Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2014 - 7 (vol. 45)

03.07.14, 20:02
oj, straszne opoznienie zlapalam! Ale sie urlopowalam krotko i chyba sie rozleniwilam :)

Ciekawe, czy w wakacje beda jakies nowe propozycje, czy glownie jednak powtorki powtorek ...

--
Maniaczytania - blog
Edytor zaawansowany
  • siostra_bronte 03.07.14, 20:16
    W ogóle nie zauważyłam, że to już lipiec. To przez te mecze :)
  • maniaczytania 03.07.14, 21:33
    niby dziala, ale pora ...

    03.07 - czyli dzis o 23.05! - "Bez niej" film z Meksyku
    10.07 - "Dzien, ktory odmienil twoje zycie" - Francja, 2008r.
    17.07 - "Wygnanie" - rosyjsko-belgijski, 2007r.
    24.07 - "Chrzest" - powtorka ...
    31.07 - "Przeboje i podboje" - czyli kolejne odgrzewane kotlety ...

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 04.07.14, 12:48
    "Chrzest" leci bodaj 6 albo 7 raz w ostatnim kwartale, w TVP jako takiej.

    "Dnia..." i "Wygnania" nie znam, więc z chęcią obejrzę.
  • grek.grek 04.07.14, 12:44
    jeśli coś nowego, to najprędzej w Kulturze albo Stopklatce, chociaż prędzej bym liczył
    na "powtórki nie będące powtórkami powtórek" niż najprawdziwsze premiery.
  • grek.grek 04.07.14, 13:33
    z dopiskiem : ale może uda nam się nadrobić.

    wczoraj był w TVP1

    www.rp.pl/artykul/9146,1122960-Ojciec-i-syn-w-TV.html
  • pani_lovett 04.07.14, 18:20
    Koniecznie musimy obejrzeć ten dokument.
  • grek.grek 05.07.14, 12:30
    zdecydowanie.

    może jakąś powtórkę zaserwują. gdyby pousuwali z Jedynki Mateuszów i Alexów, to mogliby takie interesujące rzeczy puszczać o 20:20, a nie o 23:30. a i tak, podejrzewam, najlepiej będzie znaleźć gdzieś w sieci :]
  • grek.grek 04.07.14, 13:41
    o 18 stara Europa, czyli Niemcy vs Francja [TVP2], o 22:00 nowa Ameryka, czyli Brazylia przeciw Kolumbii [TVP1] - jak Wam się wydaje, kto zapłacze, a kto odtańczy triumfalnego obertasa ? :]

    o ile wydaje mi się, że do tej pory lepiej śmigali Francuzi i Kolumbijczycy, to po prostu nie wyobrażam sobie półfinałów jednocześnie bez Brazylii i Niemiec. nie pytajcie dlaczego, po prostu : NIE WIDZĘ TEGO, heh. to by było cyniczne złamanie zasad, jakiś przewrót w futbolu... zamach futbolowego stanu ! ;]

    myślę, że Francja ogra Niemcy - powiedzmy 2:1, a Brazylia Kolumbię 1:0.
  • gryfny 04.07.14, 14:44
    a Gary Lineker na to:Piłka nożna to taka gra, w której 22 mężczyzn biega za piłką, a na końcu i tak wygrywają Niemcy.
    Tak powaznie to myślę :Czeka nas prawdziwie pilkarski"Alfred Hitchcock" dzisiaj .
    www.youtube.com/watch?v=kWgpYMCe548
  • maniaczytania 04.07.14, 14:55
    Niemcy i Brazylia

    --
    Maniaczytania - blog
  • pani_lovett 04.07.14, 18:16
    Niemcy i Brazylia.
  • grek.grek 05.07.14, 12:25
    gratulacje, obie wytypowałyście bezbłędnie.

    jakoś tam ostatnimi czasy stawianie przeciwko Neuerowi jest nieostrożnością, a może nawet brawurą ;]
  • angazetka 04.07.14, 16:21
    O ile Brazylia-Kolumbia to mecz raczej mi obojętny (choć jestem za Kolumbią), o tyle na Francja-Niemcy umrę ze trzy razy. Wyrównane mają szanse, ukryć się nie da :/ Mam tylko nadzieję, że będzie przyjemnie ofensywnie z obu stron.
  • grek.grek 05.07.14, 12:28
    coraz mniej pięknie jest, a coraz bardziej pragmatycznie i bez hopów siupów. a do półfinałów zapewne wejdą sami możni. Brazylia i NIemcy już są, dzisiaj Argentyna i Holandia zagrają w rolach faworytów. czy Belgia może uratować ten mundial dla sensacji tudzież niespodzianki ? w Kostarykę jakoś słabą silną wiarę posiadam.
  • angazetka 05.07.14, 13:01
    Belgię chętnie bym widziała w półfinale, Argentyna to jest Messi i dziesięciu ludków (podobnie jak Brazylia zresztą - Neymar i dziesięciu ludków, co będzie teraz, gdy on nie zagra, a naród szlocha?).
    Ależ mnie wkurzył wczoraj sędzia z meczu Brazylia-Kolumbia. Co to w ogóle było???
  • grek.grek 05.07.14, 14:37
    jakoś tak już jest, że im wyżej - tym mniejsza szansa na niespodzianki, nie uważasz ?

    w każdym niemal meczu od 1/8 wygrywa faworyt, z mniejszymi albo większymi kłopotami, ale się przeciśnie. Francja poczyna sobie hulaszczo, ale trafia na - nie grające przecież wybitnie - Niemcy i już jest bliżej ziemi; Kolumbia wygląda jak milyjon dolców, trafia na grającą średnio Brazylię - i jakoś maleje o dwa numery. "gra się tak jak przeciwnik pozwala" ? :] killer instinct, tak to się chyba nazywa w sporcie ;] silni nawet jak mają te trudne dni, to i tak znajdą sposób żeby grających w natchnieniu słabszych złupić.

    wiesz, może i Brazylia w talenty nie opływa, ale jak wczoraj David Luiz odpalił rakietę, to tylko szyba w oknie zabrzęczała ;]] wydaje mi się, ze Brazylię może uratować zespołowość formy i treści. to nie jest zlepek indywidualistów i zafiksowanych na urodzie gry grafomanów futbolowych - to może być ich niedoceniany atut.
  • pani_lovett 04.07.14, 18:33
    Niemcy już wygrywają. Oczywiście do końca bardzo dużo czasu, wszystko jeszcze się może zmienić...
  • gryfny 04.07.14, 20:01
    ma racje,hihi,niesamowite
    --
    www.youtube.com/watch?v=kWgpYMCe548
  • pani_lovett 04.07.14, 21:11
    gryfny napisał:
    i znowu Gary Lineker
    > ma racje,hihi,niesamowite

    Hehehe! :))

    No i my tu wszyscy mieliśmy rację. :)
  • grek.grek 05.07.14, 12:22
    typowalem wyniki 2:1 i 1:0 - i takie właśnie były ;] kłopot w tym, że nie pasowały do obstawionych zwycięzców, hehe.
  • pani_lovett 05.07.14, 15:35
    Życzyłeś sobie niespodzianki, mimo że przewidywałeś zwycięstwo faworytów? ;)
  • siostra_bronte 05.07.14, 14:45
    Niemcy byli wyraźnie lepsi. U nich każdy zawodnik może strzelić bramkę, łącznie z obrońcami. Francuzi mieli tylko Benzemę.
  • siostra_bronte 05.07.14, 14:49
    Półfinał Brazylia-Niemcy. Zapowiadają się wielkie emocje :)
  • angazetka 05.07.14, 15:54
    Tradycyjnie zakładam, że ze trzy razy zejdę na zawał, tym bardziej, że przez tę cholerną porę będę meczyk oglądać w domu, a nie z ludźmi w pubie.
  • pani_lovett 05.07.14, 16:17
    Brazylia bedzie grała w osłabieniu bez Neymara, który uległ wczoraj koszmarnej kontuzji.
    Może nie będzie zawałowo. ;)
  • angazetka 05.07.14, 22:38
    Wiem, wiem, ale i tak...
    A teraz czekam, czy w końcu będzie jakaś niespodzianka w tych ćwierćfinałach ;)
  • pani_lovett 06.07.14, 18:49
    angazetka napisała:

    > Wiem, wiem, ale i tak...
    > A teraz czekam, czy w końcu będzie jakaś niespodzianka w tych ćwierćfinałach ;)

    Ale czy takowa może się jeszcze wydarzyć??? Sami faworyci w finale...
  • angazetka 05.07.14, 15:52
    A czasem jak Neuer porządnie huknie, to może nie bramkę, ale asystę ma szansę zaliczyć ;)
  • grek.grek 04.07.14, 15:52
    jakby Wam przypadkiem Dwójka śnieżyła... ;]

    interessująca fikcyjna story skupiona wokół wątku śledztwa dot. zabójstw Kuby Rozpruwacza - check.

    dobrze namalowany ekranowo obrazek LOndynu XIX wiecznego - check.

    brylujący Johnny Depp jako detektyw-opiumista - check.
  • grek.grek 04.07.14, 15:53
    a nie, pardons, mecz przeca na Jedynce :]
  • pani_lovett 04.07.14, 17:26
    Frederick Abberline to jeden z moich ulubionych detektywów. ;)
  • pani_lovett 04.07.14, 17:22
    maniaczytania napisała:

    > oj, straszne opoznienie zlapalam! Ale sie urlopowalam krotko i chyba sie rozleniwilam :)

    :))
    Tak czułam.
    Rozgrzeszamy! ;)
  • pani_lovett 04.07.14, 18:05
    Powtórkowo. Informuję już na wszelki wypadek wcześniej, gdyby ktoś, kto nie widział jeszcze filmu, miał ochotę go obejrzeć.
    Zamierzam rzucić okiem na zakończenie, by wyjaśnić kwestie pozostały niejasne.
  • pani_lovett 04.07.14, 21:18
    Bardzo smutna piosenka na miejscu 11. na Trójkowej Liście Przebojów

    Skubas -

    www.youtube.com/watch?v=YVbwuRAJCAI

  • grek.grek 05.07.14, 12:24
    yup. pierwszy raz słyszałem ją w PIWIe w TOK Fm, gdzieś w początkach wiosny, miałem znaleźć i zalinkować, ale jakoś się nie złożyło. istotnie, poziom nostalgii i liryzmu w górnych rejestrach.
  • pani_lovett 05.07.14, 16:45
    Piosenka na Trójkowej liście też pewnie gości już jakiś czas, ale nie słuchałam ostatnio listy.

    Dobrze wiedzieć, że czuwasz i w temacie dobrych nowości muzycznych.

    To ja w plener skoczę, do jutra. :)
  • grek.grek 05.07.14, 17:49
    czasami coś podsłucham przypadkiem :]

    kiedyś to było w radio, niezłe, nie ten hh co kiedyś, ale na pewno lepszy niż te jałowe rymy z ławki pod blokiem :] dobra komercyjna robota i niezły tekst :

    www.youtube.com/watch?v=pX3hqgNDOpI
  • pani_lovett 06.07.14, 18:47
    Credo artysty hip-hopowego, który odrzuca celebrycki styl życia. :)



    A ten fragment najlepszy: ;)

    i]Nie mam czasu na zastój,
    nie mam czasu na jedzenie
    Ale mam w ch... czasu na siedzenie i palenie[/i]
  • grek.grek 08.07.14, 15:28
    yes :]

    haha, zgadzam się.
  • barbasia1 08.07.14, 19:19
    :)
  • grek.grek 05.07.14, 17:50
    podrzucę jutro tekst o kolejnym klasyku kinowym ;]

    stay tuned :]
  • pani_lovett 06.07.14, 15:18
    Zabieram się do czytania...

  • grek.grek 05.07.14, 18:07
    a co na to powiesz ? :

    www.youtube.com/watch?v=sy_BaUwOGjI&feature=kp
  • pani_lovett 06.07.14, 15:17
    :)
    Lao Che znane jest z antykościelnego, antyreligijnego nastawienie. Nie pierwsza to prowokacyjna piosenka.
  • grek.grek 06.07.14, 17:27
    :]

    a ja bym dostrzegł w tym utworze znamiona żywej wiary, poszukującej. na pewno jest to antykościelny kawałek, ale z jego antgyreligijnością bym polemizował :]
  • pani_lovett 06.07.14, 18:16
    Tak, masz rację, nie będę polemizować, "antykościelny", ale nie antyreligijny/przynajmniej nie w tym tekście. Zapędziłam się. :)
  • grek.grek 08.07.14, 15:27
    duchowy :]
  • barbasia1 08.07.14, 19:18
    To znaczy?
  • grek.grek 05.07.14, 18:09
    jak sądzicie ?

    wg mnie, Argentyna wykaże killer instinct i wystawi Belgii walizki za drzwi. 2-1.
    Holandia zrobi Kostarykę 2-0 albo i wyżej.
  • maniaczytania 05.07.14, 18:24
    Holandia (bo lubie) i tak bym chciala, zeby Belgia, ale pewnie bedzie Argentyna
    (dla rownowagi sil Europa - Ameryka Pld. ;) )

    --
    Maniaczytania - blog
  • gryfny 05.07.14, 18:57
    tzw:Orly Gorskiego sa dzisiaj z Belgii,do przerwy maja do tylu ale.... ? tango argentynskie nie urzeka
    --
    www.youtube.com/watch?v=kWgpYMCe548
  • pani_lovett 05.07.14, 19:36
    A właśnie! Wygra Argentyna. :) Właściwie już wygrywa 1:0. Ale mecz jeszcze trwa ...

  • siostra_bronte 06.07.14, 01:01
    Ależ mi szkoda Kostaryki! Holendrzy zasłużyli, żeby solidnie utrzeć im nosa. Ale jak zwykle, szczęście sprzyja lepszym. Szlag by to trafił...
  • gryfny 06.07.14, 11:45
    Protestuje energicznie" Holendrzy zasłużyli, żeby solidnie utrzeć im nosa" niby czym?
    --
    www.youtube.com/watch?v=kWgpYMCe548
  • maniaczytania 06.07.14, 12:46
    ja tez protestuje :)

    --
    Maniaczytania - blog
  • siostra_bronte 06.07.14, 12:54
    Haha. Niestety, jakoś nie czuję sympatii do tej drużyny, po prostu.
  • siostra_bronte 06.07.14, 13:10
    No i powiedzmy wprost, taki znakomity zespół, a nie potrafił strzelić bramki Kostaryce przez 120 minut! Do tego Robben (którego skądinąd cenię), padający jak długi w polu karnym przy każdym dotknięciu rywala. To było wkurzające.
  • gryfny 06.07.14, 13:18
    fakt, gola nie bylo 120 min ale Costa Rica w polfinale to kpiny z futbolu
    --
    www.youtube.com/watch?v=kWgpYMCe548
  • siostra_bronte 06.07.14, 13:44
    Czyli co, w pófinałach może grać tylko kilka najbardziej utytułowanych drużyn? Po co w takim razie te wszystkie mecze grupowe i zawracanie ludziom głowy :)
  • grek.grek 06.07.14, 17:31
    Holandia się ślizga :] z Meksykiem uratowała się za 5 dwunasta, teraz Kostarykę przeskoczyła w karnych. inna rzecz, że Kostaryka okazała się zespołem calkiem dobrym. miała szczęście, bramkarz się uwijał, ale przez długie sekwencje gry świetnie skracała pole i nie pozwala Holendrom nabrać wiatru w żagle. podejrzewam, że polska reprezentacja nie umiałaby zagrać nawet przez 10 minut tego, co Kostaryka w 5 meczach tego mundialeiro :]

  • grek.grek 06.07.14, 12:59
    Gdybyście mieli ochotę się przymierzyć :
    www.cda.pl/video8738380/Obywatel-Kane-Lektor-PL
    Rutynowe 1 miejsca na wielu listach "najlepszych filmów w historii", sami wiecie. DEBIUT Orsona Wellesa. 9 nominacji oscarowych i 1 nagroda - za najlepszy scenariusz oryginalny. Ponoć przejawiający nowatorstwo w dziedzinie narracji nielininowej oraz muzyki. Fachmanem nie jestem, mnie się spodobała przede wszystkim historia jaką opowiada oraz sposób jej przedstawienia. Kilka scen wybitnych owszem zauważam, o czym Wam niechybnie napiszę.

    Całą historię Welles oparł na biografii Williamsa Hearsta, amerykańskiego magnata prasowego, ale i dodał ponoć parę wątków z własnego życia. Zagrał też główną rolę.

    Co ciekawe, po premierze krytycy byli zadowoleni, a widownia tak sobie, co sprawiło, że film szybko przestał latać po kinach. Jak czytam w Wiki : reaktywowali go francuscy krytycy filmowi, a Amerykanie ponownie wprowadzili do kin w 1956 roku, dodając doskonałe recenzje, co zdecydowało o statusie tego filmu niezmiennym aż do dzisiaj.

    W największym skrócie jest to historia dziennikarskiego śledztwa, które podejmuje niejaki Thompson, celem którego jest zdefiniowanie znaczenia ostatniego słowa, jakie wypowiedział umierający król mediów, Charles Kane. CHodzi więc Thompson po znajomych i wypytuje ich o zmarłego. A oni mu opowiadają, czasami nie wprost [dzienniki Thatchera]. Z licznych retrospekcji wyłania się portret Kane'a, który prowadzi Thompsona do finałowej konkluzji.

    Ale początkiem jest moment śmierci tytułowego bohatera - w ostatnim tchnieniu wypowiada słowo "Różyczka !", wypuszcza z rąk szklaną kulkę z imitacją padającego śniegu i oddaje ducha.

    Pierwsza sekwencja następująca po tym otwarciu, to kilkunastominutowe pośmiertne przedstawienie tego, kim był Charles Kane. Zrobione w formie dokumentu alias kroniki filmowej. Znakomite, wartkie, przekrojowe jak chodzi o informację.

    Zatem, Kane był magnatem prasowym. Królem mediów w Ameryce i nie tylko. Startował od jakiejs jeden zdezelowanej redakcji, by na finiszu zarządzać imperium - 37 tytułami prasowymi, niezliczonymi tytułami-córkami, ale także mieć fabryki, lasy, statki... słowem - facet dorobił się fortuny na obrocie informacją.

    Dzięki swoim medialnym wpływom zwalniał i powoływał prezydentów, niszczył i kreował polityków, wszczynał wojny [z Hiszpanią], wzbudzał nienawiść i miłość, zajmował stanowisko i wpływał na opinię publiczną, a co za tym idzie - społeczną - w niemal każdej sprawie, o jakiej mówiono w Ameryce na przestrzeni poprzednich 40 lat [Kane zaczyna działać mając lat 35, umiera jako 70-latek]. NIgdy nie pełnił osobiście żadnej funkcji, raz tylko startował w wyborach, które przegrał po.... skandalu medialnym. Dwukrotnie żonaty : z siostrzenicą prezydenta USA oraz divą operową, dla której wystawił Operę. Kosztem bagatela 3 milionów dolarów. Także dla niej zbudował posiadłość - z drzew i marmurów - jakiej nie widziano na świecie, nazwał ją Xanadu. Zgromadził tam niespotykaną kolekcję rzeźb, obrazów, dzieł sztuki. Umarł w osamotnieniu, a Xanadu stało się dla niego tym, czym piramidy dla egipskich władców, imponującym mauzoleum. W pierwszych sekwencjach kamera w sugestywny sposób ślizga się po groźnych kształtach Xanadu, w poświacie wieczornego księzyca, robi to doskonałe wrażenie.

    Także w Xanadu odbywa się pogrzeb Kane'a.

    Tuz po nim kilku dziennikarzy [przyznam, że nie mam pojęcia czy to byli ludzie z kane'owskiego "NY Inquirera" czy z jakiejś innej ? whatever chyba] zastanawia się nad ostatnim słowem jakie powiedział Kane. "Rosebud - różyczka", co to znaczy ? Chodzi o kobietę ? o wyścigowego konia ? Jerry Thompson zostaje oddelegowany do wyjaśnienia tej zagadki. Ma listę killku kluczowych osób z otoczenia Kane'a, które mają mu pomóc w dojściu do prawdy. OPowieść detektywistyczna ? Jak najbardziej :]

    Pierwsza jest Susan Alexander - druga żona zmarłego, ta diva operowa, dla której Kane postawił gmach Opery. Ich związek skończył się rozstaniem. TEraz siedzi ona w swojej własnej restauracji, pije do lusterka i nie życzy sobie żadnych rozmów. Jeden z ludzi z jej otoczenia zapewnia jednak, że "nie słyszała ona o "RÓżyczce" [brzmienie ostatnich słów Kane'a podały oczywiście wszystkie gazety, stąd jej wiedza o czym mowa].

    Drugi punkt, to lektura dzienników Thatchera, jednego z niegdysiejszych biznesmenów i bankierów z Filadelfii. Są one w bibliotece miejskiej. Świetnie ujęcie : sztywna jak kij w płocie bibliotekarka wprowadza Thompsona do sali - jest ciemno, tylko przez okiennicę wysoko zawieszoną w ścianie wpada szeroki snop światła. CO ciekawe, od razu to napiszę, postać dziennikarza niemal przez cały czas jest w cieniu, nie widać jego twarzy, zawsze wyeksponowani są jego rozmówcy.

    Dzienniki Thatchera przenoszą nas w czasy dzieciństwa i młodości Charlesa Kane'a. Jako kilkulatek mieszka w matką i ojccem w małym domu na przedmieściach, gdzieś na biednym Zachodzie. Ojciec to trochę chłopek roztropek, w typie Kargula, ale za to matka to kobieta myślaca i z charakterem. Swego czasu, trafem weszła w posiadanie starej wygasłej kopalni złota. TEraz oto zgłasza się do niej duży bank, który w zamian za przejęcie tej kopalni, proponuje jej dwie rzeczy : a] opłacenie i przeprowadzenie edukacji syna na Wschodnim Wybrzeżu, b] zapewnienie Charlesowi wypłacenia 50 tys rocznie oraz kwoty od zysków rokrocznie po jego 25 urodzinach. Mały Charlie woli jeździć sankami po śniegu niż jechać daleko od domu by się uczyć, ale matka stawia na swoim, sugerując niedwuznacznie, że robi to także dlatego, bo ojciec często bije Charlesa i im dalej chłopiec będzie od niego i jego pasa - tym lepiej dla niego. Mały ma charakter, sankami rzuca w Thatchera, kiedy ten próbuje się do niego przymilać.

    Zatem, kiedy Charles ma już 25 lat - przejmuje bardzo pokaźną sumkę pieniędzy. Prawnicy sugerują mu rózne gałęzie inwestycji, ale on wybiera... prasę. Gazety. Chce zarządzać gazetą. NIe obchodzi go handel, tankowce, nieruchomości. Gazeta, oto jego wybór.

    Przejmuje redakcję podupadającego New York Inquirera. Zmienia go w trymiga w prawdziwą potęgę. OPisuje szwindle, afery, ale nie stroni także od ploteczek i kroniki towarzyskiej - słowem, kładzie podwaliny pod to, co dzisiaj jest medialnym standardem. Zawsze staje po stronie "zwykłych ludzi" przeciw grubym rybom, cwaniakom politycznym i oszustom. NIe ma skrupupłów by występować przeciw prezydentom, a nawet swoim dobroczyńcom z młodości, czyli np. Thatcherowi. Więcej : on występuje NAWET przeciw firmom, w których sam ma udziały, ale które sprzeniewierzyły się interesom "prostych obywateli". Jest idealistą ? Z pewnością. Ale, jak później się okaże, nie tylko.

    Jest młody, rzutki, kipi energią i stylem którym zdobywa sobie ludzi. Kiedy dowiaduje się, że z jednym z sezonów INquirer przyniósł milion dolarów deficytu i że może by lekko spasował z tą "filantropią", wzrusza ramionami i z uśmiechem odpowiada : "POliczmy : jeśli będę tracił rokrocznie milion, to - zważywszy na stan mojego konta - zbankrutuję za jakieś... 60 lat". Nic nie jest w stanie go zepchnąc z raz obranej drogi, w którą wierzy. Silny charakter ? Z pewnością.

    W trakcie Wielkiego Kryzysu, owszem Kane ma problemy. Zawiera układy z róznymi firmami i bankami, zbiera fundusze nawet w Europie. I odbija się od dna. Na trudne czasy - ma też trudne refleksje : "Czepek, w którym się urodziłem, zawsze mnie uwierał". Albo "Gdybym nie został bogaczem, mógłbym być kimś naprawdę wielkim". Kiedy jeden z prawników pyta "KIm konkretnie ?", Kane odpowiada "Wszystkim, co panu nienawistne".

    Kolejnym rozmówcą Thompsona jest Bernstein, przez wiele lat pozostający w trudnej koleżeńskiej relacji z Kane'em. Współpracownik i "doradca" Kane'a. W cudzysłowiu, bo Kane nie liczył się z żadnymi "dobrymi radami", ufał tylko i wyłącznie samemu sobie.

    Bernstein wspomina, ze Kane'owi nigdy nie zależało na pieniądzach, były one t
  • gryfny 06.07.14, 13:07
    Kamien milowy w histori rozwoju kina a raczej architektury budowy filmow ,dla koneserow i kronikarzy statystykow co zastosowano po raz pierwszy, zawsze gradka i powod do zachwytu.
    Osobiscie twierdze ze przereklamowana nedza z bidom czy jak kto woli bida z nedzom.
    --
    www.youtube.com/watch?v=kWgpYMCe548
  • siostra_bronte 06.07.14, 13:12
    O, jestem ciekawa Twojej recenzji! Jak już pisałam nie mogę jakoś zabrać się do tego filmu, chociaż mam go na dvd (kupionego z jakąś gazetą).
  • grek.grek 07.07.14, 13:58
    koniecznie obejrzyj w wolnej chwili :] zachęcam.
  • pani_lovett 06.07.14, 17:39
    "To najnudniejszy film, jaki widziałem" powiedział Ingmar Bergman o "Obywatelu Kane"
    O filmach Bergmana też mówiono, że nudne. ;)
  • grek.grek 07.07.14, 13:59
    może był zazdrosny o to, że nie on go zrobił ? ;]
  • pani_lovett 07.07.14, 22:50
    :)
    Niewykluczone.
  • barbasia1 08.07.14, 19:20
    Człowiek w zazdrości, w zawiści różna głupstwa wygaduje.
  • grek.grek 06.07.14, 13:43
    Pieniądze były tylko skutkiem ubocznym dążenia do zaspokojania innych potrzeb. Czasami środkiem do tego celu. Jakich ? To się wyjaśni w toku tego śledztwa.

    Retrospekcja odtwarza pierwszą wizytę Kane'a w Inquirerze. Już jako właściciela. Nowi pracownicy wstają jak na rozkaz, naczelny - pan Carter - w pozie grzybiarza wprowadza nowego bossa na skromne pokoje. Ale Kane nie chce żeby mu czapkowano, jest bezpośredni i sympatyczny. Prosi, żeby mu przygotowano pokój w budynku redakcyjnym, bo chce... tutaj zamieszkać. Skonsternowanemu Carterowi mówi : "Drogi panie, INquirer będzie pracował przez 24 godziny na dobrę. Dzisiaj informacje spływają całą dobę, nie mozemy sobie pozwolić na żadną przerwę" - znamy to skądś, nieprawdaż ? :]

    KIedy Kane przegląda poprzednie numery gazety zadaje nagle pytanie : przepraszam bardzo, w THe CHronicles pisano o tajemniczym morderstwie pani Silverstone. BYła to informacja na pierwszej stronie. Wołami napisana ! Dlaczego my mamy to na stronie pośledniej i to małym druczkiem ? Carter zakłopotany odpowiada, że to informacja z cyklu sensacja-plotka, nie wypada żeby poważna gazeta zajmowała się takimi pierdołami. Na co Kane : Od tej pory się tym zajmujemy i to na poważnie. Wszystko, co budzi zainteresowanie LUDZI - ma być w naszej gazecie i to na poczesnym miejscu. I natychmiast każe wysłać dziennikarza śledczego, by zbadal tę sprawę, podszył się pod policjanta albo ubezpieczyciela, dotarł do podejrzanych w tej sprawie [mąz] i zdobył materiały z pierwszej ręki. MÓwiłem : rzutki facet :]

    "INquirer ma być dla ludzi, tym czym gaz dla lampy", powiada. Do pierwszego numeru INquirera, po przejęciu go przez siebie, przygotowuje zupełnie niecodzienną rzecz - Deklarację Uczciwości. Odezwę, w której zobowiązuje się i przysięga bronić interesów ludzi pracy, ludzi słabszych i "zwyczajnych" przeciwko możnym i establishmentowi. NYI publikuje ją na pierwszej stronie, w wielkoliterowym formacie. Wedle niej, NYI ma być gazetą, która "przekazuje tylko uczciwe informacje, w lekkiej, przystępnej formie, nie ulega żadnym naciskom i broni praw obywatelskich i wolności ludzkich".

    Nakład rośnie, 25 tys... 495 tys... aż do prawie 700 tys. egzemplarzy. Sukces szybki i bezdysusyjny. Pismo jest atrakcyjne i dynamiczne.

    Kane z lubością strzela sobie zdjęcie ze swoimi dziennikarzami. KOmpletował ich przez kilka lat. Same "asy". "Patrząc na nich i czytając ich - czułem się jak dziecko oglądające wystawę cukierni. Dzisiaj jestem właścicielem tych wszystkich słodkości", powiada dumnie.

    Kiedy wraca z podróży do Europy i ktoś zagaduje go o gromadzoną namiętnie kolekcję rzeźb i dzieł sztuki - na pytanie "Jak to się stało, że w Europie są jeszcze jakieś dzieła sztuki, których pan nie kupił ?", odpowiada "Och, rzeźby powstają od tysięcy lat, a ja kolekcjonuję je dopiero od lat 6". Ma błyskotliwe poczucie humoru, ktorym zyskuje sobie łatwo zwolenników i rozbraja negatywne nastroje.

    POdczas świętowania sukcesu INquirera leje się szampan, pojawia się liczna grupa tancerek z jakimiś piórami, niczym w karnawale w Rio, orkiestra łoi latynoskie rytmy, śpiewana jest piosenka o Kane'ie, rewia całą gębą, towarzystwo świetnie się bawi. Tylko jeden ze współpracownikow Kane'a, paradoksalnie ten najbliższy - niejaki Leland, mówi do Bernsteina na boku "Czy ci wszyscy ludzie nie są lojalni wobec Kane'a z powodu pieniędzy ? Najpierw robili dla Chronicles, teraz dla Inquirera, czy to znaczy ze my jesteśmy tacy sami jak tamci ?". Za pieniądze kupuje się nie lojalnośc, panie Leland, ale usługi tylko. Leland to idealista. Pewnie dlatego przypadł mu do gustu. Pewnie dlatego także... ale o tym później.

    Z podróży do Paryża, gdzie starał się o zakup największego diamentu świata, Kane wraca zmieniony - w białym ganiturze, pod wąsikiem oraz z... narzeczoną, a wkrótce żoną - Emily Monroe-Norton, siostrzenicą prezydenta. Osobiście prosi szefową działu towarzyskiego swojej gazety, aby wydrukowała jego oświadczenie o tym, że został oświadczył się i został przyjęty. Ma być impreza na jego cześć, ale Charles szybko się urywa. Cała redakcja wali do okien, żeby zobaczyć jego i jego narzeczoną. Machają wszystkie ręce. Nie z przymusu i dla podlizania się - oni go po prostu lubią i szanują.

    Bernstein zaprzecza tezie Thompsona, ze Emily to "Różyczka". Nie wierzy, że chodzi o jakąkolwiek kobietę. Sugeruje, że to raczej jest coś, co Kane utracił. Proponuje Thompsonowi, aby odnalazł Lelanda, on może wiedzieć więcej.

    Leland dożywa starości w szpitalu vel wypasionym domu opieki. Starszy zażywny pan powiadający, ze "pamięć, to przekleństwo człowieka". Chory na płuca, a mimo to nagabujący Thompsona, czy aby nie przyniósł mu cichaczem jakiego papieroska do odpalenia.

    Leland wspomina, że Kane "miał w sobie coś wielkiego, ale nie obnosił się z tym. Żywy umysł. Wierzył tylko w siebie, tylko we własne intuicje i pomysły". Ale od razu zaznacza, że "wobec mnie Kane zachował się JAK ŚWINIA, a przecież bylismy PRZYJACIÓŁMI". Czy aby na pewno ?

    KOlejna retrospekcja dotyczy związku Kane'a z Emily. Leland poznał ją osobiście, na jakims kursie tańca. "BYła miła". Związek z Kane'em od początku wyglądał na nieporozumienie. "Po miesiącu widywali się już tylko przez moment, podczas śniadania, typowe małżeństwo", podsumowuje.

    KOlejne fazy ich pogarszających się relacji są pokazane w kapitalnym skrócie składającym się z kilku płynnie przechodzących z jednej do drugiej scen przy śniadaniu, dzięki zmieniającym się strojom, twarzom i szczegółom dekoracji wiadomo, że są to sceny z następujących po sobie okresów czasu. Taki "teleexpress". W każdej z nich Kane wypowiada zdanie, które symbolizuje kolejne jego przemiany. Najpierw Emily delikatnie protestuje przeciw temu, że Kane w INquirerze dowala jej rodzinie, którą oskarża o polityczne machloje. Kane odpowiada, że ci ludzie to kanciarze, a on robi to jako "wydawca prasowy i człowiek walczący o uczciwośc w życiu publicznym", nie zaś jako Kane-małżonek, Kane-członek rodziny. To dwie rózne rzeczy.

    Kiedy Emily sugeruje, że mąż zaniedbuje ją - Kane odpowiada, że Inquirer, to jej jedyna konkurencja. Ona na to "Wolałabym taką z krwi i kości".

    Przy innej okazji Emily mówi "Ludzie pomyślą...." - na co Kane ostro wcina się "... TO CO JA IM KAŻĘ" - widać moment, w którym Charles zaczyna czuć władzę i jej zapach go odurza.

    "KOchał Charlesa Kane'a TKLIWIE, może jeszcze kochał matkę, ale nie umiał obdarzać miłością. On miłości ŁAKNĄŁ od innych. Zawsze jednak NA WŁASNCYH ZASADACH", podsumowuje Leland.

    Charles tak bardzo tej miłości potrzebował, że podjął się nawet startu w wyborach na gubernatora.

    Wtedy pojawia się na scenie Susan Alexander. POznają się wieczorową porą, na ulicy. Jego ochlapał samochód. Ona strasznie się śmieje z jego bezradnego wyglądu. A tak poza tym, to ją boli ząb :]]

    Susan zaprasza go do siebie. Nie wiem, kim jest Charles. NIe rozpoznaje jego twarzy. To mu wyraźnie sprawia przyjemnośc. Susan jest ładną blondynką, uśmiecha się nonstop, jest bezpośrednia i naturalna. Jakże jest inna od sztywnawej Emily. Zdobywa go szturmem. A on rewanzuje się kilkoma żartami i tak ją rozbawia ruszaniem uszami, że aż Susan zapomina o bolącym zębie. Wydają się dla siebie stworzeni.

    Susan wyznaje Charlesowi, że ma 22 lata i pracuje w sklepie, w dziale modowym, ale tak naprawdę jej miłością jest śpiew. Jej matka marzyła, by została ona śpiewaczką operową. Ale... nie udało się. Kane prosi, by zaśpiewała coś dla niego. Susan trochę się waha i ociąga, ale w końcu śpiewa akompaniując sobie na pianinie. Kane słucha z uśmiechem i bije brawo po zakończeniu. Wspaniały przyjemny wieczór.

    Kane staje do wyborów. Kampania inaugurująca jest wielkim sukcesem. W ostrych słowach Kane potępia aktualnego gubernatora, Gettysa, i obiecuje naprawić wszystko w mieście i stanie : od piwnicy aż po strych, a przede wszystkim powsadzać do pudła aferałów i koruptów, na czele z Gettysem.
  • grek.grek 06.07.14, 14:31
    "ZŁożyłbym wam obietnicę - powiada - gdyby nie to, że jestem tak zajęty jej realizowaniem !". Owacje na stojąco, aplauz. Uroczyście ślubuje stanie po stronie ludzi pracy, ludzi biednych i potrzebujących, wykorzystywanych, pokrzywdzonych.

    Po przemówieniu ma być bankiet. Ale Kane na nim się nie pojawi.

    Oto jego żona, Emily, z poważną jak atak serca miną powiada, że dostała dziwną informację na kartce - na tej kartce adres i że ona ma tam się stawić. Kane jedzie z nią. Ach, ma w tym momencie już SYNA. Syna Emily wysyła do domu z opiekunką.

    Kane nie wie, dokąd jadą. Dopiero na miejscu orientuje się, że to... dom Susan Alexander. W środku zaś czeka... gubernator Gettys i jego prawnik. To oni szantażem zmusili SUsan do napisania tej notatki dla Emily. Gettys w ostrych słowach zarzuca Kane'owi nieuczciwe gierki, medialne obsmarowywanie go na masową skalę. I przechodzi do kontrataku : albo Kane mu odpuści, albo Gettys opisze w innych mediach, że Kane ma kochankę [czyli, Susan]. Ma na to dowody w postaci wspólnych fotografii.

    Kane rzuca się trochę, odgraża i wydziera, ale wie, że przegrał. Gettys cedzi na do widzenia "Gdybym miał do czynienia z kimś innym - powiedziałbym, że się nie podniesie po takim ciosie, ale ty jesteś inny i jedna nauczka ci nie wystarczy. Dostaniesz więc kolejne". Kane wrzeszczy za nim, że Gettys nie odbierze mu sympatii ludzi i ich poparcia, ale nie wie najwyraźniej, ze sam wpajał swoim wyborcom uczciwość. Sprzedał im sznurek, na którym sam zawiśnie.

    Charles jest zamroczony lekko. NIe traci jednak zdolności do podejmowania twardych decyzji. Emily z poważną miną pyta go, czy wraca do domu razem z nią - Kane odpowiada, że NIE. Zostaje z Susan. Ta symboliczna decyzja oznacza rozwód.

    Jako się rzekło : na 1 stronie konkurencyjnej The Chronicles ląduje artykuł i fota o romansie Kane'a zatytułowany : "Charles Kane ma kochankę "SPIEWACZKĘ OPEROWĄ" [ważny cudzysłów]". KOńczy to jego karierę polityczną. Przegrywa wybory. INquirer sugeruje wprawdzie wyborcze fałszerstwo, ale to tylko pusty gest.

    W opróżnionej, pełnej papierów, sali redakcyjnej Inquirera dochodzi do rozmowy Kane'a z Lelandem. Kane gorzko podsumowuje, ze "naród wolał Gettysa". Leland na to, że Kane traktuje i traktował zawsze "naród" jak swoją własność. Na tym polega wolnośc, w którą wierzy ? Na "mówieniu Kane'em" ? I przepowiada Charlesowi upadek : "Kiedy ludzie pracy naprawdę się zorganizują, a już zaczynają to robić - przestaną brać to co im dajesz, oni zaczną żądać, a to cię przerośnie. Wyjedziesz więc przegrany i zaczniesz "wyzwalać" małpy na bezludnej wyspie. Obchodzi cię tylko CHARLES KANE. Ludzi kochasz tak bardzo, ze aż WINNI są ci wzajemność. Ale zawsze według TWOICH reguł". Ta przemowa uderza w Kane'a mocno.

    A jeszcze bardziej prośba Lelanda o przeniesienie do oddziału w Chicago. Kane próbuje go zatrzymać, ale wobec zdecydowanego zachowania Lelanda - zgadza się. Jest podpity, podłamany i kończy tę rozmowę "MOże masz rację... z tą miłością na MOICH warunkach. Ale wiesz dlaczego ? Bo NIE MA innych warunkow niż TWOJE WŁASNE".

    PO wyborach Kane wraca do swojej poprzedniej postaci, medialnego magnata. Polityka już nigdy go nie uwiedzie. Jak mawia się, w relacjach z polityką "lubi być druhną, ale nigdy panną młodą", czyli przeprowadza swoje zamierzenia, personalne czy ustawowe, za pomocą wywierania presji w swoich gazetach na odpowiednich ludzi.

    Żeni się z Susan. Ceremonia jest oczywiście wydarzeniem towarzyskim. Dla niej wybudowuje Operę za 3 mln dolarów. Przychodzi dzień premiery. Z Chicago... recenzję ma napisać LELAND pełniący rolę krytyka artystycznego. Od czasu rozmowy powyborczej nie zamienili ze sobą ani słowa.

    Kane czeka z niecierpliwością na wieści z CHicago. Wreszcie jest - Leland nie znęca się nad występem Susan, po prostu poświęca jej jedną linijkę tekstu, a to wręcz gorsze niż gdyby wylał morze jadu. Tak to odbiera Kane. Zdenerwowany i zdeterminowany siada do maszyny, aby... ROZWINĄĆ myśl Lelanda. Pisząc zamaszyście i w jakimś amoku z kilku słów tworzy arcykrytyczną, dołującą, gnojącą wręcz recenzję, która ma zostać opublikowana w jego własnej gazecie. Nie zgadza się na litośc, na fory po znajomości starej, na jakąkolwiek formę wyrozumiałości.

    Leland zastaje Kane'a podczas pisania. Charles nie obracając sie w jego stronę komunikuje mu, że go "zwalnia".

    Kiedy Thompson pyta starego już Lelanda, dlaczego Kane to zrobił - Leland odpowiada, że Charles chciał udowodnić wszem i wobec swoją uczciwość.

    KIedy doniesiono o jego romansie z Susan, napisano że jest ona "śpiewaczką", ironizując z jej braku talentu, z powodu którego nie została divą operową. Kane nigdy nie zapomniał tego upokorzenia. Nie jej, ale SIEBIE. PO to by udowodnić innym, że jest górą, że ma rację - postanowił z beztalencia Susan zrobić primadonnę. Dowieść wszystkim, że ona będzie śpiewała i będzie gwiazdą. To dlatego postawił tę Operę. Nie dla niej, ale dla SIEBIE.

    "Ta moja recenzja, którą dopisał, to jedyne co w życiu ukończył", ironizuje Leland. "Nawet tego swojego Xanadu nie skończył. Siedział tam na stare lata sam jak palec. ŚWIAT GO ZAWIÓDŁ, WIĘC STWORZYŁ WŁASNY - monarchię", podsumowuje. Istotnie, niedaleko przed śmiercią Kane utracił wpływy na rynku, przestał się liczyć, zgasł. A to przyspieszyło jego śmierć.

    Wreszcie Thompson ma okazję rozmawiać z Susan, która już nieco odtajała. W tej rozmowie dowiaduje się o tym jak doszło do rozpadu związku SUsan i Kane'a.

    Od początku Susan była przeciwna robieniu z niej primadonny operowej. WIEDZIAŁA, że nie ma talentu. Ale Kane opłacił jej lekcje śpiewu, u maestro markowego, za 100 dolkow od godziny. Maestro załamywał ręce, otwartym tekstem powiadał, że Susan to drewno i nie ma szans jej wyszkolić, ale Kane jak desperat pakował w to zielone i zmuszał niemal oboje do dalszej pracy, których efektów nigdy miało nie być. Kiedy maetsro powiada "Proszę pana, to będzie kompromitacja, także moja, w środowisku będę miał zniszczoną opinię !", Kane twardo odpiera "To ja wydaję opinię, poprzez moje gazety !". I maestro opada bezwładnie na stołek. A Susan piłuje swoje fałsze. Oboje z maestro bezradni wobec nieugiętej woli Charlesa.

    Kolejne wieczory w Operze. Montowane w formie wideoklipowej. Kolaż kolejnych występów, kostiumów, czyli kolejne porażki biednej Susan, kolejne głosy drwiny z widowni. W tle przesuwające się twarze głównych bohaterów tej tragifarsy. Leland siedzący wśród widzów i robiący z papierowego programu wieczoru wycinanki. I wreszcie Kane na złośc bijący głośne brawa po finałowej kurtynie. Częśc widzów też bije, ale Susan to niestety KLAPA.

    I im bardziej to do niej dociera, tym jest gorzej. "Dlaczego twoja własna gazeta GNOI mój występ !", wścieka się. Jak to możliwe, że Kane zapłacił Lelandowi, autorowi tej recenzji [wiemy, że w istocie Kane ją napisał własnoręcznie], 25 tys dolców odprawy po wyrzuceniu ? Gdzie tutaj logika ? Kane twardo ją strofuje. SUsan błaga, żeby pozwolił się jej wycofać. Ma dość wyzwisk, drwin, ironii w mediach i z widowni - ale Kane jest jak skała. SUsan to tylko pacynka w jego rozgrywce dyktowanej wyłącznie urażonymi ambicjami i chęcią postawienia na swoim. Efekt uboczny kreatywnej, energicznej osobowości zdobywcy i odkrywcy ? Czyż nie ?

    Wreszcie Susan popada w jakąs chorobę. Leży dzień czy dwa, nic poważnego, pomyliła leki [podobno "pomyliła"]. Kane chyba zaczyna trzeźwieć. Siedzi przy jej łózku, a kiedy ona przeprasza go i mówi "Nie wiesz jak to jest L: śpiewać, gdy czuje się niechęc całej sali", Kane odpowiada jej "POwinnaś wypowiedzieć im wojnę i śpiewać wbrew nim". Ale Susan nie ma tej siły, co on. Kane pasuje "Jesli nie możesz - nie śpiewaj już".

    Kolejne miesiące spędzają oni w Xanadu. W gigantycznej, stylowej sali, przyciemnionej ze snopami światła z okiennic, niczym w gmaszysku jakimś, SUsan układa ogromną układankę z puzzli. Charles siada w fotelu. Rozmawiają ze sobą na odległośc, symbolizującą dystans jaki powstał między nimi.
  • grek.grek 06.07.14, 14:55
    Głosy rozchodzą się jak w katedrze. świetna akustyka ;] Ona ma dośc tej posiadłości. Czuje się w niej jak w złotej klatce. CHce do ludzi, chce się bawić, wychodzić do świata. A on przeciwnie, jak już ludzie mają być, to przecież co i rusz zapraszają gości i to dziesiątkami. Ale Susan to nie zadowala. Xanadu ją przeraża. Ostatecznie, to Kane decyduje. "Tu jest NASZ dom", wyrokuje. Koniec dyskusji. Pan i właściciel.

    "Nigdy nie dajesz mi tego na czym mi zależy" - mówi mu Susan. Charles organizuje kolejne party na terenie Xanadu. Zjeżdzają się goście, a bluesman zawodzi "To nie jest miłość, bo nie ma prawdziwej miłości", jakby komentując sytuację bohaterów. Susan dodaje, ze Kane nigdy jej nie kochał, ożenił się z nią, bo Emily "kopnęła go w tyłek".

    "Prezenty, które mi dajesz... przekupujesz mnie ! płacisz jak za jeden ze swoich pomników do kolekcji !" - awanturuje się Susan. Kane gromi ją coraz ostrzej, aż wreszcie SUsan mówi "NIe kochasz mnie, jesteś Charles Kane - Pan Dam CI CO CHcesz, Ale Musisz MNie Kochać" - i wtedy Kane ją policzkuje. "NIe mów że załujesz", wyzwająco mówi Susan, a Charles odpowiada "NIE ZAŁUJĘ".

    I to jest koniec. Susan wyprowadza się z Xanadu. Kane mięknie w ostatnim momencie i próbuje ją zatrzymać. "Będzie tak jak chcesz, ty będziesz o wszystkim decydować", składa jej proszącą ofertę. I dodaje, na swoje nieszczęście, "Nie rób MI ! tego". Susan na to "Więc to TOBIE dzieje się krzywda ? Nie mogę CI ! tego zrobić ? Otóż wyobraź sobie, że... MOGĘ !" - i z przytupem wychodzi z walizką. UBrana na biało odchodzi długim korytarzem, Charles kontemplujej oddalającą się białą plamkę.

    A "różyczka" ? SUsan powiada, że nie wie, co to jest. Kieruje Thompsona do Raymonda, majorodumsa, z rekomendacją "On zna mnóstwo tajemnic tego domu i Kane'a".

    Zatem, w ostatnim akcie, Thompson rozmawia z Raymondem. Stoją na szczycie monumentalnych schodów w gigantycznym hallu Xanadu. Raymond chce opowiedzieć, co wie, ale za tysiaka :]

    Według jego relacji, po odejściu Susan Kane miał napady dziwnych akcji - np. demolka jej/ich sypialni, pokazana tutaj w sugestywnej scenie. Podczas tej demolki Kane znajduje szklanką kulkę, taką z padającym śniegiem w środku. I uspokaja się. Wychodzi z pokoju, idzie między zastępem milczącej służby odzianej w liberię. I szepcze "RÓZyczka...". "Bez sensu kompletnie", głowi się Raymond.

    Thompson słusznie wyrokuje, że "jak na tysiąc", to za mało konkretów :]

    A potem kapitalnie kamera ucieka do góry i widać, ze Raymond i Thompson nie są sami w tym hallu. Jest tam mnóstwo ludzi - są to pomocnicy Thompsona, którzy robią fotografie wszystkim pomnikom i rzeźbom z imponującej kolekcji dzieł sztuki Kane'a, oraz jacyś inni ludzie, którzy chyba przeprowadzają inwentaryzację całego majątku zmarłego. Cały hall jest zawalony tym towarem, a ludzie kręcą się między nim jak mrówki. Doskonałe ujęcie.

    I nie gorsze jest to ostatnie : kamera jedzie górą nad posegregowanym, ponumerowanym, pospisywanym, popakowanym niekiedy w pudła kolekcjonerskim zbiorem Kane'a - z góry wygląda to jak panorama Nowego Jorku filmowana z lotu ptaka. Thompson wygłasza komentarz z offu : nie dowiedział się CZYM była Rózyczka, ale... to tylko jedno słowo, a ono "Nie może określić całego życia człowieka. Może być tylko częścią układanki". Bardzo celne spostrzeżenie.

    Kamera dociera wreszcie do celu - wśród sterty gratów Kane'a leżą... SANKI. Małe dziecięce sanki, na których się ślizgał w domu rodzinnym. A na nich napis "Rosebud, Rózyczka". PO chwili sanki, razem z innymi betami, lądują w wielkim piecu.

    Czyżby zatem ostatnim wspomnieniem Kane'a było dzieciństwo sielskie i anielskie ? Ostatni moment, w którym był beztroski i nie uwikłany w "dorosłe" machinacje ? A może w istocie nigdy nie przestał być dzieckiem ?

    www.youtube.com/watch?v=VTQXFMDpBtw
    Gratulacje i ukłony dla wszystkich, którzy tę przez tę 4-stronicową kolubrynę przebrną :]]
  • pani_lovett 06.07.14, 17:34
    Fantastyczna, pasjonująca opowieść, Greku.

    Dawno temu oglądałam, ale przyznam, niewiele zostało mi w pamięci.

    :)
  • pani_lovett 06.07.14, 17:58
    Sposób portretowania postaci głównego bohatera wydaje mi się szczególnie ciekawy. Z licznych relacji oficjalnych, kronik filmowych, książek, relacji prasowych oraz przede wszystkim z prywatnych opowieści wyłania wyłania się skomplikowany, wielowymiarowy i niejednoznaczny portret człowieka nieprzeciętnego.
    Ale czy da się opowiedzieć całą prawdę o takim człowieku?

    Dzięki. Dzięki. :)
  • grek.grek 07.07.14, 13:55
    dzięki, Barbasiu :]

    zdecydowanie się z Tobą zgadzam. człowiek zostaje prześwietlony do imentu. kolejne spotkania coś do obrazu Kane'a dorzucają, coś tłumaczą i układają się w taki sposób, że tworzą chronologiczny obraz jego życia.

    pewnie dałoby się wymienić - z jakiejś ściągi :] - pełną listę technicznych nowalijek, jakie Welles wprowadził do świata filmu w OBywatelu, ale wydaje mi się, że to jest po prostu świetna opowieść. detektywistyczna robota, która nie tyle odkrywa fakty z jego życia [one zostają wymienione we wstępie], ile grzebie mu w głowie. ciekawe, ze postać dziennikarza Thompsona zostaje w głębokim cieniu, nie widać jego twarzy w żadnym momencie. to Kane jest ważny. on jest bohaterem. ten zabieg w dosadny sposób to podkreśla.

    facet jest zupełnie wyobcowany, zauważyłaś ? od początku. nie znajduje miłości, nie znajduje przyjaciół, wszystkie relacje z ludźmi instrumentalizuje albo sprowadza do przeciągania liny, nie przyjmuje krytyki - wypowiada jej wojnę [swoimi sposobami], zawsze chce stawiać na swoim. z jednej strony, wraz z jego kreatywnością i pomysłowością, jest to zestaw cech niezbędnych by zdobyć tę całą fortunę i wpływy. z drugiej, wpływa na niego ewidentnie destrukcyjnie, prowadzi go do totalnej izolacji i wyklucza związki z innymi ludźmi.

    ma obsesję kontroli nad wszystkim. skoro jego decyzje i metody działania doprowadziły do takiego sukcesu finansowego, to dlaczego ktoś inny miałby mieć rację w jakiejkolwiek sprawie ?

    no i to kolekcjonerstwo - rzeczy, dzieła sztuki... ludzie. plus monumentalizm w postaci Xanadu, który miał symbolizować jego potęgę, a w istocie stał się kuriozum, "największym mauzoleum od czasów faraonów", po jego śmierci zostanie zapewne zapuszczonym domem dla szczurów. w ostatniej scenie na bramie Xanadu kołysze się zardzewiała tablica z napisem "No trespassing". jakże czytelny symbol jego losów.

  • siostra_bronte 07.07.14, 08:18
    Dzięki, Greku :) Przeczytam jak będę miała więcej czasu :)
  • grek.grek 07.07.14, 13:56
    w porządku, Siostro :]

  • grek.grek 07.07.14, 14:34
    Ważny moment mi umknął w tym opisie.

    W scenie, gdy Susan denerwuje się na Charlesa za "gnojenie" jej występu w jego Inquirerze - Kane dostaje list od [przed chwilą zwolnionego] Lelanda.

    w środku jest ta sama Deklaracja Uczciwości, którą kiedyś wydrukował na pierwszej stronie swojego flagowego dziennika. Kane ze złością gniecie papier i rzuca nim byle gdzie. Jest tutaj jakaś forma symbolicznego odrzucenia młodzieńczych ideałów, podsumowująca ewolucję jaka zaszła w postawie i zachowaniach Kane'a.
  • barbasia1 07.07.14, 23:09
    Istotne uzupełnienie.
    Dzięki.

    --
    www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
  • siostra_bronte 07.07.14, 08:16
    Jeszcze raz, bo podpięłam się do poprzedniego wątku :)

    Dzisiaj o 23.05 w jedynce. Film Andrzeja Munka, dokończony po jego śmierci przez Witolda Lesiewicza. Sceny, których nie zdążył nakręcić Munk zostały zastąpione zdjęciami z planu i komentarzem z offu. Przez to całość ma poszarpaną konstrukcję, traci rytm, ale mimo to film robi ogromne wrażenie. Wstrząsający i bardzo odważny w podejściu do tematyki obozowej. Wspaniały duet Śląska-Ciepielewska, znakomite aktorstwo całej ekipy. Trzeba koniecznie zobaczyć. Szkoda, że jak już publiczna pokaże klasykę, to po nocy.
  • grek.grek 07.07.14, 14:00
    dzięki za info, Siostro.
    mam nadzieję obejrzeć, zwłaszcza że jak dotąd nie miałem okazji.
  • barbasia1 07.07.14, 22:58
    Trochę późno, ale postaram się obejrzeć...

    --
    www.storyvilleapparel.com/voodoo-cat.html
  • grek.grek 08.07.14, 14:28
    doskonały film. wielka szkoda, że nie udało się go TAK NAPRAWDĘ skończyć. byłby jednym z kilku najwybitniejszych w historii polskiego kina, takie mam wrażenie.

    ileż tu psychologicznych zawirowań.
    o co toczy się ta rozgrywka między Lizą, a Martą ?
    Liza chce mieć nad nią władzę BY.. ?
    by ją ocalić ?
    czy po to, żeby ją wykorzystywać ?
    a może dla samej satysfakcji i poczucia kontroli ?
    może chce mieć zasługę ?
    udowodnić sobie samej, że jest "ludzka" ?

    są sceny nie do zapomnienia, wg mnie.
    pierwsza, kiedy idzie grupa żydowskich kobiet do komory gazowej - widać jak Niemiec w masce przeciwgazowej na dachu przygotowuje cyklon do egzekucji, i mała dziewczynka z tej grupy na moment się odłącza, żeby z uśmiechem pogłaskać psa esesmana nadzorującego ten ponury pochód. to jest scena która w światowym kinie powinna mieć swoją historię.

    i druga, podczas koncertu na dziedzińcu obozowym, kiedy stojący w osobnych kolumnach Marta i Tadeusz niepostrzeżenie zamieniają się miejscami ze współwięźniami, żeby być jak najbliżej siebie. kapitalna.

    scena odczytywania tego "grypsu" - też znakomita, bo Marta mówi chyba [poprawcie mnie] z głowy, a na kartce jest coś innego ?

    albo taki krótki moment, kiedy jakiś oficer dyskutuje z kapo, przebiega grupa więźniów, przejeżdza chyba samochód, normalne obozowe życie... a gdzieś w tle majaczy trzech wisielców obok baraku dla więźniów.

    jaka szkoda, że nie udało się poprowadzić scen na statku, a także nie ma odpowiedzi na to, co stało się z Martą, po tym jak przyznała się do napisania grypsu - bo to postawiło Lizę w bardzo trudnej sytuacji, i to tuż po tym jak dowiedziała się, że za wzorowy nadzór doczeka się lada moment przeniesienia do Niemiec i awansu zapewne.

    tak jak napisałaś, Siostro, doskonały duet w kobiecych rolach głównych.

    i tak naprawdę nieco inny obraz obozu niż w przeciętnym filmie. w przeciętnym filmie owym Niemcy leją więźniów za byle co, przechodzą obok - leją, mówią coś - leją, każą coś zrobić - to z kopem na zapęd. tutaj jest to sprowadzone do pewnej normalności. ale bynajmniej nie do próby przekonywania, że w sumie fajnie było. nie - jest gaz, są psy rzucające się na więźniów, jest apel, jest popędzanie, są upokorzenia, są wreszcie trupy, są padli podczas pracy niesieni na przez żyjących jeszcze. w tym sprowadzeniu do pewnej normalności rolę zaczyna odgrywać mowa ciała więźniów. nie muszą dostać rutynowo pałą w tyłek, żeby ich krzywda i ból były widoczne. prawdziwa klasa reżysera.

    świetne kino. szkoda, że nie wcześniej w ramówce. TVP wychodzi z założenia, że o 20:25 trzeba dać głupią komedię, żeby przypadkiem latem widza nie narażać na zbyt poważne tematy.
  • barbasia1 08.07.14, 17:31
    Wielka szkoda, że film nie został ukończony. Masz rację, Greku, powstałby wybitny film.



    Mała uwaga: to żydowskie dzieci idą do gazu, prowadzone przez kilku opiekunów, jeden z nich niesie na ręce dwóch maluchów...

    Nawet esesmanka, Liza jest poruszona tym widokiem.


    Wstrząsająca scena. Wstrząsająca przez to, że jest pokazana w sposób zwyczajny, bez jakiegokolwiek udramatyzowania, bez epatowania okrucieństwem. Nie towarzyszy jej nawet ponura muzyka.
    Kolumna dzieci schodzących grzecznie do pomieszczenia wygląda jak wycieczka ze szkoły. I ta dziewczynka, która beztrosko oderwała się od grupy i głaszcze z radosną miną groźnego owczarka niemieckiego, stojącego przy strażniku z karabinem.

    Niemiec w masce przeciwgazowej na dachu wsypuje zawartość "jakiejś" puszki do "jakiegoś" komina.

    Na koniec widać tylko czarny dym wydobywający się z kominów.


    Tak, Marta wymyśla na poczekaniu miłosną treść grypsu, na którym faktycznie, jak później mówi Lisa, są jakieś numery, nazwiska esesmanów z obozu , jakieś informacje. Prawdopodobnie informacje o obozie , może do przekazania na zewnątrz.


    Dodałabym jeszcze scenę - w której naga kobieta (potem tych kobiet jest więcej) biega jak oszalała w okręgu utworzonym przez ubrane więźniarki.

    Im jestem starsza tym ciężej ogląda mi się filmy o tematyce obozowej.
  • grek.grek 08.07.14, 18:05
    doskonałe uwagi, Barbasiu.

    u mnie jakoś łatwiej idzie z takimi filmami, patrzę z perspektywy historycznej, górnolotnie : artystycznej, jak na opowieść.

    trudno tak naprawdę doświadczyć tej rzeczywistości, tylko poprzez zetknięcie z filmem o niej, tak mi się wydaje. trzeba by być tam, w środku, wtedy. możliwe, że takie postrzeganie trochę mi ogranicza potencjał :]
  • siostra_bronte 08.07.14, 18:27
    Nie wiem czy mam Ci zazdrościć czy nie :) Bo jeżeli film mnie wciągnie emocjonalnie to koniec. Są takie filmy wojenne (zwłaszcza radzieckie), przy oglądaniu których chusteczki były niezbędne: "Los człowieka", "Tak tu cicho o zmierzchu", "Lecą żurawie", "Wniebowstąpienie"...
  • barbasia1 08.07.14, 19:29
    siostra_bronte napisał(a):

    > Nie wiem czy mam Ci zazdrościć czy nie :) Bo jeżeli film mnie wciągnie emocjona
    > lnie to koniec.

    O właśnie. Mam tak samo.
    Dobry film zazwyczaj tak działa.
  • barbasia1 08.07.14, 19:52
    :)

    A jednak dobry film ma wyjątkową moc oddziaływania na emocje widza...

    Wieki temu, w szkole podstawowej byłam z moją klasą w obozie Oświęcimiu. Potężne wrażenie wywarło na mnie to, co zobaczyłam . Podziałało na wyobraźnię, zasilaną potem lekturami Nałkowskiej , Borowskiego, przejmującym wierszem Różewicza "Warkoczyk", i jeszcze filmami ...


  • siostra_bronte 08.07.14, 18:09
    Dzięki za Wasze komentarze.

    Widziałam ten film wiele lat temu, ale sceny, które opisaliście pamiętam do dzisiaj. Myślę, że nawet w takiej niedokończonej formie to film wybitny. Nie tylko bardzo sugestywny obraz okrucieństwa wojny, ale i oryginalna jak na owe czasy (w kinie ogólnie ujmując wojennym) psychologiczna gra między katem i ofiarą.

    Mam wrażenie, że ta niepełna forma i świadomość, że reżyser zginął w trakcie kręcenia filmu dodaje mu jakiegoś dodatkowego dramatyzmu. Zastanawiam się czy w ogóle był taki przypadek w historii kina, aby w ten sposób dokończyć film.


  • barbasia1 08.07.14, 19:38
    Masz w pełni rację, Bronte. Nawet w takiej niedokończonej formie "Pasażerka" to film wybitny.

    > Mam wrażenie, że ta niepełna forma i świadomość, że reżyser zginął w trakcie kr
    > ęcenia filmu dodaje mu jakiegoś dodatkowego dramatyzmu.

    O tak.

    >Zastanawiam się czy w ogóle był taki przypadek w historii kina, aby w ten sposób dokończyć >film.
    Nie słyszałam o podobnym przypadku.
  • barbasia1 08.07.14, 20:03
    Oryginalne (jak na owe czasy) jest również ujęcie rzeczywistości obozowej i zagłady z perspektywy oprawcy.
  • siostra_bronte 08.07.14, 20:06
    Tak, masz rację.
  • barbasia1 08.07.14, 20:49
    I jeszcze jedna rzecz ciekawa i szalenie oryginalna jak na tamte czasy - Liza, esesmanka wróg oprawca nie jest jednoznacznie negatywna postacią. Zaś Marta to więźniarka wiekie szczęście należeć do grupy uprzywilejowanej.
    A więc i tu odejście od biało-czarnych schematów, utartych wyobrażeń o obozowej rzeczywistości, o zagładzie , o czym wspominał wyżej Grek.
  • siostra_bronte 08.07.14, 20:07
    Munk miał tylko 40 lat, kiedy zginął. I zdążył zrobić kilka wspaniałych filmów.
  • barbasia1 08.07.14, 20:40
    > jaka szkoda, że nie udało się poprowadzić scen na statku, a także nie ma odpowi
    > edzi na to, co stało się z Martą, [...]

    Może odpowiedź znajduje się w powieści Zofii Posmysz, która wraz z Munkiem napisała scenariusz filmowy "Pasażerki", na podstawie noweli filmowej swojego autorstwa.

    Nowela zaś powstała w oparciu o słynne słuchowisko radiowe "Pasażerka z kabiny 45" (1959).

    Po tym jak okazało się, że film, niedokończony z powodu śmierci Munka, już nigdy się nie ukaże Zofia Posmysz poszerzyła tekst noweli i przeredagowała go z formy teatralno - dialogowej na prozę. Powieść wydana została 1962 roku.

    www.polskieradio.pl/7/178/Artykul/261016,Pasazerka-nr-7566
  • grek.grek 08.07.14, 15:32
    Brazylia bez Neymara, ale za to gra u siebie. Niemcom niby niczego nie brakuje, no może poza odrobiną przebojowości w ataku. kto to może wygrać, jak sądzicie ?

    ja mam nadzieję, że nie wygrają tego sędziowie. stawiam na Niemców : 2-1 po dogrywce :]
  • barbasia1 08.07.14, 17:44
    To ja ostrożnie postawię na Brazylię. / Angazetka zawału dostanie. ;)/
    Brazylia musi zastosować nadzwyczajną taktykę w związku z brakiem swego najlepszego napastnika. Może okaże się ona skuteczna?

    > ja mam nadzieję, że nie wygrają tego sędziowie.
    He,he!
    Oby nie.


    PS
    Sama nie wierzę w to co napisałam wyżej. ;))



  • grek.grek 08.07.14, 18:07
    o, nie jesteś sama, Barbasiu :]]
    Jose Mourinho też stawia na Brazylię :]
    on to nawet typuję ją do zdobycia mistrzostwa.
    jesteś w świetnym towarzystwie, zatem, hehe.

    wszystko jest możliwe, tak naprawdę. w pófinale raczej już trudno
    zero-jedynkowe pojedynki, prawda ?
  • siostra_bronte 08.07.14, 18:11
    Trzymam kciuki za Niemców! A jak sędziowie będą pomagać Brazylii to szlag mnie trafi :)
  • barbasia1 08.07.14, 20:52
    siostra_bronte napisał(a):

    > Trzymam kciuki za Niemców! A jak sędziowie będą pomagać Brazylii to szlag mnie trafi :)

    Nieno, to byłby skandal.
    :)
  • barbasia1 08.07.14, 20:51

    grek.grek napisał:

    > o, nie jesteś sama, Barbasiu :]]
    > Jose Mourinho też stawia na Brazylię :]
    > on to nawet typuję ją do zdobycia mistrzostwa.
    > jesteś w świetnym towarzystwie, zatem, hehe.

    Hehehe! :)
    Zaprawdę zacne towarzystwo. :)

    > wszystko jest możliwe,

    ... ale to Niemcy i tak wygrają mundial. ;))
  • pepsic 08.07.14, 21:08
    Stawiam na Niemców, bo nie lubię, jak gospodarzom pomagają ściany. Bez dogrywki, a co!
  • barbasia1 08.07.14, 21:17
    pepsic napisała:
    >Bez dogrywki, a co!

    :)

    Coraz śmielej sobie poczynacie, Kibice drużyny niemieckiej. ;)

  • gryfny 08.07.14, 22:52
    barbasia1 napisała:

    > Coraz śmielej sobie poczynacie, Kibice drużyny niemieckiej. ;)
    Kibice to pikus, "Helmuty" zwariowali czy "Kanarki" oszaleli ?


    --
    www.youtube.com/watch?v=kWgpYMCe548
  • barbasia1 08.07.14, 23:12
    Hehehe! No właśnie. Co się dzieje?


  • barbasia1 08.07.14, 23:14
    I po meczu.
  • maniaczytania 08.07.14, 23:16
    jejeje :)))

    ciekawe, czy bedzie europejski final? oby :)

    --
    Maniaczytania - blog
  • siostra_bronte 08.07.14, 23:56
    Ależ to był mecz! Pierwsze pół godziny to było coś niesamowitego. Byłam w szoku! Niemcy dosłownie zmiażdżyli Brazylijczyków, aż mi ich było szkoda. Ale drużyna Brazylii do tej pory nie zachwycała, w dodatku sędziowie ciągnęli ją za uszy. Jak trafiła na świetną drużynę to się okazało ile jest warta. Brawo dla Niemców!!!
  • siostra_bronte 08.07.14, 23:58
    Aż musiałam sprawdzić. Cztery bramki w ciągu siedmiu minut!
  • grek.grek 09.07.14, 13:39
    blitzkrieg, tak się chyba kiedyś nazywało ;]

    pogubiły się Kanarki strasznie, po pierwszym golu zupełnie stracili głowę, błąd za błędem na własnej połowie, stracone piłki, rozpaczliwe próby rzucania się pod nogi, które nie mogły dać rezultatu. fatalny obrazek. a Niemcy po prostu zrobili swoje, jak na treningu sparingu.

    to jest zawsze ciekawa sytuacja : niby liczyliśmy [a co, pozwolę sobie w imieniu grupy ;)] na zacięty mecz z pokazową dramaturgią, zamiast tego mamy pogrom nie z tej planety... i ? jesteśmy niezadowoleni ? czy gdyby Niemcy wymęczyły 1-0 po brzydkim meczu, czy przeszedłby on do historii czy zapomnielibyśmy po dwóch dniach ? :] dramatycznie nie było, ale za to - co za wydarzenie ! ;]
  • gryfny 09.07.14, 14:51
    www.zdf.de/ZDFmediathek/event/2107848/fifawm2014/#/beitrag/video/2192916/Die-Bilder-des-Tages-vom-8-Juli
    --
    www.youtube.com/watch?v=kWgpYMCe548
  • grek.grek 09.07.14, 15:45
    niech no teraz przegrają finał, hehe. presja i oczekiwania poszybowały pod sam dach.

    jesli po TAKIM meczu nie zdobędą mistrzostwa świata, to dzisiejszy "wielki mecz" jutro będzie powodem do złośliwych komentarzy pod adresem bohaterów.
  • barbasia1 09.07.14, 18:03
    Niemcy będą mistrzami świata, nie ma innej opcji.
  • grek.grek 10.07.14, 13:55
    mają mocne papiery :]

    ale ja bym nie skreślał Argentyny. 0 straconych goli w 3 meczach fazy pucharowej. łącznie przez jakieś ćwierć tysiąca minut. i w ataku 2-3 graczy, którzy mogą zawsze wyczarować coś z niczego :]

    wg mnie, to są bardzo dobre referencje. zaszachować przeciwnika i wyprowadzić zabójczą kontrę. samobójczo ośmielę się napisać, ze Argentyna to taki idealny zespół na kultowe 1:0 przeciwko Niemcom w finale :]

    nie sądzisz, że słabośc Brazylii dodała trochę ekstra-wrażeń do gry Niemców ? może nie są aż tak mocni jak myślimy, a to raczej Brazylia była tak słaba ? :]

    no i presja jaką Niemcy mają na sobie teraz. po tym 7-1 MUSZĄ wygrać finał. oczekiwania się ponoć kolosalne. i teraz nagle z tego gładkiego 7-1 wpadają na rywala, który nie daje im rozwinąc skrzydeł, presja zaczyna ciążyć, niecierpliwość narasta, nogi się plączą ;], chce się bardzo, ale im bardziej się chce, tym bardziej się nie udaje, nie ma już luzu w okolicach pępka... jak tak się rozkręcę, to naprawdę widzę ten finał z niespodziewanym triumfem Argentyny i występem Niemców poniżej maksymalnie wyśrubowanych oczekiwań :]]

    jak sądzisz ? jak sądzicie ?
  • gryfny 10.07.14, 14:14
    ponad 5 milionow ludzi nie moze sie mylic,kufel piwa rozwali Pepsi w rytmie tanga:
    www.youtube.com/watch?v=RLZUKqpXYzU
    --
    www.youtube.com/watch?v=kWgpYMCe548
  • angazetka 10.07.14, 16:05
    Nie lekceważę Argentyny. Broń Boże. Znam jej moc (ale widziałam też, jak bardzo nie zachwycała ostatnio i jak bardzo - poza tym półfinałem - nie jest drużyną). Ale krzepi mnie wynik ich ostatniego spotkania, sprzed czterech lat ;)
  • barbasia1 11.07.14, 23:02
    Nie chodzi nawet o to, że Niemcy wygrali tak wysoko z Brazylią, która ewidentnie rozsypała się psychicznie pozbawiona swojego najlepszego napastnika, Neymara, ale o to, że mają na tym mundialu naprawdę dobrą, zgraną, mocną drużynę ze świetnymi napastnikami. Drużyna uskrzydlona efektownym zwycięstwem nad Brazylią, było nie było potęgą futbolową, nie da sobie już wydrzeć zwycięstwa.





    Oczywiście, słowo się rzekło, trzymam za Argentynę. Ale jestem przekonana, że to Niemcy będą mistrzami świata.
  • grek.grek 12.07.14, 18:02
    zaryzkowałbym, że owszem - mają dobrą drużynę, ale nie mają jakiegoś arysty a'la Messi, który by umiał zagrać niekonwencjonalnie, wywrócić wszystkie podręczniki na nice i złamać schemat gry, kiedy nie idzie w grze zespołowej. moim zdaniem, Niemcy nie poradzą sobie z doskonałą organizacją gry w obronie Argentyny, a Messi ze swoim artyzmem będzie języczkiem u wagi, który przeważy na korzyśc Argentyny. więcej jak 1-0 pewnie nie będzie, ale - coś będzie :]
  • siostra_bronte 12.07.14, 18:33
    Właśnie, Niemcy mają świetny, wyrównany zespół i w tym tkwi ich siła. Drużyny, których gra opiera się na jednym, fantastycznym zawodniku (jak Argentyna i Brazylia) mają duże kłopoty, kiedy geniusz będzie tego dnia w słabej formie, albo dostanie solidną obstawę.
  • grek.grek 13.07.14, 16:44
    moim zdaniem, w takim meczu jaki, wg mnie, czeka Niemców - będą potrzebowali solowej akcji któregoś z piłkarzy, aby stworzyć przewagę przeciw dobrze ustawionej i skomasowanej obronie Argentyny :] i mogą się tej akcji nie doczekać, bo nie będzie komu jej zrobić.
  • barbasia1 13.07.14, 18:12
    Niemcy grają szybko, dobrze technicznie, z pomysłem (w meczu z Brazylią Niemcy zastosowali pressing w środku pola, jak wyczytałam :}, co uniemożliwiło Brazylijczykom grę w środku). Znajdą sposób i na obronę Argentyny. Zobaczysz.
  • angazetka 12.07.14, 18:46
    Oj, widzę to całkiem inaczej. Niemcy właśnie mają DRUŻYNĘ. Drużynę, której gracze doskonale się rozumieją, uzupełniają, a gola może strzelić każdy. To jest zaleta nie do przecenienia.
    Mają też Neuera, obecnie chyba najlepszego bramkarza świata, a z przodu Muellera, który jest totalną pierdołą boiskową, plączącą się o własne nogi... do momentu, kiedy ma szansę wpakować piłkę do siatki.
    I w ogóle - od tylu lat tak świetne pokolenie Niemców jest o włos od sukcesu. Niech się im w końcu zdarzy.
  • barbasia1 12.07.14, 21:03
    Właśnie. I Klose też pewnie będzie chciał podwyższyć swój rekord bramkowy .
  • grek.grek 13.07.14, 16:46
    druzyna - dobra rzecz, a Neuer broni znakomicie :]

    wydaje mi się jednak, że jest w tej zespołowości Niemców haczyk : oni są tak zespołowi, że aż niezdolni do indywdualnego przebłysku, improwizacji, pójścia na przebój. nie mają gracza pokroju Messiego, Neymara czy Robbena, który umie stworzyć przewagę, wygrać jeden na jeden, przebić się z piłką. wszystko grają podaniami, a przeciw obronie Argentyny może to być niewystarczające. Holendrzy i Belgowie nie podołali, nawet mając indywidualności, których nie posiadają Niemcy :]

    Neuer vs Messi - rodzynek na torcie :]
  • barbasia1 12.07.14, 21:10
    grek.grek napisał:

    >moim zdaniem, Niemcy nie poradzą sobie z doskonałą organizacją gry w obronie Argentyny,

    Głowa w tym trenera Loewa, by rozpracować taktykę Argentyny. ;)
  • angazetka 09.07.14, 16:06
    Niezadowoleni??? Dobrze, żeście mnie wczoraj w ciągu tych kilku kluczowych minut pogromu nie widzieli. Siedziałam, piszczałam i się wachlowałam. Od bramki Klose z rekordem świata po drugi gol Toniego Kroosa, którego wypatrzyłam sobie jeszcze jako dzieciaka w młodzieżówce Bayernu - najpiękniejsze chyba moje kibicowskie pięć minut w życiu. Niezależnie od tego, co będzie w niedzielę.
  • barbasia1 09.07.14, 17:23
    angazetka napisała:

    > Dobrze, żeście mnie wczoraj w ciągu tych kilku kluczowych minu
    > t pogromu nie widzieli. Siedziałam, piszczałam i się wachlowałam.

    Ja właśnie tak wyobrażałam sobie Ciebie wczoraj. Jeszcze fruwająca pod sufitem. ;)
  • siostra_bronte 09.07.14, 17:39
    No właśnie, kto jest niezadowolony?? Ja tam jestem zachwycona. To było coś pięknego!
  • barbasia1 09.07.14, 18:02
    Piękny mecz. :)

  • barbasia1 09.07.14, 18:05
    grek.grek napisał:

    > blitzkrieg, tak się chyba kiedyś nazywało ;]

    Hehehe! Dobre określenie.

    >dramatycznie nie było, ale za to - co za wydarzenie ! ;]
    Yes! :)
  • grek.grek 09.07.14, 15:31
    u Was też burza za burzą i sygnał gaśnie ? :]

    komu dziś zaświeci w oczy słońce jutrzenki [poezja grafomańska zamierzenie] ? Pomarańczowym, wiedzionym taktyczną myślą trenera czy może Błętkitnopasiastym dowodzonym przez najlepszego piłkarza świata, który jest na każdej butelce Pepsi jaką widziałem w ostatnich dwóch miesiącach ;] ? jak stawiacie ?

    po tym, co zobaczyłem w poprzednich meczach - stawiam na Argentynę. Holandia miała problem z pressingiem Kostaryki [!], a wcześniej Meksyku [w ostatnim momencie uratowali 4 litery]. nie wierzę, żeby Argentyna wydała im otwartą bitwę. też się będzie bronić, tylko że ona umie się bronić jeszcze lepiej niż Meksyk i Kostaryka, a do tego ma kim skontrować. analiza godna pana Darka Szpaka, wiem wiem :] ale coś w tym moze być ;]

    Argentyna 1-0.
  • angazetka 09.07.14, 16:09
    Jestem za Pomarańczą :) Messi, owszem, jest wielki, ale jeden. Argentyna poza nim niczego nie pokazuje. Holandia jest jednak pełniejszym zespołem. Ale w sumie kto nie wygra, nie będę bardzo nieszczęśliwa. Nie to, co wczoraj...
  • grek.grek 10.07.14, 13:40
    a jednak Argentyna :]

    wiesz, może i nie gra ona błyskotliwie i z polotem, ale - od 3 meczów nie straciła gola. i to 2 dogrywki w nich grała. a rywale niekiepscy, Holandia czy Belgia umieją atakować i strzelać. przy Argentynie utraciły gros swoich atutów.

    ja bym w finale postawił fifty-fifty. Argentyna może tym pressingiem i organizacją obronną zdławić Niemców. jak powolny, ale zabójczy w swoim uścisku boa dusiciel ;]
  • siostra_bronte 09.07.14, 17:40
    Coś czuję, że, niestety, wygra Holandia.
  • barbasia1 09.07.14, 17:51
    U nas burzy nie było, nie ma. Za to rzęsisty deszcz pada od rana z przerwami.

    I ja jestem za Argentyną, za biało-niebieskimi.
    Liczę , że Argentyna pokaże, że jednak nie tylko Leo Messi potrafi strzelać bramki.



    Nawet nie pamiętam kiedy ostatnio piłam Pepsi. :)
  • grek.grek 10.07.14, 13:37
    tym razem bramkarz wczołgał Argentynę do następnego meczu :]

    hehe, wiesz... Messi nie wie nawet, czy kiedykolwiek pił ;]
  • siostra_bronte 10.07.14, 17:13
    Mecz był w sumie trochę nudny. Parę razy przysnęłam :) Ale przy karnych jak zwykle wielkie emocje. Cieszę się z wyniku. Co do finału, sprawa jest otwarta. Argentyńczycy nie zachwycali do tej pory, ale są nieobliczalni. Oczywiście, trzymam kciuki za Niemców.
  • pepsic 11.07.14, 13:31
    Po niemieckiej masakrze piłą mechaniczną każdy mecz będzie nudny;(
  • angazetka 11.07.14, 16:14
    Po jakimś czasie to mija ;) Na szczęście.
  • grek.grek 09.07.14, 15:41
    pan autor nie zdradza żadnych szczegółów ostatniego sezonu i ostatniego odcinka, za tgo zdradza wyraźne objawy desinteressement jednym i drugim ;]

    seryjni.blog.polityka.pl/2014/07/08/idz-i-nie-grzesz-wiecej-po-finale-californication/
    podoba się sposób w jaki pisze o 1 serii. zdecydowanie, także wg mnie, wybitnej i obdarzonej rewelacyjną atmosferę, czarem i wdziękiem.

    potem było różnie i różniście, może nie aż tak źle jak autor raczy twierdzić, ale poziomu i stylu 1 serii nigdy nie udało się powtórzyć, chociaż pojedyncze odcinki, a nawet sekwencje odcinków gdzieś tam doznawały wzlotów o prawie-odpowiedniej wysokości.

    rzeczona 7 seria zapewne niebawem w sieci, a możliwe że już na jesieni w CTv - na razie Pepiki ruszyli z powtórką 6 serii, może tylko dlatego,zeby wypełnić ramowkę letnią, może z szacunku dla wiedza [hehe], a może po to, by przypomnieć ten serial i zrobić nastrój przed powrotem właśnie na jesieni. oby.
  • barbasia1 09.07.14, 18:50
    Dzięki za link. Dobry tekst.


    Czekamy zatem cierpliwie na finałową serię. A ja jestem jednak ciekawa jak twórcy zamierzają zakończyć przygody Hanka. :)
  • grek.grek 10.07.14, 13:47
    :]

    mam nadzieję, że już na jesieni Czesi ją pokażą.

    ja też jestem ciekaw finałowych rozstrzygnięć, przede wszystkim, czy i JAK Hank wreszcie zejdzie się z Karen. nie wiem, czy się zgodzisz ?, ale to 6-krotne burzenie przez scenarzystów ich związku było już naciągane do granic możliowści :] kolejne powody zerwań zupełnie niepoważne i coraz mniej wiarygodne.

    podejrzewam, że VII seria może być rozegrana w gronie starych znajomych, a to mogłoby dobrze wrózyć, nie sądzisz ? owszem, kilka postaci z tych ostatnich 5 serii miało swoją barwę i wdzięk, ale mimo wszystko, wg mnie, w Californication działo się najciekawiej, kiedy dominowali na ekranie Hank z Łysym i ich dziewczyny.

    cóż, po zakończeniu 7 serii zawsze będzie miło, co jakiś czas, wrócić do kultowej 1-szej :]
  • grek.grek 10.07.14, 14:51
    dziś o 21:15

    koleżeńska partyjka brydża.
    nazajutrz rano gospodarz zostaje znaleziony martwy. w postaci wisielca. samobójstwo czy zabójstwo ? tym się zajmie jakiś polski "columbo".

    brzmi nieźle, a nawet klasycznie :]
  • siostra_bronte 10.07.14, 17:13
    Dzięki, znowu bym przegapiła :)
  • grek.grek 11.07.14, 13:42
    oglądałaś ? oglądaliście ? :]

    stawiałem na Olesiewicza, stał najbliżej wieszaka, więc to on musiał zwinąć. tyle że sprawa okazała się być piętrową intrygą i im dalej w las, tym jego wina była coraz bardziej wątpliwa. postawienie na - wydawałoby się czystego jak łza - Terleckiego było tylko kwestią czasu :] przynajmniej w mojej interpretacji. trochę deus ex machina wyskoczył ten portier zeznający, że brama została zamknięta wcześniej niż do wyjścia na autobus przyznał się Terlecki, ale mimo tego drobnego zgrzytu - wg mnie, niezła kryminalna historia. jak z najlepszych klasyków wyjęte momenty, gdy charakterystycznie uzbrojona w rękawiczkę dłoń majestatycznie kręci numery telefoniczne, a zimny głos grozi kolejnym uczestnikom feralnej partyjki śmiercią w razie ujawienienia policji faktu odbycia tej gry. świetna rola Dmochowskiego.

    a jak Wasze wrażenia ?
  • grek.grek 11.07.14, 13:48
    * musiał zwinąć KLUCZE
  • siostra_bronte 11.07.14, 18:30
    Też mi się podobało. Był ten specyficzny klimat starych kryminałów. Scena, o której napisałeś, z kręceniem numeru w budce telefonicznej, kilkakrotnie powtórzona, naprawdę budziła dreszczyk :)
  • grek.grek 12.07.14, 18:09
    zdecydowanie się zgadzam z Tobą :] klimat bardzo dobry, szkoda że za czasów PRL dośc skąpo ilustrowano filmy jazzem, uważając go za muzykę "zgniłego imperialnego Zachodu" :] spektakle pod jazzowe tło miałyby dodatkową urodę, tak mi się wydaje. co sądzisz ?

  • barbasia1 11.07.14, 22:25
    A mnie, przyznam, nie wciągnęła tym razem kryminalna zagadka, sprawa nadużycia w firmie oraz intrygi, które uknuł Terlecki, by ukryć swoje niekompetencje.

    >jak z najlepszych klasyków
    > wyjęte momenty, gdy charakterystycznie uzbrojona w rękawiczkę dłoń majestatyczn
    > ie kręci numery telefoniczne,

    I jeszcze wyłaniająca się z ciemności dłoń (a w zasadzie, jak się okazało, były to dwie różne dłonie) uzbrojona w narzędzie, którym uderza w głowę jednego, potem drugiego bohatera. :)

  • grek.grek 12.07.14, 18:10
    i te uderzenia takie... teatralne stylowo :]
  • barbasia1 10.07.14, 21:12

    > brzmi nieźle, a nawet klasycznie :]
    Yes. :)
  • grek.grek 10.07.14, 14:58
    w nocy o 1:35 i powtórka o 20:30.

    film, którym Roger Vadim wypuścił w świat Brigitte Bardot, co miało przynieśc rozmaite skutki - pojawiła się wszak nowa ikona, na której wzorowały się - w miarę możliwości - kolejne rzesze kobiet, symbol rewolucji obyczajowej, a także pewnego sposobu kobiecego istnienia ekranowego.

    czy jeszcze z jakiegoś innego powodu ten film ma znaczenie ? ;]

    w największym skrócie, w okolicznościach Saint Tropez BB gra ślicznotkę, o której względy zabiega trzech róznych amantów. starszy z kasą i dwóch młodszych : ten wysportowany, i ten wyedukowany.
  • barbasia1 10.07.14, 16:38
    To ja się piszę na jutrzejszą powtórkę.
    1
    PS

    Nikt nie oglądał filmu Rogera Vadima dla fabuły, nikt nie słuchał dialogów. Wygląd słodkiej BB „ukradł” cały film. Nie było siły, wkrótce po premierze Bardot stała się najbardziej pożądaną kobietą swojej epoki.

    Co wyróżniało ją na tle seksownych, archetypowych blondynek, takich jak choćby Marilyn Monroe? Naturalność. Nie można było powiedzieć, że jest sztucznie zrobiona czy pretensjonalna. Nie miała w sobie nic z kiczowatego image’u, którym operowały kociaki jej czasów. W 1960 r. do spółki z Monroe była najbardziej podziwianą gwiazdą. Z tą różnicą, że – jak w eseju o Bardotce w brytyjskim dzienniku „The Independent” wspomina Johny Walsh – Monroe wyglądała dorośle, a zachowywała się jak dziewczynka, zaś Bardot wyglądała młodo, ale zdecydowanie za bardzo, jak na swój wiek, znała życie. Przy tym żadnych póz, min i nadętej kreacji. Wszystko jakby od niechcenia, nieświadomie. Mimo to (a może właśnie przez to) była piekielnie prowokująca.


    stylzycia.newsweek.pl/i-bog-stworzyl-bardotke,46373,1,1.html
  • siostra_bronte 10.07.14, 17:28
    Z perspektywy czasu ten film nie może już wzbudzać większych emocji, ale wtedy to był prawdziwy skandal. Rozpisywano się o romansie BB z Trintignantem, tudzież snuto teorie, że na planie robili "to" naprawdę :) Warto zobaczyć jako świadectwo tamtych czasów, no i film, od którego zaczęła się kariera Bardot.

  • barbasia1 12.07.14, 16:14
    Żadnych komentarzy o takim fantastycznym filmie???



    /PS Za 2 godziny wracam/
  • grek.grek 12.07.14, 18:06
    zgodnie z zacytowanym przez Ciebie trafnym artykułem, komentarz moze być tylko jeden... Bardot była ładna i zgrabna ;]]
  • barbasia1 12.07.14, 21:12
    Hehehehehe! :)))

    No wiesz , Greku! I tylko tyle masz do powiedzenia?

  • barbasia1 12.07.14, 21:12
    TY?
  • angazetka 10.07.14, 16:11
    Mój ulubiony dziennikarz sportowy pisze dziś o tym, co mnie strasznie i od lat boli.
    www.sport.pl/mundial2014/1,137769,16300319,Brazylia___Niemcy__Okonski__To_byl_mecz__nie_bitwa.html
  • siostra_bronte 10.07.14, 17:31
    Dzięki za linka. Podpisuję się. Miałam nawet zareagować na słowa Greka, ale nie chciałam kłótni :)
  • barbasia1 12.07.14, 15:26
    siostra_bronte napisał(a):

    > Dzięki za linka. Podpisuję się. Miałam nawet zareagować na słowa Greka, ale nie
    > chciałam kłótni :)

    Masz na myśli słowo "blitzkreig" czyli po polsku "wojna błyskawiczna"?

    Blitzkreig to termin wojenny . A metafora SPORT to WALKA jest bardzo dobrze utrwalona w języku.
    Nie posiadam słownika terminów wojennych, mam za to definicję z wiki , która zapewne na podstawie tego słownika tak wyjaśnia znaczenie – termin oznaczający błyskawiczne uderzenie wojskowymi siłami zbrojnymi (powietrznymi, morskimi i lądowymi) na dany kraj. W dalszej szczęści hasła w wiki jest informacja o okolicznościach postania terminu oraz strategii wojennej nazwanej wojną błyskawiczną – stworzyli ją i zastosowali Niemcy podczas I wojny światowej potem. II wojny światowej m.in. najeżdżając na Polskę .

    Z domeny źródłowej Grek przeniósł jedynie element , który bardzo trafnie oddawał charakter zmagań piłkarskich na początku pierwszej połowy meczu Niemcy - Brazylia , a mianowicie „szybki , błyskawiczny atak” . Grek w dalszej części tekstu nie rozwija tej metafory ,nie przenosi innych elementów domeny źródłowej na domenę docelową /mecz/.

    I teraz pytanie, czy dlatego, że termin (oraz samą strategię) wymyślili i zastosowali Niemcy , m.in. napadając na Polskę w 1939 r. Grek (i ja) nie powinniśmy go używać w pisząc o grze Niemców? A gdyby to Brazylia pokonała w ten sposób Niemców słowo "blitzkreig" czyli po polsku "wojna błyskawiczna" byłoby trafne czy nie?


  • barbasia1 12.07.14, 15:28
    A gdyby to Brazylia pokonała w ten sposób Niemców słowo "blitzkreig" czyli po polsku "wojna błyskawiczna" budziłoby kontrowersje czy nie?
  • siostra_bronte 12.07.14, 15:33
    No, moim zdaniem używanie słowa "blitzkrieg" to utrwalanie stereotypu: jak Niemcy to musi być coś z wojną. Gdyby wygrała Brazylia, albo jakiś inna drużyna tego słowa po prostu nikt by nie użył.
  • barbasia1 12.07.14, 16:05
    siostra_bronte napisał(a):

    > No, moim zdaniem używanie słowa "blitzkrieg" to utrwalanie stereotypu: jak Niem
    > cy to musi być coś z wojną. Gdyby wygrała Brazylia, albo jakiś inna drużyna teg
    > o słowa po prostu nikt by nie użył.

    Nie byłabym tego taka pewna. To była wojna błyskawiczna. Trzy mecze wystarczyły siatkarkom Nafty Piła, by roznieść w pył ekipę Centrostalu Focus Park Bydgoszcz i awansować do finału Ligi Siatkówki Kobiet –[/i] Pisał Super Express w 2006 np. o meczu polskich siatkarek.

    Jak już mówiłam o zmaganiach sportowych mówi się w terminach wojennych, na co nikt pewnie nikt już pewnie nawet tego nie zauważa (obrona, atak, kontratak, atakować, napastnik, obrońca; mówi się o szturmie na bramkę , o oblężeniu bramki drużyny X , wycofywaniu się na pozycje, o pokonaniu/ odniesieniu zwycięstwa nad drużyna', o strategii piłkarzy, i wiele wiele innych.
    Dlaczego zatem w stosunku do drużyny niemieckiej mielibyśmy rezygnować z tej metafory?

  • barbasia1 12.07.14, 16:08
    I nie mówię tu o cynicznym bazowaniu na resentymentach takim jak np. w wypowiedzi Tomasz Wołka.
  • barbasia1 12.07.14, 16:13
    cd. o meczu w terminach walki - frontalny najazd, wojna podjazdowa ! , ruszyć do ataku ...

    Brazylia Scolariego lubiła zaczynać mecze frontalnym najazdem, a nie wojną podjazdową. Zazwyczaj pierwsza strzelała gola, a że obronę miała skuteczniejszą od ataku, nie działa jej się krzywda.
    www.rp.pl/artykul/1117627.html
  • siostra_bronte 12.07.14, 16:26
    "Wojna błyskawiczna", po polsku, jest bardziej neutralne. Ale "blitzkrieg" to już pokazanie palcem: tak to ci Niemcy, którzy rozpętali wojnę.
  • grek.grek 12.07.14, 17:59
    blitzkrieg zdecydowanie pasuje do Niemców, bo... to Niemcy wynaleźli ten termin, siła rzeczy brzmi on z niemiecka, co dodatkowo dodaje mu niemieckiego charakteru :]

    a że odwołuje się do skojarzeń z II wojną światową... taka kolej rzeczy. mnie do głowy to skojarzenie nie przyszło, nie pomyślałem o niemieckich czołgach tratujących dzielnych ułanów. za skojarzenia osób trzecich nie mogę brać odpowiedzialności.

    czy użylibyśmy tego terminu wobec Brazylijczyków ? zapewne nie, bo sama wymowa tego niemieckiego terminu nie pasuje do Latynosów :]

    "wojna błyskawiczna" to tylko tłumaczenie pierwotnego terminu "blitzkrieg". czy jest róznica np. między "shoah", a "holocaust" - wg mnie żadna. zatem "kwestionować shoah" nie będzie miało innego znaczenia niż "kwestionować "holocaust". wg mnie, samo użycie terminu "wojna błyskawiczna" zamiennie z "blitzkrieg" nie zmienia w tej sytuacji niczego - nadal jest "wskazywaniem palcem na Niemców", bo cały czas odnosi się do niemieckiego oryginału, który zrodził się na kanwie wydarzeń z II wojny światowej.


  • siostra_bronte 12.07.14, 18:40
    Nic nie poradzę, drażni mnie odwoływanie się do wojennych skojarzeń, gdy mowa jest o piłce nożnej. Walka, obrona, atak, ok, ale przecież to nie wojna!

    Zaryzykuję tezę, że nie każdy wie co znaczy "blitzkrieg". Na pewno coś z wojną i Niemcami :)
  • grek.grek 13.07.14, 16:48
    mogę tylko zapewnić o tym, że nie miałem krwiożerczych skojarzeń ani zapędów, używając tego terminu :]
  • barbasia1 13.07.14, 17:08
    Oczywiście, że nie miałeś.
  • barbasia1 13.07.14, 18:04
    siostra_bronte napisał(a):

    > Nic nie poradzę, drażni mnie odwoływanie się do wojennych skojarzeń, gdy mowa j
    > est o piłce nożnej. Walka, obrona, atak, ok, ale przecież to nie wojna!

    Ale prymarnie te wyrazy odnosiły się do walki, wojny. Dziś już tego związku fani sportu nie czują, nie uświadamiają sobie.

    Metafora 'piłka nożna czy szerzej rywalizacja sportowa to walka /wojna jest bardzo powszechna i mocno utrwalona w języku'. Zresztą to chyba podstawowa metafora w tekstach, relacjach sportowych. Jest to dość dobrze opisane w pracach naukowych z dziedziny językoznawstwa.

    > Zaryzykuję tezę, że nie każdy wie co znaczy "blitzkrieg". Na pewno coś z wojną
    > i Niemcami :)
    Taż mi się tak wydaje. :)
  • barbasia1 13.07.14, 17:39
    grek.grek napisał:

    > blitzkrieg zdecydowanie pasuje do Niemców, bo... to Niemcy wynaleźli ten termin
    > , siła rzeczy brzmi on z niemiecka, co dodatkowo dodaje mu niemieckiego charakt
    > eru :]

    Otóż to.
    A w tym porównaniu najważniejszy jest element znaczeniowy: "szybki, błyskawiczny atak". W polskim odpowiedniku jest on oczywisty.


    > czy użylibyśmy tego terminu wobec Brazylijczyków ? zapewne nie, bo sama wymowa
    > tego niemieckiego terminu nie pasuje do Latynosów :]

    Ale polski odpowiednik - wojna błyskawiczna - imo pasowałby bez zastrzeżeń do Latynosów .

    > "wojna błyskawiczna" to tylko tłumaczenie pierwotnego terminu "blitzkrieg". czy
    > jest róznica np. między "shoah", a "holocaust" - wg mnie żadna. zatem "kwestio
    > nować shoah" nie będzie miało innego znaczenia niż "kwestionować "holocaust". w
    > g mnie, samo użycie terminu "wojna błyskawiczna" zamiennie z "blitzkrieg" nie z
    > mienia w tej sytuacji niczego - nadal jest "wskazywaniem palcem na Niemców", bo
    > cały czas odnosi się do niemieckiego oryginału, który zrodził się na kanwie wy
    > darzeń z II wojny światowej.
    Owszem.

    Wydaje mi się, że sfera konotacji, skojarzeń z II wojną - atakiem Niemców m.in. na Polskę, czyli wiedza na temat okoliczności powstania terminu 'wojna błyskawiczna' oraz samej strategi wojennej oraz jej zastosowania w czasie I i II wojny zaciera się obecnie w społecznej świadomości, jeśli w ogóle była powszechnie zakorzeniona (czego dowodem byłyby podejrzenia Bronte co do nikłej wiedzy na temat znaczenia niemieckiego terminu).

    Wojna błyskawiczna, Blitzkreig to są terminy wojenne, jako takie nie mają negatywnego nacechowania, zatem użyte w sensie metaforycznym (z przeniesieniem elementu "szybki błyskawiczny, atak) w tekście opisującym zmagania sportowe nie powinny być odczuwane jako obraźliwe.
  • grek.grek 12.07.14, 18:05
    dzięki, Barbasiu :] masz zadatki na doskonałą prawniczkę :]

    właściwie nie mam nic do dodania - moje intencje były zupełnie neutralne, a jako termin "blitzkrieg", takie mam wrażenie, dawno już wyszedł z ciasnych tam skojarzeń wojennych, i wszedł do języka potocznego, a już do sportu zwłaszcza.

    z Niemcami kojarzyć się będzie mimowolnie, bo brzmi jako żywo z niemiecka ;]]
  • barbasia1 13.07.14, 17:53
    grek.grek napisał:

    > dzięki, Barbasiu :] masz zadatki na doskonałą prawniczkę :]

    Dałeś mi Boże talent, tylko dlaczego taki mały? ;))
    Dzięki, Greku, za dobre słowo.

    > o termin "blitzkrieg", takie mam wrażenie, dawno już wyszedł z ciasnych tam sko
    > jarzeń wojennych, i wszedł do języka potocznego, a już do sportu zwłaszcza.

    Też mi się tak zdaje.

    > z Niemcami kojarzyć się będzie mimowolnie, bo brzmi jako żywo z niemiecka ;]]
    Właśnie.
  • grek.grek 13.07.14, 18:13
    ja tylko opisuję rzeczywistość :]

    jak słusznie wspomniałaś, sport jest dziś ekwiwalentem wojny, terminy wojenne mają tutaj zastosowanie, jak prawie nigdzie indziej.

  • barbasia1 13.07.14, 18:23
    :))

    Zdziwiłbyś się, w jak wielu dziedzinach, sferach życia metafora walki/ wojny jest obecna. Polityka! Miłość! Myślenie/ zastanawianie się nad czymś! Nawet w tekstach opisujących działanie niektórych kosmetyków np. przeciwtrądzikowych stosuje się leksykę z pola semantycznego walki. ;)
  • barbasia1 13.07.14, 17:51
    A "potop szwedzki" (najazd Szwecji na Rzeczpospolitą w 1655 r) w odniesieniu do rywalizacji drużyny szwedzkiej też Cię razi, Bronte?

    W Gnieźnie gościliśmy dziś cztery drużyny narodowe. O godzinie 12.00 swój mecz rozegrali Szwedzi oraz Austriacy. Mecz można określić mianem „potopu szwedzkiego”. Już do przerwy Szwedzi prowadzili 40:3 po tym jak zdobyli 6 przyłożeń, z których aż 5 udało im się podwyższyć (przyłożenie jest równe 5 punktom, a podwyższenie 2). Austriacy kopnęli tylko jeden rzut karny, który w rugby jest równy 3-em punktom. Ktokolwiek liczył, że w drugiej połowie nastąpi „odsiecz wiedeńska” niestety się pomylił. Szwedzi dopełnili „aktu zniszczenia” i dołożyli do swojego konta kolejne 6 przyłożeń, a ponadto ich kopacz podwyższył wszystkie z nich. [...]

    I jeszcze jest "odsiecz wiedeńska" o walce Austriaków!
  • barbasia1 12.07.14, 15:43
    Oczywiście też mi się bardzo nie podoba, to o czym pisze autor artykułu -o cynicznym żerowaniu mediów na resentymentach w celu podkręcania emocji sportowych.
    :)
  • grek.grek 10.07.14, 16:44
    dziś 23:10 i sobota 1:10

    francuska produkcja z 3 Cezarami na koncie - za montaż i dwie kreacje aktorskie.

    z opisu wynika, ze to obyczajowa historia z życia rodzinnego : małżeństwo z trójką dzieci. wszyscy są różni, wszyscy mają swoje własne biografie, pretensje, spełnienia i niespełnienia, obawy i radości.

  • barbasia1 10.07.14, 21:08
    Dla mnie brzmi świetnie, gdyby tylko film nie kończył się tak późno...

    Greku, opowiesz, większe co nieco? Ja dam radę obejrzeć dziś tylko Kobrę. "Dzień" tylko początek; poszukam filmu w necie i postaram się go obejrzeć jak najszybciej.



  • grek.grek 11.07.14, 13:35
    i ja się wylogowałem po Kobrze :]
    chciałem jeszcze obejrzeć dokument o KOmedzie [ w Kulturze leciał i kiedyś o nim już rozmawialiśmy], ale w ostateczności poprzestałem na Kobrze i odespałem to, co w ostatnich dniach nie dospałem.

    może powtórkę spróbuję złapać, chociaż konkurencja będzie mocna.
  • barbasia1 11.07.14, 18:02
    > m już rozmawialiśmy], ale w ostateczności poprzestałem na Kobrze i odespałem to
    > , co w ostatnich dniach nie dospałem.

    To dobrze. :)

    Już nawet nie pytam ileś nie dospał, bo nie chcę się denerwować.

    Znalazłam w necie ten film, ale możemy zaczekać na powtórkę ...

  • grek.grek 12.07.14, 11:23
    :] wiesz, w moim przypadku,3 godziny już robią róznicę, a tzw.deficyt snu mam zawsze, co w ogóle na mnie źle nie działa, bo ja od zawsze sypiam mało, widać organizm nie wymaga większej dawki.

    yes, powtórka na pewno będzie.

    jutro napiszę o kolejnym klasyku :] dzisiaj go oglądam.
    i jeszcze mam "Serpico" w CT2 o 21:55. o tym filmie chyba już pisałem kiedyś - w każdym razie, zawsze zachęcam do obejrzenia : doskonale rozegrany scenariuszowo dramat uczciwego policjanta w wydziale przeżartym korupcją, wizualnie : fantastyczny portret Nowego Jorku lat 70-tych, mistrzowska rola Ala Pacino - ogląda się jednym tchem. moim zdaniem, nie tylko wybitne kino demasatorskie, pokazujące nieprawidłowości działania systemu [specjalnośc reżysera Sidneya Lumeta], ale i jeden z najlepszych filmów jako takich w złotym 20-leciu amerykańskiego filmu [wg mnie, lata 70 i 80-te].


  • barbasia1 12.07.14, 23:04
    Wiem, że nie potrzebujesz wielu godzin snu, ale zbyt wielkie deficyty nie są dobre dla zdrowia.

    Świetnie. Ciekawam , co fajnego wybrałeś na jutro. :)
  • maniaczytania 13.07.14, 09:18
    ja o tym filmie zapomnialam, a podobno bardzo dobry, z gatunku tych, co daja sie zapamietac na dlugo

    --
    Maniaczytania - blog
  • pepsic 11.07.14, 13:41
    Wyszperałam brytyjski "Płytki grób" przyzwoitą czarną komedią z Evanem Mc Gregorem i wyśmienitą sceną castingu na współlokatora, tudzież niekonwencjonalnym do końca finałem. Niestety, jest to kolejna powtórka i tylko dla posiadaczy "Ale Kino". Zatem pozostaje "I Bóg stworzył kobietę" . A poza tym nadal trwa repertuarowa bryndza. Chyba tak źle jeszcze nie było.
  • grek.grek 11.07.14, 13:46
    Polsat powtarza "Dziewiąte wrota" [22:45].
    jak na taką mizerię, to propozycja wręcz atrakcyjna dla kinomana żądnego filmu za wszelką cenę ;]
  • angazetka 11.07.14, 16:12
    Na dzisiaj planuję (jeśli sił mi starczy) "Fish tank" na dvd, brytyjski film sprzed paru lat o nastolatce z blokowiska, wikłającej się w dziwne relacje z facetem matki (gra go Fassbender, co wiele tłumaczy).
    Ach! A ja byłam w kinie i nie doniosłam!
  • barbasia1 11.07.14, 18:12
    > Ach! A ja byłam w kinie i nie doniosłam!

    O! A co fajnego obejrzałaś???

    A ja chciałam iść na irański film "Rękopisy nie płoną", o którym Grek wspominał, ale nie dotarłam ...

    A ja będę oglądać "I Bóg stworzył kobietę"...
  • siostra_bronte 11.07.14, 18:33
    O, kłóciliśmy się tutaj o "Fish tanka".

    Napisz koniecznie na czym byłaś w kinie!
  • angazetka 11.07.14, 20:22
    O, będę musiała poszukać tej kłótni!
    A byłam, z braku laku, na "Zacznijmy od nowa" z Keirą Knightley i Markiem Rufallo (oraz podobno najseksowniejszym - zdaniem jakiegoś magazynu - mężczyzną na świecie, Adamem Levinem - dlaczego on jest najseksowniejszy, pozostaje dla mnie tajemnicą).
    Jeśli widzieliście "Once", ten film też widzieliście ;) Od początku wiadomo, co się wydarzy, kto z kim skończy etc. Ale w sumie nie o to tu chodzi. Film bazuje na miłych piosenkach, śpiewanych przez sympatycznych aktorów (i ładnie ubranych - ukradłabym całą garderobę Keiry!), w przyjemnych nowojorskich sceneriach. Jest nie za słodko, nie nudno, odpowiednio bajkowo.
    Byłam na tym przed meczem Holandia-Argentyna i uważam, że było to lepsze niż mecz, ale do poziomu emocji z dramatu Niemcy-Brazylia temu filmowi daleko...
    A, i wygrałam bilety na "Franka", bójcie się.
  • barbasia1 11.07.14, 23:10
    Dzięki za relację. Yes, widzieliśmy" Once". :)



    Na relację z "Franka". Widzę, że to niebanalne kino. No i Michael Fassbender. :)
  • siostra_bronte 12.07.14, 13:37
    Dzięki za recenzję :)

    Też chętnie wybrałabym się do kina, ale repertuar, niestety, typowo wakacyjny.
  • grek.grek 12.07.14, 14:19
    Argentyna-Holandia był meczem "dla konserów", jak to się fachowo nazywa ;]]

  • maniaczytania 12.07.14, 17:35
    ja wrocilam wlasnie z "Gangu Wiewiora' ;)
    Zazdroszcze troche tego nowego "Once" - dla mnie osobiscie Adam Levine - yes, jak najbardziej tak ;))))) do tego znakomicie spiewa -lubie Maroon5 :)

    A w kinie teraz podobno fajny jest film z Emma Thompson i Piercem Brosnanem.

    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 12.07.14, 21:57
    maniaczytania napisała:

    > ja wrocilam wlasnie z "Gangu Wiewiora' ;)

    :)
    To sympatycznie musiało być?
  • maniaczytania 12.07.14, 22:52
    bylo calkiem fajnie :) zreszta ja lubie te filmy dla dzieci :D

    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 12.07.14, 23:06
    Doskonale rozumiem. :))
  • barbasia1 12.07.14, 21:58
    dziś wygra?
  • maniaczytania 12.07.14, 22:54
    wyglada na to, ze Holandia
    troche szkoda mi Brazylii ...

    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 12.07.14, 23:06
    No właśnie, mnie też. :)
  • siostra_bronte 13.07.14, 12:57
    Drużyna Brazylii długo się nie pozbiera po takiej kompromitacji. Stracić dziesięć bramek w dwóch meczach!
    Holandia zasłużyła na zwycięstwo, chociaż karny był kontrowersyjny, a druga bramka padła po spalonym.
  • gryfny 13.07.14, 13:08
    typowac nie mam odwagi,zycze wszystkim duzo wrazen i emocji...pozytywnych
    www.youtube.com/watch?v=nnL_8H22NuA
    --
    www.youtube.com/watch?v=kWgpYMCe548
  • barbasia1 13.07.14, 18:13
    NocoTy , Gryfny, w drużynę niemiecką nie wierzysz???

    Niemcy - Argentyna 2:1
  • siostra_bronte 13.07.14, 18:18
    Trzymam kciuki za Niemców! Zasłużyli, żeby wygrać. Ale wszystko jest możliwe...
  • barbasia1 13.07.14, 18:26
    Właśnie. Może być bardzo ciekawie. :)
  • gryfny 13.07.14, 21:58
    normalnie "nie wyrobie" .... bitwa,czyste szalenstwo, Wowww
    --
    www.youtube.com/watch?v=kWgpYMCe548
  • maniaczytania 13.07.14, 22:41
    alez nerwy!

    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 13.07.14, 23:03
    Minęło 90 minut meczu. Teraz to dopiero nie wiadomo kto wygra!?
  • barbasia1 13.07.14, 23:08
    Oby nie było karnych ... Wtedy to juz loteria.
  • maniaczytania 13.07.14, 23:09
    oj, Pan Boniek by sie na loterie zdenerwowal ;), slyszalam go w radio, jak to tlumaczyl :)

    --
    Maniaczytania - blog
  • maniaczytania 13.07.14, 23:39

    --
    Maniaczytania - blog
  • siostra_bronte 13.07.14, 23:49
  • barbasia1 13.07.14, 23:49
    Świetny mecz. Piękna bramka Goetzego.
  • siostra_bronte 13.07.14, 23:51
    Ależ to były emocje! Pod koniec dogrywki byłam bliska zawału.
  • barbasia1 13.07.14, 23:57
    Bronte, dobrze ze karnych nie było. Tu zawał murowany.
  • maniaczytania 14.07.14, 00:00
    oj, ale za co ten Messi zlota pilke dostal, to ja nie rozumiem
    i moglby sie jednak usmiechnac ...

    --
    Maniaczytania - blog
  • barbasia1 14.07.14, 00:12
    Nie ten puchar chciał najbardziej wziąć do rąk. Ni dziwię się, ze jest nieszczęśliwy.
  • maniaczytania 14.07.14, 07:15
    przegrywac tez trzeba umiec ...

    --
    Maniaczytania - blog
  • angazetka 14.07.14, 12:57
    On chyba nadal wtedy nie wiedział, co się dzieje. Ale nagroda dla niego jako dla najlepszego zawodnika MŚ to jest jednak kpina, przy całej mojej sympatii.
  • barbasia1 14.07.14, 22:48
    Płakać mu się chciało ...
  • siostra_bronte 15.07.14, 17:19
    Na pewno był jeszcze w szoku po tej klęsce. No i może sam uważał, że nie zasługuje na tę nagrodę, więc głupio mu było jakoś ostentacyjnie się cieszyć...
  • siostra_bronte 14.07.14, 18:14
    Hehe.
  • barbasia1 13.07.14, 23:54
    Ale Argentyna grała świetnie, pięknie. Jak równy z równym.
  • grek.grek 14.07.14, 13:57
    ja bym nawet zaryzkował, że Argentyna pokonała się sama :]
    mieli ze 3 idealne okazje do strzelenia gola, potem mogliby się bronić całą drużyną i wykopywać piłki, co akurat dobrze im wychodziło.

    jak tu nie wierzyć w stare ludowe porzekadło, że "niewykorzystane okazje się mszczą" ? ;]
  • gryfny 14.07.14, 16:34
    Uffff ale emocje:
    www.facebook.com/photo.php?v=887227001290706&set=vb.332145270132218&type=2&theater
    --
    www.youtube.com/watch?v=kWgpYMCe548
  • siostra_bronte 14.07.14, 17:49
    Zgadza się, Argentyna miała wiele okazji, w tym kilka stuprocentowych, ale ich nie wykorzystała. No niestety, w takim meczu nie wolno sobie na to pozwolić.

    A tak w ogóle, to odnoszę wrażenie, Greku, że nie doceniasz Niemców. Zmiażdżyli Brazylię, ale to tylko dlatego, że ta słabo grała. Argentyna sama sobie winna, Niemcy tylko statystowali. Czy doczekamy się ciepłego słowa z Twojej strony o mistrzach świata?? :)
  • angazetka 14.07.14, 21:48
    ;) Jedną z moich kibicowskich radości teraz (i np. po wygranej Bayernu w LM rok temu) jest to, że komentatorzy, cóż, nie mają wyjścia i muszą chwalić Bayern czy też Niemców. I w końcu przyznać, że grają ładnie i dobrze. Niektórym to nawet wychodzi.
  • barbasia1 14.07.14, 22:57
    :)
  • grek.grek 15.07.14, 13:10
    :]

    próbuję się przełamać ;]], ale naprawdę wychodzi mi z oglądu rzeczywistości, że Niemcy mieli sporo szczęścia. daleko mi do stwierdzenia, że nie zasłużyli, bo zasłużyli przecież. niemniej... no właśnie - niemniej :]]
  • siostra_bronte 15.07.14, 17:17
    Hehe, czułam, że masz jakieś opory moralne :)

    Ale zaraz, zaraz, 7:1 z Brazylią to było "sporo szczęścia"?? I wygrana z Argentyną też? Gol z gry, zdobyty prawidłowo, żadnych błędów sędziego ani karnych.

    Moim zdaniem zdecydował charakter tej drużyny. Zawodnicy są ze sobą zgrani (nic dziwnego, połowa gra w Bayernie). Każdy jest równie ważny, nie ma jednej gwiazdy, którą muszą obsługiwać pozostali. Do tego walka do końca i wiara w zwycięstwo, mimo, że Argentyna mocno przyciskała. O umiejętnościach piłkarskich nie wspominam, bo to oczywiste.

    Czy masz, Greku, jakieś argumenty na poparcie swojej śmiałej tezy? :)
  • grek.grek 16.07.14, 14:01
    ;]]

    z Brazylią było alles fertig.
    ale już z Argentyną - dużo szczęścia.
    wyobrażam sobie, że gdyby Argentyna wykorzystała pierwszą, drugą szansę, jaką miała - zamurowałaby bramkę na amen.

    1-0 dla Argentyny od 25-30 minuty [nie pamiętam, w której dokładnie miała ona tę 100 % okazję po fatalnym kiksie Niemca], to wg mnie dla Niemców klapa. raz - koniecznośc kruszenia murów argentyńskich za pomocą ataku pozycyjnego, w którym byli słabi, dwa - konieczność zupełnego odsłonięcia się i zaatakowania wieloma zawodnikami, narażenia się na kontrę Messiego, ktory sam na sam był nie do zatrzymania.

    przy 0-0 w dogrywce, zmęczona Argentyna nie zdązyła raz wrócić do obrony i mający więcej miejsca Niemcy wykorzystali to na zimno. myślę, ze do takiej sytuacji by nie doszło, gdyby Argentyna objęła prowadzenie. dlatego uważam, że Niemcy mieli mnóstwo szczęścia, bo jak wytłumaczyć że w idealnych sytuacjach Argentyńczycy pudłują tragicznie ? :] z pkt widzenia napastników argentyńskich - brak umiejętności, może koncentracji, etc., ale z pkt widzenia obrońców niemieckich i bramkarza ? - szczęście :] nie znajduję lepszego słowa.

    to bym, z grubsza, nazwał argumentacją za moją tezą :]]
  • gryfny 16.07.14, 15:26
    Greku,powoli ale sicher kompromitacja alla Szpakowski-Gmoch nieunikniona.
    Podpadli wczoraj mocno Mistrzowie :
    www.youtube.com/watch?v=4jYuMsFV2ug
    --
    www.youtube.com/watch?v=kWgpYMCe548
  • grek.grek 16.07.14, 15:49
    przeciwstawną tezą byłaby ta, w której Niemcy wygrali pewnie.

    czy Niemcy wygrali w sposób kontrolowany i nie byli zagrożeni ?

    przykro mi, ale w mojej interpretacji, Niemcy byli słabszym zespołem, Argentyna była bliżej zwycięstwa, czego nie dokonała z powodów już wymienionych.

    mam wrażenie, że ten gol pana Goetzego nie tylko dał Niemcom mistrzostwo, ale i sprawił, że trochę inaczej ocenia się [tu i tam, nazwijmy to] przebieg całego meczu.
  • siostra_bronte 16.07.14, 17:14
    Greku, wygrywa ten, kto strzela jedną bramkę więcej :) Nie ma znaczenia kto miał przewagę, ani statystyka typu czas posiadania piłki. Zgadzam się, że Niemcy byli ciut słabsi od Argentyny, mieli znacznie mniej szans na strzelenie bramki, raptem kilka. Ale tę jedną wykorzystali!

    Argentyńczycy pudłowali fatalnie i to już tylko ich wina. Kiedy napastnik (!) nie trafia do pustej bramki, to może mieć pretensje tylko do siebie.
  • pepsic 16.07.14, 17:44
    To i ja dorzucę kamyczek do ogródka, z tym że autorstwa Bońka, który na zapytanie:
    Czy według pana Niemcy zasłużenie zostali mistrzami świata?
    odpowiedział:
    Nie ma zasłużenie czy niezasłużenie. Na tym poziomie jedna akcja decyduje o wszystkim. Niemcy w całych mistrzostwach spisali się bardzo dobrze, ciekawie i wygrali


  • angazetka 16.07.14, 21:40
    Czy to w tym samym wywiadzie Boniek twierdzi, że Polska na pewno nie skompromitowałaby się na mundialu i nie dałaby sobie wbić pięciu czy siedmiu goli?
  • pepsic 17.07.14, 08:01
    w innym, tu źródło:
  • barbasia1 17.07.14, 17:47
    angazetka napisała:

    > Czy to w tym samym wywiadzie Boniek twierdzi, że Polska na pewno nie skompromit
    > owałaby się na mundialu i nie dałaby sobie wbić pięciu czy siedmiu goli?

    :))

    W wyobraźni to każdy mocny.
  • grek.grek 17.07.14, 13:44
    pan Boniek raczy bajdurzyć :]]

    załóżmy, że zdecydowałaby bramka samobójcza, albo po jakimś kuriozalnym kiksie - czy wtedy też "nie ma zasłużenie czy niezasłużenie" ?

    fakty są niepodważalne, ale już interpretacje okoliczności ich zaistnienia mogą się zasadniczo różnić.
  • grek.grek 17.07.14, 13:41
    ja z wynikiem nie polemizuję, Siostro :]

  • pepsic 16.07.14, 17:58
    No i jak tu nie kochać mistrzów?
  • barbasia1 15.07.14, 17:28
    grek.grek napisał:

    > :]
    >
    > próbuję się przełamać ;]], ale naprawdę wychodzi mi z oglądu rzeczywistości, że
    > Niemcy mieli sporo szczęścia.

    Jak, Bronte, uważam , że Niemcy ciężko sobie zapracowali na to swoje szczęście.
  • gryfny 15.07.14, 18:05
    ten biedny puchar FIFA ma dzisiaj za swoje,hihi
    www.youtube.com/watch?v=W_G5hZ0shbc
    A Helene ma moje uznanie,o dziwo,od tego czasu:
    www.youtube.com/watch?v=sleCMgPwcsE
  • barbasia1 15.07.14, 18:21
    O! Powitanie niemieckiej drużyny w Berlinie już w internecie! Ładne powitanie, tłumne. :)

    I poznałam niemiecka piosenkarkę Helene Fischer. :)
  • barbasia1 15.07.14, 18:23
    A propos, drużynę Argentyny też radośnie i tłumnie witano w kraju.
  • pepsic 16.07.14, 17:53
    He, he być może, z tym że panowie piłkarze wyglądali, jakby przybyli na pogrzeb;)
  • barbasia1 17.07.14, 18:24
    Hehehe! :)) Ambitne chłopaki.
  • barbasia1 14.07.14, 22:31
    grek.grek napisał:

    > ja bym nawet zaryzkował, że Argentyna pokonała się sama :]

    Hehehehe! :))

    Ale dla sprawiedliwości powiedzmy, że Niemcy, Andre Schurle, też zmarnował dwie idealne okazje, o mało co finał nie skończył się karnymi. A wtedy loteria.

    > jak tu nie wierzyć w stare ludowe porzekadło, że "niewykorzystane okazje się mszczą" ? ;]
    Właśnie.


    Obronę Argentyna miała rzeczywiście doskonałą, prawie. A pomocnik Javier Mascherano fantastycznymi wślizgami bez faulowania zabierał piłkę przeciwnikom.

  • grek.grek 15.07.14, 13:15
    wszystko prawda :]

    koniec końców, Niemcy skorzystali z błędu Argentyny, a Argentyna z błędów Niemców nie skorzystała :]

    chodzi mi przede wszystkim o to, że Argentyna marnowała swoje okazje wcześniej od Niemców - a wyglądało na to, że gdyby strzeliła za pierwszym-drugim razem, to później Niemcom byłoby szalenie trudno ją zaskoczyć, bo broniłaby się całym zespołem i może tylko Messi byłby w przodu. Niemcy nie mieliby szans na stworzenie przewagi i wyjście z czymś co przypominało kontrę. dopiero jak Argentyna się zapędziła i nie zdążyła wrócić do obrony - NIemcy zdobyli gola. gdyby Argentyna objęła prowadzenie - Niemcy nie dostaliby takiej szansy, a w dłubaninie ataku pozycyjnego o wiele trudniej skonstruować dobrą sytuację.

    uff, to tak... pokrótce, mój punkt widzenia :]

  • barbasia1 15.07.14, 16:51
    > uff, to tak... pokrótce, mój punkt widzenia :]

    :))


    To racja , tak.
  • angazetka 14.07.14, 13:04
    Mecz oglądałam z dwunastoma koleżankami. Było super :) Emocje, przekleństwa, piski, moje odwracanie głowy w ostatnich chwilach dogrywki (szansa Messiego) i tłumaczenie tym z nas, które są mniej biegłe w kibicowaniu, że nasz bramkarz to ten zielony ;)
    Mecz nie zawiódl, był znakomity i wyrównany. Godny finału. Niemcy mają zaś świetną drużynę, drużynę pełną gębą, Patrzyłam z podziwem na masakrowanego wczoraj Schweinstegera, który jednak wiedział, że musi wytrzymać do końca (i płakał po końcowym gwizdku, wreszcie ze szczęścia). Niesamowite było to, że tuż przed meczem, a potem ponownie w pierwszej połowie drużyna musiała się przemodelować i w niczym to nie przeszkadzało. A po meczu patrzyłam z uśmiechem na boiskowe uściski w podgrupach biegnących wzdłuż podziałów klubowych. Fajne chłopaki, znakomici piłkarze, Wunderteam.
  • siostra_bronte 14.07.14, 17:50
    Podpisuję się :)
  • barbasia1 14.07.14, 22:01
    Hehehe! :) Podsumowanie (i relacja) godne największej fanki.
    Też się podpisuję. Choć kibicowałam Argentynie, która wybrałam na początku. ;)

    angazetka napisała:

    > Mecz oglądałam z dwunastoma koleżankami.

    Ho,ho! Toż to drużyna piłkarska z zrezerwową. :))
  • barbasia1 13.07.14, 18:25
    siostra_bronte napisał(a):

    > Holandia zasłużyła na zwycięstwo,

    Zgadzam się. Holandia zasłużyła na zwycięstwo.

    >chociaż karny był kontrowersyjny

    Ale przecież Brazylijczyk szarpał za koszulkę polu karnym?
  • grek.grek 13.07.14, 12:49
    1966 rocznik. Wg opowiadania Cortazara "Babie lato", w reżyserii ofk Michelangela Antonioniego [z tego co pamiętam, mamy już "Przygodę" i "Zawód : reporter"]. Złota Palma w Cannes w 66 roku. Absolutnie kapitalne zdjęcia Carla Di Palmy, doskonale zaaranżowane przestrzenie i wnętrza, no i po prostu frapująca historia, [z pewnością] bogata w znaczenia i interpretacje.

    Bez zagłębiania się we wszystkie szczegóły i technikalia, tak po prostu i po ludzku - to się wspaniale ogląda. Kompozycja kolejnych scen, praca kamery, płynność ujęć i ich doskonałość sprawiają zwyczajnie i najprościej rzecz ujmując : prawdziwą przyjemność estetyczną.

    Gdybyście mieli ochotę, gorąco zachęcam :
    www.efilmy.net/film,14790,Powiekszenie-Blowup-1966-Napisy-PL.html
    I jak to szło...

    Rzecz dzieje się w Londynie.
    Thomas [świetna rola, i świetna twarz do tej roli, Davida Hemmingsa] jest fotografem. Cenionym, sesja zrobiona u niego ma renomę na rynku, nie brakuje mu zleceń od czołowych magazynów. Głównie zajmuje się modą damską, ale poznajemy go w momencie, gdy wychodzi z miejskiej noclegowni, gdzie pod przykrywką bezdomnego robił foty do książki swojego kolegi literata. Wychodzi wraz z kilkudziesięcioma biedakami, i kiedy oni ruszają w miasto na tournee po śmietnikach i darmowych jadłodajniach - Thomas wskakuje do swojego wypasionego kabrioletu i jedzie do modnego mieszkania w jakiejś robotniczej dzielnicy, która zdaje się jest przy okazji dzielnicą artystyczną, bo obok mieszkania mają pisarze i malarze. Atelier Thomasa jest dośc spore, stanowi go piętrowe obszerne mieszkanie połączone urokliwie staroświeckim podwórkiem z czymś w rodzaju mini-hangaru, podzielonego na kilka części, odpowiednio przygotowanych do kolejnych sesji.

    Po drodze Thomas spotyka grupę młodzieży, jadącej samochodem z odkrytą plandeką - krzyczą, podskakują, część ma twarze pomalowane na biało, a wszyscy są ubrani w fikuśne stroje, przypominające jakieś karnawałowe wdzianka rodem z Wenecji. Parkują, biegają po ulicach, robią pozytywne zamieszenie, proszą przypadkowych ludzi o drobne datki. Thomas z uśmiechem wręcza im jakieś miedziaki.

    www.youtube.com/watch?v=ullsI84tvg
    Zaraz po powrocie Thomas przystępuje do fotografowania czekających już modelek. Nie jest przyjemnym gościem. Rozstawia je po kątach, dogaduje, instruuje w sposób nieznoszący sprzeciwu, a jak trzeba to krzyknąć prosto w nos umie, a i za nogę szarpnie, żeby ustawić dziewczynę tak jak on chce, a ona sama nie umie. W najlepszym razie jego zachowanie można okreslić słowem : obcesowe.

    ONe nie dyskutują. Przypominają, w większości manekiny, szczęśliwe chyba z samego faktu,że dostępują szczęscia pracy u niego, a może w ogole takiej pracy. Jedyna tylko, chyba jakaś gwiazdka modelingu, pozwala sobie na tekst "Spieszę się, lecę do Paryża", co Thomas kwituje "No i co z tego ?" :

    www.youtube.com/watch?v=wygqlfUoJEs
    Thomas jest dobry w tym, co robi, pracuje szybko i z żywiołem. Wczuwa się. Lubi mieć do tego dobrą muzyke, wtedy łapie rytm i tylko asystent zmienia aparaty z już zamontowaną świeżą rolką filmu. Po skończonej sesji zostawia majdan i idzie. Nie dziękuje, nie mówi "było dobrze" czy coś. Praca skończona. Thomas jest rutyniarzem. Modelki to przedmioty. Nie ma w nim entuzjazmu poszukiwacza idealnego ujęcia czy idealnego obiektu. Odbębnia pracę.

    www.youtube.com/watch?v=UFExzPIUmjo
    Po sesji odwiedza swojego kolegę malarza, mieszkającego po sąsiedzku, wystarczy przejść przed podwórko. Malarz ma swoją filozofię tworzenia "Trzeba znaleźć punkt zaczepienia. To jest klucz. I dalej już samo się tworzy. To jak rozwiązywanie zagadki kryminalnej". Thomasowi
    podobają mu się jego obrazy, przypominające strukturą zdjęcia przestrzeni kosmicznej. Chce kupić jeden z nich, ale malarz nie zgadza się, więc Thomas odgraża się [na żarty ofk, chociaż... :)], że przyjdzie w nocy, włamie się i ukradnie. Dziewczyna zresztą fajna jest. Tak jakby Thomas trochę się jej podobał. Kiedy nasz fotograf zasiada zmęczony w krześle, ona robi mu masaż pleców. MOże przyjaciele, może dobrzy znajomi, a moze coś tam pomiędzy się kręci.

    Po powrocie do siebie Thomasa opadają jakieś dwie nastolatki w kolorowych rajstopach. KOniecznie chcą zrobić u niego sesję zdjęciową. Thomas opędza się przed nimi jak przed muchami. A one raz zalotnie, a raz namolnie sugerują, że są gotowe na wszystko za parę pstryknięć. "Kilka minut dla nas, prosimy", mówia, a Thomas zniecierpliwiony odpowiada "NIe mam kilku minut nawet na wycięcie wyrostka". A potem wychodzi z atelier [od zewnątrz, brama z wielkim numerem 39], wskakuje do auta i odjeżdża. One gonią go prawie wyrzynając orła na chodniku, ale Thomas nawet się nie ogląda. Zostawia je w najwyższym rozczarowaniu.

    Antykwariat w jakiejś innej dzielnicy Londynu. Też klasycznie londyńskiej [nigdy nie byłem, ale strzelam, że "klasycznej" ;))] - domy z czerwonej cegły, trochę rys robotniczy, takie gdzie po ulicy hula ciągle duch XIX wieku, no może ten duch ma lekko przerzedzone włosy. Thomas chce ten antykwariat kupić. Właścicielki nie ma, więc chwilę kręci się w środku, pośród gratów wszelakiej maści i prowadzi rwaną rozmowę z niezbyt przyjaznym starym sprzedawcą. Pyta o pejzaże malarskie, pyta o jakieś inne pierdółki, a tamten burczy coś i specjalnie strzepuje kurz z jakiegoś bibelota prosto w nos Thomasa.

    Właścicielka będzie później, więc Thomas opuszcza lokal. Ma ze sobą ofk aparat, więc pstryka zdjęcia samej budzie, jak i otoczeniu.

    Obok jest park [zdjęcia kręcono w londyńśkim Maryon Park]. Thomas idzie tam, obserwując otoczenie, z aparatem na szyi. Ma jakieś chwile nagłej radości - podskakuje w górę i wycina kujawiaka w powietrzu, zaraz zrywa się do biegu, jakies nagłe przebłyski euforii.

    Zauważa parę, kobiete i mężczyznę. Obejmują się, całują, nie idą ścieżką tylko po trawie w górę. Thomas nie przepuści takiej okazji. Zamienia się w rasowego śledczego i niczym detektyw skradając się i kryjąc za drzewkami i krzewami śledzi tych dwoje. KObieta jest młoda, ma około 35 lat. Mężczyzna jest dużo starszy, pewnie blisko 60-tki. Thomas obserwuje ich z jakichś 30 metrów i pstryka foty, zmieniając cały czas miejsce. Oczywiście tak aby go nie zauważyli. Jakby porucznik Columbo był sprawniejszy fizycznie, to by był Thomasem z Powiększenia.

    Z daleka widać jak kobieta nagle oddala się od mężczyzny. Na moment. On ją zaraz z powrotem przytula. Kłócą się ? A może ona zauwazyła, że ktoś im robi zdjęcia ? Wreszcie... tak - idzie w stronę Thomasa. Ten przerywa pstrykanie i jakby nigdy nic zamierza odejśc.

    www.youtube.com/watch?v=NxinDFzd1lk
    Jest już na schodach w dół prowadzacych, kiedy ona go dopada. Jest wyraźnie zdenerwowana, pyta dlaczego zakłóca im spokój i prywatnośc. Thomas przyjmuje niedbałą pozę i równie niedbale odpowiada, że taki już ten świat jest. Kobieta [w filmie chyba to imie nie pada, ale wg indeksu ma na imię Jane - gra ją, znakomicie zresztą, Vanessa Redgrave] chce mu zapłacić za rolkę z filmem, który właśnie na nich wypstrykał. Thomas droczy się z nią, że to będzie słono kosztowało. Wtedy ona podejmuje desperacką próbę, atakuje go fizycznie, próbuje wyrwać aparat, gryzie po palcach, aż w obronie własnej Thomas musi ją kopnąć - dopiero w ten sposób ją przyhamowuje w tym akcie agresji]. "Po co ten pośpiech ?", pyta ją wyraźnie zaintrygowany. Ona nie odpowiada. Siedzi chwilę zamyślona, zbiera się do powstania. Aż nagle zrywa się i biegiem wraca skąd przyszła...

    Thomas goni za nią. Z daleka puszcza serię zdjęć. A ona biega po parku, chwilę stoi pod
  • grek.grek 13.07.14, 13:35

    tu jeszcze scena konfrontacji :
    www.youtube.com/watch?v=-ywa6qeYJAg
    ... więc, kobieta wraca i chwilę stoi pod drzewem z krzakiem w środku "polany" parkowej, gdzie rozstała się z mężczyzną. Jest wyraźnie zaniepokojona, jej mowa ciała mogłaby nawet świadczyć o panice. Thomas widzi to z daleka, a my razem z nim. Kobieta chwilę stoi, przestępuje z nogi na nogę, rozgląda się, a potem biegnie dalej, dziwnie wężowym ruchem. Szuka faceta, który musiał gdzies odejść - tak kombinuje Thomas, odchodząc kiedy tylko kobieta znika z jego pola widzenia.

    W antykwariacie jest już właścicielka. Młoda dziewczyna, na oko 25 lat. Nie doszło do porozumienia w kwestii sprzedaży, między nią, a prowadzącym negocacje w imieniu Thomasa jego agentem - z powodu niedogadania kwestii płatności. "Chyba zażądałam za dużo", przyznaje dziewczyna. Thomas powiada, ze to nie kłopot, dojdą w końcu do ładu. Dziewczyna wyznaje, że chce wyjechać z Londynu, najlepiej gdzieś gdzie nic nie kojarzy się z antykiem. O, na przykład do Nepalu. "Nepal, to jeden wielki antyk", mówi z rozbawieniem Thomas. No to może... Maroko. :]

    Wzrok Thomasa pada na stare zabytkowe śmigło od małego samolotu. Drewniane i cięzkie jak cholera. Ad hoc Thomas decyduje się je kupić. Ot tak, wpadło mu w oko, więc od razu kupuje. Dziewczyna mówi, że mu przyśle furgonetką, ale Thomas chce sam zawieść w swoim kabrio. Tarmoszą więc oboje ten gadżet do jego auta. Dziewczyna oponuje "Proszę go nie traktować zbyt obcesowo" - Thomas przyznaje jej rację i ostatecznie staje na tym, że jednak lepsza będzie furgonetka.

    Wracając Thomas tarabani do agenta. Zbywa jego wątpliwości, czy kupowanie tego lokalu ma przyszłość. Thomas uważa, że to dobra okolica, coraz modniejsza, "już są tam pedzie z pudlami [widział dwóch na chodniku], pomyśl co będzie niebawem".

    W restauracji Thomas spotyka się z Ronem, swoim kolegą pisarzem. Te fotki w noclegowni robił do jego ksiązki. Reportażu ? Dokumentu ? Cholera wie :] Tak czy owak, Ron jest zadowolony. A Thomas dodaje, że najlepsze zdjęcia zrobił w parku. Te dopiero będą idealne. A chwilę później wyznaje w jakimś zastanowieniu... "Chcę wyjechać z Londynu. Już mnie nie kręci". Tak właśnie wygląda Thomas. Jak człowiek, który łapie za każdy tyci kawałeczek byle drobiazgu, który będzie dla niego nowością i czymś ciekawym. Poza tymi momentami, ma minę cynika i gościa, którego nie bawi to co robi, w ogóle nic nie bawi. Nie jest to smutek, nie jest to depresja. Jest to rodzaj egzystencjalnego zmęczenia.

    Przez okno kawiarni, w której siedza, Ron zauważa, że jakiś podejrzany typek próbuje dobrać się do samochodu Thomasa. Fakt, przygarbiony gostek w dziwnych podbiegach i z rozbieganymi oczkami, próbuje na chama otworzyć bagaznik auta Thomasa. Ludzie dookoła, biały dzień, ale nikt nie zauważa nawet, jak facio biega od auta do auta i próbuje coś skroić. Thomas wybiega w ślad za nim, ale nie interweniuje, sprawdza tylko czy bagażnik nie był otwierany. Znów fleszowe zaciekawienie.

    MIja go demonstracja uliczna. Protest jakiś. Thomas z przylepionym uśmiechem życzliwości popiera ich hasła, ale najlepiej żeby zeszli mu z drogi, bo wstrzymują ruch samochodów.

    Parkując na swojej cichej ulicy, Thomas celowo ciśnie klaskon przez kilka sekund. Czeka czy ktoś wyjrzy. Po chwili wyłazi jakiś facet. Thomas pokazuje "alles gut", uspokaja go. Kolejny raz odezwała się potrzeba "żeby się coś działo !" ?

    Niespodziewanie obok jego bramy wyrasta jak spod ziemi kobieta z parku. "Jak mnie znalazłaś ?", pyta zaskoczony Thomas. Nie dostając odpowiedzi, i może na nią nawet nie czekając, zaprasza ją do środka. Jest pusto. Odbywa się między nimi dziwna gra.

    Thomas za bardzo czeka na nowe wrażenia, żeby dać jej fotki i wypuścić. OBiecuje, że da, ale przeciąga sprawę maksymalnie długo. Zaprasza na drinka, prosi ją o przyjmowanie póz modelek, chwaląc i komplementując jej naturalny talent. Gdzies tam wisi erotyczna nutka, ale ona ją skutecznie przez długi czas burzy, bo jest zniecierpliwiona, zdenerwowana i chciałaby dostać swoje i pójśc sobie. A Thomas ciągnie wątek w drugą stronę. Sadza ją na kanapie, zapala papierosa, puszcza muzykę, a potem wyłazi z niego charakterek i instruujje ja nawet jak ma się bujać do jej rytmu. Wydaje się, że babka się wyluzowała :

    www.youtube.com/watch?v=CFqpuICL7xk
    "Piękne dziewczyny... można na nie tylko patrzeć i nic więcej się nie da zrobić. Dlatego zostają same. A ja muszą całe dni z nimi spędzać", niby uskarża się na swój przeklęty los :]

    Dzwoni telefon. Nie wiadomo kto to. Thomas mówi, że to "jego żona". I prosi Jane, żeby do niej coś powiedziała. Jane nie chce. Thomas odkłada. Za chwilę mówi "Nie mam żony". I dodaje "To znaczy nie mam zony, ale mamy razem dzieci". Za moment "NIe, nie mamy dzieci", a za kolejną chwilę "Nie mamy, ale czuję jakbyśmy je mieli". Podręcznik przeciągania rozmowy i szantażowania rozmówcy mozna by napisać :]]

    Wreszcie Jane sama chce załatwić sprawę. Prosi Thomasa o wodę. Kiedy ten wychodzi, Jane przestaje udawać, ze się rozluźniła i dobrze bawi. Hyc do jego torby czy tam czegoś - łaps za rolkę filmu i dyla. Ale Thomas już czeka przy drzwiach wyjściowych. "NIe jestem idiotą, kotku".

    Jane zrezygnowana wraca razem z nim na górę. Bez zdjęć nie wyjdzie. Więc czego on chce ? Seksu ? Z wyzywająco-prowokującą miną Jane zdejmuje bluzkę. Ale Thomas nie chce. Każe jej się ubrać. I idzie po właściwą rolkę filmu. Kiedy wraca widzi jej nogę zza fragmentu ściany, znaczy : nie wyszła, czeka. Taka drobnostka, ale jak wirtuozersko sfilmowana i pomyślana. Zero oczywistości.

    Ona bierze film i zanim odchodzi, całuje go z podziękowaniem. Wraca drugi raz i już całują się razem. Idzie to w kierunku przewidywalnym, ale... przerywa im dzwonek do drzwi. Thomas powiada "Niech sobie dzwoni", ona "Tak niech sobie dzwoni", za chwilę zmiana zdania, jak z tą zoną i dziećmi. Thomas idzie więc otworzyć.

    Śmigło z antykwariatu przywiozła furgonetka. Razem z kurierem Thomas taszczy je do atelier. Kiedy Jane, z góry, pyta "Po co ci to", Thomas rzuca "Nie wiem po co... jest piękne, dlatego je kupiłem". Może kupił po to, by na kwadrans uciec od marazmu jaki go toczy ? Od apatii ?

    Przez chwilę zastanawiają się, gdzie je umieścić w tym jego hangarze, Jane śmieje się głośno, aż nagle zrywa się, poważnieje i musi już iść. Thomas prosi, żeby zostawiła swoje namiary. Ona coś notuje mu na kartce. Potem wychodzi, raz jeszcze mu dziękując.

    Oboje siebie świadomie oszukali.

    Chyba nikt nie sądzi, że Thomas mógłby jej ot tak oddać te zdjęcia ? NO WAY :] NIe w tym stanie ducha. On jest wprost zaaferowany tym DLACZEGO JEJ TAK ZALEŻY NA TYCH ZDJĘCIACH ? DLACZEGO JEST GOTOWA NA WSZYSTKO BY JE ZDOBYĆ ? Nie dał jej oczywiście właściwych zdjęć. Zostawił je dla siebie.

    Po jej wyjściu przystępuje do wywoływania tych fotografii.

    Ogląda je przez lupę. CO TAM JEST ? Myśli, zastanawia się, rozwiesza je na ścianie i chodzi od jednej do drugiej, od drugiej do trzeciej i próbuje znależć "punkt zaczepienia".

    www.toutube.com/watch?v=dJc2pTLJt_k
    Jedna fotografia jest tą właściwą - kochanek całuje Jane w szyję, ale ona nie odwzajemnia jego namiętności. Na jej twarzy maluje się... STRACH, niepokój. Patrzy w swoje lewo. Thomas natychmiast ustawia kolejne zdjęcia w taki sposób, aby widzieć NA CO patrzeć może Jane ? Ustawia je w taki sposób, aby zyskać pełny JEJ ! punkt widzenia. Kapitalna scena, kilkunastominutowa, w ciszy zupełnej. Thomas jest naprawdę zaintrygowany, podchodzi blisko - z lupą ! z nosem na zdjęciu, to znów oddala się żeby zyskać nową perspektywę, wypatruje oczy aż do oczopląsu. Co i rusz biegnie do ciemni i przynosi następne zdjęcia, ustawiając je na ścianie w odpowiednim układzie. "Rozwiązywanie zagadki kryminalnej
  • grek.grek 13.07.14, 16:53
    napisałem "oboje świadomie siebie oszukali".

    i podczas wysyłania ścięło mi kawałek tekstu, którego nie odtworzyłem.

    Thomas oszukał Jane, bo nie dał jej zdjęć, które obiecał.

    Jane oszukała Thomasa, bo nie dała prawdziwego numeru telefonu do siebie.
    Thomas w pewnym momencie próbuje do niej zadzwonić, chyba po to, by wydusić od niej, co jest na tym zdjęciu, co wzbudziło jej niepokoj.
    Okazuje się, że numer który mu podała jest fałszywy, Thomas gniecie karteczkę i rzuca ja byle gdzie. Jest sam na sam z tą zagadką.

  • grek.grek 13.07.14, 14:17
    jak mawia jego kolega malarz. Thomas przezywa momenty uniesienia i rezygnacji, wzlot z nadzieją że znalazł z momentalnym upadkiem, że jednak nie znalazł nic. Żyje.

    Przestraszone spojrzenie Jane wiedzie za mały płotek okalający tę parkową polanę. Thomas powiększa do maksimum kolejne ujęcia. Twarze, płotek i za-płocie, cała polankę. Zakreśla interesujące go fragmenty, żeby poprawić perspektywę. W największych powiększeniach fotografie wyglądają jak te obrazy jego kolegi malarza - jak powierzchnia Marsa fotografowana przez satelitę. Oczopląs. Jak tam znaleźć coś przypominającego rzeczywistą RZECZ ? COŚ co wzbudziło lęk Jane ?

    JEST ! Na jednym ze zdjęc, za płotem, widać jakby ludzką rękę, kontury reki coś trzymającej. A jeśli to nie ręka, tylko jakieś załamania krzaka albo dziwny kształt, niczym zaciek na ścianie układający się w figurkę Matki Boskiej ? Kompletna kołomyja.

    Wyrywa go z niej dzwonek do drzwi. Przylazły te dwie nastolatki w kolorowych rajstopach. Thomas wpuszcza je do środka. Każe im... zrobić mu kawę :] Sam idzie do gabinetu, żeby tam dalej się babrać z fotografiami. Potem wraca jednak. One już zdązyły się dobrać do wieszaków w ubraniami, które Thomas ma na miejscu dla swoich modelek. Przebierają się w nie, piszczą i gaworzą. Thomas je na tym nakrywa. Blondynka akurat jest topless i próbuje się zakrywać kiecką. Thomas postępuje ku niej, jakby chciał jej zabrać tę osłonę. Ona się zachowuje jakby zaraz miała się stać ofiarą gwałtu. Więc jednak nie są gotowe na wszystko ;] [ta druga też nie, kiedy Thomas rzuca zaczepnie "Jesteś małomówna, jak mówią do ciebie w łózku ?", na co ona poważnie : "W łózku, to ja śpię"]. Thomas nie cofa się, ona się szarpie. Wraca ta małómówna brunetka i... jest zazdrosna o nią, "Ja mam lepsze ciało !". Teraz one zaczynają się ze sobą szarpać, piszczeć, najpierw na serio, a potem coraz bardziej na zabawowo, Thomas się przyłącza, rozwalają całe dekoracje w atelier Thomasa, a potem kotłują się po nich w pisku i śmiechu. Seks ? Możliwe, że jakiś był, ale nie jest to wprost określone

    www.youtube.com/watch?v=0trd_dH6XiY
    Zabawa się kończy, Thomas nagle poważnieje, znów podchodzi do zdjęć. Znów je rozważa, zagadka nie daje mu spokoju. Zresestował się i przystępuje do drugiej rundy zmagań. Bezceremonialnie wyprasza dziewczyny. Kiedy nie chcą wyjśc, krzyczy żeby przyszły następnego dnia na tę swoją sesję, to im zrobi zdjęcia. Ale teraz niech się wynoszą. WRaca do rozlepionych fotografii. NIesie te najważniejsze na inną ścianę, rozświetla je wszystkimi reflektorami jakie ma. POwiększa do oporu. COfa się, by poprawić ostrośc widzenia i przybliża z lupą w ręku - idealnie by było gdyby mógł je wyostrzyć do maksimum, ale czy to możliwe jest ?. Zachowuje się jak w jakimś tańcu hipnotycznym. Jedno jest pewne - strategiczny punkt w tym zestawieniu, to drzewo z krzakiem na środku polanki parkowej.

    Przychodzi wieczór. Thomas jedzie autem do parku. Chce się naocznie przekonać - CO TAM JEST. POdchodzi pod drzewo z krzakiem, na środku polany : TAK, jest tam TRUP. Ten kochanek Jane. Leży martwy z otwartymi oczami. Na zdjęciu mógł być widoczny tylko mały kawałeczek wystającej zza krzaka jego głowy. Jane musiała zobaczyć za płotkiem rękę zamachowca uzbrojoną w pistolet. Jesli ona nie zginęła, to... czy była wabiem, który miał przyprowadzić gościa w miejsce zabójstwa ? Była wspólniczką ? Czy świadkiem ? Ale czy świadkowi dano by przeżyć ? Dlaczego chciała zdjęcia, zanim zabito jej kochanka ? MUsiała wiedzieć, co się stanie.

    Thomas chwilę kontempluje zwłoki. Nagle słyszy jakieś szmery. Ucieka pędem z parku.

    Zagląda do mieszkania tego kolegi malarza. On akurat ma seks z tą swoją dziewczyną. Ona widzi Thomasa. Daje mu jakieś znaki oczami. ON chwilę stoi w zamyśleniu, potem ogląda znów te obrazy kolegi, tak podobne do konsystencji powiększonych zdjęc z parku, a jeszcze potem wraca do siebie. I patrzy na miejsce, gdzie powinien na fotce leżeć trup. NIe widać tego. Nie mozna rozpoznać kształtu rzeczywistego, materialnego tworu. Tylko zamazane kontury, które mogą być wszystkim i niczym.

    Dziewczyna malarza przychodzi tam po chwili. Ubrana jak na randkę :] Jak zwykle rozmowa na okrętkę. Ona pyta, czego chciał, Thomas pyta czy ona przypadkiem nie ma zamiaru odejść od malarza. Ona, że nie. Wreszcie Thomas beznamiętnie mówi jej, że był świadkiem morderstwa. I je sfotografował. POkazuje jej fotki i wskazuje miejsce położenia zwłok. Ona tam nic nie widzi, zauważa tylko, że te powiększone fotografie są podobne do obrazów malarskich jej chłopaka. Wreszcie wychodzi rzucając mu zakłopotany uśmiech.

    Thomas nie wie, co ma zrobić z tym całym fantem. Dzwoni do kolegi Rona. DOstaje informację, że jest on na jakimś przyjęciu. Jedzie więc tam. Jest noc.

    PO drodze Thomas zauważa... Jane ! Tak, stoi na ulicy, przy wystawie sklepowej. Zatrzymuje auto, wybiega za nią, ale ona znika i już nie udaje mu się jej odnaleźć.

    BIegając po podwórkach i zaułkach Thomas trafia na koncert rockowy w jakimś klubie zaaranzowanym w budynku po dawnych magazynach. Dziwny to koncert. Na scenie zespół daje czadu, a publika jakaś taka smętna. Siedzą, stoją, patrza, słuchają, ale tylko dwie osoby tańczą. Reszta jakby kij połknęła. Thomas chodzi wśród nich szukając Jane. Nie ma jej tu. Przystaje więc i słucha muzykantów.

    Temperatura na widowni zmienia się w mgnieniu oka, kiedy jeden z gitarzystów rozwala na scenie gitarę i rzuca jej szczątki w publikę. Zaczyna się znienacka wrzask, pisk, szał. Ludzie walczą o te strzępki instrumentu. Kto je unosi jak łup, uciekając przed zgrają konkurentów ? Thomas :] Ucieka z nimi na ulicę. Tam porzuca ten kawałek blaszki. Jakiś przechodzień podnosi, ogląda i też odrzuca. Fetysz zostaje na ulicy, nikomu nie potrzebny.

    www.youtube.com/watch?=FEBkInSTa14
    Z koncertu Thomas zawija do tego domu, w którym odbywa się impreza na której ma być Ron. Ludzie wszedzie się kłębią, stoją, gadają, palą papierosy, popijają drinki, gra muzyka, w jakimś pokoju palą zioło - tam Thomas znajduje Rona. Kompletnie upalonego. Taszczy go w miejsce, w którym względnie nikt nie podsłuchuje i wyjawia mu swoje odkrycie. Do Rona to kompletnie nie dociera. Przeszkadza modelka, która miała "lecieć do paryża". Na uwagę Thomasa "Miałaś być w Paryżu", odpowiada swobodnie "No i właśnie jestem".

    www.youtube.com/watch?v=22A-K98m-ju4
    Z Ronem Thomas się nie dogada. Na jego opowieśc, wahania czy iśc na policję, wreszcie uwage,że tego trupa trzeba by sfotografować, Ron odpowiada "Nie jestem fotografem", a potem znienacka prostując się i niby-trzeźwiejąc... "Więc, co odkryłes w parku ?", Thomas na to zrezygnowany ironicznie "Nic", więc Ron może zatoczyć się z powrotem do palenia ziółek zdrowotnych.

    Resztę nocy Thomas spędza w tym domu, śpiąc na wersalce [swoją drogą, malarski to kadr, chociaż zamiast Thomasa powinna być jakaś dziewczyna, byłby idealny ;)].

    Rankiem jedzie znów do parku. Chce zrobić foto nieboszczykowi. Kamera zwleka z zejściem w kadrze poniżej stóp Thomasa. Kiedy wreszcie schodzi i odkrywa tajemnicę - okazuje się, ze trupa NIE MA.

    www.youtube.com/watch?v=7wSvXuSE8Gg
    Thomas kręci się przez moment i odchodzi.

    cdn.







  • grek.grek 13.07.14, 14:26
    ostatnie sceny w "Zaćmieniu" [też rozmawialiśmy o nim, pamiętacie ?] czy "Zawodzie : reporter" są mistrzowskie, o ogromnym ładunku znaczeniowym. Także i ostatnia scena "Powiększenia" na taką wygląda.

    Na głównej "płycie" tego parku pojawia się ta grupa młodzieży rubaszna, wystrojona w ciuchy teatralne, z makijażami a'la mim na twarzach. Jeżdzą przez chwilę w kółko po ścieżce, a potem nagle zbiegają do otoczonego siatką kortu tenisowego i dwoje z nich zaczyna "grać w tenisa" - w formie pantomimicznej, bez rakiet i piłki, doskonale imitując i przerysowując zachowania prawdziwych graczy.

    Zaciekawiony Thomas przystaje przy siatce i przygląda się temu. Naraz "piłka przelatuje przez ogrodzenie" i "upada daleko" - "grająca" dziewczyna podbiega do siatki i prosi go żeby podał "piłkę". Thomas chwilę kontempluje i biegiem śmiga po "piłkę", "podnosi ją" i "odrzuca" - i zostaje już tylko jego twarz, jakby coś zrozumiał, jakby coś do niego dotarło ? CO TAKIEGO, jak sądzicie ? :]

    oto ta scena :
    www.youtube.com/watch?v=ItDmn40tvuI
    Kamera ucieka do góry. Thomas staje się małym punkcikiem pośród zielonego bezkresnego trawnika parkowego. Koniec.

    Teraz chyba zostały już tylko interpretacje i znaczenia oraz odczytania wymowy, nieprawdaż ? ;]
  • barbasia1 13.07.14, 15:34
    Pięknie opowiedziany film. :)
    Widziałam kiedyś "Powiększenie", ale zbyt dawno by zapamiętać szczegóły.

    Owszem zostało najtrudniejsze czyli interpretacje i znaczenia ...

    ale od czego mamy "Leksykon filmowy na XXI wiek" Kałużynskiego i Raczka, t. 5. :)

    cdn.
  • siostra_bronte 13.07.14, 16:08
    Kałużyński nie jest dla mnie autorytetem w dziedzinie krytyki filmowej, co do Raczka jeszcze się waham :)
  • grek.grek 13.07.14, 16:59
    dzięki, Barbasiu :]

    skorzystaj z linka, w wolnej chwili ? :]

    o tak, przyznam, że na razie nie zastanowiłem się nawet nad tym wszystkim, chociaz ciągle chodzi mi to po głowie. czym była ta pantomima w stosunku do zmagań Thomasa z zagadką, co mówi o rzeczywistości i sensie poznania ?

    Thomas, jako taki, wydaje mi się mniej skomplikowany :] Siostra zresztą opisała go bardzo trafnie w swoim poście. zderza się z czymś, co go uczy pokory, tylko czym to coś jest ? niemożnością poznania ?

    o, rzeczywiście, jesteś w posiadaniu lektur fachowych :]

  • barbasia1 13.07.14, 17:05
    Skorzystam, na pewno w najbliższym czasie. :)
  • grek.grek 13.07.14, 18:11
    świetnie :]
  • siostra_bronte 13.07.14, 16:06
    Dzięki, Greku :)

    I znowu świetny wybór! Znakomicie opisałeś ten film. Do tego liczne fragmenty filmowe. Brawo!

    Mój związek z tym filmem od początku był trudny :) Widziałam go po raz pierwszy jako dzieciak i nie potrafiłam zrozumieć o co tyle hałasu. Nic dziwnego, chyba byłam za młoda. Po latach natknęłam się na niego ponownie, zrobił lepsze wrażenie, ale wciąż bez rewelacji. Dopiero za trzecim, czy czwartym razem coś się stało. Po prostu nie mogłam oderwać się od ekranu. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale "Powiększenie" ma coś magicznego. Niby dużo się nie dzieje, a jednak trzyma w niesamowitym napięciu.

    Tak jak napisałeś, Thomas jest uznanym fotografem, ale jest wypalony i znudzony. Widać, że stał się cyniczny i arogancki. Jakby nic nie robiło już na nim wrażenia. Pewnie ta praca w reklamie mody, gdzie liczy się wygląd, wrażenie, to, co na powierzchni. Ale dla Thomasa to już za mało. Dlatego ta historia z morderstwem tak go wciągnęła. Obsesyjnie szuka prawdy. Szuka pomocy, ale ta sprawa nikogo to nie interesuje.

    Niezwykłe jest w tym filmie to, że pokazuje to, co jest nieuchwytne. Dla mnie to film o szukaniu czegoś "więcej" niż widzimy (i nie chodzi tu bynajmniej o religię), jakiejś głębszej, obiektywnej prawdy. Nie wiem czy to co piszę ma jakiś sens, ale nie potrafię tego inaczej wyrazić :)

    Ta ostatnia scena jest rzeczywiście niesamowita, chociaż moim zdaniem trochę zbyt ostentacyjna. Najprostsza interpretacja: Thomas godzi się na świat pozorów, w którym nie zadaje się pytań i nie szuka głębszego sensu. Ale może chodzić też o coś zupełnie innego :) Taki jest ten film, każdy może w nim znaleźć coś innego, coś dla siebie.

    Jak napisałeś, Greku, pod względem wizualnym to mistrzostwo. Są tu sceny niezapomniane, większość z nich zalinkowałeś. Scena sesji z modelką, pełna seksualnego napięcia. Albo kiedy Thomas fotografuje tajemniczą parę w parku (ten szum drzew!). I kiedy wywołuje zdjęcia. Scena, kiedy podgląda kochających się sąsiadów...

    David Hemmings jest znakomity jako Thomas. Mało znany aktor, ale pasuje tu idealnie. A Vanessa Redgrave nigdy nie była tak piękna i tajemnicza. Dodam jeszcze Sarę Miles w roli Patricii, dziewczyny malarza i młodziutką Jane Birkin w roli jednej z dwóch dziewczyn, z którymi zabawia się Thomas.

    Zdecydowanie to arcydzieło, do wielokrotnego obejrzenia.






  • grek.grek 13.07.14, 17:17
    dzięki, Siostro :]

    cos tak czułem, że przypadnie Ci do gustu ten wybór właśnie :]

    yes, podpisuję się pod tym co napisałaś - jest jakiś rytm, chemia tego filmu, ciąg zdjęć i typ ruchu ekranowego, który przyciąga jak magnes. doskonałe są te ujęcia, w których plan się minimalnie rozchodzi na boki, niemal niezauważalnie, jakbyśmy patrzyli przez otwarte pudełko, którego skrzydła zeszły do boku w 99 %. do tego kapitalne aranżacje wnętrz, artystyczna modła tej całej opowieści, starannie dobrane ujęcia, kamera nie szaleje tylko skupia się na tym,, co pokazuje. stara doskonała szkoła filmu.

    świetnie to opisałaś.
    Thomas szukając prawdy dostrzega chyba wreszcie, w jakim świecie żyje i dostrzega w tym świecie własne odbicie. własnie w tej obojętności i tymczasowości. musiał znaleźć coś doniosłego i skrajnego, jak zbrodnia, aby z tej perspektywy spojrzeć z boku na świat i siebie samego. i dowiedzieć się czegoś o rzeczywistości ?

    tylko CZYM to COŚ jest ?

    coś więcej niż widzimy" - yes, to dobry punkt wyjścia. na fotografii nie widać tego co na żywo. trup leży pod krzakiem - na zdjęciu jest to tylko rozmazana plama, jakieś kontury, z których prawdy można się tylko domyślać. może po prostu Thomas zauważa, że sztuka, która wbijała go w taką dumę i arogancję, bo przecież z niego pan artysta, ktory wszystkie rozumy pozjadł - że ta sztuka nie oddaje rzeczywistości ? nie odzwierciedla jej albo robi to w sposób kompletnie nieostry i koślawy ?

    tak jest, właściwie całe ca 2 godziny, to ciąg mistrzowskich scen :] perfekcyjna reżyseria i perfekcyjna wizja operatora.

    zdecydowanie, mozna oglądać wielokrotnie. dodałbym odważnie :], że można nawet zaczynać w dowolnym miejscu [poza pierwszym-drugim seansem, kiedy jednak wypadałoby wiedzieć co, kiedy i po kolei], po raz kolejny podziwiając scenę po scenie.

    PS : do scen znaczących, które świetnie wymieniłaś, dodałbym jeszcze całą tę sekwencję, gdy Jane odwiedza Thomasa w jego atelier, całą tę grę, ona chce dostać zdjęcia, on chce ją zatrzymać, bo jest ona jakąś nowością w tym jego powtarzalnym życiu, rozprasza jego apatię - grają ze sobą wzajemnie. na całego.

    ale i chyba także sekwencja otwierająca, w której Thomas jest cały czas w biegu : wychodzi po nocy wśród bezdomnych, wraca, od razu fotografuje, jedna sesja, druga, potem jakaś rozmowa, potem dziewczyny napastujące go o zdjęcia, nie zdąża chyba nawet zjeść czy napić się kawy, potem antykwariat, potem cała parkowa akcja, potem spotkanie z Ronem itd. nieustanny bieg. jakby uciekał przed poczuciem pustki, a ciągle przebierał nogami w powietrzu. zatryzmuje się dopiero przy tych zdjęciach. i dopiero wtedy rusza w nim jakaś refleksja.

    PS : doczytałem, że Ron to nie jest pisarz, a wydawca Thomasa, który przygotowuje swój własny album ze zdjęciami do wypuszczenia na rynek.

    przepraszam za nieścisłość. nie domyśliłem się albo nie do-dedukowałem tego z filmu.
  • siostra_bronte 13.07.14, 17:39
    Cała przyjemność po mojej stronie :)

    Podpisuję się pod Twoimi uwagami. Słusznie zauważyłeś, że jest tu jeszcze wątek sztuki, która nie może potrafi pokazać rzeczywistości.

    Zgadza się, scena początkowa też jest znakomita. Thomas jest w nieustannym biegu, widać, że próbuje zapełnić jakąś pustkę. Także scena gry między Thomasem i Jane. Przy okazji, nagie, kobiece plecy mogą być bardzo zmysłowe :)

    Zdecydowanie, ten film można oglądać fragmentami, wielokrotnie. Wyszedł u nas na dvd, jestem szczęśliwą posiadaczką :)

  • grek.grek 13.07.14, 18:11
    a może sztuka nie może ODWZOROWAĆ rzeczywistości ? może tworzyć tylko jej podobieństwa albo zniekształcać ją ? czy nie to samo robi Thomas przebierając swoje modelki, każąc im przybierac wystudiowane pozy ?

    a jego fotografie z noclegowni, na których widać bezdomnych, przyłapanych w łaźni, podczas jakichś drobnych czynności, gdzieś z boku, złapanych w pułapkę obiektywu ? czy one oddają rzeczywistość czy jedynie moment w przestrzeni i czasie, jej skrawek ? czy rzeczywistośc można porównać do tego ogromnego zielonego trawnika, na którego tle postać Thomasa-artysty, staje się maleńkim punkcikiem zagubionym jak kajak na oceanie ? czy jest jakaś forma sztuki, która harmonizuje jej związki z rzeczywistością ?

    tak mi się namnożyło ;]

    zdecydowanie, plecy kobiece, tak jak i ramiona, są niedoceniane :]

    brawo ! :]
  • barbasia1 13.07.14, 17:04
    Kałużyński, Raczek "Leksykon na XXI wiek", t. 5, s. 320-332.

    "Gdy Antonioni przystąpił do kręcenia POWIĘKSZENIA, wśród jego entuzjastów zapanowała konfuzja. Mianowicie Antonioni wybrał się do Anglii i oświadczył, że tematem filmu będzie środowisko tamtejszej młodzieży. Otóż w przekonaniu jego wielbicieli, Antonioni jest obserwatorem społeczeństwa włoskiego, zaś w szczególności elity, którą stanowi zamożne i kulturalne mieszczaństwo. Udając się do Londynu i wchodząc między "hippisów', Antonioni po raz pierwszy opuszcza swój świat, co jest połączone z ryzykiem, że może zdradzi swoje powołanie? Czy względy komercjalne nie odegrały jakiejś roli w tej decyzji, bo poważny udział w tej produkcji miał kapitał amerykański, który chętnie widział, by akcja odbywała się w środowisku mówiącym po angielsku? a może Antonioni, mistrz już starzejący się , w obawie, że przestanie być aktualny, zwrócił się do tematu modnego w nadziei, że w ten sposób będzie stale na czasie?

    Bo, jak wiadomo , w naszych latach właśnie Londyn stał się ośrodkiem mody - podobnie jak był Wiedeń przed pierwszą wojną światową, Nowy Jork po drugiej wojnie [...] czy Paryż, mniej lub więcej, ale po trosze zawsze. [...]

    Londyn okazał się podległy tym samym prawidłom , co poprzednie modne stolice, w których panowała podobna w czasie rotacja zmiany strojów, wybór wziętych ulic i również typowe zawody, opromienione powszechnym zachwytem. W tej domenie Londyn lansuje fach fotografa dla chłopca, zaś modelki dla dziewczyny. Toteż , kto chce być modny, pragnie upodobnić się do osób z tej branży. [...] Łatwo zauważyć, że obydwa te zawody są nowoczesna wersja fachów, które zawsze były modne w stolicach będących na widoku: artysta i jego model, "ci, którzy tworzą piękno naszych czasów".

    Właśnie w "POWIĘKSZENIU" bohaterem jest fotograf i jego modelki, zaś tytuł filmu odnosi się do wyrobu zdjęć. Czy jednak Antonioni, przenosząc się z Rzymu nad Tamizę , istotnie zaparł się siebie w poszukiwaniu modnej egzotyki? Bynajmniej; pozostał obserwatorem tego samego tematu, który podejmuje we wszystkich swoich filmach. [...]
    Możliwe więc, że POWIĘKSZENIE jest filmem Antonioniego najbardziej wymownym. Traktuje on zaś o problemie, który tego artystę zawsze zajmuje i który , jego zdaniem, drąży od wewnątrz środowisko najbardziej modne w Europie. Jest to zjawisko określane terminem - również modnym - alienacji czy poczucia wyobcowania, z ta poprawką, że w środowisku tu pokazanym nikt nie sądzi, że jest tą dolegliwością dotknięty. [...] Młody fotograf z POWIĘKSZENIA nie uważa, że w jego życiu czegoś brakuje. Przeciwnie, znajduje się w swego rodzaju nowoczesnym raju, w dodatku należy do kasty najbardziej efektownej, w metropolii, którą uważa się za stolicę modnego świata. Prócz tego, że ma wszystko, może też być pewny, że nigdzie indziej nie ma miejsca w świecie, które reprezentowałoby więcej stylu, więcej uważania, więcej pierwszeństwa. [...]

    Inaczej czuje się ten młody wzięty londyński fotograf: on wie, że znajduje się w samym centrum wiru. Jego dom to istny pałacyk stulecia, jego samochód to cacko, jego dziewczynki są to - dosłownie - cuda - z okładek magazynów i widzimy jak zachodzi do antykwariatu, żeby kupić śmigło z aeroplanu sprzed pół wieku [...] śmigło mu się po prostu podoba i życzy sobie je mieć w domu. Jest to kaprys estetyczny, który dowodzi, ze memy do czynienia z osobą kompletnie niepodległą, kierująca się własnym gustem, nieskrępowaną żadnym tabu, pozbawioną cienia kompleksu. Gdyby trzeba było wskazać w filmie współczesnym osobę u szczytu szczęścia, do jakiego można dojść w szóstym dziesiątku XX stulecia, należałoby wymienić Davida Hemmingsa w POWIĘKSZENIU.


    cdn.




  • grek.grek 13.07.14, 18:06
    jesteś wielka, Barbasiu :]

    świetny opis.
    zdecydowanie, Thomas z "Powiększenia" jest wzrorcowym dzieckiem szczęscia" swojej epoki. i to szczęście jest ścianą, zza której nic nie widzi, kokonem w którym się dusi, a przed napierającą świadomością tego faktu cały czas instynktownie ucieka.



  • barbasia1 13.07.14, 18:15
    ;))

    Dobrze powiedziane.
  • barbasia1 14.07.14, 23:45
    Leksykon, Kałużyński, Raczek cd.

    Połowa filmu jest poświęcona odtworzeniu nastroju nowoczesnej euforii w jakiej żyje młody człowiek i na tym właśnie polega sztuka Antonioniego, że obserwując dzień fotografa godzina po godzinie, wchodzimy w jego świat głęboko penetracyjnie, aż staje się dla nas zrozumiały.

    Ten obraz upojenia jest zresztą wyjątkiem w twórczości Antonioniego, który raczej pokazywał dotąd cierpienie trudne do nazwania, narastające stopniowo : ale i tutaj w tym radosnym POWIĘKSZENIU Antonioni dochodzi do tej samej rozterki, która wreszcie zadręcza jego bohaterów - tyle, ze w triumfalnym świecie POWIĘKSZENIA jest to wtargnięcie niespodziewane i przypadkowe. Na zdjęciu zrobionym w parku, jednym z wielu, jakie wykonuje młody człowiek, znajduje się niepokojący szczegół; powiększenie ukazuje rękę z rewolwerem, wychylającą się zza krzaka. Dokonano tu zbrodni: fotograf stara się iść jej śladem, ale nie udaje mu się dowiedzieć niczego. Rozwiązania nie poznajemy nigdy; bo życie nie układa się tak przejrzyście jak romans kryminalny z regularnym wykryciem sprawcy.

    Tyle tylko, że fotograf otarł się o świat nieznany, niedostępny, którego istnienia nie podejrzewał. A przecież trwa on w postaci tragedii, tuż obok doskonałego życia, jakie prowadzi młody człowiek. Jego spokój zostaje zachwiany. nie do tego stopnia oczywiście, by bohater popadł w jakieś przygnębienie, które odbije się na jego szczęściu. Ale zaczyna się zastanawiać. został "moralnie potrącony"; dopadło go - jego również p! - poczucie alienacji, czyli braku porozumienia z otoczeniem.

    Ostatnia scena z POWIĘKSZENIA jest wymowna. Wesołe towarzystwo duchem bliskie młodemu człowiekowi, bawi się na trawniku - na tym samym , gdzie był ślad zbrodni - grą w piłkę, która nie istnieje, wykonując gesty chwytania, rzucania, rozgrywania, bez rekwizytu, niejako w powietrzu. Z zabawy wynika, że rzekoma piłka upadła pod nogi fotografa, który tędy przechodził i ten podejmuje fikcję: gestem kogoś, kto przyłączył się do zabawy, odrzuca zmyśloną piłkę. Czyni to jednak z namysłem: tkwi w nim świadomość, która pojawia się niby kropla trucizny w promiennym świecie młodego człowieka, że otacza go inny byt, dla niego nieprzenikliwy, z którego dostrzega tylko gesty o znaczeniu ukrytym.


    Koniec
  • barbasia1 14.07.14, 23:51
    Żeby usatysfakcjonować jeszcze Bronte wklejam Tadeusza Sobolewskiego refleksje:



    Prawda jest w sztuce
    Roland Barthes w pięknym liście-eseju "Drogi Michelangelo!" porównał Antonioniego do Matisse'a, który malując drzewo, zobaczył pustkę między gałęziami. Podobnie u Antonioniego: czas wydobywa z jego filmów nowe warstwy. Jego najpopularniejszy, choć nie najwybitniejszy film, "Powiększenie", jest refleksją dojrzałego artysty nad swoją sztuką. Bohaterem jest modny fotografik, który traktuje cały świat jak model do sfotografowania. Goni za pięknem, znajdując je nawet w brzydocie. Zdarza mu się jednak przygoda, która zmusi go do refleksji, pokaże granice możliwości sztuki. Zakończenie filmu - pantomimiczna scena gry niewidzialną piłką tenisową - pozornie niesie konkluzję pesymistyczną: świat jest niepoznawalny, tak jak niepoznawalna jest historia morderstwa, na które przypadkiem trafił fotograf. Co mu pozostaje - gra pozorów? Symboliczny gest podniesienia z ziemi niewidzialnej piłeczki interpretowano na wiele sposobów. To prawda, że bohater "Powiększenia" traci złudzenia. Ale zarazem coś zyskuje. Być może abstrakcyjny obraz, który maluje przyjaciel fotografika, dotyka tajemnicy, której on szukał nadaremnie, powiększając zdjęcie zamordowanego mężczyzny do granic niewidzialności? Sens "Powiększenia" można sformułować tak: prawda jest w sztuce, nie w życiu. Może my sami jesteśmy częścią obrazu?


    wyborcza.pl/1,85809,4353043.html
  • grek.grek 15.07.14, 13:52
    "prawda jest w sztuce, nie w życiu"

    ha :]
    mnie się zupełnie inaczej ułożyło, a ściślej : na odwrót :]

    w końcu Thomas, po godzinach dedukowania, prób znalezienia odpowiedzi - idzie nocą do parku, żeby tam odnaleźć prawdę, TO CO JEST.

    zdjęcia prowadziły go tylko w coraz większy amabras. może źle odczytałem, ale wydaje mi się, że na zdjęciu Thomas nie potrafi rozpoznać leżącego pod drzewem ciała ? on czuje, że tam coś musi być, o ile coś jest - bo to jedyne miejsce kryjące, ewentualną, tajemnicę. dopiero w parku, na własne oczy, przekonuje się, że tam leżą zwłoki. zatem, musiał pójśc i zobaczyć. dotknąc rzeczywistości namacalnej, materialnej. sztuka dała mu tylko impuls do poszukiwania.

    zatem, muszę się nie zgodzić z p.Sobolewskim :]]

    a jak Ty sądzisz ? jak sądzicie, Czcigodni ?
  • barbasia1 16.07.14, 16:29
    Wyznam Ci Greku, że po przeczytaniu tych kilku interpretacji, jeszcze mniej rozumiem ten film Antonioniego. Muszę przypomnieć sobie porządnie "Porządnie", wtedy może coś konstruktywnego napiszę.

    :)
  • siostra_bronte 16.07.14, 17:17
    Też mam wrażenie, że doszliśmy do wysokiego poziomu abstrakcji :) Trzeba po prostu słuchać swoich emocji i nie sugerować się opiniami nawet uznanych krytyków.
  • grek.grek 17.07.14, 13:51
    o, to na pewno :]

    ale ja ciekaw jestem zdania innych.
    nie tworzę własnej opinii na podstawie czyichś poglądów - zawsze najpierw mam własne zdanie, ale jeśli znajduję coś, co mnie dobitnie przekonuje w opiniach i poglądach innych - nie mam problemów, żeby zmodyfikować własne poglądy. inni też umieją wpadać na niezłe koncepty :]] rzadko ;], ale jednak.
  • barbasia1 17.07.14, 17:25
    Zgadzam się z Wami obojgiem. :)
  • grek.grek 17.07.14, 13:45
    orajt :]
  • siostra_bronte 16.07.14, 19:10
    Częściowo zgadzam się z Tobą :) Faktycznie, to dzięki swoim zdjęciom wyszedł poza swój świat i dotknął czegoś prawdziwego, dramatycznego.

    Ale zastanawia mnie, że tak dużą uwagą przywiązuje się w recenzjach do wątku sztuki. Przecież dziedzina, którą zajmuje się Thomas jest specyficzna. Fotografia pokazuje rzeczywistość i niewiele ponadto (nie mówię o wybitnych twórcach). Nie ma co oczekiwać, że sięgnie tak głęboko, jak inne dziedziny sztuki.

    Dla mnie ważniejsze jest to, że ginie jakiś człowiek (co do tego chyba nie ma wątpliwości, szkoda, że Thomas nie zabrał wieczorem aparatu!), ale zagadka jego śmierci nie zostaje rozwiązana. Thomas szuka pomocy, ale to nikogo nie interesuje (nie pamiętam, czy Thomas mówił o tym dziewczynie malarza?). Thomas daje sobie spokój, jakby uznał, że nie warto, nie ma sensu drążyć sprawy. I w sumie nie ma większego znaczenia, co się stało. Ktoś zginął. I co z tego? Życie toczy się dalej...

    Nie potrafię tego lepiej opisać :) Ale jak pisałam wcześniej w tym filmie każdy znajdzie coś własnego, coś dla siebie...

  • grek.grek 17.07.14, 14:06
    ciekawe uwagi, Siostro.

    ja myślę, że celowo ten wątek kryminalny jest zmarginalizowany. już w założeniu centrum tego filmu jest właśnie sztuka i refleksja na temat jej zasięgu jej wpływu na postrzeganie rzeczywistości przez artystę.

    yes, to faktycznie jest uderzające - zejście śmierci na drugi plan, jej instrumentalizacja.
    nawet nie sama śmierć porusza Thomasa, ona jest jakby tylko koniecznym tłem dla zaistnienia jego autorefleksji.

    gdyby jednak Antonioni zaczął drązyć sam wątek kryminalny, film straciłby swój walor egzystencjalnej przypowieści, stałby się kinem gatunkowym, rozpadłby się wewnętrznie.

    on jakoś próbuje to usprawiedliwić w scenariuszu. nawet gdyby Thomas poszedł na policję i zawiadomił o morderstwie... jakie przedstawiłby dowody na poparcie swojej śmiałej tezy ? swoje zdjęcia, na których NIC tak naprawdę nie widać ?

    tak więc, kiedy przychodzi jakiś rodzaj refleksji - Thomas nawet zainteresowany kryminalnym aspektem sprawy, nic z tym nie może zrobić.

    yes, Thomas mówił dziewczynie malarza o tej śmierci, pokazywał jej miejsce, w którym leży ciało, ale ona nic nie zobaczyła na powiększonym monstrualnie zdjęciu.

    ciekawe jest też, wg mnie, że im bardziej Thomas powiększa te fotki, tym bardziej nic na nich nie widać, wszystko się rozmazuje i traci kontury. ten fakt też ma symboliczne znaczenie - im intensywniej szuka się prawdy i dowodu, im zacieklej się do nich próbuje dokopać, tym bardziej się człowiek od nich oddala, traci perspektywę, są one tak zakamuflowane, że właściwie skazują śmiałka na rozpaczliwą konstatację o własnej ograniczoności poznania, świadomość życia w świecie nierozpoznanym, obcym.

    to lata 60-te, zapewne dzisiejsza technologia nawet prostemu fotografowi mody dałaby narzędzia, którymi z łatwością przeskanowałby całą fotografię i z łatwością odnalazł kluczowe fragmenty :]

    czy sprawia to, że "POwiększenie" jest filmem nieaktualnym, a jego myśl staje się archaiczna i nieprzystająca do współczesności ? czy człowiek lepiej poznaje tajemnice istnienia z powodu posiadania lepszej technologii ?
  • siostra_bronte 19.07.14, 15:22
    Dzięki, Greku :)

    Oczywiście, to nie kryminał i nie chodziło o przeprowadzanie dokładnego śledztwa. Ale dla mnie śmierć tego człowieka ma jakiś wymiar egzystencjalny, że tak górnolotnie to określę. Bo w sumie nie ma ona żadnego znaczenia. Tylko Thomas i to przez moment, jest zainteresowany tą zagadką. Niby trudno oczekiwać, że ta śmierć może cokolwiek zmienić, ale mimo wszystko jest w tym coś przygnębiającego. A może szukam dziury w całym? :)
  • grek.grek 19.07.14, 17:43
    na pewno zwróciłaś uwagę na coś istotnego, co łatwo może umknąć przy interpretacji i ocenie całego tego filmu.
    to cenne.

    a co do oceny znaczenia odsunięcia na dalszy plan FAKTU śmierci - nie bardzo przychodzi mi do głowy jakaś opinia. w centrum pozostaje zagadka fotografii. a zagadki by nie było, gdyby Jane nie doznała takiego poruszenia w parku. a żeby doznała poruszenie konieczny był powód z najwyższej półki. musiał być trup. a Thomas musiał pójśc drogą poszukiwań artysty, a nie detektywa czy też humanisty, aby film utrzymał swój kontekst i pozostał spójny. może pomniejszenie majestatu śmierci jest to jakiś rodzaj ceny jaką scenarzysta i reżyser płaci/płacą za swoją filmową wizję, tak po prostu ? :]
  • barbasia1 17.07.14, 17:35
    siostra_bronte napisał(a):

    > Ale zastanawia mnie, że tak dużą uwagą przywiązuje się w recenzjach do wątku sztuki.

    "Powiększenie" jest jednak filmem autotematycznym, stąd ten wątek.
  • siostra_bronte 16.07.14, 18:40
    Dzięki :)
  • grek.grek 15.07.14, 13:46
    świetne, Barbasiu, dzięki :]

    trochę się nie mogę, wszelako, zgodzić z interpretacją, jakoby Thomas "żył wspaniale" - wg mnie, dośc szybko pojawia się podskórny dysonans i widać w tym jego świecie pęknięcie, jakąś ucieczkę, poczucie wyalienowania.

    sprawa zdjęcia i zagadka kryminalna na początku jest dla niego wyczekiwaną atrakcją, która łamie schemat codzienności, dopiero później spaja się ona z jego własnymi odczuciami i prowadzi do refleksji, która jest puentą wynikającą z tej ostatniej znakomitej znaczącej sceny.

    raz jeszcze dzięki :]
  • barbasia1 15.07.14, 17:24
    > trochę się nie mogę, wszelako, zgodzić z interpretacją,

    I słusznie, bo przecież nie są jedyne z możliwych odczytań filmu, nie przytoczyłam tych interpretacji po to, zabrać Wam/ nam zabawę w poszukiwanie własnych interpretacji filmu.

    > trochę się nie mogę, wszelako, zgodzić z interpretacją, jakoby Thomas "żył wspaniale"

    Właściwie wszystko zależy, co rozumie się pod pojęciem "żył wspaniale".

    Thomas jest młodym człowiekiem, ma zdrowie , interesujący wygląd, niebanalną, ekskluzywną pracę, pieniądze, mieszkanie w atrakcyjnej dzielnicy wielkiego miasta, ekskluzywny samochód, ciekawych znajomych, a piękne młodziutkie dziewczyny cisną mu się do łóżka. ;) Nie widać, żeby mu coś brakowało.
  • grek.grek 16.07.14, 13:53
    właśnie, ma wszystko, ale to mu się opatrzyło.

    kilka lat temu Wim Wenders zrealizował "Shooting Palermo", który - w zamierzeniu - miał być hołdem dla Antonioniego i jego "POwiększenia" właśnie [a także dla Bergmana; występuje bowiem postać "zakapturzonej Śmierci", z którą bohater odbywa rozmowę, co jest nawiązaniem wprost do "Siódmej pieczęci"]

    bohaterem u Wendersa jest oczywiście fotograf, który jest bliźniaczym odbiciem Thomasa - też ma wszystko, ale odczuwa dyskomfort, niepokój i poczucie obcości w świecie. to co ma nie zaspokaja jego potrzeby wyższej - jakiejś duchowości. to by się jakoś zgadzało :]

    realizowanie instynktów i posiadanie rzeczy okazuje się być miałkie i powierzchowne, bohater wyjeżdza do Palermo w poszukiwaniu "czegoś więcej".

    myślę sobie, że w oryginale, jak w nawiązaniu, bohater [Thomas] szuka "czegoś więcej", egzystencjalnej prawdy ?, i znajduje to właśnie z okazji rozwiązywania tej zagadki fotograficznej - widać to w ostatniej scenie. coś do niego dotarło. a co dokładnie... w tym cała zabawa, żeby zinterpretować :]

  • barbasia1 17.07.14, 17:16
    To bardzo interesujące, co piszesz.
    Film Wendersa na listę ważnych filmów do objerzenia wciągam zatem.

    > realizowanie instynktów i posiadanie rzeczy okazuje się być miałkie i powierzchowne, bohater wyjeżdza do Palermo w poszukiwaniu "czegoś więcej".

    I znajduje?
    Możesz odrobinkę zdradzić?

    :)
  • grek.grek 18.07.14, 14:52
    podobno "Shooting Palermo", to "chała" ;]

    nie mam pojęcia, czy i co znajduje :] - ja też jeszcze nie widziałem tego filmu.
  • pani_lovett 20.07.14, 21:12
    Ożeż!!! Aż tak źle? Zatem musimy koniecznie obejrzeć "Shooting Palermo" , by wyrobić sobie własną opinie, azaliż nieprawdaż?



  • pepsic 13.07.14, 21:44
    Mecz, jak mecz, nikt nie wie, po co i dla kogo brązy. Ale tuż po, ach, co za koncert na kulturze był!
    Tak dali czadu

  • grek.grek 14.07.14, 14:00
    brzmią nieźle, widać że się tym po prostu bawią, nic już nie muszą :]