Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2012 - 6 (vol. 23)

15.08.12, 11:25
tadam - niespodzianka ;)
Tyle "natlukliscie" w poprzednim, ze nie bede czekac do nastepnego miesiaca ( w tym roku jakos to nie wychodzi :)), tylko zakladam dzis z okazji swieta, a co :)

Ja ostatnio prawie nic nie ogladalam w tv, ale bylam raz w kinie na "Madagaskar 3" (swietny jest!) i obejrzalam jeden na dvd - "Az po grob" - tez mi sie bardzo podobal, chociaz jest specyficzny troche i na poczatku trzeba sie przyzwyczaic do niespiesznej narracji.

A co na dzis?
- TVP1 - dzis raczej wojskowo-sportowo, bo wieczorem mecz;
- TVP2 - o 16.00 - to moze byc cos ciekawego - "Jeszcze dalej niz Polnoc" komedia francuska; a wieczorem najpierw komedia "Tesciowie" z M. Douglasem - jesli ktos nie ogladal, to calkiem niezla jest; potem "Plonaca pulapka" z J. Phoenixem i J. Travolta - nie ogladalam, nic nie wiem - warto?
- TVN - 13.45 - klasyka - "Tylko dla orlow" (C. Eastwood po raz pierwszy); o 20.50 "Ocean's Thirteen" (jak ktos nie ogladal, to warto na pewno); o 23.20 - "Niesamowity jezdziec" (i C. Eastwood po raz drugi);
- Polsat - aaa, pomine chyba
- TVN 7 - 13.40 - jeszcze wieksza klasyka niz na TVN - "Ben Hur", a o 20.00 w cyklu Dobre Kino - film w rez. S. Penna - "Wszystko za zycie"

No, to by bylo tyle, co wypatrzylam :)
Milego swietowania!
--
Maniaczytania - blog
Edytor zaawansowany
  • barbasia1 15.08.12, 17:09
    Wypatrzyłaś wszytsko, Maniu. ;)

    "Wszytsko za życie" - zapowiada się bardzo ciekawie, myślę. Oryginalny tytuł " Into The Wild" lepiej przybliża treść filmu. Opowiada on historię pewnego dwudziestolatka, który (za Gazetą Telewizyjną GW) "odrzuca szansę na karierę zawodową, wyzbywa sie wszelkich dóbr i wyrusza na Alaskę, by żyć w zgodzie z naturą". Bohater wzorowany jest na autenycznej postaci Christophera Johnsona McCandlessa (1968-1992) amerykańskiego wędrowica i pamiętnikarza. Historię jego życia (i tragicznej śmierci, McCandless (za wiki)"zmarł w okolicach Parku Narodowego Denali po wielomiesięcznej samotnej wędrówce, bez wystarczających zapasów żywności oraz sprzętu") opisał w książce pt. "Wszystko za życie" (oryg. "Into the Wild") Jon Krakauer (w Polsce książka wydana została przez wydawnictwo Prószyński w 2008 roku) . Właśnie ta książka stała się inspiracją do nakręcenia filmu.

    pl.wikipedia.org/wiki/Christopher_McCandless

    :)
  • barbasia1 15.08.12, 18:13
    A ja też coś wypatrzyłam, w TVPKultura hiszpański film "Grubasy" (1999), do którego nie tak dawno, pamiętam, zachęcał Grek, w tym poście:

    forum.gazeta.pl/forum/w,14,133674423,133926997,_Grubasy_z_wczoraj.html
    Niestety pora dla nocnych mar(ków), godzina 23:35, bo wcześniej powtarzany już co najmniej 4987 film razy "Opreacja "Samum". Co się dzieje z tą TVPKulturą?

    :)
  • barbasia1 15.08.12, 18:15
    "Grubasy" są z roku 2009!
  • maniaczytania 15.08.12, 18:29
    "Wszystko za zycie" to nie jest chyba film dla mnie - ja nie potrafie tego zrozumiec i nawet nie chce probowac. Kiedys duzo na temat tego filmu i glownego bohatera przeczytalam.

    --
    Maniaczytania - blog
  • maniaczytania 15.08.12, 18:34
    wlasnie niedawno skonczylam ogladac.
    Swietny, uroczy, bezpretensjonalny film, do tego naprawde smieszny, nie slapstickowymi gagami ani wymuszonymi pseudozartami i wulgaryzmami.

    To historia naczelnika poczty, ktory za "drobne" oszustwo zostaje wyslany na dwa lata na placowke na polnocy Francji, traktowana przez mieszkancow poludnia, jako prawdziwy dziki zachod ;) Pelen uprzedzen jedzie tam, by odkryc przyjaznych goscinnych ludzi i male spokojne miasteczko, gdzie zycie mija sobie spokojnie bez zadnej "napinki" i pogoni za pieniedzmi.

    Aktorzy, wcale nie "najpiekniejsi", tylko zwyczajni, tacy, jakich mozna spotkac na ulicy, widoki przepiekne, humor, wysmiewanie wlasnych narodowych cech z sympatia, nie zlosliwoscia - no, ach! czemu nasi tworcy tak nie potrafia? Nie dziwie sie, ze po dzis dzien film ten ma rekord ogladalnosci we Francji - ponad 20 mln widzow!
    --
    Maniaczytania - blog
  • siostra.bronte 15.08.12, 19:05
    Świetna komedia, już kiedyś polecana na forum. Zabawny jest zwłaszcza początek, przed wyjazdem bohatera. Później żarty, zwłaszcza z dialektu mieszkańców są trochę monotonne.
    Jeżeli chodzi o frekwencję, to po piętach temu filmowi depczą chyba "Nietykalni" :)
  • maniaczytania 15.08.12, 19:18
    siostra.bronte napisała:

    > Jeżeli chodzi o frekwencję, to po piętach temu filmowi depczą chyba "Nietykalni
    > " :)

    To prawda, "Nietykalni" sa na drugim miejscu, brakuje im troche ponad 1,5 mln.

    --
    Maniaczytania - blog
  • pepsic 15.08.12, 19:39
    A ja muszę sie przyznać Maniu nie potrafię zrozumieć fenomenu, ani rekordu oglądalności. Zabawny początek rzeczywiście dawał nadzieje na więcej, ale w ostateczności moje zawiódł. W kinie spodziewanego entuzjazmu również nie zauważyłam. Mogę sie tylko domyślać, że część sytuacji dla obcokrajowca może być tak samo niezrozumiała i mało śmieszna z racji dialektowej gry słów, innej kultury, podobnie dla cudzoziemca nasi "Sami swoi".
    Ps. Chciałam zaznaczyć, że zwyczajny gł. bohater, znaczy aktor (Danny Boon) jest jednocześnie tu reżyserem.
    A kiedyś potrafili, właśnie w "Samych swoich".
    :)
  • maniaczytania 15.08.12, 20:09
    pepsic napisała:

    > Ps. Chciałam zaznaczyć, że zwyczajny gł. bohater, znaczy aktor (Danny Boon) jest jednocześnie tu reżyserem.

    Tylko dla scislosci - D. Boon nie jest tu glownym bohaterem, czyli naczelnikiem poczty, tylko jego podwladnym i kolega.

    > A kiedyś potrafili, właśnie w "Samych swoich".

    O wlasnie, to jest swietny przyklad! a teraz wszedzie te gagi, to "przerysowanie" niby smieszne, ktore tylko drazni, ech ...


    --
    Maniaczytania - blog
  • pepsic 15.08.12, 20:52
    D. Boon nie jest tu glownym bohaterem, czyli naczelnikiem poczty, tylko jego podwladnym i kolega.
    Tak jest Maniu, się rozpędziłam. I to ten pan zaskoczył mnie podwójna rolą.
  • grek.grek 16.08.12, 14:10
    Niesamowitego jeźdźca obejrzałem na nielegalu [dziwnym trafem moja
    data urodzenia nie chciala się zgodzić z limitem wiekowym dla tego filmu],
    a potem, od pani bileterki, dostałem nawet plakat z witryny filmowej, hehe.
    POmazany był czerwonym flamsterem, którym opisano ceny biletów i takie
    tam rózne farmazony, ale za to jakiż był zdobyczny i upolowany ;]

    [kiedyś to sie łamało prawo... z wdziękiem ;)]

    z propozycji Twoich - obejrzałem "Wszystko za życie/Into the wild" - spróbuję
    jutro coś napisać a'propos.
  • barbasia1 17.08.12, 16:09
    grek.grek napisał:

    > Niesamowitego jeźdźca obejrzałem na nielegalu [dziwnym trafem moja
    > data urodzenia nie chciala się zgodzić z limitem wiekowym dla tego filmu],
    > a potem, od pani bileterki, dostałem nawet plakat z witryny filmowej, hehe

    Bardzo miła pani bileterka. A od ilu lat wpuszczano na "Niesamowitego jeźdźca"?

    :)
  • maniaczytania 17.08.12, 17:46
    barbasia1 napisała:

    > grek.grek napisał:
    >
    > > Niesamowitego jeźdźca obejrzałem na nielegalu [dziwnym trafem moja
    > > data urodzenia nie chciala się zgodzić z limitem wiekowym dla tego filmu]

    > Bardzo miła pani bileterka. A od ilu lat wpuszczano na "Niesamowitego jeźdźca"?


    Z tego, co pamietam od 15.

    Greku - widze, za nasza milosc do filmow i kina datuje sie mniej wiecej od tego samego czasu - ja podobnie jak Ty obejrzałam tego "Niesamowitego jezdzca" :)))
    > :)


    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 17.08.12, 18:04
    maniaczytania napisała:

    > barbasia1 napisała:

    > > grek.grek napisał:

    Greku - widze, za nasza milosc do filmow i kina datuje sie mniej wiecej od tego
    samego czasu - ja podobnie jak Ty obejrzałam tego "Niesamowitego jezdzca" :)))

    Ale historia!
  • grek.grek 18.08.12, 13:17
    15 - ależ to wtedy się wydawał wiek... dorosły i zacny ;]

    czyżby też, Maniu, wdarła się na salę po cichutku dzięki czyjejś
    uprzejmości vel po znajomości ? :]

  • pepsic 16.08.12, 16:12
    Recenzje ma niezłe, jest Ryan Gosling i etykietka na filmwebie: bardzo dobry. Wypada sprawdzić osobiście. A może znacie?
  • siostra.bronte 16.08.12, 17:38
    Widziałam jakiś czas temu, więc nie pamiętam szczegółów. Ale na pewno warto zobaczyć.
  • grek.grek 17.08.12, 11:36
    znam :] mam nawet na video od paru lat.

    2 lata temu coś tam próbowałem przemycić a'propos :
    forum.gazeta.pl/forum/w,14,109585922,109814376,Na_dzis_propozycje_Osadzony_Fanatyk_Cube.html
    znakomity film. znakomity Gosling. ogląda się jednym tchem. Zostaje w pamięci.
    ma głębię.

    Mam nadzieję, ze obejrzałaś ?

    [... i jak oceniasz ?]
  • pepsic 17.08.12, 12:14
    W takim razie wyjaśniło się, dlaczego nie zapamiętam, spójrz na znamienną datę.

    Tak, obejrzałam, od deski do deski:) Że górna półka się zgodzę, że Ryan Gosling wspaniały - też, ale jak dla mnie zbyt monotematyczne, i na dłuższą metę meczące. Jest coś, co mnie zastanowiło od strony technicznej, mianowicie markowanie brutalnych scen (bijatyki uliczne, retrospekcje z Holocaustu), nie mam pojęcia, czy zamierzone, czy przypadkowe.

  • grek.grek 18.08.12, 13:28
    "monnotematyczne" być może...
    mnie interesujące bardzo wydało się to, jak on się zmienia, jak myśli, jak
    coraz głębiej pogrąża się w wewnętrznym konflikcie, który co chwila
    przenosi na zewnątrz, w kolejnych interakcjach z ludźmi. Temat stale ten sam, to
    fakt :] Ale jako alibi powiem, że dobrze naświetlony i z niejaką głębią.

    "markowanie" ?
  • grek.grek 17.08.12, 12:28
    No więc tak : Chris, chłopak z dośc zamożnej rodziny kończy prestiżowe studia z wyróznieniem
    i... decyduje się wyjechać na Alaskę, aby tam żyć sobie w zgodzie z naturą i pośród natury nieskażonej cywilizacją. Niszczy wszystkie dowody osobiste, karty bankomatowe, wszystko co go łączyło ze światem w jakim żył, oddaje na cele charytatywne 25 tys swoich oszczędności [wysyła je do jakieś organizacji niosącej pomoc potrzebującym z dopiskiem "to wszystko co mam...kupcie dla kogoś jedzenie za te pieniądze"], bierze tobołek i nic nikomu nie mówiąc po prostu rusza w drogę, przybierając nazwisko Jack Supertramp. Podróżuje przez lasy, puszcze, góry, rzeki, śniegi, prerie, a bywa że i drogami asfaltowanymi, łapiąc "okazję". Spotyka róznych ludzi : parę hippisów w średnim wieku, którzy ciągle podrożują kolorowym autobusem rodem z lat 60-tych, ale ideały zaczęły w nich przygasać... zatrudnia się na farmie, gdzie pomaga przy żniwach i zaprzyjaźnia się z jednym z rolników... w górrach Colorado spotyka parę szwedzkich turystów, ale i musi uciekać przed strażą rzeczną, wbrew której zaleceniom i nie mając pozwolenia, postanowił kajakiem pokonać rwące potoki... znajduje wspólny z język z pewnym starszym jegomościem, który po śmierci żony zamknął się w sobie i skupił na pracy w swoim zakladzie garbarskim, dusząc w sobie pragnienie wyjścia do świata... ofk, nie brakuje też JEJ, hehe, dziewczyny z gitarą, która się w naszym podróżniku zakochuje, ale on nie może z nią zostać, bo zmierza na tę swoją Alelaskę. każdy z tych ludzi coś dostaje od Chrisa - jakis zastrzyk energii, jakąs odmianę mentalną, jakiś powiew świeżości do swojego świata. Poza gitarzystką, no ale sami rozumiecie, coś za coś :]

    Miewa też momenty trudne. romantycznie podróżując w wagonie towarowego pociągu dociera do Los Angeles. Lokuje się u ichniego "Brata Alberta", ale przy okazji idzie na wycieczkę ulicami slumsów LA. Widzi biedę, patologię, widzi ludzi patrzących na niego podejrzliwie, i chyba zaczyna się bać, zaczyna też czuć niesmak, ucieka stamtąd i próbuje wskoczyć do następnego pociągu, co mu się udaje, ale tylko po to, zeby niedługo później zostać z niego wyciągniętym za wszarz przez brutalnego policjanta, który sprawia mu manto i grozi, że jeszce jeden taki numer i ubierze go w pasiaki. Chris przeprasza, masuje podbite oko i generalnie znów musi przeżyć moment konfrontacji ze światem ludzkim w takim wydaniu, jakie go pognało do zycia byle dalej od niego.

    Akcja leci wielotorowo : pokazuje drogę chłopaka do jego ziemi-obiecanej, jego życie już na miejscu w którym osiadł, ale także cofa się w retrospekcjach do czasu ostatnich dni jakie spędził z rodziną, a całość uzupełniają fragmenty jego listów do siostry i monolog owej siostry, która próbuje jakoś nakreślić motywacje brata do podjęcia tak szokującej dla otoczenia decyzji o zerwaniu ze wszystkim i wyborem życia.

    W opowieści siostry Chris zawsze był typem poszukiwacza, znikal z domu na cale tygodnie, aczkolwiek nigdy bez uprzedzenia, podróżował, zwiedzał, łaził, szwędał się gdzie się da. I zawsze był zaczytany, w Thoreau,w Tołstoju, w Londonie chyba też. Taka natura. Decyzję zaś o wyprawie na Alaskę przyspieszyło odkrycie, ze matka i ojciec na pokaz tworzący
    udaną parę, tak naprawdę nigdy się nie kochali, zaś Chris nie jest synem tej kobiety, którą uważał za matkę - ojciec porzucił swoją poprzednią rodzinę, razem z
    jego bratem, zabrał ze sobą tylko Chrisa. Do tego doszły liczne kryzysy w ich związku, odbijające się na wrażliwym chłopaku, a całości dopełniło zdegustowanie Chrisa światem - pelnym agresywnej rywalizacji o pozycję, pieniądze, karyjerę, status społeczny. Według niego, rywalizacji idiotycznej i szkodliwej, która zamienia świat w miejsce, w którym "ludzie są dla siebie wredni". Odrzucił oczekiwania, że będzie w tym świecie sobie radził i gonił za tym wszystkim, co stało się dla niego obce i wstrętne. Zawsze było. "Studia skonczyłem tylko po to, zeby nie mieć już żadnych zobowiązań wobec rodziców", mówi.

    tak naprawdę, cala ta jego akcja wyglądała na poszukiwanie tożsamości, którą zgubił albo której go pozbawili rodzice, jak celnie zauważa jego siostra.

    Ale Chris to nie jest chmurny buntownik. To cieply, życzliwy, sympatyczny chłopak, ktore każdy z was, co tam - nas, wpuściłby do domu i adopotował od razu. Ideał. Jak z innego świata jakiegoś. Mądry, oczytany, uśmiechnięty, normalnie anioł. I to jest najlepsze, że ten anioł nie jest zrobiony z ckliwych szkiełek i sznurka paciorków dla ciemnoty. w tę postać można uwierzyć, w całą jej prawość i zaraźliwy pęd życia, obcowania z naturą, w jej energię i przemyślenia, nawet jesli nie są one jakieś odkrywcze i glównie opiewają życie pośród drzew, wiatru, zielska, mycie się w rzece, odczuwania cichej albo i głośnej euforii z powodu możliwości podsłuchiwania i uczestniczenia w wygibasach flory i fauny, czy też po prostu w tym jak oddycha prawdziwa Ziemia, zdobywanie pożywienia za pomocą polowania, ocieranie się o niedźwiedzie, oprawienie łosia...

    Tak właśnie prowadzi swoje "gospodaarstwo" Chris. XZnajduje odpowednie miejsce, pośród krzewów, na odludziu, ze wspaniałym widokiem na górskie szczyty, a za dom ma stary porzucony autobus.

    Cały czas prowadzi notatki, myśli, przeżywa, upaja się otoczenie, czyta, ale i miewa okresy głodu, zimowego chłodu spędzanego w śpiworze; woli łazić z pustym brzuchem [co i rusz musi robić nowe dziurki w pasku do spodni] niż zabić klempę wychowującą małego łosia/jelonka, lecz i triumfuje niejednokrotnie, kiedy ze smakiem zajada upolowanego gryzonia upieczonego w ognisku ;]

    Swojego najważniejszego odkrycia dokonuje zbyt późno... "Szczęście jest możliwe tylko wtedy, kiedy je z kimś dzielimy" - ta myśl go poraża. Wizja zycia prostego, wiejskiego, praca, sąsiedzi, żona, dzieci zaczyna mu nagle świtać jako idealna i pożądana. Próbuje zakończyć swoje doświadczenie z samotną robinsonadą, ale jest zbyt późno. Najpierw nie może przebyć potoku, ktory zagradza mu drogę pozwalającą wyjść ze swojej ustroni, a później probując zabić jakoś glód zjada trujące jagody. Umiera leżąc na tyłach autobusu ze wzrokiem wyglądającym przez rozbitą szybę, utkwionym w pięknym niebieskiem obłoku. Umiera spokojnie ?

    Nie poniósł klęski, coś zrozumiał, cos odkrył, sprawdził się, coś sie stało ważnego. Ale puenta może być rozumiana, wg mnie, dwojako : a to jako śmierć romantyczna, człowieka który pokochał naturę z taką wzajemnością, ze aż go nie chciała wypuścić z powrotem; albo też jako przestroga, ze zbyt dalekie i radykalne oddalenie od świata, porzucenie go nie może się skończyć dobrze i do niczego tak naprawdę nie wiedzie. NIczego dobrego. Nie wiem, co sądzicie ?..

    Główną rolę zagrał Emile Hirsch. Udaną, bo i sam Sean Penn, tutaj reżyser, go prowadził, a przede wszystkim świetnie go dobrał do tego filmu.
    Znakomite zdjęcia, wielość krajobrazów i miejscówek. Muzyka z piosenkami Pearl Jam. generalnie, zebrali się w jednym miejscu kontestatorzy świata glamouru i rozpasania z Hollywoodu i okolic, brakowało tylko Bono z U2;] Efekt jest dobry, film sprawia satysfakcję
    estetyczną, bywa mądry, ale i trochę naiwności w nim nie brak, jakkolwiek jest tak zręcznie
    poprowadzony, że nie razi ona w oczy, Chris zaś nie wygląda na "bożego głupka", tylko
    na świadomego, myślącego gościa z duszą na dłoni.

    Stanowczo - warto obejrzeć :]
  • siostra.bronte 17.08.12, 13:44
    Dobrze napisane :)
    Widziałam tylko fragmenty, bo temat wydał mi się zbyt dołujący.
    Tę historię można opisać krótko: chłopak zmarnował sobie życie i to na własne życzenie. Natura jest piękna z daleka, ale dla człowieka zbyt okrutna. Czyżby bohater nie zdawał sobie z tego sprawy?
    Co nie zmienia faktu, że czasem mam ochotę uciec jak najdalej od tego świata i ludzi...
  • siostra.bronte 17.08.12, 13:51
    Ku swemu zaskoczeniu wypatrzyłam w tym filmie Kirsten Stewart, w roli Tracy, jeszcze przed rolą w "Zmierzchu" :)
  • barbasia1 17.08.12, 14:13
    A właśnie Kirsten Stewart, miałam wspomnieć w podwątku o filmie "Azyl", że Kristen Stewart grała tam córkę Meg /Jodie Foster. (wcześniej oglądając "Azyl" w ogóle nie zwracałam uwagi na córkę). Myślałam, że rola "Azylu" to był jej debiut na ekranie, ale sprawdziłam i okazało się, że jednak nie.

    Na razie Kirsten Stewart jako aktorka nie przekonała mnie zbytnio do siebie.
  • pepsic 17.08.12, 14:10
    Mam odczucia takie, jak Siostra Bronte. Smutna historia o autodestrukcji trudnej do zaakceptowania, zwłaszcza u tak młodego człowieka nie wspominając o egoizmie wobec bliskich.

    czasem mam ochotę uciec jak najdalej od tego świata i ludzi...

    Bardzo pociągająca perspektywa, choć pewnych podstawowych zdobyczy cywilizacyjnych trudno byłoby sie wyrzec.
  • siostra.bronte 17.08.12, 14:30
    Myślałam o jakimś rajskim zakątku, oczywiście ze wszystkimi wygodami, ciepłą wodą i internetem :)

  • barbasia1 17.08.12, 15:42
    siostra.bronte napisała:

    > Myślałam o jakimś rajskim zakątku, oczywiście ze wszystkimi wygodami, ciepłą wo
    > dą i internetem :)

    O To mi się podoba! :)))
  • maniaczytania 17.08.12, 17:50
    pepsic napisała:

    > Mam odczucia takie, jak Siostra Bronte. Smutna historia o autodestrukcji trudnej do zaakceptowania, zwłaszcza u tak młodego człowieka nie wspominając o egoizmie wobec bliskich.

    Widze, ze wszystkie 4 (bo i Barbasia nizej czy wyzej tez) - mamy takie same odczucia. I z tego tez wzgledu ja tego filmu nie chcialam i raczej nie bede chciala obejrzec.



    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 18.08.12, 13:24
    wiesz, ja myślę, ze "autodestrukcja" zakłada jakiś rodzaj świadomego
    poświęcenia, albo desperackiego parcia ku zatraceniu z pelnym zrozumieniem
    w jakim kierunku się podąża. A on nie chciał umrzeć, chciał właśnie otóż
    - żyć. I żył, radził sobie, było mu dobrze.

    co do jego bliskich i egoizmu... wiesz, czasami i bliscy powinni zaakceptować
    fakt, że dla pewnego rodzaju ptacywa większą krzywdą od poniewierki jest
    trzymanie go w złotej klatce. [złota klatka w przypadku Chrisa ofk w grę
    nie wchodziła, raczej : jałowe korporacyjne życie wypełnione pracą, rutyną,
    przestrzeganiem kodów i konwencji, rekompensowane zaś nowymi meblami z Ikei
    i firmowymi obiadkami].
  • barbasia1 18.08.12, 16:23
    grek.grek napisał:

    > on nie chciał umrzeć, chciał właśnie otóż
    > - żyć. I żył, radził sobie, było mu dobrze.

    Zgadzam się z tym. Oczywiście, że nie chciał umrzeć.
    On popełnił błąd. Który kosztował go życie. Za bardzo uwierzył w swoje siły.

    >czasami i bliscy powinni zaakceptować fakt, że

    Ale czy trzeba zaraz tak totalnie odcinać się od bliskich, którzy kochają na swój sposób i postawiać ich w udręce niewiadomej?
  • grek.grek 20.08.12, 13:12
    no wlaśnie, zostawił wszsytkich bez słowa. Rodzice nawet policję uruchomili, zeby go
    znalazła, ale bez efektów.

    w sumie, on naprawdę chciał zerwać z poprzednim życiem.
    nawet z siostrą, z ktorą przecież miał świetny kontakt.

    Radykalizm taki :]
  • barbasia1 25.08.12, 00:17
    Jako siostrze trudno mi pojąć taki radykalizm.
    :)
  • grek.grek 18.08.12, 13:13
    wiesz, on nie narzekał, że mu głodno, zimno, albo że trzeba gryzonia spałaszować
    ledwie tylko przypieczonego ;]
    On wszystko wziął pod uwagę. Nie miał pretensji albo sobie nie pluł w brodę w żadnym
    momencie, nawet w chwili śmierci był pod wrażeniem piękna natury.

    po prostu, w którymś momencie odkrył, że szczęście dzielone z innymi jest
    tym prawdziwym spełnieniem.

    Ale czy odkryłby to, gdyby nie ta eskapada ? I czy życie w zgodzie z naturą
    kłóci się ze "szczęściem dzielonym z innymi" ? Chyba nie, jemu się to połączyło
    w ideę życia wiejskiego, takiego jakiego zażywał kiedy pracowal przy żniwach
    w Dakocie, gdzie był przejazdem zmierzając na tę swoją Alaskę.

  • barbasia1 18.08.12, 16:32
    grek.grek napisał:

    Po prostu, w którymś momencie odkrył, że szczęście dzielone z innymi jest tym prawdziwym spełnieniem.

    To piękne przesłanie tego filmu i smutnej historii Chrisa.

    I dlatego, żal, że nie miał szansy już tej mądrości w życiu wykorzystać ...

  • barbasia1 17.08.12, 15:41
    >Chris zaś nie wygląda na "bożego głupka", tylko
    na świadomego, myślącego gościa z duszą na dłoni.

    Czy był myślącym człowiekiem?
    Tu mam wątpliwości. Chłopak wykazał się wielką bezmyślnością, brakiem wyobraźni, nieumiejętnoscią przewidywania, wyruszając na wyprawę swego życia na Alaskę zupełnie nie przygotowany, bez dobrego sprzetu, bez lekarstw, z za małą iloscią zapasów żywnosci, a przede wszystkim bez tego, co najcenniejsze, bez jakiejkolwiek wiedzy praktycznej na temat jak żyć, jak się zachować w warunkach dzikiej przyrody. On nie znał podstaw, nie potrafił zabezpieczyć i zrobić użytku mięsa z potężnego łosia, którego udało mu się cudem upolować, nie znał się na roślinach , co go ostaczenie zgubiło, nie miał pojęcia na temat zmian zachodzącychy w tamtejszej przyrodzie wraz ze zmianą pory roku, czynników atmosferycznych, był potem wielce zaaskoczony, że rzeka w po jakimś czasie przybrała wodyi odcięła mu drogę powrotu. (Penn łaskawie powstrzymuje się od ocen pokazując te wymowne sceny).

    W sumie smutna historia, młodego człowieka, którego zgubiła jego idee fix i bezgraniczna bezmyślność.

    :)
  • grek.grek 18.08.12, 13:35
    śpiwór miał, jakies narzędzia, nawet flintę po drodze zdobył :]
    to prawda, wędzenie łosiny mu nie wyszło, ale za to jak dobrze oprawienie
    poszło, heh.

    na poziomie praktycznego doświadczenia - na pewno miał braki, ale to
    była jego pierwsza wyprawa na Alaskę, więc nie miał skąd go nabyć.

    CO do bezmyślności, wiesz bardziej mi chodziło o to, że wiedział co
    robi, na co się decyduje, znał powody dla których to robi. Nie byl to
    jakiś impuls, strzał w głowę, a decyzja solidnie uargumentowana i
    zgodna z jego stosunkiem do świata i wyznawanymi wartościami.

    MÓwiąc krótko : nie był to czyn samobójczy czy jakaś dziecinna, młodzieńcza
    forma buntu. ja przynajmniej odebrałem to na innej częstotliwości ;]

  • barbasia1 18.08.12, 14:52
    > ja przynajmniej odebrałem to na innej częstotliwości ;]
    Ewidentnie na innej częstotliwość złapaliśmy ten film. Wyjątkowo.
    Przepraszam Cię. Ale zirytował mnie bohater.
    Ale irytacja powoli przechodzi. :)
  • grek.grek 19.08.12, 14:33
    ech tam, cenna to róznica zdań, z niej zawsze coś
    ciekawego wynika :]



  • barbasia1 25.08.12, 00:41
    grek.grek napisał:

    > ech tam, cenna to róznica zdań, z niej zawsze coś
    > ciekawego wynika :]

    Tu akurat podzielam zdanie. :)
  • barbasia1 18.08.12, 15:48
    > na poziomie praktycznego doświadczenia - na pewno miał braki, ale to
    > była jego pierwsza wyprawa na Alaskę, więc nie miał skąd go nabyć.

    Z książek, albo jeszcze lepiej od ludzi, tam żyjacych, zwłaszcza od myśliwch, dobrze znających teren. Uciekał od ludzi, ale mimo wszytsko nie stronił przecież od tych życzliwych mu. Powinen był, zanim zdecydował się żyć samotnie, trochę pobyć z tambylcami, od nich zdobyć wiedzę praktyczną na temat terenu, zagrożeń, sposobów przeżycia. Wiki podaje, nie wiem czy czytałeś mój post wyżej i zalinkowane hasło 'Christopher McCandless ', że nie miał nawet porządnej mapy tego alaskańskiego terenu, tylko jakąś nędzną skradzioną ze stacji benzynowej, na której nie zaznaczono miejsca bezpiecznie przejść rzekę w okresach, kiedy jest wezbrana.

    Chris uciekał od cywilizacji, ludzi, ale nie stronił od tych życzliwych mu.

    A'propos -
    Cejrowski na swoje wyprawy do dżungli amazońskiej, zabiera zawsze oprócz map, najnowocześniejszego sprzętu nawigacyjnego, dżpiesów tambylca, przewodnika Indianina, który doskonale zna teren , który przede wszytskim potrafi szybko rozpoznać wszelkie zagrożenia czyhające tam na człowieka. O kilogramach jedzenia, praktycznym sprzęcie - maczetach (które będą prezentem dla mieszkańców indiańskiej wioski ), strzelbach, płachtach i worach foliowych, w które zapakują jedzenie by nie przemokło, linach gumowych kaloszach, węglu w tabletkach, i wieku innych przydatnych , wręcz koniecznych do przeżycia w dżungli rzeczach nawet nie wspominam.

    Nie byl to
    > jakiś impuls, strzał w głowę, a decyzja solidnie uargumentowana i
    > zgodna z jego stosunkiem do świata i wyznawanymi wartościam

    Tak, ale widać, że nie był to do końca przemyślany pomysł z tym życiem na Alasce.
  • barbasia1 18.08.12, 16:02
    PS. nie wspominając o preparatach odstraszających insekty atakujące chmarami człowieka i wciskające się w każdy zakamarek jego ciała i to preparatach ściśle określonych, nie byle jakich, bo tylko tamte sprawdzają się w dżungli. W jednym ze swoich programów mówił o tych preparatach Cejrowski.
  • grek.grek 19.08.12, 14:39
    to wszystko prawda o czym piszesz i na co uwagę zwracasz, Barbasiu.

    jedno ALE :]

    w samym centrum jego idei stało właśnie to, zeby iśc w nieznane, doświadczyć
    dzikości natury, spoić się z nią w ten sposób lepiej. Dlatego, przykladasz miarkę
    racjonalną i rozsądną, której on programowo chcial uniknąć.

    Nie chciał kalkulowac, chcial spontanu.
    On nie zakładał, że wróci, on sie chciał nauczyć wszystkiego w bezpośrednim
    kontakcie.

    a nie, moment... miał atlas roślin :] a mimo to pomylił jagody trujące ze
    zjadliwymi... jak widać : nawet pomoc naukowa nie uchroniła go przed
    ostatecznym rozwiązaniem.
  • maniaczytania 18.08.12, 15:48
    Greku - doswiadczenie doswiadczeniem, ale pozyskanie elementarnej wiedzy na temat bylo jego obowiazkiem, a tego zabraklo i to jest ta jego bezmyslnosc.
    Przeciez gdybym teraz nagle zapragnela wejsc na Mount Everest, podejmujac swiadoma dezycje i spelniajac swoje pragnienia, to przeciez wiem, ze nie moge tam tak sobie ot pojechac jutro i wejsc pojutrze - wiem, ze to wymaga solidnego przygotowania i nie chodzi tylko o wydolnosc organizmu, ale rowniez wiedze teoretyczna.
    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 18.08.12, 15:52
    maniaczytania napisała:

    > Przeciez gdybym teraz nagle zapragnela wejsc na Mount Everest,

    ... podpierając się tylko znalezionym gdzieś w lesie kijaszkiem ...

    O tym samym myślałam wczoraj! :)
  • maniaczytania 18.08.12, 15:56
    Barbasiu - widze, ze w jednym czasie napisalysmy prawie to samo :) Co wiecej, i Pepsic i Siostra.Bronte maja podobne wrazenia po odbiorze, wiec zaryzykuje teze, ze tu jednak dziala plec :)
    Mezczyzni lubia "isc na zywiol", ze tak powiem, kobiety sa bardziej pragmatyczne - nam sie w glowie taki wyjazd bez przygotowania nie miesci ;)
    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 18.08.12, 16:03
    maniaczytania napisała:

    Świetna uwaga, Maniu. :)
  • siostra.bronte 18.08.12, 16:34
    Haha, coś tym jest!! Kobiety w takich sprawach są bardziej racjonalne.
    Podpisuję się pod Waszymi opiniami.
    Chłopak źle się przygotował, źle ocenił sytuację. I dlatego zginął. A przecież chciał żyć!
    Jak lubię romantycznych straceńców, tak bohater też mnie zirytował. Przypomina chłopca, który naczytał się książek podróżniczych, jedzie na koniec świata i jest zdziwiony, że wszystko wygląda trochę inaczej niż myślał.
    Wracając do wcześniejszego posta Greka, jest szeroka przestrzeń między korporacyjnym wyścigiem szczurów, a ucieczką od cywilizacji. Tylko, że taka ucieczka była dla niego , nie wiem, łatwiejsza? niż codzienne problemy, zarabianie na życie i bliskie relacje z ludźmi.
    Nie widziałam całego filmu, więc tylko gdybam :)
  • barbasia1 18.08.12, 17:13
    siostra.bronte napisała:
    > Jak lubię romantycznych straceńców [...].

    Ja też . :)

    >Przypomina chłopca, który naczytał się książek podróżniczych, jedzie na koniec świata i je
    > st zdziwiony, że wszystko wygląda trochę inaczej niż myślał.

    Była w filmie znamienna scena, chłopak biega wokół swego "Magicznego autobusu" albo po polance, głodny okrutnie, bo od wielu dni nic konkretnego nie upolował i woła: "Zwierzęta, zwierzęta, gdzie jesteście?". ;)
  • grek.grek 19.08.12, 14:45
    byłoBY, Maniu :]
    byłoBY, gdyby chciał sobie po prostu spełnić marzenie swojego życia, a
    potem wrócic do domu.
    Ale on wyjechał, w swoim odczuciu i postanowieniu pierwotnym - na zawsze.
    To nie była planowana wycieczka, surwiwal.
    To byl nowy DOM.

    wiesz, gdybyś jechała na Everest, to na pewno wzięłabyś ciepłe ubrania,
    liny, buty odpowiednie do wspinaczki itd. MNiej więcej wiedziałabyś, co masz
    wziąć.

    A on jechał w tereny zupełnie dziewicze, miał karabin - znaczy, wiedział, ze
    trzeba będzie obiad upolować; miał śpiwór - znaczy się, wiedział że będą
    zimne noce, które jakoś trzeba przetrzymać; miał atlas roślin - wiedział, że
    jesli nie będzie mięsa, to trzeba będzie postawić na roślinność. Itd. A resztę, jak - wydaje
    się - sądził : na miejscu sobie zorganizuje.

    dlatego, myślę,ze na tyle na ile można się przygotować na nieznane - on to jednak zrobił.

  • siostra.bronte 19.08.12, 15:08
    Nie mogę się zgodzić :)
    Liczą się efekty. A efekt jest taki, że chłopak zginął.
    Powinien się lepiej przygotować. Myślenie: jakoś to będzie, jakoś sobie zorganizuję, w takiej sytuacji było dużą naiwnością.
  • barbasia1 17.08.12, 17:37
    nocnych marków.

    Oglądaliście wczoraj? Greku, jeśli nie widziałeś, masz szansę obejrzeć lub lepiej nagrać na wideo dziś o 03:10 w Dwójce (jeśli nie wyłączą nadawania).

    Interesujący film.

    Tytuł mówi wszytsko o filmie. To efektowna wizualnie i z humorem opowiedziana historia życia wybitnego brytyjskiego komika Petera Sellersa, zanego pewnie większości widzów najlepiej z cylku komedii kryminalnych o Różowej Panterze, którego sam Sellers nie cenił i chyba nawet nie lubił, a które przez reszę życia go prześladowały.

    Film stawia sobie ambicję stworzenia psychologicznego portretu artysty i człowieka. A portret jaki się w niego wyłania jest niepiękny. Sellers okazuje się być samolubnym, egoistycznym (jak na gwiazdę przystało), nieprzewidywalnym, człowiekiem, a nawet gwłątownikiem i brutalem, niedojrzałaym , zakochanym najbardziej w swojej mamusi, dla której jednak nie znajduje ani chwili czasu, kiedy ta leży na łożu śmierci. Człowiekiem pustym wewnętrznie, który pustkę próbował wypelniać kolejnymi wyzwaniami, kochankami, żonami (4 żony), samochodami, prochami. Człowiekiem bez osobowości, który chował się za maskami ról, mieszał fikcję z rzeczywistoscią.

    A'propos mieszania flkcji i rzeczywistości - świetna scena - mała córeczka pyta Sellersa, kiedy ten wraca do domy, czy ich jeszcze kocha. Seller na to, z całą powagą, że oczywiście, że kocha, "ale nie tak jak Sophię Loren". A był w trakcie lub świeżo po nakręceniu filmu "Milionerka" z Sophią Loren, która w filmie gra milionerkę zakochaną w postaci przez niego odgrywanej. Córeczka zadziwona poszła potem spytać mamusię o co ten tato wygaduje.
    Sellers strał się zdobyć Sophię Loren , ale ta szczęśliwa w małżeństwie, spławiła go szybko. To zdarzenie z Loren stało się przyczyną rozstania z pierwszą żoną, która miała powoli dość męża.

    W role Sellersa wcielił się niczym kameleon Geoffrey Rush. Genialna rola.

    W wielkim skrócie i na zachętę. :)


    Liczę, że Grek złowi dziś/ jutro film do dopisze więcej.
  • grek.grek 18.08.12, 13:38
    tak świetnie zarekomendowałaś ten film, Barbasiu, że podwójnie żałuje, iż wczoraj
    nie zajrzałem na forum, a w ramówce mi ten film przepadł... Spróbuję zaczaić
    się na powtórkę.

    ciekawe, że w Jedynce urządziłem sobie nocny seans "Nad rzeką której nie ma", mniej więcej w porze tej powtórki nocnej "Sellersa" w Dwójce. Ech...
  • barbasia1 18.08.12, 14:40
    Właśnie film o Sellersie, zaczynał się niemal zaraz po zakończeniu "Nad rzeką, której nie ma" .

    Na pewno jeszcze nie raz powtórzą.

  • barbasia1 20.08.12, 23:56
    To jeszcze jedna scena, a właściwie dwie - matka odwiedza Sellerasa na planie filmu Kubricka „Doktor Strangelove lub jak przestałem się martwić i pokochałem bombę” („satyra na konflikty zimnej wojny, a w szczególności irracjonalność wojskowej doktryny wzajemnej anihilacji, na której opierał się ówczesny nuklearny wyścig zbrojeń.” wiki; ciekawostka Sellers grał tu jednocześnie aż trzy role). Spotykają się w bufecię, matka jedząc wypytuje syna o różne sprawy, a ten jakby jej nie słyszał, cały czas zachowuje się i mówi jak grany przez niego bohater, akurat był we wcieleniu Doktora Strangelove’a, macha sztuczną ręką, która się zacięła i nie chce się zgiąć. Po spotkaniu taksówkarz odwożący matkę Sellersa , pyta ją czy udało się spotkanie, czy widział się z synem, matka na to, że nie.

    Sellers pracując swoimi nad swoimi filmami bardzo utożsamiał się ze swoimi bohaterami, wręcz stawał się nimi (wlewał w siebie role – padło nawet w filmie takie stwierdzenie, jako że sam nie miał swojej osobowości – taka tezę sformułowano), nawet czasami poza planem filmowym, co oczywiście mogło irytować bliskich, jednak na ekranie, trzeba przyznać, dawało fantastyczny, piorunujący efekt.


    A propos Kubricka niezła, choć chyba trochę obrzydliwa, scena, przepraszam, to dla ubarwienia zachęty . ;) Sellers podpity stoi z czarnoskórą kochanką przed drzwiami pokoju hotelowego, chwiejąc się próbuje dokonac trudnej sztuki i otworzyć drzwi kluczykiem kochanka nie dość, ze mu nie pomaga w tym to jeszcze, gmera mu rękę w rozporku. W tym czasie na to samo piętro podjeżdża winda, wychodzi z niej mężczyzna w ciemnym prochowcu, z rękami w kieszeniach i szybkim krokiem podchodzi do tej pary , towarzyszy temu muzyka rodem z kryminałów, podkręcająca napięcie. Facet zbliża się wyjmuje jedną rękę z kieszeni i klepie Sellersa z plecy, wyjmuje powoli drugą rękę z kieszeni, z pistoletem?, Sellers przestraszony odwraca się i ... uśmiecha się szeroko, okazuje się, że to jego dobry znajomy, reżyser Stanley Kubrick, który przyszedł zaproponować mu rolę w filmie („Doktor Strangelove”). Sellers przedstawia Kubricka kochance, kochanka wyjmuje rękę z rozporka Sellersa i podaje Kubrickowi. Kubrick oczywiście za nic nie zamierza podać jej ręki. ;))

    :)
  • grek.grek 21.08.12, 13:37
    po tych Twoich opowieściach, mogę tylko powiedzieć :
    dajcie mi ten film... albo zgon... albo jedno i drugie ;]

    coraz niecierpliwiej czekam na rychłą powtórkę, świetnie
    reklamujesz ten film, Barbasiu.

  • barbasia1 23.08.12, 15:04
    Ha,ha,ha,ha! :)))))

    NienoGreku, na 'zgon' to ja stanowczo się zgodzić nie mogę!
    Ale film niech powtórzą jak najszybciej.





    :)

  • siostra.bronte 18.08.12, 14:19
    Via youtube. Klasyczny film George'a Franju z 1960 roku.
    Już sam tytuł przeraża. I faktycznie, to właściwie film grozy.
    Ostrzegam, że będzie strasznie :)
    Początek filmu: jakaś kobieta jedzie samochodem nocą, z tyłu siedzi inna kobieta, chyba nieprzytomna, z zasłoniętą głową. Samochód zatrzymuje się w ustronnym miejscu, kierująca wysiada, wyciąga tę drugą i wrzuca ciało do rzeki. Okazuje się więc, że to były zwłoki...
    Poźniej poznajemy profesora Genessier (Pierre Brasseur), słynnego chirurga, który ma odczyt o transplantologii. Z komentarzy widza dowiadujemy się, że jego córka, Christiane, miała wypadek samochodowy, w którym jej twarz uległa poparzeniom. Niedawno zniknęła w tajemniczy sposób z kliniki i nie wiadomo co się z nią dzieje.
    Profesor dostaje telefon z policji. Wyłowiono zwłoki kobiety z rzeki i z pierwszych oględzin wynika, że to może być Christiane, bo twarz ofiary jest w strasznym stanie. Tylko oczy są nienaruszone.
    Co prawda jeden z policjantów zauważa, że rana na twarzy jest dziwnie regularna, jakby ktoś ją ciął skalpelem...
    Profesor przyjeżdża na policję i identyfikuje zwłoki. Nie ma żadnych wątpliwości, policjanci przyjmują to bez zastrzeżeń. Może z szacunku dla sławnego lekarza.
    Oglądamy pogrzeb Christiane. Jest tam profesor, narzeczony Jacques, a także kobieta, którą widzieliśmy na początku, jak wyrzucała zwłoki. Okazuje się, że to asystentka profesora, Louise (Alida Valli). Wiemy, już, że dzieje się tu coś dziwnego.
    Po pogrzebie Louise kłóci się z profesorem. Krzyczy, że dłużej "tego" nie zniesie. Profesor policzkuje kobietę, ta uspokaja się. Oboje wracają do rezydencji profesora, położonej za miastem. Obok wielkiego domu ma też swoją klinikę.
    W domu profesor wchodzi do pokoju. Na łóżku leży dziewczyna, ale nie widzimy jej twarzy. Okazuje się, że to Christiane! Dowiedziała się o "swoim" pogrzebie. Profesor tłumaczy, że to dla jej dobra. Tamta kobieta zmarła po operacji i nie można było jej pomóc. Ojciec obiecuje córce, że zrobi wszystko, aby znowu była piękna. Ale Christine już mu nie wierzy. Mówi, że ma już dosyć życia z twarzą, której się boi i której nienawidzi.
    Louise próbuje podnieść dziewczyną na duchu. Wierzy, że starania profesora w końcu przyniosą efekt. Jej samej kiedyś pomógł, co być może tłumaczy, dlaczego jest mu tak oddana.
    Dowiadujemy się też, że to ojciec spowodował wypadek. Dręczy go poczucie winy i stąd obsesyjna chęć pomocy córce. Za wszelką cenę.
    Christiane ze względów zdrowotnych musi nosić maskę. I trzeba przyznać, że robi wrażenie. Jest piękna. ale i przerażająca.
    Tymczasem Louise musi szukać kolejnej ofiary-dawcy. Krąży wokół szkół. Zdobywa zaufanie dziewczyny, Edny, która szuka mieszkania. Na kolejnym spotkaniu proponuje jej obejrzenie mieszkania przyjaciół. Uradowana Edna wsiada do samochodu. Oczywiście jadą do domu profesora.
    Już na miejscu Edna nabiera podejrzeń. Nie podoba jej się odludne miejsce. Po krótkiej rozmowie z profesorem chce jechać do domu. Ale profesor usypia ją eterem.
    Louise i profesor zabierają dziewczynę na dół, do sali operacyjnej. Przypadkiem widzi to Christiane i idzie za nimi. Po drodze mija podziemia, gdzie w klatkach trzymane są psy. Pewnie profesor wykorzystuje je do swoich eksperymentów.
    A więc Christine dobrze wie, co się dzieje, a jednak nie reaguje. Bo dzięki tej dziewczynie być może odzyska twarz...
    Póżniej widzimy scenę operacji. Trzeba przyznać, że jest straszna. Profesor najpierw zaznacza flamastrem kontur twarzy, potem powoli tnie skalpelem i w końcu zdejmuje twarz. Masakra. Na drugim łóżku leży przygotowana Christiane. Domyślamy się, że profesor przeszczepia twarz, ale tego już nie widzimy.
    Po operacji Edna, z twarzą owiniętą bandażami jest trzymana w celi. Profesor nie wie jeszcze co z nią zrobić. Ale kiedy Louise przynosi jej jedzenie, Edna nokautuje ją butelką i ucieka z celi. Jest ścigana i nie mając innej drogi, wyskakuje przez okno i ginie. Profesor i Louise ukrywają zwłoki w rodzinnym grobowcu.
    Tymczasem koleżanka Edny zgłasza na policji jej zaginięcie. Mówi o kobiecie, która miała pomóc w znalezieniu mieszkania. Podobno nosiła perłowy naszyjnik, zasłaniający szyję...
    A domu profesora panuje radosna atmosfera. Pierwsze dni po operacji dają nadzieję na sukces. Profesor mówi córce, że wyjedzie za granicę i zacznie nowe życie. Christiane pyta co z Jacquesem. Oczywiście, musi o nim zapomnieć.
    Niestety w czasie badania okazuje się, że przeszczep znowu się nie udał. Christiane jest zrozpaczona. W chwili słabości dzwoni do Jacquesa i wymawia jego imię. Widzi to Louise i przerywa połączenie.
    cdn...




  • siostra.bronte 18.08.12, 15:32
    Jacques jest zszokowany. Poznał głos Christiane. Idzie na policję, ale nie jest traktowany poważnie. Ale kiedy słyszy o zeznaniach koleżanki Edny i kobiecie w naszyjniku, domyśla się, że może to być Louise. Przekonuje policję, aby sprawdzić profesora. Jacques jest lekarzem i pracuje w jego klinice. Pomaga im dziewczyna, Paulette, złapana na kradzieży. W zamian za pomoc uniknie kary.
    Paulette musi ufarbować włosy, aby być w typie Christiane. Jacques przyjmuje ją do szpitala i obserwuje profesora. Ten zleca badania, które niczego nie wykazują, ale widać, że jest nią zainteresowany. Zwraca uwagę na kolor jej oczu (przy przeszczepach ważna jest jak największa zgodność).
    Wkrótce Paulette zostaje wypisana i opuszcza szpital. Niestety policja nie wpadła na to, że do porwania może dojść poza kliniką. W ogóle zawala sprawę, bo nawet nie daję Paulette ochrony. Louise jedzie za nią samochodem i proponuje podwiezienie. Nieświadoma niczego Paulette wsiada.
    Po pewnym czasie Jacques dzwoni na policję. Okazuje się, że matka Paulette zadzwoniła do niego, bo dziewczyna wciąż nie dotarła do domu. Policjanci jadą do kliniki. Trochę późno!
    A tymczasem profesor przygotowuje Paulette do operacji. Jednak przychodzi Louise i mówi, że przyjechała policja. Niezadowolony wychodzi, zostawiając nieprzytomną dziewczynę. Obok siedzi Christiane i czeka na operację.
    Profesor rozmawia z policjantami, sprawdza dokumenty pacjentki. Potwierdza, że opuściła klinikę. Policjanci nie drążą tematu i wyjeżdżają. Nawet Jacques przeprasza ich za zamieszanie.
    W tym czasie na sali operacyjnej budzi się Paulette. Krzyczy z przerażenia, próbuje się uwolnić, ale jest przywiązana do stołu. Christiane, widząc jej rozpacz, rozwiązuje pasy skalpelem. W końcu ruszyło ją sumienie.
    Przybiega Louise i próbuje zatrzymać Christine. Ale ta wbija jej skalpel w szyję i zabija.
    Paulette ucieka. A Christiane, jak w transie, uwalnia wszystkie psy, także gołębie z klatki.
    Profesor akurat wraca do domu. Wypuszczone psy rzucają się na niego i zagryzają. Swoista zemsta na ich oprawcy.
    A Christiane, z gołębiem na ramienu idzie w stronę lasu. Koniec.
    Uff, ale niesamowita historia.
    Film ma przerażający klimat, jak z sennego koszmaru. Niektóre sceny mogą śnić się po nocach :)
    Mimo drastycznego tematu jest tu jednak sporo poezji. Oszpecona Christiane przypomina postać z jakiejś okrutnej baśni. Do tego niezwykła maska, którą nosi i piękne kostiumy. Niesamowity klimat tworzą też czarno-białe zdjęcia i muzyka Maurice'a Jarre'a.
    Dużo tu ciekawych tematów. Szalony naukowiec, przekraczający bariery etyczne. Poczucie winy, które popycha nawet do zbrodni. Christiane, która jest ofiarą, ale jednocześnie współuczestniczy w tym procederze...
    Piękny i przerażający. Taki jest ten film.

    Ciekawostka: tytuł znanego hitu Billy'ego Idola "Eyes without a face", starszaki z forum chyba go pamiętają :) pochodzi właśnie od tego filmu.

    Znalazłam fajne video z fragmentami filmu i oniryczną muzyka Portishead. Tylko dla odważnych :)
    www.youtube.com/watch?v=RFfz3145Wuw

  • grek.grek 19.08.12, 14:29
    czyta się jednym tchem, Siostro.
    a nie widzi się tego w głowie, bo nie sposób czytać
    z zamkniętymi oczami, jak również wyobraźnię
    poruszać z oczami otwartymi ;]

    ale klimat bije już z samej opowieści słowami.

    historyja świetnie skonstruowana na poziomie "rozrysu", a i
    suspensu, jak czytam, nie brakuje ani trochę, no i psychologia
    zacna, bo każda z glównych postaci ma osobne motywacje i/albo dylematy.

    "szalony profesor" - ciekawe, że w dzisiejszym kinie, jakby trochę
    zapomniana figura, prawda ?
    Kiedyś, co chwila jakiś ów powolywał do życia, prowadził eksperymenty,
    przekraczał granice, od Fausta, przez Caligari do Frankesteina albo na odwrót.

    Ciekawi mnie ta makabreska, jak na lata 60-te to calkiem odważna ilustracja, prawda ?

    No i sprawa piękna, urody : utraty, uzysku, obrabowania z niej, zabicia za nią, albo
    dla niej. I spotyka ona kobiety same. Takie zaznaczenie, ze piękno dotyczyć może, albo
    nawet musi, szczególnie kobiet, dla nich jest tragedią utrata jej, a meską obsesją odzyskanie
    jej przez nie [jakkolwiek profesor ma motywacje (także ?) inne, może głębsze, ale czy starałby się tak samo o hipotetycznego syna ?]. w "Ptaśku" Cage biega sobie z bandażami na twarzy i jest git ;] żartuję, git nie jest, ale jednak, jak słusznie zauważyłyście, z Barbasią, problem operacji plastycznych tutaj zasygnalizowany, to jednak wciąż damska domena, chociaż i panowie zaczynają w nim buszować, nieśmiało, ale jednak.



  • siostra.bronte 19.08.12, 15:04
    Dzięki :)
    Z pewnością temat urody i jej utraty bardziej boleśnie dotyczy kobiet. Tak ten świat jest urządzony, niestety.
    Chociaż w kinie czy literaturze było i paru męskich bohaterów. Choćby Upiór w Operze, noszący maskę, ale to było dawno :) Był też film Gibsona "Człowiek bez twarzy", ale go nie widziałam.
    Jest też kultowy film japoński "Twarz innego" z lat 60-tych, o mężczyźnie, który po wypadku przechodzi operację twarzy. I z nową twarzą uwodzi nieświadomą żonę :) Niestety film nie do zdobycia.


  • grek.grek 20.08.12, 13:16
    znam "Czlowieka bez twarzy", nawet niewykluczone, że gdzieś w archiwum
    coś o nim pisałem, poszukam.

    właśnie, facet jak przechodzi operację plastyczną, w filmie, to zwykle dla
    zmylenia pościgu, kwestia estetyki i piękna dotyczy kobiet - yes, tak to
    się już przyjęło, a każdy chłopina wie, że byle pryszcz na dziobie potrafi
    i męskie [no, nastoletnie w tym przypadku] ego nieźle nadszarpnąć. :]
    za to jakieś bojowe blizny to by wszyscy chcieli mieć. byle małe ;]]
  • barbasia1 21.08.12, 00:37
    "Człowiek bez twarzy" by Grek.grek

    forum.gazeta.pl/forum/w,14,120424060,120570572,a_to_pare_slow_o_czlowieku_bez_twarzy_.html
  • grek.grek 21.08.12, 13:34
    dzięki, Barbasiu :]
    [odłożyłem sobie szukanie na dziś, a tu proszę... niespodzianka]


  • siostra.bronte 21.08.12, 13:53
    Dzięki, Barbasiu! Przeczytałam. Temat troszkę podobny do "Niedziel w Avray".
  • barbasia1 21.08.12, 16:22
    > Dzięki, Barbasiu! Przeczytałam. Temat troszkę podobny do "Niedziel w Avray".

    To samo, Bronte, miałam powiedzieć. :)
  • siostra.bronte 22.08.12, 13:18
    :))
  • henryk245 25.08.12, 15:36
    luuuuuuuudzie kochane pomozcie,mam "telewizjanakarte" i po euro
    zmienili czestotliwosc na TVP Sport i zdaje sie na Discovery tyz
    jezeli mozecie podajcie mi te nowa czestotliwosc na 13E
    dekoder tylko z MPEG2.
    Pzdr.
  • barbasia1 18.08.12, 18:11
    Klasyczny film George'a Franju z 1960 roku.

    Ale cymesik! Niesamowita historia i niesamowity, przejmujący obraz / obejrzałam zalinkowany fragment z podkładem/ .

    Skojarzyła mi się Twoja fantastyczna opowieść z thrillerem Almodovara "Skóra, w której żyję". Nie wiem, czy oglądałaś, Bronte? "W Skórze ..." także pojawia się postać pozbawionego skrupułów szalonego chirurga plastycznego,w dodatku jednego z najwybitniejszych na świecie specjalistów od transgenetyki (postęp w nauce!) , także łamiącego wszelkie zasady etyczne (lecz inaczej niż u Franju, doktora Roberta Ledgarda z filmu Almodovara napędza opętańcze pragnienie zemsty) oraz motyw przeszczepu skóry (tu ekspertmentalny zabieg, bo chodzi tu o sztucznie wyhodowaną skórę, odporną na ukąszenia komarów i oparzenia), a oprócz tego, jakby było mało u Almodovara doktor dokonuje zmiany płci męskiego bohatera, którego doktor niczym Frankenstein przekształca w piękną kobietę, oczywiście bez jego woli i świadomości.



    Tu nieco informacji na temat reżysera filmu Georgesa Franju z anglojęzycznej wikipedii -

    en.wikipedia.org/wiki/Georges_Franju
    - można przeczytać m.n. na temat stylu filmów Franju:

    "In her study of French cinema since the French new wave, Claire Clouzot described Franju's film style as heavily influenced by his predecessors. Clouzot described it as "a poignant fantastic realism inherited from surrealism and Jean Painlevé science cinema, and influenced by the expressionism of Lang and Murnau".[8] Franju's focus of the film was on visuals which he claimed marked a director as an auteur. Franju claimed to "not have the story writing gift" and was focused on what he described as the "putting into form" of the film.[9]"



    Cudna opowieść, Bronte. Dzięki. :)
  • siostra.bronte 18.08.12, 18:19
  • siostra.bronte 18.08.12, 18:47
    Ups, samo się wysłało :)
  • barbasia1 19.08.12, 12:18
    Do jutra, jutro odpowiem na post! :)
  • siostra.bronte 18.08.12, 18:47
    Trafne skojarzenie! Nie widziałam filmu Almodovara (jakoś nie jestem jego fanką), ale w wielu recenzjach zwracano uwagę na inspirację filmem Franju.
    O, znalazłam nawet tekst na ten temat:
    www.sundancechannel.com/sunfiltered/2011/10/almodovars-new-film-nods-to-a-chilling-classic/
    Ciekawe, że Jean Redon, autor powieści, na podstawie której powstał film, przewidział przeszczepy twarzy w czasie, gdy transplantologia była w powijakach. Ale pewnie nie przypuszczał, że na udany zabieg trzeba będzie poczekać aż 50 lat!
    Dzięki, Barbasiu :))

  • barbasia1 23.08.12, 16:57
    Czytałam recenzje "Skóry ...", ale nie zwróciłam uwagi na tytuł filmu Franju!? Wstyd.

    Dla porządku przypomnę tylko, że scenariusz "Skóry ..." po raz pierwszy w swojej karierze Almodovar oparł na książce, powieści Thierry'ego Jonqueta "Tarantula" (ta informacja zawarta jest też w zalinkowanym przez Ciebie artykule).

    Cała przyjemność po mojej stronie, Bronte. :)
  • barbasia1 19.08.12, 12:16
    Opowiadałam Wam kiedyś "Pokój 1408"? (zakończenie dopiszę, przepraszam) Pamiętasz Greku? Oglądałeś? / w porze nonych marków leciał film/

    Lecę w plener, do zobaczenia jutro!


    :)))
  • grek.grek 20.08.12, 13:09
    pamiętam :]
    umknął mi i tym razem, no pech...

    [masz w pamięci jak to szło dalej ?..]

    plener, mam nadzieję, dopisał ? :]
  • barbasia1 21.08.12, 00:27
    grek.grek napisał:

    > pamiętam :]

    Było mi przeogromnie miło, jak przeczytałam Twój wpis , że do lektury mojej opowieści o filmie "Pokój 1408" dodałeś podkład muzyczny a'la kino grozy. :)

    > [masz w pamięci jak to szło dalej ?..]

    Mam, ale wspomagać się będę notatkami w notesiku.

    > plener, mam nadzieję, dopisał ? :]

    Dzięki, dopisał, jutro postaram się wkleić jakieś zdjęcie. :)
  • grek.grek 21.08.12, 13:31
    moja przyjemność :]

    aaa, podziwiam Twoją zapobiegliwość :]

    to świetnie.
    jakoś komarów mniej w tym roku, nie sądzisz ?
    i much chyba też.
  • barbasia1 25.08.12, 00:38
    :)

    W filmie sporo się dzieje , więc notatki były koniecznie, przezornie przygotowałam się.


    Właśnie to miałam powiedzieć. Nie ma komarów w tym roku.
    A przecież co roku o tej porze przed położeniem się do łóżka codziennie urządzałam wielkie polowania na komary w pokoju, codziennie wybijałam co najmniej ze dwie, trzy sztuki. A sprytne takie były bestie , chowały się w zakamarkach, za zasłonami,albo pod kaloryferem tak że nie było ich widać i czekały cicho aż zgaszę światło i się położę, wtedy wylatywały i bzyczały nad głową. Kiedyś jeden taki spryciarz długo nie dawał mi spokoju, tak się dobrze chował, że musiałam użyć w środku nocy wiatraczka, żeby go wykurzyć i namierzyć ... ;))

    A w tym roku spokój, w tym sezonie letnim unieszkodliwiłam tylko dwie sztuki, same nawinęły się pod rękę.

    Nawet w lesie nie ma za dużo komarów!?

    Dziwne.
    Ciekawe czemu?

    Much chyba też jakby mniej.


    To dobrej nocy, NocnyMarku!

    MILES DAVIS - Round Midnight
    www.youtube.com/watch?v=8JajDl3WWpU

    :)
  • grek.grek 29.08.12, 14:09
    haha, toż to prawdziwe wojny staczałaś z tymi złośliwcami :]

    otóż to, jak tak sięgam pamięcią, to mnie chyba ani razu nawet komar
    nie zaciął w tym sezonie, nadzwyczajna sytuacja. Powiem Ci więcej :
    ani razu nie musiałem komara odganiać, i to nie dlatego, ze mi się
    nie chciało, tylko bo żaden mnie nie atakował. Czyżby jakaś
    tajna misja służb weterynaryjnych ? Odkomarzanie na masową
    skalę ? Od... odmuchianie ? ;] A może jakaś epidemia wybuchła ?
    Pszczoły coś dziesiątkuje, może i na komary i muchy padł pomór ?

    ach, Miles... dzięki :]

  • grek.grek 19.08.12, 13:41
    napisał i wyreżysrował [don] Pedro Almodovar, więc spodziewacie się jakiego
    typu może to być opowieść :]

    Rozpoczyna się od śmierci : Manuela i jej syn, Esteban oglądają w teatrze "Tramwaj
    zwany pożądaniem". Na scenie występuje ich ulubiona aktorka, Huma Rojo. Po
    spektaklu, Esteban chce uzyskać autograf od aktorki, ale ta szybko wsiada do auta i
    odjeżdza. Pada deszcz, chłopak goniąc samochód Humy wpada pod inny i ginie na
    miejscu.

    Manuela przegląda pozostawione przez niego rzeczy i natrafia na dziennik, który chłopak
    pisał, a w nim notki, wedle których zawsze chciał on poznać swojego ojca, z którym
    Manuela rozstała się przed laty. Matka tak dokładnie wyczyściła swoje życie z eksa, że
    wszystkie zdjęcia jakie z nim miała pozbawiła jego postaci oddzierając zbędne części.
    Estebana niespecjalnie zajmowało, jak wynika z zapisków, co się stało między ojcem, a
    matką, jak ojciec ją traktował, o co się pożarli... chciał go spotkac, porozmawiać i chyba
    miał żal do matki, że o starym mu nigdy nie powiedziała ani słowa.

    Manuela nigdy nie powiedziała swojemu eks-męzowi, że ma dziecko. Ukryła ciążę przed nim
    i po prostu wyjechała do Madrytu. Po śmierci syna postanawia wrócić do Barcelony i odnaleźć męża, poinformować go o Estebanie, spełnić niejako pośmiertnie wolę syna.

    Rzecz w tym, że mąż Manueli jest transwestytą o imieniu Lola i robi za prostytutkę.
    Więcej, on to dziecko spłodził już po tej transformacji. Manuela wspomina, ze "zrobił sobie
    cycki większe od moich, ale to nie uczyniło z niego innego faceta, nadal był macho takim, jak wcześniej, sam ganiał całymi dniami w bikini i posuwał co się nawinęło, a jak ja założyłam
    mini, to mało mnie nie pobił z zazdrości" [swoją drogą, rewelacyjna historyja, haha].

    Na miejscu Manuela, szukając Loli, spotyka się z dawnymi znajomymi, a potem także poznaje nowe... oczywiście - kobiety.

    Stara znajoma Manueli, Agrado jest ulicznicą, transwestytą, Manuela znajduje ją za podmiejskim pigalaku i ratuje przed nadmiernie natrętnym klientem, który nie tyle probuje uzyskać od niej usługę, co się do regularnego gwałtu przymierza. Facet dostaje butelką w łeb i trochę traci rezon, a Agrado, jako kobieta wielkoduszna, pomaga mu się jakoś ogarnąć i wysyła do swoich koleżanek, żeby go opatrzyły. W ogole pełna jest miłości bliźniego - kiedy ją prosi o "zrobienie loda" aktor teatralny tłumacząc, ze "jest bardzo zestresowany, a to mogłoby mu pomóc" Agrado najpierw go poucza i strofuje, ale kończy tekstem "dobrze, zrobię to, aby ci udowodnić, jak wrażliwą na ludzkie potrzeby jestem osobą" :]

    Przez Agrado Manuela poznaje Humę, znaną - choć cokolwiek wchodzącą w smugę cienia - aktgorkę, wchodzi za kulisy, a nawet zdarzy się jej zagrać w "Tramwaju..." na zastępstwo za aktorkę, która nie dotarła na spektakl. W którymś momencie Manuela opowiada aktorce całą historię, o swoim synu, co tamtą niezmiernie wzrusza, na tyle ze pośmiertnie wypisuje mu całą dedykację na kartce, a nie tylko jakiś tam autograf.

    Pojawia się też Rosa, młoda zakonnica, opiekująca się chorymi na aids, z planami wyjazdu do Salwadoru na misję. Ulegają one radykalnej zmianie w momencie, w którym okazuje się,ze Rosa sama jest chora. W dodatku... nosi ciążę. W drugim dodatku... ojcem dziecka jest... Lola, czyli eks-mąz Manueli.

    Manuela towarzyszy Rosie cały czas, dziewczyna czuje się coraz gorzej, choroba postępuje, ale udaje się jej urodzić dziecko. Żywe. Ale z aids. Rodzice Rosy dbają o to, zeby rzecz nie wyszła na jaw, żeby nie było skandalu, zwłaszcza matka, bo ojciec ma jakiegoś alzhaimera i nie poznaje własnej córki nawet.

    Wreszcie dochodzi do spotkania Manueli i Loli. Z dawnego macho nic nie zostało. Lola ma aids, umiera i jest na etapie pożegnania ze światem. Opowiada Manueli, ze zawsze chciała mieć syna, albo w ogole : dziecko, na co Manuela, że była w ciązy z nią i urodził się syn. LOla na to, ze chce go chociaż zobaczyć, z daleka. Na to Manuela serwuje jej całą opowieść o Estebanie, o tym jak zginął, czyta jego zapiski [te o ojcu, którego chciał poznać] i dorzuca jego zdjęćie, a Lola popłakuje ze wzruszenia.

    Rosa umiera. Manuela bierze pod opiekę jej syna, daje mu na imię Esteban. Przez chwilę mieszka u rodziców Rosy, jako "pokojówka" przyznając się do dziecko Ropsy [żeby nie było skandalu...] Wreszcie porzuca ten dom, kiedy - jak już mówi w monologu siedząc w pociągu do Madrytu - babka Estebana zaczyna bać się chłopca i tego, ze moze się od niego
    zarazić adidasem.

    Po 2 latach Manuela wraca do Barcelony, spotyka Humę, która ciągle gra w teatrze, Agrado która przyjęła posadę jej asystentki i osobistego kierowcy, a na cały etat została jej przyjaciółką. Informuje je, że aids u Estebana cudownym trafem znikło, że lekarze próbują
    dojśc w jaki sposób, ale że ten przypadek budzi nadzieję, ze z tą chorobą da się wygrać.

    I koniec.

    Kicz, prawda ? Tandeta, nie sądzicie ?..

    Ale... jak to rewelacyjnie ogląda :]

    Jak to u Almodovara, bohaterem jest kobieca wspólnota, który nie tylko się wspiera, nie rywalizuje ze sobą i ma do siebie siostrzane uczucia, ale także pokazuje że można żyć
    bez mężczyzn, bo oni to same problemy. Jak trzeba zaś, to butelką w łeb i po robocie ;]

    Kobiety te są barwne, ciekawe, żywe pod każdym względem. I radzą sobie w każdej sytuacji.

    Kiedy nie może dojśc do skutku spektakl w teatrze Humy - na scenę wychodzi Agrado. Informuje, ze kancierta nie budiet, kto chce może wyjśc [część publiki istotnie tak czyni]... ale kto zostanie, to może wysłuchać jej monologu o niej samej. I Agrado strzela krótki monodram o tym, jak jest "autentyczna", a jako argumenty za tym podaje cennik operacji plastycznych, które przeszła [fragment o nosie - mistrzostwo]. Kapitalna scena.

    Albo moment, kiedy rozmowa schodzi na temat "robienia laski" w którym przoduje Agrado; nagle zakonnica Rosa nostalgicznie niemal : "jak ja dawno nie robiłam laski..." - cisza - Rosa znów, tym razem z radością : "uwielbiam słowo : laska !" - pozostałe zaczynają się śmiać - Rosa z pełnym entuzjazmem "... i ku,tas !":] mistrzostwo świata :]

    Inny moment. Rosa bąka o tym, ze ma zamiar wyjechać do Salwadoru na misję. Agrado, w zamyśleniu niejakim "MOże i ja bym spróbowała... w Salwadorze byłabym atrakcją" ;]. Za chwilę Rosa mówi, ze pojedzie zastąpić siostry zakonne, które zginęły i coś o partyzantce, na co Agrado, znów jakby do siebie i bez związku z kontekstem "o nie, to ja nie jadę, kontakty z partyzantami w tym momencie nie są teraz w moich planach".

    Estetyka : nasycenie barw, wnętrza, garderoba, kulisy i scena teatralna, trochę obrazków z barcelońskich ulic, i : jak widzicie - grzech za grzechem w mowie, myśli i uczynku ;]], a tak naprawdę i na poważnie, to po prostu wszystko nie tylko o matce, ale i o człowieku jako takim, mnóstwo ciepła, humoru i studium przyjaźni kobiecej, na której trwalość i zdolnośc do poświęceń, nas, macho większych lub całkiem mniejszych, nie stać :].

    znakomite aktorki, co do jednej, Rosę zagrała Penelopa, Agrado brawurowa Antonia San Juan, Humę Marisa Paredes, a Manulę Almodovar zobaczył w Cecilii Roth. Absolutnie są świetne. Szarżują, ocierają się o aktorską grafomanię, ale jest to zamierzone, celowe i wypada świetnie.

  • maniaczytania 19.08.12, 14:06
    Przeczytalam bardzo wnikliwie Twoj opis Greku, bo to moj ulubiony "Almodovar".

    I widze, ze w ogole nie zwrociles uwagi na moja ukochana scene, przy ktorej niezmiennie i zawsze bardzo sie wzruszam. To scena, gdy ojciec Rosy jest z psem na spacerze i pies podbiega do Rosy, a ona go odprowadza do ojca. I ten moment, gdy rozmawiaja, a ojciec jej nie poznaje, a moze wlasnie poznaje, a moze nie ...

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 20.08.12, 13:21
    miło mi :]

    Pamiętam tę scenę.
    MOże dlatego o niej nie napisałem, bo... ja psów nie lubię :]
    Jakby był kot, to bym miał więcej atencji.

    A poważnie, u Almodovara facet nie ma szans.
    Nawet starszawy ojciec - tutaj zrobiony na pryka, który córki nie poznaje, a pyta ją
    tylko odruchowo o wzrost, jak każdą inną kobiete, taki tik ma.

    Przykra scena. Ale tym mocniej podkreślająca wspólnotowośc kobiet.
  • siostra.bronte 20.08.12, 13:57
    Ojciec Rosy choruje na Alzheimera. Poznałam nawet bez zaglądania do opisu filmu.
    Dlatego ta scena jest tak poruszająca.
  • grek.grek 21.08.12, 13:24
    tak, ja też to zauważyłem.

    ale, wg mnie, nie zmienia to faktu, ze Almodovar dając ojcu
    niejakie fory, tak naprawdę dodał tylko kolejny odcień czerni do
    portretu mężczyzn w swoich filmach : bezradnego staruszka.
  • siostra.bronte 21.08.12, 13:38
    Tak, ale pisanie o chorym na Alzheimera : "pryk z tikiem" jest, delikatnie mówiąc, trochę niefortunne. Odebrałam to jako niesprawiedliwą ocenę ojca.
  • grek.grek 22.08.12, 13:47
    możliwe.
    intencja moja była taka, żeby podkreślić zamiary Almodovara.
    nie ma w tym filmie, ani chyba w ogole w, znanej mi dotąd, jego
    twórczości żadnej postaci męskiej, która by była w miarę pozytywna.
  • barbasia1 25.08.12, 14:42
    Zygmunt Kałużynski wyraża się jeszcze ostrzej o chorym ojcu dziewczyny, mówi: " chory na Alzheimera idiota [...], który nawet nie rozpoznaje własnej córki".

    Ocena doskonale zgodna z intencjami Almodovara. Ma racje Grek.

    Istny koniec świata prawdziwych mężczyzn pokazuje Almodovar. Mężczyźni w jego filmach albo stają się kobietami, albo są psychopatami, gwałcicelami ("Volver"), mordercami, w najlepszym przypadku, jak tu tracącymi kontakt z rzeczywistością chorymi .


    Ale powiem Wam, Greku, Bronte, że i mnie najbardziej w filmie, pamiętam, poruszył właśnie ten malutki wątek ojca, czyli to co nie powinno, natomiast do bezmyślnego, egoistycznego Loli, którego Almodovar tak usilnie stara się chronić przed całkowitym potępieniem czułam awersję, wstręt.
    Poza tym raziła nie ta wulgarność tego świta.
    Nie mogłam się przekonać do tego filmu , nie podbał mi się.
    Dopiero teraz po przeczytaniu Grekowej opowieści, trochę inaczej zaczynam patrzeć na ten film.

    :)
  • siostra.bronte 25.08.12, 15:00
    Przykro czytać tę opinię Kałużyńskiego. Powstrzymam się od ostrzejszych słów.
    Choroba Alzheimera jest straszna. Ludzie nią dotknięci zasługują na szacunek.
    Jestem wyczulona na ten temat, bo jak pisałam, mam osobiste doświadczenia z tą chorobą.
    Szkoda, że w naszym społeczeństwie wiedza na jej temat jest tak mała, a chorzy określani w niewybredny sposób.

  • siostra.bronte 25.08.12, 15:03
    Nie widziałam całego filmu. Ale z tego co widziałam, choroba ojca została przedstawiona bardzo realistycznie. Almodovar nie miał intencji pokazania ojca jako "idioty". To choroba zmienia człowieka nie do poznania. Widzowie, nie znający tej choroby, nie mają o tym pojęcia.
    Wątek bardzo prawdziwy, dlatego tak poruszający.
  • barbasia1 25.08.12, 16:04
    Bronte, ależ nikomu zapewniam nie chodzi o obrażanie chorych na Altzheimera!!!

    Postać nieobecnego duchem, chorego ojca jest symboliczna. Świat filmów Almodovara to świat bez mężczyzn!

    :)
  • siostra.bronte 25.08.12, 16:06
    Kałużyński posunął się jednak za daleko.
  • barbasia1 25.08.12, 16:13
    To raczej licentia poetica.

  • siostra.bronte 25.08.12, 16:25
    Odebrałam to inaczej. Jedyne co może usprawiedliwić Kałużyńskiego to brak wiedzy. Pisanie o chorym na tę chorobę, że "nawet nie rozpoznaje własnej córki" świadczy właśnie o niewiedzy. Przecież m.in. na tym polega choroba Alzheimera.
    Ciekawe czy o chorym na raka, czy inną poważną chorobę też napisałby per "idiota"?
    Przepraszam, ale na taki brak empatii i wrażliwości musiałam zareagować.


  • barbasia1 25.08.12, 19:41
    Ale tu istotniejsze od rodzaju choroby jest coś innego, kwestia nieobecności mężczyzny, nieobecności ojca (w życiu córki).

    Być może określanie "idiota" jest rzeczywiście nazbyt obcesowe, ale Kałużyński znany powszechnie był ze swojej bezpośredniości i dosadności, taki miał styl. /naczytałam się Leksykonów i nie razi mnie ten styl specjalnie/
    Ale oczywiście rozumiem Twoje zastrzeżenia, Bronte.

    :)

  • maniaczytania 25.08.12, 22:07
    I slusznie Siostro.bronte! Kaluzynski, i moim zdaniem przesadzil. Co wiecej wcale nie uwazam, zeby taka byla intenacja Almodovara - on raczej wie wiecej o tej chorobie.
    A z tym ojcem, to tak, jak pisalam wczesniej - on jej nie poznaje, a moze jednak poznaje, tylko udaje, ze nie poznaje - roznie to mozna odbierac.
    A i chyba nikt o glownej bohaterce "Pamietnika" nie napisalby "chora na Alzheimera idiotka nie poznaje wlasnego meza i dzieci", wiec ja takiej "licencia poetica" nie przyjmuje.

    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 26.08.12, 13:18
    > A z tym ojcem, to tak, jak pisalam wczesniej - on jej nie poznaje, a moze jedna
    > k poznaje, tylko udaje, ze nie poznaje - roznie to mozna odbierac.

    Właśnie, objawy podobna jak w chorobie A. ale nie do końca, wiec może to nie jest żadna choroba Altzheimera, tylko może choroba zwana SwwtA (syndrom występujący tylko wAlmodramie)?

    Kałużyński wchodzi w świat Almodovara,w konwencję (posługując się swoistą dla siebie licencia poetica, być może nie wszytskim trafiającą do gustu), w któryej odwrócone zostały tradycyjne role, w której reżyser burzy tradycyjny (hiszpański) patriarchalny system wartości. Stąd i tylko stąd taki lekceważący sposób wyrażania Kałużyńskiego się o postaci ojca, o postaci męskiej u Almodowara!!!


    > A i chyba nikt o glownej bohaterce "Pamietnika" nie napisalby "chora na Alzheim
    > era idiotka nie poznaje wlasnego meza i dzieci", wiec ja takiej "licencia poeti
    > ca" nie przyjmuje.

    Ale to oczywiste, że K. nigdy by się w ten sposób nie określił bohaterki "Pamiętnika" ani innej realnej osoby chorej.
  • grek.grek 26.08.12, 11:34
    ja trochę znam, moja babcia w ostatnim okresie życia chorowała na Alzhaimera.
    dobre 5-6 lat to było. wiem, jak to jest, kiedy babcia krzyczy oknem, ze "wnuczek
    chce ją zamordować", a ludzie biegną wzywać policję, bo nie wiedzą, ze babcia
    jest chora, a wnuczek się nią opiekuje.

    wiesz, ja bym brzydko o chorym na Alzhaimera nie napisał, i spróbuję założyć, ze
    pan Zygmunt, świeć mu... itd. - też nie, GDYBY nie fakt, że Almodovar wykazuje
    w swojej twórczości parcie ku deprecjonowaniu mężczyzn, a więc : dlaczego
    miałby nagle oszczędzać ojca dziewczyny ? Termin "idiota", w tym przypadku - wg mnie -
    nie jest użyty z pogardą dla chorych, tylko wprost odnosi się do zamiarów Almodovara.
  • siostra.bronte 26.08.12, 12:01
    To prawda, że Almodovar przedstawia mężczyzn bardzo negatywnie. Za to kobiety są wspaniałe, po prostu wzory wszelkich cnót. Ta nierównowaga mi przeszkadza i jest po prostu niesprawiedliwa.
    Czyżby reżyser nigdy nie spotkał jakiejś wrednej kobiety, złośliwej jędzy? To miał dużo szczęścia :)
    A co byłoby, gdyby to matka Rosy była chora? Może reżyser, konsekwentnie, przedstawiłby ją bardziej "przyjaźnie" niż ojca, tzn. bez tak ostrych objawów?
    Pozostaję przy swojej opinii. Mówiąc brutalnie: albo chory na Alzheimera, albo idiota.
    Co do intencji Almodovara. Faktem jest, że to właśnie wątek ojca poruszył nas tutaj najbardziej. Gdyby reżyser miał faktycznie zamiar przedstawić go w negatywnym świetle, czy tak bardzo rozminął by się z odbiorem widza? Tak wytrawny reżyser? To prowadzi mnie do wniosku, że takiej intencji nie było. Postać ojca jest wzruszająca.
  • siostra.bronte 26.08.12, 13:04
    Uciekło mi ostatnie zdanie:
    Postać ojca jest wzruszająca. I taka miała być.
  • barbasia1 26.08.12, 13:43
    siostra.bronte napisała:

    > To prawda, że Almodovar przedstawia mężczyzn bardzo negatywnie. Za to kobiety s
    > ą wspaniałe, po prostu wzory wszelkich cnót. Ta nierównowaga mi przeszkadza i j
    > est po prostu niesprawiedliwa.

    Almodovar oddaje kobietom to co przez wieki zabierała im tradycyjna hiszpańska patriarchalna kultura spychając wyłącznie do roli matki godpodyni domowej posłusznej mężowi.
    Dwa, kobiety u Almodovara nie są wyłącznie "wzorami wszelkich cnót" (prawdę mówiąc, nie wiem czy jakolwiek tam jest wzorem wszelkich cnót). Weźmy, wspominaną przez ciebie matkę Rosy z "Wszytsko o mojej matce" , żonę owego ojca niemająego kontaktu ze światem. To przecież wredna baba, w dodatku straszna hipokrytka, dbająca o pozory oszustka fałszująca obrazy Chagalla pod maską damy.

    > Ta nierównowaga mi przeszkadza i jest po prostu niesprawiedliwa.

    Bronte nie patrz na kino (Almodovara) oczami "naiwnego odbiorcy" (bez obraz! to kategoria w literaturoznawstwie, być może na gruncie filmoznawstwa ono też funkcjonuje) , patrz szerzej, głębiej, jesteśmy w świecie Almodovara, jesteśmy w świecie konwencji.


    Almodovar zdegradował w jakimś sensie ojca (U Almodovara model rodziny jest niepełny, brak w nim ojca."Ojciec jest zawsze chory, nieobecny, zmarły" ), co nie znaczy, że postać ojca jest ważna dla jego filmowej córki. / dlatego nas to tak wzrusza/


    Ufff

    PS Mój tato też bardzo ciężko chorował przez trzy lata (w związku z cukrzycą i zwązanimi z nią udarami mózgu) pod koniec życia.

    :)
  • siostra.bronte 26.08.12, 13:53
    No tak, ale jednak negatywne postaci kobiet są u Almodovara raczej wyjątkami.
    Oczywiście, reżyser ma prawo do swojej wizji świata. Ale właśnie ta konwencja mnie nie przekonuje, nie fascynuje.
    :)
  • barbasia1 26.08.12, 14:10
    siostra.bronte napisała:

    > No tak, ale jednak negatywne postaci kobiet są u Almodovara raczej wyjątkami.

    Co nie znaczy, że są ideałami. Kobiety Almodovara są skomplikowanymi wielowymiarowymi osobowościami.

    > Oczywiście, reżyser ma prawo do swojej wizji świata. Ale właśnie ta konwencja m
    > nie nie przekonuje, nie fascynuje.

    Więc właśnie, albo kupujesz konwencję albo nie. Ale i w jednym i drugim przypadku musisz mieć świadomość jej istnienia.
  • maniaczytania 26.08.12, 14:22
    barbasia1 napisała:


    > Więc właśnie, albo kupujesz konwencję albo nie. Ale i w jednym i drugim przypadku musisz mieć świadomość jej istnienia.

    A ja tego nie kupuje, tzn. tego o konwencji, bo to jakby narzucanie widzowi jedynie slusznej wizji i koncepcji odbioru danego dziela. A ja uwazam, ze kazdy ma prawo odbierac i interpretowac po swojemu, nawet wbrew temu, co chcial przekazac autor/ rezyser.

    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 26.08.12, 15:06
    > A ja tego nie kupuje, tzn. tego o konwencji,

    Będzie to zatem świadczyło o niezrozumieniu dzieła

    i w konsekwencji będzie prowadziło do naiwnych lub błędnych czy nawet absurdalnych wniosków interpretacyjnych.

    :)
  • siostra.bronte 26.08.12, 15:11
    Nie zgadzam się. Każdy widz ma prawo do krytyki wizji reżysera. Co nie znaczy przecież, że jej nie zrozumiał!
  • barbasia1 26.08.12, 15:23
    :)
    Nieno oczywiście każdy ma prawo krytyki wizji reżysera czy każdego innego twórcy dzieła. Tylko musi się nieco znać na rzeczy, którą krytykujesz. Bo jak np. zechcesz dajmy na to zakwestionować brak logiki i realizmu w filmowych czy innych dziełach surrealistów to się tylko skompromitujesz.
  • barbasia1 26.08.12, 15:25
    krytykować brak logiki i realizmu w filmowych czy innych dziełach surrealistów to się tylko skompromitujesz.
  • siostra.bronte 26.08.12, 15:36
    No, ale Almodovar chyba surrealistą nie jest ? :)
    Chyba zaszliśmy w tej dyskusji na zbyt wysoki poziom ogólności.
    Od czego to się zaczęło? Otóż moim zdaniem ojciec jest postacią poruszającą i nijak ma się to do koncepcji, wg. której reżyser przedstawia mężczyzn tylko w negatywnym świetle. Tej tezy nie da się obronić, bo jak wiemy ta postać właśnie nas wzruszyła.
    No i oburzyły mnie słowa Kałużyńskiego.
    I to już chyba wszystko na ten temat :)
  • barbasia1 26.08.12, 15:40
    siostra.bronte napisała:

    > No, ale Almodovar chyba surrealistą nie jest ? :)
    Bronte, to był tylko przykład!
  • siostra.bronte 26.08.12, 16:00
    Moim zdaniem przykład niezbyt trafny :)
    Do oceny filmów Almodovara nie jest chyba potrzebna żadna tajemna wiedza.
  • grek.grek 27.08.12, 13:29
    pytanie brzmi : jesli co do jednego mężczyźni w filmach Almodovara, a
    już zwłaszcza w omawianym, są przedstawiani w negatywnym świetle -
    dlaczego ten jeden miałby być potraktowany ulgowo, albo nawet skłaniać
    do wzruszeń ?
  • siostra.bronte 27.08.12, 13:36
    Ale właśnie ta postać wzrusza. Przynajmniej mnie. Oczywiście odbiór widza zależy od jego osobistych doświadczeń.
  • grek.grek 27.08.12, 13:47
    zgoda.
    jak ktoś dostał w łeb od Murzyna, to uzna, ze Eddie Murphy jako Axel Foley
    jest skończonym draniem ;]
  • siostra.bronte 27.08.12, 13:50
    No, to raczej ekstremalny przykład :)
  • barbasia1 26.08.12, 16:50
    siostra.bronte napisała:

    Otóż moim zdaniem ojciec jest postacią poruszającą i n
    > ijak ma się to do koncepcji, wg. której reżyser przedstawia mężczyzn tylko w ne
    > gatywnym świetle. Tej tezy nie da się obronić, bo jak wiemy ta postać właśnie n
    > as wzruszyła.

    Nie zrozumiałaś , Bronte. :((

    Rzecz w tym, że ojciec nie jest już tym dawnym hiszpańskim macho, trzęsącym swoją rodziną, tylko chorym, wyłączonym z życia człowiekiem. Ojciec jest symbolem upadku patriarchalnego świata, w którym władzę przejęły kobiety, matki. Tak mówiąc w wielkim w uproszczeniu widzi to Almodovar.


    A to czy postać ojca wzrusza czy nie wzrusza i kogo wzrusza to zupełnie inna kwestia.


    > No i oburzyły mnie słowa Kałużyńskiego.

    Nie zrozumiałaś , Bronte, heh. :((


    Koniec na dziś, miłej niedzieli, Bronte.
  • siostra.bronte 26.08.12, 17:13
    Ok, nie zrozumiałam, ale kogo/czego?
    Mam prawo interpretować film, czy jego elementy w swój sposób. Czy muszę się godzić na jedyny słuszny dogmat?
    Pozostaję przy swoim zdaniu, że opinia Kałużyńskiego była chamska.
    Miłej niedzieli również, Barbasiu :)
  • barbasia1 26.08.12, 17:55
    Tego, co napisałam.

    Nie unoś się, Bronte!

    Nie było moją intencją narzucać Ci swoją , jedyną, "dogmatyczną", jakąkolwiek interpretację.

    Ja tylko usiłowałam bronić Kałużyńskiego, którego słowa przecież sama tu zacytowałam i wytłumaczyć, skąd się wziął ten jego lekceważący stosunek do tej postaci męskiej w filmie oczywiście w oparciu o opracowania poświęcone Almodovarowi i jego twórczości, a nie na podstawie własnej bujnej fantazji.


    Przy okazji, autorka pracy filmowznawczej określa ojca Rosy mianem "psychiczny somnambulik" /bez cienia lekceważenia i zniewagi, żeby była jasność/ .
  • siostra.bronte 26.08.12, 18:10
    Nie chciałam się unosić :)
    Fakt, że słowa Kałużyńskiego mnie zbulwersowały, bo dotknęły tzw. czułej struny.
  • barbasia1 27.08.12, 20:22
    Wiem.
    Rozumiem.

    :))
  • maniaczytania 26.08.12, 19:33
    barbasia1 napisała:

    > > A ja tego nie kupuje, tzn. tego o konwencji,
    >
    > Będzie to zatem świadczyło o niezrozumieniu dzieła
    > i w konsekwencji będzie prowadziło do naiwnych lub błędnych czy nawet absurdalnych wniosków interpretacyjnych.

    Barbasiu - ale ja sie dalej nie zgadzam :)
    Jako czlowiek ze swoimi przezyciami i doswiadczeniami mam pelne prawo rozumiec dzielo po swojemu. Wcale nie jest mi do tego potrzebna zadna glebsza wiedza tajemna i juz! Jezeli nawet te wniosku beda naiwne czy absurdalne (bo bledne na pewno nie) - to beda MOJE, bo je przepuszczam przez swoje filtry. I tyle. I zaden Z. Kaluzynski tego swiata mi swojego zdania nie narzuci, jesli ja bede miala odbior inny.
    I Ty Barbasiu zreszta masz do tego prawo, kazdy ma!
    :)

    Moim zdaniem, nie ma czegos takiego, jak bledna interpretacja ;)))


    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 27.08.12, 13:44
    Maniu, oglądając filmy Almodovara nietrudno o wrażenie, zbudowane na
    oglądzie postaci męskich z tychże filmów, że jego celem jest stworzenie
    konfrontacji świata mężczyzn heteroseksualnych versus świat kobiet, gejów,
    transseksualistów, on te światy ze sobą zderza, i nie dba o proporcje i
    cieniowanie, bo mu zależy na jednoznacznej wymowie : ten swiat jest dobry, ciepły,
    czysty, a tamten gorszy, opresyjny, ciemny.

    I teraz : na jakiej podstawie można zakładac, ze akurat dla postaci ojca z tego
    jednego filmu zrobił wyjątek ?

    w manichejskiej wizji świata, a taką uskutecznia Almodvar, nie ma miejsca na
    subtelności, jest czerń i biel i nie ma nic poza tym. Dlatego trudno uwierzyć, mnie
    przynajmniej, że on tym ojcem chciał kogokolwiek wzruszyć i pokazać jaki
    ten Alzhaimer brzydki i niesprawiedliwy. Mógł ojca pozbawić wszystkiego, ale
    wlepił mu chorobę, która... co tu dużo mówić : robi z ludzi idiotów. Tak, Maniu -
    Alzhaimer robi z ludzi IDIOTÓW.

    Czy nie uważasz, że samo obdarowanie [wątpliwe] ojca dziewczyny chorobą
    Alzheimera to perfidia i ma pewien symboliczny wyraz ?

    Choroba dotyka bowiem, jak Barbasia celnie zauważa, patriarchę rodu.
    A więc kogoś, kto być może należał i należy do dominującej niegdyś w
    Hiszpanii katolickiej większości. Rosa została zakonnicą, coś ją do tego
    pchnęło. MOże właśnie kultura wyniesiona z domu, a więc katolicyzm i to
    dość przesadny. MOgła zostać wolontariuszką, została zakonnicą, wybrałą
    posługę religijną. To by uwiarygodniało tezę, którą pozowliłem sobie
    zarysować.

    A więc, niedomaganie ojca, to symbol stetryczałości całej kultury macho,
    katolicyzmu etc., czyli całego tego badziewia, które Almodovar obarcza winą
    za nierówne traktowanie kobiet i dyskryminację homo- i transseksualistów.
    Ojciec-idiota, to dowód na to, że system zbankrutował.

    Dlatego uważam, że ta postać została celowo tak sfotografowana. Nie dla
    wzruszenia, ale dla wyśmiania i pokazania palcem : zobaczcie, co zostało z
    ojców narodu, którzy ciemięzyli kobiety i mniejszości seksualne. Widzicie ?

    Tu jest, wg mnie, klucz, ale oczywiście - słusznie : jest wiele interpretacji :}
  • siostra.bronte 27.08.12, 13:55
    Powtórzę się: mnie postać ojca wzrusza. Więc albo reżyserowi nie udało się poprowadzić tej postaci zgodnie z zamiarami, albo zamiaru wyśmiania ojca nie miał.
    Dla mnie ojciec jest tylko sobą, człowiekiem z krwi i kości, a nie żadnym symbolem.
    Czy to się Tobie i Almodovarowi podoba, czy nie :))
  • barbasia1 27.08.12, 22:46
    siostra.bronte napisała:

    > Powtórzę się: mnie postać ojca wzrusza. Więc albo reżyserowi nie udało się popr
    > owadzić tej postaci zgodnie z zamiarami, albo zamiaru wyśmiania ojca nie miał.
    > Dla mnie ojciec jest tylko sobą, człowiekiem z krwi i kości, a nie żadnym symbo
    > lem.
    > Czy to się Tobie i Almodovarowi podoba, czy nie :))

    Bronte, masz prawo do swej opinii. Przy czym my (ja i Grek) w głębsze wartwy sensów staramy się wejść (na podstawie tego, co wiemy o twrórczosci A.).



    Obraz ojca, głowy rodziny w tradycyjnym hiszpańskim (i nie tylko) modelu rodziny, starego człwoieka, który przez chorobę zostaje niejako wyłączony ze świata i pozbawiony możliwości dominowania nad rodziną, sprawowania władzy, nad żoną i córką, jest niesłychanie wymownym symbolem degradacji upadku patriarchalnej tradycji / o Almodovar /. Lepiej tego pokazać nie można.


    Nie chodzi o poniżenie filmowego ojca. Almodovar pokazuje, że filmowy ojciec, jest/ był ważną dla Rosy postacią,wazniejszą niż matka i że to ojciec był tym, który miał najwiekszy wpływ na jej życie i to on najpewniej zainspirował ją do wybotu takiej, a nie inne drogi życia ( zakonu).


    :)


  • grek.grek 28.08.12, 12:51
    myślę, że róznicą jest tutaj własnie sposób odbioru.
    U ciebie jest osobisty, emocjonalny, u mnie i u Barbasiu - raczej
    jest próba dopatrzenia się symboliki.
    No bo... czemu akurat Alzhaimera, wywołującego takie, a nie
    inne skutki, mu zaszczepił ?
  • barbasia1 27.08.12, 21:30
    [...]
    > A więc, niedomaganie ojca, to symbol stetryczałości całej kultury macho,
    > katolicyzmu etc., czyli całego tego badziewia, które Almodovar obarcza winą
    > za nierówne traktowanie kobiet i dyskryminację homo- i transseksualistów.
    > Ojciec-idiota, to dowód na to, że system zbankrutował.
    [...]

    O rety! Heretyk! ;))


    Tak, tak by to można dalej interpretować.

    :)
  • barbasia1 27.08.12, 21:25
    > Moim zdaniem, nie ma czegos takiego, jak bledna interpretacja ;)))

    To rzecz dyskusyjna. Aleee zgodzisz się na pewno ze mną, że mogą być lepsze i gorsze interpreacje.

    Ależ, Maniu, nie odmawiam nikomu prawa do posiadania własnej interpretacji. I wcale nie twierdzę, że ten czy inny krytyk ma monopol na jedyną właściwą , "dogmatyczną" interpretację (lubimy z Grekiem Kałużyńskiego i Raczka, to ich od czasu do czasu cytuję).

    Ja tylko twierdzę (upracie), że szeroka wiedza dotycząca twórcy (tu: dzieła filmowego), dotycząca jego poglądów na kino, wiedza dot. jego twórczości, języka filmowego, tematów wokół, których się porusza, gatunków jakie uprawia, zabiegów formalnych jakie stosuje itd. itd. jest niezbędna dla lepszego zrozumienia dzieła/ filmu (co potem rzutuje na interpretację) zwłaszcza w przypadku kina artystycznego, autorskiego, jakie reprezentuje twórczość Almodovara .

    :)
  • siostra.bronte 26.08.12, 14:38
    Czy to znaczy, że albo akceptuję u Almodovara wszystko z dobrodziejstwem inwentarza, albo nie akceptuję niczego?
    Niektóre rzeczy mi się u niego podobają, niektóre nie. To chyba naturalne :)
  • barbasia1 26.08.12, 15:09
    siostra.bronte napisała:

    Akurat Almodovra ma albo gorących zwolenników albo gorących przeciwników. Przypadki pośrednie , takie jak Ty są chyba rzadkie. ;)
  • barbasia1 26.08.12, 15:35
    siostra.bronte napisała:

    > No tak, ale jednak negatywne postaci kobiet są u Almodovara raczej wyjątkami.


    U Almodovara są prostytutki, kobiety niewierne, zdradzające mężczyzn ("Przerwane objęcia"), morderczynie ( w "Volverze" matka Raimundy i Sole podpaliła chałupę czy stodołę,w której jej mąż spał z kochanką).
  • siostra.bronte 26.08.12, 15:39
    Ok, ale generalnie są przedstawiane z większą sympatią (nawet jeżeli mają jakieś grzechy na sumieniu), niż mężczyźni.
  • barbasia1 26.08.12, 15:51
    Bo Almodovar darzy je większą sympatią, podziwem, zainteresowaniem . W jego świecie filmowym kobiety są ważniejsze od mężczyzn.

    „Kobiety wydają mi się bardziej interesujące, bogatsze, bardziej złożone, zaskakujące. [...]” – mówił kiedyś Almodóvar.
  • barbasia1 26.08.12, 14:36
    grek.grek napisał:

    > ja trochę znam, moja babcia w ostatnim okresie życia chorowała na Alzhaimera.
    > dobre 5-6 lat to było. wiem, jak to jest, kiedy babcia krzyczy oknem, ze "wnucz
    > ek chce ją zamordować", a ludzie biegną wzywać policję, bo nie wiedzą, ze babcia
    > jest chora, a wnuczek się nią opiekuje.

    Greku!

  • grek.grek 27.08.12, 13:45
    heh, bywało wesoło, nie powiem.
  • barbasia1 27.08.12, 23:15
    grek.grek napisał:

    > heh, bywało wesoło, nie powiem.

    Wyobrażam sobie.

    Serce boli, kiedy widzi się kochanego człowieka w takim stanie.

    Najgorsza jest bezsilność.

    Mam nadzieje, że wkrótce wymyślą leki na wszelkie mózgowe choroby.

    :)
  • grek.grek 28.08.12, 12:52
    choroba nie wybiera, tak po prostu.
    a z koniem nie ma sensu się kopać.
  • barbasia1 28.08.12, 16:12
    grek.grek napisał:

    > choroba nie wybiera, tak po prostu.
    > a z koniem nie ma sensu się kopać.

    Prawda.

    Lubię w mężczyznach ten spokój z jakim podchodzą do wszytskiego, do wielu spraw życiowych.
    Kobiety są emocjonalne, różnie reagują potem. Ja się w sytuacjach zamartwiam, choć wiem, że moje zamartwianie na nic się zda.

    :)
  • grek.grek 29.08.12, 14:04
    czy to cecha płciowa aby na pewno ? :]
    może bardziej jednostkowa ?
    w tej sprawie ostatniej reagowałaś bardzo racjonalnie i trzeźwo,
    więc może oceniasz siebie trochę niesprawiedliwie ? :]
  • barbasia1 30.08.12, 17:48
    Tak mi się wydaje, na podstawie obserwacji w realu.

    Zawsze staram się racjonalnie i trzeźwo (nigdy nie histeryzuję),
    a jednocześnie mam tendencję do zamartwiania się, czasami.

    :)


  • grek.grek 26.08.12, 11:28
    Barbasiu, rzuciłaś mi koło ratunkowe w postaci pana Zygmunta, dzięki :]

    bardzo ciekawa uwaga, Barbasiu.
    Lola zostaje wybielona.
    Wprawdzie, to postępująca choroba wyniszcza jej temperament, o czym mówi
    Manuela, ale... jakby nie patrzeć : jako kobieta LOla nabiera subtelności i wrażliwości,
    której nie miała jako mężczyzna. Manuela wspomina, że już jako kobieta Lola nadal
    ją traktowała w stylu macho, niemniej... zawsze można to podłączyć pod początkowy
    okres stawiania się kobietą i stopniowego wypłukiwania męskich nawyków. I to chyba
    kulturowych, bo przecież jeśli LOla została kobietą, to musiała mieć tę kobiecość -
    u Almodovara zawsze lepszą od męskości - w sobie. Zatem, męskie obyczaje u
    kobiety mogą być tylko nalotem społecznej opresji kulturowej. Dość pokręcone, ale
    chyba don Pedro wygląda trochę na szowinistę ;]

    miło mi, że trochę udało mi się Tobie ten film ocieplić :]


  • barbasia1 26.08.12, 14:02
    grek.grek napisał:

    > Barbasiu, rzuciłaś mi koło ratunkowe w postaci pana Zygmunta, dzięki :]

    :)))
    Znam Cię już odrobineczkę, wiem, że nawet, jeśli posługujesz się ostrym językiem, to nie po to, by kogoś (zwłaszcza słabszego) obrazić, urazić.

    >chyba don Pedro wygląda trochę na szowinistę ;]

    Być może homoseksualizm don Pedro by to jakoś tłumaczył!? :)


    > miło mi, że trochę udało mi się Tobie ten film ocieplić :]

    A co więcej sprawić, że wreszcie zaczynam rozumieć i lubić Almodovara.
    Oczywiście poczytałam co nieco o kinie Almodovara. Może później zalinkuję coś dla zainteresowanych . Dzięki, Greku. :)
  • grek.grek 27.08.12, 13:27
    staram się ;]

    niewykluczone, że tak właśnie jest.
    chociaż... może to kwestia wychowania wśród
    kobiet i doświadczeń z mężczyznami z bardzo wczesnej
    młodości.

    Ja mam wrażenie,że on cały czas portretuje wrażenia jakiego
    nabawił się w domu.
  • siostra.bronte 27.08.12, 18:07
    Na pewno doświadczenia z dzieciństwa mają ogromny wpływ na jego twórczość.
    To kobiety są lepsze, bardziej wrażliwe i kochające niż mężczyźni.
    Trudna relacja z ojcem (z tego co wiem) na pewno wpłynęła na sposób przedstawiania mężczyzn w filmach. I zaryzykuję stwierdzenie, że analizując jego filmy trzeba brać pod uwagę także ten wątek osobisty, a nie tylko tło społeczno-polityczne Hiszpanii.
  • barbasia1 27.08.12, 23:18
    Tak.
    :)
  • barbasia1 27.08.12, 23:23
    Tak, na pewno też.

    "(wrażenia jakiego) nabawił się (w domu)"
    He, he. ;))

  • siostra.bronte 19.08.12, 14:39
    Nie mam szczęścia do tego filmu. Kiedyś obejrzałam tylko kawałek, jakoś nadmiar nieszczęść mnie zmęczył. Potem go omijałam, chociaż był powtarzany kilka razy.
    A wczoraj wieczorem przypadkiem się na niego wpadłam. I obejrzałam mniej więcej od połowy. Teraz zrobił na mnie zupełnie inne wrażenie. Świetne aktorki, dużo emocjonalnej prawdy mimo pokręconej fabuły.
    Tak, scena z ojcem jest bardzo wzruszająca. Dla mnie z powodów osobistych... Wzruszająca jest też końcowa dedykacja, także dla matki reżysera.
  • maniaczytania 19.08.12, 14:12
    Chcialam tylko wspomniec w tym miejscu, ze ten weekend bardzo byl dla mnie udany filmowo :)
    W piatek zrobilismy sobie seans familijny (dla mnie nostalgiczny ;) ) - i poszły na TVN7, zdaje sie, "Gremliny rozrabiaja" - ogladaliscie kiedys? To swietny film, jeden z pierwszych Spielberga, mnie juz zawsze kojarzyc sie bedzie z nastoletnim czasem, pierwszymi wypadami do kina bez rodzicow i latami 80-tymi.

    Wczoraj, przypadkiem po przeczytaniu rekomendacji u kogos na blogu, rowniez na TVN7 o 21.20 obejrzalam "Penelope", czyli bajke o dziewczynie ze swinskim ryjkiem zamiast nosa, z ktorej klatwe mial zdjac arystokrata. W roli tytulowej Christina Ricci, w pobocznych m.in. Reese Witherspoon (ja ja lubie bardzo!) oraz James McAvoy.

    A dzis wrocilam wlasnie z kina, gdzie w 3D ogladalismy "Meride Waleczna" - swietna bajka, bardzo polecam!
    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 20.08.12, 13:26
    no to, Maniu, wsiąkłaś w kino dla najmłodszych ;]

    Gremliny pamiętam, jeszcze - właśnie - z afiszów kinowych w latach 80-tych.

    ja biegałem wtedy na Superpotwora [taką to chyba nazwę miało], Godzillę chyba, Mechagodzillę, hehe. Nabjałem kasę japońskim specjalistom od gumowych figurek ożywianych bateryjkami i efektów specjalnych robionych z pudełek po zapałkach.

  • barbasia1 21.08.12, 00:04
    > ja biegałem wtedy na Superpotwora [taką to chyba nazwę miało], Godzillę chyba,
    > Mechagodzillę, hehe

    Dzisiaj jakaś "Godzilla" zdaje się latała po telewizji.

    Ale jaka ładna była ta baśń "Penelopa"! Też oglądałam, przypadkiem trafiłam.


    Greku, podobałaby Ci się Christina Ricci ze świńskm ryjkiem zamiast nosa??? ;)
    O, taka:

    blog.vickiboykis.com/wp-content/uploads/2009/06/penelope.jpg
    :)
  • barbasia1 21.08.12, 00:05
    Ten ryjek, to klątwa czarownicy.
  • grek.grek 21.08.12, 13:25
    urocza ;]
  • barbasia1 21.08.12, 14:54
    Owszem. :))

  • siostra.bronte 21.08.12, 15:28
    Haha, w czasie "capowania" zobaczyłam ten ryjek i od razu zmieniłam kanał :))
  • barbasia1 21.08.12, 16:11
    siostra.bronte napisała:

    > Haha, w czasie "capowania" zobaczyłam ten ryjek i od razu zmieniłam kanał :))

    Bo to baśń była. Naprawdę ładna. Zła czarownica (wie wiem czemu, bo nie oglądałm od początku) rzuciła urok na przodka Penelopy. Otóż każda córka spłodzona przez niego oraz jego potomków miała mieć świński ryjek. Klątwę mogła jednak zdjąć dobrze urodzony tylko kawaler ktory prawdziwe pokocha dziewcznę z ryjkiem i się z nią ożeni.

    Ponieważ wcześniej w przeszłości rodzili się sami chłopcy Penelopa była pierwszą dziewczynką, którą dopadła klątwa. Jej rodzice nie mogli się z tym pogodzić. Dla dobra Penelopy, a po części i ze wstydu (znany arystkoratyczny ród) odgrodzili Penelopę od świata i zamknęli w złotej klatce. Oficjanlnie dla świata Penelopa nie żyła. Matka wpadał na szatański pomysł by ogłosić światu że jej nowonarodzone dzieciątko zmarło. I urządziła pogrzeb.

    cdn.
    :)
  • maniaczytania 21.08.12, 18:47
    barbasia1 napisała:

    > Bo to baśń była. Naprawdę ładna. Zła czarownica (wie wiem czemu, bo nie oglądałam od początku) rzuciła urok na przodka Penelopy. Otóż każda córka spłodzona przez niego oraz jego potomków miała mieć świński ryjek. Klątwę mogła jednak zdjąć dobrze urodzony tylko kawaler ktory prawdziwe pokocha dziewcznę z ryjkiem i się z nią ożeni.

    To moze naswietle ;)
    Ten poczatek o klatwie to calkiem zgrabnie zrobiony byl realizacyjnie ;) - otoz prapradziadek Penelopy zbalamucil sluzaca, ktora w wyniku tegoz w ciaze byla zaszla. On chcial sie nawet z nia ozenic, jednakze familia mu ten pomysl wyperswadowala zeniac go z ladna panna z dobrej rodziny. Panna brzemienna na to rzucila sie ze skaly, a wtedy jej matka czarownica przeklela rodzine sprawcy w ten sposob, ze nie kazda, tylko pierwsza corka w rodzie bedzie miala ten ryjek. Ale na szczescie przez lata rodzili sie tylko synowie, az w tym samym pokoleniu co Penelopa, jakis czas przed nia, u jej stryja przyszla na swiat dziewczynka, ale sliczna jak z obrazka (i tu byl taki fajny myk, jak matka trzymajaca dziecie puszcza oko do ... szofera ;))) ). I dlatego klatwa padla na Penelopke.
    A, i klatwa miala byc zdjeta, gdy jakis arystokrata prawdziwie pokocha panne z ryjkiem, nie bylo mowy o ozenku, to sobie ubzdurala matka Penelopy. Przy czym, jak sie okazalo na koncu- troche to bylo przewrotne :)

    > Ponieważ wcześniej w przeszłości rodzili się sami chłopcy Penelopa była pierwszą dziewczynką, którą dopadła klątwa. Jej rodzice nie mogli się z tym pogodzić.

    To juz wyjasnilam wyzej, dodam tylko, ze matka chciala zrobic operacje plastyczna corce, ale okazalo sie, ze w ryjku jest tetnica.

    > Dla dobra Penelopy, a po części i ze wstydu (znany arystkoratyczny ród) odgrodzili Penelopę od świata i zamknęli w złotej klatce.

    To matka byla tym glownym motorem napedowym. Zamknela ja, nawet okna zasloniwszy dwoma motywami - na dzien i na noc ;)

    >Oficjanlnie dla świata Penelopa nie żyła.

    Matka oglosila to po tym, jak pewien wscibski dziennikarz - karzel chcac zrobic dziecku zdjecie schowal sie w kuchennej szafce.

    >Matka wpadał na szatański pomysł by ogłosić światu że jej nowonarodzone dzieciątko zmarło. I urządziła pogrzeb.

    A na pogrzebie zobaczyla wspomnianego wyzej dziennikarza z lopata, w zwiazku z czym zrobiono rowniez kremacje.

    Cdn zostawiam Barbasi, z checia podopowiadam, bo film bardzo mi sie podobal i mysle, ze np. Grekowi tez by sie podobal ze wzgledu na przewrotnosc duza, lekko dziwne i absurdalne poczucie humoru.
    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 25.08.12, 18:27
    cd. jutro! :)
  • grek.grek 20.08.12, 12:37
    młode kino hiszpańskie.

    Alex wychodzi ze schroniska, do którego trafił, kiedy jego opiekunkę/siostrę/matkę???, Anę posadzono w więzieniu. Ana była kieszonkowcem, wpadła podczas próby obrobienia
    policyjnego tajniaka.

    Chłopak pomieszkuje w ich dawnym domu, czy raczej czyms w rodzaju dużego pomieszczenia w starej hali fabrycznej. Zatrudnia się w zakładzie fryzjerskim, ma fach w ręku, strzyże jak mistrz. W wolnych chwilach kręci się po mieście. Tak poznaje Sarę - jest świadkiem jak w sklepie dziewczyna probuje ukraść płytę kompaktową. Nie zauważa, że kamery pod sufitem ją namierzyły, a ochrona już jej szuka. Alex przypadkowo się z nią zderza, podczas tego krótkiego kontaktu wyjmuje z kieszeni jej płaszcza płytę i wychodzi ze sklepu. Sara zostaje zatrzymana przez ochroniarza i przeszukana, sama się cięzko dziwi, jakim cudem ukradziona rzecz znikła z jej własnej kieszeni. Alex idzie za nią, aż pod jej dom, ona w ostatniej chwili zauważa, że on ją obserwuje zza węgła.

    Następnego dnia Alex zbliża się do niej. Sara pochodzi z dobrego domu, wychowuje ją [chyba, bo ojca nie widać] sama matka, niczego jej nie brakuje, w planach na studia. W sumie, dziewczyna z przyszłością. Kradnie po sklepach, bo takie ma hobby.

    Co innego Alex. On jest specem od tych rzeczy. Na poziomie ulicy, sklepu, metra - jest mistrzem. Wszystkiego nauczył się przy Anie.

    Teraz upatruje w Sarze partnerki, z którą mógłby do rzemiosła kieszonkowca powrócić. Jak wiadomo w tym fachu pracuje się we dwójkę : jeden kradnie i przekazuje łup drugiemu, tak że nawet jeśli okradzony się kapnie że przed chwilą ktoś mu zasunął pugilares, to dowodów na to nie znajdzie i może się wypchać sianem.

    Oczywiście... Sara się Alexowi podoba. Nie chodzi tylko o sprawy "zawodowe", także o zauroczenie męsko-damskie. On jej też nie jest obojętny i to od początku, ale jak to młoda kobieta - stara się mu tego nie okazywać nazbyt dosadnie. Sara ma już zresztą chłopaka.

    Alex dokonuje na nim demonstracji swoich umiejętności, i pokazuje jej o co chodzi. Kiedy Sara z tym swoim jadą tramwajem Alex przybliża się do nich i po prostu okrada jej chłopaka z portfela. Sara wszystko widzi, a Alex dba o to, zeby widziała bardzo dokładnie. Sara nie informuje okradzionego o tym, co sie stało, a za to wodzi oczami za Alexem, który jakby nigdy nic wysiada rzucając jej w ostatniej chwili lekki uśmieszek - "o to chodzi, dziewczyno" ;]

    Sam nasz bohater męczy się u tego balwierza. Pewnego dnia pucuje klienta z portfela. Zabiera mu go z kurtki, którą tamten zdjął przy wejściu. Klient panikuje, ale nie pada ani słowo oskarżenia wobec fryzjera czy jego pomocnika, facet jest raczej przekonany, że pieniądze zgubił. Po wyjściu gościa - szef robi jednak Alexowi awanturę, i każe mu oddać to, co ukradł. Chce go przeszukać. Alex odmawia i cały czas podkreśla, ze jest niewinny. Oczywiście, jest winny, zaraz po wyjściu przelicza gotówkę. Ale do zakładu już nie ma po co wracać.

    tak naprawdę, jedyne co umie dobrze robić w życiu, to kraść. I teraz nie ma już żadnej
    innej opcji na zdobywanie pieniędzy.

    Sara, coraz bardziej nim zaintrygowana, zgadza się z nim współpracować. Początki są trudne, Sara upuszcza ukradziony przez Alexa i jej przekazany portfel, spanikowana ucieka z tramwaju. Później jest już tylko lepiej. Sara namierza klientów, głównie facetów, odwraca ich uwagę zalotnymi spojrzeniami albo odsłania kawałek ciała, a w tym czasie Alex robi swoje. Jest szybki, bezszelestny, zdecydowany. Idzie im świetnie. W ogóle, te sekwencje wspólnych akcji są świetnie nakręcone, czasami w wzwolnionym tempie, z nastrojową muzyką - zarówno jak chodzi o pokazywanie walorów technicznych sztuki kieszonkarskiej, jak i ze względu na to, ze Sara i Alex niby tylko porozumiewają się na odległość odnośnie celów do "zaatakowania", ale tak naprawdę obserwując siebie, pozostając w kontakcie wzrokowym rośnie w nich wzajemne sobą zaintrygowanie. A kiedy Alex uczy ją techniki wydobywania portfela z kieszeni - stoją twarzą w twarz, patrzą sobie w oczy, a ich ręce wzajemnie nurkują po kieszeniach spodni.

    W metrze łatwo nie jest. Zawsze można natrafić na tajniaka policyjnego, albo zostać napadniętym przez młodocianą konkurencję. Spotyka to tez Alexa, napada go dwóch
    innych kieszonkowców, ale udaje mu się ich powalić i uciec.

    Fanty znosi do kanciapy gościa prowadzącego lombard, a tak naprawdę pasera i najpewniej
    niezłego przekręciarza. Alex bezczelnie kłamie, ze to pamiątki po zmarlym dziadku/babci, ale tgo taka gra, bo wie, ze tamten wie, iż on kłamie.

    Alex go zna, bo to dla niego pracowała kiedyś Ana. Gdzie ona teraz jest ? - pyta faceta. On mu na to, że może ją odnaleźć, bo wyszła już z więzienia, ale Alex musi dla niego coś zrobić - okraść pewnego bogatego typa, który traf chce organizuje akurat jakąs wystawę, czy cośtakiego.

    Na akcję Alex zabiera Sarę. Wychodzi to kiepsko. Okradziony gośc się orientuje w sytuacji i udaje mu się złapać Sarę. Portfel ma Alex i w zasadzie mógłby odejść z nim, a Sara była czysta, nikt by jej nic nie udowodnił. Lecz Alex decyduje sie po nią wrócić. Sprzedaje gościowi kopa, czym wywoluje zamieszanie wśród wypasionej klienteli tej całej wystawy, i chodu. Zabezpieczająca imprezę policja/ochrona?, pędzi za nimi i dopada ich na dachu budynku. Trafiają na policję.

    Nie wiem, jakim sposobem Alex ukrył portfel przed glniarzami, ale faktem jest, że dostarczył go temu paserowi. Policja może mu tylko pogrozić palcem, nie ma żadnych dowodów jego winy. Po nim to spływa. Co innego Sara... POstraszona przez policjantkę, że jeśli dalej będzie z Alexem przestawać, to zmarnuje sobie dobrze zapowiadajace się życie, i że Alex tak naprawdę ją wykorzystuje - chce z nim zerwać kontakt. Od tej pory go unika.

    Alex próbuje z nią rozmawiać, idzie pod jej dom, a nawet się do niego włamuje, niejako przez nią zachęcony [patrzy na niego przez okno, puszcza nastrojową muzykę, on to odbiera jako zielone światło, bo i tak w istocie ona chciała], mają seks... Ale po wszystkim Sara proponuje mu raczej związek na normalnych warunkach, bez uprawiania kradzieży. On tak nie chce. Proponuje jej powrót do wspólnych akcji. Ustala termin na następny dzień.

    Noc.
    Paser nie jest zadowolony z akcji Alexa. A ten sie domaga wywiązania z umowy. CO z Aną, gdzie ona jest ? Paser wysyła Alexa na górę night-klubu, w ktorym siedzą. Chlopak idzie po schodkach i na górze widzi kilka luksusowych prostytutek, w tym Anę. Ona go też spostrzega. Spotykają sie na moment spojrzeniami. A potem Ana pod rękę z jakimś dzianym klientem idzie na piętro w wiadomym celu.

    Alex jest zdruzgotany. Podpala dawne ich mieszkanie, jakby chciał wymazać z życia ostatnie jej ślady. Próbuje okraśc w metrze jakiegoś starszego gościa, ale tak mu się ręce trzęsą, ze facet przyłapuje go zanim Alex w ogóle łapę wsadził w jego kieszeń. Dawniej wypucowałby gościa bez problemów. Teraz tylko szczęściu zawdzięcza, ze chłop, a razem z nim pół przedziału, nie zatrzymali go na dobre i nie wezwali policji.

    Rankiem Alex czeka w umówonym miejscu na Sarę. Ta przychodzi, ale obserwuje go z ukrycia. Alex nie doczekawszy sie jej wstaje i odchodzi. Ona chce odejśc w drugą stronę, ale po chwili wahania biegnie za nim. Wsiada do tramwaju, którym on jedzie. Widzą się. Ona patrzy na niego sugestywnie, dając do zrozumienia, ze się zgadza na dalsze kradzieże. Robią akcję, zwijają portfel pewnemu faciowi. Stają obok siebie. Alex niespodziewanie mówi jej, że już jejk nie potrzebuje, że to koniec. Ona zaskoczona. On na to, ze ta kradzież to dla niej, bo "był jej coś winien", ale to koniec - i ze związkiem i z "zawodowymi" sprawami między nimi. Wysiada, zostawia portfel przy koszu na smieci i odchodzi. W przejściu podziemnym napotyka tych dwóch konkurujących kieszonkowców, ktorym kiedyś uciekł - tym razem nie ma tyle szczęścia : dostaje nożem prosto w serce. Umiera siedząc w pustym wagonie metra.

    Cóz, w ostatnim akcie uchronił Sarę przed, jak można sądzić, losem Any.

  • grek.grek 20.08.12, 12:45
    bardzo dobre zdjęcia, ciekawa muzyka w tle, tworząca nastrój całości.

    świetnie sfotografowane złodziejowanie ukazane jako sztuka, polowanie w miejskiej dżungli transportu
    publicznego, a nawet rodzaj erotycznej gry między samymi młodymi przestępcami.

    Juan Ballesta i Maria Valverde - dobrany duet, on prawie-mężczyzna, już z przeszłością, mistrz w swojej dziedzinie, ona - naiwna nieco, ale charakterna prawie-kobieta, kokieteryjna jak przystało, uczennica sztuki przestępczej, której imponuje niewiele starszy jej mistrz, oboje zaś mający się bardzo ku sobie od niemal pierwszej chwili, i to jest pokazane bez dosłowności, bez aktów strzelistych, bardzo z gracją i bez nadmiaru słów.

    w sumie, warto zobaczyć, jeśli będziecie mieli okazję.
  • barbasia1 21.08.12, 00:15
    Niebanalna historia o miłości !

    Juan Ballesta i Maria Valverde - otóż i oni:
    www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=32332&sekcja=galeria&zdjecie=1
    Gracias!

    :)

  • grek.grek 21.08.12, 13:29
    to prawda, może to nie Bonnie & Clyde, ani nie para z Urodzonych MOrderców, ani...
    Kermit i Piggy ;], ale za to ciekawie ich relacja jest narysowana, wpisana w to, czym
    się zajmują wspólnie, co przez ten fakt też zyskuje dwuznaczny wydźwięk.

    jak żywi :]
  • barbasia1 21.08.12, 14:50
    A właśnie para naszych hiszpańskich kieszonkowców wpisuje się w całą galerię znanych filmowych przestępczych par. Świetne skojarzenie.
    Tylko co tam robi para Kermit i Piggy? ;)

  • grek.grek 26.08.12, 11:36
    nadal szukam odpowiedzi... :]]]
  • barbasia1 26.08.12, 17:20
    grek.grek napisał:

    > nadal szukam odpowiedzi... :]]]

    Hahahahahaha :)))

    A'propos o Muppetach (The Muppet Show - pamiętam, oglądałam) wspomnienie w najnowszej Gazecie Telewizyjnej, w związku z dzisiejszą emisji w hbo (godzina 18:25) pełnometrażowej filmowej wersji Muppetów (2011), która kilka miesięcy temu pokazywano w kinach. Ponoć bardzo dobra , zresztą sami przeczytaj /-cie:


    Zwierzak na miarę nowego wieku
    Kamil Śmiałkowski2012-08-25,

    Równo trzydzieści lat po zakończeniu emisji ''The Muppet Show'' - jeden z najlepszych i najważniejszych telewizyjnych programów w historii - doczekał się wreszcie wersji filmowej, która świetnie oddaje jego ducha.


    Produkowany w latach 1976-81 program emitowała również nasza Dwójka. Dla ówczesnych PRL-owskich kilkulatków był powiewem wielkiego świata i kawałkiem świetnej wielopoziomowej rozrywki. Jim Henson, który wówczas już od kilku lat z dużym sukcesem uczył amerykańskie dzieci świata za pomocą ''Ulicy Sezamkowej'', stworzył tu świetną familijną rozrywkę łączącą najlepsze elementy wielu gatunków rozrywki: od formuły variete, poprzez wykorzystanie lalek i najróżniejszych gatunków humoru po gościnne występy rozśpiewanych gwiazd zaczerpniętych z prawdziwego świata. I to jakich gwiazd - potrafił zaprosić do ''Muppetów'' Charles'a Aznavoura i Sylvestra Stallone'a, był w nich Alice Cooper i dystyngowany Roger Moore.

    REKLAMY GOOGLE
    Ile na emeryturze ?
    1500 zł czy 6000 zł. Sprawdź jak podwyższyć emeryturę !
    www.TaxCare.pl
    Niemiecka db Emerytura
    127 zł to dodatkowe 1500 zł? Sprawdź i oblicz swoją emeryturę!
    dbEmerytura.pl
    Wideokonferencje HD
    Polycom, LifeSize, Vidyo - Projekty sprzedaż, wypożyczenia, imprezy
    www.wideokonferencje.com.pl

    Yoda, krewny miss Pigi

    Jim Henson nie był pierwszym ani ostatnim, który udowodnił, że jest możliwa rozrywka uniwersalna dla widza w każdym wieku i z każdego zakątka świata. Podobnie jak jego ''Ulica Sezamkowa'' wywarła i wciąż wywiera wielki wpływ na kolejne pokolenia maluchów, tak muppety ustanowiły nowe standardy telewizyjnej rozrywki. Na długie lata. I nikomu już potem (nawet samemu Hensonowi) nie udało się powtórzyć tego sukcesu. Choć wciąż z niego czerpano - mappetowe dziedzictwo widać w całej późniejszej zachodniej popkulturze od amerykańskich stand-uperów po ''Gwiezdne wojny'' (przecież Świnka Piggi i Yoda to ten sam Frank Oz - w obu wydaniach w świetnej formie).

    Stracone dekady

    Gdy kilka miesięcy temu pełnometrażowe ''Muppety'' wkraczały do polskich kin, można było przeczytać wiele analiz fenomenu programu Hensona, jego źródeł i przebiegu tych pięciu lat na antenie. I słusznie, bo przez kolejne trzydzieści lat przerwy Muppety stały się legendą. Legendą, do której wciąż nawiązywano, chociaż jej potencjału nie potrafiono spożytkować. Gościnnych występów pojedynczych muppetów w rozmaitych programach rozrywkowych nie sposób zliczyć. Same jeszcze dwukrotnie wróciły na antenę - w animowanym (i skierowanym do najmłodszych) serialu ''Muppeciątka'' (1984--91) i w nowej odsłonie swojego programu ''Muppets Tonight'' (1996-98). Nowy show mimo podobnej formuły, podobnych żartów i równie znanych gwiazd (od Michelle Pfeiffer i Cindy Crawford po Prince'a i Pierce'a Brosnana) nie był już tym samym i po 22 odcinkach zszedł z anteny. Ot, nie wchodzi się dwa razy również do telewizyjnej rzeki. Na muppety trzeba było znaleźć jakąś inną metodę. Tylko jaką? Kilkakrotne kinowe próby zdyskontowania ich popularności również wychodziły dość nieprzekonująco .

    Młodzi odkurzają Hensona

    Udało się dopiero teraz. Dlaczego? Po prostu trzeba było poczekać, aż w Hollywood dorośnie pokolenie twórców, którzy nie znali świata bez ''Muppet Show''. Scenarzyści Nicholas Stoller i Jason Segel urodzili się, gdy Gonzo i Zwierzak byli już na antenie i od najmłodszych lat nasiąkali ich humorem. Reżyser James Bobin (m.in. współtwórca Alego G. i Borata) ma w sobie brytyjski anarchistyczny humor, który jest niezbędny w wyśmienitej rozrywce - nie zapominajmy, że oryginalne ''The Muppet Show'' było produkcją brytyjską. W efekcie mamy ''Muppety'' na miarę XXI wieku - nowoczesne, świetnie korespondujące z tym, co dziś sprawdza się w rozrywce (dla dużych i małych), a równocześnie ze wszystkimi starymi mocnymi punktami - galerią klasycznych postaci, elementami musicalu, gwiazdami w epizodach. Słowem - jeśli pamiętacie ''Muppety'', to będziecie się świetnie bawić. A jeśli to będą wasze pierwsze, to z pewnością (jak mój kilkuletni syn) po tym filmie zapragniecie obejrzeć wszystkie stare odcinki.

    Artykuł ukazał się w numerze 24-30.08.2012 Gazety Telewizyjnej

    Źródło: Gazeta Wyborcza


    Więcej... wyborcza.pl/1,90539,12335365,Zwierzak_na_miare_nowego_wieku.html#ixzz24fJEqYGC


    PS. Bardzo ważny podwątek o komarach i muchach, pisany nocą:
    forum.gazeta.pl/forum/w,14,138213699,138424442,Re_Pokoj_1408_wczoraj_dzis_Cztery_noce_z_An.html
    :)
  • grek.grek 28.08.12, 12:54
    haha, dzięki Barbasiu, może tu coś znajdę na Piggy i Kermita ;]
  • barbasia1 28.08.12, 16:15
    He,he,he, niewykluczone. ;)

    Na pewno znajdziesz tu też link do niesłychanie ważnej releksji na temat spadku liczebności komarów i much w tym sezonie.

    :)
  • barbasia1 21.08.12, 00:32
    Miles Davis - Flamenco Sketches

    www.youtube.com/watch?v=F3W_alUuFkA
    Dobrej nocy!
    :)

    CiĘgi dalsze dostaniecie ode mnie jutro! ;)
    Dobrej nocy.
  • grek.grek 21.08.12, 13:33
    o, MIles, niezastąpiony.
    wielkie dzięki, Barbasiu, trafiłaś tym kawałkiem w punkt.
    pod takie "ciĘgi", to z przyjemnością można wystawić... dowolną część
    ciała ;]
  • barbasia1 21.08.12, 14:45
    Znalazłam właśnie na youtube całą płytę Milesa Davisa, z której pochodził ten fragment:
    " Kind Of Blue" -

    www.youtube.com/watch?v=hB669XXjnUg&feature=related
    Fanstatyczne.

    Miles dobry na każda porę, prawda!?

    > pod takie "ciĘgi", to z przyjemnością można wystawić... dowolną część ciała ;]

    Hehehe :)
    Grekucha, Ty uważaj, bo moja bujna wyobraźnia skłonna lecieć w takie rejony, że aż strach myśleć. ;))
  • barbasia1 21.08.12, 14:45
    Grekuchna!
  • grek.grek 22.08.12, 13:44
    yes, bodaj najwybitniejsza jazzowa płyta, zdaniem niektórych-całkiem licznych :]

    haha... ale jakoś nie odczuwam strachu ;]]
  • barbasia1 22.08.12, 16:57
    O! To ja nie do końca świadoma byłam z jakim dziełem obcuję. Ha!

    To dobrze, bo ja też odczuwam strachu.

    Piękna płyta!


    :)))


  • grek.grek 23.08.12, 13:38
    mam nadzieję, że okazało się godne tej reklamy :]

    haha, no proszę...

  • barbasia1 23.08.12, 14:28
    Owszem.
    Co więcej muzyka Milsa zadziała kojąco, uzrdawiająco.

    Wczoraj cały wieczór walczyłam z pismem-reklamacją podstępnej usługi telefonicznej, którą niebacznie podpisła moja mum, namówiona przedstawiciela operatora, który, co innego naobiecywał.
    Heh.

    A potem walczyłam ze sprzętem, skanerkiem, który pod dłuższym czasie nieużywania, odmówił uruchomienia się. A trzeba było zeskanować pismo z oryginalnym podpisem, by je potem wysłać mailowo.

    Przegapiłam film "Czarna Wenus", którego powtórkę, jak się okazało, dała wczoraj TVPKultura. Ale chyba i tak nie miałabym już siły oglądać tego nielekkiego przecież filmu po wczorajszych emocjach.

    :)
  • grek.grek 23.08.12, 14:58
    oszustów nie brakuje, a to pachnące biuro podróży, a to obiecujący złote góry parabank, a na końcu się okazuje, że złodziejaszek na złodziejaszku.
    mam nadzieję, że Twoja misja zakończyła się sukcesem, czytaj : odkręceniem ?

    o kruca, ja to nawet nie wiem, jak takie coś wygląda ;]

    yes, była powtórka, ale nie martw się nic : do końca roku 2 albo 3 następne
    jeszcze będą :]

  • barbasia1 23.08.12, 15:57
    Otóż to.

    Przy czym w naszym przypadku chodzi o operatora telefonicznego, z usług których korzystamy, poważną znaną firmę, nie żadnych szemranych naciągaczy, na szczęście.

    Namówili mamę, pod preteksem (to jest obrzydliwe) obniżki ceny za rozmowy tel., jak się w końcu okazało (żeby było śmiesznie, powiedział nam to wczoraj monter), na komplikacje w postaci zrywania na dwóch ścianach dotychczasowej istalacji telefonicznej i założenia nowej oraz, co jeszcze gorsze, na zmianę dotychczasowego numeru telefonu stacjonarnego na nowy (to na koszt firmy).

    Na razie wysłałam mailem pismo w sprawie reklamacji umowy,bo termin odstapienia od umowy już minął. Pozostaje czekać na odpowiedź. Wiesz, najlepsze, że dzwoniłam wiele razy do konsultantów na infolinię i żaden (z 8) konsultantów nie potrafił powiedzieć, o co tak naparwdę chodzi w tej umowie, z czym się wiąże. Dopiero ten monter nas oświecił. To skandal przecież.


    Takie płaskie pudełko o wymiarach trochę wiekszych od formatu A4 z klapką na górze, z szybką podświetlaną w środku. Bardzo przydatne czasem.


    He,he, to dobrze.
    :)
  • barbasia1 23.08.12, 16:15
    Takie płaskie pudełko o wymiarach trochę wiekszych od formatu A4 z klapką na górze, z szybką podświetlaną w środku.

    Zresztą na pewno sam dobrze wiesz! :)
  • grek.grek 24.08.12, 13:56
    no to niezły klops.
    mam nadzieję, że jakoś to Ci się uda to odkręcić.
    Nie będą się chyba wdzierać taranem :]
    Skoro żadne prace się jeszcze nie rozpoczęty, to
    powinni zrozumieć wyjaśnienie.
    Podobno tam też ludzie pracują :]

    o, nie mam chyba takiego cudeńka :]
  • barbasia1 24.08.12, 15:30
    > Nie będą się chyba wdzierać taranem :]

    Ha,ha,ha! :)))
    O matko!
    Ich monter też był zdziwony takim zleceniem, mówił, że to nie pierwsze takie na mieście. Nie jesteśmy sami.

    Mam nadzieję, że rozpatrzą moją reklamację pozytywnie, bo z ich winy to całe zamieszanie, nie poinformowali, o co tak naprawdę chodzi.
    Teraz czekam na odpowiedź, mailem ma przyjść.

    :)
    :)
  • grek.grek 25.08.12, 14:26
    bądź dobrej myśli, sprawa jest oczywista.
    Jaki miałabyś/miałybyście w robieniu z nich wariata, zgadzając się, a za chwilę
    zmieniając zdania, prawdaż ? :]
    Zrozumieją. Nie mają nic do stracenia.

    Dzięki, jakby co, to będę pamiętał :]
  • barbasia1 25.08.12, 15:20
    Dzięki Ci, Greku, za dobre słowa! :)
    Prawdaż.
    Jestem bardzo dobrej myśli. :)

    To dobrze. :)


    /Muszę tylko popytać, czy da się naprawić ten skaner./

  • barbasia1 24.08.12, 16:00
    > o, nie mam chyba takiego cudeńka :]

    Jakby co, służę pomocą.

    :)
  • grek.grek 22.08.12, 12:01
    Jest to częściowo-kostiumowa komedia muzyczna. CO za film, hah.

    Rzecz się dzieje w Warszawie [kręcono go w 58 roku, ale czas akcji stylizowany
    jest na początek XX wieku] i orbituje wokół klubo-teatro-kabaretu "Arkadia". Tam
    oto najchętniej wolny czas spędza mieszczańska Warszawa, bawiąc się znakomicie
    przy skeczach, popisach cyrkowych na małą skalę [psy, akrobaci, rózne inne cuda
    na kiju], a przede wszystkim gwoździach programu : występie piosenkarki Kamilli,
    któremu towarzyszy opowieść sceniczna o Europejce porwanej przez Zulusów, którą
    ocala dzielny podróżnik w przebraniu goryla, a więc są liczni "ZUlusi", jest sceneria
    sawanny, jest tekst ocalonej Kamilli "cóż to za cudowna chwila w ramionach goryla", a
    całośc wieńczy brawurowy kankan w wykonaniu uśmiechniętych po szyję tancerek.
    Publika świetnie się bawi, jest aplauz, dużo śmiechu, atmosfera za milion dolców.

    W klubie bawi się m.in młody pan Mącki. Z zamożnej rodziny. Bawi się i wzdycha do
    pląsącej na scenie Kamilli. Wkrada się do domu wieczorami i przynosi ze sobą
    klimat spektaklu, którym próbuje zarazić pannicę Sabinę, która wraz z matką tymczasowo
    mieszka u nich w domu. Przy okazji skrzętnie ukrywa przed rodzicami, gdzież to
    wieczorami bywa, bo "Arkadia" ma reputację "gorszącą" ;] Młody człowiek nie ma
    pojęcia, ze w klubie bywa i jego ojciec, bawiąc się tak samo świetnie - on z kolei
    ukrywa ten fakt przed żoną, a żona - pani zabawnie konserwatrywna - załamuje ręce
    nad upadkiem obyczajów w Arkadii, ale w domowym zaciszu, kiedy najdzie wszystkich
    chętka, oddaje się upojnym kankanom, do których przyłącza się i pokojówka i matka
    Sabiny.

    Z Radomia do Warszawy przyjeżdza safandułowaty poczciwina, pan Mazurkiewicz.
    Solidny urzędnik starający się o rękę panny Sabiny [która z kolei podkochuje się
    w młodym Mąckim]. Biedny chłopina trafia jak śliwka
    w kompot i dowiedziawszy się, że młody pan Mącki bywa w "siedlisku rozpusty", haha,
    "Arkadii" podąża tam celem poznania siejącej zgorszenie Kamilli i przemówienia jej do
    rozumu.

    Oczywiście, dzielny pan Mazurkiewicz pada ofiarą rudej wokalistki, bo jej nie sposób
    nie ulec, pada każdy i nie ma na to rady. Mazurkiewicz dostaje się za kulisy i tam
    przeżywa liczne przygody : wpada pod scenę, potem ukrywa się w garderobie Kamilli,
    która go grzesznie kusi odkrytą nogą i namawia, zeby jej gołe [!!!} ramiona pudrował,
    aż wreszcie biedak zostaje przyłapany przez dyrektora całego przybytku i... zaangażowany
    do roli "podróżnika w przebraniu goryla ocalającego kobietę z rąk Zulusów" - oczywiście,
    Mazurkiewicza musi spotkać nieszczęście : uciekając przed sforą małych kundelków wsiada na stojący sobie rower i pech chce, że wypada na nim na scenę. Spektakl trwa nadal, aktorzy
    jakby nigdy nic, a publika... najpierw lekko zdezorientowana, goryl na rowerze ?!, zaczyna
    się kapitalnie bawić. Ludzie ze śmiechu padają jak muchy, lecą z krzeseł, totalna orgia.
    Sądzą zapewne, że to celowy zabieg reżyserski celem ubarwienia codziennego programu.

    ale dla mazurkiewicza to nie koniec. Tego wieczora wyląduje na jednej kanapie z Kamillą, w
    jakiejś restauracji, i z rozpaczą skonstatuje, ze ją... kocha do szaleństwa ;]

    W tym samym czasie na sali panowie Mąccy, ojcieci syn, ukrywają się przed matką i jej
    przyjaciółką, matką Sabiny, które przyszły - a młoda panna osobno także - do "Arkadii" zobaczyć jak tam sprawy się mają z Mazurkiewiczem, a przy okazji rzucić okiem na tą "sodomę i gomorę". Jakież będzie więc ich zaskoczenie, kiedy znajdą zbałamuconego Mazurkiewcza w fikuśnym kapeluszu na głowie i z butlą szampana na bezczelnie czerwonej kanapie ;]

    A w finale wybucha jakiś pożar, jest dym, bieganina, rwetes, a potem wszyscy muszą
    wyskakiwać oknem na strażacki specjalny materac [wiecie o co chodzi] : skaczą więc pojedynczo i parami, a poszczególnych skoczków specjalnie zapowiada major domus Mąckich,
    popijający szampana z butli. Wspólny skok oddają młody Mącki i Sabina, co sugeruje, że zostali parą i Na końcu skacze oczywiście Kamilla i ląduje w taki sposób, ze od razu zaczyna tańczyć na tym materacu, a razem z nią wszyscy inni. Nieważne, ze się pali - kankan wszystkich rozpala do zabawy :]

    CO za film.
    Nie do wiary, ze to polska produkcja, 58 rok...
    Kapitalna inscenizacja na lata przełomu XIX i XX wieku, stroje, wnętrza u Mąckich
    i Arkadii - tip top.

    Postaci przesympatyczne i rewelacyjnie odegrane.
    Mazurkiewicz w aktorskim popisie Fijewskiego jest przezbawnym pierdołą, młody pan
    Mącki radosny i pełen wigoru, jego ojciec - jeszcze lepszy, pani Mącka w wykonaniu
    Ireny Kwiatkowskiej - rekord świata, młodą Sabinę gra Barbara Kwiatkowska,
    ale absolutnie przyćmiewa te wszystkie mistrzostwa aktorskie Anna Łubieńska, której
    Kamilla jest po prostu kobietą nieodpartą : uwodzicielską, zabawną, seksowną, z rudym
    płomieniem na głowie, pięknym uśmiechem, nogami i oczami, ktore nawet ze stróża
    moralności Mazurkiewicza robią poddanego jej całkowicie kapcia ;]
    Zachowującego olimpijski spokój nawet w każdym położeniu kamerdyndera Mąckich
    gra Jarema Stępowski. Ta scena, kiedy w finale kolejni bohaterowi gramolą się
    do okna by wyskoczyć z coraz bardziej zadymionej z powodu pożaru ARkadii, a on
    ich zapowiada jakby wchodzili właśnie na jakiś wypasiony raut - komiczna zaprawdę.

    Ileż tu scen, które częstują trącącym może myszką, ale przeznakomitym subttelnym żartem i dowcipem...

    Kiedy panowie Mąccy spotykają się za kulisami w Arkadii... Ojciec widzi syna i mówi "przyszedłem tu tylko po to, by chronić cię przed zgorszeniem, synu", na co syn "A ja tu wszedłem tylko dlatego, że z twojego powodu nazwisko "Mącki" jest świetnie znane obsłudze"... ojciec jest lekko skonfundowany... i naraz nachylają się do siebie szepcząc jednocześnie "byle mama się nie dowiedziała".

    Albo scena, kiedy Mazurkiewicz wyznaje uczucia mlodej Sabinie... trzyma ją za ręką, na kolanie klęcząc, tymczasem za oknem widzi szympansa, który właśnie zwiał facetowi, który przewoził transport tych zwierząt - i Mazurkiewicz rzuca "Pani, pani dla mnie jesteś..." - widzi szympansa w oknie za plecami Sabiny i kończy "... małpa !", na co Sabina oczywiście odpowiada ze złością "Impertynent !".

    Starszy pan Mącki próbuje się dostać do jakiegoś pokoju [nie pamiętam jakiego i po co], ten jest zamknięty, więc jegomość szykuje się do wyważenia drzwi, cofając się potrąca stojący za nim posąg stylizowany na starogrecką rzeźbę, ogląda się, odruchowo ściąga kapelusz i pozdrawia go.

    To są tego typu scenki, dialogi, tego typu humor. Do tego piosenki, inscenizacje na deskach
    teatrzyku, kankany. Są tak świetnie zagrane, aktorzy mają taką vis comica, i tyle ma to wszystko uroku i charmu, że naprawdę zabawa jest przednia.

    Fijewski i Łubieńska w scenie wiele mówiącej :} :
    1.fwcdn.pl/blog/1065209/512076.1.jpg

  • siostra.bronte 22.08.12, 12:57
    O, rzadko tu omawiamy stare, polskie filmy! Widziałam "Żołnierza..." sto lat temu i już nic nie pamiętam :) A gdzie obejrzałeś to cudo?
  • grek.grek 22.08.12, 13:42
    prawda, że rozbrajający ? :]
    taka atmosfera kina przedwojennego, tych komedii z Dymszą, Bodo, ale już w kolorze i
    stylizacji raczej retro, jak na 58 rocznik.

    widziałem w TVP Historia, bodajże w poniedziałek ostatni, natrafiłem zupełnym
    przypadkiem [leciał o 20:20]
  • barbasia1 22.08.12, 15:45
    W niedzielę na TVPHistoria pokazywano "Żolnierza ...", bo i ja powróciwszy z plenrów (zdjęcia wkleję dziś wieczorem) trafiłam na niego przypadkiem, niestety w połowie.
    Zawsze zapominam zajrzeć do programu TVPHistorii, TVPHistoria umieszczona na innej stronie w G.Telewizyjnej.

    Pięknie opowiedziane. :)))

    >taka atmosfera kina przedwojennego [...] ale już w kolo
    > rze i stylizacji raczej retro, jak na 58 rocznik.

    Uwaga bardzo na rzeczy!

    Scenariusz do filmuz 1958 roku napisali reżyser filmu Jerzy Zarzycki wraz Jeremim Przyborą na podstawie farsy Stanisława Dobrzańskiego w przeróbce wodewilowej Juliana Tuwima, która była podstawą pierwszej przedwojennej adaptacji wodewilu, także w reżyserii Jerzego Zarzyckiego. Niestety uległa ona zniszczeniu, jak piszą na stronie filmpolski.


    :)
  • barbasia1 22.08.12, 23:22
    Tu możesz sobie przypomnieć :
    Cz. 1.
    www.youtube.com/watch?v=_pyhDukPfJ8
    :)
  • grek.grek 23.08.12, 14:59
    o widzisz, dzięki :]
    nie omieszkam.
  • barbasia1 23.08.12, 15:09
    Tak,tak to także dla Ciebie ten link, Bracie! :)

    I dla Maniusi choć widziała w "Operze i operetce".

    I dla Pepsic jak wróci z urlopowania się. Ale ma świetną pogodę. Miała nosa z tym urlopem pod koniec sierpnia.

    I dla Wszyskich, którzy będą mieli ochotę obejrzeć zachęceni Twym słowem wstępnym. :)
  • siostra.bronte 23.08.12, 17:39
    Brat Grek? Brzmi nieźle :)
    Dzięki za linka, Barbasiu!
  • barbasia1 24.08.12, 15:32
    Maj pleże. :)))
  • grek.grek 24.08.12, 13:57
    dziękować, ja dziękować i kłaniać się, i znów dziękować :]]
  • barbasia1 24.08.12, 15:31
    Drobiazg! :)))
  • barbasia1 22.08.12, 16:46
    > Starszy pan Mącki próbuje się dostać do jakiegoś pokoju [nie pamiętam jakiego i
    > po co],

    To był pokój hotelowy i należał do Mazurkiewicza. W każdym razie Mazurkiewicz zabrał tam rudą szansonistkę Kamillę i tam się raczyli, jak wyraził się kelner, "szamprimem" oraz tortem. Tam też znalazł się mały Kazio , jak się okazało , synek Mazurkiewicza, który podpalił w finale hotel (dlatego bohaterowie musieli skakać z okna).

    Starszy pan Mącki zjawil się w pokoju Mazurkiewicz zazdrosny o Kamillę, śledził ją i Mazurkiewicza jaać za nimi powozem,a potem do pokoju przybył jeszcze młody pan Mącki zazdrosny o Sabinę, potem przyszła Sabina zazdrosna o młodego Mąckiego, a potem już zwaliła się cała reszta. By wyskoczyć w finale przez okno wsprost na rozłożony przez strażaków materac.

    :)
  • grek.grek 23.08.12, 13:35
    całe szczęście, że udało Ci się obejrzeć i nanieść teraz te korekty :]

    mnie się parę rzeczy pokićkało, jak zwykle, ale może dlatego, że za
    dobrze się bawiłem przy tej komedyjce.
  • grek.grek 23.08.12, 13:37
    co tylko dowodzi tego, że kobiety umieją jedno i drugie : bawić się i uwazać, a mężczyźni
    nie zawsze koordynują jedno z drugim ;]
  • barbasia1 23.08.12, 14:02
    grek.grek napisał:

    > co tylko dowodzi tego, że kobiety umieją jedno i drugie : bawić się i uwazać, a
    > mężczyźni nie zawsze koordynują jedno z drugim ;]

    :)))
    Różnie to bywa.


    Grekuniu, a nie rozpraszał Cię tam ktoś czasem?

    :)

  • grek.grek 23.08.12, 15:01
    o ! ;]

    miałbym jakieś alibi, zawżdy ponieważ, prawdaż ? ;]
  • barbasia1 23.08.12, 15:31
    Ale lepiej dla Ciebie, żebyś nie miał alibi. ;)) / taki rzadki przypadek/
    Żartuję oczywiście.

    :)
  • maniaczytania 22.08.12, 20:28
    uwielbiam to! Ze dwa razy bylam na tym w "Operze i operetce" - bomba!
    --
    Maniaczytania - blog
  • siostra.bronte 24.08.12, 12:46
    Jutro w Kulturze o 10.20. Dziwna pora, niestety nie będę mogła go obejrzeć. Liczę na powtórkę.
    To film Louise'a Malle z 1974 roku. Warto o nim napisać.
    Akcja toczy się w czasie wojny w małym miasteczku. Młody chłopak, Lucien (Pierre Blaise) chce wstąpić do ruchu oporu, ale nie zostaje przyjęty. Urażony, zgłasza się do niemieckiej policji, gdzie zostaje przyjęty z otwartymi ramionami...
    Film wywołał duże kontrowersje we Francji. Przypomniał o wstydliwym temacie kolaboracji z Niemcami w czasie wojny. W dodatku pokazał partyzantów wcale nie jako bohaterów czy ludzi bez skazy. Reżyser wykorzystał swoje wspomnienia z czasów wojny.
    Louis Malle miał dosyć nagonki i wkrótce wyjechał z kraju na wiele lat. Kolejne filmy realizował w USA i Wlk. Brytanii. Wielka szkoda, bo to jeden z najwybitniejszych francuskich reżyserów.
    Życie dopisało smutny epilog. Odtwórca głównej roli, Pierre Blaise, zaledwie rok później zginął w wypadku samochodowym.
  • grek.grek 24.08.12, 13:52
    Trochę wcześnie :]
    nie mogę nagrywać z TVP Kult, czuję się z tym jak bez ręki... no, bez jednego palca
    u niej, heh.
  • siostra.bronte 24.08.12, 13:56
    No właśnie. Będę poza domem, niestety. Pozostaje liczyć na powtórkę.
  • barbasia1 24.08.12, 15:42
    Właśnie, pora dobra i niedobra.
    Dzięki Bronte za sygnał i zwrócenie uwagi na ten film. Prędzej czy później go zlowimy.
    :)
  • barbasia1 24.08.12, 15:38
    > nie mogę nagrywać z TVP Kult,

    O! Szkoda.
    Tylko z TVPKulturą masz takie problemy?

    A właśnie, Greku, nagrywasz nadal na taśmę (na wideo) czy na pendrive'a (przez dekoder)?


    :)

  • grek.grek 25.08.12, 14:29
    na taśmę< Barbasiu :]
    trzymam się starych metod.
    Jakkolwiek, no cóż, zdaję sobie sprawę, ze niebawem będzie to
    już niemożliwe i tak czy owak, jesli zechcę nagrywac, to na owego
    pendrive'a będą musiał się przeinstalować.

    Kończy się jakaś epoka.
    szkoda, zżyłem się z moimi taśmami video i moim sprzętem :]
  • siostra.bronte 25.08.12, 14:38
    To tak jak ja. Mam stary odtwarzacz video, który jeszcze dobrze chodzi :)
    Ciekawe, że od dawna już niczego nie nagrywałam.
  • barbasia1 25.08.12, 15:15
    O! Jesteś chyba troszkę sentymentalny, Greku!? :))

    Postawisz sobie wideo i taśmy na półeczce i będzie sobie na nie zerkał od czasu do czasu. :)

    Wiesz, chyba jednak najlepsza, najbardziej funkcjonalna będzie nowa cyfrowa nagrywarka:

    www.cyfrowydoradca.pl/poradniki/nagrywanie.html
    Nagrywanie na pendrive przez dekoder ma niestety ograniczenia. Zdaje się nie można ustawiać nagrywania na określony czas, itd.

    :)
  • grek.grek 26.08.12, 11:41
    możliwe :]

    och, to nie to samo, co je dotykać, wkładać tam gdzie należy, przewijać w tę
    i z powrotem, włączać, przełączać, zauważać pierwsze rysy na obrazie... hehe,
    to trochę już inny świat będzie ;]]

    o, wiesz, ja nigdy nie używałem programowania także i wcześniej, więc to nie
    będzie dla mnie niedogodność. Ciekawe jestem, jaki taka "szpula" będzie miała
    limit czasowy ? Moje taśmy miały nawet 8 godzin, mimo że na pudełku napisane
    było E-240. hehe. No jakoś tak wychodziło, nie wiem do dzisiaj co to za cud natury.
    Ktoś mi kiedyś tłumaczył, że musiałem coś przełączyć w tym swoim video i
    o połowę zmniejszyć... coś, ale "co"... już nie pamiętam :]
  • barbasia1 31.08.12, 16:21
    :)))

    Będzie tak samo, tylko wygodniej, szybciej, więcej i lepszej jakości. :)

    I mniej miejsca sprzęt będzie zajmować, a płyty zastąpią Ci wiekie kasety albo filmy będzie można wrzucić do komputera.

    A ja dzięki dekoderowi nagrywam właśnie na pendrive/ USB (kupiłam o pojemności 8 GB) . Póltoragodzinny film "Cztery noce z Anną" (via TVPKultura) zajął mi 2 GB . Zatem na 8 gigowe USB mogę nagrać 4 filmy. Są też USB o większej pojemnosci - 16 GB, tu zmieścisz już osiem filmów (cena w około 30 / 40 zł ), a potem 32 GB, 64 GB.

    Potem oczywiście możesz z tegoż USB bez problemu odtwarzać nagrane filmy na swoim telewizorze bądź w komputerze.

    Nagrywanie jest niesłychanie proste, wkładasz USB do jego wejścia w dekoderze, naciskasz na pilocie nagrywaj i się nagrywa.
    A, i podczas nagrywania możesz przeskoczyć na inny kanał, z tym że nie na wszytskie się da, przynajmniej u mnie tak jest. Zdaje się przejść możesz tylko na te kanały, które są na tej samej platformie cyfrowej, z której nagrywasz film (muszę jeszcze trochę poeksperymentować, żeby się upewnić jak to u mnie jest z tym skananiem po kanałach podczas nagrywania).

    :)

  • grek.grek 03.09.12, 13:40
    cała garść bardzo ciekawych informacji, dzięki Ci wielkie :]

    świetnie poruszasz się w tych technikaliach, jak widzę.

    będę się musiał jakoś zacząc wdrażać w te nowości.
    ech, epoka romantyczna mija, wchodzimy w epokę
    wyższej technologii :]
  • barbasia1 04.09.12, 17:19
    > świetnie poruszasz się w tych technikaliach, jak widzę.

    Niestety tylko troszkę się znam. :)

    > będę się musiał jakoś zacząc wdrażać w te nowości.
    > ech, epoka romantyczna mija, wchodzimy w epokę
    > wyższej technologii :]

    Ha, ha! :)))

    Cudowna to epoka.
    I nie wyobrażam sobie, już życia bez nowoczesnej technologii.



    Wypróbuj sobie USB/ pendrive.

    Taki był niedawno w supermarkecie chyba w Realu w promocji za 29 zł: (16 MB!)
    www.bitcomputer.pl/product.php?id=19915

    :)

  • barbasia1 04.09.12, 17:21
    16 GB!!! (giga bajtów)
  • grek.grek 06.09.12, 13:17
    skromność zbyteczna :]

    chyba będę musiał.
    skutkiem czego możliwe, że i mnie się udzieli Twój entuzjazm
    dot. tej zaawansowanej techniki.
  • siostra.bronte 24.08.12, 12:58
    Doczytałam, że przecinek w tytule występuje tylko w angielskim tłumaczeniu :)
  • siostra.bronte 24.08.12, 13:01
    Oj, źle się podpięłam :)
  • grek.grek 24.08.12, 13:48
    Piszą dużo o, już zapowiadanym przez Barbasię, nowym filmie Allena, wygląda na to, że
    krytyka jest przychylną :

    film.onet.pl/recenzje/zakochani-w-rzymie-takie-zycie,1,5225944,wiadomosc.html
    www.rppl/artykul/492083,926824-W-Zakochanych-W-Rzymie-Woody-Allen-wraca-na ekran.html

    wyborcza.pl/1,75475,12354557,_Zakochani_w_Rzymie__Mini_Dekameron.html
  • grek.grek 24.08.12, 13:50
    www.rp.pl/artykul/492083,926824-W-Zakochanch-W-Rzymie-Woody-Allen-wraca-na-ekran.html
  • siostra.bronte 24.08.12, 14:03
    No, recenzje są raczej letnie, oprócz tej ostatniej.
  • barbasia1 25.08.12, 00:16
    Będę się trzymać recenzji Barbary Hollender! ;))
  • siostra.bronte 25.08.12, 13:11
    Jestem ciekawa Twoich wrażeń :)
  • barbasia1 25.08.12, 13:59
    :)))
  • grek.grek 25.08.12, 14:34
    No tak, w sumie racja, Siostro :], ale jakoś tak nie sypią gromów i
    nie ma tekstów, ze Woody się skończył, albo że Woody go home,
    czy coś... więc tak zaryzykowałem, że raczej przychylne. Poza tym, wiesz
    ja myślę, ze do Allena przyklada się inna miarkę niż do innych reżyserów.
    Taką z większymi centymetrami. To ciągle, tak mi się wydaje, jest
    wąska elita twórców, na ktorych filmy się czeka z wygórowanymi oczekiwaniami.
    Ridley Scott dostał bęcki za "Prometeusza", Nolan też nie wszystkich
    zadowolił "Mrocznym RYcerzem powstającym" - Allen też nie nakręci
    już pewnie takich filmów jakie mu wychodziły kiedyś, w okresie nowojorskim.
    A sądze, ze to one ciągle wyznaczają horyzont wymagań wobec niego.
  • barbasia1 25.08.12, 18:33
    Racja, Greku. Poza tym trudno wymagać od człowieka, nawet tak inteligentnego i błyskotliwego jak Allen, by każdy jego kolejny film był genialny.

  • barbasia1 24.08.12, 16:08
    O! Dzięki serdeczne, Greku, za te linki do recenzji, zaraz poczytam ...

    Wybieram się na "Zakochanych w Rzymie" Allena, jak już mówiłam, ale nie weekend, tylko w najbliższy wtorek. Obiecuję uroczyście zdać Wam porzadną relacje z seansu. :)
  • grek.grek 25.08.12, 14:25
    moja przyjemność :]

    już teraz życzę Ci wspaniałej zabawy, Barbasiu, i dreszczyku pozytywnych wrażeń z
    samej eskapady.

    świetna zapowiedź, będziemy Cię tutaj trzymać.
    Za słowo :]
  • barbasia1 25.08.12, 15:26
    :))))))

    Dziekuję!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Mam nadzieję, że Cię/Was nie zawiodę.
  • grek.grek 25.08.12, 15:41
    no to moze jeszcze "co w trawie piszczy" vol 2 :]

    żebyś potem, po obejrzeniu, mogła tych wszystkich wątpiących i nosem kręcących wystrzelić w kosmos :]

    film.interia.pl/recenzje/news/zakochani-w-rzymie-teraz-kolej-na-was,1835676,6290
    kultura.gazeta.pl/kultura/1,114438,12357886,_Zakochani_w_Rzymie__w_kinach__Wakacyjna_pocztowka.html
  • siostra.bronte 25.08.12, 15:46
    Im dalej tym gorzej :)
  • grek.grek 26.08.12, 11:47
    a wiesz, mnie ujął jeden komentarz pod tymi recenzjami : że Allen w zasadzie
    kręci serial, co roku wypuszcza film i miłośnicy jego twórczości "nie szukają
    arcydzieł" tylko cieszą się na owo coroczne spotkanie z nim, "żeby zobaczyć, co
    ma do powiedzenia, czy coś się zmieniło, jakich wybrał aktorów, czy wpada w
    nastroj depresyjny, czy bardziej optymistyczny", że idzie się dla nastroju i
    spoecyficznej frazy, którą Allen mówi i kręci.

    I myślę, że krytycy trochę sobie a muzom pisują.
    Bo muszą coś pisać, ocenić, być może nawet obiektywnie.

    Ale dla kogoś, kto po prostu cieszy się na nowy film Allena - to nie ma znaczenia.

    Barbasia może coś o tym powiedzieć, jak sądzę, ba - mówi nam to :]
  • barbasia1 25.08.12, 15:48
    O świetnie, tych recenzji jeszcze nie czytałam.
    Czytałam za to tę bardzo krytyczną:
    film.dziennik.pl/recenzje/artykuly/401944,zakochani-w-rzymie-recenzja.html
    :)
  • siostra.bronte 25.08.12, 15:59
    Nie czytaj już innych recenzji, bo w końcu nie pójdziesz do kina :)
  • barbasia1 25.08.12, 18:28
    :)
    Nic mnie nie zniechęci do Allena :)
  • barbasia1 31.08.12, 15:17
    Trudno odmówić racji krytykom filmowym, najnowszy film Allena nie jest oparty na tak oryginalnym , pomysłowym koncepcie, jak poprzedni oskarowy "O północy w Paryżu”,
    Allen przerabia i wrzuca tu motywy i wątki znane z wcześniejszych filmów Allena - motyw dziewczyny zakochanej w aktorze filmowym – (Purpurowej Róży z Kairu) . Motyw pociągającej seksulanie femme fatale, „ociekającej seksem”, uwodzącej młodego bohatera (ma coś z Noli z „Wszystko gra”), neurotyczki, niestroniącejącej od niekonencjonalnych doświadczeń seksulanych z kobietą (jak Cristina z VCB), a nawet z gejem (którego zamierzała przekonać do seksu kobietami, to też dobry motyw :),. Znów bohater grany przez Allena jest neurotycznym artystą (a dokładnie emerytowanym reżyserem operowym znanym z niekonwencjonalnych pomysłów, wystawiał kiesdyś „Toscę” w budce telefonicznej), i jak to bywało wcześniej znów dotknięty jest tymi samymi obsesjami ( na punkcie śmierci, na punkcie czystości) itd.

    Ale pojawia się tu jeden wyjątkowy, oryginalny koncept, dzięki któremu „Zakochani w Rzymie” na pewno zostaną zapamiętani, i przejdą do historii kina, i dla którego warto film zobaczyć. Wiąże się on z postacią jednego z bohaterów - właściciela rzymskiego zakładu pogrzebowego, który obdarzony jest cudownym operowym głosem, ale wspaniale i czysto potrafi śpiewać tylko podczas kąpieli pod prysznicem.
    Więc znany z niekonwencjonalnych pomysłów amerykański reżyser operowy grany przez Allena, (który go przypadkowo odkrywa i postanawia dać mu główna rolę w swojej nowej operze „Pajace”, ) wpada na genialny pomysł, by na scenie teatru operowego wystąpił on ... w kabinie prysznicowej, myjąc się w niej oczywiście. I tak się dzieje w finale. :))


    Nie brak w filmie allenowskiego zaprawionego ironią dowcipu, zabawnych dialogów, np. (ten który pojawia się w trailerze) bohater grany przez Allena chwali się przed żoną, że jego IQ wynosi 160, żona na to zgryźlwie, że pewnie liczył w Euro, bo w dolarach wyszłoby znacznie mniej.

    Albo: Znów bohater grany przez Allen, tym razem ogląda w gazecie receznje z owej wyreżyserowanej przez siebie opery „Pajace” ze śpiewakiem występującym na scenie w kabinie prysznicowej. Recenzje są niepochlebne, pełen inwektyw pod jego adresem. Allen niczego nie rozumie, bo nie zna włoskiego, ale jego uwagę przykuwa słowo "imbecile" i pyta, żonę co ono znaczy. Żona na to - "że wyprzedzasz swój czas" (przy czym ten dowcip pada w filmie o dziwo aż dwa razy, właśnie powtarzanie tych samych konceptów zarzucali Allenowi tu krytycy:).

    Najostrzejszy dowcip pada z ust samej Penelope Cruz, grającej tu piękną luksusową call girl (z której usług korzysta, jak się okazuje, połowa męskiej części elit rzymskich) - Krewni młodego żonkosia Antonio przybyłego z żoną z prowincji w celu zdobycia posady w wielkiej firmie krewnych oznajmiają mu, że załatwili mu indywidualne zwiedzanie Watykanu, na co zmuszona odgrywać przed krewnymi żonę bohatera, call girl Anna rzuca od niechcenia - "I tam się bywało"...

    cdn.
  • grek.grek 01.09.12, 13:43
    nie chrupali Ci tam popcornem za bardzo, Barbasiu ? ;]

    bardzo ciekawe uwagi, zwłaszcza że, jak to mówią - na gorąco.
    jak się bawiłaś, tak po prostu ? :]
    Woody działa nadal ?
  • pepsic 01.09.12, 18:38
    Tez jestem świeżo po. Bawiłam się nieźle, ale do czasu, bo końcówka okazała sie nużąca. Wątków jest za dużo, część za bardzo rozbudowana i pisana na kolanie. Ten z cyrkowcem Benignim całkiem zbędny, z Allenem marzącym, aby ze swata (?) zrobić śpiewaka - dobry, ale już motyw z kabiną prysznicową zbyt dosłowny. Sam Allen jak zwykle świetny, wygłasza coś na kształt mowy pożegnalnej, a olśniewająca Penelope Cruz zachwyca owszem, ale jest wtórna. I dlaczego te wszystkie młode aktorki Allena sa bez klasy, bez seksapilu, a na dodatek niedbale ubrane, i jakieś takie powierzchowne. Barbasiu, jak zrozumiałaś postać Aleca Baldwina (hulaszczego trybu życia to on na twarzy nie ukryje)? Jako alter ego, czy jako ojca rozkładającego parasol ochronny nad synem??? I jeszcze jedno, jakoś trudno uwierzyć, że przy 160 pkt. IQ nie rozumie się słowa imbecyl. A scenę z rodzinka włoską, która przyłapuje krewniaka na wesołych igraszkach to na bank pan reżyser zgapił z "Rybki zwanej Wandą".
    Lepsze od "Vicky...", która mnie nie wiedzieć czemu irytowała, zdecydowanie słabsze od "O północy w Paryżu".

    Allen działa, ale w scenach ze swoim udziałem.

    Ps. Na sali była garstka widzów, nie konsumpcyjna.
  • barbasia1 01.09.12, 20:14
    To świetnie, że też się wybrałaś!

    > ale już motyw z kabiną prysznicową zbyt dosłowny.

    Allen był artystą znanym ze swych niekownecjonalnych pomysłów.

    A'propos, w spektaklu wyreżyserowanym przez wybitnego polskiego reżysera teatralnego aktorka miała w pupie umieszczoną racę, którą następnie inny aktor podpalał. (Tylko nie pytaj mnie, o interpretację tej sceny!)


    (hulaszczego trybu życia to on na twarzy nie ukryje)
    Hahahahahaha :))))
    To ciekawe, żeśmy tak całkowicie odmiennie odebrały aktora.
    Coś w tym jest.

    >Barbasiu, jak zrozumiałaś postać Aleca Baldwina Jako alter ego, czy
    > jako ojca rozkładającego parasol ochronny nad synem???

    Jako alter ego , zdecydowanie. Ewentualnie, jako kogoś w rodzaju duchowego mentora czy może bardziej anioła stróża?

    >I jeszcze jedno, jakoś trudno uwierzyć, że przy 160 pkt. IQ nie rozumie się słowa imbecyl.

    Nie rozumie słowa, "imbecyl, żeby żona mogła powiedzieć (niestety po raz drugi), że piszą, że "wyprzedza swój czas", szydząc z męża pseudoartysty i jego pseudosztuki.

    Zresztą może to jego wysokie IQ to tylko czcze przechwałki?

    Być może nie do końca przemyślany żart, nie mniej jednak zabawny.

    IMO "Vicky..." była lepsza.

    >wątków jest za dużo, część za bardzo rozbudowana i pisana na kolanie
    Zgadzam się z Tobą.

    > Ps. Na sali była garstka widzów, nie konsumpcyjna.

    U nas we wtorek sala była prawie pełna, ale może dlatego, że we wtorki bilety są troszkę tańsze , niż w inne dni.

    :)
  • pepsic 02.09.12, 16:20
    w spektaklu wyreżyserowanym przez wybitnego polskiego reżysera teatralnego aktorka miała w pupie umieszczoną racę, którą następnie inny aktor podpalał. (Tylko nie pytaj mnie, o interpretację tej sceny!)

    !!!
    A o panią aktorkę i osobę pana reżysera mogę?
  • barbasia1 04.09.12, 16:56
    :))

    Krystian Lupa i Sandra Korzeniak, spektalk "Factory 2".

    Dokładnie była to scenka video wyświetlona podczas spektaklu.

    www.dramateatro.com/index.php?option=com_content&view=article&id=207:prorok-i-jego-wyznawcy&catid=22:teatro-en-polonia&Itemid=26

  • barbasia1 01.09.12, 18:40
    Czułam, że nie będziesz zachwycony, jak przeczytasz mój post o "Zakochanych w Rzymie." ;))

    Tyle myśli na raz przyszło mi do głowy, nie wiedziałam od czego zacząć .

    Więc, tym razem nie zmysł słuchu, a powonienia był nękany. Choć " nękany " to akurat w tym przypadku złe słowo , bo zapach popcornu, a może raczej chipsów , który snuł się po kinie odebrałam jako przyjemny. :))


    Działa Allen!
    Bo nawet słabszy Allen jest dobry, jak mawiają wielbiciele, do których ja się zaliczam, teraz wiem to na pewno.
    Do tego działa magia sali kinowej. :)

    Miłe to było z Allenem spotkanie.
    Jakbyś znów po dłuższym okresie niewidzenia spotkał się z kimś ,kogo dobrze znasz i lubisz. :) I z przyjemnością dowiadywał się, co tam u niego nowego.

    Allnowska firmowa fraza, allenowskie poczucie humoru,refleksja nad związkami damsko-męskimi, nad ludzkimi słabościami, tego się spodziewałam i to otrzymałam, w dodatku na tle malowniczych zabytków mojego ulubionego, ukochanego miasta Rzymu.
    A były to najbardziej sztandarowe zabytki, figurujące w planie każdej szanującej się wycieczki, których specjalnie nie trzeba reklamować - Schody Hiszpańskie, Fontanna di Trevi, Koloseum, Watykan). Starczyły za całe dekoracje. ;)

    Niestety pomysł by połączyć 4 zupełnie różne historie w jednym filmie, potwierdzam nie był najlepszy, spowodował, że opowieści wyszły jednak niestety dość powierzchowne. Każda z tych historii nadawałaby się do rozwinięcia w odrębnym filmie.



    PS
    Myślałam sobie oglądając film, że Alec Baldwin tak dobrze się prezentuje i tak mądrze i rozsądnie podpowiada młodemu, że chyba podwójnie spodobałby się Pepsic.

    Pomyślałam sobie też, jaka szkoda, że Grek tego nie ogląda.

    :)
  • pepsic 01.09.12, 19:04
    Alec Baldwin tak dobrze się prezentuje i tak mądrze i rozsądnie podpowiada młodemu, że chyba podwójnie spodobałby się Pepsic.

    Pod warunkiem, ze miałaby słabość do grzecznych chłopców;)

    Moim zdaniem nie wyglądał zbyt dobrze, czemu dałam wyraz w poście chwile wcześniej, i jeszcze ten balejaż:(

    Barbasiu, sie rumienie:))
  • barbasia1 01.09.12, 19:21
    > Pod warunkiem, ze miałaby słabość do grzecznych chłopców;)

    A to Pepsic nie ma słabości do grzecznych chłopców? 8-O
    Jak to w ogóle możliwe, żeby Pepsic nie miała słabości do grzecznych chłopców? :))


    >i jeszcze ten balejaż:(
    Balejaż? Nie zauważyłam???
  • pepsic 01.09.12, 19:36
    Baldwin jest brunetem. Wczoraj dobrze mu sie przyjrzałam. I nie była to siwizna, bardziej zrozumiała. Do tego ma twarz napuchniętą od alkoholu, a taki ładny chłopak był z niego.

    Ci grzeczni jacyś nudni;)
  • barbasia1 01.09.12, 20:20
    pepsic napisała:

    >, a taki ładny chłopak był z niego.
    Prawda.
    Wiesz, nie zwróciłam uwagi na takie szczegóły. Musiałabym raz jeszcze wybrać się do kina.

    > Ci grzeczni jacyś nudni;)

    Taaak? :))

  • maniaczytania 01.09.12, 22:14
    pepsic napisała:

    > Baldwin jest brunetem. (...) Do tego ma twarz napuchniętą od alkoholu, a taki ładny chłopak był z niego.

    Oj, to prawda, zgadzam sie ;)

    > Ci grzeczni jacyś nudni;)

    I znow sie zgadzam, i mam tak samo, tez nie lubie grzecznych chlopcow. Myslicie, ze dlaczego na filmy akcji chadzam? :)))


    --
    Maniaczytania - blog
  • pepsic 01.09.12, 19:51
    Coś mi sie przypomniało a propos bujania w obłokach. Ostatnio namawiałam Siostre na film w Ale Kino, w którym jak się okazało w pierwszych scenach jakiś troglodyta ze wszystkimi szczegółami anatomicznymi na wierzchu nie krepując sie zupełnie paraduje nago po kuchni podjadając ochoczo z lodówki. W panice, ale i w wielkim rozbawieniu pomyślałam, co ja poleciłam Siostrze?
    ;)
  • barbasia1 01.09.12, 20:16
    pepsic napisała:

    Hehehehe :)))

    Na szczęście nasza Bronte to duża dziewczynka.
  • siostra.bronte 01.09.12, 21:17
    :))))
    Pepsic, chodzi o ten brazylijski film? Na szczęście nie oglądałam :) I jak Ci się podobał?
  • pepsic 02.09.12, 15:57
    To szczególny film ze znikomą liczbą dialogów, w którym z pozoru nic się nie dzieje, niszowy. Drobiazgowy opis zachowania kobiety po otrzymaniu niespodziewanej informacji sms'owej o odejściu męża hojnego troglodyty, który przed rozstaniem wyposażył małżonkę w piękne mieszkanie z tarasem i widokiem na ocean. Wiarygodny psychologicznie, ale zdecydowanie nie dla każdego z racji nieśpiesznej relacji. Mi się nawet podobało, ale np. na filmwebie jest tylko 1 komentarz w dodatku przekłamany spam. Aha, byłam pewna, że reżyserem jest kobieta, ale nie. Jutro powtórka, b. późno, tylko na własną odpowiedzialność:)
  • grek.grek 02.09.12, 13:40
    a skądże znowu...
    wiesz, trudno mi się szerzej odnieść do istoty rzeczy, bo...ano właśnie -
    [jeszcze] nie oglądałem ;]
    Czytałem za to z przyjemnością, więc - bez obaw :]

    o to chodzi, o to chodzi... o satysfakcję z takiej eskapady, zapachu sali, z samego
    filmu, z owego spotkania z lubianym reżyserem i jego światem.
    Oto cały rynsztunek kinomana :]

    Wystarczy sama czcionka na starcie filmu, prawda ?
    żeby poczuć : o, to Woody, znam tego gościa :]
    Masz takie odczucie na starcie jego filmów ?
    [mnie ono towarzyszy od... drugiego filmu Allena, nie pamiętam jak sie
    nazywał, ale spostrzegłem podobieństwo owo i potem już zawsze
    wygladało ono jak dziura w płocie, przez którą się włazi do sadu, gdzie
    można ugryźć dobre jabłko ;]

    o, potencjał filmowy Rzymu - niezmienny i... wieczny, jak przystało :]




  • siostra.bronte 25.08.12, 13:26
    Wczoraj wieczorem przypadkiem natknęłam się na ten film, w tv4. Ciekawa historia zdemaskowania ważnego agenta FBI-szpiega na rzecz Rosjan. Oparta na faktach.
    Bohaterem filmu jest młody agent Eric O'Neill (Ryan Philippe), który zostaje asystentem owego agenta-szpiega, Roberta Hanssena (Chris Cooper). Jego zadaniem jest znalezienie kompromitujących dowodów.
    Nie ma tu scen akcji, jest żmudna praca agentów. Jednak trochę za mało się tu dzieje jak na tak operację zatrzymania najsłynniejszego szpiega w historii FBI.
    Jest też pojedynek psychologiczny między Erikiem i jego szefem. Niestety, grający główną rolę Philippe wypada blado i nie jest przekonujący. Traci na tym cały film.
    Za to Chris Cooper gra znakomicie. To on powinien być bohaterem filmu. Jest antypatyczny, w dodatku to zdrajca, a jednak trzymałam za niego kciuki do samego końca. Fantastyczny aktor!!
    Świetna jest też Laura Linney w roli szefowej Erica. Dla tej dwójki warto było zobaczyć ten film.
  • barbasia1 25.08.12, 14:09
    "Ściśle tajne" (2007) - na filmwebie pod takim tytułem można znaleźć ten film.

    A tu bohaterowie filmu:
    www.filmweb.pl/Scisle.Tajne#picture-3
    www.filmweb.pl/Scisle.Tajne#picture-7
    Chris Cooper ma twarz podstępnego człowieka. ;)
  • siostra.bronte 25.08.12, 14:18
    I ten tytuł mnie trochę zmylił. Bo o tym filmie gdzieś czytałam, pewnie w "Filmie".
    Tak, Cooper wygląda na drania, ale potrafi być przy tym ludzki i fascynujący :)
  • barbasia1 25.08.12, 14:50
    forum.gazeta.pl/forum/w,14,138213699,138431124,Re_Wszystko_o_mojej_matce_full_story_PeSy.html
  • siostra.bronte 25.08.12, 15:22
    Przeczytałam i skomentowałam wcześniejszego posta :)
  • grek.grek 25.08.12, 14:22
    oglądałem kiedyś, nie pamiętam czy w całości, ale oglądałem :]

    ja sobie poowtórkę zrobiłem wczoraj, a właściwie - dzisiaj.
    "Psy", nasz polski i to jaki.
    10 lat po premierze, a ciągle wygląda jak świetnie i do dzisiaj
    na palcach jednej ręki można by policzyć filmy, które dorównały
    mu poziomem.

    Urządzanie się eks-bezpieczniakow w Nowej Polsce [;)], z biglem, z
    senasacją, z sensem, z bystrą obserwacją mechanizmów, z wyrazistym
    bohaterem, z dużą ilością kultowych odzywek, ktore weszły do potocznego
    języka, ze znakomitą muzyką w tle i z doskonałym aktorstwem - czego więcej trzeba.

    Linda tyle się nagrał u Kieślowskich i Hollandównych, w całym tym moralnym niepokoju, a przeciętny widz będzie go na zawsze kojarzył z Franzem Maurerem, "starą d,pą", "bo to zła kobieta była" i "co ty k.. wiesz o zabijaniu" mimo że takiego tekstu w Psach nie ma.

    Ale, jak tak się dobrze przyjrzeć, to abstrahując od tego, kto i co kojarzy -
    Franz to jest ciekawa postać. Wcale nie gorsza i stanowiąca mniejsze wyzwanie
    niż ci wszyscy bohaterowie, których Linda odgrywał wcześniej. Stworzył dla niej
    własny język, nonszalancką pozornie formułę, własną styl porozumiewania się ze światem,
    szorstkość pewną; wyposażona jest w może i w ubecką przeszłość, ale przecież w tym całym zamieszaniu to Franz się okazuje tym prawym, uczciwym i takim, który jeszcze
    rozumie co to przyjaźń [powiedziałby "koleżeństwo" zapewne] i wykazuje szacunek dla
    moralnych imperatywów. Młodociana pcha mu się do lózka, a on jej rzuca "nie chcę, bo
    jakoś ci nie ufam i jakoś cię nie kocham" - niezłe co ? :]

    I jest człowiekiem starych zasad, tych czasów kiedy to wbrew pozorom wszystko
    było jasne : my, oni, prawo, bezprawie, a tutaj, już jako policjant nie moze zrozumieć
    że przyszło nowe i odznaka nic nie znaczy dla gangsterów, którzy strzelają do
    policajów bez żenady. Za komuny ? Niemożliwe, łapało się płotki, stuendciaków z bibułą,
    straszyło tu i tam. A teraz, po akcji w której gangusy masakrują nowo wcielonych
    do policji ubekow - największy kozaczek siedzi, dygoce i bełkocze "ja chcę do biura...
    ja chcę do biura... ja umiem pisać na maszynie".

    Teraz kasa sie liczy. A Franz nigdy o nią nie dbał. I nic nie ma. Samochód, mieszkanie zabiera
    żona, która go zostawiła i wyjechała z synem do Ameryki.
    Młoda laska, jakaś znajoma czy córka kolegi którą odebrał z domu dziecka na "przechowanie", dopóki jest mieszkanie i auto - miła jest i w zalotach. Kiedy z Ameryki przyjeżdza
    prawnik żony Franza i odbiera mu i dom i samochód, no i trzeba się wprowadzić do znacznie mniejszego lokum, a zacząć jeździć komunikacją miejską - uczucia młodocianej
    szybko się kończą. Idzie za pieniądzem do Ola, przyjacuela Franza, który nie dostał się do policji, ale za to przystał do gangsterów i ma grosz, a przede wszystkim - ma chęć
    mieć gorsz. Bo Franz ma to w nosie. On żyje ciągle przeszłością, zasadami. A Olo chce
    się urządzić, także na pohybel tym, którzy go nie chcieli pozytywnie zweryfikować i
    nie przyjęli do pracy w policji. Dzwoni dziewoja do Franza, a on jej "nie chce mi się
    z tobą gadać" :]

    Pasikowski kobiet specjalnie atencją nie darzył, w Psach je pogrąża, nie ma tu żadnej pozytywnej postaci kobiecej. Żona Franza - zła kobieta była, ta z Psów - jw.,
    w Psach 2 - Serbka czy cośtakiego, przyprawia mu rogi, zona Morawca - jędza
    i maruda... same perełki ;]

    tylko męska lojalnośc i przyjaźń jest na morzu cynizmu i materializmu wartością, na której
    można budować coś trwałego, i co ciekawe, już w Psach 2, ta przyjaźń połączy Franza z
    Morawcem właśnie, młodym służbistą, nieco denerwującym, któremu zdarzają się wpadki
    w pracy, ale koniec końców uczciwym. "co ty, pedal jesteś ?" pyta nerwowo MOrawiec kiedy Franz w Psach 2 powiada mu, ze zadba o niego [Morawiec w akcji doznaje kontuzji, traci palce], na co Franz odpowiada "Nie... kolega". I ten to wie, pytanie zadaje może tylko po to,zeby mogła paść typowo maurerowska odpowiedź ;] [scenariusz, rozumiecie]. UMie się odwdzięczyć. To Morawiec czekal na niego pod więzieniem, kiedy Franz wychodził z pudła na wstępie Psów 2. Tylko on. Mimo że w Psach nieźle sobie do oczu skakali.

    męskie kino, ciekawe, że i ponoć wiele kinomanek w pozornie szorstkim cyniku Franzu odnalazło
    jakiś tam męski wzorzec ;]

    No bo to, wg mnie, romantyk jest.
    Przepuszczony przez realia roboty w SB, ale jednak.

    Gajewski z "Gliny" jest do niego bardzo podobny, tyle że Maurer nie odżegnywał się
    od roboty ktorą wykonywał, dla niego to były dobre czasy, korzystał z przywilejów.
    TEraz nie umie się znaleźć. W Psach 2 będzie podejmowal próbę, ale Psy 2 nie są
    już na tej samej półce co oryginał. W Psach Maurer jest ciekawszy, bo przybywa z
    poprzedniej epoki, w której miał fory, zaś w nowej jest pariasem, pod komendą
    solidaruchów, stójkowych którzy kiedyś byli zerami w policji, a dziś, z powodów
    politycznych, są zarządcami.

    W ogóle, świetne są te sceny pokzujące ubekow wcale nie skruszonych, naigrawających się
    z tych, których za komuny ganiali i wsadzali. Scena, kiedy niosą pijanego w sztok
    kumpla i śpiewają "Janek Wiśniewski padł" - ponoć wpieniła sporo ludzi ;] Obrazoburcza.
    I rewelacyjnie wymyślona. jedna scena - tysiąc słów. Jak również sceny palenia akt.
    w jednej teczce znajdują starą sprawę z księdzem, który ukradł monstrancję i sprzedał
    na Zachód. Franz bierze jest akta, rzuca w ogień z przekąsem dodając "do piekla !".

    No i Chrześcijańska Unia Jedności ;]]

    Plus : mam zawsze dobre słowo dla aktorów, ktorzy potarfią z wdziękiem rzucać
    mięsem na ekranie. Nie jakieś przecinki, czy coś, ale naprawdę akcentujące zdania
    porządne wykrzyniki, ew. takie przyprawy do fraz, które robią z nich melodyjne
    kankany :] A tutaj jest tego sporo.

    Po 10 latach - Psy są ciągle zjadliwe :]

    Wyszedł mi monolog... jakie są Wasze wrażenia, Czcigodni, macie ten film
    na rozkladzie ?


  • siostra.bronte 25.08.12, 14:33
    Greku, od premiery minęło 20 lat! :) Jak ten czas leci...
    Zgadzam się, że to dobre kino rozrywkowe. Chociaż mizoginizm reżysera jest denerwujący. Nie wiem jak bym go odebrała dzisiaj.
    Ale za nim przyszła fala kolejnych filmów w podobnym stylu, coraz gorszych. Ostatnie filmy Pasikowskiego, np. "Reich" ocierały się już o parodię.
  • grek.grek 25.08.12, 15:46
    do listy moich licznych ułomności, doszła nowa : nie umiem dodawać i odejmowac
    w zakresie do 20 ;]]
    Co za [wiel]błąd.
    Dzięki, Siostro, za korektę.

    no właśnie, wiesz, to jest ciekawe, czy moze istnieć kino tzw. męskie BEZ
    mizoginizmu ? Bo to m.in przez "złe kobiety" faceci muszą się wspierać :]

    ciekawe, co będzie z 3 serią Gliny ?
    Ponoć scenariusz jest napisany, aktorzy chętni, reszta też, tylko jakoś
    pieniędzy nie ma kto wyłożyć.
    a TVP wypuszcza kolejne koszmarki serialowe, a to jakąs nową
    łepkowszczyznę powielającą setny raz schematy z jej firmowego
    sklepiku z 1001 du,pereli, a to coś znów o zakonnikach, zakonnicach czy księdzach...
    jak tak czytam [bo nie oglądam], to ręce opadają do kostek... :]
  • barbasia1 28.08.12, 15:59
    Jednak słabo pamiętam "Psy", musiałabym sobie przypomnieć.

    Wiesz, nam kobietom, po tej mocnej fali krytyki reżysera za wszechobecny mizoginzim chyba nie wypada chwalić "Psów" (zwłaszcza "Psów"). Mimo wszytsko podoba mi się Twoje podsumowanie, cenny ten wgląd w męskie kino. :)


    A właśnie miałam napisać, że z wielkim żalem pożegnałam drugą i ostanią serię "Gliny" w ubiegły wtorek.
    Znów komistarz Gajewski, postrzelony przez bandytów, został sam na moście w strugach deszczu umierający albo już właściwie martwy (zdało mi się tym razem, że jednak wydał ostatnie tchnienie, a może jednak się mylę) ... Trzeba łapć i ukarać bandytów!

    Już kilka dobrych lat minęło od premiery ostatniego odcinka "Gliny", a telewizja polska nie wyprodukowała do tej pory równie wciagającego, równie klimatycznego serialu kryminalnego . Jak można więc marnować taki dobry material na kolejną część serialu, który w dodatku ma zapewnioną oglądalność?
    "Ponoć scenariusz jest napisany, aktorzy chętni, reszta też, tylko jakoś pieniędzy nie ma kto wyłożyć". - niepojęte!

    >męskie kino, ciekawe, że i ponoć wiele kinomanek w pozornie szorstkim cyniku Franzu >odnalazło jakiś tam męski wzorzec ;]

    Nimały wpływ na to miała pewnie przystojna powierzchowność Bogusława Lindy.
    A'propos od wrzesnie w jakimś nowym serialu kryminalnym będzie go mozna zobaczyć. Obiło mi się o uszy, ale nie znam niestetey szczegółów.


    PS
    Szorstki i cyniczny na zewnątrz (dla świata), w środku (i dla tych na których mu zależy) wrażliwy, dobry, z zasadami (że nie akceptuje zdrady, jak Gajewski) - to mój ulubiony typ męskiego bohatera. :)

    :)
  • grek.grek 30.08.12, 13:30
    tyes, podobno gotowy jest scenariusz 3 serii "Gliny".
    tylko jakoś nie ma pieniędzy, zeby rozpocząć
    realizację.
    Pewnie dlatego, że TVP bieduje ;]

    Ja tam nieufny jestem wobec tego "Paradoksu", po tych ostatnich
    probach TVP z kryminałami.
    A to slaby "Instynkt", a to przekombinowany calkowicie "Trzeci oficer",
    a to coś tam jeszcze innego po drodze było. Same wpadki i marnacja dewiz.

    no proszę :]
    taki bohater zwykle egzystuje w filmach z owym podtekstem mizoginistycznym.

  • barbasia1 30.08.12, 16:38
    Smutne to.

    > Ja tam nieufny jestem wobec tego "Paradoksu", po tych ostatnich
    > probach TVP z kryminałami.

    O! Skoro Ty już jesteś nieufny, to czarno to widzę.


    > taki bohater zwykle egzystuje w filmach z owym podtekstem mizoginistycznym.

    He, he. Niestety.
  • grek.grek 31.08.12, 14:01
    o, wiesz, moja nieufnośc jest raczej podyktowana słabością
    ostatnich produkcji kryminalnych TVP, nigdy nie wiadomo
    która następna okaże się strawna i dorzeczna :]
    może to będzie Paradoks ów właśnie.
    Oby.
    CHociaz powiem Ci tak : jak widziałem "Glinę" i nazwiska
    Pasikowski i Radziwłłowicz, to było dla mnie rekomendacją :
    o, szykuje się coś dobrego, Pasikowski - wiadomo, Psy, gość
    z niszy dzisaj, niekochany w środowisku, Radziwłłowicz -
    ambitny aktor, lubi teatr, nie dba o celebryctwo, jak bierze rolę
    w telewizyjnym serialu, mimo że do szczęścia nie potrzebuje
    tele-okienka ani nie zabiegał nigdy o lukratywne kontrakty -
    to znaczy, że rzecz musi być ciekawa.

    tutaj zaś, zupełnie nazwisko LInda do mnie nie przemawia, bo
    od dośc dawna pan Boguś przyjmował takie chałtury, że przestał
    mieć dla mnie jakąkolwiek wiarygodność. Innych twórców nie znam.
    zatem, to dodatkowo moje nieufności wzmacnia :]
  • barbasia1 31.08.12, 15:26
    Trudno się nie zgodzić z tą argumentacją.

    :)
  • maniaczytania 31.08.12, 20:07
    ja tam zamierzac ogladac, z tego, co czytalam i widzialam w trailerze zapowiada sie ciekawie,
    zwlaszcza, ze aktorzy malo "oklepani"i dobrzy - A. Jakubik, G. Muskala, P. Bluszcz

    A poza tym stwierdzam, ze mam hopla na punkcie seriali kryminalnych, i to dowolnej produkcji - amerykanskiej, polskiej, innej. Teraz np. od jakiegos czasu o godz. 18.00 na godzine przyklejam sie do telewizora i TVN7, gdzie o tej porze leci kanadyjski serial o specjalnej jednostce policji - "Flashpoint" - genialny jest!
    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 01.09.12, 13:50
    nie mów, że W-11 oglądasz ? ;]

    ja tam dmucham na zimne, po 3-4 odcinkach wyjdzie w praniu,
    czy to się nadaje do oglądania.
  • maniaczytania 01.09.12, 14:52
    grek.grek napisał:

    > nie mów, że W-11 oglądasz ? ;]

    nooo, przyznam sie - czasem sie zdarzy, ale to raczej przypadkiem, wole jednak fikcje :)


    --
    Maniaczytania - blog
  • maniaczytania 01.09.12, 14:53
    maniaczytania napisała:

    > grek.grek napisał:
    >
    > > nie mów, że W-11 oglądasz ? ;]
    >
    > nooo, przyznam sie - czasem sie zdarzy, ale to raczej przypadkiem, wole jednak
    > fikcje :)

    i jakby to powiedziec - hmm, poziom aktorstwa jest jakby ciut za niski ;)


    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 01.09.12, 15:13
    Melduję Ci Maniu, że też będę oglądać "Paradoks",
    chyba, że mnie autorzy serialu skutecznie czymś odstraszą. ;)

  • pepsic 01.09.12, 18:42
    Jak Bluszcz bierze udział, to jest nadzieja:)
  • grek.grek 26.08.12, 12:16
    haha, nigdy nie udało mi się obejrzeć tego filmu w całości, do wczoraj :]

    Znacie doskonale zapewne. Gośc się wywraca w łazience, pieści go prąd w nogę,
    traci przytomność, a kiedy się budzi odkrywa, że słyszy o czym myślą kobiety.
    Z przerażeniem i smutkiem dociera do niego tą drogą, że wcale nie jest z niego
    taki amant, jak mu się wydawało sądząc z reakcji kobiet na niego i wobec niego.

    Otóż, kobiety mają go za totalnego ćwoka :] Córka z którą ma spędzić miesiąc z powodu powtórnego malzeństwa swojej eks-żony-a-jej-matki, koleżanki, nowa szefowa działu
    reklamy w jego firmie, w ktorej on dotąd był numero uno, nawet kelnerka w barze,
    do której się okazyjnie przystawiał - wszystkie uważają, że jest denny. No i gość
    zaczyna się zmieniać pod wpływem tych informacji, uczy się rozumieć psychikę
    kobiecą, skromnieje, uwrażliwia się na los myszowatej dziewczyny która ma talent copywriterski, ale w firmie robi za wynieś przynieś pozamiataj i rozważa samobójstwo, daje sobie spokój z podrywem, zbliża się do córki i daje się poznać jej jako nienajgorszy ojciec, sprawdza się jako kochanek barłożąc z kelnerką, a przy okazji dośc niezręcznie wykorzystuje talenta swojej szefowej, by się zasłużyć na polu zawodowym, co poskutkuje przepędzeniem jej z posady przez naczelnego bossa. Koniec końców, czar pryska, gość przestaje słyszeć głosy i pozbawiony tej przewagi musi stanąc do rozwiązania problemów w szczytowym etapie ich ewolucji : musi pocieszyć córkę po tym, jak ją rzucił chłopak; uratować życie myszowatej i dać jej lepszą posadę, żeby je dodatkowo odmienić; skłamać że jest gejem, żeby swoim odejściem nie złamać serca kelnerce; no i wreszcie ocalić posadę swojej szefowej, z którą... połączył go płomienny romans z nadzieją na trwały związek. Jak wiecie, albo się domyślacie - wychodzi z tych perypetii obronną ręką, bo dzięki okresowi Słyszenia stał się lepszym, altriustycznym facetem, co to rozumie kobiety lepiej niż one same siebie :]

    message : magiczne słowo - komunikacja :]
    jedna scena mnie ujęła : seks naszego bohatera z kelnerką.
    Ona mu nie mówi, co jej pasuje w jego wygibasach, on to
    wie tylko dlatego, ze czyta jej w myślach.
    I nawet to, że był dobry, też musi sobie przeczytać, bo
    ona mu ani nie powie. Jak równeż nie powie mu, jak lubi
    być dotykana, całowana, jaki seks lubi itd.
    No więc, kto tu ma problem ? ;]

    Trochę jazdy na stereotypach, wedle których nie ma kobiet
    "męskich", że "faceci z Marsa, kobiety z Wenus", jakby
    bardziej odnoszących się do szkód, które poczyniła tzw. kultura
    społeczna ucząca pewnych zachowań i skłonnośc, ról płciowych, a
    a mało pierwiastków przełamujących te naleciałości.

    W tle Nowy Jork w pastelach i ujęciach akcentujących jego
    swojskość, a nawet "przytulność", apartamentowiec bohatera
    podrasowany, biura firmy wypasione, a żywe i ludzkie. Jak
    komedia, to komedia.

    I w sumie, jakby zamiast Mela Gibsona był jakiś inny aktor, to
    bym się specjalnie nie obraził, chociaż gość robił co mógł, żeby
    do siebie przekonać.

    generalnie : niezła rzecz; pamiętacie ten film jeszcze ? :]
  • siostra.bronte 26.08.12, 13:46
    Kiedyś obejrzałam tylko kawałek. Niestety, przerysowana gra Gibsona skutecznie mnie zniechęciła.
  • grek.grek 27.08.12, 13:51
    haha, wiesz ja podchodziłem kilka razy do tego jeża.
    Zawsze miałem sam dla siebie alibi,że nie oglądam od początku, więc
    odłoże to na następny raz, kiedy będę mógł zobaczyć całość, a nie
    "od tej-a-tej minuty" ;]
    ale jak już się wdrożyłem, to dało się przez te zasieki Melowe jakoś przeczołgać.
  • maniaczytania 26.08.12, 14:37
    w czwartek 23.05 na TVP1 - Greku - mam nadzieje, ze obejrzysz ;)

    Wiem, wiem, ze mialam opisac, ale ciagle cos na przeszkodzie mi wyskakuje, a to film, ktorego nie warto traktowac po lebkach ;)

    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 26.08.12, 15:15
    Greku obejrzyj to, obejrzyj (wzywam Cię telepatycznie, Greku, adin, dwa, tri ... ;) i opowiedz nam (choć zakończenie), bo film kończy się grubo po pierwszej w nocy, nie wiem , jak Mania, ale ja już wiem , że nie obejrzę go do końca!

    :)
  • maniaczytania 26.08.12, 19:35
    Barbasiu - ja go juz raz obejrzalam, choc tez nei zamierzalam,mialam tylko na poczatek zerknac, a potem juz sie nie moglam oderwac ;)
    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 27.08.12, 20:00
    maniaczytania napisała:

    Myślałam, że szykujesz się na powtórkę!?
  • maniaczytania 27.08.12, 21:06
    a w sumie - kto wie? wlasnie sobie uswiadomilam, ze przeciez w piatek mam urlop, ergo nie musze rano wczesnie wstawac ;)
    A na pewno warto!!!
    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 28.08.12, 14:44
    Ale dlaczego taka późna pora!?

    :)
  • grek.grek 27.08.12, 13:49
    jak tam mnie namawiacie, to zrobię co w mojej mocy.
    zapiszę sobie wielkimi literami :]

    na jutro mam coś ciekawego, stay tuned :]
  • siostra.bronte 27.08.12, 13:58
    W tv wciąż plaża, więc czekamy z niecierpliwością :)
  • barbasia1 27.08.12, 19:59
    grek.grek napisał:

    > jak tam mnie namawiacie, to zrobię co w mojej mocy.
    > zapiszę sobie wielkimi literami :]

    :)

    Jakimś cudem niedoczytałam u Mani, że film dopiero w czwartek. :/
    Przypomnę Ci w środę, jakby Mania nie mogła.


    Greku, reklamacja została uwzględniona, nieszczęsną umowę anulowano dziś! Ufff!
    Za optymistyczne słowa wsparacia wielkie, przeogromne dzięki Ci! :))


    > na jutro mam coś ciekawego, stay tuned :]

    O! Świetnie! Do jutra! :)
  • grek.grek 28.08.12, 13:03
    w porządku :]

    ważne, że odpowiednio zareagowałaś i umiejętnie [z tego widać] zredagowałaś reklamację.
    Ja tylko za kibica Twojego robiłem.
    w razie czego zaśpiewalbym "Nic się nie stało, Barbasiu, nic sie nie stało", ale na
    szczęscie bardziej odpowiednie będzie "You are the Champion, my friend" :]
  • barbasia1 28.08.12, 14:42
    Dzięki temu było mi raźniej. :)

    Dzięki! Dzięki! Dzięki! :)))


  • siostra.bronte 27.08.12, 21:02
    Wczoraj wieczorem natknęłam się na fragment dokumentu "Inferno. Niedokończone piekło Henri-George'a Clouzota".
    To film, którego realizacja była tak trudna, że reżyser dostał zawału serca i filmu nie ukończył.
    Wspominam o tym dokumencie ze względu na Romy Schneider, która wygląda w filmie Clouzota zjawiskowo. Jakaż to była piękna kobieta i wspaniała aktorka!

    www.youtube.com/watch?v=5wkW72K4ifI&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=1&feature=plpp_video
    :)
  • barbasia1 27.08.12, 22:54
    Ależ niesamowity ten fragment filmu Clouzota!

    Tu coś ciekawego temat tego filmu i samego reżysera Henri-George'a Clouzota właśnie znalazłam :
    wyborcza.pl/1,75475,8267572,Pieklo_Clouzota.html
    :)
  • siostra.bronte 28.08.12, 00:07
    Dzięki za linka :) Prawda, że te zdjęcia są piękne? Clouzot chciał zrobić film oryginalny i nowatorski, jak na tamte czasy. A to był 1964 rok!
    Chętnie zobaczyłabym cały dokument :)
  • barbasia1 28.08.12, 14:56
    Piękne są te zdjęcia, też z chęcią obejrzałabym całość.
  • pepsic 28.08.12, 22:10
    Nieodżałowana, zmarła przedwczesne Romy Schneider naznaczona osobista tragedia pod koniec życia. Ja również byłam i nadal estem zafascynowana jej urodą i talentem. Urocza Sissi z landszaftowego filmu oglądanego przeze mnie na ... taśmach video czy "Starej strzelby", z której wstrząsająca scenę z miotaczem ognia pamiętam do dziś.
  • siostra.bronte 29.08.12, 15:02
    Tak, pamiętam "Starą strzelbę". Także wspaniałe role w filmach Claude'a Sauteta: "Okruchy życia", "Max i ferajna", "Cezar i Rozalia".