Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2014 - 2 (vol. 40)

01.02.14, 14:59
no Kochani - nowy miesiac, nowy watek - tym razem jubileuszowy nawet :)

Ciekawe, czy bedzie tak owocny, jak styczniowy - pieknie Wam (bo ja sie malo udzielalam) tam poszlo :)

--
Maniaczytania - blog
Obserwuj wątek
    • siostra_bronte "Głód" i "Wstyd" w Ale Kino 01.02.14, 16:02
      Dzięki, Maniu :)

      Jak wspominałam wcześniej dzisiaj wieczorem dwa filmy McQueena. Brawo dla Ale kino! Jestem ich bardzo ciekawa. O "Głodzie" bardzo pozytywnie pisał Grek. Nie znalazłam "Wstydu" w archiwum, ale mam wrażenie, że ktoś o nim wspominał?
        • siostra_bronte Re: "Głód" i "Wstyd" w Ale Kino (1) 02.02.14, 18:43
          Z przyjemnością napiszę o obu filmach :)

          Najpierw "Głód". No coż, miałeś rację, mocny film :) Moim zdaniem jednak zbyt naturalistyczny. Ten realizm przysłania trochę fabułę. Film dzieli się jakby na dwie części. Pierwsza to naprawdę brutalny obraz życia w więzieniu. Przyznam, że czasami musiałam zamykać oczy :)

          Druga część to historia Bobby'ego, od momentu rozmowy z księdzem. Mam wrażenie, że ten wątek zaczyna się za późno i nie było czasu, żeby jakoś związać się emocjonalnie z tą postacią. Mimo dramatycznych scen z czasu głodówki, jego losy zaskakująco mało mnie poruszyły. Czegoś tu zabrakło. W sumie byłam trochę rozczarowana, oczekiwałam jakichś większych emocji, biorąc pod uwagę tematykę filmu.

          Teraz o "Wstydzie". Bohaterem filmu jest Brandon, młody, dobrze ustawiony mieszkaniec Nowego Jorku. Mieszka sam do czasu, gdy niespodziewanie przyjeżdża do niego siostra Sissy (Carey Mulligan), która jest piosenkarką. Brandon nie jest z tego zadowolony, widać, że za sobą nie przepadają.

          Sissy bywa faktycznie irytująca, bezczelna, ale jednocześnie wygląda na zagubioną. Po tym, kiedy Sissy szybko konsumuje znajomość z szefem Brandona, ten wpada we wściekłość i nazywa ją dziwką. Później wygarnie jej, że jest pasożytem, ciężarem dla niego i że ma się wyprowadzić. Sissy próbuje go przekonać, że przecież jest jej bratem, a ona nie ma dokąd pójść. Bez efektu. Można się zastanawiać, dlaczego Brandon tak emocjonalnie reaguje na postępowanie Sissy. Czasem zachowuje się tak, jakby był o nią zazdrosny. Ale jest też scena, kiedy Sissy śpiewa w klubie piosenkę ("New York, New York" w wersji sentymentalnej) i Brandon wzrusza się do łez. Może oboje mają za sobą jakieś trudne doświadczenia z przeszłości, z czasów dzieciństwa? Przyznam, że nie potrafię tego wątku rozgryźć.

          Ale najważniejszym tematem filmu jest uzależnienie Brandona od seksu. Internet, świerszczyki, przygody z paniami poznanymi w klubach. I tu muszę przyznać, że jak na film o uzależnieniu od seksu, jest tu zaskakująco mało...właśnie seksu :) "Momenty" można zliczyć na palcach jednej ręki. I chyba tylko jedną scenę można uznać za bardzo odważną (seks z dwoma prostytutkami) i to właściwie jeden jej fragment (kto widział ten wie). Opowieści, że to taki skandalizujący film są bardzo przesadzone. Nie ma porównania choćby z "Intymnością" Chereau. Efekt jest taki, że brakuje tu temperatury, namiętności, choćby i niezdrowych :)

          Co prawda nie widziałam pierwszych 15 minut filmu, w czasie których, jak się doczytałam, Fassbender paradował nago, ale czy męska nagość w filmie to jest dzisiaj jakiś skandal? :)

          Mój główny zarzut wobec tej historii: nie ma tutaj dramatu bohatera, a przynajmniej ja go nie widziałam. Po zapowiedziach spodziewałam się prawdziwej podróży przez piekło, emocji, upokorzenia, walki ze sobą i swoimi słabościami. Słowem tego co niesie ze sobą każde uzależnienie. A tutaj ten temat został pokazany powierzchownie i skrótowo. Nie wiadomo jakie są przyczyny tego uzależnienia, skąd to się bierze. Dlatego portret psychologiczny bohatera jest niepełny, trudno go zrozumieć i zaangażować się emocjonalnie w jego losy.

          cdn...
          • siostra_bronte Re: "Głód" i "Wstyd" w Ale Kino (2) 02.02.14, 19:01
            Zakończenie filmu jest mało przekonujące. Brandon wpada w rozpacz po próbie samobójczej Sissy (na szczęście uratował ją w ostatniej chwili). Oczywiście Sissy zrobiła to akurat tej nocy, kiedy Brandon ruszył w miasto i nie odbierał telefonów. Trochę to zbyt łatwe granie na emocjach.

            W sumie jestem rozczarowana. Zaskakująco letni film, nie wnoszący się poza stereotypowy obraz singla, który przez przypadkowy seks zapełnia emocjonalną pustkę w życiu.

            Tutaj trailer:

            www.youtube.com/watch?v=Zh2w0iym0Gk
          • grek.grek Re: "Głód" i "Wstyd" w Ale Kino (1) 03.02.14, 14:21
            z przyjemnością przeczytałem od deski do deski; dzięki, Siostro :]

            bardzo ciekawa jest Twoja opinia nt. "Wstydu" - o tym średnio poruszającym
            dramacie bohatera.

            "Wstyd" mam na liście do obejrzenia, nie widziałem jeszcze, ale zaryzykuję
            "w ciemno", że może reżyserowi ten dramat jawił się właśnie w ciągłym rozglądaniu
            się za seksem, który już nie daje radości, ale jest przykrym obowiązkiem ?
            może dlatego jest to dramat bez mocnych akcentów, rozgrywający się jakby
            "na zapleczu" człowieka ?

            co do "Głodu" - Steve McQueen opowiadał, że kluczem był dla niego sposob wykorzystania
            ciała bohatera, czyli własnie ten naturalizm, rany, wychudzenie, smarowanie odchodami [o ile pamiętam]. jakby mniej chodziło o los postaci, czyli np. to że cierpi dla sprawy, dla idei.
            w centrum miało stać ciało. może to by tłumaczyło, choć po części, Twoje wrażenia ?

            może z kolei we "Wstydzie" głównym zagadnieniem jest koniecznośc sięgania po seks, a on sam pozostaje gdzieś w tle, jako konsekwencja już tylko samego w sobie uzależnienia ?

            "Wstyd" mam chęć zobaczyć od dawna, teraz na pewno dostanę ostrogę w tym kierunku :]]
            chciałbym skonfrontować się z Twoimi wrażeniami, ewentualnie później zaproponować Ci jakąs polemikę, gdyby moje odczytanie i skala odczuć były różne od Twoich :}

              • grek.grek Re: "Głód" i "Wstyd" w Ale Kino (1) 04.02.14, 16:15
                haha :
                taki lew wesoły :]

                ale naprawdę zaostrzyłaś moją ciekawość, mam namierzony ten film w sieci i tak jakoś się
                ociągam, cały czas licząc na to, ze telewizja pokaże [jestem nierefermowalnym miłośnikiem
                ekranu telewizyjnego, hehe]. teraz czuję się zmobilizowany do obejrzenia na monitorku wielkości kartki z kalendarza ;]. a nuż będę miał odmienną od Twojej opinię i dopiszemy kolejny rozdział do bogatej historii polemicznej naszych wątków ? :]]
    • maniaczytania KK - luty 01.02.14, 16:47
      to tradycyjnie podaje program KK na luty:

      6.02. - "Falszerze", czyli powtorka, czyli film, ktory 'zabral' Oscara "Katyniowi", co mnie akurat nie dziwi ;) - jak ktos jeszcze nie ogladal, to warto;
      13.02. - "Fundacja" - film polski z 2006r., w rez. Filipa Bajona, z Janem Nowickim w roli glownej;
      20.02. - "Zycie na podsluchu" - o ile sie nie myle, chyba pierwszy raz w tym cyklu, moze wreszcie uda mi sie obejrzec;
      27.02. - "Wiedzma wojny" - kanadyjski z 2012r., pokazywany na festiwalu w Berlinie, o afrykanskiej dziewczynce, ktora zostaje 'wcielona' do grupy partyzantow.

      Wyglada na to, ze dwa filmy to beda premiery telewizyjne. Nie jest zle, ale naprawde mogliby tych "Falszerzy" juz odpuscic ;)

      --
      Maniaczytania - blog
    • grek.grek "Dexter" sez 7 odc 12 [1] 02.02.14, 13:32
      Czuję, że nie jedliście, nie spaliście, tylko czekaliście na ten ostatni odcinek ;]]

      No to lecim na Szczecin.
      W poprzednim odcinku, Dexter dokonuje wyboru : bezpieczeństwo ukochanej siostry Debry, kosztem wolności osobistej ukochanej kobiety, Hanny McKay. Po tym, jak Hannah usiłowała otruć depczącą jej po piętach Debrę - Dexter uznał, że to jest moment, w którym nie może być bierny. Przekazuje siostrze dowód przeciwko Hannie, długopis ze śladami trucizny, którą zabiła ona Price'a, dociekliwego reportera i pisarza znajdującego się tropie morderstw jakie Hannah popełniała w przeszłości.

      Tak więc, Hannah McKary garuje. Dexter ją odwiedza, ale powiedzieć jak jest mu przykro, że tak się to wszystko potoczyło. "Gdybym mógł inaczej... ale miałem wyboru, musiałem chronić Debrę", powiada, na co Hannah odpowiada mu "Miałeś wybór ! I miałeś wybrać MNIE". Ani przez moment Hannah nie ukrywa, że rzeczywiście chciała zabić jego siostrę. Z tej przyczyny, dla której zabijała zawsze : aby chronić siebie, swoje życie i wolność. Ofk, Dexter bidula jest cały w żalu, bo przecież Hannah, to jego miłość, "przy której nie musi niczego udawać i we wszystkim jest akceptowany". W grę wchodziło jednak życie najdroższej mu na świecie Debry. Fatalna sytuacja.

      Hannah zapewnia go "nie powiem nikomu, że jesteś zabójcą, nie zdradzę cię". I kusi go wizją wspólnego życia. Wystarczy, żeby zniknął ten feralny długopis... i wszystko jeszcze będzie możliwe. "Uciekniemy razem, zamieszkamy daleko stąd, moze do Argetyny !", snuje plany Hannah, ale Dexter odmawia, nie może przecież zostawić siostry z tym całym ambarasem na głowie. "To musiało się stać, jedno z nas w więzieniu lub martwe", konstatuje Dexter, na co Hannah "Zawsze myślałam, że to będziesz jednak ty". Na koniec całują się, ale to nie jest pocałunek kochanków. Hannah boleśnie gryzie Dextera w wargę, do krwi. I robi to z zimnym spojrzeniem. Żegnają się. Czy w jej wykonaniu była to zapowiedź "NIgdy ci tego nie daruję, wiarołomny kochanku ?"

      Rano na Dextera czeka jeszcze ciekawsza sytuacja. Jest w domu, z synem i jego opiekunką. Pukanie do drzwi. Za drzwiami stoi kapitan LaGuerta, z dwoma policjantami w mundurach. Oznajmia Dexterowi, że jest aresztowany. Za zabójstwo Hektora Estrady.

      W poprzednim odcinku Dexter istotnie zapolował na Estradę, mordercę jego matki, sprzed 40 lat. Nie wiedział, że LaGuerta użyła swoich wpływów, aby Estrada uzyskał przedterminowe zwolnienie. Było to jej celowe działanie, mające sprowokować Dexter do ataku. LaGuerta podejrzewa go bowiemo seryjne morderstwa, za które kiedyś niełusznie obwiniono jej dawnego kolegę, a nawet partnera życiowego, sierżanta Doakesa [2 sezon, doskonały 2 sezon].

      Dexter zostaje odstawiony na komisariat. Kiedy LaGuerta wprowadza go w kajdankach, zapada zdumiona cisza. Konsternacja. Spokojny, nie wadzący nikomu Dexter skuty jak pospolity bandzior. Natychmiast całe towarzystwo rzuca się przemawiać pani kapitan do rozumu, ale LaGuerta jest nieugięta. Oskarża Dextera o to, że jest "Rzeźnikiem z Zatoki", sprawcą dziesiątek mordów, co zupełnie już wyprowadza niektorych z równowagi.

      POdczas przesłuchania Dexter zachowuje zupełny spokój. LaGuerta jest tą bardziej nerwową stroną, ale łatwo ją zrozumieć - ona wie, że ma rację. Przedstawia Dexterowi dowody. Najpierw fotografie [zapewne wzięła pod obserwację jego łódź], na którym Dexter wywozi w ocean worki foliowe. LaGuerta sądzi, że jest w nich Estrada. W kawałkach. Następnie : portfel Estrady oraz jego zakrawiwoną koszulę. Wszystko znalezione w śmietniku przy przystani, gdzie Dexter parkuje swoją łódź.

      Wiecie, co jest najlepsze ? Że Dexter nie zabił Estrady. Dowiedziawszy się od niego, że to LaGuerta stała za jego uwolnieniem z więzienia - w ostatniej chwili odstąpił od egzekucji. Policjanci pod wodzą LaGuerty już docierali do kontenera w porcie, gdzie Dexter trzymał Estradę. Udało się mu uciec, a Estrada uciekł z kolei jemu. Od 6 dni Estrada się ukrywa.

      Tak więc : wiadomo, że LaGuerta kłamie. Wystawiła Estradę na przynętę, ale Dexter nie skorzystał, więc LaGuerta chce spreparować dowody na wersję która pozwoli zamknąc Dextera. Pani kapitan czuje, że ściga właściwego człowieka, ale... no cóż - nie mając dowodów jego winy, próbuje upichcić coś na własną rękę :]

      Zostaje zdemaskowana. Debra zabiera te "dowody" do analizy. Vince Masuka, drugi z laborantów, ujawnia, że koszula Estrady i portfel - owszem, są jego, ale... mają one 40 lat na karku. Są na nich dowody ewidencyjne z policyjnego magazynu. Dodatkowo na portfelu są odciski palców pani kapitan. Tak, LaGuerta podrzuciła te ciuchy i papiery, które miał Estrada w 1973 roku, kiedy go zatrzymała policja za morderstwo. Grube kłamstwo. A worki ? Dexter tłumaczy, że były w nich odpadki, i proponuje sierżantowi Batiście, żeby to sprawdził w śmietniku przy przystani. Wszystko jest już jasne.

      Dla całego wydziału sprawa jest czysta : zacietrzewiona LaGuerta próbowała Dexterowi podłożyć świnię i obarczyć go winą za zbrodnie swojego eks-kochanka Doakesa.

      Dexter siedzi na krześle w pokoju przesłuchań i powiada do kapitan "CO z ciebie za policjantka ? Miałaś wszystko przed oczami, cała winę Doakesa i do dzisiaj jej nie zauważyłas. Zaślepiło cię to, że był twoim partnerem i kochankiem". Dexter wie, że LaGuerta go przejrzała, ale to jest gra na brudne chwyty. Wygrywa ten który lepiej kalkuluje. Dexter wstaje i wychodzi zamaszystym krokiem, a wszyscy patrzą na LaGuertę jak na wariatkę z wariatkowa. Debra dosuwa jej jeszcze ostrym tekstem, że jak nie skończy tego...wariatkowa :], to ona osobiście zadba, żeby kapitan staneła przed sądem, co najmniej wewnętrznym.

      Najlepsze jest to, że za chwilę i LaGuerta wychodzi z biura. Wchodzi do windy, a tam Dexter. Jadą więc razem. Mierzą się wzrokiem. Wreszcie ona mówi, że wie o swojej racji, ale uznaje, że ją pokonał, bo nie ma dowodów jego winy. Co zwiastuje, ze pani kapitan nie odpuści, za daleko zaszła w swoim śledztwie, żeby się poddać. Dexter na to "wszyscy mieliśmy trudny dzień, chcę być teraz z synem". Cwaniak :]

      Wracają w kilku odsłonach retrospekcje, w których pojawia się postać sierżanta Doakesa. To on pierwszy rozszyfrował Dextera. W 2 sezonie poznał prawdę, ale to są zapewne sceny, które maja nawiązywać do 1 sezonu albo nawet pre-1 sezonu. Dexter pomaga, jako laborant, w śledztwie Doakesowi. Ktoś zabija prostytutki. Seryjnie. JUż wtedy surowy Doakes dostrzega w Dexterze coś dziwnego, jakąś nadmierną grzecznośc, jakąś dziwną mowę ciała, jakby się nieustannie zgrywał. Do tego zamiłowanie do krwi. Dexter na to "to moja praca, zajmuję się badaniem śladów krwi", ale Doakesa to nie przekonuje. Wreszcie seryjny morderca, którego gania Doakes - znika. Zostaje po nim tylko znaleziony dziennik. I któregoś dnia Dexter nieopatrznie rzuca sentencją, właśnie z tego dziennika. Doakes jest zdumiony. Dexter tłumaczy, że to jakiś przypadek, ale jakimż przypadek może być cytowanie sentencji, ie z ksiązki, nie takiej co ją mozna znaleźć w internecie, ale z zapisków seryjnego mordercy, których nikt wcześniej nie widział ? Dexter udaje głupka, ale Doakes już wtedy ma go na oku. [yes, to Dexter ubił tego seryjnego mordercę]. W 2 sezonie nastąpiła kumulacja tych podejrzeń, wraz z wypłynięciem sprawy Rzeźnika z Zatoki.

      Po całej akcji, sierżant Batista próbuje przemówić LaGuercie do rozumu, żeby się od niewinnego jak lilija Dextera odczepiła. Mówi taktownie, jak przyjaciel zatroskany o stan głowy swojej przyjaciółki.

      W mieszkaniu Dextera, on i Debra ocierają pot z czoła po tym, co się stało. "BYło blisko", mówi Dexter. Debra na to, bez radości : "zapewne zakończyłeś jej karierę". Na co Dexter "rozwiązałem problem, to wszystko". Widać tu wpływy Hanny Mckay :] Kiedyś Dexter kierował się zasadami, teraz po prostu reaguje na sytuację. Rób to, co trzeba, a nie to co wynika ze z góry powziętych założeń. Bądź elastyczny. No to jest.


      • grek.grek "Dexter" sez 7 odc 12 [2] 02.02.14, 14:15
        Debra zastanawia się głośno, czy przypadkiem Hannah McKay nie jest groźniejsza od kapitan LaGuerty. Za obietnicą lepszych warunków, obniżenie wyroku etc., mogłaby zakapować Dextera. Ale Dexter jest spokojny, że Hannah tego nie zrobi. "Kocha mnie", mówi poważnie.

        Teraz Dexter za swój priorytet uznaje znalezienie Hektora Estrady. LaGuerta na pewno też go szuka. Jesli znajdzie go pierwsza, zaoferuje mu jakieś frukta w zamian za to, żeby obciązył Dextera oskarżeniem o próbę zabójstwa.

        Korzystając z policyjnej bazy danych, Dexter ustala ostatni adres pobytu Estrady. Jest to dom jego żony. POdając się za kuratora, Dexter puka do jej drzwi. Babka powiada, ze Estrady nie widziała od 40 lat, i że jej nowy partner nie chciałby o tym wiedzieć, że była żoną kogoś takiego. Dexter jest jednak uważny - dostrzega na jej palcu obrączkę ślubną. Stara miłośc nie rdzewieje. Wystarczy czekać na rozwój wypadków...

        Czai się więc Dexter w aucie z podglądem na mieszkanie żony Estrady. Wreszcie widzi jak babka wychodzi i gdzieś jedzie. On za nia. Yes, żona spotyka się z zakamuflowanym w czapkę i okulary Estradą w parku. Potem odchodzi. Estrada zostaje sam. Dexter wpada na pomysł - za pieniądze namawia parę dzieciaków, żeby prowokowali Estradę rzucając w niego piłka. Kiedy wściekły Estrada w końcu biegnie za nimi, żeby dać im nauczkę - wpada prosto w ręce Dextera, który sprawnie wyrasta za jego plecami, wstrzykuje mu usypiacz i zgrabnie pakuje do auta. Akcja w biały dzień, niedaleko parku, no ale wiarygodność ujdzie w tłoku :]

        Kapitan LaGuertę odwiedza Matthews. Eks-policjant, który pomagał jej w śledztwie w ostatnich odcinkach. LaGuerta prosi go o pomoc, wie że będzie miała problemy po tym cyrku jaki odstawiła. Matthews powiada, że jeśli zostanie wezwany na świadka, zezna zgodnie z prawdą, że odkryli dowody winy Doakesa [10-11 odcinek tej serii, czyli vol.39, hehe], a zatem cała dalsza akcja LaGuerty, to by jej chory plan, zupełnie niezgodny z logiką. Kiedy LaGuerta odwołuje się do dawnej znajomości, Matthews zgadza się ewentualnie zasięgnąc języka "na górze" i jej pomóc.

        Trzeba przyznać, ze kapitan znalazła się w sytuacji absolutnie kafkowskiej. Ma rację, wszystko się jej składa, ale nie dośc ze nie moze udowodnić, to jeszcze jest w oczach ludzi czubkiem, który nie umie pogodzić się z rzeczywistością taką jaka ona "jest".

        Zbliża się Nowy Rok. Sierżant Batista zaprasza panią kapitan do siebie, do tawerny, na balety sylwestrowe. To ma być pożegnalna impreza, bo sierżant odchodzi z poliicji, po 25 latach zasuwu. Kupił sobie tę knajpkę i zamierza się poświęcić prowadzeniu jej. LaGuerta trochę się ociąga, narobiła w końcu dużo bigosu w ostatnich dniach, ale zgadza się. "Będziesz mogła przeprosić Dextera, a on na pewno ci wybaczy", pociesza [hehe] ją Batista.

        Hannah McKay telefonuje z więzienia do Arlene Shram, swojej przyjaciółki sprzed lat. Arlene była świadkiem jak Hannah truje jednego wychowawcę z zakładu poprawczego, w którym razem siedziały. Zdradziecki ojciec Hanny, wykablował to Debrze, która postawiła ultimatum Arlene : albo będziesz śpiewać, albo nie zobaczysz więcej dzieci. Ale wtedy Debra miała wypadek samochodowy, zaś badania wszelakie doprowadziły Dextera do odkrycia, ze to Hannah podtruła Debrę, aby uniemożliwić przesłuchanie Arlene, która mogłaby się załamać i Hannę pogrązyć swoimi zeznaniami. Jak widać, nikt tu nie gra czysto.

        Teraz Hannah telefonuje do Arlene, bo potrzebuje jej pomocy.

        Przywożą Hannę do sądu, na wstępną rozprawę. Debra tam czeka. Zagaduje złośliwie Hannę, "jak to jest, wiedzieć, że dostanie się dożywocie ?", ale Hannah odpowiada, że "kiedy ostatnio sprawdzałam, instytucja domniemania niewinności jeszcze obowiązywała", a i nie pozostaje jej dłużna, aż Debrze nerwica szczęką targa. "Jak ty to robisz... - powiada Hannah - mnie wsadziłaś, a swojego brat-mordercę NIE ? Tłumaczenie masz gotowe, czy znajdujesz sobie na poczekaniu ?", i dorzuca "Wiem jak jest ci z tym cięzko... i świadomośc jak musisz się rozpaczliwie miotać, wystarczy mi za wszystko". Hannah ma uśmieszek na ustach, a Debra jest rozstrzęsiona.

        Sędzia szybko załatwia sprawę. Nakazuje zamknięcie Hanny, aby w więzieniu oczekiwała na proces, żadnej "wolnej stopy", nic takiego. Hannah wybucha płaczem. Arlene z ławy dla publiczności pochodzi do niej, również płacząc, rzucają sie sobie w objęcia. To teatr, odegrany po to, aby Arlene mogła ukradkiem przekazać Hannie jakąs pastylkę. POtem Hannah, niby to ocierając łzy rękoma, połyka tę pastylkę.

        Podczas przewożenia do więzienia - Hannah mdleje w furgonetce, ma drgawki. POlicjanci natychmiast przewożą ją do szpitala. Hannah jest nieprzytomna. W tym więziennym pomarańczowym wdzianku zostaje położona na szpitalnym łózku i przyłączona do aparatury odpowiedniej. W oczekiwaniu na lekarza, przywiązana za rękę do łóżka zostaje sama...

        ... kiedy po jakimś czasie pielęgniarki przychodzą do niej - łózko jest puste. Pastyla i omdlenie ofk bylo fortelem Hanny, a Arlene została przez nia poinstruowana, co ma robić. Tak czy owak, oswobodziła się i uciekła. Niedaleko łózka jakaś pielęgniarka zostawiła nożyczki... To zapewne wyjaśnia jak Hannah McKay zerwała pęta niewoli, że tak wyrazę się grafomańsko :]

        Wieczorem, Hannah Mckay podchodzi pod drzwi domu Dextera. Zostawia tam doniczkę z kwiatem. Sygnał - "jestem wolna". Ale czy "Miej się na baczności, bo zemszczę się ?". Z drugiej strony, gdyby chciała się mścić, to by nie dawała znaku, że uciekła. Z trzeciej strony, i tak się Dexter dowie, że uciekła.

        Kapitan LaGuerta zaprasza do siebie Debrę. Najpierw z godnością przeprasza za cała awanturę z Dexterem. Ale zaraz potem, pod pozorem "porządkowania spraw", wciąga Debre w rozmowę, od której Debrze włosy staną dęba.

        Oto kapitan LaGuerta próbuje ułożyć w logiczną całośc wydarzenia z nocy, w trakcie której spłonął kościół, a w nim Travis Marshall, zabójca z 6 serii. My wiemy, że Debra nakryła wtedy Dextera na tym, jak zabija Travisa. Było to szokujące odkrycie dla niej. Otrząsnęła się jednak i pomogła Dexterowi zatrzeć ślady, a ściślej na stacji bezynowej zatankowała paliwo do kanistra, przywiozła do kościoła i razem podpalili budynek. Pech chciał, że wtedy właśnie Dexter zgubił szkiełko z krwią Travisa, swoje mordercze trofeum, które znalazła LaGuerta, połączyła to ze sprawą sprzed lat Rzeźnika z Zatoki, który używał takich samych szkiełek, które generalnie wyszły z użytku w laboratoriach wiele lat temu.

        Tak więc, LaGuerta ma fotografie z monitoringu. Policjant który prowadził śledztwo w sprawie, Mike Anderson [zginał w 1 odcinku poniższej 7 serii], zdobył zapis z kamer wszystkich budynków w promieniu 5 km od kościoła. Kiedy zginął, jego papiery policji przekazała jego żona. I teraz LaGuerta ma zapis, na którym Debra bezczelnie tankuje benzynę do kanistra na stacji paliwowej.

        Wedle zeznań Debry, Dexter pracował wtedy w kościele, zbierał tam ślady, po tym jak odkryto, że ta zapuszczona stara rudera, to kryjówka seryjnego mordercy Travisa Marshalla. Debra rzekomo go tam nie odwiedzała.

        Ale fakty są teraz bezlitosne. 2o minut przed pożarem kościoła Debra Morgan tankuje paliwo na stacji oddalonej od tegoż kościoła o 2 przecznice. LaGuerta patrzy na nią oskarżycielskim wzrokiem. Co ty na to, moja panno ? Wszystko pasuje, nie ? Debra się poci, jąka i jest zupełnie w proszku. Wie, ze LaGuerta za chwilę dotrze do prawdy. Dowodami. Bo przekonanie o niej pani kapitan już posiada. Broni sie więc Debra, że zapomniała, iż wówczas kanapki bratu dowoziła, ale tylko "na momencik". To się kupy nie trzyma. La Guerta taktownie ją namawia, nie wprost, żeby zakapowała brata-mordercę. "Ja też kiedyś chroniłam kogoś, kto na to nie zasługiwał...", podpuszcza Debrę, kłamiąc jednocześnie, bo przecież wciąz jest przekonana, teraz już na 99,9 %, że Doakes nigdy nikogo nie zabił.

        Debrze jakos się udaje nie złamać. Wychodzi jednak z biura spocona i na pałąkowatych nogach. Spotykają się z Dexterem w opustoszałym porcie.


        • grek.grek "Dexter" sez 7 odc 12 [3] 02.02.14, 14:47
          "Mamy przerąbane ?", grobowym głosem pyta Dextera po opowiedzeniu mu co się stało. Dexter w tej samej tonacji odpowiada, że owszem, a Debra panikuje, że nie na taką odpowiedź czekała. Ale to nie koncert życzeń. Dexter po chwili odzyskuje równowagę i zauważa, że LaGuerta nie ma wciąz twardych dowodów. Ma jednak mocne poszlaki i to nakazuje działać. Na razie Dexter proponuje Debrze żeby wróciła do pracy i zachowywała się "normalnie", czyli zleca jej kolejne zadanie aktorskie na miarę Oscara :]

          Kiedy tak rozmawiają, słychac nagle krótki rumor w bagażniku. "TO Estrada", spokojnie tłumaczy Debrze Dexter :]

          Sam włamuje sie do domu kapitan LaGuerty. Znajduje napisaną przez nią prośbę o dostęp do zapisów z GPS telefonów Debry i Dextera. Jeśli ktoś z "góry" przychyli się do tej prośby i wyda jej zgodę - LaGuerta zdobędzie swoje dowody. Dexter i Debra tej nocy rozmawiali nieraz i te bilingi złoża LaGuercie opowieść w logiczną całość. Sytuacja jest naprawdę podbramkowa.

          Głos wewnętrzny Dextera, pod postacią jego zmarłego ojczyma [stałego partnera jego monologów, mentora życiowego], powiada mu "Uciekaj, Dexterze, to jest ten moment". Ale uciekać, ciągnąć za sobą Debrę, syna...A do tego - Dexter nagle uświadamia sobie, ze to całe życie, które miało być tylko przykrywką dla uprawiania zabijackiego hobby - to życie nagle stało mu sie bliskie, PRAWDZIWE. I on już tego życia nie chce porzucać.

          Noc. U sierżanta Batisty sylwestrowa zabawa. Debra w sukience wieczorowej. Kubańskie rytmy.

          Kapitan LaGuerta zmierza samochodem na tę zabawę. Nagle dzwoni telefon. Kiedy LaGuerta odbiera słyszy spanikowany głos Hektora Estrady "Jestem w tym kontenerze, co wtedy, potrzebuję pomocy !". A więc znalazł się Estrada. LaGuerta natychmiast rusza do portu. Oto jej szansa na przyskrzynienie Dextera.

          Spryciara z niej, ale tutaj robi błąd. Goniąc za króliczkiem wpada do nory. Kiedy kapitanica wchodzi do kontenera, znajduje tam przywiązanego Estradę - niestety dla niej, już martwego. I kiedy tak dziwuje się nad jego zwłokami, za jej plecami wyrasta Dexter i szybkim zastrzykiem usypiającym obezwładnia ją.

          Yes, to Dexter zmusił Estradę do zwabienia LaGuerty w zastawioną pułapkę. Jest to w sumie komiczna scena, bo Dexter obiecuje Estradzie, ze go wypuści w zamian za to. Kiedy jednak Estrada domaga się dotrzymania słowaa, Dexter odpowiada "Zabijam ludzi, a myślałeś, że nie kłamię" ? ;]] Estrada próbuje przepraszać za to, że 40 lat temu zabił piłą motorową matkę 3-letniego wówczas Dextera, czego chłopiec był świadkiem. Estrada kaja się, że to była walka o przetrwanie, a jego matka była kapusiem policyjnym. Dexter wyznaje mu, a raczej sam sobie ale jakby do niego, że tego wieczora jeszcze raz będzie musiał zabić : nie w imię zasad, ale dlatego że TAK MUSI. Estrada podchwytuje "widzisz, o tym mówię, walka o przetrwanie". To na nic. Dexter wysyła go na łono abrahama.

          Debra, na tym przyjęciu u Batitsty, cała jest w nerwach. Batista uspokaja ją, ze LaGuerta i Dexter zapewne dlatego nie przyjdą, zeby się ze sobą nie spotkać, po tym co ostatnio się działo.

          Ale sierżant nie wie o kulisach całej sytuacji. Debra dzwoni na centralę policji i prosi o namierzenie samochodu LaGuerty. Kiedy dowiaduje sie, ze jest on w porcie, pełna najgorszych przeczuć, sama tam jedzie.

          Słyszy strzał. Celując z pistoletu, dociera do źródła, czyli do kontenera. W środku, zszokowana, zastaje swojego brata i związaną kapitan LaGuertę. Dexter oddał strzał z broni LaGuerty do martwego Estrady. Potem chce zabić LaGuertę i wcisnąć drugi pistolet w łapy Estrady. Wszystko zaś będzie wyglądało jakby Estrada i kapitanica pozabijali się nawzajem.

          [Jennifer Carpenter grając po raz 17976 w tej serii Debrę w stanie szoku i zdumienia :] dokonuje cudów zręczności aktorskiej]

          Debra pyta więc zdławionym głosem, co tu się kruca dzieje ? Dexter odpowiada jej twardo, że robi to co musi, aby siebie i ją ochronić. Debra celuje do niego z broni i protestuje przeciw temu, co ma się wydarzyć za moment - "nie możesz jej zabić !". Ale Dexter nie po to porzucił kodeks szlachetnego mordercy, w którym miał zapisane "nie zabijaj niewinnego", żeby się teraz wycofać na słowa swojej siostry.

          Bierze nóz. Debra mierzy do niego i każe mu odłożyc. Wtedy przytomnieje LaGuerta i namawia ją coraz śmielszym głosem "Debro, zabij go ! Nie jesteś taka jak on, jesteś dobrym gliną, uczciwym gliną ! Zabij go, to morderca !". I Debra ma już niezły mętlik w głowie, zwłaszcza że Dexter odkłada nóz i cicho przytakuje LaGuercie "Ona ma rację, jesteś dobrym człowiekiem, RÓB TO CO MUSISZ".

          I Debra, w stanie całkowitego wstrząsu emocjonalno-etycznego, strzela... kładąc trupem kapitan LaGuertę.

          Znów wygrywają więzy rodzinne. Dexter wsypał Hannę, by chronić Debrę. Debra zabija LaGuertę, by chronić Dextera, ale i siebie samą.

          Zaraz po strzale, Debra rzuca się do LaGuerty i przytula ją, z płaczem i rozpaczą. Jest zdruzgotana. W sumie, to właśnie Debra Morgan wydaje się być główną bohaterką tej serii, to ona najwięcej trudnych chwil przeżywa, łamie się świat jej zasad i etyki, które poświęca dla swojego brata i dramatycznej prawdy o jego sekretnym życiu, jakże kłopotliwym z czasem nie tylko dla niego, ale i dla niej samej.

          W ostatniej scenie, Debra i Dexter zjawiają się w tawernie Batisty. Zabawa trwa, korki od szampanów strzelają, a razem z nimi sztucznie ognie na powitanie nowego roku.

          "Czy łamiąc nasze zasady, złamaliśmy i siebie ? Kim ja jestem ? Kim teraz jest Debra ? Nowy początek ? A moze początek końca", ten monolog Dextera kończi serię. POza małymi zgrzytami iprzegięciami - naprawdę świetną, wg mnie.

          www.youtube.com/watch?v=u-3dRaX_g-k


          • pani_lovett Re: "Dexter" sez 7 odc 12 [3] 02.02.14, 23:51
            LaGuerta gnie! Mogłam się tego domyślić. Dexter bezpieczny. Choć chyba nie do końca, bo Hannah, która zna tajemnicę Dextera, jest na wolności, co pewnie nie da Dexterowi spokoju.
            Dobre zakończenie.
            Dzięki serdeczne, Greku, za kolejny sezon!
            • grek.grek Re: "Dexter" sez 7 odc 12 [3] 03.02.14, 14:08
              między Hanną McKay, a Dexterem trochę się pofanzoliło ;]
              teraz pytanie brzmi : czy ona chce się na nim zemścić czy wygra uczucie, dzięki
              ktoremu zdoła zracjonalizować jego zachowanie wobec niej [wpakowanie jej do
              więzienia] ?
              wszystko to w 8 sezonie, jak sądzę ?, ale w Prima Cool nie zapowiadają jeszcze emisji;
              myślę sobie ostrożnie, że wypuszczą go latem.

              dzięki, Barbasiu, za wytrzymanie 12 odcinków pisanych w stylu pijanego mistrza ;]

    • grek.grek "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 02.02.14, 16:06
      [jutro powtórka, o 23:05]

      Kiedyś trochę czytałem o tym filmie, wydał mi się ciekawy [w opisie wstępnym].

      Rzecz sie dzieje na brytyjskiej prowincji.
      Po latach wraca do małego miasteczka dziewczyna, która się w nim wychowała, a potem wyjechała do Londynu i została dziennikarką. Jako młoda koza uchodziła za brzydactwo i generalnie porażkę. Wraca w zupełnie nowej ultraatrakcyjnej odsłonie. Ofk, jej uroda i styl sprawia, że paru tytułowych mężczyzn, w tym chyba też i tacy co to kiedyś mieli ją za dno, doznaje zaczadzenia jej wdziękiem i rywalizuje o jej względy.

      Wyreżyserował to Stephen Frears, co samo w sobie może zachęcac, nieprawdaż Czcigodni ?
      W głównej roli jest Gemma Arterton [pamiętam ją/pamiętacie też ? z "Uprowadzonej Alice Creed", świetnego thrillera], która, co tu dużo gadać, na zdjęciach wygląda na taką, co to może niejednego przyprawić o spowodowanie wypadku drogowego :]

      Godzilla sympatyczna, hicior "Krew z krwi" nie konkuruje już ;], więc można by spróbować chyba ?
        • grek.grek Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 02.02.14, 17:17
          [oho, Mania ma nowego faceta :)]

          dobry jest to serial ?

          [przyznam, że jak zobaczyłem Ashley Judd, która kopami roznosi kolejnych
          atletów - a do tego dowiedziałem się, że ona jakąs ma misję ratowania porwanego
          syna, jakoś mnie to nie porwało,. w dodatku jakiś wywiad z panią aktorką
          wpadł mi w łapska i przeczytałem, że ta kopanina ma szczególne uzasadnienie
          dla głębi filmu :] jak to mówią "za pieniądze ksiądz się modli", hehe.]
            • maniaczytania Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 02.02.14, 21:08
              zaraz tam "ma nowego faceta", to tylko taka przelotna raczej znajomosc ;)
              A gladiator to nie Spartakus Barbasiu, bo Spartakus mnie jakos do gustu nie przypadl ;), Gannicus kochan, Gannicus - ale ja juz drugi raz nie ogladam, widocznie moje skryte pragnienia zostaly zaspokojone przy poprzedniej emisji ;)

              Jesli chodzi o 'Zaginionego" jest fajna akcja, duzo fajnych miejsc w Europie (w niektorych bylam, wiec przyjemnie sie na nie patrzy), sa rozgrywki wywiadow, jest Ashley ladna, jest Sean Bean - niewymagajaca rozrywka na koniec weekendu - czemu nie? :)
              --
              Maniaczytania - blog
          • er.pa Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 03.02.14, 15:42
            Ja obejrzałam, jeśli mogę się "wciąć" :) Baaardzo przyjemne dla oka, zabarwione czarnym humorem, mile spędzone niecałe dwie godziny. Bardzo spodobały mi się kosmicznie irytujące nastolatki - fajny "rozbijacz" fabuły, psychologicznie udatny, i aktorsko jedna z nich rokująca, choć urody nienachalnej. Najsłabiej w tym wypada gośc grający perkusistę, oglądałam go juz w kilku rzeczach, zawsze mi tak samo nie leży :) Moja ulubiona postać to zdecydowanie Beth.
              • er.pa Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 03.02.14, 16:55
                To jeszcze coś dodam:
                - fajnym smaczkiem - jak dla mnie - jest podskórna rywalizacja między jednym z gości farmy będącej miejscem akcji, amerykańskim akademikiem na urlopie naukowym, piszącym ksiązkę o Hardy'm i nie mogącym wyjśc z niemocy twórczej, a gospodarzem, autorem kryminalnych bestsellerów, nonszalancko podchodzącym do pisania-rzemiosła: "zaczynam pisac latem, a na wiosnę ksiązka wychodzi."
                - i cudna uwaga ilustrująca podstawy lokalnej tożsamości: jeden z lokalesów zapytany o to, jak długi właściciele farmy tam mieszkają odpowiada:"O, to będzie ze dwadzieścia lat. Tak, że w sumie to ciągle jeszcze są obcy."

                Przypomniało mi się, jak po jakimś czasie od sprowadzenia się na wieś, idąc z psem na spacer, zostaliśmy w wieczornym półmroku powitani przez przechodzącego lokalesa: "Dobry wieczór! Ja państwa znam, choć państwo obce' :)
                • grek.grek Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 04.02.14, 16:10
                  dobrze, że napisałaś [i napisaliście] troche o tym filmie, bo - kurdebalans - wczoraj
                  nie obejrzałem, postawiłem na klasykę w CT2 ["Zeszłego roku w Marienbadzie"]. widziałem
                  tylko początek, jak pan literat robi w bambo swoją żonę. ona mu prowadzi chałupę, podtyka
                  pod nos specjały i cymesy rozmaite, a ten się buja z jakimiś laskami i sprzedaje żonce
                  takie kaprawe wymówki, że głowa mała. aktorka grająca żonę - doskonale dobrana : dobra kobieta ale taka szara, bez osobowości, niepobudzająca wyobraźni, kopciuszek taki; a zatem bez szans na to, żeby odegrać się na męzu i uwieść ze trzech chłopa, żeby sam na kolanach przyszedł z przeprosinami i zaczął ją uwielbiać po wsze czasy ;]

                  nie wiem jak było dalej, moze się zagalopowałem... odegrała się na nim ? :}]
            • siostra_bronte Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 03.02.14, 17:54
              Potwierdzam, sympatyczna, trochę czarna komedia. To zdaje się ekranizacja komiksu? Plenery przepiękne. Tylko główna bohaterka jest irytująca i co tu ukrywać, zdzirowata. Gemma Arterton jest w tej roli drewniana, ale panowie będą pewnie mieli inne zdanie :) Aktorsko najbardziej podobali mi się niewierny pisarz Nicholas i mała Jodie, o której wspomniała er.pa. A, rozbawiło mnie konsekwentne tłumaczenie "f..k" jako "kurza twarz" :)
              • er.pa Re: "Tamara i mężczyźni" TVP1, 21:30 03.02.14, 19:42
                No, ale urodziwa to Tamara jest :) Natomiast tak sobie myślę, że gdyby to była produkcja amerykańska, to Nickolas byłaby choć trochę przystojny :) Ale jak rozumiem on działał pisarską aurą. Cudna była scena oswajania drapieżnej sąsiadki od krów :)
    • grek.grek "Opowiedz mi o deszczu" [via Kultura, sobota] 03.02.14, 14:52
      uzbierało mi się filmów do opisania, wspomnienia, sentymentalnego powrotu. ;] ech, będę się zatem z nimi ujawniał stopniowo, hehe.

      oglądaliście "Opowiedz mi o deszczu" ?
      w sobotę leciał, na Kulturze.

      żadne wybitne dzieło francuskiej kinematografii, ale przyzwoita całkiem obyczajówka rozgrywająca się w plenerach podparyskich malowniczych miejscowości.

      w warstwie fabularnej jest to historia pogmatwanych relacji uczuciowych kilkorga znajomych.

      główną bohaterką jest Agatha Villanova, popularna w sferach paryskich intelektualistgów feministka i pisarka. własnie zabiera się za karierę polityczną, a pierwszym krokiem ma
      być kandydatura na burmistrza [mera ? :)] swojej rodzinnego miasteczka pod Paryżem.

      znajomy reżyser proponuje jej nakręcenie filmu dokumentalnego o niej samej, który mógłby
      jednocześnie być jej reklamowym folderem wyborczym.

      spotykają się więc w tej miejscowości i przez 2-3 godziny dziennie kręcą ten film, który
      polega na tym, że ona siedzi przed kamerą, na tle bujnej zieleni, a reżyser i jego asystent [dziennikarz i jednoczesnie właściciel małej restauracji Karim] zadają jej pytanie dotyczące
      jej motywacji politycznych.

      kręcenie filmu jest tylko osią całego zamieszania.
      w tle odbywa się seria romansów i relacji w związkach.

      pani Vilanova przyjeżdza na te całe "roboty filmowe' z narzeczonym. najpierw reżyser każe mu przytrzymywać jakiś badyl za plecami Agaty, żeby ładniej kadr się komponował :] potem badyl się łamie i pozostaje w pozycji pożądanej, więc narzeczony w ogole do niczego się już nie może przydać. zmęczony całą sytuację wraca do Paryża, a Agata dzwoni do niego wieczorami.

      Starsza jejmośc, od stuleci robiąca za gospodynię w domu rodzinnym Agaty, namawia ją, żeby wreszcie wyszła za niego za mąż, żeby "miała kogoś, kto ją wesprze". ile można karyjerę robić...

      pan reżyser ma romans z siostrą Agaty, której mąż wpadł w kryzys mentalny, wyleciał z pracy, nie umie sobie ułożyć życia i generalnie popadł w depresję studzienną, prowokującą go do łkania że żona nim gardzi za pomocą czytania ksiązki w łózku, zamiast przytulania go :]
      reżyser i siostra Agaty spotykają się potajemnie, a ona głośno i zamaszyście planuje rozwód z hukiem i wyjazd do Paryża.

      do tego pan reżyser ma nastoletniego syna, który go odwiedza w miasteczku. i niespecjalnie mogą nawet ze sobą spędzić czas [idą do restauracji, na dobry deser, gdzie pan reeżyser dziwi się, że "casata", to nie jest ciasto z sokiem malinowym, tylko lody], bo syn ma plany wyjazdy z kolegami na jakąs wyprawę. pan reżyser trochę to przeżywa.

      z kolei jego kolega i współpracownik Karim wdaje się w ciekawą znajomość ze pracownicą tej swojej restauracji. na codzień nie zwraca na nią uwagi ["jestem zonaty" - "i nawet jak widzisz przed sobą fajną dziewczynę, to nie zwracasz na nią uwagi ?" - "tak właśnie, nie obchodzi mnie"], ale kiedy reżyser zauważa tę panne - wkrótce i Karim gdzieś tam zacznie na nią zaglądać i w pewnym momencie połączy ich rozmowa, wspólnie spędzany czas i normalna ludzka sympatia.

      przy okazji Karim i reżyser sprzeczają się podczas krecenia tego filmu - głównie o to, czy wywiad ten ma być soft czy hard :] Karim chce przepytać konfrontacyjnie panią polityczkę in spe, a reżyser [jako jej stary kumpel] wolałby jednak ograniczać ekspresję i nie zadawać
      pytań trudnych. zasadniczo, pytania padają więc rzadziej niż obaj panowie się kłócą, a Agata coraz częsciej ma wrażenie, że obcuje z ludźmi o dośc ograniczonych kompetencjach i jej odpowiedzi bywają nerwowe. co ma zapewne takze wiele wspólnego z rozłąką z narzeczonym.

      i na przeplataniu tych kilku wątków zasadza się tenże film.

      zwycięza obowiązek i poczucie odpowiedzialności :] wywiad jest raczej soft niż hard, siostra Agaty nie może zostawić rozmemłanego męża, ale reżyser pociesza się tym, że syn zaprasza go na ten swój wypad z kolegami i od razu rezyser poznaje sympatyczną rudą jejmośc w swoim wieku. Karim i jego pracownica zostają przyjaciółmi, nie ma sensu seks który tylko by zburzył ich relację i skrępował wobec siebie, a zapewne w konsekwencji zmusił do rychłego rozstania. zatem, jak nie u Francuzów :] a pani Agata feministka nie jest taka twarda, bo
      instytucja małżeństwa przemawia do niej coraz bardziej i zapewne pobierze się ze swoim narzeczonym, łysiejącym intelektualistą, specem od podtrzymywania opadającego zielska :]

      www.youtube.com/watch?v=1QBAX6RmszI
      • pani_lovett Re: "Opowiedz mi o deszczu" [via Kultura, sobota] 03.02.14, 21:52
        A w tle, znane skądinąd kwestie polityczne - parytety (zdaje się to dzięki nim Agatha Villanova mogła kandydować na deputowaną? co wypominał jej reżyser dokumentu), kwestie dopłat unijnych dla rolników, stanowiących przedmiot białej gorączki i dla tamtejszych gospodarzy.
        Brakowało właściwie tylko straszliwego słowa /spluwam w tym momencie trzy razy przez prawę ramię ;))/ "gender". Ale ono zdaje się dopiero niedawno się pojawiło także ,we Francji.
        W każdym razie dobrze wiedzieć, że w pewnych kwestiach dotrzymujemy już kroku Europie Zachodniej.



        >zatem, jak nie u Francuzów :]

        Właśnie! Mało zdrad, mało skomplikowanych konfiguracji damsko-męskich, mało rozstań! ;)

        :)
        • grek.grek Re: "Opowiedz mi o deszczu" [via Kultura, sobota] 04.02.14, 16:04
          hehe, yes :]

          haha, no tak, gender się nie wynurzył.

          taka etyczna ta francuska klasa średnia, żona nie zostawi męża znajdującego się w kryzysie,
          inny żonkoś nie zdradzi żony, a potencjalnej kochance zaoferuje szlachetnie przyjaźń, wreszcie
          feministka i baba herod ;] pędzi do telefonu, żeby usłyszeć w słuchawce konkubenta, którego poślubi, bo tak jej poradziła starsza pani, która zdaje się młodość przezywała w okresie rewolucji seksualnej ;]]
    • grek.grek HOmeland 2 [odc. 4] 03.02.14, 15:03
      no to szykujcie się :]

      niech Was nie zmyli pierwsza część odcinka - będzie w miarę spokojnie, a rozmowa Saula z Estesem, jak i początek "operacji specjalnej" - zasugerują raczej długi marsz tego wątku. do tego spore fragmenty dotyczące rozwijającej się znajomości córki sierżanta z synem wiceprezydenta i domowe problemy sierżanta z żoną, ktora znów zbliża się z tym gościem, z ktorym romansowała kiedy mąz przez 8 lat był "uznany za zaginionego".

      w finałowej części akcja dostanie turbodoładowania, głównie za sprawą Carrie, która wyraźnie wraca do formy i tutaj naprawdę rozgrywa brawurowo.

      ciekawe, jak oni zamierzają pociągnąć GŁÓWNY wątek przez następne 8 odcinków, skoro już w 4 zaszli tak daleko. sezon rozwija się zacnie i zapowiada się [dla nas, opóźnionych w poznaniu, hehe] znakomicie. stay tuned.
      • maniaczytania Re: HOmeland 2 [odc. 4] 03.02.14, 19:42
        podobno zwrotny i wazny jest odcinek 5 , okreslany nawet 'epickim' ;)

        az moze dzisiaj zerkne, jakos pierwsza serie przerwalam bez wiekszego zalu i tej drugiej nie zaczelam ogladac, sprawdze moze, co trace ;)

        --
        Maniaczytania - blog
        • grek.grek Re: HOmeland 2 [odc. 4] 04.02.14, 15:30
          no proszę :]

          obejrzałaś wczorajszy ?

          swoją drogą, jak zobaczyłem wczoraj zwiastun tego 4 odcinka w TVP, to się ucieszyłem, że
          mam to za sobą. WSZYSTKO, literalnie WSZYSTKO co ważne i kluczowe w tym odcinku - było w zwiastunie :]] niebywała dezynwoltura i brak szacunku dla widza. ja oglądałem wcześniej, wiec tylko pokiwałem głową z niesmakiem. ale ci, którzy nie widzieli, obejrzeli zwiastun, a potem ten odcinek - musieli kląć na czym świat stoi, bo zupelnie odebrano im przyjemność raczenia się suspensem.
    • grek.grek W starym kinie "Zeszłego roku w Marienbadzie" ['61 04.02.14, 15:26
      Niezwykły film.
      Rzecz dzieje się w luksusowym, ale takim - w starym stylu - ogromnym hotelu. Całe 90 minut filmu wypełnia monolog mężczyzny, który spotyka w nim kobietę, z jaką rok wcześniej połączył go namiętny romans. Ona się broni przed tym wspomnieniem, mówi że nic nie pamięta. Raz zaprzecza wszystkiemu, a za chwilę tylko wątpi. On opowiada jej ich historię sprzed roku, przekonuje że się tutaj spotkali i planowali nawet wspólną przyszłośc, serie retrospekcji pokazują ich wspólne spacery, rozmowy, hotelowe spotkania - ale wszystko filtrowane jest przez jego monolog i jego punkt widzenia, ona wątpi lub zaprzecza, kiedy wspomnienie się urywa na chwilkę. Jest to rodzaj gry psychologicznej, może nawet dramatu egzystencjalnego. Ona ucieka od niego, ale - tak myślę - nie dlatego że nie pamięta, ale dlatego że boi się przyszłości, że coś się stało w ciąfgu tego roku. A może wtedy była to jedynie zabawa, może nie miało to dla niej znaczenia, te obietnice ?. On zaś jest owładnięty tymi obietnicami, że za rok będą razem na dobre. Wspomina miejsca, momenty, symbole [drzwi, okna, pomnik na wybiegu pod którym się spotykalil niecodzienny, przywodzący na myśl sztukę kubistyczną, układ zieleni w monstrualnym ogrodzie na patio hotelu], słowa, pada bardzo efektowna i jakże dyskretna sugestia że poszli ze sobą do łózka [gdzież dzisiejszym rzeźnikom do takich subtelności :)]. A ona wymyka mu się, jest melancholijna, niepewna, "[nie wiem nawet, czy rok temu byłam tutaj czy we Fredrikstadt..."] jakkolwiek nie bezradna. Jakby stała na rozdrożu w swoim życiu, może w ogole już się jej nie chce żyć ?

      Mieszają się swobodnie plany czasowe. Raz są oni w hotelu pełnym gości - sprzed roku, a raz są dzisiaj, ale goście są tam ci sami - tyle że w formie żywych "duchów", między którymi ona i on się przechadzają. Właściwie jedynymi elementami oddzielającymi te miejsca w czasie, są jej stroje [wtedy jasne, teraz ciemne, chociaż i tutaj nie jestem pewien czy ta zasada obowiązuje w sposób sztywny i niezmienny] i jego monolog. POjawiają się w nim czasami te same zdania, te same słowa, ale zmienia się kontekst, niekiedy zdania wypowiedziane na początku w jakimś szyku są modyfikowane w zdaniach następujących pop nich - raz za razem, z dodawaniem kolejnych słów, aż w końcu powstaje coś zupełnie nowego. Jest kilka takich sekwencji.

      Ona nie jest sama. Ma męża. Zdarzenia są tak rozsypane, że w pewnym momencie pojawia się scena, w której mąz do niej strzela i ją zabija. Jej ciało leży martwe na łózku w pokoju. Pewnie podejrzewał ją o ten romans. A jesli to tylko jej/ich fantazja ?. Gdzie jest prawda ? Co jest prawdą ? Może cały ten romans jest zmyślony przez opowiadającego, a ona nie oponuje przed taką formą flirtu miłosnego ?

      Mąż kobiety i jej romansiarz oddają się grom planoszowym. Zawsze wygrywa mąz. Gry te polegają na zabieraniu leżących kart albo pionków w taki sposób, aby zostawić przeciwnikowi ostatni pionek albo kartę. W ten sposób się wygrywa. MOżliwe, że ostatnia scena, w której ubrana w czarne palto z piórami kobieta znika w hotelu, stojącym wśród ciemności z charakterystycznie zapalonymi kilkoma oknami, co daje efekt podobny do ustawienia pionków lub kart na planszy do gry - a narrator sugeruje, że "zniknęła z nim" dowodzi iż popełnili samobójstwo ? albo że ona ? a może znów jest to symboliczny znak, że przegrał batalię o nią, bo przecież te planszowe potyczki musiały mieć jej osobę w tle ? a może to znak bezpowrotnego końca miłości ? a może że w ogóle jej nie było ?

      Zagadkowy film. Zarówno w swojej wymowie fabularnej i symbolicznej, jak i w formie - jakby się wszystko działo w półśnie, a może w wyobraźni bohaterów. Moze jej tam wcale nie ma, a tylko on przyjechał po roku do pustego hotelu i próbuje tworzyć na własny użytek narrację jakoby ona tam z nim była ?

      Aktorzy są urodziwi [Delphine Seyrig jest arcypiękna], wnętrza rewelacyjne, ogród że mucha nie siada, stroje nieprzeciętnie eleganckie. Całość karmi oko przepiękną formą.

      Nie wiem, jeszcze :], jaka była recepcja tego filmu, jak odczytano go i jak zakwalifikowano, ale obiło mi się na razie o oczy, że w Wenecji [Złoty Lew 1961] też niektórzy krytycy i znawcy mieli z tym problem :]] MOże, jak to bywa z trudnymi filmami, wytłumaczenie jest banalnie proste : nie należy próbować interpretować tego, co wydaje się dziwne i absurdalne, bo to ornamentyka nie mająca znaczenia dla treści ? :] MOże więc pozostaje tylko pytanie : czy jest to tylko jego sen i marzenie czy ona naprawdę tam z nim jest ? Tak czy siak, nie mam pojęcia, jak to ugryźć bardziej naukowo :] Jesli jednak nawet zrezygnować ze zbyt zawziętych prób dotarcia do najgłębszej prawdy i sensu tego filmu, zawsze pozostaje jego wspaniała uroda i naprawdę hipnotyczna uwodzicielska energia, ktorą warto się delektować. Film jest czarno-biały, co dodatkowo dodaje mu wdzięku.

      trailer [w jez. angielskim, ja oglądałem wersję oryginalną z czeskimi napisami] :
      www.youtube.com/watch?v=yc6n2McMAnY
      • siostra_bronte Re: W starym kinie "Zeszłego roku w Marienbadzie" 04.02.14, 18:12
        Dzięki, Greku. Moja szkoła :)

        Nie widziałam tego filmu. Kiedyś nagrałam go na video, ale nie mogłam zebrać się na odwagę, żeby go obejrzeć. Bo "Zeszłego roku..." cieszy się sławą arcydzieła, kamienia milowego w historii kina, o którym każdy słyszał, ale mało kto widział. I jak to z arcydziełami bywa, nie zawsze wiadomo, co autor miał na myśli :)

        Obejrzałam tylko fragment, ten film ma, jak napisałeś, niezwykły klimat jak ze snu. Może rzeczywiście nie ma sensu analizować każdego szczegółu, tylko poddać się nastrojowi?

        Brawo dla Czechów, że pokazują takie filmy.



        • grek.grek Re: W starym kinie "Zeszłego roku w Marienbadzie" 05.02.14, 14:37
          dzięki, Siostro, jak sie uczyć, to od najlepszych :]]

          szkoda !
          nie jest łatwy, można [tak myślę, częściowo po sobie] się zgubić w poszukiwaniu
          jego odczytania i pełnej interpretacji, ale równocześnie nie sposób nie dać się ponieśc
          jego magicznemu nastrojowi i okolicznościom estetyki.

          też tak myślę.
          wiesz, jak już człek wpada na taki film, to [zapewne] chce go rozgryźć, szuka symboli,
          łączy, ogląda poszczególne sceny i zapisuje drobiazgowe róznice, żeby je potem odpowiednio
          zdeszyfrować. i im bardziej nic się z tego nie wyłania, tym głębiej kopie [im bardziej Kubuś zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było ;)].
          a przecież nikt nie gwarantuje, że reżyser i scenarzysta tworzyli racjonalną fabułę i wsszystko
          w niej ma swój sens. tak czy owak, oba warianty podejścia do tego filmu mogą dać spełnienie : zarówno intelektualne próby systematyzacji i dedukcji, jak i oglądanie na "luźnej gumie", czyli czysta uczta "klimatyzacyjna" :]

          yes ! wprawdzie leciał dopiero o 23:30, ale... leciał :]

      • pani_lovett Re: W starym kinie "Zeszłego roku w Marienbadzie" 04.02.14, 23:25
        Dzięki, Greku! Szkoła Bronte, widzę! ;)

        Tytuł znany, ale samo dzieło w ogóle, do dziś...

        Jerzy Płażewski w „Historii filmu francuskiego” przytaczał anegdotę oddającą problem, jaki widzowie mogą mieć z tym filmem:

        Otóż: w Paryżu popełniono zabójstwo. Policja złapała podejrzanego i zaczęto go przesłuchiwać. Rzekomy zbrodniarz zarzekał się, że jest niewinny, a w czasie, w którym popełniono przestępstwo był w kinie na „Zeszłego roku w Marienbadzie”.
        - W takim razie proszę powiedzieć o czym jest ten film! – zażądał prowadzący przesłuchanie. Aresztowanego skazano…


        kultura.wiara.pl/doc/1365375.Zeszlego-roku-w-Marienbadzie
    • grek.grek "Jack Strong" w kinach premierowo 06.02.14, 16:21
      zahaczyłyście o tę premierę w poprzednim volume, ale jako że jutro startuje, a zdaje się
      przedwczoraj był pokaz dla "elyty" :]...

      pierwsza napotkana recenzja :
      film.wp.pl/id,31715,rid,64558,title,To-cos-wiecej-niz-Kapitan-Polska,type,editor,film_recenzja.html
      8 na 10 :] zatem 1:0 dla "Jacka", zobaczymy co będzie w weekend, kiedy posypią się
      kolejne... noty krytyczne, heh.

      w ostatnich dniach media ostro promują samą postać Kuklińskiego, a starannie dobrani goście jednostronnie opiewają jego patriotyzm :] można i w ten sposób...

      nie oglądałem [haha, OFK] "Jacka", ale cos czuję, że Pasikowski zbył kontrowersje tworząc, jak wyżej stoi w recenzji, "szpiegowski thriller". chytrus, hehe.
      • pani_lovett Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 06.02.14, 16:35
        > nie oglądałem [haha, OFK] "Jacka", ale cos czuję, że Pasikowski zbył kontrowers
        > je tworząc, jak wyżej stoi w recenzji, "szpiegowski thriller". chytrus, hehe.

        Reżyser wcale nie ukrywa, że stał się entuzjastą postaci płk. Kuklińskiego.

        wyborcza.pl/1,75475,15382007,Pasikowski_o_Kuklinskim___wywiad_z_rezyserem_filmu.html
        :)
        • grek.grek Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 06.02.14, 17:21
          wolno mu, a co :]

          swoją drogą, ciekawe czy można zrobić film o tej postaci, odpowiadający obu stronom ?
          [można wszak założyć, że już w samą działalność szpiegowską jest wpisany konflikt zdrady i patriotyzmu; a może do takiego filmu musiałby się przymierzyć większy wirtuoz ? :)]
        • grek.grek Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 07.02.14, 16:54
          hehe ;] nie sądzę.
          wszędzie ostatnio Kukliński, nawet we wspomnieniach zaproszonych agentów CIA, którzy
          go werbowali. Zalew Kukliński ;] wydaje mi się, że ta premiera przygotowana została
          bardzo profesjonalnie, jak na polskie warunki, a media się podłączają z wielką ochotą.
          • pepsic Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 07.02.14, 20:04
            Geriatryczny romans, jako epitafium dla zdrajcy i zbrodniarza.Tego nikt w najśmielszych snach nie przewidział;)

            wydaje mi się, że ta premiera przygotowana została bardzo profesjonalnie, jak na polskie warunki, a media się podłączają z wielka ochotą.
            Zgadzam się, a na domiar nie ma histerii, ani agresji, co przyjmuję z ulgą.
            • grek.grek Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 08.02.14, 15:58
              dla jednych "zdrajca i zbrodniarz", dla innych bohater i mąz stanu.
              ciekawe, że tacy jak Reagan, Thatcher czy Wojtyła przyjmowali go zawsze z
              honorami i najwyższym szacunkiem. czyżby nie wiedzieli, że to "zdrajca i
              zbrodniarz" ?

              pojawiają się za to ciekawe podejrzenia, jakoby bohater brał kasę od róznych wywiadów i
              w sumie dość cynicznie się wysługiwał.

              zabawne jest też to, że Amerykanie mając informacje od Dżeka nie zdecydowali się
              na powiadomienie o nich Solidarności, ułatwiając tym samym władzy zadanie spacyfikowania
              opozycji. najpewniej Amerykanie doskonale zdawali sobie sprawę, że jak się Solidarnośc dowie, to
              wybuchnie wojna domowa, a wtedy wejdą [czy raczej wkroczą, bo tu już byli] Sowieci i zacznie się konflikt regionalny, który może zacząc angażować takze Amerykę, która sobie cholernie nie życzyła gorącej wojny, w momencie gdy zimną prawie już wygrała.


              • pepsic Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 09.02.14, 18:08
                Nie on pierwszy i nie ostatni. Stalina i Hitlera tez niektórzy władcy honorowali, a z dziejów współczesnych Kadafiego.

                Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych wydało oświadczenie, które stanowi odpowiedź dla Ciebie, a które pokrótce przytoczę:
                "Nigdy nie zdradził Polski, bo PRL nie była prawdziwą Polską. Senat RP 16 kwietnia 1998 roku stwierdził jasno i dobitnie, że PRL była totalitarnym państwem, zniewolonym przez komunistów i pozbawionym suwerenności. .... Rządziła agentura komunistycznych zdrajców, wsparta o bagnety moskiewskie, terror, przemoc i kłamstwo. ...

                Dziś część byłych komunistów, funkcjonariuszy peerelowskich służb specjalnych takich jak Marek Dukaczewski, Gromosław Czempiński, Aleksander Makowski ma czelność nazywać pułkownika Ryszarda Kuklińskiego zdrajcą. A przecież zdrajcami byli ci, którzy służyli wiernie Sowietom, wymuszając siłą posłuszeństwo wobec Moskwy, nie wahając się strzelać do bezbronnych manifestantów na ulicach lub do robotników w zakładach pracy. Gdy i to nie wystarczało grozili, że przyjdą Rosjanie i rozjadą czołgami ludzi walczących o wolność.
                Pułkownik Ryszard Kukliński poprzez wieloletnie przekazywanie Stanom Zjednoczonym najtajniejszych informacji o... wielu .. istotnych aspektach wojskowości przyczynił się znacząco do osłabienia okupanta Polski - Związku Sowieckiego. Nie trzeba udowadniać, że w przypadku wykrycia jego patriotycznej, samotnej misji, zostałby zamordowany przez Sowietów w szczególnie okrutny sposób, być może wraz z całą rodziną. ... Był niezwykle ceniony przez Amerykanów za swój wkład w uniknięcie wojny atomowej, która mogłaby mieć katastrofalne skutki dla Polski i dla całego świata.

                • grek.grek Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 10.02.14, 14:07
                  od 89 roku, w kraju wolności i swobodnego dostępu wszelkich mediów do widowni, mimo zmasowanej propagandy antypeerelowskiej, wszystkie badania opinii publicznej wskazują na to, że większość Polaków ma go za bohatera :]

                  "PRL nie była prawdziwą Polską. Rządził terror, przemoc i kłamstwo"
                  odbudowano kraj z horrendalnych zniszczeń wojennych
                  wykarmiono i wykształcono jakoś około 70 [mogę się mylić, ale tak czy owak - dużo] mln ludzi
                  kultura, sztuka, nauka świetnie się rozwinęły
                  Polska była legalnym państwem, uznawanym przez caly świat.
                  a że w strefie wpływów radzieckich... może w pierwszej połowie lat 50-tych istniał
                  terror i przemoc, potem były to przypadki epizodyczne - jak dobrze się rozejrzeć po
                  świecie, to i bardziej "światłe" ustroje niż polski przed 89 posługiwały się bronią i
                  przemocą przeciw demonstrantom.

                  tyle że jakoś dzisiaj żadna organizacja nie wydaje odezwy nazywającej własny kraj
                  "nieprawdziwym". ludzie chcą zabłysnąć, ot co :] ale my możemy nie być ideologicznie
                  zwichrowani i dyskutować cokolwiek racjonalniej i rozsądniej.

                  dzisiaj łatwo o tym mówić, bo ZSRR nie ma, Polska jest w Unii i NATO.
                  ale jeszcze w 81 okoliczności były absolutnie inne.
                  wg mnie, to jest kluczowy błąd : krytykujemy z pozycji, ktore nie pozwalają
                  zrozumieć tamtego momentu w historii.

                  "bezbronnych manifestantów"
                  to samo słyszymy dzisiaj od biednych Ukraińców z Majdanu.
                  tyle że dzisiaj mamy obraz z pierwszej ręki i widzimy, że ci "biedacy" podpalają
                  milicjanta, rzucają cegłami, atakujją z wściekłą agresją.

                  Kukliński przekazywał Amerykanom wiadomości na temat polskiego wojska - uzbrojenia, liczebności etc. osłabiał własną armię. plus jeszcze jakieś info o tym, że są plany ewentualnych działań zbrojnych, co już zakrawa na totalną dziecinadę, bo każda armia ma plany awaryjne
                  na wypadek jakiegoś zagrożenia. tym się "przyczynił do uniknięcia wojny atmowej" ? :}


                  • pepsic Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 10.02.14, 18:04
                    Widać nie znają dokumentów, wg których Jaruzelski nie raz zwracał się do ZSRR, wręcz błagał o zbrojną pomoc, nawet sam Gorbaczow niechcący go wsypał. Jak byś nie zaklinał rzeczywistości, musisz sie w końcu zgodzić, to są już fakty niepodważalne.

                    Greku, to że w państwach totalitarnych rozwija się edukacja, gospodarka etc. nijak ma się do braku swobód demokratycznych i wolności.

                    Wstrzymajmy się z ocenami do emisji filmu, dzięki któremu miejmy nadzieję opinia publiczna ukształtuje prawdziwy obraz pułkownika i dzięki czemu będzie padało coraz mniej pytań o to, czy Kukliński był zdrajcą, tudzież nikt nie będzie umniejszał rangi jego dokonań, co powyżej zaprezentowałeś (na marginesie, działalność płk. Kuklińskiego jest bardzo wysoko oceniania przez CIA).
                    • pani_lovett Re: "Jack Strong"- komentarz prof. Antoniego Dudka 11.02.14, 15:41
                      "Bo "Jack Strong" to tak naprawdę film "made in CIA". Właściwie tylko tyle, co powiedzieli agenci CIA, którzy dzisiaj , po jego śmierci są jedynymi depozytariuszami prawdy, tak jak o więzieniu w starych Kiejkutach. Prawda o szpiegach nigdy nie jest taka, jaką się sprzedaje publiczności. Ona jest gorsza albo lepsza niż w rzeczywistości, ale zawsze jest tak skrojona by przynosiła korzyść. Nikt tego lepiej nie oddał niż John le Carre w powieści "Krawiec z Panamy", z której do języka szpiegowskiego przeszła nawet metafora "szyć sprawę". Niestety, opowieść o pułkowniku Kuklińskim sprzedana nam przez Langley [centrala CIA -red.] trąci naiwnością jak serial "Homeland" i z łatwością wychwyci to adept Starych Kiejkut. Ja też bardzo lubię "Bondy", ale przecież niewiele mają wspólnego z MI6!"
                      WPROST, V.V. Severski, Bohater made in USA, s. 24
                      • pani_lovett To komentarz prawnika i ofic. wywiadu PRL i III RP 11.02.14, 15:45
                        Przepraszam za pomyłkę!!!

                        "Bo "Jack Strong" to tak naprawdę film "made in CIA". Właściwie tylko tyle, co powiedzieli agenci CIA, którzy dzisiaj , po jego śmierci są jedynymi depozytariuszami prawdy, tak jak o więzieniu w starych Kiejkutach. Prawda o szpiegach nigdy nie jest taka, jaką się sprzedaje publiczności. Ona jest gorsza albo lepsza niż w rzeczywistości, ale zawsze jest tak skrojona by przynosiła korzyść. Nikt tego lepiej nie oddał niż John le Carre w powieści "Krawiec z Panamy", z której do języka szpiegowskiego przeszła nawet metafora "szyć sprawę". Niestety, opowieść o pułkowniku Kuklińskim sprzedana nam przez Langley [centrala CIA -red.] trąci naiwnością jak serial "Homeland" i z łatwością wychwyci to adept Starych Kiejkut. Ja też bardzo lubię "Bondy", ale przecież niewiele mają wspólne go z MI6!"

                        ( WPROST, V.V. Severski, Bohater made in USA, s. 24 )
                    • grek.grek Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 11.02.14, 17:12
                      miałem dobry artykuł, który te informacje [a konkretniej źródła] dezawuuje, znajdę - to dokładnie opiszę, nie chcę z pamięci tego robić.

                      to ciekawe, wtedy można było normalnie ciąże przerwac, dzisiaj trzeba jechać na Słowację albo dziobać drutem w piwnicy. ech, swobody swobody...

                      ludzie powiedzą ci, że wolą mieć mieszkanie, pracę, szkołę dla dziecka, leczenie bez kolejek, choćby i za cenę jednowładztwa zamiast kartki wyborczej raz na 4 lata, którą i tak się mogą podetrzeć, za przeproszeniem, bo ich "swobody i wolności" są o kant potłuc, kiedy system gnije pod rządami bezkarnych [demokracja, nie ?] debili :]

                      och, CIA nie mogła inaczej :]






                      • pepsic Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 13.02.14, 20:19
                        Nie wydaje mi się, aby przykład kontrowersyjnej moralnie aborcji był najszczęśliwszym przykładem potwierdzającym, jak to w PRL-u żyło się dobrze. I przypomnę, że mieszkania owszem dawano za darmo i bez kolejek, tyle że partyjnym kacykom, a społeczeństwo było poddawane totalnej inwigilacji.

                        Bardzo pozytywnie o płk Kuklińskim wypowiada sie gen. Polko, zwracając uwagę, że nagonkę medialna nakręcają b. esbecy.
                        • grek.grek Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 14.02.14, 15:50
                          możliwe, że masz rację.
                          ja bym jednak stanął na stanowisku, że prawo do decyzji, czy pozwolić zarodkowi zostac dzieckiem czy usunąć go na etapie, gdy dzieckiem jeszcze nie jest - jest jakimś probierzem [jednym z wielu, ofk] swobód obywatelskich.

                          skoro za PRL-u było tak źle, to jakim cudem do dzisiaj wysprzedajemy i prywatyzujemy majątek państwowy zgromadzony właśnie za tamtych strasznych czasów, dzięki czemu przeszliśmy jakoś, i przechodzimy nadal, tę przyspieszoną transformację ustrojową ? :]

                          dzisiaj m ożna mieć mieszkanie bez kolejki i za pieniądze, czyli postępowo :] szkopuł w tym, że bez kredytu na 30 lat się raczej nie obejdzie. efektem czego jest włoski model rodziny, czyli starzy i młodzi razem w popeerelwskich mieszkaniach, które rodzicom się udało dostać.

                          wiesz, ja myślę, że i dzisiaj jesteśmy inwigiliowani. i to być moze nawet dokładniej, bo technika poszła do przodu, jakby nie patrzeć.

                          wydaje mi sie, że nie trzeba tutaj esbeków. fakt, że Kukliński zdradził jest dośc oczywisty. a moralna ocena tego czynu, to już osobna historia. żołnierze, zwłaszcza ci starszej daty, jednak wyżej będą stawiali przysięgę i zołnierski honor ponad racje takie czy inne.
                          • pepsic Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 15.02.14, 19:11
                            O złożoności problemu, o którym nikomu sie pewnie nie śniło za PRL-u świadczy przypadek sprzed kilku dni, kiedy dziecko przeżyło aborcję.

                            To wszytko, co wymieniasz, to pokłosie magdalenkowe.

                            Trudno uważać go za zdrajcą, skoro w czasie jego służby Polska była pod obcym władaniem, nie była niepodległa i suwerenna. Nie zdradził sprawy polskiej, tylko interesy ZSRR i Układu Warszawskiego, a także Ludowego Wojska Polskiego, które wcześniej zostało haniebnie użyte do interwencji w Czechosłowacji i do strzelania do współobywateli w Trójmieście w grudniu 1970 roku, a wkrótce miało być użyte w stanie wojennym przeciw całemu narodowi.
                            • grek.grek Re: "Jack Strong" w kinach premierowo 16.02.14, 17:55
                              legalną aborcję.
                              pytanie, w ktorym miesiącu ciązy była matka ? ja sie tam za bardzo na tym nie znam, ale
                              z tego co wiem, to jest moment, w którym aborcja zarodka zaczyna być zabójstwem dziecka, i to jest moment wykształcenia się u zarodka pnia mózgu. jeśli źle myślę - popraw mnie.
                              w tym przypadku, który opisujesz, może badania zawiodły ? albo legalna aborcja była już po tym, jak sie dziecko zrobiło z zarodka [wiem, piszę dziwnym językiem].

                              jakby nie patrzeć, Polska była legalnym, uznawanym przez świat państwem, z legalnymi władzami i całą resztą instytucji. dzisiaj też jesteśmy w róznych międzynarodowych
                              organizacjach, razem z zachodnimi państwami organizujemy "misje stabilizacyjne" etc., najeżdżamy Iraki i Afganistany. dzisiaj tłumaczy się to walką z terrorem, chociaż chyba mało kto wierzy, że nie stoi za tym po prostu ustanawianie pax americana, pax western w innych rejonach świata, a Amerykanie mają po prostu lepszy piar niż Związek Radziecki i opinia publiczna w świecie nie śmie powiedziec o nich per "okupanci", chociaż to co wyczyniają wpisuje się w definicję tego pojęcia. moim zdaniem, niewiele się zmieniło. jesteśmy w róznych strukturach, takich czy owakich, które legalnemu państwu odbierają częśc suwerenności. tyle że dziisaj to wygląda inaczej na papierze i w przekazie :]
            • pani_lovett Romans generała 11.02.14, 16:38
              pepsic napisała:

              > Geriatryczny romans, jako epitafium dla zdrajcy i zbrodniarza.Tego nikt w najśm
              > ielszych snach nie przewidział;)


              Od początku miałam wrażenie, że cały pożal się Boże romans generała to śmierdząca sprawa. Wyglądało mi to na cyniczne wykorzystywanie ludzkiej słabości w celu ośmieszenia .
              I okazało się, że mam rację.

              Czytałam wczoraj we WPROST rozmowę z Moniką Jaruzelską. Generał od wakacji leży, obecnie jest w szpitalu od dwóch miesięcy , poddawany różnym operacjom. Generałowa, która ma już 84 lata, też przeszła operację, guza mózgu. Córka nie mówi tego wprost, ale można wywnioskować , że kobieta wciąż nie doszła do siebie. Zdarza jej się też zwierzać ze swoich stanów emocjonalnym różnym osobom, nie mając do końca świadomości , jak one mogą to zmanipulować.

              Przykre to.


    • siostra_bronte "Pod słońcem szatana" 06.02.14, 18:52
      Jutro o 20.20 w Kulturze. Zapowiadam z wyprzedzeniem, żeby nikt nie przegapił :)

      Kolejny film Maurice'a Pialata, z 1987 r. Złota Palma w Cannes i wiele innych nagród. W roli głównej Gerard Depardieu. Z tego co czytałam trzeba zobaczyć!
      • grek.grek Re: "Pod słońcem szatana" 07.02.14, 15:59
        ekhm, wchodzę w to :]

        powinien być specjalny cykl wTVp, w którym pokazywaliby filmy
        z canneńskich konkursów, a jak te palmiczne - z gwiazdką :]

        dzięki za zapowiedź, Siostro, czy mi się zdaje, czy na piątki Kultura
        rezerwuje najciekawszy film tygodnia ?
        • siostra_bronte Re: "Pod słońcem szatana" 07.02.14, 17:50
          Tak myślałam, że to jest propozycja nie do odrzucenia :)

          Dobry pomysł :)

          Nie ma za co :) A co było tydzień temu? Liczyłam na jakiś dłuższy przegląd Pialata, ale okazuje się, że na tym koniec, przynajmniej na razie.
          • pani_lovett Re: "Pod słońcem szatana" 07.02.14, 23:59
            Fantastyczna rola Depardieu! Przejmująco i przekonująco pokazał księdza, niemal świętego, którego wiara poddana jest próbie, której towarzyszy zwątpienie, niepewność, niepokój.

            Film "Pod słońcem szatana" powstał na podstawie powieści katolickiego pisarza Georgesa Bernanosa, podobnie zresztą jak "Pamiętniki wiejskiego proboszcza" (które jakiś czas temu opowiadał nam Grek).

            Ciekawostka - Złota Palma w Cannes dla filmu "Pod słońcem szatana" została przyznana w atmosferze skandalu. Publiczność przyjęła werdykt gwizdami, na co reżyser wygrażając pięścią powiedział: "Skoro mnie nie lubicie, to powiem wam, że ja was też nie lubię".
            • grek.grek Re: "Pod słońcem szatana" 08.02.14, 15:15
              yes, kapitalna rola.
              i doskonały film.
              swietne monologi, dialogi, widać że literacko się wywodzące. literatura Bernanosa ma swoje
              lata, ale jakby nawet zapomnieć, co było po niej - to i tak, poza kilkoma zdaniami z ust Donissana, jakie wypowiada patrzac przez okienko swojego pokoju w nowej plebanii, można rzec, że gość pisał całkiem interesująco nt. tego, co wydawaloby się zostało dawno wyeksploatowane, czyli o Bogu, Szatanie, wątpliwościach wiary.

              swoją drogą, nie wiem - jak Wy ? - ale dla mnie dotąd Depardieu, był takim
              aktorem trochę bardziej znanym z nazwiska, niż z ról, w ktorych prezentowałby
              swój kunszt. ta w "Pod słońcem...", to może druga właściwa, w której go widzę i
              naprawdę robi znakomite wrażenie. niezwykłe jest to, w jaki sposób opanowuje swoją
              fizyczną dominację na ekranie, i wydobywa psychologiczne niuanse swojego bohatera,
              gra jego niepokój, strach i wątpliwości. taki cięzki, naturalistyczny, cielesny, a jednocześnie tak
              aktorsko delikatny i cieniujący. doskonała rola.

              postać księdza rozpisana mistrzowsko, w scenach dialogowych i bezdialogowych
              ujawniona cała jego osobowośc i wątpliwości, jakie go pożerają od środka.
              rewelacyjna scena, kiedy znosi ciało dziewczyny [strzeliła samobója ? dobrze to
              odczytałem ?] i kładzie je na ołtarzu. jak również sceny późniejsze, kiedy ona mu sie
              pojawia jako imiginacja, widać cały lęk i zaintrygowanie, aktor jest cholerycznie sugestywny,
              a do tego sposób filmowania.

              w pewnym momencie mówi on, że "Szatan już zwyciężył, my, Bóg - jesteśmy przegrani".
              to są jego wnioski z oglądu świata, z tej zjawiskowej sceny wizyjnego spotkania i rozmowy, jak on sam twierdzi, z Szatanem. jak wobec tego traktować to uzdrowienie, któreego dokonuje ? czy może chłopak jeszcze nie umarł ? tak czy owak, ożywia się nagle po interwencji ksiedza. do kogo wznosił modły o pomoc ? do Boga czy do Szatana ? :]

              ksiązka ponoć świetna, ale i film niezgorszy :] rzadko się zdarza, nie sądzicie ? a spoglądając na film, zdaje sie że materia wcale nie była taka zdatna do ekranizowania. dużo dialogów, dużo scen statycznych, dużo introspekcji, dużo psychologizowania. reżyser trafił w dychę, nie zamieniając tego w teatr, a do tego - imo - bardzo pomógł mu świetny autor zdjęć. filmowanie w pomieszczeniach jest, wg mnie, rewelacyjjne. np scena, kiedy ksiadz okłada się pokutnie, albo kiedy proboszcz zaprzyjaźniony przychodzi obejrzeć jego izbę, kiedy Donissan przenosi się na nową parafię; albo kiedy Donissan ma widzenie zmarłej dziewczyny-morderczyni, cofa się do ściany, jaka świetna jest wtedy praca kamery, ten cień przesuwający się z wolna na jego twarz - klasa. no i scena zamykająca, w konfesjonale. a wcześniej cała ta sekwencja z wizytą u rodziców chłopca, z kulminacyjnym momentem, kiedy wznosi go do góry na ramionach i modli się. mnóstwo świetnych ujęć.

              • siostra_bronte Re: "Pod słońcem szatana" 08.02.14, 15:27
                Dzięki Greku :)

                Muszę przyznać, że dla mnie film był trudny w odbiorze. Bardzo literackie dialogi. Ale doceniam ciekawy temat.

                I rzeczywiście Depardieu był znakomity. To o czym napisałeś, połączenie jego fizyczności z subtelnością aktorskich środków robi naprawdę duże wrażenie.