła Eto, a bohaterowie, jak to się mówi językiem kinowym - których oczyma śledzimy zdarzenia [hehe], to młody nauczyciel, jak mnie pamięć nie zawodzi - brytyjczyk, ktory prowadzi miejscową szkołę, i ksiądz, też z Europy, co obok szkoły ewangelizuje i zawiaduje misją chrześcijańską.

      wojna wybucha właściwie z dnia na dzien, a potem spirala tylko się nakręca. szkoła szybko staje się obozem uchodźców Tutsi, którzy wieją z okolicznych wiosek przed zewsząd ciągnącymi bojówkami Hutu, uzbrojonymi w noże, maczety, maczugi nabijane ćwiekami i inne wynalazki.

      w szkole stacjonuje oddział "błękitnych hełmów". mają prikaz : nie wtryniać się, nie robić nic, poza ewentualnym niesieniem pomocy, jesli strzelać, to tylko w obronie własnej. monitorować pokój, ale go nie narzucać". dowódca, Francuz, jest czlowiekiem coraz bardziej uwikłanym : z jednej strony - widzi co się dzieje, że trwa jakaś rzeź i zachowywać w tej sytuacji bezczynnośc, przyglądać się temu, to nieodpowiedzialność, z drugiej - nic nie może zrobić, jest tylko żolnierzem, ma rozkazy.

      na razie jest tak, że teren szkoły otoczony siatkowym płotem i nadzorowany przez wojsko ONZ jest enklawą. a dookoła niej, jak wyspy na oceanie, gromadzą się uzbrojone watahy Hutu. wyobrażcie to sobie. w srodku bezbronna masa uchodźców, a dookoła jak wilki zgromadzone, nawet nie ukrywające swej obecności i zamiarów, bandy z maczetami. i tylko obecność żołnierzy powoduje, ze nie przypuszczają szturmu. zabijają tylko tych Tutsi, ktorzy próbują z zewnątrz dostać się do obozowiska.

      stale ściera się on ze szlachetnym księdzem, który uwija się jak może, niesie pomoc uchodźcom, odbiera porody, a jak trzeba to i wyjeżdza w teren cięzarówką, żeby odprawić mszę, czy lekarstwa dowieźć do okolicznych wiosek - raz, ze musi się przebijać przez patrole Hutu, którzy wyglądają kompletnie nieobliczalnie i grozi mu najgorsze, to jeszcze, kiedy już dociera na miejsce znajduje stosy pomordowanych swoich parafian, jesli tak to można określić. masakra totalna. drogi usłane trupami. bojówki co i rusz atakujące jakieś grupki albo pojedynczych zabłąkanych Tutsi i skracające ich o głowę maczetami. apokalipsa.

      młody nauczyciel patrz na to szerokimi oczami, jest zaszokowany tym, co się dzieje, stara się naśladować księdza, pomagać, ale wiele nie może zrobić.

      o ile ksiądz skupia się na pomocy medycznej, na podnoszeniu ducha, to nauczyciel dołącza do amerykańskich dziennikarzy, właciwie - dziennikarki z operatorem, którzy kręcą materiały dla telewizji z tego, co się dzieje w tej d,pie świata. jeżdzą po okolicy z kamerą i nagrywają, co się da. trupy, krew, ukradkiem bojówkarzy z maczugami. nauczyciel im pomaga, wierząc, ze kiedy świat zobaczy te filmy, dostanie nimi w cymbał to coś się wreszcie stanie i ktoś to szaleństwo zastopuje. i oni przezywają spotkanie z patrolem Hutu. zostaja wywleczeni z samochodu, tamci im grożą, nauczyciel widzi jak szlachtują sobie wesoło w krzakach jakiegoś Tutsi, którego właśnie złapali... śmierć wisi w powietrzu. ostatecznie udaje się im odjechać. ratuje im tyłek... znajomy nauczyciela. Hutu. do wybuchu wojny przecież Hutu i Tutsi mieszkali normalnie ze sobą... chłopak się uczył w jego szkole... teraz jest Hutu, ma maczete i łapy we krwi. ale po starej znajomości szepcze słówko swojemu hersztowi i nauczyciel z dziennikarzami mozę się zawijać.

      sytuacja rozwija się coraz dyunamiczniej, Hutu porywają już nawet żołnierzy ONZ i ich mordują. nie oszczędzają Europejczyków, księży i dziennikarzy zachodnich. czyli, tamy pękły, nie ma juz żadnych świeckich świetości. następuje moment dramatyczny : decyzja o ewakuacji wojsk ONZ z terenu szkoły. żołnierze zabierają tylko białych z Europy. i zostawiają Tutsi. na pastwę Hutu. pospiesznie zwijają swoje stanowiska, pakują się na ciężarówki. 2,5 tys ludzi dostaje szajby z paniki - rzucają się pod koła, oblepiają samochody próbująć zatrzymać zołnierzy, po których odejściu zostaną wyrżnięci w pień przez już czekających Hutu.

      jeden z uchodźców przychodzi do dowódcy - prosi go, żeby, skoro nie mogą zostać, po prostu ich zastrzelili, przynajmniej dzieci - smierć od kuli będzie lepsza i szybsza niż od maczety. dowódca sam zdjęty przerażeniem odmawia.

      niektórzy Tutsi, widząc co się święci, próbują uciekać z obozu, ale natychmiast padają pod maczugami Hutu. jest tam jedna z kobiet, znajomych nauczyciela, próbuje on ją ratowac, ale może tylko przez płot bezsilnie się przyglądac, jak dopadają ją Hutu i zabijają - razem z małym dzieckiem.

      nastepuje moment decyzji nauczyciela - ze łzami w oczach postanawia wyjechac. wskakuje na cięzarówkę, jego uczniowie patrzą z rozczarowaniem : wyjeżdza pan, zostawia pan nas ? dla niego jest to decyzja traumatyczna, ale wie, że nic nie jest w stanie zrobić, a umierać po próznicy nie chce. lojalność ? to jest właśnie jego ból. wie, że ucieka, ale nie umie poświęcić życia w taki sposób; tym ciężej mu na duchu, kiedy ksiądz decyduje się zostać. nie może opuścić swoich ludzi. ale rozgrzesza rozpłakanego nauczyciela, pomaga mu, w ostatnim momencie, uwierzyć w słuszność. równoważy to wsparcie moralne pełen wyrzutu wzrok jednej z uczennic odprowadzający nauczyciela wyjeżdzająćego pod eskortą żołnierzy...

      więc zołnierze odjeżdzają. ksiądz decyduje się na ostatni akt heroizmu : probuje wywieźć pod brezentem ciężarówką gromadę dzieci. w nocy, w drodze, wpadają na patrol - prowadzi go jego były pariafian. czy zajrzy pod brezent i odkryje dzieci ? ksiadz próbuje go zagadywać, ale tylko go wkurza i dostaje kulke w serce. w ostatnim tchnieniu, padając, widzi jak ta ww. uczennica ciachaczem wyprowadza dzieciaki spod plandeki i udaje się im uciec. sama dziewczynka odbywa długi bieg, ujęty w symoblicznej scenie z góry kręconej : biegnie przed siebie, długą drogą, jak ku swobodzie, z daleka od tej szajby...

      w ostatniej scenie spotyka się ona z nauczycielem, w jakimś Oksfordzie, czy gdzieś, gdzie on uczy, a ona jest studentką. nie ma do niego pretensji, nie ma żalu, ma nadzieję na nowe, lepsze zycie. a potem są archiwalne materiały z posiedzeń ONZ-owskiej rady bezpieczeństwa, na któeej staje sprawa rwandy z tragicznym wołaniem : "ile musi zginąc ludzi, żebyśmy uznali,że tam odbywa się ludobójstwo ?"

      film-protest. film intwerwencyjny. ilustracyjny. ale dobry. dobrze nakręcony, z paroma przejmującymi scenami. cdn.
      • 28.05.11, 14:20
        > no to się zmoblizowałem [...]

        I bardzo, bardzo nas to cieszy! :)))))

        Dobrze opowiedziana historia, myślę, świetnie pokazuje dramat ludzi w Ruandzie, bezsilności ludzi chcących nieść jakąkolwiek pomoc, bezradność sił pokojowych ONZ-u, które w końcu zmuszone są wycofać się.
        Przejmująca rzecz.

        O szczegółach (ale tylko naistotniejsze fakty) na temat wydarzeń Runadzie, można przeczytać m.in. pod tym linkiem w wiki -
        pl.wikipedia.org/wiki/Ludob%C3%B3jstwo_w_Rwandzie
        Przy okazji, zobacz Greku/ zobaczcie, jaki fantatstyczny plakat to tego filmu znalazłam:
        www.vivarto.pl/uploads/plakaty/big/ad4f9129bfafd04ac656d4787a242aedac6a4ca1.jpg
        Bardzo wymowny i w starym dobrym stylu, myślałam, że już takich plakatów się nie robi. Nie mam pojęcia kto jest autorem, będę szukać...

        :)

        > więc nie będę Wam zawracał mandoliny

        chichichi
        Mandolina - ładnie! :)))



        • 28.05.11, 14:52
          bardzo dzięki za uzupełnienie linkowane :]

          dodałbym jesscze, że film jest niezły, temat doniosły, ale w sumie... nie jest nazbyt ciekawy. nie dotyka genezy konfliktu, nie próbuje dociec : skąd ta iskra, która sprawiła, ze dziś sąsiedzi pozdrawiający się z rana jutro zamieniają się w rzeźnika i zwierzynę łowną. to by było frapujące, ale autor skupił się na pokazaniu szerokiego tła, na samym efekcie. to obniża, na moje oko, ocene, a może inaczej : wskazuje na mało ambitny zamysł :]

          taka ciekawostka, zaangażowano do tego filmu kilkunastu naturszczyków i zrekrutowano ich sposób ludzi, którzy wydarzenia w szkole Eto przeżyli w realu [film jest na faktach oparty] i to według ich relacji napisano scenariusz.

          brakło mi spojrzenia ze stronu Hutu. wiadomo, byli to ci ofensywni, Tutsi byli ofiarami, więc autor wybrał stronę pokrzywdzoną jako tą szlachetną i utyraną w sposób naturalny, jako tą której stronę należy trzymać, aczkolwiek - może ja to niewlaściwe oceniam, może on po prostu pokazał tragedię, fakty, zdarzenia i tak naprawdę nie opowiadał się po żadnej ze stron ? być może spoglądam pod niewłaściwym kątem...

          2,5 tys Tutsich w obozie w szkole Eto zostało wyrżniętych przez bojówki Hutu. i teraz : czy nie rzucili się do obrony, czy się nie zorganizowali przeciw Hutu ? tamci mieli maczety i maczugi, nie mieli karabinów, więc przynajmniej w założeniu obrona byłaby jakoś tam możliwa, przecież było wśród tych 2,5 tys uchodźców wielu męzczyzn. czy zginęli z rekoma opuszczonymi ? tego dopowiedzenia mi brakowało.

          irytująca nieco była maniera pokazywania zabijania Tutsich przez Hutu w jednej i tej samej aranżacji : trzech Hutu goni jednego Tutsi, ten pada, oni na niego i piorą maczetami, a wszystko to... zasłania jakiś wielki krzaczor, i widać tylko głowy oprawców i czubki maczet tnących powietrze. rozumiem, ze reżyser chciał uniknąć naturalizmu 100 procentowego, ale powtarzanie tej samej sekwencji, tylko z innymi postaciami - łatwizna taka :]

          trochę plaktówka, jak tak spojrzę z odległości, ale w sumie - zrobiona dobrze,
          • 28.05.11, 18:00
            Widzę, że nie do końca satysfakcjonujące, a jak z obsadą?
            • 29.05.11, 12:54
              wiesz, autorom chodziło zapewne o to, żeby pokazać że istnieje realny problem, o poruszenie sumień i może nawet wywołanie wstydu w cywilizowowanej społeczności, a nie żeby zagłębiać się w meandry konfliktu i rozbierać włos na czworo, co mogłoby zepsuć klarowność przekazu. trudno ich za to winić, intencja przecież szczytna była; niemniej - temat przyczyn i powodów jest do wzięcia ciągle :].

              obsada ?
              a chyba calkiem nieźle. aktorstwo stylizowane na pokazywanie konsternacji białego człowieka w zetknięciu z niezrozumiałym barbarzyństwem tubylczym. parę scen kulminacyjnych, w momentach podejmowania cięzkich wyborów moralnych - nieźle zagrana. przystępnie. a jednocześnie, nawet dla uciekającego nauczyciela autor ma pociechę. bardzo duża dbałość o to, żeby oglądacz nie posądził go o atak tchórzostwa, żeby była to decyzja zrozumiała i nawet żeby mu współczuć z powodu jej trudności. na wszelki wypadek, uczennica, która najbardziej przeżywa rejteradę nauczyciela, nie ginie, a ocala się i poźniej się z nim spotyka w scenie, ktora dobitnie wskazuje, ze nie ma do niego żalu, a nawet wiele zrozumienia, za tamtą jego decyzję :]

              • 29.05.11, 13:27
                grek.grek napisał:

                > wiesz, autorom chodziło zapewne o to, żeby pokazać że istnieje realny problem,
                > o poruszenie sumień i może nawet wywołanie wstydu w cywilizowowanej społecznośc
                > i, a nie żeby zagłębiać się w meandry konfliktu i rozbierać włos na czworo,

                Tak! Tak!

                To ja to miałam napisać,!!! Tylko się grzebię, o Wojewódzkim rozmyślam niepotrzebnie!?

                Miałam napisać, że twórcy nie roszczą sobie ambicji by wgłębiać się i analizować przyczyny konfliktu w Runadzie. To myślę były temat na zupełnie odrębny film. Konflikt sięga bardzo dawnych czasów, jak można wyczytać choćby tylko na wiki, walk plemiennych pomiędzy Hutu i Tutsi. Wzajemną niechęć posycaną później przez kolonialistów z cywilizowanej Europy, a potem przez różne grupy , których interesy ścierają się w tym rejonie Afryki, mają te ludy we krwi od wielków. Wystarczy potem iskierka by rozpalić konflikt ...

                W tym filmie pokazano wojnę, konflikt w Ruandzie z perspektywy cywilów, dramat niewinnych ludzi. Myślę, ze twórcom właśnie chodziło o to, o czym napisałeś tu wyzej, by poruszyć
                sumienie cywilizowanego świata, który w pewnym momencie, jak widzimy w filmie, poddał się, wycofał się z pomocy, zostawił tych ludzi samych sobie, zostawił na pewną śmierć.



                • 30.05.11, 13:35
                  wszystko się zgadza :]

                  jedno stale zgrzyta : dramat przyslaniający przyczynę. i spojrzenie oczyma przybysza, obcego na ICH ziemi. oni widzą, bo tyle autorzy skłonni są pokazac, tylkom skutek : masakry, ucieczki, panike, maczety. skutek. nie ma zapalnika. nie ma iskry. nie wiadomo : skąd i dlaczego.

                  może cięzko to wychwycić ? moze się to za bardzo wymyka logice, żeby usiłować do tego dotrzeć ? może dlatego np. nie kręcimy w Polsce żadnego filmu o masakrze na Wołyniu, gdzie scenariusz był analogiczny.

                  moja babka ze strony ojca musiala z Wolynia w tamtym czasie spie,przać :] po znajomości ostrzegła ją sąsiadka, działająca w UPA - dwa dni przed akcją, w konspirze, przyszła do niej i kazała schrzaniać, bo jutro, jesli zostanie, dostanie od niej samej, osobiście, siekierą przez łeb. no i babka spie,przała aż się kurzyło.

                  czynnik nacjonalistyczny, czynnik rasowy, czynnik spoleczny. szukać można w paru miejscach. tylko, to jest zawsze, wg mnie, rzecz nieprzeskakiwalna dla tworców takich filmów : żeby uchwycić przyczyne by trzeba stanąć z kamerą za plecami strony atakującej, a nie ofiar. a co robią twórcy ? a pokazują całą historię skupiając się na punkcie widzenia pokrzywdzonych lub starając się zachować obiektywizm tak zwany i relacjonować rzecz całą z boku, co się zamienia zwykle w opisówkę pod tytułem : o jejejej, jakie to straszne i przykre, tylko popatrzcie.

                  ten komu starczy odwagi, żeby pokazać wydarzenia od strony agresorów - ten pokaże jakąś głębszą prawdę. tylko ten ktoś, prócz odwagi, musi mieć chody u producentów, bo dostać kasę na taki projekt, to jest dopiero wyzwanie ;] i jak się znajdą sponsorzy i odważny rezyser ze scenarzystą, to może dopiero wtedy jakiś obrazek z Wołynia zobaczymy, wg mnie. niekoniecznie z jęzorem na brodzie pokazujący naturalistyczne sceny wycinki, ale wlaśnie źródlo, powód, i jak to się stało, ze tak z dnia na dzień sąsiad sąsiada z rympała wziął w obroty.
                  • 30.05.11, 15:40
                    Niesamowita historia!!! Twoją babka/ babcia miała dużo szczęścia!
                    I musiała być bardzo dobrą sasiadką i dobrą kobietą, że ta z UPA zadała sobie tyle trudu by ją ostrzec!
                    • 31.05.11, 13:06
                      wiesz, po znajomości ;]

                      jeszcze a'propos tych akcji w rwandzie, to rzecz absolutnie surrealna, czytałem o tymw jakimś wywiadzie - nie przypomnę sobie źródła chyba... - jest taka, że Hutu tę masakrę traktowali całkowicie racjonalistycznie i organizowali się w sposób kuriozalny wręcz : jak robotnicy w fabryce; zaczynali dzień od posiłku, potem szli wycinac wyłapanych Tutsi, potem mieli przerwę na obiad, wracali do wycinki, a potem mieli fajrant. i tak dzień po dniu. zarżnięto ludzkości na przemysłową skalę, więc i metody przemyslowe być musiały. jakaż to logika z tego sie wyłania, nie ?

                      • 31.05.11, 14:38
                        > wiesz, po znajomości ;]

                        Pewnie tak, po znajomości, po dobrej znajomości.
                        Ale to wyjątkowa, niesłychanie rzadka sytuacja ...

                        A propos jest w filmie i Twoim streszczeniu również mowa o podobnego rodzaju przypadku niezwkłego ocalenia, o rzadko występującej wspaniałomyślności ze strony agresora, a mianowicie, kiedy chłopak z Hutu rozpoznaje na drodze nauczyciela ze szkoły, do której chodził (i zapewne dobre wspomnienia z niej wyniósł) i interweniuje u swego przywódcy szcepcąc mu coś do ucha, dzięki czemu nauczyciel i ludzie mu twarzyszący uchodzą z życiem ...

                        Szokujące!!!

                        cdn.
                      • 31.05.11, 15:56
                        Pomyślałam sobie w pierwszej chwili o Hutu: "okrutne dzikusy", ale zaraz przyszła mi do glowy znów maksakra na Wołyniu, o ktorej wspomniałeś, mordujące bezbronnych sąsiadów ludzi bandy UPA i II wojna światowa, eksterminacja Żydów i innych narodowości, hitlerowskie obozy koncentracyjne, na skale przemysłową świetnie zorganizowane zakłady smierci , które wymyślił naród wybitnych humanistów,filozofów, wielkich poetów i kompozytorów, gułagi i potworne zbrodnie Stalina, ludobójstwo Orminan w Turcji na początku XX wieku i jeszcze rzezie na Bałkanach w latach 90. XX wieku, a z tym wszytskim przyszła myśl, że w ludziach, niezależnie koloru skóry, od narodowści, niezależnie od stopnia ucywilizowania tkwi skłonność do potwornego , bezsensownego okrucieństwa, skłonność do zabijania Innego. Wystarczy tylko odgórne przywolenie, poczucie bezkarności, poczcie siły w grupie ...

                        Różne są jedynie metody zabijania, przemysł zabijania dostowosowany jest do możliwosci i pomysłowości ludzi (jedni posługują się maczetami, inni karabinami, jeszcze inni gazem trującym, cyklonem) ...

                        • 01.06.11, 13:31
                          jak idzie o Hutu, to, wg mnie, poznanie przyczyn byłoby najciekawsze.

                          niemcy gazowali żydów z powodów ideologiczno-politycznych, Upa na wołyniu zrobiła czystkę, i to metodami najbardziej wymyslnymi, z powodów polityczno-nacjonalistycznych i ku przestrodze i zastraszeniu, jakkolwiek to brzmi - są to racjonalne wytłumaczenia, o ile są do końca prawdziwe, w co też nie wierzę absolutnie.

                          natomiast, Hutu... gdzie tam jakiś punkt zaczepienia ? róznice plemienne ?.. tak z dnia na dzien, kto rzucił hasło, jak to się przyjęło ? niemcy robili swoje za pomocą armii, struktury jakieś tynm kierowały; na wołyniu sterowała całością UPA, czyli też jakiś konstrukt, który pewnie przymuszał nawet, zeby co mniej napastliwi ukraińcy się do całej akcji przyłączali, pod groźbą skrócenia o głowę. a w rwandzie ? skąd wyszedł implus ?
                          • 05.06.11, 13:18
                            Naprawdę przejmujący film!

                            :)
                          • 05.06.11, 18:04
                            > jak idzie o Hutu, to, wg mnie, poznanie przyczyn byłoby najciekawsze.


                            Obejrzałam "Pieską śmierć" / "Strzelając do psów" i muszę powiedzieć, że na mój gust w filmie dość jasno, a przy tym zgrabnie i co więcej bez popadania w natrętną manierę publicystyczną naświetlono sprawę konfiliktu i jego przyczyny.

                            Sporo dowiadujemy się o sytuacji już na samym początku, w pierwszej minucie filmu z krótkiego wprowadzenia, komentarza, który ukazuje się w postaci napisów. Mówią one tak: "Przez 30 lat rząd Hutu prześladował mniejszość społeczną Tutsi. Nacisk Zachodu zmusił do podziału władzy z Tutsi. Wokół stolicy ONZ rozlokowało niewielkie oddziały by obserwowały sytuację".

                            Po przybyciu wojsk ONZ rządu Hutu nie zmienia stosunku do mniejszosci Tutsi. W dalszym ciągu władze zachowują się bardzo niechętnie, wrogo, wręcz prowokacyjnie rząd, mówi o tym ta dziennikarka BBC, wyzywa Tutsi od „szumowin” , co, jak dodaje, nie sprzyja budowaniu pokoju i harmonii pomiędzy tymi ludami, dochodzi do aktów agresji ze strony bojówek Hutu, które z maczetami napadły na pokojowy wiec Tutsi...

                            Niechęć rządu do Tutsi podziela też ludność Hutu, co obrazuje świetnie scena w szkole , dzieci rzucają kamieniami w dziewczynę, uczennicę zaprzyjaźnioną z nauczycielem, wyzywając ją od karaluchów. Dziewczyna wyjaśnia nauczycielowi, że Hutu pogardliwie przezywają wszytskich Tutsi karaluchami...

                            Ta nięcheć do Tutsi podsycana jeszcze przez agresywną propagandę rządową, która budowała ją na dawnych resentymentach prawdziwych lub urojonych Francois, chłopak z Hutu mówi „Tutsi nienawidzą Hutu. Tutsi znów chcą nami rządzić. Dla nich jesteśmy niewolnikami. Tych, którzy się nie podporzadkują, po prostu zabiją”) stała się doskonałym podłożem do rozpalenia konfliktu ...

                            A bezpośrednią przyczną , która doprowadziła do wybuchu zamieszek, a potem do rzeźi Tutsi była informacja o katastrofie samolotu rządowego, w której zginął ówczesny prezydent Ruandy Juvénal Habyarimana, pochodzący oczywście z Hutu, (stało się to dokładnie 6 kwietnia 1994 roku). Rząd w Ruandzie oskarżył o zamach na predyzdenta i zestrzelenie samolotu przedstawicieli Tutsi (co ciekawe, odpowiedzialnymi za zamach mieli być prawdopodobnie żołnierze Hutu z gwardii prezydenckiej, tak podaje wiki),
                            co doprowadziło natychmiast do wybuchu zamieszek, ataków agresji skierowanych przeciwko Tutsi. „Jeśli zabili prezydenta żaden Hutu nie jest bezpieczny. Musimy się bronić lub umrzeć” – wyjaśnia nauczycielowi młody Francois z Hutu.

                            Skala agresji jeszcze rozszerzyła się po tym, jak rządowe media zaczęły intensywnie nawoływać zwykłych ludzi, wszystkich Hutu do zabijania Tutsi, uznajac toz a czyn patriotyczny. „Czas byście spełni obowiązek. W pojedynkę armia nie da rady, musicie jej pomóc. Idźcie na drogi na blokady.” – nawoływano przez radio. I jeszcze „Karaluchy chowają w szkole , kościele, kto zapełni puste groby”.

                            W filmie sugeruje się, że konflikt i eksterminacja Tutsi była precyzyjnie zaplanowana, by ich się pozbyć ...


                            Ufff ;)))
                            Lepiej późno niż później!

                            Dziś burzowo było u nas, czyli ciężko! ;)

                            Miłego wieczoru!
                            • 05.06.11, 18:10
                              korekta

                              Ta nięcheć do Tutsi podsycana jeszcze przez agresywną propagandę rządową, która
                              budowała ją na dawnych resentymentach prawdziwych lub urojonych, i na strachu (Francois, chłopak z Hutu mówi „Tutsi nienawidzą Hutu. Tutsi znów chcą nami rządzić. Dl a nich jesteśmy niewolnikami. Tych, którzy się nie podporzadkują, po prostu za
                              biją”) stała się doskonałym podłożem do rozpalenia konfliktu
                            • 06.06.11, 13:25
                              bardzo piątka za ten cały wywód. celny i trafny :]

                              w drodze samousprawiedliwienia ;] - wiesz, katastrofa samolotu, propaganda, kwestie dominacji plemiennej w strukturze rządzenia, to są przyczyny jak najbardziej, celnie je wypunktowałaś.
                              mnie by chodziło, tylko, albo aż - o przełożenie tej publicystyki na wyraziste obrazy indywidualnych zachowań i decyzji.

                              wg mnie, w filmie jest to pokazane dośc naskórkowo - widać jakieś ślady niechęci, widać bojówki z maczetami, widać jakichś tutsi i widać hutu, ale w głównych rolach są... obserwatorzy, których cała rzecz dotyczy o tyle o ile. człowiek zachodu ogląda barbarzyńców, to by mógł być podtytuł tego filmu. brak jest ludzkiego doświadczenia, jak również brak spojrzenia z obu stron barykady.

                              dlatego, bedę w kontrze do części Twoich opinii :]

                              jako krzyk protestu, próba pokazania światu, co się w rwandzie stało - film jest dobry.
                              jako coś głębszego, próba wniknięcia w personalne motywacje i emocje uczestników konfliktu - już jest słabiej.

                              wiesz, gdyby to chodziło o to, ze jeden wyrostek drugiego kopnął w zadek... a tutaj mówimy o prawie milionie ofiar, o całym przemyśle eksterminacji - propaganda... samolot... prezydent... czy to nie za mało, żeby naświetlić inspiracje do zabijania na TAKĄ skalę ? no i... to jest, wg mnie, pytanie ciągle częściowo otwarte.

                              uparcie się będę trzymał tezy, ze musiało to być coś więcej. może kwestie cywilizacyjne, kwestie kulturowe. kwestie pewnego... co tu dużo ukrywac, nieokrzesania tych ludzi. ale, no własnie, chciałbym żeby ktoś mi to pokazał - jak w kulturze daleko odmiennej od naszej rodzi się taka akcja. czy to naturalne jest dla nich, czy to i dla nich jest coś niepojętego i nawet co światlejsi rwandyjczycy [są tacy, z całą pewnością, tylko głosu im nikt nie oddał] mają z dotarciem do źródła problemy. a może nie mają ? może oni jedni wiedzą i są wiarygodni [byliby] w próbach wytłumaczenia całej sytuacji. racjonalnego. a może to się w ogole w racjonalnych kategoriach nie mieści, może nie ma szans by cokolwiek ustalić ?

                              • 06.06.11, 20:49
                                grek.grek napisał:

                                > bardzo piątka za ten cały wywód. celny i trafny :]

                                ha,ha
                                Jak ja Cię lubię...!!! :)))

                                Ale do rzeczy ...

                                Już rozumiem, o co Ci chodziło ...

                                I powiem tak -
                                1.
                                Spojrzenie z zewnątrz, z punktu widzenia obcego, (Tu:człowieka z zachodu) dodatkowo niezorientowanego w sprawie, który dopiero próbuje się połapać, o co w tym wszytskim chodzi, pozwala, myślę, na w miarę zobiektywizowany, zdystansowany ogląd problemu, powierzchowny, owszem , ale za to szeroki. Ale tu niestety, masz rację, zabrakło na pewno, wnikliwego, głębszego przyjrzenia się stronie poszkodowanej, Tutsi, spojrzenia wstecz, przywołania ich nie tak dawnych przewinień, o czym będzie dalej...

                                2.
                                Z całą pewnością kwestie cywilizacyjne, nieucywilizowanie, dzikość, prymitywizm tych ludów, jakaś ich bezmyślność, bezrefleksyjność i jeszcze łatwość ulegania manipulacjom, propagandzie miały kluczowe znaczenie dla wydarzeń, były jednym z powodów zorganizowania masakry na tak wielką skalę, tu masz rację. Zresztą mowa jest o tym w filmie , nie wiem, czy pamiętasz, mówi o tym ksiądz w rozmowie z nauczycielem (spisałam to przezornie! ;) „Ludzie przychodzili tu na mszę , klękali, modlili się , przyjmowali komunię , bo tak im kazano. Robią to wszystko bez najmniejszego rozumienia (sic!), nieważne, czy każe im się jeść opłatek, czy zabijać pobratymców.”



                                Jest jeszcze jedna szalenie ważna rzecz, o której co ciekawe chyba nie wspomina się w ogóle w filmie, a mianowicie, że zaledwie rok przed wydarzeniami pokazanymi w filmie, w 1993 roku zakończyła się aż trzyletnia wojna domowa w Rwandzie, wywołana przez Rwandyjski Front Patriotyczny, dążącą do odzyskania władzy, organizację militarną założoną już w 1985 roku przez uchodźców Tutsi żyjących w obozach w sąsiedniej Ugandzie (przeczytałam porządnie hasło: Rwanda w wiki). To stawia Tutsi w zupełnie innym świetle, prawda?!!!
                                Choć oczywiście wojna domowa wywołana przez Tutsi nie może być żadnym usprawiedliwieniem dla tak okrutnego bestialstwa, masakry na wielką skalę, mordowania cywilów, niewinnych ludzi , kobiet, dzieci i dla zamiarów eksterminacji tej mniejszości.
                                Nie mniej jednak przyczyny niechęci Hutu do Tutsi, zorganizowania masakry stają się teraz jeszcze bardziej zrozumiałe, bardziej , jak to mówisz, racjonalne ...

                                (W kontekście tych informacji zupełnie inaczej brzmią słowa Francoisa, chłopaka z Hutu, które już cytowałam w poście wyżej), o których nauczyciel mówi lekceważąco, że to tylko propaganda: „Tutsi nienawidzą Hutu. Tutsi znów chcą nami rządzić. Dla nich jesteśmy niewolnikami. Tych, którzy się nie podporzadkują, po prostu zabiją. Jeśli zabili prezydenta żaden Hutu nie jest bezpieczny. Musimy się bronić lub umrzeć”).

                                Zamachy stanu, trwające lata wojny domowe i zabijanie, życie w ciągłym napięciu, poczuciu zagrożenia też musiały odcisnąć swoje piętno na tych ludziach, skrzywić ich psychikę, przyczynić się do potwornej brutalności ...

                                Miałeś rację drążąc kwestię przyczyn konfliktu! :)



                                • 07.06.11, 13:23
                                  korekta do punktu 1.

                                  Spojrzenie z zewnątrz, z punktu widzenia obcego, (tu:człowieka z zachodu) dodatkowo niezorientowanego w sprawie, który dopiero próbuje się połapać, o co w tym wszytskim chodzi, pozwala, myślę, na w miarę zobiektywizowany, zdystansowany ogląd problemu, powierzchowny, owszem , ale za to szeroki. Ale tu niestety, masz rację, o stronie poszkodowanej, o Tutsi mówi się bardzo oględnie i pokazuje się ich wyłącznie jako ofiary ...
                                  A przecież i oni mają swoje na sumieniu, o czym mowa niżej czyli wyżej ;)

                                • 08.06.11, 13:31
                                  wazna sprawa, ta wojna poprzedzająca masakrę. nazbierało się tego, po prostu. dodaj nieokrzesanie, brak ogłady jaką my znamy z naszej kultury - i kotlet gotowy. jakieś podstawy objaśniające, zatem, mozna by ustalić :]

                                  tylko, z uporem maniaka powróce, brak było takiego ludzkiego doświadczenia tych Tutsi i Hutu. imo, będę się trzymał tezy, ze spojrzenie i ocena z punktu widzenia obcokrajowca, przybywającego z innego kregu cywilizacyjnego będą, jednak, zawsze - własnie : powierzchowne, nie da rady dotknąć nimi istoty rzeczy.

                                  aczkolwiek, przy tej wątpliwości, rozumiem intencje twórców i cel jaki sobie postawili. może trafi się kiedyś jakiś film o tych wydarzeniach, w których głos oddany zostanie bezpośrednim świadkom i uczestnikom zdarzen. szczególnie interesujący byłby głos katów, bo ofiary... zwykle brzmią dość sztampowo, można im współczuć, obruszać się, nawet się zaszokować, ale zajmującego i wybitnego filmu, moim zdaniem, z takiego materiału zrobić się nie da.
    • 28.05.11, 13:56
      i pilka raz jeszcze.

      finał ligi mistrzów w polsacie, 20:45 i tylko to dziisaj się liczy ;]

      reszta stacji, w obliczu hitu polsatowskiego - postawiła na produkcje mało ambitne albo
      powtórki też nie najambitniejsze [bond w TVP 1]

      barcelona czy manchester ? hehe :]

      jedni i drudzy są dobrzy, jak wygra barcelona, to będzie słusznie i dla piłkarstwa zbawiennie, a jak wygra manchester, to też będzie zbawiennie, tylko trochę mniej, a za to jutrzejsze komentarze będą ciekawsze, bo sensacja to jest wtedy, jak człowiek pogryzie psa, a nie na odwrót.

      tak, czy owak - na mój gust, wieczór z finałem ligi mistrzów zawsze ma swój czar. ustępuje, albo wcale nie ustępuje, tylko finałowi mistrzostw świata. się człek szykuje, na zegarek zerka, frykasy pichci [duże slowo, w moim przypadku, haha], fotel sprawdza, pokój wietrzy, modli się, żeby mu prądu nie wyłączyli, mimo że nigdy w życiu mu nie wyłączyli w takim momencie, a w ogolle w ciągu roku wyłączają od wielkiego dzwonu... no, słowem, cała kampania ligomistrzowa się odbywa.

      ale, to z punktu wsiedzenia chłopowego, a jak tam damski punkt... widzenia? :]
      • 28.05.11, 15:00
        Jak to jest z kobiecego punktu ... widzenia? :))

        To ja się najpierw przyznam, że nie zwróciłam uwagi na to, że dziś jakiś finał ligi mistrzów w Polsacie. :/
        Chyba bardziej gustuję w finałach, a nawet i w półfinałach mistrzostw świata, które czemu niegdyś dałam wyraz ... ;))

        Osobiście należę do tego grona kobiet, które dla męskiej pasji futbolowej mają bardzo dużo zrozumienia, które za nic nie przeszkodzą mężczyźnie w odprawianiu świętych rytuałaów przedmeczowych jak wynienione przez Ciebie wietrzenie pokoju, moszczenie sobie wygodnego siedziska przed telewizorem, odprawienie modłów o nieawaryjną transmisję czy przede wszytskim pichcenie dobrych rzeczy!? (a co dobrego szykujesz, jeśli można wiedzieć?), które nie będą podczas meczu molestować co chwila pytaniami, kto w jakim stroju gra oraz kto wygrywa przy stanie zero zero i domagać się usilnie wyjaśnień, dlaczego bramka strzelona ze spalonego nie została uznana.
        Należę do tych kobiet, które potrafią zorganizować sobie samodzielnie fajny wieczór robiąc to i tamto, albo jeszcze coś innego! ;))

        To ja stawiam na Barcelonę, dwa do jednego!? :)

        • 28.05.11, 15:30
          hehe, no proszę... ale zawsze to lepiej telewizor miec jednak dla siebie, zwłaszcza jeśli jednak coś się w grafiku wypatrzy, a oglądanie tv w planach wieczornych leży albo nagle się w nie wkrada ? ;]

          ja bym postawil na dogrywkę i 1-0 dla barcelony :]

          hehe, dieta transmisyjna : truskawki urządzam z kefirem - czekają gotowe w lodówce, pokrojone. będzie galaretka - soute, bo każda wariacja na temat, to już dla mnie pionowe schody ;], zacznę mrozić wieczorem; i salatka warzywna : liczna rzodkiew, kalarepa, pomidory. plus, o ile zmieszczę, zetrę jeszcze marchew z jabłkami i czerwonym buractwem, które ostatnio odkryłem - żeby przeżył jakoś dogrywkę planowaną. czyli, lekko i, za przeproszeniem, po francusku będzie, czyli kompletnie i totalnie niemęsko będzie : żadnego piwa, czipsow, popkornu, pieczonego prosiaka, orzeszków zasolonych, no bida z nędzą i generalnie obciach... ;]]

          no nic, wielu emocji życzę, jesli zerkać na ekran będziesz w trakcie meczu :]
          • 28.05.11, 16:25
            Nie, nie, w tej wyjątkowej finałowoligowej (i to jak finałowej - Barcelona Manchetser) sytuacji odpuściła bym bez żalu oglądanie telewizji (nawet gdyby jakiś film Woody'ego Allena leciał ;), ustapiła bym miejsce fanowi futbolu, naparwdę. :)

            Aleeee gdyby fan futbolu powiedział mi, że co tydzień musi oglądać, mecz, to wtedy, wtedy ... zażądałabym kupna drugiego telewizora! Albo sama bym sobie kupiła. ;)

            Eee tam obciach, dietetycznie i zdrowo, to jest najważniejsze!! :)

            A ja też robię galaretkę!!! Jutro. Z truskawkami będzie! Pierwszymi w tym sezonie. Chciałam kupić bitą śmietanę (gotowca albo do ubicia), ale wykazłam się twardym charakterem i nie kupiłam, ale nie wiem czy jutro się nie złamię i nie polecę po nią do pobliskiego sklepu ... ;))


            > ja bym postawil na dogrywkę i 1-0 dla barcelony :]

            OK. Zakłady przyjęte! :)
            W takim razie nie mam wyjścia, muszę zerknąć na mecz.
            Też Ci życzę emocjonującego wieczoru przy futbolu! :)))

            • 28.05.11, 17:12
              to ja za pilke dziekuje, innym tv tez dziekuje,
              obejrze pozyczony film - "Kochanice krola" :)
              --
              Maniaczytania - blog
              • 28.05.11, 17:49
                maniaczytania napisała:

                > to ja za pilke dziekuje, innym tv tez dziekuje,
                > obejrze pozyczony film - "Kochanice krola" :)

                :)
                A! Jeszcze jedna opoiweść o Henryku VIII i jego żonach :

                www.filmweb.pl/film/Kochanice+kr%C3%B3la-2008-297154#picture-11
                www.filmweb.pl/film/Kochanice+kr%C3%B3la-2008-297154#picture-1
                www.filmweb.pl/film/Kochanice+kr%C3%B3la-2008-297154#picture-16
                Pięknie! :)


            • 29.05.11, 15:05
              raz na jakiś czas można się dietetycznie złamać i sobie dogodzić bez umiaru ;

              post factum dzięki :]

              no i 3-1 się skończyło. za duża ta barca dla reszty, hehe.
              • 30.05.11, 15:28
                > raz na jakiś czas można się dietetycznie złamać i sobie dogodzić bez umiaru ;

                Skoro znajduję u Ciebie zrozumienie, Ojcze Detektorze, wyznam, że dziś kupiłam tę bitą śmietanę! :))


                > post factum dzięki :]
                :)))

                > no i 3-1 się skończyło. za duża ta barca dla reszty, hehe.

                O tak, Barca jest wielka! :)
      • 28.05.11, 18:17
        Damy ostentacyjnie, z naburmuszoną miną czytają zaległe gazety, nauczone doświadczeniem nie zadają pytań i mimo krytyki nie mają żadnych wyrzutów z powodu zamknięcia jednej karty w życiu. Czasami prasują i słuchają trójki. A pomyśleć, że na mundialu w którymś tam roku,kiedy w liceum byłam znałam na pamięć składy wszystkich grup i kombinacje finałowe. Jak to się zmieniają priorytety.

        Dzisiaj u znajomych będę, pasjonatów i wykonawców sportu, nie wywinę się:)
        • 29.05.11, 12:11
          pepsic napisała:

          > A pomyśleć, że na mundialu w którymś tam roku,kiedy w liceum byłam znałam na pamięć sk
          > łady wszystkich grup i kombinacje finałowe.

          Oooo! :)
      • 29.05.11, 12:08
        Greku, a nie myślałeś sobie wczoraj podczas meczu, tak do 69 minuty (patrzę na podgląd) , jaką ta barbasia1 miała fenomenalną intucicję w typowaniu wyników meczów, he, he? ;))
        • 29.05.11, 12:55
          hehe ;]
          • 29.05.11, 13:49
            Rzuciłam okiem. Zawodnikom Manchesteru jakby ciężkie buty na nogi założono wczoraj!? Ledwo się ruszali. Za to zawodonicy Barcy jak żywe srebro ... Zwycięstwo (3:1) im się należało. :))
    • 29.05.11, 14:00
      jakże by inaczej! :) To bardzo, bardzo interesująca rzecz - "dwadzieścia historii miłosnych, opowiedzianych przez 22 reżyserów współczesnego kina", więc nie dziwimy się porze emisji w publicznej.

      Greku, mam nadzieję, że uruchomisz swoje fantastyczne radzieckie wideo, nagrasz ten film (kończy się o godz. 2:05, ciekawe więc czy uda się nagrać całość) i w wolnej chwili opowiesz co nieco.
      • 30.05.11, 15:02
        a to juz było chyba kiedyś ? cos mi się zdaje, że gdzieś coś o oczy mi się otarło...

        tak czy owak, postaram się sprostać nadziei owej ;]
        • 30.05.11, 15:15
          Mnie też się wydaje to jakoś znajome, ale może mylę z innym projektem, w który też zaangażowana była grupa różnych reżyserów!?

          > tak czy owak, postaram się sprostać nadziei owej ;]
          Fantastycznie! :)))))
          Z góry, bardzo, bardzo dziękuje!
          • 30.05.11, 18:13
            ostatnio ja tez reklamowalam cos podobnego o dzieciach.

            A dzis jeszcze w nocy - Greku moze dasz rade? - na 2 - Dziewczyny z przemytu o 2.45,
            pierwsza czesc, pamietam, ze kiedys ogladalam i bylo calkiem niezle ( w jednej z glownych rol Mira Sorvino i Donald Sutherland).
            --
            Maniaczytania - blog
            • 31.05.11, 13:01
              może następnym razem, Maniu; dysponuję zaledwie pojedynczym zestawem nagrywającym telewizor + video ;]

              • 31.05.11, 13:38
                grek.grek napisał:

                > może następnym razem, Maniu; dysponuję zaledwie pojedynczym zestawem nagrywając
                > ym telewizor + video ;]

                Tylko jeden!? Nie może być!?? ;))


    • 31.05.11, 15:17
      ''egorcyzmy emily rose'', 23:00 polsat - oglądaliście ? :] podejrzewam, ze to jakiś horrorek być musi, albo thriller teologicznopodobny, hehe...

      TVP1 odkurza ''terminatora i 'farbę [zamiast pierwotnie anonsowanego ''cześć, tereska''].

      TVN daje antenę wojewódzkiemu, który pewnie zaprosi znowu jakieś szkapiny ze stajni chlebodawcy. taka robota. cięzki kawałek chleba. dla niego. dla widza, jak sądze, raczej bardzo lekki. tylko se na nim zęby można złamac. taki suchy :]
      • 31.05.11, 17:38
        ''egorcyzmy emily rose'', 23:00 polsat - oglądaliście ? :] podejrzewam, ze to j
        > akiś horrorek być musi, albo thriller teologicznopodobny, hehe...

        :))
        Nie, nie oglądałam, nie wiem, czy będę miała odwagę obejrzeć. Strachliwa jestem. ;)

        A widzisz, już wiem ...

        ''Egorcyzmy Emily Rose'' to fabularyzowana wersja autentycznej historii, którą przedstawia głośny film dokumentalny "Egzorcyzmy Anneliese Michel",wyświetlony niegdyś w telewizji i komentowany szeroko na Forum Telewizja.
        /Pamiętam, że kometowany był m.in. przez Ciebie, Greku, ale nie pamiętam, czy przez mnie też!? ;/ /

        Tu na wiki można przeczytać co nieco o sprawie Anneliese_Michel:
        pl.wikipedia.org/wiki/Anneliese_Michel
        Może rzucę jednak okiem na kawałek, zaraz po Wojewódzkim, pochrupię najpierw trochę tego suchara, ha,ha, siła przyzwyczajnia ...

        ***

        "Terminatora", a właściwie gubernatora niecne sprawki niedawno wyszły na jaw, jak się okazało dziesięć lat temu Terminator miał romans z własną gosposią, a owocem tego romansu jest nieślubne dziecko , syn, skóra zdjęta z ojca.

        Media i wszyscy do dziś się ciężko zastanawiają się, jak to się stało, że Terminator/ gubernator zdradził żonę z tak mało urodziwą i mało atrakcyjną (jak się okazało po opublikowaniu zdjęć tej pani) kobietą.

        Imo, odpowiedź jest prosta – efekt Coolidge'a ... ;)

        pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_Coolidge'a
        Ach, ci mężczyźni ! ;)

        to było z cyklu: Plotki z globalnej wioski.... ;)
        • 01.06.11, 13:46
          a ja rzuciłem jednym okiem, choć nie na całość :]

          prawniczka [agnostyczka] broni przed sądem księdza, ktory jest oskarżony o to, ze doprowadził swoimi egzorcyzmami do śmierci chorą dziewczynę, którą uznał za opętaną.

          czy dziewczyna była, własnie : schizofreniczką/epileptyczką/chorą psychicznie czy opętaną przez nadnaturalne moce, rzekomo ?

          mógł być, z tego co widziałem, niezły thriller, a wyszedł jakiś gniot parahorrorystyczny, w ktorym reżyser ze scenarzystą dają do zrozumienia, ze jednak to jakies duchy i zmory maczały w tym palce, ksiądz jest wporzo, prawniczka się przekonuje do istnienia istot pozazmysłowych i generalnie reszta towarzystwa, to przyziemni mugole, którzy są za mało wrażliwi, żeby takiego duszka odczuć i zobaczyć, więc w ogole nie powinni tematu ruszac, a już zwłaszcza karać księdza, który tak chciał dziewczynie pomóc w jedyny możliwy sposób i tak pomagał, że ją przypadkiem pomógl zlikwidowac, albo zlikwidowal samodzielnie. znaczy się - nie on, duch to zrobił ;] no sorry, ale gdzie tu cywilizacja, gdzie tu normalność ? :]

          szkoda. była szansa na ciekawą opowieść, ale została spartolona koncertowo za pomocą uprawiania wiary w zabobony i tłumaczenia na odwyrtkę - zamiast na język rozumu i nauki, to na ozór mitomanii i klechdy.

          Terminator - o, klasyk. i to oryginał to był :] ten dobry, najlepszy. drugi był też dobry, ale był bardziej popisem technicznych mozliwości komputerów, chociaż akcja wartka była i dynamicznie się działo. trzeci, to już, wg mnie, zupelne nieporozumienie. za to - pierwszy... ma tę chropowatą atmosferę, hehe. tak smakują filmy, które nie mają pojęcia, ze staną się hitami. a juz sequele, widać ze są stylizowane, pudrowane, cyzelowane, uefektowniane. Ósmy Pasażer vel Obcy, Szczęki, czy włąśnie Terminator - mają godne sequele, ale już widać, ze władowano w nie kasę, że koniecznie chcą się sprawić należycie. oryginały nie mają tej bańki ciśnieniowej, wygładzenia, blichtru, są surowe i naturalne. w sumie, chyba dobrze, że TVP dała tę powtórkę, nie ? :]

          hehe, niewierny arni ;] ale swoją drogą, zabawne, ze para poczuła się w obowiązku informować o tym całe otoczenie. ich sprawa... no chyba, ze chodziło o to, by nie gruchnęło to znienacka i nie stało się pretekstem do skandalu, chociaż... skandal z tego wyszedł tak, czy inaczej, heeh.

          a tak bardzo chciał arni bć prezydentem... nawet szykowano pod niego zmianę przepisu, obecnie stanowiąćego, że preziem USA nie może być naturalizowany amerykanin albo wręcz obcokrajowiec, a arni to wszak austriak.

          a tutaj... taka chryja ;]]
          • 01.06.11, 16:34
            ale została spartolona koncertowo za p
            > omocą uprawiania wiary w zabobony i tłumaczenia na odwyrtkę - zamiast na język
            > rozumu i nauki, to na ozór mitomanii i klechdy.

            >no sorry, ale gdzie tu cywilizacja, gdzie tu normalność ? :]

            :)))
            o normalną nienormalność (bohaterki) Ci chodzi ?

            Take it easy! :) Nie pierwszy i zapewne nie ostatnia to historia filmowa z motywem opętania przez siły nieczyste ...

            Właściwie fikcyjne imię oraz nazwisko bohaterki w tytule, sugerowały od początku, że nie będzie to jakaś abitna próba analizy przypadku Anneliese Michel, mimo, że w powoływano się na tę historię , wskazywano ją jako inspirację do nakręcenia filmu...

            Prawda, szkoda zamarnowanej okazji do stworzenia intrygującego filmu, w którym odpowiedź na pytanie jaki problem miała bohaterka (autentyczna czy fikcyjna) nie byłaby tak jednoznaczna ...

            Pewnie, że dobrze, że TVP dała tę powtórkę. Powiem nawet więcej, czekam na kolejną powtórkę, żeby "Terminatora" porządnie obejrzeć od początku do końca! :))

            Tak, też myślę, że państwo Schwarzeneggerowie postanowili oficjalnie poinformować o rozstaniu, by ubiec plotkarskie media, zabezpieczyć się przed przed ewentulanym skandalem, w związku z nagłym ujawnieniem kłopotow małeżeńskiech, przed niekontrolowanymi przeciekami do mediów.

            No proszę, nie wiedziałam, że dla Arniego szykowano taką poprawkę przepisach ! Ale teraz to już chyba nie będzie ona potrzebna!? Wizerunek przykładnego ojca i meża jest dla konserwtywnych Amerykanów niesłychanie ważny, co pokazuje historia z Tigerem Woodsem ...

            :)
            • 01.06.11, 20:06
              Calych "egzorcyzmow" nie widzialam, ale z tego, co wiem, to dosc wiernie odtworzyli historie Anneliese Michel - i no coz, Greku - tak naprawde do dzis dnia nie wiadomo, co jej bylo. Wspolczesne badania pokazuja, ze na lawie oskarzonych powinni siasc nie ksieza-egzorcysci, ale lekarze, ktorzy podawali jej leki na padaczke, ktorej nie miala.
              Co do samych egzorcyzmow i opetan - ja tego nie neguje, co wiecej raczej bede bronic. Nauka jeszcze wszystkiego nie zbadala.
              --
              Maniaczytania - blog
              • 02.06.11, 14:22
                nawet jeśli, to faworyzowanie wersji z udzialem tzw. mocy nieczystych, ba - samo dopuszczenie takiego scenariusza z intencją, aby było to wytłumaczenie tej historii - moim zdaniem było tragifarsa :] zepchnęło film w odmęty rozrywki dla miłośnikow horrorów, a całej reszcie zostawiło figę z makiem. a było co trzeba - zdawałoby się samograj, który tylko trzeba potraktować poważnie. przerosło to panów artystuf :]
                • 02.06.11, 19:28
                  Greku - nie bardzo rozumiem, czego sie wlasciwie czepiasz - film byl oparty na faktach,
                  a ze Ty w te fakty nie wierzysz nie oznacza, ze film byl slaby .

                  Dla doprecyzowania - jedna rzecz kaze mi miec watpliwosci w sprawie Anneliese Michel (Emily Rose) - to, ze w swoich opetaniach wzywajac demony wzywala m.in. Hitlera. No w to, ze Hitler byl demonem nie uwierze.
                  --
                  Maniaczytania - blog
                  • 03.06.11, 13:52
                    moment, ogarnijmy to... chcesz powiedzieć, że w oryginale naprawdę dziewczyna została owładnięta jakimiś mocami nieczystymi ? :]

                    wiesz, mnie chodzi mniej więcej o to, ze w filmie nie było chłodnej rekonstrukcji zdarzeń, tylko interpretacja gotowa, i to interpretacja w stronę irracjonalną, czyli, że panna Emily była we władaniu jakichś nadprzyrodzonych istot. to mi zgrzytło.

                    wiesz, nie mam problemów z czymiś intencjami - jak chce robić horror i wykorzystać w tym celu autentyczne wydarzenie, odpowiednio je preparując i stylizując, to jego wola. mnie chodzi o sam efekt, że chybiony jest. bo cały proces i cała sprawa w realu na pewno nie doprowadziły do konkluzji jednoznacznych, raczej szukano wyjaśnień racjonalnych. a tutaj, po prostu, pod płaszczykiem ''oparte na faktach'' przemycono tezę jakoby te fakty mówiły o prawdziwym opętaniu mocami nieczystymi. zsunięto film w efektowny okultyzm, zamiast patrzeć z punktu widzenia realizmu, trzeźwości :]
                    • 03.06.11, 18:06
                      grek.grek napisał:

                      > moment, ogarnijmy to... chcesz powiedzieć, że w oryginale naprawdę dziewczyna została owładnięta jakimiś mocami nieczystymi ? :]

                      Nie wiem, czy te moce byly brudne czy umyte ;), cos to jednak bylo, cos, co absolutnie wymyka sie wspolczesnej nauce. Nie wiem, czy wiesz, ale do dzis dnia funkcjonuja czynnie ksieza - egzorcysci, ale to nie jest tak, ze ktos powie - o, ten jest opetany, trzeba wezwac egzorcyste. Egzorcysta wkracza wtedy, gdy medycyna nie umie znalezc pomocy, tzn. musi byc zaswiadczenie od psychiatry, ze danego przypadku nie da sie uleczyc metodami znanymi w dzisiejszej psychiatrii.

                      > wiesz, mnie chodzi mniej więcej o to, ze w filmie nie było chłodnej rekonstrukcji zdarzeń, tylko interpretacja gotowa, i to interpretacja w stronę irracjonalną, czyli, że panna Emily była we władaniu jakichś nadprzyrodzonych istot. to mi zgrzytło.

                      Ale to nie jest interpretacja filmowa, tak zinterpretowano te wydarzenia wtedy, wiec jesli film opieral sie na faktach ...


                      A tu specjalnie dla Ciebie i dziewczyn tez, jesli je temat interesuje link do ciekawego artykulu na temat prawdziwej Emily Rose, czyli Anneliese Michel:
                      sanctus.pl/index.php?podgrupa=387&doc=336

                      i p.s. do kin wszedl ostatnio film"Rytual" z Hopkinsem w roli glownej, podobno najbardziej zblizony do tego, jak naprawde wyglada "praca" egzorcysty (autoryzowany przez Watykan).

                      --
                      Maniaczytania - blog
                      • 04.06.11, 13:49
                        egzorcyści, uff... ;] temat rzeka, dla niektórych temat gaz-rozweselający ;]

                        jeśli jednak przyjąć, ze "do dziś nic nie wiadomo na pewno o tamtym przypadku chorobowym", to ja bym jednak wolał, żeby scenariusz się do tego stosował, a nie pozbawiał rzecz całą tajemnicy, tudzież realizmu, za pomocą szycia gotowego wytłumaczenia, w celu podrasowania atrakcyjności filmu, jako "horroru na faktach". skoro "fakty" są takie, ze nie ma jasnej odpowiedzi, to może i daje przestrzeń do manipulacji i własnych wersji rozwiązania zagadki, ale ja bym jednak oczekiwał pewnej wstrzemięźliwości w takich okolicznościach przyrody.

                        "tak zinterpretowano te wydarzenia wtedy" - o, interpretacje były rózne, do dzisiaj są rózne. ja po prostu bym wolał, żeby spojrzeć na rzecz całą trzeźwo i rzeczowo, bez babrania się w legitymizowanie istnienia istot nadnaturalnych ;]

            • 02.06.11, 14:17
              bohaterka, to pół biedy w porównaniu do scenarzysty i reżysera ;]
              za bardzo chcieli mieć komercyjne wydarzenie, na które pobiegnie do kina dzieciarnia niż
              jakiś ciut-choćby-głębszy film, traktujący widza jak dorosłego, a nie półgłówka.

      • 01.06.11, 13:44
        > ''egorcyzmy emily rose'', 23:00 polsat - oglądaliście ? :] podejrzewam, ze to j
        > akiś horrorek być musi, albo thriller teologicznopodobny, hehe...

        Zwiałam sprzed telewizora aż się kurzyło, po fragmencie jak bohaterka zobaczyła w oknie sali wykładowej jakąś potworną gębę czy coś dziwnego na szybie okna ...

        W filmie przyjęto interpretację, że Emily opętana była przez siły nieczyste, tak?

        :)




        • 02.06.11, 14:31
          ;]

          paradoksalnie, ja w momencie, który opisujesz, zacząłem się śmiać i miałem pierwsze, no - drugie, hehe - podejrzenie, ze ten film pędzi w niedobrą stronę.

          a za to wczoraj obejrzałem sobie powtórkę "Krzyku" [via TVN]. taka mała podróż sentymentalna, hehe. pamiętam, jak wyszedł ten tytuł, ile było ajwaj po ulicach, jaka to gracka robota filmowa. ofk, ambitne kino toto nie było, ani wtedy, ani nie jest po latach. ale pamiętam,że galopowałem dość żwawo do wypożyczalni, żeby sobie ten film sprawdzić. no i Wam powiem, ze była to na tyle ciekawa rzecz, że został mi jakiś okruch wspomnień tamtej pierwszej projekcji i teraz jakoś nawet nie umiem zganić TVN, że takie stare pierdoły puszcza, zamiast nowości jakowychś.

          i to jeszcze opatrzony jest ów Krzyk ciągle tą samą etykietką - horror. a to przecież thriller, jako żywo. horror jest wtedy, kiedy zagrożenie stanowią moce nadprzyrodzone, wampiry, duchy, zjawy etc. kiedy pochodzi ono od człowieka - wtedy jest thriller. a tutaj... Krzyk = horror, i tak zostało. nieuleczalne ;]

          z kolei, żeby było śmieszniej, zahaczające bardziej o horror Egzorcyzymy Emily Rose kursują jako thriller, co by godziło w intencje twórców ubierających całą historię, ewidentnie, w ciuchy horroru.

          a więc, koniec końców, jak zwykle na końcu jest... komedia :]
          • 02.06.11, 15:24
            :)))

            A ja wskoczyłam w tę scenę zaraz po ciekawym dokumencie o bliźniakach i dlatego mnie nie było do śmiechu ciemną pół-nocą. ;)

            Nie lubię byc straszona i nie polubię już, dlatego unikam horrorów, a i do thrillerów podchodzę bardzo ostrożnie. "Krzyku" też nie widziałam nigdy ... A o różnicach pomiędzy horrorem a thrillerem dowidziałam się , wstyd się przyznać, niedawno, zresztą od Ciebie, Greku /dzięki!/!
            Ale widzę, że i filmowcy mają jakiś problem z etykietkami, horror czy thriller, nie podchodzą do nich ortodoksyjnie, he, he.


            A propos tego dokumentu o bliźniachach to powiem Ci, Greku / Wam , że mówiono wczoraj o szalenie ciekawym przypadku bliźniaków jednojajowych / bliźniacy jednojajowi to identyczny materiał genetyczny w dwóch osobach/ - mężczyzn, z których jeden był hetero, a drugi ... homo! Co spowodowało, że bracia tak się różnią - geny czy środowisko? Na jakim etapie rozwoju doszło wykształcenia się tych różnic. Na te pytania na razie nie nie ma odpowiedzi!? Wiadomo jedynie na pewno , że odmienne preferencje seksuelne w tym przypadku nie mają nic wspólnego z wychowaniem. Obaj bracia, jak mówili, dorastali w tym samym środowisku, i tak samo byli wychowywani przez swoich rodziców, tak samo przez nich kochani akceptowani. Skłonności homo nie są też wymysłem czy jakimś ekscentrycznym pomysłem na życie jednego z braci, który na początku miał powazny problem z zakaceptowaniem swej odmienności, odczuwał dyskomfort w związku z koniecznością informowania krenych i znajomych, o swej orientacji!?
            Ciekawa sprawa!
            Myślę, że za jakiś, pewnie już niedługi, naukowcy rozszyfrują zagadkę homoseksualizmu ...

            :)
            • 03.06.11, 13:58
              Krzyk śmiało Ci mogę polecić, zwazywszy na to, że nie lubisz horrorów :] to thriller klasyczny. bawiący się kliszami gatunkowymi i mający swoją aurę. zaryzykowałbym nawet, ze - na swój sposob - jest to pastisz, a już na pewno, że ma w sobie dużą dawkę humoru, nawet jesli w oparach makabreski [kilka ujęć jest dość mocnych, ale nie nacechowanych grozą horrorową, bynajmniej, hehe].

              heh, ciekawe, to z bliźniakami :]

              btw, jestem na etapie Zakochanego paryża. to jest 20 krótkich nowelek dot. róznych odcieni tytułowych uczuć/miłości w dekoracjach tytułowego paryża. jestem na poziomie 5 czy 6 nowelki, mam nadzieję że resztę uda mi się obejrzeć na--raz. tak czy owak, jak tylko skończę napiszę o tym, com widział, po parę zdań do każdej z 20 odsłon. jak mówią kaszubi : stay tuned :]
              • 03.06.11, 21:28
                Strasznie ciężki i duszny dzień u mnie, dobrze, że już się kończy, heh!

                > Krzyk śmiało Ci mogę polecić, zwazywszy na to, że nie lubisz horrorów :]
                Ha,ha :)))

                !
                Greku, niegdyś polecałeś mi , też z gatunku horrorów, film "Thing", za Twoją zachętą obejrzałam go i nie pożałowałam/ nie żałuję! :)
                Więc "Krzyk" też obejrzę, zaintrygowałeś tym krótkim komentrzem! A co więcej, dodałeś odwagi do oglądania! Serio, serio. :)

                Tak! I fascynujące są badania nad genami! :)

                Świetnie oraz znakomicie. Jutro i pojutrze nastawiam antenę w Twoim kierunku! I po pojutrze też! :)) Pisz, jak tylko będziesz mógł! Czekam/y.

                > jak tylko skończę napiszę o tym, com widział,po parę zdań do każdej z 20 odsłon
                Jesteś wielki!!!

                Greku, i napisz, która z nowelek, z opowieści podobała Ci się najbardziej, i która podobałaby Ci się ...!? :)).

                >jak mówią kaszubi : stay tuned :]
                Ha, ha, ha :)))

                Dobrej nocy! :)


                • 04.06.11, 13:56
                  "thing" to własnie ciekawa historia - science-fiction-thriller czy jednak horror ? :]
                  tak czy owak, cieszę się, ze Ci przypadł do gustu.
                  "Krzyk", to inne środki wyrazu i inny temat zupełnie, a łącznik jest najzacniejszy - oba filmy są
                  dobre, po prostu. na swój sposób specyficzny. chociaż... może zweryfikujesz "Krzyk", bo ja jakoś nie mam narzędzi, za dużo sentymentu i dobrego wspomnienia pierwszego razu, zeby być obiektywnym.

                  haha ;] niebawem nagryzmolę a'propos "Paryża", na razie powiem tylko, ze te nowelki są naprawdę zgrabne, w dominującej części.

                  najlepsza ? o, cięzko będzie wybrać. pewnie ze trzy-cztery równorzędne bedę typował, bo i każdy odcień uczuć w nich opisanych jest inny : partnerska, rodzicielska, nagła, wieloletnia, spokojna, burzliwa itd itp. bardziej zwracam uwagę na to, jak ciekawy jest sam pomysł, bo w istocie w ciągu 5-6 minut trudno o jakieś zawijasy i tzw pełną wypowiedź.
                  • 04.06.11, 15:09
                    Myślę, że tak jak "Obcy" / na wiki zerknęłam jak sklasyfikowano oba filmy/, "Thing" byłby horrorem science-fiction. To zresztą zgadzało by się definicją horroru, o której wspominałeś.

                    Rozumiem ten problem z oceną "Krzyku", ale jeśli pierwsze wrażenia były pozytywne, to na pewno musi być to dobra rzecz (w swoim gatunku). Jak obejrzę napiszę słowo o swoich wrażeniach! :)

                    Czułam, że to będzie bardzo ciekawa rzecz! To rzeczywiście wyzwanie opowiedzieć przekonujaco i orginalnie, ciekawie o miłości w ciągu zaledwie 5-6 minut! Apetyt rośnie! Czekam bardzo.
                    :)))


                    Miałam być tu wcześniej, ale tak się złożyło, że szłam na około i trafiłam do wypożyczalni DVD. "Pięską śmierć" / "Shooting dogs" pożyczyłam! Ciąg dalszy w podwątku "Pieska śmierć" , o Ruandzie nastąpi! Czuwaj! ;)

                    • 05.06.11, 14:01
                      O, no to ciekawe, co napiszesz po obejrzeniu :]

                      "Paryż" - postaram się w najbliższych 2 dniach nagryzmolic, bo właściiwie skonczyłem oglądac, tylko muszę sobie teraz przypomnieć co-po-kolei-było, bo jakoś zupelnie zapomniałem o notowaniu hasłowym na bieżąco, w trakcie, heh.

                      • 05.06.11, 14:10
                        Właśnie piszę! :)

                        Okej!
                        /Greku, nie musi być po kolei, nie musi być wszystko! :) /
          • 02.06.11, 15:44
            Jakiś nowy serial w miejsce "Instynktu dają, "Zagadki umysłu", "o losach młodego psychiatry, który objął posadę dyrektora szpitala psychiatrycznego w Los Angeles". Doktor nazywa się Jack Gallagher i wygląda na jakiegoś dalekiego krewnego Doktora House'a, też jest ekscentrykiem i nonkonformistą i , jak piszą w telemagazynie, znany jest z niekonwencjonalnych sposobów leczenia. "Jego metody pracy z pacjentami odbiegają od standardów i wielokrotnie stawiają kolegów po fachu w trudnych sytuacjach. Gallagher za wszelką cenę stara się dociec, co kryje się w umysłach pacjentów. Wierzy, że poznając mechanizm zaburzeń, uda mu się znaleźć sposób na prawidłową terapię."
            www.telemagazyn.pl/program/3544208289.html
            Co o tym sądzicie???

            Kocham Kino dziś o 23.55, czyli o jakieś piętnaście minut wcześniej! Jakiś postęp jest! ;)

            • 02.06.11, 19:30
              hmm, nowy serial - zapowiada sie ciekawie - obejrze :)
              Ja tydzien wypatrzylam w czwartek kolejny ciekawy serial, tylko ze pozno, bo ok. 23.00 i to dwa odcinki leca, na Polsacie - o negocjatorach z FBI czy jakiejs innej sluzby ;)
              --
              Maniaczytania - blog
              • 02.06.11, 20:50
                Jak wszyscy to i ja, może choć raz będę na bieżąco:)
                • 03.06.11, 21:49
                  I w końcu nie załapałam się na pierwszy odcinek tego nowego serialu, który sama zapowiadałam. Ktoś widział? Jakie wrażenia?

                  Bardzo swojsko brzmią te problemy z niedofinansowaniem (amerykańskiej) służby zdrowia w "Siostrze Jackie" ...

                  Aż trzy seriale medyczne od wczoraj w czwartkowe wieczory w Dwójki, jeden po drugim - "Doktor House", "Siostra Jackie" i "Zagadki umysłu", czy to jednak nie przesada!?


                  • 04.06.11, 00:46
                    Ja widzialam, zapowiada sie niezle jak dla mnie :)
                    --
                    Maniaczytania - blog
                    • 04.06.11, 15:17
                      > Ja widzialam, zapowiada sie niezle jak dla mnie :)

                      Jeśli Ty, Maniu, gorąca wielbicielka Doktora House'a tak mówisz, to musi być nieźle.
                      Mam nadzieję, uda mi sie obejrzeć za tydzień drugi odcinek.

                      Druga seria "Siostry Jackie" zmierza powoli do końca. Ciekawe czy TVP zakupi trzeci sezon (i kiedy), którego premierowa emisja też właśnie dobiega końca.
                  • 06.06.11, 19:25
                    Na moje oko to nawet nie jest piąta woda po kisielu po Housie i twórcy specjalnie się z tym nie kryją. Ale jest jeden wielki plus: lubię ludzi śmiejących się oczami, znaczy bohater mi się spodobał.
                    • 06.06.11, 19:44
                      Dokladnie, denerwuja mnie te porownania do House'a, pewnie Ci z "Zagadek" nawet o tym nie wiedza ;)

                      A bohater przyjemny z powierzchownosci swej rzeczywiscie :)
                      --
                      Maniaczytania - blog
                      • 06.06.11, 21:16
                        maniaczytania napisała:

                        > Dokladnie, denerwuja mnie te porownania do House'a, pewnie Ci z "Zagadek" nawet
                        > o tym nie wiedza ;)

                        Skojarzenie nasuwa się bardzo natrętnie, co ja poradzę! :))

                        Jeśli bohater jest tak piękny, jak mówicie to trzeba rzucić okiem! :)
                      • 08.06.11, 20:34
                        Maniu, znowu się narażę;) i ponownie ja jestem winna z powodu braku precyzji. Dla mnie "Zagadki" są kalką Housa.
    • 03.06.11, 18:38
      zapowiadam juz dzis, bo nie wiem, czy znajde czas w weekend, zeby tu zajrzec
      --
      Maniaczytania - blog
      • 03.06.11, 22:00
        Przeglądając przed moementem gazetowy program, też zwróciłam uwagę na ten film, Maniu.

        Świetna jest obsada, występuje m.in.Ralph Fiennes, Charlote Ramplng, Keira Knightley...
        :)
      • 05.06.11, 14:12
        jakby nie patrzeć, to jednak oferta, sama w sobie, coraz mizerniejsza...

        wczoraj, z 40-min poślizgiem, Polsat pokazał remake "nocy żywych trupów" - całkiem niezłe, dośc wiernie odpowiadające niedoścignionemu oryginałowi romero, zachowujące, w miarę, wszelkie sensy jakie ukrył pod horrorową otoczką, tenże mistrz. ale - remake, to jednak tylko remake.

        i nic poza nie było w ramówce. dzisiaj, poza tytułem z wątku, też niewiele da się dopatrzeć. mam wrażenie, ze oszczędności na organizację festiwali letnich wrzuciły wsteczny bieg Tvp i polsatowi, bo ostatnimi tygodniami dramatycznie powtórkowo się zrobiło ;][ nie wiem, czy jedno z drugim się łączy, ot imaginuję sobie, ze możesz coś jest na rzeczy, a że na końcu układu pokarmowego każdej stacji sa premiery filmowe, to.... hehe, no właśnie...]

        w zasadzie, nie chcę tego powtarzać enty raz, ale... jaka to jest piękna pora na pokazywanie starych filmów... ileż ich czeka i aż się prosi o wyświetlenie... latem seriale stoją, albo są powtarzane, reklamy tak średnio chodzą, talent- i tokszoły albo na wakacjach albo też powtarzane... idealna pora na stare kino, "perły z lamusa". i tak patrzę, i czekam - kto pierwszy sie kapnie ? :]

        to nie kosztuje wiele. nowości, 2-3 lata po kinowej premierze, na pewno są drogie dla telewizji. ale staruszki ? taniocha. a byłyby niemal jak premiera, dla wielu widzów, zwłaszcza młodych, a dla starszych albo średnich - albo świetną podróżą sentymentalna, albo np. drugim obejrzeniem, po wielu latach. to naprawdę jest całkowicie nowy odbiór, kiedy ogląda się felliniego po raz drugi w wieku 30 lat, podczas gdy pierwszy raz widziało się w wieku 20. kompletnie nowa jakość, bo i człek inny, dojrzalszy [czasami ;)], inna wizja, inna fonia, inna spostrzegawczośc, inna refleksja.

        więc - jak sądzicie, ktoś na to wpadnie, czy nikt tam już nie myśli ? ;]
        • 05.06.11, 14:42
          Cała klasyka, a i różne przecież nowości, które też od czasu do czasu się pojawiają, zostały całkowicie przeniesione do TVPKultury, która dostępna jest dla śladowej ilości widzów ... Taka jest teraz polityka władz TVP, dla które w gruncie rzeczy mają w nosie widzów telewizji publicznej .


          to naprawdę
          > jest całkowicie nowy odbiór, kiedy ogląda się felliniego po raz drugi w wieku 3
          > 0 lat, podczas gdy pierwszy raz widziało się w wieku 20. kompletnie nowa jakość
          > , bo i człek inny, dojrzalszy [czasami ;)], inna wizja, inna fonia, inna spostr
          > zegawczośc, inna refleksja.
          O tak, tak! :)))

          > więc - jak sądzicie, ktoś na to wpadnie, czy nikt tam już nie myśli ? ;]
          Obawiam się, że już nie ...
          • 06.06.11, 13:43
            prawda. przepatruję program TVP K., żeby zobaczyć, co mnie omija ;]

            albo - co BYĆ MOŻE, Jedynka albo Dwójka kiedyś łaskawie też pokażą, zamiast "gwiezdnych wojen" i innych poraztysięcznypowtórek.

            aczkolwiek, z tego co zauwazyłem, to i TVP K goni w piętkę z tytułami, coraz częsciej widzę już znajome. czyli, i tam łatwo nie jest, hehe.

            o, gdzie te czasy... "perły z lamusa", cykle filmów z bogartem, młode polskie kino, nawet rok temu te 3-filmowe powtórki hitchcocka, był bergman, allen, kurosawa, forman się zdarzył chyba jakiś. a od początku roku - coraz mniej, mniej, a teraz zupełnie nic :].

            szybko zrezygnowali. a można było z tego cały cykl zrobić. reżyserów i aktorów do przypomnienia by nie zabrakło. wiesz, ja nie wymagam, zeby nam tutaj zaraz serwowali najnowsze filmy almodovara, ale... te starsze ? dlaczego nie ? gościu ma z 15 filmów na koncie. co za problem, zrobić trójpak jakiś ? kino włoskie, francuskie, fellini, trauffaut, antonioni, hiszpańskie, niemieckie, von trier taki fajny skandalik odstawił w cannes - można by na fali nośnej tego zdarzenia coś z jego filmografii wspomniec, bo 1-2 filmy przez cały rok, to wstydliwie mało. az się prosi, żeby nie tłuc bez przerwy amerykańszcyzny i to tej najgorszego sortu. gdzie polskie nowe kino ? gdzie cała filmografia polańskiego ? bojkot jakiś ? ;]

            aż momentami ręce opadają :] nowy prezes już inkasuje, zapowiadał jak się kulturalnie zrobi, a co jest - to widać. mam stale wrażenie, ze TVP potrzebna jest tym pie%$^& politykom i to tylko do jednego - zeby w Wiadomościach robić sobie dobrze. resztę mają w nosie, albo gdzieś tam indziej, trochę niżej.

            w TVP Info też już widac polityczne porządki. wieś rządzi. PSL znaczy się. jak ich kiedyś wcale nie b yło, to teraz, co włączę polityczną dyskusję, to musi być bankowo jakiś. spikerzy zapraszają ? hehe, jasne ;] gdziez tam niezależność jakakolwiek... wszystkim polityka kręci, a my pośrodku dalejmy się rolowac. może faktycznie rozsprzedać to, sprywatyzować i a nuż weźmie to ktoś, kto miałby ambitniejsze plany niż muza chichra i stivensegalmovies ?..

            "Zakochany Paryż" - jutro będzie :]

            co na dziś mamy ? ja widzę znowu NIC, i Lisa na dwójce. a u Lisa napieralski z SLD. głosuję na Sojusz, ale tego gościa nie mogę słuchać, bo mnie od tego zęby bolą. mam nadzieję, po prostu, że człowiek jest lepszy w działaniu, bo złotoustych nieudacznikow politycznych, to już mieliśmy, i mamy, od metra :]
            • 06.06.11, 21:11
              Marzę ( i pożądam) od dawna o takich cyklach robionych według klucza reżyserskiego, tematycznego, aktorskiego, rocznikowego, czy jakiegokolwiek innego, ale koniecznie z dobrymi filmami!
              Ale coraz bardziej wątpię, że coś takiego powstanie w publicznej ...

              > "Zakochany Paryż" - jutro będzie :]
              Świetnie!
              Będę wcześniej!
              jeśli nic nie wypadnie! :)


              > co na dziś mamy ? ja widzę znowu NIC, i Lisa na dwójce. a u Lisa napieralski z
              > SLD.

              Ostatnio pan Napieralski zasłynął budzącą kontrowersje decyzją wciągnięcia na listę SLD, młodej celebrytki, niedoszłej tapmodelki, tancerki i zdaje się też nauczycielki tańca na rurze. Wyraźnie Napieralski ma jakąś słabość do ładnych blonddziewczyn (pierwsze były bliźniaczki?), he, he.


              > w TVP Info też już widac polityczne porządki. wieś rządzi. PSL znaczy się.
              He,he
              Gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta!? PSL chyba działa na tej zasadzie.

      • 06.06.11, 19:27
        Dzięki drogie koleżanki, gdyby nie podpowiedź, umknąłby mi ładny film:)
        • 06.06.11, 21:13
          Przyjemność po naszej stornia, prawda, Maniusiu, któraś pierwsza dała znać! :)

          Tak, tak, cudy film!

          I niech teraz ktoś powie, że Keira nie potrafi grać! :)

          cdn.
          • 06.06.11, 21:25
            zgadzam sie - seans byl niezwykle udany i to na tvp :) i to w prime time w sumie :)
            oby tak dalej chcialoby sie rzec... ;)
            --
            Maniaczytania - blog
          • 07.06.11, 15:51
            Keira grać z pewnością potrafi, ma podobną, czystą urodę, jak Portman, ale na mój gust za mało w niej kobiecości. Kiedy tak sobie w trójkąciku celebrowali posiłki jakoś naturalne wydawało się, że wolał seksowną, zmysłową Bessi. Ponadto nie do końca mnie przekonała, albo wcale, jako osoba zaangażowana w politykę.
            Barbasiu, jest jakaś scena, która Cię szczególnie poruszyła? Mnie ta, kiedy Finnees wręczał czek/zapłate za urodzenie syna. Obydwoje na równi czuli się w tej sytuacji niezręcznie, jak winowajcy. A tak w ogóle, to Finnesem jestem zachwycona. Że też tak upokorzające życie małżonce zgotowal. Jednak nie sposób go do końca przekreślić, czyż nie?
            • 08.06.11, 18:23
              Hmm, chyba jednak ja powiem, ze Keira nie potrafi grac ;) Tzn. ogolnie potrafi, ale w tym filmie jakos mnie mimo wszystko nie przekonala. Zabraklo jak dla mnie chemii miedzy nia a tym przyszlym premierem (swoja szosa mogli dac jakiegos przystojniaka, nie? a jedyna "chemiczna" scena miedzy nimi to byla po jakims plomiennym przemowieniu, kiedy zapytal go, czy o niej mysli).
              Ralph Fiennes za to byl doskonaly! Swietnie pokazal ksiecia i nie zgodze sie, ze do konca byl zly czy antypatyczny i ze to on zonie zgotowal taki los. On tez byl moim zdaniem uwiklany w konwenanse i sztywne zasady tamtych czasow, ktore pozwalaly mezczyznom miec utrzymanki, kobietom tego nie wybaczajac.

              Co prawda Pepsic mnie nie zapytala (tu maly foch i smutek ;) ), ale odpowiem - mnie najbardziej poruszyly dwie sceny (ale pewnie nie moglo byc inaczej) - pierwsza, gdy Keira po podjeciu decyzji o odejsciu od meza czyta listy od coreczek i druga, kiedy oddaje swoja najmlodsza. Aaaaa - wlasciwie to jeszcze jedna byla ladna - jak wrocila po tym oddaniu dziecka i rozmawial z nia maz i tak biedny probowal jej pokazac, ze ja na jakis pokrecony sposob kocha i chcial jej dodac otuchy lapiac ja za reke. Ach, jakze inaczej mogly sie potoczyc ich losy, gdyby ta milosc okazywal jej wczesniej, mysle, ze mogli byc szczesliwa para.
              --
              Maniaczytania - blog
              • 08.06.11, 20:05
                Maniu, sorki,nie wiem, jak to się mogło stać:(

                Moment, kiedy siedzą razem na kanapie odczytałam ciut inaczej, jako wyrzut sumienia, gest w kierunku wybaczenia, przyznanie się do wyrządzenia krzywdy, jednocześnie oznaczający brak miłości, niestety nie kochał jej, a Bessi.

                Masz rację, amant nie nadawał się ani na premiera, ani na kochanka. Takie lelum polelum.
                Zgadam się co do Finnesa, nie był postacią jednoznaczną i fantastycznie to zagrał.
    • 07.06.11, 11:38

      być miało, niech się stanie zatem ;]

      "ZP" składa się z 18 nowelek. każda filmowana w innych okolicznościach tego samego Paryża, a wszystkie kręcą się wokół uczuć, miłości, róznej ich/jej odcienie rysując.

      1. siedzi se sfrustrowany facet w samochodzie, na montmartre, i utyskuje, ze : miejsca do parkowania ograniczone, że jest w sumie z niego fajny facet, że ma kasę i auto, i nawet mieszkanie, a jakoś babki go nie rozchwytują, a na dodatek 'wszystkie są zajęte". znienacka, tuż obok jego auta, mdleje jakaś kobieta. przechodnie się nią zaraz zajmują, znajduje się lekarz, który stwierdza, ze spadł jej w organizmie cukier i dlatego zasłabła. kobieta ląduje w aucie naszego narzekacza - rozmawiają sobie, ona powoli dochodzi do siebie, trzymając go za rękę ["pański dotyk mi pomógł"]. a potem on ją zawozi na jakieś spotkanie, na które ona się spieszy. pewnie coś z tego będzie - w domyśle ;]

      2. tutaj akcja się rozgrywa na deptaku na bulwarze nad sekwaną. siedzi sobie trzech młodych chłopaków i zaczepia spacerujące dziewczyny. takie tam niewinne, acz sztubackie zagrywki. najczęsciej spotykają się z ciętą ripostą i śmieją się jeden z drugiego, ze mu pogoniono kota. a obok siedzi arabka i coś cztyta; słucha tych ich gadek, podśmiewa się trochę. potem wstaje, gdzieś idzie, ale się potyka i upada. jeden z tych chłopaków pomaga jej się podnieść, jako że jej chusta z głowy zleciała, to pomaga jej ją założyc. dziewczyna jest piękna, przypada mu do gustu od razu, a że on jest trochę innych od dwójki swoich kolegów, to całkiem sensownie sobie gaworzą np. o tożsamości kulturowej, która dla niej wiąże się z ową chusta na głowie [on ja pyta : masz takie ładne włosy, dlaczego je zakrywasz ?]. a później ona idzie do meczetu na modły. on wraca do koleżków, ale za pięć sekund idzie za nią, czeka na zewnątrz. ona wychodzi z dziadkiem, przedstawia mu chłopaka, a dziadek zaprasza : chodź z nami. no i idzie. z tego pewnie też coś będzie ;] islamistka, która 'chce zostać dziennikarką, pracować w Le Monde i pisać o sprawach swojego narodu" i francuz rodowity [na oko] - student historii. uczucie przekraczające pozorna róznośc, harmonizujące ?

      3. miejsce - drukarnia jakaś. coś w tym stylu. przychodzi tam młody człowiek. nie wiem, coś daje do oprawienia, czy przynosi jakiś rysunek do gazety ? nie wiem. ale to nieważne. co jest istotą rzeczy : ten co przyszedł zwraca uwagę na jednego z pracowników. wyraźnie nim zaintrygowany zaczyna nawijać, ze odczuł nagle niezwykla potrzebę porozmawiania z nim, pyta czy ten wierzy w bratnie dusze, ze ma wrażenie jakby się już spotkali. ten drugi słucha, ale nic nie mówi. na koniec ten pierwszy wychodzi, ale zostawia mu adres i numer telefonu, prosząc o spotkanie. po jego wyjściu, ten drugi mówi szefowi zakładu : wie pan, ten chłopak coś do mnie mówił, ale ja nie znam prawie wcale francuskiego... zostawił mi telefon; szef mu na to : skontaktuj się z nim, dowiedz się o co chodzi. i ten niewiele się namyśla, tylko bierze adres i wybiega z pracowni i zasuwa poprzez paryzewo, zeby z tamtym pogadać. uczucie-impuls ? przyjaźń instynktowna ? miłość reinkarnowana ? ;] rezyserował to van sant.

      4. to jest robiota coenów z kolei. miejsce - paryskie metro. siedzi tam amerykański turysta [a jakże, steve buscemi w tej roli], czyta broszurki reklamujące, objaśniające, paryż. na sąsiednim peronie całują się chłopak i dziewczyna. wbrew zaleceniom z folderu facet przygląda się im zbyt ostentacyjnie. chłopak od razu startuje do niego z pyskiem. a dziewczyna zaczyna go uwodzić, całowac, wzbudzając zazdrośc chłopaka. w takich sytuacjach zawsze dostaje po gębie bogu ducha winny uwodzony, a nie uwodzicielka, więc i tutaj turysta z ameryki zostaje przemaglowany przez francuskiego garsona, na koniec ląduje na nim zawartość kosza na śmieci, a zaraz za nią pocztówki reklamowe paryża, z wizerunkiem mony lisy na czele. i ta mona lisa ma tak ironiczny wyraz twarzy, bardziej niż zwykle... ;] fajne. szydera, jak u coenów.

      5. to jest krótkie. bladym świtem samotna matka zanosi swoje małe dziecko do żłobka, śpiewa mu balladę jakąs. potem zaiwawnia metrem, pociągiem, przez poranny gwar i ścisk, na drugi koniec miasta, gdzie pracuje jako opiekunka do dzieci u jakiejs bogatej pańci. zostaje z małym, a kiedy on zaczyna beczec - śpiewa mu tę samą balladę, co swojemu dziecku. tak jakby był ze swoim dzieciakiem duchem, obdarzając ciepłem jego substytut. społeczne tło - chyba dośc jasne :] biedne, słabo uposazone matki odcięte od swoich dzieci ... uff.

      6. to jest dziwactwo pewne. zrozumiałem z tego tyle : jest akwizytor kosmetykow "do azjatyckich włosow". przychodzi do salonu fryzjerskiego. a tam same azjatki. i właścicielka - mistrzyni kung fu, co mu macha pięściami przez nosem... potem ten sam facet gra w kręgle w czymś, co przypomina... unowocześnioną świątynię buddyjską, a zaraz dzwoni telefon - odbiera go facet w stroju mnicha i przekazuje mu, ze azjatka, ta od kung fu chyba /, chce się z nim widziec. no to on do niej jedzie, ale ona już nie macha nogami, tylko jest liryczna i romantyczna. w jej salonie klientki przymierzają fryzury gwiazda kina : marylin i audrey tatou, czyli amelii filmowej. a potem on z nią idzie sobie, obok jakieś, of, azjatyckie dziewczyny ćwiczą ni to układy taneczne, ni to co, aż wreszcie on pokazuje jej w kataologu fryzur jej zdjęcie mowiąc 'taką podobasz mi się najbardziej" - i odchodzi, a ona zostaje w rozwianej sukni. nie podejmuje się interpretacji ;]

      7. tu się rzecz zaczyna w restauracji. siedzi tam facet i czeka na żone. czeka, żeby jej zakomunikowac, ze odchodzi od niej, ze jej nie kocha, że ma już dość codzienności z nią [tu wylicza, co mu się w niej nie podoba, od "nie zamawiania w knajpie deserów, a potem wyjadania jemu, w dodatku takiego, jaki on zamówił podług jej sugestii po obstawianie chałupy przedmiootami, których nigdy nie używa, chociaż po to niby są, np. flakony perfum] i że ma od dawna romans z namiętną stewardessą. mówi o tym za pomocą monologu ;] cała historia jest jego monologiem. żona przychodzi, w czerwonym żakiecie. i zanim on się zbierze na odwagę, to ona go informuje, że jest chora, ma raka w stanie terminalnym. faceta zatyka. zmienia plany. wysyła kochance sms-a zrywającego znajomośc. a potem zajmuje się żoną : zamawia te cholerne desery dla niej, chodzi z nią na zakupy, których sam nie znosi, na filmy, które ona uwielbia, a on przeciwnie, czyta jej ksiązki, których sam by nie tknął i tak do jej śmierci. a w tym czasie, znając finał całej sytuacji - zakochuje się w niej od nowa, dzieki świadomości, ze wszystko, co robi dla niej i z nią za każdym razem może być po raz ostatni. dzięki temu rzeczy odyzksują smak i barwę. a po jej smierci nie odzyskuje już równowagi, porusza to tylko zawsze widok kobiety w czerwieni, na ulicy :]

      8. bohaterką jest kobieta, która straciła syna. niedawno, tydzień wcześniej. gra ją julie binoche. nie moze się z tym pogodzic. został mąż, córka, ale ona tkwi w apatii i marazmie. któregoś wieczora słyszy głos syna. wybchodzi z domu, biegnie na plac niedaleko kamienicy w której mieszka. słyszy głosy bawiących się dzieci, grających w piłkę; po chwili - złudzenie, zdawało się jej, z miłości słyszała nieistniejące. czyzby ? za moment pojawia się... kowboj na koniu. kowboj - bohater marzeń jej syna, ulubiona figura. i ten kowboj pyta, czy chciałby zobaczyć swojego syna. no pewnie. i nagle plac ożywa, dzieciaki grają w piłkę, jest środek dnia. i jest jej syn. ona chce go zatrzymać, ale mały prosi, zeby mu pozwoliła odejśc, że są jeszcze inni, którzy jej potrzebują. w domysle - tutaj : wśród żywych. i ona go puszcza, a on odchodzi - razem z kowbojem, który zdaje się robi tutaj za figurę Boga. zaś matka pogodzona wreszcie z losem, juz w scenerii całkowicie realnej [wieczór, pusty plac] obejmuje się z męzem i usmiecha się. jakie ładne, nie ? ;]
      aha, kowboja grał willem dafoe.

      9-18 zaraz dopisze. stay tuned.
      • 07.06.11, 12:18
        no to dalej lecimy.

        9 opowiastka, to narracja małego okularnika, który opowiada historię miłości swoich rodziców. oboije występują w charakterze mimów. ojciec - uliczny mim robi to co... mim uliczny - czyli, chodzi po ulicy w debilnym makijażu i przebraniu i zaczepia ludzi, przedrzeźnia ich, za co dostaje bęcki, albo co najmniej spotyka się z ostracyzmem niewerbalnym. no, gonią go jak psa, mówiąc po ludzku :] i niedobrze mu z tym : samotny bidula i w sumie smutny taki. inny. to co miało go zblizac do ludzi - oddala. mim jest tu figurą Innego, pantomima - symbolem niemożności nawiązania kontaktu. w końcu - laduje w puszce. ktoś zawiadomił psiarnię i zawineli człowieka. ale - to szczęśliwe dla niego zdarzenie było, bo tam własnie poznał kobietę-mima. zapewne : tak samo Inną i nieakceptowaną, jak on. i się w sobie od razu zakochali. a mały okularnik, to owoc ich uczuć. i nawet nie ma jeszcze mały makijażu, a już go koledzy przewracają po ziemi i wyzywają od "dziecka mimów" :]

        10. ojciec, amerykanin [w tej roli nik nolte] spotyka się z córką, francuzką. idą sobie ulicą, wzdłuż pasażu z wieczornymi sklepami, barami, kawiarniami, i rozmawiają - z tej rozmowy wynika zaś, ze mają ze sobą niezły, acz za rzadki kontakt, i ze jej zycie kręci się, jest cokolwiek ograniczone, przez jakiegoś "gaspara'. rzeczonym okazuje się jej... syn, niemowlak. i ojciec jej, a dziadek małego, zostanie z nim na ławecze pośród ruchliwego paryża, z grzechotką ku pomocy, a ona z koleżanką będzie mogła na moment odetchnąć - pójśc do kina, jak człowiek :]

        11. amerykańska aktorka kręci film w paryżu. zamawia sobie trochę koksu. przywozi go diler. ona wychodzi na moment z imprezy, żeby wyjąc kasę z bankomatu i mu zapłacic. i kiedy to robi, on stoi za nią i czule ją gładzi po włosach, ramionach - "gładzi" niejako przez szybe, nie dotykając ją, w powietrzu. obojętna mu nie jest, zdecydowanie. potem idą na chwilę do baru, na piwo. ona zostawia mu swój numer, umawiają się na późniejsze spotkanie w przerwie między kolejnymi klapsami na planie, on odjeżdza, a ona wraca na imprezę i świetnie się bawi. ale kiedy ona zamawia znów towar, przywozi go jej inny facet. tamten "ma innego klienta', informuje ją ten nowy. może kradł koks i dostał karę ? może faktycznie zmienili mu rejon ? nie ma odpowiedzi. w każdym razie, na jej twarzy widac zawód... miłość utracona,zbyt lekkomyślnie ?

        12. na chodniku leży raniony nożem murzyn. pomaga mu dziewczyna, też czarna. on się uśmiecha, prawi jej komplementy, mówi, że bardzo by chciał się z nia napić kawy, a ona opatruje mu ranę i wzywa pogotowie. a potem,, w formie retrospekcji, pokazane są jego losy - losy imigranta z Lagos, ulicznego grajka, śpiącego byle gdzie, dorabiającego na parkingu podziemnym. tam własnie spotkał tę dziewczynę pierwszy raz - ona parkowała, a on sprzątał, śpiewał i się uśmiechał jak Seal. i zamienili dwa słowa. a potem chcieli mu ukraśc gitare, jakieś łebki, i kiedy się im postawił - dostał kose pod żebro. wreszcie przyjeżdza karetka, pakują go na nosze, a ona zostaje z dwiema kawami w dłoniach. jak nie zejdzie człowiek, to pewnie coś z tego będzie :]

        13. tutaj małżeństwo, nie pierwszej młodości [fanny ardant i gościu łudząco podobny do boba hoskinsa], odgrywają rolę filmową w realu. on przychodzi do baru, ona tam siedzi, niby się nie znaja, on idzie do peep show, zamawia tancerkę, ona tam włazi i twierdzi, ze jest lepsza, ma "coś", a potem się nagle zaczynają kłócić, które zawala scenariusz i którego uczucia są w nim pomniejszane kosztem drugiego. najbardziej zdzwiona jest ofk tancerka :] zaś później idą chodnikiem wieczorową porą i od słowa do słowa dochodzą do wniosku, że jeszcze nie takie z nich stare pryki, że w sumie nie są tacy jak kiedyś, ale trzymają się zawodowo, zwłaszcza ona nie ma sovie nic do zarzucenia. poetyka opowieści :] francuska aktorka i amerykanski aktor - sami rozumiecie : o kim mówią ? aczkolwiek czy Francja się starzeje ładniej od Ameryki, to... zdanie mogą być baaardzo podzielone ;]

        14. opowieśc grozy. młody człowiek w zaułku nocnego paryża widzi jak wampirzyca, przypominająca selenę z "underworld', konsumuje jakąs ofiarę. strwozony chowa się, ale ona go dopada. nie zjada jednak, przygląda mu się z coraz większym uczuciem na twarzy i... zostawia go w spokoju. ale że on, poprzez strach, też w niej coś dojrzał fajnego - rani się w zyłę, wytacza krew i zaprasza ją do skosztowania. ale ona - nie chce. z tego całego interesu chłopakowi sie w głowie kręci, spada ze schodków, rozbija głowe. i wtedy ona się pojawia i ugryzieniem a potem nakarmieniem go kroplą krwi przywraca mu życie, czyniąc wampirem. a na koniec, w akcie miłosnym, zadają sobie nawzajem po soczystym ugryzieniu, parodiując słynne hollywoodzkie pocałunki :]

        15. miejsce - cmentarz pere lachaise. młoda para w podróży przed-slubnej. ona - sponatniczna, wesoła, zywa. on - ponurak, sztywniak nawet. coś się między nimi, z tej temperamentów róznicy powodu, nie klei. odwiedzają grób oskara wilde'a. na pomniku odbite są usta kobiece. liczne. ona też odbija swoje. on na to, ze to fuj i niehigieniczne. a ona wybucha, ze z takim typem nie da rady i zostawia go, nie zamierza za niego wychodzic. i przez groby zawija się. on zaś, skonsternowany lekko, potyka się, pierze łbem w marmur i na moment ukazuje mu się oskar wilde i każe gonić za dziewczyną " jesli pozwolisz jej odejśc, stracisz ją, a potem umrzesz, bo umrze twoje serce" - jakie ładne ? ;] no i on za nią biegiem zasuwa, dopada, całuje, obiecuje zmianę, a ona to kupuje. oskar dla oskara ;]

        16. to jest z kolei opowieśc o miłość niewidomego chłopaka i aktorki z ameryki, co studiuje w paryzu [gra ją natalie portman]. zaczyna się od telefonu - poetyckimi słowy ona mu oświadcza, ze między nimi koniec. a jemu z tej okazji, zbierta się na retrospekcję : poznali się przypadkiem, ona cwiczyła rolę przez otwarte okno, a on akurat przechodził, a potem pomógł jej nie spóźnić się na egzamin w konserwatorium. ślepy, a sprawny i kumaty w topografii miasta, jak cholera ;] no i poszło, co ukazane jest w formie wideoklipowego montażu z jego monologiem - ona studiowała i grała, on się uczył języków i egzaminował się, chodzili do kina, poznawali swoich znajomych, zabawa, seks, rozmowa... normalne "bycie razem", ale ona.... 'krzyczała", "krzyczała coraz częsciej", "krzyczała coraz częsciej", "klrzyczała coraz częsciej bez powodu"... i kończy się jego retrospekcja, bo przerywa się kolejny telefon - znów od niej. okazuje się, że poprzedni był... zadaniem aktorskim. że ona wcale z nim nie zrywa, ze jego przeczucia "o co mogło pójść" były całkiem niewazne. zabawne ? na pewno zaskakujące.

        dwa ostatnie na nowej, bo się papier kończy chyba.

        • 07.06.11, 12:33
          orajt, więc 17 jest spokojnym spotkaniem rozwodzącego się małżeństwa, starsi ludzie, duzy staż, wnuki... a papiery do podpisania u adwokatów... oboije się spiknęli z młodszymi partnerami.
          spotykają się teraz w zacisznej kawiarni, ktorą prowadzi zaprzyjaźniony maestro. i sobie rozmawiają. widać,z e nie są sobie ciągle obojętni całkowicie, że coś się po prostu stłukło i mimo chęci nie da się zlepić na nowo. w dodatku : jego 30-letnia partnerka będzie miała z nim dziecko, co ona przyjmuje ze zdziwieniem, ale i reakcją w stylu : byłeś dla naszych dzieci wspaniałym ojcem, dla tego waszego - tyeż będziesz. jak ciepło, nieprawdaż ? ;] na koniec pada zdarza się jakiś mały zgrzyt, ona coś mówi niepotrzebnie, a on to kwituje : gdyby nie te twoje sarkazmy... a ona : gdybyś rzadziej zrzucał eleganckie spodnie... i wychodzą jedno po drugim, nie płacąc za wino - maestro funduje. on spaceruje ulicami, a ona w domu patrzy w lustro i popala cygaretkę, jak marlena dietrich ;] obsada wyborna : gena rowlands, ben gazzara no i sam gepard gepardieu,jako miły i uczynny właściciel.

          18. amerykańska turystka, korpulentna listonoszka z denver w paryżu. łamaną francuszczyzną [a la "ja pojechałA do paryż"] opowiada o tym, jak się w tym mieście zakochała. najpierw było normalne, codzienne, proste. jak każde inne miasto. no, z grubsza, bo od razu spodobały się jej uliczki paryskie i nawet zaczęła rozmyslać o tym, jakby to było roznosić listy w tej okolicy i zaprzyjaźniać się z mieszkańcami. łazi ta kobita po paryżewie, wszystko się jej podoba, tylko wspomina o braku kogoś, z kim mogłaby się zachwycać na spółkę. i nagle... siada na ławeczkę w parku, zjada bagietkę i doznaje uczucia zjednoczenia z paryżem. twarz wyrażająca odpłynięcie totalne, jakiś błogostan, ozywienie głębokie w równie głębokim bezruchu - "pokochałam go miasto, a ono pokochało mnie", konstatuje. oto odwzajemnione uczucie :]

          i to tyle. w finale śpiewana jest piosenka, są rózne scenki z nocnego życia miasta, w których mieszają się bohaterowie poszczególnych nowelek. jak u altmana ;]

          • 07.06.11, 13:01
            WoooOoooW! Jesteś wielki! :)))
            No do czytam ...

            • 07.06.11, 14:55
              hehe, mam tylko nadzieję, że foliowa torebka nie będzie Ci zbyt często, przy tej lekturze moich wygibasów, potrzebna ;] koniecznie napisz [napiszcie, kto zyw i czytać zdoła :)] która z nowel brzmi dla Ciebie najciekawiej. wiem, wiem, z tego opisu to wszystkie pewnie zgrzytają... ;]]

              btw, mnie się jakoś tak spodobały : 2, 16 jest z zaskoczką, 13 ma fajny podtekst globalny, no i chyba, w tej mojej premier-league ;], grałaby jeszcze 9-tka. ale każda ma w sobie coś ciekawego, wszystkie są zrobione na poziomie, a pewnie połowy aktorów znakomitych nawet nie rozpoznałem albo zapomniałem wpisać sobie na margines, zeby ich wymienić, bo pamięć zawodna bywa.

              btw, do Twoich postów o "shooting dogs" nie wiem, czy dzisiaj dam radę się odnieść, ale - pamiętam, przeczytałem... jak nie dziś - to jutro na pewno :]
              • 07.06.11, 15:28
                Napisałam niżej (zanim pojawił się Twój post).

                Widzę, że nasze typowania dosyć się różnią (ciekawam jakie historie podobały się Pepsic, Manii, Ewie), tylko jedna historia, 9. podobała się i Tobie i mnie.


                btw, do Twoich postów o "shooting dogs" nie wiem, czy dzisiaj dam radę się odni
                > eść, ale - pamiętam, przeczytałem... jak nie dziś - to jutro na pewno :]

                OKej, czekam! :)
                • 08.06.11, 18:35
                  mnie ze streszczenia spodobaly sie 1, 4, 5, 8, 10 i 18,
                  ale ciekawa jestem, czy te same podobalyby mi sie po obejrzeniu ...
                  --
                  Maniaczytania - blog
          • 07.06.11, 15:11
            Raz jeszcze przeczytałam ...
            I powiem Ci, że bardzo , żałuję, że tych nowelek jest tylko 18, czytałabym jeszcze ...! :)

            A może wymyśliłbyś jakąś autorską nowelkę/ki, co Greku!!!??? Wymyśl, proszę! - właśnie wpadłam na ten genialny pomysł! ;)))

            Moim absolutnym numerem jeden jest nowelka 15, dziejąca się na cmentarzu Pere Lachaise, z duchem Oscara Wilde, który wskazuje właściwą drogę chłopakowi! ;)

            Bardzo podbała mi się opowieść o mimach, ludziach odrzucanych przez społeczeństwo, nie dokońca chyba nieszcześnikach, bo mieli szczęście trafić na siebie (dwa minusy dają plus, nieprawdaż :) ... Przedostatnia jest też niezła, bardzo prawdziwa o miłości, którą niszczy naturalna męska skłonność do poligamii i niemożność jej zaakceptowania przez kobietę z natury monogamistkę ...;).

            Wzruszające były 8 historia, o kobiecie, która tęskni za zmarłym dzieckiem (słyszłam kiedyś podobną opowieść, choć chyba nie tak filmową (a może jednak była trochę filmowa) od bliskiej osoby i dlatego mnie jakoś poruszyła ...) i jeszcze opowieść 7. o mężu, który oddanie opiekuje się żoną w chorobie.

            I jeszcze ostatnia 18. opowieść też mi się podobała, tak właśnie czułam się (czułysmy się z koleżanką) w Rzymie jedząc kawałki pizzy na ulicy, albo pijąc capuccino w knajpce pod Panteonem ... :)

            Historia trzecia - w drukarni, spotkanie dwóch bratnich dusz, jest bardzo intrygujące.

            Dzięki, dzięki!

            • 07.06.11, 15:32
              Co ciekawe, zamiar takowy powzięłam sama w sobie wczytując się w historie. Wybralam te najbardziej mi leżące i realne na gorąco, bez wracania i zastanawiania o nr nr: 1, 11 i 18.
              Ileż godzin trwał film?
              • 07.06.11, 15:58
                Zapoznałam się z waszymi typami, no prosze, jaki rozrzut, całkiem podobnie jak w polityce. Od razu widać, co komu w duszy gra.
                :)
                • 07.06.11, 16:14
                  Moja ciekawość została zaspokojona, częściowo już! Rzeczywiście rozrzut! (ale mamy jedną wspólną historię, 18.)


                  A niesamowite jest to, że my pomimo tych wszytskich różnic tak się świenie tu dogadujemy, nieprawdaż!!! :)
              • 08.06.11, 13:44
                godzinę i 50 minut trwał, a ominąłem listę płac na końcu, która pewnie z 5-10 minut się ciągnęła - tak przynajmniej wyliczył zegar na moim wideowynalazku ;]



            • 08.06.11, 13:42
              hehe, no to cieszę się, ze dało się przeczytać jakoś :]

              o, autorska nowela, hoho... może kiedyś spróbujemy, czemu nie.

              o, będę bronił faceta z przedostatniej noweli :] - z narracji wynika bowiem, ze nie tylko
              on ma młodszą, także żona ma kogoś : a ściśclej, faceta co jest kolarzem :] zatem, wygląda
              to tak, ze po prostu, w ktorymś momencie samo się to małżeństwo rozpłynęło, pomimo ich
              sympatii dla siebie, może nawet pewnego rodzaju szacunku. grunt, żeby umieli się z godnością
              rozstać, a może nawet zachować stosunki przyjacielskie, jakąs odrobinę miłości, która ich
              łączyła, gdzieś tam przechowac, nawet jesli na kontynuowanie małżeństwa to za mało.

              ha, no w zasadzie każda opowiastka jest z jakimś pomysłem , może się na swój sposób podobać.
              ja też miałem kłopot z wytypowaniem tych najciekawszych. paradoksalnie, bo w zasadzie, poza miejscem akcji, nie ma tu klejącego te opowieści do kupy spoiwa [anatomia uczuć nim chyba nie jest, bo są one tutaj od sasa do lasa, bardzo rózne, zbyt różne, żeby stworzyć wrażenie całkowitej spójności] one wszystkie razem tworzą mozaikę, w której kazda pasuje do innej zarówno estetetycznie, jak i w pewnej poetyce, stylu, narracji, nawet jesli robilło je 18 róznych reżyserów. takie odniosłem wrażenie. pewnej harmonijności w tym całym projekcie :]
              • 08.06.11, 14:29
                Doskonale, znakomicie, cudnie się czytało, jak zawsze! :)))

                Fajna historia.
                / to ja znowuż będę bronić babeczki ;), ona pewnie nie chciała zostać sama po tym jak mąż do młodszej odszedł (dla kobiet czas płynie szybciej niż dla mężczyzn, niestety!), więc też sobie w końcu kogoś (kolarza , he,he) znalała ... /

                I bardzo dobry pomysł na opowieść o miłości, o której już przecież podobno wszytsko powiedziano!????

                > o, autorska nowela, hoho... może kiedyś spróbujemy, czemu nie.
                !!!
                Fantastycznie! :)))))))

                Mnie też coś nawet na myśl przyszo wczoraj ...



                • 08.06.11, 20:29
                  Mogło też być tak, że postponowany małżonek zmęczony sarkazmem małżonki poszukał innej, aby znaleźć spokój i zrozumienie. Optowałabym za stwierdzeniem Greka, coś im pękło, coś nie wyszło, a przecież nie tak miało być.
                  Dlaczego z uporem wciąż czytam: kolejarza:)
                  Niecałe dwie godziny, 18 etiud - tempo ekspresowe, ale czy dobrze się ogląda?
                  • 08.06.11, 22:32
                    Fakt, mogło też tak być!
                    Podejrzane tylko, że, jak można wywnioskować z wypowiedzi żony przytoczonej przez Greka, tak często (u różnych pań?) szukał spokoju i zrozumienia. ;)


                    > Dlaczego z uporem wciąż czytam: kolejarza:)
                    :)
                    Twój umysł szybszy od Ciebie, Pepsic!

                    A mnie też się tak raz czy dwa razy chciało przeczytać. :)
                  • 08.06.11, 23:07
                    > Mogło też być tak, że postponowany małżonek zmęczony sarkazmem małżonki poszuk
                    > ał innej, aby znaleźć spokój i zrozumienie.
                    Po przemyśleniu, zgadzam się. Wina leży po obu stronach. Tak jest ciekawiej.


                    Miałam odpowiedzieć jeszcze w podwątku o "Księżnej" (!) i "Pieska śmierci", ale padam ...
                    Do jutra! :)

                    • 09.06.11, 18:45
                      eee, ja Ci nie daruje braku dopiski przy Ksieznej, dawaj, dawaj :)
                      --
                      Maniaczytania - blog
                      • 10.06.11, 20:08
                        maniaczytania napisała:

                        > eee, ja Ci nie daruje braku dopiski przy Ksieznej, dawaj, dawaj :)

                        Nienie wcale nie wymiguje się! Nadmiar innych spraw, potworne zmęczeni poupałowe dało znać dotkliwie. Wybaczcie Maniu i Pepsic! Dziś, później albo na pewno jutro napiszę mój komentarz.

                        A czy wiecie, że Księżna Devonshire jest krewną księżnej Diany, cioteczną praprapraprababką (brat Georgiany Cavendish de domo Spencer był pradziadkiem Diany). A tak na margiesie Diana los podobny do swej przodkini podzieliła, nieszczęśliwie młodo wyszła za mąż za mężczyznę, który nie kochał jej, tylko inną kobietę .

                        Obie księżne łączyło jeszcze jedno podobieństwo obie w swoich czasach były celebrytkami, budziły sensację, powszechne zainteresowanie ludzi, prasy. Szeroko komentowano poczynania obu księżnych, ich wypowiedzi, ich stroje.
                        Pewnie pamiętacie, w filmie "Księżna" jest świetna scena jak karykaturzyści - ówczesni paparazzi, szkicują na szybko Georgianę przed wejściem na jakieś przyjęcie...

                        cdn.
                        • 10.06.11, 20:30
                          Barbasiu - dokladnie - los powtorzony ...
                          I jesli wierzyc roznym pogloskom Diana byla w ciazy z ukochanym, Georgiana urodzila ukochanemu dziecko, ktore jej odebrano...

                          --
                          Maniaczytania - blog
                          • 13.06.11, 21:48
                            Te same skojarzenia mi się nasunęły, epilogi równie podobne i tragiczne. Po przedwczesnej śmierci żon, panowie ochoczo stanęli na ślubnym kobiercu z dotychczasowymi kochankami. O ile lubię śluby (niekoniecznie muszą być królewskie), to spoglądając przed laty na ślub i błogosławieństwo Karola i Camilii uczucia miałam ambiwalentne.
                            Z drugiej strony nie sądzę, że Diana była do końca królewną Śnieżką. Oglądałam kiedyś francuską komedię satyryczną pt "Królową być", luźne wariacje na motywach związku Diany i Karola, muszę przyznać, ze każdy z osobna bohater nie wywoływał sympatii wręcz przeciwnie, no ale film nakręcili Francuzi, mogli sobie pozwolić na więcej.
                  • 10.06.11, 13:59
                    autor tej noweli nie docieka przyczyn rozstania. ona ma młodszego kol[ej]arza ;], on ma jakąś 30-tkę, z którą będzie miał dziecko, a że jeszcze nie zdążyli się rozwieść [papiery czekają na podpis], to by można odebrac jako sugestię, że całkiem niedawno jakos tak się im porobiło.

                    człowiek, co to pisał, skupił się raczej na tym, że po tylu latach związek może się rozpaść, a i to nie jest największą sensacją - jest nią bowiem fakt, ze oni potrafią to zaakceptować, że umieją zachowac dla siebie sympatię i szacunek, jakby godząc się z zaistniałą okolicznością. pomimo drobnej obsuwy na końcu - umieją ze sobą rozmawiac.

                    no i ostatnia scena : on idzie zamyslony ulicą, ona uwaznie patrzy w swoje oblicze w lustrze, paląc cygaretkę. może jeszcze nie wszystko stracone ? [mimo ze na końcu padają jednak słowa o podpisie pod aktem rozwodowym] a może przeciwnie - juz po wszystkim, a oni wcale nie są szczęśliwi z tego powodu, ale, po prostu, nie kopią się z koniem, czytaj : z losem, z - być może naturalnym - wygaśnięciem zdolności do współbytności.

                    tempo - fakt, ale i ogląda się fajnie, bo estetyka jest podobna, cały czas coś nowego, a wata między kolejnymi sekwencjami wypełniona widokami paryskich dachów, ulic, placów, skwerów i czegotamjeszcze :]
                    • 10.06.11, 19:13
                      Ta jedna krótka wymiana zdań, wymiana wzajemnych żalów, uszczypliwych peretensji na końcu bardzo wiele powiedziała o bohaterach i ich charakterach
                      i stąd potem moje, nasze dociekania na temat przyczyn ich rozstania ...

                      W tym wzajemnym obwinianiu jest, myślę, jakiś niewypowiedziany żal za bezpowrotnie utraconym małżeństwem, za tym co było w nim dobre ...

                      (Z kobiecego punktu wiedzenia) potwornie trudno się rozstać jak się wiele dobrego, a i złego razem przeżyło ...

                      >a może przeciwnie
                      > - juz po wszystkim, a oni wcale nie są szczęśliwi z tego powodu, ale, po prostu
                      > , nie kopią się z koniem, czytaj : z losem, z - być może naturalnym - wygaśnięc
                      > iem zdolności do współbytności.

                      Myślę, że to właściwa interpretacja ... :))

                      Myślę, że oboje zdają mają świadomość, że że ich małzeństwa nie można już utatować,
                      sprawy zaszły już za daleko, zwłaszcza w przypadku męża, którego kobieta spodziewa się ich dziecka ...


                      O weselu cygańskim, jeśli nie dziś, to jutro na pewno, wcześniej!!!!!!
                      :)))




  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.