• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Ojej, co tu wybrac 2013 - 8 (vol. 34) Dodaj do ulubionych

  • 01.08.13, 18:36
    1 kolejnego miesiaca, w poprzednim blisko do 500, wiec zakladam nowy watek :)

    Sezon ogorkowy w polowie, moze cos tam sie uda nam wynalezc?

    --
    Maniaczytania - blog
    Edytor zaawansowany
    • 01.08.13, 18:54
      I jak zawsze na poczatek, KK.

      01.08. - wspomniana w poprzednim wolumie ;) "Rysa" - film polski, powtorkowy juz niestety;
      08.08. - "Milosna dieta" - film hiszpanski z 2009r.
      15.08. - z okazji swieta program inny
      22.08. - "Karmel" - czyli znow powtorka
      29.08. - "Labirynt fauna" - to, co wyzej

      czyli ogolnie jednak slabo, oj trzeba czekac do wrzesnia, moze sie poprawi ...

      --
      Maniaczytania - blog
      • 02.08.13, 14:24
        klik w żółty wyciągniety kciuk [widzę, ze jesteście dopiero przed ;)]

        yup, powtórkami obrodziło, ale w zakarmakach TVP da się czasami coś
        wygrzebać, co wczoraj sobie uświadomiłem, zupełnie a vista. nie bylo
        juz czasu podrzucić propozycji. ale za to opiszę :] dziś, albo jutro.

        szkoda, że KOcham Kino nie postawiło w wakacje na klasykę światowego
        kina, starsze i stare filmy, nawet bez komentarza prowadzącej. wg mnie, byłoby
        to daleko lepsze niż "Labirynt" czy "Rysa" albo "Karmel", powtarzane bez przerwy
        na róznych publicznych kanałach.
        • 02.08.13, 15:38
          > szkoda, że KOcham Kino nie postawiło w wakacje na klasykę światowego kina [...]

          O tak!

          :)
          • 03.08.13, 13:38
            pomyśleć, że w TVP był kiedyś taki cykl jak "Perły z lamusa", nie ? :]
            dzisiaj brzmi to jak science fiction.

            to zawstydzające dla TVP, że takie filmy jak "Słodkie życie", Bulwar Zachodzacego
            Słońca", "Chinatown", "Dziecko Rosemary" czy "Taksówkarz" w ostatnich latach
            pokazał... Polsat :], nazywany "telewizją dla Polski B" :]

            • 03.08.13, 15:12
              grek.grek napisał:

              > pomyśleć, że w TVP był kiedyś taki cykl jak "Perły z lamusa", nie ? :]

              Tak, i w tym cyklu nie pokazywano 3 filmów na krzyż (jak to jest dzisiejszych cyklach), ale kilkaset!?

              :)
              • 03.08.13, 16:24
                Cześc, Barbasiu :]

                yup. trwało to długo. ktoś to akceptował. Ludzie chcieli oglądać.
                I teraz jeden z drugim przychodzi i twierdzi, że publiczność jest
                głupia i chce serialowo-filmowego badziewia, więc się jej to daje
                czego ona chce :]

                • 03.08.13, 17:10
                  Cześć Greku! :)

                  Kondratiuk kiedyś powiedział /patrz: artykuł z "Przeglądu"/, prymat cenzury został zastąpiony przez prymat rynku: "w telewizji dominuje terror oglądalności, w kinie - terror kasy. Robi się ponuro i strasznie smutno".


                  :)

                  • 04.08.13, 12:19
                    celnie :]
    • 03.08.13, 13:33
      obejrzałem przedwczoraj, w Kulturze.

      jeśli mielibyście chęć :
      www.youtube.com/watch?v=YpWiGo18M5A
      powieść znacie zapewne dobrze - miłość od pierwszego wejrzenia Armanda do szlachetnego serca luksusowej kurtyzany paryskiej, Małgorzaty, pełna wzlotów i upadków, namiętności, barier nie do przebycia, tragicznych nieporozumień, ciosów, aż wreszcie śmierci Małgorzaty chorującej na gruźlicę i wyrzutów sumienia Armanda, który był wtedy daleko hen, przekonany że został przez nią cynicznie odrzucony.

      polską wersję ad 94 robił Antczak, skrypt pisała Barańska, a paryskie wnętrza domów, opery oraz ulicę [w zasadzie jedną jedyną używaną, tę przed domem Małgorzaty] znaleziono w Łazienkach, na Starówce warszawskiej i w krakowskim Starym Teatrze. Jest i kilka scen na wsi, gdzie przez pewien czas bawią kochankowie. Wyszedł z tego dramat kostiumowy, stylowy, z klasą.

      Muzyka jest odpowiednio dramaturgiczno-lirycznie podrasowana, ma chwytliwy motyw przewodni, który pojawia się w momentach przelomowych.

      Anna Radwan jest olśniewająco piękna, i odpowiednio ekspresyjna fizycznie i werbalnie, w tych momentach, kiedy Małgorzata ma jeszcze energię, żeby być kokieteryjną, lekko złośliwą [pierwsze relacje z Armandem, który spodobał się jej od razu, ale przez pewien czas wiarygodnie grała mu na nosie] i opiewającą "szybkie życie" dziewczyną, poganianą przez świadomośc, ze toczy ją cięzka choroba. Bardzo dobra aktorka, niezwykle piękna, aż dziw, że tak jakoś schowana w polskim kinie. no dobrze, jako że "w polskim kinie", to moze i wcale nie dziw :]

      Jan Frycz ma w twarzy jakiś taki pierwiastek śliskiego typka, nie ? :]
      dlatego, myślę sobie : no to będzie ciekawie, jakże on odegra tego cierpiącego romantycznego Armanda. i kurde balans - odegrał jak należy, spojrzeniem, tonem głosu, naturalną nerwowością zachowań człowieka zakochanego po uszy i zazdrosnego po czubek głowy, który z czasem coraz mniej nad sobą panuje.

      ale, krucafaks, mimo że oboje aktorzy są tak dobrzy, że wspierają ich Dymna, Celińska, Kamas czy pojawiający się w roli Aleksandra Dumasa, słuchającego historii którą po śmierci Małgorzaty opowiada złamany Armand, Jan Englert, to czegoś w tym filmie, wg mnie, brakuje.

      nie wiem czego :]

      wszystko niby jest - kostiumy, lokalizacje, płynna narracja, aktorzy, historia, dramat, zdjęcia, muzyka, a tutaj jest wrażenie jakieś... ja wiem ? sztuczności ? jakby jednak nie poruszała ta cała story. może po prostu sama Dama Kameliowa jest, jakby to Pepsic ujęła, ramotką ? może pewien patos, który z niej wyziera, te namiętności wykraczające poza zwykle doświadczenie, w pewien sposób brzmią dzisiaj średnio wiarygodnie ? może czuć papier ?

      a może jest też tak, że jakkolwiek pojedynczo świetni, Radwan i Frycz w scenach kiedy są razem - nie mogą złapać odpowiedniej chemii i jakoś wychodzi tak, że 2 plus 2 daje raz 3, a raz 5 ?

      no nic, w każdym razie zaciekawiło mnie moje własne odczucie, że "coś tu nie gra" ;] a może potrzebuję obejrzec to jeszcze raz ?

      jakbyście się zdecydowali, albo już mieli na rozkładzie, to koniecznie przyznajcie się, czy też tak Wam się porobiło :]]

      • 03.08.13, 14:06
        e, to wcale nie z ta ekranizacja problem jest, tylko z sama historia i bohaterami. Tam chemii nie ma ani za grosz, pisalam nawet o tym u siebie: "Dama kameliowa" - jedno z moich najwiekszych rozczarowan.

        --
        Maniaczytania - blog
        • 03.08.13, 15:51
          A propos zdania z blogu Mani (dzięki za link!)
          >widać, że autor poznał środowisko kurtyzan.

          Więcej autor znał bohaterkę swojej powieści! ;)

          Pierwowzorem Marguerite Gautier, tytułowej Damy Kameliowej, jest Marie Duplessis, francuska kurtyzana , utrzymanka ludzi z towarzystwa, znawczyni sztuki i mody (podaje wiki), z którą i Dumas miał płomienny romans, trwający rok . Romans zakończył się półtora roku przed jej śmiercią (zmarła w wieku 23 lat na gruźlicę płuc, jak i bohaterka powieści).
          Rok po śmierci Marie Duplessis powstała powieść.

          pl.wikipedia.org/wiki/Marie_Duplessis
          • 03.08.13, 16:25
            w filmie [w powieści ?] Dumas przyznaje się tylko do tego, że ją znał ;]
            • 03.08.13, 16:44
              Taaa, każdy potem tak mówi. ;))
              • 03.08.13, 16:56
                haha ;]
        • 03.08.13, 16:22
          wiesz, film daje szansę aby ją jakimis innymi środkami zbudować ;]

          może niewspółmierne są te relacje ?
          w pierwszej fazie, to jego zaangażowanie jest na pierwszym planie.
          w środku - jest połączenie, przerywane kolejnymi jego atakami
          zazdrości i problemami z akceptacją postaci księcia, protektora Małgorzaty.
          w końcówce - po rozstaniu, jest jej zaangażowanie w roli głównej,
          próby porzucenia przeszłości dla niego, a kiedy juz choroba postępuje -
          wspomnienie o nim nieustanne.

          może zabrakło równoległości zaangażowania i dlatego brakuje owej chemii ?

          a może nieuchronnośc zalożonych dramatycznych rozwiązań tak dominująco
          działa ? :]
          • 03.08.13, 17:46
            > może zabrakło równoległości zaangażowania i dlatego brakuje owej chemii ?

            O! O! To jest chyba dobry trop ...

      • 03.08.13, 16:45
        Oglądałam, nawet ze dwa razy. Może teatralność filmu, gry aktorskiej, narzuca dystans w odbiorze?

        :)
        • 03.08.13, 16:57
          możliwe.
          też odniosłaś wrażenie, że "coś mi tu nie pasi" ? ;]
          • 03.08.13, 17:05
            Wiesz, chyba jednak tak nie myślałam...
            Muszę się zastanowić ...
    • 04.08.13, 09:37
      daj odpocząć oczętom i telewizorowi, może lepiej wyjść na dwór.
      --
      Irasiad jest bardzo zdenerwowany na tę małpę w czerwonym...
      • 05.08.13, 17:25
        A może lepiej zmienić przestarzałą sygnaturkę?
    • 04.08.13, 12:43
      "wykryto spam" - no i moja recenzja poszła sobie na daleki spacer.
      strach pisać drugą, żeby znów czasu nie stracić.

      Ale może w skrócie wielkim.

      3-godzinny kicz, niestety. Szlachetność i pieniądz kapie z ekranu, z wnętrz, sylwestrowych kreacji, przepych na każdym kroku [apogeum ofk w scenie urodzinego przyjęcia w ogrodach pałacu bogatych "carringtonów"], Jay Gatsby się chowa. Miłosne dylematy i same uczucia trącące harlequinadą i pensjonarskim idealizmem. Postać pana Śmierci, poznającego czym jest człowieczeństwo, mądro-nawiniacka, grana na dwóch minach przez Brada Pitta, do którego zupełnie taki sztafaż nie pasuje. rekordy ckliwości i łzawości pobijane w scenach miłosnych wyznań, zwłaszcza w finałowych partiach [rozmowy Blacka z Susan i Susan z ojcem], gdzie wspiera je dodatkowo rzępoląca w tle patetyczne muzyczka. Wątki humorystyczne raczej mało zabawne ["proszę o ciasteczka" podczas ważnego posiedzenia rady nadzorczej wielkiej firmy, boki zrywać]. No i wątek biznesowej potyczki, urażonego niedoszłego zięcia z szykującym się na tamten świat starszym jegomościem, rekin kontra romantyk, tyle że rekin coś mało rekinowaty, a romantyk jak z "Klanu" :]

      zlośliwie piszę, ale słowo daję, że to, co napisałem, a co mi nie wydrukowali - było jeszcze gorsze ;]
      • 04.08.13, 13:03
        o, przeszło :]

        widać w tym filmie nakłady finansowe, ale widać też brak ambicji filmowych. tak jakby pomyśleli sobie państwo : damy ładnych aktorów, damy oszałamiające lokalizacje, pokażemy świat do jakiego 99,9 % ludzkości nie ma wstępu, ale zawsze lubi marzyć o nim oglądając obrazki z jego backstage'u, wtłoczymy w to wątek metafizyczny znamionujący glębię treści, oraz nieco przewrotny [w końcu Susan zakochała się w blondynie, którego ciało wziął później pan Śmierć i sam się w niej zakochał] wątek miłości doskonałej i clue "troski o drugą osobę", zmiksujemy z baśniową narracją jak to Śmierć we własnej postaci przychodzi na Ziemię po najlepszego człowieka świata, Carringtona, który da wszystkim przykład, jak godnie umierać, zamiast chowac się po krzaczorach i kwilić jak niemowlak :] [pan starszy raz tylko pozwala na, zdawkowe zresztą, pytanie "czy Śmierć może czynić wyjątki ?"] ; na plakatach będą Pitt & Hopkins - pójdzie jak woda :]

        pomysł dobry na sprzedaż, ale na dobre kino - troche wg mnie, za bardzo... biznesplan :]

        Na polskim Filmwebie JOe Black" ma 7,7 pkt na 10 możliwych.
        na Rotten Tomatoes, zbierającym recenzje z calego świata : na 37 owych recenzji -
        51 % zaledwie jest pozytywnych.
        Skąd ten rozdźwięk ? :]
        • 04.08.13, 13:29
          Hollywoodzki mistycyzm okazuje się cieniutki, powiedział Zygmunt Kałużyński komentując ten film. ;)


          Na filmweb okupują ludzie nie mających żadnego pojęcia o kinie, komentarze o filmach są tam w znakomitej większości są żenujące.

          • 04.08.13, 13:48
            Dzięki, Greku. Rzadko zdarza Ci się pisać aż tak krytyczne recenzje :)
            Słyszałam, że film jest słaby, więc nawet nie podchodziłam. No i Brad Pitt w roli głównej już wystarczająco mnie zniechęca :)
            • 04.08.13, 15:28
              zawsze czynię to z wielkim trudem ;]
              staram się na ogól odnajdować w filmach to, co dobre, a krytykę przynajmniej
              w zabawne [na ile możliwości własne pozwalają] fatałszki ubierać. tutaj chyba
              nie wyszło mi ani jedno ani drugie, heh.

              o, ja nie sprawdzałem wcześniej, jakoś tak z biegu się zdecydowałem, no a
              później odwrotu już nie było [mam taki dziwny zwyczaj, że jeśli juz zacznę
              oglądać, to - wyłączając przyczyny obiektywne a'la Morfeusz gaszący mi lampę albo
              awaria prądu jakowaś - oglądam do koca].

              skąd ta elegancka, ale jednak, niechęć do Brada, Siostro ? ;]
              • 04.08.13, 15:54
                Hehe :)
                Co do Pitta, moim zdaniem jest przeciętnym aktorem, bez wyrazu. No i po prostu na mnie nie działa :) W dodatku nie rozumiem tego szału, jaki to z niego przystojniak.
                • 04.08.13, 16:21
                  ja od tego zacząłem ;]
                  potem dopiero zacząłem się jakoś do niego przekonywać.
                  wydaje mi się, że w jego przypadku decyduje postać, którą
                  gra i to jak jest napisana i jaki zostawia mu margines swobody
                  interpretacyjnej. dlatego, zupełnie nie wygląda on w filmach, w
                  których gra dlatego, że mają świetny budżet i są nastawione
                  na komercyjny sukces, a "Brad Pitt" to świetna naklejka reklamowa.

                  a w kwestii urody... na szczęscie na męskiej się nie znam ;]
          • 04.08.13, 15:24
            hehe, mocne podsumowanie :]

            niestety, a do tego po 500 założonych wątków, nie sposób wyłowić
            z tych stogów siana igieł sensownych wypowiedzi. chyba nikt tam nie
            panuje już nad sytuacją :]
            • 04.08.13, 15:35
              Mocne, aczkolwiek Kałużyński dostrzega w filmie pewien pozytyw, a mianowicie, może będziesz zaskoczony, jest to ... duet Pitta z Hopkinsem, na który "patrzy się jak zawsze z przyjemnością" - pisze w ostatnim zdaniu recenzji.


              Otóż to!
              • 04.08.13, 16:23
                a wiesz, że... znów się zgodzę :] rzeczywiście. duet jak się patrzy, nawet próbują grać, kiedy są sam na sam, bo wtedy Pitt nie robi z siebie "forresta gumpa", a zachowuje się normalnie :]
    • 04.08.13, 14:16
      Mania wróciła szczęśliwie z urlopu, to teraz na mnie kolej, będę się wakacjować od poniedziałku. Pojadę tu i tam, będę odpoczywać, wietrzyć głowę i zbierać siły na cały kolejny rok forumowania. Wracam 20 sierpnia.

      Sercem będę przy Tobie, przy Was ... ;)))
      www.youtube.com/watch?v=XuAaVVPEGoY

      B.



      • 04.08.13, 15:22
        o kurde :]

        Barbasiu, realizacji wakacyjnego "kaliforniskiego marzenia", gdziekolwiek zamierzasz :]

        www.youtube.com/watch?v=cWwVrTniPH0
        • 04.08.13, 15:43
          Do Californii się nie wybieram, jeszcze nie w tym roku ;), ale dziękuję! :)

          Do zobaczenia!

          :)
          • 04.08.13, 16:24
            Kalifornia przyjechała do nas ;]

            baw się dobrze :]
            • 04.08.13, 16:39
              He he! Na to wygląda. :)

              Miej się dobrze Greku! Pozdrówka! :)

              www.youtube.com/watch?v=BYQaD2CAi9A
              • 05.08.13, 13:51
                do miłego, Barbasiu :]
      • 04.08.13, 15:29
        jak wrócisz, to tu będzie niezły kipisz :]
        będziesz miała co czytać [... taką mam nadzieję].
        • 04.08.13, 15:40
          :)))
          Ha! Bronte już zapowiada klasykę! Twoje opowieści oczywiście. Mania i Pepsic na pewno coś ciekawego dorzucą.
          Zapowiada się dużo czytania. :)
          A ja zawsze wszystko czytam.

          To jeszcze coś muzycznego z Portugalii /tu też się na razie nie wybieram :/:

          Nancy Vieira z Tito Paris - Esperanca de Mar Azul

          www.youtube.com/watch?v=j9-8H1I7Zcs
          :)
          • 04.08.13, 16:29
            świetna dziewczyna na okładce tej płyty :]
            prawie tak fajna jak pani Żaba w czerwonych koralach z reklamy ;]]
            i muzyka z klasą, to pianinko jazzujące w tle, głos iście latino :]

            yes, będzie się działo :]]
            ja już mam na jutro jeden film, wczoraj obejrzany.
            dzisiaj mam na oku następny.
            Pepsic się czai, może też coś ogląda i napisze.
            Mania umie zaskoczyć znienacka i sensacyjnie...
            Będziemy się aktywizować.
            Jak wrócisz, to nie poznasz wątku ;]]

            • 04.08.13, 16:31
              PS: klasyki Siostry, to już... klasyki :]

              ale nie wykręcisz się, Barbasiu - może i Tobie uda się coś obejrzeć w trakcie ?
              wtedy w te pędy musisz nam opowiedzieć, wiesz... "aleeeeee", "aleeeee" [Ani Mru Mru] ;]

              no dobra, ewentualnie po powrocie :]
              • 04.08.13, 16:49
                :))))
                Może wpadnę raz w odwiedziny!?? :)
                • 05.08.13, 11:02
                  tylko raz ? :]
            • 04.08.13, 16:47

              >pani Żaba w czerwonych koralach z reklamy ;]]

              O! Nie zauważyłam pani Żaby w koralach w reklamie!?
              Prawda! Wakacyjne klimaty!

              Pięknych opowieści, radosnego forumowania, heh!

              :)



              :)))
              • 04.08.13, 16:56
                www.youtube.com/watch?v=5vnSV1qQX8
                dzięki :]
                • 04.08.13, 17:11
                  Link nie działa! ://
            • 04.08.13, 19:47
              He, he wyczułeś mnie. Udało mi sie w końcu coś obejrzeć poza urywkami MM i 07 w liczbie 2. Dwie odmienne epoki, dwa różne kontynenty, a temat stary, jak świat: trójkąt małżeński i wynikające nań kryminalne skutki. Jeden - klasyk nad klasykami. Jutro postaram się coś więcej napisać, bo nadal mam ograniczony dostęp, a nie lubię, jak mi ktoś w plecy dyszy;)
              Upały u mnie nie odpuszczają.
              • 04.08.13, 20:10
                Czekamy z niecierpliwością :)
              • 05.08.13, 13:50
                mam nooooosa ;]

                zapowiedziałaś intrygująco :]

                ech ta pogoda, ponoć cały sierpień ma być afrykański.
          • 04.08.13, 16:32
            przy okazji, kto nie kliknąc w wyciągnięty żółty kciuk ? ;]]
            niech nam gwiazdka... i tak dalej ;]
            • 04.08.13, 16:35
              *kliknąŁ

              ech, te upały, znów 89 w cieniu, wiatrak na pełnych obrotach uprawia coś na skrzyżowaniu murmuranda z jazgotem; a jeszcze rano deszczyk siąpił.

              a jak tam u Was ?
              • 04.08.13, 16:52
                O Deszczyk!

                U nas na dłuższa chwilę chmury zakryły palące słońce, ależ było przyjemnie!

                Na popołudnie? wieczór? zapowiadają burze , deszcze ...
            • 04.08.13, 16:50
              Już kliknęłam! Wczoraj albo przedwczoraj. Drugi raz się nie dało. ;)
      • 04.08.13, 19:36
        Barbasiu, wypoczywaj i wracaj:) Ja zaczynam urlop za tydzień:))
        • 05.08.13, 00:00
          Przyjemnego urlopu i do zobaczenia, Pepsic! :*

    • 05.08.13, 13:08
      z wczoraj via CT2, w ramach Lata z Amerykańskim Filmem Niezależnym ;]

      Co jest największą zaletą tego filmu ?
      Może Michelle Williams [tym razem ufarbowana na czarno, z krótszymi włosami], która chyba ani na moment nie schodzi z ekranu ?

      Wendy [Caroll], to dziewczyna. Jedzie samochodem z Indiany na Alaskę. Ma nadzieję
      dostać tam pracę. Lucy, to jej pies, a dokladnie - suka. Wendy podlicza stan swojej
      gotówki, dysponuje 525 dolarami. Częśc pewnie wzięła z domu, część zarobiła po drodze -
      widać w notesie dodawane kwoty przy nazwach kolejnych miast, o które zahaczyła.
      Jak zarobiła ? Zapewne zbierając puszki do skupu, co widać w dwóch scenach w róznych
      fragmentach filmu.

      Któregoś dnia zatrzymuje się w jakimś robotniczym mieście w Oregonie. Noc spędza klasycznie w aucie. Rano budzi ją dyskretnie pukający palcem w szybę starszy jegomośc, ochroniarz - mówi, że Wendy stoi na parkingu dla pracowników [nie wiadomo, co ochrania ten gośc, w każdym razie stoi w mundurowej koszuli przed bundynkiem, jak strach na wróble] i powinna odjechać. Problem w tym, że auto nie chce odpalić. Zepsuło się.Z pomocą ochroniarza Wendy udaje się wypychnąc auto i zaparkować przy chodniku. Warsztat jest tuż obok, ale jeszzcze nieczynny, więc ma trochę czasu na rozejrzenie się po mieście.

      Tradycyjnie odwiedza łazienkę na tylach miejscowego marketu, żeby się tam umyć, wyczyścić
      zęby, przebrać bieliznę, coś uprać. A potem idzie do tegoż marketu, żeby "zrobić zakupy",
      czyli coś gwizdnąć. Nie tyle dla siebie, co dla psa, którego przywiązuje przed wejściem.

      Tym razem Wendy ma pecha. Zostaje złapana z puszką psiego jedzenia w kieszeni
      bluzy, i jak na zlośc w momencie, kiedy wychodziła i już miała odwiązywać psa. Łapie
      ją służbisty młody pracownik, a starszy, szef ochrony chyba ? :], wzywa policję. Wendy
      jedzie na komisariat, gdzie przez ładnych parę godzin pobierają jej odciski palców, spisują dane,
      odklepują całą tę biurokrację, trzymając ją przy okazji w areszcie. Musi zapłacić 50 dolarów, nie wiem - kaucji czy grzywny, ale to mniej istotne.

      Najważniejsze, ze kiedy Wendy wraca pod sklep - nie ma tam Lucy. Rusza więc na poszukiwania : nawołuje, złazi pół miasta, i nic. Przyjaźnie nastawiony ochroniarz też nic nie wie,, ale zaręcza, że "stoi tu cały dzień, od 8 do 8, więc będzie miał oko na jej samochód i na okolicę".

      Poszukiwania nic nie dają. Pies znikł. Nikt z marketu nie widział nic. W schronisku dla zwierząt - też nie ma takiego psa, Wendy sprawdza osobiście. Zostawia swoje dane, rysopis psa i zabiera numer kontaktowy do przybytku.

      Potem jakoś doprowadza auto do warsztatu. Zajmuje się nim fachowiec, wiadomo już, ze koszta będą spore, Wendy ma nadzieję, że nie pożrą wszystkich jej oszczędności.

      Następnego dnia ochroniarz mówi jej, że kiedy był mały - też zginął pies, w jego domu rodzinnym. Jego ojciec szukał go najpierw w lesie, a potem zostawił w miejscu, gdzie psa widział ostatni raz, swoją kurtkę. I pies się znalazł.

      Wendy chwyta pomysł i krązy po ulicach przywiązują do słupków i poręczy swoją garderobę. Nie mając tymczasowo auta, pieniędzy na hotel - postanawia się przespać w lesie. Znajduje miejsce, przygotowuje legowisko i w gong. Nocą zjawia się niespodziewany gość. Dobre ujęcie : najpierw kamera pokazuje śpiącą Wendy, a potem nagle przechodzi spokojnie na niewyraźną w mroku twarz męską, która się oczami w nią wpatruje milcząco. Gośc wydaje z siebie jakiś odgłos i Wendy się budzi. Widać tylko jej oczy spod koca. "Nie gap się na mnie !", od razu ją instruuje nieznajomy, i zaczyna przemowę, narzeka że ludzie go nie lubią i inne takie. Gada, gada i gada, a jak kończy, to sobie idzie.

      Wendy ani chwili dłużej tam nie zostaje. Zwija manatki i biegiem wraca do miasta. Wpada do, czynnej jak widać całą dobę, oświetlonej toalety marketowej i pozwala sobie na płacz z rozstrzęsienia. Niby nic się jej nie stało, ale sytuacja była niebezpieczna.

      Psa nadal nie ma. Uczynny ochroniarz pozwala jej dzwonić ze swojej komórki do schroniska. Pies sie nie znalazł. Wendy sporządza "list gończy" za Lucy, kseruje w parunastu egzemplarzach, a potem chodzi po mieście i rozkleja go w róznych startegicznych miejscach.

      Sprawa z samochodem dobija ją. Okazuje sie, że cały silnik jest do wymiany. Koszt ? Jakieś 2 tysiące zielonych. I Wendy musi szybko decydować, bo majster nie może jej auta trzymać w nieskończonośc na podjeździe, ma wielu klientów.

      Wieczorem pojawia się znienacka ochroniarz, już po pracy, w swoim aucie, z żoną. Spotyka Wendy przy markecie. Mówi, że na numer jego komórki telefonowali ze schroniska. Wendy oddzwania i dowiaduje sie, że Lucy sie odnalazła. Wtedy kiedy długi czas Wendy nie wracała z komisariatu - jacyś ludzie odwiązali ją i zabrali do siebie do domu. Teraz się zgłosili z informacją do schroniska. Wendy dostaje ich adres.

      Auto zatem - out. Pies do odebrania. A ochroniarz, tak żeby żona nie widziała, wciska jej w dloń pieniądze. "Nie mów nic, nic nie mów", mówi konfidencjonalnie. Zaprasza, żeby Wendy odezwała się, jesli kiedyś się jeszcze pojawi. I kiedy odjeżdza Wendy widzi, że jego hojnośc wynosi całe 2 dolary :] Może po prostu na więcej go nie było stać, ot co, wdowi grosz, ochroniarski :] Teraz ma całe 527 dolarów.

      Jedzie po psa. Okolica jest w miarę spokojna, Wendy z daleka widzi jak z domu wyjeżdza właściciel. Potem zachodzi od podwórza i widzi, że Wendy jest na wybiegu, ma duży zielony placyk do zabawy. Pies ją poznaje. Bawią się, Wendy rzuca patyk - pies aportuje, nic sie nie zmieniło. Ale Wendy albo w tym momencie dochodzi do takiego przekonania, albo z takowym już przyjechała, że lepiej będzie Lucy w tym nowym miejscu. Jest ładne, gospodarz - skoro się nią zaopiekował z dobroci serca i zgłosił się do schroniska w odpowiedzi na ogłoszenie o zgubie : musi być uczciwy, Lucy ma dobre warunki bytowe, pełną miskę. I Wendy decyduje się zostawić psa, obiecując, że wróci po niego.

      A potem jedzie dalej, na Alaskę. Wsiada do otwartego wagonu towarowego wolno jadącego pociągu.

      I oto cała historia :] Może i rzeczywiście kino niezależne, skromne niskobudżetowe, historia ludzka, kawałek prawdziwej Ameryki, no i hipsterska klasowa aktorka w roli glównej ;]

      trailer :
      www.youtube.com/watch?v=rt8VU8rbHUU
      i może jeszcze to :
      www.youtube.com/watch?v=A4T3PxU&PoA
      • 05.08.13, 17:22
        "W&L" przewija sie regularnie od jakiegoś czasu na kulturze. Mnie temat outsiderki samotnicy jakoś nie zainteresował, więc tylko rzuciłam okiem, być może pochopnie.
        Dzięki za opis.
        • 06.08.13, 12:57
          drobiazg.
          przyznam, że gdzieś mi umykał ten tytuł. ale, jak widać, telewizje rózne
          i niekoniecznie jednojęzyczne lubią się dublować :]
      • 05.08.13, 18:52
        Michelle Williams, powiadasz? Jak to się więc stało, że nie słyszałam wcześniej o tym filmie, skoro do tej aktorki mam taką słabość? Do nadrobienia!
        Dziękować!
        • 06.08.13, 12:57
          wiesz, bo to film..."niezależny" ;]

          polecać się na przyszłośc :]
    • 05.08.13, 16:09
      Kultura : "Jańcio Wodnik" 21:00 [trzy filmy Kolskiego w ciągu trzech najbliższych wieczorów], o 23:00 "Spotkanie" Techine'a z Binoche.

      a Czesi w CT2 konkurują "Absolwentem" [21:45], czyli klasykiem.

      zatem, coś tam się kula :]

      • 05.08.13, 17:35
        Za "Jańciem" Siostra mocno lobbowała, tym bardziej żałuję, że akurat dziś w gości się wybieram.
        - - -
        "Spotkanie" znam. Dość irytujące kino z młodą Julią Binoche w jednej sukience, a także w pełnej krasie w ramach swobody obyczajów, co wbrew pozorom nie wygląda estetycznie. Ale ja się pewnie nie znam:)
        • 05.08.13, 17:53
          Niestety, to nie byłam ja :)
          Tak, "Spotkanie" też mi się nie podobało. Techine robił znacznie lepsze filmy.
          • 05.08.13, 18:39
            Ups, pomyliłam z "Żywotem Mateusza":((
            • 05.08.13, 20:47
              Nie widzę związku :))
              • 06.08.13, 22:20
                Franciszek Pieczka:)
                • 06.08.13, 22:46
                  A, faktycznie :)
    • 05.08.13, 18:33
      Chińska "Tajemnica" umiarkowany spojler
      Młody biznesmen prowadzi podwójne, a właściwie potrójne życie, co w konsekwencji prowadzi do tragicznego zdarzenia pokazanego w scenie początkowej. Z jednej strony szczęśliwa rodzina z córeczką, z drugiej nieformalna, czyli kochanka i synek. Żona o romansie nic nie wie. Panie zaprzyjaźniają się z inicjatywy kochanki, która naprowadza rywalkę na ślad "tej trzeciej", młodziutkiej studentki. Dziewczyna po schadzce z wiarołomnym małżonkiem, jednocześnie wiarołomnym kochankiem ginie tragicznie pod kołami samochodu, pod który zostaje wepchnięta, a wcześniej brutalnie pobita. Nie wiadomo przez kogo. Wiadomo, że śledziła ją żona, a tę kochanka. Nitki wiodące do podwójnej tragedii pokazuje retrospekcja, jedna wynika z drugiej. Suma summarum małżonka opuszcza męża, zostawia z torbami i z kochanką. Wówczas na właściwy ślad (prawie) trafia były chłopak studentki. Jednak śledztwo jest już zamknięte, matka ofiary konsumuje wysokie odszkodowanie (luksusowe mieszkanie od ojca chłopaka, który potrącił i dobił kopniakiem w głowę studentkę), główna podejrzana nie pamięta wydarzeń, albo się zasłania niepamięcią, winny może spać spokojnie, ale czy na pewno mając obciążone sumienie dwoma zbrodniami, jako że w brutalnym zabójstwie ginie również świadek zbrodni pierwszej, bezdomny mężczyzna. Rozwiązaniem drugiego nikt nie zaprząta sobie głowy, ani nie łączy z pierwszym. A więc niedosyt, który w zasadzie w niczym nie przeszkadza, ale wielbiciele amerykańskiego kina mogą sie rozczarować. Celowo nie wskazałam sprawcy/ów, aby w razie co nie psuć wrażenia, bo film jest dostępny w "Ale Kino". Tempo nieśpieszne, od niechcenia, aczkolwiek nie brakuje zaskakujących zwrotów akcji, więc czujność trzeba zachować. Bardzo przyzwoicie rozpisany na role thriller psychologiczny.

      A w zanadrzu mistrz Alfred Hitchcock i "M jak morderstwo" oraz olśniewająca urodą Grace Kelly, tu nieco w męskim cieniu. Wielka gratka dla koneserów sztuki filmowej, a raczej teatralnej, szarmancka i wysmakowana, Nie pozbawiona szczypty humoru, choć intryga kryminalna nie powala i nie przekonuje, ale przecież nie w tym rzecz. W wielkim skrócie: zdradzany mąż wynajmuje zabójcę, aby sie pozbyć żony, bo zamierza odejść do innego i położyć łapę na majątku, Niestety zbrodnicze plany nie zostają zrealizowane, bo małżonka w obronie własnej atakuje nożyczkami niedoszłego mordercę i skutecznie usuwa ze świata żywych. W tej sytuacji pan mąż zmienia front przekonując organa ścigania, ze nie była to obrona własna, a morderstwo z premedytacją. W sukurs kobiecie skazanej na szafot, znaczy powieszenie, znaczy nie wiem, przychodzi inspektor policji (elegancka wersja porucznika Colombo) i specjalista od kryminałów, czyli przystojny kochanek. Gwoli sprawiedliwości pan mąż w urodzie niczym mu nie ustępuje, jeśli nie przerasta. Rezerwa do Brada Pitta w tej sytuacji wydaje się zrozumiała. To byli prawdziwi mężczyźni, nie pozujący na młodzieniaszków, choć metrykalnie byli w tym samym wieku.

      Ps. Cały czas sie pilnowałam, żeby nie napisać "M jak miłość":)
      • 05.08.13, 19:13
        Dzięki :)

        Widzę, że mnie rozumiesz, Pepsic :) Przy Gregorym Pecku, Dirku Bogardzie (żeby wymienić tylko kilku) Brad Pitt nie jest w stanie mi zaimponować. W ogóle jak trafnie zauważyłaś współcześni "amanci" wyglądają jak wieczni nastolatkowie (inny przykład to Leo) a nie dorośli mężczyźni.
        • 05.08.13, 19:21
          Oczywiście: Dirku Bogarde.
        • 06.08.13, 13:56
          pytanie, na ile te kanony [poza rozpanoszoną kulturą medialną] wyznaczają kobiety ?
          mąż jak "Peck", ale kochanek czy pan "w sam raz na jeden raz"
          to już powinien być raczej jak "Pitt" ;]

          inna rzecz, że tzw.amantek aktualnie także jak na lekarstwo.

          a mówiąc serio, to amanci i amantki to kategoria postaci filmowych najmniej
          interesujących i generalnie najuboższych w znaczenia :]

          ??? :]


      • 06.08.13, 13:15
        dobry rzeczowy opis, oba brzmią nieźle - dzięki Pepsic :]

        Nie oglądałem "M jak Morderstwo", co wyznaję ze skruchą. wszystko przede mną, nieprawdaż ? ;]

        a'propos "Tajemnicy" [chiński thriller, prawdziwie oryginalna rzecz, pierwszy raz spotykam, dzieki Tobie] - "tragiczne zdarzenie ze sceny początkowej", o której piszesz w
        pierwszym zdaniu, to owa "pierwsza z dwóch zbrodni", czy dobrze odczytuję ?

        Niestety, "Ale Kino" nie dysponuję, ale za to mam ramówkę w gazecie i widzę, że sporo
        się tam dzieje, a powtórki nie są chyba [?] aż tak namolnie serwowane jak w tzw. kanałach ogólnostępnych.

        ohoho, wiesz, czasy się zmieniają :]
        patrzę na "Czterdziestolatka" i widzę pana inżyniera Karwowskiego, który przypomina raczej dzisiejszego 70-latka :]] Podstarzały, podmęczony, wszystkie problemy wieku starczego, twarz i ciało sflaczałe, mentalnośc "tatuśka" itd. Powiedziałbym, że dośc słaby widok. Nie wydaje mi się, aby pasował do dzisiejszej kultury. Ludzie żyją dłużej, zatem siłą rzeczy dłużej chcą być mlodzi, granice się przesuwają, a nawet zacierają. 40 lat nie jest już momentem "wejścia w smugę cienia", przeciwnie - teraz, jakby to plastycznie ująć... teraz się biega na 200 metrów, a nie na 100 ;']

        • 06.08.13, 18:48
          Tak, "Ale kino" ma chyba najlepszy repertuar filmowy z ogólnodostępnych kanałów.

          Hehe. Kiedy oglądałam "40-latka" będąc jeszcze dzieciakiem, to wydawało mi się, że to już starość :) I faktycznie bohater był już mocno zmęczony życiem. Teraz nasza kultura zrobiła się bardziej infantylna. Młodość to fetysz naszych czasów. Sprzedaje wszystko. Kiedyś miałam telefon od jakiegoś ankietera, nie pamiętam o co chodziło. Facet zapytał mnie o wiek. Po usłyszeniu odpowiedzi stwierdził, że "nie mieszczę się w targecie" i szybko się pożegnał :)
          • 07.08.13, 13:31
            tym bardziej mi szkoda, że go nie mam jednak.
            na szczęście, są Tacy, Którzy Mają i piszą :]]

            "target" - hehe, ciekawe co sprzedawali ? może deskorolki albocoś ? ;]

            wiesz, ja myślę, że zawsze był jakiś odłam ludzi pragnących tę
            młodość przedluzać wszelkimi sposobami, nawet jako dzieciak co
            i rusz słyszalem "a ta sie nie powinna już ubierać w taki sposób,
            ma w końcu tyle-a-tyle lat", a "tamten to", a "tamci owo".

            moze następuje pewien rodzaj rozluźnienia po latach tkwienia
            w gorsecie pewnych ścisłych kanonów ?
        • 06.08.13, 22:19
          Wiem, pogmatwałam, wszytko przez retrospekcje, no i rozwiązania nie chciałam zdradzić. Pierwsza zbrodnia (wypadek komunikacyjny) była skomplikowana, rozłożona na raty. Maczały w nie palce trzy osoby, w tym jedna z zamiarem zabójstwa. W drugiej zginął świadek pierwszej.

          PS. W Ale Kino+ stosuje sie podobną zasadę, jak w CANAL+ . Premierę puszcza sie w najlepszym czasie antenowym, a potem powtarza w innych godzinach, co ma dobre strony. Niestety oferta repertuarowa w ostatnich latach wyraźnie obniżyła loty, nadal jednak trzyma poziom.
          • 07.08.13, 15:49
            bardzo dobrze napisałaś całość, a to że ja tam raz coś nie zrozumialem... normalka w moim przypadku, znasz mnie :]

            yes. mam nadzieję, że będziesz nas częsciej raczyła opisami :]

    • 05.08.13, 18:52
      Skoro jestem przy głosie rzutem na taśmę zapowiadam i z czystym sumieniem polecam prawdziwie poetyckie kino przewijające sie wokół pierwszego lotu w kosmos. Z tym, że proszę się nie sugerować. Wspaniała rosyjska dusza i pokręcone ludzkie losy. Niestety pora późnawa, 23.15.
      • 05.08.13, 18:55
        Tu zapiski spisane na gorąco
        • 05.08.13, 19:00
          Popieram. Też mi się podobał.
      • 06.08.13, 15:54
        dzięki. coś tam się jednak dzieje filmowo w tej telewiżyn.

        Przed "Papierowym żołnierzem" - "Daleko od okna" 21:05. naprawdę warto spróbować,
        jeśli jeszcze nie widzieliście.

        ja już jestem po :] :
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,134764654,135947018,_Daleko_od_oKna_ze_spojlerem_uwaga_.html
        jak w tytule : uwaga ! spojler.

        a bez spojlera : rzecz się dzieje w trakcie II wś.,w jakimś polskim mieście okupowanym przez Niemców. młode polskie małżeństwo przygarnia i ukrywa nie mniej młodą Żydówkę. mąż wdaje się w romans z nią, skutkiem czego jest ciąża. szkopuł w tym, że małżeństwo do dawna starało się o potomka, ale bez efektu, co rodziło oczywiste podejrzenie, że któreś jest bezpłodne - teraz już wiadomo, że żona, co jest dla niej informacją nader przykrą. Ale jest i upragnione dziecko, przeciez dziecko JEJ męża także, prawda ?. I co w takim położeniu począć ? warto zobaczyć, kameralny film, z solidną psychologią i uczuciowymi zawirowaniami oraz porządną dramaturgią. No i polski ;]

        I może warto też dorzucić "Bezsenność" w TVN [20:50]. omawialiśmy kiedyś, gdy leciał w TVP.
        jak tak patrzę z perspektywy czasu, to jest niezły thriller, rozegrany w małej górskiej miejscowości na krańcu Ameryki, a może nawet na Alasce ;]

        Al Pacino nie pierwszej świeżości - ale dobry wciąż, jak to on, a do tego zawsze przyjemnie
        się prezentująca i profesjonalna Hilary Swank i Robin Williams w niecodziennej dla siebie roli.
        Reżyserował Nolan, ale scenariusz pisali inni, więc mimo niezłych twistów, czuje się, że
        to nie jest jego dziecko ;] Dla niektórych, to moze być nawet dodatkowa zachęta, jak sądzę.

        co ciekawee, teraz czytam - jest to remake oryginału z Norwegii "Insomnia".
        I najlepsze : amerykański remake dostał jakieś nagrody za... scenariusz :]
        nie ma to jak dobrze przepisać pierwowzór.



    • 07.08.13, 13:32
      Film francuski, z 51 roku, scenario & reżyseria Roberta Bressona, podstawą była
      ksiązka Georgesa Bernanosa. Czarno-biały, bez fajerwerków, mający w sobie ten
      stary dobry sznyt.

      jest tutaj, o ile... jesteście zalogowani :]

      pl.gloria.tv/?media=388231
      Tytuł nie pozostawia wątpliwości - jest to ciąg epizodów składających się obraz posługi młodego księdza, który obejmuje swoją pierwszą parafię, w małej wiejskiej miejscowości.

      Nie jest to lekki kawałek chleba. Pełen ideałów i pragnienia służenia ludziom, ksiądz nie ma większych szans na realizację powołania, a jesli już ma, to nie w takiej formule jaką sobie wymarzył.

      "Pamiętaj, że dla nich dobry ksiądz, to zły ksiądz, więc nie bądź natrętny, administruj, rób swoje, zaprowadzaj porządek, ale nie próbuj wnikać w ich życie", tak na wstępie instruuje młodego proboszcza jego starszy kolega, z sąsiedniej parafii. Od razu wprowadza go w realia codzienności. Ludzie mogą chodzić na mszę, przyjmowac sakramenty, nawet modlić się, ale
      poza tym - są zamknięci, żyją swoją pracą, domem, a księdza nie zamierzają do tych spraw
      włączać. Troskliwy pasterz i złaknione go owieczki, które będą przychodzić do niego z życiowymi problemami i radościami, i tworzyć będą piękną wspólnotę ? Nie ma mowy.

      Ksiądz choruje. Ma kłopoty z żołądkiem. MOże jeśc chleb, popijac winem, może kawą, ale poza tym niczego nie przyswaja. Niekiedy ból atakuje bardzo agresywnie.

      Gorsza jest chyba tylko samotność. Izolacja. Zwłaszcza, kiedy weekendowymi wieczorami ksiądz słyszy jak ludzie wracają z zabaw czy spotkań towarzyskich, a on sam siedzi na plebanii. "Czasami podchodzę do okna, bo mam wrażenie, że ktoś mnie woła, ale idąc wiem, że nikogo tam nie ma", zwierza się. Istotnie. Jedyną osobą, z którą może regularnie rozmawiać jest ten starszy proboszcz z sąsiedniej wsi. Jeździ do niego rowerem. Któregoś dnia gospodyni informuje młodego księdza, że starszy wyjechał na dziesięc dni - wizja tak długiego czasu bez możliwości normalnej rozmowy z człowiekiem, sprawia że młody padre aż musi się oprzeć o ścianę z powodu zachwiania.

      Kontakty z ludźmi we własnej parafii nie są nigdy serdeczne, nie są relacją ojciec-dzieci. To starcia, konfrontacje.

      Nawet te pozornie niewinne. Jak z Serafią, dziewczynką aniołeczkiem, która nie przypomina innych wiejskich dzieciaków. Jest poważna nad swój wiek, świetnie zna katecvhizm i odpowiada śpiewająco na pytania stawiane przez księdza. Ma on nadzieję, że dziewczynka przystąpi do komunii. Ale kiedy jej to mówi i pyta o to, skąd u niej zainteresowanie religią, ona na to "bo ksiądz ma takie ładne oczy". Ot, zakochana koza. Potem zresztą prowokuje księdza niczym rasowa podrywaczka, raz go spojrzeniami ściga, za chwilę ignoruje, a na koniec specjalnie rzuca tornister na ziemię i zaraz ucieka, a ksiądz rowerem odwozi go do jej domu, gdzie spotyka jej surową matkę, która nawet nie zaprasza go na werandę, a cókę popycha do domu.

      Któregoś dnia ksiądz dowiaduje się, od młodej nauczycielki modlącej się w kościele, że w domu miejscowej hrabiny źle się dzieje. Nauczycielka tam pracuje, więc wie. Hrabina straciła małego syna, od tamtego czasu jest w żałobie, a jej nastoletnia córka, Chantal, wszczyna co chwila jakieś awantury, także przeciw samej nauczycielce, którą podejrzewa o romans z ojcem [czeska mowa bywa ciągle jeszcze trudna mowa, piszę tak jak zrozumiałem, ale mam nadzieję obejrzeć ten film kiedyś z tłumaczeniem angielskim albo polskim, więc wersja jest tymczasowa, możliwa weryfikacja :)].

      Ksiądz odwiedza dom hrabiny. Za pierwszym razem dopada go atak bólu żoładka i musi się odmeldować. Za drugim razem - dochodzi do mocnej rozmowy między nim, a hrabiną. Długiej i pełnej pasji z jej strony oraz spokoju i argumentow z jego. Hrabina nie może przełamać w sobie żalu, jej synek zmarł jako dziecko, hrabina odwróciła się od Boga, przeklęła go, uznała, że zezwolił na tę śmierć, ewentualnie nie zapobiegł jej. Ksiądz stara się jej powiedzieć, że trwanie w tym stanie ją wykańcza, że powinna zaakceptować to, co się stało, że polemizowanie z Bogiem nie jest sensowne i powoduje wyłącznie autodestrukcję. Hrabina rzuca w ogień swój medalik z dewocjonaliami, ksiądz go wybiera spośród drew. Aż wreszcie mówi jej "jest w pani tyle gniewu, że gotowa by była pani Boga ukrzyżować własnymi rękoma, lecz to już się stało, to już było". Hrabina ostatecznie uspokaja się, dziękuje księdzu za "przyniesienie jej ukojenia". Ale, wydaje się, że następuje tutaj sprzężenie zwrotne, bo o ile dla hrabiny jest katharsis, na które oczekiwała, to dla księdza jest zarzewiem jakichś wątpliwości, bo ból hrabiny ma przecież podstawę w logicznym pytaniu "skoro wierzy ksiadz, że Bóg jest miłością, to jak wytłumaczyć jego zezwolenie na śmierć dziecka ?", pytanie jak z "Braci Karamazow".

      Traf chce, że w nocy po rozmowie z księdzem - hrabina umiera. Parafianie patrzą na niego jeszczze bardziej nieufnie, podejrzewając, ze to rozmowa z nim przywiodła hrabinę do zgonu. "Szepczą za moimi plecami. Szepczą o mnie", zapisuje w dzienniku impresję z odwiedzin zwłok zmarłej przed pogrzebem, w jej domu. Kłopoty są tym większe, że jeden z bliskich hrabiny ma ustosunkowania z kościelną hierarchią i ksiądz może zostać wyrzucony z parafii.

      Drugą przeciwniczką księdza w dyskusji staje się Chantal, córka hrabiny. Dziewczyna rosła czując niechęc i wrogośc ze strony matki, gotowej nawet pozbyć się jej z domu, żeby na nią nie patrzeć. Przyznam, że nie złapałem : w czym tkwiła przyczyna tej postawy hrabiny wobec niej, być może w tym samym, co jej złości wobec Boga.

      Chantal przyznaje, że jest nienawistnicą - "nienawidzę, żeby ksiądz wiedział, jaka to siła ! może określić ludzkie życie na całą jego długośc !", mówi mu podczas pierwszego, krótkiego spotkania, kiedy jeszcze hrabina jest wśród żywych. W drugiej rozmowie, po smierci matki, ksiądz znajduje w niej rywalkę, której bunt przeciw światu i Bogu zmusza go do znalezienia w sobie dośc wiary, żeby go w nim złamać albo przynajmniej zmusić ją do wewnętrznej walki.
      Chantal żyła zawsze w malym świecie, między cierpiącą matką i ojcem, od momentu gdy matka wpadła w paranoję po śmierci syna - zdradzającym ją, m.in z nauczycielką Chantal, przychodzącą tam dawać jej korepetycje. Ta nienawiść, którą ma w sobie Chantal, została w niej wyhodowana. Jest w tym jej gniewie coś szlachetnego, jest opór przeciw obłudzie, cichej złości, w których oparach całe życie spędziła, jest więc i dla niej nadzieja - kiedy znajdzie w sobie dojrzalośc odrzucenia instynktownej nienawiści, będzie gotowa do szczerego mądrego życia, "znajdzie światło", jak mówi ksiądz.

      Sam padre ma coraz większe problemy zdrowotne. Któregoś dnia wyjeżdza do miasta. Na pociąg odwozi go motocyklem niejaki Olmer, służący [aktualnie czy z przeszlością w niej ?] w Legii Cudzoziemskiej. Sama przejażdzka jest dla księdza bardzo przyjemna, a i później rozmawiają dłuższą chwilę, OLmer stwierdza, że mogliby nawet być przyjaciółmi, mieliby o czym rozmawiać, przez moment rozmowa schodzi na sprawy egzystencjalne - "piekłem jest niezdolnośc do kochania", pada kluczowe zdanie, które być może znamionuje rozwiązanie największego dylematu księdza : czym naprawdę jest wiara ?

      W mieście ksiądz odwiedza lekarza. Badania nie pozostaawiają wątpliwości : zaawansowany nowotwór żołądka. "cały czas wiedziałem, czułem, że to rak albo gruźlica, wolałem żeby to była gruźlica..."< zwierza się w dzienniku.

      Potem odwiedza przyjaciela. Kiedyś byli razem w seminarium [albo w szkole, przyznam, że nie złapałem tego szczegółu]. Przyjaciel wybrał drogę świecką, związał się z kobietą. W jego mieszkaniu, czynszówce małej, po krótkiej rozmowie - ksiądz ma kolejny napad bólu. Umiera po kilku dniach w szpitalu. Jak dopisuje jego przyjaciel, ostatnie słowa jakie wypowiedział brzmiały "wszystko to nie ma znaczenia, liczy się tylko miłość".

      <a href="
      • 07.08.13, 13:35
        link do jutuba obcięło, więc :

        www.youtube.com/watch?v=sZv3POZerVE
        www.youtube.com/watch?v=YZrNuz6zmt8
        • 07.08.13, 21:06
          Dzięki, Greku:)
          Ten film pojawia się na rozmaitych listach najważniejszych filmów w historii francuskiego kina. Dobry wybór :) Nigdy nie miałam okazji go zobaczyć. W ogóle Bresson jakoś mnie ominął. Postaram się napisać coś więcej w następnych dniach.
          • 08.08.13, 13:42
            cała przyjemnośc po mojej stronie :]

            o proszę, no to trafiłem na klasyk[a].
            wspomnę tylko, że uraczyła mnie tym filmem czeska CT2, która w
            ciągu 3 dni potrafi wyemitować kolejno "Dziennik...", "Wendy & Lucy" i
            "Absolwenta", czyli rózne epoki, rózne style, ale zawsze kino ciekawe.

            o, mnie się zdarzyło zobaczyć "Kieszonkowca" kiedyś, ale było to już
            tak dawno temu, że właściwie z chęcią obejrzałbym raz jeszcze, może
            dopiero teraz utrwalibym go sobie na dobre.

            świetnie, czyli coś szykujesz :] dobra informacja.
            • 08.08.13, 18:36
              Chodziło mi o to, że napiszę coś więcej o filmie Bressona :)

              Skromna historia, ascetyczne zdjęcia, ale widać w nich emocje i dramat bohatera. Tak, stary, dobry sznyt". Tak myślałam, że widziałeś ten film w czeskiej tv. I znowu możemy im tylko pozazdrościć.

              Tak, szykuję coś :)
              • 09.08.13, 14:04
                aaa, rozumiem :]
                dwa w jednym, zatem : i nt. Bressona i coś szykujesz.
                good point :]

                yes, bardzo sugestywny aktor w roli głównej, doskonale dobrany, idealnie
                pasujący do potocznej wizji "młodego wikarego" - tutaj : debiutującego
                proboszcza.

                o, wiesz... CT, to jest naprawdę misyjna telewizja. mnóstwo tam ciekawych
                dokumentów, są filmy [duzo jest czeskich, współczesnych, odbierających nagrody
                na przeróżnych ichnich festiwalach i przeglądach, spektrum czeskiego kina lat
                dwutysięcznych], reklam niemal nie ma, nawet przed "Borgiami" czy
                "Forbrydelsen", czyli hitami, które leciały w dobrym czasie - były może 2 spoty.

                Oglądam czasami, przelotem, ich tv śniadaniową - nie uwierzysz : ZERO reklam.
                ZERO :] Kiedy jest jakies przejście w programie, czyli np. do prognozy pogody -
                pokazywana jest jakaś mozaika albo specjalnośc CT, czyli plansza z jakąs
                ciekawostką np. "czy wiecie, że ludzkie oko rozpoznaje ponad milion barw [albo
                miliard, przyznam że zapomniałem :) ?" - edukacja, proszę ja Ciebie :] A pod
                tą planszę taka muzyczka, a właściwie podłożony pojedynczy subtelny ton/dzwięk.

                kiedyś rzuciłem okiem, z zoologicznej ciekawości, na polski odpowiednik takiej
                porannej tv. jest tak : o równej godzinie 3 minutowe wiadomości, potem 5 minut reklam, po nich
                1-minutowa pogoda, potem 5 minut reklam, potem program właściwy, po którym 5 minut reklam, bo w połowie godziny musi być znów zestaw wiadomości-reklamy-pogoda-reklamy i tak dookoła wojtek. koszmarek. po co oni o czymkolwiek rozpoczynają dyskusję, skoro w ciągu tych 10-15 minut programu właściwego nie są w stanie nawet nadgryźc tematu [a sadzą się na "ważkie" zagadnienia] ? W czeskiej śniadaniówce : w ciągu 2,5 godziny jest góra 4 gości, którzy zostają do końca i mają na rozwinięcie tematu mnóstwo czasu. zwykle wybierany jest zresztą jeden temat przewodni każdego wydania programu. W TVP wygląda to tak : najpierw jest 10 minut rozmowy o nowotorach, potem kącik dla celebrytów, następnie "oszustwo na wnuczka" itd. a wszystko po 10 minut, bez zagłębienia się w wątek. Oczywiście, najwięcej miejsca przeznacza się na pokazywanie zdjęć z imprez dla Frytek z Big Brothera i innych tego typu bywalców "Pudelka" :]

                w CT wieczorynka dla dzieciaków ma ponad godzinę albo około godziny. U nas chcą
                likwidować, bo podobno "tylko emeryci oglądają" ;] jakby im nie było wolno. No i miejsce na reklamę zajmuje niepotrzebnie.

                Informacje są w 20-min dzienniku i nie ma tam głupot, tylko naprawdę ważne
                wydarzenia w kraju i na świecie. jednocześnie leci cały czas kanał CT24 [odpowiednik
                TV Info], gdzie nawet obrady Parlamentu są transmitowane. I tam też nie ma
                reklam, sprawdzałem :] U nas jest tak, ze Panorama w Dwójce ma trwać 55 minut, z
                czego sama Panorama ma 27-28, niestety połowa materiałów służy "watowaniu",
                potem reklamy, 3 minuty na prognozę pogody, a potem znów reklamy przeplatane
                zwiastunami wybitnych szoł artystycznych pt "Voice of POland" albo kolejnymi
                powtórkami kabaretów. W sumie, zawartość cukru w cukrze jest znikoma, a i sam ów cukier
                mało zjadliwy. Wiadomości w Jedynce : ten sam schemat, trwają 50 minut z czego
                program zajmuje 25, pogoda 3-4 i sport tyle samo. Reszta... wiadomo :]

                nie żebym się zżymał, czy coś, po prostu dostrzegam gigantyczne róznice i widzę
                jak ci polscy cwaniacy zwyczajnie oszukują ludzi. nie mają zielonego pojęcia, jak
                robić telewizję, i nawet im o to nie chodzi, a wyłącznie o to, żeby na licznych i dobrze
                płatnych stołkach usadzić mozliwie jak najwięcej swoich przyjaciół, znajomych, kolegów -
                z partii, ze szkoły, z osiedla, zewsząd. Po prostu - polska bylejakości i korupcja :]

                Kiedyś optowałem za ważnością telewizji publicznej, dzisiaj twierdzę, że jako społeczeństwo
                nie zasługujemy na taki rarytas. po prostu, nie głosujemy w wyborach na partie, które
                by były w stanie to zmienić, wznieśc się ponad swój własny interes. inna rzecz, ze może
                takich partii po prostu nie ma :] ale to jeszcze gorzej by było, znaczyłoby bowiem, że nie
                jesteśmy w stanie wydobyć z siebie nawet takowej propozycji. Zresztą... patrząc na to, co
                rząd aktualny zrobił z programi ostrożnościowymi do budżetu można zakładać, że jak jeden
                oświecony, raz na 25 lat, zrobi coś dobrego - to zawsze w końcu przyjdzie po nim jakiś
                cwaniak i zepsuje :] Nie ma poszanowania dla tego, co potrzebne i pożyteczne.

                uff, no to się nagadałem ;]



                jakim cudem, takie retoryczne pytanie :], oni się finansują, problemów nie mają,
                nie muszą się uciekać do komercjalizacji, a TVP musi ?
      • 09.08.13, 12:35
        Przeczytałam, thx:) Zastanawiam się, jaka była intencja? Samotność w sensie ogólnym, czy samotność księdza, niejako z wyboru?
        • 09.08.13, 14:13
          moja przyjemnośc :]

          ciekawe pytanie.
          może jedna samotnośc nakłada się na drugą ?
          samotnośc czysto ludzka, fizyczna współgra z samotnością księdza, który musi
          toczyć pojedynki duchowe, aby ocalić swoją wiarę [ albo - jej kształt i własną jej
          definicję], a znikąd nie ma oparcia, ma się wrażenie nawet, że nie ma tego
          oparcia w samym Bogu, w którego przecież wierzy, aczkolwiek... Bóg wystawia
          ponoć na największe próby tych, których najbardziej kocha ;]

          wiesz, ksiądz tęskni za ludzkim towarzystwem, takim po prostu, a jednocześnie
          chciałby być raczej pasterzem swoich owiec, a nie pasterzem, który musi toczyć z nimi
          samymi boje o duszę [ich i swoją, przy okazji, może nawet bardziej o swoją].
          ta sytuacja dodatkowo pogłębia jego wyobcowanie.

    • 08.08.13, 13:56
      tym razem w KObrze "Kto zabił Św. Mikołaja ?", 21:05
      z opisu wynika, że bohaterką jest aktorka, prześladowana telefonami z pogróżkami,
      prezentami... z pogróżkami, aż wreszcie zamordowana zostaje jej sekretarka, i to
      w okolicznościach, w których można sądzić, iż stało się to przypadkiem, bo celem
      miała być sama aktorka.
      Brzmi nieźle, jak zawsze, no i ta atmosfera, przyprószona przyjemną naftaliną :]]

      KOcham Kino wreszcie z nowością, iście wakacyjną, hehe.
      "Miłosna dieta", hiszpański.
      Senorita z marzeniami o karierze w gastronomii, dwóch kandydatów do jej ręki,
      ona nie umie dokonać wyboru, bo obu lubi, a zatem - i tutaj w zajawce pada
      zdanie : "proponuje im nietypowy układ". Co to za układ, to się przyjdzie
      przekonać o 23:15.
      Pewnie lekkie, niezobowiązujące, może nawet to komedyja jest ;]

      powtórka w sobotę o... 3:40 :]
      to brzmi jak szantaż.

      1:05, w Dwójce.
      "Będziesz legendą, człowieku". Koszałka Marcin kręci dokumentalnie polskich piłkarzy
      przygotowujacych się do Euro 2012.
      pamiętam, że z kilku recenzji, które przeczytalem, wyłaniał się obraz filmu niezbyt
      porywającego, raczej bezpiecznego, pastelowego, poprawnego, bez temperatury.
      jak jest naprawdę, warto by się samodzielnie przekonać, co sprawia, że jesli by się
      zasadzić na wszystkie trzy propozycje, to wyjdzie maraton :]

      • 08.08.13, 18:38
        Oczywiście, wybieram Kobrę :)
        • 09.08.13, 14:18
          wiedziałem :]

          ja wybrałem... wszystko, a nie obejrzałem prawie nic, tak to jest jak się chce łapać wiele srok za ogony.

          na KObrze Morfeusz mnie zgasił, a tylko na moment miałem przymknąc oko, na MOMENT :] wiesz, jak się takie "momenty" kończą...
          u mnie skończyło się tym, ze przegapiłem ostatni kwadrans.

          W związku z tym, mam od razu pytanie : czy mogłabyś mi zdradzić - kto był killerem ? i jak inspektor to wykrył ?

          Zakładam, że obejrzałaś w całości :]

          "Dieta miłości", też mi przepadła. Mam nadzieję obejrzeć tę powtórkę o 3:40 :]]

          No a dokument Koszałki - zdaje się, że nie do odzyskania w tym podejściu.

          A co Tobie się udało obejrzeć ?
          • 09.08.13, 14:46
            A ja mogę;) ?
            Asystentkę udusiła aktorka szantażowana przez ofiarę informacją o oddaniu w przeszłości dziecka do adopcji (młody fotograf? gej?) na rzecz kariery. Aktorka w chwilę po morderstwie rzuciła uwagę o ponownej obecności fotografa na miejscy zbrodni, o czym tylko morderca mógł wiedzieć. Mało brakło, aby w scenie finałowej inspektor nie został zastrzelony przez aktorkę, która błyskawicznie ukuła plan B manipulując nagraną rozmową. Sytuację uratował czatujący pod drzwiami będący w zmowie z inspektorem fotograf.
            • 09.08.13, 16:47
              jasne :] dzięki.

              a to niespodzianka.
              a to inspektor cwaniakiem się okazał niekiepskim.
              w ogole, podobała mi się tym razem rola detektywa.
              cały czas był na miejscu, prowadził aktywnie śledztwo, zwłaszcza
              udanie wypadły te dialogi z wszystkimi zaproszonymi jegomościami -
              dobrze ich podpytywał, szukając nitek łączących ich z formą
              w której zastraszana miała być aktorka.

              czy udało sie ustalić, kto podkładał głos do tego telefonicznego
              nagrania ?
              • 09.08.13, 17:05
                Tak, inspektor ja wyczaił.
                Tym jednym okiem, którym oglądałam, nie zanotowałam. Myślę, że dla dobrej aktorki nagranie nie byłoby problemem. Jak Siostra sie pojawi, pewnie sie po nas przejedzie;)
                • 09.08.13, 18:55
                  Bez obaw, ja też miałam problemy z obejrzeniem :)
                  Byłam bardzo zmęczona i pod koniec spektaklu musiałam walczyć z sennością. W efekcie zanotowałam, że to Barbara (plus za imię, hehe) zabiła, ale dlaczego to już jakoś mi umknęło. Dzięki, Pepsic. Ale nie wiem, skąd sekretarka znała jej przeszłość.
                  Zgadzam się z Grekiem, fajna postać inspektora policji.
                  Tak, Milewska wyglądała niekorzystnie, ale podobały mi się jej ciuchy, zwłaszcza ten kostium bluzka+spodnie. Lata 70-te w pełnej krasie. A Chamiec znowu miał fantazyjną fryzurę :)
                  • 10.08.13, 15:44
                    a co sądzisz/sądzicie o tym nagłym sekrecie z przeszłości aktorki, który był motywem
                    zabójstwa ? wcześniej nie było żadnych symptomów, że aktorka ma uraz wobec sekretarki.
                    nawet nie chodzi o jakąs otwartą agresję, bo to by zdradzało za wiele, ale o jakieś
                    niuanse, o to że np. aktorka w czym nagle ustępuje sekretarce, albo że jest pod jej
                    tajemniczym wpływem, słowem - że coś tam w ich wzajemnej relacji jest zagadkowego.

                    a tutaj nagle, deus ex machina - sekretarka znała tajemnicę aktorki.

                    trochę to naciągane, nie uważacie ?

                    hehe, Siostro, a zwróciłaś uwagę na Chamca doklejone bokobrody ? przy tej grzywce powstawało wrażenie, że włosy i te pekaesy tworzą jedną całość, hehe. ale temu Chamcu zrobili przysługę ;]
                    • 11.08.13, 13:32
                      Juz wcześniej pisałam, że suspens zawodzi. Chamiec w peruce i sztucznych bokobrodach a la Piast Kołodziej z pewnością pomylił plany zdjęciowe;)
      • 09.08.13, 12:55
        Średnio mi się podobało. Milewska za bardzo manieryczna, a motyw naciągany, wymyślony aby zbyć. Swoją drogą, co za koszmarna peruka i postarzający image. Dużo ładniej wyglądała po 40 latach w "Złotopolskich". Nie odgadłam mordercy, ale przez głowę przeleciała myśl, że męskie postaci są płaskie i od sztancy, więc nie sposób wpaść na jakikolwiek trop. Z tym że jednym okiem oglądałam, bo pomału się pakuję. Za to od początku tj. od opisu by Grek miałam przeczucie, że ofiarą padła właściwa osoba.

        Na ""oo7" się załapałam i luzacki wątek ze D. Stalińską oraz mistrzowsko zagrane przesłuchanie W.Drzewicza w roli zawiedzionego menela z cytatem: "myślałem, że zawodowiec rozmawia z zawodowcem". Fajnie wyglądała L.Łącz, za to B.Brylską jedną z najpiękniejszych niegdyś aktorek bardzo skrzywdzili, nie do uwierzenia.
        :)
        • 09.08.13, 14:31
          dodałbym jeszcze, ze w Lalce Milewska też może się podobać.
          mnie jakoś bardziej przypadła do gustu niż Braunek.

          pozwól, że [także] Ciebie pomolestuję :] - kto okazał się killerem ?

          [otumaniło mnie w momencie, kiedy znalezione zostaje ciało sekretarki w stroju Mikołaja i
          nagle wszyscy dżentelmeni zaczynają się ze sobą sprzeczać, następuje gwałtowna wymiana zdań i pretensji - myślę sobie : przymknę oko i zaraz otworzę, dobry moment ku temu... no i otworzyłem, jak na złośc, podczas napisów końcowych, hehe]

          interesujące wydało mi się to, ze każdy mógł pasować do zgromadzonego
          materiału : poeta, bo wierszyk i forma szantażu - wizażysta, bo sukienka
          lalki, następny bo atakujący pytaniami [jak głos w słuchawce] i to dośc natrętnie, a
          Chamiec zdaje się miał motyw czysto finansowy. mlody fotoreporter, do czasu
          wykluczenia go z listy - też stwarzał wrażenie podejrzanego. nawet inspektorowi
          nie wierzyłem, bo na początku, tak to zarejestrowałem - poprawcie mnie jeśli
          się mylę - nie wylegitymowal się.

          ale koncept z tymi pogróżkami przez telefon, za pomocą spowolnionego "zagęszczonego" głosu z tym tekstem : "zna już pani moje nazwisko ? nazywam się Śmierć" - prima sort :] brzmiały naprawdę jak z horrorA :]

          cos w tym jest, nieprawdaż ?
          tyle dzisiaj możliwości, tyle środków, przyzwolenie na odsłanianie i w ogole moda jakaś
          taka łaskawsza dla kobiet, a naprawdę atrakcyjnych aktorek dzisiaj jak na lekarstwo.
          za to w tych dawnych filmach i serialach... jedna na drugiej i trzecią pogania :]
          • 09.08.13, 15:00
            Sama i niepytana powyżej się namaściłam;)

            Równo poobdzielane motywy wydały sie podejrzane, ale nie miałam pomysłu w tym najgorętszym dniu lata.

            O tak, nagranie wyszło świetnie.

            Dyskusyjna uroda Braunek już przed kręceniem "Potopu" wywołała ożywione debatę ogólnonarodową. A mogli wybrać Brylską.
            • 09.08.13, 16:52
              bardzo piątka :]

              no to miałaś nosa, metodą wykluczenia niejako trafiłaś ;]

              mogli, ciekawe jak by wyszło.
              ale, wiesz, mnie Braunek pasuje do roli Łęckiej.
              jest idealnie zmanierowana, pół-dziewczyna pół-kobieta, ten rozmamlany wzrok i
              tym większe wrażenie robią nagłe "ataki" jej samoświadomości. uroda Braunek
              pasuje do tego typu roli, Brylska możliwe że byłaby jednak zbyt dojrzała do
              tej roli, może zabrakłoby jej tego infantylizmu pomieszanego z ambicją - w oczach,
              w mowie ciała, w tonie głosu.
              • 09.08.13, 17:01
                Grek, miałam na myśli "Potop" i Oleńkę Bilewiczówną. Tak sie jakoś rozpędziłam. Co do Braunek jako Izabelli, hm... nie mam zdania.
          • 10.08.13, 11:00
            grek.grek napisał:

            > cos w tym jest, nieprawdaż ?
            > tyle dzisiaj możliwości, tyle środków, przyzwolenie na odsłanianie i w ogole moda jakaś> taka łaskawsza dla kobiet, a naprawdę atrakcyjnych aktorek dzisiaj jak na lekarstwo.
            > za to w tych dawnych filmach i serialach... jedna na drugiej i trzecią pogania
            > :]

            Greku - no co Ty, przeciez najwieksze przyzwolenie na odslanianie bylo wlasnie wtedy, w czasach tamtych aktorek, wystarczy poogladac "O7 zglos sie".
            Teraz to one sie zaslaniaja w porownaniu do tamtego okresu, wtedy pokazywano w zasadzie wszystko.

            --
            Maniaczytania - blog
            • 10.08.13, 12:19
              masz rację, Maniu :]
              mnie chodziło bardziej o relację w stosunku do tzw. kultury codzienności [także medialnej].
    • 10.08.13, 11:32
      sobota:
      tvp1 20.25 - "Oszukana" z Angelina Jolie w roli glownej, rezyser - Clint Eastwood (!) - dramat oparty na faktach o matce poszukujacej zaginionego syna i walczacej z ... policja; podobno bardzo dobry;
      tvp2 23.20 - Denzel Washington jako "Huragan"
      tvn dzis komediowo-romantycznie - o 20.00 "Masz wiadomosc", a po nim o 22.25 "Mickey Blue Eye" - obydwa sympatyczne i na pewno 'ogladable'

      niedziela:
      tvp2 - pora wybitnie 'Grekowa' ;) - 02.00 - "Enak" dramat polski z Irene Jacob;
      tvn 20.00 - "Asterix i Obelix: Misja Kleopatra" - chyba najzabawniejsza czesc serii, do tego z piekna Monica Bellucci w roli Kleopatry;
      tvp Kultura - 20.20 - dla Was milosnicy Allena - "Przejrzec Harry'ego"
      tvn7 - 23.10 - "Miejski obled" z Johnem Travolta - ogladalam kiedys, bardzo dobry film;

      poniedzialek:
      tvp1 20.25 - klasyka ;) "Sami swoi"
      tvp Kultura - 21.05 - "Dziewczeta z Nowolipek", a o 22.45 "Co wiesz o Elly?"
      polsat 20.05 - moj wybor na ten wieczor - "X-Men - Ostatni bastion"

      wtorek:
      tvp1 20.25 - "Nic do oclenia" francuska komedia
      tvp Kultura 21.05 - "Rajska jablon"

      sroda:
      tvp2 21.15 - "Robin Hood ksiaze zlodzie" - Kevin Costner ;)
      polsat 20.35 - hmm, mozna samemu sie przekonac, jak wielki to 'gniot' - "Kac Wawa"
      tvn 20.50 - i to moze byc interesujaca propozycja - "Krolestwo" - inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia tajnej misji amerykanskiej w Arabii Saudyjskiej, w roli glownej Jamie Foxx;
      tvn7 -20.00 - klasyka gangsterska czyli "Chlopcy z ferajny"
      tvp kultura - Barbara Sass po raz trzeci 21.05 - "Jak narkotyk", a o 23.35 "Grbavica"

      czwartek:
      tvp1 - 13.40 "Tredowata", 15.25 "Sami swoi", 20.25 "1920 Bitwa warszawska" - ktos bedzie sprawdzal wielka superprodukcje? ;)
      tvp2 - 10.40 "Spartakus", 15.15 "Robin Hood ksiaze zlodziei", 20.25 "Kowboj z Szanghaju";
      polsat - 13.30 "Anna i krol" - bardzo przyjemny i ladny film z Jodie Foster w roli guwernantki krolweskich dzieci, 20.00 - "Siostry", jako siostry Cameron Diaz i Toni Colette = poluje na ten film od dluzszego zasu, wiec w koncu chyba obejrze;
      tvn - 20.00 "Z ust do ust" calkiem niezla komedia o tym, jak Jennifer Aniston orientuje sie, ze film "Absolwent" oparty jest na historii jej rodziny, a Dustinem Hoffmanem jest Kevin Costner ;), pozniej o 22.05 "Przyneta" z Jamiem Foxxem;
      tvn7 - 11.55 "Gdzie jest general" polska komedia, 20.00 klasyka musicalu "Grease";
      tvp kultura - Kobra - "Smierrc w najszczesliwszym dniu";
      tvp Puls - 15.00 "Ella zakleta" swietna bajka nie tylko dla dzieci!

      --
      Maniaczytania - blog
      • 10.08.13, 13:11
        Dzięki, Maniu :) Lista wygląda nieźle, chociaż może jeden, dwa filmy chciałabym zobaczyć.

        Od siebie dodam jeszcze "Ostre psy". W tvn 7 w środę, a właściwie już w czwartek o 0.05. Po raz TRZECI z rzędu ten film jest pokazywany po nocy! Jakby to był film dla dorosłych, a nie komedia i to świetna. Ręce opadają. Może wysłać do stacji jakąś petycję? :)
      • 10.08.13, 14:25
        Ooo, moje dwie ulubione pozycje: "Przejrzeć Harrego" i "Co wiesz o Ellly". Króciutko skomentuję tylko "Z ust do ust". W pewnym momencie nie na żarty się wystraszyłam, że Costner nie przepuści również wnuczce;) Z tego , co pamiętam o "Oszukanje" Barbasia pisała w superlatywach, zatem żałuje, bo nie dam rady.

        Ps. Od jutra mnie nie będzie. Pozdrówka:))
        • 10.08.13, 15:35
          yes, Barbasia chwaliła "Oszukaną".

          no nie mów :] na jak długo wyjeżdzasz ?

          • 11.08.13, 13:36
            Na 10 dni. Nieuniknione, że nadmorska, kapryśna aura wygoni mnie wcześniej.
            Wszystkim mówię do zobaczenia:))
            • 11.08.13, 14:05
              Udanego wypoczynku i pięknej pogody, Pepsic! :)
            • 11.08.13, 14:11
              Życzę Ci przyjemnych widoków i godnych zapamiętania wrażeń... albo na odwrót :]
        • 12.08.13, 19:30
          Pepsic - milego wyjazdu! :)


          Greku, Siostro - a kiedy kolej na Was?

          --
          Maniaczytania - blog
          • 12.08.13, 19:39
            Wyjeżdżam na urlop w przyszłą środę, na tydzień. Na szczęście będzie już Barbasia :)
            Grek to chyba zostanie na posterunku :)
            • 13.08.13, 14:47
              Ty też ?! :]

              W te środę jutro ?
              Udanego wypoczynku, Siostro, baw się dobrze :]

              yes, trzymam wachtę na statku pijanym :]
              • 13.08.13, 18:28
                Ja też. A jeszcze tydzień temu myślałam, że odpocznę sobie w domu, bedę oglądać filmy i namiętnie pisać na forum :)

                Przecież napisałam, że w przyszłą środę :) Ale dzięki za życzenia :)
                • 14.08.13, 14:27
                  czyli, drapnęło cię z zaskoczki ? ;]

                  ano tak, ze strachu źle przeczytałem :]
                  życzenia nie dezaktualizują się, ale i tak napiszę je raz jeszcze
                  we wtorek, hehe.
                  • 14.08.13, 14:28
                    * Cię :]
                • 15.08.13, 17:47
                  Dobrego wypoczynku, Bronte!
          • 13.08.13, 14:44
            ja jestem pracoholikiem ;]
            • 15.08.13, 23:39
              grek.grek napisał:

              > ja jestem pracoholikiem ;]
              Właśnie widzę.

              Też by Ci się przydało odłączenie od sieci na kilka dni.
              • 16.08.13, 13:30
                nie dam się; na wszelki wypadek mam pistolet na wodę i nie zawaham się go użyć ;]]
                • 20.08.13, 15:28
                  grek.grek napisał:

                  > nie dam się; na wszelki wypadek mam pistolet na wodę i nie zawaham się go użyć ;]]

                  :)))
                  Tak, rozwiązanie siłowe chodziło mi po głowie ... ;)

                  ;)
      • 10.08.13, 15:34
        w czwartek jakieś święto jest ?

        "Oszukaną" Barbasia nam opisywała kiedyś.

        "HUragan" z Denzelem to chyba mnie przypadł ;]
        niezły całkiem, aczkolwiek ze sporą dawką dydaktyzmu.

        "Jak narkotyk", "Grabivica", "Co wiesz o Elly" sa w naszym archiwum.
        w sumie, ma się tę bazę ;]

        "Kac Wawa', "Bitwa Warszawska" - czyli, będą hity ;]

      • 10.08.13, 15:38
        swoją drogą, ciekawe co tam Barbasia wakacyjnie zdązyła zmalować ? :]

        jak myślicie ?
        ja codziennie wypatruję informacji o "rowerowej piratce" ;]

        pewnie opala co się da, zajada frykasy i podrywa na potęgę ;]]
        • 11.08.13, 13:37
          Jestem pewna, że poukładana Barbasia nawet na wakacjach jest grzeczna;)
          • 11.08.13, 14:13
            wiesz, ona nas ttrochę pod włos bierze ;]
          • 11.08.13, 14:14
            kokietuje, znaczy się :]
          • 15.08.13, 15:50
            pepsic napisała:

            > Jestem pewna, że poukładana Barbasia nawet na wakacjach jest grzeczna;)

            Kochana Pepsic! :)))
        • 15.08.13, 12:46
          grek.grek napisał:

          > ja codziennie wypatruję informacji o "rowerowej piratce" ;]

          Ooo! Grekuniu! :)))

          Cąłą pierwszą noc po tym jak się odłączyłam rozmawiam postami we śnie z Wami, z Tobą głównie.


          > pewnie opala co się da, zajada frykasy i podrywa na potęgę ;]]

          Tak właśnie jest! ;))) Skąd wiesz???

          • 15.08.13, 13:51
            She is back ! :]

            cześć, Barbasiu :]
            jak było ???

            hehe, prześladujemy Cię po nocach ;]]

            haha, very gut zatem :]
            • 15.08.13, 15:49
              :)))
              Cześć Greku! Cześć Wszystkim Czuwającym!

              Na chwilę wróciłam, jak obiecałam, potem zniknę , ale na krótko. ;)


              A wiesz, że mi się śniłeś dziś w nocy. Ale jakoś tak smutno, nie mogłam Cię znaleźć albo Ty się nie chciałeś znaleźć!? Już nie pamiętam dokładnie.

              :)

              • 15.08.13, 16:10
                halo, Barbasiu :]

                czy miałem fizjonomię kocią ? ;]]
                mnie się śniło, że gdzieś się zgubiłem, w jakimś takim budynku z wieloma salami,
                bez okien, ni to biurowymi, ni to wykładowymi, ni to coś - i kręciłem się jak szczur
                w mące, a nie mogłem się z niego wydostać, hehe, tylko jakoś nie wiem, czy
                chciałem wyjść tak naprawdę, czy raczej po prostu po nim łazikowałem. może
                dlatego, ze się zgubiłem w tym budynku - nie mogłaś mnie znaleźć ? ;]
                • 15.08.13, 16:29
                  :))
                  O! Interesujący sen.

                  Nie spotkałam Cię we śnie, więc nie wiem, czy miałeś kocią fizjonomię...
                  :)



                  • 15.08.13, 16:45
                    haha ;] tak mi się napisało, bo ględze o tych kotach tyle, że nie zdziwiłbym się
                    jakbym juz zaczął się w ten sposób kojarzyć.
                    przepraszam, że tak o sobie :]

                    jak udały Ci się te krótkie wakacje ?

                    [słońce, uczty podniebienia, podryw... brzmi nieźle :]]
                    • 15.08.13, 17:04
                      Opaliłam się, wyleżałam się, natleniłam, odpoczęłam, pojadłam dobrych lodów , kupiłam na wyprzedaży dwie sukienki ;) ...

                      W kwestii podrywów - słabo ... ;/
                      • 16.08.13, 13:32
                        znaczy się, owocnie było :]

                        no coś Ty ? zabrakło odpowiednich obiektów ? ;]
                    • 15.08.13, 17:50
                      > haha ;] tak mi się napisało, bo ględze o tych kotach tyle, że nie zdziwiłbym się
                      > jakbym juz zaczął się w ten sposób kojarzyć.


                      Mój komputer widocznie jeszcze nie przyjął tego skojarzenia. ;))
                • 15.08.13, 22:47
                  grek.grek napisał:

                  > mnie się śniło, że gdzieś się zgubiłem, w jakimś takim budynku z wieloma salami

                  Niesamowity ten sen, w kontekście mojego...

    • 10.08.13, 12:20
      Najlepsza bezdyskusyjnie pora filmowa, jak dla mnie, przychodzi wtedy, kiedy pada deszcz :] I to mocno pada. Tak jak wczoraj. Od razu mnie naszło, żeby coś obejrzeć. Padło na powyższe "Trzy pogrzeby Melquiadesa Estrady".

      I wyszło mi, na koniec, że to bardzo dobry wybór był :]
      Dołem storyline, czyli bezlitosny spojler, hehe.

      Całośc jest podzieliona na trzy rozdziały, czyli trzy pogrzeby. W pierwszej akcja jest wymieszana, nie trzyma się chronologii, w następnych jest już "po bożemu".

      Rzecz się dzieje na pograniczu amerykańsko-meksykańskim. Codziennie setki, a moze i tysiące Meksykanów próbuje sforsować zieloną granicę oddzielającą ich od "raju", gdzie każdy ma prawo do swojego american dream albo przynajmniej śmierci w dązeniu do jego spełnienia.

      Pewnego dnia zostaje znalezione ciało zabitego Meksykanina, tytułowego Melquiadesa. Na posterunku miejscowej policji dokonuje się rytualnych czynności ewidencyjnych. Dowiaduje się o sytuacji miejscowy ranczer, Pete, starszy jegomośc o surowej twarzy Tommy Lee Jonesa. Oznajmia, że Melquiades był jego przyjacielem i że chciałby móc zaopiekować się jego zwłokami. Nie dostaje na to pozwolenia, ciało musi zostać zbadane przez koronera, sporządzona musi zostać raport z sekcji, a poza tym - nie ma takiego prawa, które zezwala ot tak sobie, brać czyjeś zwłoki do domu.

      Pete i Melquiades istotnie byli przyjaciółmi. Pewnego dnia, Melquiades powiedział Pete'owi, że gdyby mu się cos stalo - Pete ma go pochować w rodzinnej wsi Jimenez. I zawiadomić żonę. Melquiades wyposaża Pete'a w naszkicowane miejsce położenia wsi oraz w zdjęcie, na którym jest on i ładna Meksykanka wraz z trójką dzieciaków. Pete się trochę podśmiewa z Melquiadesa, mówi "uważaj, bo prędzej to ty mnie będziesz musial pochować, jestem od ciebie znacznie starszy". Istotnie, o ile Meksykanin wygląda na jakieś około 40, to Pete dobiega zapewne 60-tki.

      O tym : kto zabił Melquiadesa wiadomo mniej więcej od początku - zrobił to młody policjant z e Straży Pogranicza, Mike Norton. Właśnie się przeprowadził z Cincinatti, to jego debiutancki miesiąc na służbie. W pierwszej części narysowany zostaje jego portret : ma mlodą, ładną żonę, ale absolutnie się między nimi nie układa [m.in zdecydowanie najsmutniejsza, najżałośniejsza scena seksu w historii kina]. Żona tęskni za miastem, które opuścili, nie umie sie odnaleźć w nowym miejscu. Całe dni przesiaduje w miejscowym barze, gapi się w telewizor, a wydarzeniem miesiąca ma być wyprawa do centrum handlowego w sąsiednim miasteczku. Mike ożywia się tylko w pracy, a dokładniej - kiedy ściga między kaktusami i innym zielskiem meksykańskich imigrantów. Nie ma skrupułów, jak trzeba dziewczynę strzelić pięścią w nos, żeby ją złapać - robi to bez zastanowienia.

      Scena śmierci Melquiadesa jest przedstawiona w dwóch wariantach. Najpierw w perspektywy Mike'a, a potem samego Estrady. Było to tak : Melquiades, nielegalny imigrant, już nieco się zadomowił po amerykańskiej stronie, ma nawet małą chatynkę gdzie hoduje kozy. Któregoś razu dostrzega lisa kręcącego się w pobliżu. Łapie za strzelbę i wygarnia do rudzielca. Za chwilę sam obrywa dwie kulki. Pada i za chwilę umiera. Tak to było z jego punktu widzenia. Z punktu widzenia Mike'a było tak : patrolując okolicę wysiadł z auta, wziął świerszczyk i usiadł sobie, na kamieniu żeby tym świersczykiem się nacieszyć - nagle usłyszał dwa strzały, jakby w jego kierunku. Zdjęty strachem poleciał do samochodu po karabin. Zajął pozycję strzelecką i posłał dwie kulki. Potem pobiegł zobaczyć efekty - znalazł dogorywającego Meksykanina. Chciał mu pomóc, ale było juz za późno.

      Melquiades i Pete byli przyjaciółmi. Zanim pierwszy przeszedł do Krainy wiecznych łowów - umówili się na randkę z dwiema kobietami. Pierwszą byla... sfrustrowana żona Mike'a. Drugą, atrakcyjna jejmośc w średnim wieku, żona szefa baru, Rachel - zajmująca kobieta, przyjemna, seksowna, sypiająca z... trzema mężczyznami - Pete'em, z miejscowym szeryfem [zabawny typek z problemami z erekcją]... co naturalne - z własnym mężem, panem w sile wieku. I wszyscy faceci o sobie nawzajem wiedzą :] Komiczna sytuacja. I żaden nie próbuje utrącić konkurencji, jakby się pogodzili z sytuacją. Randka była udana, w western style ;], a piszę o tym, bo to dodaje smaczku sytuacji - MIke Norton zastrzelił faceta, z którym zdradziła go żona, jakkolwiek Mike nie wiedział o tym i być może nigdy się nie dowie.

      To Rachel podsłuchała rozmowę szeryfa z szefem Pograniczników, z której wynikało, że młody debiutanta zastrzelił Melquiadesa. Sytuacja nieklomfortowa. Obaj panowie umówili się, że nie będą drążyć tematu. Ot, zginał imigrant, człowiek bez twarzy, a po co narażać na szwank dobre imię Straży Pogranicza, a szeryfowi nadkładac roboty i nieprzyjemności prawnego dochodzenia.

      Melquiades zostaje więc pochowany przez służby miasteczka. Dostaje mały biały krzyż, na którym wypisane jest tylko jego imię.

      Rachel jeszcze tego samego dnia powiadamia Pete'a, że to Mike Norton zabił Melquiadesa. Pete prowadził coś w rodzaju prywatnego śledztwa, wiedział bowiem, jakiego typu pociski znaleziono w ciele przyjaciela. Próbował na tej podstawie dowiedzieć się, czy zabiła go policja czy Służba Graniczna, ale nic nie wskórał tym sposobem.

      W nocy Pete pojawia się w domu Nortonów. Dośc obcesowo traktuje MIke'a - trzymając go na muszce pistoletu : każe mu się ubrać w służbowy mundur, nałożyć sobie kajdanki; żonę Nortona - Pete przywiązuje do fotela, knebluje, włącza jej telewizor i przykrywa troskliwie kocem po samą szyję ["żebyś nie zmarzła"].

      POtem zabiera ze sobą, a właściwie popycha przed sobą, MIke'a. Prosto do grobu Melquiadesa. Każe Mike'owi wydobyć z niego worek z ciałem zmarłego, a następnie wydostać na powierzchnię. Sami rozumiecie, że cięzka go sprawa, zwłaszcza jeśli Mike nie jest siłaczem, Melquiades trochę ważył, grób zwykle jest dośc głęboki, a pracę Mike musi wykonywać skrępowanymi kajdankami rękoma.

      Kiedy już w pocie czoła i znoju Mike wyciąga ciało, Pete jedzie z nim do chaty Melquiadesa. Spokojnie opowiada mu o Melquiadesie, o tym że byli przyjaciółmi, pozwala mu, a nawet nakłania, do tego by napił się z kubka, z którego zmarły korzystał, a następnie każe Mike'owi przebrać ciało Melquiadesa w odświętne ubranie, a samemu założyć melquiadesowe codzienne ubranie. Milke jest zdezorientowany, ale jak facet z bronia każe, to chyba nie ma wielkiego pola do polemiki.

      Rankiem Pete zabiera Mike'a w drogę do Jimenez. Na jednym koniu Pete, na drugim zakajdankowany Mike, na trzecim ciało Melquiadesa zawinięte w koce, a na czwartym - jakieś zapasy czy cośtam. Pete wybiera drogę górską, wiedząc że szeryf i strażnicy niebawem zainteresują się nieobecnością w pracy Nortona, znajdą jego żonę, a potem ruszą w pościg. W górach będzie im znacznie ciężej.

      Tak jest w istocie. Wprawdzie szeryf dość szybko, intuicyjnie, wpada na trop Pete'a i jego kawalkady, i nawet mierzy do nich z karabinu, ale nie moze strzelić. Generalnie, od momentu zajścia z Melquiadesem - kiepski ma okres, erekcja nie nadchodzi, przez co spotkania z Rachel są marnej jakości [zabawne sceny], a teraz jeszcze odmawia mu posłuszeństwa instynkt łowcy ;] Samochodem nie da się po drogach górskich jeździć, więc szeryf chce okrązyć Pete'a jadąc traktem. Traf chce, że auto ma defekt, wpada w dziurę i jest niezdatne do użytku. Pościg więc chwilowo pada.

      Droga górska jest pełna pułapek. Na jednej z przelęczy koń taszczący zapasy dostaje szajby i spada w przepaść.

      Kiedy zatrzymują się na nocleg, Pete każe spać MIke'owi w sąsiedztwie trupa Melquiadesa. Nie zasłoniętego. Melquidesa Pete traktuje jak żywą osobę, a przynajmniej nie jak trupa, którego trzyma się "w bagażniku". To wyraz szacunku dla przyjaciela, ale i nauka dla zabójcy. "On śmierdzi, nie mogę spać", mówi Mike i probuje zmienić miejsce spoczynku. Pete mu tego zabrania. A kiedy po zwłokach Melquiadesa zaczynają łazić mrówki, Pete rzuca się do oczyszczania go z nich, używa nawet ognia.
      • 10.08.13, 13:02
        W trakcie wędrówki napotykają samotny dom - mieszka tam niewidomy starszy jegomość. Akurat siedzi na werandzie i słucha hiszpańskiej muzyki przez radio ; "nie znam hiszpańskiego, nie wiem o czym jest ta piosenka, ale bardzo lubię brzmienie tego języka", zwierza się. A potem gości ich chlebem i solą, czyli : najpierw pozytywnie odpowiada na pytanie Pete'a na to, czy ma jakieś środki chemiczne w domu - daje mu olej silnikowy czy coś takiego i Pete wpompowuje tenże olej w ciało Melquiadesa, żeby je zakonserwować lepiej i odstraszyć insekty. A potem zasiadają do stołu. Nie wiem, co im starszy pan podał do jedzenia, ale głodny jak wilk Mike wypluł go po pierwszym kęsie. Staruszek powiada im, że "Daję sobie jakoś radę, syn odwiedza mnie co miesiąc i przywozi mi wszystko, co potrzebne... ale syna nie było już od pół roku. Żyję z zapasów". Kiedy szykują się do odjazdu jegomość ma do nich prośbę - chce, zeby go... zastrzelili. "Mój syn już nie przyjedzie, wiem o tym, mówił mi kiedyś, ze ma raka, chciał mnie nawet zabrać do siebie, do miasta, ale... ja nie umiałbym tam żyć, całe życie spędziłem tutaj" - Pete mu odmawia. Staruszek "Nie mogę zastrzelić siebie sam, bo obraziłbym Boga", na co Pete "My też nie możemy Go obrazić". I odjeżdzają. A niewidomy dziadek powiada "dobrzy z was ludzie... zastrzelcie mnie" - ale ta prośba już nie dotrze do uszu Pete'a.

        Kiedy do chaty staruszka dociera pościg policyjny i pytają czy widział kogoś, powiada "nie widziałem nikogo od 30 lat" :] A kiedy pytanie zostaje poprawione na "czy słyszał ?" - odpowiada, że nie. Lojalny człowiek. Mimo ze go nie zastrzelili :]

        Podczas przejścia przez obszar pustynny, nagle traci równowagę wierzchowiec pod Pete'em. Przygniata jeźdzca. Mike wykorzystuje moment i rzuca się do panicznej ucieczki. Drze przed siebie, z rękoma spiętymi kajdankami, wypada na przestrzeć trawisto-kamienista, między krzaczory i inną florę. Szybko drze na sobie spodnie, z częsci materiału robi sobie prowizoryczne "obuwie" [zapomniałem napisać, ze Mike jedzie boso, jak mu kazał Pete]. I chodu. Jak zając :]

        Pete oczywiście odzyskuje kontrolę nad sytuacją. I dalsze losy ucieczki Mike'a są przekomiczne. Chłopak wieje ile sił w nogach, ale... palące słońce, brak orientacji w terenie, no i pragnienie powodują, że co jakiś czas odpoczywa cięzko dysząc - a wtedy zaraz z boku pojawia się Pete jadący konno i prowadzący pozostałe dwie chabety [dobra dobra, calkiem dobrze odżywione, hehe]. W którymś momencie Mike biegnie, coraz wolniej oczywiście, a Pete towarzyszy mu jakieś 10-15 metrów z boku. Tak dyskretnie :] Mógłby go złapać, ale po co ? Uciekaj, biegnij, aż się dowiesz sam, ze to nie ma sensu. Czysty komiz. I ta mina Pete'a "kolego, jak długo jeszcze chcesz grać tę farsę ?" :]]

        W takim kuriozalnym spęciu docierają do fragmentu górzystego. Tam Mike wskakuje w jakieś skalne wyłomy, oczywiście - dopada go tam grzechotnik. Mike toczy z nim bój, kwicząc i kwiląc na przemian, dusi gada, ale sam zostaje ukąszony i traci przytomność - w pierwszym momencie chyba bardziej ze zmęczenia i szoku :].

        Kiedy dociera na miejsce Pete, któremu wolniej idzie pokonywanie tego akurat odcinka, Mike'em zajmuje się grupka imigrantów meksykańskich. Pete prosi ich o pomoc, bez niej Mike umrze niebawem, kiedy jad zacznie działać. Przywódca grupy powiada, że sam nie da rady, ale zna jedną znachorkę w niedalekim miasteczku. W zamian za konia zgadza się zaprowadzić tam Pete'a razem z Mike'em. Mike zostaje więc przerzucony przez grzbiet koński, wierzchowcem manerwuje Meksykanin, a na trzecim koniu buja się nadal ciało Melquiadesa zawinięte w koce.

        Mike odzyskuje przytomnośc podczas przeprawy przez rzekę. Krzycząc chce uciekać znowu. Tym razem Pete już nie żartuje sobie. Łapie go na lasso za szyję i po prostu przeciąga za sobą przez wodę, jak worek ziemniaków :]

        W miasteczku, istotnie jest znachorka, co leczy ziołami. Wiecie kim ona jest ? To ta sama dziewczyna, której Mike Norton złamał nos waląc ją w twarz kiedy gonił za imigrantami przekraczającymi granicę :]] Taka karma :] Ona go od razu poznaje. Nie ma zamiaru go leczyć. Ale Pete ją prosi. Jedno spojrzenie i dziewczyna decyduje się jednak pomóc. Noga wygląda tragicznie, czarna i spuchnięta jak balon. Operacja przyjemna nie jest, ale po wszystkim - Mike powoli dochodzi do siebie. Dziewczyna przynosi mu herbatę - Mike nie chce jej pić, a jako że czuje się już nieco lepiej : dziewczyna wylewa na niego ukrop, a potem strzela go prosto w nos dzbankiem - "jesteśmy kwita".

        Kiedy Mike może już trochę chodzić - przysiada się do kobiet łuskających fasolę. I zabawnie to wygląda : dziewczyna z zaklejonym nosem i Mike z nosem zaklejonym siedzą obok siebie i patrzą na siebie bez słowa :]

        A Pete pielęgnuje cialo Melquiadesa, coraz bardziej deformującą sie twarz, przycina mu wlosy nawet :] Korzysta też z okazji, i z wioski dzwoni do Rachel. Ona informuje go, że trwa pościg za nim, a on proponuje jej... "rzuć męża i przyjedź do mnie, zostań moją żoną". Ona jest strasznie poruszona, ale odmawia instynktownie. Pete powołuje się na jej słowa podczas randki "mówiłaś, ze TO MNIE kochasz", ona "kocham męża". I rozłączają się, a ona jest w zupełnym szoku, bo być moze uświadamia sobie w tym momencie, że już nigdy w jej życiu nic się nie zmieni, że się wystraszyła w kluczowym momencie, wybrała stablizację u boku męza, który nawet nie pamięta od ilu lat są malżeństwem i którego - wbrew temu co mówi - wcale nie kocha.

        Ruszają w dalszą drogę, spotykają gromadę meksykańskich imigrantów, ogląających telewizor na samochodzie, którym podrożują. Przysiadają się do nich. Pete prosi o wskazówki dotyczące dalszej drogi. A Mike widzi, ze Meksykanie oglądają... ten sam serial, który bez przerwy oglądała jego żona, a i on przy okazji. "Znam ten odcinek", cieszy się. I zaraz smutnieje, i płakać mu się chce - jakby zaczynał rozumieć, jak wiele stracił, jak słabo się starał. Kiedy na odchodnym, Meksykanie obdarowują go życzliwie flaszką rumu, beczy już prawie otwarcie - okazują mu tyle serca, tacy dobrzy ludzie, a on był takim bucem, kiedy "wykonywał swoje obowiązki".

        Wreszcie docierają do miasteczka, za którym powinno być, wedle mapy jaką Melquiades wyrysował Pete'owi, Jimenez. W miejscowej... klubokawiarni ;] Pete zasięga języka. Dowiaduje się rzeczy przedziwnych : otóż NIE MA wioski o nazwie "Jimenez". NIE MA i kropka. W miejscu tym zaś, w którym się właśnie znajduje : nikt nie zna człowieka o nazwisku "Melquiades Estrada". Nawet facet, który mieszka tutaj od zawsze i zna wszystkich. Znana jest tylko kobieta ze zdjęcia - ale pod zupełnie innych imieniem niż ją przedstawił Pete'owi Melquiades, ma ona na imię Rose. Pete od razu do niej idzie, a ona nie ma pojęcia o żadnym Melquiadesie, ma męża, dzieci i nie chce żeby jej zawracano gitarę. Pete jest w kropce.

        Przypomina sobie plastyczny opis "JImenez", jaki mu przedstawił Melquiades. Jedzie dalej, w to miejsce w którym powinno ono być. Nie ma tam żadnej ludzkiej osady, ale jest... to piękno krajobrazu, o którym mówił Melquiades. I nagle Pete rozpoznaje wszystko : Jimenez, to po prostu "miasto" stworzone w wyobraźni przyjaciela, jego faktyczny zarys, "sklep", "dom", "cmentarz" nie są namacalne, ale są elementami charakterystycznymi : stertą kamieni, fragmentem przestrzeni.

        Każe zsiąść z konia MIke'owi i razem robią dach prowizorycznej chaty, ufunduowanej na odpowiednio położonych kamieniach. Tam spoczywa ciało Melquiadesa. To jego symboliczny, drugi, pogrzeb.

        Potem Pete nakazuje Mike'owi - już od pewnego czasu bez kajdanek - wygrzebać grób. Tam ostatecznie zostaje Melquiades pochowany, po raz trzeci i definitywnie. Mike pracuje gorliwie, stara się naprawdę, jakby zaczynał rozumieć sens tego wszystkiego.

        A potem przychodzi noc. Rano Pete budzi obcesowo Mike'a. Rzuca go na kolana przed drzewem na którym umieszcza zdjęcie Melquiadesa.
      • 10.08.13, 13:21
        Wiecie, co jest zastanawiające ? - ze na tym zdjęciu Melquiades jest w cieniu, w pewnej oddali. Rzekoma żona i dzieci na pierwszym planie, on w tle, jakby tam był przypadkiem. Przedstawił Pete'owi to zdjęcie, jako foto swoje Z rodziną. A przecież na pierwszy rzut oka, coś tam nie gra. A jednak Pete wziął to śmiertelnie serio - dowód prawdziwej przyjaźni. Nie pytał o nic. [kto robił to zdjęcie ? ;)]

        Więc Pete każe teraz Mike'owi prosić Melquiadesa o przebaczenie. Kiedy namowa nie pomaga, zaczyna ostrzeliwać ziemię wokół Mike'a. I Mike wpada w płacz, a potem zaczyna swoją ekspiację. Pete dyskretnie zostawia go samego, bo wie i widzi, że Mike naprawdę żałuje. Naprawdę. Od początku żałował, już tam, w miasteczku, kiedy zastrzelił Melquiadesa. Czuł się źle, myślał ciągle, miał wyrzuty sumienia. Ta droga, droga pokutna jaką wyznaczył mu Pete - pogłębiła w nim ten odruch. Nauczyła szacunku dla życia, dla siebie, dla ludzi z którymi się spotyka. Pozwoliła uświadomić sobie błędy. I teraz Mike rycząc wyrzuca z siebie żal za grzechy.

        Kiedy się uspokaja, pojawia się Pete. "Jesteś wolny", mówi, "jedź dokąd chcesz, zostawiam ci konia". I odjeżdza. Misja zakończona. Mike pyta "dokąd mam jechać ?". Pete nie odpowiada. I kiedy Pete znika w ostępach, Mike krzyczy za nim "Halo, dasz sobie radę sam ?" :]. MOżna zatem założyć, że za chwilę do niego dołączy [?]. W końcu... chyba obaj nie mają do czego wracać, zwłaszzca, że w międzyczasie żona Mike'a postanowiła wyjechać - widać moment, kiedy spakowana wsiada do autobusu jadącego, zapewne, do Cincinatti. Dwóch rozbitków :]

        No i co powiecie ? dramat szekspirowski, tragedia antyczna i biblijna przypowieść - w jednym, nieprawdaż ? :] w plenerach pogranicza amerykańsko-meksykańskiego.

        świetny oczywiście Tommy Lee Jones, jako niebanalny mściciel, nauczyciel i twórczy wykonawca ostatniej woli, zaś Barry Pepper dzielnie poświęca się i pozwala soba poniewierać i wycierać podłogę, aż niemożliwie :] & Melissa Leo, w roli nieoczywistej zabawnie rozwiązłej żony właściciela baru.

        trailer :
        www.youtube.com/watch?v=H3P7wiVIhWk
        • 10.08.13, 14:37
          Powiemy: a nie mówiłam;)
          Nie odmówiłam sobie przyjemności obejrzenia częściowej powtórki. co tylko mnie utwierdziło o klasie, przy okazji pozwoliło sprawniej poukładać chronologiczne klocki.
          Niemniej jednak z przyjemnością zabieram się do czytania Twojego opisu. Nadmienię, że znudzona małżonkę Nortona zagrała January Jones znana jako Betty z Mad Men.
          • 10.08.13, 16:43
            aa, czyli nie zaskoczyłem Cię tytułem ? ;]

            dzięki, mam nadzieję, że nie popsułem za mocno tego filmu swoimi
            zawijasami.

            • 10.08.13, 17:00
              Dzięki, Greku. Jak zawsze świetnie napisane :)
              Ten film był już w tv parę razy, ale przyznaję, że "westernowy" klimat jakoś mnie zniechęcał. Ale widzę, że warto go zobaczyć.
              • 11.08.13, 14:09
                dzięki, Siostro :]

                stanowczo zachęcam do obejrzenia. zupełnie mnie zaskoczyła pojemnośc
                znaczeniowa tego filmu, tej drogi jaką odbywają Pete i Mike. plus wiele
                akcentów komediowych, dzięki którym mimo ciężaru sensów jest to
                rzecz całkiem lekka i nienamolna. plus aktorzy ofk :]
            • 11.08.13, 13:28
              Ależ skąd, kilkakrotnie lobbowałam, dodam bez skutku;) A Twój opis jak zwykle wyczerpujący. Mam tylko wątpliwość, czy rzeczywiście doszło do konsumpcji pomiędzy sfrustrowaną małżonką a Melquidesem? A tu mój bardziej zwięzły
              • 11.08.13, 14:18
                zawsze zapominam zajrzeć do archiwum... dzięki :]

                yes, masz rację.a to jest fajna scena, bo widać, ze i ona skrępowana i on sparaliżowany lekko, ale zaczynają tańczyć i coraz bardziej się ze sobą oswajają.

                wiesz, Penelope Cruz biła Javiera Bardema w "Vicky...", za to ze "zdradził ją spojrzeniem", więc... napisałem tutaj o "zdradzie", bo nawet jesli konsumpcji nie było, to chęć była i to niemała... :]]
    • 11.08.13, 14:39
      no i jak, oglądaliście "Oszukaną" wczoraj ?

      najpierw klasowy opis Barbasi :
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,89597144,93739944,Oszukana_2008_rez_Clint_Eastwood.html
      dzięki, Barbasiu, za świetny opis i za to, że dzięki niemu nam się wrył ten tytuł w pamięć :]

      zgadzam się z recenzją Barbasi, jak chodzi o całą estetykę filmową.
      zauważyliście, ze jak w polskim filmie robi się rekonstrukcję, to zazwyczaj pokazuje się 2-3 ulice, jakies podwórko i na takiej tyciej przestrzeni próbuje tworzyć wrażenie powrotu do przeszlości. Tymczasem w kinie amerykańskim pokazuje się całe połacie terenu [miejskiego zwłaszcza] odpowiednio udrapowane. U nas chodzi 20 osob po ulicy w strojach z epoki, tam statystów jest kilka setek. Itd :]

      trochę będę w kontrze jak chodzi o grę Angeliny.
      za często w stylu niemego kina mizdrzyła się do kamery ;], pomyślem w pewnym momencie, że jak akcja filmu dzieje się w latach 30-tych, tak Angelina gra w stylu lat 30-tych, a przecież chyba nie o to chodzi ? za to za sceny w psychiatryku i za atak na zabójcę podczas rozmowy w więzieniu na dzień przed jego straceniem, i w ogole za te momenty, kiedy gra po prostu człowieka bezsilnego wobec machiny urzędniczej rodem z Kafki - wielkie brawa.

      i w ogole... kto tak ją odchudził ? nóżki jak patyczki. w ogole, znacznie bardziej przypadła mi do gustu aktorka grająca tę blondynkę, którą bohaterka poznaje w szpitalu.

      sama historia niejednoznaczna, bez oczywistego happy endu. A już podejrzewałem, że moze jednak Klin dokręci moment, jak syn wraca do matki. Jednak w Ameryce nacisk na pozytywne zakończenie takich filmów jest spory, ilez scenariuszy tam już przerabiano czy utrącano z tego powodu... ;] Tutaj jest kompromis, nawet kosztem sprzecznych zeznań świadków - otwarta furtka.

      podobalo mi sie, ze w pewnym momencie mniej istotne staje się rozwiązanie dramatu rodzinnego, a kluczową okazuje sie sytuacja, w której walka samotnej matki z aparatem władzy determinuje bunt społeczny prowadzący do zmian w prawodawstawie i ukróceniu nadużyć policji.

      i tak mi jeszcze do glowy przyszlo, że to zabawne, iż ten film nakręcił nasz ulubiony Klin.

      Klin, ktory udziela przecież od zawsze poparcia Republikanom, którzy stworzyli coś takiego, jak Guantanamo, gdzie trzymają ludzi w skandalicznych warunkach i bez postawienia im jakichkolwiek zarzutów, sadząc, ze wyświechtanym sloganem "walkki z terroryzmem" można to bezprawie sankcjonować. czym Guantanamo i metody amerykańskich specsłużb róznią się od tych, z którymi Christine Collins mierzy się w filmie ?

      co sądzicie ?
      • 11.08.13, 21:45
        Będziemy bardziej " w kontrze" jeśli idzie o Angelinę. Zamiast niej mógł w tej roli spokojnie wystąpić dowolny wieszak na ubrania.
        • 12.08.13, 13:33
          rzeczywiście, kontra jest ostra :]]
      • 15.08.13, 13:10
        Cieszę się, że pamiętaliście Pepsic, Greku o mojej opowieści. To chyba jedyny film w naszym bogatym zbiorze, który udało mi się porządnie opisać. ;)

        Amerykańscy reżyserzy mają nieporównywalnie większe budżety na scenografię, kostiumy.

        cdn.

        Wracam za godzinę.

        :)

        • 15.08.13, 13:12
          Właśnie leci w Trójce,
          mam sentyment do tego utworu ...

          www.youtube.com/watch?v=D8iSiCl1Exw
          :)

          • 15.08.13, 14:11
            o, to klasyk jest, dzięki :]

            to ja się podłączę z moim ulubionym wokalistą ;]
            ja, człowiek starej daty, od Milesa, Wu Tang Clan, Run Dmc i innych takich, a tutaj taki
            zgrzyt ;]]
            nie wiem, jak to działa, ale gośc daje się lubić, więc go lubię :
            www.youtube.com/watch?v=US8cgUq_XBY
            • 15.08.13, 16:04
              Hahaha! :))))

              Piosenki Robbiego mają fajna energię. Też lubię. :)

              A przed kilkoma momentami w radiu piękna piosenkę Niemena puścili,
              pierwszy raz ją słyszałam ...

              www.youtube.com/watch?v=vnwLIbN6J1w
              • 15.08.13, 16:04
                Wu Tang Clan!?!?!

                www.youtube.com/watch?v=Of-lpfsBR8U
                Hyhyhy!
                • 15.08.13, 16:16
                  yesss :]

                  o, "Gravel pit" to klasyk; są niezwykle utalentowani i, według wszelkich danych -
                  w rzeczywistości znacznie mniej pozerscy niz na tych wideoklipach ;]
                  • 15.08.13, 17:45

                    Jeśli tak to OK. :))
              • 15.08.13, 16:14
                prawda ? na Wyspach wiedzą jak człowieka wykorzystać odpowiednio ;]

                o, nie znałem, dzięki.
        • 15.08.13, 14:02
          skojarzenie jest, było i będzie jednoznaczne :]

          o, nie bądź taka skromna, a poza tym - Twoje opisy są zawsze bardzo dobre,
          jak już piszesz to tak, że mucha nie siada.

          yes yes. mają czym szastać.

          swoją drogą, niedawno gdzieś tam lecieli Krzyżacy i przysiadłem sobie na scenę bitwy pod
          Grunwaldem. w pierwszej chwili, jak zwykle, widząc jak reżyser i scenograf męczą się z
          faktem, że mają może 150 żołnierzy i muszą pokazać bitwę w której brało udział jakieś
          50-60 tys ludzkości - pomyślałem sobie, że : kurdesz nad kurdeszami, dzisiaj to by można
          skroić prawdziwą bitwę : z 10-15 tysięcy statystów, rozmach, epickie panoramy, dynamika...
          ale zaraz później oprzytomniałem : czasy moze inne, ale zdaje się, że budżety filmowe
          nie są aż tak znacznie większe, a jeśli nawet jakiś by był, to recenzje ostatnich filmów historycznych [Bitwa Warszawska - btw, dzisiaj w TVP i tego drugiego, zdaje się o odsieczy wiedeńskiej ?] nie nastrajają optymizmem, że nasi filmowcy potrafiliby to wykorzystać.
      • 15.08.13, 23:37
        trochę będę w kontrze jak chodzi o grę Angeliny.
        > za często w stylu niemego kina mizdrzyła się do kamery ;]


        Wyrazista mimika, to chyba szkoła Clinta. Pamiętasz, pamiętacie, jak w "Gran Torino" bohater grany przez Clinta w chwilach złości pokazywał zęby niczym zły pies.

        >Tutaj jest kompromis, nawet kosztem sprzecznych zeznań świadków - otwarta furtka.

        Tę furtkę jednak domyka końcowy napis pojawiający się na ekranie, o tym, że Christine Collins nigdy nie przestała szukać syna. A więc nigdy go nie odnalazła.

        > Klin, ktory udziela przecież od zawsze poparcia Republikanom, którzy stworzyli
        > coś takiego, jak Guantanamo

        Podglądy polityczne Clinta to ciekawy temat.

        Clint nie jest typowym przedstawicielem partii republikańskiej. Zdarzało mu się prezentować poglądy zupełnie odmienne od linii partii, a nawet krytykować jej decyzje . Clint był np. przeciwnikiem wojny w Iraku i w Afganistanie. Na ubiegłorocznym sierpniowym konwencie Republikanów, skoro wywołałeś temat Guantanamo, wypomniał Obamie (w spektakularnym wystąpieniu, podczas którego rozmawiał z pustym krzesłem, na którym miał siedzieć niewidzialny Barak Obama), że jeszcze nie zamknął więzienia w Guantanamo. I chyba nie chodziło mu tylko o to, że koszty jego utrzymania są za duże dla podatnika amerykańskiego.




        reason.com/blog/2012/08/31/a-refresher-clint-eastwood-libertarian

        :)


        To do zobaczenia za kilka dni. Trzymaj się. Trzymajcie się! :)

        Greku, Tobie by też się przydało kilka dni odłączenia od sieci.
        • 16.08.13, 13:37
          no to musze cofnąć, wobec powyższego, to co napisałem o Klinie.
          ale przynajmniej Angelinę zmusił do aktorskich nadużyć, więc co
          krytyki całkowocie nie uniknie ;]

          Barbasiu, jesteś jak ten Murzyn na pasach - pojawiasz się i znikasz :]

          do zobaczenia :]

          ech tam, odpocznę po śmierci, hehe.
          • 20.08.13, 17:31
            > ale przynajmniej Angelinę zmusił do aktorskich nadużyć, więc co
            > krytyki całkowocie nie uniknie ;]

            Eee, masz chyba nadczuły detektor. ;)

            > Barbasiu, jesteś jak ten Murzyn na pasach - pojawiasz się i znikasz :]

            Ale zawsze wracam.

            :)
    • 12.08.13, 13:34
      Nieco ponadpogodzinny film, na podstawie utworu Puszkina. Z wielką klasą zrobiony, mający ten
      przyjemny oddech XIX wiecznej estetyki i atmosfery.

      jeśli zechcecie :
      www.youtube.com/watch?v=y6KJ5bF-V8M
      A w skrócie i uproszczeniu... :]

      Historia rozgrywa się gdzieś na prowincji. Stacjonujący tam żołnierze, aby się rozerwać odwiedzają wieczorami dom niejakiego Sylvio. Kim jest Sylvio ? To wlaśnie przedmiot ich ciekawości, bo o gospodarzu niewiele wiadomo, poza tym, że jest niesamowicie skutecznym strzelcem. Pokoje są pelne widocznych dziur po pociskach [w jednej z pierwszych scen, Sylvio trenuje swoje strzelectwo - celuje błyskawicznie i strzela zawsze celnie, a jego służący/lojaj KUźma dostarcza mu tylko świeżo nabitych pistoletów; nic to, że Sylvio skraca o glowę posązki, figurki i dewastuje obrazy], zaś służący Kuźma opowiada chętnie jak to jego pan potrafi muchę zestrzelić ze ściany i jaki z niego niezrównany mistrz. Niektórzy ze starszych żołnierzy widzieli już popisy Sylvia. Nie widzial ich pewien młody żołnierz, który w tej pierwszej części jest narratorem [retrospektywnym], od początku najbardziej zaintrygowany jego postacią. Sylvio też traktuje go z sympatią, zapewne zauważając wgapionego w siebie cielęco młodzieńca.

      Sylvio udostępnia żołnierzom swój dom, częstuje ich wykwintnymi napojami, można zagrać w karty, porozmawiać, zapalić skręta. A'propos kart. Kiedy ów ww. młody żołnierz przegrywa calą swoją gotówkę przeciwko jakiemuś wysokiemu szarżą oficerowi - wtedy niespodziewanie Sylvio włącza się do gry i siadając na miejscu przegranego - ogrywa do gołej skóry oficera. Pieniądze zaś oddaje młodemu żołnierzowi. Rzecz jasna, przy zainteresowaniu i aplauzowi wszystkich. Oficer najpierw godzi się z porażką, ale za chwilę, kiedy Sylvio zwraca mu uwagę, że wedle rachunków winien jest mu jeszcze kilkaset rubli - staje okoniem i obraża gospodarza. Wedle zwyczajów, Sylvio powinien zażądać przeprosin albo satysfakcji, co zresztą oferuje mu oficer. Ale Sylvio nie odzywa się wcale. Zołnierze odbierają to jako akt braku odwagi. Jeden po drugim opuszcxzają gościnne progi. Ostatni wychodzi młody żołnierz, zostawiając pieniądze które mu Sylvio podarował; "pomimo mojego wzrastającego zaciekawienia jego postacią - patrzyłem na niego już inaczej, po tym epizodzie", komentuje.

      Później Sylvio pojawia się na poligonie, gdzie ćwiczą żołnierze. Kilku z nich trenuje akurat cięcia szablą. Zapytany, czy chce spróbować, Sylvio odpowiada twierdząco, łapie za broń i tak zmyślnie, jednym cięciem dekapituje glinanego manekina, że jego łepetyna zostaje na swoim miejscu, tak że mozna ją po prostu ładnie zdjąć. Mistrzowskie cięcie. Sylvio zbiera zasłużone gratulacje i trochę odzyskuje twarz. Przy okazji, zaprasza do siebie zołnierzy na pożegnalny wieczor. Oznajmia bowiem, że zamierza wyjechać następngo dnia.

      Po tymże wieczorku, wszyscy żegnają się z nim mniej lub bardziej wylewnie. Ostatni wychodzi młody żołnierz. Sylvio prosi go, żeby został chwilę dłużej. Zaprasza go do pokoju. POwiada, że generalnie malo mu zależy na ludzkiej opinii o nim samym, ale młodziaka akurat polubił i nie chciałby, żeby zostało w nim wspomnienie o nim, jako o człowieku niehonorowym. "Mając do wyboru broń, przy moich umiejętnościach, zgodzi się pan, że miałbym wszystkie atuty, by mógłbym zabić tego oficera ?" pytająco stwierdza, a potem postanawia opowiedzieć gościowi o tym, dlaczego nie zdecydował się na wyzwanie oficera na pojedynek. "ja nie mogę się pojedynkować", podkreśla.

      I tu zaczyna się druga częśc, w której narratorem jest sam Sylvio. Akcja cofa się o parę lat. Sylvio był wówczas porucznkiem w wojsku. "Chciałem we wszystkim przodować", mówi. Swoje ambicje spełniał dowolnymi sposobami, ale najczęsciej po prostu pojedynkował się na szable albo pistolety. "Byłem pierwszym awanturnikiem w armii", wspomina.

      Nie stronił od rozrywek. Jeździł saniami [nie powoził, ale za to popędzał woźnicę ;)], bywal pośród dostojnego towarzystwa na pokojach wielkopańskich, zapraszany na rózne przyjęcia. POznał wtedy Maszę, urodziwą pannicę z wyższych sfer. Spodobali się sobie. Kiedy Sylvio dostaje zaproszenie od niej na bal w pałacu - nie namyśla się wiele. A że już przy zaproszeniu zamówiła ona u niego pierwszego kadryla - tym bardziej.

      Sylvio wzbudza ciekawość towarzystwa, wszelako postrzegany jest raczej jako "awanturnik", a zatem traktowany z pewnym pobłażaniem. Tańczy więc z Maszą i byłoby wszystko świetnie, gdyby nie nagłe pojawienie się na sali konkurenta :] Jest to młody hrabia. Co najgorsze, Masza od razu zwraca na niego uwagę i tańcząc z Sylviem gapi się na tamtego, a ów tamten na nią, z irytującym uśmieszkiem. Sylvio jest wściekły, czuje się zdradzony i tkwiąc pomiędzy ich grą spojrzeń czuje się cokolwiek niezręcznie. Probuje piorunować hrabiego wzrokiem, ale ten nic sobie z tego nie robi.

      Na koniec... hrabia policzkuje Sylvia. Przyznam, że nie dostrzegłem dostatecznego powodu do tego, może go nadepnął albo hrabia coś sprowokował ? Tak czy owak, uderza go lekko w twarz rękawiczką bodajże. Konsternacja. Sylvio jest zupełnie upokorzony, a hrabia staje do tańca z Maszą, która spogląda cala zatrwożona na Sylvia, co też teraz będzie.

      Ciąg dalszy ma miejsce na udeptanej ziemi, na którą Sylvio wyzywa hrabiego. Mają się strzelać z pistoletów. Sylvio jest zdeterminowany, by hrabiego po prostu zastrzelić. Słyszal już o nim, niektórzy nawet mówili mu "Ten hrabia jest podobny do ciebie", był ciekaw człowieka, ale teraz zwyczajnie jest na niego wkurzony.

      Hrabia odstawia niezły szoł. Pojawia się na miejscu pojedynku w pozie przegiętego dandysa. Staje do strzelaniny z doskonałym strzelcem, ale kompletnie ma gdzieś, że zaraz może zginąć - on sobie zajada beztrosko śliwki z kapelusza :] Stoi na wyznaczonym miejscu, kapelusz oparty pod pachą, zajada śliwka i minę ma zmanierowaną. Sylvio jest dodatkowo oburzony wewnętrznie jego obojętnością. Boi się, ze z nerwów może chybić, więc prosi hrabiego, żeby strzelał pierwszy. Hrabia na to, z najwyższą kulturą i uprzejmością "ależ proszę strzelać, pan pierwszy". Sylvio nie chce ustąpić, więc zostaje przeprowadzone losowanie. Pierwszy ma strzelać hrabia.

      I co robi hrabia ? Ano nonszalanckim strzałem strąca z glowy Sylvia kapelusz :] Sylvio wie, że mógł go zabić, musi być znakomitym strzelcem. A mimo to nie zabił, ale pozwolił sobie na dowcip, żeby go dodatkowo pognębić. Zabrał mu dziewczynę, spoliczkował, a teraz ośmieszył... W takiej sytuacji Sylvio rezygnuje ze swojego strzału. No bo jak tu strzelac do przeciwnika, który robi sobie jaja ? Zabić go w odpowiedzi na jego dowcip ? NIe byłoby to właściwe.

      Po tej historii Sylvio porzucił służbę w wojsku, opuścił toiwarzystwo i zaszył się właśnie tutaj, gdzie teraz jest.

      Ale i ten czas się w jego życiu kończy. Wyjeżdza. Dokąd ?

      O tym traktuje trzecia część. POczątkowo narratorem jest tutaj młody żołnierz. Po jakimś czasie wyszedl z wojska i zamieszkał na prowincji. Po jakimś czasie, kiedy zmęczyły go już codzienne spacery po pustkowiu, postanawia złożyć wizytę swoim sąsiadom, pokazać się, przedstawić, zaprezentować; zwłaszcza, że - jak się dowiedział - za sąsiadkę ma piękną kobietę.

      Hrabia tego nie wie, ale dzięki retrospekcji Sylvia - od razu uderza fakt, że ci sąsiedzi żołnierza, to hrabia i Masza, którzy są w przeddzień wzięcia ślubu. Podczas rozmowy, żołnierz zauważa kulę tkwiącą w obrazie nad kominkiem. Schodzi na tematy strzeleckie, zołnierz chwali sie, że mógłby trafić w kartę [do gry] z 30 kroków, hrabia na to, że może dałby radę, ale od 4 lat nie strzelał. Wtedy żołnierz wspomina, że znał wybitnego strzelca, który umiał muchę strącić ze ściany, i że "krzyczał tylko : KUźma, daj pistolet !" - hrabia i Masza reagują automatycznie, pada pytanie o imie tego strzelca, a kiedy żołnierz wspomina, że był to Sylvio, hrabia przyznaje się do znajomości z nim.

      cdn
      • 12.08.13, 13:59
        I tutaj hrabia zostaje narratorem i opowiada o swoim ostatnim spotkaniu z Sylviem.

        Zatem, po tym pożegnanlnym wieczorku i rozmowie z żołnierzem - Sylvio pojechał prosto do hrabiego. Dowiedział się bowiem, że hrabia bierze ślub. Nie o Maszę jednak chodziło. Sylvio, mający w zapasie nieoddany strzał, chciał przydybać hrabiego w momencie, kiedy nie będzie on juz tak beztroski i luźny. Czy w przeddzień ślubu z ukochaną - przyjmie widmo śmierci z taką samą obojętnością jak wtedy ?

        5 lat wcześniej Sylvio pojawia się więc w majątku hrabiego, wchodzi do pokoju, a hrabia już wie, co się święci. Po wstępnej wymianie zdań, bezzwłocznie przystępują do rzeczy. Hrabia odlicza przepisową ilośc kroków, staje bez broni i czeka. Ale Sylvio nie może strzelić : najpierw narzeka, że oświetlenie jest marne, więc hrabia biegnie po dodatkowe świece; ale potem, mimo że hrabia nerwowo nie wyrabiając zachęca go "strzelaj wreszcie !" nie potrafi tego zrobić - "nie umiem strzelać do bezbronnego, to bardziej zabójstwo niż pojedynek", powiada.

        Zatem, znów pojedynek. Losują pierwszeństwo strzału. I znów hrabia wyciąga szczęśliwy los, a Sylvio tym razem [wtedy w myślach] na głos mówi "ma pan diabelne szczęście, panie hrabio". Ustawiają się i... hrabia strzela... ponad głową Sylvia. Strzela w... oko namalowanej głowy na portrecie wiszącym nad kominkiem. Znów robi sobie jaja, ale tym razem jakby na poważnie. Nie ma w nim juz grama dezynwoltury.

        Teraz Sylvio ma strzał. Mierzy, celuje, aż tu wpada z sąsiedniego pokoju zaalarmowana wystrzałem Masza. Rzuca się do Sylvia, widząc, ze celuje do hrabiego ustawionego w drugim rogu pokoju. Prosi go żeby nie strzelał. Hrabia uspokaja ją "robimy sobie żarty", ona pyta Sylvia "niech pan mi powie, że naprawdę żartujecie !". I Sylvio patrząc ciągle na hrabiego odpowiada cedząc słowa "tak, pani narzeczony nieustannie stroi sobie żarty".

        Potem opuszcza broń i szykuje się do opuszczenia pokoju. Wychodząc mówi do hrabiego "Nie muszę do pana strzelać. Kiedy celowałem, widziałem na pana obliczu strach. Tym razem pan naprawdę czuł lęk. A to mi w zupełności wystarczy. Reszte zostawiam pańskiemu sumieniu". I nagle strzela z pistoletu. POtem wychodzi.

        Masza i hrabia kryją głowy, ale Sylvio nie strzelał do nich. STrzelił do portretu... i tak jak hrabia trafił bezbłędnie w prawe oko głowy na obrazie, tak Sylvio idealnie wcelował w oko prawe.

        Świetna rzecz. Stroje z epoki, pokoje, i inne cuda wianki. Ale przede wszystkim, opowieść, z udziałem postaci z innej epoki. Tutaj nawet wrogowie, którzy za chwilę będą do siebie strzelać - odnoszą się do siebie per "pan" i z pełnym bukietem manier; nie czuje się więc wrogości między nimi, a nawet jeśli jest to nie dotyczy głupot, a tzw. spraw honorowych ;] Ignacy Gogolewski gra obie role, Sylvia i hrabiego, jako Sylvio ma brodę, czarną czuprynę rozwichrzoną i bliznę nad prawym okiem, jako hrabia jest gładko ogolony i ulizany, tak że na pierwszy rzut oka można nie rozpoznać, że to ten sam aktor. Jako Sylvio przypomina trochę Michaiła Lermontowa, a sama postać, napisana przez Puszkina, lokuje się w pobliżu rozmaitych Pieczorinów i Stawroginów z rosyjskiej klasyki, i właśnie jej romantyczną tożsamość - a zatem także i niejednoznaczność [kultura, gesty, zachowania klasyczne dla czasów i styl bycia zestawione z wyrachowaniem, które każe cierpliwie czekać na odpowiedni, by dopaśc przeciwnika w momencie dla niego najtrudniejszym] Gogolewski odgrywa mistrzowsko.
        • 12.08.13, 19:22
          Dzięki, Greku :) Świetna historia!
          Co prawda trochę pogubiłam się pod koniec, bo chronologia jest dosyć pokręcona, ale to ze zmęczenia :)

          Tak, kiedyś robiono w tv takie krótkie filmy, właściwie nowele, oparte na literaturze. Często to były świetne rzeczy. Z głowy pamiętam "Awatar", "Lokisa", "Ja gorę", "Zbrodnia Arthura Saville'a", "Wiktoryna, czyli czy pochodzi pan z Beauvais", "Pavoncello". A to tylko niektóre tytuły. Wyobrażasz sobie, Greku, że dzisiaj ktoś zrobiłby takie filmy w tv, parte na prozie Balzaka, Wilde'a czy choćby naszego Żeromskiego??

          Świetnie, że Kultura przypomina te filmy, ale z tego co kojarzę zwykle są pokazywane w mało atrakcyjnych porach, więc trudno je upolować.
          • 13.08.13, 14:43
            dzięki, cała przyjemnośc z mojej strony, Siostro :]
            aczkolwiek, czasami post factum za głowę się łapię - np. w dwóch zdaniach
            sąsiadujących używam "po jakimś czasie" : "po jakimś czasie...coś. kropka. po jakims czasie... cośtam" - koszmar :] Gdyby była możliwość edytowania postów już wysłanych pousuwałbym te tragiczne błędy stylistyczne, a tak... jak się nie kapnę od razu, to puszczam. Obawiam się poprawek na "podglądzie", kiedyś straciłem w ten sposób dwa spore posty, z "podglądu" nie wróciły już do mnie :] Zatem, nie ryzykuje. Wybacz/cie zatem mi moje potknięcia, niezgrabności.

            W Twoich opisach jest ich bardzo niewiele, albo i wcale nie ma, co sugeruje, że wykazujesz większą uwagę i dyscyplinę podczas pisania albo więcej masz cierpliwości, żeby po napisaniu, a przed wysłaniem, jeszcze raz przejrzeć i wyłapać to, co wg Ciebie zasługuje na zmianę.

            yes, historia znakomita, taka zupełnie jakaś niecodzienna, nie chodzi o miłośc czy o
            pieniądze ;]

            błyskotliwa uwaga, faktycznie - brakuje takich krótkich ekranizacji. A ileż w litreaturze jest materiału pod takie produkcje... skąd ta niechęć i lekceważenie ?

            Siostro, zupełnie sobie tego nie wyobrażam :] science-fiction. wiesz, ze nawet
            nie przychodzi mi do głowy, że ci obecni aktorzy telewizyjni mogliby w takich filmach
            grać. inne pokolenie, wydaje mi sie, że po prostu nie czujące już ducha pierwowzorów
            literackich. inna rzecz, że zarówno teatr, jak i kino, nawet jak sięga po klasykę, to
            musi ją przerabiać, uwspółcześniać. a ja tak sobie myślę, że akurat takie nastały
            czasy, że klasykę raczej warto by prezentować w oryginale, najczęsciej widowni
            nieznanym ;]

            fajnie, że zostały chociAŻ archiwa, prawda ? zawsze można mieć nadzieję, że będą
            w końcu wykorzystywane nie tylko przy okazji setnej powtórki "Janosika". Zobacz, ile
            pięcolatek musiało minąć, żeby ktos wpadł na tak banalny w swej prostocie pomysł, żeby
            przypomnieć KObry ? a co z klasykami teatralnymi ? co z tragediami greckimi, szekspirowskimi dramatami, Kafką, Dostojewskim, Molierem, setkami innych przedstawień ? przecież TVP ma
            to wszystko w archiwum. sam bym zobaczył jeszcze raz "Proces" z Wilhelmim albo "Zbrodnię i karę" z Radziwiłowiczem i Stuhrem, nie mowiąc o tych, których nigdy nie miałem okazji widzieć.
            a oni to mają i nie pokazują, zamiast tego po 30 razy dając "Jak obsługiwałem króla" :]

            nie mówiąc o klasyce polskiego kina, która tez zalega na półach. kiedyś filmy kurzem zasypywała cenzura, dzisiaj komercja i ignorancja. niby każdy moze sobie w internecie
            obejrzeć, ale skoro tak, to może w ogole telewizję należałoby zlikwidować ? :].

            komedia :]

            to też prawda.
            "Wystrzał" leciał w niedzielę, zaczął się chyba około 18.
            • 13.08.13, 18:51
              Greku, te potknięcia są tak nieliczne, że naprawdę nie mają znaczenia :)

              Przyznam się, że od pewnego czasu zaczęłam pisać (te dłuższe recenzje) najpierw w Wordzie, a potem gotowy tekst kopiowałam do okienka. Dzięki temu można cyzelować tekst do woli :) No, ale to wymaga czasu. Dlatego od dawna niczego nie napisałam.

              Tak, to już inna epoka. Chyba nie ma już powrotu do klasycznych ekranizacji. Może mało znani aktorzy, grający w teatrze mogliby to zagrać. Ale kto dałby na to kasę?

              To prawda, Kultura mogłaby odważniej sięgać do archiwów. Ostatnio te ciągłe powtórki są naprawdę denerwujące.

              Przy okazji, w trakcie badania naszego rynku dvd (dosyć marnego, niestety) natknęłam się na stare teatry telewizji. Oczywiście tylko niektóre z nich część zostały wydane, ale jednak ktoś o tym pomyślał.











              • 14.08.13, 14:32
                dzięki za wyrozumiałość :]

                yes, to droga bezpieczniejsza.
                [podbijasz bębenek oczekiwań na swoje nowe recenzje :)]

                podobno TVP nie ma kasy ;]
                stąd zapewne nowe studia, siedziba, liczba "pracowników" i
                pensje prowadzących róznych, hehe.
                na coś poszło.
                na kulturę, i Kulturę, już nie starczyło.
                wiesz, polityka wyznaczania priorytetów ;]

                podobno TVP sprzedaje DVD ze swoimi produkcjami,
                widziałem nawet cennik w Telegazecie. nie pamiętam
                strony, ale w spisie treści powinno byc, nie pamiętam
                tylko w T-gazecie Jedynki czy Dwójki.
    • 14.08.13, 14:25
      a jakoś mnie tak wczoraj naszło, moze z pewnego sentymentu ?

      "Ojczym" to kilka filmów, wprawdzie bez numerów, ale traktujących
      zawsze o tym samym : o szurniętym facecie w średnim wieku, który
      jeździ po Ameryce i próbuje założyć rodzinę idealną.

      zmienił się aktor, kiedyś grał taki łysy facet [peruki nakładał dla kamuflażu], teraz owłosionego wzięli :]

      scenariusz zawsze był ten sam, i to się także w tej najnowszej odsłonie nie zmieniło :
      jest więc sobie gośc 45-50 lat i chce wreszcie znaleźć dom, doskonałą perfekcyjną rodzinę.

      zawsze robi to samo : wykorzystuje nadarzającą się okazję i poznaje jakąś samotną mamuśkę z dzieciakami. jeśli mamuśka nie ma męża albo partnera - voila : jest miły, szarmancki, przyjemny i mamuśka się nim bankowo od razu musi zainteresować. najpierw spotkanie, a potem pstryk : "six months later" :]

      a "sixht months later" facet jest juz najlepszym ojczymem świata. dba o dom, wszystko naprawi i zrobi wszystko [jego hobby to majsterkowanie], mamuśka go uwielbia, a dzieciaki nie mają obiekcji.

      dlaczego nie udaje mu się zostać dłużej niż pół roku ? :] bo jest wariatem. dopóki wszystko chodzi jak w zegarku, dzieci są posłuszne a mamuśka zapatrzona - jego model idealnej rodziny i swojej w niej roli głowy - jest realizowany.

      potem jednak zaczyna się cała układanka sypać.
      Dokładnie tak jak i w tym najnowszym filmie z serii.

      gościa poszukuje policja, ma rysopis sporządzony na podstawie zeznań poprzednich rodzin, w ktorych tatulek namieszał. ofk, zawsze wyglądał inaczej, broda/fryzura, ale z gruntu jednak do siebie jest na tym portrecie pamięciowym podobny.

      a więc stara się on nigdzie nie dać się stofografować, kiedy trzeba już koniecznie, w pracy - woli ją rzucić niż dać się cyknąć. ta awersja do zdjęć i nagłe rzucanie pracy w takich okolicznościach - sprowadza na niego podejrzliwośc szwagierki.

      w domu wystarczy jeden moment nieposłuszęństwa dziecka - ojczulek pokazuje prawdziwą twarz brutala. a dzieciak opowiada wszystko swojemu prawdziwemu ojcu, który zabiera go na weekend. i już ojczym w oczach ojca jest podejrzany.

      musi mieć jakąs historię, więc bajdurzy, że gdzieś tam studiował, że żona i córka zginęły mu w wypadku, że cośtam - podejrzliwi bliscy mamuśki zaczną te jego rewelacje dokładnie sprawdzać.

      a i od czego jest telewizja, w której mówią o nim, pokazują rysopis i przypadek, że sąsiadka, starsza pani zajmująca się licznymi kotami, to ogląda :]

      w sumie, od początku wiadomo, że to się nie może udać.

      w którymś momencie tatusiek musi zacząć likwidować wszystkich, którzy węszą zbyt blisko jego prawdziwej tożsamości. a to ze schodów zrzuci, a to udusi, a to utopi. normalka.

      i jakoś, krucafaks, tylko mamuśka nie widzi, że coś tu jest nie tak, że giną bez śladu lub zostają znalezione martwe osoby, ktore parę dni wcześniej mówiły jej, że z tatuśkiem "coś jest nie tak" :]

      klasyka.

      tutaj, ostatecznie udaje się tatuśka zdemaskować dorosłemu, wracającemu do domu po pobycie w zakładzie dla młodzieży, synowi mamuśki. w końcu traci cierpliwośc, kiedy ojczym za bardzo ingeruje w jego związek z koleżanką. ojczym, to konserwa i purytanin, więc nie podoba mu sie, ze młodziez się przytula do siebie za mocno ;]

      ale tatulowi trzeba przynać, ze dzielnie [jak zawsze] robił w bambuko swoją "rodzinę". prawdziwego ojca dzieci nawet zapakował do własnoręcznie zrobionych szafek w swojej pracowni w suternie, zamknął na kłódkę, a przez zabraną komórkę wysyłał synowi najstarszemu sms-y, podszywając się pod ojca i zapewniając, ze "wasz ojczym jest czysty, jest tym za kogo sie podaje, sprawdziłem to" :]

      ofk, sytuacja dociera do momentu, w którym ojczym już wie, że nici z planów i trzeba szukać nowej mamuśki i nowego domu. ale zanim sobie pójdzie - chce zatrzeć ślady, czyli całą familiję wykosić.

      nie udaje mu się, w ostatecznym boju zostaje pokonany. ucieka jednak, zanim wezwana policja przybywa na miejsce ostatecznej rozprawy.

      i tradycyjnie, w ostatniej scenie ocalały ojczym, już w innym miejscu Ameryki, zaczepia następną mamuskę, a ona jest zainteresowana... :]

      słowem, ciągle ta sama historia, ciągle ten sam dokładnie schemat, jak stare westerny, hehe.
      aktor tylko inny, no i dekoracje chyba bardziej wypasione, chałupa cokolwiek niezła, zresztą wszystkie dwie występujące w filmie tak samo niekiepskie, co sugeruje, że to jedna i ta sama, tylko filmowana w odpowiedni sposób.

      mam gdzieś sentimento do tych filmów. tyle że jednak bez Terry'ego O'Quinna, trochę inaczej już wygląda obraz całości. to tak jakby nagle Janosika Pyzdra zagrał ;]

      tak na upartego, można by powiedziec, że "Ojczym" jest krytyką patriarchalizmu i purytańskiego modelu życia, bo te właśnie ideały przyświęcają tytułowej postaci, nieustającej w próbach znalezienia ludzkich manekinów, a może po prostu ludzi gotowych zaakceptować jego bezdyskusyjną dominację i dośc archaiczny i egzekwowany pasem "dla ich dobra" zestaw wartości i zasad.



      • 15.08.13, 23:41
        > tak na upartego, można by powiedziec, że "Ojczym" jest krytyką patriarchalizmu
        > i purytańskiego modelu życia,

        Koniec świata! ;)

        Niezły thriller.
        • 16.08.13, 13:41
          ten ojczym z filmu też tak powiedział ;]]

          [żaaaaart :)]

          nienajgorszy.
          w pierwszej chwili, chciałem napisać że "dla tych, co nie znają schematu" tej serii filmów, ale
          z drugiej strony - sam jestem przykładem na to, że znajomośc schematu może pełnić funkcję
          przyciagającą do filmów na nich opartych. pod warunkiem, że ten szablon był oglądany dawno temu, kiedy człowiekowi się wdrukowywały różne sentymentalizmy, hehe.
    • 15.08.13, 13:16
      w kinie wczoraj bylam, to nowy film tworcow "Piratow z Karaibow",
      fantastyczny!!! bardzo, ale to bardzo mi sie podobal :)
      Historia na Dzikim Zachodzie, Indianie, budowa kolei, a w tym wszystkim szlachetny prokurator ;) i indianski wyrzutek w walce ze zloczynca, ktory wspierany jest przez ... nie powiem, kogo ;)
      Znakomite sceny 'akcji' z wybuchami, spektakularnymi poscigami pociagami i nie tylko; duzo humoru (zwlaszcza sceny z koniem-Lapaczem duchow), ale tez i lezka sie moze zakrecic bardzo porzadnie. Do tego swietna muzyka i fajni aktorzy - Armie Hammer (krolewicz ze Sniezki tej z Julia Roberts) jako tytlowy jezdziec znikad, perfekcyjnie ucharakteryzowany Johnny Depp w roli Tonto, a takze m.in. Helena Bonham-Carter jako Ruda, wlascicielka tancbudy ;)
      Krotko - swietna rozrywka!
      Musze to jeszcze zobaczyc ;)))

      --
      Maniaczytania - blog
      • 15.08.13, 14:18
        ooo, widzę matka przełożona na bieżąco jest :]

        wiesz, Maniu, że jesteś autorką pierwszej pozytywnej recenzji "Jeźdzca", jaką czytałem ? :]
        serio, gdzie nie spojrzeć - same narzekania, marudzenia i wytykanie rzekomych błędów.
        miło wreszcie przeczytać jakąś kontrę.

        w którymś z opisów przeczytałem, że jest to, w jakimś stopniu, próba odtworzenia
        klimatu "PIratów z Karaibów" w stylistyce westernu/kina Far Westu, ma to coś wspólnego
        z rzeczywistością, w Twoim odczuciu ?

        dzięki za zachętę; aha, i jak tam Johnny ? znów gra w sposób prowokujący podejrzenia, że
        cały czas jedzie na ziołach ? ;]
        • 15.08.13, 14:45
          grek.grek napisał:

          > ooo, widzę matka przełożona na bieżąco jest :]

          hehe, staram sie jak moge ;) , co prawda na biezaco bardziej w tematyce kino dziecieco-mlodziezowe ;)


          > w którymś z opisów przeczytałem, że jest to, w jakimś stopniu, próba odtworzenia
          > klimatu "PIratów z Karaibów" w stylistyce westernu/kina Far Westu, ma to coś wspólnego
          > z rzeczywistością, w Twoim odczuciu ?

          Mnie ta krytyka troche dziwi, ale zawsze sie znajda maruderzy i tacy, co wyszukuja najmniejszych potkniec. Dla mnie to byla swietna rozrywka, z "Piratow..." widzialam tylko pierwsza czesc, wiec pewnie odniesien czy prob ich odtworzenia nie zauwazylam.


          --
          Maniaczytania - blog
          • 15.08.13, 15:32
            jak widać, od czasu do czasu udaje Ci się kiwnąć konkurencję ;]

            żeby nie było, że z gołą łapą przychodzę ;], to coś do czytania
            na okoliczność - Polityka dała artykuł o Deppie z okazji premiery
            właśnie "Jeźdzca..." :

            www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1548959,1,johnny-depp--aktor-nieprzewidywalny.read
            • 15.08.13, 16:21
              Odnoszę wrażenie, że w każdej roli, która nie wymaga intensywnego makijażu i bycia "na haju" Depp wypada drętwo :)
              • 15.08.13, 16:41
                O przepraszam, jako inspektor Frederick Abberline (w kryminale "Z piekła rodem") Johnny Depp wypadł nader przekonująco i zmysłowo.

                :)
                • 15.08.13, 17:11
                  spiesze z odsiecza ;)

                  Bardzo dobry to aktor jest! Tez kiedys myslalam inaczej, ale wymienie tylko kilka fajnych filmow, w ktorych dobrze zagral :) , a jest ich wiecej!
                  "Blow"
                  "Jezdziec bez glowy"
                  wspomniany juz "Z piekla rodem"
                  "Donnie Brasco"
                  "Czlowiek, ktory plakal"
                  "Czekolada'!!!
                  o "Alicji w krainie czarow' nie wspomne ;)

                  --
                  Maniaczytania - blog
                  • 15.08.13, 17:20
                    Dziękuję Moja Droga! Właśnie chciałam wspomnieć o "Człowieku, który płakał". Depp w roli Cezara, przywódcy cygańskiej grupy. Małomównego, o przenikliwym, uwodzącym spojrzeniu.
                    • 15.08.13, 19:31
                      Wiedziałam, że będzie ostra reakcja :)
                      • 15.08.13, 22:47
                        :)))
                  • 16.08.13, 13:45
                    i co ja poradzę, że w każdym z tych filmów, wg mnie, Johnny był niewyraźny ?
                    jak ten aktor grany przez Robina Wiiliamsa w "Przejrzeć Harry'ego" :]
                    patrzyłem na te rozmazaną plamę na ekranie i mówiłem z troską w głosie : "Johnny, jesteś niewyraźny !" :]

                    a już w "Czekoladzie"... to jest za słodki, zwlaszcza jak zjada dżdżownicę, nawet jeśli tylko
                    na niby, heh.
                    • 16.08.13, 18:36
                      Hehe, Greku, miałam identyczne skojarzenie :) Tak, Johnny jest "niewyraźny", jak napisałam wyżej.
                  • 16.08.13, 18:34
                    Będę polemizować :)

                    Filmy Burtona mają specyficzny klimat i anturaż. Depp gra w nich zwykle malownicze postaci, z wyraźną charakteryzacją, w kostiumie z epoki. Przykład "Alicji" jest ekstremalny :)

                    Podobny charakter mają role u Verbovskiego. Niekończąca się seria o piratach, teraz "Jeździec znikąd". Depp zbyt rzadko wychodzi poza swoje emploi, jakby bał się ryzyka.

                    Przyznaję się, że nie widziałam "Blow" i "Donnie'ego Brasco". Zresztą to filmy sprzed paru ładnych lat. Owszem, w "Czekoladzie" Depp był sympatyczny, ale to kolejny malowniczy outsider. Za to postać w "Marzycielu", mimo kostiumu, za to w miarę "normalna" wypadła już słabo. To samo z "Żoną astronauty". Obejrzałam tylko kawałek "Dziewiątych wrót", bo film mnie znudził, a Depp był niewyraźny.

                    W sumie za mało różnorodnych, współczesnych ról. No, teraz to mi się dostanie :)
              • 15.08.13, 16:47
                Siostro, w dziesiątkę trafiłaś :]

                aż strach, jak i KOGO Johnny będzie grał jak mu stuknie 80-tka, hehe.
                • 15.08.13, 16:54
                  grek.grek napisał:

                  > Siostro, w dziesiątkę trafiłaś :]


                  I TY Brutusie! Nie wierzę, że to napisałeś!
                  • 15.08.13, 17:01
                    o ja nieszczęsny :]]
                    • 15.08.13, 17:07
                      Nooo. :/
                    • 15.08.13, 19:32
                      Dzięki, Greku. Nie jesteś sam :)
                      • 15.08.13, 20:35
                        siostra_bronte napisał(a):

                        > Dzięki, Greku. Nie jesteś sam :)

                        Brutus!

                        ;)
                        • 16.08.13, 13:48
                          będę musiał pamiętać, żeby wziąc kożuch i czapkę z nutrii, bo podobnież w IX kręgu piekielnym jest strasznie zimno :]]
                          • 20.08.13, 15:49
                            grek.grek napisał:

                            > będę musiał pamiętać, żeby wziąc kożuch i czapkę z nutrii, bo podobnież w IX kr
                            > ęgu piekielnym jest strasznie zimno :]]

                            Widzę, że znalazłeś dla siebie właściwy krąg piekielny. I bardzo dobrze.

                            :))
                            • 21.08.13, 13:56
                              zostałem 'zaproszony' ;]
                      • 16.08.13, 13:46
                        Ty też nie, Siostro, jakby co, to zejdziemy do podziemia :]
    • 15.08.13, 16:12
      Sławomir Mrożek zmarł dziś w Nicei. Miał 83 lata.

      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14443762,Byl_legenda__geniuszem__rozwinal_swoja_osobowosc_na.html#MT
      • 15.08.13, 16:25
        informacje o śmierci [dowolnej] zawsze mnie jakoś tylko umacniają w życiu, a Was ?
        wiem, że częśc osób reaguje "rany, umarł, ja umrę, straszne". a co tam, normalna
        kolej rzeczy, ale przecież wcześniej jest jeszcze tyle życia. i mysl, że drugiego nie ma.
        wydaje mi sie, że po naprawdę dobrym świadomym gęstym bogatym [nie w tzw.piniądz, ofk]
        życiu - smierć nie jest straszna, jest lekka, o ile nie towarzyszy jej jakieś fizyczne cierpienie.
        nie wiem, jak jest, bo sam jeszcze ani razu nie umarłem, a tych co umarli - trudno spytać
        jak to było, ale tak sobie to wyobrażam. dlatego, żyć nam trzeba i cenić dzień każdy, nieważne jak, każdy tak jak lubi, byle żyć tak by umierać z uśmiechem :]

        fotka mi się spodobała, nie wiem czy na okoliczność, czy może nie, ale ma nastrój :
        www.fotoblur.com/images/470736
        ?
        • 15.08.13, 16:50
          :)

          Mam podobnie.

          Mnie zwykle po takich wiadomościach nachodzi refleksja, że życie tak szybko mija więc trzeba starać się w tym życiu jak najwięcej doświadczyć, przeżyć, zrobić, poczuć ...

          ;)
          • 15.08.13, 16:52
            Dziewczyna o hebanowych oczach! Dziewczyna z marzeń? ;))

            Klimatyczne zdjęcie.
            :)
            • 15.08.13, 17:04
              no własnie, tytuł - trochę te oczy są tam zakamuflowane, nie sądzisz ? ;]
              • 15.08.13, 17:06
                Hehe! Nawet bardzo zakamuflowane. :)
          • 15.08.13, 17:02
            brawo :]

            yes yes yes... x 100 :]
            • 15.08.13, 17:42
              :)

              Dziś "Bitwa warszawska 1920" film w reżyserii Jerzego Hoffmana, na który spadło tyle gromów, niestety zasłużenie ...



              • 15.08.13, 18:11
                no chyba jednak obejrze, zeby samej sie przekonac ;)
                i jak siebie znam, to sama historia moze mi sie spodobac :)

                --
                Maniaczytania - blog
                • 15.08.13, 19:35
                  Nie jestem zainteresowana :) I nie zapominajmy o Kobrze!
                  • 15.08.13, 20:28
                    Ożeż! Zapomniałam o Kobrze! To teraz mam dylemat.
                  • 15.08.13, 23:45
                    W związku z tym smutnym wydarzeniem.

                    siostra_bronte napisał(a):

                    > Nie jestem zainteresowana :) I nie zapominajmy o Kobrze!
                    • 16.08.13, 18:39
                      Przyznam szczerze, że byłam rozczarowana zmianą w programie.
                • 15.08.13, 20:32
                  maniaczytania napisała:

                  > no chyba jednak obejrze, zeby samej sie przekonac ;)

                  I słusznie. Tak mówi rasowa kinomanka.

                  > i jak siebie znam, to sama historia moze mi sie spodobac :)

                  Fabuła jest niestety marna, wątek romansowy jeszcze gorszy. W kinie to chociaż efekty w 3D, ciągle nowość w kinie, były atrakcją, a tu .
            • 20.08.13, 17:02
              "Mrozek po raz pierwszy miał do czynienia z kinem jeszcze za czasów krakowskich - w 1958 r. wystąpił w malowniczej etiudzie "Rondo" według scenariusza i w reżyserii Janusza Majewskiego. w tym samym roku zaistniał też jako autor dialogów do pełnometrażowej fabuły, choć tak naprawdę poprawiał tylko scenariusz Kaloszy szczęścia" Antoniego Bohdziewicza. Następny scenariusz napisał sam. "Wyspę Róż" w 1976 zrealizował Franz Peter Wirth - zredukował warstwę obrazową, niepotrzebnie zagęszczając dialog, i zmienił zakończenia. Mrożek odcina się od gotowego obrazu.
              (fragment książki Małgorzaty I. Niemczyńskiej "Mrożek. Striptiz neurotyka" za GW 17-18.08.2013)


              "Ta dziwna, poetycka i nastrojowa opowieść o wyspie, na której starzec, mężczyzna i chłopiec, kuszeni przez tę samą kobietę, strzegą resztek po wielkiej historii zakonu różokrzyżowców, podczas gdy wokół zacieśnia się chciwa pętla współczesnej cywilizacji, warta jest dziś zwłaszcza uważnej lektury. Film nie odniósł komercyjnego sukcesu, zresztą chyba nikt na to nie liczył, ale zachęcił producentów do kontynuacji współpracy z dramaturgiem-scenarzystą. Tym razem propozycja dotyczyła także reżyserii...

              Tak powstały dwa kolejne, całkiem już autorskie, filmy Mrożka, Amor (1977) i rok później Powrót. Oba, na pozór całkiem niepodobne, przecież mają coś wspólnego: pewien klimat napięcia wynikający z obecności dosłownej (Amor) bądź wiszącej w powietrzu (Powrót) wojny. Ponadto chło­piec z Wyspy Róż do złudzenia przypomina młodocianego bohatera Amora... Wszystkie filmy przepaja duszna i niewi­dzialnie groźna atmosfera zewnętrznego i wewnętrznego zniewolenia znajdującego kłopotliwe i fascynujące zarazem ujście w seksualizmie, dwuznacznym, upragnionym i nie­możliwym jednocześnie
              ."[/i]
              (Varia 2. Jak zostałem filmowcem fragment wstępu Tadeusza Nyczka)

              "W pierwszej scenie "Amora" kilkunastoletni chłopiec z niewinna twarzą siedzi przy stole i odmienia łacińskie słówka, Recytowane przez niego "hortus, horti, horto, hortum..." płynie w myśl taktu wybijanego ołówkiem o stół przez kobietę w średnim wieku. Nagle chłopiec milknie. Za oknem pojawia się krzepka służąca i zaczyna wieszać pranie. Za każdym razem gdy schyla się po bieliznę do kosza, wypina w jego stronę krągłe pośladki. Nauczycielka siedzi bokiem, dlatego też nie widzi, co rozproszyło jego uwagę. Gani go , że się nie nauczył" cdn.


              • 20.08.13, 18:00
                "Jest rok 1944. Późne lato , może wczesna jesień. akcja filmu toczy się w małym miasteczku któregoś z krajów Europy Wschodniej. Paweł mieszka z ciotką dewotką. Wkrótce zmuszeni są gościć niemieckiego oficera, a ten sprowadza sobie blond aktorkę frontowego teatrzyku. chłopiec, dla którego właśnie rozpoczęły się właśnie męki okresu dojrzewania, zakochuje się niej bez pamięci.
                Mrożek przyzna w "Baltazarze", że pomysł na tę historię zaczerpnął z własnego dzieciństwa. U jego borzęckich sąsiadek, starych panien sióstr Zaleśnych, w czasie okupacji zatrzymała się młoda niemiecka artystka. I bywał u niej oficer. Dorastający Sławek próbował ich raz podglądać z gałęzi gruszy. "Niestety, wszystko inne, zawarte w moim filmie, zrobionym po wojnie w Niemczech w 1978 roku, jest fikcją" - zaznaczy w autobiografii.
                W dziedzinie reżyserii filmowej jest dyletantem. Na planie pomaga mu doświadczony operator Jerzy Lipman, który wyemigrował z Polski w związku z antysemicka nagonką po Marcu '68. [...]
                Drugi film ma tytuł "Powrót" (Eine Ruckkehr). Akcja znowu osadzona zostaje w przeszłości, ale tym razem jeszcze dawniejszej - prawdopodobnie chodzi o rok 1913. Światowej sławy pisarz Leo Janicz wraca po latach do rodzinnej wsi na terenie Austro-Węgier wezwany przez rzekomo umierającą siostrę. Szybko ukazuje się jednak, że Katarzyna jest symulantką, która stosuje wobec niego szantaż emocjonalny. Na miejscu bohater spotyka kolegę z lat szkolnych, niedoszłego księdza Ivo, co daje początek ideologicznemu starciu reakcjonisty z rewolucjonistą. Napięcie między mężczyznami dodatkowo komplikuje kobieta. Lora przyjechała jako towarzyszka pisarza, ale z czasem zaczyna się coraz bardziej interesować jego dawnym kolegą". [...]

                "Po kilkudziesięciu latach obie niemieckie produkcje zostaną kompletnie zapomniane. W 2013 r. popularne serwisy internetowe typu FilmWeb w ogóle nie będą wymieniać ich tytułów w dorobku filmowym Mrożka" pisze Niemczyńska.

                (fragment książki Małgorzaty I. Niemczyńskiej "Mrożek. Striptiz neurotyka" za GW 17-18.08.2013)
                • 21.08.13, 14:02
                  mogliby puścić te krągłe pośladki... znaczy się - te filmy ;]] w tiwi.

                  dzięki, Barbasiu, interesujący wyimek z biografii Mrożka.

                  i patrz, Polańskiemu stuknęła 80-tka i żadnego filmu na okoliczność [poza dokumentem
                  w Kulturze], z tego co zauważyłem, w TVP szeroko pojętej.
                  Mrożek uderzył w kalendarz i od razu "Tango".
                  • 21.08.13, 16:10
                    Hehehe! :))) Filmy, właśnie, mamy tytuły, czekamy na obraz.

                    Zdaje się w całej TVP panuje ugruntowane przekonanie , że jedynie zgon autora może być powodem do przypomnienia jego twórczości.

                    Na zalinkowanej przez Ciebie liście "100 najlepszych filmów grozy wszech czasów" w pierwszej dziesiątce są aż dwa filmy Polańskiego. "Dziecko Rosemary" (3.) oraz Wstręt (9.). Ten pierwszy wielokrotnie pokazywany w TVPKultura, ten drugi, na niego czekam, wręcz przeciwnie. Szkoda, że nikt w TVP nie wpadł na to, by uczcić tę zacną rocznicę urodzin reżysera emisją rzadko pokazywanych filmów.
                    :)

                    • 22.08.13, 13:54
                      ale są liczne powtórki M jak Miłość, one powinny nam zrekompensować to niedopatrzenie ;]

                      bardzo dobrze to zauważyłaś.
                      jak się już przyczepią do 2-3 filmów danego reżysera [czy z danym aktorem/ką], to
                      się już nie odczepią. tak jakby człowiek zrobił/zagrał w tych tylko 3 filmach, chociaż
                      filmografia wskazuje że było ich 20, z czego połowa aż się prosi o przypomnienie.

                      wiesz, ja się nie chcę czepiać nadmiernie, bo po prawdzie Kultura jest tutaj stroną pokrzywdzoną : dostaje z centrali jakieś ogryzki i musi się za nie utrzymywać, więc
                      powtarza po wielokroć te same tytuły, a nowości są rzadko. może jesienią będzie
                      ich więcej, nikt nie powiedział, że "nowe" musi być nowe, ileż jest starych i starszych
                      filmów do pokazania, ile filmów niszowych, niezależnych, które warto wypuścić na ekran, prawdaż ? :]





                      • 23.08.13, 16:28
                        Prawdaż. :)
                      • 23.08.13, 17:14
                        A propos nowości, mam nadzieję, że TVPKultura zakupiła 4. sezon Mad Men i pokaże nam go jesienią. Powtórka 3 sezonów właśnie się zakończyła...
    • 16.08.13, 14:05
      nie znam się na teatralnych niuansach, ale "Tango" wczorajsze - ujęło mnie skromnością, ekspresją i zaangażowaniem aktorów [znakomitych zresztą, Englert i Frycz naprawdę
      świetni]. oglądaliście też ?

      szkoda tylko, tak mi się nasunęło, że Kultura trzyma takie spektakle w szufladzie i
      wyciąga dopiero na okolicznośc śmierci autora oryginału. rok produkcji - 2012, czyli
      mieli i raczej nie zamierzali puszczać ot tak sobie.

      teraz to już nie wiadomo... cieszyć się, ze Mrożek zmarł, bo dzięki temu pokazali
      ten spektakl, czy jak ? :]

      Czeska CT 2 zasuwa ze zwiastnunami jesiennych propozycji i aż się roi od ciekawych rzeczy - na pewno kolejne, nowe filmy w poniedziałkowo & piątkowym cyklu "wielcy kina" - będą filmy Truffauta, z Huppert, z Newmanem, Dirkiem Bogartem [Siostro :)], Lino Venturą, będą filmy Kieślowskiego, tyle zdązyłem zauważyć z całej serii pokazywanych nazwisk reżyserów i aktorów.

      w innym zwiastunie, było kilka konkretnych propozycji, a więc - na pewno szwedzki oryginał "Millenium" oraz, tadam - serial "Sherlock Holmes" - TEN SAM, który Siostra tak brawurowo nam opisywała, i mam nadzieję nie poprzestanie na tym, co już było :] Plus parę Bondów, które akurat jakoś mniej mnie zajmują.

      a to tylko zapowiedzi, niektóre fajne rzeczy idą bez zwiastunów, ew. ja ich nie widziałem [tak było np. z filmem "Głód"]

      a na razie, też trochę powtarzają : "Dorian Gray" [ad 2009, szkoda że nie ma jakiejś starszej wersji, mającej większy szacunek dla oryginału], "POgarda", "Śmierć w Wenecji" - wszystkie już opisywaliśmy, więc na razie nic nowego, ale trzymam rękę na pulsie, a widoki są całkiem obiecujące.

      TVP ze swojej strony, zapowiada w Kocham Kino m.in "Ki" & "Skórę, w której żyję" Almodovara. generalnie, lepszy rydz niż nic, każda premiera ma swój wymiar.

      ale zabawne jest to, że po zmasowanej krytyce TVP za rezygnację z działu zagranicznego w Wiadomościach - w której to krytyce fruwał głównie argument, że "TVP jest infantylna" ORAZ lekceważy np. to co się dzieje w Syrii i Egipcie, Wiadomości zaczynają się od superserioultrapoważnych informacji z Egiptu i Syrii :] To był tylko przykład, a oni się na nim całkowicie skupili. Oglądałem ostatnie dwa wydania Wiadomości i ta śmiertelna powaga mnie rozbawiła, bo widać w niej zupełnie sztuczną nadgorliwość, która jest LI TYLKO odpowiedzią na krytykę, a nie wynika z własnej Wiadomości refleksji.

      • 16.08.13, 18:44
        I znowu można pozazdrościć Czechom! Lekka poprawka: Dirkiem Bogardem. Ja też zrobiłam ten sam błąd. Skojarzenia z Humphreyem są nieuniknione :)

        Świetnie, że zobaczysz "Sherlocka"! Jestem bardzo ciekawa jak go odbierzesz.
        • 17.08.13, 14:21
          yes, wstydliwie się przejęzyczyłem.

          ja tez się cieszę, że zobaczę wreszcie "live", to co tak kapitalnie opisywałaś.
          jak to mówią, narobiłaś mi/mnie [i podejrzewam wszystkim pozostałym]
          niezłego aptetytu :] jak zobaczyłem w telewizorze, co się święci, to aż mi łyżka wypadła
          z ręki, hehe.

          to niesamowite, że oni jakoś mogą pokazać Borgiów, Forbrydelsen, teraz
          Sherlocka, czy Californication, True Blood, a polska publiczna katuje te swoje
          M jak Miłośc, Barwy Szczęścia, Klany i inne hiciory i jak słyszy się "TVP startuje z nowym
          serialem !", to bankowo będzie to jakaś kolejna wersja tego, co już dziesięc razy
          nakręcono.

          niby zawsze można powiedzieć, "są w internecie, siadaj na tyłku i oglądaj, jak chcesz", ale to jednak inna bajka, kiedy serial/film można oglądać na cokolwiek większym ekranie. no i... o staranność chodzi. Oni kupują największe światowe hity, my kręcimy własne... s-hity. mam wrażenie, ze zarówno jak chodzi o jakość programu, jak i finansowe nakłady - oni wychodzą na tym znacznie korzystniej :].
          • 17.08.13, 14:48
            No właśnie, boję się czy nie będziesz rozczarowany "Sherlockiem". Ale starałam się być w miarę obiektywna i pisałam też o rzeczach, które mi się nie podobały. Może nie będzie tak źle :)

            Tak, nasza telewizja nie lubi seriali. Trudno to zrozumieć!


            • 17.08.13, 15:34
              daję Ci już dzisiaj słowo, że będzie dobrze :]
              chcę to wreszcie zobaczyć :]
              linkowałaś fragmenty odcinków i szata graficzna od razu mi się spodobała, no
              a te historie... będzie dobrze, jestem pewien. poza tym, ja czuję zawsze taki
              głód nowości, że rozczarowanie mi nie grozi, hehe.
      • 17.08.13, 00:12
        Grek.grek poczytaj o Tangu, o premierze pol roku temu w tvp 1 po smierci Jarockiego i nie badz takim niewiarygodnym polglówkiem spod czeskiej granicy
        • 17.08.13, 14:29
          reklamacja przyjęta. a twarde dowody szczęscia w postaci epitetów - nie doleciały nawet do
          furtki. ale nie łam sie, trening czyli mistrza :]
          • 20.08.13, 15:40
            Pepsic, komentowała premierę "Tanga" w Teatrze Telewizji.
    • 16.08.13, 20:22
      Kącik „W starym kinie” powraca :) Dzisiaj jeden z moich ukochanych filmów. Widziałam go po raz pierwszy bardzo dawno. Teraz mogę go podziwiać w całej okazałości na dvd, które kiedyś upolowałam z Wyborczą. Ostrzegam, będzie strasznie :)

      Reżyserem filmu jest Nicholas Roeg, twórca oryginalny i trochę już zapomniany. „Nie oglądaj się teraz” z 1973 roku i debiutancki „Perfomance” są zaliczane do najważniejszych filmów w historii brytyjskiego kina.

      Scenariusz jest oparty na opowiadaniu Daphne du Maurier. Film jest określany jako horror, chociaż to nie do końca trafne określenie.

      Początek filmu. Widzimy dwójkę dzieci bawiących się nieopodal domu, gdzieś na wsi. Chłopiec jeździ na rowerku, a dziewczynka w czerwonym, przeciwdeszczowym płaszczyku biega wśród drzew.

      Tymczasem w domu, jakiś mężczyzna, zapewne ojciec, ogląda slajdy przedstawiające wnętrza kościoła. To John, który zajmuje się konserwacją zabytków (Donald Sutherland). Co ciekawe, na kilku slajdach widać jakąś postać, siedzącą w kościelnej ławce, ale tylko od tyłu. Ma na głowie czerwony kaptur. To szczegół ważny dla fabuły filmu.

      Dzieci wciąż się bawią. Dziewczynka rzuca piłeczkę, która ląduje w pobliskim stawie. Podchodzi do brzegu, żeby ją wyjąć. Tymczasem John rozmawia z żoną. Przez nieuwagę przewraca szklankę stojącą na jego biurku (z wodą, a może czymś mocniejszym) i zalewa swoje materiały. Na jednym ze slajdów czerwony kaptur postaci rozmazuje się i wygląda jak krwawy ślad. John jest przerażony. Czuje, że stało się coś złego. Wybiega z domu, ku zdziwieniu żony, Laury (Julie Christie).

      A my widzimy przez chwilę tonącą dziewczynkę. I już wiemy co się stało.

      Pod dom przybiega przerażony chłopiec. John biegnie do pobliskiego stawu. Na jego powierzchni unosi się piłka jaką bawiła się jego córka, Christine. John nurkuje w wodzie i wyciąga córkę. Oszalały z rozpaczy próbuje ją ratować, ale jest już za późno. Nieświadoma niczego Laura przypadkiem patrzy przez okno i zaczyna krzyczeć. Tutaj cała początkowa sekwencja, prawdziwy majstersztyk:

      www.youtube.com/watch?v=U8yqq6uBrKc

      Kolejna scena. John rozmawia z robotnikami, którzy pracują przy renowacji kościoła. Od razu poznajemy, że to Wenecja. John po pracy idzie do restauracji, umówił się tam z żoną. Laura napisała właśnie list do syna i czyta go mężowi. Ten zauważa, że jedna z kobiet natrętnie się im przygląda. Nagle coś wpada jej do oka. Kobieta idzie razem z towarzyszącą jej drugą kobietą do łazienki, ale nie może jej znaleźć. Na to Laura podbiega do obu pań, aby je tam zaprowadzić. W łazience wyjmuje kobiecie paproch z oka. Ta mówi jej, że jej niewidoma siostra, Heather jest medium.

      Nagle owa Heather mówi Laurze, ze jest smutna. Niepotrzebnie, bo ONA jest szczęśliwa. Laura zamiera z wrażenia. A kiedy medium dodaje, że widziała jej błyszczący, przeciwdeszczowy płaszczyk to Laura zalewa się łzami.

      Tymczasem John siedzi przy stoliku i ogląda slajd. Ten sam, który miał w rękach w chwili śmierci córki. Przypomina sobie moment, kiedy razem z żoną wyjeżdżają z domu. Laura załamana siedzi w samochodzie, pada deszcz. Może wyjazd do Wenecji miał być szansą na zapomnienie, przynajmniej częściowe, o tragedii.

      W łazience Laura powoli dochodzi do siebie. Siostry oferują jej pomoc, ale Laura chce zostać sama. Kobiety wychodzą. Po chwili Laura wraca do stolika, widać, że czuje się źle. Nagle upada, pociągając za sobą stół i naczynia. Zostaje zabrana łodzią do szpitala.

      Na szczęście to nie było nic poważnego. Zwykłe zasłabnięcie spowodowane silnym stresem. John zabiera ją ze szpitala. Laura jest szczęśliwa, uśmiechnięta. Opowiada mężowi o spotkaniu z siostrami. John jest zaniepokojony. Ale Laura zapewnia go, że wszystko jest w porządku, że nie zwariowała. Czuje nareszcie spokój, po raz pierwszy od wielu miesięcy. Nawet nie musi już brać swoich leków. John uśmiecha się. Może rzeczywiście powinien zaufać żonie.

      Po wyjściu ze szpitala oboje płyną łodzią po kanale. W pewnej chwili kierujący łodzią natyka się na blokadę. Ktoś krzyczy, że doszło do morderstwa i policja zablokowała kanał. Na balkonie tuż nad wodą grupa policjantów zbiera ślady. Ale kierujący łodzią jakoś przepływa dalej. A my widzimy w oddali, na mostku małą postać w czerwonym płaszczyku…

      Para zatrzymuje się przy kościele, bo Laura chce się pomodlić. Zapala świeczki, a John kątem oka zauważa demoniczne siostry, zwiedzające kościół z jakąś wycieczką. Najwyraźniej nie można się od nich uwolnić. John rzuca się na kolana, zakrywa twarz dłońmi i udaje, że się modli. Zdecydowanie nie chce spotkać dziwnych sióstr. Nieświadoma niczego Laura podchodzi do niego i żartuje: „Ty hipokryto” :) Oboje wybiegają z kościoła, bo John jest umówiony na spotkanie z biskupem.

      Biskup jest miły, ale wygląda na surowego. Laura czuje się przy nim niezręcznie. Biskup pyta o postępy w pracach, ale jak to komentuje potem John: „ma ten kościół w swojej świątobliwej d…” :) Po spotkaniu John i Laura wracają do hotelu. Oboje dokonują ablucji, klimat robi się coraz bardziej zmysłowy. John jeszcze trochę pracuje, a potem oboje leżą na łóżku i wspólnie czytają gazetę. I tutaj zaczyna się jedna z najbardziej sugestywnych scen miłosnych jakie widziałam w kinie. Jakimś cudem udało się w niej uchwycić „metafizykę” seksu. Nie potrafię tego lepiej określić :) Niestety, nie znalazłam jej w youtubie.

      cdn...
      • 16.08.13, 20:28
        Po namiętnych chwilach para wychodzi na kolację. Kiedy wracają jest już ciemno, więc mają problemy ze znalezieniem drogi do hotelu. Krążą więc po mrocznych labiryntach miasta. Nagle John słyszy jakieś krzyki. A potem przez chwilę widzi uciekającą postać w czerwonym płaszczyku. Laura pyta go co się stało, ale John ją uspokaja, że to pewnie koty tak hałasują. Szczęśliwie oboje docierają do ruchliwej ulicy i trafiają do hotelu.

        Kolejny dzień. John pracuje przy froncie kościoła. Przy pomocy robotników montuje jakąś rzeźbę. Przygląda się temu spora grupa gapiów. John zauważa, że są wśród nich, a jakże, tajemnicze siostry. Jest zaniepokojony, bo blisko jest też Laura. Nie chce aby znowu się z nimi spotkała. Niestety, Laura je zauważa i wszystkie panie idą na spacer. Laura opowiada o córce. Mówi, że jej mąż miał przeczucie, że dzieje się coś złego. Na to kobieta-medium mówi jej, że ma on dar. Córka próbowała go ostrzec. Taki dar to błogosławieństwo, ale i przekleństwo.

        Laura pyta wprost, czy możliwe byłoby nawiązanie kontaktu z córką. Heather jest początkowo niechętna, nie chce niepokoić zmarłych dla „rozrywki”. Ale Laura odpowiada, że nie taki jest jej zamiar. Siostry zapraszają Laurę i jej męża, kiedy skończy już pracę na herbatę. Heather na odchodnym mówi, że niczego nie obiecuje.

        Kiedy John słyszy o zaproszeniu stanowczo odmawia. Nie będzie brał udziału w żadnych „czarach”. Żona próbuje go przekonać, ale bez efektu. W końcu John mówi jej, trochę żartobliwie, żeby poszła do tych „wariatek”. A sam idzie do baru naprzeciwko pensjonatu, w którym siostry się zatrzymały. Czeka na żonę popijając drinki. W końcu nie wytrzymuje i wchodzi do pensjonatu. W recepcji nikogo nie ma, więc John zagląda do księgi gości. Idzie pod pokój sióstr, żeby podsłuchać co tam się dzieje. Tymczasem kobieta-medium zaczyna wpadać w trans. Krzyczy: „John! John!”. Ten nadstawia uszu, ale zostaje szybko namierzony przez mieszkańca pensjonatu i wzięty za podglądacza. Musi więc salwować się ucieczką. Wraca do baru i pije dalej.

        Kiedy jest już ciemno Laura wychodzi. Jest spokojna, w przeciwieństwie do męża. Oboje wracają do hotelu. Laura opowiada mu o tym, co się wydarzyło. Widać, że jest pod wrażeniem kobiety-medium i ufa jej bez zastrzeżeń. Mówi Johnowi, że w Wenecji grozi mu niebezpieczeństwo. Tę wiadomość przekazała poprzez medium ich córka.

        Na to wściekły i pijany John krzyczy: „Nasza córka nie żyje! Nie może przekazywać wiadomości zza pieprzonego grobu. Nie żyje, nie żyje, nie żyje!”. Laura jest kompletnie zdetonowana taką reakcją. Cichym głosem pyta Johna, czy to znaczy, że jest chora. John odpowiada twierdząco. Powinna umówić się znowu ze swoim lekarzem (zapewne chodzi o psychiatrę). Laura przekonuje jednak męża, żeby szybko wziął kilka tygodni urlopu, bo oboje potrzebują wypoczynku.

        Nocą budzi ich telefon z Anglii, ze szkoły, w której uczy się ich syn Johnny. Okazuje się, że miał niegroźny wypadek w czasie jakichś ćwiczeń. Laura decyduje się wyjechać jak najszybciej. Rano udaje się załatwić bilet i Laura wyjeżdża z Wenecji. John zostaje sam. Wraca do kościoła, do pracy. Spotyka tam biskupa, który przywiózł mozaiki do renowacji bizantyjskich witraży. Biskup od razu zauważa, że coś się stało. John mówi o wypadku syna i wyjeździe Laury. Na to biskup z tajemniczą miną mówi, że powinien był wyjechać razem z nią. John zbywa tę uwagę milczeniem.

        Aby zmienić temat rozmawia o pięknej mozaice. Bierze próbki i wchodzi na wysokie rusztowanie, potem na coś w rodzaju „windy” na linach (nie wiem jak to określić), aby porównać je z oryginałami na ścianie. Zajęty pracą nie zauważa, że jakaś deska odrywa się gdzieś na górze i spada wprost na niego. Kilka lin „windy” urywa się i John w ostatniej chwili ratuje się przed upadkiem. A jest naprawdę wysoko. Przez długą chwilę John zwisa na linie, a potem udaje się go jakoś ściągnąć. Jest przestraszony, bo otarł się o śmierć. Idzi na spacer, żeby dojść do siebie. Przyłącza się do niego biskup. John zwierza mu się, że to dziwne. Laura dostała ostrzeżenie, że grozi mu niebezpieczeństwo w Wenecji. I teraz taka historia…

        Biskup mówi mu, że wierzy w przepowiednie, chociaż wolałby, żeby tak nie było. Obaj zbliżają się do kanału, przy którym stoją tłumy gapiów. Napotkany policjant mówi, że znaleziono kolejne zwłoki. W tym momencie nurkowie wciągają na łódź ciało kobiety. John nie może na to patrzeć. Wracają wspomnienia. Widzimy na krótko Christine, tonącą w stawie. John stwierdza, że musi już wracać do pracy.

        Po pracy idzie do hotelu i zabiera swoje rzeczy. Przeprowadza się do apartamentu, który przygotował dla niego biskup. W trakcie podróży łodzią po kanale widzi nagle inną łódź, przystrojoną na czarno, z wieńcami kwiatów. W łodzi stoją …Laura i dwie siostry, wszystkie ubrano na czarno. John krzyczy do nich, ale bez efektu. Tutaj ta niesamowita scena:

        www.youtube.com/watch?v=FoYS8KrtgqA&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=5


        Kiedy łódź dopływa do brzegu John wraca do hotelu. Pyta dyrektora czy Laura wróciła. Ten, kompletnie zaskoczony, odpowiada, że nie. Poza tym, właśnie zamknięto hotel, bo skończył się sezon.

        cdn...
        • 16.08.13, 20:34
          John nie wie co o tym myśleć. Spaceruje po opustoszałej Wenecji, żeby zebrać myśli. W końcu idzie na policję. Spotyka tego samego inspektora policji, którego widzieliśmy przy zbieraniu śladów na balkonie. John opowiada, że żona spotkała parę dni temu te dziwne kobiety. Dzisiaj rano wyjechała, ale niedawno widział ją na łodzi. Inspektor jest życzliwy, ale widać, że nie do końca wierzy Johnowi. Przekonuje go, że jeżeli żona wróciła to na pewno się z nim skontaktuje.

          Nagle inspektor pyta go czego tak naprawdę się boi. Na to John odpowiada, że mordercy, który jest na wolności. A jego żona… Nie wiadomo co się z nią teraz dzieje. Inspektor uspokaja go i namawia, żeby jeszcze raz poszukał pensjonatu, w którym mieszkały siostry. Kiedy John wychodzi inspektor zleca swojemu człowiekowi, żeby go śledził.

          John krąży po mieście. W końcu udaje mu się odnaleźć pensjonat. Wypytuje właścicielkę o siostry. Ta odpowiada, że owszem, mieszkały tutaj, są Szkotkami, ale rano się wyprowadziły. W tej chwili ujawnia się człowiek inspektora. Mając dane sióstr będzie można je znaleźć. Ale John jest załamany. Nie wiadomo ile to potrwa.

          Zdesperowany idzie do biskupa, chociaż nie wiadomo dokładnie czego od niego oczekuje. Czekając na spotkanie John dzwoni do Anglii, do szkoły syna. Dowiaduje się, że chłopiec czuje się lepiej. Nagle nauczycielka mówi: „na pewno chce pan porozmawiać z żoną” i … oddaje jej słuchawkę. John nie może uwierzyć, że słyszy glos żony. Laura opowiada, że wszystko w porządku, że przyleci do niego jeszcze tego wieczora. Ale John nie słucha. Przecież ją widział, kilka godzin temu… Mówi o tym żonie, ale ta tylko się śmieje.

          Biskup zaprasza go do siebie, ale John dzwoni do inspektora. Od niego dowiaduje się, że Heahter, medium, jest w areszcie. John natychmiast przyjeżdża. Bardzo przeprasza za zamieszanie. Ale teraz, skoro wszystko się wyjaśniło… Chociaż przecież nie do końca. John odprowadza Heather do hotelu. Jest już ciemno, a uliczki Wenecji są opustoszałe.

          Tymczasem wraca Laura. Na lotnisku odbiera ją człowiek przysłany przez biskupa. Mówi jej, że John jest na posterunku policji. Ale Laura przyjeżdża za późno. Inspektor daje jej namiary na hotel, w którym mieszkają siostry.

          A John razem z Heather wchodzę do pokoju w hotelu. Kobieta tłumaczy, że się przeniosły, bo nie były zadowolone z pensjonatu. Na miejscu jest już jej siostra, która również miała nieprzyjemności. Mimo to obie zapraszają Johna na kieliszek whisky. Ale John czuje się winny i chce wyjść. Widzi jeszcze jak medium wpada w trans. Przestraszony szybko ucieka.

          A Heather cała się trzęsie, krzycząc do siostry; „Zatrzymaj go!”. Siostra wybiega z hotelu, ale po Johnie nie ma już śladu. Z daleka słychać, że ktoś biegnie. Stukot obcasów. To Laura. Wita się z Wendy wylewnie, ale ta szybko zabiera ją na górę. Heather mówi jej, że widziała Chistine. Laura i John muszą opuścić Wenecję i to jak najszybciej. „Musisz go odnaleźć!” powtarza medium. Przerażona Laura wybiega z hotelu i biegnie przed siebie.

          John idzie pustymi uliczkami miasta. Nagle w wodzie kanału widzi odbicie postaci w czerwonym płaszczyku. I widzimy na krótko scenę, kiedy to Chistine odbija się w wodzie stawu… John zauważa małą postać, z kapturem na głowie, która zaczyna szybko uciekać. Goni ją jakiś facet, krzycząc: „ona jest opętana!”. John biegnie za nią. I znowu widzimy przez chwilę biegającą Christine… Uciekająca postać wbiega na schody. Słychać niezgrabny tupot jej kaloszy. Za nią biegnie John. I znowu słychać jak ktoś biegnie, to Laura. Jakimś cudem trafiła w to miejsce, jest już niedaleko.

          Zakapturzona postać wbiega na górę do jakiegoś budynku (kościoła?). John za nią. W końcu widzi ją z dołu na jakimś krużganku. Wbiega po krętych schodach na górę. A Laura dobija się do bramy, którą John zamknął za sobą.

          John wspina się po schodach na górę. Wchodzi do małego pomieszczenia. W kącie, odwrócona plecami stoi postać w czerwonym płaszczyku. Wydaje dziwne dźwięki, to jakby łkanie. John mówi spokojnym głosem, że jest przyjacielem i że chce jej pomóc. Postać odwraca się i… Nie zdradzę co się stało, bo może kiedyś zobaczycie ten film. Z pewnością to jedna z najbardziej szokujących scen jakie widziałam w kinie. Zawał serca murowany :)

          Potem jest jeszcze tylko końcowa scena. Zdradza co się stało wcześniej, więc ostrzegam! Ale jest tak piękna, że nie mogę się powstrzymać:

          www.youtube.com/watch?v=9fEqYbMDCKk&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=3


          I jeszcze trailer filmu:
          www.youtube.com/watch?v=46_l0CRdg2w&list=FLQ2Oq7WfOSxDLBwqKY8CF1A&index=1

          I to cała historia. Straszna, prawda?

          Ten film ma niesamowity, hipnotyzujący klimat. Aż ciarki przechodzą po plecach. Bo dotyka najgłębszych lęków. Jak pogodzić się ze śmiercią kogoś bliskiego? John i Laura jakoś próbują sobie z tym radzić, ale kiedy tylko pojawia się szansa na spotkanie (czy jakkolwiek to nazwać) z córką to robią wszystko, żeby ją wykorzystać.

          Pierwsza jest Laura, która nalega na spotkania z kobietą-medium. Początkowo sceptyczny John również ulega obsesji odzyskania córki. Widok postaci w czerwonym płaszczyku wzbudził w nim irracjonalną nadzieję. I John podąża za nią, bez względu na cenę. Jeżeli nie pogodzimy się z przeszłością, nie zamkniemy za nią drzwi, to ta przeszłość może nas w końcu zniszczyć.…

          cdn...
          • 16.08.13, 20:44
            Film ma tak kunsztowną strukturę, wszystko jest tak doskonale przemyślane, tyle się tu dzieje, że za każdym razem odkrywa się w nim coś nowego.

            Donald Sutherland i Julie Christie tworzą wspaniały duet. Christie nigdy nie była tak piękna i zmysłowa. Moim zdaniem to jej najlepsza rola obok oscarowej „Darling” Schlesingera.

            Strona wizualna dosłownie zapiera dech w piersiach. Zresztą Roeg zaczynał karierę jako operator i to widać. Zdjęcia są wspaniałe. Jest tu wiele scen, jak z koszmarnego snu, które głęboko zapadają w pamięć.

            Do tego genialny montaż. Sceny połączone ze sobą w niezwykły sposób. Choćby na początku: Christine rzuca piłką i chwilę potem John rzuca paczkę papierosów Laurze. Albo scena z wyłowioną kobietą, a potem tonącą Christine. Albo spokojne wody weneckiego kanału przechodzące w deszcz w Anglii. Ten montaż tylko potęguje nastrój tajemniczości i niepokoju. Bo nawet drobne wydarzenia wydają się być ze sobą powiązane, nieprzypadkowe. Jakby miały głębszy sens. Przeznaczenie?

            I jeszcze przepiękna muzyka Pino Donnagio. No i Wenecja. Mroczna, wilgotna, rozpadająca się. Jest idealnym tłem dla tej niesamowitej historii.

            Mam nadzieję, że nie będziecie mieć potem koszmarów :)

            A może widzieliście ten film?

            • 16.08.13, 20:53
              ogladalam, ogladalam, drugi raz chyba dlugo sie nie odwaze ;)

              Rzeczywiscie jest baaardzo sugestywny, bardzo trzymajacy w napieciu, naprawde "straszny",
              szkoda, ze dzis mysla, ze horror czy thriller to musi zaraz krwia ociekac ...

              --
              Maniaczytania - blog
            • 17.08.13, 14:09
              słyszałem o nim i to bodajże tutaj, po raz pierwszy [polecam to zestawienia, bardzo interesująco opisane i sporo tytułów, które (jak mi się wydaje) warto ku pamięci przechować]

              esensja.stopklatka.pl/film/publicystyka/tekst.html?id=8515
              nie zdradzę na którym miejscu jest "Nie oglądaj się teraz", ale... jeśli zaczniecie od miejsca 1, to napotkacie go znacznie wcześniej niż przemierzając drogę odwrotną ;]

              w jakich okolicznościach go oglądałaś, Siostro ? niech zgadnę... środek nocy, cisza, wygaszone światła ? :]

              Opowieśc wyszła Ci znakomita, jakbym ją czytał w w.op warunkach, to nie trzeba by mi było filmu, żeby przez resztę nocy chodzić po domu wyłącznie z nożem kuchennym w garści [trudno orzec dlaczego, ale dodaje animuszu, haha]. Rzeczowa, szczegółowa, oddająca klimat. Doskonale się czytało. No i ten manewr z urwaniem w kulminacyjnym momencie :] Gratulacje. Dzięki.

              cholewa, już sama scena, kiedy John widzi te trzy postaci na łodzi - w biały dzień moze zachwiać człowiekiem :]

              groza jest już w samej ich mowie ciała, a raczej w jej braku [chociaż brak też może coś sygnalizować], stoją nieruchomo, wyglądają jak figury woskowe. ciekawe, że w trailerze ta scena jest jakby pogłębiona o bliższe ujęcia Laury, jakby z dołu filmowanej. w scenie z filmu tego nie widać.

              pomysł z Wenecją - rewelacyjny, wieczorową porą, w porze jesiennej - idealna gotowa scenografia dla tego typu kina.

              i jest sens tutaj, jak celnie zauważyłaś. historia nie jest oderwana od psychologii. para przepracowuje śmierć dziecka. jest podkład pod dreszczyk.

              73 rok. to był dobry rok do straszenia ludzi ;]. co to jest, jak to jest ?, że w latach 70-tych czy 80-tych horror miał tę elegancję i kreatywność w doborze środków, a teraz nawet jak reżyserzy próbują i się starają, to im nie wychodzi ?

              moze dlatego, że próbują straszyć na siłę ? może nie ma w tym tej subtelności starszych mistrzów ? wyobraźni i wrażliwości filmowej.

              dzisiaj jakimś trafem od razu widac, ze to horror. nie ma wątpliwości :] "uwaga, a teraz będziemy straszyć"; a kiedyś - zawsze istniała ta cienka czerwona linia między realnością, a złudą. czy bohaterowi coś się wydaje, czy dzieje się naprawdę ? kłopot jest z jego głową czy naprawdę dzieją się rzeczy o nadprzyrodzonym charakterze ?

              w recenzji "Nie oglądaj się teraz", w tym zestawieniu powyżej linkowanym, zostaje on nazwany "mądrym horrorem" - może tu jest klucz ? :]

              Siostro, raz jeszcze dzięki za świetną sugestywną story, to jest coś do czego się wraca.





              • 17.08.13, 14:42
                Dzięki, Greku :)

                Ten zalinkowany tekst trafia w sedno. Świetnie napisane.

                Nie, wbrew pozorom oglądałam go w środku słonecznego dnia, w świąteczny czwartek. Bo wtedy miałam wreszcie trochę czasu. Ale spuściłam rolety i pozaciągałam zasłony :)

                Tak, ta scena z Laurą i siostrami na łodzi, jest niesamowita. Dopiero po obejrzeniu całego filmu zorientowałam się, że to pogrzeb...Po tak wielu latach, ze 20-tu? od pierwszego obejrzenia wciąż miałam tę scenę przed oczami. Tak jak wiele innych z tego filmu.

                Scena w trailerze z bliskimi ujęciami Laury pochodzi z końcowej sceny filmu, którą zalinkowałam z ostrzeżeniem, że zdradza zakończenie :)

                Jeszcze raz dzięki, Greku :)
                • 17.08.13, 15:41
                  te rolety z zasłonami Cię uratowały ;]]

                  ciekawe, że w tym zestawieniu 8 z 10 najwyższych miejsc - oraz pierwszych 6 - zamują filmy mające dzisiaj minimum 33 lata, prawda ? stare kino :]

                  dzięki za objaśnienie, tego linka ze sceną "możliwie zdradzającą zakończenie" taktownie nie obejrzałem :]

                  Siostro, to ja dziękuję, kawał dobrej roboty wykonałaś.
                  nawet Mania sie wystraszyła, nie dośc, że raz obejrzała, to jeszcze przeczytała Twój opis i teraz znowu będzie się bała wieczorem pójśc do kuchni ;]




                  • 17.08.13, 15:42
                    albo do drugiego pokoju.
                    albo gdziekolwiek, gdzie jest ciemno ;]
            • 20.08.13, 16:33
              Znakomita opowieść, Bronte!

              Zaintrygowana, znalazłam ten film! I mam zamiar obejrzeć go w najbliższym czasie.

              Daphne du Maurie ma szczęście do filmowych adaptacji. Wcześniej z wielkim sukcesem na język filmu przełożył jej opowiadania Alfred Hitchcock ("Rebeka", "Ptaki").
              • 20.08.13, 16:51
                Dzięki :)

                O, to super. A gdzie go znalazłaś?

                "Rebeka" też jest jednym z moich ulubionych filmów :)
                • 20.08.13, 17:13
                  W necie, w wypożyczalni niestety nie ma.

                  :)
    • 18.08.13, 14:05
      "Pomyłka, proszę się wyłączyć", czyli zupełny klasyk, o którym rozmawialiśmy kiedyś.
      ciekaw jestem, czy po wielu latach będzie miał ten sam klimat, a może raczej - czy uda
      mi się go odebrać w taki sam sposób ? też jesteście ciekawi własnych reakcji ? :]

      17:35, wcześnie dzisiaj.

      wieczorem horror "Medium" plus 23:30 dokument o Polańskim "Poszukiwany i pożądany", jakby nie patrzeć człowiek właśnie do 80-tki dotarł.

      "Raport Pelikana', thriller śledczy, też w sumie godną propozycją jest [TVN7, 20:00]

      polskie "Oczy niebieskie" i "Tylko strach" [z dobrą rolą dojrzałej Dymnej, jako walczącej alkoholiczki] od godziny 23:50. wcześniej kino z misją, czyli Zakochana Jedynka "Randka w ciemno". I jakiś thrillerek z krainy Kangurów. kiedyś takie coś puszczano w środę w cyklu "Okruchy życia". teraz jak widać latają w niedzielę, ale cel się nie zmienił : puszcza się je wyłącznie po to, żeby kino nieco tylko ambitniejsze móc pokazać w godzinach, w których jest pewnośc, ze nikt go nie obejrzy, dzięki czemu winę za tak późne pory emisji można będzie zrzucić na niską oglądalnośc. Czyli, w TVP po staremu :]


      • 18.08.13, 14:23
        Dzięki, Greku za info o Kobrze. Nie zauważyłam jej w programie! W ogóle to ciekawe, dlaczego jest pokazywana dzisiaj?? Postaram się obejrzeć. Muszę się trochę zrelaksować, bo dopada mnie powoli stres przed podróżą :)

        "Medium" to jeden z nielicznych, udanych horrorów rodzimej produkcji. Ciekawa intryga, świetny klimat i znakomita obsada. Trzeba zobaczyć! Kultura powinna częściej sięgać właśnie po takie, rzadko pokazywane filmy, a nie w kółko dawać powtórki.

        Zapowiada się niedziela z dreszczykiem :)
        • 18.08.13, 15:27
          ja się kapnąłem dzisiaj w południe, kiedy przeglądałem program przy śniadaniu.

          "Medium" o 21:30, według ramówki. słyszałem tytuł, ale nie znam, dzięki za
          zachętę, Siostro. polskich horrorów, jak na lekarstwo :] ciekawe, dlaczego u nas
          jakoś ten gatunek się kompletnie nie rozwinął ?

          yes :]

          pomyśl że jesteś Chuckiem Norrisem i to podróż ma się stresować Tobą, a nie
          Ty podróżą ;]
          • 18.08.13, 16:02
            Pisaliśmy na temat polskich horrorów jakiś czas temu. Nie pamiętam, czy doszliśmy do jakichś konstruktywnych wniosków :) Ale to jest fakt, horrory jakoś słabo nam wychodzą.

            Powiem więcej, Greku. Moim zdaniem "Medium" to jeden z najlepszych polskich filmów jakie powstały po 1980 roku! Taki styl, wyrafinowana forma, dbałość o szczegóły to w naszym kinie rzadkość. Polecam!!

            Hehe. Dzięki za słowa otuchy. Przyznam się, że nie lubię pakowania i samej podróży. Najchętniej dałabym się teleportować od razu na miejsce, jak w "Star Treku" :))
            • 18.08.13, 16:43
              do dzisiaj nic się w tej materii nie zmienia, a może nawet gorzej jest :]
              scenariusze nie napływają ? talentów reżyserskich brak ? kino grozy ma sporą
              widownię, kto się nie lubi bać ? ;]

              o, mocna opinia, aż się zaciekawiłem nie na żarty. postaram się obejrzeć.

              ja też nie przepadam, chociaż jako dzieciak nie narzekałem, jadąc do Czech
              i mając w kieszeni "kupę kasy" na własne wydatki, czyli na czekoladę i inne
              cymesy, hehe. może więc, kluczowe dla zadowolenia z podróży jest to, co
              czeka na miejscu przeznaczenia ? :]

      • 18.08.13, 16:31

        Jestem twoim najwiekszym fanem w Polsce kolego glupek.glupek! Czytam wszystko co piszesz, kazde wypracowanie. Dwa dni temu ustalilismy ze nie masz pojecia o Mrozku i nie slyszales o Jarockim. Teraz okazalo sie, ze film kanadyjski to kino z krainy kangurow. Czekam na c.d!!!
        • 18.08.13, 16:50
          "największy fan W POLSCE" ? :]
          " W POLSCE".
          miło, że nie wykluczasz, że są więksi od ciebie fani poza Polską :]
          chcesz obrazić, a rozśmieszasz.
          schowaj swoje "6 na 9", bo obrażasz wszystkich mężczyzn świata.
          EOT.







          • 18.08.13, 19:41

            A na to bym nie wpadł! (6x9 bo obrazasz męzczyzn..). Czyli nie tylko glupek ale i erotoman gawędziarz! Pisać juz nie będę bo to faktycznie mnie obraża ale czyać będę na pewno! Nawet jak na polski internet to jest jednak prawdziwa ciekawostka! Trzymaj się chłopie!
            • 20.08.13, 15:34
              Pisz, wacek69, tylko irytację, złośliwości zostaw wcześniej za drzwiami.
      • 19.08.13, 12:51
        Kobra była świetna!
        • 19.08.13, 13:47
          i to jeszcze jak :]

          kapitalny spektakl, jeszcze lepszy niż zapamiętałem, bo - po prawdzie - zapamiętałem
          głównie tę ostatnią scenę, kiedy w rogu pokoju, w cieniu stoi morderca, a bezbronna kobiecina przykuta do łózka czeka na egzekucję, przerażająca scena : jak wąż przygotowujący się do zjedzenia myszy. ona wie, że zaraz umrze, ma tego absolutną świadomość.

          i jeszcze moment wcześniej, kiedy rozmawia przez telefon ze szpitalem i słyszy jak ktoś podnosi słuchawkę w holu. wie, ze ktoś jest w domu i słucha. rewelacyjny moment.

          a przez okrągłe 40 minut narastająca groza, babka zamienia się w kłębek nerwów, nikt jej nie wierzy, policjant bagatelizuje, telefonistka zachowuje się jak robot, kobieta w szpitalu bawi się w procedury, podczas gdy już wiadomo, że śmierć nadchodzi, a ona sama dopasowuje kolejne fakty, które wskazują na ciemne interesy "idealnego" męża, który z głupia frant sobie wyjeżdza [czyż można mieć lepsze alibi niż bycie daleko od miejsca zbrodni i wykonany telefon dowodzący niezbicie powyższego ?] - Śląska wyśmienita w pokazywaniu tego całego procesu. łózko, telefon, aktorka, parę postaci pobocznych w charakterze gadających głów - i dzieje się, że hej. jak niewiele trzeba, kiedy scenariusz jest doskonały.

          wg mnie, najlepsza z Kóbr [Kobr ?] dotychczas pokazywanych. idealnie realizująca założenia hitchcockowskie "najpierw trzęsienie ziemi, a później napięcie ma rosnąć". tutaj jest tak od A do Z. w filmach Hitchocka przypadków tego "trzęsienia ziemi" na początku za wiele sobie nie przypominam, a Ty ? :]

          ideał thrillera.

        • 19.08.13, 16:29
          pro forma tytuł o którym mowa.
    • 18.08.13, 17:14
      Jutro wieczorem prawdziwa uczta!

      O 20.10 klasyk kina noir, "Podwójne ubezpieczenie" z 1944r. Nieszczęśliwa w małżeństwie Phyllis (Barbara Stanwyck) namawia zakochanego w niej agenta ubezpieczeniowego do zabicia swojego męża. To nie może skończyć się dobrze...Widziałam ten film bardzo dawno, chętnie go sobie przypomnę.

      O 22.10 dramat sądowy "Świadek oskarżenia" z 1957 r. Londyński adwokat (Charles Laughton) podejmuje się obrony mężczyzny(Tyrone Power) oskarżonego o zabójstwo bogatej wdowy... W obsadzie także Marlena Dietriech w roli żony oskarżonego. Polowałam na ten film od dawna i w końcu się udało.

      Piszę już dzisiaj, bo nie wiem w jakim stanie będę jutro :)
      • 19.08.13, 13:33
        mam nadzieję, że jeszcze zdązysz obejrzeć ?

        po primo, dla Twojej własnej przyjemności.
        po secundo, żeby i nam trochę z niej podarować :]
        może jak wrócisz ?

        trochę się zrelaksujesz przy dobrym kinie, zapomnisz na moment, a jak sobie
        przypomnisz, to już będzie po bólu :]

        • 19.08.13, 15:00
          Tak, obejrzę, bo wyjeżdżam dopiero w środę.
          Zdecydowanie potrzebuję relaksu. Postaram się napisać jutro parę słów :)
          • 19.08.13, 16:28
            świetnie :]

            pomyśl, jak się fajnie poczujesz, kiedy już dotrzesz na miejsce.
            a jeśli to nie pomoże - jak przyjemnie będzie wrócić do domu :]
            • 19.08.13, 19:59
              Oba filmy z pewnością zasługują na dłuższe recenzje, ale nie będę miała na to czasu.

              Hehe. Jest to jakieś pocieszenie :)
              • 20.08.13, 14:27
                Ależ to był emocjonujący wieczór! Oba filmy znakomite. Niestety, nie mam już czasu na napisanie czegoś więcej. Postaram się po powrocie.

                Greku, żegnam się na 10 dni. Ale będę zaglądać, a może i czasem coś napiszę. Zwłaszcza, że Barbasia i Pepsic nie dają znaku życia :)
                • 20.08.13, 15:18
                  trzymam Cię za słowo.

                  aż 10 ?
                  no nic, baw się dobrze, na ile się uda :]

                  ... a Mania i Angzetka zalatane, zapewne, ech...

                  Grek sam w domu ;]
                  • 20.08.13, 15:29
                    > Grek sam w domu ;]

                    Nie sam,
                    tylko
                    ze mną;
                    boisz się? ;))
                    • 20.08.13, 16:37
                      haha :]
                      cześć, już myślałem, że jednak kogoś rozjechałaś i ukrywasz się przed
                      całą policją polską ;]
                      • 20.08.13, 17:11
                        Hehe, nocoTy, zawsze jeżdżę przepisowo. Cześć, Greku. :))
                        • 21.08.13, 13:55
                          a jak ktoś wpadnie pod kółko... ot, pomylił drogę ;]]

                          żartuję, hehe, cześć, miałaś drugą turę wakacyjnych wojaży ? :]
                          • 21.08.13, 15:40
                            He,he! :))

                            Nie , musiałam to i owo zrobić zaległe, a przede wszystkim odpoczywałam od komputera. Strasznie byłam zmęczona. Teraz w weekend jeszcze pojedziemy kosić trawę. Porządki małe przed jesienią zrobić. Jesień się zbliża, heh...
                            • 22.08.13, 14:07
                              a tak, jakby zelżał upał nieco :] za to cenię polski klimat : przez 12 miesięcy można przerobić wszystkie odmiany pogody i to nie ruszając tyłka z miejsca, hehe. i żadna nie trwa na tyle długo, żeby się do niej ostatecznie zrazić.
                              • 23.08.13, 16:24
                                Już ekstremalnych upałów na pewno nie będzie. :) O tak, też lubię nasz klimat, ale zawsze mi żal tych odchodzących długich dni ...

                                :)
                                • 23.08.13, 16:48
                                  Jesień idzie

                                  Raz staruszek, spacerując w lesie,
                                  Ujrzał listek przywiędły i blady
                                  I pomyślał: - Znowu idzie jesień,
                                  Jesień idzie, nie ma na to rady!
                                  I podreptał do chaty po dróżce,
                                  I oznajmił, stanąwszy przed chatą,
                                  Swojej żonie, tak samo staruszce:
                                  - Jesień idzie, nie ma rady na to!
                                  A staruszka zmartwiła się szczerze,
                                  Zamachnęła rękami obiema:
                                  - Musisz zacząć chodzić w pulowerze.
                                  Jesień idzie, rady na to nie ma!
                                  Może zrobić się chłodno już jutro
                                  Lub pojutrze, a może za tydzień
                                  Trzeba będzie wyjąć z kufra futro,
                                  Nie ma rady. Jesień, jesień idzie!
                                  A był sierpień. Pogoda prześliczna.
                                  Wszystko w złocie trwało i w zieleni,
                                  Prócz staruszków nikt chyba nie myślał
                                  O mającej nastąpić jesieni.
                                  Ale cóż, oni żyli najdłużej.
                                  Mieli swoje staruszkowie zasady
                                  I wiedzieli, że prędzej czy później
                                  Jesień przyjdzie. Nie ma na to rady.


                                  Andrzej Waligórski
                                  • 24.08.13, 13:42
                                    noż to przecież kapitalne jest :]
                                  • 24.08.13, 14:41
                                    Z piosenki do tego tekstu podśmiewuję się w pewnym miłym towarzystwie, bo kiedy sie pojawia wraz z gitarą i grzechotką - czas do domu;))

                                    No to jestem. Dzień dobry:))
                                    • 25.08.13, 13:36
                                      cześć :]
                                      jak było ?
                                      • 25.08.13, 19:38
                                        Hej:)
                                        Obejrzałam iście mało wakacyjny film pt. "Miłość" Fabickiego. Był moment, że po obejrzeniu żałowałam wyboru, którego dokonałam w ciemno. Rzecz luźno oparta na faktach wokół seksualnego wykorzystywania podwładnych przez byłego prezydenta Olsztyna. Reżyser skupił sie na wątku związanym z gwałtem na ciężarnej urzędnicze i jej nękaniu, co zaważyło na jej dalszym pożyciu małżeńskim przy okazji stawiając małżonka w bardzo nieciekawym i samolubnym świetle (ocena subiektywna). Aktorzy: nadmiernie eksploatowany na ekranie, strudzony życiem Marcin Dorociński (pora na starsze role) i i pozbawiona kobiecego wdzięku Julia Kijowska ze szczękościskiem (dlaczego w filmach występują albo plastykowe lale, albo toporne dziewoje, podczas gdy na na ulicach roi się od setek atrakcyjnych mających coś w sobie dziewczyn) stworzyli wyśmienite, przejmujące kreacje. Film głęboko porusza, trzyma w napięciu, autentycznie usztywnia. Niestety w drugiej połowie akcja rozłazi się po kościach, brakuje impetu oraz pomysłu, wprowadza zbędny watek choroby matki. Tak, czy siak pozostaję pod dużym wrażeniem i polecam, niekoniecznie w wakacje.
                                        • 26.08.13, 15:29
                                          W tych "Miłościach" łatwo się pogubić, Haneke nakręcił, o zespole muzycznym Miłość nakręcono.
                                          I jeszcze fabuła polska, jak widać.

                                          Dzięki za recenzję, Pepsic.

                                          dlaczego "momentami żałowałaś wyboru" ? zbyt drastyczny ?

                                          aktor Dorociński ostatnio gra w każdym polskim filmie fabularnym.
                                          ma wzięcie, jest na niego popyt, i nic w tym złego, ale z drugiej strony - im
                                          go więcej, tym bardziej jego twarz opatrzoną się staje, coraz trudniej mu będzie
                                          o wyraziste role, które nie będą mu budowały wyłącznie okazałej filmografii, ale
                                          staną się kamieniami milowymi w jego karierze, jakoś go ufundują jako artystę.

                                          • 26.08.13, 20:22
                                            Z tego powodu, jak się domyślam na plakatach widnieje podtytuł "Miłość" Fabickiego.

                                            Wrażenie robi dawkowane napięcie, najpierw osaczanie dziewczyny, potem strach przed oprawcą, następnie rozpad związku bohaterów. Scenom dawkowanym z umiarem towarzyszysz trafne wyczucie psychologiczno-sytuacyjne, a przecież cały czas tkwi w pamięci, że fabuła oparta jest w jakimś stopniu na faktach, a problem stalkingu, tu z wykorzystaniem podległości służbowej nie jest w dzisiejszych czasach wydumany. To nie typowy thriller, psychodrama ukazująca zagadnienie w sposób realny i wiarygodny. Nie byłam przygotowana na tego typu tematykę i kaliber, ale i reszta sali kinowej wyszła z seansu raczej przygnębiona. Szczerze mówiąc bardziej polowałam;) na duńskie "Polowanie" z M.Mikkelsenem.

                                        • 26.08.13, 17:20
                                          pepsic napisała:

                                          Jestem zaintrygowana.


                                          :)
                    • 20.08.13, 17:09
                      pani_lovett napisał(a):

                      > > Grek sam w domu ;]
                      >
                      > Nie sam,
                      > tylko
                      > ze mną;
                      > boisz się
                      bardziej ? ;)) / miało być/
                  • 20.08.13, 16:04
                    Dzięki, Greku :)

                    Hehe. Barbasia ujawniła się rzutem na taśmę. Mogę spokojnie wyjechać :)
                    • 20.08.13, 16:19
                      Bronte, pogody i wspaniałego urlopowania życzę! :)
                      • 20.08.13, 16:24
                        Dziękuję, Barbasiu :)
                        • 20.08.13, 17:03
                          Baw się dobrze i wpadnij czasami tu do nas. :)
      • 21.08.13, 15:50
        Pisali w GT, że film powstał na motywach powieści Agaty Christie, która uznała "Świadka oskarżenia" za najlepszą spośród filmowych adaptacji jej sztuk i powieści.

        :)
    • 19.08.13, 14:29
      dzięki, Siostro, za dobre słowo o tym filmie, bo zmotywowało mnie do obejrzenia :]

      naprawdę dobre kino. czy klasyczy horror ? trudno orzec, element nadprzyrodzoności owszem jest, ale, wg mnie, bardziej jednak pasuje tutaj określenie psychothriller.

      sam pomysł jest majstersztykiem. aż dziwne, że Amerykanie, co tu remakują wszystko co się da, jeszcze nie zgłosili się po prawo zrobienia własnej wersji tego filmu. chyba, że już coś podobnego sami nakręcili ? :]

      świetnie poprowadzone wątki wszystkich postaci, kompletnie nie mających pojęcia w czym uczestniczą, przerażonych tym, że nie mają kontroli nad własnymi zachowaniami, że są sterowani przez jakieś nieznane źródło. Stuhr znów wypadł rewelacyjnie w tej swojej ćwierćkomediowej manierze. odkrywane powoli przez detektywa elementy układanki - zdjęcia z albumu i na grobowcu rodzinnym, wraz z ustaleniami historycznymi jego niemieckiego asystenta dają mu odpowiedź wreszcie. i finał w tym starym domu [swoją drogą, prima sort chata], a potem ostatni akt, kiedy spotykają się dwie nieczyste intencje i jedna musi wygrać z drugą, wygrywa ta mniej szkodliwa dla społeczeństwa :] niecodzienne rozstrzygnięcia, swoją drogą, nie ma decyzji między dobrym a złym, a jest wyłącznie wybór mniejszego zła.

      doskonale napisane, precyzyjnie, każda scena i dialog mają swoje znaczenie.

      nie wyczułem atmosfery grozy, przyznam szczerze, nie było "strasznie" :], nawet jak na łózku zostały same pijawki ;], ale było niezwykle interesująco. podziwiałem konstrukcję całości, każda prawie scena niosła ze sobą jakieś znaczenia i wnosiła coś nowego w wyjaśnianie zagadki "kto i po co ?" [steruje z potęzną siłą umysłami kilku osób, które od parunastu dni zachowują się nienormalnie dla otoczenia i co gorsza jeszcze bardziej nienormalnie dla samych siebie, przyłapane przez innych albo samoprzyłapane w konkretnych miejscach i podczas konkretnych czynności absolutnie nie wiedzą, co tam robiły i po co te rzeczy robiły].

      każdy pozornie od czapy gadżet [kura przywiązana w kuchni, czerwona sukienka kradziona regularnie z manekina sklepowego, zeszyt z zapisanym wierszem] ma swoje miejsce w rozwiązaniu ostatecznym tej łamigówki.

      ostatnie sekwencje, kiedy widać jak jeden umysł panuje nad ludźmi, niczym nad marionetkami [także kierowca prowadzący auto w sposób całkowicie niezależny od jego woli], jak siła woli dązy do urabiania rzeczywistości i zdarzeń dla realizacji swojego planu [idea "oka cyklonu", świetnie wpleciona i uzasadniona] - doskonałe, prawie oniryczne. I jedyny wtajemniczony, który pozostaje poza wpływem sterującego wszystkim umysłu, i - o ironio : jest to człowiek, który gra swój własny mecz, a jego idee fixe budzi grozę nie mniejszą niż plan bezwzględnego medium, i nie chodzi o przerwanie seansu przecież, absolutnie nie, wręcz przeciwnie, o skonsumowanie jego efektów dla sprawy najgorszej z najgorszych.

      plus wielki za akcję rozgrywającą się w latach 30-tych, za klimat nadmorskiej jesieni [?] i zgrabne, ścisłe powiązanie intrygi z ambicjami hitlerowców, który właśnie doszli do władzy w Niemczech.

      słowem - znakomitość. świetni aktorzy, oszczędny Kowalski, ekspresyjny Stuhr, para Nowak-Dałkowska, rasowa femme fatale Szapołowska i Bajor, dobrze wygrywający lisie cwaniactwo swojego policjanta "z wizją przyszłości".

      słowem - znakomitość.



      • 19.08.13, 14:57
        Cała przyjemność po mojej stronie :)

        Tak, pomysł jest znakomity. I to nie żadna ekranizacja, ale oryginalny scenariusz Koprowskiego.

        No właśnie, wszystko dopracowane jest w najdrobniejszym szczególe. Każda scena ma jakieś znaczenie. I wszystko układa się w całość.

        Wiesz, a ja się bałam. Może też dlatego, że po raz pierwszy oglądałam ten film w kinie, wieki temu. W ciemnej kinowej sali wszystko wydaje się straszniejsze :)

        Tak, sceneria i wątek historyczny w tle dodatkowo budują klimat.

        Cała obsada jest znakomita, bez wyjątku!

        I jeszcze jedno. Zwróciłeś uwagę na świetną jakość obrazu? Doczytałam w napisach końcowych, że film został cyfrowo odrestaurowany. Brawo! A było na co popatrzeć. Znakomite zdjęcia, scenografia, kostiumy. Z tego co wiem film wyszedł na dvd.

        Greku, a co sądzisz o słynnej scenie miłosnej Szapołowska-Zelnik? :)
        • 19.08.13, 16:26
          okazuje się, któryż to już raz ?, że Polak potrafi [jeśli chce].

          w kinie, w razie czego, można komuś wskoczyć na kolana ;]
          kobiety mają w tym względzie fory, męzczyznom raczej nie przystoi, hehe.

          rzeczywiście, obraz idealnie wyostrzony, czysty.

          czy ja wiem ? jakaś taka teatralna ta scena, nie ? tak trochę ? Zelnik w pozie
          na drewniany bal spławiany rzeką :] Szapołowska lepiej, ale jakaś taka bierna ?,
          no ale z mojego punktu widzenia jej fizycznośc stanowiła atut przekonujący.
          Zelnika starałem się widzieć przez palce ;]


          • 19.08.13, 17:39
            Zgadza się. Szkoda, że Koprowicz (wcześniej przekręciłam nazwisko) potem jakoś zniknął. Niedawno wrócił z "Mistyfikacją", ale filmu nie widziałam.

            Hehe. Niestety, byłam w kinie sama :)

            Miałam dokładnie takie samo wrażenie. Scena wyszła trochę zbyt sztucznie, teatralnie. I samo morderstwo też. To przerażenie w oczach Zelnika kiedy Stuhr zamachnął się na niego siekierą :) Ale to drobiazg, który nie wpływa na ogólną ocenę filmu.

            To ja odwrotnie. Skupiłam się na Zelniku :)

            • 20.08.13, 15:22
              niekiedy reżyser ma jeden mocny pomysł, a potem nic [ o ile nie o kasę czy inne
              rzeczy tutaj chodziło] nie przychodzi do głowy :]

              prawda. może jakimś alibi dla całej tej sekwencji w domu byłby fakt, że postaci
              znajdują się w transie, więc kontakują wolniej i słabiej, więc mają mniej naturalnego
              wigoru, cała zaś scena trąci oniryzmem i, gdyby w ten sposób do rzeczy podejść,
              zachowania aktorów są odpowiednio poprowadzone ?

              hehe ;]
    • 20.08.13, 13:19
      nie wiem, czy Spike Lee powiedział wprost, że to historia autobiograficzna, ale, jak mi się wydaje, nie musiał[by] tego robić, pewne znaki wskazują na to, że tak właśnie jest. ewentualnie, że jest to opowieśc z wieloma elementami autobiograficznymi :]

      matka, ojciec, piątka dzieciaków, klasyczne mieszkanie w ikonograficznej kamienicy na Brooklynie.
      i... życie, po prostu życie, codzienność dzielnicy, codzienność przez 95 % czasu filmu ograniczona do najbliższego otoczenia rodziny Carmichaelów - mieszkanie, schody na których bawią się dzieciaki, chodnik/ulica przed kamienicą, spożywczak w którym wszyscy się zaopatrują.

      codzienne życie familijne. znane sceny : rozkrzyczane rozbiegane dzieciaki, w wieku 7-11 lat, nad którymi próbują zapanować rodzice, poranne wstawanie, posiłki, za głośno grający telewizor, fasolka której nie lubicie, ale którą musicie zjeść, bo matka stoi nad wami i czeka, a razem z nią czeka przyniesiony przez ojca lodowy deser, którym już zajada się rodzeństwo. Konflikty małe i duże i całkiem gigantyczne ;] jeden chce oglądać mecz, drugi program muzyczny, a jeszcze inny ma za złe, że siostra je chrupki sama i nie chce się podzielić, a następny lata ze wszystkim na skargę do matki. a jak matka wkracza, to nie ma zmiłuj.

      przed domem jest ulica, chodnik, schody na których spotykacie się z rówieśnikami. dziewczyny razem i chłopaki razem. to normalne w tym wieku. dziewczyny się kłócą o urodę, chłopaki grają w bejsbol w jakichs papierkowych formatach. jak trzeba wystąpić przeciw zaczepiającym je chłopakom, to dziewczyny są solidarne. a jedni i drudzy muszą uważać, że po okolicy kręci się dwóch ćpunów delektujących się klejem [jednego gra sam hehe-dorosły Spike Lee], w tym jeden bez ręki.

      czasami chodzicie do miejscowego sklepu, a tam są czujni sprzedawcy i nie da się nic ukraśc, nawet jeśli bardzo chcecie. koleżance się udaje, jak na złośc. was przyłapuje ten cerber, który niby nie patrzy, ale i tak wszystko widzi. a jak nie cerber, to zaczepi was większa dziewczyna i zabierze talony na żywnośc, które matka dała [wasze szczęscie, jeśli udaje się wam już kupić mięso, albo... ukraśc, bo w mięsnym są głupsi ochroniarze, a i łut szczęścia wam sprzyja - świetna, paradoksalna, zabawna scena].

      i macie swoje własne życie, najstarsza siostra ma 10 lat i chce być już nosić stanik, a tu nic, więc próbuje piersi zrobić z papieru. brat kibicuje Knicksom i nie widzi świata poza meczami koszykówki swojego ukochanego klubu. jeden brat, co jest przy kości, nie podaruje żadnemu jedzeniu. dzieciaki z sąsiedztwa skarża się na was i matka każe przepraszać ich za własne naganne zachowanie. co za upokorzenie...

      i mieszkacie w tyglu rasowo-kulturowym. jesteście czarni, a was najbliższy sąsiad jest biały, bawicie się z portorykańczykami.

      i wszędzie trzeba się kłócić. za ścianą macie sąsiada, białego kurdupla w okularach jak denka od jabcoka. i z dwudziestoma psami w domu. a te psy robią syf i "podwórko" między waszym mieszkaniem, a jego całe jest zasmrodzone. walczycie z nim, czasami nieczysto, podrzucając mu włąsne śmieci. czasami ktoś wam pomoże - raz matka pójdzie z nim na wymianę zdań, raz starszy od was sublokator, któremu rodzice wynajmują pokój na górze - da mu w zęby, kiedy nie skutkuje już żadna perswazja słowna, ale za to zabierze go policja na dołek. sprawę załatwi dopiero ojciec, spokojnie ale sugestywnie tłumacząc w czym problem. i sąsiedzi występujący gremialnie przeciw jego wyczynom. tyle że jest on za ścianę i słyszycie go, kiedy zaczyna grać na organach hammonda w domu, muzyk taki. ojciec zagra na myśliwskim rogu, zastuka w ścianę, ale to na nic. jak dobrze mieć sąsiada :]

      i tak wygląda życie Carmichaleów.

      nad wszystkim pieczę sprawuje matka, charakterna, twarda, typowa kobieta trzymająca rodzinny porządek i ład, której nie sposob zagiąć. staje nad synem który nie moze zjeśc fasoli, bo się nią brzydzi. a ona mu rozkazuje. pozrywa rano dzieciaki z łózek, bo inaczej by nie wstały. będzie strofować za niewłaściwy język i za zbyt głośne albo zbyt późno oglądanie telewizji. każe, wymaga, zarabia w szkole jako nauczycielka, a w domu zasuwa na pełnym etacie. nie przelewa się Carmichaelom, ale dzieci są czyste, zadbane, niegłupie i nie grozi im pobyt w więzieniu. bo matka ich kocha. a one, nawet jeśli zostaną ochrzanione, to wiedzą, że matka jest wspaniała i nigdy nie płaczą, nie obrażają się, nie czują się mobbingowane. to wręcz partnerska relacja.

      ojciec, to inna para kaloszy. jest odgromnikiem dla temperamentej i żywiołowej matki. wysoki, łysy i spokojny. łagodzi sytuację. jak matka nakrzyczy, to on pogłaszcze. muzyk z ambicjami. dlatego ciągle bez pieniędzy, co mu żona wypomina. "zacznij grac, to co wszyscy, zarobisz na utrzymanie rodziny, bo ja sama nie dam rady dłuzej", perswaduje mu dzielnie, a on odmawia. Nie chce się sprzedać, chce grać ambitną muzyke i będzie ją grał.

      matka każe mu opuścić dom. odchodzi więc, ale zaraz wraca - następnego dnia. zaprasza ją na randkę, a ona przyjmuje, bo też bez niego nie umie żyć i siedzi w betach cały dzień, z łózka sterując dzieciarnią. Kochają się i kropka. wreszcie ojciec organizuje koncert, przychodzą przyjaciele i rodzina, wpada trochę pieniędzy. a wieczorne przyjątko w domu jest przyjemnością. owszem, bywa i straszno - odłączają im prąd, dom obstawiony jest od stóp do głów świeczkami, ale to tylko na moment, do zapłacenia rachunku za energię.

      jest tutaj chłopiec w którym można rozpoznać małego Spike'a - nosi duże okulary i obłędnie kibicuje koszykarzom z Nowego Jorku :] ale główną bohaterką jest jedyna dziewczynka w pięcioosobowym rodzeństwie - Troy. to ona przeżywa większośc przygód o ktorych mowa : próbuje kraść, wypychać sobie klatę, obserwuje rodziców, chodzi tu, chodzi tam, poznaje świat i siebie samą.

      któregoś dnia Carmichaleowie jadą za miasto. do siostry ojca. typowe przedmieście amerykańskie, i typowa rodzina z przedmieścia. nieważne, ze czarna, skoro zachowuje się i ubiera jak biała. ciotka to prawdziwie konserwatywna, zdulszczona pani domu :] Troy zostaje tam dłużej, matka tak zdecydowała, takie wakacje u rodziny. Troy zaprzyjaźnia się tam ze swoją kuzynką, starszą od siebie, jak się okazuje adoptowaną i bynajmniej nie przepadającą za macochą. długo nie wytrzymuje. prosi żeby ją odwieźć do domu. tuż po tym, jak ciotka zalewając się łzami organizuje pogrzeb swojemu pieskowi, który dziwnym trafem zginął tragicznie przygniecony w wersalce :] obie pannice oczywiście nic o tym nie wiedziały ;]

      odbiera ją na dworcu wujek ze strony ojca, wraz z żoną. wiozą ją do ojca. a ojciec jest w szpitalu. matka jest chora. wkrótce okazuje się, że to rak.

      Carolyn umiera niebawem. "czy cierpiała ?", pyta ojca Troy, on mówi, że tak, na co ona "więc dobrze, ze umarla, bo już nie musi się męczyć z bólem".

      jest stypa, jest pogrzeb, są bliscy, "mama miała aż tylu przyjaciół ?", dzieciaki dziiwą się patrząc jak wielu ludzi przyszło ją pozegnać i teraz kłębią się po całym domu.

      zostają sami. aż trudno wyobrazić sobiew tę rodzinę bez tej dominującej nad wszystkim, kochającej, dyscyplinującej matki. ojciec przytula ich wszystkich, zapewne da z siebie ile będzie w stanie. a kobiece obowiązki przejmuje Troy. już nie dziecko, ale w wieku 11 lat młoda kobieta, niejako samorzutnie próbująca zastapić matkę, opiekująca się mlodszymi braćmi, sprzątająca, gotująca, a i umiejącą samodzielnie pogonić kijem ćpuna zaczepiającego dzieci o pieniądze. matka dobrze ich przygotowała, ją przygotowała, dała przykład, uzbroiła w zachowania, ktore teraz dopiero zrozumieją w pełni, jak cenne.

      film o codzienności, o przejęciu ról, o rodzinie, ale nietypowy. Spike Lee daje mu specjalną energię, dba o tym, by nie było obrazów telenowelowej taniej sielanki i ciepełka, ale żeby emanowało z tych kłótni, krzyków i konfliktów, których jest bez liku - autentyczne ciepło. kłócą się, ale nie obrażają. czasami nawet sa rodzinne zapasy, ale wyglądają tylko śmiesznie.
      • 20.08.13, 13:57
        film o społeczności. o więzach i współbyciu. tak jak Woody Allen swoje filmy umieszczał na Manhattanie, tak Spike Lee trzyma się Brooklynu. dał prawdziwy popis portretując go w "Do the right thing/Rób co należy", już w 89, kiedy właściwie startował. tamten obraz był głęboki, także dlatego, ze dotykał przede wszystkich róznic rasowych. tutaj raczej patrzy na rzeczy okiem sentymentalnym, darując sobie wnikanie w podziały. czarne dzieciaki słuchają i uwielbiają białą muzykę, ale nie znoszą białych koszykarzy ;] Twoim przeciwnikiem może być biały sąsiad, ale nie dlatego, ze jest biały. możesz obrazić swojego nielubianego kolegę rodem z Portoryko, ale dlatego, ze go nie lubisz, a nie z powodu jego pochodzenia. Spike jakby zaciera te róznice, dziecko nie widzi świata w sposób spaczony. Jeśli do tego rodzice nie używają słów typu "białas", a za "czarnuch" matka warczy i lepiej drugi raz tego nie powiedzieć - mogą widzieć świat bez uprzedzeń.

        z fantazją odtworzona moda lat 70-tych, zwłaszcza dorosłych, pomijając ciotkę i wuja na przedmieściach ;] dziecięca - na oko okropna, hehe.

        soundtrack zasługuje na uwagę, brawurowo podrzucane co i rusz kawałki soul, rhythm'n bluesowe, i z tysiąca i jednego innych podgatunków muzycznych, doskonale wypełniają przestrzeń i tworzą klimat hehe czasu i epoki.

        wiele zdjęciowych trików Spike'a : w ważnych momentach postaci "płyną" w powietrzu, czyli idą stojąc w miejscu, aktorzy są filmowani do pasa, albo do piersi, więc takie powstaje wrażenie, podczas gdy w rzeczywistości stoją na przeciąganym wolno wózeczku, więc nie widać ciało jest nieruchome, ale widać jego wyraźny ruch. ciekawy efekt, nie wiem kto na to pierwszy wpadł, ale pierwszy raz takie coś widziałem przy okazji filmu właśnie Spike'a Lee. prawdę mówiąc, prób naśladownictwa nie dostrzegłem, no może jedną, a i to nie pamiętam gdzie.

        kiedy Troy jedzie na prowinicję, do ciotki, nagle obraz się zmienia. z 3:4 na 9:12, albo na odwrót, bo nigdy nie byłem w stanie wkuć na pamięc który jest który - w każdym razie ludzie na ekranie nagle robią się węższe :] ten format obowiązuje przez cały czas, kiedy akcja dzieje się poza Brooklynem.

        niby rzecz o zwyczajnych sprawach, ale mistrzowsko oprawiona i wyreżyserowana.

        plus aktorzy, którzy u Lee grają jak z nut : Alfre Woodward, Delroy Lindo i mała Zelda Harris, która lekko i na luzie niesie rolę Troy.

        www.youtube.com/watch?v=so702Mh_HGw
        • 20.08.13, 16:24
          Bardzo ładna opowieść!

          :)
          • 20.08.13, 16:45
            film dobry :]

            obejrzałem ofk w CT. zanosi się na obiftą jesień, tak przy okazji, 2 zwiastuny z propozycjami już puścili, a ile puszczają, kiedy nie oglądam, bo oglądam CT czasami tylko... nic to, oprócz wymienionych - będą więc i niespodzianki.

            dużo filmów zapowiadają, m.in szwedzki oryginał "Millenium", a z seriali - "Sherlocka", tego samego którego Siostra opisywała i za którego dostała Ojejasa, hehe. spodziewam się wszelako, wielu ciekawych niespodzianek. też trochę powtarzali latem, ale i wrzucali całkiem nowe rzeczy. jesienią zaś same nowości [przynajmniej jak na CT]

            w Kocham Kino zaś "Ki", "Skóra, w której żyją" Pabla, i jeszcze "Erratum".

            rozbawiło mnie zapowiadanie w TVP jako "gorącej premiery" np "Kill Billa", którego pokazały już wszystkie stacje świata, a nawet polskie komercyjne, heh.
            • 20.08.13, 17:08
              Brzmi dobrze.

              Mnie irytują te szumne zapowiedzi staroci , heh.
              • 21.08.13, 13:50
                nawet bardzo :]

                śmieszne są takie. w oficjalnym komunikacie TVP zachwala nawet marną komedyjkę "Agent XXL", w którym aktor płci męskiej odtwarza kobietę rozmiaru puszystego, co ma byc głównym atutem komediowym, hehe.

                • 21.08.13, 15:35
                  Za to premierowy film "Oszukana" z Angeliną Jolie to zdaje się tylko raz zapowiedziano i na początku sezonu wiosennego (!), pamiętam, a potem ; sezon się skończył, o filmie słuch zaginął, aż w końcu myślałam , że doznałam jakiejś halucynacji. ;)
                  • 22.08.13, 14:00
                    ja się zastanawiam, kogo oni tam zatrudniają ? :] a także : po jakim kluczu, bo wydaje mi sie, ze te wszystkie dyrektorskie i kierownicze liczne stołki obsadzone są samymi mutacjami Nikodema Dyzmy. oczywiście, z klucza partyjnego, jak się który nie załapał do Agencji Rolnej czy innej... spółki skarbu państwa, to daje mu się na otarcie łez stołek w TVP z chudą pensyjką 30 tys mięsiecznie. taka nagroda pocieszenia, proszę ja Ciebie :]
                    • 23.08.13, 16:17
                      Niestety żadna ekipa rządząca nie pali się do reformowania i odpolityczniania telewizji.

                      :)
                      • 24.08.13, 13:43
                        z punktu widzenia interesów partyjnych - logiczne, z punktu widzenia interesów
                        społeczeństwa - wręcz przeciwnie :] polityków mamy do... sama wiesz czego.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.