• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Ojej, co tu wybrac - 5 (vol. 31) Dodaj do ulubionych

  • 02.05.13, 10:27
    Zapomnialam wczoraj zalozyc watku! A Wy nic nie krzyczycie :)))

    Maj miesiac dlugi, ale moze byc, ze juz cieply i bardziej skloni nas do wyjscia na swieze powietrze niz przesiadywania przed tv, kto wie?

    --
    Maniaczytania - blog
    Edytor zaawansowany
    • 02.05.13, 10:40
      to lecimy:

      02.05. - "Moj nauczyciel" - koprodukcja francusko-niemiecko-czeska, z glownym naciskiem chyba na Czechy - Grek pewnie juz ogladal :)
      09.05. - "Swieta dziewczyna" - argentynsko-hiszpansko-wlosko-holenderski
      16.05. - "Wysnione zycie aniolow" - francuski z 2008r.
      23.05. - "Przerwane objecia" czyli Almodovar z Penelope Cruz
      30.05 - Boze Cialo, KK nie bedzie, beda najpierw "Zakochani", a potem koncert "Wagner i Verdi" z Schonbrunn.

      --
      Maniaczytania - blog
      • 02.05.13, 15:34
        Maniu, nie zaplusowałaś :]
        w znaczeniu : tam na dole, klikając w wyciągnięty kciuk, hehe.
        plusujmy nasz wątek, a co ;]

        "Mojego nauczyciela" nie widziałem jeszcze, więc dzisiaj z chęcią obejrzę. repertuar KK wydaje się ciekawy, zdaje się że żadnego z tych filmów nie widziałem, więc same premiery.

        dodałbym, że w przyszłym tygodniu :
        poniedziałek & wtorek "Essential killing" w Jedynce
        w środę - "Social Network" w Polsacie.
        i to pewnie tylko część tego dobrego, co będzie.

        dodałbym, że dziś wciąz jeszcze HOuse [powtórka w nocy, co mnie upewnia, że
        tym razem obejrzę bezpośrednio, hehe],a w Kulturze Mad men o stałych porach.
        • 02.05.13, 15:55
          grek.grek napisał:

          > Maniu, nie zaplusowałaś :]
          > w znaczeniu : tam na dole, klikając w wyciągnięty kciuk, hehe.
          > plusujmy nasz wątek, a co ;]

          Hehe, juz sie poprawilam :)

          --
          Maniaczytania - blog
          • 02.05.13, 19:27
            Pisałam o tym filmie, raczej powściągliwie, o tutaj :
            forum.gazeta.pl/forum/w,14,137291443,137409226,_Moj_nauczyciel_.html
            • 03.05.13, 13:57
              powściągliwie, ale i ciekawie :]

              mnie sie wczoraj nie udało obejrzeć, złapałem tylko oba odcinki HOuse'a ["konkurs na dziwkę" - przekomiczna sprawa, ale już w drugim odcinku z tą lewitacją i innymi cyrkami trochę przesadzili i generalnie nie wykorzystali całej historii do jakichś pikantnych komentarzy dot szkodliwości wierzeń i religijnych formatów; przyszywana polska żona HOuse'a mówiąca do słuchawki po polsku z ukraińskim akcentem - bezcenne :); zabrakło też kolejnych zakładów House'a z Wilsonem, który w finale informuje, że ma raka, co powoduje, że mogą się jeszcze najwyżej założyć o to, czy z tego wyjdzie czy nie, bo zdaje się na niewiele więcej już zostanie miejsce, biorąc pod uwage, że to już połowa tego ostatniego sezonu].

              zauważyłem, że i Ty, Barbasiu nie wycelowaś w KOcham Kino :]

              yes, ja też czekam na powtórkę w Kulturze, będzie na pewno.
              o, btw, jutro o 20:20 Kultura daje "Do szpiku kości", tytuł dośc głośny, sprzed 2-3 lat z pierwszą duża rolą Jennifer Lawrence, zatem - biorąc pod uwagę przyszłotygodniowe, to trzeba powiedziec, że premiery sypią się jak z rękawa ;]
              • 03.05.13, 15:37

                Pamiętałam komentarz Bronte na temat "Mojego nauczyciela", chciałam go obejrzeć, ale niestety pora emisji była nie od przejścia wczoraj.

                "House'a" udało mi się obejrzeć.

                W pierwszym odcinku jeszcze osobliwy wątek młodego faceta samotnika, który po kilku nieudanych związkach z kobietami, tworzy związek z wielką plastykową lalką dla dużych chłopców!? Nie chce mu się szukać prawdziwej kobiety, prawdziwej miłości! Życie z lalką jest wg. niego wygodniejsze!

                Też uważam, że wątek z magicznymi zabiegami, by wypędzić złe duchy z chorego dziecka nie został dobrze wykorzystany. Co więcej miałam wrażenie, że scenarzyści nie byli zdecydowani czy potępić dawne wierzenia przedstawicieli innej kultury i praktyki magiczne , czy jednak zostawić dwuznaczność na końcu, dopuszczającą możliwość, że równie dobrze zbiegi magiczne mogły pomóc.


                przyszywana polska żona HOuse'a mówiąca do słuchawki po polsku z ukraińskim
                > akcentem - bezcenne :)
                Błąd! Żona House'a jest Ukrainką. I ona mówiła ukraińsku przez telefon. Dziewczyna, która ją gra jest Polką.

                > o, btw, jutro o 20:20 Kultura daje "Do szpiku kości", tytuł dośc głośny,
                Przyznam, że nic mi ten tytuł nie mówi, ale będę oglądać.
                Dzięki za wieści. Nie miałam czasu kupić wczoraj programu telewizyjnego i Wyborczej.


                :)


                --
                www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                • 03.05.13, 15:50
                  bez obaw, na pewno powtórzą w Kulturze, tam wszystko powtarzają ;]

                  fakt !
                  ciekawy przypadek z tą sztuczną żoną.
                  wiesz, on mówił, że nie wierzy w to,że odpowiednią kobiete znajdzie, więc woli
                  układ z lalką [był chyba taki film z Ryanem Goslingiem, w którym grał on bohatera,
                  przyprowadzającego na rodzinną kolację właśnie taką plastikową narzeczoną], która
                  go nie zrani i nie opuści.

                  o widzisz, a ja głowę bym sobie dał uciąć, że ta żona mówi do HOuse'a "Miałam telefon Z POLSKI" ? :]

                  ponoć "Do szpiku" jest niezły turpistyczny i dramatyczny. Aż się zdziwiłem, bo zwykle na sobotę Kultura zapowiada z wielką pompą 16 powtórkę 34 krotnie już powtarzanego filmu, hehe.
                  • 03.05.13, 16:43
                    Tak, to TEŻ mówił.
                    Smutna postać.


                    A tak,właśnie! Opowiadałeś o tym filmie z Ryanem Goslingiem! Nie pamietam tytułu!

                    > o widzisz, a ja głowę bym sobie dał uciąć, że ta żona mówi do HOuse'a "Miałam t
                    > elefon Z POLSKI" ? :]

                    Przepraszam! Teraz ja popełniłam błąd. Żona House'a, Dominika Petrova, to nie ukraińska, a rosyjska emigrantka. Po rosyjsku musiała mówić.
                    Jesli jesteśmy już przy narodowościach, to nazwisko Petrova na czeskie pochodzenie wskazywało, Rosjanka powinna nazywać się Pietrowna, nie sądzisz!? Ale może jej ojciec był uroczym Czeche? ;) Nieważne.


                    A to Rosjanie do Polski już przyjeżdżać nie mogą? Nie mogą dzwonić z Polski do Ameryki? ;))

                    Tak,o telefonie z Polski mówła żona House'a, też na to zwróciłam uwagę.
                    O wątku rosyjskiej żony House'a, którą gra Polka, Karolina Wydra, czytałam dawno temu, więc telefon z Polski mnie nie zmylił.

                    Aż się zdziwiłem, bo
                    > zwykle na sobotę Kultura zapowiada z wielką pompą 16 powtórkę 34 krotnie już po
                    > wtarzanego filmu, hehe.
                    Ha,ha! :)

                    --
                    www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                    • 03.05.13, 19:25
                      powiedziala - telefon z Polski, ciocia Luba (?) jest umierajaca

                      Luba to przeciez popularne polskie imie ;)
                      moze cos tlumacz pokielbasil?

                      --
                      Maniaczytania - blog
                      • 04.05.13, 14:00
                        staropolskie ;]
                    • 04.05.13, 13:58
                      Pietrowna, chyba tak by było poprawnie.
                      PetroVa, to już chyba zangielszczona wersja.

                      wkręcili mnie z tą "Polską" ;]
                      • 04.05.13, 15:26
                        > wkręcili mnie z tą "Polską" ;]

                        Też by mnie to zmyliło. :)

                        --
                        www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
            • 03.05.13, 17:00
              Mam zbliżone odczucia do Siostry i te same sceny wywołały emocje: zawiedzione nadzieje matki (oszczędna, ale mocna), odrzucone zaloty Marii (krepujące dla dwóch stron) i nadużycie seksualne małoletniego. Na przepiękną muzykę również zwróciłam uwagę. Generalnie film mnie wymęczył, a poza tym nie przepadam za gejowską tematyką. Moja wątpliwość dotyczy Marii, którą starano się przedstawić w jak najbardziej korzystnym świetle, a ja nie potrafię zrozumieć, jak można przedkładać własne dobro nad krzywdę dziecka.
              Może o ten kawałek Ci chodziło:
              • 03.05.13, 19:39
                Tak, właśnie o ten piękny utwór mi chodziło.

                Zgadzam się, zakończenie nie jest przekonujące. Jakoś zbyt szybko Maria wybacza bohaterowi.

                Ja akurat lubię filmy o takiej tematyce, co chyba nie jest żadną tajemnicą :)) No i właśnie mam pretensje do twórców tego filmu, że utrwalają stereotypy. Jak tematyka gejowska, to oczywiście dramat, śmierć, ewentualnie próba samobójcza. Czasem kryminalne ciągoty, jak uwodzenie nieletnich. Oczywiście, taka wersja bardziej atrakcyjna dla filmowców niż gej pokazany jako normalny człowiek, z problemami w pracy, lub związku (a jego orientacja seksualna nie ma znaczenia dla akcji filmu). Choć podejrzewam, że byłoby to dla niektórych widzów trudniejsze do zaakceptowania niż niejeden skandalizujący film :)
              • 04.05.13, 15:29
                Przepiękny utwór.


                --
                www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
          • 03.05.13, 13:48
            brawo :]
    • 03.05.13, 13:30
      www.tekstowo.pl/piosenka,kate_bush,wuthering_heights.html
      :)

      --
      www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
      • 03.05.13, 16:48
        Jeśli nie Kate Bush, to może na dziś wersja alternatywna "Wuthering Heights" w wykonaniu "The Ukulele Orchestra of Great Britain":

        www.youtube.com/watch?v=FF0VaBxb27w
        :)


        --
        www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
        • 03.05.13, 17:07
          Super wersja. Duzo bardziej mi się podoba niż oryginał:)
          Ps. Już od dawno muza u nas nie gościła. Niedawno chciałam coś zapodać, ale nie mogę znaleźć.
          • 03.05.13, 17:15
            Miło mi! :)))
            A ja dziś dopiero pojęłam, o czym Kate Bush od tylu lat śpiewa w tej piosence, tytułu też nie znałam! SHAME!

            Poszukaj koniecznie! Brakowało muzyki.

            --
            www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
    • 03.05.13, 16:32
      odpowiednio : 22:35 & 0:25 w Jedynce.

      przyznam, że "MOja krew" dla mnie by była premierą, więc mam nadzieję zobaczyć, zwłaszcza że z dobrych źródeł słyszalem, że warto obejrzeć; "Rewers"
      zaś, był w KOcham Kino, wtedy go prześwięciliśmy, hehe [z tego, co pamiętam, to nam się
      podobał]. Warto, na pewno - w kontekście przedmotu opowieści - dla polskiego kina nietypowa to rzecz, okazuje się, że mozna opowiadać o ciemnych stronach PRL i generalnie ludzkiej natury z humorem [czarnym], stylowo i bez nadęcia niepotrzebnego, czerpiąc z braci Coen.

      • 03.05.13, 21:37
        "Moja krew" - mocno kontrowersyjna rzecz, powiem teraz tyle.
        Ciekawam Twojej opinii.


        --
        www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
        • 04.05.13, 13:52
          dzięki :]

          więc, sama historia boksera -chyba trzymająca jakieś normy : trauma chorobowa, koniecznośc zejścia z ringu, nieumiejętnośc poradzenia sobie z życiem bez sportu, próba wypełnienia czasu seksem i narkotykami.

          później idea, ciekawa : żeby komuś pomóc i jednocześnie zostawić po sobie ślad, czyli nakłonić wietnamską dziewczynę, żeby urodziła mu dziecko, w zamian za małżeństwo i obywatelstwo polskie.

          a potem jest, już bliski śmierci, nakłania swojego eks-przyjaciela, również byłego boksera, dzisiaj żyjącego na krawędzi, żeby poślubił dziewczynę, wprowadził się do pieczołowicie przygotowanego mieszkania i zajął się spodziewanym dzieckiem - po prostu, jakby przeżył za niego jego własne życie.

          nie powiem : interesujący mądry koncept, wykonanie Eryka Lubosa - znakomite, ale film łokrutnie maczystowski :] nie - męski, własnie - maczystowski. MŁoda Wietnamka nie ma tutaj nic do powiedzenia, wydaje się jakby przedmiotem, jej zdanie jakby sie nie liczyło, o wszystkim decydują machos. oni wiedzą lepiej. nie muszą pytać i konsultować, a baba ma rozumieć, że chłop wie lepiej od niej i ma się cieszyć, że sama nie musi żadnych wyborów podejmować :]

          nie przepadam za takimi postawami, w jakiejkolwiek dziedzinie, jednak jestem za partnerstwem.
          a tutaj ostentacyjnie jest ono wycięte w pień.

          zatem : dobry film, ale istotnie, nie wiem czy o taką własnie Ci chodziło ? - z kontrowersją.

          A jaka jest Twoja opinia, Barbasiu ? i w czym widzisz te "mocne kontrowersje" ?

          • 04.05.13, 15:22
            >i w czym widzisz te "mocne kontrowersje" ?

            Kontrowersje, może lepiej bez epitetu 'mocne', widzę dokładnie tam, gdzie Ty je dostrzegłeś. W maczystowskiej, seksistowskiej wizji świata przedstawionego.


            Cieszę się, że mamy taką samą opinię na temat tego filmu.
            :)


            --
            www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
            • 04.05.13, 15:44
              orajt :]
              jak interpretujesz ten moment, kiedy dziewczyna rozpłakuje się na swoim własnym weselu, które
              popełnia z tym kolegą gł. bohatera ?
              płacze, bo wie, że ten drugi umiera i jej go żal ?
              płacze, bo wzruszyła się jego dobrocią ?

              [czy to aby nie zalatuje szczytgowym seksizmem ? kobieta, traktowano instrumentalnie i pozbawiona własnego zdania, płacze za tym, który ją w takiej formule wytresował ?]

              yes.
              to teraz chyba będziemy musieli się posprzeczać, żeby nie było za słodko ? ;]
              • 04.05.13, 17:07
                maniaczytania napisała:

                > Bo nie wierzysz, ze to wlasnie byl realizm, a nie chwyt pod publiczke.

                Maniu, czyzbyś nie doceniasz hollywoodzkich twórców filmu, speców od scenariuszy?

                W kreacji głównego bohatera najlepiej widać było szwy, posługiwanie się kalkami, ogranymi schematami z literatury, filmu. Wielki Mike z filmu "Blind Side" to bliski krewny Shreka, Johna Coffey'a z "Zielonej Mili" i innych olbrzymów, poczicwych osiłków o gołębim sercu , ale ograniczonych umysłowo, o bardzo niskim ilorazie inteligencji.

                (Filmowy Wielki Mike to, wg szkolnego testu na inteligencję, wielki ciałem idiota o gołębim sercu ( silnie rozwiniętym instynkcie opiekuńczym).

                Na każdym kroku twórcy eksploatuja ten koncept, często dla efektów komicznych, np. w scenach (efektowny filmowy kontrast) z wygadanym, małoletnim synkiem państwa Tuohy, który choć mierzył Wielkiemu Mikeowi do pasa i był o połowę młodszy, przewyższał go inteligencją i sprytem i czym tam jeszcze, był dla Wielkiego Mike'a trenerem, mentorem, managerem; jest, w zamyśle zabawna, scena treningu na boisku, kiedy dzielna mamuśka Sandra, tłumaczy Wiekiemu Mike'owi, jak komuś mocno upośledzonemu umysłowo, zasady gry w amerykański foolball, po tym jak trener nie potrafił mu przekazać zasad.
                A Wielki Mike mimo to ciągle wykazuje opór w ich przyswojeniu , ale jak mówi przysłowie , do trzech razy sztuka, i za trzecim dzielny Mike razem łapie, o co chodzi.


                Po czym Mike nagle mądrzeje.

                W tej kreacji Mike'a dostrzegam jakiś fałsz, granie pod publiczkę, nieprawdę.



                :)






                ,


                --
                www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                • 04.05.13, 17:08
                  Po czym Mike nagle, po filmowym roku? mądrzeje.


                  --
                  www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                  • 04.05.13, 17:10
                    SORRY, POMYŁKOWO TU WKLEIŁAM TEN POST!!!
                    JESZCZE RAZ GO WKLEJĘ WE WŁAŚCIWYM MIEJSCU.

                    --
                    www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                    • 06.05.13, 13:35
                      odpowiedzialam w stosownym watku :)

                      --
                      Maniaczytania - blog
    • 03.05.13, 18:01
      Młody neonazista w ośrodku wychowawczym versus pastor uosobienie miłości, czyli sam Mads Mikkelsen, tu deczko poobijany. Metafizyczna, budująca historia o smutnych stronach życia z elementami czarnego humoru:) Koniecznie!

      Ps. Z dedykacją dla Greka, bo film prod. duńskiej). Kiedyś streszczałam i wiele razy wspominałam, ale nie mam odwagi sięgnąć.
      • 04.05.13, 10:15
        "Jabłka Adama" to jeden z tych filmów, po których się nie spodziewasz, a cię olśniewają :) No i jaką piękną były trampoliną do sławy i chwały Mikkelsena!
      • 04.05.13, 15:07
        Kto nie obejrzał wczoraj na TVPKulturze, może film "Jabka Adama" obejrzeć via vod.pl:

        vod.pl/jablka-adama,86692,w.html
        I ja dziś zamierzam obejrzeć. Tak, Pepsic, Angazetka, mange tak. / "dziękuję bardzo" po dunsku)





        --
        www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
    • 04.05.13, 14:17
      z przyjemnością można zapowiedziec premierę.
      w Kulturze o 20:20
      "DO szpiku kości".
      wedle zajawki : nastoletnia dziewczyna, aby nie stracić domu, w którym mieszka z matką i rodzeństwem, musi odnaleźć swojego ojca, co to wyszedł na przepustkę z więzienia i zastawił dom w formie kaucji. dzielna bohaterka w wykonaniu Jennifer Lawrence, surowe krajobrazy, turpizm, dzika Ameryka jakiej próżno szukać na folderach reklamowych i w serialach plus dramatyczna historia [podobno].

      w CT2 "Pozwól mi wejśc", szwedzki horror z 2008 [23:35]
      prześladowany chłopiec, tajemnicza dziewczynka, krew, przyjaźń makabreska, śmierć.
      brzmi nieźle, szwedzkie kino wzbudza ciekawość.
      "amerykański horror" i już z grubsza można się spodziewac jakiegoś schematu.
      a "szwedzki" - brzmi intrygująco, hehe.

      No i na deser "UNderworld" 3/ranem [najpierw o 22:10] w TVP2.
      enty raz nie będę już Was zamęczał pisaniem o tym filmie, ale zachęcam niezmiennie,
      ma swój urok, nierzadko groteskowy i "mordziasty", ale ciekawa to wizja starcia dwóch
      ras, z dziewczyną outsiderką, pomiędzy nimi, nowymi zagrożeniami przyszłości, mroczną przeszłością, znakomita charakteryzacja, wizja, scenografia, pomysłowość i fantazja
      tworzenia postaci, dobre sceny akcji [nieprzerysowane, na ile tylko mogą być w filmie, który
      z zasady operuje przerysowaniem].
      • 04.05.13, 14:32
        Zachęcam Cie do obejrzenia tego niekonwencjonalnego i dramatycznego horroru, jakim jest "Pozwól mi wejść", masz nosa:)
        • 04.05.13, 15:45
          dzięki :]
          Twoja, krytyczki wybrednej, zachęta ma swoją rangę.

          wiesz, przeglądałem program i... się nawinęło, hehe.
          • 04.05.13, 17:31
            A film "Jabłka Adama", co je Pepsic tylko T o b i e dedykowała, obejrzałeś!?

            :)
            --
            www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
      • 04.05.13, 15:39
        > w CT2 "Pozwól mi wejśc", szwedzki horror z 2008 [23:35]

        W takim razie składam zamówienie na ten film, jeśli mogę.


        --
        www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
        • 04.05.13, 15:49
          dla Ciebie - zawsze :]

          zrobię co mogę, żeby obejrzeć, jestem maksymalnie zmobilizowany; już parzę kawę, na litry, bo zdaje się sporo tego dzisiaj wieczorem wychłepcę ;]
          start o 20:20, meta około 5:00.
          uff.

          a jak tam u Ciebie, Barbasiu ?
          kinomaniakujesz dziś wieczorową porą ? :]

          Czcigodne ?
          jakieś filmy na dziś wieczór ?
          • 04.05.13, 18:34
            :)

            > start o 20:20, meta około 5:00.

            O nie! :/

            Greku, w takim razie zostaw opowieść o filmie "Pozól mi wejść" na poniedziałek, ja jutro i tak wpadnę tu na chwilę tylko, rankiem, potem mnie nie będzie.

            Dziś wieczorem planuję oglądać zapowiadany przez Ciebie film "Do szpiku kości " Jennifer Lawrence.
            "Jabłka Adama" zostawiam już na poniedziałek.



            --
            www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
            • 05.05.13, 11:27
              o tak ;]

              spróbuję napisać dzisiaj [jednak], jutro będę się zmagał ;] z FOrbrydelsen, więc - wiesz, post nie Gołota, nie ucieknie, hyhy.

              Zatem, generalnie jest to horror, ma klasyczne cechy tego gatunku zawarte w postaci jednej z głównych bohaterek.

              Oskar ma 12 lat, mieszka z matką-rozwódką, ledwie obecną, chociaż na pewno o niego zatroskaną, ojciec czasami dzwoni, czasami nie. Wyobcowany jest, w szkole jeden pseudokolega obiera go sobie za cel drwin, kuksańców i innych docinków, ot dla zabawy. Oskar jest słabszy, nie przejawia agresji, nawet to że realizuje się na treningach pływackich nie dodaje mu punktów, w oczach prześladowców. I wtedy pojawia się jego rówieśnica z domu niedaleko. Ma na imię Eli, jest na wiek dojrzała i poważna, nie marznie w nogi mimo że na dworze zima, a przede wszystkim jest pewna siebie i generalnie stanowi chodzące przeciwieństwo Oskara. Zaprzyjaźniają się, zaczynają się regularnie spotykać na podwórkach między domami, na blokowisku na którym mieszkają [ciekawe, że budynki tego kompleksu budowlanego przypominają jako żywo klocki dla dzieci]. Wieczorami, po zachodzie słońca, w dzień Eli nie opuszcza swojego mieszkania. Wychodzi po zmroku, żeby spotykać się Oskarem i... zdobywać pożywienie.

              Yup, bo Eli to wamiprzyca. Ma 12 lat "już od bardzo dawna", zatrzymała się w rozwoju fizycznym na etapie dziecka, jest mała, szczupła, blada i tylko jej oczy nie pasują do całokształtu, bo jedno rzut oka w nie wystarczy, żeby zrozumieć, że coś tu nie gra.

              Nocą Eli zdobywa to, co wampiry lubią najbardziej, i czego potrzebują wyłącznie, czyli krew. Ludzką - do picia. Eli skacze na ludzi, obezwładnia ich demonstrując zdumiewajacą siłę, wgryza się w szyję i gotowe. W okolicy panuje klimat niepokoju, zwłaszcza kiedy ofiarą tajemniczego killera pada dorosły, zdrowy mężczyzna.

              Ona i Oskar stają się sobie bliscy. Eli odwiedza go w jego pokoju, Oskar jest zdziwiony, jak się jej udało dostać do okna, skoro ściana od dołu jest całkowicie płaska, a do tego okno znajduje sie na 3 piętrze. W dodatku, Eli przyszła bez butów, a to przeca zimowe noce już są i mróz trzyma. A ona mówi mu, żeby ją zaprosił do środka, inaczej nie moze wejść. I on ją zaprasza. [w późniejszej częsci filmu jest scena, kiedy Oskar z ciekawości nie zaprasza jej, zostawiając jej samej decyzję, awtedy Eli zaczyna gwałtownie krwawić : z oczu, uszu, głowy, zewsząd, Oskar od razu recytuje formułę i obejmuje się, ona jego, a wtedy jej twarz zmienia się w twarz dojrzałej zmęczonej kobiety, on tego nie widzi]. I ona rozbiera się i nago wchodzi do niego pod kołdrę. Własnie o tym jest ten film, o pierwszej miłosnej fascynacji, pierwszym uczuciu.

              Eli ma swoje własne mieszkanie, przestronne, niespecjalnie urządzone. Jest sama, okna ma zasłonięte szczelnie, a sypia w wannie, pelniącej chyba rolę substytutu klasycznego łózka wampirów, - czyli trumny, nakryta kocami. O tym również jest to film - o spotkaniu dwojga outsiderów, ona jest wyjęta spod prawa, z innego wymiaru, można by rzec że jest wrogiem społeczeństwa, tak inna jak tylko to możliwe, naznaczyły ją okoliczności przeszłości; Oskar zaś jest odmieńcem naznaczonym przez własną nieśmiałość, może brak ojca, a na pewno przez niewrażliwośc otoczenia.

              Przy Eli Oskar się zmienia. Kontakt z nią sprawia, że wreszcie ma odwagę przeciwstawić się swoim szkolnym oprawcom. I to jak - bierze kij i wali nim głównego zakapiora tak mocno, że maskaruje mu ucho. Z upodobaniem spogląda na krew płynącą z rany i wrzeszczącego z bólu dzieciaka. Upaja się tym. Widzą to nauczyciele, bo cała akcja ma miejsce na szkolnym podwórku, na lodowisku przy nim. Ten z pobitym uchem tuż przed tym jak oberwał - groził Oskarowi wrzuceniem do przerębli, a poza tym od dawna mu się zbierało.

              Oskar w którymś momencie orientuje się,że Eli to wampirzyca, że te zabójstwa w okolicy, to jej sprawka. Ale to go od niej nie odstręcza, przeciwnie - przyciąga. Być może jest w niej zakochany, swoją miłością 12-latka, a może zaintrygowany, a może zafascyowany, a pewnie wszystko naraz. Ona mu mówi "ja zabijam, tak, ale dlatego, że muszę. A ty, uderzając tego chłopaka - chciałeś go zabić, prawda ? myślałes o morderstwie... i podobała ci się ta myśl. O morderstwie z zemsty, prawda ?" - i Oskar nie wypiera się tego. Ich bliskość także w tym się przejawia, we wspólnych... zainteresowaniach :] MIędzy słowami hula... może nie erotyzm w ścisłym tego nieścisłego słowa znaczeniu, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że coś tam się kręci, wszak to dla dzieci ten moment,kiedy pojawia się zainteresowanie seksem, a przynajmniej nagością własną i płci przeciwnej. I Oskar raz, chyba nawet niechcący, widzi nagą Eli, kiedy ta się przebiera, w jej mieszkaniu, aż odskakuje widząc to,co Eli ma poniżej pępka, a oprócz tego, co tam ma, ma jeszcze... czy ja wiem, co ty było ? bliznę ? Z jej strony widać więcej świadomości uczucia i dązenia do kontaktu emocjonalnego, bliskości i porozumienia, może dlatego,że jest starsza, może dlatego, że mentalnie jest już bardziej kobietą niż dzieckiem,a może dlatego, ze dziewczynki dojrzewają szybciej :]

              Któregoś razu Oskar przychodzi do Eli z nożem. Nacina swoją skórę i chce żeby ona zrobiła to samo, i żeby potem złączyli dłonie. Takie symboliczne śluby krwi. Ale Eli widząc krew na jego dłoni cofa się przed nim. Krew kapie na podłogę, a ona nagle rzuca się nią, żeby zlizać łapczywie to, co spadło. Jej dziecinna twarz, z tymi poważnymi oczami, a do tego umazana krwią - to jest szczytowe osiągnięcie tego filmu. Niesamowity kontrast. Dziecko ? Upiór ? Istota ?

              Któregoś razu Eli napada nocą na dziewczynę faceta, którego kumpla [czy to był ktoś z rodziny ? umknęło mi...] wcześniej zagryzła - dziewczyna i ten facet wcześniej się pokłócili. Ona wybiegła z domu. I wtedy Eli spadła jej na plecy skacząc z drzewa. Traf chciał, że ten facet poszedł za swoją dziewczyną,żeby ją przeprosić i zastaje otóż sytuację : kobiecina leży na ziemi, a mała dziewczynka wysysa z niej krew. Facet wkracza, odpędza Eli, ale dla kobiety jest za późno. Od tej pory będzie tylko gorzej. Najpierw dozna osłabienia ogólnego, później dopadną ją halucynacje, jakoby atakowało ją stado wściekłych... kotów :][co za scena...], aż wreszcie wyląduje w szpitalu z podejrzeniem nerwowego załamania. Zostaje przypięta pasami na noc, a rano kiedy pielęgniarz przychodzi ją rozwiązać - ona prosi,żeby rozsunął żaluzje. On spełnia jej prosbę, a wtedy światło dzienne wpadające do pokoju powoduje jej natychmiastowy samozapłon. Kobiecina płonie jak pochodnia na szpitalnym łózku. Eli uczyniła ją wampirzycą, nieszczęśnica nie dowiedziała się o tym do końca.

              Facet po stracie dziewczyny, rusza na poszukiwania Eli. I znajduje ją. Widzi okno zasłonięte gazetami i szmatami, okno mieszkania Eli. Wchodzi tam. W łazience, w wannie znajduje śpiącą Eli. I kiedy przymierza sie, żeby ją zabić nożem - pojawia się Oskar, okrzykiem budzi Eli, facet na moment traci rezon, a to wystarczy,żeby Eli się ocuciła i zajęła gościem po swojemu, czyli rzężąc i gardłując po prostu zagryzła. Tak czy owak, Oskar uratował jej życie.

              Parę dni później, ten chłopak któremu Oskar ucho przetrącił - zwabia go, za pomocą telefonu od podstawionego chłopaka, na pływalnię. Oskar nie chciał iśc na trening, ale ten dzieciak zadzwonił [ofk zmotywowany albo sterroryzowany przez tego od ucha], żeby jednak przyszedł, bo "fajne było to, jak uderzyłeś go tym kijnem". Trudno powiedzieć, ale wydaje sie, że ten telefonujący też darzy Oskara uczuciem, w każdym razie lampi się na niego i do niego uśmiecha w sposób co najmniej dwuznaczny.

              Na pływalni, ten od ucha pojawia się ze swoim starszym kolegą [albo bratem]. Sprytnie wywabiają na zewnątrz nauczyciela prowadzącego zajęcia [podpalają coś na dworze i tamten leci gasić ogień]. A potem wchodzą na basen - wyrzucają wszystkie dzieci, inne same uciekają.
              cdn
              • 05.05.13, 11:46
                Chodzi ofk o zemstę na Oskarze, za to że tamtemu ucho kontuzjował.

                I ten starszy chłopak, z których Uszaty przyszedł - proponuje Oskarowi "zabawę".
                Łapie go za włosy, wyciąga nóz i mówi : jak wytrzymasz pod wodą 3 minuty, to
                tylko cię drasnę tym nożem, a jak nie - to wydłubię ci oko.

                i ciach głowę Oskara pod wodę. Po 40 sekundach wiadomo, że chłopak raczej się
                utopi niż wytzryma bez oddechu. Nawet Uszaty jest przerażony i prosi kolege/brata,żeby
                dał spokój. Ale ten jest bezwzględny, jak Tommy Lee JOnes w "Ściganym".

                i wtedy... nagle jakieś ruchy się dzieją, Oskar już prawie się dusi, już nie walczy, ale
                - kamera pokazuje go z perspektywy podwodnej - ręka trzymająca go za włosy... odpada i krwawiąca, oddzielona od reszty ciała, wolno płynie w dół. Oskar wynurza się, łapie powietrze, widzi twarz Eli znad wody.

                Kamera pokazuje z góry : obaj prześladowcy Oskara leżą w kałużach krwi.

                I ostatnia scena : Oskar jedzie pociągiem, matki nie ma w przedziale, ale leżą tam bagaże, jakby wyjeżdżali ? [po tym,, co się stało...]

                Amerykanie mają "Zmierzch", powiedzmy otwarcie - stary schemat z życia typowej amerykańskiej szkoły średniej, liftingowany "sensacyjną" nowością, że amant jest wampirem, a Szwedzi kręcą taki oto kapitalny film, w którym wszystko jest głębsze, ciekawsze, mądrzejsze i w zasadzie wątek horroru nie zmienia tego filmu w niedorzeczną fantasmagorię, ze względu sposób w jaki zbudowana jest relacja między dwójką bohaterów.

                Świetna jest ta dziewczynka grająca Eli, LIna Leandersson, wg mnie prawdziwe objawienie aktorskie. trudna postać, mieszająca dziecinne odruchy i prezencję z elementami absolutnej dorosłości i dojrzałości, no i z tymi zupełnie makabrycznymi wyczynami, które wszelako są pięknie wzięte w cudzysłów.

                Film ma troszkę senną [ale w najlepszym tego słowa sensie] atmosferę, otoczkę, ale to są tutaj wielkie plusy, bo dzięki temu całośc ma posmak historii romantycznej, brakuje tylko bagien, mgieł i gwiazd nocnego nieba ;] Zamiast nich jest śpiące, w dzień i w nocy, miasto, blokowisko, domy i podwórze. Jakby wssystko zostało usunięte, żeby na tym tle jak najgłębiej wybrzmiała ta niezwykła przyjaźń, a moze naweet pierwsza miłośc Oskara i Eli.

                kruca, całośc jest w jutubie, mam nadzieje, że czytaliście 5/10 albo nic z mojego bełkotu nie zrozumieliście, albo zrozumieliście to i owo i że... i zechcecie obejrzec sami :] :
                www.youtube.com/watch?v=2gaXiPW_iak
                trailer :
                www.youtube.com/watch?v=gBUYWlc4ApA
                • 05.05.13, 12:28
                  Ożeż! Ależ historia.
                  Ciekawe, oryginalne przetworzony został ten modny ostanio wątek wampiryczny. To jednak sztuka wpaść na oryginalny koncept, kiedy motyw został przerobiony na wszelkie możliwie sposoby i zgrany do szczętu, prawda?


                  Podobał mi się, ale chyba poprzestanę na Twojej opowieści.

                  Do zobaczenia jutro!
                  :)

                  --
                  www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                  • 05.05.13, 13:46
                    zdecydowanie tak.
                    tu jest bardzo twórcze wykorzystanie tego motywu wampirycznego,
                    a zarazem... odwołujące się do klasyki, w której wampir nie był tylko
                    symbolem upiornych skłonności i fantazji człowieka, ale przede wszystkim
                    odwzorowywał samotność i tragizm odmienności.

                    wybór nalezy do Ciebie :]
                    trochę makabry jest, ale jednocześnie jest ona bardzo stylowa, świetnie
                    filmowana i używana sensownie, a nie po to, żeby szokować dla samego szoku.

                    do zobaczenia, Barbasiu :]
                    • 05.05.13, 15:34
                      Widziałam kiedyś kawałek, ale atmosfera jakoś mnie nie wciągnęła. Reżyser Tomas Alfredson zwrócił na siebie uwagę tym filmem i potem zrobił "Szpiega".
                      • 06.05.13, 15:39
                        może dzisiaj obejrzę :]
                        w Dwójce o 0:30 powtórka jest.

                        zebrały mi się 3 filmy do obgadania, ten by był 4, a dzis/jutro "Essential killing" jeszcze...
                        gdzie to zmieścić ?

                        a co Ciebie ostatnio zaciekawiło, zauroczyło albo/też zaszokowało ? :]
                      • 06.05.13, 16:51
                        przepraszam, Siostro, że tak kompletnie nie na temat, ale w zamyśle odpisywałem Angazetce :]

                        ale pytanie jak najbardziej także do Ciebie : co ostatnio Cię zaintrygowało na ekranie [dużym albo małym albo najmniejszym] ?
                        • 06.05.13, 19:09
                          Hehe. Nie szkodzi :)
                          No niestety, ostatnio nie widziałam niczego ciekawego.
    • 05.05.13, 15:13
      oglądaliście, Czcigodni ?
      jakie wrażenia ?

      [ja może pojutrze, bo dzis oszczędzam się na jutrzejszy epic Forbrydelsen, hehy]

      z propozycyj na dziś widzę "Głowę w chmurach", co to niedawno na Kulturze była.
      dzisiaj w Jedynce, 21:10. zdaje się,że TVP znalazła sobie nowego kartofla, co go
      będzie przerzucać po 30 razy w sezonie.

      "Powrót do Brideshead" leciał od 10:30 na Kulturu.
      "Była sobie dziewczyna" będzie leciał o 20:20.
      '"Labirynt Fauna", 23:35, jak już powtarzać z Kocham Kino, to na całego :]

      TVP2 podbija konkurencję dając "Dom snów", o 20:10
      Pisarz z rodziną jedzie z NY do Nowej Anglii, aby tam zamieszkać w nowym domu.
      Chata ma swoją przeszłośc, popełniono tam kiedyś makabryczne morderstwo, i jego
      potencjalny/rzekomy sprawca chodzi sobie po wolności. Co grozi rodzinie pisarza ?
      Tak to brzmi w zajawce. Jak dodac, że film jest z 2011, pisarza gra Daniel Craig, obok niego są Naomi Watts i Rachel Weisz, a także zawsze magnetyczny i niepokojący ELias Koteas [sami rozumiecie, aktor z "kotem" w nazwisku musi przyciągać uwagę, hehe, a tak poza tym, to przeszedł samego siebie w "CRash"], a zrobił go Jim Sheridan, od "MOjej lewej stopy","BOksera", "W imię ojca" i "Braci" [chyba wszystkie omawialiśmy, jesli mnie pamięć zawodna nie zawodzi], to brzmi cała rzecz zachęcająco, jak dla mnie. Niewiele mówi tylko
      nazwisko scenarzysty, mr Loucka, przez co strefa ryzyka, że film może okazać się dobrze zrobionym i zagranym, ale niespecjalnie frapującym i trzymającym za gardło, czy za co tam kto lubi być trzymany, thrillerem, a jako "thriller" własnie jest reklamowany.

      • 06.05.13, 09:29
        I jak wrażenia po "Domu snów"?
        • 06.05.13, 16:52
          "Dom snów" - może dziś dopiero, powtórke dają o 0:30.

          co w Twojej kinotece ? :]
          szokujące, ciekawe, rozbawiające ?
          jakie filmy Cię ostatnio zainteresowały ?
        • 06.05.13, 18:54
          Słabe i naciągane, choć początkowo nieźle szło. Zabrakło pomysłu na nowatorskie rozwiązanie powielając po raz n-ty zdartą hollywoodzką kliszę klasyfikując film w kat. B i powodując u widza poczucie żenady. Na marginesie, podczas zdjęć Daniel Craig i Rachel Weisz zapałali do siebie miłością na tyle skutecznie, że zostali sakramentalną parą, notabene b. ładną.

          Ps. Wprawdzie obiecałam sobie, że prędzej zmilczę, niż coś znowu skrytykuję, ale nie mogłam sie powstrzymać.
          • 06.05.13, 19:53
            >Na marginesie, podczas zdjęć Daniel Craig i Rachel Weisz zapałali do siebie miłością na tyle >skutecznie, że zostali sakramentalną parą, notabene b. ładną.


            Aaaa, to w tym filmie spadła na nich miłość.
            Ładna para, to prawda.

            Zdobyłam nagranie, będę dopiero oglądać "Dom snów".


            > Ps. Wprawdzie obiecałam sobie, że prędzej zmilczę, niż coś znowu skrytykuję, a
            > le nie mogłam sie powstrzymać.

            Nie cenzuruj się! :)
            --
            www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
            • 07.05.13, 13:11
              koniecznie obejrzyj, Barbasiu, ciekawe jak ocenisz :]
          • 07.05.13, 13:09
            no i znowu mam tę samą ocenę, co Ty, Pepsic :]

            przewrotka [znana z co najmniej dwóch innych filmów, ale nieodmiennie zaskakująca]
            świetna, naprawdę niespodziewana i podana w bardzo dobrej scenie i odpowiednim klimacie. Stawiająca wszystkie fakty w nowej postaci. Później jeszcze jedna bardzo udana scenariuszowa
            przekrętka [ta "z blizną", aż się zapowietrzyłem, hehe, bo zwiastowała jakiś niecodzienny finał].
            Tyle że - otóż własnie i nasza zgodność : finał tej psychodramy konwencjonalny cokolwiek i tutaj albo pióro pana scenarzysty okazało się za krótkie, albo miał lepsze, ale gdyby je zrealizowali, to by musieli zrezygnować z dochodów kasowych, bo przecież wiadomo-jak-jest :]

            tak czy owak, wydaje mi się, że "słabe" to ocena ciut może zbyt surowa :], niemniej - znakomite też nie jest.



            • 07.05.13, 18:02
            • 07.05.13, 18:30
              A jednak pan reżyser musiał sie poczuć równie zażenowany, bo gdy zobaczył efekt końcowy wycofał swoje nazwisko z czołówki:)
              Przewrotkę z którego filmu masz na myśli, poza tym oczywistym?
              • 08.05.13, 13:11
                możemy tak otwarcie ?
                nie chciałbym Barbasi popsuć oglądania, a jak powiem, to
                się bestia inteligentna domyśli, o jakiej przewrotce mówimy, dopasuje do sytuacji i po całej przyjemności, z góry będzie wiedziała o co chodzi :]

                możemy później skonsultować ? :]

                • 08.05.13, 20:13
                  Wytrzymam:)
                • 10.05.13, 23:08
                  grek.grek napisał:

                  > możemy tak otwarcie ?
                  [...]
                  > możemy później skonsultować ? :]

                  Moi Drodzy, konsultujcie, wymieniajcie się śmiało uwagami, ja tu postaram się tu nie zaglądać dopóki nie obejrzę filmu. Mam nadzieję nadrobić zaległości w ten weekend (Dom snów, Social Network).

                  > nie chciałbym Barbasi popsuć oglądania, a jak powiem, to
                  > się bestia inteligentna domyśli [...]

                  Ho, ho!!? :)))
                  Miło mi, że tak myślisz. :)))


                  --
                  www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
            • 08.05.13, 09:52
              Czekałam na Wasze wypowiedzi, bo byłam ciekawa, jak znajdujecie ten film. I widzę, że podobnie jak ja. Zaczęło się intrygująco, ale pękło przed końcem. Podobno tam jakieś straszne zamieszanie było na linii reżyser-producent, przemontowywanie materiału, cuda wianki, pewnie to miało znaczenie dla efektu końcowego.
              Niemniej jednak chwała temu filmowi, że dzięki niemu zaistniało moje ulubione aktorskie małżeństwo ;)
              • 08.05.13, 13:14
                może za 10 lat wypłynie jakaś pełna niecenzurowana, zmontowana bez
                wpływów producenta, wersja ? :]
    • 06.05.13, 11:12
      Link :
      www.putlocker.com/file/a025b31b400549fc
      [continue as a free user]

      Na czym to... aha - na pościgu policajów za taksówkarzem Leonem, który niespodziewanie napatoczył się pod domem podejrzanego i solidnie maglowanego Vagna. TEraz zatem, Leon staje się gościem, który zaczyna za sobą toczyć nieprzyjemną woń. Znał Larsenów od dawna, to on wiózł krytycznego wieczora Nannę Larsen swoją taksówką - czy to przypadek ? MOżliwe, że to właśnie on, jako jedyny, wiedział, że Nanna i Amir mieli razem wyjechać tamtego własnie wieczora, kiedy ona zaginęła, a 2 dni później znalazły się jej zwłoki w zatopionym samochodzie należącym do sztabu wyborczego Troelsa Hartmanna. Poszukiwania w kanale dały efekt - znalezione zostało logo firmy Merkur, a więc link łączący sprawę zaginięcia Mette Hauge przed 15 laty i aktualną zabójstwa Nanny Larsen. Znaleziono coś jeszcze, być może jej rzeczy, a może także... zwłoki Mette. Ale tego dokładnie nie powiedzano w tym poprzednim odcinku.

      We własnym domu Leona nie ma. Ale za to jest cała ściana wyklejona tytułami z gazet dotyczącymi śledztwa w sprawie zabójstwa Nanny. Policja bierze w magiel jego brata. Okazuje się, że pan Leon [lis Leon, pamiętacie taką bajkę ? hyhy] spieniężył swoje włości, meble, kolekcje muzycznych albumów etc., wyczyścił chałupę i szykował się do wyjazdu do... Wietnamu. Kupił nawet bilet na najbliższy weekend. Bratu słowa nie powiedział, wedle zeznania brata, facio wygląda na autentycznie zaskoczonego. Leon wygląda na typ samotnika, wedle brata : dwukrotnie był żonaty, ale to już przeszłośc, nie ma żadnych przyjaciół. Policmajstry poruszają od razu służby graniczne, żeby zablokowały Leonowi ewentualną ucieczkę z kraju. Telefon Leon przezornie wyłączył, ale dzięki zebranym o nim informacjom mają namiary i jakby co, to go namierzą. Tak dobrze się spisują, a zupełnie nie zorientowali sie, że znał Larsenów, pracował czasami w ich firmie i znał Nannę, Sara Lund jest o to wkurzona, nikt nie wpadł na to, żeby połączyć go z Larsenami. Ale i trzeba dodać, że Larsenowie trzymają informacje jakie im Leon sprzedał o Vagnie [że krytycznego weekendu zamiast wykonywać zlecenie dla firmy - odwołał je i nie wiadomo, co robił przez te ponad 2 dni]. Słaba współpraca :]

      Media dostają info o tym, ze policja szuka Leona, zatem i Hartmann wie, co się dzieje. Im sprawa dłużej się przeciąga, tym dłużej nazwisko Hartmanna, potencjalnie oczyszczonego z zarzutów, jest na tapecie - przecież ciągle w całym zamieszaniu lata jego biuro, jego samochód, ciągle ma to wpływ na kampanię wyborczą i może mieć wpływ na głosowanie.Dodatkowo jego rywal polityczny, Brehmer,przeszedł do kontrataku, znalazł świadka który zaprzeczy słowom (znalezionego przez sztab Hartmanna) urzędnika Stokkego, który wyjawił im, że Brehmer wiedział o niecnych postępkach Jensa Holcka i nie ostrzegł Hartmanna, pozwalając aby dach mu się na głowę walił. I jasno dał do zrozumienia Hartmannowi, że uważa, iż oni sami, jego sztab, grają nieczysto, że tego Stokke zwerbowali jakimiś mało cywilizowanymi metodami.

      Pojawia się w biurze niejaki Eric Salin, dziennikarz. Hartmann z nim rozmawia,nastrój oscyluje wokół sympatycznego dystansu, Salin pyta o kampanię, o relacje z Brehmerem, o zaginięcie kasety video [tej, co się wreszcie znalazła, z momentem pożegnania HOlcka z Nanną - nadal nie wiadomo, kto ją zostawił na progu drzwi mieszkania Sary LUnd], o to czy to prawda iż przez bite 2 tygodnie biuro partyjne, czyli to mieszkanie # 210 stało zamknięte ze śladami krwi i odciskami palców Nanny Larsen w środku - Hartmann potwierdza i od razu zaznacza, że "policja oczyściła mnie z wszelkich podejrzeń". I teraz jedzie armata : Salin niespodziewanie mówi Troelsowi o plotkach, jakoby Rie zdobyła dostęp do Stokkego i jego informacji za pomocą... udostępnienia samej siebie Phillipowi Dessauowi, prawej ręce Brehmera. Byli widziani razem w hotelu, tej nocy po której nagle wypłynął Stokke, jako atut Troelsa. Hartmann jest totalnie zaskoczony, ale trzyma się, sugeruje,że powazny dziennikarz nie powinien zajmować się plotkami i dyplomatycznie kończy rozmową. Jeśli Rie naprawdę w ten sposób zdobyła świadka, to Brehmer najpierw wywali swojego człowieka, a potem oskarży sztab Hartmanna o działania conajmniej nieetyczne, o ile nie bezprawne.

      Hartmann żegna Salina ze swobodnym uśmieszkiem, ale zaczyna się zastanawiać. Pyta Rie, dlaczego przez 2 tygodnie biuro 210 stało zamknięte. Ona mu na to, że były tam problemy z toaletami. WEdle Rie, na załatwienie tej sprawy będą jeszcze czekać, i to z dobry miesiąc. Nic dziwnego,zatem nie ma w tym, że nikt przez 2 tygodnie tam nie zaglądał, nie odbywały się wyborcze spotkania itd. Rie sama się domyśla, co mu powiedział Salin - Hartmann pyta ją zatem, czy to prawda ? Rie, że bzdura a nie prawda, wieczór spędziła z koleżanką. Zatem, tu już Troels sie ostro wkurza : SKĄD wzięła tego Stokke ? Rie na to spokojnie, że sekretarka Stokkego, z narażeniem karyjery, powiedziała jej o tym,a Rie nic puściła pary z ust, bo jej to obiecała. Brzmi logicznie, ale teraz także i Rie zaczyna być podejrzana :] Zgodnie ze słowami Salina " jesli zdolna była do seksu w zamian za informację, żeby cię uratować, to pomyśl DO CZEGO jeszcze mogłaby się posunąć ?". Haetmann oczywiście ją przeprasza za podejrzenia.Całują się i wyraźnie idzie ku czemuś więcej, ale tutaj następuje dyskretne cięcie ;]]

      Policaje szukając Leona przesłuchują, jak to mieli w planach, Vagna. Pytania dotyczą jednak nie jego samego, a właśnie Leona. Wedle zeznan Vagna, Leon pracował dla Larsenów przez całe lato, chociaż wcześniej - były to nieregularne zmiany, a robotę u Larsenów dostał przez Vagna. Znali się od lat, wcześniej pracował w firmie... uwaga : Merkur, a zatem Leon mógł znać Mette Hauge i staje się w tym momencie gościem, który łączy sprawę zabójstwa Mette sprzed 15 lat i Nanny Larsen, których to zwłoki znalezione zostały w tym samym kanale wodnym. Sara aż opada w krześle, kiedy to słyszy. POdsuwa Vagnowi kartkę i długopis,żeby zrobił listę starych magazynów, które może znać, i gdzie mógłby się ukryć. Znajduje się tymczasem klucz do starego magazynu użytkowanego przez Merkur, z tego co zrozumiałem - dobrze prześwietlono tę firmę, wprawdzie nie istniejącą już, ale przecież w papierach po niej zostało sporo informacji. W tym magazynie mogą być rzeczy osobiste Mette Hauge, ojciec ich nie zabrał, zostały w Merkurze który wykonywał zlecenie przeprowadzki Mette do Kopenhagi.

      No i jednak. W tym worku wyłowionym z jeziora były resztki zwłok Mette Hauge. Zidentyfikowano ją po zębach. Sprawca urządził ją niekiepsko, liczne ślady uderzeń i złamań. Nie była związana, była zaś ubrana, ciało było obciązone. Meyer sugeruje, że może to inny zabójca, ten który kropnął Nannę był raczej metodyczny i nie szalał; ale Sara twierdzi raczej, że zabójstwo Mette było 15 lat wcześniej, więc mógł wtedy działać nerwowo i po prostu przez tak długi czas zaszły w nim zmiany, w jego sposobie działania.

      Sara Lund nie chce czekać,od razu łapie za te klucze do magazynu i chce tam jechać szukać dowodów. Meyer sugeruje, żeby to zrobili następnego dnia, na wieczór ma umówione spotkanie z rodziną, z dziećmi. Ale Sara tylko klepie go w ramię poufale : orajt, stary, ty jedź do domu, a ja jadę do pracy. Na nic się zdaje Meyerowa tyrada,że "powinna odpocząc, bo się zatraca". KOniec końców i on sam nie może jej przecież zostawic, skoro już się uparła. Rzuca tylko "niech cię diabli, kobieto !" :]] i jadą razem.

      Jest noc, kiedy docierają na miejsce. Sara otwiera drzwi magazynu kartą. Pewnie była razem z kluczami, które zostały po Merkurze. Meyer zostaje na zewnątrz, na czujce, Sara chodzi po budynku. Ju noł - ciemno, gołe ściany, korytarze, klasyka :] Szuka właściwego magazynu, na kluczach jest numer 554. Znajduje go. Wchodzi do środka. Sa tam liczne graty, więc zaczyna w nich grzebać. Po chwili Meyer daje jej informację, że na dole,
      • 06.05.13, 12:25
        że na dole, w bocznej ścianie, jest wybita szyba w oknie - ktoś mógłby tam wleźć przez nią. Sara na to, że i tam są ślady włamu.

        PO chwili, ta scena powinna przejśc do kanonu : Meyer pyta Sarę, gdzie jest, ona odpowiada że na V piętrze, Meyer na to : a tak, widzę cię,widzę twoją latarkę w oknie .. Sara na to : w JAKIM OKNIE ? POza tym... ja NIE MAM LATARKI :] Klasyka :] Meyer od razu rusza biegiem do środka - przez to wybite okno, Sara nadal grzebie w klamotach. W środku tracą chyba zasięg ich telefony, czy coś, bo nie mogą się skontaktować przez nie. Nagle RUSZA winda towarowa. W dół. Meyer z pistoletem jest na dole, czeka na te windę, Sara biegnie schodami w dół. I rusza kapitalny motyw muzyczny podkręcający dreszczyk :] WInda wreszcie ląduje. Meyer zagląda ostrożnie, nie nikogo. Dookoła egipskie ciemności i tylko jakieś blade światło, jakby w korytarzu jednym jedynym. ZNienacka Meyer dostaje petardę, po której pada na ziemię, traci pistolet. Oszołomiony próbuje się podnieśc. Widzi postać, ubraną na czarno, w kapturze, nie widać twarzy, a dłoń ubrana w skórzaną czarną KLASYCZNĄ :} rękawiczkę mierzy do niego z jego własnego pistoletu. I strzał. Sara go słyszy na schodach. Meyer się rusza. Drgugi strzał. Meyer leży jak długi, żyje ale ledwie ledwie. Sara znajduje go w takim stanie, ma dwie rany postrzałowe w klatce piersiowej. Po strzelcu nie ma śladu. Dlaczego nie został, żeby zabić także Sarę Lund ? Sara wzywa natychmiast karetkę, za chwilę robi się tłoczno, światła, Meyer jest reanimowany w karetce, chaos jak to w tego typu sytuacjach. Sara jedzie z nim do szpitala, zostawia sprawę przeszukania magazynu, ewentualnie nic tam nie znalazła.

        W szpitalu pojawia się natychmiast ich szef, Brix oraz żona Meyera, cała rozstrzęsiona. Meyer jest operowany. Cios dla rodziny, ale i cios dla Sary, która może mieć teraz wyrzuty sumienia, gdyby tam nie pojechali, na co się uparła - Meyerowi nic by się nie stało.

        Następnego dnia rano siedzą obie i czekają na wynik operacji. Chwilę rozmawiają o rodzinie Meyera, dzieciach. Wreszcie zjawia się lekarz. Meyer będzie żył, uratowano go. ŻOna rzuca się z radością na chirurga. Dostaje pozwolenie by odwiedzić męża. Sara też chce wejśc, ale lekarz jej akurat nie pozwala, tylko rodzina może. Sara chciałaby z Meyerem porozmawiać - pewnie chciałaby spytać, czy widział KTO do niego strzelał. Lekarz prosi ją,żeby ewentualnie zjawiła się wieczorem i wtedy ją wpuści do niego.

        Podczas radiowej debaty politycznej, która miała dotyczyć ekologii, Brehmer niespodziewanie rusza do ataku i wraca do sprawy zabójstwa Nanny Larsen, oraz tego, że wobec ciągle braku rozstrzygnięć - Hartmann wciąz jest w to zamieszany, a zatem jego wiarygodność polityczna jest zerowa. Wyraźnie Brehmer zmienia front, już nie mówi o kompromisie dla dobra wspólnego. Za szybą macha już do Troelsa Salin. PO zakończeniu debaty rozmawiają, to znaczy Troels idzie, a Salin gada, i nawet do męskiego wc za Hartmannem podążą - Salin powiada, że taśma [zaginiona-odnaleziona] miała odpowiednie oznaczniki dowodzące, że była własnością biura wyborczego Troelsa - czy policja została o tym poinformowana ?, mówi także, że wedle jego dziennikarskich ustalen, w TAMTEN weekend ludzie z kancelarii Hartmanna mieli takie multum roboty, że musieli wynajmować mieszkania na spotkania wyborcze - jak zatem wygląda w tym świetle fakt,że oto mieszkanie # 210, biuro partyjne,stało sobie ot tak, zamknięte. Tyle roboty, a to sobie stoi puste i nieużytkowane... Hartmann mówi mu o sprawie toalety w 210, dlatego biuro było zamknięte. Salin na to, że firma która miała zajmować się naprawą - otrzymała pismo ANULUJĄCE zlecenie, z kancelarii Hartmanna. A zatem KTOŚ potrzebował wtedy tego biura i "niekoniecznie z czynną toaletą". Haertmann odchodzi bez słowa, na górze zaś Rie mówi Salinowi, że jeśli opublikuje to, o czym mówi, puszczą go w skarpetkach. Rie konsultuje sprawę tego anulowania naprawy toalety z kimś ze sztabu [ z Mortenem ?], i ten ktoś mówi jej, że nie było takiego polecenia.

        Rie niemal wymusza na Hartmannie telefon do Sary Lund. Pyta ją, czy wie skąd wysłano do niej tę taśmę,co to zaginęła, a póxniej się cudownie znalazła, i czy przypadkiem nie z jego kancelarii ? Wyznaje, że to dziennikarz tak ustalił, a także że ktoś z jego biura mógł być wtedy w weekend w 210. Sara jest bardzo zajęta, rozmawia z nim trochę na odczepnego, zbywa go pospieszenie, słuchając jednym uchem. Ma tam eks-żonę Leona do przesłuchania, nie ma czasu, odpowiada mu zgodnie z prawda, że nie wie nic o miejscu nadania kasety, a także że poza przestępcą nie było w mieszkaniu 210 nikogo, wedle śladów i ustaleń.

        Hartmann jest więc przekonany, że Salin ściemnia, i możliwe że robi to bo jest manipulowany Brehmera. Troels mówi o tym Brehmerowi przed kolejną z serii debat. Brehmer odpiera taki zarzut.

        Sara pojawia się na komisariacie w momencie, kiedy Brix kończy odprawę dla pozostałych policajów. Odsyła Sarę do domu, żeby odpoczęła, przedstawia nowego prowadzącego sprawę [siedzi jakiś siwy gostek, oficjalnie to Meyer prowadził śledztwo, a Sara Lund została odsunięta już wcześniej, a później oficjalnie nie zmieniono decyzji] poza tym - Meyer został postrzelony, z tego co zrozumiałem, z jej broni [ fakt, jemu zabrali, po tym jak zastrzelił HOlcka i rozpoczęto rutynowe dochodzenie w sprawie użycia broni na służbie] więc będzie w tej sprawie kontrola.

        Sara dostaje i informację, że bardzo możliwe, że Leon uciekł właśnie do Niemiec, jego auto znaleziono porzucone. Za moment najnowsza wieśc : Leon został rozpoznany na jakiejś stacji [benzynowej ? autobusowej ? pociągowej ?] przez kontrolera biletów. Prysnął pieszo. Banki pod alarm, może chcieć wziąć jakieś pieniądze, no i patrole do roboty, cała akcja miała miejsce 2 godziny wcześniej, daleko nie zwiał.

        Larsenowie ciągle są nękani przez policję, zjawiają się u nich z powodu Leona tym razem, śladów, oni muszą to obserwować, dzieci pytają, co się dzieje... Theis Larsen coraz krytyczniej na to patrzy. "codziennie mają nowego podejrzanego", rzuca zgryźliwie. Zapraszają też na kolację do domu Vagna, aby go przeprosić za to,że go podejrzewali, "policja nam zrobiła wodę z mózgu", mówią samokrytycznie. Pernille przy okazji wyjasnia z Vagnem, to o czym mówił jej Leon, że tamtego wieczora Vagn odwołał zleconą robotę, Leona wysłał do domu, a sam nie wiadomo, co robił. Wersja Vagna brzmi : zleceniodawca chciiał całą sprawę przeprowadzić "na czarno", więc Vagn odmówił. Leon opowiadał też że Vagn ukrywa okolicznoścvi śmierci swojej matki. Vagn na to, że wersja o tym, że matka zapiła się na śmierć pochodzi od jego wuja, żadnej innej nie znał nigdy [ten wątek chyba gdzieś mi umknął z poprzedniego odcinka, ale teraz byle drobiazg może być kluczowy, hehe].

        Larsenowie szykują się do przeprowadzki do nowego domu, Theis, Vagn i jeden z małych synów Larsenów jadą tam z jakimiś klamotami. Po drodze dzwoni Pernille i informuje Theisa, że w tym nowym domu jest policja, i szuka tam śladów Leona. Larsen jest naprawde wkurzony, kiedy ich tam faktycznie zastaje. KaŻe im wyjśc. Vagn go mityguje. Policjant spokojnie odpowiada, ze mają nakaz. Larsen powtarza. Policjanci patrzą na siebie, jeden drugiemu pokazuje na miigi, że nic nie znaleźli. I wychodzą. Znajduje COŚ syn Larsena. Kopie piłkę po jednym z pomieszczeń, odpada jakas zastawka, pod nią jest PASZPORT Nanny. Pokrwawiony.

        Do policajów tarabani Leon. Stanowczo oświadcza, że to nie on strzelał do Meyera. Jedzie autem, ma na sobie czarną kurtkę, widać mankiet, ten co strzelał był na czarno, taki drobiazg ;]. Leon mówi, że wsszystko zeznał, chciał pomóc. Dlaczego zatem uciekał ? Sara prosi go o kontakt, chce z nim rozmawiać, ale Leon z płaczem wyłącza komórkę. Tyle że technicy już go namierzyli, Sara dała im znać na migi, że to on dzwoni i żeby go brali na radary. Leon jest poza miastem, mniej więcej wiedzą już w jakiej okolicy.
        • 06.05.13, 12:59
          I kiedy ekipa wychodzi szukać, Sara myśli [scena jak z House'a :)] - dlaczego Leon tak długo rozmawiał ? nie wiedział, że zostanie namierzony ? przecież wcześniej był na tyle przytomny, że wyłączył telefon ? [o postrzale Meyera wiedział, ofk, z doniesień mediów].

          Każe wezwać jeszcze raz brata Leona. Z rozmowy wynika,że Leon używa właśnie samochodu firmowego [facet chodzi w garniturze itd., przedsiębiorcą jest, jak się okazuje],który "sobie wziął". Do tego, braciszek Leona podjął z konta 32 tys koron - dla kogo, jesli nie dla Leona ? Gdzie jest zatem Leon ? pyta go Sara. I powtarza to pytanie kilka razy, kiedy brat Leona próbuje go bronić i wybielać. Brat poddaje się, kasę ma przy sobie, te 32 tysiące. Zatem - gdzie miał je Leonowi przekazać ? Gdzie mieli się SPOTKAĆ ? Brat przyznaje,że widzieli się wcześniej, Leon był okropnie zdenerwowany [jeszcze wcześniej, ponoć, Leon mówił bratu, że "policja źle prowadzi sprawę"]. Sara mówi mu : pomóż mi go znaleźć, bo jak znajdą go inni policjanci, to będzie źle. GDZIE on jest ?

          I gośc sypie, Sara jedzie autem uruchmiając policje,żeby zabezpieczyła teren. Jest oczywiście ciemno, wieczór. Miejsce o które chodzi, to doki portowe. Stoi tam sporych rozmiarów statek. Zjeżdzają się policyjni. JUz znaleźli stojące w pobliżu auto, zapewne Leon jest już na miejscu. Wszystko w pełnej konspirze, żeby go nie spłoszyc. Sara Lund uczula reszte, by wziąc Leona żywcem, za dużo może wiedzieć, żeby go sprzątnąc ot tak sobie.

          I w ostatnim momencie, pojawia się kawaleria... Jakichś dwóch smutnych panów od prokuratora. Każą Sarze przerwać akcję i jechać z nimi. Powód brzmi : Meyer NIE ŻYJE. Ona na to,żeby dali sobie spokój i pozwolili jej pracować, Meyera widziała w szpitalu i czuł się znacznie lepiej, a jak mają provblemy, to niech dzwonią do jej szefa, Brixa. Tyle że Brixa to oni już mają wydzwonionego. Przekazują Sarze słuchawkę. Brix każe jej przerwać

          Według niego, Meyer NIE ŻYJE od 45 minut. Sara ma oczy wielkie jak talerze.

          Kamera pokazuje jednak Brixa, dzwoni on ze szpitala, za szyba widać, że żona Meyera jest przy łóżku męża,sprzęty medyczne działają - a zatem mozna przypuszczac, ze Meyer ŻYJE, Brix i dwóch smutnych z prokuratury kłamią, aby przerwać akcję w momencie, w którym Sara Lund jest o krok od dotarcia do Leona. CO wie Leon, że aż górze zależy tak bardzo na tym, by się z Sarą nie spotkał ? A może raczej - co WIDZIAŁ Leon ? Ja bym powiedział, ze Leon jest świadkiem, a nie killerem.

          Sara przygląda się, z tymi talerzami na twarzy, statkowi. Potem wsiada do auta razem ze smutnymi i odjeżdzają. Akcja zostaje przerwana.

          [aha, ten znaleziony paszport Nanny - syn Larsenów kładzie z powrotem na miejsce i zastawia tym, czym zastawione było]

          W biurze Morten Weber informuje Troelsa Hartmanna, że tamtego wieczora Rie coś wysyłała z kancelarii. Czyżby to ona posłała Sarze Lund kasetę video, którą wcześniej sama ukradła ? Hartmann na to, że trzeba ufać iż policja wie, co mówi, a skoro nie znalazła nadawcy, to nie ma o czym mówić. Drugie info jest takie, że Brehmer zwolnił tego całego Dessaua, a zatem to by uwiarygodniało plotki o tym, że Rie wyciągneła od niego informacje o Stokkem. Ale wersja Rie jest inna. Komu ma wierzyć Troels ? Wychodząc z kancelarii widzi, idąc górnym piętrem, jak na dole Rie szarpie się z Dessauem. Kolejna poszlaka.

          zostały 2 odcinki.
          jak dla mnie, to wszyscy są winni ;]]
          wszyscy razem ją zaciukali ;]]
          poszlaki, dowody, ślady, zagadki są już dosłownie wszędzie, każdy i każda są podejrzani [najmniej chyba ten cały Leon],w jaki sposób z tego powstanie ostateczna wersja zdarzeń, to ja nie mam pojecia, ale już zacieram łapska, bo to będzie majstersztyk, zresztą... już to jest thriller doskonały. finał będzie tylko wiśnia na torcie, na pewno.

          • 06.05.13, 16:11
            > wszyscy razem ją zaciukali ;]]

            Tak, też mi się ta refleksja nasunęła. Może rzeczywiście Rie maczała w tm palce, to byłoby zaskoczenie, albo ... / teraz pewna myśl mi przyszła do głowy .../ ?

            Jaki interes miałaby policja, żeby kryć Leona, potencjalnego świadka zbrodni?

            Pasjonujący kryminał!
            :)


            --
            www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
            • 06.05.13, 16:59
              prawda ? :] można popaśc w rezygnację, tropy i ślady są tak porozrzucane, tyle jest zagadek, że nie sposób z tym się pozbierać.

              kto wie, Rie wygląda podejrzanie, możliwe, że chciała chronić Hartmanna, ona wszystko robi dla niego i dla celów politycznych. pytanie, czy Hartmann miał z Nanną jakikolwiek kontakt.

              ja myślę, że Leon był świadkiem, coś widział, kogoś kogo widzieć absolutnie nie powinien, byc może ukrywał to za odpowiednią opłatą, policja dotarła daleko, poczuł zagrożenie życia, a jednocześnie nie miał ochoty iśc do więzienia za ukrywanie informacji i postanowił uciec. Jesli nie poszedł na policję ze swoimi rewelacjami, to może świadczyć tylko, wg mnie, o tym, że policja w tym macza palce od samego początku. Policja, świat polityki i finansjery. Pytanie : dlaczego Nanna Larsen ? ofk, to takie tylko moje hipotezy, pewnie finał i tak mnie znów zawstydzi, bo sie okaże że nic nie zrozumiałem :] A jak Twoja wizja ?

              yes :] wzorcowy.
              jak tu oglądać wszelkie inne, skoro żaden nie będzie miał szans by temu dorównać ? hehe.
              • 06.05.13, 17:14
                Przyszedł mi pewien pomysł do głowy. Oczywiście, żadnych dowodów nie mam , co gorsza, to postać z drugiego a właściwie z trzeciego planu, więc jest duże prawdopiodobienstwo, że to jednka nie będzie to ta postać, ale teraz nic nie powiem.

                :)

                --
                www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                • 07.05.13, 13:18
                  mój faworyt też pochodzi z tych okolic :]

          • 06.05.13, 18:26
            Dzięki, jak zawsze świetnie napisane. Ależ to był emocjonujący odcinek!

            Jednak jesteś nazbyt podejrzliwy :) Nie chcę Cię martwić, ale Meyer NAPRAWDĘ nie żyje. Nie miałam co do tego żadnych wątpliwości, oglądając tę scenę. Po tej hiobowej wieści aż się popłakałam. Kompletny szok. Przecież to był jeden z głównych bohaterów!

            "Wszyscy razem ją zaciukali". Hehe. To byłoby oryginalne rozwiązanie :)
            • 06.05.13, 18:36
              Tak jak Grek, nie wierzyłam do końca w śmierć Meyera, a tak, jak Siostra miałam pretensje do realizatorów, a nawet się zniechęciłam, bo tego się nie robi, tak zwyczajnie po ludzku.
            • 06.05.13, 19:49
              Obejrzałam film. Rzeczywiście śmierć Meyera pokazana jest bardzo niejednoznacznie, przez to, że widzimy ją na dalszym planie, bardzo niewyraźnie. Ekran monitora szpitalnego, który pokazuje dane np. dotyczące akcji serca Meyera, był zamazany, nie było też widać wyrazu twarzy żony siedzącej przy Meyerze, ani twarzy samego Meyera.

              ale jedna rzecz mnie zastanowiła, jeśli Meyer, jak mówił Brix do Sary, zmarł 40 minut wcześniej, to dlaczego jego ciało ciągle było podłączone do aparatury (to było widać w ujęciu), dlaczego, całe ciało nie zostało przykryte białym prześcierałem przez pielęgniarkę, która stała (w pierwszym ujęciu przy łóżku Meyera) ?

              Ale skoro potwierdzacie, że Meyer nie żyje, to nie ma nad czym się zastanawiać.

              Czyżby Brix miał jakiś udział w zabójstwie Nanny Larsen?

              (Chciałam uruchomić 19 odcinek na zalinkowanej przez Greka stronie, ale nie potrafię :/ No nic, czekam do nastepnego tygodnia.)
              --
              www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
              • 06.05.13, 19:56
                > Czyżby Brix miał jakiś udział w zabójstwie Nanny Larsen?

                Bez sensu!

                --
                www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
              • 07.05.13, 13:28
                yes,tak o wygląda.
                mnie sie wydawało, że żyje, bo żona nie panikuje specjalnie, ot siedzi, tak jak się siedzi
                przy lózku chorego, który zdrowieje, czyli - spokojnie.
                trochę się Meyer nie rusza, ale generalnie w jego stanie zmniejszona aktywnośc byłaby
                zrozumiała.

                o, świetne pytanie :] to mylące jest.
                Albo koleżanki nas wkręcają i mają dobrą zabawę ;]]

                Brix wygląda na pionka, który wykonuje czyjeś polecenia.
                jak dobrze popatrzeć, to NIKT nie ma zamkniętego konta.
                pytanie tylko, na ile ich zamieszanie w tropy, ślady i wątki
                jest stricte polityczne, stricte rodzinne, stricte zawodowe, a
                nie dotyczy samego zabójstwa.

                Barbasiu, 19 odcinek jest tutaj :
                www.putlocker.com/file/bf86018eb6553aa4
                i jesli sobie życzysz, to od razu finałowy 20 :
                www.putlocker.com/file/c5bbd8a217edcc83
                ja czekam na telewizyjną emisję, ofk zrobię dokładne opisy, żeby cały sezon
                był skompletowany.
                ot, dla potomności (btw, zauważyłem, że w necie nie ma chyba
                szczegółowych streszczeń odcinków, nawet po angielsku, chciałem znaleźć
                zdaje się 2 czy 3 odcinek dokładniej opisany i nie ma takiej... usługi, hehe) :]

                • 07.05.13, 15:52
                  Jest jeszcze chwilę później drugie ujęcie, krótsze i równie niewyraxne, żona siedzi przy łóżku Meyera z opuszczoną głową, nawet chyba opartą o łóżko.

                  > Albo koleżanki nas wkręcają i mają dobrą zabawę ;]]
                  Widze, że zaczynasz podejrzewać koleżanki z Forum o mylenie tropów. ;))

                  Nie, nie, na pewno nie wkręcają nas, inaczej ani Bronte, ani Pepsic nie napisałyby tak osobistych postów , nie wspomniałyby o emocjach, jakie im towarzyszyły podczas oglądania tego odcinka, wątku śmierci Meyera.

                  > Brix wygląda na pionka, który wykonuje czyjeś polecenia

                  Po śmierci Meyera mam w tej kwestii wątpliwości.



                  Dziękujęb.b.b. serdecznie, Greku, za linki do ostatnich odcinków!!!

                  Wystawiasz mnie na ciężką próbę.


                  Ale może poczekam razem z Tobą jeszcze dwa tygodnie.
                  To znaczy postaram się zaczekać. ;)



                  --
                  www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                  • 08.05.13, 13:07
                    prawda.
                    mnie się skojarzyła jej pozycja raczej ze zmęczeniem niż z żałobą.

                    ten serial wprowadza taki nastrój, hehe.
                    za 2 tygodnie będę już normalny ;]]

                    kto je tam wie, nikomu teraz nie możemy zaufać ;]]

                    hehe, wiem wiem, niemniej - decyzja należy do Ciebie.
                    swoją drogą, jak tak patrzę na te dwa linki do dwóch ostatnich odcinków, to
                    gdzieś tam mnie korci, żeby od razu skonsumować :]
                    ale trzymam się, staram się, czuję że oglądając w necie, kiedyśtam jakośtam,
                    zepsułbym magię, jaką daje oczekiwanie na ustaloną datę i godzinę, stopniowanie
                    temperatury, a potem sama emisja, jako kulminacja - chyba nie mógłbym tego
                    procesu odtworzyć sięgając po odcinki ot tak sobie i z niecierpliwości :]

                    próba istotnie ciężka jest,hehe :]




                    • 11.05.13, 15:38
                      Ja w tym geście widziałam rozpacz.

                      No myślę!


                      > kto je tam wie, nikomu teraz nie możemy zaufać ;]]
                      Hehehe! :)

                      Nie wiem , czy do mnie masz zaufanie, czy mnie uwierzysz mi, jak powiem Ci, że w sieci znalazłam informację, potwierdzającą śmierć Meyera, a w zapowiedzi sezonu 2. (ani słówka nie było tam na temat wyników śledztwa z 1. sezonu), znalazłam informację, że Sara Lund dręczona wyrzutami sumienia powodu śmierci kolegi wyjeżdza gdzieś daleko na prowincję.

                      Na razie udało mi się nie zaglądać do linków. Czekam na Twoją relację. Jestem z tej samej szkoły, stopniowanie temperatury, cierpliwe czekanie na kulminację, finałowy odcinek i rozwiązanie zagadki, lepiej smakuje niż pochłonięcie wszytkiego naraz.

                      :)

                      --
                      www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                      • 11.05.13, 16:34
                        widziałaś więc słuszniej niż ja :]
                        to też fajne, że nawet pojedyncze gesty można interpretowac odmiennie.

                        jasne, że mam do Ciebie zaufanie.
                        Ty też nie oglądałaś wcześniej, więc jedziemy na tym samym wózku :]
                        Pepsic i Siostra znają na pamięć, więc będę je podejrzewał do ostatniej chwili ;]]]

                        zatem, trzymamy się ? :] świetnie.
                        już jutro następny, a w poniedziałek ruszam od razu z opisem.

                        hehe, smakowanie chwil, to się nazywa :]]
                        • 11.05.13, 17:00
                          > Pepsic i Siostra znają na pamięć, więc będę je podejrzewał do ostatniej chwili ;]]]
                          Hehehe! :))

                          Nie, nie, nie! Kto jak kto, ale Pepsic i Bronte nigdy by nam tego nie zrobiły.

                          > hehe, smakowanie chwil, to się nazywa :]]
                          I rozciąganie chwil przyjemności. ;)

                          --
                          www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
            • 07.05.13, 13:16
              dzięki, Siostro :]

              o krucafaks, a to faktycznie bomba.
              pytanie, czy wobec jego śmierci ta interwencja prokuratury,w TAKIm momencie,
              nie jest dyktowana przypadkiem faktem, że chronią oni tyłek jakiemuś ważniakowi
              zamieszemu w całą sprawę ?
              [to pytanie retoryczne, wiem że wiesz i liczę na Twoją słynną dyskrecję :)]

              za 2 tygodnie finał, już się cieszę na Twoje i Pepsic uwagi o całokształcie, które
              tak dzielnie trzymacie póki co w ukryciu :] no i w ogóle - wreszcie będę mógł trochę
              o tym serialu poczytać, bo na czas trwania odciąłem się skutecznie [jak na razie]
              od wszelkich na jego temat portali, forów i czegotamjeszcze.

    • 07.05.13, 14:43
      Przypominam, że to dziś. Opinie dość skrajne, od entuzjazmu do całkowitej dezaprobaty. Sama jestem ciekawa.
      • 07.05.13, 14:44
        Ups, bez "e".
        • 07.05.13, 15:53
          O! Dobrze, że przypominasz!
          :)
          --
          www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
      • 08.05.13, 13:00
        dzięki za przypomnienie, niestety nie dostąpiłem, muszę czekać na jakiś stosowny riplej.

        a jak u Ciebie, obejrzałaś ?, jaka ocena ?, recenzja ?

        [jak tam Wasze oceny ?]
        • 08.05.13, 15:56
          8-O ! Czy jakieś trzęsienie ziemi wystąpiło wczoraj ? burza straszna porwała antenę? jakaś awaria prądu nastąpiła? czy inny jakiś kataklizm spadł na Dolny? żeś Ty taką premierę przepuścił!?!? ;)


          --
          www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
          • 08.05.13, 16:21
            haha ;]
            nie nie.
            daleko bardziej prozaiczne okoliczności zdecydowały.

            swoją drogą, coraz bardziej odczuwam brak sprzętu nagrywającego, i
            jakoś tak za wolno się zbieram, żeby to naprawić.
            • 08.05.13, 20:33
              Nie oglądałam. Szczerze mówiąc nie wydaje mi się, żeby ten film, mimo deszczu nagród specjalnie mnie zainteresował. Ale jeżeli Pepsic zapowiada przychylną recenzję to zaczynam żałować :)
              • 09.05.13, 20:30
                Ja również byłam przekonana, że opowieść o zaszczutym człowieku za wszelką siłę pragnącym przeżyć nie powinna mi przypaść do gustu. Jednak wzbudziła zainteresowanie, a bezpardonowa, rozpaczliwa walka o przetrwanie przykuła uwagę do końca, mimo że gł. bohater nie wypowiada ani jednego słowa, ani nie budzi nadmiernej sympatii, a w pewnym momencie nawet budzi obrzydzenie, gdy wygłodniały rzuca się do piersi karmiącej matki(!). Miłym akcentem na ekranie zaznaczyła sie obecność Emanuele Seigneur podnoszącej morale, co do wyglądu estetycznego Polek w wiejskich chatach na krańcu świata. Dzięki przepięknym ujęciom (łanie zaglądające do żłobu, pustynne afgańskie klimaty i zimowe norwesko-polskie) uznaję ten obraz za jeden z najpiękniej skadrowanych. Jerzy Skolimowski wpadł na pomysł nakręcenia filmu podczas zimowej przejażdżki w rejonie Kiejstut, gdzie jak głosi plotka, znajdowały się tajne więzienia CIA uważając, że wymyślona sytuacja jest prawdopodobna. Notabene (fajnie brzmi) fragment drastycznych poczynań z więźniami został w filmie pokazany, acz w miarę delikatnie. Ewentualnym niedowiarkom chciałam przypomnieć, że w swoim czasie media rozpisywały sie o znalezieniu w Tatrach tajemniczego mężczyzny, którzy po wybudzeniu ze śpiączki mówił tylko w języku arabskim.
                • 10.05.13, 16:05
                  dzięki, Pepsic, za garśc wrażeń i ocen.

                  [mnie] pozostaje czekać na powtórkę, miejmy nadzieję w jakimś nieodleglym terminie.
                  [KUltura ?]

                  maglowano reżysera, otóż własnie, o to czy inspirował się historią rzekomego przetrzymywania więźniów arabskich w Polsce, z tego co słyszałem trochę się migał, chciał stworzyć opowieśc uniwersalną, poza kontekstami politycznymi, ale pewnie coś było na rzeczy, aczkolwiek... trudno żeby powiedział to wprost i został posądzony o sympatyzowanie z przetrzymywanymi terrorystami. Wersja o historii człowieka starającego się odzyskać wolność brzmi bezpieczniej. aczkolwiek... wg mnie, jeśli istotnie jest tak jak on utrzymuje, w pewien sposób pozbawia to film pewnej waznej składowej... więzień ów może być przecież faktycznie winnym śmierci wielu ludzi, albo dążenia do zabicia wielu ludzi, terrorystą - dlaczego widz ma sobie wyobrażać, że jest to człowiek niewinny ? Moim zdaniem, powinno to być do-określone, wtedy widz staje przed trudnym dylematem : mam terrorystę walczącego wzruszająco i z determinacją o wydostanie się z więzienia, gdzie panują nieludzkie warunki, czy mogeę zobaczyć w nim CZŁOWIEKA i jego walkę, a zapomnieć na moment o jego grzechach ? to by było ciekawsze,wg mnie, gdyby widz się mógł z tym zmierzyć. Wybawiając go z tego kłopotu,reżyseiro poniekąd ułatwia zadanie.

                  jak sądzisz ?
                  jak sądzicie ?
                  • 11.05.13, 22:08
                    Nie sądzę, aby reżyser sympatyzował z bohaterem, za dużo ofiar mu naraił, już od pierwszej sceny, kiedy z buzuki strzela do trzech amerykańskich żołnierzy na zwiadzie. Potem jest jeszcze gorzej, bo zabija ludzi w warunkach pokojowych.
                    Tak, główne zarzuty pod adresem filmu dotyczącą niedookreślenia, czy faktycznie był terrorystą. Ale czy ma to znaczenie, jeśli motywem przewodnim jest pokazanie człowieka zaszczutego na śmierć i tytułowa esencja?
                    • 12.05.13, 16:27

                      Ale czy ma to znaczenie, jeśli motywem przewodnim jest pokaza
                      > nie człowieka zaszczutego na śmierć i tytułowa esencja?

                      Ja bym powiedziała człowieka rozpaczliwie walczącego o przetrwanie w zupełnie nowym dla niego środowisku.



                      --
                      www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                      • 13.05.13, 18:55
                        Traktuję to, jako trafne uzupełnienie.
                        • 13.05.13, 20:55
                          Tak, oczywiście.

                          --
                          www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
    • 07.05.13, 18:52
      I jak wypadł odcinek? Nie przesadzili za bardzo z ilością cukru w cukrze, zwłaszcza urządzeniem szpitala polowego w domostwie jego lordowskiej mości? Tudzież mało uzasadnione wydaje się przejście panien hrabianek ze stanu nicnierobienia w wir ciężkiej, fizycznej pracy, zwłaszcza Edith. Równie nieprawdopodobnie zachował się dyrektor szpital nie ulegając kumoterskiej prośbie właścicielki. Nie do pomyślenia w naszych czasach, ale chapeau bas za niezależność.
      Tekst odcinka (niedosłowny) w wykonaniu pana Carsona, który na uwagę O'Brien uradowanej widokiem swojego poplecznika Thomasa: zobacz, kto nas odwiedził, rzucił wyniośle i beznamiętnie: widzę.
      • 07.05.13, 19:55
        pepsic napisała:

        > Tekst odcinka (niedosłowny) w wykonaniu pana Carsona, który na uwagę O'Brien uradowanej widokiem swojego poplecznika Thomasa: zobacz, kto nas odwiedził , rzucił wyniośle i beznamiętnie: widzę.

        Dodam, nie zaszczyciwszy go w calej scenie nawet przelotnym spojrzeniem (tzn. Carson na Thomasa nie spojrzal) ;)

        --
        Maniaczytania - blog
        • 12.05.13, 16:08
          maniaczytania napisała:

          > pepsic napisała:
          >
          > > Tekst odcinka (niedosłowny) w wykonaniu pana Carsona, który na uwagę O'Br
          > ien uradowanej widokiem swojego poplecznika Thomasa: zobacz, kto nas odwiedz
          > ił
          , rzucił wyniośle i beznamiętnie: widzę.
          >
          > Dodam, nie zaszczyciwszy go w calej scenie nawet przelotnym spojrzeniem (tzn. C
          > arson na Thomasa nie spojrzal) ;)

          Właśnie tak. :)))


          --
          www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
      • 12.05.13, 16:08
        >Tudzież mało uzasadnione wydaje się przejście panien hrabianek ze stanu nicnierobieni
        > a w wir ciężkiej, fizycznej pracy

        Tu chyba się z Tobą nie zgodzę. Musiała być to powszechna praktyka panien z arystokracji w tym czasie, w latach I wojny, zwłaszcza pomoc przy rannych w szpitalach , skoro w filmie (w odcinku 1) pada takie oto zdanie (zapamiętałam i odszukałam dosłowny cytat): "Codziennie widzimy zdjęcia królowych i księżniczek w mundurach Czerwonego Krzyża, karmiących zupą tych nieszczęśników". Już nie pamiętam,kto je wypowiada w rozmowie z lady Corą, która jest zaniepokojona poczynaniami Sibil, zaangażowanej na całego w pracę w szpitalu jako pielęgniarka, przypomnę.

        Pewnie wiesz/ wiecie, że w czasie II wojny światowej sama królowa Elżbieta II, wtedy jeszcze młodziutka księżniczka, była mechanikiem samochodowym w wojskowej służbie pomocniczej.

        Edith mnie zdumiała, ale nie dlatego, że podjęła cieżką pracę (nie chciała być gorsza od sióstr), ale, że, narażając swoją reputację na szwank, zaangażowała się emocjonalnie w żonatego gospodarza, któremu pomagała w pracy. Pani gospodyni elegancko i szybko zakończyła szykujący się romans, wysyłając list do lorda z podziękowaniami i rezygnacją z dalszej pomocy Edith.

        Drugie zdumienie to O'Brien i jej niespotykana serdeczność dla nowego lokaja / nie pamiętam nazwiska/. (Skąd on się wziął we dworze? Umknęło mi to.). O'Brien objawia inną, lepszą twarz.
        Podoba mi się, że w tym serialu postacie nie są jednowymiarowe.

        > Tekst odcinka (niedosłowny) w wykonaniu pana Carsona, który na uwagę O'Brien ur
        > adowanej widokiem swojego poplecznika Thomasa: zobacz, kto nas odwiedził
        > , rzucił wyniośle i beznamiętnie: widzę.

        Po czym Carson odwrócił się na pięcie i wyszedł. :))

        --
        www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
        • 13.05.13, 19:20
          Że praktyka się zgodzę, znana choćby z "Przeminęło z wiatrem" (coraz więcej wspólnych motywów).

          Wątpliwa, jako samarytanka wydała mi się zwłaszcza Edith, ale także lord udostępniający włości na szpital polowy. Mimo wszystko.

          Lokaj przyszedł na zastępstwo Batesa.

          Ps. Dzisiejsze "DA" nieco wcześniej, bo o 21.40. Ciekawostka wyczytana na sąsiednim wątku. Otóż Dowton Abbey, czyli XVI-wieczny zabytkowy zamek Lickleyhead w Szkocji to dom rodzinny Rose Leslie, czyli pokojówki Gwen. Rodzice mieli drugi podobny (!!), więc go sprzedali.
          • 13.05.13, 21:18
            pepsic napisała:

            > Ps. Dzisiejsze "DA" nieco wcześniej, bo o 21.40. Ciekawostka wyczytana na sąsiednim wątku. Otóż Dowton Abbey, czyli XVI-wieczny zabytkowy zamek Lickleyhead w Szkocji to dom rodzinny Rose Leslie, czyli pokojówki Gwen. Rodzice mieli drugi podobny (!!), więc go sprzedali.


            Przyznam, ze nie do konca rozumiem, co tu napisalas ;)

            O jakie Downton Abbey chodzi?
            Bo jesli chodzi o miejsce, gdzie krecono serial, to na pewno jest to Highclere Castle i nalezy do rodu Carnavon, co opisala bedaca tam z wizyta jedna z blogerek:
            backwards-in-high-heels.blogspot.com/2012/04/what-is-weekend.html
            a teraz juz doczytalam i wiem, ze pomylilas troszke ;) , ten Lickleyhead w Szkocji ma z Downton Abbey wspolne jedynie to, ze nalezal do rodziny aktorki grajacej Gwen.


            --
            Maniaczytania - blog
            • 13.05.13, 21:19
              o, tu to wyczytalam:
              www.tvn24.pl/kultura-styl,8/tu-dorastala-gwiazda-gry-o-tron-zamek-na-sprzedaz-za-1-3-mln-funtow,325275.html
              --
              Maniaczytania - blog
            • 14.05.13, 23:02
              Zmylił mnie tytuł użyty w kontekście wątku, sorrki za zamieszanie:(
              • 15.05.13, 18:55
                pepsic napisała:

                > Zmylił mnie tytuł użyty w kontekście wątku, sorrki za zamieszanie:(

                Nic się nie stałooooo, PeEepsic, nie się nie stałoooooo.
                Nic się nieeeee staaaaałoooooo, PeEepsic, nie się nie staaaałooooo.

                :)


                --
                www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
          • 13.05.13, 21:29
            A tak, rzeczywiście, i w "Przeminęło z wiatrem" też pojawia się motyw opieki nad żołnierzami przez panny z dobrych domów. Zapomniałam. dobra uwaga, Pepsic.

            >Wątpliwa, jako samarytanka wydała mi się zwłaszcza Edith,
            He, he! :) Ale jaki pyszny wątek. :)

            Nienie!

            Downton Abbey to Highclere Castle w Hampshire w południowej Anglii!
            To posiadłość rodzinna Carnarvonów, których słynnym przodkiem był lord Carnarvon, ten Carvarvon, który wraz z Hovardem Carterem odrył w Egipcie w 1922 grobowiec Tutanchamona!!!
            Właśnie to przeczytałam
            en.wikipedia.org/wiki/Highclere_Castle

            Panna Rose Leslie, czyli pokojówka Gwen mieszkała, jak powiedziałaś, w starym zamku Lickleyhead w Szkocji, ale to zupełnie inny zamek:
            www.tvn24.pl/tu-dorastala-gwiazda-gry-o-tron-zamek-na-sprzedaz-za-1-3-mln-funtow,325275,s.html

            :)







            --
            www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
            • 13.05.13, 22:52
              Barbasiu - obie napisalysmy to samo, tylko ja chwile wczesniej ;)
              Zajrzyj do pierwszego podanego przeze mnie linka, tam pare zdjec, jak to wyglada naprawde dla zwiedzajacych :)

              --
              Maniaczytania - blog
              • 14.05.13, 16:28
                Tak, teraz przeczytałam. Nie widziałam Twojego postu, Maniu, wcześniej. Jak zaczynałam pisać mój post, jeszcze nie było Twojego, w międzyczasie, będąc zalogowana, szukałam w necie informacji, odpowiednich linków i w ten sposób przedłużyło to moje odpisywanie.

                Zajrzałam do pierwszego linka, zazdraszczam pani blogującej pięknego zwiedzania, szkoda, że w zamkowych wnętrzach nie mogła zrobić zdjęć
                --
                www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                • 15.05.13, 22:38
                  barbasia1 napisała:

                  > Zajrzałam do pierwszego linka, zazdraszczam pani blogującej pięknego zwiedzania

                  Barbasiu - ja mysle, ze wszystko przed nami ;)))


                  --
                  Maniaczytania - blog
                  • 15.05.13, 23:11
                    Ach! Pięknie powiedziane, Maniu. :))


                    O Wielkim Mike'u pamiętam! Dotrzeć do niego nie mogę.
                    Nie gniewasz się? ;)

                    PS
                    Odbyła się już u Was uroczystość komunijna? Czy dopiero się odbędzie?



                    --
                    www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                    • 16.05.13, 21:54
                      barbasia1 napisała:

                      > Ach! Pięknie powiedziane, Maniu. :))

                      :)

                      > O Wielkim Mike'u pamiętam! Dotrzeć do niego nie mogę.
                      > Nie gniewasz się? ;)

                      E tam, wcale, cierpliwa jestem :)

                      > PS
                      > Odbyła się już u Was uroczystość komunijna? Czy dopiero się odbędzie?

                      Odbyla, odbyla, nawet zaliczylam potem kolejna ;) Jak znajde chwilke to cos tam napisze krociutko.

                      --
                      Maniaczytania - blog
    • 08.05.13, 15:32
      czyli, David FIncher o historii powstania Facebooka.
      wg mnie, samo nazwisko reżysera, czyli pamięć o jego dorobku, sprawia, że
      rzecz jest must-see.
      a temat sam w sobie ciekawy, bo ponoć pan Mark Facebook był łaskaw skonsumować owoce pracy nie tylko swojej, ale i swoich kolegów, czyli że po prostu ich wykorzystał, a złotą kurę zakosił i sam czerpie krocie ze sprzedaży jaja, które zniosła :]
      Fincher powinien z tego tematu zrobić świetny film.
      pokazał już w "ZOdiaku", że z czegoś tak pozornie mało efektownego jak żmudna dłubanina śledcza, umie sporządzić rzecz frapującą i nie pozwalającą wstać od telewizora choćby na moment, chyba że w sytuacji... wyższej konieczności ;], jakkolwiek ze skrępowaniem i nastawieniem na jak najszybszy powrót.
      [zorientowałem się, słuchajcie, że czytałem o tym filmie, nawet kilka recenzji, i jakoś
      zupełnie zapomniałem już, co czytałem, hehe, skutkiem czego przystępuję do oglądania nie uzbrojony w jakiekolwiek zasłyszane opinie].


      [ominęły mnie dwie premiery z ostatnich 6 dni, więc mam nadzieję, że do trzech razy sztuka, hehe]

      oglądacie ? :]
      • 08.05.13, 15:41
        Oglądamy! Wcześniej nie widziałam "Social network", a nie dość, że Fincher, to jeszcze młoda obsada ciekawa.
        BTW własnie odkryłam, że dziś istny festiwal Finchera - w tym czasie na jedynce jego "Gra".
        • 08.05.13, 16:25
          o yes :]
          "Gra" jest świetna, ilekroć widzę ją w ramówce, tyle razy żałuję, że znam ją już tak dobrze.
          zazdroszczę tym, którzy jej premierę będą mieli dzisiaj albo kiedykolwiek.
          w samym filmie też pada taka kwestia "jaka szkoda, że nie mogę tego przeżyć znów po raz pierwszy [chodzi o tytułową Grę oczywiście].
          rewelacyjne jest to, że pozornie wiadomo, co jest, nomen omen- grane, ale z każdą chwilą pojawiają się coraz większe wątpliwości, zwłaszcza po histerycznym wejściu Seana Penna, od tego momentu wcześniejsza pewność znika całkowicie i film idzie w kierunku całkowitej zagadkowości, nieprzewidywalności. moim zdaniem, biorąc pod uwagę punkt wyjścia - jest to znaczące osiągnięcie dramaturgiczne.
        • 08.05.13, 20:10
          Yes! Wreszcie sie dowiem, kim jest Justine Timberlake;)

          Ps. Jutro spróbuję kilka słów skrobnąć nt. "Essential Killing", od razu uprzedzam... przychylnych.
          • 08.05.13, 21:20
            > Yes! Wreszcie sie dowiem, kim jest Justine Timberlake;)

            :D
          • 09.05.13, 13:03
            heh, no i wygląda na to, że Facebook powstał dlatego, bo... dziewczyna nazwała jego
            późniejszego twórcę "d-upkiem, którego będą unikać dziewczyny" :] ten moment FIncher na dłużej zatrzymał, twarz pana Marka, to niesamowite zdziwienie "ja, upkiem ?, ja ?".

            I ruszył, żeby coś zrobić ze swoim rozczarowaniem - nie tyle nawet zarobić pieniądze, ale coś stworzyć, paradoksalnie coś, co da ludziom możliwość łączenia się i komunikacji, czyli robienia rzeczy, z którymi ma problem sam twórca.

            Wydaje się on nie tyle introwertyczny, co po prostu koszmarnie nieatrakcyjny, nie ma w sobie choćby cienia naturalnego wdzięku, nawet jeśli jest bystry i "komputra" ma w małym palcu u nogi. dlatego, z jednej strony imponuje jego biegłośc techniczna, znajomość nazw i funkcji komputerowych klawiszów i programów, a z drugiej widac, jaki kłopot sprawiają mu relacje z ludźmi, tak jakby chciał się z nimi jakoś porozumiewac, ale za grzyba nie wiedział, jak się do tego cholerstwa zabrać. świetny jest ten moment, kiedy mówi przed przesłuchującą komisją "powinien dostać nagrodę za złamanie kodów[do czegośtam]", a kiedy pytają go skonsternowani "CO pan powinien dostać ?", odpowiada "ujawniłem liczne błędy, które teraz będzie można naprawić i uszczelnić program zabezpieczający". Wystarczy go jednak porównać z Seanem Parkerem, żeby zobaczyć róznicę w talentach społeczno-towarzyskich. Mark patrzy na niego z podziwem, nie tylko widzi w nim żyłkę biznesową i optymizm, ale przede wszystkim, tak do odebrałem, podziwia jego plastyczność.

            mnóstwo dialogów, co mnie pozytywnie nastroiło do tego filmu. a zarazem jest on absolutnie wcale, wg mnie, nie "przegadany". te dialogi tworzą własny rytm, nakręcają opowieść, może nie ma tam jakichś makatkowych bon motów [no... za wyjątkiem wizytówki z "jestem tu szefem, szmato" ;)], ale dzięki nieustannej gadce postaci żyją, ekran żyje, historia żyje.

            sama story kolejnych posunięc Marka, dzięki którym sprytnie zabiera innym pomysły [ale przecież nie kradnie, oni z nimi nic nie zrobili, powiesili je w powietrzu, a on sobie wziął, chociaż... ci wioślarze akurat czekali na jego pomoc w realizacji własnej idei, a on się niby "zastanawiał", kazał im czekać, jednocześnie tę ideę już przetwarzając po swojemu - dwuznaczne, ale wg mnie nadal nie ma tu mowy o kradzieży], wykorzystuje je, przetwarza, a wspólników lub kandydatów na wspólników kiwa i się pozbywa - świetnie napisana i świetnie pokazana; Fincher nie zawodzi, robiąc pasjonującą, wciągającą opowieśc z czegoś, co bardzo łatwo by było zepsuć i sprowadzić do dośc jałowego suchego zapisu paru podejrzanych etycznie zachowań. Tutaj przetykane są kolejne akcje scenami przesłuchania sądowego, no i tymi dźwięcznymi dialogami, co sprawia że robi się gęsto i zamaszyście.

            Zauwazyliście, że nie ma tutaj [albo ja przeoczyłem, poprawcie mnie] tzw teledyskowego montażu, który miałby szybko streścić jakieś kolejne etapy działań bohaterów ? Wszystko jest pokazane w normalnych warunkach, bez skrotów i fast forwards. i trzyma się to dobrze, dzięki świetnie skrojonemu scenariuszowi i zmysłowi narracyjnemu reżysera.

            ciekawą postacią jest Sean Parker, który najpierw oczarowuje Marka, potem załatwia pierwszą transakcję kupna-sprzedaży jego dziecka , a później namawia go, żeby się rozwijał w Kaliforniii, no i ze swoimi wspólnikami nie cackał, zwłaszcza z Saverinem, którego chyba Parker postrzega jako kulę u nogi dla Marka i dla całego projektu; to Parker ciągle macha Markowi przed nosem wizją tworzenia czegoś, co będzie warte ten mityczny "miliard". I teraz - czy Mark nasłał policję na dom Parkera, sugerując że w środku są narkotyki ? Nie padła chyba jasna odpowiedź, poza podejrzeniem, że "Mark jako jedyny nie przyszedł na imprezę u Parkera", a poza tym - przez pamięć działań, jakimi Mark wcześniej pozbywał się róznych postaci... można by sobie to z łatwością wyobrazić.

            Pepsic, jak ów Timberlake Ci się widział ? :]

            ja bym powiedział, że - oprócz znakomicie panującego nad swoją mową ciała i jednocześnie niezwykle sugestywnego w drobiazgach [czasami drobne uniesienie brwi, "przyciemnione" nagle spojrzenie albo tam ledwie dostrzegalny ruch kącików warg] aktora grającego Marka [Jesse Eisenberg] - jest to najjaśniejszy punkt obsady.
            odegrał swoje bez kompleksów i stworzył postać, nadał jej osobowość.


            • 09.05.13, 20:04
              Szczerze mówiąc miałam problem, aby zatrybić. Z powodu temperamentnych dialogów, za którymi nie nadążałam z przyczyn prozaicznych, bo nakładających się oryginalnych głosów na lektora. Jest sporo atutów godnych pochwały, jak nieoklepane podejście do tematu, nowatorska forma i przede wszystkim doskonały w swoim rodzaju, aspołeczny i specyficznie ubrany Mark, czyli Jesse Eisenber ("Zakochani w Rzymie"). Tak, Grek zgadzam się. W ramach uzupełnienia świetna ścieżka dźwiękowa z nostalgiczną nutką w postaci 10cc (! ) i ... ekskluzywny pokój w akademiku, aż aż jęknęłam:)

              Justine Timberlake, hm... daje radę, a poza tym niezła postać mu się trafiła.
              • 10.05.13, 09:50
                Zacna rzecz to była. Tak jak piszecie, oparta głównie na dialogach i w sumie o dość mało filmowej materii, której konstrukcja świetnie dodała dynamizmu (czasami aż za bardzo, trzy plany czasowe to jednak wyzwanie dla widza). No i aktorzy. Całe znaczące grono (Eisenberg, Garfield, Mara, ba - Timberlake nawet!) jest mi znane z ról późniejszych, bardzo fajna z nich ekipa.
              • 10.05.13, 15:56
                yes, w zasadzie Eisenberg miał najtrudniej, a Timberlake najłatwiej :]
              • 10.05.13, 19:33
                O właśnie. Obejrzałam tylko fragment, ale nie mogłam zrozumieć o co chodzi. Czy to lektor nie nadążał za tłumaczeniem czy czytał beznamiętnie, w każdym razie oglądanie było męczące. Tak, załapałam się akurat na kawałek 10 cc :) Wstyd się przyznać, ale nie udało mi się rozpoznać Timberlake'a (chyba nie miał charakterystycznych loczków).
    • 09.05.13, 16:43
      House - 2 odcinki, klasycznie 20:40.
      Mad men, 21:10, Kultura.

      w Kocham Kino "Święta dziewczyna"
      chilijski bodajże film.
      bujnie dojrzewająca, a jednocześnie w duchu religijnym wychowana dziewczyna
      doznająca moralnego wzmożenia, a jednocześnie pożądania, w związku z pojawieniem
      się w prowadzonym przez jej matkę hoteliku atrakcyjnego doktora.

      brzmi ciekawie, zwłaszcza że kino latynoamerykański gości rzadko.
      • 10.05.13, 00:41
        Obejrzałam drugi odcinek Doktora ...

        Ależ ten Wilson miał przyziemne i banalne marzenia do spełnienia /przed śmiercią/. Seks z dwiema kobietami i odwiedziny u pierwszej szkolej miłości. Oczywiście spełniło się tylko to pierwsze seks z trzema dziwkami w motelu podczas podróży z Housem.

        ... i połowę "Świętej Dziewczyny" (znów usnęłam, snująca się akcja temu sprzyjała ;).

        Atrakcyjny doktor - mam wątpliwości. ;)

        • 10.05.13, 13:47
          jeśli to były trzy Murzynki, to stanowczo zaprzeczam banalności tego marzenia ;]]

          pierwszy odcinek też był mocny.
          cała ta, potencjalnie samobójcza, kuracja Wilsona z rolą aktywnie towarzyszącą House'a...
          i w ogole, jakby taki poważniejszy ton się odezwał, House dowcipkował rzadko, energią
          nie szafował, min nie robił, i w ogóle swojej troski o przyjaciela tym razem nie maskował
          niczym [chociaż tekst "zgubiłeś szkła kontaktowe ?" do obolałego Wilsona na czworakach
          wlokącego się do toalety - niezły]. Dopiero w finale rozładowano ten nastrój frywolnymi
          zdjęciami, jakie HOuse cyknął Wilsonowi, kiedy ten był nieprzytomny.

          udało mi się w całości obejrzeć "Dziewczynę".
          powiem Ci, że przypadła mi do gustu ta niespieszna narracja, hotelowa scenografia, latynomuzyka [zwłaszcza ciekawy był kawałek,do którego matka tytułowej pannicy
          próbowała tańczyć, ale zaraz jakaś podstępna wiedźma płytę wyłączyła :) ].

          Przyznam, że nie od razu załapałem główny motyw filmu, mianowicie : dlaczego
          dziewczynka obiera sobie przybyłego na naukowe spotkanie doktora na cel swojej "misji z powołania"?

          Doktor coraz bardziej zbliża się z jej matką-rozwódką [świetna - bezpretensjonalna, urocza, pełna wdzięku, otwarta], coraz lepiej się rozumieją. Ale doktor jest mężczyzną żonatym i dzieciatym. A zatem, i tu chyba byłaby ta misja "uchronienia drugiego człowieka od grzechu" : jego romansowanie z jej matką jest formą zdrady i mała musi działać, aby temu przeciwdziałać.

          Któregoś dnia, stojąc w tłumie, doktor przysuwa się do dziewczyny od tyłu, trudno powiedzieć - molestująco ociera się o nią, czy to zwykły przypadek, jak to w ścisku - wtedy ona próbuje swoją dłonią dotknąć jego dłoni, a on płoszy się i ucieka. Mała go nachodzi, obserwuje go ukradkiem jak pluska się w basenie hotelowym, co doktora dodatkowo stresuje i wyprowadza z równowagi. Jednocześnie doktor oddala się coraz bardziej od jej matki, a już całkowicie - kiedy dociera do niego, że dziewczynka jest jej córką : zatem cel został osiągnięty. Pytanie za 100 pkt : czy była to tylko "zbożna misja", czy też dziewczyna - filmowana w scenie autoerotycznej - nie robiła tego z satysfakcją i przyjemnością uwodzenia; no i zasadniczna kwestia : czy to doktor ją molestował, czy raczej ona jego ? :]

          Dziewczynka wyznaje później koleżance, że doktor ją/jej brzydko dotykał. I dzieje się to już w momencie, kiedy w hotelu jest rodzina doktora, żona i córka. W tym samym czasie inny z doktorów zostaje przyłapany, chociaż nie in flagranti, na przelotnym romansie z pokojówką. Musi wyjechać, możliwe, że spotkają go konsekwencje, doktor boi się coraz bardziej, że jego przypadek również wyjdzie na jaw.

          I zdaje się, że wychodzi, bo hotel zaczyna o tym mówić, jako że koleżanka dziewczyny paple jak katarynka. I oto nagle film się kończy, dziewczyny są w basenie, grucha - na razie między pracownikami hotelu - informacja, że doktor nieładnie dotykał dziewczynę... i koniec.

          MOże dlatego, że jej misja została wykonana, a tylko o nią chodziło twórcom, nie zaś o dopowiedzenie całego wątku doktora.

          wg mnie, ciekawa rzecz.
          interesująca z punktu widzenia splątania skonfliktowanych ze sobą sfer : wpajanej religijności i jednocześnie instynktu erotycznego rodzącego się w nastolatce.

          Barbasiu, nie trzymaj mnie i nas w niepewności, jak tam radzi sobie Twoja podpieczna maturalna ? :}
          • 12.05.13, 14:32
            > jeśli to były trzy Murzynki, to stanowczo zaprzeczam banalności tego marzenia ;]]

            Banalne, jak i to męskie marzenie, by umrzeć w późnym wieku w trakcie z seksu z kobietą (kobietami). ;)



            > Barbasiu, nie trzymaj mnie i nas w niepewności, jak tam radzi sobie Twoja podpi
            > eczna maturalna ? :}

            M. mówiła, że tekst na rozumienie i pytania do niego był trudne. Temat wypracowania o autorytetach w "Przedwiośniu", moim zdaniem łatwy , też został oceniony jako trudny. Alee M. mówi, że napisała (aż) 3 strony! ( z powodu stresu już nie pamięta, co napisała, heh). "Przedwiośnia" akurat nie powtarzałyśmy z braku czasu, czego przetrawić nie mogę do teraz, niestety M. zbyt późno przyszła do mnie.
            Teraz przygotowujemy się do prezentacji, która już za niecałe dwa tygodnie.

            --
            www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
            • 13.05.13, 15:47
              :]]
              wiesz, zbanalizowało się poprzez swoje rozprzestrzenienie się i przyjęcie :]

              no to trzymamy kciuki za M.
              i za Ciebie, jako trenerkę :]

              jaki temat prezentacji wybrała ?
              • 13.05.13, 16:47
                He,he!

                Heh!

                My kobiety mamy zupełnie inne marzenia ...

                ;)

                Bardzo dziekuję, Greku, za wsparcie!

                M. się podciągnęła w ciągu 3 miesięcy naszej współpracy, nawet nauczycielka to zauważyła, niestety nadal są problemy.

                Samotność, wspominałam już o tym.

                :)


                --
                www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                • 14.05.13, 13:37
                  o, nie mam wątpliwości, że kobiety, a przynajmniej znaczna ich/wasza część, nie marzą o "zakończeniu życia w trakcie seksu z dwiema/trzema kobietami" ;]]

                  trzymam kciuki, Barbasiu.

                  no proszę, to Twoja zasługa.
                  Masz talent pedagogiczny.

                  mówiłaś. potwierdzam.
                  skleroza, jak widzisz, mnie dopada.
                  jak tych dwóch dziadków, co się spotykają na herbatce i jeden mówi do
                  drugiego : słuchaj, ja to już nie pamiętam, czy na wojnie dostałem kulką
                  między łopatki, czy łopatką między kulki

                  :]
                  • 14.05.13, 16:46
                    :)))


                    Nie chcę Cię jeszcze bardziej straszyć, ale ten dowcip ... już raz opowiadałeś.

                    Niemniej dowcip dobry.
                    He,he! :)))



                    --
                    www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                    • 15.05.13, 13:20
                      Barbasiu, ja Ciebie też straszyć nie chcę, ale... zapewne jeszcze wiele razy go opowiem ;]]

                      dzięki :]
                      • 15.05.13, 18:37
                        Hahaha! :)))

                        Ty nie będziesz pamiętać, że opowiadałeś ten kawał niedawno, ja nie będę już pamiętać, że go czytałam, będzie fajnie, jak zawsze. ;))


                        --
                        www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                        • 16.05.13, 13:49
                          haha, o no własnie, będziemy żywą reklamą pożytków ze sklerozy ;]]
                          • 16.05.13, 17:16
                            Hahaha! :)))

                            Oby nigdy nie dopadła nas skleroza!

                            --
                            www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
    • 10.05.13, 23:17
      - opowieść o człowieku, który rodzi się jako starzec, a wraz z upływem czasu młodnieje. Właśnie trwa.
      Kolejna premiera, i kolejny premierowy film Finchera w ostanich dniach!
      Dlaczego nie ma zapowiedzi!???
      Oglądacie?


      Mam film na DVD. Zamierzam obejrzeć o lepszej porze, nie wytrzymałabym dziś do 1:25 (o tej godzinie kończy się film!).
      :)

      --
      www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
      • 11.05.13, 13:16
        chyba leciał "Button" już kiedys w TVN ?
        takie mam wrażenie.
        tak czy owak, zupełnie zapomniałem, albo po prostu nie dopatrzyłem w programie.
        zamiast tego obejrzałem na bis "Niczego nie żałuję" na Kulturze.

        mam nadzieję, Barbasiu, że po obejrzeniu napiszesz recenzję ? :]
        • 11.05.13, 15:11
          Nie wiem, nie przypominam sobie.


          > mam nadzieję, Barbasiu, że po obejrzeniu napiszesz recenzję ? :]
          Nie obiecuję. Heh!

          :)
          --
          www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
          • 11.05.13, 16:16
            ale i nie mówisz "nie" :]
            na razie moze być, potem najwyżej będę Cię terroryzował ;]]
            • 11.05.13, 16:41
              Greku, ale ja mam 5896 zaległych odpowiedzi i mnóstwo zaległych filmów do opowiedzenia, do śmierci się nie wyrobię z pisaniem, jak tak dalej pójdzie.

              > na razie moze być, potem najwyżej będę Cię terroryzował ;]]
              Hehehe! :))

              --
              www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
              • 11.05.13, 16:49
                hehe ;]
                ale za to na brak zajęcia nie będziesz mogła, tak czy owak, narzekać aż do końca :]
                świetna perspektywa.

                he
                he
                he
                :]
                • 11.05.13, 17:11
                  Nigdy nie narzekałam na brak zajęć. Martwie się tylko, czy zdąże ze wszytskim. :)

                  Lecę na wizytację sąsiedzką ... Jeszcze chyba tu dziś wrócę.
                  Pa! :)


                  --
                  www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                  • 12.05.13, 13:28
                    na pewno :] a jak nie, to wrócisz w jakimś odpowiednim wcieleniu, żeby dokończyć ;]

                    Barbasiu, jak tam matura wypada/wypadła ?
                    • 12.05.13, 14:33
                      forum.gazeta.pl/forum/w,14,144239358,144424846,Re_Swieta_dziewczyna_slow_pare_plus_House.html
                      :)


                      --
                      www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
      • 11.05.13, 18:18
        Forumowiczów odstraszył albo Brad Pitt, albo późna pora :)
        • 12.05.13, 14:51
          siostra.bronte napisała:

          > Forumowiczów odstraszył albo Brad Pitt, albo późna pora :)

          He, he! :))) Nawet wiem których forumowiczów odstraszył Brad Pitt, a których późna pora. ;)


          --
          www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
          • 12.05.13, 15:19
            Jeśli chodzi o mnie pozostawałam w błogiej nieświadomości. Jakby przyszło co do czego odstręczałby osobliwy motyw przewodni.
            • 12.05.13, 15:32
              * Jakby przyszło co do czego bardziej od Brada Pitta i późnej pory odstręczałby mnie osobliwy motyw przewodni.
              • 12.05.13, 16:18
                :)
                A ja właśnie jestem bardzo ciekawa tego konceptu!?


                --
                www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
    • 11.05.13, 14:15
      uff, było kilka filmów na przestrzeni ostatnich tygodni...
      może po kilka słów o każdym kolejnym.

      "Kamień na kamieniu".
      to ekranizacja powieści MYśliwskiego.
      po wojnie do rodzinnej wsi wraca Szymon Pietruszka. Chce tutaj zając się gospodarstwem, razem ze swoim starszym bratem, a takze postawić na cmentarzu grobowiec w którym ułożone zostaną ciała zmarłych bliskich [rodziców]. Pietruszka odniósł kontuzję, porusza się o kulach, na jednej zdrowej nodze, i w takiej formie przemierza przepastną wieś w poszukiwaniu swojego brata, którego nie zastał w gospodarstwie, cokolwiek zresztą zrujnowanym. Chodzi więc od Annasza do Kajfasza i próbuje odnaleźć Michała, a te aktualne poszukiwania są gęsto przetykane retrospekcjami z życia rodziny Pietruszków, a przede wszystkim dotyczą losów obu braci.

      Szymon za młodu życie dzielił między pracę w polu, a zabawy na których mógł podrywać panny i okładać się sztachetami z okolicznymi rówieśnikami. Michał był prymusem, wyjechał do szkół, uczył się, a potem znalazł pracę w Warszawie - w fabryce samochodów. A i nie tylko, znalazł tez ideę, czyli socjalizm. Wyjechał na dobre, wracał rzadko, a kiedy już, to przywozony partyjną limuzną, można zakładać że został szychą w PZPR - wywoływał radośc steranej matki, i irytację ojca, który nie chciał zaakceptowac synowskich poglądów na świat i życie, a także tego, że zupełnie go nie obchodzi rodzinna miedza i dbanie o ojcowiznę. Braci było kilku, bodaj czterech, po latach reszta się rozpierzchła, najstarszym był Szymon - kiedy przyszła wojna zaangażował się w partyzantkę, a po jej zakończeniu dochrapał się posady w biurze.

      któregoś razu Michał wrócił z Warszawy, usiadł i przestal mówić, trwając w stuporze. co się stało ? nie wiadomo, wiadomo tylko, że rozwiódł się, stracił swoje wpływy w partii, byc może z powodu jakiegoś skandalu albo po prostu padł ofiarą jakichś czystek, trudno orzec, przyznam że nie czytałem tej powieści, więc nie potrafię się tutaj nią posiłkować, aby wyjaśnić dokładnie w czym rzecz. Szymon wkrótce padł ofiarą wypadku, w którym jego noga została definitywnie wyłączona z użytkowania.

      Między słowami, można wywnioskować, że uratował wtedy kogoś, więc wraca do wsi witany przez wszystkich z uznaniem. Trwają żniwa, roboty jest w brud, jest lato,pięknie i zielono, a Szymonowi szukającemu brata, co i rusz ludzie opowiadają o Michale dziwne historie - że się strasznie zapuścił, że pije, że generalnie zdziadział i zdziwaczał. Szymon jest zaszokowany, bo brat był przecież człowiekiem niepospolicie inteligentnym, wykształconym, obytym, jakże to mogło się stać, czy tamta trauma aż tak bardzo go wypaczyła ?

      W międzyczasie miejscowa sklepikarka wita Szymona w podskokach, niegdyś jego dziewczyna - nie zapomniała o nim, a nawet gotowa związać się z nim na resztę życia.

      Wreszcie Szymon znajduje Michała, który we wsi robi za parobka. Wynajmują go do pracy wszyscy, którzy chcą, a zapłatą jest kubek wody i piętka chleba, o ile trafi na lepszego pana. Czasami, z litości, kobiety upiorą mu ubranie, które i tak po jakimś czasie "roi się od wszy". Michał jest posłusznym narzędziem wyzyskiwaczy. Akurat wyrzuca gnój z obory jakiegoś cwaniaka. Oburzony Szymon natychmiast zabiera go domu.

      I w tym domu w wielkiej drewnianej balii urządza mu kąpiel. Z troska i miłością myje milczącego, przypominającego duże łagodne dziecko, brata i opowiada mu o tym, co w życiu warta zachodu, o rodzinie, miejscu pod słońcem, ziemi - sensie życia. Wspaniała scena, wspaniały Radziwiłowicz-Szymon, do spółki z Januszem Michałowskim-Michałem. Do tego sielska zielona letnia wieś polska, w plenerach której rozgrywa się cała akcja.

      "Jezioro Bodeńskie".
      hah, też wg powieści i też jej nie czytałem :] Jak sobie uświadamiam te luki w oczytaniu, to aż wstyd mi ;]

      No nic. W każdym razie rzecz dzieje się podczas II wś., w schronisku czy obozie internowania przypominającym jakiś wielki gmach starej szkoły. Zebrana jest tam inteligencja z róznych krajów. Angielscy filozofowie i nauczyciel, francuscu poeci i artyści, no i polscy profesorowie i nie tylko. A wśród nich POlak, bezimienny, grany wspaniale przez Krzysztofa Pieczyńskiego. Szybko wkręca się w rytm życia ośrodka, który zasadza się na dyskusjach w wielgachnej stołówce, kłotniach i przekomarzaniach w pokojach, a czasami także na dziedzińcu. Zderzają się poglądy i frustracje, Polak broni polskości i tego, ze Polska to ofiara wojny, a sojusznicy ją zostawili na pastwę losu, sojusznicy się nie zgadzają, albo odpowiadają wymienianiem polskich przywar narodowych, na co Polak nie pozostaje mi dłużny [kiedt francuski poeta zarzuca Polakom pijaństwo, Polak odpowiada, że Francuz powinien milczeć, bo to wszak jego rodacy już do południa wypijają po butli wina, bez którego nie są w stanie zjeśc czegokolwiek]. NIe są to jednak rzeczy podawane z jakąs zaciętością, są raczej serwowane w formie lekkiej, kłótnie są zabawne, a w każdym razie daje się wyczuć, zwłaszcza gra aktorska dobrze to podkreśla, nastrój sporów akademickich, czyli tak jakby zacni profesorowie z fajkami z zębach spierali się o jakieś twierdzenia naukowe. Czasaami wybucha bomba i ogólna radośc, którą muszą pacyfikować równie nieszkodliwi i zdystansowani niemieccy strażnicy. Powodem może być cokolwiek... ot, choćby plotka, że Szwajcaria przystąpiła do wojny :] Radośc jest przemozna, wiwaty, latające naczynia, ale lepiej poinformowani wiedzą już, ze strzały słyszane zza murów były ćwiczeniami wojskowymi Niemców.

      Są też kobiety. Brunetka Suzanne, Francuzka zainteresowana polską kulturą i poezją, z którą naszego rodaka łączy związek emocjonalny, rozmawiają, przechadzają się, czytają. Z czaswm jednak on zaczyna jej unikać, jakby jej romantyczna natura zaczynała go męczyć. Z blondynką Janką, polską - guwernantką bodajże, naszego bohatera łączą sprzeczki na wesoło lub nieco mniej wesoło, w każdym razie ich relacja opiera się na łagodnych docinkach, a zarazem gapieniu się na siebie bez przerwy. No i ta trzecia, czyli ruda Francuzka Renee, seksowna i w podwiązkach, tańcząca na podwórkowej ławce diva kaberetowa, która staje się obiektem zabiegów wszystkich mężczyzn, a z którą Polak zdradza SUzanne, a ona to widzi.

      W snach i fantazjach Polak wybiera się poza internat. w śniegach Alp zakłada niczym Dąbrowski oddział złozony z dwóch niedobitków, ukrywających się w górach, z którymi "będzie wyzwalał Europę", ale nie zdoła nawet ruszyć się poza grotę, w której przesiedzą noc. Kiedy indziej wychodzi "na miasto" skąd musi wracać maszerując z wyciągniętymi kopytami, popędzany przez grubego niemieckiego kaprala. To tylko fantazje, ot polski duch bojowy i słomiany zapał. Z czasem Polak uświadamia sobie, że na intelektualnych potyczkach z towarzyszami internowania oraz na erotycznych i towarzysskich gierkach dośc przyjemnie spędza czas, który powinien, jako patriota, powinien oddac ojczyźnie, być na froncie, walczyć, strzelac, a może nawet zginąć. I dopada go smutek i żal.

      MOże symbolem tej tęsknoty jest dramatyczna próba francuskiego [ale z polskimi korzeniami] profesora, zabawnego,trzpiotowatego i nie z tej epoki, Roulotta [kapitalny i w swojej manierze Gustaw Holoubek], który próbuje opuścić ośrodek internowania za pomoca lotni, skacząc z dachu, oczywiście ginie tragicznie, a ta śmierć najgłebiej odciska się na naszym Polaku, który daje na tej wielkiej stołówce brawurowy wykład o polskości, biega między stołami, peroruje temperamentnie, kpiąc zarówno z własnych rodaków,
      jak i wszystkich innych, Francuzów, Anglików. Wszak wszyscy sobie tutaj siedzą i udają zaangażowanie w to, co się dzieje na zewnątrz, a przecież to tylko pozory, gładkie rozmówki i czcze gesty, honorowe uniesienia bez wartości, wszyscy są po równo utaplani w tym co się rozpętało i tak samo bezradni i pozersko stylizujący sie na patriotów gotowych przelewać krew.
      MOże z siebie kpi najmocniej, jako z żarliwego patrioty i wygodnisia zarazem.
      • 11.05.13, 14:31
        Wszyscy którzy tam siedzą, nie są wzorem, żadnego z nich o heroizm nie sposób posądzić. Perora zmieszana ze zgrywą jaką odstawia Polak ma ostatecznie zerwać kurtynę, jaką przykrywają swoją biedę i honor narodowy wszyscy, włącznie z nim samym. Odrzucić to trzeba, być może jedyną formą obrony przed tym przymusem bycia bohaterem i dzieckiem narodu jest własna tożsamośc, JA, zdrowe myślące ego ?

        od czasu do czasu pojawia się twarz postarzałego już Polaka, idącego jakby jakimś korytarzem... po czasie dopiero wiadomo, że po latach spotyka się on z Suzanne, w tym samym ośrodku, już po zakończeniu wojny. nie czują do siebie żalu, za cokolwiek, raczej jest tu sentyment czasu spędzonego w jednym miejscu, pamięć, może to co najcenniejsze zostało. ach, zapomniałem, w pewnym momencie tajny dziennik pisany przez Polaka trafia w ręce dwóch psotnych bliźniaków, którzy czytają go na głos i wszyscy dowiadują się, za jaki zaszczyt Polak poczytuje sobie to, że Suzanne jest w nim zakochana i jak dla niej wazny jest z nim kontakt. MOże to zaszczyt zaledwie ironią przełamany. W każdym razie, od tego momentu Polak coraz bardziej ucieka od niej, może ze zmieszania, może ze wstydu.

        z chęcią obejrzę jeszcze raz ten film, co by dokładniej się wczuć w te nieoczywiste, podawane tonem aluzyjnym nierzadko relacje i dialogi.
        znakomite są role, do wymienionych już, dodać trzeba Małgorzatę Pieczyńską {Suzanne], Marię Pakulnis [Rennee] i Joanną Szczepkowską [Janka] czyli całe kobiece trio.

        "Jezioro"
        www.youtube.com/watch?v=IMzh-vk9Hhc
        "Kamień na kamieniu" jest w całości :
        www.youtube.com/watch?v=5qVVev8qEE0
        o "Do szpiku kości" - w następnej rundzie ;]

        • 12.05.13, 17:05
          Krzysztof Uniłowski o powieści "Jezioro Bodeńskie" Stanisława Drygata tak pisze:

          "[...] "Jezioro Bodeńskie", uznawane za najlepszy utwór w całym dorobku Dygata. Zmagania bohatera-narratora tej książki ze stereotypami polskości i mitologią o romantycznej proweniencji poświadczają ambiwalentny do nich stosunek. "Polskość" wiąże się tu z ograniczeniem do paru schamatycznych ról: romantycznego kochanka, idealisty optującego za niewzruszalnością kategorii honoru, godności, wierności, którego wybory polityczne motywowane są tu racjami serca i fantazją. Bohater - a i sam autor - doskonale jednak pojmuje, że w chwilach zagrożenia, właśnie stereotypy okazują się najskuteczniejszym środkiem samopotwierdzenia. I choć zdaje sobie sprawę z ich ograniczeń, choć posługuje się nimi nie bezrefleksyjnie, ale w pełni świadomie, z wprawą wytrawnego "aktora" - to potwierdza je własnym wyborem. Co więcej, "recytowanie" roli Polaka wymuszaja na nim cudzoziemcy, widząc w nim ucieleśnienie mitu. Ona sam zaś postrzega ich podług strereotypu Francuza, Anglika itd. W grze ze stereotypami polskości, Dygat okazał się uczniem autora Ferdydurke, do którego patronatu sam pisarz chętnie się przyznawał, acz Gombrowiczowska problematyka "formy" została tu okrojona z szerszych implikacji filozoficznych. O sukcesie powieści Drygata w znaczynym stopniu decyduje jednak ów złożony, niejednoznaczny ogląd narodowych stereotypów".
          (Literatura polska 1918-1947, Katowice 1996, s. 260-261)


          --
          www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
          • 13.05.13, 15:56
            dzięki, Barbasiu, za ten trafny, celny cytat.

            o właśnie, forma filmu bardzo dobrze nawiuązuje do tych skojarzeń
            z prozą gombrowiczowską, wiem wiem - film a proza... ale coś w tym
            jest, z jednej strony rzeczy zupełnie ważne i poważne, a z drugiej te
            wszystkie podskoki, świsty i gwizdy, dązenie do tego by całośc przedstawić
            bez zadęcia, a z jak największą dozą specyficznego luzu i groteski.

            w filmie są sceny, które się powtarzają dwukrotnie.
            np. Polak zaczepia angeislkiego profesora i pyta go o Schopernahuera, żeby mieć
            zaczepienie do rozmowy z Suzanne.
            scena raz za razem powórzona.
            Podobnie z niemieckim oficerem, na którego, w swojej wizji wyjścia "na miasto",
            Polak się natyka. Dwukrotnie ten sam dialog, tyle ze tutaj za każdym razem Niemiec
            [żandarm ?][ wygląda inaczej :]
    • 11.05.13, 16:30
      następna premiera.
      historia schyłku życia lidera Joy Divison [pamiętacie "Love will tear us apart" ?], Iana Curtisa, który permanentny kryzys i depresję spuentował samobójczą śmiercią, miał wtedy 24 lata. stało się to 18 maja [1980 r.], a zatem film nieprzypadkowo wyświetlany jest właśnie teraz, jak można zakładać.

      20:20 i powtórka 0:30.

      W Dwójce kontynuacja "Underworld" 22:10 & 2:50, czyli coś dla mnie, heh.
      no chyba, że dacie się namówić ? :]

      TVN 23:50 "Wirus", nienajgorsze. Jamie Lee Curtis i Donald Sutherland w obsadzie, a
      rzecz przypomina w swoim założeniu Matrixa. ciekawee, że oba filmy są z 99, ale Virus jest starszy o dwa miesiące od Matrixa. założenie owo, to wojna ludzi z maszynami. Matrix pokazuje całą filozofię rozpisaną pod tę ideę, w Virusie jest skromniej, bo tutaj grupa ludzi znajduje na oceanie [czy morzu] opuszczony wielki statek rosyjski, jest pusty, wygląda na wymarły. kiedy zaczynają po nim łazić, statek ożywa, tzn. inne ręce niż ludzkie pociągają za dzwignie uruchamiające rózne urządzenia zainstalowane na statku. Okazuje sie, że załogę wymordowały maszyny, które przejęły nad statkiem panowanie, i to własnie one nim zawiadują. Ludzie sa więc w pułapce, a co gorsza maszyny cały czas tworzą nowe, doskonalsze konstrukcje, także będące hybrydami ludzkich zwłok i cześci mechanicznych. Typowy survival s-f thrill, ale jak widzicie z oryginalną ideą :], chociaż tutaj służacą czystej akcji, a nie pogłębionej na poziomie intelektualnym i filozoficznym, jak w Matrixie.



      • 11.05.13, 16:47
        > W Dwójce kontynuacja "Underworld" 22:10 & 2:50, czyli coś dla mnie, heh.
        > no chyba, że dacie się namówić ? :]

        Umówić się??? 8-O A nie, nie! Namówić. Namówić to nie, raczej nie. ;))
        Będę zatem dziś wieczorem oglądać "Dom snów" na komputerze.

        --
        www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
        • 11.05.13, 16:52
          hehe... :]

          orajt, ciekawe jak Ci się spodoba cała "ostatnia prosta", ma dobre momenty, mam też
          nadzieję, że swoimi krytycznymi opiniami nie zniechęciliśmy Cię do obejrzenia, a przeciwnie
          wręcz :]
          • 11.05.13, 17:07
            > hehe... :]

            Jakiś ten śmiech z mojego żartu słabiuśki!? Czyżby żart nie udał się? ;))

            W żadnym wypadku, wręcz przeciwnie, jestem jeszcze bardzie zaciekawiona, co tam nie zagrało.

            Angazetka pisała, że gra tam jej ulubiona para atorska. Ja kocham parę: Javier Bardem i Penelope Cruz.

            --
            www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
            • 11.05.13, 18:21
              "Control" już chyba leciał w Kulturze, ale przeszedł bez echa.
              Nie będę oglądać, bo to film wybitnie depresyjny. Nie dla mnie, przynajmniej teraz.
              • 11.05.13, 18:38
                Fakt, wybitnie depresyjny, acz znakomity. Tyle że z powodu depresyjności, przynajmniej dla mnie, na jedno obejrzenie. Ponowny seans kosztowałby mnie zbyt wiele.
                • 12.05.13, 13:27
                  ja odniosłem inne wrażenie :]

                  wg mnie, raczej nie ma w tym filmie specjalnej ciemnicy, jakiegoś zadławienia depresją, jest raczej chłodna, zdystansowana analiza tego, co doprowadziło do przedwczesnej śmierci. Uznaję to za zaletę, bo dzięki temu nie ma tutaj żadnego brania widza na litość, wciskania się ze swoją żałobą, żadnych egzaltacji i ckliwych geścideł.

                  Ian nie histeryzuje, nie widać obrazów jakiegoś przytłaczającego cierpienia, które widzowi próbuje się na siłę w głowę wdusić, wdrukować w wyobraźnię. Trzeba się dobrze przyglądac, żeby dostrzec, że jest źle.

                  To są raczej, jakby to powiedzieć... zachowania, które pokazują uwikłanie w życie, z którego Ian nie znajduje wyjścia.

                  To jak z Cobainem, jego depresja polegała na tym, że przestał poznawać siebie w lustrze, nagle zorientował się, że on - człowiek oddany muzyce, któremu tak naprawdę zależało wyłącznie na szacunku w wąskim kręgu muzyków i fanów alternatywnego rocka - dostrzegł, że - o shit, jestem pacynką mainstereamową, ja buntownik i niepokorny sercem jestem pajacem na sznurku, którego za idola uznają dzieci z dobrych domów, różowe nastolatki i łysiejący hippisi z korpo, o shit... Cobain był tak wrażliwy, że nie mógł z tym żyć, ale najważniejsze, że nie miał drogi powrotnej, już został TYM Cobainem i nie mógł się cofnąć. taką wersję znam, może było inaczej :]

                  Ian też jest już TYM Ianem.
                  JOy Division ma już markę, czeka na nich Ameryka.
                  a on nagle : o shit, to nie ja.
                  kiedy schodzi ze sceny i nie chce śpiewać, to jest jak ostatni gest buntu i próba ocalenia wymykającej mu się z rąk własnej tożsamości.
                  gra jest skończona.
                  na tym polega, wg mnie, róznixca między jeszcze-wtedy, a już-teraz.
                  kiedyś muzycy nie umieli udawać. dzisiaj wielu odczuwa ten sam dyskomfort, ale dla pieniędzy
                  robią z siebie małpy.
                  Kurt i Ian tego nie potrafili, czuli cięzar nie do uniesienia.

                  dochodzi do tego życie prywatne, rozpięte między dwiema kobietami, z których chyba żadnej nie kochał, a jednocześnie chciał obydwu, plus dziecko - jest taka scena, kiedy wraca po koncercie do domu, widzi drącego się małucha w kojcu i patrzy na niego z taką jakąś dezaprobatą, acz tylko zaledwie przebijająca w jego twarzy.

                  za wcześnie to się stało, ślub, dziecko, kariera. za wcześnie, zanim zdążył to przemyśleć i przygtować się na konsekwencje. szedł za głosem serca i ten głos go wyprowadził w maliny.

                  plus choroba, która ciemięzyła go niemiłosiernie, a dodatkowo - publika odebrała atak epilepsji, jakiemu uległ na scenie, jako dalszy ciąg jego własnego stylu scenicznego tańca, tyle że uprawianego w parterze. scena gorzka, a zarazem przekomiczna.

                  zatem, są gesty, wyrazy twarzy, są proste i analityczne autoanalizy z dziennika, wg mnie ten klimat depresji nie jest pogrzebowy, nie skłonił mnie osobiście do smutku nad człowiekiem, ile raczej do pomyślenia nad tym konkretnym losem, który tak się pokićkał.

                  to przyczynek do analizy postępowania, które wpędza w ślepą uliczkę, wrażliwości która skutkuje zapętleniem i dojściem do ściany,do trudnej konstatacji, że być może dramatyczna decyzja jaką Ian podejmuje jest decyzją właściwą, o zgrozo, może nie ma innego wyjścia, a jest za młody żeby kapitulować. wybiera więc śmierć, umiera chwiejąc się, ale w pozycji stojącej, zamiast życia na kolanach.

                  ten dramatyzm jest wg mnie szlachetny i powstaje jako odpowiedź na racjonalną
                  ocenę swojego położenia.
                  nie jest histeryczną decyzją zagubionego dziecka.
                  obrońcy życia za wszelką cenę zawsze bedą potępiać samobójstwo, ale
                  w takich przypadkach, jak ten - warto zamiast potępiać czy adorowac, ocenić
                  argumenty i możliwe uczucia samego zainteresowanego, może po prostu go
                  zrozumieć.
                  on nie widzi świata w czarnych barwach, nie ma obsesji na punkcie śmierci jak
                  Morrison, jemu ta śmierć się pojawia w pewnym momencie, jako logiczna puenta.

                  dlatego, wydaje mi sie, ze określenie "wybitnie depresyjny" jest o pół numera
                  za duże :]
                  ACZKOLWIEK, oczywiście istnieje sfera subiektywnego odczucia, na tle której róznie
                  odbieramy rozmaite bodźce i tutaj zdecydowanie nie neguję Twojej intensywności odbioru
                  i jego kolorystyki.

                  podobały mi się zdjecia, takie retro, dobrze oddające lata 70-te.
                  Sam Riley grający Iana, świetnie łączy ekspresją sceniczną z oddaleniem jaki prezentował
                  poza sceną. a jednoczesnie są takie sensacje, jak ta scena, kiedy podchodzi w knajpie do stolka
                  prezentera telewizyjnego, miejscowego guru wśród wyznawców, który wprawdzie powiedział o jego zespole w programie, ale nie zagrał ani jednego ich utworu - Ian dmucha mu dymem z papierosa w twarz, i nazywa "ci-pą'... od razu zdobywa jego sympatię i zapewienie że w następnym odcinku ich zagra, jednak na wszelki wypadek zostawia mu kartkę z napisem "Joy Division, you cunt" :]
                  Samantha Morton jest rewelacyjna, jak zawsze i wszedzie.
                  no i mnóstwo muzyki JD, zgrabna narracja, wprawdzie styl chronologiczny i poprawny, ale tak dobrze i sugestywnie kręcony że nie razi w oczy schematyzmem.
                  energetyczna postać menadżera, wielkie okulary, rzadka broda, i rozchełastany styl bycia, nie mówiąc o gadce, to jak się wprosił wręcz na menadżera JD, i jak spławił dotychczasowego "podwórkowego" impresario - prześwietna scena.


                  • 12.05.13, 13:53
                    Ciekawa recenzja :)
                    Widziałam kiedyś tylko spory fragment, ale chyba to wystarczyło, aby poznać klimat tego filmu.
                    Owszem, nie ma tu histerii, ale to nie zmienia faktu, że to smutna i przygnębiająca historia. Od początku wiemy jak się skończy. A to że decyzja o samobójstwie była racjonalna, nie podjęta pod wpływem chwilowych emocji sprawia, że jest tym bardziej przejmująca i dramatyczna.
                    • 15.05.13, 13:23
                      dzięki, Siostro, przepraszam że z takim opóźnieniem, ale miałem chyba atak pomroczności i uciekł mi Twój post.

                      no i to prawda, co piszesz.
                      tak jest.
                      niemniej, wiesz... zawsze warto to sobie oswoić jakoś, potraktować jak opowieśc
                      o człowieku, o życiu, zaciekawiającą raczej swoim spojrzeniem w jego środek.
                  • 12.05.13, 15:19
                    Dopiero od połowy zaczęłam oglądać "Control",
                    więc komentarz odłoże na później, jak zobaczę cały film.

                    O scenie finałowej tylko wspomnę -
                    czarny dym leci z komina krematorium,
                    scenie towarzyszy przejmujący utwór Joy Division "Atmosphere".
                    Robi wrażenie.

                    www.tekstowo.pl/piosenka,joy_division,atmosphere.html



                    --
                    www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                    • 13.05.13, 15:51
                      orajt :]

                      yes, bardzo dobra scena, wczorajk - kręcą rowerem [yup, złapałem bakcyla, dzięki Barbasiu] zobaczyłem taki dom, z którego komina taki własnie filmowy czarny dym się wydobywał. Nie mogłem skojarzyć, gdzie ja widziałem taką scenę... Czytam Twój post - i oto sobie przypomniałem, hehe.
                      • 14.05.13, 15:29
                        Bardzo mnie cieszy ta wiadomość. :))

                        Ostanio prawie nie jeździłam na rowerze (nie liczę krótkiej trasy na targ w ostanią sobotę), za zimno, za mokro było.
                        • 14.05.13, 16:27
                          a to fakt, pogoda była kontrowersyjna.
                          ale, co tam - druga częśc tego tygodnia zapowiadana jest na letnią, więc
                          będziesz mogła narobić zaległości...

                          ...i przy okazji kogoś zmusić do panicznej ucieczki ;]]
                          • 14.05.13, 16:31
                            Hehehe! :)))

                            Kiedy ja nie jeżdżę jak pirat! Naprawdę. ;)


                            --
                            www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                            • 16.05.13, 14:05
                              dobra dobra, materiał dowodowy w postaci fotografii z ukrytej kamery świadczy
                              o czymś zupełnie innym :
                              media.treehugger.com/assets/images/2011/10/crazy-bije.jpg
                              ;]
                              • 16.05.13, 14:07
                                media.treehugger.com/assets/images/2011/10/crazy-bike.jpg
                                • 16.05.13, 17:20
                                  Hehe!
                                  Jedżę wyłącznie po ścieżkach rowerowych.

                                  --
                                  www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                            • 16.05.13, 14:12
                              a tak kończą ci, którzy wchodzą Ci w drogę :
                              www.smartambala.com/wp-content/uploads/2012/09/1271036994_11-most-dangerous-but-super-funny-bike-accidents.jpg
                              ... niektórzy sterroryzowani wybrali dobrowolną emigrację wraz z całym dobytkiem :
                              www.bicycling.co.za/wp-content/uploads/2010/12/HeavyCargo.jpg
                              ;]]

                              zatem, dowody są... porażające ;]]]
                              • 16.05.13, 17:28
                                Hahahahaha! :))))

                                To nie byłam ja, ktoś Cię wprowadził w błąd. ;)





                                --
                                www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
            • 12.05.13, 13:33
              ależ skąd, bardzo sympatyczna gra słów :]

              świetnie.

              a jak z "COntrol" ? udało Ci się obejrzeć ? [jak oceniasz ?]

      • 11.05.13, 18:22
        Czy ten "Underworld" kiedyś się skończy? Mam wrażenie, że leci w tv non stop :)
        • 12.05.13, 13:32
          ;]
          są jeszcze dwie częsci.
          mam nadzieję, że pokażą tę najnowszą, bo nie miałem przyjemności, póki co.

          Siostro, polecam COntrol.
          Angazetka i ja mamy przeciwne opinie, co do ciężkości tego filmu, może to doda
          mu atrakcyjności w Twoich oczach ? ;]

          Czcigodne, a Wy jak znalazłyście ten film ?
          • 12.05.13, 15:15
            Raz się zawzięłam na Underwold (mocno lobbowałeś), ale wytrzymałam tylko 10 minut:)

            Nie oglądałam "Control", nie żebym przestraszyła się depresyjnego nastroju, choć czytam, że to sprawa dyskusyjna, jakoś biografie mnie nie pociągają, a poza tym nie znam człowieka.
            • 13.05.13, 15:49
              oj tam, 10 minut to dobry początek :]
              następnym razem będzie 15, potem 25... hehe...

              co Cię odstraszyło ?

              polecam, może kiedyś przy zupełnie przypadkowej okazji...
              • 13.05.13, 18:52
                Nie wiem, kto bardziej, czy wampirzyca, czy wilkołak walczący w metrze.
                Nie sądzę, nie jestem odpowiednim targetem.
                • 14.05.13, 13:55
                  haha ;]
                  wiesz, wampirzyca jest sexy :]
                  a te potwory są prześliczne w swojej upiorności
                  [tak, wiem wiem, specyficzny gust mam, hehe]

    • 12.05.13, 15:30
      Hardcorowo pojechali w ostatnim odcinku. Nie mogłam sie powstrzymać, żeby nie wspomnieć. Na imprezie firmowej poświęconej odejściu Jane z pracy kosiarka do trawy kierowana przez wstawioną sekretarkę obcięła stopę jednemu londyńskich z bossów akurat wizytujących agencję obryzgując krwią zaskoczonych uczestników. Don i Jane na szpitalnym korytarzu ogarnia przez mgnienie oka chichot na wspomnienie dramatycznej sytuacji.

      Ps. Czy ja już pisałam, że lubię Rogera?
    • 13.05.13, 10:00
      link
      www.putlocker.com/file/bf86018eb6553aa4
      Stanęło na tym, jak to Sara Lund w pogoni za podejrzanym Leonem dociera pod jakiś stary rosyjski statek stojący w dokach. Tam właśnie ma być, wg namiarów, Leon. W ostatnim momencie przyjeżdza dwóch typów z prokuratury, którzy nakazują jej przerwać akcję, a przez telefon szef wydziału Brix informuje ją, że Meyer - postrzelony w starciu z tajemnicznym napastnikiem w opuszczonym magazynie, niegdyś należącym do firmy Merkur, gdzie Sara i on szukali kolejnych dowodów w sprawie - nie żyje. Aż jej komórka wypada z ręki z wrażenia. Walka polityczna w kampanii o stanowisko burmistrza Kopenhagi sięga zenitu, Brehmer i Hartmann coraz ostrzej konkurują, Brehmer nie waha się sięgać po sprawę zabójstwa Nanny Larsen i uwikłanie w nią samego Hartmanna. Wypływają kolejne informacje i plotki,które w dwuznacznym świetle stawiają asystentkę i przyjaciółkę Hartmanna - Rie, możliwe, że to ona wydębiła od zausznika Brehmera - Philipa Dessaua dotarcie do Stokkego, pomocnika Jensa Holcka który wyznał że Brehmer wiedział, że Holck wkręca Hartmanna w ciemne sprawki, ale nic z tym nie zrobił. Ponoć Rie poszła do łózka z Dessauem w zamian za ten cynk. No i możliwe, że to ona zabrała potajemnie, a potem równie potajemnie podrzuciła Sarze Lund kasetę z nagraniem z monitoringu magistratu, na której Holck żegna się z Nanną Larsen przed jej wyjazdem. Jest też sprawa mieszkania 210,któreego na nazwisko Hartmanna używał Holck do spotkań z Nanną Larsen - przez 14 dni od sprawy stało puste, kancelaria Hartmanna płaciła cięzką kasę za wynajem budynków do spotkań wyborczych, a to mieszkanie było nietknięte, mimo że można było go używać. Czy równiez Rie za tym stała ? Czy ktoś tam bywał PO tym jak był tam zabójca z Nanną Larsen ? Syn Larsenów, w nowym mieszkaniu, do którego mają się wprowadzić , znajduje ukryty pieczołowicie pokrwawiony paszport Nanny. Odkłada go z z powrotem na miejsce.

      Akcja rusza zatem od przesłuchania Sary LUnd, na okoliczność śmierci Meyera. Najpewniej sama podała im szczególy, a oni to raz jeszcze składają i pytają - czy ona to potwierdza, a Sara ofk tak własnie czyni, przy czym wychodzi także na jaw, że nie powiadomiła swojego szefa o tym, że jadą z Meyerem do tego magazynu. Widać wyraźnie, że jest poruszona śmiercią Meyera. Zgaszona nieco. Pyta o okoliczności jego śmierci, oni odpowiadają że wystąpiły komplikacje z przepływem krwi. Pada pytanie o to, skąd Meyer miał broń. Swojej nie mógł mieć, bo została mu zabrana, zgodnie z przepisami, na czas prowadzenia wewnętrznego dochodzenia w sprawie zastrzelenia przez Meyera Jensa Holcka. Broń nalezała do Sary Lund. Meyer wziął ją z jej skrytki w samochodzie. Wiedział, że tam jest, Sara była w tym czasie w środku budynku. Następnie spraawa zabójcy - Sara powiada, zgodnie z prawdą, że go nie widziała, słyszała tylko odjeżdzające auto. Ona była na górze, Meyer na dole, zjechała winda, pusta, Meyer krzyknął że nikogo nie ma, Sara biegła na dół, Meyer dostał w głowę, potem zabójca dwa razy do niego strzelił. Według Sary Lund podejrzany może być poszukiwany Leon, możliwe że grzebał w starych rzeczach firmy Merkur, żeby znaleźc dowody swojej winy, zanim policja ich dopadnie.

      Zaraz po przesłuchaniu, prokuratorscy zabierają Sarę na ten statek w dokach. Wchodzą do środka. W jednej z kabin... wisi Leon. Wisielec. Trup. Sara z bliska go ogląda, jest zaskoczona, ale twardo się trzyma, żadnego szoku. Brodaty od prokuratora pokazuje jej pozostawioną kartkę przez Leona, z jednym słowem "przepraszam". "To jego spowiedź", oświadcza. Lepszą rzecz znaleziono w jego kieszeni : jest tam rachunek za tankowanie paliwa do samochodu, na stacji oddalonej od Kopenhagi o 30 km, z datą i godziną : było to niemal dokładnie w momencie, w którym Meyer i Sara Lund byli w magazynie Merkura. Jest tez zapis z kamery monitoringu na tej stacji - potwierdza ten fakt. A zatem - czy nadal Sara uznaje Leona za podejrzanego ? wobec takich argumentów, Leon wydaje się być niewinny. Przynajmniej strzelania do Meyera, bo nadal nie wiaodmo, czy i zabójstwa Nanny, chociaż i tutaj jego wina wydaje się teraz mocno wątpliwa.

      W domu Larsenów ich syn wyznaje Vagnowi, że znalazł w nowym mieszkaniu paszport Nanny ze śladami krwi. Prosi, żeby nie mówić o tym rodzicom. Vagn patrzy na niego uważnie, tłumaczy chłopcu, że moze mu się coś wydało, że może sobie to wyobraził, a może, po prostu... nie chce się przeprowadzać do nowego domu i w ten sposób próbuje wymusić na rodzicach cofnięcie tej decyzji. Ale dzieciak podtrzymuje swoją wersję. Vagn nie trzyma jej w sekrecie. Od razu leci z tym do Larsenów. Najpierw oboje zgadzają się, że mały coś kręci : nonstop była gadka o zabitej siostrze, teraz doszła przeprowadzka, która go nie cieszy - chłopakowi się zaczęło splatać i powstał taki "farmazon". Ale z czasem, o ile Theis monotonnym głosem mówi, że tam nic nie ma, znaleźlibyśmy gdyby było - Pernille wcale nie jest taka przekonana, w niej akurat rodzi się chęc sprawdzenia wersji syna. Ustalają, że pojadą tam następnego dnia rano i skontrolują, co i jak.

      Trwają przygotowania do ostatniej telewizyjnej debaty Brehmera z Hartmannem. Brehmer jest tak nakręcony, że wyklóca się z Rie nawet o kolejnośc odpowiadania na pytania dziennikarskie. Hartmann bardziej zainteresowany jest podejrzeniami wobec Rie - widział jak ona i Dessau szarpią się na schodach, po tym jak Dessau został zwolniony przez Brehmera. Łączyło by się to w spoójną całość : Brehmer wywalił Dessaua za to, że naraił Rie Stokkego, a zatem - Rie musiała mieć COŚ z Dessauem. Seks za informację, jak głosi plotka kolportowana przez dziennikarza Salina ? CO z długo zaginioną taśmą,którą dostała Sara Lund - tego wieczora, wg Mortena Webera, Rie wysyłała coś z kancelarii ? Jest jeszcze sprawa mieszkania 210o ktoś zadbał o to, żeby było zamknięte dla kampaniio wyborczej, oficjalny powodów : kontuzja toalety. Ale ci, którzy mieli ją naprawiać, utrzymują, że KTOŚ z kancelarii przesunął w czasie zlecenie naprawy. Czy we wszsytkich tych sprawach winna jest Rie ? Hartmann koniecznie chce to powyjaśniać, pyta Mortena przez telefon o te sprawy, ale nic nie wiadomo jeszcze.

      Rie uczula Hartmanna na to, że Brehmer będzie atakował jak zraniony odyniec i drązył sprawę zabójstwa NAnny i ewentualnego udziału w niej Hartmanna, ostatnia runda - pójdzie na całość. Hartmann słucha jednym uchem, a potem mówi do niej "Wiem co zrobiłaś. O wszystkim wiem. Gorzej ze Brehmer też to wszystko wie." Rie zaprzecza tym podejrzeniom. Hartmann nie słucha, odchodzi,bo zaczyna się polityczny magiel. Brehmer szarżuje ostro, nerwowo, niemal histerycznie odmawia całkowicie rozmowy na tematy merytoryczne, a skupia się na tym, że sprawa zabójstwa Nanny i zamieszanie w nią Hartmanna, to rzecz decydująca, podstawa rozmowy o etyce polityka, moralności i w ogole. Hartmann na spokojnie próbuje go kontrować, że nie ma argumentów w tematach ważnych dla ludzi, więc zajmuje się plotkami i pierdułami, z którycxh zresztą Hartmanna policja oficjalnie oczyściła. Brehmer utrzymuje, że ma DOWODY na to, że Hartmann i jego kancelaria mieszali przy całej sprawie, mataczyli, ukrywali prawdę. Widac, ze Brehmer coraz gorzej znosi ten galop, krztusi się,jakby mu było duszno, nagle... pada jak długi na podłogę. Hartmann cuci go. Pojawiają się służby medyczne, wywożą Brehmera na noszach, z maską tlenową na twarzy. POjawia się Rie, patrzą na siebie z Troelsem - Hartmann odchodzi,czyżby znów ją podejrzewał o to, że załatwiła Brehmera ? :]

      Prokuratorscy siepacze znów przesłuchują Sarę LUnd. Sara już ma pewność : Leon nie jest winny, chciał raczej pomóc, raczej był świadkiem niż zabójcą, wtedy w nocy,kiedy wiózł Nannę - coś mógł widzieć, jakiś klucz do sprawy, bał się okropnie z tego powodu. Pytanie w ogole, czy się sam powiesił, czy ktoś mu pomógł, drzwi do tej kabiny na statku były, wg Sary [a oprawcy nie zaprzeczają] były wyłamane.

      • 13.05.13, 11:12
        Pytaja ją o Meyera : dlaczego zabrała go ze sobą do tego magazynu ? Poszedł dobrowolnie ? Żona Meyera zeznała, że mąz powiedział ją, iż Sara Lund "straciła nad sobą kontrolę", jak chodzi o całe to śledztwo [możliwe, że Meyer tak mówił, ale jednocześnie przecież bardzo dobrze zaczęli współpracować, Meyer podązał za tropami Sary, zaczął jej absolutnie ufać, byli w tym RAZEM]. Dorzucają, ze i "inni" tak twierdzą, czyli subtelnie - że jej odwaliło, do tego nawarstwiły się problemy osobiste... Sara tylko kręci głową, słucha, i mówi, że nie jest wariatką, utrzymuje że należy przejrzeć zawartość, jak zrozumiałem, tych gratów z Merkura, które nalezały do Mette Hauge, która zapewne została zamordowana 15 lat temu przez tego samego killera, co Nanna.

        Prokuratorscy mają nagranie z komórki Meyera. Włączona była podczas tej akcji w magazynie. Nie ma tam żadnych innych odgłosów, tylko głos jego i Sary. Nikogo INNEGO. I teraz brodziaty rusza bez ogródek : sugeruje następującą wersję zdarzeń : to Sara miała broń, coś usłyszała na dole, zbiegła ze schodów, było ciemno, nie poznała, strzeliła automatycznie, napędzana obsesją złapania killera,wierząc że to on - okazało sie, że to był Meyer. Zadzwoniła po karetkę, a zanim ta przyjechała - Sara sfingowała zabójstwo przez "nieistniejacą osobę trzecią". Brodziaty utrzymuje, że nie ma tam śladów niczyich oprócz Sary i Meyera. Nawet śladów butów innych nie ma. I jest zeznanie żony Meyera - w ostatnich słowach Meyer kilka razy wyszeptał "Sara" "Sara".

        Sara dostaje prawo do jednego telefonu, zabierają jej ciuichy, dostaje uniform, zostaje zamknięta w celi na komisariacie, następnego dnia znów ma być przesłuchiwana. Przy okazji dostaje się Brixowi, który broni się jak może, przedstawiając jej wersję zdarzeń, to że zgrabnie połączyła sprawy Mette i Nanny, i że generalnie, on tę sprawę do nadzoru dostał po poprzedniku, więc w sumie średnio zorientowany jest. On tez dostaje zapowiedź, że będzie przepytywany. No i ofk dostaje polecenie, by przygotować całe dossier o Sarze LUnd, począwszy od CV, az po numer noszonego obuwia.

        Tymczasem RIe decyduje się opowiedzieć Troelsowi o TYM wieczorze, kiedy spotkała się z Phillipsem Dessauem. Istotnie, widzieli się, rozmawiali o polityce i tak dalej, a przy okazji całyu czas dzwonił jego telefon... poszli na drinka do jego pokoju w hotelu, Rie dlatego że chciała się dowiedzieć : kto tak wydzwania; i wtedy zadzwonił do niego Stokke, spanikowany sytuacją po śmierci HOlcka. W ten sposób Rie dowiedziała się o tym, że Stokke ma informacje i można go użyć. Do NICZEGO nie doszło między nami, zapewnia Hartmanna. Świdrując ją oczami Troels pyta Rie o sprawę przełożenia naprawy w mieszkaniu-210. Ona mówi, że nic nie wie, zna wersje taką, ze to firma przełożyła. Hartmann nic nie mówi, że firma ma wersję odwrotną. Rie dodaje też od razu, że nic nie wie o kasecie co ją ktoś podrzucił Sarze LUnd. Rie oznajmia, że "mogę zrobić dla ciebie wiele, ale nie kryłabym morderstwa". Hartmann chłodno każe jej pozostać w domu aż do czasu zakończenia śledztwa, Rie jest urażona, ale jedyne co może zrobić, to zabrać torebkę i wyjść.

        Hartmann jest zaniepokojony sytuacją Rie, "ona może być zamieszana w to morderstwo", mówi do MOrtena Webera. POleca mu zadzwonić do Sary Lund, ale MOrten odpowiada, że jej telefon milczy. KOniecznie chce wiedzieć, znać prawdę.

        Sara zadzwoniła ofk do swojego szwedzkiego narzeczonego, Bengsta. A ten stawia się następnego dnia na komisariacie z adwokatką, która przekonuje tych od prokuratora, że są argumenty za tym, żeby wypuścili Sarę - nie zamierza uciekać, współpracuje, jest zestresowana bo sporo przeszła, przesłuchania zostały zakończone, no i NIE MA przeciw niej dowodów. Brodziaty odpowiada, że zdecyduje o tym sąd. Szwed wyskakuje z psychologiczną oceną stanu Sary Lund, wynika z niego, że Sara poddaawana maksymalnym obciążeniom nerwowym może coś sobie zrobić, kto wie czy już nie ma zaczątków paranoji, i powinna wyjść. Szwed sugeruje, że to nie jego wersja, ale skonsultowana z innym psychologiem, który skroił ją na podstawie danych o przejściach z ostatnich tygodni Sary. Brodziaty kapituluje. Sara dostaje swoje manele, może wyjśc. Brix informuje ją, że nadal jest "podejrzana i zawieszona" i powinna odpocząć. Sara nie ma zamiaru, mówi że chce zobaczyć rzeczy z Merkura. Brix odmawia, sugeruje, że przez nią cały wydział ma problemy. Sara na to, że killer chodzi sobie luzem, oboje dobrze wiedzą, i żeby dał jej chociaż spis znalezionych rzeczy, tylko tyle...

        W aucie czeka na Sarę Szwed. Rozmawiał z patologiem, ma papiery dotyczące zwłok Leona - wybity ząb, jakieś ślady uderzeń, kiepsko wygląda to "samobójstwo", patolog uznał, że to ślady po uderzeniach kolby karabinu. Szwed mówi jej, że sfałszował ten raport medyczny, dzieki któremu wyszła, podpisał go nazwiskiem kolegi. POlicja się kapnie, zaczną jej szukać. Pojawia się policjant, z wydziału, daje Sarze ten spis zawartości magazynu Merkura, życząc powodzenia. Killer znał Mette Hauge, zabrał wszystko co mogłoby być dowodem dla policji. Ale Sara ma inny trop : Mette Hauge przeprowadzała się wtedy do Kopenhagi, bo jechała studiować, miała wtedy kontakt z innymi studentami. Sara prosi Szweda, żeby dowiedział się o nazwiska. Próbują coś sobie powiedzieć, ale... nic nie mówią,wiedzą to bez słów.

        Larsenowie przyjeżdzają do tej chałupy co mają w niej mieszkać. Vagn mówi im, że razem z robotnikami wykańczającymi wnętrze przeszukali całą ruderę i nic tam nie znaleźli, żadnego "paszportu [Nanny]". Larsenowie proszą syna, żeby im pokazał miejsce, w którym widział to, co utrzymuje. Mały prowadzi ich do tego pomieszczenia, odkrywa tę skrytkę,a tam... NIE MA NICZEGO. Mały odłożył paszport na miejsce, a zatem : KTOŚ go zabrał. KTOŚ kto wiedział, że chłopiec go znalazł ? czy zabrał go przypadkiem w tym właśnie momencie, kiedy mały się o nim dowiedział ? Theis nieco strofuje małego, że nieładnie kłamać, i że powinien powiedzieć jeśli przeprowadzka do nowego domu mu się nie podoba, zamiast zmyślać niestworzone historie.

        Po tym jak Brehmer doznał ataku serca Hartmann musi się rutynowo tłumaczyć z tego, "jak bardzo jest zaskoczony i mu smutno". Dziennikarze gonią za nim po magistracie, z kamerami i mikrofonami. Na boku Salin mówi mu "czy to nie ciekawe, że Brehmer padł właśnie w momencie, kiedy miał zamiar przedstawić dowody obciążające twoją kancelarię?". Hartmann na to, ze wedle jego wiedzy, żadnych dowodów Brehmer nie ma.

        Sara Lund odwiedza żonę Meyera. Wyraża ubolewanie i kondolencje, znosi spokojnie i z pokorą pierwszą gniewną reakcję wdowy ["po grzyba kazałaś mu iśc ze sobą ?!"], i próbuje się dowiedzieć, co Meyer powiedział przed śmiercią. Sara nie wierzy w to, że wyszeptał jej imię. NIGDY nie mówił do niej per "Sara", zawsze mówił do niej po nazwisku - "Lund". Co dokładnie powiedział ? ŻOna już nieco uspokojona powiada, że naprawdę powiedział "Sara", tak to brzmiało, i że dodał cyferki, dokładnie "84". Wdowa z dziećmi idą do domu, smutny obrazek, to śledztwo kosi ludzi jak siano, zabija albo deformuje.

        Zaraz później Sara dostaje telefon od Szweda, że uistalił nazwiska kolegów studentów Mette Hauge sprzed 15 lat.I że policja już dotarła do tego kolegi, którego nazwiskiem podpisał sfałszowany raport. Sprawa się rypła, policja szuka Sary, żeby ją zamknąć.

        Z Sarą probuje się kontaktować Hartmann, ale wobec braku odzewu drałuje osobiście na policję, gdzie rozmawia z Brixem i chce wiedzieć o postępach śledztwa w sprawach, które go interesują [czyli, tych wyżej wymienionych, mających zwiążek z Rie, potencjalnie]. Brix odpowiada mu, że podejrzewają Rie o nadanie tej paczki z kasetą video. Wg Brixa, policja nie ma też żadnych dowodów na to, ze KTOKOLWIEK był w mieszkaniu-210 po tym jak killer był tam z Nanną.
        Hartmann nie jest uspokojony. Po wyjściu, razem z Mortenem, każe się wieźć do tego mieszkania[210]. Morten sugeruje, żeby to w ogóle sprzedać w cholerę.
        • 13.05.13, 12:05
          Troels, z widoczną troską, pyta o Rie. Morten odpowiada, że dzwoniła parę razy, Troels prosi go, żeby umówił go z nią na wieczór.

          W mieszkaniu Troels zastaje gościa z firmy, która remontuje tę toaletę. Gośc jest rozmowny. Własnie kończy, Troels podpisuje mu protokół oddania do użytku. Facet przeprasza za opóźnienie. Mówi, że był tu WTEDY, w SOBOTĘ rano [ w piątek, jak ustalono, Nanna i killer byli w tym mieszkaniu, zaraz po tym jak był w nim Hartmann, i wedle ustaleń później już nikt tam nie wchodził, więc opowieśc jest sensacyjna], pukał, ale nie wpuszczono go, mimo że KTOŚ był w środku, jak gośc utrzymuje. ONI go nie wpuścili. Facet nie wiedział, że zlecenie zostało przełożone, dowiedział się dopiero w poniedziałek, w firmie. Było to o 8 rano. Troels Hartmann ofk słucha tego, i podpytuje, z najwyższym zaintrygowaniem, acz skrzętnie skrywanym pod zamyśleniem.

          Sara LUnd spotyka się z jednym chłopakiem, który 15 lat temu mieszkał z Mette w domu studenckim, znali się, ba - sypiali ze sobą, ale to był incydent, bo... jak mówi chłopina : Mette miała KOGOŚ. Nie wie kogo, nie zna nazwiska, nie zna twarzy, ale był dośc zaborczy, agresywny. To był moment, w którym z tym facetem zerwała. Wg chłopaka, Mette i TEN facet byli dobrymi starymi znajomymi, może znali się jeszcze ze szkoły średniej. ON dał jej medalik, taki z sercem [ale to już wiemy, czarne serce; Nanna miała taki sam, to m.in naprowadziło Sarę Lund na ten trop]. 15 lat temu chłop tego nie zeznał, ukrył to, ze względu na to, ze miał żonę i to w ciąży. Zatem, policja nie miała wtedy powodu by szukać prawdziwego, jak się wydaje, killera.

          Policja, a raczej ludzie z prokuratury,rzeczywiście szukają Sary. Tymczasem ona dzwoni do Brixa, prosi go o to by zajrzał do albumu ze zdjęciami, jaki jest w spisie rzeczy Mette Hauge z magazynu Merkura. Brix ją strofuje, oglądając się czy brodziaty nie słyszy, ale współpracuje : idzie do pokoju z tymi klamotami i prrzegląda album. Sara uwaza, że mogą tam być zdjęcia Mette z zabójcą. Brix przegląda album, nie ma tam JEDNEGO zdjęcia. Najpewniej killer je zabrał, kiedy wyprzedził Sarę i Meyera o włos tamtego wieczora, kiedy Meyer zginął.

          Brix mówi Sarze, że w domu Leona znaleziono PASZPORT NANNY. Ktoś zatem zabrał go z domu Larsenów i obciązył Leona. Wedle danych : Leon wiózł Nannę WTEDY wieczorem, teraz wiadomo, że to był jego ostatni kurs dnia. Zaraz potem dzwonił do firmy Larsenów, że nie mozę przyjechać, bo jest chory. A Vagn zeznał o anulowanej robocie tamtego wieczora PO TYM jak Leon się wymówił od pomocy. Zaczyna się to składać... ale tutaj już wiele rzeczy się składało, by za moment się rozsypać. Brix wzywa Sarę, żeby wracała na komisariat,ale ona ma lepszy pomysł...

          Pernille Larsen wiezie wieczorową porą syna, tego co paszport widział. Pyta go o całą sprawę, mały utrzymuje że naprawdę widział. Nie upiera się, ale podtrzymuje swoją wersję z pełnym spokojem. Pernille jest zaintrygowana, tłumaczy mu najpierw, że czasami zmysły nas oszukują, że sobie wyobrażamy cuda-niewida, ale tego paszportu NIE MA. Mały na to, że "nie ma, bo KTOŚ zabrał". Ona mu znów perswaduje, ale w nie może dłuzej kryć, że jest zaniepokojona i nie wierzy, że mały kłamie. "KTO według ciebie mógł go zabrać ?", pyta. A w domu łapie za telefon i dzwoni do tej firmy, która tamtego wieczora złożyła zlecenie przeprowadzki przez ich firmę, jak mówił Vagn, chcieli to zrobić "na czarno" i dlatego odmówił, przez co miał on wolny wieczór i nie wiadomo, co robił [niby opiekował sie całą noc wujem w ośrodku, ale - jak Sara i Meyer ustalili - mógłby stamtąd się wymknąć schodami pożarowymi]. Pernille nagrywa się na automat, prosi o kontakt kogoś z tej firmy. Chce sprawdzić wersję Vagna.

          A Vagn własnie ma wizytę... Sary Lund. W tym nowym domu Larsenów. Pyta go o to, co mówił dokładnie Leon, kiedy TAMTEGO wieczora powiedział, że nie przyjdzie do pracy. Mówił dlaczego ? W jakim był stanie ? Czemu dzwonił do firmy, skoro Larsenowie byli wtedy poza miastem ? Vagn nic specjalnie nie wyjaśnia, za to opędza się od niej jak może,próbuje zbyć, ale Sara zaczepia, dopytuje i wraca niczym porucznik Columbo, nie zrażając się jego opryskliwością.

          I nagle scena, która także przejdzie do klasyki.
          Sara wraca, pyta, on ja zbywa, ona rozgląda się po tym... pokoju w stanie surowym :] i zwraca się ku Vagnowi i... muruje ją, jakby kosmitę zobaczyła. Patrzy w totalnej hipnozie. Vagn zauważa to. Ona patrzy i nie moze oderwać oczu...

          Vagn ma na sobie bluzę dresową, z napisem "SARAJEVO", ale ten napis jest przedzielony zamkiem błyskawicznym biegnącym pośrodku, więc wygląda jak "SARA...JEVO". I pod nim widnieje numer wielkimi wołami "84". A zatem, kropka w kropkę pasuje do tego, co żonie wyszeptał Meyer. Ale - krucafaks, czy Vagn by był na tyle mądry, by załatwić Meyera i zatrzeć ślady, a potem nie spaliłby łachów w których zamordował policjanta ? MNie się to nie składa :]

          Tak czy owak, Sara patzy na Vagna, on patrzy na nia. MIlczenie. Czy TO jego spojrzenie wyraża chęc zabicia jej ? Czy ON WIE, że ona WIE ? Mógłby, policja jej szuka, ona się ukrywa, nikt nie wie, gdzie ona jest... Thriller totalny :] I jeszcxze ten półmrok pustostanu, graty majaczące w ciemnościach, jarzeniówka blada... Sara wreszcie przytomnieje, chce wyjśc, Vagn zastępuje jej drogę. "Da nam pani już spokój ? Odczepi się ?", pyta ją. Sara nieznacznie kiwa głową. On pozwala jej wyjśc.

          Kiedy Vagn kończy pracę, opuszcza budynek, Sara rozbija ceglą okno u drzwi, łapie za klamkę i wchodzi do niego...

          I koniec.
          Uff, ale ekszyn ;] właściwie nonstop, każda scena megaważna,wszyscy co do jednego minus Leon wydają się mieć coś wspólnego ze sprawą, wszyscy. Na wszelki wypadek nie patrzę w lustro od tygodnia, żeby nie widziec tam kolejnego podejrzanego :] Ktoś z politycznego kręgu ? Ktoś wokół Larsenów ? Ktoś z policji ? I Sara Lund musi to ogarnąc w pojedynkę, a ma do dyspozycji tylko własny mózg oraz firmowy sweterek, parę kaloszy oraz płaszcz przeciwdeszczowy na grzbiecie, w których chodzi wszędzie, jakby właśnie wróciła z wojaży wędkarskich :]

          Ostatni odcinek będzie wiśnią na tym mistrzowskim torcie.
          cięzki tydzień.
          Link do finału leży i czeka.
          Nic to, twardy jestem ;]]
          Czekam.
          Będzie pompka ;]

          Nadal mam swojego podejrzanego.
          Tylko kompletnie teraz nie widzę sensu w tym typowaniu...
          MYślę, że ktoś podprowadził bluzę Vagnowi i w niej zrobił to,co zrobił.
          On mógł nie wiedzieć, że ma na sobie coś tak obciążającego.
          albo jest na tyle bezczelny.
          albo killerów jest ze dwóch.
          rękawiczka czarna... jakbym gdzieś widział...
          To ma swój sens, ale nadal podejrzanych jest kilku[nastu?], bo w innych
          przypadkach też rózne fragmenty pasują.



          • 13.05.13, 15:55
            Ożeż! Ale podkręcili napięcie!

            > Nadal mam swojego podejrzanego.
            > Tylko kompletnie teraz nie widzę sensu w tym typowaniu...
            Mam tak samo!!!


            Nadal mnóstwo tropów i żadnego właściwego! Albo nie widzimy jeszcze tego właściwego!?!?

            :)

            --
            www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
            • 13.05.13, 16:01
              prawda ? :]
              rewelacyjnie się dzieje.
              mistrzostwo.
              co za precyzja i logika, a jednocześnie jaka dramaturgia.

              hehe, jeszcze ten tydzień i wszystko będzie jasne.
              w ostatnim odcinku chyba każda scena będzie stanowiła rozwiązanie jakiegoś
              wątku, bo jest tego sporo do wyjaśnienia.

              możliwe.
              w tym momencie znów wraca krążek na boisko Vagna, ale - jak napisałem -
              nie wierzę, żeby zabił Meyera, był tak szybki i dokładny, a potem zapomniał
              pozbyć się ubrania, w którym to zrobił, zwłaszcza tak charakterystycznego,
              i dodatkowo zapomniał, żeby nie pokazywac się w nim Sarze Lund, zaraz po
              zabiciu jej partnera, nie mając pewności czy tamten przypadkiem nie zdązy
              jej przed śmiercią czegoś powiedzieć o nim.

              myślę, ze killer jest gdzie indziej, mój pasuje do portretu psychologoicznego, który
              sporządził Szwed, ale z trudem znajduję motyw, albo w ogole go nie mam :]
              • 13.05.13, 16:17
                Doskonała fabuła, doskonały serial, święta prawda.

                Też nie wierzę w winę Vagna.

                Motyw? Przychodzi mi do głowy myśl, że killer mógłby zabić Nannę ze złości (na granicy szaleńtswa), że ta chciała skończyć z nim znajomość? wyjechać z chłopakiem (zapomniałam jego imienia) z miasta???


                --
                www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                • 13.05.13, 16:31
                  w sumie, jak "niewiele" trzeba, prawda ?
                  sprawne pióro scenarzysty obdarzonego wyobraźnią, wyczucie starego dobrego kryminalnego klimatu [tutaj ciągle półmrok wnętrz, deszcz, noc albo wieczór], muzyka trzymająca nastrój, no i grono sensownych aktorów.
                  i reżyser, który to poskłada.
                  czyli, "niewiele", w takim znaczeniu, że nie jest to [tak sądzę] produkcja kosztująca cięzkie miliony dolków. nie bazuje na włożonych w nią pieniądzach, a raczej na intelekcie i zmysłowości.

                  czy tutaj w Polandzie, nie można by tak ? :]
                  żeby później cały świat kupował taki serial, a Amerykanie robili przeróbki ?
                  ha :]

                  motyw dobry, wątek miłosny jest absolutnie możliwy, aczkolwiek najbliżej byłby Jens Holck, a on już nie żyje i raczej został ostatecznie wytłumaczony. Niemniej, wątek i motyw stale żywy, bo nie tylko on mógł się w Nannie kochac, a poza tym wydaje sie, że także ta zabita sprzed 15 lat, Mette, była z nim w bliskiej relacji.
                  mnie się plącze po głowie jeszcze wątki polityczne, rasistowskie [w końcu biała dziewczyna, chciała wyjechać z Arabem], nie dałbym dziś głowy, że nie wyskoczy jako killer ktoś z tych
                  postaci, które sa w uśpieniu od paru[nastu] odcinków.

                  to kapitalne, że przed ostatnim odcinkiem nic nie wiadomo i niemal każdy może być winny.

                  • 14.05.13, 11:21
                    Chyba przeoczyłeś jeden ważny moment jeżeli jeszcze myślisz że każdy może być winny:)
                    • 14.05.13, 13:43
                      Sara Lund na pewno nie, chociaż... kto ją tam wie ;]
                      "wszyscy", to oczywiste przerysowanie, ale wiele osób jest dostatecznie mocno
                      zamieszanych.

                      mam swojego faworyta, więc za tydzień się okaże, czy dobrze wydeukowałem.

                      możliwe, że coś przeoczyłem, ale... nie chcę wiedzieć co.
                      w swej łaskawości, powiedz mi o tym za tydzień, orajt ? :]
                    • 14.05.13, 15:16
                      monika19782 napisała:

                      > Chyba przeoczyłeś jeden ważny moment jeżeli jeszcze myślisz że każdy może być w
                      > inny:)

                      Czułam to!

                      Korci mnie strasznie, by wyciągnąć od Ciebie owe szczegóły pominięte przez Greka, ale boję się , że zaraz wyskoczy taki jeden mały czarny ze strzelbą i nam odstrzeli paluszki byśbm nie mogły nic więcej napisać. ;)
                      • 14.05.13, 15:21
                        >wyciągnąć od Ciebie owe szczegóły pominięte przez Greka

                        Pominięte , czy może raczej niezauważone.
                      • 14.05.13, 16:26
                        hehe, ten mały czarny, to już chyba oczopląsu dostał od nieustannego celowania ;]
                        • 14.05.13, 16:39
                          Hahaha!

                          Grekuniu, a czy Ty czasem nie pominąłeś specjalnie Tych szczegółów, o których Monika wspomina, żeby nas w nieświadomości i napięciu, jak najdłużej trzymać? Co?

                          Masz alibi , oczywiście, wiem, linki do odcinków zawsze podawałeś, abyśmy mogli zweryfikowac opis, ale doskonale wiedziałeś, że śledze/ śledzimy ten serial przede wszytskim czytając Twoje opowieści, a do linków rzadziej zaglądam/y!?

                          --
                          www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                          • 15.05.13, 15:47
                            sam nie wiem...
                            wydaje mi się, że napisałem o wszystkim.
                            przyznam, że jestem ciekaw, co Waćpanna miała na myśli, może nam powie
                            w poniedziałek ? :]
                            a może nas wkręca, żebyśmy się tym bardziej skręcali z ciekawości przed tym
                            ostatnim odcinkiem ? :]

                            dzięki za to.
                            starałem się niczego nie pomijać, ale kto wie, może coś mi wypadło, coś kluczowego,
                            jak by sie okazać miało.
                            mam nadzieję, że Monika napisze o tym, co miała na myśli i będę mógł ewentualnie
                            złożyć sprostowanie, że o tym, o czym ona myślała, to ja jednak napisałem, hehe.

                            a może chodzi jej o interpretację, której próbowałem dokonać ?
                            • 15.05.13, 19:00
                              Pewnie sam to zauważysz, jak obejrzysz ostani odcinek, jak poznasz wyjaśnienie.

                              Dzięki za świetne opowieści! Kawał dobrej roboty wykonałeś.
                              Zostaną potomnym, tak. :)


                              --
                              www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                              • 16.05.13, 13:55
                                może i tak będzie :]
                                swoją drogą, to już niedługo, już tylko 3 dni z ogonkiem ! ;]
                                tak jak w tym dowcipie.
                                wykład z seksuologii, profesor pyta studentów :" kto z państwa uprawia seks raz w tygodniu ?" - podnoszą się ręce, "kto raz miesiącu ?" - podnosza się ręce, "a kto raz w roku ?" - podnosi się jedna ręka, właścielem jest bardzo ożywiony student. profesor kontynuuje wykład, a ten nadal macha ta ręką "to ja ! to ja, raz w roku ? to ja !" - wykrzykuje; profesor na to "dobrze, już wiemy, ale... dlaczego pan się tak z tego cieszy ", na co student " bo to już jutro !" :]

                                dzięki, Barbasiu :]
                                jak zawsze była to dla mnie sama przyjemność.
                                • 16.05.13, 17:38
                                  Hehehe! :)))) Świetny dowcip!
                                  /I nie pamiętam, żebyś go opowiadał!/

                                  Trzy dni wytrzymam, chyba ... ;)


                                  Myślisz, że to Vagn był zabójcą?




                                  --
                                  www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                                  • 16.05.13, 17:44
                                    > Myślisz, że to Vagn był zabójcą?

                                    Korekszyn: zapomniała skasować to pytanie.
                                    Wiem, co myślisz o Vagnie.

                                    Uciekłam z tego wątku, bo ilektoć tu zaglądam, zaraz mam ochotę otworzyć ostani odcinek i poznać już od razu rozwiązanie, a jeszcze trzy dni. Jeszcze trzy dni. Jeszcze trzy ... 8-/

                                    :)



                                    --
                                    www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                                    • 16.05.13, 17:45
                                      UcieKAM z tego wątku, bo ilektoć tu zaglądam, zaraz mam ochotę otworzyć ostani odcinek i poznać już od razu rozwiązanie, a jeszcze trzy dni. Jeszcze trzy dni. Jeszcze trzy ... 8-/

                                      --
                                      www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                  • 14.05.13, 16:59
                    Tak, tak, bez świetnego, przemyślanego w najdrobniejszych szczegółach scenariusza nie ma dobrego filmu, serialu.

                    >Niemniej, wątek i motyw stale żywy, bo nie tylko on mógł się w Nannie kochac, a poza t
                    > ym wydaje sie, że także ta zabita sprzed 15 lat, Mette, była z nim w bliskiej relacji.

                    Właśnie, wisiorki serduszka, które otrzymała Nanna i tamta dziewczyna wskazują na jakieś zaangażowanie emocjonalne późniejszego zabójcy.

                    > mnie się plącze po głowie jeszcze wątki polityczne, rasistowskie [w końcu biała
                    > dziewczyna, chciała wyjechać z Arabem]
                    O! DOBRE! DOBRE!



                    --
                    www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                    • 15.05.13, 15:54
                      zwłaszcza thrillera kryminału albo innego dreszczowca, nie ? :]

                      yes, ten motyw lowelasa zupełnie mnie wybija z rytmu. ten czy tamten
                      by pasował, ale z kolei inne fragmenty się nie zgadzają. jak by po powiedzieć...
                      masakra ;]

                      yes, coś tutaj tkwi, ale z kolei przecież killer własnie oto miał być kochankiem
                      Mette i Nanny Larsen, a to by uwiarygodniało motyw zupełnie inny, raczej
                      ten o którym Ty pisałaś, czyli uczuciowy, o ile uczucia wchodzily w grę, a nie
                      chęć kontrolowania tych dziewczyn.

                      Mette Hauge nie miała chłopaka z innego kręgu kulturowego, a jednak została
                      utrącona, czyli - to też, jesli rzecz cała ma się trzymać tzw. kupy - obniża
                      prawdopodobieństwo zabójstwa na tle rasowym.
          • 13.05.13, 18:48
            Grek, zazdraszczam, ale o tym za tydzień.
            Dzięki za kolejną dawkę wrażeń:-)
            • 14.05.13, 13:47
              haha, chociaż raz Ty mnie ;]]

              cała przyjemnośc po mojej stronie, ostatnie odcinki seriali są jak finał Mundialu -
              z jednej strony : dramaturgia osiąga szczyty, dochodzi do rozstrzygnięcia, a
              z drugiej - szkoda, że to już koniec :] to wada, wg mnie, tych seriali z kluczem i zagadką -
              po ich poznaniu oglądanie po raz drugi traci swój największy walor, czyli tajemnicę odkrywaną
              krok po kroku.
          • 13.05.13, 18:56
            Dzięki, świetnie napisane :)

            Tak, to był niesamowity odcinek. A scena z Lund i Vagnem na końcu to prawdziwe mistrzostwo. Przez chwilę bałam się, że Vagn wie, że Sara wie :)

            Jak ten czas leci, za tydzień już koniec. Jestem bardzo ciekawa Twojej i Barbasi reakcji, kiedy wszystko będzie już jasne.
            • 13.05.13, 20:53
              Nie mogę się doczekać ostatniego odcinka!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


              ***
              Sentymentalny dodatek muzyczny na zimny majowy wieczór dla Was, Drogie Panie!

              www.youtube.com/watch?v=djV11Xbc914
              :)






              --
              www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
              • 14.05.13, 13:53
                witam w klubie, Barbasiu :]
                co godzinę jestem bliski sięgnięcia po link do ostatniego odcinka, ale zaraz mnie
                powstrzymuje głos ze środka : nie rób tego, pomyśl o tym, jaka przyjemnośc
                czeka cię w niedzielę, kiedy oczekiwanie podkręci temperaturę na najwyższe wartości ;]

                A-ha, ależ to przyjemny throwback :]
                dzięki.
                • 14.05.13, 16:18
                  A ja muszę czekać jeszcze jeden dzień dłużej, do poniedziałku, heh.

                  A-ha oczywiście także dla Ciebie było.
                  Dzięki! :))
                  • 14.05.13, 16:31
                    Barbasiu, link do ostatniego odcinka czeka -
                    pod jednym z postów o poprzednim odcinku.
                    jakby co :}

                    dzięki :]
                    • 14.05.13, 16:48
                      Odejdź, Kusicielu!

                      :)
                      --
                      www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                      • 14.05.13, 16:49
                        Kocicielu! ;)

                        --
                        www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                        • 15.05.13, 13:17
                          hahaha ;]]
            • 14.05.13, 13:50
              niezmiennie miło mi, Siostro :]

              yes, scena mistrzowska.
              swoją drogą, ile to już takich scen w tym serialu...
              on jest znaczony nimi wlaśnie.

              o, Twoja sugestia trąci zapowiedzią zaskoczenia :]
              chyba najbardziej zaskoczy mnie, jesli to mój typ będzie zwycięski, tak
              bardzo jego motywacje są dla mnie niejasne.

              o, za tydzień odwołam kota-snajpera, będziemy mogli normalnie pogadać ;]
            • 14.05.13, 16:20
              siostra.bronte napisała:

              > Tak, to był niesamowity odcinek. A scena z Lund i Vagnem na końcu to prawdziwe
              > mistrzostwo. Przez chwilę bałam się, że Vagn wie, że Sara wie :)

              A Vagn w ogóle coś wie?
              • 14.05.13, 19:36
                Nic nie wiem :)
                • 15.05.13, 13:18
                  haha, Siostro, czyżbyś czuła na sobie ciężar tego spojrzenia zza celownika ? ;]
                • 15.05.13, 18:52
                  :/

                  Czyżby jednak Vagn??? Ta bluza! Ale co zatem z tropami porwadzącymi do magistratu, do polityków?


                  --
                  www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
    • 14.05.13, 23:22
      Ten odcinek należał do Bates'a, który mnie zmiękczył wyznaniem, że będzie kochał Annę w każdej fryzurze, tym bardziej, że jako facet po przejściach z pewnością nie rzuca słów na wiatr i doskonale się orientuje, jakiej kobiety pragnie. Jednocześnie pokazał po raz drugi swoją ciemną stronę w postaci nieskrywanej nienawiści do nadal aktualnej małżonki, którą było nie było musiał kochać, skoro odbył za nią karę więzienia. W przedostatnim odcinku nawet podniósł na nią rękę!

      Tekst odcinka (niedosłowny): hrabina Grantham odpowiadając na zarzut, że nie brata się z ludem wyjaśnia z godnością, na corocznej potańcówce zawsze mój pierwszy taniec należy do Carsona.

      Carson obrzuca ironicznym wzrokiem Thomasa wydającego komendę nie mogąc powstrzymać rozbawienia. Dziwne, że lord Grantham przystał na propozycje Cory i zrobił Thomasa głównodowodzącym zamkiem, skoro wiedział, co z niego za ziółko. Z drugiej strony w zachowaniu Thomasa coś jakby drgnęło na plus.

      O co chodzi z Lavinią? W jednej scenie przyznaje się, że była kochanką sir Richard, w kolejnej zaprzecza, podtrzymując jedynie wyłudzenie i wykorzystanie informacji. No chyba, ze coś straciłam podczas kolportacji.
      • 15.05.13, 20:23
        I mnie Bates chwycił za serce tym uroczym wyznaniem. :)

        Thomas jednak wywinął się szczęśliwie od służby na froncie. Kulkę w głowę za tchórzostwo, dezercję dostał za to (nieznany nam bliżej) siostrzeniec pani Patmore.
        Podzielam wyrozumiałość lorda i innych mieszkanców dworu dla nieszczęsnego żołnierza.

        Hrabina Grantham ma najlepsze teksty. :)

        Mnie ten wpadł w ucho tekst, którym odpowiedziała swojej córce Rosamundzie , po tym jak ta z triumfującą miną wyjawiła matce i lady Mary tę sensacyjną informację, jakoby Lavinia była kochanką sir Roberta: "Doprawdy, Rosamundo. Nie ma potrzeby tak tryumfować. Mówisz jak Robespierre, ścinający głowę Marii Antoninie" .

        Właśnie, troche to niejasno zostało przedstawiona w serialu. Przejrzałam właśnie polskie napisy . Wynika z nich, że Lavinia jednak nigdzie potwierdziła, że byli kochankami. Choć to słowo "kochankami"zdaje się pojawia się w jej ustach, ale jako dokończenie wypowiedzi, którą zaczęła Mary, zdając Lavinii relację z tego, co doniosła jej ciotka.

        Lavinia później wyjaśniła Mary, co zaszło naprawdę, że dokumnety wykradła wujowi i dostraczyła sir Robertowi, żeby ratować ojca od bakructwa. Sir Robert obiecał za dokumenty umożenie długu.
        :)

        --
        www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
        • 15.05.13, 23:14
          Ożeż! Niemożliwe? ja to napisałam?
          UmoRZenie długu.


          --
          www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
    • 15.05.13, 13:46
      ciekawwy wybór dziś.
      TVN wrzuca "Jestem legendą" o 22:30, a Kultura "Egzorcyzmy Anneliese Michel".
      "Jestem legendą" omawialiśmy, mnie się podobało, Barbasi i Pepsic - mniej :]
      chociaż później Barbasia troszkę zrewidowała swoją ocenę.
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,114814528,,Ojej_co_tu_wybrac_2010_5_vol_9_.html?s=6&v=2
      chętnie bym rzucił okiem po razu drugi.

      "Egzorcyzmów Anneliese Michel" - nie widziałem. a Wy ?
      na faktach.
      tytułowa Anneliese była Niemką, w 1976 roku zmarła w wyniku owych egzorcyzmów własnie, bo zamiast ja leczyć otoczenie uznało dziewczynę za opętaną. ta wersja dzisiejsza, to 50-minutowy dokument, mozliwe że fabularyzowany ? historia wydaje się być kolejnym dowodem na to, że wstecznictwo i ciemnota jeszcze w drugiej połowie XX wieku zbierały smutne żniwo.

      wcześniej o 20:20 "Gry uliczne", dobry film Krauze, już po 89 r. dwóch dziennikarzy prowadzi dochodzenie w sprawie śmierci Pyjasa. ciekawa fabuła, interesująca droga śladami i tropami, aczkolwiek bez kryminalnego zacięcia; doskonała scena końcowa, ponoć kręcona z ukrycia, co zachowanie przechodniów czyni jeszcze bardziej szokującymi; no i kobieta w dwuznacznym świetle. Dobry film, jesli będziecie mieli okazję, a dotąd jej nie mieliście - z chęcią polecam.

      no i... co sądzicie, Czcigodne, o Angelinie ?
      dobra decyzja ?
      mądra ?
      [że odważna, to - tak sobie myślę, rzecz jasna]

      chyba niedługo TVN pokaże Larę Croft, Polsat "Panią i pana Smith", a TVP "Hakerów" ;]
      wczoraj oglądałem jakies wiadomości i mówili tam nonstop o niej per "symbol seksu", a ja
      ni w ząb nie mogłem pojąć o czym oni mówią...
      :]
      • 15.05.13, 13:47
        zapomniałem w powyższym wątku dodać pory emisji.
      • 15.05.13, 19:52
        Jeśli można, dorzucam "Transfer" - tvn7 oraz "Zgon na pogrzebię" - polsat w tym samym czasie antenowym, jak przytoczone "Gry uliczne". Nie znam "Gier..." i mam zamiar obejrzeć. Jakoś się wiążą z wczorajszą rocznicą zatłuczenia na śmierć przez funkcjonariuszy MO 19-letniego maturzysty Grzegorza Przemyka. To już 30 lat, a nadal nie ma winnych, SLD też sie nie popisało wetując wczoraj uchwałę upamiętniającą bestialską zbrodnię i napiętnującą mataczenia ze strony władz. Jak by ktoś miał wątpliwości, oprawcy mają się dobrze, o czym można się było przekonać naocznie w programie Sekielskiego "Po prostu", tudzież posłuchać, jak kłamał przez sądem Kiszczak, he, he człowiek honoru.
        ---
        "Zgon na pogrzebie" - zabawna, nie do końca angielska komedia, w paru momentach na granicy dobrego smaku z zaskakującym smaczkiem obyczajowym.
        ---
        "Transfer" - dramat sensacyjny z terroryzmem jako motywem przewodnim. Na poziomie. Z sympatyczną Reese Witherspoon i i nie mniej Jake'm Gyllenhaalem. Miałabym ochotę na powtórkę, bo zabrakło mi paru klocków w układance czasoprzestrzennej., gdyby nie "Gry..."
        • 15.05.13, 22:34
          "Gry uliczne". Nie znam "Gier..."
          Też nie znam. Innym razem...

          "Zgon na pogrzebie" miałabym chęć obejrzeć, ale pewnie już za późno?

          :)

          --
          www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
          • 16.05.13, 21:08
            I bardzo dobrze, bo to był amerykański, żenujący remake.

        • 16.05.13, 14:33
          i jak, obejrzałaś ?
          jakie wrażenia ?

          wiesz, SLD zaprotestował raczej przeciw temu, żeby w winę za zabójstwo Przemyka
          wkręcać całą partie. jesli dobrze zrozumiałem, sejmowa odezwa głosiła, że partia
          "inspirowała" to zabójstwo, co jest nonsensem. plus kwestia odpowiedzialności
          zbiorowej - to że paru tępych pałkarzy przesadziło albo przeceniło chłopaka - nie
          sprawia, że za chwilę wszyscy którzy byli w PZPR mają za to odpowiadać. nie miałem
          nikogo w PZPR, uprzedzam :] po prostu, chciałbym żeby nie oceniać zbiorowo.

          po 89 też policja ma na sumieniu paru ludzi, którzy za mocno oberwali, albo zostali
          zastrzeleni przez pomyłkę lub pozbawieni zdrowia okaleczeni. czy za ich akcje ma
          odpowiadać cała akuratnie rządząca partia, włącznie z jakimiś szeregowymi członkami,
          zajmującymi się parzeniem kawy i noszeniem teczek za starszymi działaczami ?


          jesli partia ukrywała prawdę, to podejrzewam, ze w celu nie dopuszczenia do zamieszek
          społecznych, do jakichś rozruchów.

          rozliczenie winnych - od tego są sądy.
          dlaczego chodzą sobie luzem ?
          nie rozumiem.
          czyżby nie było dowodów ?
          sąd to taka zabawka, że skazać moze wyłącznie w oparciu o dowody.
          jeśli ich nie ma, lub są niedostateczne, to nawet Al Capone nie idzie siedzieć
          za morderstwa, ale najwyżej za niepłacenie podatków.



          • 16.05.13, 21:04
            Temat samograj, znakomite ujęcia operatorskie i poszczególne sceny, ale jako całość nie zatrybiło. Chyba zawiedli główni wykonawcy, Redbad Klijnstra (mimo wielkiej sympatii) i Grażyna Wolszczak w dwuznacznej roli, albo słaby wtedy warsztat reżyserski. Ponadto zabrakło informacji, że rzecz oparta na faktach, chyba, że coś mnie ominęło.

            Było trochę inaczej, bo uchwała ewoluowała. SLD zawetował treść potępiającą bezpośrednich sprawców mordu, czyli funkcjonariuszy MO oraz potępiającą ówczesne władze, czyli kierownictwo PZPR, które nie pozwoliło na ukaranie zbrodniarzy rzucając oskarżenia na niewinnych ludzi (sanitariuszy).

            Z programu Sekielskiego wynika, że jeden ze sprawców mordu udawał w sądzie imbecyla, drugiemu przydarzyła sie cudowna amnestia. Greku, nie wiem, czy są dowody, czy nie., ale chłopak, którego zgarnęli razem z Przemykiem na komisariat, czyli bezpośredni świadek do dzisiaj nie ujawnia ani twarzy, ani nazwiska., co mówi samo za siebie.

            Coś czuję, że dzisiaj Krauze, które ponoć nie przepada za "Grami..." nie odważyłby się na taką tematykę, tak samo ja w 1995 roku nie uwierzyłabym, że w demokratycznej Polsce normą stało się uwłaszczanie i bezkarność esbeków.
            • 17.05.13, 13:44
              o to to.
              mnie zabrakło dreszczyku.
              Krauze chciał chyba zrobić coś w stylu amerykańskich filmów o dziennikarzach śledczych,
              ale w finale nie wyszli mu "Wszyscy ludzie prezydenta", a przy okazji zmarnował szansę
              na dobry kryminał.

              wiesz, SLD stanął na stanowisku, że skoro sąd tych ludzi nie skazał, to sejmowa uchwała
              piętnująca i, de facto, nazywająca ich "mordercami" nie będzie w zgodzie z rzeczywistością faktów. to znaczy : ja tak to odczytuję.

              wg mnie, to jest kwestia dowodów.
              takie sytuacje są trudne dla sądów : niby wiadomo, że pobili tak, że zmarł, ale... gdzie są
              dowody ? kto to widział ? kto to potwierdzi ? gdzie dowód na to, że od ich uderzenia zmarł, a nie np. od tego, ze się dwa dni wcześniej uderzył w głowę gdzieś ? to są trudne sprawy.

              z tego, co słyszałem, uchwała sejmowa miała zakładac, ze tego morderstwa dokonano z premedytacją.
              wiesz, to też trudno założyć, czy oni chcieli go zabić,czy po prostu przeszarżowali z
              "nauczką". jak teraz ustalić : czy działali z zamiarem zabójstwa ?

              wiesz, z drugiej strony obcięto esbekom emerytury, które prawnie im się należały, ukarano ich za to, że działali dla legalnego państwa. nawet tych ukarano, którzy nic strasznego nie zrobili, na pewno nie gorszego niż służby specjalne państw współczesnych i ówczesnych, które uważamy za raje demokracji i poszanowania praw człowieka.

              to paradoks, że za zbrodnie winni esbecy nie odpowiadają, ale za to ci niewinni działający na rzecz racji stanu i dobra państwa tracą swoje uposażenia [możliwe, że za wysokie, tego nie neguję, ale jednak zgodne z prawem].

              wiesz, bardziej od zbrodni nieukaranych z braku dowodów boję się sytuacji, w której prawo zacznie być traktowane instrumentalnie i jako oręż rozliczeń i politycznej wendetty.
              • 18.05.13, 21:33
                Lepiej bym tego nie ujęła:) I jeszcze o Wolszczak, tak sobie myślę, że nie jest dobrą aktorką, za bardzo wdzięczy się do kamery.

                Państwo wszystkich nas łoi na każdym kroku, dlaczego akurat miałabym esbeków żałować tym bardziej, że solidnie zapracowali na swoją opinię, no i jest z czego urwać.
      • 15.05.13, 21:31
        Ależ nagłówek. :)

        > no i... co sądzicie, Czcigodne, o Angelinie ?


        Bardzo dobra, mądra decyzja. Ryzyko zachorowania było w jej przypadku ogromne. Miała niemal pewność, że zachoruje. Szanse na wyleczenie, jak pokazał przypadek jej matki są nikłe. Na razie nikt lepszej innej metody, na walkę z rakiem piersi nie wymyślił. To było jedyne wyjście, jeśli chciała dożyć późnego wieku.

        Oglądałam kilka lat dokument , zdaje się brytyjski, właśnie na temat odkrycia genu odpowiedzialnego za raka piersi. Kamera towarzyszyła również pewnej kobiecie, która postanowiła zrobić sobie badania genetyczne w celu wykrycia tego wadliwego genu . W jej rodzinie, jak się okazało, wiele kobiet zmarło w stosunkowo młodym wieku (ok. 50 i 60 lat) właśnie na raka piersi, co wstrząsająco unauczniało grzewo genealogiczne, które zrobiła zapewne na polecenie lekarzy. Słusznie podejrzewała, że i ją może dotknąć ta choroba. Badania wykazały u niej obecność genu powodującego raka piersi. Po konsultacjach z lekarzami, zdecydowala się zrobić to, co zrobiła Angelina, czyli dokonać prewencyjnej mastektomii. Po opreracji, jak stwierdziła, z ulgą i spokojem może patrzeć na swoją przyszłość.

        Polsat pokazał już "Panią i pana Smith" 11 maja o 20:00, o włos za wcześnie. ;)


        --
        www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
        • 15.05.13, 21:36
          Decyzji swej nie żałowała (po operacji).

          --
          www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
        • 16.05.13, 13:59
          yes, kobiety w jej rodzinie, ponoć, padały na raka piersi jak muchy.
          ale i tak, o ile jako płeć brzydka, potrafię to sobie jakoś wyobrazić -
          decyzja o pozbawieniu siebie obu piersi, to była mocna rzecz i duża
          odwaga.

      • 15.05.13, 22:30
        > "Egzorcyzmów Anneliese Michel" - nie widziałem. a Wy ?
        >, to 50-minutowy dokument, mozliwe że fabularyzowany ?

        Oglądałam kiedyś, ale tylko fragment, nie przepadam za takimi historiami.

        Nie, nie ma tu fabularyzowanej rekonstrukcji zdarzeń. Na dokument składają się wypowiedzi m.in. księży, w tym jednego z niemieckich egzorcystów AM, a także wypowiedzi jej matki, siostry. Ilustrację stanowią tu oryginalne zdjęcia i filmy z rodzinnego archiwum rodziny Michelów, a także, uwaga, fragmenty autentycznych nagrań z przeprowadzanych egzorcyzmów, w których to Anneliese przemawia jakoby szatańskim głosem.

        Szczególnie ciekawa byłam tych nagrań, słuchałam ich ich, z niemałym strachem, przyznam się Wam, było to wieczorową porą. I wiecie, stwierdziłam, że ten głos nie brzmiał wcale ponadnadnaturalnie!?

        Ten dokument zdaje się skłania się ku tezie o opętaniu AM, jak mi się wydaje, ale nie ejstem pewna.



        --
        www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
        • 16.05.13, 14:19
          dzięki, Barbasiu, za ten wyjaśniająco-informujący wstęp, niestety obejrzeć mi się nie udało, może powtórzą wkrótce.

          yes, słyszałem takie nagrania przy jakichś okazjach :]
          brzmia sugestywnie, ponoć ludzie przemawiają jakimiś wymarłymi dawno językami,
          dla fanów okultyzmu będą to dowody na nadprzyrodzone moce, ale ja bym raczej sie
          skłaniał ku racjonalnym tłumaczeniom, czyli chrobie psychicznej, schizofrenii.
          jak np. wyjasnić chorobę która objawia się nagłym niekontrolowanym miotaniem przekleństw
          w języku ojczystym ? [nie pamiętam jednostki chorobowej, ale jest coś takiego]
          pacjent nie wie, co czyni, zachowuje sie normalnie, nagle rzuca mięsem, i znów wraca do normalności - wg mnie, nie bardziej kuriozalna przypadłość niż te u ludzi egzorcyzmowanych.
          wszak, wiesz... mózg ludzki, to ciągle ogromna tajemnica, ponoć wykorzystujemy i rozumiemy funkcje mózgu zaledwie w jakichś 20 %.



          • 16.05.13, 17:15
            Na tych nagraniach z filmu dokumentalnego, o ile dobrze pamiętam , dziewczyna mówiła akurat (charczącym głosem) w swoim ojczystym języku, czyli po niemiecku.

            Ja też bym się skłaniała ku racjonalnym tłumaczeniom, czyli chorobie psychicznej, zaburzeniom umysłowym, które jeszcze nie zostały dobrze poznane, nazwane.
            Otóż to, nadal zbyt mało wiemy o funkcjonowaniu ludzkiego mózgu.

            Zespół Tourette’a tak nazywa się ta choroba, o której wspominasz.
            --
            www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
            • 17.05.13, 12:56
              charczenie po szatańsku, to jakoś bym wytrzymał, ale charczenie po niemiecku...
              mogłoby być ponad moje siły ;]]

              yes, dzięki za przypomnienie.

              nie mam czasu jechać
              klepać się po plecach
              po fetach spędach i bankietach
              pasuję tam niczym pop i metal
              mogę ich zbluzgać
              a zwalić na TOURETTE'A

              [tak mi się przypomniało]

              www.tekstowo.pl/piosenka,rehim,fejm.html
              • 17.05.13, 12:57
                www.tekstowo.pl/piosenka,rahim,fejm.html
              • 17.05.13, 13:52
                Czułam, że ten język niemiecki zrobi na Tobie wrażenie. :))

                A propos, nie wiem czy wiesz, ale w polskich tradycji ludowej, w podaniach, baśniach, legendach diabeł zazwyczaj ubrany jest z cudzoziemska, naczęściej w strój ... niemiecki! ;))


                Dorby tekst! :)

                Greku, dziś wpadam tu tylko na chwilę, pracuję ciężko do późnej nocy, jutro jadę w plener na roboty, chyba że będzie mocno padać deszcz. Uaktywnię się więc znów w niedzielę po południu.
                Pozdrawiam serdecznie!




                --
                www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                • 18.05.13, 15:49
                  :]

                  co na to diabeł ? ;]

                  trzymaj się, zatem, Barbasiu.
                  do uaktywnienia :]
    • 15.05.13, 18:27

      "- Cały czas reaguję na to bardzo emocjonalnie, to fakt - mówi partner Angeliny Jolie, Brad Pitt. Kilka godzin po tym, jak światowej sławy aktorka poinformowała, że prewencyjnie poddała się podwójnej mastektomii, jej narzeczony udzielił wywiadu dla "USA Today". - Jestem z niej dumny, wiem, że bardzo jej zależy, by to przesłanie dotarło do ludzi - dodaje Pitt".

      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13913193,Brad_Pitt__Jestem_dumny_z_Angeliny__To_cudowne_uczucie_.html



      :)


      --
      www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
      • 15.05.13, 20:10
        Dla porządku tu odpowiadam na zapytanie Greka. Myślę, że Angelina zabawiła się w Pana Boga dając złudne nadzieje masom kobiet na całym świecie. Co do odwagi, jak można się domyślać miała do dyspozycji najlepszych lekarzy, przy których istniało minimalne ryzyko oraz w planach całkowitą rekonstrukcję biustu łącznie z zachowanymi sutkami (wcześniej wyciętymi, potem wszczepionymi), czyli de facto nic nie straciła na wizerunku, zwiększając szanse na dalsze życie. Tak, mądrze postąpiła, bo miała odpowiednie warunku ku temu. Brakuje mi jednak w zmasowanych doniesieniach medialnych informacji o skutkach ubocznych. Ponadto wyczytałam, że połowa kobiet, która poddała się prewencyjnej mastektomii żałuje decyzji. Chyba jednak za dużo tu hura optymizmu.
        • 15.05.13, 21:34

          pepsic napisała:

          > Myślę, że Angelina zabawiła się w Pana Boga dając złudne nadzieje masom kobiet na całym >świecie.

          Inaczej myślę.

          forum.gazeta.pl/forum/w,14,144239358,144499296,Re_Futurystyka_egzorcyzmy_dramat_i_Angelina.html
          --
          www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
          • 15.05.13, 21:48
            "Oprzyrządzenie męskie powinno być jak polski film, krótkie i śmieszne, a nie długie i smutne".
            Tak Ferdynand Kiepski pocieszał swojego syna Waldusia, po tym jak jego żona Jolasia do żywego go uraziła, wypominając malutkiego jak paluszek kusia.


            --
            www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
            • 17.05.13, 12:59
              aż nie wiem, co powiedzieć na takie dictum ;]]
              • 17.05.13, 13:53
                Hehehe! :))
                Ty nie wiesz, co powiedzieć??? Niemożliwe!


                --
                www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                • 18.05.13, 15:52
                  a jednak to prawda ;]
              • 18.05.13, 21:26
                Ja wiem, ja wiem i jeśli pozwolisz wyręczę Cię;)
                Szanowna małżonka Waldusia jest kobietą bez klasy!

                Ps. To on ma żonę??
                • 25.05.13, 18:01
                  Trafione w punkt! :)


                  Tak, ożenił jak podaje wiki: Jolasię (Jolantę) Pupcię - miłość swojego życia poznał w USA w myjni samochodowej, gdzie pracował. Własnie sprawdziłam, Jolasia (rewelacyjna Anna Ilczuk) pojawiła się w sezonie nadawanym wiosną w 2011 roku.

                  Wracając jeszcze do tego odcinka, Jolasia oznajmiła staremu Kiepskiemu, który wybierał się na poszukiwanie syna (wiem to z drugiej ręki, więc za ewentulana pomyłkę z góry przepraszam), że jak jak Walduś "kupi jej buciki i kożusia, to wybaczy mu małego kusia" ;))


                  --
                  www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
        • 15.05.13, 23:05
          pepsic napisała:

          > Myślę, że Angelina zabawiła się w Pana Boga

          A czy to ona jedna? /Zabrzmiało mi to zdanie trochę jak pretensja czy zarzut/ Ludzie masowo wycinają sobie przecież podjerzane znamiona, pieprzyki, żeby zapobiec rozwojowi ewentualnej choroby, np. raka skóry. Stosują rozmaite terapie profilaktyczne w różnych przypadkach. Lekarze powszechnie zachęcają do nich.


          --
          www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
          • 15.05.13, 23:16
            A jak ktoś w Boga nie wierzy? :)
            Podpisuję się pod słowami Barbasi. Na dobrą sprawę cała medycyna to "oszukiwanie Boga". Inaczej padalibyśmy jak muchy.
            • 16.05.13, 16:56
              siostra.bronte napisała:

              > Na dobrą sprawę cała medycyna to "oszukiwanie Boga". Inaczej padalibyśmy jak muchy.

              Otóż to!


              --
              www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
            • 17.05.13, 13:02
              jeśli ktoś wierzy, to może sobie to wytłumaczyć w taki sposób, że Bóg po to
              dał ludziom rozum, żeby sami sobie radzili i jemu gitary nie zawracali.
              wierzący mógłby nawet zaryzykować tezę, że Bóg z postępów naukowych tej
              swojej ludzkości, to wręcz dumny jest ;]
              • 17.05.13, 14:06
                grek.grek napisał:

                > wierzący mógłby nawet zaryzykować tezę, że Bóg z postępów naukowych tej
                > swojej ludzkości, to wręcz dumny jest ;]

                Czy ja wiem czy zawsze Bóg jest dumny z postępów naukowych człowieka.
                Kiedy człowiek robi niewłaściwy użytek ze swoich wynalazków (np. bomba atomowa), wtedy Bóg pewnie wpada w przerażenie.



                :)


                --
                www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                • 18.05.13, 15:55
                  może niekoniecznie.
                  skutek jednorazowego użycia bomby atomowej jest taki, że na świecie panuje względny
                  pokój, bo największe mocarstwa mają głowice nuklearne i nawzajem trzymają się w szachu.
                  zatem, ja bym widział i w tym wynalazku pewne dalekosiężne pozytywne efekty.
        • 16.05.13, 14:24
          yes, sytuacja zupełnie nieporównywalna do tzw. zwykłych kobiet.
          ale jednocześnie może to zostanie odebrane przez wiele kobiet jako
          impuls do badania się regularnego, żeby nigdy nie zostać przez los
          postawionymi w sytuacji przymusu [yes, ona to zrobiła dobrowolnie z powodu
          wysokiego ryzyka zachorowania].
          • 16.05.13, 16:54
            Tak, oczywiście!

            --
            www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
          • 17.05.13, 14:25
            >[yes, ona to zrobiła dobrowolnie z powodu
            > wysokiego ryzyka zachorowania].

            Najważniejsze, zrobiła to po konsultacjach ze specjalistami, lekarzami-onkologami dysponującymi całą dostepną wiedzą o leczeniu raka piersi, na podstawie specjalistycznych badań, z pełną świadomością konsekwencji tej decyzji.

            Co ciekawe, w sprawie decyzji Angeliny głos zabrał redaktor Terlikowski, który zapewne w międzyczasie musiał zrobić specjalizację z onkologii oraz profilaktyki raka piersi . Potępił on prewencyjną mastektomię, której się poddała aktorka, tak m.in. motywując:" Prewencją są więc regularne badania, ewentualnie mastektomia czy usunięcie jajników, gdy do choroby już dojdzie (! - ja). Okaleczenie pozostaje zaś okaleczeniem".
            Polecam przeczytać pod wypowiedzią redaktora Frondy głos osoby podpisanej jako lekarz (16 Maj 10:45):
            www.fronda.pl/a/terlikowski-o-angelinie-jolie-na-powaznie-czyli-co-usprawiedliwia-ingerencje-chirurgiczna,28193.html?page=3&#comments-anchor
            :)





            --
            www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
            • 18.05.13, 21:54
              Wprawdzie nie wiem, czy mam prawo zabrać głos, bo również nie posiadam stosownego dyplomu, spróbuję, może mnie nie przepędzicie;) Wadliwy zmutowany gen "B-coś tam" może doprowadzić również do nowotworu jajników, trzustki i jelita. Angelina planuje w dalszej kolejności usunąć jajniki, to co trzustkę tez usunie? Dlatego uważam, że to droga donikąd.

              Ps. Barbaisu, zmiłuj się i nie porównuj usunięcia pieprzyka do amputacji piersi. I spójrz na post nr 1 dot. M. Jacksona.

              Ps2. Nadal uważam, ze temat został potraktowany zbyt powierzchownie i tabloidowo. Musze popytać znajomych lekarzy, co sądzą. Sama jestem ciekawa.
              • 28.05.13, 17:31
                ;)

                Wyzłośliwiam się na redaktora T. bo on jako znanu publicysta, osoba medialna, jest autorytetem dla pewnego kręgu ludzi, więc nie powinien wypowiadać się tak autoratywnie w kwestiach, w których nie ma kompetencji.

                Akurat w rodzinie Angeliny rak atakuje głownie piersi i jajniki.
                Pewnie słyszłaś już, że w niedzielę (26.05) w wieku 61 na raka piersi lat zmarła ciotka Angeliny Jolie, młodsza siostra jej matki, która też miała zmutowany gen BRCA1. Z rakiem walczyła 10 lat!
                Okazało się, że na nie pomogła terapia, nie pomogły leki. A przypuszczam, że akutrat najbliższa krewna bogatej aktorki, siostra jej matki, miała dostęp do najlepszej terapii , jaka jest obecnie dotępna w Ameryce i najkosztowniejszych leków.

                Dzięki mastektomii Angelina drastycznie ograniczyła prawdopodobienstwo zachorowania na raka piersi i jajników . Jest wielka szansa, że nie podzieli losu swojej matki i ciotki .


                > Ps. Barbaisu, zmiłuj się i nie porównuj usunięcia pieprzyka do amputacji piersi.

                Już chciałam posypać głowę popiołem, gdy kilka dni temu wpadł mi w ręce w sklepie najnowszy numen Newsweeka z artykułem (zupełnie nietabliodowym) , w którym pani profesor onkolog (!) użyła dokładnie tego samego porównania, co ja o wiele wcześniej.

                Jeśli w gdy w grę wchodzi życie ludzkie, wtedy uroda, atrybuty kobiecości, schodzą na dalszy plan (ja :).

                To są naprawdą szczególne przypadki, gdzie prawdopodobieństwo zachorowania jest bardzo wysokie. Stwierdzają specjaliści-onkolodzy po wielu badaniach. Odmiana raka, jego większa złośliwość ma też wpływ na decyzje o skierowaniu na mastektomię. Nie każda kobieta z genem BRCA1 ma zaraz lecieć i amputować piersi. Poza tym ostateczną decyzje i tak zawsze podejmuje kobieta po przeanalizowaniu wszelki za i przeciw, o kórych, jak sądze informuje lekarz.

                > Ps2. Nadal uważam, ze temat został potraktowany zbyt powierzchownie i tabloidowo.
                Na początku tak. Dziennikarze chcieli nadążyć za newsem Teraz mozna znaleźć kompetentniejsze artykułów i wiele komentarzy specjalistów.


                >Musze popytać znajomych lekarzy, co sądzą. Sama jestem ciekawa.
                Popytaj! Jak się dowiesz czegoś ciekawego, pisz!
                Cały tekst: wyborcza.pl/1,75477,13988587,Ciotka_Angeliny_Jolie_zmarla_w_niedziele_na_raka_piersi.html#ixzz2UbCcvPVP

                :)

                --
                www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                • 28.05.13, 17:37

                  Inny artykuł z Newsweeka -

                  spoleczenstwo.newsweek.pl/jak-mozna-przechytrzyc-raka,104597,2,1.html



                  --
                  www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
                  • 28.05.13, 17:40
                    nauka.newsweek.pl/angelina-jolie---jak-przechytrzyc-raka,104470,2,1.html
                    Znalazłam ten artykuł z Newsweeka - "Angelina Jolie - Jak przechytrzyć raka?"
                    (Dorota Romanowska 24 maja 2013 09:00, ostatnia aktualizacja 26 maja 2013 10:03).
                    Tego porównania użyła nie profesor, ale doktor Barbara Czerska, filozof i psychoonkolog.



                    --
                    www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
    • 16.05.13, 16:20
      Dwójka daje cały blok :]
      20:40 HOuse
      22:35 KOcham Kino "Wyśnione życie aniołów" [a nie mówiłem, że będzie powtórka ? ;)]
      0:40 Koszmar Darwina, dokument.
      w zajawce brzmi to tak, że : w ramach eksperymentu, grupa naukowców wpuściła do Jeziora Wiktorii drapieżnego okonia, który wykosił w trymiga inne gatunki ryb w tym jeziorze i zaczął się mnożyć na potęgę. co dalej ? to będzie w tym dokumencie.

      rozbawiło mnie, że Dwójka lansuje ten film z pomocą zwiastunów, które czyta nawiedzonym i przejętym głosem lektor, wspomina o tym, że dokument ten był nominowany do Oscara itd., a na końcu pada... godzina emisji :] i robi się kuriozalnie, bo taki HIT wrzucają w porze, która zakłada wysoki stopień prawdopodobieństwa, że mało kto go obejrzy.

      "Wyśnione..." jutro powtarzają, o 2:15, więc może spróbuję obejrzeć House'a i własnie ten dokument, bym Wam chociaż trochę nakreślił, o co chodzi i czy warto próbować :]

      21:10 Mad men, ale to wiecie doskonale, Fanki :]

      komercyjne, w zasadzie nie stanowią dziś dla Dwójki żadnej konkurencji.

      no i Cannes startuje,a raczej już wystartowało.
      otworzył je "Wielki Gatsby", wersja najnowsza [pamiętam, że starszą omawialiśmy przy jakiejs okazji, fajna była]
      kilka linków z zapowiedziam i relacjamii :
      wyborcza.pl/1,75475,13909683,Cannes__swieto_bez_gwiazdek.html
      film.onet.pl/specjalne/festiwale/wiadomosci/startuje-66-festiwal-w-cannes-plejada-gwiazd-i-fil,1,5517810,wiadomosc.html
      www.rp.pl/artykul/1009408,1009690-Wielki-Gatsby-otworzyl-Cannes.html
      • 16.05.13, 16:53
        Dobrze, że mówisz o Cannes! Dzięki za linki! :)

        Dziś muszę odpuścić sobie KOcham Kino i "Wyśnione życie aniołów", mam coś do zrobienia, ale Housa, przedostanie dwa odcinki!, spróbuję obejrzeć. MM przerzucam na jutro albo nagram.

        Greku, kiedy kupisz jakiś sprzęt nagrywający?


        0:40, heh.
        Mam coś muzycznego a propos dokumentu "Koszmar Darwina"

        franzmauler.wrzuta.pl/audio/4kpWd4fBTA1/jan_kaczmarek_-_jeziora_pozornie_sa_takie_spokojne

        --
        www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
        • 16.05.13, 21:48
          barbasia1 napisała:

          > Dziś muszę odpuścić sobie KOcham Kino i "Wyśnione życie aniołów", mam coś do zrobienia, ale Housa, przedostanie dwa odcinki!, spróbuję obejrzeć.

          House - dzis jest ostatni odcinek, ten za tydzien to odcinek specjalny, ktory w USA polecial przed finalowym, a u nas odwrotnie ;)



          --
          Maniaczytania - blog
          • 17.05.13, 13:32
            własnie, jak oceniacie ten finał ?

            mnie się podobał.
            ostatnia scena wzięta z Eady Ridera - pomysłowo. wiadomo, że jeden za pół roku kojfnie, a drugi zostanie na życiowym zakręcie, ale - co tam ! - teraz jest dobrze, wybierają się na wymarzoną wycieczkę, czerpią życie pełną garścią i przed nimi przygoda. świetne to było.

            ale wcześniej, interesujący dylemat : czy pozwolić przyjacielowi umrzeć na jego warunkach, czy naciskać, żeby pokierował swoim losem zgodnie z naszymi własnymi poglądami ?
            dla House'a życie za wszelką cenę jest świętością, per aspera ad astra, ale dla Wilsona święte jest tylko życie godne, bez bólu i tarzania się we własnych odchodach.
            dylemat nierozstrzygalny, ale najciekawsze w nim jest to, że to ateista House broni obowiązku życia bez względu na wszystko przed wierzącym Wilsonem, przewrotne odwrócenie ról, zwykle dzieje się na odwrót, przynajmniej w warunkach polskich ;]

            i w ogóle świetnie zamknęli ten przedostatni odcinek - Wilson i House wreszcie dochodzą do porozumienia, House kapituluje przed wolą przyjaciela, planują wspólne spędzenie ostatnich 5 m-cy życia tego drugiego, a tu nagle - bęc i House ponownie ma trafić go więzienia, na pół roku. tak szurnęło, że aż mi z daleka majacząca na horyzoncie sennośc przeszła i stawiłem się w pełnej formie i rynsztunku na ostatni odcinek, którego obejrzenie brałem pod uwagę dzisiaj. Musiałem to zobaczyć od razu :]

            dobra scena, kiedy wszyscy na stołówce wstają i okazują się eks-pacjentami Wilsona, którym uratował życie. pomysł House'a na skłonienie go do podjęcia dalszego leczenia. tylko coś potem zaszwankowało ? nie załapałem do końca - Wilson spytał "naprawdę jesteście moimi byłymi pacjentami ?', a ci ludzie opuszczają oczy w doł, czy to znak że House ich opłacił ? niemniej, zaraz później House i Wilson rozmawiają i tam nie pada taka sugestia, przeciwnie, Wilson wierzy/wie, że to są jego pacjenci. Poinstruujcie, Czcigodne, ciemniaka :]

            I ostatni wyszedł jak jakiś wielki sąd nad House'em, wejście w jego charakter i umysł aż do kości, w jego rozterki i wartości jakie wyznaje. Na haju po koksie, w płonącym rozpadającym się budynku, wizje pojawiającyuch się kolejno zjaw, z których każda przychodzi omówić z nim jakiś wycinek jego życia, taki rachunek sumienia, bilans zysków i strat. Płynne przejścia w retrospekcje.

            świetna sytuacja, kiedy House ma pacjenta, któremu wyprorokował rychłą śmierć, i ten pacjent, w obliczu własnej śmierci, gotów jest wziąć na siebie jego winę, co by House nie szedł do więzienia. Ale doktor nie może się powstrzymać - widzi objaw skórny, który zmienia diagnozę : pacjenta da się uratować, a uratowany pacjent nie będzie już nadstawiał karku za HOuse'a. Górę bierze nieokiełznana namiętnośc doktora go rozwiązywania medycznych zagadek, sens jego życia, które - poza tą jedną pasją, okazuje się być pasmem większych albo mniejszych porażek i rozczarowań.

            słowem : bardzo dobre, gęste, a sam House został postacią, która zawsze będzie wymieniana jednym tchem z Sherlockiem Holmesem,a może to nawet Sherlock będzie wymieniany jednym tchem z doktorem ;] Hugh Laurie zagrał rolę życia, naprawdę kapitalną, nie do podrobienia. w sumie, mogliby nakręcić kolejnych 5 czy 6 sezonów, dopóki House by był na ekranie ludzie by to oglądali niezmiennie i na pewno nikt by nie stracił.

            zdaje się, że to jednak właśnie Laurie powiedział "stop". kto wie, może i słusznie, może to on wie najlepiej, bo jak nie on, to kto - że teraz jest moment szczytowy, kiedy już nieco się House opatrzył, ale jeszcze ma liczne grono wiernych widzów i trzeba finiszować, bo prochu już nie wymyślą, a bazowanie tylko na fanatykach koniec końców zakończenie czyni coraz trudniejszym.
          • 17.05.13, 13:54
            I dzięki Tobie, temu postowi w ostatniej chwili zdążyłam na sam koniec House'a!
            Muszę poszukać w necie tych odcinków.


            --
            www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
        • 17.05.13, 13:08
          proszę bardzo.
          są już recenzje filmów z 2 dnia :
          www.filmweb.pl/article/CANNES+2013%3A+Młode%2C+piękne%2C+amoralne-95788
          film.onet.pl/specjalne/festiwale/wiadomosci/cannes-dzien-2-pierwsze-rozczarowanie-na-festiwalu,1,5519006,wiadomosc.html
          Barbasiu, ciągle planuję i rozpoznaję teren :]
          mam nadzieję niebawem doznać w tej sprawie przyspieszenia.

          dzięki za ten plik :]

          • 17.05.13, 14:07
            Super! :))

            Dobrze. Proszę mi meldować o postępach. ;)
            --
            www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
            • 18.05.13, 15:55
              tak jest ! :]

              czy jak mawiają żołnierze : taa est !
        • 17.05.13, 13:47
          niestety, KOszmaru Darwina nie zobaczyłem, zatem - do powtórki :]

          "WYśnione życie aniołów" - dziisaj planuję.
          2:15, super godzina filmowa :]
          spróbuję kilka słów napisać.
          z góry ostrzegam ;]]
          • 17.05.13, 14:25
            Pisz, Waćpan!
            ;)
            --
            www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
    • 18.05.13, 11:00
      czyli Warszawskie Targi Ksiazki - za chwile sie na nie wybieram, wiec raczej nic w tv dzis nie poogladam :)
      A na tych targach wybieram sie na spotkanie autorskie z Paullina Simons, autorka najlepszego romasnu w scenerii wojennej ever "Jezdzca miedzianego" :)

      Pozdrawiam,
      a jak bedziecie chcieli, to zdam Wam potem relacje
      (troche jestem 'I'm so excited', ale nic nie poradze - to pierwsza taka impreza i pierwsze takie spotkanie :) )

      --
      Maniaczytania - blog
      • 18.05.13, 15:59
        nie chciałbym Cię zobaczyć w wersji "I'm so bored" ;]]

        napisz koniecznie, tym razem z tym "excited" śmielej wyeksponowanym :]
        • 19.05.13, 21:48
          zapraszam:
          mojeprzemiany.blox.pl/2013/05/Spotkanie-z-Paullina-Simons-refleksje-po-slow.html
          jak bedziecie bardzo zadni, to Wam zdradze, kogo tam jeszcze widzialam ;)

          --
          Maniaczytania - blog
          • 20.05.13, 16:18
            aaaa, skoro tak to zaraz czytam :]

            dzięki, że o nas pamiętałaś :]
          • 22.05.13, 20:24
            Jakbym tam była:) Dziękujemy, prosimy o więcej ploteczek.

            Maniu, wspominałaś coś o spotkaniu blogerów. Mój ulubiony bloger Tomasz Mierzwiński
            "Seawolf" zmarł 1 maja br. Codziennie zaczytywałam się jego barwnymi tekstami, których niezmiernie mi teraz brakuje. Nawet kiedyś o nim tu wspominałam. Aktualnie podczytuję "Alfabet Seawolfa", ale nie tak miało być, nie śmiech poprzez łzy. Miał tylko 46 lat. Piszę w tym miejscu, bo myślę, że w pełni zasłużył na pamięć.
            • 22.05.13, 21:10
              pepsic napisała:

              > Jakbym tam była:) Dziękujemy, prosimy o więcej ploteczek.

              To ja dziekuje za mile slowa :)
              A na wlasne oczeta widzialam tam m.in. W. Cejrowskiego, T. Sekielskiego, A. Dziewitt-Meller i M. Mellera, A. Wajraka, B. Wildsteina, M. Czerkawskiego (!), K. Korwin-Piotrowska, Jaume Cabre, J. Majewskiego (tego rezysera od wspanialego serialu "Siedlisko", M. Zawadzka, H. Krall, J. Papuzinska, B. Rybaltowska, J. Hena i jeszcze wielu innych, ktorych nie spomne, ale jak tylko mi ktos do glowy przyjdzie, to dam znac ;)

              P.S. bardzo mi przykro, ja go kojarze, ale chyba niestety nie czytalam, ale znam dwie blogerki, ktorych blogi Ci moge w ciemno polecic (I one na pewno go czytaly podejrzewam) i jestem dziwnie spokojna, ze Ci sie spodobaja lektury tam polecane i odradzane, a takze inne wpisy - kto wie zreszta, moze juz je znasz? To Dom z papieru i Ala czyta, ktora zreszta zalozyla juz drugiego bloga - Lektury polskiego patrioty. Moze Ci juz je polecalam, ale co tam - troche reklamy nie zaszkodzi ;)

              --
              Maniaczytania - blog
              • 22.05.13, 21:12
                ach, no i wlasnie juz o kims zapomnialam, o R. Kaliszu, ktory tez podpisywal swoja ksiazke ...

                --
                Maniaczytania - blog
                • 23.05.13, 13:55
                  iiiieee tam, jaka tam "ksiązka"...
                  ot, trochę pogadał do mikrofonu, a potem to spisano i
                  wydrukowano, tak, że niby miał coś do powiedzenia ;]

                  swoją drogą, to plaga jest : wywiady-rzeki, które okreslane są
                  właśnie jako "ksiązki ...[miejsce na nazwisko tego, który był wywiadowany]".
      • 18.05.13, 21:34
        Będziemy chcieli:)
    • 18.05.13, 14:12
      Dwie dziewczyny.
      Isa i Marie.
      jedno życiowe nieuporządkowanie i dwie rózne wobec tego stanu rzeczy postawy.
      dwa charaktery, skrajnie rózne, połączone... bo ja wiem - czym ?

      Poznają się w małej manufakturze, w której dla prywaciarza kobiety zszywają rózne kawałki materiałów. Isabelle właśnie przyjechała do Lille. nie ma gdzie mieszkać, nie ma co jeść, próbowała jakoś zarobić sprzedajac na ulicach okolicznościowe, przez siebie malowane, kartki.
      słabo jej idzie w tej fabryce, nigdy wcześniej nie szyła na maszynie. Marie idzie znakomicie, dziennie potrafi machnąc nawet tysiąc sztuk, a pracuje ledwie 2 tygodnie.

      dowiedziawszy sie, że Isa nie ma dokąd pójśc - Marie pozwala jej zamieszkać u siebie. A właściiwe w mieszkaniu, którym się opiekuje pod nieobecnośc jego właścielki - miała ona, wraz z córka, wypadek. Właścicielka zginęła na miejscu, córka leży w szpitalu w śpiączce.

      Od tej pory Isa i Marie spędzają razem czas, razem próbują dostać się bez biletu na koncert - ale kiedy wskutek zachowania Marie ochroniarze gotowi są wpuścić co najwyżej samą Isabelle - Isa odmawia "co ja bym tam robiła bez mojej przyjaciółki ?"; kiedy Isa zostaje wyrzucona z pracy - Marie odchodzi razem z nią; kiedy idą szukać pracy w jakimś nowo otwartym lokalu "Hollywood COśtam" - idą obie, zdjęcie do kwestionariusza dają jedno, na którym są we dwie, a podczas przesłuchania - na scenie są razem.

      aspirują do miana kelenerek, ale i tak konieczne jest przedstawienie jakieś scenki artystycznej. I ta scenka mówi o nich bardzo wiele. Stoją na tym podeście : Isa uśmiechnięta, pozycja otwarta, a Marie z boku : głowa w ramionach, sylwetka zgarbiona, spojrzenie nieufne. Potem Isabelle udaje Madonnę, śpiewa i tańczy "Like a Virgin", a Marie nie chce odgrywać żadnej gwiazdy - dopiero namówiona przez Isę interpretuje Lauren Bacall, zdystansowaną i chłodną.

      ale i to tylko maska w jej wydaniu. bo Marie jest niezwykle wrażliwa. kryje to pod pancerzem szorstkości. Jej stosunki z matką, to klapa; jej relacvje z mężczyznami, to seks bez uczuć i zobowiazań; kiedy jakaś kobieta obraża ją - nie puszcza tego płazem, nie drwi, rzuca się na nią z pięściami. Zawsze gotowa by napyskować, zrobić brzydki gest albo rzucić wszystko w cholere w gniewie.

      Dziewczyny zaprzyjaźniają się z tymi ochroniarzami, którzy nie chcieli ich wpuścić na koncert. jeden z nich, ciepły sympatyczny gośc, próbuje zbliżyć się do Marie, ale nie może się przebić przez jej ironię i chłód. seks nie ma tutaj znaczenia. Marie nie stać na "może się jakoś to ułoży", ona zna tylko dwa kolory : czarny i biały. nie ma miejsca na kompromis.

      Marie jest przeciw światu. kiedy Isabele cieszy się z dostania pracy w tym Hollywood COśtam i bez szemrania, a nawet z radością, zakłada tandetne wdzianko żeby na wrotkach i z zawieszonymi na piersiach i plecach tablicami, jeździć po mieście i reklamować ten przybytek - Marie w ogole odmawia "takiej roboty".

      Isa jest zupełnie inna. otwarta, uśmiechnięta i ma w sobie optymizm, lubi ludzi. w tym mieszkaniu, w którym siedzą, znajduje pamiętnik prowadzony przez tę dziewczynę, co leży w śpiaczce w szpialu, Sandrine. Jest to nastolatka, opisuje tam swoją pierwszą miłośc, swoje nastoletnie życie, uczucia. Isabelle postanawia dopisywać w tym dzienniku kolejne dni, w formie krótkich notatek skierowanych własnie do Sandrine -zaczyna od "Od miesiąca leżysz w szpitalu, jesteś w śpiączce. Ja mam na imię Isabelle, mam 21 lat, mieszkam u ciebie..."

      w pewnym momencie Isa odwiedza w szpitalu Sandrine, przedstawia sie jako jej przyjaciółka. Lekarka pozwala jej siedzieć przy dziewczyne, Isabelle czyta jej fragmenty jej własnego dziennika, rozmawia z nia, trzyma za rękę. czuje z tą dziewczyną więź, przejmuje się jej losem. wynika to własnie z tej jej życiowej postawy, z wrażliwości wypływającej na zewnątrz, dla ludzi. U Marie jest ona skierowana do środka.

      któregoś dnia Isa i Marie biegają po centrum handlowym, dla zabawy czy może pół zartem pół serio, zaczepiają facetów i próbują ich namówić, żeby zawieźli je nad morze. jeden z nich próbuje odjechać autem, a one niszczą mu reflektor. później okazuje sie, że jest to jeden z pracodawców tych znajomych ochroniarzy, a zarazem właściciel modnego klubu i piwiarni, które odziedziczył po ojcu. bogaty, dobrze ubrany, z klasą.

      Marie wdaje się w romans z nim.
      jak to ona, w sklepie próbuje ukraść skórzaną kurtkę, łapie ją ochrona, ale ten facet wkracza i płaci za tę kurtkę, skutkiem czego Marie unika problemów. zaczynają się spotykać, łączy ich seks - seks-rywalizacja, seks-konfrontacja. najpierw Marie oddaje mu się, jakby chciała spłacić ten dług, za tę kurtkę. ale później sama inicjuje spotkania. Nie jest jedyną dziewczyną w jego życiu, ma on inne, m.in reprezentacyjną blondynkę jakąs. Ale znajduje czas dla Marie, na seks z nią.

      marie ożywa, chłopak bywa u nich w domu. Isabelli się nie podoba, wolałaby żeby Marie spotykała się z tym ochroniarzem, ale Marie swoje wie - ona chce tego drugiego, tego "lepszego". imponuje jej. Zakochuje się w nim. przeżywa kiedy widzi go z tą blondynką. Ale oto chłoppak zaprasza ją pewnego dnia do swojego domu nad morzem. Marie biega po plaży, jest w siódmym niebie, uśmiecha się, ubiera się coraz bardziej kobieco. jakby znalazła drogę.

      trwa to jedną złudną chwilę - chłopak przychodzi do Isabelle i mówi jej, że chciałby zerwać z Marie, ale nie wie jak, i czy ona nie mogłaby powiedzieć jej, że to wszystko nie ma przyszłości ? Isa daje mu w twarz.

      dlaczego tak się stało ? ja mysle, że chłopakowi podobała się ta dzikośc Marie, to go w niej podniecało, z tego wynikał fajny seks - kiedy Marie przestała być dzika, zakochała się i zmiękła - seks przestał mieć ten pierwotny rodzaj smaku.

      Marie przegrała w momencie, o ironio, kiedy zrzuciła pancerz ochronny, postanowiła pójśc za swoją subtelną stroną, odrzuciła bunt, przeszła na stronę ciepła i uczucia.

      straciła wszystko, straciła chłopaka, złudzenia i Isabelle. popsuło sie między nimi. Marie oddaliła się od przyjaciółki, a Isa dostrzegła jak bardzo się róznią, jak dalece niemożliwe jest porozumienie.

      Mieszkanie, w którym znalazły schronienie, ma zostać sprzedane. brat zmarłej właścicielki oznajmia im, że do końca miesiąca powinny znaleźc sobie nowe lokum. Isa powoli się zbiera, Marie z dumą oznajmia, że zapewne zamieszka ze swoim chłopakiem. Ale Isa mówi jej, że on już jej nie chce widzieć. Marie nie wierzy, dzwoni do niego, potem do niego idzie... Kiedy spotykają się na ulicy później, Marie wygląda jak zombie. Krzyczy do Isabelle, zeby ją zostawiła w spokoju. Ludzie patrzą...

      isabelle odwiedza po raz ostatni Sandrine.
      dziewczyna wybudziła się ze śpiączki. lekarka mówi Isabelle,że może ją odwiedzić, ale Isa ucieka spod drzwi pokoju szpitalnego. nie ma odwagi ?

      w domu zastaje śpiącą Marie. zabiera swoje manele, pisze pożegnalny list, w którym życzy Marie szczęścia. już ma wychodzić, ale wraca kiedy słyszy jakiś rumor. Wchodzi do pokoju Marie. I tylko widzi przez ułamek sekundy jej plecy, kiedy Marie wyskakuje oknem. śmierć na miejscu.

      a Isa zatrudnia się w kolejnej fabryce, montuje tak jakies części elektryczne. od pierwszego razu idzie jej świetnie. znajdzie swoje miejsce w życiu, nie podda się, nie ma w sobie tej ciemnej strony, która zabiła Marie. jest wrażliwa, ale w jasny sposób, to ją ocali.

      o tym jest ten film, o szukaniu swego miejsca w życiu, o trudnym świecie, o trudnym charakterze.

      i nie byłoby go bez dwóch kapitalnych aktorek.
      zwłaszcza bez Nataszy Reigner, czyli Marie, nie wiem i nie chcę wiedzieć, skąd wzięła ten gniew, agresję i energię wrażliwość - to musi być miejsce bardzo głębokie i bardzo ciemne w jej osobowości.

      Elodie Bouchez, czyli Isabelle, jest w cieniu Marie, i w tym cieniu jest koncertowa, później sie przebija i końcówka filmu należy do niej, a cały film do nich obu.

      nie dziwię się, że dostawały nagrody wspólnie, ich postaci są złączone w tym filmie jak dwie strony jednej monety.
      • 18.05.13, 14:21
        Eric Zonca, jest jednym ze scenarzystów i wyreżyserował ten film, to jego znakomite opus magnum.

        co połączylo Marie i Isę ?
        może to samo, co je rozłączyło ?
        wrażliwość, poczucie bycia w jednym miejscu, niespecjalnie korzystnym.
        rozłączyły się w momencie, w którym okazało się, że są do siebie zwrócone
        plecami, dąża do tego samego, są przeciw temu samemu, ale idą drogami
        calkiem róznymi, ich reakcja na świat jest odmienna.

        www.youtube.com/watch?v=VJxtNk5Q9V4
        www.youtube.com/watch?v=5hiv5bKdKX8
        www.youtube.com/watch?v=NI6P7lE3Te8
        Marie to blondynka, Isa jest brunetką :]
      • 18.05.13, 21:23
        Jestem pod wrażeniem, że wyniosłeś tak wiele konstruktywnych wniosków, ba ja nawet nie pamiętałam, że oglądałam. Ta dziewczyna, Marie strasznie irytująca była, ale rozumiem, ze z naturą się nie wygrywa.
        THX za streszczenie:)
        • 19.05.13, 15:07
          dzięki :]

          yes, Marie wkurzająca, też tak miałem.
          ale z czasem zaczęło mi wynikać, że to po prostu wrażliwa niezwykle dziewczyna, pokręcona w środku - na pewno, zarazem zaś, życie odcisnęło na niej piętno, nałożyła maskę szorstkości i agresji, a zarazem lęku przed wszystkim, co wiąże się z bliskością. dlatego, ta jej pogoń za uczuciem, dla racjonalnego obserwatora : z góry skazana na porażkę - jest sprinterską wyprawą w przepaść, aktem samodestrukcji. w finale jej postać ewoluuje niemal do romantycznej heroiny, która odmawia życia na nie swoich warunkach i wobec zdrady ostatniej nadziei, jakiej się złapała. Budzi współczucie, a zarazem do końca jest w niej jakaś duma, jakkolwiek pomieszana z głęboko odczuwanym upokorzeniem i samotnością.
          bardzo ciekawa postać.
    • 18.05.13, 16:12
      w Kulturze "Szczęscie" 20:25 & 0:30
      czesko-niemiecka rzecz o przyjaciołach z jednego osiedla, ktorym codzienne życie nie
      szczędzi problemów, a oni jakoś je próbują unieść.

      w Cannes 3 dzień :
      www.filmweb.pl/article/CANNES+2013%3A+Rodzina+znaczy+ból+i+cierpienie-95813
      wyborcza.pl/1,75475,13932307,Salon_odrzuconych_w_Cannes.html
      film.onet.pl/specjalne/festiwale/wiadomosci/cannes-dzien-3-rozstanie-z-asgharem-farhadim-i-pow,1,5519795,wiadomosc.html
      • 19.05.13, 13:31
        oglądaliście ?

        czeskie kino codzienności, normalnych ludzkich problemów, uczuć i [nie]spełnień.
        ale trochę inne od klasycznego i lubianego wzorca, bo - jednak - troszkę mniej
        operujące ironią i humorem, jakby na nieco poważniejszą nutę, słowem : bardziej
        współczesne.

        dzieje się rzecz cała na osiedlu małego miasta, obejmuje kilka osobnych, ale splatających
        się ze sobą, wątków dotyczących paru znajomych sobie osób.

        Monika, pracownica supermarketu, zyje nadzieją wyjazdu do Ameryki, gdzie za pracą
        wybył jej narzeczony. Oczywiście, przeżywa rozterki, czy on się odezwie, czy mnie zaprosi, czy nie znajdzie tam sobie kogoś i o mnie nie zapomni ?

        Tonik, jej przyjaciel od czasów dzieciństwa, nie pracuje nie uczy się,
        mieszka z energiczną ciotką [od lat skonfliktowaną z ojcem Tonika, czyli swoim bratem] w jej podupadłym gospodarstwie na przedmieściach, rodzice chcieliby żeby może z nimi pomieszkał, żeby mu było łatwiej, ale Toniik jest ambitny na swój sposób. Chłopak ma dobre serce, do rany przyłóż jest. Kocha się w Monice, pomaga jej, ale ona żyje tylko tym wyjazdem do Ameryki. Jej matka za nim nie przepada : dobra kobieta, ale
        chce dla córki porządnego życia, a bezrobotny Tonik to żadna partia. za to jej ojciec - typ Ferdynanda Kiepskiego, któremu żona ciągle suszy głowę o "brak ambicji i zero osiągnięć" - chętnie wychodzi z Tonikiem na piwo, rozmawia, i lubią się bardzo.

        ich przyjaciółka Dasza wychowuje dwóch małych synów i przeżywa intensywny romans z żonatym facetem - ułożyła sobie w głowie scenariusz wspólnego bycia z nim, nastawiła się na to
        tak bardzo i tak głęboko, że zaczyna fiksować na tym punkcie. facet niby ma się rozejśc z żoną, ale Daszy nie traktuje jako jej następczyni, raczej jak all the way kochankę, bez żadnych
        planów na przyszłość. odbija jej na całego - atakuje Monike, że ona próbuje jej odebrać faceta, co jest absurdem, bo Monika widziała się z nim raz, kiedy w markecie poprosił ja o przekazanie Daszy jakiejs informacji, - potem nachodzi faceta w pracy, kiedy ten rozmawia z klientami i robi mu sceny, w ubraniu włazi do wanny pełnej wody [facet pracuje w jakimś sklepie z armaturą łazienkową, jego zadanie polega na przekonywaniu klientów do zakupu odpowiednich, wyeksponowanych, urządzeń]; zaniedbuje synów, krzyczy na nich, dzieciaki beczą niemiłosiernie... W stanie zupełnej nieważkości próbuje uwieść Tonika, który pomaga jej, przynosi zakupy, niańczy dzieci, dwoi się i troi.

        wreszcie Daszy odbija, nie załapałem na czyją prośbę czy z czyjego zawiadomienia przyjeżdza po nia ambulans i babka ląduje w psychiatryku.

        Monika, która właśnie dostała zaproszenie od swojego chłopaka do Ameryki [razem z załatwioną pracą] i szykuje się do wyjazdu oraz Tonik zajmują się dziećmi Daszy, pod jej nieobecnośc. Jednocześnie ciotka Tonika wpada na pomysł, żeby odnowić dom, prace ruszają pełną parą, na ile skromne siły dwojga pozwalają. Tonik pracuje za trzech mając nieśmiałą nadzieję, a może wyobrażenie, że powstaje dom, w którym być może zamieszka z nim Monika. w tym momencie, w tym czasie, naprawdę tworzą jakiś rodzaj rodziny : ona, on i dzieci Daszy.

        matka Monki naciska na nią - zostaw te dzieci Daszy, to nie twoja sprawa, a Monika przyrzeka sobie, że zajmie się nimi, aż do momentu kiedy Dasza wyzdrowieje i wróci do nich. Co będzie jednak jeśli Dasza nie wróci i nie wyzdrowieje, albo potrwa to zbyyt długo ?

        do Moniki przyjeżdza ten narzeczony z Ameryki, ona jest cała szczęśliwa, Tonik smutnieje, i ten narzeczony sugeruje, że on "tutaj nie wróci", Ameryka ol muerte. Monika ma dylemat : zostać z dziećmi do czasu wyzdrowienia przyjaciółki czy wyjeżdzać z narzeczonym ?

        problem rozwiązuje się sam - Dasza zostaje zwolniona ze szpitala, przyjeżdza do domu ciotki Tonika, gdzie własnie na świezym powietrzu trwa skromne przyjęcie z okazji urodzin jej synów. bez powitania i pożegnania zabiera dzieciaki, wypala tylko do przyjaciół "przestańcie wp-przać się w moje życie !". kto wie, być może to oni zadzwonili po karetkę z okazji jej wariackich wyczynów, zrobili to z troski o nią, ale w takich warunkach rzadko można się spodziewać podziękowań. Dasza odjeżdza razem z tym swoim facetem, który ostatecznie odszedł od żony. MOże jej się ułoży, ale wkrótce zapewne on ją zostawi, za bardzo go przestraszyła swoją nieobliczalnością i zaborczością, żeby został na dłuzej. a może tylko przywiózł ją po dzieci...

        Ciotka Tonika pada podczas pracy. Okazuje sie, w szpitalu, że jest chora, ma nowotwór z przerzutami, śmierć jest na wyciągnięcie ręki. w ostatnim momencie godzi się z bratem [on przychodzi do szpitala, nie wie co powiedzieć siedząc przy jej lózku, więc ona przejmuje inicjatywę "wyglądasz jak oszczany garnek" rzuca tekst - i oboje się śmieją, obejmują, jest zgoda; może to i proste, ale jakże prawdziwe i bezpretensjonalne, i jakie... czeskie], a Tonikowi radzi, żeby w połowie wyremontowany dom sprzedał rozbudowującej się w okolicy wielkiej firmie chemicznej. "nie zostawaj w tym domu sam... i nie martw się, jesteś dobrym człowiekiem, szczęście cię nie minie, szczęście cię odnajdzie", mówi mu, a on się rzewnie rozpłakuje przy jej łózku.

        Tonik i Monika jeszcze chwilę mieszkają razem z tym domu, podczas burzy on dzielnie ratuje moknące worki z cementem, a kiedy próbuje dach przysłonić folią - ten się załamuje i Tonik wpada do środka. jest lekko oszłomiony, Monika pomaga mu, aż jemu zbiera się na całowanie - ona jednak przeprasza go, ze "nie". Nic nie będzie z ich związku, ona wie że on ją kocha, ale nie może mu dać więcej niż prawdziwa przyjaźń. I on też do tego wreszcie dociera - "jedź do niego" mowi jej tonem zrezygnowanym, a jednocześnie przyjacielskim. jedź do Ameryki, i bądź tam szczęśliwa.

        Monika wraca po jakimś czasie.
        trudno powiedzieć, czy na stałe, czy tylko na moment ?
        odwiedza dom Tonika, tzn. dom ciotki, który mu zostawiła.
        sąsiadka mówi, że Tonik tam nie mieszka.
        no i fakt - własnie koparka rozwala chałupę.
        zapewne Tonik zrobił tak, jak ciotka radziła.
        gdzie on jest ?
        nie wiadomo...
        Monika jedzie pociągiem, patrzy w okno, za którym pędzi pies - starając się dotrzymać
        kroku maszynie.
        I uśmiecha się.
        Ona :] ten pies zostaje w oddali.
        Będzie dobrze.

        ciekawe postaci, mające swoje charaktery i osobowość; wciągająca ta zwyczajnośc i prostota, z małą dozą szaleństwa co się zowie; pod skórą zaś prawdziwe uczucia i z subtelnością pokazane zapętlenia w dążeniach bohaterów.

        znakomici aktorzy : Anna Geislerowa ["Hel", pamiętacie ?] po czesku znacznie lepsza niż po polsku, jej Dasza to naprawdę dobry kawałek psychodramy; Pavel Liska, popularny w Czechach, kreuje Tonika jako outsidera który ma w sobie te cenne zanikające wartości : miłość oddanie, serce na dłoni, a jednocześnie wyzbyty jest całkowicie zawiści; ciotka, pełna usmiechu i życia - aktorka Zuzana Kronerova sprzedaje jej własną sympatyczną powłokę; Martin Huba, znany w Czecach lubiany aktor, gra ojca Tonika, a BOlek Polivka - jeszcze bardziej lubiana postać, ma swoój program w telewizji, komediant trochę, trochę "do it all man", gra tutaj ojca Moniki, uroczego pijaczka i nieudacznika o dobrym sercu; plus Tatiana Vilhelmova, czyli Monika, pozornie najrozsądniejsza z nch wszystkich, moze jedyna która ma przyszłośc rozumianą jako awans materialny i społeczny.

        napisał i wyreżyerował BOhdan Slama, gośc od "Mojego nauczyciela" co to Kocham Kino go pokazywało; sympatyczny facet, widziałem go w jakimś tokszole czeskim, w starym stylu podchodzi do kina, jako możliwości komunikacji z widzem, opowiadania historii z życia wziętych, z udziałem bohaterów "z sąsiedztwa", ludzi których widzimy na codzień i niewiele o nich wiemy, a życie niejednego jest jakże bogate i złożone. gośc ma dużą przyszłośc przed sobą, ma naprawdę dar kinowej wymowy i filmowej elokwencji, nie jest zepsuty komercją i chce ciągle robić kino dające jakiś przekaz. "Szczęscie" jest nieco poważniejsze niż te dawne, nafaszerowane drwiną i szyderą, kino, ale nadal jest ciepłe i mądre.
    • 19.05.13, 14:59
      w Cannes premiera nowych Coenów :
      www.filmweb.pl/article/CANNES+2013%3A+Bracia+Coen+muzykuja%2C+a+Chińczycy+szukają+pieniędzy-95846
      a wieczorem ostatni odcinek FOrbrydelsen, w CT2.

      uff, udało się, 20 tygodni bez informacji : kto i dlaczego zabił :]
      dzięki, Czcigodne, że nie wygadałyście się nawet przypadkiem, jutro tylko cyknę opis i mam nadzieję wreszcie pogadamy w otwarte karty, hehe.
      kot snajper dostanie bezterminowy urlop ;]

      Barbasiu, oglądałaś już czy trzymasz się do końca ? :]
      może dzisiaj wieczorem będziesz miała ochotę obejrzeć ten ostatni odcinek ?

      www.putlocker.com/file/c5bbd8a217edcc83

      • 20.05.13, 00:06
        >Barbasiu, oglądałaś już czy trzymasz się do końca ? :]
        > może dzisiaj wieczorem będziesz miała ochotę obejrzeć ten ostatni odcinek ?

        Trzymam się i postanowiłam nawet poczekać do jutra na Twój tekst. Więcej emocji będzie z czytania Twojego tekstu niż z oglądania filmu angielskimi napisami.

        Ty już po seansie FOrbrydelsen, w CT2. Wszytsko już wiesz...

        Korzystając z okazji powiem, że podejrzewałam też ojca Rie (choć na oczy go nie widziałam), wysoko postawionego (niegdyś?) polityka, teraz myślę , że to głupi pomysł, bo on pewnie za stary na takie ryzykowne działania.
        A może zabójcą jest Morten, przyjaciel Hartmanna? I to Hartmann dawał mu alibi, a nie odwrotnie. Ale przecież Hartmann ryzykowałby oskarżeniem o krycie mordercy.
        Więcej pomysłów nie mam. A może ten Vagn w koszulce Sara-jewo 84 to już ten właściwy trop? A może jednak Hartmann?
        Ciekawam okrutnie, ale nie zajrzę do ostaniego odcinka (dziekuję, żeś o mnie pomyslał i mi go zalikował!).
        Do emocjonującego jutra zatem.


        Jutro już poczytam o filmie Coenów.
        Na Kocham Kino załapałam się. Dziś p.Grażynka połowę programu poświęciła relacji z festiwalu Cannes , m.in. F. Ozon opowiadał o swoim filmie "YOUNG AND BEAUTIFUL", temat podobny , jak u Szumowskiej w "Sponsoringu" , za tydzień pewnie relacja będzie obszerniejsza, za tydzień zapowiadana jest rozmowa z Polańskim na temat jego najnowszego filmu, który na dniach zostanie pokazany na festiwalu (nawet nie wiedziałam o tym).

        --
        www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
        • 20.05.13, 16:11
          pochlebiasz mi, Barbasiu :]
          dzięki.

          nie wiem, czy już obejrzałaś/przeczytałaś, więc na razie wstrzymuję się z pisaniem nt. serialu, poczekam, aż oznajmisz, że już masz to za sobą :]]

          zaraz, w osobnym wpisie, wrzucę linki do 5 dnia canneńskiego, ale coś w tym roku nie wyczuwam, w tych relacjach przynajmniej, jakiegoś większego zaaferowania, na razie dobrze przyjęto film Farhadiego, dobre oceny Coenów, i chyba niezłe własnie Ozona, o którym piszesz.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.