Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 2 (vol. 52)

01.02.15, 09:56
witam w nowym wątku :) Styczniowy pięknie się rozwinął - prawie 900 postów! Ciekawe, czy któryś tegoroczny sięgnie 1000 w 'regulaminowym' czasie?

KK i zapowiedzi troszkę później :)

--
Maniaczytania - blog
Edytor zaawansowany
  • grek.grek 01.02.15, 11:41
    przedostatni odcinek, z efektowną "dexterowską" przewrotką w finale. No bo przecież coś musi się zdarzyć jeszcze w finałowym, heh.

    Śmierć dr Vogel, z ręki porzuconego przed laty syna Daniela Vogela vel Olivera Saxona, mocnym akcentem kończyła 10 odc.

    11 startuje zacieraniem przez Dextera wszelkich śladów swoich związków z Evelyn Vogel. Lepiej aby nikt nie wiedział, kim dla niego była i kim on BYŁ i JESt. A potem zawiadamia policję, która zjeżdza się całą kawalerią. Łatwo ich rolować, wystarczy powiedzieć, ze akurat wpadł do niej i zastał martwe ciało. Wierzą koledze z pracy, bo czemuż by nie ?

    Dexter informuje swoją siostrę o tym, co zaszło. Dochodzą do wniosku, że Saxona trzeba złapać. Dexter chce go zabić, Debra - aresztować, zwłaszcza że właśnie wróciła do pracy w policji. "Jesli dopadnę go po swojemu, nie oddam ci go", zapowiada ona i chyba serio mówi.

    Dexter ma na całe usiłowania 2 dni. Wyjeżdza do Argentyny, z Hanną Mc Kay i synem, aby zacząć tam nowe życie. Mc Kay, poszukiwana morderczyni, chowa się w domu Debry Morgan. BYle przeczekać do terminu wylotu.

    Zabawna jest reakcja Hanny McKay na wieść o śmierci Vogel - "O, i'm sorry..."< a dalej coś w stylu : "Kupiłeś kurczaka na obiad ?". Niestety, śmierć zdewaluowała się w tym serialu okropnie. POstaci nie mają wpisanej w akta żałoby i poruszenia, a aktorzy nie próbują udawać greka.

    W międzyczasie Dexter załatwia ostatnie sprawy - sprzedaż łodzi, sprzedaż domu. Tutaj wykorzystue pomoc żony [wdowy po-] mecenasa Prado, jego przyjaciela, a zarazem przeciwnika z sezonu III. W wolnych chwilach szuka przed kompa śladów Saxona, który po zabiciu wyrodnej mamuśki, zbiegł z miejsca czynu. POolicja ofk nie wie, kogo ma szukać. Dexter sam chce go znaleźć i wysłać na łono Abrahama.

    Przegląda papiery z firmy, w któreej jako pracownik nadzoru budowlanego, zatrudnony jest Saxon. Znajduje adres starego szpitala, który przeznaczony był do wyburzenia, ale Saxon nigdy nie przeprowadził tej operacji. Tam może się mieścić jego dziupla, w której zabija swoje ofiary.

    Tymczasem - sensacja. Saxon sam się zjawia na policji. Tyle że jako świadek w sprawie śmierci swojej dziewczyny, którą zresztą sam zamordował, ale nikt nie ma o tym pojęcia, poza Dexterem, który ujawnić tego nie chce i nie może.

    Saxon przyszedł aby oczysścić się z podejrzeń, bo jako chłopak był na liście potencjalnych killerów. Przesłuchuje go Quinn, a Dexter [z wymownym zimnym wzrokiem] pobiera jego DNA. Saxon wybiera mniejsze zło, czyli groźbę ujawnienia pokrewieństwa z zabitą Vogel.

    Istotnie, w starym szpitalu [klasyka - ciemnośc, granatowa poświata, upiorne małe rdzawe światełka tu i tam] Dexter znajduje melinę Saxona, na środku której stoi fotel lekarski, na którym zabija i oprawia ofiary.

    Na saxonowym kompie Dexter znajduje pliki video z zabójstwami w wykonaniu Saxona, który jak idota wszystko nagrywał, a potem nie usunął. Dexter jest przekonany, że Saxon szybko odkryje co się stało i będzie chciał te dowody swojej winy odzyskać.

    W tym czasie agent federalny Clayton, idzie śladami doniesienia recepcjonistki szpitalnej, że widziała Hannę Mc Kay. W 10 odc Mc Kay wychodzi z ukrycia w trybie awaryjnym, wioząc syna Dextera na założenie szwów po tym jak się dzieciak zranił. W szpitalu okazuje się, że Hanna Mc Kay nie straciła głowy. W rubryce zgłaszającego dziecko do zabiegu podpisała się jako 'Debra MOrgan". Clayton sprawdza to u Debry Morgan i ta wszystko potwierdza, czyli mówiąc krótko : udaje greka ;]] I skutecznie.

    Tyle,że Clayton jej oczywiście nie wierzy. Wie, że babka ze szpitala nie pomylilaby blondynki z szatynką.

    Pogrzeb Vogel. Stypa w wesołej karaibsko-plażowej restauracji, gdzie sierżant Batista i cała ekipa znajomych żegna Dextera, który przeca zaraz wyjeżdza. A on się wzrusza.

    Sensacyjnie jako klient zainteresowany zakupem mieszkania Dextera pojawia się... Saxon. Przy Sue Prado trudno się brać za łby, więc panowie wykorzystują chwilę sam na sam i poufnie rozmawiają. Saxon proponuje Dexterowi rozejm i rozejście się w pokoju, albo zacznie mu rodzinę zabijać. W ten sposób tylko upewnia Dextera, że powinien go zlikwidować. W końcu zostawi na Florydzie swoją siostrę.

    Jako motyw zabójstwa matki, Saxon podaje to, ze "znów go nie wybrała". W istocie Vogel uznała argumenty Dextera za eliminacją synka-killera.

    Debra Morgan do Hanny Mc Kay [profesjonalnej trucicielki] : świetnie gotujesz, mogłabyś wygrać jakiś konkurs. Mc Kay : zadbałabym o to... Taki czarny humor :]

    Ofk, Debra Morgan, panna Mc Kay i Dexter zdają sobie sprawę z tego, ze Clayton i Elway, szef prywatnej firmy detektywistycxnej, w której niedawno pracowała Debra, są na tropie Hanny. Debra przewozi Mc Kay do hotelu. Ciekawe, że ot tak sobie. Dziwnym trafem nie są śledzeni, a wydawałoby się że agent federalny i szef firmy prywatnej, wiedząc że Debra Morgan ukrywa Mc Kay, powinni pilnować jej domu jak oka w głowie, czekając aż ptaszyna wyfrunie, bo w końcu kiedyś musi. A tu nic. Scenarzyści podrzucili pięknie piłkę swoim bohaterom, a innym podstawili boleśnie nogę ;]

    Dexter zaś, demaskuje Saxona. Wysyła video z jego zabójstwami do telewizji. Tego samego dnia w wiadomościach pokazują gębę Saxona jako ściganego zabójstwo. W ten sposob Dexter chce go sprowokować, aby wylazł z ukrycia, przyszedł "na ubite pole". Policja z wyników badań DNA dowiaduje sie, że to syn zabitej Vogekl. Od razu kojarzą,. ze to możliwe, iż to on mamuskę załatwił.

    To ostatnia noc Dextera w Miami. Siostra wpada, żeby ostatni raz zjeść steka i napić się piwa, jak to mieli w zwyczaju od zawsze. Dexter próbuje jej wytłumaczyć, że powinna jednak pójśc sobie, bo on czeka na wizytę Saxona. Ale Debra zostaje i nie dośc, że udaje się im spożyć ostatnią [wspólną w Miami] wieczerzę, to jeszcze do spółki łapią Saxona, który niezawodnie pojawia się ciemną nocą z nożem w łapie i z jasno określonym zamiarem.





  • grek.grek 01.02.15, 11:55
    ofk, w czasie spożywnia kotleta rodzeństwo przyrodnie Morganów nostalgicznie dzieli się rozterkami z pwodu rozstania, aczkolwiek tymczasowego. I zagrzewają się wzajemnie do boju - on jej mówi, że da sobie radę, bo ma w środku kompas etyczny i jest mocna, a ona jego upewnia, że porządny z niego gość i zasługuje na nowe dobre życie.

    Nie dośc więc, że Saxon zostaje złapany, to jeszcze Dexter chce go zaciąc przy goleniu na jego własnym fotelu do killerowania.

    Tutaj wreszcie wraca stary dobry czarny humor tego serialu. Saxon "Szkoda... polubiłem Miami - świetna pogoda i 20 % wykrywalność sprawców morderstw" :] A kiedy Dexter rzuca, że szykuje się do wyjazdu z dziewczyną, Saxon ripostuje "Nigdy nie byłem mocny w związkach. Mój najdłuższy trwał kilka tygodni, a partnerką była dziewczyna przywiązana do kaloryfera".

    Dexter ostrząc nóz, nagle mamrocze sam do siebie, ze odkrył, iż zabijanie nie sprawia mu już takiej frajdy. "KIedyś zyłem dla tego momentu tuż przed, momentu zadania śmierci i momentu tuż po, teraz... nie mam przyjemnośc nawet z bycia tutaj, nie potrzebuję już tego". No nie, bo ma przecież miłość swojego życia, która czeka w hotelu. I syna. I nowe życie przed sobą.

    Odstępuje więc od zamiaru i dzwoni po siostrę. Niech go aresztuje i załatwmy to po bożemu. Przy okazji siostra zaliczy sukces i zostanie bohaterką, jako policjantka co złapała bandytę pokazywanego w telewizorni. Debra Morgan przyjeżdza, ale nie wie, że śledzi ją agent Clayton.

    Wychodzą więc Dexter i Debra tylnym wyjściem tego starego szpitala.Żegnają się niedźwiedziem", bo ofk Dexter w tę pędy zabierać chce dziewczynę i syna i hejda, do Argentyny. Dexter wsiada więc w auto i odjeżdza.

    W tym czasie głównym wejściem do budynku włazi Clayton. Zastaje przywiązanego do fotela Saxona, który zaczyna panikować jak ofiara gwałtu "Błagam, niech mnie pan uwolni, zostałem porwany !". Jest na tyle wiarygodny, że Clayton go uwalnia. Kiedy Debra Morgan wraca by zabrać Saxona na policję - on jest już odwiązany i własnie dźga nożem Claytona. Debra strzela, a on strzela do niej z broni Claytona. Saxon ucieka, a ona leży na podłodze i jest ranna. Z trudem wybiera numer i prosi o policyjne posiłki.

    stay tuned :] autentycznie ciekawem ostatniego odcinka, bo tu się jeszcze wiele moze zdarzyć, hehe.

    Barbasiu, dobrze zgaduję, że już wiesz jak to się skończyło ? :] Jak Twój urlop się sprawuje ? Odpoczywasz z przyjemnościami ? :]

    www.youtube.com/watch?v=SPjjw-Nl8NA

  • pani_lovett 01.02.15, 14:33
    Skąd wiesz???
    Nie umiem kłamać, więc się przyznam od razu.
    To prawda, nie czekając na Twoja opowieść :/, obejrzałam ostatni odcinek.
    Wybacz, ale ogarnęła mnie wściekła ciekawość. :/ Nie mogłam się oprzeć. Sam się sobie dziwie, bo ten serial nie należy do moich naj- ulubionych.
    Z komentarzem na temat ostatniego odcinka wstrzymam się, dopóki nie pojawi się Twoje streszczenie i Twój komentarz-podsumowanie.

    Do wielu jeszcze innych rzeczy można by się doczepiać. Dlaczego policja nie zabezpieczyła w domu dr Vogel śladów na filiżance, z której pił Saxson. W końcu przecież nie pokazano, że Dexter zaciera i te ślady. Dlaczego, o tym już wspomniałeś, Calyton i jego szef nie obserwowali wcześniej domu Dextera i Debry, nie śledzili ich , skoro podejrzewali , że Hanna ma kontakt z Dexterem i Debrą . Dziwi mnie też, że przebiegły Saxon nie wpadł na pomysł, by wstawić policji Dextera, wplątać go w morderstwo dr Vogel, albo przynajmniej starać się go zdemaskować , ujawnić jego druga twarz.


  • pani_lovett 01.02.15, 14:35
    doczepić
  • grek.grek 01.02.15, 17:07
    haha, a tak... wyczułem pismo nosem :]

    własnie obejrzałem ten ostatni odcinek. uff, ależ zakończenie, żadnego cackania się z bohaterami... Streszczę na dniach.

    zdecydowanie, zdecydowanie.
    duzo uproszczeń.

    własnie, Saxon wydaje się wyjątkowo nieudolny :] zrezztą, Morganowie też, wiedząc że moga być śledzeni zostawiają Saxona samego w tym szpitalu, nie dbając o to, że ktoś może za nimi tam węszyć.

    ale - 8 sezon, 11 odcinek... wiesz jak jest ;]
  • pani_lovett 01.02.15, 22:39
    Hehehe! :/

    No właśnie. I bez sentymentalnego i romantycznego happy endu!

    Otóż to.

    Przymykam oczy na te uproszczenia. Będę się znęcać nad zakończeniem. ;)
  • grek.grek 02.02.15, 16:11
    aaa, ooo ! :]

    czyżby zakończenie nie spełniło Twoich oczekiwań, Barbasiu :]

    postaram się jutro napisać o tym ostatnim odcinku.
  • pani_lovett 02.02.15, 17:40
    > czyżby zakończenie nie spełniło Twoich oczekiwań, Barbasiu :]

    Powiem, jak napiszesz. :)

    > postaram się jutro napisać o tym ostatnim odcinku.

    Może raczej w przyszłą niedzielę? Jak już wrócę?
  • grek.grek 03.02.15, 15:23
    o ! :] ciekawa opinia, czuję że będziemy polemizować :]]

    zgodnie z Twoim życzeniem - napiszę w niedzielę :]
  • pani_lovett 03.02.15, 12:00
    > czyżby zakończenie nie spełniło Twoich oczekiwań, Barbasiu :]


    Dexter oddał na wychowanie swojego małego synka w ręce niebezpiecznej psychopatki, morderczyni! Jestem zbulwersowana!
  • pani_lovett 01.02.15, 14:51
    >Jak Twój urlop się sprawuje ? Odpoczywasz z przyjemnościami ? :]


    Pogoda ładna. Odpoczywam miło, relaksuję się, regeneruję siły.
    Dzięki, Greku. :))
    Pozdrawiam Cię / Was serdecznie!

    Czasem tu zaglądam!
  • grek.grek 01.02.15, 17:08
    znakomicie to słyszeć :]

    baw się dobrze nadal.

    hehe, mam nadzieję że jesteś zadowolona z nas ? :]
  • pani_lovett 01.02.15, 22:35
    Dziękuję! :) Miej / Miejcie się dobrze!


    Pytanie!!? Bardzo jestem zadowolona. Mnóstwo, mnóstwo świetnych postów!!! :)

    Staram się nadążyć z czytaniem!
  • grek.grek 02.02.15, 16:12
    dzięki ! :]

    udanego dalszego ciągu urlopu :]
  • grek.grek 01.02.15, 14:02
    skoczyliście ? :]

    zasłużona nominacja do Złotego Niedźwiedzia na Berlinale 2012.

    Willa w małym mieście. Mieszkają tutaj Gunther i Gitte, małżeństwo 60-latków. W tym samym mieście, ale w osobnym domu mieszka ich młodszy syn Jacob - ma dziewczynę Ellę i prowadzi prywatną praktykę dentystyczną. Z Berlina przyjeżdza Marco, starszy syn, literat, który niedawno wydał pierwszą ksiązkę. POjawia się wraz z kilkuletnim synem. Marco ma żonę, Tine, ale chwilowo przeżywają małzeńskie kłopoty i są w separacji,. Marco widuje syna w soboty i niedziele. Raz na jakiś czas przywozi go do dziadków, żeby zobaczyli jak wnuk rośnie. To jeedno z takich właśnie familijnych spotkań.

    Tyle że tym razem będzie to spotkanie zupełnie inne od poprzednich.

    Wszystko zaczyna się przy obiedzie, kiedy wstaje matka, Gitte, i oświadcza z dumą, że "skoro wam wszystkim tak się fajnie poukładało w życiu, to ja chcą wam dotrzymać kroku i... odstawiam leki". KOnsternacja i zaskoczenie wśród rodzinnej braci.

    Problem w tym bowiem, że Gitte od ćwierć wieku cierpi na psychozy maniakalno-depresyjnne i od zawsze niemalże była na proszkach. Jesli je odstawi, skutki mogą być nieprzewidywalne.

    Jej oświadczenie burzy spokój we wszystkich uczestnikach spotkania, zaczynają się pruć szwy rodzinnego ciepełka i wyłażą wszystkie brudy.

    Oto Gunther chciał na dniach wyjechać do Jordanii. Miała to być wycieczka jego życia. Niedawno sprzedał wydawnictwo literackie, którym zarządzał przez wiele lat, ma teraz kasę i wreszcie "chce pożyć. zrobić coś dla siebie". Więc wykupił sobie wycieczkę. Ale teraz... jak ma wyjechać, skoro żona postanowiła wykręcić taki numer ?

    jako się rzekło, Marco ma kryzys w małzeństwie, cierpi z racji rozstania z żoną i zbyt rzadkiego widywania syna ["Boję się, że ona sobie znajdzie faceta na moje miejsce, i mój syn będzie mówił do niego "tato", powiada].

    Jacob ukrywa od wielu miesięcy, że ten jego gabinet stomatologiczny w ogole nie przynosi mu dochodów. Ludzie nie chcą się tam leczyć, co najwyżej garstka znajomych rodziców, przychodzących w ramach robienia im uprzejmości. Jacob ma doła z tego powodu. Wie, że w którymś momencie będzie musiał poprosić rodziców o kasę, albo zwinąć interes i szukać jakiegoś wariantu awaryjnego, którego w tym momencie zupełnie nie posiada. Studiował za pieniądze rodziców, gabinet założył za pieniądze rodziców, leczy pacjentów z polecenia rodziców, a teraz miałby prosić rodziców o ratowanie podupadającego biznesu ? GOśc przeżywa załamanie. Odbija się ono na jego relacjach z Ellą, którą oskarża o to, że wcale jej na nim nie zależy, a wyłącznie na sobie samej, czytaj : martwisz się o moje biznesy, bo chcesz bogato wyjśc za mąż. Krzywdzi dziewczynę, której chyba ani w głowie takie rzeczy, i której naprawdę na nim zależy.

    A Gritte ? Ona też chce żyć. Wie że mogą być problemy, ale chce spróbować. Ma dośc sztucznego podtrzymywania, chce spróbować życia na własnych warunkach. BYć moze chodzi o to, że czuje się już lepiej, że jej choroba się zwinęła, że potrafi nad nią zapanować.

    Kłopot w tym, że jej decyzja burzy plany otoczenia. Zwłaszcza męża. I Gritte czuje to. Reaguje ostro na kolejne zachowania, świadczące o tym, że bliscy jej nie ufają. Nie stoją za nią, nie deklarują pomocy, ale wątpią, przypominają przeszłośc, w której nieraz zdarzały się jej wyskoki z grubej rury [choroba tak działała], momentami w zawoalowany sposób negują sens jej pomysłu. Boli ją to, nie tego oczekiwała.

    Czasami to są małe sytuacje, które się nawarstwiają. Ot, np. jedzie Gritte z Marco za miasto, do lasu, żeby zażyć świeżego powietrza. Gdy mają zamiar wracać, Gritte nie moze uruchomić auta, Marco musi zrobić to za nią. I już kamyczek mały do ogródka "Gritte, jesteś chora i nie nadajesz się do normalnego życia".

    Najmocniej odczuwa zachowanie męża. Gunther tłumaczy się w rozmowie z Marco, że przez 30 lat pilnował Gritte, znosił ataki jej choroby, dawał z siebie wszystko, pracował na nich oboje i na to, by miała leki i komfortowe warunki życia. A teraz wreszcie chce pobyć z dala od niej, "zrobić coś dla siebie", oderwac się od tego wszystkiego. NIe chciałby jednak zostawiać jej na łaskę losu. TRaktuje więc jej decyzję jak cios we własne marzenia.

    MIędzy braćmi też się rozkręca spirala wrogości. Jacob wywleka zaszłości, że Marco dla rodziców był zawsze ładniejszy i mądrzejszy, a także zarzuca bratu że wyjechał sobie do tego Berlina i ma w nosie rodzinę, nie obchodziła go ani matka, nie ojciec, ani własny brat. Marco dostaje z tego powodu wyrzutów sumienia. Jacob ofk wszczyna wojenki z powodu własnej frustracji życiowej, co gorsza zaczyna popijać wodę ognistą.

    Atmosfera gęstnieje do konsystencji mleka. Rozmowy odbywają się w duetach najczęsciej, ale tematy wiodące są te same. Jedna scena jest zupełnie przedziwna. Marco z synem zaczynają grać na pianinie, a rodzina się niemal w całości przyłącza do śpiewania piosenki, która jest litanią pretensji, nagan i jawnych drwin i nienawiści wobec "partnera małzeńskiego". CO ciekawe, wszyscy śpiewają ze śmiechem, jakby się dobrze bawili, ale jednak wiadomo, że w tym momencie, maskując złość i irytację, śpiewają dokładnie o tym, co czują wobec swoich męzów, żon i tzw.partnerów życiowych. Zadziwiająca scena. Na końcxu Gunther obejmuje ciepło Gritte, ale minutę później miny już mają nietęgie.

    Kiedy GRitte wyraża pragnienie wyjazdu razem z Guntherem i gotowa jest nawet na czas wyjazdu zacząć brać lekarstwa, a Gunther odmawia, wiadomo że coś tu brzydko pachnie.

    KIedy w końcu Elle zarysowuje przed Guntherem problem Jacoba - stary zyczliwie reaguje. Chce chłopakowi pomóc. Jacob trochę się uspokaja, ale przecież problem nie jest załatwiony do końca, znów pieniądze rodziców ustawiają mu życie, ratują mu skórę. Kiedy Gritte próbuje się dowiedzieć, o co chodzi, panowie milkną, więc znów ma ona poczucie "bycia traktowaną jak przedmiot".

    "Wierzysz że po tylu latach Gunther cię jeszcze kocha ? MOże czas zacząc od nowa ?", pyta ją Marco. Mocne. Po tej rozmowie Gritte z czułością kładzie wnuka do jednego łózka ze śpiącym Marco, wychodzi z domu, wsiada do auta i wyjeżdza.

    Znika. Rodzina jest przestraszona, bo mają ją za wariatkę, która może wywinąć jakiś numer, a może nawet sama się zabije. Jak tylko dociera do nich, że wyjechała - przetrząsają jej rzeczy, szafki, szukając tropów. NIc nie ma, więc ładują się do samochodu i jeżdzą po okolicy szukając jej.

    Znajdują wreszcie jej auto stojące przy szosie wzdłuż lasu. Wzywają policję. Zbiera się cała kawaleria, z psami tropiącymi. Szukają przez cały dzień. Nic.

    Tymczasem w willi zjawia się Susanne, dawna współpracowniczka Gunthera. Tak, dziisaj jego kochanka. Gunther przestaje to ukrywać przed rodziną. Od 2 lat jest związany z Susanne. Marco przyjmuje tę sensację bardzo źle. Kąsliwe uwagi rzuca pod adresem ojca i jego kochanicy. ONa chce wyjśc, ale Gunther jej nie pozwala. To postanowione. Do JOrdanii też pojedzie z nią. I w ogóle z nią będzie teraz żył, bo ma dość po ćwierć wieku zajmowania się żoną.

    Jacob przeżywa następnego doła, bo pozwolił matce wyjechać, a przecież powinien od samego początku nalegać na zrobienie badań, pilnować ją, i w ogóle.

    Kiedy policja kończy poszukiwania, z zapowiedzią powrotu następnego dnia i użycia helikoptera - Jacob sam jedzie do lasu, żeby matki szukać. Pomaga mu Marco. Wspólna troska o Gritte jakoś ich ze sobą jednoczy i pozwala zapomnieć urazy i pretensje.

    Nie znajdują jej. Marco wraca do domu, ale po rozmowie z ojcem i jego kochanką, jeszcze raz powraca by szukać matki. Łazi nocą po lesie, świeci latarką i woła. Nic. Napotyka jakiś stary domek z drewna, oplecony zielskiem. W środku nie ma nikogo. Marco zapala papierosa i odpoczywa chwilę, a wychodząc od razu boleśnie skręca sobie nogę. Stęka z bólu, gdy wtem z ciemności wychodzi Gritte - "co tam krzyczysz", zagaja, potem pomaga mu dojśc do ogniska, które własnoręcznie rozpala. Opatruje mu nogę. A on zasypia z głową na jej kolanach.
    cdn
  • grek.grek 01.02.15, 14:19
    Rano budzi się sam. TO znaczy - bez matki, ale za to z policjantem próbującym go obudzić i pomoc wstać. Po matce, ognisku i czymkolwiek takim - ani sladu. Czy wszystko mu się przyśniło ?

    Nogę ma mocno kontuzjowaną, nie mozę chodzić, więc policja pakuje go do helikoptera. A sama wznawia poszukiwania Gritty.

    Cięcie.

    Zima. Samchód Gritty stoi na podjeździe willi. Ale jej nie ma... Jak wynika z rozmowy Gunthera i Marco - Gritta została uznana za zmarłą. Papiery ojciec już podpisał. Marco podpisać ma za chwilę.

    Z Marco jest żona, wygląda na to, ze się poprawiło między nimi. Przyjechała do willi, ale zaraz wracają do Berlina. Jacob i Elle są w Szwecji. Jacob rozmawia z Marco przez skype'a - przyjaźnie i po bratersku. Z ojcem rozmawiać nie chce, najwyraźniej wini go za to, że Gritte znikła.

    Gunther mieszka z Susanne, która "wraca za dwa dni" [skądś'.

    I to jest właśnie niezwykłe w tym filmie. Gritta podejmuje decyzję, która poprawia losy wszystkich członkow rodziny. Nie dostając od nich aprobaty i wsparcia - decyduje się, by zniknąć z ich życia i w ten sposób rozwiązać problemy, ktorych swoim postanowieniem im przysporzyła. Niezwykłe. Nawet jesli oni jej szukają, nawet jesli im zależy by się znalazła - obiektywnie rzecz ujmując : jej zniknięcie im pomogło. Tylko dlaczego brzmi to tak smutno i przeraźliwie...

    znakomity film, psychodrama rozpisana na role, w okolicznościach wnętrza ładnej willi z ogrodem i leśnych ostępów.

    Hans Christian Schimd reżyseria, Bernd Lange - scenariusz, świetnie diagnozujący kryzys rodziny mieszczańskiej, na oko takiej co to sukces odniosła i niczego jej nie brak, obnażający zakłamanie i hipokryzję uprawiane przez jej członków; dopiero Gritta, symbolicznym gestem zdziera kurtynę i obnaża ich
    małość i śmieszność w zupełnie żałosnym kłamstwie, na którym próbują tworzyć iluzję szczęścia i zgody.

    Grittę zupełnie znakomicie gra Corinna Harfouch, w manierze ekranowej i urodzie bliska Isabelle Huppert czy Charlotte' Rampling. Lars Eidinger/Marco, Ernst Stotzner/Gunther, Sebastian Zimmler/Jacob, aktorzy niemieccy [szwajcarscy albo austriaccy ;)], wypadają bardzo dobrze, siłą całej tej opowieści, oprócz świetnego scenariusza, jest własnie klasa aktorów. Nie egzaltują się niepotrzebnie, są wiarygodni, chociaż... może zabrakło dwóch-trzech momentów podgrzania atmosfery, żeby cała historia zyskała nieco rumieńców. Ale wtedy z racjonalnej psychodramy można by było popaśc w przesadyzm. Dobrze jest jak jest :]

    www.youtube.com/watch?v=ed1xA642Sek
  • siostra_bronte 01.02.15, 14:31
    Dzięki, Greku :)

    Żałuję, że nie oglądałam, bo historia brzmi znakomicie. Chwyt ze zniknięciem Gritty świetny, ale w sumie mało realistyczny. Przy rozwodzie dostałaby jakąś kasę, a tak zostaje z niczym. Chyba za duże poświęcenie tylko po to, żeby "dokopać" rodzince.
  • pani_lovett 01.02.15, 15:01
    siostra_bronte napisał(a):

    > Żałuję, że nie oglądałam, bo historia brzmi znakomicie. Chwyt ze zniknięciem Gr
    > itty świetny, ale w sumie mało realistyczny. Przy rozwodzie dostałaby jakąś kas
    > ę, a tak zostaje z niczym. Chyba za duże poświęcenie tylko po to, żeby "dokopać
    > " rodzince.

    Chwyt potwornie realistyczny! Gitta nie potrzebuje nic, bo jej już nie ma.
  • siostra_bronte 01.02.15, 15:29
    No, ale chyba żyje?
  • pani_lovett 01.02.15, 15:34
    W ostatniej scenie, która dzieje się kilka miesięcy po zaginięciu Gritty (jest zima), jak Grek już pisał, ojciec kompletuje dokumenty, które podpisać muszą również synowie, z wnioskiem o uznanie Gritty za zmarłą.
    Z wielkim prawdopodobieństwem graniczącym z prawdą Gritta nie żyje.
  • siostra_bronte 01.02.15, 15:40
    Jeżeli ciała nie odnaleziono, to zawsze jest szansa, że jednak żyje. Przecież zaginionych ludzi znajduje się nawet po wielu latach.

    Swoją drogą moim zdaniem to było zagranie nie fair ze strony Gritty. Na pewno zaciąży to nad życiem jej rodziny.
  • pani_lovett 01.02.15, 22:27
    To prawdę, ale ja, nie wiem jak Grek, sądzę, że Gritta nie zaginęła, tylko popełniła samobójstwo. Myślę, że ona to sobie wcześniej zaplanowała, odstawiając leki.

    Gritta była chora...



    Mnie poruszyło emocjonalne zachowanie synów, facetów , mocno dorosłych przecież, ich rozpacz w obliczu prawdy jaka wychodzi na światło dzienne - romansu ojca, groźby rozpadu małżeństwa rodziców. A potem jeszcze większa rozpacz, kiedy matka znika.


  • grek.grek 02.02.15, 16:10
    istotnie ciekawa kwestia. mogła odejść w nieznane, mogła się zabic, mogła umrzeć ale mogła też po prostu zniknąć. jej gest ma symboliczną formę i znaczenie.
  • grek.grek 01.02.15, 17:12
    cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]

    o, zdecydowanie zachęcam do obejrzenia, jesli tylko zdarzy się powtórka.

    wydaje mi się, ze Gritte nie chce rozwodu. jej zależy na rodzinie. chciałaby z nimi żyć,. ale już nie jako matka faszerowana lekami i uznawana za wariatkę, lecz jako świadoma i "czysta" osoba. Oni tego nie akceptują i nie dają jej wsparcia, a dodatkowo jej decyzja miesza im szyki.

    ona im nie chce zatem "dokopać", raczej usuwa się, aby im ulżyć i dać szczęscie, mając bolesną świadomośc, ze jest przeszkodą na drodze do tego szczęścia.

    poświęca się, wg mnie. to czyni ten film niezwykle interesującym.
  • siostra_bronte 01.02.15, 17:20
    Ok, teraz rozumiem. Z pierwszej recenzji zrozumiałam, że chciała raczej obnażyć motywacje rodziny, jak sam to napisałeś iluzję szczęśliwego życia, aniżeli się poświęcić. Mimo to uważam, że wybrała ryzykowny sposób. Zafundowała rodzinie niezłą traumę.
  • grek.grek 01.02.15, 18:28
    trochę namieszałem :]

    chodziło mi o to, że jej gest zrywa kurtyne, aczkolwiek nie było to jej motywacją, to się stało
    niejako samorzutnie.

    z pewnością, ten wybór jest na swój sposob egoistyczny. z drugiej strony, widać że ona się dusi w tym sztucznym bezpieczeństwie, ktore izoluje ją od realnego życia. co ciekawe, nagle okazuje się, ze wszyscy cierpią na to samo. jej decyzja i wybór są kostką domina, która uruchamia cały łańcuch innych żalów, frustracji, niespełnień i demaskuje kłamstwa.
  • pani_lovett 01.02.15, 15:59
    Gritta wyznała też, że odstawiła leki już dwa tygodnie wcześniej. Rodzina się dziwi, bo nikt nie zauważył nic niepokojącego w zachowaniu Gritty.

    Wydaje mi się, ale nie jestem pewna, że Gunther wyznał prawdę o kochance Gritte. I to stało się dla niej impulsem do opuszczenia domu.
  • grek.grek 01.02.15, 17:15
    dzięki, Barbasiu, za doprecyzowanie :] to dodatkowo daje jej punkty, ale z drugiej strony... jakkolwiek by to źle nie wyglądało, argumenty reszty rodziny, nawet męża co ma kochankę, są w jakiś tam sposób racjonalne, nie sądzisz ?

    wydaje mi się, ze ten racjonalizm argumentów decyduje o tym, że film jest tak dobry, a nie jest tylko łzawym dramatem.

    o, a wiesz że w tym momencie nie mogę skojarzyć... mam wrażenie, że ona mu w ktorymś momencie sugeruje, ze do tej JOrdanii, to on sam na pewno nie pojedzie. A potem... ha, przydałoby się drugi raz obejrzeć, na to wygląda :]

    aczkolwiek, mam wrażenie, ze o związku z Susanne Gunther mówi tylko Markowi.
  • grek.grek 01.02.15, 17:16
    PS : a Jacob podsłuchuje ich rozmowę z patio.

    dzieje się to w momencie, gdy Gritta znikła [i jak sie okaże - nie wróci]
  • pani_lovett 02.02.15, 17:48
    grek.grek napisał:

    > dzięki, Barbasiu, za doprecyzowanie :] to dodatkowo daje jej punkty,
    :)

    >ale z drug
    > iej strony... jakkolwiek by to źle nie wyglądało, argumenty reszty rodziny, naw
    > et męża co ma kochankę, są w jakiś tam sposób racjonalne, nie sądzisz ?

    Tak, to prawda.
    Wiesz, nawet rozumiem męża i do pewnego stopnia jestem w stanie go usprawiedliwić w tym przypadku.

    Choroba jednej osoby w rodzinie nierzadko negatywnie odbija się na pozostałych jej członkach.
  • siostra_bronte 01.02.15, 14:10
    Wreszcie się doczekaliśmy! Dzisiaj w Kulturze o 20.00.

    To jest Woody jakiego kochamy (no, przynajmniej niektórzy z nas). Zabawne, znakomite dialogi i sceny, które mogę zaliczyć do najzabawniejszych w twórczości Allena. Radzę przygotować coś do pisania i robić notatki :) Świetne pomysły czysto filmowe, jak początkowy monolog, scena z napisami czy powroty do dzieciństwa dorosłego Woody'ego. No i końcowa scena, która przypomina zakończenie pewnego sławnego filmu...

    Absolutnie klasyk Allena! Życzę dobrej zabawy :)



  • pani_lovett 01.02.15, 15:30
    Yes. Widziałam już "Annie Hall". Ale z przyjemnością.obejrzę ponownie. :)
  • grek.grek 01.02.15, 17:01
    doskonale :] skaczemy.

    trzeba Kulturze przyznać, ze nie zapomniała, hehe.,

    dzięki, Siostro, za trzymanie ręki na pulsie.
  • grek.grek 02.02.15, 13:43
    uff :]

    jak recenzować film, którego kazda scena, każdy dialog, każdy moment jest znakomity ? napisać proste, acz wzruszająco dobitne 10/10, to nic nie napisać. Siostro, ratuj ;]

    ileż chwytów - liczne wypowiedzi do kamery, wyciąganie "królikow z kapelusza" [Mc Luhan w scenie w kolejce do kasy kinowej, kiedy Woody i jakiś gośc dyskutują na temat teorii tegoż Mc Luhana], retrospekcje z bohaterami stojącymi w kadrze swojego wspomnienia, a szkolna scena, kiedy Allen dorosły dyskutuje o sobie i swojej ewolucji psychologicznej ze swoimi kolegami szkolnymi w wieku pacholęcym, a potem oni wstają po kolei i mówią kim zostali w dorosłym życiu - klasyka gatunku. wstawka animowana : Woody vs Zła Królowa ze Śnieżki" dyskutujący o jego pożyciu :]

    Seria scenek z dzieinśtwa Alvy'ego w jego rodzinnym domu. Alvy, Annie i kolega Alvy'ego stoją pod ścianą i komentują. Nigdy dośc takiej narracji, rewelacja.

    albo sonda uliczna, Allen aka Singer nagle zaczyna odpytywać przypadkowe pary o sekret udanego związku. Dziewczyna, kttóra mówi [z grubsza] "Jestem głupia jak but", a jej partner dodaje "Ja jestem taki sam" - mistrzostwo świata. w dodatku na takich właśnie wyglądają.

    scena na balkonie domu Annie - z faktycznymi myślami wyświetlonymi u dołu - rzeczywiście, Siostro, niezapomniana.

    Diane Keaton -rewelacyjna, od momentu gdy pojawia się na korcie do momentu kiedy kończy się pierwsze spotkanie Annie z Alvym u niej w domu. przeurocza.

    scena z homarami, hehe, Woody grał tak jakby naprawdę się bał ;]
    - Nie wrzucaj go [homara] do gorącej wody, to żywe stworzenie
    - I myśli że zamiast ugotować zabierzemy je do kina ?

    Alvy ma zabić pająka u Annie.
    - Tylko zrób to skutecznie i posprzątaj po sobie.
    - NIe martw się, kochanie, zabijam pająki od kiedy skończyłem 30 lat

    całkiem głęboka psychoanaliza [własna], analiza natury i mechanizmów związku damsko-męskiego, z całą gamą dowcipów, one linerów i grepsów - błyskotliwe w samej istocie.

    "Ci który nic nie umieją - uczą, ci którzy nie umieją uczyć - prowadzą WF, a ci którzy kompletnie nic nie potrafią - uczyli w mojej szkole" :]] podpisuję się wszystkimi kończynami zdolnymi do uchwycenia czegoś do pisania ;']

    cytat z Graucho Marxa z "członkiem klubu" - klasyka.

    Życie mozę być tylko żałosne albo tragiczne. Tragiczne mają niewdomi, głusi, kalecy... My mamy żałosne życie. Powinniśmy się cieszyć" :]

    "Zastanawiam się jak ja zniosłabym tortury... - Gdyby gestapo zabrało ci kartę kredytową wyśpiewałabyś wszystko" [hehehe...]

    scena z podzielonym na poł ekranem - na jednej połowie u psychoanalityka spowiada się Annie, na drugim - Alvy. Piękna metafora związku. Zamiast rozmawiać ze sobą, mówią o swoich odczuciach i postzreganiu siebie nawzajem psychologom.

    Dwie kobiety na wczasach :
    - Mają tu fatalne jedzenie.
    - No, i w dodatku takie małe porcje

    To idealna metafora życia"
    :}

    doskonałe ze względu na sposób oddania poglądów autora i fakt, że "bawi ucząc, a ucząc bawi" i do myślenia prowokuje.






  • siostra_bronte 02.02.15, 17:01
    Haha! Greku, podpisuję się pod Twoją recenzją wszystkimi kończynami :)

    Yes, inwencja twórcza Woody'ego jest tutaj niesamowita. Monologi do kamery, retrospekcje z dorosłym Alvym, animowana wstawka, scena z napisami. Do tego podzielony ekran w kilku scenach, brak muzyki (zauważyłeś?). Widać, że Allen miał całkowitą swobodę artystyczną, co dało wspaniały efekt.

    Faktycznie trzeba by chyba opisać każdą scenę :) Te najlepsze już opisałeś, więc dodam filmy video.

    Oczywiście scena balkonowa, genialna!
    www.youtube.com/watch?v=qLblwVUEHyw

    Zabijanie pająka. Przy tej scenie płaczę ze śmiechu. To Woody w całej okazałości :)
    www.youtube.com/watch?v=OX5BngxRWLg

    Scena szkolna. "Byłem uzależniony od heroiny, teraz biorę metadon"
    www.youtube.com/watch?v=cZwaSOFMFIg

    Walka Alvy'ego z homarami :)
    www.youtube.com/watch?v=IHoprNCyl7o

    Rozmowa Alvy'ego z kumplem o wszechobecnym antysemityzmie ("zniżka na płyty Wagnera"). Rzeczywiście jest świetnie sfilmowana.
    www.youtube.com/watch?v=DaPBhxXhprg
    "To co nas spotyka można podzielić na tragedie i nieszczęścia". Podpisuję się :)
    www.youtube.com/watch?v=DE3OYSVpycY

    cdn...

  • siostra_bronte 02.02.15, 17:50
    Przypomnę jeszcze kilka scen. Robiłam notatki :)

    Alvy kocha się żoną, ale przeszkadza jej hałas. Alvy tłumaczy, że przecież mieszkają w mieście, muszą być jakieś hałasy. "Lotnisko też mają zamknąć?"

    Alvy kocha się z Annie, ale ta "wychodzi" z siebie i siada obok łóżka. "Jesteś jakaś oddalona" mówi Alvy :)

    Na jakiejś imprezie Annie narzeka, że Alvy nigdy nie chce próbować nowych rzeczy (chodziło o spróbowanie narkotyku). "Jak możesz tak mówić? A mój pomysł, żeby spróbować trójkątu z twoją koleżanką? obrusza się Anvy. "To było chore" mówi Annie. "Chore, ale nowe. Nie mówiłaś, że nie może być chore" odpowiada Anvy.

    W końcu Alvy wącha kokainę i kicha :)
    www.youtube.com/watch?v=7k6GqVWWLNs

    W studiu telewizyjnym w LA kumpel Anvy'ego pracuje nad programem. Każe współpracownikowi dodać "rechot", gdzie indziej "chichocik". "Gwizdy też macie?" pyta zdegustowany Anvy.

    Na obiedzie u rodziców Annie Anvy pod okiem babci-antysemitki zamienia się w Żyda z brodą i pejsami :)

    Brat Annie odwozi ją i Alvy'ego na lotnisko. Alvy ma przerażoną minę, bo wcześniej brat zwierzył mu się, że czasem chciałby walnąć w nadjeżdżający samochód.

    Scena z podzielonym ekranem, gdzie Alvy i Annie odwiedzają swoich psychoanalityków. "Jak często się kochacie?" pada pytanie. "Prawie wcale. Ze trzy razy w tygodniu" odpowiada Anvy. "Na okrągło. Trzy razy w tygodniu" narzeka Annie :))

    I jeszcze parę cytatów, głównie Anvy'ego:

    "Wszystko co zachwalali nasi rodzice okazało się niezdrowe. Słońce, mleko, czerwone mięso, studia".

    "Nie krytykuj masturbacji. To seks z kimś kogo kochasz" :))

    "Moja babcia nie miała czasu na wręczanie prezentów. Bez przerwy gwałcili ją Kozacy".

    "Seks z tobą to bardzo kafkowskie przeżycie" (dziewczyna do Anvy'ego)

    "Jest pan zazdrosny?" pyta staruszka na ulicy. "Tylko trochę, jak Medea" odpowiada Anvy.

    "Możemy dojść do krawężnika" (Anvy do Annie po szalonym parkowaniu).

    "Nie lubię pokazywać ciała osobnikom tej samej płci".

    :)))

    Podoba mi się, że bohaterowie filmu, jak w "Manhattanie" oglądają tylko europejską klasykę. "Smutek i litość" Ophulsa, "Twarzą w twarz" Bergmana, wspomniani są "Towarzysze broni" Renoira i Fellini w kolejkowej dyskusji.

    Zaskakujące jest to, że ta komedia kończy się jednak pesymistycznie. Allen ma świadomość, że miłość się kończy. W sztuce, którą napisał, wszystko kończy się dobrze, ale w życiu, mówi Allen, trudno o happy end.

    Woody, I love you :)
  • siostra_bronte 02.02.15, 18:04
    A, zapomniałam o zakończeniu. Skrót całej historii, a potem nieruchomy kadr, w którym już nie ma Annie i Anvy'ego. Życie toczy się dalej. Świetny pomysł, przypomina mi zakończenie "Zaćmienia".
  • siostra_bronte 02.02.15, 18:05
    Zapomniałam zalinkować:

    www.youtube.com/watch?v=FdjUOYLBwd0
  • siostra_bronte 03.02.15, 13:45
    ALVY, oczywiście!
  • grek.grek 03.02.15, 15:38
    absolutnie nic nie da się dodać do tego co napisałas, Siostro :]
    w sumie, ten film albo się opowie w całości, scena po scenie, albo rozpoczynanie opowiadania go jest ryzykowne, bo można jakiś smaczek pominąć, a stąd już tylko rzut beretem do poważnych wyrzutów sumienia :]

    świetnie Allen opisuje postaci charakterystyczne, zapewne, dla życia Nowego Jorku, ta dziewczyna od używania słów, których nie rozumie, a'la "kafkowskie" jest doskonałym tego symbolem. dwie sceny wystarcza mu, żeby w jej osobie pięknie i celnie sportretować mało lotną studentkę aspirującą do miana intelektualistki.

    albo panna Pocznik :] czy też Potcznik ? :] ma talent do wymyślania dziwnych nazwisk. Nie wiem czy czytałaś "Czystą anarchię", zbiór opowiadań Woody'ego ? roi się tam od przedziwnych nazwisk. ktoś mi kiedyś pożyczył tę ksiązkę i... wg mnie, jednak w filmach Allen wypada jako pisarz nieco lepiej, aczkolwiek ma także talent do krótkich form [o ile mogę sobie pozwolić na ocenę].

    yes, mozna śmiało powiedzieć, ze Allen obdarza swoje alter ego ekranowe uznaniem dla tych mistrzów kina, których sam ceni, nieprawdaż ? W końcu, "Celebrity", to jego własna wersja "La Dolce Vita", a nawiązaniem do Bergmana jest... chyba cała jego twórczość, w swojej istotnej warstwie egzystencjalnej :]

    haha, yes "Jesteś jesteś oddalona" momentalnie skojarzyło mi się z "Jesteś nieostry", o Robinie Williamsie, z bodajże "Przejrzeć Harry'ego" :]]

    jestem pod wrażeniem. dzięki, Siostro :] każdy następny raz, to będzie już must-see-reeply :]

    swoją drogą, najprostszy sposób na połamanie sobie głowy, to wybór tzw. najlepszego filmu Allena, nie sądzisz ? Zwłaszcza te jego wczesne filmy są w zasadzie jak rozdziały jednej księgi, wydaje mi się że nie są osobne, są ze sobą połączone stylem, wirtuozerią słowa i stylistyki ekranowej, no i osobą samego Allena w kolejnych wcieleniach, niby innych, a z jednej bajki. Jak uważasz ?



  • pepsic 02.02.15, 18:47
    No to kolej na mnie, uwaga będzie dużo mniej entuzjastycznie. Doceniam wszystko to, co napisaliście: o dialogach, dzieleniu ekranu i retrospekcjach, tylko że jakoś mnie ani nie bawiło, ani specjalnie nie zajmowało. Nie wiem, może nie miałam dnia, a może Woddego należy zaczynać nie od kopii, a od matrycy. I słówko o Diane Keton, nota bene lubię ją. Co z tego, że śliczna, skoro wystylizowana w androgeniczne garnitury, ogólnie ciotkowata i aseksualna, abstrahując od tego, że postać, która zagrała nie była zbyt interesująca. Ale żeby nie było, że tylko krytykuję. Świetna scena z antysemitką babcia, która patrząc na Allena widziała Chasyda, a także ta z Wagnerem i opinia u psychoanalityka nt. częstotliwości kobiecego i męskiego seksu (skrajnie odmienna)
    A teraz czekam na zgrilowanie;)
  • siostra_bronte 02.02.15, 18:52
    Zgrilowania nie będzie :) Każdy ma prawo do swojej opinii. Zwłaszcza w przypadku komedii. To już zależy od poczucia humoru.
  • pepsic 02.02.15, 19:29
    Całkiem możliwe, że coś jest na rzeczy z moim poczuciem humoru. Na wszelki wpadek dorzucam scenę, której żadne z Was nie wymieniło, mam nadzieję, nie z powodu politycznej poprawności;) Laska po numerku przeprasza gostka (Allen), że długo dochodziła. Gostek kurtuazyjnie odpowiada: nic nie szkodzi rozcierając jednocześnie zbolałe usta. I jeszcze jedno. Zabawne jest samo w sobie, że całkowicie aseksualna para przez cały film nawija o seksie.

  • siostra_bronte 02.02.15, 20:01
    Hehe. Po prostu nie dało się wszystkiego zapamiętać.
  • siostra_bronte 02.02.15, 19:21
    Co do Diane Keaton, miała po prostu taki styl ubierania. Męskie garnitury, kapelusze, krawaty, trochę retro. Wizerunek a la Annie Hall jest wciąż kopiowany we współczesnej modzie (chociaż w temacie mody akurat nie jestem specjalistką).
  • pepsic 02.02.15, 19:43
    Ja rozumiem, że stylizację jej narzucono tylko osobiście mam awersję i nie lubię kobiet w garniturach, nie wspinając o krawatach. Swoją droga zawsze mnie ciekawiło, czy aktorzy, zwłaszcza aktorki mają wpływ na kreacje i czy ubrania dostają na własność? A może grają w swoich?
  • grek.grek 03.02.15, 15:42
    oj tam, jak mogłaś o nas tak źle pomyśleć, Pepsic, oczywiście grillowania nie będzie... będzie podsmażanie ! ;]]
    haha :]]

    Diane Keaton istotnie garniturowo się prezentuje, ale w jej obronie nalezy wspomnieć, ze zaczynała w stroju do tenisa ;]

    wydaje mi się, że pani Keaton świetnie znajduje się w tej konwencji, jest bardzo naturalna i ma chemię z Woodym Allenem. to świetnie wpływa na ich wspólne sceny.

  • grek.grek 02.02.15, 14:10
    Nikt tak nie "mówi Allenem" jak sam Allen. pewnie dlatego jego najnowsze filmy, w których częstokroć nie występuje, są dla wielu jego fanów mniej udane.

    w związku nie sposób uciec od zazdrości, wystudzenia pasji, dostrzegania wad partnera i rutyny, a także nigdy nie da się zignorować konkurencji :] - analiza nie odkrywcza, ale jak podana ! i jak opisana !

    [scena w samolocie gdy wracają z LA, najpierw myślą i ich wnioski są jednakowejk treści, a Alvy podsumowuje : "Związek jest jak rekin, albo porusza się do przodu albo umiera. Nasz związek jest martwym rekinem"]

    ... a potem tęsknota, mimo że jest świadomośc, ze "to prowadzi donikąd".

    - Chodzę do psychoanalityka.
    - Od jak dawna ?
    - Dopiero od 15 lat

    - Nie jestem sobą od kiedy rzuciłem palenie
    - A kiedy rzuciłeś ?
    - 16 lat temu

    [haha]

    Scena w kolejce do kina, kiedy jakiś gośc peroruje nt kina Felliniego, a Alvy'ego trafia szlag z racji głupot jakie tamten wygaduje i tonu jakim to robi. Klasyka. To samo było w "Manhattanie", kiedy obrażali mu Bergmana :] tyle że wtedy robiła to kobieta, która mu się diabelnie podobała.

    sekwencja serii zderzeń, kiedy Alvy próbuje wyjechać z banalnego parkingu :] pierze w kosze na śmieci, zderza się z kilkoma akurat podjeżdzjącymi samochodami i jak na komendę pojawia się policjant na motocyklu.

    Słychać dialog [Woody ofk skarży się na wszechobecny antysemityzm]. Pusta uliczka. Dopiero po chwili widać, z daleka daleka, jak skręcają w tę uliczkę rozmawiający Alvy i jego kolega. I Zbliżają się do kamery. Z daleka daleka. może i prosty manewr, ale jakże smakowicie zaprezentowany.

    Ale poza tym całym pisarskim mistrzostwem - to jest naprawdę doskonale, pomysłowo, z wyobraźnią nakręcony film.

    z niezwykłym wdziękiem sfototgrafowany Nowy Jork.
    Allen nie musi mówić, że kocha to miasto - widać to w jego filmach.

    aha, no i mam tak samo jak ALvy alias Woody - nie oglądam filmów do połowy albo od połowy :]] jak zaczynam, to oglądam do końca, a jak nie mogę od początku, to wolę poczekać na powtórkę. chociaż, chyba nie jestem tak radykalny, żeby stosować tę zasadę do co minuty, zwłaszcza gdy rzecz dotyczy np. pierwszych 5-10 minut ;]] czego to się człowiek dowiaduje o sobie u innych, prawda ?

    "POznali się z ogłoszenia - intelektualista po 40-tce pozna panią po 30-tce zainteresowaną Mozartem, Joycem i sodomią" :]] haha.

    Alvy nie mogący się skupić na seksie z Allison, bo cały czas nurtuje go sprawa zamachu na JFK> wstaje i zaczyna z pasją perorować, że Osvald nie mógł tego zrobić. uff :]

    no i oczywiście przejażdzka samochodem, który prowadzi Annie. jak tu uciec ? ;]]

    doskonała rzecz. po prostu.


  • grek.grek 02.02.15, 16:23
    PS : "Na studiach oblałem egzamin z metafizyki... zajrzałem w duszę chłopaka siedzącego obok" :]]
  • maniaczytania 01.02.15, 14:22
    to bez wstępów zbędnych ;)

    5 luty - "Elena" - film rosyjski 2011
    12 luty - "Mistyfikacja" polski film z 2010r. z Jerzym Stuhrem
    19 luty - "Maria łaski pełna" amerykański, 2004r.
    26 luty - "Rozmowa z gwiazdą" amerykański, ciekawostka - reżyseria Steve Buscemi


    --
    Maniaczytania - blog
  • pani_lovett 01.02.15, 15:24
    Powtórka "Eleny", o której Wam opowiadałam, a Pepsic dopowiadała i komentowała, Polecam wszystkim, którzy nie widzieli. Greku, Bronte!
    Musimy dokończyć dyskusję.
  • grek.grek 01.02.15, 17:03
    yes.

    od razu sobie przypomniałem Twój opis :]
  • pani_lovett 01.02.15, 17:05
    A ja Twój post, na który nie odpowiedziałam. :)


  • grek.grek 01.02.15, 17:17
    hehe :]

    każdą dyskusję możemy kontynuować w dowolnym momencie, od dowolnego punktu i wątku :]] zatem, co się odwlecze, to nie uciecze, Barbasiu.
  • pani_lovett 01.02.15, 22:29
    I to mi się bardzo podoba, Greku! :))
  • grek.grek 01.02.15, 17:02
    "Maria łaski pełna" kiedyś była, ale chyba nie oglądaliśmy ?

    reszta - do skonsumowania :], na czele z "Eleną", którą Barbasia klasowo opisała i nawet zaczęliśmy
    dyskusję.
  • pepsic 01.02.15, 17:43
    Inwentaryzaja potrzebna na gwałt;)
  • grek.grek 01.02.15, 18:30
    brawo, Pepsic :]

    nie wiem, kiedy nauczę się korzystać z archiwum :] a już kompletnie nie mam pojęcia, kiedy wreszcie dotrze do mnie, że jeśli jestem przekonany, że nie oglądaliśmy jakiegoś filmu, to na 99,9 % Ty go widziałaś i recenzowałaś :]

    dzięki.

  • maniaczytania 01.02.15, 18:58
    chyba jestem ostatnia ;) Wczoraj nadrobiłam i korzystając z kolejnej powtórki na TVP Kultura obejrzałam. Rzeczywiście bardzo dobry film.
    A ponieważ już chyba wszyscy wszystko na temat filmu tego napisali, chciałam tylko zaznaczyć, że podobnie jak Siostrze szkoda mi rodziców. Nabrała ich córka, nabrał adorator, a przecież oni nie chcieli dla niej, zwłaszcza ojciec, co fajnie pokazała scena, gdy stał pod jej drzwiami z ciastkiem i kubkiem - piękne to było!
    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 02.02.15, 14:29
    ostatnimi będą pierwszymi, Maniu :]

    co się sprawdza, bo wiele premier kinowych poznajemy z Twoich recenzji, za co oczywiście kiedy się
    na Tobie zemścimy... z zazdrości ;]]

    zapolemizuję z Twoim komentarzem :]

    wg mnie, rodzice ograniczają Jenny. jej horyzonty i marzenia. nie obchodzi ich, czego chce córka, są od niej zawsze mądrzejsi, zwłaszcza ojciec. Tyle że sa namalowani poczciwą kreską, w sumie sympatyczni, odwzorowują pewien konserwatywny model, wg mnie są dośc papierowi w swojej istocie. chcą ją skazać na los tyleż porządny, co pozbawiony finezji i fantazji.

    w zasadzie byliby zasługiwali na gilotynę, gdyby nie to, że Jenny spełnia wiele ze swoich marzeń, zanim odkryje prawdę o Davidzie :]

    rodzice chcą dla niej takiego samego losu, który był ich udziałem, tyle że ich los wygląda cholernie nieteges. Co w nim fajnego ?. Ona się musi przed nimi ukrywać ze swoją frankofilią :] Chyba jej ojciec uważa to za dekadencję i zepsucie ? ;]

    przecież jej podróz do Paryza, to bajka. Piękna. jakże rózni się ona od tej codziennej egzystencji jej rodziców... Jest młoda, widzi jak skończyli starzy i jak skończyła nauczycielka. Przed czym oni chcą ją ostrzec, skoro pokazują jej wzorzec demobilizujący ? Oni ją wręcz motywują by zrobić wszystko, aby nie skończyć podobnie do nich.

    musi być walor dydaktyczny w zakończeniu, więc Jenny traci marzenia wraz z utratą Davida, ale brzmi to średnio wiarygodnie.

    w optymistycznym finale, Jenny macha ręką na to, ze David jest żonaty, zostaje jego kochanką i za jego pieniądze podróżuje po świecie, a po 5 latach zostaje w Paryżu, znajduje dom na MOntmartre' i zaczyna udzielać się jako malarka. Pali papierosy, pija kawę przy stoliku na chodniku, ma dziwnych znajomych i klnie po francusku ;]]





  • siostra_bronte 02.02.15, 16:00
    Pamiętam, że mieliśmy różne opinie o tym filmie, Greku :)
  • grek.grek 02.02.15, 16:13
    o, zdecydowanie :]
    bardzo sobie cenię tę róznicę zdań, Siostro :]
  • pepsic 02.02.15, 19:01
    widzi jak skończyli starzy i jak skończyła nauczycielka.
    A niby jak skończyli? Normalną prozą życia, jak u 9o% społeczeństwa, prozą jakiej rodzice życzą dzieciom, prozą którą docenia się w dojrzałym życiu. Zatem co tu się dziwić matce, czy ojcu?

    Mało sympatyczna Jenny idealnie pasuje do Twojego zakończenia;)
  • siostra_bronte 02.02.15, 19:24
    O właśnie. Bardzo trafny komentarz. Naprawdę szkoda, że Jenny nie wylądowała w więzieniu za konszachty z Davidem, bo wtedy by doceniła "prozę życia".
  • siostra_bronte 02.02.15, 20:05
    No i pamiętajmy, że David był oszustem. I Jenny korzysta z życia za kradzione pieniądze. Może to i ciekawsze życie, ale czy uczciwe?
  • grek.grek 03.02.15, 15:47
    haha, staram się o spójnośc wizjonerską ;]]

    wiesz, właśnie ta proza życia, jak to ujał jakiś recenzent, "zawarta między pralką, a lodówką"< wydaje się zupełnie nie do przyjęcia dla Jenny. jest ona, zauważa, dalece bardziej wykształcona i obyta niż jej rodzice. To inne pokolenie. Oni są z generacji [tuż]powojennej, ją kształtuje inna kultura, inne otoczenie. Oni cenią sobie to, co mają, ale wg mnie powinni rozumieć swoją córkę, że ona chce inaczej niż oni. To zresztą stały grzech rodziców - chcą dla dzieci tego samego, co dla siebie. Nie rozumieją odrębności ludzkich światów :]

  • pani_lovett 02.02.15, 20:24
    > w optymistycznym finale, Jenny macha ręką na to, ze David jest żonaty, zostaje
    > jego kochanką i za jego pieniądze podróżuje po świecie, a po 5 latach zostaje w
    > Paryżu, znajduje dom na MOntmartre' i zaczyna udzielać się jako malarka.

    I staje się jedną z całej masy średnio utalentowanych malarek i malarzy samouków okupujących Montmartre, rysujących portrety turystom. W końcu Jenny popada we frustrację ... ;)



    > Pali
    > papierosy, pija kawę przy stoliku na chodniku, ma dziwnych znajomych i klnie po
    > francusku ;]]
  • pepsic 03.02.15, 20:03
    I staje się jedną z całej masy średnio utalentowanych malarek i malarzy samouków okupujących Montmartre, rysujących portrety turystom. W końcu Jenny popada we frustrację
    A potem płacze w poduszkę, że nie ma komu ugotować zupy ani sie do kogo przytulić w nocy:(

    Greku, my kobiety nie o takiej karierze marzymy, tylko przyziemnej, o domku na wsi i gromadce dzieci:))
  • siostra_bronte 04.02.15, 00:01
    Eee, nie każda kobieta marzy o domku na wsi i gromadce dzieci :)
  • pepsic 06.02.15, 18:25
    Wybacz, zagalopowałam się:)
  • grek.grek 04.02.15, 14:07
    o, róznie to z WAMI bywa ;] zwłaszcza kiedy jesteście jeszcze dziewczynami ;]
  • pani_lovett 02.02.15, 20:38
    >chcą ją skazać na los tyleż
    > porządny, co pozbawiony finezji i fantazji.
    > rodzice chcą dla niej takiego samego losu, który był ich udziałem, tyle że ich
    > los wygląda cholernie nieteges.

    Oczywiście, że rodzice chcą dla Jenny lepszego życia. Oni wiedzą, że dobra uczelnia jest dla niej furtką do lepszego świata, do spełnienia wszelkich marzeń.
  • grek.grek 03.02.15, 15:50
    ciekawy argument, Barbasiu.
    jesli chodzi o samą szkołę, to faktycznie, tutaj mają swoje racje.

    inna rzecz, że w tym momencie wchodzi na scenę pani nauczycielka - Jenny widzi w jej codziennym znoju i rozwianych marzeniach siebie za 15 lat. To nie jest miły widok. Sama nauczycielka przyznaje "Przekopuję się przez setki beznadziejnych prac, by przeczytać tę jedną dobrą, twoją". Jenny jej potem przypomni o tym "Mam skończyć jak pani ? Przekopywać się codziennie przez stos prac beztalenci, w nadziei że znajdzie się cokolwiek do uznania za wartościowe ?".

  • grek.grek 02.02.15, 16:17
    male miasteczko, śmierć dziewczyny, dociekanie "co się stało i kto zabił ?", które odsłania niemało skrywanych grzeszków mieszkańców.

    świetny Krzyszrof Pieczyński utkwił mi w pamięci.
    gra fryzjera, który spotykał się ze zmarłą. Na podejrzeniach wobec niego [żonaty, nieciekawa przeszłość, związek z zamordowaną] skupia się śledztwo policji i uwaga społeczności.

    warto skoczyć :]
    20:25
  • pepsic 02.02.15, 19:12
    Na pewno oglądaliśmy, a nawet być może omawialiśmy. Dobra rzecz, mocna i Pieczyński ze sztucznym... brzuchem, trochę nie mogłam się skupić;)
  • grek.grek 02.02.15, 16:21
    20:25 & 1:50

    polska imigrantka organizuje sobie życie w Kanadzie, ale po paru latach zakłóca je kryzys małżeński i choroba nowotworowa dziecka. Mały jest w cięzkim stanie i zniknąd nadziei, lecz
    Julia szuka jej desperacko i znajduje w ojczystej Polsce, w osobie rzekomego uzdrowiciela z Rosji.

    film Agnieszki Holland, co może być rekomendacja albo i nie ;]

  • pani_lovett 02.02.15, 17:43
    > film Agnieszki Holland, co może być rekomendacja albo i nie ;]

    Filmy Agnieszki Holland zawsze są warte uwagi i rozmowy. :)

    Znowu temat cudu się pojawia!


    /Widziałam już ten film./
  • siostra_bronte 02.02.15, 18:06
    Widziałaś i...?
  • pepsic 03.02.15, 20:08
    Barbasia wzmiankowała onegdaj, i ja szczątkowo również.
  • pepsic 02.02.15, 18:23
    Filmy Agnieszki Holland zawsze są warte uwagi i rozmowy. :)
    Kiedyś być może. Obecnie polemizowałabym, np. nt. okrzyczanego arcydzieła "W ciemności", w rzeczywistości bardzo przeciętnego filmu z niemrawą fabułą. Ciekawe, kto z ręką na sercu opowiedziałby historię bez ściągania z filmweba i z Greka;)
  • pani_lovett 02.02.15, 20:56
    > Filmy Agnieszki Holland zawsze są warte uwagi i rozmowy. :)
    > Kiedyś być może. Obecnie polemizowałabym, np. nt. okrzyczanego arcydzieła "W ci
    > emności"[...]

    Dlatego właśnie warto obejrzeć!



    > Ciekawe , kto z ręką na sercu opowiedziałby historię bez ściągania z filmweba i z Greka ;)

    Ja. :) Ty pewnie też. Fabuła nie jest przecież bardzo zawiła.

  • grek.grek 03.02.15, 13:46
    mniej więcej w połowie pomyślałem sobie, ze ten film jest zrobiony według scenariusza, który pani Holland znalazła w biurku swojego kolegi Krzysztofa Kieślowskiego, od paru lat mało już aktywnego, i postanowiła go "skręcić" na jego cześć. Tylko... wydaje mi się, że Kieślowski nie zdązył dokonac w nim paru zmian :]

    Oglądaliście ? OPisać Wam ? Nieee. Jak chcecie to opiszę... Nieee. No to Wam opiszę :]

    Startowa sekwencja pokazuje niecodzienną sytuację w jakimś szpitalu. Mały chłopiec, z blizną przy prawym oku, dotykiem leczy cięzko ranne ofiary wypadku. Lekarze są w szoku.

    Współczeność.
    Julia mieszka w Kanadzie, jest córką polskiego imigranta [Jerzy Nowak go gra]. Wyszła za mąz za naukowca-biologa, z rodziny biologów-naukowców, Henry'ego. Mają bliźniaki - Nicole i Nicholasa.

    Ktoregoś dnia Julia i dzieciaki wracają wcześniej z wyjazdu na narty. Julia idzie pierwsza i znajduje gołego męża z jeszcze bardziej gołą nieznaną panią kotłujących się na wersalce. Zdruzgotana wybiega z domu, każe dzieciakom wsiadac w auto i ucieka. Mąz goni ich w szlafroku. Córka prosi, żeby matka się zatrzymała, bo tata pędzi za nimi. Nie wie, co się stało. JUlia zatrzymuje, a mała wysiada i zostaje z Henrym. JUlia z Nicholasem nocują u ojca Julii, Mietka, w małym domku niedaleko portu.

    Henry rankiem następnego dnia kolęduje pod domem Mietka i prosi o rozmowę z Julią. MIetek odmawia. Wytyka Henry'emu, że zachował się jak świnia czarna. Sprzeciwia się, żeby Henry zabrał Nicholasa, a Henry uznaje, że lepiej nie pogarszać sytuacji i zostawia małego u dziadka pod pretekstem wspólnego łowienia ryb, na co Nicholas od dawna czekał.

    Julia nie chce wracać do Henry'ego. Przyjaciółka jej mówi : wybaczysz, w końcu wybaczysz, minie trochę czasu i zapomnisz". Henry próbuje przepraszać żonę, mówi "to był tylko seks, fizycznośc, nic dla mnie nie znaczyła" i dodaje "Kilka dni temu sama mówiłaś, że mężczyzna nie może być monogamistą...". Dzieciaki nie bardzo wiedzą o co chodzi. Dopiero po dwóch dniach Julia krótko mówi do Nicole "Tata mnie już nie kocha".

    A skoro tak, to Julia chce sprzedać dom, w którym mieszkają. Według niej, powinni wynająć nowe mieszkania, osobne, najlepiej blisko siebie, aby dzieci mogły swobodnie kursować między tatusiem, a mamusią. Henry cały czas nalega na porozumienie, dowodzi że to nonsens aby rozstawali się z takiego powodu jak "wyskok seksualny i to jednorazowy". Utrzymuje że nadal Julię kocha. No i dzieci. Dla nich powinni spróbować się dogadać.

    Julia trzyma się swojego pomysłu. Henry jest przeciwny - kiedy do domu przychodzą para Azjatów zainteresowana kupnem, urządza jakies przedziwne przedstawienie. Rozbija meble, rzuca się, krzyczy, aż skośni cofają się mimowolnie gotowi do panicznej ucieczki. Julia chyba dostrzega w tym wybuchu energii uczucia Henry'ego i to, że mu zależy na tym, by zostali razem.

    Z czasem zaczyna się sytuacja normować. Są razem, powoli się przełamują, ale Julia powtarza, że "drugi raz mu już nie zaufa".

    Jednoczy ich choroba Nicholasa. Kiedy po raz trzeci w ciągu kilku dni mały niespodziewanie mdleje - rodzice zawożą go do szpitala. Badania wskazują duży guz nowotorowy w piersi. Załamka. Lekarka zaleca szybką chemioterapię i pociesza, ze dzisiaj taki rak, to nie wyrok.

    Chłopiec spędza czas w szpitalu. Jest bystry. I blisko związany z bliźniaczką. Są oboje rezolutni. Mają swój system tajemnych znakow, taką magiczną rzeczywistość gestów i wyobrażeń. Świat dzieci stoi pod tym względem w zupełnej opozycji do świata rodziców - Henry i Julia są ateistami.

    Mała Nicole dochodzi do wniosku, ze Nicholas zachorował, bo oni wszyscy są nieochrzczeni. Wykorzystuje to dziadek Mietek i sprowadza go szpitala ksiedza, ktory chrzci oboje dzieci. Julia jest tak załamana i skołowana, że zgadza się nawet zacząc chodzic do kościoła. Kiedy jednak słyszy z ambony księdza, ktory powiada "Modlmy się za małego Nicholasa, abyśmy potrafili przyjąc wolę Boga, jesli powoła go do siebie" - krew ją zalewa, i wściekła wychodzi z mszy. "Dałabym mu w pysk najchętniej", mówi do Henry'ego czekajacego na zewnątrz.

    POgarszający się stan zdrowia Nicholasa i odrzucenie przez organizm chemii - zsuwa ich na krawedź rozpaczy. Zaczynają sie zastanawiać, kto tu zawinił, kto nawalił, bo ktoś musiał. W racjonalnym świecie, ktoś ponosi winę. Sprzeczają się między sobą, albo z Mietkiem, ktory z mściwą satysfakcją wykorzystuje moment, aby dokopać nielubianemu zięciowi, ktory z kolei odpyskowuje mu oskarżeniami o antysemityzm i w ogole o to, że jako Polak Mietek to żydożerca, poszukiwacz spisków i zawistnik.

    Z Mietkiem mieszka Bogusia, Polka poznana z ogłoszenia. Zona Mietka zmarła 3 lata wcześniej, starszy pan odczuwa samotnośc i wiąże plany matrymonialne z polską przyjaciółką. To Bogusia podsuwa Julii pomysł skorzystania z pomocy rosysjskiego cudotwórcy. Zaklina się, ze gośc wyleczył ją z raka piersi.

    Bogusia mówi, ze jej koleżanka w Polsce powinna coś wiedzieć w temacie, bo ten cudotwórca podróżuje po całym kraju ze swoją terapia. Julia łapie za telefon i z wyrazem twarzy desperatki każe jej dzwonić...

    Uzdrowiciel Aleksiej, to dorosła wersja tego małego chłopca z początku filmu. POznać go po bliźnie koło oka. Seanse z jego udziałem gromadzą tłumy. Ludzie stoją w niekończących się kolejkach. Pojedynczo podchodzą do niego, jego współpracownicy cicho wskazują który organ ciała jest chory, a wtedy Aleksiej dotyka go rękoma, skupia się bardzo...i już. Leczy wszystkich. Nawet kota podanego przez jedną z "pacjentek". "Jego dłonie są gorące", tłumaczą dotknięci.

    Aleksiej dostrzega Julię z Nicholasem w tłumie. Prosi swoich ludzi, aby ich do niego przyprowadzili. Dotyka mocno chłopaka, prawie mdleje z wysiłku. Po chwili ogłoszony zostaje koniec seansu.

    Julia chce odejść, z nadzieją w sercu, ale na polecenie Aleksieja zostaje zatrzymana. Uzdrowiciel powiada,że jeden seans, to za mało. Trzeba ich więcej. Julia na to, ze nie wie, czy zdoła zapłacić za więcej, ale Aleksiej nie chce pieniędzy. On robi,to co robi, bo "ma moc", ale nie bierze za to ani grosza. Nie potwierdzają się obawy Henry'ego, który sensacje Bogusławy kwitował tekstem "Pewnie to jakiś oszust, naciągacz". Ciekawe, że kiedy w tłumie znajduje się jakiś zupełnie zdrowy człowiek i podstawia się do "leczenia", Aleksiej rozpoznaje, że nie cierpi on na żadną chorobę.

    Ludzie Aleksieja, młodzi sympatyczni niezmanierowani Polacy, proponują Julii i Nicholasowi podróżowanie z nimi. I tak sie dzieje. KOlejne seanse zdecydowanie poprawiają stan zdrowia Nicholasa. Biega, gra w piłkę, śmiga jak fryga. JUlia nie moze w to uwierzyć, jest wdzięczna Aleksiejowi, no i... zakochuje się w niej. A on zakochał się w niej od razu. Dlatego ją wyciągnął z tego tłumu.

    KIm jest Aleksiej ? MOżna by rzec, ze to typowy rosyjski jurodiwy - naiwny, niesmiały, skromny idealista, obdarzony niezrozumiałym dla innych darem. Uzdrawia ludzi, a żyje w zagraconej chatynce, gdzieś za linią bloków mieszkalnych [na moment akcja przenosi się w jego rodzinne strony, ewentualnie jest to domek rosyjskich imigrantgów w Polsce]. Matka prosi go,żeby pomyślał o przyszłości, zaczął zarabiać pieniądze, ale Aleksiej, na oko 40-latek, życzliwie odmawia "Nie mogę. Nie po to mam ten dar". Święty człowiek.

    Julia i on zakochują się w sobie. Niestety...

    Pewnego dnia Aleksiej wyjeżdza do Indii. Nagle. Julia jest spokojna. Syn czuje się wspaniale, a Aleksiej najwyraźniej jest pewien, że będzie dobrze, bo inaczej by go nie zostawił. Julia podarowuje mu na wyjazd nową koszulę. Tamta poprzednia ledwie żyje. I zostawia mu swój adres w Kanadzie.

    Po powrocie do domu - Henry i reszta nie moga wprost uwierzyć w doskonałą formę Nicholasa. Badania wykazują cofnięcie się guza. Chłopiec jest zupełnie zdrowy. Tylko od dziadka Mietka odeszła Bogusia, która znalazła sobie innego Polaka, młodszego :]

    Henry bardzo sie interesuje tym, co zaszło w Polsce. Wypytuije syna o to, co robił mu Aleksiej.
    cdn
  • grek.grek 03.02.15, 14:28
    [wykryto spam]... i jak tu coś pisać...

    spróbujmy dokończyć.

    Dla Henry'ego, racjonalisty i naukowca, cały ten przypadek wyglada na "cud", coś co chwieje jego porządkiem rzeczy, tym co uznaje za nadrzędne i okreslające nature świata. Szpital, chemia nie pomaga, alergia na medykamenty, zapaść, leczenie elektrowstrząsami... a teraz chłopak zdrowy i cały, w życiowej formie.

    Przy okazji Henry dowiaduje się, że Aleksiej sporo czasu spędzał z Julią. Zaczyna się niepokoić, że Julia nie tyle zdradziła go z Aleksiejem, ale że się w nim zakochała. Radośc z odzyskania syna, mąci więc Henry'emu zazdrość.

    Aleksiej dzwoni z tych Indii do Julii. OKrywa się koszulą którą ona mu dała. NIe odzywa się do słuchawki, ale Julia wie, ze to on i czule do niego przemawia. Henry podsłuchuje z drugiego aparatu i ledwie powstrzymuje zdenerwowanie. Nie wypada mu reagować, w końcu to on kotłował się dzielnie z gołą koleżanką na rodzinnej kanapie...

    Wreszcie niespodziewanie Aleksiej wraca. I od razu przyjeżdza do Julii do Kanady. Uszczęsliwia ją ta wizyta, czekała na nią. Od razu sadza Aleksieja do samochodu i jadą w góry, gdzie zatrzymują się w domku jej koleżanki. Seks, namiętnośc, seks, namiętnośc, i seks... Aleksiej wyznaje jej, że pragnie zmienić swoje życie, skończyć z powołaniem leczenia ludzi, robi to od dziecka, już wystarczy... - teraz chce z nią mieszkać, żyć, tworzyć rodzinę. "Ja też chcę ! - rozpromienia się Julia - a dzieci... Nicholas już cię lubi, a i NIcole też cię polubi... ciebie nie da się nie lubić". Są szczęsliwi oboje.
  • grek.grek 03.02.15, 14:46
    PO dwóch dniach Julia oświadcza mu, że jest z nim w ciązy - "Przy bliźniakach wiedzaiałam na drugi dzień, i teraz też się nie mylę", powiada. Aleksiej nie posiada się z radości.

    POdczas spaceru ALeksiej wdaje się w bójkę z facetem znęcającym się nad psem. Julia mu pomaga. INterweniuje policja, Aleksiej ląduje w areszcie. Ma rozbity nos. JUlia walczy o jego zwolnienie, domaga się oskarżenia tego, który lał psa. Na szczęscie cięmięzyciel czworonoga nie zgłasza skargi i Aleksiej wychodzi raz dwa. Ten incydent jeszcze bardziej ich do siebie zbliża.

    Wracają do domu Julii, zapewne z intencją obwieszczenia wszystkim, ze są razem...

    A tutaj - szok. POd nieobecnośc Julii stan zdrowia Nicholasa drastycznie się pogorszył. Chłopiec leży w łózku i ma wysoką gorączkę. Choroba wróciła. Julia bez słowa wychodzi z pokoju i sprowadxza Aleksieja. Ten widzi co się dzieje, kładzie ręce na Nicholasa, koncentruje się maksymalnie. I drugi raz... I nagle odstępuje. Wychodzi bez słowa. Julia płacze, a Henry goni za Aleksiejem błagając by pomógł jego synowi. Aleksiej spokojnie wskazuje na swoje dłonie i cicho mówi "Są ZIMNE. Nic nie mogę zrobić...". I wychodzi.

    MIłośc Julii do niego opierała się na jej podziwie dla jego zdolności, uwielbieniu za to czego dokonał dla jej syna. Bez swojego daru - Aleksiej nic dla niej nie znaczy. Zwłaszcza gdy choroba wróciła i drązy jej syna. On to wie. Dlatego wychodzi. Ona to wie i dlatego nie biegnie za nim. Szczęsciej rozwiewa się w jednej sekundzie.

    Nicholas prosi rodziców, zeby nie podawano mu chemii. A oni się zgadzają, ukrywając słabo rozpacz.

    Mija trochę czasu. Ciąża Julii jest juz widoczna. Nicholas nie wygląda źle, ale koincydencja zdarzeń sugeruje, że chłopiec umrze, a na jego miejsce narodzi się nowe dziecko. Na razie Nicolas gra w karty z siostrą i nadal mają swoje magiczne zaklęcia i sekrety - "Jesli doliczę do piętnastu i nowa wrona usiądzie na ławce, to... [cośtam]" szepcze Nicole i wytężonym wzrokiem oboje wpatrują się za okno.

    Julia zachodzi do pracowni Henry'ego. Pisze on swoją pracę naukowę. Julie obejmuje go za szyje i żarrtuje, ze tak mało napisał, a on się uśmiecha...

    Jest zima. KOniec filmu. Rodzina zintegrowana, pogodzona z losem, a znakiem nadziei jest rosnący brzuch Julii.

    Troche zgrzyta mi przeciwstawienie namiętności i seksu - zdolnościom uzdrawiania ludzi, czymokolwiek ta zdolność tutaj jest. Aleksiej traci moc, kiedy zakochuje się, mówi "nie" swojej misji dziejowej. Miłośc okazuje się bronią obosieczną. Kiedy on traci czystość w domku górskim z Julią - Nicholasowi powraca rak. Metafizyka a'la Kieślowski, jak nic, nieprawdaż ? ;]

    Aleksiej odchodzi. Nie ma nic. NIe ma już swoich zdolności, które czyniły go wyjątkowym, i nie ma miłości, której to wszystko zadedykował. Prawdziwy rosyjski "zbędny człowiek", przekonany o swojej ulotności.

    Seks i zakochanie pozbawiają leczniczej mocy. NIby zgrabnie zakreslony paradoks, ale czy to wiarygodnie brzmi, już nawet pomijając fakt, ze chłop cofa raka dotykiem "gorących dłoni" ?

    MIranda Otto/Julia - bardzo wiarygodna emocjonalnie, Lothaire Bluteau/Aleksiej, od ręki mógłby zagrać hrabiego Myszkina, zaś William FItchner pierwszoklasowo kotłuje się z gołą koleżanką na tapczanie ;] [na szczęscie, to jej golizna dominuje w tych ciemnawych ujęciach, hehe].

    Na drugim planie Polacy : Maciej Stuhr, jako sympatyczny przyjaciel i współpracownik Aleksieja, z oddaniem zajmujący się Nicholasem, podczas podróżowania po POlandzie; Maria Seweryn [współpracownica Aleksieja], Jerzy Nowak, a także Maria Awaria w bezdialogowym epizodzie panny młodej biorącej ślub, na którym panu młodemu świadkuje Aleksiej.

    Dobre, surowe, też "kieślowskie", zdjęcia.

    www.youtube.com/watch?v=ZVNLymhqYAI
  • siostra_bronte 03.02.15, 15:02
    Dzięki, Greku :)

    Oj, mało mnie przekonuje ta historia. Mamy tutaj cudowne uzdrowienie, które ma być "dowodem" na istnienie siły wyższej. Aleksiej traci swoje zdolności? Dlatego, że się zakochał? Powrót choroby dziecka wygląda jakby to była "kara" dla Julii. Za co? Faktycznie, metafizyka trochę a la późny Kieślowski, którego, tutaj się pewnie narażę, nie lubię.
  • siostra_bronte 03.02.15, 15:07
    *Dlaczego Aleksiej traci swoje zdolności?
  • grek.grek 03.02.15, 15:56
    cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

    Aleksiej przedstawia siebie jako "magnetyzera", sugeruje jakies bioprądy, leczenie energią itp. Nie za bardzo się orientuję, czy można tym sposobem leczyć nowotwory, czy też może wpływa się na pacjenta siłą perswazji :] wiesz, skoro mistrzowie karate gołą ręką rozbijają stos cięzkich cegieł, to może i takie rzeczy są możliwe ? :]]

    właśnie, własnie - na to wygląda, że mamy do czynienia z karą za odstępstwo Aleksieja od swojej misji. I dar uleczania traci bezpowrotnie. Bóg mu odbiera czy co ? W jakiś sposób rozładowane zostają jego baterie.

    :] istornie chciałbym poznać losy tego scenariusza. historia mało przekonująca, jak podsumowałaś. Niemniej,, robota filmowa jest solidna :]
  • pepsic 03.02.15, 19:51
    A mi sie wcale nie podobał ten groch z kapustą, a jeszcze bardziej stereotyp Polaka: antysemita oraz wyfiokowana kobieta obwieszona złotem, nie znająca języków oraz siermiężny nadwiślański kraj, jakby nie było ładnych zakątków, tylko stare ruiny fabryk. No i kuriozalne dialogi sześciolatków o judaizmie i wierze katolickiej. Trudno uwierzyć, że autorką gniota jest uznana reżyserka pani Holland. Sorry, ale nie.
    Wytrzymałam tylko dlatego, że ostatnio Grek udzielił reprymendy, że jak się zaczęło, to należy skończyć;)
  • grek.grek 04.02.15, 14:04
    stosunek pani reżyserki do polskości pojawia się w jej wywiadach, na które z lubością zapraszają ją niektórzy dziennikarze ;]

    Polacy z otoczenia Aleksieja są w porządku bardzo, ale z drugiej strony... pomagają, a nie leczą, POlak nie mógł być uzdrowicielem.

    mnie też raziły te próby odmalowywania Polaków w stereotypowych barwach, ta bieda, te krowy na szosie i ci ludzie czekający w kolejce pokazani jak jakaś biedota ze slumsów. POlska w tym filmie wygląda jak zrujnowana republika postradziecka, a nie jak kraj z 2002 r. zatem, wiesz, reżyserka uznana, ale i człowiek z krwi i kości - skoro w Polsce "prześladują gejów", a jej córka to gej... POlska nie ma szans :] chciałoby się abstrahować od takich ujawnień, bo ani one ciekawe [dla nas, jak sądzę] ani odkrywcze, ale skoro sama pani się nimi popisała, to wyglądają one na klucz do polskości w jej filmach. małe to...

    haha ;]]
  • mozambique 04.02.15, 14:18
    filmu nie widzialam wiec odnosze sie nie do niego ale.... raczej do tematu tych zdolnosci podnadnaturalnych

    przypominam sobei , ze jzu w okresie sredniowiecza , gdzie funkcjonowały tzw' "baby" udrowiciele, lokalni szammni, czarodzieje, wróże, driudzi itp ich zdolnosci były scisle związane z ich czystością fizyczną , tz, konkrentnie z calkowitą abstynencją seksualną , kazda ówczesna uzdrowicielka czy tez trucicielka, zaklinaczka czy odczyniaczka uroków miałą moc dopóki była "czysta" ( najlpeiej zeby byłą dziewicą)
    przebycie aktu seksualnego najczesciej pozbawiało ich mocy , czesto na zawsze ,
    tak jakby wejscie w sferę intymnosci z czlowiekiem zamykało im wrota do intymnego czerpania z "Innego Świata "

    tak mię się skojarzyło , możliwie że od czapy :)
    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • grek.grek 04.02.15, 16:04
    co do tego "uzdrawiania", to skłaniałbym się raczej ku zdaniu, że bioenergoterapeuta działa na psyche pacjenta i całym rytuałem uruchamia jego ukryte zdolnosći organizmu do zwalczenia choroby. czy to dotyczy, jak w filmie, zaawansowanych nowotworów... hmm.. ;]

    ciekawa jest ta zależnośc "mocy energetycznej" od wstrzemięźliwości seksualnej. w ogóle, w tych parareligijnych sytuacjach seks odgrywa zawsze jakąs grzeszną, niszczycielską role, prawda ? :]
  • mozambique 05.02.15, 09:40
    tys prowda :)

    od razu przypomina mi sie casus Joanny d'Arc i jej publicznego "testowania" z dziewictwa przed calym dworem krolewskim i sądem biskupim - gdyby okazało sie ze dziewicą nie jest to natychmiast oskarzono by ją o konszachty(spółkowanie) z diabłem a tak - dali wiare ze widuje i rozmawia z NAjwyższym i od NIego ma misję wyzwolenia Francji i osadzenie Delfina na tronie
    jasne ze to wszystko mialo podloze scisle polityczne ale temat niewinnosci seskualnej byl tu podstawowym argumentem dla publiki


    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • grek.grek 05.02.15, 17:29
    świetny przykład. ciekawe, że ludzkośc ewoluowała w odwrotną stronę, starożytni nie czynili z seksu żadnego tabu, nie mieli kompleksów i nie robili z tego żadnej maczugi polityczno-kulturowej. Rozkręciło się od kiedy religie zaczeły ewoluować z luźnych ruchów skupiających miłośników i sympatyków w twardogłowe ideologie i bezwzględne organizacje dążące do przejmowania właadzy, narzucania ludziom własnych praw, choćby za pomocą terroru.
  • mozambique 03.02.15, 14:35
    byl pod koniec stycznia ale duzo powtarzają a więc ...
    film wyrezyserowal G.Clooney i opowiada o autentycznej grupie kilku specjalistów -ochotników którzy pod koniec II WW na terenie Europy starali sie odnależć/wydrzec/ukraśc nazistom zagrabione przez nich w wielu krajach cenne dziela sztuki

    pomyslwodawca był znawca sztuki, Amerykanin ( Clooney) który przekonał kogos waznego w armii i dobral sobei pomocników po uważaniu , wszyscy zostali szybciutko przeszkoleni "na żołnierzy" , ubrani w mundury , dostali bron, mape i znalezli sie w Europie i zaczeli ratować ...

    cała wesołą kompanie tworzyli dziwni ludzie - obok Clonneya = specjlista od konserwacji dziel sztuki ( Matt Damon) , architekt budownictwa ( Bill Murray) , jowialny Jonh Goodman ( nie wiadomo po co ) , znawca rzeźby Hugh Bonneville ( hrabia z Downtown Abbey) , oryginalny Francuz ( Dujardin) chyba jako przewodnik i jeszce ktos kompletnei podobny do nikogo i nic nie robiący. Wesola kompania podzieliła sie na zastępy - jedni we Francji, inni w NIemczech, ktos w Belgii, jeszce ktos tam został w Londynie i z nosami przy mapach mocno mysleli gdzie tu ci straszni NIemcy pochowali te cuda ...

    a wiadomo ze Himmler byla znawca, podchdozil do wszystkeigo systematycznie , wybieral co lepsze, katalogował, spisywal, fotografował - porzadna szwabska robota .
    Wiec przydala tu sie jedna z francuskich sekretarek pracujaca w biurze hitlerowców we FRancji ( Cate Blanchett) , po kryjomu sercem ruchu oporu, która miala dostep do tajnych rejestrów i dokumentów i duzo wiedziała. TYlko ze nie bardzo chce wpsplpracowac z Wesolą KOmpanią mimo ze po wkroczeniu aliantów do Francji aktualnie siedzi w wiezieniu ze skwaszona miną wciaz paląc papierosa. W koncu wycedzila tylko ze wszystko co najcenniejsze jest pochowane na terenie NIemiec

    Weosla kompania jedzi wiec sobei po calej Europie , wciaz w ogniu wojny jakby nie bylo, widzi zrujnowane miasta, spalone wsie, biednych ludzi tylko jakby NIemców nie widzi. NAwet w NIemczech tych NIemców coś nie ma , no nie przepraszam , raz strzelałl do nich jakis snajper z wiezy - okazuje sie ze to chudy chłopaczek z Hitlerjugend okazal sie patriotą
    raz w Belgii hrabia z Downtown zapatrzyl sie na rzezbie Madonny da Vinciego w kosciele w Brugii i wlazł pod lufy jakiegos ostatniego oddzialu niemieckiego i zginął
    a innym razem paląc papierosa dziwnym trafem obrońcy zobaczyli w jednych krzakach chyab NIemców a w innych - chyab Francuzów , jak ci zaczeli strzelac to pzrez przypadek FRancuz Dujardin dostał i umarł na śmierć
    i to tyle z szalenstwa wojny

    Goodman jest wesoly , jowialny i opowiada dowcipy , Bill Murray plącze sie z nimi kompletnie bez przydziału ( jest architektem i kompetnei nie wiem co od ma tam odnajdywać i wywyozic - koscioły czy muzea ?) i obnosi swoją twarz smutnego spaniela i nie ma nic do roboty , Damon skrycie cos tam flirtuje z Blanchett i szybko przemieszcza sie pojazdami zmechanizowanymi a Clooney wygłąsza podniosle uroczyste mowy o odpowiedzialnosci za spusciznę wieków i ratowanie zasobów ludzkosci . Wojna wciaz trwa a NIemców wciaz ani dudu az w koncu mądrzy specjalisci wpadają na pomysl zeby poszukac w kopalniach bo to idealne miejsce na schowek - cieplo sucho i stala temperatura

    no i jada do jednej kopalni i ,,siurprajz... - znalezli tam sale z setkami skrzyń i obrazów i drogocennych bibelotów , niesamowity sukces, wszystko tam jest tylko nie ma tej MAdonny z Brugii , za ktorą hrabia z Downtown zginął
    no to szukają dalej bo kopalni na mapie jest jeszce kilka a okazuej sie ze Ruskie tez juz w NIemczech są i tez szukają tych skarbów
    no i z obu stron mapy jadą co sił w oponach dwie wesole kompanie do tej ostatniej kopalni , i ciekawe która szybciej dojedzie...


    jeeeesssssu jaki ten film nudny, to nie do pojecia !

    wrecz niemozlwie, patrzac na obsade, rezysera i temat , ze mozna zrobic takiego zakalca,
    kurcze - temat oryginalny , scenariusz tez sumie jakos niezły ( w temacie "sledztw artystycznych" mozna bylo zrobic jakeis ANioły , Demony i KOd Da Vinci trzymajacy w napieciu jednak) , budzet niesamowity na takie nazwiska poszedl a tu ? gęba sama mi ziewała
    no az wstyd powiedziec ale jak w trakcie tego filmu zrobiłam kolacje na 3 osoby , a potem nawet umyłam naczynia

    kurcze - takii fajny temat i tak go nieciekawie zrobić - ani to Parszywa Dwunastka , ani KOd da Vinci, ani o Jeden most za daleko -
    a nie przepraszam - jest scena z wysoko łopoczącą amerykańską flagą :)))
    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • siostra_bronte 03.02.15, 15:05
    Hehe. Dzięki za recenzję. Oj, nie udał się ten film. Wygląda na nieudaną podróbkę "Parszywej dwunastki".
  • grek.grek 03.02.15, 17:25
    może i film się nie udał, ale Twoja recenzja, Mozambique, jest prima sort :] z biglem i werwą oraz humorem.

    obsada jest znakomita, sami aktorzy gwarantujący -dziesięciomilionowe przebicia zysków, tyle że chyba nie dla każdego znalazła się rola i chodziło bardzej o szlachetne oraz dumne "wystarczy być".

    w sumie, lubię filmy z obrazami i sztuką w tle [także te mniej rekamowane jak "Incognito" z Irene Jacob i Jasonem Patrickiem czy "Podstępny Ripley"], ale z Twojego opisu wyłania się kino raczej pozbawione wdzięku tych mniejszych produkcji, w ktorych zaangazowane środki mniejsze, ale za to wyczucie chyba nieco lepsze.

    "nawet w Niemczech tych Niemców coś nie ma", ;]

    sytuacja pachnąca lekkim skandalem :]

    dzięki za dobrą dawkę humoru i zgrabny opis.
    uważaj na Clooneya, bo jak się dowie, to Ci nie przepuści takiej "brzytwy" :]
  • pepsic 03.02.15, 20:17
    wstyd powiedziec ale jak w trakcie tego filmu zrobiłam kolacje na 3 osoby, a potem nawet umyłam naczynia
    Uważaj, bo jak Siostra doczyta, to Cię zmrozi wzrokiem, jak mnie kiedy się nieopacznie przyznałam do prysznica podczas Jarmuscha;)
  • siostra_bronte 04.02.15, 18:58
    Hehe. No, jednak jest pewna różnica między filmem Jarmusha, a tym mało udanym dziełem Clooneya :)
  • grek.grek 04.02.15, 13:55
    ciekawy dokument, nie wiadomo z jakich przyczyn pokazywany o 3:30 :] ramówka ma swoje zasady, orajt.

    rzecz traktuje o wybitnej pianistce, Marcie Argerich i jej córkach, Stephanie i Lydzie.

    p. Argerich zbliża się do 70-tki, jej córki są naturalnie dorosłymi i dojrzałymi kobietami. Potrafią rozmawiać i być ze sobą, w jednej ze scen siedzą na kocu gdzieś za miastem i malują paznokcie.

    Przeszłość nie była jednak taka rózowa. Lyda to owoc krótkiego romansu Marthy z jakimś chińskim dziennikarzem czy artystą. Trwało to 2 tygodnie, i oboje państwo wiedzieli, że nic z tego nie wyjdzie.

    młoda Argerich miała wtedy 2-letnią przerwę w graniu, moment przesilenia, wszak zaczęła grać jako 3-latka, a występowała od 5 roku życia. Nie zajmowała się LYdą dłużej niż kilka miesięcy tuż po porodzie, zawsze była neurotyczna i nadwrażliwa, musiała się zająć swoim graniem. dziewczynka była chyba w jakiejś rodzinie zastępczej. Kiedy miała 17 lat z narażeniem swojej wolności osobistej matka Marthy porwała Lydę i zawiozła ją do Genewy, gdzie wówczas mieszkała pianistka. Babcię oficjalnie oskarżono o kidnapping. Nie dosłyszałem, czy poszła za to siedzieć czy jednak się jej udało wywinąć.

    Stephanie przyszła na świat, gdy Martha była w związku ze Stephenem [KOvacevicem], także renomowanym pianistą. Rzecz w tym, że Stephanie słabo pamięta ojca, albo nawet wcale, bo rodzice się rozeszli podczas jej najmłodszych lat. TEraz Stephanie odwiedza ojca, mieszkającego w Ameryce. Pan starszy uśmiecha się i zachowuje przyjaźnie, ponoć jednak kiedy był w związku z matką - róznie między nimi bywało, czasami na noże, jak to między pianistami zawsze w przejazdach i w nieustannej tremie przed występami. Marthy nie opuszcza ona nawet dzisiaj, gdy jest już uznawana za jedną z najwybitniejszych pianistek w historii.

    Stephanie ma nadzieję, ze będzie w stanie przyjąc nazwisko ojca. Próbują to przeprowadzić, bo Stephen jest otwarty na taki układ, ale sa jakieś przeszkodzy proceduralne, co doprowadza Stephanie do łez.

    [Stephanie jest chyba autorką tego filmu, to ona gania z kamerą, mówi zza kamery, a matka mówi do niej, czyli do kamery, co dodaje naturalizmu tym monologom i dialogom]

    Lyda pamięta niewiele, siłą rzeczy. Stephanie więcej, ale też mało. Dopiero teraz poznają świat Marthy. I zaczyna do nich docierać, ze gdzieś im przeciekło sporo czasu przez palce. Argerich nie miała dzieciństwa i wieku młodzieżowego - ciągle grała na pianinie. Wspomina swojego ojca, troskliwego i zawsze przy niej, a jednocześnie stawiającego na jej talent, pilnującego aby go nie zmarnowała. Udało się, ale czy cena nie była za wysoka ? Nigdy nie robiła tego, co jej rówieśnicy, ciągle przy klawiszach, ciągle w rozjazdach.

    Córki nie miały matki na pełny etat. Stephanie w pewnym momencie wspomina, ze matka przez długi czas kojarzyła się jej z palcami u nóg. Bo Martha ciągle ćwiczyła i grała, a Stephanie siedziała pod pianinem i obserwowała jej stopy naciskające pedały.

    Agrerich nie może się powstrzymać i ciągle gada o sobie. "Mam w sobie przeczucie niepokoju. Jeszcze go nie ma, ale czuję że jest w pobliżu. Moze się objawić i przekształcić w lęk, a moze wcale się nie pojawi" - ot, w ten deseń. Zajmuje to częśc filmu, i generalnie lęki i niepokoje pani pianistki jakieś tam odkrywcze nie są.

    Film powstaje podczas podróży służbowych pani Argerich. A to gra w POlsce Chopina, a to Japonii swojego ukochanego Schumanna ["Czuję z nim więź, której nie da się wyjaśnić słowami, zbyt intymną aby o niej powiedzieć coś zrozumiałego dla innych ludzi"], a to jest w Genewie, a to w Brukseli, a to w Nowym Jorku - chodzi po ulicach, odwiedza ogród botaniczny [Bruksela chyba], w którym bywała z ojcem, a to szwęda się po nocnych chodnikach Manhattanu... I wszędzie za nią biega Stephanie z kamerą i zadręcza pytaniami - o to, co czuje, o to co myśli, o wspomnienia, o plany, o siebie samą... A Pani matka odpowiada, tłumaczy, uśmiecha się
    ujmująco i dobrotliwie, trudno powiedzieć na ile gra, a na ile jest naprawdę sobą.

    Wiele ujęć z garderoby przed występem, albo już na scenie. Stephanie filmuje jak matka na minutę przed rozpoczęciem występu panikuje "NIe powinnam dziś grać, to najgorszy moment by wyjśc na scenę i grać... zdecydowanie nie powinnam dzisiaj tutaj być... chciałabym uciec", a potem wychodzi, ukłon i zasuwa na klawiaturze. Filmuje ją przez okienko w drzwiach z boku sceny. Wymowne ujęcie - tak wyglądało jej życie z wybitną pianistką od czasu do czasu pełniącą rolę matki. Rozwichrzoną, pędzącą gdzieś, nadczułą, skupioną w dużym stopniu na sobie i swojej wrażliwości, czyniącej ją tak znakomitą w fachu który uprawia, a jednocześnie tak ułomną w macierzyństwie, które się jej... przydarzyło.

    No i ofk jest dużo fragmentów muzycznych występów z młodości Argerich, video i zdjęcia z rodzinnych albumów, fotki z dzieciństwa. RYż i mysz ;] sprawnie połączone i dające pogląd na wspólne życie tych kobiet. OBraz kreślący trudy życia dzieci wybitnej muzykantki i same w sobie tejże muzykantki trudności z radzeniem sobie z własną wybitnością w swojej dziedzinie.

    PS : jedna z córek Marthy, chyba Lydia, gra na skrzypcach. Chciała grać na pianinie, ale nie dostała pozwolenia od Kovacevica, uznał że matka nie powinna mieć konkurencji we własnej rodzinie.

    www.youtube.com/watch?v=X6Ifasqg-28
  • grek.grek 04.02.15, 14:41
    PS : znalazłem jakiś zdawkowy opis[ik] w necie, ale za to przydatny do weryfikacji : spotkanie z Kovacevicem odbywa się w Wielkiej Brytfanii, a ten ogród botaniczny to chyba jednak w Buenos Aires, a nie w Brukseli [w BA Argerich się urodziła i wychowała].
  • barbasia1 08.02.15, 20:33
    Życie dziecka genialnych rodziców, wybitnych osobowości na pewno jest niebanalne, różni się od tego , jakie mają dzieci w zwykłych rodzinach, ale też, właśnie, często bywa trudne i skomplikowane.

    Prześwietny dokument. Dzięki, Greku.
    Mam nadzieję upolować powtórkę. :)

    Wróciłam. ;)
  • grek.grek 09.02.15, 13:37
    CZEŚĆ, Barbasiu :]]

    Jak było ? mam nadzieję, że dobrze się bawiłaś i złapałaś dobrą enerrgię ? :]

    szukałem tego dokumentu w sieci, ale na próżno.
    Kultura puszczała dopiero o 3 w nocy.
    również mam nadzieję na replay, zwłaszcza podobają mi się lokacje, w
    których p. Argerich się obraca - te sale koncerttowe i treningowe do pianina...
  • grek.grek 04.02.15, 16:09
    tak jakoś niespecjalnie dzisiaj z ofertą...

    jutro jest znacznie lepiej [spodziewalibyście się "Sugar Mana" w Jedynce ? hehe...]

    może "KLimaty" [TVP Kultura] uda mi się wycelować, 3:25 n/ranem - dobry moment na kino ;]

    obiecany wywiad, mam nadzieję, że dobry :
    www.logo24.pl/Logo24/1,125389,17334805.html#BoxLSImg
    w TVN MIssion Imposible [21:50], to się wysilili, hehe.
  • siostra_bronte 04.02.15, 18:27
    Tak, nie ma co oglądać. Za to jutro aż nadmiar atrakcji.
  • siostra_bronte 04.02.15, 18:35
    Właśnie się rozpoczyna. Przypadkiem natknęłam się na informację. Kilka filmów zapowiada się ciekawie. Tutaj link do artykułu:

    metro.gazeta.pl/Gwiazdy/1,135234,17359768,Malgorzata_Szumowska_czwarty_raz_jedzie_z_filmem_na.html
  • grek.grek 05.02.15, 14:06
    dzięki, Siostro :]
    właśnie szukałem jakiegoś treściwego artykułuy na temat Berlinale.

    jednak trzeba mieć kontakty na Zachodzie, żeby wyrobić sobvie pozycję etatowego konkursowicza w Berlnie, Cannes czy Wenecji, hehe, wygląda na to, ze panna Szumowska powoli wchodzi w etap starań o taki właśnie status :]
  • siostra_bronte 05.02.15, 14:18
    Miło mi :)

    Tak, coś w tym jest, Przy okazji, Szumowska jest mężatką :)
  • grek.grek 05.02.15, 17:33
    mężatka i tak młodo wygląda ? ;]]
  • siostra_bronte 05.02.15, 18:27
    Hehe. Jej mąż, M. Kościukiewicz też młodo wygląda :)
  • angazetka 05.02.15, 21:50
    Jeszcze młodziej :P
  • grek.grek 06.02.15, 14:20
    raZem też młodo wyglądają ? ;]
  • grek.grek 05.02.15, 17:39
    PS : krótkie zajawki filmów z/na Berlinale brzmią bardzo dobrze [np. "Mr Holmes" ma opowiadać o starości Sherlocka, zajmujący pomysł, nie sądzisz ? zwykle ta postać występuje w kwecie wieku i prowadzi z werwą śledztwa, nikt nigdy chyba nie zaglądał poza wizerunek Holmesa z powieści Conan Doyle'a, niezaleznie nawet od formy tych przedstawień]. trochę starych znajomych,
  • angazetka 05.02.15, 21:46
    I w dodatku Ian McKellen w roli Sherlocka! Piszczę z uciechy :)
  • grek.grek 06.02.15, 14:19
    aż tak ? :]

    no to teraz tylko czekać na pierwsze recenzje.
  • angazetka 09.02.15, 13:06
    Mój ulubiony Holmes w wykonaniu jednego z uwielbianych aktorów? Tak, aż tak! :)
  • siostra_bronte 04.02.15, 23:04
    W czwartek o 21.15 w Kulturze. Fatalnie nakłada się na "Sugar mana", na szczęście będzie powtórka w piątek o 23.00.

    Zwariowana komedia Howarda Hawksa , o której już pisałam. Aż trudno uwierzyć, że ma 75 lat. Gorąco polecam!! Ale uwaga, tempo dialogów jest zabójcze :)
  • grek.grek 05.02.15, 14:07
    yes, oglądam :]
    najpewniej jutro, z racji tego że jest powtórka, a dziś sporo ciekawych rzeczy [bez powtórki jutro], o czym w stosownym podwątku, jeśli pozwolisz.
  • siostra_bronte 05.02.15, 14:20
    Pozwalam :)
  • grek.grek 05.02.15, 17:32
    dziękii ! :]

    1940 rocznik - niezwykłe. ile ze współczesnych filmów pod koniec millenium będzie nadal ciekawiło i
    robiło wrażenie ?
  • siostra_bronte 05.02.15, 17:44
    Nie ma za co :)

    No właśnie! To jest niesamowite, że tak wiele filmów z tamtych lat wciąż się świetnie ogląda. A już w przypadku komedii to rzadko się zdarza. Dla mnie rewelacja!!
  • grek.grek 05.02.15, 13:41
    po październikowej emisji Pepsic obejrzawszy napisała "drodzy państo najpierw sie umawiają [na film i ewentualną dyskusję], a potem słodko śpią;)".

    zawziąłem ;] się więc, by obejrzeć.

    intryga nieodkrywcza, ale za to jakimi obrazami pan Ceylan ją maluje, jak się stara każde ujęcie wycyzelować, jak długie są ujęcia, jak kamera poluje natarczywie [w sensie absolutnie poztywnym] na drobne gesty, spojrzenia, poruszenia mimiczne, generalnie bodytalk bohaterów.

    pierwsze kilka scen, to wręcz przesadna stylizacja - oni dwoje w ruinach starożytnej świątyni, oni dwoje i znajomi na kolacji z kwiatami, wieczorową porą; oni na plaży nad połyskującą taflą błękitnej wody z żaglówką przepływającą nonstop na horyzoncie, a kamera pokazuje obraz z pozycji przy uchu opalającej się pani; oni dwoje na skuterze, jadący malowniczą drogą - nad nimi góry, pod nimi morze, oni wśród roślinności i skwarnego słońca. Sama uroda kina.

    pogoda ma symbolikę oczywistą, bo w pierwszym etapie - spędzają oni urlop i dopiero pod koniec pan wyznaje pani, że coś między nimi nie gra i powinni się odseparować, a najlepiej zostać przyjaciółmi i spotykać się zamiast mieszkać razem i "być razem". Wyraźnie ona go irytuje, np. swoim niewiadomo skąd śmiechem podczas tej kolacji u znajomych, a on ją żenuje próbami wymuszania na niej określonych zachowań [np. "zimno jest, załóż sweter - nie chcę - załóż, jest zimno"]. Nic dziwnego, ze ona płacze obserwują z oddali jak on się kręci po tej starej świątynnej ruinacji. Ta świątyna ofk też ma swój symbol... Przypomina ich zwiążek. Ona ładna, on naukowiec, a tu taka klapa ;]

    podczas drogi powrotnej z plaży, po trudnej rozmowie, ona zasłania mu dłońmi oczy, powoduje wypadek. Na szczęście tylko się przewracają. Po terj akcji ona wyjeżdza, a on żegna ją długim spojrzeniem zza szyby autokaru.

    On wykład kulturę starożytną i pisze doktorat w Stambule. Ona jest scenografem przy serialu filmowym.

    on wraca do miasta, pisze i wykłada, z kumplem z pracy spotyka się na tenisa i saunę, a o niej na chwilę słuch ginie.

    W Stambule on ma znajomą, dzisiaj spikniętą z jakimś kolegą, ale kiedyś chyba coś ich łączyło. Babka ma na imię Serap. seksapilem zalatuje na kilometr. on ją odwiedza z głupia frant. ona najpierw mu nie otwiera, a potem otwiera bardzo. w środku - podchodzy, spojrzenia, uśmiechy, albo śmiechy [jej], które go chyba tylko wkurzają, a jednocześnie podkręcają. on wie, po co ona go wpuściła, a ona wie, po co on przyszedł. Ceylan jednak rozgrywa całą pantomimę wzmagajac temperaturę. Kończy się to seksem przypominającym raczej zapasy w stylu wolnym, ona się broni oraz "broni", a on atakuje oraz 'atakuje", pod tytułem "dobra, wiem po co przyszedłeś, ale nawet jesli cię wpuściłam, to nie jestem łatwa i nawet jak ci pozwalam, to musisz to zdobyć, nie ma szans żebyś dostał". No i zdobywa, przy jej aprobacie.

    trudno orzec czego on tam szuka. Chyba jednak nie związku zastępczego. kiedy tylko dowiaduje się od Serat czegoś o Niej - zaraz pakuje manele i jedzie się z nią spotkać.

    a ona własnie, od 4 m-cy, kręci serial w jakimś miasteczku/wsi na prowincji. Śnieg sypie jak w Ameryce :] On się kręci tu, kręci tam, aż wreszcie dostrzega ekipę serialową i Ją wśród ekipy.

    Spotykają się w małej kawiarni, ona zauważa go przez okno. Rozmawiają. On wyraża nadzieję na jej powrót. Ona jest chłodna, aczkolwiek stara się być miła na tyle, na ile to możliwe. On znowu jest palantem "zostaw ten film i wróc ze mną do Stambułu", znów chce żeby to ona coś poświęciła, coś zrobiła. Nic dziwnego, ze w końcu ona zostawia go w środku, a razem z nim małą pozytywkę, którą on jej przed chwilą podarował w formie prezentu na zgodę. On jest smutny. chytba.

    i znów Ceylan urodziwie kręci - gośc stoi na moście, na tle ogromnego nieba i horyzontu z ciemnymi śniegowymi chmurami. Malarza !

    On ją znów odwiedza. Tym razem siedzą w busie należący do ekipu serialowej. On ją znów próbuje przekonywać, ale Ceylan unika słowotoku - zdania są rzadkie, krótkie, wszystko polega na mowie ciała, na milczeniu pomiędzy nimi, na zastanowieniu, na doborze słów, na oczekiwaniu na słowa. CO chwila przerywa im to spotkanie ktoś zaglądający do środka - a to kamerzysta wstawia kamerę, a to monatżysta wstawia coś tam, a to ktoś z obsługi wpada i coś zostawia albo zabiera. On ciągle musi urywac w pół zdania i skupiać się na oglądaniu własnych zelówek, z podpatrywaniem czy ona na niego nie patrzy w tym czasie. "Za późno", odpowiada Ona na jego sugestię, że powinni znów spróbowac i że on się zmienił, że będzie teraz lepiej. Ona go pyta "czy był u Serat" w czasie po ich rozstaniu - on kategorycznie zaprzecza, a ona zaczyna się śmiać - najwyraźniej jedna baba drugiej babie... ;]] wszystko ze szczegółami opowiedziała.

    On robi zdjęcia jakichś gór. chyba do tej pracy doktorskiej. Chce mieć na zdjeciu człowieka", więc prosi by taksówkarz mu zapozował. Taksówkarz zgadza się i prosi, żeby mu przysłał odbitkę zdjęcia. Pracowicie wypisuje na kartce adres i nawet telefon. Ofk, nasz pan naukowiec w kawiarni gnie i mnie ten karteluszek i wrzuca do popielniczki. wiele to mówi o jego charakterze.

    następnego dnia pan naukowiec ma wyjechać. Tyle że Ona odwiedza go nocną porą. I znów seria długich ujęć bez słowa i bez muzyki. Leża w łózku w ubraniach. siedzą na łózku w ubraniach. Jego oko. Jej oko. Jego oczy. jej oczy. i nos. Znów leża. On pali. Ona śpi. On spi. Ona pali.

    A rano rozmowa. Przy oknie za ktorym śnieg sypie grubymi płatami. Ona się niby uśmiecha, opowiada o swoim snie [matka się jej śniła, podczas gdy ona sama latała nad cmentarzem], może da się to pozbierać jeszcze... Nie da się. Kiedy on pyta przezornie "O której zaczynasz zdjęcia ?", ona mu odpowiada, ze "O dziewiątej" i już wiadomo, że ona z nim nie wróci - czyli, to ostateczny koniec.

    i znów ujęcie z gatunku pięknych - ekipa serialowa kręci scenę na cmentarzu, akurat mają przerwę, bo samolot leci w górze i zakłóca dramatyczny dialog między bohaterami. Ona patrzy w górę - pomiędzy lecącymi gęsto płatami śniegu, widać majaczący ledwie odróżniający się kształ odlatującego samolotu. On w nim jest. Scena znacząca, i jej mina też. Ale ona wiedziała, że to nie przetrwa, już tam - w pierwszej scenie wśród ruin światyni.

    zatem, historia codzienna, ale sposób obrazowania i narracji zdecydowanie znakomity i rzadkiej urody oraz, mimo wszystko, głębi.
  • grek.grek 05.02.15, 14:03
    był w Cannes w konkursie głównym.

    Nuri Bildge Ceylan - scenario, reżyseiro, rola główna [Isa].
    Ebru Ceylan - główna rola kobieca [Bahar]
    Fatma Ceylan - matka Isy [jedna krótka scena, kiedy odwiedza on rodziców przed wyjazdem]
    Emin Ceylan -ojciec Isy.
    pies przebiegający ulicą - pies Ceylanów
    samochód i skuter - zarejestrowane na Ceylanów.
    papierek po cukierku leżący na chodniku - po batoniku zjedzonym przez Ceylana :]]

    dom w którym spotykają się Isa i Serap - dom Ceylana [to akurat prawda].

    albo w Turcji zażyłości rodzinne i small biznes są świętością i tradycją, albo mamy do czynienia z filmową wersją PSL-u ;] whatever, efekty są zacne.

    Nazan Kirilmis - Serat, jedyna spoza klanu Ceylanów, oprócz statystów, chociaż... tutaj wszystko jest możliwe.

    www.youtube.com/watch?v=SNVTb7LNZn8

    całe szczęście, ze we współczesnym kinie są jeszcze tacy Ceylanowie, którzy proste, ale na pewno nie - płytkie, historie ludzkie potrafią opowiadać z takim skupieniem, namysłem, smakiem i pragnieniem by pokazać człowieka z jego naturą w całej krasie.

    "Proza życia bez fajerwerków" napisała Pepsic i mniej więcej o to tutaj chodzi.

    "Szkoda dziewczyny, bo zaplątala się w niefortunny związek z nieopowiednim facetem [rozwichrowanym emocjonalnie manipulantem, w końcówce okrutnym wobec uczuć dziewczyny" - napisała Pepsic do Barbasi, która także obejrzała i zapowiedziała "Gotowośc do dyskusji".

    w zasadzie, cięzko tutaj mi się będzie wciąć, bo w pełni zgadzam się, ze Bahar wkręciła się w mało odpowiednią sytuację. Moze imponowało jej, że Isa jest starszy, może coś. NIe ma retrospekcji, Ceylan zajmuje sie tylko momentem rozpadu, więc trudno o tym dywagować. Tak czy inaczej, ona wciąz chyba go kocha, ale rozumie już, że miłośc to za mało, że oni po prostu do siebie nie pasują na dłuższa metę i w głębszym wymiarze tej relacji. Płacze więc nawet po tym jak odmawia powrotu, a kiedy on odlatuje ona to przeżywa twarzą]. I on chyba też jednak ją kocha, ale nie umie się zmienic.

    wg mnie, dośc wymowne jest to co mówi w końcówce - wie już, że ona z nim nie wróci, ale powiada "Zejdziemy na dół, KUPIĘ CI dobre śniadanie, a potem pojedziesz na plan". może źle to odczytuję, ale "KUPIĘ ci..." ? znów traktuje ją jak podpieczną, a nie jak partnerkę. "POstawię ci śniadanie - byłoby lepiej, na mój gust.

    poza tym, proponuje jej "ślub i dziecko", wygląda to dośc rozpaczliwie, zwłaszcza że w innym miejscu wyznaje rodzicom, ze "nie lubi dzieci". I najgorsze, że te jego heroiczne wygibasy są tak pozbawione szans na sukces... że i tak trudno uwierzyć, że on by tego dotrzymał.

    "TRafne studium psychologiczne ujmujące subtelnością i trafnym zmysłem obserwacyjnym, choć dla większego uatrakcyjnienia mogłoby być 10 minut krótsze w paru ujęciach"

    zgadzam się.
    ale ujęcia wydają mi się w sam raz :]]
    może tutaj bedziemy mieli pole do dyskusji, bo tak poza tym, to coś mi wygląda, że mamy podobne
    wrażenia ? :]
  • pepsic 06.02.15, 18:20
    Z tymi podobnymi wrażeniami może być problem, gdyż końcówka w moim wydaniu wyglądała zgoła odmiennie. Isa przyjeżdża do śnieżnej krainy po Bahar, bo w międzyczasie zdał sobie sprawę, że była mu bardziej bliska, niż mu się wydawało, ale całkiem możliwe, że powodowała nim męska, urażona ambicja. Jak to, układa sobie życie bez swojego pana i władcy? Kiedy Bahar wydaje się skłonna do powrotu i czeka na stosowny znak pada kluczowe zdanie: a teraz idź na plan, bo jest 9. (w domyśle: rozmyśliłem się, jadę sam). A propos retrospekcji. Nie pamiętam sytuacji, z której wynikało że Isa zdradził dziewczynę (zdaje się że z ta napaloną nifomanką). To dlatego tak się zachowywali na początku filmu (na plaży, hotelu i kolacji) ii dlatego Bahar popłakiwała tudzież o mało co nie spowodowała katastrofy na motorze (z żali i rozpaczy).

  • grek.grek 07.02.15, 14:11
    ciekawa interpretacja, Pepsic.

    mnie sie wydaje, że on spytał "o której musisz być na planie ?".
    tak czy owak, wydaje mi się, ze nie była to sugestia z jego strony.
    raczej wyraz pogodzenia się, ewentualnie powiedział to oczekując, że ona odpowie " NIe jadę na plan, wracam z tobą".

    Isa miał seks z Serat, ale to już po tym jak się rozstał z Bahar, nie wiem czy to się wlicza do rejestru :]

    na początku filmu nie było chyba żadnych sugestii, że Isa z kimś ją zdradził ? pierwszą łzę Bahar puszcza obserwując Isę z daleka, krążącego po tej zrujnowanej świątyni. A to sam początek filmu. Zatem, od punktu zero wiadomo, że kryzys jest w tym związku. Przyczyn chyba jednak nie znamy. wg mnie, Ceylan zaczyna od informacji o kryzysie, a przyczyny pokazuje później, np. w scenie kolacji u znajomych i na plaży - pamiętasz jak Bahar śni się taka saam scena plażowa, w której Isa niby dla zabawy przysypuje ją piaskiem, zostawiając tylko głowę odkrytą, ona się śmieje, ale za chwilę Isa przysypuje także i tę głowę, więc Bahar krzyczy z przerażenia i.../ wtedy się budzi.

    Kiedy zaś ona idzie popływać, Isa przygląda się jej z plaży i ma nietęgą minę. wg mnie, te dwie sceny doskonale oddają sytuację. Ona się czuje tłamszona przez niego, a do niego dociera, że paliwo namiętności się skończyło i żadne bikini, żaden widok jej ciała już nie wzbudza w nim reakcji. Że coś się skończyło, a na drugi etap nie ma w tym związku odpowiedniej przyjaźni, sympatii, szacunku i porozumienia... duchowego ? intelektualnego ? jak zwał, tak zwał.

    co powiesz na taką interpretację ?
  • pepsic 09.02.15, 22:08
    on spytał "o której musisz być na planie ?".
    Greku, właśnie tak zapytał Isa. Tyle że pytaniem tym dał odczuć Bahar, że ma sie szykować na plan, bo sie rozmyślił i nadal nie wie, czego chce.

    To, że uprawiał seks ze swoją dawną flamą jest oczywiste i podane na tacy. Ja mówię o zdradzie, która przewija się mgliście na początku filmu (był taki niuans) i to ona skutkuje ich oddaleniem i dystansem pokazanym w scenkach rodzajowych.

    Nie ma tak, czy siak. Jeśli było inaczej muszę wycofać swoja opinię, gdyż staje się bezprzedmiotowa. Aczkolwiek cos mi mówi, ze to ja mam rację, i że w mojej wersji puzzle układają sie bezbłędnie.
  • pepsic 09.02.15, 22:10
    *
    Greku, właśnie tak zapytał Isa. Tyle że pytaniem tym dał odczuć Bahar, że ma sie szykować na plan, bo sie rozmyślił i wyjeżdża sam.
  • grek.grek 10.02.15, 14:34
    ha, pozostaniemy chyba przy rozbieżnych interpretacjach :]
    mnie to pytanie zabrzmiało jak oczekiwanie na jej odpowiedź - czy chce jechać z nim czy jednak zostaje.

    o, rozumiem [chociaż "niuans" musiałem przegapić. Gdybyś mi mogła go przybliżyć ?]
    - chodzi Ci o to, ze w momencie kiedy rozpoczyna się film Bahar płacze, bo on ją zdradził ? możliwe. A może jednak chodzi o kryzys w związku niekoniecznie związany ze zdradą ? MOże jego obcesowość od dawna daje się jej we znaki ? MNie się wydaje, ze Ceylan niczego nie sugeruje, po prostu zaznacza - ten zwiążek jest w kryzysie. Przyczyn nie określa, wg mnie.

    o, bardzo możliwe, że racja jest po Twojej stronie.

  • pepsic 10.02.15, 21:32
    Nie potrafię określić dokładnie niuansu, ale na pewno pojawia sie między wierszami mniej więcej w połowie lub wcześniej. Isa jest zaskoczony gwałtowną reakcja Bahar i w jakimś sensie ma jej za złe, że ona ma mu za złe zdradę. Myślał, że panu i władcy wolno wszystko, a wiec i zdradzać.

    Nie mamy wyjścia, musimy obejrzeć jeszcze raz:)
    --
    III RP jest niczym pasożyt, który zabiera Polakom godność, tożsamość i nieustannie pogarsza jakość ich życia ~ by Marcin Świrski
  • grek.grek 05.02.15, 16:21
    zapowiedź jakiejkolwiek wartościowej pozycji z TVp1 brzmi równie kuriozalnie jak kotlet z mrówki w menu [dowolnej] restauracji. takie rzeczy nie mogą istnieć ! ;]

    a tutaj się okazuje, że jednak są takie chwile, gdy mrówka zostaje kotletem.

    "Sugar Man", Oscar 2012 w kat. długich dokumentów.

    dwóch faunów szuka zapomnianego muzyka Sixto Rodrigueza; plotka głosiła, że ten "nie gorszy od Dylana" [ale nigdy nawet w ułamku nie tak popularny] gitarzysta strzelił samobója podczas własnego koncertu pod koniec lat 70-tych; potem wyszło na to, że facet nie tylko nie zginął tragicznie, ale w czasie kiedy w Ameryce nikt go nie wspominał - został kultowym piosenkarzem w RPA. co się z nim działo ? czy go znajdą i ustalą prawdę albo jakiś strzępek prawdy ?

    22:20

    must-jump jump-must? :]
  • siostra_bronte 05.02.15, 16:27
    Haha!

    Też jestem w szoku, że Jedynka pokazuje ten film! Od dawna chciałam go zobaczyć. Na fali jego popularności nawet posłuchałam sobie piosenek z filmu i bardzo mi się podobały. Oczywiście oglądamy!

    Szkoda, że na Dwójce w tym samym czasie leci zachwalana tutaj "Elena", ale nie ma szans z "Sugar Manem".
  • grek.grek 05.02.15, 16:34
    :]

    mozna by rzec : zombie ożyło ! hehe.

    ten najbardziej puszczany kawałek jest faktycznie świetny :
    www.youtube.com/watch?v=qyE9vFGKogs

    hehe, na szczęscie "Elena" jest w dwóch egzemplarzach puszczana. gdyby nie to... chyba by trzeba wybierać rzucając monetą ;]
  • maniaczytania 06.02.15, 00:27
    to ja pierwsza na gorąco - ależ wspaniały człowiek, co za niezwykły film, co za historia tego, jak zmarnowano komuś życie! Absolutny must-see :) Oscar zasłużony. Takiej historii chyba nie wymyśliłby żaden scenarzysta ;)

    Największe wrażenie zrobiła na mnie ta jego wielka (jeśli to dobre słowo w tym kontekście) skromność i fajna więź z córkami. I te ich słowa o przyjeździe pierwszym do RPA - że wyjechały na lotnisko limuzyny, ale oni je minęli, bo to pewnie po kogoś sławnego ;), albo takie naprawdę wstrząsające, że mogły w hotelu chodzić wreszcie po białej wykładzinie, i to w butach! A do tego, jaki to był wykształcony człowiek, i jak widać było po wypowiedziach, zadbał o wykształcenie córek - piękne było jak jedna z nich opowiadała o tym, że zabierał je do różnych miejsc, do których teoretycznie nie mieli dostępu. A ten 'impresario', który się tak wzruszył na wspomnienie Rodrigueza, to kawał niezłego drania - aż podskoczył, jak go o forsę z tantiem zapytali ;)

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 06.02.15, 14:09
    historia fakt niecodzienna :]

    muzyka i teksty - prima sort.

    moment kiedy pan piosenkarz rozpoczyna koncert w RPA i widownia doznaje pozytywnej szajby, bo on zaczyna od kawałka, który był w tym kraju zawsze kultowy i najważniejszy, wychowało się na nim całe pokolenie.

    podobała mi się diagnoza przyczyn popularności piosenek Rodrigueza w RPA lat 70's' i 80's na tle panującego tam zamordyzmu politycznego. świetnie zinterpretowane i zilustrowane zdjęciami i filmami archiwalnymi.

    detektywistyczna robota panów faunów z RPA - też wciągająca.

    ale tak sobie myślę, ze romantyzm tej historii kończy się w momencie, kiedy za uszy wyciągają piosenkartza z jego domu w Detroit i oznajmiają mu o jego alternatywnym "życiu", a potem zabierają do kraju, w którym był takim "dżaksonem". Dalej to już triumfalizm jest i opiewanie człowieczeństwa :] szkoda, bo w ten sposób trochę zdjęli zasłonę zagadkowości z tej postaci. Okazało się zresztą, że zagadkowość była ciekawsza od rozwiązania. pan Rodriguez okazał się człowiekiem zyjącym w swoich tekstach, a więc z gruntu poznawczego dośc marionetkowym.

    podobała mi się jego odpowiedź na pyatnie dlaczego nie nagrał trzeciej płyty - "Druga była tak dobra, że nie byłbym w stanie zrobić niczego lepszego; więc się wycofałem i nająłem do pracy na budowie" - cudowny tekst. Powinni go sobie przeanalizować wszyscy muzycy, którzy tłuką kolejne słabe kawałki, tylko po to, żeby odcinać kupony od tej jednej, zazwyczaj wczesnej, płyty. pan Sixto umiał ocenić sytuację i powiedzieć "Hej, nagrałem swoje Opus VItae. druga płyta czy 22... niewazne, wiem że lepiej nie będzie, więc szukam innego zajęcia".

    facet z trochę innego świata, innej epoki. dobry człowiek. zasłużył na wszystkie honory, jakie go spotkały, a do których nie przywiązał się ani trochę. Kręgosłup z żelaza.

    haha, masz rację, Maniu - gośc z MOtown aż zdębiał. Ciekawe, czy dlatego bo dotasrło do niego, że jakby wiedział o popularity Sixto w RPA, to by zaczął go puszczać po całym świecie i skosiłby cięzki szmal, czy dlatego, bo doskonale wiedział co się działo, ale to ukrywał i przytulał tę kasę za płyty sprzedawane w RPA nikomu nie mówiąc ani słowa ? :]

    yes, relacja córki-ojciec : wzorowa. wszystkie mówią o nim w samych superlatywach i widać gołym okiem, że to szczery szacunek i autentyczne przywiązanie.

    w sumie, TVP zasłużyła na dużego plusa, a sam film na Oskarda w 100 %.
  • siostra_bronte 06.02.15, 15:48
    Dzięki, Greku za ciekawą recenzję :)

    Oczywiście duży plus za "odkopanie" Rodrigueza i popularyzację jego muzyki, bo naprawdę na to zasłużył.

    Historia faktycznie bardzo ciekawa. Ale mam kilka uwag. Jest tu jednak trochę luk czasowych i niejasności, które moim zdaniem nie zostały wystarczająco wyjaśnione. Wyczytałam, że na przełomie lat 70/80 Rodriguez miał całkiem udaną trasę po Australii (nawet nagrał płytę live), więc to nie jest tak, że od wielu lat w ogóle nie grał. W filmie o tym się nie wspomina, pewnie dla osiągnięcia lepszego efektu.

    Rodriguez być może jest znacznie ciekawszą postacią, niż zostało to pokazane w filmie. Faktem jest, że mówi się o nim w samych superlatywach, a przecież nie ma ludzi idealnych. Nie chodzi mi tu o wyciąganie jakichś sensacji i skandali, ale o bardziej wiarygodny portret. No nie wiem, choćby to, że palił jak smok (to tylko przykład). Niektóre tematy są kompletnie przemilczane (np. brak chociaż słowa o żonie i matce trzech córek).

    Jeszcze kwestia realizacji. Rozumiem, że trudno było znaleźć materiały o Rodriguezie, ale mam wrażenie, że reżyser mógł się trochę bardziej postarać. Szkoda, że nawet koncert z 1998 r jest tak słabo udokumentowany (brak choćby fragmentu jakiejś piosenki). Za to sceny z publicznością są przeciągnięte ponad miarę. Reżyser powinien pokazać albo coś konkretnego (wywiad z widzami tego koncertu lub choćby muzykami) albo po prostu skrócić film.

    Miałam duże oczekiwania, bo film głośny i nagradzany, ale trochę się rozczarowałam.
  • grek.grek 06.02.15, 16:40
    starałem się trzymać poziom podytkowany przez Manię :] Tobie, jak widzę, też wyszło znakomicie ":]

    zdecydowwanie, fani sportretowali swojego idola, to widać bardzo wyraźnie. I słychać też. wszystko zostało podporządkowane tej idei, ale sprytnie panowie skupili się na tym jak szukali swojego barda czasów młodości.

    laurka, tak się chyba nazywało ? ;]

    ciekawe jest pytanie, która pada kilka razy w tym filmie : dlaczego Ameryka nie chciała słuchać jego piosenek ? ani wtedy ani teraz ? [chociaz, teraz to moze coś sie ruszyło z powodu tego Oscara dla filmu]. Nie był dośc dobry, mimo że wszyscy wywiadowani podkreslają na wyścigi,ze jednak był ? co się stało ? Trochę mi brakło poszukiwania twardych odpowiedzi na to pytanie. Takich, które mogłyby nawet trochę uszkodzić świeży lakier na pomniku pana bohatera.

    yup, brakuje paru rzeczy, ktore wypunktowałaś, tak jakby reżyserzy koniecznie chcieli zawęzić krąg opinii.

    PS : podobało mi sie to tłumaczenie "Sugar Man" [piosenki], ktore prezentuje ta pani w archwium, z "łanem konopii" w treści :] takie finezyjne, hehe.
  • siostra_bronte 07.02.15, 13:31
    Dzięki :)

    Dobrze to ująłeś. To portret muzyka widzianego oczami jego fanów. Dlatego jest tak idealny.

    Chyba trudno znaleźć odpowiedź na takie pytanie. Może po prostu to nie był odpowiedni czas i miejsce.

    Yes, zabawne tłumaczenie :)
  • grek.grek 05.02.15, 16:29
    Barbasia uraczyła nas już gustownym opisem i zaczęliśmy rozmowę :

    forum.gazeta.pl/forum/w,14,154961223,155176835,_Elena_rez_A_Zwiagincew_cz_1.html
    więc, żeby tylko zajawić : starsza para - bogaty Władimir i prosta Elena tworzy coś w rodzaju układu : standard materialny i kasa za gospodarzenie i codzienną opiekę. Władimir ma zbuntowaną córkę, z którą ma trudne relacje; rodzina Eleny, zwłaszcza syn i jego familiada, to doły społeczne, bezczelne i nastawione roszczeniowo. po tym jak Władimir doznaje ataku serca rusza cały kocioł...

    22:50 & 2:35 w TVP2

    must-see.

    idę się pomodlić o bezsenność, bo to będzie długi filmowy wieczór.
    a jak u Was, Czcigodni ?
    skaczecie ? :]
  • grek.grek 06.02.15, 13:36
    Siostro, skoczyłaś ? Czcigodni ? [Barbasia i Pepsic już wcześniej obejrzały :) ]

    Barbasia opisała perfekcyjnie, więc może tylko ze dwie uwagi do tematu ?

    pomyślałem sobie : czy dbałośc o luzacką córkę przez Władimira jest czymś gorszym od dbałości o synusia i wnusia [którzy do złudzenia przypominaja, style bycia i strojem, Ferdusia i Waldusia z Kiepskich] ? i vice versa - zachowanie Eleny, zamordowanie Władimira i okradzenie go z oszczędności, jest absolutnie naturalnym odruchem. To niesamowita obserwacja - nic nie moze dziwić, nie sposób odebrać pewnej racjonalności poczynaniom obu stron. Nawet jesli ta racjonalnośc jest mocno podszyta irracjonalnymi względami wynikającymi z więzów krwi.

    Kiedy w grę nie wchodzi pokrewieństwo - Władimir i Elena mówią same sensowne rzeczy :} On mówi, że Ferdynand Kiepski, syn Eleny, powinien "odkleić tyłek od kanapy" i załatwić synkowi te lewe studia ratujące go przed wojskiem. Jest ojcem, więc to jego problem. dlaczego Wołodia ma bulić i petryfikować układ, w którym Ferdynand tylko chleje piwsko, tnie w gry video, lampi się w tiwik i liczy na to, że matka wszystko za niego załatwi.

    Elena celnie podsumowuje Katię, córkę Władimira - papieżycę hedonizmu ;], "alkohol i narkotyki tylko w dni wolne [wszystkie ma wolne], a z używek nie odmawiam sobie tylko seksu i jedzenia [chociaż figurę ma na sto dwa, więc tutaj bym miał wątpliwości, hehe]".

    Czy Katia zasługuje na to by ojciec sponsorował jej jakże znośną lekkośc bytu ? Jest inna niż Ferdynand i Waldemar z zapyziałego blokowiska. Jest ładna, świetnie ubrana, elokwentna, bystra. Ale z punktu widzenia czysto etycznego - zasługuje na tę kasę tak samo wcale jak rodzina Eleny.

    Rzecz zatem w tym KTO MA KASĘ. A ma ją Władimir. On sobie może dać komu chce. Elena jest żoną, a właściwie opiekunką, i to nie ona zarobiła ten szmal. Czy ma zatem prawo do równego traktowania przy szastaniu tą kasą ? NIE.

    kiedy Władimir doznaje zawału i pod wpływem tego zdarzenia decyduje się spisać testament, w którym cały majątek chce zapisac córce, a Elenę informuje że zostawi jej porządną rentę comiesięczną, ALE Ferduś i Walduś pomocy żadnej nie dostaną, tak teraz jak i po jego śmierci - Elena musi działać.

    Wiecie, co mi nie pasowało w tym wszystkim ? Ta przyziemna motywacja Eleny. Jakże daleko pada ona od Raskolnikowa, który podbudowuje swój czyn szeroko zakrojoną filozofią. ONa zabija bo wydaje się jej, ze musi. Zabija w imię ŹLE pojmowanej troski o rodzinę. Żle, bo w ten sposób pomaga tylko doraźnie, pozwala tym roszczeniowym łapserdakom na pozostawanie łapserdakami.

    Każdemu wedle potrzeb, mawiał Lenin. Ale nowa ROsja już te idee ma w nosie. ELena jako pogrobowiec boleszewizmu kontra Władimir jako współczesny kapitalizm, który już nie ma zamiaru odbierać sobie od ust, żeby karmić niedołęgów ?

    Matczyna troska. Matka podniesie samochód, jesli przygniótł on jej dziecko. Elena zamorduje Władimira, byle tylko Walduś, jej wnuk, nie trafił do wojska, a Ferduś, jej syn, nadal całymi dniami mógł pić piwko, patrzeć w szkiełko i robić dzieci - absolutnym triumfem brutalności z jaką Zwiagincew modeluje tę rodzinkę Adamsów jest chwila, gdy tuż po zabójstwie i złodziejstwie Elena odwiedza ich dom, z kasą Wołodii, a synalek obwieszcza, że jego żonka ma w brzuchu trzeciego potomka [drugi jest w wieku niemowlęcym]. Nie ma kasy, pierdzi w stołek, gra na video, ale dzieci robi na zawołanie... i to oni triumfują w finale, rozsiadając się na kanapach w luksusowym apartamencie po Władimirze [kamera ich oglada zza okna]. CO robią ? To samo - tiwi, piwo, orzeszki.

    Elena jest sprawczynią, ale wg mnie jest też ofiarą. Ofiarą bezwarunkowości uczucia jakie matka żywi do dziecka. Jej zbrodnia jest jej wyborem i wykonawstwem, ale tak naprawdę podżega do niej swoim zachowaniem jej synalek Ferdynand.

    Doskonała jest scena, kiedy Elena podaje przechodzącemu rehab po zawale Wołodii viagrę. A potem czeka. On zasypia, a ona robi to co zawsze - zaciąga zasłony i wychodzi. I czeka aż on się przekręci. OTwiera drzwi i osuwa się z wrażenia, widząc że on leży martwy. Staje jej jednak przytomności, by spalić napisane przez niego wersje testamentu, a potem przyjąc lekarza, który stwierdza zgon. Jest jednak wymowne ujęcie - Elena siedzi przy ścianą obwieszoną fotografiami : Elena z Ferdynandem, Elena z resztą rodziny, Elena z wnukiem, Elena z Władimirem... ale patrzy ze zgrozą na jedno zdjęcie - SOLOWE, patrzy na SIEBIE, młodą i uśmiechniętą. I zamiera. TO znaczy, że ma sumienie, że to nie było takie hop siup.

    jest ona sprawcą i ofiarą w jednym.

    A tak w ogole, widać tutaj krytykę świata, w którym wszystko jest za pieniądze, dla pieniędzy, z powodu pieniędzy. Są one w każdym indywiudyalnym wyborze bohaterów, determinują całą akcję. Być może jednym zachowaniem, w którym nie chodzi o pieniądze jest scena, kiedy grupka wyrostków blokowych [z udziałem Waldusia, wnusia Eleny] atakuje grupę swoich rowieśników, najpewniej przybyszów z Kaukazu [{"czarni"]. Tylko, jaki to przekaz - za darmo jest tylko wrogość i prześladowanie ?

    morderstwa w wykonaniu Eleny njie da się już nawet zakwalifikować jako buntu mas przeciw posiadaczom, czynu anarchistycznego, czy surrealnej prowokacji. To tylko samo życie i najprostsze atawizmy.

    swoją drogą, keidy Walduś solidnie obrywa w tej bójce z "czarnymi" i przez moment lęzy bez ruchu - przyszło mi do głowy, że Zwiagincew sięgnął zenitu przewrotności i zabił chłopaka, przez co morderstwo wykonane przez Elenę traci cały kontekst i staje się czynem zbytecznym. Ale jednak go ocalił :] żeby puenta zabrzmiała tym donioślej.
  • siostra_bronte 06.02.15, 15:53
    Miałam oglądać o 2.35? :)
  • grek.grek 06.02.15, 16:06
    a tak, zdecydowanie wczoraj nad-oferta postawiła nas przed trudnymi wyborami :]

  • grek.grek 06.02.15, 13:53
    P:S ;: doskonali są aktorzy, wsszyscy, jacy naturalni, a Nadieżda Markina [Elena] w kluczowych scenach rewelacyjnie balansuje między ekspresją znerwicowania i determinacją działania, w stylowy sposób ogrywając kompletny brak krytycyzmu wobec swojej rodziny. i jaki spokój podczas rozmowy u adwokata w sprawie podziału majątku. zachowuje się jak komandos - miała misję i ją wypełniła.

    Elena Ljadowa/Katia, Aleksiej Rozin/Siergiej zwany Ferdynandem - schematyczni może w swoich rolach, symbolizujących dwie twarze tego samego prózniactwa, elit i plebsu, ale w tym schemacie jednocześnie wybitnie sugestywni, zwłaszcza pan Rozin.

    Andriej Smirnow [Władimir] odpowiednio chłodny i wykalkulowany, samym tylko stylem bycia odpowiada na pytanie "dlaczego córka i żona, jedyne bliskie mu osoby na świecie, chcą od niego tylko pieniędzy ?".

    ale i tak największym rekinem w tym rekinarium jest reżyser Zwiagnicew - długie ujęcia budujące nastrój i portretujące bohaterów [kapitalna jest scena, kiedy następnego ranka po zabiciu męża Elena przez 2 minuty ekranowe, w milczeniu je śniadanie w kuchni gapiąc się w zawieszony na ścianie telewizor, a my możemy się wpatrywać w nią i czekać : strach albo przerażenie swoim czynem zmąci jej spokój czy jednak nie ? toż to jak z thrillera sytuacja, tyle że dotycząca psychologii], fantastyczne lokacje - klasowy apartament Władimira i Eleny kontra ciasne i brzydkie mieszkanko w bloku rodziny Eleny - podkreslająće kontrasty między światami, z których pochodzą obie strony tej interakcji; zdjęcia perfekcyjne [Philipp GRass], pomysłowe ujęcia [kamera długo podążająca za plecami chłopakow idących pobić "czarnych", albo to finałowe, lub też scena którą opisywała Barbasia - kiedy na wieśc o tym, iż Władimir nie chce pomóc Waldemarowi synowi Ferdynanda, cała rodzinka Adamsów zbiera się w kuchni i najpierw pan domu bierze orzeszki i zjada, potem dołącza się do tego synalek, a na końcu żona też bez słowa dosiada się i wcina. Oto ich życie w pigułce.

    doskonały film. jakże wymowny i znakomicie zrealizowany. NIe będzie chyba obciachu jesli "Ida" przegra Oskrada z "Leviatanem" tegoż właśnie Zwiagincewa.
  • siostra_bronte 06.02.15, 10:09
    W Stopklatce o 20.00, chyba z dziesiąty raz. Może Grek wreszcie obejrzy :)
  • grek.grek 06.02.15, 14:17
    20:00 Amelia
    23:05 Dziewczyna piętaszek"

    dzięki za informację, Siostro :]

    przy okazja, znalazłem "Dzikiego" i postaram się niebawem coś napisac o tym filmie [pamiętam, jak widzisz ;)]
  • siostra_bronte 06.02.15, 15:55
    Świetnie :)

    Wczoraj obejrzałam pierwszą godzinę "Dziewczyny..." (przed "Sugar Manem") i mam już długą listę świetnych cytatów :)

    Znakomicie. Czekamy na recenzję.
  • grek.grek 06.02.15, 16:08
    już się na tę listę cieszę :]

    o, nie omieszkam czegoś napisać. spodziewam się znakomitej atmosfery tego filmu :"]
  • grek.grek 07.02.15, 13:59
    "Dziewczynę..." obejrzę dzisiaj albo jutro, znalazłem w sieci. Wczoraj nie zdołałem :]

    Ale "Amelię" jak najbardziej - i po 30 minutacj w pełni zrozumiałem, dlaczego ten film doczekał się
    miana kultowego, a Audrey Tautou została ikoną francuskiego kina.

    Bohaterka przypomina dobrą wróżkę, która nie wierzy w czary, a za to wierzy w to, ze aby ludziom zyło się lepiej, trzeba im po prostu czasami w tym pomóc, ot choćby pchnąć niczego nie świadomnych kobietę i mężczyznę ku sobie, wmawiając im na osobności, że jedno w drugim się kocha po cichu. Efekty tego cichego zakochania są niezwykle donośne :] ale potem następuje następna lekcja - jak już się to wstępnie sklei, to nie ma gwarancji, że oni sami nie mogą tego zepsuć.

    wrózka jak chce, to umie być niemiła - ale tylko dla niemiłych ludzi, którzy poniżają innych, takim wkrada się do domu i zamienia pastę do zębów na maśc do stóp albo celowo przestawia budzik na godzinę pobudki o wiele za wczesną, ewentualnie kapcie podmienia na mniejsze. A jak trzeba, to i ciętą ripostą poczęstuje, którą podpowiada jej znienacka pojawiający się w piwnicznym okienku sufler.

    wróżka ma uśmiech od którego mięknie serce i styl bycia emanujący dobrocią, ale nie słodyczą przesadną, która by tę dobroć czyniła irytującą. Akcja się kręci między dworcem kolejowym, metrem, kawiarnią/bistro w której pracuje Amelia i w powietrzu fruwają historie i anegdoty opowiadane przez Susanne, właścicielkę przybytku oraz kobietę po przejściach.

    Amelia wychodzi z prostego założenia, że lekiem na wszystko jest miłośc albo chociażby wiara w nią.

    Sąsiadka jest wdową od lat, mąz zginął zagranicą. Przysyłał czasami listy, ale sąsiadka nie ma przekonania, że on ją kochał, więc tkwi w apatii. Amelia z listów owych szyje jeden, w którym pada wprost wyznanie miłosne. I podrzuca go sąsiadce, że niby poczta po 40 latach znalazła ten list i teraz dopiero odsyła. Sąsiadka oczywiście promienieje ze szczęścia - kochał ją do końca !

    wróżka sztukuje fakty, ale kto powiedział, ze to niedozwolone jeśli w grę wchodzi szczęscie ludzkie ?

    Jako że szewc bez butów chodzi, to załatwiająca wszsystkim miłość Amelia - sama ucieka przed uczuciem do chłopaka-marzyciela, zajmującego się wklejaniem do specjalnego albumu fotografii porzuconych przez ludzi pod automatem do zdjęć. Amelia dostrzega w nim wrażliwość równą własnej. Nie ma jednak odwagi się z nim spotkać, więc prowadzi swoistą grę.

    Kiedy chłopak gubi album, ona chce mu go oddać, ale w taki sposób, by się nie objawić. Prowadzi go więc za pomocą strzałek do podchodów do mima z wyciągniętą dłonią, a ztej dłoni palcem. Chłopak przygląda się temu palcowi, a wtedy zjawia się [jak ten sufler, znienacka] chłopiec, który poucza go, ze nie wolno patzrteć na palec, ale na to, co ten palec pokazje. A pokazuje lunetę "piętro" wyżej na moście, przez którą można spoglądać na paryż. Luneta wycelowana jest w... Amelię, która, odpowiednio zakamuflowana, machając do chłopaka wkłada album do sakwy przy jego motorowerze. Świetna scena, a bohaterka [scenarzysta, hehe] bardzo jest pomysłowa [y].

    a potem on jej szuka rozklejając w metrze kartki z prośbą o spotkanie. I kiedy ona, serią kolejnych dziwnych dróg, umawia się z nim w swoim bistro, rzecz cała pali na panewce, bo Amelia boi się przyznać, ze ona to ona. Namawiająca wszystkich do odwagi Amelia sama jest wzruszająco niepewna siebie.

    Może dlatego, że wychowała się samotnie, matka była wariatką [i zginęła przygneciona samobójczynią skaczącą z wieży kościelnej], a ojciec mieszkał w jakimś równoległym swiecie, zapewne po niej Amelia odziedziczyła swoją pomysłowośc, a po ojcu nadwrażliwość sercową.

    jakze jednak wyglądałaby bajka bez happy endu bohaterki ? Z oczywistym chwytem, wedle którego tuż przed spełnieniem szczęścia, następuje moment poróżnienia i smutku, bo Amelia jest przekonana, że jej ukochany ją zdradził [zanim w ogóle się poznali, hehe]. Ale nie zdradził przecież, przeciwnie - spotkał się z jej koleżanką z pracy, dlatego bo jej osobiście szukał z zapamiętaniem.

    Jest narrator z offu i nie sposób chyba wyobrazić sobie tego filmu bez niego, nieprawdaż ?

    Montmartre idealnie pasuje na miejsce akcji. KOlorowo jest jak u Almodovara albo w baśni jakiejś. Zdjęcia specyficzne, mimo że pozornie normalne, a przede wszystkim rzeczywistość przesiąknięta jest
    jakimś rodzajem magicznego realizmu, nawet jesli nie występują w niej elementy przepisowe, nawet żaden duch [ten który miałby być duchem, twarz ze zdjęć z automatu, okazuje się całkiem żywym człowiekiem]. Magią jest sposób w jaki swiat postzrega Amelia, i jej sposoby na jego ulepszenie, na zapewnienie ludziom szczęścia. Ona sama jest w jakiś spsoób nietutejsza, - jej znajomy, starszy sąsiad, malarz zajmujjący się kopiowaniem wciąz tego samego obrazu - ma na nim namalowaną postać, która jest Amelią.

    jego również Amelia uszczęśliwia - podrzuca mu taśmy video z niezwykłymi, inspirującymi ujęciami [np. koń przyłączający się spontanicznie do wyścigu kolarskiego - spokojnie, nie na rowerze ;)], odwiedza,rozmawia, mają swoje tematy.

    Ojciec za namową Amelii rusza w podróż, która zapewne odmieni jego zwiędłe życie. Chłopak od z warzywniaka, poniżany przez szwarchcrakter filmowy - właściciela tegoż warzywniaka, zyska niezbędną pewność siebie, a ludzie go polubią, bo Amelia o to zadba. A właściciel umyje sobie zęby kremem do stop ;]

    W przypływie spontanicznej energi, Amelia złapie za rękę niewidomego i powiedzie go ruchliwym chodnikiem z talentem relacjonując co dzieje się dookoła, aż się człowiek poczuje jak w niebie, jakby go anioł dotknął.

    Doskonałe są sceny fabularyzowane, w których Amelia wyobraża sobie siebie jako świecką świętą na podobieństwo Księznej Diany albo naprędce tworzy zupełnie niesamowity scenariusz zaginięcia chłopaka, na którego przyjście czeka w bistro. Rewelacyjnie zrobione, ofk nie jest to nowa forma, ale doskonale tutaj pasuje i zawsze takie wstawki mają swój wdzięk i humor.

    sama Amelia idealnie pasuje na bohaterkę, z którą utożsami się masowa widownia. Serce anioła, temperament chochlika, fantazja i finezja oraz patologiczna nieśmiałość, spryt i naiwność, wszystkiego po trochu, jakby z XIX wieku, a przecież w zupełnie współczesnych męskich pantoflach i bluzkach na guziki, niby nowoczesna, a z fryzurą retro, niby suma elementów sprzecznych, a jakby w sam raz na powstanie postaci do polubienia dla widza w każdym wieku. Niby historia romantyczna, a przecież finalizowana po francusku, czyli w pocałunku, który nie kończy się spacerem za rączkę, ale ciągiem dalszym pościelowym. Amelia w oczywisty sposób wciela ideały republiki. wolnośc, równośc, braterstwo., MOże dlatego na pierwszym swoim zdjęciu, które podarowuje chłopakowi, jest stylizowana na Zorro ;]

  • siostra_bronte 07.02.15, 14:58
    O, szkoda, że nie obejrzałeś "Piętaszka". Wyprodukowałam długi tekst, na szczęście go zachowałam i wyślę jutro. Nie chcę psuć Ci zabawy. Świetnie, że film jest w youtube, też tam zaglądałam, żeby sprawdzić niektóre cytaty. Ale w oryginale może być problem z nadążeniem za dialogami, mam nadzieję, że sobie poradzisz :)
  • grek.grek 07.02.15, 16:37
    jutro obejrzę.

    dzięki, że zaczekasz, aczkolwiek - śmiało możesz wysyłać post już dzisiaj, nie przeszkodzi mi to w oglądaniu [i słuchaniu] :]

    o, nie wiedziałem, że ten film jest w jutubie.
    znalazłem wersję z polskim lektorem..
    [na eFilmy.net]
  • siostra_bronte 07.02.15, 16:45
    Świetnie.

    Nie, zaczekam do jutra. Bo to jest dokładny opis a la "Annie Hall" :)

    Dobrze, że obejrzysz z lektorem. Bo naprawdę trudno nadążyć za dialogami nawet z polskim tłumaczeniem :)
  • grek.grek 07.02.15, 16:54
    dzięki :]

    też się cieszę, zareklamowałaś ten film pierwszorzędnie, a dodatkowo znając finezję twórców komedii z tamtych lat - spodziewam się świetnego seansu :]
  • siostra_bronte 07.02.15, 17:03
    Teraz mam obawy, czy po moich zachwytach nie będziesz rozczarowany :)
  • grek.grek 07.02.15, 14:26
    PS : wielu dobrych znajomych w głównych rolach.

    oprócz Audrey Tautou - Matthiew Kassovitz, który wszelko jest przede wszystkim świetnym reżyserem ["Nienawiść" to ejst kapitalny film, podobnie jak "Zabójca", "Babylon A.D" niedawno omawiany, też ma swoje walory]; Dominique Pinon z "Delicatessen", Yolanda Moreau, która mistrzowsko zagrała "Seraphine".

    Jean Pierre Jeunet, to klasa sama w sobie, poza tym... zauważyłaś/zauważyliście, że nawet w "Obcym IV" stworzył zupełnie nową postać dziewczyny-androida i powierzył ją Winonie Ryder, równie filigranowej i podobnie ufryzowanej jak Tautou w "Amelii" ? :] nie wierzę w przypadki, coś musiało być na rzeczy, hehe ;]

    no i Paryż. Uliczki, wnętrza kamienicznych mieszkanek, klimatyczne zaułki, malownicze kawiarenki, ludzie w krzykliwych kolorach ubrani, a do tego żadnych szyldów reklamowych, żadnego badziewia, samochodów jak na lekarstwo, stragany warzywne, czego tam nie ma. Klimat powstaje z tego niezapomniany. zdjęcia Bruno Delbonnela są bezcenne.

    nie wiem, czy wypada przy takim filmie mówić o pieniądzach ? ale - 10 mln budżetu i prawie 175 mln wpływów :] w tym 140 mln poza Ameryką. Dumny jestem z Europy ;]

    rocznik 2001. można by zaryzykować, ze w nowym wieku tylko "Nietykalni" okazali się w dla francuskiego kina równie hitowym towarem eksportowym. Jakże słusznie ! :]
  • pepsic 10.02.15, 21:24
    Amelię oglądałam wieki temu. Jedna z bardziej irytujących postaci filmowych.
    --
    III RP jest niczym pasożyt, który zabiera Polakom godność, tożsamość i nieustannie pogarsza jakość ich życia ~ by Marcin Świrski
  • grek.grek 11.02.15, 17:09
    ale jaka urocza za to :]]
  • pepsic 11.02.15, 17:56
    Aaa, teraz rozumiem same peany;)
    --
    III RP jest niczym pasożyt, który zabiera Polakom godność, tożsamość i nieustannie pogarsza jakość ich życia ~ by Marcin Świrski
  • grek.grek 07.02.15, 14:28
    PS : dzieki, Siostro, za niestrudzone namawianie mnie do obejrzenia tego filmu. Jako ostatniego Mohikanina. Na szczęście, co się odwlecze, to nie uciecze. Dzięki :]
  • siostra_bronte 07.02.15, 14:54
    Haha. Nie ma za co :)

    Yes, ten film jest świetnie zrealizowany i bardzo efektowny. Oglądałam go wiele lat temu w kinie i tam robił tym większe wrażenie. Znakomite pomysły realizacyjne (np. z narratorem) i galeria zabawnych postaci drugoplanowych.

    Ale im dłużej myślałam o tym filmie tym mniej mi się podobał :) Miałam wrażenie, że wszystkiego jest tu za dużo, efektowność jest zbyt ostentacyjna jakby na siłę chciano zrobić "kultowy" film.

    To piękna, kolorowa, ale jednak tylko bajka. Dla widzów, których życie nauczyło, że każdy dobry uczynek będzie ukarany, optymizm filmu jest lekko irytujący :) Audrey Tatou przyciąga uwagę, jest fajnie wystylizowana, ale jej cielęca mina po jakimś czasie zaczyna denerwować :)

    Może to trochę przekora, bo w owym czasie kult "Amelli" był wszechobecny.
  • grek.grek 07.02.15, 16:42
    jest za co, jest , Siostro :]

    o, ciekawa opinia z Twojej strony.
    w istocie takie filmy mają pewien przerost, przerysowanie, a optymizm przekazu może lekko
    zgrzytać.

    kto wie, może za któryms razem [a zamierzam obejrzeć go jeszcze kilkukrotnie] i mnie złapią
    wątpliwości. Na razie jestem pod dobrym wrażeniem.

    "każdy dobry uczynek będzie ukarany" ? ciekawa koncepcja filozoficzna :] jakże przewrotna. zdecydowanie, w filmie chodzi o odwrócenie tej tendencji ;]
  • barbasia1 08.02.15, 20:48
    grek.grek napisał:

    > a optymizm przekazu
    > może lekko
    > zgrzytać.

    A dlaczego?
  • grek.grek 09.02.15, 13:42
    od razy zastrzegam, że mnie nie zgrzytało :]]

    wiesz, beczka miodu bez łyżki dźiegciu bywa przesłodzona :]
    rozumiem, że taki przekaz może być dla niektórych wątpliwy.

    ale mnie osobiście wydaje się, że jest w sam raz.
    taki jest kontekst i formuła tego filmu.

    poza tym, Amelia nie robi żadnych cudów na kiju, ona robi proste rzeczy, do
    których wszyscy są zdolni, i w tym tkwi jej moc. POmaga ludziom w taki sposób, w
    jaki KAZDY człowiek w tzw. realu mógłby swoim sąsiadom pomóc. Nie ma tutaj
    realizmu magicznego. Magia, jesli jest, zawiera się w jej nastawieniu do życia i do
    ludzi :]
  • pani_lovett 09.02.15, 23:52
    grek.grek napisał:




    > od razy zastrzegam, że mnie nie zgrzytało :]]

    Ufff! :))


    > wiesz, beczka miodu bez łyżki dźiegciu bywa przesłodzona :]
    > rozumiem, że taki przekaz może być dla niektórych wątpliwy.


    Ale jest przecież w tej historii pewna dawka goryczy, życiowej prawdy - tragiczna śmierć matki, samotność dziecka ...

    > poza tym, Amelia nie robi żadnych cudów na kiju, ona robi proste rzeczy, do
    > których wszyscy są zdolni, i w tym tkwi jej moc. POmaga ludziom w taki sposób, w
    > jaki KAZDY człowiek w tzw. realu mógłby swoim sąsiadom pomóc. Nie ma tutaj
    > realizmu magicznego.

    >Magia, jesli jest, zawiera się w jej nastawieniu do życia
    > i do ludzi :]

    a magia czy "magia", dodałabym, jest funkcją jej niezwykłej wyobraźni ukształtowanej w dzieciństwie, niezbyt szczęśliwym i naznaczonym samotnością.


    Doskonale powiedziane, Greku. :)
  • grek.grek 10.02.15, 14:28
    właśnie po takim dzieciństwie Amelia mogłaby być zołzą z powodu traum jakie przeszła, a także samotności jakiej doświadcza aktualnie, mogłaby się zamknąć i byłoby to zrozumiałe. A ona lekarstwem na swoje wyobcowanie czyni pomaganie innym. I te traumy nie pozbawiły jej wrażliwości i ciepła,a nawet ich poziom podniosły. Trudne dzieciństwo i młodość ukształtowały w niej dobre serce. Bardzo realistyczne.

  • siostra_bronte 10.02.15, 14:36
    Zaraz, zaraz, nie róbmy z Amelii świętej Matki Teresy :)

    Niektórej jej poczynania są co najmniej dwuznaczne moralnie, np. podrzucenie sfałszowanego listu sąsiadce. Ładnie tak oszukiwać? Generalnie Amelia przekracza nader często granicę wtrącania się w życie innych ludzi i wręcz nimi manipuluje. Niechby i ze szlachetnych pobudek, ale to mi zgrzyta w tej historii.
  • pani_lovett 10.02.15, 21:14
    siostra_bronte napisał(a):

    > Zaraz, zaraz, nie róbmy z Amelii świętej Matki Teresy :)

    Nie no oczywiście, że Amelia nie jest świętą Matką Teresa.
    Nawet narrator ironizuje z jej dobrego serduszka. :)

    > Niektórej jej poczynania są co najmniej dwuznaczne moralnie, np. podrzucenie sf
    > ałszowanego listu sąsiadce. Ładnie tak oszukiwać?

    :)
    Ale to małe kłamstwo nikomu nie wyrządzi krzywdy, nie zaszkodzi mężowi pani Madeleine / /bo on już nie żyje/, a bardzo pomoże sąsiadce, pani Madeleine, uporać się z bolesną przeszłością, uwolnić się od traumy zdrady męża i iść naprzód.

    W życiu przecież ,Bronte, drobne kłamstwa wypowiadane bez intencji wyrządzenia komuś krzywdy , bez intencji zaszkodzenia, a właśnie często z intencją pomocy, są na porządku dziennym. Te kłamstwa zwane są fachowo białymi kłamstwami. Bez nich, uważa się, kontakty międzyludzkie byłyby nawet utrudnione.

  • siostra_bronte 11.02.15, 00:01
    Nie mam nic przeciwko drobnym kłamstwom, które ułatwiają wszystkim życie. Tutaj mamy co innego. Amelia fabrykuje list zmarłego męża sąsiadki, to już coś więcej, można to określić jako oszustwo. Ciekawe jak zareagowałaby Madeleine, gdyby poznała prawdę? Chyba nie byłaby zachwycona.
  • grek.grek 11.02.15, 17:08
    wiesz, mąż nie żyje od dawna, a sąsiadka zamartwia się że nie wie, czy ten mąz ją kochał zanim umarł. Amelia daje jej przekonanie, że jednak ją kochał. Sąsiadka aż podskakuje z radości, odzyskuje wiarę w świat i życie. To piękne :]

    może i oszustwo, ale ono nikomu nie szkodzi, a wręcz przeciwnie :]] poza tym, możliwe że mąz naprawdę kochał do końca, w tych listach które wertuje Amelia są takie sugestie, tyle że nie wprost.
  • siostra_bronte 11.02.15, 17:19
    No, nie wiem...Madelaine pewnie czyta ten list wiele razy i wzrusza się, nie wiedząc, że to wypociny Amelii. Nic nie poradzę, moim zdaniem to nie jest w porządku.
  • grek.grek 12.02.15, 14:12
    lepiej żeby zamartwiała się, płakała i chodziła jak struta już do końca życia ? :]
  • siostra_bronte 12.02.15, 14:16
    Jeżeli nie potrafiła poszukać jakiejś profesjonalnej pomocy, to mogła mieć pretensje tylko do siebie :):)
  • siostra_bronte 12.02.15, 14:17
    Oj, to miał być pojedyncza buźka.
  • pani_lovett 10.02.15, 18:58
    > Trudne dzieciństwo i młodość ukształtowały w niej dobre serce. Bardzo realistyczne.

    I wrażliwość na drugiego człowieka.

    Tak. Tak.
  • barbasia1 08.02.15, 20:46
    > To piękna, kolorowa, ale jednak tylko bajka. Dla widzów, których życie nauczyło
    > , że każdy dobry uczynek będzie ukarany, optymizm filmu jest lekko irytujący :)

    Bronte!?? Nie chce mi się wierzyć, że są na świecie osoby, które w swoim życiu nigdy nie doświadczyły dobra, wdzięczności, lub choćby tylko zwykłego serdecznego podziękowania w odpowiedzi na ich dobre uczynki!?!?!?!?


    Cześć , Siostro! :)
  • siostra_bronte 09.02.15, 18:03
    No dobra , może trochę przesadziłam :) Ale powiedzmy sobie szczerze, niektórzy potrafią wykorzystywać dobroć innych ludzi.

    Cześć, Barbasiu! :)
  • pepsic 09.02.15, 22:12
    Sa nawet tacy, co mordują dobroczyńców:(
  • pani_lovett 09.02.15, 23:07
    Fakt , zdarza się. Ale to już skrajności.
    Cześć Pani P.! ;)
  • pani_lovett 09.02.15, 23:35
    siostra_bronte napisał(a):

    > No dobra , może trochę przesadziłam :)

    Zdecydowanie to była przesada! ;)

    >Ale powiedzmy sobie szczerze, niektórzy
    > potrafią wykorzystywać dobroć innych ludzi.

    To prawda.
    Dlatego trzeba mądrze pomagać,
    i brać nogi za pas, kiedy tylko ma się poczucie , że jest się wykorzystywanym.
  • maniaczytania 09.02.15, 22:16
    tak, tak, jeszcze tego filmu nie widziałam :)

    --
    Maniaczytania - blog
  • pani_lovett 09.02.15, 23:08
    Niemożliwe!?!? :)
  • siostra_bronte 09.02.15, 23:21
    Trzeba było się nie przyznawać :)
  • grek.grek 10.02.15, 14:24
    Maniu, MUSISZ obejrzeć :]
  • siostra_bronte 10.02.15, 14:29
    Greku, przejmij ode mnie pałeczkę dręczenia "Amelią" :)
  • grek.grek 11.02.15, 17:11
    haha :]

    będę zaszczycony.
    od dzisiaj sprawdzam program Stopklatki :"]
  • maniaczytania 11.02.15, 22:29
    tak się zastanawiam, czy zdradzać Wam ten sekret, że film na dvd mam od jakichś 10 lat, czy nie ;)

    --
    Maniaczytania - blog
  • siostra_bronte 12.02.15, 00:31
    Maniu, nie pogrążaj się :))
  • grek.grek 12.02.15, 14:12
    hahaha :]
  • grek.grek 06.02.15, 16:04
    atakujemy ? :]

    www.filmweb.pl/article/BERLINALE+2015%3A+Kobiety+w+różnym+wieku-109638
    www.rp.pl/artykul/1176919,1177322-Berlinale--Film-Isabel-Coixet-otworzyl-festiwal.html
    stopklatka.pl/recenzje/-/148161554,-nobody-wants-the-night-recenzja-krolowa-bieguna
    film.onet.pl/wiadomosci/berlinale-2015-dzien-pierwszy-berlinale-ruszylo-film-otwarcia-klan-na-krze-relacja/6kcwb
  • siostra_bronte 06.02.15, 16:10
    I znowu się zaczyna. Może wystarczy czytać ostatnie zdanie recenzji? :)
  • grek.grek 06.02.15, 16:41
    haha :] wariantów jest mnóstwo ;]
  • 82adrian 06.02.15, 23:45
    Ostatnio TVP2 nadaje filmy familijne co tydzień w piątki i dzisiaj nadano film ''Alvin i Wiewiórki'', którego bohaterami są trzy gadające i śpiewające zarazem wiewiórki, które trafiają pod opiekę pewnego kompozytora.
  • grek.grek 07.02.15, 18:13
    Polsat zajmuje sie tym w piątki. Wczoraj była "Merida Waleczna". TVN, widziałem w zwiastunie tuz po "Faktach" - w lutym zamierza pokazać wszystkie częsci "Madagaskaru".

    można by rzec... tak trzymać.
  • grek.grek 07.02.15, 16:51
    www.filmweb.pl/article/BERLINALE+2015%3A+Taksówka+Panahiego+i+pustynia+Herzoga-109658
    film.onet.pl/wiadomosci/berlinale-2015-dzien-drugi-kidman-na-pustyni-i-seks-po-siedemdziesiatce-relacja/vbg5e
    esensja.stopklatka.pl/film/recenzje/tekst.html?id=20145&ref=ak_ty
    wyborcza.pl/1,101707,17372861,Berlinale_2015___Taxi__Jafara_Panahiego__Wybitny_rezyser.html
    sporo tego, ale zawsze warto być na bieżąco, nieprawdaż ? ;]
  • siostra_bronte 07.02.15, 17:53
    Dzięki. Ten film z Charlotte Rampling i Tomem Courtenayem wygląda bardzo ciekawie.

    Tak przy okazji, ależ dzisiaj pusto na forum, a to przecież sobota. Gdzie są wszyscy? :)
  • grek.grek 07.02.15, 18:07
    yes :]

    hehe, rzeczywiście.

    Barbasia chyba łapie jeszcze urlopowe uroki :]
  • angazetka 08.02.15, 12:55
    "45 lat" odhaczyłam sobie jako film do polowania na, ze względu na obsadę :)
  • grek.grek 07.02.15, 18:11
    20:20 & 0:55

    z 2011.
    młoda neonazistka odkrywa, że znienawidzeni imigranci, to też ludzie i to zasługujący na pomoc.
    po niemiecku o słuszności multi kulti ? [wygląda na coś podobnego do "American History X" ?].

    wczoraj był "DO ciebie, człowieku", ale przerabialiśmy go nie tak dawno, z tego co pamiętam ? :]
  • grek.grek 08.02.15, 13:50
    nie mówcie, że nie oglądaliście ? ;]

    a to całkiem niezłe kino all the way from German.

    ich neonaziści i narodowcy przypominają polskich : ogolone czaszki, głupawe tatuaże z symolami nazistowskimi, procenty w butelce, wrzaski i akcje w pociągach, gdzie wpadają jak Hunowie i biją każdego, kto wygląda na cudzoziemca - małego Azjatę, chudego Turka albo tam kogoś innego. Tak jak polscy twardziele :], tak samo i niemieccy są odważni w przewadze liczebnej.

    Marisa jest jedną z nich, a przy okazji dziewczyną przywódcy całej grupy, który zresztą po tej akcji w pociągu ląduje w więzieniu. Mocno zaangażowana w idee faszytowskie - broszurki, tatuaże, wydawnictwa podziemne, a przede wszystkim : żarliwa wiara, że to słuszne. Wiara głupia i szczenięca, mimo że dziewoja ma 20 lat. Wychował ją dziadek, naziol niezreformowany nigdy, sączył w jej ucho te swoje brednie i wpajał ćwiczenia fizyczne, nazywał "swoją wojowniczką". Matka Marisy nigdy tego nie pochwala, dziewczyna wyrosła w uwielbieniu dla dziadka i niechęci wobec matki. Teraz dziadek leży w szpitalu po zawale, a Marisa mieszka z matką i ciągle o coś się zdarza im posprzeczać.

    Kiedy jej paczka rozsiada się na jakiejś dzikiej plaży, zjawia się tam dwóch Arabów. Starszy i młodszy. Marisa ich zna, tego samego dnia rano odmówiła obsługiwania ich w markecie, w którym pracuje na kasie [a matka jest tam szefową, ewentualnie właścicielką]. Matka ją ochrzaniła, co dodatkowo negatywnie nastawiło ją do tych dwóch chłopaków.

    Ofk, faszystowski narybek zaraz robi im kipisz, sikając na pozostawione na brzegu koszule, kiedy tamci się kąpią. Młody, Rasul, chce im odpyskować, ale starszy mu nie pozwala. Odjeżdzają motorowerem, ale na pożegnanie Rasul uszkadza kopniakiem auto Marisy. Kiedy ta odkrywa co się stało, cała wściekła wsiada w auto i goni ich, a kiedy dopada - na pustej szosie bez żywego ducha w okolicy - uderza w nich autem, zostawia w rowie i odjeżdza. Nie widzimy co się z nimi stało, widzimy tylko twarz Marisy.

    Nie spływa po niej cała sytuacja. Następnego dnia wraca na miejsce czynu. Jest tam policyjna taśma i krew na trawie. Marisa ma wyrzuty ? MOżliwe, choć jej twarz nie podpowiada odpowiedzi.

    Następnego dnia w markecie zjawia się jeden z Arabów, ten młodszy, Rasul. Marisa nie wie, czy ma się martwić czy smucić. ZNów odmawia obsługi chłopakowi, ten patrfzy na nią wyzywająco, Marisa próbuje wezwać kogoś innego, ale nie ma nikogo innego, więc kasuje mu te rzeczy które wybrał. MOże w jej wzroku i zachowaniu jest lekki wyrzut sumienia ? kto wie...

    Nasstępnego dnia chłopak znów się pojawia, nie ma pieniędzy żeby zapłacić, zaczyna się prowokacyjnie zachowywać - jest to prośba o pomoc. Marisa jest zdezorientowana, pozwala mu wziąc parę rzeczy za darmo, żeby tylko spadał. Jej matka łapie dzieciaka przy drzwiach wyjścowych, ale Marisa wstawia się za nim i nawet odruchowo uderza matkę w twarz. Biegnie zaraz za nią i przeprasza, ale znów narozrabiała.

    A to nie koniec. Rasul czeka na nią pod sklepem i prosi by go zawiozła za miasto. Chłopak pochodzi z Afganistanu i chcicłaby tam wrócić, ale na razie próbuje wyjechać do Szwecji. POtrzebuje pomocy. Marisa wywozi go za miasto, aż do miejsca, w którym Rasul prosi by się zatrzymała. Znika zaraz, a ona nie odjeżdza, ale z ciekawości idzie za nim. Okazuje się, ze zatrzymał się on w jakimś pustostanie. Marisa następuje nogą na deskę z gwoździem i rani się w stopę. Rasul opatruje ją i spędzają siedząc przy ognisku całą noc. W dziewczynie jakby rodził sie sympatia do tego chłopaka.

    RÓwnolegleg biegnie wątek 15-letniej Svenii. Ta z kolei żyje w ładnym domu za miastem. Matka jest skrajnie liberalna, a ojczym pilnuje jej ocen, zabrania palić [kiedy ją łapie, każe wypalić za jednym posiedzeniem całą paczkę] i generalnie jest surowy i sprawiedliwy.

    Svenia poznaje neofaszystów przez chłopaka, który robi u nich za ogrodnika. Wkręca się w środowisko. Chodzi na nich imprezy, gdzie puszczane są filmy o uboju rytualnym, mające ilustrować okrucieństwo Żydów, a takze lecą seriami wykłady nt wspaniałości narodowego socjalizmu i cała reszta "cymesów" z lat 30-tych. Svenia siedzi między tą bandą łysych matołków [ i jednym starszym, wyglądającym jak Goering z efektem jojo] i chłonie tematyke.

    Marisa jej nie lubi. JUż na plaży była przeciwko niej, a na w.op imprezie domowej wręcz grozi jej wyrzuceniem z balkonu, a potem biją się. Marisa widzi w niej siebie sprzed lat. Czy chce ją zahartować ? a moze zniechęcić, bo już dziś wie, że łamie się w niej dawne przekonanie o słuszności swoich poglądów ? Z czasem, ba - tuż po tej bójce - ich relacje się wygładzają. Marisa coraz przychylniej patrzy na Svenię, a Svenia w Marisie upatruje wzorca.

    Chłopak Marisy wychodzi z więzienia, i na tej imprezie bierze za twarz i wyrzuca za drzwi chłopaka Svenii. Za dilowanie narkotykami. Chłopak do Svenii "Chodź, idziemy stąd", na co ona "Ja zostaję". Wymowne. Złapała wątek. W domu prowokuje rodziców, pyskuje ojcu, matce jawnie okazuje niechęc za jej liberalizm. Ale już zupełnie żenuje, kiedy prosi Marisę, by zrobiła jej tatuaż mający wychwalać wodza III Rzeszy [cyfra "88"]. Kiedy rodzice wkurzają ją ostatecznie, a ojciec rozbija laptopa, Svenia odchodzi z domu zostawiając na ścianie jakiejś faszystowskie hasła. Zabiera też rodzinne oszczędności...

    W tym czasie Marisa coraz bardziej angażuje się w relację z Rasulem. Dochodzi do tego, ze szukający pomocy w tym wyjeździe do Szwecji chłopak przychodzi do jej domu, a ona przechowuje go w pomieszczeniu gospodarczym, jakby była Polką chowającą Żyda za okupacji. Tym groźniejsza jest to sytuacja, że jej chłopak może się dowiedzieć. A to radykał, "gotowy do wojny", właśnie kupił pistolet i chętnie uczestniczy w manewrach wojskowych" [kilku faszystów biegnie przez jakieś bajoro, a ten Georing 2.0 każe im "padać" i "powstawać", to nawet nie beka, to cały beczkowóz :)]. Na szczęście, Marisa sprzecza się z Rasulem, bo deneruwujje ją jego natarczywośc, i kiedy znieneacka zjawia się ten Gotowy do Wojny - nie zastaje Rasula w szopce, bo obrażony Afgańczyk opuścił ją cichaczem.

    MIędzy Marisa, a tym Gotowcem psuje się. A to on da jej w twarz, za wtrącanie się do rozmowy z Goeringiem 2.0, a to coś tam, zaś podstawowa sprawa, to fakt iż ona przechodzi ewolucję mentalną. Coraz bardziej oddala się od całej grupy i od poglądów wdrukowanych przez dziadka. A keidy dziadek umiera, a Marisa popada w chwilowe otępienie - zrywa się między nimi na dobre. Gotowiec próbuje ją ożywić dając jej liścia w twarz i ona rzeczywiście się budzi - zaczyna widzieć jakiego przygłupa ma przed sobą.

    Szalę przeważa pobicie jakiego jej paczka dopuszcza się na Rasulu. Chłopak uciekł z tej jej komórki, oni go musieli dopaść i poszło... Kiedy Marisa znów go spotyka, Rasul wygląda jakby stoczył bój na corridzie w roli byka. Jego widok determinuje ją do działania.

    W tym czasie Svenia radośnie jeździ autem po mieście ze swoimi nowymi znajomymi i hajluje przez otwarty szyberdach, a Gotowiec grozi bronią arabskim i murzyńskim chłopakom, którzy go pobili, kiedy chciał jeszcze raz pogadać z tym dilerem narkotykowym, swoim eks-kolegą, którego z imprezy wyrzucił. Gotowiec przeknał się, jak to jest w sytuacji jeden na dziesięciu :] Dlatego uzbroił się w pistolet i macha nim jak krowa ogonem.

    Marisa odchodzi z domu. Matka próbuje ją zatrzymać.

    Dziewczyna zabiera bejsbola. Wpada z tym bejsbolem na imprezę swojej paczki. Nokautuje Gotowca i daje po ryju Goeringowi. POtem bierze za rękę Svenię i wyprowadza ze sobą. Pakuje do auta, w którym już czeka Rasul. Gonią ich Gotowiec z kolegami, auto nie cche odpalić, ale ostatecznie udaje się im zwiać.

    Marisa dojeżdza na plaże. A tam czeka kilku gostków, którzy za 3 tysiące euro, metodą kontrabandy zabierają Rasula do wymarzonej Szwecji. Marisa płaci z pieniędzy Svenii.

    Rasul dotrze zapewne na miejsce, ale Marisa przypłaca to życiem najpewniej. Gotowiec dociera za nią na plażę i strzela do niej z pistolettu.
  • grek.grek 08.02.15, 14:06
    Marisa nie umiera od razu, Svenia do końca trzyma ją za rękę. W ostatnim zwidzie Marisa wspomina dziadka i siebie z nim.

    Film zaczyna się i kończy deklamacją "Demokracja to najlepszy z ustrojów, każdy ma prawo głosu itd". Inne jest zakończenie tej litanii oraz jej ton. W otwarciu jest ona ironiczna,a kończy się tekstem "... każdy ma prawo głosować - pedały, brudasy, menele, czarni...", a w zakończeniu - tonacja jest poważna, a tekst kończy się na "... kazdy ma prawo głosować". MOżliwe, że w prologu oświadczenie to wygłasza Marisa, a w zamknięciu Svenia, wyleczona z nazistowskiego fisia, ktorego nagle podłapała.

    Wymowna jest scena, kiedy Svenia siedzi na kanapie w domu swojego kolegi/chłopaka i w pudle znajduje maskę Hitlera, taką co to się ją wkłada jak za dużą czapkę na głowę, aż przykrywa całą twarz. Svenia bawi się i próbuje pocałwoać tego chłopaka, a on z niesmakiem jej odmawia takiej zabawy. Jakze to prawdziwe. Bo to tylko zabawa, gromady dzieciaków z probvlemami, z niedoborem wykształcenia i perspektyw.

    Wydarzeniem filmu jest Alina Levshin, czyli Marisa, niezwykle powściągliwie oddaje ewolucję mentalności swojej bohaterki, a jednocześnie jej ekspresję, dzięki czemu nie zgrzyta ten zwrot jaki się w niej dokonuje. bardzo dobra rola.

    pan David Wnendt, scenarzysta i reżyser, nie tworzy nowej diagnozy, nie pokazuje rzeczywistości innej niż zaobserwowana od lat, ale umiejętnie kreśli postaci, nawet jesli czasami są aż nazbyt wizualizacjami tez cokolwiek publicystycznie ogranych.

    w tle muzyka. czasami nazi-metal, a czasami coś mniej inwazyjnego.

    właściwie podobny film można nakręcioć o każdej ideolgii, która zakłada podporządkowanie jednostki jakiemuś zbiorowi zasad i norm wyznawanych przez gromadkę fanatykow, trochę zatem mamy, wg mnie, do czynienia ze schematem narracyjnym, ale bardzo dobra pani Levshin, jej bohaterka oraz naturalne sceny rodzajowe z życia subkultury oraz sensownie wpisane w całość postaci starszego pokolenia, odpowiedzialne za kształtowanie osobowości młodzieży, to wystarczająco dużo plusów.

    www.youtube.com/watch?v=STbdlTiSs_E
  • grek.grek 08.02.15, 12:52
    la grande finale :]

    Dexter nie wiem, że zabójca Saxon uciekł, raniąc poważnie jego siostrę. Sądzi, że wszystko jest skończone, przecież zostawił go jej przywiązanego do fotela, tylko zamknąc dziada. NIe wiedział, że w akcję wmieszał się śledzący Debrę Morgan agent Clayton, który uwolnił nieświadomie Saxona. Clayton ginie, więc jeden problem mniej, ale zamiast tego jednego przybyły dwa następne.

    Na lotnisku Hanna Mc Kay kryje się w łazience, bo po terminalu krązy prywatny policaj Elway, czekający niecierpliwie na Claytona. Dexter o tym wie, ona sama informuje go telefonicznie. Od czego jednak głowa. Zostawia syna z panną Mc Kay w łazience, a sam wskazuje ochronie lotniska Elwaya jako podejrzanego typa, który zostawił plecak pod krzesłem w poczekalni [Dexter sam ten plecak tak wrzuca, wypełniając go wcześniej jakimiś d,peralami z pierwszego lepszego stoiska sklepowego].

    Ochrona zawwija Elwaya, ale jednocześnie ogłoszony zostaje alarm. ZNów Hannah i Dexter nie mogą się zebrać do odlotu. Terminal opuszczają wszyscy pasażerowie czekający na odprawę.

    Debra Morgan postrzelona wzywa posiłki policyjne. Prosi by brata nie informować, w końcu on terraz zmierza ku nowemu życiu, po co mu takie przeszkody jak jej kontuzja. Panna Morgan trochę panikuje sądząc, ze ten postrzał, to kara za uczynki jakich się dopuściła. Ląduje w szpitalu.

    Szef policji nie słucha jej prośby. Zawiadmia Dextera,a ten nie mozę tak sobie odlecieć, zwłaszcza że chwilowo jest uziemiony. Zostawia więc w hotelu dziewczynę, aby wrócić do siostry. A także złapać Saxona. Bierze ze sobą syna, nie wiadomo po co.

    Na lotnisku wypuszczony przez ochronę Elway dowiaduje się od federalnych, że Clayton dlatego nie odpowiada na telefony, bo nie żyje.

    Debra Morgan jest poważnie ranna, ale będzie żyła, wg prognoz lekarskich. Brat jej towarzyszy w pokoju szpitalnym i bardzo się obwinia za to, ze do czegoś takiego doszło. Cóż, gdyby jednak został sobą do końca i po prostu zadźgał Saxona - miałby teraz luz, a ona by była zdrowia jak rydz.

    KOntuzjowana dostaje ochronę policyjną, Saxon jest na wolności, będzie jej szukał dla zemsty. W szpitalu zjawia się Elway z pretensjami, że Debra i Dexter odpowiadają za śmierć Claytona. Dexter rzuca nim solidnie o ścianę, a Elway grozi mu, że i tak nie ucieknie, ani on, ani Mc Kay. Gra w otwarte karty, informując niejako Dextera, że wie, iż ten ukrywa poszukiwaną morderczynię.

    Saxon terrozyzuje lekarza-weterynarza, aby zszył mu ranę na ramieniu. Przy okazji w telewizorze dowiaduje się o całym zajściu ze sobą, Debrą i Claytonem. I że ona jest w szpitalu. Oraz którym.

    Dexter ustala z Hanną Mc Kay, że ona pojedzie z jego synem autokarem do Jacksonville, zdaje się po to, by wyjechać z Miami, a także złapać jakiś transport do BUenos Aires, samolotem będzie cięzko, idzie tornado i lotniska najpewniej za niebawem będą pozamykane. Sam ma zamiar dopaśc Saxona na amen.

    Saxon zaś ma zamiar dopaść Debrę. Najpierw musi dostać się niezauważony do szpitala. Robi więc sztuczny wiatr, wysyłając tam najpierw pociętego weterynarza. Kiedy wszyscy skupiają się na broczącym krwią człeku w poczekalni, Saxon przemyka i szuka pokoju z panną Morgan. Znajduje go, ale w tym samym momecnei Dexter znajduje jego. Saxon ma pistolet, ale za to Dexter ma sierżanta Batistę, który zza pleców obezwładnia Saxona i aresztuje go.

    Debra Morgan ma się coraz gorzej. KOnieczna jest operacja. Doszło do zapaści i skrzep się wytworzył. Lekarka grobowym głosem informuje, że Debra pozostanie warzywem. Dexter jest zdruzgotany, wspomina ich wspólne dzieciństwo, dawne lata zanim się wydało, że on jest killerem.

    Hanna Mc Kay z synem Dextera wsiada do autokaru. A za nią wsiada Elway. Wytropił ją. Spokojnym głosem każe jej zachować spokój, dojechać do następnego przystanku i równie spokojnie wysiąść. "Zgnijesz w pierdlu, a ja skasuję okrągłą sumkę za ciebie. Syn Dextera zostanie oddany do sierocińca", opisuje jej sytuację Elway. Tyle że gościu nie wie, iż nie trafił na byle gąskę, tylko uzbrojoną i niebezpieczną gąskę ;] Hannah Mc Kay znienacka zadaje mu cios ukrytym szpikulcem nasączonym środkiem nasennym. I kiedy on zaczyna mdleć, ona sączy mu jad "TEraz ty mnie posłucha, za 8 godzin obudzisz się upokorzony i wściekły...".

    Saxon jest przesłuchiwany na policji. Zasłania się adwokatem. Do niczego się nie przyznaje, nie zna nawet Debry Morgan. TO z kolei do szału doprowadza Quinna, który rozpacza za swoją własnie-odzyskaną-miłością, i gotów mu urwać głowę. Dexter jest pewien, że Saxon zostanie oficjalnie oskarżony i najpewniej się nie wywinie, ale...

    ... ale nie ma to jak zemsta własnoręczna, i ten spokój że tym razem to już na pewno koniec.

    Dexter dostaje się do Saxona, celem pobrania jakichś materiałów, krwi ?, na testy. POlicjantka od aresztu otwiera mu. "PO częsci, to moja wina", wyznaje samokrytycznie Dexter, a potem prowokuje Saxona do ataku, tylko po to by go zabić skrywanym ostrym narzędziem. W pomieszczeniu jest kamera, więc Dexter ustawia się tyłem do niej, a po zabiciu Saxona udaje przerażoną ofiarę, która tylko się broniła. Zręczne. Nawet jeśli chwilę później Dexter jakoś głupio się tłymaczy, gdy sierżant Batista pyta go "Dlaczego do niego poszedłeś ? Przecież jesteś wolny, nie jesteś na etacie już ?". Dexter odpowiada, że "Chciałem mu spojrzeć w oczy", a Batista to kupuje, z okazji wielu lat przyjaźni i zrozumienia dlatego, co Dexter przeszedł w ostatnich godzinach. Zabójstwo to zostanie potraktowane jako samoobrona, aczkolwiek... fakt, że Dxter zostaje wypuszczony bez złożenia nawet zeznań i że procedura postępowania w takim przypadku jest tutaj kompletnie pominięta - zdecydowanie jest uproszczeniem :]

    Dexter musi zrobić jeszcze jedno...

    Najpierw wykonuje eutanazję swojej siostrze, a potem zabiera zwłoki ze szpitala. Ma szczęście, bo akurat jest on ewakuowany z okazji nadchodzącego sztormu, huraganu. Wywozi ciało na noszach, a potem odpływa swoją motorówką. Na oceanie, z chmurami czarnymi jak smoła na horyzoncie, posród pomruków nadchodzącej burzy - Dexter dokonuje symbolicznego pochówku swojej siostry, która została właściwie zywym trupem. Wrzuca jej ciało do wody.

    Jest załamany. Przekonany, że niesie śmierć, że ludzie z nim związani umierają z tego właśnie powodu. "Muszę ochronić tych, których kocham", dochodzi do wniosku i zamiast wracać do brzegu - jedzie na wprost burzy.

    Hannah Mc Kay z synem Dextera wyjeżdza bezpiecznie do Buenos Aires. Tam mają się spotkać.

    A Dexter... po przejściu burzy ocean wypluwa szczątki motorówki Dextera. Jego znajomi z pracy są przekonani, że człowiek zginął w tornadzie. My też ;]

    Ostatnia sekwencja. Hannah Mc Kay i syn Dextera są w BUenos. ONa czyta w gazecie o strasznym wypadku eks-policjanta z Miami. Czy wierzy w śmierć Dextera ? Siedzi z jego synem przy kawiarnianym stoliku, potem wychodzą i zanurzają się w tłumie ludzi.

    A Dexter. Oczywiście żyje. Odnajduje się w jakimś tartaku na końcu świata. Ma brodę i koszulę w kraty. Własnie kończy zmianę, wchodzi do baraku, siada przy stole i patrzy w kamerę... The End >:]

    co za niepoważny finał...
    Mój finał byłby taki, że w Buenos Hannah siedzi z synem Dextera, a Dexter stoi za rogiem i przygląda się im, mocując się z sobą - podejść i być z nimi, czy jednak nie. A tutaj... ofk, rozwiązanie dalekie od happy endu, który mógłby być odczytany jako pójście na łatwiznę, ale jednocześnie bez odpowiedniej dawki optymizmu. Jest gorzki, a nie powinien być, wg mnie :]

  • grek.grek 08.02.15, 12:59
    ostatni sezon jak chodzi o ewolucję psyche bohatera prowadzi przez uruchomienie w nim wiary że nie jest psychicznie nienormalny, i jednak ma uczucia, aż do zupełnego dołka i poczucia winy, które go degraduje i skazuje na zapomnienie w oczach bliskich. Jego forma samobója.

    trochę uproszczeń, trochę piłeczek usłużnie podrzucanych Dexterowi, trochę zbyt szybko rozwiązywane konflikty [Dexter vs Debra, Debra vs Hannah], trochę dziwny killer Saxon, który zamiast uciekać i zejść Dexterowi z oczu, chce dobić jego siostrę, co jest pomysłem kompletnie głupim.

    swoją drogą, to sukces twórców serialu, że Michael C.Hall i Jenny Carpenter dali się zaangażować na całe 8 sezonów :] Bynajmniej, zapewne, nie za wdowi grosz.

    Miami pięknie zagrało swoją rolę, pod wieczorne neony, pod kubańskie rytmy, hawajskie koszule, plażę z bikni, tawerny z elegancją francją i generalnie daleko zarówno od intelektualizmu i betonu East Coast, jak i kalifornijskich niekończących się przedmieść [:ktoś powiedział, że pod względem zabudowy Los Angeles, to jedno wielkie przedmieście].

    a teraz - powrót do 1 sezonu, kiedy Dexter był jeszcze na początku drogi :]]

    Barbasiu, jak wygląda Twoja ocena tego sezonu i samego zakończenia ?
  • grek.grek 08.02.15, 14:52
    ponoć pan od "Ediego" nie zebrał za "Mistrza" najlepszych ocen. Coś mi się wydaje, że mi się wydaje, iż wiem dlaczego ;] A jednocześnie lubię ten film i nie umiem ocenić go źle.

    Aleksander jest Rosjaniem. "Dyplomowany mistrz noża". CYrkowiec. Rzuca nożem w celach artystycznych - kręci się koło z balonami, a on nożami trafia w te balony; dziewczyna stoi przy drewnianej płycie, a on tak rzuca że noże wbijają się drewno dosłownie o 10 cm obok jej twarzy. Znacie to :]

    Nie jest to typowy cyrkowiec. Ma za sobą epizod w wojnie afgańskiej i traumę z nim związaną. Od tej pory lubi sobie wypić. A jak sobie wypije to cuda robi - potrafi sprawić, ze butelka wódki lewituje, albo w barach zakłada się o to, że złapie kieliszek z wódką puszczony z wysokości.

    Na szczęście Trzaskalski nie wpadł na pomysł, by znakomity akttor, KOnstantin Ławronienko był dubbingowany. Aleksander posługuje się więc łamaną polszczyną, a dzięki świetnej dykcji aktora, brzmi to doskonale filmowo.

    Kiedy po pijaku Aleksander uwalnia zwierzęta z klatek obwoźnej trupy cyrkowej, dostaje wymówienie. Wsiada więc w swój autobus starej daty, wymalowuje na nim "CYrk noża" wołami i rusza w tournee po małych miasteczkach i wsiach, gdzie daje występy rzucając nożami w sposób wyżej opisany.

    Kompletuije po drodze zespół. Takich samych jak on życiowych rozbitków. Agnieszki, prostytutki bez domu, którą ratuje przed gwałtem oraz wędrownego chłopaka z akordeonem [jacek Braciak], który pomaga mu się pozbierac po tym jak Aleksander zostaje pobity i okradziony [po pijaku, a jakże] w jakimś ciemnym zaułku jakiejś mieściny].

    Wędrówka uroczymi prowincjonalnymi dróżkami i szosami z dziurami, przez zapomniane miasteczka pełne zwykłych ludzi czekających na takie atrakcje jak "cyrk", w rytmie wspaniałej muzyki, lirycznych lub dynamicznych smyków, skocznej wiolonczeli i całej orkiestry symfonicznej dynamicznej lub lirycznej w zależności od okoliczności. A te bywają rózne, bo wszysyc bohaterowie coś chowają i cierpią na niespełnienie.

    Występ zawsze wygląda tak samo : Agnieszka jest konferansjerką w seksownym stroju, Aleksander występuje, rzuca w balony, potem z publiczności łapią w siatkę jedną osobę i rzuca się nozem do niej [czyli obok niej, heh], a ostatni rzut lub serię rzutów mistrz wykonuje z zawiążanymi oczami. Chłopak Braciak odpowiedzialny jest za przygrywanie akordeonem oraz za puszczanie z patefonu tych charakterystycznych werbli cyrkowych przy numerze o szczególnej skali trudności i niebezpieczeństwa. Oczywiśćei, wszystko pięknie ładnie i kasa płynie za wejściówki, aczkolwiek cały spektakl odbywa się na wolnym powietrzu, więc płacą ci ludzie za bilety chyba tylko dlatego, że zza rogu nie umieją patrzeć ;]

    Aleksander ma cel : pojechać do Paryża i tam prezentowaać swoje rzucanie nożem. "Tam rozumieją artystów", powiada, "taki Chagall...". "TO malarz", prostuje chłopak, na co Aleksander "Nieważne, sztuka to sztuka". A potem puszcza chłopakowi chwytający za serce kawałek Skrjabina, aż Braciaka zatyka i musi wyjść w szczere pole. On też coś ukrywa i jego sekret wyda się na końcu.

    Problem Aleksandra to zagubienie. W stosownej oprawie z lejącego deszczu, wyznaje chłopakowi jak podczas wojny w Afganistanie zbombardowali wioskę i zabili dzieci. Od tej pory Aleksander nie moze dojśc do siebie. Zwątpił w miłośc i w dzieci. BYć moze to te jego wątpliwośći, powtrzane negacje pomogą chłopakowi...

    Aleksander bywa okrutny. Kiedy Agnieszka i chłopak zbliżają sie do siebie, a nawet spęzają razem noc [bez seksu], poucza chłopaka "Czego ty od niej oczekujesz ? Uczucia ? TO dziwka ! dziwka", chłolpak z godnością oponuje "To nie wyklucza miłości", a Aleksander prycha śmiechem. Szkopuł w tym, ze Agnieszka nie śpi, słucha ich zza pleców chłopaka siedzącego na łózku [autobus ma środku wyposażenie :)]. Po tej rozmowie Agniesszka znika z pieniędzmi, któree Aleksander zbiera na ten swój Paryż. Wraca jednak niebawem. I nie sama. z Francuzką, wędrowniczką znalezioną przy okazji. FRench girl i Agnieszka zostają parą, a Eloise opowiada Aleksandrowi o Paryżu, na szczęście [znów] nie dubbingiem, a łamaną polszczyzną z akcentem spod wieży Eiffela.

    Sytuacja się zmienia, kiedy cały zespół występuje w jakimś miasteczku nazwijmy go Iks. Do numeru, w którym Aleksander rzuca do kogoś z publicznośio, zgłasza się ładna dziewczyna. Ania. Taka zwiewna i pełna godności oraz wrażliwości. Miłość od pierwszego wejrzenia ? Ona mu UFA, bo przecież co innego. On wpatruje się w nią długo zanim zacznie rzucać. I prosi Agnieszkę by zawiązała mu oczy, ta oponuje że z zawiążanymi nie powinien rzucać do amatorki, ale on jest pewny. On też jej ufa, a nade wszystko sobie z jej powodu.

    Po tym wszystkim zawiera z nią znajomośc, jako że następnego dnia widzą się przypadkiem u fryzjera, gdzie on przychodzi się ogolić. Zaprasza ją na spotkanie wieczorne. A na tym spotkaniu zabiera ją na przejażdzkę łódką po stawie i opowiada o filozofii Demoryta, wedle której wszystko składa się z uporządkowanych atomów, a kiedy któryś się wymknie spod kontroli - pojawia się... miłość.

    Czyżby mistrz się zakochał wbrew sobie ? On też czuje, że jest źle. Bo ona jest w nim zakochana, a to źle wróży. Próbuje uciec. Jego ludzie starają się go powstrzymać - "Zostańmy tutaj, to żyła złota, za tydzień przyjeżdzają turyści z Danii, Holandii i Niemiec, możemy mieć tutaj stały dochód". Ale Aleksander chce wyjechać, bo się boi swojego zakochania. Traf chce, że autobus psuje się akurat pod budynkiem poczty, na której pracuje Ania.

    Agnieszka, Francuzka i reszta stroją ją jak pannę na wydaniu i przyprowadzają żeby się pokazała Aleksandrowi [wszyscy wiedzą, że ona go kocha]. Ten naprawia auto, na chwilę wyłania się spod samochodu i cedzi "wyglądasz jak dziwka". NIe trzeba dodawać, ze reszta zamiera w te słowa, a dziewczyna ucieka z płaczem jakby ją rój szerszeni ścigał.

    Aleksander ma trasę już obcykaną, ale chłopak nie chce jej zaakceptować, nie cche przejeżdzac przez pewną miejscowość. Wiaodmo więc, że tam jest jego sekret. POdczas postoju znika jednak na cały dzień i widać jak odwiedza ładny dom wśród powojów i zwojów roślinnych. Do skrzynki na listy wkłada kopertę z pieniędzmi. A kiedy jest w tej wędrówce, scena symboliczna ma miejsce - otóż stoi on na statku rzecznym, który jest wolniutko przetaczany torami, na podstawie kołowej. Widać bajorko na którym zostanie zwodowany, dookoła zielono przecudnie, a chłopak stoi zamyślony jakby żegnał ojczyznę i leciał w komos. I grają liryczne smyki. Podejrzewam, że kilka scen pod takim właśnie tytułem obniżyło "Mistrzowi" ocenę u [nad]wrażliwych krytyków :]

    Buda zostaje w maisteczku Iks. A to dlatego, że podczas kolacji wszyscy znacząco milcza i miny mają poważne, a Aleksander ich p-rzeprasza za to jak się zachował. "To ją przeproś", zwraca mu uwagę chłopak [pan Braciak nieznośnie poważny w tym filmie]. Aleksander czuje, ze musi, więc biegnie z przeprosinami do Ani. A ona od razu zaprasza go do seksualnej konsumpcji, czemu dodaje powagi fakt, że to jej pierwszy raz. A scena ta jest jak z jakiegos rytuału romantycznego.

    Aleksander nie wyjeżdza, skoro już zaczął się przełamywać. Sa występy, są turyści, jest kasa, jest Ania. Alekander uczy rzucania nożem jej brata. I opracowuje nowy numer - maestro wchodzi po schodkach, z pomocą chłopaka kładzie się an specjalnym rusztowaniu z czterech mieczów, zwróconych rękojeścicmi ku górze. GŁowa na pierwszym mieczu, a stopy na czwartym. POtem łapie się za fraki turystę, a ten wyjmuje spod spodu kolejne miecze, aż Aleksander pół-lewituje na tym podłozonym pod kark. Jest tam jakiś trik techniczny, którego nigdy nie pojmę, ale i tak 80- % tego triku to realizm magiczny, od którego w tym filmie az się roi :]

    Aleksander jest w dobrej formie, ma pomysły, nawet pije mało. Tylko ...co z Paryżem ?

    Inni przeżywają swoje małe dramaty. Eloise odchodzi, zostawia zrozpaczoną Agnieszke. Odeszła... bo tak i już. "Tak to się kończy, zawsze tak samo. Albo twoja wina, albo jej".
    cdn
  • grek.grek 08.02.15, 15:16
    KOmentarz Aleksandra, wygłoszony nieco wcześniej, ale jakby wciąz się w nim gnieżdzący, jakże pasuje do tej sytuacji.

    I już by było pięknie i harmonia by grała - Aleksander, Ania i jej brat rodziną, Aleksander i jego zespół występujący w jednym miejscu...

    Aż tu nagle Ania oświadcza mu, że jest w ciązy. Znamy stosunek Aleksandra do dzieci. Nie wolno ich powoływać na taki świat, w czym zaskkaująco wtóruje mu chłopak. "Zapłace za wszystko, usuń je", cicho mówi Aleksander, i uśmiech Ani roztapia się jak śnieg w kwietniu.

    W autobusie Agnieszka nazywa Aleksandra "ch.em", a Braciak dodaje "Zabić jeszcze jedno dziecko, co to dla ciebie, masz doświadczenie", i Aleksander rzuca się na niego i przydusza go. Agnieszka ich rozdziela, a Aleksander sapie "Dzisiaj ostatni występ, a potem won, nie chcę was więćej widzieć".

    A ostatni występ jest wyjątkowy.
    Oto brat Ani, wiedząc że Aleksander ją skrzywdził, robi mu coś z tym mieczem i wytrąca z ręki cały TRIK, którego ja nie rozumiem, ale który łączy się ze specyficzną budową rękojeści tego miecza podkładanego pod kark. Jakiś przycisk tam jest, ale jak facet wisi w powietrzu tylko kark mając opartty na czymkolwiek - i tak trudno załapać ;]

    Aleksander wie, ze miecz jest zepsuty. Oskarża Braciaka, ale za późno by się wycofać. Sensacyjnie - kiedy złapany w siatkę człowiek z widowni usuwa trzeci miecz - Aleksander "leży" na tym jednym. PO chwili samoczynnie odpada ostatni, ten spod karku i mistrz lewituje w powietrzu. Szczyt magicznego realizmu, tylko z trudem dopatruję się tutaj przesłania. Osiągnął doskonałość duchową czy co ?

    CO dalej ?

    Spotykają się po raz ostatni, Braciak i Aleksander, w jakimś opuszczonym, ale świetnie zaanrażowanym domu, w wielkim pokoju bez mebli.; I rozmawwiają.

    I wtedy Barciak opowaida o sobie. Jest ojcem, ktory porzucił swojego syna, kiedy okazało się, ze chłopiec nie widzi. Nie zniósł presji otoczenia, ciekawskości ludzkiej, z którą codziennie musiał się konfrontować. Uciekł. Zostawił zonę i dzieciaka. Jak było widać, dba tylko o to, by podsyłać/podrzucać im pieniądze. Stchórzył, poddal się, poszedł precz. Z nieustanną myślą, że trzeba wrócić. Tylko jak, kiedy ? Jak zdobyć się na odwagę ?

    Obaj są więc TACY SAMI. Mają ten sam strach w sobie przed odpowiedzialnością za innych ludzi.

    BRaciak wraca do domu. MOże to Aleksander, jego pesymizm, jego upadki, pomagają mu podjąc decyzję. Chłopiec go poznaje na słuch, "Tata !" woła i rzuca mu się na szyję. A żona nic nie mówi, tylko zabiera jego plecak i akordeon, a Braciak wzruszony "przeprasza" i obejmuje syna.

    ALeksander szuka Ani ale nie ma jej w pracy. Dostaje tam zresztą gromy od jej szefowej "Mało już pan jej krwi napsuł ?".

    CO dalej ?
    ani Aleksander wyjeżdza autobusem marki Autobus w pole. Deliberuje, smyki cisną niemożliwe tony liryczne. A potem podpala tę całą budę. A sam kładzie się na wznak w trawie pośród oceasnu bezkresnych traw. A kamera pokazuje Anię, w oknie. Zejdą się zapewne, tak sugeruje ta zbitka obrazów. I urodzi się im dziecko.

    Generalnie, nie brakuje scen pod tytułem "Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu, wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi". TYle że tutaj w zielonośc bohaterowie wpadają na butach albo rowerem albo i autobusem. Symbol życiowego zagmatowania, niemożności odnalezienia ścieżki, brnięcia przez sploty okoliczności i uczuć niekorzystnych i wystawiajacych na próbę. MOże to zdenerowowało krytyków ?

    Nic to, mimo lekkiego pretensjonalizmu jest to film klimatyczny i ma swoje liczne zalety, na czele z aktorstwem i akcentem pana Ławronienki, konstrukcją postaci Mistrza oraz fruwającymi nożami ;] Muzyka jest znakomita, a zdjęcia robione w plenerach prowincjonalnej przyrody okołoleśnej albo krzewiasto-kwiaciastej są urodziwe. Łeba, Ozorków, Kwidzyn, Tworzyjanki, Gniew, Albertowo, GÓrów Iławiecki, to tylko częśc miejscowośći, ktore posłużyły jako scenografia do tego filmu. No i dialogi, słowa, dylematy postawione i rozegrane bardzo przytomnie, aczkolwiek pewnie i tutaj nie ma nic oryginalnego. Typowy film "zakochaj się na zabój albo o d,pę roztrzaskaj" ;]] ja w to pierwsze wpadłem.

    www.youtube.com/watch?v=7dUL6V1xxEc
  • grek.grek 08.02.15, 15:22
    Siostro, wklej, proszę, swoją recenzję i cytaty :] Ja się dopiszę do Ciebie jutro. Dzisiaj dopiero będę oglądał, nie czekaj na mnie :]
  • siostra_bronte 08.02.15, 15:27
    OK :) Zresztą jutro mogę mieć problemy z dostępem do komputera. Ale może nie powinieneś tego czytać, bo to baaardzo dokładny opis i tylko zepsułbyś sobie całą przyjemność!

    Przy okazji, wykonałeś dzisiaj 300% normy. Nie nadążam z czytaniem :)
  • siostra_bronte 08.02.15, 15:49
    Mogę tylko powtórzyć: rewelacja!! Oficjalnie wpisuję "Dziewczynę.." na listę moich ulubionych komedii :)

    Kapitalne, przezabawne dialogi to największa siła tego filmu. Niewiele się tutaj dzieje, akcja rozgrywa się w kilku wnętrzach na krzyż. Bohaterowie głównie gadają, ale za to JAK! Co za scenariusz!! Widać jego teatralną proweniencję, ale to absolutnie nie przeszkadza.

    Wspaniałe aktorstwo całej ekipy. Rossalind Russel jest znakomita w roli przebojowej, wygadanej Hildy. Wstyd się przyznać, ale to pierwszy film z jej udziałem jaki widziałam. Cary Granta (Walter) nigdy specjalnie nie lubiłam, ale w roli cynicznego wydawcy sprawdza się znakomicie.

    No i jeszcze cała galeria świetnych aktorów drugoplanowych. Reporterzy z pokoju prasowego zabawnie komentują wydarzenia, tudzież biegają we wszystkie strony w poszukiwaniu newsów. Jest jeszcze zabawny, ciągle przestraszony szeryf (Gene Lockhart) i komiczny urzędnik, wciąż wspominający o żonie, pan Pettibone (Billy Gilbert). Naprawdę, można tylko podziwiać ich aktorstwo.

    Widać rękę znakomitego reżysera, Howarda Hawksa, który potrafił zapanować nad tym całym zamieszaniem i stworzyć naprawdę wspaniałą komedię. Przypominam, że to rocznik 1940!

    Musiałam zanotować te teksty, bo naprawdę na to zasługują. Uwaga, będzie dłuugie :)

    Walter dowiaduje się, że Williams nie będzie ułaskawiony. „Zadzwoń do gubernatora” prosi Duffy’ego (swojego współpracownika). „Nie mogę. Pojechał łowić ryby” odpowiada Duffy. „Ile może być miejsc do łowienia ryb?”. „Przynajmniej dwa: Atlantyk i Pacyfik” (dosłowne tłumaczenie jest zabawniejsze).

    „Masz staromodny pogląd, że rozwód trwa wiecznie, „dopóki śmierć nas nie rozłączy” mówi Walter do Hildy.

    Walter chce przekonać Hildy, żeby wróciła do gazety, proponuje coraz wyższą pensję. „Ile tam ci płacą?” pyta. „Nie ma żadnej konkurencji” przyznaje kobieta. „Wracasz do poprzedniej pensji. Szantażystka” oburza się Walter.

    Hildy opowiada o narzeczonym: „Chce mieć dom i dzieci”. „Sam za niego wyjdę” oświadcza Walter.

    Walter wita się ze staruszkiem, którego bierze za narzeczonego Hildy. Do rozmowy wtrąca się Bruce i przedstawia się. Walter pyta staruszka: „Czy to pańska sprawa?”. Staruszek zaprzecza. „To dlaczego się pan wtrąca?” pyta Walter.

    „Sugerowałaś, że wychodzisz za starca” tłumaczy się Walter. „Naprawdę? dziwi się Hildy. „Nie w sensie wieku” odpowiada pokrętnie Walter.

    W trakcie rozmowy w restauracji Hildy opowiada o podróży do Albany. „Matka też jedzie” mówi Hildy. „Przecież kopnęła w kalendarz” dziwi się Walter. „Jego matka” mówi Hildy. „Ulżyło mi” odpowiada Walter.

    Bruce mówi o Walterze: „Potrafi czarować”. „To u niego naturalne. Jego dziadek był wężem” odpowiada najzupełniej serio Hildy.

    „Powiesiłby własną babcię za reelekcję” mówi Hildy o burmistrzu.

    Walter dzwoni do Duffy’ego. „Jak zatrzymać pociąg o 4-tej do Albany?” pyta. „Dynamitem?” odpowiada Duffy.

    „Sweeneyowi urodziły się bliźniaki. Straszne…Pewnie pije gdzieś z radości” opowiada Walter, oczywiście kłamie jak z nut.

    Hildy o badaniu Waltera dla ubezpieczenia: „Zobaczymy ile dadzą za to truchło”. „Jestem w świetnej formie” protestuje Walter. „Nie chwal się” karci go Hildy.

    „Szeryf zatrudnił 200 krewnych, żeby bronili miasta przed Armią Czerwoną, która wychodzi z Moskwy” relacjonuje jeden z reporterów w pokoju prasowym. Zresztą ten strach przed „czerwonymi” wciąż się przewija w rozmowach.

    Hildy wita się z reporterami. „Jutro wychodzę za mąż” oznajmia. „Znowu?” dziwią się dziennikarze.

    Jeden z reporterów o skazanym Williamsie: „Jeżeli był normalny to zwariował od tych ciągłych badań”.

    cdn...
  • siostra_bronte 08.02.15, 15:54
    Walter snuje przed Brucem wizję starości Hildy. „Siwowłosa, w fiolecie i starych koronkach. Staruszka. Widzisz ją?”. Potem udaje, że roni łzę. Bruce też się wzrusza i głośno wydmuchuje nos w chustkę. Walter patrzy na niego z niesmakiem.

    Do pokoju prasowego wpada szeryf. „Co tu się dzieje?” pyta. „Bruce w opałach”, „lwica broni lwiątka”, „mamusia wyciera nosek” padają odpowiedzi reporterów.

    Reporter pyta szeryfa, czy nie można by powiesić Williamsa o 5-tej rano, żeby zdążyć na poranne wydania gazet. „Nie mogę powiesić faceta we śnie, żeby zadowolić prasę.(…) Bądźmy humanitarni” odpowiada szeryf.

    Szeryf rozmawia z lekarzem, badającym Williamsa o komunikacie dla prasy. „Może wspólne zdjęcie?” pyta. „Uścisk dłoni. Jestem niefotogeniczny” odpowiada lekarz.

    Hildy robi Walterowi awanturę przez telefon. „Nie napisałabym dla Ciebie nawet o pożarze Rzymu!”.

    Zabawna, trochę slapstickowa scena, kiedy po strzelaninie Hildy biegnie za jakimś facetem, chyba z więzienia, żeby się od niego czegoś dowiedzieć i powala go na ziemię :)

    Evangelina, blondynka, znajoma Louisa, pyta Waltera jak wygląda Bruce. „Jak ten aktor Ralph Bellamy” (Bruce’a gra właśnie ten aktor).

    Bruce po raz kolejny wylądował w więzieniu, tym razem za molestowanie. Hildy wypytuje go przez telefon. „Taak, blondynka. Bardzo blond” opowiada Bruce.

    „Gadzina…Nie ty!” Hildy krąży między telefonami do Waltera i Bruce’a.

    „Śpi pan w czerwonej piżamie?” reporter wypytuje burmistrza.

    „Lenił się 40 lat, a teraz zmienił się w Tarzana” mówi burmistrz o gubernatorze, którzy wydał ułaskawienie Williamsa.

    „Evangelina nie jest albinoską. Urodziła się w tym kraju” oburza się Louis na słowa Hildy.

    Wściekła matka Bruce’a w pokoju prasowym wypytuje o mordercę, którego miała znaleźć Hildy. „Który to? Wszyscy wyglądają na zabójców” mówi o reporterach.

    Walter każe Louisowi zabrać matkę Bruce’a z pokoju. Louis grzecznie się jej przedstawia, podaje rękę, a potem zarzuca na ramię i wynosi z pokoju. Kobieta piszczy, więc Walter wciska jej chustkę do ust. Instruuje Louisa, żeby z nikim się nie kontaktowała. „Powiedz, że ma tyfus”.

    Po ucieczce Williamsa Walter dzwoni do redakcji, żeby wyrzucić wszystko z pierwszej strony. „Co mi tam wojna w Europie!”, „korytarz w Polce też”, „historię z kogutem zostawić”, „Hitlera przenieść na stronę z dowcipami” poleca Walter.

    Walter otwiera biurko i pyta Williamsa czy ma powietrze. „Mało” odpowiada nieszczęśnik. Walter macha więc ręką w jego kierunku jakby to miało dostarczyć mu więcej powietrza.

    Do Waltera i Hildy przychodzi niejaki Bensinger. Walter chce go wykorzystać. Dzwoni do redakcji: „Wysyłam do was Bensingera. Poeta…Oczywiście, że nie. O Szekspirze pewnie też nie słyszałeś”.

    Walter namawia Hildy, żeby została, bo to historia, dzięki której może zrobić karierę. „Będziesz miała swoją ulicę, pomniki w parkach (tutaj Walter udaje statuę), wypuszczą cygara” kusi Walter.

    „To największe wydarzenie w historii dziennikarstwa od czasu kiedy Livingstone odnalazł Stanleya!” rozkręca się Walter. „Było odwrotnie” poprawia go Hildy.

    „Ty siwowłosa lisico!” krzyczy Walter do matki Bruce’a, która ucieka w popłochu.

    W ferworze dyskusji Walter stuka trzy razy w biurko, a Williams odpowiada na hasło. Walter zdaje sobie sprawę z wpadki (Cary Grant robi tutaj zabawną minę).

    W pokoju prasowym pojawia się po raz kolejny urzędnik z ułaskawieniem Williamsa. „Niech pan opowie całą historię” prosi go Walter. „19 lat temu ja i pani Pettibone…” zaczyna urzędnik. „To może pan pominąć” ponagla go Walter.

    :)))

    Naprawdę, tekstami z tego filmu można by obdzielić z 10 współczesnych komedii, a to chyba i tak wersja optymistyczna :)




  • siostra_bronte 08.02.15, 16:23
    *Walter karze Louisowi...
  • barbasia1 08.02.15, 22:11
    Mam nagraną "Dziewczynę ..." jak obejrzę, postaram się dopisać do tego wątku.
  • grek.grek 08.02.15, 17:49
    dzięki, Siostro, zaszalałaś :] O TO CHODZI ! :]

    zatem, przeczytam zaraz po obejrzeniu filmu, a jutro spróbuiję coś dopisać od siebie, chociaż
    jestem pewien, że wspaniale wszystko opisałaś i czeka mnie zagwozdka - co tu dodać :]
  • grek.grek 09.02.15, 13:38
    jestem pod wrażeniem, Siostro, wypisałaś chyba wszystko :] a jak nie wszystko, to 99 %.

    przychodzą mi do głowy jeszcze dwa momenty : kiedy Bruce wypisuje Walterowi polisę ubezpieczeniową i ciągle stara się upewnić, że to on [Bruce] będzie teraz dbał i utrzymywał
    Hildy, podczas gdy Walter nonstop wrzuca sugestywnie teksty, że wcześniej sam to robił i
    to z sukcesem.

    finałowa scena, kiedy Hildy i Walter są skuci kajdankami i radosny burmistrz z radosnym szeryfem ogłaszają im, że za ukrywanie Williamsa [w biurku, rewelacyjny koncept, hehe] pójdą siedzieć na co najmniej 10 lat - po chwili zjawia się umyślny z ułaskawieniem jakiego [chyba gubernator ?] udzielił Willamsowi, a wtedy Hildy i Walter grają na nosie szeryfowi i burmistrzowi, że to raczej im te 10 lat grozi :] Ofk, sytyuacja zmienia się o 180 st. w ciągu 2 minut.

    rozbawiła mnie też sama ta akcja z Williamsem w biurku, bo od momentu kiedy znajduje go tam Hildy w pokoju robi się coraz tłoczniej, aż wreszcie poczciwy zbieg zostaje zdemaskowany, czy też - sam się demaskuje [to on puka od środka, bo się dusi z braku powuetrza ? jak napisałas, Walter próbuje go ratować i udaje, że sam pukał w trakcie retorycznego uniesienia, ale mleko się rozlało].

    przekomiczne są perypetie Bruce'a, który raz że kompletnie nie pasuje do żywiołowej pasjonatki Hildy, a dwa - co chwila Walter pakuje go do więzienia :] Najpierw wrabia go w molestowanie [Bruce i molestowanie, już samo to jest zabawne], a później obrót nielegalnymi pieniędzmi. Biedny człowiek ;]

    Nikt nie ponosi kary, nikt nie ginie [nawet panna skacząca z okna], nawet matka Bruce'a zamiast byc na szpitalnym łózku, jak donoszą Hildy koledzy po fachu, zjawia się cała i zdrowa w budynku sądu. I oskarża Waltera, że "DOWODZIŁ ludźmi, którzy ją porwali" :]] OPisałaś to znakomciie.

    właściwie od pierwszej do ostatniej minuty jest to wspaniała, błyskotliwa komedia, bez jednego choćby słabego momentu.

    a chemia między duetem Russell-Grant jest zabójcza. Cary Grant pięknie zrzuca kostium cacanego amanta, robi trafione miny, ma wdzięk wesołego szelmy w najlepszym garniturze i roluje biednego Bruce'a na wszystkie sposoby oraz pogrywa z Hildy, najpierw zatrzymując ją w redakcji obietnicą świetnego tematu na reportaż, a już po wszystkim, sugerując że teraz mozę już wyjechać, doskonale wiedząc w obu przypadkach, że osiągnie zamierzony efekt, bo ciekawoskość i pasja dziennikarska Hildy wezmą górę nad planami spokojnego życia z dala od mediów. a mrs Russell... sama energia i urok ekranowy, ten specyficzny styl bycia, który także polskie aktorki przedwojenne prezentowały z wielkim powodzeniem i do dziś można się uśmiechnąć oglądając je w akcji. No a scena, kiedy biegnie ulicą zadzierając sukienkę do pół uda :] U nas by chyba jednak na to nie wpadli, a szkoda :]

    akcja z Williamsem w biurku - mistrzostwo. A sam Williams doksonale namalowany, chudy mały facio z wąsem. nawet [wówczas - rzekomy, a póxniej - żaden] bandyta jest zabawny poczynając od fizjonomii.

    przy okazji, świetne są sceny z reporterami. Zwłaszcza w końcówce, kiedy z jednego pokoju trzech z nich nadaje osobne relacje z pościgu i złapania Wiliamsa i każdy z nich przedstawia inną wersję wydarzeń :]

    słowem - perfekcyjna rzecz.

    Dzięki, SIostro, możliwe że nigdy bym nie wpadł na ten film, gdybyś nie zwróciła na niego mojej./naszej uwagi :] A byłoby szkoda.
  • siostra_bronte 10.02.15, 14:28
    Haha, dzięki Greku, ale to na pewno jest mniej niż 99% :)

    Jest jeszcze kilka świetnych scen, które wcześniej pominęłam. Na przykład cała rozmowa szeryfa i burmistrza z panem Pettibone, który przyniósł dokument o ułaskawieniu. Urzędnik broni się rękami i nogami przed nową pracą :)

    Albo kiedy Walter prosi Bensingera o napisanie wiersza z punktu widzenia zbiega. Robi przy tym śmieszne miny, jakby chciał go wystraszyć. Bensiger szybko wczuwa się w klimat i sam gra przestraszonego. "Coś w stylu Jacka Londona?" :)

    Na odchodnym Bensinger chwali się znajomością j. francuskiego. "Au revoir, mon capitaine" salutuje poeta. "Bonjour" odpowiada Walter :)

    Mogę się tylko zgodzić z Twoimi uwagami :)

    Tak, chemia między Hildy i Walterem jest niesamowita, a jednak szkoda mi Bruce'a. Dlaczego kobietom tak trudno docenić porządnego, troskliwego faceta? :) Zresztą związek tak silnych osobowości na dłuższa metę może być męczący. Przewiduję drugi rozwód :)

    Wiesz, to był czysty przypadek. Zobaczyłam zajawkę filmu przed "Poznasz przystojnego...". Inaczej w ogóle nie zauważyłabym "Dziewczyny..." w programie. Dwa filmy pod rząd i to premierowo, rzadko to się zdarza.
  • grek.grek 11.02.15, 17:02
    hehe, możliwe, ale wątpię ;']]

    haha, to prawda. świetny ten moment "wczuwania się Bensigera", który Walter inspiruje własnym udawanym "natchnieniem" :]

    yes, Bruce pada ofiarą starego jak świat prawidła, że stara miłośc nie rdzewieje :] wydaje mi się, że Hildy nie odrzuca go z powodu jego fajtłapowatej poczciwej troskliwości, ale dlatego że po prostu błędnie oceniła własną chęć prowadzenia statecznego życia u boku statecznego męża. Jej żywioł, to dziennikarstwo, śledztwo, pakowanie się w kłopoty. Bardziej chyba o to chodzi, niż o zalety/wady Bruce'a... Jak sądzisz ?

    zatem - niech żyją przypadki ! :]
  • pepsic 09.02.15, 21:52
    Brakuje mi do kolekcji zabawnej scenki sytuacyjnej, kiedy Walter zapoznaje się z narzeczonym Hildy i spoglądając ironicznie i z udawanym zatroskaniem na parasol pyta: zawsze wychodzisz z domu z parasolem? (że niby taki przezorny, poukładany, w domyśle nudny)

    Nie mogę powiesić faceta we śnie, żeby zadowolić prasę.
    Nr 1 jak dla mnie, choć deczko inaczej zapamiętam:)

    Ps. Siostrę muszę Cię zmartwić, z przyczyn niezależnych obejrzałam tylko część. Rzeczywiście bohaterowie robią dobrą robotę, jakkolwiek Cary Grant wydaje się być bardziej naturalny w tej komediowej roli od Rosalindy Russel, cokolwiek tu zbyt teatralnej.
  • siostra_bronte 09.02.15, 23:20
    Yes, Walter komentuje kalosze Bruce'a, że jest przygotowany na każdą sytuację :)

    Cytat z wieszaniem we śnie jest dosłownym tłumaczeniem z oryginału, dostępnego na youtubie. Posiłkowałam się nim robiąc notatki (głównie z początku filmu potem tempo jest tak podkręcone, że trudno coś zrozumieć).

    Oj, to szkoda. Ale mam nadzieję, że jeszcze będziesz miała okazję obejrzeć cały film.
  • grek.grek 08.02.15, 17:55
    szybka piłka z dnia 3, zapewne dopiero jutro będzie więcej tego stuffu, niedziela, ach niedziela :]

    film.onet.pl/wiadomosci/berlinale-2015-dzien-trzeci-kurt-cobain-swiecki-swiety/x6evy
    www.filmweb.pl/article/BERLINALE+2015%3A+Anioły+i+demony-109668
  • barbasia1 08.02.15, 22:04
    Zabiorę się do czytania od przyszłego tygodnia. :)
  • grek.grek 09.02.15, 13:43
    świetnie :]

    linki będą tu sobie lezały i czekały ;]
  • pani_lovett 09.02.15, 23:53
    Dziękuję Tobie / Wam!
    Muszę się dopiero rozkręcić! :))

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka