Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2012 - 5 (vol. 22)

09.07.12, 23:18
No, to zakladam - piszcie tu, piszcie, zebym po powrocie miala co czytac :)

A ja sie powoli bede pakowac na piekne plaze Chorwacji ;)
--
Maniaczytania - blog
Obserwuj wątek
    • maniaczytania Klub szczescia 09.07.12, 23:27
      nie wiem, czy ktos z Was wczoraj ogladal - zaczynal sie tuz przed polnoca,a skonczyl ok. 2 w nocy. Ale warto bylo zarwac nocke dla tego filmu na podstawie powiesci Amy Tan o czterech chinskich emigrantkach, ich corkach, ich matkach, o relacjach - matka-corka, o chinskich legendach, wierzeniach. Niespieszny, emocjonalny i bardzo wzruszajacy. Jakby ktos byl chetny, to moge nawet opisac szczegolowiej po powrocie - na penwo go nie zapomne :)
      --
      Maniaczytania - blog
      • barbasia1 Re: Klub szczescia 10.07.12, 00:10
        Makabryczna pora! Tylko początek obejrzałam - historię pierwszej z pań, która jako malutka dziewczynka została wyswatana, a może nawet kupiona przez bogatą rodzinie na żonę dla syna ...

        Kiedy dziewczyna osiagnęła odpowiedni wiek, bardzo wczesny, matka zaprowadziła ją do domu przyszłego męża (matka z pozostałymi członkami rodziny wkrótce wyprowadzili się w inne miejsce ) tam odbyły się zaślubiny. Oboje młodzi mieli zobaczyć, zgodnie z chińską tradycją?, swe twarze dopiero w noc poślubną.

        Świetna scena, śliczna młodziutka, panna młoda,zdjęła welon zakrywajacy twarz i siedzi na łożu w pięknym ślubnym stroju, czekając ze strachem pomiesznym z ciekawością na pana młodego, ten za chwilę zajawia się w sypialni, kamera pokazuje najpierw wielkie czarne buciska, śmiejąc się figlarnie pan młody odsłania swoje oblicze, oczom dziewczyny ukazuje się tłuściutka, okrągła twarz ... bardzo młodego chłopca. Panna młoda lekko zaskoczona młodym wiekiem pana młodego, mówi do siebie, że modliła się by mąż nie był stary, ale z pewnością musiała przesadzić z modlitwami.
        A pan młody bardzo nieuprzejmie oświadczył jej że ma klaść się spać na podłogę, on sam będzie spał w łóżku i wgramolił się do łóżka, a dziewczyna musiała spać na ziemi...

        Ciąg dalszy obiecała Mania, trzymam za słowo :)

        /Chcę powtórkę o lepszej porze!/
          • barbasia1 Re: "Klub szczęścia" 10.07.12, 16:05
            grek.grek napisał:

            > no to trzymamy kciuki za Manię, Barbasiu :]
            > Ma-nia, Ma-nia, Ma-nia !


            Oczywiście, że tak. Koniecznie musi nam Mania opowiedzieć, co było dalej.

            To ja jeszcze dopowiem, że dziewczyna nie była szczęśliwa w tym domu, zrzędliwa teściowa (teścowe pod każdą szerokoscią geograficzną i w każdych czasach są takie same ), winiła ją o to, że nie rodzi wnuków gdy tymczasem bardzo młodzi małżonkowie spali ze sobą jak brat z siostrą.
            I gdy pewnego dnia dziewczyna podsłuchała jak służąca mówi o swojej ciąży komuś (nie jestem jednak pewna z kim była w ciąży) postanowiła podstepem uwolnić się od tej rodziny.
            Następnego dnia z udawanym krzykiem i płaczem zerwała się z łózka i pobiegła przed ołtarzyk przy którym czczono chińskich przodków i palono im kadzidełka i opowiedziała o swoim niezykłym śnie, w ktorym odiwedził ją zacny przodek, który kazał odjeść jej od rodziny, bo inaczej spadnie na nią klątwa, wypadną zęby (na dowód otworzyła usta i pokazała dziurę po zębie, a była to stara dziura o czym nikt wiedział). Zacny przodek miał powiedzieć też , swatki przekupione zapewne wybrały jej synowi niewłaściwą kobietę na żonę i że tą, którą da wnuki, jest służąca i tu wskazała na zaciążoną dziewczynę lekko przerażoną sytuacją .
            Cóż miała robić teściowa, wola przodków najważniejsza, musiała odprawić żonę syna, bardzo szczęśliwą z tego powodu ...


            Scenariusz powstał na podstawie książki Amy Tan.
            lubimyczytac.pl/ksiazka/65698/klub-radosci-i-szczescia
            :)

            Muszę sprawdzić czy ten film można dostać w wypożyczalni.
      • maniaczytania Re: OT wakacyjny 10.07.12, 00:02
        barbasia1 napisała:

        > Co tam się ogląda w telewizji?

        To samo co u nas raczej. Tyle, ze ... filmy i seriale leca w oryginalnych wersjach jezykowych z napisami! Kilka fajnych udalo mi sie nawet obejrzec - np. "Sabrine" w wersji z Harrisonem Fordem :)

        Podrowie na pewno ;)


        --
        Maniaczytania - blog
    • grek.grek "Łanie, les Biches" ze spojlerami, via CT2 10.07.12, 13:24
      "Łanie/les Biches"

      Chabrola to film, film to Chabrola.

      Paryż
      Frederica jest bogatą, znużoną codziennością atrakcyjną 40-tką - Why [tak sie przedstawia] zaś jest nastoletnią [na oko] uliczną malarką, która na chodnikach kreśli swoje figury i obrazki, za 'co łaska' do kapelusza. Fredrica wrzuca całe 500 frankow, dziewczynę to dziwi bardzo, bo "jeśli daje mi pani pięćset franków i stwierdza, ze się jej podobały moje malunki, to znaczy się, ze się pani nie zna na malarstwie"; potem nawiązują rozmowę, która kończy się w apartamencie Frederiki, gdzie Why bierze kąpiel, pod dwuznacznym okiem swojej nowej przyjaciółki, a potem się ubiera tylko po to, zeby Frederica zabrała się do jej rozbierania - prolog kończy się powolną manipulacją palców Fredericy przy guziku spodni Why. BYć może to sugestia, ze miały seks, a być może tylko jakaś artystyczna zabawa.

      Frederica zabiera Why do Saint Tropez, gdzie ma swój dom letniskowy. Zamieszkuje go z kucharką, kamerdynerem oraz dwoma dziwnymi facetami, którzy wyglądają jak zwariowani studenci matematyki z polibudy, w okularach, pulowerach. Wygłaszają głośne komentarze,
      podśmiewują się, przypominają błaznów na dworze królowej.

      Why na początku jest onieśmielona, co skrzętnie stara się ukrywać, ale Frederica
      szybko przekonuje ją do siebie. Spacerują razem po październikowym miasteczku,
      grają w petankę [tak się chyba ta gra nazywa, w ktorej starsi panowie rzucają
      kulami do celu ?], przechadzają się bulwarami, robią zakupy, buszują po straganach
      z obrazami, ksiązkami i ubraniami. Wygląda na to, ze nawiązały przyjacielską więź,
      może lekko podszytą erotyzmem, chociaż ich rozmowy schodzą jednak na facetów.

      I jeden się pojawia.
      Nazywa się Paul Thomas, jest architektem i poznają go podczas jednej z partii
      pokera w domu Fredericy, ktory jest miejscowym ośrodkiem hazardowym, towarzyskim,
      punktem spotkań ludzi na pewnym poziomie.

      Paul przypada do gustu obu kobietom. Frederica widząc, ze iskrzy między Paulem, a
      Why zaczyna traktować dziewczynę z wyższością, niby prosi, a w rzeczywistości - każe
      jej "przynosić, wynosić i zamiatać" przy stole pokerowym i przy sobie samej. Jakby chcąc
      Paulowi dać do zrozumienia : czy wypada romansować z ćwierćsłużącą ?
      Why to dostrzega, zauważa zmieniający się znienacka stosunek do niej Fredericy.

      Po wieczorku Why wymyka się z domu i spotyka się z Paulem. Idą na dlugi spacer, potem do niego, facet jest starszy, miły, kulturalny itd., mozna zakładać, ze jest pierwszą milością dla młodej Why. Wszędzie śledzą ich ci dwaj dziwacy wysłani za nimi przez Fredericę.

      Why wraca późno i sugeruje że poszła z Paulem do łózka.

      Frederica przyjmuje to z pozornym spokojem, ale następnego dnia sama spotyka się z
      Paulem i uwodzi go swoją dojrzałą kobiecością.
      Trudno orzec, czy robi to, bo się jej gośc spodobał, czy robi to dla rozrywki, jaką będzie
      dla niej, cięzko znużonej życiem, pokrzyżowanie planów swojej młodej przyjaciółki.

      W każdym razie, Paul i Frederica zostają parą. On się wprowadza do jej willi. Komentujących niegrzecznie obecność Paula dwóch błaznów Frederica wyrzuca na zbity pysk. Zostaja we trojkę, oni i Why. Why robi za kogoś w rodzaju panny do towarzystwa, tu nastawi im muzykę, tam naleje wina, gdzie indziej coś jeszcze. Frederica triumfuje nad nią, bawi się jej widząc, ze Why znosi to wszystko, bo kocha Paula i... kocha też ją. A skoro oni są razem, to ona musi kochać ICH. I nawet swój niższy status w tym trójkącie Why traktuje jak coś dobrego. Cierpi, kiedy Frederica spotyka się z paulem i razem gdzieś jadą, a ona musi zostać sama, ale zaraz się uśmiecha, bo przecież ich szczęście jest jej szczęściem.

      Why próbuje przekonać Paula do siebie, i to nawet za pomocą zmiany we Fredericę. Robi sobie
      dokładnie taki jak ona makijaz, fryzurę, i rzeczywiście wyglada jak jej młodsza wersja. W naiwności sądzi, ze Paul ją pokocha, ale Paul jest tylko rozeźlony, trzaska drzwiami. Na nic desperackie próby. Paul woli dojrzałość i seksapil Fredericy. Why mu się podoba, ale nie oczarowuje go, jak wtedy, kiedy zaraz po pokerze spacerowali, całowali się i u niego... być mozę mieli seks, co też nie zostało wprost wypowiedziane, ale pozostawione w sferze domsylów.

      Trudno orzec, na ile Frederica kocha Paula, a na ile jest on dla niej atrakcyjny
      jako zdobycz, dzięki której posiadaniu może napawać się widokiem wzdychającej
      do niego Why, świadomością, ze posiada coś, na czym dziewczynie zależy najbardziej
      na świecie.

      Symboliczna jest scena, kiedy Frederica i Paul mają seks w sypialni, a za drzwiami
      siedzi Why i namiętnie masturbuje się, w rozmarzeniu łączac się z nimi w seks-trójkącie.

      Wreszcie Frederica komunikuje Why, ze wyjeżdza z Paulem do Paryża. Why zostaje sama.
      Po pewnym czasie decyduje się opuścić willlę.

      Wraca do Paryża, i odwiedza Fredericę w jej apartamencie. Wyznaje jej miłośc, jej i
      Paulowi, pragnienie by być z nimi, że o nic więcej nie chodzi - o to tylko, by móc być
      z nimi, towarzyszyć im.

      Frederica na chłodno odmawia. Chce zerwać z Why i po prostu ją odprawić. A na dokładkę,
      rozmawia przez telefon z Paulem umawiając się na kolację wieczorną.

      Odpowiedź Why jest drastyczna : wyciąga nóz i zabija Fredericę. A potem znów zmienia
      uczesanie i makijaż, tym samym przeistacza się we Fredericę i w takiej formie będzie
      czekała na Paula, który wieczorową porą przyjeżdza po nią... po Fredericę... zastanie Why... czy ją zaakceptuje ? a jesli nie, to czy ona także i jego zabije ?

      To już pozostaje do samodzielnej interpretacji, film kończy się w momencie kiedy Paul wchodzi do kamienicy/hotelu...

      Francusko-włoska produkcja, 68 rok, piękne aktorki - Stephanie Audran i młoda Jacqueline Sassard, młody Trintignant, urokliwe ujęcia Saint Tropez jesienną porą, wspaniałe zdjęcia i styl. styl narracji, bez wykładania kawa na ławę wszystkiego, skupienie na obserwacji tego co
      jest między [pół]słówkami, między gestami i spojrzeniami pomiędzy młodą emocjonalną Why, a starszą doświadczoną i chłodną Fredericą, która wzięła dziewczynę znikąd... po co ? dla zabicia czasu, dla towarzystwa, a potem dla zabawy ? Chyba tak. Frderica jest dekadentką, ma ten egzystencjalny przesyt, jak z jakiegoś Sartre'a czy kogośtam, probuje to jakoś od siebie oddalić za pomocą kręcenia uczuciami Why, jej świeżością i młodością. Nie uczy jej życia, nie daje
      jej lekcji, po prostu się nią bawi. Najpierw łączy je więź niemal siostrzana, choć i nie bez seksualnego podtekstu, później Frederica nie ma skrupułów, zeby to zdegradować. Why znosi to z coraz większą pokorą, coraz bardziej zakochana w niej i Paulu, w NICH, gotowa na swoją podleglość. Nie moze znieśc odrzucenia. Woli zabić. I spróbować szcześcia, wierząc, ze ten pierwszy raz z Paulem nie był przypadkowy.

      jest poetyka obrazu, jest niespiesznośc, jest klimat, jest stylowe, mistrzowskie kino. Scena zabójstwa bardzo elegancka, przypomina niemal miłosny akt. A erotyka... kiedy w apartamencie Fredericy Why po kąpieli wchodzi do pokoju, w spodniach i koszuli, Frederica
      bierze za rogi spodu koszuli i związuje je nad jej mokrym jeszcze pępkiem, a potem zaczyna wolno zjeżdzać ręką do guzika spodni Why, sugerując coś, albo i nie... i więcej w tej
      scenie erotyzmu i seksualnego napięcia niż we wszystkch wygibasach łózkowych ostatnich
      lat w kinie wszelakim ;]

      świetny film. jaka szkoda, ze TVP całkowicie pomija lata 50,60, 70 w kinie europejskim...
        • grek.grek Re: "Łanie, les Biches" ze spojlerami, via CT2 10.07.12, 15:17
          "Niech bestia..." też Czesi pokazywali, ale nie miałem możliwości akurat tego dnia
          obejrzeć. Żeby to TVP, zamiast połowy tych koszmarnych serialideł, taką ofertą
          mogła się poszczycić... :]

          nastrój "Łań" jest znakomity, zdjęcia perfekcyjne, scenografia/miejsca także.
          Paryż jest tylko w prologu - scena na moście, potem spacer ulicą i rozmowa
          obu kobiet, ale za to tak sugestywnie i atmosferycznie, że można poczuć
          jego specyfikę... tamtych lat, kiedy jeszcze miał tę otoczkę kawiarniano-bohemiczno-romantyczną, bo teraz to się chyba jakoś zgrało i, podobno, turyści jadący
          tam i szukający wielkich wrazeń wyjeżdzają rozczarowani i załamani jego zwyczajnością.
          Może to kwestia galopującej i wszechobecnej modernizacji ? za dużo centrów
          handlowych, nowoczesnych linii samochodów plus rejwach komunikacji miejskiej, a
          za malo widoczków, zaułków, za mało nocnej turystyki po zakamarkach, a za dużo
          tej konwencjonalnej, "pocztówkowej" ? A może za duże oczekiwania ? :]
      • barbasia1 Re:"Łanie, les Biches"/Claude Chabrol cz1. 10.07.12, 21:52
        Świetnie, Greku. :)

        Na stronie dwutygodnik.com znalazłam ciekawy artykuł okolicznościowy Jakuba Majmurka na temat Chabrola i jego kina (skopiuję może i wkleję na wypadek gdyby kiedyś miało zniknąć)

        www.dwutygodnik.com/artykul/1486-claude-chabrol-1930-2010-cyniczny-amoralista.html
        Claude Chabrol (1930-2010).
        Cyniczny (a)moralista
        Jakub Majmurek

        Po Ericu Rohmerze odszedł w tym roku drugi wielki klasyk francuskiej Nowej Fali – Claude Chabrol. Chabrol ma stałe miejsce w historii kina, we wszystkich akademickich, a także popularnonaukowych opracowaniach wymienia się go jednym tchem obok Godarda i Truffauta jako jednego z najważniejszych autorów Nowej Fali. A jednak wydaje się, że Chabrol pozostaje trochę w ich cieniu i to od samego początku. Choć jego debiutancki „Piękny Sergiusz” (1958) o rok wyprzedza „Czterysta batów” i „Do utraty tchu”, to za początek Nowej Fali uznaje się właśnie premierę tych dwóch filmów na festiwalu w Cannes w 1959 roku. Podobnie jak Jacques Rivette Chabrol jest klasykiem słabo znanym, jakby trochę zapomnianym, mimo że aż do ostatnich miesięcy przed śmiercią ciągle pozostawał aktywny twórczo. Krytycy zarzucali czasem jego filmom, że nie ewoluują, że ciągle powtarzają się w nich te same problemy, motywy, ta sama estetyka, bohaterowie, przestrzenie, dekoracje. To prawda – w dorobku Chabrola nie ma tak radykalnych zerwań i cięć, w jakie obfituje twórczy dorobek Godarda, czy takiej różnorodności tematów, jaka cechowała kino Truffauta. Nie jest to jednak w żadnym wypadku powód do stawiania zarzutów twórcy. Siła kina Chabrola, podobnie jak kina Rohmera, tkwi w konsekwencji i wierności – pewnym tematom, problemom, wyborom estetycznym, obojętności na zmieniające się artystyczne i intelektualne mody. Korzeni kina Chabrola i powracających w nich motywów należy szukać w jego działalności jako krytyka filmowego w latach pięćdziesiątych, w kierowanym przez André Bazina „Cahiers du Cinéma”.

        Chabrol od dzieciństwa kochał kino, jako młody chłopak w czasie wojny zorganizował nawet objazdowe kino w Sardent (miasteczko w regionie Limousin na południowym zachodzie Francji), gdzie mieszkał u swojej babci. W latach pięćdziesiątych, pod naciskiem ojca studiując prawo i farmację na Sorbonie, w naturalny sposób wkracza w kinofilskie środowiska Paryża, w końcu (w 1953 roku) dostaje się do redakcji „Cahiers”. Chabrol uczestniczy w najważniejszych krytycznych kampaniach pisma: o politykę autorską, o poważne odczytanie traktowanych wówczas we Francji głównie jako czysta rozrywka klasycznych filmów hollywoodzkich, wreszcie o artystyczną reputację takich twórców jak Hitchcock. Choć Nowa Fala uznawana jest za ściśle europejski (czy nawet ściśle francuski) fenomen, przynależący do instytucji „kina artystycznego”, to nie należy zapominać, że wywodzi się ona z fascynacji grupy kinofilów znad Sekwany klasycznym, amerykańskim kinem hollywoodzkim.

        Teoria autora filmowego była formułowana przede wszystkim w oparciu o lekturę dzieł hollywoodzkich reżyserów, takich jak Nicholas Ray, czy Alfred Hitchcock. Ten ostatni był szczególnie ważny dla Chabrola jako krytyka i autora filmowego. Jako krytyk Chabrol poświęcił Hitchcockowi napisaną wspólnie z Rohmerem książkę z 1957 roku, jako autor filmowy konsekwentnie nawiązywał do problemów, motywów, klimatów znanych z twórczości autora „Psychozy”. Wydaje się, że Chabrol, ze wszystkich reżyserów Nowej Fali, do końca pozostał najbardziej wierny swoim kinofilskim fascynacjom z lat pięćdziesiątych. Między uprawianą przez Chabrola krytyką i praktyką filmową zachodzi całkowita ciągłość, filmowa twórczość jest dla niego (podobnie jak dla Godarda) krytyką uprawianą innymi środkami, jego kino można odczytywać jako komentarz na temat klasycznego amerykańskiego kina lat pięćdziesiątych.

        Poza Hitchcockiem (podobnie do niego Chabrol wykorzystywał konwencję kryminalnej zagadki do wprowadzania na ekran skomplikowanych zagadnień moralnych) kluczową inspiracją Chabrola pozostaje czarny kryminał, kino noir, o którym pisał jako krytyk, i którego ślady widać w jego filmach, zwłaszcza czarne kino tworzonego przez europejskich emigrantów w Hollywood: Fritza Langa i Otto Premingera. Z Langiem łączy Chabrola bardzo zdyscyplinowane podejście do inscenizacji i przestrzeni, w filmach obu autorów jest ona zamknięta, silnie uporządkowana (u Chabrola także społecznie), zgeometryzowana, wydaje się osaczać bohaterów.
        cdn.
        • barbasia1 Re:"Łanie, les Biches"/Claude Chabrol cz.2 10.07.12, 21:53
          Z Premingerem (ale także z Billym Wilderem) łączy Chabrola panujący we wszystkich jego filmach klimat moralnej dwuznaczności, pewnego cynizmu, rozczarowania człowiekiem i pogodzenia się z jego (a także społecznym) zepsuciem. Ale u Chabrola to pogodzenie nigdy nie jest całkowite, mimo całego swojego cynizmu pozostaje on (zwłaszcza w pierwszym okresie twórczości) moralistą, pogodzenie się „z biegiem rzeczy” zawsze jest bolesne i nosi znamiona tragedii, której poczucie obce jest prawdziwemu, czystemu cynizmowi. Pisząc o „Laurze” Premingera, Chabrol zauważył, że postacie poprzedzają w niej fabułę – najpierw są doskonale opracowane charakterologicznie postacie, a rozwój fabuły jest tylko logiczną konsekwencją ich działań, podejmowanych w oparciu o pochodzenie, cechy charakteru, itp. To samo można powiedzieć o kinie Chabrola, u niego też najpierw są postacie i pewna przestrzeń społeczna – ruch fabuły wydaje się być logiczną konsekwencją spotkania postaci ze światem, w jakim są zanurzone; fabuła wynika z postaci i świata, nie na odwrót (postacie i świat przedstawiony nigdy nie są dodatkiem do fabularnej intrygi).

          Chabrol przenosi motywy znane z czarnego kryminału, czy kina Hitchcocka w bardzo konkretną przestrzeń społeczną – francuskiej prowincji i zamieszkującego ją drobnomieszczaństwa, tego bardzo zamożnego (choć odległego o lata świetlne od pieniędzy, wpływów i władzy wielkiej burżuazji) i tego właściwie całkowicie już sproletaryzowanego. Reżyser, wychowujący się na prowincji syn aptekarza, doskonale znał ten świat. Znamy go także z „Pani Bovary” Flauberta, Chabrol zresztą bezpośrednio przeniósł tę powieść na ekran w 1991 roku, obsadzając w tytułowej roli Isabelle Huppert. Postać „pani Bovary” – mieszczki znudzonej życiem na prowincji ciągle powraca w twórczości Chabrola w różnych wariantach fabularnych. Najciekawszym przykładem jest chyba osadzony w schemacie hitchcockowskiego thrillera „Rzeźnik” (1970), historia Hélene – jeszcze względnie młodej, samotnej dyrektorki szkoły (w tej roli Stéphane Audran), potwornie nudzącej się w niewielkiej prowincjonalnej mieścinie. Kobieta wiąże się z Popaulem, rzeźnikiem, weteranem wojen w Algierii i Indochinach, który okazuje się być psychopatą mordującym młode kobiety. Choć Hélene od jakiegoś czasu wie, że jej nowy przyjaciel jest mordercą, to i tak (z nudów, poczucia beznadziei, lęku przed tym, że w jej życiu nic się już nigdy nie zmieni i nie wydarzy) brnie w ten związek. Na wycieczce z uczniami znajduje zwłoki młodej kobiety, a obok nich zapalniczkę, którą wcześniej podarowała Popaulowi na urodziny. Chabrol mistrzowsko wygrywa ten rekwizyt, służący Hélene jako fetysz (jak każdy fetysz potwierdza to, czemu ma zaprzeczać) – tak długo jak zapalniczka jest w jej szufladzie kobieta może udawać przed Popaulem, że o niczym nie wie, tak samo udawać może jej przyjaciel, oboje zachowują się zgodnie z charakteryzującą fetyszyzm zasadą „dobrze wiem, że, ale tym nie mniej postępuję tak, jakbym nie wiedział”. Gdy tylko Popaul znajduje zapalniczkę w szufladzie Hélene, cała iluzja się sypie, ich relacja kończy się gwałtowną konfrontacją.

          Flaubert mówił: „Pani Bovary to ja”. W powieści męskiego autora reprezentowała kobieca bohaterka. Podobne zjawisko zachodzi w kinie Chabrola, gdzie w głównych rolach obsadzane są przede wszystkim kobiety, i to one wydają się być reprezentantkami autora w tekście. Reżyser współpracował blisko z kilkoma aktorkami, które ciągle obsadzał w swoich filmach, dwie najważniejsze to wspomniana Stéphane Audran (prywatnie małżonka reżysera w latach 1964-1983) oraz Isabelle Huppert. Z męskimi aktorami Chabrol nigdy nie budował takich więzi, choć wielu aktorów powraca w szeregu jego filmów. Z żadnym nie zbudował takich relacji jakie łączyły np. Truffauta (czy w pewnym okresie także Godarda) z Jean-Pierrem Léaudem.

          Świat prowincji pojawia się już w debiutanckim filmie Chabrola, „Pięknym Sergiuszu” (1958). Akcja filmu (nakręconego za pieniądze pochodzące z pokaźnego spadku, jaki otrzymała pierwsza żona reżysera) osadzony jest w Sardent, miasteczku, gdzie reżyser spędzał okres wojny. Bohater filmu, młody, wrażliwy, delikatny (choruje na gruźlicę) student François (Jean-Claude Brialy) wraca do rodzinnego miasteczka, by spędzić w nim zimę. Miasteczko wydaje się znajdować w stanie beznadziei i upadku, kto mógł wyjechał z niego, ci, którzy zostali, wiodą pozbawione ambicji i nadziei życie. Wśród nich jest Sergiusz, najlepszy przyjaciel François z dzieciństwa. Sergiusz miał szansę wyrwać się z miasteczka, doskonale zdał maturę, mógł studiować architekturę. Ale dziewczyna, z którą się spotykał (raczej jej nie kochał) zaszła w ciążę, musiał się ożenić i zostać na miejscu. Gdy François spotyka go po latach, Sergiusz jest alkoholikiem nie mogącym utrzymać żadnej stałej pracy, dziecko (dla którego poświęcił wszystko) urodziło się chore, zdeformowane i zmarło po kilku dniach, jego żona (nad którą znęca się psychicznie) oczekuje drugiego. François próbuje „ocalić” swojego przyjaciela przed nim samym, ale zamiast tego wdaje się z romans z siostrą jego żony, Marie. Choć na końcu reżyser pozostawia nadzieję i dla Sergiusza i jego przyjaciela. „Piękny Sergiusz” jest nie do końca typowy dla późniejszej twórczości reżysera, brak w nim gatunkowych odniesień, wątek kryminalnej zagadki jest w zasadzie szczątkowy (sprawa ojcostwa Marie), jest to też najbardziej moralistyczny ze wszystkich jego filmów, w niektórych momentach wygląda niemalże jak któreś z dzieł Bressona (myślący o kapłaństwie, schorowany, ciągle zmagający się ze sobą i złem otaczającego go świata François bez wątpienia mógłby być bohaterem filmu autora „Kieszonkowca”). Ale z drugiej strony pojawiają się też tutaj trzy najważniejsze dla Chabrola tematy: prowincja jako miejsce nudy i beznadziei, poddana radykalnej krytyce instytucja rodziny oraz kulturalne i moralne pretensje francuskiego mieszczaństwa.
          cdn.
          • barbasia1 Re:"Łanie, les Biches"/Claude Chabrol cz.3 10.07.12, 21:54
            W mniej życzliwej dla niego interpretacji François jest świętoszkowatym hipokrytą (romans z Marie), któremu w jego działaniach (prowadzących na ogół do opłakanych skutków) chodzi nie tyle o „zbawienie” przyjaciela, co o utwierdzenie się w poczuciu wyższości nad światem, z jakiego udało mu się uciec, dzięki prawie już zakończonej edukacji uniwersyteckiej.

            Rodzina jest jednym z głównych motywów twórczości Chabrola, za każdym razem jest przedstawiana jako źródło dysfunkcji, instytucja oparta na ekonomicznym egoizmie, seksualnej represji i hipokryzji. W „Pięknym Sergiuszu” tytułowy bohater tkwi w toksycznym związku z kobietą, której nie kocha, tylko dlatego, że ich kilka intymnych spotkań skończyło się ciążą. Marie, siostra żony Sergiusza, okazuje się nie być córką mężczyzny, którego zawsze uważała za ojca, gdy tylko on się o tym dowiaduje, wykorzystuje seksualnie dziewczynę, z pożądaniem do której od dawna – jak sugeruje film – się zmagał. Motyw dzieci odkrywających, że ich domniemani rodzice nie są ich prawdziwymi rodzicami, czy wpisanych w rodzinne struktury kazirodczych pragnień, ciągle powraca w twórczości Chabrola. Jego ojcowie rodzin zawsze utrzymują co najmniej jedną kochankę albo korzystają z usług prostytutek, matki także nie są wierne swoim mężom, w efekcie dzieci często okazują się nie być potomkami osób prawnie uznawanych za swoich rodziców. Także seksualność dzieci przysparza problemów instytucji rodziny: w filmie „Violette Nozière” (1978) Chabrol przedstawia opartą na faktach historię małoletniej prostytutki z okresu międzywojnia (w tej roli Isabelle Huppert), której drobnomieszczańscy rodzice dowiadują się czym trudni się ich córka, gdy lekarz rodzinny informuje ich, że choruje na syfilis. Ten splot rodzinnych zdrad i pragnień prowadzi często u Chabrola do sytuacji jak z greckiej tragedii. W „Kwiatach zła” (2003) para młodych kochanków okazuje się (za sprawą niewierności małżeńskiej swoich rodziców) być najprawdopodobniej rodzeństwem, w „Na dwa spusty” (1959) zakochany w matce, szalony chłopak morduje piękną sąsiadkę – kochankę swojego ojca, o którym to związku cała rodzina udaje, że nie wie.

            Także krytyka kulturalnych i moralnych pretensji mieszczaństwa ciągle powraca w twórczości Chabrola. W „Kwiatach zła” ojciec rodziny użala się na wulgarność Amerykanów i sławi francuskie przywiązanie do tradycji i ziemi, ale swoją winnicę sprzedał Japończykom, by zainwestować pieniądze w laboratorium fabrykujące leki. W dodatku jego rodzina współpracowała z nazistami, jego ojciec sporządzał listy Żydów przeznaczonych do deportacji do obozów zagłady. Najlepszym filmem pod tym względem są „Ceremonie”. Dom zamożnej, pełnej pretensji, prowincjonalnej, mieszczańskiej rodziny obserwujemy tu z punktu widzenia niepiśmiennej służącej (Sandrine Bonnaire). Chabrol doskonale pokazuje tu, że mieszczańska kultura opiera się na dystynkcji i wykluczeniu; mieszczańskie wartości kulturalne są wartościami tylko o tyle, o ile zostaną przeciwstawione komuś, kto jest wykluczony z udziału w nich (służba, ale także proletariat, czy nielegalny imigrant). Służąca zaprzyjaźnia się z odrzuconą przez pana domu kochanką, prowadzącą dość hipisowski styl życia pracownicą poczty. Na końcu obie kobiety biorą rewanż na świecie, który ich odrzucił, i przy pomocy drogiego sprzętu myśliwskiego mordują rodzinę pracodawców, gdy ta ogląda w telewizji inscenizację „Don Giovanniego” Mozarta.
            Chabrol konsekwentnie pozostaje wierny kinu swoich mistrzów: Hitchcocka, Premingera, Langa. Nie tylko podejmuje charakterystyczne dla niego tematy, nie tylko osadza je doskonale we francuskiej rzeczywistości, ale także czyni z nich subtelne narzędzie krytyki społecznej, wykorzystując je jako zwierciadło społecznego świata, w którym dorastał i z którego dzięki kinu uciekł (choć nie do końca, gdyż w przeciwieństwie do reżysera, jego kino od tego świata uwolnić się nie jest w stanie). Nawet jeśli dziś jest to klasyk trochę zapomniany, nie należy przywiązywać do tego szczególnej wagi. W eseju o czarnym kryminale Chabrol pisał, że mody w kinie się zmieniają, ale w końcu zostają tylko wielcy autorzy i podejmowane przez nich tematy. I Chabrol jako autor, i podejmowane przez jego kino tematy na pewno oparły się próbie czasu oraz zmieniających się filmowych mód, na długo towarzyszyć będą kolejnym pokoleniom miłośników kina.

            www.dwutygodnik.com/artykul/1486-claude-chabrol-1930-2010-cyniczny-amoralista.html
    • grek.grek "BRonson" ze spojlerami, via CT2 11.07.12, 10:51
      wczoraj psych-egzystencjalizm, to moze dzisiaj... coś co nie ma chyba gatunkowego
      odwołania ? :]

      "Bronson" jest o Bronsonie, ale nie tym Bronsonie, tylko o tym drugim. Przyszywanym. Najbardziej znanym więźniu w Wielkiej Brytfanii.
      Ten artykuł, dzieki Siostrze uzyskany, opisuje losy tego faceta, mnie pomogło przeczytanie go przed obejrzeniem filmu :
      natropie.onet.pl/najnowsze/plama-na-honorze-rodziny,1,5165347,artykul-special.html
      Film ilustruje wiele z epizodów, o których mowa w tym artykule, ale nie jest prostą biografią odfajkowującą kolejne punkty, daty, zdarzenia istotne.

      Przede wszystkim narratorem jest sam Bronson, czy raczej Michael Peterson, co się na "
      Charlie Bronsona" przemianował później, z powodów... marketingowych.

      "Chciałem się odznaczyć, wyróżnić, czymś zapisać... Aktorstwo ? Śpiew ? Nie, byłem beztalenciem. Ale miałem w sobie 'coś', co nadawało się do wyeksponowania". Co to było ? Agresor. Mike alias Charlie lubił się, po prostu, bić :] Atakować samodzielnie, albo prowokować do ataku, żeby móc odpowiedzieć. Jesli dodać do tego brak poszanowania dla własności cudzej, to nic dziwnego, ze przesiedział w pace 34 lata, w tym 30 w odosobnieniu.

      "Nie będę wam ściemniał, ze więzienie to straszne miejsce, którego należy unikać. Dla mnie było to miejsce idealne pozwalające na pełny rozwój osobisty i realizację planów" - facet jest szczery. No i wie, co mówi, bo wywołując niezliczone burdy, wdając się w seryjne bitwy ze strażnikami, terroryzując terapeutów Michael zaskarbił sobie w końcu zainteresowanie tabloidów, najgorszych szmatławców, w których zyskał status celebryty.

      Film jest jego monologiem, ale jakże nietypowym.
      Michael odstawia coś na kształt Szymon Majewski Show. POjawia się jako szołmen na
      scenie, przed tłumem nieruchomych postaci ludzkich na widowni; robi za klauna z wymalowaną twarzą; odgrywa brawurowo wewnętrzną dysputę dwóch stron swojej osobowości, błazeńską i gniewną - połowę twarz ma pomalowaną, drugą połowę naturalną, zmieniając strony i modulując odpowiednio głos tworzy wrażenie dialogu tych przeciwieństw, w gruncie rzeczy świetnie się uzupełniających; spiewa piosenkę; jest kabareciarzem, jest stand-uperem, a i bywa po prostu więźniem - w zwykłej granatowej, drelichowej koszuli... i w każdym z tych wcieleń jest prawdziwy.

      Jest bystry. Chyba lekko puknięty, ale bystry. I jest zabawny. Naprawdę bywa śmieszny.
      Śmiesznie chodzi szeroko stawiając nogi na boki, jak pingwin. Robi dziwne miny. Zawiesza się
      czasami z wyrazem zaskoczonego zastanowienia na twarzy. Śmieje się często, jakby ironizował wiecznie i puszczał oko, hej to zgrywa, jaka jest prawda, to ja wiem tylko, ale wam nie
      powiem nigdy.

      Ma gniew w sobie. Prostą chęć zadymiania dla zyskania rozgłosu ? Niekoniecznie. MOże w pewnym momencie, po prostu uznał, że mu się to opłaca, ale jak sam zauważa "miał TO w sobie". Lubił. Na wolności nie wytrzymywał w spokoju. Spiknąwszy się z poznanym w więzieniu
      gostkiem, bierze udział w bijatykach na pięści, a jak akurat nie ma nic innego, to toczy boje ze szczutymi na siebie psami. Musi się z kimś/czymś szarpać, bo nie usiedzi. Na wolności poznaje dziewczynę. Nic z tego ostatecznie nie wychodzi, bo ona kogoś ma, z kim wiąze powżniejsze plany. I jest taka scena, kiedy ona maca go po głowie i napotyka na kolejne blizny, pyta : skąd to masz ? - z bójki, odpowiada on, - a to ? - z bójki, - a to ? - też z bójki... :]
      Taki typ, po prostu.

      Jest kapitana scena, kiedy Michael zatrudniony przy wydawaniu innym więźniom posiłków [początki, później całkowicie odmówi pracy w więzieniu, uznając, ze to mu uwłacza] spotyka tego gościa, który na wolności zatrudni go do nielegalnych bójek. Co za moment... Charlie błaznuje, probuje sprowokowac, ale tamten porusza się w pozie... dystyngowanego hippisa :], na lekkim haju, takiego trochę Jacka Sparrowa, i Michael grzecznie podaje mu czarną kawę, tamten dziękuje, zegna go i Mike zostaje w takiej trochę dziwnej pozie, z wyciągniętą ręką do przodu, błazeńską miną i zaskoczeniem. Pantomima niemal, teatrzyk, scenka jak z jakiejś opowieści Jarmusha, podlana lekkim humorem.

      Nie lubi ludzi, którzy próbują się z nim spoufalić. Strażnika mówiącego mu po imieniu, faceta prowadzącego terapię malarstwem. Obu wykorzystuje do wszczęcia kolejnej awantury. Bierze ich za zakładników i czeka aż strażnicy ruszą ich odbijać. z pałkami, gazami pieprzowymi, i będzie mógł z nim się bić. Ale to nie jest zwykłe przetrzymywanie. Charlie rozbiera się do rosolu, smaruje w barwy wojenne [raz na biało, a raz na czarno, farbami malarskimi, wygląda wtedy jak jakiś Indianin na ścieżce wojennej], a z wypacykowanego terapeuty robi sobie eksponat artystyczny : związuje go, maluje całego, przykleja mu atrapę oczu, zdobi jabłkiem wciśnietym w usta, dokłada rózne elementy i tworzy "dzieło sztuki" :] Gość ma bigla.

      Władze więzienne próbują go poskramiać na rózne sposoby. Na pewien okres czasu faszerują go
      tonami psychotropów i umieszczają w oddziale dla psychicznie chorych - czymś w rodzaju wielkiego hangaru, bez pokojów/cel, po ktorym pensjonariusze poruszają się w miarę swobodnie. Charlie jest półprzytomny, siedzi na fotelu, a tamci grają w piłke, łażą, odstawiają rózne swoje tiki, ale w sumie bardzo to fajny obrazek, nie ma żadnych czubków nie do strawienia ;] Jeden z nich interesuje się Michaelem, odwiedza go, podchodzi, przyznaje się do jakiejś komitywy z nim. Michael jest otumaniony, ale świadom tego, co dookoła niego się dzieje : kiedy słyszy jak tamten nawija mu do ucha probuje go zbluzgać, lecz nie może wyartykułować żadnego słowa zamiast tego wpadając w ślinotok. Załatwi go już po dojściu do siebie. Poddusi na tyle, żeby tamten stracił przytomność :]

      Nikogo nie zabija. I szczyci się tym. Nie o to chodzi,zeby zabijać. Chodzi o to, żeby... mieć publikę. Cały jego filmowy monolog jest przed wyimaginowaną publiką. Raz przypominającą manekiny nieruchomo siedzące w półmroku, innym razem owacją nagradzającą jego kolejne skecze, piosenki, deklamacje i stan upy. Ma talent artystyczny, tworzy obrazy, żywe instalacje ;], i własny przypadek traktuje jako coś, co można podpiąć pod próbę wypowiedzi artystycznej.

      Jednocześnie, nie tylko wskutek izolatek więziennych, ale chyba także po prostu własnej natury, jest to człowiek ogromnie samotny. Rodzice go nie rozumieją, chociaż starają się zrozumieć, ale nie mają nań żadnego wpływu. Dziewczyna ma innego, i nawet nie pomaga ukradziony ze sklepu pierścionek. Jednocześnie on sam nie dązy do zblizenia z innymi. W mig wyczuwa, kto jest nieszczery. A tych, co uznaje za niegodnych znajomości ze sobą, po prostu kasuje.
      W jeden ze scen, kiedy po kolejnym przestępstwie wraca do swojego więzienia w Luton, na pytanie "co robiłeś na wolności, Charlie ?", odpowiada : "to co zawsze i wszędzie... budowałem swoje imperium" :]

      Co mnie w tym gościu ujęło ?
      Odpowiedzialność. Za własne życie. Nie żadne "zbłądziłem, byłem głupi", albo "chciałem inaczej,ale tak wyszlo". żaden z niego pierdoła. On od A do Z swoje życie akceptuje i
      niczego nie żałuje. Nie szuka alibi. Próbuje znajdować odpowiedzi, ale nie na pytanie pod
      tytułem "dlaczego tak zmarnowałem swój czas ?". On uważa, ze nie zmarnował ani
      minuty.

      Gra go Tom Hardy. Pierwszy raz widzę gościa. Jest brawurowy, ma kapitalny akcent,
      całkowicie się otwiera i poświęca w tej roli, eksponuje absolutnie własne ciało, gania na golasa, wariuje, wdziewa liczne maski, manipuluje twarzą, a nade wszystko jest fizyczną kopią
      swojego bohatera : ogolony na zero, z solidnym wąsem niemal 1 do 1 upodobnia się
      do Michaela Petersona. Wg mnie, rewelacyjna rola. pełne wcielenie, utożsamienie z bohaterem, z pietyzmem i troską oddawanie każdego detalu osobowości. Musiał naprawdę intensywnie studiować Bronsona, żeby ten efekt osiągnąć w toku swojej pracy.

      Generalnie, pierwszy kontakt z reżyserem
      • siostra.bronte Re: "BRonson" ze spojlerami, via CT2 11.07.12, 14:38
        Brzmi ciekawie :)
        Ale tak się zastanawiam, czy ten film, jakby to określić, nie gloryfikuje bohatera? Nie chodzi mi tu o jakieś łatwe moralizowanie, ale jednak to jest kawał drania. Nawet nie żałuje tego co robił. Chociaż dla Ciebie, to akurat zaleta :)
        Na pewno tacy bohaterowie są ciekawsi niż postaci pozytywne, ale moim zdaniem coś za dużo tych filmów o ciężkim życiu gangsterów i innych drani :)
        • grek.grek Re: "BRonson" ze spojlerami, via CT2 11.07.12, 14:45
          O, myslę, ze to ciekawa bardzo kwestia, Siostro.

          zastanawiam się, czy "kawal drania", to dobre określenie ;]

          gośc wojuje, lubi się bić, wziąć za twarz, na pewno ma zamiłowanie
          do przemocy.

          ale jednocześnie jest kimś w rodzaju self made mana, w znaczeniu
          bardziej life-art niż binzesowym.

          i - tak, przyznaję. Polubiłem go. wiesz, z powodu tego, że nie biadoli, nie
          próbuje swojego życia negować, ze je akceptuje, ze je świadomie prowadzi,
          że podąża za głosem... no cóż - serca :]
          realizuje ten sartrowski postulat, żeby życiu nadawać sens samodzielnie,
          ponieważ z zasady ono sensu nie ma żadnego.
          I Michael w tej pustce wiecznej samotności znajduje cel i środki realizacji.
          jasne, czy cel jest właściwy... hmm, czy środki moralne... hmmmmmm ;]
          ale, wie kim jest, po co jest. nie miota się. znajduje siebie. Myślę, ze to
          ważne, że to bardzo ludzkie i wskazujące na jego zdolnośc do odpowiedzialności
          za swój los. Nie los w postaci społecznej, ale los w sensie kosmicznym,
          czysto egzystencjalnym, przy zrozumieniu nonsensu świata i własnej
          w nim obecności, ale wobec odmowy śmierci albo zapaści.

          nie wiem, moze za daleko się posuwam, ale to nie jest taki sobie prostacki
          bijak i uliczny menel. To jest gośc z osobowością i nie tak oczywisty, jak
          by się mogło zdawać z daleka. Ten film pokazuje osobowośc złożoną,
          interesującą, wieloaspektową.
          • siostra.bronte Re: "BRonson" ze spojlerami, via CT2 11.07.12, 14:56
            O, facet rzeczywiście zrobił na Tobie wrażenie.
            Może masz trochę racji. Bronson znalazł swoje "powołanie", jakiekolwiek ono nie jest.
            A może to dorabianie ideologii :) Facet bił i co tam jeszcze robił. Czy ma znaczenie z jakich pobudek to robił? Przemoc pozostaje przemocą.
            Ale to są teoretyczne dywagacje, może po obejrzeniu filmu napisałabym coś innego :)
            • grek.grek Re: "BRonson" ze spojlerami, via CT2 12.07.12, 14:13
              jest to ciekawa postać, nie ma co ukrywać; a może tylko
              ciekawie przedstawiona ?..

              wybór drogi na pewno, w tym przypadku, nasuwa kiepskie
              skojarzenia, ale interesujące jest to, że na pierwszy rzut
              oka bohater, w którym... no co może być ciekawego, ot
              dresiarz jakiś... okazuje się być zupełnie niejednowymiarowy i
              posiada jakąs osobność/wsobność.
              • grek.grek Re: "BRonson" ze spojlerami, via CT2 12.07.12, 14:19
                moze jedno i drugie :]
                film przedstawia interesującego człowieka, w takiemże stylu, a
                i sam on postawił sobie za cel zdobycie uznania, którego się doczekał,
                przy czym forma tego uznania może się podobac bardziej lub mniej.
                Jemu najbardziej :]

                Wiesz, trudno orzec na ile całośc jest kreacją samego Bronsona, a na
                ile z tego, co pokazuje film ja sam wyciągnąłem pewne rzeczy, na ile
                dałem się zwieśc, a na ile odczytałem prawidłowo to, co miało być
                powiedziane i zaznaczone.
      • grek.grek Re: "BRonson" ze spojlerami, via CT2 11.07.12, 14:38
        ucięło ostatnie zdanie, ale chciałem tylko zakończyć,że
        kontakt pierwszy z reżyserem Refnem - nader ciekawy.
        dzisiaj, po "Drive", gość jest na fali, jeśli w każdym filmie
        szuka/będzie szukał tak niebanalnych rozwiązań, jak w
        "Bronsonie", to tylko zacierac ręce w oczekiwaniu na jego
        wyczyny.
        • barbasia1 Re: "BRonson" ze spojlerami, via CT2 12.07.12, 14:39
          Znalazłam coś jeszcze o Charlesie Bronsonie w ramach uzupłenienia do filmu, do artykułu, który zalinkowała Bronte. Między innymi znajdziecie tu informację na temat tego, jak wygląda zwykły dzień Bronsona w więzieniu:

          wiadomosci.wp.pl/page,2,title,Najslawniejszy-wiezien-brytanii,wid,11028824,wiadomosc.html
          Zaiste nituzinkowa to postać. :) - malarz, poeta, wydał 10 tomików wierszy!

          PS
          „Małżeństwo jest dla tych, którzy muszą udowadniać, że są normalni: Żona, trójka dzieciaków, dom, samochód i wakacje dwa razy do roku. A potem co? Śmierć”. - Charles Bronson
          He,he :)

          Muszę sobie pożyczyć "Bronsona".
          :)
    • barbasia1 Dziś nawał propozycji ... ;) 12.07.12, 15:37
      W TVP1 "Glina" o 22:10, seria druga się rozpoczyna ...

      W TVP 2 o 21:50 w KK "Rewizyta" Zanussiego, prawie nowość z 2009 roku.
      "Krzysztof Zanussi wraca do swoich bohaterów z lat. 70., by - przez niedoszłego samobójcę z "Serca na dłoni"- pokazać ich drogę przez życie i moralne dylematy mininych 30 lat. Bez emocji." - tak piszą w moim dodatku TV / GW.

      W TVPKultura o 22:10 też bardzo ciekawa pozycja - "Ajami" dramat izraelski (2009).
      "Ajami to biedna wieloetniczna i wielowyznaniowa dzielnica Jafy. Film wyreżyserował tandem - Arab Scandar Copti i Żyd Yaron Shani. To pięć opowieści o tym, że życie w takiej wspólnocie, wbrew opinii wielu w Izraelu, jest możliwe". TV/GW

      Ojej, co tu teraz wybrać?
      Żal opuscić Gajewskiego...

      :)
        • barbasia1 Re: Dziś nawał propozycji ... ;) 12.07.12, 16:38
          Hahaha :)
          Telepatia jakowaś czy co!? ;)


          O! I jeszcze "Dzieje Mistrza Twadowskiego" (1995), jeśli ktoś miałby ochotę na na baśniowe klimaty w TVPKultura 20:20. ;)

          > very gut, od przybytku głowa nie boli, prawdaż, Barbasiu ? :]

          Prawdaż, Greku. :)
          • grek.grek Re: Dziś nawał propozycji ... ;) 13.07.12, 14:25
            możliwe :]

            wybrałem powtórkę II serii Dextera [akurat leci tam, gdzie i IV pokazywali].
            sentyment.
            to najlepsza seria spośród tych 4 które widziałem.
            jednak miss Lila i sierżant Doakes narobili dużego zamieszania,
            scenariusz jest wielowarstwowy.
            I jednak te pierwsze serie mają szwung, następnym coraz trudniej
            jest dorównywać oryginałom.
            Tak w przypadku Californication, jak i Dextera.
            Na szczęśce, Glina ma 2 serie, więc pozostaje świeżością stałą :]
            Jak nakręcą wreszcie 3-cią, to też nie będzie to chyba zbyt wiele.
            Ale już np. 4 czy 5 i to kręcone rok po roku mogłyby wywołać
            efekt przesytu...
    • grek.grek co na dziś ? 12.07.12, 15:44
      coś na dziś ?

      wczoraj skonsumowałem "Ziemię obiecaną" w Kulturze. ech, klasyka.
      oglądaliście ?

      KOcham Kino, 21:45.
      TVP 2 dzisiaj "Rewizyta' Zanussiego.
      postacie jego poprzednich filmów 'zbieraja się' i udzielają życiowych porad
      młodemu bohaterowi jednego z ostatnich [filmów].

      20:05, Dwójka
      "Druga szansa", brzmi jak kryminał czy thriller ?
      dziennikarka, seryjny zabójca...

      w Kulturze "Sztuczki" o 16:20 i coś co się nazywa "Ajami" o 22:10, a co
      ma być filmem o gangach w newralgicznej dzielnicy Tel Awiwu.

      TVP1, 22:20, start 2 serii Gliny [bardzo dobrej serii, warto dodać, wątek ścigania
      Petera Kurtena, który dominuje w drugiej części - znakomity; świetne dialogi,
      cała ich seria, w każdym odcinku;
      wątek śmierci eks-aktorki - very gut,; watek śmierci młodej dziewczyny, z
      dziwnym i nie dającym się rozgryźć podejrzanym - zaskakujący; i tym razem
      cała galeria dysfunkcyjnych postaci w tle, jakby scenariusz chciał pokazać
      młodych warszawiaków w kondycji co najmniej wątpliwej, co nie zmienia
      faktu, że wychodzą z tego same dobre filmowe obrazki; wątek gansgterskich
      porachunków i ekskursja Banasia na prowincję celem szukania pary zaginionych
      Cyganów; plus dużo więcej pani patolog, JÓźwiaka, Banaś coraz bardziej
      przypominający Gajewskiego.

      krucafaks, jakby nie to, że widziałem tę serię dobre pięć razy... ;]
      Mam nadzieję, ze Wy widzieliście ją mniej razy, a ostatni raz dawno temu.
      • siostra.bronte Re: co na dziś ? 12.07.12, 17:24
        Żaden z tych tytułów jakoś mnie nie pociąga. "Glinę" już widziałam, faktycznie świetny serial.
        Może rzucę okiem na czeskiego "Mojego nauczyciela" w Ale kino, chociaż recenzje miał raczej średnie.
          • siostra.bronte "Mój nauczyciel" 13.07.12, 17:25
            Rzuciłam, a nawet obejrzałam w całości :)
            No więc tak, temat ciekawy, ale trochę zmarnowany.
            O fabule. Bohaterem filmu jest Petr, nauczyciel, który porzuca życie w Pradze i osiedla się gdzieś w małej wiosce. Nie wiadomo dlaczego, może chce uciec od przeszłości, zacząć wszystko od nowa.
            Petr uczy dzieci w miejscowej szkole. Zaprzyjaźnia się z sąsiadką, Marią, samotną kobietą po przejściach. Jest matką nastoletniego Lady, trochę łobuza, który sprawia jej dużo problemów. Petr podoba się Marii, ale jest gejem. Delikatnie odrzuca jej awanse, nie mając odwagi powiedzieć jej prawdy.
            Sam jest zainteresowany synem Marii. No i dochodzi do dramatu, po jakiejś pijackiej nocy Petr, jakby to ująć, wykorzystuje seksualnie chłopaka. Brzmi to okropnie i scena jest szokująca, chociaż nie dosłowna. Na szczęście Lada nokautuje Petra. Ten, kiedy do niego dociera co zrobił, próbuje popełnić samobójstwo, Maria go znajduje i zabiera do siebie. Lada się wścieka i ucieka z domu.
            Wszystko kończy się czymś w rodzaj happy-endu. Marie wybacza Petrowi, bo widzi w nim samotnego, zagubionego człowieka, bynajmniej nie świętego. Podobnego do niej. Maria przekonuje Ladę, żeby też mu wybaczył, bo jak mówi "nienawiść by ich zatruła". I "każdy kogoś potrzebuje". Wygląda na to, że będą się wszyscy przynajmniej przyjaźnić.
            Co w tym filmie nie gra? Przede wszystkim scenariusz i postać głównego bohatera. Gra go znany Pavel Liska i po prostu nie jest przekonujący. Jest jednowymiarowy, ma ciągle zbolałą minę. Nie wiadomo dlaczego tak cierpi. Czy dlatego, że nie akceptuje siebie takiego jakim jest, czy też boi się zdemaskowania przez otoczenie.
            Pewnie bycie nauczycielem-gejem nie jest takie łatwe, ale Petr wpędza się w kłopoty na własne życzenie. I naprawdę trudno uwierzyć, że ten wrażliwy i spokojny facet mógłby zrobić coś tak odrażającego. Zwłaszcza, że jest nauczycielem! Gdyby sprawa wyszła na jaw, mógłby się pożegnać z karierą. A przecież nie jest idiotą. No i w dodatku wykorzystał zaufanie Marii...
            Wygląda to tak, jakby reżyser szukał dramatu na siłę. Szkoda, że film w sposób niezamierzony utrwala stereotyp homoseksualisty, który tylko dybie na nieletnich chłopców.
            No, ale gdyby Petr związał się z normalnym facetem, to pewnie nie byłoby o czym robić filmu...
            Po tej akcji tracimy dla Petra całą sympatię. Owszem, próba samobójcza sprawia, że jest go nam żal, jednak nie tak łatwo zapomnieć co zrobił. Optymistyczne zakończenie jest trochę na siłę i nie przekonuje.
            Ale są też plusy. Film jest oryginalny na tle trochę zbyt sielankowego, czeskiego kina, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Jest parę scen naprawdę poruszających, np. wizyta Petra u rodziców. Matka na wieść o tym, że syn jest gejem próbuje zachować spokój, chociaż widać, że jest wstrząśnięta. Ale potem radzi Petrowi, żeby sobie kogoś znalazł, bo "samotność jest straszna". I z pewnością wie o czym mówi.
            Albo scena kiedy Petr delikatnie odrzuca zaloty Marii. Oboje są zażenowani, a Maria mówi: "Przepraszam, zapomniałam, że już jestem stara".
            W ogóle postać Marii, kobiety już niemłodej, doświadczonej przez los, jest bardzo przekonująca dzięki świetnej roli Zuzany Bydzovskiej.
            I jeszcze piękna muzyka. Chodzi mi po głowie :)

            Fragment filmu:
            www.youtube.com/watch?v=X067g7OdE4Q
            W sumie warto, chociaż z zastrzeżeniami :)
            • grek.grek Re: "Mój nauczyciel" 14.07.12, 14:14
              Zaiste, brzmi nieco dramatycznie, jakby pozbawiony był ten film
              tego "czeskiego pierwiastka" pewnego dystansu do sytuacji i
              bohaterów, która nieco ów dramatyzm nieweluje w jego dosłowności.

              Ale sami Czesi mówią, ze ich kino trochę się zmienia,
              więcej dziś jest opowieści idących wbrew starej czeskiej szkole :]

              MOże istotnie powiela i zakorzenia stereotyp geja, jako "nieobliczalnego
              seksmaniaka", ale z drugiej strony... w czym pewne nieopanowanie we
              własnej namiętności homoseksualisty rózni się od tegoż w wykonaniu
              hetero ? MOże to po prostu dowodzi, czy raczej - pokazuje, bo
              dowodzić chyba nie trzeba, ze w reakcjach emocjonalnych orientacja
              seksualna nie ma żadnego znaczenia. POsunięcie się za daleko, wbrew woli
              drugiej strony, jest tak samo niestosowne.

              no tak, sympatię pewnie łatwo utracić dla gościa, ale z drugiej strony
              staje się on jednocześnie ofiarą własnej namiętności, a w dodatku zakazanej.
              To powinno go czynić ciekawszym, przynajmniej teoretycznie; czy tak jest
              w praktyce ?

              Dzięki Ci za tę filmową wycieczkę, ja bym obejrzał bez zastrzeżeń, nie ma
              to jak nowość :]


              • siostra.bronte Re: "Mój nauczyciel" 14.07.12, 15:22
                Tak, masz rację, że taki bohater jest na pewno ciekawszy. Naprawdę jestem tolerancyjna i mogę postaciom filmowym dużo wybaczyć :)
                Ale Petr jest trochę papierowy. Liska nie potrafił go przekonująco zagrać. Może to także wina scenariusza. Inaczej nasza reakcja na jego postępek nie byłaby tak negatywna.
                Jest tu zresztą niekonsekwencja w zachowaniu Petra. Wcześniej mówi swojemu eks, który go odwiedził w wiosce, że seks bez miłości go nie interesuje. I mamy właśnie obraz takiego wrażliwego, uczuciowego faceta.
                Nie wiadomo co się nagle stało, że jednak przekracza granicę. Nie widać specjalnie jego fascynacji Ledą, ot parę ukradkowych spojrzeń. Dlatego ten postępek jest zaskakujący i brzmi ciut fałszywie. Ale to tylko moje odczucie.
                Co ważne, Petr nie tylko dopuścił się prawie gwałtu, ale też nadużył zaufania Marii, która mu pomogła po przyjeździe do wioski. Kobieta także wysyłała Ledę na korepetycje do Petra. Tym bardziej jego zachowanie jest naganne.
                Masz rację, teraz premiery w tv są na wagę złota :))
                • grek.grek Re: "Mój nauczyciel" 15.07.12, 14:41
                  znienacka eksplodująca namiętność ? :]

                  mnie się wydaje, ze te wszystkie zabiegi scenariuszowe tworzą
                  jednak postać nie tak papierową.
                  Bo i porywcza, i niepohamowana w momencie napadu żądzy, i
                  taka ludzka się zdaje, popełnia kardynalne błędy, zawodzi,
                  nie umie zapanować nad sobą etc.

                  MOże faktycznie aktor nie odpalił i stąd tak to się prezentuje ekranowo ?..
                  • siostra.bronte Re: "Mój nauczyciel" 15.07.12, 16:05
                    No właśnie, jakoś zbyt nagle! Gdyby tak np pokazano, że Petr nie śpi po nocach, bo go żądze zżerają albo coś takiego :) Zabrakło jakiegoś napięcia, kumulowania emocji.
                    Tak, w teorii jest to bardzo ciekawa, dużo do zagrania, ale chyba jednak zawiódł aktor.
            • barbasia1 Re: "Mój nauczyciel" 15.07.12, 16:15
              I naprawdę trudno uwierzyć, że ten wrażliwy i spokojny
              > facet mógłby zrobić coś tak odrażającego. [...]

              Pod wpływem wielkiej namiętności w człowieku budzi się demon, mówi jeden z bohaterów "Gliny" spokojny, zrównoważony jak się zdawało człowiek, wojskowy, w którym, ten demon się obudził, człowiek ten zabił z zazdrości swego brata.

              W Petrze też też chyba pod wpływem uczuć do syna Marii, ten demon zaczął się budzić i pod wpływem alhoholu, kiedy, jak toz wykle, czujność osłabła, dał o sobie znać ...

              Kontrowersyjna scena, kiedy Pert okazuje uczucia do syna Marii przypomniała mi usłyszaną kiedyś w radiu, historię, która stała się inspracją do napisania najkrótszego i prawdopodobnie najpiękniejszego wiersza o miłości. Autorem tego wiersza jest włoski poeta Sandro Penna (1906-1977), który tak się skłąda też był homoseksualistą .
              Otóż Sandro Pennę tak kiedyś oczarował pewien młodziniec pracujący jako kelner w restauracji, że podszedł do niego i chciał go pocałować. Ten jednak w odpowiedzi wymierzył mu bolesny cios.
              To zdarzenie zaowocwało tym oto wierszem:
              który w oryginale brzmi tak :
              "Amore, amore
              lieto disonore"

              Po polsku brzmi to mniej więcej tak (wyleciało mi z głowy jak dokładnie przetłumaczył to tłumacz):
              Miłość, szczęśliwa? / radosna? zniewaga.


              Kończąc - mnie też, Bronte, zachęciłaś do obejrzenia filmu Bohdana Slamy. :)
              :)
                • barbasia1 Re: "Mój nauczyciel" 18.07.12, 17:50
                  Tak, myślę, że za surowo oceniłaś Peta. Zamroczenie alkoholowe poniekąd usprawiedliwia haniebny postępek, Petra imo. On sam zresztą jak pisałaś, kiedy wytrzeźwiał, jest wstrząśniety tym, co zrobił, do tego stopnia, że próbuje wymierzyć sobie karę, najwyższą z możliwych (popełnić samobójstwo) ...

                  :)
            • pepsic Re: "Mój nauczyciel" 17.07.12, 20:56
              Przymierzałam się, nawet rzuciłam okiem, ale nie wciągnęło mnie. Widzę że tez nie jesteś przekonana do końca. Ale skoro jestem w bojowym nastoju, nie dziwi Cie, że kobieta dojrzała, twardo stąpająca po ziemi przyjmuje męża łapserdaka z powrotem, żeby znowu ją bił i chlał? Trochę naciągane?

              I naprawdę trudno uwierzyć, że ten wrażliwy i spokojny facet mógłby zrobić coś tak odrażającego. Zwłaszcza, że jest nauczycielem!
              Przykre, ale zdarza się. Tacy ludzie wyglądają normalnie, jak każdy. Znam podobne historie, niestety ocierające o pedofilię, z wyrokami, z piętnem na całe życie i odsunięciem od zawodu.
      • barbasia1 Re: co na dziś ? 12.07.12, 17:30
        "Ziemię obiecaną" , owszem oglądałam, nie raz, ale wczoraj akurat nie.
        To wspaniały film.

        Dzięki temu mamy eleganckie wprowadzenie do 2. serii "Gliny". :)

        Pamiętam niewiele z 2. serii, najlepiej wątek szukania pary zaginionych Cyganów, Dziewczyna, Cyganka była zdaje się koleżanką córki Gajewskiego ze studiów i chyba to ona poposiła Młodego, by zajęli się tą sprawą;

        Jak rozumiem nie zamierzasz na razie oglądać "Gliny" po raz 6?
        :)
        • grek.grek Re: co na dziś ? 13.07.12, 14:20
          dobry literacki materiał do napisania scenariusza :]

          pamiętasz bardzo dobrze :]

          o, na pewno będę oglądał, mimo tego ze to 6 [albo i 66 raz, hehe],bez zaskoczenia
          ale na pewno z przyjemnością z ponownego usłyszenia niektórych dialogów, zobaczenia
          niektórych scen, czy obcowania z samym klimatem, jak ustaliliśmy, bliskoskandynawskim, hehe.
      • barbasia1 Re: co na dziś ? 13.07.12, 14:50
        "Ajami"zdaje się Twój opis lepiej lepiej pasował do filmu, niż mój zaczerpnięty z Gazety telewizyjnej , obejrzałeś?

        Ja początek i koniec. Ciekawy film bardzo przez tą orientalną otoczkę obyczajową, koloryt lokany. Choćby ta niesamowita procedura załatwiania ugody pomiędzy rodziną właścicela baru, który postrzelił Beduina, chcącego wymusić na nim zgodę na ochronę baru za pieniądze, a jego rodziną, chyba można powiedziejć mafijną, mającą duże wpłwy w mieście , w dzielnicy (100 wielbłądów odszkodowania dla postzre - cena wyjściowa ;)

        W środek wstawiłam "Glinę", teraz dopiero uświadomiłam sobie przyczyną większości zbrodni w serialu Pasikowskiego jest miłość, gwałtowna, chorobliwa, fatalna, niszcząca namiętność budząca w człowieka demona , jak wynał na śledztwie kapitan Stępień, który trawiony wielką zazdrością o kobietę, zabił swojego brata tramwajarza.

        /Do wątku Agaty oczywiscie oczywiscie wrócę./
        :)
        • grek.grek Re: co na dziś ? 14.07.12, 14:19
          Niestety, nie udało mi się obejrzeć...dzięki za ten szkic, Barbasiu, bez powtórki
          ani rusz :]

          to prawda.
          w zdecydowanej większości, tak właśnie jest.
          W 2 serii również nie brakuje tego wątku, chociaż jest też i polityka, ksenofobia, a i
          czystej szajby zabijania nie brakuje.

          ostatnie 3 odcinki 1-wszej serii nagrywałem i wczoraj je obejrzałem za jednym zamachem.
          Ależ scena, kiedy Gajewski znajduje w jakiejś piwnicy martwą Nanę Petru.
          Przerażający klimat, no i poza ofiary, ilustracja muzyczna...
          Robi wrażenie, jak dobrze że 1 serię powtarzali tak rzadko, ze zdązyłem zapomnieć ;]
          • barbasia1 Re: co na dziś ? 15.07.12, 14:25
            To cień szkicu raczej, heh. Szukałam w naszej wypożyczalni tego filmu, ale niestety nie ma , znalazlam go za to w necie, na tej stronie
            pelnyekran.pl/filmy/item/509-ajami-2009
            niestety jest tu problem z napisami polskimi, które, raz, nakładają się na obcojęzyczne napisy, dwa są przesunięte, ale spóbuję obejrzeć ...




            :)
    • grek.grek sobota powtórkowa, ale to dobre powtórki :] 14.07.12, 15:15
      tak patrzę, patrzę i nie jest tak najgorzej...

      "Vanilla Sky" chyba najciekawsza rzecz,23:55 w TVP1.
      niektórzy wolą wersję hiszpańską, a mnie jakoś hamerykańska się podoba.
      z Cruise'em i Penelopą.

      wcześniej, 20:20, "Wróg publiczny" z Willem Smithem.
      To jest bardzo, bardzo dobry film sensacyjny; świetny momentami.
      Ma tylko jedną wadę... puszczany jest zbyt często i, nie wiem jak Wam, ale
      mnie się dokumentnie opatrzył.
      Błogosławieni, którzy jeszcze nie widzieli, a mają dziś wieczorem ochotę na
      jakiś film :]

      TVP Kultura,m 20:20 "BLask", niezwykła historia pianisty, artysty pchanego
      do sukcesu przez ojca i płacącego za to wysoką cenę, aż do momentu...
      Obejrzyjcie. świetny Geoffrey Rush.
      Mamy ten film w archiwum, tak przy okazji, he... he... he ;]

      w TVN :
      20:00 "OKrucieństwo nie do przyjęcia Joela Coena,
      22:05 : "PRestiż" Nolana

      zacne propozycje, chociaż "Prestiż" chyba już był i my też to uwieczniliśmy.

      Czesi powtarzają "Zapaśnika" [23;45, w CT1], również opisywaliśmy, komentowaliśmy.
      nic nas nie może zaskoczyć, jesteśmy jak pokerzysta z samymi asami w rękawie,
      wyłapiemy powtórkę w trymiga. tacy jestesmy my, tacy my jesteśmy ;]]
      • barbasia1 OT książkowo-wakacyjny 15.07.12, 13:23
        O! Fantastycznie.
        Wszytskie tomy są świetne, ale ten chyba szczególnie ze względu na gatunek filmowy , który w tym tomie panowie biorą na warsztat krytyka.
        Przyjemnej lektury zatam, mam nadzieję, zabierzasz na wakacje ze sobą? Pasuje w sam raz.

        A mnie brakuje tylko tomu II Leksykonu filmowego - "Ekranizacje literatury"(wszytskich jest pięć). Na razie pożyczyłam z bibliteki w przyszłym tygodniu, jak pozwolą, przedłużę po raz chyba piąty? ;)

        Wybiorę się jutro do naszej Biedronki. Może u nas rzucą tom II? Dzięki, Maniu, za wieści. Szczęśliwej podróży! :)

        /Świetna cena!/
    • grek.grek "Z Gliwic do Paryża"/"Historia bluesa" 16.07.12, 14:37
      wczoraj ustrzeliłem film o Pszoniaku.
      "Z Gliwic do Paryża".
      A w nim sam aktor o sobie, o początkach, o dzieciństwie w Gliwicach rodzinnych,
      o aktorstwie, o spełnianiu się na scenach paryskich i w filmach, o rodzinie, o
      matce, ojcu. DUżo wypowiedzi o nim jego partnerów filmowych, reżyserów, o
      jego najbardziej znanych rolach ["Biesy" u Wajdy, gdzie grał Wierchowieńskiego,
      "Danton" kinowy, "Ziemia obiecana"]. Fragmenty filmów, spektakli teatralnych, jakiegoś benefisu,
      rozmowy na gliwickim rynku, ale i zdjęcia z Paryża, gdzie człowiek mieszka,
      chadza po ulicach, ma swoją ulubioną kawiarnię.

      Podobało mi się, jak powiedział, ze dla niego aktorstwo, to "nie jest zawód, nie uważa
      się za zawodowego aktora, bo nigdy aktorstwo nie było dla niego jedynym źródłem
      zarobkowania, a do tego : nie gra "od 9 do 5", tylko jest aktorem cały czas, nie
      przestaje obserwować świata, analizować, na scenie jest po prostu sobą akurat
      zmienionym na potrzeby tekstu, ale zachowującym swoją tożsamośc duchową" -
      niedokładnie tak to powiedzial, to taka próba moja ujęcia w jedno jego słów.

      I o ojcu, że zmarł, bo nie mógł znieśc, ze rodzina została zmuszona do opuszczenia
      Lwowa. Tak tęsknił, ze umarł.

      Trochę także fabularyzowanych epizodów z jego biografii, które sam opisał, a młodzi
      aktorzy zagrali. Zgrabnie to wszystko zaplecione w jeden rytm narracji. I wyłonił się
      z niego sensowny facet, trochę pretensjonalny może, ale bystry i naprawdę oddany
      temu, co robi, aktor z powołania. CO ciekawe, był odrzucany na egzaminach, zdaje się
      do najbardziej prestiżowej szkoły aktorskiej - Warszawa czy Krakow, przyznam że wyleciało
      mi z głowy - w każdym razie : początki miał trudne, warunki podobno liche, ale
      jakoś nikt nie wpadł na to, zeby sprawdzić czy ma talent :] sam Pszoniak wspomina to
      bez zyły na czole, spokojnie, jak człowiek, który zdobył w swojej branży pozycję dającą
      mu przywilej wielkoduszności ;]

      "Historia bluesa"
      to jest rzecz o... zaskoczę Was... o bluesie ;]
      Czarnym jak kawa i ostrym jak papryka.
      Amerykańskim.
      Skip James, JB Lenoir - niewidomy wizjoner i paru innych - ich sylwetki i osobowości
      muzyczne są przedstawiane w taki sposób, żeby przy okazji prześledzić jak rozwijał
      się blues w Ameryce połowy XX wieku.
      Reżyserem jest Jim Wenders, a to co widziałem, to II część IV-częściowego cyklu.

      Dużo muzyki, zdjęć, fachowa chronologia, ciekawe obserwacje przypominające jak
      blues opowiadający o zyciu konkretnych ludzi zaczął ewoluować w stronę bluesa
      zaangażowanego społecznie. świetne kawałki, archiwalne nagrania, i perełka :
      współczesne nawiązania do twórczości starych bluesmanow, na czele z zawsze
      świetną Cassandrą Wilson.
      Co ciekawe, ale i nie dziwne, o ile dziś muzycy zarabiają i zyją godziwie, o tyle
      ojcowie bluesa zwykle egzystowali w warunkach ubogich i umierali raczej bez pompy.
      Kochali muzykę. Byli artystami w najściślejkszym tego słowa znaczeniu : nie dbali
      o nic, procz własnej muzyki i chęci dzielenia się nią z innymi ludźmi. luksusy
      nie były im w głowie. Skip James ponoć nawet własnych strun do gitary nigdy
      nie miał, tylko ciągle grał na pożyczonych sprzęcie, co dodatkowo podnosi walor
      jego muzyki i jego skalę umiejętności.

      dobre rzeczy :]

        • grek.grek Re: "Z Gliwic do Paryża"/"Historia bluesa" 17.07.12, 14:11
          tak, był w trakcie rozmowy z Pszoniakiem wieczornej.

          i nawet się nie skrzywił, że w ramach przywoływania jego
          najlepszych rzeczy z aktorskiego dorobku pojawił sie także
          ten skecz.
          A prowadząca taktownie przeszła dalej, ku jego kreacjom
          teatralnym, tak żeby nie stworzyć wrażenia, że ten Awas to
          jakaś cezura w jego zawodowym życiu ;]
        • grek.grek Re: "Z Gliwic do Paryża"/"Historia bluesa" 19.07.12, 14:23
          yes, Barbasiu, i chyba nosa trochę, nieprawdaż ? :]
          i pomyśleć, ze go nie chcieli, bo "warunków nie miał",tak
          jakby aktor musiał mieć od razu cechy amanta albo... atlety, hehe.
          Tak jakby dla tych niepozornych, a za to utalentowanych, ról nie pisano.

          a tak, jakkolwiek już zaczynało się tam coś dziać, wytwórnie, płyty,
          gdzieś tam przemysł muzyczny w powijakach. ale sztuka, takie ma się
          wrażenie, jeszcze była czysta i bez tej cezury, że może istnieć tylko w
          warunkach sprzedaży.

          • barbasia1 Re: "Z Gliwic do Paryża"/"Historia bluesa" 22.07.12, 17:24
            Prawdaż.

            > i pomyśleć, ze go nie chcieli, bo "warunków nie miał" [...]

            Wiem, że do szkoły aktorskiej przyjmują, przy czym nie wiem w jakich proporcjach, zarówno amantów jak i kandydatów na aktorów charakterystycznych, widocznie w owym czasie charakterystyczność Pszoniaka budziła wątpliwości. ;)

            Ale nie tylko brak warunków mu wytknięto, ale jeszcze "brak wrażliwości" i "wady wymowy"!? Mówi o tym wszytskim w zalinkowanym niżej wywidzie.

            Pszoniak wspominał w wywiadzie, że jak dowiedział się, że nie może przystąpić do drugiego etapu egzaminów z powodu braku warunków, otworzył drzwi do sali i krzyknął w kierunku komisji: „Niech się wam, k…., nie wydaje, że nie będę aktorem”. A w komisji byli – między innymi – Perzanowska, Świderski, Jan Kreczmar i Wyrzykowski".

            Człowiek z charakterem. :))

            wywiadowcy.pl/wojciech-pszoniak/


            Racja.
    • barbasia1 Dziś w TVPKultura premiera "Oczy szeroko otwarte" 16.07.12, 22:17
      (2009) izraleskie "Broobeck Mountain", by scharakteryzować w największym skrcie!? Opowieść o związku żonatego mężczyzny z młodszym partnerem w ortodoksyjnej społeczności żydowskiej w Jerozolimie ...

      Zauważyliście, to już kolejny (trzeci?) film w ostanim czasie podejmujący wątek miłości homoseksualnej.

      Godzina 22.00, teraz już.

      W tym samym czasie "Glina" i nasz wspaniały komisarz Gajewski.
      Heh. I co tu wybrać? :/

      :)

      • grek.grek TVPKultura premiera "Oczy szeroko otwarte/Vertigo 17.07.12, 14:08
        bez możliwości nagrywania z dekodera czuję się jak bez palca u nogi :]
        ciekaw byłem konfrontacji tego filmu z "Brokeback", no i tak mi wyszło, że
        nie obejrzałem. Mogłem wskoczyć w ostatnie pół godziny, ale uznałem, że
        to by było gorsze niż nieobejrzenie wcale. Lepiej spróbować z całością, w momencie
        ponownej emisji.

        czy Tobie udało się obejrzeć ?

        a to jest zagwozdka.
        Jakbyś miała czeskie kanały, to by Ci jeszcze doszedł "Arizona Dream" i "Dexter, II" ;]

        Obejrzałem za to wczoraj, powtórkowo, najpierw "Vertigo", a później ww. Dexa.
        Uff, Vertigo to jest jednak niezmiennie klasa, jakże inna oprawa niż dzisiaj, ile
        stylu.
        Tylko kobiece ubrania tragiczne, nie podkreślające kobiecego wdzięku. Aż szkoda, ze
        Kim Novak trafiła na modę tak tragicznie toporną. Te spódnice pod kolano nietwarzowe...
        a pod spodem zapewne majtki dokładnie zabudowujące każdy centymetr pośladków [rany,
        jakie słowo fatalne, ale "tyłek" jeszcze gorsze, zaś "d..a" to się kojarzy z zupełnie
        czym innym niż estetyka ciała plus : mam skromny zasób słów, więc może poratujecie jakimś adekwatnym i seksownym określeniem ? :]] i nie poprawiające wyglądu zewnętrznego, no
        i ten materiał wyglądający jak jakaś wykładzina podłogowa... A jak sukienka, to a'la Audrey
        Hepburn - taki klosz długi w dół.

        Nie znam się na krawiectwie, ale amerykański konserwatyzm społeczno-polityczny musiał
        mieć wtedy decydujące wpływy nie tylko w Kongresie ;]
        Patrząc na te aktorki i ich wystrój zewnątrza, czułem i czuję się zawsze jak facet
        rozpłaszczony na gładkiej ścianie i szukający na niej choćby minimalnego, tyci-tyci
        punktu zaczepienia, zeby nie spaść w dół.
        Tutaj spada moja wyobraźnia, bądź co bądź, także erotyzująca.
        Nobliwie ubrane ładne, zgrabne dziewczyny.
        Zgroza.
        Żadnej kobiecie to zresztą nie przystoi.

        Ale film jest nie do zgrania.
        to znaczy... raz na jakieś półtora roku-dwa lata :]
        • pepsic "Vertigo" to inaczej "Zawrót głowy" - by Hitchcok 17.07.12, 15:22
          Zawsze mi się wydawało, że to, co zakryte jest bardziej pociągające. Lubię modę z lat 50 i 60-tych za podkreślanie ... kobiecości. Prawdziwe damy:)

          Ps. Nie ma takiego słowa w j. polskim określającego tę część ciała w sposób, jaki sobie życzysz;)
          Ps. 2. Tytuł pozwoliłam sobie poprawić dla porządku.
        • barbasia1 Re: TVPKultura premiera "Oczy szeroko otwarte/Ver 17.07.12, 16:28
          Ożeż, szkoda wielka!
          Są nowe kanały, ale nie ma nagrywania. Jak to śpiewał Jan Kaczmarek - "bilans musi wyjść na zero", heh.

          Obejrzałam, ale znów nie cały. Komisarz Gajewski nie pozwolił ;)

          Film "Oczy..." jest bardziej złożony, bogatyszy psychologicznie, tym samym, myślę, ciekawszy od "Brokeback Mountain". Główny bohater Aaron, otrodoksyjny Żyd, mąż ojciec czwórki dzieci (Aaron przyjął na pomocnika do swego sklepu rzeźniczego studenta Ezriego, który który wzbudził w nim wielką namiętność ) zmaga się nie tylko z presją swojej społeczności, tak jak bohaterowie BM, (tu społeczności na tyle małej, że wszyscy o wszytskim natychmiast wiedzą), która stanowczo potępia związki homoseksulane, (a presja ta jest naparwdę silna i prawdziwy strach może budzić, "strażnicy moralności", młodzi studenci Tory nachodzą Aarona, szantażują go, straszą pozbawieniem pracy, zarobku, wyrzuceniem z jego i rodziny ze społeczności, wieszają obok jego domu plakaty głoszące, że oto w pobliżu mieszka grzesznik, nie wahają się nawet sięgnać po drastyczniejsze środki - pewnego wybijają kamieniami witryny sklepu rzeźniczego Aarona, by dać wyraz swojej niekaceptacji i by skłonić Aarona do wyrzucenia Ezriego, Ezrie, miesza na zapleczu jego sklepu, tam też się do siebie zbliżają ), ale potężne rozdarcie powoduje też świadomość łamania zasad religijnych, w których został wychowany, które wyznaje i które są dla niego bardzo ważne (w nich wychowuje też swoje dzieci) .


          :)
        • siostra.bronte "Zawrót głowy" 17.07.12, 16:57
          Ciekawe, że tyle miejsca poświęciłeś ówczesnej modzie.
          Zgadzam się z Pepsic, że bardziej ekscytujące jest to czego nie widać. Ale może mężczyźni mają inne zdanie :)
          A jak Ci się podoba Kim Novak?
        • barbasia1 "Vertigo" 18.07.12, 20:50
          Zgadam się z Pepsic, z Bronte, akurat lata 50 i 60. szczególnie emanowały kobiecością, a stroje uwydatniała kobiece kształty, talię. Szalenie kobiece imo były te kloszowe szerokie, wcięte w talii sukienki i kloszowe spódnice za kolano albo dla odmiany bardzo wąskie ołówkowe spódnice.
          Moda lat 50. nie ograniczała się tylko do mocno zabudowanych kreacji, kobiety nosiły też suknie z odkrytymi dekoltami albo wycięciami z tyłu, charakterystyczne dla tych czasów były też seksowne sukienki typu gorset z ramiączkami albo bez ramiączek.

          Czyż nie jest śliczna i seksowna np. ta sukienka z g o ł y m i ;) plecami
          www.bemodels.pl/artykuly/zobacz/125/historia-mody-lata-5/strona/2#!prettyPhoto[group]/2/

          Ciekawa tych kreacji Kin Novak w "Vertigo" pogrzebałam w necie natrafiłam na blog, który nie tylko pokazują kadry z filmów , ale zamieszcza rozmowę z Kim Novak na temat jej stojów w filmie. Kim wyznała, że początkowo nie przypadł jej do gustu ten obcisły szary kostiumik z małym żakiecikiem z ołówkową półdługą spódnicą, zwłaszcza kolor (celowo wybrany) nie mnie jednak w końcu paradoksalnie pomógł on jej zbudować rolę Madeleine.

          Kostiumy do "Vertigo" zaprojektowała Edith Head (najbardziej uhonorowana kostiumolożka hollywoodzka, 35 dominacji do Oscara, 8 nagród) ,a szary kostiumik powstał na podstawie wskazówek samego Hitchcocka, reżysera filmu . Prosty szary elegancki, kostium przydający jej, platynowej blondynce, upiornej, śmietrlenej bladości miał nadawać postaci Madelene elegancji, tajemniczości, czy nierelności. Madeleine miała wyglądać niczym istota z zaświatów, wg. jej męża Madeleine miała być opętana przrez ducha prababki Carlotty Valdes.


          Więcej na ten temat tu:
          berentzannacmp.wordpress.com/2009/11/03/edith-head-kim-novak-style-in-vertigo/
          Tu jest fascynujący artykuł na temat kostiumów w "Vertigo" i ich zwiazków z filmowymi charakterami bohaterek:
          clothesonfilm.com/costume-identity-in-hitchcocks-vertigo/25039/
          Jeden tylko fragment a propos wypowiedzi Twej Greku, być może wyjaśni on dlaczego, tak chłodne emocjonalnie wrażenia i spostrzeżenia wywołała u Ciebie kobiecość bohaterki granej przez Kim Novak ...

          "Madeleine is a femme-fatale, both dangerous and desirable. Yet her clothing is not overtly sexualised. She bears little flesh, often choosing high necklines and long sleeves. The classic ‘Hitchcock blonde’, Madeleine embodies the aloof beauty described by Truffaut as ‘the paradox between the inner fire and the cool surface’.

          In this way Madeleine personifies Hitchcock’s sexual ideal, which he described thus: ‘We’re after the drawing-room type, the real ladies, who become whores once they’re in the bedroom. Poor Marilyn Monroe had sex written all over her face, and Brigitte Bardot isn’t very subtle either.’ Madeleine, carefully buttoned-up in her little grey suit, has a discreet sexual allure. She is reserved, mysterious, the ‘drawing-room type’
          (jakby trzeba przetłumaczyć to powiedzcie)
          • grek.grek Re: "Vertigo" 19.07.12, 14:18
            ale zawodowo to napisałaś :]

            no a ja nijak nadal nie mogę się przekonać do tej mody kobiecej...

            męska już mi się bardziej podoba, te kapelusze i garnitury...
            sam byś wdział ;]
            Aczkolwiek, James Stewat noszący pasek od spodni pod pachami wyglądał
            także co nieco fikuśnie, hehe. [to tak, z mojej strony, dla wyrównania proporcji].
            • barbasia1 Re: "Vertigo" 20.07.12, 20:36
              Ściągę miałam. :))

              A mnie się bardzo podoba i moda męska również. :)

              He, he. Miałam takiego znajomego, wcale nie starego, który tak właśnie, nosi spodnie i pasek od spodni, pod pachami.

              Greku, wyglądałbyś szalenie intrygująco w kapeluszu, prochowcu,
              paska i tak nie byłoby widać ... :)
              na pierwszy rzut oka ... :}





              • grek.grek Re: "Vertigo" 21.07.12, 14:32
                widać to był oldskulowy gość :]

                hehe, kto wie, w tym prochowcu to by mnie mogli
                brać zarówno za detektywa, jak i za... wiemy, kto
                wieczorami lubi chadzać w prochowcu i dlaczego spod
                niego wystają dołem gołe łydki ;]]

    • pepsic "Co wiesz o Elly" kultura / "Synegdocha" ale kino 17.07.12, 15:09
      Zachęcam do obejrzenia tego irańskiego dramatu, warto. Temat: pozycja kobiety w Iranie. W ojejku temat został już opisany i przewałkowany. Dodam, ze reżyser może się pochwalić świeżutkim Oscarem za "Rozstania", godz. 21:45,

      W "Ale kino+" późno w nocy "Synekdocha, Nowy York" - trudny, intrygujący. Film jakby dla Ciebie Grek i spokojnie mogłabym go polecić, gdyby w grę wchodził inny kanał, tym bardziej, że gł. bohatera, jakże znakomicie gra Twój ulubiony P.S. Hoffman. Ja go tez lubię:)
      • barbasia1 Re: "Co wiesz o Elly" kultura / "Synegdocha" ale 17.07.12, 21:44
        Ożeż, znowu poważna konkrurencja dla "Gliny"! Cozapech!

        Rzuciłam okiem na dzisiejszy program, i oczom nie wierzyłam, w TVPKultura dają najpierw, o godzinie 20.20 1596 powtórkę komedii z brodą "KC Dezerterzy" , a potem dopieroświeżą premierę głośnego irańskiego filmu reżysera ze światowej czołówki. Rozumiecie coś z tego?

        P.S. Hoffman - ja się dołączam do wszytkich lubiących i ceniących tego aktora.
      • barbasia1 Re: "Co wiesz o Elly" kultura 22.07.12, 17:48
        "Co wiesz o Elly?" - rozmowę zostawiam na później...

        Teraz tylko jedna kwestia, która nie daje mi spokoju. Napisałaś w swoim poście, że Elly popełniła samobójstwo (przypomniałam sobie Twoje streszczenie zaraz po obejrzeniu filmu) z powodów honorowych. Zaskoczyło mnie to bardzo, bo byłam święcie przekonana , że Elly zginęła jednak przypadkowo ratując dziecko, które wpadło do wody. Skąd pewność, Pepsic, że to było samobójstwo? Elly przecież chciała w ten dzień koniecznie wracać do domu ...

        "Co wiesz o Elly? " by Pepsic
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,120424060,122086041,_Co_wiesz_o_Elly_pogmatwany_spojler.html
        • pepsic Re: "Co wiesz o Elly" kultura 22.07.12, 21:48
          Za trzecim (!) podejściem też zaczęłam się zastanawiać, skąd przeświadczenie o samobójstwie. Jednak okoliczności wskazują, ze tak: (scena z latawcem) i zachowanie współtowarzyszy, którzy po smutnym fakcie w popłochu analizują, przypominają szczegóły spotkania, którzy z jednej strony oszukują się, ze żarty, mają wyrzuty sumienia, niedomówienia. I trzeba wziąć pod uwagę inną kulturę, to, co u nas nieprawdopodobne, u nich staje sie całkiem realne. Poza tym zwykły wypadek nie wywołałby takiej paniki, ale z drugiej strony kropki nad i nie postawiono.
          • barbasia1 Re: "Co wiesz o Elly" kultura 22.07.12, 23:42
            Scena latawcem? Nieprzypominam sobie nic znaczącego w tej scenie!?? O ile dobrze ją pamiętam ...

            Myślę, że gdyby wyjazd dziewczyny bez narzeczonego w towarzystwie damsko-męskim miał się okazać aż taką hańbą, która zmuszałaby do samobójstwa, dziewczyna raczej nie zdecydowałaby się na wyjazd, a jej znajoma - matka córeczki, której wychowaczynią była Elly nie namawiałaby ją do tego wyjazdu.

            Współtowarzysze wpadli w popłoch, bo okazało się, że nikt nie zna Elly i nic nie wie o dziewczynie, nie wszyscy wiedzieli,czyja to znajoma i skąd się wzięła na wycieczce, a tu czekały przecież przesłychania na policji ...

            Nie jestem przekonana do tego samobójstwa.
            • pepsic Re: "Co wiesz o Elly" kultura 23.07.12, 21:03
              Scenę z latawcem kończy wrażenie że Elly podjęła ważną decyzję, ale oczywiście sa to domniemania. Poza tym musiało coś być na rzeczy, jakieś odczucia, skoro uczestnicy spektaklu przyjęli wersję samobójstwa. Oczywiście, to tylko moje przeświadczenie, gdyż reżyser okoliczności jej śmierci pozostawił otwarte. Ciekawe, jaką hipotezę Grek w swoim omówieniu postawił, dopiero co miałam pod ręka, ale diabeł ogonem przykrył;)
              Prawdopodobnie nie uporała się, chęć przeciwstawienia się tradycji przerosła ją ponad siły. Wcześniej uległa perswazji Sepideh, znanej z wtrącania nosa w nie swoje sprawy, która potem czując się winna przeżywa ból i dramat. Notabene świetna aktorka, świetne poprowadzenie postaci!
              Tak, ale i honor Elly mieli na względzie, skądinąd niczemu winnej.
    • pepsic "Glina" - wczorajszy odcinek 17.07.12, 17:49
      Przespałam w sensie dosłownym:( Prawie cały odcinek, od rozmowy ojca ze Stuhrem w sprawie wyprowadzki. Paratujcie, opowiedzcie. Czy w wątku osobistym na linii Agata-Andrzej cos drgnęło, czy nadal zastój?
      Ps. Do Agaty wrócę, jak wrócę;)
      • pepsic Agata - krytyczne spojrzenie 17.07.12, 20:38
        Agata - wydmuszka czy obraz współczesnej kobiety wylewającej żale na forach internetowych, nieprzystosowana do prozy życia, powielająca stereotypy z marnych telenowel biorąca je za real. Ma niezłego faceta, spokojnego, kocha ją, trochę mruk (czasami walor), dobry kandydat na ojca (ma dobre relacje z córką), wyciąga średnią krajową. No, nie ma sie do czego przyczepić. Ale nie, wbiła sobie do głowy, że nigdy nie ma go w domu. Ano nie ma, bo za przestępcami się ugania, nie za kobitkami, bo jak większość ludzi na świecie pracuje. Agata nie ma swojego życia (Grek by napisał pasji, ale tak daleko nie sięgajmy), nie ma przyjaciółki, matki, siostry. Z kolesiem z pracy wykazującym zainteresowanie jej osobą pogrywa w dziecinne gierki, jakieś chore, egzaltowane pretensje o komplementy. Facet prawie ją gwałci w mało romantycznej scenerii. No chyba że to taka wyrafinowana forma seksu była, nie znam się. Nic to, za kilka godzin wskakuje mu na dobre do łóżka opuszczając człowieka, którego chwile wcześniej bardzo kochała i który tak zwyczajnie po ludzku na to nie zasługuje. Nie wiadomo właściwie, kiedy zdążyła się odkochać. Niestety nowy obiekt miłości nie wykazuje uznania jej zdolnościami kulinarnymi, na dodatek okazuje sie damskim bokserem, więc wraca bez krępacji do człowieka, którego skrzywdziła, a w tym samym dniu przymila sie i prowokuje do seksu. Widzicie tu gdzieś sens? Bo ja nie. Wniosek: albo Pasikowski nie ma pojęcia o kobiecej psychice, albo ja;)