Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2011 - 5 (vol.16)

01.09.11, 11:09
z nowym rokiem szkolnym ;) z nowym watkiem :)))

Nie wiem, co na dzisiaj, bo troche oderwana jestem od tv.
Ciekawa jestem nowej ramowki, ktora juz od przyszlego tygodnia. A Wy?
--
Maniaczytania - blog
Obserwuj wątek
    • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 5 (vol.16) 02.09.11, 15:01
      na dzisiejszy wieczor to ... szalenstwa nie ma, hehe

      Grek pewnie spojrzy na laskawym okiem na tvp1 ;)

      Ja zerkne moze na TVN i pierwszy odcinek "Wszyscy kochaja Romana" - ale spodziewam sie, ze sie rozczaruje, tym bardziej, ze wersje amerykanska ogladalam milion razy i uwielbiam!
      A potem (lub w trakcie) pewnie zajrze sprawdzic, co sie zmienilo po wakacjach w Lesnej Gorze ;)
      --
      Maniaczytania - blog
    • grek.grek "walkiria" - mam nadzieję, ze warto. 03.09.11, 13:21
      "Walkiria" zapowiada się ciekawie - kulisy nieudanego zamachu na hitlera, tom cruise w roli glównej, a więc spodziewam się nielichej akcji, udanych suspensów, mam nadzieję dobrej muzyki towarzyszącej. i nawet jeśli wynik całej intrygi jest równie nieprzewidywalny, z oczywistych względów, co wynik corocznej inscenizacji bitwy pod Grunwaldem, to jest jeszcze dużo potencjalnie intrygujących rzeczy do odegrania, mam nadzieję.

      oglądacie też ? czy jednak nowy szoł na tvp2 ? nie żeby zniechęcać kogokolwiek, ale powiedzcie mi : ile jeszcze szolów, w ktorych znów "narod wybiera śpiewaka, którego płyty później nikt nie kupi" można jeszcze wdusić na antenę ? i kiedy wreszcie przegrzeje się koniunktura ? te szoły to wyłącznie lans jurorów, kasa za smsy i reklamy dla stacji.

      na moj gust, w sam raz na sobotni film w prime time. wreszcie, po długim czasie, TVP trochę się odbiła od dna :]

      już rozpoczynam poszukiwania telewizora, zaginionego w ostatniej kampanii...










      • barbasia1 Re: "walkiria" - mam nadzieję, ze warto. 03.09.11, 14:38
        Tylko dobra, świeża ( w miarę) oferta filmowa przyciągnie przy takiej konkurencji (dziś jeszcze TVN-owe "Mam talent"!) widzów do TVP. Oby tak dalej.

        Pamiętam, że film "Walkira" nie wzbudził w krytykach zachwytu (zabijcie mnie, ale nie pamiętam już dlaczego), a Tom Criuse'a spotkały nieprzyjemne przygody podczas kręcenia filmu, jak donoszono, swego czasu, ale chyba nie jest to zły film skoro w dodatku TV do GW dają mu 3 (na 5) gwiazdek, co oznacza, że warto go zobaczyć...

        >te szoły to wyłącznie lans jurorów, kasa za smsy i reklamy dla stacji.

        Otóż!

        > już rozpoczynam poszukiwania telewizora, zaginionego w ostatniej kampanii...

        Ciekawam bardzo, w którym schronie ukryty jest ten telewizor? ;)))
        • maniaczytania Re: "walkiria" - mam nadzieję, ze warto. 03.09.11, 15:04
          na mnie w temacie "Walkirii" nie liczcie raczej :) poczekam na Wasze streszczenia jutro :)))
          po pierwsze dlatego, ze jakos mi przeszlo mlodziencze zauroczenie Tomem, po drugie tez pamietam te niepochlebne oceny - generalnie to chyba film zrobil klape

          pewnikiem bede pstrykac miedzy MT a VoP ze wzgledu na dziecie me :)
          --
          Maniaczytania - blog
            • maniaczytania Re: "walkiria" - mam nadzieję, ze warto. 03.09.11, 17:18
              barbasia1 napisała:

              > > pewnikiem bede pstrykac miedzy MT a VoP ze wzgledu na dziecie me :)
              >
              > W takim razie na dwa słówka komenatrzyka z liczę!
              > /Żeby Was tylko książe ciemności, co z królową różu zerwał, nie wytraszył! ;))/

              Barbasiu, a skrobne, skrobne, skoro sobie zyczysz :)

              A do ksiecia ciemnosci jakies takie uczucia mam, jakby to powiedziec, dla mnie on taki sam sztuczny w tym, jak i krolowa rozu ;)

              P.S. tak cichutko daje Ci znak, ze dzis wieczorkiem mozemy tez wybrac dwie romantic comedies :))) : Na Polsacie o 21.40 - Sposob na tesciowa z JLo (ogladalam, calkiem smieszne), a na tvp 2 o 22.05 prawie nowosc z 2009r. - Slubne wojny z Anne Hathaway i Kate Hudson i na to sie chyba skusze :)
              --
              Maniaczytania - blog
              • barbasia1 Re: "walkiria" - mam nadzieję, ze warto. 04.09.11, 13:36
                A dlaczego cichutko!?? Lubię/my komedie romantyczne! Dobre komedie romantyczne nie są złe!

                "Sposób na teściową" widziałam, całkiem niezła komedia.

                Zapamiętałam jedną z początkowych scen, kiedy młodzi goszczą u przyszłej teściowej (w roli teściowej Jane Fonda), ktora na wieść o oświadczynach syna chwyta JLo za włosy i wali kilka razy jej głową o stojący przed nią na stoliku talerzyk z ciastkiem, oczywiscie, jak się po chwili odwiadujemy, dzieje się to jedynie w jej wyobraźni ... Nie mniej jednak widz dostaje sygnał, że przyszła teściowa to twarda sztuka i nie tak łatwo odda swego syna pięknej dziewczynie ...
                :)
        • grek.grek Re: "walkiria" - mam nadzieję, ze warto. 03.09.11, 15:11
          no to tym bardziej jestem zainteresowany. na razie nie czytam recenzji krytyków, co by się nie sugerować zbytnio, chociaż kiedyś tam czytałem, jak wchodził do kin. na szczęście - nic nie pamiętam, amnezja absolutna. jakże pożądana w tych okolicznościach przyrody.

          hehe, ja go zupełnie nie kontroluję, robi co chce ;] niemniej, moja skuteczność w jego odnajdywaniu wynosi ni mniej nie więcej, a 100 % ;]

    • grek.grek Wenecja 03.09.11, 13:45
      www.filmweb.pl/article/Wenecja+2011+Co+nas+kręci%2C+co+nas+podnieca-77412
      najnowsze story z wenecji, o "dangerous method", co ją zapremierowali.
      • barbasia1 Re: Wenecja 03.09.11, 14:50
        "Dangerous method" - o! dziękuję pięknie za linkę! Ten film mnie jakoś szczególnie intryguje!? ;)

        To ja się odwdzięczę linkiem do ciekawego artykułu z archiwum WO (na szczęście jest dostępny w całości) na temat bohaterki filmu Cronenberga - Sabiny Spielrein, jej relacji z Jungiem, kontaktów z Freudem.

        www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53581,6078678,Sabina__Miedzy_Freudem_a_Jungiem.html
        :)

        • grek.grek Re: Wenecja 03.09.11, 15:17
          jest więcej tego stuffu :
          wyborcza.pl/1,75475,10223457,Psychoanaliza_według_Cronenberga.html
          dzięki za link, kobiety jak widać nie tylko mężczyzn potrafią zrujnować, ale i czasami zainspirować, zmotywować i muzą być im ;]
          • barbasia1 Re: Wenecja 03.09.11, 15:49
            Bardzo mi podoba mi się ten tekst Sobolewskiego! :)

            Greku!!! Kobiety głównie zajmują się byciem muzą, inspirowaniem, motywowaniem (sic!) mężczyzn, a i jeszcze wspieraniem, opiekowaniem się, dbaniem o mężczyzn itd. , tylko w niesłychanie rzadkich, nielicznych przypadkach jest inaczej.

            A inspiracja w tym przypadku była wzajemna! Sabina została potem pierwszą psychoanalityczką!
            • grek.grek Re: Wenecja 04.09.11, 13:24
              zauważyłem :] to jeszcze rzadszy przypadek - zeby męzczyzna kobietę zainspirował ;] chociaż kto wie... może to była taka Galatea od Pigmaliona/ czy raczej -ów/ bardziej :)

    • grek.grek o "Walkirii" w 5 zdaniach. 04.09.11, 13:20
      więc.

      sama akcja zamachowa w Wilczym Szańcu - wiadomo, pierwsza próba odłożona, druga nieudana koniec końców, bo główny cel stał za daleko itd. nie ma co specjalnie się rozwodzić, opisy historyczne sa z pewnością znacznie bardziej zajmujące. o akcji "Walkiria" też pewnie w stu tysiącach źródeł lepiej i ciekawiej piszą, dodając zapewne miliard szczególików.

      ale o samym filmie.
      co na plus, wg mnie - filmowanie, scenografia, charakteryzacja, dobór twarzy.

      co na minus - no, i tu się mozna trochę rozwinąć ;]

      Stauffenberg nie wyszedł. niestety. czytałem trochę o nim już wcześniej, i to nie był taki miś pluszowy jak tutaj go przedstawiono - najpierw miał poglądy nacjonalistyczne, był oddanym synem Wielkich Niemiec, wcale nie mniej niż Hitler przekonanym, ze Niemcy są narodem przeznaczonym do lepszych celów; stronnik Hitlera; co ciekawie dla nas - spiskowcy, którym przewodził, mieli w planach, już po wybuchnięciu Hiltera w kosmos, taką umowę z aliantami, wedle której w granicach Niemiec miałyby się znaleźć Wielkopolska, Pomorze, Górny Śląsk. mozna powiedzieć, że pan Von-S był Niemcem pelną gębą ;] po prostu nie zgadzał się z taktyką wojenną Hitlera i z biegiem czasu coraz mniej pasowal mu terror hitlerowski w samych Niemczech i wobec mniejszości. doszedl do tego wypadek na afrykańskim froncie, w którym stracił jedną dłoń i killka palców u drugiej oraz oko. na ile to wpłyneło na ewolucję jego świadomości, własna krzywda, a nie krzywda innych ? tego nie sposób dociec po latach. czyli, postać niejednoznaczna.

      w filmie zaś Stauffenberg jest postacią tylez tragiczną, co ze spiżu - w ogóle nie ma zarysowanych jego motywacji, nie ma żadnej drogi intektualnej, nie ma konfliktu wewnętrznego, a przecież musiał to wszystko przejść, musiał ewoluować. bohater zdecydowany i okreslony jest mało ciekawy, imo. tak jak ksiądz Popiełuszko, tak jak większość postaci grany przez Arniego, tak jak Jan Paweł II w tych filmach które są kręcone na kolanach. Moretti nakręcił "Habemus Papa" i od razu można się zawstydzić, ze makaroniarz potrafił pokazać papieża w sposób, z doniesień samych można sobie to przetłymaczyć, w sposób zupelnie nowy i smiały, a jednocześnie bez antyklerykalnych zapędów, bez atakowania pedofilią i biografią instrukcji crimen sollicitationis. Stauffenberga z "Walkirii" wpisać można w to ww. towarzystwo choćby zaraz.

      bohater przykrojony do amerykańskich ideałów sprawiedliwego. z twarza Toma Cruise'a. poster boy, a nie postać z krwi i kości. I dlatego film jest słaby. bez dobrze namalowanego Stauffenberga, ta opowieśc po prostu nie moze być ciekawa.

      Toma nie oceniam, bo to dobry aktor, jakkolwiek tutaj nie kazano mu grać tylko występować, więc się zgodził, za zapewne niezła kasę. reżyser zawalił. tak samo jak scenariuszopismaki. postanowili wpasowac się w gusta gumożujów - i tak fart niesamowity, ze Stauffenberg umiera, a nie dokonuje brawurowego przeżycia.

      Amerykanie akceptują śmierć bohatera na końcu filmu pod dwoma warunkami - kiedy ten bohater umiera za idee i kiedy jest nieskazitelnie szlachetny. bo wtedy, ich zdaniem, ta śmierć ma sens. no i musi umrzeć z szykiem, pod murmurando i łopoczący sztandar. i ten taki jest. bez dylematów w dodatku, co jeszcze bardziej ułatwia odbiór i ocenę.

      suspensy były, ale chyba jednak za bardzo pamiętalem o finale tej historii, żeby je odczuć. aczkolwiek, chyba były dobrze zbudowane, dla kogoś nie znającego rozwiązania [kto wie, może i są tacy, co nie znają okoliczności faktycznej śmierci Hitlera...] mogły być przekonujące.

      akcja chyba żwawa, ale trochę, imo, uproszczona i skupiona głównie na zdeterminowanych minach aktorów.

      generalnie, nie żałuję - premiera to premiera, darowanemu koniu w zęby się nie zagląda. koniowi też.

      tyle ja, więcej niż 5 zdań ale się jakoś tak rozhasałem nieprzyzwoicie, jak nie ja ;]. a jak Wasze wrażenia ?

      • barbasia1 Re: o "Walkirii" w 5 zdaniach. 04.09.11, 13:49
        Oczywiście, żaden choćby nie wiem, jak genialnie nakrącony film fabulany nie jest w stanie oddać wszystkich szczegółów, które podają 500 stronicowe opisy w zajmujacych książkach.
        Nawet nie ma senaru robić takich porównywań, bo zawsze wypadną one na niekorzyść filmu.
        • grek.grek i coś jeszcze 04.09.11, 14:39
          dlatego nie podjąłem się streszczenia , o ktorym wspominała Mania :]

          tu jest materiał na film, i to jaki :} :

          kultura.gazeta.pl/kultura/1,114628,10224884,Nawet_Dan_Brown_by_tego_nie_wymyslil__Sensacyjna_pogon.html
          • barbasia1 Re: i coś jeszcze 04.09.11, 15:04
            grek.grek napisał:

            > dlatego nie podjąłem się streszczenia , o ktorym wspominała Mania :]

            I słusznie. O szczegółach operacji Walkiria można przeczytać na wikipedii, tam jest stynetyczne opracowanie...
            pl.wikipedia.org/wiki/Zamach_20_lipca

            :)
      • barbasia1 Re: o "Walkirii" w 5 zdaniach. 04.09.11, 16:40
        Zbyt surowo oceniasz, imo

        Intencja twórców filmu jest jasna - akcja koncentruje się na pokazaniu operacji Walkiria, przygotowań oraz jej nieudanego filnalu i konsekwencji z tym związanych. Na pokazanie całej drogi przemiany wykonawcy nieudanego zamachy - Stauffenberga, (moze to bylby temat na odrębny film) nie ma tu po prostu miejsca i czasu.

        Jest za to na początku w pierwszych sekwencjach filmu bohater, który jak notuje dzienniku jest coraz bardziej rozczarowany Hitlerem, przebiegiem wojny, klęskami, które coraz czesciej ponoszą Niemcy, zdegustowany okrucieństwem nazistów, przerazony upadkiem kraju ...

        Imo motywacja Stauffenberga w filmie jest czytelna, sam mówi o tym, w któryś momencie chodzi mu o ratowanie narodu niemieckiego przed upadkiem w obliczu zbliżającej się nieuchronnie klęski.

        Ale rzeczywiście postać Stauffenberga jest moze nieco wygładzona. Brak mocniejszego zaakcentowania nazistowskiej przeszłości, zanim doznał rozczarowania. Może wtedy postać byłaby o wiele ciekawsza!

        Tom był dobry! :)



        • grek.grek Re: o "Walkirii" w 5 zdaniach. 05.09.11, 13:34
          moze więc ta intencja właśnie mnie nie porwała, bo się okazało, ze bez uczciwego i poglębionego portretu głównego bohatera tych wydarzeń cala historia trochę zalatuje średniej jakości kinem akcji ?.. może o planie "walkiria" by się dało opowiedzieć lepiej za pomocą wpisania tej historii w biografię Stauffenberga, a nie odwrotnie ? wydaje mi się,ze stan ducha i umysłu Stauffenberga z grubsza wyrażał postawy całej grupy tych spiskowców, a przynajmniej można by to w ten sposób przedstawić. jesli on był glównym macherem, to jego motywacje i przemiany są/były kluczowe, bo to on pociągnąl innych za sobą w tę akcję. śledząc jego metamorfozę można by się dowiedzieć : skąd się wziął ten pomysł, bo w filmie niekoniecznie jest to wyraźnie powiedziane, przynajmniej ja stosownego akcentowania nie dostrzegłem.

          jasne, ze chodziło o prostą historię, żeby masowa widownia kupiła, może własnie brak ambicji jest tutaj najbardziej rozczarowujący. a przecież storyline wymarzona do napisania naprawdę dobrego scenariusza, łączącego psychologię, dramat, emocje, refleksję intelektualną. niestety, ale z kolei mnie nie przekonuje zamknięcie w paru zdaniach w jednej scenie toku rozumowania bohatera, który pewnie dojrzewał do swojej decyzji dłuższy czas i jak sądzę nie brakowało konfliktów sumienia, jakie temu towarzyszyły.

          hehe, cóż, twórcy uznali, że wystarczy, ze Stauffenberg przechodzi na właściwą stronę barykady. dlaczego był po niewłaściwej, dlaczego zrezygnował z niej dopiero, kiedy sam doznał uszczerbku na zdrowiu, czy całkowicie porzucił tamte idealy..? to by było zbyt wiele.

          masz rację, film akcji, to film akcji, o to chodziło, więc to może tłumaczyć uproszczenia i pominięcia. ale... zawsze można sobie spróbować wyobrazić, jak by wyglądała wersja idealna ;]

    • maniaczytania Mam talent/ The Voice of Poland/ Slubne wojny 04.09.11, 16:06
      tak, jak zapowiedzialam, tak i obejrzalam :)

      Na pocztaku wlaczylam MT - zmiana K. Wojewodzkiego na R. Kozyre na plus moim zdaniem, na minus to wyszlo jedynie A. Chylinskiej, ktora za bardzo wczuwala sie w role szefa. Z wystepow, ktore widzialam podobaly mi sie "swinie w kosmosie" ;)
      potem przelaczylam na chwile zobaczyc, jak to TVoP wypada i moje dziecie ( z ugruntowanym gustem muzycznym) juz mi nie pozwolilo przelaczyc ;))) Ten program jest jak na razie swietny - zwlaszcza jesli chodzi o uczestnikow - ci, ktorzy przeszli byli fantastyczni.
      I nie zgadzam sie z Grekiem, ze nie ma miejsca w tv na tego typu show - mnie sie wydaje, ze takie w bardziej "czystej" formie spiewanie jest w stanie przyciagnac ludzi caly czas (fenomen dlugiego istnienia SznS mowi sam za siebie). Co innego rzeczywiscie z tym, ze oni maja marne szanse na cos wiecej niz wystep w tv (ale to nie wina uczestnikow, tylko naszego rodziemgo showbizu), aczkolwiek uwazam, ze taki wystep daje im juz duza baze (popularnosc) do ciezkiej pracy i nie spoczecia na laurach (bo znalezli sie tacy, ktorym sie to udalo - M.Brodka chociazby).
      A, i Barbasiu - no ja Ci powiem, ze ten Ksiaze Ciemnosci nie taki straszny, jak go maluja ;) Ja bym powiedziala, ze gdyby nie jego szczuplosc ( z wiadomej sprawy) to on jest nawet, nawet, tak, przystojny :) I zachowywal sie bardzo elegancko, no prawie ;)

      A na koniec wieczoru zaserwowalam sobie komedie romantyczna o dwoch przyjaciolkach (A. Hathaway i K. Hudson), ktorych przyjazn zaczyna sie walic, kiedy obie maja wziac slub. Caly problem w tym, ze one obie od dziecinstwa marzyly o slubie w hotelu Plaza w czerwcu, a tu w tym konkretnym czerwcu jest tylko jedna wolna data - i maja wybor albo podwojny slub, albo ktoras z nich zmieni termin lub miejsce. Oczywiscie zadna nie chce ustapic i co sie dalej dzieje :))) W sumie nie byla taka zla, mogli tylko bardziej przystojnych narzeczonych im znalezc, toby bylo na kogo popatrzec :)))

      A dzis "Iluzjonista" - ale nie wiem, czy dam rade obejrzec, bo i nowy "Czas honoru" i nowe "Kosci" ;)
      --
      Maniaczytania - blog
      • barbasia1 Re: Mam talent/ The Voice of Poland/ Slubne wojny 04.09.11, 16:48
        Dzięki, Maniu, piękne za to bardzo ciekawe sprawozdanie z frontu showów!

        Widziałam początek MT i ja powiem ci byłam rozczarowana Kozyrą, ktory jakoś strasznie się wysilał by wypaść na luzaka. Brakowalo też żartowbliwej ekwilibrystyki słownej Wojewódzkiego.

        W takim razie to bardzo porządny Książe Ciemności! ;))

        "Iluzjinistę" polecam, całkiem interesujące kino rozrywkowe. I na Edzie Nortonie mozna oko zawiesić! ;))

        Zapamiętuję tytuł i przy innej okazji obejrze komedię z A. Hathaway i K. Hudson! Dzięki za zachecające wprowadzenie, Maniu!!!
        • ewa9717 "Walkirii" mówię NIE! 04.09.11, 17:17
          Po pierwsze, bo nudna jak diabli, a po drugie (chyba ważniejsze) nie podoba mi się kreowanie pana von S. na spizowego bez skazy i zmazy. Wziął się za walkę z Hitlerem, jak juz dostawali po dupie z kazdej strony (przypominam: to już koniec lipca 1944 roku) i wiadomo było, jak się wojna musi zakończyć.
    • grek.grek powtórki & czytelnia 05.09.11, 15:12
      najnowsze z Wenecji :
      wyborcza.pl/1,75475,10228980,Meczennik_seksu.html
      www.rp.pl/artykul/515407,712003-Festiwal-w-Wenecji-tragedia-budzi-z-marazmu-.html
      plus dobry wywiad z Holland, obszerny, ale warto przeczytać, dotyczy seriali produkowanych w Stanach :
      wyborcza.pl/1,76842,10215107,Agnieszka_Holland__Kto_zabil_Rosie_Larsen_.html
      w tiwi - Lis wraca [tvp2], "Dług" powtarzają enty raz [tvp1,23:50], i równie enty raz "Telefon" [Polsat,22:45], czyli filmowe nihil novi, same old song itp.

      • barbasia1 Re: powtórki & czytelnia 05.09.11, 16:30
        Dzięki serdeczne, Greku, za prasówkę dotyczącą festiwalu weneckiego i inne ciekawe rzeczy. Jak miło, że nie trzeba szukać. Jesteś nieoceniony! :)))
        Zaintrygowana tytułem rzuciłam okiem na pierwszy artykuł i powiem Ci, że "Wstyd" Steve'a McQueena jawi sią całkiem interesująco, chciałabym to zobaczyć.
        Holland zostawiam na później! :)

        To mamy dziś wolny wieczór! ;)
        • grek.grek to o tych powtórkach może trzy słowa :] 06.09.11, 13:47
          ech tam, drobiazg, cala przyjemność z mojej strony :]

          no to ja Ci powiem więcej : jak dotąd, to wszystkie filmy, które są recenzowane, wydają się bardzo ciekawe i do obejrzenia. nie chciałbym być w skórze jury, ktore będzie musiało z tego wybrać najlepszy.

          Holland przepytują z okazji nowego serialu "Killing", ktory w wersji amerykańskiej, oryginał powstał w Danii, własnie wskakuje na mały ekran, a sama ona reżyserowała częśc odcinkow, czy tam pilota ?, whataver, grunt, ze jest/była w ekipie tworzącej go.

          w Polityce sprzed tygodnia jest dośc obszerny artykuł o tym całym "KIlling", a raczej o tej oryginalnej wersji duńskiej, bo to podobniez rzecz kultowa i fenomen, w stylu skandynawskich kryminałów, a jednocześnie czerpiąca pomysł z zajawki niemal jak z Miasteczka Twin Peaks - chodzi bowiem o zabójstwo młodej dziewczyny i poszukiwanie jego sprawcy. Holland, w tym wywiadzie, powiada, ze serial był tak kręcony, ze nawet sami aktorzy, poza odtwórczynią glównej roli, nie mieli pojęcia, co jest w scenariuszu na kolejne odcinki, i która z postaci, przez nich granych, okaże się mordercą :] niezła taktyka, swoją drogą.

          a tak, wczoraj było wolne, ale dzisiaj już nie - z Niemcami mecz :]

          ale za to, w niedzielę, idąc za Twoją radą odkurzyłem trochę "Iluzjonistę" i, nie wiem z jakich przyczyn, ale odebrałem go z prawdziwą przyjemnością; za pierwszym razem, po premierze, z tego co pamiętam, to nieźle Tobie i Wam tutaj marudziłem i kręciłem nosem; a w niedzielę - no inny człowiek, ba - INNY film :] atmosfera, Norton, zdjęcia, aranżacja scen, wnętrza, sama akcja która zahacza przecież także o strachu politycznej władzy przed porywającą tłumy sztuką, cała ta fantasmagoryczno-intrygancka aura... no po prostu kupiłem go od A do Z :] warto było.

          próbowałem sobie wczoraj trochę "Telefon" także oddmuchnąc z pajęczyn, ale jakoś mniej to skutecznie wyszło. chyba nie ma potencjału odkrywania siebie, jaki ma "Iluzjonista", przynajmniej w mojej indywidualnej skali. film na-raz. poza akcją nie ma specjalnie wiele do podziwiania. czekasz na to, jak to się skończy, więc kiedy już znasz rozwiązanie - nie ma wiele do
          znalezienia ponad to. podoba mi się niezmiennie przede wszystkim to, ze na półtorej godziny macherzy umieli skoncentrować całą akcję na tak niewielkiej przestrzeni [budka telefoniczna plus kawałek ulicy] i nie wywołać u widza, a dokładniej : u mnie - za siebie moge tylko mówić, klaustrofobicznego zaduchu. żywy film, ciekawy rozwój wydarzeń, nieschematyczny finał, ale... bez tych dodatkow, które by go czyniły... ja wiem... seksownym ? dobre słowo ? ;]
        • grek.grek & czytelnia 06.09.11, 14:01
          no i może linki, skoro sie przydają :] :

          z Wenecji :
          www.filmweb.pl/article/Wenecja+2011+Solondz+bez+pazura-77452
          www.rp.pl/artykul/515407,712516-Czarny-kon--film-Todda-Solondza-na-festiwalu-w-Wenecji.html
          i o tym serialu Holland, własnie znalazłem w Gazecie :
          wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80276,10235344,Skandynawskie_sledztwo_w_deszczu.html
          przyjemnego zaczytania :]
          • barbasia1 Re: & czytelnia i różności 06.09.11, 22:31
            Bardzo się przydały, przeczytałam wszytsko! Serdeczne dzięki! :))))

            Toddzie Solondzu pierwszy raz słyszę, a Ty Greku, widziałeś jakiś jego film?


            Holland wyreżyserowała dwa z 13 odcinkow serialu "Dochodzenie", mowa o tym w artykule pod ostanim linkiem Interesująca rzecz, ciekawe czy my to zobaczymy u nas w telewizji!?

            Bardzo interesująca jest też ta zalinkowana wyżej rozmowa z Holland o pracy nad serialem "Dochodzenie" no i uwagi na temat współczesnych amerykańskich seriali.

            A propos prasówki, to czytałam dziś u dentysty rozmowę z Woody Allenem w ostatniej Polityce (później Wam ją zalinkuję (jest w necie), jak tylko dokończę moje obiecane opisy "O północy w Paryżu" Wybaczcie, że się tak grzebię!!!) znalazłam odpowiedź na Twe, Greku, pytanie, w którym z europejskich miast Allen będzie kręcił swój następny film! Otóż nie będzie to Moskwa, nie bedzie Warszawa, ale ... Rzym (żona Allena wybrała :), właściwie to było oczywiste. Allen kręci tu film, który zatytułowany jest "Bop Dekameron", czyżby była to jakaś wspólczesna wersja Dekameroanu Bocaccia? Jeśli tak to będzie niebyt cnotliwie i niezbyt też skromnie. ;) A i w filmie występuje Roberto Begnini i piękna Penelope Cruz, między innymi.

            Ale to jeszcze nie wszytsko , Allen nie wyklucza, że skusi się na film szpiegowski z akcją w ... Berlinie! Czyli w Warszawie nieprędko zagości, jeśli kiedykolwiek ... ;)

            Jutro dokończę odpowiedzi na postałe posty teraz lecę zobaczyć co tam u Kuby Wojewódzkiego w nowym sezonie!?? :)

            Na dobranoc jazzowo niech będzie (zdaje się już ten kawałek wkljałam kiedyś, ale w innym wykonaniu)

            www.youtube.com/watch?v=LMmSxXGD61k&feature=related
            Dobrej nocki! :)
            • grek.grek czytelnia i różności @music please 07.09.11, 13:33
              bardzo proszę, dobrze że się przydają. dorzucę link z tym artykułem o "killling/dochodzeniu" z Polityki, jak tylko się ukaże na stronie.

              własnie... śpią te polskie telewizje, Amerykanie zdązyli złożyć remake, a u nas nikt się nie zdecydował kupić. zamiast kręcić te tragiczne telenowele powinni kupować, przynajmniej TVP, bo ją jakiś poziom obowiązuje, wlasnie hitowe seriale ze świata, przynajmniej na jednym z kanałów.

              hehe, wiesz, że ja mam tę Politykę z wywiadem z Allenem i jeszcze go nie przeczytałem ? ;] zapóźnienia mam takie, że aż wstyd się przyznać.

              chyba kiedyś pisaliśmy już o tym, że Allen kręci w Rzymie, chyba przy okazji obgadywania jakiegoś filmu z Begninim [ktory występuje w tym nowym projekcie WA]. poszukam później, żeby się upewnić o naszej szybkości i byciu na czasie ;]

              Kuba W znów dostał polecenie z góry chyba, nazwiska do zaproszenia na karteczce :]
              szkoda człowieka, za pieniądze tak stawać na tylnych łapkach...

              jazzowo - yup, dobre :]

              ja wczoraj słuchałem trochę muzyki, a właściwie nocą dzisiejszą, jak to nocny marek [nightmare-k]

              za Lao Che w całoksztalcie nie dam sobie głowy uciąć, ale Spięty dobrze pisze i ma wokal, a poza tym ma swoją jazdę, a ja takich ludzi lubię, ten kawałek kupuję bez szemrania i polecam bez ryzyka; mozna o swojej wierze w Boga pisać i śpiewać na wysokim C i falsetem, a mozna tak jak Spięty, czyli z klasą i bez nachalnej oczoyebności :
              www.tekstowo.pl/piosenka,lao_che,drogi_panie.html
              a to mi się podoba za takie gustowne połączenie retro z jakimś takim soundem [yup, wyrabiam się, haha ;)] kalifornijskim, nie wiem czy to właściwa nomenkaltura, ale tak to kojarzę i nie ma poradź na moje defekty, w każdym razie - numer jest zawodowy :

              www.tekstowo.pl/piosenka,i_blame_coco,quciker.html
              P.S : niemcy grają zawsze do końca :]





              • barbasia1 Re: czytelnia i różności @music please 07.09.11, 15:00
                Bardzo sie przydają!

                Mam nadzieję, że nasza telewizja też za jakiś czas pójdzie za amerykanską modą i zacznie wreszcie robić dobre, interesujące, inteligentne seriale dla dorosłych.

                A widzisz, ja się u dentysty zastanawiałam czy Ty juz czytałeś ten wywiad!? (wiem, pamiętam, że też masz papierową wersje, że prenumerujesz Politykę!).
                A wywiad szalenie ciekawy, Allen o swojej wizji kina mówi, o tym dlaczego nie interesują go bieżące kwestie polityczne, aktualne problemy społeczne. Te wydajaą mu się za mało uniwersalne, za mało artystyczne, w przeciweństwie do poblematyki egzystencjalnej, moralnej, do problematyki uczuć. Te kwestie będą aktualne zawsze i za 100 sto i za tysiąc lat, jak powiedział Woody Allen.
                Bardzo intelinegtnie Woody potraktował maksymę "nie wszytek umrę", nieprawdaż. ;)

                Ale nie czytaj jeszcze tego wywiadu, dobrze!? ;) Choć właściwie nic się nie stanie jak jednak przeczytasz. ;)

                Widziałam końcówkę meczu.
                Czekając na Kubę, przełaczyłam na Jedynkę, żeby zobaczyć wynik, końcówka meczku 2:1 dla naszych, myslę jest super, ale szkoda tylko, że nie widziałam ani jednej bramki, no i za chwilę, zobaczyłam, bramkę wyrównującą ... ;/

                cdn.
                • pepsic Re: czytelnia i różności @music please 07.09.11, 22:01
                  A to się pan Allen rozgadał. W ostatnim Dużym Formacie (ciekawe, czy jutro ukaże się nr wrześniowy?) rozmawiał o ostatnim dziele, tudzież swoim życiu i relacjach damsko-męskich, zwłaszcza te ostatnie nader interesująco się prezentowały i bardzo trafnie zostały podsumowane.
                  • grek.grek Re: czytelnia i różności @music please 08.09.11, 13:46
                    to zabawne, tak mi się wydaje, ze dzięki dynamice rozwoju globalnych sieci komunikacji i informatyzacji te najnowsze filmy Allena są takimi hitami, a on sam zaczyna się robić wręcz
                    popularny, wywiadowany, podczas gdy w swoim złotym okresie był raczej kultowy i
                    znany przede wszystkim publice dośc zorientowanej w kinoświatku. dośc rozczulające są
                    zwłaszcza te hasla reklamowe jakimi opatrywane są rutynowo jego nowalijki "Woody Allen w
                    życiowej formie !", "najnowsza i najlepsza komedia Allena !", "Allen znakomity jak nigdy" :]
                  • barbasia1 Re: czytelnia i różności @music please 08.09.11, 18:25
                    pepsic napisała:

                    > A to się pan Allen rozgadał. W ostatnim Dużym Formacie

                    Nawet nie wiedziałam, że w DF też jest rozmowa z WA! (Dopadło go wielu naszych dziennikarzy i krytyków filmowych. ;)
                    Wkleję zatem linki do Dużego Formatu i Polityki.

                    www.polityka.pl/kultura/rozmowy/1518734,1,rozmowa-z-woodym-allenem.read
                    wyborcza.pl/1,75480,10164072,Woody_Allen__Napisalem_dialogi_Hemingwayowi.html
                    Przeczytałam teraz tą rozmowę z DF i śmiać mi się chciało, bo Paweł T. Felis, przygłuchy, zmiast "ROME PICTURE" (rzymski obraz /filmowy/) usłyszał, THE WRONG PICTURE"! ,he, he (moja mum też czasami tak ma, he, he)

                    "Co oznacza zagadkowy tytuł pana nowego filmu, który będzie kręcony w Rzymie: "The Wrong Picture"?

                    - Przecież to wcale nie jest tytuł! Opowiadając o tym filmie, mówiłem o nim po prostu: "Rome picture". Tak naprawdę ma tytuł "Bop Decameron" i będzie luźno oparty na "Dekameronie" Boccaccia - dużo połączonych ze sobą wątków, wiele równorzędnych postaci, no i miasto, które właściwie muszę dopiero poznać. Ale mam już obsadę marzeń: Penelope Cruz, Roberto Benigni, Jesse Eisenberg, Ellen Page, Alec Baldwin. I ja."

                    :)

                    Więcej... wyborcza.pl/1,75480,10164072,Woody_Allen__Napisalem_dialogi_Hemingwayowi.html?as=3&startsz=x&startsz=x&startsz=x#ixzz1XNWehiV5


                    (ciekawe, czy jutro u każe się nr wrześniowy?)
                    I co jest dziś DF?
                    • barbasia1 Re: czytelnia i różności @music please Woody Allen 08.09.11, 18:27
                      PS w Polityce dość podobna rozmowa


                      Janusz Wróblewski1 września 2011
                      123.Rozmowa z Woodym Allenem
                      Nie jestem wielkim artystą
                      Reżyser, którego najnowsza komedia „O północy w Paryżu” właśnie wchodzi na polskie ekrany, opowiada o lenistwie, religii, podróżach i realizmie.



                      Janusz Wróblewski: – „O północy w Paryżu” to hołd złożony paryskiej bohemie początku XX w., pięknu zabytkowego miasta i jego legendzie. Manhattan przestał już pana fascynować?
                      Woody Allen: – W Ameryce chwilowo nikt nie chce finansować moich pomysłów, korzystam więc z zaproszeń europejskich producentów. Nakręciłem romantyczną komedię w Paryżu, kryminał w Londynie, komedię w Barcelonie. Niewykluczone, że skuszę się i na dramat szpiegowski z akcją w Berlinie.

                      Przyjąłby pan każdą propozycję płynącą z dowolnego kraju?
                      Oczywiście, że nie. Musiałbym tam bywać, dobrze się czuć w takim miejscu. Duże, nudne, przemysłowe miasto bez filmowej mitologii odpada. Ważny jest też pomysł. Nie każdy scenariusz da się przerobić na nową lokację. Pracuję ze stałą ekipą. Mam swoje wymagania, producenci musieliby się zgodzić na moje warunki.

                      Mimo 76 lat sporo pan podróżuje, często przebywa poza domem. Nie męczą pana te wyjazdy?
                      Moja rodzina je lubi, więc nie mam wyboru. Najczęściej żona decyduje, dokąd wyjedziemy. Niedawno bardzo chciała poznać Rzym, więc przeprowadziliśmy się tam na pół roku. Robię teraz film we Włoszech. Zdrowie dopisuje. Nie narzekam.

                      Poczuł się pan jak niezależny euro­pejski reżyser?
                      W Hollywood średni budżet wynosi 50 mln dol. Mój ostatni film kosztował 15 mln dol. Tylko w Europie za takie pieniądze mogę pracować. Dystrybutorzy nie liczą na gigantyczne zyski, producenci nie wtrącają się do scenariusza. Muszę się starać, żeby robić nieamerykańskie filmy. Znam trochę francuski, to bardzo pomaga.

                      Romantyczna wizja Paryża w najnowszym filmie to pańska fantazja?
                      Nigdy nie postrzegałem Paryża w realistyczny sposób. Nowego Jorku zresztą też nie. Patrzę na te miasta przez różowe okulary, bo tego nauczyło mnie hollywoodzkie kino. Nie widzę ich złych stron. Pola Elizejskie nieodwołalnie kojarzą mi się z miłością, romansami, jazzową muzyką, pięknymi hotelami. Paryż zobaczyłem na własne oczy, jak miałem 29 lat, w 1964 r. przy okazji kompletowania obsady do „Jak się masz koteczku?”. Aktorom nie bardzo chciało się grać, scenariusz nagle przestał się podobać. Codziennie żądali dopisywania nowych dowcipów, lecz dopóki sponsorzy płacili rachunki, nie robiło to wrażenia. Miałem czas, żeby chłonąć art déco, atmosferę Montmartre’u, Closerie de Lilas, gdzie oddychało się tym samym powietrzem co Picasso i Modigliani. Tam gdzie mieszkałem, ­czyli w Brooklynie, jedyną formą sztuki były hot dogi.

                      Bohaterem „O północy w Paryżu” jest początkujący scenarzysta, który nieoczekiwanie spotyka nad Sekwaną dawno nieżyjących idoli: Ernesta Hemingwaya, Gertrudę Stein, Francisa Scotta Fitzgeralda i innych. Przeżywa szok zupełnie jak kelnerka z „Purpurowej róży z Kairu”, do której schodzi z ekranu jej ukochany amant. To dowód siły marzeń czy rozczarowania rzeczywistością?
                      Niektórzy potrzebują obcowania z tajemnicą, nawet za cenę samooszukiwania. Sam należę do takich osób. Ludzkie życie wydaje mi się na tyle tragiczne, smutne, nieszczęśliwe i pozbawione nadziei, że krótkie momenty magii są bardzo potrzebne. Wystarczy zajrzeć do gazet. Ciągle jesteśmy bombardowani wiadomościami o brutalnych gwałtach, głodowej śmierci w ­Korei Północnej albo gdzieś w Afryce. Tylko wyobraźnia albo cud – co na jedno wychodzi – może poprawić humor.

                      Niektórzy uważają, że religia jest niezłym pocieszeniem.
                      Tak, oczywiście, problem w tym, że ludzie wierzą w Boga naprawdę, a ja, że mamy raczej nikłe szanse na spotkanie z nim. Pytanie, co wtedy, jeśli go nie ma? Jak się zachować wobec zimnej pustki? Często się zastanawiam: nie jak sobie poradzić w najgorszej sytuacji, tylko dlaczego w ogóle podejmujemy trud działania. Ludzie wybierają egoizm, myślą, że morderstwo ujdzie im na sucho. Inni znajdują w sobie dość heroizmu, by pomagać i zachowywać się przyzwoicie. Wcale nie oczekują za to nagrody w przyszłym życiu. Robią to z poczucia solidarności, dlatego że chcą mieć spokój, czyste sumienie. Skoro wszyscy dryfujemy na jednej szalupie ratunkowej, która prędzej czy później i tak zatonie, to może lepiej wykrzesać z siebie resztki moralności? W tym sensie uważam, że nieobecność Boga we Wszechświecie ma znaczenie.

                      Grecy przekonywali, że dzięki tragediom człowiek dowiaduje się o swojej sytuacji więcej. Pan też wierzy, że cierpienie pozwala człowiekowi wznieść się wyżej, stać się lepszym?
                      W tragediach odzwierciedlających aktualne problemy nie ma niczego uszlachetniającego. Tragedie mówią o tragediach i nie rozumiem, dlaczego widzowie dopisują im setki dodatkowych znaczeń. To było naprawdę ciężkie – żalą się – ale coś nam dało, czegoś się nauczyliśmy. Ja osobiście niczego się z nich nie nauczyłem. Zero pocieszenia. Żadnego pozytywnego przekazu. Proszę spróbować rozśmieszyć dziecko. To dopiero daje prawdziwego kopa.

                      Jak to pogodzić z pańskim pragnieniem nakręcenia poważnego filmu?
                      Mnie nie interesują współczesne problemy, takie jak terroryzm, aborcja, walka o prawa mniejszości seksualnych czy rasizm. Nie poruszam nigdy społecznych ani politycznych zagadnień. Wydają mi się za mało uniwersalne, za mało artystyczne. Moimi tematami są zjawiska uczuciowe, psychologiczne, egzystencjalne, moralność. Bez względu na zmienne okoliczności historyczne, one się nie zestarzeją. Ani za 100 lat, ani za tysiąc. Oczywiście, jeśli film jest słaby, nic go nie uratuje.

                      Realistyczny znaczy według pana cyniczny?
                      Tak uważam. Sztuka nie może odwzorowywać jeden do jednego nędzy życia. Nie na tym polega jej siła. Pomimo całego horroru, jaki ono niesie, sztuka powinna pokazywać, dlaczego warto je przeżyć. Dlaczego jest wartościowe. Z drugiej strony, niemało jest artystów, którzy uważają, że wolno wszystko. Że nic nie muszą poza dawaniem czystej przyjemności. Przyjemność to rozrywka. A rozrywka to jedyna rzecz, z którą dajemy sobie radę.

                      Nostalgia jest lepszą strategią?
                      Nostalgia też jest pułapką. Idealizuje czas, który bezpowrotnie minął. Jak już wspomniałem, teraźniejszość jest koszmarem nie do wytrzymania. Dlatego pojawia się złudna myśl, że gdyby się żyło odrobinę wcześniej, w innych warunkach, w otoczeniu sławnych ludzi, zapewne rzeczywistość byłaby znacznie przyjemniejsza. Powiedzmy, że po obejrzeniu musicalu Vincente Minnellego „Gigi” ktoś uzna, że belle époque była rajem. Jeździło się na kucykach, świeciły lampy naftowe, wszystko wyglądało cudownie. Bajka! No, a jeśli musielibyśmy pójść do dentysty? Albo poprosić o środki znieczulające przy porodzie żony? Wtedy czar pryska.

                      Więcej pod adresem www.polityka.pl/kultura/rozmowy/1518734,1,rozmowa-z-woodym-allenem.read#ixzz1XNYXSNV5
                      • barbasia1 Re: czytelnia i różności @music please Woody Alle 08.09.11, 18:28
                        cd.
                        W pana filmie wszyscy ulegają temu złudzeniu. Chcą, żeby niewidoczny wehikuł czasu przeniósł ich do innej epoki. Pisarz, grany przez Owena Wilsona, nie odnajduje się we współczesności i marzy o ucieczce w lata 20. XX w., gdy odnosiła triumfy paryska bohema. Tymczasem Picasso, Dali oraz reszta modernistów nienawidzą złotego wieku, czują się niedoceniani i wszystko by oddali, aby żyć w czasach renesansu, kiedy panował kult „prawdziwej” sztuki.
                        To naturalny mechanizm. Jeśli siedzimy wygodnie w kawiarni, a obok wybuchają bomby, światowa ekonomia pogrąża się w kryzysie i odchodzi nam ochota, żeby wyjechać na wakacje, bo na lotnisku panuje niemiłosierny tłok, wtedy myślimy sobie: Boże, czy nie lepiej byłoby popijać koktajl u Maxima w 1890 r.? W filmie taki pomysł sprawdza się wyśmienicie. Można tworzyć fikcje, o jakich się marzy. Ale w świecie realnym taka tęsknota świadczy o utracie krytycznego zmysłu. Ja też go tracę, marząc o innym życiu w Nowym Jorku na początku XX w. Tak czy inaczej, świadomość, że nikt nie chce żyć tam, gdzie musi przebywać, napawa mnie smutkiem.

                        Kino ma uśmierzać ból istnienia?
                        Dzięki sztuce łatwiej oswoić się z prawdziwym okrucieństwem świata. Po obejrzeniu filmu nie wywołuje ono tak wielkiego wstrząsu. Tworzenie ma i tę zaletę, że człowiek musi się przejmować masą nieistotnych spraw: nieprzygotowanymi na czas kostiumami, humorami aktorów, złym ustawieniem kamery. Szczęśliwie dzięki temu przestaje się wtedy myśleć o śmierci.

                        Pański perfekcjonizm, o którym krążą legendy, to sposób na zapominanie o troskach i niedostatkach życia?
                        Nie jestem perfekcjonistą. Mam inne priorytety. Jak grają Yankees, kończę nagranie, żeby zdążyć obejrzeć ich mecz. Zawsze muszę być w domu przed szóstą. Nie znoszę nocnych zdjęć. Popełniam mnóstwo błędów. Zwłaszcza kiedy leżę w pokoju i rozmyślam, jaką to genialną rzecz napisałem, lepszą nawet od „Obywatela Kane’a”. Na planie wszystko się rozsypuje. Kolejny kubeł zimnej wody czeka potem w montażowni. Po wielkich ambicjach nie ma już śladu. Pojawia się za to pytanie, dlaczego byłem na tyle głupi, że wziąłem się za taką bzdurę? W końcu trzeba się ratować, żeby nie wyjść na durnia.

                        Skoro reżyseria jest rozczarowująca, dlaczego tak intensywnie pan pracuje?
                        Efekty nie byłyby lepsze, gdybym pracował wolniej. Próbowałem kiedyś zmniejszyć tempo. Poświęciłem więcej czasu na „Wrzesień”. Starannie nakręciłem, porządnie zmontowałem, solidnie podłożyłem ulubioną muzykę. I uświadomiłem sobie, że tego filmu nie znoszę. Wyreżyserowałem go więc jeszcze raz. Okazało się, że druga wersja ani o milimetr nie była lepsza.

                        Co pan czuje, kiedy porównują pana do Bergmana albo Felliniego?
                        Nie jestem wielkim artystą, przynajmniej nie takim, jakim chciałem być, mając 20 lat. Oszukuję samego siebie, wmawiając sobie, że mam szczęście i może w końcu coś mi się wreszcie uda. Ale wie pan, po 40 czy 41 filmach trudno w to uwierzyć.

                        To prawda, że uważa się pan za człowieka leniwego?
                        Jeśli nic nie robię, to tak. Na szczęście, kiedy skończę film, mogę ćwiczyć na klarnecie, obmyślać nowe scenariusze, co traktuję jak nieszkodliwe hobby. Napisanie komedii zajmuje mi cztery tygodnie. Dramatu – trzy miesiące. Nie jestem jednak przesadnie pracowity. Niech pan spojrzy na Stevena Spielberga. To dopiero pracoholik. Reżyseruje, produkuje, pomaga innym filmowcom, jeździ na dokumentacje. Ciągle jest w ruchu. Ja bym tak nie mógł. Nie mam takiego napędu.

                        Sądząc po pańskiej aktywności, na brak weny nie może pan jednak narzekać?
                        Kryzys przechodziłem nie raz. Cierpiałem z powodu braku pomysłów. Siedziałem nad kartką papieru i nic mi do głowy nie przychodziło. Wiele osób popełnia błąd myśląc, że pisanie polega na pisaniu. Ale to nieprawda, pisanie polega na myśleniu, a reszta to zapisywanie efektów tego procesu. Więc jeśli po miesiącu nic się nie pojawiało, musiała to być kiepska idea, z której nic ciekawego nie mogło się narodzić.

                        Mówi pan jak intelektualista, ale nie chce za niego uchodzić?
                        Branie mnie za intelektualistę to największe nieporozumienie. W ogóle nim nie jestem. Nie przeczytałem ani jednej książki w młodości. Wyrzucono mnie ze studiów za słabe stopnie i brak postępów w nauce. Źle się czuję w towarzystwie teoretyków. Nie pouczam innych, jak mają żyć. Wolę oglądać mecze koszykówki, niż czytać. To, że ktoś mnie tak szufladkuje, wynika z tego, że w swojej twórczości przypadkowo poruszam się w obrębie egzystencjalnych zagadnień, które nurtują również filozofów. Dlaczego żyjemy? Dlaczego życie jest takie straszne? Niestety, błyskotliwymi przemyśleniami na temat Kierkegaarda nie mogę się popisać. Nie mam nic do dodania. Mogę się tylko użalać.

                        Wraca pan do swoich filmów? Inspiruje się nimi?
                        Staram się ich nie oglądać. Nie jest mi to do niczego potrzebne. Wielu filmów już nie pamiętam. Nie trzymam ich na półce z DVD obok dyplomów i pucharów z nagrodami. Niepotrzebnie zbierałyby tylko kurz. Są świeże w momencie premiery, potem przestają mnie obchodzić. Fakt, że ktoś je uwielbia, nie poprawia mojego samopoczucia. Co nie znaczy, że jest mi to zupełnie obojętne. Chcę, żeby były oglądane. Ale nie reżyseruję z myślą o odniesieniu komercyjnego sukcesu. Gdyby nie porażki i złośliwe recenzje na początku kariery, moje ego urosłoby do niebotycznych rozmiarów i pewnie na nic dobrego nie byłoby mnie później stać. Dziś już się krytyką nie przejmuję, nie jest ona w stanie wpłynąć na zmianę stylu czy wyboru tematu. Sztuka jest niezależna od wszelkich rozmów o niej. Dlatego największą przyjemność sprawia mi sama praca. A nie czekanie, jak zostanie przyjęta. Często powtarzam, że robienie komedii przypomina zajęcia w świetlicy sanatorium dla nerwowo chorych, które zajmują i uspokajają pacjentów.

                        Które ze swoich filmów uważa pan za szczególnie udane?
                        Wciąż lubię „Purpurową różę z Kairu”, „Wszystko gra”, podoba mi się „Zelig”. Co do „Annie Hall”, zwyczajowo najwyżej ten film ceni publiczność, bo taki ciepły, miły, pogłębiony psychologicznie. Chociaż początkowo uważano, że się sprzedałem. Nie ma w nim tylu dowcipów co w „Bierz forsę i w nogi” czy w „Śpiochu”. Zgadzam się jednak, że to bardzo ważny etap w mojej twórczości, choćby ze względu na rozpoczętą współpracę z operatorem Gordonem Willisem, który nauczył mnie najwięcej kina.

                        Tęskni pan do aktorstwa?
                        Nie, nie brakuje mi grania. Odkąd nie pokazuję się na ekranie, ulżyło mi nawet, bo pozbyłem się kilku uciążliwych obowiązków. Nie muszę na przykład codziennie rano się golić.

                        Nie martwi pana perspektywa odejścia na reżyserską emeryturę?
                        Zawsze mogę pisać dla teatru. Jak mój sąsiad, dramaturg Marshall Brickman, który nie zrywa się – jak ja – o świcie i nie pędzi na złamanie karku, żeby dopilnować na mrozie zdenerwowanej ekipy filmowej, która ma w nosie wszystko, co się napisało. Chodzi sobie spacerkiem do pracy. Nanosi poprawki. O nic więcej się nie martwi.

                        Jest pan sławny, wszyscy pana uważają za ikonę kina autorskiego, młodzi z pokorą uczą się od pana reżyserii. Czy takiego właśnie życia pan się spodziewał?
                        To nie jest ten rodzaj kariery, który można by porównać, powiedzmy, do życiorysu Hemingwaya. Atrakcje w rodzaju polowań na grubą zwierzynę w Afryce, połowów wielorybów, skoków ze spadochronem i wychodzenia bez szwanku z katastrofy lotniczej jakoś mnie ominęły. Ale nie narzekam. Prowadząc ciche, ustabilizowane, higieniczne, mieszczańskie życie mam swoje chwile radości.

                        Więcej pod adresem www.polityka.pl/kultura/rozmowy/1518734,2,rozmowa-z-woodym-allenem.read#ixzz1XNYhN2Ww
                      • barbasia1 Re: czytelnia i różności @music please 09.09.11, 15:05
                        pepsic napisała:
                        > Barbaisu, a może to chochlik drukarski pozamieniał tytuły?


                        Nie,nie to niemożliwe, bo tytuł najnowszego filmu Allena brzmi "Bob Decameron".
                        Felis,może nie skojarzywszy , ze chodzi tu o przymiotnik od nazwy miejcowej, gdzie rozgrywa się akcja kolejengo filmu,"przerobił sobie" "Rome /Picture/" ( O północy w Paryżu było French Picture) załyszane pewnie na jakiejś konferencji prasowej, na podobne brzmieniowo!!! "he Wrong /Picture/".
                        Tak podejrzewam.


                • grek.grek Re: czytelnia i różności @music please 08.09.11, 13:42
                  ja bym na polską tiwi, jako na twórców, nie liczył :] jak dla mnie, wystarczy jakby kupowali co ambitniejsze seriale zza granicy.

                  u dentysty ? mam nadzieję, ze tylko kontrolnie ?

                  no to czuję się zachęcony, aczkolwiek - mogę z lekturą poczekać :]

                  hehe, jak to Niemcy, zawsze w ostatniej minucie ustrzelą. ale, z drugiej strony, mecz
                  przeciez nie o punkty ani o awans, a w Polandzie całym rwetes niesamowity... jakby stawką było mistrzostwo jakieś.
                  • barbasia1 Re: czytelnia i różności @music please 08.09.11, 17:54
                    To też! :)

                    Plombowanie niestety.
                    Mój dentysta z uznaniem wypowiadał się o naprawionym zgryzie Tomasza Jachimka. Oglądał go w Szkle Kontaktowym. :))

                    Właśnie!
                    Larmo, bo pewnie kolejna okazja wygrania z Niemcami może się nieprędko pojawić, he,he

                    > no to czuję się zachęcony, aczkolwiek - mogę z lekturą poczekać :]
                    To jeszcze chwilkę poczekaj, proszę!
              • barbasia1 Re: czytelnia i różności @music please 07.09.11, 15:26
                A tak, pamiętam. Pisaliśmy o współpracy Allena z Beginimi przy okazji Twego opisu filmu Beginiego "Tygrys i śnieg", ale żadnych szczegółów na temat filmu w zallinkowanym tekście zdaje się nie było!

                Chwilę posiedziałam z siostrami, a potem uciekłam do Dwójki,a tam jak się okazało, powtarzali dokument o Januszu Morgensternie, który zmarł wczoraj.
                Wykruszają się zacni panowie ze stolika w Czytelniku.

                www.youtube.com/watch?v=oGIDYopeR1s
                Lao Che, bardzo! Jeszcze bardziej "I blame coco i piosenka "Quciker" (Grekuchna, czy to jest nie aby aluzja do mojego grzebalnictwa?). Świetny tekst, choć jego tłumaczenie na polski nędzne.

                Dzieki Tobie człowiek troche zaczyna się orientować w muzyce wspólczesnej! :)

                >[nightmare-k]
                No wiesz!
                ;)
              • barbasia1 Re: czytelnia i różności @music please OT poetycki 07.09.11, 15:51
                Do piosenki Lao Che mam apoposa, tematycznie poniekąd związanego, fraszkę pt. "W raju", która wczoraj wpadała mi w oko (no i pomyślałam zaraz, że się muszą nią z Tobą, Wami podzielić):

                "Tak Ewo, jestem obok,
                lecz długo nie zostanę,
                Dlatego zrywam z tobą ...
                owoce zakazne"

                Autorem jest tym razem nie autor "Myśli nieuczesanych", a poeta, satyryk, fraszkopisarz Lech Konopiński...
                :)
            • grek.grek czytelnia i różności 07.09.11, 15:03
              p.s : nie, Barbasiu, w temacie reżysera Solondza jestem równie zielony, co Ty :]

              dziś/wczoraj w Wenecji ? voila :
              www.filmweb.pl/article/Wenecja+2011+Trzeba+zabić-tę+miłość-77508
              czyli o nowej wersji "Wichrowych wzgórz', jak wynika z opisu podrasowanej ku współczesnej [nie]wrażliwości.

              + na dole jest link do recenzjonu "Szpiega", z ponoć zachwycającą rolą gary Oldmana.
              • barbasia1 Re: czytelnia i różności 08.09.11, 17:39
                Tośmy oba zielone! ;)))


                Wydaje się, że to może być ciekawa interpretacja "Wichrowych wzgórz". W każdym razie, sądząc po tych pierwszych komentarzach różni się od tych, które powstały do tej pory i które wiernie trzymały się książkowego pierwowozoru, i ta inność, nowość pewnie jest już plusem tej wersji.

                Mam fajny apopos, wkleję Ci tu to co mówi "Słownik Literatury polskiej XIX wieku" na temat powieści Emily Bronte, w haśle MIŁOŚĆ (miałam to zrobić już wcześniej przy okazji podwatku o WW):

                "W literaturze angielskiej późnym wcieleniem romantycznego mitu miłosnego jest powieść
                E. Bronte "Wichrowe wzgórza" (1848). Autorka ukazuje ewoluję uczucia, ktore skonfrontowanez obyczajami i prawami świata, ze wzruszającej miłości jaka łączyła dwoje razem wychowanych dzieci, przemienia się w siłę demoniczną, fatum wewnetrzne. Kate i Haetcliff są sobie nawzajem niewierni, zwierają małżeństwa z partnerami, których nie kochają. Obracają wiec swe życie w ciąg zął czynionego z premedytacją i jawnie sadystyczną satysfakcją. Łączy ich miłość (przemieniona ze wzglęu na zło świata) w nienawiść i pragnienie zemsty - lecz związek ten pozstaje wiąż nierozerwalny i nie ma dla niech innego wyzwolenia niż śmierć. "Wichrowe wzgórza" można nazwać studium psychologicznym szczególnego rodzaju: jest to studium psyche romantycznych kochanków, którzy nie chcą i nie mogą być niczym innym niz romantycznymi kochankami". s.549
                !

                :)
                • barbasia1 Re: czytelnia i różności 08.09.11, 17:42
                  korekta

                  Wydaje się, że to może być ciekawa interpretacja "Wichrowych wzgórz". W każdym
                  razie, sądząc po tych pierwszych komentarzach ta adaptacja różni się od tych, które powstały do tej pory i które wiernie trzymały się książkowego pierwowozoru, i ta inność, nowość pewnie jest już plusem tej wersji.
                • barbasia1 Re: czytelnia i różności Wencja "Wichrowe wzgórza" 09.09.11, 14:37
                  barbasia1 napisała:

                  > Wydaje się, że to może być ciekawa interpretacja "Wichrowych wzgórz". W każdym
                  > razie, sądząc po tych pierwszych komentarzach różni się od tych, które powstał
                  > y do tej pory i które wiernie trzymały się książkowego pierwowozoru, i ta innoś
                  > ć, nowość pewnie jest już plusem tej wersji.

                  A może jednak nie będzie ciekawa.

                  > "W literaturze angielskiej późnym wcieleniem romantycznego mitu miłosnego jest
                  > powieść
                  > E. Bronte "Wichrowe wzgórza" (1848). Autorka ukazuje ewoluję uczucia, ktore sk
                  > onfrontowanez obyczajami i prawami świata, ze wzruszającej miłości jaka łączyła
                  > dwoje razem wychowanych dzieci, przemienia się w siłę demoniczną, fatum wewnet
                  > rzne. Kate i Haetcliff są sobie nawzajem niewierni, zwierają małżeństwa z part
                  > nerami, których nie kochają. Obracają wiec swe życie w ciąg zął czynionego z p
                  > remedytacją i jawnie sadystyczną satysfakcją. Łączy ich miłość (przemieniona ze
                  > wzglęu na zło świata) w nienawiść i pragnienie zemsty - lecz związek ten pozs
                  > taje wiąż nierozerwalny i nie ma dla niech innego wyzwolenia niż śmierć. "Wichr
                  > owe wzgórza" można nazwać studium psychologicznym szczególnego rodzaju: jest to
                  > studium psyche romantycznych kochanków, którzy nie chcą i nie mogą być niczym
                  > innym niz romantycznymi kochankami". s.549


                  Tu jeszcze pojawi się oczywiście słówko komentarza.
    • pepsic "Zgon na pogrzebie" - jutro TV4 godz. 20.00 07.09.11, 22:14
      Czarna komedia, choć nie do końca angielska, można pomarudzić o poziomie, ale obejrzeć nie zaszkodzi, a nawet trzeba. Mnie w każdym razie rozbawiła.
      Ps. Nadal trochę mnie nie będzie i nadal krucho z oglądaniem tiwi, a że forum po wakacjach odżyło, więc w gruncie rzeczy jestem na bieżąco.
      :)
    • grek.grek Ladykillers" Coenów, tvp2, 21:40 08.09.11, 13:50
      Pepsic poleca angielski humor w 4, a tutaj konkurencja się znienacka objawiła :]

      świeży dość produkt Coenów, jak na telewizję ogólnodstępną. pora, zdumiewające - przyjazna dla normalnych ludzi... nic tylko szykować prowiant, załatwić wszystko do dziewiątej i postarać się nie pić zbyt wiele przed ;]

      • barbasia1 Re: Ladykillers" Coenów, tvp2, 21:40 08.09.11, 14:05
        I to rzecz w cyklu, uwaga! "Kocham kino", przyjnajmniej tak piszą w w dodatku TV do GW, co wczoraj wypatrzyłam!!! (nie wiem, ale ten cykl wydaje mi się niefortunnie ustawiony w ramówce, mocną konurencję ma w postaci "Sprawy dla reportera"!??)

        Więc i ja się szykuję na Coenów! :))) / Coenowie! "To nie jest kraj ...!" Zaległości! Ech!/

        Czarna komedia (świetnie!) "Zgon na pogrzebie" przy innej okazji, tym bardziej, że nie odbieram TV4.
        :)
        • grek.grek Re: Ladykillers" Coenów, tvp2, 21:40 08.09.11, 16:39
          jestem zaskoczeniem Dżeka ;] może rzeczywiście coś się zmienia, a może to tylko epizod... jeśli w tym cyklu będą kolejne premiery, to gra wydaje się warta świeczki, ale jesli rzucą coś na zachętę, a później zasypią powtórkami ?..

          z Wenecji :
          www.filmweb.pl/article/WENECJA+2011+Zanim+nie+będzie+niczego-77573
          plus link na dole do wywiadu z babką, co się szarpnęła na nową wersję "Wichrowych..."

          półmetek, wszędzie pienia i zachwyty nad POlańskim, zaraz potem Clooney, więc teraz pytanie czy jury sie ugnie, czy za wszelką cenę zademonstrować będzie chciało niezależność i wysmaży jakiś sensacyjny werdykt.

          Coenowie - o yes, nie do przegapienia :]
          • barbasia1 Re: Ladykillers" Coenów, tvp2, 21:40 08.09.11, 18:15
            haha, Dżek.Dżeku, rzuciłam okiem na ramówki kolejnych czwartków i wygląda na to, że będzie ... różnie, raz nowości, raz powtróki.

            "4:44: Last Day on Earth"
            Grek, gdybyś wiedział, że jurto nastąpi koniec świata, co byś zrobił w tym ostanim dniu istnienia Ziemi?

            Wywiad babką od "Wichrowych wzgórz" trochę mnie rozczarował.

            Czyli jednak Polanski w żóltej koszulce lidera!? Dzięki za podumowanie na półmetku.
            Może jeszcze jakiś czarny koń wyskoczy!??

            Tak! Nic nie słyszłam, nic nie czytałam o tym filmie Coenów.
            • maniaczytania Re: Ladykillers" Coenów, tvp2, 21:40 08.09.11, 20:31
              juz pewnie za pozno, ale chcialam Was jeszcze bardziej zachecic do Ladykillers :)
              Podejrzewam, ze Wasze opinie moga byc ... rozne ;)

              Ja bylam kiedys w kinie, bardzo mi sie podobal i podoba nadal, dzis odpuszcze raczej,
              ale to chyba jedyny film, w ktorym nie przeszkadzal mi Tom Hanks (wiecie, ze zanim nie przepadam lagodnie mowiac ;) ) !!!
              --
              Maniaczytania - blog
                • maniaczytania Re: Ladykillers" Coenów, tvp2, 21:40 09.09.11, 21:43
                  barbasia1 napisała:

                  > Zacheciłaś, Maniu! Ladykillers też mi się podobali! :)

                  Ciesze sie, ze przypadl Ci/ Wam do gustu, wlasciwie niedlugo bedziemy sie mogli zwac nie tylko kinomaniakami, ale koenomaniakami ;)


                  > Maniu, Tyś prawdziwa kinomanka! :)

                  Staram sie jak moge :) Byly czasy, ze bywalam w kinie po kilka razy w tygodniu!


                  > A i nie (z)rozumiem dlazcego nie przepadasz za Tomem Hanksem!

                  Trudno mi to jakos wytlumaczyc, ja nie rozumiem jego fenomenu, tego, ze ktos taki nijaki jakis, bez wyrazu, bez urody chociazby zrobil taka wielka kariere. A juz kompletnie mnie odrzuca w komediach romantycznych jako glowny amant.


                  --
                  Maniaczytania - blog
                  • barbasia1 Re: Ladykillers" Coenów, tvp2, 21:40 09.09.11, 21:59
                    Ciesze sie, ze przypadl Ci/ Wam do gustu, wlasciwie niedlugo bedziemy sie mogli
                    > zwac nie tylko kinomaniakami, ale koenomaniakami ;)

                    Stanowczo tak! ;)

                    > Staram sie jak moge :) Byly czasy, ze bywalam w kinie po kilka razy w tygodniu!
                    Woooow!!!
                    To widać, słychać i czuć!

                    Talent!
                    Co ewidentnie widać w Ladykillers. :)
            • grek.grek Re: Ladykillers" Coenów, tvp2, 21:40 09.09.11, 14:42
              no to pozostaję przy nadziei, hehe.

              w ostatnim dniu ? dobre pytanie... chyba nic ponadnormatywnego jak dla mnie, może dlatego ze ja się staram traktować tak każdy dzień ;] staram się, co nie znaczy, ze zawsze wychodzi.

              możliwe, że coś się jeszcze objawi, ale chyba coraz klarowniej wybija się pytanie zasadnicze : dadzą Polańskiemu, czy pójdą pod prąd ? :]

              hehe, ja też nie, dopiero teraz zacznę czytywać jakieś recenzje "Ladykillers". wczoraj niczego nie dotykałem, zeby się nie zasugerować.

              co do "Wichrowych wzgórz", to ciekawa Twoja wklejka powyżej; co do wywiadu z reżyserką, to się jeszcze nie dobrałem do niego, ale to, co dociera via media wskazuje, ze po prostu przydała pieprzu całej historii, zamieniła cygana na murzyna, doprawiła język jakimi się posługują bohaterowie szczyptą chilli, trochę to uwspółcześniła, dostosowała do obecnej wrażliwości, czy może nie-wrażliwości [kto powiedzial jednakże, ze wrazliwości, to pochodna subtelności ?, może wcale niekoniecznie], generalnie - jak czytam o tych "kontrowersjach", to trochę nie wiem, o co chodzi. miała przewałkować Bronte 1 do 1 ? wybrała metodę pomiędzy filmem a teatrem, i to chyba... chyba dobrze ? jak sądzisz ? jak sądzicie ?

              hehe, "Gorzkie gody" bedą. wiem, ze się ociągam, ale pamiętam o czym chciałem napisać, więc to mnie rozleniwia ciągle. i filmu o panu fryzjerze też nie obejrzałem... sama widzisz, jak to ze mną jest ;]

              wywiad z Woodym przeczytałem - dzięki, wszelako za to, że go wrzuciłaś tutaj, będzie zawsze jak znalazł - skromny facet i z wdziękiem zaprzecza marce "intelektualisty" jaką mu przypisano. to prawda, on naprawdę myśli i praktycznie doświadcza, a nie czyta o myśleniu i teoretyzuje o doświadczaniu, więc na pewno "intelektualistą" nie jest ;]

              "wolę obejrzeć mecz koszykówki zamiast czytać" - cały on, hehe.
              • barbasia1 Re: Ladykillers" Coenów, tvp2, 21:40 09.09.11, 21:38
                Czyli pani reżyser zrobiła coś podobnego, co wcześniej np. z dramatem Szekspira "Romeo i Julia" zrobił Baz Luhrmann, choć ona, jeśli dobrze zrozumiałam, nie poszła na całość i samej akcji nie umieściła we współczesności, ograniczając się, jak już wspomniałeś, do uspółczesnienia języka, zbrutalizowania akcji dostosowując adaptację tym samym do współczcesnej, jak to ładnie zapisałeś, nie-wrażliwości ( właśnie a propos, ciekawe jakby wypadło przeniesienie akcji WW do współczesności? ).

                Prawde mówiąc nie wiem, co o tym teraz sądzić? Musiłabym to jednak obejrzeć na ekranie.

                Bronte 1:1 już była i to nie raz, kolejna tego typu adaptacja nie miałaby sensu.

                Ja mam teraz ciężkie rzeczy na głowie, tak przez cały wrzesień i jeszcze dłużej, dlatego odzywam się i będę odzywać się czasami półgębkiem (za co przepraszam! heh), więc Ty możesz sobie poleniuchować od czasu do czasu, ALE TROSZECZKĘ! ;))

                Bo ja o fryzjerze Antoinie jeszcze nic nie napisałam, nie zachęciłam Cię! a to taka niezykła postać ... Widzisz, jak to jestem , szkoda mówić!

                >praktycznie doświadcza, a nie czyta o myśleniu i teoretyzuje o doświadczaniu, więc na >pewno "intelektualistą" nie jest ;]
                Racja! :)


                • barbasia1 "Ręka fryzjera" dokument o Antonim Cierplikowskim 09.09.11, 21:40
                  W właśnie mistrz Antoine ... Zatem kilka obiecanych słów ...

                  Antoni Cierplikowski do Francji trafił dzięki przypadkowi i dzięki swojej determinacji, zapewne.

                  Młodziutki Antoni Cierplikowski terminował u swojego wuja fryzjera w Łodzi, dokąd się wyjechał z rodzinnego Sieradza. Pewnego dnia do zakładu fryzjerskiego wujka przyszła pewne dama z prośbą o zrobienie fryzury, wuj Antoniego, który często sobie popijał, tego dnia był właśnie po kilku głębszych, więc Antoni musiał go zastąpić. I zastąpił z chęcią, i zrobił owej pani piękną fryzurę, pani ujrzawszy ją rzekła z zachwytem, że z taką ręką powinien pracować w Paryżu! Antoni usłyszawszy taki komplement zdaje się nie namyślał się długo , wkrótce spakował manatki i wyruszył do Paryża. Był to rok 1901 Antoni miał wtedy 17 lat.

                  W Paryżu przyjęto go do salonu fryzjerskiego, w którego piwnicach zajmował się robieniem peruk (w piwnicy dlatego, żeby nie podglądał mistrza fyzjerskiego, były to czasy kiedy fryzjerzy paryscy skrzętnie skrywali przed uczniami tajniki warszatu z obawy by nie wyrosła im konkturencja). Pewnego dnia, było to jakieś święto we Francji, a więc wieki tłok u fryzjera, poproszono go by pomógł robić paniom fryzury. Antoni się zgodził się i zrobił pierwszej pani fryzuę tak oryginalną i tak niezwykłą, że pozostałe panie czekające na swoją kolej zobaczywszy jego dzieło, chciały już tylko by Antoni je uczesał. I tak narodził się paryski mistrz fryzjerstwa Antoine.

                  Z dokumentu wyłania się postać niezwykła, przede wszytskim prawcowita, nieprzeciętnie utalentowana, pełna pomysłów. Antoine był nie tylko mistrzem w swoim fachu (po raz kolejny potwierdza się teza, że 90 procent genialności to ciężka praca, Cierplikowski, kiedy już znalazł się w Paryżu pracował po kilkanaście godzin dziennie), nie tylko robił wspaniałe, wymyślne fryzury wielkim gwiazdom kina, etsrady, światowej arytokracji ( czesał Sarę Bernhardt, Josephine Baker, Édith Piaf, Brigitte Bardot.), w słynnym salonie przy rue Cambon (swoje salony miał później i w Ameryce!, ale do czasu...), ale także projektował damskie nakrycia głowy (w dokumencie można zobaczyć fragment zachowanego filmu na którym Antoine prezentuje na modelkach owe nakrycia głowy ) , trorebki i stroje, otworzył linię swoich kosmetyków, wyprodukował pierwszy lakier do włosów!, pierwsze farby do włosów.
                  Te wszystkie działanie przyniosły mu przeogromny majątek, który pozwolił mu na wybudowanie wspaniałej, w dużej części przeszklonej kamienicy z widokiem na wieżę Eiffla (kamienicę oraz majątek ów poźniej stracił, jak to się stało o tym dowiecie się z dokumentu :).

                  Był szalenie ekscentryczną postacią, budził sensację przechadzając się po Lasku Bulońskim oryginalnie ubrany z ufarbowanymi na niebiesko włosami w towarzystwie swego charta również ufarbowanego na niebiesko! Antoine lubił się przebierać w wymyślne stroje, także z różnych epok, które to stroje sam sobie projektował. A największą chyba sensację budziła wieść, jak najbardziej prawdziwa (co dokumentują zdjecia )o szklanym łożu o kształcie trumny, w którym sypiał...


                  To tyle w skrócie na temat mistrza Antoina, zachęcam gorąco obejrzenia dokumnetu, dowiesz się Greku, dowiecie się z niego jeszcze dużo szalenie ciekawych rzeczy na temat tej fascynującej postaci....
                  • barbasia1 Re: Ladykillers" Coenów, tvp2, 21:40 10.09.11, 14:22
                    he,he :)))
                    A może bez anturażu epoki, wichrorwych okolicznosci przyrody wyszedłby z tego banalny melodramat, jakich już powstało wiele? Nie wiem, nie wiem, muszę doprawcować jeszcze moją wizję, koncepcję,,zanim zdecyduję sie to wyreżyserować! ;)


                    Ha, ha, ha :))))
                    To się przeogromnie oraz jeszcze bardziej cieszę, staram się bardzo, Greku!
                    • grek.grek Re: Ladykillers" Coenów, tvp2, 21:40 10.09.11, 15:31
                      hehe :] możliwe, chodziło o to, zeby nie wychodząc z owego anturażu nasycić rzecz całą współczesnością, odświeżyć trochę. Babce się chyba coś udało zmajstrować, a tu jej od
                      "kontrowersji" wymyślają ;]

                      pamiętam, ze omawialiśmy tutaj klasyczną adaptację "WW" z Binoche i Fiennesem, była znakomita, według mnie, a i pamiętam, ze według nas wszystkich także. Pani reżyser z pewnością znała tę wersję i nie musi być wybitnym bystrzakiem, żeby nie dostrzegła, ze próba ścigania się z nią byłaby raz, ze z góry skazana na niepowodzenie z okazji świetności tamtej, a dwa - nie miałaby żadnej szansy na zaistnienie na jakimś festiwalu, po co komu odgrzewany kotlet ? wybrała więc drogę jedyną z możliwych, żeby tym filmem narobić zamieszania, drogę banalną w swej istocie - zrobić to na nowo, z pieprzem i solą, zrobić z tego coś nowego. Fiennesa w roli Heathcliffa pewnie nie przebije niczym, ale podejrzewam, że sam film może być równie ciekawy, co ten wspomiany klasyk.

                      co ja mogę dodać... :] tak trzymaj jak dotąd :]
    • maniaczytania Sobota - Barbasiu - James Franco w tv :) 08.09.11, 20:41
      na tvp1 o 22.55 we Flyboys - bohaterska eskadra.
      Swietny film wojenny o I wojnie swiatowej i ochotniczej jednostce lotniczej z USA, warto zarwac pozny wieczore, zwlaszcza dla Jamesa, ktory jak wiesz, w mundurze kazdym wyglada bosko :)))
      a ze tak powiem, ten czas historycznie wyjatkowo pasuje do jego urody ;)
      --
      Maniaczytania - blog
      • barbasia1 Re: Sobota - Barbasiu - James Franco w tv :) 09.09.11, 14:48
        Tu Cię, Maniu, zaskoczę ja widziałam już "Flyboys - bohaterską eskadrę". I powiem Ci, że podobał mi się i film i oczywiscie James Franco w mundurze!
        Wyjątkowo mu do twarzy kostiumach żołnierzy, zgadzam się w Tobą, Maniu, w całej rozciągłości ! :))

        www.filmweb.pl/Flyboys.Bohaterska.Eskadra#picture-5
        www.filmweb.pl/Flyboys.Bohaterska.Eskadra#picture-7
    • grek.grek Ladykillers" w 6 słowach 09.09.11, 13:44
      oglądaliście ? :]

      nie powiem, żeby to było najpiękniejsze dziecko Coenów, ale i przecież nie najohydniejsza paskuda, a to już znaczy, że ładniejsze od większości innych bachorów na podwórku.

      bez zaskoczeń - przestępcy - tylez groźni, co głupawi albo lekkomyslni, ofiara - pani starsza ktora jest równie głupia jak oni [nie zauważa oczywistych sygnałów, ze coś z nimi jest nie teges : umorusani muzycy w piwnicy, którzy nigdy nie grają przy niej, już nie mówiąc o "muzyce w stylu rokoko"...], na koniec wszystko musi się wyłożyć na pysk na ludzkiej nieskończonej głupocie, albo na bezlitosnej grze serii przypadków i pozornie mało znaczących, a koniec końców decydujących o wszystkim szczegółach, przegapionych lub niedocenionych przez postaci. wygrywa dobro, nawet jesli dzieje się to bez jego większego udziału, psim swędem niejako. coneowskie motywy.

      wciągająca atmosfera Południa amerykańskiego, fragmenty z muzyką gospel, dekoracje starego domostwa w jakiejś Luizjanie - cacy. wiecie czego mi zabrakło ? finezji. cała ta przestępcza orka, kolejne wypadki jakie spotykają złodziejów i powodują albo problemy z doprowadzeniem skoku na bank do finału albo później zabicia starszej pani, jak również oszukania kompanów i ucieczki z kasą - zbyt schematyczne, zbyt ograne, zbyt znane z róznych innych filmów, niekonicznie równej temu klasy.

      postawili bracia trochę na komedyjkę niezobowiązującą, na próbę odczarowania i nadania starym numerom nowego ducha, odkurzenia ich, w stylu Tarantino, który to samo robi z filmami akcji, kung fu z jakichś trzeciej ligi produkcji rodem z Hongkongu. imo, udało się częściowo, bo jednak miejscami deseń dość krępująco przebija, a nowe szaty nie są wystarczająco porywające w kroju i kolorze.

      jak zobaczyłem Hanksa, zbaraniałem, jak peeselowskie chłopy. jak Mania - nie lubię, po prostu nie trawię, american hero do zagrania ? dawajcie hanksa. i już miałem obawy. ale Coenowie zrobili z człowieka aktora, oto ich największe osiągnięcie w tym projekcie. dali mu wreszcie coś do grania. jego złodziejaszek jest barwny, recytuje poezje, ma maniery lorda, elokwencję staromodnego dżentelmena; trickster, po prostu.

      fragmenty z jego udziałem, z jego mimiką, tekstami, zachowaniami - najlepsza rzecz w całej tej zabawie. reszta zbyt stereotypowa - jak idiota, to koniecznie mięśniak, jak czarny w komedii, to musowo histeryk z hip hopowym odzieniem, jak przebiegły Azjata, to mały, z chyrtymi oczkami i sprawny fizycznie jak małpa, a już tego gościa od materialów wybuchowych z jelitem drażliwym, to w ogole nie wiem, jak zakwalifikować, bo skali brakuje u dołu. sympatyczna starsza pani nie ratuje sytuacji.

      Coenowie, nie wiem czy się zgodzicie ?, celowali zawsze w pokazywaniu przeciętniaków, ludzi bez właściwości [z wyjątkami - Chigurch w "to nie jest kraj"], którzy wikłają się w problemy, które przerastają ich inteligencję, poziom zimna we krwi i ogólna bystrośc i przytomność umysłu, a takze zdolność przewidywania zdarzeń. tutaj niby zachowane są stałe reguły gry, poza postacią Hanksa - ta jest fakt, z innej półki, nietuzinkowa cokolwiek - tyle że to przeciętniactwo jest mało pyszne, przerysowane nazbyt, i jednak bardziej jajcarskie niż śmieszno-straszne.

      nic tam, oglądało się dobrze, Coenowie mają warsztat, mają styl, to się odbiera zawsze i nawet jak scenariusz nie jest tak misterny i film nie jest perfekcyjny, to ich rękę wciąż widać, słychać i czuć. więc - ja tam nie narzekam, mimo wszelkich mankamentów. premiera to premiera, darowanemu koniu, koniowi, w zęby nie trzeba patrzeć zbyt natarczywie :]

      a Wy, jak się zapatrujecie ? :]

      • barbasia1 Re: Ladykillers" w 6 słowach 09.09.11, 16:30
        > jak zobaczyłem Hanksa, zbaraniałem, jak peeselowskie chłopy.
        ha, ha :))) /dobre!/

        I ja z przyjemnoscią obejrzałam wczoraj Coenów.
        Cudownie grał Hanks (z moją sympatią do niego jestem tu, wśród Was w mniejszości, przypominam)), koncertowo! I ja oczy przecierałam ze zdumienia, nie przypuszczałam, że on tak potrafi grać mimiką, tak uruchomić swoją twarz , zagrać inaczej niż zwykle. :)

        cdn.



      • barbasia1 Re: Ladykillers" w 6 słowach 09.09.11, 20:17
        reszta zbyt stereotypowa - jak idiota, to koniecznie mięśniak ...

        Nie do końca się zgodzę, bo stereotypy są tu jednak specyficznie przełamywane, tępy osiłek, który wykonuje posłusznie wszelkie zadania "pana trenera", czyli profesrora G.H. Dorra (Hanks) na końcu okazuje się mieć swoje zdanie oraz zasady moralne, zdecydowanie odmawia zabicia starszej pani. W nadpobudliwym, skorym do bitki i wulgarnym czarnoskórym hipchopowcu odzywają się lęki z dzieciństwa na wspomnienie o matce, którą przypomina mu stasza pani (w związku z czym nie jest wstanie zabić staruszki). Poczciwy specjalista od wybuchów cierpiacy na zespół jelita drażliwego, zawsze zgodny, zawsze liczący się ze zdaniem "kolegów", postanawia z pomocą swojej 53-letniej dziewczny z warkoczykami (ktorą spostkał w grupie wsparcia dla cierpiacych zespół jelita drażliwego ) wykolegować wszytskich i podwędzić całe skardzone pięniadze pod nieuwagę reszty. A sprawny jak małpa Azjata kończy ze złamanym karkiem po niefortunnym i zupelnie nieefektownym upadku ze schodów... ;)))
        Jednak trochę wariactwa, trochę barw w tym przeciętniactwie jest, prawda!?

        No prosze, "w 6 słowach", a jak zgrabnie napisane, treściwie podsumowane! ;)))
        • grek.grek Re: Ladykillers" w 6 słowach 10.09.11, 13:03
          słusznie piszesz, jak zwykle złapałaś mnie na uproszczeniu i powierzchownej ocenie. słuszne uwagi. mają te postaci swój awers i rewers, dochodzący do głosu w momentach krytycznych i decydujący najczęsciej o niepowodzeniu kolejnych usiłowań.

          przypomniała mi się jeszcze scena z burzą mózgów po wyrzuceniu murzyna z pracy w kasynie,. kiedy ten pozornie tępy osiłek przytomnie podrzuca najlepszy pomysł na to, jak go tam z powrotem zaczepić [propozycja korupcyjna].

          jasne :] ale są one jednak tylko komiczne, brak im rysu zagrożenia. zwykle Coenowie swoich przestępców wyposażali własnie w takie coś, co sprawiało, ze budzili śmiech i strach na równi, jednocześnie. ci tutaj są zdecydowanie wychyleni w jedną stronę, aczkolwiek, powtórzę, masz pełną rację, ze i tę ich jednowymiarowość pewną Coenowie umieją sprytnie kontrapunktować w niej samej niejako [wiem, ze po japońsku piszę, ale tak mi to jakoś wychodzi dzisiaj :)]...

          • barbasia1 Re: Ladykillers" w 6 słowach 10.09.11, 13:52
            Jeden jedyny raz! ;) Bo TY zawsze wszytsko dokladnie prześwietlisz, opiszesz!

            O tak, tak, o tej scenie też myślałam tylko jakoś mi się w ferworze pisania zgubiła! :)

            I jeszcze, jako jedyny osiłek bystrze zauważa podczas synchonizacji zegarków, przed akcją, że on nie ma zegarka! ;)

            Jasne :) Bo to komedia, farsa pełną gebą ;), postaci mają więc rys komediowy wyłącznie. Coś nowego! :)
      • pepsic Re: Ladykillers" - 1 głos przeciw 09.09.11, 20:36
        To moje drugie nieudane podejście, absolutnie nie moje klimaty, do tego poprowadzone nudnawo. Natomiast co do jednego skwapliwie się zgodzę, Tom Hanks nie do poznania i wizualnie i aktorsko.
        Ps. Widać Hoffman prawdę rzekł, skoro zabolało, rzecz jasna słowa odnosiły się do polityków i dygnitarzy PSL-u. To tak na marginesie;)
        • maniaczytania Re: Ladykillers" - 1 głos przeciw 09.09.11, 21:40
          pepsic napisała:

          > To moje drugie nieudane podejście, absolutnie nie moje klimaty, do tego poprowadzone nudnawo.


          Oj, Pepsic - nie nudnawo - niespiesznie, a to cos zupelnie innego. To nie jest film akcji, to jest film do smakowania :)

          --
          Maniaczytania - blog
        • barbasia1 Re: Ladykillers" - 1 głos przeciw 09.09.11, 21:46
          pepsic napisała:

          >Ps. Widać Hoffman prawdę rzekł, skoro zabolało, rzecz jasna słowa odnosiły się do >polityków i dygnitarzy PSL-u. To tak na marginesie;)

          Proszę o rozszerzenie, doniesień z naszej sceny politycznej unikam jak mogę. ;)
          • pepsic Re: Ladykillers" - 1 głos przeciw 09.09.11, 22:38
            Panowie dziennikarze w tvn24 mało wylewu nie dostali z radości, że taki kąsek się trafił tuż przed wyborami, a paski na dole ekranu pulsowały z szybkością światła, kiedy rzecznik klubu parlamentarnego PiS A. Hofman sarkastycznie skomentował teledysk wyborczy ludowców zarzucając im, że chłopy wyjechali ze wsi, zdziczeli, zbaranieli i kompletnie im odbiło.
            • grek.grek Re: Ladykillers" - 1 głos przeciw 10.09.11, 13:08
              haha :] prawdę rzeczesz.

              ja tam peselów nie załuję. ten wyborczy teledysk żalosny, a w dodatku zawsze nie mogłem załapać, jak to jest, ze wszyscy się targają za włosy i okładają po uszach, a oni stoją z boku
              i nikt im nie wypomina kruchtowości, zaprzaństwa, kuriozalnych rozmiarów nepotyzmu, KRUSownictwa. wreszcie w tej kampanii parę bęcków zebrali, a jak posła PiS nie trawię, tak
              tym razem trafił we właściwy punkt. jak się zdziwilli, jak się obruszyli pesele :] jak to, sami do
              ringu nie chcieli,to ich za uszy wciągnięto, hehe.

              swoją drogą, dobrze by było, jakby wreszcie tę zgraję wzięto za kołnierz i wystawiono za okno :]
    • grek.grek "the Happening/Zdarzenie" z wczoraj, ze spoilami 10.09.11, 11:20
      wiecie, ze zupełnie przypadkiem natrafiłem ? :] czy było warto ?..

      punkt wyjścia jest wypasiony - któregoś ślicznego dnia, w nowojorskim Central Parku, a w ślad za nimi w Filadelfii, Bostonie itd, na Wschodnim wybrzeżu Stanów, ludzie dostają nagłego świra : zatrzymują się jak na stopklatce, a potem zaczynają popelniać samobójstwa : babka sobie wbija w tętnicę taki szpikulec do wsadzania we włosy, robotnicy budowlani skaczą na główkę z 10 piętra, policjant strzela sobie w bańkę... co się dzieje ? nikt nie wie. Terror biologiczny, nieznany wirus, wojskowe eksperymenta, które się wyrwały spod kontroli ? następuje exodus z wielkich miast na prowincję, ludzie wieją przed zagrożeniem. ale to "coś" ich gania także i na największych zad,upiach.

      i teraz będę spojlerował zawzięcie, więc kto nie chce wiedzieć, jak było i jak się skończyło... :]

      głównym bohaterem jest nauczyciel biologii z Filadelfii, który spi,eprza przed Nieznanym razem ze swoją narzeczoną [nie są pewni, czy ze sobą zostac, przez całą drogę towarzyszy im niepewnośc, co do własnej, wspólnej, przyszłości i wzajemności uczuć, znaczy : on jest na tak, ale ona coś się waha], przyjacielem i jego córką; potem przyjaciel się odłącza, zeby szukać żony swojej i zostawia im pod opieką córkę, więc dają dyla we trójke. pan nauczyciel głowę ma nie tylko po to, zeby mu do środka deszcz nie padał, więc z czasem świta mu, ze to, co atakuje ludzi, zaburza im układ nerwowy i w efekcie zmusza do samobója, to toksyna wydzielana przez rośliny, w reakcji na poziom stężenia negatywnej energii emitowanej przez ludzi. co ciekawe, ataki dotykają głównie dużych grup ludzkich. mniejsze, dwu-trzyosobowe mają szanse na przeżycie.

      zatem, po pewnym czasie, nauczyciel i jego bliscy ukrywają się już nie tylko przed wiatrem, który rozprzestrzenia zarazę, ale i przed ludźmi, którzy by chcieli się ewentualnie przyłączyć. Wirus dziesiątkuje już także prowincję, nie ma miejsc odludnych do których by nie dotarł - jakiś facet uruchamia kosiarkę do trawy, a potem się kładzie pod nią, zeby go zszatkowała, jakies miasteczko pełne jest wisielców, jakas grupa ludzi korzysta z broni palnej, żeby kolejno sobie odbierać życie... a-koka-lipsa ;] a pomocy znikąd, w zabarykadowanych chawirach siedzą ludzie z bronią, którzy gotowi są zabić niepożądanych gości, choćby tylko chcieli coś do jedzenia dostać.

      koniec końców belfer z narzeczoną i córką przyjaciela [który tez w którym momencie pada ofiarą pomoru] docierają do jakiegoś domostwa na kompletnej głuszy, gdzie mieszka samotna starsza jejmość. dziwaczka, ale podejmuje ich kolacją i noclegiem. a rankiem dostaje kompletnego zayoba - paranoicznie się drze, ze pewnie chcą ją zabić i okraśc, więc "get da fu.ck out !". wychodzi babina na zewnątrz, a tam owiewa ją wiatr i kobita strzela samobója. A więc wirus dotarł nawet tu... Belfer jest w tym momencie oddzielony od swojej dziewczyny i córki kolegi - on jest w domu, a one, nieświadome zagrożenia są w domku sto metrów od chałupy głównej - ciekawe, ze ulkład rur sprawia, ze panuje między tymi pomieszczeniami świetna akustyka i można ze sobą rozmawiać. więc belfer ostrzega je, żeby pozamykały drzwi i okna. sam też się zabezpiecza, ale... jak teraz wyjśc ? są w pułapkach. powiertrze jest skażone, nie mogą wyjść.

      rozmawiają ze soba, przez te ruły, i dochodzą do wspólnego wniosku, ze jak umrzec, to razem, bo się kochają. i wychodzą na ten porywisty wiatr i idą ku sobie. i nie umierają :]

      nie umierają, bo... no własnie - wytłumaczeniem ma być to, ze całe zjawisko, cała emisja toksyn skończyło się zanim wyszli, musieli trafić w punkt, a może... a może ocaliła ich miłośc, dobra energia jaka z nich emanowała ? metafizyka, proszę państwa :]

      zostają więc ze soba, ich związek się cementuje, córka przyjaciela zostaje ich wychowanicą. media dają wywiad z uczonym, który kreśli jaką teorię mającą wyjaśniać ten nagły atak toksyn. winne są drzewa, przyroda, która wytwarza specyficzne chemikalia.

      a na samym końcu jest scenka z Paryża, zdaje się, gdzie dochodzi do podobnej sytuacji, w Lasku Bulońskim... taki furtka do sequela ;]

      wyszedł z tego eko-thriller, z elementami kina drogi i paroma momentami [świetny wstęp i naprawdę dająca efekt scena, kiedy robotnicy budowlani znienacka pikują i roztrzaskują się o beton, przypominająca żabobicie w "Magnolii", aczkolwiek tutaj lecą pojedycze ciała, a tam był cały deszcz], i konkluzją - wyluzujta trochę, ludzkości, bo matka natura się denerwuje i możecie ten gniew i zniecierpliwienie odczuć na własnej... sami wiecie na czym :]

      modni aktorzy, mark Wahlberg i Zoey Deschanel w rolach głównych. w sumie dość przyzwoita rzecz, dało się obejrzeć bez większych dolegliwości :]
        • grek.grek Re: "the Happening/Zdarzenie" z wczoraj, ze spoil 10.09.11, 15:37
          prawda ? podwędziłem skądś :]

          a film do zobaczenia. bez rewelacji, nie będzie w topie najlepszych thrillerów w historii, ale widziałem gorsze zwłoki. nie patrzyłem na szczegóły, ale w zajawce w telegazecie polsatowskiej napisali, ze zrobił go autor "szóstego zmysłu", "Osady" i "Znaków", czyli klasyki, średniaka i beznadzieji :] w sumie, średnią z dotychczasowej twórczości jakoś udalo mu się wyreżyserować.

          a film świeży, bodaj z 2008 ;] wiesz, obejrzeć 4-letni film w tiwi, w ktorych królują filmy 10-20 letnie, to jak przejażdzka 10-letnim mercedesem nieznacznie obitym w odskoczni od codziennego turkotania się 15-letnim trabantem.
          • barbasia1 Re: "the Happening/Zdarzenie" z wczoraj, ze spoil 10.09.11, 15:55
            A dałabym głowę, że to Twój pomysł! :)
            :)

            ze zrobił go autor ""szóstego zmysłu",
            > "Osady" i "Znaków", czyli klasyki, średniaka i beznadzieji :] w sumie, średnią
            > z dotychczasowej twórczości jakoś udalo mu się wyreżyserować.
            he,he :)



            > a film świeży, bodaj z 2008 ;] wiesz, obejrzeć 4-letni film w tiwi, w ktorych k
            > rólują filmy 10-20 letnie, to jak przejażdzka 10-letnim mercedesem nieznacznie
            > obitym w odskoczni od codziennego turkotania się 15-letnim trabantem.

            chi, chi, chi :)
            Co prawda to prawda.
            /Jeśli chodzi o ten film, to ja poprzestanę na Twoim spojlerze./


    • grek.grek w rocznicę 9/11 dają film :] 10.09.11, 13:17
      o WTC, 9/11 dają w Polsacie film - o dzielnych strażakach, co ratowali ludzkość.

      swoją drogą, w rocznicę tamtych wydarzeń, wolałbym obejrzeć jakiś film, ili dokument, w którym
      ktoś mądry wyjaśniłby mi, oraz nam wszystkim, jak to się stało, ze tacy sprytni i obcykani terroryści, po wykiwaniu najlepszych wywiadów świata i przeprowadzeniu wprost z afgańskich jaskiń najazdu na Amerykę, nie grzmotnęli tymi samolotami w Wall Street. dlaczego wybrali efekciarskie rozbcicie budynków opróznionych z ludzi i gotowych do kosztownej niezwykle operacji odzierania z azbestu, a także w Pentagon, i to dziwnym trafem w skrzydło w ktorym nie było ludzi, bo było ono akurat remontowane, i to tak się chytrze rozbili, ze aż zostawili 1,5 metrową wyrwę przy 5,5 metrowym rozstawie skrzydeł Boeinga,i śladu po maszynie nie zostawili, a przez wywaloną dziurkę widać nie-zjarane papiery, krzesła..?

      dlaczego nie Wall Street ? mogli walnąc wszędzie i te bystrzaki nie miały pojęcia, ze dopiero ekspediując w kosmos calą giełdę, niszcząc dane światowej finansjery, zerując debety spowodowaliby prawdziwą Apokalipsę, a niszcząc WTC najwyżej spodowali wypłatę gigantycznego ubezpieczenia, które tydzień wcześniej wykupił właściciel, bo miał prorocze sny ? jak widać, człowieka z jaskini afgańskiej można wyciągnąc, ale jaskini afgańskiej z człowieka - nie bardzo ;]]

      poza tym, Adamek będzie boksował z Kliczką, ofk żadna telewizja tego nie wykupiła na otwartą ogólnodostępność, więc cza będzie zakasać rękawy i szperać w sieci, co by obejrzeć :]
      • maniaczytania dzis tez 10.09.11, 14:01
        wspominane juz "Flyboys" na Jedynce
        a na Dwojce calkiem swiezy premierowy film polski! - Hustawka z Wojciechem Zielinskim
        --
        Maniaczytania - blog
        • barbasia1 Film "Huśtawka" w TVP2 - ktoś ogladał? Greku? 11.09.11, 10:45
          Greku, widziałeś?

          Obejrzałam połowę filmu, tym razem drugą? Ktoś z Was oglądał? Może w skrócie dopowiedzieć, co się działo na początku? / choć prawdę mówiąc, w swej domyslności ja się tego domyślam i gdybyście jednak nie widzieli filmu to dopowiem Wam początek: znudzony nudną acz sympatyczną i ładną młodą żoną pan dentysta nawiązuje romans z ognistą, seksowną brunetką, młodą projektantką mody i tak potem mita sie między żoną bardziej z powodu dzieci malutkich i uroczych a kochanką ... /
            • barbasia1 Re: Film "Huśtawka" w TVP2 - ktoś ogladał? Greku? 12.09.11, 15:19
              Słowko na temat reacji między Michałem a jego żoną, mogłabyś skrobnąć, Maniu?

              Michał w koncu odchodzi od żony do kochanki, ale często, przy różnych okazjach typu święta odwiedza żonę i dzieci, co złości jego kochankę Karolinę, bo ona wiecznie na niego czeka a ona wiecznie się spóźnia,na dodatek irytuje ją, że sprawa rozwodu się ciągnie (co nie przeszkadza by było między nimi namiętnie, gorąco i erotycznie,seksualnie, co pokazywały bardzo dosłowne sceny erotyczne ).
              Czarę goryczy przelewa nieobecność Michała na ważnym dla niej pokazie mody (bo był w tym czasie u dzieci), pijana robi mu awanturę, a Michał wraca do żony, do dzieci, a żona go przyjmuje. Jest miło, przyjemnie, tylko coś Michał markotny. Pewnego dnia zabiera za miasto swoją, nie,nie, nie żonę, pracownicę, pomoc dentystyczną ( czarnej peruce na głowie ) ,w celach konsumpcji erotycznej, ale zamiast zajmować się panią dzwoni do Karoliny i mówi "Chcę do ciebie", a potem ma wizję? sen? że biegnie po torach za Karoliną w blond peruce .

              Historia stara jak świat - trójkąt małżeński - proza życia, heh!

              Z oczywistych powodów, wstrzymam się teraz od jakichś podsumowań i ocen filmu, gry aktorskiej. Może zobię to przy innej okazji, jak się nadarzy powtórka ...