Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2014 - 11 (vol. 49)

01.11.14, 11:47
otwieram kolejny wątek - ciekawe, czy listopadowe wieczory, które sprzyjają oglądaniu telewizji, okażą się bogate we wrażenia :)

Spokojnego dnia!

--
Maniaczytania - blog
Obserwuj wątek
    • grek.grek Borgiowie sez 3 odc 6 [1] 01.11.14, 13:01
      Ha, Knediki zasuwają po 2 odcinki naraz, ledwie człek zdANża.
      Bardzo dobry ten 3 sezon, chociaż mozna zauważyć zmniejszenie liczby wątków i podwątków oraz przyspieszenie akcji. skoro mają się uwinąć w 10 odcinkach... Na pewno nie ma takiej celebry jak w 1 sezonie.

      5 odcinek przyniósł rozwiązanie kilku problemów z jakimi Rzym się zmagał : w Neapolu Lukrecja Borgia, z pomocą swojego "bodygurda" morduje króla Ferdynanda, stojącego na drodze sprowadzeniu do miasta jej syna; w Avignionie Cesare Borgia doskonale negocjując zapewnia Rzymowi wsparcie ze strony armii francuskiej - król Ludwik ma apetyt na włoski Mediolan [Neapol też], a to sprzyja planom Rzymu, który w Mediolanie i innych miastach włoskich ma wrogów czyhających na papieski tron; sam papież pozbywa się kłopotu w postaci chorej psychicznie zony księcia Gonzaga, z którą romansował, przez co jej mąż oficjalnie i głośno go za to potępił. Bianka popełnia samobójstwo, a Rodrigo Borgia ustami swojego kardynała Sforzy oskarża go o przyczynienie się do tej tragicznej śmierci i wzywa do pokuty sumienia.

      6 odcinek dynamicznie popycha sprawy naprzód.

      Do Neapolu zostaje przywieziony syn Lukrecji. Teraz "bękart" moze już mieszkać z matką i nie być przyczyną "hańby królewskiego rodu", z którego wywodzi się jej mąż Alfonso. Scena jest symboliczna, bo kiedy Lukrecja odbiera malca na schodach wiodących do pałacu królewskiego - w drugą stronę rusza kondukt żałobny z ciałem tragicznie zmarłego Ferdynanda, który sprzeciwiał się obecności małego Giovanniego na dworze królewskim. Bodyguard LUkrecji Micheletto wrzucił go ukradkiem do stawu z mięsożernymi minogami, które objadły króla do kości.

      W Rzymie papież Borgia oznajmia kardynałom, że rok 1500, czyli Rok Jubileuszowy zamierza uczynić prawdziwym świętem katolicyzmu. Rzym ma się stać stolicą świata i ściągnąc nieprzebrane tłumy pielgrzymów. W Bazylice św. Piotra wystawione mają zostać relikwie, święte obrazy, nieustannie odbywać się będą koncerty, msze, oratoria i generalnie - ma to być show, o jakim się fizjologom nie śniło, a jego organizacją mają się zająć kardynałowie. Show ma być wybitny, aby pielgrzymi byli... hojni :]

      Jeden z kardynałów na osobności sugeruje Rodrigo mistrzowskie posunięcie... niech pielgrzymi płacą za pokutę :] Zamiast postów, umartwień, okładania się kijem po tyłku - niech płacą za rozgrzeszenie. Zrobimy taryfikator grzechów i szafa gra. Rodrigo jest ostrożny, ale wstępnie bardzo zainteresowany tym pomysłem, wszak "ocalony grzesznik, to... ocalony grzesznik" :]

      Kłopot z tym całym przedsięwzięciem Roku Jubileuszowego jest jednak zasadniczy - kasa. Finanse Rzymu są w ruinie. Rodrigo własnie zabawia się w pszczelarza i peroruje porównując Rzym do ula, a pielgrzymów do pracowitych pszczółek, które "zawsze coś przynoszą ze sobą", kiedy kardynał Sforza przedstawia mu raport ze skarbca - jest kiepsko.

      Rodrigo na dniach ma spotkanie z przedstawicielami diaspory żydowskiej. Ich problemem jest to, że w KOnstantynopolu coraz ostrzej podgryzają ich Turcy. Żydzi mają tam problemy z kultywowaniem swoich wierzeń, no i dodatkowo w handlem - są po prostu łupieni.

      Rodrigo zapowiada, że już szykowana jest krucjata przeciw Turkom, ale... bracia w wierze powinni się do niej dołożyć, bo na wodę ten pojazd nie działa. Żydzi odpowiadają, że nie chcą żadnej zbrojnej krucjaty, ale Rodrigo przedstawia im proste warunki - tak czy inaczej, wy też na tym skorzystacie. Ta krucjata jest w waszym interesie, nawet jeśli jej nie chcecie poprzeć. A zatem... dajcie coś od siebie albo... niech was Turczyn zje w całości.

      W tym momencie pojawia się na sali zziajany posłaniec. I ma alarmujące wieści - wojska francuskie wylądowały na ziemi włoskiej. Papież jest przerażony, zrywa briefing ;], wzywa do siebie dowódców wojskowych, organizuje błyskawicznie naradę - co robić ? co robić ? Panika na pokładzie. Rodrigo jest przekonany, że Cesare zrobił jakiś nieodpowiedzialny ruch na francuskim dworze i ta inwazja jest odpowiedzią. Trzeba się bronić, miecze dobywać !

      Panika mija jak ręką odjął, kiedy w sali zjawia się Cesare we własnej postaci. I nie sam. POd rękę z francuskim kardynałem [już] D'Amboise. "To NASZA armia, ojcze", dumnie oznajmia Cesare. My to już wiemy, bo kilka scen wcześniej Cesare spotyka się z hrabią Vitellim, któremu prezentuje potencjał wojenny jaki ze sobą przywiózł z Francji i sugeruje że lepiej będzie jesli Vitelli [i reszta spiskowców przeciw Rzymowi] pójdzie z Rzymem przeciw Katarzynie Sforzy niż na odwrót.

      Po tak niespodziewanym zwrocie akcji, Rodrigo wyrzuca wszystkich z sali. Chce zostać sam na sam z Cesarem. NIe wygląda na szczęśliwego, co zauważa Cesare - przecież wykonał plan ojcowy, zdobył poparcie Francji, ba - przyprowadził ze sobą 10 tysięczną armię wyposazoną w armaty... O co chodzi Rodrigo ? Dlaczego np. zaczyna od wyrzutów, że Cesare sam mianował D'Amboise'a kardynałem ? Przecież dostał od ojca pełne kompetencje : rób co trzeba, aby zdobyć ich wsparcie i pomoc. NO to zrobił.

      Cesare wyjaśnia staremu, że Francuzi są tutaj głównie po to, żeby zdobyć Mediolan. I on im już obiecał wsparcie. A oni go postawili na czele swojej armii. Co teraz ? Ma im odmówić ? Rzym zostanie bez osłony, na pastwę Sforzów wydany. Mediolan to Ludovic Sforza, który z pewnością zechce wystąpić przeciw Rzymowi ze swoją siostrą, Katarzyną. Rzym może go pokonać już teraz, rękoma FRancuzów. Jak można w ogóle się wahać ? To jedyny sposób, żeby ocalić własną d... :] WReszcie Rodrigo się zgadza i to tak, żeby inni też się o tym dowiedzieli. Armia francuska pod wodzą Cesarego ma papieski rozkaz ataku na Mediolan.

      Na dziedzińcu zaś obradują Żydzi - jak by tu się z Rzymem ugadać ? CO możemy im dać, zeby nam pomogli, a jednocześnie żeby nas nie wydoili do zera ? Jeden z nich rzuca : "Kultura. Oto co mamy najcenniejszego".

      Idą więc tym tropem. U Rodrigo pojawia się poselstwo żydowskie z propozycją przekazania Rzymowi Włóczni św.Longinusa. Oryginału. Ponoć zaginął, ale to tylko przykrywka. Oni ją mają. I dadzą ją Rzymowi, w zamian za pomoc i gwarancje bezpieczeństwa. Rodrigo się zgadza. Taka relikwia zedrze z pielgrzymów ostatnią skórę ;]

      Tymczasem Cesare odwiedza swoją siostrę w Neapolu. Rozmowa jest zaskakująco chłodna, a może tylko tak się wydaje ? Wszak Cesare zapewnia, że mimo iż znalazł narzeczoną we Francji, to "żadna kobieta i tak się nie może równać z Lukrecją". Tak czy owak, na wokandzie staje sprawa statusu Neapolu. Wiadomo, że Francja ma na niego chrapkę, ale jak to teraz przeprowadzić, skoro za chwilę może tam rządzić mąż Lukrecji, całkiem jej podporządkowany ? Polityka miałaby poróznić kochające się rodzeństwo ?

      Nader interesujące, a może nawet śmiercionośnie interesujące, rzeczy dzieją się w Forli. Współpracownik Katarzyny Sforzy, Rufio przygotowuje wrogiemu Rzymowi niespodziankę. Nazwijmy ją... bronią biologiczną. W jakimś odludnym miejscu dotkniętym zarazą, zachowując maksiumum ostrożności, zdobywa szczepy zarazków. Przywozi je do zamku i pracuje nad nimi w swoim "laboratorium". Pełna dyskrecja i higiena.

      W tym czasie Katarzyna pisze do Rzymu list. I przynosi mu go do wysłania. LIst zapakowany w ozddobną szkatułkę ląduje w Rzymie.

      Kardynał od poczty zawiadamia o liście Cesarego. Powiada, że słuchy chodzą, iż Katarzyna Sforza szuka pokojowych rozwiązań między Rzymem a Forli, więc trzeba ten list przeczytać. Cesare stanowczo odrzuca taki wariant. "Spalcie ten list", nakazuje twardo. Uważa, ze Katarzyna gra na czas, a w dodatku - on już zaraz prowadzi wojsko przeciw jej bratu. Ona będzie następna. Nie można im odpuścić. A poza tym, lepiej samemu stać na czele francuskiej armii przeciw swoim wrogom, niż zrezygnować i kto wie... za rok mieć tę armię przeciw sobie ? Cesare jest bystrym gościem, wie co robi.

      Tak dobrze sobie zdaje sprawę z sytuacji, że w towarzystwie grupy zbrojnych odwiedza spiskowców z rodzin rzymskich, którym Katarzyna zaproponowała obalenie papiestwa. Vitelli, Collona, Orsini...
      • grek.grek Borgiowie sez 3 odc 6 [2] 01.11.14, 13:36
        Sa bardzo zaskoczeni przydybaniem przez wrogów i przez moment gotowi na wszystko. Ale Cesare nie przyjechał ich zabijać. Ani nawet straszyć. On przyjechał złożyć im propozycję - chodźcie ze mną, przyłączcie się do mnie. "Nie musze być dowódcą rzymskiej armii, bo mam własną, lepszą, silniejszą", powiada. Oni o tym wiedzą, młody Vitelli już im opowiedział, o tym co pokazał mu Cesare.

        Cesare dodaje : jesteście wszyscy bękartami swoich rodzin. Wszyscy. Tak jak ja dla swojej rodziny. Wszyscy pochodzimy z nieprawego łoza, wszyscy jesteśmy "drugimi synami". POkażmy naszym ojcom na co nas stać. CHodźcie z moją "bękarcią" armią. Oni nie bardzo mogą wydusić słowo po takiej przemowie. Cesare zostawia im sprawę do przemyślenia i odjeżdza razem ze swoją liczną obstawą.

        Kiedy znika, oni chwilę rozmawiają, a potem... wznoszą toast "za bękartów !". Decyzja zapadła. I tak też jest w istocie - wkrótce później w obozowisku wojsk francuskich zmierzających pod Mediolan, wybucha alarm. Zbliżają się jakieś wojska. Cała armia staje w rynsztunku bojowym. Przeciwnicy pojawiają się niebawem i są dość liczni. Ale nie przyjechali walczyć. To wojska rodów rzymskich Vitellich, Orsinich i Colllonnich. Przyjechali aby pokłonić się Cesaremu i przyłączyć do jego armii.
        [nie znam historii, ale już kiedy zaczęli wątpić, czy kobieta (Katarzyna Sforza) może stać na czele połączonych wojsk - już coś mnie gryzło za uchem, że ta proponowana przez nią Unia Włoskich Rodzin może nie wypalić, hehe]

        W Rzymie zachowanie Cesarego jest róznie interpretowane. Jeden z kardynałów sugeruje wręcz zdradę, przecież Cesare odrzuca pokój proponowany w liście Katarzyny ? Działa wbrew ojcu [chociaż nie bardzo wiadomo, kiedy Rodrigo optował za pokojem... :)].

        Rodrigo ma teraz ważniejsze sprawy na głowie.
        Do Rzymu zostaje przywieziona drogocenna Włócznia Longinusa. W specjalnej skrzyni, pokrytej kurzem stuleci :]

        Odbywa się interesująca konfrontacja między żydowskim wysłannikiem, a kardynałem Sforzą. Ten drugi nie wierzy bowiem w to, że Żydzi oferują oryginał. Jest przekonany, że to jakaś marna podróba. "Żydzi przez całe stulecia sprzedawali Rzymowi i nie tylko fałszywe relikwie". Jest poirytowany faktem, że Rodrigo daje się im wpuszczać jak małe dziecko.

        Kiedy więc pan Żyd prezentuje zaczadzonemu Rodrigo świętą Włocznię, a ten ją maca z namszczeniem - kardynał ironicznie napuszonym tonem zapowiada prezentację... konkurencyjnej Włóczni Longinusa :]

        Co ciekawe, obie wyglądają tak samo. Żyd zaklina się, że ta prawdziwa "drży w dłoniach, tak mówią legendy". Rodrigo jest tak zapowietrzony, że rzeczywiście mu "drży w dłoniach" :]
        Kiedy bierze w łapy tę od Sforzy - nie drży mu. Kardynał bagatelizuje ten fakt, składa go na karb wzruszenia albo jego braku.

        Żyd ogrywa go inaczej. Drzewo z którego zrobiono włócznię Sforzy - to buk. Żyd ropzoznaje to po śladach żywicy. W Ziemi Świętej buki nie rosną. Tam rosną cedry. A zatem, włócznia Sforzy jest fałszywa. Rodrigo łamie ją i strofuje swojego kardynała.

        Porozumienie Rzymu z żydowską mniejszością zostaje więc zawarte. Rodrigo do końca testuje swojego kontrahenta. W pewnym momencie zachowuje się tak jakby chciał tę legendarną Włocznię upuścić, a wtedy Żyd w krzykiem rzuca się aby ją podtrzymać. Czyżby to był oryginał ? A może aktor taki utalentowany ? ;]

        FRancuska armia Cesarego, wraz z nowopozyskanymi sprzymierzeńcami, jest w drodze do Mediolanu. Z krzaków obserwuje ich z ukrycia syn Katarzyny Sforzy. POwiada do swojego towarzysza "Matka go przewidziała..." i znika.

        Nie wiadomo, co przewidziała tak naprawdę, ale fakt faktem, że Cesare, włoscy sojusznicy i francuska armia zastają Mediolan... otwarty i opustoszały. Ulice są wyludnione, nieliczni cywile siedzą za zakratowanymi zamkniętymi oknami. Wojska żadnego.

        Wita ich jakiś gość, który siedzi na postumencie w centrum grodu. Cesare jest zaskoczony sytuacją. Ten co ich wita oznajmia, że Ludovic Sforza uciekł, razem z całym wojskiem. Poddał miasto, ale... formalnie nadal pozostał jego władcą. To nie jest dobra informacja dla Cesarego. Raz, ze tytularnie Mediolan nadal będzie należał do Sforzy, a dwa - jesli przyjdzie do walki, to armie Katarzyny i Ludovica połączone w jedną - będą twardszym orzechem do zgryzienia niż osobno. Jak widać, wrogowie też mają na czym czapkę nosić.

        W Rzymie jeden z kardynałów popełnia... kardynalny błąd. Ignoruje polecenie Cesarego Borgii i zamiast wyrzucić list od Katarzyny - decyduje się go wyciągnąć ze szkatułki, bo szkatułka taka ładna i szkoda by ją było palić. Otwiera więc pudełko, czyta list... w środku jest jeszcze ozdobna chustka. No własnie, CHUSTKA... LOkaj kardynała bierze ją w łapy i się jej przygląda...

        Po dwóch czy trzech dniach - lokaj zwija się z bólu. Ma gorączkę i cierpi. "Zaraza !!", wykrzykuje młody kardynał i pędzi korytarzami, aby tę straszną wieść przekazać...

        www.youtube.com/watch?v=RyFOTo0HQjw
      • maniaczytania Re: Kocham Kino w listopadzie ? 01.11.14, 18:01
        :) Oczywiście, już podaję :)

        6.11. - "Habemus Papam" - film Nanniego Morettiego z Jerzym Stuhrem i Michelem Piccoli;
        13.11. - "Raj: Miłość" - to może być interesująca pozycja
        20.11. - "Niczego nie żałuję - Edith Piaf" czyli wieczór z Marion Cotillard, a przed tym filmem "Robin Hood" z Cate Blanchett i Russellem Crowe ;)
        27.11. - "W rytmie serca" - francuski film roku z 2005

        --
        Maniaczytania - blog
        • grek.grek Re: Kocham Kino w listopadzie ? 01.11.14, 18:18
          dzięki :]

          wchodzę w conajmniej 3 tytuły ["NIczego nie załuję" widziałem chyba 3 razy, odczekam trochę z 4 projekcją].
          "Habemus papam" i "Raj : Miłość" pamiętam z omówień festiwalowych [Cannes i bodajże Wenecja], brzmią zajmująco i już niecierpliwie czekam na emisję.
          "W rytmie serca" - nie znam, ale kino francuskie zawsze niesie ze sobą obietnicę specyficznej atmosfery, twarzy aktorskich, stylu narracji i... francuszczyzny, która nie wiem na czym polega, ale wiem, że absolutnie na pewno istnieje :]

    • grek.grek "Dom dusz" w Kulturze 01.11.14, 17:58
      KUltura 20:20 i 2:10

      z opisu alias zajawki wyłania się historia [alb o i nawet saga] rodzinna osnuta wokół przemian i zawieruch politycznych w Chile w wieku XX.

      obsada zawiera Meryl Streep, Winonę Ryder, Glenn Close, Jeremy'ego Ironsa no i nieodzownego Banderasa, który zawsze jest pod ręką, jak trzeba opowiedzieć o trudnych losach ludzkich w Ameryce Płd.

      skaczemy ?

      Rotten Tomatoes 29 % pozytywnych z 34 recenzji.
      w IMBD 6,9 na 10.
      Roger Ebert dał 2,5 gwiazdki na 5 możliwych.
      Filmweb... 7,8 na 10 :]
        • grek.grek Re: "Dom dusz" w Kulturze 02.11.14, 14:54
          skoczyłem wczoraj.

          rzeczywiście, ma ten stary dobry nastrój, jako sie rzekło, kinowej rodzinnej sagi. a w tle przemiany polityczne w Chile, które uosabia postać Estebena Treuby - self made mana z prawicowym zacięciem obyczajowo-światopoglądowym, trzymającego za twarz pracowników na swojej plantacji; potem porządki a'la Trueba stają się pożywką dla zmian społecznych, na fali których do władzy dochodzi lewica [jakże wymowna scena obozu przegranego w wyborach, kiedy ramię w ramię, z nosami spuszczonymi na kwinte, stoją wysoki szarżą trep, bogacz i biskup - święta trójca, ktorej zawsze po drodze], a na "rządy ludu" reaguje od razu wojskowa junta i zamachem stanu przejmuje rządy wykonując czystki, których na własnej skórze doświadcza córka Treuby ścigana za związek z lewicowym aktywistą. historia Chile, tyle że bez nazwisk. sam Treuba próbuje interweniować... i to jest znakomity moment w tej historii - starszy pan dowiaduje się, że nie ma już żadnych znajomości, żadnych wpływów, jego senatorska legitymacja jest kawałkiem szmaty, jego dorobek życiowy i pozycja są nic niewarte dla zwykłego szwejka stojącego na krawężniku z karabinem, może go wydrwić, opluć albo wysłać w cholerę.

          całe życie Treuba wierzył w jakiś porządek, który gorliwie budował, był macho man, a teraz nagle, w końcówce żywota ludzie, z ktorymi przecież był za pan brat rozkręcają polityczną zawieruchę, która ten ład całkowicie burzy i jego razem z nim. na starośc dziadek odkrywa, że ma rodzinę, córkę i wnuczkę, i dla ich dobra musi się o 180 st. przeorganizować i ratować skórę ukochanego córki, którego kiedyś osobiście chciał ustrzelić jak zająca, a także patykiem wygarbował mu solidnie skórę. jakie to przypadki po ludziach chodzą ;]
          chciałbym nadmienić, ze Jeremy Irons gra mistrzowsko. jego postać ewoluuje nie tylko w kategorii poglądów, ale i metrykalnie, zaczyna od ok 30 lat, a kończy dobrze koło 90-tki. brawo dla charakteryzatorów.

          nie ma czerni i bieli, to jest ciekawe. eteryczna Klara, zona szorstkiego macho Estebana, kocha go nieustannnie i wbrew wszystkiemu, nawet jak dostaje od niego w dziób, nawet jak Esteban wyrzuca z domu własną siostrę, podjrzewając ją o romans ze swoją żoną, nawet jak siłą zabrania córce spotykania się z samym Banderasem. i ona go kocha. do końca. a on ją. wszystko co robi, robi z miłości, a że rozumie tę miłośc koślawo i niekiedy patologicznie... ona mu wybacza, bo on taki niezgarbny, ale za to jaki uparty i konsekwentny. ciekawy wątek, chociaż przyznam, że nie do końca zajarzyłem, dlaczego Klara poważa swojego męzula. w sumie, taki trochę d,pek z niego, nie ? ;]

          Meryl Streep trzyma poziom, ale wg mnie lepiej wypada Glenn Close.
          ciotka Ferula to szaalenie interesująca postać.
          sama wycofana, introwertyczna, typ siostry zakonnej bez habitu, ale symbolicznie i platonicznie zakochana w swojej bratowej, erotycznie o niej rozmyślająca, podglądająca ją w łózkowych akcjach, zaintrygowana jednak nie tylko jej fizys, ale przede wszystkim jej duchowością.
          te erotyczne zaintrygowania i wojeryzm Feruli miały więcej soli i pieprzu niż cała reszta seksu w tym filmie.
          a Close grała wybitnie. świetny jest moment, w którym brat wyrzuca ją z domu, jej rozpacz. ale i wszystkie poprzednie sceny z jej udziałem. jest niejednoznaczna, ma życie wewnętrzne, może jako jedyna postać w tym filmie, bo cała ta duchowość Klary jest wg mnie nieco kiczowata, jakby na siłę chciano jednak ten kawałeczek kultowego realizmu magicznego jednak wpleść.

          scena, w której podczas kolacji w domu Treubów wchodzi zmarła ciotka Ferula i sunie z wytrzeszczonymi oczami do stołu, żeby pocałować Klarę... uff :]

          te jej przeczucia" też zgrzytały, a to robi za medium, które znajduje odciętą głowę matki, która została zdekapitowana podczas wypadku drogowego [w tej scenie jest przyanjmniej czarny humor, kiedy odczuwająca bóle porodowe Klara prosi policjanta "Czy mógłby pan wejśc w te krzaki i podać mi odciętyą głowę kobiety ? dziękuję bardzo"]; a to antycypuje śmierć ciotki Feruli, jak w tej powyższej scenie; a jak już wszyscy poginęli, to oznajmia córce, że uznawany za zmarłego Banderas żyje, bo... "jej się śnił".

          ... a córka płacze i mówi "Nienawidzę TATY !" - bo to "tata" się zamachnął na życie Banderasa. litości, czy w takim momencie, kiedy wasz ojciec strzela z karabinu i próbuje zamordować ukochanego,. mówicie o nim per "tata" ? :]] "stary", "ojciec", "ten złamany [...]" ;] to owszem, ale "tata" ? chyba, ze "tata psychopata".

          postać nieślubnego syna Estebana, pochodzącego z gwałtu jakiego się tamten dopuścił - tez symboliczna bardzo, obciążająca ponownie konto Trueby, bo przecież to on go spłodził, potem odrzucił i niejako korespondencyjnie wychował w kulcie bezwzględności, kompleksów i chęci zemsty. nic dziwnego, że chłopak jako siepacz wojskowy bierze odwet na własnej przyrodniej siostrze.

          no i panna lekkich obyczajów, która dzięki pomocy finansowej Trueby zostaje burdelmamą z koneksjami, dzięki którym Eesteban może odzyskać córkę z lochów wojskowych izb przesłuchań. swoją drogą, scenariusz trochę mógłby jej wpływy konkretnie opisać, bo jednak fakt, że właścicielka agencji towarzyskiej może uzyskać zwolnienie dla osoby, która ma ścisłe powiązania z jednym z czołowych wrogów nowego reżimu - robi wrażenie ;] chciałoby się wiedzieć, jak to możliwe.

          w sumie, historia kraju opowiedziana losami poszczególnych postaci, rodzinnych powiązań i namiętności. klasyka.

          świetni aktorzy, reżyser sprawny, widoki i wnętrza godne, muzyka Hansa Zimmera - w punkt.




      • pepsic "Dom dusz" / "Nad życie" /"Rozstania" 01.11.14, 18:10
        Nie bardzo mam ochotę na powtórkę tej niezłej skądinąd kolubryny. Na tvn o 20:00 film o Agacie Mróz, aczkolwiek sceptycznie podchodzę do biografii zwłaszcza świeżych, nieodczekanych. W "Ale Kino!" ok. 22:00 oskarowe, irańskie "Rozstania". Rozpisywałam sie pochlebnie, aczkolwiek do powszechnie sugerowanego arcydzieła im daleko.
    • grek.grek all the way classic "Halloween" [1978] w TV 4 01.11.14, 18:14
      hehe, horror dołuje, powiela wzorce, zjada własny ogon... kto wie, może w tym obszarze sztuki filmowej, juz niebawem pozostaną nam tylko [i aż !] sentymentalne powroty do klasyków nad klasykami ?

      1:40

      trochę późno tego klasyka TV 4 serwuje, ale... z soboty na niedzielę, może widownia się uzbiera, zwłaszcza z miłośników horrorów, którzy "Halloween" wciągnęli tak ze 118 razy i przed 119 nie cofną się ani na krok. nie ma to jak legenda via ekran telewizora, heh.

      ileż kontynuacji nakręcono, rekordową ilość chyba. i każda kolejna coraz mniej sensowna. pokazuje to jednak, jak nośną powierzchnią stał się oryginał z 1978 roku. do dziś można powoływać się na niego i pustoszyć kieszenie widzów zaczadzonych kultowością pierwowzoru.

      oryginał ma to do siebie, że przedstawia spójną historię, tworzy postaci, niepowtarzalny nastrój, nie spieszy się z tym, robi to metodycznie i cierpliwie. następne części mają za nic te elementy programu, są całkowicie zafiksowane facecie w masce i z nożem w łapie oraz na uciekających ofiarach. zamiast dwóch czy trzech scen makabrycznych podchodów, serwują 23 takie sceny, przez co kompletnie siada suspens. już nie wypada nawet wspominać o tym, jak te sceny są marnie aranżowane, prowadzone i kończone. wbrew oryginałowi kontynuacje nie mają żadnego tła, malują obraz w powietrzu zamiast na płótnie. ale jak się kręci film dla kasy, to takie są tego efekty :]

      "Halloween" robił John Carpenter, fachman. dlatego wszystko jest tu na swoim miejscu i wyczucie chwili i atmosfery jest perfekcyjne. Jamie Lee Curtis, w roli zachowującej resztki przytomności umysłu, siostry morderczego Michaela Myersa, została aktorką kultową. A sam Michael Myers... cóż, wylądował na absolutnym Olimpie bohaterów horrorów, obok Drakuli, FRankensteina czy Leatherface'a.
    • angazetka Raport kinowy - Sędzia 01.11.14, 18:36
      Widziany w październiku, odmeldowany w listopadzie ;)
      Scenariusz na film telewizyjny, który dzięki aktorom skacze trzy poziomy wyżej. No bo tak: rzutki prawnik wielkomiejski przyjeżdża po 20 latach przerwy do rodzinnego miasteczka na zadupiu na pogrzeb matki, a na miejscu czekają demony przeszłości w postaci: nieakceptującego ojca, od którego zwiał, braci - jednego upośledzonego umysłowo, a drugiego z przetrąconą karierą sportową, a wreszcie - dawnej ukochanej. Znacie? Znacie. To posłuchacie i to w dodatku z niejaką przyjemnością.
      Bo to jest film opowiedziany poprawnie i bez szaleństw, po bożemu i starannie. Jest miejsce na śmiech, na wzruszenie, na trochę bólu i na emocje. Ogląda się to dobrze i gładko. I jak to jest zacnie zagrane. Nie jestem fanką Roberta Downeya Jr, ale grał jak z nut, bez jednego fałszywego tonu, a miał co grać. Niesamowity, przejmujący - i odważny - był Robert Duvall, który nie bał się ogrywać własnej starości i zniszczonego ciała. Zapomniałam przed seansem, że w filmie pojawi się też Billy Bob Thorton, miła niespodzianka. Miał w sumie mała rólkę i grał tak, jak się oddycha.
      Żadne to wielkie kino, ale satysfakcjonujące i dobre do oglądania.
      • grek.grek Re: Raport kinowy - Sędzia 02.11.14, 16:12
        dzięki, Angazetko.

        już z okazji Toronto dobrze brzmiała ta historia, zwłaszcza z tymi aktorami w obsadzie.
        Robert Duvall, to jest zawsze obietnica świetnego aktorstwa, a im dalej w las, tym bardziej
        ceniona, bo przecież jegomość nie jest ani najmłodszy ani też wieczny.

        masz drajw kinowy ostatnimi czasy :]

        jakie masz tytuły do obejrzenia w planach ?
        • angazetka Re: Raport kinowy - Sędzia 02.11.14, 18:49
          > jakie masz tytuły do obejrzenia w planach ?

          Listopad jest strasznym miesiącem. Muszę w końcu dojść na Brada Pitta w czołgu i od tego zacznę, a potem "Interstellar", "Obywatel", "Mapy gwiazd", "Igrzyska śmierci", "Wolny strzelec", "Rozgrywka" i "Serce, serduszko". Znaczy - to jest lista tego, na co chciałabym iść, co z tego wyjdzie, to zobaczymy. Wszystkiego nie da rady czasowo i finansowo.
            • angazetka Prorok z ciebie ;) 04.11.14, 21:32
              Wygrałam dziś wejściówkę na film spoza "puli" - na francuską komedię "Za jakie grzechy, dobry Boże". Za pieniądz bym na nią nie poszła, a tak to jutro zobaczę.
              • grek.grek Re: Prorok z ciebie ;) 06.11.14, 12:20
                Angazetko, niecierpliwie czekamy na recenzję :]

                oglądałem tydzień temu powtórkę "Nietykalnych", pamiętam "Żonę doskonałą"... ostatnio :] dobrze myślę o francuskich komediach :]

                jak zatem wypada "Za jakie grzechy...", wg Ciebie ?
                • angazetka Re: Prorok z ciebie ;) 07.11.14, 12:31
                  A zatem - "Za jakie grzechy...", to typowa francuska komedia. Bardzo zabawna, z kilkoma tekstami naprawdę błyskotliwymi, przyjemna w oglądaniu i zapominana tuż po wyjściu z kina.
                  Fabułka prosta: konserwatywni rodzice czterech córek przecierpieli już ich śluby kolejno z: Żydem, Arabem i Chińczykiem. Czy zniosą także (uch, zaryzykuję to słowo) Murzyna?
                  Za to wczoraj byłam na "Furii"... <3
    • siostra_bronte "Ewa chce spać" 02.11.14, 14:22
      Niestety, w Kino Polska, jutro o 20.15. Klasyk polskiej komedii, reżyserski debiut Tadeusza Chmielewskiego z 1957 r.

      Urocza duet: Barbara Kwiatkowska jako zagubiona i ciągle śpiąca uczennica oraz przystojny i dzielny milicjant, Stanisław Mikulski. Nieco surrealistyczny klimat i cała galeria malowniczych typów spod ciemnej gwiazdy granych przez znakomitych aktorów (Kalina Jędrusik, Jan Kobuszewski, Bronisław Pawlik i in.). "Kup pan cegłę", "Halutka, robiem dziś manko?" i inne kapitalne dialogi autorstwa Jeremiego Przybory. Polecam!
    • mozambique Wielki LIberace ( Behind the Candelabra) na HBO 03.11.14, 11:45
      widizlam juz w pazdzierniku ale czesto powtarzają wiec skrobne co nieco , zalapalam sie jak HBO mial odkodowany łikend :) i się zachwyciłam jak dziecko :)))

      no wiec to chyba ostatni film Michaela Douglasa w roli wielkiego Wladzia Liberace , amerykanskiego Żyda polskiego pochodzenia , wirtuoza fortepianu , asbolutnej gwiazdy scenicznego szoł w najlepszych czasów ( lata 60-70 te) = złote lub srebrne fortepiany wysadzane krysztalami , kostiumy wrecz ociekające złotem, brylantami, kryształami, piórami, futra z białych norek z 5- metrowym trenem z kryzą ala MAria Stuart, 10 zlotych pierscieni z brylantami na obu dłoniach, złote łąncuchy z szafirami , gustowne peruczki obsypane brokatem, no i oczywiscie pełen sceniczny makijaż. No i obowiązkowy kandelabr na fortepianie .
      NA scenie pawie pióra, spadające złote confetti , iskrzace brylantami limuzyny, Wileki Lee rozpoczynal koncerty opuszcając sie z "nieba" na scenę w obłoku swoich futer , pełen szał ciał i uprzęży. Violetta Villas przy nim to skromna sprzątaczka .

      Zycie prywatne podobnie rozbuchane - skrzetnie skrywany przed fanami homoseksualizm nie przszkadlla mu cale swe zycie miec swych faworytów- asystentów, kochanków, przyjaciół, "gosposiów domowych" w opiętych biodrówkach- młodych , slicznych, jędrnych i świeżych w ęturażu rezydencji utrzymanej w stylu "LUdwik XIV zwichrowany w Givenchy-ego". KAzdy z nich miał swoje 5 minut , obsypywany złotem, brylantami i futrami aby w swoim czasie ustąpic miejsca swemu następcy.

      Film opowiada o jednym z z nich - skromny dobry chłopak z prowincji Scott ( Matt Damon) , z rozbitej rodziny przychodzi na występ LEE , zostaje wprowadzony za kulisy i natychmiast Liberace sie w nim zakochuje - w jego mlodosci, sile, swiezosci , doskonale umiesnionym ciele. Scott zostaje jego asystentem od wszystkiego, zamieskzuej w nim w rezydencji , otrzymuje brylanty i samochody i zaczyna wieśc niebywale rozbuchane zycie towarzyskie i erotyczne ( są nawet dosc sugestywne sceny seksu miedzy oboma panami) , dla rozrywki panowie raczę sie drogim alkoholem, róznymi lekami i ( chyba) kokainą, choc nie jest to dopowiedziane do konca .

      Tak bogate zycie ma jesdnak swe koszty i niestety wymogi - miesiace picia i branie róznych specyfików zaczynają byc widoczne w wyglądzie obu panów, a wygląd to rzecz podsatwowowa w tej branży. Więc czas na kuracjer odchudzające ( cudowna dieta kalifornijska oferowana w pigułkach przez zacpanego dokumentnie osobistego lekarza Lee, potem trzeba odswiezyc ciala i twarze obu panów , czyli liftingi i inne takie) a przy okazji Lee zyczy sobie aby twarz Sottyego chirurgicznie upodobnic do swojej ( implanty gdzie trezba) . Pan płaci pan wymaga. Milosc jest tak wielka ze Lee planuj prawnie adoptować Scotta aby zabezpieczyc go materialnie na zawsze .
      Do tego PAn ma coraz bardziej ekstarwaganckie zachcianki seksualne ktore chce uskuteczniac w gejowskim klubach porno ale to okazuej sie dla Scotta juz za duzo = powoli zaczyan odmawiac wizyt w podejrzanych klubach, nie chce juz orgii i uczt, jedynie "dieta kalifornijska" smakuje mu coraz bardziej w połaczniu z burbonem, miedzy panami zaczynają sie zgrzyty, zazdrosc , awantury, trzsakanie dzrwiami, wrzaski , ciche dnie czyli wszytko tak jak w rzetelnym małzenstwie
      Scott byl kiedys adonisem a teraz zaczyna przypominac zapuchniętego , czerwonego na gębie, nabzdyczonego indora więc Lee powolutku zaczyna kierować ócz swych błękity na nowych. młodych i świeżych tancerzy, piosenkarzy, kelnerów i swych fanów , wsród których podejrzanie często przewija sie uroczy świezutki blondyn Cary - oczywiscie w typie adonisowatym mocno.
      Dalej wiadomo co sie stanie - Cary powoli zajmuje miejsce Scotta w sercu, na scenie oraz w łożu Lee tyle ze Scott nie zamierza sie z tym łatwo pogodzić....

      i dzieje sie ciekawie = mamy huczne rozstanie, potezny huk medialny we wszystkich gazetach ( dopiero wtedy swiat dowiedzial sie o orientacji Lee) , proces sądowy o alimenty i podzial majątku w zwiazku z obietnica usynowienia itd . Rzetelny celebrycki rozwód rozkłądany na częsci pierwsze przez ówczesne tabloidy ( szczescie ze nie bylo tedy komórek i internetu) .

      i potem dzieje sie jeszce trochę ..
      .. dosc wspomniec ze LIberace byl jedna z pierwszych sławnych ofiar AIDS

      To naprwade dobry film - MAjkel D. w wybornej formie fizycznej i aktorskiej ( po pokonaniu raka) zagrał odważnie ale z bardzo duzym smakiem
      MAtta Damon udowadnia ze jest naprawde dobrym aktorem z boskim ciałem
      w roli agenta Lee - DaN Aykroyd ,m praktycznie nie do rozpozanania ( ja dopiero przeczytam w napisach koncowych )
      Rob Lowe jako zacpany lekarz - uroczy

      scenariusz filmu oparty na wspomnieniowej ksiażce Scotta wiec trudni stwierdzic na ile jest obiektywny ale polecam , moze iei gdzie pojawi

      jesli kto odwazny - polecam w wersji z napisami - MAjkel D. w tym w filmie wyraża się nad wyraz wytwornie

      --
      ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
      ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
      ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
      • grek.grek Re: Wielki LIberace ( Behind the Candelabra) na H 03.11.14, 14:07
        dzięki za treściwy, malowniczy, rzetelny, a momentami - kunsztowny, opis :]

        trudno się dziwić panu Scottowi, że się trochę wkurzył - zaproszono go na pokoje, pozwolono się rozgościć, przywyczaić, a potem fora ze dwora. ciekawe, czy gość myślał, że z nim będzie inaczej niż z jego poprzednikami ?

        Liberace jakoś w ogóle przeżywa to rozstanie czy po prostu wymienia modele na młodszy ?

        sam Władzio, to agregat jakich mało. kicz ekstremalny :] jakim cudem ludzie kupowali te jego bombastyczne przedstawienia ? jest może w filmie jakaś próba analizy tej sytuacji ?

        po co on to robił ? dla siebie chyba, nie ? a może widownia jednak zgłaszała popyt na takie show ? czy są może w filmie przedstawione kulisy tej całej branży ?

        jak wypada postać Władzia, wg Ciebie - przedstawiany jest jako d,pek, skupiony na sobie i lekkim gestem pozbywający się oddanego kochanka ? równie tandenty prywatnie, co w swoich scenicznych występach ?
        [właśnie, ciekawe na ile fakt, że scenariusz bazuje na książce odstawionego kochanka ma przełożenie na portret Władzia]

        [swoją drogą, ponoć facet miał głos, nie ?]

        kurde, Michael Douglas w roli Władzia - arcyciekawe wydarzenie, bo przeca do tej pory grywał on archetypowo heteroseksualne postaci.

        Roba Lowe'a pamiętam, ostatnio, z "Californication", gdzie zagrał... kogoś łudząco podobnego do "uroczo zaćpanego lekarza" :]]

        Mozambique, musisz więcej oglądać :] świetnie Ci wychodzą recenzje i opisy.

        "Libreace" z przyjemnością zobaczę.
        • mozambique Re: Wielki LIberace ( Behind the Candelabra) na H 03.11.14, 15:39
          Wiesz - film oparto na książce Scotta, ktory przedstawił ich związek wlasnie jako wieloletni . uczuciowy związek, związany z wieloletnimi planami wspolnej pracy na scenie ( Scott jako kierowca w złotej liberii wwoził Wladzia na scenę srebrnym RRoycem, byl osobistym ochroniarzem , asystentem i opiekunem psów Wladzia ) zarzadznai majątkiem, planami artystycznymi na przyszłość ( czemu skutecznie szkodzil agent Wladzia) itd. Wlasciwie mozna by uznac ze calkowiecie porzadny konkubinat czy zwiazek partnerski - dbali o siebei nazwajem , martwili sie , opiekowali w chorobie itp
          Lee wiedząc ze Scott jest sierotą ( wychoywaal sie w skromnej rodzinie zastepczej) chcial go zabezpieczyc na zawsze stad ten pomysl z adopcją - w Nevadzie wtedy prawo pozwalało adoptowac osobe pelnoletnią i jednoczesnie utrzymywac z nią kontakty seksualne - niebywałe !
          Dlatego pewnei Scott znając bujną przeszlośc Lee uwazal siebei za członka rodziny .

          Sęk w tym ze Scott nieco podtopił sie w tym oceanie dobrobytu , przypadek wileu osób których "zepsuły" pieniądze - wszystko miał na wyciganiecei ręki i popłynął , głownie w narkotyki i troche zaczal swirować ( ataki zazdrosci, zwidy, troche napadów agresji, wykradal bizuterie Wladzia zeby płacić dilerowi) ) a
          a Wladziu co jak co ale narkotykami gardził i zacząl troche gardzić Scottem , wrezc mu postanowil warunek - albo rzucisz prochy albo przestaniemy sie kochac ( czy cos w tym guscie) . Scott coraz bardziej neipweny,m coraz bardziej wsciekly, coraz brzydszy ( swietna charakteryzacja) coraz bardziej niepwewny swej tozsamosci - operacja plastyczna twarzy spowodowala ze nie poznawał sie w lustrze , fani brali go za syna Wladzia co wsciekało go jeszcze bardzije. Kumulowało sie wiele rzeczy - no i wybuchło.

          A Władzio - widząc powolny upadek ukochanego starał sie go ratowac , namawial na leczenie, stawial ultimatum itp ale dosc szybko odpuszczał , troche w stylu "jak chcesz sie zapić to pij, jestes dorosły" zapwene dlatego nie doprowadzil tematu adopcji do konca. W koncu w jego otoczeniu bylo wielu mlodych, slicznych, gotowych na wszystko chłopców. Im wiecej zainteresowani okazywal im - tym więcej Scott brał prochów i tak to sie kręciło.

          Swietnei to Sodenberg pokazal - jedna z pierwszych scen to gdy Scott po raz pierwszy wchodzi do garderoby Lee i zaniwązuje z nim znajomosc na , co z boku krzywo patrzy aktulany protegowany Waldzia , taki jeden mlody i sliczny pianista , popijaając łisky i , patrząc tępym wzrokiem i wykrzywiając sie szyderczo na kazdy tokujący tekst Wladzia do Scotta

          bo Wladzio tokuje - jak rasowy paw rozkłada swój ogon przezd nowym okazem

          pod koniec filmu - kalka tej sceny , ta sama garderoba, opuchniety i nawalony Scott siedzi z boku i szyderczo wykrzywia gębę sluchają jak Waldzio tokuje jzu do Cary;ego

          Wladzio wlasciwie rysuje tu sie jako czlowiek jzu dojrzaly i swej dojzralosci swiadomy ( w pewnym momencie pokazuej sie Scottowi bez peruki o to juz bardzo odwazne w takim związku jak ich) ale tez swiadomy swej gigantycznej przewagi nad młodym, on chce tego młodego mieć więc go kusi , z drugiej wie ze czas leci i trezba o siebie dbac - razem chodza na liftingi, wygladzanie zmarszczek , odchudzanie - w sumie to jakby rodzinna inwestycja .

          Wlasciwie to byl klasyczny ukłąd sponsoringowy = starszy ustawiony facet "kupuje sobei " na wylacznośc młodą laleczkę, daje luksus i stawia warunki . Ona musi byc swiadoma ze jej pozycaj jest dosyc krucha bo za pare lat moze facet zechce nowej laleczki. Ukłąd handlowy jest dosyc czytelny - no chyab ze gre wchdozi malzenstwo. u Wladzia malzenstowe wtedy nie wchdoizlo w gre - moze dlatego myslal o usynowieniiu. Bardzo to nietypowe jak dla nas .


          sam Władzio, to agregat jakich mało. kicz ekstremalny :] jakim cudem ludzie kup
          > owali te jego bombastyczne przedstawienia ? jest może w filmie jakaś próba anal
          > izy tej sytuacji ?
          >
          > po co on to robił ? dla siebie chyba, nie ? a może widownia jednak zgłaszała po
          > pyt na takie show ? czy są może w filmie przedstawione kulisy tej całej branży
          > ?
          Liberace to kwintesencja LAs Vegas , w filmie Scott pyta go na początku "dlaczego wlasnie TAK to robisz ?"
          odpwiedz jest prosta - "chce dac ludziom duzo przyjemnosci!"" tylko tyle i az tyle . to byly czasu rozkwitu telewizji - a telewizja kocha kolor , cekiny i póra ( patzr na wszystkei szoły w tvn czy polsacie) , kocha przezpych ( od czasów przedwojennego Holiłód i epoki "białych telefonów"), blichtr i zlote krople. POza tym trzeva pamietac ze Wladziu byl wirtuozem fortepianu, wszechstronnei wykształconym muzycznie, nieźle spiewał , ciezko pracował ( nawet po 3 koncerty dziennie) ze sowich wystepów robił niebianskei szoł, sparwdzialam ze tylko w jednym roku sprtzedal uwaga - 53 miliony płyt !!!!!!!!

          to do LIberace nawiazywal wczesny Elton John czy Jerry Lee Lewis a nawet troche boski Elvis
          to rozrywka dla ciezko pracujacej klasy sredniej - dokladnie to samo co u nas - czemu ogladmy taniec z gwiazdami ? bo chcemy troche najczystszej rozrwyki w luksusowym wydaniu po tygodniu pracy

          a tak nazwiązując do Villas - czemu byla tak kolorowa i glosna ? bo wroicla do POlski po kontrakcie z LAs Vegas

          kurde, Michael Douglas w roli Władzia - arcyciekawe wydarzenie, bo przeca do te
          > j pory grywał on archetypowo heteroseksualne postaci."

          no wlasnie - to dziwne bo choc Lee jest mocno przerysowany w looku i na scenie i w domu ( np nosi caly dzien po kilka poteznych pierscieni z brylantami) to MAjkel gra go z duzym smakiem, choc jakze łatwo by było to przeszarzować i zrobic z tej posatci farse ( troche jak Robin Williams w KLatce dla Ptaków)
          ale i obnaża go dosyc realistycznie - pokazuje sie nago , bez peruki albo w ostatniej fazie AIDS , i to jzu nie śa pióra i cekiny
          co tu mówic - no przeca MAjkel swietnym aktorem jest

          aaaaaaaaa , i siwetny smaczek dla zanwców kina :
          Lee dostal propozycje wystepów na rozdaniu Oscarów
          przygotowuje sie do imprezy z producentem ,plotkuej o nominwoanych gwiazdach i pada taki tekst z ust Wladzia " jak to dobrze ze JAne Fonda przestala sei jzu angazaowac w te swoje akcje i nakrecial porzadny film. MOZe odsatnei Oscara?''

          putanie za 1000 pkt - co to za film, kto z nią grał i kto go produkował ?

          --
          ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
          ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
          ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
          • grek.grek Re: Wielki LIberace ( Behind the Candelabra) na H 03.11.14, 16:51
            to się nazywa twórcze rozwinięcie wątków :]
            dzięki.

            wynika z tego, że obaj mieli za uszami, bo to że Scottowi odbiło, to jedno, a że Władzio znalazł sobie innego, to co innego.

            czego Władzio bardziej nie mógł zaakceptowac - nałogów Scotta czy jego postępującej brzydoty [bo miłość to ślepa ponoć jest] ? czy może ta relacja tak naturalnie się jakoś zwijała, mimo że się najpierw adpotować chcieli i w ogóle ?

            czy to Władzio "oficjalnie" i namacalnie wyrzucił Scotta, a ten się jeszcze bardziej oficjalnie postanowił nie dać spławić bez zadośćuczynienia, czy Scott sam się wyrzucił, widząc że jego akcje spadają na łeb na szyję, a potem wystartował z pozwem sądowym ?

            53 mln płyt - o ja cież...
            fakt, coś jest w tej analogii do "Tańca z gwiazdami".
            z kolei Włosi mają te swoje szoły z piórami w d...
            może głód takiej rozrywki jest niezatapialny ?

            o, zagadka nie na moją głowę - jedyne z Fondą co mi do głowy przychodzi, to "Czyż nie dobija się koni ?". i "Chiński syndrom". no i te taśmy z jej aerobikiem [swoją drogą, bajeczna forma przy 8 krzyżyku] ;] słyszałem o nich, nie praktykowałem ;]
          • barbasia1 Re: Wielki LIberace ( Behind the Candelabra) na H 03.11.14, 17:27
            mozambique napisała:

            Fantastyczna opowieść. :)

            Czy Scott wywalczył jakieś pieniądze od Liberace?

            Douglas doskonale pasuje do roli Liberace. Jest do niego bardzo podobny.


            Znalazłam dwa kapitalne linki z prawdziwym Liberace:

            Tu występuje ze swoją mamą, Frances Zuchowską , która była pianistką:
            www.youtube.com/watch?v=paSOK14GlLo
            I efektowny początek show w Las Vegas. Wszystko o czym Mozambique pisała, barokowy przepych domu, pianina, kandelabry, złocenia, kryształowe żyrandole, lustra, błyszczące cekinami stroje, białe futro z kilkumetrowym trenem, biało złocisty Rolls-Royce (jedyny na świecie "with left hand drive), którym Lee wjeżdża na scenę. Kierowcą ubranym w niebieski uniform, który stoi na scenie tuż za Lee jest Scott.


          • barbasia1 Re: Wielki LIberace ( Behind the Candelabra) 03.11.14, 17:37
            Dla mnie nagroda! :)

            To był film "Nad złotym stawem" (1981)

            www.filmweb.pl/film/Nad+z%C5%82otym+stawem-1981-31529
            To za ten film Jane Fonda otrzymała Oscara za drugoplanową rolę podczas 54 ceremonii wręczenia Oscarów. Podczas tej właśnie gali Liberace przedstawiał nominowanych w mojej ulubionej kategorii - najlepsza ścieżka dźwiękowa.

            :)

            Nie wiedziałam, znalazłam w necie tę informację.
            Tego filmu z Jane Fonda też nie znam.
      • barbasia1 Re: "Joanna" na bis w Kulturze [20:20] 03.11.14, 21:15
        > ale - może ktoś nie widział i napisze od siebie a'propos ? a może ktoś widział,
        > zrepetuje i coś do głowy mu przyjdzie ? oby.

        Mnie jedna rzecz zastanawiała, o której poprzednio nie wspomniałam.
        Dlaczego Joanna nie wyjechała z małą, nie ukryła się gdzieś poza miastem po wizycie Niemców na skutek donosu któregoś z sąsiadów, jakoby przechowywała Żydów.

        A'propos, w spektaklu telewizyjnym pt. "Druga matka" w reż. Izabeli Cywińskiej na podstawie prozy Hanny Krall opowiedziana została niesamowita historia niemowlęcia porzuconego na drodze wiodącej z miasteczka, z Węgrowa do Treblinki. Okoliczni mieszkańcy wiedząc, że to jest żydowskie dziecko, bali się go zabrać. Jedynie niemiecki żandarm, który był ojcem malutkiego dziecka, przychodzi i karmił je z butelki. W końcu po kilku dniach maleństwo zabrała bezdzietna kobieta. Bojąc się donosu sąsiadów wkrótce uciekła z dzieckiem na wieś, gdzie ukrywała się do końca wojny. Ta decyzja ocaliła ją i dziecko.
        • grek.grek Re: "Joanna" na bis w Kulturze [20:20] 04.11.14, 16:10
          ciekawa analogia.

          nie widziałem wczoraj "Joanny", trudno mi się zastanowić nad Twoją uwagą - czy w filmie nie pada przypadkiem jakaś sugestia, która by tłumaczyła brak takiej decyzji, o jakiej piszesz.

          przychodzi mi do głowy tylko to, że skoro wystarczyło, by mała podeszła do okna, a już została zauwazona, to wyjście z nią na ulicę i jakaś dłuższa podróż mogły zakończyć się dla nich obu tragicznie.
          • barbasia1 Re: "Joanna" na bis w Kulturze [20:20] 04.11.14, 18:34
            grek.grek napisał:

            Nie , właśnie nie, bo specjalnie ten fragment obejrzałam.

            Ale wieczorami , w nocy? Joanna wychodziła z małą na miasto, co mnie zresztą też zdziwiło. Bo przecież któryś z sąsiadów mógł je wtedy zobaczyć! Ludzie w tych czasach wykazywali się wielką czujnością.

            • grek.grek Re: "Joanna" na bis w Kulturze [20:20] 05.11.14, 16:39
              ciekawa uwaga, w ogole interesujący wątek "wyhaczyłaś" :]

              wydaje mi się, że ona jednak wierzyła w to, że jest w najbardziej dogodnym miejscu
              z możliwych, że to optymalna sytuacja, a lepsze jest zawsze wrogiem dobrego.

              żadne inne alibi dla Joanny nie przychodzi mi do głowy ;]
        • pepsic Re: "Joanna" na bis w Kulturze [20:20] 05.11.14, 18:53
          Dlaczego Joanna nie wyjechała z małą, nie ukryła się gdzieś poza miastem

          Niby jak miała sie poruszać po mieście z dzieckiem o typowo semickiej urdzie, tym bardziej w nocy podczas godziny policyjnej, czy na obstawionym przez patrole niemieckie dworcu. Ale nawet jakby udałoby się przemycić dziewczynkę, to niby kto by je przyjął pod dach ryzykując życiem i z czego by żyła? Przypominam, że byliśmy jedynym krajem w Europie, gdzie za ukrywanie żydów groziła kra śmierci. We Francji np. groziła... kara grzywny.
          Joanna miała tylko jedno wyjście, podzielić sie z kimś problemem, jako że sama był zbyt delikatna na konspirę. Powinna była dotrzeć do ludzi organizujących pomoc dla Żydów, ew. do sióstr zakonnych, albo do dowództwa AK, ale nie do rozgrzanych chłoptasi.
          • pani_lovett Re: "Joanna" na bis w Kulturze [20:20] 08.11.14, 19:12
            pepsic napisała:

            Tak, masz rację.


            > Niby jak miała sie poruszać po mieście z dzieckiem o typowo semickiej urdzie,

            Czytałam gdzieś, że utleniało się dzieciom włosy na blond, by w jakimś stopniu ukryć semicki wygląd.

            Przypominam,
            > że byliśmy jedynym krajem w Europie, gdzie za ukrywanie żydów groziła kra śmi
            > erci.

            Tak.
            Z tym, że kara śmierci za ukrywanie Żydów obowiązywała również na okupowanych terytoriach ZSRR.

    • grek.grek "Jeszcze nie wieczór" - na moment. 03.11.14, 17:08
      kiedyś pisaliśmy o nim, więc tylko na jedną myśl powracam.

      Jan Nowicki.
      jakże kapitalny jest w tej roli. gra siebie i tak się sobą i ekranem bawi, że pozazdrościć mogą mu wszyscy aktorzy, którym nie staje. dystansu do siebie. werwy. energii.

      jego postać to podstarzały mocno aktor, który ma spędzić kilka tygodni w Domu Aktora w Skolimowie. a tam same dziadki i babcie czekający na trumnę. no może niekoniecznie w jakimś życiowym stuporze, ale bez specjalnego pomysłu na kolejne dni.

      a on jest kompletnie inny - wymyka się nocami do młodzieżowych knajp, staje do slamów z raperami, pan Czarek, czyli pracownik socjalny donosi mu codzienne rano tajne piwko do pokoju, a jak jest okazja, to w najlepszym stylu uwodzi apetyczną kuchareczkę aka Sonię Bohosiewicz, która mogłaby być jego prawnuczką, zaś jak zaklnie, to tak jak powinno się to robić. ucieka trochę od tych tetryków, ale jednocześnie nie moze się pogodzić, że wspaniali niegdyś aktorzy i ludzie teatru i filmu dziadzieją w sposób tak bezsilny całkowicie.

      postanawia więc zaaranżować wystawienie "Fausta" w miejscowym zakładzie karnym. wciąga ich w próby, przyprowadza z miasta młodzież żeby z nimi zagrała, i dzięki temu nagle czują oni radość, są sobą, ożywają. coś się dzieje. jesli mamy odejść, to robiąc to co kochamy i do czego nas stworzono - rzec by można, chociaż oczywiście w filmie tak pompatyczne zdanie nie pada wprost.

      mam wrażenie, że ten film w ogole nie miał scenariusza. albo jakiś bardzo mglisty zarys. a Nowicki... kurde, ktoś to już powiedział, więc tylko powtórzę - patrząc na tę postać w "Jeszcze nie wieczór" jaką odgrywa - starość nie jest tak kiepską perspektywą :] albo inaczej : moje myślenie o starości własnej, nagle zyskało czyjąś twarz zanim się zestarzałem ;]

      • barbasia1 Re: "Hannibal" odc 10 & 11 04.11.14, 13:18
        Odcinek 10 leciał tydzień temu, jako drugi, było późno, więc sporo rzeczy mi umknęło, muszę jeszcze raz go obejrzeć, wtedy postaram się słówko.

        W ubiegłą niedzielę były dwa odcinki 11 i 12. Na razie kilka słów o odcinku 11.

        Odcinek 11 nosi tytuł” Roti”; tłumaczeniu na polski to słowo oznacza “pieczeń”. Tytułowa pieczeń to pewnie danie z baraniny („baraniny”) przyrządzone na modłę orientalną, którą dr Hannibal na początku odcinka częstuje dr Chiltona. Doktor żartobliwie komentuje, że to jego „ostania wieczerza”, nawet nie ma pojęcia jak prorocze okażą się te słowa.

        Przed dr Chiltonem batalia sądowa, dr Gideon, pacjent Chiltona ze szpitala psychiatrycznego w Baltimore, psychopatyczny morderca, który zabił swoją rodzinę, oskarżył go o manipulację psychiczną podczas seansów terapeutycznych w szpitalu psychiatrycznym w Baltimore, oraz o to, że Chilton wmówił mu , że jest on Rozpruwaczem z Chesapeake, i w ten sposób poniekąd zmusił dr Gideona do zabicia pielęgniarki . Dr Chilton rozmawia z dr Hannibalem na ten temat podczas eleganckiej kolacji. Psychopaci są narcyzami i rzadko w siebie wątpią. – mówi Hannibal. Dr Chilton tłumaczy, że próbował przemówić właśnie do jego narcyzmu. Przekonując go, że jest Rozpruwaczem? – pyta z ironią dr Hannibal.
        Dr Chilton sądził, że psychomanipulacja pozwoli mu zanalizować osobowość psychopaty, dr Gideona. Niestety dr Gideon odkrył w końcu, że jest manipulowany, i jak dopowiedział Hannibal, „przeszedł do kontrataku” . Zresztą nie tylko dr Chilton grzebał w głowie dr Gideona. Wielu stażystów, jak wyznał potem Gideon Freddie Lance , wypróbowało na nim swe metody robiąc mu sieczkę z głowy, doprowadzając go do utraty tożsamości, do utraty świadomości, kim naprawdę jest.

        Wątek „tożsamości” , ważny w 1 sezonie, wybija się w tym odcinku na pierwszy plan. W sprawie, wątku dr Gideona, jak w lustrze odbija się problem Willa. Will też przestaje wiedzieć kim jest, co jest skutkiem spotkań z dr Hannibalem, oraz zapalenia mózgu ( które stwierdzono w odc. 10 i rozpoznanie Hannibal kazał przed Willem ukryć). Will wyznaje podczas seansu z Hannibalem, że czuje się, się jak ktoś inny. Ze ma odczucie jakby był szaleńcem. I że najbardziej boi się, tego, że nie wie kim jest.
        Zapalenie mózgu intensyfikuje urojenia i halucynacje Willa. Will widzi najpierw we śnie zalewające go fale oceanu, potem na jawie wylewającą się z zakamarków wodę (symbol podświadomości?, która coraz mocniej próbuje przebić się do świadomości?) . Potem - niezła scena - jelenie rogi , jelenia z rogami (symbol do Hannibala?!).

        Makabry oczywiście w odcinku 11 nie mogło zabraknąć.
        Dr Gideon ucieka z furgonetki więziennej, która wiezie go na rozprawę. Morduje policjantów, którzy go obstawiają, wzorując się na Rozpruwaczu, wyciąga wewnętrzne organy , serca , nerki, wątroby i wiesza je za pomocą żył wyjętych z ciała na gałęziach drzew niczym świąteczne ozdoby na choince.
        Dr Gideon uciekł, ponieważ zamierza odnaleźć prawdziwego Rozpruwacza, by w ten sposób dowiedzieć się, kim jest, a kim nie jest.

        Kolejną makabrą jest „kolumbijski krawat”, którym dr Gideon obdarza jednego z psychiatrów, który go leczył. „Kolumbijski krawat”, to obcięty język włożony w podciętą szyję. Ofiarze wcześniej spuścił krew (jest dyplomowanym lekarzem, chiruriem ), 4,5 litra elegancko zapakowane i umieszczone w przenośnej lodówce, polecił w liściku oddać stacji krwiodawczej.


        • grek.grek Re: "Hannibal" odc 10 & 11 04.11.14, 14:20
          doskonały opis, Barbasiu.
          obejrzałem wczoraj ten odcinek]

          Will GRaham na oparach leci :] w 9 odcinku posądzał siebie o zabójstwa, przy których pracował albo które działy się w jego otoczeniu [ten doktor, którego zabił osobiście Lecter, przez co mieliśmy coming out doktora; świadkiem była kobieta z zaburzeniami percepcji, przez co nie rozpoznająca twarzy]. w 10 odcinku, podczas policyjnej odprawy, kiedy Jack Crawford instruuje policajów, kogo szukają - Will ma halucyjnacje, jakoby Crawford mówiąc o "poszukiwanym mordercy" mówił wprost do niego. a do tego zaczyna "być mordercą [dr Gideonem, w tym przypadku]" już nie tylko podczas rekonstrukcji zdarzeń, ale na pełny "etat". rzeczywiście, bardzo plastyczne studium mocnego zachwiania tożsamości.

          zdumiewająca w tym 10 odcinku, wg mnie, była scena, w której sfatygowany Graham wpada na trop Gideona, wiezie go ze sobą do Lectera [Hannibal jest wszak "jedynym człowiekiem godnym zaufania [dla Willa], a na miejscu doktor wmawia mu, że... przyjechał sam, że ma omamy i że nie kontroluje rzeczywistości. w efekcie Lecter rozmawia z Gideonem swobodnie przy miotającym się Willu, który nie ma pojęcia co się dzieje. zdumiewająca scena, nie sądzisz ? :]

          i Lecter puszcza morderczego Gideona śladami Alany Bloom, z którą Gideon ma porachunki.
          jak sądzisz, dlaczego Lecter chce smierci Alany ?
          dlatego, że jest ona ważna dla Willa, a Lecter chce mieć nad nim wyłączoną kontrolę ?

          [bo w te zapewnienia, jakie Hannibal składa swojej terapeutce, iż rzekomo chodzi o przyjaźń z Willem - wierzę średnio :) możliwe, że doktor rzeczywiście interesuje się bardziej obłędem Willa, jako że "Obłęd może być ratunkiem dla ludzkości", a jednoczesnie - Will jest jedynym człowiekiem, który może go złapać, bo przecież to Hannibal jest Rozpruwaczem]

          dodatkowo, Lecter występuje do Jacka Crawforda z wnioskiem o pozbawienie Willa dostępu do broni palnej. motywując to troskę o jego zdrowie :] chytrus, nie ? :]

          "kolumbijski krawat" - uch ! ;]

          dodałbym jeszcze operację jaką Gideon przeprowadza na żyjącym dr Chiltonie, w towarzystwie Rudej.

          swoją drogą, Ruda widzi te makabreski i kompletnie nie ma odruchu wymiotnego ani nawet nie odwraca wzroku. nie przeżywa żadnego szoku poznawczego. albo scenarzyści malują tutaj postać komandoski ;] albo po prostu pióro im się omsknęło, bo jest to, nie wiem czy się zgodzisz, Barbasiu ?, mało wiarygodna psychologia.



          • barbasia1 Re: "Hannibal" odc 10 & 11 04.11.14, 15:31
            > i Lecter puszcza morderczego Gideona śladami Alany Bloom, z którą Gideon ma porachunki.
            > jak sądzisz, dlaczego Lecter chce smierci Alany ?
            > dlatego, że jest ona ważna dla Willa, a Lecter chce mieć nad nim wyłączoną kontrolę ?

            Ale jednocześnie,, zauważ, zostawia broń na stole i kluczyki od auta? tak by Will je zauważył. Każąc Willowi jechać do szpitala, żegna go stwierdzeniem, że Gideon na wolności, więc bezpieczeństwo dr Bloom jest zagrożone.
            Lecter zmanipulował najpierw Gideona i wysłał go do Alany Bloom, a potem zmanipulował Willa i wysłał go z bronią pod dom dr Bloom śladem dr Gideona. Lecter pozbył się Gideona rekami Willa. Alana miała, imo, służyć w charakterze przynęty. Gdyby zginęła dr Bloom, która tak uwielbia Lectera, tak w niego wierzy, pewnie dr Lecter wzruszyłby ramionami.

            > [bo w te zapewnienia, jakie Hannibal składa swojej terapeutce, iż rzekomo chodz
            > i o przyjaźń z Willem - wierzę średnio :)
            Yes.
            Teraz ,wg Lectera, to Will, zwraca się do niego o przyjaźń.


            > dodatkowo, Lecter występuje do Jacka Crawforda z wnioskiem o pozbawienie Willa
            > dostępu do broni palnej. motywując to troskę o jego zdrowie :] chytrus, nie ? :]
            Yes. :)

            > swoją drogą, Ruda widzi te makabreski i kompletnie nie ma odruchu wymiotnego an
            > i nawet nie odwraca wzroku. nie przeżywa żadnego szoku poznawczego. albo scenar
            > zyści malują tutaj postać komandoski ;] albo po prostu pióro im się omsknęło, b
            > o jest to, nie wiem czy się zgodzisz, Barbasiu ?, mało wiarygodna psychologia.

            Ta sama myśl, mi przyszła w tym samym momencie. :)
            Freddie Lance od lat zajmuje się (i robi to z pasją)opisywaniem różnych przypadków zbrodni, zbrodniarzy, omawianiem szczegółów makabrycznych morderstw, na swoim blogu, w artykułach prasowych. I to w najdrobniejszych detalach. Wydaje mi się, że takim tematem musi zajmować się specyficzna osoba, która ma dużą odporność na makabryczne widoki. Może też i musi być to trochę skrzywiona osobowość. Więc wierzę w w jej zachowanie w tej konkretnej sytuacji, w psychologię tej postaci w opisywanej scenie.
            • grek.grek Re: "Hannibal" odc 10 & 11 04.11.14, 16:15
              przepraszam, że Ci się wciąłem w tekst :]

              zdaje się, że Lecter zmanipulował także mnie :]]
              faktycznie, jest tak jak piszesz.

              przekonująco argumentujesz :]
              chociaż... pytanie, w ilu takich "wizjach lokalnych" Ruda uczestniczyła ;]


              • barbasia1 Re: "Hannibal" odc 10 & 11 04.11.14, 18:12
                NocoTy! Nie wiedziałam, czy napiszę ciąg dalszy, stąd też nie było ostrzeżenia, że "cdn.". miałeś pełne prawo oraz obowiązek napisać swój komentarz.

                > zdaje się, że Lecter zmanipulował także mnie :]]
                > faktycznie, jest tak jak piszesz.

                Hehehe!
                Greku, to jest trudny serial, każdy odcinek wymaga naprawdę skupienia. Może nawet dwukrotnego obejrzenia.
                Żeby napisać powyższy komentarz na temat 11 odcinka, wczoraj wieczorem oglądałam po raz drugi ten odcinek.
                • grek.grek Re: "Hannibal" odc 10 & 11 05.11.14, 14:01
                  parafrazując : między serdecznymi przyjaciółmi... zająca psy się nie imają ;], czyli : przedzielenie dwóch postów jedną wcinką nie zaburza nam percepcji :]]

                  masz rację, Barbasiu.
                  meandry psychologii poruszane chociażby w dialogach domagają się
                  większego skupienia. wiesz, że nie posądzałem tego serialu o taką wnikliwość [gdy zaczynał się] ? a Ty ?
                  • pani_lovett Re: "Hannibal" odc 10 & 11 05.11.14, 17:13
                    Oczywiście, że nie! Wręcz przeciwnie. :)

                    Greku, do mówienia mamy jeszcze odcinek 12. Za pasem , w najbliższą niedzielę ostatni odcinek 13. odcinek 1. sezonu, o północy niestety . Widziałeś już? Mam wrażenie, może mylne, że Twój entuzjazm dla tego serialu znacznie opadł!?
                    Ja obejrzałam wczoraj wieczorem 12 odcinek. Jutro kilka słów napiszę o tym odcinku. Akcja nabiera tempa...
                    Dziś robię sobie przerwę od "Hannibala" i wracam do wątku o "Wałkoniach" Felliniego. Przygotowałam ciekawostkę ...

                    > większego skupienia. wiesz, że nie posądzałem tego serialu o taką wnikliwość [g
                    > dy zaczynał się] ? a Ty ?

                    To samo ja. :)
                    • grek.grek Re: "Hannibal" odc 10 & 11 05.11.14, 18:19
                      chciałbym Cię upewnić, że oglądam z niesłabnącym zaangażowaniem. może po mnie nie widać, może tak trochę "na mecenasa Prado" mi wychodzi :]

                      yes, widziałem [dosłownie przed chwilą zakończyłem] 12 odcinek. świetny jest. mam trochę spraw do załatwienia przed wieczorem [chciałbym dzisiaj wreszcie obejrzeć "Kaci też umierają", bo Siostra mnie usunie karnie za niedotrzymywanie umowy :) ], więc raczej dziś już nie napiszę o nim, ale jutro chętnie dorzucę kilka słów.

                      jestem ciekaw Twoich wrażeń po tym 12 odc. sporo się działo i to już, jak by to ująć... w kręgu najbliższych znajomych. finał sezonu zapowiada się frapująco.

                      kiedy planujesz ten 13 odcinek ? przed niedzielą ? :]

                      czytałem już Twój post a'propos "Vitellonich" - świetny. jak wpadłaś na to, żeby akurat przy Baarovej się zatrzymać ? :]

                      • pani_lovett Re: "Hannibal" odc 10 & 11 06.11.14, 19:34
                        > może tak trochę "na mecenasa Prado" mi wychodzi :]

                        Mecenas Prado do kwadratu!

                        Dobrze.

                        > kiedy planujesz ten 13 odcinek ? przed niedzielą ? :]
                        Chyba tak. W każdym razie na pewno nie będę oglądać ostatniego odcinka w niedzielę o północy.

                        Dawno temu czytałam książkę Mariusza Szczygła, wyleciała mi więc zupełnie z głowy informacja tam zawarta, że Baarova zagrała w "Wałkoniach". Dopiero oglądając film Felliniego zobaczyłam jej nazwisko na ekranie telewizora! I opisana w "Gottlandzie" historia aktorki stanęła mi przed oczami.
                        • grek.grek Re: "Hannibal" odc 10 & 11 07.11.14, 15:17
                          :]

                          orajt.
                          ciekawe czy Will zostanie zapuszkowany czy jednak zobaczymy zobaczymy aresztowanie Lectera, a cały 2 sezon będzie rozgrywką Willa i Hannibala, którzy - jak zdaje się u Harrisa - zostaną mimo wszystko przyjaciółmi i Will nierzadko będzie się Lectera radził przy okazji kolejnych sprawach kryminalnych ? [co byłoby ofk tylko tłem rozmaitych rozmaitości]

                          gratuluję Ci, Barbasiu, świetnych lektur.
                          i świetnej pamięci oraz skojarzeń :}
                          • pani_lovett Re: "Hannibal" odc. 12 i trochę o 10. 08.11.14, 16:41
                            grek.grek napisał:

                            > ciekawe czy Will zostanie zapuszkowany czy jednak zobaczymy zobaczymy aresztowa
                            > nie Lectera

                            Hannibal pod koniec odcinka manipuluje Jackiem , elegancko podsuwa sugestię, że to Will może być winnym morderstwa Marissy, przyjaciółki Abigail, dziewczyny nadzianej na jelenie rogi w drewnianym domu Hobbsów. Podsuwa nagranie z sesji w której Will wyznał, że jak ją zobaczył czuł się winny, jakby sam ją zabił. A to wyznanie nasuwa Jackowi, kolejne refleksje - Will ostatni widział Georgię. Był u też u Sutcliffe’a, kiedy go zamordowano. Hannibal mówi, że kiedy zamordowano MArissę, był u Willa w hotelu, ale go nie zastał w pokoju. No i teraz Will zniknął z Abigail, którą dopadł Lecter.

                            Wszystko prowadzi do finału (Hannibal prowadzi ;), w którym to Will zostanie uznany za winnego zbrodni ...

                            Kilka słów o odc. 12...

                            W odcinku 12. Akcja zagęszcza się. Will w kiepskim stanie trafia w końcu do szpitala na obserwację. Podczas pobytu odwiedza Georgię Madchen, upiorną dziewczynę, która cierpi na dziwną chorobę, uniemożliwiającą jej rozpoznawanie twarzy.

                            Georgia była bohaterką odcinka 10. zabiła swoją dawną przyjaciółkę i sądząc, że ona ma na twarzy ma maskę okaleczyła ją upiornie, próbując te maskę zedrzeć!. Uch! Georgia była stała się później przypadkowym świadkiem zbrodni Lectera, który zamordował dr Sutcliffe’a, w podobny sposób okaleczając jego twarz, jak to zrobiła Georgia przyjaciółce.

                            Dr Sutcliffe, w odcinku 10. o którym nie mówiliśmy, zdiagnozował zapalenie mózgu u Willa. Hannibal zmusił go zachowanie tej informacji w tajemnicy. W końcu zabił go, by ten nie wygadał Willowi prawdy. Georgia z uwagi na chorobę nie rozpoznała twarzy mordercy, na szczęście dla Lectera.

                            Georgia Madchen leży w komorze tlenowej czuje się lepiej, wygląda lepiej, mówi do rzeczy. Will rozmawia o niej potem z dr Lecterem, który przynosi mu do szpitala specjalnie dla niego ugotowany wzmacniający rosół z czarnej (!) kury (tym razem to naprawdę kura, aczkolwiek czarne skrzydła sprawiają nieco upiorne wrażenie). Will mówi, że jest Georgia dla niego wsparciem. Hannibal wypytuje, jak się czuje dziewczyna, Will na to, że boi się wyzdrowienia, odzyskania pamięci.

                            Wkrótce Georgia ginie w makabrycznych okolicznościach, płonie w kapsule tlenowej od iskry wywołanej od plastykowego grzebienia, którym czesała włosy. Uch! Nie wiadomo jak się ten grzebień znalazł w kapsule. Policja odkryje potem mały spalony fragment tego grzebienia.

                            A Georgia pojawi się potem w sennych wizjach Willa, prowadzi go do wyjścia, zatrzymuje się przed jego domem, mówi tylko jedno słowo: "widzisz" i z jej ciała wychodzą jelenie rogi, potem płonie jak pochodnia, a na końcu zmienia się w jelenia - znak, jeszcze nie do końca czytelny dla Willa, że zbrodni dokonał dr Lecter.

                            Aczkowiek sen uświadamia Willowi, że Georgia została zamordowana. Kiedy czuje się już lepiej wychodzi ze szpitala, idzie do Jacka Crawforda z nowymi koncepcjami. Uważa, że Georgia Madchen nie popełniła samobójstwa , i nie był to wypadek, jak przypuszcza policja . Uważa , ze zabił ją morderca dr Sutcliffe’a. Twierdzi też, że Nick Boyle, zamordowany przez Abigail poniekąd w obronie własnej nie był poszukiwanym naśladowcą, jak on sam wczesniej utrzymywał.

                            Jack skonfundowany, nie wie co myśleć, bredzi w chorobie czy ma rację. Spotyka się potem z dr Lecterem i mówi mu o swych wątpliwościach co do willa, wyjawia mu, że Will zaczyna łączyć morderstwa, które wcześniej nie były powiązane bez wystarczających dowodów.


                            Zaczyna się palić pod tyłkiem eleganckiego dr Lectera! Bo Will zaczyna dobrze kombinować
                            Przechodzi więc do kontrataku podsuwa Jackowi myśl, że to Will może być mordercą. Jack łapie się na ten haczyk.

                            cdn.
                              • grek.grek Re: "Hannibal" odc. 12 i trochę o 10. 08.11.14, 18:04
                                świetny opis, Barbasiu, jak zawsze. i doskonale pozbierałaś te wszystkie wątki do tzw. kupy.

                                ten zapłon od grzebienia - co za scena... tutaj się wszystko zaczyna palić, a człek nie może uciec, bo siedzi w zamkniętej komorze... uch :}

                                doktor Murier mówi do Lectera "Ty i Will nie umiecie się przyjaźnić, nie znacie tego słowa" - ciekawe słowa, prawda ?

                                no i dochodzi wątek, o którym nie wspomnieliśmy, czyli dr Bloom, która nie chce związać się z Willem z powodu jego "niestabilności" - może i ona wkrótce zacznie świadczyć przeciw niemu, jesli Lecter po nią sięgnie, a - jak zauważyłaś niedawno - ona i Lecter dobrze się porozumiewają.

                                pozostaja też Abigail. ona wie o Lecterze, że kontaktował się z jej ojcem, mordercą. w ostatnim kadrze odc 12 jest zresztą wymowna scena. ale Lecter z kolei wie, że Abigail zabiła Boyle'a, więc trzymają się w szachu nawzajem.

                                Abigail, podczas wyjazxdowej sesji terapauetycznej z Willem - zaczyna się go bać, bo Will zachowuje się kompletnie nieracjonalnie, ma już wyraźny problem z zachowaniem pionu tożsamościowego.

                                czy Abigail może zeznawać przeciw Grahamowi ?

                                yes, Lecter mówi Crawfordowi o możliwej winie Willa, a do tego - jak pamiętasz - mówi to także Willowi "A jesli to ty jesteś mordercą ?" i Will jest w kropce, bo w istocie sam nie wie, co jest prawdą, a co jego zwidem.

                                no i scena kiedy Will budzi się samotnie w samolocie. Abigail nie ma, wszyscy wyszli... jak się tu znalazł ? zaburzenia czasoprzestrzenne ma niekiepskie.

                                • pani_lovett Re: "Hannibal" odc. 12 i trochę o 10. 08.11.14, 22:02
                                  ten zapłon od grzebienia - co za scena... tutaj się wszystko zaczyna palić, a człek nie może uciec, bo siedzi w zamkniętej komorze... uch :}

                                  O tak! Uch!

                                  doktor Du Maurier mówi do Lectera "Ty i Will nie umiecie się przyjaźnić, nie znacie tego słowa" - ciekawe słowa, prawda ?

                                  Prawda. Dr Du Maurier mówi do Hannibala, że przyjaźń jest obca jemu i Willowi.

                                  Ale na ten sam temat dr Du Maurier coś zupełnie innego mówi Jackowi Crawfordowi, który przyszedł ją podpytać o dr Hannibala i jego relacje z Willem (!) Maurier wyznaje, że Hannibal uważa Willa bardziej za przyjaciela, że ten martwi się o niego, chce mu pomóc. I że Will dobrze by wyszedł na tym mając takich przyjaciół jak Lecter!?! Kłamie! Ciekawe, prawda!?

                                  O Du Maurier dowiadujemy się nieco w tym odcinku; zaatakował ją pacjent , który, jak zeznała Jackowi Crawfordowi , na jej szczęście , przypadkowo udławił się własnym językiem i zmarł. Okazuje się jednak, że Crawfordowi wyznała tylko „półprawdę”!? A w to tajemnicze zdarzenie, o ile dobrze zrozumiałam, zamieszany miał być … dr Hannibal!?
                                  Tak się zaczęłam zastanawiam, co dr Du Maurier wie o Lecterze? I co się stało podczas tej sesji!?
                                  Zagadka.

                                  Tak, ciekawe, po której stronie stanie dr Bloom.

                                  czy Abigail może zeznawać przeciw Grahamowi ?

                                  Abigail zdaje się nie będzie miała szansy zeznawać przeciwko nikomu. Ostatnie jednoznacznie złowieszcze słowa Lectera o tym świadczą: „Wybacz, że nie potrafiłam ochronić cię w tym życiu”!!! To jest zapowiedź śmierci Abigail! Uch!

                                  Abigail przeliczyła się okrutnie nie wierząc w Willa, ufając za to bezgranicznie dr Lecterowi. Zostawiła Willa pogrążonego w sennych wizjach , w których domyśla się prawdy na temat Abigail i jej udziału w zbrodniach ojca, w samolocie, który zaleciał aż do Wirginii, a sama udała się do swojego domu, gdzie już czekał na nią Hannibal, jak pająk w sieci na muchę.

                                  Szalenie ciekawa jest też ta ostatnia rozmowa Abigail i Hannibala. Will wyznał jej, ze zabójcą jest ten, kto zadzwonił rano do jej ojca. Ponieważ , jak wspomniałeś, rozpoznała po głosie Hannibala już wcześniej , pyta, po co wtedy dzwonił do nich. Hannibal na to, że chciał jej ojca ostrzec, że Will po niego idzie. Abigail pyta „Po co?”
                                  Lecter „By zobaczyć co się stanie”!!! Byłem ciekaw co się stanie, gdy zabije Marissę” „Byłem ciekaw co ty zrobisz?” Abigail pyta, czy chciał, żeby zabiła Boyle’a. Hannibal na to, że chciał się przekonać, jak bardzo jest podobna do ojca!

                                  Te ostatnie słowa ujawniają prawdziwe intencje jakie kierują Hannibalem w relacjach z Willem, z Abigail, z innymi ludźmi. Lecterowi on jest tylko ciekaw, co się stanie...
                                • pani_lovett Re: "Hannibal" odc. 13 ostatni 11.11.14, 14:32
                                  Jak można było przypuszczać Will zostaje aresztowany i oskarżony o morderstwo Abigail Hobbs. A jednak Abigail zginęła. Najprawdopodobniej z tej biednej dziewczyny Lecter przygotował kolejne wykwintne danie, którą uraczył dr Maurier. Uch!

                                  Dowody winy zostały perfekcyjnie przygotowane przez Hannibala, tak by nie budziły najmniejszej wątpliwości. Ślady krwi za paznokciami Willa, i ten najbardziej spektakularny - ucho Abigail zwymiotowane! /uch! sorry/ przez Willa...

                                  Ale to jeszcze nie wszystko, bo policja odnajduje też kolejne dowody świadczące o tym, że Will był zabójcą Cassie Boyle, siostry Nicholasa Boyle'a, dziewczyny nabitej na rogi jelenie oraz kilku innych ofiar. Fragmenty ich szczątków, kości, włosów, zostają znalezione w domu Willa, wplecione w przynęty, które robił Will zapalony wędkarz. Była taka scena w jednym z odcinków, w której Hannibal , poproszony przez Willa o opiekę nad domem, psami podczas jego nieobecności, skręcał zaczętą przez Willa przynętę!

                                  A więc przez ten cały czas Hannibal, udając przyjaźń z Willem przed dr Du Maurier, Jackiem samym Willem, knuł przeciwko Willowi, szykował na niego krok po kroku na zimno straszną pułapkę. Przerażające.


                                  Will zaczyna wreszcie podejrzewać, że ktoś z policji, ktoś z bliskiego kręgu ludzi zajmujących się ostatnimi sprawami zrzucił na niego winę i spiskuje przeciwko niemu. Podejrzewa o to nawet Jacka.

                                  Po zdiagnozowaniu zapaleniu mózgu i leczeniu anybiotykami Will (dzięki dr Alanie Bloom, która wygląda na załamaną, wściekłą po tym, jak winnym zbrodni okazał się Will) czuje się lepiej, dochodzi do siebie zaczyna logicznie myśleć i ... ucieka z konwoju, który go wiezie go z aresztu do więzienia. Odnajduje się u dr Lectera, z który z udawaną troską i życzliwością przekonuje Willa do jego winy. A potem spełnia jego prośbę i wiezie do Minnesoty, by tam mógł zobaczyć miejsce zbrodni, gdzie zginęła Abigail, której zabójstwa nijak nie może sobie przypomnieć, a nawet pobytu w Minnesocie nie pamięta (w tym czasie jak wiadomo zaleciał aż do Wirginii).

                                  W domu Hobbsów wreszcie spadają Willowi zasłony z oczu i pojmuje, że todr Hannibal Lecter był tym, który zadzwonił do Hobbsa i że Abigail się tego domyśliła i kiedy poznała całą prawdę o Lecterze musiała zginąć. Lecter ze spokojem pyta, jaki miałby mieć motyw. Will na to, że nie miał wyraźnego motywu, dlatego tak trudno było go przejrzeć. Tym, co motywowało Lectera, według Willa, była ciekawość, jak postąpi ktoś taki jak Will. Chciał doprowadzić Willa do krawędzi i obserwować jego upadek.

                                  Mówiąc te słowa Will mierzy w Lectera z broni, w tym najbardziej dramatycznym momencie odcinka zjawia się Jack, który prosi Willa o odłożenie broni, kiedy jednak ten nie wypełnia polecenia, strzela ... Will upada raniony niegroźnie. Świetna scena - w miejscu gdzie stoi Lecter ukazuje mu się upiorna smoliście czarna istota przypominająca człowieka z jelenimi rogami na głowie. Diabeł? Zło? Will mamrocze tylko do Jacka "Widzisz?"

                                  W ostatniej scenie dr Lecter odwiedza siedzącego za kratami Willa.
                                  Scenę ilustruje muzyka żałobna - przepiękna IV część Requiem Gabriela Faure "Pie Jesu" - modlitwa do dobrego Jezusa o wieczny odpoczynek ... dla Willa?

                                  www.youtube.com/watch?v=IclQScfjVLI

                                  Zło zwyciężyło.
                                  Uch!
                                  • grek.grek Re: "Hannibal" odc. 13 ostatni 11.11.14, 16:49
                                    aż głupio cokolwiek dodawać do tak doskonale sporządzonego opisu :]
                                    dzięki, Barbasiu.

                                    Lecter przygotował sobie nawet prawidłowy rysunek zegara, niby autorstwa Willa, a mający świadczyć o tym, że nie miał on zaburzeń w dniach, gdy [wtedy jeszcze rzekomo] zabił Abigail Hobbs. Oszustwo, Will narysował wtedy zegar który kompletnie zegara nie przypominał, nie potrafił go nawet zmieścić na środku kartki.

                                    trzeba przyznać, że pułapka na Willa zastawiona została perfekcyjnie.

                                    aktor Dancy gra znakomicie, nie wiem czy się zgodzisz ? wg mnie, naprawdę wzbudza współczucie,
                                    sugestywnie jest "połamany" wewnętrznie. Mads Mikkelsen zupełnie wychodzi zaś z cienia oryginału
                                    Anthony'ego Hopkinsa i gra całkowicie po swojemu, swoją postać, bez cienia odniesień do pierwowzoru.

                                    te ostatnie odcinki naprawdę toną w półmrokach, niejasnych ale odpowiednio niepokojących wizjach, sączy
                                    się z offu nastrojowa muzyka, a może - dźwięki :], duszne rozmowy prowadzone głównie przyciszonymi głosami; ten wybuch emocji doktor Bloom w samochodzie, to naprawdę rzadka sytuacja.

                                    jak sądzisz, czy ta rozmowa Lectera z dr. Murier przy kolacji, dowodzi że ona wie o tym, jakim hobby para się Lecter czy domyśla się tylko jego skłonności do manipulowania zwichrowanymi pacjentami ?
                                    [ja bym głowy nie dał, czy przypadkiem nie chodzi o to pierwsze]

                                    Gillian Anderson do twarzy w czerwonym :]
                                    • pani_lovett Re: "Hannibal" odc. 13 ostatni 11.11.14, 18:36
                                      Dziękuję, Greku! :) Zawsze jest coś do dodania.

                                      > aktor Dancy gra znakomicie, nie wiem czy się zgodzisz ? wg mnie, naprawdę wzbudza > współczucie, sugestywnie jest "połamany" wewnętrznie.

                                      Tak, to prawda. Dancy gra bardzo przekonująco swoja rolę.


                                      > Mads Mikkelsen zupełnie wychodzi zaś z
                                      > cienia oryginału Anthony'ego Hopkinsa i gra całkowicie po swojemu, swoją postać, bez
                                      > cienia odniesień do pierwowzoru.

                                      Tak właśnie pomyślałam, jak tylko ujrzałam Madsa Mikkelsena w pierwszym odcinku tego serialu.

                                      > jak sądzisz, czy ta rozmowa Lectera z dr. Murier przy kolacji, dowodzi że ona w
                                      > ie o tym, jakim hobby para się Lecter czy domyśla się tylko jego skłonności do
                                      > manipulowania zwichrowanymi pacjentami ?
                                      > [ja bym głowy nie dał, czy przypadkiem nie chodzi o to pierwsze]

                                      Też sądzę, że dr Du Maurier wie jakim hobby para się Lecter (choć chyba nie wie o jego kanibalizmie ). Tylko dlaczego kryje Lectera? Dlaczego pozwala mu czynić zło? Czyżby była taka sama jak Lecter?

                                      • grek.grek Re: "Hannibal" odc. 13 ostatni 12.11.14, 13:58
                                        właśnie. nie wydaje mi się, zeby zapraszano do takiego serialu Gillian Anderson żeby czasami weszła i
                                        popachniała chwilę. dr Murier musi być postacią, która odegra jakąś istotną rolę, bo COŚ wie, coś ważnego,
                                        co zmieni losy innych bohaterów.

                                        właśnie, jest kilka pytań o nią samą i o jej relacje z doktorem, same ciekawe :]
                                        • pani_lovett Re: "Hannibal" odc. 13 ostatni 15.11.14, 18:35
                                          grek.grek napisał:

                                          > właśnie. nie wydaje mi się, zeby zapraszano do takiego serialu Gillian Anderson
                                          > żeby czasami weszła i
                                          > popachniała chwilę. dr Murier musi być postacią, która odegra jakąś istotną rol
                                          > ę, bo COŚ wie, coś ważnego,
                                          > co zmieni losy innych bohaterów.

                                          Wielce prawdopodobne.
                                          Czytałeś coś na temat dr Bedelii ;) Du Maurier , na temat 2. sezonu? Może wywiad z Gillian Anderson?

                                          > właśnie, jest kilka pytań o nią samą i o jej relacje z doktorem, same ciekawe :]

                                          Yes.
                                          Sądziłam, że ona również pomoże Willowi w walce z Hannibalem. A tu zaskoczenie, Bedelia sprawia wrażenie, jakby wiedziała dużo o Hannibalu i go kryła.
                                  • pani_lovett Re: "Hannibal" odc. 13 w finale "Vide cor meum" 11.11.14, 22:38

                                    > W ostatniej scenie dr Lecter odwiedza siedzącego za kratami Willa.
                                    > Scenę ilustruje muzyka żałobna - przepiękna IV część Requiem Gabriela Faure "P
                                    > ie Jesu" - modlitwa do dobrego Jezusa o wieczny odpoczynek ... dla Willa?
                                    >
                                    > www.youtube.com/watch?v=IclQScfjVLI

                                    Popełniłam wielki błąd. Proszę o wybaczenie!!!
                                    Na końcu finałowego odcinka w scenie, w której dr Lecter odwiedza siedzącego za kratami Willa słychać utwór Vide Cor Meum ("Ujrzyj serce twe") – skomponowany przez Patricka Cassidy'ego. Utwór ten został wykorzystany po raz pierwszy w filmie "Hannibal" (2001) Ridleya Scotta, w pamiętnej scena przedstawienia operowego we Florencji, w którym uczestniczy Hannibal Lecter oraz inspektor Pazzi (a więc ukłon w stronę pierwozorów!)

                                    "Hannibal" (2001) fragment filmu z tą sceną
                                    www.youtube.com/watch?v=IYwv7-YkhKs
                                    "Hannibal" (2014) i ostania scena:
                                    www.youtube.com/watch?v=q_oHP6NZ23Y

                                    I ten przepiękny utwór w całości:
                                    Patrick Cassidy - Vide Cor Meum
                                    www.tekstowo.pl/piosenka,patrick_cassidy,vide_cor_meum.html

                                    Tekst pieśni oparty został na "La Vita Nuova" Dantego, a dokładnie na sonecie "A ciascun'alma presa".
                                    pl.wikipedia.org/wiki/Vide_Cor_Meum
                                    Przy okazji, tom "La Vita Nuova" poświęcony jest postaci ukochanej przez poetę Beatrycze Portinari i opowiada o miłości poety do niej.


                                    Ja to jestem jednak głucha jak pień. A kilka tygodni temu właśnie w związku z serialem "Hannibal" słuchałam tego utworu. :/
                                    • grek.grek Re: "Hannibal" odc. 13 w finale "Vide cor meum" 12.11.14, 16:46
                                      z Twoim uchem wszystko jest w porządku, Barbasiu :] w ogóle, sam fakt że miałaś takie skojarzenie jest godny zauważenia, do tego trzeba mieć wiedzę. ja nawet jakby chciał probować z czymś skojarzyć, to bym nie umiał żadnego utworu przywołać :]

                                      dzięki za linki, zaraz słucham. no i za cały wywód, efektowny jakże.

                                      yes, jak widać serial mruga okiem do filmowych wersji :]
                                      • pani_lovett Re: "Hannibal" odc. 13 w finale "Vide 13.11.14, 20:17
                                        Wszystko przez pośpiech.

                                        Requiem Gabirela Faure figurowało jako ostatnie na liście utworów wykorzystanych w serialu "Hannibal" na stronie tekstowo, więc, pomyślałam, że to najpewniej ostatni utwór z finałowego odcinka 1. sezonu i zalinkowałam. Dopiero po trzecim czy czwartym odsłuchaniu "Pie Jesu" stwierdziłam, że to nie jest ten sam utwór, który słyszałam w "Hannibalu" . I rzeczywiście, w internecie znalazłam informację, że 13. odcinek kończy się utworem "Vide Cor Meum".

                                          • pani_lovett Re: "Hannibal" odc. 13 w finale "Vide 15.11.14, 18:15
                                            > wszystko gra :]

                                            :)

                                            Tak sobie myślę, że dopiero w serialu kontrast wynikający ze zderzenia wyrafinowanego gustu Hannibala - jego umiłowania piękna oraz wspaniałej muzyki klasycznej z mroczną, przerażającą zbrodnią, makabrą znalazł pełną realizację.

                                            A właśnie, a propos, najbardziej efektowny odcinek 7. pierwszego sezonu rozpoczyna się , jak pewnie doskonale pamiętasz, sceną koncertu, w którym uczestniczy dr Lecter (scena zaczyna się niesamowicie efektownie - w krtani śpiewaczki ...), jest również aluzją do klasyki filmowej, do "Hannibala" Ridleya Scotta (linkowałam wyżej tę scenę z filmu R. Scotta).
        • barbasia1 Re: "Hannibal" odc 10 & 11 04.11.14, 14:44
          Makabra trzecia.
          Dr Gideon psychopatyczny morderca, dobry chirurg, dopadłszy dr Chiltona, który poprzestawiał mu meble w głowie, otwiera w nieczuleniu miejscowym brzuch (czyli praktycznie kroi na żywca) i wyjmuje z jego po kolei wnętrzności, szydząc ile to człowiek może czasu wytrzymać zanim zacznie cierpieć z powodu braku organu. Gideon każe Feddie Lance, którą zabrał ze sobą, podawać tlen dr Chiltonowi. /ma kobieta mocne nerwy i silna głowę, ale nie przypadkiem jest autorką artykułów opisujących straszliwe zbrodnie/.
          Potem Gideon nakazuje leżącemu dr Chiltonowi, by podtrzymywał dłońmi wszystkie wyjęte organy. Uch!

          Ledwo dychającego dr Chiltona znajduje policja, zostaje natychmiast karetką zabrany do szpitala. Jak przeżyje noc, będzie żył.


          I na koniec ciekawa rozmowa dr Murier / jest świetna !/ z dr Hannibalem, odkrywająca nieco intencje Hannibala wobec Willa. "Will jest udręczony", mówi Hannibal. I dodaje, że chce zatrzymać jego szaleństwo!!! Jakby eksperymentował na Willu!!? Dokładnie tak jak dr Chilton na dr Gideonie. Oczywiście obrusza się, kiedy w słowach dr Murier, dopatruje się sugestii, ze bardziej interesuje go szaleństwo niż sam człowiek.

          I jeszcze jedna ciekawe dialog, które mówi o Willu i o dr Hannibalu.

          "Will wcześnie zrozumiał, że widzi i rozumie świat inaczej niż reszta ludzi" - mówi Hannibal . I dodaje, że w Willu dostrzega siebie.
          Dostrzegasz siebie w jego szaleństwie? - pyta dr Murier.
          "Szaleństwo może być lekiem na współczesny świat" - mówi dr Hannibal.
          "W małych dawkach pomaga"
          "Przedawkowanie ma groźne skutki uboczne" - ripostuje dr Murier.
          "Czasem tylko przejściowe. Może wzmocnić psychologiczny układ odpornościowy w walce z kryzysem egzystencjalnym normalnego życia" - mówi dr Hannibal.

          • grek.grek Re: "Hannibal" odc 10 & 11 04.11.14, 16:19
            tak, ten ostatni dialog dr Murier z Lecterem jest doskonały.
            Gillian Anderson samą sobą tworzy klimat tej rozmowy.

            "uch !"
            hehe, i mnie się udzieliła Twoja ekspresja :]

            scena jest makabryczna, ale mam wrażenie, że ta makabra już w tym serialu przekroczyła masę krytyczną i nie działa tak jak na początku, jak sądzisz ?

            i cały czas przychodzi mi do głowy to, o czym napisałaś - ileż by zyskał ten serial, gdybyśmy nie wiedzieli kim "po godzinach" jest Hannibal Lecter.
    • grek.grek Borgiowie sez 3 odc 7 [1] 04.11.14, 13:54
      7 odcinek nosi znamienny tytuł "Gambit Lukrecji" i to właśnie w Neapolu rozgrywa się jego zasadnicza część.

      6 odcinek kończył się wrzaskliwym alarmem z powodu odkrycia przez jednego z kardynałów, że jego lokaj został zarażony jakimiś prątkami, chyba trądu. W 7 odcinku problem zostaje szybko załatwiony. Kardynał jest na tyle przytomny, że zawiadamia przez osobę trzecią o sytuacji, a sam zamyka się w apartamencie czy w czym on tam pracował. Buda zostaje po prostu spalona, razem z zarazkami oraz dwoma zarażonymi. Kardynał dostaje szansę odebrania sobie życia przed grillowaniem. Na własną zresztą prośbę, widać już zaawansowane ślady chorobowe, a dodatkowo dręczy go wyrzut na sumieniu, że był tak głupi, iż nie posłuchał Cesarego Borgii i nie spalił zdradzieckiej szkatułki z listem od Katarzyny Sforzy [gdzie znajdowały się zarazki trądu].

      Neapol.
      Po wyeliminowaniu króla Ferdynanda o sukcesję ma się ubiegać trzech młodziaków. Jednym z nich jest mąż Lukrecji, Alfonso, dwaj pozostało to książęta - Federigo i Rafael. Lukrecji ofk zależy na tym, by władzę dostał ten, który będzie przychylny jej i jej dziecku.

      Alfonsa generalnie w ogole nie obchodzi władza. Chłopak za grosz nie ma... "ciągu na bramkę" :]. Lukrecja nie może na niego liczyć. Zostają książątka.

      Rafael jest zapalonym szachistą. Podczas przyjacielskiej" partyjki Lukrecja bada jego stosunek do siebie i swojego syna. Rafael szybko ją leczy ze złudzeń - to kopia Ferdynanda. Zimny i zasadniczy, mimo bardzo młodego wieku; "Jesli ja zostanę królem, twój bękart wyląduje z powrotem w Rzymie albo w... stajni", zapowiada. Lukrecja może położyć na nim kreskę.

      Federgio jest zupełnie inny niż Rafael. Sympatyczny i trochę... metroseksualny ;] Tyle że przestraszony. Boi się Rafaela, więc waha się czy starać się o koronę. "Neapol mnie przeraża", zwierza się jej. Rafael gotów go zamordować, jesli zajdzie taka potrzeba. Lukrecja musi więc podnieść go na duchu i zdopingować do starań.

      Jej głównym atutem jest fakt, że nowego króla Neapolu będzie musiał zatwierdzić papież, a więc jej własny ojciec. Ale musiałby mieć jakiś bardzo konkretny powód, żeby np. Rafaela nie pobłogosławić. Federigo mówi jej, że Rafael jest człowiekiem bez skazy, na co Lukrecja w zamyśleniu odpowiada, że "Każdy ma jakieś sekrety..."

      Niespodziewanie, rzeczywiście Federigo pada ofiarą zamachu na własne życie. Bucha krwią, gorączkuje i zdaje się umierać w oczach. Lukrecja sądzi, że został otruty, najpewniej cantarellą, tak jak jej ojciec niegdyś. Próbuje go ratować wypróbowaną mieszanką wody z węglem, ale wtedy wkracza nadworny medyk i wyjaśnia jej, że to nie cantarella, to inny rodzaj trucizny i trzeba innej terapii. Federigowi udaje się przeżyć. W ostrych słowach Lukrecja oskarża o zamach Rafaela, a ten z chłodnym spokojem zaprzecza i sugeruje, że Frederigo jest histerykiem - "Kiedyś na mnie naskarżył, że chciałem... utopić traszkę. Czy można utopić traszkę ?", pyta retorycznie.

      Nocą Lukrecja wybiera się znów do starej znachorki za miastem. Najpierw grożąc jej spaleniem na stosie, a potem po ludzku przekupując :), wyciąga od niej informację, że Rafael kupował u niej truciznę. Ten jej rodzaj, którego użyto do podtrucia Federiga.

      Po powrocie Lukrecja triumfalnie oznajmia Rafaelowi [akurat biesiaduje, a na stole takie burdel, że klękajcie narody, hehe, chyba to ma być symbol całego Neapolu ?] że ma dowód na to, że chciał zabić Federiga. Lukrecja przejmuje prowadzenie w tej grze i daje mu szansę wycofania się z honorem z całej rywalizacji o tron. Jeśli jednak zdecyduje się o niego ubiegać - zostanie skompromitowany. Pod taką presją Rafael rezygnuje, ale sprawia wrażenia człowieka, który jest niewinny. A na dodatek - obiecuje, że się odegra i Lukrecja nie uśmiecha się na te słowa. Wie, że to groźny przeciwnik.

      Mediolan.
      Tutaj stacjonują wojska francuskie prowadzone przez Cesarego Borgię. Ludovic Sforza uciekł i poddal miasto. Kiepska informacja, bo formalnie pozostaje on władcą Mediolanu, a na domiar złego nadal nie jest pokonany militarnie. Do miasta przybywa król Francji i oficjalnie je przejmuje. "Miasto należy do mnie, ale... obietnica jaką złożyłeś, ciągle nie jest wypełniona w 100 %", mówi do Cesarego. Tak więc - dopóki Sforza biega żywy, dopóty Cesare jest na cenzurowanym.

      Nie od wczoraj jednak Borgiom sprzyja los. Oto sam LUdovic Sforza zgłasza się do Cesarego. Przez posłańca, gwoli ścisłości. Ma coś cennego - syna Katarzyny Sforzy. Gotów jest go przekazać Francuzom, w zamian za gwarancje bezpieczeństwa dla siebie. Jak widać więzy rodzinne w tym pie,przniku nie implikują nawet cienia lojalności :] Cesare zgadza się na taki dil i również przez posłańca ustala miejsce przekazania. POsłaniec Sforzy zgłosił się do papieża, więc Cesare dowiaduje się o całej sytuacji w chwili swojego pobytu w Rzymie. Rodrigo nakazuje mu, aby złapał żywcem obu - syna Katarzyny i samego Ludovica. A potem niech ich przyprowadzi do Rzymu. W kajdanach, tak żeby można ich było triumfalnie pokazywać.

      Oczywiście, syn Katarzyny nie ma pojęcia, że wujo go wystawia. Przyjeżdzają w umówione miejsce [stare kamieniołomy], a Ludovic powtarza mu ciągle, że mają się spotkać z sojusznikami. Zostają otoczeni przez zołnierzy.

      Cesare jednak łamie umowę - strzałami z arkebuza zabija najpierw młodego syna Katarzyny, a potem samego Ludovica Sforzę.

      POdczas kolejnego spotkania, Rodrigo jest na syna wściekły za ten czyn. "Jaki mamy pożytek z zabitego Sforzy ?!", cedzi wnerwiony do białości. Cesare informuje go, że taka była wola króla Francji. A na pytanie Rodrigo "A my ? czy my mamy tu coś jeszcze do powiedzenia ?", Cesare odpowiada "Zaufaj mi... w tej chwili nie masz innego wyjścia" i zostawia go samego [rozmowa odbywa się w ogrodzie efektownym]. I Rodrigo wie, że powoli staje się marionetką w tej zabawie.

      Jak zdradzał sezon 1 - zaufany człowiek Cesarego, Micheletto, jest gejem. W Mediolanie znajduje sobie kochanka. Niegdyś modela Leonarda Da Vinciego. Razem odwiedzają pracownię, w której urzędował Da Vinci, a tam : projekt maszyny latającej, karabin z udoskonalonym celownikiem, rzeźby... Klimatyczne miejsce.

      Micheletto traktuje dośc obcesowo swojego nałożnika, a kiedy wybiera się wraz z Cesarem do Rzymu i znajduje go w tłumie - jest gotów zabić. Czyżby gośc go śledził ? Kochanek wykręca się, że do Rzymu przybył w odwiedziny, i że to całkowity przypadek. MIcheletto grozi mu śmiercią w razie odkrycia, że to kłamstwo. A potem instaluje go w jakiejś opuszczonej starej budzie. Takie "gniazdko [miłosne]". Ostrzega go, że jesli zdecyduje się odejść, to żeby nigdy nikomu nie wspominał o tym, że Micheletto gejem jest. Bo... wiadomo co.

      Niedługo po wyjściu Micheletta budę odwiedza... Rufio, prawa ręka Katarzyny Sforzy. On stał za zarazkami trądu, on montuje na jej polecenie ten cały spisek antypapieski, a prywatnie "student sztuki zabijania", słowem : człowiek orkiestra ;]

      Staje się jasnym, że kochanek Micheletta jest szpiegiem Katarzyny. Rufio nakazuje mu trzymać się Micheletta, przy okazji w zamyśleniu porównuje się do niego i powiada "Jesteśmy lustrzanymi odbiciami siebie nawzajem... kiedyś się spotkamy". Chodzi mu o zaawansowanie zabijackie, czy jeszcze o coś ? ;] Rufio przypomina kochankowi o "księdze Catullus Carmina", czymkolwiek ona jest.

      W Neapolu książę Federigo zostaje królem. Feta, konfetti, wiwaty tłumu, zadowolona Lukrecja, zostający właśnie królem pan Lalunio chichocze radośnie jak podlotek...

      A za chwilę - petarda...
      Z Rzymu kochanek Micheletta pisze list i prosi w nim o gwarancje bezpieczeństwa dla siebie. Wiecie do kogo pisze ten list ? Do pana Lalunia z Neapolu :] A pan Lalunio, czyli król Federigo, odbierając ten list, czytając, a potem wysyłając swojego lokaja po "swój egzemplarz Catulla Carmina", wcale nie wygląda jak Lalunio - gębą ma zaciętą, spojrzenie wredne, a głos bynajmniej nie "metroseksualny". To dopiero spisek pierwszej kategorii :]


      • grek.grek Re: Borgiowie sez 3 odc 7 [1] 04.11.14, 13:58
        wydarzenia poboczne : Giulia Farnese przedstawiająca Rodrigowi swojego kandydata na męża, z nadzieją że eks-kochanek im pobłogosławi. Kandydat jest d,powaty, ale majętny, cóz... jak się nie ma co się lubi... ;]

        Oraz kolacyjka Rodrigo z żoną. W efektownej jadalni, w blaskach świec, przy dźwiękach harf i innych instrumentów na których żeński kwartet im subtelnie przygrywa. Tam to sobie dogadzali ;]

        www.youtube.com/watch?=H6WyukITMM8
    • grek.grek 100 lat chaplinowskiego Trampa 04.11.14, 16:37
      skoro tak piszą, to chyba prawda ? ;]
      100 lat minęło od pojawienia się w kinie Trampa [Włóczęgi ?], postaci wykreowanej przez Charliego Chaplina, jakby nie patrzeć jednej z ikon w historii filmu :

      film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/poeta-marzyciel-samotnik-charlie-chaplin-i-tramp/wvcqv
        • grek.grek Re: 100 lat chaplinowskiego Trampa 05.11.14, 14:12
          cieszę się, że lektura sprawiła Ci satysfakcję [mam nadzieję], Siostro :]

          mnie się zdarzało oglądać w czeskiej telewizji krótkie filmy pod zbiorczym tytułem "Groteski Chaplina".
          doskonałe wrażenie, kino może i raczkowało dopiero, technika była w powijakach, ale dzięki temu miało w sobie tyle szczerości...

          zajmujące jest to, o czym także w artykule można przeczytać, że bez dialogów Chaplin potrafił opowiadać o wszystkich ważnych zagadnieniach [epoki] - od biedy, wyzysku i spaczonych stosunkow społecznych, przez egzystencjalne rozterki jednostki po rysowanie sensu życia w ciągłym nieugiętym dążeniu [np. do spełniania marzeń]. co więcej, sam Chaplin, już po wprowadzeniu dźwięku do filmu, twierdził, ze dialogi nie są potrzebne, bo "tylko spowalniają akcję".

          byłaby to wizja w istocie bardzo bliska istocie rzeczy, nie sądzisz ? werdle pewnego poglądu starego jak świat : kino ma pokazywać, a od zaawansowanych dialogów [a może - w ogole od dialogów] jest literatura :] zapewne doskonałej symetrii zachować się nie da, więc może grunt w tym, by nie naruszać zdrowych proporcji ? :]
      • grek.grek Re: "Kaci także umierają" 05.11.14, 14:14
        nie masz pojęcia, jaką czuję na sobie presję, by wreszcie obejrzeć ten film :]]

        serio - bardzo chętnie zobaczę, mam nadzieję że do trzech razy sztuka i wreszcie będzie mi dane.
        temat mnie ciekawi, okres kina wczesny, a ja z chęcią nadrabiam niedostatki wiedzy, no i tyle razy już mi przechodził koło nosa... :]

      • grek.grek Re: "Kaci także umierają" 06.11.14, 13:45
        obejrzałem :]

        znakomity film.

        ciekawe, że w opisie stoi, że opowiada on o "zamachu na Heydricha", podczas gdy w istocie opowiada on o tym, co stało się już po tej akcji i śmierci hitlerowskiego namiestnika na Czechy i Morawy.

        Heydrich występuje w jednej scenie,na samym początku, i jest to bardzo ciekawa postać - oczywiście, jak sterotypowy nazista : krzykliwy i wredny, ale jednoczesnie... chodzi krokiem dandysa, a może nawet bliżej przegiętego geja, na twarzy pojawia mu się dziwaczny półuśmiech, zachowuje się i wygląda co najmniej dwuznacznie. zaraz potem zostaje zastrzelony w zamachu.

        generalnie, chodziło zdecydowanie i ewidentnie o to, by pokazać hart ducha czeskiego narodu w czasie niemieckiej okupacji podczas II wś. Czesi zazwyczaj są oskarżani o to, że nic nie zrobili przeciwko Niemcom, że "nie wzniecali powstania, bo ? bo Niemcy zabronili" itp rzeczy. Tutaj wyłania się obraz zupełnie inny. scenariusz jest doskonały, spina kilka wątków, które znajdują wspólną im puentę.

        zamachowcem, który zabił Heydricha jest chirurg, doktor Svoboda, uczestnik ruchu oporu. Pomaga mu uciec podstawiony woźnica, a przypadkowo także młoda dziewczyna, panna Novotna, córka profesora historii. Niemcy szukają Svobody [nazwisko jakże symboliczne], blokują ulice, przeszukują knajpy, legitymują kogo popadnie. Doktor znajduje schronienie u panny Novotnej. Jest ona zaskoczona jego wizytą, przedstawia go swoich domowników jako znajomego z filharmonii, pana Vańka. Profesor doskonale zdaje sobie sprawę z tego kim jest tajemniczy gość, córka zdązyła mu wcześniej opowiedzieć, że była świadkiem zamachu. panuje psychoza strachu, profesor zamyka się z córką w pokoju, żeby jej ciotki nie słyszały o całej sprawie. Każdy może być kapusiem.

        Zamach wzbudza radość wśród cywilnej ludności. Kiedy ktoś rzuca w tłum siedzący w kinie, informację o tym co się stało - następuje eksplozja radości, a kiedy niemiecki żandarm grozi, że wylegitymuje wszystkich uszczęśliwionych śmiercią dygnitarza faszystowskiego, zostaje uciszony klasycznym prawym prostym :]

        Wkrótce jednak radość zaczyna się mieszać ze strachem, bo Niemcy biorą kilkuset zakładników, głównie spośród inteligencji praskiej, i ogłaszają, że będą ich sukcesywnie rozstrzeliwać dopóki nie ujawni się zabójca Heydricha. Doktor Svoboda ma prawdziwy dylemat - oddać się w ręce gestapo czy ukrywać dalej i być może mieć na sumieniu śmierc kilku setek rodaków. Jego przyjaciel z ruchu oporu przekonuje go, żeby się nie poddawał, bo hitlerowcy tak czy owak zabijać będą, bez względu na to, czy znajdzie się ku temu pretekst.

        Wśród aresztowanych jest profesor Novotny. Jego córka doznaje szoku i w tym szoku najpierw prosi Svobodę, by się zdemaskował, a wobec odmowy doktora - chce go zakapować gestapo, bo to najprostsza droga do uwolnienia ojca.

        pod domem panna Novotna wsiada do dorożki i każe się wieźć do siedziby gestapo. Nagle wpada do środka człowiek z ruchu oporu i próbuje ją odwieść od zamiaru, potem dorożkarz, też człowiek podziemia, wiezie ją w kompletnie innym kierunku niż chciała, a kiedy wreszcie zrozpaczona wyskakuje z pojazdu krzycząc że "chciał na gestapo, a oni ją próbują uprowadzić !" - otacza ją tłum przechodniów i niemal linczuje. Ratują ją niemieccy żołnierze.

        w siedzibie gestapo dziewczyna dochodzi do siebie i zamiast kablować na doktora, chce uwolnienia ojca. tyle że szef gestapo [świetnie zagrana postać, barwna, ekspresyjna] łapie trop i już go nie puszcza. On czuje, że dziewczyna zmieniła zamiar, że chciała opowiedzieć o czymś innym, o czymś zwiążanym z zamachem. Wg zeznań świadków, m,in ostro przesłuchiwanej pani Dvorzakowej [starszej kwiaciarki], jakaś młoda dziewczyna pomogła zamachowcowi i skierowała pościg w innym kierunku niż on uciekał. Kiedy przyprowadzają panią Dvorakową, by rozpoznała dziewczynę - ta kręci przecząco głowę. Na pannie Novotnej robi to wielkie wrażenie, bo przecież pani Dvorakowa widziała wtedy właśnie JĄ. a jednak jej nie zakapowała, skazując się na śmierć [rzewczywiście, dokonuje ona żywota w lochach gestapowskich, tutaj pokazanych prawie jak sanatoryjne spa - Lang nie epatuje okropnościami, zachowuje elegancję, ważniejsza od naturalizmów jest symboliczna wymowa scen, dialogów i aktorskich gestów]. Jak więc ona mogłaby zadenuncjować Svobodę ? czy ojciec by sobie tego życzył ?

        inna rzecz, że Niemcy ogłaszają, iż każdy kto pomaga lub pomagał zamachowcowi zostanie rozstrzelany wraz z całą rodziną. Teraz Novotna nie ma wyjścia, nie może już nic powiedzieć, nawet gdyby chciała.

        Kłopot jednak w tym że szef gestapo oraz niejaki Gruber, inspektor gestapowski uczepiają się właśnie panny Novotnej, widząc w niej nadzieję na dotarcie po nitce do kłębka. Dziewczynę przesłuchali, zadali liczne pytania na temat zamachu, sprawdzili jej alibi, w międzyczasie wysyłając swoich ludzi do przeszukania jej domu. Przetrzepali wszystko. I jednego się dowiedzieli, jeśli dobrze pamiętam, od jej ciotek... że niedawno odwiedził ich jej tajemniczy znajomy, pan Vanek, który został na kolację, a nawet przenocował [oficjalnie, z powodu godziny policyjnej, która uniemożliwiła mu powrót do domu]. Co ciekawe, panna Novotna ma narzeczonego, a więc... czy to tylko romans na boku, czy mozę JEDNAK coś tutaj lekko zalatuje..?

        Inspektor Gruber to niezwykle malownicza postać. Facet od dedukcji, nie żaden prosty żołdak. Inteligentny, a przy okazji nie stroniący od kobiet i alkoholu. Elokwentny, nie tracący dobrych manier nawet w podbramkowych sytuacjach, a tych kilka jest.

        nie dam głowy, ale możliwe że Gruber również był w pobliżu miejsca zamachu i kojarzy pannę Novotną. musiałbym obejrzeć raz jeszcze, zeby się upewnić. ewentualnie, po prostu nie podoba mu się jej zachowanie i sam fakt jej gwałtownego przyjścia na gestapo [cóż to za błąd był] kompletnie nie pasujący do powodu który podała.
        Własnie Gruber nakazuje śledzić pannę Novotną. I podsłuchiwać podczas jej spotkania z doktorem Svobodą aka Vańkiem. Doktor odwiedza ją zgodnie z wcześniejszą umową, i Niemcy o tym wiedzą. POdczas rozmowy już Novotna ma wystartować do niego z pretensjami o to, że zabił Hedricha i nie chce się przyznać, przez co jej ojciec może zostać rosstrzelany... kiedy Svoboda na kartce pisze jej, że są podsłuchiwani. Od tej pory kontynuują rozmowę w taki sposób, że sugeruje ona płomienny romans między nimi. Gruber jest niepocieszony. Ofk, sprawdza on alibi pana Vańka aka doktora Svobody - doktor przyznaje się do tego, ze odwiedzał panną Novotną pod zmyślonym nazwiskiem, ale tylko dla potrzeb romansowej konspiry, a w czasie zamachu przebywał na sali operacyjnej, co potwierdzają jego współpracownicy [ofk, wszyscy oni są zaangażowani w ruch oporu].

        A tymczasem aressztowana przez Niemców inteligencja, na czele z prof. Novotnym, gra w szachy, dyskutuje i układa patriotyczne piosenki.

        Równolegle biegnie wątek niejakiego Emila Czaki. Browarnika i skończonego kabla. Śliski, z widoczną nadwagą, obleśny na swój sposób, chociaż Fritz Lang nie gra w czarne i białe i właściwie wszystkie postaci w tym filmie są namalowane w interesujący sposób, nawet jeśli nie przeżywają zwrotów ideologicznych.

        Czaka jest kapusiem, który przyłącza się do grupy spiskowców, którzy na rózne sposoby sabotują niemieckie plany [np. jedna z kobiet organizuje akcje w swoim zakładzie pracy, gdzie produkowane są części do niemieckich czołgów; pracownicy tegoż zakładu produkują niewłaściwe części, które będą psu na budę zdatne, a to dlatego że... nasza pannica spaliła potajemnie kartkę z instrukcjami technicznymi jaka przyszła do firmy] rozrzucają ulotki [jest na nich zadowolony w życia żółw w pozycji wypoczynkowej, a pod spodem napis "Bez pośpiechu", co ma nakłaniać do... zółwiego tempa pracy w zakładach pracy produkujących sprzęt wojskowy dla hitlerowców] albo organizują zamachy.

        Cała siatka wpada w łapy Niemców. Właśnie dzięki Czace. wyjątkowa świnia :]

        Niemcy rozbijają grupę łapiąc ją na gorącym uczynku, spiskujących na zapleczu restauracji -, częśc aresztują, a częśc ucieka. Jeden z uciekającyc
        • grek.grek Re: "Kaci także umierają" 06.11.14, 14:19
          Jeden ze spiskowców znajduje schronienie u doktora Svobody. A ten jest na radarze gestapo i Grubera. kiedy inspektor wpada z przeszukaniem do Svobody, znajduje w jego domu... pannę Novotną, w samej halce. Pan Svoboda ma na twarzy jej usta ze szminki... Siepacze przeszukują chatę, ale nikogo poza nimi nie znajdują. Gruber jednak nie zamierza wyjśc. Rozsiada się, pali papierosa, trzymając wszystkich w niepokoju... W tym momencie na książkę rozłożoną pod zasłoną okienną zaczynają padac krople krwi. POd zasłoną ukrywa się zbiegły spiskowiec. Svoboda ratuje sytuację rozlewając niby przypadkiem wino na ksiązkę. A później zjawia się... narzeczony p. NOvotnej. Wymienia minimalne porozumiewiewawcze spojrzenie z doktorem. Gruber wychodzi z klasą, zostawiając ich na osobności, a sam podsłuchuje pod drzwiami. Cała trójka gra komedię i udaje kłótnię trójkąta romansowego. Gruber znów nie ma żadnych dowodów na zamieszanie panny Novotnej i doktora w zamach.

          Jakby się pogodził z tym, że to był niewłaściwy trop. Idzie się upić. Zabiera ze sobą narzeczonego Novotnej, do lokalu "do którego Czechom i psom wstęp wzbroniony". Do tego mają dwie panny na telefon.

          panna Novotna i doktor przechodza do kontrataku - w knajpie NOvotna rozpoznaje jako zamachowca... Emila Czakę :] gestapo natychmiast ją przesłuchuje, a ona stanowczo obstaje przy tym, że to Czaka strzelał, a ona widziała całe zajście.

          zostają przesłuchani także inni świadkowie, m.in dorożkarz, który też rozpoznaje Czakę. Sam pan Czaka ma alibi, ale NIKT z wymienionych przez niego świadków nie może tego alibi potwierdzić. Przeciwko jego wersji zeznaje nawet własny kamerdyner. jest to oczywiście zemsta czeskiego ludu na konfidencie, który tak bezczelnie kablował i pakował do więzienia rodaków, w zamian za wygodne życie i gwarancje nietykalności od Niemców. w mieszkaniu Czaki gestapo znajduje ulotki propogandowe ruchu oporu oraz pistolet produkcji brytyjskiej, dokładnie taki z jakiego strzelano do Heydricha. niewątpliwie Czakę wrobiono w sposób podręcznikowy. facet czuje się jak postać z Kafki i tak też go wygląda. ZOstaje aresztowany. Jego jedyną nadzieją jest inspektor Gruber, z którym Czaka rozmawiał wtedy przez telefon, właśnie w momencie kiedy, jak się później okazało, dokonywano zamachu na Heydricha.

          Rankiem Gruber doznaje olśnienia. Ogląda swoją twarz w lustrze i dostrzega na niej odciśnięte kobiece usta. Jak tylko to dostrzega, zaraz próbuje ślad zetrzeć. Eureka! - doktor Svoboda miał idealny odcisk ust na twarzy, nie dotknął go nawet palcem, a przecież odruchowym gestem powinien próbować go zetrzeć, i wtedy kiedy wszedł Gruber, a już na pewno kiedy wszedł narzeczony Novotnej, z którą rzekomo Svoboda romansował. A więc to żaden romans, oni są zamieszani w zamach.

          Dzieli się tymi głośnymi myślami z budzącym się po nocnej walce narzeczonym Novotnej, a ten próbuje go zatrzymać, wiedząc że za chwilę pójdzie on aresztować oboje - po krótkich zapasach młody człowiek zostaje ogłuszony kawałkiem drewna spod kominka, a potem skrępowany sznurkiem.

          Gruber dociera do szpitala. Znajduje dr Svobodę. własnie wychodzi on wraz z drugim lekarzem z sali operacyjnej po zabiegu. ma na twarzy maskę chirurgiczną, spod której widać tylko jego oczy. Gruber pyta, czy miał taką samą maskę na twarzy, gdy rzekomo operował, kiedy strzelano do Heydricha ? Svoboda odpowiada, że owszem, a dla Gruber oznajmia, że pod taką maskę mógł się kryć każdy. Wchodzą do bocznej sali i Svoboda już nie zamierza się kryć, bo wie że Gruber wie.

          Gruber sięga po broń, a Svoboda i ten drugi lekarz próbują go zajść ze skrzydeł. Gruber próbuje wykręcić z telefonu na biurku numer do gestapo, ale wtedy zachodzi go od tyłu narzeczony Novotnej, który ocknął się, rozwikłał jakoś więzy i poszedł za nim. wiedział doskonale dokąd mógł pójśc Gruber...

          Inspektor zaatakowany z trzech stron zostaje uduszony stertą ręczników.

          Niemcy ogłaszają, ze złapali zabójcę Heydricha. Terror ma złagodnieć, wycofana zostaje godzina policyjna, a kiedy panna Novotna pyta, czy jej ojciec zostanie uwolniony, dostaje zapewnienie, że owszem i nic już nie stoi temu na przeszkodzie.

          Gruber już nie pomozę Emilowi Czace. Kolaborant, teraz oficjalnie oskarżony o zamach, zostaje wywieziony w jakąś boczną uliczkę nocną porą. W samochodzie rechocze histerycznie, bo rzeczywiście został wmanewrowany w mistrzowski sposób i niejeden postradał by zmysły gdyby nagle świat się tak ku niemu sprzysiągł, a on sam nagle "dowiedział się", ze jest zabójcą dygnitarza III Rzeszy, której służył wiernie jak pies. W bocznej uliczce Czaka zostaje... rozkuty i wypuszczony. Sądzi, że to przyjacielski gest kolegi gestapowca. i kiedy zaczyna swój lekki chód ku wolności - dostaje pierwszą kulę w plecy. Gestapowcy są rozbawieni setnie. Próbuje biec, ale dostaje następna. Robi kilka kroków i osuwa się martwy na chodnik.

          W tym samym momencie, w innym miejscu Pragi, rozstrzelany zostaje profesor Novotny. Tyle są/były warte obietnice hitlerowców. Zabijają wszystkich zakładników, mimo że zabójca "został znaleziony".

          W ostatniej scenie panna Novotna z narzeczonym, oraz grupa innych żałobników, składają kwiaty na grobach zabitych zakładników. Doktor Svoboda obserwuje całą scenę spod drzewa.

          Niemcy sporządzają zaszyfrowany raportt, w którym stoi, że Emil Czaka... NIE BYŁ zabójcą Heydricha. Został za takiego oficjalnie uznany, ale w istocie "prawdziwego zabójcy nie udało się ująć, z powodu niezłomnej, heroicznej i twardej postawy czeskiego społeczeństwa", co powoduje, że sprawę trzeba odłożyć ad acta.

          I tylko pozostaje pytanie, któremu wg mnie jednak minimalnie za mało miejsca poświeca scenariusz - czy było warto ? Dla morale społeczeństwa pod okupacją ? dla życia zabitych z powodu nasilonych aktów terroru, jaki Niemcy rozpętali po tej śmierci ?

          • siostra_bronte Re: "Kaci także umierają" 06.11.14, 17:31
            Brawo, Greku!

            Świetna recenzja. Dodam parę uwag.

            Tak, trochę za mało miejsca poświęcono temu dylematowi, czy warto było zabijać Heydricha. Ale trwała wojna, film miał wyraźnie propagandowy charakter, więc na wyraźną krytykę decyzji czeskiego ruchu oporu nie było wtedy miejsca.

            Ciekawy i oryginalny jak na tamte czasy (1943 r!) jest obraz nazistów w tym filmie. Są trochę groteskowi (jak napisałeś trafnie o Heydrichu), ale jednocześnie budzą grozę pomieszaną z fascynacją. W ogóle najciekawsze i najlepiej zagrane są te postaci drugiego planu: niemieccy oficerowie, Gruber i Czaka (przyznam, że na końcu było mi go nawet szkoda).

            Zwrócę jeszcze uwagę na świetne zdjęcia, często nawiązujące do niemieckiego okresu twórczości Langa, np. częste filmowanie cieni postaci (scena przesłuchania ciotki Maszy, sceny w celi czy Svoboda stojący w drzwiach mieszkania Maszy).

            Cieszę się Greku, że tak Ci się podobało, bo miałabym wyrzuty sumienia, że Cię dręczyłam :)
            • grek.grek Re: "Kaci także umierają" 07.11.14, 14:59
              dzięki, Siostro, za dzielnie przypomnienia i przypilnowanie, żebym nie przegapił. warto było.

              wydaje mi się, że koniec końców Lang dochodzi do konkluzji, że z zamachem czy bez zamachu - niemiecki terror zebrałby swoje żniwo, a więc zabójstwo Heydricha nie miało specjalnego znaczenia jak chodzi o liczbę poniesionych ofiar. Za to MIAŁO znaczenie, jako symboliczny akt oporu.

              yes, wspaniałe są te postaci. barwne, ekspresyjne, przypominające naszego "Stawkowego" Brunnera.

              bardzo celna uwaga, Siostro, 1943 rok, a postaci bad guys są narysowane taką kreską jaką malowane są one we współczesnych serialach amerykańskich. właściwie nie są nawet "bad", są raczej klasycznymi antybohaterami.

              yes, zdjęcia świetne, dodatkowo czarno-biała forma dodaje im elegancji.

              o, czułem, ze to będzie udana wyprawa filmowa :]

              trochę ciekawostek, i dużo fotografii :
              adante.nazwa.pl/zbroiowisko/viewtopic.php?f=145&t=9485
          • pepsic Re: "Kaci także umierają" 06.11.14, 17:55
            tylko pozostaje pytanie, któremu wg mnie jednak minimalnie za mało miejsca poświeca scenariusz - czy było warto ? Dla morale społeczeństwa pod okupacją ? dla życia zabitych z powodu nasilonych aktów terroru, jaki Niemcy rozpętali po tej śmierci ?

            Powyżej linkowałam,że decyzję podjęto w imię tzw wyższej konieczności, choć głównym założeniem było: nie prowokować Niemców do krwawych odwetów.
        • pepsic Re: "Kaci także umierają" 06.11.14, 17:48
          Czy film znakomity? Owszem, obejrzałam z prawdziwym zainteresowaniem. Niestety nie pozbawiony infantylizmu i groteski. Ponadto zawiedli statyczni główni wykonawcy Masza Novotna i dr Svoboda. Ciekawostką jest, że współtwórcą scenariusza był Bertolt Brecht, i ze współpraca z Langiem była przedmiotem sporu min. in. z powodu tego, że pisarz nie rozumiał potrzeb Hollywoodu i nie potrafił się odnaleźć w Ameryce, tak jak Lang robiący tam karierę.

          chodziło zdecydowanie i ewidentnie o to, by pokazać hart ducha czeskiego narodu w czasie niemieckiej okupacji podczas II wś. Czesi zazwyczaj są oskarżani o to, że nic nie zrobili przeciwko Niemcom, że "nie wzniecali powstania, bo ? bo Niemcy zabronili" itp rzeczy.

          Nie wiem, nie jestem historykiem, choć rożne głosy chodzą. Zwracam tylko uwagę, że film nie odzwierciedla faktów historycznych, które w tamtym czasie mogły nie być jeszcze znane. Zamachu nie dokonał komunistyczny ruch oporu, jak sugerowano, a żołnierze emigracyjnego rządu Czechosłowacji (przyjaźniący sie Czech wraz z ze Słowakiem zostali zrzuceni desantem do Pragi) ). W ramach odwetu spacyfikowano 2 czeskie wsie, gdzie cześć ludności wymordowano, część wywieziono do obozów koncentracyjnych. Zamachowcy w wyniku zdrady dostali się do kotła, gdzie po zaciekłej walce popełnili samobójstwo. Rodzina, która im udzieliła schronienia zginęła w obozie koncentracyjnym, z tym, że 1 osoba popełniła samobójstwa jeszcze podczas aresztowania przez gestapo. Faktem jest, że w Czechach unikano zamachów na hitlerowskich dostojników, gdyż Brytyjczycy nie chcieli wywoływać niemieckich represji wobec ludności cywilnej. Decyzja o zabiciu Heydricha zapadła, ponieważ skutecznie zwalczał czeską opozycję, aresztował jej członków i prawdopodobnie mógł odkryć niejawną współpracę Canarisa (jednego z przywódców niemieckiej opozycji antyhitlerowskiej) z Brytyjczykami. Tu stosowny link:

          Tak swoją drogą gestapo w Polsce nie patyczkowało by sie z przesłuchiwanymi i ich rodzinami i nie byłby Wersalu, jak w filmie. W najlepszym razie skończyli by w obozie koncentracyjnym.

          Dzięki za szczegółowy opis i przypomnienie.
          • grek.grek Re: "Kaci także umierają" 07.11.14, 15:08
            postaci hitlerowców są lepiej skrojone, to fakt :] chociaż, pani aktorka od panny Novotnej stara się
            jak może, kilka razy zasuwa taką "japońszczyzną", że hoho ;]

            nie napisałem tego w streszczeniu, pamięć zawiodła, ale samobójstwo aresztowanego wspólnika zamachowca jest pokazane w filmie - człowiekiem tym jest kierowca taksówki. Aresztowany i przywieziony celem przesłuchania do siedziby gestapo zabija się wyskakując oknem.

            profesor Novotny zostaje rozstrzelany, więc może symboliczne kara wymierzona rodzinie jest tutaj zaznaczona.

            wydaje mi się, że Lang pomija sprawę autorstwa zamachu, ważniejsze jest to co dzieje się po jego wykonaniu : niemieckie śledztwo, [chwalebne lub zdradzieckie] apostawy i zachowania czeskiego społeczeństwa plus oczywiście losy samego zamachowca.

            cała przyjemność po mojej stronie :]
    • grek.grek "Sztuka wolności [Art of freedom]" via Kultura 06.11.14, 15:16
      polski dokument z angielskim lektorem :]
      dobrze, że co najmniej połowę czasu zajmują "gadające głowy".

      a rzecz o polskiej szkole alpinizmu, która w latach 80-tych zdominowała światową scenę.

      świetnie nakreslone [przede wszystkim ustami przyjaciół i współtowarzyszy wypraw] sylwetki Wandy Rutkiewcz, Krzysztofa Wielickiego czy Jerzego Kukuczki. przedstawieni są jako ludzie twardziele-pasjonaci. Rutkiewicz wchodząca ze złamaną nogą w szynie, na środkach przeciwbólowych, Wielicki w gorsecie ortopedycznym, czy bez sprzętu Kukuczka który potrafił przetrwać w takich warunkach, w których niejeden dobry amator umarłby z samej bezsilności, a zawodowiec najpewniej nie dałby sobie rady mimo usilnych starań.

      pasjonaci. po zdobyciu wszystkich ośmiotysięczników, Kukuczka nie przestał planować kolejnych wejść, na te same szczyty, ale w innych warunkach, innymi drogami, zimą, z butlami czy bez butli, zawsze w jakiś NOWY sposób. i dziennikarz zadaje mu naiwne pytanie "wszystko osiągnąłeś, zdobyłeś wszystkie szczyty, po co znów tam jedziesz ?", na co Kukuczka odpowiada "ja nie wspinam się dla rekordów czy zaszczytów, ja tam jadę bo sprawia mi to osobistą satysfakcję".

      stare wywiady, archiwalne [pociągnięte taką charakterystyczną patyną] zdjęcia i filmy z tych ich wejść w Himalajach [niektóre piękne w swej wymowie, niektóre piękne I groźne, zwłaszcza te fragmenty wieczorne, przy porywistym wietrze - wrażenie niezwykłe, groza gór w pełnej krasie], opowieści własne, opowieści o innych. widać że to środowisko było. i jest chyba nadal. ludzie sobie bliscy, zbratani we wspólnej pozytywnej szajbie.

      liczne anegdoty - najbardziej podobała mi się opowieśc jednej z alpinistek, która wspinała się z Wandą Rutkiewcz, o tym jak kiedyś zbuntowali się szerpowie - wszczęli karczemną awanturę, wrzask, jazgot, skakanie do oczu, kilkudziesięciu chłopa w amoku... a Rutkiewicz siedzi sobie na krzesełku i spokojnie piłuje paznokcie :]

      twórcy zadają sobie pytanie, jak to możliwe, że w Polsce lat 80-tych, kraju borykającym się z trudnościami gospodarczymi, cierpiącym z powodu zimnej wojny Zachodu ze Wschodem oraz uzależnionej od Wielkiego Brata z Moskwy, zamkniętej, za żelazną kurtyną, możliwe było powstanie grupy ludzi, środowiska, które zdominowało tak elitarny, i jakby nie patrzeć - dośc drogi jak chodzi o wydatki - sport jak alpinizm.

      raz - Wielicki, Cichy i inni pracowali 3 miesiące w roku. uprawiali tzw. prace na niebezpiecznych wysokościach : malowanie, zakładanie przewodów, instalacje rozmaite itp. Bardzo wówczas dochodowa robota. oprócz tego, wszyscy do maksium wykorzystywali budżet państwowy, jak można było gdzieś złapać parę groszy, to oni się tam pchali. a urzędnicy aż tak nieczuli nie byli.

      wyjazdy zagranicę, przy polityce pełnej kontroli ze strony władzy, dochodziły do skutku. także dlatego, że sukcesy alpinistów bardzo dobrze były widziane przez rząd, podnosiły rangę kraju na arenie międzynarodowej. czyli, nic się nie zmieniło od czasów starożytnych, aż do dzisiaj.

      alpiniści dostawali medale zasłużonych, ściskano rąsie, przypinano ordery, uśmiechy, gratulacje... i oni WRACALI. ciekawe, nie ? narrator wyraża, czy ja wiem... zdziwienie ? - dlaczego oni wracali ? dlaczego nie prosili o azyl zagranicą ? dlaczego jednak wracali ? co ich w tej strasznej Polsce trzymało ? Może tak źle nie było ? a może im nie zależało na kokosach, a tylko na tym, by te fundusze na góry uzbierać, a to się zawsze udawało.

      zapobiegliwie narrator wspomina o tym, że większość z nich angazowała się politycznie, po stronie Solidarności. a tak... żeby czasami widz nie pomyślał, że to były apolityczne warzywa, którym tylko te ich góry w głowie, a nowy wspaniały świat dyndał kalafiorem ;]

      bardzo dobry film.
      gdybyście kiedyś mieli okazję - łapcie, skaczcie, chwytajcie :}

      • pani_lovett Re: "Sztuka wolności [Art of freedom]" via Kultur 06.11.14, 18:48
        Znakomity dokument. Widziałam fragment! :)

        Alpiniści opowiadali, jak dorabiali na wyprawy przemycając w tereny Himalajów ;) kryształy ( u nas w przeliczeniu jeden kryształ kosztował wówczas dolara, tam, gdzie go sprzedawali - 80 dolarów), aparaty fotograficzne, jakieś sprzęty AGD; kiedyś celnik na granicy zainteresował się dużą ilością suszarek, które przewozili oczywiście na handel, alpiniści wytłumaczyli celnikowi, że to na sprzęt na wyprawę kobiecą. ;) Zdarzało się, że celników przekupywali lub upijali wódką, by móc przewieźć towar na sprzedaż.
        Po wyprawie sprzedawali także szyte w Polsce (!) wspaniałe puchowe kurtki, bardzo zresztą rozchwytywane.
        Tamtejsze sklepy wkrótce były pełen towarów z Polski. :)

        Jedna z pań himalaistek opowiadała o przygotowywaniu prowiantu na wyprawę.
        Sama piekła duże ilości smakowicie przyprawianego schabu, które następnie jedna z polskich firm spożywczych puszkowała specjalnie na wyprawy.
        Mięso było wtedy oczywiście na kartki, himalaiści zdobywali kartki czy mięso jakimś tylko sobie znanym sposobem i w ten sposób jedli lepiej niż członkowie ich rodzin, jak skonstatowała himalaistka.

        Mnie wzruszyła opowieść jak Wanda Rutkiewcz pomimo, ogromnego bagażu (dochodził do 30 kg) zabierała ze sobą schodząc z góry po wyprawie jeszcze wór śmieci. Wolała zostawić dwa czekany niż śmieci. Czekany ktoś zabierze, mówiła, a śmieci nie.

        > zapobiegliwie narrator wspomina o tym, że większość z nich angazowała się polit
        > ycznie, po stronie Solidarności. a tak... żeby czasami widz nie pomyślał, że to
        > były apolityczne warzywa, którym tylko te ich góry w głowie, a nowy wspaniały
        > świat dyndał kalafiorem ;]


        He,he,he!
        O tym mówił też Janusz Onyszkiewicz, były opozycjonista, jedne z założycieli NSZZ „Solidarność” Regionu Mazowsze, itd.
    • grek.grek "Habemus papam, mamy papieża'" w Kocham Kino 06.11.14, 16:18
      skoro już się dorwałem do głosu... ;]

      22:45 & 2:15

      kooprodukcja włosko-francuska.
      z opisu :
      chłop z FRancji rodem zostaje papieżem. jest tak nieprzekonany co do tego czy jest we właściwym miejscu o właściwej porze, że z nerwów oraz niepewności, zamiast błogosławić narodowi z balkonu Bazyliki - wybiera się w rejs po Rzymie. trzeba mu znaleźć psychoanalityka, bo przecież w którymś momencie będzie musiał się światu zaprezentować jako nowy papa.

      Michel Piccoli w głównej roli - o poziom aktorski możemy być spokojni :]

      zrobił do Nanni Moretti, agnostyk czy ateista - kto go tam wie ;], ale nigdy nie atakujący Kościoła, a tym bardziej wiary, lecz starający się stawiać pytania i robić to kulturalnie i bez epatowanie tanimi prowokacjami. uff :]

      skoczmy, Czcigodni ! :]
          • grek.grek Re: "Habemus papam, mamy papieża'" w Kocham Kino 07.11.14, 14:42
            częściowo podpiszę się pod Twoją ocenę :]

            ale parę plusów bym znalazł.

            psychologia wydała mi się dość wątła, bo w efekcie niewiele dowiedziałem się o panu Melville'u. lubi i zna Czechowa, całe życie był samotny, chciał być aktorem, ale mu nie wyszło, no i boi się odpowiedzialności którą na niego złożono.

            Michel Piccoli gra wspaniale, wspaniale, nie wiem czy podzielisz/podzielicie tę opinię ? robi trzy miny na krzyż, woltyżerki nie uprawia, ale Melville aka Piccoli ma po prostu tak ujmującą twarz, spojrzenie, elegan cki i szczery sposób bycia, którymi wyraża swoje niepokoje i dylematy, że wystarczy tylko patrzeć na niego, żeby polubić.

            obraz watykańskiej szpicy kardynalskiej - aż trudno to zakwalifikować.
            ot, grupa rozbrykanych, naiwnych starych maleńskich.
            grają w siatkóweczkę, robią telenowelowe minki, podczas konklawe wnoszą oczka do nieba i modlą się w duchu "byle na mnie nie padło, oby nie ja".
            pomyślał by kto, że tak się to odbywa ;] że "Bóg decyduje". o naiwności święta...

            a swoją drogą, skoro Melville zostaje wybrany i nie umie podołać wyzwaniu, to ten "wybór Ducha św" coś marnym się okazuje ;]

            sama idea przednia - biały dym oznajmia wybór nowego papieża, nieprzeliczony tłum na placu sw Piotra czeka na przedstawienie go w oknie Bazyliki, a tutaj człowiek nie chce wyjść, a cała ceremonia zostaje zawieszona na 3 dni, w trakcie których media mnożą kolejne scenariusze i spekulacje, a lud twierdzi, ze wybraniec zmarł tuż po elekcji i teraz kardynałowie wybierają cichaczem następcę. to było dobre.

            czy ta cała akcja później ma odpowiednią temperaturę, pazur ?
            świetna jest scena w autobusie, kiedy Melville do siebie mamrocze to, co chciałby powiedzieć podczas swojego wystąpienia papieskiego.

            "Kim pan jest ?", pyta terapuetka, która ma pomóc Melville'owi dojśc do formy. odpowiedź "Jestem aktorem", a potem "Gram w teatrze". cudowne :] Melville nie mówi prawdy jednocześnie mówiąc prawdę, samą prawdę i tylko prawdę ":] przeurocza ironia Nanniego Morettiego.

            z kolei wywiad terapeutyczny jaki w Watykanie przeprowadza z Melvillem wezwany psycholog [sam Moretti] odbywa się na środku wielkiej sali, a przysłuchują się mu wszyscy kardynałowie. rodzinna sprawa ;]

            Melville daje w długą, rusza w miasto, służby nie mogą go odnaleźć, a rzecznik Watykanu [Stuhr w swoim żywiole] zawiązuje spisek, aby ukryć ten fakt przed kardynałami - wg przedstawionej im werrsji, papież przebywa we własnym pokoju, gdzie pracuje nad swoją psychiką i modli się. w pokoju zaś, siedzi dobrany specjalnie gwardzista, którego zadaniem jest przemazywanie się za firankami, aby tworzyć wrażenie papieskiej obecności. gwardzista przez 3 dni żyje jak pączek w maśle - nic nie robi, wyleguje się całymi dniami w luskusowych komnatach, objada się frykasami, puszcza muzyczkę, gapi się w tiwi, popija wino... tylko damskiego towarzystwa brakowałoby do konkluzji, że facet znalazł się w raju ;]

            cholera wie, może to jest jednak dobra formuła ?
            jakby tak za głęboko wejść w psychologię bohatera, to by wyszła z tego jakaś drama, a chyba nie
            o to chodziło, tak sobie myślę w tym momencie.

            w hotelu, w którym zatrzymał się Melville, bawi trupa aktorów teatralnych - łysy aktor deklamujący z emfazą Czechowa idzie schodami w dół, idzie, idzie, deklamuje... a potem płynnie wchodzi do czekająćej pod hotelem karetki pogotowia :]] przekomiczna scena. mnie się najpierw zdawało, że to lekarze od czubkow po niego przyjechali, ale później się okazuje że miał jakieś sensacje żołądkowe.

            ładne Włoszki, w tym dwie śniade ;] - ciekawe czy specjalnie podstawiali je na ulicach, żeby się przemazywały podczas filmowanie spacerującego prywatnego papieża, czy kręcili bez statystów i wlazły w kadr ?

            oglądaliście taki film "W poniedziałek rano" Otara Iosselianiego ? bohaterem jest facet, którego wszystkie dni są do siebie podobne. Wstaje rano, jedzie do pracy, wraca, wita się z rodziną, zakłada przygotowane kapcie... pewnego razu mówi "pie,przyć to" - w tytułowy poniedziałkowy poranek zamiast iśc do pracy, wyjeżdza w podróż [do Wenecji], gdzie spotyka róznych ludzi, widzi inny świat.

            przyszło mi to do głowy, kiedy oglądałem "Habemus..." - jest tutaj pewne podobieństwo w zamyśle, ale gdzieś brakowało barwy postaciom, które spotyka Melville. aktor od Czechowa jest świetny, aktorki śliczne, cały wątek teatralny - bardzo na plus, ale brakowało prawdziwego pociągnięcia mocnymi kolorami tej trzydniowej eskapady papieża elekta.

            wg mnie, błędem [uwaga, zaczynam się wymądrzać] było nadmierne skupienie się na tym, co w Watykanie robią kardynałowie. Wg mnie, rozmyło to wątek rozterek głównego bohatera.

            a co pokazuje Moretti - ot, kardynałów epatujących dziecięcą dobrocią, organizujących sobie mecze siatkówki i inne takie. a trzech takich, którzy chcą wyjść na miasto [nie zostają wypuszczeni] ma apetyty na zjedzenie pączków z kremem i obejrzenie wystawy Caravaggia. ja bym powiedział, że to trochę naciągana wizja ;]

            uciekł z tego sam papież, a przecież to jego rozterki i jego osobowośc powinny być najważniejsze. w efekcie, ta odyseja nie jest tak frapująca jak mogłaby być.

            powiem rzecz zupełnie idiotyczną, bo zdaję sobie sprawę, ze taka sekwencja byłaby tanim landszaftem, ale... mógł Melville trochę pobyć w róznych efektownych miejscach zabytkowych Rzymu. jest co filmować w tym mieście. skoro Sorrentino mógł, to czemu nie Moretti.

            moim zdaniem, punkt wyjścia jest wspaniały i dawał niesamowite możliwości, z których reżyseiro nie do końca skorzystał. przecież w ciągu tych 3 dni Melville mógł właściwie wszędzie się wciąć :"]

            generalnie, nie ma idei ta ucieczka. Ok, on chce uciec od zaduchu ciężaru jaki na niego spadł. Ale co chce uzyskać ? w filmie - wydaje się, że próbuje złapać równowagę psychiczną, a moim zdaniem - byłoby swietnie, gdyby Melville postanowił dokonać jakiegoś rozliczenia ze swoim życiem, gdyby postanowił poznać Rzym, którego zapewne nie zna, bo od tysiąca lat siedzi w tym Watykanie i odmawia różańce, gdyby nagle poznał jakąś kobietę... to mogła być wspaniała podróż, a Moretti trochę ograniczył ją do krótkiego spacerka.

            taki film mógłby trwać 2 i pół godziny, albo i 2' 40 - żaden problem. gdyby nasycono go barwami, inspirującymi dialogami, psychologią, pięknem zdjęć - nikt by nie narzekał, a kto by narzekał, to w Kosmos z nim ;']]

            wydaje mi się, ze szansa została stracona. szkoda, wg mnie.
            ale sam w sobie, wg mnie, film jest dobry.

            co sądzicie ?
        • pani_lovett Re: W kontrze mamy rosyjskiego "Brata" 06.11.14, 19:14
          pepsic napisała:

          > Dramat kryminalny nieżyjącego już reżysera Aleksieja Bałabanowa. Miejmy nadziej
          > ę, że nie tak przerażający, jak "Ładunek 200". Tvp kultura 22:15.

          A właśnie. Widziałam kilka dni temu zapowiedź.
          Też pomysł, dwie premiery w o tej samej porze w telewizji publicznej! :/
          Będę nagrywać "Brata".
      • mozambique Re: "Habemus papam, mamy papieża'" w Kocham Kino 07.11.14, 11:50
        widzialam juz kiedys, bardzo mi sie podobal , uczlowieczal postac papieża , choc za bardzo tu "jechało" tym aktorstwem , prosto z biografii Wojtyły jednak

        --
        ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
        ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
        ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"