Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2012 - 2 (vol. 19)

24.02.12, 19:00
Ha - jako, ze w watku poprzednim pojawily sie spekulacje, co do terminu powstania nowych Ojejkow, postanowilam zrobic niespodzianke i wylom w tradycji i zakladam nowy watek juz dzis :) Styczen i luty okazaly sie bogate w ciekawe filmy, jesli tak dalej pojdzie (trzymajmy kciuki za tv, zwlaszcza za czwartkowe KK!), to moze i tradycja sie zmieni ;)))

A jako, ze noc oscarowa przed nami - typujmy!

--
Maniaczytania - blog
Edytor zaawansowany
  • grek.grek 25.02.12, 14:32
    orajt, moje typy :

    film - Hugo

    Pierwszoplanowe role : aktor - Dujardin [ale liczę na to, ze Pitt dostanie], aktorka - Streep
    drugplanowe role : aktor - Nolte, aktorka - Bejo

    reżyser : Scoresse

    Scenariusz org : "O północy w Paryżu" [kiedy Woody jesli nie teraz ?..], adaptowany : "Hugo"

    film nienaglojęzyczny "Rozstanie"

    muzyka "Hugo" [dzieki, Barbasiu za umożliwienie zorientowania się w terenie]

    scenografia "Hugo" - yes, sądzę,ze to Hugo będzie zwycięzcą tej gali :]

    efekty : "Hugo'" -

    zdjęcia "Artysta"

    dzwięk "Czas wojny" [strzelam wesoło, a nuż widelec...]

    11 kategorii wyszło. I tak o 11 za dużo, zważywszy, że żadnego z tych filmów nie widziałem. Pytanie : ilu akademików widziało więcej niż dwa ? ;] Jak sie bawić, to bawić, a i tak trendy, nastroje są zwykle najważniejsze. Sądze, ze i Hugo i Artysta trafiają w punkt : kryzys, zaciskanie pasa, Hollywood w dołku, a to jest kino odwołujące się do romantyzmu filmowego, wskrzeszające to, co w nim powinno być najważniejsze : opowiadanie niezwykłych historii i odwolywanie się do emocji i uczuć widza. Imo, Hugo jako film rodem z Ameryki ma większe szanse niż produkcja, bądź co bądź, zagraniczna i podobająca się bardzo krytykom z Europy. Amerykanie zwykle lubią się dystansować od europejskich kolegów z branży :]



  • barbasia1 25.02.12, 16:06
    Moje typy:

    Film - "Artysta"

    Pierwszoplanowe role
    męska - Jean Dujardin - "Artysta"
    żeńska - Meryl Streep - "Żelazna Dama"

    drugoplanowe role:
    męska - Christopher Plummer - "Debiutanci" / podpatrzyłam na stronie filmowej/
    aktorka - Berenice Bejo - "Artysta"

    reżyser - Michel Hazanavicius

    Scenariusz orginalny - imo trudna kategoria, komedia: "O północy w Paryżu", którą widziałam, bardzo mi się podobała, miała dobry scenariusz, ale czy zasługuje on na Oscara, to mam jednak watpliwości, poza tym Allen ma już 2 Oscary za scenariusz do filmów "Annie Hall", "Hannah i jej siostry" (te w porównaniu z najnowszym znacznie lepsze) to może postawię na "Rozstanie" (z opowieści Pepsic, wygląda ciekawie).

    Scenariusz adaptowany - "Hugo" / za Grekiem, on coś wie więcej /

    Film nienaglojęzyczny - "W ciemności" Holland / trzymam kciuki za Poland :)/

    Muzyka - Ludovic Bource do filmu "Artysta"

    >[dzieki, Barbasiu za umożliwienie zorientowania się w terenie]
    Maj big pleże , Greku. :))

    Scenografia - "Hugo" / efektowny wizulanie/

    > yes, sądzę,ze to Hugo będzie zwycięzcą tej gali :]
    a ja myślę, że zwyciężcą będzie "Artysta"

    Efekty - "Hugo'" !?! /na intiucję/

    Zdjęcia - Janusz Kamiński do filmu "Czas wojny" / trzymam kciuki /

    Dźwięk - skoro nominowana jest w tej kategorii "Dziewczyna z tatuażem", którą widziałam w kinie, to na ten film stawiam i ,Greku, Tobie też radzę na ten film wytypować, masz czas jeszcze poprawić. Naprawdę bardzo efektownie wdźwiękowiony film, z fenomenalnie wpasowaną, budujacą klimat grozy, napięcia ścieżką dźwiękową!

    Dodam jeszcze dwie kategorie:
    Film dokumentalny - wygra "Pina" Wima Wendersa, fasycnujący dokument, pierwszy w technice w 3D! o fascynującej artystce niemieckej tancerce i choreografce tańca współczesnego Pinie Bausch (widziałam fragmenty)

    Kostiumy - do filmu W.E. dla Arianne Phillips i Maddony, reżyserki tego filmu.

    W.E. to "dwupoziomowy dramat opowiadający historię romansu pomiędzy królem Edwardem VIII a amerykańską rozwódką Wallis Simpson /oboje byli znani z zamiłowania do pięknych strojów, kreacji - ja / , oraz współczesnego związku pomiędzy zamężną kobietą a rosyjskim ochroniarzem" .

  • pepsic 25.02.12, 19:18
    Moje typy wybrane w ekspresowym tempie:
    film O północy w Paryżu
    aktor I Gary Oldman
    aktorka I Meryl Streep
    aktor II Kenneth Branagh
    aktorka II Bejo
    reżyser Woody Allen
    scen. org. Rozstanie
    scen. adaptow. Idy marcowe
    nieanglojęz. W ciemności, jak na patriotkę przystało
    charakteryzacja Żelazna Dama
    scenogr./muzyka Artysta
  • cestina 25.02.12, 20:03
    A moje typy to:
    Artysta

    Aktorzy:
    Jean Dujardin
    Meryl Streep

    Christopher Plummer
    Octavia Spencer

    Scenariusze:
    O północy w Paryżu
    Spadkobiercy

    Film nieanglojęzyczny - Rozstanie

    Charakteryzacja - Żelazna Dama
    Scenografia - Hugo
    Zdjęcia - Hugo (chociaż mocno trzymam kciuki za Kamińskiego)
    Kostiumy - W.E. (oceniam po zdjęciach i zwiastunach ;) )
    Muzyka - Artysta
    Piiosenka - z tych dwóch, które dali do wyboru - Mupetty
  • pepsic 25.02.12, 18:18
    Dzisiaj po 20. "Cesarzowa" (kostiumowy, Chiny) w Kulturze (niedawno omawialiśmy) i powszechnie znany "Amadeusz" Formana w Ale Kino+ Natomiast w tvn-ie z zapowiada sie kolejny produkcyjniak amerykański pod jakże wyszukanym tytułem "Plan doskonały" Spike Lee z gwiazdorską obsadą;) godz: 21.55. Może tym razem postawię na mniej ambitne, schematyczne kino i dam odpocząć szarym komórkom w międzyczasie podglądając wariacje nt. Mozarta.

    Ps. Kompletnie jestem nieprzygotowana do Oskarów, znaczy roboczego typowania. Pojęcie mam, dzięki uprzejmości Barbasi tylko o nominacjach muzycznych, gdzie zważywszy na wiek najstarszego akademika (102 lata!) stawiam na "Artystę".
    :)
  • maniaczytania 25.02.12, 18:38
    to calkiem zgrabny film sensacyjny z podwojnym dnem, angielski tytul lepiej odpowiada rzeczywistosci. A do tego uwielbiany przeze mnie przystojniak w roli glownej - Clive Owen i bardzo lubiana przeze mnie Jodie Foster - :)
    --
    Maniaczytania - blog
  • lospecchio 25.02.12, 18:53
    >zważywszy na wiek najstarszego akademika (102 lata!) stawiam na "Artystę".
    > :)

    He,he, he. Teoretycznie do jutra masz jeszcze czas. Możesz ode mnie pościągać, choć żadnych gwarancji, że moje typowania jest właściwie nie daję.

    Powiedz tylko jeszcze koniecznie, kto wygra w kategorii film nienaglojęzyczny.

    Miałam Ci dopowiedzieć początek "Cesarzowej" , a tu już powtórka się szykuje. Ale mam tempo. Sorry! :/ Będziesz oglądać?

    A to najprawdopodobniej zwycięzca w kategorii najlepsza piosenka (jeden z zaledwie
    d w ó c h kandydatów):

    www.youtube.com/watch?v=T8EURqoKLY8
    :)
  • barbasia1 25.02.12, 19:04
    Sorry to ja z nicka zapasowego:

    >zważywszy na wiek najstarszego akademika (102 lata!) stawiam na "Artystę". :)

    He,he, he. Teoretycznie do jutra masz jeszcze czas. Możesz ode mnie pościągać,
    choć żadnych gwarancji, że moje typowania jest właściwie nie daję.

    Powiedz tylko jeszcze koniecznie, kto wygra w kategorii film nienaglojęzyczny.

    Miałam Ci dopowiedzieć początek "Cesarzowej" , a tu już powtórka się szykuje.
    Ale mam tempo. Sorry! :/ Będziesz oglądać?

    A to najprawdopodobniej zwycięzca w kategorii najlepsza piosenka (jeden z zaledwie
    d w ó c h kandydatów):

    www.youtube.com/watch?v=T8EURqoKLY8
    :)
  • pepsic 25.02.12, 19:28
    Jak to do jutra? Myślałam, że już nadszedł czas, eh niepotrzebnie sie śpieszyłam:))

    Lospecchio/Barbasiu (??), chyba się skuszę na powtórkę Mozarta, ew. o Plan zahaczę.

  • barbasia1 25.02.12, 19:36
    To ja, z nicka zapasowego.

    Piosenka raz jeszcze:

    www.youtube.com/watch?v=T8EURqoKLY8
    :)
  • siostra.bronte 25.02.12, 18:26
    Od pewnego czasu jakoś nie emocjonuję się Oskarami, no chyba, że kandyduje ktoś z moich ulubieńców. W tym roku aktor, którego uwielbiam - Gary Oldman, ale ma chyba niewielkie szanse.
  • lospecchio 25.02.12, 18:57
    A właśnie, Gary Oldman! Też świetna podobno rola.
    Gdyby nie Dujardin, na niego bym głosowała, także z sympatii.
  • barbasia1 25.02.12, 19:05
    A właśnie, Gary Oldman! Też świetna podobno rola.
    Gdyby nie Dujardin, na niego bym głosowała, także z sympatii
  • maniaczytania 26.02.12, 13:49
    Film - Hugo

    Pierwszoplanowe role
    George Clooney
    Meryl Streep

    drugoplanowe role:
    Christopher Plummer
    ktoras ze "Sluzacych"

    rezyseria - M. Scorsese

    Scenariusz oryginalny - Artysta
    Scenariusz adaptowany - Hugo

    Film animowany - Kot w butach
    Film nieanglojezyczny - Rozstanie

    Zdjecia - Hugo
    Montaz - Hugo
    Scenografia - Artysta
    Kostiumy - Jane Eyre (a co - wczoraj obejrzalam - piekny!)
    Charakteryzacja - Albert Nobbs

    Muzyka - Hugo
    Piosenka - Muppety

    Dzwiek i montaz dzwieku - czyli dwa Oscary dla Dziewczyny z tatuazem - zgadzam sie z Barbasia w tej kwestii :)

    Efekty - Hugo

    Dodam tylko krotki metraz animowany - The Fantastic Flying Books of Mr. Morris Lessmore (no nie moglabym inaczej z moim nickiem ;) )

  • grek.grek 27.02.12, 13:09
    no to już wiemy wszystko - "hugociarze" vs "artystowcy" na remis, 5 do 5, ALE "Artysta" dostal Oskary w kategoriach bardziej prestiżowych i to on jest zwycięzcą tegorocznym.

    GRatulacje dla Was :]

    Meryl i Dujardin - yup, trafieni.

    gratulacje dla Barbasi za całokształt i za tego Hazanaviciusa wcelowanego :]

    koleżanka Cestina zdaje się rozbiła bank, trafiając wszystko, przynajmniej w tych główncyh kategoriach, z tą Spencer to zastrzeliłaś [Manii coś dzwoniło także, i to dośc donośnie :} ]

    mnie się udało z org scenariuszem i świetnie, ze Allen nie wyszedł z pustymi łapami. w ogole, co za ładne docenienie : Meryl i Woody. szkoda, że pominęli Scorsese, ale za swoje najlepsze filmy nie dostawał, dostał za przeciętną "Infiltrację" w formie nagrody pocieszenie... znów go pominięto - nic nowego, niemniej skoor Artysta to takie dzieło - Hazanavicius dostał zasłuzenie.
    moze to taki doping dla Scorseese, zeby jeszcze raz zrobił coś świetnego ? żartuję od takiego dopingu to się można załamać ;]

    a "Ciemność"... no niestety... rozbawiła mnie trzódka w studio radiowym, podczas nocnej transmisji - przed ogłoszeniem wynikow rozpływali się nad znakomitością "W ciemności', nie mieli żadnych uwag nt. tego, ze być może "Rozstanie" po prostu lepiej trafia we współczesne problemy świata, że dotyka kwestii istotniejszych, że może "Pianista" i "Lista Schindlera" trochę wyczerpały koniunkturę na filmy o heroizmie w czasach Holocaustu... dopiero, kiedy okazało się, ze "Rozstanie" bierze nagrodę - towarzystwo zaczęło się prześcigać w odnajdywaniu powodów takiego rozstrzygnięcia [te wyżej wymienione dominowały]... albo czarne albo białe, nic pośrodku :]

    chyba bez sensacji się obylo w tym roku, nie sądzicie ? żadnego... "uff, to zaskoczenie" ..?
  • barbasia1 27.02.12, 16:02
    Ładne podsumowanie, Greku!

    Swego rodzaju sensacją może być jednak fakt, że te 5 najważniejszych statuetek Oscara przyznano w Ameryce filmowi pochodzącemu z Europy. To jednak rzecz bez precedensu, chyba.

    Niestety "W ciemności", nie dostał statuetki, ale sama nominacja jest też cenna, jest wielkim wyróżnieniem dla Holland , dla wszytskich twórców tego filmu.

    "Rozstanie" myślę może pociągąć widzów nieznających w ogóle/ za dobrze realiów irańskich (a o Iranie prawie głośno ostatnio, w kontekscie politycznym) zapewne również egzotyką świata przedstawionego oraz poniekąd pokazywanych tam problemów.

    Jan A.P. Kaczmarek, który jest jednym z głosujących Akademików, mówił wczoraj wieczorem w specjanym programie w TVP2 poświęconemu nocy oscarowej (pprowadziła Grażyna Torbicka z M. Chacińskim), że ilość materiałów promocyjnych dotyczących filmu "Rozstanie", jakie dostał on od amerykańskiego dystrybutora tego filmu naznacznie przewyższała, ilość materiałów na temat "W ciemności" (oba filmy mają tego samego dystrybutora). Nie wiem, czy to mogło mieć jakieś znaczenie, przełożyć się na ostateczny werdykt, ale fakt jest faktem.

    Cieszę się, że jednak Allen dostał Oscara, podobno starym zwyczajem nie przybył na Galę po odbiór statuetki? (Ja za scenariusz chciałam dać Oscara irańskiemu "Rozstaniu", by w "W ciermności" mógł zwycieżyć w kategorii najlepszy fim nieanglojęzyczny. ;))

    A jednak typowana przeze mnie "Dziewczyna z tatuażem" nie otrzymała Oscara za dżwięk, (Greku, dobrze, żeś mnie nie posłuchał i nie zmienił swego typowania ;) .
    Wspaniały dokument Wendersa "Pina" też nie otrzymał Oscara.


    :)
  • barbasia1 27.02.12, 16:04
    Oscary 2012 pełna lista zwycięzców:

    Najlepsze zdjęcia: Robert Richardson, "Hugo i jego wynalazek"

    Najlepsza scenografia i dekoracja wnętrz: Dante Ferretti and Francesca Lo Schiavo, "Hugo i jego wynalazek"


    Najlepsze Kostiumy : Mark Bridges, ''Artysta''

    Najlepsza Charakteryzacja : Mark Coulier and J. Roy Helland, ''Żelazna Dama''

    Najlepszy Film Nieanglojęzyczny: ''Rozstanie''

    Najlepsza aktorka drugoplanowa: Octavia Spencer, ''Służące''

    Najlepszy montaż : Kirk Baxter and Angus Wall, ''Dziewczyna z tatuażem''

    Montaż dźwięku : Philip Stockton and Eugene Gearty, "Hugo i jego wynalazek"

    Najlepszy dźwięk : Tom Fleischman and John Midgley, "Hugo i jego wynalazek"

    Najlepszy dokument pełnometrażowy: ''Niepokonany''

    Najlepszy film animowany: "Rango"

    Najlepsze efekty specjalne: Rob Legato, Joss Williams, Ben Grossman and Alex Henning, "Hugo i jego wynalazek"

    Najlepszy aktor drugoplanowy: Christopher Plummer, "Debiutanci"'

    Najlepsza muzyka filmowa : Ludovic Bource, ''Artysta''

    Najlepsza piosenka : Bret McKenzie, "Man or Muppet" z filmu ''Muppety''

    Najlepszy Scenariusz Adaptowany : Alexander Payne and Nat Faxon & Jim Rash, ''Spadkobiercy''

    Scenariusz oryginalny: Woody Allen, O północy w Paryżu

    Najlepszy krótkometrażowy film aktorski: ''The Shore''

    Najlepszy dokument krótkometrażowy: ''Zachować twarz''

    Najlepszy krótkometrażowy film animowany: ''Fantastyczne Latające Książki Pana Morrisa Lessmore''

    Najlepszy reżyser Michel Hazanavicius, ''Artysta''

    Najlepszy aktor : Jean Dujardin, ''Artysta''

    Najlepsza aktorka : Meryl Streep, ''Żelazna dama''

    Najlepszy film : ''Artysta''

    Oscary honorowe - Oprah Winfrey, James Earl Jones i Dick Smith


    Więcej... wyborcza.pl/1,76842,11240588,Oscary_2012_pelna_lista_zwyciezcow.html#ixzz1napPGyvi


  • barbasia1 27.02.12, 16:22
    Sacha Baron Cohen przybył na galę przebrany za dyktatora z urną z "prochami" Kim Dzong Ila, którymi później obsypał jednego z dziennikarzy.

    deser.pl/deser/51,111857,11240736.html?i=1
    :)
  • barbasia1 27.02.12, 16:26
    To zdjęcie z gali bardzo mi się podoba, same białasy biją brawo na stojąco nagrodzonej Oscarem za rolę z filmi ''Służące'' czarnoskórej aktorce Octavii Spencer.

    kultura.gazeta.pl/kultura/5,114438,11240293,Oscary_2012__zobacz_najlepsze_zdjecia_z_czerwonego.html?i=8
    Widził ktoś "Służące"? O czym to film?
    :)
  • maniaczytania 27.02.12, 17:55
    Barbasiu - obiecuje, ze napisze cos wiecej o Sluzacych :) Mam w domu ksiazke, choc jej nie przeczytalam jeszcze ;)
    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 27.02.12, 18:58
    O! Świetnie, Maniu! Trzymam za słowo. :)
  • pepsic 27.02.12, 20:14
    "Służące" - widziałam tylko fragmenty, więc z góry tłumaczę brak obiektywizmu. Otóż jedna z dobrze urodzonych panienek bierze na warsztat pisarski niewdzięczną prace służących biorąc na ostrze krytyki domy znanych pań z sąsiedztwa. Specjalnie sie nie wysilono w pod względem psychologicznym, bo dobrymi sa czarne służce, złymi - białe chlebodawczynie. Bardziej interesujące i mniej oczywiste wydaje się podejście do tematu w innym filmie sprzed 3 lat, chilijskim pt. "Służąca", gdzie tytułowa bohaterka po 20 altach wiernej służby wpada w depresję, zaczyna stroić fochy i mobbinguje młodsze koleżanki po fachu (do czasu).

    Piękna kreacja pani Oliwii (na zalinkowanym troche mniej widać). Okazuje się, że panie o bardziej obfitych kształtach tez mogą wyglądać uroczo i dystyngowanie (i jak ładnie upięte włosy).
  • barbasia1 27.02.12, 16:45
    > gratulacje dla Barbasi za całokształt i za tego Hazanaviciusa wcelowanego :]

    :)
    Dzięki, Greku!

    Gratuluje Tobie, Sobie, Wszytskim, trafnych typowań. :)
  • barbasia1 27.02.12, 16:57
    Na stronie dailymail znalazłam ładny przegląd kreacji oscarowych. Żadnej oszłamiającej nie wypatrzyłam w tym roku.

    Najbardziej podobają mi się suknie Stacy Keibler (dziewczyny Clooney'a), Penelope Curiz i Berenice Bejo.
    (Później przypatrzę się im jeszcze lepiej)

    A jak Wam, Drogie Dziewczynki i Nasz Chłopcze, się podobają tegoroczne kreacje ?

    www.dailymail.co.uk/tvshowbiz/article-2106903/Oscars-2012-Angelina-Jolie-wows-thigh-high-split-Gwyneth-Paltrow-Cameron-Diaz-sparkle.html
    :)
  • maniaczytania 27.02.12, 18:12
    Mnie sie podobaly "labedzie" czyli JLo i Cameron Diaz, ta druga jeszcze bardziej w sukience na balu Vanity Fair (zreszta bardzo fajna galeria z "after party" gdzies byla).
    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 27.02.12, 19:13
    Kreacje z after parties:
    www.nydailynews.com/entertainment/movies/2012-oscars-oscar-parties-gallery-1.1029135
    JLo wyglądała ślicznie. Tu ona z drugą syreną:
    kultura.gazeta.pl/kultura/5,114438,11240293,Oscary_2012__zobacz_najlepsze_zdjecia_z_czerwonego.html?i=7
  • maniaczytania 27.02.12, 19:22
    JLo jest sliczna :) Po zakupie przystawki cyfrowej mamy teraz TV6 a tam "idzie" amerykanski Idol a ona siedzi w jury - no nie moge sie napatrzec :)))
    I jakem kobieta, to juz chyba z 10 lat temu mowilam, ze ona to urody prekrasnej jest i jak sie ktoremu facetowi nie podoba, to podejrzany ;) jest :)))
    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 27.02.12, 20:02
    Podzielam Twój zachwyt, Maniu, nad urodą JLo, mimo, żem także kobita z krwi i kości! ;)
  • cestina 27.02.12, 19:58
    Najbardziej podobały mi się Gwyneth ( ale tylko w wersji z "narzutką"), Cameron Diaz, Emma Stone i Rooney Mara. Angelina byłoby dobrze gdyby nie pokraczna poza z nogą i przerażająca chudość i bladość. Bardzo podobał mi się kolor sukni Gllen Close, krój już nie. Nie wiem jak Wy, ale ja mam wrażenie, że jakoś mało tych kreacji było, czuje niedosyt ;)
  • barbasia1 27.02.12, 20:15
    Suknia Emmy Stone też ładna, choć nie jestem bardzo przekonana do tej wielkiej kokadry przmocownanej przy szyi.

    A noga Angeliny ma już podobno swoje konto na facebooku. :))

    Zdjęć jest całkiem sporo, ale faktycznie przyjemnie się ogląda, z chęcią oglądałoby się jeszcze i jeszcze. :)
  • barbasia1 28.02.12, 15:39
    Jeszcze jeden link z kreacjami:

    koktajl.fakt.pl/Vanity-Fair-Party-Oscary-2012,artykuly,147019,1.html
  • pepsic 28.02.12, 20:24
    Mimo, że Grek uroczyście odtrąbił koniec, a ja poległam w innej dziedzinie kilka słów o kreacjach, które z takich, czy innych względów wzbudziły moje zainteresowanie, :

    Georgina Chapman absolutny nr 1
    kobieta.wp.pl/gid,14284562,img,14284775,kat,59116,title,Kreacje-na-Oscarach-2012,galeriazdjecie.html
    Berenice Bejo (Barbasiu nie zgapiłam)
    kobieta.wp.pl/gid,14284562,img,14284591,kat,59116,title,Kreacje-na-Oscarach-2012,galeriazdjecie.html
    Shailene Woodley, po obcięciu rękawów, jak znalazł do ołtarza
    kobieta.wp.pl/gid,14284562,img,14284593,kat,59116,title,Kreacje-na-Oscarach-2012,galeriazdjecie.html
    Maya Rudolph, niekonwencjonalnie, ale bezwzględnie do innej figury
    kobieta.wp.pl/gid,14284562,img,14284638,kat,59116,title,Kreacje-na-Oscarach-2012,galeriazdjecie.html
    Elaine Taylor, inspiracja dla naszych mam i babć
    kobieta.wp.pl/gid,14284562,img,14284639,kat,59116,title,Kreacje-na-Oscarach-2012,galeriazdjecie.html
    Jane Seymour za całokształt i wiek
    kobieta.wp.pl/gid,14284562,img,14284636,kat,59116,title,Kreacje-na-Oscarach-2012,galeriazdjecie.html
    Meryl Streep, przestroga, aby w szlafroku nie wychodzić z domu
    kobieta.wp.pl/gid,14284562,img,14284661,kat,59116,title,Kreacje-na-Oscarach-2012,galeriazdjecie.html
    olśniewająca Penelope Cruz, do której mam osobisty sentyment
    kobieta.wp.pl/gid,14284562,img,14284663,kat,59116,title,Kreacje-na-Oscarach-2012,galeriazdjecie.html
    Gwyneth Paltrow, piękna suknia, ale z twarzą coś nie tak i fryzura mało wyszukana.
    kobieta.wp.pl/gid,14284562,img,14284722,kat,59116,title,Kreacje-na-Oscarach-2012,galeriazdjecie.html
    Octavia Spencer, tu w pełnej krasie
    kobieta.wp.pl/gid,14284562,img,14284685,kat,59116,title,Kreacje-na-Oscarach-2012,galeriazdjecie.html
    Jennifer Lopez, mój głos w dyskusji: doceniam urodę, podobnie jak minister Muchy, ale mnie nie rusza.
    kobieta.wp.pl/gid,14284562,img,14284662,kat,59116,title,Kreacje-na-Oscarach-2012,galeriazdjecie.html
  • grek.grek 01.03.12, 13:31
    nie znam się na modzie, za to wydaje mi się, że ... aktorka Bejo jakoś na zdjęciach z Artysty wyglądała urodziwiej.
  • barbasia1 01.03.12, 13:54
    grek.grek napisał:

    > nie znam się na modzie, za to wydaje mi się, że ... aktorka Bejo jakoś na zdjęc
    > iach z Artysty wyglądała urodziwiej.

    A wiesz, że też tak pomyślałam. Sądzę, że to ta niekorzystna fryzura zepsuła cały efekt, bo suknię miała naparwdę ładną (lubię koronki).

    :)
  • barbasia1 01.03.12, 14:36
    Dobre komentarze, Pepsic!

    Przepiękną suknię ma Georgina Chapman. Dlaczego ja jej wczesniej nie zauważyłam!? Zgadzam się Pepsic to absolutny nr 1.

  • maniaczytania 27.02.12, 18:16
    Rzeczywiscie Cestina rozbila bank - 11 trafionych! Gratulacje!

    Pozostalym rowniez - Barbasia i ja po 8 trafien, Grek - 6, Pepsic -3.

    Ja, jak Barbasia, troche zdziwiona jestem brakiem Oscara za dzwiek dla Dziewczyny...

    I jeszcze chcialam napisac, ze bardzo nie podobaja mi sie wypowiedzi pani Holland - proby dowartosciowania sie kosztem innych - tak nie wypada, porazke trzeba znosic z godnoscia, a ta nominacja to i tak wielkie wydarzenie.
    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 27.02.12, 19:17
    maniaczytania napisała:

    > Rzeczywiscie Cestina rozbila bank - 11 trafionych! Gratulacje!

    To się nazywa efektowne wejście! ;)


    Zgadzam się, Maniu, z Twoim komentarzem na temat wypowiedzi Angnieszki Holland o filmie "Artysta" .

  • grek.grek 28.02.12, 14:33
    dzięki Tobie i Wam wszystkim za oskardową zabawę tegoroczną, za 12 miesięcy następny odcinek :] tit tak, tik tak...

    Holland się wygłupiła. "W ciemności", nawet jeśli jest to dobry film, zrobiła 15 za późno, niech do siebie albo do zrządzeń losu ma pretensje, że Spielberg i Polański byli szybsi.


  • barbasia1 28.02.12, 14:39
    grek.grek napisał:
    > Holland się wygłupiła. "W ciemności", nawet jeśli jest to dobry film, zrobiła 1
    > 5 za późno, niech do siebie albo do zrządzeń losu ma pretensje, że Spielberg i
    > Polański byli szybsi.

    Celna uwaga!
  • grek.grek 28.02.12, 15:47
    Wiesz, Barbasiu, tak to już u nas jest... zawsze zakładamy czapki i spodnie, które były modne 5 lat temu, zawsze jesteśmy w tyle za światowymi trendami; za 5 lat jakiś polski twórca zrobi polską wersję "Artysty" i znów sie zdziwi, że nikogo ona nie interessuje. jak kto, przecież to najnowszy krzyk mody, oburzy się i zadziwi twórca :] ale wtedy modne będzie, co innego, coś co kolejny polski twórca spróbuje powielić za 10 lat i zrobi taką samą minę jak pani Holland przedwczoraj.

    Oryginalność, oto czego nam brakuje, narzucania tematów, wprowadzania własnych, a nie powielania trendów - tak mi się wydaje, jak sądzisz ? sądzicie ? Filmy o bohaterach, które uparcie zgłaszamy do Oskara są same w sobie passe, trochę, zwłaszcza kiedy dotyczą historii wojennych. Może powinniśmy kręcić o ludziach, a nie o zbawicielach albo dumnych ofiarach komunistycznej opresji ?
  • pepsic 29.02.12, 21:00
    tak to już u nas jest... zawsze zakładamy czapki i spodnie, które były modne 5 lat temu
    Bardzo przepraszam, mamy inne priorytety, niż puste córki pewnych wysokich rangą b. i obecnych polityków.
  • barbasia1 01.03.12, 15:16
    grek.grek napisał:
    > Oryginalność, oto czego nam brakuje, narzucania tematów, wprowadzania własnych,
    > a nie powielania trendów - tak mi się wydaje, jak sądzisz ?

    Racja.

    [...] Może powinniśmy kręcić o >ludziach, a nie o zbawicielach albo dumnych ofiarach komunistycznej opresji ?

    Pomiając kontekst II wojny światowej, wątek pomocy Żydom, film Holland jest jest przecież historią o człowieku z krwi i kości. Więcej, jest uniwersalną opowieścią pokazujacą, że dobro i zło istnieją w człowieku mniej lub bardziej obok siebie.
    :)
  • grek.grek 02.03.12, 13:46
    to prawda, ale jednak znów heroizm wchodzi w grę, trochę uszminkowany szorstkością pewną, jednak - chodzi znow o ratowanie, ocalanie, bohateryzm... Nie sądzisz, że... to już było, i to często, ostatnio - za często ? :]
  • cestina 27.02.12, 19:40
    Greku niczego tak nie byłam pewna jak Spencer, Dujardina i "Spadkobierców" za scenariusz :)
    W tym roku się zawzięłam i udało mi się obejrzeć 5 filmów z nominowanych, plus jeszcze dwa nie liczące się w wyścigu ("Druhny" i "Idy marcowe"). Kiedy przeczytałam jaka jest średnia wieku głosujących wiedziałam, że "Artysta" wygra. Tu nie miało znaczenia, że film jest europejski, bo to film dla nich, może nawet po części o nich.
    Zasłużony Oscar dla Spencer i Dujardina. To były moje pewniaki, reszta to kalkulacje i ślepy traf;). Dodam jeszcze, że mnie, osobiście bardziej podobały się "Służące", niż "Artysta".

    Co do " W Ciemności" oglądałam rozdanie Oscarów na Canal+. Do studia zaproszono Marcina Bosaka (Yanek Grossmann w filmie Holland), który powiedział, że " Rozstanie" to najlepszy film jaki widział w zeszłym roku, oczywiście zaraz się poprawił, i dodał, że oprócz " W Ciemności". To było tuż przed wręczeniem nagrody dla filmu nieanglojęzycznego, w jednej sekundzie pozbawił mnie wszelkich złudzeń ;)
  • grek.grek 28.02.12, 14:27
    tym bardziej gratuluję Ci orientacji w terenie i nosa też.

    ja słuchalem po-oskarowych komentarzy w Tok Fm - dwie panie chętnie używaly, wobecx Artysty, określenia "film wydmuszka" - widać, komentarz sfrustrowanej polskiej reżyser robi szybką karierę ;]
  • grek.grek 27.02.12, 13:43
    glównie powtórki w tych ostatnich dniach, takie małe resume zatem ...

    "Wrog publiczny" w sobotę - pomimo róznych scenariuszowych nadprogramowych kół ratunkowych rzucanych bohaterom, pomimo oczywistych uproszczeń, to jest, był i pewnie na dlugo pozostanie bardzo dobry film akcji z ostrzegawczym przesłaniem, które niby mowi o czymś, co wszystkim się zdaje, ale o czym na codzień się zapomina, co ułatwia robotę rozmaitym agencjom od inwigilacji. czy technologia jest na tyle zaawansowana, by zobaczyć, co facet nosi w torbie plastikowej za pomocą obracania slajdu z tą torbą i majstrowania przy nim za pomocą komputera - nie podejmuję się osądzić ;]

    "Parę osób mały czas" - wczoraj sobie przypomniałem. zupełnie zniewalający klimat : osobowości postaci, relacji między nimi, dobieranych wnętrz, prowadzenia kamery, montażu, dialogów. Białoszewski wnerwiający, ale jednocześnie taki łatwy do zrozumienia, relacja ze Stańczkówną wyjątkowa, ale i momentami kuriozalna. Poeta poetą, awersja do szarej codziennej bieżączki awersją, ale żeby niewidoma za niego latała po urzędach, sklepach i jeszcze mu porządkowała papiery... z drugiej strony - ona bez tego bycia jego niańką, pewnie by się po prostu zawinęła w piórnik, dlatego akceptowała to wszystko tak bezkrytycznie, no - z momentami przesileń. Nie zostałaby poetką, nie uczestniczyłaby we "wtorkach", ominęło by ją wiele fajnych rzeczy, może nawet całe życie w jej decydującym znaczeniu.

    Moja ulubiona scena : Stańczakowa nieśmiało komunikuje Białoszewskiemu, ze sama zaczyna pisać wiersze. daje mu do przeczytania, on czyta, odrzuca, namawia ją, zeby się w to nie pchała, bo to za duża sprawa jak dla niej, na co ona wstaje i rzuca mu : mam cię w dupie, chcę pisać i będę pisać. Przy całej atencji i uznaniu dla niego, jako poety, przy całym szacunku dla jego zdania - ważniejsza była dla niej jej wlasna potrzeba. Wreszcie. I w końcu on to zrozumiał, pomagał jej, a na końcu czytał jej wiersze na jakimś jublu.

    "Walc z Baszirem", w CT poleciał. Animowana w formie opowieść o izraelskich eks-żołnierzach wracających wspomnieniami do czasów wojny 82 roku w Libanie, a zwłaszcza do masakry na uchodżcach palestyńskich w obozach Sabra & Satila, którym wojsko izraelskie nie zapobiegło, co tym eks-wojakom leży ciągle wyrzutem na sumieniu, tak jak pewnie niektórym Błękitnym Hełmom los setek tysięcy Tutsi, których Hutu zaszlachtowali maczetami w momencie, gdy wojska ONZ w zasadzie zostawiły ich samym sobie wycofując się z Ruandy. glówny bohater w zasadzie wraca do wspomnień, które przyspał mu solidny gruz, wraca do nich z powodu koszmarnych snów; szuka kontaktu z dawnymi kolegami z wojska, swoimi towarzyszami ówczesnymi, i konfrontując się z ich wspominkami wraca do własnych, zagrzebanych głęboko obrazów ówczesnych zdarzeń. Ciekawy pomysł, forma, temat rzadko poruszany, bo kto by tam sobie głowę zawracał starymi kotletami, ale tym bardziej ważny - jest tu ekspiacja za grzech zaniechania, jest refleksja, ze z wojny nigdy nie wraca się bez zmian we własnej głowie, że nie da się zapomnieć zanim się sprawy nie rozwiąże, nie stanie z nią twarzą w twarz; coś zawsze zostaje, choćby w poświadomości, kiedyś wróci i upomni sie o swoje.

    a wczoraj "Vinci" - też z przymrużeniem oka, zwłaszcza jak chodzi o logistykę, czas i precyzję wykonania 4 kopii "Damy z łasiczką", ale poza tym to kawał fajnego, rozrywkowego kina, w krakowskich dekoracjach, które nawet przez ekran calkiem nienajgorzej pachną artystowsko-bohemową famą tego miasta, przesadzoną czy nie, zrozumiałą być może tylko dla starych krakusów, ale tu akurat się udało wpleść te watki i wrażenia, m.in za sprawą postaci Hagena i jego córki.
  • pepsic 27.02.12, 20:29
    Chciałam tylko przypomnieć, że wspominałam o "Walcu z Bashirem". Odczucia, jak widzę mamy podobne. Zwróciłabym jeszcze uwagę na ważny przekaz, a mianowicie porównanie przedstawionej sytuacji w Libanie do bezwzględnego traktowania Żydów podczas wojny - ofiary po latach stały się katami.
    Ps. Dzisiaj na Kulturze o 22 z minutami film irański "Co wiesz o Elly" (wielokrotnie zachwalałam), a którego reżyser wczoraj w nocy zdobył drogocenną statuetkę za "Rozstanie".
    :)
  • grek.grek 28.02.12, 11:56
    yes, pamiętam, a raczej - przypomniałem sobie :]

    "Co wiesz o Elly" - obejrzałem, miałem w kapowniku zapisany - z Twojego polecenia właśnie.

    wspomnę tylko, dla tych którzy jeszcze nie mieli okazji - grupa przyjaciół [głównie małżeństwa z dziećmi] z Teheranu jedzie do wynajętej nad morzem willi, by tam spędzić wesoły weekend. jedna z dziewczyn, Sephire, namawia do wyjazdu razem z nimi Elly, przedszkolną wychowawczynię jej dziecka. Cel jest taki, zeby Elly przedstawić Ahmadowi, który właśnie przyjechał na chwilę z Niemiec, gdzie rozstał się ze swoją panią, czyli... spiknąć ich ze sobą, bo ona fajna, a i on nie gorszy.

    w sumie, jest miło, fajnie i zabawowo, państwo jedzą, piją, grają w siatkowkę albo w kalambury, przywiezione z nimi dzieci bawią się na plaży albo z nimi... no po prostu weekend w ładnych okolicznościach nadmorskiej przyrody.

    Problemy i latawica się zaczynają, kiedy nagle w morzu zaczyna topić się syn jednego z małżeństw. Na początku nikt tego nie zauważa, a mężczyźni grajacy w siatkowkę ignorują alarmujące wezwania własnych dzieciaków. Po chwili jednak reagują i kiedy odkrywają, co sie dzieje : wszyscy rzucają mu się na pomoc, udaje im się go odratować, ale zaraz później zauważają, że gdzieś zniknęła owa Elly. Dochodza do wniosku, ze pierwsza, zanim oni jeszcvze sie zorientowali, rzuciła się na pomoc dzieciakowi i utonęła. Zawiadamiają policję, pojawiają się motorówki, ale poszukiwania są bezowocne, policjanci radzą czekać na wyrzucenie ciała przez wodę, o ile dziewczyna faktycznie się utopiła... nic nie można więcej zrobić.

    Okazuje się, ze kruca oni nic o niej nie wiedzą, nawet nazwiska nie znają, nie mają o niej żadnego pojęcia, to jednak była dziewczyna z zewnątrz, nie z ich paczki... Nerwowo się robi, ludzie skaczą sobie do oczu, znikąd wracają jakieś małe urazy i frustracje, które małżonkowie zaczynają rozgrywać, poruszeni emocjonalnie całą sytuacją i podskórnie obwiniający się o nią nawzajem i osobiście.

    Przyjaciele mają jej komórkę, która się zaplątała w torebce Sephire,więc próbuję dzwonić po numerach, które są tam wklepane. natrafiają na brata Elly, który wkrótce okazuej się kimś zupełnie innym, a jego związki z Elly bardzo niejednoznaczne [nie zdradzę jakie], a później ten facet wyrazi chęć spotkania z nimi, przyjazdu na miejsce zdarzenia.

    oni zaś staną przed dylematem : ile mu powiedzieć o zamiarach własnych względem Elly [poznanie jej z Ahmadem, z nadzieją na związek tych dwojga], i czy zdradzić mu, na ile Elly o tychże wiedziała, co w kontekście jej relacji z tym facetem będzie miało decydujące znaczenie jak chodzi o ocenę jej moralności.

    jak to się potoczyło - nie wypada chyba zdradzać, no może w jakimś sekretnym spojlerze ? ;]

    trochę jest tak, ze jak kino chińskie, czy irańskie, czy z innego kraju w którym panuje tzw. zamordyzm polityczny/religijny - to automatycznie oczekiwanie, że film musi się gdzieś tam odnosić krytycznie do rzeczywistości opresyjnej.

    A tutaj, na wstępie - normalna grupa ludzi, żadne ofiary reżimu ajatollahów, ekipa przyjaciół na wypadzie weekendowym. W pierwszej części, to jest obraz irańskiej normalności. Jakby nie typ urody i stroje kobiet, to spokojnie móglby to być portret grupy Europejczyków. OBrazek rodzajowy.

    W drugiej jest akcja, nerwy, bieganina i generalnie rozpierdak, w ktorym żona staje przeciw mężowi, kobieta przeciw mężczyźnie, a on nawet umie i rękę na nią podnieść, wywlekane są małe brudy z przeszłości - zasłony z normalności chwieja się i spadają. Dochodzi jeszcze pytanie tytularne : kim jest Elly ? Gdzie się podziała ? Czy naprawdę nie żyje ? Jesli tak, to gdzie jest ciało ? pytania jak z dochodzeniówki albo z jakiegoś filmu sensacyjnego. Odpowiedź pojawi się w finale.

    W trzeciej zaczynają do głosu dochodzić kwestie zwyczajów i etyki, a grupa musi się integrować w obliczu zewnętrznej "inwazji". Dorośli instruują dzieci, zeby facetowi, ktory ma ich odwiedzić - ani nie pisnęły, ze oni tam wypili drinka czy grali w piłkę. a sami w końcu będą musieli zdecydować, co robić, co mu powiedzieć : prawdę czy bajkę o Elly ? Nie jest to błaha rzecz, bo chodzi o to, z jaką opinią Elly zostanie pochowana, jeśli nie żyje, jak wszyscy sądzą. I zdecydują... demokratycznie - każda opinia będzie miała znaczenie i wpływ na ostateczną wolę grupy.

    Historia nie uderza w reżim religijny, ale jednocześnie... Jest gorąco, słońce... faceci chodzą ubrani w podkoszulki, bermudy, a kobiety nie mogą pokazać nawet kawałka ciała, na głowach mają chusty - nie mogą zagrać w siatkówkę w staniku i szortach, przy całej nowoczesności, "europejskości" towarzystwa, najpewniej nie zostałoby to zaakceptowane, nikt nawet nie proponuje zeby Elly zdjęła z głowy tę niewygodną, latającą wokół ciała chustę, którą przytrzymuje czymś w rodzaju czapeczki bejsbolowej w formie samego daszku. Nie.

    Kiedy ma się zjawić gośc, ten wydzwoniony z komórki Elly - pełna konspira. Byle sie nie dowiedział, ze my tu sie bawimy, że siatkówka, że papierosek, zę drink, że jedzenie może nierytualne itd.

    Kiedy z nim rozmawiają, i wynika sytuacja zapalna - jeden z nowoczesnych irańskich 30-latków klnie się "przysięgam na Koran !', co brzmi jakby było odpowiednikiem nie tyle przysięgi, co zestawem słów o randze daleko większej, które wręcz wymuszają wiarę w prawdomówność tego, kto je składa, bo niemożliwe, by się ośmielił kłamać w taki sposób.

    mówi się, ze irański reżim islamski obali prędzej MTV niż zbrojny pucz. To młode społeczeństwo, bardzo młode, inne, zakręcone Zachodem, który odbierają za pomocą anten satelitarnych, których w samym Teheranie są tysiące, albo i dziesiątki tysięcy, jak mówią tambylcy. Ten film pokazuje jednak, Imo, ludzi chcących łączyć tradycję z nowoczesnością, ale niepewnych tego na ile mogą sobie pozwolić, świadomych tego, ze naginanie zasad może
    oznaczać problemy, jakby czekających na zmianę obycvzajowo-polityczną, która musi się zdarzyć, a tymczasem wprowadzających do swojego życia zachodnie nowinki w pełnej tajemnicy przez obcymi. A może wcale nie tak :]

    No i jakoś mi wyszło tak, ze jednak znajdują się w tym filmie jawne odwołania do faktu, ze Iran to wciąz państwo wyznaniowe, i ze nie da sie uciec od jego wpływów i norm ktore stanowi :]

    ale, to tylko wg mnie, macie może doświadczenie z tym filmem ? jak sądzicie ? Pepsic, dorzucisz coś ?



  • maniaczytania 28.02.12, 18:40
    to ja poprosze o spojler oznaczony w temacie :)

    co sie stalo z Elly? jak sie konczy film?

    --
    Maniaczytania - blog
  • pepsic 28.02.12, 19:26
    Może tu znajdziesz odpowiedź, gdybyś jednak pytała o szczegóły, Grek jest bardziej na bieżąco:
    forum.gazeta.pl/forum/w,14,120424060,122086041,_Co_wiesz_o_Elly_pogmatwany_spojler.html
  • maniaczytania 28.02.12, 19:39

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 29.02.12, 10:33
    to ja bym do postu Pepsic tylko dorzucił, że
    a] ciało Elly znajduje policja, faktycznie - morze je wyrzuciło - i ten przyjezdny absztyfikant je identyfikuje w kostnicy.

    b] nasza grupa przyjaciół decyduje się wyznać absztyfikantowi prawdę o całej sytuacji, o celu swojego zaproszenia Elly na ten weekend - za co, Bogu ducha winny, Ahmad dostaje cios w nos od ww. pana :]
  • pepsic 28.02.12, 20:10
    Czytałam kiedyś wywiad z reżyserem, mówił, że nie miesza się do polityki, wiec jeśli jakieś akcenty były, to przedstawione w mocno zawoalowany sposób.

    Odnośnie chust, a raczej pięknych i drogich szali, bo z klasy zamożnej wywodzili się bohaterowie filmu. Mnie nie przeszkadzają, to ich kultura i tradycja. Zwróciłabym tylko uwagę na powtarzający się motyw dotyczący bicia kobiet w filmach tego reżysera zwłaszcza. Smutne, ale coś jest na rzeczy, jak widać.

    Ps. Grek, to nie mógł być alkoholu, bo mają zakaz. Czy dobrze mi sie wydaje, że nie jesteś zachwycony? Ja doceniłam film za drugim razem, kiedy dotarło do mnie przesłanie, za pierwszym podejściem poszłam fałszywym tropem, ten właściwy wydawał mi się nieprawdopodobny.
  • grek.grek 29.02.12, 10:39
    Kultura i tradycja tradycją i kulturą, ale... to takie jakieś jednak traktujące kobiece ciało odkryte, jak źródło zgorszenia, obrazy majestatu, manifestację obyczajowego skandalu... To chore jest, Pepsic. Może to i jest tradycja i może to nawet kultura jest, ale - jak dla mnie - to raczej przejaw dyskrymninacji i zdziecinnienia.

    hehe, "nie jestem zachwycony", ze sobie nie chalpnęli na pochybel starym brodaczom ? ;]

    To ciekawe, o jakich "tropach" mówisz ?

  • pepsic 29.02.12, 21:19
    Skoro chusty im nie przeszkadzają, ubierają się, tak, jak uważają za słuszne - to co nam, Europejczykom do tego? Sądzisz, że na gali oskarowej estetyczniej wyglądały wylewające się biusty, wybotoksowane twarze, czy wystające piszczele? A co powiesz na mało apetycznych osobników wylegujących sie na polskich plażach z wielkimi brzuchami, nie obrażają czyichś uczuć, jeśli ponadto w tym samym kusym stroju i plażowych klapkach wkraczają do restauracji na posiłek?

    Niewłaściwego słowa użyłam. Po prostu poniosła mnie wyobraźnia i zaczęłam doszukiwać sie drugiego dna, sensacyjnego.

  • grek.grek 02.03.12, 14:01
    w upalnym słońcu jest im na pewno za gorąco :]

    pytanie, czy one chcą tak sie ubierać, czy mają wybór ? wg mnie - nie mają, a - znów wg mnie : może by mieć chciały ubierać się inaczej, wygodniej, luźniej. wiele muzułmanek po wyjeździe na Zachód zmienia całkowicie styl ubierania sie, czy tylko z powodów konformistycznych ? czytałem kiedyś jakiś artykuł, przepraszam - nie mam go pod ręką, więc nie zacytuję - w ktorym dowodzono, ze z kolei te europejskie muzułmanki, ktore upierają się przy noszeniu chust, nie robią tego z własnej woli, albo robi to nieznaczny odłam, większość po prostu boi się reakcji swoich męskich krewnych i radykalnie nastawionych patrairchalnych społeczności islamskich, które w wielu arabskich diasporach w Europie są dominujące. Muzułmanki/kobiety arabskie zderzające się z europejskim styem życia i mając wybor nie ograniczany przez męskich szownistów - wybierają styl europejski.

    wiesz, jak leży taki wieloryb, to wystarczy na niego nie patrzeć, opresją by było zmuszanie do oglądania takich okazów :]

    jak chodzi o restauracyjne wizyty takich egzemplarzy, to kwestia zasad panujących w tej konkretnej jadłopodajni - zwracasz mu uwagę i prosisz o założenie koszuli i spodni, albo pozwalasz siedzieć w samych slipach. jak chcesz, twój lokal - ty ustalasz normy.

  • barbasia1 28.02.12, 16:16
    "Walc z Baszirem" - komentarz Pepsic:

    forum.gazeta.pl/forum/w,14,126640432,128235926,Re_Walc_z_Bashirem_tvp_kultura_godz_20_20.html
  • grek.grek 28.02.12, 12:49
    "CO wiesz o Elly ?" było - później, wczoraj; wcześniej - "Czarna Wenus".

    Historyja o niejakiej pani Saartije Bartman, czarnej dziewczynie z RPA, którą na początku XIX wieku wyciągnął holenderskim farmerom i zawiózł do Europy pewien brytyjski impresario, mamiąc ją nadzieją na zostanie aktorką albo szołmenką, a na pewno kobietę zamożną i ustawioną. Saartije wygladała nietypowo - miała nadprogramowo duże genitalia i pośladki. Czyli, kuriozum mogące budzić sensację wśród gawiedzi. Czlowiek Słoń vol 2.

    Saartje robi więc za główną atrakcję prowincjonalnych szoł jej menadżera. Występuje jako dzikuska na smyczy, groźna i nieobliczalna, ktora jednak, jak jej menadżer każe - umie zatańczyć trzęsąc pośladkami tak, ze tynk sypie się ze ścian. Odważni mogą nawet jej dotknać. Ofk, przez specjalny kostium, w ktorym dziewczyna występuje.

    Mało wyjściowe sytuacje, ale Saartje wie w co się bawi, słucha swojego szefa, i wierzy w to, ze kiedy słuch o niej dotrze do stolicy - w Londynie zoistanie należycie doceniona, dostrzeżone zostaną jej walory aktorskie, artystyczne, ktore w sobie znajduje i ceni, że te cyrki w budach malych miasteczek zostaną zastąpione przez artystyczne pokazy dla najlepszej socjety, gdzie spotka się z atencją i szacunkiem.

    Kto wie, może tak by było, może zostałaby faktycznie ustawiona i doceniona, gdyby nie przeszła z rąk swojego menago, który padł na oskarżeniu o handel niewolnikami, do łap nowego, który zabiera ja do Paryża, gdzie jako Totentot Wenus jest eksploatowana przez swojego chlebodawcę do oporu : a to oddaje ją w ręce naukowców z Muzeum Czlowieka, którzy mówiąc do niej per "pani" traktują jak manekina czy może małpę z buszu z ambicją udowodnienia, ze jest ona jakims pośrednim ogniwem ewolucji, zbliżonym barsziej do orangutana niż człowieka - a to znów Saartje jest bohaterką orgii pośród francuskiej socjety, a menago robi za jej ujeżdzacza i innym też pozwala pchać jej łapy do otworów, łapać za tyłek, a i pojawiają się rózne zabawki z nocnej szafki.

    Pan reżyser ciagnie te sceny bez opamiętania, ciekawskie głupio ucieszone albo wyrażające jakieś takie tępe zafraprowanie gęby, liczne paluchy i łapska obłapiające dziewczynę, która nie może się nawet ruszyć, zaprotestować. Kiedyś udawała dzikuskę, szarpała się, pluła - ale to bylo wliczone w szoł, to była rola. W Paryżu - jej zadaniem jest dać się zeszmacić, dać się upodlić, mowy już nie ma o artystycznej karierze. Jest tylko upookorzenie, publiczne pokazywanie tego, co ma między nogami i kolejne wypinanie tyłka, zeby wszyscy zgromadzeni mogli się nagapić i naszumieć do woli.

    Granicą są łzy. Kiedy Saartje nie wytrzymuje i zaczyna płakać - socjeta paryska odstępuje. "ona płacze, to już przestaje być zabawne",mówią, ale jej menadżer, wyjątkowa łajza, krzyczy "nie, smakujcie państwo dalej, ona cała jest dla was, to łzy rozkoszy, szczęścia !". "tyo okrucieństwo", odpowiadają mu. A on wścieka się i brutalnie wypędza Saartje z salonu, gdzie cała akcja ma miejsce. Za jedną łzę, której nie powstrzymała.

    Na nic, to koniec, fama o płaczącej, wykorzystywanej Wenus ostatecznie kładzie kres pokazom w salonach burżujskich. Ale Saartje nadal jest atrakcją i nadal przynosi zyski, ale... już tylko jako
    dziwka w burdelu, z którego jej mendżer czerpie zyski. W przeciwieństwie do innych pracownic jest osowiała, smutna, zobojętniala, jest wrakiem czlowieka - ale i tak ma powodzenie, czy to jako obiekt bezpośtredniej konsumpcji czy też jako wizualna podnieta, żywa fotka albo tancerka dla kogoś, kto właśnie konsumuje jedną z jej koleżanek. Bywa, ze łapie jakieś choróbska, musi polegiwać w szpitalu, a potem abator od nowa i na końcu klientowi jeszce matowym, pozbawionym życia głosem, grzecznie dziękuje, ze sie raczył pofatygować i wysilic.

    Dziewczyna pije coraz więcej, pali coraz częściej, aż w końcu pada i dusi się kaszląc. Zgon na miejscu.

    Nawet na jej zwłokach menago zarabia - oddaje ją do Muzuem Czlowieka, gdzie wreszcie antropolodzy mogą swobodnie jej genitalia zmierzyć, a z ciała zrobić odlew gipsowy.

    To co przyciąga uwagę w tym filmie, to nie są rozmiary pani aktorki. To jej oczy. Oczy jej bohaterki, ktore najpierw są żywe, później zmęczone, potem toczą łzę, a w końcu zieją pustką i
    beznadzieją.

    Jak dalece można wykorzystać człeka, zrobic z niego sceniczno-salonową marionetkę, wystawić na żer całą jego cielesność, zupełnie ignorując jego godność i uczucia - to pytanie się jakoś samo nasuwa, z zasady. I pan reżyser właściwie chyba dla jego pełnego wybrzmienia zrobił prawie 3 godzinny film, zeby wystarczająco długo mogły trwać i dostatecznie mocno wryć się w świadomośc oglądacza wszystkie ilustracyjne sceny, cały ich ciąg, ktore w sumie składaja się na potężną czczcionkę jaką ono zostaje zapisane. Ktoś powie, ze ile można wciskać obrazkow kolejnych szołów, orgii, pokazów, kopulacji gdzie Saartje jest gwałcona mentalnie i cieleśnie, jak można długo przeciągać te sceny - no i to jest fakt ryzyko, bo w takich sytuacjach czasami dochodzi do banalizacji tematu, do przesilenia, przekroczenie masy krytycznej, po którym widz obojętnieje, ładunek emocjonalny całej historii marnijeje,a sama Saartje przestaje widza obchodzić. Kwestia indywidualnych upodobań i konstukcji wewnętrznej.

    Zarzut może być taki, ze reżyser nie wnika zbytnio w umysł bohaterki. Skupia się na jej ciele i jego eksploatacji oraz reakcjach na nie. Plus dorzuca jej owo ww. postępujące zrozpaczenie aż do całkowitego zamknięcia.

    Szumu jest od cholery, jak facet wyjdzie goły na ekranie, jakie to poświęcenie aktorskie... Pani Yahima Torres, grająća Saartje, wyznacza całkiem nowe grancie w tym obszarze.

    ktoś powie - to tylko aktorstwo, to udawane, aktorka jest w srodku, to wie najlepiej/ Może, ale tutaj naprawdę tak bardzo jej ciało zostało wykorzystane, tak mocne są sceny, w ktorych ona jest w centrum przed gawiedzią, że wypada tylko czapką zamieść przed tą panią. Rola naprawdę mocna. naturalistyczna, w calkowitym obnażeniu, bez żadnego marginesu na obejście jej bokiem.

    Chemia i zaufanie między Torres, a reżyserem [mr Kechiche] musiały być wyjątkowe. Nie wiem, ile wydoili razem Dżony Łokerów, ale pewnie poszła na to spora część budżetu na ten film :]
  • barbasia1 28.02.12, 14:37
    Wszytsko z TVPKulkury, tak? Jak nie będę mieć dziś dekoderka, to wyjdę z siebie i zostanę się Dexterem.

    "Czarna Wenus" o której wspominaliśmy już, wspaniale! Zaraz zabieram się do czytania!
    :)
  • grek.grek 28.02.12, 15:40
    Yes, Barbasiu yes, madame :] zacząłem o 20:20, zakończyłem o 1:15, z przerwą na spacer, hehe. Taka noc filmowa.

    trzymam kciuki, dekoder must be there :] już tam pal licho resztę, ale choćby dla Kultury i dla CT warto mieć jak najprędzej. Nie oszczędzaj tych magików, ktorzy mają Ci zamontować dekoda. Jak zrobią i będzie działało, to ich zdexteruj za opóźnienie i w ten sposób dwie sprawy naraz załatwisz :]

    pamiętam, kiedyś już pojawil się ten tytuł. Jak widzisz, co się odwlecze, to nie uciecze, a powtórek w Kulturze tylko wyglądać, hehe. TO co nam uciekło - wróci niebawem. dlatego kapownik zawsze mam przy sobie, notuję pilnie i sprawdzam, co można złowić.

    mam nadzieję, że to co nadziobałem nie sprawi Ci większego bólu głowy, chociaż... wiesz sama... wersja robocza wersją roboczą ;]

  • barbasia1 28.02.12, 16:14
    Istny maraton filmowy, powiedziałabym. ;)

    Ha,ha. Postaram się dziś postawić sprawę dekodera na ostrzu noża, jak przystało na fankę Dextera. ;))

    Nic się nie martw, zawsze bardzo dobrze czyta się Twoje wersje robocze.
  • grek.grek 28.02.12, 16:18
    hehe, no tak, coś w tym stylu, ale nie czułem dystansu, wyobraź sobie. Jakbym miał jeszcze trzeci tytuł do obejrzenia, to z lekkością motylej nogi bym się zakręcił wokół niego :] Chyba w dobrej formie jestem, haha.

    O, i o to chodzi :] Płacisz i wymagasz, a jak nie płacisz, to... wymagasz podwójnie.

    cieszy mnie to niezmienne, próbuję jak mogę najlepiej, raz wyjdzie nienajgorzej, a raz gorzej niż nienajgorzej, ale za każdym razem jest pełny naturalizm ;]
  • barbasia1 28.02.12, 16:26
    Żebyś tylko się nam nie przemęczył! Pamiętej!

    Ha,ha! To ten drugi przypadek.

    Podziwiam szczerze, że tak efektownie (pominąwszy drobne ustereczki) wypadają Ci te wersje robocze!
    :)
  • grek.grek 29.02.12, 10:41
    nie obawiaj się, hehe.

    aaa, no to bacikiem ich/go, bacikiem :]

    och, czuję się doceniony, dzięki :]
  • barbasia1 29.02.12, 15:55
    :)

    Ogłaszam wszem i wobec, że dekoder został szczęśliwie zainstalowany . :)))
    Mam 14 kanałów w tym upragnioną TVPKultura, reszty będę szukać później (z czeskich jeszcze żaden się nie pojawił po automatycznym wyszukiwaniu).

    /korekta- Pamiętaj!/
  • pepsic 29.02.12, 20:53
    Ogłaszam wszem i wobec, że dekoder został szczęśliwie zainstalowany . :)))
    W taki razie:
    www.youtube.com/watch?v=us3dQ0nnlHY
    :)
  • barbasia1 01.03.12, 13:44
    pepsic napisała:

    chichichichichi :)))

    Dzięki, droga Pepsci! :)
  • grek.grek 01.03.12, 13:39
    o krucafax, gratulacje, podpinam się pod linka Pepsic :]

    to teraz będziesz szaleć na zakrętach, Barbasiu, zalóż pilotkę ;] Nie oszczędzaj tego urządzenia, niech pracuje pełną parą i niech Ci służy dzielnie i bez usterek.
  • barbasia1 01.03.12, 13:50
    Ha,ha,ha! Dzięki, Greku! :)))

  • barbasia1 29.02.12, 18:57
    "Człowiek słoń", film Lyncha, "Najbrzydsza kobieta świata" opowiadanie Olgi Tokarczuk z tomu "Gra na wielu bębenkach" po przeczytaniu tej opowieści o Czarnej Wenus, tam również bohaterowie ze względu na swoje osobliwe przymioty ciała stają się "cyrkowymi atrakcjami" dla spragnionych sensacji bezdusznych ludzi ...

    Ciężka historia, Pepsic też to mówiła -
    forum.gazeta.pl/forum/w,14,130276386,130644248,Czarna_Venus.html
    Trailer "Czarnej Wenus" wygląda niewinnie
    www.youtube.com/watch?v=OO7oaJkQyzU
  • f6f 28.02.12, 22:09
    pytanie względem piątku: Mamma Mia-warto?.
  • maniaczytania 28.02.12, 22:25
    f6f napisał:

    > pytanie względem piątku: Mamma Mia-warto?.

    Jesli sie lubi piosenki Abby, nieskomplikowana intryge, ktoregos z trojki - P.Brosnan, S. Skarsgard, C. Firth albo Meryl, ladne widoczki - czyli po prostu cos, co poprawia humor - to warto!

    sama ogladalam juz nie wiem, ile razy ;)))


    --
    Maniaczytania - blog
  • bakali 29.02.12, 09:10
    Mama Mia - lekki, przyjemny, nieskomplikowany film naszpikowany muzyką Abby. Mnie się podobał, myślę, że będzie akurat na piątkowy wieczór.
    Poza tym z podziwem obserwowałam w nim Meryl Streep, to wręcz nieprawdopodobne, żeby (nie wypominając) 60-latka TAK wyglądała, tak lekko się poruszała i tańczyła. Niesamowita kobieta, naprawdę.
  • pepsic 29.02.12, 21:02
    Tak w ogóle to piątek szykuje sie bogato i adekwatnie do tytułu wątku:)
  • grek.grek 29.02.12, 10:58
    Barbasiu, madame, i Wy, dzielni pielgrzymi, ktorzy śledzicie Californication serię IV... w odc 9 serii IV :

    Hank Moody nie może się dostać do pokoju hotelowego. Problemy z kartami płatniczymi. Rachunek zaś za hotelowe pomieszkiwanie urósł do 25 tys dolków. Henry James Moody III nocuje zatem w samochodzie pod domem swojej eks-Karen. Rankiem wybudza go córka Becca i zaprasza na śniadanie do domu, w ktorym jeszcze przed chwilą Moody był persona non grata jako czekający na proces sądowy nastolatko-wykorzystywacz, niewierna świnia i tata psychopata. A już dziś, przy śniadanku Hank rozbawia swoją eks i swoją córkę i przez dłuższą chwilę wyglądają jak fajna rodzina. Ta chwila się przedłuża, bo córka Hanka wyraża ochotę nauczenia się prowadzenia samochodu, więc Hank ma okazję swoje obcowanie z famiilją przedłużyć. Finał zaś jest taki, ze po eks-Karen wpada Ben, jej czarnoskóry przyjaciel, ojciec koleżanki Beccy, i wychodzą na pół-randkę, przy ledwie tylko skrywanej niechęci Hanka. który zostaje z dwiema nastolatkami, zmorzony lekturą książki zasypia, a one porywają jego kluczyki od auta, potem samo auto, a potem je kasują na pierwszym zakręcie. Nic im sie nie urywa ani nie zgniata, ale Ben obwinia Hanka o niedopilnowanie dzierlatek, mimo żę one same bronią Hanka i opiewają jego niewinność, a piętnują własną żyłkę złodziejsko-samochodoporywaczową.

    Łysy romansuje z dziewczyną od sprzedaży domów. Zaprasza go na kolację Marcy. Do rezydencji Stuarta. Łysy, żeby na eks-żonie wymóc odruch zazdrości,idzie tam z nowo poznaną wyżej wymienioną. Na miejscu Łysy dowiaduje się, ze Marcy jest w ciązy, a Stuart jest ojcem, zapewne. Trochę go to konfunduje, ale zaraz potem pociesza go jego nowa znajomość, oralnie, w aucie, na parkingu. Tam się bawią ;]

    w scenie pre-finałowej Becca, corka Hanka, wyraża jakieś uczucia do Hanka, ojca Beccy. Kurdesz, odcinek wcześniej traktowała ojca swego, jak ostatniego pajaca i łajzę... :]

    Moim zdaniem scenarzyści płyną i to bardzo cienko. Rozpaczliwcem. Uczucia Karen & Beccy wobec Hanka zmieniają się jak w kalejdoskopie, najgorzej, ze bez wyraźnych przyczyn...

    a w finałowej scenie eks-Karen Hanka wyraża zaniepokojenie, co to będzie, bo za dwa dni Hank staje przed sądem i orzeczony ma zostać wyrok w jego sprawie molestowania seksualnego nastolatki [seria 2], [ która mu powiedziała,ze ma 18+, a on po prostu nie poprosił jej o dowód osobisty, tudzież legitymację szkolną - słowem, chcą nam porządnego chłopa wsadzic do puszki, skandal, grajmy larum, haha] - i... no co to będzie ? Może dlatego Karen nie umie się do Hanka ponownie zbliżyć, bo jego przyszłość jest wysoce niejasna i pachnie kryminałem... może już wcale nie chodzi o to, że baraszkowal z pannicą, ktora mogłaby być jego córką [a w tamtym momencie byłą córką ówczesnego narzeczonego Karen - ale Hank o tym nie wiedział, więc.. dobrego chlopa chcą sprofanować, no chryja normalna :].

    W odc 10 Hank pójdzie siedzieć albo pójdzie na drinka :]
  • barbasia1 29.02.12, 16:10
    Ale ładna ta formuła inicjalna. :)

    Bez rewelacji odcinek, ale i tak wciąż lubimy przygody Hanka Moodey'ego, prawda.

    :)
  • grek.grek 01.03.12, 13:37
    hehe ;]

    taki odcinek na zaczerpnięcie oddechu przez rzeczy ostatecznych nastąpieniem. trochę psychologizm szwankuje, widać że na upartego Hank jest przywracany na łono rodziny.
    ale... skoro ma być V seria, to się musi albo posypać albo przedłużyć.
  • grek.grek 29.02.12, 11:44
    "Glory road' - to z soboty, nagrywałem, wczoraj obejrzałem.

    Sportowy film. Wiecie jakie są sportowe filmy zwykle : zespół albo jednostka, na który/którą nikt nie stawia, poprzez kolejne piętrzące się trudności, zwątpienia i rzucane pod nogi kłody dociera do celu, wygrywa, zdobywa chwałę i uznanie otoczenia. "Glory road" nie jest inny pod tym względem. Wykapany tata, mama, wujek i nawet listonosz.

    Są jednak pewne rzeczy, ktore ten film wyrózniają na tle jego braci i sióstr, kuzynow i pociotków. primo - przedstawia historię autentyczną. drugo - ta historia zmieniła sport amerykański, wplynęła na rewizję postaw społecznych i instytucjonalnych, no i dodatkowo
    wpisala się w cały szereg innych wydarzeń przełamujących stereotypy rasowe.

    Rzecz dotyczy sezonu roku pańskiego 1966 w koszykówce uniwersyteckiej. Wtedy to ambitny trener Don Haskins, do tej pory realizujący się jako coach drużyn licealistek, dostaje pracę na mało znanej w koszykarskich osiągnięć uczelni Western Texas. Haskins dostaje male mieszkanko dla siebie, żony i syna, a do tego pustą kasę uczelnianą i salę do gry w której ptaszyska zrobiły sobie gniazda pod dachem. Haskins ma opinię trenera, który umie dyscyplinować młodzież i narzucać jej zdrowe zasady. I o to bardziej chodzi uczelni niż o jakies sukcesy koszykarskiego teamu. Oni stawiają na football, koszykówka to gorsza siostra, nikogo w zasadzie ona nie obchodzi. Ale Haskins nie ma zamiaru być tylko wychowawcą - chce wygrywać.

    Żaden młodzik z listy najlepszych rekrutów ze szkół średnich nie chce grać w WT w El Paso. Bo to zadupie i skazana na porażkę drużyna.

    Jak jednak wiadomo - potrzeba matka wynalazku. Haskins wpada oto na rewolucyjny kompletnie pomysł. Postanawia olać prawidła rządzące akademicką koszykowką od zarania dziejów i złożyć zespół z... czarnoskórych graczy. Yes, to był czas rasistowskiego podziału. Czarni siedzą w tyle autobusu, czarni dostają gorsze pensje, czarni nie grają w koszykówkę razem z białymi. Oficjalna wersja zaś brzmiała tak : czarni są za glupi, zeby zrozumieć złożonośc taktycznych rozwiązań w koszykówce. Umieją skakać, biegać, ale zanadto wolą się popisywać, a za malo chcą zwycięzać, grać zespołowo i słuchać uwag trenera.

    Haskins ma to w du,pie. Jeździ po kraju i kompletuje drużynę z chlopaków z podwórkowych boisk. Detroit, Houston, Nowy Jordk, Baltimore, Filadelfia... Tworzy zespół z 7 czarnych chłopaków i 5 białych, ze składu z poprzedniego sezonu ocalałych.

    Konsternacja, ofk. Jka to możliwe ?.. EL Paso i sam uczelnia Western Texas są dość tolerancyjne, ale za to reszta świata niekoniecznie.

    Haskins musi chłopaków nauczyć poświęcenia, wytrenowac, zdyscyplinować, stworzyć system uczciwych zasad, szacunku dla wspólnego dobra, cięzkiej pracy i unikania kłopotów, jak również łączenia boiskowych wyczynów z wyczynami na zajęciach z matmy, angola czy chemii. Jak już nic nie pomaga, jak chłopak nie chce się uczyć, to trener sięga po wunderwaffe i do szkoły przyjeżdza mama agregata, zamyka go w pokoju, każe kuć na blachę i towarzyszy mu nawet na lekcjach, zgłaszając syna do odpowiedzi na każde zadane pytanie przez panią nauczycielkę. Ofk, generalnie jednak łatwo nie jest. Czasami trzeba ukarać chłopaków, bo nocą poszli potańczyć, czasami trzeba zabronić spotkań z dziewczynami, czasami trzeba zabronić gry kiedy u delikewenta zostaje zdiagnozowana powazna choroba serca, czasami trzeba powiedzieć innemu chlopakowi, ze sie nie nadaje, bo się boi, trzeba narzucić sposób gry, wyplenić szkodliwe nawyki, wpoić normy i zasady, i trzymać ich w kupie, zeby się nie zaczęli rozpraszać i wymykać z rąk. Zrobić z nich zespół na boisku i poza nim. POgodzić czarnych z białymi. Nie dać im poczuć, że to oni rządzą, ale i nie doprowadzic do frustrującego poczucia, ze są rządzeni.

    Ale to także czas ucierania kompromisów - trzeba wysluchać wzruszająćej prośby matki i samego chłopca z chorym sercem i dać mu pograć, trzeba przyjąc do zespołu z powrotem chlopaka którego sie wyrzuciło, a ktory sie wziął w garść i to udowodnił, trzeba ulec prośbom chłopaków, kiedy przegrywa się mecz i nie ma pomysłu na odwrócenie biegu zdarzeń, a oni mowią "trenerze, pozwól nam grać dzisiaj po naszemu" - trzeba wtedy powiedzieć "dobrze, grajcie po waszemu, ale i... po mojemu".

    Tak się dochodzi do porozumienia, na którym zbudowana zostaje mistrzowska drużyna.

    Ale to 66 rok, czarni nie są akceptowani, a już czarni sportowcy szkolni, czarni sportowcy szkolni wygrywający z białymi i to raz za razem ? no way. Dlatego zespół spotykają kolejne ataki, upokorzenia, oblewanie wodą podczas wyjścia na boisko korytarzem pod trybunami, obelgi lecące całymi seriami, pobicia w toaletach. W czarnych graczach rodzą się chęci zemsty, pojawiają się napomknięcia o etosie Czarnych Panter, między białą mniejszością a czarną większością w zespole narasta niechęć, co rzutuje na kryzys zaufania i respektu dla siebie nawzajem, a to skutkuje kiepskimi wynikami i gorszą grą. Ale - to trwa tylko jakiś czas. Szczere rozmowy, mądrość trenera, który sam dostaje listy z pogrożkami i jest nazywany "kumplem czarnuchów", wreszcie pragnienie sukcesu jako naksuteczniejszego knebla na rozwrzeszczane gęby - sprawiają, że niechęc i wrogość otoczenia przekuta zostaje w tym większą determinację i ostatecznie wpływa na zacieśnienia wewnętrznych więzi pomiędzy graczami i ich trenerem.

    A od tego już tylko krok do osattecznego zwycięstwa. I to nad wielokrotnymi mistrzami ligi prowadzonymi przez # 2 na liście najwybitniejszych trenerów wszechczasów. Wygranej pomimo kontuzji, problemów techniczych i przewagi doświadczenia rywala. Wygrywają sercem.

    I jest to zwycięstwo historyczne, bo otwierające drogę do koszykówki akademickiej kolejnym czarnym graczom. Pionierski sukces, tym większy, ze Haskins do meczu finałowego wystawia TYLKO czarnych chłopakow, specjalnie - żeby to był TYLKO ich sukces. Biali chłopcy w zespole wspaniałomyślnie to akceptują i nawet wspierają swoich czarnych kolegów, swoje ambicje zagrania w meczu tak waznym odkładając na półkę niższą niż cel znamienitszy i wyjątkowy.

    Tak to się zaczęło, a dzisiaj koszykówka generalnie nazywana jest "sportem dla czarnych". Sporo w tym przesady, ale to czarni gracze stanowią większość w ligach akademickich i zawodowych w Ameryce, oni też zarabiają największe pieniądze. tamten rok był przełomowy, oglądała ten mecz cała Ameryka, a texas Western ad 66 stali się zespołem legendą.

    Haskins trenował jeszcze wiele lat, trafił po zakończeniu pracy do Galerii Sław. Kilku graczy kontynuowało koszykarskie kariery, a kilku służyło społeczności miejscowej i zdobyło ogólny szacun i poważanie.

    Poza tym, ze temat istotny, to i kamerowanie dobre, aktorstwo nie raziło w oczy, aczkolwiek trochę trzeba przymknąc oko na to,ze trenerzy w finałowym meczu nie podsuwają swoim graczom taktycznych pomyslów, tylko raczej rywalizują na to, kto zapoda im bardziej patetyczną albo agresywną motywacyjną gadkę :]
  • barbasia1 03.03.12, 15:52
    Bardzo interesująca historia. U nas chyba mało komu znany epizod, pewnie poza fanami koszykówki amerykańskiej.

    Zaprawdę postać trenera Haskinsa, sposób w jaki podchodził do swoich zawodników jest godna podziwu i naśladowania.

    Fajnie tę historię opowiedziałeś!
    :)
  • barbasia1 03.03.12, 17:31
    Grek napisał:

    "Istotnie, trener Haskins może za wzór uchodzić. chyba nawet uchodził i uchodzi w tamtym środowisku. co ciekawe, wiesz kto byl drugim po Haskinsie - trenerem w koszykówce uniwersyteckiej w Ameyce, kto przyjął czarnego gracza ? zaskoczę cię : ten wybitny trener, ktory w omawianym sezonie 66 przegrał z Haskinsem mecz finałowy :] tak się przejął sytuacją, hehe."

    forum.gazeta.pl/forum/w,14,133674423,133911514,Re_Seraphine_wersja_na_zolnierza_i_na_marude.html
    ;)
  • grek.grek 29.02.12, 13:17
    Lecę dalej, boć i się nazbierało tego stuffu ;]

    "Ostatni król Szkocji", wczoraj Polsat zasunął.

    Młody Europejczyk, szkocki lekarz, w Ugandzie czasów Idiego Amina. Chłopak poznaje samego dyktatora, rozmawia z nim, staje się jego powiernikiem i doradcą, a w miedzyczasie nawiązuje romans z jedną z jego żon, ratuje życie ich synowi, kilka razy przytomnie instruuje go, jak ma się zachować w sytuacjach dyplomatycznych w odpowiedzi na krytykę spadającą na jego głowę z mediów Zachodu. Amin funduje mu samochód, prowadza po salonach, zabawia, momentami jest wręcz przyjacielski, a że waaadzę ma nieograniczoną, to lekarza trochę otumania przywilej zajmowania miejsca na takich wyżynach i pierzynach.

    Stosunek Szkota do Amina zmienia się diametralnie, kiedy docierają do niego kolejne info o tym, jak facet traktuje swoich wrogów, jak jego siepacze wycinają mieczem i karabinem wszelkie przejawy nieposłuszeństwa wobec prezydenta, a w zasadzie - tytułowego króla Ugandy. Kolejne zdjęcie i relacje wstrząsają mlodym lekarzem. Dochodzi do tego sprawa tej żony Amina, z którą romansuje, a która zachodzi w ciążę - Amin dowiaduje się o tym i zabija ją. Lekarz zwraca się przeciw Aminowi i podejmuje się, we współpracy z agenturą obcą, otruć łobuza.

    czy mu wyszło ? spojler poniżej...

    ....

    Prawie mu wyszło. Chciał to zrobić za pomocą zamiany zwykłych tabletek na bol głowy, jakie rutynowo przepisywał i dostarczał Aminowi na jakieś trujące badziewie. Jednak bezpieczniacy postanowili sprawdzić tym razem lekarstwa dając je do próbnego zażycia jakiemuś pierwszemu lepszemu żołnierzowi. Chłopak to zobaczył, postanowił interweniować i zapobiegł połknięciu ich przez testera - tak czy owak : wyszloby na jaw, ze chciał swojego dobrodzieja otruć. Spotyka go za to kara - podwieszanie za skorę, brrr - oglądaliście "CZlowieka zwanego Koniem" ? no, to coś w tym guście, tyle ze tam był to rytuał inicjacyjny.

    Cala ta akcja ma miejsce w wyjątkowo napiętym momencie - w Ugandzie ląduje samolot z porwanymi przez Palestyńczyków zakładnikami, i Amin angażuje się w rozwiązanie konfliktu dyplomatycznego. Skazując na powolną śmierć swojego szkockiego przyjaciela mówi mu, ze wiedział o jego romansie z jego żoną - jak mogłeś ?, dlaczego ?, pyta go. Chlopak mu odpowiada "wiesz, dlaczgo sie ciebie tak panicznie ludzie boją ? Bo jesteś dzieckiem".

    czy lekarz umrze ?

    Nie, nie umrze, jak by mógł ;] Amin go zostawia swoim oprawcom. Kiedy chłopak mdleje, ci go zostawiają na jakiś czas, idą do kantyny na obiad, i mają wrócić, zeby kontynuować robienie mu krzywdy. W tym momencie Amin, aby przypodobac się Zachodowi, postanawia zwolnić część zakładników, nie związanych z Izraelem, z którym trwają negocacje - wykorzystuje ten moment drugi doktor, ktory pomaga naszemu młodemu lekarzowi się ogarnąc, oprzytomnieć i wmieszać w grupę pasażerów idących do samolotu, którym mają opuścić Ugandę.

    Do ostatniej chwili jest nerwówka, bo ofk kiedy esbecja Amina wraca do lekarza i chce go dalej maltretowac, a jego tam nie - zawiadamiają samego szefa, ze chlopak zwiał. Amin od razu domyśla się, gdzie i dokąd, ale nie zdązają zatrzymać samolotu.

    Generalnie, najciekawsza rzecz w tym filmie, to postać samego dyktatora. Gra go Forrest Whitaker, misiowaty dokładnie jak pierwowzor, w mundurze z większą ilością orderów niż sowieccy generałowie nosili - bezblędny, a do tego bardzo żywo oddający zmienność zachowań swojej postaci - od uśmiechu i serdeczności, po napady. Lekarz go celnie podsumował - dziecko. Jest scena, w ktorej Amin wyrzuca z Ugandy Azjatów, chce wojować z dziennikarzami - lekarz mu odradza, bo to sprowadzi na niego krytykę mediów zachodnich, na ktorą Amin jest bardzo czuły, jako ze przedstawiają go tam jako chama i prymitywa, a on uważa siebie za wręcz wcielenie cnót i macho na dodatek. Amin nie słucha swojego doradcy i efekt jest oczywisty : kolejne ataki prasowe, kolejne pohukiwania z Zachodu, kolejna wojna dyplomatyczna, kolejne wezwania pacyfistów zachodnich do zrobienia z niego wiatraka. Jaki czas później wymawia mu całą sytuację "dlaczego mi nie doradziłeś, zebym nie wyrzucał Azjatow, zeby traktował lepiej dziennikarzy ?!" - chłopak na to "alez doradzałem ci, nie posłuchałeś mnie !", na co Amin z ogromną pretensją w głosie "ale mnie nie przekonałeś". w zasadzie, Whitaker zbija z dykty i listewek osobowośc chwiejną i rozedrganą na tyle, że obcowanie z nią, to jak jazda na tygrysie, w każdej chwili z jeźdźca można się stać ofiarą jego bezmyślnej furii.

    Czemu "Ostatni król szkocji" ? to mieszanka łącząca królewską pozycję Amina w swoim kraju z żartem autorstwa samego dyktatora - rzekł był on, ze szkoccy znajomi jego szkockiego przyjaciela są tak zachwyceni jego butną postawą wobec Brytyjczyków i ich rządu, ze chętnie by go widzieli u siebie jako decydenta, a wiadomo, ze Szkoci z Anglikami na pieńki mieli, mają i mieć pewnie będą zawsze ;]

    w TVP1 zaś "Na wolność" - taka sobie, nasza polska, opowiastka z polowy lat 80 - dziewczyna wychodzi z puszki, gdzie garowała za jakieś ciemne interesy z podwórkowymi gangusami. Chce sie zmienić, wyjść na prostą. Podczas odsiadki zdobyła czarny pas w krawiectwie, ale papiery ma zafajdane wzmianką o wyroku, więc roboty nie może dostać i pracuje u swojej matki i jej męza w warzywniaku, który ci prowadzą. Pomieszkuje też u nich. I stale odmawia spotkań swoim startym znajomym z pigalakow rozmaitych. Czasami wylezie z niej dawna zabawowa panna i [maybe] dziwka, ale to epizody.Poznaje sympatycznego faceta, dostawcę towaru do tej budy warzywnej. zaczynają sie spotykać. facet wydaje się świetną partią - miły, kultura, postawa, do tego ma dom za miastem z sadem, z którego to interesu ma kasę, opiekuje sie wprawdzie zniedołężniałym dziadkiem, ale dziadek w sumie też klawy jest i mieszka w innej części domu, więc gdyby się ze sobą związali, to by dziewczyna miała wypas. W przypływie szczerości Ula mowi facetowi, że ma za sobą więzienny epizod; gotowa na odrzucenie probuje z nim zerwać odruchowo, przekonana że on ją musi potępić i odejśc, ale jemu to ani w myśl, przeciwnie : mowi jej, ze sie domyślał czegoś, bo tak sie nagle pojawiła u swojej matki, i że jego jej przeszłośc w cholerę nie obchodzi, interesuje go tylko wspólna z nią przyszłość. Czy Urszula wyjdzie na prostą ?

    spojler... dla chętnych.

    trudno powiedzieć :]
    Na randkę z dostawcą Urszula chce się gustownie ubrać. Nie ma kasy, więc podciąga parę trochę tysiaków z grubego pliku z matczynej szafy. Potem sie okazuje, ze to była kasa tego dostawcy, jej faceta, który w zaufaniu ją u nich przehowywał. Matka oskarża ją o kradzież, nadużycie zaufania, wstyd jaki rodzinie przyniosła. Urszula jest zagubiona. Nie chciała przecież nikomu zrobić krzywdy, chciała "pożyczyć"... Idzie na melinę do swoich starych znajomków napić się i coś tam jeszcze :]

    Kiedy znow spotyka się z dostawcą on chce jej wytłumaczyć, ze nic sie nie stało, że to nie problem żaden, że on do niej nie ma pretensji, ale dziewczyna zawstydzona sobą i jego dobrocia opdpycha go,a nawet rani w policzek żyletką. I ucieka z domu.

    Odnajduje się na komisaracie policji. Odbierają ją stamtąd matka z mężem. Wychodzą na zewnątrz, a tam czeka na nią także dostawca - uśmiechnięty macha do niej z daleka ręką przyjaźnie. Policzek ma zaklejony plastrem. Ona go widzi, i instynktownie cofa się, coraz bardziej w gląb, w głąb, aż jej twarz niknie w ciemności korytarza... czy wróci ? Czy ośmieli się uwierzyć jeszcze w czyjąs wspaniałomyślnośc i w to, że ktoś może ją kochać, wybaczać, nie odwracać sie od niej z powodu jakiegoś błędu ? Czy przyjmie szansę od losu ? czy pokona niedowierzanie i nie cofnie się do sobie znanej rzeczywistości, w której jest po prostu przestępczynią i jako taką siebie odnajduje i definiuje ?

    Katarzyna Walter, główna rola. fajna dziewczyna z niej była ;] W tle Polandia lat 80, jak to sie mówiło na właścicieli takich bud z warzywami ?.. Badylarze ? ;] Albo na tych co dostarczali im towar, hodowców tytularnych badyli ?


  • barbasia1 29.02.12, 17:46
    To oscarowa rola Foresta Whitakera! W 2007 roku zobył za nią Oscara /dla najlepszego aktora pierwszoplanowego/, zresztą nie tylko Oscara, bo wcześniej też Złotego Globa i nagrodę BAFTY i inne. Pamiętam, że śledząc doniesienia na temat zwycięzców Oscarów w 2007 właśnie po raz pierwszy raz usłyszłam o filmie "Ostatni król Szkocji".

    Swoją drogą postać okrutnego dyktatora (postać to autentyczna, jak mówią, ten ugandyjski był najokrutniejszym afrykańskim dyktatorem) o zmiennych nastrojach to szalenie atrakcyjna rola do zagrania dla aktora.

    Jako uzupłenienie do Twego spojlera zalinkuję trailer filmu:
    www.youtube.com/watch?v=85QWgIf3Ee4
    oraz jeszcze coś ciekawego - artykuł na temat Idiego Amina i jego zbrodniczych dokonań
    pod wszytsko mówiacym tytułem "W lodówce trzymał głowy wrogów, żonę kazał pokroić" -

    konflikty.wp.pl/kat,1020235,title,W-lodowce-trzymal-glowy-wrogow-zone-kazal-pokroic,wid,11131404,wiadomosc.html?ticaid=1e022
    :)
  • grek.grek 01.03.12, 13:27
    very gut wszystkie te rzeczy, Barbasiu :] z tym cytatem tytularnym na czele ;]


  • barbasia1 01.03.12, 16:01
    Maj pleże, Greku. Very gud jest przede wszytskim Twoja opowieść. :)
  • barbasia1 29.02.12, 17:48
    > "Ostatni król Szkocji", wczoraj Polsat zasunął.

    Ale jak późno zasunął!
    Aleee teraz pory emisji nie są mi straszne, mogę sobie nagrywać filmy i programy! / poczytać muszę tylko instrukcję obługi dekoderka i pendrive dodatkowy zamówić na allegro :)/
  • barbasia1 29.02.12, 18:06
    Badylarz to zasadniczo hodowca badyli, czyli ogrodnik ;), a konkretniej "prywatny przedsiębiorca-ogrodnik, najczęściej prowadzący uprawę pod szkłem lub folią to właśnie badylarz". /za wiki/
    Ale na handlarzy zieleniną chyba też tak mówiono w czasach PRL-u!? Kto pamięta?

    Badylarz-dostawca istny_spodnie_noszący_anioł, ideał! :)

    Pokazany w filmie problem wciąż aktulany.

    Pamiętam ładną twarz Katarzyny Walter "07 złoś się" i jeszcze ... nie przypomnę sobie?
  • grek.grek 01.03.12, 13:34
    hehe, no ten anioł z dostawczaka byl jednak badylarzem ;] Anioł Badylarz.

    o, przy poruczniku Borewiczu niejedna taka twarz się pojawiła, hehe, kolekcjonerem był.
  • grek.grek 29.02.12, 14:14
    zastrzelcie mnie z pomidora, ale jeszcze swoją nadobecność, nadpisalnictwo przedłużyć...

    Kocham Kino naprawdę sie, modnym słówkiem się popiszę he he - wylaszczyło i wylaszczać się nie zamierza przestać.

    jakież oni tytuły zapowiadają, część Mania nam już zdradziła ... Dom zły, Wszyscy jesteśmy Chrystusami, Volver, Fałszerze, Rewers [juz byl tutaj na forum obgadywany, ale co tam - ja, na ten przykład, już zapomniałem częściowo ;)], a i to chyba tylko częśc, bo moja pamięc ma swoje istotne ograniczenia pojemności ;]

    w każdym razie - w moim odczuciu, Kocham Kino robi za jedno z 2-3 alibi dla istnienia TVP.

    aha, i gdyby abonament można bylo płacić na konkretny program [punktowy] - KOcham Kino w obecnym kształcie i przy ofercie jaką proponuje od paru miesięcy by było idealnym targetem. Placisz i wiesz, że warto.

    A tymczasem, płacisz człowieku, a twoja kasa i tak spływa na konto jakiejś pogodynki glupio ucieszonej, ze jutro będzie śnieg po uszy, albo pana ktory zgaduje po jednej nutce, ze to Krawczyk, a nie Dratewka.

    Nadal uważam, że p. Torbicka przypomina brytyjską lady, a ja wolę hiszpańskie senority ;], ale fakt faktem - jej KOcham Kino jest w calokształcie propozycji i stylu prezentowanego przez TVP jak blyszczący złoty sygnet na palcu menela, jak szlachetna perła na piersi portowej dziewki ;].

  • maniaczytania 29.02.12, 14:48
    racja, racja :)

    Przypominam, ze "Falszerze" to ten film, ktory nieanglojezycznego Oscara sprzed nosa sprzatnal "Katyniowi" i na nic sie zdal argument, ze "przejadl" sie temat wojny, bo "Falszerze" jak najbardziej o II, swiatowej.

    Jezeli nie ogladaliscie, to polecam bardzo, bardzo!
    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 29.02.12, 18:15
    Dołączam się do tych efektownnych wyrazów uznania. :)

    "Nadal uważam, że p. Torbicka przypomina brytyjską lady"
    Jaka znowuż "brytyjska lady"!?!? ;/))

    :)
  • grek.grek 01.03.12, 13:25
    hehe ;] no taki ma trochę styl... nie ?
  • grek.grek 01.03.12, 10:43
    Czesi wrzucili [wczoraj] - ja sie rzuciłem :]

    W największym skrócie : historia francuskiego Nikifora, Seraphie z Senlis, czy raczej - Nikiforzycy, bo to o jejmość chodzi, a nie o waćpana.

    Ten film może kiedyś być pokazany w TVP, więc tzw, rozwinięcie tematu dla odważnych tylko.

    Jako się rzekło - francuski Nikifor to Seraphie z Senlis. Pod takim mianem przeszła do historii malarstwa.

    W tymże właśnie małym i uroczym Senlis Seraphie spędziła cały swój żywot. BYła prostą służącą w zamożnym domu, gdzie jeździła na szmacie, robiła jedzenie i herbatę, mrs.wynieś-przynieś-pozamiataj; z innych domów brała prace zlecone - np. pranie w rzecznej wodzie. Mowimy o roku 1914, pralka była wtedy chyba w planach dopiero. Te drobniaki, które zarabiała na swojej pracy przeznaczała na swoją wielką pasję - malowanie. Kupowała za nie białą farbę, albo coś, co tę białą farbę miało imitować [my czech langidż is pur]. Inne koloru uzyskiwała chałupniczym sposobem - czerwień z zebranej do fiolki krwi zabitej na obiad kury, żółć z rozpuszczonego wosku, brąz z błota z czymś tam zmieszanego, po prostu - Pomysłowy Dobromir odnalazł swoją zaginioną siostrę.

    Od rana do popołudnia - praca, a wieczorem i po nocach - w swoim skromnym mieszkanku w jakimś pensjonacie - malowanie.

    Serafina ma imię nieprzypadkowe - babka jet bardzo wierząca. Może nawet idealnie wierząca. Nie szuka intelektualnych podstaw swojej wiary, nie przeżywa zwątpienia w momentach zderzeń rozumu z sercem - nie, bo w jej życiu takie zderzenia nie następuje. Wierzy prosto i czysto - w Matkę Boską, w anioły opiekuńcze, przesiaduje w kościele, a malując wyje komicznym głosem pieśni religijne, a że słuchu muzycznego nie ma za grosz, to sąsiadom z dołu zupa przestaje smakować od jej wyczynów; a do tego preferuje postawę franciszkańską - dla poprawienia formy obejmuje drzewa, a jej druga po malowaniu ulubiona czynność, to siedzenie pod drzewem, albo na drzewie, i wsłuchiwanie sie w wiatr. Kontemplacja natury.

    No i jak sądzicie - co może malować Serafina ? Zgadliście - naturę. Kwiaty, owoce i takie tam. Ale w specyficzny sposób, jest ich na jej obrazach całe mnóstwo i tworzą zajmujące kompozycje.

    I tak by sobie skromna służąca i popularna w okolicy praczka i dewotka żyła spokojnie, gdyby nie przypadek - daje jakiś swój obrazek na jakąs maluśką wystawkę, potem się dowiaduje o nim jej pani domu - chce zobaczyć jakiś jej obrazek. Kiedy już widzi - krytykuje jej styl. Traf chce, ze ten obrazek ma okazję zobaczyć także niejaki Wilhelm Uhde, niemiecki fan malarstwa i marszand, który akurat gości na zaproszenie. Eureka - Uhde jest zakręcony kompletnie tym, co widzi. Pragnie poznać autora i nie może uwierzyć, ze to skromna służąca. Ona z kolei nie może uwierzyć, ze taki wytworny pan może jej obrazami się interesować. Ale dostaje potwierdzenie w try miga - Uhde kupuje od ręki ten jej obraz. A potem... wszystkie, ktore do tej pory namalowała.

    Facet, który odkrył Picassa i Braque'a - musiał mieć oko :] Zupełnie mu odpala korba na punkcie jej malarstwa - wiedząc, ze Serafina maluje w nocy, o szóstej rano kolęduje pod jej drzwiami, bo koniecznie chce zobaczyć, co udało się jej namalować podczas ostatniej sesji :] Taki pasjonat.

    I oto tak dobrze zapowiadającą się znajomość przerywa wojna. Niemcy wkraczają do Francji. Uhde, z siostrą, muszą uciekać, on chyba dostał powołanie do wojska i się nie zgłosił, dlatego przyjechali do Senlis - zatem, znaleziony przez Niemców zostałby od razu zastrzelony.

    Po przejściu wojennej zawieruchy Senlis pustoszeje. Serafina jest całkowicie sama. Nie ma pracy, bo nie ma dla kogo pracować. Przychodzi zima... ULice są puste... Tylko religia i sztuka pozwalają jej przetrwać ten czas. Maluje bez wytchnienia, korzystając z tego, ze domy stoją puste i otwarte - kosi ile może prześcieradeł i maluje na nich, tworzy obrazy wielkoformatowe. Maluje to samo, ale w tysiącu róznych wariantów. I podśpiewuje sobie ku chwale Boskiej Matki i aniołów. W jej przypadku styl malowania zupełnie zgadzał się z życiową postawą i podejściem do świata i rzeczy - naiwność all the way :]

    Wojna mija - mija też 13 lat od poznania się Serafiny z panem Uhde. Obojgu udaje się przeżyć wojnę. Uhde mieszka we Francji, w Chantilly, razem z siostrą i swoim przyjacielem Helmutem, chorującym na suchoty młodym malarzem. Nadal zbiera obrazy, potem je sprzedaje, aby kupić nowe, organizuje wystawy, ma własną galerię w Paryżu, obrazy z jego kolekcji trafiają do Luwru. Serafina żyje tak jak zawsze - nic sie nie zmieniło. Uhde sądzi, ze ona nie żyje, ale jego siostra znajduje w gazecie informację o jakiejś malarskiej wystawie w Senlis, wraca wspomnienie Serafiny i siostra mówi mu - sprawdź, człowieku, dlaczego z góry założyłeś, ze ona umarła ?

    I Uhde jedzie do Senlis, ogląda tę wystawę, chodzi i szuka jej obrazów. Znajduje je... Puka do drzwi mieszkania Serafiny i - ona mu otwiera. Wzruszające spotkanie. A w srodku obrazy wielkie i o takiej skali barw, ze Uhde nie może się wysłowić normalnie z podziwu. "Sądzi pan, ze zrobiłam postępy ?" - no baaa...

    Uhde zaprasza ją do siebie, gdzie jest przyjmowana z wielką życzliwością, bo i nie było czegoś, co by w niej lubić się szczegolnie nie dało. Wilhelm roztacza nad nią mecenat - Serafina ma od tej pory zajmować się tylko malarstwem, Uhde bierze na siebie jej rachunki i dostarcza materiały, farby, płótna. Do Senlis odwozi ją siostra Udhego, Serafina jest zupełnie przejęta jazdą samochodem - "też sobie kupię taki, jak już będę bogata", powiada, co brzmi zabawnie w tym momencie, ale wkrótce okaże się zapowiedzią zmian na gorsze...

    Serafine mając wiele wolnego czasu i pieniądze do dyspozycji - zaczyna je wydawać. Uhde dostaje coraz wyższe rachunki. Serafina wykupuje całe piętro kamienicy w której mieszka [ma powód, bywała obiektem zaczepek innych lokatorek, a teraz ma klucze i może zamykać całe piętro], do tego zastawy stołowej, gadżety, bibeloty - celem udekorowania pokojów. Sukienka z tafty nie bylaby jeszcze takim problemem, ale kiedy babka kupuje nowy dom, i to duży - Uhde traci cierpliwość. Jest kryzys, obrazy słabo idą, a jej wydatki nadwerężają jego konto. Zwraca jej uwagę siląc się na spokój.

    Dochodzi sprawa wystawy w Paryżu, którą Uhde jej obiecał, a i sam koniecznie tego chciał, pragnąc objawić w stolicy jej nieprzeciętny talent. Ale i na tym odcinku są kłopoty, Uhde prosi ją o spokój, robi co może, ale to potrwa jeszcze trochę - Serafine dostaje palmy : krzyczy, że Uhde ją okłamuje, że na pewno przestały mu się podobać jej obrazy, że ją wodzi za nos, ale że "anioły mnie uratują, tak anioły mnie chronią". Naiwne malarstwo - naiwny umysł - naiwnie nie rozumiejący, ze Europa pogrązona jest w kryzysie gospodarczym, że po prostu nie ma za co, jak i kiedy. Dziecko tupiące i wieszające się na matczynej nodze w reakcji na odmowę kupna drogiej zabawki. To początek końca.

    Kiedy Uhde przeżywa żałobę po śmierci Helmuta, i chwilowo nie w głowie mu wystawy i obrazy, Serafine popada w obłęd - ubiera się jak do pierwszej komunii, w białe szaty, chodzi po ulicach i rozdaje [stawiając pod drzwiami kolejnych domów] te garnki, świeczniki i chochle, co je tak gorliwie kupowała - stawiam na to, ze uwaga Uhdego, iż nie liczy się ona z pieniędzmi wywołała u niej poczucie winy za grzech rozrzutności. Zwija ją, na spokojnie, policja.

    Serafina laduje w psychiatryku, gdzie - może w odpowiedzi na jej modlitwy przez sen - inne pensjonariuszki prowokują ją do ataków złości, za co zostaje ona przypięta pasami w izolatce. Uhde zastaje ją zupelnie nieświadomą, płaczącą, i mamroczącą coś pod nosem.

    Mija jakiś czas. Obrazy jej autorstwa zaczynają mieć markę na rynku, Uhde chciałby jej o tym powiedzieć, ale lekarz prosi go, zeby tego nie robił. Serafine sie uspokoiła, wspomnienie poprzedniego życia, malarstwa, mogłoby spowodować nawrót choroby. Jedyne, co uhde może dla niej zrobić, to wynająć jej osobny pokój, z widokiem na park.

    c dn










  • bakali 01.03.12, 11:04
    Nikt nie pisze o "Za wszelką cenę" (Million dollar baby)?
    Dziś na TVP2, w godzinie bardzo przystępnej.
    Dobry film, i wzruszający, i zaskakujący, i do refleksji. Jesli koś zastanawia się czy warto - ja gorąco polecam.
  • grek.grek 01.03.12, 14:09
    piękna, trudna w swoich początkach, przyjaźń dwóch twardych, upartych osobowości, rozbitków życiowych poranionych przeszłością, poszukujących ojca [ona] i córki [on], których nigdy nie mogli mieć albo których utracili, jego obawa przed nią, obawa przed historią, ktora lubi sie powtarzać... wszystkie sceny, w których Clint i Hilary są razem i rozmawiają - zawodowe. uporczywe opędzanie się Clinta przed nią, wcinanie placka, nastawianie nosa, czytanie wierszy w języku celtyckim ... takie sprawy ;]

    historia o marzeniach, ich potędze, która utrzymuje człeka przy życiu i nadaje mu sens, determinacji w dążeniu do ich spełnienia i cenie za ich realizację. Ale i o spelnieniu, o szczęściu, o w swoim własnym mniemaniu najlepszym życiu na jakie mozna było sie załapać.

    I pytanie o granice tej przyjaźni i poświęcenia w jej imię, o etykę i humanizm najszerzej pojmowany. O człowieczeństwo, jeśli już używać słów z najwyższej półki.

    wspaniała Hilary z mądrymi oczami, przystojny i męski [tak mówią na mieście] Clint i niezastąpiony w roli brata-łaty MOrgan Freeman. co za chemia między nimi... i te skarpetki Morgana, ten dialog o nich. To też jest niezwykła przyjaźń, której koleje odsłania sukcesywnie monolog narratora oraz jego rozmowy z Hilary. Powstaje z nich biografia człowieka, który dostał od życia solidne lanie. w zasadzie tak na poły się zawinął. dopiero ona, córka 2.0 a może córka wlaściwa - go ponownie uruchomiła.

    rany, to jest przecież historia miłosna :] ich uczucie do siebie jest uniwersalne.

    chusteczki przygotować wypada, scena w której Clint mówi Hilary, co znaczy "mo cuishle', i okoliczności, i jej reakcja, sprawi, ze się przydadzą :]

    mnie się podoba, oprócz stu innych, taka mało znacząca scena, kiedy Freman zaprasza Hilary do swojego małego pokoju w tym klubie bokserskim, pokój jest skromny, ale ładnie utrzymany, ona wchodzi i mowi "jak tu ładnie" - ale jak ona to mówi... heh.





  • rosemadder 02.03.12, 09:00
    świetne kino, poryczałam się w finałowej scenie chociaż oglądałam po raz trzeci lub czwarty
    kilka historii zgrabnie połączonych w jeden film, dramatyczna historia sukcesu i upadku, plus wątek religijny który staje się najbardziej dobitny w finale
    "Mo cuishle - mój skarb moja krew"
    jak najbardziej zasłużone 4 statuetki

    --
    ☺☻☺
  • grek.grek 02.03.12, 14:06
    dobrze że się w 2005 zdarzył Ray i Jamie Foxx zagrał bezbłędnie, bo Million Dolllar Baby zgarnąłby trzy Oskary za role - Clint naprawdę był świetny. dostał za reżyserię, więc gra muzyka u Pawlika, ale w sumie - jakby dostał za reżyserię ORAZ za rolę, to by byl dopiero triumf :]

    tak spojrzałem na nominacje z 2005 i mamy już na rozkładzie 4 z 5 filmów z tymi oto rolami : Foxx/Ray. Cheadle/Hotel Ruanda, Di Caprio/Aviator, Clint/MDB, brak tylko Marzyciela, gdzie panoszył się Johnny Depp. Ale... co się odwlecze, to a pewno nie uciecze.

  • grek.grek 01.03.12, 11:47
    w ostatniej scenie Seraphin otwiera drzwiczki od pokoju, wychodzi na małe patio, z krzesłem pośrodku, na horyzoncie widzi wielkie liściaste drzewo. Zabiera to krzesło, drepcze swoim kaczym chodem pod górkę, dociera do drzewa - kamera to filmuje z daleka, a muzykę stanowi szum liści na wietrze - potem siada pod drzewem i - i koniec :]

    zmarła 7 lat później, w 1942, w 1945 w Paryżu, po wielu staraniach, Wilhelm Uhde doprowadził do wystawienia jej obrazów.

    Jak dla mnie jest to historia zaintrygowania człowiekiem, sztuką, życiem jako takim, irracjonalnością natchnienia, niemożnością odkrycia tajemnicy powołania. Skąd w takiej niepozornej kobiecinie takie zdolności ?

    Jest taka scena, w której siostra Uhdego chce zrobić Serafine zdjęcie - ta stoi z obrazem większym od niej samej, i na sugestię, zeby patrzyła w obiektyw mówi poważnym tonem " nie mogę, muszę patrzeć w górę, stamtąd pochodzi moje natchnienie" . więc ona miała odpowiedź. A my ? ludzie racjonalni ? :] Co my na to ?

    Uhde nie docieka od pewnego momentu, przestaje - bo wie, ze do niczego nie dotrze, ona nie miała żadnego styku z malarstwem w swoim życiu, zanim sama nie zaczęła się w to bawić. Nie miala żadnej inspiracji innymi malarzami, nigdy nie widziała obrazów żadnych, bo niby skąd i gdzie miała je zobaczyć, skoro całe życie prała i sprzątała i słuchała drzew ?. Nic. To przyszło do niej znikąd, z pstryku,z powietrza, z potrzeby serca.

    W jednej ze scen Serafine prezentuje swoje obrazy ludziom z ulicy - sadza ich na krześle, a oni je oglądają. Zdziwieni, zamroczeni, ale i wzruszeni, a na pewno pełni podziwu. Kamera obserwuje ich twarze, dopiero później pojawiają się słowa. "te obrazy wyglądają jakby kotłowało się na nich robactwo", zauważa jedna jejmośc, Serafine przytakuje jej "to prawda, ja się ich boję, kiedy je maluję".

    Otoż to. Przyczyna jej malarskiej wyjatkowości - rodzaj czystości umysłu, prostoty życia, wrażliwości i otwartości uruchamiającej zmysły i wewnętrzne ukryte talenta w połączeniu z brakiem zdolności do bardziej skomplikowanych intelektualnych dociekań, analizowania i rozumienia złożoności świata, kltóre wywołały poważny stres - okazała się także przyczyną jej fiksacji. COś za coś. Za talent sie płaci.

    W ktorymś momencie na początku Serafine pyta Wilhelma, co to za dziewczyna z nim mieszka i tak na niego patrzy łakomie - on jej na to, ze to tak, jak ona sobie wyobraża, a ona mu na to : pan sądzi, że ja nic nie widzę, bo piorę panu gacie, a te dywany, po których pan chodzi w pięknych butach ja szoruję na kolanach ? - cóż za elokwencja :] I jakież poczucie wlasnej godności, kontrastujące z naiwnością dziecinną, w innych sprawach. Dziewczyna ofk była siostrą Wilhelma :]

    I wreszcie, cóż za historia przyjaźni, nieprawdaż ?

    farm4.static.flickr.com/3655/3454707053_2bf1d99089.jpg
    kadr z filmu, gł. bohaterowie i pośrodku to, co ich połączyło nierozerwalną więzią :
    media.sbs.com.au/films/upload_media/site_28_rand_2106500833_seraphine_maxed.jpg
    dorzuciłbym oklaski za dekoracje, klimatyczne wnętrza domów, umiejętnie ogrywaną scenografię francuskiej prowincji, w ktorej bohaterka była tak rozkochana, no i dla Yolandy Moreau i Ulricha Tukura [pow. foto], ktorzy wzięli na klatę swoje role i nie dali się pokonać materii scenariusza. Gutdżab.

  • barbasia1 01.03.12, 16:00
    Świetna historia!
    Niezwykła postać, której prostotę jej umysłu równoważyła w pewnym sensie ponadprzeciętna wyobraźnia. Zaprawdę niezykłe są te jej niesamowicie barwne kopozycje roślinne. Jestem oczarowana.

    Szukłam trailera, a znalazłam obrazy Seraphine:
    www.youtube.com/watch?v=S_8sWlTWkFs&feature=related
    :)
  • grek.grek 02.03.12, 13:49
    są świetne, te kwiaty i liście rzeczywiście przypominają jakieś kotłujące się robale kolorowe.

    ja się na malarstwie nie znam, nie wiem nic o modach, pionierskich technikach itp, i albo coś wywołuje we mnie wrażenie, albo nie. A tutaj - zdecydowanie tak.

    good link :]
  • barbasia1 02.03.12, 16:17
    >albo coś wywołuje we mnie wrażenie, albo nie.

    Podobnie ja. :)

    Jeszcze trailer "Seraphine" dołączę:
    www.youtube.com/watch?v=HpK_qugNHCM

    Mam nadzieję, że i na TVPKulturze (mam! już mam! :)) będziemy mieli szanse obejrzeć niedługo "Seraphine"!

  • grek.grek 02.03.12, 16:28
    niech się schowają zawodowi krytycy ;]

    o, good link.

    na pewno, jestem pewien, ze pokażą... do 21 12 2012 powinni zdązyć ;]]
  • barbasia1 02.03.12, 17:07
    :)))
    Nie chcę Cię straszyć, Greku, ale ja mam ok. 160 (albo więcej?) zeszytów z cylku "Wielcy malarze", każdy zeszyt poświęcony innemu artyście, zamierzam kiedyś je wszytskie przestudiować dogłębnie (ofk. na emeryturze, jak dożyję ;).

    Merci. Yolande Moreau, aktorka grająca Séraphine rzeczywiście wspaniale wcieliła się w swą rolą, widać już w tych krotkich fragmentach .

    Nieustanie mnie ten Twój żart śmieszy i przeraża jednocześnie, Greku, a jak rzeczywiście potop zaleje ziemię, jakiś piorun rąbnie z nieba, ziemię na pół przepołowi i nastąpi koniec świata ...
    A ja mam jeszcze tyle planów, tyle rzeczy do zobieniaaaaaaaa
  • grek.grek 03.03.12, 12:52
    świetna kolekcja, Barbasiu, wiesz - jeden zeszyt na dwa dni i w rok się uwiniesz :]

    yes, rola główna bardzo udana. ale bez tych utrudnień, którym musiała sprostać
    np. śp Feldman przy pracy nad Nikiforem.

    świat się może skończyć, byle by nie być wtedy w pobliżu ;]


  • barbasia1 03.03.12, 14:45
    :)))
    O Greku, mam teraz inne rzeczy do czytania, plus różne rzeczy oczywiście na tematy filmowe i inne, neurony by mi się chyba przegrzały. ;))

    O tak, cudowna, wspaniała Krystyna Feldman tych utrudnień miała sporo, bo i przecież wiek zacny 84 lata też musia ją trochę ograniczać.

    Ha,ha!
    Tylko gdzie się ukryć?
  • grek.grek 03.03.12, 16:11
    no tak... wiesz, bo ja ta sondowałem, jak by rozplanować te 160 zeszytów, zebyś zdązyła do 21 12 2012 ;]]

    hmm, gdzie ukryć się... gdzieś gdzie będzie można przeczekać ;]
  • barbasia1 03.03.12, 16:40
    Hahahahahahahahahahaha :))))
    Dzięki Ci, Dobry Człowieku! :)

    Ale gdzie jest takie bezpieczne miejsce? :)

    Greku, przeczytałam dziś dopiero na spokojnie Twoje streszczenie filmu "Glory road"/ "Droga sławy", o czym oczyiwście dałam znać w komentarzu wyżej.

    PS
    Zmęczona jestem bardzo, jutro będę się więc w plenerze się relaksować, wrócę w poniedziałek. Stay tuned. Pozdrówka gorące! :)


  • grek.grek 03.03.12, 17:08
    może jakoś humorem szermując oswoimy tę datę złowieszczą ;]]

    no właśnie, gdzie ono jest... to chyba ten słabszy punkt w mojej teorii ;]

    yes, czytałem. dzięki za dobre słowo, Barbasiu. Istotnie, trener Haskins może za wzór uchodzić. chyba nawet uchodził i uchodzi w tamtym środowisku. co ciekawe, wiesz kto byl drugim po Haskinsie - trenerem w koszykówce uniwersyteckiej w Ameyce, kto przyjął czarnego gracza ? zaskoczę cię : ten wybitny trener, ktory w omawianym sezonie 66 przegrał z Haskinsem mecz finałowy :] tak się przejął sytuacją, hehe.

    O, no to nie oszczędzaj plenerów, szusuj, drałuj, wrzucaj ludzi do wody, whatever :] udanej niedzieli, Barbasiu :]
  • barbasia1 03.03.12, 17:28
    Otóż to. :)

    Nie przejmuj się , bo ja bym jednak nie chciała zostać jedyną uratowaną na ziemi. :)

    Świetna historia!

    Chichichi :))) Nieno woda jeszcze u nas za zimna. ;)))

    Dzięki, Greku! I ja Tobie życzę przyjemnej niedzieli!

    Wiesz, chciałabym w tych plenarach ... , ale ... eh. ;)
  • grek.grek 04.03.12, 13:49
    a to celna uwaga jest. co po takim ocaleniu...

    hehe, wrzucaj tylko tych w czapkach i cieplych paltach ;]
  • barbasia1 05.03.12, 14:31
    > hehe, wrzucaj tylko tych w czapkach i cieplych paltach ;]

    :)))

    Więc nie wrzucałam ludzi w ciepłych paltach do wody, za to sama mało elegancko zjechałam na niewymownej części ciała z górki ...

    Widoki górskie podziwiłam wczoraj w Wiśle, na Soszowie po stronie czeskiej udało mi się stopy postawić, nawet bym nie wiedziała, że jestem w Czechach, gdyby nie tabliczki informacyjne na szklaku z opisami w języku czeskim, którym zrobiłam zdjęcia z myślą o Tobie Grek.Czechu, jak się wreszcie zanistaluję na fotoforum to Ci pokażę kiedyś.

    Bardzo był mi potrzebny ten odpoczynek.

    :)
  • grek.grek 05.03.12, 15:45
    no mam nadzieję, że nie do wody ? ;]

    o proszę, zawędrowałaś że hej. hehe, fotki zawsze mile widziane będą :]

    o to chodzi, o to chodzi, taki reset działa jak balsam na... na cokolwiek się akurat chce.
  • barbasia1 05.03.12, 17:01
    He, he. :) Nie, nie, nie do wody, bo na szczęście z dala od strumyka górskiego wesoło już płynącego się ów poślizg wydarzył, ale po śniegu, więc też trochę mokro miałam.

    O, tak! Kawał drogi.
    Piękna pogoda byław niedzielę w Wiśle, ze szczytu Szoszowa widać było w dali ośnieżne szczyty Tatr. :)

    O tak, konieczny jest taki całodniowy reset dla higieny umysłowej, raz na tydzień, raz na dwa tygodnie, przynajmniej.

    :)
  • grek.grek 06.03.12, 14:49
    cóz tu dodać do tak wesołego i zdrowo brzmiącej relacji ... tak trzymać, Barbasiu; niech śnieg lekkim będzie zawsze dla tych części cielesności Twej, którymi się po nim ślizgasz, a góry niech się... górzą i powetrzem górskim górują ku górnym granicom Twojej przyjemności :]
  • barbasia1 06.03.12, 15:20
    Hahaha, na takie piękne dictum to ja odpowiadam zdjęciem zrobionym specjalnie dla Ciebie!

    fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3049987,2,1,Wisla-Soszow-2012-059.html
    (właśnie z sukcesem dodałam po raz pierwszy moje zdjęcie na fotoforum, mam nadzieję, że wiadać!? :)))


    :)

  • barbasia1 06.03.12, 15:28
    To drugie zdjęcie specjalnie dla Ciebie :
    fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3049992,2,4,Wisla-Soszow2.html
    A te dla Ciebie i dla Wszytskich:
    fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3049995,2,2,Wisla-Szoszow5.html
    fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3049996,2,3,Wisla-Szoszow4.html
  • grek.grek 06.03.12, 16:03
    wszystkie zdjęcia się otworzyły i wszystkie są jakościowo bezblędne, no i zdradzają niejakie talenta osoby, która wybierała miejsce, kąt, parametry przysłony i migawki... więcej obcych słów z branży nie znam ;], a zdjęcia po prostu są wymowne dosłownie i w przeności i są niezaprzeczalnie urokliwe :]

    ten zjazd, to musiałaś mieć całkiem długi, hę ? i co za sytuacja... ruszasz z góry, a dołu nie widzisz, widzisz tylko górną krawdędź kolejnego obniżenia terenu, no i hamulca nie ma pod ręką... ;]
  • barbasia1 06.03.12, 17:14
    Dzięki, dzieki za komplementy. Aparat wszytsko sam ustawia parametry, przysłony, mgawki i co tam jeszcze trzeba, ja tylko naciskam przycisk, oczywiście wybrawszy wcześniej obiekt tudzież atakcyjny fragment obiektu do fotografowania, uwzględniając przy tym oczywiście oświetlenie i inne tego typu kwestie.

    Hahaha. :))))))))))))))
    Ale stanowczo Cię wyobraźnia poniosła! Nie leciałam z samej góry, o co to, to nie, Greku! ;{

    Hamulce akurat miałam, byly to kijki do podpierania się. ;)
  • grek.grek 08.03.12, 15:53
    no własnie o ten wybór celny mi chodziło :] no i odpowiednio przycisnąć też trzeba umieć.

    hehe, kijki mogą sie też przydać w trakcie jazdy na... siedzeniu, prawda ? np. do rozganiania na boki maruderów przed sobą ? :]

  • barbasia1 11.03.12, 13:19
    Wydaje mi się, że to akutrat jest najprostszą rzeczą. :)

    Ha,ha, ha!
    Nic więcej nie powiem w tym temacie! ;)
  • pepsic 06.03.12, 19:39
    Barbasiu, fajna wycieczka, zazdraszczam:) Mnie przy okazji oświeciło, poszperałam w domowym archiwum, w książeczkach rajdowych i yes! Szłam tamtędy od Przełęczy Kubalońskiej poprzez Kiczory - Stożek Wielki - Cieślar -Soszów Wielki - Przełęcz Beskidek - Wielka Czantoria - Ustroń Polana. Miejsce ze zdjęcia Twojego mniej więcej kojarzę, choć mogę się mylić, doskonale za to pamiętam męczące wejście na Czantorię, nie od tej komercyjnej strony. Jedno ze zdjęć mam zrobione przy prywatnym schronisku pod tablicą Velky Stożek.
    To była piesza wędrówka, większa trasa, czy narty?
  • barbasia1 07.03.12, 17:20
    Szłam tamtędy od Przełęczy Kubalońskiej poprzez Kiczory - Stożek Wielki - Cieślar -Soszów Wielki - Przełęcz Beskidek - Wielka Czantoria - Ustroń Polana.

    Ależ piękna trasa, teraz ja zazdraszczam! Podwójnie, bo ja nie nie mam, nie miałam takiej dokumentacji w postaci książeczek rajdowych. Bardzo jest pomocna w takich momentach, kiedy trzeba sobie przypomnieć, gdzie się wędrowało.
    Na Czantorię na pewno wchodziłam nie raz. :)

    Towarzystwo było na nartach, ja z nimi wjechałam wyciągiem (sic!) na górę (mniej więcej do połowy), na szczyt już podeszałam na własnych nogach, trochę tam sobie pochodziłam, trochę posiedziałam, pokontempolowałam widoki, a potem zamiast zjechać jak wjechałam, postanowiłam, że zejdę z góry. I zeszłam z małą przygodą. ;)
    Trudno byłoby się teraz wybrać na dłuższa trasę bez zaopatrzenia się w raki na buty, bo jednak leży zmarznięty śnieg i droga na szlaku miejsami jest dość oblodzona.


    :)
  • bakali 02.03.12, 09:24
    W sobotę "Ile waży koń trojański"
    Pomijając kwestię tytułu - twórcy chyba nie mieli na niego pomysłu i zostawili roboczy, który mało co znaczy (cały film szukałam głebszego sensu tego tutułu, liczyłam na jakąs symbolikę - nie znalazłam) - film jest godny polecenia. Uważam, ze to jeden z najsympatyczniejszych polskich filmów ostatnich lat. Na szczęście nie jest to gniot w rodzaju "Chłopaki nie płaczą" czy innego "Wyjazdu integracyjnego", nazwisko reżysera: Juliusza Machulskiego mówi samo za siebie.
    Skrótowo o fabule: główna bohaterka, Zosia - kobieta która po rozwodzie ułozyła sobie zycie na nowo i jest bardzo szczęśliwa z nowym mężem i córką z pierwszego małzeństwa - przenosi się w czasie o kilkanaście lat, do końca lat '80. Musi się w tym odnaleźć i oczywiście tak pokierować życiem, żeby przyszłość była tak samo dobra, a jeśli miałaby przynieść zmiany, to tylko te dobre.
    Jest tu i historia wielkiej, prawdziwej miłości, i szczęścia rodzinnego, i wątki komediowe, i Robert Więckiewicz jako wiarołomny pierwszy mąż - lekkoduch. Jest przedstawiona z pewnym sentymentem brutalna i absurdalna ze wspólczesnego punktu widzenia rzeczywistośc PRL-u. Jest stały motyw próby wpłynięcia na przyszłość, żeby była lepsza. Będą tez zadowoleni fani Ilony Ostrowskiej znający ją z jedynej znaczącej roli, czyli Lucy Wilskiej - Zosia jest bardzo do Lucy podobna: ładna, dobra, sympatyczna, uczciwa.
    Film jest bardzo przyjemny w odbiorze, naprawdę warto!
  • grek.grek 02.03.12, 15:14
    Dzięki za wprowadzenie.

    dzisiaj zaś, TVN raczy "Kac Vegas", to hitowa komedia była, nieprawdaż zawżdy przekomaż ?
    I to chyba z okazji polskiej premiery nadwiślańskiej wersyji tegoż hamburgera pt. "Kac Wawa".

    opinie krytyków po pokazach prasowych przerabiają ten film na durszlak, a widz i tak da sobie wydrenować kieszenie, zaś TVN bankowo macza w tym łapy :]

    rozmaici tacy proponują żeby takie "Kace", "ciacha" i "Wekendy" omijać i w ten sposób dać do zrozumienia ich twórcom, ze powinni zaprzestać wypuszczania takich, z premedytacją skleconych knotów - nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie,, to jest głupie, bo widownia zawsze robi na przekór krytykom i im gorszymi pomyjami film oblany - tym większa frekwencja.

    Na mój gust - trzeba wprowadzić polską wersję Zlotych Malin, nie wiem... Gniot Roku, Chała sezonu, albo nawet Krowi Placek Kwartału - i nagradzać kogo trzeba. Kiedy jakiś Pazura,Lubaszenka albo inna Cwaniara dostanie parę Krowich Placów Roku, to może go zacznie gęba palić.

    Dzień dobry, państwu, naszym gościem na dzisiejszym spotkaniu jest pan Pazura, posiadacz sześciu Krowich Plackow, powitajmy go pełnymi politowania brawami :]

    Kochani kinomani, oto do kin wchodzi kolejna komedia znanego kolekcjonera Krowich Plackjów Olafa Lubaszenka...

    Drodzy widzowie, mamy dziś dla was wywiad z obsypanymi Krowimi Plackami aktorem, panem Krowala... pardon, Karolakiem, ofk...

    itd. Niech się wstydzą. Widz zapłacił, obejrzał, szlus. A reżyser, producent, aktorzy - niech świecą paszczami za swoje procenty od zysków :]
  • bakali 02.03.12, 15:25
    greku, nie podejrzewam nikogo z was (w sensie: recenzentów filmów w tym watku) o potajemne oglądanie polskich knotów z wszechobecnymi Szycami, Kotami i Karolakami, ja tez zapieram się przed takimi obrazami, ponieważ żenujące sa dla mnie już pierwsze zdania streszczeń fabuły, a lista odtwórców głównych ról mówi sama za siebie.
    Dobrych polskich komedii w ostatnim tysiącleciu jest naprawdę niewiele, dlatego tym bardziej doceniam chęc pana Machulskiego do stworzenia raz na jakiś czas czegoś dla odrobinę wymagających widzów, co zwyczajnie da się oglądać i nie opiera się na wulgarnym języku i nieśmiesznych scenach.
  • bakali 02.03.12, 15:32
    Swoją drogą, placki plackami, moge jednym tchem wymienić moich faworytów do tej nagrody (mogę? mogę?), ale zauważcie, że to jest samonakręcająca się machina: dopóki kina i tv dają niestrawne gnioty, dopóty przeciętny widz będzie sobie robił w głowie śmietnik i na cięższe kino nie będzie miał ochoty. Kina wyświetlają to, co jest lekkostrawne, nad czym nie trzeba mysleć. Koniunkturę kinom nakręca głównie młodzież która sama z siebie ma już siano w głowie - zaproponujcie współczesnemu nastolatkowi "Ciacho" lub "Fortepian" i zobaczcie co wybierze na lekki piątkowy wieczór. Gnioty kreują "gust" filmowy, a ponieważ maja dobrą oglądalnośc (nad czym ubolewam) kręci się kolejne.
  • barbasia1 02.03.12, 15:52
    Aleee jeśli te gnioty filmowe zarabiają na utrzymanie kin, a przede wszytskim na produkcje filmów mniej kasowych, na filmy artystyczne, ambitne, niszowe (PIF jest nie wiem czy zauwazliliście współfinansował już kilka takich gniotów),z którymi można udać się na festiwale, i jeśli potem te wartościowe filmy są pokazywane równolegle z gniotami kinach, to ja jestem za tym by one powstawały i by chodzili na nie ludzie, którzy gustują w tego rodzaju rozrywce (i zawsze gustować będą, nawet nie ma co się łudzić, ze nmogłoby być inaczej)

    A pomysł przyznawania polskich odpowiedników Złotych Malin "Krowich Placków" albo
    Zgniłych Buraków uważam za godny rozważenia. :)
  • grek.grek 02.03.12, 16:24
    tak toczna, Barbasiu, logiczne to i racjonalne, co piszesz, ale... niech to nie będzie przynajmniej zarabianie bezbolesne ;]]

    Zgniły Burak - hehe, dobre :] Suchy Badyl. rozwińmy się - proponujmy nazwę dla tej zacnej nagrody :]
  • barbasia1 02.03.12, 16:29
    ale... niech to nie
    > będzie przynajmniej zarabianie bezbolesne ;]]

    Nie no pewnie. Żeby wielbiciele gniotów nie myśleli, że z wielką sztuką obcują. ;)


    > Zgniły Burak - hehe, dobre :] Suchy Badyl. rozwińmy się - proponujmy nazwę dla
    > tej zacnej nagrody :]

    :)))
    "Suchy Badyl" też ładnie, he,he. Satuetka tej nagrody mogłaby przedstawaić uschnięty (i złamany) goździk. ;)

  • bakali 03.03.12, 14:53
    > Zgniły Burak - hehe, dobre :] Suchy Badyl. rozwińmy się - proponujmy nazw
    > ę dla
    > > tej zacnej nagrody :]

    Spalony Zakalec :)
  • barbasia1 03.03.12, 15:53
    > Spalony Zakalec :)

    He,he.
    Gorzej być nie może. Dobre! :)
  • grek.grek 02.03.12, 16:21
    hehe, jasne, że MOŻESZ :] Lista twoich faworytnych tytułów do Krowich Placków mile widziana będzie :]

    to prawda, co piszesz i knoty będą się pojawialy - nie da się tego wyeliminować. Może, po prostu, warto by stworzyć coś dla odreagowania - zagraniczniaki mają Złote Maliny, miejmy i my coś na obraz i podobieństwo.

    wiesz, mnie tak misja nie w głowie - niech każdy ogląda, co tam chce. raczej chciałbym właśnie formuły w której można by to napiętnować, obśmiać, oblać farbą. I jestem ciekaw, który z tych twórców pofatgował by się po odbiór nagrody ;]

    [kto wie, może by paru przyszło, to w końcu by była jedyna w ich karyjerze szansa na jakąkolwiek nagrodę ]
  • barbasia1 02.03.12, 17:17
    w TVP1 o 20.25 .

    Dziewczyny w wątku wyżej polecały f6f tę muzyczną komedię, więc też się chyba skuszę:

    forum.gazeta.pl/forum/w,14,133674423,133796384,Re_Ojej_co_tu_wybrac_2012_2_vol_19_.html
    forum.gazeta.pl/forum/w,14,133674423,133802985,Re_Ojej_co_tu_wybrac_2012_2_vol_19_.html
  • barbasia1 03.03.12, 17:13
    Bardzo sympatyczna, lekka komedia z happy endem, wzruszjącym trochę, no ja się wzruszyłam, heh. ;)


    Bardzo dobrym pomysłem było umieszczenie polskich napisów z tłumaczeniami piosenek , które można było sobie przypomnieć, albo jesli się nie znało dobrze, zapoznać się z nimi (choć niektóre tłumaczenia brzmiały nieco kontrowersyjne). Swoją drogą świetne teksty miała, ma Abba, nic się nie zestarzały.

    www.youtube.com/watch?v=HGB1Vce1BDM&feature=related
  • maniaczytania 03.03.12, 18:01
    To nie byl raczej "pomysl", tylko wymog z tymi slowami ;)
    Poniewaz jest to ekranizacja musicalu scenicznego, a slowa te idealnie sie wpasowuja w tresc, bez zrozumienia slow, nie daloby rade sledzic calej intrygi ;)))
    --
    Maniaczytania - blog
  • pepsic 03.03.12, 19:15
    Niestety, jestem na nie. Grafomania w czystej postaci, Meryl nie pasująca do roli, za stara na matkę 20 latki w kontekście przedstawionej sytuacji.
    Ilość ABBY dla nie fana trudna do przełknięcia. Nieporozumienie:((
  • ewa9717 03.03.12, 20:02
    Podpisuję się pod tym. Widziałam film pierwszy raz.
    Uśmiałam się do łez, gdy wokalne popisy zaczynał Bond Brosnan ;)
  • siostra.bronte 04.03.12, 18:01
    Całość trochę za krzykliwa, ale w sumie dobry film na poprawienie nastroju. Piosenki Abby uwielbiam, to czasy mojej młodości :) Co do obsady, nie jestem fanką Meryl Streep, ale moim zdaniem naprawdę jest tu źle obsadzona. Jak już napisano wyżej, jest za stara i nieprzekonująca w tej roli zwłaszcza w stosunku do wyraźnie młodszych od niej partnerów. Za to trzej panowie świetni, nawet kiedy fałszowali. I parę razy naprawdę się uśmiałam :)
  • maniaczytania 02.03.12, 18:56
    "Kac Vegas" to niezle pokrecony film, ale da sie obejrzec ;)

    Co do polskich komedii - Greku wypraszam wymienienie "Ciacha" i "Weekendu" w gniotach :) Obydwa ogladalam, obydwa sa smieszne, obydwa sa niezle zrobione warsztatowo filmowo. I obydwa sa "bez pretensji" do bycia czyms lepszym niz sa, sa z takim niezlym przymruzeniem oka i jakby lekko sa parodia.
    Najgorsze dla mnie sa polskie komedie pod marka "Saramonowicz" od "Lejdis" przez celulity itp. oraz te wszystkie pseudosmieszne z Karolakiem i Fryczem (dlaczego ten aktor tam gra???)
    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 03.03.12, 12:46
    a to mnie zaskoczyłaś :]
  • pepsic 04.03.12, 19:40
    Obejrzałam z uczuciami ambiwalentnymi. Pomysł na powrót w lata 80 dobry, zręcznie zrealizowany. Sceny udziałem Roberta Więckiewicza wszystkie udane i autentycznie zabawne (wymiatają gustowne slipki, w których pan Rober paradował po kuchni). Niestety zawaliła na całej linii gł. bohaterka, wyjątkowo irytująca tu Ilona Ostrowska w roli niesympatycznej damulki (wbrew intencjom reżyserskim) nastawiająca córkę przeciwko ojcu i podburzająca do zmiany nazwiska, którą małżonek musiał się prosić o zrobienie kolacji dla zaproszonych gości (nie kumpli ochlaptusów, ale kulturalnego potencjalnego kontrahenta), która dla zaspokojenia egoistycznych zachcianek nie miała oporów, aby wskoczyć do łóżka chwilę wcześniej zajmowanego przez inną. Ten drugi mężulek, intelektualista i chodzący ideał wkurzający wysokim mniemaniem o sobie, wcale nie lepszy od niej. Eh, bardzo mi było szkoda, że tak panem Robertem poniewierali, choć przyznaję dalekim od ideału;)
    Co do tytułu również nie mam pomysłu. Może w związku z dedykacją dla ojca jest to symbol umowny, a może jak w "Misiu" - miś abstrakcja.
    Ps. Swoją droga nie sądziłam, ze z Machulskiego zrobił się taki dupowłaz (piję do sceny w Warsie, do incydentu z młodym Tuskiem)
  • pepsic 02.03.12, 19:36
    Słyszałam dużo dobrego z drugiej ręki, do tego Oscar muzyczny i Cate Blanchet (jedynka, 22:30)
    Kac Vegas - zajawki w kinie wcale nie bolały, dajmy szansę (tvn 20:00)
    Ponadto entuzjastycznie zapowiedziana Mamma Mia (jedynka 20:20) oraz nieznane mi propozycje w Ale Kino! "Córka botanika" i tvp Kultura "Chopper", obydwie po 20.
    No i co tu wybrać?
  • maniaczytania 02.03.12, 20:21
    bedzie latwiej, jak Ci rzekne, ze "Mamma mia" ma powtorke w niedziele :)
    --
    Maniaczytania - blog
  • angazetka 02.03.12, 20:50
    "Babel" jest dobrym filmem, ale nie byłabym w stanie oglądać go w piątkowy wieczór. Za ciężki. Na razie się resetuję przy "Mamma mia", bo to zawsze działa.
    --
    To jest moje zdanie i ja je podzielam.
  • grek.grek 03.03.12, 12:45
    "Babel" - dobry film, pod każdym względem, świetny mozaikowy scenariusz. muzyka faktycznie hipnotyczna, na równi ważna w filmie z dialogami i aktorstwem. chociaż nie wiem, czy lepsza od tej z "Magnolii" [jesli szukać porównań z filmami z podobnej szuflady].
  • pepsic 03.03.12, 20:33
    Podzielam wasze opinie, ale mam niedosyt odnośnie wątku japońskiego, nie do końca zrozumiały i zdecydowanie za mało Cate Blanchett, nie wspominając, że Brad Pitt zagrał samego siebie, bo na amerykańskiego turystę nijak nie wyglądał.
    :)
  • grek.grek 04.03.12, 13:46
    Ja też miałem z tym japońskim problem :]

    Nie wiem, na czym polegał Twój - więc, jesli mogłabyś dwa słowa a'propos ?

    mnie się wydało, w finale, że istotą tej sekwencji było spotkanie dziewczyny z policjantem poszukujacym jej ojca z okazji numerów fabrycznych na tej strzelbie, z której w Maroku dzieciak postrzelił Amerykankę. to spotkanie jest szansą na przezwyciężenie samotności i kontakt emocjonalny dla dziewczyny. Zostawia ona policjantowi jakąś kartkę. Może jest to telefon, albo wyznanie jakies, może propozycja spotkania - on to czyta siedząc w barze i chyba spotyka się to z jego aprobatą.
  • pepsic 04.03.12, 18:46
    Przesłanie emocjonalne - zgoda, ale wątek wydaje się od czapy, z niedopowiedzeniami i z mało znaczącym łącznikiem, podarowaną strzelbą. Chyba, że żona Japończyka strzeliła z niej samobója, ale raczej nie to, gdyż powiedziane było, że broń do skroni przystawiła, czyli lufa musiała być krótka. Mógł też szanowny małżonek strzelić, taką wersję też zakładałam. Z tym, że chronologicznie by sie nie układało.
    Wg moich założeń dziewczyna na karteczce podała prawdziwą wersję, co do okoliczności śmierci matki (za dużo znaków postawiła, jak na ew. numer telefonu), żeby pozyskać zainteresowanie policjanta, który wpadł jej w oko. Tylko, że nie dopatrzyłam się żadnej konkretnej reakcji na twarzy policjanta, bardziej obojętność. Propozycję niedwuznaczną złożyła mu wcześniej, co karteczka by zmieniła?Następna niejasność to scena z nagą dziewczyną i ojcem na tarasie, nasuwająca skojarzenia mało obyczajne.

  • grek.grek 05.03.12, 12:36
    Mnie sę wydaje, ze chodziło strzelbę, którą ojciec dziewczyny podarował ojcu tych chłopcow marokańskich, którzy z niej właśnie strzelali do autobusu - dlatego policja go szuka, żeby potwierdzić tę informację [na podstawie numerów fabrycznych broni, która ciągle jest zarejestrowana na nazwisko tego Japończyka].

    Możliwe, że tak było, a ta propozycja taka raczej rozpaczliwa, nic dziwnego że facet się wycofał :]

    Ja myślę, że ten wątek śmierci matki dziewczyny służył tylko jako jeden z powodów jej wyobcowania, i to w stechnicyzowanym do cna, zaduchliwym Tokio, czyli tego co rzeczywiście miało być przedmiotem do pokazania w tym wątku. jeśli "Babel", to pomieszanie językow, niezdolnośc do komunikacji, alienacja - i ten wątek spełnia kryteria zarówno przyczynowo-skutkowe z kamieniem poruszajacym lawinę, czyli tym strzałem na pustyni w Maroku, jak i z główną ideą symbolizowaną przez tytuł filmu.

  • barbasia1 05.03.12, 17:16
    pepsic napisała:

    > Brad Pitt zagrał samego siebie, bo na amerykańskiego turystę nijak nie wyglądał.

    Zgodzić się z tym nie mogę, powiedziałabym nawet, że Bard Pitt przekroczył tu swój utrwalony wizerunek przystojniaka bez skazy, te wory i zmarszczki pod oczami, na które zwróciłam uwagę, zbolała twarz.

    Oglądałam "Babel", nie od początku, ale za to do końca! ;)

    cdn.
  • pepsic 06.03.12, 19:59
    Barbasiu, to nie zarzut, a raczej pochwała. Na tle amerykańskiej wycieczki wyglądał na gwiazdora filmowego, któremu w podrózy przydarza się dramatyczne zdarzenie. Zauważ, jak realnie wyglądali pozostali uczestnicy, jak prawdziwi turyści. Bardzo dobrze oddano te klimaty. Nie mam do Pitta zastrzeżeń. Chyba tak to miało wyglądać.
  • barbasia1 07.03.12, 16:58
    No właśnie, nie oglądałam od początku, jest powiedziane kogo gra, Brad Pitt, kim jest w tym filmie?

  • pepsic 08.03.12, 15:21
    Nie powiedziane było, w każdym bądź razie nie zauważyłam.
  • grek.grek 04.03.12, 11:06
    Kino hiszpańskie, jak na tele-warunki, to świeży, bo trzylatek.

    Rzecz o grupie terapeutycznej dla osób z nadwagą. Na pierwszym spotkaniu dowodzący terapueta rozbiera się do rosołu i każe innym zrobić to samo, ci którzy przełamią wstyd - zostaną. Terapia nie będzie się składała z planowania kombinacji diety i ćwiczeń odchudzających. Jej celem będzie raczej zadanie pytania "dlaczego tyję ?" a także "dlaczego chcę się odchudzić ?" - i w poszukiwaniu odpowiedzi : zanurkowanie w codzienność uczestników, ich związki uczuciowe, kompleksy, sposób postrzegania rzeczywistości i swojego w niej miejsca, własnego obrazu w oczach innych ludzi. Wszystkie historie, przy róznicach scenariuszowych, będą w zasadzie podobne do siebie jak chodzi o wnioski - toksyczne relacje z ludźmi, brak samoakceptacji, duszenie się w stresie i pragnienie bliskości i akceptacji ze strony najbliższych : panoszące się - są przyczyną nabierania [niechcianego] ciała; wyeliminowane - stają się czynnikami sprzyjającymi odchudzaniu, ale w ostateczności stają się czymś, co prowadzi do odkrycia w sobie czegoś dużo bardziej wartościowego od utraty wagi... [zostawił zawieszkę, ciekaw czy domyślą się o co może chodzić.. ;)]. Wątki są poważne, chodzi o ludzkie dobre albo fatalne funkcjonowanie w świecie, ale opowiedziane z należytym dystansem, a nawet momentami sporą dawką humoru.

    W wersji szczegółowej...

    Policjant chce się podobać żonie, seksualnie, uważa że jest fatalnie nieatrakcyjny - niby mają seks, i to namiętny, ale on uważa, ze bankowo żona ma go za brzydala. Aktor-gej, który jeszcze parę miesięcy wcześniej reklamował środek na odchudzanie - przytył, naruszaył w ten sposob kontrakt, i teraz wspólnik w interesach chce przejąć ich wspólny biznes. Sophia jest w związku z dewotem, ktory uważa że seks przedmałżeński jest niemoralny i uwlacza Bogu. Leona ma kilka tygodni do powrotu hłopaka, który wyjechał do pracy w Ameryce, - teraz on wraca, a ona ma 20 kg nadwagi i nie chciałaby żeby on ją w takim stanie widział. Oto punktg wyjścia, pierwotne przyczyny zapisania się na zajęcia każdego z uczestników. Będą one ewoluować, wraz z otwieraniem się ich samych, dostrzeganiem w swoim otoczeniu ludzi i spraw rzutujących na ich własne postrzeganie siebie i swojego ciała, ktore okaże się tylko pochodną problemów emocjonalnych.

    Policjantowi pomaga samo chodzenie na terapię, zrzuca swoje kilogramy i byłoby fajnie i nieźle, gdyby nie to, że ma dwoje nastoletnich dzieci - córka z nadwagą i syn chudy jak patyk. Stylizowana na gotyk córka ma w szkole doły, bo wiadomo, ze los grubaski w szkole do łatwych nie należy. Codzienne poczucie bycia odrzuconą próbuje sobie odbić na dokuczającym jej bracie - korzystając z faktu, że chłopak różni się od rodziców i od niej samej posturą - na potrzeby referatu na zajęcia w szkole finguje badania dna, wedle ktorych ona i brat nie są rodzeństwem, jedno z nich jest adpotowane, bo układ cyfr powinien w końcówce być taki sam dla obu kodów - a nie jest. Z powodu wyglądu naturalnie nasuwa się odpowiedź : to chłopak musi być adopotowany. Dzieciak wpada w histerię. Nie przyjmuje żadnych tłumaczeń. Jego siostra triumfuje - zemściła się symbolicznie na świecie. Gorsza sprawa, ze cała sytuacja wpływa także na policjanta, jej ojca - facet podłapuje temat i rzuca się na swoją żonę z pretensjami, ze sie puściła, że go zdradziła, a potem wyprowadza się z domu. Całe odchudzanie szlag trafia - facet je, znów tyje i postępy diabli biorą.

    Aktor-gej uważa siebie za "najgorszego geja w historii" - zgorzkniałego, nieciekawego, raczej histeryka niż wrażliwca, zupełnie innego od stereotypu. Chłop się stara - wychodzi nawet pobiegac pchając przed sobą wyhodowany brzuch. Spotyka swojego wspólnika, ktory chce go wykorzystać klauzulę w kontrakcie i pozbawić go dochodów z tego srodka na odchudzenie, bo go razem wymyślili, a aktor reklamował, kiedy byl szczupły... Dochodzi do bójki, aktor dowala tamtemu i facet zapada w śpiączkę.

    Aktor pomieszkuje w ich wspólnym domu z... żoną swojego wspólnika. Są dobrymi znajomymi, ale z czasem ona zaczyna się do niego zbliżać - on się broni, no bo jest gejem i to jak cholera, ale ona jest uparta, tak bardzo ze zaczyunają ze sobą sypiać, a ona, szanując jego preferencje, załatwia nawet wibrator na szelkach, dzięki ktoremu może mu stworzyć namiastkę choćby seksu gejowskiego. No i tak pan gej wsiąka - jej uczucie, sympatia, ciepło ogarniają go na dobre. Gość, romansując z nią i pławiąc się we wspolnych przyjemnościach z nią, traci kilogramy z dziecinną łatwością. Nawet pomimo ciągłych pytań o swoją naturę seksualną, czy jest gejem czy jednak ukrytym heretykiem.

    [fajna jest scena, kiedy aktor opowiada dlaczego utył jako dziecko (potem schudł do tej reklamy) - mówi otóż, ze schudł, żeby... zamaskować swój homoseksualizm : "uznałem, ze jak będę gruby, to nikogo nie zdziwi, że nie biegam za dziewczynkami"]

    W końcu budzi się mąz babki, wspólnik, na szczęście dla aktora - budzi się, kiedy w jego szpitalym pokoju są sami... To będzie jego ostatnia pobudka :] Ale aktora dopada znow stres. Ratując siebie - wpędza się znów w stres. Psują się jego relacje z kochanką-partnerką. Znow tyje... Teraz już może - tamten mu nie zagrozi, wszystko co umarlak zostawił - należy do niego, cały majątek. Ale tyje z rozgoryczenia. Z radości i ulgi pewnie by chudł dalej...

    Sophia ma narzeczonego dewota. Facet ma problem nawet z rozebraniem się przed nią. Do ślubu kawał czasu - rok. Ona by chciała seksu już teraz, choćby dla zdrowych relacji ludzkich, a on sie wzdraga. Ale ona naciska - rozbierają sie, w przyciemnionym pokoju : ona po prawej, on po lewej, a między nimi na ścianie wielki, świecący krzyż z człowiekiem na nim... warunki do seksu - nieziemskie ;]] Ale - to będzie start. Od trudnych początków do wybuchu bomby wodorowej - seks nonstop. Dodatkowo facet odwiedza peep shows, sex shopy, kupuje świerszczyki, ona zaś ładnieje od tego spełnienia - nadwaga niknie w oczach, babka ubiera się odkrywająco-zachęcająco, zmienia fryz, no normalnie odzywa dziewczyna, znika niska samoocena, znika obawa, że on z nią nie chce, bo ona mu się zwyczajnie nie podoba, a względy religijne, to tylko alibi.

    Narzeczonemu podoba się to coraz mniej, ale i jednocześnie kręci go niezmienie. Na przemian łaje ją i zaraz po tym łupu cupu. Jej taka huśtawka pasuje dopoki na końcu jest uczucie i jego wyraz seksualny, ale i męczy coraz bardziej... Chłopak zaczyna ja namawiać, zeby jednak przytyła, jadła, nie bawiła się w odchudzanie jakiekolwiek, że jemu się ona podoba w każdym wcieleniu. Kiedy Sophia ma więcej niż jedne orgazm podczas seksu - chce koniecznie wiedzieć, czy jej zwiększony apetyt pojawia się z okazji dodatkowych "sesji" seksualnych poza ich związkiem.

    Wreszcie Sophia ma dość - rzuca go, każe mu się wynosić uznając, ze facio po prostu chce ją zaszczuć, a do tego zatłuszczyć z powrotem - aby stała się ona nieatrakcyjna dla innych facetow [zwłaszcza dla pewnego Murzyna z Afryki, z którym spotykają się u znajomego księdza na naukach kościelnych]. Strasznie go przeżywa chłopak, masturbacja [przy łóżku - nad pisemkami, a pod krzyżem świecącym], modlitwa, ksiądz i kościół... nic nie pomaga, a dodatkowo powiększa się jego na nowo rozbudzone - bo zanikłe z powodu seksu w związku - poczucie winy z powodu własnej seksualności. Wyjeżdza do Iraku.

    Leona czeka na chłopaka z Ameryki. Ma przyjechać za kilka tygodni. Leona liczy że do tego czasu będzie znów szczupla i fajna. Widać w niej jakiś brak przekonania, no ale... to dopiero później wylezie szydłoz wora.

    Chłopak przyjeżdza jednak wcześniej. Zastaje Leonę z nadwagą. Niby mają seks,niby coś, ale ona w ktorymś momencie odrzuca go, niby z powodu tego, ze nied wierzy iż może mu się podobać w takim "stanie". On próbuje ją przekonac, ze jest orajt, ale ona jest nieprzejednana.

    I od tego momentu... zaczyna chudnąć.


  • grek.grek 04.03.12, 11:34
    Dzieje się tak, bo dziewczyna uświadamia sobie, ze presja związku ją hamowała, stresowała i co tylko jeszcze. Jako wolna kobieta odżywa - zaczyna sypiać z facetami na potęgę [ w jej opowieści tworzą szpaler stojący ze zdjęciami trzymanymi na wysokości klatki piersiowej, w specyficznym świetle, wygladają jak na okazaniu policyjnym ;)]. Byle byli ; a] przystojni oraz b] żonaci. wtedy na pewno nie będą pchali się do związku. Ze swoim chłopakiem też się godzi - kiedy sama jest wolna i on jest wolny : ona umie się cieszyć seksem z nim i w ogóle kontaktem z nim.

    "Czuję się pożądana, seksowna, to lepsze niż wszystkie terapie świata", mówi.

    Ale, jak wiecie - szewc bez butów chodzi... Sam uczynny i bystry terapeuta ma problem z nadwagą. Nie swoją. Swojej dziewczyny. zachodzi ona w ciążę. Do tej pory nauczycielka wuefu, wysportowana jak diabli. szczupła, ideał... nagle zmienia się - nosi wielgachny brzuch ciążowy, przybiera tu i tam, nogi nie są już jak u sarenki... i terapeuta nie może tego widoku znieść - zostaje w pracy do późna, po pracy woli iśc do baru ze swoimi podopiecznymi zamiast wracać do domu, seksualnie spełnia się w romansie z Leoną. Ona zaś zajada swój żal z powodu jego uników. Wreszcie pęka tama. Wyrzucają sobie swoje niemożności, zahamowania i rozcvzarowania. Ona każe mu się wynieść z domu.

    wszędzie d,pa blada ? no nie, nie wszędzie, happy end must be there :]

    Dzieci policjanta pogodzą się - przyjmą sytuację jaka by nie była, a na matce [która przecież nie zdradziła ich ojca, a oni są oczywiście bratem i siostrą] zemszczą się umieszczając w necie amatorskie porno z sypialni rodziców, nagrane na komorkę z ukrycia. Rodzice zobaczą ten filmik, wzruszą się i wrócą do siebie. Siadają przed kompem i mówią do siebie "nieźli jesteśmy, co ? milion odsłon, podobamy się chyba... Co zrobimy, przekonamy się czy będą dwa miliony ?.."

    Aktor gej wyzna swojej kochance, zonie zmarłego wspólnika, że to on go zabił, zeby... nie stracić JEJ. Ona się wzruszy i wyznają sobie uczucie. Zostaną ze sobą. Komu potrzeba chudego tyłka, kiedy ma miłość ? :]

    Sophia odkrywa, ze jest w ciązy. Znow tyje. Szczęśliwa jest - a waga powrotna to taki rodzaj maskarady przed rodziną, katolicka familija może miec problem z przed/pozamałżeńską ciązą córki... Wraca jej narzeczony z Iraku. Przeżył tam jakiś zamach, od którego mu się klepki wreszcie ustawiły we właściwej konfiguracji - pełen jest zrozumienia, akceptacji i uwielbienai dla swojej Sophii, wreszcie zrozumiał, ze był idiotą podcinając jej skrzydła. A że to on jest ojcem dziecka... to pewnie zastosowanie znajdzie formułka : żyli długo i szczęśliwie.

    Leona zostanie wolną kobietą spełniającą się w przygodnym seksie. Nie będzie się odchudzac. Tak jak inni - znalazła swoją drogę zyciową, swoją ściezkę samorealizacji zgodną z charakterem własnym. Samoakceptację. Inni potrzebowali uczucia, bliskości, miłości, ona też, na swój sposób.

    Wszyscy schudli i wszyscy w finale wrócili do swoich gabarytów z poczatku terapii. Ale teraz nie mają one znaczenia, bo tak naprawdę były one tylko kozłem ofiarnym, a prawdziwa przyczyna ich frustracji tkwiła w ich miotaniu się w toksycznych związkach, strachu przed oceną innych ludzi, zyciu wbrew sobie i niepewności co do własnej atrakcyjności.

    "TO wy sami musicie tego dokonać", mówi pan aktor w przebitkach z rekam swojego srodka na odchudzanie, z przeszłości. 4 etapy kuracji odchudzającej wg tej reklamy : szczerości, akceptacji, wytrwałości i triumfu, to w realnym świecie bohaterów tego filmu etapy konfrontacji
    z sobą, ze swoim życiem, z ludźmi i uczuciami własnymi i wzajemnymi.

    A terapueta... Chce wrócić do żony, już po porodzie. Kocha ją, kocha bobasa co sie pojawił, ale jego nieakceptacja dla niej, kiedy była w ciązy - nie da się usunąć. Ona nie umie zapomnieć, "coś pękło, kocham cię, ale tego nie da się naprawić" mówi mu ze łzami. Więc - nie będzie powrotu i szczęśliwego zakończenia w tym przypadku. Leona po seksie powiada terapeucie : kup dom, zacznij od nowa, rozpakuj walizki - tak, zacząc na nowo, pogodzić się z tym, co zaszło, wyciągnąć naukę, to jedyne co można w podobnych okolicznościach zrobić, aby dać sobie szansę na nowe życie.

    Zabawne ale i wnikliwe. Odważnie zagrane i... pokazane. Z dobrym muzycznym tłem. Ciekawa puenta. very very guten film :]
  • barbasia1 05.03.12, 15:48
    Podobają mi się "Grubasy", bardzo. Dają do myślenia, nawet jeśli problem otyłości nie dotyka bezpośrednio .

    Widziałam "Grubasy" w mojej gazetce TV, ale nie zdążyłam się na sobotnią emisję, te wczesniejszą po 20.00 .

    A tu mały fragment "Grubasów":
    www.youtube.com/watch?v=V3qikkh5BvU
    Chcę powtórkę!

    :)
  • grek.grek 05.03.12, 16:22
    powtórka na pewno będzie, Barbasiu, bez obaw :] wydaje się, ze w Kulturze filmy wracają cyklicznie.

    otóż to, samoakceptacja i życie w zgodzie z sobą [najlepiej - życie akceptowane przez bliskich] okazują się najpierw kluczem do gubienia kilogramow, a potem do bezpiecznego [dla psychiki] powrotu do początkowej wagi, kiedy modelowanie sylwetki przestaje być ważne wskutek osiągnięcia powyższych zdolności właściwego spojrzenia na siebie, czy też bycia obiektem takiego postrzegania przez otoczenie. ja bym nawet zaszarżował, że to uniwersalna recepta na dobre życie :]
  • grek.grek 05.03.12, 13:54
    w czwartek - Dom zły... Maniu, szykujesz niespodziewankę ? [ hehe]

    ale, przedtem,, w srodę 21;55 na Ct2 "Piaf" z Marion Cottilard.

    no i... pewnie jeszcze, po drodze, znajdzie się trochę ciekawostek...

  • barbasia1 05.03.12, 14:44
    > ale, przedtem,, w srodę 21;55 na Ct2 "Piaf" z Marion Cottilard.

    Bardzo się cieszę, bo mam "Piaf" z Marion Cottilard na DVD. Z rok temu z jakąś gazetą kupiłam ten film. Wreszcie będę miała okazję go obejrzeć, razem z Tobą będę oglądać. Oczywiście po seansie niezmiennie liczę na Twój komentarz wnikliwy, wrażenia , itp. Swoje trzy grosze z chęcią dodam.


    Rozumiem, że dziś nic ciekawego? Widzę, że na TVPKulturze powtórka filmu "Obsługiwałem angielskiego króla".

  • grek.grek 05.03.12, 15:43
    orajt, to - po trzy grosze wrzucimy... no jakżeby inaczej, hehe, jakbyśmy nie wrzucili, to by można pomyśleć, ze się starzejemy ;]

    nie odbierasz nadal czeskich kanałów na dekoderze ?

    Nie wiem, czy "Obsługiwałem..." puszczą, wszak - wiesz, żałoba narodowa nam nastała, a tam i gołe baby i niebaby, i dużo humoru... decydenci będą mieli ciężki dylemat, hehe.

    oprócz "Obsługiwałem..." są "Pręgi" w TVp2, to powinni puścić ?

  • barbasia1 05.03.12, 16:35
    Ha, ha, albo gorzej, że już nie żyjemy. ;)) O nieee!

    Nie, nie, jeszcze nie namierzyłam. Próbowałam szukać, ale skasowałam sobie kolejność tych złapanych. Oczywiście będę próbować dalej .
    Ale Greku, Ty chyba jednak przeceniasz mnie i moje zdoloności rozumienia innych poza polskim języków słowiańskich. ;)

    A tak, rzeczywiście, nie pomyślalam o tym! Bardzo prawdopodobne, że tak właśnie będzie, jak mówisz, bo zdaje się nie pomoże, że humor tu często gorzki ma smak, że tlem opowieści są najbardziej dramatyczne wydarzenia w historii XX wieczej Europy. Jak zawsze u nas cyrki z powodu żałoby narodowej (z całym szacunkiem dla poszkodowanych w katastrofie ich rodzinn).

    A tak, tak i "Pregi" (na ząłobę narodową w sam raz), których jeszcze nie widziałam! I nie obejrzę, bo są późno (a dużego pendrive'a do nagrywania dopiero zamówię).
    :)
  • grek.grek 06.03.12, 13:41
    hehe, albo że odstawiliśmy koks ;]

    powodzenia w tych poszukiwaniach, Barbasiu.
    o, na pewno nie przeceniam Twoich możliwości łapania w lot i pogłębiania wiedzy :]

    Przydałaby się u nas żałoba z powodu żałoby...

    "Pręgi" warto zobaczyć. Nie zdradzając szczegółów fabuły - pierwsza część, to dzieciństwo Wojctka wychowywanego pasem przez zagubionego w swoich rodzicielskich usiłowaniach samotnego ojca, a druga to uczucie jakie nagle spotyka 30-letniego już teraz Wojciecha, który
    idzie prostą drogą w kierunku zostania swoim własnym starym 2.0.

    Pierwsza częśc podobała mi się znacznie bardziej, w drugiej za dużo jest sztuczności, papierowych dialogów, a i psychologia samego Wojciecha też się, wg mnie, kupy nie trzyma.
    Jesli kiedyś zdecydujesz się/będziesz miala okazję zobaczyć - jestem ciekaw Twojej opinii i proponuję, zaocznie, powrót do tego wątku, jeśli uznasz za stosowne :] Za to - świetny casting, Wojtek, Wojciech i ojiec Wojciecha - znakomicie do siebie nawzajem podobni. I muzyka, jak to, wiesz... w polskich filmach :]

    btw, wczoraj trochę grzebałem... w programie tiiwi [Ani Mru Mru koncept, ale jak się sprawdza w parafrazach, hehe] i wygrzebalem powtórkę "Lalki" :] nie uwierzysz na jakim kanale... TV Puls, haha. Do tej pory po nocach mieli główne gołe baby, jak przystało na telewizję ojców franciszkanów czy tam innych cysterNów, a teraz chyba ktoś wpadł na pomysł, zeby jednak wykazać się ambicją i horyzontami.

    A mnie, sama wiesz, Lalkę mogą puszczać codziennie, w kółko, i będę oglądał. Wersja - właściwa : z 77, z Kamasem & Braunek. Perfekt.

    Dziś zaś "Californication", sąd na Moodym ;]

    wiesz, czytałem w moim szmatłwacu z programem, który wczoraj z cięzkim sercem zakupiłem, zajawkę startu V serii w HBO. Jakby nie Ty, to bym się od nich o dziecku Charlie'ego nie dowiedział, ale piszą też, że Moody - po uniknięciu skazania w IV serii, o czym mówiłaś - w ciągu tych 3 lat, które mają wydarzenia V serii oddzielać od IV - pomieszka w NYC, żeby wrócić do LA i tym razem wejść w srodowisko hip-hopowe, będzie tam pisał jakiś scenariusz filmowy i romansował ze śniadymi dziewczynami. Brzmi nieźle ;] Karen wychodzi za mąż za... profesora Batesa, to chyba ten, co sie napił, rozebrał do rosołu na przyjęciu i przez okno skoczyl do basenu w III serii, na samym początku, dobrze kombinuję ? :]

    Trochę odgrzewanka, jak chodzi o pomysły ?

    Ale... ja tam będę oglądał, już wsiąkłem, już nie ma dla mnie ratunku ;]




  • barbasia1 06.03.12, 14:56
    He, he! ;)))


    Greku, czy możesz mi powiedzieć, jaki typ dekodera Ty kupiłeś? JW jaki sposób szukałeś tych kanałów? Bo mnie tu bracik ściemnia, że ja już więcej nic poza te 16 kanałów, które się automatycznie nastawiły nie namierzę!?!?!?

    A jendak pokazano w TVPKultura "Obsługiwałem angielskiego króla"...

    > Przydałaby się u nas żałoba z powodu żałoby...
    Ha,ha! :)

    Przy okazji tej żałoby po raz kolejny pojawiają się komentarze mówiące o banalizowaniu żałoby narodowej. Trudno się z nimi nie zgodzić.

    cdn.



  • grek.grek 06.03.12, 15:57
    Chodzi Ci o procedurę całą ? Jesli tak, to proszę poczekaj do jutra, bo musiałbym to sobie odtworzyć, z pomocą jakichś notatek najlepiej, bo zdązyłem zapomnieć "na wyrywki" :]

    Wiem, że ustawiłem parametry krok-po-kroku i zdałem się na automatyczne strojenie. To wiem na pewno.

    Wydaje mi się, że żeby znaleźć konkretny kanał, trzeba by zanurzyć się w programowanie manualne, czyli wybrać kanał - najlepiej taki na którym na razie nic nie ma - i po prostu "forwardować", aż się natrafi na jakieś "ślady życia" konkretnych programów. Tak mi sie wydaje, bo ja sam nie próbowałem,przyznam się Tobie, że mało ambitny jestem w tej materii :]

    Co do obrazu, o który pytasz poniżej - to jest wyciągnięty nieco, ale to można skorygować : to kwestia formatów, ten wyciągnięty to 4:3 - właściwy będzie 16:9. Ja mam na pilocie odpowiedni przycisk "16:9". Masz coś takiego na swoim ? Jesli nie ma takiego oznaczania, to rzuć okiem do instrukcji, w tzw/legendę, może kryje się pod jakimś kwadracikiem, trójkącikiem albo trapezfikiem :] jesli nie ma, to... no właśnie, to nie wiem, ale można kupić za grosze piloty uniwersalne, ew. użyć dowolnego pilota - byle wyposażonego w ową funkcję "16:9".

    ....

    yes, banalizowanie żałoby to może nawet najważniejszy problem przy tej całej okazji. Od kiedy prezydenci z prawicy wygrywają wybory - mamy bodaj 6 czy 7 żałobę. Ale, wiesz, żaden z tych typów nie chce być posądzony o brak wrażliwości na tragedyję. Ot, polityka, jeden ogłasza żałobę, żeby drugi go nie mógł skrytykować, mimo że ten drugi ma i tak te trupy w głębokim poważaniu, a gdyby sie rzucał jak wesz na sznurku z powodu nieogłoszenia żałoby, to wyłącznie dla politycznej hucpy. Obaj zatem nie wierzą w to, co czynią. Chocholi taniec obrzępałów, którzy w rubryce "zawód" wpisują : polityk :]
  • barbasia1 06.03.12, 17:00
    Nie nie, nie całą procedurę., tylkowstęp do niej. Zastanawiałam się, gdzie jest w ogóle opcja wyszukiwania nieautomatycznego, manulanego? A przetrząsnęłam całe menu w dekoderze, ale nie mogłam znaleźć. Moja instrukcja obsługi dekodera jest fatalnie, tragicznie napisana (na przestawianie kolejności kanałów, sama wpadłam metodą prób i błędów) dlatego Cię pytam. Ale spróbuję jeszcze pogrzebać w necie ...

    Czyli format 16:9 to ten właściwy. Ok! Dzięki za info. Nie mam przycisku 16:9 na pilocie, ale w menu jest ta opcja, przy czym problem polega na tym, że po zaznaczeniu i wyborze tego formatu (lub ktoregokolwiek innego z dostępnych, w tym "Auto") obraz nadal jest lekko rozciągnięty w prównaniu z obrazem analogowym. I tak się zaczęłam zastanawiać, czy coś nie tak z moim dekoderem!?
    Dzięki Ci, Greku! :)

    ***

    Jakie to wszytsko infantylne.

    :)
  • barbasia1 06.03.12, 19:15
    Greku, dziękuję Ci za gotowość pomocy! Już znalazłam w menu opcję - 'wyszukiwanie ręczne'!!! Jestem ślepa, heh!
  • grek.grek 07.03.12, 11:17
    Czyli, jest orajt ? :]

    jak chodzi o format, to przyznam, ze nie próbowałem konfigurować za pomocą menu - trudno mi powiedzieć, jak to działa w takim układzie i co by tu wcisnąć... Jesli nie uda Ci się z instrukcją, to daj znać - spróbuję zasięgnąć języka :]
  • barbasia1 07.03.12, 16:15
    Jest orajt, a właściwie częściwo orajt, bo już wiem jak wyszukiwać ręcznie kanały, natomiast żadnego nowego kanału, w tym żadnego czeskiego nie udało się namierzyć, chyba jednak antena za słaba.

    W kwestii obrazu chyba już nic nie da się zrobić, ale w sumie nie jest on taki zły, lekko tylko wydłużony można się przyzwyczaić (dopóki nie kupię lepszego, większego telewizora)

    Raz jeszcze dziękuję Ci serdecznie za chęć pomocy.

    :)


  • grek.grek 09.03.12, 15:30
    hmm, sygnał ma być coraz mocniejszy, z czasem... oby się z czasem pojawiły Ct i reszta. Ale, z drugiej strony, możesz mieć dostęp do kanałów, których np. ja nie mam. Co pewien czas, tak słyszalem, warto powtórzyć strojenie automatyczne, i przekonać się czy nie wskoczyły do głównego pakietu nowe kanały.

    jakby Ci się trafi ten pilot z 16:9, to sprobuj go użyć, kto wie, może w menu trzeba format inaczej ustawić ? nie mam pojęcia, nie miałem tego typu problemu...

    o, bardzo proszę, jak na laika przystało - mam nadzieję, że przynajmniej nie zaszkodzę :]
  • barbasia1 06.03.12, 15:35
    Greku, jeszcze jedno pytanie, czy Ty teraz na swoim podłączonym do dekodera telewizorze masz rozciągnięty obraz czy normalny?

    :)


  • barbasia1 06.03.12, 18:00
    Robiąc niedawno rekonesans na nowych kanałach trafiłam przypadkiem na program "Goło i wesoło" na TVPuls. Jakś pani świeciła cyckami, chłoptasie się głupio uśmiechały, uciekłam z w popłochu. ;)

    Do tej pory po nocach mieli główne gołe
    > baby, jak przystało na telewizję ojców franciszkanów czy tam innych cysterNów,
    Hahaha :)

    A tak serio, TVPuls należy jeszcze do zakonników???

    Zaprawdę wielka jest Twa miłość do serialu "Lalka". Wiem to nie od dziś.

    Tak, tak w pierwszym odcinki 5. sezomu była mowa,że Hank powrócił do NY sam, mieszkał tam przez 3 lata, nawet ustatkował się nieco, przez ostani rok spotykał się i sypiał z tylko jedną laską bóstwem_doskonałym, która, liczyła na coś więcej, ale sromotnie się rozczarowała, czemu dała wyraz, wylewając na głowę Hanka drinka (w pierwszym odcinku). W drodze do Californii w samolocie Hank poznaje tajemniczą czarnoskórą piękność, nic między nimi nie zaszło w czasie podróży, ale zaiskrzyło , czułam,że się jeszcze spotkają ...

    Śwrodowisko hip-hopowe, czarne - będzie ostro, podejrzewam. ;)

    A Karen rzeczywiście wyszła za mąż tego Batesa i Hank odwiedza ich, ją zaraz po przyjeździe . :)

    Nie chciałam Ci tego wszytskiego mówić przed końcem 4. sezonu, czekałam aż się skończy; nie chciałam psuć Ci przyjemności z oglądania zakończenia.

    Może i tochę odgrzewane pomysły, ale za to jak efektownie podane! ;))

    Trailer właśnie namierzyłam:
    www.youtube.com/watch?v=Ql7OfIi5gec&feature=related
    Czekam zatem na wieści o Hanku.

    :)
  • barbasia1 06.03.12, 18:02
    "Pręgi"
    cz.1
    www.youtube.com/watch?v=SJm1RMKWOQM
    Postaram się wktórce obejrzeć.

    :)
  • grek.grek 07.03.12, 11:38
    haha :]

    a wiesz, że nie wiem, kto tam teraz Pulsem zarządza... ktokolwiek to jest - na pewno ma dobre pomysły, hehe.

    bardzo dzięki za tę garśc info z V-tki.

    wczoraj 10 odc IV serii pofrunął - w całości na sali sądowej.

    Już wstęp mnie rozbawił - pod gmachem sądu grupka kilku osób anemicznie potrząsająca transparentem "Free Hank !" i cienko pokrzykująca to samo hasło :] normalnie... szturm wielbicieli :]

    Linia obrony - Hank nie wiedział o tym, ze idzie do łózka z nieletnią. Linia oskarżenia - wiedział bardzo dobrze, bo ZNAŁ Mię już wcześniej, a powodowała nim chęc zemsty na Billu, ojcu Mii, który w tamtym czasie szykował się do ślubu z Karen. Dowodami na zamiłowanie Hanka do mszczenia się na nielubianych ludziach miały być zeznania świadków, traktujące o zajściach ewidentnie na taką cechę charakter Moody'ego wskazujących. Wyszło to i w wypowiedziach Billa, i... Charliego, który tak pomagał, ze zaszkodził ;]

    I tutaj pojawiło się kilka suplemtentów do 1 serii. Charlie opisujący jak Hank zamienił samochód Billa w klozet, za co Bill ganiał go później z bejsbolem po ulicy; jak Hank uwiódł mściwie żonę tego reżysera [wątek z 1 serii, ale romans Hanka z jego żoną tylko był wspominany, tutaj jest zilustrowany odpowiednią sceną], ktory z ekranizacji jego, w zamyśle egzystencjalnej powieści, zrobił kiczowatą komedyję romantyczną, na której projekcji [Hank i Charlie siedzą na widowni w kinie i Hank jest wściekly z powodu tego, co widzi na ekranie] widownia zaśmiewa się do łez, zamiast sie zamyślać studziennie.

    A więc - mściwy typ uwiódł córkę Billa, zeby zrobić mu kuku.

    Dowodem na zamiary Hanka jest relacja Billa, z której wynika [ ilustracja filmowa do tego ofk jest], ze któregoś dnia wrócił do domu i zastał swoją córkę na basenie, przy kltórym leżał nieprzytomny z opilstwa Hank, ktory zaraz po ocuceniu zwymitował do wody ;]

    Z punktu widzenia Hanka - rzeczywiście, rozmawiał chwilę z Mią, ale był tak nahukany, że kompletnie nic nie pamiętał później, a i nawet jakby był trzeźwy, to nic nie mógł widzieć, bo kiedy ona do niego mówiła, a on na nią spojrzał - oślepiały go promienie słonecze, wskutek czego jej twarz była nie do rozpoznania.

    Łysy ofk popłynął podczas występu, go zapytany o swoją przyjaźń z Hankiem zaczął wspominać ich eskapady seksualne z seksem, na czele z tym z ejakulującą dziewczyną [bodaj 9 odc 1 serii, w starych opisach w "Ojeju" na pewno jest]. Zniesmaczył otoczenie, a pomógł średnio, niemniej Hank ze swojego miejsca przy stole cały czas dawał mu znaki, ze jest dobrze, aczkolwiek w końcówce nawet on się załamał wylewnością Charliego, co nie przeszkodziło mu przytulić czule łysego podczas przerwy w rozprawie, kiedy łysy zaczął się kajać za swoje "przekroczenie wyznaczonych norm" :]

    A w ostatniej scenie, znów pani Karen coś odwala, znów ma pretensje do Hanka, chyba za całoksztalt. To już się staje mało strawne.

    W każdym razie, wyrok i sentencja pewnie w następnym odcinku.
  • barbasia1 07.03.12, 15:56
    Dzięki temu, że zakupiłeś gazetę telewizyją (czyżby tak reklamowane kiedyś "To i owo"? he,he) wiemy już, jaki wyrok zapadnie, ale nawet gdybyś jej nie kupił to i tak łatwo byśmy się domyślili. :)

    > A w ostatniej scenie, znów pani Karen coś odwala, znów ma pretensje do Hanka, c
    > hyba za całoksztalt. To już się staje mało strawne.

    To teraz powrót Karen, ponowne zejście się będzie mocno utrudnione. ;)


    THNx! :)



  • grek.grek 08.03.12, 13:20
    haha, na to wychodzi.

    Zdecydowanie, zejście się odpada, profesor się pojawi, czyli... tak jak w zapowiedziach V serii.

    proszę bardzo, Barbasiu, jeszcze 2 odcinki tej serii; Moody się wykaraska, ale pewnie parę Momentów jeszcze będzie i ciekawe : dlaczego go nie posadzą, sentencja wyroku.
  • pepsic 06.03.12, 19:51
    Wali emocjonalnie po głowie, nigdy więcej:(
    Oglądałam przed laty, nie bardzo pamiętam, co kryje się pod twoim sformułowaniem: idzie prostą drogą w kierunku zostania swoim własnym starym 2.0. Nie sądzisz, że usprawiedliwienie bicia dziecka zagubieniem rodzica jest nazbyt wspaniałomyślne?

  • maniaczytania 06.03.12, 20:55
    jeszcze bardziej wali po glowie ksiazka, na podstawie ktorej (lae chyba dosc luzno jednak) oparl sie film - "Gnoj" Wojciecha Kuczoka - swietna jest ta ksiazka, tam sa inne watki troche, i swietnie "slaskosc" pokazana. Naprawde warto ja przeczytac, choc objetosciowo niewielka to w tresc bogata niezwykle.
    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 07.03.12, 11:52
    Stary 2.0 w znaczeniu : tak samo impulsywny w reakcjach na najmniejsze [wg niego] błędy otoczenia i pedantyczny aż do przesadyzmu, opryskliwy.

    wiesz, ten ojciec ma w sumie dobre zamiary : chce dzieciaka nauczyć odpowiedzialności, staranności, skłonić do nauki, wybić z głowy głupoty, ale - jako że żona zmarła - został sam z tym tematem, probuje go jakoś ogarnąć, ale nie ma doświadczenia i wskutek tego osiąga efekty przeciwne do pożądanych.

    Myślę, że dzięki temu ten film jest w jakiś sposób ciekawy, że to opowieśc o tym, jak dobre intencje mogą zostać zniweczone fatalnym doborem środków ich wprowadzenie.

    Powinien z chłopakiem rozmawiać, tłumaczyć, rozwijać w nim poczucie własnej wartości itd, ale nie rozumie tego, nie ma wiedzy, próbuje być dobrym ojcem wg własnego pomysłu, bo innych nie ma, nie ma skąd mieć.

    Nie wiem, czy to dobre alibi, albo czy w ogóle alibi tutaj może mieć zastosowanie, ale ja bym tego ojca jednak do końca nie skreślał.

    Wiesz, pruska dyscyplina, to nie jest moja bajka, przeciwnie - ja bym raczej dzieciara rozpuścił jak dziadowski bicz, ale trudno mi tak jednoznacznie temu ojcu odebrać wszelkie racje.

    Kto wie, jakby to się potoczyło, gdyby Wojtek nie uciekł z domu. Jego stary, po wysłuchaniu tej taśmy, na ktorej chłopak nagral swoje wrażenia z bicia pasem, chyba doznał wstrząsu. Nawet na pewno, bo później sam, via taśma, powiada, ze "dwadzieścia lat ćwiczyłem słowo <przepraszam>".
  • pepsic 07.03.12, 13:53
    Nie potrafię metod sadystycznych tłumaczyć dobrymi chęciami, czy brakiem doświadczenia. To nie był ani impuls, ani chwila słabości (co można zrozumieć, ale nie usprawiedliwić), a systematyczna i zaplanowana przemoc domowa. Nie sądzę, aby powodem zastosowania drastycznych metod wychowawczych była ucieczka z domu, bo dla psychopatycznego typa wyżywającego się na najbliższych, każda przyczyna bywa dobrym pretekstem. Za jedyną okoliczność łagodzącą, aczkolwiek w niewielkim stopniu mogę uznać wyrzuty sumienia po latach, ale i tak w przeciwieństwie do ciebie, nie potrafię dopatrzeć się w postępowaniu ojca żadnej taryfy ulgowej.
  • grek.grek 07.03.12, 15:18
    sadyzm kojarzy mi się w czerpaniem satysfakcji ze sprawiania, w tym przypadku - manta. Ojciec jej nie miał, nie interpretowałem jego zachowań jako "wyżywania się".

    On traktował to bicie pasem jako metodę wychowawczą, "słuszną karę za występki" [występki, powiedzmy sobie - faktyczne]. Nigdy nie bił syna bez powodu. Po prostu, wg mnie mial wypaczone pojęcie środków prowadzących do celu, który był jak najbardziej zasadny.

    Chłopak zawinił, coś przeskrobał, a stary za pas i po tyłku. Taki wychowawczy oldskul :] Ja dostałem w szkole pare razy przez łapę grubą cięzką linijką od nauczycielki. Nie postrzegałem tego wtedy, a i teraz jeszcze się utwierdzam w przekonaniu, jako "sadyzmu" czy "wyżywania się", raczej jako rodzaj bezradności wychowawczej, nadreakcji, a może po prostu przemyślanej metody mającej dać gagatkowi do myślenia, kiedy następnym razem zechce coś wywinąć.

    Zamiast lania w tyłek powinna być rozmowa, tłumaczenie, jesli już umyślił sobie, ze za błędy ma być kara - to nie fizyczna, ale jakąs inna, aczkolwiek też dotkliwa.

    I tak dalej...
  • pepsic 07.03.12, 16:57
    Zadziwia mnie twoja wyrozumiałość wobec oprawczyń, bo o ile bezradność, czy błąd - ujdzie, bicie, jako metoda wychowawcza - nigdy.

    ps. Dzisiaj twoje nauczycielki musiałyby się tłumaczyć przed prokuratorem.
  • grek.grek 08.03.12, 13:17
    niestety, metoda wynika z bezradności albo błędu, jest jego logiczną konsekwencją.

    Wyrozumiałość" moja nie była & nie jest akceptująca :] Po prostu, potrafię zrozumiec, ze
    ktoś 'chciał dobrze' czy 'chciał słusznie'. że akurat mu kiepsko wyszło, albo użył nieakceptowalnych metod, to stawia pod znakiem zapytania albo wręcz wyklucza jego kompetencje [rodzica, nauczyciela'.

    och, wiesz, dziisaj to żadna nauczycielka by się na bicie linijką po lapie nie zdobyła - i to nie z obawy przed prokuratorem, a ze strachu przed uczniowskim koszem lądującym na jej głowie albo przed uczniowskim telefonem komórkowym nagrywającym całe zdarzenia, zeby je potem obewieścić swiatu w internecie i zapewnić pani/panu zieloną trawkę, wilczy bilet i perspektywę zapie,przania miotłą na ulicy do emerytury :]
  • maniaczytania 05.03.12, 20:15
    grek.grek napisał:

    > w czwartek - Dom zły... Maniu, szykujesz niespodziewankę ? [ hehe]


    Hehe ;)
    Mam nadzieje, ze zdaze przed czwartkiem, haha ;)))


    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 06.03.12, 14:49
    po czwartku, to już będziesz musiała biegać karne rundy, jak się domyślasz ;]

    w każdym razie, trzymam[y] cię za kciuki.
  • maniaczytania 06.03.12, 20:37
    poniewaz bardzo sie wystraszylam karnych rund ;) swoje wprowadzenie czynie dzis, zeby na pewno zdazyc przed czwartkiem :)))

    Ale uwaga - spojlerow nie bedzie, bo ... popsulabym Wam bardzo ogladanie. O fabule w duzym wiec skrocie:
    dwa plany czasowe - zima 1982 - milicjanci przyjezdzaja z bohaterem Srodoniem (swietny Arkadiusz Jakubik) na miejsce zbrodni do tytulowego domu zlego, aby dokonac rekonstrukcji zdarzen sprzed czterech bodajze lat. Wtedy to Srodon w nocy trafil do domu Dziabasow (Mariana Dziedziela i Kingi Preis), a co bylo dalej, to sie bardzo powoli bedzie wylaniac.
    PRL jeszcze kwitnie, choc juz jakies jaskolki schylku sie pojawiaja, atmosfera wmilicji nei za fajna, kazdy ma cos tam na sumieniu. Jedyna jasna postacia (czy na pewno?) jest prowadzacy sprawe porucznik Mroz (absolutnie genialny w tej roli Bartlomiej Topa). Metne sprawy, metna woda (w sensie procentowa;) ) leje sie nawet nie strumieniami, a wrecz rzeka jakas i tak to mniej wiecej idzie.
    Dodatkowo zwracam wielka uwage na muzyke, ktora jest odpowiednio niepokojaca, w niektorych miejscach az! , po prostu swietnie dobrana. Zdjecia - czuc ten chlod, to zimno, obrzydzenie tym wszystkim, ble.
    Aktorstwo - jak dla mnie tak grajacych aktorow chcialabym ogladac wciaz, powtorze sie za swoja recenzja z bloga, ktora na okolicznosc odswiezylam - "Reżyserowi udało się dokonać wielkiej rzeczy (jak dla mnie o to chodzi w filmie) - aktorzy zagrali tak i całość jest tak zmontowana, że mamy wrażenie, że to nie film, tylko że przez przypadek ktoś zostawił włączoną kamerę w domu Dziabasów. Realizm i naturalność po prostu powalają na kolana."
    Jest kilka takich scen, ze podskoczylam z wrazenia i takich prawdziwych w sensie zachowania bohaterow.
    A na koniec jeszcze o paru nawiazaniach - pierwsze to "Fargo", ale moim zdaniem - od czapy to porownanie; drugie to obraz Brueghla ( o tym wiecej w tym wywiadzie - w zasadzie chyba mozna przeczytac przed filmem ;) ), a trzecie nawiazanie to celowe do jednej sztuki (ktorej tytulu teraz zapomnialam, w wywiadzie tego nie ma, a jestem pewna, ze o tym czytalam) - ktora byla w teatrze tv dwa razy i dodatkowy smaczek jest taki, ze Srodon jadac pociagiem w Bieszczady ma w torbie ksiazke - ten dramat wlasnie. W sumie, kto wie - moze obejrze jeszcze raz i wiecej takich smaczkow wylapie?
    Zycze udanego seansu - moim zdaniem - warto, ciekawa bede Waszych wrazen.
    --
    Maniaczytania - blog
  • maniaczytania 06.03.12, 20:59
    chcialam jeszcze tylko napisac, ze mam nadzieje, ze sie jakos polapiecie w tej mojej bazgraninie ;))) , staralam sie ze wszystkich sil, coby tych karnych rundek uniknac, bom leniwa z natury raczej ;) , ale jakby sie nie podobalo albo cus to gotowa jestem jednak sie przebiec ;)))
    --
    Maniaczytania - blog
  • rosemadder 07.03.12, 09:59
    z niecierpliwością czekam czwartkowego wieczoru, a po takim wprowdzeniu tym bardziej:)
    uwielbiam Wesele Smarzowskiego, za scenariusz,formę, aktorstwo, sposób kręcenia zdięć, liczę że Dom Zły również mnie nie rozczaruje


    --
    ☺☻☺
  • grek.grek 07.03.12, 13:27
    haha, a ja taką "ścieżkę zdrowia" dla Ciebie obmyślałem... ;]

    Dobre intro, zajawka czy jak to inaczej zwać, Maniu, podbija ciekawość. Dzięki. po przebrnięciu musiałem wychylić głębszego, co tu dużo ukrywać ;]...

    [ŻART !, dobrze napisane - nie miałem problemów... odpakowałem cukierka]

    w następny czwartek, jesli mogę wyręczyć Ciebie w roli herolda : "Wszyscy jesteśmy Chytrusami", a w zapowiedziach cuda wianki, "Rewers" [widziałem na jutubie, podobnie Barbasia, jesli dobrze pamiętam, a jeśli nie, to mnie, Barbasiu, popraw i zgań :)], "Volver", "Fałszerze", chyba nawet mignął mi kadr z "Ki" podczas tych dwójkowych fleszów Kochamkinowych... Będzie nieźle.

    Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie, to są [będą] zupełnie nowości.
  • barbasia1 07.03.12, 16:41
    Oglądamy dziś, ja na DVD, Ty via CT, tak?

    Tak, oglądałam "Rewers" na youtube albo raczej na stronie filmowo-serialowej, i widziałam też "Volver" , kiedyś nawet o tym już wspominałam; to jeden z tych Almodovarów, który bardzo przypadł mi do gustu.
    Świenie zapowiada wiosna w cyklu KK, racja.


    Się dałam nabrać na ten żart tam wyżej, he,he! ;)
  • barbasia1 08.03.12, 10:57
    I nie obejrzałam, Film pożyczyłam komuś, zupełnie o tym zapomniałm i szukałam wczoraj DVD pół wieczoru, ehhhhhhh! Przepraszam. :(((
  • grek.grek 08.03.12, 11:12
    o, właśnie przeczytałem... Film nie Gołota - nie ucieknie :] znajdziesz na pewno, a jak nie, to... jakaś powtórka telewizyjna na pewno się przytafi.
  • barbasia1 08.03.12, 14:57
    Eh, zła jestem na siebie, że tak głupio wyszło. W piątek, jeśli nie znajde w międzyczasie płyty, wypożyczę ten film z wypożyczalni.
  • grek.grek 08.03.12, 15:58
    o, nic się nie stało... a za to masz żywy dowód na to, ze od tego filmu nie odpadają uszy albo oczy - i jam tym dowodem jest, alias królikiem laboratoryjnym - więc : oglądając możesz być spokojna o swoje cenne zdrowie :]]
  • barbasia1 08.03.12, 16:09
    Mój* Rycerzu!!! :)))


    * niepotrzebne skreślić ;)
  • grek.grek 09.03.12, 15:25
    haha ;]

    cały ja, hehe :
    www.funnycatsite.com/pictures/Knight_Cat.jpg
  • barbasia1 09.03.12, 16:09
    :)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
    Cudne! Przecudne zdjęcie! (gdzieś Ty je wynalazł!?!?!?!?).

    Jeśli tak, to uważaj, bo się zaraz do c a ł o w a n i a rzucę! :}
  • barbasia1 09.03.12, 16:11
    Hahaha :)))
    Piękne!
  • grek.grek 10.03.12, 13:22
    hehe, nieprawdaż ? :]

    ho ho ho :]]
  • barbasia1 10.03.12, 14:34
    Hahahaha :)
    Cudny jesteś!

    albo do drapania za uszkiem, jak kto woli. ;}}
  • grek.grek 10.03.12, 15:38
    haha, nie znam tego kota, ale jak go kiedyś spotkam, to poczęstuję jakimś smakołykiem, że mi taką reklamę zrobił u Ciebie ;]

    hehe, wszelkie oraz rozmaite koty za uszkiem mają chyba czułe miejsce :
    potraitsofanimals.files.wordpress.com/2011/12/120711-knight.jpg
  • grek.grek 10.03.12, 15:40
    o, link nie działa, szkoda... starałem się :]
  • maniaczytania 07.03.12, 17:45
    za tydzien to, co napisal Grek
    za dwa "Volver" - rozumiem, ze tym razem wprowadzenie robi Barbasia ;)))
    za trzy - mocna rzecz, oj mocna - "Ladunek 200" czyli rosyjski hit ostatnich lat "Gruz 200"
    - ktos juz ogladal i wprowadzi?
    --
    Maniaczytania - blog
  • pepsic 08.03.12, 15:33
    Jeden z bardziej przerażających filmów, jakie oglądałam, do tego stopnia, że waham sie, co do powtórki. Nie chcę spolerować, ani tym samym zniechęcać, sami ocenicie, aczkolwiek niektóre momenty są tak nieprawdopodobne i nieprzyjemne, że aż komiczne, a wszystko w rytm skocznej, lekkiej muzyczki. Aha, o pierestrojce mowa.
  • barbasia1 08.03.12, 18:35
    O! Mamy już wstęp do "Ładunku 200". To ja " Volver" biorę, jeśli Mania tak zarządziła. ;)
    A Pepsic może mi pomóc.
  • barbasia1 07.03.12, 16:04
    Bardzo dobre wprowadzenie, miałam przeczytać dopiero jutro, ale nie mogłam się powstrzymać.


    PS
    Grek to jednak ma siłę przekonywania. :)
    A Maniusia to chyba lubi, żeby z nią ostro, co? ;)

    maniaczytania napisała:

    > poniewaz bardzo sie wystraszylam karnych rund ;) swoje wprowadzenie czynie dzis
    > , zeby na pewno zdazyc przed czwartkiem :)))
    [...] ale jakby sie nie podobalo albo cus to gotowa jestem jednak sie przebiec ;)))
  • pepsic 09.03.12, 18:49
    trzecie nawiazanie to celowe do jednej sztuki (ktorej tytulu teraz zapomnialam, w wywiadzie tego nie ma, )
    Nie wiem, czy o tym samym myślimy. Dość dawno była w tivi sztuka, stare małżeństwo morduje goszczonego w domu mężczyznę powracającego z Ameryki dla walizki pełnej dolarów, nie przypuszczając, że jest ich synem. Niestety ani autora, ani tytułu nie pamiętam.
    Ps. Maniu, zostawiłam Twoją recenzje, jako wisienkę na torcie:)) Przy okazji, rozbroił mnie pierwszy komentarz, sorki, jeśli to znajoma, ale Ładunku 200 lepiej niech nie ogląda;)
  • pepsic 09.03.12, 19:06
    * rzecz też dzieje się na wsi.
  • maniaczytania 09.03.12, 19:40
    koniecznie! :
    wyborcza.pl/1,76842,7288974,Krotki_przewodnik_po__Domu_zlym_.html
    Pepsic - bardzo dobrze kojarzysz, a ja w tym artykule znalazlam, co to za sztuka - "Niespodzianka" K. H. Rostworowskiego (ten artykul czytalam mniej wiecej w czasie premiery, a przed wtorkowym wprowadzeniem ojejkowym naszukalam sie go w necie! a teraz znalazlam za jednym kliknieciem prawie ;) ). Byly dwie wersje w teatrze telewizji - jedna z Janem Swiderskim, druga z Tadeuszem Fijewskim).
    --
    Maniaczytania - blog
  • pepsic 09.03.12, 21:58
    Mi też sporo czasu zeszło i nie udało mi się znaleźć właściwego klucza.
    Linki przeczytane:)
  • barbasia1 11.03.12, 16:00
    Dzięki Maniu, za linki, też wszytsko przeczytałam. Ciekawa sprawa z tą aluzją (świadomą czy nieświadomą) do "Niespodzianki" Roztworowskiego.

    :)
  • grek.grek 08.03.12, 11:10

    "Barbasiu, oglądałaś [z dvd ] ?

    Ja wczoraj, via Ct 2. I może parę słów na temat.

    primo, wyszło konwencjonalnie, wg mnie. Czyli, zlepek najważniejszych momentów/epizodów
    z życiorysu postaci. tutaj - w formie wymieszanych retrospekcji.

    generalnie, metoda stara jak świat, ale połączenie jest zgrabne, plynne i poszczególne części
    oddają rozmaite odcienie charakteru i osobowości Piaf. dzieciństwo w burdelach i cyrkach, potem śpiewanie na Montmartre i knajpiane biby w Belleville, odkrycie sceniczne, kolejne występy w najlepszych klubach i salach Paryża, a poźniej także Nowego Jorku, po drodze wypadek samochodowy, związek - w charakterze kochanki żonatego i dzieciatego faceta, który ne ma zamiaru opuścić rodziny - z mistrzem świata w boksie, który ginie w katastrofie lotniczej, wódeczka, coraz słabsza forma, i przedwczesna śmierć [48 lat].

    charakteryzacja jest świetna i daje w głowę, 40paro-letnia Piaf wygląda jak własna prabacia : zgrabiona, przerzedzone włosy, zniszczona twarz. I jeszcze koniecznie chce śpiewać, chociaż jej czas się skończył, i tylko nikt nie ma odwagi i sumienia jej tego powiedzieć... w co zapewne i tak by nie uwierzyła.

    Marion Cotillard jest zawodowa. zawodowa. Gra Piaf - 20-letnia panienkę, Piaf 35-letnią w pełnej formie i rozkwicie i Piaf tuż przed śmiercią, charakteryzatorzy zrobili kawał świetnej roboty za każdym razem przygotowując perfekcyjnie jej image. Złość, namiętność, radość, zakochanie, stremowanie przed występem [zamyka się w garderobie i nie chce wyjść, mimo ze śpiewanie to jej życiowa pasja i miłość], ale i marudne gwiazdorzenie [scena, kiedy domaga się powrotu do domu, w czasie tournee; menadżer tłumaczy, ze to 400 km drogi, a ona że "chcę do domu i basta", więc wiezie ją samochodem jej kierowca, pada deszcz, i mają wypadek, po którym leży połamana i nigdy już nie porusza się tak zgrabnie jak kiedyś]... wszystko perfekt, aż zapomniałem, żeby się w Cotillard Piaf doszukiwać [i tak bym się nie doszukał, bo co ja tam o zachowaniach i stylu Piaf miałbym wiedzieć...] :]

    Ale chyba najlepiej wypada w najtrudniejszych scenach, czyli na scenie, oddając ekspresję i styl śpiewania Piaf. i to już, wg mnie, czyni jej rolę wybitną. I tu można dokonać zestawienia z oryginałem, bo stare filmy z występów Piaf są w jutubie. wg mnie, to gra do jednej bramki... Cotillard nie ma słabych punktów, nie tyle, ze jej gola nie idzie strzelić, to nawet do piłki nie sposób dopaść, heh.

    mała, niezgrabna, beznadziejnie [albo - zgodnie z ówczesną modą] wymakijażowana, zestresowana - tak Piaf wychodzi do pierwszego występu, patrzy wielkimi oczami na publikę. I zaczyna śpiewać. I ulatuje zdenerwowanie. I jest już tylko muzyka, piosenka, i jej głos, kompletnie nie licujący z nikczemnym wzrostem. Piaf miała zdaje się 153 cm czy coś koło tego. Aktorka Cotillard znacznie więcej - 170 cm chyba - z tego co czytałem, więc tu też duża robota państwa od arnażacji zdjęc i montażu, ze zdołali tak to nakręcić, że wysoka Cotillard na ekranie wygląda na jeszcze niższą niż Piaf była ;] sprawna ekipa zajmowała się tym filmem, dopięto szczegóły na ostatni guzik z pętelką.

    "taka mała, a patrz pani, jaki ma głos" - hehe, ot to, dialog kobiet z widowni oddaje istotę rzeczy. Ale najlepiej poodsumowuje rzecz Marlena Dietrich, kiedy spotyka Piaf w Nowym Jorku, po jednym zjej występów, w ekskluzywnym klubie "Nie bylam w Paryżu od lat, ale dzięki pani, pani glosowi, wróciłam tam dzisiaj. Pani śpiew jest duszą Paryża" - i na tym można by skończyć temat. Czy, jak myślicie o Paryżu, i w tej całej otoczce wokół tego miasta, nie wyświetla się wam podkład muzyczny piosenek Piaf ? :] Real moze rozczarowac, ale sny o Paryżu są przepiękne.

    Paryż lat 30-tych odmalowany, jak żywy. zarówno eleganckie kawiarnie i restauracje, jak i karczmy Belleville,zaułki Montmarte.

    Po pierwszych występach, w kawiarni spotyka ją jakaś pańcia "podobał mi się twój występ", a ona "a ty mnie się nie podobasz wcale". To jest pazur, haha. Porownajmy to z tymi zabiedzonymi, błagalnymi spojrzonkami i słóweczkami dzisiejszych kandydatów na atrakcje sceniczne, z róznych szołów telewizyjnych. Wydmuszki bez cienia osoboowości. Piaf potencjalnie była prosta, panna z ulicy - ten śmiech paryskiej ladacznicy ;]... ale przełamana wewnętrzną subtelnością. Jesli film oddaje istotę rzeczy, to była to zajmująca hybryda.

    Piaf z samym głosem, ale bez tej zadziory pomieszanej z wrażliwością niezwykłą - nie porwałaby żadnej sali. Ale, to natura. albo się to ma, albo lepiej nie zaczynać. Ona miała, miała też potrzebę śpiewania, nałóg. Mocna jest scena, w której mdleje na scenie, wynoszą ją, ale na zapleczu płaczem uprasza lekarza i swoich przyjaciól, żeby jej pozwolli wrócić. Pojawia się ponownie, rzuca dowcip do dziennikarzy "sądziliście, że już po mnie ? no to się przeliczyliście" i zasuwa z "Padam, padam". Pada, istotnie ;], po chwiwli, ale cóż za hart ducha i pasja. Żadna pokazówka. Z serca wzięte. Scena, JEJ publiczność, bez tego zdawała się usychać.

    No i bez uczuć. Niedługo przed smiercią, podczas pobytu w Kalifornii, odpowiada na pytanie dziennikareczki amerykańskie, proste pytanka jak z Bravo Girl, i na "co pani radzi młodym kobietom ?" - odpowiada "Kochać. Kochać !". Jej miłość życia, bokser, zginął w tragedii samolotowej, ona o nim nigdy nie zapomniała, a kiedy żył dawała mu liczne dowody oddania, włącznie z wyścieleniem różami drogi do pokoju hotelowego - zaraz po zdobyciu przez neigo tytułu mistrza świata. On był w niej chyba też zakochany, a na pewno nia zaintrygowany, ale nie miał też żonę i dziecko, nie planował opuszczenia ich, co ona konstatowała z nutką smutku, ale która nie zmniejszała skali namiętności wobec niego.

    Trochę mi jednak w tym wątku zabrakło chemii. uśmiechają się do siebie, wyznają sobie miłość albo/i wrażenie jakie na sobie wywierają, patrzą nas siebie z uczuciem, chodzą pod rękę, ona śpiewa dla niego i dopinguje go podczas jego ringowych wyczynów, on się wzrusza kiedy ona posyła mu ze sceny całusa... ale, cięzko jego taki wątek pociągnąc naprawde autentycznie.

    Co jest najlepszego w tym filmie ? Odpowiedź znacie sami. Piosenki Piaf, jej głos. Ona. Kto powiedział, że ona nie żyje ? Jak mozna nie życ i mieć się tak doskonale ?

    I finał, kiedy wychodzi ona do "Non, je ne regrette rien'. POczątek, pierwsze trzy wersy - ja mam zawsze ciary :] To jeden z dwóch trzech kawałków, których nie ogarniam, taką dla mnie ma skalę mocy. Zagrają mi go na pogrzebie, he he.

    Wcześniej jest scena, kiedy już apatyczna i schorowana Piaf wysłuchuje tej kompozycji, skromnie odgrywanej na pianinie w jej domu. POrusza się. Ożywa. Podnosi wzrok. Zapala się coś w niej. "tak, zaśpiewam to ! w Olympii. Zaśpiewam to", entuzjazm zupełny, ta piosenka wraca ją do życia. Nie "Milord", nie inne, ale właśnie ta.

    Drugiej Piaf nie będzie. Są postaci i głosy nie do zastąpienia :]

    www.youtube.com/watch?v=JKPvx38D4GM&feature=related
    jeśli oglądaliście - dorzućcie coś, swoje wrażenia. Barbasiu, jeśli jeszcze nie oglądałaś - nie będziesz rozczarowana :]










  • pepsic 08.03.12, 15:19
    Wbrew obawom, jakie żywiłam przed - film b. ładny, wzruszający, a przy tym solidnie wykonany, w czym wielka zasługa Marion Cotillard (atrakcyjniejsza od Piaf, co widać). Odnośnie miłości z bokserem - też mnie nie przekonała, wydaje się, ze związek został wyolbrzymiony przez Piaf na zasadzie mrzonek i niedostępnej gwiazdki z nieba, a także przedwczesnej, spektakularnej śmierci wybranka.
    Czyi generalnie się zgadzamy:)

    Ps. Ten film bardziej pasowałby do klimatu dzisiejszego dnia, niż "Dom zły" (już się boję), "Volvera" by chociaż puścili;)
  • grek.grek 08.03.12, 15:51
    yes, zgoda pełna :]...

    ... także a'propos obaw przed; tak jak Ty, spodziewałem się jakiejś dramy kiczowatej albo przeciwnie : bezdusznego wypunktowania paru momentów. Punktowanie się zdarza, ale nie jest ani bezduszne, ani też tępe - pomaga się zorientować w kolejach losu Piaf, a przy okazji za każdym razem odkrywa inną cechę jej charakteru.

  • barbasia1 08.03.12, 16:03
    >"Volvera" by chociaż puścili;)

    Właśnie, na dziś lepiej pasowałby "Volver", w którym Almodovar opowiada o kobietach ... :)
  • pepsic 08.03.12, 17:45
    na dziś lepiej pasowałby "Volver", w którym Almodovar opowiada o kobietach
    Przy okazji przedstawia instrukcję obsługi, jak skutecznie pozbyć się zwłok męża nicponia;))
  • barbasia1 08.03.12, 18:32
    pepsic napisała:

    Ha,ha,ha! :))
    Racja.
    Ale nie sądzisz, Pepsic, że jednak cokolwiek mało praktyczna była ta instrukcja, bo i zamrażarka ciężka jak cholera była, i dół wielki jak Belin pani musiła wykopać ...

    :)
  • pepsic 09.03.12, 19:14
    Nie prościej byłoby go zakopać, że tak powiem saute, bez gigantycznej zamrażarki?
    ;))
  • barbasia1 08.03.12, 15:57
    "Non, je ne regrette rien" i Marion Cotillard jako Edith Piaf :

    www.youtube.com/watch?v=G8xtj9gFE90
    Pasjonująco opowiedziane, Greku!

    Szalenie interesująca postać, biografia, choć czytałam wczoraj, że filmowi zarzucano pomimięcie kilku i ważnych i ciekawych (takze z punktu widzenia dramatrurgicznego) epizodów z bogatego życiorysu artystki, między innymi wojenne losy Piaf, wokół których narosło potem wiele krzwdzących, zniesławiających ją plotkek (jakoby miała kolaborować z hitreowcami świpewając dla nich), a z ktorymi dzielnie walczyła; nie wspomniano też o licznych jej kochankach...

    I finał, kiedy wychodzi ona do "Non, je ne regrette rien'. POczątek, pierwsze t
    > rzy wersy - ja mam zawsze ciary :] To jeden z dwóch trzech kawałków, których ni
    > e ogarniam, taką dla mnie ma skalę mocy. Zagrają mi go na pogrzebie, he he.

    HA!

    Wspaniały tekst ma ta piosenka:

    nie, nic a nic
    nie, nie żałuję niczego
    ani dobra, które mi uczyniono
    ani zła, już jest mi wszystko jedno

    nie, nic a nic
    nie, nie żałuję niczego
    to spłacone, zamiecione, zapomniane
    nie obchodzi mnie przeszłość

    rozpaliłam ogień
    moimi wspomnieniami
    moje troski, moje przyjemności
    już ich nie potrzebuję

    wymiecione miłości
    i drżenie ich głosu
    wymiecione na zawsze
    zaczynam znów od zera

    nie, nic a nic
    nie, nie żałuję niczego
    ani dobra, które mi uczyniono
    ani zła, już jest mi wszystko jedno

    nie, nic a nic
    nie, nie żałuję niczego
    bo moje życie, moje radości
    dziś zaczynają się od ciebie

    www.tekstowo.pl/piosenka,edith_piaf,non__je_ne_regrette_rien_.html
    :)
  • grek.grek 08.03.12, 16:06
    świetna piosenka. świetna, po prostu.

    To prawda, o czym piszesz. Mnie się kiedyś trafił artykuł z Forum, gdzie bez upiększeń opisano Piaf, punktując m.in to o czym wspominasz.

    reżyser i scenarzysta przyjęli wersję bezpieczniejszą, no wiesz... wszak to symbol Paryża, ulubienica, ikona do dzisiejszego dnia... ostrzejszy film pewnie by oznaczał dla nich wyjazd
    z kraju i ukrywanie się przed Francuzami wszelakimi, niczym Roberto Saviano przed camorrą ;]

    O, dzięki za link do filmu. Lepszy dźwięk niż na tych archiwaliach.

    a aktorka Cotillard poza piafowaniem wygląda następująco :
    images.wikia.com/batman/images/e/eb/600full-marion-cotillard.jpg
  • barbasia1 08.03.12, 19:15
    Po Marcelu Cerdanie Piaf opócz licznych kochanków miała dwóch mężów. Drugim, ostanim mężem był grecki fryzjer Théo Sarapo młodszy od niej o 21 lat (co wywołało nie lada skandal) i pół metra wyższy (Piaf miała 147 cm wzrostu, jak podają źródła).
    Małżeństwem byli przez rok, ostatni rok jej życia, Theo opiekował się Wróbelkiem troskliwie do jej śmierci w 1963 roku. A Edith zostawiła mu w spadku jedynie wielkie długi. Klika lat później Theo zginął tragicznie w wypadku.

    www.wprost.pl/ar/50464/Wrobelek-z-dzielnicy-alfonsow-Edith-Piaf/?O=50464&pg=1
    Ha, ha! Kto wie może powstanie jeszcze taka ostrzejsza, pełniejsza filmowa biografa Edith Piaf!?

    Marion Cotillard jest bardzo ładna. Ładne zdjęcie.
  • grek.grek 10.03.12, 13:25
    Twój research zawsze celny i interesujący, Barbasiu :]

    mnie przyszło do głowy, że w dobie emancypacji serialów, kiedy telewizja zaczyna prześcigać kino, tworzy fabuły pełniejsze i bogatsze od zwykłych filmów, a akces do tele-produkcji zgłaszają najlepsi reżyserzy, aktorzy i technicy... ilośc wątków w tej biografii nadawałaby się do nakręcenia takiego własnie mini-serialu. Co sądzisz ?
  • barbasia1 10.03.12, 14:49
    Greku, dokładnie to samo sobie myślałam, pisząc mój post kilka dni temu, miałam to nawet dopisać. Na jeden film dwugodzinny biografia Piaf za bogata, zresztą nie tylko o biografii Piaf, można to powiedzieć.

    Zajrzałam do sieci by sprawdzić, czy powstał już jakiś serial o Piaf i zobacz, co znalazłam, świetny dokument francuski z 2006 roku na temat ostanich lat życia Piaf, po polsku (z TVP Info) ...

    Rzuciłam okiem na fragment jest tam ten jej piękny, wysoki Grek, Theo ... :)

    cz.1.
    www.youtube.com/watch?v=0a7gI7ysrzscz.2.
    www.youtube.com/watch?v=plMyLfLkt2o&feature=relatedcz.3.
    www.youtube.com/watch?v=VQg44FB02IA&feature=watch_response

    :)
  • grek.grek 10.03.12, 15:32
    ależ masz talent szperacza/szperaczki :] wielkie dzięki, z chęcią obejrzę.

    och, "my grecy", to się wszędzie wkręcimy ;]
  • grek.grek 08.03.12, 11:19
    z najlepszymi winszowaniami, bez Was to... to... nie byłoby niczego, jak mawiał klasyk w tureckim swetrze :] :

    www.youtube.com/watch?v=k_LEdZYKTxE
  • barbasia1 08.03.12, 14:46
    Ha,ha,ha! :)
    W imieniu swoim bardzo dziękuję Ci, Greku, za te dowcipne, a przy tym miłe i jakże mądre życzenia oraz tę uroczą piosenkę! :)))

    Miłego Dnia Kobiet dla Cię! :)



  • grek.grek 08.03.12, 15:44
    haha, dla mnie... a dziękuję ;]

    raz jeszcze kapelusza przed waćpanną [i waćpannami] uchylam :]

  • barbasia1 08.03.12, 16:25
    To ja, dygnąwszy, Waćpanu raz jeszcze podziękowania zasyłam!

    A piosenka o kobietach urocza acz bardzo przewrotna, zwracam uwagę, na wszelki wypadek! ;))
  • grek.grek 09.03.12, 13:57
    hehe :]

    a to prawda, ostatni wers zmienia wiele. ja bym go anulował całkowicie. niech se sami smażą naleśniki i koszule prasują :]
  • pepsic 08.03.12, 15:23
    Bardzo dziękuje, Grek:))
  • grek.grek 08.03.12, 15:45
    cała przyjemność po mojej stronie :]
  • maniaczytania 08.03.12, 18:24
    i ja bardzo dziekuje :)
    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 09.03.12, 13:55
    bahdzo phoszę ;]

  • grek.grek 09.03.12, 13:51
    oglądaliście ? ;]

    Co tu napisać, hehe, kiedy w zasadzie na zapowiedzi Manii mucha nie siada ?..

    O filmie może nic, ale o odbiorze... Mnie jakoś nie zgasił i nie rzucił na kolana. Chyba spodziewałem się cięższej przeprawy.

    Naturalizm : ofk jest, ale - po "Weselu", po "Kuracji" - w wykonaniu Smarzowskiego nie zaskakujący i nie nowy. Raczej - trzymający znany juz, ofk - wysoki, poziom. Może się nastawiłem na coś jeszcze bardziej mocnego ? Brud, tyfus i mogiła, podwórko w blocie, śnieg i zima minus 56, brudna bielizna, brzydkie ciała, zapite facjaty, tępe i mętne spojrzenia, język kloaczny, seks odpychający [chociaż pozycja : na jeźdźca w kasku motycklowym, to jakaś tam nowość, trzeba przyznać, heh], oczka małe i szczurkowate... jakby dokrętka do "Wesela", co zresztą we wstępie sugeruje akcja [Srodon powiada, ze na weselu poznał swoją żonę, od której śmierci zaczyna się jego historia właściwa].

    MOrale jest na beznadziejnie niskim poziomie. Bohaterowie - też już znani skądinąd. Nie piją - tylko chlają, nie robią interesów - tylko robią przekręty, nie są asertywni - tylko są chamscy i prymitywni, nie są godni tragiczni - tylko są żałośni. To też jakoś znajome bylo.

    Plus kasa jako główny motor działania. Coś, co dowcipnie spokrewnia tych z "Domu" z tymi z salonów i innych przybytków. Siekiera i tam jest w robocie i wszędzie.

    Dom Dziabasów z 78 i z 82 też - jest naszą uroczą nadwiślańską rzeczywistością wtedy, dziś i jutro ? A może w ogole metoaforą świata dzisiejszego ? Tam się zabijali za 10 tys [czy 100 ? ] nowych złotych, a w Iraku zabijają za ropę, w Afganie za zyski z heroiny, a w Afryce za diamenty, w zaułkach nowoczesnych miast za rolexa albo paczkę fajek. refleksja uniwersalna, jak świat światem ludzie się będą szlachtować i głupieć na widok pieniądzorów - szata graficzna co najwyzej zmieniona i pal licho, ze to czasy PRL-u.

    Szykowałem się na grzmoty, na to, ze wyjdą nocą i zobaczę paru Dziabasów po drodze. Nic z tych rzeczy. Obejrzalem po prostu dobry film, dobrze napisany, dobrze zagrany, dobrze wyreżyserowany, sfilmowany. Świetną robotę filmową. Robotę która nie zgasiła mi światła, a nawet go nie przyciemniła. Zaraz potem obejrzałem odcinek "Californication" i o "Domu" zapomniałem aż do teraz. Żadnych przebitek przez znajomy deseń.

    Ale Smarzowski jakos nic nowego o świecie i ludziach mi nie powiedział. Gośc umie przygotować scenę : znajduje odpowiednio chropawe miejsce, dobiera odpowiednio brudne gęby, filmuje to tak, żeby broń Boże nie upiększyć choć na koniec paznkocia - przeciwnie : jeszcze bardziej uwypuklić syf i malarię. Oglądając "Wesele" i "Dom" widzę na krześle z napisem "Reżyser" sprawnego kucharza, co złapał takiego przyzielonego kotleta, obejrzał, kiwnął głową i uśmiechął się z pobłażaniem, ruszył do roboty - bardzo zgrabnie odsmażył, dodał aromatycznych przypraw, podała go fikuśna kelnereczka, ale to nadal kotlet znajomy cokolwiek. A jak Wam to weszło ?

    Weźmy wódę - leje się strumieniami. Ale w pewnym momencie zaczęło mnie to śmieszyć. Ci wspaniali aktorzy, którzy tak dobrze grają pijanice, że az nie chce się im wierzyć. Co i rusz któryś przechyla szyjkę, pokazowo, ze złością albo z niedbalością. Za dużo tego było. Może o to chodziło, żeby brud został tłem tak intensywnym, że aż przestającym dziwić, by na końcu przerazić : rany, jak łatwo zobojętnieć na taki gnój, przyzwyczaić się do niego, uznać za normalność i codzienność... Jeśli ktoś tak odebrał rzecz całą - to świetnie. Ale mnie wybrała ta druga ścieżka : widoczne jak na dłoni przeszarżowanie, przedawkowanie, które całemu światu przedstawionemu odbierają grozę. Pornografizują brzydotę. Jak slashowe, gore'owe "Piły" czy "Hostele" nie pozostawiają miejsca na wyobraźnię kaleczenia i odcinania, od ktorej skóra może na tyłku sie zmarszczyć. Co robią "Piły" i "Hostele" ? One oswajają tortury. Tak samo, mam wrażenie, ze "Dom" czy "Wesele" oswajają z tym gnojem jaki pokazują. A z tej pozycji, to już na dwoje babka wróżyła : albo kimś to trzepnie albo wprost przeciwnie.

    Polska łacina sypie się z ekranu gęsto, ale ma swój wdzięk. Wulgaryzmy w wykonaniu Środonia i Dziabasa mają styl. Weźmy tę gonitwę za lisem i dialogi obu jegomościów - noz klasyk to nasz narodowy... ;] Z samych łacińskich sentencji z tego filmu dałoby się sklecić niezłą etiudę.

    interesująca postać, grana przez Kingę Preis. Jak się zdaje, to ona, niby traktowana per noga kobiecina, jest zaczynem całej afery ad 78. Te jej spojrzenia wymieniane bez słowa z mężem, za plecami albo po boku Środonia, spojrzenia juz sugerujące, ze coś kręci, że "mamy jelenia na straganie".

    Ostatnia scena, Wesele tak samo sie kończylo, zauważyliście ? Kamera w górę, a na dole miejsce owo odrażające, a na nim kiwający się ludkowie pijani w 3D. Smutna realita Polski ?

    według Smarzowskiego, upić się warto, to jedyne co warto ? Tak to odebraliście ? Bo porucznik Mróz, orientując się, ze nie ma szans przeciw siatce spiskowej w jaką go wplątano - wygrzebuje esperal z zadka i po prostu grzeje w palnik z żalu i frustracji. Środoń wie, ze jest stracony i polegnie na ołtarzu czyich awansów, orderów i podwyżek. Mało optymistyczne, nawet jeśli przełamane narodzinami dziecka, bo skoro się rodzi w takim miejscu, to sam jego smrod musi go skazić wstępnie. a moze wcale nie ? może to dziecko, to szansa na inność ? Freeman w Siedem o powodach aborcji na jaką się z żoną zdecydowali, a raczej - na jaką on nalegał, a ona posłuchała, rzekł był "pomyślalem... jak mogę sprowadzić dziecko na TAKI świat ?..". Więc i tu puenta nie jest oczywista ?

    To tyle moui :] A jak tam u Was ?

    Maniu, raz jeszcze dzięki za przygotowanie gruntu :]

    Jestem zbudowany, abstrahując od wszystkiego, ze tak głośne filmy, i stosunkowo nowe, można wreszcie w tej TVPi obejrzeć. Niech nam żyje Kocham Kino ;]








  • rosemadder 09.03.12, 14:50
    mnie również nie powalił na łopatki, chociaż przeraził i sprawił że nie spłam spokojnie dziś w nocy

    genialne aktorstwo, scenariusz, wielowątkowość, zawiłość którą lubię w filmach, mnóstwo symbolicznych interpreacji,
    obejrzałabym raz jeszcze aby pewne kwestie do końca sobie poukładać
    - czy Środoń miał też miał zamiar zabić Dziubasów, watek siekiery w błocie nie do końca jasny, a oni go ubiegli i zamiast jego zabili syna
    - jak Środoń wrócił pod to łóżko z ciałem syna
    - co oznaczała zbita szyba w samochodzie policyjnym

    Minus za dzwięk, powodujący że musiałam się bardzo wsłuchaiwać a i mamrotania i tak nie dosłyszałam
    Świetna finałowa scena porodu, przerażający płacz dziecka, narodziny dziecka mogące symbolizować nową nadzieję, oczyszczenie z wszechogarnijącego zła; z drugiej strony przerażający krzyk i butelka rzucona w stronę kamery, jako atak na widza nie zapowiada zmian a pesymistyczną wizję kolejnego pokolenia zanurzonego w błocie
    --
    ☺☻☺
  • ewa9717 09.03.12, 14:56
    No właśnie. Kolejny polski film, na którym publiczność powinna skandować: le kto ra! le kto ra!!!!
  • grek.grek 09.03.12, 15:23
    a'propos udźwiękowienia - ja wykorzystałem telegazetę i włączyłem sobie dodatkowo wersję dla niesłyszących [str 777] :]

    do Twoich pytań dorzuciłbym jeszcze : co robił Dziabas, na mgnienie oka pojawiający się na drodze uciekającego, już w 82 roku, Środonia ?
  • rosemadder 09.03.12, 15:31
    Niech nam żyje Kocham Kino ;]

    Niech żyje naaaaaaam!!!! :)

    o kurcze, o telegazecie nie pomyślałam:)

    myślę że Dziabas był wytworem wyobraźni uciekającego Środonia, takim wspomnieniem zza światów, ale symbolika jest tak rozbudowana w tym filmie że któż to wie...



    --
    ☺☻☺
  • barbasia1 09.03.12, 16:29
    To ja zacznę od końca, i do Waszego zestawu pytań dodam kolejne, co się stało ze Środoniem. Uciekł (w jednym bucie)? Został zastrzelony przez policję na miejscu? A może został złapany i oskarżony dodatkowo o zabicie policjanta (Mroza)?

    Dźwięk był skandalicznie tragiczny!

    Mam opcję napisy na pilocie! Że też nie wpadłam na to, żeby je włączyć.
    Greku jesteś genialny!
  • maniaczytania 09.03.12, 18:04
    oj, ja widze, ze towarzystwo chcialoby wszystko miec podane na tacy ;) a na tym polega kino Smarzowskieog, ze nie wszystko dopowiada, ze czesc pytan pozostaje bez odpowiedzi, do dowolnej interpretacji widza. To film, o ktorym sie mysli i pewne rzeczy docieraja dopiero po czasie (sprawdzone na sobie i paru innych osobach) ;)

    Co do dwoch pytan, ktore sie tu pojawily:
    - nie wiemy i nie bedziemy wiedziec, co sie stalo ze Srodoniem - rownie dobrze mogl uciec ( i je osobiscie jestem za ta wersja, bo jednak ten mlody, chyba to byl Lubos, podbil reke z pistoletem temu, co strzelal do Srodonia), rownie dobrze mogli go zastrzelic, oskarzyc o zabicie Mroza i ucieczke
    - i tak samo kochani moi, nie wiemy do konca, co sie stalo z Dziabasami - bo poznajemy historie z zeznan Srodonia - a moze to nie Dziabas zabil zone, tylko Srodon?
    --
    Maniaczytania - blog
  • rosemadder 09.03.12, 20:43
    tak, tak ja wiem że tak miało być niejednoznacznie, symbolicznie, nie dopowiedziane
    ilu widzów tyle teorii nt. różnych wątków filmu, wystarczy wejść na opis Domu Złego na Filmweb-ie aby się przekonać jak różne interpretacje tam się pojawiają (łącznie z tą że to Środoń wszystkich zabił i powiesił Dziabasa na drzewie (?)) dla potwierdzenia własnej wersji;
    zapytałam, bo chciałam poznać wasze odczucia jak te wątki odebraliście i zinterpretowaliście


    --
    ☺☻☺
  • maniaczytania 09.03.12, 21:04
    rosemadder - ja to pisalam z przymruzeniem oka ;)))


    --
    Maniaczytania - blog
  • rosemadder 11.03.12, 13:23
    maniu- wiem, wiem:P
    --
    ☺☻☺
  • maniaczytania 09.03.12, 18:26
    w piatkowy wieczor :)

    o 20.00 - Hit na piatek - tydzien temu mielismy "Mamma mia", dzis mamy Bridget Jones :)
    o 22.00 - Wiesz, co dobre - tydzien temu byl "Babel", dzis "Lektor"

    w nadchodzacych tygodniach mozemy sie jeszcze spodziewac w tym pierwszym - "102 dalmatynczyki", "Cale szczescie", "Witaj w domu panie Jenkins";
    w tym drugim - "Elitarni", "Dawno temu w Ameryce" (chyba sobie strzele powtorke po latach), "Watpliwosc", "Hotel Rwanda"

    nie jest zle, cos dla rozrywki i cos bardziej rozwijajacego, a gdyby ktos cos wiedzial o tych filmach, to uprasza sie o opisanie czegokolwiek :)))
    --
    Maniaczytania - blog
  • pepsic 09.03.12, 19:05
    Nie udał się twórcom, oj nie. I część nie klei się z II, Kate Winslet mało wiarygodna jako esesmanka analfabetka, Ralph Fiennes w najsłabszej roli życia. Do tego koszmarna charakteryzacja. Poniżej oczekiwań.

    Miła niespodzianka, poza poza Bridget Jones i Lektorem - dla mnie same premiery.

  • siostra.bronte 09.03.12, 19:17
    Zastanawiałam się, czy obejrzeć. O filmie dużo słyszałam, ale temat mnie jakoś nie zainteresował. A teraz to już się zniechęciłam :) A Winslet dostała za tą rolę Oscara!
  • pepsic 09.03.12, 19:34
    Może nie zniechęcaj się, bo są też głosy bardziej entuzjastyczne. Mi jakoś nie przypadł do gustu, ale tak całkiem bym nie skreślała, choćby dla I bardziej udanej części.
    Ps. Od paru lat nie mam Zone, z Allena zatem nici.
    :)
  • bakali 09.03.12, 20:30
    Ja mam zamiar obejrzeć dzisiaj "Lektora".
    Ale wczesniej Bridget Jones, ten film mogę oglądać nieskończoną ilośc razy. Mimo że dialogi mogę już cytowac z pamięci, i tak za każdym razem bawi mnie niezmiernie niebieska zupa.
  • rosemadder 09.03.12, 20:47
    szkoda że dziś ten Lektor, chętnie bym obejrzała ale po wczorajszym seansie Domu Złego zamierzam się wyspać i nie dam rady bo ziewam już od 20
    Lektor od kilku lat czeka na DVD:)
    --
    ☺☻☺
  • siostra.bronte 09.03.12, 19:23
    Jeżeli jakimś cudem nie widzieliście tego filmu, to gorąco polecam. Ok. północy w Zone Europa. Kocham Allena, a to moim zdaniem jeden z jego najlepszych filmów :))
  • barbasia1 11.03.12, 16:05
    Witaj w kubie! My tu też kochamy Allena! :)

  • siostra.bronte 11.03.12, 17:59
    Bardzo się cieszę :))
  • maniaczytania 10.03.12, 10:12
    nie mialam w sumie zamiaru ogladac, jeszcze dolozyl sie do tego komentarz Pepsic, ale...
    jakos tak sie zlozylo, ze zaczelam i ... wsiaklam.
    Musze napisac, ze bardzo mi sie podobala ta historia o niezwyklej milosci, uczuciu, ktore zrodzilo miedzy dorastajacym chlopcem i starsza kobieta. Uczucie, ktore uleglo zmianom, ale ktore w jakis pokretny sposob przetrwalo do konca - choc moze to jakas lojalnosc czy wyrzuty sumienia sprawily...
    Rzeczywiscie zgodze sie z Pepsic, ze Ralph Fiennes, ktoreg bardzo lubie, byl tu, hmm, najslabszym elementem chybs. ten mlody chlopak byl znakomity! Kate Wisnlet z kolei nie lubie, ale tutaj dobrze zagrala.
    I fajnie byly pokazany uplyw lat za pomoca srodka transportu, ktorego uzywal Michael.
    I podobal mi sie naturalizm filmu. I podobaly mi sie sceny sadowe, i bardzo podobalo mi sie to, co powiedzial kolega Michaela ze studiow - o tym, ze wszyscy wiedzieli, co sie dzieje w obozach i dlaczego nic z tym nie zrobili albo dlaczego sie nie zabili, gdy sie dowiedzieli - mocne slowa, wstrzasajace z ust Niemca.
    I bardzo, bardzo podobalo mi sie, jak Michael wysylal Hanie do wiezienia te tasmy ...

    Piekny film, kilka razy lez nie opanowalam...

    P.S. zeby nie Wasze wczorajsze dopiski, pewnie bym zrezygnowala, wiec dziekuje :)
    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 10.03.12, 13:20
    to ja do tego Lektora, z "zaświatów" parę głosów ;] :
    forum.gazeta.pl/forum/w,14,122615844,,Ojej_co_tu_wybrac_2011_2_vol_13_.html?s=2&v=2
    dziś w TVp dają powtorkę "Grindhouse" [niedawno obgadywaliśmy], no i hiciorek "Memento" [1:05] , czyli film, którego : a] nie sposób opowiedzieć, b] nie sposób obejrzeć jeden raz i zrozumieć wszystkiego, kino dla lubiących zagadki, chronologię wymiętoloną ekstremalnie i konieczność zachowania 2-godzinnej czujności, najlepiej z kartką i ołówkiem [w wersji oldskulowej] pod skrzydłem.

    [czemu tak późno, TVP, ach czemu ? tam nie ma nic strasznego, poza amnezją, która trzyma za gardło pacjenta - o 20:15 puszczają jakiś kolejny koszmarek serialowy, przeflancowany z DDR, a zaraz po nim "Randka w ciemno", czyli koszmarek tzw polskiej komedii romantycznej. Nie ma to jak wyczucie chwili w wykonaniu TVP.

    ktoś przegapił "Million dollar baby" ? no problemo, TVP Kultura o 20:20 & 2:20 daje okazję do naprawienia tego grzechu.
  • maniaczytania 10.03.12, 14:12
    dzieki za linka do "Lektora" :)

    a przy okazji napisze o jednej rzeczy, ktora dla mnie pozostala niezrozumiala - jakim cudem (i dlaczego nikt o to nie zapytal) ta jedna kobieta z dzieckiem uratowaly sie z tego pozaru???

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 10.03.12, 15:35
    moja przyjemność :]

    ? no wlaśnie, jak to było ? [piszę, w pełni wladz umysłowych nie pamiętając z filmu żadnych szczegółów ;)]
  • barbasia1 11.03.12, 14:12
    maniaczytania napisała:
    > jakim cudem (i dlaczego nikt o to nie zapytal) ta jedna kobieta z dzieckiem ur
    > atowaly sie z tego pozaru???

    Nikt nie pytał, bo szczegóły uwolnienia, znalazły się w książce, w spisanych przez kobietę wspomnieniach, które dołączone zostały do akt procesowych.

    Może znalazły się w takim miejscu w budynku kościoła, gdzie w ostaniej chwili otworzyła jej się jej droga ucieczki. Takie cudowne ocalenia zdarzały się nierzadko podczas wojny. Każdy pewnie słyszał takie historie.

    Ale suma summarum myślę, że akurat kwestia wyjaśnienia tego, jak się matka z córką uratowały z płonącego kościoła nie jest tu specjalnie istotna, nieczego by nie wniosła, więc nie ma się co nad nią specjalnie głowić.



    cdn.
  • barbasia1 10.03.12, 15:36
    > Memento" [1:05] , czyli film, którego : a] nie sposób opowiedzieć,

    Jedyną osobą na świecie, która by to potrafiła jesteś Ty.
    Takie ekstremalne atrakcje, o 1:05 nie dla mnie, choć nie powiem, jestem nawet ciekawa tej zagadki.

    "Million dollar baby" przypomniałam sobie z Wami w ubiegły czwartek, nie zdążyłam się do tego przyznać.

    Mnie poruszyła scena ostatniej rozmowy bohatera granego przez Clinta z księdzem o stanie Maggie i rozpacz (i łzy?) tego pierwszego, twardego mężczyzny z powodu bezsilności.

    Jakże inny to bohater od tych cynicznych twardzieli nigdy nie okazujących emocji, których Eastwood grał przez wieszkość swojej długiej aktorskiej kariery.
    Na starość Clint robi się sentymantalny. ;)

    Jedna rzecz mnie zastanowiła daczego Maggie przegrała ostatecznie walkę z Niemką, skoro ta zachowałą się niesportowo, nieprzepisowo!?, uderzyła Maggie przecież po czasie, od tyłu, kiedy ta szła już do narożnika na przerwę. Czy Maggie nie powinna wygrać przez dyskwalifikację przeciwniczki?
  • grek.grek 10.03.12, 16:35
    oto pytanie za 100 pkt, Barbasiu : nikt na to nie wpadł, a przecież to klucz - właśnie, jakim sposobem Maggie nie wygrała przez dyskwalifikację ? przecież to aż oczywiste...

    mnie przychodzi do głowy tylko termin "no contest" - w boksie oznacza, to "walka uznana za nieodbytą", czyli rodzaj anulowania całego zdarzenia, wskutek kontuzji albo np. złapania po walce jednego z przeciwników na dopingu. Ale w filmie nic o tym nie ma, więc Twoje pytanie trafia w sedno.

    och, "Memento" to zadanie wyjątkowo niewdzięczne :] to film z cyklu dedukcyjnych, gdzie porozrzucane elementy trzeba sobie dopasować, ułożyć i stworzyć spójny obrazek. Spróbuję może chociaż nakreślić rzecz ? Złożenie zaś tej kostki Rubika, to dopiero zagwozdka, hehe, spróbuję po prostu dziobnąć a'propos :]
  • barbasia1 10.03.12, 17:33
    Nie znam się na boksie, kombinowałam na babski rozum. ;)

    Jeśli nie sprawi Ci to kłopotu, trudności? Ale jeśli układanka byłaby nabyt mętna, to oczywiście porzuć opisy bez żalu.

    :)
  • grek.grek 11.03.12, 13:09
    bardzo mądrze kombinowałaś :] bo istotnie, w filmie, nie ma żadnej informacji, żeby Niemkę zdyskwalifikowano, a dwa razy pada zdanie, ze "Maggie przegrała", więc masz 100 % racji w tym pytaniu.

    o tym terminie bokserskim, to tak mi sie nasunęło, że może remis ogłosili wskutek sytuacji na tyle niecodziennej, że wykluczającej rozstrzygnięcie... ale NIE MA o tym nic w filmie, więc to co ja tam drapnąłem, to nie ma żadnego znaczenia. Tak tylko dopisałem, jako... ciekawostkę :]

    O, próbowałem wczoraj z "Memento" i... bez nagrania tego filmu na video i potem odtwarzania i na spokojnie zapisywania kolejnych danych - trudno dojść do spójnej wersji zdarzeń i poskładania tej całej historii do tzw. kupy.

    Liczyłem, ze może uda mi się tak... bez przyborów :] No i pogubiłem się dość szybko, bo akcja nie dośc, ze leci do tyłu, to jeszcze jest dwutorowa. Facet szuka zabójców swojej żony, ale cierpi na rzadką przypadłość : pamięta wszystko, sprzed jej śmierci, ale ma szalone kłopoty z ogarnięciem teraźniejszości aktualnej, słowem : co zrobi, to zaraz zapomina. I w tych warunkach próbuje dotrzeć do prawdy o wypadkach, które doprowadziły do jej zgonu. Łatwe to to nie jest, jak się domyślasz. Zwłaszcza dla widza, który musi się w tym połapać. Facet robi sobie notatki, karteluszki, zapiski, nawet tatuuje co ważniejsze informacje, żeby się nie pogubić w tym całym pieprzniku. Jest to podobne do "Mechanika", którego kiedyś omawialiśmy, ale tam było nieco prościej, bo zagadka bezsenności i niepokoju glównego bohatera nie była aż tak wkręcona w rozmaite koleiny czasowe, a on sam nie cierpiał na gwaltowny zanik pamięci. A i nawet tak papier i ołówek były niezbędnymi pomocami "naukowymi" :]

    I w zasadzie to jest clue calego filmu, ten rodzaj łamigłówki dla oglądacza. Niespecjalnie nawet da się to dobrze opowiedzieć, wyjdzie jakiś koszmarny mętlik, a na notatkach bez wersji na video, z możliwością spokojnego zapisu - nie da rady pojechać :] Po prostu, zapis musi być dokładny, a jednocześnie nie należy tracić z pola widzenia zmieniająćej się sytuacji.

    Zatem, i ja czekam na kolejną powtórkę :] wczoraj, dzisiaj raczej - to już środek nocy był - po prostu patrzyłem, starałem się składać, ale jak to później chciałem spisać z pamięci, to się załamałem, heh. Taka to cena naiwności ludzkiej, hehe.

    Zatem, mogę zaproponować tylko oczekiwanie na powtórkę, ktorą, mam nadzieję, obejrzymy licznie i skonfrontujemy nasze wersje ostateczne przedstawionej historii; poza tym, to naprawdę niezła zabawa jest, jesli się ma odpowiednie wyposażenie, czyli wspominaną kartkę, ołówek i chyba jednak nagranie video :]

    tak czy owak, Barbasiu, gdybyś miała okazję obejrzeć ten film zanim powtórkowo go telewizja pokaże, to zachęcam Cię bardzo. Zabawa w Sherlocka Holmesa ma swój urok :]
  • barbasia1 11.03.12, 13:53
    >a dwa razy pada zdanie, ze "Maggie przegrała", w
    > ięc masz 100 % racji w tym pytaniu.

    Właśnie, właśnie to miałam powiedzieć.

    Jeszcze wracając do filmu, lubię też scenę, kiedy Trener siedzi przy Maggie w szpitalu, czy hospicjum, czyta jej książkę. Ona się martwi, że za dużo czasu jej poświeca, on na to, że lubi to miejsce, jej pokój i że nawet gdyby jej tu nie było, przychodziłby tu czytać książki. Na twarzy Maggie - zaprawdę świetna Hilary Swank - widać cień uśmiechu. Ładne przełamanie dramatu humorem.

    Verygood! Tak może nawet lepiej, że bez szczegółów, co nieco na temat fabuły już wiemy, ale najwazniejsze zagadka pozostaje tajemnicą do samodzienego odkrycia kiedyś, przy lepszej okazji. :)
  • grek.grek 11.03.12, 15:02
    Pamiętam.

    w którymś momencie on jej daje do przeczytania fragment z tej książki po gaelicku, co ją ciągle probuje rozszyfrować - nie dośc, że przeczytać te zawijasy cięzko, to jeszcze ona oddycha przez rurkę, więc czytanie idzie jej kiepsko, Clint w końcu mówi "dośc, wystarczy... coś okropnego" - i oboje się uśmiechają z tego dowcipu. świetne sceny.

    Patrz, niby taki z pozoru rutynowy tematycznie film, trochę amerykanizmów i nieco uproszczeń, a ile scen, które można powtarzać w nieskończoność i jak ten film jednak działa, jaką ma emocjonalną rangę, nieprawdaż zawżdy gdyż ? :]

    Cieszę się :] Wiesz, tak naprawdę, cała istota obcowania z tym filmem sprowadza się do próby rozsupłania tych powiązanych w scenariuszu węzełków. POza tą działalnością, to jakoś specjalnie wybijające się dzieło nie jest. Konstrukcja scenariusza - oto cała jego moc. Zatem, winiszujmy sobie rychłej powtórki :] Podejrzewam, że będzie, "Grundhouse" wczoraj powtarzali, to i "Memento" powtórzą.
  • pepsic 10.03.12, 22:47
    Mam nadzieję, że nikogo nie zniechęciłam:(
    Maniu, nie potrafię wykrzesać z siebie współczucia dla służbistki, która bezmyślnie bez cienia empatii wykonuje kryminogenne polecenia przyczyniając się do spalania żywcem kilkuset osób, nie dając szansy na ucieczkę.
    Przy okazji nasuwa mi się tematyka filmu rosyjskiego powstałego 26 lat temu, którego polska premiera odbyła się 3 lata temu (!) "Idź i patrz", wg niektórych najlepszy film o wojnie, chociaż jestem trochę sceptyczna. Kulminacyjną sceną jest mord na białoruskiej ludności dokonany przez super-elitarny oddział niemiecki, w którego skład wchodzili ludzie z wyższych klas społecznych i intelektualiści. Gł. bohaterowi udaje się jakimś cudem uciec przez obluzowana deskę (bądź zostaje wyniesiony przez spanikowany tłum). Nie wszyscy maja szczęście, bo z powrotem są zaganiani przez niemiecką elitę do płonącej stodoły. Mocny film, pełen poetyckiej symboliki trudnej do zrozumienia (miałam spore problemy). Zasługuje na osobne omówienie. Jeśli jakimś cudem pojawi się w tiwi, nie omieszkam.
  • siostra.bronte 11.03.12, 14:29
    Zdecydowałam się przełączyć na "Lektora" jakoś po 40 min. od rozpoczęcia :) Bez pierwszej części opisującej romans trudno mi było zrozumieć fascynację bohatera kobietą o takiej przeszłości. I również nie potrafiłam jej współczuć. Jej dramat (analfabetyzm) jest naprawdę niczym w porównaniu z krzywdami jakie wyrządziła.
  • barbasia1 11.03.12, 15:35
    pepsic napisała:
    siostra.bronte napisała:

    Ale bohater filmu Michael też miał z tym wielki problem, też staje przed poteznym dylematem jak pogodzić miłość do kobiety, która tak naznaczyła całe jego późniejsze życie, jak pogodzić to uczucie, które być może głęboko schowane ciągle niezmiennie w nim się tli, z nagle uzyskaną wiedzą na temat potwornej, niechlubnej przeszłości kobiety, ktorą skrywała przed nim, jak potępić kogoś, kogo się tak bardzo kochało, kto był tak ważny.

    Hanna, to jego pierwsza kobieta Michaela, to ona wprowadza 15-letniego Michaela w tajniki miłości fizycznej, to też jego pierwsza wielka miłość (to uczucie podtęgowane było zapewne intensywnością pierwszych wczesno młodzieńczych doznań fizycznych), stąd ta wielka nią fascynacja jest zrozumiała w pełni.

    Hanna ani słowem nie wspomniala Michaelowi na temat swej przeszłości, nawet jakby niechętnie, z oporami zdradziła mu i to dopiero na drugim, kolejnym spotkaniu swoje mu imię (jakby się czegoś obawiała?), a jemu, młodzikowi, zafacynowanemu całkowicie nową, jakże ekscytujacą dziedziną doznaniań, do głowy wtedy nie przyszło, by zwracać uwagę na takie szczegóły w zachowaniu Hanny oraz by pytać o jej przeszłość . Ich romans trwał całe lato, potem Hanna nagle znikła i do czasu procesu Michael nie wiedział, co sie z nią działo...

    Przypomniałam sobie przedwczoraj "Lektora " (nasze głosy z przeszłości, zalinkowane przez Greka, muszę sobie jeszcze przypomnieć) i muszę powiedzieć, że "Lektor" podobał mi się jeszcze bardziej niż za pierwszym razem. Utwiedziłam się w przekonaniu, że Kate Winslet wypadła bardzo sugestywnie i przekonująco w roli Hanny Schmitz i zasłużyła na Oscara (pewnie charakteryzacja ponad 60-cio letniej Hanny mogłabybyć nieco efektowniejsza, ale w gruncie rzeczy, to drobiazg, który nie powinien wpływać na odbiór roli Winslet).

    Patrząc na zdjęcia Ralpha Finnesa zawsze odbierałam go jako człowieka chłodnego eocjonalnie, zamkniętego w sobie, zdysnansowanego do świata i dlatego on bardzo mi pasował do roli dorosłego Michaela, który też jest zamknięty w jakieś emocjonalnej skorupie, dopiero pod koniec, za sprawą córki, zpowodu córki ta skorupa zaczyna pękać.
  • siostra.bronte 11.03.12, 18:18
    Tak, znam fabułę filmu, Michael poznał prawdę dopiero na procesie. Pewnie po obejrzeniu całości miałabym trochę inne wrażenia.
    Ale historia przeszłości Hanny była tak wstrząsająca, że oczekiwałam raczej, że bohater już się z nią nie skontaktuje. A jednak wysyłał jej nagrania książek. Na pewno trudno całkowicie potępić kogoś kogo się kochało, ale w takiej sytuacji...I żeby Hanna okazała jakąś skruchę, ale nie, do końca uważała że po prostu dobrze wykonywała swoją pracę.
  • maniaczytania 11.03.12, 18:28
    siostra.bronte napisała:

    >...I żeby Hanna okazała jakąś skruchę, ale nie, do końca uważała że po prostu
    > dobrze wykonywała swoją pracę.

    Ona przez swoj analfabetyzm bardzo prosto rozumowala. Ale do skruchy doszlo - dopiero w wiezieniu po latach, po tym, jak nauczyla sie czytac.


    --
    Maniaczytania - blog
  • maniaczytania 11.03.12, 18:29
    pepsic napisała:

    > Maniu, nie potrafię wykrzesać z siebie współczucia dla służbistki, która bezmyślnie bez cienia empatii wykonuje kryminogenne polecenia przyczyniając się do spalania żywcem kilkuset osób, nie dając szansy na ucieczkę.

    Pepsic - ale chyba nikt jej nie wspolczuje. Ja tez nie.

    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 10.03.12, 16:09
    Greku, Nasz Wspaniały Mężczyzno! Nasz Rodzynku! Z okazji Dnia Mężczyzny ( który przypada dziś tj.10 marca, jak się okazuje! 8-O ) wszytskiego najnajnajnajnajnajlepszego Ci życzę / życzymy! Niech Ci się darzy! :)

    Piosenką okolicznościową z tańcem połączoną, dołączam w dwóch,
    wersjach:
    1. wersja krótka:
    www.youtube.com/watch?v=MpPdy2EC7nI&feature=related
    2. wersja rozszerzona:
    www.youtube.com/watch?v=T4EuNy7EXLY&feature=related
    Ściskam/y! :)))
    B.
  • grek.grek 10.03.12, 16:26
    ha ha, a ja bym nawet się nie zorientował... wielkie dzięki, Barbasiu, za pamięć i życzenia

    haha, Hrabi są niepodrabialni, świetny wybór, raz jeszcze dziękuję... no co tu dużo mówić... wzruszyłem się, jakby to powiedział nasz ulubieniec, mecenas Prado :] :
    www.greatfunnypictures.com/pictures/249_funny.jpg
  • maniaczytania 10.03.12, 17:15
    i ja sie przylaczam - Greku wszystkiego naj, naj :)))
    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 11.03.12, 13:11
    dzięki :] ponownie się wzruszyłem...
  • barbasia1 10.03.12, 17:40
    Ha,ha, ha :)))
    Ty to się potrafisz wzruszyć!
    Aż się popłakałam ze śmiechu.

    Oj, będę drapać za uszkami! ;)
  • grek.grek 11.03.12, 13:15
    haha ;]

    www.funnycutepics.com/wp/wp-content/uploads/2