Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2014 - 5 (vol. 43)

01.05.14, 22:18
wlasnie mi sie przypomnialo, ze dzis nowy miesiac :)


--
Maniaczytania - blog
Edytor zaawansowany
  • maniaczytania 01.05.14, 22:23
    08.05 - Idy marcowe
    15.05 - Scoop - Goracy temat - ile mozna?
    22.05 - Hawana - miasto utracone - tez chyba juz bylo?
    29.05 - Jestes Bogiem - no, wreszcie cos nowego i interesujacego, widzialam w kinie, bardzo mi sie podobal, nie ukrywam, ze licze na dyskusje ;)

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 02.05.14, 12:48
    dzięki, Maniu :]

    "Idy marcowe" Wam opisywałem niedawno [leciał na CTv], mam nadzieję że choć trochę zapomnieliście, albo - w kontekście premiery w TVP - że... w ogóle nie podchodziliście do mojego opisu ;]]

    "Jesteś Bogiem" - yup, bardzo dobry wybór. szkoda, że TVP watuje Kocham Kino entymi powtórkami. to powinien być ekskluzywny wybór, naprawdę dużej miary PREMIERY, a nie miłe i poczciwe, ale jednak powtórki. to zaniża... majestat ;] i rangę.

    a do tego... jak już naprawdę pani Torbicka nie ma pomysłu albo pieniędzy, żeby pokazać jakiś brand new hot thing, to niech pokazuje stare filmy. jako specjalistka od kina, zdaje sobie chyba sprawozdanie z tego, jakie zasoby ma klasyka włoskiego, francuskiego, amerykańskiego kina. jest tego na kopy, rzadko pokazywanego, tłamszonego gdzieś w archiwach. pani Grażyno, więcej kreatywności !

    swoją drogą, to wstyd, że kanał komercyjny jakim jest Stopklatka, pokazuje w jednym ciągu "Niewinnych czarodziejów", "Matkę Joannę od Aniołów" i bodajże "Nikt nie woła", a na drugi dzień "Zaklęte rewiry", nad ranem w środę natrafiłem na końcówkę "Kanału". TVP serwuje zaś "Hulka" i inne bzdety albo powtórki powtórek seriali.

    podejrzewam, że pierwszy lepszy Rosjanin sprzedający używane ołówki z materaca na bazarku prowadziłby TVP znacznie lepiej niż jej obecni polityczni nominaci. tym ludziom strach dać sam portfel do popilnowania, a co dopiero portfel wypchany gotówką.

    znów mnie naszło :]
  • pepsic 02.05.14, 13:56
    A propos stopklatki, którą mi właśnie włączyli. Jestem zawiedziona, czym Agora się tak wszędobylsko nadyma i promuje? Same starocie (sorki), których pełno w kablówce, na dodatek przerywane reklamą.
  • siostra_bronte 02.05.14, 14:24
    Włączyli Ci stopklatkę? Zgadza się, same powtórki.
  • grek.grek 02.05.14, 16:48
    aż tak źle ? :]

    mnie sie wydaje, że jest całkiem nieźle, owszem - zdarzają się jakieś "Strefy rekinów", ale poza tym dośc sporo klasyki kina [nie tylko polskiego].
  • pepsic 02.05.14, 18:07
    Lubie iść do przodu:)
  • grek.grek 03.05.14, 15:59
    ;]
    mnie się zdarza przyjemnie zagubić na strychu zawalonym starociami.
  • pepsic 02.05.14, 13:30
    "Idy marcowe" - poprawny thriller polityczny, standard. Śp. Hoffman w roli drugoplanowej jakoś bez szału.

    "Sccop..." Scarlett Johanson wreszcie trafia w swoje emploi. Sympatyczne i lekkie.

    "Hawana..." - przyjemne ze względu na Andiego Garcię, aczkolwiek tempo nie powala.

    "Jesteś Bogiem" - o! Czuję się zachęcona:)
  • grek.grek 02.05.14, 12:51
    piękna powtórka, nie sądzicie ? :]

    klasyk klasyków. kapitalnie zbudowany scenariusz, fantastyczna muzyka, rewelacyjny suspens, niezapomniane dialogi i sceny.

    to zajmująca rzecz - myśl, że za kolejne 40 lat "Szczęki" wciąż będą zachwycać kolejne pokolenia ludzkości filmowej.
  • pepsic 02.05.14, 13:19
    He, he sądzimy:) Mają coś w sobie.
  • grek.grek 03.05.14, 13:38
    o yes.

    ile tam podtekstów jest w samej konstrukcji postaci : Quint ma swoje motywacje, które nakazują mu działać wbrew zdrowemu rozsądkowi - całe życie gania za rekinami z powodu traumy z młodości, z czasów wojny, której nigdy się nie pozbył i teraz uważa, że jak złapie tego rekina rekinów, to może dozna katharsis; Brody chce zmazać poczucie winy, jakie ma z okazji śmierci chłopca spowodowanej niezamknięciem przez niego plaży [winna była rada miasteczka i burmistrz, ale i Brody nie dośc zdecydowany w działaniach, mimo swoich prerogatyw]; ofk, nawiązanie do "Starego człowieka i morza"; pośrodku jest Hooper, czyli człowiek bez przeszłości, ale zaintrygowany rekinami, zakochany w nich, stąd zapewne jego liczne potyczki z Quintem, który od początku traktuje go z niechęcią i wrogim szyderstwem - właśnie z tego powodu.
    plus władze miasteczka, burmistrz, niby głupcy negujący zagrożenie i narażający ludzi, ale przecież także gospodarze - zdający sobie sprawę z tego, że zamknięcie plaży i dostępu do wody oznacza finansowy krach całego miasta, żyjącego z tego kurortu.

    zero pośpiechu, spokojnie, a intrygująco, budowana fabuła, pokazywane związki międzyludzkie, sceny plażowe, kolejne epizody zwiastujące obecnośc rekina, a sam rekin w pełnej krasie dopiero po jakimś czasie się ujawnia. ten moment, kiedy Brody widzi go po raz pierwszy, płynąc już kutrem Quinta - rewelacyjny, niezapomniany. rekin ukazuje się na moment w całej paszczowej okazałości, Brody z wielkimi oczami cofa się mimowolnie aż do budki kapitańskiej - i ten tekst ; "Będziemy potrzebowali większej łodzi", mistrzostwo :] Ale tych scen jest pińcet, można by cały film opisać, chcąc je po kolei wymieniać.

    jacy klasowi aktorzy : Robert Shaw gra mistrzowsko, Quint ma swój styl, a jednocześnie intrygującą psychologię; Dreyffus kapitalnie podaje tekst, z Scheider chyba najlepszy jest jednak w scenach lądowych, na wodzie film przejmuje Shaw.

    truizmy opowiadam, ale jakoś mnie znów napadło ;]

  • pepsic 04.05.14, 18:36
    Zaczęłam oglądać, ale niespodziewani goście zwalili mi sie na głowę;) Myślałam, że nie są ramotką, ale jednak trochę. Do Twojej zgrabnej recenzji dorzucam jeden istotny element, a mianowicie kultowy już podkład muzyczny potęgujący emocje, a także okularki na pół twarzy Roya Scheidera, i ujmującego sposobem bycia Richarda Dreyfussa.
    Mi sie spodobał tekst: ale masz brzydki czepek. I z jakim obrzydzeniem zostało to powiedziane. Kojarzysz? Ten czepek przez pomyłkę uznał za grzbiet rekina pojawiający sie obok kobiety szczupłej inaczej i bez kompleksów.
  • grek.grek 05.05.14, 15:40
    o, zdecydowanie, muzyka jest kapitalna, ten główny motyw niepokojący - niezapomniany.

    hehe, pamiętam czepek i tę scenę, a Twój barwny opis nadaje jej zupełnie nową dynamikę :]]
  • grek.grek 02.05.14, 12:59
    drugi klasyk, tym raZem w Polsacie, który czasami zaskakuje, jak zima drogowców.

    kiedyś porwałem się na opis i nie tylko, ale nie będę Was wkurzał linkowaniem tego, co
    napisałem - lepiej obejrzeć, o błogosławieni, którzy jeszcze nie widzieli, bo cóż za projekcja przed Wami :]. wybitne kino, wybitna rola Roberta de Niro, kultowy debiut Jodie Foster, dla której jakiś facet chciał, po obejrzeniu jej w tym filmie, zabić prezydenta; wybitny portret miasta [NYC], a wraz z nim tej brzydkiej strony Ameryki, chowanej przed światem - nocnej, plugawej, pełnej występku i degrengolady, z dziwkami, alfonsami, złodziejami, brudnymi zaułkami, obleśnymi pokoikami zaplutych hotelików, pornokinami, cynizmem i brutalnością. Martin Scorsese w najlepszej swojej odsłonie.

  • pepsic 02.05.14, 13:31
    Tym razem znowu beze mnie ze względu na nocną porę.
  • grek.grek 02.05.14, 16:58
    z recenzji [Barbasiu, dzięki raz jeszcze] wynika, że przykry obraz serwuje Smarzowski w swojej adaptacji "Pod Mocnym..." - trafiło mi się coś zupełnie na inną nogę, woda ognista leje się gęsto, ale te anegdoty są przekomiczne, a język przeuroczy.

    chciałem dać link, ale mechanizm nie przepuścił i określił go jako "spam".

    w takim razie podam tytuł artykułu, przez wujka gugla na pewno łatwo znajdziecie :
    "Artyści nietrzeźwi. Upodobanie do alkoholu wśród elit II RP".

    czyta się jednym tchem.
    aha, i upewnijcie się, że nie macie w barku żadnych procentów, to może Was najśc ochota; a jak macie, to zanim zaczniecie - skoczcie do sklepu dokupić, bo później możecie nie być
    w dostatecznie dobrej formie do sprostania temu wyzwaniu ;]]

    [niby "Pod Mocnym..." lezy na paru dostępnych stronach i dałoby się obejrzeć, a jakoś
    jak jest pod ręką, to nie mogę się nastroić odpowiednio; podziwiam ludzi, którzy sięgają po
    prostu po jakiś film i oglądają - bez celebracji i ceregieli; dopiero jak w ramówce takie cudo
    się pojawia, to nastrój klecę w 5 minut, heh - magiczna moc konieczności dziejowej; też tak macie ? :)]
  • pepsic 02.05.14, 18:03
    O to chodzi?
  • pani_lovett 02.05.14, 23:33
    No proszę, kobiety wszystko potrafią! :) Dzięki, Pepsic!
  • grek.grek 03.05.14, 13:22
    o to to to :]

    dzięki, adresu wpisanego wprost system nie chciał przepuścić.
    może mają jakąś "kosę" z Wirt. Polską ? ;]
  • pani_lovett 02.05.14, 23:42
    >[...] dopiero jak w ramówce takie cudo się pojawia, to nastrój klecę w 5 minut, heh - magiczna moc >konieczności dziejowej; też tak macie ? :)

    O tak, też tak mam. Często tak się dzieje z filmami na DVD kupionymi z gazetami .

    Korzystając okazji o filmie "Pod Mocnym Aniołem" chciałam coś dodać ,
    ale to już jutro ...
  • grek.grek 03.05.14, 13:23
    hehe, no proszę, czyli telewizja ma swoje ukryte zalety ;]

    czekam[y] z ciekawością.
  • pani_lovett 03.05.14, 14:58
    Albo może my jesteśmy już dinozaurami ze starymi nawykami?





  • grek.grek 03.05.14, 15:57
    www.polyvore.com/cgi/img-thing?.out=jpg&size=l&tid=6001441
    możliwe ;]

    mnie się już tak porobiło, że nawet seriale w sieci oglądam wtedy, kiedy lecą
    w tiwi :] zwykle wtedy, kiedy w tiwi nie zobaczę i muszę nadrobić. bo tak sam
    z siebie, to w ogole, hehe.
    też tak masz ?
  • pani_lovett 03.05.14, 16:12
    He,he! Bardzo dobry komentarz rysunkowy. Fajny rysunek.

    Yes. ;)

    Tej nocy mają być przymrozki w okolicach Wrocławia. Trzymaj się ciepło. :)
  • grek.grek 04.05.14, 14:51
    dzięki za informację :]

    tak między nami dinozaurami... wiesz, bywało gorzej... :]
    www.dinosaur-toys-collectors-guide.com/images/RTO-snow-green4-blog.jpg
  • pani_lovett 04.05.14, 16:18
    No racja, he,he. Tak się człowiek przyzwyczaił do lekkiej , ciepłej zimy, że go teraz mały przymrozek, przymrozeczek, ledwie minus dwa stopnie przestraszają. ;)
  • pani_lovett 03.05.14, 16:04
    Chciałam jeszcze wspomnieć o rolach drugoplanowych.

    Główny bohater , Jerzy, znany pisarz i celebryta, jak pamiętacie, grany przez Roberta Więckiewicza, po raz nie wiadomo który trafia na oddział odwykowy, gdzie towarzyszami jego niedoli staje się wiele mniej lub bardziej barwnych postaci, niemal cały przekrój społeczeństwa.

    O młodym obiecującym reżyserze, który na przyjęciu nie wytrzymał i posikał się na oczach wpływowego amerykańskiego producenta już Wam wspominałam. Oprócz niego jest również ksiądz, który wymiotował przy ołtarzu (!) podczas mszy, pasterki, gra go Jacek Braciak. Jest policjant , w tej roli Marian Dziędziel -który jest bohaterem najbardziej, imo,dramatycznej sceny w filmie. Otóż jego bohater w wigilię Bożego Narodzenia wraca podpity z pracy, w domu zastaje pięknie nakryty stół do wigilinej kolacji , przy stole siedzą i czekają dzieci, czeka żona, a w niego, nie wiedzieć czemu, wstępuje złość, uderza z całej siły żonę w twarz, aż kobieta się zatacza, potem zrywa ze złością obrus ze stołu, na podłogę lecą talerze z barszczem i wszytsko , co na nim było. Żona patrzy tylko na męża smutnym, przerażonym wzrokiem.

    Marian Dziędziel występuje tu zresztą w podwójnej roli (!) , gra bowiem również przodka pisarza, dziadka Kubicę, który przepił cały majątek. W finałowej scenie wątku nie mogąc się pogodzić z utratą zastawionego dobytku, który na drugi dzień ma przejść w obce ręce, zabija konia i podpala dom.

    cdn.



  • grek.grek 04.05.14, 14:53
    dzięki za kolejne smaczki z projekcji, Barbasiu.
    szykuję się do obejrzenia, mam pod ręką, a jakoś klimatu nie moge złapać, az się zastanawiam czy jakichś nadzwyczajnych środków nie przedsięwziąć, żeby się nastroić... wiesz co mam na myśli... ;]]
  • pani_lovett 04.05.14, 16:27
    He,he! No nie wiem, czy to dobry pomysł... ;))
  • grek.grek 05.05.14, 15:41
    dlatego mam nadzieję na bardziej... polubowne rozwiązanie ;]
  • grek.grek 03.05.14, 16:51
    ja dzisiaj nabijam oglądalność CTv :
    20:00 Sherlock
    23:05 Luther [6]

    przedziela je francuska kryminałka "Niepokorni" z 2008 [ u nas miała taki tytuł, Czesi dają to pod tytułem "W krzyżowym ogniu"].
    na Rotten 0 %, bo i żadnej recenzji nie znaleźli ;]
    na IMbd 5,7 na 10.
    Filmweb 6 na 10.

    w Kulturze powtórka "MOjego tygodnia z Marilyn" - 20:20 & 0:25
    w POlsacie od 20:00 najnowsza [?] [2011] wersja "Trzech muszkieterów".
    "Karmazynowy przypływ" i "Hulk" to TVP 1 &2.

    coś dodajemy ?




  • pani_lovett 03.05.14, 16:57
    Coś ciekawego dodać mogą tylko panie, które mają telewizję kablową.
    Nie widzę nic godnego uwagi.

    :)
  • grek.grek 04.05.14, 14:48
    no i nie pochwaliły się ofertą ;]]
  • pani_lovett 04.05.14, 15:30
    Chyba się szaleństwom majówkowym oddały? ;)

  • siostra_bronte 04.05.14, 15:36
    Hehe, żadnych szaleństw nie było. A w kablówce żadnych rewelacji, np. Ale kino pokazywało o 20.00 "Straszny film 3" :)
  • pani_lovett 04.05.14, 15:38
    To rzeczywiście nie było się czym chwalić. :)
  • pepsic 04.05.14, 18:03
    Oglądałam fragment z nr 2. Co to maiło być? Normalnie załamka. I to w Ale kino?
  • pepsic 04.05.14, 18:01
    Bo i nie było czym:(
  • grek.grek 04.05.14, 13:05
    Dośc konwencjonalny film sensacyjjny.

    Zaczyna się sceną uwolnienia z więziennego konwoju gangstera. Dużego formatu. Ci co go odbijają robią szum i chaos, zabijają policyjną obstawę, a ten wychodzi sobie z furgonetki spacerowym krokiem, przeciera z pietyzmem okularki przed założeniem ich na nos... klasa sama w sobie ;]

    A potem zmienia się to w historię policjanta, który z Paryża przenosi się na prowincjonalny posterunek. Człowiek jest w seperacji z żoną, za sobą ma jakieś trudne momenty pod tytułem "straciłem partnera i zawiodłem w chwili próby" itd., a w gruncie rzeczy jest uczciwym gliną z zasadami. Przygarnia kota, karmi go mlekiem i mięsem, a na posterunku czyni jakościową zmianę wśród swoich kolegów i koleżanek. Wprawdzie interesem zarządza jakaś wyższa szarżą policjantka [w zaawansowanej ciąży], ale to Vincent staje się wzorem do naśladowania dla innych.

    Generalnie, jest to grupa policjantów nauczona bezczynności - ot, spisać pijaczka jadącego rowerem, złapać małolata ze skrętem, wkroczyć w rodzinną awanturę... To jest kaliber spraw, którymi się zajmują.

    A dookoła grasuje gang narkotykowy. Yup. Dzieją się dziwne rzeczy - nocami włącza się alarm w miejscowej fabryce broni, postrzelony zostaje policjant, w walce kickboxingowej o mistrzostwo śmierć ponosi local hero, jak później wychodzi z raportu medycznego - przedawkował prochy, ktoś jest szantażowany, ktoś znaleziony w kawałkach, jest trup, a niedaleko miejsca jego znalezienia stoi porzucone czarne mitsubishi... i jest właściciel miejscowego disco-klubu, w otoczeniu łysych ochroniarzy, plastkowych dzierlatek i z cygarem w twarzy. Już czujecie bluesa ? ;]

    No właśnie. Vincent zbiera do kupy te rozsypane puzzle i wychodzi mu, że w okolicy działa gang, który organizuje napady w róznych miejscach wokół Paryża. Właściciel klubu nie jest szefem gangu, szef gangu to ten gangster dużego formatu, co uciekł z konwoju. Właściciel klubu tylko zastępuje go tutaj na miejscu - organizuje kradzież broni oraz produkcję narkotyków.

    Vincent wciąga w całą akcję swoich nowych kolegów [i atrakcyjną ciemnoskórą koleżankę], którzy tylko czekali na "bycie prawdziwymi policjantami", organizuje co rano wspólne bieganie dla poprawy wydolności fizycznej i umysłowej, ale kiedy przychodzi moment konfrontacji - chce wyjechać. Ma to związek z faktem, że jego koledzy natrafiają na kilku gangsterów, chcą ich złapać, ale przeliczają się z własnymi siłami i jeden z nich ginie. Vincent uważa, ze ponosi winę za to, bo to on przekonywał ich, że powinni się angażować i wierzyć we własne umiejętności.

    Ofk, jak w konwencjonalnym sensacyjnym filmie - bohater musi wrócić, żeby pomóc w ostatecznym zwycięstwie, a sobie coś udowodnić.

    Vincent dociera do prawdy, którą znamy od początku - to cwaniakowaty właściciel klubu Black Coffee jest szychą i zarządcą gangu. Policja aresztuje dziada, ale wtedy na miejsce zjeżdza cała armia gangusów, na czele z tym dużym formatem, co uciekł z konwoju. Przyjeżdzają z bronią, na samochodach parawojskowych, w przepaskach i opaskach... dalibyście głowę sobie uciąć, że to scenka z jakiejś wojny domowej w Afryce, a nie z miasteczka 100 kilosów od Paryża ;]

    Tak czy owak, dochodzi do zbrojnej konfrontacji, z której policja wychodzi zwycięsko, duży format pada pod bronią, reszta pada albo idszie w rozsypkę i tylko utrafionej i zastrzelonej ciemnoskórej policjantki nie sposób odżałować. Vincent żegna kolegów, wsiada w pociąg i au revoir.

    Scenerią jest multikulti miasteczko skąpane w słońcu, gdzie Arabowie, czarnoskórzy stanowią większość, a białych tyle, co kot napłakał. Osobowości tutaj nie ma, Vincent jest schematyczny, psychologia śladowa, dramaturgia szczątkowa, i tylko czarnoskóra policjantka robi miłe wrażenie ;]]

    www.youtube.com/watch?v=j-6R46c04KM
  • pani_lovett 04.05.14, 16:21
    Dzięki! :)
  • grek.grek 04.05.14, 17:41
    cała przyjemnośc po mojej stronie, Barbasiu :]

    wybitne kino to nie jest, ale co obejrzę - to odhaczam w naszym wątku jakimś dłuższym
    albo krótszym opisem/recenzyją/...nostalgicznym "ochem" ;]
  • pani_lovett 05.05.14, 18:10
    Yes. nie może być inaczej.


    > i tylko czarnoskóra policjantka robi miłe wrażenie ;]]

    ;)

    Może wskrzeszą ją w innym filmie? ;)
  • grek.grek 08.05.14, 15:35
    przywróciłaś mi nadzieję ;]]
  • pepsic 04.05.14, 18:10
    Czasami mam ochotę na konwencjonalne kino np. wczoraj, kiedy skazana byłam na pozycję pt. "27 sukienek:(

    THX:)
  • grek.grek 05.05.14, 15:41
    nie znam, dobre było ?

    drobiazg :]
  • pepsic 06.05.14, 17:33
    Myślę, że nic nie straciłeś, ba nawet jestem pewna;)
    Typowa komedia romantyczna, czyli mało odkrywczo i mało zabawnie o infantylnych, mało skomplikowanych niewiastach, aczkolwiek przyjemnych dla oka, szukających miłości i męża. Bohaterka zalicza wesela, jako druhna, stad 27 sukienek w szafie, jednocześnie podkochuje sie bez wzajemności w szefie, którego sprząta jej sprzed nosa sprytniejsza siostra. Laską zainteresowany jest dziennikarz z bulwarówki, który wyśmiewa jej fobie weselna w artykule prasowym, co stanowi przeszkodę do sformalizowania związku, acz na krotko. Również związek siostry (z szefem jw.) zostaje wystawiony na probe, gdyż bohaterka powodowana zazdrością upokorzą ja demaskując drobne kłamstewka na przyjęciu przedweselnym. Uff, nie wierzę, że przez to przebrnęłam:)
  • pani_lovett 07.05.14, 00:35

    >Uff, nie wierzę,
    > że przez to przebrnęłam:)

    :)

    Obił mi się ten tytuł o uszy.

  • grek.grek 07.05.14, 18:05
    dzięki za recenzję :]
  • maniaczytania 07.05.14, 19:42
    hehe, ja juz kiedys widzialam te sukienki, i to ze dwa razy :) ,
    ale ja lubie Katherine Heigl bardzo, a do Jamesa Marsdena mam slabosc po ogladaniu kiedys takiego miniserialu "Bella Mafia" ;)))
    a, i jest w tym filmie, sukienkach znaczy, calkiem dla mnie urocza scena upicia sie i tanca na barze ;)

    --
    Maniaczytania - blog
  • pepsic 07.05.14, 20:01
    A ja do napisów końcowych cały czas sie męczyłam, czy to ona zagrała tytułową rolę w filmie "Mój tydzień z Marylin". Jak doskonale wiecie, nie, bo to była Michelle Williams.

    Jeśli już to tatuś był niezły;)
  • grek.grek 04.05.14, 14:40
    wybaczcie, że szarżuję z tym angielskim tytułem, ale nie bardzo wiem, jak wygląda polskie tłumaczenie dla TVP ;]

    szybko zleciało, szast prast i 9 odcinków tylko śmignęło.
    teraz przyjdzie nam ze 2 lata czekać na 4 serię, hehe [odpukać !].

    w sumie, to miejsce w grafiku mogłoby być stałym miejscem pokazywania
    jakichś topowych seriali, o ile TVP wykaże jakiś szacun dla widza, w co trudno uwierzyć.
    a co i rusz o jakimś nowym hiciorze się słyszy.

    [powtórka, z pon/wtorek 0:05]
  • grek.grek 04.05.14, 15:02
    PS : Czesi pokazali "Sign of Three" :
    a] z napisami przy scenie sherlockowej dedukcji na gazie
    b] z grafikami odmierzającymi ilośc wypitych trunków i wyliczeniami momentów zaproszenia Watsona przez matkę naturę do toalety podczas tournee po pubach podczas wieczoru kawalerskiego.

    kurdesz, nawet pojawiające się na 5 sekund w polu widzenia wpisy na blogu Watsona są PRZETŁUMACZONE na czeski :] zatrzymując kadr można sobie poczytać.

    TVP kompletnie te rzeczy pominęła. klapa.

    swoją drogą, nie zazdroszczę głuchym.
    TVP proponuje może 6-7 programów/filmów/odc.seriali z wersją dla niesłyszących.
    i to kiepską - kiedyś włączyłem sobie pod jakiś polski film, bo dialogi były momentami niewyraźne - zamiast wiernego tłumaczenia dialogów, jakieś skrótowce, oczywiście skrzętnie
    pominięte wszystkie słowa niecenzuralne, nawet w minimalnym stopniu. cholera, głuchy nie znaczy głupi :]

    nie żebym znów chwalił Czechów, ale u nich 95 % programów na tłumaczenia dla głuchych. obowiązkowo wszystkie filmy, seriale i dokumenty.

    TVP jest po prostu telewizją dziadowską, tak po prostu i do bólu :]
  • siostra_bronte 04.05.14, 15:43
    Jak to dobrze, że możesz oglądać czeską wersję "Sherlocka" :)

    Ciekawe jak Ci się spodoba dzisiejszy odcinek. Moim zdaniem wypada najlepiej z całej serii, ale i tak jest tu parę momentów w fabule, których nie zrozumiałam. Może za drugim razem załapię o co chodziło :)

    A, Greku, koniecznie obejrzyj ten odcinek do końca napisów. Piszę na wszelki wypadek bo pewnie zawsze tak robisz :)

    Co do opinii na temat tv pełna zgoda.
  • siostra_bronte 04.05.14, 15:47
    Oczywiście, wszyscy obejrzyjcie ten odcinek do końca napisów :)
  • grek.grek 04.05.14, 17:32
    jest ona dubbingowana, więc są też i małe minusy :]
    jakkolwiek dubbing bardzo dobry, podkładacze głosów bardzo dobrze dobrani i interpretują
    zgodnie z oryginałem akcenty w wypowiedziach postaci.

    już nie mogę się doczekać ;]

    dzięki za informację, Siostro; rozumiem, że jakaś niespodzianka się kryje ?
    [o yes, nie tyle oglądam napisy, co wysłuchuję przepisowo do końca muzyki, hehe;
    mam dzisiaj zwrócić uwagę na napisy ?]

  • siostra_bronte 04.05.14, 17:49
    No tak, znasz moje zdanie na temat dubbingu :)

    Nie, po napisach będzie jeszcze krótka scena.
  • pani_lovett 04.05.14, 15:37
    Na stronie TVP2 podają - "Jego ostatnia przysięga", właśnie sprawdziłam.

    tvp2.tvp.pl/#
    To "w" w ostatnim wyrazie angielskiego tytułu ma być pisanej z dużej litery czy to literówka Ci się przydarzyła ?

    > w sumie, to miejsce w grafiku mogłoby być stałym miejscem pokazywania
    > jakichś topowych seriali,

    Doskonały pomysł. :)
  • grek.grek 04.05.14, 17:37
    prawda ?

    nie mówię o jakichś "Dexterach", "Breaking Bad" czy Grach o tron" etc., bo te mają po kilka sezonów i zaczynanie od pierwszego, mającego dobre kilka lat na karku - nie ma większego sensu

    bardziej myślę o tych nowych rzeczach, które dopiero co wyszły na jaw, pierwsze sezony mają góra pół roku albo rok, może nie wszyscy natrafili i obejrzeli.

    swoją drogą... TVP powinna sobie gwizdać na oglądalność, jakby uznali że taka "Gra o tron" to misja, to powinni ją pokazywać od 1. sezonu i koniec. nawet jakby oglądało 50 tys ludzi. bo na tym misja polega. a M jak Miłośc sprzedać do TVN :], właściwy serial by był na właściwym miejscu.
  • gryfny 04.05.14, 17:42
    grek.grek napisał:

    > bardziej myślę o tych nowych rzeczach, które dopiero co wyszły na jaw, pierwsze
    > sezony mają góra pół roku albo rok, może nie wszyscy natrafili i obejrzeli.
    Przykladowo:
    www.spoilertv.pl/news/5330/niezwykla-opowiesc-o-wikingach-w-nowym-historycznym-serialu
  • grek.grek 05.05.14, 15:43
    o, czemu nie.
  • grek.grek 04.05.14, 14:46
    miasteczko w Luizjanie, śmierc transseksualisty, dociekliwy policjant [ale homofob], zmowa milczenia, podejrzani miejscowi politycy, śledztwo w dusznym klimacie nie tylko południa Ameryki, ale i klubów ze stritptizem i innymi erotyzującymi rzeczami... może to być zarówno bardzo schematyczne, jak i całkiem oryginalne. z Billym Bobem Thorntonem, który ma dryg do ról wagowo obciązonych ;]

    2:45
  • grek.grek 04.05.14, 14:47
    nie wiem, czy to jakaś róznica, ale początek kwadrans wcześniej - 2:30 ;]
  • pani_lovett 04.05.14, 15:28
    :)
    Dla mnie żadna różnica. O tej czy o tamtej porze na pewno nie znalazłbyś mnie przed telewizorem.
    Ale zapowiedź brzmi ciekawie. Opowiesz co nieco?



  • grek.grek 04.05.14, 17:38
    :]
    jaka jest żeńska odmiana "nocnego Marka" ? ;]

    jesli tylko obejrzę - opowiem na pewno.
  • pani_lovett 05.05.14, 18:13
    Nocna Mara. ;)

    Świetnie.
  • grek.grek 06.05.14, 16:16
    hahaha :]
    mistrzostwo celnej riposty, Barbasiu :]]
    KLASYKA.
  • pani_lovett 04.05.14, 16:14
    A propos, Billy Bob Thornton z Martinem Freemanem występują wspólnie w serialu, "Fargo", inspirowanym tym "Fargo" braci Coen. Niedawno zresztą ten film miał premierę w amerykańskiej telewizji. Ciekawe z jakim efektem?
  • grek.grek 04.05.14, 17:39
    "Psychoza" ma serial, "Dziecko Rosemary" też, "Fargo"... trochę to niebrzmi :]
    ale kto wie,, może nawiązania są bardzo luźne, a całość klasowa.
    zapewne niebawem dotrą jakieś recenzje.
  • pani_lovett 05.05.14, 17:55
    Właśnie. Pewnie z końcem sezonu będzie można poczytać recenzje i podsumowania.

    I jeszcze "Drakula" został przerobiony na serial, pisano o nim niedawno w Gazecie Telewizyjnej (dodatku do GW). Podobno niezły. Główną rolę gra Jonathan Rhys Meyers. Już mi się podoba. :)

    www.filmweb.pl/serial/Dracula-2013-661388/photos/463525
  • grek.grek 06.05.14, 16:17
    złapali Drakulę... chyba za wolno uciekał ;]
    ale serio, faktycznie może być z tego dobry serial.
  • pani_lovett 07.05.14, 00:23
    grek.grek napisał:

    > złapali Drakulę... chyba za wolno uciekał ;]
    > ale serio, faktycznie może być z tego dobry serial.

    :)

    Jutro jak znajdę GT z artykułem o "Drakuli", to Ci napiszę za co chwalą serial.
  • grek.grek 08.05.14, 15:33
    jesteś nieoceniona, Barbasiu :]

    widziałem ten artykuł, ale niestety wyczerpałem limit 10 artykułów for free, szczeerze mówiąc - w pierwszym dniu maja, bo zapomniałem, że jest nowy miesiąc i wszedłem tu i tam na strony Gazety, a że nie ma oznaczeń, które z nich podlegają zasadom płatności - miałem z głowy cały zapas na maj :]
  • pani_lovett 08.05.14, 21:07
    Cała przyjemność po mojej stronie:

    "Podwójny kusiciel - Wojciech Orliński o serialu "Drakula"
    Wojciech Orliński
    02.05.2014 , aktualizacja: 29.04.2014 15:39
    Jonathan Rhys Meyers (gwiazda "Dynastii Tudorów") staje przed niełatwym zadaniem. Kreuje kolejną postać przystojnego wampira we współczesnej popkulturze. Czy pokona rywali takich jak Robert Pattinson (Edward ze "Zmierzchu") czy Alexander Skarsgard (Eric z "Czystej krwi")?

    Na pierwsze danie Stoker, na drugie Rhys Meyers

    Serialowy Drakula ma jedną przewagę nad rywalami. Wracając do korzeni, czyli do powieści Brama Stokera z 1897 roku, przypomina nam o tym, że szanujący się wampir powinien być kusicielem działającym na ludzi dwojako.

    Owszem, możliwa jest pokusa erotyczna, czyli obezwładniające spojrzenie wampira (albo wampirycznego sukkuba). To było już u Stokera: hrabia uwodzi Lucy Westenra, tak naprawdę próbując dopaść jej przyjaciółkę Minę Murray (a z drugiej strony piękne wampirzyce napastują Jonathana Harkera, narzeczonego Miny).

    U Stokera motorem napędzającym działanie jest pokusa finansowa. To wszystko by się nie wydarzyło, gdyby Harker nie zwęszył intratnej - jak sądził - transakcji w dalekiej Transylwanii i nie pojechał do zamku Drakuli z własnej, nieprzymuszonej woli.

    No właśnie, czy na pewno "własnej i nieprzymuszonej"? XIX-wieczne opowieści o wampirach mają strukturę moralitetu. Wampiryczne pokąsanie jest w nich karą za grzech. Często rozumiany jako uleganie grzesznemu pożądaniu (inspiracją dla Stokera i dla postaci Lucy była francuska nowela "Carmilla", w której chodziło o zakazaną miłość lesbijską). Ale często jest to po prostu stara, dobra chciwość.

    Symbolem człowieka stojącego ponad takimi pokusami jest doktor Abraham Van Helsing. U Stokera to sędziwy starzec, który moc oparcia się pokusom zdobył za sprawą wieku i doświadczenia - nie wiemy, co dokładnie przeżył, ale jako jedyny bohater powieści od początku dokładnie wie, co się dzieje z Lucy i kim jest Drakula.

    Nowe grzechy

    We współczesnych opowieściach o wampirach najbardziej mnie drażni ich przeerotyzowanie. Nie żebym miał coś przeciwko przystojnym wampirom i uroczym wampirzycom, po prostu stara, dobra chciwość też jest całkiem fajnym grzechem. Jakże brakuje mi go w "Czystej krwi", nie mówiąc już o "Zmierzchu".

    A przecież jeśli zastanowić się na serio nad postacią wampira, to przede wszystkim musi być ktoś bardzo bogaty. Nawet gdyby miał antytalent do pomnażania pieniędzy, samo życie przez setki lat połączone z zerowymi wydatkami na jedzenie, ogrzewanie, paliwo itd., gwarantuje zgromadzenie wielkiego majątku. Przecież nawet byle jaki naszyjnik po pięciuset latach staje się pięćsetletnim naszyjnikiem. A jakie transakcje na nieruchomościach można by zrobić. Co za tym idzie, wampiry nie muszą nas kusić zalotnymi spojrzeniami. Wystarczy, że wymienią sumę.

    Stoker pisał w epoce, w której doskonale znano tę drugą pokusę. W Wielkiej Brytanii zwano ją epoką wiktoriańską, w Stanach Mark Twain wymyślił złośliwe określenie "wieku pozłacanego" ("The Gilded Age") - bowiem dowolny przedmiot można było uczynić przedmiotem uwielbienia, pokrywając cieniutką warstewką żółtego świecidełka.

    Stara, dobra chciwość

    Serial "Drakula" pod tym względem wraca do korzeni. Fabułę znacznie w nim przerobiono, chociaż zostawiono to, co w utworze Stokera najważniejsze: pokusy.

    Jonathan Rhys Meyers gra w nim amerykańskiego wynalazcę i milionera Alexandra Graysona, który przyjeżdża z pozłacanej Ameryki do wiktoriańskiej Anglii czarować ludzi z towarzystwa nowymi technologiami oraz kusić bogactwem. Wśród kuszonych są oczywiście Jonathan Harker (kuszony pieniężnie), Lucy Westenra (kuszona erotycznie) i Mina Murray (o którą Drakuli chodzi tak naprawdę).

    Tylko Abraham Van Helsing wie, że rzekomy Grayson to Drakula. Wie o tym, bo to on go wyciągnął z transylwańskiej trumny. Tutaj odchodzimy już od książki (choć nadal nie dowiadujemy się o przeszłości sędziwego doktora). A wyciągnął go, żeby wspólnie stawili czoło starożytnemu tajnemu Zakonowi Smoka, który kiedyś prześladował ich obu, a teraz skrycie włada globalizującym się światem. I to już nie ma nic wspólnego ze Stokerem, ale bądźmy szczerzy, fabuły w powieści wystarczyłoby na jeden odcinek serialu.

    Po trupach się pchać

    Musical "Taniec wampirów" na podstawie filmu Polańskiego kończy się nietypowo dla historii wampirycznych triumfem wampirów, które śpiewają: "Bierz, ile chcesz, nigdy nie patrz na innych i łokciami do koryta się pchaj / To jest fakt, tak stary jak świat, że za forsę wszystko kupić się da (...) Twoja logika przyniesie postępy, jeśli umiesz po trupach się pchać".

    Ta piosenka nadawałaby się też na podsumowanie tego serialu - i już za to go lubię (a poza tym, na litość boską, gdzie Pattinsonowi do Rhys Meyersa!).
    (święte słowa - ja :)


  • angazetka 04.05.14, 18:37
    Czy to będzie zaśmiecania zacnego wątku?
  • siostra_bronte 04.05.14, 18:51
    Mogą być, jak najbardziej! :)
  • er.pa 04.05.14, 20:19
    Korzystając z kinowego przyzwolenia :)
    Dałam się skusić na "Imigrantkę", państwo z mojego ulubionego TK dośc dobrze mówili. A ja nie powiem za wiele dobrze. Powiem tak - to sztuka, zrobić film z niezłą historią i znakomitą obsadą, który kompletnie nie angazuje emocjonalnie. Było mi zupełnie obojętne co się z główną bohaterką ostatecznie stanie, i nawet nie umiem wyjasnić dlaczego tak się dzieje.
    Ciekawostką jest Marion Cotillard mówiąca z jedną trzecią swoich kwestii po polsku. I jest to dla polskiego widza męczące. Z ulga słucha się dwóch polskich aktorek, które się tam pojawiają. Choć najbardziej boli mówiący "po polsku" aktor grający polskiego wujka. Ta dziwnie artykułowana polszczyzna rzutuje na odbiór, bo odbiera iluzję rzeczywistości.
    Phoenix jest za to znakomity, dla niego w sumie warto, choć nic tu jakoś szczególnie nowego nie pokazuje - on jest po prostu urodzony do grania skomplikowanych częściowo czarnych bohaterów.
    Historia jest wymęczona, za długa i za bardzo wpada w melodramatyczność. A szkoda, bo materiał historyczny bogaty. Dla nieznających fabuły - mamy rok 1921, dwie młode dziewczyny, siostry, przypływają na Ellis Island z Polski, z Katowic, i jedna w związku z gruźlicą musi zostać na wyspie. A losy drugiej udowadniają, że najgorzej jest być ładną i biedną, bo zostanie wykorzystaną jest tylko kwestią czasu. Najciekawszy jest chyba w tej historii mechanizm w jakim sutener pozyskuje swoje pracownice.
    Szkoda Cotillard, bo to znakomita aktorka, a tu wypada moim zdaniem bardzo blado.
    Zdjęcia niezłe. Można ten film kiedyś przy okazji zobaczyć, ale jako coś do specjalnego obejrzenia - nie polecam.
    A poza tym pozdrawiam majowo :)
  • grek.grek 05.05.14, 15:47
    majowo ? toż to paździerznik ;]

    dziękii za recenzję.
    "sutener", "pracownice"... czy dla biednej, ładnej Polki naprawdę nic ambitniejszego sie
    nie znalazło za oceanem ? czy to raczej ogrywanie stereotypu, wedle którego Polka, niczym POlska historycznie, musi być zawsze wykorzystana, pognieciona i podeptana w swej godności ?
  • er.pa 05.05.14, 16:36
    E, dzień dłuższy, niż w październiku ;)
    No, jest dość stereotypowo - polska niewiasta szlachetna, rozmodlona, ale bezradna w sytuacji, w której się znalazła. Co ciekawe, z czasem okazuje się że jedna z pracownic z dłuższym stażem to też Polka. Natomiast pewną niespodzianka jest fakt, że w filmie o nierządnicy nie ma ani jednej sceny seksu, a "gołe baby" są tylko raz w łaźni. Nie ma tez żadnej brutalności wobec tych kobiet, zastraszania. Jest przymus ekonomiczny, manipulacja i akceptacja sytuacji.
    Ta główna bohaterka w Katowicach była pielęgniarką i jej płynna znajomość angielskiego wynika z tego, że pracowała dla angielskiego dyplomaty. Nie powiem, zaintrygował mnie temat angielskich dyplomatów w Katowicach w roku 1921 wymagających pielęgniarki w takim zakresie, by nauczyło ją to języka :)
  • pani_lovett 05.05.14, 18:01
    > Ta główna bohaterka w Katowicach była pielęgniarką i jej płynna znajomość angie
    > lskiego wynika z tego, że pracowała dla angielskiego dyplomaty. Nie powiem, zai
    > ntrygował mnie temat angielskich dyplomatów w Katowicach w roku 1921 wymagający
    > ch pielęgniarki w takim zakresie, by nauczyło ją to języka :)

    He, he! :)
  • angazetka 05.05.14, 19:30
    Oj, tam, przynajmniej spróbowali jakoś to wytłumaczyć, i tak nieźle ;)
  • er.pa 05.05.14, 21:01
    No, i to dość wcześnie w filmie to wyjaśniają. Tuż po tym, jak moja koleżanka się zbulwersowała, że ona tak dobrze po angielsku mówi, a to przecież nie jest prawdopodobne :)
    Natomiast inna rzecz, która tę moją koleżankę zirytowała, to zamożność wujostwa które te dziewczyny miało pierwotnie podjąć. Mieszkają niby na Greenpoincie w kamienicy bogato umeblowanej, ewidentnie zamożna klasa średnia. Może byli tacy wśród imigracji przełomu wieków? Wujek mówi że ma biznes, ale nie wiadomo jaki.
  • pani_lovett 07.05.14, 00:19
    Zaintrygował mnie ten film, aż mam ochotę go obejrzeć.

    Pozdrawiamy majowo również. :)
  • angazetka 04.05.14, 22:04
    Piętro wyżej mamy "Imigrantkę", a ja też z filmem z "polskimi akcentami" wyskoczę. Tyle że jest to bardzo dobry film. Który łatwo przegapić, a byłoby szkoda.
    "Locke". Film o facecie, którzy jedzie samochodem przez Wielką Brytanię i prowadzi rozmowy telefoniczne z kilkoma osobami. Film o facecie, który próbuje stanąć na wysokości zadania i jednocześnie wali sobie na głowę świat. Film, który mocno stoi na dwóch nogach: doskonałym aktorstwie Toma Hardy'ego: oszczędnym, podskórnie emocjonalnym. I na dialogach, które nie włażą w patos (no, prawie) i są fantastycznie żywe (mało spoilerowo: kiedy słyszymy relację z meczu piłki nożnej, to ja byłam w stanie oczyma duszy zobaczyć ten mecz, a nawet znaleźć analogię do jednego meczu w wykonaniu polskiej kadry).

    I jak ktoś ma, jak ja, pewien odpał na punkcie brytyjskich aktorów, to ma dodatkową przyjemność z drugiego planu głosowego: bo są tam trzy doskonale mi znane serialowe głosy. I polscy robotnicy budowlani, jak to w Anglii... ;)

    A żeby nie było tak dobrze - to maj jest strasznym miesiącem, bo nic mnie nie ciekawi w kinach. Do 23 maja - posucha. Jak żyć?
  • grek.grek 05.05.14, 15:53
    no jak to "nic w maju nie ma" ? a premiera "Jana Pawła II", to pies ? ;]]

    dzięki za "Locke'a".
    słyszałem gdzieś o nim, jestem ogromnie ciekaw tego... monodramu.
    Twoja pozytywna recenzja dodaje przyprawy do tego zaciekawienia.
    dialogi, aktor, głosy w słuchawce i efekty dźwiękowe - yes, kluczowe sprawy
    w tego typu kinie.

    jak dalece ma to posmak jednak teatru w kinie ? czy moze udało się uniknąć podobnych
    skojarzeń ?
  • angazetka 05.05.14, 16:11
    No właśnie wcale nie czuć teatrem (no, może nieco w scenach monologów wewnętrznych bohatera, ale to jest minimalne)!
    Więcej powiem, nawet scenografia nie jest nudna, choć nie opuszczamy wnętrza auta.
    Taka magia.

  • pani_lovett 05.05.14, 17:43
    A właśnie, byłam ciekawa. Zatem nie matu retrospekcji i akcji dziejącej się w niedalekiej przeszłości w innych miejscach?
  • angazetka 05.05.14, 19:28
    Nie. Jeden aktor, jedno wnętrze, a odkleić się od ekranu nie można.
  • pani_lovett 05.05.14, 17:41
    Jak to nic w kinach do 23 maja nie ma? Pani Grażynka Torbicka wczoraj w KK zachęcała (i mnie, przyznam, zachęciła ) do obejrzenia norweskiego filmu, komedii kryminalnej "Obywatel roku" (2014) Hansa Pettera Molanda. Premiera 16 maja.

    "Norwegia, kraj porządnych ludzi. A najbardziej porządnym z porządnych jest Nils. W uznaniu ciężkiej pracy na rzecz społeczności oraz przepustowości lokalnych dróg zdobył właśnie tytuł Obywatela Roku. Radość Nilsa nie trwa jednak długo. Jego syn staje się przypadkową ofiarą w porachunkach przestępczego półświatka. Nils decyduje się na własne, amatorskie śledztwo. Porządek musi być. Jego niekonwencjonalne metody niezamierzenie wywołują wojnę wśród konkurujących gangów. Nawet w kraju tak porządnym i poukładanym jak Norwegia sprawy nie zawsze toczą się zaplanowanym torem"
    www.filmweb.pl/film/Obywatel+roku-2014-684846
    Łukasz Muszyński swoją recenzję na filmwebie zaczyna tak: "Obywatel roku" przypomina trochę filmy braci Coen, w których jedna nieprzemyślana decyzja powoduje lawinę nieszczęść".
    Brzmi dobrze, nieprawdaż?
  • grek.grek 06.05.14, 16:20
    czyżby skandynawskie thrillery doczekały się swojej komediowej wersji ? ;]

    pewnie, że dobrze brzmi... nie znam żadnej norweskiej komedii, a Ty ?
  • pani_lovett 07.05.14, 00:34
    grek.grek napisał:

    > czyżby skandynawskie thrillery doczekały się swojej komediowej wersji ? ;]

    A właśnie, dobra uwaga.

    > pewnie, że dobrze brzmi... nie znam żadnej norweskiej komedii, a Ty ?

    Znam jedną komedię, nosi tytuł "Elling". Osobliwa to komedia, raczej może komediodramat, opowiada dwóch mocno nieprzystosowanych do życia facetów, którzy po kilkuletnim pobycie w zakładzie opiekuńczym dostają szansę na powrót do normalnego życia.
    Widziałam ten film dość dawno, szczegóły umknęły mi z głowy, pamiętam, że jeden z nich pisał wiersze. Chętnie bym sobie przypomniała ten film.

    :)
  • grek.grek 07.05.14, 18:12
    :]]

    słyszałem tytuł, nie oglądałem... jeszcze :]

  • siostra_bronte 07.05.14, 11:30
    Dzięki za zachęcającą recenzję :)
  • grek.grek 05.05.14, 12:58
    Może słów parę o ostatnim odc. z 1 serii "Luthera" [od następnego tygodnia Czesi fruwają z 2 serią, 4-odcinkową].

    5 odc. kończy się sceną dramatyczną, w której skorumpowany gliniarz, Ian Reid, wieloletni przyjaciel Luthera, zabija jego żonę, Zoey. Luther słyszy strzał przez telefon, wzywa policję i karetkę do domu swojej eks, a kiedy sam tam przybiega i znajduje jej zwłoki - w panice ucieka. Ian strzelał z jego pistoletu, który wcześniej w ferworze śledztwa nad inną sprawą - Luther mu sam dał.

    Tak czy owak - policja poszukuje Luthera, na miejscu zbrodni są tylko jego odciski palców. Mieszkanie jest zdemolowane - ileż to razy koledzy z wydziału widzieli jak Luther wpadał w złość i coś rozbijał o ścianę... Ian Reid niby rozstrzęsiony i zdenerwowany, ale nikt go o nic nie podejrzewa, mimo że Luther dzwoniąc na policję powiedział im, że to Ian chce zabić jego żonę. Wszyscy myślą, ze to Lutherowi odbiło. Także Marc, nowy mąz śp. Zoey. GOśc mocno przeżywa jej śmierć. Wraca do domu, a tam policyjna "dyskoteka", przez otwarte drzwi widać jej zwłoki - człowiek wpada w rozpacz. On też jest pewien, że Luther musiał to zrobić. Szefowa Luthera, zwykle jakże lojalna wobec niego - tym raZem cała jest wściekła, "a ostrzegali mnie, żebym go nie przyjmowała, bo to raptus i świr !", wyrzuca sobie histerycznie.

    Jedynym policajem, który nie może uwierzyć w winę Luthera jest sierżant Ripley - jesli Luther miał zabić Zoey, to z zazdrości, a tutaj widać działanie w afekcie, więc coś mu nie pasuje. A sam Luther schronienia szuka w jedynym bezpiecznym i przyjaznym miejscu, czyli w mieszkaniu Alice MOrgan. OPowiada jej o wszystkim. Ma ona do niego tylko jedno pytanie "Zrobiłeś to ?". Pytanie nie tyle dramatyczne, ile takie jak Alice - pozbawione moralizatorstwa, a raczej nacechowane przemożną ciekawością. I pyta go, czy chce zabić Iana ? Luther ma mętlik w głowie, więc Alice pyta znów "Po co do mnie przyszedłeś ?", w sugestii : przecież chcesz COŚ ZROBIĆ, a nie stać i hamletyzować.

    Policja chce dopaść Luthera po cichu, bez udziału mediów, aby nie narażać swojej reputacji na publiczny szwank.

    Luther domyśla się, ze Ripley jest po jego stronie. Dzwoni do niego potajemnie. Sierżant akurat jest na miejscu zbrodni, gdzie trwa zbieranie śladów. Rozmawiają chwilę. Traf chce, że właśnie wtedy policja znajduje porzuconą niedaleko domu Zoey broń. Zapewne to jest pistolet Luthera, którego użył Ian. Problem w tym, ze jest to teraz dowód przeciw Lutherowi, bo Ian używał rękawiczek. Ripley celowo nie wyłącza telefonu, więc Luther słyszy wszystkie rozmowy policjantów na miejscu.

    Razem z Alice Luther organizuje napad na policyjne auto wiozące tę trefną broń. Alice deklarfuje "Ciebie jednego nigdy nie zdradzę" i daje mu wyciągniętą skarpetę, żeby ją sobie na głowę założył w charakterze maskującym :] Ale i tak prowadzący śledztwo Schenk wie, kto zajechał mu drogę i napadł. Razem z Schenkiem jest Ripley - Luther niby wywleka go z auta i tarmosi, ale tylko po to, żeby cichaczem Ripley powiedział mu, gdzie jest schowana broń. Luther musi też pacnąć Ripleya, dla zachowania pozorów. POtem zabiera dowód rzeczowy i ulatnia się. A później ów dowód ląduje w Tamizie.

    Ian Reid jest kłębkiem nerwów. Kiedy ponownie dzwoni do niego Luther, żeby poinformować go o tym, iż "dopadnie go" - Ian prosi żeby się spotkali, bo już dłuzej nie wytrzyma w tej nerwacji. Luther z satysfakcją konstattuje, że Ian się boi. Umawiają się na spotkanie.

    Ian to menda. I nie tyle udaje spanikowanego, co na tym spanikowaniu próbuje zyskać. Idzie do szefowej Luthera i informuje ją o spotkaniu. Ta od razu zwołuje cały wydział, obstawia teren snajperami i z dachu obserwuje spotkanie Iana z Lutherem.

    Ale wcześniej Luther wysyła Alice z nożem po Marka. Alice przywozi go do starego opuszczonego budynku. Mark widząc Luthera dostaje szału, chce go pobić, Luther z trudem nad nim zapanowuje. W sugestii opowiada mu o wszystkim, a Mark zgadza się mu pomóc.

    Luther ofk domyśla się, ze Ian przyszedł w towarzystwie, ale korzystając z tego, że gośc ma na sobie mikrofon - Luther oskarża go wprost o zabójstwo, zaprzecza swojej winie, a w końcu zbliza się do niego i powiada, ze wie o tym, iż Ian ma w swojej szafce diamenty z rozboju [wątek z odc. 5 - Ian maczał palce w kradzieży tych klejnotów, przy której życie postradało kilka osób, Luther go przejrzał i dlatego Ian postanowił wrobić go w zabójstwo żony]. Ian wpada w popłoch. Snajperzy na górze czekają na znak szefowej, żeby strzelać do Luthera. A on wie jaki plan ma Ian : sprowokować go do gwałtownej reakcji, żeby policja strzeliła mu w łepetynę. W ten sposób pozbędzie się Luthera i będzie czysty na wieki wieków. I Luther jest o krok od przepadnięcia... zdenerwowany nawijaniem Iana pod tytułem : "Zabiłeś swoją zonę, chcę ci pomóc" sięga po nóz w kieszeni... Snajperzy już ściągają spust, wtedy Ripley krzyczy z dachu, żeby Luther uciekał, bo zaraz go zastrzelą. I ten ucieka. Szefowa jest ofk wściekła, ponownie :], każe Ripleya skuć i aresztować.

    cdn.







  • grek.grek 05.05.14, 13:29
    Luther daje w długą. Ian goni za nim, ale gubi się w labiryncie podwórek i przejśc. Na Luthera czeka Alice i odjeżdzają razem.

    Tymczasem na posterunku Mark wykonuje swoją częśc zadanie. Niby przychodzi tam po to, by złożyć jakieś zeznania, ale kiedy Schenk go przepytuje - Mark prosi o moment przerwy na toaletę. Niby idzie za potrzebą, ale w rzeczywistości wykorzystuje okazję i włamuje się do szafki Iana [ma numer od Luthera]. Znajduje ukryte diamenty. Zabiera je.
    Kiedy Ian wraca na posterunek - zaniepokojony wspomnieniem Luthera o diamentach, pędzi do szafki. MIja w drzwiach Marka. Cynicznie składa mu kondolencje. W szafce diamentów nie ma, a Mark wychodzi z posterunku, wymawiając się od dalszych zeznań gorszym samopoczuciem. Schenk nie naciska, w końcu Mark własnie stracił w tragicznych okolicznościach żonę.

    Ian głupi nie jest. Wie, że Luther wyciągnął go na spotkanie, i całą policję, żeby Mark mógł podprowadzić diamenty Ianowi. Raz - dowód w sprawie, dwa - Ian zechce je odzyskać, bo to kasa jak cholera.

    Idzie zatem Ian do komputera policyjnego i namierza samochód Marka. Potem w auto, w aucie skan z namierzaczem - i jedzie śladem Marka.

    W tym samym czasie Schenk przesłuchuje aresztowanego Ripleya. I przegląda zapis z monitoringu, ze spotkania Luthera z Ianem. Coś mu świta... Dlaczego Ripley, facet totalnie uczciwy, dla którego lojalnośc to najważniejsza rzecz, chłopak z biednej rodziny... naraża całą swoją wymarzoną karierę w policji, dla Luthera ? Czy nie dlatego, że wierzy w jego niewinność tak głęboko ? Schenkowi świta jeszcze bardziej... Po chwili każe szukać Iana Reida.

    Ale to Luther pierwszy go złapie.

    Mark zdaje sobie sprawę, ze Ian go ściga. Wie, bo jest przynętą. Zaciąga Iana w jakieś opuszczone industrialne krajobrazy. A tam znienacka na plecy Ianowi skacze Luther. Obezwładnia go i zabiera mu karabin, który Ian miał ze sobą. Co ma teraz zrobić ?

    Ian jest u kresu sił, ale nie wiadomo, na ile chce naprawde, zeby Luther go "zabił", a na ile robi mu wodę z mózgu. Powiada, że żałuje śmierci Zoey, chciałby to cofnąć. Luther cały się topi w emocjach, ale stara się nad nimi zapanować. Nie chce zabić Iana. Chce go raczej aresztować i władować do więzienia, sądząc że to będzie dla niego najgorsza kara, sam na sam ze swoim poczuciem winy. Ian przyznaje się do wszystkiego, Luther cichaczem to nagrywa na dyktafon ukryty.

    Wtedy Ian zaczyna rozgrywkę - nagle opowiada, że sypiał z Zoey, że zdradzała ona Luthera [póki jeszcze byli razem], ale nie tylko z Ianem, że się "puszczała", że "kobieta z takim temperamentem musiała się puszczać przy kimś takim jak ty", że "każdym orgazmem ze mną, mściła się na tobie" i że generalnie jej śmierć to Luthera wina. Luther ledwie się powstrzymuje, żeby mu nie odstrzelić głowy. Mark i Alice stoją obok i śledzą to w milczeniu, ale coraz bardziej zaniepokojeni.

    Kiedy Luther opanowuje gniew i chce go skuć - Ian sensacyjnie atakuje go nozem i rani w brzuch. Wtedy do akcji wkracza Alice ze strzelbą. Mówi mu, że Luther go nie zabił, ale ona nie będzie miała skrupułów. Luther stara się za wszelką cenę odwieść ją od zamiaru. Ale Alice powiada, że więzienie moze być dobrą karą wg Luthera, dla niej karą jest tylko śmierć. JEŚLI JEDNAK... głosy są podzielone 1 do 1, to niech Mark zdecyduje, co ma się stać z Ianem. I wtedy Ian znów wkręca gadkę o tym, ze Zoey "była puszczalską dziwką" coś opowiada o jej nagości... i Mark daje się sprowokować, mimo ze Luther prosi, żeby nie słuchać Iana, bo on prowokuje.

    Alice rozpaczliwy okrzyk Marka interpretuje jednoznacznie i kładzie Iana trupem strzałem z karabinu.

    Teraz tylko będą musieli się wytłumaczyć z tego ;] Ale seria kończy się na tym strzale, więc nie wiadomo nic, poza - wg mnie - sugestią, że śmierć Iana kończy sprawę, a do tego przecież prowadzący śledztwo policaj zorientował się w temacie, więc pewnie Luther dozna oczyszczenia, Alice zniknie, a Mark potwierdzi, że Iana zabito w obronie własnej [on lub Luther].

    trailer 1 sezonu [na zakończenie :)]
    www.youtube.com/watch?=qRcizKbrsws
    i coś a'propos 6 odcinka :
    www.youtube.com/watch?v=SZ3bkq2jeAk
    pierwsza rozmowa Luthera z Alice [ z 1 odc. który był wg mnie najlepszy] :
    www.youtube.com/watch?v=L-ypyLzkg50
    kryminał z ambitną psychologią, świetne ujęcia Londynu [i te kameralne, i te panoramiczne], intrygująca postać Alice Morgan, poplątany wewnętrznie interesujący policjant Luther, doskonałe role Idrisa Elby i Ruth Wilson.





  • grek.grek 05.05.14, 13:48
    Siostro, dzięki za ostrzeżenie.
    teraz można będzie zachodzić w głowę, jak to Moriarty przeżył własne samobójstwo ;]

    wg mnie, trrochę duzo tych zmartwychwstań i sensacji.
    wątek z Mary Watson, jako agentką wywiadu vel komandoską włamującą się do pilnie strzeżonego budynku i wybitnym strzelcu trafiającym w podrzucona monete w ciemnym korytarzu... tyleż sensacyjny i nieźle umotywowany strzępami dialogów z 2 odcinka, co
    ocierający się o małe naciągactwo [chyba, że sir Conan Doyle w oryginale umieścił takie
    zapisy, hehe].

    doskonale odnalazł się Lars Mikkelsen, jako szantażysta Magnussen. Z jednej strony - klasa i dystynkcja, ale od razu złamana sikaniem po ścianach mieszkania Sherlocka, lizaniem twarzy jakiejś kobieciny, a potem pstrykaniem po oczach Watsona. Zagrał to w tak sugestywny sposób, że nawet podziwiający ten styl i aktorstwo chłodny widz ma ochotę - jak mniemam - wskoczyć w ekran i potraktować go z laczka :] Świetny zawodnik. Prawie tak samo dobry jak MOriarty, chociaż ten był mniej oślizgły, taki bardziej angielski i z większym wdziękiem pozytywnym.

    Największa zaleta tego 3 sezonu, to - wg mnie : fakt, że wszystkie odcinki są od siebie diametralnie rózne estetycznie i charakterem zawartości. Generalnie wszystko jednak kręci się wokół relacji Sherlocka z Watsonem : w 1 - trudny powrót po 2 latach, w 2 - wesele, w 3 - żona Johna i jej przeszłość, a co za tym idzie na ostrzu noża staje sprawa przyszłości jej i Watsona. Uważam, ze jest to jakaś zaleta. Siostro, ten sezon, tak jak mówiłaś, jest słabszy, ale mimo wszystko są dobre momenty, dzięki którym nie sposób całkowicie go przekreślić. Ta róznorodność i jakaś tam ekstrawagancja tych odcinków jest interesująca, chociaż przydałoby się, żeby w 4 sezonie scenarzyści zeszli jednak stopień niżej do może mniej malowniczych i brawurowych, ale bliższych duchowi oryginału fabuł.

    Akcja na początku, kiedy do mikrosamochodu Mary pakuje się trzech "ćpunów" - przepiękna.
    Sherlock i "jego dziewczyna" - też niezłe, od początku wiadomo, że to perfidna mistyfikacja ;]
    Ale chyba odcinek przejął Mikkelsen vel Troels Hartmann alias Magnussen, z efektownym finiszem w postaci "pałacu myśli", który jest archiwum jego banku informacji [Sherlock-like], no i tym jak Sherlock przecina ten węzeł gordyjski uwikłań i zagrożeń dla swojego przyjaciela. To było mocne jak ten serial. Tak z zimną krwią i po prostu. Ale i Magnussen w domu Sherlocka mówił z lekceważeniem o "zbytnim ucywilizowaniu Brytyjczyków". Zdziwienia po strzale Holmesa już nie miał szansy zademonstrować ;]

    To tak na gorąco, ale po 2 powtórkach pewnie coś dopiszę.
    A jak Wasza ocena ?
    Siostro, nie zmieniłaś [cząstkowo ?] oceny po ponownej lekturze tej serii ?

  • siostra_bronte 05.05.14, 18:48
    Nie ma za co :)

    Dzięki Greku za ciekawe spostrzeżenia. Generalnie się zgadzam :)

    Co do Mary to akurat ten koncept z jej przeszłością podobał mi się. Scena kiedy odwraca się do Sherlocka, mając na muszce Magnussena była naprawdę mocna. I do tego momentu było ok. Zrobiło się ciekawie, mrocznie. Ale potem akcja poszła w inną stronę niż miałam nadzieję :)

    Otóż, wkurza mnie jak łatwo Mary się z tego wszystkiego wymigała. Okłamywała Johna na temat przeszłości, a była w końcu kilerem na usługach CIA. Żeby ukryć swoje kłamstwa prawie zabiła Sherlocka! I John jej to wszystko wybaczył. No żesz...Owszem trochę na nią pokrzyczał, ale to były pieszczoty wobec zamętu jaki spowodowała. A tak mamy słodki happy end, żyli długo i szczęśliwie, moim zdaniem nieprzekonujący.

    Całe szczęście, że Sherlock szybko wrócił z "wygnania", bo tego już bym jej nie darowała :)

    Bardzo lubię Larsa Mikkelsena, podpisuję się pod Twoją opinią na jego temat. Ale moim zdaniem ta rola mogła być lepiej napisana. Wg. mnie Magnussena jest za mało. W poprzednich seriach mieliśmy Moriarty'ego, który przewijał się bliżej lub dalej, ale czuliśmy jego obecność. I to dodawało klimatu. Magnussen pojawia się trochę za późno, żeby poczuć z nim emocjonalną więź :) Na końcu pierwszego odcinka widać tylko jego oczy, w drugim pojawia się kartka na weselu dla Mary od tajemniczego CAM. Zabrakło w tej serii solidnego szwarcharakteru i serial na tym stracił.

    Moriarty. Masz absolutną rację, drugie zmartwychwstanie w jednej serii to przesada :) To tak jakby twórcy się przyznali, że nie mogą się bez niego obejść. I że brakuje im pomysłów. Chociaż ta końcówka wcale nie oznacza, że Moriarty wróci, moim zdaniem nie.

    Tak, sceny z ćpunami były dobre. A jak John sprowadził do parteru Billa :) Masz rację wiadomo było, że akcja z Janine to była mistyfikacja. Tylko John się nie poznał. Jakie miny robił, kiedy Sherlock ją całował, hehe.

    Duże wrażenie zrobiła na mnie scena "śmierci" Sherlocka, znakomicie sfilmowana, ale jak bywało wcześniej aż nazbyt efektowna i zwalniająca tempo opowiadanej historii.

    Czy zmieniłam swoją opinię? Hm, może za drugim razem było odrobinę lepiej, głównie dlatego, że w oryginale jednak sporo dialogów mi uciekło. Ale zasadniczo zdania nie zmieniłam.

    I jeszcze tradycyjnie, scena z napisami, których nie widzieliśmy:

    www.youtube.com/watch?v=Z_hm0Y7Y7uk
















  • mia72 06.05.14, 07:32
    To i ja wychynę na chwile zachęcona komentowaniem Sherlocka...;)
    Dobrze, że komuś jednak sezon ten się podobał;) Ja jednak zostaje przy swoim, ostatni odcinek gł. za sprawa cudownie odrażającego Mikkelsena dużo lepszy od reszty, ale całość zanadto efekciarska jak dla mnie - scena "śmierci" Sherlocka była już przegięciem, wiem, że kunszt filmowy etc. ale po co? oglądałam na bieżąco i nie dało się przewinąć niestety;(
    Dla mnie najlepszy był pierwszy sezon, w którym widać było, ze scenarzyści twórczo przenieśli powieści sir Arthura do współczesności bez popadania przy tym w przesadę w chęci przypodobania się publice spragnionej cudów i dziwów.
    Tak czy siak sezon czwarty będę oglądać, bo oglądanie Cumberbatcha jest jak narkotyk;)... a może jednak Moriarty wróci... a może jednak Sherlock nie zabił na śmierć Magnussona... w tym serialu wszystko być może, oby tylko pierwszy odcinek kolejnej serii nie był cały o tym właśnie, bo prasnę laczkiem w ekran (na szczęście mam jeszcze tv starego typu;) i podziękuję - mimo Cumberbatcha;)
  • grek.grek 06.05.14, 16:14
    no aż Sherlocka trzeba, żebyś wychynęła ?? ;]
    wychynaj, wychyniwaj, wychynawaj regularnie, Mio, bo jak będziemy liczyć na Sherlocka, żeby Cię móc poczytać, to będziemy musieli czekać 2 lata :]]

    sama prawda - pan aktor Cumberbatch as Sherlock jest tak świetny i nieodparty, że po prostu nie da się zrezygnować z kolejnych odcinków, choćby nawet Holmes tropił kradzież słoików typu wek z mieszkania państwa Pierdzików.

    ale to chyba taka przypadłośc, a raczej - żelazny argument - wszystkich seriali, w słabszych chwilach ich żywota : doskonale obsadzony i grany główny bohater.
  • grek.grek 06.05.14, 16:08
    własnie na taką serię uwag Twoich liczyłem :]

    zgadzam się z lwią większością.

    dziwi mnie, a może nie dosłyszałem, czemu Mary z nagła napada na tego Magnussena i chce mu zabrać informacje dot. swojej przeszłości ?
    bo wzięła ślub i chce mieć czyste konto ? czy Magnussen czymś jej grozi ? ujawnieniem ich w jakimś celu ?

    Mary w kominiarce, Janine - druhna i asystentka Magnussena, Watson - mąż Mary... za dużo starych znajomych na metrze kwadratowym przestrzeni, jak dla mnie ;]
    rozumiem intrygę, dobrze skonstruowana, ale brakowało mi jakichś [większej ilości] postaci z zewnątrz.

    Sherlock momentami, takie mam wrażenie, w tym odcinku zbliża się niebezpiecznie blisko postaci quasi-bondowskiej, nie masz takiego wrażenia ? mało dedukcji, a za to dużo włamań, postrzałów, pistoletów i więcej szpiegostwa niż detektywistycznej roboty.

    o, ciekawa opinia.
    uważasz, że wizerunek Moriarty'ego jest wykorzystywany przez kogoś nowego w serialu, aby zatrzymać Sherlocka w Londynie ?

    jakby to rzec... Sherlock kompletnie nie pasuje na takiego misia-pysia, heh, te sceny całusków są aż niesmaczne ;]

    a yes, Sherlock postrzelony - świetnie skomponowana sekwencja, i znów Watson jako powód dla którego podejmuje walkę.

    w ogóle, wydaje mi się, że w tych dwóch ostatnich odcinkach doskonale wyszły sceny ilustrujące "korespondencyjne" stany ducha/zachowania.
    w "Sign of Three" Sherlock zbiera informacje od kobiet, z którymi umawiał się poszukiwany zabójca. było ich 5. w istocie on z nimi pisze mailowo, a na ekranie zostaje to pokazane tak jakby spotkali się w szóstkę w jednej sali i rozmawiali face to face. W "His last..." - podobny charakter, wg mnie, ma własnie ta scena postrzału Sherlocka i jego walki o życie - metaforyczna ilustracja tego, co dzieje się w jego podświadomości, chaotyczne impulsy mózgowe przełożone na symboliczne zachowania wyobrażone.

    dzięki za link. kurdesz, znów nas ocyganili.

    tak coś czułem, miałem nadzieję, że troszkę podniesiesz swoją ocenę dla tej serii :]

    miałaś bezdyskusyjnie rację, że nie dorównała ona dwóm pierwszym, ale... sama w sobie chyba aż taka marna nie była ;]
  • siostra_bronte 07.05.14, 11:49
    Nie mogło być inaczej, kiedy mowa o Sherlocku :)

    I znowu zgadzam się z Tobą.

    No właśnie, też mam problem z szantażem wobec Mary. Magnussen pewnie groził ujawnieniem jej przeszłości Johnowi, ale czego chciał w zamian? Na końcu, kiedy John i Sherlock są u niego, mówi, że mając Mary miałby też Mycrofta. Bo słabym punktem Mycrofta jest Sherlock, Sherlocka - John, a Johna- Mary. Ale jak to chciał technicznie załatwić to nie wiem.

    Zgadzam się, za dużo bondowskich klimatów, z ewidentnie naciągniętymi sytuacjami. Np. dlaczego ochrona Magnussena nie sprawdziła, czy John i Sherlock mają broń, kiedy przyjechali do jego domu? Za to ochroniarze przeszukują ich obu na Baker Street.

    Mam wrażenie, że Moriarty to był trochę rozpaczliwy sposób na efektowne zakończenie serii i wzbudzenie następnych domysłów.

    Mysio-pysio? Hehe. Dla mnie te sceny też były trudne do zniesienia, z wiadomych powodów :)

    Tak, obie sceny, które opisałeś były bardzo pomysłowe, ale co do drugiej mam wątpliwości, jest trochę efekciarska, mimo wszystko.

    Jest jeszcze scena dedukcji Magnussena z napisami, kiedy przychodzi na Baker Str.

    Prawda, nie jest aż tak źle :)




  • grek.grek 07.05.14, 18:10
    dzisiaj już chyba nie zdążę, bo musze gonić :]
    ale jutro jestem i napiszę a'propos Twoich uwag :]
  • grek.grek 08.05.14, 15:30
    no i znów się nie posprzeczamy ;]], bo zgadzam się z Tobą, co do joty.

    Moriarty był świetny, aktor Andrew Scott znakomicie dobrany i sugestywny, w dodatku
    [możliwe, że sam aktor to zasugerował, wciągając w sprawę własną prywatność] o delikatnie zarysowanej niejednoznacznej seksualnej tożsamości, co - także dyskretnie - sugerowało jakieś erotyczne połączenie między nim, a Sherlockiem [chociaż podtrzymuję swoją interpretację, że łączy ich raczej podobne podejście do życia]. sceny ich rozmów uważam za jedne z najlepszych w całym serialu, jak dotąd. co sądzisz o tej relacji ?

    tak czy owak, był świetny, ale jego powrót - jesli się odbędzie i nie zostanie naprawdę dobrze uargumentowany - to jeszcze gorszy wariant niż jego samobójstwo w finale 2 serii. swoją drogą, finał "Fail..." był wirtuozerski i brawurowy, taki do zapamiętania na lata, ale bardzo dużo kosztował 3 serię - nie uważasz ?

    "sceny trudne do zniesienia z wiadomych powodow" ?
    aż tak daleko TO zaszło ? :]]

    ha, czekam zatem na sobotni pokaz w CT 1, co by się z pełną wersją zaznajomić.

    świetnie, zatem :]
    teraz pytanie : kiedy się zjawi 4. seria ? czyżby znowu oczekiwanie miało trwać 2 lata ?
  • siostra_bronte 10.05.14, 13:24
    A ja zgadzam się z Tobą:)

    No właśnie, brak Moriarty'ego i tej specyficznej relacji z Sherlockiem zdecydowanie osłabił tę serię. Moriarty powiedział nawet, że "beze mnie jesteś nikim", oczywiście z dużą przesadą, ale jednak coś w tym jest. Co do tej erotycznej więzi, hm, twórcy to obśmiali w "Karawanie" (scena na dachu), było to raczej wkurzające i w dodatku pełne hipokryzji :)

    Tak jest, finał drugiej serii zaciążył na kolejnej. Ale zamiast łagodnie zejść z wysokiego c, wybrali najgorszą opcję, niestety.

    Dziwię się, że się dziwisz, Greku :) Pamiętasz co pisałam o Irene. A tam przecież nawet do niczego nie doszło :)

    Fajnie, że możesz obejrzeć powtórnie. Mimo narzekań, będzie mi brakować tego serialu i naszych dyskusji :)

    Informacje są sprzeczne. Ostatnio to chyba właśnie 2016 r, ale do tego czasu dużo się może wydarzyć.
  • grek.grek 10.05.14, 14:34
    no toż to rozpusta jakaś ;]]

    bardzo zgrabnie połączyłaś ten cytat z sytuacją serialu.
    możliwe, że - tak jak pisałaś wcześniej - ta zapowiedź powrotu Moriarty'ego jest tylko zmyślnym zabiegiem marketingowym, żeby utrzymać zainteresowanie fanów [chociaż... czy to by było konieczne ?] i podgrzać spekulacje, co dobrze zrobi 4 serii. już raz musieli wyjaśniać jakim trafem Sherlock się nie zabił, mimo że powinien - przywracanie w taki sam sposób Moriarty'ego, to by chyba było zbyt wiele.

    hehe, pamiętam pamiętam.
    mnie się wydaje, że TAM doszło do WSZYSTKIEGO, chociaż niby nic się nie wydarzyło :]

    dzisiaj Czesi powtarzają "His last..." o 20:00.
    och, mnie też, chociaż... przed 4 sezonem będą zapowiedzi, zwiastuny, jakieś przecieki - myślę, że od "Sherlocka" się nie uwolnimy, w większej czy mniejszej dawce :}

    2016... no to... obyśmy zdrowi byli ;]]
  • siostra_bronte 10.05.14, 15:59
    Z ostatniej chwili :)

    film.onet.pl/wiadomosci/benedict-cumberbatch-spotkal-sie-z-widzami-festiwalu-off-plus-camera/pjvk5
  • grek.grek 11.05.14, 13:31
    :] ciekawe, co by było jakby pojawił się ubrany jak serialowy Sherlock. i w tej samej pozie ;]
    to dopiero by było.

    czekając na Sherlocka w CTv, widziałem jakiś materiał w TVN z OPC - były jakieś krótkie flesze z przybycia pana aktora, z pomocą helikoptera, a także parę ujęć Kim Cattrall, która na wstępie spotkania z ludożerką zacytowała piękną polszczyzną dwa wersy polskiego hymnu narodowego, hehe. towarzystwo miało z tego satysfakcję nie gorszą niż Samantha Jones z wiadomo-czego ;]]
  • grek.grek 06.05.14, 14:10
    Świeża rzecz - 2012 rok straight from US.

    Dwóch gejów przygarnia zaniedbanego wychowawczo chłopca z zespołem Downa. Tworzą mu kochający dom, ale system i społeczeństwo są przeciwko nim, wyłącznie z powodu przesądów kulturowych. Tak w największym skrócie. Film manifest, scenarzyści i reżyser nie ukrywają sympatii dla bohaterów, przeciwstwiają im bezduszny i uprzedzony wymiar sprawiedliwości i złośliwych wpływowych macherów z jego otoczenia.

    jesli macie chęć :
    www.youtube.com/watch?v=1gtDvqVIrEU
    a ze spoilerami ?

    Rudi Donatello żyje z dnia na dzień - pracuje jako śpiewająca drag qeen w barze dla gejów, ciągle zalega z czynszem i nieustannie znosi imprezy za ścianą, gdzie mieszka młoda samotna mama, z Marco, dzieciakiem co ma Downa. Mamunia albo wystawia dzieciaka na korytarz, żeby nie przeszkadzał w ćpaniu, albo zostawia go w domu i sama idzie na balety. Rudi się z chłopcem zaprzyjaźnia. Kiedy poznaje w tym swoim barze rozwiedzionego prawnika, Paula - zakochują się w sobie i zaczynają regularnie spotykać i razem także opiekować Marco. Ukrywają przed światem, że są parą, właśnie ze względu na chłopca, wiedzą w jakim świecie żyją. Rudi przeprowadza się do Paula, razem z Marco, oficjalnie jako "kuzyn z synem".

    Kiedy mamunia ląduje za kratami, za posiadanie prochów - zgadza się, żeby Rudi zajął się Marco w trakcie jej nieobecności. No i wtedy już na całego Rudi i Paul przepadają w tym rodzicielstwie, a Marco przepada razem z nimi. Nie sposób wyobrazić sobie lepszej i bardziej zgranej familiji. Opowiadają mu bajki, zapisują do specjalnej szkoły, gotują obiady, a na deser ulubione pączki z czekoladą. MIlczący i smutny dzieciak odżywa przy nich.

    Wszystko się chrzani, kiedy na przyjęciu u szefa Paula panowie wysypują się ze swoim homoseksualizmem.

    Tyle, że otoczenie ma z tym problem. Cała sprawa trafia do sądu, gdzie obaj jegomoście muszą walczyć o prawo do opieki nad chłopcem. Na początku idzie jak z płatka - przedszkolanka i ekspertka społeczna badająca Marco, obie stwierdzają że przy Paulu i Rudim Marco rozwinął się niesamowicie - uspołecznił się, lepiej przyswaja edukację, cieszy się życiem i po prostu chce z nimi pozostać. Ale prokurator wyciąga na wierzch, cóż by innego, "niepokojący styl życia", czyli homoseksualny charakter związku rodziców/opiekunów. A to że się pocałowali przy chłopaku, a to że jeden z nich śpiewa w sukience, a to w końcu, że chłopiec bawi się, o zgrozo ! - lalką :] Gwoli ścisłości, on tą lalką bawił się zanim poznał Rudiego i Paula.

    Pani sędzia niby rozumie sytuację, ale wydaje wyrok negatywny dla nich. Własnie ze względu na "niepokojący styl życia", który "może wydać się Marco czymś naturalnym", a wobec tego może go zwichnąć emocjonalnie ;] Chłopiec ląduje w domu dziecka i płacze za Rudim i Paulem, a Paul z Rudim lądują w smutku nieutulonym. No może częściowo, bo utalentowany wokalnie Rudi uzyskuje pracę w dobrym klubie, gdzie - już bez stylizowania na kobietę - moze śpiewać piosenki. Jak śpiewa, to widać że tęskni. A Paul ogląda go od stolika. I też widac, ze tęskni.

    Panowie składają apelację. Nikt nie chce jej wziąć, poza czarnoskórym adwokatem od spraw beznadziejnych. Przegrywają jednak i to starcie.

    Paul traci posadę w kancelarii prawniczej, i to jego własny szef stoi za tym, że mamunia Marco zostaje zwolniona przedterminowo z więzienia i wnosi o przywrócenie jej praw do opieki nad synem. Sąd się zgadza, no bo matka i ma pierwszeństwo. Nawet jesli trzeba ją trzy razy głośno pytać i przymuszać niemal do odpowiedzi na pytanie "czy chce zajmowac się synem ?".

    Finał jest tragiczny, dzięki czemu wymowa filmu zostaje ekstremalnie podrasowana.

    Po powrocie mamusia robi to co zawsze - baluje i ćpa. Jej nowy "chłopak" wysyła Marco na korytarz, żeby im nie przeszkadzał. Dzieciak sobie idzie, a potem wychodzi z kamienicy i gubi się w nocnych zaułkach miasta.

    Zakończenie tej historii monologuje Rudi - Marco zmarł po tym jak tułał się przez 3 dni "szukając domu" i zatułał się aż pod most, gdzie go później znaleziono. Zmarł z wyczerpania. Notka o tym zdarzeniu pojawiła się w lokalnej gazecie. Rudi wysyła sędziom, oskarżycielom i szefowi Paula osobne egzemplarze tej notatki prasowej - patrzcie, do czego doprowadziliście.

    Zawartośc i jej przesłanie sa dośc czytelne. Jednoznacznie i z przytupem film opowiada się za prawem do wychowywania dzieci przez pary homoseksualne, piętnuje głupotę systemu i bezdusznośc ludzi.

    Chyba najmocniejszy akcent tej opowieści, to wystąpienie Paula na sali sądowej, kiedy mówi ze łzami w oczach : "KOchamy go, a on kocha nas. Jesli nam go odbierzecie, to wyląduje w domu dziecka. I nigdy stamtąd nie wyjdzie. Bo nikt nie chce takiego dziecka jak on - grubego, brzydkiego, z Downem. Nikt prócz nas. A my kochamy najmocniej jak się da".

    Imo, nawet jeśli film pokaZuje przypadek idealny i nie każda para homoseksualna musi być tak zgodna i świetna, to równocześnie jasne jest, że i wśród par hetero jest dokładnie tak samo. Nie ma róznic. Przeszkodę stanowi wyłącznie społeczna opresja i nietolerancja plus brak odwagi sądów, które nie próbują wydawanymi orzeczeniami przyczyniać się do rozpraszania wątpliwości.

    trailer :
    www.youtube.com/watch?v=7ghwGOuuNy0
  • pepsic 06.05.14, 17:16
    Ogólnie mogłabym się z Tobą zgodzić, bo film sprawnie zagrany i zrealizowany, wiernie oddający atmosferę lat 70-tych, gdyby nie nachalna propaganda gejowska i jednowymiarowe spojrzenie, co powoduje, że film jest mało wiarygodny i nie wyciska łez. Świetny Anglik Alan Cumming, jako Rudy. Chętnie zobaczyłabym go ponownie, ale wolałabym jako macho;) Co ciekawe, kiedyś miał żonę, a teraz ma męża. Drobna uwaga, prawnik był zatrudniony na stanowisku asystenta prokuratora, a nie w kancelarii prawniczej. Stwierdzenie to pada na pierwszej, jakże namiętnej randce na parkingu. No cóż, świat należny do odważnych;)
  • grek.grek 07.05.14, 17:43
    można by powiedzieć, ze film... interwencyjny ;]
    istotnie, jest on jednoznaczny w swojej wymowie, ale chyba i to właśnie chodziło.
    wg mnie, zaletą jest to, że dało cię uniknąć płaczliwej ckliwości, o którą chyba nietrudno
    by było w tym całym zamieszaniu.
  • siostra_bronte 06.05.14, 17:20
    Dzięki, Greku :)

    Obejrzałam kawałek, ale historia wydała mi się bardzo przygnębiająca. Nie miałam siły się dołować. I jak się domyślałam, happy endu nie było.
  • grek.grek 07.05.14, 17:44
    dzięki, Siostro :]

    ano, taka historia.
    tragiczny finał wzmocnił przekaz.
  • pani_lovett 07.05.14, 00:46
    Widziałam (bez początku).

    Film inspirowany był autentyczną historią, która wydarzyła się w latach 70. ubiegłego wieku.

    :)
  • grek.grek 07.05.14, 17:45
    :]

    dzięki, Barbasiu, informacja cenna - tym bardziej, że zdaje się w Ameryce poszły te sprawy do przodu ?
  • pani_lovett 08.05.14, 00:21
    W Ameryce chyba tak, choć nie jestem pewna czy we wszystkich stanach pary homoseksualne mają jednakowe prawa do adopcji dzieci.
    Przyznam, że nie śledzę tej kwestii uważnie.
  • grek.grek 08.05.14, 15:03
    ja też tak jakoś... nieregularnie, hehe :]

    ale w zasadzie, wydaje się, że jest to kwestia przełamania pewnych steretypów społecznych. truizm ? :] w praktyce - kwestia czasu, jak mi się wydaje.
  • pani_lovett 08.05.14, 18:18
    > ale w zasadzie, wydaje się, że jest to kwestia przełamania pewnych steretypów s
    > połecznych. truizm ? :] w praktyce - kwestia czasu, jak mi się wydaje.

    Nie wiem, czy to jedynie kwestia przełamywania stereotypów społecznych. Sprawa adopcji adopcji dzieci przez pary homoseksualne budzi różne wątpliwości.

    Przy okazji, twórcy filmu wybrali specyficzny przypadek dziecka upośledzonego, odrzucanego przez społeczeństwo, by znieść te wątpliwości.
  • grek.grek 06.05.14, 15:09
    NO to na drugą nogę.
    Fylm sprzed 2 dni, uwaga - może być powtórka, boć to i Stopklatkowiec.

    LUizjana, śledztwo w sprawie znalezionego przy szosie trupa młodego transseksualisty/tki. Prowadzi je szeryf, Darl Hardwick. I jak to w tego typu historiach : szeryf jest rozwodnikiem, ma córkę która mieszka z eks-żoną, jest pokłócony z młodszym bratem, i zdaje się tankował nieźle w przeszłości. A do tego jego ojciec, eks policjant, gania po okolicy w indiańskim pióropuszu i ze strzelbą. Nie jest typem zajadłego homofoba, ale konserwatywne otoczenie ukształtowało w nim postawę nieufności i nieco tylko przygładzonego szyderstwa wobec odmienności wszelakiej płciowej.

    Trup znaleziony zostaje przypadkiem. Pierwotnie chodziło o zabezpiecznie samochodu dostawczego, który wywrócił się kołami do góry. Przy okazji wyleciało z niego wiele par butów, które czym prędzej Darl rozdał pielgrzymującym na miejsce wypadku mieszkańcom miasteczka. Zwłoki przytrafiły się w drugiej kolejności, leżały nieopodal. Mają kulę w głowie, więc to zabójstwo.

    Co dalej ? spoiler, haha [zaśmiał się ze zgrozą].

    Właściwie policaje nie bardzo wiedzą, co z tym fantem począć, gdzie szukać zabójcy i od czego w ogóle zacząć. Ktoś widział ofiarę na jezdni, jakiś przejeżdzający kierowca, który później zgłosi się z tą informacją. Ale poza tym - nic, żadnych punktów zaczepienia. Aha, i jeszcze jeden fakt - ofiara miała jeden but, drugi zgubiła gdzieś.

    Cała akcja rusza, kiedy do miasteczka przyjeżdża z Nowego Orleanu żona zamordowanego transseksualisty, Scarlett. Wg niej, jej żona alias mąż dzwoniła do niej w nocy. Mąż robił za prezentera bielizny na pokazach. Miał biust, ale poniżej pępka miał męskie urządzenie, co jednak zupełnie nie przeszkadzało w tej pracy. CO robił transseksualista-model w damskich ciuchach, na szpilkach, pośrodku nocy na jezdni przy miasteczku ? No właśnie. Scarlett zeznaje, że w środku nocy mąz dzwonił do niej i twierdził, że uciekł mu autobus i przyjedzie następnym, żeby się nie martwiła. Wg wykazu, dzwonił z miasteczka.

    Scarlett wraca do Orleanu, a wokół szeryfa Darla zaczynają się dziać dziwne historie. Nieformalna rada starszych miasteczka, czyli miejscowy biznesmen, burmistrz i paru innych, sfraternizowanych z senatorem, odwiedzającym miasteczko na róznych rautach i flirtującym przy okazji z eks-żoną Darla [kobieta z klasą, urzędniczka jakaś czy ktoś, w każdym razie - z klasą].

    Zaczyna ta cała ekipa dybać na stanowisko Darla. Ten bowiem nie zamyka śledztwa, z powodu braku dowodów. A im się spieszy. Czemu im się spieszy ? NO właśnie...

    Idą nowe wybory na szeryfa, ale nieformalna rada odwołuje Darla za pomocą decyzji burmistrza, i daje fotel jego dotychczasowemu zastępcy. Perfidnie wykorzystują do tego nieletnią dziewczynę, która się nawaliła jak meserszmitt, a którą Darl ofiarnie zaniósł do własnego domu, przenocował i ocalił jej cnotę. Knujące przeciw Darlowi grubasy namówiły ją, zeby złożyła doniesienie o gwałcie, czy próbie gwałtu. Tak czy siak, Darl zostaje odwołany i zawieszony.

    O ile do tej pory Darl zajmował się sprawą morderstwa transseksualisty z takiej jakiejś naturalnej uczciwości gliniarskiej [bo to dobry chłop] i z zainteresowania osobą Scarlett, o tyle teraz wie, że jej wyjaśnienie leży w jego żywotnym interesie.

    Jedzie więc do Nowego Orleanu, by odnaleźć Scarlett.Jest ona wokalistką i striptizerką w klubie go-go. Aby odnaleźc klub [zostawiła mu nazwę] odwiedza brata. MŁodszego. Brat jest gejem,, przez co wyklął go stary ojciec homofob, a Darl przed laty przyczynił się do wygnania go z miasteczka. "Rada starszych" nie akceptując inności chłopaka - zaproponowała Darlowi deal : wywieziesz go i dostaniesz w zamian posadę szeryfa. Darl na to poszedł, brat ma mu to za złe, a Darl ma poczucie winy.

    Teraz jednak brat mu pomaga, Darl odnajduje Scarlett, pomieszkuje u niej, poznaje środowisko gejów i transseksualnych, przekonując się, że od tego się nie umiera, a jednocześnie dowiaduje się ciekawych rzeczy - feralnego wieczoru zamordowany transseksualista pokazywał bieliznę na zamówienie... senatora, który gościł w miasteczku. A więc "rada starszych" mogła po prostu odkryć jego tożsamośc płciową i zabić go, aby zatuszować potencjalny skandal. Wiecie sami, w Ameryce byle pierdoła od razu jest skandalem ;] Darl i Scarlett mają kłopoty, jacyś nasłani dresiarze próbują ich prześwięcić. Udaje się jakoś uciec. A więc komuś bardzo zależy na tym, by śledztwo się nie rozkręcało. Przy tym wszystkim, Darl ma kryzysy, w momentach kulminacyjnych Scarlett zarzuca mu, że nie wyzbył się swoich homofobicznych naleciałości i prowadzi to śledztwo po to tylko, żeby się z nią przespać, o ile ofk jest ona 100 % kobietą.

    Darl wraca do miasteczka i gruntownie przetrząsa teren. Znajduje zgubiony but zamordowanego. I to rzut beretem od domu burmistrza. Ten zaś, w obstawie reszty dziadów, cynicznie namawia Darla do zachowania zdrowego rozsądku. On im odpada, żeby raczej pilnowalii jego bezpieczeństwa, bo jeśli będą mu podskakiwać, to pójdzie do mediów, a one opiszą rauty miasteczkowe z senatorem w roli głównej, na których transseksualiści paradują bieliźnie.

    Jeszcze raz do miasteczka przyjeżdza Scarlett. I razem demaskują zabójcę. A jest nim... żaden z grubasów, żaden senator, ot zwykły opóźniony w rozwoju obleśny grubasek z miejscowego sklepu, niedaleko budki telefonicznej, z której - jak ustalono - ofiara dzwoniła do swojej żony.

    Darl zaszedł do tego sklepu przypadkiem. Scarlett chciała skorzystać z toalety. GOść gapiąc się w tiwi powiada - że tylko męska jest czynna, damska zamknięta. Ona na to, ze może pójśc do męskiej. Tylko klucz niech jej da. Na co gość rzuca jakąs uwagę, niby złośliwą, o tym, że niby nigdy nie wiadomo, kto faktycznie korzysta z męskiej a kto z żeńskiej kabiny.

    Darl włamuje się do tego zamkniętego damskiego przybytku - ogląda go gruntownie od środka. Odkrywa wywiercony otwór w ścianie, dla niepoznaki otoczony jakimś czymś sugerującym, że to cześć hydrauliki pomieszczenia. Idąc tym tropem - Darl odkrywa, że grubasek zrobił sobie darmowe kino. Przez ten otwór podglądał kobiety korzystające z kabiny. Kiedy przyszła tam żona Scarlett i zdjęła co się zwykle zdejmuje w takich okolicznościach, a grubasek zobaczył, że ma ona sikawkę, a nie kreseczkę... zwariował. Zagonił ofiarę w teren i zastrzelił człowieka w akcie wściekłości.

    Tak to własnie bywa, szambo wybija w najsłabszym punkcie. Cóż grubasek... po prostu nasiąkł środowiskowymi klimatami i poglądami, zrobił to co wydało mu się słuszne i właściwe.

    Na pogrzebie zamordowanego Darl jedna się z bratem, jest też sugestia że on i Scarlett znajdą wspólną przyszłość - on widział jej striptiz sceniczny, więc już wie, że jest ona kobietą bez dodatków, więc jest mu łatwiej [mogli to zostawić w niedopowiedzeniu]. Typowa zatem opowieść, jak to śmierć, dramat, zbrodnia, historia tragiczna przyczynia się do czegoś dobrego - naprawy innego człowieka, wyprostowania ścieżek, pozbycia się uprzedzeń i zawarcia pokoju z samym sobą i z rodziną.

    Dobry Billy Bob Thornton w roli głównej.
    Niespecjalnie dreszczowate kino, śledztwo też raczej bez skandynawskiej otoczki, a największy akcent położony jest na mentalne przemiany Darla.

    www.youtube.com/watch?v=sFvGUKzmroI


  • pepsic 06.05.14, 17:21
    Coś tam w pamięci mi zostało, aby przyznać Ci rację, że to przyzwoita obyczajówka kryminalna i do tego z morałem.
    THX:)
  • grek.grek 07.05.14, 17:40
    cała przyjemnośc po mojej stronie :]
  • pepsic 06.05.14, 18:28
    Tak to własnie bywa, szambo wybija w najsłabszym punkcie. Cóż grubasek... po prostu nasiąkł środowiskowymi klimatami i poglądami, zrobił to co wydało mu się słuszne i właściwe.

    Bardzo uniwersalne przesłanie. Skojarzyło mi się jednoznacznie z zabójcą Marka Rosiaka, niejakim Cybą, członkiem PO ogarnięym nienawiścią do prezesa PiS. I nie jest to przyczynek do dyskusji, tylko moja pierwsza myśl i analogia.
  • grek.grek 07.05.14, 17:38
    ten pan miał, z tego co podały media, namiary na polityków wszystkich opcji sejmowych, a z PO został usunięty pare lat wcześniej :].

    może jego "matecznika" należałoby szukać raczej w poglądach partii pozaparlamentarnych ?
  • pepsic 07.05.14, 19:33
    Media tuz po tragedii rozmywały odpowiedzialności i relatywizowały wybór ofiar zabójstwa. Jednak i sąd i morderca, który złożył oświadczenie jednoznacznie wskazali, że celem ataku mieli być politycy PiS: Kaczyński, Ziobro i Kurski. Z oświadczenia wynika ponadto, że Cyba to człowieka uwarunkowany przez przemysł pogardy i nienawiści, powtarzający „nagrane” mu wrzutki o winie braci Kaczyńskich za tragedię smoleńską. Sorry Greku, ale takie sa fakty.

    Blogerzy dowodzą, że nie podjęto stosownej uchwały skreślającej go z listy PO ale to mniej istotne, bo faktycznie w ostatnich latach przed zabójstwem Marka Rosiaka w PO sie nie udzielał.

    Masz na myśli JKM?
  • grek.grek 08.05.14, 14:50
    ja miałem wrażenie, że ten gość był obrażony generalnie na polskich polityków.
    a to by znaczyło, że raczył się retoryką tych partii, które sugerują własnie taki
    obraz rzeczywistości. nie chcę powiedzieć, że one ponoszą winę za jego wyczyny, bo
    trudno odpowiadać za wariata, który nie rozumie politycznego teatru i wszystko
    bierze na 100 % serio i dosłownie.
  • pani_lovett 08.05.14, 16:44
    > trudno odpowiadać za wariata, który nie rozumie politycznego teatru i wszystko
    > bierze na 100 % serio i dosłownie.

    Otóż to.
  • pepsic 08.05.14, 17:58
    Cyba nie był wariatem. Jego poczytalność potwierdzili biegli.
  • pani_lovett 08.05.14, 20:43
    pepsic napisała:

    > Cyba nie był wariatem. Jego poczytalność potwierdzili biegli.


    Pepsic, czy normalny człowiek idzie zabijać polityków z danego ugrupowania, tylko dlatego, że nie lubi, nie znosi, nienawidzi tego ugrupowania i jego prezesa, albo dlatego, że nasłuchał się mniej lub bardziej ostrych słów krytyki pod adresem tego ugrupowania?

    Brevik też nie został uznany za wariata.
    I dobrze, w obu przypadkach, obaj zostali surowo ukarani.
  • pepsic 09.05.14, 19:59
    Nie o krytykę, a język pogardy i nienawiści chodziło.

    Gdyby iść Waszym tokiem myśl, który notabene umniejsza wymiar zbrodni, nie powinny istnieć więzienia, a zamknięte zakłady psychiatryczne.

    Nie uważam, że surową karą za zamordowanie 77 ludzi jest ledwie 21-letnia odsiadka w cieplarnianych skandynawskich warunkach.
  • grek.grek 10.05.14, 14:27
    wiesz, Pepsic, dla mnie ten rząd i prezydent, to też nie jest wymarzone combo, wolałbym jednak ludzi otwartych, zdolnych do przeprowadzania zmian. jesli oni nie potarfią przeforosować nawet czegos tak natychmiastowo potzrebnego w Polsce, co w całej Europie jest standardem, czyli ustawy o związkach partnerskich, to dla mnie są szkodliwymi nieudacznikami, którzy pchają się na stołki, bo nic innego w życiu nie mają do roboty.

    ale mówiąc szczerze, to jak dla mnie rząd PO i prezydent z nadania PO oberwali większą ilością "pogardy i nienawiści" niż ich poprzednicy - już samo sugerowanie, ba - noszenie na sztandarach podczas pochodów - haseł "PO zamordowała 96 osób w tym parę prezydencką" jest czymś niesłychanym. sugerowanie prezydentowi, że jest rosyjskim agentem... z drugiej strony, pamiętam jak rząd PiS ścigał niemiecką gazetę za to, że porównała braci bliźniaków do kartofli - i też nazywane to było "pogardą i nienawiścią". a to zwykły dowcipas był. marny, ale dowcip. zamiast obrażania się, trzeba było wysłać tej gazecie worek ziemniaków z liścikiem "znajdźcie nas". Niestety, ja się w pewnym momencie złapałem na tym, że PiS i środowiska skupione wokół niego, za "pogardę" uważają każdą najdrobniejszą krytykę ich postępowania.

    wydaje mi sie, że to zabieg marketingowy, kreowanie siebie w roli ofiary, z jednej strony - integruje to niektóre środowiska ludzi, którzy popierają PiS [nie mówię o Tobie], a syndrom ofiary jest im bardzo bliski - a do tego naznaczają krytykow jako stroną napastliwą, chamską, agresywną i przekraczającą granice przyzwoitości, z drugiej - dają możliwość samodzielnego atakowania, zapominania sie w tym atakowaniu wręcz, i wygodne alibi "to oni uprawiają przemysł pogardy, my się tylko bronimy".

    dlatego, myślę że jedyna rzecz w tym całym zamieszaniu, jaka ma istotne znaczenie, to fakt że żaden z wołających "PO zabiła 96 osób" nie złapał za broń.

    chociaż... jak słyszę pana reżysera Brauna, który nawołuje do czynnego likwidowania przeciwników politycznych z Gazety Wyborczej [też nie moja bajka], to zastanawiam się, czy jak już ktoś nie złapie, to się skończy na jednej ofierze.
  • pepsic 10.05.14, 22:22
    Jak dla mnie związki partnerskie nie są żadnym priorytetem, bo nic w kraju pod względem ekonomicznym nie zmienią i tak naprawdę interesują znikomą część społeczeństwa. I dziwi mnie, że akurat to zagadnienie wybrałeś, aby pokazać katastrofalne i skandalicznie nieudolne rządy PO.
    Podajesz za przykład sztandar, za którym stoi anonimowy człowiek, podczas gdy PiS i ich liderzy byli i nadal sa obrażani na każdym kroku przez osoby z wierchuszki PO, jak Bartoszewski, Niesiołowski, Palikot, Sikorski, czy celebryci Wojewódzki, Zapędowska etc. I wielu, wielu do nich dołącza.
    Oto zabieg marketingowy:
    I jeszcze tu:
  • grek.grek 11.05.14, 13:46
    związki partnerskie mozna załatwić w miesiąc i pomóc wielu ludziom. procesy ekonomiczne trwają latami. wg mnie, nie ma żadnej racjonalnej przyczyny, żeby czekać ze związkami partnerskimi na poprawę ekonomicznych wskaźników. to są dwie kompletnie od siebie niezależne kategorie.

    wiesz, zadłużenie sięgające biliona to oklepana sprawa ;]
    nie mam wątpliwości, że żaden rząd nie zacznie likwidować przywilejów róznych grup zawodowych, do których wszyscy dopłacamy krocie. nie sądze, że obniżą podatki.

    dla mnie kuriozum nie jest facet o lasce, ale baba z brodą do pasa [żeby być na czasie ;)]. ekonomiczne problemy ma wiele krajów w Europie. to są złożone, trudne sprawy.

    natomiast takie rzeczy jak przysłowiowe związki partnerskie, to jest rutyna, podstawa. to jak umycie uszu rano. nie zżymam się, że ktoś pleców nie ogolił, bo do tego trzeba by jednak trochę czasu. mycie uszu, to zaś banał, truizm, oczywista oczywistość. i nawet tego ten kaprawy rząd nie umie przeprowadzić. in vitro, złagodzenie tej kuriozalnej ustawy antyaborcyjnej etc., wszystkie ustawy wolnościowe, to absolutna podstawa. to pokazuje jak ten rząd jest tchórzliwy i nastawiony na trwanie za cięzkie pieniądze, zamiast poprawiania jakości życia ludzi.

    wiesz, jak obraża wierchuszka to pół biedy, bo można to zrzucić na karb politycznego teatru. ale jak zaczynają takie hasła nosić ludzie na ulicy, to jest kłopot.

    wg mnie, jedni i drudzy mają za uszami. Palikota też któryś z PiSowców chciał "wieszac na suchej gałęzi". ma ten PiSowiec szczęscie, że Palikot ma ochroniarzy albo że żaden wyborca PiS nie wziął sobie tego do serca.

    jeszcze jedna sprawa.
    widzisz, jest jakoś tak, że ja na ulicach podczas demonstracji widzę hasła "PO zabiła 96 osób" albo "Tusk z Putinem i KOmoruskim zamordowali nam prezydenta", a nie widzę haseł z tego "przemysłu pogardy". szczerze mówiąc, z "przemysłu pogardy" na ulice przebił się tylko pan Hubert zwany Bezdomnym, który po pijanemu nawrzucał panu śp. prezydentowi Kaczyńskiemu.

    więc, jak to jest ? "przemysł pogardy" nie generuje marszów z pochodniami i transparentami "Kaczyński zabił nam 95 osób, w tym własną zonę, bo nie wydał rozkazu odejścia na drugi krąg", a zamiast tego ofiary "przemysłu pogardy" ganiają tysiącami z dziesiątkami transparentów treści wspominanej ? :]
  • pepsic 13.05.14, 18:30
    Widać lud ma pretensje, że rząd Tuska nie zabezpieczył należycie wizyty w Rosji i wysłał prezydenta RP i 95 towarzyszących mu osób na śmierć, co ostatnio wspólnie ustaliliśmy, jak mi się zdaje. Ulica ma prawo protestować przeciwko nieudolnym rządom/nierządom, a obrzucanie obelgami i szyderstwem opozycji (zważ na proporcje, vide 2-tomwy "Przemysł pogardy" Kmicika!) oraz jej zwalczanie przez wysoko postawionych urzędników to standardy białoruskie. A co do domniemanego zamachu - rząd nic nie zrobił, aby przekonać społeczeństwo, że go nie było.
  • grek.grek 14.05.14, 14:57
    ja się niezmiennie zastanawiam, ile w tym polityki, a ile autentycznego uczucia ;]

    na zamach nie ma potwierdzenia, nie ma przesłanek by ten wariant brać pod uwagę, co wydaje mi się dostatecznym argumentem do stwierdzenia, ze go nie było.
  • pani_lovett 11.05.14, 14:16
    >PiS i ich liderzy byli i nadal sa obrażani na każdym kroku przez osoby z wier
    > chuszki PO, jak Bartoszewski, Niesiołowski, Palikot, Sikorski, czy celebryci Wo
    > jewódzki, Zapędowska etc.

    Jeśli ktoś najdrobniejszą krytykę postępowania (bywa, przecież nie raz że w dużej mierze uzasadnioną), a nawet żarty kabaretowe (na drugim linku) uważa za obraźliwe i traktuje jako powód do obrazy to, imo, nie nadaje się na polityka, nie nadaje się do życia publicznego.
  • pepsic 13.05.14, 18:44
    Każdy ma własne poczucie humoru. Grek kiedyś zalinkował kabaretowy żart o dziurawych skarpetkach Tuska (czy jakoś tak) i wcale nie było mi do śmiechu. No sorry. Jak Komorowski dostał na Ukrainie jajkiem - podobnie. A przecież nie są z mojej bajki i powinnam rechotać.

    Barbasiu, głowę naszego państwa L. Kaczyńskiego nazwano chamem (Palikot), Przewodniczącego największej partii opozycyjnej J. Kaczyńskiego ch..em (Hołdys).
    Wulgarne chamstwo uważasz za krytykę?

    nie nadaje się na polityka, nie nadaje się do życia publicznego.
    Niechcący wpisałaś się w retorykę pana premiera Tuska.
  • pani_lovett 13.05.14, 20:57
    Generalnie zgadzam się.

    Jedno małe wyjaśnienie, w pod linkami , które zostały umieszczone w kontekście rozmowy o "obrażaniu (sic!) przedstawicieli PIS" jako przykłady podałaś (na materiale z youtube zatytułowanym, jak się domyślam, ironicznie,"polityka miłości") fragmenty skeczy, w których żartowano (kulturalnie) np. z niskiego wzrostu prezydenta. Zdziwiło mnie bardzo , że tego rodzaju skecze uważane są za obraźliwe. I dlatego napisałam, że jeśli, ktoś obraża się na tego rodzaju żarty to, nie nadaje się na polityka, nie nadaje się do życia publicznego.



    Jak Komorowski dostał na Ukrainie jajkiem - podobnie. A przecież nie są z mo
    > jej bajki i powinnam rechotać.

    Ale to chyba nie był skecz kabaretowy?

    > Barbasiu, głowę naszego państwa L. Kaczyńskiego nazwano chamem (Palik
    > ot
    ), Przewodniczącego największej partii opozycyjnej J. Kaczyńskiego ch
    > ..em (Hołdys)
    .
    > Wulgarne chamstwo uważasz za krytykę?

    Tak, ci panowie użyli skandalicznych, chamskich, wulgarnych, obraźliwych słów, które w nigdy nie powinny były paść, aczkolwiek ani w jednym ani drugim wypadku nie był to przecież atak słowny ograniczony jedynie do tych wulgarnych słów, lecz były one (niefortunną) częścią szerszej wypowiedzi, krytycznych komentarzy do wydarzeń i zjawisk wywołujących publiczne dyskusje . Nie wiem dlaczego, nie podałaś całych wypowiedzi.
  • pani_lovett 11.05.14, 15:03
    > PiS i ich liderzy byli i nadal sa obrażani na każdym kroku przez osoby z wier
    > chuszki PO, jak Bartoszewski, Niesiołowski, Palikot, Sikorski, czy celebryci Wo
    > jewódzki, Zapędowska etc. I wielu, wielu do nich dołącza.

    Aczkolwiek druga strona nie pozostaje dłużna.

    - [Bartoszewski - red.] to pastuch słabej klasy. Niech się schowa i nas nie poucza. Tak mi się wydaje, że osoby w starszym wieku powinny dać sobie spokój. Nie obrażać Polaków, nie wyzywać, język opanować - powiedziała posłanka PiS Krystyna Pawłowicz w telewizji Superstacja. Tymi słowami skomentowała udział Władysława Bartoszewskiego w spocie PO.

    wybory.gazeta.pl/ParlamentEuropejski2014/1,137162,15927775,Pawlowicz_o_Bartoszewskim__To_pastuch_slabej_klasy_.html
  • grek.grek 11.05.14, 18:01
    cześć, Barbasiu :]

    posłanka Pawłowicz, no co tu dużo mówić... podoba mi się :]]
    naprawdę. ma cięty jęzor i zero paniki. szkoda, że się prowadza z tymi od Radia Maryja, bo
    jakby czasami dowaliła też klerowi, to bym ją na rękach nosił, haha.
    sto razy wolę ją od tych beznadziejnych paniuś z drugiej strony politycznej barykady, które
    nie mają żadnej ikry.

    wiesz, wg mnie jegomośc pan Bartoszewski zasłużył sobie na ripostę.
    nazywał ludzi "bydłem", więc sam się niejako ustawił w roli "pastucha".
    jestem jak najdalszy od uznawania, że skoro pan ma 90 lat i był w obozie koncentracyjnym, to ma prawo okładać ludzi parasolką i strzykać śliną, a oni powinni milczeć.
    jestem za równouprawnieniem ;]

    nie przypominam sobie, żeby szanowny profesor za to "bydło" wyraził skruchę.



  • pani_lovett 13.05.14, 18:46
    Małe uzupełnienie na początku:

    Komentując spot wyborczy PO Władysława Bartoszewskiego Pawłowicz powiedziała jeszcze:
    Siedzi w fotelu jak przed egzekucją na krześle elektrycznym i to już chyba po wykonaniu wyroku, bo wszystkie światła jakieś pogaszone dziwnie.


    Baba , która wie jak ma przyfasolić, żeby zabolało.
    Też ma Ci się kto podobać!? ;)


    > wiesz, wg mnie jegomośc pan Bartoszewski zasłużył sobie na ripostę.
    > nazywał ludzi "bydłem", więc sam się niejako ustawił w roli "pastucha".

    A nie sądzisz , że to tłumaczenie jest porażająco infantylne oraz prostackie? Usprawiedliwianie własnego chamstwa, tym, że ktoś kiedyś też niewybrednie się wypowiedział świadczy jak najgorzej, imo, o takiej osobie i jej kulturze osobistej.

    A ja przeciwnie, uważam, że z racji wieku, dużego doświadczenia w tym politycznego, wiedzy, działalności na rzecz kraju i ludzi, z racji dokonań, osiągnięć Władysławowi Bartoszewskiemu należy się bezwzględny szacunek, nawet, jeśli nie podziela się jego poglądów, a nawet jeśli bolą ostre słowa.

    Poza tym odnosić się do czyjejś wypowiedzi, krytykować można w kulturalny sposób, przypominam.


    > jestem za równouprawnieniem ;]


    Tylko niech potem wierchuszka PIS nie krzyczy, że tylko oni są nieustannie obrażani.


  • grek.grek 14.05.14, 15:02
    z tym "krzesłem", to przesada i głupota.

    haha ;]
    wiesz, podoba mi się ten rodzaj politycznego temperamentu. życzyłbym sobie moze, żeby była w tym jakaś nuta humoru, a może ciut mniej zajadłości.

    możliwe, że masz rację.
    wydaje mi się jednak, że zastosowanie ma tutaj stare porzekadło "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie", przy czym "Bóg" występuje wyłącznie w formie przysłowiowej :]

    generalnie, jestem za tym, żeby się nie obrażać, a raczej ripostować :]
    masz rację - jak ktoś wchodzi na ring, to nie powinien płakać, jesli dostanie w ucho ;]] polscy politycy zdają się o tym zapominać.
  • pani_lovett 11.05.14, 14:07
    >już samo sugerowanie, ba - noszenie na sztandarach podczas pochodów - haseł "PO >zamordowała 96 osób w tym parę prezydencką" jest czymś niesłychanym. sugerowanie >prezydentowi, ż e jest rosyjskim agentem...

    Wcześniej ze strony PIS padały jeszcze teksty o dziadku z Wermahtu odnoszące się do premiera Tuska, o łże-elitach, zdrajcach chodzących na pasku Merkel i Putina, ZOMO, sojusznikach morderców księdza Popiełuszki.

    Absolutnie skandaliczna mowa !
    Nawet nie wytrzymuje porównania z najgłupszymi prowokacyjnymi tekstami Palikota (zalinkowanymi niżej).


    > dlatego, myślę że jedyna rzecz w tym całym zamieszaniu, jaka ma istotne znaczen
    > ie, to fakt że żaden z wołających "PO zabiła 96 osób" nie złapał za broń.

    Ale za to w ostatnich latach rokrocznie marsze z okazji Święta Niepodległości zakłócane są przez groźnie wyglądające zamieszki organizowane przez ludzi nie kryjących niechęci do rządu, podczas których demolowana jest stolica; ostatnio ofiarą zamieszek stały budynki ambasady Rosji.


    Niestety, ja się w pewnym momencie złapałem na tym, że PiS
    > i środowiska skupione wokół niego, za "pogardę" uważają każdą najdrobniejszą kr
    > ytykę ich postępowania.

    Otóż, to.
  • pepsic 13.05.14, 19:03
    Dziadek to fakt. Kurski nie skłamał.

    Elity mamy, jakie mamy, tudzież autorytety, co widać zwłaszcza w tvn24 i gazecie wyborczej.

    He, he, a od kogo KLD Tuska brała dotacje? Piskorski z Olechowskim twierdzą, że od partii niemieckiej, a czy wrak Rosja oddała? A żółwiki to sie komuś przyśniły?

    Zabójstwa ks, Jerzego dokonali funkcjonariusze SB, a "Resortowe dzieci" pokazują post ubeckie powiązania ze światem polityki i mediów.

    Masze niepodległości od lat sa nieustającym miejscem prowokacji mających uderzać w największa partię opozycyjna i jedyna realną teraz. Przypominam, w zeszłym roku PiS przeniósł sie w tym dniu do Krakowa i prowokacja nie udała się. I nie radze, abyś narodowców kojarzyła z PiS, bo oni tego bardzo nie lubią, znaczy narodowcy;)
    Nikt nikogo nie zmusi do okazywania miłości do miłościwie panującej PO, aczkolwiek każdemu wolno kochać.



  • grek.grek 14.05.14, 15:06
    przychodzi mi do głowy myśl, że od kiedy poczciwi eks-komuchy oddali rządy prawicy, język debaty politycznej się spaskudził okropnie. jak by nie było, przed 2005 rokiem takich wyczynów nie notowaliśmy. było czasami seksistowsko, czasami dowcipy nie trafiały w sedno, ale nie było tak ostro jak teraz. takich podziałów jak dziś między partiami post-styropianowymi nie było nawet między komuchami, a solidarnościowcami, nawet oni nie wykopali takich podziałów. inna rzecz, że te podziały dotyczą 5 % społeczeństwa.
  • pani_lovett 14.05.14, 15:33
    To prawda.

    >inna rzecz, że
    > te podziały dotyczą 5 % społeczeństwa.

    Nie za niskie te szacunki? Tylko 5%?
  • pepsic 13.05.14, 19:12
    sugerowanie prezydentowi, że jest rosyjskim agentem...
    Prezydent Komorowski wsławił się tym, że jako jedyny polityk PO głosował w sejmie w interesie WSI.
  • pepsic 13.05.14, 19:23
    Na zakończenie dyskusji, bo sądzę, ze temat się wyczerpał, przynajmniej z mojej strony:
  • grek.grek 14.05.14, 15:08
    nie rozumiałem i nie rozumiem domagania się immunitetów dla ludzi wchodzących do polityki. jesli starszy pan ma dośc werwy, żeby "bydłem" rzucać, to powinien "pastucha" znieśc bez problemów :] w sumie, "pastuch", to żadna inwektywa, zwłaszcza w rzeczonym kontekście.
  • pani_lovett 14.05.14, 15:30
    W kontekście ... "dobrego pasterza" (sic!) jakim, jest wg. Pawłowicz, Jarosław Kaczyński to "pastuch" trochę brzmi jak obelga .

    Przy okazji cała wypowiedź Bartoszewskiego:

    "Są jednak granice milczenia. Są sytuacje, w których milczeć po prostu nie wolno. W kraju za rządów braci Kaczyńskich działo się coraz gorzej. Koszmarna koalicja Prawa i Sprawiedliwości z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin przynosiła skandal za skandalem. Polityczne wiarołomstwo stało się normą. Kolejne obietnice wyborcze Jarosława Kaczyńskiego rozwiewały się w pył. Stało się dla mnie jasne, że jego wizja budowy lepszej Polski, której zaufały miliony Polaków, okazała się jednym wielkim oszustwem. Dlatego też postanowiłem nazwać rzeczy po imieniu i - jak ujął to jeden z przedwojennych satyryków - "przestać uważać bydło za niebydło"."


    Myślę, że bardziej zabolała celna krytyka, niż określenie "bydło".
  • pepsic 14.05.14, 18:00
    Same słowa to mało, trzeba uwzględnić kontekst, bo cytat "to mi już do reszty zbrzydło, uważać bydło za nie-bydło" padł w okolicznościach kampanii wyborczej w 2007 roku, w kontekście jednoznacznie wskazującym na wyborców PiS. Minister w rządzie PO W. Bartoszewski popełnił jeszcze wiele innych podłych i pogardliwych słów, jak: motłoch, dyplomatołki, hodowca zwierząt futerkowych (o prezesie PiS), biedna panna bez posagu (o Polsce).
    Tu mądra, wyważona opinia:
  • pani_lovett 11.05.14, 15:00
    pepsic napisała:

    > Nie o krytykę, a język pogardy i nienawiści chodziło.

    Jak Grek, odnoszę wrażenie za "język pogardy i nienawiści " PIS i jego zwolennicy uważa każdą najdrobniejszą krytykę ich postępowania, a nawet żarty kabaretowe, jak się okazuje (link). I to jest nieco niepokojące.

    > Gdyby iść Waszym tokiem myśl, który notabene umniejsza wymiar zbrodni, nie pow
    > inny istnieć więzienia, a zamknięte zakłady psychiatryczne.

    Nie uważam, by śmierć zadana politykowi z ręki szaleńca miała umniejszać wymiar zbrodni. Śmierć w takich okolicznościach zawsze będzie wielkim dramatem.


    > Nie uważam, że surową karą za zamordowanie 77 ludzi jest ledwie 21-letnia odsi
    > adka w cieplarnianych skandynawskich warunkach.

    Niestety, to jest obecnie najwyższy możliwy wymiar kary w Norwegii. Dlatego wierzę, że Norwegowi, coś wymyślą, by zatrzymać Brevika do końca życia w więzieniu.

    >w cieplarnianych skandynawskich warunkach.

    Tak sobie myślę, że, nawet najbardziej cieplarniane warunki w więzieniu w żadnej nie zrekompensują braku wolności, możliwości pełnego decydowania o sobie samym .
  • angazetka 06.05.14, 16:06
    ... że nie ma na co do kina, to dziś tam idę ;)
    Na przedpremierę "Teorii wszystkiego" Gilliama.
    I to jest nawet bardzo dobre, bo dzięki temu przełom maja i czerwca będę mogła spędzić na nieprzyzwoicie dużej ilości seansów - FANFARY, albowiem zbliża się straszny moment - "X-menów".
  • pani_lovett 07.05.14, 00:13
    angazetka napisała:

    > ... że nie ma na co do kina, to dziś tam idę ;)

    No proszę, szukajcie a znajdziecie, mówił klasyk. ;)
  • maniaczytania 07.05.14, 20:02
    wybierasz sie na XMenow?

    --
    Maniaczytania - blog
  • angazetka 07.05.14, 21:36
    Czy się wybieram? Nózkami przebieram, żeby to było JUŻ :)
  • maniaczytania 08.05.14, 18:12
    to tak jak ja :) tez sie juz nie moge doczekac, a trailery tylko to podkrecaja ;)

    ale ja to na wszystkie Marvela ostatnio chodze - w tym roku bylam juz i na Kapitanie Ameryce i na Niesamowitym Spidermanie, i na Straznikow Galaktyki tez sie wybieram ;)

    Rany, a jeszcze rok temu zylam w blogiej nieswiadomosci i nikt by mnie wolami na takie filmy nie zaciagnal ;)

    --
    Maniaczytania - blog
  • angazetka 08.05.14, 20:01
    A co ci się stało przez ten rok? Tzn. jak ci się mania zaczęła? :)
    Jestem osobą totalnie niekomiksową i filmy o superbohaterach wchodzą mi różnie - oglądam "Thory" i "Avengersów", ale już do "Kapitana Ameryki" i "Ironmana" mnie nie ciągnie.
    Ale młodzi "X-meni" w postaciach McAvoya i Fassbendera mają niesamowitą moc sprawczą ;)
  • maniaczytania 08.05.14, 20:46
    zaczelo sie od Iron Mana 3, na ktory to film zaciagnelo mnie do kina dziecko. Obejrzalam, moze nie z zachwytem, ale podobalo sie (nie bez wplywu byl tu Robert Downey Jr uwielbiany przeze mnie od nastolectwa;) ). Potem jakos wpadlo "X-Men pierwsza klasa" i to bylo super! Potem kolejne i tak od filmu do filmu jakos wpadlam po uszy ;) Ale najbardziej to chyba po "Avengers" :)))
    Najbardziej podobaly mi sie w sumie "X-Men Pierwsza klasa", "Avengers" i "Thor 2".
    I masz racje Fassbender to jest to :)
    Za McAvoyem nie przepadam, ale tu jest znosny ;)

    --
    Maniaczytania - blog
  • siostra_bronte 06.05.14, 17:37
    Jutro w Stopklatce o 22.30. Widzieliście? Przy okazji, dzięki, Pepsic za info. Namierzyłam ten kanał u siebie. Fakt, że to same powtórki, ale warto śledzić, mimo wszystko.

    Ekranizacja "Niebezpiecznych związków" de Laclosa w reż. Milosa Formana z 1989 r. Forman miał pecha, jego film pozostał w cieniu znakomitego filmu Stephena Frearsa, który miał premierę trochę wcześniej. Wersja Formana jest lżejsza, mniej dramatyczna. A bohaterowie: Valmont (Colin Firth) i markiza de Mertuil (Anette Benning) nie tak demoniczni, bardziej ludzcy. Widziałam ten film dosyć dawno, więc nie pamiętam szczegółów, raczej ogólny klimat. Niestety, emisja jest zbyt późno. Cała nadzieja w Greku :)

  • pepsic 06.05.14, 17:58
    Skoro o stoplatce mowa, dzisiaj wypatrzyłam dramat z antypodów niedawno pokazywany bodajże w Ale kino. Przygnębiający, raczej dla masochistów.

    Ależ proszę. Włączyli mi także kanał CBS Europa, który ku mojemu zdumieniu niewiele ma wspólnego z kinem europejskim.

    "Niebezpieczne związki" zarówno film, jak i powieść zawsze mnie dołują. O tak, przy "Valmoncie" zapomniano o zbadaniu rynku zdając sie całkowicie na geniusz reżysera. Tak po prawdzie nie mam pojęcia, czy oglądałam.
  • grek.grek 07.05.14, 14:08
    obejrzałem.
    dzięki wielkie za zapowiedź, Pepsic :]
    tytuł gdzieś już słyszałem wcześniej, ale że Stopklatka ?.. świeży film ?.. o 20:10 ?.. zaskoczenie.

    jak dla mnie - dobre kino, specyficznie "familijne" :], bo w istocie owo "królestwo zwierząt", to rodzina, w której instynkty odgrywają rolę podstawową.

    rzecz polega na tym, że młodemu Joshowi umiera matka.
    ojca od dawna nie ma, więc Josh musi zamieszkać z babcią i swoimi wujkami.

    o jednym wujku Josh mówi "jak ktoś mu wchodził w drogę, to rozwalał łeb, ale nas traktował dobrze".

    drugi wujek, to taki gość, że kiedy podczas jazdy samochodem przekracza przepisy, a inny kierowca zwraca mu uwage - wujek jedzie za nim wytrwale, a kiedy tamten się zatrzymuje, żeby go przepisowo opie,przyć : wujek daje Joshow pistolet i mówi "postrasz go" - kiedy krewki kierowca wieje w podskokach wujek ma dobrą zabawę. poza tym, wujek ten charakteryzuje się histerycznymi reakcjami i lubi wciągać nosem biały proszek.

    trzeci wujek przez pewien czas się ukrywa, a kiedy już się odkrywa, to okazuje się być kompletnie fiśniętym paranoikiem. w przeciwieństwie do wujka # 2 - ten wujek jest zimnokrwisty, chodzi i wszędzie wietrzy kłamstwa, ukryte intencje oraz spiski. może i nawet ma rację w częsci przypadków. ale jednocześnie jest po prostu groźny dla otoczenia, bo nie ma żadnych skrupułów w wykańczaniu ludzi.

    czwarty wujek wydaje się być nieco inny, jemu trochę ciąży ten cały pie,prznik toksykologiczny. chciałby zacząć od nowa i gdzieś indziej, ale nie bardzo wie jak to zrobić, więc się miota wewnętrznie. instynkt ucieczki.

    wszyscy, w mniejszym lub większym zakresie, są przestępcami, także narkotykowymi. przez co policja ma ich na oku. i z tą policją w końcu dochodzi do konfrontacji, przez co rodzinie zaczyna się chwiać grunt pod stopami.

    żaden w wujków nie jest jednak główną postacią w tym interesie. główna postać jest na drugim planie - to ich matka, a babcia Josha. blondynka około 60-tki. ona dba o to, żeby rodzina się nie zapadła rozpadła i to gra w sposób bezwzględny i inteligentny, co wychodzi w drugiej części filmu.

    spoilery !

    jak znakomicie gra ją Jacki Weaver - w scenach, kiedy policja zawiadamia ją o śmierci kolejnych synów, jak ona to przyjmuje ! - zero gestu, zero ruchu, pełna świadomość. zwłaszcza kiedy dociera info o śmierci wujka # 2, co to zginął wiejąc przez pole w japonkach - patrzy w oczy policjantowi i ani słowa, ani łzy. twarda baba :] kiedy zostaje dwóch synów i obaj mają w perspektywie odsiadkę z oskarżenia o zabójstwo dziewczyny Josha [wujek Paranoik uznał, że jest ona kablem policyjnym, więc ją naszprycował, poddusił i porzucił ciało w jakimś śmietniku, a wujek Chciałbym Żyć Inaczej asystował i zaledwie protestował, nic nie robiąc by powstrzymać Paranoika] - babcia najpierw wykorzystuje układy z gliną z wydziału narkotykowego i załatwia wysłanie kilku jego ludzi do mieszkania, w którym normalna policja pilnuje Josha, który poprosił o status świadka koronnego, żeby zeznawać przeciw wujkom; a jak to nie wychodzi, bo Josh ucieka - babcia załatwia adwokatkę, który tak skutecznie robi wodę z mózgu Joshowi, że chłopak daje plamę na procesie i wujkowie wychodzą z wyrokiem uniewinniającym, a lokalna telewizja filmuje oświadczenie babuni, jak to policja zszargała dobre imię rodziny.

    generalnie, babcią kieruje instynkt macierzyński. trzyma całe stado w kupie i nie obchodzi jej, czy synowie zabili czy nie - ona ratuje ich przed dożywociem. działa i nie stawia sobie żadnych pytań, nie szuka wątpliwości, nie ma rozterek moralnych.

    finał jest iście dramatyczny, ale i bezbłędny logicznie - Josh po prostu nauczył się tego od wujków i babci. przejął zwyczaje panujące w stadzie. co babcia może mu zrobić, kiedy ją przytula ? przecież ona go nauczyła takich zasad postępowania.

    bardzo dobry film.
    na pewno będzie powtórka, więc - w kontrze małej do Pepsic będąc :] - ostrożnie polecam.
    ostrożnie, bo półgangsterskie klimaty nie każdy i nie zawsze może chcieć oglądać.

    mnie sie wydał ten film raczej dramatem psychologicznym niż sensacją - nie ma scen seksu, nie ma wulgaryzmów [parę razy coś tam wyskakuje], nie ma jakiejś przesadnej przemocy, jak już to parę strzałów z pistolów. jest to raczej kino obserrwacyjne - przygląda się ludzkim charakterom, nie bez kozery tytuł brzmi "królestwo zwierząt" : ta rodzina naprawdę tak jest pokazana i naprawdę działa według wytycznych podpowiadanych nie przez intelekt, ale przez
    stosunki wewnątrz stada, przez ukształtowane w jego ramach instynkty.

    bardzo interesujące. myślałem, że to może jakaś australijska wersja "Chłopców z ferajny", ale chyba nie w tę stronę celowali twórcy - i bardzo dobrze, dzięki temu film ma swoją własną osobowość.

    trailerek ? :]
    www.youtube.com/watch?v=YNszOl14AWg
  • pepsic 07.05.14, 19:50
    Zaraz, zaraz, jaka kontra? Raczej moja nieudolność, bo nie takie były moje intencje:( Przecież ja lubię się katować, a tą duszną, przygnębiającą atmosferą, tudzież australijskim naturalizmem i niepokojącym podkładem muzycznym jestem autentycznie zachwycona. I również podzielam zdanie, że ten dramat trzyma w napięciu bardziej, niż niejedna typowa sensacja. Z jedną istotną kwestią jednak się nie zgodzę. Josh z premedytacją bronił wujków w sądzie, aby osobiście dopaść Papieża w akcie zemsty za uduszenie dziewczyny, jako że policji już nie dowierzał po zbrojnej akcji oddziału narkotykowego na oddział, który miał go chronić, jako świadka koronnego. Druga sprawa, że dokonując zabójstwa przejął zbrodniczą pałeczkę i przywództwo w rodzinie. Zgadzam się, że matka /babcia pałająca dwuznacznymi uczuciami do własnych synów deklasuje wszystkich, ale i pozostali aktorzy bardzo dobrze się spisali. Może Josh mógłby wykrzesać trochę więcej życia, choć zdaję sobie sprawę, że jego wyautowanie to zabieg celowy. I jeszcze jeden istotny szczegół bym dodała, inauguracyjną i wymowną scenę śmierci matki, jeśli oglądałeś od początku. Zatem się przyłączam do Twojego apelu i bardzo polecam.

    Ps. Jak tak dalej pójdzie przyjdzie mi odszczekać krytykę na Stopklatkę.
  • grek.grek 08.05.14, 14:56
    a to przestrzeliłem z interpretacją Twojej uwagi :] mea culpa.

    rzeczywiście, to co piszesz o zamierzonym działaniu Josha - ma stuprocentową
    logikę. tak było. teraz wyświetla mi się to z całkowitą jasnością. Dzięki :]

    yes, sceny początkowe - znakomite. aktorzy ofk też bardzo dobrzy, nie chciałem
    ich zdeprecjonować :] wyrózniając aktorkę, ale jej postać wydała mi się najbardziej
    zniuansowana i reakcje najciekawsze, a że aktorka zagrała klasowo...

    dzisiaj o 22:40 jest powtórka.
  • pani_lovett 08.05.14, 16:53
    Dziś mam dylemat. ;)
  • angazetka 06.05.14, 23:14
    O, widziałam "Valmonta" sto lat temu. Faktycznie lżejszy niż film Frearsa, ale pamiętam, że nie uznałam go za film gorszy. Inny jest.
    Swoją drogą, jak to jest, że bardzo często filmy chodzą parami?
  • siostra_bronte 07.05.14, 11:52
    Tak, jest inny, ale to nie znaczy, że gorszy.

    Coś w tym jest. Może czasami jakieś tematy krążą gdzieś w powietrzu :)
  • grek.grek 07.05.14, 15:18
    Siostro, nie jest aż tak źle, żeby na kogoś takiego jak ja trzeba było liczyć ;]]

    dzisiaj powtórka "Valmonta" o 22:30.
    nie znam tego filmu, chętnie się podłączę :]
  • pani_lovett 08.05.14, 00:13
    Nasz ratowniku! ;))

    Boska jest tu Annette Bening. Muszę już iść spać. Szkoda, że tak późno zaczął się "Valmont".
  • grek.grek 08.05.14, 15:01
    4.bp.blogspot.com/-9sT6Zj636wc/UG3PloKC_PI/AAAAAAAAFe4/LrM6a1F4wVA/s1600/D7K_0617.JPG
    :]

    niestety, nie obejrzałem.
    czekam więc na następną powtórkę.

    jak Tobie się podobał ten film ?
  • siostra_bronte 08.05.14, 15:35
    Hehe.

    O, szkoda, Greku. Bo jednak obejrzałam do końca i liczyłam na dyskusję :)

    Na gorąco. Zgadzam się z Barbasią, Bening jest znakomita. Podobał mi się też Colin Firth, chociaż to zupełnie inaczej zagrany Valmont, niż przez Malklovicha. Za to pani de Tourvel trochę drewniana, ale za to mniej pretensjonalna niż Michelle Pfeiffer u Frearsa. Ale to taka rola z której trudno coś wycisnąć.

    Tak jak pamiętałam, ta wersja jest lżejsza, jest sporo akcentów komediowych. Zabrakło mi tutaj większego dramatyzmu, ale może ten film miał taki być. Forman wprowadził zmiany w fabule w stosunku do książki, usuwając tragiczne wydarzenia: śmierć pani de Tourvel ze zgryzoty oraz chorobę i w efekcie oszpecenie markizy de Merteuil. U Frearsa Cecile traci też ciążę, nie pamiętam jak było w książce.

    Znakomite zdjęcia, świetnie odtworzony klimat epoki, piękne kostiumy. Świetnie się to ogląda.

    Tutaj trailer:

    www.youtube.com/watch?v=JTFoI2azZ7Q


  • pani_lovett 08.05.14, 17:15
    A ja Bronte, zgadzam się ze wszystkim , co napisałaś. Liczę na powtórkę, by porządnie całość obejrzeć.
  • grek.grek 09.05.14, 15:55
    obiecuję nadrobić przy najbliższej okazji.
    jesli jakaś dyskusja będzie możliwa, wskutek róznicy zdań - co się odwlecze, to nie uciecze, hehe.

    dzięki za zgrabną recenzję i trailer, Siostro.
  • pani_lovett 09.05.14, 23:14
    grek.grek napisał:

    > rel="nofollow">4.bp.blogspot.com/-9sT6Zj636wc/UG3PloKC_PI/AAAAAAAAFe4/LrM6a1F4wVA/s1600/D7K_0617.JPG
    > :]

    Boski Ratownik! :)))
    Już miałam to wczoraj mówić.



    > jak Tobie się podobał ten film ?
    Widziałam tylko połowę. Oglądałam z przyjemnością.
  • grek.grek 11.05.14, 18:09
    hahaha ;]] aczkolwiek, na oko - jego forma fizyczna pozostawia margines wątpliwości co do
    błyskawiczności jego reakcji, nie sądzisz ? ;]]

    mam nadzieję, że powtórka się przydarzy.
    Ty miałabyś szansę obejrzec drugą połowę, a ja bym spróbował skoczyć na całość ;]
  • pani_lovett 11.05.14, 20:03
    grek.grek napisał:

    > hahaha ;]] aczkolwiek, na oko - jego forma fizyczna pozostawia margines wątpliw
    > ości co do
    > błyskawiczności jego reakcji, nie sądzisz ? ;]]

    :))
    To ja przyznam się, że przyszło mi na myśl, że ten ratownik, jego wieki brzuch niechybnie pociągnąłby nas na dno. Ale postanowiłam sobie, że nie będę krytykować, żebym na marudną nie wyszła. Niech mnie ratuje. Już trudno. ;))

    Yes. :)
  • grek.grek 12.05.14, 16:46
    hahaha ;]]
  • pani_lovett 12.05.14, 22:13
    :))
  • grek.grek 08.05.14, 14:02
    Podobno nie możecie sie doczekać ;]], więc nie zwleklając... [a co tam, kiedyś moze się przydać, hehe].

    Nieuchwytny Joe Carroll, poszukiwany killer-guru, zamelinowany w gustownym zamku w stylu angielskim, razem z gromadą swoich wyznawców - odnosi kolejny sukces w pojedynku z federalnymi. Jego ludzie przywożą do zamku Claire, żonę Joe'ego. Sama się zgodziła, aby wreszcie zobaczyć się z synem, od dawna przetrzymywanym przez sektę/gang. Teraz Carroll ma rodzinę na miejscu. O to mu chodziło.A także o to, zeby pogrążyć Ryana Hardy'ego, ścigającego go agenta.

    Hardy wpada w kryzys. Załamany kolejnymi porażkami, a teraz uprowadzeniem Claire, ktorą miał chronić i którą przecież kocha jakże bardzo [a ona jego], zamyka się w swoim mieszkaniu na Brooklynie. Śpi i popija z flaszki. Dzwoni do niego Carroll, jak kumpel do kumpla, którymi przecież kiedyś byli - najpierw cynicznie opisuje mu, że rodzina jest z nim, potem - że Claire do niego wróci i to tylko kwestia czasu. I wreszcie sugeruje, ze agent powinien się ogarnąć, bo w "scenariuszu" jaki sobie Carroll wymyślił : nie ma miejsca na tak żałosne, jak powrót do alkoholowego nałogu, zakończenie wątlku agenta. Hardy każe mu iśc w cholerę.

    POtem Hardy'ego odwiedza agentka Parkere. Namawia go, zeby ruszył się ze swojej borsuczej nory, bo wszyscy go potrzebują. Opoowiada, że namierzyli adres strony internetowej, służącej najpewniej jako punkt kontaktowy członków sekty Carrolla. Miejsce to znajduje się tutaj, na Brooklynie. Zbiera się więc w sobie agent, wiedziony nadziejami na nowy trop.

    W zamku najpierw pojawia się zdesperowana Claire, która dała się porwać, by wreszcie spotkać syna - jej żądania spotkania z dzieckiem zostają zignorowane, a zamiast tego kulturalnie zaprowadzona zostaje do pokoju, zamknięta na klucz i pouczona, żeby czekac na dalsze instrukcje. Wyglądają one tak, że Claire ma się przebrać w zaordynowane jej ciuchy, bo wieczorem zje kolację z Carrollem. Po Claire - zjawia się Molly. To jest eks-dziewczyna agenta Hardy'ego. Niby przyjemna blondynka, a w gruncie rzeczy [o czym informuje retrospekcja z jej pierwszego spotkania z guru Carrollem] zabójczyni - swój fach szlifowała pracując jako pielęgniarka w hospicjum i wysyłając pacjentów na tamten świat, samodzielnie decydując : komu pozwolić przeżyć, a komu odłączyć tlen. Jaki jest cel jej wizyty, o tym w finale.

    Agentura znajduje miejsce, z którego sekta korzysta jako punktu kontaktowego. Formalnie jest to dośc obskurny klub z przyjemnościami ;] sado-maso, a jednocześnie po prostu miejsce spotkań towarzyskich. Kontaktem jest "Haley". Okazuje się ona być interesującą czarną dziewczyną z kolczykiem w twarzy [na wardze]. Wobec widoku agentów FBI Haley, a właściwie Kate, pęka dośc szybko i wyjawia, że kontaktuje się z niejakim Vince'em - agenci znają go, to jeden z ludzi Carrolla. Dziwi ją nieco, że chodzi tu o jakąs sektę, ale nie chce mieć problemów, więc zgadza się zostać wykorzystana w charakterze przynęty.

    Agenci, ze wsparciem specjalnej jednostki SWAT, zakładają jej dyskretny mikrofon, ukrywają się i czekają na wizytę Vince'a, bo tak się składa, że ma się ona odbyć tego samego dnia. Sekta nie tylko wykorzystuje połączenie internetowe w tym klubie, ale także stanowi on rodzaj miejsca przerzutu róznych gratów dla sekciarzy. Tym razem na Vince'a-posłańca, czekają pakunki z nitrogliceryną. Agenci oczywiście podmieniają zawartość.

    Kiedy zjawia się Vince - Haley go zagaduje, a potem udaje oburzoną, że "wrabia ją w kontakty z sektą jakąś". Na to Vince powiada, że nie jest ona bezpieczna, może mieć problemy z FBI< więc on ją zabierze ze sobą [w domyśle : do tego zamku]. Haley się opiera. Czeka na reakcję agentów, którzy słyszą całe zamieszanie przez ten mikrofon. Ale Hardy decyduje, żeby puścić akcję. To jeedyna szansa, żeby Vince zaprowadził ich w miejsce, gdzie ukrywa się Joe Carroll.
    Tak więc Vince pakuje siłą Haley do auta, a agentura z osobami towarzyszącymi - śledzą je.

    Problem w tym, że Vince nie jedzie do zamku. Ofk, agentura nie wie że ich źle prowadzi. Zamiast tego VInce zatrzymuje się w opuszczonym wojskowym budynku, który pełni rolę składnicy broni i innych gratów, ma tam zostawić ten pakunek, co go wziął.

    Na miejscu Haley zaczyna się z nim szarpać, chce uciec, nie wie bowiem że agenci jadą za nimi. Wtedy Vince odkrywa że ma ona przypięty miikrofon. Wścieka się, rzuca nią o ziemię, krzycząc do tego mikforonu "Ryan, to twoja wina !". Widocznie Carroll wdrukował tym swoim sługusom, że nie ponoszą za nic odpowiedzialności, bo cała ta awantura jest z powodu grzechów agenta Hardy'ego, który przecież złapał mordercę Joe Carrolla i przy okazji uwiódł mu żonę, czym - rzekomo - wymusił jego plan działania [aczkolwiek, to tylko powierzchowna warstwa motywacji Carrolla, jak sądzę].

    Agenci są w tym budynku i już nie czekają - biegną na pomoc Haley. Vince ucieka, ale jej nie zabija. W ciemnościach tego całego kompleksu wojskowego, SWAT i agentura odkrywają dziwne klatki z ludźmi w środku. MYślą, ze to są ludzie porwani przez sektę. Kiedy się orientują, że jest inaczej, a ci ludzie to członkowie sekty, przechodzący akurat "przeszkolenie" - jest za późno. Zostają zaatakowani. Część ginie. Hardy ratuje życie Parker, zabijając dwóch atakujących ją typków. Cała akcja dzieje się w ciemnościach, z rzadka podświetlanych latarką, przez co tym sugestywniej działa chaos, zamieszania, nagłe ataki i odwroty, strzały i krzyki.

    W zamku, Carroll je kolację z wysztafirowaną Claire. Wyfiokowała się, bo tak jej kazano. KOlacja jej nie obchodzi, chce widzieć syna. A Joe chce ją do siebie przekonać. Tyle że w jej oczach jest mordercą i czubkiem, więc większych szans na to nie ma. Pochody Joe palą na panewce, a wobec jego decyzji, że Claire i syn spotkają się nieco później - Claire rozwala kolację i wychodzi zamaszyście.

    Przy okazji Carroll ujawnia fragmentarycznie swoje bewzględniejsze oblicze, którego można się było spodziewać [wszak wysłał w zaświaty tuzin studentek, aczkolwiek tamte zabójstwa nie wiązały się z bezwzględnością, a raczej z patologicznym traktowaniem twórczości E.A Poego], ale które dotąd kryło się w cieniu ogłady i pozornej kultury bycia. Najpierw ostro reaguje na pytanie swojego pomagiera, Rodericka, który powiada "Masz już swoją rodzinę na miejscu, a co z tymi wszystkimi ludźmi, którzy tu dla ciebie się zgromadzili ? Co masz dla nich ?" - Carroll wybucha "zamknij się !". A potem, kiedy dowiaduje się, ze Vince wpadł, punkt kontaktowy jest spalony, a ładunek nitrogliceryny przepadł - sprzedaje liścia Roderickowi.

    Nieco później, Carroll pozwala Claire spotkac się z synem, czym wprawia ją w szczęście i radość. Ale tylko wobec dziecka, a nie wobec siebie. Po fiasku kolacji we dwoje - widocznie uznał, że dalsze separowanie jej od dziecka nie skruszy jej oporu, a wręcz przeciwnie - zintensyfikuje go i może już nigdy nie odzyskać jej zaufania i względów, na co chyba rzeczywiście ma nadzieję.

    W ostatniej scenie, agent Hardy wraca do domu po akcji. Czeka na niego... Molly.

    I pojawia się retrospekcja sprzed 2 czy 3 lat : Joe wtedy jeszcze był w więzieniu, Molly przyszła na widzenie. OBiecała mu, że zabije Hardy'ego "kiedy przyjdzie pora". Skoro przyszła - to znaczy że pora nadeszła. Tylko agent nic nie wie, jak jego eks-dziewczyna przez ten czas od ich rozstanie, się zmieniła. Czy to dlatego, że on ją rzucił [ze szlachetnych pobudek], a ona nie może mu wybaczyć ? Tak czy owak, obejmują się na powitanie, a ona powiada "Martwię się o ciebie, Ryan". cóż za przewrotnośc :]

    A wszystko to obserwuje na monitorze komputera Joe Carroll - Molly przed przyjściem Hardy'ego ukryła kamerę video.

    www.youtube.com/watch?v=KZrxMg_b3zc




  • siostra_bronte 08.05.14, 15:07
    Dzisiaj o 21.00. Film Alana Pakuli z 1971 r., pisałam już o nim. Moim zdaniem jeden z najlepszych filmów amerykańskich lat 70-tych. Kryminał, ale i dramat psychologiczny. Akcja toczy się powoli, ale film wciąga jak diabli. Niesamowity klimat, znakomite zdjęcia i genialna rola Jane Fondy. Nielicznym posiadaczom kablówki gorąco polecam!!
  • grek.grek 08.05.14, 16:53
    21:40 & 1:15

    mam nadzieję, że nic nie pamiętacie z mojej recenzji ;]
    w każdym razie - portret kulisów polityki nie jest jakiś oryginalny [układy, układziki i układziątka, stołki, kasa, wizerunek], ale interesująca jest mentalna zmiana jaką przechodzi główny bohater, z wyczuciem grany przez Ryana Goslinga. cała intryga [także wokół niego] również dobrze skrojona.

    w Stopklatce :
    20:10 "Doktor Żywago" - to dopiero klasyk, nie ? można by skoczyć... ?
    22:40 powtórka "Królestwa zwierząt"

    Kultura
    18:20 Lourdes - a jakże, o cudzie ;], ale krytycznie, a nie religijnie. szkoda, że musze wyjść, chętnie bym obejrzał.
    21:15 & 1:4o "Kierowca dla Wiery", rosyjski melodramat. znacie ?

    no i... co tu wybrać ?


  • pani_lovett 08.05.14, 17:10
    O tym samym myślimy w tym samym momencie, Greku.

    Wszystko pamiętam z Twojej recenzji, dlatego zamierzałam obejrzeć "Idy marcowe". Ale po przeczytaniu opowieści i Waszej rozmowy na temat filmu "Królestwo zwierząt" mam dylemat Ojejkowy, co tu teraz wybrać.

    Kultura
    > 18:20 Lourdes - a jakże, o cudzie ;], ale krytycznie, a nie religijnie. szkoda,
    > że musze wyjść, chętnie bym obejrzał.

    Rzeczywiście pora jakaś nieporęczna. ;)

    Czytałam kiedyś recenzje filmu "Lourdes". Warto by go zobaczyć...

    I jeszcze "Kierowca dla Wiery", rosyjski melodramat.
    Niet, nie znaju. ;)
  • pani_lovett 08.05.14, 17:19
    > Kultura
    > > 18:20 Lourdes - a jakże, o cudzie ;], ale krytycznie, a nie religijnie. s
    > zkoda, że musze wyjść, chętnie bym obejrzał.

    Film na czasie. ;)
  • grek.grek 09.05.14, 16:03
    ha :]

    no to Cię dopadł nie lada wybór - na co się zdecydowałaś ?

    własnie przeczytałem, że udało Ci się nagrać "Lourdes", i że napiszesz a'propos -
    już jestem zaciekawiony :]

    ja też nie znam, i nie poznałem wczoraj, za dużo tych filmów było ;]]
  • pani_lovett 09.05.14, 23:51
    Obejrzałam w końcu tylko "Lourdes", a i nagrałam jeszcze "Kierowcę dla Wiery" (Mania mi dała impuls w ostatniej chwili) , trochę rzuciłam okiem i uchem na Eurowizję.
    Baba z broda to jednak zawsze wywoła sensację . ;)

    Mam nadzieję, że "Idy..." i "Królestwo ..." jeszcze nie raz powtórzą.

    O "Lourdes" napiszę w niedzielę ("Lourdes" nie jest krytycznym spojrzeniem na zjawisko cudu, choć może opinia na temat tego filmu zależy od tego kto ogląda ... cdn ;). Jutro jadę w plener na roboty polowe. Przyjemnej soboty Tobie, Greku, Wam Drogie Panie, życzę.
  • grek.grek 10.05.14, 14:11
    dobrze jest, zatem :]

    haha, widziałem. tę babę z brodą. jak to mówią... czego tu ludzie nie wymyślą ;]

    bez obaw, oba filmy na pewno będą powtarzane, zapewne niejeden raz.

    orajt. zatem : baw się dobrze w plenerze, Barbasiu. nie przepracowuj się :]

  • pani_lovett 11.05.14, 16:46
    O "Lourdes" za chwil kilka.

    O! Dziękuję, Greku. Wczoraj była dobra pogoda . Wszystkie prace zostały wykonane.


    PS Machałam Ci, Pepsic, przejeżdżając przez Twoje miasto. ;)

    PS 2. A dziś zaczęło padać.
  • grek.grek 12.05.14, 16:49
    zaczekamy/y :]

    brawo :]
    znasz to ? "lubię dobrą robotę. mógłbym na nią patrzeć godzinami" ;]]

    PS : tutaj nonstop pada, chwila słońca i ostra krótka burza z deszczem, i tak w kołko. ale co : zimy nie mieliśmy, to i wiosny miec nie będziemy, heh.
  • pani_lovett 13.05.14, 17:34
    Dzięki! Zawsze muszę się tak grzebać, heh.
    Wczoraj jeszcze raz rzuciłam okiem na film, nie które fragmenty...


    Ha,ha,ha,ha! Dobre. :)))


    Prawda.


  • grek.grek 14.05.14, 15:09
    e tam, nie ma problemu.
    pisz swoim tempem, a my się dostosujemy :]
  • pani_lovett 17.05.14, 18:58
    Heh. ;))
  • siostra_bronte 08.05.14, 17:15
    Niestety, pamiętam Twoją recenzję "Id marcowych" :) To tak jakbym obejrzała już ten film.

    "Doktor Żywago" to zdaje się, niezbyt udana wersja z 2002 r. Keira Knightley w roli głównej, niestety. Ale tradycyjnie, zachodni twórcy mają problem z przeniesieniem rosyjskiej literatury na ekran. A propos, David Lean zrobił wspaniały film w 1965 r, który może trochę się zestarzał, ale epicki rozmach i piękne zdjęcia robią wrażenie do dzisiaj.

    Nie wiem co dzisiaj oglądać, Może jeszcze raz "Klute".
  • grek.grek 09.05.14, 15:57
    ajjjj, no to pech :]

    tak, przy bliższym spojrzeniu zauważyłem, że to remake.
    liczyłem jednak na oryginał, stąd nie podszedłem, a postawiłem
    na powtórkę "Id...", tym razem po polsku.
  • pepsic 08.05.14, 18:08
    Sama nie wiem, waham sie pomiędzy "Klute" a "Wierą". Mam tez ochotę luknąć na "Idy...", do których podeszłam z dużo mniejszym entuzjazmem, niż Grek, a które w zalewie tandety i staroci jakieś tam wydarzenie telewizyjne stanowią. Bo ente ekranizacje beletrystyczne jakoś mnie specjalnie nie interesują.
  • grek.grek 09.05.14, 15:58
    i jaki wybór podjęłaś ? [może "Idy..." i wyszła Ci lepsza ocena niż za pierwszym razem ? :)]
  • pepsic 09.05.14, 19:38
    Przejrzałeś mnie;) Postawiłam na "Idy..." . No więc tak. Seymoura Philipa Hoffmana rzeczywiście zbyt surowo potraktowałam, bo był ok. Natomiast nadal podtrzymuję, że wątek stażystki uwikłanej w niechcianą ciążę z kandydatem na prezydenta jest niewiarygodny psychologicznie, bo która dziewczyna w jej sytuacji po wskakiwałaby radośnie kolejnemu kolesiowi do łóżka mając w perspektywie niezałatwiony problem i aborcję? Aha, Clooney dobrze wypadł.
  • grek.grek 10.05.14, 14:07
    no proszę ;]

    celnie wychwyciłaś tą scenariuszową wpadkę. chyba sądzili, że dobra gra aktorska, skupienie uwagi na Stevenie oraz ofk brzydkie kulisy wielkiej polityki, jako głównego tematu, sprawią że raczej mało kto zwróci uwagę. ze mną im się udało, Ty czuwałaś :]

    mnie się ciągle wydaje, że Clooney nieźle wypada jako reżyser, a jako aktor po prostu nie umie odmówić sobie skorzystania z możliwości przemazywania się po ekranie, hehe. wydaje mi się, że jego emploi jest mocno ograniczone. zacznę wierzyć w jego umiejętności, kiedy się zmieni do jakiejś niuansowanej psychologicznie roli. mam wrażenie, że na ekranie staje się on kwintesencją zasady "ładny, czyli 3N : nijaki, nudny, niemądry" :]

    może będzie jak z Eastwoodem, który porządnie zaczął aktorzyć dopiero wtedy, kiedy z racji wieku nie pasował już do ról policjantów, do odgrywania których wystarczy biegłośc w posługiwaniu się atrapą magnum 44 ? potrzeba matką wynalazku ? ;]
  • pani_lovett 08.05.14, 20:55
    > Kultura
    > 18:20 Lourdes - a jakże, o cudzie ;], ale krytycznie, a nie religijnie. szkoda,
    > że musze wyjść, chętnie bym obejrzał.

    Mam! Mam nagrany! Opowiem. :)
  • maniaczytania 08.05.14, 21:05
    calkiem interesujaca pozycja. Mnie sie podobal, ale ja ogolnie lubie kino rosyjskie.
    Dodatkowy plus to piekne widoki nadczarnomorskie ;)

    --
    Maniaczytania - blog
  • pani_lovett 08.05.14, 21:08
    Dziś nadmiar ciekawych propozycji.
  • pani_lovett 08.05.14, 21:48
    Zachęcona - nagrywam. :)
  • grek.grek 09.05.14, 15:19
    Oglądaliście ?

    Akcja zaczyna się w Los Angeles. Tytułowa Lulu jest pensjonariuszką szpitala dla niedomagających psychicznie, a mówiąc po ludzku : jest stuknięta, czytaj : cierpi na schiofrenię paranoidalną. Gra ją Melanie Griffith [początkowo nie rozpoznałem jej, i myślałem sobie : Boże, ale Meg Ryan się posunęła ;)]. Ben Clifton jest literatem, a w ostatnich czasach kleci scenariusze programów telewizyjnych. Gra go Patrick Swayze. I to nieźle całkiem.

    Lulu i Ben byli razem. Przed 15 laty. Zakochani w sobie. Związek się rozpadł, kiedy Ben dostał się na studia. On się pojechał uczyć, a potem robić karyjerę, a u Lulu rozwinęła się choroba - miała nawet próbę samobójczą. Przez gros z tych 15 lat Ben nie kontaktował się z Lulu. Dziwi się zatem, kiedy dostaje informację z tego szpitala, że Lulu dała nogę. A dzwonią do niego, bo jego nazwisko Lulu zostawiła jako osoby "do kontaktu w razie jakby co".

    Później sama Lulu telefonuje do Bena i prosi o spotkanie, a może inaczej : "znajdź mnie", powiada. Ben jest skonsternowany jej ponownym pojawieniem się w jego życiu, ale tak się składa, że dobrze pamięta stare czasy i wie, w którym barze w LA ma szukać swojej eks-ukochanej.

    "Byłam w ciąży, gdy się rozstawaliśmy. Urodziłam syna i oddałam go do adopcji", oznajmia mu Lulu, osóbka barwna, trochę flower power, romantyczka na pewno. Ben jest w cięzkim zdziwieniu. Najpierw chce ją odtransportować do szpitala, ale kiedy Lulu proponuje mu wycieczkę - bagatela 2 tysiące mil - do Oregonu, żeby spotkać się z chłopcem, kapituluje. Zostawia swoją pracę, wydzwaniającego agenta, a nawet żonę [Penelope Ann Miller] i rusza w drogę.

    Jest ofk POWÓD dla którego Lulu jedzie do syna akurat teraz. tylko... zachodzę w głowę, ale ni cholery nie mogę sobie przypomnieć JAKI :] Tak czy owak, właśnie z tego POWODU zaryzykowała ucieczkę. Jest to istotne dla zniesienia zasadności pytania "dlaczego dopiero po 15 latach ona się z nim chce spotkać ?", ale dla całej reszty znaczenia większego nie ma.

    Dalej to już same spoilery, a że Stopklatka pewnie powtórzy ten film o lepszej porze... wchodzicie na własne ryzyko ;]

    Zatem, od tego momentu mamy film drogi. Wracają wspomnienia z dawnych lat, Lulu i Ben, Ben i Lulu. Ale... to minęło, dzisiaj Lulu jest poszukiwaną wariatką, a Ben uznanym scenarzystą. Nie ma powrotu i jej zaklęcia tego nie zmienią. Ani najlepsze wspomnienia. Jakkolwiek, Ben chyba czuje jakieś wyrzuty sumienia wobec niej, że jej nie odwiedzał tak długo. A ona... cóż, ona się nie zmieniła. Jest taka jak wtedy, tylko 15 lat starsza. Zakonserwowana w tamtych zachowaniach, marzeniach i podejściu do świata, tak samo marząca o miłości i tak samo rezolutna.

    Śladem uciekniętego z miasta Bena podąża jego żona, Claire. Kontaktowali się ze sobą przez telefon, Ben wyjaśnił jej co się dzieje, a ona wybrała się samolotem do tego miasta w Oregonie, gdzie mają się spotkać w hotelu. Tylko nie jest pewien czy Ben o tym wiedział ;]

    Po licznych rozmówkach Lulu i Bena kręcących się wokół ich przeszłości, co wyraźnie wpływa urodzenie się w Benie fali ciepłych uczuć wobec szalonej Lulu, po samolotowych frustracjach Claire, która przypadkowemu współpasażerowi zwierza się z tego, jak kiepsko układa się jej małżeństwo w Benem i że on na pewno z tą swoją eks przyprawia jej rogi - cała trójka spotyka się w tym hotelu.

    Kobiety od razu na siebie napadają. Claire : jestem jego zoną !, Lulu : ale on mnie pierwszą kochał ! No i weź tu bądź mądry. Jedno i drugie jest prawdą. Claire gorzej znosi ten fakt :]
    Ze złością Ben i Claire zajmują pokoje obok siebie. A potem cała trójka spotyka się w jednym.

    Ben nie może słuchać kolejnych złośliwości jakie prawią sobie obie jejmoście. Wychodzi. Wtedy Claire, doprowadzona do ostateczności, walcząca o swoje małzeństwo i Bena, którego przecież kocha - opowiada Lulu, że Ben zgodził się na tę podróż dlatego, bo rok temu stracili syna. Miał 5 lat, umarł na leukemię. Ta wiadomość wstrząsa Lulu. KOniec kłótni.

    Ale problemy nie znikają - Lulu zamyka się sama w pokoju. Ben i Claire boją się, że może strzelić samobója. Z pomocą boya hotelowego dostają sie do środka. Lulu jest spokojna, ale zapłakana. Przeprasza Bena za swoją niewiedzę. Przy okazji wychodzi na jaw, że to własnie śmierć syna oddaliła Bena i Claire od siebie nawzajem. I wariatka Lulu przeprowadza im taką terapię błyskawiczną, że Ben wyrzuca z siebie cały żal i tym samym wraca nadzieja, że dla niego i Claire nie wszystko stracone.

    No a potem danie główne, czyli spotkanie z synem. On ma rodziców przybranych, zgodzili się oni na spotkanie z biologicznymi starymi.

    Przed drzwiami stoi cała trójka, Ben, Lulu i Claire, strasznie stremowani. I kiedy zjawia się Martin [Joseph Gordon Levitt] - pożerają go wzrokiem, dumni z tego jaki on fajny. A przede wszystkim, że w ogole mogą się spotkać.

    Rozmowa jednak nie klei się. Niby Martin podobnie jak ojciec - trochę pisze, wiersze, to jednak niespecjalnie daje się na tym zaczepić pierwszą krępującą gadkę. Dodatkowo, o ile obecny tata Martina robi co moze żeby wspomóc jakoś Lulu i Bena, o tyle mama Martina nie ukrywa, że jest niezadowolona z wizyty jego rodziców biologicznych. Między nią, a Lulu iskrzy. I mimo wysiłków Claire, mitygującej wszystkich - w końcu musi nastąpić wybuch.

    Wybucha Martin. W stylu, którego można się było spodziewać : 15 lat temu zrobiliście mnie, a potem porzuciliście, i terraz przyłazicie do mnie i chcecie wejśc w moje życie ? I bierze stronę matki przyszywanej przeciw matce biologicznej. Jednoznacznie mówi : "TO są moi rodzice, a wy nimi nie jesteście". Na co Ben odpowiada "Jakby nie my, to by cię na świecie nie było". Na co Martin : jakie masz prawo mnie pouczać w czymkolwiek ?

    Lulu robi się cholernie przykro, kiedy Martin nazywa ją "szurniętą". Bez słowa wstaje i wychodzi. Ben zmywa Martinowi głowę "ona przejechała 2 tysiące mil, żeby cię zobaczyć, włożyła w to całe swoje serce, całą swoją miłośc do ciebie". I chłopakowi jest głupio.

    PO chwili - dokąd poszła Lulu ? MOże sobie coś zrobić. I dawaj ją szukać. Zmyty Martin pokornieje i pierwszy rwie się do poszukiwań. Ben wie, gdzie może być Lulu - wjeżdzając do miasta widzieli w kinie zapowiedź "Bilardzisty" - to był ulubiony film Bena 15 lat temu. A dzięki temu, także ulubiony film Lulu. Zna ona na pamięć wszystkie dialogi, zwłaszcza między Newmanem, a Piper Laurie.

    I faktycznie. Lulu siedzi w sali kinowej i powtarza dialogi. Martin sam się do niej fatyguje. I pokonują w cichej rozmowie przeszkody i bariery. A niedaleko przycupnięty siedzi Ben i wpatruje się w nich, pełen nadziei, że wyjaśnią sobie wszystko. A potem, po decydującej rozmowie, przysiada się do nich i razem oglądają film, jakby byli rodziną.

    Zatem, happy end. Po wszystkim, Lulu wraca do szpitala. Ben i Claire wracają do swojego życia, pogodzeni, wzmocnieni, kochający się na powrót. Lulu po 2 latach wychodzi, dostaje dom do zagospodarowania. Jest zdrowa. I kiedy maluje ściany w tej swojej chawirze przychodzi list. Od Martina. Ona go czyta, a kamera omiata pokoje, wszedzie stoją wspólne zdjęcia Lulu z synem, i z Benem kilka, co sugeruje że po tym pierwszym trudnym spotkaniu - następne posypały się jak z rogu obfitości. Na wszystkich zdjęciach są uśmiechnięci i wpół objęci, co znamionuje, że ich stosunki wyszły na prostą i może własnie dzięki temu Lulu przeszły chorobowe objawy.

    www.youtube.com/watch?v=lBfLTHB8X74
  • grek.grek 09.05.14, 16:00
    kurde, tak napisałem, że kompletnie nie wynika z tej opowieści, że Ben jest OJCEM Martina.
    Lulu była w ciązy Z BENEM. i dlatego Ben jedzie w tę podróż, bo chce SWOJEGO SYNA spotkać.

    szkoda, że nie ma możliwości edytowania postów :]
  • pani_lovett 09.05.14, 23:39
    Jak nie wynika, jak wynika!? ;)
    Z tego zdania na początku wynika, że Ben był ojcem chłopca, Martina, o którego istnieniu wcześniej nie wiedział:

    "Byłam w ciąży, gdy się rozstawaliśmy. Urodziłam syna i oddałam go do adopcji", oznajmia mu Lulu" .

    Jest ofk POWÓD dla którego Lulu jedzie do syna akurat teraz. tylko... zachodzę w głowę, ale ni cholery nie mogę sobie przypomnieć JAKI :]

    Zdaje się, powód jest taki, że ona uznała, że czas najwyższy, by chłopak poznał w końcu prawdziwych rodziców.

    > Gra go Patrick Swayze
    Bohater mojego dzieciństwa. ;)

    Widziałam kiedyś ten film.
    Krzepiąca opowieść, choć jej wiarygodność w wielumomentach stoi , imo, pod znakiem zapytania.
    Dzięki za przypomnienie.
  • grek.grek 10.05.14, 13:59
    uspokoiłaś mnie :]
    tzn. wierzę w Waszą inteligencję, a zatem - że się domyśliliście.
    ale mogłem dopisać "naszego [syna]" w tym zdaniu i byłbym spokojniejszy, że
    Wam nie namieszałem :]

    wydaje mi się, że jednak ten powód był jeszcze inny.
    jakiś proceduralny, związany z tym, że chłopiec będzie własnie obchodził 16 urodziny.
    dlatego Lulu decyduje się na ucieczkę ze szpitala.
    powtórka nieodzowna ? ;]]

    o, czyżbyś dirtydancingowała grzesznie z Patrickiem ? ;]

    cała przyjemnośc po mojej stronie, Barbasiu.
    zdecydowanie, opowieść bez pretensji do wybitności, z momentami - jesli to miałaś
    na myśli ? - łatwymi happy endami, ale na pewno z jakimś wdziękiem.
  • pani_lovett 11.05.14, 15:22
    Wg. mnie z tego zdania jasno wynikało, że ojcem chłopca był Ben.


    Tak, za gładko bohaterowie przechodzili przez trudne momenty.
    Rozumiem oczywiście, że twórcy nie mieli ambicji do wybitności, jak napisałeś.

    > o, czyżbyś dirtydancingowała grzesznie z Patrickiem ? ;]

    Yes! W wyobraźni! ;))
  • grek.grek 11.05.14, 18:07
    czuję ulgę :]

    yes, coś w tym guście. pokrzepiająca miało być...
    i było.

    haha, pięknie zatem :]
    w tamtych czasach, to nawet moja "leciwa" matka miała plakat z Patrickiem ;]]
  • pani_lovett 13.05.14, 17:10
    :]


    Ooo!!! Naprawdę??? Bardzo lubię Twoją Mamę! ;))
    Dobrze, żeś słowo leciwa wziął w cudzysłów! Osoba, kto miała plakat z Patrickiem nie może być jeszcze leciwa! Ani trochę.
  • grek.grek 14.05.14, 14:55
    haha ;] dzięki, powiem jej.

    Richard Chamberlain z "Ptaków ciernistych krzewów" wisi do dzisiaj ;] nawet po coming oucie aktora, heh.

  • pani_lovett 14.05.14, 17:06
    Hehehe! :)))
    Jak Mama usłyszy, że Twoja koleżanka z forum internetowego ją bardzo lubi, to najpierw spojrzy na Ciebie podejrzliwie, a potem każe Ci wziąć przymusowy urlop od komputera. ;))


    Hahahaha! :)))
    Zawsze podejrzewałam, że żadna z wielbicielek ojca Ralpha de Bricassart nie przejęła się coming outem Richarda Chamberlaina. Twoja Mama jest kolejną osobą, która te podejrzenia potwierdza. :)
  • grek.grek 15.05.14, 16:29
    ;]] no własnie, "co on tam na mnie nagadał ?", hehe.

    haha :] zapewne tak. jak jeden mąż wierzą w to, że dałoby się go jakoś z TEGO wyciągnąć, hehe.

    widziałem kiedyś jakieś badania społeczne, w których pytano kobiety o to, z jakim mężczyzną chciałyby przeżyć erotyczną przygodę - wiesz jaka była najczęstsza odpowiedź ?

    ... suspens...

    ... jeszcze trochę suspensu...

    odpowiedź brzmiała... z księdzem :] zatem : może to postać tak działała na ich wyobraźnię, a nie aktor, albo aktor-ale-w-tej-konkretnej-postaci ?

    swoją drogą, jakby mnie zapytali, to też bym gdzieś tam szukał w okolicach zakonnic ;]]

  • pepsic 15.05.14, 17:23
    odpowiedź brzmiała... z księdzem :]
    Spodziewałam sie innej odpowiedzi;)
  • pani_lovett 15.05.14, 21:53
    :))

    Tak. Albo wątpią w prawdziwość wiadomości o coming outcie. Bo przecież Richard Chamberlain był niesłychanie wiarygodny w roli owładniętego głęboką namiętnością do pięknej Meggie księdza.

    No proszę! :))) Nie zgadłabym.

    Ho,ho! Ależ fantazja erotyczna! Nie podejrzewałabym o takie klimaty. ;))
  • grek.grek 16.05.14, 14:45
    hah, możliwe :]

    hehe :]

    haha :] no to Cię zaskoczyłem. ale coś w tym jest.
    wiesz, taka zakonnica, zwłaszcza młoda ;], kobietą nie przestaje być nigdy, a do tego - z racji swojego powołania/zawodu wydaje się niedostępna. może to gdzieś tam wpływa ?

    rozumiem zatem kobiety, którym ksiądz chodzi po głowie. chociaż - ksiądz to prostsza konstrukcja od zakonnicy ;]]
  • pani_lovett 17.05.14, 15:13
    > rozumiem zatem kobiety, którym ksiądz chodzi po głowie. chociaż - ksiądz to pro
    > stsza konstrukcja od zakonnicy ;]]

    He,he! :)))
  • pepsic 11.05.14, 10:56
    Pozwolisz, że najpierw poszukam powtórki, a potem się zapoznam?
    :)
  • grek.grek 11.05.14, 18:05
    bardzo bardzo :]

    z dziś/jutro jest powtórka, niestety jest to godzina 1:10.
  • grek.grek 10.05.14, 13:50
    oglądaliście może wczoraj ? [a jesli tak, to możecie skrobnąć coś a'propos ?]

    ja się zaczepiłem na "Frankensteina" [AD 1994] w Stopklatce, mając nadzieję na złapanie powtórki w nocy, i się przeliczyłem. zostałem z tym "Frankensteinem", jak... ten u Himilsbacha ;]]

    ["Frankenstein" jakiś taki... barokowy :] częściowo w sensie pozytywnym, mam na myśli charakteryzację i scenografię kameralną, np. warsztat pracy naukowca, pełen najróżniejszych pierdółek, z masą urządzeń i urządzonek; negatywne są z kolei niektóre sceny, na czele z tym koszmarnie kiczowatym okrzykiem "Frankenstein, I want revenge !" plus aktorstwo, które wydało mi się jakieś takie grubo ciosane i bez odpowiedniej subtelności, co może wynikać z przerostu formy nad treścią zapisaną w scenariuszu, słowem : opowieść mająca potencjał psychologiczny, ale ekranizacja daleka od ideału; ciut krytycznie, nie ? swoją drogą, oglądaliście jakąś inna wersję tę klasycznej historii ?

    słowem, powtórka "Franken..itd" ;] upewniła mnie w tym, że jest to film efektowny, ale niespecjalnie wymagający myślenia. ]
  • siostra_bronte 10.05.14, 15:15
    Obejrzałam pierwszą godzinę. Jakoś nigdy nie miałam okazji zobaczyć tego filmu, ale wiedziałam, że nie mogę się spodziewać zbyt wiele. Pamiętam raczej słabe recenzje.

    I faktycznie, mogę się z Tobą zgodzić. Przerost formy nad treścią, aktorstwo mało subtelne, jak napisałeś. Zabrakło klimatu, mroku, wszystko jest jakieś zbyt dosłowne i to szkodzi całej historii. Całość zbyt teatralna, w złym tego słowa znaczeniu.

    Ta historia miała mnóstwo wersji, ostatnio zjechany przez krytykę "Ja, Frankenstein". I na tym chyba nie koniec ekranizacji.

    Tak, widziałam film Johna Whale'a z 1931 r. jako mocno nieletnia kinomanka. Pisałam już o tym. Najadłam się strachu :) To absolutny klasyk z wielką rolą Borisa Karloffa w roli monstrum. Pewnie bardzo się zestarzał i teraz nie zrobiłby już na mnie takiego wrażenia. A może?

    Tutaj video ze sceną ożywienia monstrum:

    www.youtube.com/watch?v=rSCBvu_kijo
    I jeszcze jeden fragment:

    www.youtube.com/watch?v=nur4g4r1LN4
  • pepsic 11.05.14, 10:50
    "Attenberga" odpuściłam. Obrzydliwa scena inauguracyjna mnie odrzuciła. W zamian obejrzałam "Wszyscy mają się dobrze", co mnie utwierdziło w przekonaniu, że producenci amerykańscy nie potrafią poprowadzić dramatu obyczajowego bez popadania w nadmierną ckliwość i nie potrafią sposobie odmówić lukrowanego happy endu na tle choinki bożonarodzeniowej. Co ciekawe nadmiar gwiazd wielkiego formatu wcale nie załatwia sprawy, a brał udział nie byle kto, bo sam Robert de Niro, tudzież młodsze pokolenie (Drew Barrymore, Kate Beckinsale, Sam Rockwel). Średniak z mądrym przesłaniem, na filmwebie entuzjastycznie przyjęty. Jest jeden moment rzeczywiście poruszający. W skrócie: owdowiały ojciec próbuje odnaleźć więzi rodzinne podróżując po USA, czego czwórka dorosłych dzieci nie ułatwia.
  • siostra_bronte 11.05.14, 13:29
    De Niro w roli głównej skutecznie mnie odstraszył :) To remake filmu Tornatore z 1990 r, który kiedyś widziałam. Główną rolę grał Marcello Mastrioanni. Jak zwykle, Amerykanie potrafią tylko zepsuć oryginał.
  • siostra_bronte 10.05.14, 18:47
    Przypadkiem natknęłam się na tego newsa. Fantastyczna wiadomość!! Widziałam wszystkie filmy, oprócz "Kuzynki Angeliki", ale wieki temu, więc z przyjemnością obejrzę je ponownie. Dopiero od 19 maja, ale nie mogłam się powstrzymać. No i chciałam poprawić trochę nastroje, bo tv nas ostatnio nie rozpieszcza.

    Tutaj trailer przeglądu:

    www.youtube.com/watch?v=treH_6YMZRM
  • grek.grek 11.05.14, 13:26
    dzięki, Siostro, za znakomite wieści :]

    piosenka z tego trailera pochodzi z "Nakarmić kruki" - ona właśnie oraz niezwykle interesująca młodziutka aktorka grająca główną postać dziecięcą - zostały mi w pamięci z tamtego filmu. i jeszcze to, że ta mała uwierzyła, że otruła własnego ojca, a zatem że ma władzę nad życiem i śmiercią, chociaż ojciec od czego innego umarł. takie przebłyski pamięci mam ;] mam nadzieję, że ten film pokażą w tym cyklu. poza nim, migneła mi jego "Carmen" i - w przeciewieństwie do Ciebie - to chyba całe moje doświadczenie z tym rezyseiro :]

    5 filmów - nieźle, cały tydzień.
    ciekawe, które tytuły wybiorą ? W "przeglądzie filmów W. Allena" skupili się na tych najnowszych tylko.

  • siostra_bronte 11.05.14, 13:34
    Cała przyjemność po mojej stronie :) Oby takich okazji było więcej!

    Tak, mała Ana Torrent była niesamowita. Trudno zapomnieć jej wielkie, ciemne oczy.

    Greku, kliknij w "Pokaż więcej" pod video, jest lista tytułów z krótkimi opisami. Ale dla porządku wymienię: "Mrożony peppermint", "Anna i wilki", "Nakarmić kruki", "Kuzynka Angelica" i "Mama ma 100 lat". A więc wczesne filmy, moim zdaniem najlepszy okres twórczości Saury.

  • siostra_bronte 11.05.14, 13:38
    Oczywiście, miałam na myśli filmy przeglądu. Nie widziałam wielu filmów Saury. Z okresu "tanecznego" tylko "Carmen".
  • grek.grek 11.05.14, 14:14
    dzięki, Siostro :]
    będziemy ucztować :]]

    Ana Torrent - yes. zapadająca w pamięć rola.


  • pani_lovett 11.05.14, 15:29
    > Greku, kliknij w "Pokaż więcej" pod video, jest lista tytułów

    Nie doczytałam Twego postu, Bronte! Sorry.
  • siostra_bronte 11.05.14, 18:04
    Nic nie szkodzi :)
  • pani_lovett 11.05.14, 15:25
    > ciekawe, które tytuły wybiorą ?

    Niżej napisano. ;)

    19 maja, godz. 22:15, Mrożony peppermint
    Thriller psychologiczny z 1967 roku z elementami krytyki franksistowskiej polityki. Bohaterem filmu jest lekarz wiodący spokojne, ale dostatnie życie „starego" kawalera. W pracy pomaga mu zakochana w nim znacznie młodsza pielęgniarka Anna. Lekarz nie zwraca na nią uwagi, do czasu gdy do miasteczka po wielu latach wraca jego przyjaciel z młodości. Przyjeżdża z dużo młodszą żoną, która jest podobna z wyglądu do Anny, ale równocześnie stanowi jej przeciwieństwo... Rozwijając twórczo motyw sobowtóra, Saura tworzy trzymający w napięciu thriller, w którym pokazuje niepokojący splot pożądania, fantazji i zbrodni. Twórca został nagrodzony Srebrnym Niedźwiedziem za reżyserię na festiwalu w Berlinie w 1968 roku.

    20 maja, godz. 22:30, Anna i wilki
    Na odludzie w czasie gorącego i słonecznego lata przyjeżdża guwernantka (w tej roli Geraldine Chaplin, przez lata związana z Saurą). Ma zająć się dziećmi jednego z tamtejszych hiszpańskich rodów. Członkowie rodziny zaczynają odkrywać przed dziewczyną swoje dziwactwa i mroczne strony osobowości. Duszna i ciężką atmosfera wciąga widza jak senny koszmar.

    21 maja, godz. 22:05, Kuzynka Angelica
    Bohaterem filmu jest biznesmen, wracający w rodzinne strony, żeby pochować matkę. Mężczyzna powraca do wspomnień z dzieciństwa, kiedy jako dziesięciolatek zakochał się w swej kuzynce Angelice, dziś nieszczęśliwej mężatce. Film balansuje na granicy granicy jawy i snu, rzeczywistości i wyobraźni.

    22 maja, godz. 23:20, Nakarmić kruki
    To jeden z najwspanialszych filmów nakręconych z perspektywy dziecka, jakie zna kino, z pamiętną sceną beztroskiego dziecięcego tańca przy piosence Jeanette „Porque te vas". Film nie ma linearnej fabuły, to raczej zapis wewnętrznych niepokojów głównej bohaterki, łączący dziecięce odczuwanie świata z perspektywą dorosłej. Film zdobył Wielką Nagrodę Jury i nominację do Złotej Palmy na Festiwalu w Cannes.
  • pani_lovett 11.05.14, 15:27
    23 maja, godz. 22:55, Mama ma sto lat
    Jeden z największych sukcesów komercyjnych Saury, który przyniósł mu nominację do Oscara. Film jest frapującą kontynuacją „Anny i wilków". Tytułowa bohaterka wraca do domu na hiszpańskiej wsi, gdzie kiedyś pracowała jako niania. Okazja jest szczególna, nestorka rodu obchodzi swoje setne urodziny, ale szybko wyidealizowane wspomnienia Anny zderzają się z rzeczywistością - rodzina okazuje się rozbita, a nie radzące sobie w życiu dzieci planują zabić despotyczną matkę.
  • grek.grek 11.05.14, 18:03
    dzieki, Barbasiu, za tę piękną rozpiskę :] przyznam, że jestem zielony w temacie i mam nadzieję obejrzeć wszystkie 5 filmów. a jaki wygląda Twój... plan minimum ? :]]
  • siostra_bronte 11.05.14, 18:11
    To ja się wtrącę. Trzeba absolutnie zobaczyć wszystkie filmy! Szkoda tylko, że projekcje ok. 22.30, a "Nakarmić kruki" wręcz po nocy, o 23.30. Ale dla Saury warto posiedzieć dłużej :)
  • pani_lovett 11.05.14, 21:00
    Chciałabym obejrzeć wszystkie filmy, ale "Nakarmić kruki" zaczynają się bardzo późno i raczej nie dam rady obejrzeć.

    :)
  • grek.grek 12.05.14, 14:10
    Kameralny, 85-minutowy, świetnie rozegrany dramat psychologiczny, z Alainem Delonem w roli głównej.

    Akcja dzieje się w Lyonie. Własnie dobiega końca bardzo nagłośniony przez media proces młodego chłopaka, Frederica Chaplina-Tourvela [wg mnie, bardzo dobre aktorstwo niejakiego Manuela Blanca, neutoryczne, histeryczne momentami, bardzo adekwatne w stosunku do psychologii bohatera], oskarżonego o zamordowanie obojga rodziców. Adwokatem chłopca jest Charles Dunand [to własnie rola Delona]. O ile chłopak jest cały podenerwowany, co zrozumiałe, a jego dziewczyna Franca - nie moze sobie znaleźć miejsca i odpala papierosa od papierosa, o tyle pan adwokat jest spokojny. Nic nie przyspieszy, nic nie zwolni, "ilekroć ktoś dotyka sprawiedliwości, robi to tylko po to, aby się przekonać, że ona nie istnieje", rzuca złotą myśl czekając na werdykt w towarzystwie pary prokuratorów, którzy przyznają, że naprawdę ich przekonał swoją argumentacją na korzyśc Frederica.

    Wyrok brzmi : w sprawie zamordowania ojca - niewinny, w sprawie zamordowania matki - niewinny. Sala krzyczy "skandal ! hańba !".

    Wieczorem Fredrick opuszcza więzienie. Czeka na niego liczna grupa reporterów. Przemyka pod ścianą, stara się na nich nie patrzeć. Wita się wylewnie z Francą i odjeżdzają autem. Ona sugeruje, że powinni wyjechac. Gdzieś daleko. Karaiby ? why not.

    Ale Frederick ma na razie inne plany. Dzwoni do adwokata Dunanda i pyta go zagadkowo "A co jeśli obronił pan winnego, co jeśli ja naprawdę ich zabiłem ?". Dunandowi trochę ręce opadają, ale - może chłopak z nim pogrywa ? Dunand odpowiada rzeczowo, że przeanalizował wszystkie dowody i wyszło mu na to, że Frederick tego nie zrobił. Ale sam Frederick kontynuuje sączenie mu do ucha wątpliwosci. Wtedy Dunand proponuje aby się spotkali i wyjaśnili sobie tę sprawę. Frederick tylko na to czekał. Umawiają się na spotkanie w rodzinnym domu chłopaka. Żona Dunanda zaprasza go na świętowanie sukcesu, razem ze znajomymi, ale Dunand nie ma kompletnie nastroju. Zamiast tego wyjeżdza autem, by rozmówić się z Frederickiem. Nie jest wstrząsnięty czy coś, po prostu zaskoczony i zaciekawiony.

    to tytułem wstępu :] dalej... all the way spoiler ;]

    Kiedy Frederick wraca do chałupy [duże mieszkanie w kamienicy, rodzice byli zamożni] - triumfuje nad lokajem i jego żoną, a to dlatego że lojak zeznzawał na procesie przeciwko niemu. Był głównym świadkiem oskarżenia. Frederick nie wywiera na nim żadnej zemsty. Później się okaże - dlaczego.

    Zjawia się Dunand. Frederick zachowuje się dziwnie - najpierw prowokuje, potem zostawia adwokata, żeby sobie pójśc pod prysznic, a w końcu po krótkiej wymianie zdań nt. procesu, nagle dostaje szajby i wybiega na ulicę, aby rzucić się pod samochód. Ląduje na jego masce, kierowca jest przezorny, chłopak wychodzi bez szwanku. Dunand gania za nim i nie wie, co sądzić o tym wszystkim, widać że Frederick ma jakiś poważny kłopot.

    Wracają obrazki z procesu - film nie zajmuje się nim szczegółowo, nie odtwarza wydarzeń feralnego dnia, raczej pokazuje jak Dunand triumfuje i broni chłopaka.

    Co się stało TAMTEGO wieczora - opowie sam Frederick, a nawet więcej opowie.

    Tak, zabił. Zabił ich oboje. Nerwowo opowiada [stosowna ilustracja filmowa] jak palnął kandelabrem w głowę najpierw wracającego "ze schadzki z kochanką" ojca, a potem zaalarmowaną upadkiem ciała na podłogę - matkę, która "też miała gacha na boku". Zamordował ich i już. Dunand próbuje stonować go jakoś, "przecież twój ojciec wracał z pracy, dowiedliśmy tego w sądzie", ale Frederick nie znosi sprzeciwu. "Wyznaję panu całą prawde, czy nie tego pan chciał, czy nie po to się spotkaliśmy tutaj ?". Dunand milczy zatem.

    Motyw.
    Frederick najpierw opowiada o swoim buncie przeciw rodzicom. Może naweet przeciw całemu światu. Pewnego dnia postanowił nie wychodzić z domu. "CHciałem mieć skrawek świata, który będzie należał do mnie, tylko do mnie, gdzie będę tylko ja", powiada. Rodzice przynosili mu jedzenie i inne potrzebne rzeczy, a on siedział w pokoju na piętrze i z gustownego balkonu [ech, te stare kamienice...] przez lunetę o dwukilometrowym zasięgu obserwował ludzi. Wtedy zauważył piękną blondynkę na jej balkonie. Zakochał się. Postanowił ją poznać.

    Blondynką okazała się Franca. Aktorka w ulicznych teatrach. Frederick ustala jej adres i zagaduje ją na jakimś moście. Ona odpowiada z sympatią, a potem zabiera go ze sobą na próbę [rozległe podwórze gdzieś na tyłach dużych budynkow jakichś] i poznaje ze swoimi przyjaciółmi artystami. FRederick jest nią zaintrygowany. NIą jako kobietą, ale przede wszystkim jej osobowością - "była taka CZYSTA, tak bardzo CZYSTA, w przeciwieństwie do mnie i do mojej rodziny". To właśnie Franca dała mu alibi na noc zabójstwa rodziców. Zeznała, że był wtedy z nią.

    Frederick kontynuuje swoją opowieść, zdumionemu [ale ukrywającemu to starannie] Dunandowi opowiada historię sprzed... 10 lat. Miał wtedy 12 lat. Jego matka miała kochanka. Któregoś razu ojciec wrócił wcześniej - zastał ich in flagranti. W ataku złości zabił kochanka matki.

    Ukrył ciało w czymś w rodzaju eleganckiej piwnicy. W zapadni sprytnie zakamuflowanej rozsuwanymi automatycznie deskami, pod dywanikiem. Kiedy ojciec wrzucał tam ciało zabitego - towarzyszyła mu matka. W pełni akceptująca to, co się stało. Frederick widział to z ukrycia. Omal się nie zdradził potykając na schodach, ojciec coś usłyszał, ale Frderick zdołał wrócić do pokoju i położyć się w łózku udając kamienny sen. Ojciec przyszedł sprawdzić i dał się nabrać.

    A zatem - to był motyw. Zabójstwo sprzed lat, które sprawiło, że Frederick żył w niezgodzie ze światem, w poczuciu niskiej samooceny, w nienawiści do rodziców ["nie ma pan pojęcia, jak ich nienawidziłem ! nie wyobraża pan sobie, że człowiek z tak potęzną nienawiścią w ogole mógłby istnieć !"]. Franca uruchomiła w nim potrzebę oszczyszczenia się z tego brudu, aby zasługiwał na nią, na przebywanie z nią, na jej miłość.

    Dunand jest spokojny i rzeczowy, pyta o dowody. Frederick prowadz go go piwnicy - otwiera zapadnię. W środku, na dole, jest szkielet, jeszcze trochę na nim skóry, ale nie ulega wątpliwości że leży tu od dawna. "Pielęgnowałem to miejsce z oddaniem", rzuca Frederick. Dunand nadal nie jest przekonany - skąd mam pewność, ze to prawda, co mi opowiedziałeś ?". Frederick na to, że zna nazwisko tego szkieletu - podaje je. Dunand sobie przypomina, a Frederick wypowiada to na głos : ten zabity był miejscowym przedsiębiorcą, media donosiły, że "zniknął z dnia na dzień", poszukiwano go całymi latami, gdy tymczasem... jak z przekąsem i smutną ironią mówi Frederick "On leżał tutaj - parę metrów od swojego domu".

    Dunand cofa się do tego, co powiedział Frederick "Pielęgnowałeś to miejsce z oddaniem ? Dlaczego ?", pyta go, na co Frederick z tą samą mieszanką podskórnej agresji i smutku, powiada "Bo to był mój prawdziwy ojciec".

    Co zatem ma zrobić teraz Dunand. Frederick nalega "Niech mnie pan aresztuje. Dzięki mnie, w ciągu jednej nocy wyjaśnił pan 3 zabójstwa. Nie ma tak wielkich pierwszych stron gazet, aby były w stanie pomiesiśc pańskie zdjęcie. TO dla pana przepustka na szczyt". Dunand milczy. Jeszcze raz przechadza się do zapadni.

    Kiedy wraca, Frederick próbuje go palnąć kandelabrem, ale Dunand z łatwością unika tego sygnalizowanego, rozpaczliwego ataku. Frederick domaga się od niego aresztu i nowego procesu. Ale adwokat powiada "NIE. Mam swoją etykę, chłopcze". Zbiera się do wyjścia i wyjasnia Frederickowi "Zostaniesz z ta zbrodnią sam na sam. Przez całe swoje życie. Nie musisz iśc do więzienia w tym celu". Na schodach spotyka Francę idącą do Fredericka, zdziwioną jego widokiem.

    A potem odjeżdza autem i w myślach powtarza swoje credo "Ilekroć dotykam sprawiedliwości, przekonuję się, że ona nie istnieje".

    No i co Wy na to ? :] Zbrodnia i kara, rodzinna tajemnica z przeszłości, powikłana psychologia bohatera, ciekawa rozgrywka dwóch osobowości... gdyby nie okropna muzyka a'la telefilmik klasy B... :]
  • grek.grek 12.05.14, 14:15
    reżyserem tego filmu jest Jacques Deray, scenariusz pisał razem z Delonem i jeszcze jednym gościem. generalnie, wszystko prima sort, poza tą nieznośną muzyką na wstępie i zakończeniu. Muzyka podczas dramatycznych scen w mieszkaniu [75 % casu filmu] bardzo dobra :]

    trailer :
    www.youtube.com/watch?v=FVGTiKgbjKY
  • siostra_bronte 12.05.14, 15:05
    Dzięki, Greku :)

    Nie znam tego filmu. Ciekawa historia.
  • grek.grek 12.05.14, 16:51
    cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

    też tak sądzę - historia cokolwiek pogmatwana, a jednoczesnie zgrabnie złożona i usprawiedliwiająca psychiczne poplątanie bohatera.
  • pani_lovett 15.05.14, 21:57
    > No i co Wy na to ? :] Zbrodnia i kara [...]

    W zasadzie zbrodnia bez kary.
    Bo czy same wyrzuty sumienia są wystarczającą karą za morderstwo na rodzicach?

    Dzięki. Ciekawa opowieść.
  • grek.grek 16.05.14, 14:51
    ano właśnie.
    adwokat uznaje, że własnie te wyrzuty sumienia będą karą dla Fredericka.
    Raskolnikow też by się nie przyznał, gdyby nie wyrzuty, plus paranoja :]

    zaciekawiła mnie decyzja adwokata - mówi on, że nie zadenuncjuje chłopaka, żeby swojej etyki zawodowej nie naruszać, ale zapachniało mi to pragnieniem złapania dwóch srok za ogony : z jednej strony, Dunand pozostaje zwycięzcą w sądzie - gdyby przyznał, że chłopak go oszukał, a on wybronił winnego, straciłby splendor; po drugie - Frederick domaga się tej klasycznej kary. on chce iśc do więzienia za to, co zrobił. dręczy go sumienie, chce się oczyścić. zatem, Dunand nie spełniając jego żądań naprawdę wymierza mu dotkliwą karę, pozostawiając sam na sam z własnym sumieniem, bez możliwości odpokutowania.

    dzięki, Barbasiu :}
  • grek.grek 12.05.14, 15:01
    Czesi mają szwung, od razu 2 seria :]
    1-sza kończy się dramatyczną walką JOhna Luthera o dowiedzenie własnej niewinności wobec zarzutu zabójstwa ukochanej żony. Skuteczną. W ostatnim akcie jego przyjaciółka-rodzicobójczyni-socjopatka Alice Morgan zabija winnego śmierci Zoey.

    Seria 2 rozpoczyna się w momencie zakończenia 1-wszej. Luther jest oczyszczony z zarzutów, wraca do pracy w policji. KOlega oferuje mu stanowisko w nowoutworzonym wydziale do spraw specjalnych. Luther pociąga za sobą sierżanta Ripleya, który w trakcie śledztwa przeciw Johnowi nie zwątpił w jego niewinność, a dodatkowo naraził całą swoja wymarzoną karierę w policji na degradację i ostrzegł go w krytycznym momencie. Ripley został istotnie zdegradowany, wylądował przy ewidencji byle zgarniętych z ulicy ćpunów i małych złodziejaszków. Luther nie zapomina o nim, proponuje mu pracę przy czymś znacznie ciekawszym i Ripley ofk nie odmawia.

    Alice zostaje przesłuchana : swobodnie i z tym swoim ironiczno-przenikliwym tonem i spojrzeniem odpowiada, że zabiła gościa, żeby pomóc swojemu przyjacielowi, zaprzecza że Luther ja o to prosił - i ląduje w szpitalu dla psychicznie chorych. TO się nazywa przyjaciółka z prawdziwego zdarzenia :]

    Pierwsza sprawa nowego wydziału, to dusiciel graasujący po Londynie. Gościu nosi okropną maskę z wielkim nosem i dusi młode dziewczyny. Zawsze w taki sposob, aby wszystko zarejestrowały kamery monitoringu. I robi triumfalne gesty do tych kamer. Sam siebie nazywa "Mister Punch". Dowcipny jest - po zabójstwie oddzwania rodzinę, przyjaciół, nawet weterynarza ofiary. Zabija w nocy i w dzień. Zabójstwo dzienne pozwala poznać twarz mordercy - odgrywa właśnie sympatycznego przypadkowego przechodnia, którzy przyczepia się do dziewczyny kręcącej się w zaułkach przy jakimś targu, fotografującej okolicę. Chłopak wykazuje się świetną znajomością historii ulicy, na której się znajdują, opowiada barwnie, sypie datami, ale dziewczyna nie ma ochoty na to, by robił za jej przewodnika. Chłopak znika, a za moment w zacisznym zaułku dziewczyna-fotograficzka pada ofiarą ataku Mr Puncha.

    Kiedy Luther z ekipą zjawiają się na miejscu, po oględzinach miejsca zabójstwa, John wychodzi, żeby nakazać rozejśc się tłumkowi ciekawskich - i widzi chłopaka-historyka", który stoi na uboczu, ale bardzo żywo zainteresowany jest sytuacją. Kiedy spostrzega wzrok Luthera, próbuje szybkim krokiem odejśc. Luther idzie za nim, chłopak coś musi wiedzieć, podejrzanie się zachowuje, moze nawet to zabójca [my wiemy, ofk, że policaj się nie myli]. Chłopak ucieka. Luther go goni. Jakieś stare zaułki, podwórka, schody przeciwpożarowe, opuszczone magazyny z dziurami, jakieś graciarnie - Londyn jakiego na pocztówkach nie sposób znaleźć. Wreszcie chłopak na dobre znika. Luther dociera do jakieś ciemnej piwniczki, gdzie dostaje w łeb od Mr Puncha, a potem gazem po oczach. Walczy rozpaczliwie, udaje mu się napastniika ugryźc w przedramię, a potem słychać tupot nóg policjantów - Luther ich po drodze zawiadomił, co się dzieje. Przybiegają w porę. Punch się ulatnia. KOleżanka Luthera od razu podstawia mu pod brodę folię, żeby wypluł to co ugryzł - będzie szansa na zidentyfikowanie śladów DNA dusiciela.

    Nie jest to jedyna sprawa dla Luthera. Na komisariacie zjawia się niejaka Catherine Jones. Jakiś czas temu Luther zgarnął jej męża, za zabójstwo. Potem facet strzelił samobója. Ta sekwencja zdarzeń rozbiła psychicznie Jenny, córkę Catherine. Pani JOnes domaga się od Luthera pomocy, sugerując że jest on współwinny sytuacji - Jenny ćpała, cieła się, miała problemy wszelakie, a na koniec groziła matce nożem i uciekła z domu. TEraz wpadła w pornobiznes i to taki, w którym "aktorki" grają w stanie nieprzytomności narkotykowej ["nekroporno"]. Catherine chce, aby Luther wydostał z tego Jenny. Ma adres firmy produkującej te filmy.

    Luther tam jedzie, rozmawia z Jenny, prosi ją o powrót do domu i zgodę z matką, ale na próżno. Dziewczyna uważa, że to "dobra praca", pozwoli jej zarobić na własne utrzymanie. Luther zostawia ją i wychodzi, ale po 5 minutach zastanaawiania się i dylematowania - wraca, przerzuca ją przez plecy i oznajmia, że aresztuje ją za posiadanie narkotyków :] Gośc jest bezbłędny. Melinuje Jenny u Marka, męża swojej zmarłej tragicznie eks-żony Zoey. Mark i Jenny znajdują wspólny język, "oboje przeżyliśmny stratę", powiada Mark, opowiedziawszy jej o śmierci Zoey i poznawszy tragiczną historię ojca Jenny.

    Potem John odwiedza Alice w tym zakładzie. Dobra scena, w takiej dużej surowo ciosanej sali/pokoju, w kącie stoi obstawa :] Rozmawiają chwilę. Alice ma zabandazowane przedramię, coś enigmatycznie opowiada, możliwe że próbowała coś sobie zrobić, chociaz nie wygląda na samobójczynię czy choćby osobę zdolną do desperackich czynów. Pyta Luthera, czy ma kogoś, on jej odpowiada pytaniem na pytanie, na co Alice "Kobiety nie leża w zakresie moich zainteresować, poza tym... same matki co biły dzieci albo zony co zabiły męzów, zupełna patologia, kompletnie nieerotyczne przypadki" :] Alice pyta go o przyszłośc, Luther że chciałby wreszcie odejśc z policji, a potem pojechac gdzieś gdzie jest dużo słońca, na pustynię najlepiej. Alice na to, że w Nowym Meksyku jest kapitalne Obserwatorium. Na pustyni. "Pojedziemy raZem ?", pyta Luthera, ale on nie odpoowiada. Zamiast tego wyjmuje jabłko i odgryza kawałek. Częstuje Alice, ale ona nie chce. Kiedy wychodzi, mówi do niego "Nie zapomnij o mnie".

    Wszystko to szopka była :] Luther przechodząc w drodze powrotnej pod murem tego zakładu - przerzuca nadgryzione jabłko na drugą stronę. Alice spacerująca po ogrodzie/trawniku, z uśmiechem zauważa to, a potem podnosi jabłko i chowa do kieszeni. W jabłku jest ukryta, tak mi się wydało, karta do drzwi wejściowych zakładu, umożliwiająca ich otwarcie od środka. BYć może jest to policyjna karta Luthera. Tak czy siak, czy mógł on zostawić w psychiatryku przyjaciółkę, która zrobiła tyle dla niego ? :]

    Badania DNA pozwalają ustalić dane PUncha - nazywa się Cameron Tell. Nieudany artysta, notowany za zdemolowanie wystawy w jakiejś galerii i atakowanie nożem interweniującego policjanta. Ustalają jefgo adres. Mieszkanie jest puste, wygląda jakby nigdy nikt tam nie mieszkał. Na środku stoi telefon. Dzwoni. Luther podnosi słuchawkę. PO drugiej stronie jest Cameron. W krótkiej rozmowie wyjaśnia mu swoje motywacje. Opowiada o Londynie, który jest "martwym miastem, z martwą historią i kulturą, nierzeczywistym, w którym ludzie zobojętnieli na wszystko, poddali się technologii". W akcie buntu i chcąc ludzi znów "nauczyć strachu" Cameron sprawił sobie maskę odtwarzającą postać Springfield Jacka, postrachu Londynu z bodaj XVII wieku, tajemniczego mordercy który nigdy nie został złapany, "mógł uderzyć wszędzie i o każdej porze dnia i nocy, terroryzując całe miasto". W tym czasie policja usilnie namierza skąd dzwoni Cameron, ale nie zdążąją ustalić miejsca. Rozłączył się za wcześnie.

    Przesłuchana zostaje dziewczyna/żona Camerona. POtwierdza, że miał hopla na punkcie Springfield jacka, chodził z tym nawet do psychologa, a z czasem ludzie zaczynali się pukać w czoło, kiedy nadawał ciągle o tym samym. Wreszcie zniknął.

    Wieczorem na policyjny komputer przychodzi link od Camerona. Wszyscy się gromadzą przy monitorze. Po chwili okazuje sie, że będzie to najgorsza rzecz z możliwych : transmisja na żywo z zabójstwa. Cameron ubrany w maskę umieszcza kamerę video naprzeciwko jakiejś kamienicy. Policaje wiedząc, co się święci gorączkowo próbują ustalić miejsce - na podstawie dojścia nazwisk właścicieli aut zaparkowanych przy chodniku, a widocznych w oku kamery. W tym czasie Cameron vel Punch puka do pierwszych lepszych drzwi, za plecami trzymając kij. Ktoś mu otwiera, widać na dalekim planie, cały czas w oku kamery - ten ktoś widząc zamaskowanego klienta próbuje zaraz zamknąc drzwi, ale Cameron atakuje szybko i skutecznie. POlicja nie zdąza z ustaleniami. Cameron już zwija interes. Wszyscy są przybici tym, co zobaczyli.


  • grek.grek 12.05.14, 15:10
    A może faktem że nie zdołali temu zapobiec. Albo jednym i drugim.

    Ripley i nowa policjantka [czarnoskóra] odwożą żonę Camerona do domu. Mieszka ona nad jakimś sklepem, być mozę sama go prowadzi. Boi się to, "żeby ktoś [wiadomo kto] spod łózka nie wyskoczył". Policjantka przechodzi z pokoju do pokoju, włącza światło, sprawdza czy nikogo nie ma. Ofk, scena jak z kryminału, bo z ciemności zawsze ktoś nagle może ruszyć do ataku. Pokój za pokojem. W ostatnim w poświacie majaczy jakaś postać. Przy zapalonym świetle okazuje się, że to jakaś rzeźba czy figura. Czysto.

    Sierżant Ripley czeka w aucie przed kamienicą.

    Nagle w mieszkaniu gaśnie światło. Bezpieczniki padły. Same czy ktoś im pomógł ? Znów kryminał ;]

    Ale Camerona nie ma w mieszkaniu. Jest... na tylnym siedzeniu samochodu Ripleya ! I nagle wynurza się zza fotela, a sierzant zauważa go w ostatniej chwili. Cut ! CO dalej - w następnym odcinku :]

    Klasa 1 serii podtrzymywana. Idris Elba aktorzy kapitalnie, Alice Morgan vel Ruth Wilson ma ten sam styl, dużo urodziwych zdjęc brzydkich zaułków Londynu i świetne kadry panoramiczne. Zero słońca, pogoda ćwierćskandynawska, a może typowo angielska. Bardzo dobry podkład muzyczny. I znów interesująca intryga, możliwe że ta seria będzie w całości historią pościgu za nieuchwytnym dusicielem egzystencjalnie zaniepokojonym, a może nawet moralnie zaniepokojonym :]

    www.youtube.com/watch?v=cdHOKDzUcVk
  • pani_lovett 12.05.14, 21:52
    Dzięki. Melduję, Prezesie, że czytam każdy odcinek Luthera. :)
  • grek.grek 13.05.14, 14:29
    wielkie dzięki, Barbasiu :]

    nieodmiennie zachęcam do lektury tego serialu.
  • grek.grek 12.05.14, 16:53
    20:10 - 3 godziny :]
    francuska ekranizacja klasyki Emila Zoli, z Gerardem Deperdieu.

    skaczemy ? :]
  • siostra_bronte 12.05.14, 16:58
    Kurcze, straszna kolubryna :)
  • siostra_bronte 12.05.14, 23:22
    Jednak obejrzałam. Kiedyś nawet przeczytałam książkę i to przeważyło. No i dobrze zrobiłam. Wstrząsające. Świetny film.
  • grek.grek 13.05.14, 14:26
    ja mam do nadrobienia ostatnie 30 minut.
    zapewne zakończenie będzie zgodne z literackim pierwowzorem ? :]

    zgadzam się z Tobą - świetny film.
    świetnie nakręcony, bardzo sugestywnie - brudne i trudne warunki życia górników i zgoła odmienne posiadaczy. doskonała scena targu niedzielnego, na którym się wszyscy spotykają. sceny zbiorowe świetnie skoordynowane. scena pośmiertnej kastracji - makabreska. w ogole, szał tej ciżby robotniczej, bijącej, niszczącej i palącej wszystko na swojej drodze - bardzo obrazowy. aktorzy w formie, twarze i fizjonomie - perfekcyjnie dopasowane do postaci, słowem : casting ! :]. zdjęcia z szybu wydobywczego - oddające tę klaustrofobiczną atmosferę i poczucie [nie wiem, czy górnicy mają, ale ja bym miał :)], że ten pie,prznik w każdej chwili moze runąć na głowę; ascetyczne, sprawiające wrażenia zarosłych brudem izby rodzin górniczych i pyszne pokoje burżujów, z których zdjęc prawie czuć zapach fiołka ;] - scenografia prima sort. wspaniale oddane kontrasty, górnicy przymierają głodem, miejscowy piekarz wymusza na nich rozmaite "usługi" w zamian za kromkę chleba, a w tym czasie w pałacu towarzystwo wciąga bażanta, a rozmowa o strajku górniczym i problemach z węglem na rynku zagadywana jest beztroską zachętą wymodelowanej pańci : "Zjedz raka".

    i odwieczny dylemat : kto ważniejszy - ten kto daje pracę i maszyny, czy ten który pracuje ? gdzie jest punkt dogodny do zawarcia kompromisu, czyli na ile górnicy mogą przyjąc obniżkę płac, aby firma uratowała rentowność, a oni mieli nadal pracę, i na ile właściciel firmy może być wobec nich fair mówiąc o faktycznej sytuacji na rynku ?
    na czasie, biorąc pod uwagę problemy z kopalniami i węglem w Polsce, prawdaż ? i o granicach lojalności - na ile rację mają górnicy, którzy nie przyłączają się do strajku, bo wolą pracować i zarabiać niż wstrzymywać pracę i pozbawiać się nawet tego marnego dochodu ? z jednej strony : trochę racji mają, z drugiej - tylko strajkujący mogą poprawić warunki płacy i pracy swoje i tych łamistrajków przy okazji. czy Maheu ma zatem rację bijąc i tarzając w błocie Chavala ? jak dalece naiwny jest idealizm Ettienne'a ?

    książka zakłada finałową katastrofę w kopalni. zakładam, po obejrzeniu 3/4 filmu, że jest ona nakręcona z równą dbałością o detale i realia, co reszta filmu, Siostro ?
  • siostra_bronte 13.05.14, 15:53
    No to znowu się zgadzamy :)

    Tak, świetna reżyseria, dbałość o szczegóły, sugestywny klimat. I jeszcze
    znakomite aktorstwo! Temat wydawał się ciężki i trudny do sfilmowania, ale o dziwo, historia niesamowicie wciąga i angażuje emocjonalnie. I te 3 godziny wcale się nie dłużyły!

    Nie pamiętam tak dobrze książki, ale zgadza się, jest katastrofa w kopalni i robi wrażenie. I od tego momentu, przez sceny, kiedy uwięzieni górnicy błąkają się po szybach niczym bohaterowie "Kanału" Wajdy, poprzez scenę z dziadkiem (nie będę spojlerować,), aż do finałowej rozmowy Ettienne'a z żoną Depardieu - ta końcówka dosłownie wciska w fotel. Tyle jest tu dramatyzmu i emocji.

    Tak, obie strony mają swoje racje. Właściciel tej drugiej kopalni tłumaczy się, że jeżeli podniesie pensje, to kopalnia zbankrutuje. I można to nawet zrozumieć, ale kiedy widzi się w jakiej nędzy żyli górnicy i jak sobie żyła burżuazja, to człowieka szlag trafia. To nie mogło się utrzymać.

    To jest właśnie szokujące, w jak strasznych warunkach żyli górnicy i można się domyśleć inni robotnicy. To trochę jak nasza "Ziemia obiecana". Kapitalizm w wersji hardcore. Czasy się zmieniły (choć pewnie są jeszcze takie miejsca na świecie jak u Zoli), ale system działa tak samo tylko metody wyzysku są inne. I nie dotyczy to tylko górników, także choćby wszystkich na umowach śmieciowych, itd...Ale to temat na inną dyskusję.

    Naprawdę świetny, wciągający film.










  • siostra_bronte 13.05.14, 16:35
    Z górnikami to trochę skomplikowana sprawa, do kopalni trzeba dopłacać, więc jest pytanie czy to ma sens.
  • grek.grek 14.05.14, 14:26
    miło mi :]

    właściwie tak celnie i barwnie wszystko opisałaś, że z trudem można coś dodać treściwego, więc będę Ci głównie basował :]

    doobejrzałem w nocy końcówkę [powtórka leciała jakoś od 2:00 z hakiem] - i teraz już z pełną odpowiedzialnością mogę Ci przyklasnąć : znakomite kino. też mnie wciągnęło :]

    świetne skojarzenie, Siostro.
    istotnie, przypomina ta wędrówka "Kanał", a do tego ileż jest gwałtownych momentów : morderstwo, śmierć z wyczerpania, wyznania miłosne, zazdrość, namiętność... wszystko to kumuluje się w jednej sekwencji i dwóch-trzech scenach.

    yes, dziadek zaszlał. [spoiler !]... i to, cóż za paradoks, trafiło na tę najwrażliwszą, najbardziej życzliwą górnikom córkę właściciela kopalni.

    racje właściciela są niby racjonalne ["żebyście wy mogli żyć, najpierw ja muszę przeżyć, a wasze żądania płacowe mnie zabiją"], a jednocześnie obniża on płace do takich sum, że sam sens pracy staje pod znakiem zapytania, co przy wystawnym stylu życia jego rodziny istotnie irytuje. z drugiej strony, nawet jesli właściciel zarabia na tym biznesie 20 %, a 80 % idzie do górnikow, to on ma na utrzymaniu tylko kilka osób, a górników z rodzinami jest pewnie z tysiąc - stąd dysproporcje w stylu życia muszą być widoczne. pytanie, ile właściciel może oddać na rzecz swoich pracowników, żeby nie wyglądało to na wyzysk... pracodawcy ?

    komunizm miał prostą receptę - trzeba odebrać właścicielom kopalnie i niech robotnicy sami się rządzą, po równo i wedle potrzeb. tylko coś nie wyszło na dłuzszą metę, bo jednak ludzie nigdy równi nie będą, dopóki będą "władze", "kolegia", "przewodniczący", "rady", dopóty zawsze ktoś będzie stawał przed pokusą by być równiejszym wobec swoich "towarzyszy". ładny fresk nt. źródeł narodzin komunizmu, nieprawdaż ? :]



  • siostra_bronte 13.05.14, 16:40
    Tutaj trailer:

    www.youtube.com/watch?v=3OsL2dvfipk
  • pani_lovett 12.05.14, 21:50
    Też nie udźwignę dziś "Germinala" (mój pendrive również ;).
    Siedzę nad "Lourdes"...
  • grek.grek 13.05.14, 14:28
    jest w jutubie, ale w wersji niepolskojęczycznej :

    www.youtube.com/watch?v=XFs0LCnW-lM
  • pani_lovett 15.05.14, 21:58
    Ta wersja nie przejdzie. ;)
    Nie znam hiszpańskiego. Ale doceniam gest i dziękuję.
  • grek.grek 16.05.14, 14:53
    znajdziemy coś bardziej przystępnego, bez obaw :]
  • pani_lovett 16.05.14, 23:59
    O! To bardzo miło z Twojej strony. :)
    Ale obawiam się, że nie będzie to łatwe.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka