• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Ojej, co tu wybrac 2013 - 12 (vol. 38) Dodaj do ulubionych

  • 01.12.13, 16:22
    i zaczynamy ostatnie Ojejki w tym roku. Mam nadzieje, ze grudzien bedzie tak owocny we wpisy jak listopad :)

    --
    Maniaczytania - blog
    Edytor zaawansowany
    • 01.12.13, 20:27
      Przypominam z samozwańczego obowiązku. TVP 2 godz. 21.10.

      • 01.12.13, 21:18
        Też zamierzałam przypomnieć. :)
        Właśnie się zaczęło ...
      • 02.12.13, 14:11
        obejrzałem :]

        na razie jest to telenowela z elementami kryminału, hehe.

        nagromadzenie rodzinno-towarzyskich rozmów, rozmówek, ckliwostek i
        słodkich minek - wata scenariuszowa, dla tych kilku scen z wątku sensacyjnego.

        bardzo bezpieczna forma i język, parę razy padło najpopularniejsze polskie słowo
        na "k", ale aktorzy tak się kulili, kiedy je wypowiadali, że ledwie dało się usłyszeć.

        seks skończył się na zdjęciu przez aktorkę bluzki, pod którą miała sportowy stanik.
        pikanteria przede wszystkim ;]

        dzieciak zwija ojcu z samochodu pistolet.
        ojciec nie jarzy gdzie spluwa.
        dedukuje : była w schowku w aucie... potem mały wsiadł do auta... potem zawiozłem do
        do szkoły... i spluwa znikła... no to pewnie zapodziała się gdzieś w garażu.

        matka i ojciec kłócą się na cały regulator w salonie.
        temat : ojciec dorabia nielegalnie, a matka chce, żeby przestał.
        matka : "musimy to wszystko ukrywać przed dziećmi !!!"
        ... które nawet śpiąc na ulicy, a nie dwa kroki wyżej - na piętrze - musiałyby tę
        wymianę zdań usłyszeć.

        dzieciak niesie pistolet do szkoły i grozi koledze.
        i nawet wie, jak go odbezpieczyć.
        rewelacja.

        i te imiona... "Carmen", "Luther"... :]

        mąz bohaterki jest tak dramatycznie niewiarygodny w roli stanowczego ćwierćgangstera, że
        aż strach. misio-pysio taki... jak próbuje być groźny albo "mieć jaja", to kontrast z jego fizjonomią jest aż rozśmieszający. coś jak u Clooneya. jak go widziałem w jakimś filmie, w którym częśc akcji rozgrywa się w więzieniu, to nie mogłem wyjśc ze zdumienia, że on nie pląsa w sukience i nie ma ksywy "Mariola", a zamiast tego prezentuje zestaw "min twardziela". niekiedy reżyserom brakuje chyba instynktu samozachowawczego.

        dobrze, że ta scena seksu urywa się na bluzce, bo jakby jeszcze z misia-pysia zrobili... sami wiecie kogo, to trzeba by zakwalifikować ten serial jako science-fiction ;]]

        aha, jak gośc jest "stanowczy" i "robi miny", to na tle dwóch śmiesznawych chłopków roztropków dukających coś pod nosem, w postawie z rękoma chroniącymi podbrzusze i mówiących "do widzenia" a akcentem na ostatnią sylabę. na tle takich egzemplarzy - na macho mógłby pozować z powodzeniem Tomasz Kamel.

        kolor włosów Agaty Kuleszy odbieram jako osobistą zniewagę :]

        plusy są dwa.
        pierwszy, to ofk Mrs Kulesza, która robi co może, aczkolwiek jakby nie robiła, to nie może zatrzeć we mnie wrażenia, że gra w tym serialu dla pieniędzy, a nie dla sztuki [Amerykę odkryłem właśnie].
        drugi, to Łukasz Simlat, który swoim spojrzeniem, mową ciała i bluzganiem z wdziękiem ukradł wszystkim ten 1. odcinek.

        ja to oldskulowa mentalnośc jestem : jak kobieta, to kobieca, jak mężczyzna - to męski, no chyba, że się trafi jakaś fajna wariatka albo wariat fajny - wtedy wszystkie kategorie idą w kąt, heh.

        ostatnia scena mówi mi, że to zapewne Carmen przejmie interesy po mężu, czy tak ?
        no to może cała rzecz się rozwinie jakoś interesująco, aczkolwiek mam niepokojące, hehe, przeczucie, że będzie tak samo jak w tym prologu : Carmen będzie matką dzieciom i tutaj wystąpią przeważające liczebnie sceny telenowelowe, a w międzyczasie zamieni się w biznesłomen i jako taka stawiać się będzie gangsterom od proszku i zioła, oczywiście z powodzeniem. może nawet Agata Kulesza użyje słowa na "k", ale tak żeby dzieci nie słyszały.

        powiedzcie mi, dlaczego polskich scenarzystów nie stać na odważny, ostry, mocny scenariusz serialowy ? dlaczego w polskich serialach nie ma postaci skomplikowanych i nieschematycznych ? dlaczego jest tak zachowawczo i kunktatorsko ? [mam nadzieję, ze będę musiał odwoływać to wszystko po kolejnych odcinkach, chociaż wielkiej wiary w to nie znajduję]

        a jak u Was było ? :]

        • 02.12.13, 17:00
          Nie oglądałam. Miałam złe przeczucia jak zobaczyłam fotkę Kuleszy w blond lokach, w Teletygodniu :) Ale czego można się spodziewać po Polsacie?
          • 02.12.13, 17:20
            :))
            Jezszcze to imię Carmen. :/

            Serial był robiony zdaje się dla Canal+, nie Polsatu.
          • 02.12.13, 17:31
            e, nie rozumiem do konca tego czepiania sie Polsatu - niektore seriale wychodza im calkiem fajnie :)
            a tym bardziej nie rozumiem tego czepiania sie Polsatu, gdy jest kompletnie bezpodstawne ;) - serial 'idzie' na TVP2, a robiony byl dla Canal+ :)))

            ale ogolnie, to zdanie mam podobne do Grekowego - tez mnie jakos nie porwalo, a niektore sceny wrecz zenujace byly ...
            Simlat i Bonaszewski byli najlepsi

            --
            Maniaczytania - blog
            • 02.12.13, 17:44
              Faktycznie, nie doczytałam, że to produkcja Canal +.
              • 02.12.13, 17:46
                Nie wiem skąd mi się przyplątał ten Polsat :)
          • 02.12.13, 17:55
            Miałam złe przeczucia jak zobaczyłam fotkę Kuleszy w blond lokach
            Siostro, why?
            • 02.12.13, 18:07
              Hehe. W "Teletygodniu" był krótki tekst o serialu okraszony zdjęciami. Na jednym z nich Kulesza ma lekko kręcone włosy. Może zrobi sobie taką fryzurę na jakąś specjalną okazję ? :)
              • 02.12.13, 18:24
                Taka okazja już była, wesele siostry, na którym miała ładną, naturalną fryzurę nisko upiętą z lekko pofalowanych włosów. Tez mi sie podobało. Niestety nie mogę znaleźć stosownej fotki.
                Ps. Mam wątpliwości, czy serial przypadnie Ci do gustu, bo rzeczywiście nie jest specjalnie wymagający.
                • 02.12.13, 18:31
                  O, to chyba była ta fryzura. Może przesadziłam z tymi lokami :)

                  Nie samymi arcydziełami człowiek żyje :) Czasem lubię sobie obejrzeć coś dla czystej rozrywki. Rzucę okiem.
            • 02.12.13, 18:15
              Blond włosy mogą być. Ale to imię Carmen! :)
              • 02.12.13, 18:21
                No właśnie. Nie mogli zmienić imion na bardziej swojskie?
        • 02.12.13, 17:11
          Okazuje się, że "Krew z krwi" to polska wersja/ adaptacja holenderskiego serialu pt. "Penoza". Stąd te "dziwne" imiona bohaterów, które zostały wzięte z wersji oryginalnej.

          Zatem scenariusz nie jest oryginalny tylko adaptowany.

          Szału nie ma, to fakt. Ale mimo wszystko wiążę nadzieje z wątkiem Carmen. Może jednak rozwinie się ciekawie.

          Do minusów dodałabym kiepski dźwięk, źle słyszałam niektóre kwestie (i wcale nie była to wina działającej nowej pralki ;)




          "Penoza"
          www.filmweb.pl/serial/Penoza-2010-603143
          • 02.12.13, 17:17
            Tak się właśnie zastanawiam, ile wolności twórczej mają adaptatorzy scenariuszy tego typu seriali zagranicznych...
          • 03.12.13, 16:57
            yes :]
            brawurowy rozwój Carmen to jest jakaś nadzieja.
            może wejdą do akcji jakieś ciekawe postaci, a i intryga da się jakoś skonsumować.
        • 02.12.13, 17:49
          No to ja się wyłamię. Dla mnie to całkiem udana i dobrze rokująca produkcja bez plastikowych, wybotoksowanych dam z udziałem lubianych przez mnie aktorów i aktorek. Strasznie mi sie podobała pani Agata w długich blond włosach, nieważne, że przedłużonych. Jak bym sie miała przyczepić, to do finałowej sceny, z której można było wykrzesać dużo więcej dramatyzmu. Natomiast zgadzam się z Grekiem, że Łukasz Simlat w gustownej kurtce zawojował ekran, a także że pójściem na łatwiznę było powielenie schematowi rodzinnych. Z niecierpliwością oczekuję na dalsze odcinki.
          • 02.12.13, 17:57
            mnie akurat panie w tej produkcji denerwuja - A.Kulesza przerysowana (ona czesto jednak przerysowuje), I. Kuna - nie lubie, nie przepadam.
            Na plus panowie :)

            --
            Maniaczytania - blog
            • 02.12.13, 18:08
              No to mamy podzielone opinie. Z ciekawości chyba obejrzę następny odcinek.
            • 02.12.13, 18:10
              Agatę Kulesze lubię od czasów "Pensjonatu pod Różą" (nota bene Polsat), nie wspominając o słabości do imienia, Izabelę Kune po "33 scenach z życia", Małgorzatę Buczkowską za naturalność, Iwonę Bielską za kreowanie zrzędliwego charakteru. Przede wszystkim jednak Simlata darzę sympatią, po komediowej roli w "Brzyduli" oraz brawurowej roli w sztuce "Sprzedawcy gumek". A Bonaszewski tak na dobrą sprawę jeszcze sie tu nie ujawnił.
              • 02.12.13, 18:24
                M. Buczkowska tez lubie, a Iwone Bielska jeszcze bardziej :)
                Nie pamietam, zeby I. Kuna podobala mi sie w jakimkolwiek filmie, natomiast A. Kulesze ogolnie lubie, tu mnie denerwuje, bo troche szarzuje.

                --
                Maniaczytania - blog
          • 03.12.13, 17:03
            również jestem ciekaw, jak się rzecz rozwinie, aczkolwiek podejrzenia mam straszne ;]

            ja tam się na modzie i stylu nie znam, ale zawsze byłem zdania, że im ładniejsza twarz, tym mniej powinno być do niej doczepionych włosów ;] Aktorka Kulesza ma wyraziste rysy, iczy, szerokie usta, ładne czoło - wg mnie, pasuje jej fryzura zaczesana do tyłu i jednak nie blond - ciemne włosy byłby dyskretniejsze i w ten sposób nie odwracałyby uwagi od twarzy.

            ale bredzę coś, nie ? ;]
            • 03.12.13, 17:04
              * oczy
        • 02.12.13, 18:30
          seks skończył się na zdjęciu przez aktorkę bluzki, pod którą miała sportowy stanik.
          pikanteria przede wszystkim ;]

          Greku, to nie był erotyk, a film sensacyjny, wiec czego sie spodziewałeś?
          ;)

          Z drugiej strony, pani Agata bardzo nie lubi rozbieranych scen.
          • 03.12.13, 16:58
            hehe :]
            sam się teraz nad tym [i nad sobą] zastanawiam.
            chyba rzeczywiście powinienem mieć skromniejsze oczekiwania.
    • 02.12.13, 18:29
      taak, mam juz za soba trzy :)
      Kevin sam w domu, Kevin sam w Nowym Jorku i Listy do M. - ogladal ktos w piatek?

      A w sobote bedzie nastepny "Cztery Gwiazdki"?

      --
      Maniaczytania - blog
      • 02.12.13, 18:30
        po tych "Czterech Gwiazdkach" miala byc kropka ;)
        calkiem smieszna komedia o calkiem powaznych sprawach ;)

        --
        Maniaczytania - blog
      • 02.12.13, 18:36
        Gorzko-słodkie "Listy do M." kiedyś oglądnęłam z prawdziwą przyjemnością pomimo paru zarzutów, zwłaszcza w kwestii niepolskich realiów.
      • 02.12.13, 18:56
        ciekawe czy jakas stacja wyemituje,"moje":
        www.filmweb.pl/film/Family+Man-2000-10344
        www.filmweb.pl/Holiday
        • 02.12.13, 20:07
          Na "Family Man" tez czekam :) , a "Holiday" zdaje sie juz bylo ze dwa tygodnie temu.


          --
          Maniaczytania - blog
          • 02.12.13, 20:51
            Nie jestem pewna, czy ja powinnam z tym tematem już tu, czy jeszcze tam, bo ten odcinek niby był jeszcze w listopadzie, ale ja obejrzałam go dziś ...
            Odrobiłam zadanie :) I nie żałuję, dlatego, że zrobiło się ciekawiej, choć bynajmniej nie w wątku głównym, jeśli założymy, że takowym pozostaje zniknięcie dziewczynki (a wcale nie jest to oczywiste). Tym razem odcinek w 80% poświęcony był Robin, czyli pani detektyw, i przepracowywaniu przez nią jej osobistej traumy sprzed 15 lat, związanej bezpośrednio z obecnym miejscem akcji. I tu pani Moss pokazuje, że potrafi grać przejmująco, po raz pierwszy oglądałam ją bez jakieś podskórnej irytacji. Odcinek znacznie bardziej spójny niż poprzednie, a mój lepszy odbiór wynikał tez chyba z oglądania tego odcinka na komputerze, z okiem w ekranie. Mamy też pewne sztampowe rozwiązanie fabularne, tzn. „nasza” pani detektyw zostaje odsunięta od sprawy, w zasadzie zwolniona. Wątek kobiet z Paradise bz. Pojawia się też nowa postać, zewnętrzna, patolog z większego miasta, który spotyka się z panią detektyw/już nie detektyw, by się z nią podzielić swoimi spostrzeżeniami.
            I jedno, co rzeczywiście jest w tym serialu ciekawe, to zestawienie „brudu” związanego z zachowaniem ludzi, ich agresji (a ma ją w sobie i pani detektyw) z zapierającymi dech w piersiach krajobrazami Nowej Zelandii. Czyli jest to historia okropnych, zwyrodniałych ludzi otoczonych zjawiskowym krajobrazem, wywołująca u widza zamierzony jak sądzę dysonans poznawczy :)
            • 03.12.13, 17:08
              pisz gdzie zechcesz - złapiemy Cię na każdej częstotliwości :]

              no proszę, czyli jednak nie oberwę pomidorem ! hurra, ha ha.

              świetny opis, Er.po, dzięki.

              [sam bym się internetowo rzucił na ten serial, zainspirowany przez Ciebie, ale
              jakoś tak się boję, że niebawem poleci w telewizji, co to ją odbieram zza południowej
              granicy, i będzie mi głupio, że nie poczekałem. więc, osobiście bardzo liczę na Twoje
              relacje z frontu]
              • 03.12.13, 19:00
                Pomidory już podrożały, szkoda by było :)
                Sama nie wiem, czy to, że czujesz się zachęcony do obejrzenia tego serialu powinnam sobie poczytywać za zasługę, biorąc pod uwagę, że go znacząco omarudziłam ... ;)
                Postaram się donieść co dalej, jednocześnie nie zdradzając do końca co dalej (na wypadek pojawienia się tego serialu gdzieś w Twoim lub innych zaciekawionym zasięgu) - lubię zadania skomplikowane logicznie :)
                • 04.12.13, 14:49
                  racjonalny powód :]]

                  nie zraził mnie Twój dystans wobec atmosfery i tempa, bo... wiesz, de gustibus... :]
                  zaciekawił mnie za to cała reszta, o ktorej pisałaś.
                  a teraz jeszcze mówisz, że się ruszyło...
                  no to jak mam nie być zainteresowany :]

                  dzięki.
                  trzymam[y] Cię za słowo.

                  wiesz, dałoby się znaleźc ten serial w necie, i mnie takie pomysły chodzą
                  po głowie, ale za bardzo lubię oglądać filmy jednak w telewizji, żeby jednak nie
                  dać sobie i im trochę czasu.

            • 03.12.13, 19:51
              Właśnie, właśnie, miałam wspomnieć w listopadzie, ze serial odżył w czwartej odsłonie przykuwając uwagę za sprawką Elisabeth Moss, ale mi umknęło.

              Ps. Niczym w Hyde Parku, piszemy, kiedy chcemy, gdzie chcemy i o czym chcemy:)
              • 03.12.13, 23:07
                O widzisz, czyli póki co odbiór mamy dalej zgodny :)
            • 05.12.13, 16:27
              er.pa napisała:
              > I tu pani Moss pokazuje, że potrafi grać przejmująco, po raz pierwszy oglądałam ją bez jakieś
              > podskórnej irytacji.

              To dobra wiadomość. W Mad Med Elisabeth Moss pokazała, że potrafi grać.
              :)
      • 03.12.13, 17:05
        oglądałem Kevina :]
        za 50 lat, jak dożyję, też będę oglądał.
        a oni nadal będą go wyświetlać.
    • 03.12.13, 13:32
      Dobrej prasy Dexter nie ma, hehe, ale sezon się rozwija, pozwolę sobie zatem kontynuować.

      Wątek bratersko-siostrzany rozkręca się bujnie. Debra ma wysoce zrozumiały problem z zaakceptowaniem szokującej prawdy o tożsamości Dextera. Próbuje mu pomagać za pomocą zrobienia z siebie i niego pary bliźniaków syjamskich - wszedzie razem, gdzie ja - tam i ty, gdzie ty - tam i ja. Tak żeby nie został sam, bo jak zostanie na moment sam, to zaraz mu do głowy przyjdą same dziwne pomysły. Ale to tak nie działa, nie da się z czyjejś osobowości wyciągnąć siedzącej w niej kluczowej cegiełki.

      Dexter wreszcie prosi siostrę, żeby mu odpuściła. Deprymuje go, zaszczuwa wręcz, nie jest w stanie ani żyć ani nawet pracować mając ciągle do czynienia z permanentną inwilgilacją. A instynkt zabijania reaguje ze zdwojoną energią : a to podsuwa mu wyobrażenie podcinania gardła kobiecinie w okienku pocztowym, a to znów jedno niewinne słówko kolegi z pracy powoduje, że Dexterowi wyświetla się jego gwałtowna śmierć od noża. Żyć się nie da.

      Siostra ustępuje zatem, ale nieoficjalnie nadal łazi za bratem. A Dexter dla odświeżenia znajduje sobie właśnie nowy cel. Jest nim Ray Speltzer, podejrzany w dwóch sprawach o morderstwa młodych kobiet. Tylko podejrzany, chociaż smród ciągnie się za nim niemożliwy. Dexter zaczyna go śledzić - w siłowni, w której Speltzer z zapamiętaniem okłada worek bokserski, potem w klubie - gdzie gośc flirtuje z kelnerką latynoskiej urody, a wreszcie - w jego miejscu pracy, czyli na cmentarzu, gdzie Speltzer jest kimś w rodzaju... czy ja wiem ? kustosza ? ;]] w każdym razie zajmuje się grobami, pomnikami, ogrodnictwem - wszystkim naraz.

      Dexter przegląda zdjęcia ofiar morderrstw, o które podejrzewany był/jest Speltzer. Druga dziewczyna, Nina - została znaleziona z naderwanym uchem, z którego zniknął drugi kolczyk. Od razu Dexter, znający przecież najlepiej obyczaje seryjnych zabójców, podejrzewa że właśnie kolczyki mogą być trofeami tego, kto je zabił.

      Jego uwagę przykuwa fakt, który policja przeoczyła - kiedy Speltzera zwijano po obu morderstwach [obie dziewczyny umawiały się z nim] : miał ogoloną głowę. To stary latynoski zwyczaj gangsterski poprzedzający zabójstwo. Flirtując z kelnerką - Speltzer ma łysa głowę, co naprowadza Dextera na podejrzenie, że szykuje się on do kolejnego morderstwa.

      W klubie dochodzi do ostrej rozmowy Debry z Dexterem. Dexter, wiedząc, że siostra go sledzi - niejako ją 'zaprosił" do lokalu. Mówi jej o tym, co odkrył a'propos Speltzera. Debra na to, ze nie ma żadnych dowodów, że to on zabijał. Dexter na to, że będzie tych dowodów szukał i jesli je znajdzie - trzeba go załatwić zanim kolejna dziewczyna zginie. Debra jest podenerwowana, ciągle w jej głowie siedzi "brat morderca" - zarzuca Dexterowi, że zastępuje sąd, adwokata i prokuratora. On - że system prawny jest do chrzanu, jeśli nie umie powstrzymać morderców. Ona - że nie sposób tego systemu zastąpić "dexterowskim", czyli zabijaniem na własną rękę, bez sądu. On jej na to, że chce pokazać - jak to działa, jak działa "jego system". Ona - żeby uważał, co by Speltzerowi nic się nie stało, w sugestii : bo mogę zapomnieć, że jestem jednak twoją siostrą i założę ci kajdanki.

      Dexter "odwiedza" Speltzera na cmentarzu. Obserrwuje go z ukrycia. Gośc spędza dziwnie duzo czasu w jednym z mauzoleów. Ostatniego zmarłego pochowano w nim przed 50 laty, a Spltzer najpierw siedzi okropnie długo w środku, a potem z pietyzmem przestawia doniczki z kwiatkami na zewnątrz. Nie dane jest mu tym razem dostać się do środka tej... jaskini, bo telefon wzywa go do pracy [o efektach tego wezwania - w innym wątku].

      Debra, jakkolwiek nieufnie traktuje brata, także zaczyna chodzić wokół tej sprawy ze Speltzerem. U szefowej wydziału, La Guerty, uzyskuje prawo do oficjalnego śledzenia gościa. Dwóch policjantów siedzi w aucie przed jego domem, gdzie Ray akuratnie przebywa, i nie spuszczają z chałupy oka.

      W tym czasie, nocą, Dexter włamuje się wreszcie do mauzoleum. Znajduje tam coś w rodzaju killerskiej świątyni. Jakiś ołtarzyk, cholera wie co, a na tym ołtarzyku... kolczyk Niny. Jest więc dowód ? MOżna tak to potraktować. Obawiając się,żeby Speltzera nie spłoszyć - Dexter tylko fotografuje ten kolczyk i wysyła fotkę Debrze. Ta jednak nie odbiera telefonu, bo... dzwoni w tym czasie do Dextera... Najpierw Debra dostaje od policjantów śledzących Speltzera informację, że gośc chyba śpi, bo nic się nie dzieje i czy mogą wyskoczyć w inne miejsce, gdzie trwa jakaś akcja. Debra im na to pozwala, a potem sama jedzie ich zastąpić. Powiadamia o tym Dextera, ale ten nie odbiera, informacja trafia do jego poczty głosowej.

      Speltzera odwiedza kelnerka poznana w barze. Przyszła na miły wieczór, a tymczasem po kilku minutach Speltzer rzuca się na nia i ją obezwładnia. Dziewczyna budzi się na pietrze, gdzie Speltzer... cóż - urządził jakiś upiorny labirynt. Mnóstwo gratów, śmatów, drzwiczek, śmyczek, przesmyków, prześmryków... Włącza się muzyka metalowa. POjawia się sam Speltzer ubrany w maskę z rogami byka. I zaczyna ganiać przerażoną śmiertelnie dziewczynę. Labirynt, to chyba jego pomysł na to, żeby sobie uatrakcyjnić cały proceder. Ryba samodzielnie złapana smakuje najlepiej ;]

      Debra siedzi, siedzi... widzi jak gaśnie światło w domu. Nie wie, że dziewczyna jest w srodku. Przyszła po tym jak policjanci odjechali, a zanim Debra przyjechała.

      W każdym razie, Debra widzi jakieś błyski na strychu i piętrze. Rozgląda się wokół domu. I słyszy znienacka wrzask kobiety. I gwałtowne uderzenie muzyki. Wdziera się do środka. Biegnie na górę, uzbrojona w pistolet...

      Dexter po wyjściu z mauzoluem na cmentarzu odsłuchuje informację z poczty. Ofk, pędzi do domu Speltzera, bo już wie, że z niego killer na sto dwa. Dociera w ostatnim momencie - Speltzerowi udało się powalić Debrę i już szykował się do jej zabicia. Dexter powala go ciosem w tym głowy, ale nie na tyle mocnym, aby Speltzer, korzystając z ciemności i zamieszania, nie zdołał uciec.

      Kelnerka jest mocno pokiereszowana, skutkiem czego umiera. Dexter opowiada Debrze, co odkrył w mauzoluem, od razu zostają tam rzuceni technicy policyjni, ale nic nie znajdują - ani śladów DNA Speltzera, ani tym bardziej kolczyka Niny. Speltzer przytomnie podrałował od razu do swojego kościółka i zniknął dowody rzeczowe.

      Po tej akcji Debra ma sporo do przemyślenia. Ot choćby... to, czy Dexter nie miał sporo racji mówiąc, że takich 'speltzerów' trzeba eliminować zanim kolejna ofiara wpadnie w ich łapy ?

      • 03.12.13, 14:12
        Przemyślenia pewnie sprzyjają teorii [i praktyce] Dextera, ale mimo to następnego ranka - Debra prosi go, żeby się wyprowadził. Kiedy Dexter mówi "Nic się nie zmieniło, to wciąz ten sam ja, twój brat, kocham cię i dbam o ciebie", ona odpowiada "Wszystko się zmieniło, nic już nie jest na tym samym miejscu, co wcześniej". Przeraża ją na przykład to, że nic nie rózni Dextera od Speltzera jak chodzi o trofea : Speltzer zbiera kolczyki zabitych przez siebie kobiet, Dexter pobiera próbki krwi z ofiar swoich morderstw. Róznica jest fundamentalna : Speltzer zabija niewinnych, Dexter zabija Speltzera, żeby go powstrzymac od zabijania, a innej metody nie ma na seryjnych killerów. Mimo więc, że Debra nazywa jego działania "złem koniecznym" - nie potrafi już postrzegać brata w tak samo jak wcześniej. On zabija. Jesli nawet w słusznej sprawie - to nie zmienia faktu, a ten fakt wywraca wszystko do góry nogami. W dodatku samą ją zaczynają nawiedzac wizje, z wanną pełną krwi na czele. I zaczynają się pojawiać pytania wysoce nie na miejscu.

        Oto Debra pyta brata, czy to na pewno Trinity zabił jego żonę [finał 4 sezonu]. Nie mówi tego wprost, ale sugeruje. A kiedy Dexter to potwierdza, wyrzuca mu, że Rita padła ofiarą jego trybu życia. "Umarła, bo byłeś egoistą", mówi mu w twarz. I sugeruje, że powinien wysłać swojego syna do dziadków, do Orlando, z daleka od siebie, aby życie lub zdrowie małego nie doznało uszczerbku w konsekwencji tatusiowych wyczynów. "co by było jakbyś spóźnił się o 3 minuty w domu Speltzera ? do Rity 3 minuty się spóźniłeś...", podsuwa mu plastyczne przykłady. Dexter odmawia "jestem dobrym ojcem, nie oddam swojego syna". Prędko jednak przyjdzie mu zmienić zdanie.

        Speltzer zostaje aresztowany. Potrzeba 4 policajów, żeby go obezwładnić :] Dowodów na jego przestępstwa nie ma. Nawet Debra nie może nic zeznać, bo przecież ganiał ją w masce byka :] Dochodzi do przesłuchania. Najpierw sierżant Batista wchodzi do pokoju i udaje, że nie znosi swojej przełożonej, nakręca w ten sposób Speltzera, sugeruje że Debra to miękki ogórek. To plan oczywiście, aby podejść Speltzera, żeby się wysypał z czymś. Potem wchodzi Debra i wjeżdza mu ostro na rodzinę - to znaczy zasypuje go monologiem, w którym insynuuje, że Speltzer zabił te wszystkie dziewczyny, a zrobił to dlatego, że wszystkie były podobne do jego matki, a z kolei jego matka puszczała się wesoło, kiedy Speltzer był mały. Gośc słucha tego i trzyma się dośc długo. Kapituluje w momencie, gdy Debra mówi "... i leżałeś za ścianą słuchając, ile twoja matka ma przyjemności z tego jak ją p...lą ci wszyscy mężczyzni. I wiesz co, Ray ? Tak naprawdę zawsze chciałeś być jednym z nich" - wtedy Speltzer skacze na nią z tekstem "powinienem cię był zabić, jak tamta dziwkę !". Jest dobrze uwiązany, więc nic jej nie może zrobić, a Debra wstaje z uśmieszkiem triumfu.

        Nie na długo. Niebawem prawnik Speltzera zaskarża policję. Według niego, na co stosownym dowodem jest fim video z zatrzymania, policja pobiła jego klienta i doprowadziła go do stanu, w którym nie był w stanie zrozumieć swoich praw, jakie mu odczytano. Kuriozum, ale przecież to Ameryka ;]

        Speltzer zostaje wypuszczony. Wtedy właśnie Dexter decyduje by wysłać syna do Orlando. Nie może ryzykować, że killer dobierze mu się do dzieciaka.

        Dexter znów odwiedza cmentarz. Speltzer wrócił do pracy. Po tym jak "spalił" mu się dom, Speltzer mieszka w przyczepie na terenie cmentarza. Widząc, że Ray ruszył do roboty - Dexter wkrada się do tejże przyczepy szukając jakichś haków na niego. Znajduje kilka kobiecych kolczyków - trofea. Znienacka wraca Speltzer i nie jest zadowolony z widoku Dextera. W walce Dexter ulega silniejszemu Speltzerowi. Traci przytomnośc.

        Budzi się w jakimś opuszczonym magazynie. Od razu orientuje się, że Speltzer zainscenizował tutaj kolejny swój labirynt [labirynt, przebranie byka... czyżby nawiązanie do podania o Minotaurze ?]. Nie związał nawet Dextera, a do tego zostawił mu kartkę z poleceniem "run". Dexter na to "Uciekaj ? Ja nie uciekam, to przede mną uciekają". Wstaje, rusza w teren i widzi nagle wychodzącego zza zakrętu Speltzera - w masce z rogami i z siekierą. Rzuca sam do siebie "... kiedy widzę byka z siekiera - wtedy uciekam" :] No i ucieka, a tamten za nim. Zamienia się to oczywiście w makabryczne podchody, w [pół]ciemnościach, z błyskającymi refleksami jakichś czerwonych świateł, a jedno z pomieszczeń wypełnione jest damskimi manekinami wiszącymi na hakach. Ostatecznie Dexterowi udaje się wydostać i uciec, a scena jest ze stuprocentowego thrillera.

        Po zakończeniu pogrzebu tej kelnerki, Debra widzi Speltzera stojącego przy swoim samochodzie, obok cmentarza. Gośc jest uśmiechnięty i zadowolony, więc wkurza ją do niemożliwości - chce go bić, Speltzer przygląda się jej histerii z politowaniem; wkracza sierżant Batista i odciąga ją, bo wymachuje butami w powietrzu i gotowa typowi oko wybić, za co na pewno by ją zaskarzył i puścił z torbami.

        Wydaje się teraz, że na gościa nie na innej rady, jak tylko te o których Dexter jej mówił. Już nie ma na co czekac, są dowody, jest jasne że Speltzer to zabójca.

        Sam Dexter nie czeka na pozwolenie. Zaczaja się na Speltzera nocą na cmentarzu. Wali go szpadlem w łeb. Speltzer budzi się na takiej... "łopacie" na której zwłoki wjeżdzają do pieca krematoryjnego. Jest przywiązany pasami. Dostaje szału. "Uwolnij mnie, k...aaaa !!", drze się. A Dexter stoi w cieniu i kiedy Speltzer wrzeszczy - przedrzeźnia go komicznie "kur...aaaaa !!" i macha rękoma jak szaleniec :] A potem odbywa się z nim zwyczajową pogawędkę, kończąc ją wyrazami nadziei, że "może związek mój i Debry odrodzi się z twoich popiołów ?..." - potem z rozmachem ubija Speltzera kołkiem, niczym wampira. Zwłoki pali. A razem ze zwłokami swoje pudełko z trofeami, zatrzaskami z próbkami krwi ofiar - "żegnajcie, przyjaciele" powiada. Nie może sobie już pozwolić na trofea, za duże to ryzyko.

        Debra tymczasem siedzi w samochodzie, obok cmentarza. Dexter ją wezwał. Przysiada się do niej. Pokazuje jej dym lecący z komina - }"To Speltzer", informuje. Debra nie jest w jakimś wielkim, kolejnym, szoku, a po chwili nawet przyznaje się, że odczuwa coś w rodzaju... zadowolenia. "KIm jestem, skoro coś takikego czuję ?", na co Dexter "... człowiekiem".





      • 03.12.13, 14:29
        Równolegle biegnie wątek śledztwa w sprawie zabójstwa Andersona, policjanta z wydziału zabójstw. Zabił go rosyjski gangster, Wiktor. Wiktora sprzątnął Dexter. Zwłoki upłynnił w oceanie. Wiktor zabił Andersona na ulicy, kiedy policjant zaoferował mu pomoc przy zepsutym aucie. Wiktor zwiał autem Andersona, a w jego samochodzie, który zostawił - odkryto ciało zamordowanej striptizerki z klubu nocnego, imieniem Kaja, imigrantki z Rosji czy tam Ukrainy. Tak więc policja ma do wyjaśnienia dwie sprawy.

        Jednego Dexter nie przewidział - a mianowicie tego, że Wiktor miał przy sobie bransoletkę zabitej dziewczyny. Lepiej nawet : bransoletkę z systemem GPS. Dexter tego NIE WIE, ale wiemy to my, kiedy Nadia, przyjaciółka Kaji mówi o tym sierżantowi Quinowi z policji, z którym się spotyka.

        Szefem Wiktora jest Isaac. A klub, w którym pracowała Kaja - należy do Isaaca i jest on tak naprawdę punktem w którym załatwiane są interesy narkotykowe. .

        Wynajęty spec od nowoczesnych technologii - znajduje sygnał bransoletki z GPS... w oceanie.

        W tym samym czasie Dexter postanawia się raz na zawsze pozbyć się ze swojego życia wścibskiego Louisa, chłopaka swojej opiekunki i stażysty w policyjnym laboratorium. Najpierw rujnuje mu karierę zawodową - wysyłając anonimowo do przełożonego Louisa kradzione dowody rzeczowe z policyjnego magazynu [Louis je kupił, a potem podesłał Dexterowi, wciągając go w makabryczną grę]. Gośc wylatuje momentalnie z pracy. Potem wysyła opiekunce film video jaki Louise nagrał ze swojej randki z prostytutką. OPiekunka spławia więc Louisa i od tej pory Dexter ma pewność, ze gość nie będzie mu grzebał w rzeczach, kiedy odwiedza dziewczynę zajmującą się jego synem, w jego domu.



        • 03.12.13, 14:52
          I oto na przystani krzyżują się losy Louisa i gangsterów z klubu. Ustalenia ich speca komputerowego kierują ich własnie tam, jako na miejsce, gdzie ostatni raz bransoletka dawała sygnał z ziemi. "Zabito go i wrzucono do oceanu", konstatuje Isaac.

          Nie wiem, dlaczego akurat dopadają łódź Dextera. Nie mam pojęcia, może coś przegapiłem, ale nie sądzę. CHYBA ŻE ustalenia są tak perfekcyjne, że wskazały dokładnie i co do metra, że to własnie na tej łodzi Wiktor [a raczej : jego zwłoki] był przed wyrzuceniem do wody. To by sie trzymało tzw. kupy. Traf chce, że na łodzi jest akurat Louis, który bierze się do jej zatapiania, żeby zemścić się na Dexterze.

          Louis otoczony przez przez mafiosów próbuje się stawiać, a zagrożony ślepotą z powodu wiertarki - kabluje, że łódź nalezy do Dextera Morgana. Dostaje kulkę, a Isaac już wie, gdzie ma szukać [potencjalnego] zabójcy Wiktora.

          Robią więc gangusy dokładny research i szybko dowiadują się kim jest Dexter. Isaac przypomina sobie, widząc jego zdjęcie, że już się spotkali.

          Jest bowiem w 3 odcinku scena w klubie. Dexter przychodzi tam z sierżantem Batistą, który ma coś do załatwienia z menadżerem, w związku ze śledztwem. Kiedy sierżant znika, Dexter czeka na niego, a obok siedzi właśnie Isaac. Obaj nie wiedzą, kim jest drugi, w każdym razie wywiązuje się niemal filozoficzna pogawędka. Obaj dochodzą do wniosku, że są w klubie ze striptizem z powodów absolutnie odmiennych niż cała reszta, która tam się znajduje. Jeden - bo czegoś szuka, a drugi - bo na kogoś czeka. To dowodzi zaś, konstatuje Isaac, że są tam z powodu frustracji.

          Policja, aby nacisnąc menadżera klubu w sprawie zabójstwa Kaji a co za tym idzie - Andersona, decyduje by urządzać codzienne naloty na lokal, dezorganizujące jego funkcjonowanie. Sierzant Quinn odmawia naweet wzięcia łapówki za odstąpienie od czynności, więc mafiosi muszą szukać jakiegoś pretekstu, aby policaje się od nich odczepili i pozwolili spokojnie szmuglować koks :]

          Isaac wpada na pomysł godny mistrza zbrodni. Wieczorową porą, wraz z menadżerem i gorylem, odwiedzają prostego barmana z klubu, Alexa. Isaac zauważa, że facet ma na ścianach mnóstwo zdjęć swojej rodziny, którą zostawił w kraju, w Kursku. Pyta, ile Alex wysyła im forsy co miesiąc. Kiedy pada kwota - Isaac proponuje Alexowi umowę. Wedle niej : Isaac bierze na siebie utrzymanie i wykształcenie dzieci Alexa. W zamian, Alex ma... popełnić samobójstwo. Najpierw napisać list pożegnalny do... Kaji, a potem strzelić sobie w łeb. List stanowi, że Alex "nie może żyć z tym, co zrobił", a pistolet - to ten sam, z którego zabito Andersona. Alex jest tak wystraszony i skonfundowany, jak tylko może być człowiek, który szykuje się do spania, a dostaje nagle TAKĄ propozycję, której nawet nie może odrzucić - zabiją go tak czy owak, broń podrzucą, spreparują samobója, najwyżej liściku nie będzie. Zgadza się więc i wszystko odbywa się tak jak Isaac chce.

          Zatem, Isaac daje policji "mordercę". Alex zostaje znaleziony nazajzutrz. Ale sierzant Batista nie jest taki prosty. Kiedy Quinn podsumowuje : Alex kochał się w Kaji, ona miała romans z Andersonem [bo chyba miała faktycznie], więc zabił oboje. Zbrodnia z miłości. Potem popełnił samobójstwo, bo dopadło go sumienia. Tragiczne, ale w sumie oklepane i przez to wiarygodne. Batista nie chce w to uwierzyć, nie dają mu spokoju ściany mieszkania Alexa, obwieszone zdjęciami rodzinnymi. Czy facet zakochany do takiego stopnia w innej kobiecie trzymałby te zdjęcia na widoku ? Schowałby je przynajmniej, jesli już wyrzucać nie chciał. Tak czy owak, Batista chce przesłuchać sąsiadów, znajomych, może... Alexa ktoś odwiedzał ? "To pachnie ustawką", powiada sierżant.



      • 03.12.13, 15:08
        I ostatni wątek.

        Kiedy Dexter, buszujący w mauzoleum na cmentarzu, dostaje telefon wołający go do pracy - ma jechać z sierżantem Batistą do niejakiej Hanny Mc Kay.

        Po drodze zahaczają o klub, w ktorym pracowała Kaja, o czym wyżej.

        Dlaczego Hannah Mc Kay zjawia się w serialu ?

        Dotyczy to seryjnego mordercy, niejakiego Randalla. Dexter poznaje go w 1 odcinku. Akurat policja prowadzi... wykopaliska, w poszukiwaniu kolejnej ofiary tego killera. Sam je wskazał. Randall jest na miejscu, w pomarańczowym stroju więziennym. Dexter jest tam po to, żeby zbadać zwłoki, które mają być znalezione. Randall, na oczach Dextera, popełnia samobójstwo, rzucając się pod cięzarówkę. Jest bardzo kontaktowy, bystry, tuż przed śmiercią wdaje się w pogawędkę z Dexterem i wyznaje mu, że oszukał policję - w miejscu, które wskazał - nie ma żadnego ciała, ale dzięki temu, że policja szuka i grzebie - on może pobyć trochę na słońcu, na świezym powietrzu.

        Po śmierci syna, na policję zgłasza się matka. Pani Randall przynosi różne szpargały, które ukrywała w domu na prośnę syna. Teraz, po jego śmierci, może je policji oddać. Randall też miał trofea - figurki zwierzątek, może zabijal dzieci ? Przyznam, że nie spamiętałem tego faktu, ale coś może być na rzeczy.

        Policja ma więc nowe ślady i wznawia, już po śmierci winnego, śledztwo w sprawie tych zabójstw.

        Hannah Mc Kay, to eks-dziewczyna Randalla. Podróżowała z nim po Ameryce, chyba nawet nie wiedząc, czym para się jej kochanek. Kiedy Randall został złapany, Hannah - nieletnia wówczas [rzecz sprzed bodaj 8 lat] - została umieszczona w specjalnym ośrodku, a potem wypuszczona na wolnośc, jako osoba całkowicie niewinna.

        Teraz prowadzi w swoim domu coś w rodzaju małego ogrodu botanicznego. Kiedy odwiedzają ją policjanci jest obcesowa. Batista próbuje jej uświadomić, że powinna współpracować, ale ona odpowiada tylko, ze "chce o tym wszystkim zapomnieć".

        Na wszelki wypadek, Dexter ma pobrać jej ślady DNa do badań. Kto wie, co wykaże śledztwo... Hannah jest ładną blondynką, więc nic dziwnego, że Dexterowi wypada z ręki patyczek, którym ma pobrać jej z ust ślinę. Jego nieporadność rozbawia ją. I o ile na początku dialog brzmi :

        "Jestem Dexter Morgan, ale proszę mi mówić Dexter" -
        "Wolałabym jednak : panie Morgan",

        to na odchodnym wygląda to :
        "Do widzenia, pani Mc Kay"
        "Proszę mi mówić : Hannah".
        "Wolałbym jednak : pani Mc Kay"

        W 4 odcinku Hannah pojawia się na policji, gdzie ma być przesłuchana. Rozmawia chwilę z Dexterem, który pyta ją o związki z Randallem, a ona wspomina, ze najlepsze w tym wszystkim było... uczucie przygody, jakie miała kiedy przebywała z nim podczas tych podróży. "Zna pan to uczucie ?", pyta Dextera, a on zaprzecza, ale przecież doskonale wie, o czym Hannah mówi. On ma to uczucie podczas zabijania. Dowiaduje się też, że planowali oboje wyjazd do Argentyny, aby tam zamieszkać, no ale Randall złapano, a ją razem z nim.

        w każdym razie, coś z tego musi być, zbyt ceremonialnie wprowadzono do fabuły tę postać, dodatkowo obdarzając ją urodą i wdziękiem :]

        • 03.12.13, 15:17
          no ładnie, jeśli wszystko to dacie radę przeczytać, to normalnie fikołka zrobię ;]

          multimedia ;]

          www.youtube.com/watch?v=6h7-xilSf1g
          www.youtube.com/watch?v=bsuT7RsukTk
          sceny Dextera z Hannah :

          www.youtube.com/watch?v=xpPEgLemacA
          www.youtube.com/watch?v=UGtgJ6uTgcU
          • 03.12.13, 16:07
            Ja będę czytać wszystko! Za półtorej godziny...

            :))
            • 03.12.13, 16:55
              i.chzbgr.com/maxW500/5447373056/h85BD7BB4/
              :]
              • 04.12.13, 00:55
                He,he,he! :))) Przeczytałam.


                W 3 odcinku wątpliwości co do Dextera, które miały Pepsic i Bronte powtórzyła Debra w rozmowie z bratem.

                Wciągające odcinki. :)

                Ładna blondynka pewnie zagości na dłużej. To może być ciekawa postać!? ;)
                • 04.12.13, 14:41
                  świetnie :]

                  tak jest.
                  w ogóle, mam wrażenie, że w usta Debry wkładane są teraz wszystkie te
                  wątpliwości moralne i prawne, jakie widzowie od początku mają wobec Dextera i
                  jego "hobby".

                  też tak myślę.
                  niby 7 sezon, więc powinno być z górki, hehe.
                  ta ostatnia scena 6 sezonu, odkrycie przez Debrę sekretu brata - właściwie
                  ten jeden moment zdecydował, że ten serial złapał drugi oddech. bez tego
                  punktu zwrotnego byłoby to niemożliwe.

                  yes.
                  ciekawe w niej jest to, że była dziewczyną seryjnego mordercy, więc Dexter
                  powinien się nią podwójnie zainteresować.
                • 04.12.13, 14:53
                  Barbasiu, czy dzisiaj imieniny Twe kalendarzowe są ?? :}
                  [szukam w pamięci, czy to dzisiaj, no i nie mogę sobie przypomnieć, co mnie napawa
                  grozą]
                  • 04.12.13, 16:19
                    Nie inaczej dzisiaj Barbórka. A ja od wczoraj już celebruję oraz w celebrowaniu uczestniczę. ;))
                    • 04.12.13, 16:39
                      a zatem, strój na specjalną okazję dzisiaj ;]

                      www.shefinds.com/files/2012/05/Cat-in-a-necktie.jpg
                      a dla Ciebie i Siostry imieninowa piosenka skoczna, słoneczna
                      oraz wesoła; wczujcie się w ten klimat :] :

                      www.youtube.com/watch?v=LjXu902-T8
                      Barbasiu, Siostro - uśmiechajcie się, inspirujcie
                      swoją energią, myślą i kreatywnością, czarujcie wdziękiem i poczuciem humoru...
                      czyli, bądźcie takie jak zawsze.

                      niezmiennej pasji życia Wam życzę :]

                      hip hip - hurra !
                      na Waszą cześć i ku Waszej pomyślności :]

                      • 04.12.13, 17:12
                        O! Dziękuje bardzo, serdecznie za piękne życzenia. I elegancki strój okolicznościowy. Bardzo mi się podoba mi się. :)))

                        Pierwszy link muzyczny nie działa!
                        Ale drugi tak :)))
                      • 04.12.13, 18:19
                        Dzięki, Greku za życzenia i piosenkę! :))
                        Barbasiu, wszystkiego najlepszego!! Jak długo zamierzasz świętować? :)
                        • 04.12.13, 18:54
                          Dla Baś udzielających się - Barbasi i Siostry oraz podczytujących życzę wszystkiego dobrego w dniu Ich Święta wraz z muzyczną laurką.

                          Ps. Świetne wejście Stingera w 1.11, nota bene fajny ten berliński koncercik. Buziaczki raz jeszcze :)
                          • 04.12.13, 22:31
                            Dziękuję, Pepsic, za życzenia i cudowną piosenkę Stinga.
                            Słyszałam ją już gdzieś, ale dziś dopiero po raz pierwszy wsłuchałam się tekst i przeczytałam tłumaczenie tej piosenki. Piękny prezent muzyczny.

                            > Ps. Świetne wejście Stingera w 1.11
                            Prawda!
                            :)
                          • 05.12.13, 17:03
                            Dzięki, Pepsic. Buziaczki :)
                        • 04.12.13, 22:25
                          Basiu_Siostro_Brotne, wszystkiego najnajlepszego, niech Ci się darzy! :))


                          Jeszcze jutro świętuję. ;)
                          • 04.12.13, 22:26
                            Oczywiście dziękuję za życzenia, Bronte! :)
                            • 04.12.13, 22:32
                              Pisałam to już Grekowi, ale powtórzę, bez Waszych życzeń, piosenek świętowanie imienin byłoby już niepełne. :)
                              • 04.12.13, 22:41
                                www.wolfftrading.pl/wp-content/uploads/2013/07/szampan.jpg
                                :)
                              • 05.12.13, 15:37
                                tym serdeczniejsze życzenia dla Ciebie i dla Was :]

                                ale butla...
                                no to się chyba coś takiego szykuje...

                                www.eclectech.co.uk/b3ta/drunkcatwallpaper.jpg
                                :]
                                • 05.12.13, 16:19
                                  He,he,he! Dobre! :)))
                                  • 05.12.13, 16:49
                                    dopiero w tym wejściu udało mi się wyświetlić link, który podałaś.
                                    jak widzę, nie ma tam "butli", ale są wytworne lampki :]

                                    tak to jest, jak człowiek nie może zobaczyć, ale sili się na zgadywanie i wychodzi na idiotę :]

                                    przepraszam więc, na usprawiedliwienie nie mam nic, poza złośliwością przedmiotów pozornie martwych.

                                    tak czy owak... butla czy lampki - ważne, co w środku, prawda ?




                                    • 05.12.13, 17:41
                                      Otóż! Ważne co w środku.

                                      Ale żeby napełnić tyle lampek, potrzeba przecież wielkiej butli, nieprawdaż!? ;)
                                      • 06.12.13, 16:43
                                        pięknie to powiedziałaś :]
                                        • 06.12.13, 16:59
                                          :)))

                                          Serio, pomyślałam, że piszesz o butli z powodu dużej ilości napełnionych szampanem lampek. ;)
                                          • 07.12.13, 14:10
                                            dzięki za korzystne dla mnie podejrzenia, Barbasiu :]

                                            niestety, ale chodziło o to, że link nie chciał mi się wyświetlić i naszło mnie, że
                                            zapewne zawiera fotografię okolicznościowej butelki szampana. dopiero za drugim
                                            wejściem wszedł, no i... lampki wyparły butlę :]

                                            twoja wersja podoba mi się bardzo, łączy jedno z drugim, i taktownie przemilcza
                                            o mojej wstydliwej wpadce :]
                                            • 07.12.13, 15:24
                                              Wiem o tym, Greku. :) Naprawdę nie musisz się tłumaczyć.

                                              Tym razem nie chciałam banalnej butli, dlatego są lampki.

                                              :))
                                          • 07.12.13, 14:12
                                            PS : aczkolwiek, nie chodzi tu o moje "dobre imię", a o to, że zawsze zaglądam do Twoich linków i zależy mi na tym, żeby ta/taka jedna niefortunna sytuacja nie stworzyła wrażenia, że jest inaczej.
                                            • 07.12.13, 15:42
                                              Wiem!

                                              :)
                            • 05.12.13, 17:04
                              Ja też :) Jeszcze raz wszystkiego najlepszego!
                              • 06.12.13, 19:24
                                :)))
                        • 05.12.13, 15:40
                          samych dobrych rzeczy, Siostro :]

                          dużo starego kina w tiwi i minimum 6 odcinków "Sherlocka" do 4 grudnia 2014 :]
                          • 05.12.13, 17:02
                            Dziękuję, Greku :))
                    • 04.12.13, 16:43
                      piosenka rezerwowa :]...

                      ... poczujcie ten klimat :]] :

                      www.youtube.com/watch?v=JShdnOiKHeU
                      • 04.12.13, 22:20
                        Ale świetny ten utwór Matisyahu! I jaki niebanalny wykonawca. Gdzieś, Ty go znalazł!??

                        pl.wikipedia.org/wiki/Matisyahu
                        Dzięki, Greku. Bez Twoich życzeń, piosenek i Ciebie wyelegantowanego świętowanie imienin nie byłoby pełne! :*

                        • 05.12.13, 15:39
                          a wiesz, gdzieś... kiedyś... usłyszałem :]

                          cieszę się, że Ci się spodobał.

                          jestem zobowiązany i czuję się wyrózniony w dniu Twojego/Waszego święta :]
                          • 05.12.13, 16:18
                            Dziękuje raz jeszcze. :)
                  • 04.12.13, 16:20
                    I Basi_Bronte też ... ;)
                    • 04.12.13, 18:20
                      :))
    • 05.12.13, 08:28
      To ja powracam do marudzenia :) To znaczy nie było jakoś bardzo źle, ale serial wrócił do stylu odcinków 1-3. Co prawda sama sprawa dziewczynki już się w pewnym sensie wyjaśniła, tzn. wiadomo co się z nią dzieje, ale w tej sprawie i tak napięcie było żadne. Na plus jest postać kolegi tej dziewczynki, chłopca z zaburzeniami emocjonalnymi i tendencją do zachować autodestrukcyjnych – sceny z nim w tym odcinku przyciągały uwagę.
      Cały czas zastanawiam się, co mi w tej produkcji przeszkadza. I jest to montaż i jakiś taki nierówny poziom reżyserii. Chyba tak na to patrzę, bo po Campion spodziewałam się na czegoś innego. Są sceny dobre, i są sceny słabe i tak jakoś zmontowane, że ma się co jakiś czas poczucie rwanej narracji. Może to jest koronkowa konstrukcja, której ja nie rozumiem, może jakiś styl montażu, do którego nie jestem przyzwyczajona, ale mi to przeszkadza.
      Wracając jeszcze do opisywanego poprzednio kontrastu natura-ludzie. Ten kontrast osiągnięty jest też sposobem filmowania – natura ma fantastyczne światło, długie ujęcia, szeroki plan. Wnętrza są kręcone bardzo klaustrofobicznie, i to niezależnie od tego, czy są to wnętrza mieszkań typu przyczepa czy kontener, czy też bardziej wypasiony dom „głównego złego”, który pokazywany jest w takich samych wąskich ujęciach.
      Nie mogę pozbyć się wrażenia, że Campion załatwia tym serialem jakieś swoje prywatne nowozelandzkie porachunki :) Bierze za coś odwet. Co ciekawe, dwie ważne i w sumie pozytywne postaci kobiece wystylizowane są „na Campion” obecnie, czyli mają rozpuszczone długie siwe włosy – postać grana przez Holly Hunter, i umierająca na raka matka pani detektyw. Nie wiem tylko, czy to jest stylizacja „na Campion”, czy też tak wyglądają obecnie starsze panie o pewnej przeszłości i stylu życia na Nowej Zelandii 
      Ilustrując:
      Holly
      www.sundancechannel.com/series/top-of-the-lake/photos/top-of-the-lake-holly-hunter#/0Campion
      www.studiosystemnews.com/emmy-stats-jane-campion-steven-soderbergh-among-oscaremmy-double-threats/
      i matka Robin:
      blogs.indiewire.com/thompsononhollywood/top-of-the-lake-episode-5-recap
      • 05.12.13, 15:47
        prawdziwie fachowa analiza, Er.po :]
        dzięki wielkie.

        niezły rollercoaster funduje Ci ten serial, jak widzę - jak już się poprawiło, to
        znów się pogorszyło.

        miejmy nadzieję, że finał będzie znakomity.

        ja tak sobie pomyślałem, że może reżyserka Campion zechciała być ambitna w trochę
        inną stronę niż powinna ?
        to znaczy, zamiast tworzyć rzecz frapującą i podnoszącą temperaturę u widza - postawiła
        na wymowę całokształtu, jakieś artyzmy i estetykę.
        możliwe, że producent tego własnie oczekiwał ?

        jak mniemam, postaci "wystylizowane na Campion" są dzielnymi feministkami przeciwko
        męskiej dominacji ? :] [ w tym serialu, postawa nader uzasadniona ?]
        • 05.12.13, 22:50
          A wiesz, że właśnie "artyzm i estetyka" której się po Campion można by spodziewać za bardzo tu nie występuje, jest tak, jakby starała się uciec od swojej dotychczasowej kinowej stylistyki. Wszystko co poza naturą jest "estetyczne inaczej. " Może prosty przykład z tym Paradise - czyli obozowiskiem kobiet. Miejsce fantastyczne, otwarta przestrzeń, jezioro, wokół góry. I pordzewiałe kontenery w którym te niewiasty mieszkają slamsowo, tak trochę post-hipisowsko. W ostatnim odcinku była krótka scena kąpieli tych pań w ciepłym źródle. Jak to w komunie - na golasa. No powiem Ci, to nie były aniołki VS :) W takich scenach widać że scenarzystka i reżyserka to pani w średnim wieku :)
          Mieszkanki Paradise to zbieranina bardzo różnych kobiet o których bardzo niewiele wiemy, ale to nie jest zestaw jakichś walczących feministek bynajmniej. Holly Hunter jest guru, która czasem coś mówi, a czasem nie. Czasem mądrze, a czasem "na odwal się". Ta komuna robi wrażenie azylu dla kobiet sponiewieranych przez życie, ale i wciąż dajacych się jakoś tam poniewierać - co najmniej dwie z nich są zdecydowanie głupie, a to co poczynają zalotnie okazuje się żałosne, i wracają do Paradise, gdzie jest tak niby idyllicznie - chodzą, coś tam piorą, coś tam palą, coś tam mówią, tam na chwilę trafiają różne inne osoby - a to ta dziewczynka, zanim zniknęła, a to ostatnio matka pani detektyw, głównie po akceptację nadchodzącej śmierci.
          Jednak ten świat pokazany jest tak, że nie przechodzi ci jako widzowi przez myśl "ale mają tam fajnie". Patrzysz na nie, i myślisz że taki sobie znalazły sposób na przetrwanie, na harmonijną wegetację. Jak się pojawia facet, a czasem sie pojawia, to się ożywiają :)
          • 06.12.13, 16:49
            może estetyczna jest sama czysta radość kąpieli na golasa ? :]

            z Twojego opisu, wg mnie, wyłania się obraz Paradise, jako czegoś
            realistycznego. w znaczeniu : wspólnota kobiet nie tworzy raju na ziemi
            i nie ma patentu na mądrość, ale najważniejsze, że nie wykorzystują siebie
            nawzajem, czy coś takiego ?

            hehe, skoro "ożywiają się", to znaczy że nie zatraciły się w jakiejś
            kastrującej misji, zachowały zdrowe odruchy, no i nie są chyba zgorzkniałe ? :]

          • 06.12.13, 16:56
            Mnie te komentarze coraz bardziej zachęcają do obejrzenia "Top of the Lake".

            A propos nagości i niedoskonałych ciał pań z komuny, przyszedł mi na myśl dużo wcześniejszy film Campion, słynny "Fortepian" i scena, w której nago pojawia się niepiękny fizycznie mężczyzna w średnim wieku twarzy o Harvey'a Keitla...
            • 06.12.13, 17:03
              I mnie te komentarze coraz bardziej zachęcają do obejrzenia "Top of the Lake".
            • 06.12.13, 19:23
              i jest zmysłowy, moim zdaniem,
              bo zdaje się opinie są podzielone w tej kwestii, o czym dowiedziałam się dziś przez przypadek z internetu, trafiwszy na stronę z rankingiem najgorszych nagich scen w historii kina; scena z nagim Harveyem z "Fortepianu" znalazła się w zaszczytnej dziesiątce na dziesiątym miejscu.

              Oczywiście, wiem, w tej kwestii kobiety są na straconej pozycji .
              • 07.12.13, 14:07
                dlaczego uważasz, że "kobiety są na straconej pozycji [rozumiem, ze w kwestii golizny ?]" ?
                • 07.12.13, 16:35
                  Biologia. Ciało męskie lepiej się starzeje.

                  • 07.12.13, 17:22
                    mnie sie wydaje, że wszystko zalezy od indywidualnej dbałości :]
                    • 07.12.13, 17:29
                      Hehe :)
                      • 07.12.13, 18:17
                        siostra_bronte napisał(a):

                        Dobrze mówię, Bronte?
                    • 07.12.13, 18:18
                      grek.grek napisał:

                      > mnie sie wydaje, że wszystko zalezy od indywidualnej dbałości :]

                      Poniekąd tak.
          • 06.12.13, 18:35
            Dzięki za ciekawe komentarze o serialu :)
            • 06.12.13, 19:59
              Spróbuję się jednym wpisem ustosunkowac do Waszych komentarzy powyżej.
              Zacznę od Greka - wiesz co, Twoja diagnoza Paradise chyba odpowiada temu, co na ekranie :) I w kwestii realizmu, i w kwestii radości z kąpieli nago :) Bo to jest radosna kąpiel, w tym damskim towarzystwie, pełna naturalnego śmiechu. A że estetyka nie hollywoodzka... cóż :)
              Co do Fortepianu - w tym filmie byłam absolutnie zakochana, nza muzykę, za zdjęcia, za sposób pokazania rodzącej się miłości, za realistyczne przezwyciężanie wiktoriańskiej bariery odzieżowej (najbardziej utknęła mi w pamięci scena, w której Keitel "dobiera się" do fragmenciku nagiej nogi Holly w czasie jej gry na fortepianie), i teraz powiem rzecz straszną Barbasiu - KOMPLETNIE nie pamiętam gołego Keitel'a.... Czuję się upośledzona na pamięci... I wstyd mi okrutnie. Trochę boję się wrócić do tego filmu, bo wspomnienie sobie cenię, boję się, że mi się zestarzał.
              A wracając do serialowego meritum - miło mi, że Was zainteresowałam, mimo, że sama nie jestem pewna swojego zainteresowania tym serialem :) Tzn. jak się nad nim dla Was zastanawiam, to wydaje mi się ciekawszy, niż bez zastanawiania :)
              Nie wiem, jak u Was, ale u mnie spadło z 5 cm śniegu, który leży, i koty dostają pierwszego zimowego kota w domu z racji niechęci do wyjścia.
              • 06.12.13, 20:11
                O, a mnie "Fortepian" rozczarował. Jakoś nie mogłam wczuć się w klimat. Piękna muzyka, zdjęcia, ale bez większych emocji.

                Ja też nie pamiętam gołego Keitela :) Zresztą muszę przyznać, że jedyną postacią, która wzbudziła we mnie sympatię był, zaskakująco, mąż bohaterki. Szkoda mi go było.


                • 06.12.13, 21:17
                  Ulżyło mi, że nie tylko ja nie pamiętam :)
                  Co do Fortepianu - mam wrażenie, że ten film trafił u mnie w taki moment, w którym idealnie wpasowal się w stan emocjonalny. Kiedyś cos takiego przeżyłam tez z "Podwójnym zyciem Weroniki" - właśnie wrażenie, że film trafił w jakieś moje "tam" i "wtedy" powstrzymuje mnie od obejrzenia ponownie po latach.
                  Myślę, że ogromnie znaczenie miała tu muzyka Nymana, która potem miałam jeszcze długo na zakupionej taśmie.
                  • 06.12.13, 21:56
                    Ja tak miałam z "Placem Zbawiciela". Po pierwszym podejściu nie byłam w stanie nic napisać, dopiero za drugim, przyodziana w osłonę psychiczną coś tam wydukałam.
                • 07.12.13, 16:01
                  siostra_bronte napisał(a):

                  > O, a mnie "Fortepian" rozczarował. Jakoś nie mogłam wczuć się w klimat. Piękna
                  > muzyka, zdjęcia, ale bez większych emocji.

                  O! Niemożliwe!?
                  To cudowny, wspaniały film!

                  cdn.
              • 07.12.13, 14:05
                cieszę się, że trafiłem :]

                mnie tam golizna radosna podoba się bardziej od np. golizny... posągowej.
                ta pierwsza ma w sobie życie, a to czyni ją atrakcyjną.

                u mnie śnieg był symobliczny, a i w takiej liczebności zmył się do rana.
                Ksawery litościwy był, hehe; nawet prąd nie wysiadł.

                ile masz kotów ? :]

                • 07.12.13, 14:58
                  Koty mam trzy, dwa planowane (siedmioletnie prawie, bracia) i jeden nieplanowany (przybłęda, już dwa lata, kobieta). Ze śniegu to w pierwszy dzień cieszyła się ta najmłodsza, ale dziś wyszła przodem, zaraz wróciła tyłem, sarknęła, pobiegła do żwirku :) Zgaduję, że załatwianie się w takich warunkach pogodowych jest poniżej jej godności.

                  A ja chyba jednak wolę na ekranie goliznę posągową, tę żywą mam na co dzień, i estetycznie satysfakcjonuje mnie umiarkowanie :) Poza tym mam za sobą kilka wymuszonych społecznie kąpieli grupowych na golasa (kontekst był zagraniczny:), i wspominam to jako dużą traumę :) No nie chowałam się komunie hipisowskiej, nie umiem zapomnieć o tym, że jestem goła i się wyluzować :) Innymi słowy znowu filtruję film przez swoje doświadczenie, i takie sceny budzą wspomnienia mojego własnego poczucia skrępowania.
                  • 07.12.13, 17:20
                    hehe, pozdrawiam wszystkie trzy klasycznym "miau !" ;]

                    haha, no coś Ty ? ;]
                    "wymuszone społecznie kąpiele na golasa" ??
                    jak "wymuszone", to rzeczywiście można się nabawić urazu.
              • 07.12.13, 16:31
                > i teraz powiem rzecz straszną Barbasiu - KOMPLETNIE nie pamiętam
                > gołego Keitel'a...

                :)

                Baines, bohater grany, przez Keitela, rozbiera się do naga i swoją koszulą delikatnie ociera z piasku fortepian Ady, dopiero co przyniesiony z plaży. Scena niemal erotyczna, niesamowita , subtelna, piękna ...

                Potem jeszcze raz pojawia się nago w scenie, kiedy dochodzi do żbliżenia z Adą ...

                > najbardziej utknęła mi w pamięci scena, w której Keitel "dobiera się" do fragmenciku nagiej nogi Holly w czasie jej gry na fortepianie

                Kolejna znakomita scena. :)


                Film na pewno się nie zestarzał, aczkolwiek, Twój odbiór tego filmu po latach może być już nieco inny.


                Wczoraj kiedy pisałaś swój post (późnym popołudniem), ja szłam po zamówiony chleb, nie chciałam ale musiałam, wiało i śnieg dopiero zaczynał padać.
                Teraz sypie...

                :)
                • 07.12.13, 18:26
                  Piękny wspaniały film o pragnieniu miłości, o pragnieniu fizycznej bliskości...

                  To jeden z moich ulubionych filmów.


                  The Piano - Michael Nyman - The Heart Asks Pleasure First

                  www.youtube.com/watch?v=u83xIXliIXY

                  :)
    • 05.12.13, 16:44
      coś dawno nie pisaliśmy o Kocham Kino, zauważyliście ? :]

      dzisiaj jest okazja, bo "Erratum" zebrało dobre recenzje kilka lat temu.
      facet ustawił się w życiu [żona, dzieci, zarobiony], ale trochę zapomniał o korzeniach.
      przypomina sobie o nich, kiedy bawi w sprawach zawodowych niedaleko rodzinnego
      miasta. postanawia zobaczyć się z ojcem, z którym od dawna nie miał kontaktu.
      [zapewne także odbędzie sentymentalną podróż w przeszłość, może obejrzy ją z
      perspektywy tego, co się w jego życiu stało]

      nie wiem, czemu ale jakoś Tomasz Kot jest aktorem, którego lubię.
      nie mogę dojśc - dlaczego ?.. podpowiecie mi jakiś wariant ? ;]]

      będzie też Ryszard Kotys, kiedyś świetny aktor drugoplanowy, który wdrukował się
      wszystkim, jako Marian Paździoch z "Kiepskich [nawiasem mówiąc, jest fenomenalny
      w tej roli, jak zresztą kilku innych aktorów z tego świetnego serialu].

      w obsadzie są też Januszowie - Michałowski i Chabior, Mariusz Saniternik, zatem
      cała grupa wspaniałych polskich aktorów.

      reżyserował i pisał ten film Marek Lechki.
      zdobył mnie godzinnym, przejmującym, tragiczno-zabawnym "Moim miastem".
      jeśli znajdziecie chwilę czasu - obejrzyjcie; trwa tylko godzinę, ale każda minuta jest
      warta zachodu :

      www.youtube.com/watch?v=uY0UqB2GU3Q
      gośc nie kręci zbyt często, "Moje miasto" i 8 lat późniejszy "Erratum", to jego jedyne
      filmy. jeśli ten drugi choć w cześci dorównuje pierwszemu, to niech człowiek kręci co
      8 lat, nie mam nic przeciwko, hehe.

      dzisiaj o 22:25, powtórka o 2:30

      zapytam więc kanonicznie : oglądamy ? :]
      • 05.12.13, 17:02
        Słyszałam dużo dobrego, ale o tej porze jestem już zbyt zmęczona, żeby się skupić na czymkolwiek. Liczę na Twoją relację :)
        • 05.12.13, 17:09
          na pewno napiszę.

          wiesz, ze wczoraj Polsat puszczał "Słomianego wdowca" ? :]
          niestety, o 0:55...

          przyznam, że nie oglądałem, a informację zdobyłem... dzisiaj ;]
          • 05.12.13, 17:32
            Naprawdę? Co za pora!
            Nawet nie sprawdzam pasma po północy, bo i tak wtedy śpię. Ale dla Ciebie to nie jest problem :) Wygląda na to, że trzeba dokładniej przeglądać program.
          • 05.12.13, 17:51
            Oglądamy "Erratum"! :)

            Dzięki za link do "Mojego miasta"!
        • 06.12.13, 14:55
          No to może słów parę.

          Prosta historia, lecz nie banalna - z głębią, ale nie za głęboką, lecz w sam raz. Słowem, taki film, który coś porusza, a jednocześnie nie daje okazji do tego, by się poczuć głupszym od scenarzysty [i reżysera] :]

          Michał ma ładne mieszkanie, dobrą pracę [biuro rachunkowe], żonę i syna. Generalnie, wiedzie mu się. Pewnego dnia szef prosi go o odebranie samochodu ze Szczecina. Dla Michała jest to okazja, aby wrócić na stare rodzinne śmieci, w miejsce gdzie się wychował.

          Najchętniej nie zaglądałby w ogole do domu - po śmierci matki został tam jego stary ojciec, z którym Michał jest śmiertelnie pokłócony, ale... żona zleciła mu zaproszenie ojca na komunię ich syna, a jakby tego było mało - syn chce dostać w prezencie wędkę Michała, którą ten zostawił w rodzinnej chałupie. Tak więc Michał zajść do domu po prostu musi.

          To, co miało być jednodniową wycieczką niespodziewanie zamienia się w kilkudniowy pobyt. A to za sprawą wypadku drogowego, w ktorym Michał niechący potrąca bezdomnego. Gośc ginie na miejscu. Michał próbuje mu jeszcze pomóc, potem wzywa policję i karetkę, zostaje przesłuchany, ale nie otrzymuje żadnych zarzutów. Policjant jest wyjątkowo empatyczny. Problem w tym, że auto ma rozbity reflektor i uszkodzony zderzak. Mechanik Nawrocki deklaruje, że naprawi go w ciągu 24 godzin. Tak czy owak, Michał musi nocować w mieście.

          Sprawa oczywiście przeciąga się o kolejny dzień, i w tym czasie Michał odbywa szereg spotkań i doznaje sentymentalnych wzruszeń przebywając w miejscach, które za młodu [no może bez przesady, bo gośc jest ledwie po 30-tce] były mu bliskie.

          Jednocześnie nie daje mu spokoju ten bezdomny, ktory zginął pod kołami jego samochodu. Chodzi po okolicy i stara się czegoś o nim dowiedzieć. Przegląda rzeczy, które facet po sobie zostawił. Wreszcie, od miejscowych złomiarzy, dowiaduje się, gdzie ten chłopina mieszkał. Zastaje tam... gościa łudząco podobnego. To jego syn. Opowiada mu, że ojciec był kiedyś nauczuycielem, miał zonę, dzieci, mieszkanie. Wszystko się wykopyrtnęło, kiedy wpadł w alkoholizm. Stracił wszystko, wylądował na bruku. Został po nim tylko sympatyczny pies, ktory plącze się za Michałem od kiedy ten postawił nogę pod rodzinnym domem.

          Drugi syn tego bezdomnego prowadzi jakieś uprawy pod szklarnią. Michał odwiedza go i informuje, że ojciec mu zmarł. POdaje datę pogrzebu [ a przy okazji, sam załatwia wszystkie formalności potrzebowe, rozmawia z księdzem i "załatwia" katolicki pochówek, a także kupuje krzyż drewniany na grób]. Chłop najpierw odpowiada, że "ojca to on stracił dawno temu, nie ma o czym mówić", ale potem nagle się wzrusza okrutnie. Michał patrzy na to z przejęciem, bo przecież sam jest w ostrym konflikcie z własnym staruszkiem, który ma już bliżej niż dalej.

          Ciekawe, i ważne, jest to, że Michał od początku chce zwiać z miasta. Uciec. Denerwuje go otoczenie, denerwuje go to, że będzie musiał czekać na naprawę auta, irytuje go sam widok znanych miejsc. Powód tego odkrywany jest powoli i stopniowo, a w finale okazuje się, że było nim jego własne poczucie winy.

          Kilka razy odwiedza swojego ojca - widać starszego człowieka, o lasce, z jakąs kontuzją biodra, po hospitalizacji, słabego, prowadzącego dośc monotonne życie spędzane głównie przed telewizorem, w starym mieszkaniu w jakiejś podniszczonej kamienicy. Michał próbuje starego zagadać, ale ten odburkuje nieprzyjaźnie. Musieli się ostro pożreć.



          • 06.12.13, 15:33
            Michał nocuje w rodzinnym domu. Dopowiem
            • 06.12.13, 15:38
              pierwszą noc chyba spędza w hotelu, dobrze odczytałem ?

              [Barbasiu, liczę na Twoje wrażenia poemisyjne :)]
              • 06.12.13, 16:00
                Tu nie jestem pewna. Ale to chyba nie jest szczególnie istotny szczegół dla filmu.
          • 06.12.13, 15:37
            Ojciec sprzedaje stare zabawki Michała, dorabia sobie zapewne do skromnej renty. A może przeciwnie, może sprzedaje je ze złości, żeby tym samym zatrzeć wszelkie wspomnienia o synu ? Michał chce je kupić. Ojciec się irytuje.

            Kiedy Michał wchodzi pierwszy raz do domu, pyta ojca "Co u ciebie ?", odpowiedź brzmi "Nic", twarda i krótka. Michał próbuje jeszcze kilka razy, zawsze napotykając ten sam nieporuszony mur milczenia i ewentualnie zdawkowych warknięć. Nocleg Michała w domu [najpierw spał w hotelu], a potem wspólne przetykanie zatkanego odpływu w wannie jest tylko pozornym przejawem ocieplenia. Ojciec trzyma dystans jak trzymał.

            Musi w końcu dojśc do konfrontacji. Ojciec nie może synowi wybaczyć, że po śmierci matki wyjechał niby na egzaminy końcowe do szkoły muzycznej i... już do domu nie wrócił. Michał tłumaczy podnosząc głos, że uciekł od ojca... ale nie wiadomo w zasadzie : od czego ? Zawsze tak burczał ? A może uciekł ze wstydu ? Bo Michał kłamał przez całe 3 lata. Nie chodził do żadnej szkoły muzycznej. Uczył się rachunkowości w jakimś studium. Oszukiwał ojca. Może nie chciał wrócić bo musiałby swoje kŁamstwo obnażyć ?

            Właściwie to Michał mówi, zasłaniając ojcu telewizor, żeby "wreszcie go wysłuchał". Ale stary nie odpowiada ani słowem. Zacięty jest.

            Nie tylko on ma żal do Michała. Ma go też Zbyszek, jego przyjaciel z młodzieńczych lat. Jego też Michał kiedyś opuścił uciekając z domu. Jego, ich zespół muzyczny, w którym grali, wspólne plany i marzenia.

            Spotykają się przypadkiem, gdzieś na ulicy. Zbyszek patrzy na Michała z wyrzutem, ale zaprasza go na jakieś spotkanie. Michał odmawia, tłumacząc się brakiem czasu. W rzeczywistości - wstydzi się siebie. Zbyszek zaprasza go na jakiś koncert, który gra tego dnia. Bo on nie uciekł. Został i urządził sobie życie. Ma uroczą żonę, fajnego syna, mieszkają skromnie, ale ciesza się tym co mają i cieszą sie sobą. Jakże to inny obrazek niż nieco sztywniacka rodzinka Michała.

            Zbyszek spełnia marzenia młodzieńcze. Nie ma wiele, ale za to robi to co lubi - muzykę. Ten zespół to taki jakiś przystępny jazz ze szczyptą etno. Michał cichaczem pojawia się tym koncercie. Widzi jak Zbyszek, i kilku innych znajomych, robią to, co zawsze było jego pasją [grał na trąbce]. Zbyszek zauważa Michała. Zaprasza go na scenę. A kiedy Michał robi to, co najlepiej w życiu mu wychodzi - ucieka, Zbyszek dedykuje mu [tonem nieco szyderczym, może z wyrzutem] następny utwór.

            Ale nie tak całkiem Michał daje nogę. Po koncercie siedzi przy wejściu do tego... ja wiem ? lokalu ? takie raczej katakumby jakieś to są :] Zbyszek zaprasza go do siebie, Michał poznaje jego rodzinę. W życiu Zbyszka widzi jak sam mógłby żyć, gdyby wytrwał w marzeniach.

            Razem wybierają się za miasto. Nad jezioro wśród pszenicy, rzepaku i traw licznych. Idą do takiej ambony/wieży drewnianej, na której spędzali czas jako dzieciaki. Spotykają starego strażnika. Wracają wspomnienia - ten facet ścigał ich za włażenie na te wieżę, kiedy byli mali. Dzisiaj stare z nich konie, a on tam nadal jest, jak element przeszłości, wzruszający i upewniający, że to dawne jeszcze gdzieś jest, gdzieś tam majaczy. Jak za dawnych lat wchodzą na górę, oglądają piękne pejzaże, a Zbyszek prowokuje dla śmiechu głupie zabawy sprzed lat ["blacha" i "karczycho}, no któz by nie pamiętał, hehe]. A potem zjawia się ten leciwy strażnik i grożąc im rachitycznie karabinem - każe złazić. Ot, taki typowy dziadzio, któremu uciekało się dla zabawy, a on śmiesznis się pultał.

            Następnego dnia, a właściwie - nocą, Michał wyciąga Zbyszka i idą znów na wieżę. Znów dopada ich strażnik. Wygraża bronią. Michał zabiera mu ją z łatwością. Dziadek w obliczu zdrowego młodego mężczyzny jest bezbronny jak dziecko. Ten gest wiele mówi : to koniec, nie jesteśmy już tymi którymi byliśmy, wszystko się zmieniło, nie ma powrotu. Niespodziewanie, a moze spodziewanie ?, Michał - bawiąc się zapałkami - podpala wieżę. Dziadek wzywa policję. Michał i Zbyszek nie uciekają. POlicjanci chcą odjechać, zabrać ich na przesłuchanie, ale Michał prosi o chwilę zwłoki - patrzą jak się dopala symbol ich młodości, jak odchodzi ona z dymem. Czas na zamknięcie tego rozdziału. KOmendant oczywiście nie ma nic do zarzucenia chłopakom, więc spalenie budy obędzie się bez konsekwencji.

            Michal odwiedza grób matki, widzi pogrzeb bezdomnego którego potrącił - widzi synów, którzy zjawiają się na nim i żegnają ojca.

            Auto jest naprawione. Może wracać do domu. I jest inny już. JUż lepszy, jakby naprawiony. Jakby lżejszy o to, co wyznał, o prawdę o swojej ucieczce, której kanty go uwierały. O spotkania z tymi, których przez 10 lat unikał. O konfrontację z tym, co zostawił i byc moze nawet zdradził. O to wszystko, co kryje się pod tytułem filmu.

            Przygarnia psa tego bezdomnego. Znaleziona w jego rzeczach obroża doskonale pasuje na szyję kundelka. Pakuje go do auta i wybiera się do domu.

            Ale jeszcze na moment wraca do domu. Sprytnie udaje mu się naprawić zepsutą skrzynkę pocztową ojca. Bardzo znaczący moment.

            A potem idzie na górę. Puka. Puka znów. Nie ma odpowiedzi. Znów puka. I znów nie ma odpowiedzi. Ale Michał nie rezygnuje. I wtedy widać, jak po drugiej stronie drzwi pojawia się twarz ojca. Skupiona taka. A MIchał dalej puka po swojej stronie. Nie odpuszcza. Wreszcie ojciec zaczyna mu odpowiadać. I pukają tak do siebie przez drzwi, a Michałowi puszcza się łza z oka.

            Piekne zakończenie, chociaż... może powinno to zostać urwane w momencie, gdy Michał staje pod drzwiami ? To trudne do osądzenia, bo raz, że trudno polemizować z panem reżyserem, a dwa... kurdesz, oba rozwiązania są dobre. Scena finałowa jest naprawdę poruszająca.

            A sam film mądry i tak naprawdę ciepły, choć Michał rozchmurza się przez cały film, a ojciec w ostatnim kadrze :]

            Znakomita muzyka Bartosza Straburzyńskiego, z wpadającym w ucho lejtmotiwem, wspaniale spaja i tworzy cały film, bo narracja niespieszna, ujęcia długie, a aktorzy nie szaleją z ekspresją. Doskonałe zdjęcia Przemysława Kamińskiego, pejzaże rewelacyjnie [zwłaszcza ten ze wzbijającym się do lotu ptaszyskiem, pod chmurnym letnim wieczornym niebem, na tle pół zbożowych - dobra, wiem, że takie ujęcia zalatują efekciarstwem, ale co mi tam :)], ale i filmowanie scen dialogowych i rodzajowych wypada dobrze i z wdziękiem - kamera nie lata, dyskretnie zagląda w człowieka/ludzi, harmonizuje z wypowiadanymi kwestiami.

            w sumie, Marek Lechki zrobił drugi już znakomity film i jak nastepny będzie za 10 lat, to też warto czekać, bo gośc ma swój własny styl, a w centrum jego filmów jest człowiek i to co w nim siedzi, w tych dwóch - związek z miejscem. Zarówno Goździk w "Moim mieście" jak i Michał w "Erratum" mają ten sam punkt odniesienia do kształtowania własnego zycia : swój dom, swoja okolicę, heimat. Z jego własnym kolorytem. MOżliwe nawet, że Erratum to w jakimś sensie wizja tego, jak mogłyby się potoczyć losy Goździka, gdyby był tak "ambitny", jak życzyłaby sobie tego jego matka :]

            • 06.12.13, 15:40
              może chociaż zwiastun ? :

              www.youtube.com/watch?v=zJV3lDjaPK8
            • 08.12.13, 18:12
              Podobał mi się film. Jednak mam małe zastrzeżenie, brakowało mi przekonujących wyjaśnień, co takiego się stało w rodzinie Michała, jakiego rodzaju traumami naznaczona jest psychika Michała, że odciął się tak radykalnie, na tak długo od ojca, osoby, która była mu niegdyś najbliższa. Te sugestie przekazane w filmie nie przekonały mnie.

              Brakowało mi głębszej analizy psychologicznej, wgryzienia się w psychikę głównych bohaterów, syna i ojca, w ich dawne motywacje.

              Tomasz Kot i Ryszard Kotys stworzyli tu bardzo pozytywne, ciepłe (pomimo mrukliwości ojca i pozornej oschłości) postacie. Co uzasadnia zresztą fakt, że stosunkowo bezproblemowo i gładko dochodzi do porozumienia między panami, które ma swoje zwieńczenie w tej pięknej, poruszającej scenie finałowej. Trudno jest mi więc zrozumieć i pojąć, co kierowało niegdyś Michałem.

              Jakim trzeba być człowiekiem, żeby zerwać wszelkie kontakty z własnym ojcem, w dodatku człowiekiem schorowanym i osamotnionym po śmierci żony!?

              A może nieprzykładnie wagi do relacji z rodzicami, a właściwie do relacji ojcowsko-synowskiej (kiedy zabrakło matki) nie jest niczym niezwykłym w świecie mężczyzn (film o mężczyznach robiony przez mężczyznę)? Wszak, jak mówią badania psychologów, to kobiety dbają o relacje międzyludzkie. Nie przypadkiem z inicjatywy swojej żony Michał ma zaprosić ojca na komunię ich syna (a dlaczego nie zaprosili ojca na ślub? dlaczego nie poinformowali o narodzinach syna?).

              :)
              :)
              • 09.12.13, 14:45
                mnie się wydaje, że matka trzymała to w kupie.
                kiedy umarła - rozleciało się.

                w filmie pada wyjaśnienie, że Michał uciekł z domu, aby nie wyszlo na jaw, że
                przez 3 lata nie studiował w szkole muzycznej, a zrobił jaką szkołę z profilem
                rachunkowość. ojciec miał mu za złe, że wyjechał bez pożegnania. Michał niby
                coś mówi, że wyjechał także z daleka od ojca, może stary był apodyktyczny i
                nieprzyjemny ? ale, wg tych informacji, wydaje mi się, ze Michał uciekł od
                prawdy i wstydu z powodu własnego kłamstwa.

                to prawda. psychologia nie jest wnikliwa.
                ale, z drugiej strony, może celowo tak jest, aby większy nacisk położyć na
                powrót po latach Michała i tzw. rys środowiskowy ?

                a tu będę z Tobą polemizował :]
                wydaje mi sie, że jednak to porozumienie trochę kosztowało.
                dośc długo nie mogą złapać kontaktu.
                dopiero poszukiwanie krewnych bezdomnego, którego zabił, daje
                Michałowi moc, by wyznać prawdę ojcu i w jakiś sposób się do niego
                zbliżyć, wyciągnąc rękę.
                bo, wg mnie, Michał na początku chce wziąć tę wędkę, zdawkowo ojca
                zaprosić na komunię syna [na prośbę żony], przewidując że i tak odmówi -
                i mieć z głowy.
                ojciec też wolałby go nie widzieć, i jednak potrzeba kilku dośc intensywnych
                zetknięć, żeby nieśmiało wyłoniła się perspektywa pojednania.

                właśnie.
                dlatego mam wrażenie, że to poczucie winy Michała gra główną rolę.

                ciekawe zagadnienie, Barbasiu.
                wydaje mi się, że każdy przypadek jest inny, osobny, decydują specyficzne
                warunki panujące w danej relacji dzieci-rodzice.
                tutaj : decyduje brak odwagi syna, który nakręcił spiralę kłamstw, a potem
                nie miał odwagi się z nich wyplątać.
                • 10.12.13, 16:58
                  :)

                  Zanim Ci odpowiem, mała ciekawostka. W czasie , kiedy my oglądaliśmy i omawialiśmy "Erratum", na stronie głównej pojawił się odnośnik do wątku na forum Savoir Vivre, którego autorka w poście założycielskim opisuje dość podobną sprawę, przypadek jej męża. Tam jednak, jak twierdzi autorka, mąż zerwał wszelkie kontakty z rodziną ze względu na swój mocno apodyktyczny charakter, który uniemożliwiał jakiekolwiek porozumienie się z najbliższymi!?



                  forum.gazeta.pl/forum/w,10226,148386442,148386442,Stosunek_do_rodziny.html

                  PS Wkleiłam tam Twój opis filmu "Erratum" . :}


                  • 11.12.13, 15:39
                    ho ho, widzę że - dzięki Tobie, Barbasiu - zataczamy coraz szersze kręgi :]
                    [dzięki]
                    • 11.12.13, 16:00
                      He,he! :)))

                      O daleko Twa opowieść zawędrowała.
                      Pewna dama Kanady te posty przeczytała. ;)
                      • 11.12.13, 16:27
                        ho ho ! ;]
                        • 11.12.13, 16:29
                          :)))

                          wariant B

                          O! Daleko Twa sława zawędrowała,
                          pewna dama Kanady te posty przeczytała. ;)
                    • 11.12.13, 16:01
                      Cała przyjemność po mojej stronie. :)
                • 11.12.13, 18:09
                  Ale dlaczego ojcowsko-synowska relacja była taka krucha, że rozpadła się tak łatwo?

                  Michał uciekł z domu, aby nie wyszlo na jaw, że
                  > przez 3 lata nie studiował w szkole muzycznej, a zrobił jaką szkołę z profilem
                  > rachunkowość. [...] Michał uciekł od
                  > prawdy i wstydu z powodu własnego kłamstwa.

                  Tak. Tak go tłumaczy reżyser/ scenarzysta. Ale to słabe jest, nie sądzisz?

                  Michał, z tego, co wynika z filmu, nie był obdarzony jakimś wybitnym talentem muzycznym na miarę Rafała Blechacza. Ot brzdąkał czy zawodził ;) w kapeli rockowej z kumplami. Ojciec Michała nie wypruwał sobie żył, by pomóc małemu Michałowi w rozwoju talentu. Więc nie sądzę, by ojciec miał się czuć szczególnie rozczarowany czy boleśnie zawiedziony, w sytuacji, kiedy 19-letni Michał nie dostał się do zamiejscowej akademii muzycznej i nie zrobił wielkiej kariery muzycznej. Tak więc Michał nie miał powodów, by się aż tak bardzo wstydzić się przed ojcem swojej porażki, czuć się winnym, nie informować ojca o zmianie planów i wyborze innej szkoły i ukrywać prawdę o zmianie drogi życiowej.

                  Ojciec w kreacji Ryszarda Kotysa to człowiek, który pod maską mrukliwego, małomównego i trudnego w kontaktach człowieka kryje ciepły, dobry, wrażliwy mężczyzna.

                  Pojąć nie mogę ciężkiego "zawstydzenia" Michała i jego poczucia winy z powodu niedostania się do szkoły muzycznej.

                  Nie pojmuję też tych długich lat milczenia, niechęci do kontaktu z ojcem z własnej woli (do kontaktu z ojcem zmusza go żona, powtórzę raz jeszcze). Tym bardziej, że po opuszczeniu rodzinnego domu, zdany tylko na siebie w wielkim mieście świetnie sobie poradził , co jest powodem do dumny. Utrzymał się sam przez całe studia, skończył szkołę, znalazł pracę, zdobył mieszkanie, spotkał kobietę swego życia, spłodził zdrowego syna. (Co innego, gdyby się stoczył, popadł w alkoholizm, narkotyki, albo zszedł na złą drogę, z jaką mafią się związał).

                  Ojciec dawno wybaczył by mu kłamstewko, które stało się dla Michała powodem zerwania, kontaktów z ojcem.

                  W filmie Michał kreowany jest na pozytywną osobę, lubi się od początku.
                  Ale Michał tak naprawdę jest albo sqrwy.synem ,
                  albo tylko papierową postacią?

                  > to prawda. psychologia nie jest wnikliwa.
                  > ale, z drugiej strony, może celowo tak jest, aby większy nacisk położyć na
                  > powrót po latach Michała i tzw. rys środowiskowy ?

                  Jedno drugiemu nie przeszkadza. Jeśli tego rodzaju historia ma być wiarygodna musi być dobrze podbudowana i uzasadniona psychologicznie.

                  :)
                  • 11.12.13, 18:29
                    Brakowało mi grzebania w bebechach, wyjaśnień, wyrzucania z siebie (wzajemnych( pretensji, trudów godzenia się sobą, napięcia emocjonalnego .
                    Zamiast tego mamy metaforyczno-poetyckie sceny zadumanego Michała na tle wzburzonych fal morza, mające oddawać stan umysłu bohatera, które właściwie to napięcie znoszą ...

                    :)
                    • 12.12.13, 15:01
                      kilka momentów było :]

                      yes.
                      to już licencia poetica :]
                      ja bym to odczytywał jako próbę stworzenia balansu w tej opowieści, tak
                      aby nie zeszła w psychodramę, a była właśnie taką różnobrzmiącą wariacją
                      na temat stanu ducha człowieka wracającego po latach do spraw, które
                      zostawił bez puenty.

                      ostrożnie powiem, że - jakkolwiek ciekaw jestem jak by to wyglądało w bardziej
                      hardkorowej formie - kupiłem tę narrację :]]
                  • 12.12.13, 14:57
                    istotne pytanie.
                    fakt, nic by scenariuszowi [nastawionemu na przyglądanie się raczej naprawianiu]
                    nie ujęło, gdyby dorzucono w nim 2-3 znaczące dialogi albo symbole trochę więcej
                    wyjaśniające.

                    mnie się wydaje, że chodziło o kłamstwo samo w sobie.
                    może jednak Michał odczuwał jakąs presję rodzinną na skończenie tej szkoły muzycznej
                    [jak wiemy - fikcyjnej] ? to by mogło tłumaczyć jego wstydliwą ucieczkę ?

                    jedno jest pewne, tak jak zauważyłaś : relacja między ojcem a synem nie była dośc
                    mocna, jesli syn nie miał odwagi przyznać się do takiej rzeczy jak zmiana kierunku
                    studiów.

                    zdecydowanie, ostatnie sceny ocieplają wizerunek ojca.
                    najpierw poprawia zasłony w pokoju, żeby słońce nie obudziło Michała [nie wie, że Michał
                    już nie śpi], potem w łazience daje się namówić na wspólne naprawianie zatkanego odpływu, no i na końcu ta świetna scena "drzwiowa".

                    wiesz, może Michał się dorobił i ustawił, ale jednak wyjechał bez słowa na całe 10 lat.
                    on się tego boi - swojej ucieczki i konieczności stanięcia twarzą w twarz z własnym tchórzostwem sprzed lat. tak mi się wydaje.

                    otóż to.
                    Michał popełnia najstarszy błąd świata - czeka długie lata na tę rozmowę, która okazuje się
                    wcale nie tak straszna i traumatyzująca jak może sobie wyobrażał. ale to ludzkie bardzo. jak raz wszedł na drogę duszenia w sobie wspomnień o domu, ojcu, własnych błędach - tak się w niej zapamiętał na dobre.

                    mam trochę inne wrażenie :]
                    Michał jest jakiś wycofany, a będąc już w Szczecinie - poirytowany koniecznością przebywania w swoich rodzinnych okolicach, wszystko mu przypomina niespełnione plany i brzydki postępek wobec przyjaciela i ojca. to w jaki sposób prowadzi pierwszą rozmowe ze Zbyszkiem też jakoś tak średnio go maluje, wg mnie. jest w miarę cywilizowany, więc nie rzuca mięsem ani talerzami, ale w moim odczuciu on się rozwija, z czasem staje się wrażliwszy i wraca być może do tego, jaki był zanim wyjechał.

                    prawda. racja.
                    może chodziło o to, żeby ta psychologia nas nie przerosła ? :]
    • 05.12.13, 19:37
      wybaczcie :) Nadrabiam karygodne opoznienie teraz.

      Wszystkiego najlepszego, spelniania marzen i samych fajnych ludzi po drodze!

      A w prezencie piosenka, w wykonaniu Matta Duska (a co!), piosenka specjalna, bo napisana przez Bono i The Edge z U2 dla Franka Sinatry - niestety Frank jej nie zaspiewal ...
      Ale za to dla Was Matt spiewa:
      www.youtube.com/watch?v=Qyf5JeHfD9k&playnext=1&list=AL94UKMTqg-9ABBKCd0O_3eHulK7tvpZLv
      --
      Maniaczytania - blog
      • 05.12.13, 22:29
        Oj, ja tez ze znaczącym opóźnieniem, ale podczepiam się z najlepszymi życzeniami, choć Barbara zamieniła się już w kalendarzu w Sabę i Kryspina...
        • 06.12.13, 15:36
          Dziękuję serdecznie, Er.pa! :) Pozdrówka!
          • 06.12.13, 18:37
            Dziękuję, Maniu i er.pa :)
      • 06.12.13, 15:35
        Maniusiu, dziękuję serdecznie za miłe życzenia i cudną piosenkę Matta! :)
        Całuski! :*
    • 06.12.13, 17:11
      Piosenka o Mikołaju - "Must Be Santa"
      www.youtube.com/watch?v=42_vCV2_gf0



      :)
      • 07.12.13, 14:33
        haha, na początku myślałem, że po niemiecku śpiewają ;]

        cała ikonografia mikołajowa w tym "wideoklipie", do skocznej muzyczki, a na końcu oko puszcza, i jakąś ma taką młodzieńczą twarz do tej siwej brody, hehe.

        to ja zaproponuję estetykę nieco inną, ale jak najbardziej pozostającą w temacie;
        z najlepszych czasów hip hopu :

        www.youtube.com/watch?v=OR07r0ZMFb8

        • 07.12.13, 15:18
          Po niemiecku!!? Bój się Boga! ;))
          Miałam te piosenkę w innym wykonaniu z zabawnym wideklipem, ale nie mogę go znaleźć.

          Dobre! Z humorem! :)
          • 08.12.13, 16:21
            haha ;]

            te mikołajowe wyczyny są zawsze jakoś tam poczciwe.
            patrząc na te świąteczne otoczki, czasami rozumiem tych, którzy po
            zostaniu rodzicami przestają być ateistami - jak tu dzieciaka trzymać
            z dala od takich klimatów [które, w dodatku, wszędzie dookoła pobrzmiewają].

            cięzkie jest ludzka dola, pełna wyrzeczeń i kompromisów w imię dobra innych :]
            • 08.12.13, 16:44
              Myślę, że to fajne, że ludzie chcą uczestniczyć w konwencji, jaką im proponuje świat, by uczynić go od czasu do czasu trochę bardziej kolorowym i niecodziennym.


              Ale jak potem cieszy radość w oczach takiego małego ludzika. Bezcenne.
              Ożeż. Zaraz się wzruszę ...
              ;)
              • 08.12.13, 17:03
                z niejakim trudem... muszę się z Tobą zgodzić, Barbasiu :]

                no właśnie, jak mu powiedzieć "ty się nie bawisz, bo tata/mama mają ideały",
                podczas gdy bawią się wszyscy dookoła ?
                • 08.12.13, 17:04
                  ten trud wynika z materii zagadnienia, bo zgadzanie się z Tobą to czysta przyjemność :]
                  • 08.12.13, 18:15
                    :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
                    i wice wersja!
    • 06.12.13, 21:55
      no i zapomnialam ;), ale nadrabiam teraz.

      Pierwszy, udany sadzac po opiniach Greka i Barbasi, seans juz za nami, a przed nami jeszcze:

      12.12 - "Szczescie Luka" - film niemiecki z 2010r
      19.12 - "Swiat jest wielki, a zbawienie czai sie za rogiem" - 2008r., koprodukcja slowensko-niemiecko-wegiersko-bulgarska (!)

      no a potem juz drugi dzien swiat (i zdradze juz, ze bedzie mozna powtorzyc lub obejrzec pierwszy raz "Uwiklanie", i zdradze jeszcze, ze podobno do produkcji trafil kolejny film na podst. ksiazki Z. Miloszewskiego "Ziarno prawdy") i ... koniec grudnia :)

      --
      Maniaczytania - blog
      • 07.12.13, 14:24
        kino europejskie, nie znam tych tytułów, więc piszę się na nie.

        przyszło mi do głowy, że Kocham Kino mogłoby przybliżać filmy, które
        brały udział w głównych konkursach w Cannes w poprzednich latach.
        albo w Wenecji. czytamy co roku o tych filmach, specjalni wysłannicy
        medialni piszą o nich w swoich korespondencjach, a potem... cisza. niekiedy
        w ogóle nie trafiają do kin tytuły, które naprawdę chciałoby sie obejrzeć.
        warto wiedzieć na czym stoi światowe kino, a jednak, jakby nie patrzeć,
        miejsce w konkursach głównych ww. festiwali, to jest nobilitacja i potwierdzenie
        klasy danego filmu. to jak sobie później radzi wśród konkurencji, to już osobna
        historia, ale kwalifikacja jest jak znaczek jakości.

        "Uwikłanie" zdaje się już było. latem :] pamiętam, że trochę się tutaj znęcaliśmy
        nad nim :]]




        • 07.12.13, 15:53
          Oj, znowu słabo. A w święta to w ogóle będzie dramat.
      • 07.12.13, 15:21
        Tak, seans "Erratum" udany. Film bardzo mi się podobał.
        Męskie kino, ale o zupełnie innej twarzy.

    • 07.12.13, 15:12
      Ciekawa premiera w Ale kino. Film Mike’a Leigh z 2010 r. Jak zwykle reżyser podpatruje zwykłych ludzi i ich codzienne życie.

      Bohaterami filmu są Tom (Jim Broadbent) i Gerri (Ruth Sheen), małżeństwo w średnim wieku. Oboje pracują, mieszkają przytulny domek i działkę, na której spędzają wolny czas. Widać, że jest im ze sobą dobrze, świetnie się rozumieją. Mają syna, 30-letniego Joe, który już się wyprowadził i czasem ich odwiedza.

      Gerri ma przyjaciółkę, młodszą od siebie Mary (Lesley Manville), z którą pracuje od wielu lat. To ciekawa postać. Energiczna, rozgadana i zabawna, ale ma się wrażenie, że to maska. Ciągłe szczebiotanie i żarty mają ukryć jej problemy. I faktycznie, kiedy poznajemy Mary bliżej okazuje się, że nie jest taka szczęśliwa jak opowiada. Zwłaszcza po kilku drinkach Mary już nie jest taka wesoła, zaczyna użalać się nad sobą i swoim życiem. Można się domyślać, że topi smutki w alkoholu.

      Tom i Gerry czasem zapraszają ją do siebie. Mary wyraźnie lgnie do nich, dla niej to jakby zastępcza rodzina. Małżeństwo traktuje ją z sympatią i zrozumieniem. Ale między sobą Tom i Gerry wymieniają czasem kąśliwe uwagi na temat Mary. Widać, że Mary irytuje ich ciągłymi opowieściami o problemach, zepsutym samochodzie, braku pieniędzy. Z pewnością takie towarzystwo może być na dłuższą metę męczące. Ale oboje nie dają tego po sobie poznać. I to jest błąd, co pokażą następne wydarzenia.

      Małżeństwo ma też przyjaciela, Kena. To postać równie zagubiona i nieszczęśliwa jak Mary. Bliski emerytury, samotny. Jedynym sensem jego życia jest praca, więc myśl o emeryturze go przeraża. Na dodatek niedawno w wypadku samochodowym zginęła para jego najbliższych przyjaciół. Ken wciąż nie może się po tym pozbierać. Tom i Gerry zapraszają go do siebie na parę dni, żeby się trochę oderwał od swoich kłopotów.

      Co ciekawe, Ken zna Mary i jest nią wyraźnie zainteresowany. Ale Mary unika go jak ognia. Szczerze mówi Gerry, że mógłby trochę o siebie zadbać. Bo faktycznie Ken ma wyraźną nadwagę, nie przejmuje się ubiorem i wyraźnie nadużywa piwa. Po przyjęciu u Toma i Gerry Mary odwozi Kena na dworzec kolejowy. Ten przy pożegnaniu pyta, czy mógłby do niej zadzwonić i próbuje ją pocałować. Mary wyrywa się z objęć i krzyczy „odwal się!”. Zdecydowanie mogła to zrobić bardziej delikatnie. Ken z miną zbitego psa wychodzi z samochodu.

      Przełom w stosunkach Mary i małżeństwa następuje, gdy Joe niespodziewanie odwiedza rodziców razem ze swoją nową dziewczyną, Katie. Tom i Gerry są zachwyceni, od dawna czekali aż Joe wreszcie kogoś pozna. Niestety, na ten wieczór zaprosili Mary. Sytuacja jest niezręczna, bo Mary skrycie podkochuje się w znacznie młodszym od siebie Joe, którego zna od dziecka. Co zresztą Tom i Gerry dawno zauważyli. Kiedy Mary widzi dziewczynę jest kompletnie zaskoczona. I trudno się dziwić. Z trudem ukrywa swoje uczucia.

      Tom i Gerry radośnie gaworzą z młodymi, a Mary siedzi przybita przy stole. Próbuje rozmawiać z Katie, ale nie potrafi ukryć swojej irytacji. Myli imię Katie, świadomie czy nie, ale dziewczyna robi dobrą minę do złej gry. Zresztą została uprzedzona wcześniej przez Gerri, że Mary jest „dziwna”. Po komentarzu Mary, że ma z Joe „wspaniałe wspomnienia”, włączają się czujni rodzice. Tom, czy też Gerri mówi , że Mary była dla Joe „ciocią”, co oczywiście nie jest dla niej miłe.

      Wieczór szczęśliwie dobiega końca, ale widać, że coś się zmieniło. I faktycznie, Mary znika z ekranu i życia Toma i Gerry na jakiś czas. Pojawia się kolejna postać, Ronnie, brat Toma. Starszy pan właśnie owdowiał. Małżeństwo organizuje pogrzeb, na który przychodzi raptem parę osób. Syn, skonfliktowany z ojcem spóźnia się i robi awanturę na stypie. Tom i Gerry zapraszają Ronniego do siebie na parę dni, żeby go trochę pocieszyć...

      • 07.12.13, 15:25
        Ostatnie sceny filmu. Mary przychodzi do domu Toma i Gerry. Ale oboje są na działce, drzwi otwiera więc Ronnie. Mary prosi go, żeby ją wpuścił, bo na dworzu jest zimno. Widać, że Mary jest w fatalnym stanie. Ronnie wpuszcza ją do mieszkania. Mary robi sobie herbatę i próbuje nawiązać rozmowę. Ale Ronnie jest przybity, odpowiada półsłówkami.

        Wreszcie Tom i Gerry wracają. Gerry na widok Mary pyta: „co Ty tu robisz?”. Zachęcające powitanie. Ale Mary jest zdesperowana. Gerry ma pretensje dlaczego wcześniej nie zadzwoniła. Znowu niezręczna sytuacja, bo Joe i Katie przychodzą na kolację. Mary plącze się, przeprasza. Mówi, że od dawna nie spotykały się poza pracą, że tęskniła. Na to Gerry mówi wprost: „rozczarowałaś mnie”. Mary znowu przeprasza, przecież tego nie chciała, zaczyna płakać. Gerry obejmuje ją i mówi, że powinna z kimś porozmawiać, poszukać pomocy. Mary broni się, przecież wystarczy, że będą się znowu spotykać. Ale ta jest stanowcza, proponuje Mary, która całkowicie się rozkleiła, terapię. Szkoda, że tak późno. W końcu jest psychologiem.

        Przychodzą Joe i Katie. W przedpokoju zostają uprzedzeni, przez rodziców, że jest też Mary. To kolejny raz kiedy za jej plecami, z ironicznym uśmiechem komentują jej obecność. I to mi się nie podoba, bo pokazuje, że tak naprawdę nie szanują Mary.

        Wszyscy siadają przy stole. Mary czuje się jak piąte koło u wozu. Rodzice i młodzi opowiadają o podróżach, jest miło i sympatycznie. Tylko Ronnie i Mary są pogrążeni w swoich myślach. Koniec.

        Muszę jeszcze wspomnieć, że film jest podzielony na cztery części, tytułami są pory roku. W każdej z nich jest scena na działce, pokazująca zmieniającą się przyrodę, co daje filmowi trochę nostalgiczny nastrój. Stąd też tytuł filmu.

        Jak zwykle Leigh pokazuje kawał prawdziwego życia. Wiele trafnych obserwacji i wiarygodne psychologiczne postaci, które trudno jednoznacznie ocenić.

        Zacznijmy od Toma i Gerry. Życzliwi, przyjaźni, ich dom jest przystanią dla zabłąkanych przyjaciół. A jednak traktują ich z dystansem, a w przypadku Mary z wyraźną wyższością. Te znaczące spojrzenia jakie ze sobą wymieniają po niektórych tekstach Mary. Dlaczego nie potrafią z nią otwarcie porozmawiać? Mary jest przynajmniej szczera, ma „serce na dłoni”. Gerri, która jest zresztą psychologiem, z pewnością zauważyła, że z Mary jest coraz gorzej. W ogóle obraz pary jest trochę wyidealizowany. Nie widać, żeby Tom i Gerri się kłócili, czy mieli jakieś problemy. Mało co tak irytuje jak szczęście innych :)

        Gerri odcina się od tej znajomości, kiedy do akcji wkracza dziewczyna syna. Chce uniknąć przykrych sytuacji. Mając do wyboru przyjaźń i rodzinę, staje w „obronie” rodziny. Ale czy to rzeczywiście była z jej strony przyjaźń? Tu mam pewne wątpliwości. Zrywa tę znajomość i dopiero kiedy Mary już będzie na dnie, proponuje jej pomoc.

        Mary to oczywiście skomplikowana postać. Ma skłonność do obciążania innych swoimi problemami. Trudno określić, gdzie leży granica między szukaniem pomocy u przyjaciół, a ich wykorzystywaniem. Mary balansuje na tej granicy, być może ją przekracza. Ta postać początkowo irytuje, ale potem zaczynamy ją lepiej rozumieć. Duża w tym zasługa świetnej roli Lesley Manville. Na końcu filmu jest kompletnie załamaną kobietą. Może i jest w dużym stopniu odpowiedzialna za swoje nieszczęśliwe życie, ale przecież nie wszystko to jej „wina”. Choćby romans z mężczyzną, który jak się potem okazało był żonaty. Zakończenie filmu jest otwarte, nie wiadomo czy Mary zdecyduje się na terapię.

        Ciekawy jest też wątek z Kenem. Mary z góry go skreśla, bo facet faktycznie Adonisem nie jest, a jednak to dobry i życzliwy człowiek. Zresztą mówiąc brutalnie, sama nie jest już taką atrakcyjną partią. Oboje mogliby sobie pomóc, a jednak ich drogi się rozchodzą. Jak to życiu.

        Wypatrzyłam powtórkę w niedzielę, o 21.55.

        Tutaj zwiastun:

        www.youtube.com/watch?v=ilv0aVRJPps





        • 07.12.13, 16:43
          Oczywiście żona Toma to Gerri, nie Gerry.
          • 07.12.13, 18:12
            >W ogóle obraz pary jest trochę wyidealizowany. Nie widać, żeby Tom i Gerri się kłócili, czy >mieli jakieś problemy.

            Czy ja wiem, czy wyidealizowany obraz. Istnieją przecież takie idealne pary. Pewnie nie ejst ich za dużo, ale są. Sama je spotkałam. Gerri i Tom to ludzie , którzy kiedyś trafili na właściwego partnera, na siebie i zbudowali dobry, solidny związek pełen miłości, zrozumienia i szacunku. Nie wszyscy jednak, czego przykładem jest Mary, czy Ken, mają takie szczęście w życiu. Smutna życiowa prawda. To chyba też pokazuje w tym filmie Mike Leigh?

            >Ciekawy jest też wątek z Kenem. Mary z góry go skreśla, bo facet faktycznie Adonisem nie >jest, a jednak to dobry i życzliwy człowiek. Zresztą mówiąc brutalnie, sama nie jest już taką >atrakcyjną partią. Oboje mogliby sobie pomóc, a jednak ich drogi się rozchodzą. Jak to >życiu.

            Tak.
            Bez prawdziwego uczucia nie da się niczego dobrego zbudować. Tu przynajmniej Mary jest uczciwa wobec siebie i Kena.


            >Może i jest w dużym stopniu odpowiedzialna za swoje nieszczęśliwe życie, ale przecież nie >wszystko to jej „wina”. Choćby romans z mężczyzną, który jak się potem okazało był żonaty.

            A ja widzę tu winę Mary. ;)
            Jeśli ona poszukuje prawdziwego uczucia, prawdziwego związku to nie powinna angażować się szybko zaczynać relacji od romansowania i wchodzenia do łóżka. Powinna najpierw poznać tego człowieka, jego rodzinę, wtedy na pewno uniknęłaby rozczarowań .


            Świetna opowieść opowieść, Bronte. Dzięki.


            Od dawna czekam na przegląd filmów Mike'a Leigh w TVPKultura.

            • 07.12.13, 21:52
              Dzięki, Barbasiu za ciekawe uwagi :)

              Nic nie poradzę, ten ciągle dobry nastrój pary bohaterów lekko działał mi na nerwy :) To prawda, tak to w życiu jest, jedni są szczęśliwi, inni nie. I można by powiedzieć, że "syty głodnego nie zrozumie". I na odwrót. Ostatnia scena przy stole jest bardzo znamienna.

              W życiu bywa tak, że pozory mylą. I uczucia mogą się pojawić dopiero po jakimś czasie, kiedy się kogoś dobrze pozna. Zresztą, mówiąc wprost, Mary powinna była chyba zrewidować swoje oczekiwania. Bo pod koniec filmu, kiedy czeka na Toma i Gerri jest już tak rozpaczliwie samotna, że nagle pyta Ronniego czy chciałby się przytulić. I nie chodzi tu o zaloty, facet ma chyba z 70-tkę, ale o bliski kontakt z innym człowiekiem, choćby na chwilę.

              Nie wiadomo jak to było z romansem Mary. Nie chcę jej usprawiedliwiać, ale nie tylko z kina wiadomo, że mężczyźni potrafią skrzętnie ukrywać swój stan cywilny :)

              Miło mi, Barbasiu :)

              Też chętnie obejrzałabym inne filmy Mike'a Leigh w naszej tv.
              • 08.12.13, 15:26
                :)

                Tak, racja.
                Fachowa terapia na pewno pozwoliłaby Mary to zrozumieć.

                Tak, domyśliłam się , że nie było mowy o tym, jak to było z romansem Mary.
                Ale taki wariant nasuwa się od razu. Mary ma swoje lata, ma doświadczenie życiowe, doskonale powinna się orientować, że mężczyźni potrafią skrzętnie ukrywać swój stan cywilny i wiele innych istotnych faktów z ich życia. ;)
        • 07.12.13, 17:32
          dzięki, Siostro, słyszałem o tym filmie, ale nie dostąpiłem jeszcze, czego wcale nie żałuję, z powodu Twojego świetnego streszczenia i opisu z komentarzem odautorskim :]

          pamiętam, że przerabialiśmy "Sekrety i kłamstwa" w ktorymś "Ojejku", w ogole szkoda, że
          telewizja rzadko sięga po filmy tego reżysera.

          ciekawie skomentowałaś fabułę, nie wiem czy zdążę dzisiaj, ale jutro na pewno dopiszę się :]

          a póki co - wielkie dzięki za świetną lekturę :]
          • 07.12.13, 17:39
            Dzięki, Greku. Cała przyjemność po mojej stronie :)
          • 07.12.13, 18:15
            grek.grek napisał:

            Nie mogłam sobie przypomnieć tego tytułu! "Sekrety i kłamstwa" ! :)
            Mike Leigh by Grek.grek


            forum.gazeta.pl/forum/w,14,117123935,118855535,_sekrety_i_klamstwa_wnimanie_spojler_1.html
            • 08.12.13, 12:51
              dzięki, Barbasiu, za pamięć :]]
              • 08.12.13, 14:50
                Bardzo proszę. :))
                Pamiętałam Twoje posty, ale nie nie mogłam sobie przypomnieć tytułu.

        • 08.12.13, 12:32
          mnie się wydaje, że rysunek postaci wprost wynika właśnie z zamierzenia, żeby pokazac
          "kawał prawdziwego życia".

          gdyby byli dla siebie TYLKO życzliwi, pomocni i wspaniali, to by wyszła z filmu historia tyleż
          pokrzepiająca, co oddalona od realizmu życiowego. owszem, zdarzają się idealne relacje, ale
          rzadko kiedy.

          jeśli starsze małżeństwo czasami pokpiwa z lamentów Mary, to w jakiś sposób rozładowuje być może to poirytowanie, które - jak słusznie zauwazyłaś - w końcu musi nadejść, kiedy słucha się godzinami [czyichś] gorzkich żalów. wg mnie, nie osłabia to potencjału życzliwości wobec takiej osoby. już samo przyjmowanie w swoim domu i wysłuchiwanie świadczy o pozytywnym nastawieniu. nadmiar musi zostać jakoś zneutralizowany, jesli znajomość ma nadal trwać. bez takich neutralizacji - osiągnięcie masy krytycznej zirytowania musiałoby się skonczyć po prostu zerwaniem.

          zwłaszcza, że Mary wygląda na osobistość, która naprawdę może popsuć humor.

          nie chodzi o to, żeby problemy dusić w sobie, a na zewnątrz rozmawiac tylko o czterech literach Maryny. problem z Mary jest taki, że ona zamiast szukać rozwiązań, skupia się na kontemplowaniu kłopotów.

          słusznie, wg mnie, napisałaś o wątpliwościach dotyczących cienkiej linii między korzystaniem z czyjejś zyczliwości, wykorzystywaniem ludzi. Mary zdaje się znalazła sobie fajne miejsce, gdzie może się wygadać i wystrzelać. nie myśli o tym, czy przypadkiem nie przesadza i nie nadużywa dobroci i cierpliwości innych ludzi.

          według mnie, Gerri popełnia błąd, jeśli udostępnia Mary swoje ucho, zamiast propozycji fachowej pomocy, bo zdaje się, że istniejący układ petryfikuje bezwład Mary, a z tego położenia już tylko mały krok do kompletnego załamania, które ma miejsce w końcówce.

          co do postaci Kena.
          wydaje mi sie, że mary tutaj akurat wykazuje się asertywnością godną pochwały.
          mogłaby łapać co podleci pod rękę, zatkać nosa, zamknąć oczy i cieszyć się, że "nie jest sama". ale ona tak nie chce, czyli nie próbuje oszukiwać samej siebie i nie jest zrozpaczona
          na tyle, by wybierać wbrew sobie. może jest to jakaś sprzeczność ? [o ile komunikuje ona
          pragnienie jakiejś relacji damsko-męskiej].

          zaś sam Ken wydaje sie typem faceta, ktory hołduje przedpotopowej koncepcji, wedle
          której kobieta nie jest wzrokowcem :] według mnie - błędnej, co pozwolę sobie wyrazić
          w Waszej obecności, licząc na ewentualne sprostowanie :]

          Kevin Spacey w American Beauty, żeby uwieść koleżankę córki, wział się za sztange, hantle i bieganie, to jakoś lepszym wzorcem mi pachnie :]] No i, kurdesz nad kurdeszami, dopiął swego, jakkolwiek nie skonsumował owoców swojego trudu, wykazując iście rycerską szlachetność.

          generalnie, wszyscy tutaj mają jakieś wady i zalety, z nich wynikają nieporozumienia, zawijasy i konflity [interesów]. jak to w życiu :]

          raz jeszcze dzięki, Siostro, za zaproszenie [nas, mnie] do omawiania tak ciekawego filmu.
          • 08.12.13, 13:43
            Dzięki, Greku :)

            Bardzo celne uwagi. Co do Toma i Gerri, właśnie pozwalają się Mary wygadać, ale właściwie nic poza tym. Zwłaszcza Gerri, w końcu psycholog, powinna była zareagować wcześniej. Zna Mary od wielu lat. Dlaczego nie porozmawia z Mary szczerze, zamiast rzucać wymowne spojrzenia mężowi?

            Podobnie sytuacja po fatalnej kolacji z Joe i Katie. Lepiej byłoby powiedzieć Mary wprost: "Słuchaj, rozumiemy, że byłaś zaskoczona (kto by zresztą nie był?), ale musisz zaakceptować sytuację. Inaczej przestaniemy się spotykać". Zamiast tego zrywa kontakty z Mary, bez żadnego wyjaśnienia. Nie daje jej szansy na naprawienie błędu. Po 10 latach znajomości to trochę nie w porządku, moim zdaniem.

            To prawda, Mary potrafi być wkurzająca. I może gdybym ją spotkała w prawdziwym życiu, nie miałabym takich sentymentów :) Ale w filmie ta postać budzi we mnie współczucie.

            Co do wątku Kena. Jak napisałam wyżej, pod koniec filmu Mary jest już właśnie na tyle zrozpaczona, że chce się przytulić do Ronniego. A Ken to typowy przykład faceta, który żyjąc samotnie kompletnie się zapuścił. Kto wie, może gdyby Mary powiedziałaby mu: weź się za siebie, schudnij parę kilo, to coś by z tego było? Historia zna takie przypadki :)

            Jest taka scena w barze, kiedy Mary sączy drinka i przygląda się pewnemu eleganckiemu facetowi, chyba w jej wieku. Rzuca mu zalotne spojrzenia, ale pan nie reaguje. Po chwili podchodzi do niego młoda, ładna dziewczyna, z którą był umówiony. Mary ma minę, która mówi wszystko. Na jej twarzy widać cichą rozpacz. Ale ani nie potrafi obniżyć swoich wymagań, ani zaakceptować swojej samotności. Aż w końcu kompletnie się załamuje.

            Dzięki, Greku za miłe słowa :)
            • 08.12.13, 15:12
              siostra_bronte napisał(a):

              >Zwłaszcza Gerri, [...]. Zna Mary od wielu lat. Dlaczego nie porozmawia z Mary szczerze
              > , zamiast rzucać wymowne spojrzenia mężowi?

              Zaczynam rozumieć , dlaczego ta para tak Cię irytowała.
              Żadne ideały. Prawdziwe charaktery.


              Co do Toma i Gerri, właśnie pozwalają się Mary wygadać, ale
              > właściwie nic poza tym.

              Ale czy takie typy jak Mary, w ogóle oczekują rad od przyjaciół i znajomych. Mam wrażenie, że dla takich charakterów inni ludzie są tylko po to , żeby im się wygadać, wypłakać, zrzucić na nich trochę ciężaru swoich problemów.

              Z drugiej strony Gerri jest przecież, jak pisałaś, psychologiem. Jej obcesowe, lekceważące, pozbawione zrozumienia? tratowanie Mary zaskakuje.

              • 08.12.13, 15:30
                pozbawione empatii
              • 08.12.13, 15:48
                Też bym sie skłaniała w strone Sostry. Temu idealnemu małżeństwu tak naprawdę daleko do prawdziwego ideału, bo o ile zżymanie się na przyjaciółki to norma i proza życia (pamiętacie Emy Watson w "Julie i Julia"?, też "nienawidziła" przyjaciółek), tak protekcjonalny ton i pokazywana wyższości w stosunku do jednej z nich jest karygodne.
              • 08.12.13, 15:58
                czy takie typy jak Mary, w ogóle oczekują rad od przyjaciół i znajomych.

                Mnie zastanawia, skąd przekonanie, że człowiek opowiadający o sobie oczekuje w zamian jakichkolwiek rad. I coś mi mówi, że zarówno Barbasia, jak i Grek nie polubili Mary.

                • 08.12.13, 16:26
                  > Mnie zastanawia, skąd przekonanie, że człowiek opowiadający o sobie oczekuje w
                  > zamian jakichkolwiek rad.

                  Ale panie łączyła dłuższa znajomość, pewna zażyłość i to myślę, daje prawo do udzielania (dobrych) rad, czy też sugestii, jeśli druga strona błądzi, popada w tarapaty.
                  Tak mi się wydaje.

                  > I coś mi mówi, że zarówno Barbasia, jak i Grek nie
                  > polubili Mary.
                  Prawdę mówiąc, jeszcze tego nie wiem . Muszę zobaczyć film.
                  • 08.12.13, 17:36
                    Dobra znajomość nie upoważnia do dawania rad, a nawet zwłaszcza.
                • 08.12.13, 16:27
                  kiedyś w "Świecie według Kiepskich" Ferdynand otworzył biznes, polegający na wysłuchiwaniu innych za stawkę minutową. chłop mało nie oczadział od tych farmazonów, które z siebie wylewali klienci. ledwie go odratowano ;]

                  wiesz, Mary jest trudna, nie ma w niej jakiegoś zacięcia do autoanalizy, przemyśleń, pracy nad sobą. liczy na innych, że ich towarzystwo i uszy zastąpią jej dotarcie do sedna siebie samej. Siostra ma rację pisząc, że Gerri powinna od razu zaproponować jej terapię. tyle że Gerri nie przejmuje się losem Mary w taki sposób w jaki powinna, jako przyjaciółka.
                  • 08.12.13, 16:34
                    grek.grek napisał:

                    > kiedyś w "Świecie według Kiepskich" Ferdynand otworzył biznes, polegający na wy
                    > słuchiwaniu innych za stawkę minutową. chłop mało nie oczadział od tych farmazo
                    > nów, które z siebie wylewali klienci. ledwie go odratowano ;]

                    Dobre! He,he,he! :))

                    > wiesz, Mary jest trudna, nie ma w niej jakiegoś zacięcia do autoanalizy, przemy
                    > śleń, pracy nad sobą. liczy na innych, że ich towarzystwo i uszy zastąpią jej d
                    > otarcie do sedna siebie samej.

                    Zgadzam się. :))
                  • 08.12.13, 17:39
                    Co Wy wszyscy z tą terapią? Naprawdę uważacie, że potrafi każdy problem szybko i bezboleśnie rozwiązać?
                    • 08.12.13, 18:17
                      Sądzę, że terapia sporo rzeczy może uświadomić. Ale na pewno nie szybko i nie bezboleśnie.

                      Ale po prawdzie nie ma żadnego doświadczenia z terapiami.

                      Czasami tylko czytam artykuły psychologiczne. A to jest bardzo pouczające i sporo daje.
                      • 08.12.13, 18:23
                        No, Mary jest już w tak fatalnym stanie na końcu filmu, że wymaga specjalistycznej pomocy.

                        Terapia naprawdę może pomóc, ale z pewnością to nie jest łatwe ani przyjemne.
                        • 09.12.13, 19:52
                          Siostro, bardzo trafnie oddałaś klimat i przesłanie filmu. Jestem pod wrażeniem:)
                          Odmienne zdanie mam jednak do zakończenia. To już nie poczciwa trzpiotka Mery pozująca przed światem na kogoś innego, niż w rzeczywistości, a postać dramatyczna, która w końcu dojrzała i zaakceptowała smutną sytuację życiową, która poprzez wstrząs ma szansę wyjść na prostą bez żadnych terapii. Zauważ, jak całkiem nieźle dogadywała się z owdowiałem Ronnim, którego potrafiła wyrwać na moment z depresji. I jeszcze słówko odnośnie Gerri. Wcale nie uważam, że proponując terapię wykazała sie przyjacielską troską. Nie, ona umyła ręce od problemu.
                          • 10.12.13, 17:46
                            epsic napisała:

                            > Wcale nie uważam, że proponując terapię wykazała sie przyjacielską troską. Nie, ona umyła
                            > ręce od problemu.

                            Czyli Gerri powinna coś doradzić Mary?

                            :)
                            • 14.12.13, 20:20
                              Pani Gerri już dziękujemy z jej pseudo życzliwymi, nic nie wnoszącymi radami;)

                              • 15.12.13, 16:37
                                He,he,he! :)))
                          • 13.12.13, 14:07
                            Dzięki :)

                            Masz rację, Mary jest już w zupełnie innym miejscu niż na początku filmu. Ale moim zdaniem sama sobie nie poradzi. Tak, propozycja terapii w takim momencie to wyraźny sygnał, że Mary nie ma już co liczyć na Gerri i Toma.
            • 08.12.13, 16:17
              Gerri [chyba ?] reaguje dopiero w momencie, kiedy stan ducha Mary zaczyna zagrażać
              jej rodzinie. słusznie napisałaś, ze Gerri staje w obronie tejże rodziny.

              z tego punktu widzenia - być może ona do końca nie jest zainteresowana Mary jako
              taką, a patrzy na nią wyłącznie przez pryzmat zagrożeń jakie stwarza dla nich [poprzez to, że jest zazdrosna o ich syna i jego dziewczynę] ?

              masz rację, to błąd.
              Gerri wylewa dziecko z kąpielą.

              tak to sobie wyobrażam, również.
              Mary wygląda na zagubioną i po prostu potrzebująca wsparcia, chociażby
              tych cierpliwych uszu.
              z jednej strony, rzuca się na myśl "dziewczyno, weź się w garść !', a
              z drugiej "jaka ona biedna...".
              to też zaleta scenariusza i samego reżysera, plus ofk aktorki, że tworzą
              postać wzbudzającą tak ambiwalenetne odczucia i nie pozstawiającą widza
              obojętnym na jej los.

              przypuszczalnie dobrze myślisz :]
              mam wszelako wrażenie, że facet sam powinien wiedzieć o takich rzeczach.
              zresztą, to dotyczy także kobiet.
              kiedy jedna strona musi drugiej mówić "zrób porządek z kilogramami i załóż
              czyste majtki, to może się nadasz"... z jednej strony - masz słusznośc, że
              czasami, to działa cuda. z drugiej, to brzmi jakoś... dziwnie - jakby nieważna
              była sfera osobowości, a liczyła się wyłącznie fizys. niby tak nie jest i niby
              nie o to chodzi, ale jednak powstaje takie odiium.

              dziwne, prawda ? :]
              niemniej, w tym przypadku : masz słuszność. gdyby Mary ubrała to w jakieś
              sensowne tłumaczenie, to pewnie mogło by zadziałać.

              ale... jest, bywa, też i tak, że po prostu chemii nie ma i nie poradzisz :]
              gdyby Mary, w rozmowie z Gerri, wyraziła taką oto hipotezę "miły jest, fajny,
              lubię go itd itd, ALE... mógłby trochę zadbać o siebie", to mamy do czynienia
              z inną parą kaloszy. tutaj, jak wnioskuję z Twojego opisu : Ken nie jest dla
              Mary atrakcyjny towarzysko, więc moze to jego "zapuszczenie", to wymówka, by
              nie powiedzieć wprost "gość mnie nie kręci" ?

              ano właśnie, Mary trochę jest dziecinna.
              ma wysokie wymagania, ale chce efektu tu i teraz.
              nie ma duszy łowcy [łowczyni] :]
              gdyby gepard załamywał się po każdym jednym nieudanym pościgu za obiadem, to
              by padł z głodu :]

              jest wrażliwa, to na pewno, ale trochę w destrukcyjnym kierunku.
              i chyba ma zaniżoną samoocenę.
              co z tego, że jeden czy drugi nie chwycił przynęty ?
              mało to tego towaru pełza ulicami ? ;]]

              inna sprawa, że jeżeli ma problem z przebywaniem sam na sam ze sobą, to
              znaczy że jest uzależniona od towarzystwa, a to już trudna sprawa, bo pozostawia
              ją na łasce kaprysu innych ludzi. Mary nie ma bazy psychicznej, to jej ciązy.

              o, Siostro, zasłużyłaś na więcej pochwał :]
              to by Cię jednak mogło zepsuć, więc staram się je limitować ;]]
              • 08.12.13, 17:54
                A może Mary dla tej idealnej pary stanowiła z początku atrakcję towarzyską wprowadzającą do ich nudnego, poukładanego życia iskierki energii jednocześnie wprowadzając ich w błogostan upewniając, jak bardzo są uporządkowani i wszystko wiedzą najlepiej. A gdy zaczęły się schody wymownie pokazano drzwi.

                Jednak muszę obejrzeć powtórkę.
                • 08.12.13, 18:05
                  O, miałam podobne myśli.

                  Najbliższa powtórka dzisiaj wieczorem :)
                • 08.12.13, 18:14
                  pepsic napisała:

                  > A może Mary dla tej idealnej pary stanowiła z początku atrakcję towarzyską w
                  > prowadzającą do ich nudnego, poukładanego życia iskierki energii jednocześnie
                  > wprowadzając ich w błogostan upewniając, jak bardzo są uporządkowani i wszys
                  > tko wiedzą najlepiej. A gdy zaczęły się schody wymownie pokazano drzwi.

                  Dobre!!!

                  Ja chcę obejrzeć film!
                  • 08.12.13, 18:24
                    Oby była taka okazja :)
                • 09.12.13, 14:52
                  ciekawy trop, Pepsic.
                  i bardzo prawdopodobne, że właściwy.
              • 09.12.13, 19:38
                Generalnie zgadzam się z Twoimi uwagami.

                No właśnie, to wygląda trochę tak, jak napisała Pepsic. Dopóki Mary tylko narzeka i zwierza się jest ok. Ale kiedy pojawia się problem -zazdrość o dziewczynę, Gerri nie patyczkuje się i zrywa z nią kontakt. Bo jej rodzina jak z obrazka jest zagrożona. Przy okazji, Katie jest tak tak słodka i rozchichotana, że pasuje do nich idealnie :)

                Dzięki za miłe słowa :))

      • 08.12.13, 15:26
        Racja Siostro, bardzo ciekawa pozycja, jak zawsze u Mike'a Leigh, tudzież znane twarze. Żałuję, że nie mogłam obejrzeć z powodu zbyt gorliwych fachowców u sąsiadów, dzięki którym przytrafił mi sie kolejny w tym roku nieplanowany remont.

        To jak już ten cykl będzie, nie może zabraknąć doskonałego "Wszystko albo nic", o czym donoszę od lat z uporem maniaka.

        THX:)

        • 08.12.13, 16:38
          > To jak już ten cykl będzie, nie może zabraknąć doskonałego "Wszystko albo nic",
          > o czym donoszę od lat z uporem maniaka.

          Ten tytuł też mi wypadł w głowy. Przegląd filmów Mike'a Leigh jest konieczny.
        • 09.12.13, 19:39
          Dzięki :)
    • 09.12.13, 14:34
      co powiecie po 2 odcinku "Krwi..." ?
      według mnie - lepszy był.
      były niezłe dialogi [wszystkie z udzialem Simlata, plus Kulesza vs Kuna w szpitalu]
      dobra cała sekwencja z Kuleszą ukrywającą w domu pistolet, pod okiem buszującego
      po chałupie CBŚ.
      "Carmen" nadal mi trzeszczy w uszach ;]
      w ostatnim momencie połapałem się, że wątek 3 dziewczyn i 3 chłopaków, to
      retrospekcja :]]
      zasadniczo : wszystkie figury zostały wyprowadzone, i teraz wymagać można, już chyba
      tylko, ciekawego poprowadzenia całej akcji.
      na minus : cała ta pogrzebowa końcówka, wg mnie za często ten serial zbacza w rejony
      opowieści obyczajowej, niebezpiecznie ocierającej się o telenowelę.

      z innych projekcji w ostatnim tygodniu :

      "Siedem" wczoraj na Ct2.
      mogę tylko zazdrościć tym, którzy jeszcze nie widzieli.
      idealny film na "ponury" wieczór jesienny/zimowy, zwłaszcza deszczowy, hehe.
      fenomenalnie wykreowany przez Finchera klimat.
      według najlepszych skandynawskich wzorców.
      no i to całe śledztwo... jak mówi Somersett "to żmudna robota, jedne tropy prowadzą
      do kolejnych, a te do jeszcze następnych".
      poszczególne zbrodnie, doskonale zaaranżowane wg świetnego pomysłu.
      trhiller bez słabych punktów, ba - gdyby był to występ łyżwiarski, to zasługiwałby
      na same "6".
      nie oglądałem tego filmu od, może, 1,5 roku, wiec zebrało mi się na wspominki... :]

      "Broken Flowers" w TVP1
      spodobal mi się od razu, a teraz dbam już o to, żeby nie przegapić kolejnych powtórek.
      Bill Murray w swojej najlepszej pozie, muzyka na czele z zagadkowo-ironiczym lejtmotivem,
      no i cała galeria kobiet, ktore Bill spotyka na swojej drodze.

      "Cassino Royale" w TVP1.
      za pierwszym razem chyba po łebkach obejrzałem.
      w sobotę - już jakoś spójniej to wyszło.
      Bond jak Bond... :] czyli, suspens właściwie żaden, bo wiadomo, że bohater musi swoje ugrać, a złoczyńcy muszą wyramować.
      chociaż, pewną niespoodzianką jest, że umiera dziewczyna Bonda [tutaj Vesper]. nie wiem, jak często się to zdarza w filmach z tej serii, ale chyba nie ZA często ? :]

      pojedynek boksersko-parkourowy na gigantycznym placu budowy, na zawrotnych wysokościach, pojedynek w pędzącym samochodzie-bombie, pojedynek na schodach w wąskim korytarzu - w którym Bond walczy z Afrykaninem uzbrojonym w maczetę - same atrakcje kina akcji.

      widoki jak z kurortu w Acapulco, pejzaże rajskiej wyspy, luksusowe hotele i kasyna, gdzie w partiach pokera na stole ląduje 150 mln dolarów - Bond w pełnej krasie, niech ludożerka poczuje ten powiew deluxe ;]

      Daniel Craig, podobno ?, był największą sensacją tego filmu. uznano, że nie nadaje się na Bonda, bo zbytnio odbiega od klasycznego wzorca tej postaci : za niski, zbyt atletyczny, bez odpowiedniego typu twarzy, a do tego nie poraża elegancją, a za to wymierza kopniaki i nieustannie sam obrywa krwawiąc nieprzystojnie. jedni uznali, że Bond się uczłowieczył, inni - że konwencja to rzecz święta i jej zburzenie jest grzechem.

      a wg mnie, powstała ciekawa mieszanka.
      z jednej strony, jest to Bond, o czym świadczy chociażby muzyka ;], ale z drugiej strony jest to pełnokrwisty film akcji.
      • 09.12.13, 14:51
        szkoda:
        www.skip.at/media/_versions/interviews/850/doubt_span-12.jpg
        • 09.12.13, 19:39
          Pisaliśmy o "Wątpliwości" w ub.r. :)
        • 09.12.13, 20:26
          Gryfny, Ty nas tu nie testuj, tylko wal śmiało, co, gdzie i jak. I najlepiej przed, a nie po.
          :)
          • 09.12.13, 22:48
            no co ty ?....zawsze czytam i cenie tutejsze opinie
            dziwne tylko ,ostatnio, odjazdy od programu oferowanego aktualnie na srebnym ekranie, szczegolnie na TVP
            • 09.12.13, 22:54
              Filmy Rosselliniego ostatnio przerabialiśmy via TVPKultura!
              Aczkolwiek, ostatnio jest mało nowości w telewizji publicznej.

              A "Wątpliwość" strasznie późno się wczoraj zaczynała (23:40), pewnie dlatego nikt nie wspomniał.

        • 09.12.13, 22:50
          Proszę bardzo, Gryfny, o filmie "Wątpliwość" możesz przeczytać tutaj:

          forum.gazeta.pl/forum/w,14,133674423,134734420,Watpliwosc_TVp_1_22_25_no_to_pare_slow_moze_.html


          Nagrobek dla Gryfnego (na dzień 1 listopada)

          Tu spoczywa Gryfny , na Forum Glywice dobrze znany,
          i kto teraz na klopsztandze będzie trzepoł dywany?


          • 09.12.13, 23:00
            w poprzednim poście
          • 10.12.13, 19:37
            To tylko plotki ,Gryfny zyje Rito
            • 10.12.13, 20:21
              Nieno oczywiście!!! :)) I niech Gryfny żyje długo , zdrowo i szczęśliwie.

              To tylko żarty.

              Mamy tu zwyczaj obdarowywania się nagrobkami na 1 listopada (w tym roku z opóźnieniami).


              Może, który komuś przyda się kiedyś. ;))



      • 09.12.13, 20:24
        Na drugim odcinku zawiodłam się mocno. Nic w nim nie grało, ani sie nie kleiło. I podobnie, jak Grek mam z ckliwą ceremonią pogrzebową, która niczego nie wnosiła.

        Ps. "W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości " agentowi 007 (George Lazenby, który tylko jeden raz wcielił się w Bonda) umiera żona. To chyba jedyny taki przypadek w historii filmu.
        • 09.12.13, 23:22
          I ślamazarnie toczyła akcja w tym odcinku .

        • 10.12.13, 14:45
          why ? :]
          mnie się wydaje, że wątki się zazębiały... :]

          mam wrażenie, że reżyser robi co może, żeby wykręcić jakąś z góry załozoną
          liczbę minut [danego odcinka], hehe.
          • 14.12.13, 20:38
            Muszę się sama sprostować, wątki bez sensu były. Gostek jeszcze dycha, a Carmen zachowuje się, jakby było pozamiatane. Kto w takiej sytuacji miałby głowę do zimnej krwi i mataczenia? Potem następuje amatorska rewizja wywołująca u widza (mnie) zażenowanie, następnie tajemnicza scena w w łodzi (tajemnicza, bo nie zrozumiałam ani słowa). Aha, gostek całkiem nieźle się trzyma, jak na kogoś tak brutalnie potraktowanego przez mafię i dziwne, że pomimo ciężkich oskarżeń o kradzież heroiny nadal pozostaje na ziemskim padole.

            Ps. Ja również sie pogubiłam w retrospekcjach, które dopiero na dźwięk imienia Carmen zajarzyłam.
      • 09.12.13, 23:10
        > "Carmen" nadal mi trzeszczy w uszach ;]

        :)

        > w ostatnim momencie połapałem się, że wątek 3 dziewczyn i 3 chłopaków, to
        > retrospekcja :]]

        Ja też. :)

    • 09.12.13, 20:30
      w pysznej obsadzie!
      Dziś, już, teraz! :)

      Realizacja telewizyjna wybitnego spektaklu Teatru Narodowego w reżyserii Jana Englerta z mistrzowskimi kreacjami aktorskimi.

      „Udręka życia” - której premiera teatralna odbyła się 16 grudnia 2011 roku - jest grana do dziś z ogromnym powodzeniem. To spektakl perfekcyjny. Oparty na dwuaktówce znanego izraelskiego dramaturga Hanocha Levina opowiada o zwyczajnej stronie naszej egzystencji, o gorzkim, pełnym wzajemnych pretensji rachunku, wystawianym sobie wzajemnie przez małżonków po 40 latach wspólnego pożycia.

      Sztuka nie jest tylko dramatem o „samotności we dwoje” pary małżeńskiej z wieloletnim stażem: Jony (Janusz Gajos) i Lewiwy (Anna Seniuk). To raczej dramat „we troje”, bo pojawia się jeszcze przecież wieloletni przyjaciel Gunkel (Włodzimierz Press). Małżonkowie prowadzą męczącą rozmowę, która jest gorzkim bilansem wspólnych, egzystencjalnych zmagań i w której czarny humor miesza się z najbardziej bolesnymi uwagami.

      Niezwykły język, połączenie tragizmu z komizmem, a jednocześnie uniwersalność przekazu i głęboka analiza psychologiczna postaci sprawiają, że „Udręka życia” bawi i wzrusza, ale też prowokuje do refleksji. Groteskowo-ironiczny spektakl o miłości i przywiązaniu zahacza również o wymiar wszechświata, w którym królują: strach, samotność, nienawiść i ból. Pokazuje, że każdemu człowiekowi potrzebny jest drugi, bliski człowiek.

      www.teatrtelewizji.tvp.pl/teatr_tv/aktualnosci/artykul/udreka-zycia_13240147/
      • 09.12.13, 23:25
        Spektakl był fantastyczny! :)
      • 10.12.13, 14:42
        oglądałem ! [większość]

        intensywne bardzo.
        Senik i Gajos - mistrzostwo globu.
        "jajko na gazie, jajko na gazie" - hehe, alez on to kapitalnie akcentował :]

        kolejna rzecz, która [niestety, nie znam zakończenia, jesli byś mogła mnie, Barbasiu,
        poratować ?] wskazuje na pewien ciekawy, wg mnie, fakt : najlepiej wychodzą związki
        ludziom po 50-tce :]

        zauważyliście ? tacy ludzie czują się już w jakiś sposób spełnieni [na jakimkolwiek obszarze
        to spełnienie się odbywa], trochę się "wyszaleli", są w miare zrównoważni, wiedzą już
        czego chcą i trudniej im wpasć w mentalne zawirowanie, umieją już artykułować swoje
        potrzeby i sa wrażliwsi na potrzeby innych, a do tego 50-tka to dzisiaj szczyt atrakcyjności seksualnej i fizycznej [serio, coraz częsciej to zauważam, zwłaszcza jak chodzi o kobiety, chociaz chyba panowie zaczęli też dostzregać wreszcie zalety bycia w dobrej formie].

        jak się takich dwoje spiknie, to dlatego, że sobie pasują, a nie dlatego, że im na 5 minut korba odkręciła, decyzja jest przemyślana [w miarę, powiedzmy]. większa szansa, że przetrwa.

        parę lat trzeba do osiągnięcia jakiejś rutyny i "kazirodzczego odcienia" ;] stałej relacji, więc kiedy ten moment nadejdzie mają gdzieś koło 60-tki, ale myślą już inaczej niż wtedy, gdyby przez 20 lat byli ze sobą, startując 25-30-tki. bardziej siebie nawzajem cenią, także dlatego, że są ze sobą z racjonalnego wyboru, a nie dlatego, że muszą albo że się pospieszyli z jakichś powodów. pewnie, zawsze może nastąpić zgrzyt i klapa, ale z tego, co widzę - takie związki trzymają się znacznie lepiej niż te zawierane w młodszym wieku.

        tutaj widać gościa, który po 40 latach małżeństwa ma nagle dosyć, dopada go że zmarnował z żoną najlepsze lata. a jakby tzw. najlepsze lata przezył sobie fruwając na prawo i lewo, a dopiero po ustaniu okresu burzy i naporu ustatkował się rozsądnie i mądrze, jak mu się ta faza przeje - wtedy dopiero byłaby z tego dobra rzecz. to samo dotyczy jego żony, chociaż ona tutaj wychodzi bardziej na ofiarę całego kryzysu, w który on wpada. [o ile w końcówce sytuacja sie nie odwraca ?]

        tak mi się jakoś skojarzyło...

        co sądzicie ? :]

        • 10.12.13, 16:34
          Jeśli widziałeś większość, to pewnie widziałeś i wizytę Gumpa, starego, samotnego kawalera, spragnionego dotyku kobiecego ciała, zazdroszczącego Popochom ich "szczęścia" we dwoje?

          W dalszej części Jona Popoch odchodzi. Umiera. Zostawia zrozpaczoną i przerażoną samotnością w starości Lewiwę.

          W ostatniej części spektaklu Lewiwa, ubrana w czarny płaszcz czy szlafrok, w ciemnych okularach na twarzy, wygłasza monoglog, w którym dopomina się o to , by ktoś opowiedział jej historię. Pojawia się duch Jony.

          /żałuję, że nie nagrałam sobie tego spektalku/

          cdn.

          :)
          • 10.12.13, 16:55
            dzięki, Barbasiu :]

            w oczekiwaniu na zapowiedziany cd. - wieść, chyba nie hiobowa...

            film.wp.pl/id,139448,title,Koniec-z-Californication,wiadomosc.html?ticaid=111d0d
            • 10.12.13, 17:03
              O!
              Wywieszczyliśmy to niedawno, nieprawdaż!?

              Cóż, taki los bohaterów serialowych. Jedni odchodzą, a ich miejsce pojawiają się nowi.
              My mamy teraz Nucky'ego!

              Trzeba będzie napisać nagrobek Hankowi. ;)
              • 11.12.13, 14:46
                yes :] prorocy, czy co ? hehe.

                zawsze zostawiają po sobie jakiś ślad, nieprawdaż ?

                hehe, yes, są nowi, będą nowi, a starych zawsze można wspomnieć.
                z obowiązkową łezką w oku :]

                świetna myśl. to zadanie dla mistrzyni :] Barbasiu, czyń honory :}
                • 11.12.13, 15:53
                  Naturalnie! ;)

                  Prawdaż.

                  Tak, już tylko wspominać będziemy z sentymentem.


                  Jeszcze sezon 7. przed nami. Dopiero po zakończeniu 7. sezonu Hankowi będzie przysługiwał nagrobek. :)


                  A mnie intryguje, czym nas scenarzyści jeszcze zaskoczą. Jakie jeszcze seriale powstaną. Człowiek myślał kiedyś, że nic lepszego niż "Niewolnica Isaura", "Dynastia", "Miasteczko Twin Peaks", "W Labiryncie" już nie powstanie, a tu proszę, jakie oryginalne rzeczy stworzono. ;)


                  • 11.12.13, 16:26
                    haha, w porządku.
                    swoją drogą, na ten 7. sezon [gdziekolwiek w telewizji] przyjdzie nam trochę poczekać.
                    to pożegnanie z serialem rozciągnie nam się w czasie, hehe.
                    oni tam, w Amerykach i innych telewizorniach, już zdązą łzy oszuszyć, a my wszystko
                    będziemy mieli przed sobą ;]
                    i jak tu nie wierzyć w sprawiedliwość dziejową ?

                    święta prawda.
                    gdzies dzisiaj przeczytałem, że zamierzają zrobić serial na podstawie
                    "Dziecka Rosemary".
                    powiem Ci, że to już lekka przesada :]
                    • 11.12.13, 16:34
                      Właściwie internet mógłby przyśpieszyć moment pożegnania serialem...
                      Ale ... Wiem. Też poczekam. :)


                      O matko! Tak samo, myślę, przesada, głupi pomysł.

                      :)
                      • 12.12.13, 14:26
                        hehe, jakaś tam pokusa zapewne się pojawi :]
                        zwłaszcza, że - jeśli premiera 7 sezonu będzie w połowie kwietnia - nie wiadomo, czy
                        Ctv zdązy z pokazaniem go na jesieni.
                        • 12.12.13, 16:20
                          :)

                          Podobno producenci i kierownictwo stacji zapewnia, że ostatni odcinek Californication będzie "satysfakcjonujący"!?
                          (Ciekawe dla kogo satysfakcjonujący? ;)

                          Jeśli nie będzie "satysfakcjonujący", to nagrobka też nie będzie.
                          :)
                          • 12.12.13, 17:04
                            "Nevins [prezes stacji Showtime] nawiązał także do ostatniego odcinka "Californication", który ma być godnym zwieńczeniem całej serii. - To będzie piękne i satysfakcjonujące zakończenie zarówno dla nowych, jak i starych fanów - zapewniał."

                            kultura.gazeta.pl/kultura/1,127222,15116351,Koniec__Californication___Showtime_rezygnuje_z_kolejnych.html#BoxKultTxt
                            !

                            Zobaczymy.

                            • 13.12.13, 14:14
                              coś podejrzewam, że wskaźniki oglądalności 6 sezonu siadły mocno :]
                              z kalkulacji biznesowej wyszło im, że jeszcze 7 sprzedadzą, ale zapewne 8 byłby
                              już ze stratą - jak sądzisz ?
                              seriale żyją, póki zysk przekracza koszt wyprodukowania :]
                              busines as usual ;]
                              • 13.12.13, 19:53
                                Tak, to samo mi przyszło do głowy. :)
        • 10.12.13, 17:18
          :)

          Myślę, że odkładanie związków do 50-tki to nie jest dobry pomysł (a co np. począć z kobiecym instynktem macierzyńskim?

          Im dłużej się czeka na właściwą osobę i zwleka z decyzją o związku, tym większe jest ryzyko zostania Gumplem (rodzaju męskiego i żeńskiego), sfrustrowanym samotnikiem, wyjącym (dosłownie) z tęsknoty za drugim człowiekiem, bliskością , dotykiem, zrozumieniem, lub choćby tylko rozmową.
          W związku źle, ale w pojedynkę jeszcze gorzej, mówi autor sztuki.


          Świetny Włodzimierz Press, aż mi ciarki chodziły po plecach, kiedy, wyganiany z domy Popochów, wył jak zbity pies.
          • 11.12.13, 14:50
            dobry argument.
            aczkolwiek... róznie bywa.
            znam taką parę 50+, wdowiec i rozwódka, dzieci odchowane i na swoim, a im się zeszło razem i nawet zamieszkali razem, on się wyprowadził z dużego domu który dzielił z dziećmi, a ona z równie dużego domu w którym mieszkała w rodzicami. nikt ich nie wypychał, ot - potrzeba :]

            hoho, taką reakcję postaci może wyjaśniać tylko - wg mnie - to, że został sam wbrew własnej naturze, wyjątkowo stadnej i potrzebującej relacji towarzyskich. wszystko zależy właśnie od usposobienia, no i ofk od ukształtowania za jakie człowiek sam jest odpowiedzialny. jesli ktoś pragnie kontaktu, a nie umie budować relacji... no to jest tu jakies pęknięcie trudne do wytłumaczenia.

            tej sceny nie widziałem... może powtórzą kiedyś w Kulturze ? [mam nadzieję]
        • 14.12.13, 20:17
          W ogólnych ramach zgadzam się z Tobą Grek, bo rozumiem, że mowa o związkach wtórnych, tak więc spełnionych pod względem macierzyńskim i tacierzyńskim. Aczkolwiek jest druga strona medalu, bo w tym wieku jednak większość populacji pozostaje w stadłach małżeńskich, co jka wiadomo znacznie komplikuje i dramatyzuje sprawę. Twoi znajomi są tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę.
          • 15.12.13, 16:39
            jeśli brać pod uwagę argument macierzyńsko-tacierzyński, to zdecydowanie tak.

            ALE tak sobie myślę, ze w ogóle 50+ to najlepszy czas na stały związek.
            dojrzałość już jest, a atrakcyjność jeszcze nie znikła, większa świadomośc
            decyzyjna, większa odpowiedzialność za podejmowane wybory, jakiś rodzaj
            indywidualnego spełnienia już za sobą, co uspokaja człowieka i nie powoduje, że
            wini partnera za "zmarnowane młode lata". jak zaczyna się stały związek
            po 50-tce, to nie grozi również popadnięcie w szybką rutynę, w ogóle wydaje mi sie, że
            człowiek bardziej ceni stabilność i nie wykonuje tygrysich skoków w bok ;]

            masz rację.
            dlatego te małżeństwa/związki sklecone zbyt wcześnie, po 50-tce trzymają się
            głównie na przyzwyczajeniu i zasadzie "lepszy wróbel w garści" albo z powodów
            czysto materialnych. jesli ludzie się spotykają i związują mając te umowne 50 lat -
            to im nie grozi. mniej się wiercą, mniej niecierpliwią, a jeśli pasują sobie w łózku i mają dostatecznie interesujące wzajemnie osobowości i tak po prostu się lubią i umieją
            rozmawiać ze sobą i spędzać razem czas - mają idealną sytuację. łatwiej o to
            w wieku 50 lat niż 25 albo 30.

            daleko mi do 50-tki jeszcze, ale obserwuję ludzi :]
            • 17.12.13, 18:49
              Reasumując. W kwestii związków wtórnych zawieranych oficjalnie lub nie przez wolnych strzelców w wieku 50+ przyznaję Ci rację. A zaraz, zaraz, zapomnieliśmy o dość istotnym i pozytywnym szczególe, a mianowicie o bezpiecznym seksie. Znaczy ja zapomniałam;) W innej sytuacji natomiast, nie chciało by mi się czekać na biały welon do tak późnego wieku.

              Ps. Barbasia wcześniej coś wspominała, że mężczyźni lepiej się konserwują, czy coś w tym stylu. Polemizowałbym, bo to kwestia indywidualna, ale faktem jest, że panom zdecydowanie bardziej uchodzą wszelkie braki i niedoskonałości, niż paniom, a siwe skronie dodają uroku.
              • 18.12.13, 14:40
                wiesz, przyjąłem założenie, ze do 50-tki, to się już welonu nawet nie pamięta albo pamięta mgliście ;]

                niektórzy dżentelmeni uparcie farbują te swoje siwe skronie, co mogłoby dowodzić, że
                nie wszyscy podzielają Twój/Wasz optymizm, hehe.

                spójrz na Helen Mirren albo na Sophię Loren - niestety, w Polandzie jakoś tak się
                utarło, że w "pewnym wieku", to już tylko kanapa i kanapki. bardzo błędne myślenie,
                katastrofalne, bo potem widuje się kobiety, które sięgają tej mitycznej 50-tki i
                odmawiają sobie prawa do bycia atrakcyjną, czyli uznają że nie wypada eksponować
                ciała, nie wypada flirtować, nie wypada śmiać się głośno i generalnie wypada tylko
                włosienicę zamówić :]

                co powiedziawszy konkluduje, że jeśli kobiety konserwują się gorzej niż mężczyzni, to
                tylko dlatego, że otoczenie na nich wymusza taką postawę. na szczęście widzę
                coraz więcej 50+ kobiet, które grają na nosie tym szkodliwym stereotypom, konserwują
                się doskonale i oby tak to szło w naród... zewsząd :]
              • 18.12.13, 14:47
                aha, i chciałbym dodać, że w Polsce istnieje nadpopulacja męzczyzn, którzy nie umieją docenić urody dojrzałych kobiet, co w wielu przypadkach odbiera im motywację do dbania o siebie albo sprzyja wygodnej wymówce, by nie wkładać energii w starania.

                chciałbym powiedzieć uroczyście, że wstydzę się za nich :]
    • 11.12.13, 23:38
      Poczytuję Was sobie jednym okiem, bo wessała mnie praca, która akurat teraz wymaga też i pisania, i konceptu mi nie starcza :)
      Chciałam jeszcze do Bronte w temacie "Kolejnego roku" się odezwać, bo obejrzałam w tym niedzielnym rzucie. Bardzo zacna produkcja, a analiza Bronte post factum czytana - bardzo udatna.
      Odcinek Top of the Lake obejrzałam trochę kulawo, bo się spóźniłam. Ale znowu był bardziej dramatyczny - jeśli coś tam się w końcu faktycznie dzieje, to się dzieje "grubo" :)
      Zazębiły się też światy kobiety z kontenerów - nastolatki z miasteczka. Pojawiła się zaginiona dziewczynka jakoś bardziej poruszająco dzisiaj.
      Natomiast oprócz pani detektyw bardzo interesującą postacią, m.in dlatego, że świetnie zagraną, jest główny zły. Ciekawą, bo to psychopata, i częściowo wiemy skąd mu się to wzięło. Mamy tu charyzmę i mamy manipulację, i mamy wielkie zło, i mamy momenty czegoś co można by nazwać jakąś podejrzaną troskliwością. Wielu ich w jednym.
      Znakomite zdjęcia. Wytatuowane osiłki na swoich szalejących maszynach kontra jesienne góry - rewelacja.
      "Gołych bab" tym razem nie było :) Chyba, że w pierwszych 10 minutach.

      Greku - koty dziękują za pozdrowienia, i pozdrawiają zwrotnie zgodnym chórem :)
      A do tego montażu to już się nie przekonam, za tydzień koniec :)
      • 12.12.13, 14:32
        haha, dzięki Er.po :]

        mam nadzieję, że pomimo braków, które zauważasz - decyzji o kontynuowaniu oglądania nie postrzegasz jako chybionej ?

        właśnie, negatywni bohaterowie jakoś są bardziej dopieszczani scenariuszowo [w dzisiejszym spektrum seriali]. może nie od antybohaterów, bo ci dominują niepodzielnie, ale... [takie mam wrażenie] zdecydowanie bardziej do tych dobrych. trudniej jakoś dobro zaprezentować atrakcyjnie w postaci krystalicznej. jeśli łączy się z zachowaniami moralnie nagannymi i tworzy niejednoznaczny portret bohatera : wtedy łatwiej przechodzi. nie kłuje w oczy i nie ma ryzyka balansu na granicy kiczu.
        • 12.12.13, 15:52
          Nie, nie żałuję, że zostałam :)
          Nie wiem czy nie najciekawsze w tej produkcji jest właśnie to jak bardzo ona jest inna - na różnych poziomach - od seriali amerykańskich w tym gatunku. Nawet jeśli ta inność irytuje.
          Dla mnie w postaci tego głównego złego intrygujące jest pokazanie jego złożoności. Widzimy jak czyni zło, i czerpie z tego przyjemność, ale widzimy też jego autoagresję, destrukcyjność której nie kontroluje. Był dzieckiem katowanym przez matkę, i ta miłość pomieszana z nienawiścią jest główną siłą która go wyniszcza.
          Mam wśród znajomych osobę o psychopatycznej osobowości - ciekawie się go obserwuje, pod warunkiem, że nie znajdziesz się w obrębie jego bezpośredniego działania. I cos podobnego jest w oglądaniu tej postaci w serialu - widz jest w komfortowej pozycji obserwatora. Synowie tego człowieka są juz tylko głupi i źli, w ojcu jest jeszcze straszliwa siła której wektor działanie nie jest do przewidzenia.
          Ale jest też jeden dobry syn, no jest córka, czyli ta zaginiona dziewczynka. Oboje ze skłonnością do agresji, ale pozbawieni tego destrukcyjnego zła.
          • 12.12.13, 16:33
            er.pa napisała:

            > Nie, nie żałuję, że zostałam :)

            Ja też się cieszę, że zostałaś. I możemy czytać takie ciekawe komentarze.
            • 12.12.13, 17:06
              Ba, a jak sobie ego rozbuchałam dzięki Waszym życzliwym komentarzom :)
              • 13.12.13, 14:11
                wiesz, u nas jest tak, że jak coś włożysz, to na pewno także coś wyjmiesz ;]
              • 13.12.13, 20:42
                er.pa napisała:

                :)))

                Cała przyjemność po mojej / naszej stronie.
          • 13.12.13, 14:10
            zajmujący komentarz.

            jak mniemam, trwa tam [personalna ?] rozgrywka między tym bad daddy, a panią detektyw ?
            • 14.12.13, 09:09
              grek.grek napisał:
              > jak mniemam, trwa tam [personalna ?] rozgrywka między tym bad daddy, a panią de
              > tektyw ?

              Ha, no właśnie tak, ale nie w taki sposób, w jaki odbywałaby się ta rywalizacja "w amerykańskim filmie." W tej historii jest kilka płaszczyzn różnych relacji. Pani detektyw jako dziecko i młoda dziewczyna mieszkała w Laketop, i nasz bad daddy (że sobie pozwolę wykorzystać termin) zna ją z tamtych czasów. Ona była wtedy dziewczyną tego "dobrego" syna, i jest nią teraz. Podjęła próbę przesłuchania go na początku sprawy, ale nic z tego nie wniknęło, bo on w jakimś sensie jest głównym podejrzanym - zarówno o zniknięcie tej dziewczynki, jak i o spowodowanie jej ciąży. Dziewczynka w pierwszym odcinku wyraźnie od niego uciekła. Bad daddy rządzi w Laketop, więc takiego człowieka nawet przesłuchać za bardzo się nie daje, poza tym, że psychicznie kontakt z nim jest trudny do wytrzymania.
              Natomiast odcinek skończył się informacją, że "bad daddy" chce coś wyznać Robin na osobności, informację przekazał jej komisarz, chłopak-syn jej odradza, mówiąc, że to zasadzka jakiegoś rodzaju. Czyli czeka nas jakaś konfrontacja we środę :)
              Chciałam jeszcze dwa słowa o komisarzu. To jest jakiś taki "mętny lolek". Jest uwikłany w lokalne zależności, i jest w nim cos, co powoduje, że ani widz, ani Robin mu do końca nie ufają.

              • 14.12.13, 17:16
                czyli, próbuje ona dotrzeć do bad daddy'ego okrężnicą ? znaczy się : okrężną drogą ? :]

                ach, no ale musi dojśc do konfrontacji bezpośredniej.
                i to - z tego jak opisujesz jej okoliczności - zapowiada się to niezwykle ciekawie.
                raczej nie ma szans, by bad daddy okazał się daddy cool ? ;]

                a jaką rolę odgrywa tutaj postać Holly Hunter ?
                rozumiem, że jest przywódczynią w tej kobiecej wspólnocie... a poza tym - czy cos
                wnosi do fabuły [zwłaszcza jak chodzi o samo śledztwo] ?

                • 15.12.13, 14:11
                  No właśnie, GJ, czyli postac grana przez Holly do głównego wątku wnosi zasadniczo nic, podobnie jak do wątku pani detektyw. Sam Paradise to azyl - tam trafiają wszystkie postaci uszkodzone na ciele lub psychice, nawet bad daddy się przewinął i chwilę w kontenerze z GJ posiedział. Sama GJ to taki "języczek uwagi", taki typ co to spojrzy na człowieka, i wie już o nim wszystko, którego wydaje się że ze stoickiej postawy nic nie wytrąca. Skomentuje mniej lub bardziej pomocnie, i tyle.
                  Ciekawy jest ten sposób pokazywania tego jej kontenera. Sceny z GJ wyglądają zwykle tak:
                  collider.com/wp-content/uploads/top-of-the-lake-holly-hunter.jpg
                  Tu jest u niej pani detektyw (po prawej), a te pozostałe niewiasty sobie tak tam zawsze siedzą. Jest w tym coś z jaskini, albo namiotu indiańskiego - z GJ przy wyjściu, z kolektywem przy ścianach. Siedzą, palą, czasem coś powiedzą. To jest takie oko cyklonu. Po wyjściu z kontenera natura cud, a dalej smoki, czyli świat miasteczka w którym rządzą żądze mężczyzn :)
                  • 15.12.13, 16:21
                    przepraszam, ale link mi się nie wyświetlił.
                    chyba automatycznie przekierowało mnie na stronę z newsami.

                    z Twojego opisu wyłania się coś na kształt hippisowskiej komuny.
                    albo... rezerwatu ? sanatorium ? enklawy ?
                    no i tak jakos plastycznie te światy są od siebie oddzielone, a zarazem
                    na siebie nawzajem oddziałują.

                    "siedzą, palą, czasem coś powiedzą" - podoba mi się :]

                    takie postaci, jak GJ, w każdym dobrym serialu muszą być, nie ?.
                    główna intryga może ich nie obejmować, ale ma przyciągać ich osobowość i
                    specjalność.

                    w każdym razie, ciekawe jak to się rozegra w ostatnim odcinku [mówiąc to
                    spojrzał wymownie w stronę rozmówczyni :)]...

      • 13.12.13, 14:11
        O, dzięki za miłe słowa :)
    • 12.12.13, 22:31
      Komediodramat prod. niemieckiej...

      "Turecka rodzina mieszkająca w Niemczech wygrywa w lotto ogromne pieniądze. Każdy z jej członków ma inne marzenia i plany na wydanie pieniędzy ..."
      • 13.12.13, 14:05
        I jak, oglądałaś ? oglądaliście ?

        Pozwolę sobie na krótki opis, dla pozostawienia śladu po tym filmie, dla kronikarskiej ścisłości ;]

        Jak dla mnie, to jest dobra ilustracja amerykańskiego powiedzonka : more money, more problems.
        Tutaj się zaczyna własnie od tego, że rodzina tureckich imigrantów w Niemczech wypełnia wspólnie kupon totka i wygrywa bajońską kasę. Pada propozycja kupna hotelu w rodzinnej Turcji i rozkręcenia tam biznesu. Jak zawsze życie przynosi jednak serię niespodzianek i zaskakujących rozstrzygnięć.

        Luk, zbliżający się do 30-tki outsider-pechowiec, za swoją część wygranej chce ułatwić karierę muzyczną dziewczynie, w której jest zakochany. Swojej eks, która teraz spotyka sie z jakimś cwaniakiem od muzycznego discopolo, a przy okazji śpiewa w klubach tureckich w Hamburgu. Postanawia wydać płytę z jej piosenkami etno oraz własnymi samplami elektro. A do tego wpada na mysl, aby nakręcić promocyjny wideoklip do jednego z utworów. KOrzysta z pomocy przyjaciela, który kontaktuje go ze znajomym menadżerem. Ten opracowuje kosztorys, przyjacielowi udaje się ustalić korzystną cenę - wszystko w konspiracji przed rodzicami, bo oni liczą na to, że Luk przyłączy się do tego hotelarskiego biznesu. Bez jego działki, nie dadzą rady kupić tej budy.

        Cała familija jedzie więc do Turcji, aby zobaczyć sobie ten hotel. I kiedy rodzice spacerują po okolicy i oceniają potencjalny nowy nabytek - Luk dwa kroki dalej kręci ten wideoklip, starannie ukrywając to przed starymi, a matka tłumaczy mu "nie mów mi nic o tym, że zamierzasz zmarnować pieniądze na muzykę, ojciec by dostał zawału". Istotnie, starszy jegomośc co chwila cierpi na bóle sercowe. Pojawia sie dziewczyna-piosenkarka Luka, więc żeby nie było to podejrzane dla rodziców, Luk tłumaczy, że "to przypadek, ona przyjeżdza tu latem żeby się łajdaczyć" :]]

        Ostatecznie pieniądze nie przynoszą szczęscia nikomu. Ojciec Luka, zawałowiec in spe, niespodziewanie tak "zdrrowieje", że poznaje sliczną dziewczynę w wieku własnej wnuczki i swoje pieniądze postanawia przeputać na nowy związek. Załamana matka wrzeszczy na niego "Obyś zdechł od tej viagry !" :] Plany hotelowe pryskają jak bańka mydlana, matka wraca do domu, planujac co najwyżej zakup jakiegoś małego domku w rodzinnym Stambule. Kiedy starszy syn z żoną [nie partycypowali w podziale łupów, bo nie wysłali kuponu razem z innymi, potem chcieli się w to wkręcić, ale po karczemnej awanturze zostali wyproszeni za drzwi; a może sami się wyprosili... whatever] mówią nieśmiało "może ojciec wróci..." matka wybucha "Pewnie, że wróci, jak tylko forsa mu się skończy i dziewczyna puści go kantem, wróci na kolanach... ale ja go nie wpuszczę !".

        Luk kręci swój wideoklip, a łazi ciągle za nim ten jego przyjaciel-wspólnik, że menadżer i firma nadzorująca całą zabawę - żąda kasy. Luk do końca musi zwlekać, bo terminy zapłaty spinają sie niemal co do godziny z planami rodzinnymi dotyczącymi kupna hotelu, więc Luk musi czekać na jedną decyzję - starając się odwlekać drugą aż do ostatniej sekundy. Wreszcie ponaglany przez przyjaciela, który "ma stały kontakt z menadżerem" - daje mu upoważnienie do zapłaty, wszystkie numery i hasła do konta, całe oprzyrządowanie. No i za chwilę... jest goły. Przyjaciel znika razem z forsą. Nie odpowiada na telefony. Konto Luka jest puste.

        Nici z wydania płyty. Kiedy Luk odwiedza firmę i przychodzi do gabinetu mendżera, zastaje tam kompletnie innego gościa niz ten z którym ustalał warunki kontraktu. Zrobił sobie z nim zdjęcie, i dzięki temu dowiaduje się, że ten "menadżer", to... cieć parkingowy :] Przedwczoraj zniknał jak kamfora. Przyjaciel Luka ukręcił prymitywną intryge pozbawiając go całej gotówki.

        Luk jest załamany, zrywa z dziewczynę, oskarżając ja o to, że zadawała się z nim dla kasy. Ona na to, że kiedy poprzednio z niż zerwał - też jej wytykał materializm, mimo że tak naprawdę nigdy nie dała mu odczuć, że zalezy jej na jego pieniądzach, których, de facto, wcześniej nie posiadał w ogóle. Rozstają się. "Twój problem tkwi w twojej własnej głowie, w niskiej samoocenie", słusznie ocenia go dziewczyna. A Luk idzie dalej w autodestrukcji i postanawia walnąć samobója : połyka multum tabletek nasennych i zapija wódką. Zasypia snem sprawiedliwego w wannie. W pewnym momencie chyba orientuje się, że jednak wolałby trochę pożyć jeszcze, próbuje z tej wanny wyleźć, ale finał jest taki, że kręci przy tym kostkę u nogi, a potem traci przytomnośc.

        Jakoś mi umknęło, kto go uratował [kto ? :}], ale faktem jest, że wylądował w szpitalu, gdzie doszedł do siebie. Potem znów spotyka się ze swoją dziewczynę i mówi jej, że "tak im widać pisane, żeby się spotykać i zrywac, spotkać i zrywać i tak w koło macieja", ona na to "A co będzie, jeśli tak zostanie ?", na co on "No to się zestarzejemy schodząc się i rozchodząc" :] Puenta optymistyczna ;]

        Płyty nie udaje się nagrać, ALE za to ten wideoklip zmontowany cichaczem, za sprawą jednego z kolegów Luka ląduje w Youtube, gdzie zyskuje widownię, a Luk ma na ta sekretarce nagranych kilkadziesiąt wiadomości od ludzi, którzy chcieliby sie z nim zobaczyc w sprawie wspólnych projektów muzycznych. Może i tutaj coś się wydarzy ? Jakkolwiek Luk, dowiedziawszy się o całej historii, powiada "Na razie muszę po prostu odpocząć".

        W tle rytmy tureckie z lirycznymi tekstami, komiczne sceny z tancerkami starającymi się o angaż w tym wideoklipie Luka, ładne dziewczyny rodem z Turcji, i sympatyczny bohater, momentami naiwny do bólu, ale momentami również łapiący entuzjazm życiowy i zakochany po uszy w swojej dziewczynie.

        Udana premiera, wg mnie.
        a wg Was ?
        • 13.12.13, 14:10
          Nie oglądałam. Ciekawa historia. Dzięki, Greku :)
          • 13.12.13, 14:22
            dzieki, Siostro :]
            zaiste, historia niezła, i film dość przystępny, a i krótki [80 minut], hehe.
            są rozstanie, zdrady, kłótnie, próby samobójcze, ale nad wszystkim tym unosi się
            spora dawka humoru i jest okadzone łagodzącą nastroje muzyką rdzennie arabską.
            marzeniem rodziny jest powrót do swojego kraju, kultywują swoją tureckość, słuchają
            takiej a nie innej muzyki, bywają w takcih a nie innych klubach, nawet wiążą się ze swoimi.
            nie ma tutaj podkreślania idei multikulti, a raczej jest tęsknota i miłośc do ojczyzny.
            tak mi przyszło jeszcze do głowy :]

            trailerek ? :]
            www.youtube.com/watch?v=pXgT1w224eY
            • 13.12.13, 15:01
              Sympatyczne :)
            • 13.12.13, 18:40
              >muzyką rdzennie arabską.
              Rdzennie turecką!

              Naprawdę świetny , zabawny film.
              A reżyserem, a właściwie reżyserką (i scenarzystką) jest urodzona w kurdyjskiej części Turcji, a od 1978 roku mieszkająca w Niemczech pani, która nazywa się Alyse Polat.

              www.filmweb.pl/person/Ayse+Polat-228785

              Ja bym powiedziała, że jest tu zarówno tęsknota i miłość za ojczyzną, jak i szczypta multikulti i to harmonijnego multikulti, a także marzenia o wyjeździe do Niemiec.

              O powrocie do ojczyzny marzą właściwie tylko matka i ojciec (ojciec już to chyba uskutecznił uciekając od żony z kochanką), synowie raczej nie o tym myślą, przynajmniej na chwilę obecną. Starszy syn zapuścił na dobre korzenie w Niemczech , założył rodzinę, ożenił się i to z Niemką (która, co ciekawe jedynie przemyka na drugim planie, nie pamiętam, czy w ogóle wypowiada ona jakąś kwestię ), ma dwójkę dzieci . Nie podoba mu się pomysł kupna hotelu w Turcji.

              Młodszy, Luk, nie jest jest całkiem przeciwny zainwestowaniu w kupno hotelu (chyba nie ma odwagi sprzeciwić się rodzicom), aczkolwiek jest zdeterminowany, by za swoją część wygranej wydać płytę i zrobić do niej promujący wideoklip (który ma być zamieszczony na youtube). Po wszystkim wraca do siebie, do swojego niemieckiego mieszkanka.
              Choć w optymistycznym finale , w scenie, kiedy Luk znów spotyka ukochaną Gul i prowadzi z nią tę uroczą konwersację i przekonuje, że powinni być razem, o czym Grek napisał wyżej, w tle widnieją tureckie krajobrazy ...

              O powrocie do Niemiec marzy też kuzynek Luka (ze strony matki), Cem z Turcji (wspólnik Luka, ten , który go oszukał i ukradł pieniądze z konta). Za jakieś szemrane interesy, prawdopodobnie z narkotykami został deportowany do Turcji. Niemieckiego, podstawowych , ważnych zwrotów uczy się, zapewne z zamiarem wyemigrowania do Niemiec, piękna siostra Cema, już przez skype chwaliła się Lukowi znajomością zwrotów niemieckich "Ich liebe dich". To właśnie z nią uciekł potem ojciec ("to jest miłość, na miłość nie ma rady" - powie ojciec ;)
              • 14.12.13, 17:20
                dzięki, Barbasiu, za te wyjaśnienia.

                masz rację, rzeczywiście prawdziwy entuzjazm od początku do końca, a'propos powrotu do
                ojczyzny, wykazuje matka. Lukowi w głowie płyta i wideoklip, a ojcu urodziwa kochanka.

                przyznam, że mnie się w którymś momencie pomieszało, kto jest kim :], zwłaszcza : kto DLA kogo kim jest, a już drugi plan, to czarna magia. terraz dopiero się połapałem, kiedy to rozpisałaś w szczegółach :]
                • 15.12.13, 16:11
                  > przyznam, że mnie się w którymś momencie pomieszało, kto jest kim :], zwłaszcza
                  > : kto DLA kogo kim jest, a już drugi plan, to czarna magia. terraz dopiero się
                  > połapałem, kiedy to rozpisałaś w szczegółach :]

                  He,he! :)))

                  W sumie nie dziwię się , to kobiety pasjonują się relacjami rodzinnymi.

                  Mogę zapytać? Oglądałeś premierową emisję czy powtórkę w środku nocy? ;)
                  • 15.12.13, 16:27
                    coś w tym jest.

                    w porze premiery - postawiłem na "Gorączkę", więc został mi termin powtórkowy :]
                    zaczynam doceniać telewizyjną manierę dwukrotnego wyświetlania tego samego filmu na przestrzeni
                    killku godzin, hehe.
                    • 15.12.13, 21:15
                      A tak, mogłam się tego domyślić. :)
        • 13.12.13, 19:49
          A Luk idzie dalej w autodestrukcji i postanawia walnąć samobója
          > : połyka multum tabletek nasennych i zapija wódką. Zasypia snem sprawiedliwego
          > w wannie. W pewnym momencie chyba orientuje się, że jednak wolałby trochę poży
          > ć jeszcze, próbuje z tej wanny wyleźć, ale finał jest taki, że kręci przy tym k
          > ostkę u nogi, a potem traci przytomność.

          Luk wyłazi z wanny, by odebrać telefon od ukochanej Gul. Komórka leży w łazience na ziemi.

          > Jakoś mi umknęło, kto go uratował [kto ? :}], ale faktem jest, że wylądował w s
          > zpitalu, gdzie doszedł do siebie.

          To Gul uratowała Luka, to ona cudownym zrządzeniem losu ( to chyba właściwe określenie w tym przypadku) zauważyła , że Luk jest nieprzytomny. Rodzina myślała, że się upił. Gul zauważyła potem w łazience tabletki i kazała wezwać pogotowie.


          W jednej z pierwszych scen filmu rodzinę odwiedza przedstawiciel firmy, która organizowała loterię, przynosi dokumenty, omawia zasady wypłacanie pieniędzy. Rodzina się kłóci o to na czyje konto ma trafić wygrana. Początkowo ojciec chce, by cała kwota trafiła na jego konto, wszak jest głową rodziny i całe "życie ciężko harował, by zapewnić byt rodzinie". Syn (synowie? ) protestują! Matka też się nie zgadza (i całe szczęście!), ojciec jest zbulwersowany jej postawą i nieufnością w stosunku do niego. Ostatecznie każdy dostaje swoją część wygranej na swoje konto.

          Po tym, jak Luk dał kuzynowi Cemowi (który był wspólnikiem Luka i głównym pomagierem) wszystkie numery , piny i hasła do konta i wysłał go, by ten dokonał przelewu firmie fonograficznej , która miała wyprodukować płytę , wrócił do pracy nad wideoklipem. I tu zabawna scena - Luk ubrany w biało-czarny kostium wszedł z Gul do wielkiego kosza, który powoli unosiło do góry ramię dźwigu na ciężarówce. W dole tańczyły dwie tancerki oraz miejscowi chłopi wynajęci przez Cema, po tym jak profesjonalni tancerze zrezygnowali. :)

          Wszystko pięknie szło do momentu, kiedy wajcha od dźwigu się nie zacięła. Luk i Gul zostali uwięzieni w koszu wysoko nad ziemią. Siedzieli tam aż do wieczora, kiedy w końcu naprawiono dźwig. Być może usterka była zaplanowana przez podstępnego Cema, który chciał zyskać na czasie. Jako pisał Grek, Cem uciekł z pieniędzmi i dwiema kobietami i ślad po nim zaginął.

          :)
          • 14.12.13, 17:28
            dzięki :]
            całe szczęście, że oglądałaś ten film, bo okazuje się, że "parę" rzeczy mi się
            pokićkało.

            ja myślałem, że ta Gul, to faktycznie jest wyrachowana panna, a okazało sie, że
            serce ma ze złota. nie mówiąc o kształtnej piersi, w której je przechowuje ;]]

            haha, pamiętam te sceny, które opisujesz :]
            niewymuszenie zabawne.

            pamiętasz, jak pracownica tego biura menadżerskiego próbowała przekonać Luka o
            swoich umiejętnościach aktorskich ? Inscenizowała autoboks, rzucając się po całym
            pokoju ;] a potem, już w Turcji, wzięły się za łby z tą druga, blondynką, podczas
            przesłuchania do wideoklipu.

            niestety, Cem okazał się zdradziecką szują :] pamiętasz, jak nocą chciał wejśc do
            pokoju Gul ? przez drzwi pytał ją, czy śpi, bo "chciałby porozmawiać", a w środku Luk i Gul pękali ze śmiechu, bo ewidentnie rozmowa nie była motywacją jego wizytacji :]

            haha, ten kosz był mocny. katastrofa wisiała w powietrzu, hehe. a całe to wideo jakieś kuriozalne. taka satyra na to, że w jutubie łatwiej sprzedać najgorszy kicz niż największą
            sztukę ? :]
            • 15.12.13, 16:08
              :)

              Tak, Gul to bardzo porządna dziewczyna. Przy okazji sprostuję jeszcze jedno, że to nie Luk , ale ten oszust Cem, kłamie rodzicom Luka, że Gul "co rok przyjeżdża do Turcji, by się łajdaczyć".


              > ja myślałem, że ta Gul, to faktycznie jest wyrachowana panna, a okazało sie, że
              > serce ma ze złota. nie mówiąc o kształtnej piersi, w której je przechowuje ;]]

              Udaję, że nie tego nie przeczytałam. ;)

              Pamiętam, świetne sceny. :)

              >taka satyra na to, że w jutubie łatwiej sprzedać najgorszy kicz niż największą sztukę ? :]

              Tak! Tak, nawet, jeśli ta satyra nie była zamierzone przez reżyserkę. :)

              • 15.12.13, 16:24
                faktycznie, faktycznie.
                ale to akurat dobre było :]]

                haha ;]

                słusznie.
                możliwe, że to pochwała medium dającego szansę bezpłatnej promocji.
                zwłaszcza ograbionym podstępnie z gotówki producentom wideoklipów ;]
                • 15.12.13, 21:12
                  :)

                  ;/

                  Dobre! :) Też! Też! :)

                  A poza tym to też dobra satyra, momentami delikatnie uszczypliwa (Cem i jego deportacja z Niemiec do Turcji, której przyczyną były prawdopodobnie podejrzane interesy i handel narkotykami) na współziomków, którzy wyemigrowali do Niemiec i tych, którzy pozostali w ojczystym kraju, ale tęsknią za emigracją.
    • 13.12.13, 15:03
      Dzisiaj w tvn7 o 22.00. Chyba Barbasia chciała obejrzeć?
      • 13.12.13, 15:45
        a w TVN "Uciekający pociąg" [22:35], niezmiennie warto polecać, tak sądzę.

        a w TVP "Nagi instynkt 2" :]
        na który się szykuję.
        oryginałowi zrobiono sporą krzywdę ograniczając go, w pofilmowych notkach i recenzjach oraz
        komentarzach, głównie do tego, czy Sharon Stone miała majtki w wiadomej scenie, czy
        zapomniała założyć. a to świetny thriller, niepozbawiony ciekawej psychologii, a sama Stone gra kobietę na tyle ciekawą, że limitowanie jej do majtek jest niesprawiedliwe. choć niewątpliwe majtki, obecne lub nieobecne, dodają jej uroku :]

        Siostro, śledź uważnie program TVN7, w zwiastunach chwalą się, że w święta będą puszczać stare/starsze filmy.
        • 13.12.13, 16:38
          Zgadzam się co do "Nagiego instynktu". Dwójki nie widziałam, ale to chyba tylko dalekie echo oryginału.

          Przez pomyłkę kupiłam inną gazetę tv, za to jest tam program na święta :) W tvn7 specjalnych atrakcji nie wypatrzyłam, poza powtórką "Rzymskich wakacji".
          • 13.12.13, 16:52
            obejrzę 2-kę i spróbuję coś napisać :]

            dałbym głowę, że widziałem w tych zwiastunach Bogarta, Marilyn Monroe, Jacka Lemona...
            • 13.12.13, 16:59
              Ciekawe :) Przejrzę program jeszcze raz w wolnej chwili.
              • 14.12.13, 18:25
                potwierdzam - w zwiastunach widzialam trzy filmy - "Rzymskie wakacje", "Sabrine" i "Pol zartem, pol serio" ;)

                --
                Maniaczytania - blog
                • 14.12.13, 18:43
                  Już się wyjaśniło. Jest "Sabrina", a "Pół żartem..." pokażą po już po świętach, w Sylwestra :)
      • 13.12.13, 19:57
        siostra_bronte napisał(a):

        > Dzisiaj w tvn7 o 22.00. Chyba Barbasia chciała obejrzeć?

        Dzięki, Bronte, za pamięć. :) W międzyczasie, była już jedna emisja "Chinatown" i udało mi się obejrzeć ten film. Skusiłabym się na powtórkę , ale nie wiem, czy dzisiaj .
        • 13.12.13, 20:02
          Nie ma za co :) O, świetnie, że już go obejrzałaś.
          • 13.12.13, 20:05
            :)
          • 13.12.13, 20:08
            Ale nie widziałam kultowej sceny, w której mafiozo (Roman Polański) kaleczy nożem nos Jake'a (Jack Nicholson). Tuż przed tą sceną musiałam wyjść z pokoju.
            Dlatego muszę obejrzeć powtórkę.
            • 14.12.13, 17:31
              www.youtube.com/watch?v=XraW_dIy0rg
              :]
              • 15.12.13, 14:29
                O! Dzięki! :)))
                W sprawach filmowych zawsze można na Ciebie liczyć! :)
                Nie pomyślałam, żeby zajrzeć na youtube.

                Bardzo realistycznie nakręcona scena! Słowo skaleczył chyba jest tu mało trafne. Polański rozciął nos Nicholsonowi.
                • 15.12.13, 16:12
                  miło mi, że się na coś przydałem :]

                  yes, scena taka, że odruchowo można się złapać za własny nos :]]
                  • 15.12.13, 20:29
                    Jesteś bezcenny! Mówiłam to już ? ;)))
                    • 16.12.13, 14:38
                      tego nigdy za wiele ;]]

                      [haha]
                      • 16.12.13, 17:54
                        Świetnie! :)))

                        To powiem jesteś nieoceniony i bezcenny, panie Greku.
                        • 17.12.13, 16:45
                          dzięki ! :]]
                          no to - wobec powyższego - ja powiem, że jesteśmy tutaj wszyscy siebie warci :]]
    • 13.12.13, 16:10
      I znów parę powtórek się zleciało.

      "COś" w TVN7.
      baza na jakieś Antarktydzie, idzie burza śnieżna, a wy siedzicie w tej bazie i nagle kolejni wasi
      koledzy zaczynają padać ofiarami tajemniczego obcego stworzenia, które zabija ludzi tworząc imitacje oryginałów oraz wykazuje się wyjatkową wolą przetrwania.

      efekty specjalne - różnej jakości, do połowy filmu irytująco powtarzają się sceny bieganiny i gonitwy kogoś za kimś albo ich za nim, ale w całokształcie jest to sf thriller wybitny. największa jego zaleta, to ta klaustrofobiczna sceneria, a nade wszystko nastrój zupełnej paranoi, który ogarnia bohaterów - od początku, gdy tylko ginie pierwsza ofiara kosmicznego organizmu, pies, a potem zaczyna się to przenosić na ludzi : nie wiadomo, kto będzie następny. przypominać to zaczyna opowieśc detektywistyczną, w której trwają starania o eliminowanie kolejnych podejrzanych, albo oni sami są eliminowani przez tytułowe "coś". ws tle zaś jest naukowiec, który traci głowę przewidując, że "coś" zagraża całej ludzkości [symulacja komputerowa zaświadcza o tyym dobitnie], popada w szaleństwo, aż trzeba go odizolować od reszty towarzystwa, bo gotów puścić ich wszystkich z dymem, byle tylko nie pozwolić obcej formie życia zagnieździć się w którymś z nich, a potem - po powrocie do cywilizacji - rozpełznąć po świecie [czyli, po Ameryce ;)].

      no i jest ciekawe, otwarte zakończenie.

      "GOrączka" TVP1
      wczorajsza zresztą.
      tak sobie myślę, że w pojedynku aktorskim De Niro vs. Al Pacino, górą jest jednak De Niro. może nie wypada w ogole pleść o takich rzeczach i szukać dziury w całym, ale jednak policjant Pacino jest jakiś taki... zadziorny konus z wiecznie ruszającą się szczęką :] jasne, skoro złodziej De Niro emanuje opanowaniem, to jego rywal musi być bardziej "italiano", ale wyszło to postaci Pacino na niekorzyść, niby twardziel z odznaką, ale jakiś taki minimalnie nieprzekonujący albo fragmentarycznie niepoważny w swej powadze.

      niezmiennie, świetna scena ich rozmowy w barze, kiedy dochodzą do wniosku, że są bardzo do siebie nawzajem podobni, że łączy ich nić sympatii, a jednocześnie, że następne spotkanie będzie już "spotkaniem biznesowym" i tylko jeden wyjdzie z tego cało, bo nie zawaha się wpakować drugiemu kulki w czoło.

      doskonały jest też moment, kiedy De Niro zostawia swoją dziewczynę, z którą już miał lecieć do Nowej Zelandii. po prostu daje w długą, kiedy widzi zbliżającego się Pacino z pistoletem. działa zgodnie z zasadą "Nie przywiązuj się do czegokolwiek, czego nie byłbys w stanie porzucić w ciągu 5 minut, jeśli zajdzie taka potrzeba". tutaj zachodzi - i jest to jedyne racjonalne rozwiązanie, jesli ma nie da się złapać. jej rozczarowany, zdumiony wzrok gra tutaj główna rolę.

      3 razy Hannah gubi Neila i 3 razy odnajduje trop, to też ciekawe, jak dużo szczęscia można przypisać postaci policjanta :] trzeba jednak przyznać, wg mnie, że za każdym razem jest to uzasadnione dośc przytomnie, aczkolwiek najsłabszy jest ofk ten pierwszy raz - info od brata kapusia, który "dostrzegł coś podejrzanego", a mianowicie znajomego przestępcę, który niedawno wyszedł, a zawsze "lubił, jak się coś dzieje". dzięki temu Hannah wpada na trop gangu Neila.

      niezłe sceny strzelanin ulicznych, no i za każdym razem ofiarą męskich pojedynków o kasę i honor padają kobiety, zwykle porzucane i zdradzane, nawet nastoletnia córka policjanta, która próbuje się zabić w reakcji na małżeński kryzys rodziców, wywołany ofk trybem życia ojca, niestrudzonego łowcy złodziejaszków. "żyjesz wśród ludzkich szczątków", wypomina policjantowi żona [trzecia żona, dla porządku] - jakbym to słyszał już niejeden raz w filmach z policjantami-pracoholikami w roli głównej, hehe, i to niezależnie od strefy czasowej i geograficznej. tekst poręczny i zawsze dobrze brzmiący :]

      • 13.12.13, 16:40
        No niestety, powtórkowo przed świętami :)

        Widziałam "Coś" dawno temu, faktycznie znakomity film sf. Do "Gorączki" nie mam szczęścia. Była już parę razy w tv, ale tematyka jakoś mnie nie pociąga.
        • 13.12.13, 16:56
          gdybyż to oznaczało, że stacje szykują jakies bomby na święta... ;]

          ja bym Cię zachęcał, mimo wszystko, "Gorączka" ma swój rytm i estetykę, łatwo
          się wciągnąc, postaci są interesujące, zwłaszcza główni protagoniści, dużo wariantów
          damsko-męskich relacji, w których zawsze mężczyzna się pogrąża, a kobieta przez to
          cierpi, heh - chociaż... trzeba przyznać, że nie są one bezwolnymi marionetkami, a
          przeciwnie : cierpią, bo kochają, ale i same umieją się odwinąć np. sprowadzając sobie
          kochanków [żona policjanta], albo odchodząc od męża [zona jednego z gangsterów,
          granego przez Kilmera; ona zaś ma postać Ashley Judd].
          • 13.12.13, 20:57
            Ja tam oczywiście jestem bardzo zachęcona przez Ciebie. :)
            I czekam na kolejna powtórkę "Gorączki".


            Jutro muszę wziąć wolne - na zakupy i inne przedświąteczne sprawy ...
            Do zobaczenia, Greku, Miłe Panie, w niedzielę. :)

            W niedzielę opowiem m.in. kilka słów o ostatnim odcinku IV sezonu Mad Man.

            Pepsic! Don Draper się oświadczył!!!
            Swojej sekretarce, z którą niedawno figlował w biurze.
            • 14.12.13, 17:32
              świetnie :]

              hohoho, powodzenia [i zdrowia !] w zakupowym maratonie, Barbasiu :]

              • 16.12.13, 18:04
                grek.grek napisał:

                > świetnie :]
                >
                > hohoho, powodzenia [i zdrowia !] w zakupowym maratonie, Barbasiu :]

                Dziękuję. :)) Zaiste potrzeba zdrowia, żeby oblecieć sklepy za tym i za tamtym, odstać swoje w kolejkach ...


                Wypatrzyłam na przecenach kurtkę, czarną, pisze o niej, bo to fason bardzo podobny do tej, jaką nosi Carmen Rota-Majewska . :) Podoba mi się bardzo ten fason. I tak się zastanawiam, czy ją kupić . Zasadniczo wolę jaśniejsze kolory. Ale czarny modny w tym sezonie. ;) Czarny zresztą nigdy z mody nie wychodzi...
                • 16.12.13, 20:52
                  O my God Barbasiu, a ja się zastanawiam, jakim cudem Carmen, kobieta z taką kasą w czymś takim paraduje;) Ani to ładne, ani kobiece, i co gorsza dodaje z 10 kilogramów. Zaiste nie pojmuję fenomenu baleronu. Mam coś podobnego w kolorze wrzosowym z ubiegłego roku zakupione specjalnie na wyjazd z góry. Teraz grzecznie spoczywa w pawlaczu. Zatem nieeee.
                  :)
                  • 16.12.13, 22:18
                    O! Pepsic! Łamiesz me serce!
                    Naprawdę nie powinnam go kupować tego fasonu kurtki / płaszcza?


                    superseriale.se.pl/galeria/krew-z-krwi-online-odcinek-2-na-vodtvppl-w-internecie-dostepny-za-darmo,369972/125220/258997/
                    Mnie ten kołnierz szczególnie wpadł w oko.

                    Tak , którą widziałam jest inaczej przeszywana. Jest taliowana. I ma pasek na wiązanie. Nie wygląda jak baleron. ;)
                    Niestety nie mogę Ci jej pokazać, bo nie ma jej na stronie R...d.

                    A w czym teraz chodzisz?
                    • 16.12.13, 22:21
                      Jeszcze tu kurtka Carmen:

                      www.cyfrowypolsat.pl/program-tv/tvp-2/niedziela/krew-z-krwi_20046477442
                    • 17.12.13, 18:21
                      Ha, jestem od tego specjalistką;))

                      Jak przystało na stateczną niewiastę chodzę w jasno granatowej dyplomatce, tuż za kolano. Do biegania po mieście i do samochodu , tudzież na cieplejsze dni (jak wczoraj) mam krótkie, czarne futerko, of course sztuczne. Niestety, jak dla mnie za zimne, wiec od lat oglądam się za krótkim kożuszkiem, ale zawsze są ważniejsze potrzeby. Sztuczne kożuszki też są stylowo ok, a na domiar pełno tego w sklepach sieciowych za całkiem przyzwoite pieniądze. Jak sie nie dorobię prawdziwego,co bardzo możliwe, postawię na sztuczny.

                      Barbasiu, nie przejmuj się mną, która nie zna Twojego stylu i której już się nie chce eksperymentować, wiec pomału stawia na nudnawą, bezpieczną klasykę i która nigdy nie była zwolenniczką kurtek poza ich sportowym przeznaczeniem. Jednak weź pod uwagę, że co druga dziewczyna na mieście paraduje w podobnej metroseksualnej kurtce. Przede wszystkim najważniejsze jest, jak się w tej kurtce czujesz i czy pasuje do Twojej urody. To również odnosi sie do koloru, a nie mody na takowy.
                      • 19.12.13, 22:32
                        /post z 17.12.2013, który nie został wysłany w tym dniu z powodu awarii internetu/

                        He,he! No myślę! :)))

                        O! Podoba mi się czarne, krótkie, sztuczne futerko. :)
                        Też się za takimi oglądam.
                        Dyplomatka - elegancko.


                        Dzięki, Pepsic. :*

                        Czułam, że tak powiesz.

                        I dlatego kupiłam dziś (17.12) wielkim mieście tę kurtkę-płaszczyk, u nas już nie było mojego rozmiaru. Naprawdę wygląda zdecydowanie lepiej, szykowniej i bardzie kobieco niż ta kurtka od Carmen. Właściwie musiałam się szybko zdecydować, jutro jadę na pogrzeb. W innym wypadku zastanawiałabym się dłużej , zwłaszcza po Twoich uwagach. Dzięki serdeczne za nie. :))


                        PS Mam nadzieje, że uda Ci się trafić gdzieś na piękny, prawdziwy kożuszek. Gorąco życzę.

                        • 21.12.13, 20:59
                          Z dyplomatką nie jest tak do końca, bo okazała sie nie do końca nie w moim stylu, bo zbyt oficjalna i mało taliowana, ale o tym wiem dopiero teraz. Skusił mnie mój ulubiony kolor oraz przystępna cena i niezły gatunek.

                          W takim razie, oby sie dobrze nosiło.
                          Kończmy temat, bo nasz rodzynek zaraz nas pogoni;))

                          • 21.12.13, 21:05
                            A żeby pozostać w tematyce filmowej, mi się bardzo podobał płaszcz Agnieszki Dygant z filmu "Listy do M.".
                            • 25.12.13, 16:02
                              Przyjrzę się. Muszę porządnie obejrzeć "Listy ..."

                          • 25.12.13, 16:05
                            Rozumiem doskonale, też bardzo lubię ten kolor.

                            ON nie może tego zrobić, bo cały czas pozostajemy w temacie filmowym (płaszczyki Agaty Kuleszy i Agnieszki Dygant). ;)
                • 17.12.13, 16:48
                  domyślam się, i tym bardziej podziwiam :]

                  czarny kumuluje energię osobistą :]]
                  [no to masz teraz zagwozdkę, hehe]
                  • 19.12.13, 23:19
                    grek.grek napisał:

                    > domyślam się, i tym bardziej podziwiam :]
                    :)))

                    > czarny kumuluje energię osobistą :]]

                    Ożeż, jak ja teraz ze sobą wytrzymam. ;))

                    > [no to masz teraz zagwozdkę, hehe]
                    Już nie. Kupiłam. :)


                    We wtorek, kiedy wieczorem zasiadłam do odpisywania na Wasze posty nastąpiła awaria domowej sieci; przeczytałam wszystkie posty, napisałam odpowiedzi i już chciałam je wysłać, kiedy okazało się, że internet nie działa. Na drugi dzień rano wciąż nie było internetu, a w tym dniu jechałam na pogrzeb i wróciłam późnym wieczorem. Dziś też miałam zwariowane popołudnie, heh.

            • 14.12.13, 20:53
              Don Draper się oświadczył!!!
              O żesz! Miejmy nadzieję, że tej czarnej, bo blondyna z urody i charakteru jakaś nijaka.

              Ps. Gwoli wyjaśnienia, nie było mnie, bo obowiązki mnie przerosły i opadłam z sił:( W międzyczasie obejrzałam jedynie fragment polskiego filmu pod jakże wymownym tytułem "7 minut" traktującym o zapomnieniu się pewnego żonatego biznesmena na tytułowe 7 minut. Swoją drogą pozazdrościć kondycji. Nota bene straszna amatorszczyzna. Nawet mi sie nie chce sprawdzać, kto się pod tym żenującym gniotem podpisał. Jakby co, to przestrzegam.

              Ps.2. Starałam sie odpowiedzieć na wszystkie Wasze zapytania, mam nadzieję, ze nic nie uciekło.

              :))
              • 15.12.13, 15:22
                Oczywiście, że się oświadczył czarnej, Megan.

                Oświadczył jej się podczas urlopu w Californii, dokąd zabrał swoje dzieci i Megan (z przyjaciółką) w charakterze opiekunki do dzieci po tym, jak Betty zwolniła czarnoskórą nianię w dość nieprzyjemnych dla tej drugiej okolicznościach . Don był zachwycony wspaniałym kontaktem Megan z jego dziećmi , jej serdecznością w stosunku do dzieci, troską, opanowaniem.

                Traf chciał, że podczas pobytu w Californii przekazano mu pamiątkę po zmarłej Annie Draper , zgodnie zresztą z jej ostatnią wolą (pierwszej żonie Dona , a właściwie żonie prawdziwego Dona Drapera, pułkownika) - pierścionek zaręczynowy. Znak? Anna mu zawsze dobrze życzyła. To być może przyspieszyło decyzję o zaręczynach.

                Po powrocie do Nowego Yorku Don oczywiście ogłosił w Agencji , ku zaskoczeniu wszystkich, ową radosną nowinę .

                Pozostało mu poinformować o zaręczynach dr. Faye Miller, blondynę, o której zresztą wiedziała Megan. Don długo zbierał się, by zatelefonować do Faye z zaproszeniem na obiad podczas, którego miał powiedzieć o poważnym związku z Megan. Faye ,chyba intuicyjnie wyczuła, że rzecz, którą chce powiedzieć będzie ważna, ale i nieprzyjemna dla niej i oświadczyła, że nie chce się spotkać, nie chce siedzieć jak na szpikach podczas obiadu, tylko chce dowiedzieć się natychmiast o co chodzi. Kiedy się w końcu dowiedziała, spytała Dona z trudem powstrzymując płacz, czy jego wybranka wie, że on lubi tylko początki ...

                :)

                • 15.12.13, 20:38
                  /korekta/

                  Pozostało mu tylko poinformować o zaręczynach dr. Faye Miller, blondynę, o której zresztą wiedziała Megan. Don długo zbierał się, by zatelefonować do Faye z zaproszeniem na obiad podczas, którego miał powiedzieć o poważnych zamiarach wobec Megan. Faye ,chyba intuicyjnie wyczuła, co się świeci i oświadczyła, że nie chce się spotkać z Donem, nie chce siedzieć jak na szpikach podczas obiadu, tylko chce dowiedzieć się natychmiast o co chodzi. Kiedy się w końcu dowiedziała, spytała Dona, z trudem powstrzymując łkanie, czy jego wybranka wie, że on lubi tylko początki ...

                  :)
                  • 17.12.13, 18:26
                    Dzięki za świeże informacje o Don Juanie.
                    • 25.12.13, 15:52
                      pepsic napisała:

                      > [...] o Don Juanie

                      Dobre!

                      O nowej pani Dona jeszcze coś napiszę później.
          • 13.12.13, 22:00
            Piękne "Ordinary Love" U2 dziś na drugim miejscu Trójkowej Listy Przebojów (notowanie 1663)

            www.tekstowo.pl/piosenka,u2,ordinary_love.html

            Na pierwszym miejscu Kult i piosenka "Prosto" :

            hellnokitty.wrzuta.pl/film/02RmF0eKpZT/kult_-_prosto!

            :)
            • 14.12.13, 17:33
              strasznie dawno nie słuchałem LP3.
              chyba ostatni raz jeszcze przed wakacjami...

              dzięki za przypomnienie i świeże piosenki :]

              "Prosto" - stary dobry Kult.
              • 15.12.13, 13:57
                Utwór "Prosto" Kultu robi karierę w mediach.



                Miałam mały problem z logowaniem na Forum. Mam nadzieję, że to jednorazowy wypadek. Na wszelki wypadek informuję.
                • 15.12.13, 16:10
                  tak dawno nie słuchałem normalnego radyja, że aż strach... nie mam pojęcia, co
                  tam teraz grają :]

                  u mnie logowanie i wysyłanie działa właściwie.

                  miejmy nadzieję, że to przejściowe kłopoty Ci się przytrafiły.
              • 15.12.13, 15:22
                Oczywiście, że się oświadczył czarnej, Megan.

                Oświadczył jej się podczas urlopu w Californii, dokąd zabrał swoje dzieci i Megan (z przyjaciółką) w charakterze opiekunki do dzieci po tym, jak Betty zwolniła czarnoskórą nianię w dość nieprzyjemnych dla tej drugiej okolicznościach . Don był zachwycony wspaniałym kontaktem Megan z jego dziećmi , jej serdecznością w stosunku do dzieci, troską, opanowaniem.

                Traf chciał, że podczas pobytu w Californii przekazano mu pamiątkę po zmarłej Annie Draper , zgodnie zresztą z jej ostatnią wolą (pierwszej żonie Dona , a właściwie żonie prawdziwego Dona Drapera, pułkownika) - pierścionek zaręczynowy. Znak? Anna mu zawsze dobrze życzyła. To być może przyspieszyło decyzję o zaręczynach.

                Po powrocie do Nowego Yorku Don oczywiście ogłosił w Agencji , ku zaskoczeniu wszystkich, ową radosną nowinę .

                Pozostało mu poinformować o zaręczynach dr. Faye Miller, blondynę, o której zresztą wiedziała Megan. Don długo zbierał się, by zatelefonować do Faye z zaproszeniem na obiad podczas, którego miał powiedzieć o poważnym związku z Megan. Faye ,chyba intuicyjnie wyczuła, że rzecz, którą chce powiedzieć będzie ważna, ale i nieprzyjemna dla niej i oświadczyła, że nie chce się spotkać, nie chce siedzieć jak na szpikach podczas obiadu, tylko chce dowiedzieć się natychmiast o co chodzi. Kiedy się w końcu dowiedziała, spytała Dona z trudem powstrzymując płacz, czy jego wybranka wie, że on lubi tylko początki ...

                :)

              • 15.12.13, 15:23
                Mam problemy z wysyłaniem postów.
          • 14.12.13, 18:27
            przychylam sie do zdania Greka - Siostro - daj sie namowic na "Goraczke" :)

            --
            Maniaczytania - blog
    • 14.12.13, 15:04
      Dorównanie oryginałowi zawsze jest dla sequela zadaniem karkołomnym :]
      może więc warto, tak po prostu, racjonalizować oczekiwania wobec kontynuacji ?
      tak zrobiłem, więc może dlatego się nie zawiodłem, hehe.

      Największy atut NI-2 to oczywiście Sharon Stone, grająca swoją Catherine Tramell,
      pisarkę powieści sensacyjnych, podejrzewaną o mordowanie kochanków, z ktorymi
      wdaje się w erotyczne układy stanowiące inspirację dla jej twórczości.

      Dynamiczna pierwsza scena - Catherine pędzi samochodem [po taktycznie pustych nocnych ulicach], z pasażerem w osobie jakiegoś młodego facia, ktory wyraźnie wygląda na średnio kontaktującego, co się wokół niego dzieje. Rozpędza auto do maksimum, jednocześnie używając jego palca do sprawiania sobie przyjemności. Auto ląduje w wodzie. Catherine udaje się wydostać i wypłynąć, jej kompan tonie, jakkolwiek wydawało mi się, że ona probówała mu pomóc się uwolnić, ale pasy się zacięły i musiała go zostawić.

      Traf chce, że tym topielcem jest/był piłkarz zawodowy. Sprawia trafia na wokandę sądową. Tramell zostaje oskarżona o morderstwo. Jej portret psychologiczny, ktory ma później posłużyć w śledztwie, ma sporządzić Michael Glass, uznany psychiatra. [rzecz się dzieje w Londynie]

      No i tenże Glass rozmawia trochę z Catherine i według niego jest ona "ryzykantką, klamczuchem i manipulantką" z najwyższej klasy rozgrywkowej :] Ale jednocześnie jest szalenie atrakcyjna, jak tylko może być Sharon Stone. Nic dziwnego, że od pierwszego dnia Catherine go intryguje. Zarówno jej osobowość, jak i ciało. A używa go ona bezczelnie, kusząc nim i podkręcając temperaturę do maksimum. Oprocz tego jest bystra, czarująca i nie ma takich mocnych, bo by się jej mogli oprzeć. Prawdziwa wampirzyca ;]]

      Glass ma przeszłość. Kiedyś mial sporządzić raport dotyczący pewnego handlarza narkotykami. Cheslaua. Nie popełnił rażących błędów, ale błędnie zinterpretowal niektore fakty, uznał że facet nie jest psycholem, a potem Cheslau zamordował brutalnie swoją kochankę. Glass wpadł w poczucie winy i przypłacił to killkoma latami depresji.

      Kiedy więc sąd wypuszcza Catherine Tramell, z powodu proceduralnych naruszeń prawa przez policję - ona nie rezygnuje z towarzystwa Glassa : zapisuje się na prywatną terapię u niego. Zawsze przychodzi odstrzelona, zawsze go kokietuje aż gośc nogami przebiera, i nigdy niczego więcej mu nie oferuje, z ironią przyglądając się jak gość coraz rozpaczliwiej stara się panować nad pożądaniem i nie uchybić profesjonalizmowi. W sumie, jak mówi sam Glass : Catherine kłamie z taką sama latwością z jaką oddycha, nigdy nie wiadomo kiedy mówi prawdę, a kiedy prowadzi kolejną gierkę, kiedy prowokuje, a kiedy jest serio. Glass oczywiście pyta o to, czy kiedyś zabijała swoich kochanków. Co z tego jednak, że ona powie, że tak lub nie, skoro w jej ustach te słowa nie mają znaczenia ? Nie udowodniono jej niczego, oficjalnie [jak głosi oryginał] zabijała jej kochanka. Jaką rolę odegrała Catherine ? Nie ma na to odpowiedzi jednoznacznej. Być może to ona była morderczynią. A może jedynie cyniczną obserwatorką. Oryginał nie daje żadnej pewności.

      Wszyscy przestrzegają Glassa przez Catherine. Zarówno jest przyjaciółka, Milena [gra ją Charlotte Rampling], jak i szef policji, Wasburn, prowadzący sprawę Tramell [gra go David Thwelis]. Ostrzegają, że jest ona nieobliczalna i zdolna do wszystkiego. On sam o tym wie doskonale, ale jej zagadkowośc, a także seksualna otwartośc i 200 % seksapilu wciągają go po uszy. Catherine, aby zbliżyć się do Glassa, uzyskać kontrolę nad nim, wyglądać z każdej lodówki którą ten otworzy : wkręca się nawet w środowisko psychiatrów, zostaje przyjaciółką [platoniczną, jak sądzę] pewnego profesora, o którego uwagę i naukową protekcję zabiega Glass.

      Wreszcie Catherine decyduje o przerwaniu/zerwaniu terapii. W ostatnim akcie - siada okrakiem na krześle przed Glassem i sprzedaje mu pornograficzny monolog, po którym normalny facet mógłby stracić głowę ;] Wstaje, mówi że to koniec i wychodzi. Jak może być "koniec" po takich tekstach ? ! ;] Glass też tego nie chce, oczywiście. Łazi za nią, śledzi, widzi jak Catherine podchodzi do jakiegoś gościa na ulicy, płaci mu, a potem on ją wciąga za szyję do sąsiedniego budynku. Glass pędzi z pomocą, bo myśli że coś się jej strasznego dzieje, ale natrafia tylko na jakąś orgię, a Catherine widzi go przez szybę i cynicznie patrzy mu prosto w oczy, w momencie kiedy jej kolega gimnastykuje się między jej nogami. Catherine siedzi mu w głowie. Kiedy zdarza się Glassowi romansować ze swoją koleżanką z pracy : w pewnym momencie jego myśl wędruje ku Catherine i od razu używa on seksualnie barwnych środkow łózkowego wyrazu, z łapaniem za włosy i wykręcaniem rąk kochance włącznie ;]

      Glass miał zonę. I ta żona wdała się w romans z dziennikarzem. A ten dziennikarz pisał o sprawie Cheslaua, nie pomijając roli jaką odegrały błędy w sztuce lekarskiej Glassa. Od tego czasu Glass niespecjalnie przepadał za nią i za jej kochankiem.

      któregoś dnia dziennikarz zostaje zamordowany. Znajdują go gołego, z paskiem do spodni zaciśniętym wokół szyiu. Klasyczne uduszenie. Glass jest w szoku, kiedy dowiaduje się od samej Catherine, że miała z nim romans. Nie pamiętam już, czzy powiedziała mu o tym jeszcze przed śmiercią dziennikarza, czy już po.

      Lepiej. W dniu morderstwa Catherine była na przyjęciu, na którym był także Glass. Profesor od Glassa poprosił Michaela, żeby wziął płaszcz Catherine i powiesił go. Tramell prosi Glassa, żeby do kieszeni płaszcza włozył zapalniczkę. Robi to z taką ostentacją i miną, że nie czuje się żadnego zdziwienia, kiedy zapalniczka znajduje się przy lózku tego zabitego dziennikarza. Dla Glassa jest to dowód na to, że Tramell mogła go zabić. Co robi jednak Glass ? Wyrzuca zapalniczkę do kosza na śmieci. Wprawdzie w tym samym pokoju, ale nie uchodzi to uwagi Wasburna. Policjant jest mocno zaangażowany w śledztwo, jest pewien winy Tramell, ale nie ma dowodów przeciw niej. I podejrzewa Glassa, że się w niej zadurzył seksualnie, naciska na niego żeby próbował coś na nią zdobyć.

      W każdym razie : Catherine cały czas balansuje na krawędzi. Ryzykuje i prowokuje. A jednocześnie pisze nową ksiązkę. Bohaterem jej jest... psychoterapeuta.

      Niedługo później ginie żona Glassa. I to on ją znajduje. Podczas przyjęcia żona wychodzi z Catherine. Glass właśnie szuka zony, żeby z nią porozmawiać. Widzi cała scenę. Wychodzi za nimi, ale krązy po korytarzach hotelowych i nie ma pojęcia, gdzie obie kobiety znikły. Wreszcie znajduje żonę, z poderżniętym gardłem, w windzie. Dla Washburna znów jest to dowód na to, że Glass ma coś wspólnego z tymi zabójstwami. Giną ludzie, których nie lubił, z którymi miał na pieńku. A jednocześnie spełnia się jego marzenie, konsumuje Catherine, jednoczeeśnie będąc przez nią podduszanym paskiem od spodni :] Zostają kochankami, aczkolwiek w przeciwieństwie do oryginału - ta główna seksualna story kończy się na tej jednej krótkiej i dośc grzecznej scenie.

      Następny jest ten facet, z ktorym Catherine używała podczas orgii. Ginie w ten sam sposób, co dziennikarz, uduszony paskiem od spodni. Glass popada w coraz większy chaos umysłowy, nie wie co sądzić o tych kolejnych zbrodniach. Czy to Catherinie ? Wygląda że tak, a jednocześnie : jest tak seksowna, że z całej anatomii tylko ręce mu opadają.

      Glass czuje się coraz gorzej. Nie panuje już nad swoim życiem. Policja go podejrzewa, Tramell się nim bawi, jego reputacja szoruje w dół z prędkością światła. Nie ma dowodów, ale wygląda na to, że Catherine jest zabójczynią, a on leży bezwładnie z jej sieci.

      Na dodatek, jakby wygasła jej namiętnośc. Jakby Glass przestał ją erotycznie kręcić. Dla psychologa cała sytuacja jest nie do zniesienia. Któregoś dnia przychodzi do Catherine i próbuje ją udusić w wannie. Kiedy ja topi, a ta przestaje walczyć - jest przerażony. Puszcza ją. I widzi jak ona się uśmiecha pod wodą.

      Wreszcie Catherine kończy swoją powieść. Glass dostaje od niej rękopis, na dyskietce.
      • 14.12.13, 15:38
        Z trwoga czyta kolejne rozdziały, a panika ogarnia go przy ostatnim. Z treści wynika, że mordercą jest odpowiednik Catherine - Kelly, zaś jej ostatnia ofiarą : Milena, przyjaciółka Glassa. Michael niewiele się namyślając dzwoni do Washburna, aby jechał natychmiast do domu Mileny, bo Tramell chce ją zabic. Sam jedzie pierwszy. Chyba przegapiłem : jakim cudem Michael sięgnął po powieść Catherine akurat w momencie, w którym przebywała ona u Mileny... a może nawet nie tyle przegapiłem to ja, co scenarzyści :]]

        Tak czy inaczej, w domu Mileny rozgrywa się dramat.
        Glass chce ją ostrzec przed Tramell, ale okazuje się, że Catherine owineła sobie Milenę [kiedyś tak wobec niej krytyczną] wokół małego palca. I Milena zwraca uwagę Glassowi na to, że rzeczywistość mu się paprze, zawodowo nie domaga, że romansowanie z pacjentami to zaprzeczenie profesjonalizmu itd. Glass dostaje szału i rzuca nią o ziemię, a potem próbuje to samo zrobić z Catherine, ale ta ma pistolet przy sobie i może się obronic. Glass trochę trzeźwieje.

        Kiedy Milena dochodzi do siebie po upadku i rozcięciu głowy - Tramell najpierw odkłada pistolet, mówi że ten rękopis powieści jaki czytał - to wersja bardzo robocza, a potem sprzedaje Glassowi zupełnie zaskakujący wariant tłumaczący tę całą karuzelę morderstw. Według niej : winnym jest Washburn. Prowadził on sledztwo w sprawie Cheslaua i zawalił je, chciał się ambitnie zrewanzować, ale dziennikarz wziął go na celownik i zamierzał udowodnić niekompetencję, Washburn go zamordował. Potem załatwił zonę Glassa, tylko po to, aby zemścić się na samym Glassie, któremu Washburn zlecił diagnozę Cheslaua, po to żeby gościa wsadzić na dobre za kratki, a Glass zamiast uznać Cheslaua za bandytę - przyczynił się do tego, że został on uwolniony.

        Catherine robi Glassowi taka wodę z mózgu, że kiedy pojawia sie zaalarmowany Washburn - Glass porywa pistolet i kładzie go trupem. Na ostatnim oddechu Washburn szepcze mu, żeby nie wierzył w ani jedno słowo Catherine. Jednocześnie całemu zdarzeniu przygląda się poturbowana Milena, a zza jej głowy przygląda się Glassowi drwiąco uśmiechnięta Catherine. Prawdziwie przerażająca w tym ujęciu.

        Glassa aresztują policjanci przybyli zaraz za Washburnem. Ceniony psychoterapeuta ląduje w psychiatryku. Swoją drogą, o tak malownicznej szlachetnej budowie, że na początku myślałem, że to Oksford jakiś ;]

        Jest letnie popołudnie, ogromniasty spacerniak, Michael siedzi na wózku pod arkadami, przypomina ćwierćwarzywo. I w takim stanie odwiedza go Catherine, ofk ona wygląda jak milion dolców.

        Przynosi mu wydaną właśnie swoją powieść. Ofk, opartą na tych wydarzeniach, ktore były dotąd treścią filmu. I streszcza mu ją - w jej powieści... to on jest mordercą. On wszystkich zabił. Dziennikarza za to że go obsmarował, a także uwiódł mu żonę. Żonę za to, że dała się uwieść. A tego, który uprawiał aerobik z Catherine - za to, że uprawiał aerobik z Catherine, której kompulsywnie Glass pożądał i popadł w chorobliwą zazdrość. Ty, skarbie, jesteś mordercą. Temu co opowiada Catherine, towarzyszy oczywiście odpowiednio sugestywny zestaw scen, w ktorych Glass popełnia morderstwa.

        Czy to tylko jej cynizm ? A może naprawdę to on jest zabójcą ? A moze ona ? A może jednak Washburn ?

        Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, choć tak wiele wskazuje na Catherine. Brak jednak podstawy dowodowej :]

        Oryginał zapewne pozostał niedościgniony, ale jednocześnie sequel jest całkiem znośny. Sharon jest uwodzicielską seksbombą, ale jest w tym już nieco manieryczna, nie ma tej bezpretnsjonalności z oryginału, a drapieżnośc wygrywa zbyt jednostajnie, w oryginale - zmieniała maski, tutaj ma jedną i tę samą. Co nie zmienia faktu, że wygląda doskonale i trzyma ten film w pojedynkę. Wspomaga ją muzyczny lejtmotiw, podciągnięty z oryginału, a jakże klasycznie już brzmiący. Zdjęcia są dobre i świetnie zaaranżowane wnętrza budynków.
        Nie wypalił aktor odtwarzający postać psychiatry. Nawet jesli momentami Glass stara się z Tramell i własnym pożądaniem jej, walczyć, to aktor nie pasuje do tej tego anturażu. Twarz ma kompletnie bez wyrazu, jakby zwineli go w dywan na jakimś targowisku, gdzie trudnił się sprzedażą radyjek z materaca. Słabo to wypada. Szkoda, że Ch. Rampling gra tak niewielką rolę, ale i tak scena jej pierwszego spotkania z Tramell/Stone - jest chyba najlepsza aktorsko w całym filmie.

        www.youtube.com/watch?v=QhNFW1AXLOg
        • 14.12.13, 16:12
          Dzięki, Greku :)

          Może faktycznie ten film dałoby się obejrzeć :)

          Pamiętam, że narzekano na rolę bliżej mi nie znanego Davida Morrisey'a. Ale film powstawał w bólach, kręcenie remake'u dopiero po 14 latach nie wróżyło dobrze. I zdaje się, że Morrisey'a wzięto z łapanki, bo żaden znany aktor nie chciał tego grać :)
          • 14.12.13, 17:12
            drobiazg, dzięki :]

            nie wierzę, nikt nie chciał zagrać na golasa z Sharon Stone ? :]]
            • 14.12.13, 17:20
              Hehe :)
    • 15.12.13, 14:26
      Cichaczem już 5 odcinek stuknął.
      Dziś 6.
      w necie wszystkie ;]
      nic to.

      MYjąc swoją łódź, Dexter odkrywa maleńką strużkę krwi. Potem z użyciem policyjnego sprzętu odkrywa ślad po całej plamie krwi. Domyśla się, że KTOŚ na jego łodzi KOGOŚ zabił. Gdyby to był ślad po jednej z jego ofiar - wiedziałby o tym, zresztą - zawsze pucuje i szoruje pokład, po wyrzuceniu kolejnego worka ze zwłokami do oceanu.

      Jako laborant w try miga może zbadać tę krew i wychodzi mu, że należy do Louisa [odc 1-4 a'propos relacji między Dexterem, a Louisem]. Kto więc zabił Louisa na jego łodzi i czego tam szukał ? My wiemy, że byli to gangsterzy rosyjscy szukający zabójcy swojego kompana, którego GPS ostatnie sygnały dawał właśnie z tej łodzi. Louis wykablował im, że łódź nalezy do Dextera, więc Dexter jest już na celowniku. On jeszcze o tym nie wie.

      Dociera do niego, że coś tu nie gra, kiedy przychodzi po pracy do mieszkania i widzi odsłoniętą firankę w oknie. Przezornie nie wchodzi do środka, przeczuwając, że ktoś tam może na niego czekać. Istotnie - w środku czeka Isaac, szef tej rosyjskiej mafii narkotykowej, której zołnierza zabił Dexter, a ten zołnierz wcześniej wykonczył policjanta. Zatem, Dexter sprytnie oddala się, dzwoni na swoja własną automatyczną sekretarkę i modyfikując głos umawia się "z Dexterem" na spotkanie "na mieście". Obserwuje okolicę z samochodu. Widzi jak Isaac wychodzi z jego mieszkania. Poznaje go, widzieli się przelotem w tym klubie [4 odc]. Isaac idzie prosto w miejsce spotkania "z sekretarki". A tam Dexter do niego dzwoni. Tzn. dzwoni na telefon lokalu [kawiarnia na wolnym powietrzu],a kelner przekazuje słuchawkę Isaacowi. Wyjaśniają sobie, o co chodzi, Isaac nie ukrywa swoich intencji, chce się zemścić za śmierć przyjaciela, i to nie tylko na Dexterze, ale i na jego siostrze.

      Dexter ofk zaraz powiadamia o sytuacji Debrę. Znów ma w plecy, bo ona ma mu za złe, że zabił tego rosyjskiego mafioso, który zaszlachtował ich kolege z policji. Dexter tłumaczy, że nie mógł "dać jej" tej sprawy, musiał działać szybko, bo facet wybierał się właśnie do Kijowa. Debra jest wściekła, że braciszek-killer zabiera śledztwa policji i piętrzy problemy. Chce aresztować Isaaca, pod jakimś pretekstem, ale Dexter prosi ją, żeby pozwoliła mu działać, bo ma dobry plan jak się Isaaca pozbyć. Aresztowany za nic, mógłby zacząc kłapać dziobem, a tego lepiej uniknąć, skoro wie że Dexter to policjant, zna jego twarz.

      Póki co, rodzeństwo melinuje się w hotelu. Ich mieszkania mogą być pod obserwacją, a uzbrojeni killerzy mogą tylko czekać na ich pojawienie się.

      Wreszcie rusza się akcja ze szkiełkiem z krwią, jakie por. LaGuerta odkryła w miejscu smierci Travisa Marshalla. Takich szkiełek używał Rzeźnik z Zatoki [2 sezon]. Tak nazwano sprawcę morderstw, których ofiary znaleziono przypadkiem kilka km od brzegu, w oceanie. Były to zwłoki ofiar Dextera. Śledztwo było zaiste pełne zwrotów i sensacji, i ostatecznie Dexterowi udało się zrzucić winę na sierżanta Doakesa, kolegę z policji. LaGuerta, przyjaciółka i eks Doakesa, nigdy do końca w jego winę nie uwierzyła. Szkiełka z krwią ofiar były trofeami Rzeźnika z Zatoki. Jesli Doakes-Rzeźnik - od dawna nie żyje, to skąd sie wzięło szkiełko przy ciele Marshalla ?

      Debra dowiaduje się, że LaGuerta jest w posiadaniu tego zagubionego przez Dextera szkiełka i decyduje się dać je do przebadania w dwóch róznych laboratoriach. Policja nigdy nie poinformowała opinii publicznej, że Rzeźnik używał tych szkiełek, a więc nie ma mowy o naśladowcy. Debra oferuje swoja pomoc LaGuercie, a ta przyjmuje ją z wdzięcznością. Nie moze wiedzieć, że Debra zrobi wszystko, aby prawda nie wyszła na jaw, bo tylko tak może ochronić brata.

      La Guerta decyduje, że najpierw trzeba przesłuchać rodziny przestępców, którzy zniknęli tuż po śmierci Doakesa. Debra z całym albumem pędzi do Dextera, informuje go o co biega i każe podać, których osobiście pozbawił żywota. Dexter znajduje 3. Tylko jeden z nich, niejaki Barnes, mieszkał w Miami. Był to fotograf. Obskakiwał wesela, śluby i inne uroczystości. Tam znajdował swoje ofiary. Dexter zapolował na niego, kiedy gość był w pracy i robił zdjęcia na jakimś weselisku. Dexter wkręcił się w tłum weselników i nie spuszczał go z oka, a po uroczystości - złapał i wysłał w worku do oceanu. Debra pyta, czy mógł go przypadkiem sfotografować. Dexter na to, że raczej nie.

      Kłopot w tym, że jednak TAK. Debra z LaGuertą odwiedzają dom Barnesów. Zastają syna zaginionego ojczulka. Syn opowiada im, że zaginięcie ojca było najlepszym dniem jego życia. Ojciec katował jego matkę, a i jego samego prał równo. Kiedy zniknął - ich życie odmieniło się na lepsze. W dniu zaginięcia ojciec robił zdjęcia, i chłopak przynosi całą stertę wywołanych fotografii. Szczęsciem LaGuerta wdaje się w rozmowę z chłopakiem, a Debra gorączkowo może przekopać się przez fotki. Na jednej z nich jest Dexter. Dla LaGuerty byłby to zaiste dowód w sprawie. Wszelkie ustalenia w sprawie Rzeźnika z Zatoki wskazywały na to, że był to policjant z wydziału Miami. Debra pospiesznie ukrywa feralne zdjęcie, a reszte zabiera ze sobą, pod pozorem konieczności przejrzenia ich w spokoju. Pierwsza akcja zakończona sukcesem. Co wcale nie poprawia jej humoru, bo przecież w oczywisty sposób okłamuje ona swoją zwierzchniczkę, a i sama działa wbrew własnej etyce, własnemu poczuciu sprawiedliwości i uczuciwości.

      Dexter obserwuje klub, w którym pierwszy raz widział Isaaca. Widzi go wychodzącego ze środka, widzi że to nie jest pierwszy lepszy szmondak, tylko kierownik gangu.

      Ma już plan jak się go pozbyć. I to taki, że osobiście Isaaca nie zabije. Jaki ? Sprytny :] Wiedząc, i widząc, ze Issac go śledzi - Dexter jedzie do jednej z zapadłych dzielnic Miami. Tam wchodzi do pewnego lokalu. Wie, że Isaac pójdzie za nim. Rzecz w tym, że lokal nalezy do kolumbijskiej mafii, śmiertelnych wrogów mafii rosyjskiej, ale i wrogów w ogóle wszelkich obcych ciał na swoim terenie. Dexterowi udaje się przemknąć do toalety, a stamtąd wyjśc sobie okienkiem. Isaac idzie za nim i wpada w pułapkę...

      Dexter jest pewien, że Isaaca zastrzelą Kolumbijczycy. Kiedy policja dostaje wezwanie do ofiar strzelaniny i Dexter, jako specjalista od krwi i badania zwłok, jedzie na miejsce razem z ekipą [m.in z Debrą] - liczy na to, że na miejscu zastanie trupa Isaaca. Jakiez więc jest jego zdziwienie, kiedy trupów jest 5 i wszystkie należą do kolumbijskich handlarzy narkotykami. Dexter, oglądając ślady na miejscu akcji, fachowo odtwarza przebieg wydarzeń. Debra grobowym głosem podsumowuje "Ten gośc to jakiś Terminator".

      O ile Debra ma pretensje do Dextera, że znów jego plany wzięły w łeb, o tyle sytuacja jest korzystna, że na miejscu zostały ślady krwi także Isaaca [został zraniony]. Dexter pobiera próbkę, wynik pasuje do Isaaca, który widnieje oczywiście w bazie danych policji, i można go aresztować. Dziobem nie będzie kłapał, bo któż by uwierzył w takim położeniu, w jakim się znajduje.

      Istotnie, Isaac zostaje doprowadzony na komisariat. Poznaje Debrę, widzi Dextera. Trafia do aresztu. Dexter odwiedza go, rozmawiają przez więzienny telefon. Isaac pytany o motywację do zabicia Dextera - mówi mu, że chodzi dokładnie o to samo, co kierowało Dexterem, kiedy zabijał Wiktora, tego wspólnika Isaaca - o zemstę. Dexter mścił się za śmierć policjanta, a Isaac chce zemsty za smierć swojego kumpla. MOże nawet takiego przybranego syna, bo bodaj w 3 odcinku Isaac ogląda zdjęcie zabitego Wiktora i monologuje w taki sposób, że można przypuszczać, ze byli sobie bliscy.

      Dexter przestrzega go, że pójdzie siedzieć na długo. Ale Isaac opowiada mu historię rodzinną - jego wuj, bohater wojenny, po wojnie wdał się w konflikt z miejscowym kacykiem partyjnym. Został ograbiony z domu i powieszony. Brat wuja, czyli ojciec Isaaca, czekał az do 90 roku, kiedy upadł ZSRR, a kacyk przestał być kacykiem. Wtedy go dopadł i zabił.


      • 15.12.13, 14:57
        Komunikat jest więc prosty : panie kochany, nigdy ci nie odpuszczę, choćbym miał cię dopaść na tamtym świecie.

        Dexter patrzy na niego i mówi "Wszystko fajnie, tylko ja nie jestem jakimś partyjnym kacykiem. Kiedy się dowiesz kim jestem - będziesz tego żałował". Dobry tekst ;]

        Debra brnie w kłamstwa, aby chronić Dextera. Kiedy pojawia się sierżant Batista i sugeruje, że śledztwo w sprawie samobójstwa barmana z klubu, gdzie rządzą mafiosi nie trzyma sie kupy i trzeba szukać innych tropów - Debra spuszcza go po brzytwie. Batista, jak wiemy, ma rację : barmana zmusił do samobójstwa Isaac, obciązył go winą za zabójstwa tego policjanta, którego zabił Wiktor, a także striptizerki z klubu [odc 1], znalezionej w aucie Wiktora. Skromny barman podwójnym killerem, zbrodnia z zazdrości ? no way. Batista jest bardzo rozczarowany, kiedy przyjaciółka zachowuje się wobec niego jak służbistka, a nie jak rasowa gliniara. Debra mocno to przeżywa, ale musi kłamać. Śmierć barmana kończy śledztwo. I to dobrze dla Dextera, bo to przecież on zamordował Wiktora, a Isaac o wszystkim wie. Zanegowanie oficjalnej wersji mogłoby spowodować nieobliczalne dla Debry i Dextera skutki.

        Hannah Mc Kay rozpoznaje, podczas przesłuchania, trofea swojego eks-narzeczonego, killera, Randalla. Dopasowuje te gadżety do kolejnych zbrodni, które popełniał jej chłopak. Znaczy to, że wiedziała o wszystkich. Pomyliłem się, pisząc w poprzednich wejściach, że nie miała o nich pojęcia. Dexter uważnie obserwuje jej zachowanie. Hannah mówi, że Randall zmuszał ją do wszystkiego, owszem - kopała ona groby dla zabitych, ale "nigdy nie wiedziała, czy przypadkiem tym razem nie kopie grobu dla siebie". Randall, w jej zeznaniach, był zupełnie nieobliczalny, a jej groziła smierć. Ale Dexter widzi, że te trofea jakie zostały po Randallu, Hannah obraca w palcach nie ze strachem, nie ze wspomnieniem jakichś zagrożeń, ale z... sentymentem. Zaczyna mieć podejrzenia w stosunku do niej.

        Po uzyskaniu immunitetu od prokuratora, Hannah zgadza się wskazać policji miejsce w którym Randall ukrył zwłoki pewnej pary, którą Randall zabił w Miami. Było to parę lat temu, ale Hannah pamięta okoliczności.

        Jedzie tam policja, trwają wykopaliska na wskazanym obszarze. Jest tam też Dexter, ma zbadać znalezione zwłoki, a także ewentualnie krew. W oczekiwaniu na efekty grzebania w ziemi : Hannah wspomina jak przeżyła cięzko, kiedy Randall zastrzelił pierwszą osobę, a Dexter wspomina swój pierwszy raz jako laboranta zbierającego ślady krwi na miejscu zbrodni.

        Wreszcie znajdują się ukryte zwłoki. Kobiety i mężczyzny. Teraz już są to kościotrupy w zgniłych ciuchach. Dexter szybko przeprowadza analizę, korzystając ze śladów na ciałach ofiar. W pewnym momencie zacina się... wychodzi mu bowiem, że jednego z zabójstw nie mógł dokonać Randall, zrobiła to osoba niższa od niego. Jego wzrok ukradkiem wędruje ku stojącej nieopodal Hanny. Przerywa cały wywód tłumacząc, że musi dokonać w laboratorium dokładniejszych testów.

        Kiedy pakuje swoje graty do auta, podchodzi do niego Hannah. Pyta : dlaczego przerwał analizę i spojrzał na nią. Dexter zauważa bliznę na jej dłoni. Ona na to, że Randall ją kiedyś dziabnął. Dexter zaprzecza. Mówi jej o tym, czego się dowiedział z tych śladów, czyli że jedno z morderstw było dziełem osoby niższej niż Randall - któż inny mógł to być, jak nie Hannah ?. A jej blizna... wg niego, jest to pamiątka po jej pierwszym morderstwie. Tutaj właśnie dokonanym. To ona zabiła jedną z osób. Kobietę. Randall odstrzelił mężczyznę, a ona rzuciła się z nożem na kobietę. I tak długo naparzała ją nożem, aż rękojeśc noża zrobiła sie śliska od krwi, a dłoń zjechała na ostrze. Hannah słucha tego swobodnie. Dexter wie, że w zamian za zeznania Hannah dostała gwarancję nietykalności, na co ona mówi "Kobieta musi sobie jakoś radzić", ale także - jest nią zaciekawiony. Chyba pierwszy raz spotyka kobietę-morderczynię.

        Najlepsze zaś jest to, ze wg swoich zasad : Dexter powininen zechcieć ją zabić, jako zbrodniarkę, która unikneła sprawiedliwości. Jednocześnie : wyraźnie jest jakas sympatia między nimi, która zdecydowanie nie sprzyja stosowaniu zasad :]

        Wreszcie w ostatniej scenie, Debra daje Dexterowi to zdjęcie z zasobów Barnesa. "Ratuję ci tyłek", oświadcza. Dexter pali fotkę, a Debra mówi mu, że wie, iż on nie przestanie zabijać. "Nie chcę już o tym wiedzieć", powiada mu, zabijaj sobie, ale nie mów mi o tym. I dodaje, że nie może już kłamać za niego, oszukiwać przyjaciół. "Nie jestem taka jak ty, tobie to przychodzi z łatwością, ja nie umiem". Dla Dextera nie jest to chyba najgorsza wiadomość, znów może działać na własną rękę, a ewentualne błędy... czy siostra odmówi w wypadku konieczności ? :]

        www.youtube.com/watch?v=hGGRH4vLXU
        albo/i

        www.youtube.com/watch?v=s-5A53-K7kE
        • 16.12.13, 20:17
          Niemal wszystkie kobiety, które Dexter spotykał na swej drodze były mocno pokręcone . Zdaje się Hannah Mc Kay, o jasnej anielskiej twarzy, dołączy do tego grona.

          :)
          • 17.12.13, 14:39
            Rita była całkiem normalna :] ale już Lila i Lumen - fakt, całkiem interesujące ekranowo.
            Hannah może być najbardziej "pokręcona" z nich wszystkich, może być nawet alter ego
            Dextera. w każdym razie 6 odcinek przynosi w ich relacjach niezłe twisty. napiszę o nim
            niebawem.
      • 16.12.13, 19:29
        > Cichaczem już 5 odcinek stuknął.
        No właśnie.

        > La Guerta decyduje, że najpierw trzeba przesłuchać rodziny przestępców, którzy
        > zniknęli tuż po śmierci Doakesa.

        A skąd La Guerta wie, że należy zawęzić poszukiwania do rodzin p r z e s t ę p c ó w. Przepraszam za pytanie, ale mi to umknęło.
        • 17.12.13, 14:44
          już objaśniam.
          Rzeźnik z Zatoki [czyli, faktycznie Dexter, ale oficjalnie sierżant Doakes] zabijał TYLKO przestępców którzy uniknęli kary.

          śledztwo ustaliło ten fakt [my wiemy, że od początku Dexter tak właśnie robił] dzięki znalezieniu zwłok, o czym pisałem, a także - wejściu w posiadanie trofeów mordercy [tych płytek z krwią].

          pudełko z trofeami znalazł sierżant Doakes, który prowadząc prywatne śledztwo wpadł na trop Dextera. pech chciał, że to znalezisko obróciło się przeciwko niemu i to on własnie został uznany za Rzeźnika, a pudełko - które przechowywał - stało się wyłącznie dowodem obciązającym go ostatecznie winą.

    • 15.12.13, 20:05
      Smutna wiadomość. Niezapomniany Lawrence z Arabii...
      • 15.12.13, 20:28
        www.youtube.com/watch?v=lWC5FI3HMMY
        • 15.12.13, 20:32
          gryfny napisał:
          Świetny link!
      • 15.12.13, 20:30
        Właśnie przeczytałam tę smutną wiadomość ...
    • 15.12.13, 21:13
      Już za moment ...


      • 16.12.13, 14:32
        jakie wrażenia [Twoje/Wasze] ?

        jak dla mnie : nic się nie zmienia w strukturze i estetyce ;].
        Kulesza gra dobrze [widzieliście tę scenę, jak gość jej grozi pistoletem w przymierzalni, a ona
        potem się musi szybko zebrać do kupy, bo córka po sąsiedzku, a do tego trzeba zapłacić i wyjśc ze sklepu ? świetnie to zagrała. taka jedna scena pokazuje cały kunszt aktorski]. Simlat jej dzielnie sekunduje, chropawo i surowo, czyli prima sort. Reszta, mam momentami takie wrażenie, jest na doczepkę, ewentualnie : na przyczepkę.

        jakoś nie porywa mnie ta cała intryga z ukradzioną heroiną. 300 kg i żadnych gwałtownych ruchów gangsterów ?

        dobry moment z tą nalepką na szybie, z żądaniem okupu.
        ale już powieszony pies... czy to była zabawka imitująca prawdziwego psa, czy zabawka mająca imitować zabawkę ? bo nie jestem pewien ;]
        jeśli to pierwsze - wyszło fatalnie.

        najlepszy jest ojciec Carmen.
        przychodzi na kolację, a narzeczoną zostawia w samochodzie :]
        w odpowiedzi powinna mu zabrać viagrę.
        wątek przerysowany. w ogóle, te rodzinne perypetie jakoś mało wciągające, aczkolwiek
        córka Carmen ładna jest i owszem. tyle że to za mało, bo jednak dialogi są mało
        lotne, a one mogłyby trochę podciągnąć poziom.

        generalnie, jaka to jest w ogole konwencja ?
        kryminał ?
        sensacja ?
        obyczajówka ?
        orientujecie się ? :]




        • 16.12.13, 19:01
          > generalnie, jaka to jest w ogole konwencja ?
          > orientujecie się ? :]

          He, he! :) Kino familijne? Też mi to pytanie chodziło wczoraj po głowie, kiedy zobaczyłam rozwijający się wątek miłosny gimnazjalistów, scenę pierwszych pocałunków z pietyzmem sfilmowaną. Żeby jeszcze syn Carmen, całował się z chłopakiem, byłoby nieco ciekawsze ;), a tak, wielka nuda.

          Gangsterzy dopiero się niemrawo rozkręcają.
          Pod koniec filmu pojawił się jeden groźny po rosyjsku zaciągający. Gra go Aleksander Domogarow. Zaszantarzowali Simlata. Karta przetargową jest jego dziecko. Może być z tego ciekawy wątek.


          Zakrwawiona,o ile dobrze widziałam, kartka z groźbą, którą Carmen znalazła przy martwym psie wskazywałaby, że to była zabawka imitująca prawdziwego psa.
          No wiesz, twórcy pewnie nie chcieli ryzykować protestów oburzonych wielbicieli psów, stąd ta nachalna sztuczność.

          > najlepszy jest ojciec Carmen.
          > przychodzi na kolację, a narzeczoną zostawia w samochodzie :]

          Może to miało być zabawne? Oczko puszczone w kierunku porzuconych dla młodszych, starszych żon? Tylko po co w kryminale, w którym tak niewiele jest napięcia, grozy?

          :)


          • 17.12.13, 14:56
            haha ;]
            masz rację, wątek kryminalno-sensacyjny jest wypchany watą, jak stanik gimnazjalistki [przepraszam za męskoszowinistycznoświńskie porównanie]. watą z telenowelowych wątków. NO CHYBA, że to znajdzie swoje uzasadnienie w kolejnych odcinkach.

            wiesz, czym mi to pachnie ?
            wątłością samej kryminalnej intrygi. staje im jej na 20 minut, a tutaj odcinek ma mieć minut 50.
            jakoś go czymś trzeba opatulić. powiem Ci, że wolałbym, żeby zrobili mini-serial : 3 odcinki po 75 minut, ale treściwe, gęste i rzeczowe niż 8 po 50.

            pamiętam :] podzielam Twoje nadzieje.

            jakby to był kot, to sam bym protestował. ale pies... dla lepszego efektu powinni zrezygnować z zastępowania zabawką prawdziwego egzemplarza ;]]

            to tylko postać ekranowa, ale mimo wszystko postać starego pierdziela stojącego jedną noga w trumnie, a drugą na skórce od banana, który zgrywa macho-piczo... pomysł dosyć chybiony, zwłaszcza że aktor w ogóle nie ma twarzy do grania tej roli i wg mnie wygląda to zupełnie dziwacznie i niewiarygodnie.

            yes, nie ma amerykańskiego dreszczyku, skandynawskiego mroku, a jest polska specyfika mostowiakowo-lubiczowa :]
          • 17.12.13, 18:38
            Żeby jeszcze syn Carmen, całował się z chłopakiem, byłoby nieco ciekawsze ;), a tak, wielka nuda.
            Byc może, ale z pewnością bardziej estetyczna;)
        • 17.12.13, 18:36
          Moje sa takie, że nawet pani Agata nie jest w stanie pociągnąć serialu. Trzeci odcinek ciut lepiej, ale nadal słabo.

          jakoś nie porywa mnie ta cała intryga z ukradzioną heroiną. 300 kg i żadnych gwałtownych ruchów gangsterów ?
          Już o tym wcześniej wspominałam. A poza tym ci gangsterzy od siedmiu boleści z Bobrowskim na czele jacyś sa tacy groteskowi.

          Dwa koła za przechowanie bagażu? Ho, ho mogłaby laska za te kasę chociaż chałupę ogarnąć.

          Przepraszam, jaka jest różnica pomiędzy filmem sensacyjnym, a kryminalnym? Grek, pytam serio, jako specjalistę.

          Mi się wydaje, że to miały byc autentyczne zwłoki psa, tylko im nie wyszły efekty specjalne.
          • 18.12.13, 14:58
            no to mamy klops :]
            zero głosów na "tak" ?

            właśnie, celna uwaga.
            nawet mu dodali szramę na czole, i nie zmienia to faktu, że to nadal pan Bobrowski i
            trudno go poważnie traktować, nagle jesli "bije zabija ćwiartuje i posypuje solą" :]]

            dzięki za zatytułowanie mnie prestiżowe ;]
            ale mówiąc serio : wydaje mi się, że kryminał zawiera w sobie bohaterów w postaci policjantów albo detektywów zmagających się z bohaterami-przestępcami, a sensacja już niekoniecznie. nie wiem, jak potraktować takie elementy jak widowiskowe strzelaniny, ktore ewidentnie sa elementami kina sensacyjnego.

            a zatem : Barbasia mówi A, Ty mówisz B, a ja nie mam pojęcia :]
            kto ma problem ? twórcy tego serialu :]

            • 18.12.13, 14:59
              * nie wiem, jak potraktować te strzelaniny, gdy pojawiają się w filmie, który posiada cechy cechy rasowego kryminału.
    • 16.12.13, 14:20
      I kolejna smutna wiadomość. Wczoraj zmarła Joan Fontaine, w wieku 96 lat. Zagrała pamiętne role w "Rebece" i "Podejrzeniu" Hitchocka (Oscar), a także w "Liście od nieznajomej" Ophulsa.
      • 16.12.13, 14:34
        przyznam, że obojga zmarłych aktorów nie kojarzę.
        może nazwiska, ale chyba nie miałem przyjemności obejrzeć filmów
        z ich udziałem.
        się człowiek [ja, znaczy] przekonuje boleśnie o własnej ignorancji :]
        ale... skoro nic ZA, to wszystko PRZED.
        • 16.12.13, 14:37
          Greku, ja się zupełnie nie dziwię. Za młody jesteś :) Większość klasyki zobaczyłam w tv za komuny. Teraz czasem można coś znaleźć na dvd, ale też nie ma dużego wyboru. Mam nadzieję, że będziesz miał okazję kiedyś zobaczyć te filmy...
          • 16.12.13, 16:21
            taki np. "Lawrence...", to klasyk - nie wypada nie znać, czekam tylko na sprzyjającą okazję, dodatkowo zbudowany Twoim opisem, który ciągle pamiętam :]
            • 16.12.13, 17:11
              Miło mi :) "Lawrence'a..." można zobaczyć w youtube, ale oglądanie go w takich warunkach to zbrodnia.
            • 16.12.13, 17:53
              W słynnym cyklu "Perły z lamusa" pojawiło się mnóstwo bohaterów klasyki kinowej z dawnych lat, cóż z tego, kiedy większość filmów , tak dawno pokazywanych, uleciała z pamięci.
    • 16.12.13, 15:07
      Dzisiaj o 22.55 w tvn7. Pisałam o tym filmie jakiś czas temu. Trochę kryminał, trochę western ze znakomitym Chrisem Cooperem w roli głównej.
      • 16.12.13, 19:02
        Trochę późno. Może rzucę okiem na początek filmu.
        • 16.12.13, 19:31
          No, niestety, raczej dla cierpiących na bezsenność :) Poprzednio też leciał po nocy.
          • 16.12.13, 19:54
            :)
    • 17.12.13, 16:42
      Różne są opinie nt. tego filmu, spotkałem się ze skrajnymi recenzjami.
      Na Rotten ma marne 19 %, średnią notę 4,4/10.
      Ja się identyfikuję z tymi 19 % dobrze oceniających, bo są tutaj świetne efektowne zdjęcia,
      jest zapach przygody, a potem dobrze poprowadzona akcja vel intryga- w stronę dylematu moralnego i dośc gorzkiej puenty [pomijając epilog, który został dodany chyba tylko po to, żeby sprzedać ten film w Ameryce, hehe].

      Zdaję sobie sprawę, że Leonardo w głównej roli - może odstraszyć co niektórych/niektóre :], ale może z kolei Tilda Swinton - przyciągnie odepchniętych DiCapriem.

      tak czy inaczej, POlsat 22;50.

      w TVP1 "Przebudzenie" [20:25]
      "Siła i honor" w Polsacie od 20:00
      TVN powtarza setny raz "Władzę absolutną".

      horror "Opiekunka" w TVN7 leci od 23;10, a to może byc coś ciekawego, jako że reżyseiro
      jest William FRiedkin, który zrobił "Francuskiego łącznika", a nade wszystko [ w tym kontekście] oryginalnego "Egzorcystę".

      Spójrzcie, jak to się porobiło. Już trzeba tytułować klasyki "oryginałami", tyle się namnożyło sequeli i prequeli, zwykle będących obsceniczymi skokami na kasę przy wykorzystaniu powodzenie jakim cieszył się oryginał właśnie. JUż teraz spotyka się takie kwiatki jak "Egozorcysta 1", albo "Szczęki 1" :]]
      • 17.12.13, 17:01
        Ja się wynudziłam. Piękne zdjęcia i Tilda Swinton to jedyne atuty tego filmu. Leo oczywiście nie pomaga :)

        Często te nowe filmy wybitnych reżyserów są, niestety, nader dalekim echem wcześniejszej twórczości.
        • 17.12.13, 17:24
          mnie się spodobał sposób obnażenia tego "raju na ziemi", włącznie z kluczową
          sceną w wielkim namiocie. wyglądało to trochę jak atak na wzorce kontrkulturowe,
          taka trochę wizja końca ideałów hippisowskiej komuny.

          to szczera prawda.
    • 18.12.13, 16:38
      "WOdzirej" w Kulturze, 20:20, czyli podręcznik manipulatora i cwaniaka, wyznającego
      zasadę, że cel [egoistyczny całkowicie] uświęca środki.

      nakręcony za tzw. komuny, ale aktualny zawsze, dzisiaj pewnie jeszcze
      bardziej niż wtedy, chociaż... kto to potrafi ocenić. wielka rola Stuhra, doskonała reżyseria Falka.

      świetnie ogląda się te starsze filmy, nie ?
      realizm ekranowy najwyższej próby, wg mnie.

      oglądajmy póki dają, bo za 5-10 lat zamiast "Wodzirejów" bedą "Wodzianki" kręcić i pokazywać na okrągło.

      0:35 finśkie "Światła o zmierzchu", co to były niedawno.

      w TVP1 "Samotne serca" [22:20], trochę "Bonnie i Clyde", ale tylko trochę :] jakkolwiek, wciąz dobry film.

      TVN chwyta się już powtórek naprawdę ledwie przystojnych ["Wodny świat"], TVN7 "Pokuta" o konsekwencjach złośliwości młodości plus "Jestem na tak" [23:40] z Jimem Carreyem, który gra gościa przechodzącego terapię mającą przywrócić mu radość z życia, a polegającą na tytułowym "mówieniu TAK" wszystkiemu, co go spotyka. pewnie znów Carrey zaserwuje miliard wykręconych i odkręconych grymasów twarzy, a film będzie się składał z tysiaca gagów i scenek prowadzących do krzepiącej puenty ;]


      • 18.12.13, 22:08
        Jestem,
        będę jutro.
        Wszystko opowiem.

        > świetnie ogląda się te starsze filmy, nie ?
        > realizm ekranowy najwyższej próby, wg mnie.

        Po prostu bardzo dobry film.

        Życzę dobrej nocy,
        padam na twarz
        ;)
        • 19.12.13, 17:05
          brzmi nieźle :]

          yes.
    • 18.12.13, 22:11
      Mówią na stronie głównej.

      www.plotek.pl/plotek/56,79592,15160093,Brad_Pitt_jest_jak_wino__Seksowny_aktor_skonczyl_dzisiaj.html#BoxSlotIIMT
      Sto lat Bradzie! ;)

      :)
      • 18.12.13, 22:24

        30 fotosow z kariery filmowej jubilata:
        www.cinefacts.de/News-Features/Features/Happy-Birthday-Brad-Pitt,1348107
        • 22.12.13, 16:00
          To jest świetne , Gryfny!
          I nawet rozumiem, co tam napisane.

          Znajomość z Bradem Pittem zaczęłam od "Wywiadu z wampirem" (1994) , wcześniejszy film Brada "Thelmę i Louise" (1991) obejrzałam dużo później ...
      • 19.12.13, 14:49
        gratulacje.

        dzisiaj mamy innego solenizanta :
        wyborcza.pl/56,75475,15156863,Keith_Richards_konczy_dzis_70_lat__najwazniejsze_momenty.html
        ruszył 3 sezon "Sherlock"

        film.onet.pl/recenzje/sherlock-sezon-3-odcinek-1-jeszcze-nic-nie-widzieliscie-recenzja/9c14v
        • 19.12.13, 15:10
          Greku, jak zawsze trzymasz rękę na pulsie :)

          Fanką Stonesów nigdy nie byłam, ale oczywiście doceniam, itd.

          Niestety, BBC Entertainment zniknął z mojej kablówki. Mam nadzieję, że Ale kino pokaże Sherlocka, może na wiosnę?
          • 19.12.13, 15:37
            hehe, jak co wpadnie pod koła, to ja mu zginąć nie dam ;]

            mam nadzieję, że tak będzie, bo Twoje opisy przeszły do legendy i
            przydałyby się nowe i nowe i nowe :]
            może gdzieś w sieci dałoby sie złowić, ale póki co wyszukiwarka daje
            strony z trailerem, który jest także w tym tekście, który pozwoliłem sobie
            zaliinkować.
          • 19.12.13, 18:20
            Ja mam, ja mam (znaczy BBC-Enter...). Tylko nie każcie mi opisywać, bo rzadko mi się zdarza, abym zrozumiała całość fabuły.

            Ps. Pewnie nie okryję Ameryki, kiedy obwieszczę, że obecnie na Ale Kino+ pokazywane są późnymi popołudniami w środy powtórki "Sherlocka".

            Ps. Mnie Stonesi też nigdy jakoś nie porywali.


            • 20.12.13, 16:01
              hurra :]
              no to może... tak obrazowo, ale nieszczegółowo, by Ci się udało ?

              widziałem w ramówce, hehe, w ogóle dobry program ma ta stacja.

              a kto z tego okresu Cię porywał ?
              Doorsi ?.. The Who ? Pink Floyd ? ...Janis ? :]... Beatlesi ?
              • 21.12.13, 20:35
                Z wymienionych może być Pink Floyd, a także Genesis, Deep Purple, Uriah Heep, Black Sabath, Santana, King Crimson, Joe Cocker, Janis Joplin, Hendrix. Jednak absolutnym numerem na zawsze pozostanie Led Zeppelin.

                Z polskich nr 1 była... Mira Kubasińska z utworem "Poszłabym za Tobą", poza przedszkolnymi "Poziomkami" Sipińskiej:)

                Ps. Co do Sherlocka, nie mogę nic obiecać, bo styczeń również będę mieć ciężki, jeśli chodzi o obowiązki fabryczne. Nawet nie wiem, czy dam radę obejrzeć.
                • 22.12.13, 17:07
                  dobry stuff, hehe.
                  czemu Stonesi nie zdobyli Twojej sympatii ? :]

                  jakbyś jednak gdzieś przypadkiem, przy okazji, cudem jakimś zobaczyła
                  Sherlocka - napisz nam coś ciekawego [ofk, trzymając w tajemnicy jak
                  najwięcej, hehe] ?
                  • 22.12.13, 18:30
                    Oj Greku, nie da się wszystkiego wiedzieć;) Może za proste dźwięki? I żeby nie było, "Angie" mi sie podoba.
                    Postaram się. Swoją drogą, ciekawe, o jakiej zaskakującej niespodziance wspominają w artykule. Oby tylko panowie nie okazali się gejami. Wiem, mało oryginalnie z mojej strony:)
                    • 23.12.13, 15:24
                      :]

                      o to raczej możemy być spokojni, hehe.
                      w ciągu tych dotychczasowych 6 odcinków rozwiali wszystkie
                      wątpliwości, jakoby mogli nimi być.
        • 19.12.13, 17:42
          PS : z podstrony 9 linka dot. Keitha - a'propos "Piratów z Karaibów"

          "Johnny Depp zapytał mnie, czy mam coś przeciwko, jeśli będzie wzorował na mnie swoją postać. Jedyne, co mu pokazałem, to jak brać zakręt, gdy jest się nawalonym - nigdy nie odrywać pleców od ściany"

          haha ;]

          zabawny gośc. i mądry. serio, czytałem fragmentarycznie tę jego biografię. nawet zakładając, że jakiś ghostwriter wygładził jego narrację, to naprawdę gość ma umysł bardziej trzeźwy niż większość tzw.normalnych obywateli. przede wszystkim to jest rockman pełna gębą. i robi to z miłości do muzyki. zarobił swoje, mógłby balować nie podnosząc się z leżaka. ale wciąz gra, występuje, ciągle sprawia mu to przyjemność. to serce. pasja. powołanie. człowiek-chodząca inspiracja. patrzycie na niego i myślicie : kurde, gośc ma 70-tkę w papierach, umysł 80-latka, łachy 20-letniego hippisa, a serce dzieciaka :] Keith się nie zestarzeje. w jego przypadku jest to po prostu niemożliwe. umrze młodo, jak Morrison i Janis Joplin, a może nawet jeszcze młodziej, bo oni umarli jako ludzie sterani, a jemu po prostu pikawa spokojnie sie zatrzyma, kiedy będzie spał po kolejnym doskonałym koncercie zagranym w wieku lat 104 :]
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.