Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 1 (vol. 51)

01.01.15, 12:39
Witam w Nowym Roku :) Wybrałam jednak 51, choć tak, wiem, nie mamy 50 ;) ale wiemy, że ją mamy :)

Mam nadzieję i szczere życzenia, żebyśmy mieli dużo filmów do przedyskutowania!

--
Maniaczytania - blog
Edytor zaawansowany
  • grek.grek 01.01.15, 13:25
    ciekawe jak Wam się spodoba.

    to Allen z tych "allenów" europejskich oraz nowych, a zatem raczej bez fajerwerków dialogowych. W "POznasz..." jest tych aforyzmów i bon motów jeszcze mniej niż zazwyczaj, głównie w pierwszej fazie dialogi skręcają w humor. Potem jest coraz poważniej, chociaż nie za-poważnie.

    Kilka splecionych ze sobą histori miłosno-romansowych z wątkiem wróżbiarstwa w tle.
    spojlery możliwe bardzo.

    80-latek Alfie [znakomity Anthony Hopkins] "pewnego dnia widzi otchłań i doznaje przerażenia". Rzuca się w wir starań o zachowanie kondycji - trening i dieta, dieta i trening. Żona Helena idzie w odstawkę. Alfie zadaje się z młodzieżą, łazi po klubach i szuka nowej żony. Ale nie starszej pani "z wypadniętym biodrem", tylko młodej dziewczyny. Poznaje efektowną call girl Charmaine [rewelacyjna Lucy Punch, Allen ma nosa do ról prostytutek, to już chyba 3 albo 4 którą pamiętam z jego filmów i wszystkie były/są świetne] i od razu przepada. Żeni się z nią i chce mieć z nią syna. Tyle że jak sami rozumiecie, raz że starszy pan ma 80 lat, a Charmaine góra 30 i lubi mężczyzn z wzajemnością ;] Alfie ma kasę, więc jest dobrą partią, ale niekoniecznie na tyle dobrą, żeby kupić sobie wierność...

    Finał tej historii jest przewrotny. A Alfie dostaje mocno po nosie, dosłownie i w przenośni. W sumie, czyżby Allen drwi sobie bezlitośnie z panów z 9 krzyżykiem na karku, którzy chcą zatrzymać starość za pomocą obcowania z młodością.

    a na koniec zostawia Alfiemu taki klops...

    porzucona przez Alfiego Helena też poznaje kogoś. Pana księęgarza, który niedawno owdowiał. "Uduchowiony", komentuje go Helena. Problem w tym,że starszy pan ciągle wspomina swoją żonę zmarłą, i związek z Heleną uzaleznia od... zgody ducha żony ;]

    Przede wszystkim jednak, Helena wizytuje ciągle wróżkę Crystal. A ta przepowiada jej przyszłość. Zaraża ją wiarę w reinkarnację, która to wiara połączy zresztą Helenę i księgarza.

    Helena z każdą d,perelą zasłyszaną u Crystal odwiedza dom córki Sally.

    A Sally [Naomi Watts] ma przecież własne problemy. Zegar tyka, Sally zbliża się do 40-tki, chciałby mieć dziecko, normalne życie, a tymczasem jej związek z Royem [Josh Brolin] jest w kryzysie. Mąż od 3 lat pisze ksiązkę i nie może napisać. Traci kolejne posady, w końcu w ogole rzuca pracę, żeby pisać. Sally jest sfrustrowana. Nie chodzi o to, że musi ich sama utrzymywać, ale o prowizorkę jaką jest ich małżeństwo.

    Oni też szukają nowych miłości.

    Sally widzi ją w swoim szefie [sztywniakowaty Banderas]. Ma on żonę, ale z żoną mu się nie układa. Sally wprost, choć z pełną kulturą, sugeruje że jest chętna na romans. Nie wie jednak, że to iż szef nie sypia z żoną wcale nie znaczy, że sypia sam ;]

    Roy poznaje sąsiadkę z naprzeciwka, Dię [gdzie Allen znalazł Freidę Pinto ?]. Widzą się przez okno. On pisze, czyli szwęda się po pokoju bez celu, a ona gra na wiolonczeli czy na czymśtam. Rozmawiają sobie czasami. Któregoś dnia pada deszcz i Roy zaprasza ją na śniadanie do baru za rogiem. Lepiej się poznają. Od tego momentu Dia zaczyna się miotać, bo ma już narzeczonego [dyplomatę z Brukseli], a tutaj Roy jest taki sympatyczny i "flirtuje bezczelnie, bo jej się bardzo podoba".

    ksiązka Roya ? Helena go informuje, ze wg przepowiedni Crystal - będzie słaba i nikt jej nie zechce wydać. Roy odniesie sukces literacki, ale... w przyszłym życiu [serio to mówi, bo wierzy w reinkarnację]. Roy aż dostaje szału na te ciągłe wjazdy teściowej. Zresztą w pewnym momencie sfrustrowana sypiącym się jej życiem Sally, też matce powie wprost co sądzi o jej wierze w "gusła".

    Roy znajduje jednak sposób, na to by odnieśc literacki sukces. Wystarczy jeden pomyslny zbieg okoliczności i trochę zagłuszenia sumienia oraz brak skrupułów...

    wszystko się zmienia, Roy moze odejść od Sally, Dia podejmuje dla niego decyzję, która konsternuje jej zacną rodzinę i jeszcze bardziej zacną rodzinę narzeczonego... Zabawne, ze kiedy Roy patrzy na Sally z okna mieszkania Dii, to przeżywa dokładnie ten sam rodzaj zaintrygowania, co patrząc na Dię z okna mieszkania Sally [i swojego]. Jak to się plecie...

    Roy oczywiście też nie może zostać w pełni ustysfakcjowany, bo rzeczywistośc płata figle, czasami odpłaca pięknym za nadobne...

    Czy Dia zostanie ?

    W sumie, zgrabnie splecione, dobrze napisane, aktorzy prima sort. Muzyka, napisy, typ filmowania - znać Allena :] to on :]

    Londyn bez pocztówkowych ujęc, raczej Allen spróbował go pokazać w stylu w jakim prezentował Manhattan, czyli swojsko, przytulnie, kameralnie, miłe knajpki, ładne trotuary i kamienice z klasą, zieleń, a raz na film wypad za miasto, gdzie rodzice Dii mają dom, a może nawet coś w rodzaju posiadłości.

    wszyscy w tym filmie szukają namiętności, uczuć, nowych związków. Wszyscy są gotowi w try miga rzucić to, co mają. Nie chcą naprawiać, remontować, a jak próbują na nowo, to jest już dawno za późno i trzeba ponieśc konsekwencje. Młodośc bezlitośnie wykorzystuje i obnaża starość, jakby ilustrował Allen przestrogę Platona "Bójcie się starości !". NIe starości niedołęznej ale starości śmiesznej i żenującej.

    kpi też bezwzględnie z prrzemysłu wróżbiarskiego, medium, duchów, całego tego interesu, który polega na opowiadaniu ludziom bajek o fatum, podczas gdy przecież nic nie zależy od "zapisania w gwiazdach", co najwyżej od układu genów i stosunków towarzyskich ;] Olimpijski spokój Heleny, która przynosi te opowieści do domu Sally i doprowadza do wściekłości Roya, a potem także samą Sally, jest przezabawny.

    wg mnie, bardzo dobry film. jakby idealnie skrojony według tezy, że "słabszy Allen jest nadal lepszy od 80 % innych reżyserów".

  • pani_lovett 01.01.15, 17:00
    forum.gazeta.pl/forum/w,14,155729342,156072369,Re_Poznasz_przystojnego_bruneta_Kultu.html
  • grek.grek 01.01.15, 17:25
    yes.
    piszemy stereofonicznie, bo film na przecięciu dwóch wolumenów ;]
  • siostra_bronte 01.01.15, 18:00
    Hehe.
  • siostra_bronte 01.01.15, 17:55
    Nie zauważyłam nowego wątku, więc wklejam mój wpis ponownie.

    Pozwolę się nie zgodzić z Waszymi opiniami :)

    Moim zdaniem słaby film Allena. Początek wygląda zachęcająco, ale potem akcja rozłazi w różnych kierunkach. Kilka wątków powiązanych ze sobą, ale jako całość moim zdaniem to nie gra. Brak napięcia i emocji, a jakoś od połowy robi się wręcz nudno. Największy zarzut, jak na komedię: film jest mało zabawny. Uśmiechnęłam się parę razy i to wszystko. Tak, brak tu charakterystycznego humoru i ironii Allena. Gdyby nie początkowe zdania narratora z cytatem z Szekspira, to w ogóle nie poznałabym, że to jego film.
  • grek.grek 02.01.15, 13:11
    surowa ocena Siostro :]

    wg mnie, spaja ten film pokazanie, w obrębie jednej rodziny, kręgu ludzi, całego spektrum form
    trwania, rozłażenia się i prób spięcia na nowo związków. wydaje mi się, że konstrukcja się broni.
    a aktorzy plus dekor i lokacje są idealnie dobrani/e.

    yes, do śmiechu wiele tutaj nie ma, aczkolwiek... np. sytuacja przy łózku faceta w śpiączce, kiedy koledzy namawiają Roya, żeby poczytał mu swoją ksiązkę, nie wiedząc iż jest to ksiązka którą Roy ukradł temu w śpiączce... moim zdaniem, komiczna, chociaż na pewno bez tej maniery jaką zwykle Allen epatował. Albo kiedy Alfie dostaje lanie od tego młodego kolegi Charmaine, gdy przyłapuje ich in flagranti, a potem Charmaine dowodzi, że powinien wręcz przeprosić za to, ze mógł ją podejrzewać o zdradę - w zestawieniu z obitą twarzą Alfiego, brzmi to kuriozalnie. albo kiedy Helen przerywa seans spirystyczny domagając się od bukinisty, żeby wreszcie spytał swoją zmarłą żonę, czy pozwala im być razem. wg mnie, nie jest to humor klasyczny dla Allena, ale coś tam podobnego w nim jest :"] jak sądzisz ?

  • siostra_bronte 02.01.15, 14:34
    No niestety, nie znalazłam żadnych plusów.

    Dla mnie te wątki były splecione trochę na siłę. Choćby Dia (Allen wypatrzył Freidę Pinto pewnie w "Slamdogu"). Jest pokazana przelotnie, nie ma czasu na pogłębienie tej postaci. A sposób w jaki poznaje ją Roy, czyli zamieszkanie akurat na przeciwko jest naprawdę banalny. Nie było ciekawszego pomysłu?

    Wątek Alfiego i Charmaine wręcz przygnębiający. Nie widziałam tutaj niczego zabawnego.

    Powtórzę się, całość nie gra, nie wciąga. Perypetie bohaterów oglądałam ze średnim zainteresowaniem. Szkoda.
  • grek.grek 02.01.15, 15:53
    a widzisz, zapewne tak. nie oglądałem "Slumdoga" niestety.

    ha, pomysł może i średni, ale... wypadł całkiem wdzięcznie :] okna naprzeciwko, ona na instrumencie gra, on słyszy, gaworzą sobie. skoro taka zabudowa jest możliwa, to i taki kontakt międzyludzki - też ;]

    jest to przygniębiające, zgadzam sie z tobą.
    ale Charmaine jest brawurowa.
    wyraźnie Allen chce wyśmiać to, co symbolizuje swoim zachowaniem i postawą Alfie, może
    nawet wymyka się mu to z rąk trochę :]

  • siostra_bronte 02.01.15, 16:11
    Ja też nie widziałam "Slamdoga" :)
  • siostra_bronte 02.01.15, 16:13
    * "Slumdoga"
  • grek.grek 02.01.15, 16:22
    kto by się w tym hinduskim sanskrycie połapał... ;]]
  • siostra_bronte 02.01.15, 16:42
    Hehe.
  • pani_lovett 02.01.15, 20:15
    Ja widziałam "Slumdoga", ale nie rozpoznałam, że Dia to Freida Pinto ze "Slumdoga" !? :/
  • siostra_bronte 02.01.15, 20:45
    Ten wątek robi się coraz ciekawszy :)
  • pani_lovett 03.01.15, 16:41
    :)
  • pani_lovett 01.01.15, 17:10
    Osiągnęliśmy pełne 50 vol.!

    Brawo dla nas wszystkich!

    Podpisuję, się pod Twymi słowami, Maniu!
    I również serdecznie życzę NAM kolejnych wspaniałych filmów i wielu kolejnych pasjonujących rozmów, dyskusji, sporów!
    I by nasze wspaniałe grono nie zmniejszyło się nigdy, a raczej powiększało.

    :)

  • grek.grek 01.01.15, 17:24
    hip hip hurra, hip hi hurra :]

    a dopiero się rozkręcamy... ;]
  • pepsic 01.01.15, 19:42
    Ciekawe, jakie mamy statystyki filmowe, co rzecz jasna pozostaje pytaniem retorycznym. Swoją drogą nie potrafię pojąć, że w dobie, kiedy byle gimnazjalista włamuje się do NASA na forum wyborczej gazety nie da się edytować tytułu posta.
  • grek.grek 02.01.15, 13:12
    trzeba by wynająć jakąś firmę, żeby policzyła profesjonalnie ;]]

    coś w tym jest.
  • pani_lovett 02.01.15, 20:05
    Kiedyś pewna forumowiczka z własnej nieprzymuszonej woli policzyła filmy z jednego roku, a nawet zrobiła zestawienie tytułów. Nie pamiętam dokładnej liczby, ale filmów było bardzo dużo.
    Obawiam się, że policzenie filmów ze wszystkich to karkołomne zadanie. ;)


  • pani_lovett 02.01.15, 20:10
    Butelka szampana i konfetti na jubileusz! ;)

    3.bp.blogspot.com/-pfGRCY7pjDw/UZJmPgXDcHI/AAAAAAAAHQ4/a0GnZDZFuoU/s1600/20130514131644.jpg
  • grek.grek 03.01.15, 17:41
    a to obrazek z zakończenia imprezy, który do tej pory nie przebił się do mediów :]

    www.eclectech.co.uk/b3ta/drunkcatwallpaper.jpg.html
  • pani_lovett 03.01.15, 17:53
    Hahahahahahaha! :)))))))))))

    Cudny!
  • grek.grek 03.01.15, 18:17
    ;]]
  • maniaczytania 04.01.15, 12:15
    fantastyczny :)))))

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 01.01.15, 17:29
    jutro riplej o 22;40

    Jarmusch z 2003 - kilkanaście scenek rozmów przy tytułowych gadżetach, z udziałem aktorów, muzyków i filmowców.

    Kultura uruchamia cykl "Filmy, które zmieniły Amerykę". powinno być ciekawie, aczkolwiek Jim Jarmusch "zmieniał Amerykę" chyba nieco wcześniejszymi filmami ;]

    skaczemy ? :]
  • siostra_bronte 01.01.15, 18:05
    Tytuł cyklu chyba na wyrost biorąc pod uwagę pierwszą pozycję :) Co prawda nie widziałam, ale masz rację, że to wcześniejsze filmy Jarmusha były ważne. Za to za tydzień wypatrzyłam "Nocnego kowboja"!
  • grek.grek 03.01.15, 17:43
    w jednej z zajawek zauważyłem "KOwboja", widać też zapowiedź "Dwunastu gniewnych ludzi".
    będzie dobrze :]
  • grek.grek 01.01.15, 17:37
    "Kawa..." jutro jest na bis, więc może jakaś komedia sensacyjna ?

    orajt, "Ocean's Thirteen" Soderbergha w TVN7 czy "Włoska robota" w TVN ?

    "Ocean's..." to klasowy reżyser, no i obsada : Clooney, Pacino, Pitt, Garcia... kogo tam nie ma. Pytanie brzmi : ile razy grupa złodziejów tworząca doskonały zespół może okradać kolejny bank albo kasyno ? za którym razem jest to już odcinanie kuponów od sukcesu oryginału, czyli scenariusz powiela znane chwyty, a połowa budżetu idzie w wynajem lokacji w Las Vegasie oraz w pensje dla aktorskich twarzy, ktore mają zapewnić oglądalność ?

    "Włoska robota" z opisu brzmi podobnie - też grupa glamour-złodziejaszków ma kogoś obrobić z dóbr doczesnych. tyle,że tutaj są inne twarze : Charlize Theron, Norton, Statham, Wahlberg, Donald Sutherland.

    TVN wyraźnie proponuje kupno forda w dowolnym kolorze, pod warunkiem że będzie to kolor czarny ;]

    co wybierzecie/byście wybrali ?
  • maniaczytania 01.01.15, 18:10
    widziałam obydwa. Obydwa w swojej kategorii bardzo dobre ;)
    Wybrałabym chyba "Włoską robotę".

    PS - KK jeszcze dziś, a chętnie napiszę też słowo lub dwa o "Grand Budapest Hotel" Wesa Andersona, bo nie wiem, czy już był w Ojejkach, a ja kupiłam go sobie na dvd ;) i obejrzałam przedwczoraj.

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 02.01.15, 13:15
    Maniu, pisz koniecznie. "GRand Budapest..." nie było jeszcze, a nawet jakby był - nie miałoby to znaczenia :]
  • maniaczytania 01.01.15, 18:58
    No to tradycyjnie ;)

    08.01. - "Lourdes" - koprodukcja austriacko-niemiecko-francuska z 2009r.
    15.01. - "Maraton tańca" film polski w reż. Magdaleny Łazarkiewicz z 2010 r. (dostępny również na VOD)
    22.01. - "Soul Kitchen" Niemcy , 2009r.
    29.01. - "Blaszany bębenek" czyli prawdziwa klasyka

    I jak? Co Wy na to?

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 02.01.15, 13:19
    "Soul Kitchen" kiedyś miałem przyjemnośc opisywać, musi być w archiwum.
    świetna rzecz, bardzo... multikulti-style rodem z Berlina okiem tureckiego reżysera.

    "LOurdes" - wchodzę.

    "Maraton tańca" - nie znam, wchodzę.

    "Blaszany bębenek' - nie pamiętam... wchodzę znów ;]
  • pani_lovett 02.01.15, 20:02
    > 08.01. - "Lourdes" - koprodukcja austriacko-niemiecko-francuska z 2009r.



    Film podejmuje tematykę cudu uzdrowienia z nieuleczalnej choroby, do którego dochodzi w tytułowym Lourdes, jak wiadomo, słynnym ośrodku kultu maryjnego we Francji, miejscu pielgrzymek ludzi z całego świata.

    Nie jest to jednak obraz religijny. Film, i tu rzecz ciekawe, zrobiła ateistka, Jessika Hausner.
    Ale Hausner nie walczy z kościołem, z religią, aczkolwiek stara się chłodno, rzeczowo, z dystansem analizować sytuację. W finale odpowiedź na pytanie o fenomen cudu pozostaje otwarte.

    Dodam tylko, że stowarzyszenie katolickich filmowców we Włoszech przyznało filmowi "Lourdes" nagrodę. Choć jak właśnie przeczytałam, nie wszystkie środowiska katolickie podzielają pozytywne opinie na temat tego filmu.

    Polecam ten imo znakomity film. Musicie obejrzeć. Spodziewam się, że wywoła on ciekawą dyskusję.
  • pani_lovett 03.01.15, 12:08
    To czytać! ;)

    > 08.01. - "Lourdes" - koprodukcja austriacko-niemiecko-francuska z 2009r.


    Film podejmuje tematykę cudu uzdrowienia z nieuleczalnej choroby, do którego dochodzi w tytułowym Lourdes, jak wiadomo, słynnym ośrodku kultu maryjnego we Francji, miejscu pielgrzymek ludzi z całego świata.

    Nie jest to jednak obraz religijny. Film, i tu rzecz ciekawe, zrobiła ateistka, Jessika Hausner.
    Ale Hausner nie walczy z kościołem, z religią, choć analizuje problem z pozycji sceptyka, chłodno, rzeczowo, z dystansem. Ale w finale odpowiedź na pytanie o fenomen cudu pozostawia otwarte.


    Dodam tylko, że stowarzyszenie katolickich filmowców we Włoszech przyznało filmowi "Lourdes" nagrodę. Choć jak właśnie przeczytałam, nie wszystkie środowiska katolickie podzielają pozytywne opinie na temat tego filmu.

    Polecam ten imo szalenie interesujący film. Musicie obejrzeć.
    Spodziewam się, że wywoła on ciekawą dyskusję.
  • grek.grek 03.01.15, 17:39
    wcchodzę :] a nawet - skaczę :]

  • pani_lovett 03.01.15, 17:51
    Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej! :)
  • pani_lovett 03.01.15, 17:52
    Teraz czekam na deklarację Bronte i pozostałych Pań. :)
  • siostra_bronte 03.01.15, 18:43
    Trzy najciekawsze filmy w tym samym czasie: "Lourdes", "Nocny kowboj" i "Mistrz". Jak to ogarnąć? :)
  • pani_lovett 03.01.15, 19:23
    Ależ!
    "Mistrza" opowiedziała nam Mozambique. Zdecydowanie warto zobaczyć!
    To masz dylemat. Nie zazdroszczę.
  • maniaczytania 01.01.15, 19:26
    nie, to raczej nie będzie stała rubryka ;), ale dziś skorzystam z wolnej chwili i kilka wybranych wypiszę ;)

    piątek 02.:
    widać, że część telewizji uznała piątkowy wczesny wieczór (ok. 20.00) za najlepszą porę na filmy familijne - co mnie się akurat podoba :), ciekawe, jak długo się ten trend utrzyma :)
    tvp1 - 20.25 - "Herb piratów" - to nie film, a serial, ale ze względu na Johna Malkovicha może warto?
    tvp2 - 20.05 - "Auta 2"
    polsat - 20.00 - "Artur i Minimki"; 22.05 - "Diamentowa afera"; 0.05 - "Ostatnia misja"
    tvn - 20.00 - "Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia"
    tvn7 - 20.00 - "Parszywa dwunastka"
    tvp Kultura - 20.20 - "We mgle"; 22.40 - "Kawa i papierosy"
    AleKino - 22.05 - "Dorian Gray"

    sobota 03.:
    tvp1 - 20.25 - "Alicja w Krainie Czarów"
    tvn - 20.00 - "Sylwester w Nowym Jorku"; 22.35 - "Cztery wesela i pogrzeb"
    tvn7 - 19.30 - "Czarownice z Eastwick"
    AleKino - 18.00 - "Walkiria"; 20.10 - "Niewinność"

    niedziela 04.:
    tv Puls - 20.00 - "Angielska robota"
    tvn7 - 20.00 - "A.I. Sztuczna inteligencja"

    poniedziałek 05.:
    tvp1 - 20.25 - "Jak zostać królem"; 22.30 - "Sala samobójców"
    tvp2 - 22.50 - "Oszukana"
    polsat - 22.30 - "21"
    tvp Kultura - 20.20 - "Wymyk"

    wtorek 06.:
    polsat - 22.05 - "Siedem dusz"
    tvn - 20.05 - "Krwawy diament"
    tv Puls - 20.00 - "Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć"

    środa 07.:
    tv Puls - 20.00 - "Szczęki 2"
    tvn7 - 20.00 - "Bez mojej zgody"

    czwartek 08.:
    tvp 2 - 20.40 - "Hulk"; potem wspominany wyżej "Lourdes"
    polsat - 20.00 - "Burleska"; 22.35 - "Kobieta na topie" (Penelope Cruz ;) )
    tvp Kultura - 21.15 - "Nocny kowboj"
    AleKino - 20.20 - "Mistrz"

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 02.01.15, 13:18
    whoaaa, ale zestaw :]

    sporo dobrych tytułów.
    "We mgle", "Nocny kowboj" - na pewno.
    "Burleska" - słyszałem, nie wiem czy warto [chociaż to premiera by była, a dla premiery robi się
    zawsze wolne miejsce, hehe].
    "Jak zostać królem", "Krwawy diament", "Wymyk", "Oszukana" - dobra powtórka nigdy nie jest zła.
  • mozambique 02.01.15, 14:03
    "Burleska" - słyszałem, nie wiem czy warto [chociaż to premiera by była, a dla premiery robi się
    zawsze wolne miejsce, hehe]."

    NIE WARTO !
    Christina Aquillera zaczyan prace jako barmanka w nocnym klubie ktory nazywa sie BURLESKA , a szefuje mu Cher ( z twarzą jak Samodizileny Robot KOlejkowy EWA 1 z Altenratyw 4) , spzrata , nalewa i obseruwje gwiazdy na scenie , gwiazdy spiewają i tancza i nawet porzadnego striptizu nie zrobią , i strasznie im zazdrosci
    i jako w bajce o kopciuszcku , głowna gwiazda choruje i Christina dostaje szanse zastąpeinia jej w jednym numerze

    i osiag sukces, slawe i serce ksiecia

    zieeeeeeeeeeew !!!!!

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • grek.grek 02.01.15, 15:56
    no to pięknie, happy end :]

    dzieki za opinię. trochę przypomina "Showgirls" ? [wg mnie, niedoceniony film, w którym może i jest golizna, i aktorstwa niewyszukanego dośc sporo, niemniej - jest też rozmach i ostra krytyka środowiska estradowego w Las Vegasie].
  • pani_lovett 02.01.15, 20:03
    > a szefuje mu Cher ( z twarzą jak Samodizileny Robot KOlejkowy EWA 1 z Altenratyw 4)

    Hehehehe! :)
  • grek.grek 02.01.15, 14:03
    w połowie kapnąłem się, ze dawno temu oglądałem. Nic jednak nie zapamiętałem, pewnie byłem bardzo dzieciak wtedy. A te groteskowe filmy z Van Dammem, Arnim i Stallonem, oglądane wówczas, pamiętam scena po scenie... jak to się plecie człowiekowi ;]

    parą bohaterów głównych tego czarno-białego filmu są pani kawka i pan papierosek. Prawie zawsze w duecie. I niemal zawsze na stoliku z blatem w szachownicę, uparcie filmowanym kamerą wiszącą nad nim.

    jedenaście scenek z udziałem aktorów, filmowców, muzyków, zapewne takich których sam Jim Jarmusch lubi i poważa.

    1] Roberto Benigini spotyka kolegę. siedzą, piją kawę, palą, zamieniają się krzesłami, i Roberto stara się wyreklamować z tego przypadkowego spotkania. wreszcie udaje mu się, za pomoca... wizytówki dobrego dentysty, którą dostaje od tego kolegi. "Przypomniałem sobie, że dawno nie byłem u dentysty i muszę tam koniecznie pójść", puentuje Roberto.

    2] dwójka czarnych bliźniąt siedzi w lokalu [we wszystkich scenach lokale są przyjemnie puste, a nawet jesli nie wiadomo czy jest tak w istocie, bo kamera pokazuje tylko jeden stolik, to na pewno słychać, ze jest cicho]i pali, popija kawę, i wdaje się w dysputę z kelnerem, tudzież menadżerem lokalu [Steve Buscemi] o Elvisie. On dowodzi, że Elvis był wspaniały, a oni odpowiadają, ze był złodziejem, który żerował na muzyce czarnych. A kiedy kelner odchodzi, siostra ochrzania brata, ze kopiuje jej styl i nawet jej buty zakłada zamiast własnych.

    3] Iggy Pop i Tom Waits spotykają się w zacisznej kawiarni gdzieś w Kalifornii. Od dawna nie palą, ale na stole leża pozostawione przez kogoś papierosy, więc jako dumni zwycięzcy w walce z nałogiem "po jednym mogą zapalić...". Rozkoszują się papieroskiem, wychwalają zalety dobrze parzonej kawy i ględzą o niczym.

    4] Dwóch podstatusiałych Włochów rodem z Hell's Kitchen spotyka się w pustej [tutaj widać] restauracji, której jeden z nich jest właścicielem. Ten drugi wciska temu pierwszemu, że papierosy plus kawa jako lunch, to wyjątkowo zabójcze połączenie. A tamten nic sobie z tego nie robi. Pojawia się syn palaczo-kawiarza, milczy, gestykuluje, chce kasy, a kiedy ją dostaje kupuje za nią jakiś chiński przysmak dla wybrańców, częśtuje nim tego marudę, a maurda wypluwa go z niesmakiem. Dowiaduje się, ze "to coś o smaku czarnego pieprzu" jest prawdziwym rarytaszem dla smakoszy. A pośrodku stolik w szachownicę i kawka...

    5] Efektowna, retro dziewczyna, w stylu Lany Del Rey pije kawę, stylowo pali papierosa i przegląda katalog militariów, ze szczególnyjm uwzględnieniem broni palnej. Idealna femme fatale z filmu noir albo muza Nowej Fali ;] Co 30 sekund podchodzi kelner, któremu chyba ona się strasznie podoba, i zagaduje ją czy czegoś jej nie potrzeba ?, czy dolać kawy [raz dolewa sam, a ona na to, ze "zepsuł idealną kompozycję"] ? czy [... ?]. generalnie, bardzo chyba chce z nią po prostu konwersować, a ona zapobiegliwie nakrywa dłonią filiżanke, za każźdym razem kiedy on podchodzi z tym dzbankiem w garści.

    6] dwóch czarnoskórych kolegów [w tym Isaah De Bankole z "The Limits of Control"] spotyka się w barze. Szachownica, kawa, papieros... znacie to ;] Ten który został zaproszony próbuje wypytywać zapraszającego, po co go wezwał. "Czy u ciebie wszystko gra ?", "chcesz mi coś powiedzieć ?". A tamten nie ma nic do powiedzenia, najpewniej chciał po prostu zobaczyć kumpla i sobie posiedzieć przy kawce i papierosku.

    7] Cate Blanchett gra podwójną rolę. siebie, czyli Blondynki aktorki za którą chodzą paprazzi, której foty są w magazynach i która podróżuje po świecie, oraz swojej Czarnowłosej kuzynki, która gdzies tam w niszy nagrała jakąś płytę z mało chodliwą muzyką "cięzkorockową". Rozmowa się nie klei, bo dzieli ich przepaść, dawno się nie widziały, a aktorka próbuje udawać, ze w sumie ma dośc całej tej aktorskiej akcji w jakiej uczestniczy. ta druga próbuje być wyluzowana, mówi o tej płycie, ale koniec końców pada sugestia, że nawet nie wiadomo czy ją faktycznie nagrała czy jednak wcale nie. A całośc dzieje się w restauracji ekskluzywnej stylizowanej na wnętrza "domowe".

    8] dziewczyna i chłopak [muzycy The White Stripes] przy kawie i papierosku rozmawiają o Nicoli Tesli, a chłopak prezentuje transfomator jego imienia. Następuje prezentacja, coś nie odpala, więc zaaferowany chłopak idzie do domu poprawić urządzenie, a dziewczyna zostaje i pali sobie na luzie.

    9] aktgor Alfred Molina umawia się z aktorem Stevem Cooganem w stylowej restauracji w Los Angeles. Coogan niby jest na topie, a Molina zupełnie nic nie nakręcił, więc to Molina występuje z pozycji pariasa, a Coogan jest star. Po grze wstępnej złozonej z radosnych komplementów Moliny i wymuszonych Coogana, który nie bardzo wie kim w ogóle Molina jest - Alfredo przystępuje do rzeczy. Wyciąga kartkę zapisaną maczkiem i powiada, że przeprowadził śledztwo "genealogiczne", z którego wynika, ze on i Steve są kuzynami. Molina jest entuazjstyczny, Coogan coraz bardziej zdystanowany. Molina chce się zakolegować, a Coogan chciałby już uciec. Zbywa Molinę, do czasu gdy... Molina odbiera telegon od Spike'a Jonze'a [tego od "BYć jak John Malkovich", przepraszam za tę wstawkę, ale to bardziej dla mnie, żebym się nie pogubił, gdybym ewnetualnie kiedyś czytał własne streszczenie ;)]. Wtedy Coogan doznaje nagłej przemiany i gotów jest Molinie dać nawet numer swojej komórki.

    aha, panowie piją... herbatę :"]] papierosek tym razem solo występuje.

    10] jakiś bar, a tam raperzy z Wu Tang Clan, RZA i GZa. siedzą przy stoliku w szachownicę, a na stoliku świeczka zapachowa oraz herbata ziołowa :] bez obaw, papierosek i kawa też się zjawiają. Razem z Billem Murrayem, wystepującym jako on sam, ale w "przebraniu kelnera".
    RZa i GZA perorują o szkodliwości papierosów i kawy, o tym ze się od nich dostaje depresji, nadciśnienia i delirum, a Bill słucha tego kopcąc papierosa i pijąc czarną jak oni sami kawę prosto z dzbana, od czasu do czasu ubogacając wątek kaszlem palacza :]

    11] dwóch starszych facetów siedzi w zaciemnionej zbrojowni, akurat mają przerwę. Piją kawkę i popalają. Zbiera im się na wspomniki - słuchają we wspomnieniach jakiejś smutnej bluesowej piosenki, kiepską kawą wnoszą toast za "Paryż lat 20-tych, JOsephine Baker, Moulin Rouge... Nowy Jork z lat 70-tych", nostalgicznie dodają coś o smaku dobrego szampana, oraz rytualną uwagę, że kawa plus papieros jako dieta, to marny pomysł i bardzo szkodliwy :] a na koniec jeden z nich postanawia przedrzemać ostatnie 2 minuty 10-minutowej przerwy w pracy.

    świetne. po prostu świetne. gadki o niczym, bo najważniejsze jest że dwie osoby, albo i trzy, siedzą i gadają. dymiony Papieros i sączona kawa są symbolami niespieszności życia, zaprzeczeniem współczesnej manierze pędu za tysiącem spraw. Przedmioty są równie istotnymi aktorami w tych scenkach, co ludzie. film z 2003 r., ale wspaniale wystylizowany na retro, na lata 60-te, tak jakby Jarmusch w tamtych właśnie latach widział to, co było dobre i co nalezałoby dziś kultywować. A może doskwiera mu sentyment, ze to se nevrati ?

    słowem, po takim filmie aż ma się ochotę zapalić taaaaakiego papierosa i wypić istną siekierę ;]



  • grek.grek 02.01.15, 14:06
    trailer [ na pasku z boku znajdą się linki do poszczególnych scenek ] :

    www.youtube.com/watch?v=mM6Mpn0-eyQ
  • siostra_bronte 02.01.15, 14:17
    Dzięki, Greku :)

    Twoja recenzja jest bardzo zachęcająca. Chociaż nie palę i nie lubię kawy :) Ale zastanawiam czy z ekranu nie wieje trochę nudą?
  • grek.grek 02.01.15, 16:00
    cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]

    hehe, gwarantuję ci, ze niektóre aktorki i niektórzy aktorzy palą tak sugestywnie, że może Cię złapać ochota na dymka i małą czarną :]

    a wiesz, nie pomyślałem o tym... akcja jest spowolniona, to prawda - palą, popijają kawę, rozmawiają, ale ja lubię te klimaty, więc trudno mi powiedzieć jak by to wyglądało z perspektywy np. Twojej. to wskazuje na jedno... musisz obejrzeć ten film :]]
  • pani_lovett 02.01.15, 18:11
    siostra_bronte napisał(a):

    > Twoja recenzja jest bardzo zachęcająca. Chociaż nie palę i nie lubię kawy :) Al
    > e zastanawiam czy z ekranu nie wieje trochę nudą?

    Wielbiciele akcji mogliby tak powiedzieć. ;)
  • pani_lovett 02.01.15, 18:10
    Małe uzupełnienie:

    > 10] jakiś bar, a tam raperzy z Wu Tang Clan, RZA i GZa. siedzą przy stoliku w s
    > zachownicę, a na stoliku świeczka zapachowa oraz herbata ziołowa :] bez obaw, p
    > apierosek i kawa też się zjawiają. Razem z Billem Murrayem, wystepującym jako o
    > n sam, ale w "przebraniu kelnera".
    > RZa i GZA perorują o szkodliwości papierosów i kawy, o tym ze się od nich dosta
    > je depresji, nadciśnienia i delirum, a Bill słucha tego kopcąc papierosa i piją
    > c czarną jak oni sami kawę prosto z dzbana, od czasu do czasu ubogacając wątek
    > kaszlem palacza :]


    Po drugim czy trzecim napadzie kaszlu palacza Bill Murraj pyta RZA, który pochwalił się, że jest lekarzem, lekarzem medycyny alternatywnej, studiował dwa lata medycynę alternatywną, co by mu polecił na ten kaszel. RZA z mądra miną doradza mu płukanie gardła wodą utlenioną, rozcieńczoną w połowie zwykłą wodą. A jeśli to nie pomoże, to poleca płukanie gardła płynem do mycia kuchenek. Bill Murray zadowolony oznajmia, że płyn do mycia kuchenek ma akurat na zapleczu, po czym zostawia raperów samych. Ci się zastanawiają czy mogą w knajpie zajarać, ale w końcu rezygnują i postanawiają iść do studia. Wyciagaja pieniądzę za kawę, napiwek dla Billa Murraya, żartując sobie, że on nie potrzebuje pieniędzy. Nagle słyszą jakiś dźwięk dobiegający z zaplecza, to Bill Murray płucze gardło. RZA pogania towarzysza, żeby jak najszybciej opuścili lokal... :)

    > 9] aktgor Alfred Molina umawia się z aktorem Stevem Cooganem w stylowej restaur
    > acji w Los Angeles. Coogan niby jest na topie, a Molina zupełnie nic nie nakręc
    > ił, więc to Molina występuje z pozycji pariasa, a Coogan jest star. Po grze wst
    > ępnej złozonej z radosnych komplementów Moliny i wymuszonych Coogana, który nie
    > bardzo wie kim w ogóle Molina jest - Alfredo przystępuje do rzeczy. Wyciąga ka
    > rtkę zapisaną maczkiem i powiada, że przeprowadził śledztwo "genealogiczne", z
    > którego wynika, ze on i Steve są kuzynami. Molina jest entuazjstyczny, Coogan c
    > oraz bardziej zdystanowany. Molina chce się zakolegować, a Coogan chciałby już
    > uciec. Zbywa Molinę, do czasu gdy... Molina odbiera telegon od Spike'a Jonze'a
    > [tego od "BYć jak John Malkovich", przepraszam za tę wstawkę, ale to bardziej d
    > la mnie, żebym się nie pogubił, gdybym ewnetualnie kiedyś czytał własne streszc
    > zenie ;)]. Wtedy Coogan doznaje nagłej przemiany i gotów jest Molinie dać nawet
    > numer swojej komórki.

    Kapitalna scenka. :)
    Steve Coogan tłumaczy Molinie, że ma niezłaona zasadę, by nikomu nie dawać swojego prywatnego numeru telefonu (jego brytyjska komórka nie działa w Ameryce). Numeru nie dał nawet kiedyś (tu wymienia nazwisko sławnego reżysera z najwyższej półki, niestety wyleciało mi z głowy), więc Molina powinien się cieszyć, że znajduje się w zacnym twoarzystwie! Molina ma niepocieszoną minę. I wtedy właśnie do Moliny dzwoni Sipke. "Spike Lee?" - pyta ożywiwszy się wreszcie Steve Coogan. "Nie. To Spike Jonze" - mówi Molina. Coogan robi jeszcze większe oczy, bo bardzo lubi Spike'a Jonze'a. Molina wtedy wyznaje, ze przyjaźni się ze Spikiem od wielu lat. Wtedy Steve Coogan nieśmiało pyta, czy wypada, żeby on teraz podał Molinie teraz swój numer telefonu. Molina na to, że nie bardzo. I zbiera się do wyjścia.
    Coogan oferuje , że to on zapłaci za herbatę. Panowie się, żegnają. Steve Coogan zostaje sam przy stoliku i z nietęgą miną przeklina pod nosem ...

    > aha, panowie piją... herbatę :"]] papierosek tym razem solo występuje.

    Pewnie dlatego, że panowie są Brytyjczykami!?


    Fajny film, przyjemny, wywołujący lekki uśmiech, relaksujący, jak przerwa na kawę i , jak bym paliła to bym powiedziała, jak przerwa na papierosa.
  • pani_lovett 02.01.15, 20:12
    Fajny film, przyjemny, wywołujący lekki uśmiech, relaksujący, jak przerwa na kawę i , jak bym paliła to bym powiedziała, jak przerwa na papierosa.

    I nie zobowiązujący do poważnych analiz film. ;)
  • grek.grek 03.01.15, 16:37
    świetny opis, Barbasiu :]

    scenki mają po kilka minut, a opowiadając o nich można złożyć po kilka [treściwych] akapitów.

    hehe, nie inaczej.
    pobudzający ku potencjalnie szkodliwym nawykom ;]]

    yes, też tak mi się wydaje, analizy są raczej niewskazane. to taki film, przy którym
    najlepiej usiąść, pozwolić się wprowadzić w nastrój, a potem płynąć na tej fali.
  • pani_lovett 03.01.15, 17:43
    > yes, też tak mi się wydaje, analizy są raczej niewskazane. to taki film, przy k
    > tórym
    > najlepiej usiąść, pozwolić się wprowadzić w nastrój, a potem płynąć na tej fali

    Tak. :)
  • mozambique 02.01.15, 14:49
    autentyczna historia oszusta ALana COnwaya podszywającego sie pod Stanleya Kubricka w sferach artystycznych Londynu lat 80tych i w celach wyłącznie zyskownych .

    John Malkovich gra Conwaya , ktory ubierając sie z dosc wyraznie gejowskim przegieciem brylował w gejowskich klubach i restauracjach Londynu, przedstaiwajac sie jako Kubrick ( podrózujacy anonimowo aby uniknąc dziennikarzy) i wyrywajac na tą postac co chciał- młodych ładnych chlopaczków , zamoznych dziedziców fortuny , bogatych wlascicieli klubów a takze gwiazdy angielskiego szołbiznesu. Conway nie byl wybredny - naciągał ofiary na drinka, za koszt obiadu , na taksówke , na alkohol w sklpei na stacji benzynowej a takze na wspolfinansowanie nowego filmu, na żyrowanie kredytu itp
    Sępił gdzie sie dało, nie pogardził i paroma funtami jak nie bylo więcej obiecując angaż w swoim najnowszym filmie albo karierę w Holiłód. , szło mu łatwiutko bo sam Kubrick rzeczywiscie unikał mediów i praktycznie nie pozwała sie fotografować. Wystraczył wiec pomysl na siebei, potezna pewnosc siebei, ocean tupetu i szybko składane dowcipne gadki , żeby usidlic towarzystwo.
    Fajna scenka - w eleganckiej restauracji Malkowich jako Kubrick rozmaiwia w potencjalnymi iniwestorami o produkcji "Odysei kosmicznej 3001" i pomyslach obsadowych , i ze mysli o Johnym Malkovichu w roli astronauty. Rozmówcy na to " i co producenci ? zgodzili sie ?" a on na to " oczywiscie ze nie . Ale wtedy im powiedzialem ze myślę o Elisabeth Taylor w stacji kosmicznej wiec ju poszlo gladko"

    Malkovich gra Conwaya spokojnie, w gejowsko wycyzelowany sposób ale wyglada jak skrzyzowanie bezdomnego kloszarda z uciekinierem z Tworek az dziw wiec ze ktokowliek mu uwierzył , bo wiadomo ze Kubrick byl kilkakrotnei zonaty, mial kilkoro dzieci wiec jakos nie bardzo pasuej do gejowskich klubów sado-maso i spodni od piżamy związnayc sznurkiem załozonych do kocyka w kratke, malowancyh paznokci, tuszownaych rzęs i karminowej szminki. . MImo to udawalo mu sie dosc długo , wyłudził mase forsy od bogatych i biednych , podrywał zwyklych kierowców, muzyków z zespołów pankowych ale tez znanych piosenkarzy itp
    Został w koncu zdemaskowany i aresztowany ale linią obrony byly zaburzenia psychiczne , wiec pod skrzydlami psychiatry -naukowca chcącej pisac o nim pracę naukową zamiast za kratki trafil do luksusowego osrodka leczenia uzaleznien ( bo przy okazji tak troche był akoholikiem) gdzie rózne gwiazdy angielksiego swiata artystycznego leczyły sie z róznych ciągów . POmoglo mu te ze te oszukane osoby za zadne skarby nie chcialy zeznac w sądzie ze daly sie wrobic jak dziecko zwyklemu szulerowi.
    I tak leżał na jednej sali z Kenem russelem i Ringo starrem ( a przynajmniej takie naziwska byly przyklejone na łozkach, obok byl zdaje sie tez Napoleon) i bardzo dobrze mu tam było .

    Umarł pare meisiecy przed smiercią prawdziwego Kubricka.

    Troche powierzchowny film ( nie bardzo dowiadujemy sie czy Conway rzeczywiscie był szurnięty czy tez to był pefekcyjna kreacja aby unknąc odsiadki, czy robil to tylko dla forsy , bo zyl w sumei bardzo biednie czy tez dla innych celów , no bo co poderwał to jego itp ) ale pokazuej jak łątwo oszukac tych co chca byc oszukani.
    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • grek.grek 02.01.15, 16:08
    zapowiadaliśmy kiedyś, ale chyba nikt poza Tobą nie wcelował w ten film :]
    dzięki za recenzję, jak zawsze barwną.

    najlepsze jest własnie to, że ta akcja nie jest wymysłem scenarzystów. Gośc chodził i robił wszystkich
    w mikado. pomagało mu to o czym pisałaś : że Kubrick był zażartym domatorem, w mediach niemal nie było jego wizerunku, reżyser istniał bardziej jako napis do filmu niż jako realna postać. ale i tak gość może budzić sympatię [specyficzną] swoją pomysłowością i bezczelnością.

    obsadzenie Malkovicha, po "Być jak John Malkovich", to też ciekawy zabieg, bo od razu ludziom się kojarzą obie te historie.



  • siostra_bronte 02.01.15, 16:10
    Muszę sprostować! Ja i Barbasia oglądałyśmy i zamieściłyśmy krótkie recenzje :)
  • grek.grek 02.01.15, 16:20
    yes yes.
    przepraszam za moje posądzenia :] jakoś tak chyba szukałem towarzystwa do kompanii tych, którzy nie obejrzeli ;]]

  • grek.grek 02.01.15, 16:17
    20:20 i 1:30

    Kultura w dobrej formie. "We mgle" było w Cannes, zrobiło tam świetne wrażenie [nominacja do Palmy i nagroda FIPRESCI], a po "Szczęście ty moje" [jest w archiwum, hehe] filmy Siergieja ŁOźnicy, to już filmy oczekiwane.

    mam nadzieję, ze "We mgle" utrzymane jest w tej samej surowej poetyce co "Szczęście..." i równie mocne.

    z opisu wynika, że tym razem Łoźnica cofa się do 1942 roku. W wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności prosty kolejarz zostaje oskarzony o zdradę i kolaborację z Niemcami. Partyzantka wysyła dwóch cichociemnych", żeby wykonali na nim wyrok.

    skaczę :]
    skaczecie ze mną ?

    [Kultura świetnie się spisuje w tym sezonie; więcej premier, filmy festiwalowe - jest bardzo dobrze]
  • grek.grek 03.01.15, 13:02
    Oglądaliście może ?

    ja skoczyłem i był to skok owocny. świetny film, stylowo i narracyjnie podobny do "Szczęścia...". TAk wtedy jak i teraz Łoźnica zajmuje się człowiekiem wplątanym w historię, w splot nieszczęsliwych okoliczności, w miejscu gdzie diabeł mówi dobranoc.

    W tym przypadku są to tereny dawnego ZSRR, w roku 1942. Niemcy właśnie prowadzą na śmierć trzech białoruskich partyzantów. Dzieje się to w wiejskiej osadzie na skraju lasu. Przechodzą demonstracyjnie przez coś w rodzaju majdanu, gdzie stoją stragany, samochody jakiejś i jest dużo ludzi. Przez megafon płynie przekaz "Wszyscy którzy wystąpią przeciwko miłościwej III Rzeszy skończą tak jak oni". MIejscowi patrza w milczeniu, niemieccy żołnierze w zaciekawieniu. A potem pada komenda "Powiesić !".

    Kilka dni później, późnym wieczorem, w domu miejscowego kolejarza, Suszenji [świetny Władimir Swirski, twarz jak z autoprtretów Van Gogha] zjawia się dwóch partyzantów - jego kolega, Kola Burow, i drugi, Wojtik.

    Suszenja mieszka skromnie, wychowuje z żoną małego syna. Jest dobrym człowiekiem, uczciwym, stara się zachować tę uczciwość w czasach, które promują zachowania raczej przeciwnego typu. On wie po co Kola przyszedł. Kola nie patrzy mu w oczy, a Suszenja obserwuje go intensywnie. wspaniale jest to pokazane. Wysyła więc Suszenja syna do spania. Żona zaczyna łapać wątek... lamentuje i zdarza się jej nawet przez łzy wrzasnąć, ale mąz ją uspokaja "Tak trzeba. Nie płacz. Wrócę".

    Tak, Kola przyszedł aby zabić Suszenję. On nie mówi o tym wprost, a i sam Suszenja nie zdradza żonie własnego podejrzenia. KOla duka tylko, że "on wróci, nie martw się", a żona koniecznie wciska Suszenji słoninę i waciak - chce by je wział, bo chce mieć nadzieję na jego powrót. gdyby wyszedł w samej koszuli na zimno jesienne... to by przecież znaczyło, że nie wróci. Żona już nie widzi, jak na podwórzu Suszenja pyta "Mam wziąc łopatę ?", a Kola przytakuje.

    KOla i Wojtik prowadzą Suszenję gdzie na skraj lasu. ON się nie tłumaczy z niczego, o nic też nie pyta, nie prosi o łaskę. To zastanawiające, bo wiemy doskonale, co ma się za chwilę wydarzyć. Dopiero po długim czasie dowiadujemy się, że partyzantka oskarżyła Suszenję o zdradę. Efektem tej zdrady miała być śmierć tych trzech chłopaków. Suszensja zachowuje się jak człowiek, który wiedział, że po niego przyjdą. Czemu jednak nie uciekł ? Zachowuije się jakby akceptował karę. Czy naprawdę zdradził ? Odpowiedzi przyjdą później.

    dalej będzie już pełny opis, więc gdybyście jednak mieli zamiar najpierw obejrzeć - nie wchodźcie w kolejne akapity, pod żadnym poozorem ;]

    Suszenja trochę grymasi w temacie miejsca egzekucji. Wreszcie staje na miejscu pod drzewkami sosnowymi. Suszenja kopie grób dla siebie i chygba wtedy po raz pierwszy mówi, że nikogo nie zdradził.KOla jest niewyraźny, widać że go gniecie cała sytuacja, ale rozkaz to rozkaz. Kiedy już wszystko jest gotowe, Suszenja prosi go "Powiedz mojej żonie, ze NIemcy mnie zabili". KOla się zgadza. I wtedy znienacka atakuje ich milicja białoruska, współpracująca pilnie z hitlerowcami. Kola zostaje ranny. Suszenja nie ucieka, nie wykorzystuje sytuacji. Przeciwnie - unosi KOle na swoich plecach i razem z Wojtikiem udaje się im jakoś wydostać spod ognia.

    Idą przez las. Wtedy wskakuje retrospekcja dotycząca Koli. Dlaczego poszedł do partyzantki ? Bo mu milicja zabrała samochód, który własnoręcznie zrobił. Tak, taki banał. On sklecił grata, a oni mu zabrali, bo wojna jest i im się bardziej przyda. Wkurzony poszedł więc w nocy i spalił ten samochód. A potem nie było już wyjścia - musiał uciekać z domu i przyłączył się do ruchu oporu.

    Wojtik poleca Suszenji, który zna teren, prowadzić do jakiejś wioski, gdzie Kola mógłby otrzymać pomoc. KIerują się więc ku Babicom. Suszenja nadal nie wykorzystuje okazji, by próbować ucieczki. Nawet kiedy Wojtik na moment znika, Suszenja pozostaje przy dogorywającym Koli. Dlaczego ?

    I tutaj znów w niezapowiedzianej retrospekcji wszystko się wyjaśnia. Suszensja i ci trzej powieszeni pracowali przy podkładach kolejowych. NIemcy oczywiście wszystko nadzorowali, ale nie stali im nad głowami. Wtedy ci trzej wymyślili, że można by zrobić zamach na pociąg, kóry niebawem będzie tędy jechał. Bedzie tam zaopatrzenie dla Niemców, i na pewno paru niemieckich zołnierzy. Chcą w to wciągnąć Suszenje. Ten odmawia. "To bez sensu - powiada - Niemcy i tak się zorientują, czyja to robota, a w odwecie wystrzelają ludzi ze wsi". Jeden z tych tzrech rzuca "ale mi ludzie... półtorej staruchy", na co Suszenja "A starucha to nie człowiek ?" - ten dialog najlepiej pokazuje kim jest Suszenja.

    Jego sprzeciw nie odwodzi ich od zamiaru. Podcinają przewody na torach czy coś takiego i pociąg się wykoleja [nie jest to pokazane, Łóźnica nie jest dosłowny]. NIemcy łapią wszystkich, mimo ze ci próbują dyskretnie spie,przać. Suszenję też. Dają im manto i wrzucają do więźnia.

    A potem niemiecki oficer proponuje Suszenji : zostań naszym kapusiem. Tamci i tak pójdą na szubienicę, ale ty jesteś niewinny. Pomóz nam, bo i tak nie masz lepszego wyjścia. Albo zdechniesz na stryczku albo nam pomożesz. Ta propozycja pada killka razy. Odpowiedź Suszenji jest fanastycznie prosta : "JA tak nie umiem... NIE MOGĘ". Po prostu "JA NIE MOGĘ". On nie dopowiada "NIe mogę, bo jestem moralnym, uczciwym człowiekiem". To my musimy dopowiedzieć. On mówi tylko "JA NIE MOGĘ...".

    I ten niemiecki oficer go wypuszcza... Macha mu nawet na pożegnanie. Mówi "Wymyśliłem dla ciebie znacznie lepszą śmierć". Tak - wypuszcza go, bo wie że wszyscy uznają to za dobitny dowód, iż Suszenja zdradził. A on wychodzi z niemieckiego aresztu i napotyka tę szubienicę, na któreej ciągle dyndają ci trzej... Cóż za scena.

    Jakże to - zabrali czterech, tzrech powiesili, a jednego wypuścili ? TO oczywiste, że ten wypuszczony jest zdrajcą. Czy ludziom można odmówić racjonalności sądu, wobec takich faktów ? Niemiecki oficer jest więc okrutny... nie zabijając Suszenji. A sam Suszenja ponosi karę za uczciwość. Podwójną.

    Opowiada to wszystko on sam, więdnęcmu już, trupioblademu, opartemu o pień drzewa Koli. Kola nie żyje. OPowieść Suszenji była dla nas. Jest niewinny. "WOlałbym umrzeć - mówi z cichą goryczą - żyję tu 37 lat, nigdy z nikm się nawet nie pokłóciłem... ale NIKT mi nie wierzy, wszyscy się ode mnie odsunęli, wszyscy sądzą ze zdradziłem. Nawet własna żona patrzy na mnie dziwnie i podejrzliwie. Ten NIemiec zgotował mi prawdziwą mękę". Dlatego Suszenja nie protestował, nie prosił o łaskę, nie zaklinał się, kiedy przyszedł KOla. On, człowiek uczciwy i niewinny, nie protestował przeciw własnej śmierci z niesłusznego oskarżenia.

    Kola jest martwy, ale Suszenja niesie go dalej. NIebawem Wojtik zostawia go znowu samego i idzie na zwiad. Okazuje się, ze do Babiców zjeżdzają oddziały niemieckie. Muszą więc zmienić wcześniejsze plany.

    Wtedy poznajemy, z następnej, wspaniale wmontowanej w fabułe, retrospeksji, losy Wojtika. Był partyzantem i złapali go w lesie milicjanci. Wojtik akurat wracał od zaprzyjaźnionego starszego małżeństwa, które cichaczem pomagało "leśnym ludziom". POd groźbą karabinu, powiedział skąd idzie. Milicjanci napadli na dom i zabili tych starszych ludzi. Wojtik wykorzystał moment ich nieuwagi i zwiał.

    Teraz Wojtik wraca do Suszenji i informuje go o sytuacji. Co robimy, pyta, "Ja do oddziału, a ty... pewnie do Niemców", powiada, sugerując że jednak ma do czynienia ze zdrają. Suszenja zaprzecza. I gotów jest iśc z nim. I nieść zwłoki Koli na własnych plecach, aby oddział zrobił mu należyty pogrzeb.

    Jest poranek po nocy, mgła [tytułowa]. Przeskakują drogę. Suszenja pierwszy z trupem na plecach. Wojtik ma przejśc zaraz za nim, ale niespodziewanie nagle zrywa się do ucieczki. Padają strzały. Wojtik pada. Za chwilę już wiemy - zobaczył milicjantów, chciał dać dyla, ale trafili go. Potem pucują mu kieszenie, zabierają buty, a gdy orientują się, ze "on jeszcze żyje" - dobijają z karabinu.
  • grek.grek 03.01.15, 13:18
    Kiedy milicjanci odchodzą - Suszenja wraca po zwloki Wojtika. Kładzie je obok zwłok Koli. Siada pomiędzy nimi z miną spokojnego desperata. Mgła nadciąga powoli, spowija ten obrazek coraz gęstszą falą... I kiedy już nic nie widać, tylko ten biały puch, nagle, w tej mgle białej jak mleko, rozlega się pojedynczy wystrzał.

    Kto strzelał ?

    Instynkt podpowiada, że Suszenja popełnił samobójstwo. Zrobił to, co jedynie możliwe, by uciec od życia, które stało się gehenną.

    Niezwykła intryga. Oto człowiek niewinny i ze wszechmiar moralny, staje się ofiarą, symbolem zdrady i zaprzaństwa. Nie może się bronić. Wszystko świadczy przeciw niemu.

    "O nich [tych powieszonych trzech sabotażystach] ludzie dobrze mówią, są z nich dumni, ich rodziny dostają zewsząd pomoc i wsparcie, a ja jestem dla wszystkich zdrajcą i nawet własna żona ma mnie za nic", skarży się w swoim monologu Suszenja. Cóż za przewrotnośc losu, cóż za dramat...

    wspaniałe zdjęcia, perfekcyjne kadry. stylizacje, lokacvje - rzecz jakże realistyczna, surowa i piękna. Brudne twarze, blade trupy, leśne ostępy... wszystko z pietyzmem dopasowane do nastroju i sensu tej opowieści. Siergiej Łoźnica jest po prostu znakomitym reżyserem. "Szczęście ty moje", to nie był przypadek. gośc ma pomysł na swoje własne kino, wie o czym i jak chce opowiadać.

    świetni aktorzy, zwłaszcza wspomniany Władimir Swirski - malarska surowa twarz, i wzrok którego się prędko nie zapomina. Emanuje z Suszenji prostota, a jednocześnie jakaś niesamowita głębia przeżycia i dramatu wewnętrznego jaki ta postać przeżywa.
    Władysław Abaszyn, Kola, jest również znakomity. Nie tylko jako nieboszczyk ;] Kiedy przychodzi do domu Koli żeby go ze sobą zabrać, unika słów, patrzenia na niego, jego żonę i syna - wykonuje rozkaz. Nie wnika. MOże i w duchu ma wątpliwości, może nawet gdyby Suszenja zdradził, ot np. bo NIemcy go szantażowali i grozili śmiercią rodzinie, to byłby gotów go wypuścić... Zresztą, keidy Suszenja pyta czy ma zacząć kopać grób, Kola powiada "Kop, a później zobaczymy" - to jakby sygnał, że Kola się waha. A może nie chce do końca odbierać nadziei ?

    bardzo sprawnie wplecione w akcję retrosspekcje. Niezapowiedziane. Np. Wojtik kryje się w krzakach patrząc jak do Babiców wjeźdzają Niemcy, wycofuje się ukradkiem i włazi do jakeigoś szałasu. Pstryk, i mamy zimę, śnieg, a Wojtik z takiego właśnie szałasu, kryjówki wychodzi. I nie wiemy - zostawił Suszenję w lesie ? ile czasu minęło ? Tamten pewnie już zamarzł. Ale nie, za moment orientujemy się, że czas się cofnął i jest to historia z przeszłości Wojtika.

    cóż, kino pierwszej klasy.
    brawo, Kultura :]
  • pani_lovett 03.01.15, 16:29
    Widziałam. Znakomity film , to prawda.

    Prosta , ale sugestywna i przejmująca w finale opowieść.

    Suszenja postawiony zostaje, jak w antycznej tragedii, w sytuacji bez wyjścia. Nie ma praktycznie żadnej możliwości obrony , nie ma żadnych wiarygodnych świadków , który zaświadczyliby o jego niewinności , nie ma nic poza własnym słowem, w które, o zgrozo, powątpiewa nawet żona, najbliższa osoba, która, wydawałoby się, zna go najlepiej.

    Przeklętego piętna zdrady (nie zdarzają się takie sytuacje, żeby Niemcy wypuścili wolno człowieka, który nie zdradził - mówi Kola, to co wszyscy myślą) nie jest w stanie zmyć nawet honorowa samobójcza śmierć, bo ludzie, jak mówi Suszenja, który rozważał popełnienie samobójstwa, wzięliby ten gest za wyrzuty sumienia zdrajcy.



    Dobrze, żeś zapowiedział ten film! :)
  • pani_lovett 03.01.15, 16:41
    Jak na ironię Suszczenija ma szczęście, giną jego towarzysze, potem kolejni, partyzanci, którzy mieli wykonać wyrok, a on wciąż unika cudem śmierci, a jednak życie z piętnem zdrajcy wydaje mu się nie do zniesienia. Woli popełnić samobójstwo. Pewnie sądzi, że śmierć w towarzystwie partyzantów w jakiejś części zmaże jego winę!?
  • grek.grek 03.01.15, 16:44
    świetnie :]

    piękne określenie, "tragedia antyczna" - w istocie tak właśnie jest.
    żona niby lamentuje, żeby KOla go nie zabierał, ale na ile chodzi o samego męża, a na
    ile o to, żeby nie pozbawiano ją jego rąk do pracy i pomocy w wychowaniu syna - nie
    wiadomo, zwłaszcza wobec zeznań późniejszych samego Suszenji.

    a możliwe też, że żona mu wierzy [ona sugeruje przecież Koli, że jest on niewinny "wypuścili go. no i cóż z tego ? dlaczego ? a któż to wie, dlaczego..."

    tak własnie. to dopiero matnia.
    kafkowski dramat.

    doskonale że to przypominasz.
    mysl o samobójstwie przyszła mu bardzo szybko, ale nie zrobił tego, bo sądził,że ludzie uznają
    to za przyznanie się do winy.
    nawet umrzeć nie można w takiej sytuacji, nawet śmierć nie ratuje.

    dopiero śmierć wśród partyzantów, znalezienie się trupem pomiędzy ich truipami może
    uwiarygodnić Suszenję, pośmiertnie przynieść choć częściową rehabilitację.

    i ten gest niemieckiego oficera - wypuszcza go, Suszenja idzie krokiem skazańca, a Niemiec wychodzi za nim na dziedziniec i ironicznie macha mu na pożegnanie.

    znakomity film.
  • pani_lovett 03.01.15, 17:41
    :)

    > piękne określenie, "tragedia antyczna"
    :)

    Tak. :)
    W tragedii antycznej konflikt tragiczny polegał na z góry skazanej na porażkę walce człowieka z losem, na istnieniu dwóch równorzędnych racji, między którymi bohater musi wybierać, a każdy wybór jest zły.

    Wierzę, że żona przeczuwając czy wiedząc, po co Koga zabiera Suszczeniję, lamentuje, przede wszytskim dlatego, że kocha swojego męża.

    Myślę , że byli kochającym się małżeństwem. Sytuacja z waciakiem mnie o tym przekonuje. Szuszczenija tuż przed swoją egzekucją, do której w końcu nie doszło, zamiast rozpaczać, prosić o litość, tłumaczyć się czy modlić się, czy co tam innego jeszcze, myśli z troską o żonie, żeby dostała jego ciepły waciak, bo jak jak zostanie sama , trudno będzie jej zarobić na nowy.


  • grek.grek 03.01.15, 18:16
    yes, ta scena robi wrażenie.
  • pani_lovett 03.01.15, 19:19
    Prosty gest, a tak wiele mówi.
  • grek.grek 03.01.15, 13:20
    trailer :
    www.youtube.com/watch?=LqkagXYw1rQ
  • siostra_bronte 03.01.15, 13:27
    Dzięki, Greku :)

    Bardzo ciekawa opowieść. Ale nie jestem teraz w nastroju do takich ciężkich tematów. Może przy następnej okazji?

    Link nie działa!
  • grek.grek 03.01.15, 14:45
    cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

    historia świetna, bez dwóch zdań. ale i cały film, z tzw. oprzyrządowaniem, bardzo twarzowy i
    atmosferyczyny.

    yes, to opowieść dośc cięzka znaczeniowo. na jakiś dobry moment warto zaplanować obejrzenie.

    o, już wpisuję ponownie :
    www.youtube.com/watch?v=LqkagXYw1rQ
  • siostra_bronte 03.01.15, 14:08
    Jutro w tvn7 kolejna powtórka :)
  • siostra_bronte 03.01.15, 14:09
    Zapomniałam dopisać: o 10.50.
  • grek.grek 03.01.15, 16:46
    będzie cięzko :]
  • siostra_bronte 03.01.15, 16:54
    Spodziewałam się tego :)
  • grek.grek 03.01.15, 17:37
    obiecuję Ci, Siostro, że w końcu obejrzę ten film :]
    to jedno z moich noworocznych postanowień. mam nadzieję jak najwcześniej. jutrzejszego terminu
    raczej nie będę mógł dotrzymać. zatem, jestem bardzo ZA, decydują czynniki obiektywne :]
  • siostra_bronte 03.01.15, 21:49
    Ok :)
  • grek.grek 03.01.15, 16:52
    17:15 w KUlturze.

    mnie się udało niedawno obejrzeć w Stopklatce, gdzie nocną [niecną] porą polskie kino lata swobodnie. wspominałem o tym w poprzednim volume, więc nie będę atakował ponownie ;], ale nie darowałbym sobie, gdybym Was nie spróbował zachęcić.

  • pani_lovett 03.01.15, 17:43
    Innym razem ... :)
  • grek.grek 03.01.15, 17:34
    Wieś francuska. dwóch męzczyzn, jedna dziewczyna, czyli trójkąt. a zbliża się wojna [nie bardzo wiadomo jaka ani która, ale wiadomo, że wojna] - oni jadą na front, a ona zostaje, ale wszyscy troje przechodzą trudny okres w życiu.

    fillm Bruno Dumonta.
    [2006 r.]

    skaczemy ? :]

  • pani_lovett 03.01.15, 17:45
    Późno tym razem TVPKultura daje film. Skoczę tylko by zobaczyć początek.
  • grek.grek 03.01.15, 18:16
    o 20:20 powtórka "Wszystko w porządku". cóż, mogli odwrócić kolejnośc, ale darowanemu koniu w oczy w zęby zaglądać nie wypada [chyba] ? ;]

    obejrzę, mam nadzieję, i coś napiszę/dopiszę.
  • pani_lovett 03.01.15, 19:14
    Nawet nie wiedziałam, co tam jest wcześniej. Właśnie, dobrym zwyczajem jest dać premierę przed powtórką.

    > obejrzę, mam nadzieję,

    Ale chyba nie zamierzasz dziś zasnąć??? 8-O

    >i coś napiszę/dopiszę.

    Świetnie! :)
  • grek.grek 04.01.15, 12:05
    rzecz utrzymana w konwencji "POza szatanem", poprzedniego filmu Bruno Dumonta, który zapewne pamiętacie jeszcze. także śladowe ilośc muzyki, skupienie, kameralny nastrój, unikanie filmowanie we wnętrzach i w zasadzie... żadnej sceny, w której brałoby udział więcej niż tuzin aktorów, z czego większość to statyści [statywy, jak niektórzy mówią, heh].

    W zasadzie, nie wiadomo gdzie akcja się rozgrywa, poza tym, że jest fo francuska prowincja. Wioska. na swój sposób malownicza, znacie te budynki z kamienia, otoczone gdzieniegdzie zielenią. I gospodarskie podwórza, czyli tu świnka, tak kurka, tam sianko, tutaj traktorek i tak dalej.

    Barbe ma ze 20 lat. jest ładna. I lubi mężczyzn. spotyka się jednocześnie z dwoma chłopakami z okolicy. Andre prowadzi takie gospodarstwo o jakim wyżej wspomniałem. w zasadzie, on i Barbe są znajomymi, przyjaciółmi. spotykają się, idą na spacer, a podczas spaceru skręcają w zagajnik i w tym zagajniku mają seks. Tutaj reżyser skupia się raczej na twarzach aktorów i górnej częsci pleców. co czuje wtedy Barbe ? nie widać namiętności. widać jakiś zabieg higieniczny. W jesiennych okolicznościach przyrody pełnej gołych gałęzi, badyli i zwiędłej trawy - ten seks zawiera dokładnie ZERO zmysłowości. A wskutek braku odpowiedniego kontekstu i martwej twarzy dziewczyny - zero pikanterii. Najsłabszy seks świata.

    Potem podciągają portki i idą do domu. Czasami razem, a czasami osobno. Wieczorem spotykają w miejscowym barze. Oni i znajomi - Mordac i jego dziewczyna France I kiedy tak rozmawiają zjawia się jeszcze jeden chłopak. Gapi się z daleka na Barbe, ona na niego, a potem z nim wychodzi. Reszta opuszcza bar niedługo później. Przechodząc wymownie patrzą w stronę jednego z zaparkowanych samochodów. MOżna się domyślać, że Barbe nie dała się długo namawiac. Zresztą, to ona inicjuje takie akcje.

    "Czy wiesz,że ludzie mają cie za dziwkę ?", pyta ją podczas spaceru France, jej przyjaciółka ? Barbe nie odpowiada. NIe rozumie o co chodzi. To postać spoza systemu, ona po prostu realizuje to na co ma ochotę. Lubi obydwu - Andre i tego drugiego - Blondela. Kiedy siedzą przy ognisku, ona pośrodku, a oni po jej bokach - nagle ona ich obejmuje ramionami, a potem wywraca na plecy i tak sobie leżą. W tej relacji nie ma nic wulgarnego, a cała trójka to są ludzie wzbudzający pewną sympatię.

    Ciekawe, że kiedy Barbe całuje ich obu, to Andre całuje raczej jak przyjaciela. Z Blondelem całuje się z niejakim zaangazowaniem. Andre to dostrzega.

    Andre, Mordac i Blondel jakiś czas temu zaciągnęli się do wojska. Wiosną przychodzą do nich równocześnie powołania. Jadą na front - Mali ? Czad ? może Algieria [nie wiadomo, czy akcja dzieje się obecnie czy 20 lat temu... trudno jednoznacznie okreslić] ? Barbe chlipie, że nie będzie ich mogła widywać.

    TEraz akcja rozwidla się - symultanicznie pokazywane są losy chłopaków na tej wojnie i Barbe, która nadal żyje na wsi.

    Sceneria tej wojny przypomina jakiś gorący klimatycznie kraj arabski. KLimaty irackie, otoczenie pustynno-górzyste, króluje oślepiające słońce. Wojna pokazana jest w schematach pewnych, ale za to bardzo sugestywnie.

    Chłopaki są w jednym oddziale. Pewnego dnia wpadają w zasadzkę terrorystów. Ostrzał, ginie koń na którym jeden z nich jechał. Ginie kolega, który wlazł na minę. Kiedy dym opada, widać tylko porozrzucane kawałki jego ciała. Inny kolega dostaje kulkę przez hełm. Smierć na miejscu. Panika, strzelanina, chaos, strach. A potem kontratak. I okazuje się, że terrorsytami byli kilkunastoletni chłopcy, młodsi od nich... I miny, niewyraźne, wyciszone, wzrok odwracany od arabskiego chłopaka z dziurą po kuli w głowie. Oni znoszą tę wojnę na smutno i na cicho. Ale mają w zespole kolegę, który [chyba z nerwów] nie ma problemów, żeby zabijać.

    Albo gwałcić. Kiedy idą przez pustynię i w jednym z opustoszałych domków znajdują dziewczynę - to tamten prowokuje gwałt. Przyłączają się inni, w tym Andre, ale bez entuzjazmu. Jakby jakiś rytuał wojenny wypełniali. Tylko jeden z nich nie przyłącza się do tego aktu [pokazanego zresztą ze wstrzemięźliwością]. "Wolisz facetów ?", pyta go ten najbardziej nerwowy. Innym razem znajdują zabłakanego miejscowego - prowadzącego jucznego osła. Znajdują u niego broń. I ten nerwowy kolega zabija go.

    Jednocześnie Barbe źle znosi brak chłopaków. Jakiś tam kolega kuturalnie do niej startuje, ale zostaje kulturalnie odprawiony z kwitkiem. Czyżby Barbe chciała być wierna ?

    Wiosną oddaje się jakiemuś parobkowi w gospodarstwie swojego ojca. Znów - seks w anturażu pomieszczenia gospodarczego, a mówiąc wprost : w chlewie. Zero zmysłowości, a jej twarz i całe ciało znów nic nie wyrażają. Instynkt wyłącznie ? Czasami odwiedza ją ta koleżanka, France. Barbe wyznaje jej, że jest w ciązy. Najpewniej z Blondelem. Ale zamierza usunąć. PO co zatem napisała mu o tym fakcie ?

    Blondel czyta otrzymany list, koledzy mu gratulują, że zostanie ojcem. Andre jest rozżalony. Jego twarz jego nie wyraża, ale mowa ciała jest jednoznaczna, a kamera celowo przyttrzymuje na nim kadr.

    Wtedy właśnie oddział wpada w łapy terrorystów, czy też - powstańców. Jednego odstrzeliwują od razu. Tego, który zabił cywila z osłem. Od razu kulka w łeb. Reszta staje zaś oko w oko z... dziewczyną, którą zgwałcili. Długo się im przygląda. A potem wskazuje tego, który nie gwałcił. Dwóch typów w turbanach na głowie wlecze go do pustej lepianki. Za chwile słychać jak gośc drze się wniebogłosy. Po chwili wybiega na zewnątrz. Trzyma się za krocze, cały we krwi. Został wykastrowany. Chwilę się zwija na ziemi, a potem zostaje zastrzelony. "NIc nie zrobiłem, ja nic nie zrobiłem !", rzęzi. Dlaczego kazała zabić jego ? Nie odróżniła kto gwałcił, a kto nie ? A może spotkała go ta kara za rzekomy homoseksualizm ?

    Z oddziału zostają tylko Andre i Blondel. Kiedy nad teren, gdzie są trzymani, nadlatuje helikopter bojowy i zaczyna się strzelanina - udaje im się uciec. Pędzą przez zielone gaiki i oazy jakieś, aż Blondel zostaje postrzelony przez pościg gnający za nimi. Jest ranny w nogę. Andre nie zostaje z nim, nie bierze go na barana i nie popisuje się heroicznym wyczynem. Ucieka sam. Blondel zostaje zabity. MOzna śmiało założyc, ze gdyby Andre go zabrał - zginęliby obaj.

    Tymczasem stan Barbe się pogarsza. Momenty płaczu przeplatają się z okresami autystycznego milczenia, to znów paroksyzmami nerwicowymi. Lekarz zaleca jej pobyt w sanatorium, żeby nie powiedzieć psychiatryku. ALe bez pasów czy pokojów bez klamek. Raczej "dla podleczenia stanu ducha". W ośrodku Barbe rzuca się na lekarza, muszą ją odciągać.

    Andre udaje się uciec i przetrwać. Widac jak wpada do przypadkowej lepianki, z kijem w łapie, a potem słychac stamtąd okrzyki i odgłosy naparzania tym kijem.

    Wraca do domu. Jest lato. Barbe też wraca. Idą na spacer, do zagajnika. Wiadomo w jakim celu. I Znów ta sama beznamiętność aktu.

    Barbe zachęca France, żeby wypytała Andrego o śmierć Mordaca [ten jej chłopak, był z nimi w tym samym oddziale]. "Trudno o tym mówić", powiada Andre. Barbe przygląda się im z odległości, a potem ma jakiś dziwny odruch wściekłości, wstaje i krokiem wariackim maszeruje przez zarośla i zagajniki, roztrącając gałęzie].

    Jest wściekła. Dopada później Andrego i rzuca się na niego werbalnie oskarżając go, że nie ratował Blondle;a. "Byłeś zazdrosny, że go kocham ! Nigdy mnie nie będziesz miał !", rzuca mu w twarz. "Ja tam byłam, widziałam wszystko", krzyczy. Jak to połączyć z tym stanem podgrączkowym i dziwnymi zachowaniami w trakcie gdy oni byli na wojnie ? Czy naprawdę jest tu jakiś element metafizyki czy Barbe ma tylko intuicję napędzaną rozżaleniem ?

    W istocie zapewne chodzi jej o to, że chciała mieć ich dwóch, a został tylko jeden.

    Później Andre wyznaje jej, że - tak, nie ratował go, zostawił. Taka jest prawda, chlipie. Barbe słucha tego bez słowa. A później... kładą się ze sobą na ziemi i tak leżą sobie. Ona go gładzi po głowie, a on się do niej przytula szukając ulgi.

    i tak to się kończy.
  • grek.grek 04.01.15, 12:35
    www.youtube.com/watch?v=PUL-xspYBH8

    ciekawy, surowy estetycznie, przemyślany film.
    interesujące operowanie scenografią - chłodne, zimne, a nawet zimowe pejzaże na okreslenie chłodu ludzkich relacji, kiedy seks nie ma nawet śladu namiętnosci, a twarz Barbe jest zupełnie pozbawiona mimiki, kiedy szwęda się bezdrożami i na nic nie ma ochoty. Może tęskni, a może odczuwa tylko fizyczny brak.

    w słońcu arabskim czy przy ognisku, a w ostatnim akcie - w lecie : ujawniają się jakieś uczucia. coś się w tych postaciach dzieje. BOhaterowie są na wojnie, oglądają okropności, niekiedy w nich uczestniczą. na twarzach mają absmak, a może cięzką jak kamień intuicyjną refleksję, że to wszystko jakaś cholerna szajba i co my tu robimy w ogóle. Słońce pali jak ogień, możliwe że to ono właśnie wyraża to, co oni ukrywają pod tymi zmęczonymi, pozbawionymi żywej mimiki twarzami.

    jest tu ludzka natura. prymitywna nawet. Reakcje i zachowania bezrefleksyjne, wypływające ze strachu albo z podstawowych potrzeb.
    Nawet pretensje Barbe do Andre wyglądają na instynktowną reakcję obronną, mechanizm, odruch. Nie widać w nich prawdziwego uczuciowego żalu po stracie. Podobnie zazdrość Andre o nią, wyglądała na coś intuicyjnego, naturalnego, ale pozbawionego głębszej podstawy [co uwiarygodnione jest pierwszymi scenami, opisującymi ich relację, w której nie ma nic poza koleżeńskim seksem i równie koleżeńską spacerologią].

    chociaż, możliwe że własnie w tym finałowym momencie coś się rodzi, właśnie ta śmierć staje się czegoś katalizatorem ? może śmierć tego trzeciego złączy tych dwoje czymś głębszym niż tylko mechaniczny seks w zagajniku ? a może wcale nic sie nie zaczyna... on wyraża żal, ona złośc i wyrzuty, a potem wracają do tego co wcześniej ?

    nie wiadomo, czy to co się stało, w ogole zostawia jakiś ślad w Andrem i Barbe. czy jego wojna i jej fiksacje w jakiś sposób ich zmieniły. Czy to też tylko reakcja mechaniczna, nad którą oboje i tak nie panują, z której nie wyciągają wniosków, nad którą się nie pochylają, by ją zrozumieć, poznać siebie.

    podobnie jak trudno było rozgryźć postać uzdrowiciela-mściciela z "POza szatanem", tak samo i tych dwoje nie sposób przejrzeć i nazwać, skategoryzować. pan reżyser Dumont bardzo dba o to, by epatować zachowaniami [aczkolwiek nie okrucieństwem, szczegółów oszczędza, czasami w tym celu taktownie odsuwa kamerę na bezpieczną odległość], skupia się na nich, a sferę wewnętrznych doznań pozostawia w domyśle. W tym samym domyśle istnieje więc możliwość, ze ta sfera wcale nie istnieje. ewentualnie są to doznania czysto bodźcowe, za którymi nie idzie żadna intelektualna reakcja, żadna myśl.
  • pani_lovett 04.01.15, 14:16
    Niełatwe to kino. Tym większe dzięki za opowieść i próbę analizy. :)

    Dla Ciebie, dla zainteresowanych linkuje artykuł Jakuba Majmurka poświęcony twórczości Dumonta:

    www.dwutygodnik.com/artykul/2442-konstelacje-dumonta.html
    oraz link do audycji w radiowej Trójce również poświęcony kinu autora "Flandrii"
    www.polskieradio.pl/9/396/Artykul/408129,Cialo-mistycyzm-przemoc-%E2%80%93-Bruno-Dumont-o-swoich-filmach
  • grek.grek 04.01.15, 17:14
    dzięki, Barbasiu :]

    film zostawiający odium tej wietrznej, zimnej północnej Francji zimowo-jesiennej, intrygujący.

    dzięki za linki, chętnie poczytam.
    przedwczoraj film Siergieja Łoźnicy, wczoraj Bruno Dumonta - Kultura trzyma rękę na pulsie
    europejskiego kina.
  • pani_lovett 04.01.15, 19:52
    > przedwczoraj film Siergieja Łoźnicy, wczoraj Bruno Dumonta - Kultura trzyma ręk
    > ę na pulsie europejskiego kina.

    Tak.

    A'propos dobrych propozycji pokazywanych w ostatnim okresie w telewizji . Przegapiliśmy dwa znakomite seriale historyczne pokazywane na TVPHistoria, znakomity, kultowy niegdyś serial "Ja, Klaudiusz" z roku 1976 oraz nowszy , pięcioodcinkowy serial "Królowie przeklęci" z 2005 roku, który, jak pisze Jacek Szczerba, w Gazecie Telewizyjnej można by uznać za jedno z "praźródeł dzisiejszych seriali historycznych: "Rzym", "Dynastia Tudorów" czy zahaczający o fantasy "Gra o tron".
    Serial powstał na podstawie znakomitego cyklu powieści Maurice'a Druona.

    Oglądałam jedynie odcinek 4, wczoraj; występuje tu m.in. Jeanne Moreau, już mocno starsza pani, ale wciąż piękna i w znakomitej formie; była niesamowita, fenomenalna w roli demonicznej intrygantki, trucicielki, skrytobójczyni, Mahaut d'Artois.

    Troszkę więcej o serialu tutaj:
    www.filmweb.pl/serial/Kr%C3%B3lowie+przekl%C4%99ci-2005-258938


  • siostra_bronte 04.01.15, 19:56
    O, "Klaudiusza" zauważyłam przypadkiem w programie, ale już było za późno. Genialny serial.
  • pani_lovett 04.01.15, 21:02
    siostra_bronte napisał(a):

    > O, "Klaudiusza" zauważyłam przypadkiem w programie, ale już było za późno. Geni
    > alny serial.

    Może TVPHistoria zdecyduje się na powtórkę ?
  • maniaczytania 04.01.15, 20:47
    oj, muszę kiedyś upolować tych "Królów ...". Przeczytałam trzy pierwsze tomy i jestem zachwycona, ciekawa więc jestem serialu.

    --
    Maniaczytania - blog
  • pani_lovett 04.01.15, 21:01
    maniaczytania napisała:

    > oj, muszę kiedyś upolować tych "Królów ...". Przeczytałam trzy pierwsze tomy i
    > jestem zachwycona, ciekawa więc jestem serialu.

    Jeśli czytałaś książki, masz orientację w zawiłościach historycznych, bohaterach to serial na pewno Ci się spodoba, Maniu, jest bardzo dobry. A'propos aktorów jeszcze, Gepard Deperdieu występuje w roli Jakuba de Molay, ostatniego mistrza zakonu templariuszy. Zresztą cała familia Depardieu tu występuje, syn Gerarda, Guillaume w roli Króla Ludwika X Kłótliwego i córka Julie jako Joanna II Burgundzka.
  • siostra_bronte 04.01.15, 14:22
    Dzięki, Greku :)

    Urwało mi pierwsze pół godziny. Faktycznie to wymagające kino, chociaż muszę przyznać, że bardzo przemyślane. Zdecydowanie "Camille Claudel" była łatwiejsza w odbiorze.
  • pani_lovett 04.01.15, 14:29
    > Urwało mi pierwsze pół godziny. Faktycznie to wymagające kino, chociaż muszę pr
    > zyznać, że bardzo przemyślane. Zdecydowanie "Camille Claudel" była łatwiejsza w
    > odbiorze.

    O tym samym myślę. Niektóre filmy Dumonta są bardzo trudne w odbiorze.
  • grek.grek 04.01.15, 17:19
    cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

    bez dwóch zdań, to jest kino, które prowokuje do zaglądania mu pod... pod cokolwiek :] jaka myśl jest tam ukryta, jaki sygnał, jaki symbol, jakich znaczeń i informacji te historie są wehikułem.

    waerto wspomnieć o Adelajdzie Leroux, która gra Barbe. interesująca aktorka, cokolwiek chciał Dumont zawrzeć w postaci Barbe [a ciągle nie mam pewności co to było, bo nie do końca potrafię zintepretować te jej nerwice, ataki gniewu, tę seksualną śmiałość, która nie ma jednak nic wspólnego z namiętności czy perwersją], ona to zagrała pierwszorzędnie.
  • mozambique 03.01.15, 23:41
    takiec cos amerykanie wyrprodukowali w 2012r , pewne na wzor idealnego i uwielbianego Love Actually ( To tylko milosc)
    schemat ten sam - kilkanascie róznych historii zazębiajacych sie o siebie jak kolczuga kółkowa a dziejących sie w sylwestra w NY. Kazda osoban ale wszytskei spotykaja sie we wspólnym finale, wiadomo. Do tego gwiazdorska obsada, sprawan rezyseria, duzo humoru i troche wzruszenia i mamy suuukces!!!.

    Ale tu mamy tego wszytseigo jakby troche za dużo -
    - historii jest nie kilka ale kilkanascie albo kilkadziesiąt ( przynajmnie takei sie ma wrazenie)
    - targetem filmu sa chyba WSZYSCY wiec mam i historie o nastolatkach, siwezej mlodziezy, o pieknych i mlodych, o pieknych i dojrzalych, o bialych i czarnych , w koncu o staryych i bardzo chorych, jest i wesele i milosc i śmierc, dla kazdego cos dobrego
    - no i mamy obsade , pisze z pamieci wiec moze kogos pomine : Hilary Swank i Robcia De Niro, Hectora Elizondo i Nicka Nolte, CAry Elwesa i Hale Berry, KAtherine Heigl i Jona BonJovi, Ashtona Kutchera i Sofię Vergara, Jessice Biel i Tila Schweigera, Sarah Jessice Parker i Mathew Brodericka ( oczywiscie) ,l, Johna Lithgowa, Michelle Pfeiferr i Zaca Efrona, gdzies w tle na chwilę Marianne Faithful i James Belushi w 2-minutowej roli windziarza, troche dzieciarni o rozpoznawalnych buziach, uuuf , mase pewnie nawet nie zauwazyłam , wlasciwie to brakowalo mi jeszcze Arniego i Pacino jako kierowcy autobusu , byłoby akurat
    - mamy niby cieakwe historie , i i do smiechu i do płaczu, mamy morał i wzruszenie
    - i mamy na to półtorej godziny i mrożny Nowy Jork "kręcony" pewne w lecie bo aktorzy poca sie pod tymi czapami i kozuchami i brak tej , wiecie, pary z ust

    i mamy wieeeeeeelkąąąąa nuuuuudęęęęę !
    no serio , zaczelam ten film ogladac dla Bobcia De Niro na samym początku i Michelle Pfeiffer ale ciganal sie jak guma od majtek, widac wyraznei bylo ze tych historii jest poprostu za duzo zeby kazda dosatla odpiwednia dawke uwagi widza i rezysera, wiec pewnym momencie sledzimy np . woklaiste Bonjovi i jego uczuciowe perypetie i kompletnei zapominamy ze w tle Jessica Biel na wysciegi rodzi dziecko przed północą ( zeby dosatc nagrodę) itp i tak to leci

    w polowie filmu rezyser ( albo scenarzysta) gubi te wątki, uciekaja mu, chowają sie gdzies, przypomina o nich sobei nagle gdy jzu napiecie siadło, widz nie bardzo pamieta czemu ta dwójka młodych wlasciwie siedzi w tej windzie , i ze Biel juz chyba wreszczie urodziła , tajming lezy i kwiczy , w koncu widz czeka jaka jeszce oscarowa twarz pokaże sie jako "facet w windzie" a nie , z kim Hale Berry spedzi tego Sylwka ?

    no ciągło, ciągło i zdechło , nie da sie ukryc
    szkoda , na gaże poszlo pewnie z 50 milionów baksów, wszystkimi Oscarami tych aktorow mozna by pewnie ogrodzic parking pod kinem ale niestety , zeby tak "tkac" historie to trzeby byac albo Atlmanem albo Richardem Curtisem ( ten od To tylko miłośc) .

    Pamietacie Liama Neesona zakoahcnego w koszmarnie brzydkeij Claudii Schiffer i duet Alan Rickmann- Emma Thomson ? no własnie
    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • maniaczytania 04.01.15, 12:12
    "Sylwester ..." to jakby nawiązanie do wcześniejszego filmu tego reżysera - "Walentynki" (które aż tak złe jak ten to jednak nie były, bo było mniej historii, więc łatwiej było śledzić losy bohaterów). Czy można mówić o podróbce "Love Actually" - moim zdaniem nie, wpadliśmy w pułapkę, że każdy film, który składa się z kilku historyjek od razu porównujemy do filmu Curtisa.

    Co nie zmienia faktu, że z filmu "Sylwester ..." najfajniejsze były sceny w trakcie napisów :)))


    A gdzie był Nick Nolte - bo jego nie wypatrzyłam?

    --
    Maniaczytania - blog
  • angazetka 04.01.15, 12:47
    moim zdaniem nie, wpadliśmy w pułapkę, że każdy film, który składa si
    > ę z kilku historyjek od razu porównujemy do filmu Curtisa.

    Ale te filmy, łączące jakąś okazję i kilkanaście historii, zaczęły powstawać po sukcesie "To właśnie miłość", więc trudno nie mówić o celowym działaniu.
  • maniaczytania 04.01.15, 12:51
    a myślisz, że wcześniej takich nie było i to Curtis był pierwszy?
    bo ja nie jestem pewna ...

    a, i pytanie, czy rzeczywiście "Love Actually" odniósł aż taki sukces na świecie (bo w Polsce niewątpliwie), że się na nim zaczęto wzorować?

    --
    Maniaczytania - blog
  • pani_lovett 04.01.15, 14:39
    > a, i pytanie, czy rzeczywiście "Love Actually" odniósł aż taki sukces na świeci
    > e (bo w Polsce niewątpliwie), że się na nim zaczęto wzorować?

    Film zarobił na świecie prawie 250 milionów dolarów, to niewątpliwie świadczy o jego ogólnoświatowej popularności. Ponadto został doceniony licznymi nagrodami, nominacjami, w tym do nominacjami do Złotych Globów.
    A nade wszystko do bardzo dobry film , który bawi, wzrusza.
    Ma wszystko, co powinna mieć dobra romantyczna komedia święta . :)
  • maniaczytania 04.01.15, 14:59
    ja w żadnej chwili nie podważam tego, że "Love Actually" to bardzo dobry film :), nie przeceniałabym jednak jego wpływu na światowe kino ;), ale może się mylę :)
    Tak czy inaczej, mnie to porównywanie do niego, nazywanie kolejnych takich filmów podróbkami trochę denerwuje. Owszem, nawet jeśli Curtis był pierwszy, to po prostu wynalazł nowy sposób opowiadana historii, nic więcej. Nie jest więc kopiowaniem tworzenie filmów opartych na tym schemacie.

    PS - moim zdaniem, nasze polskie "Listy do M." są przykładem bardzo dobrego wykorzystania tego schematu :)



    --
    Maniaczytania - blog
  • pani_lovett 04.01.15, 15:30
    Oczywiście to nie Richard Curtis wymyślił nowelową budowę, on tylko ją inteligentnie wykorzystał i stworzył film, który stał się wzorcem, jak wzorzec kilograma i metra z Sevres, do którego, co imo naturalne, porównuje się kolejne produkcje w tym gatunku i oparte na tym samym schemacie.
    Kto wie , może kiedyś powstanie nowelowa komedia romantyczna, która zajmie miejsce "Love actually"!?

    >- moim zdaniem, nasze polskie "Listy do M." są przykładem bardzo dobrego
    > wyorzystania tego schematu :)

    Zgadzam się. :)
  • pani_lovett 04.01.15, 15:32
    Kto wie , może kiedyś powstanie jeszcze lepsza nowelowa komedia romantyczna, która zajmie miejsce "Love actually"!?
  • pani_lovett 04.01.15, 15:48
    Analizując jakiś dzieło literackie, utwór, nie tylko bada się z jakich elementów i w jaki sposób jest zbudowany utwór, jakie są związki między tymi elementami, itd. , ale również analizuje się owo dzieło na tle innych, podobnych dzieł tego samego autora lub innych autorów, z których dziełami koresponduje w jakiś sposób analizowane dzieło.

    Z analizą dzieła filmowego jest podobnie, jeśli nie dokładnie tak samo /niech mnie poprawi jakiś filmoznawca, jeśli mówię nieprawdę/. ;)
  • mozambique 05.01.15, 10:54
    Jak Hector Elizondo na czubku czubka wieżowca naprawia zepsutą żarówke w świecącej kuli to gada z jakimis majstrami stojacymi na podescie pare metrów nizej
    jednym z nich ( w ciuchach roboczych i kasku ) jest wlasnie Nolte, z tą swoją przepitą gębą , wiec dobrze ze tylko przez chwilę go widać

    ja jeszce troche dodam z innego wątku ze ogladam serial "Królowie przeklęci" bo sie nasluchalam ze takie super te ksiązki , epokę uwielbiam wiec sie skusiłam, obejrzalam dopiero 2 pierwsze odcinki , reszta czeka nagrana
    i - nie wiem jak książki ale na razie mi serial "trąci" niesamowicei sztucznością i jakąs taką tandetną emfazą
    1. scenografia i kostiumy - moze i one są imponujące ale mi sie niieodparcie kojarzą ze scenografią ze szkolnych pzredstawień o królach, smokach i księżniczkach , projekty, kształty , kolory , faktury , materiały i wykonanie leci tekturą na kilometr , no nie moge patrzec powaznie na króla Tcheky KAryo na tronie rodem z "Igraszek z diabłem " Jana Drdy ( pamiętacie tam tron Belzebuba? no toćka w toćkę)
    lubie pomyslowosc w podejsciu do kostiumów ale taką z "Elizabeth" z Cate Blanchett ( Zwrócilisei uwagę na krój jej sukien?? obłęd! mniam mniam) a nie kompletne od czapy jak tu - czyli odkryte ramiona i plecy albo plecionki jak stroje sado-maso i to w póżnym średniowieczu , no nie prosżę panstwa , co mozna to mozna - ja akurat lubie solidne podesjcie do realiów historycznych z dosc duzym marginsesem na pomysłowośc ale kostiumy i fryzury MAhaut mają tyle wpsólnego z epoką co Avatar np ( no dobra, mam zboczenie zawodowe bo "siedzę" trochę w historii ubioru i kostiumu)
    albo idziemy w pełną umownośc i sztucznośc ( jak w Kabarecie Starszych PAnów) albo juz róbmy to chocby poprawnie ( jak w naszej Bonie lub w "Elzbiecei Wielkiej" z Glendą Jackson) , albo poszalejmy troche w odpowiednim kierunku jak w Elisabeth - ZŁoty WIek"

    2. aktorstwo - obsada mniam mniam ale to jak oni mówią powoduje u mnie ciary na dziarach ( cytując Chylińską) - Jeanne Moerau nie mówi tylko deklamuje jaka NIna Andrycz - ak-cen-tu-je- ka- żdą- sy-la-bę -wkaż-dym-sło-wie, z poteżnym naciskiem na kazdy dżwięk, Depardieu jako De Molay nawet nie deklamuje tylko cos pohukuje albo ryczy jak buldog z głębi trzewi , im bardziej dramatyczna scena tym głebiej te trzewia ma, aktorki grajace córki MAhaut starają jak gimnazjalistki z kółka teatralnego,
    de Nogaret histerycznie miota w tych czerwonych ciuchach zamaszyście "grając" połą płaszcza ( znowu uklon dla kostiumografa, czerwien byla zarerwowana dla rodu panującego lub , odwrotnie - dla prostytutek)

    walsciwie najbardzije podoba mi sie na razie Izabela Francuska i Filip Piękny - spokojne stonowane aktorstwo , bez cienia histerii ,
    no ale wlasnie mi Filip PIękny umarł

    no cóz - zaczelam to obejrze dalej , z cieakwosci , ale ksiązki i tak i tak postanowiłąm przeczytać
    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • grek.grek 05.01.15, 16:36
    przyznam, że kompletnie nie wie o historycznych uwarunkowaniach tych historii, no a na tekstyliach z epoki, to już w ogóle padam padam padam, ale za to czytało mi się pysznie Twoją recenzję :]

    czasami, a mozę i częściej, nie bardzo rozumiem nawyk zatrudniania aktorów o wybitnym dorobku, ale cokolwiek bez formy, do [tego typu] produkcji. aktorsko zwykle zawodzą, bo za bardzo się starają pokazać, że jeszcze są na chodzie. wygląda to tak, jakby sama feeria nazwisk miała zapewnić stosowną powagę całemu przedsięwzięciu. jak jest Depardieu, to musi być rzecz z najwyższej półki. Tymczasem od dłuższego czasu czy sam Depardieu czy jemu podobni angażują się w wiele projektów bynajmniej nie licujących z ich rzekomą powagą i pomnikowym statusem :]
  • siostra_bronte 05.01.15, 20:11
    Ale ostra recenzja :)

  • maniaczytania 06.01.15, 13:13
    widziałam kiedyś fragment odcinka jednego i zgadzam się z Tobą - Mozambique - wieje sztucznością na maksa. Ale i tak chcę kiedyś obejrzeć ;)
    A książki na pewno Ci się spodobają! Jestem więcej niż pewna :)))

    Jakby co -tu link do moich wrażeń z dwóch pierwszych tomów (trzeciego jeszcze nie opisałam):
    mojeprzemiany.blox.pl/tagi_b/257941/Druon.html
    --
    Maniaczytania - blog
  • f6f 08.01.15, 20:53
    w temacie królów przeklętych dodam,że pierwsza wersja serialu powstała w latach 1972/73,w konwencji teatru telewizji. u nas pokazano ją z naszym dubbingiem.dla przykładu Robert Artois mówił głosem Romana Wilhelmiego.
  • pani_lovett 04.01.15, 14:28
    mozambique napisała:

    A miałam nawet rzucić wczoraj okiem ...

    Tabuny gwiazd nie pomogą, jeśli nie ma dobrego, inteligentnego scenariusza, stara prawda raz jeszcze się kłania.

    > Pamietacie Liama Neesona zakoahcnego w koszmarnie brzydkeij Claudii Schiffer
    > i duet Alan Rickmann- Emma Thomson ? no własnie

    Pewnie, że pamiętamy! I nie zapomnimy. :))
  • grek.grek 04.01.15, 17:11
    dzięki za recenzję z biglem :]

    niestety, albo stety, filmy Altmana, czy "Magnolia" P.T Andersona, albo "Miasto gniewu" Paula Haggisa, to jednak tylko pozornie fajne schematy do wykorzystania. Żeby odpowiednio posplatać kilka[naście] historii w jedną logiczną i zazębiającą się fabułę trzeba miec fach w rękach.

    a tutaj, jak się wydaje, producent wziął kredyt, zapłacił licznym gwiazdkom za danie twarzy, premierę odpalił w okolicach Sylwestra, a że Sylwester jest co roku i można powtarzać taki film bez przerwy przez sto lat... cóz, widać że zarobił z niezłym przebiciem. 56 mln budżet - 142 mln przychodu :]

    tak się robi byznesy w Kraju Siedzącego Byka :]
  • pani_lovett 04.01.15, 19:21
    > widać że zarobił z niezłym przebiciem. 56 mln budżet - 142 mln przychodu :]

    No proszę, ilu jest niewymagających widzów na świecie!
  • grek.grek 04.01.15, 14:14
    zbliża się ostatnia odsłona.

    Po zażengnaniu niesnasek między rodzeństwem i wyeliminowaniu mordercy zagrażającego "matce chrzestnej" Dextera - druga połowa finałowej serii zapewne kręcić się będzie wokół postaci HAnny Mc KAy.

    serialowa wersja Lukrecji Borgii, czyli trucicielka co się zowie - wraca w ostatniej scenie 6. odcinka i to zapewne za jej sprawą przytomość tracą zarówno Dexter, jak i jego sioostra, akurat zajadający pizzę, którą przecież podtruć wcale nie jest tak trudno.

    W pierwszym ujęciu 7 odcinka Dexter budzi się gdzieś poza miastem. Od razu dzwoni do siostry, żeby go zabrała do domu. W ostatnim błysku świadomości widział Hannę, więc jest jasne, że to jej robota. Dlaczego ich nie zabiła, dlaczego tylko wywiozła go z miasta i porzuciła w krzakach ? Najpewniej chce pokazać, że ich kontroluje, że może im zrobić co chce oraz kiedy zechce. A oni nic nie mogą zrobić z nią, bo ona za dużo o nich wie.

    Dzieki zdobytym sprytnie nagraniom z monitoringu niedaleko miejsca swego porzucenia, Dexter namierza Hannę. Czy ona chce go zabić ? zemścić się za to, że ją wystawił policji, nawet jeśli chronił w ten sposób siostrę ? Czy nadal go kocha ?

    Auto, który poruszała się McKay jest z wypożyczalni. Adres podany w dokumentacji o dziwo się zgadza. Hanna Mc Kay nie jest jednak sama. Mieszka na jachcie. Dexter ją śledzi, ustala że towarzyszy jej niejaki MIles Jakiśtam :] Milioner liczony na 700 baniek martywych prezydentów.

    Jednocześnie rozkręca się wątek Zacha Hamlitona, syna zamożnego ojca, przejawiającego ten sam instynkt morderczy, który posiada Dexter. 20-letni Zach jest kopią 20-letniego Dextera. Dr Vogel sugeruje Dexterowi, że powinien pomóc Zachowi. Zostać jego mentorem, zaszczepić Kodeks, nauczyć jak realizować swoje potrzeby i pozostać bezkarnym. Dexter odstępuje od zabicia Zacha, mimo że ustala iż to Zach właśnie zamordował kochankę swojego ojca, aby chronić przez ojcowską zdradą swoją matkę.

    Zach jest zainteresowany pomocą Dextera. Na początek dobrze będzie jak nie będziemy się razem pokazywali", powiada Dexter.

    To jednak on będzie potrzebował Zacha jako pierwszy. Wykorzystuje jego znajomości, by dostać się do środka klubu, w którym na kolację poszła Hanna z Milesem.

    Korzystając z chwili, gdy Hanna jest sama, Dexter nawiązuje z nią rozmowę. Dowiaduje się, że ten cały MIles to jej mąż. Potem pojawia się sam Miles i informuje Dextera, iż o wszystkim wie, to znaczy : o tym,że Dexter jest odpowiedzialny za byłe kłopoty z policją Hanny. swoją drogą, to ciekawe, że poszukiwana skazana może sobie ot tak chodzić do klubów na Florydzie ;] ale mniejsza z tym.

    Dexter jest wyraźnie zazdrosny o tego Milesa. "Halo, ty wciąż ją kochasz", zauważa Debra. Yup. Czy to z powodu zazdrości czy racjonalnej kalkulacji Dexter dochodzi do wniosku,że Hanna Mc Kay nie jest zwiążana uczuciowo z milyjonerem. Ona go wykorzystuje, aby mieć nowe życie, i to na dobrym poziomie. On jej zapewnia mimikrę odpowiednią. Debra naciska, by Hannę usunąć. "Jesli nie umrze, to nigdy już nie wypiję porannej kawy bez zastanawiania się czy została czymś przyprawiona" - właśnie, Hanna Mc Kay to czynnik stałego zagrożenia.

    Aby ułatwić sobie kontakt z Dexterem Zach składa na policji oficjalną skargę na śledzącego go ciachaczem detektywa Quinna. Ojciec chłopaka jest ustosunkowany, dzieciak otacza się stadem drogich adwokatów, więc Quinnowi przełożeni zmywają głowę i każą mu odpuścić pod groźbą daleko idących konskwencji.

    Zach jest niecierpliwy. Chce działać od razu. Zabić kogoś. I żeby Dexter mu powiedział o wszystkim. A Dexter każe mu się uspokoić, panować nad sobą. Zachować maksymalną ostrożność. Tutaj wystarczy jedna wpadka, żeby wylądować na krześle elektrycznym.

    Przypadkiem, albo i nieprzypadkiem, Dexter spotyka na stacji beznynowej Milesa. Ten grozi mu, że jak będzie nachodził Hannę, to zniszczy mu życie.

    Chwilę później Dexter odbiera telefon od samej Hanny, z prośbą o spotkanie w jej starym domu. Miała tam szklarnię, kwiaty hodowała itd [w 7. serii dokłądnie jest to rozwinięte]. Teraz wszystko lezy odłogiem, kwiatki pousychały, a ona chodzi między nimi, a minę ma nietęgą.

    "MIles był przydatny, bo ciebie nie było, kiedy tego potrzebowałam - powiada Hanna". DAł jej nowe życie i tożsamość. ALe jest zaborczy. Dlatego Hanna pojawiła się u Dextera. Chciała by za nią poszedł, zaintrygowany jej ponownym zjawieniem się, a na końcu tego sznurka chciała mu zaproponować by zabił Milesa. POtem jednak zrezygnowała z zamiaru, nie chcąc wciągać Dextera w kolejną groźną historię. Trzeba przyznać, że daleko upadł Dxter z 8 serii od tego z pierwszych dwóch, trzech. Teraz działa jak jakiś cichociemny do wynajęcia. Zupełnie nie ma zagrożenia z zewnątrz. Może i dobrze, że to końcówka :]

    Ofk, Hanna kocha jego, a on ją. Wciąż. Trudno aby było inaczej. Kiedy robi się atmosfera, ona jednak ucieka.

    Następnego dnia trzech smutnych panów łapie Dextera, wlecze w zaułek i daje solidny wycisk. Niewątpliwie są to ludzie Milesa. Zatem, on wie że Dexter spotkał się z Hanną. A HAnna pojawiła się w Miami ponownie, dlatego że Miles jest tyranem nie do wytrzymania, i tylko jej ukochany D. może ją od niego uwolnić. Niby logiczne :]

    I o ile między nimi coś się dzieje, to Debra Morgan chce Hannę po prostu zabić.

    Nerwowy jest także Zach Hamilton. Wieczorem odwiedza Dextera, ale nikogo nie ma w domu. Dobija się do drzwi, a z mieszkania obok wychyla się ta sąsiadka Dextera, Cassie. Zaintersowana naszym bohaterem, jak to mówi do Debry "Trudno rozgryźc twojego brata... Mam takiego kochającego i oddanego faceta, a ciągle myślę o tajemnicznym sąsiedzie". Na co Debra "Lepiej żebyś nigdy nie dowiedziała się tego, co się tak interesuje". Yep...

    Na jachcie rozgrywa się konflikt małżeński. Miles czepia się Hanny o to spotkanie z Dexterem, a potem wywiązuej się szamotanina. Całkiem przypadkiem [niestety, to niespecjalnie wyszło scenarzystom] w tym samym momencie ukradkiem wchodzi na pokład Dexter. Przemyka niezauwazony przez chwilowo nieobecnych ochroniarzy, i zastaje Hannę nad zakrwawionym trupem Milesa. Broniła się tylko...

    Razem zacierają ślady. Hanna uspokaja ochroniarzy, że Miles poleciał pilnie do Nowego Jorku. A nocą upłynniają jego pokawałkowane zwłoki w workach do Oceanu. Z motorówki Dextera, dla ścisłości dopowiem. Jakie to proste... może stało się już zbyt proste.

    Wtedy Dexter dostaje telefon z pracy./ MOrderstwo. W mieszkaniu sąsiadującym z jego mieszkaniem. Drugie dzwi... Ofiarą jest Cassie. Została podduszona i zmłotkowana. Dexter nic nie zdradza, ale rozpoznaje metodę Zacha [tak zabił Normę Riverę] Czyżby Zach Hamilton zabił dla zaspokojenia potrzeb ? Czy to wina Dextera ? A może Zach to jednak inny przypadek niż kiedyś Dexter, moze nie da się go naucyzć żadnego Kodeksu ? CZyżby VOgel myliła się w jego sprawie ? Co teraz ? Po tym zabójstwie Zach pasuje do kodeksu Dextera. POwinien go usunąć czy uznać że to był wypadek przy pracy ?

    www.youtube.com/watch?v=leTxvgXrbhc
  • pani_lovett 04.01.15, 16:23
    Widzę, że jesteś lekko podłamany odcinkiem 7. ;))

    Scenarzyści, mam wrażenie, już nie udają, że się przejmują realiami, wiarygodnością historii. Nie przejmują się konstrukcją psychologiczną Dextera, którą stworzyli.

    Jak już jesteśmy przy wytykaniu potknięć, to jeszcze zwrócę uwagę niefrasobliwość sprytnej Hanny, która porzuca nieprzytomnego Dextera w okolice, która jest w zasięgu monitoring. ;) Ale mniejsza o to.

    Z Hanny Mc Kay ambitna i łebska dziewczyna! Do milionera uderzyła, żeby dał jej nową tożsamość. A przy okazji zostanie bogatą wdową. ;))
  • pani_lovett 04.01.15, 16:27
    Nie przejmują się wiarygodnością konstrukcji psychologicznej Dextera, którą stworzyli.
  • grek.grek 04.01.15, 17:27
    hehe ;]
    powiedzmy, że Dexter z serialu, który całą niecodzienność bohatera i jego historii łączył z doskonale wykreowanym realizmem, przeszedł w rejony kina sensacyjnego klasy B. za dużo tych dziwnych przypadków, za mało cyzelowania, i mam wrażenie, że chyba proces ewolucji bohatera też dobiegł końca i została już tylko akcja, coraz bardziej "akcyjna" i nieprzejmująca się otoczeniem, istniejąca sama dla siebie.

    ale, wiesz jak jest... ilekroć mam ochotę powiedzieć, ze coś się popsuło, tyle razy kolejny odcinek zamyka mi gębofon :}

    tak, to też zastanawiające. chyba ze ona chciała, by ją znalazł. ale to też nie jest w żaden sposób sprecyzowane. Trudno się połapać w ich motywacjach. Było pewne, że ona wróci w 8.sezonie, ale sposób jest trochę przekombinowany.

    a tak, to prawda :]
    fajna dziewczyna.
    nie jest zabójczynią z wyrachowania, dlatego ma coś wspólnego z serialowym wizerunkiem [a może i, wg jakichś ustaleń współczesnych historykow ?, z rzeczywistym] Lukrecji Borgii. też truje mężów i wrogów, ale zawsze tylko wtedy kiedy musi.

    hmm, możliwe że tak będzie. dostanie spadek :]

    ciekawy jest też wątek tego potencjalnego ucznia Dextera. wg mnie, również jest to mocno naciągane. Dxter w roli mentora dla młodego natural born killer ? hmmm ? ;]

  • pani_lovett 04.01.15, 21:48
    >ale, wiesz jak jest... ilekroć mam ochotę powiedzieć, ze coś się popsuło, tyle razy kolejny >odcinek zamyka mi gębofon :}

    To dobrze! :)

    Dużo kobiet nagle wokół Dextera się pojawiło, nie sądzisz? Debra, dr Vogel teraz Hanna...


    Jutro mnie nie będzie, wracam we wtorek , ale dopiero wieczorem.
    Dobrego poniedziałku.
  • grek.grek 05.01.15, 16:08
    o, kobiet było kilka i wcześniej : Rita [żona], Lila [moja ulubienica], Lumen [5 sezon].

    dzięki, Barbasiu, udanego wyjazdu :] i szybkiego [planowego] powrotu :]
  • barbasia1 13.01.15, 19:14
    grek.grek napisał:

    > o, kobiet było kilka i wcześniej : Rita [żona], Lila [moja ulubienica], Lumen [
    > 5 sezon].

    Tak, pamiętam. Ale tu trzy na raz krążą wokół Dextera!?



    > dzięki, Barbasiu, udanego wyjazdu :] i szybkiego [planowego] powrotu :]


    Dziękuję (z opóźnieniem, ale nie mniej serdecznie) za dobre słowa. :)
  • maniaczytania 04.01.15, 14:55
    jeśli ktoś ma ochotę, to zapraszam do poczytania :)
    mojeprzemiany.blox.pl/2015/01/Podsumowanie-roku-2014-filmy.html
    i skomentowania oczywiście, czy tam, czy tutaj :)))

    --
    Maniaczytania - blog
  • pani_lovett 04.01.15, 15:31
    OK!
  • pepsic 05.01.15, 19:11
    Gratulacje za imponujące statystyki! Aż mnie zatkało i nie wiem, co napisać;)
    Ps. Zdopingowałaś mnie, muszę poszperać w archiwach i wytypować chociaż nr 1 roku.
  • maniaczytania 06.01.15, 13:29
    Pepsic - jestem pewna, że Wy tu wszyscy macie najmniej tyle samo, jak nie więcej filmów na koncie ;)

    Ciekawa jestem, jak film Tobie, a także innym podobał się najbardziej w 2014 roku - napiszcie!


    --
    Maniaczytania - blog
  • angazetka 06.01.15, 15:57
    "Locke". Aktorem roku - Fassbender, aktorką... Hm, prościej mi powiedzieć, kto jest moją najgorszą aktorką roku - Nicole Kidman. Widziałam z nią trzy filmy i to nie był dobry pomysł.
  • pepsic 06.01.15, 20:33
    Filmy obejrzane w 2014 roku zasługujące na wyróżnienie:
    duński, ciężkiego kalibru "Festen",
    fantastycznie zagrana polska nowela obyczajowa "Mazurek",
    poetycki, przejmujący "Baczyński",
    "Wielkie piękno" a la Fellini,
    stworzone dla kobiet "Blue Jasmine" W. Allena,
    zwariowane tarantinowskie "Django",
    wymykający sie politycznej poprawności, acz z pewnością nie arcydzieło "Układ Zamknięty" .
    Film roku: "Wielkie piękno".


    Ps. Nie było to proste zadanie, i całkiem możliwe, że coś pominęłam.
  • grek.grek 07.01.15, 15:47
    Angazetka opisała "LOcke'a", ale Ty, Pepsic, nie opisywałaś chyba "Wielkiego piękna" ? :]

    mam nadzieję, że nadrobisz to niedopatrzenie. ciekaw jestem nie tylko Twojej recenzji jako takiej, ale także w szczegółach : tego co Ci się w tym filmie spodobało i jakie odniosłaś wrażenie/a obcując z całokształtem :]

  • siostra_bronte 07.01.15, 16:25
    Była recenzja Pepsic :)
  • pepsic 07.01.15, 18:35
    Oj Greku, Greku, akurat o tym filmie sporo się rozpisałam (jak na mnie):
    np.tu, albo tu
    Ps. Mi się wydaje, że o każdej z wymienionych pozycji choćby symbolicznie wspomniałam.
  • grek.grek 08.01.15, 14:05
    oj, jak zwykle zapomniałem sprawdzić w archiwum.
    przepraszam Cię, zatem, za moje niecne podejrzenia :]

    przed chwilą chciałem drugi raz pisać o "BRzezinie" Wajdy, ale dzięki Tobie sprawdziłem akta i okazuje się, że już kiedyś wspominałem. podwójnie muszę Ci podziękować :]

  • angazetka 05.01.15, 22:03
    Żałuję, że nie mogłaś zobaczyć mojego wyszczerzu, jak dotarłam do najlepszego wg ciebie filmu roku :)
  • maniaczytania 06.01.15, 13:47
    Angazetko - wiedziałam, już jak to pisałam, pomyślałam o Tobie :)))

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 06.01.15, 13:55
    "Jason Becker : wciąz żywy" był kiedyś na KUlturze. późno, a w dodatku na innym kanale leciał jakiś film, który chciałem koniecznie zobaczyć. LIczyłem na powtórkę "Jasona..." i nic, póki co.

    jest na Twoim blogu, Maniu, jakaś szersza recenzja tego dokumentu ?



  • maniaczytania 06.01.15, 15:23
    nie, szerszej recenzji nie napisałam, ale film polecam nieustannie, jak wypatrzę, na pewno dam znać, bo wydaje mi się, że on czasem jednak śmiga na Kulturze.

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 06.01.15, 17:41
    dzięki :]

    przeglądam codziennie program KUltury, ale nie znajduję tego filmu. co dwie głowy to nie jedna, koniecznie daj mi znać, jakby co :]
  • siostra_bronte 04.01.15, 15:01
    Obejrzane wczoraj na video :) Przypomniałam sobie ten film po dłuższej przerwie. Mało znany film Woody'ego Allena z 1989 r., a szkoda, bo to bardzo ciekawa pozycja w jego dorobku.

    Mamy tutaj dwa powiązane ze sobą wątki. Jeden, dramatyczny, dotyczy Judah Rosenthala (Martin Landau). Judah jest szanowanym lekarzem okulistą, ma rodzinę, wysoką pozycję towarzyską i żyje w luksusie. Jest człowiekiem sukcesu.

    Ale Judah prowadzi podwójne życie. Bo od dwóch lat ma romans z Dolores (Angelica Huston). Czy to był kryzys wieku średniego, pragnienie jakiejś odmiany czy tylko fizyczna fascynacja? Tego nie potrafi sobie wytłumaczyć sam Judah. Problem polega na tym, że Dolores zaczyna naciskać go, aby wreszcie opuścił żonę. W końcu to jej obiecał!

    Judah jak każdy żonaty facet zaczyna kręcić. Przecież żyje z żoną od 25 lat, to nie jest łatwa decyzja, musi to jakoś ogarnąć i zaplanować...

    Ale Dolores już nie chce słuchać obietnic. I przechodzi do czynów. Wysyła list do Miriam, żony Judah. Szczęśliwie lekarz pierwszy odbiera pocztę i otwiera list. Dolores prosi w nim Miriam o spotkanie. Pisze, że ma romans z Judah i że w końcu trzeba jakoś rozwiązać tę sytuację, żeby "wszyscy byli szczęśliwi". Judah jest przerażony. Do czego jeszcze może posunąć się Dolores?

    Judah prosi o rozmowę Bena (Sam Waterson), rabina, swojego pacjenta i przyjaciela od wielu lat. Wyznaje mu prawdę i prosi o radę. Ben sugeruje, żeby porozmawiał z żoną, bo pewnie i tak się dowie o romansie, lepiej, żeby od niego. "Tam gdzie jest miłość jest też miejsce na przebaczenie" mówi Ben. Ale Judah w to nie wierzy. Zna swoją żonę. "Miriam mnie podziwia, to by ją zniszczyło" mówi Judah.

    Tymczasem poznajemy drugą historię. zdecydowanie lżejszą. Jej bohaterem jest Cliff Stern (sam Woody), reżyser filmów dokumentalnych. Bratem jego żony jest właśnie Ben (o ile czegoś nie pokręciłam), stąd wszyscy się znają towarzysko.

    Małżeństwo Cliffa już od dawna się nie układa. Na dokładkę Cliff ma problemy zawodowe. Nie przebiera w propozycjach, delikatnie mówiąc. Mimo, że jakiś jego film dostał nagrodę na festiwalu w Cincinnati :) Od dłuższego czasu pracuje nad jakimś dokumentem, ale nie może go skończyć z powodu braku kasy.

    Generalnie Cliff jest w dołku. Jedną z niewielu przyjemności są wizyty w kinie z siostrzenicą. Oboje oglądają stare klasyki. Przy okazji Cliff udziela dziewczynce życiowych rad, oczywiście przesiąkniętych ironią i zgryźliwością, ale w jego sytuacji trudno się temu dziwić :)

    Żona Cliffa chce mu jakoś pomóc i prosi swojego drugiego brata, Lestera (Alan Alda), znanego reżysera o załatwienie mu pracy. Cliff i Lester serdecznie się nie znoszą. Cliff gardzi filmami, które robi Lester, uważa je za komercjalną szmirę, Ale żona Cliffa sądzi, że po prostu zazdrości mu sukcesów.

    Na jakimś przyjęciu Lester rozmawia z Cliffem o tej pracy. Mógłby nakręcić odcinek z serii dokumentów dla telewizji o sławnych ludziach, właśnie o Lesterze. Cliff początkowo się nie zgadza, bo robi zupełnie inne filmy i to nie dla niego. Ale Lester mówi, że to dla niego szansa. Wie, że Cliff od dłuższego czasu nie ma pracy. Cliff odpowiada, że "ma pracę, tylko nikt mu za nią nie płaci" :) Ale zaczyna się zastanawiać, pieniądze przydałyby mu się na dokończenie filmu i spłacenie długów.

    Wracamy do Judah. Jego kochance zaczynają puszczać nerwy. Wydzwania do lekarza nawet do pracy i domu płacząc do słuchawki, że musi go zobaczyć. Judah stara się ją uspokajać, ale sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli. Dolores straszy go, że ujawni jego nie do końca uczciwe operacje finansowe w klinice, którą prowadzi. Lekarz jest oburzony, że chce go zatrzymać przy sobie szantażem. Ale Dolores jest zdesperowana. Krzyczy, że nie podda się bez walki!

    Judah jest przerażony. Kochanka może zniszczyć jego rodzinę, karierę, wszystko co osiągnął. Spotyka się więc ze swoim bratem Jackiem, który wygląda jak typowy mafioso i rzeczywiście pracuje w tej branży :) Judah chce go prosić o poradę co ma robić. Jack proponuje, żeby Dolores trochę "postraszyć", ale Judah uważa, że to tylko pogorszy sytuację. Jack sugeruje więc, że można się jej "pozbyć", to nie będzie żaden problem. Lekarz odpowiada oburzony: "nawet nie będę tego komentować!". Jack pyta więc go czego od niego oczekiwał? Ma jakiś inny sposób na rozwiązanie problemu? Jack daje bratu numer telefonu, gdyby w razie czego zmienił zdanie...




  • pani_lovett 04.01.15, 16:48
    Film Allena! Pięknie! :} Nie mogę nie zaczekać na ciąg dalszy ...
  • siostra_bronte 04.01.15, 18:03
    Cieszę się :)
  • siostra_bronte 04.01.15, 16:54
    Tymczasem Cliff robi jednak dokument o Lesterze. W czasie zdjęć poznaje producentkę Halley (Mia Farrow). Od razu mówi jej, że w tej serii powinni zostać pokazani naprawdę wybitni ludzie, a nie ten kretyn :) Halley mówi, że Lester jest popularny, dlatego producenci go chcieli. Cliff opowiada jej, że właśnie robi film o filozofie, prof. Levym, to byłby świetny bohater dla tej serii. Halley jest zainteresowana, więc Cliff zaprasza ją do siebie i pokazuje fragmenty dokumentu.

    Prof. Levy opowiada o paradoksie w obrazie Boga. Jest "karzący", bo każe Abrahamowi poświęcić jedynego syna. Jednocześnie ma być "kochający", jak to pogodzić? Fragmenty dokumentu robią duże wrażenie na Halley. Obiecuje porozmawiać z szefami o tym filmie.

    Przy okazji, Cliff i Halley spędzają ze sobą coraz więcej czasu. Cliff ewidentnie jest nią zainteresowany, ale Halley delikatnie odrzuca jego awanse. Mówi mu, że jeszcze nie doszła do siebie po rozwodzie i że potrzebuje czasu. Niestety, ku rozpaczy Cliffa także Lester próbuje uwodzić Halley. Początkowo producentka zbywa Lestera. Lester mówi jej żartem: "jeżeli wszystko dobrze rozegrasz to dostaniesz moje ciało". Na to Halley: "może powinieneś je przeznaczyć na cele medyczne?" :)

    A Judah po kolejnej akcji Dolores, kiedy musiał opuścić przyjęcie, żeby się z nią spotkać, ma już dosyć. Rodzina zauważa jego dziwne zachowania, zaczynają się pytania. Judah późną nocą siedzi w swoim pokoju i zaczyna się zastanawiać. Przypomina sobie rozmowę z Benem. I zaczyna z nim znowu rozmawiać, oczywiście w wyobraźni.

    Wygląda na to, że chce "to" zrobić. "A jeżeli Bóg na to patrzy?" pyta Ben. "Bóg to luksus na który nie mogę sobie pozwolić" mówi Judah. "Mówisz jak Twój brat, Jack" na to Ben. "To jest prawdziwe życie, Ty żyjesz gdzieś w niebie" odpowiada Judah. "Nie pozwolę, żeby zniszczyła mi życie. Czy ja na to zasługuję, czy to byłoby sprawiedliwe?" mówi Judah. Podnosi słuchawkę telefonu i mówi Jackowi, że się zgadza. Znakomita scena, tutaj w całości:

    www.youtube.com/watch?v=QEXyKPany3M

    Nie widzimy sceny morderstwa. Tylko Dolores idącą do domu wieczorem, a za nią jakiegoś podejrzanego osobnika. Dolores kręci się po mieszkaniu, nagle rozlega się dzwonek do drzwi...

    Judah spędza ten wieczór w domu z gośćmi. Dzwoni telefon. Judah odbiera go w swoim pokoju. To Jack, mówi mu, że wszystko poszło ok, sprawa jest załatwiona. Judah jest w szoku. Jakby nie docierało do niego co się stało.

    Lekarz powoli dochodzi do siebie, przeprasza gości i wychodzi z domu, pod pretekstem zabrania ważnych dokumentów z kliniki. I jedzie do... mieszkania Dolores. Ma klucze. Na podłodze w kuchni leżą jej zwłoki. Judah przeszukuje szybko mieszkanie w poszukiwaniu listów, zdjęć, wszelkich dowodów, które łączyłyby go z Dolores.

    Kilka dni później odwiedza go detektyw, bo z billingów wynikało, że ostatnio często do niego dzwoniła. Judah zachowując całkowity spokój, odpowiada, że owszem, była jego pacjentką, a ostatnio ciężko przeżywała swoje problemy ze zdrowiem. I to wszystko. Detektywowi to wystarcza.

    Ale Judah jest niespokojny. Zaczynają go dręczyć wyrzuty sumienia. Był wychowywany w mocno religijnej rodzinie. Ojciec powtarzał mu, że "Bóg widzi wszystko". Po tylu latach, Judah zaczyna wracać do wspomnień z dzieciństwa. Odwiedza nawet swój dom, w którym kiedyś mieszkał.

    Kiedy go ogląda powracają wspomnienia gorącej dyskusji przy rodzinnym stole, gdy mocno wierzący członkowie rodziny spierali się z kuzynką May (jakąś ciotką?) o Boga i moralność. Ojciec rodu twierdzi, że każda zbrodnia będzie ukarana. May ma wątpliwości i jako przykład przytacza zbrodniarzy wojennych. May uważa, że moralność dotyczy tylko tych którzy jej chcą. Jeżeli winny jakiejś zbrodni nie zostanie złapany, to może spokojnie sobie żyć.

    Ktoś pyta ojca "A jeżeli nie ma Boga? Co wtedy?". "I tak może życie jest szczęśliwsze niż tych, którzy w niego nie wierzą" odpowiada senior. May pyta: "Zaraz, zaraz, między Bogiem i prawdą wybierasz Boga?". Starszy pan potwierdza. Znakomita scena:

    www.youtube.com/watch?v=xubKqMY2tPg
    Judah zaczyna tracić nerwy. Prosi Jacka o spotkanie. Mówi mu, że już nie wytrzyma tego psychicznie, przeraża go nawet dźwięk telefonu. Chyba odda się w ręce policji. Jack jest wkurzony. Trochę za późno na wyrzuty sumienia. "Weź się w garść!". Wszystko poszło zgodnie z planem, facet, który to zrobił wyjechał daleko. Ale Judah dalej panikuje. Jack mówi ostro, że nie pozwoli mu, żeby wszystko zepsuł i jeszcze jego pociągnął na dno...



  • siostra_bronte 04.01.15, 18:02
    Tymczasem w życiu Cliffa dochodzi do dramatycznego wydarzenia. Otóż Cliff dzwoni z budki, żeby odsłuchać wiadomości dla niego. I jest jedna wiadomość, od prof. Levy'ego: "Wyskoczyłem przez okno". Cliff jest w szoku. Profesor popełnił samobójstwo!

    Przybity Cliff spotyka się z Halley. Nie może uwierzyć w to co się stało. "Taki wybitny człowiek, oczekiwałem od niego czegoś bardziej konstruktywnego" :) Cała jego praca nad dokumentem poszła na marne. Hasłem które przekonało producentów serii była "afirmacja życia" którą prezentował profesor :) Po jego samobójstwie cały film można teraz pociąć na kawałki.

    Na dokładkę Halley odrzuca propozycję małżeństwa Cliffa. I tak wyjeżdża na kilka miesięcy do Londynu, ma jakąś pracę. Cliff jest przybity, ale liczy na to, że czas szybko minie.

    Mija kilka miesięcy. Ostatnie sceny filmu to wesele córki Bena. Są tu wszyscy bohaterowie filmu. Cliff widzi Halley, ale uśmiech zamiera mu na ustach. Bo Halley ma u boku Lestera, który przedstawia ją jako swoją...narzeczoną. Cliff jest w szoku. Dlaczego niczego mu nie powiedziała? Halley próbuje go przekonywać, że źle ocenia Lestera, że jest wspaniałym człowiekiem itd.

    Ale Cliff jest załamany. Idzie do pustego pokoju i zalewa smutek w alkoholu. Po chwili przyłącza się do niego Judah. Cliff mówi z przekąsem, że właśnie planował zbrodnię. Prawdopodobnie na Lesterze :) Na to Judah mówi, że ma świetną historię o morderstwie i to z życia. Opowiada oczywiście o sobie, ale w zaowalowany sposób. Mówi o wyrzutach sumienia, poczuciu winy. Aż nagle któregoś dnia to wszystko mija. Nic złego się nie wydarzyło, bohatera nie spotkała żadna kara boska. Nic. Życie toczy się dalej. Wspomnienia się zacierają. Bohater tej historii wraca do swojego normalnego, bezpiecznego życia.

    Cliff wyraża wątpliwość czy z takim poczuciem winy można żyć. Judah odpowiada mu, że wszyscy ludzie mają jakieś grzechy na sumieniu, ale jakoś je sobie tłumaczą, bo inaczej nie dałoby się żyć.

    Po Judah przychodzi żona i oboje odchodzą. Judah wygląda na zadowolonego z życia. Tutaj ta scena:

    www.youtube.com/watch?v=R5UP44x8nxw
    Ostatnie sceny to jakby skrót całego filmu. Z offu słyszymy głos prof. Levy'ego, który mówi o tym, że ludzkie szczęście nie zostało uwzględnione w dziele stworzenia, ale mimo to wciąż próbujemy go szukać...

    Tutaj trailer filmu:

    www.youtube.com/watch?v=5wXqwL3akhw


    Znakomicie napisana historia. Oba wątki świetnie się splatają. Jest i zabawnie, i dramatycznie. Ale to chyba najbardziej pesymistyczny film w karierze Allena. Podobną tematykę odnajdziemy później we "Wszystko gra".

    Świetna rola Martina Landau, a Woody Allen jest taki jakiego lubimy najbardziej :)

    Chociaż to nie jest typowa komedia Allena, jest tu sporo zabawnych dialogów:

    "To ty przestałaś ze mną sypiać. To było w tamtym roku, 20-tego kwietnia. Pamiętam dokładnie, bo to rocznica urodzin Hitlera" - Cliff w dyskusji z żoną

    "Chce ze mną coś wyprodukować" mówi Halley o Lesterze. "Tak, twoje dziecko" odpowiada Cliff

    "Kiedy mówi o wymianie pomysłów, chodzi o mu o wymianę płynów ustrojowych" - Cliff złośliwie o Lesterze

    "Nie znam się na samobójstwach. Dorastałem na Brooklynie. Tam ludzie byli zbyt nieszczęśliwi, żeby to robić" -Cliff w rozmowie z Halley

    "Świetnie. Mogę się teraz pozbyć tych kilku zębów, które mi jeszcze zostały" - Cliff do Halley, która wręczyła mu opakowanie cukierków- ciągutek

    "Ostatni raz byłem w kobiecie, kiedy zwiedzałem Statuę Wolności" - Cliff

    :)))













  • pepsic 04.01.15, 18:23
    Hm, gdyby nie te bon moty nie wpadłabym, że to komedia.
    THX :)
  • siostra_bronte 05.01.15, 15:25
    Dzięki, Pepsic :)
  • grek.grek 04.01.15, 18:33
    jak widać najlepsze teksty Allen zarezerwował dla Cliffa, czyli dla siebie :]

    dzięki, Siostro, za kolejną znakomitą opowieść. Czytałem jednym tchem. Z tym podwójnym zaciekawieniem, że nie oglądałem tego filmu, nawet tytułu nie słyszałem.

    szantaż, morderstwo, Bóg, udane albo nieudane życie, niepokój, małżeńska zdrada, samobójstwo, wyrzuty sumienia, dywagacje [o] i realne sprawdziany moralnoości, pyszne one linery... wygląda to na rzecz napisaną i wyreżyserowaną z prawdziwym [intelektualnym przede wszystkim] rozmachem. good old Mr Allen.

    świetnie napisane, Siostro, czytałem jednych tchem ":]

    w istocie jest tutaj sporo pesymizmu, właściwie cały czas bohaterowie występują przeciw temu, w co wierzą, zwłaszcza Judah. zatacza on koło i wraca do punktu wyjścia, czyli do kontynuacji małżeńskiej farsy [w jego przypadku].
    Cliff cierpi na niespełnienie zawodowe i erotyczne/uczuciowe i tak zostanie.
    traktowana per noga zakochana kochanka zostaje zamordowana, a profesor skacze z okna. I nikt nie ponosi za nic kary. Inaczej niż u Dostojewskiego, którego Allen chyba ceni i lubi.

    inna kultura, inna mentalnośc, inne uwarunkowania narosłych przez stulecia obyczajów i norm.

    na pewno jutro jeszcze coś dopiszę :]

    wracasz do formy pisarskiej, Siostro :]
    bardzo dobra to informacja.

  • siostra_bronte 05.01.15, 15:15
    Dzięki, Greku :)

    Tak, to stary, dobry Allen. Bardziej poważny niż zwykle, ale też nie udający Bergmana jak choćby we "Wnętrzach". Dramat i komedia, świetnie zrównoważone.

    Wiedziałam, że wspomnisz o Dostojewskim. Często pojawia się w recenzjach tego filmu. Jako ekspert w tym temacie na pewno będziesz miał ciekawe uwagi :)

    Odgrażałam się, że zacznę odrabiać pisarskie zaległości :)

  • grek.grek 05.01.15, 16:20
    własnie, świetnie to ujęłaś : jest poważnie, jest o moralności, sumieniu i wyborach trudnych, ale nie jest "bergmanowsko". jest złoty środek, który później rzeczywiści Allen gdzieś zgubił podczas kolejnych prób wchodzenia w takie klimaty.

    o, z pewnością dostrzegam podobieństwo strachu jaki nawiedza Judaha po dokonaniu zabójstwa, do strachu przeżywanego przez Raskolnikowa w "Zbrodni i karze". nie jest to strach wynikający z moralnego kaca, ale strach czysto ludzki. Takie nieodparte wrażenie, że wszyscy dookoła wiedzą o tym, co zrobił. Przerażenie "nawet na dźwięk telefonu". Raskolnikow wpadał w panikę niemalże. Tutaj widzę podobna utratę równowagi przed JUdaha.

    No i oczywiście Bóg, który "wszystko widzi". świadomość, która pcha do pokuty, wywołuje strach. U Dostojewskiego ma ona postać miłości zesłanej pod postacią prostytutki o złotym sercu i bojaźni bożej, w "Zbrodniach i wykroczeniach" wydaje się, że ukojeniem będzie powrót w objęcia małżeńskiego pożycia, które teraz zyska walor bezpiecznej przystani.

    jest też pytanie o to, co znaczy popełnić zbrodnię ? kto może z tym żyć ? U Dostojewskiego Raskolnikow okazuje się za słaby. NIe umie sobie poradzić z sumieniem. Potrzebuje tylko impulsu do odbycia kary i oczyszczenia ducha.
    u Allena najwyraźniej JUdah jest w stanie się pozbierać bez publicznego wyznania winy na rogu ulicy, bez odbycia kary. Róznica kultur, Allen nie mógł pójśc dalej, mądrze i roztropnie zatrzymał się w tym momencie, w którym nalezało.

    haha :]
    doskonale !
  • pani_lovett 04.01.15, 21:49
    Fantastyczny Allen, Bronte. :)


    cdn.
  • siostra_bronte 05.01.15, 15:30
    Aż tak? :) Dzięki, Barbasiu!
  • grek.grek 05.01.15, 14:09
    wg sztuki Arthura Millera.

    przenikliwy portret Ameryki przełomu lat 40-tych i 50-tych oraz człowieka, który dał się wpuścić w maliny amerykańskiego mitu sukcesu.

    Willy'ego Lomana gra Dustin Hoffman, odpowiednio postarzony charakteryzacją. gra odważnie, na moje oko nieco szarżuje i przesadza z ekspresją, ale mimo wszystko jest to rola znakomita.

    właściwie wszystkie sceny mozna by równie dobrze odtworzyć na deskach teatru. ciekawym zabiegiem jest forma retrospekcji. Pojawiają się one znikąd, są fantasmagorycznym wykwitem w toku monologu Lomana. On jest w nich taki jak teraz, to postaci współuczestniczące są młodsze, takie jak wówczas. Czasami jakaś wspominka pojawia się za oknem, a czasami po prostu kamera skupiona na twarzy Willy'ego odjeżdza, ukazuje się pełne ujęcie pokoju i mamy jasność, że to wspomnienie. A czasami Willy otwiera drzwi allbo patrzy przez okno, i pstryk - wchodzimy w przeszłość.

    Gośc jest u schyłku. Całe życie komiwojażerował, starał się, gonił to swoje marzenie o dobrobycie i sukcesie. I dziś ma 60 lat, jest stary, schorowany, zmęczony i... nic nie osiągnął. Mit OSIAGNIĘCIA dławi go przez wszystkie te lata. Jakiś nakaz bycia człowiekiem sukcesu. Z rozpaczą konstatuje, że gonił za tym przez niezliczone lata i na końcu tego wyścigu właściwie ma tylko same długi w banku, z którego wziął pożyczkę na budowę skromnego domku. A do tego nieustająca koniecznośc ciągłego wyjeżdzania na długie tygodnie, by uzbierać te parę dolców. Chciał mieć własną firmę, ale skończyło się na planach. Miewa momenty osłabienia, zamyślenia, omal nie prowokuje wypadku drogowego, jak sam przyznaje. W końcu dowiaduje się, że firma go zwolniła. Jest już zbyt wyeksploatowany. MUsi poczłapać do przyjaciela [kuzyna ?] po zapomogę, aby zapłacić ubezpieczenie na następny miesiąc. Jest upokorzony tym faktem. Jeszcze bardziej upokarza go to, że troskliwy kuzyn/przyjaciel daje mu, niemal na siłę, pracę w jego firmie, żeby pozostawiony na lodzie Loman mógł zarobić jakiekolwiek pieniądze.

    Synowie Biff [Malkovich] i Happy [Stephen Lang] nigdy nie spełnili jego oczekiwań. chwalił się nimi od kiedy byli mali, podskakiwał ze szczęscia na wieść o najmniejszym ich powodzeniu, dumny był z tego, że ludzie ich lubią, że mają chody u dziewczyn, że Biff gra doskonale w football i dostanie stypendium, a Happy swietnie się uczy. Pokpiwał sobie z syna kuzyna/przyjaciela - okularnika bez prezencji. To zabawne, że 15 lat później, to ten okularnik jest człowiekiem sukcesu. Wziętym prawnikiem, który za chwilę ma wystąpić przed Sądem Najwyższym. "Naprawdę ?", zdumiewa się Willy, kiedy to słyszy, a potem naprzemian zasmuca się i uśmiecha szeroko, porównując dawnego pierdołę do swoich wspaniałcyh dwóch "adonisów", którzy dzisiaj są dla niego powodem do rozczarowań.

    Nie wiedział jednocześnie, nie zdawał sobie sprawy z ttego, że obarcza synów presją, której oni nie mogą podołać. Także dlatego, że nie chcą być tym, kim on chce by byli. Rozjechali sie, jeden do Teksasu, drugi gdzieś tam indziej, a teraz są na chwilę razem w domu rodzinnym.

    Biff nie wygrał w szkole najważniejszego meczu, nie zdał szkolnych egzaminów, nie dostał stypendium... Jako dorosły zmienia kolejne posady, a koniec końców, mając 35 lat nie ma żony i nie ma pracy. Happy ma pracę, ale nie odnosi w niej sukcesu, to zwykła posada dla przeciętniaka. Bez widoków na więcej. Trzyma się jej, bo na nic innego go nie stać. Willy jest zdruzgotany tym, że synowie zawiedli. POwraca wspomnieniami do ich młodości - co poszło nie tak ? Co ON sam zawalił, że tak bardzo im się "nie udało" ? Może to był ten moment, kiedy w Bostonie Biff nakrył go w hotelu z kochanką, którą Willy miał od paru miesięcy [nigdy nie opowiedział o tym matce] ? Czy to wtedy Biff zaczął nim gardzić ? Pogarda, tego boi się Loman. POgarda ludzi, pogarda żony, pogarda synów. Uwaza, że ludzie się z niego śmieją, bo jest niski, stary i nie odniósł sukcesu. Żona go kocha nad życie, synowie troszczą się o to by stary nie oszalał, ale on uważa że jest pośmiewiskiem nawet dla rodziny. Z drugiej strony, ma nadzieję że na jego pogrzeb przyjdą ci wszyscy, których przez te 40 lat zasuwania w pracy spotkał. A było ich przecież tak wielu...

    Biff i Happy rozmawiają w pokoju na poddaszu. Oni chcą po prostu prowadzić swoje życie. Biff lubi pracę na świeżym powietrzu, nie chce sukcesu, chce żyć tak żeby sprawiało mu to przyjemność. Happy może bardziej chce powodzenia w starym amerykańskim stylu, ale i on nie jest na tym punkcie takim czubem jak ojciec. BIff proponuje Happy'emu wspólny wyjazd na zachód, mogliby pracować razem, może wspólny interes założyć ? MOże kiedyś, powiada Happy, na razie jeszcze tutaj spróbuję. Widać braterskie uczucia, oni się kochają. Kobiety ? Biff powiada "Szukam tej jednej, takiej z charakterem", Happy mu wtóruje, ale kiedy poznaje w kawiarni dwie młode dziewczyny - przystawia się do nich z wdziękiem, i wciąga w to Biffa. Nie da się zmienić natury. Nawet jesli później wytknie mu matka, że nie przestał uganiać się za "dziwkami".

    Musi wreszcie dojść ostateczna rozmowa. Kiedy rodzina orientuje się, że Willy chce się zabić, aby uruchomić dla nich pieniądze z ubezpieczenia - następuje bolesna konfrontacja. NIezwykła scena, pełna pasji i namiętności, kiedy ścierają się Biff z ojcem, Malkovich z Hoffmanem. Z zapartym tchem się to ogląda i tego słucha.

    Biff wyjeżdza, chce się z ojcem pożegnać, ale ten nie chce mu podać ręki. KŁócą się, walczą ze sobą, nie mogą już dłużej udawać. Nie tym razem.
    Biff w dramatycznych, twardych słowach, z których i tak finalnie odpłynie we wzruszenie, tłumaczy ojcu, że nie można żyć wbrew sobie, że trzeba poznać siebie, nie można dopasować swojego życia do formułki, choćby najbardziej chwytliwej i rozpowszechnionej. "Tato, porzuć te iluzje, bo stanie sie coś złego", prosi, obejmując starego, który na wieść o wyjeździe Biffa krzyczy na niego i pomstuje, a kiedy ten przystępuje do rozmowy [co za moment, kiedy Malkovich zrzuca marynarkę i cedząc słowa podwija rękawy koszulki, jakby szykował się do bijatyki na pięści], przez całe dziesięć minut ucieka mu, wymawia się, zbywa, przerrywa półsłówkami, ale nie może zwiać, musi wysłuchać tych słów, przyjąć cięzką prawdę o sobie - o tym, że jest zmęczonym naiwnym starym człowiekiem, i o złudzeniach, które uznał za rzeczywistość, a które zniszczyły mu życie i niszczyły życie jego synów .

    Kiedy jednak wreszcie Biff pada mu w ramiona, obejmuje go, jak druha w nieszczęściu i przyjeaciela w oprzytomnieniu - stary się rozkleja. "SPójrzcie, on mnie kocha. On mnie naprawdę kocha. Wspaniały chłopiec, dostanie czego chce od życia, ludzie go pokochają...", duka wzruszony do głębi uśmiechając się szeroko. Czy coś zrozumiał ? Zapewne niewiele. MOże tylko zeszła mu z serca trwoga jakoby syn nim gardził, jakoby istniał mur nienawiści między nimi. Może zrozumiał tylko ten uścisk, uczucie, ale przemowa pozostała na zewnątrz. Nie mozna jednym monologiem zmazać 40 lat wiary w nakaz, normę, mit. NIe poznał nigdy siebie, nie poznał siebie, więc żył czymś co przywlókł z ulicy ? z towarzytwa ? z radia ? a może co się po prostu przyplątało i wżarło w jego umysł.

    Za chwilę wybiegnie na ulicę i nie wróci. Poprowadzi do fantom ojca, z laseczką, w białym garniturze i kapeluszu. "W drogę synu, nie możemy się spóźnić", powiada i rusza przodem.

    Przy grobie Willy'ego nie gromadzą się ci, których odwiedzał jako komiwojażer. Tylko żona, zawsze kochająca, do końca przy nim, chroniąca go nawet przed niewłaściwym zachowaniem ze strony synów, nawet jesli widziała, że Willy już nie kontaktuje i sam sobie jest największym wrogiem; do tego obaj synowie i okularnik z ojcem. Wspominają to co dobre. CHoćy najdrobniejsze. I wszyscy cierpią na swój sposób.

    Hoffman jest niemal nadekspresyjny, twarz mu się nie zamyka; tuptając drobnymi kroczkami prezentuje całą gamę emocji - z apopleksji i gniewu wpada w histeryczną wesołośc, z opanowania w złość, z radości w smutek. Festiwal gry twarzą.
  • grek.grek 05.01.15, 14:28
    Malkovich gra fenomenalnie. ta finałowa scena walki na słowa z ojcem, to jest monolog na miarę oscara. Cóż za pasja !

    pachnie teatrem, kamera nie wychodzi niemal na zewnątrz, a jesli to ma się wrażenie, że to podwórko domu LOmanów czy uliczka pod-okienna są dekoracją sceniczną, a nie fragmentem prawdziwej ulicy. reżyserował Volker Schlondorff i chyba postanowił podążyć po śladach Arthura Millera, zawierzając słowom i emocjom, a mniej dbając o "uwspółcześnienie", co mogłoby w jakiś sposób oderwać od istoty rzeczy, rozmydlić wnioski i spłycić dramat, który potrzebuje kameralnej atmosfery i skupienia, niemal klaustrofobicznego, by wybrzmieć.

    ilu takich jak Willy Loman, ofiar amerykańskiego snu, nawozu pod tę garstkę milionerów i krezusów, którym "się udało", widzimy w kinach ? zapewne niewielu. na jednego "człowieka sukcesu" [finansowego, w Ameryce inny sukces nie istnieje] przypada milion rozczarowanych, złamanych, wewnętrznie zmiętych i wyplutych, którzy po drodze swoją chorobą zarazili innych. Oni nigdy nie poznali siebie, jak mówi BIff. Oni podążyli za ułudą i nakazem, nie dbając o to, czy nadają się do tego, czy to ich droga, czy ten nakaz współgra z ich "ja". Na końcu widzą klęskę i nie mają pojęcia dlaczego tak się stało. Przecież poświęcili się, pracowali, tyrali za dwóch. I jak to ? nic ? Gdzie popełnililiśmy błąd ?< zastanawiają się dziesiątki, setki milionów Willych Lomanów.

    I szukają także pocieszenia w dzieciach. MOże one przyniosą im spokój. Gdyby Biff czy Happy zrobili to, czego Willy nigdy nie zrealizował, gdyby "osiągnęli coś", mógłby się uspokoić. Ale nie ma nadziei. I on w tym widzi swoją porażkę. CZy to on sam przynosi nieszczęście ? A może nie pomógł im w kluczowym momencie ich życia ? CZy to dlatego, że Biff zdemaskował go z kochanką, wstrząsnęło to nim i nigdy nie poprosił juz ojca o pomoc w staraniach o stypendium ? może gdyby wtedy Willy pogadał z nauczycielem matematyki... Biffowi brakowało do wymaganego minimum tylko kilku punktów... Ten moment, tam w hotelu, sprawił że Biff porzucił dom, rodzinę, ojca, myśl o dalszej nauce... Mozę to był ten moment ? TYlko dlaczego Biff nie jest nieszczęsliwy z powodu nie-bycia człowiekiem sukcesu ? Dlazczego jego jedynym zmartwieniem jest pogrążająćy się w rozpaczy, planujący samobójstwo ojciec, który uwierzył w bajkę ?

    swietny film, wybitna ekranizacja wybitnego dramatu.
  • pepsic 05.01.15, 19:07
    Nic mi nie pozostało, jak powtórzyć za Siostrą. Przygnębiająca historia, zwłaszcza w świetle trudnej sytuacji ekonomicznej w kraju. Przeczuwałam, więc nie będąc w nastroju ominęłam szerokim łukiem i przerzuciłam sie na "Krisznę. Pragnienie miłości" w Ale Kino. Melodramat angielski wg powieści T. Hardiego "Tess", tyle że akcja dzieje się we współczesnych Indiach. Również smutna historia, aczkolwiek w zupełnie innej tonacji.

    Ps. Przepraszam, czy Loman w końcu popełnił samobójstwo?
  • grek.grek 06.01.15, 13:51
    yes.
    w filmie tej sceny nie widać i następnym obrazkiem po wybiegnięciu Willy'ego z domu jest jego rodzina i przyjaciele nad jego grobem. nie jest dookreślone w jaki sposób zginął. w sztuce, z tego co się orientuję, rzuca się pod samochód.

    prawda. nie jest to wesoła rzecz.

    problem, wg mnie, nie koreeluje z sytuacją w Polsce.
    tutaj bardziej chodzi o to, że Loman zaczyna dostrzegać że marzenie, które gonił całe życie, kompletnie go przerosło. a syn próbuje mu uświadomić, że zawsze było iluzją i wynikało z faktu, że LOman całe życie był marionetkę. zewnątrzsterownym futerałem na wszystkie brednie, które zaszczepia otoczenie, świat. Pędził za czymś, czego być może wcale by nie chciał, gdyby umiał samodzielnie myśleć i miał osobowość. on właściwie nawet nie wybierał tej drogi, został niż zarażony. Jak chorobą. myślę że tutaj tkwi cała tragedia jego losu.

    bez dwóch zdań jest to krtytyka american dream, całego tego zafiksowania amerykańskiego społeczeństwa na "sukcesie", oczywiście wyłącznie mierzonym w dutkach. Miller maluje to jako, właśnie, chorobę. Raka,. który pustoszy człowieka, zżera mu godnośc, życie, radość istnienia, zostawia wypompowanego flaka, który nienawidzi siebie.
  • siostra_bronte 06.01.15, 14:59
    No, ale czy ten "american dream" nie przeszedł też do nas? Przecież to nieodłączna część kapitalizmu, taka presja na sukces, liczenie go wyłącznie w kryteriach materialnych. Choć w praktyce oznacza on dla większości, jak już pisałam, ledwie wiązanie końca z końcem.
  • grek.grek 06.01.15, 17:46
    masz rację.
    u nas też się rozpanoszył.

    wydaje mi się jednak, ze w Ameryce to jest bardziej naturalne, jak jakiś nakaz społeczny, coś co dzieci wiedzą od kołyski.

    u nas chyba jednak chodzi bardziej o dorobkiewiczostwo, doszlusowanie do [drobno]mieszczańskich standardów, które swego czasu wyśmiewał Tuwim w "Strasznych mieszczanach". u nas to jest przeszczep, taki dość nienaturalny, w jakiś sposób żywy i aktywny wirus, ktory bardziej jest efektem wyzwolenia się z pewnej ascezy PRLu i chyba jednak orbituje w stronę ordynarnego konsumpcjonizmu. w Ameryce to ma jednak status znacznie głębszy, znaczy coś więcej, określa cel egzystencji.

  • pepsic 06.01.15, 20:46
    Jak najbardziej rozumiem, że przesłaniem filmu, tudzież sztuki jest american dream. I i ja tego, tak jak i Ty w Polsce nie widzę. Myślę, że u nas bardziej rozchodzi sie o sprawy typowo przyziemne, o spełnienie, o poukładanie życia na bezpiecznym poziomie ekonomicznym i rodzinnym, nie żeby zaraz wielka kariera, czy 10 samochodów.

    Miałam na myśli to, że w naszym kraju bez perspektyw, gdzie państwo, to kupa kamieni (cytując za klasykiem), wiele ludzi, gdziekolwiek nie spojrzy ma ochotę walnąć sobie w łeb;)
  • grek.grek 07.01.15, 15:43
    racja.

    o, brak perspektyw krązy nad Europą, jak wiesz :]
    a politycznie gorzej nie było od dawna. rząd SLD upadł dzięki zmasowanej propagandzie mediów. wszystkich. nikt nie bronił kolejnych afer, bo nie było czego bronic. Rząd obecny trzyma się dzięki
    takiej samej zmasowanej propagandzie sukcesu, ignorującej afery większe i liczniejsze.

    róznica polega na tym, że rząd SLD nawet padając, potrafił zzostawić po sobie nadwyżkę w kasie.
    po tym rządzie będą sprzątać jeszcze nasze wnuki.

  • grek.grek 05.01.15, 14:31
    www.youtube.com/watch?v=GM5_oxoux8Q
  • siostra_bronte 05.01.15, 15:29
    Dzięki, Greku :)

    Przegapiłam, niestety. Bardzo znana sztuka, ale jakoś nigdy jej nie widziałam choćby w teatrze tv. Z ekranizacjami sztuk teatralnych jest zawsze problem, ale z Twojego opisu wynika, że film jest udany.

    Przejmująca historia i wciąż aktualna.

  • siostra_bronte 05.01.15, 16:16
    To co mnie przeraża w tej historii: przecież Willy wcale nie chce nie wiadomo jakich luksusów. Domu z basenem, podróży dookoła świata, drogich samochodów! Przynajmniej tak to zrozumiałam. Ciężko harował całe życie, a ma tylko skromy domek i długi. Chce tylko w miarę dostatniego życia, na jakie zasłużył ciężką pracą. To jest przygnębiające. I taki jest los większości ludzi, którzy za swoją pracę mogą tylko jakoś utrzymać się na powierzchni i to wszystko.

    Jeżeli chodzi o Biffa, napisałeś, Greku, że nie zależy mu na "sukcesie". Zdaje się, że nie ma pracy. Jak więc sobie radzi, jak płaci rachunki?
  • grek.grek 05.01.15, 16:28
    dzięki, Siostro :]

    leciał w Kulturze od 20:20, zupełnie nie pomyślałem by zaanonsować na forum. Telewizor mam u góry, a komp na dole, po schodach daleka droga... dlatego tak jakoś zwykle przewodzenie u mnie występuje w dłuższym czaookresie ;]

    właśnie.
    to w filmie do końca nie jest określone.
    mowa jest o "osiągnięciach", "sukcesie", "powodzeniu".

    tak, "dostatnie życie", żadnych długów, własna firma, nie wiem... rodzinny obiad w niedzielę, przy którym wszyscy dzielą się informacjami o sukcesach.

    układem odniesienia do "sukcesu" jest najpewniej to, co Willy realnie posiada, a więc starość, hipoteka, sfatygowana chałupa, status bezrobotnego i bagaż świadomości, że to jest efekt 40 lat wyteżonych starań i pracy ponad siły.

    Biff zarabia "35 dolarów tygodniowo" [zdaje się, że jest to, jak na tamte pieniądze, bardzo skromny standard]. jak sam wyznaje pracuje pod gołym niebem, "kiedy może zdjąć koszulę". najpewniej są to prace fizyczne, dorywcze. przez lata imał się róznych zajęc, sprzedawcy, urzędnika etc., ale "któregoś dnia spojrzał w niego i zamarł..." odkrył, że to co do tej pory robił to nie było zgodne z jego osobowością, z tym KIM JEST NAPRAWDĘ. Bo on kocha powietrze, przestrzeń. a dodatkowo miał alergię na wykonywanie czyichś poleceń.

    od pewnego czasu, yes, przyznaje bratu, że "nie ma pracy". Nie pamiętam, od jak dawna./
  • siostra_bronte 05.01.15, 18:01
    Ok, jesteś usprawiedliwiony :)

    Biff będzie musiał spuścić z tonu, kiedy zabraknie mu kasy na płacenie rachunków. Nie mówiąc już o ewentualnym założeniu rodziny w przyszłości. Smutne, ale taka jest kolej rzeczy.
  • pepsic 05.01.15, 19:08
    Biff nigdy z tonu nie spuści, ten typ tak ma.
  • grek.grek 06.01.15, 13:44
    Biff nie jest obibokiem, on po prostu nie chce pracować jako urzędnik czy sprzedawca, ale na świeżym powietrzu, pod gołym niebem. wydaje się, że jest to typ człowieka, ktory nie potrzebuje wiele by być zadowolonym ze swojego losu.

  • mozambique 06.01.15, 12:16
    Willy'ego Lomana gra Dustin Hoffman, odpowiednio postarzony charakteryzacją. gra odważnie, na moje oko nieco szarżuje i przesadza z ekspresją, ale mimo wszystko jest to rola znakomita. "

    nie obejrzałam ale mam mocne postanowieni to keidys zobaczyc
    tak mi sie skojarzylao : na samym poczatku TOOTSIE, jeszce na czołówce, mlody aktor Michael Dorsey ( Dustin Hoffmann) bierze udzial w przesluchaniach do kilku sztuk , bez powodzenia , nigdzie go nie chca wiec przebiera sie za kobiete i idzie do teleiwzji , o ile dobrze pamietam jedną z tych sztuk jest walsnie Smierc KOmiwojazera ? pamietacie? mam racje czy mi sie pochrzaniło ?

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • grek.grek 09.01.15, 15:56
    ja chyba nawet Tootsie nie oglądałem, aż wstyd się przyznać :]
  • siostra_bronte 09.01.15, 16:10
    Hehe.
  • grek.grek 06.01.15, 17:27
    powtórkowo.

    fabuła ponoć na prawdziwych wydarzeniach.

    Ben ma łeb jak sklep, liczy w pamięci jak Rain Man, matmę ma w małym palcu. Studiuje na MIT< ale chciałby na Harvardzie. Problem w tym,że trzeba na to mieć 300 tys zielonych prezydentów, a Ben nie pochodzi z zamożnej rodziny. ewentualnie mógłby capnąć stypendium, ale problem w tym, że jest tylko jedno, a rywalizuje o nie kilkudziesięciu takich speców jak on.
    Rektor z Harvarda mówi mu, że w tym wyścigu zwycięża ten, który olśni komisję swoim doświadczeniem życiowym. A Ben nie ma żadnego. Najciekawszym wydarzeniem w jego życiu jest konstruowanie jakiegoś koła samojezdnego z dwoma kolegami-nerdami.

    niespodziewanie otwiera się okazja. POdczas wykładu o profesora Rosy [Kevin Spacey] Ben błyska intelektem i zwraca na siebie jego uwagę.

    Następnego dnia zostaje zaproszony do tajnego zespołu, prowadzonego przez Rosę. Kilku zdolnych studentów jeździ co 2 tygodnie do Vegas i gra w kasynie łojąc cięzki szmal w blackjacka, "21", inaczej w Oko. Stosują metodę "liczenia kart". Żadne oszustwo, ale kasyno na takich ludzi jest uczulone, bo stosują oni obliczenia matematyczne, które zdecydowanie zwiększają szanse wygranej. Ofk, żeby to robić trzeba mieć łeb jak sklep, taki jak ma Ben.

    Rosa sam był kiedyś graczem i rolował kasyna, ale wszędzie go już mają na czarnej liście, więc teraz działa jako trener, mentor i organizator.

    nasz człowiek trochę się kryguje, trochę się szczypie, odmawia, ale jako że sytuacja życiowa go przyciska do muru, marzenia o Harvardzie umyklają, a do etgo w zespole jest dziewczyna, która mu się bardzo podoba, to dośc szybko zmienia decyzję.

    Vegas go oszałamia. KOlory, neony, blichtr, swiatełka, kasyno, hotel 79-gwiazdkowy, basen, rajdy po mieście samochodem z odkrytym dachem, balangi na dachu hotelu, striptizerki z najlepszych szkół samby ;].. No i kasa, kasa, kasa. Na szkołę. Jakie to proste. Ben robi coś, co jest dla niego naturalne jak oddychanie.

    Co 2 tygodnie przywozi z tego Vegasa kolejne rulony banknotów, które melinuje w pokoju. Jednocześnie zaczyna się zmieniać. Oddala się od swoich kolegów nerdów i projektu nad kltórym pracują. Koleguje się teraz ze tą dziewczyną, na której widok kolegom-okularnikom piórniki wypadają z rąk. Z nieśmiałego, zgarbionego pierdoły w bluzie z kapturkiem Ben przeistacza się w pewnego siebie gracza. W Bostonie trochę się zgrywa, a w Vegas jest sobą na pełny gaz. Najpierw miał plan, żeby zarobić na szkołę i zrezygnować, ale szybko Vegas wchodzi mu w krwioobieg i on tam po prostu uwielbia jeździć. A do tego romansuje z tą dziewczyną ze swojego zespołu, Jill Taylor.

    problem w tym, że kasyno ma ochronę. Niewidocznych speców od namierzania takcih gostków, co to za dużo wygrywają. LIczenie kart nie jest przestępstwem, ale kasyno takich typów bierze na radar, a szef ochrony Cole Williams [Laurence Fishburne w najlepszej formie] łapie ich za kołnierz, a potem tak zastrasza, że im się odechciewa wszystkiego. Williams się na rzeczy doskonale zna, sam jest niezłym karciarzem i też ma łeb jak sklep. Co ciekawe, kasyna zamierzają wprowadzić wkrótce system cyfrowy rozpoznawania twrazy, więc ludzie przestaną być potrzebni. To ostatnie miesiące pracy Willliamsa i jego ekipy.

    Wiadomo, że Ben musi wpaść, pytanie tylko : kiedy.

    Najpierw jednak rozsypie się zespół. KIedy Ben, wskutek roztargnienia i nerwowych przeżyć osobistych, przegrywa 200 tys zielonych, Rosa się wścieka. Każe mu je oddac, a Ben na to, zeby się gonił. ROsa porzuca swój zespół i zapowiada Benowi, że go załatwi.

    Ben proponuje pozostałym, żeby grali bez protektoratu i logistycznego wsparcia Rosy. sami sobie dadzą radę, a wygrana będzie cała dla nich, a nie 50-50, połowa dla nich, połowa dla Rosy, jak dotychczas.

    Radosna samodzielność kończy się tym,że Ben wpada w łapy Williamsa. Oczywiśćie, kapuje mu ciachaczem Rosa. Paradoksalnie, Rosa kręci bat na własny tyłek, bo Williams trochę obija dzieciaka, ale potem daje mu propozycję nie do odrzucenia...

    Ben wraca do domu, obity, sponiewierany psychicznie, Vegas odbija mu się czkawką. na miejscu dowiaduje się, że ROsa nie dał mu zaliczenia ze swoich zajęć, więc Ben ma z głowy dyplom MIT, a dodatkowo z pokoju znikła kasa, kltórą chomikował. Jest więc goły i wyślizgany.

    Idzie do Rosy, przeprasza i proponuje ostatni wspólny wyjazd do Vegas. Rosa triumfuje, ale wie, że Ben to jest gośc nie w kij dmuchał, więc warto spróbować. Tym razem Rosa przyłącza się do swoich graczy. Ofk, stosuje doskonałą charakteryzację, podobnie jak Ben.

    Idzie im bardzo dobrze, ale wkroczenie do akcji Williamsa i całej chmary ochroniarzy zmusza ich do ucieczki. Przez kotłownie, przez zaplecza. W decydującym momencie rozdzielają się, Rosa chce żeby Ben rzucił mu torbę z żetonami na grubą kasę, którą wygrali przy stole. Zdązyli je zgranąć zanim rzucili się do ucieczki. Ben mu oddaje, umawiają się na spotkanie w umówionym miejscu, Rosa wyskakuje na chodnik do stojącego/podstawionego auta i chodu.

    Już w drodze Rosa orientuje się, że zamiast żetonów w torbie są czekoladki w łudząco podobnych okrągłych opakowaniach. A samochód prowadzony jest przez ludzi Williamsa.

    Taki był plan. Williams zgarniąjąc Bena zaproponował mu układ : pozwolę ci jeszcse raz tutaj przyjechać, zagrasz, wygrtasz ile chcesz, a ja ci nie przeszkodzę. Musisz tylko wystawić mi Rosę. To dlatego Ben udał skruszonego, przeprosił i zachęcił Rosę do przyjazdu do Vegas na "ostatni numer". Torbę z kasą oczywiście podmienił podczas zaaranżowanej ucieczki.

    Rosa trafia więc w ręce Williamsa, a Ben... wraz Jilll... zostają wypuszczeni przez ochronę, ale Williams każe im oddać torbę z żetonami. Łamie słowo. SAm tę żetony spienięży, będzie miał okrągłą sumkę na emeryturę, która już czai się za progiem.

    Tak więc, Ben chcąc nie chcąc musi zawalczyć o stypendium. I kiedy opowiada rektorowi o swoich przygodach podczas 17 wizyt w Vegas... tamten słucha z rozdzawionym otworem gębowym i już jest pewne, że Ben dostanie tego granta.

    Kiedy przeprasza swoich kolegów nerdów za to, że ich olał z tym projektem, i opowiada o wszystkim - jeden mówi : nie przejmuje się, ja na twoim miejscu zrobiłbym to samo :]

    A w finale... no cóż, po odejściu Williamsa na zieloną trawkęp - Ben wraca do Vegas. Nie sam. Razem z nim są ci koledzy nerdowie. w końcu mają także łby jak sklepy. Trochę grosza uciułają.

    ot taka zabawowa historyjka.

    Kevin Spacey taki jak lubimy [?], czyli podstępny i z wdziękiem, Vegas kolorowe, zestaw dobrych piosenek, a Kate Bosworth zdobi każdą scenę ze swoim udziałem.

    www.youtube.com/watch?v=I3HpXzaewlM
  • maniaczytania 06.01.15, 18:19
    Oglądałam! Film całkiem fajny, a od pewnego momentu nawet wciągający ;)

    Jedna uwaga:

    grek.grek napisał:

    > A w finale... no cóż, po odejściu Williamsa na zieloną trawkęp - Ben wraca do Vegas. Nie sam. Razem z nim są ci koledzy nerdowie. w końcu mają także łby jak sklepy. Trochę grosza uciułają.

    Moim zdaniem, to nie był powrót po tym, jak odszedł Williams, tylko to był ten jeden wypad, ostatni, na który Williams mu pozwolił. Ponieważ Ben, jak sam napisałeś, miał 'łeb jak sklep', domyślał się z pewnością, że Williams go wykiwa, stąd na ten wypad zabrał swoich kumpli, których Williams z kolegami nie znali, a oni zarobili trochę kasy.

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 06.01.15, 18:31
    good :]

    nie dam głowy, ale wydaje mi się, że w końcówce widać Williamsa na leżaku na Hawajach, gdzie popija sobie drinka z palemką, czyli że emerytury zażywa, a dopiero później jest Ben i jego nowa ekipa w kasynie ?
  • maniaczytania 06.01.15, 19:55
    no właśnie chyba na odwrót ;)
    Poza tym, gdy on z tymi kumplami wychodzą z kasyna, Jill ma czarne włosy, jak w czasie ucieczki przez te zaplecza ;)

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 06.01.15, 17:39
    o 20:00.

    po prostu, idealnie wpasowali się w moje dzisiejsze oczekiwania ;] a w Wasze ?

    wersja z 1962 roku jest bardziej stylowa, Peck i Mitchum są lepiej zestawieni niż NOlte i De Niro, ale mimo wszystko remake Scorsese jest znakomity i kto wie czy nie jest lepszym filmem od oryginału.

    fabuła jest zbudowana i poprowadzona rewelacyjnie. Idealny thriller. dialogi, monologi De Niro, doskonale zbudowany nastrój i ten rodzaj niejednoznaczoności jaka jest w relacjach Cady'ego z żoną i córką Bowdena, seksualny podtekst, sposób w jaki myśliwy podchodzi swoje ofiary, miotanie się Bowdena aż go paniki i nieopanowanych gestów i zgoła desperackich postępków. im dalej w las tym większy strach i groza, a De Niro w drugiej fazie filmu jest momentami groteskowy, lecz w najlepszym tego słowa znaczeniu, to kolejna jego wybitna rola.

    no i zagwozdka natury moralnej : czy Max Cady ma słuszne racje ? jaka powinna być kara dla mecenasa, który złamał zasady sztuki prawniczej, przysięgę ? i czy sprawiedliwość społeczna może jego postępowanie usprawiedliwiać ?

    [Barbasiu, pamiętasz [m.in naszą] długą dyskusję na ten temat, prfzy okazji poprzedniej emisji "Przylądka..." ? :)]

    tak czy owak - świetny thriller, doskonale wyreżyserowany, prawdziwa klasyka współczesnego dreszczowca.

    www.youtube.com/watch?v=uyTVyCp7xrw
  • siostra_bronte 06.01.15, 18:38
    Kiedyś oglądałam. Ale nie przepadam za de Niro, więc z trudem się przemęczyłam :)
  • pani_lovett 07.01.15, 00:26
    Oczywiście, że doskonale pamiętam naszą długą i ciekawą dyskusję, Greku. I sam film. :)
  • siostra_bronte 07.01.15, 01:43
    Kurcze, podpięłam się do starego wątku, więc wklejam ponownie.

    Kolejny film Allena obejrzany na video, po długiej przerwie. „Manhattan” powstał w 1979 r. , po „Annie Hall”. Przy okazji, „Annie” ani widu, ani słychu w Kulturze, niestety.

    Od razu muszę przyznać, że trudno mi będzie opisać ten film. Niewiele tutaj akcji. Bohaterowie spotykają się ze sobą w różnych miejscach i gadają. O wszystkim. Ale postaram się to jakoś ogarnąć, chociaż to i owo mogłam pokręcić :)

    Początek filmu jest fantastyczny. Już go kiedyś linkowałam przy smutnej okazji śmierci autora zdjęć Gordona Willisa. Oglądamy Nowy Jork, a z offu bohater filmu, Isaac (Woody Allen) czyta początek swojej pierwszej powieści. Ciągle go przerabia. Isaac mówi o miłości do miasta, mimo, że wiele rzeczy go w nim przeraża. W tle „Błękitna rapsodia” Gershwina. Zdecydowanie jedna z najlepszych czołówek ever!

    www.youtube.com/watch?v=uyaj2P-dSi8



    Mała knajpka gdzieś na Manhattanie. Przy stoliku siedzą dwie pary: Isaac ze swoją nową dziewczyną Tracy (Mariel Hemingway) oraz jego przyjaciel Yale (Michael Murphy) z żoną Emily (Anne Byrne). Dyskutują o wszystkim. Isaac mądrzy się, że w życiu liczy się odwaga. „Co byście zrobili gdyby tonący wzywał pomocy? Wskoczylibyście do zimnej wody, żeby go ratować? Mnie to nie dotyczy, bo nie umiem pływać” mówi Isaac :)

    Kiedy Isaac bierze do ust papierosa Tracy dziwi się: „przecież nie palisz”. „Nie zaciągam się, bo to powoduje raka. Ale z papierosem wyglądam na przystojniejszego” odpowiada Isaac :)

    Tracy odchodzi na chwilę od stolika i Yale komentuje, że to świetna dziewczyna. Isaac potakuje, ale martwi się różnicą wieku. Tracy ma 17 lat. Isaac zdaje sobie sprawę, że to nie potrwa długo, Tracy powinna znaleźć sobie jakiegoś rówieśnika, on jest dla niej za stary. Ale jest im ze sobą dobrze i na razie nie myśli o tym co będzie dalej.

    Po wyjściu z knajpy Yale zwierza się przyjacielowi z kłopotów. Kilka tygodni temu na jakiejś imprezie poznał dziennikarkę, Mary i nie może o niej zapomnieć. Nawet spotkali się już parę razy. Isaac jest w szoku. Sądził, że małżeństwo Yale’a jest idealne, a tu taka historia! Ale Isaac nie może niczego doradzić, bo za doświadczenia z kobietami (był dwukrotnie żonaty) należy mu się nagroda im. Strindberga :)

    Wieczór Isaac i Tracy spędzają razem w jego mieszkaniu. Isaac nie może się nadziwić, że Tracy spotykała się wcześniej już z trzema chłopcami. „Kiedy byłem w Twoim wieku, to moi dziadkowie przykrywali mnie kołdrą” opowiada Isaac :) Tracy mówi mu, że oni się nie liczyli, kocha tylko jego. Isaac próbuje ją trochę przystopować. „Nie szarżuj. Naciesz się mną, moim poczuciem humoru i zadziwiającą sprawnością seksualną :) Ale poznasz jeszcze wielu wspaniałych facetów” mówi Isaac.

    Pewnego dnia Isaac i Tracy oglądają wystawę zdjęć w jakimś muzeum. Przypadkiem spotykają Yale’a i…Mary (Diane Keaton). Isaac stara się zrobić wrażenie eksperta, opowiada jak bardzo podoba mu się wystawa, ale Mary ostro ją krytykuje. Biedny Isaac nie wie gdzie się podziać :) Tutaj ta scena:

    www.youtube.com/watch?v=L8FpnM0NlXk


    Po wyjściu z muzeum obie pary idą na spacer. Mary pyta Tracy czym się zajmuje. Dziewczyna odpowiada, że chodzi do liceum. „Kłania się Nabokov” żartuje Mary :) Przy okazji stwierdza, że pisarz nadaje się do „akademii przereklamowanych artystów”. Obok Gustawa Mahlera, Normana Mailera i paru innych twórców. Isaac jest coraz bardziej poirytowany: „Dorzućcie jeszcze Mozarta” :) A kiedy pada nazwisko Bergmana protestuje. Tutaj ta scena:

    www.youtube.com/watch?v=fOyw6Q8qWpM


    Isaac pod jakimś pretekstem szybko uwalnia się od towarzystwa Yale’a i jego kochanki. „Co za menda. Nie znoszę takiego pseudointelektualnego bełkotu” mówi o Mary Isaac. „Gdyby powiedziała jeszcze słowo o Bergmanie to wybiłbym jej szkła kontaktowe” :)

    Tracy próbuje go uspokajać, ale Isaac jest nakręcony. Nie popiera pozamałżeńskich romansów. „Ludzie powinni łączyć się w pary na całe życie, jak gołębie i katolicy” :) Tracy sugeruje, że może nie jesteśmy stworzeni do monogamii, że to już nie jest modne. „Nie mów mi co jest modne. Masz 17 lat! Jesteś wychowana na narkotykach, telewizji i pigułce. Przeżyłem II wojnę światową! Byłem w okopach” nawija Isaac. „Miałeś 8 lat” zauważa Tracy :)

    Isaac pracuje w telewizji, pisze scenariusze do programów rozrywkowych. Ale podczas jakiegoś nagrania wpada w szał, bo nie może zaakceptować coraz niższego poziomu telewizyjnej produkcji. Krzyczy, że telewizja „wyżera szare komórki widzów”. W emocjach rezygnuje z pracy.

    Potem rozmawia o tym z Yalem. Żałuje tego co zrobił. Jak sobie teraz poradzi bez pracy? A musi płacić alimenty byłej żonie na synka. Będzie musiał zacisnąć pasa, wynająć mniejsze mieszkanie. „Będę żył jak Mahatma Gandhi” :) Musi też ograniczyć pomoc finansową dla rodziców. „To ojca zabije. Dostanie dalszą ławkę w synagodze, z dala od Boga” martwi się Isaac :) Yale pociesza go, że dobrze zrobił. Będzie miał czas na pisanie swojej pierwszej książki.

    Na dokładkę była żona Isaaca, Jill (Meryl Streep) zamierza napisać książkę o ich wspólnym życiu. Isaac jest przerażony, bo nie chce ujawnienia różnych sekretów. Próbuje przekonać Jill, żeby tego nie robiła, ale ta nie ma zamiaru rezygnować...
  • siostra_bronte 07.01.15, 01:48
    Nie wiem, dlaczego linki nie są aktywne. Jeszcze raz:

    Czołówka:

    www.youtube.com/watch?v=uyaj2P-dSi8

    Scena w muzeum:

    www.youtube.com/watch?v=L8FpnM0NlXk

    Dyskusja o przereklamowanych artystach:

    www.youtube.com/watch?v=fOyw6Q8qWpM
  • siostra_bronte 07.01.15, 01:56
    Pewnego wieczora Isaac idzie na otwarcie jakiejś wystawy. Tam spotyka Mary w towarzystwie podobnych do niej snobów. Udaje, że bardzo się cieszy z tego spotkania. Po zakończeniu imprezy oboje idą na spacer. „Masz ciekawych znajomych. Jak obsada filmu Felliniego” żartuje Isaac :)

    Ale jest późny wieczór, robi się nastrojowo i oboje zaczynają rozmawiać o poważnych sprawach. Mary rozwiodła się z mężem, jej byłym profesorem. Isaac opowiada o ostatnim rozwodzie. Jego żona, Jill zostawiła go dla innej kobiety. Teraz jego synek ma dwie matki. „Przeprowadzono badania, samiec nie jest potrzebny do wychowania dziecka. Dwie matki wystarczą” komentuje Mary. „Taak? Myślałem, że ludziom trudno wytrzymać nawet z jedną” mówi Isaac :)

    Mary opowiada, że czuje się zagubiona. Zdaje sobie sprawę, że wybiera niewłaściwych facetów. Tak zresztą powiedział jej lekarz, Donny. „Zaraz, mówisz do swojego terapeuty Donny? Ja mówię panie Chomsky, bo inaczej dostaję linijką” opowiada Isaac :)

    Następnego dnia Mary spotyka się z Yalem. Mówi mu, że ten związek nie ma przyszłości. Ale nie może mu się oprzeć i idą razem do hotelu, żeby spędzić razem chociaż godzinę.

    A Isaac odwiedza byłą żonę, żeby zabrać synka na weekend. Przy okazji dochodzi do kłótni o książkę. Jill obstaje przy swoim. Isaac jest wściekły, ale nie może nic zrobić.

    Mary spędza samotnie weekend. Dzwoni do kochanka, żeby wyciągnąć go na spacer, ale ten ma wizytę teściów. Mary dzwoni więc do Isaaca. Ten zgadza się na spotkanie.

    Następna scena: gwałtowna burza łapie Mary i Isaaca w Central Parku. Chowają się w budynku planetarium. W nastrojowych ciemnościach Mary zwierza się, że ma kłopoty z Yalem. Wczoraj mieli pójść razem na koncert, ale ją „wystawił”. Isaac na to, że nie powinna się dziwić, tak wygląda romans z żonatym facetem. Isaac prawi Mary komplementy, jest ewidentnie pod jej urokiem. Jak to pierwsze wrażenie potrafi być mylące :) Mary chce umówić się na następne spotkanie, ale Isaac odmawia. Przecież jest z Tracy, no a Mary jest kochanką jego przyjaciela. Zachowuje się więc bardzo fair.

    Któregoś dnia Isaac spotyka się z Tracy w barze. Dziewczyna mówi mu, że dostała stypendium szkoły artystycznej w Londynie. Ale nie chce wyjeżdżać. Isaac próbuje ją przekonywać, że to dla niej duża szansa. „A co z z nami?” pyta Tracy. „Zawsze będziemy mieli Paryż” próbuje żartować Isaac. Znowu daje jej do zrozumienia, że pozna jeszcze wielu wspaniałych facetów. „Pomyśl sama. Za 20 lat będziesz miała 37 lat. A ja 62. To absurdalne. Będziesz u szczytu możliwości seksualnych. No...i ja też. Dopiero się rozgrzewam” :) Może zaczyna coraz poważniej myśleć o Mary? Ale tego wieczora Isaac mówi Tracy, że spełni jej każde życzenie. I oboje jadą dorożką po Central Parku. Jest nastrojowo i romantycznie :)

    Tymczasem Mary spotyka się z Yalem w swoim mieszkaniu Kochanek mówi jej, że to nie może tak dłużej trwać. Wyprowadzi się z domu. Ale Mary protestuje, nie będzie rozbijać rodziny. Czego więc tak naprawdę chce? Chyba sama tego nie wie. Oboje wzajemnie obrzucają się oskarżeniami i rozstają skłóceni.

    Po jakimś czasie Isaac wprowadza się do mniejszego mieszkania. Wieczorem zaprasza Tracy, bo boi się spać sam pierwszej nocy :) Ale miły nastrój szybko pryska. „Co to za odgłosy? Jakaś trąbka. Ktoś piłuje trąbkę na pół” wkurza się Isaac. Idzie do kuchni, żeby popić aspirynę. „Ruda woda!” krzyczy do Tracy. „Co to ma być?” dziwi się Isaac. „Płacę 700 dolarów za bulgoczące szczury, żaby i rudą wodę!” :)

    Mary jeszcze raz spotyka się z Yalem w jakiejś kawiarni. Mówi mu, że traci z nim czas. To już ostateczne rozstanie. Przybita Mary odwiedza Isaaca. Przeprasza, że zawraca mu głowę, ale nie chce być teraz sama. Isaac daje jej szklankę wody do popicia valium. „Jaka ruda woda” dziwi się Mary :)

    Isaac mówi Mary, że można się było tego spodziewać. Bo wybiera niewłaściwych facetów. „Nie próbuj na mnie psychoanalizy. Mam od tego swojego lekarza” mówi Mary. „Zaraz, nie ogarniają Cię wątpliwości kiedy Twój terapeuta dzwoni do ciebie z płaczem o 3 nad ranem?” pyta Isaac :) „Donny jest rzeczywiście nieszablonowy, ale ma licencję” odpowiada Mary.

    „Co to za odgłosy?” pyta nagle Mary. „Na górze mieszka jakiś gość. Słyszę to codziennie. Jakby dusił papugę. Chodźmy na zewnątrz, tam będzie ciszej” odpowiada Isaac :) Ale Mary nie chce mu już przeszkadzać i wraca do domu.

    Pewnego dnia Isaac i Yale spotykają się na grze w squasha. Yale jest zadowolony, że wreszcie uporządkował swoje sprawy. Prosi przyjaciela, żeby zadzwonił do Mary, bo na pewno jest przygnębiona. A bardzo go lubi. Mówiła nawet, że się jej podoba. Nasz bohater czuje się mile połechtany. Czyli coś jest na rzeczy.

    Isaac zaprasza Mary do kina na „Ziemię” Dowżenki :) Potem idą do jej mieszkania. Isaac zagląda do lodówki, żeby coś zjeść. „Kanapka z wołowiną z 1951 roku?” pyta. „Wołowina chyba nie powinna być niebieska” dywaguje Isaac :) Mary przyznaje się szczerze, że nie lubi gotować. Isaac zaczyna z nią flirtować. Mówi jej, że kiedy byli w planetarium miał ochotę „rzucić ją na powierzchnię Księżyca i dokonać międzygwiezdnej perwersji” :) Całują się.
    Spędzają ze sobą coraz więcej czasu. Odwiedzają muzea, jadają razem w knajpkach. Znajomość przeradza się w romans.
  • siostra_bronte 07.01.15, 02:05
    W końcu dochodzi do rozmowy Isaaca z Tracy. Isaac mówi jej wprost, że nie powinni się już spotykać. „Już mnie nie kochasz?” pyta zaskoczona Tracy. „Masz 17 lat! Nie wiesz co to miłość. Zresztą ja też nie. Nikt nie wie” odpowiada Isaac. Ale przyznaje, że kocha kogoś innego. Tracy jest w szoku. „Mam 42 lata, łysieję, zaczynam tracić słuch w prawym uchu. Tego pragniesz?” pyta Isaac. Tracy zaczyna płakać. Isaac pociesza ją, ale to na nic. Tracy jest załamana.

    Tymczasem żona Yale’a wypytuje Isaaca o nową partnerkę. Chciałaby ją poznać. Isaac pyta przyjaciela, czy to nie byłby dla niego problem. Ale ten zgadza się. Wszyscy razem idą na koncert. W jego trakcie Isaac mało dyskretnie obserwuje Mary i Yale’a jakby nie miał do nich zaufania.

    Ale między Mary i Isaakiem wszystko dobrze się układa. Mary wyrywa się nawet, że mogłaby mieć z nim dzieci. Prawie sielanka.

    Jakiegoś wieczoru do Mary dzwoni Yale. Mówi, że bardzo za nią tęskni, że muszą się spotkać. Ale Mary odmawia. Isaac pyta kto dzwonił. Mary odpowiada, że to szkoła tańca z ofertą darmowych lekcji. Już zaczynają się drobne kłamstwa. „Jasne, pierwsza lekcja za darmo, a potem płać 50 tys.” rzuca Isaac :)

    W weekend cała czwórka wyjeżdża za miasto. Miło spędzają czas, dopóki Isaac nie zauważa w witrynie księgarni książki Jill. Przyjaciele kupują ją i cytują co ciekawsze fragmenty. Isaac jest wściekły na żonę.

    Zaraz po powrocie odwiedza Jill. „Przyszedłem Cię udusić!” krzyczy już na progu. „Wyszedłem na Lee Harvey Oswalda!”. Ale ex-żona nie ma sobie niczego do zarzucenia, uważa, że uczciwie opisała ich związek. Nawet napisała o nim kilka pozytywnych rzeczy. „Jakich?” pyta Isaac. „Że płaczesz na „Przeminęło z wiatrem” odpowiada Jill :)

    Po burzliwej kłótni Isaac wraca do domu. Chce o wszystkim powiedzieć Mary, ale ta nie dopuszcza go do głosu. Bez owijania w bawełnę wyznaje, że chyba wciąż kocha Yale’a. Spotkali się nawet kilka razy. Isaac jest kompletnie zaskoczony. „Jestem w szoku. Niech ktoś mnie okryje kocem” mamrocze :) Mary twierdzi, że Yale chce się wyprowadzić od żony. „Co na to Twój terapeuta?” pyta Isaac. „Donny jest w śpiączce. Przesadził z kwasem” odpowiada Mary :)

    Isaac nawet nie potrafi zrobić jej awantury. „To mój problem. Jestem skryty. Chowam emocje do wewnątrz i hoduję wrzody” mówi Isaac :) Nie daje temu związkowi żadnych szans.

    Następnego dnia wściekły jedzie do szkoły w której pracuje Yale. Wyciąga go z zajęć. „Miałeś zamiar mi powiedzieć? Co z Ciebie za przyjaciel?” krzyczy Isaac. Przecież Yale sam go zachęcał do tego romansu! Yale tłumaczy się, że myślał, że już nie kocha Mary. Isaac nie może zrozumieć jak można tak zmieniać zdanie. Trzeba mieć jakiś moralny kręgosłup! „Dlaczego jesteś taki zasadniczy? Jesteśmy tylko ludźmi. Uważasz się za Boga?” broni się Yale. „Muszę się na kimś wzorować” ripostuje Isaac :)

    Po jakimś czasie Emily, żona Yale’a spotyka się z Isaakiem. Od dawna podejrzewała męża go o romans. Pyta co u niego. Isaac jest podłamany. Teraz zrozumiał, że popełnił błąd rozstając się z Tracy, bo z nią było mu naprawdę dobrze. Emily namawia go, żeby do niej zadzwonił. Ale Isaac wie, że wszystko zepsuł. Zerwał z nią kontakty, nie oddzwaniał. Już za późno.

    Mija trochę czasu. Isaac pracuje nad jakimś opowiadaniem. Nagrywa na magnetofon swoje pomysły. „Pewne rzeczy nadają życiu sens. Jakie? No więc… jeżeli chodzi o mnie to Groucho Marx, II część Symfonii Jowiszowej, Frank Sinatra…” wymienia Isaac. „I twarz Tracy”. Isaac przerywa nagranie, wstaje z łóżka. Tutaj ta świetna scena:

    www.youtube.com/watch?v=JNJc0FNmVH8


    Isaac wyjmuje harmonijkę ustną, którą dostał w prezencie od Tracy. Waha się przez chwilę i dzwoni, możemy się domyślać, że do Tracy. Ale numer jest zajęty. Isaac wybiega z mieszkania. Próbuje złapać taksówkę, ale bez skutku. Zaczyna więc biec. Po jakimś czasie mija budkę telefoniczną, cofa się i znowu dzwoni, ale numer wciąż zajęty. Isaac biegnie więc dalej. Może jeszcze nie wszystko stracone. I ten jego bieg to jedna z najpiękniejszych scen w filmach Allena.

    Kiedy zdyszany Isaac dobiega do domu Tracy, ta akurat wychodzi z bagażami. Jest zaskoczona jego widokiem. Isaac pyta gdzie się wybiera. Dziewczyna odpowiada, że do Londynu. Isaac prosi ją, żeby nie wyjeżdżała. Tracy mówi mu, że bardzo ją zranił, nie odpowiadał nawet na telefony, a teraz nagle się zjawia i chce, żeby wszystko rzuciła? Isaac nie ma żadnego wytłumaczenia. Mówi po prostu, że popełnił błąd. Stoi przed nią kompletnie odsłonięty. Bez swojej ironii i ciętego dowcipu.

    Tracy pociesza go, że to tylko pół roku. Isaac jest w szoku. Tak długo? „Wrócisz inna” mówi zmartwiony Isaac. „Nie wszyscy zmieniają się na gorsze. Więcej wiary w ludzi” odpowiada mu Tracy. Na twarzy Isaaca błąka się niepewny uśmiech.

    Jeszcze widzimy nocną panoramę Nowego Jorku z Gershwinem w tle. Koniec.

    Tutaj cała końcówka filmu:

    www.youtube.com/watch?v=KoDifnZ8mwo


    I jeszcze trailer:

    www.youtube.com/watch?v=yt3cGMqtqyA

    Co tu dużo pisać, „Manhattan” to arcydzieło Allena. Ale jeżeli ktoś go nie lubi, to film nie dla niego. Oczywiście to komedia i to znakomita, jak zauważyliście po cytatach. Ale jednocześnie Allen nigdy chyba nie pokazał w tak przenikliwy sposób swoich bohaterów, szukających szczęścia w miłości, ale ciągle popełniających błędy.

    Znakomite aktorstwo zwłaszcza Woody’ego (to chyba jego najlepsza rola) i Diane Keaton w roli neurotycznej Mary. I jeszcze wyrazista rólka Meryl Streep. Amatorka, Mariel Hemingway jako Tracy wypada sztywno, ale mimo to jej postać budzi sympatię, bo jako jedyna jest szczera i naturalna, jeszcze nie potrafi grać jak inni bohaterowie filmu.

    No i oczywiście piękne czarno-białe zdjęcia Gordona Willisa. Dodają filmowi niezwykłego klimatu. I jeszcze Gershwin. Całość wycyzelowana i dopracowana w każdym szczególe. Wspaniały film!!

    Uff, z problemami, ale jakoś dobrnęłam do końca :)






  • grek.grek 07.01.15, 15:23
    jestem pod wrażeniem. film oparty na dialogach opisałaś jak najlepszy action thrill :]
    czyta się znakomicie.
    do wielokrotnego odtwarzania :]
    wielkie dzięki za prawdziwą ucztę, Siostro.

    podstawiałem sobie Woody'ego z linków, uzupełniałem jego klasycznym
    ekranowym stylem bycia, i przy Twoim opisie działał jak w zegarku, hehe.

    czarno-biała forma - mistrzostwo. ktokolwiek wpadł na ten pomysł, powinien być
    z siebie dumny. a Gordon Willi za wykonanie powinien chyba jakiegoś Oscara dostać, nieprawdaż ?

    gdyby nie rozpoznawalne ulice Nowego Jorku, dostrzegalny akcent z East Coast ;] i aktorskie twarze, to mozna by pomyśleć, ze to kino francuskie albo włoskie.

    początek - bezcenny. prawdziwa symfonia na pochwałę Nowego Jorku.

    błyskotliwe one linery w wykonaniu Woody'ego. rzeczywiście, nie sposób się nie zgodzić, że
    jest tutaj w życiowej formie. "okopy", "duszona papuga", "zadziwiajaca sprawnośc seksualna", Oswald i Przeminęło z wiatrem", żeby tylko 1/5 wymienić z Twojej opowieści - klasyki klasyków ;]

    historia Isaaca i Mary - też wg najlepszych wzorców. zaczyna się od trzęsienia ziemi, a potem... itd :] od zgrzytania zębami i epitetów nieuchronnie ku zaintersowaniu przemożnemu, a stąd już prosto ku romansowi. w odpowiednio sfilmowanych nowojorskich miejskich kameralnych lokacjach - jak sądzę ? :]

    ostatecznie Isaac zostaje sam z pewnymi nadziejami, że da się wrócić do punktu wyjścia. Czy to nie podobnie jak Judah w "Zbrodniach i wykroczeniach" ?

    a zatem, historia o szukaniu lepszego dla dobrego. chociaż, ten związek z 17-latką to też wygląda tak sobie w perspektywie kolejnej dekady. z 17 lat w końcu się wyrasta. Isaac jest wysoce świadomym gościem. Ostatecznie pozostaje dośc nieciekawy obraz finałowy : gość czeka jak na zbawienie na swoją 17-letnią dziewczynę, przeczuwając że to i tak nie będzie trwało nazbyt długo, a już na pewno nie do [jego własnej] 60-tki, a chyba jednak na tym długotrwaniiu by mu zależało?

    Diane Keaton świetnie się prezentuje.

    generalnie, z przyjemnością obejrzę ten film, przy pierwszej nadarzającej się sposobności. a Twój opis, Siostro, pewnie jeszcze nie raz przeczytam :] zdecydowanie, wprowadza w atmosferę i buduje nastrój, a do tego daje pełną orientację w temacie. pisarska klasyka :] Style & Fashion :]

    najlepsze filmy Allena w bezpośrednim oglądzie, dzięki Siostro.

    PS : i ja jestem niemile zaskoczony, że Kultura nie stara się jednak pokazać "Annie Hall". przy całey sympatii, bo robią kawał dobrej filmowej roboty... pozostaje jednak mały niedosyt. Zwłaszcza, że zdjeli ten film z godziny na godzinę, niekoniecznie konieczny był tak zabieg. nikt by się nie obraził gdyby okolicznościówkę na śmierć p. Krauzego zaplanowali na następny wieczór.











  • siostra_bronte 07.01.15, 16:05
    Dzięki, Greku :)

    Muszę przyznać, że obejrzałam film dwa razy i robiłam notatki. Inaczej bym się pogubiła.

    Właśnie, "Manhattan" jest oparty na dialogach, ale ogląda się go nieomal jak thriller. Nie musiałam niczego dodawać :)

    Tak, to był genialny pomysł z czarno-białymi zdjęciami. Jak najbardziej Gordon Willis zasłużył na wszelkie nagrody, jego zdjęcia są fantastyczne. Niektóre ujęcia są naprawdę piękne, bardzo przemyślane. Znalazłam artykuł z kilkoma ujęciami. To pierwsze zdjęcie, kiedy Isaac i Mary siedzą na ławce (nocny spacer po spotkaniu w muzeum) to już klasyka.

    www.subtraction.com/2007/11/05/manhattan-in/

    Nie znam się na tym, ale film nakręcono w formacie anamorficznym, co oznacza że wyglądać fantastycznie w kinie!

    Tak, zakończenie jest otwarte i chyba niezbyt optymistyczne dla bohatera.

    Jeszcze raz dzięki za miłe słowa :)

    Co do "Annie" też nie rozumiem dlaczego Kultura zwleka z jego pokazaniem. Sprawdziłam program do 20 grudnia i nic. Bardzo nieładnie.

  • siostra_bronte 07.01.15, 16:06
    *do 20 stycznia :)
  • siostra_bronte 07.01.15, 16:42
    A propos szacunku dla widza. Przypomniała mi się świetna historia sprzed wielu lat. Sobotni wieczór, w programie "Wielka ucieczka" ze Stevem McQueenem. Ale emisja się opóźniała. W końcu "pani z okienka" (tak, kiedyś prezenterki zapowiadały program!) pokazała się i powiedziała, że pojawiły się problemy techniczne. Ale wkrótce zostaną naprawione.

    I tak czekaliśmy, chyba ponad godzinę. Miałam wrażenie, że cała Polska czeka na ten film :) W tym czasie leciały jakieś zapełniacze. I około północy film został pokazany! A widzowie przeproszeni.

    Ech, to były czasy...Wyobrażacie sobie taką historię teraz?? :)
  • grek.grek 08.01.15, 14:00
    o, na wszystkie czołobitności zasłużyłaś absolutnie :]
    same notatki to zaledwie połowa roboty. ta mniejsza. potem jeszcze trzeba to zgrabnie napisać, co też wykonałaś nienagannie [jak zawsze zresztą] :]

    jakby w kinie grali, to w sumie mogliby od razu karnety wprowadzić dla fanów Allena, prawda ? na jednym posiedzeniu by się nie skończyło, jak sądzę ? :]

    zresztą, kto wie... ostatnio wracają stare filmy w nowych kopiach, "400 batów" czy "La Strada", a także "Kolor purpury", więc nigdy nic nie wiadomo.

    o, rzeczywiście swietna story.
    kiedyś liczono się z widzem, rozumiejąc że to on płaci na ten cały interes :]
    dzisiaj widz to taka zabawka do utrzymywania grupy towarzysko-politycznej [wszędzie ta polityka... cóż począć, heh].

    dzisiaj zmarł p. KOnwicki.
    coś czuję, że nastąpią przetasowania w grafikach publicznych kanałów ;]
    ciekawe co odpadnie, bo szykowałem się na "Lourdes" w Kocham Kino ?



  • siostra_bronte 08.01.15, 15:14
    Jeszcze raz dzięki :)

    O tak, chętnie zobaczyłabym go w kinie. Ale przynajmniej chciałabym mieć dvd.

    Tak, kapitalna historia. Aż trudno w nią uwierzyć. Wiesz, moim zdaniem kiedyś generalnie były jakieś wyższe standardy, nie chodzi tylko o tv. Po prostu ludzie byli bardziej przyzwoici. Teraz to wolna amerykanka.

    Rzuciłam okiem na program Kultury. Są zmiany, ale jakimś cudem "Nocny kowboj" się ostał :)
  • grek.grek 09.01.15, 16:59
    może w sieci jakieś przystępne DVD dałoby się znaleźc ?

    o, zdecydowanie.
    czasy jakoś nie służą poprawie kultury i wrażliwości [takiej w rozsądnych granicach ;))].
    wszędzie, jak widać.

    swoją drogą, gdzieś tam pojawiła się informacja, że TVP zapłaciła 150 tys PLN pani Kozidrak za 25-min występ sylwestrowy. to już chyba zagadnienie z dziedziny etyki ? ;]

    yup, a dzisiaj powtórka "Nocnego kowboja".
  • pepsic 07.01.15, 19:04
    Oglądałam "Manhattan" w kinie będąc mocno smarkatą;) W mojej pamięci tkwi jedna tylko scena, łóżkowa, w której W. Allen i deczko toporna, acz wdzięczna Hemingwayówna toczą intelektualne razgawory. A poza tym przed oczami mam ciemność oraz przewijający sie w późniejszych filmach, podchodzący pod obsesję motyw rozmasowania z lolitkami, tudzież kłopotliwe wspomnienia spisywane przez byłą małżonkę.
    THX Siostro za ciekawy opis.
  • grek.grek 07.01.15, 16:35
    w zasadzie, wszystko zapowiada się bardzo dobrze :

    kultura.gazeta.pl/kultura/1,114438,17204747,Wieckiewicz_prokuratorem__Chyra_nauczycielem__a_Kot.html#BoxKultTxt
    i jak to widzicie ? :]
  • grek.grek 08.01.15, 13:48
    3 lata po oryginale Spielberga ktoś wpadł na koncept, żeby łapać okazję zanim wystygnie :] Stevena nie udało się w temat wkręcić, ale złapano w siatkę reżysera telewizyjnego Jeannota Szwarca.

    z pierwzoru zostało co następuje : rekin, Roy Scheider w roli Brody'ego, jego żona [charakterystyczna] oraz doskonała muzyka Johna Williamsa.

    niestety, scenariusz powiela już tylko schemat zapisany w oryginale.
    rekin napada cichaczem kolejnych pływaków albo żeglarzy, potem pojawia się widomy znak jego obecności [tutaj : zagryziona orka, ktorą woda wyrzuciła na plażę]; następnie Brody próbuje przekonać władze miasteczka do tego, żeby zamknęli interes plażowy, z uwagi na bezpieczeństwo turystów, a oni mają go w nosie [tutaj : wręcz zwalniają go z pracy]; pojawia się postać fachowca od rekinów, który upewnia szeryfa w jego podejrzeniach [wtedy oceanograf Matt Hopper, teraz jakas pani naukowiec w plażowym sombrero i bandanie].

    a potem szeryf musi stawić czoła rybie.

    w oryginale płynął na polowanie.
    w sequelu wypływa by ratować swoich synów i grupę ich nastoletnich przyjaciół, którzy niepomni ostrzeżeń wypłynęli żaglówkami w ocean, a tam zaczął na nich zęby sobie ostrzyć rekin-ludożerca.

    w zakończeniu, znacie zapewne ?, Brody samodzielnie unicestwia rekina, karmiąc go odpowiednią dawką woltów.

    zasadniczo, Roy Schieder z żoną ekranową, panoszący się rekin i muzyka Williamsa uwiarygadniają dość średni film, który dość uparcie próbuje odciąć kupon od orydżynala.

    w zasadzie, obejrzałem z ciekawości, i z zapomnienia, ale ani ciekawość ani zapomnienie jakoś nie wpłynęły na lepszy odbiór.

    panowie od scenariusza dorzucili kilka niewątpliwych atrakcji ;] : scenę ataku rekina na wodolot, dziewczyny na żaglówkach wydzierające się wniebogłosy z powodu przerażenia atakującą rybą, a nawet wciągnęli w swoja aferę Matkę Boską, do której kazali się modlić młodzieży osaczonej przez wielkopaszczego drapieżnika. same "dziesiątki" ;]

  • siostra_bronte 08.01.15, 14:07
    Dzięki, Greku :)

    Kiedyś oglądałam. Ale wydał mi się całkiem niezły, zwłaszcza sceny kiedy rekin atakuje nastolatków. Pamiętam moment, kiedy dziewczyna w ostatniej chwili wpycha synka Brody'ego na łódkę, a potem rekin ją podgryza. Mocne to było. Ale widziałam ten film w kinie, jako nieletnia kinomanka, więc może dlatego robił takie wrażenie :)
  • grek.grek 08.01.15, 15:03
    cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

    o, zgadzam się bez oporów :] z tym co napisałaś.
    pojedyncze sceny są niezłe i jest dostatecznie makabrycznie, kiedy rekin krązy wokół łódki ze spanikowanymi dzieciakami.

    wiesz, gdyby to był pojedynczy film, film sam w sobie... a tutaj jednak trudno abstrahować od porównań do oryginału, nieuchronnych w tej sytuacji :]

    ale na pewno jest kilka rzeczy, które są godne wzmianki.

    podoba mi się, także, to jak prowadzona jest akcja, a metoda jest to zupełnie odmienna od
    większości sequeli.

    zasadą sequela jest, jak doskonale wiesz, "pokazać to co przyniosło sukces oryginałowi... tylko trzy razy więcej". a tutaj jest długa akcja na lądzie, jest czas na zagłębienie się w życie rodziny Brodych, sceny budujące zagrożenie rekinadą są potraktowane poważnie, a nie "przeleciane po łebkach", no i rekin jest w umiarkowanych ilościach. w "klasycznym" sequelu pewnie by go ubrali w ciżemki i kazali biegać po plazy, byle był cały czas w akcji ;'] scen thrillerowatych jest kilka, ale też nie więcej niż w oryginale.

    brakuje przede wszystkiim świeżości pierwowzoru, kapitalnie napisanej i zagranej postaci Quinta [fantastyczny Robert Shaw] i Hoopera oraz całej atmosfery tej ich wyprawy, a także znakomitych dialogów i monologów [nocna opowieść Quinta o katastrofie USS Indianapolis, to niezapomniana rzecz].

    swoją drogą, chyba największym kuriozum jest to, że po sequelu Szwarca "Szczęki"doczekały się bodajże trzech kolejnych dokrętek - co tam jeszcze zostało do dokręcania ? ;] swoją drogą, powinno się opatentować tytułu klasowych oryginałów. przy pięciu czy sześciu filmach spod znaku "Szczęk' nagle oryginał maleje do "Szczęk 1", co brzmi niepoważnie w kontekście róznicy między pierwowzorem, a tymi kolejnymi skokami na kasę. to dopiero parada :"]
  • grek.grek 08.01.15, 17:02
    o to w tym filmie Arnold Schwarzenegger wciela się w radzieckiego milicyjanta :] yup. w dodatku robi to w tak naturalny sposób, jakby niczym innym nigdy się nie zajmował, hehe.

    a film... no cóż, typowa raczej sensacyjka, w której Arnie musi pobiegać, postrzelać, porobić miny i zaprezentować biceps.

    nie jest jednak sam, towarzyszy mu James Belushi, jako amerykański glina - akcja dzieje się bowiem w Chicago, dokąd Arnie aka Ivan Danko przyjeżdza z MOskwy ze specjalną misją złapania radzieckiego gangstera. policja moskiewska wspłlpracuje tutaj z policją chicagowską, która udziela Ivanowi pełnego wsparcia i nawet daje przewodnika i partnera.

    Danko alias Arnie jest zdystansowany, chłodny i głównie posługuje się wzrokiem a'la Kaszpirowski i wysuniętą szczęką. cały rumor robi własnie Belushi aka [uwaga !] policjant o nazwisku jakże swojsko brzmiącym... Ridzik :]

    zatem, Ridzik gada za nich dwóch, robi miny, pyskuje, stawia się, nawija makaron na uszy, słowem - odwala całą robotę dzięki której ten film zyskuje pewien walor... ludzki. moskiewski terminator i żwawy american cop ;]

    akcja jak akcja, zaskoczeń nie ma, ale są niezłe sceny zderzania się radzieckiego policaja z amerykańską codzienną praktyką, oczywiście jakże odmienną od tego, do czego przywykł w Moskwie.

    piszę o tym filmie, bo w latach 80-tych był to jeden z pierwszych, które zobaczyłem na moim, a raczej moich rodziców, brand ! new ! video na VHS ;]

    ależ to były czasy... sentymentalny chyba zaczynam się robić. szykuję chustki, bo jak zobaczę Arniego w tym twarzowym mundurze radzickiego funkcjonariusza, oraz tej czapce, to chyba zacznę chlipać jak pierwszy lepszy bóbr ;]]

    nie macie ochoty obejrzeć ? ;]

    tak między nami, to kto wie, czy nie jest to najlepszy film Schwarzeneggera. także dlatego,ze reżyserował go Walter Hill, dobry fachman, i nie pozwolił aby fizycznośc Arniego zdominowała akcję, a dla pewności otoczył go niezłymi albo średnioniezłymi aktorami a'la wspomiany Belushi, a także Ed O'Ross czy Peter Boyle. jest więc to dobry kryminał policyjny,
  • grek.grek 08.01.15, 17:06
    klasyka w Kulturze.

    Siostra już wspominała : "Nocny kowboj" o 21:15.

    a o 1:10 "Plac Zbawiciela".

    ku pamięci zmarłego śp p.Konwickiego też upchneli to i owo [ dwa dokumenty o 19:15 i 23:20 ], ale nic tym razem nie wyciachali :]
  • pepsic 10.01.15, 00:00
    Edukuję się nadal. "Nocny kowboj" zaliczony! Jutro postaram się coś więcej napisać i sięgnąć po ściągę do Siostry. Ogólne wrażenia pozytywne i mocne, choć temat dużo mniej przyjemy.
  • siostra_bronte 10.01.15, 00:31
    Brawo, Pepsic :)
  • siostra_bronte 10.01.15, 16:28
    Tak sobie myślę, aż dziwne, że tak mocny i bezkompromisowy film dostał Oscara dla najlepszego filmu roku (także za reżyserię i scenariusz). Teraz to by nie przeszło!
  • barbasia1 10.01.15, 14:04
    pepsic napisała:

    > Edukuję się nadal. "Nocny kowboj" zaliczony! Jutro postaram się coś więcej nap
    > isać i sięgnąć po ściągę do Siostry. Ogólne wrażenia pozytywne i mocne, choć te
    > mat dużo mniej przyjemy.

    To samo chciałam napisać. ;)

    Na razie tylko rzucę link do świetnego postu Siostry_Bronte, szczegółowej opowieści o "Nocnym kowboju"...

    forum.gazeta.pl/forum/w,14,142900311,143421954,_Nocny_kowboj_1_.html
  • siostra_bronte 10.01.15, 14:51
    Świetnie!

    Miło mi, że linkujesz mojego posta :)
  • siostra_bronte 08.01.15, 17:11
    Dzisiaj o 20.20. Niedawno mozambique go opisywała. Brawo dla Ale kino, bo to całkiem świeży tytuł. Będą powtórki.
  • siostra_bronte 08.01.15, 23:09
    Obejrzałam. Pamiętam zachwyty nad tym filmem, więc tym większe rozczarowanie. Jak to nie powinno się ufać recenzjom :)

    Spodziewałam się wciągającej, psychologicznej gry między Freddim i jego mistrzem, a tu nic z tego. Film się ciągnie, od sceny do sceny, brak emocji i dramatyzmu.

    Co do aktorstwa, tak bardzo chwalonego, to też jestem rozczarowana. Phoenix nie przekonuje mnie w roli Freddiego, za bardzo skupił się na fizycznej stronie bohatera. Philip Seymour Hoffman z kolei powtarza to co już znamy z innych filmów, brak tu zaskoczenia, czegoś nowego. Za to Amy Adams w roli żony wypadła całkiem dobrze.

    W sumie nie polecam, chyba że ktoś jest wielbicielem Phoenixa albo Hoffmana.
  • grek.grek 09.01.15, 15:54
    dzięki, Siostro :]

    może istotą rzeczy było pokazanie nie tyle konfliktu między "mistrzem", a "uczniem" ile mechanizmu zauroczenia i podporządkowania, manipulacji jakiej sprytny hochsztapler dopuszcza się [cynicznie lub nie] na frustracie, ktory w swojej sytuacji życiowej gotów jest zaufać i oddać się każdemu, kto tylko powie mu, że coś jest wart ?

    z ciekawością, tym większą po Twojej recenzji [przeciwnej w stosunku do rec. MOzambique], czekam na ten film :"]

  • siostra_bronte 09.01.15, 16:13
    Cała przyjemność po mojej stronie :)

    Wiesz, moim zdaniem ta relacja między Freddim i mistrzem nie została odpowiednia wygrana. Nie widzę tu jakiegoś zauroczenia, fascynacji ze strony Freddiego. Po prostu brak tu chemii, napięcia. Ale to moje zdanie :)
  • pepsic 10.01.15, 00:07
    Nie obejrzałam. Odpadłam po kilku nieudanych próbach. W zamian miałam przyjemność z klasykiem "Nocnym kowbojem" :)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka