Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 3 (vol. 53)

01.03.15, 14:49
No, Kochani, chyba dzięki Oscarowym filmom i typowaniu głównie, ale nie tylko, wątek lutowy 'dogonił' właściwie styczniowy - pięknie, prawie 900 wpisów!

A tymczasem już dziś mamy marzec - wiosna się zacznie, a z nią nowe ramówki, nowe filmy (miejmy nadzieję ;) i seriale.
Fankom Downton Abbey przypominam o zmianie dnia i godziny emisji - soboty, 15.35 - sezon 4.

--
Maniaczytania - blog
Edytor zaawansowany
  • maniaczytania 01.03.15, 14:55
    to na początek, jak zawsze, propozycje kinowe dwójkowego cyklu

    5 marca - "Take this Waltz" z Michelle Williams
    12 marca - "Sponsoring" reż. M. Szumowska - J. Binoche i J. Kulig w głównych rolach
    19 marca - "Wielki Liberace" - pamiętam czyjąś ciekawą recenzję (wstyd, że nie pamiętam czyją), będzie szansa nadrobić :)
    26 marca - "Bejbi blues"

    całkiem ciekawe ...
    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 01.03.15, 15:35
    dzięki, Maniu :]

    żadnego z tych 4 filmów nie oglądałem, ale za to o wszystkich słyszałem.

    skaczę bezapelacyjnie 4-krotnie ;]

    o "Wielkim Liberace" zajmująco pisała Mozambique.
    nie ma litości, tuż przed emisją 19 marca - przypomnimy :]
  • siostra_bronte 01.03.15, 15:40
    Yes, tym razem ciekawe propozycje :)
  • grek.grek 01.03.15, 15:45
    a zatem...

    www.youtube.com/watch?v=uyTVyCp7xrw

    ;]
  • maniaczytania 01.03.15, 15:00
    to może tak w skrócie ;)

    tvp1-"Strażacy" (pilot był słabiutki), "Uwikłani" (serial kryminalny na niemieckim formacie), "Talianka" (serial rosyjski z Joanną Moro w głównej roli), "Agenci T.A.R.C.Z.Y." (to jest coś, co ja będę oglądać, w końcu to agenci z Avengers ;) );
    tvp2 - "Służby specjalne" (5 odcinków - to może być ciekawe), "Krew z krwi" (drugi sezon!);
    tvn - "Mąż czy nie mąż", "Nie rób scen"
    axn - "Podejrzany"
    --
    Maniaczytania - blog
  • ewa9717 01.03.15, 15:04
    zabija taki świetny serial jak Downton Abbey, dając go w sobotę o 15.30?????????????????
  • grek.grek 01.03.15, 15:41
    "serial kryminalny na niemieckim formacie"

    brzmi przerażająco :]
    Anna Mucha w obsadzie, czy tak ?
    chyba widziałem jakiś zwiastun w TVP.

    czuję, że będzie to noa wersja "Komisarza Alexa", tudzież "Kryminalnych" z TVN.
    W-11 - tyle,że z aktorami :]

    "Służby specjalne" - skoro TVP puszcza, to znaczy że nie mogą być specjalnie agresywne wobec
    kół rządowych ;]

    swoją drogą, prezes TVP zapowiedział w zeszłym roku, że po dwóch sezonach "Homeland" - trzeciego nie kupują, bo "oglądalnośc nie dopisała". stawiają na Annę Muchę i psa, który łapie przestępców, hehe. a ponoć IV sezon "Homeland" jest doskonały. byle jakoś przez trrzeci się przeczołgać.

  • maniaczytania 01.03.15, 16:00
    grek.grek napisał:

    > "Służby specjalne" - skoro TVP puszcza, to znaczy że nie mogą być specjalnie agresywne wobec kół rządowych ;]

    Obejrzyj, to się przekonasz ;)

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 01.03.15, 16:03
    film czy serial ? :]
    film mam namierzony, ale jakoś nie mogę się zebrać... ciągle mam wrażenie, ze ktoś mnie robi
    w konia, i że dobra wcale nie ma 24 godzin, bo jakby miała to przecież zdążałbym ze wszystkim, prawdaż ? :]

    poza tym, powinno się rozmiar doby zwiększyć do 29 godzin, inaczej zawsze tych 5 zabraknie, hehe.
  • siostra_bronte 01.03.15, 15:46
    To ja wyprzedzę Manię :) Moje propozycje:

    poniedziałek - Ale Kino - "Mroczny cień sprawiedliwości" (świetny duet Odman-Bacon)
    wtorek - Ale Kino - "Na zawsze Lawrence" Dolana (niestety o 13.15)
    czwartek - Polsat - "Most na rzece Kwai" Leana (znowu po nocy!)






  • siostra_bronte 01.03.15, 15:49
    *Świetny duet Oldman-Bacon.
  • grek.grek 01.03.15, 16:08
    świetny zestaw, aż żałuję że nie mam Ale Kino. za to powtórkę "Mostu..." z chęcią sobie zaordynują, mam nadzieję.
    o, btw, podaj 2 tygodnie temu POlsat powtarzał "Damę z Szanghaju", zauważyłaś ? Ofk, tak jak w przypadku pierwotnej emisji - chyłkiem oraz po nocy ;]

    liczę i liczymy na Twoje recenzje, Siostro :]
  • siostra_bronte 01.03.15, 16:18
    Tak, Ale Kino to świetny kanał. Pamiętam, że poprzednio obejrzałeś tylko część "Mostu...", więc nie napisałeś recenzji.

    No właśnie, ciekawe, że znowu powtórzono "Damę..."

    Postaram się obejrzeć dwie pierwsze pozycje :)
  • grek.grek 01.03.15, 17:56
    a wiesz, że zupelnie zapomniałem o tym fakcie... tym bardziej muszę obejrzeć po raz drugi.
    powtórzono nie tylko "Damę...", wcześniej była też powtórka "Nagle, zeszłego lata" :]
    szkoda, ze z pokazywania tych klasycznych filmów Polsat nie zrobił stałej pozycji w ramówce,
    a zamiast tego wrzuca je od przypadku do przypadku.

    świetnie :]
  • maniaczytania 01.03.15, 16:35
    :)

    poniedziałek - tvp1 20.25 - Inka 1946; tvp2 22.50 - Polskie Nagrody Filmowe Orły 2015 (ciekawe, ciekawe ;) )
    wtorek - polsat 20.05 - Slumdog, milioner z ulicy
    czwartek - tvp kultura 21.15 - New York, New York, a jeśli chcecie obejrzeć, typowo dla rozrywki, dobrą komedię sensacyjną, to polecam tv puls - 20.00 Tower Heist: Zemsta cieciów. tytuł niezbyt zachęcający, Ben Stiller w głównej roli też niekoniecznie, ale piętrowa intryga, jak odzyskać pieniądze na emeryturę, zdefraudowane przez właściciela apartamentowca (Alan Alda) -naprawdę świetna. To film w stylu Ocean's Eleven, Włoska robota, itp.

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 01.03.15, 18:02
    "Zemsta cieciów" ? :] omg...
    widziałem kiedyś coś w podobnym stylu, chyba ! :"], ale nazywało się to "Niebieskie kołnierzyki", reżyserem był Paul Schrader i tam chodziło o skok na kasę szefostwa związków zawodowych, jaki planują czterej członkowie...tychże samych związków zawodowych [w General Motors, o ile się nie mylę]. Grał Richard Pryor, Yaphet Kotto i Harvey Keitel.

    świetne gagi, ale i wymagająca i nasycona społecznymi wątkami fabuła.
    jesli znajdę ten film w sieci, to chętnie go zaprezentuję :]
  • grek.grek 01.03.15, 16:01
    20:05

    macie ten sam wyraz zaskoczenia w oczach, co ja czytając ramówkę ? ;]

    nasi już widzieli i recenzowali [zachęcająco] [brawo, Maniu] :

    forum.gazeta.pl/forum/w,14,146170439,146388145,Jezdziec_znikad.html
    warto skoczyć, przekonać się co w trawie piszczy :]







  • siostra_bronte 01.03.15, 16:05
    Depp znowu w przebraniu i pełnym makijażu? Nie, dziękuję :)
  • grek.grek 01.03.15, 18:03
    haha :] orajt.
    ja jestem chyba bardziej na "tak", hehe, może to nęcąca woń młodocianej [2013...]nowości tak działa ? :]

    [ale zabrzmiało, uff...]
  • grek.grek 03.03.15, 13:39
    mimo wszystko odwazyłem się skoczyć ;]

    fabuła jest czysto pretekstowa : biały prawnik i idealista Reid oraz Indianin Tonto poznają się przypadkiem, potem los łączy ich ich ścieżki, a że obaj chcą się zemścić na tych samych ludziach, to zostają partnerami.

    Polują na braci Cavendishów, którzy mają na sumieniu życie współplemieńców Tonto i brata Reida. młodszy Cavendish to zwykły bandyta, ale za to drugi, to cwaniak w białych [do czasu] rękawiczkach, który robiąc za rzetelnego urzędnika i filar społeczności próbuje zagarnąc tereny indiańskie, na których przed laty odkrył duże złoża srebra. Przy okazji zatem Tonto i Reid mogą pomóc w ukróceniu miakiawelicznych planów przeciwnika.

    w istocie chodzi tu o nieustanną akcję. Najchętniej na dachu pędzącego pociągu :]

    Ikonografia Dzikiego Zachodu w pełnej krasie : saloony, burdele, miasteczko jak z podręcznika, prerie, wąwozy, rewolwery, indiańskie wigwamy, indiańscy wojownicy, bitwa z białymi żołnierzami, chińscy pracownicy, stawianie pierwszych kilometrów kolei Far Westu, surduty, indiańskie barwy wojenne, magiczne rytuały Komanczów... wszystko jest. Nawet karabin HOtchkisa, którym biali zołnierze odpierają atak indiańskich wojowników. Swoją drogą, wydaje mi się, że ten karabin wszedł do użytku na Dzikim zachodzie w latach 80-tych, a tutaj akcja ponoć odbywa się na początku lat -10-tych. ale mniejsza z tym.

    Depp gra Indianina Tonto, więc zachowuje pośród tych szalonych wygibasów i pod gradem kul, strzał z łuku i cholera wie czego jeszcze, całkowicie kamienny spokój, dzięki czemu przypomina to w jego wykonaniu błazeńskie naśladownictwo Bustera Keatona.

    Helana Bonham Carter ma rolę burdelmamy strzelającej z karabinu wmontowanego w sztuczną nogę z kości słoniowej, której lufa mieści się dokładnie w obcasie :] musi to być karabin sporego kalibru, bo spustoszenie sieje niczym granatnik ;]

    Ruth Wilson gra wdowę po zabitym bracie Reida i też ma scenę, w której strzela z karabinu.

    Jak bohaterom kompletnie już nie idzie i nie mogą się wydostać z potrzasku - zjawia się magiczny biały koń, który zachowuje się jak wcielenie człowieka i wyciąga ich za uszy z opresji.

    Reid i Tonto ofk lubią sobie czasami dogadać, ale wspołpracują zawodowo i uzupełniają się należycie. Co musi prowadzić do konkluzji, że nawet po ostatecznym zwycięstwie [nie spoileruję, bez obaw, od początku wiadomo, że muszą wygrać :] to o co chodzi w tym filmie mieści się dokładnie na drodze do tego przewidywalnego jak amen w pacierzu sukcesu] zostaną razem i ruszą w dalszą drogę, aby szerzyć sprawiedliwość.

    strzelaniny, zapasy i gonitwy po dachu pociągu, który zmierza prosto w przepaść... pociąg spadający w przepaść... Depp na wysokiej drabinie lawirujący pomiędzy dwoma pociągami równiolegle pędzącymi obok siebie... Depp i Reid wkraczający do "night clubu" z epoki ;]... no i scena w ogóle nie do zagięcia, kiedy zakopani po szyję, z głowami ponad ziemią Tonto i Reid przeżywają galopadę kawalerii amerykańskiej, a zaraz później atak całej rodzniny wielgachnych skorpionów. O ile Reid panikuje, o tyle Tonto zachowuje spokoj olimpijski, czyli - jak zwykle. Komiczna jest też scena, kiedy Tonto zasuwając drezynką [za pomocą przezbawnego "pompowania"] , pod ostrzałem kul i strzał z łuku, zasuwa po torach by uratować Reida, który własnie uniknął rozstzrelania przez pluton egzekucyjny. Dookoła rwetes, bitwa i strzelanina, a on pompuje tą drezynką ile sił w nogach, a że porusza się mimo wszystko wolno, LECZ jakże nieuchronnie - cała scena jest paradna.

    długo by można wymieniać poszczególne sceny i kolejne ekwilibrystyki czynione przez bohatrerów. W finałowej sekwencji, jakże efektownej, mamy dynamiczną muzyczkę z "Bonanzy", więc akcja jest tym szybsza i nieustająca.

    No i koniecznie warto dodać wyrazy uznania dla charakteryzatorów, którzy zrobili z Deppa rasowego KOmancza, z martwą wroną na głowie, która dziwnym trafem ani razu mu z tej głowy nie spada, mimo akrobacji jakie Tonto wykonuje ;] Dobrzy się też ci bad guys, czyli banda młodszego Cavendisha, brudni, brzydcy, a już zwłaszcza sam Cavendish, z gębą tak odrażająco przypominającą szczura, że ze świecą drugiej takiej facjaty szukać w filmach :]

    doskonała praca kamery, ludzie włożyli w ten film sporo inwencji, o wielkie przesłania nie chodziło, miała być rzutka akcja i jest. aktorzy, Depp, Tom Wilkinson, panie Wilson i Carter i reszta towarzystwa bawią sie znakomicie, a jak się człowiek odpowiednio nastawi i pozwoli unieść tej fali, to też nie pożałuje [co mówię bazując na własnym odczuciu, hehe].
  • grek.grek 03.03.15, 13:44
    trailer :
    www.youtube.com/watch?v=JjFsNSoDZK8

    no i muzyka z finałowej rozgrywki, nie wiem czy to "Bonanza", czy klasyka operowa, Staruss czy cokolwiek innego ;], na pewno łatwiej ode mnie się w tym zorientujecie. Trzymajcie się foteli, gramy :

    www.youtube.com/watch?v=RZIVphczMbY
  • maniaczytania 03.03.15, 18:44
    uff, cieszę się, że Ci się podobało :)
    I zgadzam się z Tobą - to rozrywka w czystym wydaniu ;)

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 04.03.15, 13:42
    zainspirowała mnie Twoja recenzja :]

    dobra zabawa, bez dwóch zdań.
    sprawne, dynamiczne kino, z niezłą dawką humoru sytuacyjnego - idealne na rozluźnienie... wszystkiego ;]
  • grek.grek 01.03.15, 18:14
    22:30

    polska piłka nozna, czyli temat dośc bolesny...;]

    tutaj rzecz jest dokumentalna - sprawny reżyser Marcin Koszałka kręci się z kamerą wokół reprezentacji POlandu przygotowującej się do Euro 2012 - zagląda za kulisy, nagrywa codzienność tej drużyny jako organizmu i zawodników pojedynczo.

    a potem, to już wiemy co było... nic się nie stało, POlacy, nic się nie stało, nic się nie staaaałoooo, Polacy nic się nie stałooooo ;]
    jak pięknie wtedy śpiewała cała Polska... :]]

    chyba wolałbym zobaczyć taki film nagrywany po mistrzostwach. tytuł mógłby brzmieć "Mogłes być legendą, człowieku !" :]

    [z tego co słyszałem "Będziesz legendą..." jest bardzo poprawne i nie ma w sobie
    żadnych ujęc i historii wychodzących poza kanon]

    jak tu skoczyć, skoro tyle... tego wszystkiego ? :]
  • siostra_bronte 01.03.15, 18:26
    No nie! Znowu to samo. W Teletygodniu o tej porze jest dokument Pawlikowskiego.
  • grek.grek 02.03.15, 13:36
    interesująca wizja przyszłości, z wątkami lewicującymi ;]

    W swiecie przyszlości walutą jest czas. Czas życia. Każdy obywatel ma na przedramieniu elektroniczny zegar, który wyświetla ile zostało mu do śmierci.

    Czaseem się płaci, spełnia funkcję pieniądza. Za żeton telefoniczny - minutę. Za przejazd na rogatkach - tydzien, za potencjalną 10-minutową usługę prostytucyjną - 2 tygodnie. I tak dalej. Łapówki też się wręcza w tej formie. Hazarduje się czasem. W bankach na kontach gromadzony jest czas. Wszystko jest czasem i wszystko jest za czas.

    Oczywiście, rzecz owa najcenniejsza nie jest dozowana po równo wszystkim. Świat dzieli się dwie strefy. Metropolię, gdzie żyją bogacze i elity, które mają po tysiąc i więcej lat oraz getto, gdzie ludzie walczą o każdy dzień. Czas bywa kradziony, spedcjalizują się w tym gangsterzy, którzy napadają i wyzerowują ludzi dysponujących jakąs większą ilością czasu. Jest też policja czuwająca nad tym, by czasu nie kradziono. Co ciekawe, wszyscy dożywają 25 roku życia i od tego momentu wcale się nie starzeją. Żyja i umierają wyglądając tak samo. W ten sposób teściowa, córka, dziadek, wnuczek, prababka - wszyscy prezentują się młodo i prężnie, a naturalna śmierć następuje za pomocą nagłego wstrząsu, kiedy zegar na przedrameniu pokazuje same zera. Starzeją się tylko umysły...

    I pewnego dnia Will Sales [Justin Timberlake], zwykły chłopak z getta, który żyje "25 lat PLUS 3" i aktualnie dysponuje 3 dniami zycia, spotyka bogatego gościa, który wszystkim stawia i zachowuje się nieodpowiedzialnie. Ktoś kto tak szasta czasem prosi się o problemy.

    Istotnie, zaraz zjawia się gang, który probuje go z tego obrobic, aczkolwiek przywódca cynicznie proponuje mu "pojedynek". "POjedynek"... przy którym asysttuje jego czterech koleżków z bronią. Will pomaga gościowi uciec. Melinuje go w jakimś opuszczonym magazynie. Tam uratowany wyznaje, że zyje już 110 lat, jest tym zmęczony i generalnie chciałby już umrzeć. Ma zegarze zostało mu 116 lat, a on ma dość. Idą spać, a rano Will budzi się z... 116 latami na zegarze. Gośc mu oddał swoje życie [transferu czasu dokonuje się za pomocą przytknięcia przedramion albo za pomocą specjalnych urządzeń]. Sam siedzi na moście i szykuje się do skoku. Zostawił sobie tylko parę minut by tam dojść. Will widzi całą scenę, ale nie może nic zrobić. Gościowi zegar dolatuje do zera, wstrząs i spada w dół. Trup.

    Ojciec Willa był idealistą. Człowiekiem, który cierpiał z powodu niesprawiedliwości, wedle której jedni mają tysiące lat do dyspozycji, a inni umierają z dnia na dzień. Will ciągle go wspomina, jest przesiąknięty tym samym pragnieniem, które oświetlało drogę jego staruszkowi.

    Pogłębia mu się to po śmierci matki, która nie mając 2 godzin życia by nimi zapłacić za autobus, dociera szalonym biegiem [ludzie mający mało czasu wszystko starają się robić szybko] na spotkanie z synem i oddaje ducha w jego ramionach. Matkę gra Olivia Wilde, Trzynastka z "House'a", co tylko pogłębia wrażenie erotycznej dwuznaczności jaką niesie ze sobą zabieg zatrzymania wyglądu bohaterów na pozycji z 25 roku życia.

    Will odwiedza swojego bliskiego przyjaciela, zwierza mu się z tego co zaszło i podarowuje mu 10 lat. A potem wsiada w taksę i jedzie do strefy bogaczy. Pokonuje cztery bramki, przejście każdej kosztuje ROK. To wyjaśnia dlaczego wstęp dla biednych jest tam niemożliwy.

    Kiedy taksówkarz wysadza do w luskusowej dzielnicy [brawa dla twórców, że świat przyszłości wygląda normalnie i bez udziwnień] - Will od razu zrywa się do truchtu. Nawyk z czasów, kiedy miał 48 godzin do śmierci... Zaraz przystaje... teraz może robić wwzystko wolno, tak jak mają w naturze ludzie obdarzeni wieloma latami.

    Zjada w drogiej restauracji, wynajmuje apartament w drogim hotelu, a potem wybiera się do ekskluzywnego, eleganckiego klubu, gdzie wykupuje drogi abonament rozgrywa partię pokera z jakimś nieprzyzwoicie bogatym gościem, jak się za moment okaże jest to Philippe Weis, rekin finansjery. GRają ostro, ostatecznie w puli jest ponad 10 tysięcy lat. Will gra o wszystko i 2 sekundy przed wyzerowaniem zwycięża. Teraz ma do dyspozycji 10 tys lat. Jest zamożnym człowiekiem.

    Weis jest nim zaciekawiony. NIe mniej niż Sylvia [Amanda Seyfried, składająca się z dwóch OCZU i korpusu ;)], jego córka. Weisowie zapraszają go na bankiet w ich domostwie. Will kupuje więc, za cenę 50 lat, drogie auto i pojawia się na tym balecie w obłędnie wypasionej posiadłości.

    Nie wie, że jego tropem podąza policja. Ktoś znalazł trupa, a doskonała superinteligentna sieć monitoringu czasu wykazała, że jego stęzenie bardzo wzrosło w okolicach miejsca tej śmierci. A potem sprawdzają nagrania z monitoringu, dociera do nich info, że jakiś chłopak z getta przedostał się do metropolii. Mają jego twarz i cała resztę. POlicją dowodzi Raymond [Cillian Murphy], uczciwy glina bez poczucia humoru, wierzący w ład świata, którego strzeże.

    Na przyjęciu Will zakolegowuje się z Sylvią : są rówieśnikami, a ona już widziała go w mieście, zwróciła jej uwage jego nadaktywnośc - szybko jadł, szybko chodził, a nawet podbiegał... Tańczą, rozmawiają i ona wyznaje mu, że bogactwo wcale nie jest takie przyjemne - "Nigdy nie zrobimy nic głupiego, nic odważnego, nic fajnego". Pewnie, jak się do stracenia tysiąc lat życia, nikt nie chce umierać mają taką furę czasu. Jej ojciec chodzi zawsze z całą armią ochroniarzy, widać jak się trzęsie nad swoim uprzywilejowaniem. PO drugiej stronie są ci, którzy mają za mało, jeden dzien, dwa, miesiąc...

    Ofk, Will nie wyjechal do metropolii, żeby pożyć jak panisko. Wyjechał, aby narobić problemów, "aby puścić ich z torbami", jest jak jego ojciec, tyle że w przebraniu. Taki Konrad Wallenrood.

    Pokazuje więc Will troszkę życia swojej koleżance. Pływają nago w pobliskim jeziorze. Niby nic, ale zawsze "coś fajnego". Ojciec ją woła, więc wraca, a kiedy Will chyłkiem wraca także - pojawia się Raymond i policja. Biorą Willa na przesłuchanie i oskarżają o zabójstwo i kradzież czasu. Will na to "On mi ten czas podarował. Jestem szczęściarzem, a nie złodziejem". Ale mu nie wierzą. Raymond zostawia mu 2 godziny na zegarze i poleca "na uporządkowanie spraw". Wtedy Will wykorzystuje moment i rzuca się do ucieczki, biorąc Sylvię jako zakładniczkę. Korzystając z jej czasu wraca do getta.

    Ledwie się tam przedostają, a na kolczatce auto przebija opony, wylatuje z szosy i koziołkuje. Mija chwila i już dopada ich gang rabusiów czasu [ten sam co zawsze]. Nieprzytomni Sylvia i Will zostają z 30 minutami do dyspozycji. Budza się i wpadają w panikę. To znaczy - ona wpada, on nie, "bywałem już goły", mówi ze spokojem. Na zegarku 1,5 minuty, odwiedzają jego przyjaciela, tego któremu dał 10 lat. Żona powiada "Jak mu dałeś te 10 lat, to poszedł pić z radości, znaleziono go martwego tego samego wieczora" - za tydzień ludzie się zabijaja, a co dopoiero za 10 lat, zwłaszcza kiedy ktoś się nimi chwali... Poza tym, wystarczy nawet nie ukrywać się dostatecznie dobrze, żeby narobić sobie kłoporów - wszak zegar jest na przedramieniu...

    kilkanaście sekunhd przed wyzerowaniem Will sprzedaje paserowi diamentowe kolczyki Sylvii. Dostają 2 dni, ktre dzielą między siebie sprawiedliwie.

    Will zaprasza ją do siebie na nocleg. Mieszkanie dalekie od luksusów. Sylvia nie była szczęsliwa z tego powodu, że został siłą uprowadzona i sterroryzowana pistoletem, ale tej nocy wiele rozmawiają, Will opwoaida jej o swoim ojcu i jego marzeniu, by czas był równo dzielony między ludzi i wyraźnie Will ją przekonuje do siebie.

    Następnego dnia Will chce ją oddać jej ojcu, w zamian za pokaźny okup. Milion lat. Ojciec się waha, Will czeka przy budce telefonicznej, a wtedy zjawiają się policjanc. Raymodn próbuje aresztować Willa, ale ratuje go... Sylvia, strzelając do policaja i powalając na ziemię. Will orientuje się, że sam Raymond też ma niewiele czasu na zegarze [ofk, policja dostaje "dniówki" z centrali], podarowuje mu kilka swoich godzin, żeby mógł przeżyć.
  • grek.grek 02.03.15, 14:16
    Ciekawe, na marginesie, że Raymond znał ojca Willa. Może i młodo wygląda, hehe, ale w policji pracuje już ponad 50 lat. "Twój ojciec kradł czas, ale to najmniejsze z jego przestępstw, on robił coś dużo gorszego...", powiada Raymond i nie precyzuje, ale niebawem precyzuje to sam Will, który opowiada Sylvii, że jego ojciec po prostu rozdawał czas ludziom. Robin Hood był z niego.

    Sylvia zakochana jest w Willu, ewidentnie, a on w niej, więc nie mogą się rozstać. Po chwilowym unieszkodliwieniu Raymonda - zatrzymują zabłąkane auto jakiejś bogatej paniusi, Terroryzują ją i jej kierowcę, zabierają dużo czasu oraz cenną biżuterię kolczykową, zostawiają 24 godziny do dyspozycji i w długą.

    Plan Willa, w którym Sylvia chce mu dopomóc, ma być hołdem dla ojca. Czyli, rabowanie czasu i rozdawanie go biedakom. Tak też się dzieje. Taranują samochodem drzwi banku, należącego do ojca Sylvii, i wpuszczają biedotę stojącą w kilometrowych kolejkach po kredyty lichwiarsko oprocentowane. Ludziska zabierają tyle ile zdołają złapać [czas jest tutaj w specjalnych urządzeniach w formie sztabek]. Dodatkowo Will i Sylvia chodzą po ulicach i rozdają czas w prezencie śpiącym, chorym, dzieciom.

    W tym czasie ojciec Sylvii, dowiedziawszy się że wypucowano mu bank, wzywa na dywanik Raymonda. Sugeruje niedwuznacznie, że cholernie mu zależy na złapaniu Willa, i własnej córki, i żeby Raymond działał choćby po trupach. I że on, Weis, może mu zapłacić tyle ile tamten zechce. Raymond jest jednak nieprzekupny. Chce złapać Willa, ale nie zamierza przy tym naginać przepisów i chodzić na pasku finansowego bonza.

    Weis ma swoje argumenty - wg niego, rozdawanie czasu zaburza równowagę, tworzy niebezpieczeństwo nienatuturalnej sytuacji, a dla samych ludzi obdarowanych może być śmiertelnie grioźne. Jakby potwierdzeniem tych słów jest sytuacja z ulicy : świeżo wyposazony w czas gośc zostaje napadnięty przez gang, ale wyjmuje pistolet i mówi "Miałem czas, żeby się uzbroić" [ciekawe sformułowanie, prawda ?]. Co z tego, skoro zostawiają go na moment, a potem atakują zza pleców i zabijają ? Ludzie niekoniecznie muszą umieć sobie dawać radę z nagłym darem długiego życia, z nadmiarem czasu, z którymi dotąd nie mieli do czynienia i nie wiedzą jak się z nimi obchodzić.

    Sylvia i Will są poszukiwani, ich twarze widnieją na bilboardach ogłoszeniowych. Cena wynosi "10 lat". Łakomy kąsek.

    Ściga ich Raymond, ganiają się po dachach, strtzelają, wreszcie Robinowi i jego Lady Marion udaje się uciec. WRęczają łapówkę kiertowcy autokaru i wywozi ich w bezpieczną dzielnicę.

    Mają sporo czasu, wiec wynajmują całe piętro w hotelu. Świadkiem jest jakiś przypadkowy jegomość. Tenże człowiek zdradzi miejsce ich pobytu gangsterom, którzy łapią ludzi nagle czasem wzbogaconych, i pod groźbą śmierci przepytują ich na okolicznośc informacji nt Sylvii i Willa.

    Dopadają więc gangsterzy naszych Robin Hoodów w tym hotelu. Cyniczny przywódca proponuje swoim zwyczajem "pojedynek". Siłowanie na rękę, ale specyficzne. Will ma wprawę, ojciec go uczył, a był w tym mistrzem. Problem w tym, ze nawet jak Will wygra i wyzeruje gangusa, to jego koledzy zasttrzelą go sekundę później. Tutaj scenarzyści rzucają mu koło ratunkowe i pozwalają nie tylko wygrać i wyzerować wroga, ale i szybką akcją wyeliminować jego kolesiów.

    Raymond jest nieugięty, chce ich złapać. Znalezione zostają ciała gangusów, więc domyśla się czyja to robota.

    A w tym momencie Will i Sylvia dostają się do hallu firmyu jej ojca. Ona odwraca uwagę Weisa i jego stada bodyguardów, a Will zachodzi go od tyłu i bierze za zakładnika. Chcą go zmusić by wydał im milion lat, ktory chowa w specjalnym sejfie. Will chce rozdać je ludziom, ale Weis ostzrega "Ludzie nie są stworzeni do wiecznego życia, to rozwali system, ale przecież on i tak się odrodzi, nic się nie zmieni, bo wszyscy ludzie chcą żyć wiecznie i być wyjątkami, chcą więćej od innych, zawsze tak będzie". Ciekawa wizja.

    Will ma na nią odpowiedź "NIkt nie powinien być nieśmiertelny jeśli umiera choć jeden człowiek". Idealizm :]

    W siedzibie policji alarm "w obiegu pojawił się MILION LAT". Raymond znajduje Sylvię i Willa, wizoących ten milion lat. Szuka najwolniejszego auta i bezbłędnie je typuje, a potem ściga i pprobuje zatttrzymać. Ale nie na tyle, by przeszkodzić im w rozpuszczeniu części tego mylyjona w banku i dla ludzi. Celuje do nich, ale uciekają mu korzystając z dużego zamieszania na ulicy, bo cała armada rusza po czas, który ma być rozdawany proporcjonalnie i uczciwie.

    Następna część miliona Sylvia i Will chcą wpuścić w drugim banku, w innej części getta. Gonią tam z buta, a Raymond autem za nimi. Dopada ich za miastem i bierze na muszkę. Do końca wierzy w zasadnośc systemu i swojej pracy. "NIe ja wymyśliłem zegar. Ja strzegę by działał".

    Sensacyjnie Raymond zupełnie się zapomniał w tej akcji i zostały mu nagle 3 sekundy. Pada trupem. Sylvia i Will mają po 30 sekund. Do banku nie zdąża dobiec, nawet gdyby jedno wzięło obie jednostki. Dookoła pusto jak w grobie. Oni mają po 30 sekund... "Wiem gdzie jest czas !", wykrzykuje Will. Biegnie w stronę samochodu Raymonda i po prostu pobiera jego dniówkę, o której Raymond zapomniał. W ostatnim momecnie dzieli się nim z Sylvią. CO za dramaturgia... ;]

    "Ile mamy ?", pyta ona, na co Will "DZIEŃ. To mnóstwo czasu". Piękne słowa.

    Media tymczasem informuję, ze do obiegu trafiło milion lat... POlicja, dowodzona już przez nowego strażnika, "idzie do domu"... Ludzie z gett przechodzą tłumnie do metropolii... a Sylvia i Will z bronią w garści szykują się do napadu na następny bank czasu...

    Ładne, prawda ? ;]
    MOżna docenić egalitaryzm dostępu do życia, jaki nam się przydarzył, ofk pomijając przypadki losowe i inne skracające lub wydłużające go w sposób niezależny od nas.

    pan muzykant Timberlake dobrze gra [w "The Social Network" czy "ALpha Dog" też trzymał poziom i zdaje się, że ma dryg do aktorstwa], twórcy nie przesadzają ze stylizacją przyszłości, a wizja Andrew Niccola jest całkiem interessująca.

    www.youtube.com/watch?v=FdadZ_KrZVw
  • siostra_bronte 02.03.15, 14:31
    Dzięki, Greku :)

    Żałuję, że nie oglądałam. Historia brzmi bardzo ciekawie. Chociaż nie jest dla mnie jasne, kto właściwie zdecydował o reglamentacji czasu? I jak w ogóle można dozować coś co jest abstrakcyjne (w końcu czas to nie np. woda)? Ale jak się przymknie oko na te wątpliwości to historia brzmi intrygująco.

    Widziałam kiedyś "Gattaca-szok przyszłości" tegoż Niccola, bardzo dobre sci-fi.

    Link nie działa :(
  • grek.grek 02.03.15, 15:52
    dzięki, Siostro :]

    o, mam nadzieję, ze będzie powtórka.
    ha, mnie też zaskoczyło, że to jest naprawdę niezły film i ciekawa wizja.

    o, zagadnienia ciekawe.
    z tę reglementacją możliwe,że gdzieś mi umknęło wyjaśnienie.
    może sobie przypomnę, albo raz jeszcze postaram się znaleźć czołówkę, gdzie
    może być właściwa wzmianka.

    może w hispanola.version przejdzie :]
    www.youtube.com/watch?v=2wfkvB4k3fg
  • maniaczytania 03.03.15, 21:14
    i ja dziękuję za opis - obejrzałam tylko kawałek. Zauważyłam ostatnio, że coraz częściej zaczynam oglądać filmy sci-fi, których do tej pory raczej unikałam, Ostatnio np, obejrzałam, tylko niestety nie do końca, "Wyspę" ze Scarlett Johansson i Ewanem McGregorem - też w przyszłości - i muszę koniecznie upolować jakąś powtórkę, żeby sprawdzić jak się kończy ;)

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 04.03.15, 13:40
    dzięki, Maniu :]

    oglądałem "Wyspę" i to chyba nawet 2 razy, heh.
    ofgk, nie zdradzę Ci żadnych szczegółów a'propos ostatecznych rozwiązań, ale sama idea świata przyszłości z głównym wątkiem, jakby to rzec... naukowym - bardzo interesująca, co najmniej tak jak w "Wyścigu z czasem".

    gdybys nie mogła upolować w telewizji :
    www.efilmy.net/film,4989,Wyspa-The-Island-2005-Lektor-PL.html

    nie muszę chyba dodawać, ze bez napisania recenzji Cię nie wypuszczę/wypuścimy :]]
  • grek.grek 02.03.15, 14:22
    skaczcie bez wahania, Czcigodni.

    godzinna opowieść o sensie, istocie, formie i stylu francuskiej piosenki. z portretami wybitnych tworców [Greco, Piaf, Anzavour, Brel itd], ciekawymi ich wypowiedziami do kamery; z rzutem oka na współczesnych naśladowców/kontynuatorów tradycji, ze zdjeciami klimatycznymi Parisa, fragmentami występów z Olympii i Opery Paryskiej, róznicach między piosenką angolsaską a francuską, róznicach prawie tak wyraźnych jak te które dzielą Francuzów i Brytyjczyków w ich podejściu do życia i zachowaniu. Bardzo dobra rzecz. Oglądałem rano.

  • siostra_bronte 02.03.15, 14:42
    Dzisiaj o 20.10 w Ale Kino. Pod enigmatycznym tytułem (org. "Criminal Law") kryje się ciekawy thriller Martina Campbella z 1988 r. Pomysł może mało oryginalny (adwokat skutecznie wybronił swojego klienta, ale potem zdał sobie sprawę, że facet może być winny morderstwa), ale film trzyma ciekawa rozgrywka psychologiczna między bohaterami. Świetny duet: Gary Oldman (uwielbiam) i Kavin Bacon (b. lubię). Polecam!
  • siostra_bronte 02.03.15, 14:43
    *Kevin Bacon.
  • grek.grek 02.03.15, 17:54
    niestety, ALe Kino pozstaje poza moim zasięgiem :]
    ale za to mam [mamy !] nadzieję na Twoją recenzję, Siostro :]

    udanego seansu !
  • pepsic 03.03.15, 19:39
    Po tak zachęcającej opinii nie odważę się napisać, co sądzę o "Prawie i sprawiedliwości" , bo taki tytuł filmowi nadano.
    :))
  • siostra_bronte 03.03.15, 23:01
    Ech, wiesz, że ten film zapamiętałam jakoś inaczej. Fakt, że widziałam go wiele lat temu. Teraz wypadł znacznie gorzej. Ale warto było obejrzeć dla Gary'ego.
  • grek.grek 02.03.15, 15:13
    z soboty.
    Manifest pokoleniowy ? A może tylko porttet konkretnej jednostki ? A może jedno i drugie po trosze.

    Anders ma 35 lat. Od sześciu leczy się w ośrodku dla nałogowców. Bral heroinę, kokainę, pił. Słowem - nie było takiej używki od której by się nie uzależnił. Nie ma tutaj obrazów ćpunów trzęsących się jak osika. Nic z tych rzeczy. Ładny ośrodek, niczym dworek pośród okoliczności przyrody, z ogrodem. A sesja terapeutyczna pokazuje schludną młodzież dzielącą się strachem nie tylko przed nawrotami uzależnienia, ale i przed utratą uczuć, obojętnością wobec swojego życia i świata na zewnątrz, do którego kiedyś będą musieli wyjść.

    COś jest nie tak, bo Anders szwęda się po okolicy, zatrzymuje się przy rzece płynącej nieopodal i nagle zaczyna ładować kamienie do kieszeni spodni i kurtki. POtem bierze w dłonie jeden duży kamień i wchodzi wolno do wody aż znika pod powierzchnią. Samobój "na Virginię". Tyle że Anders rezygnuje. Za moment wynurza sie z powrotem, gwałtownie łapie powietrze i idzie do ośrodka.

    Następnego dnia wychodzi na rozmowę w sprawie pracy. Zostały mu 2 tygodnie terapii. Teraz ma zrobić pierwszy krok na drodze do powrotu do normalnego życia. Ma się ubiegać o posadę sekretarza w jakiejś gazecie. Pracował kiedyś w czasopismie, więc ma to być robota zgodna z jego kwalifikacjami i zainteresowaniami. Tyle że minęło 6 lat, czy nadal interesuje go to samo i posiada tamte kwalifikacje ?

    Świetna jest scena, gdy Thomas z tego podmiejskiego ośrodka jedzie do Oslo. Taksówka która go wiezie wyłania się z ciemnego tunelu prosto w jasny dzień i Thomas obserwuje panoramę miasta. Miasta, po którego ulicach i placach jedzie kamera w pierwszej scenie filmu, gdy z offu płynie monotonny monolog bohatera dotyczący właśnie Oslo.

    Najpierw odwiedza Thomasa, swojego przyjaciela z dawnych lat. Thomas ma dwoje dzieci, zonę, pracuje jako literaturoznawca na uczelni, pisze prace naukowe i eseje. Anders uśmeicha się pod nosem, próbuje normalnie rozmawiać, ale widać że nie czuje się dobrze. MOże widząc rodzinę i "sukces" swojego kolegi dotkliwiej odczuwa, że jemu samemu życie się nie ułożyło ? Żę stracił je ? Przeciekło mu przez palce ? Przedmuchał je razem z wagonem koki ?

    W tej rozmowie pada informacja, że rodzice Andersa musieli wziąc kredyt, jak wynika - na pokrycie długów, których narobił syn-narkoman, ale już wychodzą na prostą i zamierzają poświęcić się podróżom.

    POtem panowie idą w teren. Siedzą w parku i dalej tokują - szczera to rozmowa... Np. i Iselin, dziewczynie Andersa, którą chyba skrzywdził przed laty, a która jako jedyna naprawdę walczyła o jego wyjście z nałogu. Thomas sugeruje mu, że powinien jej szukać, a Anders na to, że ten związek nie miał dla neigo znaczenia, poza tym "to przez nią wszystko się zaczeło" - później się dowiemy co ma na myśli.

    Anders zwierza się Thomasowi, że ma stracha przed posiadaniem pieniędzy. Jak dostaje kieszonkowe z ośrodka, to pierwszą myślą jest "kupić herę". I boi się, bo... nic nie ma. "Urządziłeś się. Popatrz na mnie... Nic nie mam i nie wiem, jak miałby teraz zacząć. Do czego miałbym zmierzać ?", pyta Anders. Kiedy Thomas pociesza go, ze ma możliwości by żyć tak samo, zachwala jego umiejętności pisania, ale Anders przerywa "NIe chcę tego, co ty, co inni, nie chcę się żenić, nie chcę mieć dzieci...". I zaraz dodaje, że nikt go nie potrzebuje, co go zasmuca. Litania pretensji i żalu. Ukoronowana sugestią, ze Anders poważnie myśli o samobójstwie [co wiemy od sceny w rzece]. "Dawniej uwazałem ludzi szczęśliwycch za durniów, terraz myślę inaczej...", mówi cicho.

    "Problemy z kręgosłupem, jakaś fucha na uniwerku, uczestnictwo w samorządzie wspólnoty mieszkaniowej... zero seksu z żoną, życie podporządkowane dzieciom, niemożnośc wyjścia dokądkolwiek... dwa kieliszki wina przed snem jako najlepsza część dnia - tak wygląda moje życie" - z gorzkim uśmiechem opisuje mu Thomas. A zatem, on też nie jest zadowolony, opn też cierpi, jemu wcale nie jest lepiej, on wcale nie jest mniej zagubiony i sfrustrowany niż Anders.

    Rozstają się żegnając uściskiem jak przyjaciele. Anders próbuje się dodzwonić do Iselin. Nic z tego. Nagrywa się na poczte, nieśmiało prosząc ją o spotkanie.

    Potem odwiedza gazetę, w której ma rozmowę o pracę. Naczelny jest zainteressowany jego CV, Anders miał kilka artykułów w jakimś piśmie, przydałby się. Anders nie mizdrzy się jednak, a naweet gęby na kłódkę nie trzyma. Szczerze, ale grzecznie, wytyka naczelnemu, ze ta jego gazeta jest poprawna politycznie i zawsze probuje być w głównym nurcie, a do tego jest bolesnie przeintelektualizowana. Naczelny traktuej to jako wyraz jego niepokornej osobowości, temperamentu, i chyba mu się to podoba. Anders pada na przyznaniu się do tego, że w ostatnich 6 latach leczył się od heroiny i wódki, a nawet zajmował się dilowaniem. TUtaj naczelny zaczyna poważnieć i się jąkać. Anders zrywa się, przewraca krzesło, drze podanie o pracę i wychodzi.

    Siedzi w kawiarni na wolnym powietrzu. Przy kawie. I obserwuje ludzi, to normalne codzienne życie ulicy. Wspaniała scena. Tu ktoś idzie, tam ktoś biegnie, tu jedzie ktoś na rowerze tam auto, chłop z torbą przez ramię, rodzina siedzi, dzieci z matką i ojcem, dziewczyna idzie z chłopakiem, gwar lekki, szum rozmów, ruchu... I widzimy to jego oczami, słyszymy to jego uszami. Człowieka, który zapomniał to wszystko przez ostatnie sześć lat, a mozę i znacznie dłużej...

    Podsłuchuje ludzkie rozmowy przy stolikach. O niczym szczególnym. O związkach, o jakimś spotkaniu, o zakupie, o muzyce, śmiechy nastolatek. Łowi ten kulturalny harmider spragnionym uchem, ale i uchem coraz bardziej zawiedzionym - nie ma nic, co by było dla niego wazne, jemu bliskie. Jakaś dziewczyna odczytuje koleżance listę życzeń życiowych : "wyjśc za mąz, mieć dziecko, wakacje udane, kochać i być kochaną, mieć znajomych, zrobić dobry obiad, pływać z delfinami, wysłać list w butelce, i dostać odpoowiedź, przyjmować gości, mieć domek, przebiec maraton, namalować obraz, wystąpić w teatrze, robić zdjęcia, mieć płytę z ulubionymi serialami, ścianę wymalować ulubionymi cytatami, skoczyć na spadochronie, pilotować śmigłowiec, wygrać w lotto, kąpać się nago, wziąć ślub, zwrócić uwagę innych na coś ważnego..." - ta lista jest długa, a im dłuższa tym bardziej Andersowi wydaje się chyba jałowa i nic nie wnoszącą do jego własnego punktu widzenia. Nie znajduje na niej nic, z czym mógłby się identyfikować.

    Co jakiś czas w tę wyliczankę wpada dziewczyna, która biega w parku, potem ćwiczy w klubie fitness, wraca do mieszkania... Czyżby była to Iselin, na której telefon Anders czeka ?

    Następne spotkanie Anders ma z siostrą. W restauracji. Ma od niej odebrać klucze do domu rodziców. Starzy wyjechali i w ogole się przeprowadzają, ale na razei Anders ma zamieszakac u nich, zwłaszca po wyjściu z ośrodka, za 2 tygodnie. Zamiast Niny przychodzi jej dziewczyna. Anders wyraźnie nie ma ochoty z nią rozmawiać. Od niej dowiaduje się, że stosunki Niny z rodzicami się popsuły, a ona sama po prostu nie chciala się spotkać z bratem. Anders jest rozczarowany. Zabiera więc klucze do domu, które Nina podała przez swoją narzeczoną, i wychodzi.

    Ulica. I monolog Andersa... O rodzicach. Znakomity. "Ojciec nauczyl mnie przekraczać szybkość jadąc samochodem, ale tak by obyło się bez konsekwencji... pozwalali mi spać z kim chcę, mieszkać z kim chcę, robić co chcę, wspierali mnie we wszystkim... dla Niny byli surowsi... Matka nauczyła mnie porządku... Była liberałem, ojciec konserwatystą, ale zgadzali się ze sobą... nauczyli mnie szacunku dla prywatności, że pokazanie się w telewizji to nie zawsze miara sukcesu, intelektualizmu, dystansu do wielu spraw... nauczyli czytania i elokwencji, nie znosili ludzi, którzy nie umieli się wysłowić, ale przed nikimi nie zamykali drzwi... mówili, że dmokracja nie jest bez wad, ale nie ma lepszego ustroju... że wiara w Boga to słabość... do dzisaj tak myślę... nie nauczyli mnie kochać, nie nauczyli jak dbać o związki..."
  • grek.grek 02.03.15, 15:48
    Wieczorem Anders odwiedza dom Miriam, swojej przyjaciółki z dawnych lat. Wita starych znajomych, ale trzyma się jednak z daleka. Popija szampana, przysiądzie lub przystanie przy porozmawiać albo posłuchać, uśmiecha się, ale jest daleko... Czuje, że nic go nie łączy z tymi ludźmi, że JUŻ ich nie zna. Gra dyskretna muzyczka, ludzie się kręcą, a on ciagle gdzies z boku i kamera to pilnie wychwytuje. Niektórzy namawiają go na zabawne opowieści z dawnych czasów, a on opowiada, ale kompletnie go to nie bawi. KOlega z wąsami namawia go na tournee po klubach, w towarzysatwie dwóch koleżanek, ale Anders odmawia.

    Rozmawia z Miriam. I ona nie jest szcześliwa, jak Thomas... Dom wypasionym, znajomi, impreza, a pod jej uśmiechem - strach. Bo nie ma dzieci... bo nie wiadomo, czy mozę je mieć... bo bez nich jej związek moze się rozpaść... bo "już pora by mieć, a tutaj nie ma...".
    Chyba kiedyś coś ich łączyło, ale to już dawno temu było i nieprawda. Przeszłość która nie zmartwychwstanie.

    W jakimś pustym pokoju na piętrze Anders znów wybiera numer Iseline. I znów poczta. Jeszcze raz prosi o spotkanie, wspomina że "było im dobrze", i że chce wrócić, roztacza wizję wspólnego życia. Coraz wyraźniej przyszłośc Andersa zaczyna zależeć od tego, czy Iselin oddzwoni. Inne racje istnienia zaczynają zawodzić.

    POtem Anders cichaczem kradnie parę banknotów z rzeczy gości imprezowych, które leżą na kanapie. Kiedy Miriam wchodzi do pokoju, Anders bez słowa wychodzi. Taksówką jedzie do dilera, dobrego znajomego z dawnych czasów. Kupuje woreczek towaru.

    W barze spotyka Wąsa z koleżankami. Nawiązuje rozmowę z szatynką, całkiem sympatyczną. Studentką. Na pytanie "A czym ty się zajmujesz ?", Anders waha się uśmeichami, a potem powiada "Piję... i szukam pocieszenia, współczucia". Jej się chyba taka forma rozmowy podoba :]

    Z kąta patrzy w stronę Andersa jakis blondyn. Anders też go zauważa. PO jakimś czasie Wąs i kolezanki wychodzą, Anders idzie z nimi, ale na odchodnem podchodzi do tego blondyna i mówi mu "Nie boj się. Wszystko w porządku, nie mam żalu". Z rozmowy wynika, ze swego czasu Anders i tehn blondyn rywalizowali o Iselin. I Iselin zdradziła Andresa własnie z tym blondynem. Być może ta zdrada tak zaszokowała Andersa, że zaczął brać [sugeruje to w rozmowie z Thomasem]. Ale z tego co mówi blondyn można wywnioskwoać, ze Iselin zdradziła Andersa, bo ten ją bardzo źle traktował. I to blondyn ma rację, na to wygląda. "Szmata z ciebie, ale wcale nie z powodu narkotyków", wypada blondyn, a Anders zwiesza głowę i wychodzi, traktując to co usłyszał jako zasłużoną krytykę i podsumowanie.

    Frustracja... Wąs prowadzi go do dyskoteki. Światła migające, muzyka rytmiczna, dziewczyny, Anders może zapomnieć na moment... Całuje się z jakąś blondynką, ale nic więcej. Już wcześniej mówił Thomasowi, że jego libido siadło, że próbował pójśc do łózka z jakąś "Szwedką", ale nie wyszło... Generalnie - rozsypka. Mentalna i możliwe że także z powodu farmakologii jaką był faszerowany.

    Lepiej mu wychodzi z sympatyczną szatynką, ale film sugeruje, że i tutaj pocałunek wieńczy... moment. POcałunek w jakimś mieszkaniu, gsdzie trafiają na kolejną imprezę. "Będzie jeszcze wiele takich wieczorów... I wszystkie je zapomnisz", powiada Anders, "Zapomnę ?', pyta ona, na co on "Tak, to ZASADA".

    A po "domówce" - w teren. Dnieje już. Chodzą po jakimś wystawnym placu, a potem odwiedzają pływalnię pod chmurką. "31 sierpinia, jutro zamykają, ostatnia szansa, żeby się wykapać", powiada Wąs i razem z dziewczynami włazi do wody. Anders siedzi z daleka i tylko kulturalnie się uśmiecha w celach towarzyskich.

    PO chwili po prostu wstaje i odchodzi.

    Odwiedza rodzinny dom, który stoi pusty od kiedy starzy wyjechali [do Nicei]. Połozony zacisznie, ładnie wnętrze, dużo książek, meble gustowne... I znów telefon do Iseline. Tym razem zrezygnowany Anders przeprasza ją tylko za poprzednie telefony i odwołuje wszystko, co powiedział. MÓwi, że "żartował".

    Siada przy fortepianie. Gra z zaangazowaniem. A potem idzie do osobnego pokoju. Zaciąga zasłony. Wyjmujje woreczek z heroiną. Kamera pokazje go przez drzwi otwarte do 3/4. Łyżeczka, zapalniczka, pasek na ramię... kamera wolno, wolniutko jak ślimak przybliża się do tego otworu drzwiowego... strzykawka... już widać dokładnie... Anders wstrzykuje sobie działkę i kładzie się z ulgą, odlot. Kamera wychodzi na zewnątrz, odjeżdza wolno od okna pokoju, w którym jest teraz Anders. A potem pokazuje krótkie ujęcia miejscówek w Oslo - patio domu na piętrze... ulica... kawiarnia... ławka w parku... lasek... krzesła jakieś... widok z pokoju Andersa w ośrodku... Jest poranek... Koniec filma.

    SUgestywny obrazek człowieka, który nie umie udawać i nie umie przekonać się do rzeczywistości, której jego "normalni" znajomi takze nie honorują, ale rozpaczliwie próbują się utrzymać na powierzchni. Udają, kłamią, żyją w zagubieniu albo strachu, nie znajdując szczęscia, w apatii. Jedynym wyjściem by przegonić frustracją jest dla Andersa odlot na heroinie. Powrót do źródeł. ani praca i rodzina Thomasa, ani towarzyskie życie Miriam ani imprezowanie z Wąsem i szatynką nie są odpowiedzią na pytanie o sens życia. MOżna tylko uciec w sen.

    Przejmujące. świetnie rozpisane i nakręcone, a aktor Anders Danielsen Lie - naprawdę znakomity, wyważony, oddający swoje uczucia w minimalistycznej formie, wiarygodny, inteligentny w tym co robi, ani na moment nie traci świadomości formy. Reżyeer i scenarzysta Joachim Trier poprowadził wszystko bez zarzutu, okiem laika patrząc ;] Film ma nostaligiczno-zamyślono-deliberujący styl. Kilka świetnych samych w sobie scen, które zaznaczyłem w opisie :"]

    www.youtube.com/watch?=0B09G9ym8SA
  • siostra_bronte 02.03.15, 16:16
    Dzięki, Greku :)

    Oj, żałuję, że nie oglądałam. Historia od razu wydała mi się znajoma! I faktycznie, doczytałam w wikipedii, że scenariusz został luźno oparty na powieści "Błędny ognik" Pierre Drieu La Rochelle'a. Została już sfilmowana w 1963 r. przez Louisa Malle'a i to jeden z moich ukochanych filmów. W roli bohatera wystąpił Maurice Ronet (wspaniała rola!).

    Widzę dużą różnicę w obu filmach. U Malle'a to dramat czysto egzystencjalny, w filmie Triera to bardziej świadectwo czasów, współczesnego pokolenia, gdzie życie w sytym społeczeństwie nie musi być wcale szczęśliwe.

    Przy tej okazji nie mogę się powstrzymać, żeby nie zalinkować choćby jednej sceny z filmu Malle'a. Bohater siedzi w barze i przygląda się ludziom dookoła. Do tego cudna muzyka Erica Satie. O podobnej scenie w filmie Triera wspomniałeś, Greku.

    www.youtube.com/watch?v=IwSQxlwMzr8

    Liczę na powtórkę :)





  • grek.grek 02.03.15, 17:53
    cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

    o proszę, no to rzeczywiście szkoda... ale - odwołam się do kanonu : na pewno będzie
    powtórka :]

    zalinkuję trailer "Oslo..." raz jeszcze :
    www.youtube.com/watch?v=gz2g0F9yl5o

    yes ! sceny są podobne.
    tutaj jest ta z "Oslo..." :
    www.youtube.com/watch?v=XrY9DJLDxOc

    jak sądzisz ?
  • siostra_bronte 02.03.15, 18:01
    Dzięki za linki. Tak, ta scena jest bardzo podobna! Fascynujące :)
  • grek.grek 03.03.15, 13:47
    cała przyjemnośc po mojej stronie :]

    przy okazji, z chęcią poszukam i obejrzę film Malle'a, który tak błyskotliwie Ci się skojarzył.
  • grek.grek 03.03.15, 16:16
    skoro dziś wtorek, to w Kulturze teatr.
    o 20:30

    "Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku", według ksiązki Masłowskiej, w reżyserii Agnieszki Glińskiej.

    nie znam ksiązki, nie wiem nic, poza tym co w opisie : tytułowi młoda ona i młody on jadą przez Polskę i udają tytułowych Rumunów
  • barbasia1 04.03.15, 18:31
    Skoczyłam w "Dwoje biednych Rumunów...". Postaram się słówko napisać. Jeśli nie dziś to na dniach.
  • grek.grek 05.03.15, 17:59
    doskonale, Barbasiu :]
  • grek.grek 03.03.15, 16:21
    20:05

    chętnie bym obejrzał, bo jakimś trafem takie filmy czasami są dobrą rozrywką ;]

    grupa ludzi jedzie zabawić się przy paintballu, a potem okazuje się, że
    jakiś killer strzela prawdziwymi kulkami.
    pytanie brzmi : kto strzela ?
    oraz : kto przeżyje ?
    a także : czy ktoś przeżyje ? :]
    zaletą najbardziej współczesnych survivali jest to, że nie zawsze któremukolwiek z
    próbujących przetrwać - przetrwac się istotnie udaje.
  • grek.grek 03.03.15, 16:26
    20:05

    coś czuję, że w komplecie macie ten seans już za sobą ? :]

    jako maruder, spróbuję dzisiaj nadrobić dystans i przekonać się jak to wygląda w bezpośredniej
    styczności.
    8 Oscarów, 7 Baft, 4 Globy - aż nie wypada nie skorzystać z okazji.

    ostatni moment, żeby o 20:00 Polsat puścił jakiś film, hehe, zaraz się zaczną
    talent/celebrity szoły i w zasadzie z oferty polsatowej zostaną tylko ente powtórki
    widowisk katastroficznych ;] no i filmy z Segalem i Van Dammem, czyli pozycje
    nieśmiertelne, hehe.
  • siostra_bronte 03.03.15, 17:20
    Ja też nie oglądałam :) Ale z reklamami całość trwa 2,5 godziny i to mnie zniechęca.

    Hehe.
  • grek.grek 04.03.15, 13:30
    skoczyłaś [jednak], Siostro ? :]

    istotnie, reklamy polsatowskich szołów były w nadmiarze, ale jakoś dało się przetrwac, zwłaszcza wychodząc taktycznie do drugiego pokoju ;]
  • pepsic 03.03.15, 19:31
    Szczerze powiedziawszy nie pojmuje fenomenu i 8 Oscarów. Poczciwa bajka ku pokrzepieniu serc z ciekawym pomysłem wyjściowym, który niestety przeradza się w telenowelę rodem z Bollywood. Rzecz warsztatowo niezła. Jeśli już dużo bardziej wzruszyła mnie "Triszna. Pragnienie miłości" też rodem z Indii.

    --
    Zastanawiam się, co bardziej budzi mój niepokój? Czy to, że Polska dostała się pod okupację zdegenerowanych zdrajców złodziei i szabrowników czy może o wiele bardziej przeraża mnie bierność polskiego społeczeństwa, które nie ma siły, woli i odwagi by tę mafię nie tyle pogonić, co w końcu dopaść i przykładnie ukarać
    . ~ kokos26
  • grek.grek 04.03.15, 13:35
    :]

    spojrzałem na nominacje z 2009 : "Obywatel Milk", "Frost/Nixon", "Benjamin Button", "Lektor". wiesz, z tego punktu widzenia, ten Oscar wydaje mi się dość wiarygodny ;]] a Oscar dla Danny'ego Boyle'a wyglądałby na dośc logiczną konsekwencję tego faktu. Muzyka, zdjęcia - wg mnie także bardzo dobre, w sumie... możliwe, że "Slumdog" skorzystał z dość sprzyjającego momentu ?

  • barbasia1 03.03.15, 20:28
    Mnie poraziło to, co w tle zaledwie zarysowane przez reżysera, tragiczna sytuacja społeczno-ekonomiczna ludzi, a przede wszystkim dzieci z najniższych kast w Indiach, hinduska mentalność, itp.

  • grek.grek 04.03.15, 13:29
    yes.

    ale wydaje mi się, Barbasiu, że całe życie Jamala, to rysunek na tle własnie tej niesłychanej biedy, która zmusza małe dzieci do utrzymywania się z tego, co znajdą na śmietnisku albo ukradną, albo wpycha je w łapy takich ludzi jak Maman, wysyłających ich na żebranie uliczne, uczących chłopców śpiewu - by później oślepić, bo "niewidome dziecko dostaje dwa razy większe datki", a z dziewczynek zrobić dziwki w burdelach. wg mnie, ta ekonomiczna nędza jest dośc plastycznie pokazana, a kamera nie unika ani pokazywania panoramy slumsów Mumbaju ani wkradania się do poszczególnych ich zakątków, gdzie przemoc, bezprawie i wyzysk dominują codzienność.

    jest i humor, bo sposoby jakimi Jamal i Salim dorabiają w kompleksie Taj Majal są przekomiczne momentami, mozna tylko podziwiać inwencję dzieciaków :] Kraść buty pozostawione przez turystów zachodnich przed meczetem, a potem sprzedawać je po zasłużonej cenie - toż to znakomity pomysł, nawet jesli etycznie podejrzany ;] Oprowadzać ciekawskich americanos po dzielnicy, podczas gdy zaprzyjaźniona banda rozbiera im auto na części - no istna komedia. Ale i smutno jest przecież, zwłaszcza gdy Jamal musi się rozstać ze swoją dziewczyną. Swoją drogą, ich poznanie się, to chyba najcieplejsza scena w filmie. MOżna się wzruszyć niczym mecenas Prado :]

    Kulisy teleturnieju - biedny chłopak, "asystent telefonisty", dociera do najwyższego poziomu, zgarnia fortune, więc właściciele programu wzywają policję, żeby go porządnie obiła i zmusiła do przyznania, że oszukiwał. To też pokazuje system stosunków społecznych panujących w tym świecie. Na ile to wymysł, a na ile prawda, ciekawe, prawda ?

    Idea, by przesłuchanie stało się kanwą, na której dowiadujemy się zarówno o tym jak przebiegała gra Jamala w turnieju oraz jak wyglądało jego życie do momentu zgłoszenia się do tej zabawy - bardzo przednia, wg mnie. I poprowadzona sensownie.

    Trochę mi zazgrzytało, że - uwaga spoiler - w ostatnim pytaniu Jamal strzela w ciemno. Odpowiedź na każde poprzednie była związana z jakąs ważną historią z jego życia, a w przypadku przedostatniego z psychologiczną rozgrywką z prowadzącym. A tutaj w ostatnim, najważniejszym, nagle - pach !, strzał z biodra. Wg mnie, aż się prosiło o to, by podczas "telefonu do przyjaciela", to Latika zasugerowała mu tę odpowiedź, a on na nią bez wahania postawił. To by miało, wg mnie, wydźwięk uczucciowy : wyszło by na to, że on jej bezgranicznie ufa, a do tego - skoro za tę cięzką kasę mają oboje sprawić sobie pałac, to dobrze by było,żeby i ona miała świadomość, ze do tego pałacu dołożyła całkiem sporą cegłę ;]]

    Swoją drogą, ten wątek Jamal kontra prowadzący bardzo dodał rumieńców całej rozgrywce. Świetna jest ta scena - uwaga spoiler - gdy podczas przerwy, prowadzący i Jamal są w łazience i prowadzący sugeruje mu odpowiedź na następne pytanie.

    Czy zatem jego wcześniejsza ironia i dystans były jedynie pozami telewizyjnego showmana, a tak naprawdę jest to szlachetny gość, który pragnie by biedakowi się poszczęściło ? Ależ byłem ciekaw, czy Jamal skorzysta z jego podpowiedzi. Coś tak czułem, że prowadzący próbuje go wykiwać, ale gdyby rzeczywiście mu pomógł chyba nie byłoby to aż tak zaskakujące, prawda ? W dodatku, po "pół na pół" została odpowiedź podpowiedziana, więc wszystko to zaczynało mieć ręce i nogi :] Ale koniec nosa podpowiadał mi, że musi być zwrot, że w tym świecie nikt nikomu nic nie daje, że Jamal MUSI wygrać SAM, nie może mu nikt w tym pomóc, tak jak przez całe życie nikt mu nie pomagał, a wszycy rzucali kłody pod nogi. Co to za zwycięstwo, kiedy w szczytowym momencie ktoś pomaga oszukać system ? Jak tak teraz piszę, to zastanawiam się, jak mogłem nie mieć pewności, co się stanie... ;]] Ech, magia filmu, hehe...

    świetnie też odmalowany wątek braterskich relacji Jamala i Salima, od małego róznicących się zasadniczo charakterami, ale to przecież Salim raz po raz pomaga brata unikać zagrożeń, a w finale Latice - uciec od gangstera. I nawet jesli keidyś Salim zagarnął Latikę bratu, a potem zrobił jej bliznę nożem, to przecież koniec końców nigdy nie przestali się kochać i w jakiś sposób wspierać. Chociaż moment, w którym, po latach rozłąki, Salim rozpoznaje w słuchawce głos anonimowego rozmówcy, jako swojego brata - jest trochę naciągany. Taka piłeczka podrzucona postaciom, żeby linia narracyjna mogła zostać zrealizowana ;]

    no i wątek miłosny, jakże znakomity.
    rozstają się, gubią się, ktoś przeszkadza im być ze sobą, ale przecież muszą w końcu się spotkać, bo "to ich przeznaczenie", on o niej nigdy nie zapomniał, a ona nawet jak miała wątpliwości, czy świat pozwoli im się związac, to przecież również nie zapomniała. I ta blizna, której ona tak się wstydzi, nie ma przecież najmniejszego znaczenia, a powiedziałbym, że wręcz przeciwnie, bo dzieki temu pani bohaterka nie jest tylko ładna, ale jest ładna w sposób niebanalny, jest JAKAŚ, a nie taka zwyczajna bollywod-pinup-girl :]

    cóż, wg mnie świetny film. Aktorzy na miarę, rezyser nie przesadził ani z lukrem, ani z grozą społeczno-ludzką, nie ma żadnych niezdrowych przerysowań, a zdjęcia są znakomite, no i mnóstwo interesującej muzyki łączącej indyjskie rytmy z zachodniopodobnymi.
  • pepsic 05.03.15, 20:03
    Przyznaj jednak, że po zdobywcy 8 statuetek należałoby się spodziewać choćby małej polemiki;) A tu wszystko oczywiste.
  • grek.grek 06.03.15, 13:48
    nie zaprzeczę :]
  • grek.grek 04.03.15, 14:55
    swego czasu omawialiśmy, ale powtórka mile widziana, nieprawdaż ?

    Pepsic była na nie, chociaż na tak jak chodzi o Penelopę :]
    Barbasia chyba bardziej na tak niż na nie.

    wersja hiszpańska ma swoje atuty ["Otwórz oczy" - dałbym głowę, że opisywaliśmy, ale w archwium nic nie ma], ale amerykańska też mnie jakoś nie rozczarowała.

    trójkąt uczuciowy, a nawet czworokąt, tragedia która zmienia wszystko, bohater w objęciach szaleństwa i rozpaczy, no i finał który chyba mocno podzielił widownię :]

    warto skoczyć; tylko czy da się PRZEskoczyć Toma Cruise'a... ;]
  • barbasia1 04.03.15, 18:27
    To ja chyba wtedy miałam muchy w nosie. Wersja hiszpańska na pewno jest nieco lepsza.
    Ale "Vanilla Sky" też nie jest wcale zła. Może widać to lepiej z perspektywy czasu. Poza tym mam sentyment do Toma Cruise'a.
    Wszystkie kochałyśmy się we wczesnej ;) młodości w Tomie Cruise.

    PS Tom Cruise i Penelope Cruiz tworzą bardzo ładną parę.


    > warto skoczyć; tylko czy da się PRZEskoczyć Toma Cruise'a... ;]

    Pokaż swoje zdjęcie! ;}
  • siostra_bronte 04.03.15, 18:47
    Muszę zaprotestować. Ja się w Tomie Cruise nigdy nie kochałam :)
  • maniaczytania 04.03.15, 19:16
    a ja tak, bardzo ;) Zwłaszcza w wersji topgunowej ;)

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 05.03.15, 15:17
    o, byłaś bardziej an TAk niż na Nie :] m.in z powodu Toma Cruise'a, hehe.

    haha ;] no z tym zdjęciem to nie będę ryzykował ;]]
    ale w pierwszym rzędzie chodziło mi o to, że niektórzy/niektóre ?! mają raczej średni stosunek
    do AKTORSTWA pana Toma, więc to "przeskoczenie T.C" dotyczyło szczególnie tego faktu :]
  • grek.grek 04.03.15, 15:00
    niedawno opisywałem, ale może zapomnieliście ;], a dzisiaj jest okazja na powtórkę.

    to kino czechosłowackie.

    rezolutna dziewczynka szukając swojego kota, który skoczył za mur przyszpitalnego ogrodu, spotyka tam młodego mężczyznę, który jeździ na wózku, bo rehabilituje się własnie po opperacji kręgosłupa. zawiązuje się między nimi ciekawa relacja, dziewczynka pomaga mu, rozmawia, robi wszystko by pobyć w jego towarzystwie, a on je sobie bardzo ceni. finał spodziewany, a moze niekoniecznie... :]

    warto rzucić okiem, czarno-białe retro kino, dobry scenariusz, bohaterka sympatyczna, a otoczenie jakby takie swojskie, a nie jakieś... hamerykańskie, hehe.
  • grek.grek 04.03.15, 15:01
    taka trochę Pippi Langstrumpf :]
  • barbasia1 04.03.15, 18:53
    Właśnie oglądam ... ;)
  • grek.grek 05.03.15, 15:14
    świetnie !

    mam/y nadzieję na Twoją recenzję, Barbasiu :}
  • grek.grek 04.03.15, 15:05
    Kultura dzisiaj zasunęła cztery filmy na wieczór.

    "Kamorysta" jest debiutem Tornatorego. rzecz o mafinej działalności gościa nazwiskiem Raffaele Cutolo, który w latach 70-tych kierował mafią neapolitańską. Ben Gazzarra gra tę rolę, co już samo w sobie jest tyleż naturalne, hehe, co zachęcające.

    22:35.
    spory kaliber, bo 163 minuty, ale kto da radę, jak nie My ? bo jak nie my, to kto ? ;]
  • barbasia1 04.03.15, 18:45
    > 22:35.
    > spory kaliber, bo 163 minuty, ale kto da radę, jak nie My ? bo jak nie my, to kto ? ;]


    Stawiasz przed nami coraz większe wymagania! ;)

    Zapowiedź brzmi świetnie. Niestety film późno się kończy. Wskoczę tylko na początek.
    Opowiesz?
  • grek.grek 05.03.15, 15:13
    ;]

    niestety, nie widziałem tego filmu.
    a ty, Barbasiu ?

    obejrzałem za to "Pokolenie" i w stosownym miejscu sporządziłem opis :] może choć w ten sposób
    zadośćuczynię powyższemu.

    a jak u Ciebie, udało Ci się obejrzeć "Kamorystę" ?
  • grek.grek 04.03.15, 15:14
    polskie kino... nocne :]

    najpierw 1:30 "Pokolenie" [1954] Wajdy z Łomnickim i Tadeuszem Janczarem. czasy okupacji niemieckiej, i bohater uwikłany w wybory ideologiczne, niesiony wiatrami historii, także powstania w gettcie.

    potem 3:30 "Jak daleko stąd, jak blisko" [71] Konwickiego, jak to u niego w poetyce snu na jawie, rozliczenie z własną prtzeszłością młodzieńczą; Holoubek, Łapicki, KOmorowska w głównych rolach.

    warto by skoczyć z okrzykiem bojowy :] dzisiaj trzeba by jakiś maraton-gigant zrobić, zeby wszystko obejrzeć, hehe.

    upatrzyliście coś sobie ?
  • grek.grek 05.03.15, 14:50
    trudno uwierzyć, że to film debiutanta.
    tak dojrzałe są tutaj narracja, zdjęcia, gra aktorów, świadomość całokształtu i własnej
    wizji. połowy z tych słów, które napisałem, nie rozumiem, ale wiem jedno : pan Wajda
    debiutował z dużym szwungiem :]

    rzecz się dzieje w Warszawie w czasie okupacji hitlerowskiej. Żadnych bohaterów na ekranie nie ma. Są ludzie, którzy próbują coś ze sobą zrobić w tym trudnym, dziwnym, niewytłumaczalnym momencie własnego życia [i historii].

    Stach [fenomentalny Tadeusz Łomnicki] mieszka z matką na jakimś praskim slumsie. Terminuje w zakładzie stolarskim. Normalny, niczym nie wyrózniający się chłopak. Chce pracować, zarobić cokolwiek, pomóc matce w utrzymaniu domu. Razem z kolegami [w epizodycznej rólce Zbigniew Cybulski, wskakujący i zeskakujący z pociągu... profetyczny obrazek]"napada" na niemieckie kolejowe transporty węgla. Wskakują na przejeżzdzający wagon i próbują zepchnąć z niego bryły węgla, dla siebie i być może na sprzedaż. Podczas jednej z takich akcji strzela do nich żołnierz pilnujący transportu. Zabija jednego z nich, Stachowi udaje się umknąć i już nigdy nie wraca do tego procederu.

    W zakładzie stolarsskim niego zasuwa Janek [być może jeszcze bardziej fenomenalny :] Tadeusz Janczar], syn staruszka Kronego, w młodości zołnierza, a w tym momencie woźnego czy odźwiernego w tym lokalu.

    Któregoś dnia Stach znajduje pomiędzy szpargałami pistolet. Dowiaduje się, że niektórzy z jego współpracowników są członkami podziemia zbrojnego i szykują się do walki z Niemcami. Zbierają broń. Jest jej tutaj więcej.

    Do podziemia związanego z AK należeć jednak nie bardzo ma ochotę. Przemawia do niego raczej to, co ,klaruje mu starszy od niego Sekuła, który ma kontakty z Gwardią Ludową, czyli komunistami. Uświadamia mu, że właściciel stolarni w istocie roluje go na kasę, płacąc mu grosze w porównaniu do zysku jaki wypracowuje Stach. Chłopak słucha z otwartą twarzą, i zaczyna coś do niego docierać.

    po godzinach Stach uczy się w szkółce wieczorowej [akceptowanej i nadzorowanej przez Niemców, ale Sekuła mówi "Lepsza taka szkoła niż żadna"]. Pewnego dnia jest świadkiem wystąpienia młodej dziewczyny, która z zapałem mówi o tym, że przyjdzie pora porachować Niemcom kości i że wszyscy młodzi mogą się do tego przyłożyć, a potem rozrzuca ulotki propagandowe. Jest to Dorota [Urszula Modrzyńska, kolejna kompetentna i piękna kobieca twarz polskiego kina], członkini Gwardii Ludowej. Stach poznaje ją niebawem, za pośrednictwem Sekuły.

    Dziewczyna jest przyjemna i kontaktowa, Stach idzie na pierwsze zebranie koła partyjnego tak bardziej dla niej niż dla idei, ale idea oczywiście także go unosi. Cała sytuacja tak bardzo inspiruje młodziana, że aż kradnie ten pistolet, który zobaczył w skrytce w stolarni.

    Rozwija się miedzy nimi coś na kształt kiełkujjącego romansu. Wymowna jest scena, kiedy spotykają się w okolicznościach jarmarku bazarowego i żegnając się zatrzymują się nieświadomie w środku serca z papieru, takiej formy do robienia sobie zdjęć. Fotograf przymierza się do "cyknięcia ich", ale Dorota właśnie żegna się ze Stachem, a ten spotrzegwszy w jakim kadrze się znajduje - chyłkiem ucieka. Wojna nie służy miłości ? A może... to zapowiedź finału...

    Wkrótce Janek namawia do uczestnictwa w Gwardii swoich kolegów z pracy i szkoły. Przyczynia się do tego także ich spotkanie z Dorotą. Chłopaki trochę sceptycznie patrzą na fakt, że dziewczyna wodzi rej, ale jak tylko Dorota od niechcenia, ciągle mówiąc, w 20 sekund rozbiera i składa pistolet dzioby im opadają i już nie mają żadnych wątpliwości :]

    Jak to młodsi wiekiem, kozakują trochę i popisują się deklaracjami. Stach, Jacek [młody Ryszard Kotys. Tak, nie mylicie się, on też kiedyś był młody, hehe], Mundek [Roman Polański]... Tylko Janek miota się i ma wątpliwości, on chciałby pracować, przeżyć, dla niego liczy się, jak mówi, żeby ojcu jakoś ulżyć w losie, zwłaszcza że utrzymanie domu spada na Janka właśnie, po tym jak starszy pan zostaje zwolniony z pracy.

    Któregoś dnia Stach z koolegą jadą wozem konnym po transport drewna dla zakładu. W tartaku Stach zostaje niespodziewanie oskarżony o to, że pokątnie kradnie drewno. Jest zdumiony, a dodatkowo rządzący tam volkseutsch obija go solidnie rózgą i nie tylko, nabijając kilka śliwek na twarzy. Stach jest upokorzony i krew go zalewa. Ten co go pobił ma już zresztą parę podobnych numerów na koncie, więc pada pomysł, żeby dziada odstrzelić.

    Broń jest - Stach prezentuje pistolet podwędzony ze stolarni. Tylko kto ma wykonać mokrą robotę ? KU zaskoczeniu zgłasza się Janek. Jakby chciał zaprzeczyć słowom MUndka, że "On ma to w nosie, boi się, jakby mógł zarobić więcej to by Niemcom służył jak piesek".

    I Janek nie pęka. Przychodzą ze Stachem do baru, gdzie znajdują pijanego volksa, który akurat zabawia się z kelnerką. Janek wyciąga broń, kelnerka wrzeszczy ze strachu i spada ze stolika, a Janek wpakowuje w gościa cały magazynek. A potem po prostu wychodzą. Reszta czeka na nich za drzwiami. Chwilę deliberują a potem chodu.

    Dorota nie jest szczęsliwa, że wykonali samodzielną akcję. Gani ich za brak dyscypliny i odpowiedzialności. Nie mogą sami nakładać wyroków, a potem jeszcze ich wykonywać, i to w dodatku w rejonie w którym mieszkają i łatwo o świadkow, którzy ich wskażą Niemcom.

    Udaje się jednak tego uniknąć, uchodzi im na sucho.
    Janek, który zabił, ma chyba lekkiego kacyka, a przy okazji wykrzykuje, że to nie jest jego wojna, on chce tylko przeżyć, nie chce walczyć. I wzburzony wybiega ze spotkania. Ciekawa postać, miotająca się między sprzecznymi wartościami. Wkrótce Janek odmówi schronienia Żydowi z getta, dodatkowo potęgując chaos w swojej głowie i w głowie widza, jak sądze, starającego się zrozumieć jego dylematy i przyczyny dla których raz jedne, a raz inne priorytety biorą górę w jego postawie.

    Chwilę później czeka na nich inne zadanie.
    W gettcie wybucha powstanie żydowskie. Część gwardzistów przedostaje się tam, by pomóc walczącym. Jest wśród nich Sekuła. Nieco później powstanie upada i trzeba pomóc ewakuować się tym, którzy poszli i chcą teraz wrócić. Grupa Stacha jedzie eskortować uciekinierów. Wyłażą oni z kanałów, zmęczeni, brudni, ranni. Czeka na nich grupa uzbrojonych gwardzistów, by zabrać w bezpieczne miejsce.

    POjawiają się Niemcy. Patrol. Rozpętuje się strzelanina. Polacy wycofują się sensownie. Janek odłącza się od grupy i gonią go Niemcy. Janek przeskakuje mury, przebiega po dachach, przecina korytarze, ale Niemcy ciągle depczą mu po piętach. Wreszcie dopada do jakiejś kamienicy. Pędzi po schodach na górę, Niemcy za nim. Kładzie dwóch strzałami z pistola. Ale widać już kilku nastąpnych wbiegających do korytarza. Janek otwiera drzwi na samej górze, mając nadzieję że wejdzie nimi na dach i stamtąd zdoła uciec. Otwiera drzwi i... tu następuje scena kultowa : Janek zderza się z kratą. Wyjście na dach jest zakratowane ! Nie ma dokąd uciekać, a schodami z dołu idą już liczni Niemcy... Janek próbuje ropzaczliwie wyważyć kratę, ale nie jest w stanie nic wskórać. Wystrzeliwuje ostatni nabój, ze złością rzuca pustym pistoletem w któregoś z Niemców, wstaje na poręczy, chwilę spogląda w dół, a potem bezwładnie się przechylając rzuca się w przepaść...

    szkoda, że samej sxceny nie mogę nigdzie znaleźć. Dramatyczna, symboliczna i wspaniale nakręcona.





  • grek.grek 05.03.15, 15:11
    Wkrótce po akcji dom Stacha nachodzą ludzie z AK> Oskarżają go, słusznie, o kradzież pistoletu. Matka Stacha stara się ich wyprosić, ale nie chcą wyjśc. Kiedy pojawia się Stach - sytuacja się zaognia, bo on uparcie twierdzi, że niczego im nie ukradł, i żeby sobie poszli, zamiast ludzi wciągać w swoje zabawy, na co jeden z nich wyciąga broń. Wtedy do środka próbuje wejśc z wizyta sąsiadka, tamci chcą ją wypchnąc, z Stach krzyczy do niej, ze "Jakieś zbóje nas nachodzą, niech pani wezwie ludzi !". Kobiecina robi przepisową histerię i natychmiast pod domkiem Stacha i jego matki gromadzi się ekipa z kijami. "Będziesz strzelał, no co ?", Stach prowokuje tego AK-owca i tamtenm chowa broń. A potem, widząc ze nic nie ugra, wychodzi jak niepyszny przebijając się przed podminowaną ciżbę.

    Wieczorem Stach spotyka się z Dorotą. U niej w mieszkaniu. MOże nareszcie są szczęsliwi, chociaż przez chwile, mając nadzieję, ze przeżyją, że wojna niebawem się skończy, i że może... razem... po tej wojnie...
    Z powodu godziny policyjnej Stach zostaje na noc, a rano pogwizdując schodzi do pobliskiego sklepiku i ucieszony kupuje marmoladę i inne specjały. Chce zrobić sobie i Dorocie [a raczej - Ewie, bo "Dorota" okauzje się być jej pseudonimem] śniadanie.

    Ledwie wychodzi ze sklepiku, a jakiś człowiek, może woźny, może cieć, wciąga go za kołnierz za jakieś drzwi. Dla bezpieczeństwa... Stach patrzy z niedwowierzaniem i trwogą, jak Gestapo wyprowadza Dorotę z mieszkania. Prowadzą ją do samochodu. Ona próbuje się odwrócić, ale nie wiadomo czy widzi Stacha patrzącego za nią złamanym wzrokiem.... Zostaje wepchnięta do auta, które natychmiast odjeżdza.

    W ostatniej scenie Stach siedzi na jakimś kamieniu za miastem. Czeka na rekrutów do Gwardii. Płacze symboliczną jedną łzą. POjawia się chłopak, recytuje umówione hasło, Stach - odzew. Po chwili zza krzaczorów wychodzą inni młodzi straceńcy. Same dzieciaki nastoletnie, w tym jedna dziewczyna. Z jasnością na twarzach, z optymizmem w oczach. Czy wiedzą na co się porywają ? Stach patrzy na nich z mieszanką nadziei i bolesnej świadomości ducha dziejów. Ale kamera zatrzymuje się właśnie na nich, na tej szóstce pełnej ufności w przyszłośc, wiary w sens walki.

    świetny film, wybitny.
    ponoć była krytyka, pisano że AK została opisana krzywdząco, a bohaterowie są ateistami [w scenie znaczącej Jacek-Kotys na katechezie w szkole nie odpowiada na pytanie księdza o jakieś prawdy wiary, a na pytanie o to, dlaczego w kwestionariuszu wpisał w rubryce "wyznanie" - katolicyzm, odpowiada "Wszyscy wpisują, to ja też", czym wzbudza wesołość całej klasy, najwyraźniej dworującej sobie z księdza i religii] i jedyne komunizm zostaje dobrze odmalowany.

    cóż, w 54 roku pewnie inaczej by nie przeszło, ale siła tego filmu pollega nie na ideologicznych zaszeregowaniach, a na odmalowaniu wiarygodnych postaw młodych bohaterów postawionych
    przed trudnymi wyborami moralnymi i pokazaniu kolejnych jednostkowych dramatów, które stają się
    symbolami dramatu całej generacji, która musiała dojrzewać na wojnie i zajmować stanowisko wobec wojny, narodu, wspólnoty - pojęc dla 17-19 latków zwykle dośc mglistych i abstrakcyjnych, a tutaj dodatkowo wzbogaconych o powinnośc wobec rodziny i bliskich, oczekujących wsparcia i obecności.

  • siostra_bronte 05.03.15, 15:54
    Dzięki, Greku :)

    Świetnie wszystko opisałeś. Widziałam ten film, ale wieki temu. I wiesz, pozostała mi w pamięci właśnie ta kapitalna scena, kiedy Janczar rzuca się ze schodów w dół.

    Co tu dużo pisać, Wajda robił kiedyś wspaniałe filmy.
  • grek.grek 05.03.15, 17:58
    cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

    dzięki :]
    yes, poruszająca scena.
    ofk, tylko tak zupełnie pro forma dodam, że dokładnie tego samego manewru z kratą uniemożliwiającą walczącym warszawiakom wydostanie się z opresji Wajda użył w "Kanale".

    ale ciekawe, ze w "Pokoleniu" korzystał ze scenariusza opartego na książce [Bohdana Czeszki], a w "Kanale" ze scenariusza opartego na wspomnieniach własnych J.S Stawińskiego. chyba że motyw z kratą został po prostu wpleciony w te wspomnienia ?

    yes ! :]
  • siostra_bronte 05.03.15, 18:15
    W Polsacie o 0.20. Greku, mam nadzieję, że obejrzysz :)
  • siostra_bronte 05.03.15, 18:23
    Oj, źle się podpięłam.
  • siostra_bronte 05.03.15, 14:28
    Obejrzałam :) Film Xaviera Dolana z 2012r. Muszę przyznać, że spodobał mi się bardziej niż wcześniejsze „Wyśnione miłości”. Tamten film to był irytujący przerost formy nad treścią. Ładne opakowanie i to wszystko. „Laurence…” ma już solidną fabułę, a historia budzi jakieś emocje. Są też słabe punkty, ale o tym później.

    Akcja rozgrywa się na przestrzeni aż 10 lat, więc postaram się opisać ją w miarę krótko, pomijając mniej ważne fragmenty. Na początku filmu widzimy kobietę (tylko z tyłu) idącą ulicą. Domyślamy się, że to tytułowy Laurence.

    Potem akcja cofa się o 10 lat, do 1989 r. Laurence (Melvil Poupaud) jest nauczycielem literatury w szkole. Jest związany z Fred (Suzanne Clement) i ich związek wygląda na udany. Aż pewnego dnia Laurence wyznaje Fred, że zawsze czuł się kobietą. I nie może już dłużej udawać. Fred jest oczywiście w szoku. Nie rozumie jak mogła tego nie zauważyć. Krzyczy, że ją oszukiwał przez te lata, kiedy byli razem. Laurence broni się, że tylko nie mówił jej całej prawdy. Ale Fred jest załamana. Wyprowadza się, żeby wszystko przemyśleć.

    Warto wspomnieć, że przez cały film słyszymy czasem z offu rozmowę Laurence z wydawcą jego książki, już po latach, kiedy opisuje swoje doświadczenia. Moim zdaniem to niepotrzebny zabieg, który tylko dodatkowo komplikuje narrację.

    Tymczasem Laurence spotyka się z matką (Natalie Baye), żeby jej powiedzieć o wszystkim. Matka jest oczywiście w lekkim szoku, ale reaguje w miarę spokojnie. Ale widać, że oboje nigdy nie byli ze sobą blisko. Laurence nie może na nią za bardzo liczyć, zwłaszcza, że matka nie chce, żeby schorowany ojciec poznał prawdę.

    Siostra i matka Fred radzą jej, żeby dała sobie spokój. W tej sytuacji jej związek z Laurence jest skończony. Ale Fred mówi im, że nie może go zostawić właśnie teraz, kiedy potrzebuje pomocy. W końcu wiele ich łączy. Fred wraca do niego. Oczywiście to nie jest to łatwa sytuacja, ale oboje próbują jakoś sobie radzić. Fred wspiera Laurence kiedy ten nie może zebrać się na odwagę, aby wreszcie pojawić się w pracy w swojej kobiecej wersji. Aż w końcu przychodzi do szkoły w garsonce i pełnym makijażu (od tej pory powinnam chyba o nim pisać jako o kobiecie). W klasie jest cicho jak makiem zasiał, aż w końcu jakaś uczennica pyta Laurence, co powinni przeczytać na zajęcia. Laurence uśmiecha się, bo wie, że jego uczniowie ją akceptują, a po lekcji pewnym krokiem idzie do stołówki. Kolega pyta, czy to jakiś bunt, a Laurence odpowiada, że to „rewolucja” i razem wybuchają śmiechem.

    Co ciekawe aspekt medyczny przemiany Laurence w ogóle nie pojawia się w filmie. Laurence tylko raz wspomina, że bierze hormony. Ale nie ma tu żadnych wizyt u lekarzy, nie wiadomo też czy Laurence zamierza poddać się operacji zmiany płci.

    Siostra Fred otwarcie okazuje Laurence wrogość. Nie może zrozumieć, dlaczego Fred przy nim tkwi. Fred jest pewną siebie, zdecydowaną kobietą, ale widać, że sytuacja zaczyna ją przerastać. Umawia się na wizytę w klinice, ale nie wiemy o co chodzi. Potem wpada w apatię, ma depresję.

    Pewnego razu Laurence wraca pobita do domu, bo w barze zaczepił ją jakiś osiłek. Co gorsza traci pracę w szkole, bo rodzice wystosowali petycję do zarządu szkoły, że nie życzą sobie takiego nauczyciela. Laurence jest zaskoczona, grozi procesem, ale zarząd nie zmienia decyzji. Pociesza nawet Laurence, że może się teraz skupić na pisaniu książek.

    W końcu dochodzi do sytuacji, w której wszystkie emocje Fred eksplodują. W restauracji kelnerka komentuje wygląd Laurence, nawet nie złośliwie, ale Fred wybucha złością. Krzyczy na cały głos, żeby się odczepiła i nie wtrącała się w cudze sprawy. Po długim monologu na temat „tolerancji” wybiega z knajpy, a Laurence za nią. Ale Fred ma już dosyć. Tego samego wieczora idzie na imprezę filmowców (sama pracuje w tej branży), żeby zapomnieć o wszystkim. Tam poznaje jakiegoś faceta. Po jakimś czasie Fred wyznaje, że ma romans i wyprowadza się do kochanka. To już koniec.

    Akcja przeskakuje o parę lat. Fred ma dziecko i męża. Laurence mieszka z dziewczyną, Charlotte. Nie jest jasne co ich łączy. To wygląda bardziej na przyjaźń, niż związek. Ale Laurence nie zapomniała o Fred. Wie nawet gdzie mieszka i czasem obserwuje jej dom z daleka. Wysyła jej tomik swojej poezji. Fred czyta go i jest pod takim wrażeniem, że wysyła list do Laurence na adres wydawcy. List przechwytuje Charlotte i czyta go. Jest wściekła i wyprowadza się z domu, a Laurence nawet tego nie zauważa, pochłonięta pisaniem. Oczywiście Laurence jest szczęśliwa, że Fred się odezwała. Jedzie do jej domu. Spotkanie po latach jest pełne emocji. Jakby zapomnieli co złego razem przeżyli.

    Fred i Laurence wyjeżdżają razem na Czarną Wyspę, to miejsce o którym zawsze marzyli. Wydaje się, że czas się cofnął i jest jak dawniej. Fred oczywiście oszukała męża. Powiedziała mu, że to wyjazd służbowy, na plan jakiejś reklamy. Ale Charlotte mści się. Odwiedza męża Fred i mówi mu o Laurence. Kiedy Fred dzwoni do męża, żeby mu powiedzieć co u niej słychać, ten odpowiada chłodno, że wie o wszystkim. Fred traci grunt pod nogami. Dochodzi do ostrej kłótni z Laurence. Fred krzyczy, że nie może poświęcić rodziny, chociaż z przerażeniem przyznaje, że kocha ją bardziej niż własne dziecko. Ale dla Laurence zawsze będzie tylko wsparciem, pomocą w problemach. Dla Fred to za mało. W dodatku wydaje się, że Fred usunęła ciążę (to była ta klinika wspomniana wyżej), bo chciała być z Laurence, a dziecko skomplikowałoby sytuację. Po tej rewelacji Laurence bez słowa wychodzi...
  • siostra_bronte 05.03.15, 14:45
    I znowu przeskakujemy o parę lat. Laurence spotyka siostrę Fred. Wypytuje co u niej słychać. Fred rozstała się z mężem. Siostra mimo całej niechęci daje mu jej numer telefonu.

    Laurence i Fred spotykają się w barze. Fred pyta go czy żałuje. Wiadomo co ma na myśli. Laurence po namyśle odpowiada, że kiedy patrzy na siebie w lustrze, to nie, nie żałuje. Dodaje też, że nawet bez tej całej historii być może ich związek by nie przetrwał. Fred jest dotknięta, tego się nie spodziewała. Rozmowa się nie klei, ale Fred zostaje na obiad. Wychodzi do toalety i tam długo dochodzi do siebie. Kiedy nie wraca, Laurence wychodzi z restauracji.

    Ostatnia scena. Fred po zakończeniu zdjęć do reklamy zostaje zaczepiona przez jakiegoś faceta z ekipy. To Laurence. Zaprasza ją na obiad i przyznaje, że to był zakład. Fred zgadza się. To ich pierwsze spotkanie.

    Koniec.

    Trzeba przyznać, że film wciąga i ogląda się go z zainteresowaniem, głównie z powodu ciekawego tematu. W końcu takie historie rzadko się ogląda. Bardzo dobra rola Suzanne Clement, która przyćmiła nawet Melvila Poupaud w głównej roli. Tu trzeba dodać, że Laurence nie budzi łatwej sympatii, potraf być irytujący/a, więc nie ma tu żadnego grania na uczuciach.

    Jak zwykle u Dolana mamy wysmakowaną stronę wizualną, na szczęście całość nie jest tak efekciarska jak „Wyśnione miłości”. Jest tu parę scen, przypominających bardziej teledyski, są zwolnione zdjęcia i oryginalne ujęcia kamery, ale nie jest ich tak dużo jak poprzednio, to już bardziej „normalny” film :)

    Teraz o słabych stronach. Niestety, mam problem z postacią Laurence. Jego przemiana w kobietę jest zbyt nagła. Nie widzimy wcześniej żadnych oznak. Raptem może dwie sceny kiedy Laurence przygląda się uczennicom poprawiającym włosy (zwolnione ujęcia, of course), albo kobietom w zakładzie fryzjerskim. I widać, że czuje jakiś dyskomfort. Ale to za mało, żeby zrozumieć tę postać. Laurence po prostu przebiera się w kobiecy strój i już. Jakby Dolana w ogóle nie interesowało jak do tego doszło i chciał pokazać tylko konsekwencje tej decyzji. Skutki dla związku pary bohaterów. Że miłość już nie wystarczy, żeby taki związek przetrwał. Za duża zmiana, za duża presja otoczenia. Ale tej podbudowy psychologicznej w postaci Laurence po prostu brakuje.

    W dodatku Laurence jako kobieta nie do końca przekonuje. Kobiecość nie polega na noszeniu spódnicy, butów na obcasach i pełnym makijażu, chociaż to oczywiście najprostszy sposób, żeby ją pokazać. Sęk w tym, że nie widzimy, że Laurence czuję się kobietą, choćby w jej zachowaniu. To raczej wina scenariusza, niż aktora. Ale może pomogłoby, gdyby tę rolę zagrał aktor, który wypadłby bardziej wiarygodnie fizycznie w wersji kobiecej.

    I ostatnia rzecz. Film trwa, uwaga…2 godz. 50 min.!! Fakt, że akcja toczy się na przestrzeni wielu lat, ale Dolan naprawdę mógł wyciąć parę fragmentów, niewiele wnoszących do akcji.
    W sumie, z zastrzeżeniami, ale na pewno warto zobaczyć.

    I jeszcze najlepsze sceny.

    Początek filmu:

    www.youtube.com/watch?v=Nb481d_llU8

    Bal u filmowców na którym szaleje Fred. "We fade to grey" Visage. Kultowy utwór, że użyję określenia Barbasi, mojej wczesnej młodości. Ech, łza się w oku kręci...

    www.youtube.com/watch?v=C0NiPPlx2LY

    Fred czyta tomik poezji Laurence i...

    www.youtube.com/watch?v=rx1McJHf6B0

    Wyjazd Fred i Laurence na Czarną Wyspę:

    www.youtube.com/watch?v=Lx0SNALHZms

    I jeszcze trailer:

    www.youtube.com/watch?v=1YjIWEky81M






  • grek.grek 05.03.15, 17:53
    dzięki, Siostro :]

    jak zawsze znakomita recenzja i sugestywny opis. Jak to robisz, że zawsze jesteś w takiej
    optymalnej formie ? :]

    przyznam, ze mnie się podobały "Wyśnione miłości", także z powodu tej feeri dźwięków, kolorów i
    estetycznych usiłowań reżysera. zgadzam się z Tobą, że to efekciarskie było/jest, ale... no nie mogłem
    jakoś się krytycznie ustawić :]

    temat zmiany płci w ogóle jakoś się niespecjalnie na razie przebija.
    może dlatego własnie, że cieżko uchwycić w filmie ten cały bagaż mentalnych zmian i borykania się z
    niedopasowaniem ciała do świadomości. To są zagadnienia chyba bardziej pasujące na poczytną literaturę niż coś, co mozna obrazami w filmie pokazać.

    może dlatego Dolan skupia się własnie na estetyce, stylistyce, wpływach tak drastycznych zmian na
    społeczne i uczuciowe życie bohatera, śledzi reakcje i perypetie w relacjach dwustronnych, a mniej czasu poświęca zaglądaniu w głąb umysłu Laurence ?

    pan Xavier ewidentnie lubi [co potwierdzają te znakomicie i jakże stylowo zrobione sceny wejściowa, balowa i wyspiarska pośród śniegu] plastyczne ujęcia, zabawę barwami, "fashion". zrobienie filmu nieefektownego, albo : mało efektownego, ale głęboko wnikającego w mentalność jednostki jest chyba dopiero przed nim.

    Fred jest fajna :] tak trochę podoba do Pauli Abdul ;] tyle że czerwonymi włosami, hehe.

    zdecydowanie, zmiana Laurence'a jest zbyt dużego kalibru aby związek mógł przetrwać. to ciekawe, bo przecież Fred pokochała tę samą osobę, nieważne - kobieta czy mężczyzna, i rzeczywiście - tak wywnioskowałem - tutaj pozostaje status quo. Problem polega na świadomości istnienia tej zmiany. Fred chyba z nią nie może sobie poradzić. Niby ten sam Laurence, ale jednak juz TA Laurence. To nie do przeskoczenia, to zbyt wyabstrahowane z jej postrzegania tego czym ONI powinni być, a także czym byli. Zupełnie nowa jakość i tej jakości Fred nie może zaacekptować.

    przyszło mi do głowy, że ona się stara jak może, ale to jest ponad jej siły.

    i to o czym napisałaś : zmiana formy relacji. Kiedyś mężczyzna-kobieta i alles klar, a teraz
    transseksualistka i... i kto ? "wsparcie", "pomoc" o imieniu Fred ? bo wiadomo, że Laurence już
    pozostanie na marginesie społecznego postrzegania, jako "osoba specjalnej troski", taka jest ludzka
    wspólnota.

    jak Laurence podchodzi do tematu ewentualnego społecznego wykluczenia, ostracyzmu ? napisałaś o dobrym prtzyjęciu w szkole, ale to młodzież, będąca zwykle [przynajmniej ta w miarę cywilizowana] bardziej postępowa. Czy Laurence drży w obawie o to, jak będzie funckjonować w społeczeństwie po zmianie tożsamości czy Dolan nie poświęca temu specjalnie wiele miejsca ?

    świetnie było znów przeczytać coś-Twojego, Siostro :]]
    przyjemność :]
  • grek.grek 05.03.15, 18:06
    premierowo.

    22:35 i 2:40

    Sarah Polley i MIchelle Williams powinny gwarantować dobre kino.

    młoda mężatka, mąż, ten trzeci i meandry uczuć, związków i chyba
    kluczowe pytanie : czy da się ocalić związek, który popada w rutynę, a
    partnerzy są jeszcze na tyle ochoczy, że nie zamierzają na tym poprzestawać
    i są w stanie ulegać zaintrygowaniu konkurencją.

  • barbasia1 05.03.15, 21:39
    Nasz ulubiony temat. ;)

    Skaczę,
    chyba zdążę?
    Choć jeszcze malowanie trwa ... ;)

  • grek.grek 06.03.15, 13:46
    hehe.... ;]

    i ja skoczyłem.
    [masz malowanie ? wyrazy współczucia, Barbasiu, to wyjątkowo niewdzięczny okres]

    tak się zastanawiam, o co ostatecznie chodziło pani reżyserce : czy to Margot [fajne imię dla Amerykanki, trochę jak Carmen dla Polki w "Krwi z krwi" ;)] nie umie być szczęsliwa czy jednak natura związku, wg pani Polley, polega na rutynowym przebiegnięciu schematu, który zawsze prowadzi do porażki ? konkret czy uniwersal ?

    to, jak się kończy cała "awantura", jak usycha i obumiera, widać przez 80 % filmu w relacjach Margot z mężem Mistrzem Kurczaka. a jak wyglądał ich początek, widać w końcówce, kiedy Margot związana jest z kierowcą rikszy Danielem. ciekawy, chociaż zapewne nie nowy, konstrukt. w ogóle pani Polley ma dryg reżyserski.

    z tego, co mi się pomyślało, to uwaga takowa, że Margot i jej mąz po prostu nie pracują nad tym związkiem. Uprawiają jego "polską" odmianę : jakoś to będzie.

    przykre są te sceny, kiedy ona z nim próbuje flirtować, a ten zajęty jest swoim osobistym kurczakiem tak, że ją od siebie odsuwa. z drugiej strony... mogła przecież wybrać inny moment, nie ? wie, że te kurczaki to dla niego wazna rzecz.
    albo scena w restauracji - rocznica ślubu, a oni siedzą, jedzą i ani słowa. Ona chde rozmawiać, a Pan Kurczak na to "Po co mamy rozmawiać ? przecież się znamy, wiemy o sobie wszystko, to o czym tu rozmawiać ?". jak dla mnie : zdanie-petarda. jesli naprawdę Kurczak Man tak sądzi, to co to w ogóle ma być ? :]

    z drugiej strony, rzucają żartami, przedrzeźniają się, mają swoje rytuały i zagrywki, gdzieś tam jest dotyk, a jak jechali na tę rocznicową kolację, to nie wyglądali tak najgorzej.

    ich związek, na moje oko, oparty był w 90 % na namiętności, a w 10 % na kurczakach. jak namiętnośc się znamięciła, to zostały tylko kurczaki, w tym Margot ;] żartuję sobie, bo Michelle Williams może i przypomina kurczaka, ale za to jakiego fajnego !

    tutaj, wg mnie, wyszła cała klasa pani Polley, bo mogła to rozegrać w trzech ostrych scenach, jakaś zadyma, jakaś kłótnia, jakiś szloch i wiemy, że związek się sypie. A ona postawiła na pozornie rozwlekły i mało efektowny proces. Tutaj malutka rysa na szybie, tam w tle gdzieś płatek tynku odpadł, tutaj ledwie słyszalnie rynna się zachwiała... i tak bez przerwy. Łzy ? chyba były jakieś drobne, nie ? ale nie wpływające na odbiór całego wydarzenia, raczej symboliczne, lecz nie przesądzające. Powoli, subtelnie i w sekwencji drobniutkiego deszczu to się po prostu rozłazi. Żadnego bicia widza deską w tył głowy.

    ciekawe, na ile Daniel przyspiesza i u-nieuchronnia ten proces, odbiera związkowi Margot i Wirtuoza KUrczaka szansę na wzięcie "drugiego oddechu" ?

    niby Margot się broni, ale - tutaj znów klasa pani reżyserki - ona broni sejfu, który został już dawno temu okradziony. On został okradziony już tego dnia, kiedy spotkała Daniela, już w momencie w którym dowiedziała się, ze on mieszka obok, a kiedy uciekła od okna, żeby jej nie zobaczył - sprawa była skończona.

    Margot się łudzi, bo sądzi, że dopóki nie pocałuje albo/i nie pójdzie do łózka z Danielem, to jest wierna POgromcy Kurczaków... sama się oszukuje. Ona przestaje mu być wierna już w momencie, w którym strasznie chciałaby pójśc do łózka z Danielem, że aż musi się powstrzymywać za pomocą sztucznych przeciwskazań i odwoływaniem się do lojalności.

    dlaczego ?
    bo między nią, a Danielem jest namiętnośc, której już w małżeństwie Margot dawno nie ma, a dla niej ta namiętność jest kluczem do relacji z mężczyzną.

    pani Polley pięknie to rozgrywa, a tym piękniej i kunsztowniej, bo ma niezrównaną, wspaniałą Michelle Williams, która jest naturalna, nie wkłada w ogole wysiłku w to co robi i jest wiarygodna w każdym calu. Znów, jak w "Blue Valentine", to na niej spoczywa cały cięzar relacji uczuciowej pokazanej w filmie i znów osiąga klasę arcymistrzowską.

    na drugim planie świetna jest postać tej alkoholiczki, szwagierki chyba ? no to po prostu kobieta-kamikadze, żywa jak rtęć, kapituluje przed swoim nałogiem i zauważcie, jak jest z tym pogodzona.
    nie ma się co szarpać, powiada.

    doskonała jest scena, kiedy w 5 minut - pod piosenke i teledyskowy montaż okrążającą kamerą - na przestrzeni jednego pokoju i dwóch mebli serią krótkich niemych scenek z życia Margot i Daniela pani Polley pokazuje wszystkie fazy wzrostu, rozkwitu, rutynizacji i wreszcie paraliżu związku.

    "Związek jest jak rekin. Musi iśc do przodu, inaczej uimiera. Nasz związek jest martwym rekinem", mawiał Woody Allen [dzięki, Siostro, za niestrudzoną popularyzację]. Tutaj są aż dwa martwe rekiny. a co więcej, pani Polley sugeruje,że każdy rekin wykonuje tę samą drogę ku upadkowi. Ofk, jesli w swoim zamierzeniu pokazać chciała zasadę.

    jesli chodziło o pokazanie konkretnej bohaterki, to chyba można by się pokusić o wyłapanie błędów. Ewentualnie, uznanie że Margot, ze względu na swój temperament i postrzeganie tematu, skazana jest na przechodzenie cyklów. Aż wreszcie w którymś momencie zmieni się wewnętrznie i uzna, że już namiętnośc nie jest kluczowa.

    z drugiej strony, może jednak chodzi o uniwersalny model wg Sary Polley ?

    jak sądzicie, jak to odczytaliście ?
  • siostra_bronte 05.03.15, 18:17
    W Polsacie o 0.20. Greku, mam nadzieję, że obejrzysz. Od początku! :)
  • grek.grek 06.03.15, 13:47
    dzięki, Siostro :]
  • grek.grek 06.03.15, 13:58
    o, to wczoraj był ! no to przegapiłem. po "Take THis Waltz", który zakończył się ok 0:40, zasnąłem snem sprawiedliwego...

    niestety, wczoraj nie byłem już na forum wieczorem, nie udało mi się przeczytać Twojej zapowiedzi.
    a czytając przed chwilą, nie skojarzyłem, ze chodziło o minioną noc.

    dopiero sprawdzając w ramówce dotarło do mnie sedno mojej pomyłki.

    nie ma wyjścia, ten początek zobaczę pewnie gdzieś w sieci. ewentualnie przy okazji
    następnego replaya w TV :]
  • siostra_bronte 06.03.15, 16:23
    Zamorduję!! :) Napisałam jak wół w poście z zapowiedziami na ten tydzień, że emisja będzie w czwartek!

    Tego filmu nie można oglądać w sieci na małym ekranie, bo to byłaby zbrodnia. Musisz poczekać na powtórkę w Polsacie.
  • grek.grek 06.03.15, 16:31
    zawaliłem sprawę :]

    ale nie ma strachu w naszym fachu, Siostro, na pewno obejrzę ten początek i będę miał komplet.
    w sieci czy w TV - dopadnę ! ;]
  • grek.grek 06.03.15, 16:17
    kryminał z Hongkongu.

    po oryginale "Infiltracji" mam jakieś dobre skojarzenia z crime made in Hongkong :]

    tutaj akcja rozwija się wokół pomysłu zlikwidowania jednego z gangsterów, który wybrał
    życie rodzinne kosztem udziału w mafii, więc dla byłych kolegów stanowi zagrożenie z powodu
    wiedzy jaką posiada. Jest na niego wyrok, ale jest też frakcja która chce go uratować.

    brzmi nieźle, problem może być - jak zwykle - z orientacją kto jest kim, bo te twarze takie podobne... ;]]

    Polsat, 0:00
  • grek.grek 06.03.15, 16:26
    20:20
    kino amerykańsko-tajwańskie, opisywane jako "komedia obyczajowa".
    nominacje do Oscara, Globu i Bafty w kategorii film nieanglojęzyczny.

    dom na przedmieściach Taipei.
    ojciec, były szef kuchni, ma trzy córki, same panny : najstarszą - nauczycielkę, które posiada osobistego anonimowego wielbiciela i niedawno została chrześcijanką; średnią - kierowniczkę w liniach lotniczych z planami emigracji do Europy; najmłodszą - studentkę, dorywczo pracującą w fast foodzie i od pewnego czasu zakochaną [w kimś chyba ? ;)].

    rzecz się obraca wokół niedzielnego rytualnego obiadu, podczas którego wszystkie postaci uwzewnętrznieją własne uczucia i poglądy, a potrawy pojawiające się na stole mają symboliczne znaczenie.

    brzmi co najmniej intrygująco, nieprawdaż ?

    skaczemy ? :]

    PS : w opisie stoi "w filmie pojawiają się jeden z najbardziej spektakularnych scen kulinarnych w światowym kinie"

    ha, i co powiecie na takie dictum ? :]

    PS : oby tylko aktorki i aktorzy byli do rozróżnienia ! :]]

  • barbasia1 07.03.15, 00:02
    Ale tatko wywinął numer! ;)
    W tajemnicy romansował z koleżanką jednej z córek (dobrze mówię, Greku? ), rozwódką z małą córeczką, i pewnego dnia podczas uroczystej wykwintnej kolacji ku przerażeniu córek, oświadczył, wypiwszy wcześniej kilka toastów dla odwagi, że ma zamiar związać się z dziewczyną. Matka dziewczyny, której starszy pan wspaniale gotujący, wdowiec i dobry człowiek wpadł w oko, usłyszawszy to padła na ziemię zemdlona, a kiedy odzyskała przytomność wpadła w histerię, aż musiano ją wynieść z pokoju. Ale zdaje się koniec końców pogodziła się z sytuacją. Zajmowała potem swoją wnuczką.

    Oglądałam, ale niestety, na wyrywki, bardzo żałuję, bo film szalenie ciekawy, także ze względu na egzotyczne klimaty.
    Tej spektakularnej sceny kulinarnej nie widziałam. Opowiesz, Greku?
  • grek.grek 07.03.15, 13:13
    haha, finał tej historii rzeczywiście jest komiczny :] Starszy pan oświadcza, że żeni się z córką starszej pani, a ta najpierw siedzi nieruchomo jakby kij połknęła, a potem zaczyna się trząść coraz szybciej i pada jak długa z krzesła na podłogę. Towarzystwo rzuca się z pomocą i zaczynają ją NOSIĆ z pokoju do pokoju, a ona krzyczy "Bóg wam tego nie puści płazem !" - czysta komedyja :"]

    z chęcią opowiem, Barbasiu :]

    Dom na przedmieściach Taipei, stary, klimatyczny, ale jednocześnie zupełnie współczesny. Starszy pan, zwany dalej Ojcem i jego trzy córki - Najstarsza, Średni i Najmłodsza [imion nie wspomnę, poza tym, w opowieści i tak wypada chyba utrudniać czytania takimi łamańcami, hehe].

    Ojciec jakoś tak po 70-tce jest, ale biega codziennie i generalnie żywotnym starszym panem jest. Pracował jako szef kuchni w pewwnej ekskluzywnej restauracji. Musi być ekskluzywna, bo jadają tam oficjele polityczni. Teraz zażywa emerytury, ale czynnej bardzo i wciąż pełnej gotowania. Tyle że teraz już dla rodziny, dla córek, które wieczorem wracają do domu i trzeba je nakarmić. Nadal starszy pan osobiście ubija kury, patroszy ryby i cała resztę też. Jak w restauracji mają nagłych ważnych gości, to wzywają go telefonicznie, pan starszy przyjeżdza i ogarnia całe zagadnienie, a przygotowany przez niego specjał rozaniela ważniaków.

    Ojciec ma przyjaciela, też pracownika tej knajpy, z którym zawsze może pogadać przy wódeczce, pośmiać się i zwierzyć się z kłopotów. Ot, choćby takich jak ten, że chciałby by jego córki wyprowadziły się wreszcie z domu :] Żona starszego pana, matka córek, zmarła przed laty. Córki próbowały wyswatać Ojca, ale pamięć o nieboszczce żonie była w nim zbyt żywa, aby cokolwiek z tego wyszło.

    Kłopocze Ojca także to, że jakby... tracił smak. Jego potrawy coraz częściej są jakieś nietrafione. Córki zwracają na to uwagę, on się upierra że jest dobrze, ale jednocześnie zupełnie nie czuje smaku własnych potraw. To go martwi okropnie, bo przecież całe życie był mistrzem smaku. "Straciłem smak, teraz zostało mi już tyllko uczucie", mówi nostalgicznie.

    Najstarsza córka uczy chemii w męskiej szkole. Jest dośc surowa i wymagająca. W codziennym obejściu - poważna i wycofana, a jednocześnie tęskniąca za uczuciem, za związkiem z jakimś mężczyzną. Po częsci to jej naturalna potrzeba, a po części wynik nieustannego słuchania jak otoczenie pyta "A kiedy wreszcie znajdziesz sobie męża ?", albo w wersji denerwująco troskliwej "POwinnaś kogoś mieć", w w wersji wnerwiającej do czerwoności : "W twoim wieku powinnaś już kogoś mieć" ;]

    Pani kiedyś była zakochana, ale ten chłopak ją rzucił. Od tej pory stroni od miłosnych zawirowań.

    Pewnego dnia wpada jej w oko trener siatkówki, który w czarnych okularach jeździ na motorze. Piłka z boiska wpada na szkolny korytarz, ona mu ją odrzuca, on się jej kłania, a ona się z miejsca jest zakochana w nim. POtem on wyjeżdza tym motorem, a ona czeka na autobus, on ją zagaduje, a ona zakochana jest jeszcze bardziej.

    Kiedy już jest tak fajnie, to nagle cos psuje, bo wprawdzie on do niej macha i się uśmiecha, ale jak wyjeżdza motorem do domu ze szkoły, to nie zwraca już na nią uwagi. No i ona jest smutna, co kamera podkreśla w sposób widoczny, a jakże subtelny.

    Któregoś dnia ona słyszy jak ze szkolnej stołówki dobiega piosenka o miłości. I to on ją śpiewa. W formie karaoke. Ona idzie do tej stołówki jakby ją sam Kaszpirowski przyciągał magnesem. A kiedy on kończy, to ona wchodzi na piedestał i śpiewa werrsy z Biblii "Miłość nie szuka poklasku...itd", w pełnej wersji.

    Bo Najstarsza Córka jest katoliczką. Ochrzciła się niedawno i bardzo przestrzega prawd i rytuałów wiary. Nawet modli się przed posiłłkami.

    Któregoś dnia dostaje list miłosny. Potem następny. Leży sobie w eleganckiej kopercie przy jej biurku w pokoju nauczycielskim. Od tego momentu sen z powiek spędza jej pytanie : kto jest tym cichym wielbicielem ? Rozgląda się dookoła, ale widzi samych starych profesorów, zajętych bardziej siorbaniem herbaty niż zwracaniem uwagi na nią. A może to ten siatkarz ? No nie bardzo, na poetę nie wygląda, a poza tym taki z niego trochę poczciwy fajtłapa. Zawsze się musi potknąć, coś wywrócić albo kontuzję odnieśc w trakcie gry. Więc KTO ?

    Średnia Córka pracuje w liniach lotniczych. KOstium, sukienka nad kolano, czarne rajstopy. Zarówno ona jak i dwie pozostałe są zupełnie pop europejsku noszącymi się damami. Wszystkie są ładne. I o urodzie na tyle odmiennej, że od początku łatwej do rozróżnienia ;]

    Ma plany - zainwestowała swoje oszczędności w kupno nowego domu, liczy na awans w pracy, a tak w ogole, to chce wyjechać do Amsterdamu i zacząć tak nowe życie.

    Kiedyś była obiecującą mistrzynią kuchni, ale papa wysłał ją na studia i zachęcił do innej działalności. Why ? "Nie chciałem, żebyś utonęła w tym kuchennym smrodzie", powiada Ojciec, a ten jego przyjaciel wtóruje "To była słuszna decyzja, zobacz ile osiągnełaś".

    Średnia Córka spotyka się z eks-narzeczonym. Kiedyś ze sobą chodzili, dzisiaj nadal się lubią, a widują się dla seksu.
    Jednocześnie w pracy pojawia się jakiś nowy współpracownik, który przyejchał specjalnie by wykonać jedno zadanie dla firmy. I akuratnie z nią to zadanie wykonuje. POwoli, albo nawet jeszcze szybciej, przeradza się to w zaczątek romansu, tyle że Średnia Córka chyba wykonała jakiś research i wyszło jej, że to jest TEN facet, który pzed laty rzucił jej Starszą Siostrę. On się broni, że to nieprawda. I okazuje się, ze Najstarsza Córka zmyśliła sobie ten romans. Żeby mieć alibi dla niespotykania się z mężczyznami ? Żeby dano jej spokój ?

    Potem gośc wyjeżdza. Proponuje Średniej Córce wyjazd do Sydney, ale ona odmawia. Przy okazji deweloper bankrutuje i przepada jej kasa na mieszkanie. A na domiar wszystkiego ten kolega od seksu się zakochał, zamierza sie ożenić. Proponuje jej dalsze spotkania, ale ona nie ma ochoty seksualizowac się z żonatym.

    A jakby tego było mało, to któregoś dnia widzi ojca, który w szpitalu odbiera jakies wyniki badań na oddziale sercowo-naczyniowym. Czyżby starszy pan był chory ?
    Średnia Córka dostaje w pracy awans, i to chyba ten awans wiąże się z wyjazdem do Europy ? Ale jak wyjechać, jeśli Ojciec jest... umierający ? CIęzko chory ?

    Najmłodsza Córka studiuje, a po szkole dorabia w fast foodzie. Nosi dżinsy i męskie koszule rozpięte :] Pewnego razu poznaje chłopaka swojej koleżanki. Zaczytanego w Dostojewskim. Jej koleżanka go ignoruje, zbywa, on z tego powodu jest rozżalony, więc panna Najmłodsza postanawia skorzystać, bo on się jej podoba bardzo. I zaczyna sie z nim umawiać. Ostatecznie rozbraja ją fakt, że chłopak robi zdjęcia swojej babci, a robi je dlatego, bo tylko błysk flesza powoduje jeszcze jakieś jej reakcje, a on tych reakcji bardzo potrzebuje, bo kocha babcię ogrommnie.
    I od tej pory są parą.

    cdn
  • grek.grek 07.03.15, 13:52
    I jak już zaczynają sie doskonale rozumieć, to się okazuje, że te koleżanka, której odbiła tego chłopaka - tak naprawdę "ignorowała go, bo chciała wydać mu się trudniejszą do zdobycia, a tak naprawdę kocha go ogromnie". I płacze. Najmłodszej Córce głupio się robi, ale nie puszcza pary z ust, że to ona jej go odbiła. Na razie wiadomo tylko tyle, że chłopak tamtą sobie odpuścił :] POtem ofk musi wyjśc na jaw, i relacja z koleżanką rozpaść się musi.

    Mija jakiś czas i przy kolacji... BĘC - Najmłodsza Córka oświadcza, ze jest w ciąży ze swoim oblubieńcem :] I wyprowadza się do niego.

    Tutaj trzeba wspomnieć o Przyjaciółce Domu - młodej, atrakcyjnej, niezwiązanej formalnie z Ojcem i Córkami. Z jedną z nich chodziła do szkoły i tym sposobem za tę Przyjaciółkę robi. Ma córkę, 8-letnią na oko. Ta mała nazywa Ojca "dziadkiem".

    Ojciec zawiera z małą układ - ona nie chce jeśc mamusinych śniadań, więc Ojciec proponuje, że będzie jej gotował do szkoły, a to co mama przygotuje, to sam zje. No i tak to trwa, a w szkole dania robione przez Ojca vel Dziadka robią taką furorę, że mała musi przyjmować zamówienia. Starszy pan cieszy się z tego powodu i bawi go cała konspiracja.

    Któregoś dnia mała nie może iśc do szkoły, więć Przyjaciółka Domu sama wpada do Ojca i wyznaje mu, ze wie o "ich sekrecie" i jesli on nie ma nic przeciwko, to niech tak to zostanie. I zawstydzona mówi "Pan jadł moje potrawy... o Boże, mistrz kuchni jadł moje wyczyny kulinarne", a on ją pociesza, że mu smakowały [smak stracił, więc co mu zależy ;)]. Bawi ich oboje cała sytuacja, ona się w ogóle nie gniewa na niego i swoją córkę, a jemu jest przyjemnie...

    Niebawem z Ameryki wraca Matka Przyjaciółki DOmu. Fertyczna pani po 60-tce kopcąca jak komin i niezmiernie rozgadana. Na jeden temat : jak złym wynalazkiem ludzkości jest małzeństwo :] Jje się nie udało, córce się nie udało, więc jak może być dobre ? :]] A jednocześnie gorliwie namawia ona wszystkie Córki starszego pana, żeby się żeniły jak najwcześniej, hehe. Pani z Ameryki odwiedza starszego pana codziennie, rozmawiają, a raczej - ona mówi i zadmuchuje go kłębami dymu papierosowego, więc wydaje się, ze kwestią czasu jest małżenstwo.

    Wtedy jednak nastrępuje moment, który opisała Barbasia - uroczysta kolacja na której Ojciec oznajmia, że on i Przyjaciółka Domu zamierzają się pobrać, co konsternuje jednych i w panikę wpędza innych :]

    Co ciekawe, starszy pan prezentuje Matce Przyjaciółki Domu najnowsze swoje badania medyczne, weddle których jest okazem zdrowia. Tutaj Średnia Córka może odetchnąć, Ojciec nie jest chory, badania przeprowadzał na zupełnie inną okoliczność niż swoje niedomagania rzekome.

    Tutaj warto domknąc wątek Najstarszej Córki. Cichym wielbicielem piszącym do niej miłosne listy okazał... okazali się... uczniowie z jej klasy. Miał to być zart, a poniekąd także zemsta, za to że na lekcji skonfiskowała jakieś miłosne listy jednemu z uczniów, pogięła kartkę i wrzuciła do śmietnika.

    Ciekawe są okolicznośći, w których następuje ujawnienie. Oto w domu pani jest zamęczana przez miłosne pieśni z okna pobliskiego domu. Na tyle ją to wnerwia, ze targa wielgachne kolumny do swojego otwartego okna, odpala na pełnyt regulator jakieś klasyczne arie i od razu ją to uspokaja. I napawa taką pewnością siebie, ze następnego dnia pojawia się w szkole zrobiona na bóstwo, wszyscy się za nią oglądają, a ona wkurzona łapie za jakiś mikrofon ze stołu nieopodal boiska sportowego i drze się na całą szkołę, żeby ten piszącyt do niej listy wreszcie miał odwagę [ona użyła sformułowania "miała jaja" :)] wyznać kim naprawdę jest.

    No a potem łapią tych uczniaków i dają im naganę. A ona jest tym wszystkim taka wyczerpana uczuciowo,że rzuca sie w ramiona siatkarza [najpewniej z pozycji libero, na oko 165 cm ;}]. I całuje go, a on nie ucieka.

    No i podczass kolacji Najstarsza Córka wyznaje Ojcu i Siostrom, że... też zaszła w ciążę ? NIE - że wyszła za mąż za siatkarza. Dlaczego ? Bo bardzo chcieli mieć seks, ale ona jest chrześcijanką, bez ślubu nie wolno, więc ożenili się raz dwa i na łapu capu,żeby pójśc do łózka ze sobą, haha :]

    Po tym wyznaniu biegnie po niego, bo zostawiła go za furtą domu. Przyprowadza, przedstawia, a wszyscy są w zaskoczeniu. A potem odjeżdzają motorem zegnani milczącą asystą rodzinną.

    Będą dobrym małzeństwem - ona prowadzi go do chrztu, a potem dyryguje nim podczas przeprowadzki, jak samobieżnym robotem. A on się tylko uiśmiecha i oczywiście potyka co i coś upuszcza, albo sam się przewraca, i na jej troskliwe "Nic ci nie jest ?", zapewnia że "wszystko doskonale !". Pasują do siebie idealnie, jak pompon do pantofla ;]]

    Na tej kolacji Ojciec oznajmia także, że zamierza sprzedać dom i już wpłacił kasę na zupelnie nowe mieszkanie w innej częsci miasta. On, Przyjaciółka DOmu i jej córka zamierzają tam zamieszkać.

    Najmłodsza Córka niańczy dziecko ze swoim Babci Fotografem, Najstarsza urządza dom z Panem Fajtłapą, a Średnia...

    ....Średnia mieszka ciągle w domu rodzinnym, Ojciec powoli wyprowadza z niego graty do nowego lokalu. Ona zapewne wyjedzie do etgo Amsterdamu, ale zanim zaczną nowe rozdziały życiowe... ona robi kolację, którą jedzą we dwoje - Ojciec ze zdumieniem i szczęściem odkrywa, że... ZNÓW CZUJE SMAK potraw ! I to własnie dzięki jej zupie. Oboje się uszczęsliwieni i cieszą się cicho swoim towarzystwem przy jednej z ostatnich kolacyjek :]

    świetny film.
    ciepły, sympatyczny, nieprzesadzony w ekspresji, a jednocześnie niegłupi film. Nie dziwią te nominacje do nagród prestiżowych.
    Bliski komediom obyczajowym rodem z Francji czy Włoch.

    reżyserem jest ANg Lee, to jego druga fabuła, po której przyszły "Brokeback Mountain", "Ostrożnie, pożądanie" czy "Przyczajony tygrys..."

    yicBx-okC3k
  • grek.grek 07.03.15, 13:53
    jeszcze raz :
    www.youtube.com/watch?v=yicBx-okC3k
  • barbasia1 08.03.15, 18:04
    Będą dobrym małzeństwem - [...] a potem dyryguje nim podczas przeprowadzki, jak samobieżnym robotem. A on się tylko uiśmiecha i oczywiście potyka co i coś upuszcza, albo sam się przewraca, i na jej troskliwe "Nic ci nie jest ?", zapewnia że "wszystko doskonale !". Pasują do siebie idealnie, jak pompon do pantofla ;]]

    Hahaha! :)))
    Widziałam ich ognisty pocałunek. I scenę chrztu męża najstarszej córki.

    Greku, nie wiem, czemu tak sobie pokpiwasz z tej uroczej pary? ;) Są szczęśliwi ze sobą, to najważniejsze.

    Świetny film, miałam nadzieję na powtórkę w weekend , niestety nie było. Ale może jeszcze upoluję go.

    Wyczytałam, że "Jedz i pij, mężczyzno i kobieto" (1994) stanowi ostatnią część tzw. "trylogii ojca", którą wraz z nim tworzą filmy / musimy obejrzeć!/ "Tui shou" (1992) i "Przyjęcie weselne (1993). "Wspólnym motywem fabularnym trylogii jest postać ojca, Chińczyka z kontynentu, który reprezentuje dawne wartości i tradycyjną, chińską kulturę. Światopogląd ojca stanowi w tych filmach źródło konfliktu pokoleń, starcia młodości z doświadczeniem, tradycji z nowoczesnością".

    Motyw konfliktu z ojcem , wyczytałam też, ma źródło w biografii reżysera. Ojciec Anga, uciekł przed prześladowaniami z Chin do Tajwanu, był zawiedziony pasjami artystycznymi syna. Ojciec, dyrektor szkoły, chciał by syn został profesorem, ale ten nie dostał się nawet na prestiżową uczelnie na Tajwanie.

    old.piecsmakow.pl/2011/index.php/pl/focus-tajwan/tozsamosc-wyspy-kino-tajwanu
    Polecam zajrzeć pod ten link!

    Dzięki za opowieść.


  • barbasia1 08.03.15, 19:08
    Motyw konfliktu z ojcem , wyczytałam też, ma źródło w biografii reżysera. Ojciec Anga (uciekł przed prześladowaniami z Chin do Tajwanu) był zawiedziony pasjami artystycznymi syna. Ojciec, dyrektor szkoły, chciał by syn został profesorem, ale ten nie dostał się nawet na prestiżową uczelnię na Tajwanie.

    PS
    "W"trylogii ojca" Ang Lee proponuje niekonwencjonalne rozwiązanie familijnych antagonizmów, stary porządek współistnieje z nowym, rodzice i dzieci żyją po swojemu, zmienia się definicja rodziny, jednak harmonia zostaje zachowana."
    old.piecsmakow.pl/2011/index.php/pl/focus-tajwan/tozsamosc-wyspy-kino-tajwanu
  • grek.grek 10.03.15, 12:16
    haha, wiesz, tak sobie życzliwie żartuję ;]
    też uwazam, że się dobrali jak w korcu maku : ona lubi rządzić, on nie ma nic przeciwko -
    i o to dopasowanie tutaj chodzi, jak sądzę.

    sprawdzałem tu i ówdzie w sieci, ale nie znalazłem tego filmu.
    chyba rzeczywiście powtórka w TV jest najszybszym sposobem obejrzenia.

    dzięki za, jak zawsze, świetne uwagi, Barbasiu :]

    Tajwan w tym filmie zupełnie europejsko się prezentuje, jak chodzi o obyczaje, stroje, styl
    bycia.

    dzieki za link :]

    a cała przyjemość po mojej stronie :]]
  • grek.grek 07.03.15, 13:59
    przepraszam, Barbasiu, przejęzyczyłem się - chodziło o "JEDNE z najbardziej spektakularnych scen kulinarnych" :]

    w sumie... spektakularne było chyba otwarcie :
    www.youtube.com/watch?v=fZoH4bUL5vc

    a do tego... czy ja wiem ?... kilka mniejszych ujęć gotowania i przyrządzania, duzo obrazków potraw, efektownych i egzotycznych, w scenach poszczególnych zjadanych ze smakiem przez bohaterów.

    wiesz, ja tak średnio się znam, więc zacytowałem z opisu :] a na ile rzeczywiście te sceny są w światowym kinie wyjątkowe - trudno mi powiedzieć. Może to jakaś forma reklamy była ? :]
  • barbasia1 08.03.15, 00:35
    Dzięki! :) Fantastyczna scena! Jak piękne zrobione zostały pierożki.


    Z perspektywy widza europejskiego, który nie miał styczności z kuchnią chińską, z egzotycznymi potrawami, specyficznymi, czasem skomplikowanymi, sposobami ich przyrządzania sceny kulinarne na pewno wydają spektakularne. Żadnej przesady w tym sformułowaniu nie ma, uważam.


    Ufff! Mały remoncik i malowanie łazienki i wc skończony. ;)
  • grek.grek 10.03.15, 12:17
    mnie te żaby żywe przeraziły do głębi ;]

    o yes.

    gratulacje ":] krok po kroku i aby do końca :]
  • siostra_bronte 07.03.15, 12:34
    Zaczyna się :) W Kulturze o 17.05. Przyznam, że nic nie wiem o tym filmie. Rok 1932 więc to pewnie raczej wprawka mistrza, ale trzeba obejrzeć!
  • grek.grek 07.03.15, 17:18
    tam tam tam ram, startujemy :]

    ja spróbuje wieczorem, o 23:30 jest powtórka.

    już ciekaw jestem Twojej recenzji :]
  • barbara8436 10.03.15, 16:00
    Widziałam, świetny film. Polecam wszystkim!
  • barbasia1 08.03.15, 00:36
    Dobrze, że przypomniałaś, Bronte! Nagrałam, może zdążę obejrzeć jutro rano!?
  • grek.grek 08.03.15, 13:13
    obejrzałem, dzięki Siostro za zapowiedź :]

    godzinna fabuła, szybkie tempo, zwroty akcji.
    ileż to razy zmienia się nasze podejrzenie, kto jest detektywem Bartonem ? :]
    ilez razy zastanawiamy się, gdzie jest złoty naszyjnik ? czy nadal ma go włóczęga czy zdązył zgubić >

    trochę retro-style wypadła scena kradzieży naszyjnika przez włóczęgę hersztowi złodziejów, a także
    sposób w jaki udaje on martwego. ale to szczegół przecież.

    ponoć sekwencja pościgu autobusu i pociągu realizowane były za pomocą makiet i zabawek.
    jakbym nie wiedział o tym wcześniej, to bym nie zwrócił uwagi, ale skoro już zwróciłem uwagę, to
    podziwiałem jak dobrze to wyszło. jedyny moment, w którym zabawki i makiety wyglądają jak
    zabawki i makiety, to scena w której pociąg zaczyna hamować we wnętrzu portowego magazynu.
    Roztrącane przez niego pudła i skrzynie sypią się jak kartoniki po zapałkach, a sama lokomotywa
    zdradza jednak znamiona elementu kolejki dziecinnej :] Ale jakbym nie wiedział, to bym zapewne
    nie był w ogóle podejrzliwy.

    znikające zwłoki z podłogi na piętrze - mistrzowski manewr.
    pojawienie się właściwego Sheldrake'a - świetne.
    pojawienie się udawanego Sheldrake'a - jeszcze lepsze, zwłaszcza ten tekst, którym płynnie wchodzi w rozmowę swoich wspólników [oni nie mają pojęcia, jak Sheldrake wygląda, więc w tym momencie są oszukiwani].

    bójka Shledrake'a z Ayckroydem - zabawny montaż, ewidentnie markowane ciosy, a poza tym postaci poruszają się w nienaturalnie szybki sposób, co w połączeniu z dośc dyskusyjną choreografią tej walki daje swoisty efekt ;]

    dialog.
    Barton do włóczęgi : co masz w kieszeni, mów szczerze !
    wlóczęga : dziurę !
    :]]

    aktor grający włóczęgę zdecydowanie wyróżnia się, rzec by można, japońską ekspresją :] japońską i to z niemych filmów, hehe.

    dziewczyna-niemota nagle zaczyna mówić - dobre to było.

    znakomicie dobrana okoliczność starego domu z sypiącym się dachem.
    A scena kiedy włóczęga i detektyw widzą na ścianie tańczące cienie, jakby człowieka który chodzi na czworokach, którym towarzyszą jakieś jęki i dźwięki... w tej ciemności rozjaśnianej tylko płomykiem świecy - klasyka. Wrażenie robi. Zwłaszcza że chwilę później przez zmurszały sufit coś/ktoś spada na podłogę tuż nieopodal nich...

    no i jak przyjemnie obejrzeć na ekranie staromodnych przestępców : czarne rękawiczki, elegancki kapelino, prążkowany garnitur, czysta [miejscami] koszula i chyba nawet krawat. Bajka. A zamiary mają niezgorsze od tych zupełnie współczesnych. Tyle że manifestują je nie zaciśniętymi ustami znamionującymi bezwzględność :]

    świetny film. I jaka puenta !

    1932 rok - to był dobry rok... :}]
  • siostra_bronte 08.03.15, 15:01
    Dzięki, Greku :)

    Hm, no jednak widać, że to film z 1932 r., choćby w nazbyt ekspresyjnym aktorstwie włóczęgi, bliższym kinu niememu. Chociaż to akurat była zabawna postać. W sumie całość wyszła trochę nieporadnie. Przyznam, że w ogóle nie połapałam się kto, komu i dlaczego ukradł ten naszyjnik :)

    Ale są fajne momenty, na przykład gra cieni na schodach domu, scena kiedy ukryty w łazience facet zachodzi włóczęgę od tyłu, albo gdy głuchoniema zaczyna mówić. No i rozpędzony pociąg, którego nie można już zatrzymać. Masz rację, na końcu było widać, że to dziecinna kolejka, hehe.

    Na szczęście Hitchcock szybko robił postępy i następny film przeglądu "39 kroków" będzie już znacznie lepszy :)
  • grek.grek 08.03.15, 17:27
    :]

    z tego, co mi się wydaje, to włóczęga ukradł ten naszyjnik samemu Sheldrake'owi, który zanim się ujawnił reszcie gangu - wyciągnął go ze skrytki w skrzynce przy transformatorze. Przedtem poddusił włóczęgę, ale go nie udusił i tamten kątem oka zobaczył jak Sheldrake wyciąga i chowa naszyjnik. Kiedy po chwili Sheldrake raz jeszcze pochyla się nad włóczęgą, żeby go skontrolować na okoliczność ewentualnego oddychania, włóczęga sprytnie kradnie mu go z kieszeni.

    ha, z tą kolejką to ciekawa story :]
    a jakbyś nie wiedziała wcześniej, czy później,że to kolejka jest i zabawki - domyśliłabyś się

    świetnie.
    10 filmów.
    będzie się działo :]
  • grek.grek 08.03.15, 17:31
    *domyśliłabyś się ?
  • siostra_bronte 08.03.15, 17:39
    Tak, to jakoś zrozumiałam :) Chodziło mi o to skąd ten naszyjnik wziął się tej skrzynce.

    Yes, już się cieszę na następne filmy :)
  • grek.grek 08.03.15, 18:10
    wydaje mi się, że oni się tam spotkali własnie z tego powodu. naszyjnik został skradziony, ukryty w tym opuszczonym domu, a cała szajka zeszła się, zeby się spotkać i zabrać go, a potem spienięzyć.

    swoją drogą, nie zdziwiło Cię, że Shledrake dopiero długo później orientuje się, ze jednak nie ma w kieszeni tego naszyjnika ? ;]

    tak sobie pomyślałem, że jakby na mnie padło, to bym sprawddzał co 3 minuty, hehe.
    ale ja mam nikłe doświadczenie w branży, więc... sama rozumiesz ;]

    mogliby codzinnie puszczać jeden :]

  • siostra_bronte 08.03.15, 18:29
    Ok. Wciąż jednak nie wiem komu skradziono ten naszyjnik i jak, ale powiedzmy, że to nie ma większego znaczenia.

    Hehe, masz rację, powinien sprawdzać czy ma naszyjnik co parę minut. Ale wtedy fabuła by się nie rozwinęła.

    Byłoby super. Ale wyobrażasz sobie "Psychozę", "Zawrót głowy" i " Okno na podwórze" dzień po dniu? To byłoby jednak za wiele nawet dla tak zaprawionych w bojach zawodników jak my :)
  • grek.grek 09.03.15, 13:04
    i mnie tak się właśnie wydaje :]

    och, myślę że sprostalibyśmy temu przyjemnemu zadaniu...
    najwyżej padlibyśmy z przejedzenia, ale TAKIE przejedzenie to czysta rozkosz, nieprawdaż ? :]
  • grek.grek 07.03.15, 17:28
    Pepsic [dwukrotnie] recenzowała jako : "piękny i prawdziwy film o miłości w cieniu narkotykowego dna", "wariacja w tonacji "Requiem dla snu", z "wielkim dramatem rodziców uzdolnionej dziewczyny"

    dobra reklama ":]

    z opisu : dziewczyna z dobrego domu zaintrygowana biednym poetą, natchnienia szukającym w heroinie. Z czasem i ją zaczyna wciągać ten nałóg. no i ci rodzice na drugim planie...

    śp Heath Ledger, Abbie Cornish [pamietam ją z "Jaśniejszej od gwiazd", tam też wiązała się z poetą; i sama poetką była] WITH Geoffrey Rush.

    skok wydaje się obowiązkowy :]
  • siostra_bronte 07.03.15, 18:30
    Yes, taka pochwała ze strony Pepsic rzadko się zdarza :)

    Niestety, nie dam rady obejrzeć. Przy okazji, na ten tytuł natknęłam się szukając info o Rodriguezie. Jego piosenka "Sugar man" pojawia się w tym filmie (2006 r, a więc na 6 lat przed oskarowym dokumentem).
  • grek.grek 08.03.15, 14:03
    co prawda, to prawda ;]]

    mnie się udało skoczyć.

    z "Requiem..." z pewnością łączy go konstrukcja : tam były pory roku, poczynając od kwitnącej wiosny, aż po przerażającą zimę. Tutaj są 3 rozdziały : Niebo, Ziemia, Piekło nazywające kolejne etapy nie tyle historii uzależnienia bohateerów od heroiny, ile ich związku uczuciowego.

    w NIebie : poznają się, zakochują w sobie, uznają że są dla siebie stworzeni. Candy maluje, Dan pisze wiersze. Jej rodzice średnio widzą jej związek z niemajętnym poetę, który dodatkowo nie szuka stałego źródła dochodów, ale ona jest tak pochłonięta tą milością, że starzy na boku pomagają jak mogą [ojciec] i gryzą się w język przed ostrzejszymi stawianiem spraw niż to w istocie czynią [matka].

    Dan bierze od dawna, Candy zaczyna brać żeby sie z nim tym bardziej zespolić, mimo że on jej nie zachęca do zacieśniania relacji takimi sposobami.

    pojawia się postać Caspera, świetnie granego przez niezawodnego Geoffreya Rusha - 50-paro latka, który żyje jak dzieciak, gra sobie w komputerowe strzelanki, sprasza do domu kochanków, których utrzymuje za pomocą prezentowania im działek narkotykow.

    jak Candy i Dan muszą dziabnąć, a nie mają skąd wziąć prochów, to idą do Caspera. On im zawsze za friko coś da. taki dobry wujek, a może nawet dobry duszek [imienne nawiązanie do bajkowego Caspra chyba nie jest przypadkowe].

    są pierwsze ostrzeżenia : pewnego razu Candy o mało nie przesadza z działką i Dan ratuje ją w ostatnim momencie. Wreszcie : w momencie kompletnego doła finansowego, Candy sprzedaje się za 50 dolków jakiemuś komuś.

    Ale dominuje miłość, wzajemność i optymizm.

    Ziemia przynosi małzeństwo, wspólne mieszkanie w jakiejś klimatycznej ale jednak piwnicy, nerwowość Candy której przeszkadza nocne siedzenie Dana przy filmach albo krzyżówkach, a do szału doprowadza kiedy przynosi działkę i się z nię nie dzieli od razu i sprawiedliwie. Ona już nie maluje, a on już zapomniał że chciał pisać wiersze.

    I permanentny brak pieniędzy. Na prochy, oczywiście. Candy zatrudnia się w burdelu na etacie już. Właścieie to ona utrzymuje ich oboje. Mówi do Dana "Sam mógłbyś się też wziąć za robotę", na co on "KObiety nie korzystają z usług w TEJ branży. A te które to robią, oczekują mięśniaków. NIe mam szans na tym rynku" :]]

    Z powodu permanentnie niepłaconego czynszu zostają eksmitowani.

    u Caspera Dan sonduje możliwości pracy jako homoseksualna prostytutka, ale po krótkiej wymianie pytań i wyjaśnień, Dan odpada. TO znaczy poajwia się w miejscu spotkań homopartnerów, ale kiedy wyrasta jak spod ziemi pierwszy potencjalny klient - Dan ucieka spłoszony. Zamiast tego kradnie portfel z siedzenia auta zaparkowanego w pobliżu.

    nie ma w nim forsy, ale są karty kredytowe. Dan sprytnie dzwoni do gościa, pzeprasza za złodziejstwo i chce oddać portfel razem z kartami, a robi to tylkko po to, żeby uspokojony gość nie zablokował kat w banku. umaawiają się na następny dzień, ale w momecnie gdy gość czeka na Dana w ustalonym miejscu - ten, upozowany tak by przypominać go ze zdjęcia w dowodzie osobistym - próbuje wybrać kasę na jego kartę. Potrzeba numeru pin, więc Dan udaje pracownika banku i kontaktuje się z facetem na okolicznośc "zastanawiającego i niepokojącego ruchu na pańskim koncie bankowym". Gośc wyznaje że został okradziony z karty, "pracownik bankowy" cieszy się, ze zainterweniował i nie ma kłopotów by wyciągnąc z niego numer pin do sprawdzenia "czy z kontem wszystko w porządku'.

    Dan wraca z 7 tysiakami, a Candy oświadcza mu że ejst w ciąży. Pada propozycja aborcji, ale ostatecznie decydują, że chcą tego dziecka. Ojciec Candy ryczy ze wzruszenia jak bóbr, gdy dowiaduje się że będzie miał wnuka. Candy daje się tej fali porwać i ryczą oboje, ściskając się kurczowo. fakt, mocna scena. Matka wymienia spojrzenia z Danem. Ona węszy kłopoty, on wie że będą.

    dziecko mobilizuje Dana i Candy do proby wyjścia z nałogu. Głód rzuca nimi po łózku, łazience i podłodze, dreszcze, ból, konwulsje, krzyki. Nic tylko oglądają telewizor i głodują z trudem.

    Dziecko rodzi się nagle i o wiele za wcześnie. W tak wczesnym stadium [lekarz nazywa to "spontaniczną aborcją"] nie może przeżyc. Rodzi się więc trupek, a Dan i Candy przytulają go i nawet rozpaczliwie próbują przekonywać, ze "nózką poruszył !". Spędzają całe dni z nieboszczykiem leżąc razem w szpitalnym łóżku. Poruszająca sekwencja, bez dwóch zdań.

    kochają się. Ciągle. Mimo burz i kłopotów, klęsk i nieurodzaju. Wciąz są momenty, kiedy siedzą razem nad wodą czy gdzieś i wydają się być sobie bliscy.

    Po wszystkim wyjeżdzają na wieś. Znajdują jakiś stary dom, który sami starają się remontować. Dan znajduje jakąś pracę. Codziennie zabiera go auto, a wraca po południu. Candy spędza czas w domu, znajduje sobie koolegę z sąsiedztwa, w którym pali marihuanę.

    Odwiedzają ich rodzice. Dochodzi do ostrej zadymy pomiędzy matką, a Candy. Tak ostrej, że rodzice muszą wyjechać.

    MIędzy Candy, a Danem też się psuje. Ona w przypływie jakiegoś zupełnej korby wyrzuca mu, że to koniec, że go nie kocha, że zamierza wrócić do malowania i generalnie ma go za "miękkiego f...a", co wypisuje szminką na białej ścianie.

    Kiedy następnego dnia Dan wraca do domu z pracy, w garści ściskając kwiaty którymi chciał ją przeprosić, zastaje pusty dom, a wszystkie ściany są od sufitu po podłogę zapisane ręką Candy. Z offu leci jej monolog, wiersz ?, poemat ?, w którym zasadniczo wyznaje swoje frustracje, niespełnienia, rozczarowania i dochodzi do wniosku, że ich związek jest martwym rekinem. JUż się nie dogadują, już się nie kochają, już się nie rozwijają w tej relacji, a stabilnośc jaką osiągnęli jest stabilnością opartą na nieporozumieniach. To jednak nie Dan kończy z Candy, a Candy z Danem i swoim wcześniejszym życiem.

    Dan popada we frustrację. Musi wziąć działkę. Jedzie więc do Caspera, ale zastaje go martwego, siedząćego sobie w fotelu, zapewne po złotym strzale.

    Candy idzie na detoks. Do Dana chyba dociera, że po stracie Caspera i Candy, tak naprawdę jedyne co mu zostało, to ON SAM i idzie do pracy na zmywaku i nie tylko aby w wirówce obowiązków znaleźć zapomnienie i byc może uciec od heroiny. W ten sposób oboje wychodzą na prostą. Ale już nie dla siebie nawzajem. On ją odwiedza w tym ośrodku, w którym ona się leczy, ale nie bardzo jest jak złapać kontakt.

    Potem ona, już wyleczona, odwiedza jego. Rozmawiają chwilę i on powiada, że nie mają przyszłości, że jeśli oboje wyszli z tego bagna, to muszą się rozstać, bo gdyby się ponownie zeszli, to tylko kwestią czasu by było, kiedy znów się w nałóg któreś z nich obsunie, a może i oboje. Słowem : pasujemy do siebie w sposób który jest dla nas oboja skrajnie niebezpieczny - musimy się rozejśc na zawsze.

    smutna konstatacja.
    i interesująca zarazem.

    film trafiony. aktorzy [Ledger "like a beatnick" ;), panna Cornish urodziwa i ekspresyjna, a Geoffrey Rush jak zwykle pełen imponującej lekkości i swoistego wdzięku ekranowego, zaś aktorzy gfrający rodziców [mr Martin, mrs Hazlehurst] dobrze zgrani w swoich róznorodnych reackjach na to co robi ze swoim życie ich córka - ojciec wspiera ją, choćby poprzez podrzucanie pod stołem kasy Danowi, aby zadbał o to by jej niczego nie brakowało, a matka w krytyce werbalnej, a jednocześnie jednogłośnie kochający ją i robiący to wszystko z troski o nią.

    dodamy trailer ? :] :
    www.youtube.com/watch?v=bdOgiN2HSs0
  • pepsic 09.03.15, 21:00
    Twój warsztat opisowy, jak zawsze świetny, tylko emocje jakoś średnie. Mam rację?
  • grek.grek 10.03.15, 16:06
    dzięki, Pepsic :] chociaż ja bym się czepiał, niektóre zdania to tragedia ludzka :]

    trafiłaś.
    jakoś nie mogłem się przebić do tych bohaterów.
    brakowało mi ich motywacji, jakiegoś wejścia w głąb, opisania kim oni są, zasugerowania czego chcą,
    w co wierzą, na czym im zależy.
    W jakiś sposób są tutaj limitowani, cała rzecz skupiona jest na ich relacji uczuciowej oraz zdobywaniu pieniędzy na działkę. Wydaje mi się, że brak tym postaciom osobowości, przez co nie wiadomo czy mamy je rozumieć czy oczekuje się raczej współczucia, a wypełnić tę lukę mają aktorzy, ktorzy zresztą spisują się bardzo dobrze.

    na pewno miałaś rację, że jest to dramat rodziców Candy.
    interesującą rolę, jak zwykle, ma Geoffrey Rush i znów kradnie dla siebie cały spektakl. Casper ma styl, wdzięk, widać w nim podstarzałego dekadenta, który zapewne dośc wcześnie zaczął podchodzić do życia ironicznie, a teraz finiszuje z taką samą dezynowolturą. I to właśnie, wg mnie, ta postać pozwala się czytać, coś w niej jest.

  • pepsic 11.03.15, 17:48
    Nie przejmuj sie;) Kobiety sa z Venus, a mężczyźni z Marsa (a może na odwrót?). Ja Candy oglądałam dwa razy z chusteczką.

    bym się czepiał, niektóre zdania to tragedia ludzka.
    E tam. Nic nie zauważyłam (serio, serio), choć przyznaję, że nie zawracam sobie głowy nic nie znaczącymi detalami. Ważne, że 6 zmysłem potrafisz oddać atmosferę każdego filmu prawie w 100%-ach.
  • grek.grek 12.03.15, 14:59
    Venus, Mars - dobre alibi dla mojej nieczułości, biorę ! ;]

    dzięki, Pepsic ! :]
  • pepsic 09.03.15, 21:10
    Na usprawiedliwienie tytułem trawestacji przytoczę maksymę z "Doriana Greya": Lubisz wszystkich, to znaczy, że wszyscy są ci obojętni ~ O. Wilde.
    :)
    Ps. I namawiam na "Candy".
  • grek.grek 07.03.15, 17:34
    made in POland :]

    moment przełomu, czyli styk 80s i 90's w Polsce.
    "yuma" wywodzi się tutaj wprost od "jumania", czyli złodziejowania. tym się zajmują bohaterowie, uprawiający proceder rodem z kultowego tekstu "jakaś karafka, stary zegarek, trzeba zarobić na parę marek, renta, stypendium wyżyć się nie da, tu kupisz, tam sprzedasz, nie weźmie cię bieda" :] jeżdzą do Niemiec, kradną co popadnie i sprzedają to w Polandzie po zawyżonej cenie.

    w tle wątek miłosny, gangster z Rosji, małe ambicyjki... a wszystko to razem prowadzi głównego bohatera w coraz większe maliny.

    Gierszał, Kot, Figura.

    że w TVP taki film, rocznik 2012 ? ho ho... :]
  • maniaczytania 08.03.15, 12:08
    obejrzałam. Dla mnie świetny film. Dla młodych pewnie kompletnie niezrozumiały i nie do uwierzenia.
    Gierszał, Figura, Kot i mnóstwo innych zagrali bardzo dobrze. Odtworzenie realiów też dobre. Ech, no, podróż sentymentalna lekko, zabarwiona jednak pewną niemocą i żalem.

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 08.03.15, 17:29
    dzieki, Maniu :]

    przegapiłem. ale i tak bym nie obejrzał do końca, bo Hitchocka w Kulturze puszczali od
    23:30, więc w sumie wolałem nie zaczynać.

    schyłek PRL i opadłej kurtyny ? mokasyny do białych skarpet, piosenka chodnikowa i
    tureckie swetry ? ;]
  • siostra_bronte 08.03.15, 17:40
    Obejrzałam tylko początek, bo też przełączyłam się na Hichcocka. Zdążyłam zobaczyć dwie sceny seksu oralnego (jedna sugerowana) i Figurę siedzącą na kibelku :)
  • maniaczytania 08.03.15, 17:55
    poluj na powtórkę!

    nie do końca, ale dżinsy-marmurki, kurtki skórzane, adidasy - jak najbardziej ;)
    Piosenki z magnetofonu noszonego na ramieniu też.

    --
    Maniaczytania - blog
  • grek.grek 08.03.15, 18:06
    dzinsowe kurtki dekatyzowane "dekatyzy" ? ;]

    zapoluję z pewnością.
  • maniaczytania 08.03.15, 18:18
    tak!!! właśnie takie :)

    --
    Maniaczytania - blog

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka