Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 18)

01.01.12, 15:20
Jak tradycja nakazuje ;) zakladam nowy watek.

Oby Wam i nam sie darzylo w Nowym Roku zgodnie z oczekiwaniami!
--
Maniaczytania - blog
Edytor zaawansowany
  • barbasia1 01.01.12, 15:48
    Pomyślnego Roku!

    www.youtube.com/watch?v=-K72J6VPQKc&feature=related
    :)
  • pepsic 02.01.12, 12:46
    Dzisiaj o 21`50. Mam nadzieję, że wreszcie upoluję, bo z relacji Greka w poprzednim wątku wynika, że warto. Koprodukcja, ale bardziej francuskie, bo braci Dardenne.

  • rosemadder 03.01.12, 11:44
    no wreszcie nowy wątek:)
    Pomyślności w Nowym Roku!

    --
    ☺☻☺
  • maniaczytania 03.01.12, 20:32
    rosemadder napisała:

    > no wreszcie nowy wątek:)
    > Pomyślności w Nowym Roku!

    Tobie rowniez pomyslnosci i mam nadzieje, ze w nowym watku i w nowym roku bedziesz tu nei tylko zagladac, ale i pisac !


    --
    Maniaczytania - blog
  • rosemadder 04.01.12, 15:08
    poczułam się wezwana do tablicy więc musze się bronić:)
    uwielbiam czytać epistoły greka i innych, lecz sama nie posiadam zdolności do tak barwnych wypowiedzi:P wypowiadam się a jakże, lecz krótko i treściwie:)
    ale ok obiecuję się poprawić w Nowym Roku (powiedzcie tylko moim dzieciom aby grzecznie spać chodziły o godz.20 to częsciej obejrzę ciekawy filmik i się wypowiem:)


    --
    ☺☻☺
  • barbasia1 05.01.12, 15:29
    rosemadder napisała:

    >[...] powiedzcie tylko moim dzieciom aby
    > grzecznie spać chodziły o godz.20 to częsciej obejrzę ciekawy filmik i się wypowiem:)

    Dawaj tu nam te dzieci! ;)
  • grek.grek 03.01.12, 14:55
    tvp2, o 22:50 dokument o kalendarzu Majów, który, jak wiecie, kończy się na 2012 roku, a zatem... ;] hehe, krucafax, a ja liczyłem, ze to będzie dobry rok... jak tu Wam i sobie życzyć
    "udanego 2012-ego", skoro Majowie nie umieli liczyć dalej jak 2012 ? żarty żartami, ale ciekawy to może być film.

    &... Californication 4 seria, wreszcie, w ct1 [0:15].

    polsat... "Linia życia", pewnie znacie, Julia i koledzy przeprowadzają na sobie eksperymenty ze śmiercią kliniczną. Nie znacie ? poznajcie, bo warto. 22:55

    TVN ? a TVN, takie mam wrażenie, filmowo się stacza... filmy sprzed epoki króla ćwieczka, z Czakiem, operetkowa seria "American Ninja", kicz w najczystszej postaci, w święta fabularyzowana, robiona na kolanach, opowieść o związku "Williama i Kate"... uff, słabo jeszcze słabiej... TVN.

    "Miasto Boga" - mistrzostwo. rzadko mi się zdarza, ale ten film za drugim razem był jeszcze lepszy niż za pierwszym. Kto ma - niech ogląd-da. mocny i realistyczny. nieczęste połączenie. Brazylia może i jest tygrysem gospodarczym świata, ale slumsy Rio to zupelnie osobny kosmos i nikt tego nie umie ogarnąć.
  • barbasia1 03.01.12, 16:16
    > tvp2, o 22:50 dokument o kalendarzu Majów, który, jak wiecie, kończy się na 2012 roku

    :[...] a zatem... ;] hehe, krucafax, a ja liczyłem, ze to będzie dobry rok...
    > jak tu Wam i sobie życzyć "udanego 2012-ego",
    hahaha :)

    O! To bardzo dobra propozycja na początek Nowego 2012 Roku! Obyśmy dożyli w zdrowiu i szczęściu do jego końca. Potem już nic nam nie będzie groziło. Chyba, że Iran...

    > &... Californication 4 seria, wreszcie, w ct1 [0:15]
    Rozkosznego oglądania! ;}

    Raz jeszcze - dobrego Roku Wszystkim! :)
  • grek.grek 04.01.12, 13:40
    oglądałaś ? :]

    w sumie, zgrabnie to jakoś spięli - wierzenia Majów, ich zwyczaje, ich naukę, szaleństwa klimatyczne na przestrzeni historii... wyszło im, ze 21 XII 2012
    rzeczywiście może być datą jakiejś grubej akcji [według Majów ma to być jakaś katastrofa wodna, ale wcale nie określają zebrane materiały, czy dotyczyć miałaby ona tylko terenów, na których oni sami mieszkali czy całego świata, chociaż tę drugą wersję próbują jak mogą, twórcy filmu, przepychac kolanem, ze jednak tak - we wstawkach fabularyzowanych ogień i woda pustoszą metropolie rozmaite], w której wielu ludzi ucierpi, albo się wcale
    nic nie musi stać :] Czyli, wyszło jak zawsze w takich przypadkach. Ciekawe, że skonfrontowali wierzeń Majów, które zintepretowali jako zapowiedź przebiegunowania Ziemi wywołującego kataklizmy, z wynikami badań za pomocą najnowocześniejszej technologii.

    hehe, dzięki, nieźle się zaczęło, tak jak napisałaś w streszczeniu.
    Jak zobaczyłem tę niedogoloną gębę z petem w twarzy i tego łysego karakana, to pomyślałem,ze mi ich brakowało ;]] Zdecydowanie bardziej podoba mi się, jakby to nazwać... scenografia tej IV serii [ostrożnie, po jednym odcinku, zawsze może się to zmienić później] od jej odpowiedniczki w serii III. Jest po staremu, czytaj : jak w I i II s. albo podobnie to odbieram.

    swoją drogą, jesli doktor House, to Sherlock, a jego przyjaciel Wilson,to doktor Watson, to w przypadku tandemu Moody-Runkle nasuwa mi się porównanie do Don Kichota i Sancho Pansy :] Co o tym sądzisz ? "błędny rycerz", ciągle w kłopotach, seksie i wódeczce przez swoją naturę nieuleczalnego romantyka i jego wierny giermek, rozsądny prostaczek pozbawiony weny swojego "pana" ? [aczkolwiek, Sancho sam pakuje się nierzadko w niezłe kołomyje, hehe]

    świetnego roku, dla Ciebie, Barbasiu :]
  • barbasia1 04.01.12, 15:17
    Oglądałam ... cdn.

    > Jak zobaczyłem tę niedogoloną gębę z petem w twarzy i tego łysego karakana, to
    > pomyślałem,ze mi ich brakowało ;]]
    he,he
    To świetnie. :)

    Nie, nie będzie już w tej serii sal wykładowych i gabinetów uczelnianych oraz wypasionych domów elity profesorskiej jednej z californijskich uczelni. Teraz za scenaografię bedzie robił hotelowy pokój, w którym pomieszkuje Hank, biuro prawniczki i biura producentow filmowych (oraz wypasiona willa producenta filmowego, który ... po wysłuchaniu fragmentów scenariusza do filmu na podstawie książki Hanka przeniósł się na tamten świat , o okolicznościach słwoa nie pisnę ;), dom Charliego, i oczywiscie rozmaite knjpy, w których Hank załatwia intreresy , spotyka się ze znajomymi, relaksuje się albo słucha koncertu zespołu w którym gra Becca...

    To świetne porównanie! Podoba mi się, bardzo trafne!

    I ja Ci życzę , Drogi Greku, bardzo dobrego ROKU i niech Ci się wszytko pomyślnie układa!
  • grek.grek 05.01.12, 13:34
    hehe, już to zebranie robocze dotyczące filmu, jaki ma powstać na podstawie tej powieści Hanka ukradzionej przez Mię, dało przedsmak formy w jakiej Moody się znaduje, a ta jest wysoka. Nie dziwię się, ze zejście śmiertelne nastąpiło w tym całym interesie, heh.

    młoda pani aktorka, która zaprosiła hanka na nocleg do siebie - jakaś taka stereotypowa. Tutaj się nie zmieniło w stosunku do III serii, gdzie podobnie niewyszukany typ kobiecy prezentowała studentka-striptizerka. Ale, to szczegół, grunt, ze Moody i łysy znów będą rozrabiać.

  • barbasia1 05.01.12, 15:26
    Okoliczności śmiertnego zejścia oczywiście utrzymane w pieprznej konwencji serialu ...

    Młoda aktorka wygląda jeszcze młodziej od tej młodej panny sudentki błyskającej nagim biustem z serii III.
  • maniaczytania 03.01.12, 20:37
    Barbasia, w watku jeszcze starorocznym pisze o polskich premierach tego roku, a ja sie nie moge doczekac "Dziewczyny z tatuazem" :) Trylogie przeczytalam, wersji szwedzkiej nie widzialam i ogromnie jestem ciekawa! Trailery obejrzalam, sa odpowiednio mroczne i zachecajace. Daniela Craiga lubimy, ja osobiscie raczej lubie kino Finchera, muzyka ... Trent Reznor (na pewno jest swietna, prawda Barbasiu?) - musi byc dobrze ;)
    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 04.01.12, 14:40
    maniaczytania napisała:
    ja sie nie moge doczekac "Dziewczyny z tatuazem" :)
    [...] >muzyka ... Trent Reznor (na pewno jest swietna, prawda Bar
    > basiu?) - musi byc dobrze ;)

    Trent Reznor - ubiegłoroczny Oscarozwycięzca za muzykę do filmu "The Social Network"
    Ciekawe, czy w tym roku też będzie nominowany do Oscara (choć szans na zdobycie kolejnego nie przewiduję)
    Tu znalazłam próbkę ścieżki dźwiękowej do "Dziewczyny ..." Sami posłuchajcie!

    www.youtube.com/watch?v=UHdrxavR3hs&feature=related

    Mam szwedzką wersję filmu (książki nie czytałam, heh -liczę zatem bardzo na Twoje kilka słów na ten temat ) - "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" i mam nadzieję, że uda mi się ją obejrzeć przed "Dziewczyną z tatuażem". Też czekam na "Dziewczynę ...".


  • maniaczytania 04.01.12, 23:49
    Barbasiu - o calej trylogii pisalam na blogu, czytalam ja w 2010 roku (rety, a wydawalo mi sie, ze dopiero co!). Mysle, ze warto by ja przeczytac!!! Pierwszy tom chociaz przed filmem - to sie czyta blyskawicznie (bo chociaz ksiazki grube, to strasznie duza czcionka ;) )
    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 05.01.12, 15:34
    He,he,he :)
    Tak, tak, widziałam te tomiszcza / też mnie na początku lekko przeraziła ich grubość/, spóbuję zdobyć pierwszy tom.

    Znalazlam, przeczytałam i wklejam tu Twój komentarz z bloga na temat 1. tomu Millenium:

    mojeprzemiany.blox.pl/2010/10/Mezczyzni-ktorzy-nienawidza-kobiet-Stieg-Larsson.html
  • grek.grek 05.01.12, 10:51
    22:10 - 2:45, taka mała sesja filmowa ;]

    na przystawkę "Dziewczyna z perłą" [ct 2], drugi raz i chyba zaczynam doceniać ten film, a jesli doceniałem, to doceniam bardziej. Namalowany jest, Scarlett robi co może [jej Griet jest naprawdę na miarę czasów i atłsasów] i ja ją kupuję, Firth jako Vermeer zupelnie mnie nie przekonuje, ale dziwnym trafem nie szkodzi to, wg mnie, filmowi i nie stanowi problemu w pokazaniu ich platonicznego romansu z subtelnością i wiarygodnością emocjonalną. I kolejnym jest on dowodem na to, że można pokazywać dawne czasy i epoki, kiedy mydło nie było modne, a klozet drogi chodził na allegro - że można pokazywać je z klasą, nie epatując turpistyczną zapamiętałością, która ma jakąs prawdulę odzwierciedlać... fu-ck prawdula, jeśli efekt jest taki jak w "Dziewczynie...". Ktoś się oburzy na pastele, ktoś się zżymie na czystość panującą w pracowni Vermeera i wypielęgnowaną urodę postaci... whetever, jak mawiają górale, ten film się broni. Historia też jest przednia, ożywia sztukę, bo obraz ma dopiero wtedy znaczenie i serce, kiedy stoi za nim jakaś opowieść, jakaś motywacja, myśl, uczucie, przygoda, czy co tam jeszcze. orajt, to tyle, bo jeszcze chwila i siebie i Was potopię w patosie niskich lotów :]

    "House" na pierwsze danie.
    będzie ciekawie. Z więźnia wychodzi pani lekarka, co kiedyś pracowała z Housem, o ksywie "trzynastka". Ja tam średnio ją pamiętam, bo regularnie oglądam od niedawna, ale Wy pewnie bardzo dobrze. Pani aktorka musiała pewnie odpocząc albo wypełnić inne zobowiązania, więc postać zawieszono, ale trzeba przyznać, ze dobrze z tego scenarzyści wybrnęli, powód dla którego zniknęła nieźle wykoncypowany.

    House ją odbiera samochodem i zabiera w podróż na zawody w... "miotaniu kartofli" w jakiejś małej miejscowości. Odcinek drogi, tak by można go określić, a w drodze House za wszelką cenę próbuje dociec - za co pani 13 została skazana na odsiadkę, jednocześnie diagnozując przez telefon kolejnego pacjenta [też ciekawy przypadek, zwłaszcza jak się rozwinął, hehe, z pytaniem o granice lojalności w związku ]

    na miejscu House będzie musiał stanąć oko w oko ze swoim czterokrotnym pogromcą w tych zawodach kartoflanych - nastolatkiem, a może nawet dzieciakiem... scena westernowa, z cyklu "w samo południe" - niezła, dialogi też, młody nieźle umie przycinać, ale... sami wiecie... parafrazując klasyka - don't f..k with House.

    "jak to robisz, mina niewiniątka, żarty z siebie samego czy pigułka gwałtu ?" - pan lekarz Foreman ma dobre teksty napisane :]

    ciekawe, czy powrót tej 13 oznacza odejście Rudej ? szkoda by było, Ruda ma nogi... 13 ma głowę, tułów, a potem od razu stopy... taka trochę dziwnie zbudowana jest, heh. Że ja redukuję te kobiety do ciała ? gdze tam... ale mogę zmienić zdanie o pani 13 jeśli zacznie chadzać w sukience ;]

    no i danie główne, Wy macie szansę dzisiaj [po Housie], ja dziabnąłem nocną porą - "Miasto gniewu". Dużo nagród, Oskardy... film utytułowany, zanim spróbuję namazać coś o nim, powiem tylko, że tvp 2 ten czwartkowy cykl filmowy naprawdę doprowadza do stanu używalności.

    Miasto gniewu" w oryginale nazywa się "Crash", ale raz, ze Cronenberg nakręcił wcześniej film pod takim samym tytułem, dwa - w jakiś sposób jest to nawiązanie do "Miasta Boga", który, jakkolwiek rózny w treści, też portretuje [jakieś/konkretne] miasto i jego kulturę.

    Miastem gniewu" jest Los Angeles. Tytuł polski [choć raz, kruca] oddaje dobrze iistotę rzeczy.
    No bo właśnie gniew jest podstawową emocją jaka targa bohaterami tego filmu.

    ktoś może zarzucić MG, że naśladuje fomalnie Altmana czy "Magnolię", ale, wg mnie... wykorzystanie konstrukcji, to jeszcze żaden grzech czy ujma, jakkolwiek podobieństwo rzuca się bardzo w oczy.

    w mozaikowej formie reżyser, pomysłodawca i współscenarzysta Higgis przedstawia 48 godzin z życia kilkunastu mieszkańców LA. Białych, Latynosów, czarnych, Azjatów, muzułmanów. Ich losy splatają się ze sobą, albo mają na siebie wzajemny wpływ. Są od siebie rózni pod każdym względem, statusu społecznego, pochodzenia, rasy, ale łączy ich, jak sugeruje autor, to miasto, ten sam zaduch życia społecznego.

    Gniew powstaje w jakiś nieuchronny sposób. Przenosi się jak wirus i infekuje każdeg, kto znajdzie się w jego obrębie. Codzienne sytuacje konfliktowe, osobiste niespełnienia, problemy i frustracje są motorem kolejnych zderzeń bohaterów. W ruch idą stereotypy, rasizm, uprzedzenia, paranoje i pretensje - ktoś ma problemy, więc musi je odreagować, komu dowalić ? no Innemu, temu kto inaczej wygląda, ma inny kolor skóry. Nie wiem, czy ten rasizm jest prawdziwy, być może tylko odruchowo sięga się po tę pałkę, która aż się rzuca w oczy i prosi, zeby jej użyć. a jak pałka rasowa, to znajdzie się i pistolet, odznaka policyjna, stołek za biurkiem, własny jęzor - wszystko co może być użyte w celu uprzykrzenia życia drugiemu, odegrania się na nim za swoje włąsne problemy, frustrtacje i rozgoryczenie.

    Zawsze ktoś oberwie obok, to działa jak domino, jak bomba z gwoździami. ktoś zaczyna, ktoś obrywa, a potem dostaje odłamkiem ktoś następny. Wirus. gniewu, złości, a może... normalności w ludzkich społecznościach ? wszędzie się kłócimy i wszędzie będziemy się kłócić i jak nie ta pałka, to inna. Ameryka jest jednak bardzo politycznie poprawna, jak chodzi o rasizm i dissowanie uderzające w kolor skóry i pochodzenie etniczne, może dlatego Miasto gniewu" tak zostało w Stanach docenione i Oskardem przygniecione nawet.

    "Popracuj parę lat, zobaczysz sam... myślisz, że wiesz kim jesteś ?" - być może to są te najważniejsze słowa w filmie, które doświadczony policjant kieruje do swojego młodszego, początkującego partnera, który poprosił o przeniesienie do innego patrolu, zniesmaczony jego rasistowskimi zachowaniami w stosunku do pary glamour czarnoskórych przyłapanych na seksie w aucie. Właśnie, popracuj kilka lat, a wyzbędziesz się złudzen, że ONI są warci twojego szacunku, ten tygiel cię wchłonie i po paru latach "będziesz chciał wjechac w kogoś samochodem, byle tylko poczuć czyjś dotyk", jak mówi w pierwszej scenie filmu inny policjant. I jakże paradoskalnie, jak ironicznie, ułożą się losy tych dwóch policjantów, jak smutne i prawdziwe, jak wcześnie sprawdzą się słowa tego doświadczonego, i jak on sam będzie umiał swoją plamę zmazać. Może idzie ku gorszemu ? Mozę szybciej się przesiąka gniewem i coraz młodsi padają ofiarami wirusa ?

    koniec końców przyjdzie spokój, i dokona się katharsis, kiedy już żale, wściekłości i nerwy zostaną opróżnione - przyniosą je akty dobroci, akty heroizmu nawet, szaleństwa, przypadkowe upadki, cudowne zrządzenia losu, może akty boskiej interwencji, jak by to wierzący określil, a może zwykłego gapiostwa popełnionego w... tak - w gniewie, które ocalą ludzkie życie, a i przywrócą dumę i godność, wymażą winy. ale musi być ofiara, złożona temu miastu, temu ludzkiemu skupisku i jego prawidłowom istnienia; dopiero wtedy wszystko cichnie, z nieba nie lecą żaby jak w "Magnolii" w analogicznym momencie, ale... sami się przekonacie :]

    Sami sobie dowalamy, nikt nie jest święty, a to co robimy jednemu działa na podobieństwo infekcji, dostaje się do krwioobiegu postronnych, nicuje ich głowę, prowadzi do zachowań nierzadko samodestrukcyjnych.

    bardzo zgranie zapleciony scenariusz. Bardzo dobrzy aktorzy, Sandra Bullock może być mało zjadliwa, ale jest jej mało, a za to wspaniale gra Terrence Howard [znowu, trzeci film z nim i trzeci raz muszę to powiedzieć], jest Don Cheadle w kolejnej świetnej roli i w ogóle dużo znanych dziobów aktorskich. Howard wyróżnia się jednak nawet w tak doborowym towarzystwie. Świetny aktor.

    Jedyne, czego można by się czepić, to chyba tylko to, ze Los Angeles nie współgra z emocjami i zachowaniami bohaterów. Jest w tle, bierze udział symboliczny, jest zredukowane co nieco, nie pokazuje zębów i brzydoty, którą jak każde miasto w sobie nosić musi. Nie wygrano tego w filmie. LA jest niemym świadkiem, nie aktorem. może tak miało być.








  • barbasia1 05.01.12, 15:59
    Właśnie, bardzo dobra rola Scarlett Johansson, kto nie wierzy w talent Scarlett, niech obejrzy "Dziewczynę z perłą".

    "Doktor House" - "zawody w miotaniu kartofli" - brzmi ... zabawnie! ;))

    "Miasto gniewu" - absolutnie fantastyczna zapowiedź, Greku!

    Czwartkowy filmowy cykl w Dwójce prezentuje się coraz lepiej, masz rację.
    A za tydzień w czwartek, powiem to już dziś, muszę to powiedzieć, czeski film, znakomity film "Obsługiwałem angielskiego króla" , na podstawie prozy Hrabala, w reż I. Menzla, o tym filmie co nieco już opowiadałyśmy z Pepsic ...

    :)

  • grek.grek 05.01.12, 16:27
    to możliwe jej najlepsza rola spośród dotychczasowych.

    hehe, brzmi owszem zabawnie, ale w wykonaniu rozdrażnionego House'a szybko takim być przestanie ;] Strzela się z takich specjalnych karabinów, z dużym kalibrem, kartrofle są wyrzucane z duża prędkością, uff, mocna rzecz.

    "Miasto gniewu/Crash" polecam z czystym sumieniem, naprawdę warto. Mam nadzieję nic nie zdradziłem konkretnego, co zepsułoby przyjemnośc odkrywania go samodzielnie :]

    yes, już zauważyłem, "OBsługiwałem..." - pamiętam, że pisałyście. jest dobrze. Oby ten cykl nie wykopyrtnął, jak parę ciekawych rzeczy, ktore TVP odpalała, żeby prędko z nich rezygnować albo modyfikować w taki sposób, ze ponosiły klęskę.

    a w ct2 jutro "Dolce vita" [20:55], też warto :]
  • barbasia1 05.01.12, 17:18
    > kartrofle są wyrzucane z duża prędkością, uff, mocna rzecz.
    He, he! Może by tak u nas urządzić takie kartoflane zawody, przecież my, Polacy tak kochamy kartofle!?

    "Miasto gniewu/Crash" - wyłącznie narobiłeś apetytu na oglądanie!

    "Dolce vita", tak warto. Bardzo.

    :)
  • barbasia1 05.01.12, 17:27
    > a w ct2 jutro "Dolce vita" [20:55], też warto :]

    Napiszesz dwa słowa, mam nadzieję?
    :)
  • maniaczytania 05.01.12, 18:13
    i ja sie przylacze do namawiania na "Miasto gniewu" (choc mnie akurat polski tytul w ogole nie odpowiada) - i nie moge sobie za zadne skarby przypomniec, gdzie ja o tym filmie pisalam ( a przynajmniej wydaje mi sie, ze pisalam, hehe), nawet sprawdzalam na blogu,ale nie ...
    To jest naprawde swietny film do uwaznego ogladania!
    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 06.01.12, 14:25
    haha, yes, zawody kartoflane... w Poznaniu, tak ? ;] Pyrogrzmoty 2012.

    jak wypadły wczorajsze projekcje, jak Ci się spodobały ? jak House, jak Miasto ?

    jasna sprawa, Dolce Vita na wzmiankę zasługuje. Minęło dużo czasu, nie wiem, ile pamiętam... sam jestem ciekaw; za pierwszym razem podszedłem do tego, jak do jajka, wiesz - dzieło mistrza, kanon kina itd., więc może bardziej się skupiałem na tym, zeby docenić i dostrzec to, co inni przede mną, a teraz już nie mam takich krępacji, więc być może więcej dostrzeżę/egę, mam nadzieję.

    hehe, zabawne, ze Dolce Vita jest w jutubie, i to z polskim lektorem, ale... tylko 4 część [z 12 rzekomych], reszty nie dowieźli ;]

    szykujecie się na "Dziewczynę z tatuażem"... no i już pierwsze polskie echa i recenzje, do tych sprzed dwóch tygodni doszły nowe :
    film.onet.pl/recenzje/dziewczyna-z-tatuazem-film-prawie-doskonaly,1,4981934.html
    film.wp.pl/id,28675,rid,63932,title,Tatuaz-zmywalny,type,editor,film_recenzja.html
    no i "W ciemności" Holland, pompa jak cholera towarzyszy premierze, ważniaki się zleciały na oficjalny pokaz... Hype zdecydowanie pozbawiony ciemności, nawet odcieni szarości, jeden głos, ze "to musi być nominacja oskarowa". wiesz, mnie się od razu otwiera klapka z ostrzeżeniem, że chodzi tu o narodową sprawę, a nie o film, o kino, a już najmniej o sztukę. W Polityce recenzent Pietrasik w zestawieniu za 2011 uznał "W ciemności" najlepszym filmem. Zanim ktoklwiek go w tym kraju polskim zobaczył na oczy, on już klepnął, ze to # 1 :]

    poza tym, zauważyłaś, ze im jakiś film jest w zgodzie z tzw. wartościami, tym ma lepsze oceny ? wymowa ważniejsza się zdaje od kunsztu :] Nie podważam kunsztu realizacji "W ciemności", bo go nie widziałem jeszcze, ale... tak mi się ogolna refleksja nasunęła.

    recenzent Sobolewski przynajmniej poczekał do premiery :
    wyborcza.pl/1,101708,10915092,Dobro_swieci_w_ciemnosciach.html
    [btw, nie znoszę słowa "najlepszy" w odniesieniu do sztuki, filmu, muzyki - "najważniejszy" jestem w stanie przełknąć, ale "najlepszy"... nie i kropka. też tak macie ?]

    jedno jest pewne, będzie głośno; wiesz co, nie masz wrażenia, ze o ile być może ten film nie był realizowany od początku z taką idee fixe, to teraz 'pewne koła' uznały, ze "film o tym, jak Polak żydów ratował" będzie świetnym kandydatem do Oskara ? Nie dlatego, że jest taki dobry artystycznie [może jest], ale dlatego, ze tematyka jest taka, ze to musi chwycić. Taka polityczna kalkulacja, zeby wreszcie tego Oskarda pochwycić. Nie poprzez zrobienie świetnego fimu o współczesności, który jednocześnie będzie zrozumiany przez ludzi pod kazdą szerokością geograficzną, ale poprzez złapanie się wątku, który amerykańskich krytykow i decydentów nie może pozostawić obojętnymi, no bo... wiadomo, kto kasą i wpływami w tym światku się dzieli. Nie bądźmy naiwni :]

    takie mam wrażenie, więc trochę ten film jest zbytnio obarczony rozmaitymi pozaekranowymi rzeczami, żeby można go traktować czysto, jak film, jak sztukę.

    A mnie bliżej byłoby do Sherlocka, choćby i tego nowego, ktory ponoć nie w swoim kanonicznym wydaniu się nieco zdewaluował :
    www.rp.pl/artykul/492083,787076-Sherlock-Holmes--Gra-cieni--Sherlock-Holmes-i-nastepcy.html
  • barbasia1 06.01.12, 16:16
    Projekcje bardzo udane House fantastyczny, podobały mi się miotacze kartofli, hehe. Pyrogrzmoty 2012 w Poznaniu. - o tak! :))

    Zirytowała mnie nazbyt cierpliwa i nazbyt wyrozumiała miłość tego pacejnta szpitala do swej żony, która, na skutek poronień i niemożności posiadania dzieicęcia, popadła w manię choroblilwego zbieractwa, doprowadzając ich mieszkanie do wyglądu publicznego śmietnika z wielkiej dzielnicy.

    I sprawa Trzynastki, która z miłości i troski o brata dokonała na nim eutanazji ,zawsze takie kwestie będą budzić kontrowersje ...

    "Miasto gniewu" - wspaniały film, później co nieco napiszę ...
    (To ono, czytałam pokonało w walce o Oscara za najlepszy film w roku 2005 "Tajemnicę Brokeback Mountain", uważam bardzo zasłużenie.)

  • barbasia1 06.01.12, 20:57
    / "Dolce Vita" jest na ekino w calosci; nie musisz szczegółowo zagłębiać się w treść; Przyjemnego oglądania./

    Może i odrobinę racji masz , ale
    zauważ też, że ten film przed jego polską premierą został już doceniony nargodą na ważnym festiwalu Camerimage oraz, co ważniejsze, został zauważony i doceniony za oceanem, w Kandzie, w Ameryce otrzymując pochlebne recenzje w amerykanskiej prasie z najwyższej półki. Film zdobył nawet dystrybutorów amerykańskich, których przecież nie jest łatwo przekonać do filmów pochodzących spoza Ameryki .

    Nie dziwne więc, że właśnie "W ciemności" został wytypowany na polskiego kandydata do Oscara. Jak wiesz, filmom nieanglojęzycznym niesłychanie trudno się przebić w tych staraniach o nominację przy tych setkach filmów kanydujących, bo o sukcesie decyduje niestety nie tyle wysoka wartość artystyczna, ile przede wszytskim skuteczna promocja, wymagająca oczywiście wielu zabiegów PR-owych, wielkich nakładów finansowych. "W ciemności" zdobywszy rozgos, zwróciwszy na siebie uwagę, startuje z bardzo dobrej pozycji w wyściu o nominację, a może i Oscara / trzymamy kciuki!/ ...

    cdn.

    * * *
    Prezesie Naszego Klubu! Biorę jutro jeden dzień wolnego od komputera, internetu, wracam w niedzielę. Muszę się zresetować, umysł przewietrzyć, odpocząć. Bardzo tego potrzebuję.
    See You!
    Pozdróweczka na sobotę!

    :)

  • maniaczytania 06.01.12, 21:57
    barbasia1 napisała:

    > Może i odrobinę racji masz , ale zauważ też, że ten film przed jego polską premierą został już doceniony nargodą na ważnym festiwalu Camerimage oraz, co ważniejsze, został zauważony i doceniony za oceanem, w Kandzie, w Ameryce otrzymując pochlebne recenzje w amerykanskiej prasie z najwyższej półki. Film zdobył nawet dystrybutorów amerykańskich, których przecież nie jest łatwo przekonać do filmów pochodzących spoza Ameryki .
    > Nie dziwne więc, że właśnie "W ciemności" został wytypowany na polskiego kandydata do Oscara. Jak wiesz, filmom nieanglojęzycznym niesłychanie trudno się przebić w tych staraniach o nominację przy tych setkach filmów kanydujących, bo o sukcesie decyduje niestety nie tyle wysoka wartość artystyczna, ile przede wszytskim skuteczna promocja, wymagająca oczywiście wielu zabiegów PR-owych, wielkich nakładów finansowych. "W ciemności" zdobywszy rozgos, zwróciwszy na siebie uwagę, startuje z bardzo dobrej pozycji w wyściu o nominację, a może i Oscara / trzymamy kciuki!/ ...


    Barbasiu - troche "idealizujesz" :) Ja przypuszczam ( a prawie jestem pewna), ze to wszystko o czym piszesz, to nie dzieki temu, ze film jest dobry, tylko dlatego, ze jednak Agnieszka Holland jest w USA znana, do tego juz byla nominowana (za "Europa, Europa"), ale przede wszystkim dlatego, ze dotyka tematyki zydowskiej

    --
    Maniaczytania - blog
  • maniaczytania 06.01.12, 21:59
    zapomnialam dopisac, ze to, o czym napisalam jest niezalezne od tego, czy film jest dobry czy nie - ale to nie wplywa na pewno na decyzje o nominacjach.
    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 10.01.12, 16:24
    maniaczytania napisała:

    > barbasia1 napisała:

    Dodam jeszcze, bo zabrakło tej informacji wyżej, że "W ciemności" został zauważony i doceniony za oceanem po światowej premierze, która miała miejsce 2 września 2011 roku podczas 38. Festiwalu Filmowego w Telluride ( w Polsce premiera odbyła się 5 stycznia 2012 r.)


    To prawda, że w Stanach na temat zagłady Żydów budzi szczególne emocje, jak nigdzie indziej na świecie, ale też gdyby sama tematyka Holokaustu miała decydować o przyznaniu nominacji, to o Oscara walczylyby wyłącznie amerykanskie, zagraniczne filmy o Holokauście, a tak przecież nie jest.

    Holland , jak pewnie czytałaś, nie dostała pochlebnych recenzji za samo podjęcie tematyki Hollokaustu, ale za swoje nowatorskie podejście do przecież dość już jednak ogranej tematyki.

    To, że nazwisko Agnieszka Holland, jej dokonania, wcześniejsze filmy są znane świadczy tylko na jej korzyść. :)

  • grek.grek 07.01.12, 15:18
    starałem się "DV" jak najbardziej skrótowo potraktować... :]

    to prawda, co piszesz, mam jednak swoje podejrzenia, w tym wypadku trudno
    mi się ich wyzbyć, jakkolwiek zgadzam się z Tobą, że jedno drugiemu nie musi
    przeczyć i mogę nie mieć racji odczytując motywacje nagradzaczy i cmokaczy.
    Kto wie, moze jak sam zobaczę, to będę cmokał głośniej od nich ;]

    o, w sprawie Oskara, to już moje wątpliwości są niewielkie, decyduje, wg mnie,
    tematyka, tutaj z siostrą przełożoną się zgadzam w pelni.

    orajt, zatem życzę Ci udanego odpoczynku i powrotu w dobrej formie oczekuję :]

  • pepsic 08.01.12, 19:57
    Odnośnie "W ciemności" miałam przyznać rację Manii i Grekowi, ale kiedy zobaczyłam z jakimi minami zbitego psa wyszli z kina młodzi znajomi zmieniałam zdanie.
  • rosemadder 09.01.12, 08:24

    Miasto Gniewu- po raz kolejny obejrzałam z przyjemnością,a raczej z w napięciu bo film nie z gaunku tych "lekkich i przyjemnych"
    lubię takie wielowątkowe filmy, niejednoznaczność bohetrów- w tym filmie ukazano bardzo dosadnie
    tylko Bullock mi jakoś nie pasowała, chyba przez "znaną buzię" traciła autentyczność roli

    --
    ☺☻☺
  • pepsic 09.01.12, 18:07
    W moich oczach Sandra Bullock bliska była rehabilitacji, ale wszystko popsuła sentymentalno - ckliwĄ scenką w ramionach służącej.
    Generalnie też mi sie podobało, film niezły, trzymający w ryzach, nie do końca przewidywalny (z małymi wyjątkami), aczkolwiek miałam wrażenie nakręconego metodą anachroniczną. Zgodzę się z Grekiem, co do istoty przesłania związanego z postępowaniem starego wygi policjanta (być może w ramach uspokojenia własnego sumienia;) Epizod dot. Discovery mi sie spodobał, światełko w tunelu w tym ponurym filmie.
  • grek.grek 10.01.12, 13:41
    Ja się z Rose zgadzam, aktorka Bullock utraciła wiarygodność z powodu sto takich samych ról, które ją zaszufladkowały na tyle, że już nie sposób tego odczarować, albo będzie to bardzo trudne.
    Gdyby robiła przeplatankę, to by jakoś uniknęła takiego naznaczenia, ale ona seriami brała te rólki, które budowały jej popularność i pasły ilość zer na czekach za kolejne filmy. Dzisiaj może gdzieś tam pojawia się chęć zagrania czegoś ambitnego, czy - w czymś ambitnym, ale chyba trudna to sprawa, nawet ten Oskar się jej dostał za rolę, z tego co czytałem, nie tak daleką od jej wizerunku american nice girl.

    przegrana sprawa, to nie będzie aktorka porównywalną z Charlize Theron, która do końca życia może już same gnioty zaszczycać, bo swoją opus vitae odegrała w "MOnster" i nigdy już nikt jej nie zakwalifikuje jako "słodkiej i ładniutkiej, ale mało pojętnej i utalentowanej".

    epizod z Discovery, haha fakt dobry :]

  • grek.grek 09.01.12, 15:39
    wiesz, poruszenie samym sposobem opowieści, a także historią opowiadaną nie musi kolidować z zasadnością podejrzenia, że pomysł aby to właśnie był kandydat oskarowy, z szansami na zwycięstwo, został dobrze wykoncypowany :]

  • pepsic 09.01.12, 18:08
    No dobrze, podejrzenie sie jeszcze we mnie tli, wcale nie małe;)
  • grek.grek 07.01.12, 13:20
    a więc, słowo się rzekło, niech i coś o "Dolce vita" będzie.

    dobrze, ze Czesi dali ten film z napisami. Jednak dubbing mają tak dobry, ze czasami, nawet od biedy znając ich język, można się zgubić w niektóryh dialogach.

    tytuł jest bardzo trafny, jak chodzi o stosunek do zawartości, ale pod warunkiem, ze się go traktuje przewrotnie.

    No bo w życiu Marcello niewiele tej słodyczy, tak naprawdę.

    Marcello to rzymski dziennikarz. Pisuje do prasy brukowej, taki "pudelkowiec", byśmy dziś powiedzieli. Gdzieś, coś prywatnie pisał, jakąś ksiązkę ambitną, ale kiedy mówi przyjacielowi "zbierałem materiały, zacznę wkrótce pisać...", to nie sposób mu uwierzyć. Marcello nie ma żadnych ambitnych planów.

    Za dnia pracuje. polega to planowaniu i obsługiwaniu eventów z udziałem tzw. gwiazd, gwiazd coraz mniej rozgarniętych, a samych eventów coraz podlejszego sortu. Marcello towarzyszy zawsze chamara agresywnych forografów, paparazzich tak dziś rozpowszechnionych. Przybywa gwiazda amerykańskiego kina kręcić film w Rzymie - jest tam kupa dziennikarzy, paparazzich, jacyś impresarios i urzędnicy miejscy pędzą na wyścigi z pizzą, jak u nas z chlem i solą, zadawane są pytania rodem z Vivy, tłumaczy je menadżer, a pani aktorka udziela lukrowanej odpowiedzi prężąc się zgrabnie, ktorą znów tłumaczy menadżer; kiedy pada pytanie "czy neorealizm jeszcze żyje ?" menadżer nie tłumaczy jej pytanie, tylko mówi "odpowiedz, ze tak". Gwiazda kina...

    Marcello bywa także w snobistycznych knajpach, gdzie jego fotografowie robią zdjęcia z ukrycia prominentom, za co on sam zbiera cięgi, bo jest znany socjecie, i nie wszyscy go lubią za jego metody pracy, chociaż, jeśli już, jest to oburzenie dość obłudne, bo każdemu obłapianemu obiektywem zależy, zeby nie zejść z brukowych pisemek.

    Kiedy trzeba to Marcello z całą ekipą jedzie za miasto, gdzie trzeba obsłużyć zdarzenie o charakterze mistycznym - dwie dziewczynki utrzymują, ze ukazała się im Matka Boska. Zjawia się cała armada wiernych, jak to w takich sytuacjach rutynowo ma miejsce, a z nimi cała armia dziennikarzy, radio, gazety i oczywiście - telewizja, która rzuca w bój cały swój technologiczny aparat zwieziony licznymi wozami transmisyjnymi - kamery na wysięgnikach, oświetlenie z wielkkich reflektorów, masa mikrofonów. I reporterzy nonstop nadający w eter i w ekran. Pojawiają się kalecy na noszach, których rodziny wierzą, ze wydarzy się cud i chorzy zostaną uzdrowieni. A pomiędzy tym wszystkim Marcello i jego paparazzi za pieniądze ustawiający rodzinę dziewczynek do fotografii w wymownych pozach ludzi nawiedzonych. I wszyscy czekają na pojawiewienie sie dzieci. Kiedy zaś sie one zjawiają - wybucha istna histeria. Dziewczynki co chwila w innym miejscu widzą Matkę Boską, biegają z punktu do punktu na otwartym polu, a za nimi wierny lud, media z kamerami, aparatami i mikrofonami. zaczyna padać deszcz rzęsisty.
    Jest już noc, więc cała sceneria wygląda i komicznie i niesamowiciei. Kompletne pandemonium. Paprazzzi padający w błoto przed klękającymi dziećmi, aby zrobić fotkę ich twarzy, kalecy na noszach trzymający w rękach parasole, rejwach, harmider, hołota w biegu tratująca siebie nawzajem, reflektory próbujące nadążać za dziećmi... wreszcie ktoś przerywa ten cyrk, zaraz po tym jak dziewczynki mówią, ze Matka Boska im przekazała, ze na tym polu ma zostać postawiony kościół. Cała horda się rozchodzi i rozjeżdza, w rwetesie demontując sprzęt, próbując wyjechać autami trąbiąc i świecąc po oczach, w krzyku i chaosie, baby dzikie w pseudoreligijnym szale szabrują z liści drzewko przy którym ponoć dziewczynkom pierwszy raz Matka Boska sie ukazała... I koniec końców przebija się rozpaczliwy wrzask matki, która przyszła tam ze swoim chorym synem, licząc na cud - a ten syn umarł. Ona przyszła z nadzieją i wiarą, i była z tą wiarą i nadzieją w tym całym cyrku nie mającym z nadzieją i wiarą nic wspólnego - aż do końca czekając na cud. Prawdziwa wiara nie ma nagrody. A możę wiara naiwna ? a jest inna ?. Czy w takim świecie, który zamienia nawet nadzieję na cud w zbiorową błazenadę i idiotyzm - może istnieć Bóg ? czy Bóg mógłby przyjśc w takie miejsce ?

    Boga tam nie ma. To sugeruje już symboliczna pierwsza scena, pokazujaca jak helikopter wywozi z Rzymu figurę Jezusa stylizowaną na tę z Rio de Janeiro, w sąsiednim helikopterze siedzi Marcello i pozdrawiającym go z dołu efektownym paniom opalającym się nad basenem wyjaśnia, ze ta figura będzie potrzebna do jakiegos kolejnego eventu. Rzym - Miasto bezpańskie. Nie ma w tym mieście wartości, nie ma miłości, a ono samo zeszło na psy. Bóg się ewakuował, albo machnął ręką.

    Wieczory Marcello spędza ze swoimi znajomymi należącymi do róznych gałęzi tego samego drzewka - do socjety.

    BOgaci, sytuowani, materialnie wypasieni nie mają zadnych problemów poza jednym - jak wypełnić nadmiar czasu, który mają na codzień.

    Aktorka robi to za pomocą zabrania z ulicy nieznajomej prostytuki, odwiezienia jej do jej podupadłego mieszkanka, a tam zamelinowania się w pokoju i baraszkowania z Marcello. Do rana. A potem do domu - i w kimono.

    Orszak menadżerów, pomniejszych aktorzystów i innych, towarzyszących gwieździe kina, Sylvii bawi się na świeżym powietrzu,w czymś w rodzaju garden-party, tylko ze garden zastępują ruiny zamku czy starego pałacu... Gra muzyka, od jazzu po rock'n roll, sa trunki, są taneczne wygibasy. Jedni się bawią beztrosko i bezmyślnie, inni się w tym nie odnajdują i znużeni siedzą równie bezmyślnie w fotelach, albo zajęci się jedzeniem i piciem równie bezmyślnym, jak rzymscy urzędnicy zaproszeni na ten zabawny event. Nie rozumieją amerykańskich szajbusów, ale patrzą na nich bez potępienia, zdziwienia, aprobaty... patrzą, nic poza tym.

    Kiedy Sylvia kłóci się o byle co ze swoim facetem-aktorem, i strzela focha, uslużny Marcello, zauroczony nią, proponuje przejażdzkę. Wiezie ją za miasto, w stare dzielnice, gdzie znajdują
    starą fontannę, by w niej sobie pobrodzić i sie pocałować. Tego chce Marcello - być w tym świecie, z tymi kobietami, z tymi ludźmi. Świecie koszmarnie nieatrakcyjnym, w zabawach marnych, pośród zmęczenia czasem i glamourem. Mieszkanie prostytuki, stare ciemne zaułki rzymskich biednych dzielnic, to jeszcze w jakiś sposób porusza, ale na chwilę, te zmanierowane osóbki. Trudno się oprzeć przed nazwaniem Marcella ich przyd,pasem...

    Dzięki kontaktom z pewną eks-modelką Marcello uczestniczy w party nocnym w zamku pewnego posiadacza ziemskiego, wśród ludzi z tzw. szlachectwem w herbie. Niczym sie nie róznią od aktorek i ich towarzystwa. Tak samo marni, tak samo bujający się w kiepskich rozrywkach, otępiali w swojej aktywności - bujający sie do smętnej muzyczki, gapiący się jałowo, łażący po korytarzach ze swiecznikami, hałaśliwi a puści, wydrążone dynie podświetlane w wystawnym ciuchach, z drinkami, pośród pięknych oklicznoności zamkowej architektury. Na koniec wywołujący duchy, ale nawet w tym nie umieją być powazni, bo i to nie przebija się przez ich woskowinę jaką obrośli.

    U swojego przyjaciela, Steinera, naukowca, Marcello spotyka przedstawicieli tzw intelektualnych sfer. Poetkę, podróżnika-literata, malarkę, egzotyczna muzykantkę... I ten sam powiew znajomy z innych kręgów. Ta sama jałowość i pustota. Ci siedzą w gustownym salonie, przerzucają się mądrościami i sentencjami, ciesza się z dźwięków wiatru i wodospadu, jakie im serwuje via adapter Steiner, ale w ich słowach jest obłuda i powierzchowność, chcą mówić o miłości i sensie życia, ale poza teoriami [ "gdy żyjemy pełnią, każdy moment, jest jak rok", "nie wybieraj miłości, ona jest mądrzejsza i sama ciebie wybierze"] niczego nie mają do zaoferowania.

    Steiner imponuje Marcello, w jakiś sposób. Ma dwójkę dzieci, ma jakiś tam sukces zawodowy, prawdziwy, nie dmuchany brukowymi artykulikami czy skandalami za pięc groszy, nie odziedziczony w pakiecie ze szlacheckim herbem i zerami na koncie.

  • grek.grek 07.01.12, 14:06
    Steiner ma żonę, ma dom, ma to co, jak mówi mu w chwili szczerości czy też chwilowej zadumy, Marcello - on sam chciałby mieć, kiedyś, w przyszłości.

    zdziwiony jest zatem, kiedy Steiner, zaraz po tym jak caluje swoje dzieci na dobranoc, zwierza mu się, ze coś niedobrego z nim się dzieje, ze popadl w rutyne, ze w tej statecznej egzystencji coś mu pękło, ze "lepiej być łajdakiem, niż istnieć w tej przewidywalności nieznośnej". Może nie ma szans także w przeciwieństwie tego słodkiego życia, jego rewers jest rownie żalosny, co awers ?

    Marcello ma dziewczyne, Emme. Zakochaną w nim. taką kandydatkę na żonę. Ale ucieka od nieh, wynmyka się jej, świadomie czy nie - zaniedbuje, wałęsając się ze swoimi znajomkami ppo wieczornych imprezach, adorując aktoreczki. Ona ma w sobie jeszcze uczucie - do niego, ma w sobie też niezgodę na zamienianie świata w cyrk - to ona protestuje głośno podczas tego eventu z objawieniem maryjnym, wprost wykrzykuje Marcello, ze to swiństwo, ze to ostatnie g.wno, co tam się wyrabia, nie może na to patrzeć - wymyka się z tłumu. Ma jeszcze w sobie odruch buntu przeciw zanikowi jakiejkolwiek wrażliwości. Na niego patrzy przez palce, bo go kocha, bo wierzy ze on się z tego świata kiedyś wycofa. Więc krzyczy, więc placze nieraz, więc histeryzuje, że znow się spóźnił, ze znów nie przyszedł, ale czeka na niego, towarzyszy mu jeśli tylko on ją zabierze ze sobą i gotowa mu wybaczyć wszystko.

    W pewnym momencie kłocą się, i na mówi mu "znalazłeś to co najcenniejsze, kobietę ktyóra cię kocha bardziej niż ty sam siebie", ale on jej odparowuje wściekły "ty mnie nie kochasz, ty to nie miłośc, a okupacja, ty chcesz mnie uwiązać między łóżkiem, a lodówką, a ja tak nie chcę żyć !". I wyrzuca ją przemocą ze swojego kabrioletu, mimo ze ona się broni gryząc go po rękach. Wróci po nią rano,a ona wskoczy do samochodu jak kózka, a potem wylądują w łózku w jej mieszkaniu. Ona go nie opuści, ale i on się nie zmieni. nadzieja umrze ostatnia, mimo że miłośc się nie narodziła, albo została zdegradowana już dawno.

    Marcello nie umie zrezygnować ze swojego życia, zmienić go. Nie pomoże mu także ojciec, ktory wpada na chwilę do Rzymu [jest jakimś urzędnikiem, czy kim tam]. Nie rozmawiają o niczym poważnym, o czym mieliby, skoro, jak mówi Marcello "kiedy byłem mały, nigdy go w domu nie było, zawsze poza nim, nie mieliśmy zadnego kontaktu, o czym więc miałbym z nim teraz rozmawiać...". Więc, zamiast życiowej rozmówki, idą obaj do ładnego lokalu, gdzie panie tańczą erotyzująco, gdzie muzyka, gdzie paryskopodobny szyk. Marcello ofk zna tancereczki, ojciec namawia go zeby jedną zaprosili do stolika, tanereczka się zgadza mając nadzieję,z e moż Marcello załatwi jej zdjęcie w jakimś brukowcu... wieczór spędzają na opowiadaniu sobie kretyńskich historyjek, piciu szampana i tancorach. A potem Fanny, tancereczka, zaprasza do siebie Marcello z tatkiem, swoje koleżanki i jednego paparazzo. IMpreza nie odpala, bo ojciec Marcelo nagle traci humor. Zupełnie kapcanieje, poważnieje, zbiera się do domu... nagle traci nastrój, jakby dopadła go nie tyle refleksja, co jej przebłysk - rany, jakie to wszystko, co ja robię, jest denne, jakie to puste i płytkie, jak to niewarte słowa...

    taki "syndrom Steniera". wszystkich to dopada. Aktorka Maddalena, ta od prostytutki, a którą póxniej Marcello spotyka także na imprezie w zamku, próbuje z Marcello porozmawiać. w dziwny sposób : ona siedzi w korytarzu i mówi do rzeźbionej muszli pod pomnikiem, a głos systemem rur dociera do komnaty, w której posadziła Marcello - zwierza mu się ze go kocha, ze chciałby go poślubić i że czuje się nikim, zerem, że ma dość... marcello jej odpowiada, tłumaczy, ze jest wspaniała i cudowna, ale ona już go nie słucha... oddaje się jakiemuś nieznajomemu facetowi, bez słowa, nad tą muszlą. Nie ma rozmowy, nie ma czasu i możliwości bycia powaznym, jej słowa są kaprysem, nastrojem chwili podyktowane, oddaje sie rychło zapomnieniu, bo nie chce zmiany, chce tylko pozbyć się niechcianego.

    ta blond aktorka z Ameryki, Sylvia, jak w przelocie mówi marcello "to wszystko jest tak ciężkie...", jak Maddalena, jak ojciec Marcello - cos się przebiło, na moment do jej świadomości, ale nie umie tego zatrzymać, a bez zatrzymania w sobie tej refleksji, bez pogłębienia - nie zmieni się. wyrzuca ją zas, bo zmiany nie chce, bo nie ma innego świata poza tym jednym.

    Marcello też to czuje, ale on to czuje na pełny etat. Jest mądrzejszy od nich, swiatlejszy, on wie, co sie dzieje i ze to co robi i jak żyje, to droga do zatracenia. Jest włoskim zbędnym człowiekiem. Nie ma ambicji już, nie ma chęci zmiany, nie ma ochoty podejmować wysiłku, bo nie widzi w nim żadnej wartości. ZMianę symbolizuje Emma. On ją zaś odrzuca, wybiera tymczasowośc z pełną jasnością, ze tymczasowość jest stałą w jego przypadku.

    Ostatecznie los Marcello przypieczętowuje śmierć samobójcza Steinera/. najpierw zabija on swoje dzieci, a potem siebie. Marcello jest zdruzgotany. Życie Steinera było dla niego ostatnim malutkim światełkiem w tunelu - hej, może kiedyś naprawde coś mną walnie i będę chciał z tym skończyć, z tym co robię teraz, ustabilizować się, wtedy będę miał wzór - Steinera i jego zycie, jego spokój, jego normalność Ale kiedy Steiner zabija się nie mogąc tej swojej normalności znieść - Marcello nie ma już żadnej drogi wyjścia. ideał sięgnął bruku. Ideał sam siebie zgruchotał.

    Marcello musi sie teraz sam zmierzyć z własnymi paparazzi, którzy opadają żonę Steinera, wracającą skądś do domu, nieświaodmą tego co sie stało. Fotografują ją, ona się śmieje, ze chyba ją pomyllili z jakąs gwiazdą filmową, czeka na nią Marcello i detektyw z policji. Zabierają ja autem, uciekając przed hordą aparaciarzy. Dla nich nie ma żadnej świętości, liczy sie tylko fotka i kasa za nią. Są jak komary startujące do odsłoniętego kawałka ciała, tak wyglądają kiedy ruszaja do akcji.

    A potem Marcello rusza na kolejne party. W willi jednego z kolegów, w lasku pod miastem, z grupą znajomków, aktorów, prawników, piosenkarzy, tancerek płci obojga, gejów, transów... Jest załamany śmiercią Streinera, która pożarła ostatnie złudzenia, więc zanurza się w owo dolce vita z podwójną aktywnością i potrójnie bezmyślną, wyjałowioną miną jakby akceptując do końca swój los. ta tragiżałosna mina jest najlepszym podsumowaniem całych trzech godzin.

    Cala impreza zamienia się w orgiastyczną scenę, na której jedna babka robi striptiz, druga tarza się po podłodze, reszta tańczy, śmieje się, popija, albo kompletnie wypompowana lży i jara pety nieporuszana nawet golizną i seksem, zaś mistrz ceremonii Marcello drwi sobie z nich, oblewa kobiety wodą, albo wyrzuca w powietrze pierze z porwanej poduszki. A oni się z tego ciesza głupawo albo nic ich to nie obchodzi...

    Rankiem cale towarzystwo wychodzi i widzi jak rybacy z jeziora nieopodal wyciągają martwą rybę, taką wielką, jak jakaś płaszczka gigant, czy coś, nie znam się na gatunkach. oglądają ją zaciekawieni. Golizna, biba, glamour.. rzygają tym, widzę martwą rybę - gonią i sensację mają... oto miara oderwania od rzeczywistości i zdegustowania.

    Marcello widzi dziewczynę, którą kiedyś spotkał w kawiarni poza miastem, ona daje mu znaki rękoma, coś mówi, ale szum wody ją zagłusza. Dzieli ich płytka woda. Może mógłby do niej pojśc... zamiast tego,z tą rozbrajająco-tragiczkomiczną miną rozkłada bezradnie ręce... nie słyszę, nie wiem, co mówisz, przykro mi... Odwraca się i przyłącza do towarzycha, które już naoglądało się rybich zwłok i zabiera swoje własne zwłoki do samochodów, którymi przyjechało.
    Wrócą do swojego świata, do swoich 'prac", a wieczorami powtórzą ten sam schemat co przed chwilą. A z nimi Marcello, najtragiczniejszy z nich, bo świadom swojego połozenia i świata w jakim istnieje, i własnej niemocy.

    i to chyba tyle. Gratulacje i wyrazy współczucia dla każdego, kto przez tę opowiastke grafomańską przebrnął :]

    PS : film jest wspaniały, wybitny, piękny i rewelacyjny Mastroianni w roli swojego imiennika.
  • barbasia1 07.01.12, 19:30
    No nie mogłam czekać do niedzieli na "Dolce vita". Przerwałam relaksowanie się ;) i przeczytałam już dziś.

    Bardzo pesymistyczny w wymowie film!? Aż za bardzo, że ośmielę się mistrza skrytykować. ;)

    Właśnie znalazłam informację, że po premierze film , a i reżyser został skrytykowany, potępiony przez Watykan.

    Greku, kolejna świetna opowieść !
    Tylko niepotrzebne jest to ostanie zdanie na końcu, przed peesem, naprawdę. :/

    Jutro odpowiem na postałe posty.

    Pozdróweczka! :)


  • grek.grek 08.01.12, 13:30
    mam pewne wyrzuty na sumieniu, ze Ci niecnie popsułem wypoczynek [mam nadzieję że, wszelako zawżdy był on udany, koniec końców] ;]

    a tak, katolickie kręgi odnalazly w "Słodkim..." zamachnięcie się na wartości konserwatywne, chyba nie dostrzegając, ze jest to krytyka zastanej rzeczywistości, a nie jej apologia, ewentualnie - dostrzegły to, ale uznaly za stosowne mimo to wybuchnąć oburzeniem, zeby dać ludowi jasny sygnał, ze jesli widzi on w tym filmie coś fajnego, to się stanowczo myli :]

    dzięki za dobre słowo, a adnotacja... wiesz, zdaję sobie sprawę z tego, ze błędów co niemiara popelniam azaliż doprawdyż, heh, niemniej - liczę na wyrozumiałośc i że sobie sama/sami poprawiacie, to co ja sknociłem i te moje wygibasy czytając sobie wygładzacie.

    czy "Slodkie" jest pesymistyczne ? jak chodzi o los Marcello, to tak, ze względu na jego samoświadomość. Trochę Fellini pokazuje rzymian lat średnich XX w. jak rzymian w czasie cesarstwa, świat konsumpcji, glamouru, którymi się już wymiotuje z nadmiaru, a jednocześnie braku krytycyzmu, wartości,i choć odrobiny powagi, brak ambicji i brak nadziei na postęp, na odkrywanie. Brak w tym "dolce vita" i dolce, i vita, jest jakaś stagnacja zakleszczenie w używaniu, które już nie bawi i nie przynosi rozkoszy, używanie tępe i w ząden sposób nie pasujaće nawet do terminu hedonizm.

    pozdrawiam, Barbasiu :]

  • barbasia1 08.01.12, 15:15
    Nie miej wyrzutów sumienia, Greku, przepraszam! Zajrzałam na chwilę. / jak mam komputer pod nosem, to nie mogę nie zajrzeć tu/ Naprawdę odpoczęłam wczoraj.

    Choinkę wczoraj rozebrałam! Czas pędzi ...

    >liczę na wyrozumiałość i że sobie sama/sami poprawiacie,

    Wiesz przecież, że zawsze tak jest i będzie.

  • grek.grek 09.01.12, 14:41
    hehe, w porządku, żartowałem, wiem przecież ze to był Twój wybór :] Wypoczynek, ważna rzecz.

    wiem, ze dajecie sobie z tym, co tam dziobię, radę. to mi ułatwia działanie.
  • barbasia1 09.01.12, 16:23
    To bardzo dobrze! :)))

  • grek.grek 07.01.12, 16:25
    w sumie, można dziabnąć :] widziałem gorsze thrillery, ten przynajmniej w miarę nieźle myli tropy, ale z drugiej strony... mnie łatwo wykołować, moze Wy się połapiecie lepiej.

    Rzecz się dzieje w środowisku uczniów szkoły średniej. kilkoro z nich, miłośników klamstwa i wszelkich teorii i zabaw związanych z jego produkcją i demaskowaniem, dla zabawy kreuje via internet fikcyjną postać seryjnego mordercy licząc na to, ze narobią dzięki temu w szkole niezłej zadymy. Podkładką jest faktyczna śmierć jednej z uczennic, która została, wedle oficjalnej wersji, zastrzelona. Tworzą oni wersję nieoficjalną, wedle której to już ktoreś morderstwo z rzędu tego samego killera, który nosi pomarańczową kominiarkę i kurtkę w kolorze khaki. Wymyślają mu nawet całą morderczą biografię, sposoby w jaki zabijał itd. Rozsyłają wiadomość mailem do uczniów i liczą na dobrą zabawę, a także chcą się przekonać, na ile można, za pomocą kłamstwa, kręcić ludzkością jak baranimi rogami.

    w grupie tych uczniów jest jak w każdej innej : jedni drugich nie lubią, jedni przeciw drugim trzymają sztamę, w zasadzie każdy może mieć motywację by działać przeciw każdemu z osobna celem odegrania się za jakąś urazę albo udowodnienia wyższości własnej na polu spryciarstwa i cwaniactwa. Tym większy jest kłopot dedukcyjny, kiedy okazuje się, że morderstwa, które sobie wymyślili zaczynają się zdarzac w realu.

    kto zabija ? kto za tym stoi ?

    let's obejrzyjcie :]

    tvp1, 22:20
  • maniaczytania 07.01.12, 16:59
    uzupelnie:

    na Polsacie o 20.00 - Pan i wladca na krancu swiata z Russellem Crowe - nie wiem, nie ogladalam, pewnie dzis tez nie obejrze - czy ktos wie, czy warto?

    tvn postawil dzis na romantyki - najpierw melodramat "List w butelce" - Kevin Costner i piekna Robin Wright w dosc w sumie ckliwym filmie - ale mnie na zawsze juz urzekla muzyka z tego filmu, pozniej "romantic comedy" - Mickey Blue Eye - Hugh Grant jest tu po prostu uroczy, zwlaszcza jak probuje mowic po gangstersku ;), calkiem przyjemny film na wieczor

    na TVP Kultura o 20.00 film dunski "Rodzina" z 2010r. -czyli nowka prawie, moze Pepsic obejrzy i opisze? :)
    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 08.01.12, 13:32
    niestety, nie pomogę, nie znam tego filmu...

    Wszelako, obawiam się,ze TVN dołuje, jak już gania z filmami Czaka, dżeki czana i ostatnio nawet "American Ninja", to jest bardzo słabo.

    oby się jej udało :]
  • grek.grek 08.01.12, 15:14
    z wczorajszych Towarów kolonialnych - nie wiem, o czym śpiewają, ale rytmika i dobór, sama wymowa tych słów świetnie współgra z muzyką.

    run it, jak mawia klasyczka :
    www.youtube.com/watch?v=8h9aVksAseg
  • barbasia1 08.01.12, 15:22
    Sargent García - Même Si - świetne! :)
  • grek.grek 09.01.12, 15:44
    prawda ? :]

    dobra muzyka lata w PR 4, w nocy z soboty na niedzielę same niszowe kawałki rzucali, reagge, dubstep, jakieś polskie próbki dancefloor, hip hop zmiksowany z róznościami. Jakbyś [jakbyście] akurat nie spała, któregoś razu, to polecam.

    przekonałem się, z dawna, że gadka o tym, ze w polskich stacjach jest chała muzyczna, to tylko częściowa prawda - chała jest, owszem, ale za dnia, w nocy nawet Trójka potrafi nieźle zagrać, żadnych hitów i przebojów, za to same nisze muzyczne. trójka, roxy fm, Rp 4, można znaleźć dobrą muzykę, nawet bez specjalnego szukania.

    a Towary, roxy fm, 18 w sobote, niezmienne polecam.
  • pepsic 08.01.12, 20:07
    Obejrzałam. Mam wątpliwości, jakie przesłanie przyświecało filmowi, chyba to, że śmiertelnej chorobie trudno sprostać. I jeszcze jedno, nie wyobrażalne jest to, jak szybko i łatwo w krajach Europy Zach. podejmuje się decyzje o aborcji i uzyskuje zgodę lekarzy.
  • barbasia1 09.01.12, 16:42
    pepsic napisała:

    A gdzie się dzieje akcja filmu?
  • pepsic 09.01.12, 17:49
    "Rodzina" to film duński. Podobna sytuacja wydarzyła sie w "Milczeniu Lorny" dziejącej sie w Belgii. Wychodzi, że tam to norma, że standardowe pytanie lekarza w przypadku stwierdzenia ciąży brzmi: rodzi pani, czy decyduje na aborcję. A potem płacz z powodu zbyt pochopnie podjętej decyzji. W przypadku pierwszego filmu tak było.
  • grek.grek 09.01.12, 14:25
    6 odcinek V serii - lekki zastój, mały thrill, ale takio, który jednak nie wywołuje sensacji, bo to thrill dość oklepany,

    Dexter wysyła Lumen do domu. Nie wie,, ze ostatecznie ona nigdzie nie pojechała i została w Miami. Nie wiedząc, postanawia sobie zaszlachtować kolejnego niefajnego pana [jakże rzadko Dexter killuje kobiety ;)]. Pada na gościa, co lubi robić krzywdę gejom, a którego właśnie policja ściga.

    Więc Dexter podając się za geja w sieci, zwabia gościa na randkę, która dla jegomościa kończy się uśpieniem. Problem w tym, ze przygotowując gościa do wyoprawy na tamten świat, dexter dostaje telefon od Lumen. zaskoczony jest podwójnie, raz że nie wyjechała, a dwa - ma trupa do zutylizowania.Jednego z tych mamlasów, co ją zgwałcili, a których ona teraz poszukuje, zeby się zemścić.

    Dexter zostawia na miejscu swojego gejożercę uśpionego i jedzie jej na pomoc. Pakują tego jej trupa w bagażnik i z powrotem. Na miejwcu na chwilę zostawiają zwłoki, wracają i zwłoki się rozpływają w powietrzu. Zwłoki nie były zwłokami, Lumen tylko postrzeliła tego faceta. Szukają więc tych zwłok i znajdują je - są w niezlym stanie, trochę tylko postrzelone i mocno przetraszone krzyczą, ze one są najzupełniej niewinne. Dexter przypina faceta kajdankami do słupa. Lumen domaga się, zeby gościa wykończyć. dexter nie jest pewien, czy jej się coś nie pochemrało, wolałby najpierw sprawdzić faceta. na moment zostawiają go [rzecz się dzieje w opuszczonym magazynie, w scenerii postindustrialnej fabryki] sprzeczając się, co z nich zrobić. Kiedy wracają nieświadomy niczego gość rozmawia przez tefefon i informuje kogoś, ze "ta mała dziwka wróciła i chce mnie zabić". No to już nie ma wątpliwości, ze Lumen sobie nie ubzdurała, ze akurat ten gość coś jej zrobił... Gośc musi dostac kulkę i dostaje. a tu tymczasem udaje się gejożercy spie,przyć - obudził się, urwał taśmę, którą był skrępowany i dyla, no i Dexter musi go gonić. A koniec końców dogonić, co ofk mu się udaje. I skrócić o głowę, metaforycznie rzecz ujmując. Muszą usunąc oba ciała.

    Dexter dostaje telefon od siostry, żeby się zbierał, bo policja ma informację, z gejożerca, którego tropią właśnie się umówił z kimś i może znów zabije - dexter i Lumen muszą się zatem uwinąć raz dwa, bo policja już jedzie w miejsce, gdzie oni się właśnie znajdują, a w którym gejożerca się umówił...z Dexterem.

    pomysł Dexa jest taki, zeby oba trupy zostawic w jednym pomieszczeniu i zasugerować, ze pan gejożerca spotkał się z panem jakimśtam i się nawzajem pozabijali. I policja faktycznie tak to kwalifiukuje - spotkało się dwóch panów na randce, poszło nie tak, pokłócili się, gej zabójca trafił na kosę, ale zdązył się odwinąć i obu szlag trafił. Dexter niemal zostaje przyłapany przez własną siostrę i policjantów. Udaje mu się odesłać Lumen, do domu, w którym kiedyś mieszkali z Ritą i dziećmi, a sam prędko się przebiera i "pojawia się" w fabryce w taki sposób, który nie budzi niczyich podejrzeń, aczkolwiek w ostatniej chwili i to nie opuszczając fabryki ani na moment, a po prostu "napotykając" policyjną obławę. Czyli, jak to już parę razy bywało. Powtórka z historii :]

    Przy okazji, ta cała Lumen zaskoczona jest, że Dxter ma coś wspólnego z policją...

    A potem siedzą, on z nią, w dawnym domu Dextera i Rity, jego zmarłej żony, i se rozmawiają, przez co wydaje się coraz bardziej się do siebie zbliżają, a on nawet nie robi jej awantury, ze nie wyjechała, mimo że w pierwszym odruchu chciał ją po prostu pozbawić życia, obawiając się, ze przez nią tylko kłopoty go czekają. Niewątpliwie tak jest, a będzie pewnie jeszcze mniej wesoło dla niego. Bo serial na tym tylko może zyskać. I jakaś taka więź się między nim i nią tworzy, kiedy dexter zaczyna dostrzegac w niej coś, co i on sam posiada we wnętrzu. I u niuego, i niej, narodziło się to w wyniku traumatycznyhc przeżyć. A do tego, po stracie żony cvhyba fakt, ze ona jest kobietą, i to atrakcyjną, ma swoje znaczenie...
  • barbasia1 09.01.12, 16:02
    Musi być z tego romans!

    Uciekające zwłoki sztuk dwie, tego jeszcze nie widziałam. ;)
  • grek.grek 09.01.12, 16:16
    cos będzie, a w zasadzie, to już chyba coś się dzieje :]

    haha, fakt, i to zwłoki kicały jak całkiem dobrze odżywiony zając, heh.

    aha, zacząłem wczoraj oglądać Trawkę, serial made in Hamburger, wprawdzie już
    drugi sezon, ale za to od pierwszego odcinka. Rzecz o gospodyni domowej, samotnie
    wychowującej dzieci, ale za to z grupą przyjaciół domu, która w ramach starań o
    podreperowanie budżetu domowego zaczyna handlować marihuaną. Pierwszy sezon
    skrócili w wejściu do drugiego, więc po łebkach cos tam wiem, ale skupię się na tym
    drugim, co jakiś czas podrzucę parę uwag, jesli nie masz/macie nic przeciwko.
    mary-louise parker lubię od zawsze, świetna jest, już po pierwszym odcinku to
    stwierdzam, a to już, wg mnie, istotna sprawa, kiedy główny bohater grany jest dobrze
    i wyraziście. cholera, za moment nie będę nic innego czynił, tylko te seriale oglądał ;]
    I to w dodatku wszystko się pozaczynało, więc po 10-12 odcinków do ewentualnego
    obejrzenia. I zarówno Trawka, jak i Dexter mają już nowe serie, te ktore lecą w tiwi
    czeskiej są nienajnowsze. Trawkę dają z napisami czeskimi i oryginalnym angielskim, więc
    łatwiej mi zrozumieć dialogi, niemniej - gorzej z notowaniem, co lepszych tekstów.
    Będzie gorzej, bo w tym 1 odcinku raczej nie było perełek, chociaż dialogi są sprawne.
    napiszę coś więcej na pewno o tym serialu. Leci to na Prima Love jakby ktoś chciał
    oglądać, polecam wersję powtórkową, o północy, po północy, ze względu na
    ww. udogodnienia językowo-napisowe. pierwsza wersja, o 22-22:30 jest dubbingowana.

    no a jutro Californication, 0:05, ct1, odc 2, czekam z ciekawością. Ty masz już jakąś orientację w terenie, ja się wdrażam :]
  • barbasia1 09.01.12, 16:40
    :)

    Atrakcyjna ta prywatna i publiczna telewizja u Czechów, na bieżąco nowości lecą, kolejne sezony i to o dobrej porze. Pozazdrościć tylko.
    OK! Dawaj "Trawkę", powciągamy trochę. ;)

    W drugim odcinku 4. serii Cali, zapamiętałam, bardzo fajna będzie scena otwierająca odcinek, Hank w łóżku z Marcy, a Charlie nagusieński jak go Pan Bóg stworzył, stoi nad nimi z wielką (za przeproszeniem) pałą między nogami, o nie, nie, nie zakrywajcie oczu, to nie to, co myślicie, to tylko kij bejsbolowy. ;))

  • grek.grek 10.01.12, 13:44
    och, bardzo, aż się sam dziwię, parę programów i ile ciekawego można znaleźć :]

    hehe, będę podrzucał skręty z Trawki co jakiś czas.

    haha, no, to była najlepsza zapowiedź z możliwych, Barbasiu. I najstraszniejsza, bo goły łysy, to już ambaras, a co dopiero łysy goły z... niezakrytymi obszarami strategicznymi... brrr :] Ale, dobrze ze uprzedziłaś, iż to jednak nie będzie najgorsza wersja z możliwych, haha.



  • barbasia1 10.01.12, 15:06
    Milo mi! ;))
    Łysy zakrywał sobie przyrodzenie ową siegająca do kolan pałą ;), kijem bejsbolowym, ale już tyłek w całej okazałości jawił się na ekranie, bo kamera, ze się tak wyrażę ;), brała go ;)) od tyłu ...

    OK, Greku! Tylko w dawkach rozsądnych te skęty! Pamiętaj, że delikatne osoby mamy wrażliwe głowy! ;)



  • grek.grek 10.01.12, 15:52
    haha, paradne :] przerażające, przerażające... muszę to zobaczyć :] tyłek łysego na ekranie, to cięzki cios dla mnie, ale... co tam, przez ten tyłek jakoś mogę przelecieć... TYLKO wzrokiem i to przymruzonym ! ;]

    orajt, Barbasiu, co jakiś czas coś podrzucę, tak w sam raz :]

  • barbasia1 10.01.12, 17:06
    > ale... co tam, przez ten tyłek jakoś mo
    > gę przelecieć... TYLKO wzrokiem i to przymruzonym ! ;]
    hahahahahaha :)))))))

    Tyłek sam przeleci szybko, powiem by Cię trochę uspokoić.

    Okej! :)
  • grek.grek 11.01.12, 12:49
    fakt, szybko śmignął ;], ale i tak była trauma, w dodatku z tym kijem paradował w taki sposób, że strach było patrzeć, haha.

    i ta scena w łózku z żoną lysego, hehe, a potem łysy się do nich dokłada, Hank go głaszcze po głowie "jesteś jak niemowlę..." - łysy spojrzenie urażono-zdziwione - Hank "... duże seksowne niemowlę" - łysy cichutko z wdzięcznością w oczach : 'bardzo ci dziękuję". :] udana scena.

    gorzej z Karen i Beccą, ten cios komórką w łepetynę był naprawdę mocny ;] ale... i tak się pozbierają jakoś, już napisal list do córki, pewnie się jakoś to zacznie odkręcać. W zasadzie, heh, mogliby to szybko załatwić - powinien usiąść, zaprosić je do stołu i wszystko wyjaśnić [przecież nie wiedział, ze Mia nie ma 18 lat, kiedy z nią szedł do łózka w I serii], przeprosić i zostawić je same, zeby to przemyślały, czy on zasługuje na potępienie. ale... to by znaczne skróciło sezon, bo nikt by nie kupił dalszych dąsów obu pań. A 12 odcinków czymś trzeba wypełnić, dopiero w 11 albo ostatnim moze nastąpić ewentualne odpuszczenie, po wcześniejszej ekspiacji :]

    w III serii były kręgi uniwersyteckie, w II trochę pornobiznesu, teraz jest Hollywood, prawda ? hehe, ten młody aktor, który ma grać Hanka w ekranizacji "Seksu i boksu" - co za typek, hehe. pamiętasz to ? spotykają się w klubie, gośc traktuje Hanka z atencją "jesteś piękny... wyrywasz panny, obracasz je, to jest TO", za to łysego łapie za cojones boleśnie i powiada mu "a ty... ty... ty nie należysz do świata mężczyzn, jesteś beznadziejny !" - haha, ta mina lysego ;] Ale później, w sypialni, łysy całkiem nieźle sobie poczyna z jakąś dzierlatkę bez twarzy - bo akurat jest ona tyłem do kamery, co akurat nie jest bez znaczenia i sensu, biorąc pod uwagę jej atuty zlokalizowane po tej właśnie stronie i czynności jakie właśnie uskutecznia :]

    słowem, mnie się podoba, póki co, ta seria. Podoba mi się czołówka, znacznie lepsza od II i III serii. Podobają mi się miejsca, w ktorym się akcja toczy. w III serii te uniwersyteckie mury, domy kadry nauczycielskiej, chata tej striptizerki - nie miały real-californication-style, jak mówią górale.

    jest dobrze, tak bym podsumował :]

  • grek.grek 11.01.12, 12:51
    aha, i ta aktoreczka, która ma być Mią w przygotowywanym filmie, jej tekst "nauczyłam się,ze jesli mam mieć wzięcie w Hollywood, to muszę tak się zachowywac, zeby stwarzać wrażenie, iż chciałabym wszystkich przelecieć" - to jest tekst Brigitte Bardot, jej odpowiedź na pytanie : jak być seksowną kobietą ? :]

    ładny cytat, zatem.
  • barbasia1 11.01.12, 16:09
    Świetny cytat, Greku!
    Przynam, że nie zwóciłam na niego uwagi.

    /cycat!!!?, mi się napisało, na szczęście w porę się zorientowałam!!!/
    /Swoją drogą nawet zgrabnie wpasowała się ta błędna forma w klimat Californication, no nie? Uch! ;)))/
    :)
  • barbasia1 11.01.12, 16:11
    Czy tato czyta cytaty Tacyta? - jedno z ćwiczeń na dobrą dykcję.
  • grek.grek 12.01.12, 14:13
    na tym cycacie [haha, fakt, trafne przejęzycznie] połamałem sobie jęzor ;]

  • barbasia1 11.01.12, 16:27
    Ha,ha.

    Zastanawiałam się, czy będzie Ci się podbać ta seria ...

    Właśnie, mały minus należy się scenarzystom Cali, konflikt między Hankiem, a jego kobietami robi wrażenie naciąganego...

    :)
  • barbasia1 12.01.12, 14:52
    teraz jest Hollywood, prawda ?
    hehe, ten młody aktor, który ma grać Hanka w ekranizacji "Seks
    > u i boksu" - co za typek, hehe. pamiętasz

    Tak, tak, teraz Han ociera się o hollywoodzki śwaitek .

    Imagem ten młody aktor- utkwiło mi w głowie jego imię i nazwisko - Eddie Nero [wym: edi niro] - podobne do nazwiska znanej holywoodzkiej gwiazdy - Roberta de Niro - przypomina Brada Pitta swego czasu też się tak nosił, długa broda, wąsy i wieklą szara czapa tzw. sakrpeta na głowie, sparodiowali go w Cali ;)
  • grek.grek 12.01.12, 16:11
    świetne skojarzenie, Barbasiu, świetna obserwacja, rzeczywiście, Brad 2.0 jako żywo :]
    a co ciekawe, jak pamiętasz, to ponoć aktor niekoniecznie klasowy, więc Hank możliwe, iż
    słusznie podejrzewa, ze podobnie jak film ekranizujący "God hates us all", jego główną ksiązkę,
    tak i ten najnowszy będzie niewypałem artystycznym, a przy okazji sukcesem kasowym. swoją drogą, piszesz w miare ambitną powieśc, a potem robią na jej podstawie kiczowaty film... lekkie uczucie pogwałcenia własnej godności, hehe, i czek na okrągłą sumkę tylko lekko niuansuje odczucia.

    taki Kurt Cobain, dlaczego sie zastrzelił ? bo któregoś ranka obudził się, zapomniał wziąć kwas pod jęzor i odkrył, ze on sam i jego Nirvana są na rózowych podkoszulkach nastolatek, że jego Nirvana i ich muzyka są wymieniane jednym tchem z New Kid On the Block i jakimiś pre-Justinami Bieberami. Facet sie załamał i wpakował kulkę we własną głowę. Tak naprawdę, chciał być tylko uznanym i cenionym muzykiem w swoim wąskim grunge'owym/rockowym kręgu, nie chciał tej korby całej jaka powstala wokół Nirvany i która zrobiła z niej plastkowy produkt, nie muzycznie, ale wizeurunkowo.

    to jest mniej więcej ten sam rodzaj absmaku, jak sądzę :] Hank nie ma karabinu, więc pewnie przetrwa, aczkolwiek piszą już, ze serial jest schodzący, więc V seria, wspominałaś że zaczynają kręcić, może być ostatnia.

    Wiesz, ja lubię klimat, postaci, cały ten rejwach, nawet jeśli są to ciągle nawiązania do I serii i próby odtworzenia jej niepowtarzalnego klimatu - dlatego, ja to jakoś mniej odbieram, ale obiektywnie rzecz biorąc, to ile można powtarzać grepsy, ciągnąć nieporozumienia Hanka z Karen i kolejne podboje seksualne ?

    podoba mi się niezmiennie, ze Hank nie "podrywa", ten seks zwykle wychodzi "przy okazji", pod tytułem "idziemy na kawkę i ciacho", a od słowa do słowa, od spojrzenia do spojrzenia, od gestu do gestu wychodzi upojna noc czy tam przedpołudnie ;] On się nie stara, nie naciska, nie gania za tym seksem, a on mu ciągle wpada w łapy. I to jest świetne, wg mnie. Bo seks z tzw.podrywu nie jest smakowity.
  • barbasia1 12.01.12, 18:36
    > podoba mi się niezmiennie, ze Hank nie "podrywa", ten seks zwykle wychodzi "prz
    > y okazji", pod tytułem "idziemy na kawkę i ciacho", a od słowa do słowa, od spo
    > jrzenia do spojrzenia, od gestu do gestu wychodzi upojna noc czy tam przedpołud
    > nie ;] On się nie stara, nie naciska, nie gania za tym seksem, a on mu ciągle w
    > pada w łapy. I to jest świetne, wg mnie. Bo seks z tzw.podrywu nie jest smakowi
    > ty.

    :)))

    No tak, bo Hank w sumie je jest takim złym facetem, kocha szczerze i prawdziwe Karen, chciałby być jej wierny, tylko jakoś mu to nie wychodzi.
    Sporo w tej postaci prawdy o ludzkiej, niedoskonałej naturze ... ;)

    >to ile można powtarzać grepsy, ciągnąć nieporozumienia Hanka z Karen i kolejne podboje seksualne ?

    Tak, tak, schematyczność relacji Hank - Karen zaczyna już być trochę nudna, ale ja przymykam na to oczy.
  • grek.grek 13.01.12, 13:27
    jest wierny, sypia z innymi wtedy, kiedy to ona od niego odchodzi, a ona oczekuje, ze kiedy ona odejdzie, to on ma trwać w celibacie - trudno im się dogadać ;]

    wiesz, i skoro ona choćby z przeszłości wyciągnie jakiś szczegół i z tego powodu zaczyna ich związek kwestionować, to on idzie w tango, bo... żadnej kobiecie nie umie odmówić, hehe.

    i to, fakt, staje się dośc przewidywalne.

    btw, skoro w styczniu mają startować ze zdjęciami do V serii, to możliwe, ze w IV nieporozumienia dot. seksualnych wyczynów Hanka z nieletnią nie zostaną wyjaśnione. Być może, co najwyżej, uda mu się odsiadki uniknąć i zdegustować nowym filmem na podst. jego powieści.
  • barbasia1 13.01.12, 17:42
    A tak, masz rację.
    W sumie to bardzo porządny facet! He,he. ;))

    8 stycznia rusza gotowy, nowy 5. sezon Californication, a nie zdjęcia do niego!
    Nieźle, prawda! :)
    Tu masz trailer 5 sezonu, właśnie znalazałam:

    www.serialowa.pl/12923/californication-zobaczcie-zwiastuny-5-sezonu/
    ( w sieci jest też już 1. odcinek 5. sezonu)
  • grek.grek 14.01.12, 13:29
    hehe, stara się być, czasami mu nie wychodzi, bo ma pecha ;]

    a widzisz, no to uwinęli się prędko - kontrakt i konieczność czy IV seria miała
    jednak oglądalność uzasadniającą kontynuowanie ? hehe.

    póki co, bedę się skupiał na IV serii, wierząc,ze na jesieni [bo latem na pewno powtórzą
    IV] Czesi puszczą V w swojej tiwi.
  • barbasia1 14.01.12, 16:34
    Jestem przekonana, że Hank Moddy zdobył sobie w Ameryce spore grono widzów, wielbicieli, inaczej 5. sezon by nie powstał.
    Wiesz, to mi się podoba w Ameryce, że tam poducenci, widząc, że serial jest lubiany, doceniany, ma oglądalność (a więc można na nim zarobić), nie każą widzom długo czekać na kolejny sezon, tylko idą za cieosem, od razu go robią.

    I słusznie Have fun!. :)

    Oczywiście, że Czesi pokażą 5. sezon i następne, jeśli takowe powstaną.
  • pepsic 09.01.12, 18:28
    Do trzech razy sztuka, tym razem teatralna o kulisach powstawania scenariusz do "Przeminęło z wiatrem", a nuż sie uda:) Na Polsacie interesująco zapowiada sie "Rewolwer" Guya Ritchiego z Jasonem Stathamem, o 22:oo . Uwaga, z reklamami trwa az do 24:30.

    Ps. Oczekuję z niecierpliwością na oświadczenie rządu, który strasznie długo zwleka z komentarzem dot. dzisiejszych dramatycznych wydarzeń w prokuraturze wojskowej. Może za pośrednictwem sprzyjających mediów pan premier sie odważy, chodzi rzecz jasna o program Lisa.
  • grek.grek 10.01.12, 14:07
    obejrzałem "Księżyc..." - kameralne, świetnie zagrane, zabawne, i niegłupie.

    u Lisa o WOŚP było. dlaczego ja nie zdziwiłem się, ze pan z Uważam Rze uparł się, ze
    wprawdzie idea szczytna, ale on ni wrzuca do puszki, bo mu się Owsiak nie podoba ? :]
    "jasiu, nie dostaniesz szczepionki i umrzesz na gruźlicę, bo tatusiowi się pan lekarz nie
    podoba". Nie dziwię się, ale i przestałem już rozumieć tych ludzi. To jest politycznie kalkulowana
    próba odebrania Owsiakowi wiarygodności, obsmarowania go, bo Owsiak rzekomo jest
    autorytetem dla "lemingów", które głosują na Platformę, czyli : jesli się go obsmaruje, bo może lemingi przestaną go lubić, a później głosować na PO. To jest tak cyniczne, a jednocześnie
    tak pozbawione wdzięku doktora House'a, ze naprawdę nawet grama sympatii - jako przejaw naiwnego, ale potrzebnego nonkonformizmu - nie budzi.

  • pepsic 11.01.12, 15:11
    Tak, teatr przyjemnie się oglądało, z tym że Dorociński mógł bardziej wczuć się w epokę, choć całkiem możliwe, że to efekt jego nadobecności medialnej. Za to rewelacyjny Simlat z nawiązka nadrobił.

    Czyli u Lisa nic nowego - 1:2. Zamiast krytykować Warzechę (jest komentatorem "Faktu") być może należałoby docenić za odwagę ruszenia tematu tabu i pokazania racji drugiej strony?
  • grek.grek 12.01.12, 14:12
    hehe, Lis nie wtrącał się zbytnio :]

    może i plus za odwagę, ale odwaga chyba się panu Warzesze tym razem pomyliła z odważnikiem.

    wiesz, mnie wystarczy, ze WOŚP się rozlicza ze swojej aktywności, nie ma przekrętów, sprzęt kupowany za zebrane pieniądze ląduje tam, gdzie trzeba i służy jak należy i komu trzeba. Naprawdę, nie umiem znaleźc w tym wszystkim czegoś, do czego się można przyczepić. A pan redaktor wyraźnie próbowal wplątać całą rzecz w politykę, w spór ideologiczny III RP vs IV, ustawiając Owsiaka i WOŚP na pozycjach instytucji salonowej, co wg mnie jest kuriozalną głupotą.

    wiesz, ja się WOŚP nie kręcę, nie oglądam w telewizji tych kilkugodzinnych nasiadówek i szołtajmerskich zajawek, ja wrzucę parę złotych do puszki i dziękuję bardzo. Tyle mojego udziału. Ale i nie zabraniam innym się bawić, nie komentuję ich zabawy, a rozgłos chyba jest potrzebny, bo inaczej trudno byłoby liczyć na hojnośc ludzi.

    taki pozytywny snobizm to jest, pozytywny "odruch stadny', jakby to ktoś nazwał, bo na końcu tego łańcuszka są ludzie chorzy, którym się życie i zdrowie w jakiś sposób ratuje czy je naprawia. Nie egzaltuję się tym, ale nie ubędzie mi, jesli parę złotych dam. I nie dorabiam do tego ideologii. Warzecha do swojego nie-dawania dorobił całą dialektykę - widać... poczuł,ze musi dać sobie alibi :]

    na to wszystko patrzą dzieciary, które mają dziś 8,9,13 lat... i uczą się od WOŚP, ze można komuś pomóc, że to niewiele kosztuje, a może być bezcenne. I to nie jest jeden dzień w roku, to całoroczna akcja, w styczniu jest tylko finał.

    Ile WOŚp i dobrej modzie na masową filantropię przez nią wykreowanej zawdzięczają inne fundacje charytatywne ? Imo, sporo.

    poza tym, wiesz, śmieszy mnie kiedy prawicowi publicyści powiadają, ze WOŚP wyręcza państwo, które może sobie bimbać, bo sprawę sprzętu do szpitali załatwia za nie obywatelska akcja... śmieszy mnie, bo ci panowie wszędzie indziej podkreślają, jak bardzo są wolnorynkowi i jak bardzo należałoby zmniejszyć zależnośc obywateli od państwa. To są dęte zarzuty, dęte sprzeciwy i, niestety, deta odwaga :]
  • barbasia1 12.01.12, 15:51
    Czy ja wiem czy to taka wielka odwaga krytykować Orkiestrę i czy krytka Orkiestry to temat tabu. Każdego roku odkąd powstała Orkiestra spotyka się z krytyką padąjacą z różnych stron.
    I co roku podobne argumenty się pojawiają, z tym, że może wcześniej bardziej rzeczowe od tych Warzechy argumenty się pojawiały.

    Zgadzam się z Grekiem, to są "dęte zarzuty, dęte sprzeciwy i, niestety, deta odwaga".



  • grek.grek 10.01.12, 16:13

    wyobrażam sobie, ze już, panie drogie, szykujecie kreacje na weekendowe premiery ?

    "Dziewczyna z tatuażem" - jedno, a "Porozmawiajmy o Kevinie", to drugie - matka bez instynktu macierzyńskiego vs syn, który rujnuje jej życie i popełnia czyn, który na nią właśnie ściąga gniew i pogardę całej społeczności miejscowej, a na ekranie wyborna ponoć [łatwo mogę w to uwierzyć] Tilda Swinton vs "niepokojący" Ezra Miller [Barbasiu, to jest ten aktor, który w Californication, w II serii, grał Damiana, chłopaka córki Hanka i Karen].

    film.onet.pl/wiadomosci/publikacje/wywiady/4987603,wiadomosc-drukuj.html
    nie zazdroszczę Wam wyboru, hehe. Moze na oba się wybierzecie ? zapowiadają się znakomicie, azaliż zawżdy nieprawdaż ? :]
  • barbasia1 10.01.12, 17:00
    Oczywiście, że szykujemy kreacje! Ja na przykład robię sobie tatuaż z henny tu i tam, a i obkolczykuję się na okoliczość premiery "Dziewczyny z tatuażem". ;))
    A i szukam ładnej niedrogiej czarnej skórzanej ramoneski , ktoś wie o fajnych wyprzedażach?

    Objerzałam szwedzką wersję pierwszej części Millenium , zatytułowaną, jak książka, "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet". Postaram się Wam ją opowiedzieć (najwyższy czas wreszcie coś opowiedzieć, Almodowar później") może jutro, jak mnie przestanie boleć głowa ...

    "Porozmawiajmy o Kevinie" tak, też warto by obejrzeć , w ostatnych Wysokich Obcasach wspomiano o tym filmie przy okazji rozmowy z psychologiem na temat skomplikowanych relacji (niepotrafiąca kochać) matka a (trudne, wołające swoim trudnym zachowaniem o miłość ) dziecko.

    >Ezra Miller [Barbasiu, to jest ten aktor, który w Californication, w II seri
    > i, grał Damiana, chłopaka córki Hanka i Karen].
    Młody zdolny? A właściwie: Młody zdolny!

    :)
  • maniaczytania 10.01.12, 22:57
    a pewnie, ze tak :) I tylko prosze trzymajcie kciuki, zeby mi sie na ta "Dziewczyne..." pojsc udalo ( z malym dzieckiem i rodzina daleko chodzenie do kina jest dosc trudne, ale przyjezdzaja goscie ;) ) !!!

    Barbasiu, a moze poczekasz z opisem szwedzkiej, az obejrzysz amerykanska i zrobisz od razu podwojna recenzje z porownaniem :)))?

    Ach, tez bym chetnie ramoneske zalozyla ;) Ajjj,ale sie nie moge doczekac ... :)
    --
    Maniaczytania - blog
  • pepsic 11.01.12, 14:33
    Barbasiu, poczekaj jeszcze na mnie, bo od paru dni jestem szczęśliwą posiadaczką dwóch tytułów szwedzkich, które koleżanka mi sprezentowała, nawet jej się podejrzliwie przyglądałam;) Jak tylko rozszyfruję kolejność (odnośnie Milenium jestem mocno w tyle) postaram się obejrzeć.
  • barbasia1 11.01.12, 14:53
    Okej Drogie Dziewczynki i Chłopcze Miły poczekam zatem do premiery "Dziewczynę z tatuażem" (przygotuje może na sój użytek w miedzyczasie streszcenie krótkie ze szwedzkiej wersji, żeby potem nie nie pomylić wersji) "Mężczyźni, ktorzy nienawidzą kobiet" - tak brzmi tytuł pierwszej części szwedzkiej trylogii filmowej, raz jeszcze przypominam. "Dziewczyna, która igrała z ogniem" to część 2. , Zamek z piasku, który runął" część 3.


    >nawet jej się podejrzliwie przyglądałam;)

    He,he ;)))
    To bardzo miło ze strony koleżanki, że Ci sprezentowała te filmy , niezależnie od intencji.
  • barbasia1 11.01.12, 15:00
    Trzymamy kciuki, by Ci się udało wyskoczyć do kina, Maniu. Kto jak to , ale Ty musisz obejrzećten film , by na blogu słów kilka o nim kilka napisać.

    Okej, zaczekam.

    Aleś podkręciła atmosferę oczekiwania na premierę "Dziewczyny ...". Zastanawiam się, czy nie dokonać już rezerwejszn!?

    Maniu, z opóźnieniem, bo z opóźnieniem, ale odpisałam Ci dopowiedź na post dotyczący nominacji do Oscara filmu "W ciemności", widziałaś?

  • grek.grek 11.01.12, 12:37
    hehe, irokez też będzie ? ;]

    O, czekam bardzo, Mania ma dobry pomysł przy okazji, żeby zestawić wersję Finchera z wersją oryginalną ? trochę roboty chyba ? whetever, cokolwiek napiszesz, na pewno będzie dobrze :]

    "POrozmawiajmy" brzmi zawodowo, reżyserką jest kobieta, więc będzie to dodatkowo nasyscone kobiecym punktem widzenia, mam nadzieję, ze nie zepsuje to obiektywizmu.

    yes, na to wygląda :]
  • barbasia1 11.01.12, 15:32
    He,he :)
    Nie, mam włosy do ramion, irokez mógłby zasłaniać widoczność siedzącym za mną.
    Poza tym szwedzka Lis Salander (Noomi Rapace) nie miala irokeza, zobacz:

    blogaddress-generic.blogspot.com/2010/08/origin-stories.html
    Wstrzymam się, Greku, z opowieścią o pierwszej cześcią Millenium do premiery "Dziewczyny..." i zmierzę się porównaniem obu filmowych wersji, to dobry pomysł . Teraz tylko zrobię robię na własny użytek krótkie streszczenie , z pierwszego filmu, by się potem nie pogubić i wywiązac się wreszcie z obietnicy.
    Jak Ty to mówisz? Stay tuned! :))

    >reżyserką jest kobieta, więc będzie to dodatkowo nasyscone kobiecym punktem widzenia, >mam nadzieję, ze nie zepsuje to obiektywizmu.
    No wiesz!!! (feministka się we mnie obudziła) Dlaczego kobiece spojrzenie miałoby nie być obiektywne? Kobiety zasadniczo z natury są szczególnie uwrażliwione na sprawy uczuć, emocji, na kwestie relacji międzyludzkich, więc myślę, że włąśnie kobiece spojrzenie w przypadku tego flmu może być właśnie głębsze, sięgające istoty rzeczy, a przynajmniej zbliżające się do niej.

    :)
  • grek.grek 12.01.12, 13:59
    haha, to by była fakt..,. monumentalna budowla na głowie.

    w porządku, forma i styl calkowicie w Twojej gestii są i ja kupuję cokolwiek i jakkolwiek napiszesz :]

    to prawda, co napisałeś, chodziło mi o to, czy przypadkiem nie będzie próby usprawiedliwiania tego, co trudno usprawiedliwialne ? kobieta broniąca kobiety... wiesz, coś w tym guście.



  • grek.grek 12.01.12, 14:00
    napisałAŚ, przepraszam za omyłkę :]
  • barbasia1 12.01.12, 15:00
    A rozumiem. Mam nadzieję, że tak nie będzie.

    :)
  • grek.grek 11.01.12, 14:36
    "Lekcja przetrwania" w polskiej wersji.

    Starszy milioner ma młodą żonę, modelkę. Jedzie razem z nią w góry, gdzie babka ma robić sesję zdjęciową. Jej fotograf jest ćwierć wieku, na oko, młodszy od męża. Mąz podejrzewa ich o romans. Traf chce, ze milioner i fotograf lecą razem samolotem, do jakiegoś tubylca który ma im pomóc w czymś dotyczącym tego fotografowania, i rozbijają się w górach. Razem z nimi pomocnik fotografa z wyglądu murzyn. Lezą przez te surowe góry, głodni, bez środków do życia, głównie dzięki starszemu milionerowi, który jest jednocześnie pasjonatem survivalów i generalnie takim traperem-amatorem z zamiłowania, udaje się im i ogień rozpalać, i rybę złowić i szałas przygotowac. Szuka ich reszta ekipy, helikopterem, ale nie udaje się im zwrócić uwagi na siebie i zostają na pastwę gór... i niedźwiedzia, których ich prześladuje. Milioner zapomina o swoich podejrzeniach wobec fotografa, fotograf zapomina o tym, ze milioner go na pewno podejrzewa i jednoczą się, zeby jakoś ujśc cało z tego amabrasu. Murzyna niedźwiedź zabija i zjada, dwóch pozostałych gania bezlitośnie po lesie, fotograf przeżywa kilkanaście załamań nerwowych, aż wreszcie przyparci do muru decydują się stoczyć z miśkiem bój i udaje się im go zaszlachtować. Zadowoleni z siebie znajdują nawet ludzką chawirę w ostępach leśnych, a tam whisky, mapę i karabin. Fotograf przypoomina sobie, ze milioner moze coś wiedzieć o jego rzekomym romansie z żoną milionera, który to romans za moment przestaje być rzekomy, a staje się faktyczny, kiedy milioner odkrywa dowód świadczący o tym, ze ci dwoje od lat ze sobą sypiają za jego plecami [wymowne dedykacje i inskrypcje na zegarku fotografa, czy coś w tym guście... przyznam, ze tu mi się omsknęło, whatever jednak - dowód jak cholera]. dochodzi do potyczki, a w zasadzie mierzący z karabinu do milionera fotograf wpada do dziury i odnosi kontuzję nogi. Milioner zamiast go zostawić, ratuje go, opatruje itd. potem pakuje do łódki i płynie z nurtem rzeki. Rozbijają obóz i palą ognisko na płaskowyżu. Już jeden ma umierać a drugi podjąc decyzję o tym,ze zostaje w górach for ever - kiedy pojawia się helikopter. zauważa ich. Uratowani... tyle, ze fotograf umiera w ostatniej chwili i wraca żywy sam tylko milioner. Wita się z żoną. oczywiście, zaalarmowani zostały media, więc - jak to w amerykańskich filmach : cały świat się dowiaduje, ze jakiś facet zaginął i się odnalazl cudownie. Żona milionera bardziej się martwi i smuci, ze jej gacha fotografa przywieźli w worku niż że milioner mąz się uratował, mąz daje jej fotografa zegarek wymownym gestem i ona wie, ze on się dowiedział. a potem do mediów mówi, ze "moi towarzysze nie żyją... zginęli ratując mi życie" - taki z niego szlachetny pan, bo murzyn zginął siedząc przy ognisku, misiek skoczył mu na głowę, a fotograf - jw. i koniec.

    nie wiem, ile dostał Anthony Hopkins za to, ze dał się wkręcić w latanie po górach, taplanie w górskich strumieniach, i generalnie za ogrywanie dość schematycznego scenariusza,ale pewnie niemało, a może... może po prostu chciał odreagować jakiś głeboki film, który kręcił niedawno przed tymi wygibasami.

    Misiek był chyba prawdziwy, a nie na baterię :]
  • barbasia1 11.01.12, 16:35
    > Misiek był chyba prawdziwy, a nie na baterię :]

    Ale chyba nie chcesz powiedzieć, że prawdziwy misiek, o nieee, zdjadł n a p r a w d ę murzyna? ;)))
  • grek.grek 12.01.12, 13:56
    skądże znowu... prawdziwy misiek zjadał sztucznego murzyna :]
  • barbasia1 12.01.12, 15:02
    Hahaha :))))
    No tak.
  • grek.grek 12.01.12, 11:42
    22:20-3:00, taka mała filmowa przebiezka nocna ;] Kolejne przystanki : "Soul Kitchen" via Ct2 House tvp2, "Obsługiwałem angielskiego króla" tvp2.

    "Soul Kitchen" omal nie przegapiłem, nie wiem jak patrzyłem w grafik, ze go nie spostrzegłem, ale fartem straciłem tylko pierwsze 10 minut.

    właściwie, w największym skrocie należałoby napisać, ze to film-pochwała multikulti, dobrej zabawy i pozytywnej życiowej energii.

    Akcja dzieje się w Hamburgu, bohaterem jest grecki Niemiec imieniem Zinos. Prowadzi on tytułową "soul kitchen", czyli knajpę w postindustrialnym lokalu, który chyba kiedyś był jakimś
    magazynem towarowym. Interes idzie słabo, nachodzą go ciągłe kontrole, a to skarbowka, a to sanepid. Zinos ma długi, na lokal czyha miejscowy biznesmen, a chłopak ma coraz mniej zdrowia do użerania się z tym całym bardakiem. W życiu towarzysko-rodzinnym Zinosa też rózowo nie jest - jego dziewczyna, Nadine, wyjeżdza do Szanghaju, rozmawiają ze sobą przez internet; z więzienia wychodzi brat, poczciwy złodziej-pechowiec bez perspektyw, a do tego co jakiś czas powracające bóle dolnej częsci pleców dosłownie powalają go na ziemię. Brat go wspiera duchowo, przyjaciółka-malarka, dorabiająća u niego jako kelnerka raz pomaga, a raz on jej musi pomagać [taszczy ją, nawaloną jak meserszmit, kilka pięter do jej loftu, co skutkuje atakiem bólu], a bóle pleców łagodzi piękna masażystka, Turczynka, której nie przeszkadza nawet to, ze w trakcie Zinosowi przydarza się erekcja ["nie przejmuj się, to oznaka zdrowia"].

    I kiedy Zinos jest bliski podjęcia decyzji o wyjeździe do Nadine, zostawieniu w cholerę całego tego badziewia, zdarza się... cud :] Na wieczór wynajmuje lokal jakimś muzykantom, zawsze to parę groszy do kiesy, a oni rozkręcają taką imprezę, że czapki z głów. Do tego dodajmy nowego kucharza - nerwusa ale wirtuoza który pracował kiedyś w bardzo drogiej restauracji, ale został wysiudany za brzydkie zachowanie wobec klienta - który wyczarowuje kapitalne jadło, którym podbija żołądki i serca gości i... Soul KItchen odzyskuje błyskawicznie blask,, staje się modnym klubem, chętnych co wieczór jest tylu, ze trzeba zamykać drzwi i okna, bo ciągle tłumy koczują na zewnątrz czekając na jakąs szansę wejśćia do środka, gdzie i tak nadmiar ludzkości się kłębi.

    Gra muzyka, ludzie się bawią, drinki fruwają po sali, zapach marii króluje, desery uwodzą podniebienia, Turek, Grek, Niemiec, Arab, Jamajczyk czy Ghańczyk, wszyscy na kupie; odwiedzająca lokal sztywna jak kołek w płocie pani urzędniczka skarbowa traci ogładę i poluje seksualnie na mężczyzn... cuda na patyku.

    ofk, akcja się musi skomplikować - i spojlerując... .... Zinos musi utracić swój przybytek wskutek fatalnej decyzji swojego brata, ktory kiedyś podpisał z chciwym biznesmenem jakąś lewą umowę, dzięki czemu prawa do niej mają dwie osoby jednocześnie, więc w zasadzie Zinos siesdzi tam nielegalnie. SK zostaje oprózniona i zamknięta na cztery spusty.

    Zinos nie ma kasy, zrezygnowany zatrudnia się do prowadzenia wózka widłowego w jakiejś hurtowni. Planuje wyjazd z kraju, do Nadine. Jakież więc jest jego zdziwienie, kiedy na lotnisku spotyka właśnie ją i dowiaduje się, ze wróciła ona do Niemiec, bo jej babcia zmarła. Wróciła, i nie sama, z nowym facetem. Na pogrzebie tej babci Zinos, widząc nadine za rękę z tym nowym gachem, załamuje się, przypadkiem na coś następuje nogą i dzieje się demolka - trumna spada z katafalku, zwłoki się z niej wysuwaja, piski, krzyki, dostojna rodzina leje Zinosa parasolkami po głowie... :] W domu, w kompletnej załamce, w swoim mieszkaniu chłopak podpala laptopa, który był jego środkiem komunikacji z Nadine podczas jej nieobecności. Wybucha pożar, próbują z bratem jakoś temu zapobiec [komiczna scena gaszenia ognia ręcznikami], ale na próżno.

    Zinos nie ma więc knajpy, mieszkania i dziewczyny. Brata traci po despreackiej próbie wykradnięcia tej feralnej umowy z sądu/urzędu skarbowego ? [whatever]. Przy pomocy miejscowych złodziejaszków Zinos robi włam, ale zostaje przyłapany przez ochronę. Koniec końców to brat całą winę bierze na siebie, mimo że go tam nie było, ale jest to jakaś forma zadośćuczynienia za ten fatalny podpis, który pozbawił Zinosa właścicielstwa SK. Nie ma więc knajpy, mieszkania, dziewczyny, brata na wolności, zaś reszta towarzystwa z Soul Kitchen sie rozpierzchła po mieście. Kaplica.

    Ale... nigdy nie jest tak kiepsko, zeby nie było szans na poprawę :] podczas sentymntalnych odwiedzin Sk, Zinos zastaje na dzwiach informację od kucharza, przybitą nożem kuchennym... Soul Kitchen, a w zasadzie sam lokal,będzie licytowany - zatem, nie wszystko stracone. Zinos musi jednak mieć kasę na to, zeby przebić chciwego biznesmena. Udaje się do Nadine, która po śmierci babki została spadkobierczynią jej majątku. "POżycza" od niej 200 tys euro.

    Kiedy chciwy biznesmen rzuca kwotę 200 tys - Zinos jest załamany. Ale... znajduje w kieszeni własnych spodi 15 euro. Podbija : 200 tys i 15 euro. Biznesmen chciałby go przebić, ale zaczyna się nagle krztusić, coś tam się stalo z jego guzikiem od koszuli przy szyi... cały czerwienieje i nie może wydusić słowa. Soul Kitchen znów należy do Zinosa.

    A... ból pleców, zapytacie ? Zinos pozbywa się go dzięki wizycie, z pomocą swojej uroczej masażystki, u pewnego Turka, który załatwia sprawę w sposób radykalnych działań na przedmiocie zainteresowania - deski, liny, sznury, szarpnięcia... fatalne sprawy ;] ale działają, hehe. Wyleczony Zinos odrestaurowuje knajpę i święta bożonarodzeniowe spędza tam razem z masażystką, swoją nową miłoscią :]

    bardzo dużo świetnej muzyki etno, indie, mnóstwo dobrych wibracji, klimat buddies-comedy, tyle że tutaj w dekoracjach i multikulturowych barwach Hamburga, a nie NY.

    kanclerz Niemiec stwierdziła, ze projekt multikulti padł, a film pana Akina [pamiętacie "GŁową w mur" ? pisalismy kiedyś o tym filmie, to też jego dzieciak] zaprzecza tej tezie w sposób bardzo radykalny. Tutaj przeciwnikiem jest bezduszny kapitalista, biurokracja, państwowaa machina, a narodowości, rasy, pochodzenie - nie dzielą ludzi, spaja ich bowiem zabawa, muzyka i... dobre jedzenie.

    Zinosa zagrał niejaki Adam Bousdoukos, jego brata popularny niemiecki aktor młodego pokolenia, Moritz Bleibtrau, kucharza-nerwusa Birol Unel [yes, główna rola w "Głową w mur", aktor Akina chyba], no i dziewczyny pierwsza klasa : Dorka Gyllus - masażystka, Anna Bederke - malarka, bardzo podobna do tej "13" z House'a, Olivii Wilde. orajt, nie są to aktorzy globalni, ale aktorzy globalni nie są ciekawi :]

    House

    wzięli Rudą na tapetę. "13" wraca, a Rudej sie to spina z ostatnim dniem na studiach i koniecznością podjęcia decyzji w sprawie własnej przyszłości, a tutaj House ma jej do zaproponowania staż. Co ma zrobić Ruda ? pytanie główne - czy atmosfera i zaasady, a raczej ich brak, jakie panują w zespole House'a i które albo kupujesz albo odpadasz, będą dla niej do przyjęcia na dluzsza metę, a skutkować może przecież jej zmianą wewnętrzną. czy Ruda chciałby się zmienić wewnętrznie i np. zacząc łgać ? co zrobi, kiedy dostrzeże pierwsze niepokojące objawy ? pójdzie za ciosem czy odpadnie ? wszak "w zespole House'a ludzie dzielą się na wścibskich i gmeraczy w ludzkich otworach"... ;]

    poranki Rudej - dodajcie do tego jakiś beat i taki nienajgorszy hip hop by z tego wyszedł ;]

    zakład House'a z Wilsonem z ... kurami w tle - mistrzostwo świata od pierwszej od ostatniej sceny. A już wieczorna potyczka obu jegomościów, oczami Rudej leżącej na dywanie w gabinecie lekarskim - po prostu ręce skladają się do oklasków.

    sprawa pacjentki, nastolatki szkującej się do rejsu żeglarskiego ktory ma być jakimś rekordowym w skali świata, niezgorsza. Diagnoza bez kombinacji tym razem, ale za to wybór i sposób w jaki doprowadzają lekarze do jego podjęcia przez jej rodziców - znów, przynajmniej to drugie, etycznie mogące rodzić pytania.

    ktoś wreszcie zauwazył, ze Ruda "się dziwnie ubiera" ;] i bez grzywki jej ładniej.
  • grek.grek 12.01.12, 12:25
    Ruda zostanie czy odejdzie ? jak sądzicie ? ostatnia scena wyjaśnia sprawę.

    OBsługiwałem angielskiego króla.

    o tym filmie pisałyście już wstępnie, powiem więc tylko, że... podobał mi się strasznie :]
    dzisiaj powtórka, 21:40, wypada tylko zachęcić, jeśli ktoś nie widział, a tvp 2 pogratulować
    dobrego doboru filmów do tego czwartkowego cyklu.

    Mały wzrostem czeski kelner, Jan Dite, który wierzy że pieniądze rządzą światem i sam chce być bogaty, ślizga się przez meandry historii lat 30 i 40 XX wieku, zeby sie przekonać, ze człowiek wobec machiny dziejów bywa, Po latach, już jako dojrzały człowiek, wspomina swoje młodzieńcze przejścia.

    Estetyka lat 3o i 40 - zawodowa, stroje, wnętrza, tip top. Do tego niepowtarzalny klimat malego życia restauracji klasowych.

    Pałacyk za miastem, rodzaj zagospodarowania którego sluży jako ilustracja akuratnego zwrotu w dziejach i ustroju Europy. Kapitalizm lat 30-tych, faszyzm z róznych okresach swojej dynamiki, komunizm triumfujący... Świetna metafora.

    Ale przede wszystkim - człowiek. Bohater. jest sympatyczny, czasami dziecinnie naiwny, a zarazem cwany i wyrachowany, kiedy trzeba. trudno go ocenić... marzyciel ? oportunista ? cwaniak ? racjonalista z głową na karku, rozumiejący świat lepiej niż inni ? surfer na falach przypadków ? konformista ? moze wszystko naraz.

    "skazali mnie na 15 lat, ale miałem szczęście - wyszedłem po 14 latach i 9 miesiącach" - może już pierwsze zdanie mówi o nim najwięcej ?

    a kiedy bawi się z ludźmi wysypując na podłogę drobne monety i przekonując się, ze nie ma takich kozakow, którzy by nie padli na kolana i nie zaczęli zachłannie zbierać tych pieniędzy... kpi jednocześnie z tego, co się w nim ugruntowuje - że all about money i że must be funny in the richmen's world, jak zawodziła ABBA. w końcu jest mu dane przystać do nich, być jednym z nich, a wreszcie zabawić się z tymi bogaczami, których całe życie podziwiał i którym zazdrościł luzu i komfortu pozwalajacego im się zabawiać dziecinnie - ale w jakże paradoksalnych okolicznościach jego marzenie się spełni.

    jego życie to pasmo zbiegów okoliczności - słynny order króla Abisynii, który dostał. No po prostu rekord świata komizmu. hej, połowa losów ludzkości, to historia przypadków. A moment, w ktorym zostaje beneficjentem niezdecydowania generała, któremu los dał zbyt dużo niepotrzebnej mu gotówki do ręki ? a dach zapadający się symbolicznie na osóbkę robiącą w filmie za ikonę fanatycznego narodowego socjalizmu, ale trafem pozostawiający na widoku jej dłoń z tym, co stanowić będzie furtkę do spełnienia marzeń Dito ? każda zmiana historyczna, każdy obrót kołem dziejów Europy skutkuje zmianą w życiu Dito, ale nigdy nie jest to zmiana na gorsze, nawet jeśli pozornie na to wygląda, bo zawsze jest bliżej swoich marzeń, ich spełnienia, aż do spełnienia ostatecznego.

    czasami losowi trzeba pomóc. pan Ozdoba Restauracji na ten przykład ;] musiał wyładować frustrację, po tylu latach sztywniactwa dystyngowanego. Stracił coś, ale coś zyskał - Dito też. czy można się gniewać na małego widząc jak bardzo pan Ozdoba się wywnętrzał i ile musiał z siebie wyrzucić, ile go uwierało w środku ? :]

    i kobiety, które mu zawsze do rąk spadały. rozmaite, a każda istotna - do fantazyjnej dziwki [scena z trzema kieliszkami wina - dla mnie bomba], przez fanatyczkę hitlerowską, po młodą dziewczynę z okresu, kiedy starszy już Dito wspomina swoją młodość [Zuzana Fialova, pamiętacie "Wino truskawkowe" ? yes, to ta sama, co za uroda, co za spojrzenie...] . każda coś wniosła w jego życie, każdą kochał, każdą inaczej.

    Kpina z tzw czystości rasy - bezcenna. każą mu oddać nasienie do badań, które mają udowodnić,z e jest zdolny i godzien zapłodnić własną zonę, w pokoju jednocześnie gra radio, w którym jest mowa o jakichś skazaniach na smierć i egzekucjach... zero klimatu :] No i ten hotel, w ktorym produkowana ma być rasa aryjsko nieskazitelna - pod rytm marsza Niemki i niemieccy żołnierze udający się szeregami do spełniania obowiązków ojczyźnianych. Komizm w czystej postaci.

    I ta pętelka, kiedy w jednej z pierwszych scen oszukuje faceta na peronie kolejowym, faceta ktory poóźniej zostaje jego przyjacielem, ze sceną kiedy ten sam facet odjeżdza w towarowym wagonie do obozu koncentracyjnego, a Jan biegnie z kanapką którą chciałby mu podać, ale ma za krotkie ręce i pociąg jednak za szybko jedzie... ale on chce zdązyć, tym razem, naprawdę się stara, nie udaje jak wtedy, kiedy się poznali, a Jan zdązyć nie chciał. To ten moment, kiedy groza historii dopada go, ale... dopada bez wywołania w nim refleksji, bo tak naprawdę jest to monada, człowiek który nie widzi powoodu by w coś się angażować, poza dokładaniem starań by jakoś samemu się prześligiwać przez życie i iśc na kompromisy albo ustawiać się wobec zbiegow okoliczności i okazji jakie mu czyni los. Czech. krytyka czeskiej mentalności ? krktyka czeskiego podejścia do świata ?

    Ivan Barnev, grający Jan Ditę, zasługują na uznanie za samo to, jak lawiruje i kręci piruety trzymając na dłoni tace z jadłem i napitkami :] Wiarygodny jest i naprawdę ma vis comica, taką w starym stylu. Te momenty, kiedy przybiera kanoniczne pozy kelnera z wysoko zadartą głową... hehe. Ekranowa mowa ciała - szóstka z plusem.

    Jan Dite wygląda jak postać ukradziona Woody Allenowi, jakkolwiek wyszedł z kart powieści Hrabala, takie odniosłem wrazenie.

    w zasadzie, trudno powiedzieć, czy ten film spodoba się feministkom [spodobał się], kobiety pełnią tutaj role usługowe [burdelik w pałacyku i inne burdeliki] dekoracyjne, dopiększające plan, totemiczne [scena z prostytutką na stole i wgapionymi w nią prominentami], iale z drugiej strony... ta żona niemiecka Dity przynajmniej w sferze ideologicznej zaciętości powinna im być bliska, he he.

    W każdym razie, podzielam zdanie przedmówczyń, ze to świetny film. Kto nie oglądał - bardzo warto, spróbujcie przynajmniej, dajcie mu szansę :]
  • grek.grek 12.01.12, 15:59
    pozwole sobie jeszcze dorzucić artykuł, bardzo ciekawy rzut oka na nowe pokolenie aktorów, stawiających na kunszt, wiarygodnośc ekranową i dystansujących się od całej otoczki medialno-pudelkowej jaka zwykle uprawianiu tego zawodu towarzyszyć zwykła, przynajmniej w Hollywood :
    www.newsweek.pl/drukuj/86897
  • barbasia1 12.01.12, 18:03
    O ciekawe! Dzięki piękne. Poczytam później

    Twoje uwagi na temat filmu, jak zawsze szalenienie ciekawe,
    jutro dorzucę swoje trzy grosze ...


    :)


  • rosemadder 13.01.12, 09:54
    Obsługiwałem ang...
    dałam mu szansę i ... nie podobał mi się, ani trochę
    niby śmieszny, czeski humor wszystko wiem ale ironia ani mnie nie zaciekawiła ani nie rozbawiła a wręcz zmęczyła i znudziła
    Za to House świetny jak zwykle, wątek medyczny mega hardcore, Ruda zaskoczyła!
    a wątek z kurami- boski! uśmiałam się do łez:)


    --
    ☺☻☺
  • grek.grek 13.01.12, 13:23
    Rudej tak dobrze poszło, ze się sama przestraszyła :] ale, postać była do odstrzału, chyba w miarę humanitarnie to zrobili, nie ?
  • barbasia1 13.01.12, 17:02
    >ale, postać była do odstrzału, chyba w miarę humanitarnie to zrobili, nie ?


    He,he, właśnie.
    Kazali postaci poczuć ulgę, a nawet radość z odejścia. Ładnie!
    :)
  • barbasia1 13.01.12, 17:13
    rosemadder napisała:

    Humor Hrabala jest specyficzny, nierzadko gorzki, podszyty tragizmem. Pisał Hrabal: „Poczucie tragizmu życia i humor są bliźniętami, jak drogi biorące początek w tej samej dolinie i dochodzące do wspólnego punktu, gdzie okrutny dramat ujawnia więź z jaskrawą groteską; raz zatem puszczam strumień zimny, a raz gorący, jak w szkockim biczu wodnym”.
  • barbasia1 12.01.12, 17:56
    "Soul Kitchen" (2009) - zupełnie inny Fatih Akin!

    Całkiem niezla ta komedia o mulikulturowości, o emigrantach w Europie, mam wrażenie?
    Bardzo fajną rzecz wypatrzyłeś! Dzięki wielkie za tę optymistyczą opowieść. :)

    A tu pewnie zabiegi lecznicze na kręgosłup u Turka ? ;))
    www.filmweb.pl/film/Soul+Kitchen-2009-501862#picture-15

    Housa oglądamy dziś, oczywiście!

    > ktoś wreszcie zauwazył, ze Ruda "się dziwnie ubiera" ;] i bez grzywki jej ładniej.

    Ruda ładnie ubrana, uczesana? Czuję że, chyba się będzie żegnać z Housem, ze szpitalem ... :}}
  • grek.grek 13.01.12, 13:21
    yes, komedia bardzo przyjemna, a problem w Niemczech nabrzmiewa, zwłaszcza od zeszłorocznych akcji rozmaitych. Coraz więcej Turków, Arabów, Murzynów, nawet, podobno,
    sukcesy piłkarskiej reprezentacji, też wielobarwnej i wieloetnicznej, sporo Niemców przyjmuje
    z rezerwą, za to świetnie sprzedają się wszelkie wytwory literackie wskazujące na to, ze
    imigranci obniżają "potencjał intelektualny" Niemiec i za dużo kosztują państwo, w dodatku
    nie mając chęci się podporządkować jakimś regułom współżycia, panoszą się rozsiewając
    swoją kulturę - religię, gangi, "dziwne obyczaje" itd. Kipi w tym kociołku :] I to już nie jest tylko polityka, ale i odczucia wielu Niemców, którzy się z ww. mniejszościami stykają.

    U nas problem, w sumie jeszcze nie istnieje, ale... jak postawią kilka meczetów, powstanie kilka dzielnic imigranckich, a wspomnienie nielicznych i zwykle poczciwych rodzin wietnamskich i cygańskich, okupujących jakieś małe stare budyneczki i w zasadzie częściej prowokoiwanych przez element dresiarski z okolicy niż wykazujących się agresją, stanie się rzewnym wspomnieniem, to się też będziemy z tym musieli zderzyć. Może za 25 lat filmy w stylu Akina, będą i w Polsce miały jakiś swój nurt ? :]

    tak, to zdjęcie z tego zabiegu. Scena jak u dentysty - bohater czeka w przedpokoju na przyjęcie, a zza drzwi pokoju właściwego dobiegają nieludzkie wrzaski, a po zakończonym zabiegu pacjenta wynoszą nieprzytomnego... jest pełen najgorszych przeczuć, ale pani masżystka trzyma go za rękę, więc strach musi ustąpić, hehe.

    no niestety, wykosili Rudą, i to tak, ze poszła sobie zadowolona i optymistyczna. tak czułem, ze będzie na chwilę, bo nazwisko Olivii Wilde cały czas widniało w czołówce, co sugerowało, ze wróci ona na plan.
  • barbasia1 13.01.12, 16:09
    Ha! Prawdę mówiąc myślałam, byłam pewna (pomimo tego, że wczoraj coś innego napisałam), że Ruda jednak zostanie w serialu (i na stażu u House'a).

    Polubiłam jej postać i jej spory z Housem, czy właświe House'a sarkastyczne docinki na jej wątpliwości i protesty.

    Ze swoimi niezłomnymi zasadami, z ciągłymi watpliwościami natury etycznej jednak nie pasowała do zespołu House'a, musiała odejść, choć na końcu udowodniła (sobie? House'owi?), że dla dobra pacjenta potrafi złamać swoje zasady (co wiele ją kosztowało), portafi nie gorzej niż House oszukać pacjenta (pacjentkę) dla ratowania jego (jej) życia.

    No tak, wyjaśniło się z tym jej ubiorem, to nie amerykanski sznyt studencki, a zły gust. ;))

    I jeszcze okazało się (nie wiedziałm, a Wy?), że Ruda , Masters, miała na imię Martha.


    :)
  • grek.grek 14.01.12, 14:44
    właśnie, kto się teraz będzie z Housem spierał, a nawet na niego nakabluje ?

    i ja ją polubiłem. spory, postać, House'a docinki... jej nogi ;]

    Tak to ustawili, ze ona się tego swojego złamania reguł przestraszyla, nawet jeśli
    uratowała tym czyjeś zycie, bo oznaczało to, że odkrył się w niej talent do
    wychodzenia poza procedury i obiegową moralność, co by groziło tym, ze za
    jakiś czas mogła by sie stać kimś, kogo by w lustrze nie rozpoznawała. Dobrze
    z tego wyszli, wg mnie, jest to wiarygodny powód odejścia; jak sądzisz ?

  • barbasia1 14.01.12, 15:49
    Kablowała House, z drugiej strony była potrzebna House'owie, stale przypominała mu o zasadach, które łamał ...
    Te spory etyczne to był jeden z najciekawszych wątków serialu.

    > > i ja ją polubiłem. spory, postać, House'a docinki...
    jej nogi ;]
    He,he!
    Zauważyłam. ;//

    Tak, właśnie tak, świetne, trafiające w punkt podsumowanie, Greku.

    Zawsze źle się kończą sytuacje, w których człowiek jest zmuszony, robi coś wbrew sobie.

    :)
  • grek.grek 15.01.12, 15:10
    przy niej House miał większą satysfakcję z łamania tych zasad :]

  • grek.grek 13.01.12, 13:30
    wybił piątek, weekendu początek - jako, ze się szykujecie na "Dziewczynę" i "Kevina", dzisiaj [już ?] życzę Wam świetnych wrażeń i udanych wieczorów w kinie; no i napiszcie, jak było i czy filmy trafione :]
  • barbasia1 13.01.12, 16:28
    Jutro ( gdyby wstąpiły jakieś nieprzewidziane komplikacje to w niedzielę) wybieram się na "Dziewczynę z tatuażem". "Kevin", jak się okazuje, nie leci w naszym kinie, więc raczej nie wybiorę się na premierowy seans, ale na pewno spóbuję ten film zdobyć w późniejszym czasie . Od 20 stycznia na ekranach, widzę, Rzeź wg. Polańskiego , a polska "Róża" na początku lutego.

    Dzięki, Greku, za te dobre życzenia, heh ... Napiszemy, oczywiście, jak obiecaliśmy!

    :)


  • maniaczytania 13.01.12, 21:20
    barbasia1 napisała:

    > Jutro ( gdyby wstąpiły jakieś nieprzewidziane komplikacje to w niedzielę) wybieram się na "Dziewczynę z tatuażem".

    I ja sie jutro wybieram, i ja :)!


    --
    Maniaczytania - blog
  • angazetka 13.01.12, 21:28
    Ech, ciekawa-m "Dziewczyny", a idę dopiero w środę, poratujcie recenzją :)
    --
    To jest moje zdanie i ja je podzielam.
  • barbasia1 14.01.12, 15:04
    angazetka napisała:

    > Ech, ciekawa-m "Dziewczyny", a idę dopiero w środę, poratujcie recenzją :)

    Poratujemy! :)
    Jutro, postaram się.
  • barbasia1 14.01.12, 15:13
    maniaczytania napisała:

    > I ja sie jutro wybieram, i ja :)!

    Bardzo się cieszę. Maniu! Liczymy bardzo na Twój komentarz.
  • grek.grek 14.01.12, 13:25
    Trzymam Ciebie i Was za słowo :] dobrej zabawy.

    same dobre premiery się zbliżają, ciekawy okres kinowy się zanosi.
  • barbasia1 14.01.12, 15:11
    Postaram się bardzo nie zawieść, Greku!

    Kupiłam już bilet na "Dziewczynę...", na dziś na 17.30 (kino prawie w całości zapełnione)

    i ciepły szalokomin na wyprzedaży, rudy (sic!) :) (bardzo ładny), bo nadeszła wreszcie zima ...

    :)
  • maniaczytania 14.01.12, 15:18
    ja juz wrocilam! Oj, jak bylo warto,
    zaryzykuje nawet stwierdzenie, ze film jest lepszy niz ksiazka (!) :)

    Ale wiecej napisze pewnie jutro, bo mam gosci :)

    Idzcie do kina, idzcie do kina, idzcie do kina !!! :)
    --
    Maniaczytania - blog
  • ewa9717 14.01.12, 15:57
    Pójdziemy, pójdziemy, jak tylko w pipidówku będą pokazywać, bośmy od dawna opinią porządnej znajomej skuszeni ;)
  • barbasia1 14.01.12, 15:59
    ewa9717 napisała:

    > Pójdziemy, pójdziemy, jak tylko w pipidówku będą pokazywać, bośmy od dawna opin
    > ią porządnej znajomej skuszeni ;)

    :)
    Na komentarzyk liczymy.
  • barbasia1 14.01.12, 15:57
    O! Dzięki Ci, Maniu, za pierwsze wrażenia, wieści! :)))

    Czekamy na więcej, jutro!



    Mam nadzieję, że Pepsic obejrzała, ogląda szwedzką wersję.
  • grek.grek 14.01.12, 16:18
    ustaw włączonego laptopa w kuchni, wychodź tam pod pozorem/w celach gastronomiczno-przygotowawczych i dopisuj, co tam ci do głowy przyjdzie :]
  • maniaczytania 14.01.12, 19:09
    grek.grek napisał:

    > ustaw włączonego laptopa w kuchni, wychodź tam pod pozorem/w celach gastronomiczno-przygotowawczych i dopisuj, co tam ci do głowy przyjdzie :]


    hahaha :)))))))))))))))))))))))))))))


    no ale dopisze, dopisze:
    fantastycznie dobrani aktorzy - praktycznie kazdy bohater wygladal tak, jak sobie wyobrazalam :)
    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 14.01.12, 16:23
    baw się dobrze, Barbasiu :] 160 minut, życzę miękkich foteli, a najlepiej na tyle dobrego filmu, zebyś o tym, czy są miękkie czy wręcz przeciwnie, nie zdązyła pomyśleć.

    "szlakomin", nie znałem tego słowa. Fajna rzecz, swoją drogą.

    "rudy" - hehe :]
  • grek.grek 14.01.12, 16:26
    btw, wszystkie tego-weekendowe premiery mają interesujących, nietuzinkowych bohaterów :
    Lisbeth, Kevin, matka Kevina i pielęgniarka z "COde blue". takie nagromadzenie ciekawych postaci ekranowych zdarza się rzadko.

    O "CD" i jego bohaterce :
    wyborcza.pl/1,75475,10959418,_Code_Blue__Chirurgiczna_precyzja.html
  • barbasia1 14.01.12, 16:44
    Dzięki! Dzięki!
    Ale szkoda, że Ty się też nie wybierasz!!! Szkoda! Heh!

    > "szlakomin", nie znałem tego słowa.
    Bo chyba ja to słowo teraz wymyśliłam!? Serio w góoglach nie ma takiego słowa, takiego złożenia!?. ;))

    >Fajna rzecz, swoją drogą.
    Bardzo! To szal połączony końcami, okręcasz go wokół szyi dwa razy i masz elegancko i cieplutko pod szyją.

    > "rudy" - hehe :]
    Właśnie! ;)

    To lecę się szykować! ;)
  • grek.grek 15.01.12, 14:36
    ja się już nachodziłem, a jeszcze cala przyszłość przed mną ;]

    hehe, wpisując "szlakomin" w gugle na szczycie są linki do naszych tekstów wczorajszych. Ale w grafice jest prezentacja tego urządzenia.

    Mam nadzieję, ze wizyta kinowa Twoja udana była ? :]

  • barbasia1 15.01.12, 14:45
    grek.grek napisał:

    > ja się już nachodziłem, a jeszcze cala przyszłość przed mną ;]

    A co z t e r a ź n i e j s z o ś c i ą? ;))

    Tak, tak mój szal komin bardzo podobny do tych na zdjęciach tylko w rudym kolorze.

    Wizyta kinowa bardzo udana, wstępną , ogólną relację zadałam poniżej, za chwilę zacznie powstawać spojler...
  • grek.grek 15.01.12, 15:15
    wąska to kategoria, bo generalnie przez moment tylko trwa :]

    a widzisz, teraz się dopiero kapnąłem, jak zwykle za późno, że chodzi o szalkomin, a ja strzeliłem literowkę... uff :] MÓJ gigant błąd, WIELbłąd, "szal komin" ofk istnieje jak najbardziej. Ale namieszałem, wybaczenia proszę :]

    czytam czytam :] cieszy mnie, że się dobrze bawiłaś. mam nadzieję, że nie ciamkali Ci popcornem po uszach ;]
  • barbasia1 15.01.12, 15:39
    A ja sądziłam, że cały czas tkwimy w teraźniejszości. ;)

    Nie widzę problemu!? Aleee tak czy inaczej, grunt, że się dogadaliśmy o co chodzi! :))

    O! Dzięki Ci, że z troską pytasz! :] Nikt wpobbliżu nie ciamkał popkornem. Tym razem wszyscy ciamkaliśmy "Rozkoszym agrestem w czekoladzie", kulek sztuk 3 (od DecoMorreno), którymi zostaliśmy obdarowani w kasie przy kupnie biletów. :))

    Moje streszczanie trochę potrwa, sorry, nie pisze szybko, jak wiesz!

    :)
  • grek.grek 15.01.12, 16:04
    hehe, racja, na szczęście mamy wspomnienia o przeszłości i plany na przyszłość.

    miło :] ja pamiętam takie kina, w których przy kasie obdarowywano, co najwyżej nietrzeźwym chuchem ;]

    w porządku, streszczenie nie Gołota - nie ucieknie.
  • barbasia1 15.01.12, 16:37
    No tak. :)))

    Ha,ha!
    O matko!
    To, jednak czasy na lepsze się zmieniły, nieprawdaż?

    Mnie uciekają czasem, ale to nie ucieknie! Stay tuned!
    Zaraz wracam. ;)
  • maniaczytania 15.01.12, 16:12
    w tym filmie bylo tyle scen cichych, ze nie dawalo rady ciamkac popcornem chocby sie chcialo :)

    P.S. jednym z elementow, dla ktorych ostatnimi czasy lubie chodzic do kina jest popcron wlasnie, karmelowy!
    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 15.01.12, 16:28
    Ale na tek karmelowy popkorn to mi zrobiłaś smaka już w komantarzach na blogu, tylko nie wiem czy u nas można dostać taki popkorn? Wyczuwałam węchem tylko zwykły popkorn.

    > w tym filmie bylo tyle scen cichych, ze nie dawalo rady ciamkac popcornem chocb
    > y sie chcialo :)
    He,he, he. Tak byo. :))
  • maniaczytania 15.01.12, 17:13
    :) Karmelowy jest na pewno w Multikinach, w innych chyba jeszcze nie :)
    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 16.01.12, 17:26
    Zdaje się nasze NoveKino do innej sieci należy. Zatem muszę się obejść ze smakiem na razie. Szkoda. Szkoda. ;)
  • barbasia1 15.01.12, 14:15
    Byłam, widziałam, 1 6 0 m i n u t (wczoraj mnie lekko przestraszyłeś Greku tym czase trwania filmu;) + jeszcze 20 czy 30 minut na zapowiedzi filmów) przeleciało jak z bicza strzelił (i nawet tyłek nie zaczął boleć! ;)
    i powiem Wam, że to bardzo udany film, bardzo dobry kryminał, wciąga nawet, jeśli zna się się fabułę czy to z książki czy że szwedzkiej adapatacji filmowej (ja znałam tylko szwedzki film, książki nie czytałam, od spraw książkowych specjalistą jest Mania, jej zostawiam komentarze dotyczące książki...). Co więcej amerykańska adaptacja książki Szweda Larssona (robiona przez Amerykanów, co jest absolutnym ewenementem, poza Ameryką, w plenerach europejskich, zgodnie z oryginałem książkowym w Szwecji, jak wiecie ) dorównuje , a nawet przewyższa film zrobiony przez samych Szwedów.

    W porównaniu ze szwedzką wersją, której twórcy zdaje się wyszli z założenia, że wszyscy ogladający film przeczytali książkę, znają doskonale jej treść, fabulę, więc nie trzeba się skupiać na szczegłóach, dopowiadać, bo wszyscy sami sobie dopowiedzą, wersja Finchera jest dokłaniejsza, staranniejsza, niektóre wątki są bardziej rozbudowane, imo z korzyścią dla filmu, bohaterów. Wersja amerykańska dopowiada pewne rzeczy, o których wersja szwedzka nie wspomina, poza tym pewne kwestie są lepiej, bardziej przekonująco wyjaśnione albo znacznie ciekawej pokazane lub inaczej, korzystniej zakacentowane. Co ciekawe filmowe fabuły różnią się od siebie znacznie w kilku miejscach, wypadałoby zatem porównać je z książkowym oryginałem...

    Poza tym lepiej wyeksponowane, zarysowane są postaci główych bohaterów - dziennikarza Mikaela Blomkvista (wspaniały Daniel Craig, ale on potrafi grać, Grek nam opowiedał o jego znakomitych rolach w filmach m.in. "Matka", "Przetrzymać tę miłość") i Lisabeth Salander, zaiste najciekawsza to postać, świetna Roonney Mara, równie dobra jak Noomi Rapace ze szwedzkiej
    cdn.



  • maniaczytania 15.01.12, 15:05
    ja dzis nasmarowalam recenzje :
    mojeprzemiany.blox.pl/2012/01/Dziewczyna-z-tatuazem-The-Girl-with-the-Dragon.html
    ale moje wrazenia podobne i jak sie ciesze Barbasiu, ze ci sie podobalo. Powiem wiecej, osobom, ktore nie czytaly ksiazki (i nie znaly w ogole tej historii) tez sie film podoba bardzo!

    Jesli chodzi o roznice miedzy wersjami filmowymi (jak wiesz, nie ogladalam szwedzkiej) , to smialo pytaj, moge powiedziec, jak bylo w ksiazce. W wersji amerykanskiej jedna rzecz jest zmieniona na pewno - zakonczenie kwestii Harriet, ale wcale mi to nie przeszkadza :)
    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 15.01.12, 15:55
    Już przeczytałam! :) Fajny komentarz.

    Maniu, właśnie o zakończenie sprawy Hariett będę Cię chciała zapytać później,
    w szwedzkiej adaptacji filmowej to zakończnie jest inne ...

    Ścieżka dźwiękowa Trenta Reznora , Atticusa Rossa absolutnie wspaniała w filmie!
  • ewa9717 16.01.12, 18:45
    barbasia1 napisała:

    > Już przeczytałam! :) Fajny komentarz.
    >
    > Maniu, właśnie o zakończenie sprawy Hariett będę Cię chciała zapytać później,
    > w szwedzkiej adaptacji filmowej to zakończnie jest inne ...
    >
    > Ścieżka dźwiękowa Trenta Reznora , Atticusa Rossa absolutnie wspaniała w filmi
    > e!
    W szwedzkiej sprawa Harrirt kończy się zupełnie książkowo, tylko elegancka iniebrzydka Harriet w wersji filmowej zmienia się w jakąś ubraną w odpadach z lumpeksu tlenioną blondynę po przedawkowaniu solarium, z pakułowym niedoplecionym warkoczem na łbie...
  • barbasia1 17.01.12, 16:54
    He,he :)
    Fakt.
    Ale wiesz, pewnie życie na australijskiej farmie sponiewierało ją i jej warkocz,
    a australijskie słońce spiekło twarz. ;)

    Dzięki za informację.
    Oczywiście liczę, Ewo, że to nie koniec Twych komentarzy na temat "Millenium.
  • grek.grek 15.01.12, 15:59
    i ja przeczytałem, wiedziałem, że się skusisz :]

    nawet mi wczoraj przyszło do głowy, ze aura w Polandzie się dostosowała do
    [przewidywanej] scenografii w tym filmie. Co za synchron...
  • barbasia1 15.01.12, 16:24
    grek.grek napisał:

    > nawet mi wczoraj przyszło do głowy, ze aura w Polandzie się dostosowała do
    > [przewidywanej] scenografii w tym filmie. Co za synchron...

    Właśnie. To samo pomyślałam wracając wieczorem z kina, sypał cały czas śnieg, było klimatycznie jak filmie ...

    Z tym, że na samym początku filmu, kiedy akcja dzieje się jeszcze w Sztokholmie, ładnie zresztą filmowanym, pada deszcz ...
    Ponoć Szwedzi zaśmiewali się z ekipy amerykańskiej, która sztucznym deszczem polewała ulice i bohatera, bo tego dnia akurat padało w mieście. Ale podobno dla Finchera, za mało. Chciał mieć dużo deszczu, jak czytałam ... :)

    :)


  • maniaczytania 15.01.12, 17:15
    barbasia1 napisała:

    > Ponoć Szwedzi zaśmiewali się z ekipy amerykańskiej, która sztucznym deszczem polewała ulice i bohatera, bo tego dnia akurat padało w mieście. Ale podobno dla Finchera, za mało. Chciał mieć dużo deszczu, jak czytałam ... :)

    Jak to mowia - ten sie smieje kto sie smieje ostatni. Filmowi tylko na dobre wyszedl ten perfekcjonizm i profesjonalizm Finchera :)

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 16.01.12, 15:20
    od razu klimat filmowy idzie w górę, prawdaż ? :]

    yup, Fincher to lubi, w tych jego filmach jasności jak na lekarstwo, a i te przebłyski, to
    głównie dla tym grubszą kreską podkreślenia prymatu kolotów, i nastrojów, niewesołych.
  • pepsic 18.01.12, 15:19
    Mogę się odnieść jedynie do wersji szwedzkiej, którą udało mi się w końcu obejrzeć. Ogólne wrażenia mam pozytywne. Z tym, że nie rozumiem medialnej wrzawy z racji tego, że intryga sensacyjna, taka sobie, jest mocno naciągana i nieprawdopodobna, poza tym odczułam niedosyt szwedzkich klimatów. Barbasiu, skojarzyłaś aktorkę, którą i Wallander sobie upodobał?

    Maniu, znawczynio powieści, możesz mnie oświecić, jakim cudem hakerka, która w raporcie prześwietliła dziennikarza na wylot nie wiedziała, że ma romans z koleżanką/szefową z redakcji. I jeszcze jedno, dlaczego dziennikarz zaraz na początku śledztwa nie pokazał zleceniodawcy zdjęcia mordercy z parady. Kto, jak kto, ale rodzina nie miałaby problemów z rozpoznaniem delikwenta nawet po 40 latach i po uwzględnianiu niedoskonałości zdjęcia.

    Ps. Coś mi się wydaje, że wersja z Craigiem bardziej przypadłaby mi do gustu:)
  • barbasia1 18.01.12, 16:30
    Medialna wrzawa powstała na bazie wcześniejszej ekscytacji książką, trylogią.

    Masz oko! Ja jej nie poznałam, nie skojarzyłam, a potem nałożyła mi się amerykańska wersja,
    zresztą w szwedzkiej wersji bardzo mało było Eriki na ekranie.

    Więcej szwedzkich klimatów było o dziwo w wersji amerykanskiej, takie odniosłam wrażenie ...

    Za Manię powiem, Lis doskonale wiedziała, że Blomkvist ma romans ze swoją szefową z redkacji, wiedziała też, że robi jej minetki!!!??? 8-O, (ale, zdaniem Lis, za rzadko ), nie umieściła tego jednak w raporcie dla Frode, uznając to za zbyt prywatną informację.

    W wersji szwedzkiej pokazano, że zdjęcie było bardzo niewyraźne, zresztą chyba na początku, niewidomo było o którą postać tak naparwdę chodzi; z kolei w amerykańskiej wersji twarz była zasłonięta balonikiem chyba, widoczny był tylko fragment ubrania z niewyraźnym emblematem szkoły ...
    Starszy pan na pewno by nie rozpoznał.

    A w książce , Maniu?

    Poczekajcie Dziewczynki i Chłopcze nasz za chwil kilka, dziś wkleję moje streszczenie cz.1. ...


    Jeszcze jedno
    Szwedzka aktorka grająca Lisabeth Salander, Noomi Rapace jest żoną aktora Oli Rapace, a Ola grał, teraz to znalazłam, w Wallandrze Stefana Lindmana!!! Pamiętasz, Pepsic?
    Fajna para!
    www.filmweb.pl/person/Ola+Rapace-678891
    www.filmweb.pl/person/Noomi+Rapace-406178
    > Ps. Coś mi się wydaje, że wersja z Craigiem bardziej przypadłaby mi do gustu:)

    Jestem o tym przekonana. :) Zresztą, jak pisałam amerykańska wersja jest lepsza.
  • pepsic 18.01.12, 18:13
    wiedziała też, że robi jej minetki!!!??? 8-O, (ale, zdaniem Lis, za rzadko ),
    Ależ te kobiety z Północy maja wymagania, u nas wystarczy, że Misio jest;)

    U mnie w filmie nie było o tym ani słowa, ze sceny prawie końcowej wynikało, że Lisabeth była zaskoczona romansem z Eriką. Zdjęcie, owszem było rozmazane, ale nie aż tak, żeby nie popróbować konsultacji. Odnośnie fabryki śmierci - nie uważasz/cie, ze kogoś poniosła wyobraźnia? I jeszcze jedno. To jak w końcu, Lis była lesbijka? Biseksualistka? Czy normalne jest wskakiwać facetowi do łózka po brutalnej serii gwałtów, wyskoczywszy chwile wcześniej z łóżka od kobiety?

    Wiem, wiem, czepiam się, nie ten adres;)

    Ps. Pamiętam Stefana, ale mnie nie zauroczył.
  • maniaczytania 18.01.12, 19:33
    pepsic napisała:

    > Ależ te kobiety z Północy maja wymagania, u nas wystarczy, że Misio jest;)

    Moze dlatego, ze tam zimniej? ;)

    > U mnie w filmie nie było o tym ani słowa, ze sceny prawie końcowej wynikało, że Lisabeth była zaskoczona romansem z Eriką.

    E, no to troche inna sytuacja byla, wlasnie mialam Cie prosic o doprecyzowanie pytania. Lisbeth wiedziala o jego romansie, ale pozniej w trakcie sledztwa on sie z Erica malo kontaktowal i Lisbeth umyslila sobie, ze moze bedzie z Mikaelem para. Okazalo sie jednak, ze on niereformowalny jest bawidamek i tyle, stad jej zaskoczenie i rozczarowanie.

    >Zdjęcie, owszem było rozmazane, ale nie aż tak, żeby nie popróbować konsultacji.

    Zdjecie z tego, co pamietam, nie wyszlo tak od razu na poczatku sledztwa, to jednak troche trwalo, zeby odnalezc osobe, ktora te zdjecia robila (tu to dopiero byl niesamowity=nieprawdopodobny przypadek!), poza tym, nawet, gdyby ktos z rodziny go rozpoznal, to niewiele by to dalo - w koncu nikt z rodziny nie kojarzylby akurat jego z czyms zlym.

    > Odnośnie fabryki śmierci - nie uważasz/cie, ze kogoś poniosła wyobraźnia?


    A o jaka fabryke Ci chodzi?

    > I jeszcze jedno. To jak w końcu, Lis była lesbijka? Biseksualistka? Czy normalne jest wskakiwać facetowi do łózka po brutalnej serii gwałtów, wyskoczywszy chwile wcześniej z łóżka od kobiety?

    Bi. A co do normalnosci - ona w ogole dziwna byla przeciez, gdzies czytalam jakas analize postaci, gdzie sugerowano autyzm albo jedna z jego odmian.

    --
    Maniaczytania - blog
  • pepsic 18.01.12, 19:54
    Moze dlatego, ze tam zimniej? ;)
    Nie dużo bardziej:)
    Mi się wydaje, że sporo kobiet u nas mimo rosnącej fali emancypacji nadal jest uzależnionych, jeśli nie finansowo, to mentalnie od mężczyzn.

    Teraz wygląda to logiczniej. Ale ze zdjęciem będę sie upierać, bo Mikael dotarł do właścicielki zdjęcia jeszcze przed przyjazdem Lisbeth i od samego początku założył tezę, że na zdjęciu jest morderca.
    Fabryka śmierci - to mój skrót, chodziło o poczynania psychopaty Martina (?), który w piwnicy urządził warsztat/ laboratorium do zabijania kobiet nieczystych rasowo. I nikt na to nie wpadł przez 40 lat, mimo, że rodzina była na celowniku z racji zaginięcia dziewczyny, że krąg zamknięty (wyspa), przecież tych kobiet ktoś poszukiwał, prowadził śledztwa.
  • maniaczytania 18.01.12, 20:43
    pepsic napisała:

    > Teraz wygląda to logiczniej. Ale ze zdjęciem będę sie upierać, bo Mikael dotarł do właścicielki zdjęcia jeszcze przed przyjazdem Lisbeth i od samego początku założył tezę, że na zdjęciu jest morderca.

    ale pamietaj tez, ze kazdy w tej rodzinie byl podejrzany. W ksiazce to jakos bardziej chyba dawalo sie wyczuc, ze Mikael czul zagrozenie ze strony rodziny, dlatego wolal sie upewnic sam.

    > Fabryka śmierci - to mój skrót, chodziło o poczynania psychopaty Martina (?), który w piwnicy urządził warsztat/ laboratorium do zabijania kobiet nieczystych rasowo. I nikt na to nie wpadł przez 40 lat, mimo, że rodzina była na celowniku z racji zaginięcia dziewczyny, że krąg zamknięty (wyspa), przecież tych kobiet ktoś poszukiwał, prowadził śledztwa.

    Oj, Pepsic - a Josef Fritzl? a inne takie przypadki? jak to sie dzieje, ze nikt nic przez lata nie zauwaza? Zagadka, niestety. Jesli chodzi o te kobiety, to raczej nikt ich nie szukal - to byly imigrantki z krajow bylego ZSRR, ktore przyjezdzaly do pracy na czarno. Nawet jesli po jakims czasie rodzina probowala je znalezc, to jak? nie byly nigdzie rejestrowane. Jest to troche naciagane, ale nie do konca nieprawdopodobne. Akurat tego zabraklo troche w wersji american.
    --
    Maniaczytania - blog
  • maniaczytania 18.01.12, 19:35
    pepsic napisała:

    > Ps. Coś mi się wydaje, że wersja z Craigiem bardziej przypadłaby mi do gustu:)

    Z tego, co opisalas, widze, ze na bank :)
    Wersja szwedzka jest chyba dla znawcow ksiazki, american version jest dla calej reszty - jest napradwe swietnie wszystko poprowadzone, plynnie, jedno wynika z drugiego.


    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 16.01.12, 14:17
    "Adrenalina" , z piątku/sobotę, uff, nonstop akcja, jeden pan dostaje zastrzyk ze jakimś dziadostwem, które ma w ostateczności spowodować zawał; aby się utrzymać przy życiu pan musi podtrzymywać wysokie ciśnienie krwi, zatem wchodzi wszędzie z drzwiami, wychodzi z oknem albo sufitem, jeździ wszystkim co ludzkość wymyśliła i w każdej pozycji w jakiej jeszcze ludzkość nie próbowała, skacze, fika koziołki, biega, kopie, rzuca, przewraca, raz w ubraniu, innym razem z gołym tyłkiem, a kiedy już naprawdę nic mu do głowy nie przychodzi - wspomaga się farmakologią, która przyprawia go o niekontrolowane erekcje. po 30 minutach w zasadzie nawet największa sensacja i rewelacja wykombinowana przez kaskaderów, techników i montażystów wygląda jak kromka chleba z masłem na plastikowej tacce w wietnamskiej budce gastronomicznej. słowem, idealny przykład półtoragodzinnego filmu, który można obejrzeć w
    dwuminutowym skrócie i nic nie stracić z jego istoty i sensu :]

    "Kiedy dzwoni nieznajomy", to leciało ubiegłej nocy. Nastolatka zatrudnia się na kilka godzin jako opieknuka do dzieci w wypasionej willi. Chawira jest duża, z wieloma zakamarkami i schodami, leży na skraju miasta, otacza ją zieloności rozmaitość, a obok jest domek dla gości, do którego droga wiedzie przez lekko nieprzyjemnawy mini-park. I tej nocy pada deszcz i wieje wiatr. Sceneria gotowa i jak należy. a jak jest jedna nastolatka, duży dom, odludzie i burza za oknem, to musicie dodać jeszcze tylko jeden element, zeby mieć komplet do dreszczowca - yes, killer który chce nastolatkę zabić :] A tak, dla jaj. Bo ma taką potrzebę. No i na taki sam pomysł wpadli twórcy tego filmu. Killer więc najpierw wydzwania do niej, a potem ją gania po chałupie, a razem z nią dwa dzieciary, którymi ona się miała opiekować. Ofk, w którymś momencie musi dojśc do bezpośredniej konfrontacji, z wynikiem raczej spodziewanym, a po drodze nastolatka łazi albo biega tam, gdzie biegac albo łazić absolutnie nie powinna, odbiera przy tym sto tysięcy telefonów na minutę, bo dzwonią do niej, opócz killera, także znajomi [taki zabieg, żeby była zaskoczka, kiedy killer się odzywa], bez przerwy majstruje przy alarmie, tak że w końcu już nie wiadomo, czy to jej błąd pozwolił killerowi wejśc do srodka, czy raczej scenarzyści się popisali, tak jak w tych scenach, co to bohater zaraz ma zostać zjedzony przez potwora z kosmosu, ale jest pstryk i w sekundę bohater wisi pod mostem, a powtór go nie widzi, albo jak bohater/ka ucieka przez mordercą i on/a biegnie tempem sprinterskim, tamten lezie jak zółw, a i tak dystans pomiędzy nimi maleje. Ale, mimo wszystko, "KDN", to nienajgorszy thrill, jakaś tam próba przynajmniej dobrego fotografowania jest, niezłe usytuowanie. Byłoby lepiej, gdyby nie dzieciaki biegające jak na placu zabaw, udając przerażenie za pomocą sztucznej do bólu 'syreny gardlanej", gdyby nie miernej klasy killer, gdyby nie dośc toporne sposoby jakimi nastolatka unika zabójczych intencji ww. osobnika. No i jeszcze ta twarz killera... jakaż prostota przekazu, jakaż oczywistość. I info, ze "wcześniej zabił 15 osób"... litości, musiałby to być osoby obłożnie chore, głuchonieme albo zakute w dybach.

    "Dexter" - odc 7 V serii i trochę starych chwytów.
    Najpierw jakaś ekipa wyławia i chce wywieźć z bagien beczki z ciałami zamordowanych kobiet, beczki Boyda, którego za te morderstwa ubił Dexter. Boyd był jednym z tych, którzy znęcali się nad Lumen, więc z kalkulacji wynika, ze ci, którzy za beczki się zabierają - musieli maczać w całym procederze nie tylko ręce, ale i nogi oraz nosy.

    Po drodze wóz z beczkami ma wypadek. trupy damskie wysypują się na jezdnię... Policja zabezpiecza miejsce zdarzenia. Dexter pracuje przy całej sprawie, więc ma na bieżąco dostęp do materiałów. Auto należało do niejakiego Chase'a, guru coachów, osobistych mental-trenerów [ to płyt z jego monologami słuchal namiętnie Boyd ].

    Gośc sam się zgłasza na policje, zapewnia o współpracy, zeznaje, ze auto mu ukradziono, w jego firmie wiele osób wie, gdzie się wiesza klucze od samochodów dostawczych i wiele osób mogło je wziąć. Dexter zwraca uwagę na jego wypasiony zegarek - Lumen, podczas kiedy była przetrzymywana przez tę bandę co się nad nią pastwiła, zapamiętała "faceta, który wygrywal jej do ucha melodyjki z zegarka"... Chase ma alibi, jest grzeczny, pozwala nawet pobrać swoje i swoich ludzi odciski palców i włosy do porównania ze śladami z miejsca rozbicia tych beczek... poliocja niewiele może mu zrobić, ale Dexter zza szybki swojej kanciapy laboratoryjnej już wie, kogo szukać.

    Chase jest osobnikiem znanym, Dexter robi zdjęcia z nim swojemu znajomemu, a przy okazji moze fotkę pokazać Lumen do rozpoznania - ona jednak nie identyfkuje Chase'a, ale za to rozpoznaje jego ochroniarza - Cole'a.

    Dex probuje wytumaczyć Lumen, ze teraz policja powinna iśc śladem Chase'a i w końcu go złapie, a ona niech odpuści, ale dziewczyna chce sama wymierzyć sprawiedliwość, no i Dexter chcąc nie chcąc jej pomagać będzie nadal.

    na początek,stary przekręt, zeby policję oddalić od właściwego celu, który ma być dla nich. A więc, podrzucić im trzeba jakieś ślady lewe, Dexter włamuje się z Lumen do domu nieżyjącego Boyda i podrzuca jego włosy i nawet dowód osobisty pod siedzenie tego auta, które wiozło beczki i się rozpiep,rzylo. Policja je znajduje i cel Dexter osiąga - nie będą im przeszkadzać w rozgrywce z Chasem i Colem. A Boyda dawno ryby jedzą, więc policaje poszukają wiatru w polu.

    Policja ofk informuje Chase'a, ze Boyd jest podejrzanym, skąd miał auto należąće do formy Chase'a ? on na to, ze jakiś czas u nich pracował, pewnie to on kluczyki ukradł... Ale już na parkingu, kiedy wsiada do auta, razem z Cole'em sami zadają sobie pytanie : kto o nas wie ? kto skierował podejrzenie na Boyda ? wiedzą więc, ze ktoś jest jeszcze w tej rozgrywce.

    Dexter próbuje grzebać w chałupie tego Cole'a całego, ale sensacyjnie zostaje zaskoczony od tyłu, przez samego gospodarza chyba, na szczęście z pomocą przychodzi mu Lumen, mimo ze miała czekac w aucie. Nie poczekała :] a potem dają dyla z powodu darcia mordy przez alarm jaki się uruchomił.

    wątek policjanta Quinna węszącego za Dexterem się zwinął, jedna scenka, w której wynajęty do śledzenia Dextera prywatny detektyw informuje Quinna, ze Dexter ma kobietę na boku [że Lumen], ten sam Quinn romasuje z siostrą Dextera, policjantką, a ona sama zabija gangstera podczas obławy na bandę dekapitatorów w tanecznym klubie w dzielnicy latynoskiej.

    a Dexter z Lumen razem jego syna bawią, on w niej dostrzega "działania instynktowne" jak u siebie samego [wtedy w chałupie Cole'a, kiedy go uratowała], a nawet zaczyna sobie monologować o "potrzebie posiadania partnera, o której już niemal zapomniał, a która go nie opuścia przecież od śmiercy żony". Szoł się rozwija, ale powtórka z kręćeniem policją jak baranimi rogami - ryzykowna, a dotąd wręcz dociekliwy Quinn stracił animusz.

  • barbasia1 16.01.12, 17:16
    Dzięki za resume! :)
    > "Adrenalina"
    Wyobraźnia scenarzystów nie zna granic! ;))

    Właśnie, Lumen mścicielka, pokrewna Dexterowi dusza.

  • grek.grek 17.01.12, 15:05
    bardzo proszę :]

    wczoraj zaś "Pan życia i śmierci", via Polsat, z Waszym ulubieńcem, Nicolasem Cagem. Gra on rosyjskiego handlarza bronią, który robi interesy wszędzie tam, gdzie jedni drugim chcą zrobić dużo dziurek w głowie. Udaje mu się wymykać ścigającym go służbom specjalnym, handluje z watażkami afrykańskimi, jest zamożny, dobrze się bawi, a potem wraca do domu, żony i dzieci i tylko czeka na nowe zlecenie. I tak w koło macieja, aż do momentu, kiedy jego biznes odkrywa żona i od niego odchodzi, jego brat zostaje zabity podczas jednej z transakcji, rodzina się go wyrzeka, a on sam ląduje w pudle, z którego wychodzi zresztą szybko, bo przecież jest potrzebny wielu rządom i wielu nierządom też. Dobre zdjęcia, dużo broni, plenery afrykańskie, dużo teatralizacji zachowań [np wszelkie interesy ubijane są w szczerym polu, na podwyższeniu jakimś, tak zeby łatwo było towarzystwo zobaczyć z 10 km i odstrzelić, a że tak się nie dzieje tylko pogłębia zdziwienie]. Pan Cage dużo monologuje, generalnie o tym jak się tą bronią łatwo i na duża skalę handluje, że ta broń służy do utrzymywania reżimów, zamordyzmów, dokonywania maskar, ale on w zasadzie nie ma z tym nic wspolnego, bo on wypełnia zamówienia, ale nie pociąga za spust, nie każe nikomu strzelać, on tylko prowadzi interesy. Cage ma zmarnowaną minę, znów vis comica włącza mu się niechcący, bo ma taką twarz i już, w zasadzie dało się obejrzeć bez większych zgrzytów, ale wyszedł z tego film jednak sensacyjny, bez pogłębień psychologicznych, bez ambicji. Rozrywkowy. Jakkolwiek, monologi handlarza są momentami efektowne i kwieciste :]

    Czesi, via vt2, poczęstowali "Oknem na podwórze" Hitchcocka, a potem "Hard Eight" Andersona. Oba już omawialiśmy, ale "Okno" pozostaje jednak starym, dobrym kinem klasycznym. Nie zestarzeje się, aż trudno uwierzyć... :]

    Californication IV, odc 3 - Barbasiu, jak przewidujesz/wiesz ? co tam się zdarzy ? tytuł odcinka "Dom, słodki dom", więc czyżby Hank powrócił na łono domowego zapiecka ? ;]
  • barbasia1 17.01.12, 16:40
    Cage ma zmarnowaną minę, znów vis comica włącza mu się niechcący,
    > bo ma taką twarz i już
    He,he :)))

    Znakomicie dedukujesz, mój drogi Watsonie! ;) Hank powróci do domu, do Kren i Beki. Oczywiscie wszystko przez wielkie nieporozumienie. Karen zabierze go ze szpitala go do domu, bo będzie przekonana, że Hank chciał popełnić samobójstwo (ostania scena 2. odcinka!) z jej powodu. Karen zjawi się w pierwszej scenie odcinka w szpitalu, na co Hank oniemiały acz wielce ukontentowany powie - "Musieli przesadzić z morfinką, bo mam zwidy". :))

    A doktor ze szpitala wypowie do Hanka tekst zniechęcający do popełniania samobójstwa i robienia z siebie trupa, bądący, tak mi się wydaje, aluzją do zdania, które często powtarzał James Dean - "Die young and make beautiful corpse".

    W tym odcinku nie będzie nabyt dużo zabawnych tekstów, ani scen...

    A propos, a ja wczoraj oglądałam kawałek:/ filmu "Tak się robi telewizję" z ... Duchovnym (z brodą) w roli holywoodzkiego scenarzysty, ktory otrzymuje od prestiżowej stacji telewizyjnej propozycję nakręcenia pilotowego odcinka serialu według własnego pomysłu ...
    cdn.

    :)
  • barbasia1 16.01.12, 18:09
    I mamy już podpowiedzi do naszej zabawy w oscarowe typowanie!

    kultura.gazeta.pl/kultura/1,114438,10970493,Noc__Artysty__i__Spadkobiercow___Zlote_Globy_wskazuja.html
    Piszą, że "niemy, czarno-biały film "The Artist" i kameralna historia rodzinna - "The Descendants" zdominowały tegoroczne rozdanie Złotych Globów".

    Nie będę tu wymieniać wszytskich zwycięców, wszytsko możecie sobie poczytać na zaliknowanej stronie. Tylko na trzy , a właściwie na cztery kategorie chciałam zwrócić uwagę. W kategorii najlepsza aktorka ZG otrzymała Meryl Streep za rolę Margaret Thatcher filmie „Iron Lady”/”Żelazna Dama". Rola podobno genialna, Meryl fenomenalnie wcieliła się w angielską premier, ale film niestety, jak pisali krytycy kiepski, bardzo płytki. U nas "Żelazna Dama" wchodzi na ekrany kin na początku lutego. Nagrodę za scenariusz otrzymał Woody Allen za historię opowiedzianą w filmie "O północy w Paryżu" (obiecuję, że Wam go opowiem, naparwdę!!!). Irańskie "Rozstanie" zwyciężyło w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. Ten film jest typowany na zwyciężcę tegorocznego Oscara w tej właśnie kategorii. Będzie to bardzo powany konkurent dla filmu "W ciemności, oczywiscie, jeśli ten ostatni dostanie ostatecznie nominację. To będzie naprawdę ciekawa rywalizacja.

    I jeszcze najlepszy soundtrack do posłuchania - `Ludovic Bource - „The Artist”/”Artysta”
    "Waltz For Peppy" :
    www.youtube.com/watch?v=hy7ymfmmkAA&feature=related

    :)
  • barbasia1 16.01.12, 18:14
    Kategoria Zwycięzca
    Nagroda specjalna Morgan Freeman
    Najlepszy film „The Descendants”/”Spadkobiercy”
    Najlepsza aktorka Meryl Streep („Iron Lady”/”Żelazna Dama”)
    Najlepszy aktor George Clooney („The Descendants”/”Spadkobiercy”)
    Najlepsza komedia/musical „The Artist”/”Artysta”
    Najlepsza aktorka w komedii/musicalu Michelle Williams („My week with Marilyn”)
    Najlepszy aktor w komedii/musicalu Jean Dujardin („The Artist”/”Artysta”)
    Najlepszy film animowany „Przygody TinTina”
    Najlepszy film nieanglojęzyczny „Rozstanie” (Iran)
    Najlepsza aktorka drugoplanowa Octavia Spencer („The Help”/”Służące”)
    Najlepszy aktor drugoplanowy Christopher Plummer („Beginners”/”Debiutanci”)
    Najlepszy reżyser Martin Scorsese „Hugo”
    Najlepszy scenariusz Woody Allen „O północy w Paryżu”
    Najlepszy soundtrack `Ludovic Bource („The Artist”/”Artysta”)
    Najlepsza piosenka „Masterpiece” Madonna („W.E”)
    Najlepszy serial dramatyczny „Homeland”
    Najlepsza aktorka w serialu dramatycznym Claire Danes („Homeland”)
    Najlepszy aktor w serialu dramatycznym Kelsey Grammer („Boss”)
    Najlepszy serial komediowy „Modern Family”
    Najlepsza aktorka w serialu komediowym Laura Dern („Enlightened”)
    Najlepszy aktor w serialu komediowym Matt LeBlanc („Episodes”)
    Najlepszy mini-serial/film TV „Downton Abbey”
    Najlepsza aktorka w mini-serialu/filmie TV Kate Winslet („Mildred Pierce”)
    Najlepszy aktor w mini-serialu/filmie TV Idris Elba („Luther”)
    Najlepsza serialowa aktorka drugoplanowa Jessica Lange („American Horror Story”)
    Najlepszy serialowy aktor drugoplanowy Peter Dinklage („Game of Thrones”/Gra o tron”)
  • barbasia1 16.01.12, 18:17
    Najlepsza piosenka „Masterpiece” Madonna - „W.E”

    www.youtube.com/watch?v=ZOetURByNA4
    :)

  • grek.grek 17.01.12, 14:50
    romantyczno-starodawno się zrobiło z okazji tych nagród... tutaj wiekowa, po raz enty nagradzana, Meryl Streep, tam weteran weteranów Woody Allen, film "Artysta", z tego co można wyczytać, nawiązuje w swej estetyce do wlaśnie owej romantycznej epoki kina, Freeman to niemal ikona swojego zasłużonego pokolenia. Chyba młodzieży zabrakło tym razem wśród nagrodzonych :] No, Clooney, ale to taka średnia młodzież, hehe.
  • barbasia1 17.01.12, 16:06
    O właśnie. I zwycięska ścieżka dźwiękowa, też z tych klasycznych.

    I piosenka Madonny - typowa Madonna, rozpoznawalna na pierwszy rzut ucha, prawda!?

    Rooney Mara była nominowana do ZG z rolę Lisabeth Salander, ale sprzed nosa zwinęła jej go właśnie Meryl .

    Awarię sieci mieliśmy!
    Dziś wieczorem postaram się wkleić pierwszą część streszczenia "Dziewczyny ..."
    Dzięki wielkie za cierpliwość!
    :)
  • grek.grek 17.01.12, 16:29
    yes, Madonna identyfikowalna :] i nie ucho rozpoznaje, a nawet ona w nie wpada :]

    Meryl chyba nie do ogrania w tym roku, prawda ? [swoją drogą, powrót w dużym stylu]
    Ci, którzy wyłożyli kasę na film o premier brytyjskiej powinni jej chyba odpalić ekstra działkę
    od samych zysków [o ile nie ma takiej klauzuli w kontrakcie], bo zdaje się, ze to jej
    rola wyłącznie, może im go uratować. Tak jak pisałaś, z róznych źródeł dochodzą zgodne
    opinie, ze nie jest to kino wybitne, poza aktorstwem Streep. Swoją drogą, Hellen Mirren
    dostała za królową, więc okazuje sie, ze granie kobiet z brytyjskich kręgów urzędowych daje
    szansę na dobrą passę.

    w porządku, pisz spokojnie, do 21 grudnia 2012 mamy czas ;]]]
  • barbasia1 17.01.12, 16:42
    > w porządku, pisz spokojnie, do 21 grudnia 2012 mamy czas ;]]]

    No dzięki Ci, Grekuchna za wiarę w mnie! :///

    /Popłakałam się ze śmiechu :))))))))))))))/
  • grek.grek 18.01.12, 14:03
    do usług ;]

    tutaj może napiszę o "Califiornication"... Dzięki, ze trochę mi rozjaśniłaś co i zacz.

    Niestety, jak się tylko wydało, ze Moody wcale nie chciał popełnić samobójstwa, a po prostu wziął za dużo jakichś nieznanych proszków nasennych...wieczorem został wyproszony ze "słodkiego domu", do którego zaproszony był rano, hehe. Łaska pańska... i tak dalej.

    Charlie i Azjatka - też udana akcja. "czy nie będziesz miał nic przeciwko temu, ze podczas seksu będę odpowiadała na SMS-y, trochę mi się ich nazbierało ?" - :] I to zdziwienie na jego twarzy i nieme przyzwolenie... stary dobry łysy, który się zgadza na "wymianę partnerek" z jakimś drugim łysym, tyle że wysokim i z brodą [Stuart ?]. Cali.. fornication :]

    no i zjawił się wątek córki Hanka-gitarzystki, poznała właśnie te dziewczyny, z którymi zapewne stworzy zespół, o czym wspominałaś również. Poznanie w warunkach poligonowych - chciały jej ukraść pieniądze zarobione na brzdąkaniu ulicznym i musiała je ścigać i powalać na ziemię. Ale, jak wiadomo, w takich warunkach często się rodzą później bardzo trwałe znajomości.

    zniknęła na chwilę sprawa filmu, łażikowali i przesiadywali po deptakach, do tego stara chawira Hanka, sceny domowe, przebitki uliczne, wieczory pod chmurką, Moody stukający w maszynę, obejście chałupy łysego, które świetnie mi się podoba... to lubię, taki styl i scenerię, wtedy ten serial ma dla mnie ultranaturalną barwę, taką jaką miał w tej I serii, która pozostanie zawsze ideałem :]. Fechtunków słownych, jak słusznie napisałaś, było niewiele, ale... łapię ten klimat wlaśnie, który tę dość nieszczęsną, z tego punktu widzenia [ 1 & 2 i teraz 4 serii] III serię zamazuje mi w pamięci, chociaż i w niej było parę momentów, a ostatnie 3 z 4 odcinków już były naprawdę niezłe i dobrze je wspominam.

    corka Hanka bardzo dorosła między III a IV serią, nie sądzisz ? Przeskok między wydarzeniami z obu serii jest płynny, ale sama aktorka się zmieniła wyraźnie. No i postać - jeszcze w końcówce III serii zwierzała się ojcu z pierwszego razu, i wierzyła w każde jego słowo, a teraz stary zupełnie już do niej ze starymi grepsami nie dociera, ona go zdradza z tym "kłamstem o samobójstwie", a potem jeszcze obwina 'zobacz co narobiłeś, teraz matka będzie przez ciebie cały wieczór płakala", czym go, de facto, wyprasza z domu. jestem ciekaw, jak scenarzyści to pociągną, bo chyba jasne jest, ze skoro będzie V sezon, to w tym IV albo się nie pogodzą wcale, albo pogodzą, a w samym finale będzie przewrotka, bo pogodzenie się Hanka z rodziną - ostateczne - może nastąpić tylko na końcu sezonu oficjalnie ostatniego :] I będzie ono oznaczało powrót do Nowego Jorku, zapewne ?
  • barbasia1 18.01.12, 16:56
    Czyli zdążyłeś wczoraj przeczytać mój post!!! To dobrze! :)

    > Charlie i Azjatka - też udana akcja.
    A tak, tak! Zupełnie wyleciała mi z głowy ta scena! Też mi się podobała. Wczoraj odświeżyłam sobie tylko sam początek./ I rzeczywiście pani leżała skupiona na komórce i smsach, a Charlie robił swoje ... ;)

    >III serię zamazuje mi w pamięci
    A ja tyle czasu na jej streszczenie poświeciłam, tak się starałam streścić ją atrakcyjnie, heh.


    Tak, tak, nie pogodzą się tak szybko, to pewne.

  • grek.grek 19.01.12, 15:28
    yes :]

    hehe, "robił swoje" to bardzo łaskawe określenie na coś, co trwało góra kilkanaście sekund ;]

    o, twoje streszczenia były najlepszą częścią obcowania z tą 3 serią, Barbasiu, heh.
  • barbasia1 19.01.12, 16:59
    Ha,ha, racja ...
    A zamierzałam dopisać - robił swoje, ale bez przekoania ... ;)))

    Uffff! Jeśli tak, to dobrze! :]
  • pepsic 18.01.12, 15:25
    A co powiecie o niewybrednych, prymitywnych żarcikach prowadzącego. Ja jestem zniesmaczona.
    :)
  • barbasia1 18.01.12, 17:13
    pepsic napisała:

    > A co powiecie o niewybrednych, prymitywnych żarcikach prowadzącego. Ja jestem z
    > niesmaczona.
    > :)

    O! Nic nie wiem nie słyszłam, nie czytałam, na kreacjach pań się skupiłam! Napisz Pepsic słówko, albo podaj link, gdzie o tych komantarzach można przeczytać?

    lula.pl/lula/56,111770,10971142,Zlote_Globy_2012__najpiekniejsze_stylizacje_gwiazd.html
    Weronika Rosati (na afertparty po gali ZG) miała piękną suknię. Fantatsyczny materiał z nadrukiem zdjęć Marylin Monroe.

    lula.pl/lula/1,97805,10975108,Weronika_Rosati_na_gali_rozdania_Zlotych_Globow_2012.html

    Mam torbę na zakupy czy właściwie raczej na dokumenty ze zdjęciem Marylin Monroe, w takich właśnie, jak suknia Weroniki, momochromatycznych barwach.
  • pepsic 18.01.12, 18:54
    O bobrze Jodie Foster było, którego nikt nie widział (uff, miałam nadzieję, że nie każesz mi cytować:) Więcej:
    kultura.gazeta.pl/kultur/56,114438,10971331,Goly_golf_z_Clooney_em_i__bobr__Jodie_Foster__Najsmieszniejsze.html
    Również i ja nie mogłam odmówić rzucenia swoim astygmatycznym okiem na toalety pań. Zdecydowanym numerem jeden została kreacja dziewczyny z tatuażem, choć nijak do typu urody aktorki nie pasuje. I przepyszna granatowo-kobaltowa suknia mi sie spodobała, tyle ze fason syreny wieje nudą i zbytnia pompatycznością. Chwalono Madonnę, może bym sie przychyliła, gdyby nie wylewający biust ze zbyt ciasnego dekoltu.
    Weronika Rossati - ogólnie zawsze mi sie podobala, ale tu wygląda jakoś mało odświętnie, byc moze za bardzo przyzwyczaiła do mocnego makijażu i nadmiernej elegancji na co dzień.

    Ps. Fajna torebkę masz, Barbasiu:)


  • barbasia1 19.01.12, 19:28
    Oooo, rzeczywiście obleśny tekst (u nas na gali filmowej czy jakiejkolwiek innej nie do pomyślenia), nie mniej jednak bardzo Ci dziękuję za link, Pepsic.

    Mnie tez się podobała granatowo-kobaltowa suknia w fasonie syrenim, jeszcze bardziej granatowa suknia Helen Mirren ze srebrnym pasem, świetnie się prezentowała. A najbardziej chyba suknia Jessiki Alby i czerwona suknia uszyta z wmyślych koronek należąca do pani, która nazywa się Dianne Agron (patrz: czerwone suknie),
    W sukini dziewczyny z tauażem podobała mi część od pasa w dół. Madonna nawet ładnie, tylko ten ścisnięty, zdeformowany biust!??, otóż to.

    > Ps. Fajna torebkę masz, Barbasiu:)
    Torbę!
    Szukam jej w internecie ... I znalazłam! :) Taką mam / wciąż jeszcze nówka, nie śmigana/ :
    www.krolestwopocztowek.pl/product/3174.html
    Audrey też jest:
    www.krolestwopocztowek.pl/product/3173.html
    A kolorowych u nas nie widziałam, tez ładna -
    www.krolestwopocztowek.pl/product/4913.html
    Torebkę tego rodzaju ze zdjęciem MM, ale zrobioną z trwalszej np. eko-skóry, też bym sobie chętnie kupiła.
    Dzięki!

    :)
  • pepsic 21.01.12, 21:21
    Trochę sie naszukałam, żeby ci przyznać rację co do Hellen Mirren, tak, suknia piękna (uwielbiam granaty i odcienie niebieskiego), ale i zmiana fryzura dużo dobrego wniosła do ogólnie korzystnego wizerunku. Z czerwonych sukien przypadła mi do gustu prosta kreacja towarzyszki Clooneya (zwróć uwagę na plecy), ponadto niekonwencjonalny, jak na te range imprezy, biało-czarny zestaw Kate Winslet zwrócił moja uwagę.

    Słusznie, że nie śmigana, szkoda byłoby jej na kartofle;))
  • barbasia1 22.01.12, 15:00
    O!? A jak Ci link wkleiłam ze strony brytyjskiej, żebyś nie musiała dużo szukać. (Hellen Mirren zdaje się była na samym końcu ).
    Czerwona prosta kreacja towarzyszki Clooneya też elegancka ( kokarda na plecach mniej mi się podbała). Biały dół sukni Kate Winslet trochę ją pogrubiał, nie sądzisz?


    > Słusznie, że nie śmigana, szkoda byłoby jej na kartofle;))
    Pepsic, kartofle w torbie z Marylin Monroe!?? Toż to byłaby porfanacja! W życiu!
    He,he!
  • pepsic 22.01.12, 17:32
    Zgadzam się całkowicie, nie tylko dól poszerzał, również pęknięte rękawki dodawały objętości i tak zbyt masywnym ramionom (na innym ujęciu Winslet wygląda zdecydowanie lepiej). Ale właśnie te naturalne niedoskonałości mnie ujęły.
  • barbasia1 19.01.12, 19:30
    Przegląd sukien raz jeszcze -
    www.dailymail.co.uk/tvshowbiz/article-2087152/Golden-Globes-2012-Charlize-Theron-Elle-Macpherson-dazzle-red-carpet.html
  • maniaczytania 17.01.12, 21:20
    to tak tylko, zebyscie mnie kiedys pogonili, zebym opisala wspominany juz kiedys "Banshee" oraz obejrzany teraz w niedziele bardzo ciekawy film kostiumowy "Swiatlo ognia" z Sophie Marceau.
    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 18.01.12, 14:10
    no to, Maniu napisz koniecznie, bo to się tak skończy dla ciebie :]:
    harveysmuse.com/wp-content/uploads/2009/10/1221398541aiksmkz.jpg
  • barbasia1 19.01.12, 18:35
    Maniu, opowiedz "Firelight", koniecznie, oglądałam, ale tylko końcówkę.
    Melodramat z wielce kontrowersyjnym wątkiem i z happy endem.
  • pepsic 18.01.12, 15:01
    Nie mam pojęcia, co mnie podkusiło do obejrzenia tego zlepka niedorzeczności, które w umyśle reżyserskim miał być thrillerem/horrorem, tym bardziej, że w zanadrzu czeka II część szwedzkiego Millenium. Tyle, że można było popodziwiać piękno przyrody australijskiej i poznać walor edukacyjny związany z występującą w filmie krową morska, z którą wiąże się bardzo smutna historia. Człowiek potrzebował tylko 27 lat, aby ją unicestwić (za Wikipedią, podawali, że nie działa, a działa).
  • grek.grek 18.01.12, 16:12
    plaga z tymi weekendami, jak nie polski potworek, to zagraniczniak ;]

    Złota Palma'73 Najemnik [Hireling, the] ct2 House, Cesarzowa - w tvp2 w Kocham Kino [dziś i jutro]... to może być kolejny udany maraton środowo-czwartkowy, swoją drogą redakcja Kocham Kino ratuje Tvp tyłek, poza tymi środowymi i czwartkowymi seansami, to w zasadzie - nul, zero, pusta kieszeń. Czesi w zasadzie na 4-5 dni w tygodniu mają jakiś odpowiednio nazwane serie filmowe, w których coś pokazują, ofk czasami jest to powtórka z tego, co i u nas kiedyś było, czasami powtórka powtórki, ale filmów nowych i starych nieporównanie więcej jest. Poza tym, tvp 1 & 2 powinny na filmach sie skupiać, wiadomości lecą bez przerwy na
    Info, a seriale na... Seriale :] Niestety, bieda jest, ten "Długi weekend", to tylko wierzchołek "Weekendo"-podobnej góry lodowej :]
  • barbasia1 18.01.12, 17:02
    Wiedziałm zapowiedzi "Cesarzowej" w TV. Mam zamiar jutro oglądać, daj znać czy warto, jeśli obejrzysz już w dzisiejszej nocy.
    Oczywiście na zajawki "Housa" też czekam jutro.
  • maniaczytania 18.01.12, 17:56
    ja na pare najblizszych srodowych wieczorow (i to o dziwo wczesnych - ok. 20.00) mam plan - "Filary ziemi" na TVP1 - to serial swiezynka wrecz, az dziw, az dziw :)
    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 20.01.12, 15:25
    ambitna odpowiedź TVP na wypasione seriale HBO o podobnej tematyce, czy też : podobnej historycznej lokalizacji i estetyce ? :]
  • grek.grek 19.01.12, 12:27
    Barbasiu, z przyczyn obiektywnych "House'a" nie widziałem, niestety, ale "Cesarzową" i owszem, zatem - tylko o tym drugim filmie napiszę słów parę, na zachętę ofk.

    w największym skrócie można by powiedzieć, ze to szekspirowski, krwisty dramat dworski, polityczny w części, historia pojedynku o władzę między cesarzem, a jego żoną, planującą zamach stanu i obalenie męza wraz z wyniesieniem do godności cesarza swojego najstarszego syna. musi się z tym spieszyć, bo cesarz od pewnego czasu gra przeciw niej, tylko za pomocą nieco innych środków... Sa tu tajemnic z przeszłości, porachunki, spiski, sojusze jednych przeciw drugim, gwałtownośc, namiętność i ostatecznie puenta, która nie pozostawia wątpliwości co do tego, jak chińska tradycja odnosi sie do zdobywania władzy za pomocą puczów, zbrojnych powstań, knowań i podnoszenia ręki oraz rękojeści na hegemona. Hegemona niezbyt czystego i niezbyt szlachetnego.

    Warto.

    Choćby dla strony estetycznej. Pałac cesarski, jego komnaty, dekoracje, ich barwa, wzornictwo - robią wrażenie. Przepych, po prostu. Dziedziniec pałacu - dywan zdobiący schody, sama podłoga symbolami jakimiś wymalowana, a w dniu Święta Chryzantemy - cała przestrzeń wypełniona szczelnie setkami tysięcy małych doniczek z żołtymi kwiatami, a pośrodku tylko droga i schody do wnętrza pałacu, mistrzostwo scenograficzne. Do tego stroje - szaty cesarskie, zdobienia włosów cesarzowej, jej szyszaki, nie-szyszaki, zbroje rycerskie. Rewia mody dawnej :] Ogromna praca charakteryzatorów, scenografów, dekoratorów, obecnych i dawnych ;]

    Wiadomo, Chińczycy chwalą sie nie tylko swoją bogata historią i osiągnięciami architektonicznymi dawnych epok, ale wszystko to projektują na współczesnośc. Pekin czy Sznaghaj to są technologiczne perły, miasta które swoją nowoczesnością wyprzedzają już zachodnie giganty i dorównują np. Tokio. Cały ten przepych starochochińskiej kultury, to także sygnał potęgi Chin współczesnych, gospodarczej, ekonomicznej, wszelakiej innej, ktorą świat oglądać mógł podczas Igrzysk nie tak dawno. to tylko w Polandzie Chiny się kojarzą z biciem pałkami mnichów tybetańskich i biedą malych rączek szyjących gatki po manufakturach w jakichś zapadłych dziurach na południu. To też jest część prawdy o Chinach, ale przecież nie cała i nie jedyna. tam mieszka 1,5 mliarda ludzi, kontrolować tak masę ludzką, utrzymywać kraj we względnej jedności i pędzić tym pociągiem do przodu, to jest jednak sztuka. W tak ogromnych krajach, bieda części społeczeństwa jest niestety nieuchronnością. Kto dzisiaj ma rozpędzoną gospodarkę ? Ci, którzy handlują na duża skalę z Chinami, np. Brazylia, coraz odważniej Rosja. Amerykanie za chwilę będą siedzieli u Chińczyków w kieszeni, ich papiery skupuja właśnie skośni. Europa słabnie. XXI wiek będzie wiekiem chińskiej dominacji. Może powinniśmy się szczególnie interesować mechanizmami władzy w tym właśnie kraju ? :] A są one według pewnej tradycji tworzone. I ten film właśnie daje pewien pogląd, a także przesłanie dotyczące sposobow tejże wladzy przechowywania, a nade wszystko - metod obejmowania sukcesji, jakie winny być kultywowane.

    Sceny zbiorowe - naprawdę szacun. Zwłaszcza scena bitewna Cesarskiej Gwardii przeciw Rebeliantom prowadzonym przez syna cesarzowej - naprawdę w niczym nie ustępuje Władcom Pierścieni, czy innym widowiskom amerykańskim. Ofk, cyfrówka, ale w zblizeniach jednak są statyści i jest ich cała masa, scena jest dynamiczna, rodzajów wojsk jest całe mnóstwo; uzbrojenie, kolczugi, cala reszta, wszystko pieczołowicie przygotowane, świetnie zsyhchronizowane w momentach ataków i kontrataków, miejscami sceny wręcz baletowe, aczkolwiek nie tak odrealnione, jak w niektórych opowieściach poslugujących się scenami bitewnymi, jako symbolami i metaforami uczuc i postaw. Tutaj jest jednak dominacja realizmu, ale nie bez odstępstw małych. Również podczas bitwy pada jeden rozkaz, ktory wiele mówi p samym cesarzu. Zwrócicie na pewno uwagę, jego wykonanie przez wojsko będzie miało swoje skutki po bitwie.

    Mnie się szczególnie podobały ataki i odwroty cesarskich... komandsów ?... specgrupy ? ;] Tacy na czarno ubrani, w maskach, sprawni i szybcy, zjeżdzający z gór na linkach, tacy ninja troche.

    Niezwykle interesująca jest też zbiorowa scena następująca po bitwie - zarówno z punktu widzenia obyczajowego, życia cesarstwa, następstwa zdarzeń i jego wymowy, ale również własnie z powodów czysto filmowych.

    Właściwie wszystkie postaci tego dramatu są ciekawe, bo każda ma inne motywacje, inaczej działa, wszystkich zaś dotyczy tajemnica z przeszłości, którą skrywa cesarz, a którą zna cesarzowa, i która będzie powodem tragedii w samym gronie cesarskiej rodziny [cesarz ma dwóch synów, cesarzowa jednego]. Są romanse, są sojusze, są spiski, są jawne zamachy na zdrowie i życie.

    Cesarz nie jest krystaliczne czysty, nie jest postacią pomnikową, jest czlowiekiem z krwi i kości. Tak jak tytułowa cesarzowa Phoenix, która naprawdę jest pełnokrwistą kobietą - jest piękna, wydekoltowana, namiętna, potrafi knuć, ale i cierpi, przepełniona rozmaitymi uczuciami, rozdarta w niepokojach, zdradziecka, ale i zdradzona. Świetnie gra ją aktorka Gong Li, mając niewielkie możliwości poruszania się w tych kieckach sztywnych i sznurowanych do granic rozsądku gra oczami, twarzą, akcentem na słowa, poszczegolne emocje, na jej twarzy i w oczach są wszelkie reakcje na wydarzenia i ich kaliber gatunkowy i znaczenie dla jej planów i zycia jej wlasnego, jej bliskich.

    I wreszcie ostateczne pytanie o państwo, o jego dobro, o ciągłość tradycji - tak jak "Hero" tak "Cesarzowa" to pytanie stawia ponad losami jednostek, sa one tylko figurami, które mają na tej szachownicy rozegrać partyjkę, ktorej wynik ma być puentą, przestrogą, nauką dla współczesnych, bo przecież potęga Chin wzięła się właśnie z tej tradycji, z jej wielu stuleci kultywowania, z wypaczeniami, patologiami, ale przecież każda historia władzy z nimi się wiąże.

    I tak ja to widziałem :] Polecam, warto naprawdę.






  • barbasia1 19.01.12, 18:21
    OK! Rozumiem, jakoś sobie dziś poradzimy z oglądaniem House'a bez Twoich wskazówek i zapowiedzi, cytatów, fajnych komantarzy, heh. ;)
    Ne ma problemu, Greku!

    O "Cesarzowej" wielce zajmująca Twoja opowieść,
    szykuję się na ten film ...

    PS Wobrażacie sobie jak grube muszą być podreczniki szkolne do historii w Chinach!?

  • grek.grek 20.01.12, 13:47
    orajt :]

    mam nadzieję, ze "Cesarzowa" wypadła w oglądzie jeszcze lepiej niż w zajawce [według Twoich słów] ?

    hehe, oni mają dziwne pismo jakieś, nieobliczalne : jeden symbol może zastepować kilka zdań, albo najwyżej jedno słowo, nigdy nic nie wiadomo; w sumie... może mniej zajmuje miejsca ? a z drugij strony, jak tu wprowadzić informatyzację ? chyba, ze mają specjalnie programy komputerowe do pisania tymi... szlaczkami ? ;]
  • maniaczytania 20.01.12, 14:14
    Twoja zajawke Greku tylko wczoraj przeskanowalam, ale wpadlo mi to na tyle do glowy, ze wieczorem postanowilam obejrzec i ...

    bardzo mi sie podobal. Taka rzeczywiscie antyczna tragedia. Przepych scenograficzny - wow! Sceny walk "ninja", zwlaszcza tam w wawozie - rewelka. Sceny walk na koncu - mysle, ze tu jednak nie mamy czego sie wstydzic, co jak co, ale sceny walk z trylogii sa naprawde swietne (moze tylko takiego baletu braklo).
    Moja sympatia cala byla po stronie cesarzowej i trudno uwierzyc, ze dla wlasnej wyrafinowanej i podlej gry cesarz doprowadzil do tego, ze jednego syna zabil drugi, morderce ale przeciez swojego syna cesarz zakatowal sam, a ostatni syn - ten najszlachetniejszy wolal sie zabic.

    --
    Maniaczytania - blog
  • maniaczytania 20.01.12, 14:26
    tez chyba ciekawie - "Demony Goi" rez. Milos Forman (!), w rolach glownych Natalie Portman, Javier Bardem, Stellan Skarsgard - oj oj oj ;)
    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 20.01.12, 16:28
    "Duchy Goi", Maniu, rok produkcji 2007 !
    Dwójka zaczęła nas naprawdę rozpieszczać! Fantstycznie! :)))

  • grek.grek 20.01.12, 15:24
    Cieszy mnie, Maniu, że tak TO wyszło :]

    ja też sympatyzowałem z cesarzową, ale znając chińską propagandę raczej się spodziewałem, ze zwycięstwo odniesie cesarz, bo "nie wolno siłą sięgać po coś, co może być tylko dane", jakkolwiek by hegemon nie był niemiły, ile by nie miał grzeszków na sumieniu - prawowitej władzy obalać nie wolno. Message dla współczesnych ;]
  • barbasia1 21.01.12, 13:49
    W kontekscie aluzji do do wydarzeń z roku 1989 na placu Tiananmen, których dopatrują niektórzy w scenie walki złotych chryznatemowych rycerzy z czarną armią cesarza na dziedzińcu pałacu cesarskiego, ten message, ostrzeżenie? nabiera jeszcze większego znaczenia ...

    Mam mieszane uczucia co do "Cesarzowej" z jednej strony ten film, tak jak mówiłeś, to wspaniała uczta dla oka, z drugiej strony ten message burzy we mnie mą rewolucyjną od pokoleń, jak wiesz, krew! ;)
    Zwłaszcza, że jakby spojrzeć na ten film z perspektywy feministycznej, to można by go pewnie interpretować jako opowieść o walce kobiety z rządzonym przez mężczyzn społeczeństwem i narzuconymi przez nich regułami, zasadmi, o walce, niestety, przegranej ...

    :)

  • grek.grek 21.01.12, 14:15
    bardzo ciekawa perspektywa. Tylko chyba na placu nie doszło do walk, a do regularnej maskary ?

    o, zdecydowanie ta krew mogła Ci się zburzyć :] przesłanie legitymizuje władzę, która jest nienaruszalna, nie wolno po nią sięgać przemocą, nawet jesli sama władza pozostawia wiele do życzenia, albo jest sprawowana przez ludzi niekoniecznie kryształowo czystych.

    Coś w tym jest, to kobieta wszak wszystkim kręci, kobieta jest także matką jednego z synów, zdradzoną i napiętnowaną przez cesarza. Wszystko tak ustawione, zeby instynktownie przychylać się do ich racji. Ale właśnie tym bardziej dociera ta puenta. generalnie, nie wiem czy pamiętasz "Hero", tutaj znów jest ten sam rodzaj nauki dla współczesnych : władza to porządek, pucz to chaos i możliwy upadek, nic go nie usprawiedliwia. Poza tym, cesarz nie jest człowiekiem bezreflekssyjnym czy kaleką emocjonalnym, popełniał i popełnia błędy, ale i ma tego świadomość i nie jest chyba w swoich błędach rozanielony. Trochę mu pomaga ta postawa ? :] A cesarzowa z kolei, przy całej dla niej wyrozumiałości, może uchodzić za osobę zapiekłą w urazach i gotową zniszczyć ład w imię własnych ambicji i personalnych krzywd, nie sądzisz ? wiesz, ja nie oceniam, chodzi mi o wielośc interpretacji, oczywście znając tezę, którą twórcy tego filmu obrali z góry :]
  • barbasia1 22.01.12, 13:48
    Najistotniejsze, myślę, jest tu to, że i na placu Niebianskiego Spokoju (na jego północnym krańcu znajduje się brama Brama Niebiańskiego Spokoju porwadząca do Miasta Cesarskiego) i na dziedzińcu filmowego pałacu cesarskiego doszło do brutalnej liwidacji przeciwników władzy.

    > o, zdecydowanie ta krew mogła Ci się zburzyć :] przesłanie legitymizuje władzę,
    > która jest nienaruszalna, nie wolno po nią sięgać przemocą, nawet jesli sama w
    > ładza pozostawia wiele do życzenia, albo jest sprawowana przez ludzi niekoniecz
    > nie kryształowo czystych.

    !!?
    Greku, toż to przy okazji jawna krytyka władzy!!! Wygląda na przytyk w stronę władzy, nie sądzisz???

    Cesarz jest byłym generałem (!), który w jakiś niejasnych okolicznościach zdobył władzę cesarską.


    Ale krzywda jakiej doznaje Cesarzowa od Cesarza jest przecież ogromna, Cesarzowa traci rzecz najcenniejszą dla człowieka - zdrowie, a w dalszej perspektywie i życie.

    Oczywście masz rację, Cesarzowa buntując się przeciwko (jakże okrutnej!) woli Cesarza, przeciwko (męskim!) regułom narzuconym przez władcę, doprowadza do tragedii, niszczy swoją rodzinę, dopraowadza ją do upadku, ktory grosi destabiliazcją świata, w którym żyja w którym każdy ma swoje ściśle określone miejsce i zadanie do wykonania ...

    :)

    Właściwie dlaczego Cesarz zaczął ją truć? Czy dlatego, że dowiedział się o jej romansie z pasierbem?
  • barbasia1 22.01.12, 13:54
    Cesarza grał - teraz go dopiero rozpoznałam - Chow Yun-Fat !
    Chow Yun-Fat wpadł mi w oko już w filmie "Anna i Król" -

    www.filmweb.pl/film/Anna+i+Kr%C3%B3l-1999-852#picture-9
    :)
  • maniaczytania 22.01.12, 17:46
    barbasia1 napisała:

    > Cesarz jest byłym generałem (!), który w jakiś niejasnych okolicznościach zdobył władzę cesarską.

    Mnie sie wydaje, ze tam bylo powiedziane, ze on zostal cesarzem, bo ozenil sie z corka panujacego cesarza - czyli nasza tytulowa cesarzowa Phoenix (czy jak jej tam bylo). Jak wiec nie patrzec, ona byla bardziej "uprawomocniona odwiecznym prawem krwi", ale nie plci niestety. I dlatego pewnie ona chciala, zeby nowym cesarzem zostal Dzai (czy jak mu tam), bo on byl jej synem, a nie ten, z ktorym miala romans, a ktory byl pieroworodny cesarza.
    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 21.01.12, 14:41
    Twa zajawka absolutnie fantastycznie wprowadziła w film, wszytsko co naistotniejsze w niej zawarłeś. Bezposredni odbiór filmu był nieco lepszy, ale tylko tylko dlatego, że moja wyobraźnia , nie sięgała tak daleko jak wyobrażnia i rozmach scenografów, kostiumologów chińskich, wspierających się materiałami poglądowymi z dziedziny architektury chińskiej, czy historii ubioru chińskiego ( zamiast streotypowo utożsamainych z tradycyjnym chińskim strojem kimonem, panie miału rzeczywiście zaskakująco wydekoltowane suknie, to podobno oryginalne stroje chińskie, taka moda?)

    Wnęrza pałacowe prezentowały się imponująco, mnie jednka w oko wpady pokazane tylko przez momnet pomieszczenia, gdzie urzędował cesarski medyk z ogromną rzeszą pomocników, którzy przygotowywali (wykonując poszczególne czynności, jak na komendę równo i z gracją,) medykamenty dla cesarza, a i pewnie dla licznych mieszkańców pałacu cesarskiego, dla potrzebujących dworzan, służby; ogromne szafy z szufladami na rozmaite zioła i inne składniki służące do sporzadzania leków. W czasie kiedy dzieje się akcja filmu (X wiek) tradycyjna medycyna chińska ma już poteżną historię.


    W języku chińskim jeden znak może oznaczać sylabę albo cały wyraz, to wiem. Może miejsca zajmują mniej chińskie znaki, ale za to jest ich bardzo dużo ok. 50 000! Choć w języku wspólczesnym, w powszechnym użyciu, jak przeczytałam teraz, stosuje się zazwyczaj od 5 do 6 tysięcy znaków. Ale to wciaż bardzo dużo.
    Chińska klawiatura musi być ogromna, prawda!? ;)

  • grek.grek 22.01.12, 13:03
    dzięki, o to własnie chodzi przecież - żeby zajawka zachęciła, a odbiór był jeszcze lepszy :] Wtedy się można poczuć spełnionym, sama wiesz i znasz to... Chociaż, tę drugą częśc, to już sam film musi spełnić, czasami zajawka wypada lepiej od filmu [np. Twoje zajawki i streszczenia Californication]

    właśnie, te dekolty takie niespodziewane zupełnie były, hehe, ale jak najbardziej z aprobatą je powitałem ;]

    haha, chińska klawiatura to musi być prawdziwy powtór.
  • barbasia1 22.01.12, 14:48
    Prawda, prawda.
    Dzięki, Greku, za dobre słowa!

    Tak, właśnie myślałam. :)
  • pepsic 21.01.12, 21:08
    Załapałam się na końcówkę, na scenę, kiedy do pałacu wbiega b. żona z córką - zaczarowana do końca się nie oderwałam. I pod wszystkim, co napisałeś podpisuje się dwoma rekami. Podobnie, jak Mania nasunęło mi sie porównanie z trylogią, rzecz jasna z moja ulubiona częścią I Potopem. Gdzieś wyczytałam, że Chińczycy wśród Azjatów uchodzą na najbardziej urodziwą nacje, coś jest na rzeczy.
    A jeśli sie ładnie uśmiechną, moge liczyć na krótkie streszczenie?
    :))

    tylko w Polandzie Chiny się kojarzą z biciem pałkami mnichów tybetańskich i biedą malych rączek szyjących gatki po manufakturach w jakichś zapadłych dziurach na południu.

    Ejże, a kara śmierci wykonywana publicznie za 69 paragrafów m.in. przestępstwa polityczne, zabójstwa, terroryzm, hazard, rozpowszechnianie pornografii, spekulację, kradzież mienia państwowego , przemyt, fałszowanie pieniędzy, kradzież lub rozpowszechnianie dokumentów państwowych w internecie (!!), niepłacenie podatku VAT, kradzież krowy, zabicie tygrysa?
  • grek.grek 22.01.12, 13:15
    hehe, ja to mam tak, słuchaj, ze dziękuję opatrzności, czy losowi, kiedy w tych chińskich filmach mężczyźni noszą jakiś charakterystyczny zarost, który pozwala mi odróżniać jednego od drugiego :] Z kobietami, to już w ogóle cięzka sprawa, bo nie mają pozwolenia na noszenie bródek i baków, na szczęście zwykle występują indywidualnie, więc wystarczy, że są.

    masz rację, prawodsawstwo jest tam bardzo surowe. Ostatnio nawet leciał w TVP jakiś dokument o programie telewizyjnym, chińskim, w którym pani redaktor prowadzi rozmowy z ludźmi oczekującymi na karę śmierci, filmowane są rodziny tych ludzi, chwile tuż przed egzekucją, pożegnania, przebaczenia i nieprzebaczenia, generalnie - dużo łez, dramatyzmu i tragedii ludzkich.

    mnie generalnie chodziło o to, ze trochę mało wiemy, jako społeczeństwo, o Chinach, a poznajemy ten kraj zwykle poprzez informacje negatywne i uwypuklające głównie te mniej dla nas strawne, czasami po prostu niezrozumiałe z powodu róznicy kultur i tradycji, sprawy.
  • grek.grek 20.01.12, 11:58
    Dali ten film wczoraj Czesi. mętlik łokrutny z tytułem - w oryginale "Incendiary", w czeskiej wersji "W płomieniach", w Polsce znany jako "Drogi Osamo" - nieźle, nie ? hehe :]

    Miejsce akcji : Londyn, dzielnica ichniejszych blokowisk. główną bohaterką jest kobieta bez imienia. Młoda, ładna blondynka, która ma męża i małego synka. Kocha ich obu, aczkolwiek z mężem tak średnio się układa, bo on jest policajem i zawsze zmęczony wraca do domu, kładzie się i zasypia, niespecjalnie chce mu się z nią rozmawiać... w sumie, czuje się zaniedbywana trochę. Ale za to z męza dobry ojciec jest, razem z synem kibicują Arsenalowi, bawią sie podczas meczów i takie tam.

    Któregoś dnia dziewczyna wychodzi z domu wieczorową porą. Idzie do pubu. MOze szuka przygód, a może chce tylko pobyć z dala od domu, w którym znów nie ma męża, bo praca mu się przedluża... Fakt faktem, ze w tym pubie poznaje sympatycznego dziennikarza, Jaspera. Rozmówki, uśmieszki, tratata i romans gotowy. Z seksem włącznie.

    Umawiają się na weekend, kiedy jej mąż z synem wychodzą na mecz, na stadion. Kochanek odwiedza blondynkę, no i ucztują seksualnie na kanapie, a na wszelki wypadek telewizor, w którym leci ten mecz na którym jej faceci są - jest włączony, co by kontrolować sytuację. I nagle... pierdut, wielka eksplozja, zrywa się transmisja telewizyjna, nie ma obrazu. Dziewczyna zrywa się, przełącza na kanał informacyjny, a tam nius, że na stadionie wybuchła bomba, był to najpewniej zamach terrorystyczny. Oboje w trymiga się ubierają - ona chce tam być, bo przecież mąż i syn... a on - bo dziennikarz w takich okolicznościach musi pędzić po materiał. Jadą oboje, trwa na miejscu ewakuacja, policja, wojsko, rartownicy medyczni, ciała, ranni, armageddon... jej się udaje wejśc w głąb stadionu, znajduje maskotkę, zabawkę swojego syna, i w tym samym momencie wali się w dół jakiś kawałek konstrukcji budynku. Dziewczyna obrywa nim i ląduje w szpitalu. Jest ranna.

    Kiedy już dochodzi do siebie, dziennikarz próbuje ją odwiedzać, przynosi kwiaty i tę maskotkę, którą ona trzymała w ręku, kiedy ją znaleziono. Ona nie chce z nim rozmawiac, czuje się winna, ze zabawiali się, kiedy jej mąz i syn zginęli. Niestety, są oni wśród zidentyfikowanych zmarłych. "Dlaczego ty nie umarłeś ?", rzuca do swojego kochanka. On jest skonsternowany, przecież to nie jego wina, ale rozumie jej ból, stara się po prostu być jej pomocny i wyrozumiały. Ale ona go odrzuca. Jest zszokowana tym, co sie wydarzyło.

    Ofiar jest ponad tysiąc. Narodowa żałoba. Wielki pogrzeb. Tłumy w katedrze. W powietrzu nad Londynem wisi tysiąc wielkich balonów, na których są twarze zmarłych "in memoriam", w tym twarz syna bohaterki. Ona jest już po szpitalnej kuracji, idzie na pogrzeb, a poza tym szwęda się po mieście z pokancerowaną twarzą i wspomina syna, męża, wspólne życie które utraciła i które nie wróci. I, zgodnie z radą terapeutów szpitalnych, w myślach prowadzi monologi-listy do wybranej osoby ze świata, z którą chciałaby się podzielić swoim bólem, ma to byc forma dochodzenia do siebie po stracie... jej wybór pada na Osamę Bin Ladena. Jako ze jej rodzina zginęła z zamachu terrorystycznym, jest to dość pokrętny pomysł. I te jej monologi-listy są bardzo subtelne, delikatne, nie wysyła w nich Osamy i jego islamskich unabomberów do diabła, nie przeklina, ona po prostu dzieli się z wyimaginowanym adresatem swoich wywodów własnymi myślami, cierpieniem, ciepłymi wspomnienami, nadzieją na lepszy świat, który powstanie kiedy wszyscy zaczną ze sobą rozmawiac i poznawać się, aby pozbyć się wzajemnych uprzedzeń. takie dośc naiwne, ale i szlachetne przesłanie.

    Dziennikarz tymczasem drązy sprawę tych zamachów, przegląda tasmy z monitoringu stadionowego, zdjęcia i na jednym z filmów dostrzega niejakiego Ghorbaniego, pakistańskiego imigranta, kiedyś poszukiwanego za terroryzm. Dochodzi do wniosku, ze ten facet musiał mieć coś wspólnego z całym zamachem. A razem z nim londyńska policha, bo przecież był na ich liście, jak to sie stało, ze znalazł się na stadionie ? dziennikarz ma swoje cele : raz, ze chce dotrzeć do prawdy, chociaz w ten sposób, znajdując winnych, nawet jesli nie żyją, ulżyć swoejmu poczuciu winy, a dwa - udowodnić zaniedbania policji, a powód jest taki, ze dziewczynie pomaga kolega z pracy jej zmarłego męza i wyraźnie ma wobec niej poważne plany. dziennikarz zaś jest w niej zakochany.

    Mówi więc dziewczynie o Ghorbanim, że to najpewniej ten facet podłożył bombę i samemu ginąc, razem z innymi terrorystami, zabił m.in jej bliskich. A ona zaraz idzie do sklepu prowadzonego przez jego żonę. Ot, tak żeby na nią spojrzeć. I poznaje jego syna. Zbliża się do niego, rozmawia z nim... Mówi mu, ze jej syn i mąz wyjechali i ona czeka na ich powrót. A on jej, ze też czeka - na tatę, który wyjechał [widać matka w ten sam sposób go przygotowywała na informację o śmierci ojca, ew. jeszcze nic nie wiedzieli, a pan terrorysta w domu nie powiedział, ze wychodzi wysadzić paru ludzi w kosmos]. I bardzo się ze sobą zaprzyjaźniają, jej ulgę sprawia przebywanie z kimś, kto też stracił kogoś w tym zamachu, a to przecież nie chłopca wina, ze jego stary był sprawcą.

    Przyjaźń urywa się, kiedy informacja o sprawstwie zamachów przez Ghorbaniego trafia do prasy i ląduje wielkimi wołami na stronie tytułowej poczytnego dziennika, który krzyczy z każdego straganu i kiosku z prasą. Na stacji metra chłopiec zauważa te okładki gazet ze zdjęciem ojca i napisem "zamachowiec !". próbuje uciec z budynku, wbiega na peron, dziewczyna za nim, policja też, z karabinami, cholera wie dlaczego ? MOże wzięli dzieciaka za terrorystę ? a może dziewczyna złamała jakieś zabezpieczenia i zasady zachowania wytyczone po tym stadionowym zamachu, w wyniku którego całe miasto staneło dęba ? Tak czy owak, rozlegają się strzały, ona pada, budzi się w szpitalu. Scena dośc dziwna, nie mam pojęcia, o co poszło i dlaczego.

    No nic, rzecz w tym, ze zbliża się do niej bardzo ten policjant. A dziennikarzowi się to nie podoba. Mieszkają blisko siebie, więc on ma okazję widywać ją z tamtym. dziewczyna cały czas próbuje się jakoś znaleźc w życiu po tej traumie, która ją spotkała, ułożyć to sensownie jakoś, dużop spaceruje, przesiaduje na ławkach... Policjant jest miły i porządny, ale dla niej to za wcześnie na jakiekolwiek plany związane z innym mężczyzna, nawet jeśli on oferuje przede wszystkim "wsparcie i przyjaźń". Dziennikarza, kiedy odwiedził ją w szpitalu, odgania tekstem "ona z tobą nigdy się nie zwiąże, zrozum to... nie zrobi tego, bo ilekroć na ciebie spojrzy przypominać się jej będzie TAMTEN DZIEŃ". Może i racja...

    ale dziennikarz nie ustępuje. Jego śledztwo dziennikarskie wykazuje, ze TAMTEGO DNIA pan policjant miał być na tym meczu, a ostatecznie oddał do zwrotu bilet. Informuje o tym dziewczynę, która właśnie zgodziła się z policjantem pojechać na camping, nad morze, m.in po to, zeby powspominać swoje zabawy z synem nad tymże morzem, sprzed lat.

    Dziewczyna pyta policjanta wprost : dlaczego nie poszedłeś na ten mecz ? WIEDZIELIŚCIE o zamachu ? On jej na to, ze... wiedzieli, ze coś się szykuje, ale nie wiedzieli na którym stadionie, musieliby wszystkie zamknąc, a tego nie mogli zrobić, ze wybuch akurat na tym stadonie Arsenalu, to był czysty przypadek, rosyjska ruletka... ale ona jest już tak zaszokowana, tak wściekła, że nie ma dalszej rozmowy. Nic z tego nie będzie, z tego związku, z potencjalnej przyszości wspólnej. Facet jest w jej oczach skończony.

    Po powrocie do domu dziewczyna... zastaje syna. I męża. oczywiście, jest to tylko iluzja, fantom, wyobraźnia zrozpaczona. Przez jakiś czas żyje w zamknięciu, z tymi tworami wyimaginowanymi, i jest jej lepiej niż kiedykolwiek...

    ale pewnego dnia wychodzi po zakupy i spotyka tego muzułmańskiego chłopca, i jego matkę, wdowe po Ghorbanim... ta matka ją ze łzami w oczach przeprasza i świadomość dziewczynie wraca... rzeczywistość twarda wypiera słodkie wyobrażenie. wraca cierpienie. ILuzje się rozpływają w powietrzu.
  • grek.grek 20.01.12, 12:15
    Tak jakby drugi raz zmarli jej bliscy. Jakby ich odzyskała i drugi raz ich jej odebrano.

    Dziewczyna wybiega z domu, jakby w poszukiwaniu syna i męża, iluzja ich obecności była tak mocna... Biegnie na dach, a z dachu widzi ten balon żałobny, przyczepiony stalowymi linami do barierek, ze zdjęciem jej syna... Staje na najwyższej kondygnacji, tak jakby chciała skoczyć samobójczo w dół. I przygląda się temu zdjęciu. I na dole widzi swojego męza. I syna. Rozmawiają ze sobą. Widzi siebie, bez blizn na twarzy, obrazek sprzed tamtego dnia, kiedy byli szczęśliwi, w jakiś piękny letni dzień. Widzi jak syn z mężem szykują się do pójścia "na lody" i jak syn pyta "czy mama pójdzie z nami ?" i jak obaj się oglądają na nią... a to jest jak pytanie - czy mam skoczyć ? czy zabiję się, żeby z nimi w tej iluzji pośmiertnej się znaleźc ?

    I mąż mówi "nie, nie pójdzie", ale mówi to z uśmiechem, i odchodzą z synem, wzja się kończy, a ona przechodzi na monolog, że kiedyś jej babcia wspominała wielki pożar ktory ogarnął Londyn, ścianę ognia, ktora spustoszyła miasto, ale miasto przetrwało, odbudowało się, piękniejsze i lepsze niż kiedykolwiek [stąd czeski tytuł "W płomieniach"]. Ona zaś jest jak to miasto, jak Londyn, przeszła przez swoje płomienie, aby się odrodzić. Nie skoczy, nie zabije się, ale przeżyje, przetrwa, nie podda się, bo wierzy w przyszłość i to przyszłość jeszcze lepszą.

    Być może motorem jej poczynan jest ciąża. Z kim zaszła ? z dziennikarzem czy z policjantem ? Kiedy rodzi pod szpitalem siedzi dziennikarz, ale... to w zasadzie bez znaczenia, bo to będzie JEJ syn, JEJ dziecko, jej nowa nadzieja, jej przyszłość.

    "ten krzyk jest bardziej ogłuszający niż wszystkie detonacje bomb razem wzięte", mówi w swoim monologu "do Osamy", kiedy słyszy pierwsze dźwięki wydawane przez swojego nowo narodzonego syna.

    I koniec.

    Może nie film oskardowy, ale bardzo przyzwoity, nawet pomijając te "listy do Osamy" ;]

    Michelle Williams - matka, Ewan Mc Gregor - dziennikarz, czyli obsada bardzo zacna i oboje nie zawodzą, zwłaszcza Williams, która jest na ekranie niemal caly czas i nie popełnia żadnych gaf, tylko odgrywa z wielką wiarygodnością każdą emocje i uczucie jakie jej bohaterka ma do przekazania i do pokazania, a jak zauważyliście, zmaga się ona z całą paletą różnych dolegliwości, od poczucia winy, przez bol straty, po czarną dziurę jaką zionie przyszłość.

    W tle jest bardzo dobrze dobrana nostalgiczna, plumkająco-postukująco-szemrająca muzyka, która nadaje filmowi trafnie refleksyjny nastrój.

  • barbasia1 20.01.12, 16:13
    "Drogi Osamo" - brzmi dość kontrowersyjnie ...

    Przeczytałam, właśnie że film jest adaptacją debiutanckiej powieści Chrisa Cleave’a o tym samym tytule, którą, co ciekawe, opublikowano w Anglii 7 lipca 2005 roku, dokładnie w dniu zamachów terrorystycznych w londyńskim metrze!? Niesmowite, prawda

    Poruszająca Twa opowieść, dzięki Greku! :)

    Jestem, przeczytałam już wcześniej, ale jak zaczęłam odpisywać to nastąpiła jakaś awaria, nie miałam połączenia z siecią ...
  • grek.grek 21.01.12, 14:07
    to prawda, ale też intrygująco, że babka pokrzywdzona w zamachu terrorystycznym wybiera symbol tegoż terroryzmu za adresata swoich monologów, traktując go, hmm, może jako
    partnera do rozmowy o świecie, jako kogoś, kto czuje pokrzywdzenie z kolei tej drugiej strony przez Zachód, zachodnią cywilizację, a więc partnera, można by założyc, logicznego ?

    2005, w filmie jest to rok 2008, ale faktycznie - gośc trafił w punkt :] co za wyobraźnia...

    dzięki, film mi ułatwił sprawę :]

    mam nadzieję, ze dzisiaj działa bez zarzutu ?

  • barbasia1 21.01.12, 16:38
    Racja.

    Tak, z moją siecią wszystko porządku. Dziś spokój, planuję wiec dokończyć to, co mam dokończyć...

    :)
  • grek.grek 21.01.12, 14:42
    w kinie "Rzeź", w kinie "Sztos 2",w kinie "Underworld 4". Underworld - ogladałem orydżynal i pierwszy sequel, bardzo dużo akcji, bardzo dobra charakteryzacja i efekty, Kate Beckinsale jako brunetka w stroju z czarnego gumoleum - zjawiskowa ;] Zauwazyliście jednak, zapewne, że w polskich mediach niewiele się pisze i mówi o premierze czwartej odsłony, i to nawet pomija się że jest ona w 3D, a więc te wszystkie wilkolaki i wampiry, wampłaki, i sama Kate latają tuż przed oczami usadowionej widowni, Barbasiu, Ty wiesz najlepiej, że to ma swoją wymowę :]

    Sztos oryginał oglądalem, Sztos 2... już sama obsada i pan reżyser [pan Olaf] zupelnie mnie jakoś nie przekonują, że to będzie dobry film, za to przekonują mnie, ze to będzie film kasowy. zebrano całą czołówkę panów Zabawanych, panów Modnych i panów Ikonograficznych aktorów filmow typu akcja-jajopodobna, plakat z Ocean's Eleven... jak ma nie wyjśc, jak ma wyjśc :]

    no i Rzeź, wybieracie się ? bo to zdaje się premiera kwartału, i premiera o której same dobvre opinie kursują, ze świetnie zagrana, ze świetnie wyreżyserowana przez RP, że Oskardy się posypać muszą dla całego aktorskiego kwartetu, ze zabawna, ze demaskatorska [demaskuje mieszczańską obłudę i politpoprawność] itd. Same superlatywy.

    a mnie wczoraj spadło "Vertigo" Hitchcocka, w Ct 2 [czesi jadą z cyklem Mistrzowie Kina, tydzień temu był Alfa "Okno na podwórze", w przyszłym tygodniu będzie 2 razy Godard, nie znam, nikgdy nie miałem specjalnej okazji do wiedzy zdobywania w tej materii, więc - voila, jesli tylko nic nie stanie na przeszkodzie]... No i powiem Wam, że to dla mnie premiera ofk nie była, ale... te lata 50-te na ekranie, te cichy, te samochody, te ulice, ta architektura, nawet Ameryka była ładna ;)... im nawet 3D nie trzeba było, chociaż by sie przydało... ta akcja nawet bez kwartetów się obędzie... ten reżyserski majstersztyk... i ta piękna Kim Novak nawet bez czarnych gumofilców piękna pozostaje i niezwykła :] są filmy oznaczone metką nieśmiertelności, i to jeden z nich. Jeśli gdzieś macie na podorędziu, może zrobicie sobie także taką wycieczkę sentymentalną w czasy, kiedy golizna byłaby bardzo wskazana, ale jej na ekranie widowni odmawiano ? :] Zachęcam, mimo wszystko.
  • maniaczytania 21.01.12, 15:16
    ja bylam w kinie wczoraj - "Alvin i wiewiorki 3" mam zaliczone :)))

    "Rzez" - trailer byl, jak bylam na "Dziewczynie ..." - mnie jakos nie zachecil, swietnie prezentowal sie Christoph Waltz, jak zwykle dobra byla Jodie Foster, no i co ja na to poradze, ze nie lubie Kate Winslet - dlatego ten film odpuszczam.

    Ciekawie natomiast zapowiada sie film "Czlowiek na krawedzi", ktorego trailera rowniez w kinie widzialam - taki, jak lubie, zakrecony, gdzie wszystko zmienia sie jak w kalejdoskopie, gdy juz sie mysli, ze wiadomo, co bedzie dalej - niespodzianka:
    multikino.pl/pl/filmy/czlowiek-na-krawedzi/
    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 21.01.12, 16:08
    Rzeczywiście takie historie w 3 szcególnie efektownie wypadają. Nie można nie podskoczyć na fotelu kinowym, kiedy Ci nagel ni stad ni z owad wyskoczy przed samym nosem straszna gęba wampira czy wikołaka. Dlatego nie wybieram się do kina na "Underworld 4".

    Nie wybieram się też na "Sztos ". Miejsce w kinie zostawiam dla wiebicieli humoru Olafa i Cezarego. W telewizji widziałam zajawki "Sztosu 2", nazwiskami właśnie Olafa Lubaszenki i Cezarego Pazury zachęcano do pójścia do kina, nazwiska pokazanego w zajawce Bogusława Lindy nie wymieniono, a przecież to wybitny aktor, no i jeszcze nie tak dawno jego gwiazda na firmamencie aktorskim świeciła najaśniejszym blaskiem...
    /Nie Lubię Lindy komediowego./

    Na "Rzeź" też się nie wybiorę, teatralny w klimacie, dużo rozmów ;), wolę obejrzeć w domu, kiedyś.

    A propos reżysera "Vertigo" i "Ptaków", nie wiem czy wiecie (bo ja nie wiedziałm), że Hitchcock pojawia się w każdym ze swoich filmów w małym pięciosekundowym epizodzie (za każdym razem oczywiscie znajduje inny sposób), w pierwszych dziesięciu minutach filmu, przeczytałam o tym niedawno w pewnej książce. Ciekawe, trzeba będzie się bacznie przyjrzeć filmom Hitchcocka.

    Klimaty kina lat-50 - czyli tralier "Vertigo", znalazłam:
    www.youtube.com/watch?v=D0bV2gh4E7Y
    :)
  • barbasia1 21.01.12, 17:05
    barbasia1 napisała:

    Rzeczywiście takie historie w 3D, w trójwymiarze szcególnie efektownie wypadają. Nie można nie podskoczyć na fotelu kinowym, kiedy Ci nagle ni stąd ni z owąd wyskoczy przed samym nosem straszna gęba wampira czy wikołaka. Dlatego nie wybieram się do kina na "Underworld 4"...


  • pepsic 21.01.12, 21:37
    Hitchcock pojawia się w każdym ze swoich filmów w małym pięciosekundowym epizodzie
    Wiemy z autopsji:)) Jak przez mgłę kojarzę cykl filmów telewizyjnych, godzinnych, gdzie wypatrywanie Hitchcocka sprawiało dużą frajdę..
  • barbasia1 22.01.12, 14:15
    O! Szapoba, Pepsic!

    :)
  • grek.grek 22.01.12, 13:10
    Vertigo, w Polandzie lata jako "Zawrót głowy", ale angielska nazwa tak... światowo brzmi ;]

    mnie sie wydaje, ze Pan Lubaszneko jako reżyer już tyle gaf nastrzelał, ze kredyt mu się wyczerpał. Próbowałem oglądać te jego komedie, no i niestety obejrzałem, bo jak już zaczynam, to kończę, ale żebym był zbudowany po projekcji, to nie powiem. target na pewno się znajdzie i na "Sztos 2", zwłaszcza że na reklamę poszła sporo grosza, ale jakoś, również jak Ty, nie czuję żalu z powodu nieobejrzenia owego. Azaliż zawżdy czuję, ze nie potrwa to długo nim się zjawi ten film w tiiwi, ew., jak Mania pociesza - na dvd dołączony do jakiegoś renomowanego pisma dla pomywaczek i kucharek.

    ciekawa rzecz z tymi obajawieniami Alfa :] krucafax, ja bym se musiał przypomnieć najpierw jak on wygląda, zeby go szukać później, hehe.
  • barbasia1 22.01.12, 14:35
    Pan Lubaszenko ma pewnie wielkie rzecze wielbicieli, którzy tłumnie wybiorą się do kina. Nasza obecność na jego filmie nie jest niezbędna. ;)
    Film pewnie zakupi też któraś z komercyjnych stacji telewizyjnych do swojej kolekcji hitów. ;)

    O tym samym wczoraj myślałam, więc poszukałam dziś zdjęć.
    Oto i Alfred Hitchcock we własnej osobie:

    www.filmweb.pl/person/Alfred.Hitchcock#picture-2
    W "Vertigo" wg listy płac ;} , Hitchcock pojawił się jako "ostatni mężczyzna przechodzący obok łodzi" ! Jeśli agrałeś Vertigo na wideo możesz sprawdzić.
  • grek.grek 23.01.12, 14:17
    uff, no to ulga, ze nas tam nie potrzebują ;]

    wczoraj obejrzałem powtórkę "Sztosu" oryginalnego, w TVN wrzucili i nawet nie było zbyt wielu reklam, nienajgorsze kino, aczkolwiek czuć rękę reżysera i jego wizję kina rozrywkowego, tyle że tym razem chyba on nie pisał scenariusza, co dało sie wyczuć, i nawet cała "kompania krewnych i znajomych reżysera" na ekranie nie zepsuła wszystkiego i do końca. można by rzec, że nawet za drugim razem dało sie to jakoś skonsumować. Ale do kina na kontynuację [one z reguły są gorsze jakościowo, aczkolwiek lepiej rozreklamowane, dzieki popularności oryginałów] ? no thanks :]

    aaa, to ci Alf... :] jak będą pokazywać jeszcze jakiś jego film, to szukał będę; niestety, nie mam Vertigo na video, nie mam możliwości nagrywania z cyfrowej... do tego zdaje się niezbędne już jest DVD i specjalna wtyczka z miejscem na plytę. Nie dla mnie na razie takie cymesy, ale będę się starał uzupełnić braki :]

  • barbasia1 23.01.12, 22:13
    :)

    Też oglądałam wczoraj "Sztos", z tym, że ja po raz pierwszy.

    Prawdę mówiąc, spodziewałam się bardziej wymyślnej, zwikłanej fabuły, mimo to też pozytywnie oceniam ten film (debiut Olafa) za kilka niezłych scen m.in. za akcję z oszukaniem niemieckiego przewodnika wycieczkowiczów z Niemiec, którego grał wspaniały Leon (nomen omen) Niemczyk, za popijawę z tańcami w warszawskiej knajpie Baron (cudny Józefowicz czochrający swoją twarzą wydatne piersi korpulentnej partnerki w tańcu, Stokłosa z wybauszonymi oczami, grający jak w transie, jako muzyk zespołu przygrywającego w knajpie ), za pół-światek cinkciarzy i oszustów z czasów PRL-u pokazany przymrużeniem oka, z humorem (choć była i jedna scena wiejąca grozą, kiedy gość bije Synka/ Pazura, a potem Eryk/Nowicki, najeżdża autem na tego gościa, a potem raz jeszcze jedzie miażdżąc mu nogi ), za klimaty Polski lat 70-tych (oszukane, niedorobione albo zimne potrawy nagnimmnie podawne w restauracjach i inne takie ciekawostki :) , za świetną rolę Nowickiego.

    :)
  • grek.grek 24.01.12, 14:09
    ciekawe wyliczenie :]

    rzeczywiście, ten przeskok do późnopeerelowskiej atmosfery, to coś co w tym filmie wyszło najlepiej.
  • barbasia1 24.01.12, 16:23
    Ale do "Wielkiego Szu" "Sztos" się nie umywa. :)
  • grek.grek 25.01.12, 13:50
    och, zdecydowanie, "Szu to jest pierwsza liga po wsze czasy, chociaż... te rózne karciane bajery bardzo naciągane, za bardzo miały robić "amerykańskie wrażenie", dzisiaj chyba by już nikt nie nakręcił takiego filmu o pokerze, czy też - nie potraktowalby w taki sposób pokera w filmie, bo to jednak gra umysłowa jest, scenariusz poszedłby pewnie bardziej w stronę pokonywania przeciwnika kalkulacją, psychologią i talentami matematycznymi, jak w amerykańskich "Hazardzistach". ale... czepiam się, ofk :] Szu, to byl i jest po prostu klasyk i wszystko da się przełknąć.
  • pepsic 21.01.12, 21:30
    Zdecydowanie wybieram "Rzeź", same dobre rzeczy piszą, wytykając jedynie zbytnia teatralność i nadekspresję pań. Z wcześniej polecanych propozycji zainteresował mnie film z Tilda Swinton o trudnych relacjach z synem (tytuł coś z Kevinem). Poczekam grzecznie, aby wrzucili je do repertuaru w moim kinie studyjnym, co do tego jestem jakoś spokojna.

  • maniaczytania 21.01.12, 22:06
    pepsic napisała:

    > Z wcześniej polecanych propozycji zainteresował mnie film z Tilda Swinton o trudnych relacjach z synem (tytuł coś z Kevinem). Poczekam grzecznie, aby wrzucili je do repertuaru w moim kinie studyjnym, co do tego jestem jakoś spokojna.

    Ten tytul to "Musimy porozmawiac o Kevinie" :)


    --
    Maniaczytania - blog
  • maniaczytania 21.01.12, 22:09
    do niej dolaczane - coraz szybciej po premierze kinowej, ciekawe, o czym to swiadczy? wszelkie domysly mile widziane hehe :)

    Zwlaszcza, ze w tym tygodniu za 29,99zl czy jakos tak mozna kupic "O polnocy w Paryzu", a za dwa tygodnie, no nie uwierzycie, coz to za film bedzie dodatkiem? Tak, tak, ten, co to mial byc najbardziej kasowym filmem polskim ostatnich lat, (hehe) - "Bitwa warszawska 1920"...
    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 22.01.12, 13:17
    serio, krucafax, chyba sobie kupię... nie mam dvd, ale kto wie, może kiedyś będe miał, to będzie jak znalazł ;] albo ktoś będzie miał, kto będzie na tyle nieopatrzny żeby mnie dopuścić do tego cacka i pozwolić obejrzeć coś na nim.
  • barbasia1 22.01.12, 15:10
    Ale szybko się uwinęli z tymi filmami na płytach DVD. W sumie nie dziwne, bo chodzi o to by jak największe zyski zgarnąć, przecież filmy zaraz będą, a wlaściwie już chyba w sieci za darmo dostępne.
  • pepsic 22.01.12, 17:39
    Może być tak, że filmy Allena nie cieszą sie popularnością wśród tzw. mas, co to na niego do kina nie pójdą, wszak i ja do niedawna wybrzydzałam, jak pamiętacie, a przecież "O północy..." jest takim wdzięcznym filmem. Z kolei "Bitwa...", sądząc z miażdżących relacji ostatnim ruchem na taśmę stara sie wybronić przed ostateczna klęską finansową.
  • barbasia1 25.01.12, 15:01
    "O północy w Paryżu" wyjątkowo przyciągnął do kina rzesze widzów nie tylko w Polsce. Producenci idą więc za ciosem i wydają DVDz filmem.

    Z kolei "Bitwa..."
    > , sądząc z miażdżących relacji ostatnim ruchem na taśmę stara sie wybronić prz
    > ed ostateczna klęską finansową.
    Tak.
  • grek.grek 22.01.12, 13:44
    ojojojoj, dużo wczoraj, głównie powtórkowo ;]

    "Szósty zmysł" - to nadal jest dobry film, nawet przy trzecim podejściu [ale za to po dłuższej przerwie po drugim razie] i przy pełnej świadomości, kim, a raczej - czym, jest główny bohater, pan lekarz. następna próba - za jakieś 3 lata, może nawet 4. Do końca życia, licząc kolejne projekcje w coraz dłuższych interwałach, zostało mi jakieś 8 wyświetleń tego filmu. Good point.

    "Bezsenność", czyli Al Pacino wplątany w intrygę morderczą, a w dodatku sześc dób nie mogący zasnąc, czyli prowadzący śledztwo, auto i własne zwłoki na autopilocie. mój rekord chodzenia bez nakręcania - 4 doby; i to ot tak, po prostu z głodu życia, a nie z powodu bezsenności, czy czegoś tam. a Wasze rekordy ? David Blaine zapowiadał kiedyś, ze będzie chodził na okrągło 11 dób. David, i kill you record. O ile w ogole go ustanowił i i o ile nie był to performance, czyli jakaś ściema.

    sam film... chyba mógł być lepszy. za drugim razem nie pozbyłem się wątpliwości. obsada pierworzędna, wątek intrygi zajmujący [policjant ścigający przestępcę zabija przypadkiem swojego partnera - powodem jest gęsta mgła, w ktorej się pościg odbywał - próbuje to zatuszować, ale jest świadek - przestępca, który wszystko widział, a teraz proponuje policjantowi gierkę, która ma ich obu z kabały wyprowadzić; btw, są pewne poszlaki wedle których policjant mógłby mieć motyw zabicia partnera, dotyczy to pewnej sprawy z przeszłości, w której spreparowal on dowody aby przymknąc pewnego zbója], ale jakoś chyba nie mieli scenarzyści pomysłu, zeby 2 godziny filmu wypełnić rozgrywką niedosypiającego gliniarza ze sprytnym przestępcą. za dużo chyba czasu poszło na ogrywanie twarzy zmęczonego Ala Pacino. A sam Al chyba już bierze filmy tylko po to, zeby podróżować po świecie i po prostu zająć się czymś, co by nie zwariować na emeryturze.

    z Hilary Swank jest zawodowa dziewczyna.

    "Nic śmiesznego" - kopalnia cytatów i komicznych scenek. KOterski o sobie, ale gdybyż wszyscy, co się porywają na zamęczanie widza historiami swojego nieciekawego żyćka choć szczyptę koterszczyzny mieli w sobie... scena, kiedy Miauczyński próbuje odgrywać przed nowo poznaną seksipanną maczo - i rzuca bluzgami przez telefon, konsternując zupełnie swoich znajomych współpracowników na codzień znających go jako cichego i miłego jegomościa - a potem wychodzi na korytarz i mdleje z wrażenia : bezcenna. przypomina mi się zawsze gag z tych filmików Benny Hilla - Benny wpada na siłownię, a tam same wypasione cizie, więc Benny macha w dzikim tempie sto pompek, dziewczyny są zachwycone, Benny wychodzi z przybytku z uśmiechem, powoli, machając im ręką pod tytułem "to dla mnie pestka, taki ze mnie kozak", i jak tylko znika im z oczu łapie się za serce, które właśnie doznaje palpitacji, osuwa się na scianę i najwyraźniej przechodzi jakiś zawał.

    film-klasyk, gorycz, ironia, śmiech przez łzy, dialogi, scenki, niepowodzenia z kobietami, niepowodzenia początkującego filmowca po czterdziestce, cały Koterski, chyba tylko temu, ze "Nic śmiesznego", to jednak film odważniejszy obyczajowo i wczesny, zawdzięcza on status kultowego w skali mniejszej od "Dnia świra", nie sądzicie ?

    "Milczenie" Bergmana - dwie kobiety w hotelu, w nieznanym mieście. Jedna chorowita, przesiadująca w pokoju, polegująca w łózku; druga seksualnymi podbojami próbująca
    cos zagłuszyć... co ? niechęc do tej drugiej, którą to otwarcie wykrzykuje jej w twarz ?
    są to siostry, ta zmysłowa tej chorej wyraźnie nie lubi, w grę wchodza także zaszłości
    z dzieciństwa i młodości, faworyzowanie przez ojca tej chorej dzisiaj, a w najlepszej
    formie zdaje się jakies intelektualistki. genralnie, rzecz o nieporozumieniach, o innych
    sposobach radzenia sobie z pustką - z jednej strony intelektualna dyscyplina, z drugiej
    seks; rwany mam obraz tego filmu tak jak rwany miałem przekaz z TVP KUltura wczorajszej
    nocy :] mam nadzieję, ze powtórzą jeszcze, jak również mam nadzieję, ze może Wy oglalądaliście i macie jakiś jasniejszy obraz w tym temacie ?

    bardzo ładne aktorki - obie. Bergman miał oko, nie ma co, a one tak do niego lgnęły... ;]

    męzczyźni w tym filmie są główne w tle, jako samobieżne penisy, obiekty kopulacyjne, niespecjalnie mi się ta redukcja podobała, ale cóż robić, to opowieść o kobietach, to pojedynek dwóch kobiet, tak jak "Persona' zresztą. Pewnie są to figury kobiece z młodości samego reżyseiro ? ambitne kino redukcjonistyczne, lepsze to niż macho-kino, strzelankowo-pościgowo-kopulacyjne, w którym kobiety z kolei robią za kawałek ożywionej materii, jakkolwiek faceci w takich filmach niespecjalnie wyższy poziom reprezentują, mimo założeń początklowych reżyserów takich widowisk. generalnie, chce się zwykle podczas takich seansów odciąc sobie uszy i zatkać nimi oczy :]
  • barbasia1 22.01.12, 16:44
    Czas odmierzany kolejnymi powórkami filmu!
    i tylko 8 powtórek (w odstępach kilkuletnich), krótkie to życie, heh.

    "Bezsenność" - słówko później ...

    I jak się czułeś po tych 4 dobach niespania???
    Mnie może raz zdarzyła się nieprzespana całkowicie noc, kilka razy doba z dwiema, trzema godzinami snu. To stanowoczo nie moja konkurencja, nie mam ambicji pobijania rekordów.
    (Choć apetyt na życie i rozmaite doświadczenia mam pewnie nie mniejszy niż Ty, Greku).

    11 dób bez snu, to już jakieś szaleństwo!?

    "Milczenie" Bergmana - szalenie interesujące! Przydałoby się szczegółowe streszczenie, Greku, przy jakiejś lepszej okazji.


    > bardzo ładne aktorki - obie. Bergman miał oko, nie ma co, a one tak do niego lg
    > nęły... ;]

    Sława, geniusz, sława geniusza jest najlepszym wabikiem na kobiety, na piękne kobiety,
    działającym ze stuprocentową skutecznością, nie tak jak to pachidło na anielice z reklamy Axe. :)

    Jeszcze niestety nie mam dekodera , heh, a tu już od poniedziałku w TVP Kultura szykuje się wielce interesująca rzecz - tydzień filmowy z Alejandrem Jodorowskym, reżyserem filmowym, autorem sztuk i książek.
    Szalenie ciekawa i kontrowersyjna to postać, dla jednych był "prowokatorem, szaleńcem i hohsztaplerem" - pisze Paweł T. Felis w gazecie Telewizyjnej (GW 20 stycznia 2012, s. 3) "Dla innych wizjonerem, ikoną awangardy".

    "Jodorowsky - pisze Felis- uwielbia rzucać na szalę stereotypy i świętości, poruszać się na granicy śmiertelnej powagi i błazeństwa. "Żródłem sztuki nigdy nie jest intelekt - mówił kiedyś. - Wszytsko bierze się z podświadomości, przypomina rodzaj opętania. Stajesz się artysta dopiero w działaniu".

    "Jego filmy , sztuki, książki miały zawsze wprowadzić odbiorcę w trans, obudzić to , czego boi się świadomosć. Dlatego często powtarza, że "dobre kino jest jak marihuana - złe jak papierosy, które nic ci nie dają".

    Tych filmów nie sposób opowiedzieć -pisze dalej Felis - każdy z nich to zbiór surrealistycznych pomysłów, scen i dialogów. Można je rozkładać na czynniki pierwsze, albo poddać się po prostu obrazom. Nie szukać logiki, tylko chłonąć rozszalałą formę".

    W poniedziałak o 20:20 w TVPKultura pokazany zostanie film dokumentalny o Jodorowskym, a później od wtorku do czwartku o 20:25 jego filmy, kolejno "Święta góra", "Kret", "Fando i Lis".

    Jodorowsky 7 lutego kończy 83 lata, ma się świetnie i nie zmierza kończyć kariery, jak mówi Felis, wciąż pisze i szykuje filmową adaptację swojej autobiografii "The Dance of Reality" (to ciekawe).


    "Nic śmiesznego" - do obejrzenia.
    Świetna scena. I śmieszno, i straszno.
  • grek.grek 23.01.12, 14:11
    hehe, nie wpadaj w przygnębienie :] biorąc pod uwagę, ze każda następna powtórka będzie w dłuższym interwale, to lekko licząc potrwa dobre 40 lat. jak się zyje energicznie i carpe diem, to
    40-50 lat to naprawdę jest kawał czasu i chyba większy problem w tym, zeby nie zabrakło ciekawości i zaintrygowania, bo czasu jest pod dostatkiem :]

    o, po 4 dobach, to paradoksalnie nie mogłem zasnąć ;] może dlatego, ze to jakoś tak poszło bez przymusu, bez amfetamin jakichkolwiek i nie był to rodzaj bezsenności, tylko po prostu przejaw życiowej nad?witalności. zresztą, ja tak po prostu mam, ze mało sypiam, z natury, zatem było to w jakiś sposób niedalekie od codziennej praktyki.

    O, jasne, apetyt na życie nie zależy od stopnia senności, może nawet lepiej jest sie wysypiać, generalnie - najlepszy jest własny rytm, a o udanym życiu decyduje tylko i wyłącznie własne zeń zadowolenie, myśmy instancją ocenną pierwszą, ostatnią i jedyną :] prawdaż, Barbasiu ?

    hehe, yes, 11 dób to jest spora rzecz, ale Blaine ma już na koncie 44-dniową głodówkę, inspirowaną "Głodomorem" Kafki, więc ma pewne przetarcie. Nie wiem, geneeralnie, czy
    on ten rekord bez snu pobił czy nie... wiem, ze zapowiadał, ze spróbuje.

    wiesz, szczególowe streszczenie "Milczenia" wiele miejsca by nie zabrało, bo w zasadzie nie ma tak wielu wydarzeń, myślę ze dałoby się za to napisać dużo o jego wymowie, aczkolwiek...jest ona typowo bergmanowska, a o Bergmanie zdązyliśmy trochę napisać, przy okazjach jego poprzednich filmów; ale na pewno, jeśli będzie jakaś powtórka, to chętnie spróbuję coś dopisać, ewentualnie : jeśli Ty lub ktoś inny napotka - napiszcie [także].

    hehe, no może i tak...haha, reklama Axe to był jednak hit ;] anielice porzucające aureolę dla chłopaka przy skuterze, marzenie milionów... anielic ;]... i chłopaków nawet bez skutera, hehe.

    bardzo ciekawa zapowiedź tego Jodorowsky'ego, ale widziałem coś kiedyś jego autorstwa i mam wrażenie, że ciekawiej sie o tym czyta niż ogląda jego twórczość ;]

    Ja mam na pondiedziałek Godarda, a dokładniej "POgardę" w ct2, 20:55. moja wiedza o Godardzie sprowadza się do obejrzanego dośc dawno temu "Do utraty tchu", który mnie zupełnie zakręcił i który długo mi się przyjemnie po głowie plątał; "pogarda" jest ponoć trudniejsza, mniej rozrywkowa, mniej oczywista, a zatem... mam nadzieję, ze cokolwiek zrozumiem, hehe. Swoje wrazenia spróbuję jakoś zapisać jutro. Nie wiem, co z tego wyjdzie,
    ale... spróbuję straceńczo, może nie będzie tak przesadnie zagmatwańczo i autorsko ;]

  • barbasia1 23.01.12, 16:59
    Mało czasu,
    zwłaszcza, jak się spędza połowę tego czasu na spaniu.

    Właśnie, i żeby nie zabrakło zdrowia, sił, które warunkują stałe zaciekawienia i zaintrygowanie światem ...

    Zazdroszczę takiej nad-witalności, takich mocy życiowych.
    (Czuć je przez komputer, serio!).

    +++

    OK rozumiem, zatem raz jeszcze do Twojego teksu "Milczeniu" Bergmana muszę wrócić.

    > Ja mam na pondiedziałek Godarda, a dokładniej "POgardę" w ct2, 20:55.

    Szkoda dokumentu o Jodorowskym, ale Godardem nie pogardzimy. :)

    I zaczyna się wysyp nadmiaru propozycji!

    > bardzo ciekawa zapowiedź tego Jodorowsky'ego, ale widziałem coś kiedyś jego aut
    > orstwa i mam wrażenie, że ciekawiej sie o tym czyta niż ogląda jego twórczość ;]

    No tak, specyficzna to twórczość...
  • grek.grek 24.01.12, 14:14
    och, tego spania, to aż tak dużo ? 12,5 godziny dziennie ? ;] Nic tam, grunt, zeby efektywnie wykorzystać, to co sie "ostaje", nieprawdaż ?

    hehe, przez łącza i kable przebija się ? good point. generalnie, to my tutaj tacy... żywi jesteśmy, hoho.

    a właśnie, coraz więcej ciekawych rzeczy, Czesi wprost zasypują nimi, a jak do tego na Kulturze coś lata, to już nie wiadomo, co zostawić, a co łapać.



  • barbasia1 24.01.12, 16:28
    Nie nocoTy, aż tyle to nie śpię!

    Prawdaż.
    Ale efektywnie wykorzystanie, tego, co się "ostaje" to prawdziwa sztuka. Mnie nie zawsze się ona wychodzi, niestety.

    Fakt, najbardziej aktywna na Forum jest nasza czwórka zgrana.

    Niedobrze. ;)
  • grek.grek 25.01.12, 13:52
    uff :]

    więcej wiary w siebie, Barbasiu.

  • barbasia1 25.01.12, 15:10
    :)))


    Lepszej organizacji czasu, Barbasiu! ;)
  • barbasia1 23.01.12, 21:03
    www.wprost.pl/ar/202474/Godard-kinofil-buntownik-emeryt/?O=202474&pg=0
    Godard: kinofil, buntownik, emeryt
    Wprost Numer: 30/2010 (1433)
    Mówiono o nim, że "jest bardziej popularny od papieża i nieco mniej od The Beatles. 50 lat temu nakręcił „Do utraty tchu” i kino już nigdy nie było takie samo. Jean-Luc Godard zapowiada reżyserską emeryturę. Wcześniej jednak przyjedzie do Wrocławia na festiwal Era Nowe Horyzonty.
    Godard najlepsze lata przeżył w epoce Nowej Fali. To wtedy nakręcił najsłynniejsze filmy: „Alphaville", „Szalonego Piotrusia”, a przede wszystkim debiutanckie „Do utraty tchu”. Dzisiaj nieco zapomniana, na przełomie lat 50. i 60. Nowa Fala odmieniła francuskie kino. I nie tylko. Pod jej wpływem byli filmowcy z Czechosłowacji i Polski. Później twórcy z kręgu duńskiej Dogmy.
    Termin „Nowa Fala" wymyśliła Franćoise Giroud, dziennikarka i reżyserka. Posłużyła się nim do określenia powojennego pokolenia Francuzów, którzy odrzucili kodeks wartości ojców. Termin podchwycił Pierre Billard, francuski dziennikarz i historyk. Uznał, że doskonale oddaje zmiany, jakie dokonywały się wtedy we francuskim kinie. Zaczęły bowiem powstawać filmy odzwierciedlające obyczajowy bunt młodych, a jednocześnie zrywające ze skostniałym kinem francuskim. O Nowej Fali mówi się, że to kino zrodzone z kina. Jej pojawienie się we Francji zostało bowiem poprzedzone przez tzw. cinéphilie – kinofilię, którą Tadeusz Lubelski, jeden z najlepszych polskich znawców tematu, interpretuje jako zamiłowanie do filmu podniesione do rangi życiowego powołania.

    Precz z kinem papy!
    W powojennych latach kino przestało być dla młodych Francuzów tylko rozrywką. Stało się pasją. Potrafili godzinami dyskutować o filmach, analizując ich każdy najdrobniejszy szczegół. Z kinofilii zrodził się w 1951 r. miesięcznik „Cahiers du Cinéma", który na wiele lat stał się jednym z najlepszych i najbardziej opiniotwórczych magazynów filmowych. To „Cahiers du Cinéma” wprowadziło system gwiazdkowej oceny filmów, który tak chętnie podchwyciły inne pisma. Jednym z współtwórców miesięcznika był wybitny teoretyk kina André Bazin. Do współpracy zaprosił młodych kinofilów: Erica Rohmera, Jacques’a Rivette’a, Claude’a Chabrola, Franćois Truffauta i Jean-Luca Godarda. Młodzi redaktorzy chłonęli filmy, ale nie byli bezkrytyczni. Często bezkompromisowi w osądach, kpili z tradycyjnego kina francuskiego (nazywali je „kinem papy”), przeciwstawiając mu jako wzór kino amerykańskie. Chcieli, by powstawało kino autorskie – tworzone nie przez filmowych rzemieślników, ale przez autorów, którzy do swoich filmów mają stosunek osobisty. Atakowali René Clementa i René Claira, ale wielbili Jean Renoira i Roberta Bressona. To właśnie w „Cahiers du Cinéma” w 1954 r. Franćois Truffaut opublikował tekst, który stał się manifestem kina Nowej Fali.
    Nowofalowcy odrzucali kino oparte na gwiazdach. Chcieli aktorów nieznanych czy wręcz naturszczyków. Stawiali na improwizację i zdjęcia w naturalnych wnętrzach lub plenerach. Domagali się paradokumentalnej formuły. Wszystko po to, by kino wyglądało jak zapis życia. Wkrótce zresztą redaktorom „Cahiers du Cinéma" znudziło się samo teoretyzowanie. Postanowili wprowadzić swój program w życie. Zaczęli od krótkometrażowych filmów amatorskich. Potem przerzucili się na pełnometrażowe fabuły dla kina. Jako pierwszy przetarł szlak Claude Chabrol, kręcąc w 1958 roku „Pięknego Serge’a”.
    Godard także chciał reżyserować. W 1954 roku za pieniądze zarobione przy budowie tamy nakręcił krótkometrażówkę, ale to było dla niego za mało. Frustrowało go to, że koledzy z „Cahiers du Cinéma" wystartowali w kinie wcześniej od niego. Zazdrościł zwłaszcza Truffautowi, którego debiut „Czterysta batów” zdobył w 1959 roku nagrodę za reżyserię na festiwalu w Cannes. Godard przyjaźnił się wtedy z Truffautem, co jednak nie przeszkadzało mu w ostrej rywalizacji. Ich drogi ostatecznie rozeszły się w 1968 roku, gdy Godard uznał, że Truffaut zdradził ideały Nowej Fali i zaprzedał się komercji. W latach 70. wymienili z sobą serię nieprzyjemnych listów. Godard nazwał byłego przyjaciela kłamcą, Truffaut odpłacił radą, by swoją kolejną produkcję Godard zatytułował „Gówno pozostaje gównem”.
  • barbasia1 23.01.12, 21:04
    Debiut bez scenariusza
    Jednak na przełomie lat 50. i 60. jeszcze się przyjaźnili. Truffaut bezskutecznie próbował nakłonić swojego teścia, by sfinansował debiut Godarda „Do utraty tchu". I to Truffaut podsunął Godardowi pomysł na scenariusz. Spisał go w formie konspektu na czterech kartkach papieru. Godard nigdy się nie pofatygował, by go rozszerzyć. Swoje zapiski w sprawie fabuły zmieścił na pudełku po zapałkach.
    „Do utraty tchu" (1960) powstawało na wariackich papierach. Pieniędzy ledwie wystarczyło na podstawowy sprzęt. Zamiast wózka operatorskiego korzystano z wózka inwalidzkiego, który pchał sam Godard. Większość zdjęć powstała na ulicach Paryża. Kręcono je tak szybko, że przechodnie zazwyczaj nie zauważali nawet ograniczonej do minimum ekipy filmowej. Do legendy kina przeszła scena, w której paryski policjant biegnie na pomoc do „umierającego” Jean- Paula Belmondo. Nie miał pojęcia, że to tylko film. Dialogi do konkretnych scen Godard wymyślał tuż przed ich kręceniem. Aktorzy sporo improwizowali. Tylko Belmondo, dla którego „Do utraty tchu” stało się początkiem pięknej filmowej kariery, uparł się, by zapamiętywać teksty Godarda. A te dialogi też zrywały z tradycją „kina papy” – banalne myśli przeplatały się z dywagacjami na temat „Dzikich palm” Williama Faulknera.
    Już w „Do utraty tchu" można dostrzec cechy, które staną się charakterystyczne dla stylu Godarda. Preferowaną przez nowofalowców tzw. niezależność twórczą Godard manifestował, ostentacyjne ignorując potrzeby widza. A to zdjęcia były prześwietlone, a to montaż sprawiał wrażenie niedbałego i rwanego, a to obraz drgał (większość zdjęć była kręcona z tzw. ręki). Nad filmem unosiła się aura pozornego, a w rzeczywistości dobrze kontrolowanego chaosu. „Historia powinna mieć początek, rozwinięcie i zakończenie, ale niekoniecznie w takim porządku” – to reżyserskie credo Godarda było potem wielokrotnie cytowane.
    „Do utraty tchu" wciąż uchodzi za najlepszy film w dorobku Godarda. Znamienne, że jako jedyny od początku do końca utrzymany jest w jednej, tej samej konwencji – kina sensacyjnego. Kolejne już tej zasady nie przestrzegały. „Alphaville” (1965) to na przykład niesamowita hybryda science fiction, czarnego kryminału, melodramatu, czarnej komedii i ekstrawagancji, w której publiczne egzekucje dokonywane są na basenie olimpijskim, a wieńczy je szalony balet wodny.

    Niestety, publiczność szybko poczuła się zmęczona Nową Falą. Zatęskniła za tradycyjnym „kinem papy". Część filmowców z Nowej Fali to zrozumiała, próbując – jak Truffaut – znaleźć kompromis. Godard kompromisów nie uznawał. Wraz z malejącym zainteresowaniem Nową Falą malało także zainteresowanie jego filmami. Do tego doszły problemy z cenzurą na tle obyczajowym i politycznym. W 1967 r. w filmie „Weekend” Godard ogłosił „koniec kina” i postawił na kino eksperymentalne (kilkakrotnie potem próbował wrócić do głównego nurtu filmowej produkcji, ale publiczność pozostawała na to obojętna). Zainteresował się polityką.

    Pobić producenta
    Godard pochodzi z zamożnej mieszczańskiej rodziny, ale już jako student etnografii przejawiał zainteresowanie lewackimi ideami. Potem doszła fascynacja maoizmem. Pod koniec lat 60. założył grupę Dziga Viertowsympatyzującą z ideami socjalizmu. Marzył o nakręceniu biografii Trockiego z Johnem Lennonem w roli głównej. Muzyk odmówił, bo nie miał do Francuza zaufania. Godard zgodził się zrobić film o sytuacji w Palestynie na zamówienie OWP, ale nie udało się zebrać potrzebnych funduszy. Zrobił dokument o Czarnych Panterach. Zaczął też obnosić się ze swoimi antyamerykańskimi poglądami. Nie uznawał świętości także w kinie. Eisenstein? „Był pod wpływem faszysty Griffitha". Bunuel „kręcił filmy, bo pozwolił mu na to generał Franco”. Koledzy z Nowej Fali? „Nie interesują mnie ani oni, ani ich filmy”.
    Gotów był bronić swoich poglądów i swojego kina. W 1963 r. spoliczkował asystenta producenta Carla Pontiego. A to dlatego, że Ponti wraz z producentem Josephem Levinem przemontował bez zgody Godarda jego „Pogardę". Godard dał im kino artystyczne w swoim stylu. Oni chcieli kasowego pewniaka z nagą Brigitte Bardot. Kiedy nie mogli wymusić zmian na Godardzie, przerobili film za jego plecami. Wściekły Godard nazwał Amerykanina Levine’a King Kongiem, a Włocha Pontiego Mussolinim. W maju 1968 r. na znak poparcia dla strajkujących zawisł na kurtynie podczas jednego z seansów festiwalu w Cannes i tym samym przyczynił się do odwołania całej imprezy. Pół roku później z powodu „różnic artystycznych” pobił producenta „Sympathy for the Devil”.
    Godard zapowiada, że nakręcony w tym roku „Socialism" (zostanie pokazany we Wrocławiu 23 i 24 lipca, obok kilkunastu innych prac reżysera) to ostatni film. Jego filmografia obejmuje prawie 90 tytułów, ale tylko kilka z nich przetrwało próbę czasu. Można odnieść wrażenie, że eksperymentując z kinem i ignorując publiczność, Godard coraz bardziej rozmija się z jej potrzebami. Godard ma chyba tego świadomość. Stąd decyzja o artystycznej emeryturze. Z tego też chyba powodu nie pojawił się na tegorocznym festiwalu w Cannes, gdzie „Socialism” miał premierę. Przysłał za to zaskakujące oświadczenie: „Poszedłbym na koniec świata dla festiwalu, ale nie zrobię już żadnego kroku dalej”. Miejmy nadzieję, że do Wrocławia jednak przyjedzie.

    www.wprost.pl/ar/202474/Godard-kinofil-buntownik-emeryt/?O=202474&pg=0
  • grek.grek 24.01.12, 13:55
    dzięki, Barbasiu :]
  • barbasia1 24.01.12, 15:52
    Maj big pleże, Greku.
    To całkiem niezłe uzupełnienie do Twego fantastycznego streszczenia "Pogardy", prawda?

    Carlo Ponti, ten który wziął się za plecami Godarda za poprawienie jego filmu "Pogarda" i którego Godard spoliczkował to mąż Sophii Loren.

    Jeszcze małą notkę o Godardzie znalazłam w tym razem w archiwum Rzeczpospolitej :

    "Jean-Luc Godard "Do utraty tchu", "Pogarda"
    06.05.2005, BH
    RECENZJA Jean-Luc Godard "Do utraty tchu", "Pogarda"
    Dziś mówi się o nim stary mistrz. Kiedyś ten najbardziej radykalny z twórców francuskiej Nowej Fali lat 60. był wielkim rebeliantem, burzycielem wszelkich tradycji. Opowiadał w kinie o współczesnych czasach, kulcie gwiazd, prostytucji, modzie, reklamie, kobietach, miłości, wolności. O zarażeniu wojną. I o mitach. W jednych obrazach burzy klasyczne gatunki filmowe, w innych, tych najbardziej osobistych, uprawia wręcz rodzaj poetyckiego eseju filmowego.

    [...] "Do utraty tchu" (1959) to fabularny debiut - apoteoza wolności i anarchizmu - zrealizowany za niewielkie pieniądze w ciągu czterech tygodni, w naturalnych wnętrzach i plenerach. Nakręcona na podstawie powieści Moravii "Pogarda" należy do najciekawszych dzieł Godarda. To banalna historia rozpadu małżeństwa, zbudowana z obserwacji drobnych gestów, spojrzeń, zachowań.

    Dialog z "Pogardy": "Lubię bogów. Dokładnie wiem, co czują" - mówi hollywoodzki producent. Reżyser Fritz Lang odpowiada: "Szeroki ekran nadaje się do pokazywania węży i trumien". Czysty Godard. "

    Barbara Hollender DVD Dystrybutor: Vision
    archiwum.rp.pl/artykul/545216_Jean-Luc_Godard_quot;Do_utraty_tchuquot;_quot;Pogardaquot;.html
    Trochę reklamy innym gazetom i portalom porobimy. ;)

    Takie życiorysy starych twórców mogę być inspirujące i pouczajace dla wielu młodych twórców z ambicjami.

    :)
    I znowu czegoś ciekawego się dowiedziałam, dowiedzieliśmy się.
  • barbasia1 24.01.12, 15:56
    www.gutekfilm.pl/10minut-pozniej-wiolonczela/tworcy8.asp
  • barbasia1 23.01.12, 23:21
    > hehe, no może i tak...haha, reklama Axe to był jednak hit ;] anielice porzucają
    > ce aureolę dla chłopaka przy skuterze, marzenie milionów... anielic ;]... i chł
    > opaków nawet bez skutera, hehe.

    Marzenia się spełniają. Trzeba mieć tylko dobry plan! Myśl!

    :)
  • grek.grek 25.01.12, 13:47
    myślę... myślę... Axe czy skuter ? prawdziwy dylemat :]]
  • barbasia1 25.01.12, 16:07
    He,he
    Na mnie nie licz, nie będę w tej kwesti podpowiadać, mowy nie ma ...

    Choć mogłabym ...

    ;)
  • pepsic 22.01.12, 17:49
    męzczyźni w tym filmie są główne w tle, jako samobieżne penisy, obiekty kopulacyjne,
    No wreszcie ktoś ujął się za nami kobietami.

    niespecjalnie mi się ta redukcja podobała,
    :))

    Po 4 nieprzespanych nocach wolałabym w lustro nie zaglądać;)
  • grek.grek 23.01.12, 14:12
    haha :] no ładnie...

    połączenie istotnie mogłoby być zabójcze... dla samooceny ;]
  • barbasia1 24.01.12, 16:44
    grek.grek napisał:

    >za dużo chyba czasu poszło na ogrywanie twarzy zmęczonego Ala Pacino.

    ale rzecz w tym, że tu nie tyle chodzi o bezsenność i zmęczenie brakiem snu, ile o dylemat moralny niczym z Dostojewskiego, rozterkę wewnetrzną, która nie daje spokoju, nęka bohatera, granego fenomenalnie tu przez Ala Pacino. W tym sensie uzasadniona jest koncentracja kamery na twarzy bohatera.


    Dobry był też tu, pamiętam, Robin Williams obsadzony wbrew swojemu filmowemu emploi.

    :)
  • grek.grek 25.01.12, 13:46
    dobra uwaga, celna.

    obie uwagi :]
  • barbasia1 25.01.12, 16:05
    :))))
  • grek.grek 23.01.12, 12:04
    Czesi szaleją, ct2 zaczęła wczoraj emisję "True Blood", kolejnej sagi wampirzej; nic to że w Hameryce przymierzają się już do 5 serii, a tutaj będzie pierwsza... whateva, dla tych, co nie widzieli wcześniej żadnej :]

    male miasto w klimatach nowoorleańsko-luizjańskiej Ameryki, młoda kelnerka Sookie słyszy myśli innych ludzi, więc ciągle ma z tego powodu mętlik w głowie, dookoła wampiry i upiory, których istnienie dla tubylców nie jest żadną sensacją, a ona sama z jednym z upiorów [wyglądają jak normalni ludzie, tyle że mają niecodziennie menu i drzewo genealogiczne] chyba zaczyna już romansować, na razie platonicznie [przegapiłem startowe 25 minut] - udana scena w barze, kiedy ona z nim rozmawia, a wszyscy dookoła gapią się na nich, zaś ona słyszy harmider ich myśli, wśród którego dominuje fraza "boże, to upiór, ona nie wie, w co się pakuje brnąc w znajomość z nim !"; w międzyczasie w miasteczku popelnione zostaje morderstwo na jakiejś młodej dziewczynie, podejrzany jest o nie brat Sookie, ale zdaje się, ma to coś wspólnego chyba z tym tajemnicznym wampirem, upiorem czy kim on tam ostatecznie jest. Fajne otoczenie, New Orlean style - na razie to mi się najbardziej spodobało, reszta się rozkręca, a Sookie na końcu odcinka zostaje pobita przez faceta i jakąs babę - za co ? za znajomość z wampirem ? rasizm ! :] będę monitorował, jakkolwiek pewnie i tak znacie ;]

    Dexter, 8 odc V serii.

    więc Dexter z Lumen biorą się za tę szajkę, co ją molestowała i więziła. namierzyli, ze to znany telewizyjny szołmen i trener osobisty JOrdan Chase ze swoim ochroniarzem Cole'em stoją na czele tej bandy. Lumen rozpoznała Cole'a, Chase i Cole są na zdjęciach z Boydem w domu tego ostatniego, zdjęcia są sprzed 15 lat, więc panowie znają się świetnie, a raczej znali, bo Boyda ryby już jedzą.

    teraz Dexter śledzi Chase's. Jest na jego kolejnym szoł w Miami, na którym Chase, niczym telewizyjny kaznodzieja, sprzedaje tłumom zachwyconym jego ekspresją teorię, ze drogą do szczęścia jest wydobycie z siebie zwierzęcego instynktu, który ponoć ludzkość jako masa zatraciła w pogoni za komfortem życia i konsumpcją. Puszcza filmy przedstawiające polowania gepardów na antylopy i inne takie farmazony, rzuca efektowne speeche i w ogole wprowadza tłum w falowanie. Dexter słucha tego, ale tak naprawdę rozgląda się, jakby tutaj zaciukać tego jego ochroniarza Cole'a. Od czego trzeba zacząc wykanczanie szajki zbojów. Boyd już paszoł, teraz Cole, a Chase ma być na deser.

    niespodziewanie, po wykładzie, Chase zaprasza do pokoju hotelowego Dextera. Zna go, pamięta ze swojej wizyty na policji, która była w poprzednim odcinku, z powodu tego, ze do niego należało auto dostawcze, które wypie,przyło się na drodze a z niego liczne ciała kobiet martwych. Jest bardzo miły i mówi, ze wie, co się stało z żoną dextera, i że mu przykro z tego powodu i jakby co, to jest do dyspozycji, gdyby dexter nie mógł sobie z traumą po jej śmierci poradzić.

    Dexter tymczasem wynajmuje pokój w hotelu, w którym zatrzymała się ekipa jeżdząca z Chasem - wynajął go tuż obok pokoju Cole'a. Plan jest taki, ze wieczorem Dexter włamie się do Cole'a przez boczne drzwi które łączą wszystkie pokoje w sieć, uśpi go i zaszlachtuje w swoim pokoju. W tym celu poleca Lumen kupienie folii specjalnej, żeby wyścielić nią, zgodnie z rytuałem, pokój od podłogi po sufit. W ten sposób zaprasza ją do współuczestnictwa, cóż w końcu ma ona w tym żywotny interes - zemstę.

    do samej Lumen zgłasza się jej narzeczony. Wyjechała ona, a raczej - uciekła z domu, w przeddzień własnego ślubu. I narzeczony ją znalazl teraz, znaczy się - zatarabanił na jej komórkę, a ona odebrała. spotykają się, bo on jest w Miami, mówi jej że on też nie może żyć w ich mieście rodzinnym i że pojedzie z nią i zamieszka tam, gdzie ona będzie chciała, byle być razem. No i dziewczyna jest w konfuzji. ma mu dać odpowiedź następnego dnia, bo on tak czy owak wyjeżdza i tylko pytanie, czy ona z nim chce się zabrać.

    i tego wieczora Dexter razem z Lumen razem "robią" pokój na okoliczność wysyłania Cole'a do krainy wiecznych łowów. "z partnerem idzie to łatwiej... tylko - partnerem w CZYM ?" monolgouje sobie Dexter w trakcie całej roboty. Fakt, kim ona ma być dla niego ?

    Lumen go pyta "co będziesz miał z tego, ze ich zabijesz ?", on jej na to, ze "pewnośc, iż to co spotkało z ich strony ciebie - nikomu już się nie przydarzy", na co ona "ty tego nie robisz dla mnie... robisz to od dawna, prawda ? Boyd to nie był pierwszy raz..?". Dexter nie zdąza jej odpowiedzieć, bo z pokoju Cole'a rozlega sie krzyk kobiety. dex tam biegnie, cichaczem włazi, ale ten krzyk okazuje się krzykiem związanym z seksem, a nie z zabójstwem :] Cole i pani Krzykaczka właśnie się bowiem namiętnie konsumują. Dexter cichaczem wycofuje się z powrotem do swojego pokoju, gdzie zastaje spanikowaną Lumen - przypomniała się jej historia jej własnego zetknięcia z Cole'em, w której akurat przyjemność była zerowa.

    Tej nocy zabicie Cole'a nie będzie możliwe, bo pani Krzykaczka zostaje u niego do rana. Dxter przekłada całą akcję na nastepny dzień - dzień, zamierza zabić Cole'a w trakcie wykładu Chase'a, kiedy Cole idzie na rutynowy obchód hotelu, wieczorem bowiem nie będzie to możliwe z racji wyjazdu Chase'a,a zatem i Cole'a. To ostatni dzień mityngu fanów tych jego teorii i speechów.

    a wiec Dexter czeka na widowni i obserwuje kiedy Cole się oddali, zeby wyjśc za nim i go załatwić. Moment nadchodzi, Cole opuszcza salę, Dxter też chce, ale niespoodziewanie Chase zaprasza go głośno na scenę. Kiedy już dexter na niej jest, przedstawia go jako człowieka, który przeżył stratę, prosi Dextera o kilka słów w temacie i Dexter na chwilę zapomina o sprawie, a publicznie mówi o żonie i jej śmierci - słucha tego Lumen, która właśnie opuszcza hotel, ale natrafia na obraz na telebimie ustawionym w hallu hotelowym. Zatrzymuje się i słucha wynurzeń Dexa... pech chce, ze w tym hallu natrafia na nią... Cole. jej oprawca... poznaje ją. Lumen ucieka, biegnie do pokoju hotelowego dextera, próbując po drodze zaalarmować Dextera telefonem. dexter go odbiera na scenie ciągle tkwiąc. wie, ze telefon od niej znaczy "alarm". Chase dziękuje mu za rozmowę i Dex złazi ze sceny żegnany brawami i zachętami Chase'a, żeby "uwolnił instynkt" [zabawna scena zważywszy, ze Dexter w uwalnianiu owego instynktu nie ma sobvie równych od dawna :)]

    Lumen udaje sie dobiec do pokoju, ale Cole za chwilę ładuje się doń ze swojego pokoju obok, wyłamując drzwi boczne, zaczyna Lumen dusić. Ofk, w tym momencie na pomoc przybiega Dexter i go obezwładnia.

    a potem przeprowadza cały swój rytuał - przywiązuje gostka, pobiera krew z policzka do specjalnej kapsułki, jako trofeum, ale tym razem daje tę kapsułkę Lumen, a ona całą procedurę obserwuje z mieszaniną zaciekawienia i lekkiego strachu. Dexter zabija Cole'a i przyznaje się jej do calej swojej historii życia, i że jest seryjnym mordercą od lat, ale że nie zabija niewinnych itd. wszystko jej opowiada, już nie ma przed nią żadnej tajemnicy.

    "czy ona jest moim oparciem ?", pyta sam siebie.

    Po południu Cole jest już pięknie zapakowany w walizkach :] i dexter opuszcza z nimi hotel. Zaczepia go Chase, dziekuje za rozmowę itd, generalnie : zachowanie Chase'a wygląda na prowokację "panie Dextrze, wiem że pan węszy" - Chase jest bardzo sympatyczny, ale daje wyraźnie Dexterowi do zrozumienia, ze zna go bardzo dobrze, jego historię z żoną, wie że ma syna itd. takie ostrzeżenie z tego płynie "wiem, ze masz dziecko, uważaj". Dexter złośliwie go pyta czy czegoś nie zgubił, bo wygląda jakby jego ludzie szukali czegoś... na co Chase, ze niekoniecznie, że "małe problemy". yup, problemy są popakowane w woreczki ;]

    I te woreczki z poszatkowanym Colem Dexter rutynowo topi w oceanie, z pokładu swojej łodzi motorowej. Ale nie sam - tym razem robi to razem z Lumen, którą już na pełny etat wtajemniczył w swoją działalnośc, cóż za zaufanie...

    ale nie są sami...
  • grek.grek 23.01.12, 12:16
    nie są sami... obserwuje ich i robi im zdjęcia prywatny detektyw wynajęty przed policjanta Quinna, który od dawna podejrzewa, ze Dexter coś ukrywa.

    tyle, ze detektyw jest pazerny na kase, a Quinn nie zamierza mu płacić na zawołanie, zwłaszcza że facet przepuszcza forsę jak wodę, więc pytanie : kiedy zdjęcia i flmik dotrze do Quiinna, o ile w ogole dotrze, a jak dotrze, to co Quinn z tym zrobi ? to może być ciekawsza zabawa niż z Chasem...

    ach, i jest moment, po ktorym nie ma wątpliwości, ze Chase także brał udział w molestowaniu Lumen. podczas tej rozmowy ostatniej z dexterem wtrąca w swoim tekście "tik tak, tik, tak" zegarkonaśladowcze dźwięki, a więc dźwięki, ktore wydawal ktoś, kto zakneblowanej z zawiązanymi oczami Lumen do ucha wydawał, kiedy była gwałcona. A więc Chase jest na tapecie i skończy, jak skończy, pytanie tylko : w jaki sposób to sie stanie. Ale ciekawsze są pytanie o Quinna i jego potencjalną wiedzę o Dexterze, oraz o samą Lumen - czy zostanie z Dexterem i generalnie - wszytsko jej wypaplał, więc albo zostanie ona jego partnerką, albo umrze, bo chyba nie wyjedzie z tym calym zasobem informacji, po zakończonej akcji szlachtowania jej oprawców ? to by było jakies dziwaczne rozwiązanie ?

    w tle sprawa sioostry Dextera Debry, która wylatuje z wydziału policyjnego za sprawą szefowej LaGuerty, która kiepsko pokierowała obławą na latynoskich gangusów, ale zwaliła wszystko na Debrę, a jej wersję potwierdziła żądna awansu latynoska policjantka boiorąca udział w całej akcji. Debra mogła wziąc stronę swojej szefowej, ale uznała, ze babka przesadziła, że się pomyliła, popelniła kosztowny bład, z powodu własnej arogancji i nadmiaru ambicji, a po wszystkim nawet jej do głowy nie przyszło się przyznac, czym wpieniła ją do żywego i Debra chciała jej zachowanie opisać w raporcie, ergo : zakapować ją. No to zakapowana została sama, mimo że nie popełniła żadnego blędu, a przeciwnie - musiała ratować d,pę innym zabijając przestępcę, który wziął zakładniczkę, co niestety sprawia, ze nie będzie można od niego wziąc zeznań.

    generalnie, podkładnie świń na ekranie, hehe. babka grająca ową Debrę jest bezbłędna, temperament połączony z neurozą, chuda, męski typ, rzuca mięsem aż uszy więdną, a zarazem taka dobra niej kobiecina ;] Jenny Carpenter się nazywa, co ciekawe prywatnie jest to żona imć waćpana Halla, który gra Dextera, jej brata ekranowego. hehe, jak to plan filmowy zbliża ludzi, albo ludzie zbliżają plan filmowy :]
  • barbasia1 23.01.12, 22:32
    Chyba wolę bardziej "True Blood" od "Trawki".

    A kelnerka, człek czy upiór, tudzież wapirzyca, skoro słyszy głosy ludzi?

    Dużo siedziało u Dextera tym razem i zaczyna się robić coraz ciekawiej. Dzięki.

    :)
  • grek.grek 24.01.12, 14:25
    myślę, ze bohaterka "Trawki", Nancy, taka zdeterminowana, a jednocześnie subtelna kobieta, by Ci się spodobała :] oglądałem w niedzielę, sądziłem, ze to będzie 3 odcinek, bo 1 widziałem, a 2 przegapiłem, a tutaj... Trawki odcinek 5 poleciał... widać jeden musiał w tygodniu być. To jest niezly serial, 25 minutowe odcinki, babka z kolegami prowadzi dystrybucję rzeczonej marihuany - w niedzielnym odcinku dom w którym trzymają doniczki z ziółkami omal nie padł ofiarą policyjnej nagonki, dopiero w finale okazuje się ,ze policja owszem - przeprowadziła akcję, ale w domu obok,eliminując konkurencję :] pewnie dlatego, ze facet Nancy - policjant, bardzo dba o to, zeby jego dziewczynie dobrze się działo :] ale niepoinfornowani o niczym współpracownicy Nancy parę egzemplarzy utopili w klozecie, sądząc, ze to po nich policaje przyszli ;] jak oni topili te krzaczory w małych muszlach... haha.

    Syn Nancy ma mieć dziecko z koleżanką ze szkoły. Ojciec dziewczyny separuje ją od chłopaka. Chłopak próbuje do jej pokoju wejśc oknem. Ojciec go z niego ściąga i zdarza mu się młodocianego przyszłego tatusia stuknąć.No i Nancy musi wystąpić w obronie syna i to jak... facet jest w opałach, duży postawny chłop przeciw szczupłej, małej ale za to agresywnej jakże kobietce :]

    a w tle dodatkowe postaci - przyjaciółka Nancy, prowadząca swoją kampanię do ichniejszej Rady Miasta, przeciw cwaniakowatemu pyszałkowi, w której wydaje się nie mieć szans, a zainteresowanie całym przedsięwzięciem jest jeszcze mniejsze niż w naszej lokalnej polityce; drugi syn Nancy, młodszy, opowiada w szkole, że wujek zaprowadził go do salonu masażu dla facetow, gdzie mały miał doświadczyć konktaktu z seksowną azjatycką masażystką - od razu telefon do szkoły, bo dyrekcja się zwiedziała, co młody opowiada kolegom; do szkoły idzie wujek ów, który z nimi mieszka, i odkręca - że mały fantazjuje, jak wszyscy 11-latkowie... dyrektor się rozmarza, jakie to on fantazje snuł w jego wieku, m.in z własnym ojcem w tle... wujek słucha z wielce wymowną miną, i sprawa załatwiona, dyrektor też miał kiedyś 11 lat, hehe, a czy faktycznie wujek zaprowadził go do tego salonu..? trudno orzec, może w 2, 3 albo 4 odcinku, których nie widziałem ;]

    generalnie, to jest dobry serial, świetna główna bohaterka, kolejna interesująca postać ze stajni Showtime - po Moodym, Dexterze, House'ie. taka jak oni : interesująca, socjopatyczna, z poczuciem humoru i lubująca się w nielegalnej działalności :]
  • barbasia1 24.01.12, 16:20
    grek.grek napisał:

    > myślę, ze bohaterka "Trawki", Nancy, taka zdeterminowana, a jednocześnie subtel
    > na kobieta, by Ci się spodobała :]

    A jednak mam mieszane odczucia, co do głównej bohaterki "Trawki" i ma to związek z jej nielegalną działanością w branży zielarskiej ...

    :)
  • grek.grek 25.01.12, 13:45
    hehe, ona leczy ludzi :] serio. medycznie dowiedziono, ze marihuana pomaga przeciwbólowo w zaawansowanych stadiach nowotworów, we Francji jest na receptę przepisywana chorym; nie wiem, jak w Ameryce to wygląda... w Polsce - to akurat wiadomo.

    ale Nancy sympatyczna jest. łamie prawo, ale z wdziękiem :]
  • barbasia1 25.01.12, 15:45
    W Ameryce też nie jest dozowlona w terapi, przynajmniej w stanie Nowy Jork - w "Siostrze Jackie", jeśli pamiętasz był, motyw, ze Jackie nielegalnie zdobytą marihuanę zaleciła za plecami lekarzy pacjentowi cierpiącemu z bólu z powodu raka (w ciasteczkach ;).

    Wiem o tym pozytywnym działaniu marihuany, ale dziś lekarze, czytałam, dysponują lekami, które nie mniej skutecznie, a nawet lepiej uśmierzają ból.

    Zawsze będę to powtarzać, że trzeba bardzo uważać ze specyfikami, które zmieniają stan świadomości. Raz, ze nigdy nie wiadomo jak zareaguje konkretny czlowiek, często skutkiem ubocznym m. są stany lękowe, nawet depresja, czasem agresja, osłabienie pamięci (popierajacy legalizację marihuany Piasek zapominaił kiedyś na jednym z koncertów transmitowanym przez TV słów swojej piosenki ), żaburzenia koncentracji 9co jejs np. niebezpieczne kiedy człowiek będzie chciał w takim stanie prowadzić np. auto / nie mamy jeszcze odpowiedniego na drogach systemu kontroli ludzi będących pod wpływem tego rodzaju środków /, albo np. przeprowadzać oprację ). Dwa, nie wiadomo do końca jaki wpływ na mózg , na organizm będzie miało po wielu latach regularne stosowanie mariuhuany.

    > ale Nancy sympatyczna jest. łamie prawo, ale z wdziękiem :]

    Hmmmm ;)

    :)

  • grek.grek 26.01.12, 14:20
    świetną masz pamięć, faktycznie tak było.

    prawda, ale marihuana ma tę zaletę, ze nie wyniszcza chemią organizmu.

    wszystko racja, o czym piszesz, Barbasiu, z tego, wg mnie, wyłania się
    taki oto wniosek, ze rzecz jest dla ludzi, ale świadomych i racjonalnych,
    wiedzących kiedy, ile i jak :]
  • barbasia1 26.01.12, 15:03
    Ale mariuhuana też nie jest chyba całkowicie pozbawiona toksycznych substancji.

    To prawda, z tym, że niestety takich świadomych i rozsądnych ludzi na palcach można policzyć.

    :)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka