Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2013 - 10 (vol.36)

01.10.13, 17:25
mowilam, ze po wakacjach watki beda 'grubsze' ? ;)

Nowy miesiac, nowy watek - zapraszam :)

--
Maniaczytania - blog
Edytor zaawansowany
  • maniaczytania 01.10.13, 17:40
    To zaczynamy jak zwykle od planow KK:

    03.10 - "Kiel" film grecki, po opisie wnioskuje, ze niezle pokrecony, ale moze i wart obejrzenia?
    10.10 - "Pachnidlo" - czyli powtarzamy sie ...
    17.10 - "Ki" - zdaje sie kolejna powtorka ...
    24.10 - "Ajami" dramat izraelsko-niemiecki
    na 31.10 jeszcze nie ma programu.

    Ja chyba w tym miesiacu podziekuje ;)

    --
    Maniaczytania - blog
  • siostra_bronte 01.10.13, 19:34
    Niestety, KK od dłuższego czasu specjalnie się nie wysila.
  • pepsic 01.10.13, 19:53
    Czy ja wiem, nie jest tak żle:
    "Kieł" - awangardowa metafora nt. granic oglupiania społeczństwa, do refleksji, ostrożnie zachęcam;
    "Pachnidło" rzecza znana i ceniona, ale kompletnie nie moje klimaty;
    "Ki" - nie wiem, co bardzije irytuje, infantylno-roszczeniowa bohaterka, czy manierycnza Gąsiorowska.
  • grek.grek 02.10.13, 14:25
    "Kieł" zbierał niezłe recenzje.
    "Ki" to zdaje się jest premiera w KK, nie kojarzę czy w inych telewizjach leciał, tak czy owak, mnie się jeszcze nie obił.
    2 premiery jak znalazł.
    "Ajami", możliwe że w Kulturze już pokazywali, i to nie raz, ale tak całkiem głowy za to nie położę.

    przy okazji, dobrze jest wertować grafik Historii, Kultury etc.
    pokazują przedwojenne komedie z Dymszą, Bodo czy Ćwiklińską, jakieś filmy historyczne, w Kulturze - polskie kino sprzed lat. TVP1 & 2 goni w piętkę, a zjada gros pieniędzy, których np. Kultura ma dokładnie tyle, żeby nie paść, ale nie dośc, żeby żyć. Jeden "Homeland", 2 premiery w KK i ewentualnie jakiś przypadkowy event tu czy tam - jak na ca. 168 godzin tygodniowego nadawania, to słabiutko.

    Poza tym, sami powiedzcie, co to za interes, jeśli likwiduje się bajki dla dzieci, żeby znaleźc miejsce na chaotyczny program prowadzony przez celebrytkę, jesli w komercyjnym szoł w Dwójce w jury zasiada inna celebrytka, kiedyś piosenkarka, aczkolwiek rzewna i nieciekawa, przytulająca za 8 godzin w miesiącu płaszczenia zadka na fotelu jakieś 100 tysiaków ?
  • pani_lovett 02.10.13, 16:01
    Też nie widziałam "Ki".


    Nie wiem. Też tego nie rozumiem.

    ;)
  • grek.grek 02.10.13, 12:39
    nowa kartka, stare ustawienia ;]

    wbrew temu, co twierdzą rozsądni oglądacze - ten serial ma ciągle przynajmniej dwa gramy energii.

    Moody chce pisać, ale nie może. Zaczyna od klawiatury, potem przechodzi na starą dobrą maszynę do pisania - i nic. Nawet pół zdania. Zapowiedzi, że ma coś do napisania pełzną spełzają na niczym z powodu braku weny. Wreszcie topi się w basenie, z flaszką, swoim wiernym towarzyszem. Potem próbuje wyciągnąc Karen na kawę poranną, ale ta się spieszy do pracy, w domu rockmana Atticusa. "Niektórzy mają normalną pracę", upomina Hanka.

    Łysy, w poprzedim odcinku, zdemaskowany jako hetero, jest rankiem wizytowany przez swojego szefa. Ciągle geja. Zachodzi go od tyłu, masuje plecy, pyta o to, jak wypadła wczorajsza impreza, a Łysy odpowiada, ze generalnie było "gorąco" i nieźle konsumował. Kłamstwo ma jednak krótkie nogi. Jego szef wie już, że Łysy okazał się wyrachowanym oszustem. Każe mu wyświetlić stronę internetową firmy. A na niej zdjęcie Łysego i wołami wypisana informacja, ze właśnie został zwolniony. Ale to nie koniec cięzkiego poranka, szef mówi mu "wszystko mogę znieść, mógłbym nawet znieśc, ze nie chcesz iśc ze mną do łózka, aczkolwiek w ogóle nie byłes dla mnie atrakcyjny - ale spaprałeś mi biznes !, a tego nie daruję" - i sprzedaje Łysemu dwa soczyste sierpowe w brzuch, po których Łysy ląduje na podłodze.

    A potem we własnym mieszkaniu, w gaciach, lampiąc sie bezmyślnie przed siebie siedząc na fotelu, sącząc jakiś trunek. W takiej marnej formie znajduje go Hank. Łysy jest w kryzysie, twierdzi ze wszystko w życiu spartolił, że do d..y jest zasadniczo jako człowiek. Moody nie pozwala mu się samobiczować i mówi, że przynajmniej ojcem jest nienajgorszym i wcale aż tak kiepsko z nim nie jest.

    To czego obu trzeba, to jakiś nowy projekt, który pachniałby dobrym groszem i spełnieniem zawodowo-twórczym.

    Ostatnią deską ratunku ma być Atticus. Po niezłej popijawo-kokainowej imprezie-stypie, na której Hank się z nim zakolegował, jest nadzieja, ze jeszcze mu z głowy nie wyparowała całkiem idea stworzenia rockopery, jaką chciał zainteresować Hanka, ale ten ją nonszalancko storpedował [był wtedy na kacu, więc trochę jest usprawiedliwiony]. Teraz, wobec okoliczności zaistniałych, Moody rzuca myśl, że trzeba by jakoś gościa namówić na powrót do tego pomysłu.

    Śćiągają do knajpy Stuarta, partnera Marcy, aktualnego. Stuart, jako producent od wszystkiego, może załatwić im spotkanie z Atticusem, ale nie tak całkiem za nic. Marcy nie chce z nim rozmawiać, więc prosi Hanka, żeby - jako stary kumpel Marcy - namówił ją, co by Stu dała drugą szansę. Moody wykonuje zadanie przez telefon, Stu mu podpowiada, padają obietnice seksu francuskiego, az się Łysy krzywi. Jako były mąz Marcy ma wszelkie ku temu podstawy. Stu sugeruje mu, tonem życzliwie-naukowym, żeby popracował nad swoimi umiejętnościami w tym względzie, czym moze znacznie zrekompensować marnośc swoich rozmiarów :] Łysy jest zdegustowany. Znów cierpi :]]

    Wizytują więc panowie Atticusa, który sensacyjnie łazi po chacie w ubraniu. Wprawdzie ze strasznymi gołymi łydkami, ale jednak. Nie jest entuazjastycznie nastawiony do swojego dawnego pomysłu. Zarzuca Hankowi, że nie wykazał wobec niego dośc szacunku. Wprawdzie mieli razem ostatnio grubą imprezę, ale szołbiznes to szołbiznes. Hank mówi mu, że zmienił zdanie, przesłuchał jego wczesne płyty i uważa że Atticus to kawał rokendrolowego rzeźnika. Atticus go sprawdza "a której dokładnie płyty słuchałeś ?", Moody nie słuchał oczywiście żadnej, kłamie jak z nut, ukradkiem rozgląda się po ścianach, gdzie wiszą oprawione w ramy powiększone okładki płyt Atticusa i wybiera jeden tytuł. Atticus się rozchmurza. Pyta o konkretny kawałek, jaki Hankowi się spodobał. Moody znów używa swojej oszukańczej metody, coś tam dodaje od siebie i... trafia. Atticus jest przekonany, "ja też lubię ten utwór !', cieszy się i zaczyna nucić. Jest więc na dobrej drodze.

    Ale nie tak hop siup. To dopiero wstęp. Teraz Atticus zaczyna swoje fochy, skręca się na kanapie, przybiera pozy, marudzi, narzeka na wszystkich producentów świata i zleca im 2 zadania : mają mu kupić peruwiańskie narkotyki, nawet nie spamiętałem jakie ;] Jego diler nie odbiera telefonu, a pan rockman na głodzie chodzi. Mają być peruwiańskie. KOkaina chyba.

    Druga sprawa : miał kiedyś bajeczną gitarę, taką, ze jak się na niej grało,to było jak "dotknięcie Jezusa, jak ejakulacja w usta archanioła Gabriela" :]] [nie patrzcie na mnie, ja tylko cytuję :))]. Potem należała ona do tego zmarłego muzyka z poprzednich odcinków. No i gdzieś ta gitara zniknęła, została sprzedana, czy coś. Maja ją przywieźc mu z powrotem, bo na innej nie będzie w stanie nic skomponowac do tej rockopery. Łysy naiwnie pyta "gdzie możemy to cacko znaleźćć ?", na co Atticus wpienia się bez reszty "a skąd mam ku...a wiedzieć !, od tego ciebie mam !".

    Hank wie, gdzie szukać pomocy. Jedzie oczywiście do Faith, która rezyduje z jakąs swoją koleżanką, co to otwiera im drzwi w stroju topless. Łysy nie moze się napatrzeć, gejowskie pląsy widać bardzo go nakręciły. Faith wie doskonale co się dzieje z gitarą i kto ją teraz ma, wszak była dziewczyną, ba - muzą, tego zmarłego szarpidruta.

    Jadą więc cała czwórką do aktualnego właściciela. Gra go ten chłopak z nadwagą z LOst. Hank i ten gośc szybko znajdują wspólny język, wymieniają jakies żartobliwe docinki piskliwymi głosikami i przybijają piątki. Przy okazji finalizują transakcję. Najpierw kokaina peruwiańska. Gośc jest chyba jakims podziemnym dżolero, bo ma wszystko. Kokainę z Peru też. Mówi że będzie kosztowała 35. Łysy "350 dolców ? jakoś damy radę", na co tamten "3 i pół tysiąca, bałwanie ? skąd ty się urwałeś ?".

    A gitara... Tu już Faith załatwia sprawę uderzając w dwie czułe struny gościa. Pierwsza mieści się poniżej pasa i tą ma się zająć jej koleżanka :], nawet jeśli czuje się przez Faith wykorzystywana, to "musi trenować" [do czego... nie wiadomo, ale można się próbować domyślać]. Druga, to jego sentymentalny stosunek do muzyki. Faith przekonuje go, że ta gitara posłuży Atticusowi do zagrania pięknych rockowych kawałków. Gośc się zgadza. A na koniec ma jeszcze jedno życzenie. Chce... garnitur Łysego. Łysy jest zdumiony, przecież gośc jest od niego dwa razy większy. "Pokaże ci gdzie go kupiłem, uszyjesz sobie na miarę", próbuje bronić się Charlie, ale gośc jest nieugięty - "zdemuj", rozkazuje.

    No i wracają całą gromadą do Atticusa, z Łysym w samych gaciach i skarpetkach. Atticus szczytuje z powodu gitary, a potem od razu chce sobie umilic życie kokainą z Peru. Łysy wyciąga malutką kopertkę. "to ma być mój koks", wścieka się Atticus, "tyle to mi starczy na 12 minut, a co dalej ?!". Oczywiście, obrywa się Łysemu. Wkurzony Atticus łapie za gitarę i ze złości chce ją rozwalić o ziemię, ale Faiht go powstrzymuje. No to łapie za jakąs inną, a ma ich niemało, i sprawnie dewastuje. Za moment Hank wyciąga z futerału na gitarę duża paczkę z tym samym "peruwińskim śniegiem", i Atticus jest w siódmym niebie.

    Wieczór na basenie. Łysy nieco podchmielony. Faith każe swojej koleżance zaprowadzić go do pokoju. Kolezanka się upewnia, ze Łysego nie będzie musiała "usypiać" w znany sposób.

    Hank zostaje z Faith, dowiaduje się samych miłych rzeczy, ze może "nie jest geniuszem", ale to jak pisze "dowodzi, ze robi to, po co został stworzony jako człowiek". To czyni go atrakcyjnym w jej oczach, a najważniejsze, ze zmieniła diametralnie o nim zdanie, poznając go bliżej. Zdarza się nawet efektowny całus, ale nie ma kontynuacji. Widać Faith lubi rozgrywki wieloetapowe i robi to świadomie. "Nie mówiłam że będzie łatwo", rzuca rozczarowanemu takim obrotem sprawy Hankowi i zostawia go samego.

    W wątku pobocznym Stuart odwiedza Marcy. W domu jest też Ofelia, ta kastrująca feministka, pisarka. Stuart jest grzeczny i pokorny. W salonie zostaje sam na sam z Ofelią i ta nie oszczędza go "ty łajzo, zwierzaku, jak mogłes zdradzać Marcy z jakąs zdzirą ?!"
  • grek.grek 02.10.13, 12:49
    Stu stoi w pozie karconego uczniaka, Ofelia rozpiera się na kanapie. "co ty myślisz, ze jak przyniosłes wino i założyłes niemodny sweterek, to ona ci wybaczy ?", musztruje go okrutnie.

    Marcy znów się pojawia, ale nie sama. Wraz z "męskim pasem cnoty", akcesorium owo nabyła oczywiście na stronie z gadżetami prowadzonej przez Ofelię :]] Jest to rodzaj metalowego kapturka na męskie urządzenie rozrywkowe. Zamykanego na klucz. Ten oczywiście zabiera ze sobą Marcy. Bo wychodzi. Razem z Ofelią. Stu MA zostać na kanapie, zresztą... i tak ledwie chodzi w tym ustrojstwie pod spodniami. Cała zabawa zaczyna się wtedy, kiedy walor męski zaczyna erektować. Kapturek zaś nie jest z gumy... już rozumiecie okruceństwo działania tego szalonego wynalazku ? ;]

    No i otóż na odchodnem Marcy włącza, za namową Ofelii, film, żeby Stu sobie pooglądał. Stu widząc go wpada w popłoch, "tylko nie porno lesbjskie !!!", wrzeszczy świadom tortur jakie za chwilę będzie przechodził. No chyba, że pomyśli o czymś innym i to zadziała ;]

    www.youtube.com/watch?v=16v-v1NJYFA
  • pani_lovett 02.10.13, 15:47
    Sodoma i Gomoria ten serial!


    Fantastyczna kara dla wiarołomnego chłopa! ;))
  • grek.grek 02.10.13, 16:24
    hahaha ;]
    zabawny jest, a seks i okołoseksualne historie są lekko podane, a jednocześnie złamane
    także mniej... inwazyjnymi formami erotycznych relacji, to się od 1 sezonu nie zmienia, constans taka.

    protestuję ;]
    mentalnie jej nie zdradził :]]
  • pani_lovett 02.10.13, 17:03
    Tak. Erotyka, wszytskie ludzkie formy erotyki są w tym serialu po to, by je obśmiać, a nie by się nimi podniecać .


    I całe szczęście, bo kara byłaby jeszcze straszliwsza. :))
  • grek.grek 02.10.13, 17:07
    zmrużyć oko :]
    bo najlepszy seks, na ekranie i poza ekranem, wtedy jest, kiedy nie jest traktowany serio :]

    tu już moja wyobraźnia kapituluje, i kątem oka szukam okna z nadzieją, że nie jest zbyt wysoko ;]
  • pani_lovett 02.10.13, 17:18
    Czasem też się może zrobić niedobrze podczas oglądania Cali. Miałam tak czasami. ;)


    Eeee, nie będę Cie przecież straszyć. ;)
  • grek.grek 03.10.13, 15:29
    serio ? ;]

    bojący się trzyma gardę, łatwiej trafić takiego, co uspokojony ;]]
  • pani_lovett 03.10.13, 15:48
    Serio, parę razy. A Tobie nie? ;)

    :)
  • grek.grek 03.10.13, 16:15
    nie ma co ukrywać, Łysy pląsający na golasa, to nie jest lekki widok :]]
  • pani_lovett 03.10.13, 17:22
    :))))
    O właśnie, głównie sceny z Łysym miałam na myśli.
  • grek.grek 04.10.13, 16:09
    a, w takim razie pełna zgoda, czasami jest strasznie :]]
  • pani_lovett 04.10.13, 22:29
    He,he! :)
  • grek.grek 02.10.13, 16:26
    PS : jutro podrzucę 5 odc "Zakazanego imperium", tam to dopiero kobieta rozrabia ;]
  • pani_lovett 02.10.13, 17:04
    O! Która!? Super! Nie mogę się doczekać. :)
  • grek.grek 02.10.13, 17:07
    cierpliwości :]
    jutro napiszę o wszystkim.
  • siostra_bronte 02.10.13, 20:29
    Greku, nie mieszają Ci się już te wszystkie seriale? :)
  • grek.grek 03.10.13, 15:25
    coś w tym jest, już nie wiem, czy Sara Moody pisze ksiązki, a Hank Lund prowadzi śledztwo kryminalne, czy na odwrót :]
  • pani_lovett 03.10.13, 15:47
    Dobrze, że nie zwlekasz, że spisywaniem wrażeń. ;)
  • grek.grek 03.10.13, 16:20
    żaden to problem :]
    na każdy dzień tygodnia przypada jeden serial, hehe.
    a może nawet jest ich mniej niż dni tygodnia.

    nie wiem tylko, co zrobić z "Grą o tron", bo obejrzałem
    wszystkie odcinki od 2 do 4, ale wolno jakoś wyświetla mi się : kto z kim, przeciw komu, o
    co i po co, mam wrażenie że i twórcy po prostu karty odkrywają metodycznie i bez pośpiechu.
    ale orientuję się coraz lepiej, więc spróbuję wkrótce napisać tak ogólnie, o fabule, bohaterach, wrażeniach artystycznych i co mi tam pod rękę wpadnie :] tak czy owak, to też jest
    świetna, znakomicie zrobiona rzecz, nie gorsza od "Rodziny Borgiów", chociaż może nie
    tak uderzająco wystawna.
  • pani_lovett 03.10.13, 17:21
    Good. :)


    "Gra o tron" - myślę, że wystarczyłyby jeden góra dwa posty, bardzo ogólny i skrótowy opis? Może jeden w połowie sezony, a drugi, na koniec ?


  • grek.grek 04.10.13, 16:08
    niezła idea.
    spróbuję tak to zrobić, żeby było w sam raz, a Ty/Wy ocenisz/ocenicie :]
  • pani_lovett 04.10.13, 22:31
    Okej.
  • siostra_bronte 05.10.13, 13:47
    Hehe.
  • grek.grek 03.10.13, 13:39
    Dopiero co Nucky Thompson hucznie obchodził urodziny, a już przychodzi pora jubla z okazji Dnia św. Patryka. Yes, Nucky ma irlandzkie korzenie. Dzień przed świętem ma się odbyć Wieczór Celtycki, na którym spotkać się ma cała ustosunkowana irlandzka brać z Atlantic City.

    Thompson ma kilka problemów. Po primo, w ogole nie czuje... klimatów irlandzkich, żaden z niego krewki rubaszny typ, więc całe te irlandzkie świętowanie żadną dla niego przyjemnością jest. Ale tradycja zobowiązuje, a do tego idą wybory, więc trzeba uśmiechać się szeroko, nawet jeśli wewnętrznie zbiera człowieka na wymioty. Po drugo, jego brat, szeryf, Elias - umyślił sobie, że podczas Wieczoru wygłosi przemówienie. Nucky z niego pokpiwa, bo Elias sięgnął nawet po odpowiednie lektury, żeby swoje oratorskie umiejętności podrasować, w rzeczywistości zaś jest na niego zdenerwowany. Wietrzy kłopoty. Po trzecio, lider miejscowej grupy... karłów-zapaśników - którzy występują w klubie rewiowym i zabawiają gości swoimi pojedynkami, a na Wieczorze mają wystąpić w strojach celtyckich - po naradzie wewnętrzgrupowej przychodzi do Nucky'ego na audiencję i powiada, że jesli on i jego z metra cięci koledzy mają robić z siebie durniów, to żądają podwyżki. Nucky przeprowadza kalkulację, i zdaje się wychodzi mu i tak korzystny przelicznik, a wódz karzełków akceptuje ostateczną propozycję.

    Tymczasem Margaret Schroeder jest wciąż pod wrażeniem Nucky'ego. Cóż, pomaga jej, zatańczyła z nim na balu, niczym Kopciuszek z księciem, ukradła nawet sukienkę ze sklepu, żeby się lepiej zaprezentować.

    Rankiem skoro świt Margaret zrywa się z łózka. Za oknem kuchennym widzi jak na podwórzu pobliskiego magazynu krzątają się ludzie. Toczą jakieś beczki. Jeden z nich smakuje ich zawartość, jest w nich piwo. Jako członkini kobiecej organizacji antyalkoholowej Margaret nie jest zadowolona z tego, co widzi, ale nie robi z tego problemu - ma inne zajęcie na poranek : gotowanie. A nawet lepiej - pieczenie. Wypieka chleb.

    I z tym chlebem pojawia się w hotelowym hallu, mając nadzieję na spotkanie Nucky'ego. Yes, Nucky się pojawia, a Margaret cała rozpromieniona wręcza mu zapakowany ów chleb. Nucky nie wykazuje wcześniejszego oczarowania jej osobą, spieszy się, nie jest sam, zasadniczo - nie traktuje jej tym razem z taką atencją jak robił to wcześniej. Wszelako nie traci kindersztuby, proponuje jej, żeby zostawiła podarunek w jego sekretariacie, a on z wielką radością tego chleba skosztuje, ale późnej, bo teraz ma ważne spotkanie. Margaret jest wyraźnie rozczarowana jego zachowaniem. Nucku szybko i zdawkowo ją żegna, Elias na osobności mówi "jest bardzo ładna", na co Nucky odpowiada "owszem, ale czy ja nie mam dość kłopotów w życiu ?". Margaret nie odnosi chleba do jego biura, wyrzuca go do kosza na śmieci. Pierwszy błąd Nucky'ego :]

    Po południu, Margaret wizytuje zebranie tej jej organizacji kobiecej antywódczanej. Wyznaje, że tuż obok jej domu dzieją się dziwne rzeczy, beczki, piwo... Szefowa mówi, że koniecznie trzeba się tym zająć. Margaret od razu proponuje, żeby wybrać się do "pana Nucky'ego Thompsona" i opisać mu całą sprawę, to wpływowy człowiek, więc może coś będzie w stanie z tym zrobić. Dziwna sytuacja, bo przecież Margaret zdaje sobie sprawę, ze Nucky umoczony jest w nielegalny biznes alkoholowy. Z drugiej strony, możliwe, że wcale nie dziwna i Margaret postanawia przetestować swojego księcia z bajki. Na balu urodzinowym alkoholu było mnóstwo. Moze Margaret uważa, że Nucky tylko korzysta i przymyka oko, ale że sam nie pędzi tego bimbru ?

    Szefowa i Margaret odwiedzają biuro Nucky'ego. Margaret w tej sukience, co to ją podwędziła ze sklepu. Nucky przyjmuje je grzecznie, ale znów Margaret słusznie nie ma wrażenia, jakoby Nucky podchodził do niej z tamta specjalną atencją. Traktuje ją... zwyczajnie. Z wyćwiczoną kulturą i klasą, z jaką traktuje każdego gościa. Margaret pyta go o to, czy próbował jej chleba i tutaj Nucky popełnia drugi błąd - kłamie skandalicznie, że "tak, probówałem, wspaniały". Na wieść, ze dzieją się fatalne rzeczy i przez magazyn beczki piwa się przetaczają, Nucky mówi, że na pewno coś z tym zrobi, żeby piwobeczki nie kłuły w oczy Margaret i nie psuły moralności jej dzieci. Czy na to obie panie liczyły ? Hmm... W kaŻdym razie obie mu dziękują za zainteresowanie się sprawą, a Margaret "za przysługę", ale Nucky daje jej do zrozumienia, ze to nie jest kwestia jego do niej szczególnej sympatii, a raczej sprawa zawodowa. Tak czy owak, po raz drugi Margaret czuje żal, że gdzieś zanikła wyjątkowośc z jaką była przez niego traktowana.

    Kolejny raz, przez okno, widzi jak przy magazynie przeładowywane są beczki z piwem. Tym razem wychodzi z domu i podchodzi bliżej, zjawia się kierownik całego zamieszania, jest to niejaki Neary, miejscowy radny. Uspokaja on, silnąc się na najwyższą kulturę osobistą, że już za moment będzie po wszystkim.

    Margaret idzie ppo raz trzeci do Nucky'ego. Tym razem z informacją, że to radny Neary zamieszany jest w piwny interes. Czeka na krześle. Lokaj Nucky'ego informuje ją, ze pan Thomspon jest bardzo zajęty, nie przyjmie jej dzisiaj. Zanim Margaret zdąza otworzyć usta, mija ją radny Neary i wchodzi do środka. A w środku - śmiechy, rejwach, zabawa na całego. Margaret jest trafiona odlłamkowym. Wraca do domu podłamana i te sukienkę co ją ukradła, żeby mu się podobać bardziej - ze złości drze na kawałki.

    A potem idzie do... yes, agenta Van Aldena. Mówi, że "przyszła, bo coś wie". Van Alden wyrzuca z pokoju swojego asystenta, każe podać jej krzesło i zamknąć drzwi. Margaret zeznaje mu, co odkryła. Van Alden słucha uważnie, a potem pochyla się na mapą i wbija w nią małą szpileczkę. Mapa jest nimi usiana. "Widzi pani ?", mówi, "117 punktów w których świadkowie widzieli nielegalne fabryki lub punkty przeładunkowe alkoholu", i dodaje, ze on i jego ludzie nie sa w stanie z tym poważnie walczyć. Nie da się. Dzisiaj te punkty istnieją, jutro przeniosą się w inne miejsce, a zaangażowanych w ten biznes jest mnóstwo ludzi, dla gangsterów pracują prości nauczcyciele, piekarze, urzędnicy. Ładne to podsumowanie absurdu prohibicji.

    I Margaret już ma wyjśc, kiedy nagle wyciąga asa z rękawa - mówi Van Aldenowi, że zamieszany w tę całą sprawę jest radny Neary, i że widziała go jak był przyjmowany w pokoju urzędowym Nucky'ego Thompsona oraz że Neary to w istocie podwładny Thompsona. Van Alden aż unosi brew. Wszak to jego koncepcja, ze czołową postacią całego tego szemranego biznesu jest właśnie Nucky.

    Piwo, którego przechowanie i transfer nadzorował radny Neary nie było na handel. Miało być dla biesiadników Wieczora Celtyckiego.

    I otóż nadchodzi tenże Wieczór. W dużej sali, przy długich ławach siedzą, jak zapewne co roku, czołowi Irlandczycy z Atlantic City. W tym Nucky, jego brat Elias, radny Neary i leciwy ojciec Nucky'ego i Eliasa. Taki piskliwy dziadunio. Najpierw jakiś irlandzki pieśniarz wykonuje okolicznościowy utwór opiewający życie dumnego Irlandczyka. Reszta słucha i cicho wtróruje mu do taktu.

    Następnie przemawia Elias. Jak słusznie Nucky przewidywał - stwarza problemy. Kiedy przygotowuje się do wystąpienia, rozwija karteczkę z zapisanym tekstem - tu i tam rozlegają się docinki. Potem zaczyna mówić, pomagając sobie sztucznie wyglądająca gestykulacją, i schodzi na temat polityczny. Mówi o Irlandczykach gnębionych w ojczyźnie przez znienawidzonych Brytyjczyków. Coraz ostrzej wzywa do solidarności z rodakami, sala klaszcze, głosy się podnoszą. Nucky już się wierci, zaraz będzie chryja. I jest, kiedy między samymi podburzonymi biesiadnikami wywiązuje się sprzeczka, który jak bardzo, i dlaczego bardziej od innych, zasłużył się dla ukochanej Irlandii. Nucky powstaje, ucisza ich i rzuca żarcikami, pod tytułem "Jak nazywa się Irlandczyk, który nie pije alkoholu ? Trup". Sala zgodnie się śmieje, kryzys zażegnany. Nucky pochyla się w stronę Eliasa i syczy "jak chcesz przemawiać, ośle, to się tego k..wa naucz !".

  • grek.grek 03.10.13, 14:22
    Potem w ruch ruszają jadło, napitek i karzełki w kraciastych strojach krążące między stołami i uzbrojone w... kobzy, czy też - dudy ?, na których odgrywają klasyczne irlandzkie melodie.

    Wszyscy czekają na tradycyjne zielone piwo, tradycyjny irlandzki rarytas na okolicznośc Dnia św. Patryka. Radny Neary właśnie m.in to zielone piwo miał w beczkach, które magazynował obok domu Margaret. A piwko miało być własnie na Wieczór Celtycki.

    I jeszcze dobrze się impreza nie rozkręciła, kiedy zostaje brutalnie przerwana... O tym za moment.

    W Chicago rezyduje wygnany z Atlantic City, Jimmy Darmody, eks-kierowca Nucky'ego. Po historii z niepotrzebnym, samowolnym i niefortunnie przeprowadzonym napadem, w którym zastrzelił kilka osób z otoczenia Rothsteina, gangstera z NYC, i przy okazji sam został rozpoznany przez świadka, który przeżył - Jim szuka nowego życia. Zostawił, z konieczności, żonę i syna, a w Chicago pracuje dla Torrio, dzieląc codziennośc z młodym i dopiero zaczynającym swoją drogę mafiosa, Alem Capone.

    Poznaje urodziwą córe Koryntu o ksywie Pearl. W poprzednim odcinku zostaje ona napadnięta i pocięta przez agresywnego klienta. Być moze padła ofiarą porachunków, Jimmy bowiem
    negocjował w imieniu Torrio podział łupów z terytorium osieroconego z powodu śmierci gangstera nazwiskiem Colosimo. Vacat przypadł Sheridanowi, ale Jimmy i Al wymusili na nim haracz dla Torrio w wysokości 50 % od zysków.

    Tak czy owak, Pearl ma na połowie twarzy bandaż. Siedzi w łózku i kopci opium, żeby uśmierzyć ból. Pytanie, który ? duszy czy ciała ?

    Właściciel hotelu, a zarazem burdeltato, bierze na bok Jima i kategorycznie każe mu coś z Pearl zrobić. "Ona nie moze tutaj sobie ot tak siedzieć, to kosztuje !', powiada, i dodaje "gdyby była kobyłą - zastrzeliłbym ją". Cóz, taki biznes, prostytutka z poharataną twarzą kończy "karierę". Jimmy proponuje, że będzie płacił za pokój, w którym mieszka Pearl, ale kiedy dowiaduje się, ze dniówka wynosi 100 dolarów, ręce mu opadają. Nie da rady tyle wysupłać.

    Jimmy pielęgnuje Pearl, karmi ją, siedzi przy niej, a ona komplementuje jego nowy styl ubierania się - granatową koszulę, kamizelkę i marynarkę. Jimmy pociesza ją, ze lekarz mówił, iż rany szybko się goją, niebawem dojdzie do siebie. Niepokoi go zapamiętanie z jakim Pearl sięga po opiium. Dolewa go sobie do wszystkiego. Nawet do zupy. Opróznia buteleczki w try miga.

    Któregoś wieczora, nahukana opium Peal schodzi na dół, do halku hotelowego, gdzie ruch, zabawa, klienci - bandaż jej spadł z głowy. Na twarzy ma przerażającą szramę, ze świeżymi szwami, od środka czoła aż po podbródek. Wygląda bardzo źle. Jest pijana i coś bełkocze. Towarzystwo milknie, wszyscy na nią patrzą ze zgrozą. Jimmy biegnie do niej, bierze ją na ręce i zanosi z powrotem do pokoju.

    Wieczorem następnego dnia Jimmy znów ją karmi, rozmawiają, on jej opowiada historię z dzieciństwa, kiedy ojciec zabrał go na rejs jachtem. Było tak fajnie... Pearl słucha, a potem chce,żeby Jimmy ją pocałował. On ją całuje, ale z wyczuwalnym dystansem. Jakby pamiętał o jej wyglądzie pod bandażem. Ona zauważa na jego nieskazitelnej koszuli jakąs plamkę z zupy, którą jej podawał. Poklepuje go poufale i mówi "no, elegancie, idź do łazienki i spierz tę plamę, zanim zaschnie". I Jimmy idzie.

    Kiedy szoruje koszulę, słyszy wystrzał. Wybiega z łazienki, biegnie przez korytarz, na który wyległy dziewczyny z klientami z sąsiednich pokojów. Na podłodze leży Pearl. Martwa. Popełniła samobójstwo.

    Wracając do Atlantic City, matka Jimmy'ego, Gillian, mieszka z jego żoną, matką jego syna, a właściwie - jego narzeczoną, nie byli jeszcze małżeństwem, ale mieli zamiar się pobrać. Wyjazd Jimmy'ego, dyktowany koniecznością ratowania życia, wszystko zmienił. Gillian proponuje jej :zabaw się, nie czekaj na jego powrót, to moze się nie zdarzyć, nie martw się o syna, ja się nim zaopiekuję, a ty wychodź, baw się, poznaj kogoś, ułóz sobie życie". Dziewczyna już raz to przechodziła, kiedy Jimmy był na wojnie, ale przecież wrócił wtedy, po 2 latach milczenia, ale jednak. Dlatego lekko oburzona odpowiada Gillian : za kogo mnie masz ?

    Kiedy jednak wychodzi z domu, niby do koleżanki, zatrzymuje się obok tego zakładu fotograficznego pana Dittricha, który "wraz z żoną bardzo jej pomagał, kiedy była sama i było jej ciężko". Czyli, jednak Jimmy słusznie podejrzewał, że pan fotograf taki całkiem obojętny jej nie był.

    W NYC Rothstein, od jakiegoś czasu wróg Nucky'ego Thompsona, ma kłopoty. Wybuchła własnie afera z oszutwami w zakładach sportowych. Ustawiane były mecze finałowej serii ligi bejsbolowej. Ofk, Rothstein był w to zamieszany. Siedzi u fryzjera-golibrody i lekko poddenerwowany przepytuje swojego prawnika, co będzie z całą sprawą i czy mu cos poważnego grozi. Prawnik uspokaja go, ze wszystko bedzie dobrze.

    A tymczasem, Wieczór Celtycki w AC zostaje brutalnie przerwany. Na salę bezceremonialnie i machając oficjalnym nakazem wkracza agent Van Alden. Nie sam, ma ze sobą kilku ludzi pod bronią i z minami desperatów gotowych na wszystko. Zamyka drzwi, stawia trzech uzbrojonych agentów na straży, a potem bez pardonu dwóch jego agentów zakuwa w kajdanki radnego Neary'ego. Tuż pod nosem Nucky'ego Thompsona, któremu Van Alden rzuca bardzo wymowne spojrzenie, pod tytułem "krążę wokół ciebie, bratku, wkrótce cię dopadnę".

    A potem całe towarzystwo irlandzkich biesiadników zostaje wyprowadzone za kołnierze i za tzw. wszarze z sali, przez agentów federalnych. Ludziska padają, jeden przez drugiego lezą, rozbijają łokciami szyby, spore zamieszanie.

    Przed lokalem sa media, błyskają flesze łapiące na zdjęciach twarze powszechnie szanowanych obywateli miasta wyprowadzanych jakby byli hołotą; a vis a vis stoi gromada kobiet z organizacji antyalkoholowej. Wychodzący z lokalu na samym końcu, z klasą i bez popychania, jak reszta, Nucky widzi wśród kobiet Margaret. Patrzy na nią, ona go tez widzi, ale unika jego wzroku.

    Podczas balu urodzinowego, w rozmowie z senatorem, Margaret zażartowała [?] "jesli nie dacie kobietom tego czego chcą, to one odbiorą wam to czego wy chcecie - alkohol". Wtedy rozmowa dotyczyła prawa do głosowania dla kobiet, ale teraz wyraźnie widać, ze takze męska adoracja, a może tylko wyjątkowe traktowanie, może być tym czymś, za czego odmowę kobieta potrafi sie zemścić :] Własnie Margaret zemściła się na Nuckym.

    W nocy Margaret słyszy pukanie do drzwi. To Nucky postanowił ją odwiedzić. Margaret otwiera drzwi. "Jest bardzo późno...", zaczyna, ale nie kończy, bo Nucky przygwożdza ją do ściany namiętnym pocałunkiem z jednoczesną taktykę "intensywnie wędrujących rąk" ;] Przyszedł do niej i ruszył do szarży ułańskiej, bo : a] zaimponowała mu tak bardzo, że uznał, iż nie ma co się dalej kryć z uczuciami i żądzami, b] bo stwierdził, że ona chce romansu z nim i jesli go nie dostanie, potwierdzenia jej przypuszczeń, wyobrazeń, o byciu ważną dla niego, gotowa naprawdę się na niego zawziąć i załatwić go na cacy. Tylko... gdyby naprawdę nic do niej nie czuł, a bał się tylko jej jako ewentualnej przeciwniczki, to czy po prostu nie mógłby jej łatwo i skutecznie zastraszyć ? już nie mówiąc o tym, że "bał się", to też supozycja w tej hipotezie dość swawolna.

  • grek.grek 03.10.13, 14:34
    aha, a beczki z zielonym piwem zostają rozwalone młotami przez ludzi Van Aldena :]

    trailer i wybrane sceny :

    www.youtube.com/watch?v=mLer5y32_oA
    www.youtube.com/watch?v=Jl1n_yep-2y
    www.youtube.com/watch?v=fBunKRB52wE
    www.youtube.com/watch?v=nR8cSAzh6og
  • pani_lovett 03.10.13, 18:10
    Ależ fantastyczna ta Margareth! :))

    Obstawiam wariant a, Margareth zaimponowała mu. Pokazała charakter, odwagę, i że nie przed niczym się nie cofnie. Kobieta w sam raz dla Nucky'ego.


    Rosyjski dubbing w trzecim linku!??

    Piękna scena w ostatnim linku...

    Dzięki. :)
  • grek.grek 04.10.13, 16:07
    z charakterem :] też Irlandka.

    bardzo prawdopodobna interpretacja.
    zauwazył chyba, że popełnił błąd wobec niej, a może nawet postąpił wbrew sobie,
    ale nie całkiem z premedytacją, a jakos tak w ferworze zdarzeń.
    chociaż... zawsze jest ten 1 %, póki co, szans, że chce ją po prostu obłaskawić, żeby
    mu nie bruździła, a tylko styl jakiemu hołduje powstrzymuje go od działań drastycznych :]
    chociaż II... za bardzo chyba przypomina mu ona zmarłą żonę i za dużo było sympatii
    i autentycznego zaintrygowania jej osobą w poprzednich odcinkach, żeby ten 1 %
    mógł się utrzymać, słowem - masz rację :]

    hehe, no ale gawarim niemnożka pa ruski, nu kak ? ;]

    yes.

    moja przyjemnośc :]

  • pani_lovett 04.10.13, 22:54
    Ty się znasz lepiej na mężczyznach i ich motywacjach.
    Na ten jeden 1 % bym się zgodziła. ;)


    Niemnożka. ;)
  • grek.grek 05.10.13, 14:53
    o, ja to naweet na własnych się średnio znam ;]

    fajne słowo, nie ? zdrobnienia rosyjskie są ciepłe i wzruszające w wymowie, hehe.
  • pani_lovett 05.10.13, 16:09
    Hehehe!
    No wiesz!

    Też lubię rosyjski i wszystkich Rosjan, których kiedyś poznałam...
  • grek.grek 06.10.13, 15:20
    ja też :]
    aczkolwiek, znałem tylko 3 panie które mnie uczyły rosyjskiego w szkole/szkołach, więc nie wiem, czy to się liczy ;]
  • pani_lovett 06.10.13, 16:01
    Oczywiście, że się liczy. :)
  • grek.grek 06.10.13, 16:11
    uff ;]
  • grek.grek 04.10.13, 13:32
    www.putlocker.com/embed/9EA0CEB66E55750A
    Na czym stanęło ? A tak, Lisbeth Thomsen ucieka w lesie Sarze Lund i Strangemu, dociera do swojego domu, gdzie czeka już na nią Jens Raben. Dom jest zaminowany. Morderca, który wcześniej - najpewniej to on był - włamał się do wojskowego magazynu i zrabował kilogram materiałów wybuchowych, jest więc na tej szwedzkiej wyspie i dokładnie kontroluje sytuację. Raben i Thomsen odjeżdzają jeepem, dokładnie w momencie, gdy Sara i Strange dobiegają na miejsce.

    Wieją więc ciemną nocą przez las. Tu wszedzie jest las, jak mówi szef miejscowej policji, która zaalarmowana przybyła na miejsce, aby pomóc Sarze i Strangemu. Zawiadomione wszystkie jednostki patrolują całą wyspę. Tyle, ze Raben i Thomsen wiedzą doskonale o swoim położeniu. Szybko zostaje znalezione auto, które ucieknierzy porzucili, aby zapuścić się swobodnie w leśne ostępy, które Thomsen zna jak własną kieszeń.

    Kiedy biegną, co tchu, Thomsen zaczepia się o coś, rani w nogę i przewraca. Raben ogląda ranę, nie jest ona groźna, pomaga jej wstać. Thomsen wykorzystuje moment, żeby go zapytać. co naprawdę wydarzyło się tam, w Afganistanie, co to za tajemnicza historia. Raben odpowiada, ze "nie wie... nie pamięta...", wie tylko tyle, co już wiemy : że dostali wezwanie by
    pójśc w sukurs atakowanemu przez talibów oddziałowi duńskich żołnierzy, ale w wiosce nie było oddziału, był jeden człowiek, nazywał się PERK. Reszta... zwłoki, śmierć... to wszystko, co Raben pamięta. Thomsen jest zaintrygowana, wydawało się, że sprawa jest zakończona, że raport asesora ostatecznie oczyścił oddział Rabena z zarzutu zabójstwa cywilów. A tutaj pojawiła się Drausholm i rzecze, że trzeba WZNOWIĆ sprawę, ze ma NOWE tropy... Kilka dni później Anne Drausholm zostaje zamordowana, a zabójstwo wygląda na polityczne. I giną ludzie w oddziału Rabena. W tym momencie, to rzeczywiście zupełnie nie wygląda na robotę fanatyka religijnego.

    Thomsen i Raben biegną na pomost, Lisbeth ma tam łódź. Policja już o tym wie, więc pytanie teraz, kto będzie szybszy.

    Szybsi są ucieknierzy. Thomsen ma tam łódź motorową, ale także zwykły kajak. Proponuje Rabenowi, żeby się rozdzielili, on popłynie kajakiem w jedną stronę, a ona motorówką w drugą. Gonic będą ją, o kajaku nie wiedzą. Jej nic nie grozi ze strony policji, a on zyska w ten sposób niezbędny czas, żeby się gdzieś ukryć. Raben nie chce się zgodzić, kategorycznie domaga się, aby trzymali się razem. Thomsen udaje, że się zgadza i wysyła Rabena do pobliskiej szopy, żeby stamtąd przyniósł benzynę do motorówki. Raben nie znajduje na miejscu żadnej benzyny, ale znajduje wojskowy plecak z nazwą jednostki w Kopenhadze. Wie już, ze morderca tu był. Biegnie z powrotem, widzi jak Thomsen odbija motorówką od brzegu i chce odpłynąc. Krzyczy, żeby nie odpalała silnika, ale jest za późno - Lisbeth zapala i motorówka eksploduje. Śmierc w butach.

    Ścigający uciekinierów policjanci słyszą wybuch, docierają na miejsce. Raben zdązył zwiać, teraz technicy zajmują się tym, co zostało po wybuchu. Nie pamiętam już, pod domem Thomsen czy tutaj, około pomostu, na drzewie wisi nieśmiertelnik i coś w foliowej torbie, mam nadzieję, ze to był kawałek ciała ludzkiego. Tak czy owak, morderca podpisał się.

    Sara Lund ma nietęgą minę, kiedy tak stoi na tym pomoście i dociera do niej, co się stało. Strange próbuje ja pocieszać, "to nie nasza wina, sama uciekła".

    Z Lund i Strangem chce sie spotkać Pułkownik. W koszarach dość obcesowo przesłuchuje własną córkę, Louise, żonę Rabena. Louise przyznaje się do wszystkiego, tak : z jego kompa wydobyła informacje o Thomsen, tak - spotkała się pokryjomu z poszukiwanym listem gończym mężem, tak - nic nie powiedziała policji, ale może dać słowo, że Raben nie ukradł tych materiałów wybuchowych z magazynu, chciał tylko poznać miejsce pobytu Thomsen. Dowódca kompanii, Bilal, przynosi informację, ze włamywacz nie posłużył się kodem Pułkownika, a także - że w Szwecji zginęła kolejna osoba powiązana ze sprawą i że użyto tam tych właśnie tutaj skradzionych mat. wybuchowych. "Raben, zdaje się, jechał do Szwecji własnie, do Thomsen", powiada Pułkownik, sugerując wyraźnie, że wszystko by się zgadzało.

    Kolejne informacje ofk przedostają się do mediów i lecą w tle w komunikatach radiowych.

    Na komendzie policji w Kopenhadze dwójka ważniaków, siwy starszy i babka, co ostrzegała Briggsa przed zbytnim zaufaniem okazywanym Lund, mają pretensje do Sary i Strangego, ze dopuścili do śmierci ważnej dla śledztwa osoby. Strange broni ich postawy, Sara Lund zaś w ogole nie słucha - w zamyśleniu przygląda się fotografiom dotyczącym śledztwa wiszącym na ścianie. I nagle przerywa im, wstaje i pyta retorycznie : a może to wszystko ściema, ta stylizacja na robote islamistów, na polityczną akcję, a jeśli KTOŚ usuwa niewygodnych świadków ? Drausholm chciała WZNOWIĆ śledztwo, miała NOWE ślady, od tego momentu zaczęli ginąć ludzie. Ktos się przestraszył. Strange pyta "czyżby ktoś w armii ? to ich materiały wybuchowe", Sara nie wyklucza tej hipotezy, bo "ktoś stamtąd mógł mieć motyw".

    Ważniaki chcą jednak, aby Briggs odsunął od sprawy Lund i Strangego, powołał nowy zespół. Briggs jednak wysyła ich na drzewo, oświadcza stanowczo, ze sprawę dalej prowadzą Strange i Lund.

    W koszarach wychodzi na jaw, że włamywacz, który ukradł materiały wybuchowe posłużył się kartą dostępu i kodem Myga Poulsena. Potencjalnie wojsko powinno taki kod zablokować, po śmierci właściciela, ale kto sądził, że użyty zostanie do zuchwałego napadu ? Włamania były dwa, pierwsze o 0:39, drugie o 1:04. Strange zastanawia się głośno, czy może włamywacz był żołnierzem, całą akcję zaplanował i przeprowadził z wzorową znajomościa terenu. Sara Lund zaś, ciekawa jest czy sam Pułkownik miał dostęp do magazynu. Wiadomo, że dostęp miało 5 podoficerów z poszczególnych formacji. Sara nie czekając na odpowiedź domaga się przesłuchania Pułkownika. Ten się próbuje wyreklamować, ale Strange kulturalnie grozi mu aresztem, jesli się będzie opierał. Pułkownik mięknie.

    Podczas przesłuchania Sara drązy sprawę tajemniczego epizodu w Afganistanie, z udziałem oddziału Rabena należącego do batalionu Egger, ktorego Pułkownik był dowódcą. Pułkownik powiada, ze wedle wersji żołnierzy : oddział Rabena poszedł na wezwanie innej grupy, która wpadła w zasadzkę, w wiosce, ale nie było tam nikogo, oprócz Perka, to on potrzebował pomocy, była zabita rodzina cywilów, a oddział Rabena został zdziesiątkowany, sam Raben ranny i prawdopodobnie na skutek szoku jakiego doznał w opisywanej akcji - wrócił do kraju z psychicznym urazem, co spowodowało umieszczenie go w zamkniętym zakładzie. Wedle ustaleń wojska : nie było wezwania, nie było Perka, żołnierze kłamali.

    Pułkownik mówi, że sam nie odbierał raportu, był wówczas na 2-dniowym spotkaniu w Kabulu. Sprawę nadzorował, i informował go, ten Major, zainteresowany Louise Raben - major Sygo.
    On wtedy dowodził. Sara uznaje to za bardzo istorną informację i zwalnia Pułkownika, który przyszedl i wychodzi z jakąs taką nagłą pokorą i podległością :]

    Tymczasem Jen Raben wraca do Kopenhagi.

    cdn



  • grek.grek 04.10.13, 14:05
    dziwna sytuacja, przy próbie wysłania posta albo odświeżenia strony w innym oknie pojawia się znaczek "permission denied" i trzeba kilka razy odświeżyć raz za razem , żeby coś się pokazało. ten post jest na próbę, jak to działa podcza wysyłania :]
  • pepsic 04.10.13, 18:07
    Miałam to sam, widać mieli jakaś krótka awarię.
  • grek.grek 04.10.13, 14:06
    Raben zatrzymuje się tam gdzie wcześniej, u pastora w kościele. Padre prosi go, żeby nie ryzykował już, został tylko on, niech pomyśli o rodzinie, idzie na policję, szuka pomocy. Raben odmawia. Intryguje go, co odkryła Drausholm i dlaczego chciała wznowić śledztwo. Pyta pastora, czy z nim tez się kontaktowała. Padre odpowiada, ze jej nie zna i nie znał. Wedle pastora w tej wiosce, wtedy, naprawdę nie było żadnego "oficera Perka". Raben twierdzi, że to proste zamydlanie sprawy, chce żeby padre dał mu kasę. Pastor wciąz molestuje go o to,by zgłosił się na policję, więc Raben bebeszy skrzynkę na datki, wyciąga gotówkę i wychodzi.

    Jednocześnie policja przeszukuje dom Louise Raben, zabierają jej komputer. Tyle co wyhcodzą, dzwoni telefon, Pułkownik, czyli ojciec, prosi Louise, żeby przyjechała do jednostki.

    W gabinecie Pułkownika jest padre. Obaj, Pułkownik i pastor, chcą pomóc Rabenowi. Proponują Louise, żeby umówiła się z nim na spotkanie, policja zastawi pułapkę i zatrzyma Rabena, ergo - ocali go przed dalszymi kłopotami, być może nawet śmiercią. Problem w tym, ze Jens nie dzwoni do Louise, nie daje znaku życia.

    Własnie Raben kupuje broń od handlarza, w jakims opuszczonym magazynie. Nie ma dośc pieniędzy żeby zapłacić, więc przemocą zdobywa pistolet. Zaraz potem dzwoni do Louise, ona mu relacjonuje, że są obok niej Pułkownik i pastor i że chcą mu pomóc. Ale Raben nie oczekuje ich pomocy. O co mu chodzi, tak przy okazji ?, musi coś kryć, skoro nie chce razem z policją współpracować i zwiększyć szans na złapanie killera. Musi mieć jakiegos trupa w szafie chyba, nie ?

    Sara Lund koniecznie chce skontaktowac się z majorem Sygo; a że major nie odbiera telefonów, Sara wkracza pewnym krokiem do męskiej szatni w koszarach i slalomem pomiędzy golasami rodzaju męskiego dociera az pod prysznic, gdzie we własnej osobie jest major, jeszcze bardziej goły niż cała reszta. Nie zrażając się niczym, Sara Lund powiada, ze koniecznie muszą porozmawiać i może w jakims lepszym miejscu niż to w którym się aktualnie znajdują.

    Spotykają sie nieco później, na dworze. Lund pyta majora o to, o co pyta wszystkich, czyli o incydent w Afganistanie. Sygo nie wie nic o żadnym "Perku", nie wie nic o "wezwaniu" jakie rzekomo mial odebrac oddział Rabena, ani nie wie nic o "martwych cywilach", jacy mieli być konsekwencję tamtej akcji. Sygo dowodził oddziałem, który odbił oddział Rabena, dostał za to awans, właśnie na majora.

    Zaraz po tej rozmowie, Sara Lund dostaje od Strangego ważną informacją, według ustaleń : w Egger istotnie NIE było żadnego "Perka", ALE BYŁ porucznik o nazwisku PER K.Moller, a więc możliwe, że to on jest zamieszany w całą historię.

    Jednocześnie, trwa rozgrywka na szczeblu politycznym.

    Minister sprawiedliwości, Thomas Buch, wywołuje skandal. Miotany ciągle pytaniami o rolę w całej sprawie swojego poprzednika, Monberga, ignoruje premierowski nakaz, by zakończyć procedurę negcjonowania z Ludowcami brzmienia projektu ustawy antyterrorystycznej. Podczas bujnie obsadzonej przez media konferencji prasowej, po początkowych oficjalnych wystąpieniach, lider Ludowców Krabbe prosi ministra o zreferowanie tekstu projektu ustawy, co do którego uzyskano porozumienie. Buch długo milczy, wywołując zniecierpliwienie towarzystwa, a potem nagle wstaje potrącając wszystko, co stoi na stole, przeprasza i wychodzi. Szok i konsternacja. Wsżedzie : w mediach, w obozie rządowym, wszyscy współministrowie dystansują sie od niego, premier czeka na wyjasnienia.

    Buch wizytuje jakiegos gościa, może nawet to sam premier, przyznam, że nie rozpoznałem... - tak czy owak, wprost mówi on, że minister zachował się nieodpowiedzialnie, wywołał kryzys. W odpowiedzi Buch pokazuje człowiekowi to, do czego dotarł : że bardzo możliwe, iż Monber był w związku romansowym z Drausholm, znał jej plany wznowienia śledztwa dot. epizodu afgańskiego, miał raport asesora z danymi żołnierzy biorących wtedy udział w akcji, tymi podejrzanymi, których oczyszczono w sądzie, dostał je od Drausholm, która 5 dni później nie żyła, a on - dowiedziawszy sie o tym - dostał zawału [skoro żyje, a nie sposób uzyskać od niego wyjaśnień, to chyba w śpiączkę jakąs zapadł ? albo nie żyje, ale ja tego nie załapałem, jak jest naprawdę, zajarzyliście ?].

    cdn
  • grek.grek 04.10.13, 14:13
    niezły cyrk, albo forum ma problem, albo ja go mam :] no ale wczytuje posty, więc jedziemy dalej.

    Gość zdradza Buchowi, ze Monberg wcale nie miał zawału, to wersja oficjalna, dla mediów. Tak naprawdę, eks-minister próbował strzelić samobója za pomocą tabletek nasennych. Mial depresję, małżeństwo chyliło się ku upadkowi, ciężka presja zawodowa związana z prowadzeniem ustawy antyterrorystycznej... i gotowe. O ile to faktyczne powody...

    Buch i Plough, jego doradca odziedziczony po Monbergu, jadą do sekretarki, Kariny, tej co miała romans z Monberegiem, a teraz chce zrezygnować z pracy w ministerstwie, uznając że okłamywała cały czas swojego aktualnego szefa. Buch nie ma jej tego za złe, chce żeby została w pracy i pomogła mu wyjaśnić, co ukrywał Monbeerg, dlaczego zamiótł tę sprawę pod dywan, dlaczego ukrywał swoje relacje z Drausholm, co go łączy ze sprawą afgańską ? Karina nie mówi "nie", ale zastanawia się, Buch prosi ją, zeby zatelefonowała, jeśli postanowi wrócić albo coś sobie jeszcze przypomni. Rzec by można, że minister prowadzi równoległe śledztwo.

    cdn.



  • grek.grek 04.10.13, 14:42
    Bucha nawiedza MON minister, sprzedaje mu wersję, wedle której Monberga nie obchodził zupełnie jakiś afgański incydent, obchodziła go tylko Drausholm, jego miłośc od 15 lat, chciał jej pomóc, potem ona zmarła tragicznie, a on się załamał. Jesli coś ukrywał, to nie miało to nic wspólnego z polityką, a wszystko z osobistymi sprawami. MON minister zdradza mu, że spotkał się z Monbergiem po śmierci Anne - Monberg mówił tylko o niej, był podłamany, stąd próba samobójcza.

    Ma się odbyć ważne spotkanie, Bucha z szefem Kontrwywiadu, minister MON i jeszcze paroma ważniakami. Tuz przed dociera do gmachu ministerstwa Karina. Plough, doradca Bucha, wyraźnie jest podenerwowany jej pojawieniem, a nieco wcześniej bardzo koniecznie chciał uzyskać zgodę Bucha na zrekrutowanie nowej sekretarki, już ponoć rozesłał oferty. To musi mieć jakieś drugie dno.

    Karina mówi Buchowi, że Monberg musiał być zaangażowany w sprawę związaną z incydentem afgańskim. Drauhsolm skarzyła się mu na źle działające w tej spraswie procedury, całą rzecz nadzorował Monberg, i to on brał udział w zamkniętym spotkaniu dotyczącym Jensa Rabena, wówczas odsiadującego w tym szpitalu zamkniętym, z którego później uciekł. Spotkanie zwołał minister obrony narodowej. A zatem, minister ów kłamał opowiadajac Buchowi wersję, podle której Monberg zupełnie nic nie miał wspólnego z tematem zasadniczym.

    Buch zachowuje to dla siebie. Kiedy minister obrony wychodzi, by ponaglić go na spotkanie, Buch powiada, ze zgadza sie z jego stanowiskiem w sprawie, co tamten przyjmuje z zadowoleniem. Ale Buch prowadzi grę, a to tylko wybieg, aby osłabić czujnośc podejrzliwego przeciwnika, który wyraźnie stara się zachować prawde w głębokiej konspiracji.

    Tymczasem, Sara Lund i Strange idąc tropem "Perka" odwiedzają, pod wskazanym adresem, matkę Pera K.Mollera. Okazuje się, że Per K.Moller nie żyje od 2 lat. Zginął w jakimś wybuchu, jako żołnierz. Był to maj. Strange szybko liczy, ze to 3 miesiące PRZED tym incydentem w Afganistanie z rzekomym udziałem rzekomego "Perka". Sara żegna matkę, nic tu po nich. Błędny trop.

    Ale oto w ostatnim momencie, kiedy już mają wychodzić, pani Moller pyta ich "czy wy także w sprawie tego śledztwa ?", i dopowiada, ze była tutaj prawniczka z pytaniami o jej syna. A więc dążąca do wznowienia śledztwa Anne Drausholm także szła tym tropem.

    Matka Mollera prowadzi ich do szopy, czy garażu, czy magazynku przydomowego, gdzie ponoć grzebała Drausholm, kiedy ją odwiedziła. Szukała jakichś dokumentów, mówiąc że to a'propos możliwego odszkodowania za śmierć syna w akcji.

    Pani Moller wyznaje, że NIE widziała syna w trumnie. Wojsko odradziło jej oglądanie jego zwłok. Zgodziła się. W imieniu wojska występowali... major Sygo i pastor.

    Kiedy kobiecina na chwilę wychodzi, Sara mówi Strangemu, ze trzeba ekshumować grób Pera K.Mollera, może być pusty, a Sygo go kryje. Matka słyszy to wracając i każe im natychmiast opuścić jej dom.

    W kościele pojawia się Raben. Przyznaje pastorowi, ze to nie ma sensu, lepiej się poddać i liczyć na to, że policja pomoze, ustali fakty, złapie mordercę. Odkłada pistolet. "Chodźmy na policję", zachęca pastora. Padre przyjmuje to z satysfakcją, idzie się przebrać. Wypada mu coś z kieszeni. Kiedy znika w zakrystii, Raben podnosi ten papierek. Jest to wizytówka Anne Drausholm. A zatem padre kłamał mówiąc, że nigdy jej nie spotkał.

    Za późno jednak dla Rabena na ustalenia. Kiedy zagląda na zakrystię, pojawia się padre który mierzy do niego z pistoletu.

    Sara Lund i Strange pojawiają się nocą na cmentarzu, oglądają grób Pera K.Mollera.

    Louise Raben, z synem na tylnym siedzeniu, jedzie nocą autem. Dokąd ?

    Buch na spotkaniu wysokiego szczebla obserwuje ukradkiem ministra obrony narodowej.

    Stay tuned, akcja zasuwa w dzikim tempie, znów świetny scenariusz, jajo można znieść z ciekawości odpowiedzi na te wszystkie zagadki :]

  • pepsic 04.10.13, 18:15
    Na odc. nr 5 zasnęłam dwukrotnie i tak się zastanawiam. czego brakuje w II serii, że trudno się wdrożyć i skoncentrować. Może chodzi o brak moich ulubionych podwątków obyczajowych i głębszych relacji międzyludzkich? Za to Sara wyraźnie kwitnie. Siermiężny sweterek zamieniła na kuszący dekoltem.

    Poprzedni minister sprawiedliwości żyje, zapadł w śpiączkę po nieudanej próbie samobójczej, choć tak długi okres wydaje sie podejrzany z uwagi na stan wątroby.
  • grek.grek 05.10.13, 13:44
    faktycznie, jest tego mniej, scenariusz mniej jest rozbudowany, ale... zasnęłaś, i to DWA razy ? ;]]

    hehe, to prawda, chociaż w 1 odcinku 1 serii biegała w majtkach, więc można by rzec, że postęp jest relatywny ;]

    dzięki za uściślenie.
  • siostra_bronte 05.10.13, 13:58
    Dzięki, Greku :)
  • grek.grek 05.10.13, 14:51
    drobiazg, Siostro :]

    [dziś "Sherlock" w CT2, "Pies Baskerville'ów, w czeskiej wersji "Psisko baskervillske" ;.), 20:55]
    oczekuję niecierpliwie, i już mam Twój legendarny opis, żeby sobie przeczytać po emisji, celem uściślenia tego, co niechybnie nie zatrybię podczas oglądania.
  • siostra_bronte 05.10.13, 15:10
    Dzięki za miłe słowa :)
    Ale z tego co pamiętam, sama nie wszystko zrozumiałam :)
  • grek.grek 05.10.13, 16:56
    ha, no to w takim razie czeka mnie cięzka przeprawa :]
  • grek.grek 06.10.13, 15:54
    obejrzałem oczywiście :]

    trochę... inny ten odcinek, pewnie przez fakt, że przez większośc czasu akcji dzieje się na prowincji, a nawet w plenerach. plus - w tym laboratorium wojskowym.

    scena, w której Holmes zaciąga się dymem z papierosa palonego przez klienta - bezcenna :]] tak samo jak to wejście z harpunem i po uszy we krwi [nie własnej, ofk, jak napisałaś w swojej relacji, zapewne był to efekt jakichś eksperymentów] - "jechałeś autobusem w takim stanie ?!" , odp : "żadna taksówka nie chciała mnie zabrać" :]]

    no i jak chytrus wymusił na Watsonie wydobycie spod ziemi paczki papierosów. Zlecił jemu osobiście sprawę tego psa z Baskerville. Watson na to "a co ty będziesz robił ? przecież nie masz żadnej sprawy do prowadzenia", az w końcu musiał sięgnąć po argument ostateczny.
    W ogole, pierwsze 10 minut - klasyka.

    Później też nie gorzej, scenariusze są naprawdę błyskotliwe, a aktorzy momentalnie dają się lubić, zwłaszcza Freeman z każdym odcinkiem zyskuje, a nie jest mu łatwo, bo w przeciwieństwie do Holmesa jest w miarę... normalny ;], poukładany taki. Co nie zmienia faktu, że Cumberbatch jest iście brawurowy w swojej roli.

    Te popisy dedukcji Holmesa w tempie serii z kałasznikowa : aż trudno nadążyć. Rozebrał tego Henry'ego z motywacji przyjazdu do nich w iście mistrzowskim stylu. Potem tę parę w knajpce, matkę i syna, aż wreszcie w laborce - kiedy kazał wyjśc Watsonowi i dr Stapleton, żeby "udać się do pałacu rozmyślan", pięknie rozrysowanego na ekranie, czasami ta grafika trącała trochę Monthy Pythonem, zwłaszcza wtedy kiedy głowa Holmesa zamieniła się w głowę Presleya :]

    Wróciła czapka, nie wiem czy pamiętasz ? Kiedy dr Frankland przyznaje się do tego, ze jest fanem strony internetowej prowadzonej przez Watsona, gdzie John opisuje przygody detektywistyczne Sherlocka; Frankland mówi do Sherlocka "widziałem pańskie zdjęcie w tej...", Holmes zniecierpliwiony lekko "...tak - TEJ czapce" :]]

    Fajna ta knajpa, w której siedzą przy kominku zaraz po pierwszej wizycie na wrzosowskach. Typowa brytyjska prowincja, co za urok osobisty :] I Holmes naprawdę się wtedy boi, jest roztrzęsiony.

    Intryga z "narkotyczną mgłą" nietuzinkowa, ale jednocześnie niegłupia, oryginalna, wszak tereny to bliskie tego tajemniczego laboratorium.

    Scena, kiedy światło zapalające się w reakcji na ruch, w ogrodzie domu Henry'ego, zaczyna szaleć i co chwila włącza się i gaśnie, a jednocześnie Henry nie widzi żadnej postaci w oświetlonym ogrodzie - tutaj już thrillerem powiało.

    Cały wątek psa-potwora - tym bardziej :] Zwłaszcza ze sceną w laboratorium, kiedy John słyszy wycie psa, światła gasną, pomieszzczenie jest zamknięte, a jemu się wydaje, że pies jest wewnątrz i za chwilę go złapie i zje. I jaka sensacja, kiedy Holmes nagle zapala światło i wyciąga Watsona z kryjówki. Potem następuje wyjaśnienie, jak to się odbyło naprawdę, i że to był podstęp Sherlocka, zeby zbadać zachowania Johna potraktowanego tym narkotykiem, pod wpływem którego Sherlock i Henry widzieli potwora.

    tylko pies im nie wyszedł, wiem że był halucynacją bohaterów, ale jako efekt specjalny nie wypadł zbyt ciekawie; ale to drobiazg, szczegół, nie wart uwagi. ot, wspomniałem żeby nie było że wszystko super i najlepiej, hehe.

    hah, aczkolwiek... nie wiem, czy przypadkiem jeszcze bardziej przerażający nie był ten killer [dr Frankland, jak się później okaże] w masce przeciwgazowej z tą zwisającą rułą, z na czerwono podświetlonymi oczodołami. Ten który zabił ojca Henry'ego przed 20 laty. Zwłaszcza, ze pies się nie udał ;] Bardziej straszył w opowieści i jako wyjec, niż fizycznie, czy raczej - jako halun :]] Ale to chyba rzadko kiedy twór dorównuje wyobrazeniom o nim.

    Długo by można.
    przeczytałem raz jeszcze Twój opis, wszystko w nim zrozumiałe i wg mnie pasujące do sensu i zamierzeń scenariusza :]

    Mam tylko pytanie o te światła, sygnał który morsem odbierał Watson, przez co odłączył się na moment od Holmesa i Henry'ego, podczas pierwszej wyprawy na wrzosowisko. Czy ten przekaz coś znaczył ? Było to 5 liter, które połączone stanowiły bełkot. Potem John znów je odbiera, idzie za wiązką światła, ale na miejscu znajduje tylko samochody z zapalonymi światłami, w tym jeden pośrodku, wygaszony, ale za to sugerująco poruszający się do taktu ;]
    Mam wrażenie, ze później w dedukcji Holmesa pojawiła się ta "niformacja świetlna", którą mu przekazał Watson, ale Sherlock początkowo ją pominął milczeniem, zlekceważył. Później, to chyba z niej także wyszedł mu trop ku [projektowi] H.O.U.N.D

    Tylko... kto by nadawał te sygnały ? I jednak Watson odkrył źródło.

    ALE... Watson za drugim razem, kiedy nie deszyfrował, a tylko poszedł za światłem - mógł nie zwrócić uwagi na przekaz, a uznać tylko, ze to te same sygnały i ten sam nadawca. Ergo : pierwsze sygnały, które rozpisał na kartce, były prawdziwe; drugie - przypadkowe.

    Trochę się w tym zawikłałem :]
    Jak Ty to odebrałaś ?

    a upieram się, ale tylko trochę :], ze to może mieć znaczenie, bo jakoś tak wszystkie te pozornie nieistotne czy rozrzucone ślady, zwykle mają sens, który dopiero później zostaje opisany. Np. ten króliik świecący, łączący się z dr. Stapleton i służący Sherlockowi jako poręczne narzędzie "szantażu" doktor :] Czy w poprzednim odcinku : te sprawy pozornie niewazne i nieciekawe, związane z zaginionymi ciałami zmarłych, potem znajdujące swoje miejsce jako linki do wątku z samolotem pełnym truposzów. itd.

    podsumowując : rewelacyjny serial.
    szkoda, ze za tydzień ostatni odcinek.
    na szczęscie - póki co, ostatni :]



  • siostra_bronte 06.10.13, 16:23
    Dzięki, Greku :)

    Faktycznie, en odcinek jest trochę inny, bo akcja przenosi się na urokliwą prowincję.

    Tak, początkowe sceny są przezabawne :)

    Co do psa, rzeczywiście nie bardzo się udał :) Ale jak napisałeś, to raczej szczegół. Bardziej straszyły sceny, które opisałeś: gasnące światła przed domem Henry'ego czy dr. Frankland w masce, zamieniający się w Moriarty'ego.

    Wiesz, ja myślę, że te sygnały świetlne były kompletnie przypadkowe. Co prawda nie do końca rozumiem, dlaczego, hm...aktywność randkowiczów na wzgórzu wywoływała taki efekt. Ale ja niezmotoryzowana jestem :)

    Oczywiście, pomysł, że morderca nosi na miejscu zbrodni koszulkę z nazwą tajnego projektu jest lekko naciągany, ale zadziałał :)

    No właśnie, jestem bardzo ciekawa Twoich wrażeń, zwłaszcza, że nie opisałam tego odcinka! Oj, będzie się działo. Przygotuj chusteczki :)

  • grek.grek 07.10.13, 14:54
    ten Frankland, w scenie duszenia ojca Henry'ego, dodatkowo dziwne oggłosy paszczą
    wydawał :] to też miało swój "urok".

    mnie się wydaje, że to co Watson z nich odczytał, później posłużyło w jakiś sposób
    do odnalezienia tropów Sherlockowi. ale nie będę się przy tym upierał zbyt mocno...
    chyba że uda się Tobie/mnie zobaczyć raz jeszcze ten odcinek i rozwiać wszelkie
    wątpliwości :]]

    hehe, masz rację. mógł ubrać się w dowolny inny ciuch. najwyraźniej czuł się
    bardzo pewnie i był przekonany o sile oddziaływania tej mgły na umysł dziecka.

    o ! krótka zapowiedź, ale za to jak zręcznie to zrobiłaś :]
    tym razem, jak widzę, będę się musiał obyć bez Twojej relacji.
    spróbuję więc, a ciekawem okrutnie, aczkolwiek szkoda, że to już
    ostatni odcinek [jak na razie]. łatwo się zżyć z tymi bohaterami.
    komu ja to mówię, prawda ? :]
  • pepsic 04.10.13, 18:21
    major, jeszcze bardziej goły niż cała reszta
    Interesujące stopniowanie ;))
  • pani_lovett 04.10.13, 22:37
    pepsic napisała:

    > major, jeszcze bardziej goły niż cała reszta
    > Interesujące stopniowanie ;))

    Grek, to jednak potrafi zachęcić do oglądania filmu.
    Właśnie obejrzałam odcinek 5 (jako pierwszy).

    :)
  • grek.grek 05.10.13, 13:45
    kaman, Barbasiu, nie mów tylko, że goły major Cię zachęcił w sposób decydujący ? ;]]
  • pani_lovett 05.10.13, 15:38
    EnienocoTy. Za kogo Ty mnie masz. To w drugiej kolejności. ;))
  • grek.grek 05.10.13, 16:54
    hahaha ;]
  • pani_lovett 05.10.13, 16:13
    Drugi sezon Forbry bardzo mi się podoba. Porusza aktualne tematy, intryguje, ma dobre tempo, dużo się dzieje.
  • pepsic 09.10.13, 20:09
    Greku, nie obruszaj sie, goły major wydaje się dużo bardziej interesujący, niźli w mundurze;))

    Ps. Jestem po odc. nr 6. Nareszcie coś drgnęło. Czekam na Twoje wrażenia.
  • maniaczytania 04.10.13, 18:03
    ja dzis ogladam "Transformers" ;) a Wy?

    Uwaga, uwaga - wczoraj drugi raz wybralam sie na 'sekretny seans'. Jak sie okazalo juz w kinie na miejscu film, ktory wyswietlono to "Zycie Adeli", czyli laureat Zlotej Palmy w Cannes.
    Moze, jak ochlone (a probuje od wczoraj!), to cos napisze - dodam tylko, ze pierwszy raz w moim dlugim zyciu kinomana (zaczelam w pierwszych klasach podstawowki dosc intensywnie, z niewielka przerwa) bylam bardzo, bardzo bliska wyjscia w trakcie...


    --
    Maniaczytania - blog
  • pepsic 04.10.13, 18:30
    Jak się wyrobię, rzucę okiem na "Gorzkie gody" (kultura po 20.) Tylko czy ja dobrze widzę, Hugh Grant u Polańskiego? To jakiś hardkor ;))

    Intrygująco zabrzmiało. A ja jestem świeżo po francuskim "Vidoq'u" i angielskim "Płytkim grobie". Warto o nich wspomnieć, więc obiecuję coś więcej pod koniec weekendu.
  • pani_lovett 04.10.13, 22:57
    > Jak się wyrobię, rzucę okiem na "Gorzkie gody" (kultura po 20.) Tylko czy ja d
    > obrze widzę, Hugh Grant u Polańskiego? To jakiś hardkor ;))

    :)

    A ja jestem świeżo po francuskim "Vidoq'u" i angielskim
    > "Płytkim grobie". Warto o nich wspomnieć, więc obiecuję coś więcej pod koniec
    > weekendu.
    Koniecznie.

    "Vidocq" z Gérardem Depardieu? Podobał mi się.
  • grek.grek 05.10.13, 13:52
    obejrzałas "GG" ?

    hehe, nie dośc, że Grant gra, to jeszcze daleko od swojego romantycznokomediowego emploi - konserwatywnego, wstydliwego, purytańskiego niemalże Angola, który wysłuchuje pikantnej sadomaso, chociaz w gruncie rzeczy bolesnie prawdziwej jak chodzi o "życiową prawdę" i przeraźliwie smutnej, opowieści, raz to próbując uciec, to znów wracając wiedzionym nieubłaganą ciekawością wyłażącą spod noszonej pieczołowicie "ogłądy dżentelmena". jego postać komicznie nie pasuje do seksualnie drapieżnej Emmanuele Seigner.

    "Vidocq" - pamiętam jeszcze z czasu, kiedy "Ojeja" nie było, bardzo plastyczny, jak Ci się podobał ?

  • pani_lovett 04.10.13, 22:28
    Może Gryfny obejrzy? ;)


    O! Ależ premiera. Bardzo jestem ciekawa Twoich wrażeń. Musisz napisać kilka słów.

    :)
  • maniaczytania 05.10.13, 11:26
    wiecie, ciezko cos napisac o filmie, w ktorym absolutnie na pierwszy plan wysuwa sie, hmm, nazwijmy to, uprawianie milosci miedzy dwoma kobietami (z czego jedna niepelnoletnia na poczatku), ukazane we wszelkich mozliwych konfiguracjach z bardzo, bardzo bliska, w wiekszosci na zblizeniach, pokazane jest doslownie wszystko, a jedna z takich scen trwala, uwaga, uwaga (jesli oczywiscie wierzyc 'internetom', bo sama nie mierzylam) - 12 minut!

    --
    Maniaczytania - blog
  • siostra_bronte 05.10.13, 14:01
    Brzmi jak opis filmu porno :)
  • pani_lovett 05.10.13, 16:06
    Ze wszystkich filmów Kechiche widziałam tylko "Czarną Wenus". Tu też epatował mocnymi naturalistycznymi (i dla odmiany także brutalnymi) scenami seksu.

    A jakieś pozytywy, Maniu, dostrzegłaś? Znalazłaś jakieś wyjątkowe sceny, wątki, dialogi , które Ci się spodobały, które zostaną Ci w pamięci po tym seansie.



    :)
  • maniaczytania 05.10.13, 19:43
    pani_lovett napisał(a):

    > A jakieś pozytywy, Maniu, dostrzegłaś? Znalazłaś jakieś wyjątkowe sceny, wątki,
    > dialogi , które Ci się spodobały, które zostaną Ci w pamięci po tym seansie.

    Przykro mi, ale ... nie. I tak sobie mysle, ze niezle sie rezyser ustawil - kazdego, kto skrytykuje ten film nazwac moze homofobem, a przeciez gdyby to byla historia o chlopaku i dziewczynie - to malo komu by sie podobal - byl przerazliwie dlugi (cos kolo 3 godzin), nudny i przeciagniety.


    --
    Maniaczytania - blog
  • angazetka 05.10.13, 20:12
    To czym tłumaczysz nagrodę w Cannes? Jakieś hipotezy? Czekam na ten film, ale nie sądziłam, że będzie on wyglądał aż tak. Hm. Muszę to jeszcze raz przemyśleć.
    Nawiasem mówiąc, na reżysera i pracę na planie narzekają wszyscy - i aktorki, i różni technicy-magicy. Musiało być ciekawie.
  • maniaczytania 06.10.13, 09:12
    nie wiem, nie tlumacze, nawet nie probuje. Najwidoczniej nie jestem tak wyrafinowana i 'sophisticated' jak jury cannenskie. Na plakacie sa slowa S. Spielberga - 'wspanialy film o milosci'. No sorry, duzo bardziej przekonujacy i jakos tak angazujacy widza, powodujacy, ze widz przejmuje sie losami bohatera i przede wszystkim wierzy w trudne uczucie, byl film "Tajemnica Brokeback Mountain.
    Na Adeli polowa sali wyszla, a reszta na scenach 'intymnych', czy wtedy, gdy Adela przezywala i szlochala - po prostu glosno rechotala i to nie z zazenowania - chyba nie o to chodzilo rezyserowi ...
    A o tym, co sie dzialo na planie i tych skargach na rezysera tez czytalam. Coz, troche mnie te narzekania aktorek dziwia - w koncu byly na tyle odwazne i 'otwarte', nikt ich chyba nie zmuszal do tych nieudawanych scen, podejrzewam, ze te skargi teraz to element promocji filmu ;)
    --
    Maniaczytania - blog
  • pani_lovett 06.10.13, 15:06
    maniaczytania napisała:
    I tak sobie mysle, ze niezle sie rezyser ustawil - kaz
    > dego, kto skrytykuje ten film nazwac moze homofobem,
    >a przeciez gdyby to byla h
    > istoria o chlopaku i dziewczynie - to malo komu by sie podobal - byl przerazliw
    > ie dlugi (cos kolo 3 godzin), nudny i przeciagniety.

    Bez przesady. Przecież nie można nazwać homofobem osoby, którą np. film zwyczajnie nudził.
  • maniaczytania 06.10.13, 15:27
    pani_lovett napisał(a):
    > Bez przesady. Przecież nie można nazwać homofobem osoby, którą np. film zwyczajnie nudził.

    Ja bym taka pewna nie byla :)

    --
    Maniaczytania - blog
  • pani_lovett 06.10.13, 15:44
    A ja jestem pewna.

    I niech no tylko ktoś tu spróbuje tak powiedzieć, po głowie dostanie ode mnie. ;)
  • siostra_bronte 06.10.13, 17:54
    Popieram Barbasię. To tak nie działa. Osobiście np. uważam "Tajemnicę Brokeback..." za słaby film, a jak powszechnie wiadomo, homofobem nie jestem :)
  • pani_lovett 07.10.13, 21:54
    Tak jest! :)
  • grek.grek 05.10.13, 14:41
    oglądaliście [w Kocham Kino] ?

    odebrałem ten film jako ostrą krytykę społeczeństwa zamkniętego, sekciarstwa, wszelkich organizacji i grup próbujących narzucać swoim członkom zasady życiowe, może także atak
    na rodzinę, chociaż w mniejszym zakresie.

    Podmiotem jest jednak rodzina. Rodzice, on 50 lat, ona młodsza, którzy w doskonale wyposażonym, z wielkim ogrodem i basenem, domu trzymają w zamknięciu trójkę dorosłych dzieci, dwie dziewczyny i chłopaka. Dom jest otoczony wysokim płotem, gdzieś poza miastem. Ojciec jest dyrektorem albo nawet właścicielem dużej fabryki, matka - nie pamiętam, chyba nie pracuje; są zamożni. Kiedy kolega z pracy pyta ojca, czy możliwe będzie spotkanie towarzyskie z nimi, ojciec odmawia tłumacząc, ze jego "niepełnosprawna" żona, poruszająca się na wózku, źle znosi kontakty z obcymi ludźmi. Mają więc dobrą wymówkę na wypadek, gdyby ktos się chciał nimi zainteresować. Można założyć, ze nikt nie wie, że facet ma zdrową żonę i troje dorosłych dzieci.

    Nigdy nie wypuścili ich na zewnątrz, do świata. W tym domu : uczą je, kształcą, trenują ich osobowośc. robią to w sposób patologiczny - np. definiują słowa w sposób kompletnie sprzeczny z ich znaczeniem w normalnym świecie. Kuriozalna jest scena, kiedy jedna z dziewczyn pyta "co to jest ci-pka ?", a matka odpowiada po chwili, bez cienia stresu, "to lampa. ci-pka, to lampa. np. w zdaniu : zgasła ci-pka i jest ciemno". Zabawne ? Przezabawne :], a jednocześnie przerażające.

    dzieci gromadzą tzw. naklejki, za dobrze wykonane zadanie albo ćwiczenie. Ćwiczenie werbalne albo fizyczne. rodzice uatrakcyjniają im naukę, za pomocą wprowadzania elementu rywalizacji, która po pewnym czasie skutkuje agresją w ich wzajemnych stosunkach. kto zbierze najwięcej naklejek - ma prawo wybrać sposób, w jaki rodzina spędzi wieczór. jesli któreś z dzieci wybiera film, zawsze jest to film rodzinny, z nimi i starymi, żaden inny.

    Któregoś dnia matka stwierdza, że jest w ciązy. Jednocześnie od dłuższego czasu ona i ojciec noszą się z zamiarem kupienia psa. Podają to dzieciom za jednym zamachem, mówiąc, że "mama urodzi dwoje dzieci i psa, psa najpierw" :]

    Kiedy na posesji zjawia się niespodziewanie kot, chłopak reaguje agresją, zabija go nożycami ogrodowymi. Ojciec tłumaczy, że kot to największy wróg, a potem szkoli całą rodzinę, matka dla niepoznaki szkoli się razem z dziećmi, jak należy się zachowywać, kiedy pojawi się wróg, jak reagować na sytuację zagrożenia : po prostu każe wszystkim szczekać, w pozycji na czworakach.

    Efekt jest taki, że kiedy narasta konflikt między młodszą siostrą i bratem, i ona dowala mu w kolano młotkiem, tłumaczy, że "to nie ja, to kot wpadł oknem i uderzył go młotkiem, był bardzo szybki". naznaczanie wrogów, znajdowanie kozłów ofiarnych, jak to w świecie.

    Jedyną osobą z zewnątrz, która bywa w tym domu, jest dziewczyna pracująca w recepcji tej firmy/zakładu, któremu ojciec dyrektoruje/jest właścicielem.

    Co jakiś czas, ojciec zabiera ją do auta, zawiązuje jej oczy opaską i przywozi do domu, żeby syn mógł z nia barłożyć. Barłożenie zupełnie jest mechaniczne i raczej odstrasza od seksu niż do niego zachęca. Trudno powiedziec czemu ma służyć, bo przecież, jeśli bezpieczeństwo, jest takie ważne dla ojca, zamiast ryzykować z kobietą, mógłby go nauczyć innych sposobów rozładowywania napięcia seksualnego. MOże więc chodzi o jakieś przysposobienie do spłodzenia potomka ?

    Dziewczyna bierze pieniądze za swoje usługi, nie pyta o nic, ale zaczyna mieszać. Najpierw namawia na seks oralny jedną z sióstr, starszą. Na zasadzie kija i marchewki, czyli w zgodzie z rodziców metodologią. "jak mnie poliżesz, o tu, to ja ci dam prezent", tak namawia siostrę i ona się zgadza. od tej pory siostra sama zacznie to stosować wobec swojej siostry. Potem siostry obejrzą także filmy, które rodzice skrywają przed nimi [porno] a może nawet taki, który udaje się dziewczynie do środka przemycić, tak czy owak [bo przyznam, że tu mam lukę w pamięci] widzi na tym ekranie innych ludzi, inne życie. Pewnego dnia, w końcu, rodzice malują córkę i organizują jej randkę z bratem. Jak na kino w TVP odważnie pokazanej, bo z męskim urządzieniem w 3/4 wzwodu pobuidzanym dodatkowo damską ręką, już czekam na reakcję Krajowej Rady Czegośtam ;] a i tak dobrze, ze ręką, a nie nogą, bo to dopiero by był skandal, hah. no i jest fragment pornofilmu, przy którym siedzą rodzice, gdy dzieci już śpią, z dokładnie widoczną sceną seksu oralnego. Zgrozaaaa ;]]

    Można też zauważyć, ze siostra zdaje się zazdrosna o brata, na tle tej dziewczyny, która równolegle spotyka sie z nimi erotycznie.

    Wszystkie te kolejne doświadczenia budzą w tej starszej siostrze przeczucie że istnieje jakieś inne życie, tam za murem. Czasami jej brat staje pod murem, nasłuchuje, rodziców to niepokoi, ale chłopak jest posłuszny.

    To siostra znajdzie w sobie eneergię do buntu.

    Najpierw ojciec orientuje się, że dziewczyna od seksu odstawia w domu krecią robotę, odwiedza ją w jej domu i wali po głowie jakimś cięzkim przedmiotem. Być może ją zabija, nie jest dookreślone. w każdym razie - powala cięzkim nokautem.

    Rodzice powtarzają dzieciom ciągle, że moment w którym będą mogli zacząc żyć samodzielnie, przyjdzie wtedy, gdy wypadnie im lewy kieł, znaczy ząb.

    I starsza siostra, mając wewnętrzne poczucie, ze nadszedł moment emancypacji - bierze któregoś wieczora cięzarek do ćwiczeń i po prostu waląc się nim w szczękę wybija sobie zdrowy ząb. Uradowana patrzy na swoją upapraną krwią twarz i czarną dziurę między zebami, po tytułowym kle.

    Potem zamyka się w bagażniku samochodu ojca, w nadziei, ze to jest wehikuł, którym sie dom opuszcza.

    Ojciec znajduje umywalkę pełną krwi, ciężarek, wzywa całą rodzinę, która ustawia się przy bramie wejściowej i szczeka na czworakach, a on sam gorączkowo biega po okolicy i szuka córki. Na nic, ona już w bagażniku dogorywa zapewne z braku tlenu.

    mocny film, wyglądający momentami jak zapis jakiegoś eksperymentu, aktorzy wkładają w to sporo psychicznego zdrowia, generalnie interesujący bardzo i wyraziście krytyczny w wymowie.

    www.youtube.com/watch?v=B20bbhYqE1g
    www.youtube.com/watch?v=saJYytfMgbw
  • siostra_bronte 05.10.13, 14:59
    Dzięki :)
    Nie oglądałam. Czytałam same pozytywne opinie, chociaż na pewno to film trudny w odbiorze.
    Obraz toksycznej rodziny, sprowadzony do absurdu. Czy pada jakieś wyjaśnienie, dlaczego rodzice, głównie ojciec to robią? Czy chcą w ten sposób ochronić ich przed niebezpieczeństwami życia na zewnątrz?
  • pani_lovett 05.10.13, 15:32
    >[...] chociaż na pewno to film trudny w odbiorze.
    I tak, i nie.

    :)
  • grek.grek 05.10.13, 16:41
    otóż właśnie, nie pada żadne wyjaśnienie, skąd rodzicom do głowy przyszedł taki pomysł.
    uchronienie dzieci przed złem świata, rodzicielska obsesja, patologiczna miłość ? wydają się
    oboje całkiem normalni, dzieci też na jakieś opóźnione nie wyglądają, poza tym, że są wypełnione absurdami na jakich się wychowały i poddaństwem wobec rodziców, nie mają w niczym własnego
    zdania, są jak zaprogramowane roboty.
  • pani_lovett 05.10.13, 15:27
    Oglądałam tę historię, ze z lekkim przerażeniem, ale i, nie wiem, co na to powiedzie, zafascynowaniem!?

    Atak na rodzinę, w której tresuje się dzieci, a nie wychowuje, tak.

    Myślę, że dziewczyna przywożona była dla syna właśnie po to tylko, by mógł on rozładować napięcie seksualne i żeby zapobiec kazirodczym relacjom . Kiedy jednak dziewczyna przestaje przyjeżdżać to przestaje mieć znaczenie. Swoją droga to ciekawe, że ojciec , rodzice troszczą się jedynie o potrzeby seksualne syna, a te same potrzeby córek nie istnieją dla nich.

    Ojciec rąbnął tę dziewczynę w głowę zdaje się odtwarzaczem video (!), wypowiadając znamienne słowa o złu jakie sprowadziła do jego domu.

    Tym złem były kasety z filmami o Rockym Balboa. Dziewczyna zostawiła starszej siostrze, zaszantażowana przez nią. I tylko ona jej obejrzała...

    :)


  • grek.grek 05.10.13, 16:48
    dzięki za objaśnienie :] trochę się tu i tam krzątałem w trakcie, więc mam luki fabularne.
    teraz sobie przypominam te miny jakie dziewczyna stroiła przed lustrem, naśladując
    Rocky'ego. tylko nie załapałem samego momentu wniesienia do domu tej kasety.

    własnie, to ciekawe, że córki - do momentu, kiedy ta dziewczyna z zewnątrz nie uświadomi
    im [tej starszej], że istnieje ta sfera potrzeb, nie posiadają, ale nie ujawniają insynktów seksualnych ?

    tak, to był odtwarzacz.

  • pani_lovett 05.10.13, 17:12
    Tak. :)
    Dziewczyna od usług seksualnych przyszła drugi raz do starszej siostry i znowu zaproponowała, żeby ta "polizała" ją w wiadomym miejscu w zamian za prezent; tym razem przyniosła żel do układania włosów. Jednak starsza siostra nie chciała żelu, chciała coś innego i zaczęła grzebać dziewczynie w plecaku i tak znalazła dwie kasety z filmami, to ich zażądała. Dziewczyna początkowo odmówiła zostawienie jej kaset. Wtedy starsza siostra zagroziła ! , że powie rodzicom o wszystkim. Dziewczyna nie miała wyjścia musiała zostawić jej kasety, ale powiedział, że je odbierze za tydzień.

    Zawartość pornokaset rodziców nie była dzieciom dostępna. Jedynie te z rodzinnymi filmami.


    Za to często siostry reagują agresywnie!? Zwłaszcza starsza wyładowywała agresję na bracie.
  • pani_lovett 05.10.13, 17:18
    Jedynie te kasety z rodzinny mi filmami mogły oglądać dzieci.
  • grek.grek 06.10.13, 15:19
    dzięki za wyjaśnienia :]
    alez nieuważnie oglądałem... i zabrałem się za opisywanie filmu później... ja to mam jednak tupet :]]

    tak właśnie.
    mam wrażenie, ze zaczęła go atakować jakby z zazdrości o tę dziewczynę od seksu - jak uważasz ?

    [pamiętam jeszcze scenę w basenie, kiedy nagle starsza siostra zaczyna udawać rekina i "kłapie" rekoma niczym szczęką, boleśnie atakując brata]
  • pani_lovett 06.10.13, 16:00
    Ja to jestem zbulwersowana , że "krzątałeś się" na premierze filmu , zamiast siedzieć przed telewizorem na tyłku (mocno podejrzane ;)).

    Nie pomyślałam tak. Może masz rację. A może agresja skierowana przeciwko bratu to (chorobliwa albo może naturalna ?) forma kompensacji budzących się w dziewczynie, lecz nieuświadomionych potrzeb seksualnych.
    Tu może psycholog mógłby wyjaśnić to zachowanie.

    Tak, i jeszcze brutalna walka brata z siostrą o samolocik- zabawkę.


  • grek.grek 06.10.13, 16:10
    ;] wydawało mi się, że jakoś zdołam ogarnąć kilka czynności naraz. jak widać, żaden ze
    mnie Napoleon, który potrafił dyktować kilka listów naraz, i to różnych tematów dotykających :]

    Twoja interpretacja jest bardzo sensowna.
    może wszystko po kawałku się złożyło na taką postawę ?

    yes.
  • pani_lovett 08.10.13, 16:03
    :)))
    No wiesz, praktyka czyni mistrza.


    Bardzo prawdopodobne.

  • grek.grek 08.10.13, 16:48
    zacznę od kilku postów jednozdaniowych pisanych równolegle ;]
  • grek.grek 06.10.13, 13:43
    To jeden z tych filmów, łatwiejszych do opisania jak chodzi o fabułę, a już cięzko uchwytnych słowem, kiedy rzecz dotyczy atmosfery i formy.

    Fabułą są losy niejakiego Władysława Góralewicza [wzorowanego na autentycznej postaci Zbyszka Cyganiewicza; w świetnym wykonaniu Krzysztofa Majchrzaka], który przechodzi drogę od prostego wieśniaka miętolącego, metaforycznie ujmując, czapicę w garści do mistrza świata w zapasach wolnoamerykańskich.

    Historia dzieje się pod koniec XIX wieku, ma formę retrospekcji, a narratorem jest sam bohater, siwiejący już i lekko nadgryziony zębem czasu [wyeksponowane w zbliżeniach twarzy zmarszczki wokół oczu] opowiadający swoje życie dziennikarzom.

    Wychował się na wsi, gdzieś na terenach Galicji ówczesnej. Pewnego dnia w okolicy gości obwoźny cyrk. Baby z brodą, facetokobieta z połową twarzy damską, a połową męską [oczywiście jest to przeokrutnie wystylizowany facet, po prostu pomalowany, tak samo jak broda u kobiety jest zwyczajnie doklejona, ale który wieśniak w końcu XIX wieku wpadłby na taki koncept...], a do tego linoskoczkini, no i właśnie - zapaśnicy. Szefem i impresario, a zarazem zapiewajłą tego całego interesu jest Siedelmayer [kapitalnie oślizgły i firmowo wredny Pszoniak]. Kiedy Góralewicz pojawia się w jego namiocie i pyta o możliwość przyłączenia się do trupy - Siedelmayer poddaje go testowi : każe mu włożyć głowę między drzwi, a potem ją mocno przytrzasnąć - wobec braku osób trzecich sam pełni rolę przytrzaskującego. Takie "test" na charakter i niewiadomocojeszcze. Góralewicz wychodzi z tego z poturbowanym uchem, ale zaczepia się w cyrku. Toczy w nim zapaśnicze pojedynki. I poznaje ludzi, którzy będą się przewijali przez jego życie : Bolcia [Wilhelmi], lubiącego jeść... złapane koty [co za łajza :)], specjalistę od rozrywania łańcuchów, ślepego na jedno oko Cyklopa, a także niemieckich braci Absów.

    Siedelmayer to krętacz. Na każdym przedstawieniu finguje walki swoich zapaśników. Mistrzem w jego stajni cyrkowej jest Specht. Rozkłada on kolejnych ustawionych rywali, a zakłady na widowni rosną. Góralewicz ma z nim przegrać, koniecznie jednak dopiero po 15 minutach walki, kiedy tylko usłyszy sygnał dzwonkiem wydawany od Siedelmayera. Walka zatem wygląda śmiesznie, bo silniejszy Góralewicz ustępuje grzecznie przed człapiącym Spechtem bojąc się w ogole go ruszyć, i czeka na dzwonek. W tym samym czasie, obok zaimprowizowanej maty, Siedelmayer poucza jakiegoś innego zapaśnika - w zdenerwowaniu macha dzwonkiem, i Góralewicz pada jak rażony piorunem na plecy, bez żadnego ciosu ze strony rywala. Widownia w śmiech. A Siedelmayer biega rozhisteryzowany i powtarza sam do siebie "masz ! no masz ! masz, co chciałeś !" :]

    Płyną wieści ze świata, w Paryżu jakiś facet dał sobie przejechać po klacie samochodem, przeżył i "Paryż oszalał na jego punkcie". Takie opowieści pobudzają wyobraźnię Góralewicza, marzącego o wielkich arenach i mistrzowskich pojedynkach. Bolcio, słuchający tej opowieści, poddaje się takiej próbie, na jakiejś wiejskiej drodze - przechodzi ją pomyślnie. Zabawna to scena : w paryskim wielkim świecie idolami zostają ludzie, robiący to, co inni umieją zrobić od ręki, ot tak, byle gdzie, bez splendoru i poklasku :]

    Nadchodzi moment, w którym Góralewicz nie chce się już podkładać. Wygrywa walkę ze Spechtem. Łamie zasady. Siedelmayer ponosi klęskę finansową. MIędzy namiotami ucieka dłużnikom, nie ma z czego wypłacić przegranej w zakładach. Góralewicz także ponosi karę - bracia Abs i kilku innych cwaniaków z cyrku przepędzają go precz, w stroju Adama.

    Człowiek się nie załamuje, przeciwnie - ta sytuacja otwiera przed nim nowe perspektywy. Zaczepia sie u profesjonalnego menadżera zapaśników; w Charlottenburgu dostaje angaż do prawdziwych walk, na zawodowej arenie, przypominającej teatralną scenę, przed zamożną publicznością [szefem i konferansjerem jest Piotr Skrzynecki].

    Mieszka wprawdzie w dośc obskurnym lokalu, ale ubiera się z klasą i dopowiada sobie pod nosem "mają mnie za górę mięsa, ale nikt jakoś nie dostrzega we mnie subtelności manier". Bo istotnie, zapaśnik to niecodzienny, o ile oczywiście roztrząsać rzecz podług stereotypów. Kulturalny z natury, choć przecież nie nabywał ogłady na jakichś salonach; trochę naiwny, dobroduszny, ale i wykształcony, z maturą, umiejący recytować wiersze po niemiecku, co zupełnie zadziwiało jego dawnych kompanów z cyrku i samego Siedelmayera. Wykazuje też intuicyjne zauroczenie operą.

    Podczas zapaśniczej walki Góralewicza, na widowni jest tenor Messalini. Dostaje on informację o czyjejś śmierci. Aby ukoić nagły żal, wstaje i zaczyna spiewać jakąś arię. Wszyscy go słuchają, zwłaszcza Góralewicz, na moment zapominając o tym, co własnie robi i z głową zwróconą ku trybunom odpierając ataki przeciwnika. Jego sportowe umiejętności, ale i ta niespotykana wrażliwość artystyczna zwracają na niego uwage Cecylii [Pola Raksa], ktora mówi do kogoś, chyba swojego protektora albo ojca albo kogośtam, "kup mi go". Spotyka się z Góralewiczem poza sceną, na jakims cyganeryjnym party, pyta go o to czy odczuwa ból podczas walk, czy sie go boi, a potem tatuuje jego nadgarstek. Wkrótce zostaje żoną Góralewicza.

    Scena... oniryczna ? deliryczna ?, sam nie wiem... pokazujaca Góralewicza i to całe towarzystwo klasy prózniaczej jest fakt znakomita. W tle Góralewicz przerzuca kolejnych rywali przez ramię, co ma chyba sugerować, ze stacza kolejne zwycięskie walki i zdobywa sobie uznanie. Postaci i pokój w którym odbywa się ta cała inscenizacja coraz intensywniej malują się na czarno-biało, palą namiętnie opium, a finałem tego ujęcia jest gra w rosyjską ruletkę przyjaciela żony Góralewicza - kończąca się jego przegraną.

    Ambicją Góralewicza jest pokonanie braci Absów, którzy również przeszli na zawodowstwo i odnoszą sukcesy w róznych krajach. Góralewicz spotyka się z Bolciem. Ten nie czuje się dobrze. Od kiedy numer z samochodem przejeżdzającym przez klatkę piersiową stał się jego popisowym człowiek podupadł na zdrowiu, jak mówi "może któryś samochód był za cięzki..? czy ja wiem... tak czy owak, przerwałem się... pluję krwią".

    Bolcio wspomaga i motywuje Góralewicza, zeby rzucił wyzwanie Absom. Organizuje całą akcję - Góralewicz zjawia się wieczorem pośród tłumu fanów zapasów i wyzywa głośno Absów na pojedynek. Bolcio zaś rozdaje tłumowi pochodnie zapalone. Podbechtana tłuszcza rusza do konkurencyjnego cyrku, który ma Absów na kontrakcie i podpala go w zemście za to, że torpeduje on pojedynek na który wszyscy czekają. Właściciel nie przejmuje się całym zdarzeniem. Zamiast tego spokojnie oznajmia Góralewiczowi "ma pan 9 godzin, żeby podpisać ze mną kontrakt". Tutaj nie wiem, czy był to szantaż, czy co - będziesz walczył u mnie i robił co ci każę, albo cię podam do sądu ? Cholera wie :] W każdym razie, cała sytuacja pokazuje doskonale rodzący się sport zawodowy, w którym najwięcej do powiedzenia mają menadżerowie i promotorzy, właściciele zabawek, a nie ci, którzy sie nimi bawią i zarabiają dla nich pieniądze.

    Tak czy owak, Góralewicz i Bolcio muszą uciekać. W jakiejś starej dziurze, przy talerzach na łańcuchach a'la Miś [Rozmowy kontrolowane ?] znajdują Cyklopa. Ten, już dawno przebrzmiały i opuszczony, radzi im wyjazd do Portugalii, gdzie rezyduje miłośnik boksu, bogaty Rosjanin, Popow.

    Istotnie, następne miesiące spędzają w Portugali, w efektownych nadwodnych, plażowych sceneriach... Sopotu ;] [tam kręcono te zdjęcia]. Popow ma własną stajnię zapaśników, jeden z nich próbuje walczyć z... bykiem i odgraża się, że położy go na łopatki. Oczywiście, zwierzak zmusza go do panicznej ucieczki. Bolcio widząc ten żałosny spektakl podejmuje się stoczyć pojedynek z jakimś bykiem, i na pytanie "jakim ?", odpowiada zuchwale "mam słaby wzrok, więc dajcie mi największego" :] Wpuszczają więc do zagrody bydlę rogate i Bolcio wychodzi do niego, cały czas monologując "Gdzieś tam walczą z bykami szpadami, łeee !, co to za problem..."





  • grek.grek 06.10.13, 14:01
    Byk stoi spokojnie, z pochylonym łbem, gapi się na pajacującego Bolcia, co tego drugiego niepokoi, i to bardzo, jakkolwiek próbowałby to zbyć dowcipkowaniem. Wreszcie mówi "nie kwapisz się do ataku, to moze jak ci tyłek pokażę, to się odważysz". Odwraca się do niego plecami, wypina zadek i... zostaje wzięty momentalnie na rogi. Umiera na miejscu.

    Góralewicz wraca do walk. Spędza czas w Paryżu. Udaje się zakontraktować walkę jego marzeń, z jednym z braci Absów [jeden jest mały, drugi duży - Góralewicz ma walczyć z dużym]. Przedtem spotykają się na chwilę, podają sobie dłonie, mierzą sie wzrokiem, Góralewicz komplementuje kucyk jaki nosi Abs, samemu będąc krótko ostrzyżonym, a nawet ogolonym, "od jutra zapuszczam taki sam", kwituje i odwraca się. Pewnośc siebie, ot co.

    Walka ma się odbyć w specjalnym wielkim pomieszczeniu, można by nawet podejrzewać, ze to jakaś... katedra ;] Tak czy owak, Góralewicz walczy tam juz od pewnego czasu, jest gościem honorowym na spotkaniach wieczornych, szycha gaworząca nawet z czołowymi politykami. Jeden z nich opowiada, ze jakiś rosyjski zapaśnik uznał samego siebie za jednego z 3 największych Rosjan, obok Gogola i Szalapina, "czy pan, panie Góralewicz, uznaje siebie za największego Polaka ?", na co Góralewicz odpowiada "a zna pan jakiegoś innego Polaka, prócz mnie", tamten "nie znam", Góralewicz : "sam pan udzielił sobie odpowiedzi".

    Co ciekawe, jednym z kelnerów w tym lokalu jest... Siedelmayer :] Tak się losy potoczyły. Góralewicz poznaje go, próbuje zagadać, ale tamten zachowuje całkowity profesjonalizm, tylko oko mu ucieka w bok za przechodzącym eks-podwładnym :]

    Przed walką Siedelmayer znajduje jednak moment, aby podejśc do Góralewicza i powiedzieć mu na ucho "postawiłem na ciebie ! wygrasz ! wygrasz, a ja na tobie zarobię, jak ci sie podoba taka historia ?". Góralewicz nie reaguje, a Siedelmayer, celem podbicia swoich szans na hazardowy sukces, opowiada mu o słabych stronach Absa, przecież latami z nim współpracował w tym prowinicjonalnym cyrku.

    Na macie zwycięza Góralewicz. Sama walka jest jednak w tle, bo kamera skupia sie na biegającym niczym mały skrzat Siedelmayerze - zaniepokojony czy podkręcony przyszłym zyskiem, biegnie on takimi schodkami wiodącymi z podłogi aż pod sam sufit tej hali, w której odbywa się pojedynek i co jakiś czas przystaje, przygląda się z góry walce, zaciera ręce, aż wreszcie na samym szczycie zastyga w oczekiwaniu. Kapitalna scena w wykonaniu Pszoniaka.




  • grek.grek 06.10.13, 14:30
    Po zwycięstwie nad dużym Absem, Góralewicz ma już tylko jedno sportowe wyzwanie : pokonac jego brata. Lecz nie sposób go dopaść, co sprawia że mistrz w ogole stroni od ringu. Raczej snuje się po plaży przy hotelu Excelsior, a żona powiada swojej przyjaciółce, że od kiedy Władysław przestał walczyć, nie może sobie znaleźć miejsca. Góralewicz dopowiada "mam pasy mistrzowskie, kolekcję rzeźb, mam swoją historię..." - co dalej ? Pozostaje spędzanie czasu na chadzaniu do opery, kupowaniiu kolejnych rzeźb Atlasa, udowadnianie żonie w sypialni, że jeszcze nie stetryczał zupełnie i dziwienie się, czemu wszędzie, gdzie się ruszy - spotyka "tego wyjca" Messalniego. Wkrótce okaże się, że Messalini jest kochankiem jego żony. Póki co, Góralewicz słyszy go, a potem widzi, jak ten lezie przez plażę i śpiewa arię.

    Pewnego wieczora, Góralewicz wraz z żoną i jej przyjaciółką jest w drodze do opery. Nagle do dorożki przykleja się... drugi z braci Absów. Wręcza coś Góralewiczowi. Ten natychmiast oznajmia, ze wysiada. Grubym słowem zbywa przyjaciółkę żony.

    Na liściku było wyzwanie do walki. Otóż Abs tego wieczora staje do walki na ringu w jakimś podrzędnym lokalu. Góralewicz nie ma czasu na przygotowania, dawno nie walczył, wkracza więc na ring we fraku i zwykłych butach. Nie może odpuścić, czekał całe życie na tę walkę, a to może być ostatnia i jedyna szansa, by do niej doszło.

    Mniejszy, ale szybszy i dynamiczniejszy Abs obija go dośc solidnie, powala, nokautuje. Sala wiwatuje, brytyjski komentator drze się do mikrofonu. Abs w glorii zwycięzcy przechadza się po ringu i pozdrawia tłum. Góralewicz, solidnie trafiony i kontuzjowany, wraca jednak do gry. Niczym Rocky Balboa wstaje i kontratakuje, najpierw wyrzuca Absa w ogole z ringu, a potem łapie go za nogi i wali z całej siły głową w matę ringu, jakby tamten był słupkiem do wbijania w ziemię. Zwycięza, komentator szaleje przy mikrofonie, publika wiwatuje dziko. Góralewicz poprawia na sobie resztki galowego ubrania, ledwie żywy przyjmuje od lokaja kapelusz, z trudem zakłada futro, odbiera laseczkę i chwiejnym krokiem dżentelmena, pokrwawiony wychodzi z lokalu.

    Wchodzi do fontanny, bijącej wodnymi strugami na wszystkie strony. Jakby się w niej ochładzał, a potem rusza przez wodę, starając się zachować prostą sylwetkę, nie widac jego twarzy, widać tylko sylwetkę na tle efektownych fontannowych wygibasów wodnych.

    Ostatnia krótka przebitka na współczesność ówczesną, Góralewicz posunięty w latach, siedzi za biurkiem, na tle ściany na której wiszą niezliczone jego mistrzowskie pasy, przed nim dziennikarze z fleszami. Klamra spinające całą opowieśc.

    Wszystko jest w tym filmie : klimat, zdjęcia, historia, aktorstwo, sceny do zapamiętania. Popełnił go Filip Bajon, za co niech mu bozia w dzieciach wynagrodzi :]

    Inspiracji i smaczków wizualno-technicznych ponoć sporo w tym filmie, Ken Russell, Fellini, Toulouse-Lotreck, Beadrsley itd.

    Mnie się spodobał sposób odmalowania epoki, doskonala scenografia, aranżacja kolejnych scen, wreszcie sam główny bohater, łączący sprzeczne pasje i wrażliwości : zapaśnik i atleta, a jednocześnie ktoś do kogo głęboko trafia tak wysumblimowany rodzaj sztuki, jak operowa. Kiedy opowiada, już nie pamiętam komu, że w operze "aktorzy nie wypowiadają ani słowa, tylko śpiewają', ten ktoś powiada, że to niemożliwe :]

    www.youtube.com/watch?v=bFILMkMgbQI
    www.youtube.com/watch?v=4GtwcDvZV-s
    www.youtube.com/watch?v=xSQjDkxCVys
    [ten ostatni link zawiera, według opisu, analizę pani krytyczki; jeszcze nie zajrzałem, więc wpisuję trochę w ciemno]

  • pani_lovett 06.10.13, 15:41
    Fantastyczna opowieść, Greku.
    Wieki temu oglądałam ten film!

    :)
  • grek.grek 06.10.13, 15:59
    dzięki, Pani L. :]
    film pierwsza klasa, zaprawdę.
    ja z kolei : owe wieki czekałem, by go obejrzeć, hehe :]
  • grek.grek 06.10.13, 16:07
    narracja jest bardzo specyficzna, podobnie jak w "Limuzynie Daimler Benz", pewne rzeczy nie zostają wypowiedziane, dopowiedziane, trzeba je dopisać sobie; tak samo ze znaczeniami niektórych scen czy słów, kryje się on w podtekście, albo ma wyjaśnienie później, nierzadko, z tego co zauwazyłem, wyjaśnienia trzeba sobie poszukać [np. w jakimś opisie doczytałem, że w Paryżu, Góralewicz rozmawia z premierem Francji Clemenceau, w filmie nie jest to dookreślone, może ta informacja jest do rozszyfrowania podczas wertowanie napisów końcowych, przy odczytywaniu obsady i postaci], niektóre sceny i związki przyczynowo-skutkowe są nieco zagmatwane [np. dlaczego Góralewicz musi uciekać przed tym menadżerem, z którym związani kontraktem są bracia Abs, po spaleniu przez tłum jego fanów budynku cyrku zapaśniczego który doń należy ? dlaczego przychodzi on do Góralewicza i na tle płonącej budy stawia mu ultimatum dotyczące podpisania z nim kontraktu ? Bajon zdaje się na inteligencję widza, [jak widać po mnie, nie zawsze z powodzeniem, hehe] nie zawsze jest oczywisty i kawa na ławę, ale trudno odmówić zarówno "Arii" jak i "Limuzynie" [innych nie znam jeszcze] klasy, urody, oryginalności i duszy.
  • siostra_bronte 06.10.13, 16:11
    Dzięki, Greku :)
    Jakoś nigdy nie udało mi się zobaczyć tego filmu. Czyżby Polonia wróciła do starych, dobrych filmów, na dokładkę rzadko pokazywanych? Oby.
  • grek.grek 07.10.13, 15:07
    dzięki, Siostro :]

    mam nadzieję, że Polonia kategorycznie postawi na klasykę polskiego kina, i to tę niekoniecznie wałkowaną po iks razy w innych kanałach. wystarczy raz w tygodniu :]

  • grek.grek 07.10.13, 12:38
    kurde balans, ale akcja, ale zwarcia, ale Danes gra, uff :] .
    wg mnie, najlepszy z dotychczasowych odcinków.
    cała scenY+ przesłuchania, gra operacyjna, potem niespodziewana konfrontacja, rewelacyjna scena
    "namierzania maila", kapitalna rozmowa Carrie z Saulem u niego w domu, z krwistym
    tekstem ktory Danes wrzuca jak mistrzyni świata [niecenzuralnym, więc ciekaw jestem, czy puszczą o 22:00, hehe].

    znów jest sytuacja, która moze wskazywać na to, że Brody jest "odwrócony", ale równolegle całkowicie dopuszczalna jest interpretacja zaprzeczająca, aczkolwiek tym razem pewna koincydencja faktów jest naprawdę zastanawiająca.

    świetny odcinek. złamany w kilku miejscach scenkami rodzinnymi, prywatnymi [żona Saula, dzieciarnia wszelaka], jakby te wyhamowania zastąpić samą akcją, w takim stylu w jakim odbywa się to przez resztę minut, to byłby ideał thrillera :] tak czy siak, szykujcie się na świetny odcinek.
  • grek.grek 08.10.13, 13:39
    Na przystawkę Pepiki dali "Greka Zorbę", potem rzeczony "Badlands", w przerwie 3 zwiastuny i zero reklam. Co powiecie na taką telewizję publiczną ? hehe...

    Alexis Zorba jest moim bohaterem, każda scena wygrana przez Anthony Quinna jest mistrzowska, ostatnia sekwencja - kultowa, ale jednak trudno strząsnąć z pleców scenę z zamordowaniem przez społeczność wioskową nieszczęsnej wdowy, tylko za to, że zakochany w niej chłopiec utopił się na wieśc, że wybrała innego. Obyczaje i kultura to jedno, ale zabijanie z zimną krwią, to inna para kaloszy. Ta scena góruje nad tym filmem, nad powieścią, mającymi przecież, ze względu na filozofię życiową Zorby, kontekst z gruntu optymistyczny.

    No nic, słowo o "Badlands", debiucie filmowym niejakiego Terrence'a Malicka.

    Rzecz się rozpoczyna w małym mieści w Dakocie. 15-letnia Holly [Sissy Spacek] poznaje 10 lat starszego Kitta [Michael Sheen]. Ona jest grzeczną uczennicą i córką swojego tatusia, wziętego malarza reklam. Ojciec chce dla córki jak najlepszego życia, stawia na jej wykształcenie, posyła na lekcje gry na różnych instrumentach, słowem : żeby mała na ludzi wyszła.

    Wtedy w jej życiu pojawia się Kitt, "wyglądający jak James Dean" chłopak, który już zdązył coś przeskrobać i właśnie pracuje jako śmieciarz, w ramach resocjalizacji po-odsiadkowej. Któregoś dnia, ot tak po prostu zauważa Holly ćwiczącą przed domem jakieś układy taneczne z nieznanego pochodzenia przyrządem, zagaduje ją, idą na spacer i... w try miga zostają parą.

    Od tej pory ich losy komentuje retrospektywnie z offu sama Holly. Kitt jest starszy, wg niej bardzo przystojny i generalnie imponuje jej pod każdym względem. Tak bardzo jej imponuje, że dziewczyna gotowa jest opuszczać lekcje w szkole i z poświęceniem ukrywa ich związek przed czujnym okiem swojego ojca. Włócza się za miastem, rozmawiają, czynią sobie wyznania i Holly przezywa swój pierwszy raz, wszelako chyba mało interesujący, bo po wszystkim mówi tylko "i co ? i to wszystko ? i to na punkcie TEGO wszyscy mają taką szajbę ?", na co Kitt "mnie nie pytaj, ja też ich nie rozumiem" :]] Czyli, w tej kwestii się dobrali jak w korcu maku.

    W końcu ojciec Holly dowiaduje się o jej schadzkach z Kittem. Nakłada na nią ścisły reżim, dopisuje do listy zajęc nowe pozycje, osobiście zawozi i odbiera ją codziennie ze szkoły, żeby córka nie miała czasu ani sposobności widywac się ze swoim chłopakiem. Kiedy Kitt probuje zagadnąć ojca Holly, dlaczego zabrania im się spotykać, stary cedzi "nie pozwolę, żeby zmarnowała życie z takim zerem jak ty". Kitt przyjmuje to na spokojnie, odpowiada "w końcu się mną zmęczy, rzuci mnie, ale przy okazji zbierze cenne doświadczenia". Ojciec nie czuje jego humoru i widać, że Kitt nic tutaj nie ugra. Chłopak generalnie cierpi na poczucie, że marnuje życie w tym miasteczku, że nie ma przyszłości, odwiedza kuratora sądowego i dostaje nową pracę : jakieś ogrodowe prace fizyczne; dojrzewa do podjęcia męskiej decyzji.

    Jak się nie daje po dobroci, to sięga po inne metody. Któregoś dnia włamuje się do mieszkania Holly i jej ojca. Kiedy oboje wracają do domu, po jej zakończonych lekcjach, zastają Kitta kręcącego się po pokojach. Ojciec reaguje zdziwieniem, a po chwili każe mu wyjśc. Kitt nie zamierza, powiada, że "postanowił wyjechać z miasta i zabrać Holly ze sobą", a w dodatku bawi się rewolwerem, więc po bezskutecznych próbach namówienia go do wyjścia ojciec Holly chce zadzwonić na policję. Nie zdąża. Kitt kładzie go strzałem w pierś. Holly stoi i patrzy. Nie wydaje się, ze kochała ojca, bo jakoś wcale się jej na płacz i rozpacz, albo chociaż żal, nie zbiera. Kitt zostawia ją samą, wychodząc rzuca "jak chcesz, zadzwoń po policję...", a Holly pali sobie papierosa, szwęda się po domu, a wieczorem znów jawia się Kitt,razem z Holly wynoszą trochę potrzebnych rzeczy z domu, potem go podpalają i wyjeżdzają w ciemną noc samochodem Kitta.

    Wiedzą, że będą poszukiwani niebawem przez policję. Rozbijają coś w rodzaju obozowiska w ustronnym miejscu na skraju lasu. Obok mają jezioro, w którym Kitt próbuje łowić ryby, na drzewie organizują sobie domek, mają nawet koguta - na czarną godzinę, trzymanego w klatce :] Ksiązkę traktującą o florze i faunie, jakiś malarski kicz którym przyozdabiają ścianę swojej prowizorycznej chałupy. I mają broń : karabin, pistolet, amunicję. Kitt uczy Holly samoobrony, a ona, jak wskazuje jej monolog, coraz bardziej ulega jego osobowości. "Słuchałam go, całkowicie, bez zastrzeżeń" , zwierza się, dodając, że kłócili się czasami, ale zawsze krótko i niezbyt burzliwie, widać że ona jest nim zauroczona, a on może nawet w niej zakochany, aczkolwiek oboje średnio umieją to wyrażać gestem. I nie słychać żalu, czy skruchy, czy radości, ten monolog wypowiadany jest całkowicie stonowanym głosem; to są takie wspomnienia do których nabrało się już dystansu.

    Razu pewnego Kitt wkurzony tym, że nie moze złapać ryby w sposób cywilizowany, próbuje tego dokonać za pomocą pistoletu. Strzały alarmują jakiegoś starego piernika, kręcącego się po okolicy. Rychło pojawia się trzech uzbrojonych gostków. Kitt zauważa ich z drzewa. Każe Holly się ukryć, sam wskakuje do przykrytego liściastą klapą dołu w ziemi i atakując znienacka zabija z karabinu cała trójkę. Nie byli to policjanci, jak mówi Holly "zapewne myśliwi".

    Tak czy owak, Kitt i Holly muszą odjechać, ktoś mógł wiedzieć o wyprawie ludzi, których zabił Kitt, niebawem będzie tam policja.

    Kolejny przystanek to dom na odludziu, zajmowany przez eks-kolege z pracy Kitta. Gośc od razu czuje, że coś jest nie tak, Kitt nie rozstaje się z bronią, cherubinek z wyglądu Holly też wygląda podejrzanie. Facet ich karmi, zachowuje się przyjaźnie, i niby przypadkiem wspomina, ze w pobliżu jego domu, na terenach uprawnych, niedawno odkryto złoto. Po posiłku wychodzą w pole, i znienacka gospodarz mówi, że musi wrócić na chwilę do domu, bo czegoś zapomniał - ofk, ma zamiar zwyczajnei spie,przać stamtąd. Kitt rozszyfrowuje go i zanim gośc dopada swojego samochodu - pakuje mu kulkę w brzuch. Kiedy facet słania się na nogach, Kitt usłużnie i z troską na twarzy otwiera mu drzwi do domu, aby mógł się położyć. W środku przysiada się do cięzko rannego Holly i pyta go o jakieś graty, ktore ten ma w domu. Ani słowa pod tytułem "jak się czujesz ?" :]

    Kitt mówi do niej, na osobności, "chyba nie ma mi za złe, ze strzeliłem ? musiałem...", na co Holly "chyba nie, nic nie powiedział" :] Dobre, nie ? Bo też tacy oni są, dwójka smarkaczy na gigancie, nie są źli czy głupi, są po prostu niedojrzali.

    Krótko później pojawia się młoda para, przyjechali w odwiedziny do gospodarza. Kitt ich nie wpuszcza, zamiast tego kulturalnie [naprawdę] terroryzuje pistoletem. Grzecznie prowadzi ich, razem z Holly która ucina sobie koleżeńską pogawędkę z dziewczyną, w pole, zamyka w czymś w rodzaju piwniczki i tarasuje otwór. "Siedźcie tu, minimum godzinę, po tym jak odjedziemy, zgoda ?", tak ich łaskawie instruuje, chłopak się zgadza. A potem Kitt strzela do środka dwukrotnie. "Jak myślisz, trafiłem ich ?", pyta Holly, na co ona "nie wiem, ale uciekajmy" i pędem w nogi przez pole, potem w samochód i chodu. Smarkacze. Po prostu, smarkacze.

    Znów muszą zmienić miejsce pobytu. Zwłaszcza, że są już poszukiwani przez policję w całym stanie i sąsiednich też.

    Zatrzymują się w zamożnym domu w jakimś miasteczku. Bez agresji czy wrogości, ale z gnatem w garści, przekonują właściciela, żeby pozwolił im się tutaj trochę rozgościć. Dom jest ładnie urządzony, więc go podziwiają, ma wielki ogród, więc po nim spacerują, trzymając właściciela i jego głuchą służącą w zamkniętym pokoju. Odjeżdzają zabrawszy kilka bibelotów i trochę ubrań [Holly narzuca sobie na głowę i plecy jakąs chustę, a Kitt zabiera kapelusz i marynarkę]. Zabierają wypasionego cadillaca właściciela domu. Jego samego, wraz ze służącą, zamykają w jakimś składziku na szczotki, tuż przez odjazdem, pouczając, żeby odczekali trochę zanim wyjdą i zawiadomią policję.


  • grek.grek 08.10.13, 14:17
    Świadomo, ze policja za nimi się ugania, że są poszukiwani - wyjeżdzają na prerię, czy tam na równinę, jadą w stronę Montany, w stronę gór. Wiele tygodni spędzają na pustkowiach, jadąc wzdłuż rzędów słupów telegraficznych, zatrzymując się od czasu do czasu aby zatankować benzynę [ co ciekawe są na trasie takie punkty, w których można to zrobić samodzielnie]. Przez długi czas jest pięknie, czują się świetnie, ale wkrótce Holly zaczyna tęsknić za cywilizacją, Kitt zaś powiada, ze "mógłby w tej izolacji, razem z Holly, trwać bez końca", że "takie położenie wyostrza zmysły".

    Holly namawia go jednak, aby spróbowali złapać pociąg, towarowy - wskoczyliby do wagonu i pojechali w jakieś bardziej ludne tereny. Nie udaje się, pociąg jedzie zbyt szybko. Wsiadają więc z powrotem do cadillaca i jadą dalej.

    KOniec ich drogi następuje obok czegoś w rodzaju... czy ja wiem ? platformy wiertniczej ? nie wiem, co to za urządzenie pośrodku równiny, w każdym razie jest tam buda, siedzi tam facet i ma benzynę. Kitt proponuje mu zamianę : on da im swoją półcięzarówkę zatankowaną po brzegi, a oni jemu cadillca. Facet już ma się zgodzić, kiedy nagle pojawia się w powietrzu helikopter policyjny. Szybko zbliża się do ziemi, facet czując kłopoty daje w długą. Kitt przygotowuje sie do strzelaniny i każe Holly przyprowadzić samochód. Holly odmawia, co dla Kitta jest szokiem chwilowym. Holly w ogole odmawia dalszej jazdy z nim. W takim momencie ! Mówi, że chce się poddać i po prostu skończyć z tym. Już nieco wcześniej, podczas tej wielotygodniowej jazdy przez prerię, poczuła, że Kitt przestaje mieć na nią wpływ, że coraz częściej po prostu nie chce się jej go słuchać, że ta "miłość" traci grunt pod nogami.

    Kitt, w podbramkowej sytuacji, podpowiada jej jakiś adres, pod którym ewentualnie spotkają się, jesli obojgu uda się z tej sytuacji wydostać.

    Holly biegnie się gdzieś ukryć, a Kitt kładzie pierwszym strzałem policjanta wyskakującego ze strzelbą z helikoptera. Zanim drugi zdąza zapanować nad wehikułem, Kitt wskakuje do cadillaca i ucieka. Holly poddaje się i, już później, zostaje zabrana przez policję.

    Kitt ucieka, zatrzymuje się na stacji benzynowej w najbliższym miasteczku i kiedy ma zamiar tankować - zjawia sie wóz policyjny. On ucieka, oni za nim. POczątkowo udaje mu się unikać pościgu, ale później wpada w ręce policji.

    Zostaje aresztowany, nawet całkiem spore siły policyjne się zebrały, zaalarmowane na okoliczność.

    W finale Kitt zostaje odwieziony do więzienia stanowego, Holly zaś z offu relacjonuje, że chłopak został skazany na krzesło elektryczne, egzekucję wykonano kilka miesięcy później; ona trafiła do jakiegoś ośrodka, a później ułożyła sobie życie poślubiając jakiegoś adwokata.

    Koniec historii. "Do utraty tchu" w wersji american west ? "Bonnie & Clyde" w wersji młodzieżowej, nieco mniej efektownej i na pewno dużo mniej romnatycznej ? :] powiedziałbym, że oba skojarzenia zupełnie naturalne. W "Do utraty..." w którymś momencie, jesli dobrze pamiętam, Patricia także wyznaje, ze cała akcja ją przestaje ciekawić, że "już nie chce". To co miało być przygodą, staje się dramatem, tak samo jak tutaj. Holly i Kitt chcą żyć samodzielnie, bez zasad, trzymając się tylko siebie, ponoszą klęskę, bo są za młodzi. Popełniają błąd na samym początku, kiedy Kitt zabija jej ojca, a ona z zabójcą wyjeżdza, reszta zdarzeń jest już tylko konsekwencją tego pierwszego epizodu. Nie są parą romantycznych przestępców a'la Bonnie Parker i Clyde Barrow, nie giną efektownie, nie są kochankami jak tamci. Raczej parą prostych zagubionych młodziaków, którzy rzucili się w "niezależne życie" z bronią w ręku, skazując się na porażkę, i tak naprawdę nie mając nawet poczucia przeżycia przygody ich życia.

    zero romantyzmu, zero legendy, zero czegoś co by tę historię uwznioślało,. czyniło atrakcyjnym wzorem do naśladowania. nie ma nawet stylizowanej demaskatorskiej agresywności i przesady "Urodzonych morderców". Jest tyllko naiwna i zbyt młoda dziewczyna i pogubiony w swoim krótkim życiu chłopak, kilka idiotycznych zabójstw, cadillac i brak pomysłu na finał tego, co zaczęli.

    www.youtube.com/watch?v=lcFx06cBmbk
    www.youtube.com/watch?v=iBZkP3H7Td4
    i księga cytatów, fragmentów monologu Holly, który sączy się gęsto w tle :
    en.wikiquote.org/wiki/Badlands_(film)
  • pani_lovett 08.10.13, 15:36
    >Jest tyllko naiwna i zbyt młoda dziewczyna i pogubiony w swoim krótkim życiu chłopak,

    Nie zgadzam się. To nie są naiwni, pogubieni młodzi ludzie, raczej zdeprawowani, zdegenerowani, z gruntu źli, zwłaszcza chłopak, ale dziewczyna też (patrz: reakcja na śmierć ojca). To imo film o psychopatach.

    I budzi wątpliwość pozytywne zakończenie historii Holly - ułożyła sobie życie i poślubiła adwokata!?

    Nie mniej warto było poznać debiut T. Malicka.

    :)
  • pani_lovett 08.10.13, 15:45
    Właściwie to najbardziej budzi wątpliwość małżeństwo z adwokatem .
    :)
  • grek.grek 08.10.13, 16:46
    co prawda to prawda, wykazują deficyty uczuciowe, kolejne zabójstwa jakich dopuszcza się Kitt, nie wywołują w nich żadnej refleksji, nie ma wyrzutów sumienia, poczucia winy, dylematów, pytań, moralnych rozterek itp itd. zero. możliwe, że zahacza to o psychopatię, faktycznie.

    tak mówi na końcu :]
    uprzedzając wątpliwości, chodzi chyba o adwokata... jakiegoś, nie [w domyśle] tego, którego dostała w ramach tej całej sprawy. nie jest to sprecyzowane, ale ona nie została o nic oskarżona.

    z pewnością. film jest niezły, a Malick w końcu zasuwa na Niedźwiedziu z Palmą w garści, ma swoich oddanych fanów, jakkolwiek byłby o grafomanię posądzany [niektóre recenzje "Drzewa życia"].
  • siostra_bronte 08.10.13, 17:18
    Dzięki, Greku :)

    Co za zbieg okoliczności! Wypatrzyłam ten film w TCM w tym tygodniu i to o całkiem ludzkiej porze (najciekawsze filmy pokazują albo bladym świtem, albo po nocy). Przyznam, że straciłam teraz motywację do obejrzenia. Nie ze względu na historię, ale dlatego, że już go opisałeś :)

    Jeżeli chodzi o bohaterów, to zgadzam się z Barbasią. To żadne niedojrzałe dzieciaki, ale psychopaci. Zabicie paru ludzi z zimną krwią nie wywołuje u nich żadnych emocji. To nie jest normalne! Chłopak to kawał łobuza i materiał na zabójcę, ale Holly? Dobrali się jak w korcu maku :)

    Obrona pewnie przedstawiła Holly jako ofiarę, zmuszaną przez Kita do uczestnictwa w całym procederze.
  • pani_lovett 08.10.13, 19:04
    Opowieść Greka jest jak zawsze doskonała. Jednak poszłabym na Twoim miejscu, Bronte, na ten film, żeby poczuć własnymi zmysłami kino Malicka.

    Nie znam kina Malicka, nie czuję go, więc tak się zastanawiam, czy koncentrując się na psychopatycznym rysie jego bohaterów nie spłaszczamy tego filmu!??

    Znalazłam bowiem w necie interesującą interpretację komentarz na temat "Badlands":

    "W 1973 roku dysponując minimalnym budżetem w wysokości 300 000 dolarów nakręcił swój pełnometrażowy debiut „Badlands”. Wstrząsająca historia pary młodych, ubogich Amerykanów z prowincji, w poszukiwaniu szczęścia uciekających się do zbrodni, kojarzyła się z głośnym „Bonnie i Clyde” Arthura Penna. Nie było tam jednak epatowania przemocą. Był głęboko egzystencjalny smutek, którym filozof kina wymalował fresk o nieprzystosowaniu do reguł współczesnego społeczeństwa i tęsknocie za miłością. W „Badlands” po raz pierwszy pojawiają się wątki stale obecne w twórczości Malicka. Jego bohaterowie żyją losem Hioba, ich szczęście zawsze trwa tylko chwilę, koniec końców utracą wszystko, czego najbardziej pragnęli. Najbardziej wymowne były tu scena wymuszonej ucieczki z kolejnych atrap szczęścia, stworzonych przez Kita i Holly - domku, który zbudowali sobie na drzewie, czy eleganckiej willi, której właścicieli sterroryzowali. Zapłata za pierwszą dokonaną zbrodnię była nieunikniona. „Badlands” to też krytyczny obraz popkultury. Schwytany już Kit jest traktowany przez policjantów jak prawdziwa gwiazda; „Czy on nie wygląda jak Jimmy Dean?”. Pierwsze pokazy filmu wzbudziły entuzjastyczne reakcje, a firma Warner Bros zakupiła prawa do dystrybucji, dzięki czemu skromne, niezależne przedsięwzięcie przyniosło filmowi sławę."

    m.onet.pl/wiedza-swiat/kultura,lk7f0
  • siostra_bronte 08.10.13, 19:19
    Barbasiu, ten film będzie pokazywany w tv, nie muszę nigdzie chodzić :)

    No nie wiem, jakoś nie widać w tej historii, żeby bohaterowie "tęsknili za miłością". To zresztą podejrzanie częste tłumaczenie w przypadku różnych filmowych morderców. A jeżeli nawet tak było, to bohaterowie wybrali dosyć osobliwy sposób na okazanie owej tęsknoty. Ale może trzeba zobaczyć film.
  • pani_lovett 08.10.13, 19:43
    Pomyślało mi się , nie wiem zupełnie dlaczego i skąd, że owo " TCM " w Twoim poście, to jakiś stoliczny klub filmowy!? ;)
    Tłumaczy mnie to, że ja wciąż zacofana telewizyjnie jestem, mam tylko podstawowe kanały .


  • siostra_bronte 08.10.13, 20:05
    Hehe. Nie, TCM to taki kanał filmowy, który pokazuje głównie amerykańskie filmy, często klasykę. Mam go w kablówce. Ale szczerze mówiąc, od dawna niczego tam nie oglądałam.
  • pani_lovett 09.10.13, 16:54
    To masz teraz doskonały dobry powód, by zajrzeć do kanału TCM i sprawdzić czy działa.
  • grek.grek 09.10.13, 14:56
    [dzięki, Barbasiu :)]

    ciekawa recenzja.
    zwłaszcza ta uwaga o "egzystencjalnym smutku".
    celna bardzo.
    oni oboje próbują dopiero określić sens swojego życia, znaleźć jakieś zaczepienie,
    po drodze zabijają [on], jakby nie umieli znaleźć narzędzi odpowiednich do
    konstruowania tej swojej przyszłości.

    "miłość" jest w jej słowach, w jej zauroczeniu nim, a i on musi coś do niej czuć -
    zabija jej ojca [istotnie, Holly nie jest szczęsliwa z rygorów jakie jej stary narzuca],
    nowe życie jaki zamierza zacząć - chce zacząć razem z nią, koniecznie, jest w tym
    uczucie, jakkolwiek oboje chyba średnio dojrzale umieją to wyrazić, nie ma scen
    ostentacyjnie romantycznych [no może jedna, dwie], stąd może są z tym problemy
    interpretacyjne. może nie jest to tak oczywiste, bo gdzieś na drugim planie czają się
    inne wyjaśnienia : ona chciała zasmakować przygody i wycieczki, on chciał wyjechać i
    zerwać się ze smyczy kuratorskiej - "miłość", to raczej nie jest, ale wspólnota celu i
    motywacji :]
  • pani_lovett 09.10.13, 17:36
    Na stronie rottentomatoes film "Badlands" na kilkadziesiat recenzji ma tylko jedną krytyczną . Niesamowite! Muszę ją przeczytać.
  • grek.grek 10.10.13, 16:00
    znakomity wynik.
  • grek.grek 09.10.13, 14:45
    dzięki :]

    następnym razem zaznaczę, że SPOILER :]

    z jednej strony, macie rację - ten brak, choćby minimalnego, szoku jest zastanawiający. Z drugiej, wskazywać może na niedrosłość po prostu, niewykształcenie się cech osobowościowych, wrażliwości odpowiedniej. wiedzą, co się stało, ale nie mają mechanizmów [pożądanej] reakcji.

    zapewne tak, nie jest określone w finale.
  • siostra_bronte 09.10.13, 15:17
    To oczywiste, że opisujemy filmy razem z zakończeniami. Chodziło mi o to, że chciałam napisać o tym filmie po obejrzeniu. A teraz straciłam motywację :)
  • grek.grek 09.10.13, 15:52
    ach w tym rzecz, teraz lepiej rozumiem :]] w pełni rozumiem, co więcej - szykowałaś się, miałaś już odpowiednie nastawienie, a tutaj... ciach! Pechowo wyszło, na wszelki wypadek moze zacznę informować zawczasu o ramówce CTv ? żeby uprzedzić ewentualne podobne przypadki ? co powiesz na taki układ ? :]

    ale wiesz co ? ja chętnie bym przeczytał [co tam ja, myślę że wszyscy głośni i mniej głośni czytelnicy także by chcieli] Twoje spostrzeżenia.

    poza tym, jeden opis nie wyczerpuje zagadnienia : mogłem coś pominąć, mogłem czemuś nie nadać odpowiedniego cięzaru gatunkowego, mogłem coś przekręcić - wiesz jak jest.

    dlatego, jeśli jednak znajdziesz w sobie motywację - bardzo liczę na Twoje wrażenia po-seansowe :]
  • siostra_bronte 09.10.13, 16:01
    Hehe. Mniej więcej tak było :)
    Ale myślę, że takie sytuacje będą zdarzać się wyjątkowo. A wtedy trudno, kto pierwszy ten lepszy :) Nie ma potrzeby, żebyś pisał o ramówce ctv wcześniej. Zniknąłby urok niespodzianki :)
  • grek.grek 09.10.13, 17:02
    wszystko prawda.

    niech tak zatem będzie, jak napisałaś :]
  • pani_lovett 09.10.13, 17:10
    Popieram Bronte.
    :)
  • pani_lovett 09.10.13, 16:50
    Popieram Greka.


    :)
  • grek.grek 09.10.13, 17:03
    zmusimy Siostrę, żeby obejrzała, yeeaahhh :]]
  • pani_lovett 09.10.13, 17:08
    grek.grek napisał:

    > zmusimy Siostrę, żeby obejrzała, yeeaahhh :]]

    Jestem za , aczkolwiek z kobietami trzeba obchodzić się delikatnie. ;))
  • grek.grek 09.10.13, 17:13
    ha, mnie nie wypada naciskać...

    wiesz co zrobimy ? ja będę siał propagandę, a Ty będziesz naciskać, Tobie bardziej wypada :]]



  • pani_lovett 09.10.13, 17:20
    Hmmm. No nie wiem, bo może Bronte by wolała, żebyś to jednak Ty naciskał?! ;))
  • siostra_bronte 09.10.13, 18:30
    Hahaha!
  • pani_lovett 10.10.13, 15:45
    :)
  • grek.grek 10.10.13, 15:59
    ;]]
  • pani_lovett 10.10.13, 16:42
    Ciekawam, czy zmotywowaliśmy już trochę Bronte? :)
  • grek.grek 10.10.13, 16:56
    mam nadzieję, że nie zdemotywowaliśmy ostatecznie ;]
  • barbasia1 14.10.13, 21:42
    Hehehe! :)

    --
    www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
  • siostra_bronte 09.10.13, 18:36
    pani_lovett napisał(a):

    > Jestem za , aczkolwiek z kobietami trzeba obchodzić się delikatnie. ;))

    A z mężczyznami? :)
  • pani_lovett 10.10.13, 15:46
    Chyba można trochę mniej delikatnie? ;))
  • grek.grek 09.10.13, 13:48
    a zatem, zdemaskowany brutalnie jako nie-gej i zwolniony z pracy Łysy zostaje agentem rockmana Atticusa, który - po licznych perypetiach narko-gitarowych - przystaje na swoją własną ;] propozycję tworzenia rockopery ku czci zmarłego przyjaciela, w którym to wiekopomnym dziele rolę literacką ma odegrać Hank Moody.

    Ale ten odcinek zaczyna się od pogadanki wychowawczej, jaką Hank serwuje swojej córce, która postanowiła zostać pisarką i dzielnie wprawia się w "zyciu artysty", czyli wlewaniu w siebie trunków, paleniu ziół i barłożeniu. Na ile są to plany i marzenia, a na ile realia... trudno orzec, nawet jesli Becca prowokacyjnie mówi do ojca "chcesz wiedziec, ilu już miałam kochanków ?". Moody oczywiście nie chce wiedzieć, przestrzega ją jednak przed konsekwencjami takiego życia, chociaż jednocześnie mile łechce jego próżnośc jej uwaga, że broni ona przecież jego własnego stylu życia, czyli - ten styl taki marny być nie może :] Poza tym, Becca napisała już 300 stron swojej powieści, więc ojciec powinien być dumny. Ojciec dumny jest średnio, chociaż uznaje jej talent. Na razie ostrzega ją, zeby trzymała się z daleka od używek innych niż niegroźne ziółka.

    POjawia się Łysy, z... podmalowanymi oczami ;] Makijaż ten nie sugeruje, że Łysy wrócił na ściezkę gejowską, raczej jest to zabieg w stylu rokendrolowym, a mówiąc wprost - chce podlizać się Atticusowi, być bardziej "roxy" ;] I ma skórzane spodnie. Zgroza, hah.

    A cała ta przebieranka, bo lecą do Nowego Jorku. On i Hank, samolotem Atticusa, z tymże nim samym we własnej osobie. Przyznam, że nie załapałem po co lecą, a możliwe, że i oni sami nie wiedzą, w każdym razie... mają lecieć. Samolot nazywa się pieszczotliwe "Air Force 69", hehe.

    Na pokładzie jest już Atticus, w czerwonych gaciach. Jest też ten ochroniarz z pogrzebu zmarłego gitarzysty, który tak fatalnie traktował Hanka. Duży, brzuchaty, wytatuowany i w czarnych okularach. Moody'ego wita z takim chłodem, że Hank powinien żałować, że z chałupy nie wziął ze sobą futra z lisów i czapki z nutrii.

    Hanka i Łysego witają dwie panienki w krótkich szortach i z dekoltami, recytując, że "mają być na ich WSZELKIE życzenia". Potem pojawia się Faith, również zaproszona przez Atticusa. No i na końcu wiecznie podchmielona i nadpalona wdowa po zmarłym gitarzyście. Pojawia się ona - jaka ? brawo ! nadpalona i podchmielona, w jakiejś szmacie przypominającej sukienkę i z flaszką w garści i widząc Hanka krzyczy "Franck ! jak miło cię widzieć ! pamiętasz ? zaczęliśmy coś w krzakach i nie skończyliśmy ?" - Hank widząc jej stan ducha i ciała grzecznie potakuje, Faith patrzy i słucha z rozbawieniem, zwłaszcza gdy wdowa komplementuje męskie urządzenie rozrywkowe Hanka, dodając jednak za chwilę, że "ale mój zmarły mąż... ten to miał prawdziwe [urządzenie]".

    Nie brakuje trunków, nie brakuje pierwszorzędnej peruwiańskiej kokainy, genrralnie... nie brakuje nawet rodzonej żony Atticusa, tej która zatrudniając Karen powiedziała z grobową miną "a tylko tknij mojego męza...", co zabrzmiało równie groźnie, co komicznie, biorąc pod uwagę, że to Atticus zwykle "tyka" pierwszy. Teraz żona Atticusa sama zabiera się za "tykanie" - a że pod ręką jest tylko Hank, no to pcha mu się z rękoma do rozporka, aż się Moody musi salwować kulturalną odmową, a później niemal ucieczką, ale w dżentelmeńskim stylu za to. A i tutaj musi uważać, bo od razu na celownik bierze go ochroniarz i z wyżyn swoich 195 cm wzrostu i 591 kg wagi wprost zapowiada, że jeśli Hank "tknie żonę szefa, to on mu zrobi takie rzeczy, że głowa mała".

    Łysy znów cierpi. Jest przerażony lotem. Biadoli, że spadną i się zabiją. Siedzi w fotelu, przypięty pasami, cały w strachu i zasadniczo nie ma z niego żadnego towarzyskiego pożytku. Do momentu, kiedy upatruje go sobie wesoła wdowa i najpierw zamęcza bełkotem, a potem próbuje pracami ręcznymi odpręzyć, co udaje się jej tylko częściowo. Po wszystkim zapowiada, że instrument Łysego dobrze by jej pasował do miejsca... poniżej pleców [cenzura nie śpi ;)].
    Zatem, czekają Łysego atrakcje, że hoho.

    Hank rozmawia z Faith, seks nonstop wisi w powietrzu w tych wzajemnych zagadywankach, oboje mają poczucie humoru i wdzięk, więc powietrze można kroić szablą. Moody pyta ją o to, czy jest już na tyle dla niej atrakcyjny, by została jego "inspiracją", co ofk w podtekście obejmuje też seks, ale Faith pomimo wszelkiego uznania dla niego, zapewne po obserwacjach jak spisuje sie jako ojciec oraz lekturze jego książek, wciąz przeciąga moment kulminacyjny, albo... moment dopełnienia formalności, bo zdaje się, ze kulminacja ma miejsce podczas tych rozmów :]

    Atticus pojawia się z paniką i dziecinnym rozżaleniem w głosie. Nie może pisać. Blokada. Co napisze, to większe badziewie. Dlatego zaprosił Hanka. "Jesteś prawdziwym człowiekiem z ludu, znasz rzeczywistość, a ja się zagubiłem w tych moich pieniądzach, zainpisruj mnie, pokaż mi prawdę", namawia Hanka, a ten kompletnie nie wie, o co rockmanowi z podmalownym okiem chodzi. Generalnie Atticus wygląda jakby nie chciał żadnej rady od Hanka, po prostu ględzi o sobie i swoich problemach.

    Sytuacja jest dramatyczna. Okazuje się, ze samolot leci do NY, gdzie Atticus ma zagrać parę kawalków na tę rockoperę dla producentów, którzy wykładają szmal na całe przedsięwzięcie - jak tu jednak ma coś zagrać, skoro na razie NIC nie napisał... Jest w rozsypce i histeryzuje.

    Wiadomo już, zatem, po co Atticus zaprosił Faith. Ma ona być jego muzą. W sposób najprostszy z możliwych - ma się z nim przespać albo coś innego mu zrobić, zeby nagle w kiepełę strzeli go piorun gwiaździsty i zaczął pisac takie kawałki, że mózg się lasuje. Zaciąga ją więc do sypialni i próbuje nakłonić do seksu, ale Faith odmawia "nie tak to się odbywa", powiada, nie na zasadzie jakiegoś mechanicznego seksu, po którym albo w którego trakcie szast-prast zdarza się olśnienie. To proces dalce subtelniejszy, poznawania się, przebywania ze sobą, wzajemnego oddziaływania, a przy okazji gdzieś tam seksu. Atticus jest rozczarowany, w sposób komiczny, przypomina dziecko, które nic nie rozumie z tego, o czym mowa. Wkurzony wyrzuca Faith z pokoju.

    Co ciekawe, poczyna on sobie nader śmiało, dlatego, że uśpił własną żonę :} Jakimiś proszkami . I teraz pani Atticusowa co chwila, to się wybudza, to znów zasypia. Raz jeden próbuje dobrać się zębami do rozporka Hanka, aby za chwilę paść nasennie prosto na niego, co alarmuje ochroniarza, który znów grozi Moody'emu :]

    Po tym jak Atticus zostaje odmownie potraktowany przez Faith - chce ją wyrzucić z samolotu :] Odgraża się, ze jeśli nie pójdzie z nim do łózka, to on rozgłosi w całej branży że ma ona "vaginalozę" i "brodawczaka" :]] Na to wstaje Hank i broni godności Faith, grozi że jeśli ona ma wysiadać, to on razem z nią, a potem chrzani tę operę i niech ją sobie rockman sam pisze. Nie obywa się bez epitetów, bo Hank nie przepada za swoim współpartnerem biznesowym. Na to Atticus traktuje go przysłowiowym "liściem". Na to Hank ma zamiar mu przyładować, bo trzeci raz policzka nie będzie nadstawiał. Na to ochroniarz karci go za ucho, jak niegrzecznego ucznia. Wreszcie buntuje się samolot. Zaczynają się jakieś dzikie turbulencje. Zaczyna trząsć i telepać całym pojazdem.

    Towarzystwo ma poczucie, że to ostatnie chwile ich życia. Łysy wrzeszczy ze strachu. Wyskakują jakieś maseczki tlenowe, chyba na okoliczność kryzysu - Łysy zakłada jedną na twarz, wygląda jak dziwne zwierzę ;] Na podłogę wysypuje się kokaina - wdowa po gitarzyście rzuca się na kolana i ją wciąga, potem chwiejąc się dopada unieruchomionego pasami Łysego i konsumuje go analnie ;] Łysy wrzeszczy, ona też, oboje z róznych zupełnie powodów.

    Dwie panienki-hostessy zaczynają jednocześnie całować ochroniarza.

    Hank wyciąga telefon, ale numer nie odpowiada. Podchodzi Faith i powiada "ona wie, ze ją kochasz". Hank chowa więc telefon, a Faith zaczyna go całować, mówiąc, że "jesli to ostatnie chwile mojego życia, chcę je spędzić z mężczyną, który walczył o mój honor".
  • grek.grek 09.10.13, 14:05
    Hank uznaje, że to "doskonały wybór" i chętnie się angażuje w cały proceder.

    Żona Atticusa śpi [w którymś momencie, Atticus podchodzi do niej i od niechcenia rzuca "żyje ?"]. A sam Atticus, w tym zamieszaniu... siada do pianina i zaczyna grać, dorzucając jakiś tekst swoim przesadnie wysokim głosem [to ma być rock ? chyba w stylu Stevena Tylera albo Axla Rose albo tego z Def Leppard, haha]. Cały jest rozanielony i rozpromieniony, bo nagle muzyka sama z niego płynie.

    Turbulencje mijają, samolot leci normalnie, zagrożenie minęło. Hank i Faith słuchają z uznaniem tego, co Atticusowi do głowy przyszło muzycznie, wdowa ma "analorgazm", a Łysemu mija atak paniki, w trakcie którego niechcący przyprawił wdowę o powyższe szczytowanie.

    Lądują w Nowym Jorku. Atticus przeprasza Faith za swoje "dziecinne zachowania", tłumaczy się gęsto. Kiedy odchodzi, aby wysiąść, a razem z nim cała reszta towarzystwa, Faith dziękuje Hankowi za obronę, na co Moody "nie mogłem pozwolić, aby ktoś pomyślał, że możesz mieć vaginalozę". Faith dopowiada skrupulatnie "i brodawczaka !" :]]

    I Faith zrzuca po trochę ubranie, idzie do pokoju Atticusa. Hanka po śladach - za nią. W środku ona już czeka w stroju Ewy, więc Hank musi tylko przywdziać strój Adama, upewnić się że to nie są żarty, i dostępuje spełnienia w postaci seksu z dziewczyną, o której zamarzył od pierwszej chwili, a ona jakoś tak zaczęła go uznawać za poważnego i atrakcyjnego od drugiej albo trzeciej. Trochę to trwało, ale gorzkie [e tam, te podchody były nie gorsze niż samo TO] czekanie, a owoce jego słodkie.

    Czyli, znów Hank zapomniał o Karen, ale przecież, znów ofk, nie są w związku, są w zawieszeniu, więc nawet jeśli ją kocha, a ona jego, to dlaczego miałby odmawiać swojej Inspiracji, Muzie. MOże nawet coś napisze dzięki niej ;] A serrio, jeśli w tym całym flircie, romancie, seksie Hanka i Faith nie ma romantyzmu jakiegoś, to niech wszystko motyla noga zdepcze :] To jest dopiero wielki temat tego serialu : jak tu dochować wierności, skoro spotyka się taką Faith na swojej drodze ? Karen nie ma takich problemów... zdradzać Hanka z Atticusem ? ;]]

    www.youtube.com/watch?=YuJmEFMfS-o
  • grek.grek 09.10.13, 14:08
    www.youtube.com/watch?v=rIHL4ge5AT8
  • pani_lovett 10.10.13, 15:44
    Sex i natchnienie w chmurach. Taki tytuł miał ten odcinek? ;)

    Much Thanks! :))


    >To jest dopiero wielki temat te
    > go serialu : jak tu dochować wierności, skoro spotyka się taką Faith na swojej drodze ?

    Marna wymówka. ;)
  • grek.grek 10.10.13, 16:03
    prawie :]
    "In the clouds".

    cała przyjemnośc z mojej strony :]

    haha, no może i tak, ale dziwnym trafem pokusy niewierności spotykają w tym serialu
    tylko męzczyzn. czy ktoś tu chce powiedzieć, że nie są to kobiece dylematy [również] ? :]
  • pani_lovett 10.10.13, 16:38
    O! Zgadłam, prawie! :))

    Może w mniejszym stopniu? ;)

    Za kilka chwil zbieram się do , mam nadzieję, dokończenia "Zony" ...

    O "Wałęsie" postaram się opowiedzieć w niedzielę...
  • grek.grek 10.10.13, 16:51
    w zasadzie to zgadłaś w 100 %, a nawet dodałaś intrygujący podtytuł :"]

    hehe hehe... ;]

    świetnie, ciekaw jestem dalszej części tej historii.

    o, no proszę, jesteś na czasie :]
  • pepsic 09.10.13, 19:54
    "Płytki grób" - bardzo czarna komedia na pograniczu makabrycznego thrillera, całkiem świeża pomimo rocznika 1994 i zgranego dylematu, co zrobić z walizką pieniędzy, tudzież z rozczulającym (mnie), choć krwawym zwyczajowo zakończeniem. Z super luzakiem Ewan'em Mc'Gregorem, który chwilę później wcielił się w postać narkomana i zarazem autoironicznego komentatora w "Trainspotting", a za kilka lat w poprawnego pisarza (czyt. nudnego) w "Autorze widmo". W każdej z ról nie do poznania. To się chyba nazywa talent.
    ---
    "Vidocq" - osobliwy dramat kryminalny z elementami baśni i fantasy, ciekawie zrealizowany plastycznie (co Grek słusznie zauważył), z akcją osadzoną w 1830 roku oddającą naturalistyczny klimat epoki aczkolwiek w ponurych barwach i z autentycznym tytułowym bohaterem, czyli b. szefem paryskiej policji i jednocześnie b. przestępcą, nazywanym ojcem kryminalistyki (również filantropem i autorem poradnika, pierwowzorem wielu postaci literackich i filmowych, w tym naszego rodaka Waldemara Łysiaka w "Empirowym pasjansie").
    ---
    To może jeszcze o najnowszym nabytku kinowym pt. "Przeszłość", rzecz jeszcze ciepła, bo z br. To już kolejny dramat obyczajowy irańskiego reżysera Asghar'a Farhadi'ego (mój czwarty), który wciąga, niczym kryminał i zaskakuje na każdym kroku. Tym razem nakręcony w Paryżu. Niestety reżyser (a może tłumacz) zaliczył dość poważną wtopę, w każdym bądź razie nie potrafię rozwikłać jednej kluczowej sceny. Z urodziwymi i naturalnymi na sposób francuski aktorkami Berenice Bejo ("Artysta) i młodziutką Pauline Burlet (młoda Edith Piaf). Temat trójkątów małżeńskich, a raczej czworokątów potwierdzających, że życie jest bardziej skomplikowane, niż sie wydaje, tudzież uczucia.
  • grek.grek 10.10.13, 16:09
    "Płytkiego grobu" nie znam. Dzięki za naświetlenie.

    fajna recenzja "Vidocqa".

    oczom nie dowierzam... 7 [siedem] lat temu to to było, uff :]
    forum.gazeta.pl/forum/w,14,47023203,47023203,_Vidocq_na_2_ce_w_piatek_.html
    o, czytałem tu i tam o "Przeszłości", same dobre recenzje, same dobre oceny, jak widzę
    Twoja też jest pochlebna, no może z minusem niewielkim? :]

    "Co wiesz o Elly ?", jesli dobrze pamiętam, mieliśmy okazję opisać i omówić. To był świetny film.

    dzięki za cały zestaw :]
  • pani_lovett 10.10.13, 16:40
    A można by prosić kilka słów na temat fabuły filmu "Przeszłość"? Pliz!

    :)
  • grek.grek 10.10.13, 12:55
    guten tag, zdrawstujtie, bonżur i jedziem z tym śledziem, jak mawiał klasyk :]

    Stało się więc, to co stać się musiało, Margaret Shroeder i Nucky Thompson wdają się w konsumpcję romansu, który od dawna wisiał w powietrzu. Teraz regularnie Nucky ją odwiedza. Wynajmuje jej dom, jej i dzieciom. Standard materialny Margaret zdecydowanie rośnie. Jednocześnie... KIM ona teraz jest ? Jego żoną - nie, utrzymanką ?

    Skruszona przychodzi do siedziby tej kobiecej organizacji antyalkoholowej, i zdaje się feminizującej niekiepsko, i wyjawia szefowej, że związała się z mężczyzną, który utrzymuje ją, dzieci, ale niespecjalnie zanosi się na małżeństwo. Zdrada ideałów ? Starsza jejmość sprzedaje jej historię z własnego życia, jak to po śmierci męża sama dbała o siebie i własną przyszłość. Tyle że kobiecina miała majątek po męzu i mogła go spieniężyć, zabezpieczając się finansowo. Margaret nie ma takich możliwości. Koniec końców starsza pani powiada "to twoje życie, ty wiesz co dla ciebie i dzieci najlepsze, nie przejmuj się zdaniem innych".

    Problem jednak w tym, że Margaret zdaje się nie bardzo potrafi znaleźc się w sytuacji. Zwłaszcza gdy do jej mieszkania zagląda sąsiadka. Dowiedziała się, że Margaret wynajmuje opiekunkę do dzieci, więc chętnie podrzuca swoją córeczkę, bo sama wychodzi. W pewnym momencie wychodzi na to, że ten cały dom jest z góry do dołu zaludniony "konkubinami". Po prostu, grubasy z Atlantic City mają swoje żony i oficjalne partnerki, ale pokątnie utrzymują dodatkowe kobiety. Margaret rzednie mina, kiedy to słyszy, ale jakie ma wyjście ? Zwłaszcza, że zrezygnowała z pracy w eksluzywnym sklepie z ciuchami.

    Przyczyniła się do tego wizyta kochanki Nucky'ego, Lucy.

    Któregoś ranka Lucy próbuje okazywać w łózku seksualną drapieżność, odgrywa "tygrysicę", ale zamiast Nucky'ego wzniecić - tylko go wkurza, bo boleśnie drapie go... wszędzie. Jego wnerwienie się odczytuje jednoznacznie - Nucky ma inną kobietę, a jeśli ma "inną kobietę", to jest to Margaret Shroeder.

    Pojawia się zatem Lucy w sklepie, w którym pracuje Margaret i w pozie wielkiej damy dworu życzy sobie obejrzeć najbardziej fikuśną i ćwierćpornograficzną bieliznę, jaką oferuje sklep. Szefowa przynosi co trzeba, Lucy ogląda i nagle mówi "chcę zobaczyć, jak to leży... na niej" - i wskazuje na Margaret. Kierowniczka jest zdegustowana, ale co robić - kobieta Nucky'ego Thompsona może życzyć sobie wszystkiego.

    W przebieralni - w pozie jeszcze większej damy jeszcze większego dworu, Lucy bezczelnie przygląda się, jak Margaret rozbiera się do rosołu, żeby przymierzyć, zgodnie z życzeniem, te fatałszki. Lucy zauważa, że Margaret nie nosi stanika - komentuje "powinnaś zacząc, nie będą ci tak wisiały" :] Potem komentuje jej ciało - "kuchty mają lepsze". Margaret dzielnie znosi tę całą upokorzającą sytuację, ale do czasu. Wreszcie odwija się "JEMU się podoba". Zatem, grajmy w otwarte karty. Na to Lucy "może i mu się podoba, ale tylko jako numerek na boku, dla rozrywki, ja jestem na stałe". Rzuca też uwagę, że Nucky został wychowany po katolicku, czasami dopada go strach przed piekłem, ale wtedy ona, Lucy, potrafi ten lęk rozwiać, wiadomo jakimi sposobami. Na to Margaret wytacza działa cięzkiego kalibru i mówi, że Lucy nie zna Nucky'ego zbyt dobrze, jesli sądzi, że tylko seksem może go uszczęśliwić. "Znasz tylko jedną sztuczkę", mówi jej z uśmiechem. "Co to znaczy ?", pyta Lucy, na to Margaret "TO znaczy tyle, że twoja dziurka nie jest taką atrakcją jak ci się naiwnie wydaje". Co powiedziawszy zakłada ubranie, zostawia Lucy skonsternowaną w przebieralni, wychodzi i z uśmiechem oświadcza kierowniczce "Odchodzę". I wychodzi nie oglądając się za siebie.

    Nie jest jednak Margaret do śmiechu, kiedy Nucky nie pojawia się, mimo że byli umówieni na wyjście do rewii, gdzie mieli oglądać występ iluzjonisty. Siedzi sama w domu, czeka na niego, ale zdaje sobie sprawę, że nie przyjdzie.

    A nie przyjdzie, bo prowadzi interesy. Pojawia się niejaki Hauge, burmistrz, ale zabijcie mnie, nie kojarzę którego miasta :]. Nucky kwateruje go w najlepszym hotelu, hojnie obdarowuje gotówką, podsyła panienki. Ale gośc przyjechał na spotkanie, według własnego mniemania czeka zbyt długo, więc przesyła Nucky'emu liścik "Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, a do Atlantic City prowadzi jedna droga" - jasna sugestia, że jeśli Thompson chce mieć szanse na zdobycie funduszy na budowę paru nowych dróg dojazdowych do AC, co by większa klientela zostawiała pieniądze w kasynach, klubach i barach, z których ma on zysk - to nie powinien zwlekać zbyt długo z ustaleniem godziny spotkania.

    Nucky jest zaniepokojony, bo kurier z pieniędzmi bankowymi został napadnięty, pobity, a forsa zagrabiona. I podobno zrobiło to paru łebków. Nucky pomstuje na bandyckie obyczaje :] i sugeruje bratu, że powinien lepiej dbać o bezpieczeństwo obywateli, zwłaszcza tych, którzy przenoszą forsę za którą formalnie odpowiada skarbnik miasta, czyli sam Nucky.

    KOniec końców, Nucky spotyka się z Haugem. Rozmowa dotyczy sojuszy politycznych, z których Nucky zamierza czerpać zyski, budowac swoją pozycję. Ma nadzieję, ze popierany przez niego i jego przyjaciół senator Edge zwycięzy w wyborach na prezydenta. "Warto by było mieć w Białym Domu zaufanego kumpla", powiada. Ale Hauge ostrzega go, żeby nie stawiał całej sumy na tego "konia", bo to marna inwestycja. Polityczne twarze pojawiają się i znikają, a Nucky powinien dbać przede wszystkim o dobre relacje z tymi, którzy byli, są i będą niezależnie od politycznych wiatrów. Czyli, z takim choćby Haugem. Ostrzega też Nucky'ego przed niektórymi partnerami biznesowymi.

    I to właśnie z Haugem, oraz z opłaconymi pannami, Nucky spędzi ten wieczór na występie iluzjonisty. Margaret nie doczeka się telefonu. Biznes przodem.

    Rozwija się znajomośc Luciano, człowieka Rothsteina, który z NYC przyjechał do AC, by namierzyć Jima Darmody'ego. Jima już dawno w AC nie ma, a Luciano zawiązuje erotyczną znajomośc z jego matkę, Gillian. I jest to znajomośc całkiem intensywna :] Luciano zwierza się jej, że od lat żadna kobieta tak świetnie nie wpływała na jego potencję.

    Kiedy dzwoni telefon, Luciano go odbiera. Z drugiej strony mówi Rothstein. Chce wiedzieć, czym zajmuje się, do diaska, Luciano i dlaczego jest goły ? Luciano uznaje to za przypadkowe trafienie bossa, skąd bowiem może wiedzieć, co akurat robi i ma na sobie. Rothstein tajemniczo powiada, ze "mam wszędzie swoje oczy". Kiedy Luciano mówi, że "właśnie jestem z żoną Darmody'ego" Rothstein wyprowadza go z błędu "Nie jesteś z jego żoną, jesteś z jego... matką". No i to dopiero Luciano zadziwia :]

    Nucky dowiaduje się, że Luciano kręci się wokół rodziny Jima. I romansuje z Gillian, jakby nie było od wielu lat przyjaciółką Thompsona. Każe wezwać gościa na rozmowę. Koniecznie chce wyciągnąc z niego, po co przyjechał, i sugeruje mu jakieś złodziejskie zapędy. Nucky podejrzewa go, zdaje się, o ten napad na kuriera z pieniędzmi. Nie jest to jednak robota Luciano, jesli już to tej bandy kręcącej się wokół Doyle'a, eks-partnera Nucky'ego w wódczanym biznesie. Luciano wyprasza sobie takie podejrzenia. Nucky pyta, po co siedzi w tym mieście. Nie przebiera w slowach. Wspomaga go brat. Luciano z nonszalancją, wulgarnie, odpowiada im, że podoba mu się "c..pka [cenzura czuwa, więc się miarkuję :)) tej gejszy", ma na mysli Gillian. Nucky i Elias reagują bez pardonu, Elias wykręca Luciano za pomocą policyjnej pałki, a Nucky cedzi przez zęby, żeby Luciano liczył się ze słowami mówiąc o Gillian, i jesli już zabiera głos na jej temat, to tylko z szacunkiem.

    W Chicago Jimmy Darmody zaczyna się wybijać.

    Johnny Torrio wprawdzie nie jest zadowolony ze sposobu w jaki Jim i Al Capone, załatwili z niejakim Sheridanem sprawę spornego terytorium osieroconego przez Colosimo. To człowiek Sheridana poharatał Pearl, dał tym samym sygnał, że wcale nie akceptują oni dokonanego podziału, czyli władztwo Sheridana, ale połowa zysków na konto Torrio.
  • grek.grek 10.10.13, 13:33
    "Dałem ci szansę, a ty ją zmarnowałeś", mówi Torrio do Ala, "idź i wypucuj samochód", rozkazuje. POczątki Capone jak widać nie są różowe, pierwsza próba skoku od szofera do gangstera średnio się udała. Torrio zostaje z Jimem, którego uwaza chyba za bardziej przewidywalnego, rozsądniejszego i, jakby nie było, wykształconego.

    Torrio organizuje spotkanie z Sheridanem. W hotelu. Sheridan dyktuje warunki, to ich teren - jego ludzie mają broń, a Torrio, Capone i Jimmy muszą ją zostawić w recepcji. Dyskusja w hotelowym pokoju jest dośc burzliwa, Sheridan chce zachować teren dla siebie, Torrio próbuje kulturalnie i bez prowokacji wynegocjowac jednak jakiś rozsądny podział. Przeprasza Sheridana za wszelkie zachowania swoich ludzi, a Sheridan, po dłuższej chwili, wykrztusza z siebie przeprosiny za pocięcie twarzy Pearl.

    Znienacka wybucha afera, kiedy jeden z ludzi Sheridana zauważa nóz ukryty pod nogawkę spodni Jima. Sheridan bawi się tą kosą, przytyka ją Jimowi do szyi, generalnie z pozorowanym dobrym humorem sugeruje, że mógłby go teraz zabic. Torrio stara się opanować sytuację. Jimmy przeprasza. Udaje się jakoś wrócić do negocjacji.

    To był jednak tylko sprytny manewr, mający uśpić czujnośc Sheridana i jego ludzi. Kiedy wszyscy wychodzą z hotelu, recepcjonistka, która okazuje się być podstawiona przez Torrio, podaje im nie tylko płaszcze, ale i schowaną w nich broń. Jimmy, Al i Torrio masakrują na miejscu gang Sheridana. Teren jest więc ich, a Jimmy dodatkowo mści się za śmierć Pearl.

    PO akcji, Jimmy jest bohaterem. Razem z Alem spędzają czas w barze, gdzie Capone wznosi toast za jego zdrowie, ale okrasza to, w swoim stylu, dośc nieprzyjemnym dowcipasem [że niby Jim na wojnie specjalizował sie w czyszczeniu latryn]. Jimmy średnio się bawi. Rewanżuje się Alowi nie tyle dowcipem, co bolesnym faktem - tytując Ala "kapitanem" rzuca, że Capone "dowodził Zagubionym Batalionem", i to tak bardzo, ze myślał iż Brooklyn leży we Francji. MOże jest to sugestia, że Al Capone nie służył w wojsku, a może że kłamał w tej sprawie. Generalnie, towarzystwo wybucha śmiechem przy obu okazjach, a obaj dowcipnisie nie mają koniec końców tęgiej miny.

    Dwukrotnie się spotykają prywatnie.

    Najpierw Jim odwiedza dom Ala. Nie odnosi najlepszego wrażenia. Matka Ala, Włoszka, stoi przy kuchni, przyrządza kluchy i ciągle biadoli i wyzłośliwia się nad żoną Ala, Irlandką. Jest jeszcze synek, którego Al traktuje jak śmiecia. Capone klnie nonstop, sprzedaje kąśliwe uwagi żonie, a syna nazywa "tępakiem i idiotą". "Wołam go, a on nie przychodzi. Bawi się i nie zwraca na nic uwagi", narzeka Al na dzieciaka. Żona próbuje go temperować, ale dba by nie wdać się w kłótnię z nerwowym mężusiem. Jimmy siedzi z nimi przy stole, słucha tego całego kociokwiku i skupia się na synu Ala - próbuje go bronić przed ojcem, opowiada o swoim synu "mój mnie zupełnie nie słucha, ale lubię to w nim, ma swoje zdanie". Z czułością Jim odnosi się do poniewieranego werbalnie syna Ala, zapewne chłopiec przypomina mu o pozostawionej w Atlantic City rodzinie.

    Jimmy wysyła im pieniądze, jedyne co może teraz bezpiecznie dla swojego życia zrobić.

    Drugi raz Al i Jim spotykają się w mieszkaniu Jima. Po akcji z Sheridanem i wieczorze z dowcipasami. Al przynosi mu kawał mięsa na zgodę. Ale upomina Jima, że nie wypada tak traktować kumpli przy ludziach. Jim na to "jesteśmy kumplami ? nie sądzę. jesteśmy wspólnikami". Al na to "a to nie to samo ?". Jim nie odpowiada. Al wychodzi, ale sprzedaje jeszcze jeden czerstwy dowcip. Ciekawa relacja. Jim chyba czuje, że rośnie jego pozycja, a Al jest ciągle stopień niżej. Ale Al Capone ma żyłkę gangstera, jest bezwzględny, chętnie sięga po ostre metody, nie patyczkuje się i źle się czuje w towarzystwie kompromisów.

    Na drugim planie jest tym razem agent federalny Van Alden. Nachodzi go kontrola wewnętrzna. Łysy chudzielec pyta go, dlaczego zasadza się na Nucky'ego Thompsona. Van Alden streszcza mu swoje podejrzenia : że Nucky stał za napadem i zabiciem 5 ludzi Rothsteina, że jest czołową postacią kryminalnej struktury Atlantic City, ma liczne udziały w łamaniu ustawy prohibicyjnej. Tamten mu przerywa i mówi "Konkret, panie kolego, konkret", ale Van Alden nie ma konkretów, żadnych dowodów. ma tylko blade poszlaki.

    Próbuje później spotkać się z Margaret Shroeder, ale ona już nie mieszka pod poprzednim adresem, więc Van Alden całuje klamkę. Pojawia się sąsiadka i opowiada mu, jak Margaret zabrała stąd droga limuzyna. Van Alden pyta "co to znaczy ?", na co sąsiadka "to znaczy tyle, że została dziwką". A taka sąsiadka wydawała się pomocna i uprzejma ;]

    Van Alden każe sobie dostarczyć dane imigranckie Margaret. Przegląda je, jest tam informacja o jednym poronieniu; jest także zdjęcie delikwentki. Van Alden przygląda mu się, gładzi je palcem, a wieczorem robi rzeczy dziwne : w swoim pokoju służbowym na stoliku nocnym odstawia "twarzą do dołu" zdjęcie swojej żony, zamiast niego ustawia zdjęcie Margaret, patrzy na nie długo, a potem... zaczyna się okładać jakimś paskiem od spodni, czy czymśtakim. Wygląda to na odprawianie autopokuty za kosmate myśli o innej kobiecie ;] Jaki moralista, niech go, hehe.

    www.youtube.com/watch?v=xHkzA-Qxo1U
    www.youtube.com/watch?v=cadLWzcjQFM
    www.youtube.com/watch?v=mlkbmFs0TU4
    www.youtube.com/watch?v=B68TMvo4F24
  • pani_lovett 11.10.13, 10:23
    Świetna scena i rozmowa między Margaret a Lucy w przymierzalni. :))


    Wciąga ten serial...

    Greku, miłe Panie nie dałam rady dokończyć "Zony" wczoraj. Wybaczcie!
    Co gorsza dziś wyjeżdżam na dwa dni (w góry), więc dokończenie pojawi się dopiero w niedzielę (wracam w sobotę) o normalnej porze, mam nadzieję.
    Trzymajcie się! Czekajcie na mnie! :)
    Pa
    B.
  • jasniewielmozny.pan.przecinek 11.10.13, 16:15
    to prawda :]
    jedna z najlepszych jak dotąd.
    trafiła kosa na kamień, mówiąc obrazowo, acz nie nad wyraz oryginalnie.

    bardzo. rewelacyjnie pokazany, napisany i zagrany [prócz aktorów znanych od lat z dużego
    ekranu, podoba mi się gośc grający Ala Capone, Stephen Graham, świetnie castingowany, łudząco podobny do oryginału, łączący różne formy ekspresji, Capone w jego wykonaniu jest nieobliczalny zupełnie].

    no to, Barbasiu, wdrapuj się na szczyty [górskie, ale i wszystkie inne jakie się trafią ;)], baw się dobrze, i nie myśl że coś tam musisz dokończyć. Jak wrócisz, odpoczniesz, to wtedy pomyślisz o tym. nie ma obawy, posty nie uciekną :]
  • grek.grek 11.10.13, 16:28
    przepraszam za mój nick :]
    jest to forma kabaretowej zgrywy na potrzeby nieco innego audytorium.
    zabawa z przymrużeniem oka :]


  • barbasia1 13.10.13, 12:36

    Zdębiałam, jak przeczytałam post pana.przecinka. Przeleciało mi przez głowę tysiąc myśli, czy ktoś nie podszywa się pod Ciebie, Greku, czy to nie jakaś prowokacja upierdliwego trolla.

    Ty miałabyś zmienić swój firmowy nick!? Niemożliwe!? Chyba, że ...?

    A dla jakiego audytorium tak się stroisz w inne nicki?


    --
    www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
  • grek.grek 13.10.13, 16:17
    ja zdębiałem wcale nie mniej jak zobaczyłem, co mi się stało ;]

    hehe, nie ma szans, mój nick pozostanie taki jaki jest i tylko taki, hehe.

    och, audytorium to niegodne wymienienia ;]
  • barbasia1 13.10.13, 17:56
    Ha, ha, ha!
    Nie nadawałby się na tajniaka, kontrwywiadowcę działającego pod różnymi pseudonimami. Tak jak i ja.

    I dobrze.

    To świetnie. ;)))



    --
    www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
  • grek.grek 14.10.13, 15:07
    haha, coś w tym jest, nie umiałbym sam z siebie zmienić stylu ;]

  • barbasia1 14.10.13, 21:42
    Jakbyś tak bardzo zechciał, to byś potrafił. ;)

    --
    www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
  • barbasia1 13.10.13, 12:48
    Dzięki Greku! Cudowna pogoda była, słonce ciepło, góry kolorowe jak w bajce, całe w złoto-czerowono-brązowo-zielonych liściach... :)


    --
    www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
  • grek.grek 13.10.13, 16:19
    O, no to świetnie :]
    Jesień ma swój urok, nieprawdaż ?
  • barbasia1 13.10.13, 17:57
    Prawdaż.
    Powoli przyzwyczajam się do jesiennych, krótszych dni, w takie piękne dni jest łatwiej. :)
    --
    www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
  • grek.grek 14.10.13, 15:09
    mamy różnorodność, w 12 m-cy przerabiamy wszystkie warianty :]
  • grek.grek 11.10.13, 12:41
    Atmosfera zagęściła się pierwszorzędnie, a scenariusz zapętlił wzorowo.

    www.putlocker.com/embed/70FCE95737ACC669
    A wersja graficzna wygląda tak...

    Ostatnia scena 5 odcinka pokazuje kościelną zakrystię, a w niej pastora mierzącego z broni do Jensa Rabena. Jednocześnie, idąc tropem tajemniczego Perka, wg żołnierzy, odpowiadającego za zabicie cywilów w Afganistanie, Sara Lund i Strange trafiają na ślad niejakiego Per K. Mollera, ale dowiadują się od jego matki, że syn zginął w wybuchu bombowym kilka miesiący zanim rozegrał się ów epizod afgański sprzed 2 lat.

    Sara Lund nie dowierza oficjalnej wersji, że Per K. Moller znajduje się w trumnie i przykładnie spoczywa na cmentarzu. Chce ekshumacji zwłok. Sprawa jest poważna. Matka sobie tego nie życzy, jest zbulwersowana postepowaniem Sary. "Co z pani za człowiek...", rzuca jej w twarz, kiedy Sara prosi ją o zgodę na otwarcie trumny, w której ma się znajdować ciało jej syna. Wojsko pochowało go bez udostępniania rodzinie ciała do wglądu, ponoć człowiek był tak zmaskarowany, jak tylko może być po śmierci z powodu wybuchu. Odradzono rodzinie oglądanie ciała w takim stanie. Zatwierdzili dane mjr Sygo i ten pastor.

    Na cmentarzu [jest noc, ofk :)] pojawia się Briggs. Sara Lund przekonuje go, że trzeba otworzyć trumnę. Niech wyda zgodę, i to teraz, na oficjalny nakaz nie można czekać, zwłascza że sąd nie bardzo chce się zgodzić, wobec braku dostatecznej dokumentacji dowodowej. Briggs w swoim stylu się zastanawia z kamienna twarzą, a potem... ruszają do pracy koparki i inne sprzęta wydobywcze. Wyciągają trumnę.

    A wokół cmentarza kręci się Jens Raben, w kapturze obowiązkowym, wypytuje przypadkowego pracownika służb miejskich o to, co się dzieje. A ten odpowiada tonem poirytowanym, ze "jakaś kopnięta policjantka wymyśliła sobie wyciąganie trumny". Jens widzi Sarę akuratnie wsiadającą do samochodu.

    Zanim się w tym odpowiednie służby ogarną, Sara Lund próbuje wydobyć coś z majora Sygo, tym razem ubranego. Ale major albo naprawdę nic nie wie albo ma talent do ściemniania. To on uznał rzekomo "kupkę mięsa" jaka została z rzekomego Pera K.Mollera za jego zwłoki i uznał go za martwego. Ciekawe, że major nie wykluczał werrsji, iż człowiek popełnił samobójstwo. Sara go ciśnie, ale nie pod taką presją major w życiu zapewne bywał, więc trzyma się swoich zeznań dzielnie i nie ustępuje ani na krok.

    Ekshumowane zwłoki istotnie są dośc wątłe. Dowodem potwierdzającym tożsamość zmarłego ma być kawałek munduru Pera Molllera. Sara Lund stoi przy nich i powtarza coraz bardziej podenerwowana, że coś jej tu nie gra, coś tu nie pasuje, ze jest "pewna", iż to nie są zwłoki Pera K.Mollera. Briggs patrzy na nią po swojemu, Strange z troską i niepokojem, chyba wszystkim pachnie to kolejną porażką, tym razem na dużą skalę.

    Niebawem okazuje się, że udało się zbadać zwłoki po zębach. Nie ma wątpliwości, ze to resztki Pera K.Mollera. A zatem, to nie on był w tej wiosce i to nie on tam, wg zołnierzy, narozrabiał.

    U Briggsa pojawia się ta wysoka brunetka i powiada, że sprawy zaszły za daleko : albo wyleci on, albo Sara Lund. MÓwi mu, że będzie go ochraniać, ale on sam musi zacząć działać i odnosić jakies sukcesy, bo tak dalej być nie może. Sugestia oczywista, że powinien zacząć od wywalenia Sary Lund. Brunetka patrzy na nią, siedzącą za szybą, i rzuca retorycznie "jak mogłes się tak pomylić...".

    Briggs rusza więc do akcji. Odbiera Sarze wszystkie odnaki, broń, przepustki, całą tę aparaturę policyjna. Mówi, że jak będzie chciała wrócić do swojej poprzedniej pracy - on już dzwonił i gotowi są przyjąć ją z powrotem. Sara pakuje się, zakłada kabat i generalnie wygląda jak sierotka trochę. Żegna Strangego, i vice versa, przy czym on anonsuje się, ze następnego dnia do niej zadzwoni.

    Pastor terroryzuje Rabena pistoletem i sadza za kierownicą samochodu. Każe jechać za miasto. Do lasu. Tam wysiadają, a pastor trzymając ciągle Rabena na muszce i w bezpiecznej odleglości od siebie - dzwoni na policję, informując gdzie jest i że Raben go chciał zabić. Jens pyta go, czego chciała Drausholm, co odkryła, że postanowiła wznowić śledztwo w sprawie tego incydentu w Afganistanie ?, ale pastor nie odpowiada. Musi coś wiedzieć, miał jej wizytówkę, była u niego, rozmawiali. Teraz jednak padre milczy. Każe Rabenowi pójśc sobie, a kiedy Jens idzie w jego kierunku, próbuje strzelić, ale pistolet nie ma nabojów. Raben odbiera go pastorowi, załadowuje magazynek i teraz sytuacja się odwraca. Pastor, pod presją nabitej broni, mówi że Drausholm chciała go namówić do zeznań, ale on sam nic nie wie, to major Sygo wie wszystko, to z nim Raben powinien porozmawiać. MOżliwe, że także Pułkownik [teściunio] wie swoje. Raben zostawia pastora w pozycji klęcząco-leżącej, zabiera jego auto i odjeżdza.

    Informacje, najpierw o zaginionym, a potem o odnalezionym pastorze trafiają do Pułkownika. A od niego do LOuise, zony Rabena. Chciałaby kobiecina wiedzieć, co się dzieje, co z mężem, ale Pułkownik ostrzega ją tylko, żeby nie opuszczała koszarów, gdzie mieszkają. Pułkownik sprzedaje jej wersję, wedle której Raben, po tym jak zginęło w akcji 3 jego żołnierzy, po prostu dostał kręćka, z poczucia winy, sumienie go zjadło z powodu złego dowodzenia, które przyczyniło się do ich śmierci. Louise nie chce w to uwierzyć.

    Pułkownik mówi Louise, że Jens poprosił SAM o wyjazd do Afganistanu, kiedy urodził się ich syn. SAM, na ochotnika. "MOże powinnaś przyjąc do wiadomości, że on jest inny niż ci się wydaje", dorzuca do pieca i zostawia ją zaszokowaną.

    Kontrywywiad znajduje Rabena, mimo zmiany samochodów i kamuflażu. Śledzą go cały czas, ale nie zamierzają aresztować. Uznają, że jest on najlepszym wabikiem na tajemniczego killera. Będzie chciał dotrzeć do Rabena, nikt inny z oddziału już nie został przy życiu.

    Jednocześnie, gość z kontrwywiadu sugeruje Briggsowi, żeby policja zajęła się szukaniem tropów w środowisku uchodźców muzułmańskich mających swoje obozowisko w mieście kilka godzin drogi od Kopenhagi [wyleciała mi nazwa].

    Znalezionego pastora przesłuchuje Strange, ale nic z niego nie wyciąga. Pytany o znalezioną w kościele wizytówkę Anne Drausholm, twierdzi że to na pewno Raben ją zgubił. Padre z Drausholm nigdy sie nie widział. Kłamie więc jak z nut, finał poprzedniego odcinka informował bowiem, ze to z kieszeni spodni pastora wypadła ta wizytówka, dlatego zresztą padre sterroryzował Rabena pistoletem. Dziwne tylko, że tej wizytówki nie schował, nie zniszczył albocoś.

    Strange próbuje przekonać Briggsa, że pastor może być umoczony, że Sara mu nie ufała, ale Briggs chłodno mu przerywa "Sara Lund już tutaj nie pracuje". I deleguje Strangego do sprawdzenia tych uchodźców.

    Raben czai się przy deptaku, za kratą. Wykorzystuje okazję i wciąga do środka Louise, akurat będącą na spacerze z ich synem. Pospiesznie tłumaczy jej, że chcą go wkręcić, że próbują zatuszować prawdę o zbrodni wojennej jakiejś dopuścił się tajemniczy "Perk" w Afganistanie, a której Raben i zabici już w komplecie jego żołnierze byli świadkami. Doradza jej wyjazd z koszarów wojskowych [jakby sugerował, że mordercą jest jakiś żołnierz]. Prosi ją też o skontaktowanie się z Sarą Lund.

    Louise pyta go, jak było z tym jego powołaniem na misję, czy naprawdę sam się zgłosił ? Raben jąkając się opowiada jej, jak to czuł się zbrukany wojną i pogubił się, uznał że nie zasługuje na dziecko, na to by je wychowywać. Ale zmienił się, chce wrócić i w ogole inny z niego człowiek. Louise mu nie wierzy.

    Kiedy podchodzi ich syn, Raben przedstawia mu się jako "tata", próbuje go zagadać, ale syn nie chce z nim rozmawiać, zachęca matkę żeby sobie poszli. Louise zabiera małego i mówi Jensowi, żeby "nigdy" już się do nich nie zbliżał, nigdy nie szukał. No i Raben zostaje za tą kratką w pozie przegranego.

    cdn
  • grek.grek 11.10.13, 13:28
    Sara Lund uczestniczy w ślubie i weselu swojej matki. Ma nawet taki dzwonek specjalny, pewnie po to by nic dzwonić [Amerykę odkrywam, jak widzicie], po co - nie mam pojęcia, ale jak ma dzwonek to znaczy, że ma pełnić specjalną funkcję. Nie umie sie jednak pani detektyw skupić na zamążiściu swojej matki. Wokół toasty, śpiewy, śmiechy, a ona siedzi i myśli o sprawie, od której ją odsunięto w tak bezpardonowy sposób.

    Intryguje ją powiadomienie od chłopaka uwijającego się przy całej uroczystości [w jakimś hotelu się ona chyba dzieje], że wśród prezentów dla nowożeńców jest też coś dla niej. Bukiet kwiatów.

    Sara jest kompletnie wyjęta z kontekstu, zupełnie nie reaguje na wydarzenia wokół siebie. Od weseliska [bardzo zresztą kulturalnego w formie i treści] odrywa ją niespodziewana wizyta...

    Tymczasem, energiczny i myślący minister sprawiedliwości Thomas Buch prowadzi swoje własne śledztwo dotyczące całej historii incydentu afgańskiego, Anne Drausholm i 3 zabójstw żołnierzy z jednego oddziału, powiązanych z tymże epizodem wojennym.

    Kluczowe pytanie, jakie nurtuje Bucha brzmi : jaką rolę odegrał w prowadzeniiu tej sprawy na poziomie politycznym jego poprzednik Monberg, akuratnie przebywający w stanie comy w szpitalu ? Znał Drausholm, dostał od niej materiały dot. sprawy, wiedział o wszystkim, a mimo to taił ją do momentu, do którego było to możliwe, czyli swojej próby samobójczej.

    Premier wzywa Bucha, ministra obrony narodowej [nazwisko Rossing], też potencjalnie umoczonego w sprawę, i jeszcze dwoje innych na spotkanie. Wszyscy próbują cos wyciągnąć z Bucha, przy okazji go krytykując za numer podczas konferencji prasowej, na której miał ogłosić ustalenie ostatecznego projektu ustawy antyterrorytstycznej, a zamiast tego zerwał, de facto, z trudem osiągnięte porozumienie z koalicjantem. O co chodzi ? Buch skąpi informacji o swoich podejrzeniach. Tamci są wkurzeni nie na żarty, a Rossing zaniepokojony, jakby bał sie tego, co Buch wie. Dodatkowo dociera do nich informacja o ekshumacji zwłok jaką policja wykonała. Wszystko to w ramach resortu sprawiedliwości, na konto rządu.

    Premier prosi Bucha na cztery oczy. Mówi mu, że daleko tak nie zajadą, trudno obronić dotychczasową postawę nowego ministra. Buch prosi o trochę czasu, aby mógł zweryfikować swoje ustalenia. Radzi premierowi, żeby grał na czas z koalicjantem, a choćby mówiąc, że trzeba dokładnie sprawdzić te organizacje islamskie, które Ludowcy chcą zdelegalizować w tej ustawie antyterrorystycznej, co było kością niezgody jak dotąd, a na co premier i Buch się zgodzili przy ustaleniu projektu ostatecznego ustawy.

    Buch dostaje 24 godziny na wyjaśnienie tego, co mu chodzi po głowie.

    Z pomocą papierów, archiwów i swojego doradcy, oddziedziczonego po Monbergu - Plougha, Buch dowiaduje sie, że Monberg i Rossing odbyli tajemnicze spotkanie. Plougha przy tym nie było, nie ma też szczegółów, bo nie protokołowano go. Rozmawiali o ustawie dot. służby więziennictwa, a ściślej : o przestępczości zołnierzy przechodzących do cywila. Jednym z przypadków omawianych miał być przypadek Jensa Rabena. Tyle wiadomo, nie ma jednak żadnych zapisów stenogramów z tego spotkania.

    O czym rozmawiali ? Może Monberg prowdził jakiś dziennik ? Buch dzwoni do jego żony - Monberg nie prowadził dziennika, ale jest lepsza wiadomość : facet się obudził, jego stan jest stabilny, można z nim rozmawiać.

    Buch niezwłocznie jedzie do szpitala. Zabiera ze sobą sekretarkę, Karinę - mimo obstrukcji Plougha, Buch zdecydował o jej powrocie do pracy, mimo jej przyznania się, ze romansowała z Monbergiem i przez pewien czas taiła pewne informacje dot. sprawy [ściślej : spotkania Monberga z Drausholm, 5 dni po którym Drauhsolm została zamordowana, a Monberg omal nie strzelił celnego samobója]. Plough mocno protestuje przeciw powrotowi Kariny do pracy, ma do niej osobisty żal, że źle się zachowała, wbrew jego naukom, że po prostu była nieprofesjonalna, szczególnie romansując z szefem. Karina odpowiada, żeby Plough nie zgrywał takiego moralisty, nigdy się nie interesował jej życiem, jej stanem po-rozwodowym, miał ją gdzieś, traktował jak robota, a teraz wytyka winy i błędy.

    Tak czy owak, Buch z Kariną zjawiają się w szpitalnym pokoju. Monberg istotnie czuje się lepiej. Wie, że oni już wiedzą. Tłumaczy im, ze zajmował się sprawą tylko dla Anne Drausholm, swojej dobrej przyjaciółki od wielu lat. Tutaj Buch mu przerywa : skoro zajmowałes się nia TYLKO dla Drausholm, to skąd informacja o spotkaniu z Rossingiem, na którym była poruszana m.in sprawa Jensa Rabena ? Przeciez nazwisko Raben łączy oba te spotkania. Monberg coraz bardziej kłopotliwie milczy, Buch naciska - z oficjalnych informacji wynika bowiem, ze Monberg forsował pewien projekt ustawy, a po spotkaniu z Rossingiem wycofał sie z niego : dlaczego ?,

    Wreszcie przerywa im żona Monberga, wraz z lekarzem, wchodząc do pokoju. Po uwadze, ze "mąz powinien sie oszczędzać" Buch i Karina wychodzą. Jasne jest jednak, ze Monberg ma stracha i że zdecydowanie coś ukrywa.

    W samochodzie, Karina referuje Buchowi bieżące sprawy i pojawia sie temat tej ekshumacji. Buch jest zaciekawiony. Karina wymienia nazwisko Sary Lund. Buch dowiaduje się, ze Sara rozwiązała już wcześniej jedną trudną sprawę, przy okazji narobiła sobie sporo wrogów. POleca Karinie umówić spotkanie z Lund.

    No i własnie - to Karina zjawia się na weselu matki Sary. Umyślny informuje Sarę, ze czeka ktoś na nią. Matka właśnie ma wygłaszać uroczystą mowę, a tu córka chyłkiem opuszcza salę, więc matka powiada "poczekajmy i napijmy się" :]

    Karina przedstawia się, instruuje Sarę, ze "jakby co" spotkanie to "było przypadkowe". Prowadzi Lund na sam dół tego hotelu. Przy uwijających się pracownikach - czeka minister Buch. Sara sądzi, że przyszedł ją ochrzanić za te ekshumację, wiec się uprzedzająco kaja, ale Bucha to nie obchodzi. Pyta o sprawę, o Rabena, dowody na zabójstwo cywilów w Afganistanie etc. Sara zgaszona odpowiada, ze pomyliła się we wszystkim, nie ma dowodów, ekshumacja była błędem, a Raben najpewniej ześwirował po tym, jak po raz enty odmówiono mu zwolnienia warunkowego z tego więziennego ośrodka dla psychicznie chorych. Buch podchwytuje i zaczynaja mu się klocki układać...

    Buch wraca jak niezapłacony weksel do pokoju Monberga. Wyłuszcza mu swoje podejrzenia.
    Rossing i Monberg spotkali się i rozmawiali o nowej ustawie dot. więziennictwa. Wg papierów, w pierwotnym projekcie Monberga, był zapis o tym, że więzienia, ośrodki zamknięte etc. są przepełnione, więc należy warunkowo zwolnić część więźniów, choćby po to żeby trochę kasy zaoszczędzić. Jednym z takich więźniów, gdyby ustawa weszła w życie - byłby Jens Raben.

    PO spotkaniu z Rossingiem - Monberg wycofał się z projektu. A zatem - jak 2 plus 2 jest 4, tak Rossingowi zalezało na tym, by Raben pozostał w zamknięciu.

    Monberg ma nietęgą minę. "Powód był inny", bąka kompletnie bez przekonania. Buch rzuca "dobrze, w takim razie sprawę wezmą w obroty prawnicy". I już ma wyjśc, kiedy Monberg cichym głosem go zatrzymuje. Zwierza się, ze to był plan Rossinga, nie jego. Rossing chciał trzymać Rabena w areszcie z powodów narodowego bezpieczeństwa. Co dokładnie pod tym pojęciem rozumiał - tego Monberg nie wiedział i nie wie.

    Buch dopytuje go o co to ustaliła Drausholm. Monberg się waha. Buch naskakuje na niego "tam ludzie giną ! to twoja wina !"., Monberg łamie się więc i mówi, że Drausholm odnalazła dowody potwierdzające wersję żołnierzy, ustaliła też dane tajemniczego Perka, a także koniecznie chciała wyciągnąc z tego zakładu Rabena. Nie powiedziała, kim ma być ów "Perk" [oni nie posługują się tym imieniem, pseudo, mówią "tajemniczy oficer"]. Karina prosi Bucha na słowo na osobności.

    Informuje go, ze Ludowcy żądają głowy Bucha, rząd może upaść. Buch zleca jej sprawdzenie danych jakimi dysponuje kontrwywiad i uspokaja, ze Monberg się łamie - powie swoje, dojda prawdy i wtedy sytuacja się unormuje.
    cdn.
  • grek.grek 11.10.13, 13:50
    Kiedy wracają do pokoju - Monberga tam nie ma. Pielęgniarka mówi, ze wyszedł na spacer.

    Buch i Karina szukają go po szpitalu. Znajdują człowieka na schodach awaryjnych, leży i się nie rusza. Dostał od kogoś, zasłabł czy znów chciał się zabić ?

    Po spotkaniu z Buchem Sara wraca na salę weselną, ale jeszcze bardziej nie może się skupić. Wzrokiem wędruje ciągle do stosu prezentów dla nowożeńców, wśród których ma być bukiet dla niej. Wreszcie wstaje z krzesła, ignoruje zarządzony toast i sprawdza ten bukiet. Jest w nim liścik. Podpisany nazwiskiem Jensa Rabena. A jego treść brzmi "Sprawdź nieśmiertelnik".

    Zaintrygowana po same uszy, Sara wraca na miejsce, ale tylko po to, żeby wziąć ten dzwoneczek, podejśc do matki, oddać go jej i wyjśc z sali. Towarzystwo jest skonsternowane, córka wychodzi z wesela matki i to w momencie, kiedy matka szykuje się do uroczystej mowy poślubnej. A matka... robi co może, by Sarę jakoś usprawiedliwić. "W naszej rodzinie kobiety są bardzo zapracowane",. rzuca, pan młody dowcipkuje "teraz mi to mówisz ?", ona "przyzwyczajaj się", generalnie atmosfera rozchodzi się po kościach, wesołośc bierze górę nad zdziwieniem.

    [w pewnym momencie, sąsiad Sary przy stole weselnym, łysy w okularach, pyta ją o sprawę ekshumacji, motywując to tym, ze czytał o tym w gazecie, a wie że Sara pracuje w policji; LUnd odpowiada mu, że już tam nie pracuje. może to nic, a moze coś].

    Prosto z wesela, jeszcze w sukience uroczystej pod płaszczem, Sara jedzie do matki Pera K.Mollera. Przeprasza ją za całą chryję z ekshumacją ciała syna. Zadaje jej pytanie o nieśmiertelnik Pera. Matka odpowiada, ze ciało wróciło bez nieśmiertelnika, który ponoć zaginał podczas eksplozji, w której Per zginął.

    Matka Pera niespodziewanie sama poddaje trop Sarze. Mówi, że mimo iż syn nie żyje od dawna, ciagle przychodzą rachunki za zakupy w internecie. Tak jakby ktoś podszywał się pod Pera. Takiie też podejrzenia świta w głowie Sary Lund, że ktoś używa jego tożsamości dla przykrycie kolejnych zbrodni.

    Sara dzwoni do Strangego, który właśnie wraca z bezowoconych działań wśród uchodźców. Mylny całkowicie trop. Potwierdza to takze Briggs w rozmowie z tą swoją brunetką. Sara informuje go co ustaliła, jest podstawa by dalej działać, złapała trop :]

    Co ciekawe, Briggs dostaje też na biurko info, że pastor kłamie jak z nut. Policjant referuje mu ustalenia, wedle których wizytówka Anne Drausholm, znaleziona w kościele, jest cała w odciskach palców padre. A przecież padre zaklinał się, ze nigdy nie spotkał Drausholm... Zdaje się, Briggs znów dostrzega, że Sara Lund wyprzedza ich wszystkich o lata świetlne, jak chodzi o intuicje detektywistyczną ;]

    Jens Raben obserwuje tymczasem koszary, siedząc w samochodzie. Nie wie, ze jest śledzony przez kontrwywiad. Widzi jak jego żona wychodzi z ojcem, ubrana jest elegancko, jak na Sylwestra. Wychodzą na bal kadetów, ojciec ją tam zaprosił, żeby ją trochę rozerwać, co by zapomniała o troskach i rozczarowaniach. Ciagle mam wrażenie, ze stary bardzo by chciał, żeby Louise zapomniała o Rabenie i zaczęła od nowa. Banalna obserwacja, ale ciekawe co się kryje za taką postawą ojca ? Dbałość o córkę czy jakaś wiedza na temat intrygi zakręconej wokół Rabena ?

    Sara odwiedza pastora. Wieczór, pusty kościół, świetna sceneria :] Pastor się nie odzywa. Sara zagląda do zakrystii - pastor wisi tam przywiązany za ręce do poziomego pręta. Krwawi mocno. Ledwie żyje. Sara uwalnia go, natychmiast dzwoni po karetkę. Instynktownie rozgląda się po kościele... w cieniu widzi zakapturzoną postać. Biegnie do niej. Postać ucieka. Raben ? Killer ? Dlaczego ucieka zamiast sprzątnąc także Lund ? chyba że mu zależy na znajdowaniu jeszcze żywego pastora, który może coś wydukać ?

    A na podłodze, w zakrystii, leży żołnierski nieśmiertelnik...

    Stay tuned :] Pierwsza seria była mistrzowska, ale i ta druga, według mnie, trzyma bardzo wysoki poziom. Znakomicie napisane, no i Sophie Grabol trzyma klasę, jakkolwiek świetną postacią jest też minister Buch. Wzór politycznej energii, odwagi i uczciwości, przynajmniej jak na razie.
  • siostra_bronte 11.10.13, 15:25
    Dzięki, Greku :)

    Zgadzam się, druga seria jest znakomita, ale moim zdaniem trochę zbyt powoli się rozkręcała. Ale ostatnie odcinki to wynagrodzą. Tak, pucułowaty Buch jest ciekawą i wreszcie pozytywną postacią w świecie polityki.
  • jasniewielmozny.pan.przecinek 11.10.13, 16:20
    cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]

    masz rację, początki, zawiązywanie wątków chwilkę trwało, ale od 2-3 odcinków, takie odnoszę wrażenie, rozpędzają się całkiem dynamicznie.

    o, świetna zapowiedź. będzie jeszcze lepiej niż jest ? uff...

    właśnie, Buch niepozorny jest, ale ma ikrę, nie boi się ryzykować i umie myśleć.
    czułem że tak z nim będzie, od pierwszej chwili - w 1 odcinku, kiedy dostaje nominację
    na ministra, jest jeszcze w "cywilnym" stroju : wygląda jak jakiś haker ;], rzuca sobie
    piłeczką po ścianach, tak trochę kontrkulturą mi zapachniało. czułem, ze będzie z niego
    pociecha. no i nie zawodzi. chociaż raz wyczułem pismo nosem ;]]
  • grek.grek 11.10.13, 16:23
    przepraszam za moj przesmiewczo pompatyczny nick :] używam go w innych okolicznościach przyrody, zapomnialem wylogować ;] mam nadzieję, ze nam to tutaj nie zaszkodzi, bo rózne cuda się dzieją.
  • siostra_bronte 11.10.13, 16:24
    Hehe, wiedziałam, że to Ty :)
  • grek.grek 11.10.13, 16:32
    głupio mi, mialem być poważny, a tutaj taka wpadka ;]
    prowadzę tu i tam działania zahaczające o groteskę, do tego mi potrzebne takie
    idiotyczne nicki :]]

    zadbam o to, by więcej Ciebie i Was nie zażenować :]
  • siostra_bronte 11.10.13, 16:35
    Nic się nie stało. Tutaj sami swoi :)
    Zresztą pewnie nie tylko Ty masz parę nicków w sieci :)
  • grek.grek 11.10.13, 16:42
    :] dzieki za wyrozumiałośc, zwłaszcza w obliczu błazeńskiej wymowy tego nicka.

    usunąłem to "wielmożne" konto, zeby mi nie zawracało gitary.

    ha, wiesz - ja dotąd miałem tylko jeden nick i jedno konto, to drugie założyłem na dniach, dla celów... jako sie rzekło prowokacyjno-niepoważnych ;] od razu wleciałem na minę, czyli na koniecznośc przelogowywania się - i masz ci los...

    zatem : usunąłem, tamto drugie nie warte takich pomyłek.
  • grek.grek 12.10.13, 13:27
    to ja ;]

    powtórkami jesień się zaczyna... Underworld, Pachnidło... dobre i stylowe, ale jednak nowości albo niespodziewane przypomnienia [bedę się upierał, ze między przypomnieniem a powtórką jest pewna subtelna róznica] sprzed 30-50 lat - byłyby bardzo wskazane. Dobrze że, w takim układzie, seriale nie zawodzą, jakkolwiek pewnie dla wielu z nas, Was, są to także powtórczydła niemiłosierne. Jakże mnie, w tym przypadku, moja własna, subiektywna perspektywa niedokształconego, zapóźnionego serialowo człeka... cieszy :] Jakbym znał te wszystkie cymesy, z netu np., to telewizyjna emisja byłaby przyjemnym, ale jednak tylko odgrzewaniem kotleta, no może z dodatkiem garści dobrych przypraw, w postaci dużego ekranu :]

    u mnie punkt kulminacyjny filmowej ramówki na dziś będzie o 20:55.
    "Sherlock" 6 odcinek.

    Siostro, tak zapowiedziałaś, tak lapidarnie a jednocześnie intrygująco, tenże odcinek, że
    ciekawość mnie zjada od czubków palców nożnych :]

    a za drzwiami lekko nostalgia przestępuje z nogi na nogę, bo - cóż - przez te
    6 tygodni trochę się z tymi bohaterami zdązyłem zaprzyjaźnić. 6 odcinkow, to
    jednak, paradoksalnie, skandalicznie mało. z naddatkiem - jeśli chodzi o akceptację
    bohaterów, z wyraźnym deficytem - kiedy chodzi o nasycenie się ich obecnością.

    co tu wiele mówić... z Twoich opisów, Siostro, wyłaniał się intrygujący obraz serialowy,
    ale przy bezpośrednim poznaniu - okazał się jeszcze lepszy niż mogłem sądzić, nawet
    jeśli wydawało mi się, że już lepszy być nie może :]

    no nic, odkładając na bok te opowieści - ostatni odcinek już za 7 i pół godziny ;]
    [nie, nie odliczam godzin, zacznę dopiero jak zostaną same minuty ;), ale, jak mawiał
    klasyk, gotów jestem poświęcić czyjeś życie dla dobrej puenty; żartuję, nie jestem
    gotów poświęcić nawet własnego :)]



  • maniaczytania 12.10.13, 13:49
    ja dzis albo "Wilkolaka" albo "Operacje Dunaj" sobie zapodam, jeszcze nie wiem.
    Zawiodl mnie dzis TVN, bo zawsze w soboty sa takie przyjemne komedie romantyczne, no i ja lubie Sandre, ale lie razy mozna puszczac "Miss Agent"? :)

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 12.10.13, 14:39
    o rety ;]]

    skoro lubisz Sandrę, to ja bym tu oczekiwał, Szefowo, deklaracji, że wybierasz się
    na "Grawitację" do kina ? :]

    czytałem kilka recenzji i podobno w 3D robi ten film niesamowite wrażenie, kamień milowy
    w kinowej sztuce pokazywania kosmosu.
  • maniaczytania 12.10.13, 14:48
    no wlasnie mam dylemat wielki. Lubie Sandre, lubie George'a, ale ...

    nie lubie filmow o umieraniu, odchodzeniu, no nie wiem, jak to wlasciwie nazwac, takim nieuchronnym. Swego czasu byl taki film, ze dwojka nurkow zostala na pelnym morzu i caly film wlasciwie bylo tylko ich dwoje - no, to nie na moje nerwy. Aczkolwiek wierze, ze "Grawitacja" jest na pewno wiele poziomow wyzej, i te efekty, itp. itd., ale chyba nie 'zniese' ;)

    --
    Maniaczytania - blog
  • maniaczytania 12.10.13, 14:58
    po 'Zyciu Adeli' musialam odreagowac ;) i bylam na dwoch filmach dla dzieci ;)
    "Turbo" o slimaku, ktory marzyl by zostac mistrzem wyscigow Indianapolis 500 - sympatyczny, ale bez szalu, za to drugi "Kumba" jest swietny, zwlaszcza polski dubbing i teksty :) - jak macie dzieci na stanie, to idzcie :)

    A ja czekam na "Thora 2", ktory juz w listopadzie i rysunkowa "Kraine lodu" (Frozen).
    Jakos malo wymagajaca sie zrobilam :)

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 12.10.13, 15:24
    hehe, ja się nic nie odzywam i w ogole milczę w 13 językach, ale poczekaj tylko... poszukam tego flmu ["Życie Adeli"] i rzucę się w wir polemiki z Twoimi opiniami :]]

    "Thor 2" ?? "Kumba [Kumbaya?]"... co te dzieciaki z Tobą zrobiły ? :] ja powiem więcej, Ty w ogole nie brzmisz, jakbyś się wstydziła tego, co oglądasz ! ;]]]
  • angazetka 12.10.13, 15:42
    Ej, na "Thora 2" ja też czekam i wcale się nie wstydzę ;)
  • grek.grek 12.10.13, 16:38
    o proszę, kolejna bezwstydnica, no i co ja robię w takim towarzystwie ?! co ja robię w towarzystwie takich bezwstydnic... rozkoszuję się nim ! ;]]
  • angazetka 12.10.13, 18:27
    :*
  • maniaczytania 12.10.13, 16:02
    grek.grek napisał:

    > hehe, ja się nic nie odzywam i w ogole milczę w 13 językach, ale poczekaj tylko
    > ... poszukam tego flmu ["Życie Adeli"] i rzucę się w wir polemiki z Twoimi opiniami :]]

    Hahaha, baaardzo jestem ciekawa tych Twoich opinii! Jak opowiadam o tym filmie, to kobiety wszystkie mowia 'ble' i dziekuja za ostrzezenie, a faceci - 'o, trzeba sie wybrac' ;)))
    Pytanie, czy na film o dwoch panach, tez by tak chetnie biegli?

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 12.10.13, 16:43
    hahaha, no to z góry jestem podejrzany :]
    postaram się wszelako abstrahować od spodziewanych wrazeń zmysłowo-estetycznych... tylko jak ja tego, motyla noga, zdołam dokonać ? :]

    hehe, wiesz - my [ w tym wypadku - my, bo w każdym innym - oni] mamy w sobie zakodowany taki obraz kobiety, albo wyobrażenie, wedle którego kobiety mają jakiś kosmiczny poziom wrażliwości estetycznej.

    i wychodzi z tego suma : kosmiczny poziom estetycznej wrażliwości kobiety + naga kobieta to szczyt piękna + dwie nagie kobiety to szczyt szczytów piękna + dwie nagie kobiety w scenie erotycznej to szczyt szczytów szczytu piękna = kobieta obserwująca dwie nagie kobiety w scenie erotycznej będącej szczytem szczytów szczytu piękna musi być zachwycona tym, co widzi :]

    uff...

    no tak mamy, prawdopodobnie jesteśmy fiksatami seksualnymi :]]
  • grek.grek 12.10.13, 16:45
    ... ale mamy alibi - wszystko u nas wynika z hołdu dla kobiecej zmysłowości :]

    dwóch chłopa ze sobą ?
    litości, ja przy jednym męskim golasie wysiadam :]
    bo facet brzydki jest.
    ja to gaszę światło jak się rozbieram...
    ... kiedy jestem sam :]
  • siostra_bronte 12.10.13, 19:15
    Czuję się całkowicie przekonana :))
  • angazetka 12.10.13, 18:28
    Na film o dwóch panach biegłyby panie.
    BTW w poniedziałek, tak się składa, idę na polski film o miłości między kobietami.
  • maniaczytania 12.10.13, 18:30
    polski? jaki?

    --
    Maniaczytania - blog
  • angazetka 12.10.13, 20:30
    "W ukryciu". Premierowy pokaz na Warszawskim Festiwalu Filmowym.
  • barbasia1 13.10.13, 17:58
    angazetka napisała:

    > "W ukryciu". Premierowy pokaz na Warszawskim Festiwalu Filmowym.

    Zamawiam kilka słów na temat.

    :)

    --
    www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
  • angazetka 13.10.13, 18:40
    Z pewnością napiszę. Sama jestem ciekawa, co z tego wyjdzie.
  • barbasia1 14.10.13, 21:43
    :)
    Świetnie!
    --
    www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
  • siostra_bronte 12.10.13, 18:56
    "W ukryciu" Błońskiego na WFF?
  • siostra_bronte 12.10.13, 19:22
    *Kidawy-Błońskiego.
  • siostra_bronte 12.10.13, 15:04
    Niestety, faktycznie słaby początek jesieni. Jest tyle filmów tak rzadko pokazywanych, albo nigdy nie pokazanych w tv! Mam wrażenie, że "Underworld" chodzi non stop, po różnych stacjach :)

    Za to muszę przyznać, że Ale Kino się postarało. Od dwóch tygodni leci nowy sezon "Wallandera" (szwedzka wersja). Bohater posunął się w latach, co gorsza ma poważne problemy z pamięcią, ale i tak go uwielbiam :)

    I dwie ciekawe zapowiedzi w Ale Kino na ten miesiąc. 21 września kultowy "Brazil" Gilliama. Widziałam go bardzo dawno, ale chętnie obejrzę ponownie i postaram się coś napisać.

    Druga niespodzianka to głośny serial HBO "House of cards" z Kevinem Spacey. Przyznam, że jestem zaskoczona, bo serial świeży, a tak szybko zostaje pokazany. Recenzje entuzjastyczne, ale jestem raczej ostrożna, bo czasem Amerykanie mają jednak inny gust. No i przyznam, że tematyka polityczna jakoś mnie nie pociąga. Ale spróbuję zobaczyć przynajmniej pierwszy odcinek.

    Greku, bardzo się cieszę, że "Sherlock" tak Ci się podobał. Zazdroszczę, że ten odcinek jeszcze przed Tobą. Nie chcę podkręcać emocji, ale naprawdę jest na co czekać :)
  • siostra_bronte 12.10.13, 15:24
    Greku, tak przy okazji, czy Czesi dubbingują seriale, czy jest lektor?
  • grek.grek 12.10.13, 15:42
    niestety, dubbingują w 100 %.
    powiem więcej, nawet napisy [wiesz, kiedy Sherlock dedukuje albo te które odkrywają tajemnice znajdowanych przez niego drobiazgów/śladów] na ekranie tez sa po czesku.

    muszę więc powiedzieć, ze nie wiem jak w oryginale brzmią głosy aktorów.
    daje mi pewną orientację zaobserwowana okoliczność, wedle której dobierane głosy są zawsze bardzo podobne do oryginałów.

    niemniej, wkrótce postaram się zaordynować sobie powtórki bez dubbingu, bo jestem ciekaw pierwowzorów.
  • grek.grek 12.10.13, 15:38
    haha, ja też - tydzień temu "Underworld" leciał w TV4 :]]

    o, no to klasa. "Wallander" hasal też po CTv [mam obsesję natręctw, wszedzie CT muszę
    wtrążolić, pracuję nad lekarstwem, daj/cie mi trochę czasu, hehe], ale jakoś nie miałem nigdy
    dość chemii, żeby się na dobre wkręcić. może to przesyt skandynawskim thrillerem [wiesz, Forbrydelsen 26 odcinków ;], niektóre po 2 razy...].

    "Brazil", to ponoć opus vitae Gilliama.
    mam nadzieję, że szykujesz dla nas jakąś relację z tego seansu ??

    A "House of cards" nie było przypadkiem stricte internetową produkcją ?
    [tak czy owak, cieszę się z Twoich planów, wiem jak dobrze smakuje
    zacieranie rąk na przyszłe frapujące seanse]

    O, bez Ciebie by tego nie było :]
    Twoje opisy przyblizyły mi Sherlocka na tyle, że spadłem z fotela z wrażenia,
    kiedy okazało się że Czesi pokażą wszystkie dotychczasowe odcinki.
    Inaczej pewnie bym przegapił, bo nie zwróciłbym na zwiastun baczniejszej uwagi.
    Wiesz, Sherlock był już tyle razy adaptowany, że uznałbym, iż to kolejna wersja
    jakich wiele już było.
    dlatego, jesteś matką i akuszerką mojego zafrapowania tym serialem :]
    jesli, co jest oczywiste, do Ciebie należy legitymacja fanowska z nr 0000001, to
    ja poproszę taką samą z numerem odpowiednio dalszym :]

    ha, to własnie są uroki róznych perspektyw widzenia rzeczy :]
    niby ten odcinek przede mną, ale... razem z nim przede mną również świadomość, że
    to będzie koniec [póki co, miejmy nadzieję, że 3 seria szybko trafi do telewizji, albo
    chociażby do sieci, gdzie będzie ją obejrzeć w jakiejś sensownej jakości].
    tak więc, zawsze szklanka do połowy jest pełna, czy to z tyłu, czy to z przodu :]
    ale - jako że szukam zawsze, jakoś tak instynktownie, tej do połowy pełnej - nie daję
    się wziąć pod włos świadomości że dziś sie coś skończy, raczej istotnie odczuwam
    zafrapowanie.

    Jeszcze 5 i pół godziny ;]

    naprawde, od momentu zobaczenia "Sherlocka" nie wyobrażam już sobie żadnych innych aktorów w rolach Holmesa i Watsona, jak również lepiej wymyślonego i zrealizowanego
    projektu uwspółcześnienia oryginału Conan Doyle'a.

    To majstersztyk serialowy.

    Skoro zostaje w pamięci i wiąze się z nieuchronną nostalgią... znaczy się, ma w sobie to "coś', prawda ? :}

  • angazetka 12.10.13, 15:43
    > naprawde, od momentu zobaczenia "Sherlocka" nie wyobrażam już sobie żadnych inn
    > ych aktorów w rolach Holmesa i Watsona, jak również lepiej wymyślonego i zreali
    > zowanego projektu uwspółcześnienia oryginału Conan Doyle'a.
    >
    > To majstersztyk serialowy.

    <ociera łzy wzruszenia>
  • grek.grek 12.10.13, 16:35
    taką wielką kraciastą chustką :]

    i głośno wydmuchuje nos :]

    aha, nie wspomnieliśmy o muzyce !
    świetna jest.
    ta towarzysząca wejściu.
    wpadająca w ucho, budująca od razu atmosferę, pasująca do całego anturażu.
  • siostra_bronte 12.10.13, 19:06
    Hehe :)

    Tak, muzyka jest znakomita. Napisał ją duet: David Arnold (znany z kilku Bondów) i Michael Price.
  • grek.grek 12.10.13, 16:49
    aha, mnie nie wykołujesz, wiem, że oglądałaś :]
    napiszesz o swoich wrażeniach dobrowolnie czy szantażyk mały trzeba będzie zastosować ? ;]
  • angazetka 12.10.13, 18:30
    Szantażyk :P
    <bom ciekawa, jaki będzie>
  • grek.grek 13.10.13, 16:43
    tego się obawiałem... ;]]
    ale bez paniki, przejrzę moje tajne zasoby, do jutra coś znajdę ;]
  • grek.grek 14.10.13, 15:13
    no to teraz chcę zobaczyć jak mi odmawiasz ;]]] :

    www.ilovemystaffie.com/wp-content/uploads/2011/10/2005_07_21_shrek_cat1.jpg
  • grek.grek 13.10.13, 14:12
    Po primo, wzruszyłem się wczoraj 3 razy.
    3 razy, norma roczna w jeden dzień, ba - w jeden wieczór ;]

    Najpierw był "Rocky". Znacie ? Pewnie, że znacie. To był ten pierwszy, oryginalny, ten oscarowy, ten który naprawdę ujmuje swoją szatą i charakterem. Pozostałe frunęły na bazie sukcesy pierwowzoru, nigdy mu nie dorównując bogactwem ducha, wykoślawiając bohatera i coraz bardziej wikłając się w komiks i politykę [ w 4 części, Rocky staje do walki z 2-metrowym Rosjaninem, przeciw wrogiemu tłumowi kibiców; pokonuje go po morderczym pojedynku, w którym doprowadza do absurdu ludzkie możliwości przetrwania w ringu, a następnie wygłasza speech pojednania między narodami, który nagradza brawami całe radzieckie Politbiuro na czele z Gorbaczowem; istna propaganda, a warto dodać, ze w ogole doszło do tej walki, bo Rosjanin zabił w ringu czarnoskórego przyjaciela Rocky'ego... uff !]

    Oryginał ma w sobie prawdę, jakkolwiek to wyświechtanie brzmi.

    Prawdę wizualną - jego scenerią są brudne, odrapane, gettoidalne ulice Filadelfii, czynszowe mieszkanka, zalatujące smrodem niezmienianych skarpet i gaci bary oraz malutkie kluby bokserskie, w których nie tyle szlifuje się talenty przyszłych mistrzów, ile ratuje czarne dzieci - jedne, przed karierą dilera narkotyków, drugie - przed zostaniem ich klientami, a jeszcze inne - przed popełnianiem zabójstw w imię zdobycia pieniędzy na gram cracku.

    Prawdę ludzką - pokazuje zwykłych prostych obywateli "raju na ziemi". Rocky Balboa jest prostym chłopakiem z ulicy, bokserem z bilansem 44-20 [słabym], któremu trener zabiera nawet szafkę w zapoconym brudnym klubie bokserskim, motywując to niezgodą na fakt, iż Rocky dorabia jako windykator długów dla bandziora, zamiast trenować. Nie - trenować by zostać mistrzem świata, ale trenować, by "być niezłym bokserem". O mistrzostwie świata nikt tu nie myśli.

    Na dziś dzień, nie ma on przyszłości. Czasami dostaje walkę za paręset dolarów, co w połączeniu z zyskami ze swojej nielegalnej fuchy - starcza mu na utrzymywanie biednej czynszowej dziury. Dumnie paraduje w podkoszulce z dziurami, a trenuje w dresie który prawdopodobnie przeszedł cały szlak bojowy II wojny światowej. A może nawet także i pierwszej.

    Dziewczyna Rocky'ego - Adrien pracuje w sklepie zoologicznym vis a vis klubu. Jest nieśmiała do bólu, wiecznie spuszcza oczy i najchętniej schowałaby się w sobie, nosi wielkie okulary, płaszczyk i przypomina sierotkę Marysię. Żyje w skromnym mieszkanku, z bratem pijaczkiem i awanturnikiem, pracującym w masarni; krzykliwym życiowym rozbitkiem, w momentach rozpaczliwych obwiniającym siostrę za swoje zmarnowane życie.

    Wreszcie trener Rocky'ego, Mickey. Żywy staruszek jadący równo po swoim podpiecznym za niewykorzystywanie możliwości, mający za sobą 50 lat boksowania i trenowania w podrzędnych klubikach, pieczołowicie przechowującym w kieszeniach płaszcza wycinek gazetowy lakonicznie informujący o jakiejś jego walce, którą stoczył kiedy był młody - całe 50 lat poświęcenia i jedno zdanie w gazecie.

    Sa prawdziwi dlatego, ze są głęboko ludzccy. Słabi, z kompleksami, ze świadomością życia które przecieka im przez palce. Nie mają nic ani nikogo. Nie są w stanie tego zmienić, bo brak im wiary albo samozaparcia albo pewności siebie.

    Ale Ameryka to przecież błogosławiona ziemia, na której "każdy dostaje swoją szansę", nieprawdaż ? :]

    Pierwsza jaskółką tego, co ma nastąpić, jest związek Rocky'ego z Adrien. On ją zdobywa, bo ona sama zdobyła by się co najwyżej na paniczną ucieczkę. Wytrwale odwiedza ją w tym jej sklepie, zagaduje nieustannie, wreszcie zaprasza na randkę na lodowisko - jest ono zamknięte, ale wytargowuje od ciecia kwadrans, żeby Adrien mogła pojeździć na łyżwach; on jeździ razem z nia, biegnąć obok i gadając nieustannie. Bo z niego jest bardzo porządny chłopak. Prosty i porządny. I wreszcie ona się przełamuje i zostają parą. Zostaną nią na zawsze, to ona będzie go wspierać, podnosić na duchu w chwilach zwątpienia, ona dawać będzie mu energią i oparcie. A on zawsze będzie jej wierny i cokolwiek by się działo, jakkolwiek by się życie nie potoczyło - bedą razem. Normalnie, jak z harlekina ;], ale tutaj wygląda to autentycznie i tylko troszkę podsypane jest kiczem.

    Moment kulmnacyjny zmian przychodzi, kiedy mistrz świata Apollo Creed postanawia się zabawić i do najbliższej walki wybrać jakiegoś "boksera znikąd", aby "pokazać że każdy ma szansę zawalczyć o pas mistrzowski". Wybór pada na Balboę. Bo jest wprawdzie słabszy technicznie, ale za to bitny, uparty i zawsze idzie do przodu. Balboa przyjmuje oczywiście propozycję.

    To ma być walka, w której mistrz zaszaleje, popisze się kunsztownymi akcjami, zaprezentuje grację i wdzięk, a Balboa ma być workiem treningowym. Mistrz nic nie ryzykuje.

    Balboa sam tam myśli, przyjmuje optykę wedle której "nie ma szans z mistrzem". Chce sie tylko pokazać. Chce przetrwać te 15 rund i po końcowym gongu stać na nogach. To wszystko.
    Chce choć raz w życiu pokazać otoczeniu, ale i sobie, że "nie jest zerem". To całe jego american dream.

    Najpierw oddaje się w opiekę Mickey'owi. Ale to nie jest łatwa rozmowa. Rocky ma żal, że dopiero teraz, kiedy walczy o mistrzostwo, trener znalazł drogę do jego mieszkania, że przez 10 lat nie wierzył w niego, nie dbał, krytykował. Niezwykła jest ta ich rozmowa pełna goryczy i wyznań cięzkiego kalibru, u Rocky'ego w mieszkaniu. Najpierw Balboa odrzuca wyciągnięta dłoń trenera. Odwraca się plecami. Kiedy Mickey wychodzi i jest na schodach - słyszy jak Rocky wyrzuca cała litanię pretensji, do niego, ale on jest tylko personifikacją świata, który nie zadbał o to by Rocky miał swoje 5 minut dawno temu, kiedy zaczynał, kiedy marzenie było odpowiednio gorące. Ale czy on sam zadbał o siebie ? Czy poprosił o pomoc ?

    I zdaje sobie z tego sprawę, wyrzuca z siebie żal, a potem biegnie za Mickey'em i widać z daleka jak podają sobie dłonie.

    Nic tu nie jest proste i łatwe. Bo Filadelfia to miasto ludzi pracy, tutaj się zdobywa wszystko wysiłkiem i hektolitrami potu. I takich też sportowców się hołubi. Uczciwych w tym co robią. Talent jest na drugim planie.

    Rocky może liczyć na pełne wsparcie i zaciśnięte kciuki zwykłych ludzi z tego miasta. Niezapomniane są sceny, kiedy o poranku biega w tym starym dresie, a ludzie go pozdrawiają. Biega, kamera biega z nim, przy kultowej muzyce Billa Contiego, a w tle jest miasto - dzielnice robotnicze, kawałek prawdziwej Ameryki, z daleka od Central Parków, deptaków Venice Beach i kasyn Las Vegas.

    Metody treningowe Balboy zadziwiają - np. dzięki bratu Adrien, ma on wstęp do masarni, gdzie ćwiczy uderzając w półtusze. Dowiaduje się o tym lokalna telewizja i robi z nim wywiad. Ogląda go trener Apollo Creeda. I podczas gdy sam mistrz, klasowy facet w drogim garniturze, dogaduje jakieś szczegóły z partnerami biznesowymi - jego trener z zainteresowaniem patrzy jak skazany na pożarcie pretendent leje świńskie ryje [metafora taka ;)] i to bez rękawić. Widzi jego wzrok. "Mistrzu, spójrz na niego" - woła Creeda "on naprawdę poważnie to traktuje".

    Sekwencje treningowe są ofk już kultowe, pompki na jednej ręce i cała reszta, do muzyki Contiego, która przeszła do historii.

    I jest dzień walki. W noc ją poprzedzającą Rocky wizytuje halę w której się cała gala odbędzie. Są już podobizny obu bokserów na wielkich transparentach, jest ring i tysiące krzeseł. Pusto. Rocky czuje dopiero teraz skalę wydarzenia w jakim ma wziąc udział. Wielka gala. Przed nim prawdziwy mistrz. Kim on w tym towarzystwie jest ? Przypadkowym bolkiem wyciągniętym za uszy w ramach kaprysu mistrzowskiego mistrza.

    Wraca do domu i zwierza się Adrien "nie podołam. Nie dam rady. To na nic". Teraz ? Po całym tym treningu ? I budowaniu mentalnej kondycji... Ale zbiera się w sobie, ona go wspomaga, wspomagają go kibice, którzy tłoczą się aby uścisnąc mu dłon, gdy wychodzi do ringu. Miasto daje mu energię, bo miasto to ludzie. A on jest tacy jak oni.
  • grek.grek 13.10.13, 15:01
    A komu ludzie zwykli kibicują najchętniej ? Takim jak oni. A dlaczego ? Bo oni spełniają ich ciche marzenia.

    Rocky nie ma w sobie za grosz arogancji. I dobry z niego człowiek. Swój chłopak. Prawdziwy syn ulic tego miasta. Taki co to pijanego podniesie z ulicy i na własnych plecach zaniesie do baru, żeby spoczął jak człowiek. Dlatego ludzie z nim trzymają. Bo nie jest pyszałkowatym kabotynem. Za to będą go uwielbiali przez całą karierę. Nawet jak zejdzie z ringu i znów wyląduje na chodniku.

    Creed robi szoł przed walką, wyjeżdza do ringu w peruce stylizowany na Jerzego Waszyngtona, macha czarodziejską różdżką, co ma symbolizować jego błyskotliwośc bokserską. Ma być spektakl, mistrz przez 3 rundy zaprezentuje pokaz technicznych fajerwerków, potem uplasuje idealny cios na szczękę pretendenta i zgasi mu światło na co najmniej 10 sekund. Tak buńczucznie [choć Apollo nie jest typem cwaniaka, raczej szołmena; wyraźnie scenariusz unikał pokazywani czarnego sportowca, człowieka, w sposób, który można by odebrać jako rasistowsko nacechowany; zresztą, w sequelu spotkają się w ringu po raz drugi, w Rocky III zzostaną największymi przyjaciółmi, a w Rocky IV Balboa będzie sekundantem Creeda, który poniesie śmierć w ringu, i z tego powodu sam Rocky przyjmie walkę z Ivanem Drago, odpowiadającym za śmierć Creeda, ale także z własnym sumieniem - będzie miał wyrzuty na nim, że nie poddał Apolla w porę; wprawdzie Creed stanowczo mu tego zakazał, ale widząc jak cięzkie baty obrywa - powinien to zrobić wbrew przyjacielowi] zapowiada przebieg meczu Apollo. Rocky i jego narożnik oglądają to z zainteresowaniem prostych ludzi, którzy oglądają cyrk. Ale i z szacunkiem. Przetykanym poczciwym humorem.

    Potem tak zabawnie nie jest. Chociaz dla Balboy początek jest wymarzony. Trafia Apolla przypadkowym ciosem i posyła go na deski. Creed wstaje, jest nieco zamroczony. Sensacja wisi w powietrzu, ale wisi tylko przez moment. Mistrz prędko odzyskuje równowagę i punktuje bezlitośnie Rocky'ego. Z czasem Balboa zbiera coraz więcej, ręce ma za nisko, a górę zaczyna brać jego pasja wojny ringowej. Żadnego chowania się za gardą, odsłonięta twarz i blokowaniem ciosów przeciwnika własną twarzą. Trochę to przerysowane, budujące postać wojownika o wytrzymałości zupełnie niecodziennej, i drwiące sobie z faktu, że o ile takie jednostki zdarzają się w wagach niższych, to już w wadze cięzkiej [a Balboa to bokser tejże właśnie wagi] w której boksują jegomoście ważący po 100 i więcej kg [wg filmowego scenariusz,a Creed waży 105 kg] - każdy cios naprawdę nieźle waży, a ten wyprowadzony z pełnym skrętem tułowia i w punkt najczęściej jest nokautujący. Owszem, Rocky pada, jest liczony niejednokrotnie, ma zapuchnięte oczy, w przerwie przed ostatnią rundą jest scena mrożąca krew w żyłach :], kiedy tzw.cutman likwiduje opuchliznę nad okiem boksera - przecinając skórę żyletką. Szybko to robi i to przecież trik filmowy, ale i tak ma ta scena swoją wymowę estetyczną.

    Adrien nie ma w hali, kiedy toczy się walka. Siedzi w szatni. Słucha tylko odgłosów. Przed 15 rundą z niej wychodzi. Przychodzi i widzi że Rocky nie ma łatwej przeprawy. Aż się jej na płacz zbiera. To jest właśnie ta wzruszajaca scena. Ja się wzruszam jak mecenas Prado, czyli z miną jakbym właśnie usłyszał, że 2 plus 2 jest 4 :]] A Wy ?

    W każdym razie, w tej sekwencji ringowej są dwie niezwykłe sceny : jedna, zamykająca 14 rundę : Apollo powala Rocky'ego. Wydaje się, ze Balboa już nie wstanie. Ale czołga się po ringu, czepia lin i na "9" w ustach sędziego stoi na nogach, jest gotów. Apollo patrzy na niego, sam poobijany i zmęczony. Opuszcza głowę, coś pod tytułem "człowieku, ja mam dość, dlaczego nie chcesz tego skończyć ?". Podchodzi. Tak jakby nie chciał Balboy walnąć, albo zastanawiał się, jak go walnąć, żeby wreszcie był koniec. I kiedy tak czeka, a Rocky jest w pozycji myszy przeznaczonej na pokarm dla węża - sam Balboa rusza z tej swojej pozy sierotki z atakiem i obija chaotycznymi sierpami mistrza.

    Potem jest zaś ostatni1, 15 runda. I początkowy moment, kiedy kamera patrzy zza ramienia Apolla - Rocky ledwie widzi, przechyla głowę, żeby móc obserwować Apolla okiem w miarę sprawnym, nie zapuchniętym, a że jest to oko lewe, a Balboa walczy z pozycji mańkuta, czyli z lewą ręką odwiedzioną, a prawą nogą w przedzie - wygląda to nienaturalnie i intrygująco. I taka jest cisza. I oczekiwanie na to, co się zdarzy. Doskonale zbudowana scena.

    Walka kończy się bezładną wymianą ciosów. Widownia szaleje. Miał być pokaz mistrzowskiej klasy, a wyszła prawdziwa wojna, w której skazany na pożarcie Balboa zafundował Creedowi małe piekło.

    Kiedy czekają na ogłoszenie wyniku, a potem kiedy tenże jest ogłaszany - Rocky nie słucha spikera. Woła Adrien. Trochę to dziwna scena, mogliby dać mu trochę odetchnąc. Krzyczy więce za nią, ona się przedziera w stronę ringu, powtarzając jego imię, wreszcie padają sobie w objęcia. A spiker wyczytuje zwycięstwo punktowe Creeda. Mistrz wyskakuje w górę z radości. Ten gest to najlepsze podsumowanie zwycięstwa Balboy - sprawił, że mistrz musiał się ucieszyć ze swojej wygranej na punkty, podczas gdy przed walką planował spacerek.

    A Rocky odnosi zwycięstwo nad sobą, nad losem, nad własnym poczuciem znikomości i przegranego życia. Do tego nie potrzebuje wygranej w ringu. Chociaz de facto tam właśnie zwycięstwo swoje odniósł. Swoja postawą, dzielnością i hartem ducha.

    Ładne nie ? :]

    Film kultowy, nie zawaham się powiedzieć. Co ciekawe, Sylvester Stallone napisał do niego scenariusz w ciągu bodajże 3 dni. W łazience. Reżyserię wział Avildesen. Stallone zagrał samego Balboę, i będąc słabym aktorem, ale jednocześnie bardzo inteligentnym facetem - ze swojej słabości uczynił atut; wyeksponował wszystkie swoje wady : dykcję, brak warsztatu aktorskiego, i zastąpił je wdziękiem naturalności i uczuciem do swojego bohatera. I zwycięzył, tak jak jego niedoceniany bokser w filmowym ringu. A i sam film, skromny i niskobudżetowy, narozrabiał potęznie przy rozdaniu Oscarów za 76 rok : został najlepszym filmem, John Avildsen najlepszym reżyeserem, a także zarobił Oscara za montaż. Stallone był nominowany dwukrotnie - za rolę i za scenariusz oryginalny. Wspaniale grająca Talia Shire, za rolę Adrien, miała nominację dla aktorki pierwszoplanowej, a B.Meredit [Mickey] i Burt Young [Paulie, brat Adrien] wytypowani byli do nominacji dla aktorów drugoplanowych. Łącznie 7 nominacji i 3 nagrody. Nieźle jak na film robiony na tzw. golasa :]

    Ta historia nie starzeje się, ma uniwersalny charakter, nawet za następne 40 lat będzie miała aktualny charakter i ponadczasową wymowę.

    trailer

    www.youtube.com/watch?v=Po2a76f1VS4
    klipy :

    www.youtube.com/watch?v=3geIRwdZguw
    inne :

    www.youtube.com/watch?v=s7H-ZtXxcn4
    www.youtube.com/watch?=KPrpzlyINBA
  • siostra_bronte 13.10.13, 15:31
    Dzięki, Greku :)

    "Rocky'ego" widziałam wieki temu. Tak, to była wtedy sensacja. Niskobudżetowy film, a zgarnął Oscary. Kto by pomyślał, że Stallone pójdzie potem zupełnie inną drogą.

    No to miałeś emocjonujący wieczór :) Czekam na szczegóły.
  • maniaczytania 13.10.13, 16:05
    ja wczoraj tez obejrzalam "Rocky'ego". Chyba pierwszy raz tak od poczatku do konca na doroslego ;)

    Oscary mnie troche dziwia jednak ;) Widocznie slaba konkurencja byla ;)

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 13.10.13, 16:36
    brawo, Maniu :]

    czułem duchem, że ktoś jeszcze ogląda ;]

    a to się zdziwisz.
    "Rocky" pokonał "Taksówkarza" i "Wszystkich ludzi prezydenta" :]

    myślę, ze chyba cała ta Akademia była inna, zdolna do nagrodzenia filmu prostego, skromnego, ale mającego wielkie serce. I bynajmniej nie trywialnego, mówiącego
    o człowieku i cofającego się do korzeni samej Ameryki.
  • siostra_bronte 13.10.13, 16:45
    Też sprawdziłam z ciekawości nominacje :) Do tych dwóch tytułów warto dodać znakomitą "Sieć' Lumeta. Filmu Ashby'ego nie znam.

    Dobrą reklamę zrobiła "Rocky'emu" na pewno historia samego Stallone'a. Od pucybuta do milionera, czyli to co Amerykanie kochają.
  • pani_lovett 17.10.13, 21:08
    Teraz ja się wzruszam - oglądając scenę / właśnie trafiłam przez przypadek/, kiedy Rocky wnosi do domu na rękach Arian, którą dopiero co poślubił. Adrian jest w sukni ślubnej , welonie i czerwonym płaszczyku. Rocky wspomina, jak się pojawiła po raz pierwszy "w swoich 20 swetrach", ale dla niego "była najlepszą dziewczyną w mieście". Adrian prostuje, że tylko "w trzech" (swetrach :) . Potem Rocky, przegoniwszy najpierw swojego psa ;), kładzie ją na łóżko i mówi "To najwspanialsza rzecz jaka mi się trafiła" . Adrian patrzy poważnie na niego i pyta, czy zawsze tak (dobrze) będzie? Rocky odpowiada twierdząco. Potem pyta go jeszcze, czy ona mu się kiedyś nie znudzi? On mówi, że nigdy. Na to Adrian wyznaje, że zawsze będzie go kochać. On jej odwzajemnia się tym samym wyznaniem...

    :')

    Zaraz " Mad Men" ...
  • grek.grek 19.10.13, 16:27
    oglądałem :] nie cały, bo musiałem przerwać na "Grę o tron", ale została już tylko finałowa walka w ringu, zakończona zwycięstwem Balboy dzięki temu, że na "9" wstał, a Apollo nadal leżał :]

    yes, w ogole ta 2 "część" bardzo jest skupiona na relacjach Rocky'ego i Adrien, czasami nawet przeciąganych niemal do oporu materii ;] to jej zapadnięcie w śpiączkę, a potem przyzwolenie, a nawet zachęta, do walki dają Balboy motywację jakiej potrzebował, żeby trenować odpowiednio ciężko.

  • maniaczytania 18.10.13, 19:26
    grek.grek napisał:

    > brawo, Maniu :]
    >
    > czułem duchem, że ktoś jeszcze ogląda ;]

    A wiesz, ze ja tez w czasie ogladania o Tobie pomyslalam? ;) Ale bylam pewna, ze tym razem sobie odpusciles ;)))

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 19.10.13, 16:28
    miło mi, że jednak Cię zaskoczyłem :]
  • grek.grek 13.10.13, 16:32
    drobiazg, zwłaszcza że napisałem fatalnie [powtarzając te same słowa w zdaniach], ale zrzucę to na karb faktu, że puszczam zawsze wersję roboczą :]

    no własnie, został aktorem z którego się śmiano, grającym postaci cokolwiek przerysowane, a ambicje miał przecież zawsze większe.
    ciekawa rzecz, że tak jak w roli Balboy dobrze wypadł w oryginale, tak samo w roli innego bohatera, którego zepchnięto do rangi komiksowego - Johna Rambo, też grał całkiem nieźle w pierwowzorze [na podstawie ksiązki "Pierwsza krew"; potem "Pierwsza krew" została "Rambo 1" :)...]

    staram się :]
    nie wiem, czy dziś się wyrobię i napiszę o "Sherlocku", ale jesli nie dziś, to jutro na pewno.
  • barbasia1 16.10.13, 01:01
    Po primo, wzruszyłem się wczoraj 3 razy.
    3 razy, norma roczna w jeden dzień, ba - w jeden wieczór ;]



    Ojacie! Ty jesteś naprawdę uczuciowy facet! ;))


    Mnie w momencie wzruszenia łzy napływają do oczu. ;)

    --
    www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
  • grek.grek 17.10.13, 17:17
    no pewnie ;]

    dobre masz reakcje.
    ja wzruszam się "na mecenasa Prado", hehe.


  • grek.grek 13.10.13, 15:21
    Wzruszenie drugie, dopadło mnie przy "PIętro wyżej".

    To niesamowite, ze przedwojenny [37 r.] film wciąz pozostaje, wg mnie ofk, najlepszą polską komedią romantyczną wszchczasów. Ten niecodzienny wdzięk, lekkość, elegancja i lotnośc prostych scen, gestów i dowcipów. Prostych, bo zrozumiałych i wywołujących uśmiech zawsze i wszędzie, a przecież całośc skonstruowana jest naprawde mistrzowsko. I piosenki, które stały się szlagierami na całe dekady "Dzisiaj ta i jutro ta", "Umówiłem się z nią na dziewiątą", "Seksapil, to nasza broń kobieca" - absolutne hity. A zaraz potem była wojna. To jest film nie do zdarcia, żart słowny i sytuacyjny nie do zagięcia. Eugeniusz Bodo powala charyzmą, Grossówna uśmiechem, Orwid energią, a Sempoliński kreacją przebiegłego łowcy posagów Kulki.
    Sceny balowe, serie zabawnych pomyłek i twistów, przetykane wspomnianymi szlagierami i uroczymi dowcipami - mistrzostwo.

    www.youtube.com/watch?v=5ydOy2PWxEY
    lub

    www.youtube.com/watch?v=W97At8-2mTw
    Wzruszenie # 3, to ofk 6 odcinek Sherlocka.
    Siostro - miałaś pełną rację, CO ZA akcja ! co za finał !
    Absolutnie nie dziwię się, teraz, fanom serialu, że z trudem znoszą przerwę między
    2, a 3 sezonem - po TAKIM zakończeniu 2-ego.
    Ale przeżył :]
    Na pewno z pomocą Molly, jak sądzę ? Prosił ją o pomoc, potem skoczył z 10
    piętra i lezał w kałuży krwi, a na końcu stał spokojnie pod drzewem - i między tymi
    trzema momentami nic nie wskazywało na jakąkolwiek pomoc z jej strony, więc -
    ani chybi chodziło o zaaranżowanie jego samobójstwa.
    Ciekawe, jak oni wytłumaczą sposób w jaki udało mu [im] się to przeprowadzić :]

    Spróbuję się za niebawem porwać na jeszcze kilka wrażeń z tego ostatniego odcinka, bo działo się co niemiara oraz bez przerwy.

  • siostra_bronte 13.10.13, 15:43
    A gdzie widziałeś "Piętro wyżej"?
    Też lubię przedwojenne, polskie komedie. Nie wszystkie równie dobrze zniosły próbę czasu, ale niektóre, jak ta, są wciąż zabawne.

    A nie mówiłam? :) Czekam na kolejne wrażenia z "Sherlocka".
  • grek.grek 13.10.13, 16:41
    Tu Cię zaskoczę : w TVP Historia, od 19:50 :]
    Musiałem przerwać za 5 dziewiąta, bo Sherlock ruszał.

    koniecznie napiszę, bo było tego sporo :]
    naprawdę, znakomity finał po kapitalnych 90 minutach.
    ani na moment akcja nie zwolniła, co za scenariusz.
    Wszystko wydaje się niezwykle precyzjne, ale i tak będę miał do Ciebie kilka
    pytań a'propos paru wątków :]

    Trochę osłodziła mi finał Sherlocka zapowiedź, że w przyszłą sobotę Czesi pokazują
    szwedzkie "Millenium" - lepiej to zniosłem ;]
  • siostra_bronte 13.10.13, 17:07
    O, nie wiedziałam, że w Historii są też filmy.

    Jestem bardzo ciekawa Twojej recenzji. Co do pytań do pytań dodatkowych to już się boję, bo też parę rzeczy jest dla mnie niejasnych :)

    Czesi idą za ciosem. Strach pomyśleć co będzie dalej. Greku, będziesz chyba miał monopol. Jak Ty to wytrzymasz kondycyjnie? :)
  • siostra_bronte 13.10.13, 17:09
    Też się powtarzam :) Miało być: "co do pytań dodatkowych ...".
  • grek.grek 14.10.13, 13:40
    czasami nawet są te dobre :]

    cóż, moja recenzja "Sherlocka" może być tylko w tonie takim, w jakim dotychczas pisałem o tym serialu - czyli, w samych superlatywach.

    a co do 6 odcinka...

    znów był trochę inny niż pozostałe - czuło się jednak, że to innego rodzaju mecz, że kto inny rozdaje tutaj karty i że po raz pierwszy Holmes jest wodzony za nos i spotkał się z kimś dorównującym mu bystrością umysłu.

    doskonała jest scena, kiedy w mieszkaniu dziennikarki Moriarty podaje się za aktora-opowiadacza bajek dla dzieci i twierdzi, że to Sherlock go wynajął, co by udawał "Moriarty'ego", co miało być sprytnym planem Holmesa, by na kłamstwie i inscenizacji zbijać kapitał popularności.

    najlepsze - scenariuszowo, a w istocie : najbardziej przerażające, że Moriarty niczego konkretnego i materialnego w tym pojedynku nie ma zamiaru zdobywać - jego intencje są czysto personalne.

    trzeba przyznać, że traktują się obaj z wielką kulturą.
    zimną, lodowatą, ale jednak.
    jest między nimi "szorstka przyjaźń", doceniają siebie nawzajem jako przeciwnika.
    scena w domu Holmesa, kiedy odwiedza go Moriarty - znakomicie to podkreśla.
    ale i finałowy thriller na dachu - również.

    scena samobójstwa Moriarty'ego - sensacyjna zupełnie.
    tak błyskawicznie się to stało, tak nieoczekiwanie, że zaskoczenie było zupełne.
    świetne rozegrane.
    i jeśli naprawdę się zastrzelił [biorąc pod uwagę ostatnią scenę, to tam nic pewnego
    chyba nie ma, hehe] - to co pocznie Sherlock bez swojej[ego] nemezis ? :]

    cała intryga służąca uwikłaniu Holmesa w podejrzenia dotyczące jego uczciwości -
    sprytna, świetnie zaplanowana. scena kiedy Moriarty włamuje się do budki z biżuterią i
    nie ucieka, a daje się złapać, potem scena w sądzie - kiedy w ciągu 6 minut Moriarty
    zostaje uznany za niewinnego, mimo wszelkich dowodów winy w rękach ławników [
    potem wyznaje Sherlockowi, że ich zaszantazował; w ogole, jak pamiętasz, scena jest ciekawa montażowo, bo Holmes czeka na werdykt, powtarza sobie formułkę, na końcu której jest "guilty", a na sali sądowej pada "not guilty"], potem nagle sprawa porwania
    dzieci : świetnie się to wszystko rozwijało, clue planu Moriarty'ego wychylało się zza
    parawanu z klasą i gracją. Mógłby Holmesa po prostu odstrzelić, ale to by było poniżej
    jego poziomu, musiał go pokonać inteligencją, przechytrzyć, ganiać w tę i nazad.

    w międzyczasie komiczny moment z tą nieszczęsną czapką kraciastą.
    fotoreporterzy proszą, zeby Sherlock włożył ją na głowę, on się waha, przecież nie znosi
    tego dziadostwa, ale wreszcie ustępuje, także pod cichą namową Watsona.
    w domu rzuca tą czapicą po pokoju, Watson próbuje go pocieszyć "to czapka łowiecka", na
    co Holmes "bzdura, to uszanka !" :]
    ile można z jednej czapki wycisnąć dobrego humoru, nieprawdaż ? :]

    Moriarty rozkręca wokół Holmesa siatkę wątpliwości, ale dziwne jest, że policja, Lestrade, dają się w wpuści w kanał, nie sądzisz ?

    Nie mają żadnych dowodów, które by uzasadniały zamknięcie Sherlocka ?
    jasne, chodzi tu o samo podważenie jego reputacji, do tego jeszcze ten numer z aktorem, którego rzekomo wynajął, robi się gęsto, ale wydaje mi sie, że gdzieś tutaj "przymuszono"troszkę postaci, żeby zaśpiewały tak jak scenarzyści wymyślili, nie masz
    takiego wrażenia ?

    W scenie na dachu Moriarty informuje Sherlocka, że albo skoczy z 10 piętra na bruk, albo trójka jego przyjaciół zostanie zamordowana przez jego snajperów, którzy śledzą każdy ich krok.
    pierwsza rzecz, nie sądzisz, że to dość słaby pomysł jak na Moriarty'ego ? taki szantaż, który nie dowodzi inteligencji, a raczej jest użyciem prostej siły ? ofk, wersja : Holmes skacze z dachi zabija się, bo nie nie może znieść że został rozszyfrowany jako kłamca - brzmi dobrze, z pkt widzenia Moriarty'ego, ale sama metoda zmotywowania do tego Sherlocka wydaje mi się dość prymitywna. Jak Ty to widzisz ?

    Druga rzecz, w scenie na dachu : dowiedziawszy się o tym, co grozi jego przyjaciołom, jesli on nie skoczy - Holmes staje na krawędzi dachu, ale zaraz się rozmyśla, a nawet się uśmiecha. Mówi Moriarty'emu, że "dopóki ty żyjesz - dopóty oni im nic nie zrobią". W odpowiedzi na tę dedukcję Moriarty zabija się. Nie rozumiem tutaj jaki jest the point :] w myśleniu Sherlocka - na czym polega "póki ty żyjesz - dopóty oni im nie zrobią" ? Przecież sygnałem do odwrotu dla tajnych killerów ma być Sherlock lecący w dół. Co ma wspólnego z tym Moriarty i jego pozostawanie przy życiu ? Musi w tym być sens, bo Sherlock by nie palnął czegoś bezpodstawnie. MOżesz mnie objaśnić, bo nijak tego nie mogę rozgryźć ? :]

    dobra jest scena "ucieczki w kajdanach" :]
    a potem, wciąz skuci za bliższe ręce, Watson i Holmes czekają na dziennikarkę w jej mieszkaniu - i tymi skutymi ze soba rękoma jednocześnie stukają palcami po oparciu foteli, na których siedzą :]
    taka drobnostka, ale wg mnie przezabawna.

    Tych "czterech killerów" obserwujących dzień w dzień Holmesa, w przekonaniu, że ma on ów KOD "otwierający wszystkie drzwi", który rzekomo ma być w posiadaniu Moriarty'ego, a ten z kolei przekazał go Sherlockowi, tylko Holmes musi do tego dojśc : jak to się stało i jak brzmi kod : rozumiem, że oni zabijali się nawzajem, gdy tylko któryś zbliżył się do Sherlocka, choćby nawet ratując mu życie [dwa razy]. Rozumiem, że chodziło tutaj o to, że ci killerzy konkurowali między sobą o ten KOd ? nie działali wspólnie i w porozumieniu tylko całkowicie od siebie niezależnie ?

    Klasyka dedukcji Holmesa : w łazience, gdzie nachodzi go dziennikarka przebrana za fankę, potem w sądzie, gdzie rozszyfrowuje stan cywilny i pochodzenie społeczne ławy przysięgłych - od 1 odcinka jest to zmyślnie pokazywane przez napisy na ekranie ilustrujące myśli detektywa. Klasa. Nowoczesna forma, a jednocześnie ten przyjemny tetro zapach. Co za połączenie, hehe. Wiem, mówiliśmy o tym szeroko już wcześniej, ale zawsze można wspomnieć raz jeszcze ;]

    Właściwie, kurde, parę osób zawiodło, Mycroft dał się wymanewrować, Lestrade uwierzył koleżance z pracy zawsze nieufnej i podszytej niechęcią osobistą do Holmesa.

    Aha, jeszcze scena z dziewczynką, tą porwaną, która o mało nie umarła z racji jedzenia cukierków nafaszerowanych ołowiem... dlaczego wrzasnęła ze strachu, kiedy Sherlock wszedł do pokoju przesłuchań ? On jej nie porwał, nie mogła go widzieć wcześniej. Rozumiem, że to też robota Moriarty'ego, ale JAK tego dokonał ? Jak wdrukował jej twarz Sherlocka jako porywacza ? Nie wystarczyło[by] tutaj powiedzenie "nazywam się Holmes", naweet gdyby miał kominiarkę na twarzy. Od razu rozpoznała twarz Sherlocka i wpadła w panikę. JAK to możliwe, jak Ty to odczytałaś ?

    Finał oczywiście nadzwyczajny. Chociaż... jasne było, że Holmes przeżył, co też zaznaczyli w ostatnim kadrze. Pytanie brzmi, wielce frapujące : JAK on to zrobił ? skoczył z 10 piętra, wylądował na chodniku, głowa w kałuży krwi, brak pulsu ? Musieli to mieć napisane już przedtem, więc odpada wersja, że sezon 3 opóźnił/opóźnia się z powodu szukania wiarygodnej wymówki na w.op okoliczność ;] Molly jest, tak sądzę, postacią kluczową - Sherlock prosił ją o pomoc i zapewne tutaj właśnie mu pomogła, pytanie : jak to wszystko było możliwe ? Jak sądzisz, Siostro ?
    [ja nie mam nawet cienia podejrzenia ani grama konceptu, hehe]

    A wzruszenie... no cóż, jak facet się rzuca z dachu, i ratując jego życie przyznaje się przyjacielowi, że go okłamywał od zawsze, mimo że okłamuje go dopiero w tym momencie, to ma to swoją wymowę. Cała scena zmyślnie nakręcona została, z punktu widzenia Watsona stojacego na dole, zza jego ramienia, i zza ramienia Sherlocka stojącego na krawędzi dachu. Kiedy Holmes leci w dół, jakiś rowerzysta potrąca Watsona i ten nie widzi momentu upadku, widzi dopiero leżącego już Holmesa. To też zagadkowe.

    I to chyba wszystko, bo reszty słowa nie opiszą :], czyli przyjemności oglądania od pierwszej do ostatniej minuty. Wszystko tutaj było/jest wyśmienite, od muzyki, przez zdjęcia, po montaż i ofk aktorów, obaj są brawurowi :]
  • grek.grek 14.10.13, 13:44
    PS : Lestrade, po prawdzie, probował ostrzec Sherlocka [i Watsona], że wybiera się do nich, by aresztować Holmesa. to na mały plus.

    I zapomniałem zupełnie o scenie, kiedy Watson rozbija nos temu policyjnemu ważniakowi, który w jego obecności obraża Holmesa. Widać tylko wkurzonego Johna, pstryk i ten drugi wychodzi z domu z rozkwaszonym nosem, a Watsona zawijają razem z Sherlockiem :]

    [chyba widać, że się wciągnąłem... coś tam czuję :) teraz rozumiem, dlaczego tak Ci się podobał ten serial i rozumiem w pełni istnienie wokół niego społeczności, która traktuje go jako
    rzecz kultową].
  • siostra_bronte 14.10.13, 19:38
    Greku, dzięki za wrażenia :)
    Dzisiaj ledwo żyję, postaram się odpowiedzieć jutro. Ale przyznaję się bez bicia, że na większość Twoich pytań dotyczących niejasnych fragmentów nie potrafię odpowiedzieć. Tzn. świeżo po obejrzeniu odcinka wiedziałam co i jak, a teraz już nie pamiętam :)
  • grek.grek 15.10.13, 13:56
    przyjemnie pisać o takim serialu :]

    never say never, może przyjdzie Ci do głowy jakiś dobry koncept..?
  • grek.grek 14.10.13, 16:37
    oglądacie, mam nadzieję ? ;]

    5 odcinek mocno podniósł poprzeczkę, a 6 podtrzymuje poziom.
    o ile w 5 akcja szła równym wysokim tempem, ze zjazdami, to w 6 są bardzo mocne
    akcenty w sytuacjach które rozwijają się spokojnie, acz niepokojąco.

    i oto padną niektóre bastiony i parawany niedomówień w scenie ogrodowej, urosną kolejne wątpliwości [chyba już wszyscy będą mieli teraz tzw. za uszami, ale ofk nie bez założenia, że interpretacja przeciwna jest absolutnie uprawniona] przy maszynie badającej stopień wytrzymałości nerwowej, aż wreszcie nastąpi scena kuriozalna w samochodzie, a właściwie jego tylnej części, która będzie miała kontynuację nieco później i wyjdzie wtedy, że Carrie, to jest kawał zawodnika wagi ciężkiej. chociaż po drugiej stronie ma rywala niczym jej nie ustępującego.

    świetny serial, świetnie się rozkręca, a Claire Danes zaczęła bez hałasu, by w szybkim tempie zacząć nadawać ton całej obsadzie i serio zasługuje na te nagrody, co to jej dają ostatnio. ofk, są one za któryśtam sezon już, ale i w tym 1-szym widać, jak ożywia i energetyzuje swoją postać, jak rozgrywa ją psychologicznie.

    żona sierżanta coraz korzystniej się prezentuje, im dłuzej jest na ekranie - tym lepiej :]
    jakkolwiek, z mężem ma coraz cięższe warunki pożycia.
    częściowo na własne życzenie, ale skoro człowiek 8 lat nie wracał i wydawało się, że zaginął bezpowrotnie, to trudno oczekiwać od młodej babki, żeby się dała spalić na stosie na to konto. albo wdziać pas cnoty jakowyś. męzulo nie łapie jej dylematu, aczkolwiek i jego rozgoryczenie zupełnie jest zrozumiałe, patrząc z jego perspektywy.
  • maniaczytania 14.10.13, 17:34
    ja ogladam kazdy odcinek :)

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 15.10.13, 13:53
    uff :]

    i jakie wrażenia ?
  • maniaczytania 18.10.13, 19:31
    mnie sie podoba bardzo sam serial. Brody juz duzo mniej ;)
    No i ja uwielbiam M. Patinkina (dla niego ogladalam "Criminal Minds" - jak odszedl to juz nie to), ale Claire Danes mnie nie przekonuje - za 'gowniarzowato' wyglada na doswiadczona agentke (chyba case "Leo" u niej wystepuje ;) )

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 19.10.13, 16:34
    dobre podejście.
    mnie również podobają się scenariusz, otoczka, same pytania, wątki, inteligentnie podrzucane tropy i
    sposób prowadzenia narracji [o ile to miałaś na myśli :)]

    ciekawa uwaga, fakt że Danes wygląda młodo, co może częściowo wiarygodność
    jej doświadczeniu odbierać, ale... może to tylko sztuka dobrego kamuflażu, przy użyciu
    najnowszych kosmetyków z tajnych laboratoriów NASA ? ;]
  • barbasia1 14.10.13, 21:40
    Niestety nie oglądam. Za dużo tego dobrego. ;)
    --
    www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
  • grek.grek 15.10.13, 13:54
    ajj, szkoda.
    naprawdę dobra rzecz.
    gdyby Ci się przytafiła szansa, zeby jednak obejrzeć - łap ją, Barbasiu :]
  • grek.grek 16.10.13, 13:30
    To będzie odcinek dla ludzi o mocnych nerwach. I jeszcze mocniejszym żołądku :]
    Więc, attention, wnimanie, ruszamy.

    Łysy i Hank wracają po pełnym grozy, dosłownie i w przenośni, locie samolotem Atticusa do NY i z powrotem. Włosy im stają dęba [Moody'emu na głowie, Łysemu... wszędzi indziej], kiedy otwierają drzwi domu [mieszkają w chacie Charliego] - przypomina on pobojowisko po przejściu tornada. Wszędzie walają się jakieś odpadki, butelki, kawałki jedzenia, jakiś gość wymiotuje do jakiegoś naczynia kuchennego... Dramat.

    Z oczami wielkości talerzy przechodzą w podniosłym milczeniu przez salon i wychodzą na patio. A tam, w basenie, Becca migdali się ze swoim kolegą. Tym, który razem z nią odwiedził Hanka gdy Moody był na odwyku. Kudłaty i z piwnym brzuszyskiem. Już wtedy zaniepokoił Hanka, kiedy wyznał radośnie, że on też bywał często na detoksie, a na pytanie - z czego się leczył ?, wymienił wszystkie możliwe prochy plus, co Hankowi podniosło ciśnienie - seks. Stoja więc i obserwują. Łysy powiada w zamyśleniu "Becca ładnie się rozwinęła, cieleśnie", Hank wolno przenosi na niego wzrok i cedzi "zabiję cię..." :]]

    I oto w tym basenie, kudłaty i Becca normalnie się na seks umawiają. Kudłaty wychodzi po prezerwwatywę. Trafia na stojącego w drzwiach Hanka. I dostaje od niego soczysty cios prosto na splot słoneczny, po którym pada ze stosownym do swojej nadwagi klapnięciem.

    Becca nie jest zadowolona ze sposoby w jaki ojciec potraktował jej kolegę. A co ze zdemolowanym domem ? "Bawię się jak gwiazda rocka", bezpretesjonalnie oznajmia Becca. Na miejscu jest też wezwana w trybie alarmowym Karen. Starzy robią Becce pogadanke umoralniającą. Zdaje się, że pannica naprawdę wzięła sobie do serca swoje postanowienie mające służyć jej planom pisarskim. Gdyby wszyscy pisali o tym, ile wypili... ;] Groźby Hanka Becca zbywa "jak to zrobisz, stracisz ze mną kontakt", nie ma też wesołej miny, kiedy ojciec wyrzuca jej telefon do basenu, "kupisz mi nowy" - mówi spokojnie, na co Hank "wybij to sobie z głowy"; Karen obrywa się za "liczne błędy zyciowe". Hank na to "doradzam więcej respektu wobec matczynych błędów" :]] i robi stosowną minę, mając na myśli to, że do tej pory na dobre się nie mogą zejść.

    Ma dobre argumenty - wyrzuca Hankowi i Karen, że oni balowali niekiepsko, kiedy byli młodzi. Dostaje się obojgu z osobna i naraz, Becca tytułuje ich "hipokrytami".

    Na to Moody postanawia przeprowadzić lekcję poglądową, która ostatecznie wybije córce z głowy rokendrolowy styl życia. Zabiera ją do... Atticusa. Jedzie tez z nimi Karen, chce być świadkiem całej awantury :]

    Atticus otwiera im drzwi i sprawia wrażenie naćpanego. Niepodzianka, hehe. Rzuca się na szyję Hankowi określając go "przyjacielem", potem zwierza się Karen, że miał sen erotyczny z jej udziałem, w którym doprowadził ją do orgazmu własnym... wzrokiem. Teraz próbuje tego na jawie, skupia się tak bardzo na jej pępku, że w 50 % przypomina Kaszpirowskiego, a w drugich 50 - faceta, który za dużo wypił na pusty żołądek i zaraz rąbnie pawia. Hank przedstawia Beccę, a Atticus zwraca się do niej jakby była niemowlakiem i to takim ze szkła - podchodzi do niej, z grubo przesadzoną komiczną delikatnością mówi "dziecko...", i końcem palców szczypie ja lekko w policzek.

    Hank zwierza się Atticusowi, że przyprowadził córkę celem ukazania jej zgubnych skutków nałogu narkotykowego i rockstar-lifestyle. Atticus oznajmia z pełną powagą, na jaką go tylko stać w obecnym położeniu : "brałem udział w paru kampaniach antynarkotykowych, czasami nawet na trzeźwo".

    Wchodzą do środka, a tam Becca doznaje osłupienia. Na kanapie siedzi i raczy się kokainą - Marilyn Manson we własnej osobie. Manson poznaje Hanka "Jestem twoim fanem, podziwiam", i dodaje "zapraszam do spożycia" :] Ale ani Hank ani Karen nie są chętni. Wszyscy siadają przy stole. Rozkręca się rozmowa. Prawie dochodzi do rękoczynów. Manson zachwala kokainę, i w ogole to, co Karen i Hank chcieli Becce wybić z głowy. Becca, zachwycona towarzystwem Mansona, wytyka Hankowi i Karen, że sami imprezowali niekiepsko, a Hank wygłaszał nawet pochwały narkotyków. Moody odpowiada ze spokojem, ze owszem, ale był wtedy naćpany :] Słowem, Hank w tym dyskursie wypada jak prawdziwy obrońca moralności i fanh trzeźwości wszelakiej. Pewnie dlatego, i głównie dlatego, nim jest, że chodzi o jego córkę. W pewnym momencie sprzeczka sięga szczytu i Hank z Mansonem już podwijają rękawy. Hamuje całą akcję Becca ["moi dwaj idole nie będą się bić !"] razem z Atticusem, który zupełnie ledwie kontaktuje.

    Karen widzi, że sytuacja zaczyna działać na ich niekorzyść. Becca nie dośc, że nie dostrzega żadnych minusów swoich poczynań, to jeszcze ma okazję przebywać z idolami, ludźmi którzy jej imponują. Wprost mówi do Hanka "spadamy stąd".

    Hank ma inną opinię. Bierze Karen na stronę i tłumaczy, że powinni dać czas całej sytuacji, żeby dojrzała. W końcu pęknie i Becca dostanie lekcję. Karen jest serio zaniepokojona, a w dodatku - dom Atticusa, to przecież także miejsce jej pracy. Becca świetnie się bawi, prosi matkę żeby zrobiła jej zdjęcie z Atticusem i Mansonem.

    Tymczasem Hank, w ramach oczekiwania na przełom, rusza na spacer po chałupie. Napotyka snującą się po pokojach żonę Atticusa. Oczywiście, też lekko nakoksowaną. W pozie uwodzicielskiej, podlewanej procentami, znacie ten styl "pijanego mistrza" [mistrzyni] ;]. Zdradza Hankowi, że jej mąz kolekcjonuje średniowieczne narzędzia tortur. I że ma w swoich zbiorach przyrząd do torturowania kobiecych piersi. Hank na to, ze kobiece piersi należy raczej pielęgnować, zamiast torturować. Są na to zbyt piękne. Tego tylko żonie rockmana było trzeba. Zaczyna namawiać Hanka, zeby dotknął jej piersi. Hank próbuje się wyłgać jakoś, wszak w tym samym domu jest Karen. W końcu kobiecina łapie go za rękę i kładzie ją sobie na biuście. I bierze Hanka na litość, "tak dawno żaden mężczyzna nie dotykał mojego ciała...".

    Wiadomo, co się musi teraz stać - pojawia się Karen. Widzi całą scenę. Hank tłumaczy od razu, że "bada piersi" i dodaje "twoje też chętnie zbadam", ale Karen po chwili wymownego milczenia komunikuje mu "Manson proponuje nam trójkąt, naprawdę musimy wiać".

    Wracają więc oboje do salonu. I tutaj Hank podejmuje grę vabank. Widząc Beccę w pełnej komitywie z rockmanami - proponuje Karen, żeby... wyszli. I tak też robią. Czekają na Beccę na zewnątrz. Ona żegna ich cokolwiek skonsternowanym spojrzeniem.

    Za chwilę "martwy" Atticus zostaje potraktowany tyłkiem Mansona, który siada mu na twarzy. Becca już czuje, że jest coś nie tak...

    Niebawem Hank i Karen czekający na dziedzińcu widzą ją wybiegającą z domu Atticusa. "Uciekamy", mówi Becca "Manson chce żeby filmowała jak robi kupę na Atticusa" :]] MÓwiłem, że będzie żołądkowa gorzka, haha.

    Zatem, lekcja odebrana. Przed domem Becca zostaje dokładnie zrewidowana przez Hanka i Karen. Od Atticusa wyszła, jak się okazuje, uzbrojona nie tylko w pożyteczną wiedzę, o tym jak kończy się "rockowy styl życia", ale również w butelkę alkoholu i saszetkę kokainy. Hank konfisukuje jedno i drugie. Kiedy Becca znika w domu, i dzielni rodzice zostają sami - Hank zabawowo proponuje Karen konsumpcję zarekwirowanego towaru. Karen nie jest jednak zainteresowana, a raczej narzeka, że cała akcja może się odbić na jej pracy, a poza tym - ma pretensje do Hanka, ze obmacywał obcą babę. Niby nie są razem, ale ciągle przecież dwa kroki od bycia razem, no i Hank obiecywał poprawę, a tutaj pierwsza lepsza go owija sobie wokół palca, czy raczej wokół piersi. Hank się broni, że został "wzięty siłą", ale Karen nie wykazuje zrozumienia. Rozstaja się w atmosferze może nie wojennej, ale na pewno popsutej.

    A Łysy ? Łysy odwiedza swoją eks-żonę. MÓwi Marcy, że podczas lotu samolotem spojrzał śmierci w oczy [zaglądał w rózne otwory, to pewne, i niekoniecznie śmierci ;)] i uświadomił sobie, ze pragnie spędzać więcej czasu z nią i z synem.
    cdn
  • grek.grek 16.10.13, 14:01
    Marcy mu nie wierzy, podejrzewa podstęp - "pewnie nie masz kasy, żeby zapłacić kolejną ratę alimentów !". ale Łysy zaklina się, że to mówi prawdę. Pieniądze na alimenty ma, bo przecież został nowym agentem Atticusa.

    Staje na tym, że Łysy wybiera się z synem do centrum handlowego, do parku zabaw, gdzie rodzice ze szkoły, do której mały chodzi, przyprowadzają swoje pociechy.

    Poznaje tam miłą babkę, imieniem Trisha. Rozmawiają przyjemnie, ona ma dwójkę czy trójkę dzieciaków, opowiada, że ona i mąz poznali się jeszcze w szkole i są razem od 23 lat, Łysy na to, ze przywraca mu to wiarę w trwałość młodzieńczych związków i że generalnie Trisha wcale na tak kobietę w tak długim związku i z trojką dzieci - nie wygląda. Wymieniają się numerami telefonów.

    Po chwili Łysy dostaje od niej sms-owe zaproszenie do... łazienki. Seks spodziewany. Łysy głupio pyta, czy to od niej, a ona, żeby nie marudził, tylko szedł za nią. Charlie chwilę się waha, czy zostawić syna, ale jako ze mały siedzi w środku takiego wielkiego zabawkowego smoka - krzyczy do niego, ze musi do toalety i pędzi tam biegiem.

    Wchodzi. Nikogo nie ma. Woła Trishę. Ta sie odzywa jakimś zupełnie innym głosem niż przedtem. Głosem wampa ;'] Łysy tłumaczy, ze pomylił łazienki, poszedł do damskiej.
    Trisha otwiera drzwi kabiny, jest topless, Łysy zaskoczony komplementuje jej urodę, ale ona zachowuje się zupełnie inaczej niż wcześniej. Z przyjemnej mamy przeistacza się w blond wampa w okularach. Mówi do Łysego, że nie ma teraz na imię Trish, a Hannah i żeby tam do niej mówił. Łysy delikatnie sugeruje "osobowośc mnogą ?", na co ona, że żadna osobowość mnoga, ale że prowadzi ona pornostronę w internecie, występuje tam jako perwerrsyjna gosposia i zamieszcza filmy z tego, jak dogadza sobie z kolejnymi... modelami :]

    Tym razem, to Łysy ma być modelem. Dostaje idiotyczną czapkę, taką na całą twarz, żeby mógł ukryć swoją tożsamość. Trish dokładnie mu opisuje co się ma wydarzyć : ona go zasczyci seksem oralnym, a on ma ją zaszczycić finałem na jej twarzy [nie patrzcie na mnie, ja tylko cytuję ;)], a ściślej na okularach ["fani to uwielbiają"]. Łysy się zgadza, dzielnie filmuje całe zajście, ale pech chce że do mety dobiega na tyle znienacka, że strzelby do finałowej salwy nie zdąza wydobyć z ust Trishy [starałem się jak mogłem, by było oględnie, uff, aaa - no i poetycko :)]. ta jest wściekła. Każe Charliemu żeby sobie poszedł. Łysy zgłasza sie na ochotnika do drugiej próby, ale Trish vel Hannah jeszcze gwałtowniej. słowem przez duże "S" każe mu, żeby... niezwłocznie się oddalił.

    Wieczorem Łysy ma seks z Marcy. Ujął ją swoim ojcowskim zaangażowaniem. Leża oboje przy synu, mały pyta dlaczego Charlie zniknął na tak długo w tej łazience. Łysy kłamie, że zjadł coś, zakręciło go w brzuchu i swoje musiał odsiedzieć.

    Potem, w łózku Marcy, eks-małżonkowie mają pozamałżeński ;] seks. Potem rozmawiają, Marcy pyta Łysego jak było w tym parku zabaw, Łysy na to, że nienajgorzej, i pojawia się imię Trish. Marcy pyta, czy ją poznał ? I że to żałosna wariatka, która zarabia w internecie na stronie z własnoręcznie kręconymi pornoepizodami, do których zaczepia wszystkich męzów kobiet mających dzieci w tej szkole/przedszkolu. Pyta czy Łysego też zaczepiała. Łysy na to, ze absolutnie nie. Marcy, żeby się pośmiać, otwiera tę stronę Trish-Hannah. Jest na niej filmik z Łysym, w tej debilnej czapicy na twarzy. Po facjacie Marcy go więc nie może rozpoznać, ale... rozpoznaje go po "krzywym" instrumentarium, które akurat na tym filmie jest bezlitośnie wyeksponowane :} I tak oto w jednym momencie pada mit Łysego jako dobrego ojca i faceta, który chce wrócić do własnej żony, bo mu jej brakuje :]]

    Kiedy Hank kończy rozmowę z Karen, pod jej domem, i już zaraz ma wsiąść do samochodu, wybiega jeszcze na moment Becca. Ze maszynopisem swojej powieści. "Jakkolwiek wyszło, dobrze czy źle, dokonałaś wielkiej rzeczy", oznajmia jej Hank. Na co ona "dlaczego zakładasz, ze wyszło źle ?", na co Hank "Brawo, oto słowa godne pisarki". Wyznają więc sobie wzajemnie miłość i wykonują przepisowego niedźwiedzia. Czyli, może jest całkiem dobrze, gdzie Hank straci, tam Moody odzyska pole.

    to nie jest słaby sezon.
    jest bardzo niezły.
    i jak tu postulować zakończenie tego serialu ? no jak ?
    pomysły na kolejne wątki i epizody ciągle są, a postaci nie tracą uroku.

    www.youtube.com/watch?v=7pGRD9NViQ0
  • pani_lovett 16.10.13, 15:44
    Hehe! A taka byłam ciekawa okoliczności w jakich pojawi się w serialu Marylin Manson.

    Rzeczywiście pełen obrzydliwości odcinek.

    Za to finał przygody Łysego bardzo dobry, ha,ha! :)

    ThnX :)
  • grek.grek 16.10.13, 17:02
    hehe, ja byłem zaskoczony zupełnie :]]

    to prawda, ale zawsze na wesoło :]

    hehe, Łysy znów cierpiał.

    drobiazg, aż dziwne, że to już tylko 3 odcinki zostały...
    szybko poszlo jakoś tak, nie ?
  • pani_lovett 17.10.13, 16:12
    :))

    Łysy sam sobie piwa naważył, jak zwykle, he,he.

    O! Na pewno tylko 10 odcinków w tej serii będzie?
  • grek.grek 17.10.13, 17:15
    masz racje, 12 będzie :]
    uff, to znaczy, że dopiero połowa minęła, hehe.
    zasugerowałem się innymi serialami, które jakoś tak zgodnie mają po 10 odcinków
    w aktualnie pokazywanych sezonach.

    Łysy poszedł za głosem natury ;]
    niestety, głos natury stał także za jego kolejną porażką.
    co użył - to jego, tyle że próba powrotu na łono rodzinne okazała się
    klapą.
  • pani_lovett 17.10.13, 17:29
    A jednak! :)

    > co użył - to jego,

    Pewnie myślą tak z zazdrością wszyscy faceci. ;))

    tyle że próba powrotu na łono rodzinne okazała się
    > klapą.

    Co się odwlecze .... ;)
  • grek.grek 17.10.13, 17:49
    o, to na pewno :]
    co nie zmienia faktu, że konwencję tego serialu stanowią raczej rejony śmiałych męskich fantazji, które nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością :]

    hehe, możliwe.
    tylko ciekawe, czy jeszcze w tym sezonie ;]
    inna rzecz, że każdy powrót na łono macierzy Łysego albo Hanka, to pierwszy krok do tego, żeby w przeciągu 2-3 odcinków, a czasami wystarczy pojedynczny egzemplarz, sytuacja ta została odwrócona o 180 stopni :"]

  • grek.grek 17.10.13, 13:50
    7 odcinek i trochę nowych komplikacji, słodycz zemsty na zimno oraz wspomnień czar.

    Na scenę serialu wytacza się ojciec Nucky'ego i Eliasa Thompsonów. Pojawił się już na wieczorze celtyckim, tak fatalnie zakończonym, ale tam nie odegrał żadnej roli, a tutaj staje się przyczynkiem do odkrycia kolejnej karty z osobowości Nucky'ego.

    Dziadek ma z 90 lat, jest w formie miernej, a na dodatek łamie nogę podczas próby zaprowadzenie porządku w domu. POrządek jest konieczny, bo koty harcują :] Zrzędliwy i złośliwy staruszek wywraca się podczas pogoni za czworonogiem i bęc - noga złamana. W domu pojawiają się bracia Thompsonowie. Elias ma pewne wyrzuty wobec Nucky'ego, że przyjechał późno i że ojcem w sumie interesował się o tyle o ile. Dziadek zostaje odwieziony do szpitala. Nucky rozgląda się po rodzinnym domu, w którym chyba dawno nie bywał, i minę ma taką jak wygląd tej rudery - schorowany, albo zniedołężniały, stary Thompson zasyfiłł chałupę od środka i od zewnątrz. Nucky bierze do ręki toster i rzuca "stary dziad nawet go nie podłączył, a kupiłem mu go za całe 9 dolców". Nie trzeba być geniuszem, żeby dostrzec, że Nucky nie darzy ojca synowską miłością.

    Może to z tego powodu, Nucky wpada na pomysł, żeby ten dom jakoś odrestaurować i... sprzedać go komuś "dobremu i uczciwemu". Ma naweet kandydata. Jest to jakiś jego znajomy, z żoną, z dziećmi, istotnie uczciwy obywatel i dobry człowiek. Zaprasza go do swojego biura i pyta : jak mu się układa ? Facet opowiada o trudnościach, o odkładaniu każdego grosza, a nadziei, że uda się wkrótce poprawić standard materialny. Mówi to z nadzieją w głosie, z optymizmem, a doznaje zaniemówienia i twarz wydłuża mu się niemożebnie, kiedy Nucky oświadcza mu, że załatwił mu własny dom, nie żadną wynajątą klitkę - własną chałupę. Gośc nie posiada się ze szczęścia. Nucky uprzedza go tylko, że dom trzeba będzie wyremontować trochę, a potem cała rodzina może się wprowadzić. Gośc jest wdzięczny jak cholera i promienieje radością.

    Prace remontowe ruszają niezwłocznie, Nucky uruchamia swoich znajomych, więc zapewne zapłaci za to niewiele, a robota pójdzie szybko.

    Kiedy Nucky rozmawia ze szczęśliwcem - pojawia się Lucy. Forsuje zasieki w postaci kamerdynera i lokaja, wchodzi do pokoju i zaczyna nawijać, że mieli razem pójść do kina, na "Jekylla i Hyde'a", coś o ubraniach, w ogóle wygląda dośc nieciekawie i trochę bełkocze. Wyraźnie jest niedysponowana, a słaba jej forma, to zapewne efekt zmartwienia, a nawet strachu i żalu, że z "posady" partnerki życiowej Nucky'ego wygryzła ją Margaret Shroeder.
    Nucky czuje się niezręcznie, że znajomy musi na patrzeć na tę scenę, szybko ją uspokaja, odsyła do domu i zapewnia, że pójdą razem do kina. Ostatecznie Lucy idzie sama i cała roztrzęsiona ogląda film, w którego bohaterze zapewne zaczyna rozpoznawać rysy swojego kochanka. Jeszcze trochę i zacznie dybać na jego życie :]

    A może mieć powody, bo znajomośc Nucky'ego z Margaret rozwija się interesująco. Spędzają razem coraz więcej czasu, głównie w tym wynajętym przez niego dla niej, i dzieci, domu. Jedzą razem kolację, Nucky opowiada historoyjki, a dzieciakom każe się tytułowac "wujkiem". Można podejrzewać, że znajduje w tym wszystkim jakies rodzinne spełnienie, którego nie zdązył zaznać u boku przedwcześnie zmarłej żony.

    Ten dom, w którym mieszka Margaret, to rodzaj hotelu dla utrzymanek żonatych grubych ryb z Atlantic City. Margaret odwiedza jedna z tych kobiet, ta co w 6 odcinku :] "On się z tobą nie ożeni", uświadamia Margaret jej położenie, i dodaje "lepiej zbieraj do skarpety, ile zdołasz, póki on żyje albo póki z tobą jest". Sama przyznaje, że podciąga swojemu gachowi kasę, czy to z kieszeni, czy z portfela, małe sumy, ale juz zdązyła uzbierać 4 tysiące i trzyma je w ukryciu. Jakby ją puścił albo zmarł - będzie miała kapitał jakiś. Margaret zwierza się jej, że Nucky chyba jeszcze nie otrząsnął się w pełni po śmierci żony. I że w ogole dośc oszczędny jest, jak chodzi o uzewnętrznianie uczuć. Sąsiadka powiada, że powinna się cieszyć - im gość gadatliwszy, tym bardziej się odkrywa, a im bardziej się odkrywa - tym więcej słabości swoich wydobywa, a wtedy kobieta przed którą się odkrył staje się dla niego ilustracją jego słabości. Lepiej więc, kiedy milczy.

    Wieczorem wychodzą we czwórkę do klubu. Margaret, Nucky i ta sąsiadka ze swoim gachem, ofk znajomym Nucky'ego. Nucky i ten gośc zostaja sami, rozmawiają o interesach, kiedy kobiety wracają ta sąsiadka rzuca "i o czym tak rozmawialiście ?", na co Margaret żartem "pewnie o biznesie, to ich ulubiony temat". Na co Nucky oponuje, że niekoniecznie, bo on, np., lubi pogadać o baseballu. I wspomina, to pewnie efekt sprawy z ojcem i wizyty w domu rodzinnym, że miał rękawicę bejsbolową z autografem jakiegos zawodowego gracza. Kiedy towarzystwo idzie tańczyć i Nucky z Margaret zostają sami, Margaret pyta o tę rękawicę, i czy Nucky ją jeszcze posiada. On na to, że mu ją ukradziono. Margaret wyraża żal z tego powodu. Nucky wyraźnie nie chce o tym mówić.

    Później ta sprawa powraca, kiedy Nucky i Margaret odwiedzają dom rodzinny Thompsona, żeby rzucić okiem, jak idą prace remontowe. Nucky wspomina, że kiedy patrzy na ojca widzi starego dziada stojącego nad grobem i to dziwne uczucie, jako że doskonale jeszcze pamięta jak go postrzegał będąc dzieckiem - ojciec rządził domem w sposób niepodzielny, Nucky miał go za dominatora. Wspomina, jak stary pacnął go gorącym pogrzebaczem, zostawiając mu bliznę na dłoni, za to, że w dniu swoich urodzin Nucky przed ojcem wziął ze stołu chleb.

    Po kolacji w domu Margaret, zwierza się Nucky'emu, nie podając szczegółów, że "została źle poinformowana" [my wiemy, że chodzi o tę rozmowę z sąsiadką] i że chce, aby Nucky mógł jej wszystko powiedzieć, ze wszystkiego się zwierzyć, żeby jej ufał. Nucky bez słowa, ale z wymownym spojrzeniem, opowiada jej jeszcze jedną historię z dzieciństwa.

    Wspomnianą bejsbolową rękawicę kupił mu także ojciec. Następnego dnia Nucky ją stracił. Zabrało mu czterech starszych od niego chłopaków. Ojciec zmusił go wtedy, aby poszedł do nich i im ją własnoręcznie odebrał. Mały Nucky tak zrobił, a cała historia skończyła się tym, że dostał od nich tęgie manto i 2 tygodnie przeleżał w szpitalu.

    Tego samego popołudnia Nucky dostaje telefon, że remont jest skończony i żeby przyjechał zobaczyć dom. Margaret nie jedzie, chce położyc do snu córkę. Jedzie sam Nucky, z synem Margaret. Na wejściu spotykają ojca Nucky'ego, na wózku, wyprowadzanego przez pielęgniarza, widocznie stary po coś jeszcze wpadł do domu. Chata nie przypomina siebie, jest terraz czysta i schludna. Ojciec wie, że Nucky sprzedaje dom, zapewne stary pójdzie do jakiegoś dobrze opłacanego przytułku. MIjają się i stary Thompson z wrogością patrzy na Nucky'ego i mówi "myślisz sobie, że nie jesteś królem, a tak naprawdę jesteś zerem". Nucky nie odpowiada.

    I kiedy tak kręci się po domu, sądząc z zamyślenia, wspomnienia - mocno rozbudzone w ostatniach dniach - atakują go jeszcze dotkliwiej. Prosi synka Margaret, żeby wyszedł i poczekał w samochodzie. Sam zaś łapie za kanister z benzyną i z zaciętą miną rozlewa ja po chałupie. Potem podpala. Chawira płonie wesoło trzaskając. Ze zdumioną i nieszczęsliwą miną obserwuje to także ten gośc, któremu Nucky dom podarował. Właśnie przyjechał i zastał ognisko. Stoją więc razem i tamten jęczy, że jaka szkoda, że pożar wybuchł i taka wspaniała okazja ominęła jego rodzinę. Nie wie, co się stało naprawdę. Nucky wręcza mu zwitek banknotów i powiada "za te pieniądze kupisz dla siebie i rodziny daleko lepszy dom". I odchodzi.

    W Atlantic City kroi się Nucky'emu konkurencja.

    Zaczyna się od tego, ze wspólnika Nucly'ego, czarnoskórego Chalky'ego White'a odwiedza pewien gość. Proponuje mu handel alkoholem. Bez pośredników. Czyli, niejako z wyłączeniem Nucky'ego albo nie tyle z wyłączniem, ile z zarobkiem dla Whieta' poza umową z Nuckym.
    cdn
  • grek.grek 17.10.13, 14:38
    White pokpiwa z jego wyglądu i wzrostu ["czy matka wie, że podwędziłeś ojcu niedzielny płaszcz ?"], ale słucha go z uwagą. Gośc nic sobie nie robi ze złośliwych uwag pod swoim adresem, przeciwnie : grzecznie i precyzyjnie skład mu ofertę, legitymuje się z 10 tysięcy posiadanych dolarów i wydaje się być cholernie poważny. Chalky nie przyjmuje propozycji ale też i nie odmawia. Następnego dnia , wieczorem, podchodzi do Nucky'ego siedzącego w klubie z Margaret, jej sąsiadką i jej gachem. MÓwi Nucky'emu, że to nieładnie, iż mu nie ufa i przysyła podstawionych faccetów, żeby kontrolowali jego uczciwość. Nucky nie wie, o co chodzi, nikogo nie przysyłał.

    Istotnie, gośc który odwiedził Chalky'ego White'a, to zaufany Lucky'ego Luciano, człowieka bossa nowojorskiej mafii, Rothsteina, mającego porachunki z Nuckym. Luciano i ten jego pysio odwiedzają Doyle'a, eks-partnera Nucky'ego w nielegalnym wódczanym biznesie. Doyle trzyma zaś z kilkoma Włochami. To oni napadli kuriera przenoszącego pieniądze z banku do skarbca miasta [początek 6 odc.] Ukradli 3 tysiące, aby mieć kapitał dla swojej gangsterskiej aktywności. Teraz przyjaciel Luciano roztacza przed nimi widoki możliwości jakie daj podziemny rynek nielegalnego alkoholu : trzeba produkowac to wszystko, co jest potrzebne do rozprowadzania towaru - butelki, nalepki, korki, a i samemu można szmuglować. Rynek ich pomieści, ale muszą mieć kasę na rozruch. 3 tysiące to skandalicznie mało. Luciano proponuje im więc, żeby obrobili kasyno, z którego kasa idzie na konto Nucky'ego Thompsona. W dniu rozliczeniowym powinno tam być lekko 150 tysiaków. Zastrzega od razu, że połowa sumy idzie na konto Rothsteina. Po krótkim wahaniu i badawczym spojrzeniu, uścisk ręki pieczętuje umowę.

    W ręce policji wpada niejaki Billy. Nie pamiętam, co wymajdrował, w każdym razie czeka go 10 lat odsiadki. W nadziei na skrócenie wyroku, a może - choć wówczas to chyba nie funkcjonowało w takiej formie - "status świadka koronnego" prosi o rozmowę z kimś z biura federalnego, bo ma ważne informacje na temat popełnionego przestępstwa. Wwezwany zostaje agent Van Alden, któremu Billy wyznaje, że brał udział w zabójstwie 5 ludzi wiozących alkohol dla Rothsteina. Został wynajęty do tej roboty, ale nie zabił nikogo. Zatrzymał tylko samochód z alkoholem zajeżdzając mu drogę. Zabijali inni. Van Alden prosi o nazwiska. Billy pyta, co z tego będzie miał. Van Alden : że wobec perspektywy 10 lat machania kilofem pozycja negocjacyjna chłopaka jest dośc marna, ale że zrobi co się da, żeby mu jakoś wyrok złagodzić. Billy bierze co dają i wyznaje, że organizatorem napadu był Jimmy Darmody. I pomagał mu "jakiś koleś imieniem Al". Czyli, już drugi świadek potwierdza że to Jim dowodził tamtym napadem.

    Żona Jimmy'ego, przebywającego w Chicago, ma romans, tak jak jej doradzała matka Billy'ego. Nie na darmo stanęła pod tym zakładem fotograficznym miłego pana Dittricha. Rzecz jednak w tym, że nie ma ona romansu z panem Dittrichem, ale z jego żoną :] Jest ona malarka. Obie panie, w toplesie, całują się w łózku, a żona Jima wyjawia kochance, że nawiązała pewne kontakty dzięki którym być moze wkrótce będą mogły wyjechać do NY i zamieszkać w Greenwich Village, gdzie malarka będzie mogła spieniężać swoją sztukę. Na razie są obie na utrzymaniu męzczyzn, malarka zyje z fotografowania męzowego, a zonę Billa wspomaga, zgodnie z umową, Nucky Thompson. Dodatkowo, tutaj muszą się maskować ze swoim romansem, gdyby zostały nakryte, a przypadki chodzą po ludziach - zapewne groziłoby to daleko posuniętymi konsekwencjami.

    Jimmy Darmody jest ciągle w Chicago. Boli go noga i nie może spać. Kontuzja odnóża to pozostałośc po wojnie. Został ranny, lekarze zreperowali, co się dało, i mimo że zrobili to, jak mówi badający go lekarz, znakomicie, to ciągle powracają bóle i ćmienia. Lekarz sugeruje, że odczuwanie bólu może mieć podłoże psychologiczne. Zaprasza Jimmy'ego do zrobienia sobie testu "dla żołnierzy". Ma zbadać jego osobowośc, ale przede wszystkim skłonić do zwierzeń i oczyścić duszę, ma być czymś w rodzaju katharsis. Jimmy zgadza się. Siedząc na krześle w sali, widzi jakiegoś chłopaka patrzącego w okno. Ogląda go z profilu. Kiedy chłopak orientuje się, że Jim go obserwuje - odwraca się w jego stronę całą twarzą. Wtedy Jimmy zauważa, że facet nie ma drugiej strony twarzy, włącznie z okiem.

    Ten chłopak nazywa się Richard Harrow. Na codzień nosi protezę na tej połowie twarzy, z domalowanym nawet okiem. Spoptykają się po raz drugi w poczekalni szpitalnej, czekając na przeprowadzenie tego testu. Harrow powiada, że to test, nie po to, by im pomóc, ale po to, żeby "jeszcze lepiej walczyli, kiedy pojadą [znów] na wojnę". JImmy wtóruje mu, że to "test dla wariatów". Sa do siebie podobni, dwóch młodziaków, których naznaczyła wojna. Nie tylko mentalnie. Przypadają sobie go gustu, od razu się zaprzyjaźniają. Richard zwierza się Jimmy'emu, że był snajperem w wojsku, ciągle nosi ze sobą maskę niemieckiego snajpera, którego kiedyś odstrzelił. Czaił się 3 dni. Wreszcie Niemiec uchylił zasłonkę, żeby się podrapać w nos. Richard nie chybił. Potem Harrow mówi, że "ten test dotyka intymnych spraw... pytają czy miałeś kiedykolwiek seks...". Jimmy patrzy na niego i odczytuje jego obawę.

    Kiedy zostają wyczytane ich nazwiska - Jimmy w obu przypadkach odkrzykuje "nie ma ! wyszedł !".

    Olewają zatem testy i idą do tej agencji towarzyskiej alias hotelu, w którym mieszka Billy. Siadają przy barze, piją drinki, rozmawiają o broni [Richard wymienia cała kolekcję strzelb i pisoletów jaką posiada; mówi cicho, cały czas jakby się odwracał w bok, świetnie spisuje się pan aktor mówiąc ciałem - jakby człowiek był nieśmiały, może z powodu swojej twarzy, a jednocześnie przecież był snajperem, ma na koncie zapewne wielu odstrzelonych wrogów, jest naznaczony zabijaniem]. Jimmy zaprasza jedną z agentek. Przedstawia Richarda jako "swojego przyjaciela i bohatera wojennego", prosi ją żeby zabrała go do pokoju i "podziękowała mu za wojenne wyczyny ku chwale ojczyzny". Panienka jest wesoła, więc Richard nie daje się długo prosić. Przysługa przyjacielska :]

    Niebawem Harrow ma okazję się zrewanżować Jimowi i zapewne będzie to początek owocnej ich współpracy.

    Pewnego dnia policjant chicagowski siedząc w barze zauważa niejakiego Liama, jest to niedobitek z gangu Sheridana [zlikwidowanego w poprzednim odcinku przez Jima, Ala Capone i ich protektora Torrio], ten sam który pociął twarz i w ten sposób sprokurował samobójstwo Pearl, z którą plany wiązał Jimmy. Policaj dyskretnie wstaje i zawiadamia telefonicznie Jima o tym, co odkrył.

    Jimmy wkrótce pojawia się w tym lokalu. Liam tam jest. Siedzi i popija. Jimmy przysiada się do niego. Znają się, podczas burzliwej dyskusji w hotelowym pokoju, po której przywódcy gangu Sheridana zostali zastrzeleni - doszło do wymiany zdań Jima z Liamem. Wtedy Sheridan powiedział, ze "Liam zrobił tylko to, co mu kazałem". Sheridan juz zapłacił za swoje, jakkolwiek zginął w walce o interesy obu gangów.

    Liam spodziewa się najgorszego, patrzy na Jima wytrzeszczonym wzrokiem. Może myśli, że tamten po prostu zacznie strzelać. Ale Jimmy zamiast strzelaniny funduje mu opowieść. Obaj byli na wojnie, Liam też służył we Francji; Jimmy serwuje mu story o tym, jak kiedyś postrzelił Niemca. Trafił go dwukrotnie. tamten padł na zasieki z drutu kolczastego. Był za słaby, nie mógl się z nich wyplątać, skutkiem czego tkwił w tym niewygodnym położeniu, wykrwawiając się powoli. Wzywał matkę, biadolił, płakał. Jimmy chciał mu skrócić cierpienie, ale tamten sie nie zgadzał. Wierzył w cud, że pojawią się niemieccy żołnierze i go uwolnią. Trwało to kilka dni zanim wyzionął. Jaki z tego morał ? "Chcemy żyć, czepiamy się i trzymamy życia, nawet wbrew wszelkiej logice", puenteje Jim. "Pozwolę ci żyć, ale nie wchodź mi nigdy w drogę", instruuje LIama Jim, potem zakłada kapelusz i wychodzi z lokalu. W ostatnim momencie klepie go lekko po ramieniu. Wspólnota weteranów ?
    cdn
  • grek.grek 17.10.13, 14:46
    Nic z tych rzeczy - chwilę po wyjściu Jima Liam nagle słychać trzask kruszonego szkła i Liam chwieje się na krześle i pada z przestrzeloną głową. W oknie knajpy widać dziurę po kuli karabinowej.

    Strzelał Richard, snajper doskonały :] Widać jak pospiesznie pakuje karabin do torby i opuszcza mieszkanie w sąsiednim budynku, z którego miał idealny podgląd na wnętrze knajpy.

    www.youtube.com/watch?v=2TKBcxW7ie4
    www.youtube.com/watch?v=OuI2KINqYnQ
    www.youtube.com/watch?v=4OknABtSO3E
    www.youtube.com/watch?v=DVpf8FT95CM
  • pani_lovett 17.10.13, 17:20
    "Zakazane imperium" to mój faworyt serialowy w tym sezonie. ;)

    Ciekawy wątek ojca Nucky'ego i wspomnień z niełatwego dzieciństwa. Elias ma pewnie podobny stosunek do ojca?

    Wątek kobiet gangsterów i ich życiowej zaradności też niezły.

    :)
  • grek.grek 17.10.13, 17:44
    mój też, absolutna klasa światowa.

    bardzo.
    wychował się w ekstremalnym patriarchacie, co tłumaczy zarówno jego postawę w interesach - nie waha się ostro grać, chociaz zawsze czyni to z klasą; a jednocześnie, urazy jakich doznał w dzieciństwie jakoś tam wyjaśniają jego zdolnośc do posiadania uczyć wyższych [kochał swoją zmarłą żonę, nadal ją kocha zresztą] i sympatię dla kobiet umiejących się postawić, rozumnych i inteligentnych [Margaret]

    a owszem :] takie czasy, wszystkie kombinują jak się da.

  • pani_lovett 17.10.13, 21:12
    Yes. :)
  • pani_lovett 17.10.13, 15:48

    Wiadomości › Polska › katastrofa w Smoleńsku
    dzisiaj 10:42
    Prof. Jacek Rońda w TV Trwam: blefowałem

    Jeden z eks­per­tów tzw. ko­mi­sji Ma­cie­re­wi­cza, prof. Jacek Rońda, wy­znał nie­ocze­ki­wa­nie na an­te­nie TV Trwam, że w kwiet­niu - w trak­cie pro­gra­mu TVP po­świę­co­ne­go ka­ta­stro­fie smo­leń­skiej - ble­fo­wał. Mając świa­do­mość, że pi­lo­ci Tu-154M spro­wa­dzi­li sa­mo­lot na wy­so­kość po­mię­dzy 50-60 me­trów nad zie­mią, utrzy­my­wał, iż w rze­czy­wi­sto­ści ma­szy­na nie ze­szła po­ni­żej wy­so­ko­ści 100 me­trów. - Za­ata­ko­wa­łem kon­cep­cję Mil­le­ra i Laska, że tak po­wiem, w spo­sób nie­spo­dzie­wa­ny - stwier­dził szcze­rze. Dodał, że w trak­cie wy­wia­du w TVP "grał".

    [...]
    Co powiedział Ronda w programie TVP?

    Tymczasem w kwietniu tego roku, na antenie TVP prof. Rońda przekonywał, że piloci nie skierowali samolotu na wysokość niższą niż 100 metrów. Dopytywany przez Piotra Kraśkę, wyjaśnił, że dysponuje dowodem. Chodziło do dokument pochodzący z Rosji; ekspert komisji Macierewicza nie chciał jednak zdradzić źródeł.

    - Kupiłem ten dokument na rynku. Źródło pozostanie niejawne, ale mogę dostarczyć oryginały. Mam swoje dojścia - tłumaczył.


    wiadomosci.onet.pl/kraj/prof-jacek-ronda-w-tv-trwam-blefowalem/sn8sy
    I czy nie uzasadnione były głosy wątpiące w kompetencje i wiarygodność członków komisji Macierewicza!!??? Czy nie uzasadniona była wypowiedź rektorów w sprawie panów profesorów-ekspertów!!!
  • pani_lovett 17.10.13, 15:55
    "Prof. Rońda wyjaśnił ponadto motywy swojego zachowania. - Ponieważ wtedy sprawa dotyczyła tego, że za wszelką cenę zespół pana Laska czy pana Millera chciał udowodnić, że przyczyną katastrofy było zejście poniżej wysokości decyzyjnej, a ona była na wysokości poniżej 100 metrów, wiec ja zaatakowałem tę koncepcję zupełnie - że tak powiem - w sposób niespodziewany - chwalił się zadowolony ekspert.

    - Później ta opowieść o tym dokumencie [z Rosji - red.]... To był blef, na tym dokumencie nic nie było - przyznał Rońda. Mimo wyraźnego przypływu szczerości eksperta dziennikarz postanowił nie ciągnąć tego wątku".



    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14793199,Ronda_chwali_sie_w_TV_Trwam__W_wywiadzie_z_Krasko.html#BoxWiadT
  • grek.grek 17.10.13, 17:13
    co najciekawsze, i najsmutniejsze zarazem, kłamał dla radości oszukania dziennikarza.

    to jest kolejny gol samobójczy.
    do tego doszły zdjęcia pokazane przez komisję rządową, nadal nie ma modelów teoretycznych komisji pana Antoniego i wg mnie mecz jest skończony.
  • pani_lovett 17.10.13, 17:24
    Ręce opadają. Ten człowiek kpi w żywe oczy, robi sobie zabawę z tragedii. Nie rozumiem Prezesa, jak on może tolerować takich ludzi komisji!!!

    Otóż to.
    Wypada powiedzieć, nareszcie.

  • grek.grek 17.10.13, 17:40
    właśnie, to jest najgorsze, niby chodzi o wyjaśnienie tragedii, o "Polskę", o "naród", o "prawdę", a tutaj pod szczytnymi hasłami facet sobie jaja robi. tyle że on chyba woli wyjśc na swawolnego dyzia niż ostatecznie paśc pod gruzami, kiedy to się ostatecznie zawali. chociaż, nie zawali się prędko, bo do wyborów jeszcze 2 lata. Trzeba wyborców utrzymywać w jedności. Ot, polityka, nie mylmy tego z psychiatrykiem :]

  • pani_lovett 18.10.13, 17:24
    Rozumiem.

    Ale jednego pojąć nie mogę dlaczego prof. Rońda, który nie jest politykiem, ale naukowcem, i to, jak piszą, wybitnym specjalistą w swojej / swoich dyscyplinie (implanty chirugiczne oraz zdaje się spawanie pod wodą) dał się wciągnąć w te polityczne zagrywki. Przecież to jego w pełni świadomie nietyczne działania i wypowiedzi jako eksperta w komisji Macierewicz godzi w jego autorytet naukowca.

    Prof. Rońda rezygnuje z przewodniczenia Konferencji Smoleńskiej 2013. "Przyznaję się do błędu"

    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14803865,Prof__Ronda_rezygnuje_z_przewodniczenia_Konferencji.html#BoxSlotII3img
  • maniaczytania 19.10.13, 18:14
    pani_lovett napisał(a):

    > Ale jednego pojąć nie mogę dlaczego prof. Rońda, który nie jest politykiem, ale naukowcem, i to, jak piszą, wybitnym specjalistą w swojej / swoich dyscyplinie (implanty chirugiczne oraz zdaje się spawanie pod wodą) dał się wciągnąć w te polityczne zagrywki. Przecież to jego w pełni świadomie nietyczne działania i wypowiedzi jako eksperta w komisji Macierewicz godzi w jego autorytet naukowca.

    Ja sie staram w tych politycznych watkach nie udzielac, ale tu nie moge ;)

    Barbasiu - coz za pokretna logika. To nie udzial w komisji 'skompromitowal' profesora, to profesor swoim zachowaniem godzi w komisje.

    --
    Maniaczytania - blog
  • pani_lovett 20.10.13, 12:50
    maniaczytania napisała:

    > pani_lovett napisał(a):
    >
    > > Ale jednego pojąć nie mogę dlaczego prof. Rońda, który nie jest politykie
    > m, ale naukowcem, i to, jak piszą, wybitnym specjalistą w swojej / swoich dysc
    > yplinie (implanty chirugiczne oraz zdaje się spawanie pod wodą) dał się wciągną
    > ć w te polityczne zagrywki. Przecież to jego w pełni świadomie nietyczne dzia
    > łania i wypowiedzi jako eksperta w komisji Macierewicz godzi w jego autorytet n
    > aukowca.
    >
    > Ja sie staram w tych politycznych watkach nie udzielac, ale tu nie moge ;)
    >
    > Barbasiu - coz za pokretna logika.

    Że co, Maniu? 8-O

    >To nie udzial w komisji 'skompromitowal' pro fesora,

    Nie uważasz, że człowiek, wybitny przedstawiciel świata nauki, który "blefuje" w żywe oczy dla zabawy, który świadomie i celowo wprowadza ludzi w błąd (np. twierdząc, że ma dokumenty potwierdzające jego tezy) w tak niesłychanie poważnej sprawie nie kompromituje się???

    A o czym, twoim zdaniem, świadczy, że rektor AHG skierował sprawę prof. Rondy do uczelnianej komisji etyki? O czym będą świadczyły konsekwencje jakie komisja wyciagnie wobec profesora.
    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14807967,Rektor_AGH__Sprawa_prof__Rondy_trafi_do_uczelnianej.html

    >to profesor swoim zachowaniem godzi w komisje.

    Ale przecież o tym się mówi od samego początku! Od kiedy prof. zaczął motywować swoje kompetencje jako eksperta od katastrof lotniczych, tym, że sklejał modele samolotów i oglądał wybuchające szopy i latał w charakterze pasażera.

    Tylko, że na początku niektórzy nie chcieli tego widzieć, albo udawali, że nie widzą. Dla nich wtedy w komisję godził nie profesor, ale ci , którzy ośmielali się kwestionować jego kompetencje jako eksperta od katastrof lotniczych, od wybuchów i wiarygodność jego teorii oraz dokumentów, które jakoby miały świadczyć na korzyść jego teorii.
  • maniaczytania 20.10.13, 18:16
    Barbasiu - najwidoczniej piszesz za szybko i czesc wyrazow Ci umyka, bo z Twego postu, do ktorego sie odnioslam wynikalo cos innego ;)

    --
    Maniaczytania - blog
  • pani_lovett 20.10.13, 18:39
    ?

    z korektą drugie zdanie:
    Przecież te jego w pełni świadomie nietyczne działania i wypowiedzi jako eksperta w komisji Macierewicz kompromitują go jako naukowca.
  • siostra_bronte 20.10.13, 18:59
    Zaczyna się...
  • grek.grek 18.10.13, 15:56
    ale nam Pepsic wkropi, jak przyjdzie :]]
    rozglądam się za jakąs zbroją.
    i bunkier zacząłem kopać ;]]